- Siostro teraz ja chcę – powiedziała Salomi.
- Jasne – rzekła Rani i dała jej książkę.
Rozdział jedenasty
Błyskawica
Niektórym oczka się zaświeciły.
Harry nie bardzo wiedział, jak mu się udało dotrzeć do piwnicy Miodowego
Królestwa i jak przewędrował przez mroczny korytarz. Wydawało mu się, że
natychmiast znalazł się z powrotem w zamku, nie bardzo zdając sobie sprawę z
tego, co robi, bo w głowie mu huczało od słów, które dopiero co usłyszał.
- Ale z Ciebie jest biedak, Potter. Może przytulisz się do mnie? –
zaproponowała Cho słodkim głosem – Wypłaczesz się w moje piękne ciało i od razu
zrobi Ci się dobrze, ale ty sypiasz z tą głupią rudą – i nim się zorientowała
leżała na ziemi z bolącą szczęką, a nad nią stała Ginny, która miała mord w
oczach, gdy na nią patrzyła.
- Pani Potter! – krzyknęli nauczyciele.
- Ode mnie i od mojego faceta to się trzymaj z daleka albo cię zabiję! –
warknęła Ginny – Jak śmiesz mówić, że jestem głupia!?
- Panno Chang – oznajmiły dwie wersje Lily słodkim głosem – byłaś złą
dziewczynką i należy Ci się kara.
Dlaczego nikt mu o tym nie powiedział? Dumbledore, Hagrid, pan Weasley,
Korneliusz Knot... dlaczego nikt nigdy nie wspomniał o tym, że rodzice
Harry'ego zginęli, bo zdradził ich najlepszy przyjaciel?
- Wiem! – krzyknął Harry.
Ron i Hermiona obserwowali go z niepokojem podczas kolacji, powstrzymując
się od komentowania tego, co wszyscy troje podsłuchali, bo Percy siedział w
pobliżu. Kiedy weszli do zatłoczonego pokoju wspólnego Gryfonów, okazało się,
że Fred i George odpalili już pół tuzina łajnobomb, świętując koniec semestru.
- Boom! – zawołał Patrick.
Harry, który nie chciał wdawać się z nimi w rozmowę na temat wypadu do
Hogsmeade, wymknął się po cichu do sypialni i od razu podszedł do swojego
sekretarzyka przy łóżku. Odsunął książki i szybko znalazł to, czego szukał –
oprawiony w skórę album ze zdjęciami, który Hagrid podarował mu dwa lata temu,
pełen czarodziejskich zdjęć jego rodziców. Usiadł na łóżku, zasunął kotary i
zaczął przewracać strony, aż w końcu... Zobaczył ich ślubną fotografię.
Rogacze uśmiechnęli się szeroko do Lily i przytulili je do siebie i
pocałowali je w czoło, a rudowłosa westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się
z w niego jeszcze bardziej.
Ojciec machał do niego ręką, uradowany, a niesforne czarne włosy, które
Harry po nim odziedziczył, sterczały mu we wszystkie strony.
- Klątwa Potterów – stwierdził Fleomont,
uśmiechając się delikatnie do żony.
Tuż obok niego stała matka, promieniejąca szczęściem.
- Teraz promieniuje szczęściem, kiedy jesteś we mnie, pieścisz moje gołe
podniecone ciało – wyszeptały do swojego Rogacza w ucho podnieconym głosem – bo
jak wiesz, jestem twoją Lady i twoim Lordzie obowiązkiem jest mnie zadowalać.
A tu... tak, to musiał być on... ich najlepszy przyjaciel... Do tej pory
Harry w ogóle nie zwracał na niego uwagi.
- No wiesz co! – prychnęli dwie wersje Łapy.
- No co? Do tej pory nie wiedziałem o twoim istnieniu – bronił się Harry.
Gdyby nie wiedział, że to właśnie Black, nigdy by go nie rozpoznał na tej
starej fotografii. Nie miał zapadniętej, woskowatej twarzy, przeciwnie, był
przystojny, uśmiechnięty, szczęśliwy. Czy już wtedy pracował dla Voldemorta?
- Nie pracowałeś dla Voldemorta! – zawołał Harry, kiedy Syriusz otwierali
usta, chcąc odzyskać dobre imię w oczach Blacka.
Czy już planował śmierć tych dwojga, którzy stali obok niego? Czy zdawał
sobie sprawę, że czeka go dwanaście lat życia w Azkabanie, dwanaście lat, po
których nikt go nie pozna? 'Ale na niego dementorzy tak nie działają'.
Pomyślał Harry, wpatrując się w roześmianą twarz. 'Nie musi wysłuchiwać
krzyków mojej mamy, kiedy podejdą bliżej...'
Dwie wersje Lily rzuciły się na szyję syna i płakały.
Zatrzasnął album, schował go w szufladzie, zdjął szaty i okulary, położył
się i upewnił, że kotary wokół łóżka są szczelnie zasunięte. Ktoś otworzył
drzwi dormitorium.
- Harry? – usłyszał niepewny głos Rona. Leżał cicho, udając, że już śpi.
Ron popatrzył na niego smutno.
Ron wyszedł, zamykając za sobą drzwi, a Harry przetoczył się na plecy; oczy
miał szeroko otwarte. Nienawiść burzyła się w nim jak trucizna, nienawiść,
jakiej dotąd nie znał. Widział twarz Blacka śmiejącego się do niego poprzez
ciemność, jakby ktoś przesuwał mu przed oczami fotografię z albumu, widział
Syriusza Blacka roztrzaskującego Petera Pettigrew (przypominającego Neville'a
Longbottoma) na tysiąc kawałków.
- Przepraszam Syriuszu... Ja... – zaczął Harry. Łapa go mocno przytulił –
Mam tylko 16 lat, mam żonę i dzieci...
- Rogaś, cicho siedź – powiedział Syriusz – Skąd wtedy mogłeś wiedzieć,
ale fajnie się dowiedzieć, że nazwałeś swojego pierworodnego moim imieniem.
- Tata mówił zawsze, że charakterek to mam po dziadku i po Syriuszu, a
mama zawsze mówiła, że po swoich braciach, czyli po Fredzie, George'u i Ronie,
a nie po was – uśmiechnął się szeroko James II.
- A ta tu – wskazał Albus II na Lily II – to cała mama, czyli jej
charakterek i wygląd.
- A ty to cały tatuś – powiedziała Lily II – Jesteś z nas chyba
najbardziej spokojny i opanowany.
- Lily, Albusik to ma Amelia i eliksiry – oznajmił James II – Ja to
miałem zajebiste życie. Miałem swoją półkę u Filcha ze szlabanami, to były
piękne czasy.
- To jest się czym chwalić, James – stwierdziła Olivia – wydoroślej
wreszcie.
- Ranisz moje serduszko, kochanieńka! - i złapał się za serce. Olivia
wywróciła oczami.
Słyszał (choć nie miał pojęcia, jak może brzmieć jego głos) podniecony szept
Blacka: "To już się stało, panie mój i mistrzu... Potterowie uczynili mnie
swoim Strażnikiem Tajemnicy..."
Łapy jęknęli.
A potem usłyszał inny głos, inny przeraźliwy śmiech, ten sam, który
rozbrzmiewał w jego głowie zawsze, gdy w pobliżu znaleźli się dementorzy...
- Harry... wyglądasz okropnie. Harry zasnął dopiero o świcie. Obudził się w
opustoszałym już dormitorium, ubrał się i zszedł spiralnymi schodami do
wspólnego pokoju, w którym też nie było nikogo prócz Rona, który jadł miętową
ropuchę,
Ron miał odruch wymiotny.
- Ron? – zaniepokoiła Hermiona.
- Jadłem Ropuchę, a teraz jak słyszę słowo "ropucha" to od razu
staje mi przed oczami Umbridge. Hermiono, ja zjadłem Umbridge i jestem
ropucho... – zaczął Ron, a Hermiona zamknęła jego usta pocałunkiem – Od
razu mi lepiej – stwierdził Ron, kiedy oderwał się od ust żony. Hermiona miała
iskierki radości i miłości w oczach, a Lavender prychnęła. Po chwili wyszeptał
jej do ucha: – Mam na Ciebie ochotę i wejść w twoje ciało moja bogini i cię
wielbić.
- Jesteś niewyżyty – mruknęła Hermiona, ale już była podniecona, że
będzie miała upojną noc z mężem.
masując sobie żołądek, i Hermiony, która rozłożyła swoje książki i pergaminy
na trzech stołach.
- Gdzie są wszyscy? – zapytał Harry.
- Wyjechali! Dziś jest pierwszy dzień ferii, zapomniałeś? – powiedział Ron,
przyglądając mu się uważnie.
- Zaraz będzie drugie śniadanie, właśnie miałem cię obudzić.
- Ronuś fajnie było być sam na sam z Hermioną? – spytali Fred i George.
- Mi jest teraz fajnie, kiedy siedzę na kolanach mojego męża i mogę się w
niego wtulac do woli – powiedziała Hermiona.
- Moje kolana są twoje, kochanie – rzekł pan Weasley i pocałował ją w
czoło. Ta westchnęła i wtuliła się w swojego męża jeszcze bardziej.
Harry opadł na fotel przy kominku. Za oknami wciąż padał śnieg. Krzywołap
rozciągnął się przed kominkiem jak duży dywanik w imbirowym kolorze.
- Naprawdę nie najlepiej wyglądasz, Harry – powiedziała Hermiona, zaglądając
mu z niepokojem w twarz.
- Nic mi nie jest.
- Posłuchaj, Harry – Hermiona wymieniła spojrzenia z Ronem – ja wiem, że to,
co wczoraj usłyszeliśmy, musiało cię bardzo poruszyć. Ale chodzi o to, że nie
wolno ci popełnić żadnego głupstwa.
