Pov. Harry.
W Hogwarcie pojawiła się dwójka dorosłych ludzi. Kobieta przypominała mi Bellatriks i już miałem się na nią rzucić, ale Nimfadora krzyknęła.
- Mamusia , tatuś , co tu robicie?! – No dobra, czyli to są rodzice Dory.
- Okej to my sobie jednak pójdziemy – stwierdziła kobieta, gdy zobaczyła Narcyza i Lucka.
- Andy, spokojnie.
- Nie będę rozmawiać z tym idiotą! - warknęła Andromeda.
- Cześć Andy, cześć Ted. Dobrze wyglądacie – powiedzieli starsza wersja Marlene i Łapa, Regulus, Dorcas, tata i mama. Andromeda i Teddy zbledli, a oczy mieli jak spodki.
- Syriusz? Regulus? – spytała Andromeda z wielkimi oczami.
- Tak, Andy, to my. Cieszysz się? – odpowiedzieli Łapa i Regulus.
- Ale wy wszyscy...
- Ożyliśmy – oznajmiła starsza Marlene.
- A my się pogodziliśmy, prawda braciszku? – zapytał Regulus brata.
- Tak – odparł Łapa.
- Są też nasze młodsze wersje – stwierdziła starsza Dorcas.
- Cześć, kuzyneczko! – krzyknęli młodsza wersja Łapy i Regulusa.
- Wiesz, Andy ożeniłem się z Marlene! – zawołał młodszy Łapa i pocałował Marlene w usta, a ta rozpłynęła się.
- I mamy dwójkę dzieci – dodał po chwili Łapa – Jareda i Cassie.
- Siemka – powiedzieli Jared i Cassie.
- Zmieniliśmy przyszłość – mruknąłem do ich.
- I to nie wszystkie niespodzianki – rzekła moja siostra – Jestem Nicole i okazało się, że jestem siostrą bliźniaczką Harry'ego.
- Ja też jestem też jego siostrą, ale młodszą. Jestem Jessica.
- Jestem Hermiona – mruknęła Hermiona – Też jego siostra – a ci robili coraz większe oczy.
- Okej wszystko musimy poukładać w głowie, a co to za panna, co patrzy na Jareda rozmarzonym wzrokiem?
- To Daphne, moja przyjaciółka – oznajmiłem – to znaczy nasza przyjaciółka i jej siostra Astoria, i Tracy nasze przyjaciółki – a te uśmiechnęły się do mnie.
- Ale jak to się stało? – pytał Ted.
- Ściągnęło nas – oznajmiła młodsza mama.
- I nas też – stwierdził Teddy a Andromeda i Ted odwrócili się do obcego głosu – Cześć, babciu, cześć dziadku. Jestem Teddy Lupin, syn Remusa i Nimfadory, pochodzę z przyszłości i jestem metamorfomagiem.
- Mamy wnuka – szepnęła Andromeda do męża.
Pov. Andromeda.
Do Teddy'ego podeszła przepiękna blondynka o niebieskich oczach, a jej krok w wysokich szpilkach był po prostu piękny i uśmiechnęła się do nas.
- Cześć, jestem Victoire Lupin, córka Billa i Fleur Weasley, żona waszego wnuka Teddy'ego. Po matce odziedziczyłam zmianę fizyczną, gdyż jestem ⅛ krwi Wilą – przedstawiła się blondynka – Tam są moje młodsze rodzeństwo, Domique, ta rudowłosa kobieta i jeszcze młodszy brat Louis, ten blondwłosy mężczyzna – i pokazała na piękna rudowłosą piękność i bardzo przystojnego blondwłosego mężczyznę – też mają ⅛ krwi Wilii – Wymieniliśmy spojrzenia z mężem.
- Stanowisz wspaniały dodatek do naszego rodu, pani Lupin – powiedział Ted, mrugając łobuzersko i pocałował ją w rękę.
- Chodź tu – mruknęłam i wyciągnęłam ręce w stronę Victoire i ją przytuliłam.
- Babciu – mruknęła i wesela Victoire do moich piersi.
- Jesteście zdrajczyniami krwi, a ty jesteś szl... – zaczął Lucek, ale nie zdążył dokończyć zdania, bo jęknął z bólu. Nim się zorientowałam, Victoire stanęła nad nim ze wściekłą miną. Chwyciła jego włosy i wycedziła.
- Jeszcze raz obrazisz moją rodzinę, to ta słodka blondynka stanie się twoim najgorszym koszmarem. Rozumiesz? – i go puściła, po czym podeszła do nas i ponownie się do mnie przytuliła, a ja ją objęłam i pocałowałam w czoło.
- No moja siostra jest niebezpieczna – stwierdził Louis – Wiecie to wszyscy, bo babcia Molly i dziadek Artur mają siódemkę dzieci. To jest Samanta, córka Olivera i Katie, moja żona – a brunetka się uśmiechnęła – to Nick, mąż Domique, syn Lee i Alicji, a tam jest jego brat Matt. Fred i Roxanna to dzieci George'a i Angeliny. Molly i Lucy dzieci Percy'ego i Audrey. Rose i Hugo dzieci Rona i Hermiony. James, Albus i Lily Luna, dzieci Harry'ego i Ginny, Alicja to córka Neville'a i Hanny i żona Freda. Sebastian to mąż Molly, Patrick to mąż Lucy i syn Seamusa i Susan, a to jego siostra Amelia i jest żona Albusa, Frank to syn Neville'a i Hanny i mężem Lily. Scorpius to syn Draco i Astorii i mąż Rose. Lysander i Lorcan synowie Luny i Rofla – wymieniał Louis.
- Jej, niezła gromadka – stwierdził mój mąż.
- Wiecie co, mam niespodziankę – oznajmiła Victoire – Dziewczyny? – i te rzuciły zaklęcia. Ted popatrzył na mnie wielkimi oczami.
- Co? Mam coś na twarzy? Czekaj, nowe ubrania? Skąd? Chwila... wyglądasz teraz bardzo przystojnie.
- A ty wyglądasz pięknie i pasuje Ci ta biżuteria – powiedział Ted.
- O czym ty mów... – zaczęła, lecz przerwałam, gdy zobaczyła siebie w lustrze – To ja?
- Tak, babciu Andromedo – oznajmiła Victoire – Podoba Ci się te ubrania i biżuteria
- Podoba!? Bardzo mi się podoba! Dziękuję, Victoire – i przytuliłam mocno do niej.
- Dziadek Artur chyba się zawiesił! – parksnął śmiechem Hugo, gdy tylko popatrzył się na babcie Molly, która też miała na sobie nowe ubrania i biżuterie . Zajebiście wyglądała.
- Co tak patrzycie? – spytała mama Molly.
- Może dlatego, że zajebiście wyglądasz, babciu – oznajmiła Domique i nagle zrobiła wielkie oczy, gdy siebie oglądała w lustrze.
- To ja? – zapytała wielkimi oczami.
- Tak – odpowiedziała Samanta – to ty.
- Molly, wyglądasz pięknie! – krzyknął Artur – ale z Ciebie jest laska!
- Dziękuję. Ty też wyglądasz wspaniale. Masz na sobie nowe ubrania. To wasza sprawka prawda?
- Oczywiście, że nasza, bo chyba nie Huga – oznajmiła Rose.
- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne – burknął Hugo.
- Kocham was dziewczynki, bardzo – powiedziała Molly I i przytuliła wszystkie swoje wnuczki do siebie.
- To samo zrobiły ze swoja babcia Apolonii oraz z babcią Euphemia i babcia Carolina . Ich mężowie, mieli te samą reakcje, co Ted i Artur.
- Dziękuję! – zawołały Apollina Euphemia i Caroline rozpromienione .
- Nie ma za co – powiedziały dziewczyny – Teraz wyglądacie idealnie. Bo jako damy musicie mieć swoją biżuterie tak poznawaliśmy się jeszcze całe popołudnie.
Pov. Fleur.
- Wiecie co, ja i Bill mamy taką małą sprawę do załatwienia – oznajmiłam – prawda, Bill?
- Tak, tak – i nim się zorientowali, już nas nie było. Weszliśmy do komnaty i zaczęliśmy się rozbierać.
- Bill chce się z tobą kochać w szpilkach - szeptałam mu do ucha podniecona widziałam że Bilowi oczka się zaświeciły i przez całą noc się kochaliśmy i nie mogliśmy przestać, co zakończyło się naznaczeniem. Ja miałam na szyi łabędzia i wilka w kształcie yin i yang, on miał dwie pary niebieskich oczu.