- Martwiłam się o ciebie, braciszku – wyszeptała Pani Weasley.
- Wiem – odparł pan Potter.
- Na przykład? – zapytał Harry.
- Na przykład szukać tego Blacka – powiedział ostro Ron. Harry był pewien,
że rozmawiali już o tym, kiedy spał. Milczał.
- Nie zrobisz tego, Harry, prawda? – zapytała Hermiona.
- Przecież nie warto umierać za takiego drania – dodał Ron.
- Nie wiedziałem, że jesteś niewinny – powiedział na swoją obronę Ron do
Syriusza.
Harry spojrzał na nich. W ogóle nic nie rozumieli.
- Czy wiecie, co widzę i słyszę za każdym razem, gdy dementor znajdzie się
blisko mnie? – Ron i Hermiona potrząsnęli przecząco głowami, a miny mieli
wystraszone – Słyszę krzyk mojej mamy, która błaga Voldemorta o litość nade
mną. A gdybyście słyszeli krzyk swojej mamy, wiedząc, że za chwilę umrze,
trudno by wam było o tym zapomnieć.
Ginny przytuliła mocno Harry'ego, miała łzy w oczach.
I gdybyście się dowiedzieli, że ktoś, kogo uważała za swojego najlepszego
przyjaciela, zdradził i nasłał na nią Voldemorta...
- Sam nic nie możesz zrobić! – krzyknęła Hermiona – Dementorzy złapią Blacka
i wsadzą z powrotem do Azkabanu i... i zabiorą się za niego!
- Po moim trupie! – warknęła Daphne.
- Słyszałaś, co mówił Knot. Azkaban nie działa na Blacka tak, jak na
normalnych ludzi. Dla niego to nie jest kara taka jak dla innych.
- Więc co zrobisz? – zapytał Ron. - Chcesz... chcesz zabić Blacka, czy co?
- Nie bądź głupi – powiedziała Hermiona przerażonym głosem – Harry nikogo
nie chce zabić, prawda, Harry?
- W moim przypadku to tylko jedną osobę muszę zabić – mruknął Harry – i
nie jest nią mój ojciec chrzestny – Te słowa uspokoiły obie wersje Łapy.
Harry milczał. Nie wiedział, co chce zrobić. Wiedział tylko, że nie może
siedzieć bezczynnie, póki Black jest na wolności. Tego by chyba nie zniósł.
- Malfoy wie – powiedział nagle – Pamiętacie, co mi powiedział na
eliksirach? "Gdyby to o mnie chodziło... to... to sam bym go wytropił.
Chciałbym się zemścić".
- Więc wolisz słuchać rad Malfoy'a niż naszych? – rozzłościł się Ron.
- Bo wiesz, Weasley Potter się w nim podkochuje – powiedział Zachariasz.
- Zamknij się idioto – rzekł Ron.
- A wiesz, co dostała matka tego Petera Pettigrew, kiedy Black z nim
skończył? Tata mi powiedział... Order Merlina pierwszej klasy i palec swojego
syna w szkatułce...
Cała czwórka zacisnęła ręce.
- Zabije go – wycedziły dwie wersje Łapy.
To był największy fragment ciała, jaki im się udało znaleźć. Black to
szaleniec, Harry, i jest bardzo niebezpieczny...
- Malfoy'owi musiał o tym powiedzieć ojciec – ciągnął Harry, nie zwracając
uwagi na słowa Rona – On też należał do najściślejszego grona zwolenników
Voldemorta...
- Może byś używał formy "Sami-Wiecie-Kogo", dobrze? – przerwał mu
ze złością Ron.
- ...więc to chyba oczywiste, że Malfoy'owie wiedzieli o wszystkim, o tym,
że Black pracował dla Voldemorta...
- Nie słuchałeś mnie – powiedział Ron.
- Uparty jak James/Albus/Fleomont – stwierdzily Ladys Potter.
- ...a Malfoy z rozkoszą zobaczyłby cię rozwalonego na milion kawałeczków,
jak tego Petera Pettigrew! Weź się w garść, Harry. Malfoy po prostu ma
nadzieję, że sam dasz się zabić, zanim będzie musiał grać przeciw tobie w meczu
quidditcha.
- Harry, błagam – odezwała się Hermiona, a jej oczy napełniły się łzami –
błagam, bądź rozsądny.
Harry przytulił Hermionę, która wtuliła się w przyjaciela.
Black zrobił coś strasznego, coś okropnego, ale... n-nie wystawiaj się na
niebezpieczeństwo... tego właśnie Black chce... Och, Harry, wpadniesz prosto w
jego łapy, jeśli zaczniesz go szukać. Twoi rodzice nie chcieliby, żeby stała ci
się krzywda, prawda? Na pewno by nie chcieli, żebyś szukał Blacka!
Dwie wersje Lily zalały się łzami jeszcze bardziej.
- Och, synku – powiedziały i przytuliły się mocno do Harry'ego, który
objął je mocno.
- Nigdy się nie dowiem, czego by chcieli, bo dzięki Blackowi nigdy nie
miałem i nie będę miał okazji z nimi porozmawiać – odpowiedział krótko Harry.
Zaległa cisza. Przez chwilę nic się nie działo, tylko Krzywołap przeciągnął się
z rozkoszą, wysuwając pazury. W wewnętrznej kieszeni Rona coś zadygotało.
- Pettrigrew! – warknal Ron.
- Pettrigrew nie żyje – odpowiedziała Ropucha.
- Żyje, tak samo jak ty, landryno – odezwał się Ron do Ropuchy.
- Jak ty się do mnie odzywasz, gówniarzu! – krzyknęła Umbridge.
- Tak jak mi się podoba, ropucho! – odparował pan Weasley – Jesteś dla
nas nikim – Hermiona patrzyła na męża z iskierkami w oczach.
- Jaki ty byłeś seksy, kiedy to powiedziałeś – wyszeptała Hermiona
podnieconym głosem – Stałeś się jeszcze bardziej męski i stałeś się mężczyzną.
- A ty jesteś kobietą moich marzeń, kochanie – oznajmił Lord Weasley.
- Stałam się kobietą twoich marzeń i nie zapominaj o tym, Lordzie –
stwierdziła Lady Weasley i uśmiechnęła się niewinne.
- Gdzie bym śmiał, moja Lady – odparł Ron.
- Aww! – zawołała Emilly.
- Słuchajcie, są ferie! – rzekł Ron, najwidoczniej pragnąc zmienić temat –
Zbliża się Boże Narodzenie! Chodźmy... chodźmy odwiedzić Hagrida. Nie byliśmy u
niego od wieków!
- Nie! – powiedział szybko Ron, naśladując głos Hermiony – Harry'emu nie
wolno opuszczać zamku... – Hugo i Scorpius parsknęli głośnym śmiechem. Hermiona
popatrzyła na całą trójkę, ale nic nie powiedziała, tylko wtuliła się w Rona i
westchnęła szczęśliwa, a Ron puścił oczko do Huga i Scorpiusa.
- Widzę, że u mnie na kolanach jest Ci bardzo wygodnie – stwierdził rudy.
- Bardzo jest mi wygodnie – odpowiedziała zadowolonym głosem.
- Nie! – powiedziała szybko Hermiona – Harry'emu nie wolno opuszczać
zamku...
- Tak, idziemy – odezwał się Harry, wstając – Zapytam go, dlaczego nawet nie
wspomniał o Blacku, kiedy mi opowiadał o moich rodzicach!
- Dlaczego nie opowiedziałeś Rogasiowi! – warknęły dwie wersje Łapy – że
jestem bratem jego ojca!
- Bracia na zawsze – oznajmiły dwie wersje Rogacza do Łapy.
- Bracia na zawsze! – krzyknęły Łapy. Chwytając się za ramiona zawarli
pakt braterstwa.
Nie taki obrót rozmowy miał Ron na myśli, próbując zmienić temat.
- A może lepiej... zagrajmy w szachy – wypalił – albo w gargulki. Percy
zostawił komplet...
- Nie, idziemy odwiedzić Hagrida – powiedział stanowczo Harry. Udali się
więc do swoich sypialni po peleryny, przeleźli przez dziurę za portretem
("Stawajcie i walczcie, żółtobrzuche kundle!"),
- Styki w głowie ma już poparzone – stwierdził Fred II.
a potem powędrowali przez opustoszały zamek i wyszli przez dębowe drzwi na
zaśnieżone błonia. Szli wolno, zostawiając za sobą w sypkim śniegu płytką
ścieżkę, a skarpetki i brzegi peleryn szybko im się przemoczyły. Zakazany Las
wyglądał jak zaczarowany; wszystkie drzewa powleczone były srebrem, a chatka
Hagrida przypominała lodowy tort.
Percy popatrzył na nich z spod łba.
- Co tak patrzysz? – spytał Ron
- Nie podobasz mi się, Percy. Wolę twojego seksownego brata – rzekła pani
Weasley – także nic z tego nie będzie Percy.
- Od kiedy Ron jest seksowny? – spytała w szoku Ginny do Harry'ego, a
Harry wzruszył ramionami.
- Ej! – zawołał Ron.
- Od zawsze – rzekła Hermiona.
Ron zapukał, ale nie usłyszeli żadnej odpowiedzi.
- Czyżby wyszedł? – zapytała Hermiona, trzęsąc się pod swoją peleryną. Ron
przyłożył ucho do drzwi.
- Jakiś dziwny odgłos... Posłuchajcie... czy to Kieł? – Harry i Hermiona też
przyłożyli uszy do drzwi. Z wewnątrz dochodziły ciche jęki i skomlenia.
- Może jest głodny albo chce iść za potrzebą – odrzekła zmartwionym
głosem młodsza Molly.
- Może lepiej pójdźmy po kogoś – powiedział Ron, rozglądając się nerwowo.
- Hagridzie! - krzyknął Harry, waląc pięścią w drzwi – Hagridzie, jesteś
tam? – Usłyszeli ciężkie kroki i po chwili drzwi otworzyły się z hukiem. Hagrid
stał na progu; oczy miał czerwone i zapuchnięte, a na skórzaną kamizelę kapały
obficie łzy.
- Słyszeliście?! – ryknął i objął Harry'ego za kark, wieszając się na nim
całym ciężarem.
- Co? – zapytała z przejęciem młodsza Marlene.
Hagrid był wzrostu przynajmniej dwóch normalnych ludzi, więc Harry jęknął,
zachwiał się i byłby upadł, gdyby Ron i Hermiona nie złapali Hagrida pod łokcie
i zaciągnęli, z pomocą Harry'ego, z powrotem do chaty. Dowlekli go do
najbliższego krzesła, na które się osunął, oparłszy łokcie na stole. Przez cały
czas trząsł się i szlochał, a policzki lśniły mu od łez, które nikły w jego
rozwichrzonej brodzie.
- Hagridzie, o co chodzi? – zapytała przerażona Hermiona. Harry dostrzegł
jakiś urzędowy list leżący na stole.
- Co to jest, Hagridzie?
- List z ministerstwa – wycedził Ron, patrząc na Lucka, a później na
Draco.
Hagrid załkał jeszcze gwałtowniej, ale podsunął list Harry'emu, który wziął
go i przeczytał na głos:
Szanowny Panie Hagridzie!
W toku naszego dochodzenia w sprawie ataku hipogryfa na ucznia podczas
prowadzonej przez Pana lekcji przyjęliśmy zapewnienie profesora Dumbledore'a,
że nie ponosi Pan odpowiedzialności za ten żałosny incydent,
- Żałosny incydent? Mogłem stracić rękę! – zawołał Draco.
- Tylko się nie popłacz, tato – powiedział Scorpius.
- Szkoda, że nie wybił Ci głupoty z mózgu, tatusiu! – warknęła Rose do
Dracona.
- Nie... – zaczął Draco.
- Jest twoją córeczką? Jest twoją córeczką, Draconie i nie ma żadnego
"ale", bo jest panią Malfoy tak samo jak ja jestem panią Malfoy! –
krzyknęła Astoria, przytulając Rose do siebie i pocałowała ją w czoło,
głaszcząc jej włosy, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w nią
jeszcze bardziej.
- Tak mamusiu, jesteś panią Malfoy – odparła Rose – tak samo jak ja
jestem panią Malfoy i jestem twoją córeczką, a ty jesteś moją mamusią.
- NIE JESTEŚCIE...! - zaczęły dwie wersje Lucka.
- ZAMKNIJ SIĘ ROSZPUNKO! – ryknęły dwie wersje Narcyzy Astorii i Rose,
po czym popatrzyły na niego z mordem w oczach – TY TO MASZ NAJMNIEJ DO GADANIA
W TEJ KWESTII!!
- Te dwie damy są paniami Malfoy, bo ja jestem monarchinią rodu Malfoy!
– warknęła starsza Narcyza – i okaż mojej córeczce i wnuczce należyty szacunek.
Zrozumiałeś, Malfoy, czy mam Ci powtórzyć jeszcze raz? Ale wtedy nie będę miła!
- Jak śmiesz! – krzyknął starszy Lucek i rzucił się na żonę, a ta
przerzuciła go i wylądował na plecach i jęknął z bólu.
- Śmiem Malfoy. Jak widzisz leżysz sobie na plecach, a ja stoję nad tobą
– stwierdziła starsza Narcyza i odrzuciła teatralnie włosy do tyłu, a Rose i
Astoria przytuliły się do niej mocno, a ona je objęła również mocno – a teraz
przytulam swoją córkę i wnuczkę.
- USPOKÓJCIE SIĘ! – ryknął Drops.
- To powiedz mu wreszcie, że Astoria jest moją córeczką, a Rose jest
moją wnuczką – powiedziała i założyła ręce – bo ten debil mnie nie ma słucha.
- Lucek co jest z tobą? Kobieta cię pokonała! – drwiły z Lucka dwie
wersje Łapy.
- No to wszystko jest okej! – ucieszył się Ron, klepiąc Hagrida po
ramieniu. Hagrid nie przestawał jednak szlochać i machnął jedną ze swoich
olbrzymich rąk, zachęcając Harry'ego, by czytał dalej.
Musimy jednak stwierdzić, że rzeczony hipogryf wzbudził nasz niepokój.
Postanowiliśmy więc rozpatrzyć oficjalną skargę, złożoną przez pana Lucjusza
Malfoy'a, powierzając dalsze dochodzenie Komisji Likwidacji Niebezpiecznych
Stworzeń.
- Twój synalek jest imbecylem! – warknęła Emilly – a ty sam jesteś
idiotą!
- Zamknij się ty wredna szl... – zaczęły dwie wersje Lucka. Hermiona i
Rose przywaliły z całej siły wysokim obcasem w jaja obu blondynów, że oczy
wyskoczyli z orbit i padli na ziemię, jak rażeni piorunem.
- To musiało boleć! – skrzywiło się większość ludzi na sali.
- Jak śmiesz nazywać tak moją córeczkę/moja siostrzyczkę! – a później
przytuliły Emilly.
- Pani Weasley, pani Malfoy – powiedziała Minerwa.
- Ten idiota chciał obrazić Emilly – powiedziały kobiety.
Przesłuchanie odbędzie się 20 kwietnia i prosimy, aby stawił się Pan w
tym dniu, razem z rzeczonym hipogryfem, w biurze komisji w Londynie. Do tego
czasu hipogryf powinien zostać spętany i odizolowany.
Łączymy wyrazy szacunku...
Pod spodem widniała lista nazwisk członków rady nadzorczej Hogwartu.
- Pamiętam tą sprawę – stwierdziła starsza Amelia – ale niestety to nie
mój dział.
- Wiemy, ciociu – odparła Hermiona, a Amelia uśmiechnęła się delikatnie.
- Ojej – jęknął Ron – Ale przecież sam mówiłeś, że Hardodziob nie jest
złym hipogryfem. Założę się, że jak go zobaczą...
- Nie znacie tych gargulców z komisji! – wykrztusił Hagrid, ocierając
oczy rękawem – Oni nienawidzą niezwykłych stworzeń!
- A Ropucha Dolores to też jest niezwykłe stworzenie? – spytał Fred II –
Pytam z ciekawości – dodał pospiesznie.
- Nie – odpadł Hagrid – Pani Ropucha to...
- Ropucha Dolores to łatwe stworzenie, bo bzykają ją Knot i dementorzy –
wypaliła Rolanda. Większość popatrzyła na nią wielkimi oczami i otwartą
szczęką.
- Ja wiedziałem, że jesteś cool – rzekł Teddy radosnym głosem. Umbridge
i Knot zrobili się wściekli na profesor, a Hooch nic sobie z tego nie robiła.
- Ja zawsze byłam, jestem i będę cool, Teddy – rzekła z uśmiechem na
twarzy.
- I do tego wyglądasz piękne – stwierdził Nick.
- I do tego wyglądam pięknie – zgodziła się z nim Rolanda.
- JAK ŚMIECIE! – ryknęła Umbridge.
- Przez ten krzyk tej tu, głowa mnie zaczyna boleć, a jak mnie głowa
boli, to nie wyglądam pięknie – poskarżyła się Poppy i przykleiła jej usta
taśmą – wreszcie spokój. No teraz mogę wyglądać pięknie, a przy okazji
wykonywać swoją pracę.
- Jesteście niesamowite – powiedziały dwie wersje Łapy i Rogacza.
- Wiemy – odpadły we trzy i teatralnie odrzuciły włosy do tyłu większość
ludzi parsknęło śmiechem.
Nagle z kąta chaty dobiegł ich dziwny odgłos. Odwrócili się szybko i
zobaczyli w kącie hipogryfa, który rozszarpywał coś dziobem. Podłoga obryzgana
była świeżą krwią.
- Tatusiu to była twoja ręka, a to tu jest sztuczne – powiedziała Rose.
Draco popatrzył na nią morderczym wzrokiem.
- Nie mogłem go zostawić spętanego na tym śniegu! – ryknął Hagrid –
Samiuteńkiego! W Boże Narodzenie!
Harry, Ron i Hermiona spojrzeli po sobie. Wiedzieli już, czym dla
Hagrida są "niezwykłe stworzenia"; inni nazywali je po prostu
"przerażającymi potworami".
- Wcale, że nie! – prychnął Hagrid.
- Kłóciłambym się na ten temat - mruknęła Luna.
- Co powiedziałaś!? – warknął Hagrid.
- Ja nic nie mówiłam – odparła, udając zdziwioną Luna. Hermiona, Ginny,
Harry i Ron wymieniły spojrzenia.
Z drugiej strony Hardodziob wyglądał całkiem niewinnie, w każdym razie w
porównaniu ze smokami i olbrzymimi trójgłowymi psami. Biorąc pod uwagę zwykłe
upodobania Hagrida, można go było nawet uznać za milutkie stworzenie.
- Bardzo milutkie, szkoda tylko, że nie zjadł Fretki – mruknął Ron.
- Ron wtedy nie byłoby Scorpiusa – powiedziała Hermiona.
- Będziesz musiał przygotować sobie obronę, Hagridzie – powiedziała
Hermiona, siadając i kładąc dłoń na potężnym przedramieniu olbrzyma – Na pewno
zdołasz im udowodnić, że Hardodziob nie zrobi nikomu krzywdy.
- Guzik ich to obchodzi! – załkał Hagrid – Ta piekielna komisja siedzi w
kieszeni Lucjusza Malfoya! Mają przed nim pietra! A jak przegram, to
Hardodzioba... – Przejechał palcem po szyi, a potem jęknął okropnie i ukrył
twarz w dłoniach.