-To było cudownie, to była najlepsza noc w moim życiu, a teraz czuję twoją magię, jest we mnie, a ty masz moją magią w sobie. Widziałeś? Mam kolczyk na pępku. W starożytności tylko faraonowie mieli kolczyk na pępku, a my jesteśmy rodziną królewską, panie Weasley.
- Naprawdę? – spytał Bill, całując mnie.
- Tak, Hermiona nam to mówiła – westchnęłam – Podoba ci się?
- Bardzo – odparł Bill – Podoba mi ta bransoletka, połączona z pierścieniem. Jak ty zajebiście pachniesz – mruknął swoim męskim głosem.
- Ty też pięknie pachniesz – powiedziałam i pocałowałam go w usta namiętnie – A wracając to tego! – jęknęłam – Możesz przestać? Nie mogę się skupić!
- Co ja poradzę, że tak na mnie działasz, słońce ty moje.
- I mam jeszcze bransoletkę, bo nasze córki, siostrzenice i bratanice takie mają, więc poprosiliśmy je ładnie i wam wyczarowały, a i w uszach. Tego mówić ci nie muszę, bo sam masz – i oddychałam głęboko.
- Jesteśmy teraz jednością, kochanie – stwierdził Bill i pocałował mnie w czoło – a ja westchnęłam i uśmiechnęłam się do niego szeroko – Chodź, Fleur, idziemy, żeby Lee udzielił mam ślubu.
- To na co czekamy? Idziemy! – krzyknęłam i chwyciłam go za rękę i podbiegliśmy do Wielkiej Sali.
W tym samym czasie. Pov. Nimfadora.
Ktoś pukał do drzwi, więc otworzyłam i zobaczyłam Remusa był o głowę wyższy mimo ze chodziłam teraz w szpilkach na wysokim obcasie i miałam teraz szpilki na stopach
- Remus – powiedziałam rozmarzonym tonem.
- Musimy pogadać!
- O czym?
- Nimfadora ja już nie mogę! – krzyknął.
- O czym ty gadasz? – Nagle zrobił, to czego się najmniej spodziewałam: Uklęknął na jedno kolano.
- Doro, ja... – Remus niezgrabnie wyjął pudełko jedną ręką i zacisnął na nim dłoń. Uniósł wzrok. Wiedziałam, o co mu chodzi, ale czekałam, aż wydusi z siebie, co chce powiedzieć. Remus spojrzał w moje oczy i otworzył usta: – Dora, kocham cię. Szaleńczo. Jestem w tobie zakochany do granic obłędu. Chcę cię poślubić, bo cię kocham. Chcę być z tobą i nie wyobrażam sobie mojego życia bez Ciebie! – poczułam, jak moje oczy robią się coraz większe i poczułam, jak jego dłoń się poci. Popatrzył na mnie – Dora, ja... – otworzył dłoń i niezgrabnie uchylił wieko pudełka na pierścionek. Uniósł je, a oczy podążały za nim powoli. Otworzyłam lekko usta, a moja ręka zacisnęła się na jego dłoni – Dora, kocham cię. Wyjdź za mnie – wyszeptał Remus – Proszę, proszę, proszę, proszę... – nie spuszczałam oczu z pierścionka i patrzył z niepokojem, jak unoszę lekko rękę i trzymam ją w pobliżu pierścionka, ale nie dotykałam go. Serce Remusa niemal wyskoczyło z piersi, gdy sekundy ciszy zamieniły się w przerażające lata, a on wciąż czekał na odpowiedź. Nagle spojrzałam mu w oczy i Remus dojrzał moje zdumienie i zaskoczenie, które skrywały się tuż za łzami, które powstrzymywałam z całej siły. Uniosłam rękę, która wcześniej drgnęłam w stronę pierścionka i położyłam mu ją na policzku. To było miłe uczucie, gdy moja ciepła dłoń przylgnęła do jego skóry, zmrożononej atakiem paniki. Gdy Remus pomyślał, że nigdy nie dostanie odpowiedzi, zaczęłam potakiwać.
- Tak! – załkałam. Moje dłoń ześliznęła się na jego szyję i pocałowałam go namiętnie. Oderwał się ode mnie.
- Tak?
- Tak! – roześmiałam się, a po policzku spłynęła mi łza. Remus w końcu puścił moją rękę i drżącymi palcami wyjął pierścionek z pudełka. Uniosłam lewą dłoń, a on wsunął mi pierścionek na palec, zdumiony, że ta sztuka udała mu się w tym stanie – Na Merlina, Remusie, jaki piękny – westchnęłam, patrząc na pierścionek zaręczynowy – Pasuje do mojej biżuterii i do moich szpilek
- O Boże, Dora ... Tak bardzo cię kocham – wymamrotał Remus. I zaczęliśmy się rozbierać
- Remusie - wesnelam - masz zakaz ściągania mi szpilek - więc Remus zostawił moje szpilki kiedy byliśmy nadzy bo zaczęliśmy się kochać Było cudownie, to była najlepsza noc w moim życiu, a teraz czuję twoją magię w sobie, a ty masz moją. Naznaczyliśmy się. Ja miałam na szyi dwa wilki w kształcie yin i yang on miał zielone i różne.
- Czytałem, że w starożytności tylko faraonowie mieli kolczyk na pępku – powiedział, kiedy się już ubraliśmy.
- Wiedziałam. Jesteś bardzo inteligentny, wiesz, podoba mi się bardzo ten długi kolczyk.
- Wiesz, nie chwalę się tak jak Percy, ale byłem prefektem i to ja wymyślałem kawały. Ja byłem ich mózgiem, Huncwotów.
- Byłeś też nauczycielem obrony przed czarną magią i się podoba ta bransoletka z pierścieniem.
- Motyw indyjski – uśmiechnął się Remus.
- Dokładnie tak, tak mówiła Hermiona i podoba mi się ta bransoletka. Nasza córka je wyczarowała. Kocham ją.
- Może wrócimy do wiadomości, że teraz jesteśmy jednością, kochanie – stwierdził Remus i pocałował mnie w czoło, a ja uśmiechnęłam się do niego szeroko – Ale będą mieć minę, zwłaszcza Łapa i Rogacz.
- A ja chce ślubu – odparłam mu.
- Jak dla mnie możemy nawet dzisiaj.
- To na co czekamy? Idziemy się pobrać! – krzyknęłam szczęśliwa i wybiegliśmy do Wielkiej Sali. Kiedy dostaliśmy, usłyszałam głos Fleur.
- Chce wziąć ślub! Dzisiaj! Teraz! – zawołała Fleur – Chcę suknie i chce, żeby Billowi odpadła szczęka! Proszę!
- No to chodź, mamusiu. Musimy cię zrobić cię na bóstwo, żeby tatusiowi szczęka opadła – powiedziały córki Fleur, a ta pisnęła, jak mała dziewczynka i rzuciła się na szyje Samancie, Domique i Victoire.
- Kocham was, dziewczynki! – wolała Fleur.
- Czy coś przegapiłam?
- Fleur i Bill biorą ślub! – zawołały szczęśliwe Molly i Apolonia.
- Tatusiu poprowadzisz mnie do Billa? – spytała z nadzieją, patrząc na Armarda.
- To będzie dla mnie zaszczyt, córeczko – odpowiedział, a ta rzuciła mu się na szyję.
Pov. Fleur.
- Mamusiu – mruknęłam do mamy.
- Moja córeczka wychodzi za mąż – odparła mama, mając łzy w oczach, przytulając mnie mocno.
- Wiem, że nie byłabym idealną teściową – oznajmiła Molly I – a ja wiem, że się my... – a ja nie miałam ochoty jej słuchać, tylko rzuciłam jej się na szyje i ją objęłam, wyszeptałam jej do ucha:
- Już ci mówiłam, że ci wybaczam, mamusiu. Od kiedy pocałowałas mnie w czoło jesteś moją mamusią, a ja chce być twoją córeczką. Rozumiesz? – i pocałowałam ją w policzek i Molly westknela zadowolonym głosem ja wyszeptałam jej do ucha – Kocham Cię, mamusiu i mam nadzieję, że nie jestem taka zła i ty pokochałaś mnie , tak samo, jak ja pokochałam ciebie – i przytuliłam ją mocno.