Młodszy Malfoy uśmiechnął się złośliwie.
- A Dumbledore? – zapytał Harry.
- Już i tak dużo dla mnie zrobił. Ma na łbie dość własnych kłopotów, z
tymi dementorami i Syriuszem Blackiem czającym się w pobliżu... – Ron i
Hermiona spojrzeli szybko na Harry'ego, jakby się bali, że za chwilę zacznie
robić Hagridowi wyrzuty z powodu przemilczenia przez niego prawdy o Blacku.
- Wszyscy odwalcie się od tatusia! – krzyknęły Daphne, Cassie i Astoria.
Ale Harry nie mógł się na to zdobyć – teraz, kiedy Hagrid był w tak
żałosnym stanie.
- Posłuchaj, Hagridzie – powiedział – Nie możesz się poddawać. Hermiona
ma rację, musisz się dobrze przygotować. Możesz nas wezwać na świadków...
- Na pewno czytałeś o przypadku pogryzienia przez hipogryfa – wtrąciła
Hermiona – kiedy go uwolniono od zarzutów. Znajdę ci to, Hagridzie, i sprawdzę,
o co tam dokładnie chodziło.
- Hermiono, jesteś cudowną osobą – stwierdziła młodsza Molly I.
- Gdzie tam – mruknęła zarumieniona Hermiona.
- Babcia ma rację, mamuś – oznajmiła Emilly – Jesteś cudowną osobą i
zawsze taką będziesz.
- Kochanie, jesteś cudowną osobą i ja ,jako twoja matka tak mówi, to tak
jest.
- Skoro mamusia tak mówi – rzekła pani Weasley, a Molly rozłożyła ręce,
więc Hermiona przytuliła się do niej.
- Mamusia cię bardzo kocha – mruknęła do jej ucha.
- A ja kocham mamusię – oznajmiła Hermiona.
Hagrid szlochał coraz głośniej. Harry i Hermiona spojrzeli znacząco na
Rona.
- Ee... może zaparzę herbaty? – zapytał Ron. Harry zrobił wielkie oczy.
- Moja mama zawsze parzy herbatę, gdy ktoś jest zdenerwowany – mruknął
Ron, wzruszając ramionami.
- Zawsze parze herbatę – powiedziała starsza Molly I – a poza tym tak
zdanie powinno brzmieć "nasza mama zawsze parzy herbatę, gdy ktoś jest
zdenerwowany" – Wealey'owie, Harry i pani Weasley uśmiechnęli się szeroko
do najstarszej kobiety.
- Mamuś, ale wiesz... – zaczęła Hermiona.
- Wiem teraz, że jesteś moją córeczką, Hermiono i wiem, że bardzo cię
kocham i moje uczucia względem Ciebie się nie zmieniają – przerwała jej ruda
kobieta – Kocham Cię tak samo, jak Fleur, Angelinę, Nicole, Lunę, Jessicę i
Gabrielę, które są również moimi córeczkami, a Harry jest moim synkiem, tak
samo jak Denis, Colin i Rolf. Wymienione osoby wzruszyli się, kiedy ruda
kobieta to powiedziała, a dziewczyny przytuliły się mocno do swojej drugiej
mamy.
- Wy płaczecie? – spytał Jared.
- Nie. Coś mi wpadło do oka – odparli szybko.
W końcu, po wielu zapewnieniach o chęci pomocy, przed parującym dzbanem
herbaty stojącym na stole, Hagrid wydmuchał nos w chustkę wielkości obrusa i
powiedział:
- Macie rację. Nie mogę się rozklejać. Muszę się wziąć w garść...
- Przydałoby się – mruknęła Fleur.
Spod stołu wylazł Kieł i położył mu łeb na kolanie – Ostatnio nie byłem
sobą – rzekł Hagrid, głaszcząc Kła jedną ręką, a drugą ocierając sobie twarz –
Martwiłem się Hardodziobem... i że nikt nie lubi moich lekcji...
- My je lubimy! – skłamała natychmiast Hermiona.
- Ale kłamiesz, mamo! – zawołał Hugo radośnie, a Hermiona spojrzała na
syna morderczym wzrokiem.
- Tak, są fantastyczne! – dodał Ron, krzyżując palce pod stołem.
- Ale kłamiesz, tato! - krzyknął Hugo.
- Ee... jak się mają gumochłony?
- Pozdychały – odpowiedział ponuro Hagrid – Za dużo sałaty.
- Och, nie! – zawołał Ron, a wargi mu zadrgały.
- Bardzo mi przykro, Hagridzie – powiedziała szybko Angelina. Hagrid
popatrzył na czarnoskórą kobietę podejrzliwie, a reszta dziewczyn rodów
Weasley, Potter, Longbottom, Black, Finagan, Scamander i Malfoy pokiwały
głowami.
- A jak przechodzę obok tych dementorów, to mnie aż trzęsie – dodał
Hagrid i wzdrygnął się – A muszę przechodzić za każdym razem, kiedy idę wypić
coś w Trzech Miotłach. Cholibka, jakbym znowu był w Azkabanie...
- Tam, gdzie jest twoje miejsce! – warknęła Umbridge.
- Twoje zdanie ma najmniejsze znaczenie – odpowiedział Louis.
Zamilkł i zaczął siorbać herbatę.
Dziewczyny i kobiety się skrzywiły.
- Czemu Hagrid siorba herbatę? – skrzywiła się Fleur – to jest
obrzydliwe.
- Ciociu Fleur w Japonii głośne siorbanie w restauracji nie jest oznaką
braku kultury. Wręcz przeciwnie. Siorbaniem w trakcie jedzenia japońskiego
specjału w lokalnej restauracji dajemy sygnał, że przyrządzone danie bardzo nam
smakuje – rzekł Sebastian do wszystkich.
- Dziwni są ci japończycy – stwierdziła Gabriele.
Harry, Ron i Hermiona wpatrywali się w niego z napięciem. Po raz
pierwszy wspomniał o swoim krótkim pobycie w Azkabanie. Po chwili milczenia
Hermiona zagadnęła:
- To okropne miejsce, prawda?
- Nie macie pojęcia – odpowiedział cicho Hagrid – Nigdy przedtem nie
byłem w czymś takim. Myślałem, że już mi odbija. Wciąż mi to wszystko we łbie
łomotało... dzień, kiedy mnie wylali z Hogwartu... dzień, w którym umarł mój
tata... dzień, w którym musiałem oddać Norberta...
- Twoja dziewczyna powinna tu być – powiedział młodszy Łapa – i powinna
Cie pocieszyć.
- Ja nie mam dziewczyny – odparł czerwony Hagrid.
- Ktoś tu się rumieni! – zawołał młodszy Rogacz.
- Powiedzcie, kim jest ta niewiasta, która dzięki niej serce naszego
Hagrida bije mocniej? – spytał młodszy Remus. Fleur, Gabriela i Apolline
zaczęły chichotać, bo wiedziały o kogo chodzi.
Oczy napełniły mu się łzami. Norbert był smoczątkiem, które Hagrid
kiedyś wygrał w karty.
- Po jakimś czasie zapomina się, kim się jest. Po prostu chce się
zdechnąć. Myślałem tylko o jednym, żeby umrzeć we śnie... Jak mnie wypuścili,
to jakbym się na nowo narodził, wszystko wróciło, mówię wam, to było
najwspanialsze uczucie na świecie! A dementorzy wcale nie byli z tego
zadowoleni, że wychodzę.
- Przecież okazało się, że jesteś niewinny! – zawołała Hermiona. Hagrid
prychnął.
- Ich to mało obchodzi – mruknął starszy Remus.
- Myślisz, że to ich obchodzi? Mają to gdzieś. Im zależy tylko na tym,
żeby mieć pod ręką parę setek ludzi, żeby wysysać z nich szczęście, ot co. W
nosie mają, czy jesteś winny, czy niewinny – Zamilkł na chwilę, wpatrując się w
swoją herbatę. A potem powiedział cicho: – Tak se myślałem... żeby puścić
Hardodzioba... żeby gdzieś odleciał... ale jak wytłumaczyć hipogryfowi, żeby
gdzieś się ukrył? No i... tego... boję się złamać prawo... – Spojrzał po nich i
łzy znowu potoczyły mu się po policzkach – Nie chcę wrócić do Azkabanu. Nigdy.
- I tak tam wylądujesz! – wycedziła Umbridge
- Byłaś bardzo niegrzeczną ropuchą, Umbridge – powiedziała Amelia II –
Należy ci się kara.
- Jak śmiesz tak się do mnie odzywać, dziewucho! – Amelia II wstała z
kolan Albusa i popatrzyła na nią, jakby była robakiem i założyła ręce. Jej
brązowe oczy strzelały piorunami.
- Zrobiłam sobie pedicure i nie chcę sobie złamać paznokcia. Mam
ważniejsze sprawy na głowie, niż przywalenie ci za nazwałaś mnie gówniarą. Nie
mam czasu i nie chcę sobie brudzić sobie rąk i ubrania twoją krwią – i obróciła
się z gracją i wdziękiem i usiadła spowrotem na kolanach Albusa.
- Amelia! – skarciła jej zachowanie Susan.
- Ma charakterek – powiedziała z uśmiechem na twarzy Ginny.
- Żeby być żoną Pottera trzeba mieć charakterek, mamuś – stwierdziła
Amelia do Ginny.
- Trzeba mieć do tego odpowiednie predyspozycje, mamusiu – dodała
Olivia.
Odwiedziny u Hagrida nie dostarczyły im rozrywki, wywarły jednak na
Harrym skutek, o który Ronowi i Hermionie tak chodziło. Choć nie zapomniał o
Blacku, nie mógł wciąż myśleć wyłącznie o zemście, jeśli chciał pomóc Hagridowi
w jego konflikcie z Komisją Likwidacji Niebezpiecznych Stworzeń.
- Ta trójka na pewno coś wymyśli – rzekła Daphne – Teraz jesteście moją
rodziną.
- No pewnie, że się wymyśli, Daph – powiedzieli Ron i Harry i przybili
piąteczkę.
- Oczywiście, że jesteśmy twoją rodziną, Daphne – odezwała się Hermiona
i przytuliła blondynkę do siebie i pocałowała ją w czoło, wyrażając siostrzane
uczucia, jakie do niej żywiła, a Daphne wtuliła się w Hermionę.
- Moja siostrzyczka – mruknęła do Daphne.
- Ale dupy chętnie bym je wszystkie wyr... – zaczął jakiś Ślizgon, ale
poczuł uderzenie na twarzy, że aż jęknął z bólu. Odrzuciło go do tyłu, że cały
nos miał złamany.
- Panie Black! – krzyknęli nauczyciele na czele z dyrektorem.
- Pogięło cię Black?! Złamałeś mi nos!
- Zamknij się! – warknęli mężowie – Albo cię utopie w jeziorze i nikt
nie znajdzie twojego ciała i nie będziesz miał możliwości to, co chciał robić z
moją kobietą!
- A co chciał takiego robić? – spytał starszy Snape.
- Chcesz wiedzieć? To Ci powiem, co twój uczeń chciał zrobić. Chciał
moją żonę wyruchać! – oburzeni mężowie próbowali się opanować, ale to było
trudne.
- Spokojnie, kochanie. Gdyby chciał to zrobić, to by już jaj nie miał –
powiedziały kobiety i pocałowały ich w usta.
Następnego dnia poszli we trójkę do biblioteki i wrócili do pustego
pokoju wspólnego obładowani książkami, które miały im pomóc w przygotowaniu
obrony Hardodzioba. Usiedli przed huczącym kominkiem i powoli przewracali
stronice zakurzonych tomów, poszukując słynnych przypadków dotyczących groźnych
zwierząt, od czasu do czasu odzywając się do siebie, gdy któreś natrafiło na
coś ważnego.
- Tu jest coś... przypadek z 1722 roku... ale hipogryf został skazany...
Ojej, zobaczcie, co mu zrobili, to odrażające...
- To może pomóc, zobaczcie... mantykora zaatakowała kogoś w 1296 roku i
nic jej nie zrobili... Och... nie... tylko dlatego, że wszyscy tak się bali, że
nikt nie chciał do niej podejść...
- Harry strzeli w Malfoy'a expelliarmusem i wybije mu głupotę z głowy
– powiedział z nadzieją w głosie Colin I.
Tymczasem w całym zamku pojawiły się już, jak zwykle, wspaniałe
dekoracje bożonarodzeniowe, choć prawie nikt nie pozostał, aby je podziwiać.
Grube girlandy z ostrokrzewu i jemioły wisiały wzdłuż korytarzy, tajemnicze
światełka płonęły wewnątrz każdej zbroi, a w Wielkiej Sali stanęło jak zwykle
dwanaście choinek połyskujących złotymi gwiazdkami. Rozkoszna woń świątecznych
potraw rozchodziła się po korytarzach, a w Wigilię pachniało już tak mocno,
- Jedzenie! – rozmarzyli się Ron i Hugo.
że nawet Parszywek wychylił nos z kieszeni Rona. W poranek
bożonarodzeniowy Harry'ego obudził Ron, ciskając w niego poduszką.
- Hej! Prezenty!
- Podnieciłeś się, Weasley! – zadrwił Corman – Hej, ślicznotko, zostaw
Weasley'a i chodź ze mną, a będziesz miała życie, jak królowa.
- Nie jesteś mnie war, bo ja mam takie wymagania seksualne, że twój
kikut, mam na myśli to, co masz pomiędzy nogami, Ci odpadnie – oznajmiła
słodkim głosem pani Weasley. Corman zrobił się czerwony, a większość ludzi
ryknęła śmiechem, a Hermiona wtuliła się w Rona, a Weasley uśmiechnął się
szyderczo do Mclaggena.
Harry sięgnął po okulary, nałożył je i spojrzał w nogi swojego łóżka,
gdzie pojawił się mały stosik paczek. Ron już rozrywał opakowania swoich
prezentów.
- Jeszcze jeden sweter od mamy... znowu kolor kasztanowy...
- Dalej mi dajesz kolor kasztanowy! – jęknął Ron.
zobacz, czy też dostałeś – Harry też dostał. Pani Weasley przysłała mu
szkarłatny sweter z lwem Gryffindoru na piersiach, a także tuzin domowych
babeczek z budyniem, placek świąteczny i pudełko bloku orzechowego.
- Było to dla mnie sama przyjemność – oznajmiła
starsza Molly I.
Kiedy odłożył to wszystko na bok, zobaczył pod spodem długą, wąską
paczkę. - Co to? - zapytał Ron, trzymając świeżo rozpakowaną parę skarpetek
koloru kasztanowego w ręku.
- A bo ja wiem... – Harry rozerwał papier i aż go zatkało na widok
wspaniałej, błyszczącej miotły, która wytoczyła się na pościel. Ron rzucił
skarpetki i zeskoczył ze swojego łóżka, żeby lepiej się przyjrzeć.
Harry i Łapa wymienili spojrzenia.
- Nie wierzę własnym oczom – powiedział ochrypłym głosem. Była to
Błyskawica,
- Najszybsza miotła na świecie! – krzyknęli Fred i George.
wymarzona miotła, taka sama, jak ta, którą Harry chodził oglądać na
ulicy Pokątnej. Chwycił ją, a rączka błysnęła w półmroku. Poczuł znajome
wibracje i puścił ją, a miotła zawisła w powietrzu we właściwej pozycji,
gotowa, by jej dosiąść. Zachwycony, przebiegał oczami od złotego numeru
rejestracyjnego na końcu rączki po idealnie gładkie brzozowe witki.
- Super! – zawołały dwie wersje Łapy i Rogacza.
- Kto ci to przysłał? – zapytał Ron prawie szeptem.
- Poszukaj, może tu gdzieś jest kartka – odpowiedział Harry. Ron zaczął
gorączkowo przeszukiwać opakowanie Błyskawicy.
- Nie ma nic! Harry, kto wydał na ciebie taką kupę forsy?
- Taki jeden – stwierdził starszy Łapa.
- No cóż – odrzekł Harry, wciąż oszołomiony – założę się, że nie
Dursley'owie.
- A ja idę o zakład, że to Dumbledore – powiedział Ron, krążąc wokół
Błyskawicy i chłonąc oczami każdy jej cal – Już raz przysłał ci anonimowo
pelerynę-niewidkę...
- To była peleryna-niewidka tatusia, Ron – rzekła Ginny.
- No, ale w końcu należała do mojego taty. Dumbledore tylko mi ją
przekazał. Nie wydałby na prezent dla mnie setek galeonów. Przecież nie może
dawać uczniom takich drogich prezentów...
- Serio, jestem ciekawy, od kogo ją dostał? – pytał młodszy Łapa,
udając, że myśli.
- I właśnie dlatego nie dołączył żadnej kartki! – upierał się Ron – Żeby
jakiś parszywiec w rodzaju Malfoy'a nie powiedział, że to faworyzowanie
ulubieńców.
- To, że ciebie lubię, ciociu Narcyzo... – zaczął Harry.
- Wiem – odparła – próbujemy z moją córeczką go zmienić.
Hej, Harry... – Ron ryknął śmiechem – Malfoy! Wyobrażasz sobie jego
minę? Chyba się pochoruje z zazdrości! Słuchaj, przecież to jest Błyskawica,
miotła o standardzie międzynarodowym!
- W przyszłości, kiedy tatuś się rozchoruje, to mamusia się nim opiekuje
– wypaliła Rose. Astoria zrobiła się czerwona, a Draco wystrzeżył się do
Astorii.
- Ani słowa! - warknęła Astoria do Draco, a ten ja pocałował.
- Nie mogę w to uwierzyć – mruknął Harry, gładząc rączkę Błyskawicy,
podczas gdy Ron padł na jego łóżko i tarzał się ze śmiechu na myśl o Malfoy'u.
- Kto...
- Wiem – powiedział Ron, opanowując się nagle – Wiem, kto to może być...
Lupin!
- To może być Luniek – oznajmił młodszy Łapa.
- Co? – Teraz Harry zaczął się śmiać – Lupin! Wiesz co? Gdyby miał tyle
złota, kupiłby sobie nowe ciuchy.
- Tatuś ma nowe ciuchy i teraz wygląda jak model – rzekła Victoire,
patrząc na Remusa.
- Modelem mógłby być też mój tatuś – powiedziała Daphne, patrząc na
Łapę.
- Tak samo jak tatuś James – oznajmiła Ginny.
- Tak, ale on ciebie lubi – rzekł Ron – I nie było go tutaj, kiedy twój
Nimbus się roztrzaskał, mógł o tym usłyszeć i postanowił odwiedzić Pokątną,
żeby ci to kupić...
- O czym ty mówisz, Ron? Że go tutaj nie było? – zdziwił się Harry –
Przecież był wtedy chory.
- No, ale w szpitalnym skrzydle go nie widziałem. A byłem tam, bo
czyściłem nocniki... Pamiętasz, ten szlaban od Snape'a – Harry zmarszczył
czoło.
- Nie sądzę, żeby Lupina było stać na coś takiego.
- Z czego się tak śmialiście? – Właśnie weszła Hermiona.
Ron popatrzył na żonę.
- Co? – spytała i oblizała wargi.
- Patrzę na moją seksowną i inteligentną żonkę, którą mam ochotę
pocałować w te jej cudowne usta.
- Panie Weasley, pan chyba nie tylko chce mnie pocałować – stwierdziła
Hermiona z nadzieja głosie.