- Fleur – wyszeptała mi Molly I do ucha – To ja powinnam Cię prosić czy mogę nazywać Cię moją córką wybacz mi proszę zle Cie oceniałam , bo ja już Cię bardzo kocham, jesteś moją niebieskooką blondyneczką i moją córeczką – odparła Molly I mając łzy w oczach i pocałowała mnie czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w mamusie jeszcze bardziej – Masz moje błogosławieństwo córciu . Witam w rodzinie Weasley
- Ja jestem twoją córeczką , a ty moją mamusią – powiedziałam z mocą stali – i koniec dyskusji.
- Córeczko – i przytuliła mnie do siebie mocno – Tak, bo teraz do niej należysz na zawsze. Patrząc na twoją szyję, czuje w sercu, że jesteś idealną żoną dla Billa i przepraszam Cię za tamto obiecuje ze będę.. .
- Mamusiu przestań już! – krzyknęłam zirytowana.
- A teraz mówię to szczerze: Jesteś moją córeczką w takim samym stopniu, jak Ginny, Hermiona, Nicole, Angelina, Luna i Jessica i jako że jesteśmy kobietami z rodu Weasley'ów musimy trzymać się razem.
- Tak mamusiu musimy trzymać się razem
- Naprawdę, ciociu Molly? – spytała wzruszona Jessica.
- Naprawdę – odpowiedziałam – bo skoro Hermiona, Nicole i Harry są moimi dziećmi, to ty też jesteś moim dzieckiem – Jessica przytuliła się mocno do mamy.
- I tak ma być – oznajmiłam – ja jestem wasza córka i wy moimi rodzicami.
- Tym razem to czarnowłosa dziewczyna
- Witamy w naszej rodzinie, Jessica – odparł z uśmiechem na twarzy Artur, a ta przytuliła się mocno do taty Artura, a później mamusia dodała.
- Artur mamy też niebieskooką blondyneczkę. Pamiętasz, prawda? – stwierdziła Molly z uśmiechem na twarzy.
- I ta niebieskooka blondyneczka stanowi piękny dodatek do naszego rodu Molly – oznajmił Artur i pocałował mi rękę, - pani Weasley miło mi powitać panią w moim rodzie i wam nadzieję ze będziesz mówiła do mnie per tatuś a do Molly per mamusia księżniczko - a ja przytuliłam się z uśmiechem na twarzy do Artura.
- Tak Tatusiu - powiedziałam do niego a on pocałował mnie w czoło wesnelam zadowolonym głosem wtulając się z Pana Weasleya jeszcze bardziej
- Jestem twoim tatusiem Fleur a Molly jest twoją mamusią a ty młoda panno nasza córeczką - oznajmił tatuś Artur - rozumiemy się? - pokiwałam głową
- Oczywiście że tak tatusiu - oznajmiłam radoście a tatuś uśmiechnal się do mnie szeroko
- Bill – powiedziała mama i go przytuliła –
Opiekuj się moją małą córeczką.
- A jeśli nie, to Cię zabije – dodał tata.
- Tatusiu! – jęknęłam.
- No co? – oznajmił tata – Taka prawda.
- Bill witamy Cię w rodzinie Delacour. Synku, ja jestem twoją mamą , a to twój tata czy wolisz...?
- Nie, wolę mama i tata – oświadczył Bill i ją przytulił.
- Jesteś niezwykle przystojnym mężczyzna synku – powiedziała mama – A może przytniesz te włosy? – spytała niewinnym głosem mama – Molly mówi, że jak skrócisz, będziesz lepiej wyglądać.
- Mamo! – jęknął Bill – Ty też zaczniesz mi truć, jak mama?
- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać! – parsknęła śmiechem mama i go mocno przytuliła.
- Baby – mruknął Bill.
- Mi się podoba, wygląda niezwykle męsko – Dziewczyny podeszły do mnie z takim kobiecym wdziękiem, że niektórzy zaczęli patrzyć na to z otwartą szczęką. Przytuliły mnie i spytały:
- Jesteś szczęśliwa siostrzyczko?
- Bardzo, kochane. Nawet nie wiecie jak bardzo – odpowiedziałam im, kiedy po kolei mnie przytulały.
- A ty Bill?
- Nie mógłbym być szczęśliwszy.
- No właśnie! I to się właśnie... – i mnie puściły – I to się właśnie liczy – okręciły się z idealną gracją, że sama byłam pod wrażeniem ich chodu w wysokich szpilkach, a niektórzy chłopcy zaczęli się na nie ślinić i nagle one wyczarowały im ślinianki i powiedziały słodko:
- Teraz nie ubrudzicie sobie teraz ubrań chłopczyki – i wróciły na swoje miejsce i przytuliły swoich mężów i chłopaków.
- Co tak na mnie patrzysz? Dalej, dalej! Ależ! Pogratuluj swojemu bratu/przyjacielowi, mojej przyjaciółce i mojej siostrze, jak bardzo się cieszysz, że będzie w wesele – ci potrząsnęli głową i podnieśli się z miejsca, co wywołało prawdziwą lawinę gratulacji. Cała rodzina zgromadziła się wokół nas.
- To, co, stary będziesz moim świadkiem? – odparł Bill do Charliego.
- Oczywiście, pięknisiu! – parksnął śmiechem Charlie.
- Coś mi się wydaje, że masz fankę, smoczku, bo cały czas się na ciebie patrzy!
- Kto? Gdzie!!!? – spytał. Widziałam, jak jakaś dziewczyna patrzy się na Charliego. Uczennica miała tak rozmarzoną twarz i ciągle wzdychała. Nasza paczka dziewcząt zaczęła chichotać, a ich mężowie i chłopacy parsknęli śmiechem.
- Charlie, nieładnie, bo twoja smoczyca będzie zazdrosna! – parsknęli śmiechem Fred i George.
- Jaka smoczyca? – spytała dziewczyna i zarumieniła się.
- No, ognista smoczyca, taka duża i taka groźna – powiedział Jared i parksnął śmiechem.
- Nie słuchaj ich – powiedział Charlie – Jak masz na imię?
- Charlotte – przedstawiła się dziewczyna.
- Charlotte, bardzo ładne imię – stwierdził Charlie.
- Dziękuję Charlie! – i spaliła buraka.
- Charlie jak tam w Rumunii? – spytała Ginny niewinnym głosie.
- To, co zwykle. Smoki, słońce...
- Wino i kobiety – skończył jego wypowiedź Ron rozbawiony.
- Właśnie Charlie, kiedy poznam twoją dziewczynę? – zapytała mama Molly, która podchwyciła temat, że Charlie dalej nie ma dziewczyny.
- Mamo! – jęknął.
- Co "mamo", co "mamo"? Ty tylko smoki, smoki, smoki.
- Te smoki to moje dziewczyny, dziewczyny, dziewczyny – powiedzieli Fred i George ze śmiechu. Większość ludzi ryknęła śmiechem. Charlie mordował ich wszystkich wzrokiem. Charlotte westchnęła głośno.
- Ja też lubię smoki – odcięła ich – Chcę być Smokologiem – i zarumieniła się.
- Spadasz mi z nieba, kochanie – powiedziała mama i podeszła do niej – Może wbijesz mu do głupiej głowy, żeby nie żył tylko smokami.
- Mamo! – jęknął Charlie.
- Ja? No nie wiem, on chyba nie chce...
- Podoba Ci się?
- To aż tak widać? – spytała czerwona.
- Tak, kochanieńka.
- Charlie weź się w garść. Lubi smoki jak ty! – warknęła Ginny na brata.
- No ale... – Ginny i Hermiona wymieniły spojrzenia z mamą i nagle mama się odsunęła. Ginny i Hermiona popchnęły go tak, że wylądował na Charlotte i ją przewrócił, a on razem z nią. Dziewczyny krzyknęły:
- Awwwwwwww!!!!
- Ginny! Hermiona! – warknął Charlie czerwony, jak burak. Charlotte też była czerwona – Przepraszam – mruknął do niej – Nie wiem, co w nie wstąpiło, zwłaszcza w Hermionę – i pomógł jej wstać.
- Dzięki – mruknęła zawstydzona.
- Masz piękne oczy, Charlotte, takie brązowe.
- Dziękuję, ty też, takie niebieskie.
- Rany boskie! – jęknęłam.
- Nic z tego nie będzie – mruknęła Nicole, patrząc na tę dwójkę.
- Gabriela będziesz moją druhną? – spytałam.
- Tak! – krzyknęła szczęśliwa Gabriela i rzuciła mi się na szyję.
- Charlie, Charlie, ale z Ciebie jest idiota! - westchnęła teatralnie Nimfadora.
- Nie jestem idiota! – warknął Charlie.