- Jak mnie pani dobrze zna – rzekł Ron.
- Możecie się już uspokoić? – warknął na rodziców Hugo.
Miała na sobie szlafrok,
- Ty we wszystkim wyglądasz pięknie – rozmarzył się rudzielec.
a w ramionach trzymała Krzywołapa, który był wyraźnie naburmuszony. Na
szyi miał sznurek błyszczących paciorków.
- Krzywołap nie jest zadowolony z przebiegu sytuacji! – parsknął
śmiechem Scorpius.
- Nie przynoś go tutaj! – krzyknął Ron i rzucił się, by wygrzebać
Parszywka z pościeli, po czym wepchnął go do kieszeni swojej piżamy. Ale
Hermiona go nie słuchała. Upuściła Krzywołapa na puste łóżko Seamusa i gapiła
się z otwartymi ustami na Błyskawicę.
- Och, Harry! Od kogo to dostałeś?
Hermiona uśmiechnęła się do Łapy.
- Nie mam pojęcia – odpowiedział Harry – Nie było żadnej kartki, nic –
Ku jego zdumieniu Hermiona wcale nie sprawiała wrażenia podnieconej czy
zaintrygowanej tą wiadomością. Przeciwnie, zasępiła się i przygryzła wargi.
- Co ci jest? – zapytał Ron.
- No, nie wiem... – odpowiedziała powoli Hermiona – ale to chyba trochę
dziwne, prawda? To znaczy... to chyba jest dobra miotła, co?
- To najszybsza miotła na świecie, siotruś! – krzyknęli Fred, George
oraz Harry.
Ron westchnął głośno, wyraźnie poirytowany.
- Hermiono, to jest najlepsza miotła, jaką dotąd wyprodukowano.
- Więc musiała być bardzo droga...
- Założę się, że kosztowała więcej niż wszystkie miotły Ślizgonów razem
– powiedział uradowany Ron.
Ron i Harry uśmiechnęli się szyderczo do drużyny Ślizgonów.
- No to... kto mógł przysłać Harry'emu taki drogi prezent bez żadnej
kartki?
- A czy to ważne? – żachnął się Ron – Harry, słuchaj, mógłbym się na
niej przelecieć, co?
- Ron, słuchaj, najpierw obowiązki małżeńskie, czyli mnie masz
przelecieć, a później zabawa z miotełką – powiedziała do ucha Rona podniecona
Hermiona. Jej głos był erotyczny. Ron popatrzył na nią z otwartymi ustami, więc
go pocałowała.
- Uważam, że na razie nikt nie powinien jej dosiadać! – oświadczyła
Hermiona ostrym tonem. Harry i Ron wytrzeszczyli na nią oczy.
- A co według ciebie Harry ma z nią zrobić? Zamieść podłogę? – zapytał
Ron.
- Twoja matka Weasley jest w tym dobra! – zadrwił Blaise, a jego kuple
parsknęli szyderczym śmiechem.
- To fajna umiejętność, a ty jak chcesz poderwać dziewczynę, jak nie
masz nic do zaoferowania, zwłaszcza gdy masz małego kikuta pomiędzy nogami –
stwierdziła Daphne. Zabini zrobił się wściekły, a większość ludzi parsknęła
śmiechem.
- Ty suk... – ale został trafiony zaklęciem i padł. Barbara dmuchnęła w
koniec swojej różdżki.
- Wara od mojej mamusi i kim ty jesteś, żeby obrażać moją mamusię! –
warknęła Barbara, a Daphne przytuliła się do niej.
- Pani Black! – jęknęła Poppy.
- Mamusia jest z ciebie taka dumna, Bar – oznajmiła pani Black.
- Mamuś, to nic takiego – odparła Barbara i wtuliła się w blondynkę.
- Przytulaj się do mnie do woli. Jestem przecież twoją mamusią – rzekła
Daphne z miłością w głosie i pocałowała ją w czolo.
- Dobrze, mamusiu – mruknęła Barbara zadowolonym głosem, a Daphne ją
dalej tuliła i chwilę do trwało. Kiedy przestały kontynuowali czytanie.
Ale zanim Hermiona zdążyła odpowiedzieć, Krzywołap skoczył z łóżka
Seamusa prosto na pierś Rona.
- ZABIERAJ... GO... STĄD! – wrzasnął Ron, kiedy Krzywołap zanurzył
pazury w jego piżamie, a Parszywek zdecydował się na dziką ucieczkę, skacząc mu
przez ramię. Ron złapał Parszywka za ogon i wymierzył kopniaka Krzywołapowi,
ale trafił nie w niego, tylko w kufer stojący w nogach łóżka Harry'ego.
- To musiało boleć! – skrzywiło się większość ludzi na sali, a Draco i
nie przyjaciele ryknęli śmiechem.
Kufer się przewrócił, a Ron zaczął podskakiwać w miejscu, wyjąc z bólu.
Nagle Krzywołap wyprężył grzbiet i zjeżył sierść: coś zagwizdało przenikliwie.
Ze starej skarpetki wuja Vernona wypadł fałszoskop i wirował po podłodze,
błyskając złowrogo.
- Zapomniałem o nim! – powiedział Harry, schylając się i podnosząc
fałszoskop – Nigdy nie noszę tych skarpetek, chyba że już muszę...
- Zabiję ich zaraz – wycedzila Olivia.
- Kochanie... – zaczął James II.
- Nie uspokoję się! – warknęła na męża Olivia – trzeba dać im nauczkę.
James, dobrze wiesz, że mam rację.
- Przyszedł mi do głowy pewien pomysł – stwierdzili Huncwoci 2.0
jednocześnie.
Fałszoskop wirował mu teraz na dłoni i wciąż
gwizdał przeraźliwie. Krzywołap prychał i syczał.
- Hermiono, może wreszcie zabierzesz stąd tego kota, dobrze? –
powiedział Ron, który siedział na łóżku Harry'ego i trzymał się za duży palec u
nogi – Możesz coś z tym zrobić? – zwrócił się do Harry'ego, kiedy Hermiona
wyszła z pokoju śmiertelnie obrażona, wynosząc Krzywołapa, który utkwił w Ronię
swoje żółte ślepia.
- Ronuś – wyszeptała mu do ucha – Będziesz mnie wielbił? – jej zapach
erotycznych perfum uderzyło w niego z ogromną siłą. Zaczął być mega podniecony
– Proszę, Ronuś, zrobisz wszystko abym była szczęśliwa? – Ten przełknął ślinę.
- Jak skończymy rozdział pokażę ci, jak doskonale mówię po francusku –
rzucił podnieconym głosem Ron do ucha Lady Weasley i pocałował ją w znamię, a
ta wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia.
- Tak, Lordzie Weasley – wyszeptała Lady Weasley do jego piersi.
Harry zawinął fałszoskop w jedną skarpetkę, włożył ją do drugiej, po
czym wrzucił zawiniątko do kufra. Teraz w sypialni słychać było tylko jęki bólu
i wściekłości Rona.
- Głupi szczur! – warknął Ron.
Parszywek skulił się w jego dłoniach. Harry już dawno nie widział
szczurka, zwykle śpiącego w kieszeni Rona albo w jego łóżku, więc był niemile
zaskoczony, widząc, że zwierzątko, niegdyś dość tłuste, jest teraz okropnie
wychudzone, a futerko ma wyleniałe.
- Nie wygląda najlepiej.
- To przez ten ustawiczny stres! – powiedział Ron – Czułby się
znakomicie, gdyby ten głupi futrzak zostawił go w spokoju!
- Cofam swoje słowa! – krzyknął Ron.
Harry, pamiętając o tym, jak sprzedawczyni w Magicznej Menażerii mówiła
o szczurach, że żyją tylko do trzech lat, czuł jednak, że jeśli Parszywek nie
ma w sobie czarodziejskich mocy
- Przez tego cholernego szczura
kłóciłem się z Hermioną. Nigdy sobie tego nie wybaczę, że cię raniłem – mruknął
Ron i spuścił wzrok – Przepraszam.
- Ron popatrz na mnie – powiedziała Hermiona.
- Nie jestem cię wart – wyszeptał.
- Nie ty o tym decydujesz, ukochany. Wybrałam cię na mojego kochanka i
partnera, w tym życiu i w następnym. Proponuję więc, żebyś oswajał się z tą
myślą, mój rudzielcu – zażartowała Hermiona i usłyszała lekki śmiech w
odpowiedzi.
- Jesteś taka piękna mądrą i niesamowita – powiedział pan Weasley.
- Wiem, że mam rację – odparła pani Weasley.
– a jak dotąd nigdy ich nie przejawił – to pozostało mu już niewiele
życia. I mimo częstych utyskiwań Rona, że Parszywek jest nudny i bezużyteczny,
był pewny, że Ronowi bardzo będzie go brakować. Tego ranka w pokoju wspólnym
nie odczuwało się nastroju Bożego Narodzenia. Hermiona zamknęła Krzywołapa w
swoim dormitorium, ale była wściekła na Rona za to, że próbował go kopnąć, a
Ron wściekał się na Hermionę, bo Krzywołap zachowywał się tak, jakby miał
ochotę zjeść Parszywka.
- Gra wstępna – stwierdził głośno Harry.
- Och, zamknij się! – warknęli Ron i Hermiona.
Harry zrezygnował z namawiania ich do zgody i pochłonięty był bliższymi
oględzinami Błyskawicy, którą przyniósł z sypialni. Z jakiegoś powodu Hermionie
to też się nie podobało; nic nie powiedziała, ale co jakiś czas łypała ponuro
na miotłę, jakby i ona krytykowała jej kota.
- Jak tak możesz – powiedzieli Fred i George.
W porze drugiego śniadania zeszli do Wielkiej Sali, gdzie zobaczyli, że
stoły poszczególnych domów przywarły do ścian, a pośrodku sali ustawiono jeden
stół nakryty dla dwunastu osób. Siedzieli już przy nim profesorowie Dumbledore,
McGonagall, Snape, Sprout i Flitwick, a także woźny Filch, który rozstał się ze
swoim nieśmiertelnym brązowym fartuchem i miał na sobie bardzo stary wypłowiały
frak.
- Pewnie czeka na Irmę – powiedział James II.
- Randka – stwierdził Fred II i poruszył brwiami.
- W ciemno – dodał George. To samoe zrobił jego kuzyn.
- Ty Angus i ty Irma oboje jesteście razem takimi słodziakami – oznajmił
Louis. Irma i Angus zrobili się czerwoni, a większość ludzi parsknęła śmiechem.
- Wujek! - krzyknął Nick do Colina I – zrób im zdjęcie! – Colin im
zrobił zdjęcie.
Prócz nich było tylko troje uczniów, dwójka najwyraźniej przerażonych
pierwszoroczniaków i Ślizgon z piątej klasy o dość posępnym wyrazie twarzy.
- Wesołych świąt! – zawołał Dumbledore, gdy Harry, Ron i Hermiona
podeszli do stołu – Jest nas tak mało, że byłoby głupio siedzieć przy osobnych
stołach... Siadajcie, siadajcie! – Harry, Ron i Hermiona usiedli przy końcu
stołu.
- Hermiona czy przypadkiem nie zapomniałaś o czymś? – spytał Ron i
uśmiechem na twarzy.
- O czym zapomniałam? – zapytała przerażonym wzrokiem i głosem.
- Że twoje miejsce jest na moich kolanach, pani Weasley – odparł z
niewinną miną. Pani Weasley popatrzyła na niego z niedowierzaniem, a później
zaczęła się śmiać.
- Jesteś palantem – stwierdziła – ale moim palantem – i mruknęła mu do
ucha podniecona – Obiecuję poprawę, lordzie Weasley – i pocałowała go w
policzek.
- Chyba wolałem, jak się kłócili – oznajmił Harry, a Ginny zaczęła
chichotać.
- Niespodzianki! – zachęcił wszystkich Dumbledore, podsuwając koniec
wielkiego srebrnego cukierka Snape'owi, który chwycił go niechętnie i
pociągnął. Cukierek wystrzelił i rozpadł się, ukazując duży, spiczasty kapelusz
czarownicy z wypchanym sępem na czubku. Harry przypomniał sobie bogina, zerknął
na Rona i obaj zdusili w sobie śmiech;
Większość ludzi śmiała się głośno, co jeszcze bardziej wkurzało obie
wersje Snape'a.
Snape zacisnął wargi i popchnął kapelusz ku Dumbledore'owi, który
natychmiast włożył go sobie na głowę – No to wsuwamy! – zawołał dziarsko,
uśmiechając się do wszystkich.
Harry nakładał sobie właśnie pieczone ziemniaki, kiedy drzwi Wielkiej
Sali otworzyły się ponownie i ukazała się w nich profesor Trelawney, sunąc ku
nim jak na wrotkach.
- Sybilla jesteś wariatką! – zawołali Huncwoci i Huncwoci 2.0.
Miała na sobie długą zieloną suknię z cekinami, co jeszcze bardziej
upodabniało ją do błyszczącej, wyrośniętej ważki.
Harry uśmiechał się do niej niewinnie.
- Sybillo, cóż za miła niespodzianka! – powitał ją Dumbledore,
powstając.
- Patrzyłam sobie w kryształową kulę, panie dyrektorze – powiedziała
profesor Trelawney najbardziej mglistym i odległym głosem, na jaki ją było stać
– i ku mojemu zdumieniu ujrzałam siebie rezygnującą z samotnego posiłku i
schodzącą tutaj, aby się do was przyłączyć. Jakże bym mogła walczyć z
nieubłaganym losem? Natychmiast opuściłam moją wieżę... Proszę mi tylko
wybaczyć spóźnienie...
- Nic się nie stało – rzekł Albus Dumbledore.
- Ależ oczywiście, oczywiście – powiedział Dumbledore, mrugając oczami –
Zaraz wyczaruję ci krzesło, Sybillo – I rzeczywiście wyczarował krzesło jednym
machnięciem różdżki: pojawiło się w powietrzu, przez chwilę obracało się
szybko, po czym runęło z hukiem między Snape'a i McGonagall. Profesor Trelawney
jednak nie usiadła; jej olbrzymie oczy błądziły wokół stołu, aż nagle wydała z
siebie coś w rodzaju łagodnego krzyku.
- Co ona znowu wymyśliła! – jęknęła młodsza Marlene.
- Nie ośmielę się, dyrektorze! Jeśli usiądę przy tym stole, będzie nas
trzynaścioro! Nieszczęście murowane! Proszę nigdy nie zapominać, że kiedy
trzynaście osób zasiada do stołu, pierwsza, która wstanie, będzie pierwszą,
która umrze!
- Zaryzykujemy, Sybillo – powiedziała profesor McGonagall
zniecierpliwionym tonem.
- Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana – powiedział James II.
- Usiądź wreszcie, indyk wyziębnie na kamień – Profesor Trelawney
zawahała się, a potem osunęła się ostrożnie na puste krzesło, z zamkniętymi
oczami i zaciśniętymi wargami, jakby się spodziewała, że za chwilę piorun
trzaśnie w stół. Profesor McGonagall zanurzyła wielką łyżkę w najbliżej
stojącej wazie.
- Trochę flaczków, Sybillo? – Profesor Trelawney zignorowała ją.
Otworzyła oczy, spojrzała ponownie po wszystkich i zapytała:
- A gdzie jest nasz drogi profesor Lupin?
- Biedak, niestety znowu źle się poczuł – odrzekł Dumbledore, gestem
zapraszając wszystkich, aby się sami obsługiwali.
- Coś często źle się czujesz – stwierdziła młodsza Dorcas, patrząc na
niego uważnie.
- Prawdziwe nieszczęście, że musiało go to dopaść w Boże Narodzenie.
- Ale Sybilla na pewno już o tym wie, prawda? – odezwała się profesor
McGonagall, unosząc brwi. Profesor Trelawney obdarzyła ją bardzo chłodnym
spojrzeniem.
- Ktoś tu lubi wbijać szpileczkę w koleżankę – oznajmił Fred II, patrząc
na profesorkę.
- Ja w Sybillę wbijam szpilkę? – zapytał, a udając zdziwioną – Nie mam
żadnej szpilki, żeby w nią wbijać, Fredzie Weasley. Jedyne szpilki, jakie mam
to na nogach, które są bardzo wygodne – Sybilla obdarzyła ją bardzo chłodnym
spojrzeniem.
- Oczywiście, Minerwo – powiedziała spokojnie – Nie wypada jednak
okazywać na każdym kroku, że się o wszystkim wie. Bardzo często zachowuję się
tak, jakbym nie miała wewnętrznego oka, aby nie peszyć innych.
- To by wiele wyjaśniało – zauważyła cierpko profesor McGonagall.
- Najlepsze koleżanki! – parsknął śmiechem George II.
Głos profesor Trelawney stał się nagle o wiele mniej tajemniczy.
- Jeśli chcesz wiedzieć, Minerwo, profesora Lupina już niedługo wśród
nas zabraknie. On sam jest chyba świadom, że jego czas się zbliża. Żachnął się
i uciekł, kiedy mu zaproponowałam wróżenie z kryształowej kuli...
- Nie dziwię Ci się, tato – powiedział Teddy.
- Trudno się dziwić – mruknęła profesor McGonagall.
- A ja wątpię – odezwał się Dumbledore beztrosko,
nieco jednak podnosząc głos, co zakończyło konwersację między profesor
McGonagall i profesor Trelawney – by profesorowi Lupinowi coś bezpośrednio
zagrażało. Severusie, przyrządziłeś mu ponownie eliksir?
- Tak, panie dyrektorze – odpowiedział Snape.
- A użyłeś szamponu, jaki ci kupiłem Severusie na urodziny? – zapytał
młodszy Łapa, naśladując głos Dumbledore'a.
- Nie, panie dyrektorze, bo lubię mieć tłuste włosy – rzekł młodszy
Rogacz głosem Severus.
- Zamknijcie się Potter i Black! – wycedziły dwie wersje Snape'a.
- To dobrze. A więc wkrótce powinien poczuć się lepiej... Derek,
próbowałeś już tych kiełbasek? Są wyśmienite – Chłopiec z pierwszej klasy
zaczerwienił się gwałtownie, słysząc swoje imię z ust samego dyrektora,
- Derek pamiętaj, dyrektor ma swoje tajemnice – powiedziała Lily II –
którymi nie lubi się dzielić.
- I zostawia dziecko ludziom, którzy to dziecko nie mają zamiaru kochać
– dodała Olivia.
- Niektórzy muszą coś zrobić w przyszłości – odezwała się Amelia II.
i trzęsącymi rękami wziął półmisek z kiełbaskami. Profesor Trelawney
zachowywała się prawie normalnie aż do samego końca świątecznego obiadu, dwie
godziny później. Opchani do granic możliwości, wciąż w kapeluszach z
cukierków-niespodzianek, Harry i Ron pierwsi wstali od stołu, a wówczas
usłyszeli przeraźliwy pisk profesor Trelawney.
- Ach, moi kochani! Kto z was pierwszy podniósł się z krzesła? Kto?
- On! – krzyknęli, pokazując na siebie na wzajem.
- Nie wiem – wybąkał Ron, patrząc ze strachem na Harry'ego.
- Nie sądzę, by to miało jakieś znaczenie – oświadczyła chłodno profesor
McGonagall – chyba że za drzwiami czeka jakiś szaleniec z siekierą, żeby
zamordować pierwszą osobę, która wyjdzie z Wielkiej Sali.