- Jednak jesteś – stwierdziła – ale mniejsza z tym – i pokazała palec – Laski, zaręczyłam się! – Dziewczyny pisnęły w ją i obejrzałyśmy jej piękny pierścionek zaręczynowy.
- I ten kujon się zaręczył? – spytał z niedociążeniem starszy Syriusz.
- Nie jestem kujonem! – warknął młodszy Remus.
- Jak on zrobił? – spytał starszy James do Lily.
- Mamo jestem szczęśliwa! – krzyknęła, widząc jej minę – Poza tym mam syna i córkę!
- Wiem, ale czy to nie nie za wcześnie?
- Musisz się pogodzić, że jestem z Remusem, mamo!
- Andy, Remus to najfajniejszy facet na świecie. Wiesz, że on nas uspokajał, kiedy chcieliśmy zrobić mega głupotę – powiedział starszy Łapa – Chcesz coś powiedzieć Roszpunko? – Dziewczyny podeszły do Nimfadory z takim kobiecym seksapilem, że niektórzy zaczęli patrzyć na to z otwartą szczęką. Przytuliły się do niej i spytały – Jesteś szczęśliwa, kochaneczko?
- Bardzo, kochane – odpowiedziała nam, kiedy ją przytulaliśmy.
Pov. Nimfadora.
- A ty Remusie?
- Jestem bardzo szczęśliwy.
- To super ! Skoro Nimfusia jest szczęśliwa... – i ją puściły – Skoro Nimfusia jest szczęśliwa, to ja też jestem – okręciły się z idealną gracją, że sama ponownie byłam pod wrażeniem ich chodu w wysokich szpilkach. Były niezwykle seksowne, a niektórzy chłopcy zaczęli znowu się na nie ślinić, a one nie zwracały na to uwagi. Wróciły na swoje miejsce, patrząc na swojego męża/chłopaka z iskierkami miłości i przytuliły się do nich, powiedziały swoim mężom i chłopaków:
- Wiem, że jestem piękną i seksowna, ale dalej, dalej! Ależ! Powiedz Dorze i Remusowi, jak bardzo się cieszysz – potrząsnęli głową i podnieśli się z miejsca, co wywołało prawdziwą lawinę gratulacji. Cała rodzina zgromadziła się wokół nas.
- Ale z was laski – powiedzieli młodzież, a nasi mężczyźni zaczęli ich mordować wzrokiem, a my zaczęliśmy chichotać.
- Z czego tak się śmiejesz? – kiedy nasze ręce były na ich szyjach.
- Jesteś jaki uroczy, kiedy jesteś zazdrosny o mnie!
- Jestem tak samo, jak ty o mnie – Nagle pojawiło się białe światło. Pojawili się piękna blondynka, która o dziwo przypominała Gabriele. Miała może z 11 lat. Obok niej stał piękny chłopak może też miał 11 lat, brązowe włosy. Po drugiej stronie młodej Gabrieli stał drugi przystojny chłopak. Miał jasnobrązowe włosy. Chłopak może miał z 16 lat, a obok dziewczyna chyba w jego wieku. Oczy i włosy miał ciemnobrązowe.
- Kim jesteście? – spytałam.
- Gdzie my jesteśmy?
- W Hogwarcie – odparła Victoire.
- Hogwarcie, ale super! – krzyknęły najmłodsze dzieci.
- Co wy tu robicie? – spytała dziewczyna.
- Mam dziwne uczucie, że nie jesteśmy w naszych czasach – stwierdził nastolatek.
- Bo jesteście w roku 1995 roku – powiedział Sebastian.
- Z przeszłości jesteśmy! – krzyknęła cała czwórka z wielkimi oczami.
- Tak – odparł Louis.
- Dlaczego ta dziewczynka jest podobna do mnie! – zawołała nagle Gabriele.
- Bo to twoja córka ciociu Gabriello – powiedział James II.
- A to twoi synowie – dodał Louis.
- Mamusia! – zawołała dziewczynka i rzuciła jej się na szyje – Jestem Paricia, mam jedenastce lat! – najpierw była w szoku, a później uśmiechnęła się szeroko do niej.
- Miło Cię poznać Pati – powiedziała Gabi.
- Mama! – krzyknął chłopak i też się rzucił na Gabi – jestem Antoine i mam też 11 lat!
- Cześć Antoine, miło Cię poznać – i też go objęła.
- Dobra, ta trójka są moimi wnukami, a kto jest ojcem? – zapytała Apollina.
- Denis Creevey, babciu – powiedziała nastolatka.
- KTO??!!! – ryknęli naraz Colin i Denis, gdy opluli siebie i innych, a później wypadła im szklanka z dłoni, a im opadły szczęki.
- Denis Creevey – odparł nastolatek.
- Chwila moment, proszę o czas. Mój brat chajtnął się z siostrą Fleur i mają trójkę dzieci? Tak dobrze zrozumiałem?
- Właściwie to czwórkę – odparła Paricia – Tatuś! – krzyknęła dziewczynka i przytuliła się do Denisa.'
- Stary jak ty to zrobiłeś? – spytał Colin brata z niedowierzaniem.
- Nie wiem, idioto!
- Tatusiu nie wolno brzydko mówić! – skarciła jego zakochanie jego córka. Parsknęliśmy śmiechem.
- Właśnie, tatusiu, nie wolno brzydko mówić! – skarcił jego zachowanie Colin.
- Jak się nazywacie? – zapytała Ginny.
- Jestem Colin, ciociu Ginny.
- A ja Adrenne, ciociu Ginny – dodała nastolatka, narzeczona Colina.
- Nazwałeś swojego syna moim imieniem – stwierdził szoku Colin I.
- Tak, wujku – powiedziała Paricia, która usiadła Denisowi na kolanach.
- Mamusia się śmieje, że Pati to córeczka tatusia – powiedziała Adrenne – Cześć, mamuś – Gabriela uśmiechnęła się szeroko – Cześć, Adrenne.
- Część tatuś /tato ! – krzyknęli dziewczyna i chłopak.
- No, cześć – mruknął, patrząc na to z niedowierzaniem.
- Bo jestem córeczką tatusia – oświadczyła Pati – Prawda, tatusiu? – i patrzyła na niego jak na obrazek.
- Yyy... no nie wiem, co powiedzieć – Colin leżał ze śmiechu na podłodze.
- Patrzy na niego jak na obrazek – powiedział Colin II ze śmiechu.
- Ja i Remus chcemy wziąć ślub – powiedziała Nimfadora – Nawet dzisiaj.
- Muszę ci przyznać Remi, że twoja narzeczona jest szybka – stwierdził młody Łapa.
- Nimfadora...
- Nie mów do mnie Nimfadora, mamuś !
- Dora teraz ślub biorą Fleur i Bill.
- Ja też chcę ślub – powiedziała Dora i tupnęła wysokim obcasem o posadzkę i zrobiła minę obrażonej księżniczki.
- Dora, nie bądź dzieckiem! – jęknął starszy Remus.
- Ale ja chcę za ciebie wyjść – powiedziała z mocą stali młoda Tonks.
- To może... – zaczęłam – To może zrobimy tak, że będzie podwójny ślub? Co ty na to Bill?
- Przykro mi Nimfuś, ale i tak to Fleur będzie najpiękniejsza.
- Spoko Bill. Chcę, żeby tylko Remus się ślinił.
- Dzisiaj będzie wielki dzień. Ja i Nimfadora pobieramy się za naszych przystojniaków. Przygotowałyśmy się dziewczynami od rana do tego wspaniałego dnia.
- Ale fajnie! – zawołała Pati – Będę na ślubie własnej cioci i cioci Nimfusi!
- Tak, Pati – oznajmiła Adrenne – Ciocie na pewno będą pięknie wyglądać.
- Nie mogę w to uwierzyć, Remus się hajta – rzekła starsza Dorcas.
- Chcę coś fajnego, ale też niewymyślnego.
- Najpierw mamusiu i ciociu trzeba ogarnąć włosy i poprawić makijaż, a i tobie ciociu poprawić paznokcie i przestań je obgryzać – rzekła Samanta.
- Co? – spytała, która zaczęła obgryzać paznokcie.
- Mamusiu , Samanta mówiła, żebyś przestała obgryzać paznokcie – powiedziała Victoire do Nimfadory.
- Przepraszam – mruknęła Tonks – To z nerwów – Victoire podeszła do Nimfadory i ją mocno przytuliła.
- Lepiej teraz, mamusiu ?
- Lepiej – odrzekła jej teściowa – Victoire?
- Tak?
- Ciesze się, że zostałaś moją córeczką – powiedziała Tonks – bo widzę, jak Teddy promienieje, gdy na Ciebie patrzy, a ty jak patrzysz na Teddy'ego.
-Ja też się cieszę – ale minę miała smutna.
- Victoire czy coś się stało? – spytałam. Victoire westchnęła.
- Tęsknię za kimś bardzo.
- Za kim? – spytała. Victoire wyciągnęła zdjęcie i nam pokazała. Wszyscy się zbliżyli i popatrzyliśmy na to zdjęcie. Była na nim Victoire, Teddy i dwójka małych dzieci niezwykle pięknych.
- Merlinie, jakie śliczne dzieci!
- To Nimfadora, a to Remus nasze dzieci i tak nazwaliśmy ich waszym imieniem – i wybuchnęła płaczem, po czym wtuliła się w Nimfadorę, a ta głaskała jej blond włosy – Mamusiu nie wiem, ile mnie nie było w domu. Zostały z moimi biologicznymi rodzicami – i następnie rzuciła się na mnie.
- Ciśśśś... Nie płacz kochanie – szeptałam. Domique również miała łzy w oczach.
- Domique? – spytała Alicja Spinet.
- Mamusiu , ja też jestem matką. Urodziłam mając 23 lata i nie wiem co się z nim dzieje. Ma na imię William po moim tatusiu – i pokazała zdjęcie. Alicji Spinet opadła szczęka.
- Jestem babcią? – spytała.
- Tak, mamuś . Popatrz, to jest twój wnuk.
- Merlinie, jaki on jest piękny, niezwykła uroda! – krzyknęliśmy, bo na tym zdjęciu była Domique, Nicolas i mały William.
- Czuje się jak wyrodna matka – mruknęły płaczliwie.
- Nie jesteście wyrodnymi matkami, to nie wasza wina, że was wciągnęło, kochane. Nigdy tak nie myślcie – powiedziały nasze matki.
- Dobra, weź się garść dziewczyno – odezwały nagle moje córki – Masz wesele – i Samanta rzuciła zaklęcia. Moment potem mieliśmy już makijaż i spięte włosy, a Nimfadora poprawione paznokcie.
- Nasz klient, nasz pan – i rzuciła zaklęcie. Na naszych ciałach były suknie ślubne.
- WOW! – zawołały dziewczyny – Też taką chcę!
- Jeszcze wstążki – dodała Domique i rzuciła zaklęcie.
- Jeszcze białe szpilki, żeby pasowały do sukni – stwierdziła Lily i rzuciła zaklęcie i na naszych nogach pojawiły się pięknie białe szpilki.
- Welon – rzekła Rose i też rzuciła zaklęcie.
- Jeszcze tylko jedna rzecz: bukiet kwiatów – i Lily Luna rzuciła zaklęcie.
- Mamusiu/ciociu/cioteczki wyglądacie pięknie!
- Dziękuję! Dziękuję!
- Nie ma za co, mamuś i ciociu – powiedziała Domique.
- Wszystko będzie dobrze, kochane – a te rzuciły zaklęcie i na ciałach, dziewcząt i kobiet, pojawiły się pięknie suknie.
W tym samym momencie. Pov. Bill.
Na błoniach było już wszystko przygotowane. Wszyscy mieli na sobie najlepsze garnitury.
- Piękniś i Wilczek wcale się nie denerwują! – parksnął śmiechem Syriusze i zaczęli się śmiać Charliem, Regulusem, Harrym, Albusem, Jamesem bliźniakami Weasley, Lee i innymi, bo chodziliśmy w tę i z powrotem z nerwów. Ale Teddy i Nick byli jacyś nieobecni.
- Teddy, Nick, co się dzieje? – zapytałem, gdy ich zobaczyłem.
- Muszę wam coś powiedzieć... Tęsknię za kimś bardzo.
- Za kim? – spytał Remus. Teddy wyciągnął zdjęcie i nam pokazał. Wszyscy popatrzyliśmy na to zdjęcie. Była na nim Victoire, Teddy i dwójka małych dzieci niezwykle pięknych.
- Czy to są...
- To Nimfadora, a to Remus nasze dzieci i tak nazwaliśmy ich waszym imieniem – i uśmiechnął się do zdjęcia.
- Och, Billi dziadku nie wiedziałem, że jesteś taki stary! - parsknęli śmiechem Fred i George. Nick zrobił to samo i wyciągnął zdjęcie i nam pokazał.
- To William mój synek.
- Zostałem dziadkiem! – krzyknął Lee Jordan w szoku.
- Tak – powiedział Nick.
- Dziadek Lee!! – ryknęli śmiechem chłopaki, leżąc ze śmiechu.
- Nawet nie wiem, ile mnie nie ma! – krzyknęli – Czuję się źle.
- Chcecie, żebyśmy przenieśli ślub w inny dzień? – spytał Remus.
- Nie, wezmę się garść! – zawołali Nick i Teddy.
- Może się pojawią – zasugerował Hugo – Będzie dobrze chłopaki.
- Dobra, to ja idę po Fleur/Nimfadorę – stwierdzili razem Ted i mój teść.
- Powodzenia, Armard i Ted! – zawołał starszy James.
Po chwili. Pov. Fleur.
- Fleur/Dora, to ja tatuś . Bill/Remus już czeka i się denerwuje! – usłyszeliśmy głosy naszych tatusiów. Drzwi zostały otwarte przez Andromedę.
- To my już pójdziemy – stwierdziła Ginny i wyszły. Wtedy zobaczył mnie, a Ted na Dorę.
- Tatusiu, jak wyglądam? – spytaliśmy razem.
- Przepięknie córeczko. Naprawdę. Billowi/Remusowi opadnie szczęka.
- Dziękuję, tego oczekujemy! – zawołaliśmy i przybiłyśmy piąteczkę.
- Jesteś gotowa?
- Jestem, chodźmy! – oznajmiłyśmy im.
W tym samym momencie. Pov. Bill.
Zobaczyłem dziewczyny razem z Remusem. Czekaliśmy na nasze narzeczone.
- Bill, Remusie wasze dziewczyny już tu idą – oznajmiła Dorcas. Staliśmy razem z chłopakami, a dziewczyny stały naprzeciwko. Wtedy je zobaczyłem – Fleur i Nimfadorę – Fleur prowadził mój teściu, a Nimfadorę Ted. Opadła mi szczęka. Fleur wyglądała pięknie niczym bogini, która stąpiła z niebios na Ziemię. Uśmiechała się do mnie.
Pov. Remus.
Fleur prowadził Armard, a Nimfadorę mój teść. Opadła mi szczęka. Nimfadora wygląda pięknie, niczym bogini, która stąpiła z niebios na Ziemię. Uśmiechała się do mnie. Usłyszałem głosy:
- Ale one są piękne! – Ted uśmiechnął się do mnie, podał mi rękę Dory, a ja ją chwyciłem i stanęliśmy naprzeciwko Lee Jordana.
Pov. Bill.
Armard uśmiechnął się do mnie, podał mi rękę Fleur, a ja ją chwyciłem i stanęliśmy naprzeciwko Lee Jordana. Nagle pojawiły się trójka dzieci. Dwójka miała może z 5 lat, a jedno może z rok. Były nieświadome. Usłyszeliśmy pisk Victoire i Domique, które podbiegły do tych dzieci.
- Remus, Nimfadora! – krzyknęła Victoire. Te odwróciły się i zawołały:
- Mamusia!!
- William! – podbiegł do niego Domique – Tak bardzo tęskniłam!!! – Nick i Teddy też podbiegli i przytuliły, gdy nagle Victoire i Teddy stanęli jak wryci. Podeszliśmy bliżej, żeby zobaczyć, co się stało. Mała Nimfadora była cała czerwona na buzi ubrana chyba w sukienkę, kiedy podwinęła, na stopach miała szpilki na wysokim obcasie , które były za duże, bo to były kobiece buty.
Pov. Victoire.
- Czy ty ubrałaś moje ubranie, Dora i do tego moje szpilki i jeszcze na wysokim obcasie ? – spytałam niedowierzaniem – Znowu!!
- I co ty masz na buzi? – zapytał się Teddy, który z całych sił próbował zachować kamienną twarz.
- Nic – odpowiedziała niewinnym tonem Dora.
- Czy ty wzięłaś moją szminkę i się malowałaś? – spytałam. Próbowałam zachować powagę, ale inni, zwłaszcza męska część publiczności wybuchli śmiechem.
- Nie, mamusiu, to nie ja, to wujkowie – odrzekła.
- Wujkowie ci kazali, żebyś ubrała mamy sukienkę, szpilki na wysokim obcasie i się malowałaś? – spytała Domique.
- Tak było, ciociu Domi – powiedziała Dora – Tak mi mówił tatuś i wujek Nick.
- Nie mam z tym nic wspólnego! – zawołali wujkowie. Popatrzyłam na męża, a Domique na swojego, a ci niewinnie się uśmiechnęli.
- Bo tatuś mówił do nas tak...
- Co się mówi, gdy zrobi się coś złego, co? – spytał Remi do Dory.
- To nie ja, to wujkowie – odrzekła Dora.
- Dokładnie – zgodził się Remi.
- A co jeśli to nie zadziała? – spytała Dora.
- Nic się nie martwcie, robimy z wujkiem im od paru lat i nikt się nie zorientował – odpowiedział Remi i uśmiechnęli się szeroko. Wybuchłam śmiechem z Domique i innymi dziewczynami, starszymi osobami, a Dory, Remusowie wujkowie, czyli mój brat i kuzyni i mężowie kuzynek patrzyli na to z niedowierzaniem.
- Mamusiu nie mam czasu – oświadczyła nagle moja córka – bo idę do pracy, teraz.
- Do jakiej pracy? – spytał Matt leżący ze śmiechu na trawie.
- Do domu mody tam, gdzie chodzi mamusia i ciocia Domi i będę im pomagać – powiedziała Dora – Chcę być modelką, jak inne ciocie i nie rób afery o jedną szminkę! – Totalnie mnie zatkało. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Teddy śmiał się już wniebogłosy z innymi mężczyznami i chłopakami.
- Właśnie, Victoire, nie rób afery o jedną szminkę! – zawołał Hugo i ryknął śmiechem.
- Jeju, jaka ona jest kochana – powiedziała Adrenne.
- Małe dzieci – mały problem, duże dzieci – duży problem – Westchnęłam, rzuciłam zaklęcie i Dora była już czysta i miała swoje ubrania, sukience i sandały, ale miała nietęgą minę – Czy coś nie tak? – spytałam powoli, bo wiedziałam, że ma fazę na noszenie szpilek.
- Ja chce szpilki! – zawołała Dora – Nie chce sandałów, chce szpilki!
- Jesteś za mała Dora na takie buty – odpowiedziałam.
- Nie jestem mała, jestem duża i chce szpilki i być laska, jak mamusia i ciocie!
- Baby – mruknął Remus.
- Ona ma teraz fazy na malowanie się i ubieranie moich szpilek albo mamy – stwierdziłam – Nie wiem, co robić.
- Dora jak będziesz większa... – powiedział Teddy.
- A może chcesz, żebym Ci wyczarowała piękny wianek na włosy? Będziesz wyglądała jak królewna, że nawet twoja mamusia i żadna inna dziewczyna nie będzie wyglądać tak pięknie jak ty i do tego może skórzana kurteczka?
- Myślę, że to będzie dobre rozwiązanie, Dora – oznajmiłam – Co ty na to, Dora? Ciocia Samanta rzuci zaklęcie – Ta pokiwała głową. Samanta rzuciła zaklęcie i na włosach mojej córki pojawiła się wianek i kurtka.
- Dora wyglądasz pięknie – oznajmiłam szczerze.
- Tak, ale z ciebie jest laska!
- Naprawdę? – spytała podniecona.
- Naprawdę – odpowiedziały kobiety.
- Dzięki. Samanta może przez chwilę przestanie myśleć o szpilkach.
- Dobrze robisz, Victoire, że nie pozwalasz jej na noszenie szpilek. Jest jeszcze za mała.
- Dora, Remus to są wasza babcia Fleur i dziadek Bill – przedstawiłam ich rodzicom.
- Mamusiu , tatusiu to jest Remus, a to Dora, wasze wnuki – mama kucnęła.
- Witajcie, skarby.
- Mamusiu, dlaczego babcia i dziadek są młodzi?
- Bo jesteśmy w przeszłości. Nie bójcie się dzieci – podeszły do rodziców, a mama ich mocno przytuliła, następnie przytulił ich tata.
- Witaj moja imienniczko. Jaka ty jesteś laska – uśmiechnęła się szeroko mama Dora.
- Słyszałaś mamusiu, babcia powiedziała, że jestem laska!
- Bo jesteś laska – zgodziła się mama i ją przytuliła – A ty Remusie jesteś taki przystojny.
- Bo jestem przystojny – oświadczył Remi, a Nimfadora go przytuliła, a Remus zrobił to samo.
- To jest William – powiedziała Domique rodzinom.
- Na żywo jest jeszcze bardziej przystojny niż na zdjęciu – stwierdziły nasze mamy. Mali Dora i Remus poznali wszystkich, a później wróciliśmy do uroczystości ślubnej.
- Przyszliśmy tu połączyć dwie pary. Fleur i Wiliama oraz Nimfadorę i Remusa – mówił Lee – Jeżeli ktoś chce coś powiedzieć, to niech powie teraz lub zamilknie na wieki – Chwila ciszy – Dobrze.
Pov. Harry.
- Od czasów Merlina złączenie czarodziejki i czarodzieja jest świętem życia i miłości. Dziś przyłączamy się do świętowania małżeństwa Fleur i Billa oraz Nimfadory i Remusa. Te dwie pary pokonały wiele przeciwności, by dotrzeć do tego momentu w życiu, w którym mogą świętować swoją miłość tak, by wszyscy mogli to zobaczyć. My, ich rodzina i przyjaciele, jesteśmy świadkami tego związku i łączymy się z nimi w radości, świętując szczęście, które odnaleźli w sobie nawzajem Fleur, Wilamie wasze przysięgi.
- Przysięgamy na naszą magię, że od tej chwili jesteśmy włączeni na całe życie i przysięgamy, że żadne z nas nie zdradzi siebie nawzajem z nikim innym. Będziemy się kochać i szanować i żadne z nas nie podniesie ręki na siebie, a każda inna osoba traci moim zainteresowanie i staje się mało atrakcyjna fizycznie i psychicznie. Jestem gotów/gotowa zrobić wszystko, żeby mój/moja mąż/żona był/była szczęśliwy/szczęśliwa i kochany/kochana – nagle powstało światło i połączyło obie pary węzłem małżeńskim.
- Przyjaciele, naprawdę los dziś się do nas uśmiechnął – kontynuował Lee – Ten związek został prawdziwie pobłogosławiony. Mogę prosić o obrączki? – Charlie podał obrączki ślubne Billowi Fleur. Bill nałożył Fleur obrączkę na palec, mówiąc:
- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę – Fleur uśmiechnęła się do niego. Nałożyła ją na palec Billowi i powtórzyła te same słowa:
- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę.
- Rodzino i przyjaciele młodych par, przed wami państwo Weasley, kochankowie i partnerzy na całe życie, których związek został uświęcony w obecności was jako świadków! – Remus i Nimfadora powiedzieli jednocześnie:
- Przysięgamy na naszą magię, że od tej chwili jesteśmy włączeni na całe życie i przysięgamy, że żadne z nas nie zdradzi siebie nawzajem z nikim innym. Będziemy się kochać i szanować i żadne z nas nie podniesie ręki na siebie, a każda inna osoba traci moje zainteresowanie i staje się mało atrakcyjna fizycznie i psychicznie Jestem gotów/gotowa zrobić wszystko, żeby mój/moja mąż/żona był/była szczęśliwy/szczęśliwa i kochany/kochana – nagle powstało światło, które połączyło ich węzłem małżeńskim.
- Przyjaciele, naprawdę los dziś się do nas uśmiechnął – mówił Lee – Ten związek został prawdziwie pobłogosławiony. Mogę prosić o obrączki? – Frank I podał obrączki ślubne Remusowi i Nimfadorze. Remus nałożył Dorze obrączkę na palec, mówiąc:
- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę – Dora uśmiechnęła się do niego. Nałożyła ją na palec tacie i powtórzyła te same słowa:
- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę.
- Rodzino i przyjaciele młodych par, przed wami państwo Lupinowie kochankowie i partnerzy na całe życie, których związek został uświęcony w obecności was jako świadków! – Pojawił się Merlin się i przemówił:
- Błogosławię te związki i mam dla was mały prezent – i wyczarował pierścienie – Droga Fleur, Droga Nimfadoro, jako że stałyście się kobietami rodów Weasley i Lupin ofiaruję wam te oto i pierścienie rodowe, który zacisną się na palcu magicznie. Będziecie mogły swobodnie poruszać palcem, tylko nie dacie rady tego pierścienia ściągnąć, gdyż połączył się z waszym DNA, tak samo, jak obrączka ślubna. Przed wami Lady Fleur Weasley oraz Lady Nimfadora Lupin. Za to Lordowie dostaną sygnety rodów Weasley i Lupin. Na waszym palcu prawej ręki znajduje się sygnet, który połączył się z waszym DNA, to samo stanie się z obrączkami ślubnymi. Przed wami Lord Wiliam Weasley oraz Lord Remus Lupin – i zwrócił się do ich żon – A drogie panie, jeszcze wasza cała biżuteria – i puścił kobietom oczko, a te uśmiechnęły się szeroko do niego, bo poczuły, że ich biżuterie zmieniły się i miały logo rodu jej męża – Bawcie się dobrze. Ja zmykam, by powkurzać Salazara – i zniknął.
- Gorzko, gorzko! – wołali goście. Oderwaliśmy się od siebie, a moment potem wszyscy nas przytulali, a po 15 minut się cofnęli.
- Jestem taka szczęśliwa! – zawołała mama, przytulając Fleur i Billa.
- Jestem teraz twoją córką – uśmiechnęła się Fleur do mamy i przytuliła ją jeszcze mocniej.
- Ja też! - krzyknęła teściowa Billa, przytulając Fleur i Billa. James II, Louis, Fred II i Teddy zaczęli grać, ale tym razem to nie mój syn śpiewał, tylko Teddy.
Jesteś powietrzem w czasie nocnej jazdy. Oczyszczasz mój umysł, kiedy nadzieja mnie zawodzi jesteś grawitacją. Kiedy tracę kontrolę,ty pomagasz mi znaleźć się z powrotem na ziemi. Oto dlaczego
- Awwww! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.
Jesteś wszystkim. Dobrem, całą prawdą, kiedy świat znika. Jesteś wszystkim nowym. Jesteś moimi oczyma, kiedy nie mogę widzieć.
- To jest pięknie! – krzyknęły Fleur i Nimfusia.
Kiedy cały świat upadnie, ty zawsze będziesz wszystkim. Dobrem. Jesteś wszystkim, co posiadam, wszystkim, czego potrzebuję. Wszystko, czym jestem to, to co ty stworzyłeś. Oto dlaczego jesteś wszystkim. Dobrem, całą prawdą, kiedy świat znika. Jesteś wszystkim nowym, jesteś moimi oczyma, kiedy nie mogę widzieć. Kiedy cały świat upadnie, ty zawsze będziesz.
- Teddy kocham Cię! – krzyknęły jego matka i teściowa.
Wszystkim dobrem. Jesteś wszystkim dobrem dla mnie, jesteś wszystkim, czego potrzebuję, czego potrzebuje. Oto dlaczego, jesteś wszystkim. Dobrem, całą prawdą, kiedy świat znika. Jesteś wszystkim nowym, jesteś moimi oczyma, kiedy nie mogę widzieć. Kiedy cały świat upadnie, ty zawsze będziesz.
- Będę z tobą na zawsze – powiedzieli Bill i Remus do Fleur i Nimfadory, a te je najmocniej jak mogły, pocałowały, a dziewczyny i kobiety piszczały.
- Mój wnuczek ma piękny głos! – krzyczała Andromeda – Jestem taka dumna kochanie!
Wszystkim dobrem. Jesteś wszystkim. Dobrem, całą prawdą, kiedy świat znika. Jesteś wszystkim nowym, Jesteś moimi oczyma, kiedy nie mogę widzieć. Kiedy cały świat upadnie, ty zawsze będziesz. Wszystkim. Dobrem.
Fleur i Nimfadora podbiegły do naszych muzyków i najpierw Nimfadora przytuliła mocno syna, a ten jęczał.
- Mamo, dusisz mnie. Nie mogę oddychać! – a Fleur przytuliła teraz swojego syna i też jęczał.
- Mamo, nie mogę oddychać. Dusisz mnie, jak babcie!!
- Tak bardzo Cię kocham, synku i jesteś moim małym skarbem.
- Mamo nie przy wszystkich! – jęknęli synowie cali czerwoni, bo wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Och Teddy/Louis jesteś moim małym skarbem!! – zadrwili James II i Fred II. Gdy wreszcie ich matki ich puścili, przytuliły Jamesa II i Freda II i Dora przytuliła Louisa, a Fleur Teddy'ego, mówiąc.
- Kocham was chłopaki – Bill i Remus też do ich podeszli i ich przytulili i przybijając żółwika.
Pov. Bill.
- Tę piosenkę dedykujemy idealnie wręcz stworzona z myślą o Billu i Fleur – powiedział Teddy i zmienił gitarę elektryczną na gitarę akustyczną – Hugo, na co czekasz?! Na zaproszenie na piśmie? Keyboard! – Hugo wszedł na scenę i zajął miejsce, a państwa młodzi zeszli ze sceny, a Teddy zaczął grać. Wszyscy myśleli, że on będzie śpiewać albo James II, a tu na scenę wchodzi Victoire i zaczyna śpiewać. Wszystkim opadły szczęki.
(Victoire.)
Wszystko, co widziałam dzisiejszego ranka, kiedy się obudziłam, to to, że wiem teraz coś. Wiem teraz coś, czego wcześniej nie wiedziałam.
- Niesamowite! – szepnęła mama.
A wszystko, co widziałam od 18 godzin to niebieskie oczy i piegi i twój uśmiech wracał gdzieś w mojej głowie, sprawiający, że czuję, że...
Fleur pocałowała mnie namiętnie w usta.
Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać. Teraz chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać, teraz.
- Ja już go poznałam bardzo dokładnie – stwierdziła Fleur, a ja się zarumieniłem.
(Victoire i Teddy.)
Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać. Teraz chcę cię po prostu poznać, poznać, poznać. Bo wszystko, co wiem to to, że się przywitaliśmy. A twoje oczy wyglądają, jakbyś wracał do domu. Wszystko, co wiem, to proste imię.
- Bo Bill to proste imię! – parsknęli śmiechem Fred i George.
Wszystko się zmieniło. Wszystko, co wiem, to to, że trzymałeś drzwi. Będziesz mój, a ja będę twoja. Wszystko, co wiem od wczoraj, to to, że wszystko się zmieniło.
(Teddy.)
I wszystkie moje ściany stały wysoko, pomalowane smutkiem. A ja zburzę je, zburzę je i otworzę dla ciebie drzwi.
- Bo damy mają pierwszeństwo – rzekła Apollina.
(Victoire.)
I jedyne, co czuję w moim brzuchu to motyle, ten piękny rodzaj tworzenia straconego czasu, ucieczki, sprawia, że...
- Tak, mam motylki w brzuchu! – krzyczała Fleur.
(Victoire i Teddy.)
Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać. Teraz chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać teraz. Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać teraz. Chcę cię po prostu poznać, poznać, poznać.
- Już mnie poznałaś dokładnie – mruknął jej do ucha, a Fleur oddychała głęboko – ależ ty masz seksowny głos.
(Victoire)
Bo wszystko, co wiem to to, że się przywitaliśmy. A twoje oczy wyglądają, jakbyś wracał do domu.
(Victoire i Teddy)
Wszystko, co wiem, to proste imię. Wszystko się zmieniło Wszystko, co wiem, to to, że trzymałeś drzwi. Będziesz mój, a ja będę twoja. Wszystko, co wiem od wczoraj, to to, że wszystko się zmieniło. Wróć i powiedz mi, dlaczego czuję się, jakbym tęskniła za tobą cały ten czas.
- Moja córeczka pięknie śpiewa! – wolała Fleur.
I spotkaj się tam ze mną dzisiejszej nocy. I daj mi znać, że to wszystko nie jest tylko w mojej głowie.
(Victoire)
Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać teraz. Chcę cię po prostu lepiej poznać, poznać, poznać.
- Wasza córka jest zajebista – stwierdził Jared.
(Victoire i Teddy)
Bo wszystko, co wiem to to, że się przywitaliśmy, a twoje oczy wyglądają, jakbyś wracał do domu. Wszystko, co wiem, to proste imię. Wszystko się zmieniło. Wszystko, co wiem, to to, że trzymałeś drzwi. Będziesz mój, a ja będę twoja. Wszystko, co wiem od wczoraj, to to, że wszystko się zmieniło.
(Victoire.)
Wszystko, co wiem to to, że się przywitaliśmy, więc odkurz swoje największe nadzieje. Wszystko, co znam, to ulewny deszcz. I wszystko się zmieniło.
- Taka jest u nas pogoda – mruknął Percy.
(Teddy i Victoire)
Wszystko, co znam, to nowo odnaleziony wdzięk. Wszystkie dni, w których widzę twoją twarz. Wszystko, co wiem od wczoraj, to to, że wszystko się zmieniło.
Fleur podbiegła do naszej córki i mocno przytuliła mocno.
- Jestem z ciebie taka dumna Viki i bardzo Cię kocham. Ale ty masz dziewczyno głos! Jesteś moim skarbem – Ja też ją przytuliłem.
- Jesteś moją małą córeczką.
Pov. Starszy Remus.
- Tę piosenkę dedykujemy idealnie wręcz stworzona z myślą o moich rodzicach – powiedział Teddy i zmienił gitarę akustyczną na gitarę elektryczną i zaczęli grać, a Victoire zaczęła śpiewać.
Ty i ja, rozmyta linia. Zbiegamy się za każdym razem. Dwie błędne, żadnej zgodności. Zatracamy się nocą.
- Tak, bo jestem metamorfomagiem, a ty wilkołakiem – mruknęła Dora.
Jednak patrząc z zewnątrz, wszyscy muszą zastanawiać się, dlaczego próbujemy. Dlaczego próbujemy? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi.
Ja i Remus zarumieniliśmy się mocno.
- Nawet nie chce wiedzieć, co oni wyprawiali tej nocy – skomentowali to dwie wersje Rogacza Łapy Harry Ron Jared Fred i George.
Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać? Chwila, niebo zasnuwa się piorunami.
Kobiety i dziewczyny chichotały.
- Może będzie z tego teraz dziewczynka! – parksnął śmiechem Frank I.
Gdziekolwiek pojawi się dym, niebawem zapłonie ogień. Co mogło sprowadzić tego pecha? Czyżbym patrzyła na ciebie zbyt długo? Jednak patrząc z zewnątrz, jednak patrząc z zewnątrz, wszyscy muszą zastanawiać się, dlaczego my próbujemy.
- Bo są piękną parą – oznajmiły Lily E.
Dlaczego próbujemy? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach Możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać?
- To była najlepsza noc moim życiu – rzekła Dora do mojego ucha.
W centrum tego brniemy ścieżką. Patrząc wstecz, tęsknię. Za naszymi najdzikszymi chwilami. Czy zastanawiałeś się, co by się stało, gdybyśmy zrujnowali to wszystko? Moja stalowa kulo, patrząc z zewnątrz, patrząc z zewnątrz, wszyscy muszą zastanawiać się, dlaczego my próbujemy. Dlaczego próbujemy?
- Bo jesteśmy zakochani – mruknęła Dora.
Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać?
Dora podeszła do Victoire i ją mocno przytuliła – Wiesz, że bardzo Cię kocham? I dziewczyno, jaki ty masz głos!
- Dziękuję mamusiu , że ci się podobało – odezwała się Victoire.
- To było świetnie – rzekłem.
- Dzięki, tatusiu – odparła Victoire, a później bawiliśmy się świetnie. Fleur i Nimfadora wzięły swoje wnuki i z nimi tańczyły, a te śmiały się szeroko. Były gwiazdami tej imprezy, bo inne dziewczyny też z nimi tańczyły.
Następnego dnia. Pov. Fleur.
Obudziłam się w ramionach Billa Weasleya. Jestem taka szczęśliwa, wyszłam za Billa i teraz oficjalnie jestem jego żoną. Popatrzyłam na swoje palce, gdzie znajdowały się obrączka ślubna, pierścionek zaręczynowy i pierścień rodowy kobiecy rodu Weasley, gdyż do niej należę. Wpadłam na pomysł i próbowałam je ściągnąć. Ciągnęłam, a pierścień nawet nie drgnął, a późnej obrączkę ślubną, też Cię nie ruszył a na nogach miałam szpilki na wysokim obcasie
- Może zapytać, co ty wyprawiasz, Fleur?
- Nic – stwierdziłam – Chciałam sprawdzić, czy to prawda. Jestem twoja Bill. Wydaje mi się, że jesteś seksowniejszy, niż byłeś wcześniej.
- Nie, ty jesteś piękniejsza. Pozwól mnie Cię wielbić.
- Pozwalam mężu – powiedziałam i po chwili kochania krzyknęłam przeciągle i wygięłam plecy w łuk, a później udaliśmy się do Wielkiej Sali. Po chwili weszły moje dzieci oraz moje wnuki, gdy zobaczyli Albusa Dumbledore'a, Remi krzyknął:
- Mamusiu, tatusiu patrzcie, święty Mikołaj! – Większość ludzi ryknęła śmiechem.
- Mamusiu, tatusiu, a ta pani, co siedzi koło świętego Mikołaja, to jego żona, prawda? - spytała Dora, pokazując na Minne. Na sali większość leżała ze śmiechu na podłodze.
- Jacie, prawdziwy elf! – zawołał Remi.
- Gdzie? – spytała brata.
- Tam! – zawołał, pokazując na Filiusa. Większość ludzi parsknęła śmiechem. Remus ruszył, a Victoire zawołała.
- Remus, gdzie ty biegniesz?!
- Do świętego Mikołaja, mamo! – odkrzyknął Remi, Dora również ruszyła za bratem.
- Święty Mikołaju chciałbym....
- Ja chce być pierwsza!
- A dlaczego ty?
- Bo jestem kobietą i damą, a damy mają pierwszeństwo!!
- Ale ja byłem pierwszy!!!
- MAMO!!!! – ryknęli oboje.
- Święty Mikołaju chce, żebyś pogadał z rodzicami, żeby mi pozwolili nosić szpilki – powiedziała Dora.
- Nie ja, się poddaje! – jęknęła Victoire – Znowu to samo.
- Nie słuchaj jej, święty Mikołaju – odparł mały Remus – Ja chce nową miotłę i cały Arsenal quidditcha!
- Ty i ten głupi sport! – prychnęła mała Dora.
- Na pewno lepszy niż twoja mania na punkcję szpilek!
- Musi iść na terapię – mruknęła Victoire – Ona jest za mała na chodzenie w szpilkach. To są buty dla kobiety, a nie dla dziecka, a ona ciągle o tym gada, bo ona nie chce chodzić w niczym innym, tylko w szpilkach.
- Pomogę Ci, jestem psychologiem i psychiatra przecież.
- Dzięki, Alicjo. Nie wiem, co bym zrobiła tez Ciebie . Już nie wiem, co robić – odpowiedziała Victoire, przytulając ją do siebie i pocałowała ja w czoło
- My blondynki trzymamy się razem – wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Victoire jeszcze bardziej
- Jesteś psychologiem i psychiatrą? – spytaliśmy w szoku.
- Tak – odpowiedziała – Mam własny gabinet.
- Moja żona jest najlepsza. Pełno ludzi do niej chodzi – odrzekł Fred II – Jestem z niej dumny – i pocałował ją w usta.
- Pomogła wielu ludziom – powiedział Frank II.
- Jestem z ciebie taka dumna, córeczko – rzekła Hanna do córki i przytuliła ją do siebie, to samo zrobił Neville, dziadkowie i Augusta i jej teściowie, a później cała nasza rodzina.
- Nie dość, że laska to jeszcze pani psycholog – powiedział Fred II, a ta się do niego wtuliła i westchnęła.
- A wy dziewczynki? – spytała Ginny.
- Panie doktorowe – powiedzieli James II i Louis – i do tego jest przepiękną kobietą. Jestem zakochany bezgranicznie.
- Jestem ginekologiem – oznajmiła Olivia – Mam własny gabinet i prowadzę ciążę i pomagam parom.
- A ja chirurgiem – dodała Samanta.
- I są świetne! – krzyknęli James II i Louis – Jestem z niej bardzo dumny. Nie dość, że laska to jeszcze pani ginekolog /chirurg – oznajmili, a te się do nich wtuliły. Ginny, ja i Katie przytuliliśmy nasze córki do siebie.
- Jestem z ciebie taka dumna, córeczko! – Oliver, Harry i Bill zrobili to samo, a późnej reszta naszej rodziny je przytuliły.
- Możemy czytać dalej? – spytał zirytowany Zachary.
- Przestrzeliłaś komuś mózg? – spytał Harry z nadzieją.
- Nie, wujku Harry – odpowiedziała Samanta.
- Szkoda, bo Smithowi, by się przydało – a większość parsknęła śmiechem.