- Minne zostań Huncwotką! – krzyknął starszy Rogacz parskając ze
śmiechu.
- James jestem nauczycielka muszę być autorytetem dla dzieci.
- Na bycie Huncwotem nigdy nie jest za późno – oznajmili Fred i George.
- Możesz być autorytetem robiąc kawały dla nowego pokolenia Huncwotów –
stwierdził Rogacz.
- James jesteś dorosłym facetem, a zachowujesz się jak dzieciak. Nie po
to wybraliśmy Minerwę na twoją matkę chrzestną – rzekła Euphemia – żeby mogła
cię trochę temperować – Większość ludzi opadły szczęki.
- To prawda? – spytał Harry.
- Tak. Jestem jego matką chrzestną – mruknęła i uśmiechnęła się szeroko
do chrześniaka. Rogacze podeszli do niej, a ta rzuciła im się na szyję i się
rozpłakała.
- No już Mini, nie płacz.
- Kiedy się dowiedziałam, że nie żyjesz razem z Lily, pękło mi serce.
Jesteś dla mnie jak syn. Czasem dałeś mi popalić, ale twój syn też dawał mi
popalić.
- Co złego to nie ja! – zawołał Harry.
- Tak? A mam Ci przypomnieć pierwszy, drugi, trzeci, czwarty i piąty
rok? – spytała Minerwa i zrobiła swoją pozę – Co robiłeś z Hermiona i Ronem?
- Nie trzeba! – jęknęła złota trójca.
Nawet Ron się roześmiał. Profesor Trelawney zrobiła taką minę, jakby ją
znieważono.
- Idziesz? – zapytał Harry Hermionę.
- Nie – mruknęła Hermiona – Chcę zamienić stówko z profesor McGonagall.
Hermiona i Minerwa popatrzyły na siebie.
- Pewnie chce wybadać, czy mogłaby zapisać się na kolejny przedmiot –
powiedział Ron, ziewając, kiedy weszli do sali wejściowej, w której nie było
ani jednego szaleńca z siekierą.
- Ale z was idioci! – zadrwiła Mariette.
- Mówisz o sobie? – zapytała Ginny.
Kiedy dotarli do dziury pod obrazem, Sir Cadogan siedział przy uczcie
bożonarodzeniowej z paroma mnichami, kilkoma poprzednimi dyrektorami Hogwartu i
swoim tłustym konikiem. Na ich widok odsłonił przyłbicę i uniósł pękaty dzban
miodu.
- Wesołych... – czknął – świąt! Hasło!
- Nędzny kundel – rzekł Ron.
Rogacz, James II, George II, Albus II, Scorpius, Frank II, Nick i Matt
parsknęli śmiechem, patrząc na Łapę, Huga, Freda II i Fineasa. Niektórzy
popatrzyli na nich podejrzliwie.
- Jako i ty, szlachetny panie! – ryknął Sir Cadogan, kiedy obraz
odchylił się, aby ich przepuścić.
- Lecz się człowieku na głowie głowę – rzekła Iola.
Harry wspiął się do dormitorium, wziął Błyskawicę i podręczny zestaw
miotlarski, który dostał od Hermiony na urodziny, zniósł to wszystko do pokoju
wspólnego i próbował wymyślić coś, co można by zrobić z Błyskawicą. Nie miała
jednak pogiętych witek, żeby je prostować spinaczami, a rączka lśniła tak, że
nie było sensu jej polerować. Siedzieli więc razem z Ronem i podziwiali ją w
milczeniu, gdy nagle dziura pod portretem otworzyła się i weszła Hermiona w
towarzystwie profesor McGonagall.
Hermiona się zarumieniła.
Profesor McGonagall była opiekunką Gryffindoru, ale do tej pory Harry
widział ją w pokoju wspólnym tylko raz, a przyszła wówczas, by wydać niezwykle
ponuro brzmiące zarządzenie. Obaj z Ronem wlepili w nią oczy, nadal trzymając
Błyskawicę. Hermiona obeszła ich z daleka, usiadła, wzięła pierwszą z brzegu
książkę i schowała się za nią.
- Mamo, powiedz mi, że nie naskarzyłaś profesorce, że wujek Harry dostał
Błyskawicę? – spytał Hugo, a Hermiona spaliła buraka.
- Ciotka! – jęknęli jej siostrzeńcy i bratankowie.
- Martwiłam się o Harry'ego! Okej?! – warknęła Hermiona w stronę syna i
bratanków i siostrzeńców. Wstała z kolan męża, a większość patrzyła na
dziewczynę przerażonym wzrokiem, bo widać było gołym okiem, że to naprawdę
potężna czarownica i do tego niezwykle piękna czarownica – bo życie Harry'ego
jest najważniejsze, bo jestem jego siostrą, do cholery! Dla was najważniejszy
jest quidditch, a dla mnie moja rodzina! – Harry podszedł do Hermiony i ją
mocno przytulił.
- Ron opiekuj się nią, bo to wspaniała kobieta.
- Wiem o tym – odparł Ron – jest wspaniałą kobietą i wspaniałą żoną oraz
wspaniałą matką dla moich dzieci, a Ty Harry opiekuj się Ginny moją irytującą
siostrą...
- Ron! – warknęły dwie wersje Molly i Ginny.
- ...Bo Ginny jest wspaniałą kobietą.
- Wiem o tym – odparł Harry – jest wspaniałą kobietą i wspaniałą żoną
oraz wspaniałą matką dla moich dzieci.
- A więc tak wygląda – powiedziała profesor McGonagall, podchodząc do
kominka i wpatrując się w Błyskawicę – Panna Granger poinformowała mnie
właśnie, że przysłano ci miotłę, Potter – Harry i Ron spojrzeli na Hermionę.
Zobaczyli tylko jej czoło koloru wiśni ponad krawędzią książki, którą trzymała
do góry nogami.
Ron to czoło pocałował, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się
w męża jeszcze bardziej.
- Mogę? – zapytała profesor McGonagall, ale nie czekała na odpowiedź,
tylko wyjęła im miotłę z rąk. Przyjrzała się jej dokładnie od rączki do ogona z
brzozowych witek – Hm. I nie było żadnego liściku, Potter? Żadnej kartki? Nic?
- Nic.
- Ach, tak... – powiedziała profesor McGonagall – No cóż, obawiam się,
że muszę ją zabrać.
- Dlaczego? – jęknęli niektórzy.
- C-co? – wyjąkał Harry, wstając – Dlaczego?
- Trzeba dokładnie sprawdzić, czy ktoś nie rzucił
na nią uroku. Ja sama nie jestem ekspertem, ale pani Hooch i profesor Flitwick
rozbiorą ją na części i...
- Rozbiorą ją na części? – powtórzył Ron takim tonem, jakby profesor
McGonagall nagle zwariowała.
- Nie zwariowałam – powiedziała Minerwa.
- Zajmie to kilka tygodni – oznajmiła spokojnie profesor McGonagall –
Dostaniesz ją z powrotem, Potter, jeśli się upewnimy, że nikt jej nie
nafaszerował zgubnymi w skutkach zaklęciami.
- Uuu! Potter pani profesor musi Ci zabrać twoją nową zabawkę – zardwiła
Mariette – a wszystko przez twoją przyjaciółeczkę.
- Zamknij się! – warknęła Fleur, a Hermiona uśmiechnęła się do niej
szeroko.
- Przecież to nowa miotła, wszystko z nią w porządku! – powiedział Harry
lekko roztrzęsion – Naprawdę, pani profesor...
- A niby skąd możesz o tym wiedzieć, Potter? – zapytała profesor
McGonagall dość łagodnym tonem – Jeszcze na niej nie latałeś, a obawiam się, że
to nie wchodzi w rachubę, dopóki nie będziemy pewni, że nikt przy niej nie
majstrował. Powiadomię cię, jak czegoś się dowiemy.
- Zabrała mi moją miotłę! – jęknął Harry.
- Mężczyźni zawsze pozostają chłopcami – mruknęła Gabriele – Nie ważne
ile urosną.
- Bez nas świat byłby nudny, Gabriele – rzekł Denis.
- Bez Ciebie to na pewno – powiedziała rozmarzonym głosem i pocałowała
go w policzek, a ten zarumienił się mocno, a dziewczyny zaczęły chichotać, a
chłopaki parsknęli śmiechem.
- Jesteście tacy słodcy, że aż mnie mdli – stwierdził Colin II.
- Colin! – warknęła Adrenne – mamusia i tatuś się kochają!
Odwróciła się na pięcie i wyniosła Błyskawicę przez dziurę pod
portretem, która zamknęła się za nią. Harry stał i gapił się w ścianę, wciąż
ściskając w ręku puszkę pasty do polerowania rączki. Natomiast Ron wpatrywał
się groźnie w Hermionę.
- Możesz nam powiedzieć, po co do niej polazłaś?
- Ron, Hermiona to dama i twoja Lady okaż jej szacunek – powiedziała
groźnie Molly I.
- Mamusia ma rację, Ronaldzie. Jestem damą i twoją Lady – rzekła
Hermiona i odrzuciła swoje włosy do tyłu – a ty jesteś moim Lordem – a ten
patrzył na jej usta i wbił się w nią. Kiedy skończyli Hermiona miała rozmarzony
wzrok.
Hermiona odłożyła książkę. Nadal była różowa na twarzy, ale wstała i
spojrzała na Rona wyzywająco.
- Bo pomyślałam... a profesor McGonagall zgodziła
się ze mną... że tę miotłę mógł Harry'emu przysłać Syriusz Black!
- Ja tam jestem poszukiwany – powiedział starszy Łapa.
- Tatusiu – powiedziała Daphne – Jesteś niewinny! PRAWDA!? – ryknęła w
stronę Knota i Umbridge.
- Koniec rozdziału – oznajmiła Salomi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz