sobota, 24 grudnia 2022

Ślub Remusa i Ninfadory oraz Billa i Fleur

 

Pov. Harry.

W Hogwarcie pojawiła się dwójka dorosłych ludzi. Kobieta przypominała mi Bellatriks i już miałem się na nią rzucić, ale Nimfadora krzyknęła.

- Mamusia , tatuś , co tu robicie?! – No dobra, czyli to są rodzice Dory.

- Okej to my sobie jednak pójdziemy – stwierdziła kobieta, gdy zobaczyła Narcyza i Lucka.

- Andy, spokojnie.

- Nie będę rozmawiać z tym idiotą! - warknęła Andromeda.

- Cześć Andy, cześć Ted. Dobrze wyglądacie – powiedzieli starsza wersja Marlene i Łapa, Regulus, Dorcas, tata i mama. Andromeda i Teddy zbledli, a oczy mieli jak spodki.

- Syriusz? Regulus? – spytała Andromeda z wielkimi oczami.

- Tak, Andy, to my. Cieszysz się? – odpowiedzieli Łapa i Regulus.

- Ale wy wszyscy...

- Ożyliśmy – oznajmiła starsza Marlene.

- A my się pogodziliśmy, prawda braciszku? – zapytał Regulus brata.

- Tak – odparł Łapa.

- Są też nasze młodsze wersje – stwierdziła starsza Dorcas.

- Cześć, kuzyneczko! – krzyknęli młodsza wersja Łapy i Regulusa.

- Wiesz, Andy ożeniłem się z Marlene! – zawołał młodszy Łapa i pocałował Marlene w usta, a ta rozpłynęła się.

- I mamy dwójkę dzieci – dodał po chwili Łapa – Jareda i Cassie.

- Siemka – powiedzieli Jared i Cassie.

- Zmieniliśmy przyszłość – mruknąłem do ich.

- I to nie wszystkie niespodzianki – rzekła moja siostra – Jestem Nicole i okazało się, że jestem siostrą bliźniaczką Harry'ego.

- Ja też jestem też jego siostrą, ale młodszą. Jestem Jessica.

- Jestem Hermiona – mruknęła Hermiona – Też jego siostra – a ci robili coraz większe oczy.

- Okej wszystko musimy poukładać w głowie, a co to za panna, co patrzy na Jareda rozmarzonym wzrokiem?

- To Daphne, moja przyjaciółka – oznajmiłem – to znaczy nasza przyjaciółka i jej siostra Astoria, i Tracy nasze przyjaciółki – a te uśmiechnęły się do mnie.

- Ale jak to się stało? – pytał Ted.

- Ściągnęło nas – oznajmiła młodsza mama.

- I nas też – stwierdził Teddy a Andromeda i Ted odwrócili się do obcego głosu – Cześć, babciu, cześć dziadku. Jestem Teddy Lupin, syn Remusa i Nimfadory, pochodzę z przyszłości i jestem metamorfomagiem.

- Mamy wnuka – szepnęła Andromeda do męża.

Pov. Andromeda.

Do Teddy'ego podeszła przepiękna blondynka o niebieskich oczach, a jej krok w wysokich szpilkach był po prostu piękny i uśmiechnęła się do nas.

- Cześć, jestem Victoire Lupin, córka Billa i Fleur Weasley, żona waszego wnuka Teddy'ego. Po matce odziedziczyłam zmianę fizyczną, gdyż jestem ⅛ krwi Wilą – przedstawiła się blondynka – Tam są moje młodsze rodzeństwo, Domique, ta rudowłosa kobieta i jeszcze młodszy brat Louis, ten blondwłosy mężczyzna – i pokazała na piękna rudowłosą piękność i bardzo przystojnego blondwłosego mężczyznę – też mają ⅛ krwi Wilii – Wymieniliśmy spojrzenia z mężem.

- Stanowisz wspaniały dodatek do naszego rodu, pani Lupin – powiedział Ted, mrugając łobuzersko i pocałował ją w rękę.

- Chodź tu – mruknęłam i wyciągnęłam ręce w stronę Victoire i ją przytuliłam.

- Babciu – mruknęła i wesela Victoire do moich piersi.

- Jesteście zdrajczyniami krwi, a ty jesteś szl... – zaczął Lucek, ale nie zdążył dokończyć zdania, bo jęknął z bólu. Nim się zorientowałam, Victoire stanęła nad nim ze wściekłą miną. Chwyciła jego włosy i wycedziła.

- Jeszcze raz obrazisz moją rodzinę, to ta słodka blondynka stanie się twoim najgorszym koszmarem. Rozumiesz? – i go puściła, po czym podeszła do nas i ponownie się do mnie przytuliła, a ja ją objęłam i pocałowałam w czoło.

- No moja siostra jest niebezpieczna – stwierdził Louis – Wiecie to wszyscy, bo babcia Molly i dziadek Artur mają siódemkę dzieci. To jest Samanta, córka Olivera i Katie, moja żona – a brunetka się uśmiechnęła – to Nick, mąż Domique, syn Lee i Alicji, a tam jest jego brat Matt. Fred i Roxanna to dzieci George'a i Angeliny. Molly i Lucy dzieci Percy'ego i Audrey. Rose i Hugo dzieci Rona i Hermiony. James, Albus i Lily Luna, dzieci Harry'ego i Ginny, Alicja to córka Neville'a i Hanny i żona Freda. Sebastian to mąż Molly, Patrick to mąż Lucy i syn Seamusa i Susan, a to jego siostra Amelia i jest żona Albusa, Frank to syn Neville'a i Hanny i mężem Lily. Scorpius to syn Draco i Astorii i mąż Rose. Lysander i Lorcan synowie Luny i Rofla – wymieniał Louis.

- Jej, niezła gromadka – stwierdził mój mąż.

- Wiecie co, mam niespodziankę – oznajmiła Victoire – Dziewczyny? – i te rzuciły zaklęcia. Ted popatrzył na mnie wielkimi oczami.

- Co? Mam coś na twarzy? Czekaj, nowe ubrania? Skąd? Chwila... wyglądasz teraz bardzo przystojnie.

- A ty wyglądasz pięknie i pasuje Ci ta biżuteria – powiedział Ted.

- O czym ty mów... – zaczęła, lecz przerwałam, gdy zobaczyła siebie w lustrze – To ja?

- Tak, babciu Andromedo – oznajmiła Victoire – Podoba Ci się te ubrania i biżuteria 

- Podoba!? Bardzo mi się podoba! Dziękuję, Victoire – i przytuliłam mocno do niej.

- Dziadek Artur chyba się zawiesił! – parksnął śmiechem Hugo, gdy tylko popatrzył się na babcie Molly, która też miała na sobie nowe ubrania i biżuterie . Zajebiście wyglądała.

- Co tak patrzycie? – spytała mama Molly.

- Może dlatego, że zajebiście wyglądasz, babciu – oznajmiła Domique i nagle zrobiła wielkie oczy, gdy siebie oglądała w lustrze.

- To ja? – zapytała wielkimi oczami.

- Tak – odpowiedziała Samanta – to ty.

- Molly, wyglądasz pięknie! – krzyknął Artur – ale z Ciebie jest laska!

- Dziękuję. Ty też wyglądasz wspaniale. Masz na sobie nowe ubrania. To wasza sprawka prawda?

- Oczywiście, że nasza, bo chyba nie Huga – oznajmiła Rose.

- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne – burknął Hugo.

- Kocham was dziewczynki, bardzo – powiedziała Molly I i przytuliła wszystkie swoje wnuczki do siebie.

- To samo zrobiły ze swoja babcia Apolonii oraz z babcią Euphemia i babcia Carolina . Ich mężowie, mieli te samą reakcje, co Ted i Artur. 

- Dziękuję! – zawołały Apollina Euphemia i Caroline rozpromienione .

- Nie ma za co – powiedziały dziewczyny – Teraz wyglądacie idealnie. Bo jako damy musicie mieć swoją biżuterie tak poznawaliśmy się jeszcze całe popołudnie.

Pov. Fleur.

- Wiecie co, ja i Bill mamy taką małą sprawę do załatwienia – oznajmiłam – prawda, Bill?

- Tak, tak – i nim się zorientowali, już nas nie było. Weszliśmy do komnaty i zaczęliśmy się rozbierać. 

- Bill chce się z tobą kochać w szpilkach - szeptałam mu do ucha podniecona widziałam że Bilowi oczka się zaświeciły i przez całą noc się kochaliśmy i nie mogliśmy przestać, co zakończyło się naznaczeniem. Ja miałam na szyi łabędzia i wilka w kształcie yin i yang, on miał dwie pary niebieskich oczu.

-To było cudownie, to była najlepsza noc w moim życiu, a teraz czuję twoją magię, jest we mnie, a ty masz moją magią w sobie. Widziałeś? Mam kolczyk na pępku. W starożytności tylko faraonowie mieli kolczyk na pępku, a my jesteśmy rodziną królewską, panie Weasley.

- Naprawdę? – spytał Bill, całując mnie.

- Tak, Hermiona nam to mówiła – westchnęłam – Podoba ci się?

- Bardzo – odparł Bill – Podoba mi ta bransoletka, połączona z pierścieniem. Jak ty zajebiście pachniesz – mruknął swoim męskim głosem.

- Ty też pięknie pachniesz – powiedziałam i pocałowałam go w usta namiętnie – A wracając to tego! – jęknęłam – Możesz przestać? Nie mogę się skupić!

- Co ja poradzę, że tak na mnie działasz, słońce ty moje.

- I mam jeszcze bransoletkę, bo nasze córki, siostrzenice i bratanice takie mają, więc poprosiliśmy je ładnie i wam wyczarowały, a i w uszach. Tego mówić ci nie muszę, bo sam masz – i oddychałam głęboko.

- Jesteśmy teraz jednością, kochanie – stwierdził Bill i pocałował mnie w czoło – a ja westchnęłam i uśmiechnęłam się do niego szeroko – Chodź, Fleur, idziemy, żeby Lee udzielił mam ślubu.

- To na co czekamy? Idziemy! – krzyknęłam i chwyciłam go za rękę i podbiegliśmy do Wielkiej Sali.

W tym samym czasie. Pov. Nimfadora.

Ktoś pukał do drzwi, więc otworzyłam i zobaczyłam Remusa był o głowę wyższy mimo ze chodziłam teraz w szpilkach na wysokim obcasie i miałam teraz szpilki na stopach 

- Remus – powiedziałam rozmarzonym tonem.

- Musimy pogadać!

- O czym?

- Nimfadora ja już nie mogę! – krzyknął.

- O czym ty gadasz? – Nagle zrobił, to czego się najmniej spodziewałam: Uklęknął na jedno kolano.

- Doro, ja... – Remus niezgrabnie wyjął pudełko jedną ręką i zacisnął na nim dłoń. Uniósł wzrok. Wiedziałam, o co mu chodzi, ale czekałam, aż wydusi z siebie, co chce powiedzieć. Remus spojrzał w moje oczy i otworzył usta: – Dora, kocham cię. Szaleńczo. Jestem w tobie zakochany do granic obłędu. Chcę cię poślubić, bo cię kocham. Chcę być z tobą i nie wyobrażam sobie mojego życia bez Ciebie! – poczułam, jak moje oczy robią się coraz większe i poczułam, jak jego dłoń się poci. Popatrzył na mnie – Dora, ja... – otworzył dłoń i niezgrabnie uchylił wieko pudełka na pierścionek. Uniósł je, a oczy podążały za nim powoli. Otworzyłam lekko usta, a moja ręka zacisnęła się na jego dłoni – Dora, kocham cię. Wyjdź za mnie – wyszeptał Remus – Proszę, proszę, proszę, proszę... – nie spuszczałam oczu z pierścionka i patrzył z niepokojem, jak unoszę lekko rękę i trzymam ją w pobliżu pierścionka, ale nie dotykałam go. Serce Remusa niemal wyskoczyło z piersi, gdy sekundy ciszy zamieniły się w przerażające lata, a on wciąż czekał na odpowiedź. Nagle spojrzałam mu w oczy i Remus dojrzał moje zdumienie i zaskoczenie, które skrywały się tuż za łzami, które powstrzymywałam z całej siły. Uniosłam rękę, która wcześniej drgnęłam w stronę pierścionka i położyłam mu ją na policzku. To było miłe uczucie, gdy moja ciepła dłoń przylgnęła do jego skóry, zmrożononej atakiem paniki. Gdy Remus pomyślał, że nigdy nie dostanie odpowiedzi, zaczęłam potakiwać.

- Tak! – załkałam. Moje dłoń ześliznęła się na jego szyję i pocałowałam go namiętnie. Oderwał się ode mnie.

- Tak?

- Tak! – roześmiałam się, a po policzku spłynęła mi łza. Remus w końcu puścił moją rękę i drżącymi palcami wyjął pierścionek z pudełka. Uniosłam lewą dłoń, a on wsunął mi pierścionek na palec, zdumiony, że ta sztuka udała mu się w tym stanie – Na Merlina, Remusie, jaki piękny – westchnęłam, patrząc na pierścionek zaręczynowy – Pasuje do mojej biżuterii i do moich szpilek 

- O Boże, Dora ... Tak bardzo cię kocham – wymamrotał Remus. I zaczęliśmy się rozbierać 

- Remusie - wesnelam - masz zakaz ściągania mi szpilek - więc Remus zostawił moje szpilki kiedy byliśmy nadzy bo zaczęliśmy się kochać Było cudownie, to była najlepsza noc w moim życiu, a teraz czuję twoją magię w sobie, a ty masz moją. Naznaczyliśmy się. Ja miałam na szyi dwa wilki w kształcie yin i yang on miał zielone i różne.

- Czytałem, że w starożytności tylko faraonowie mieli kolczyk na pępku – powiedział, kiedy się już ubraliśmy.

- Wiedziałam. Jesteś bardzo inteligentny, wiesz, podoba mi się bardzo ten długi kolczyk.

- Wiesz, nie chwalę się tak jak Percy, ale byłem prefektem i to ja wymyślałem kawały. Ja byłem ich mózgiem, Huncwotów.

- Byłeś też nauczycielem obrony przed czarną magią i się podoba ta bransoletka z pierścieniem.

- Motyw indyjski – uśmiechnął się Remus.

- Dokładnie tak, tak mówiła Hermiona i podoba mi się ta bransoletka. Nasza córka je wyczarowała. Kocham ją.

- Może wrócimy do wiadomości, że teraz jesteśmy jednością, kochanie – stwierdził Remus i pocałował mnie w czoło, a ja uśmiechnęłam się do niego szeroko – Ale będą mieć minę, zwłaszcza Łapa i Rogacz.

- A ja chce ślubu – odparłam mu.

- Jak dla mnie możemy nawet dzisiaj.

- To na co czekamy? Idziemy się pobrać! – krzyknęłam szczęśliwa i wybiegliśmy do Wielkiej Sali. Kiedy dostaliśmy, usłyszałam głos Fleur.

- Chce wziąć ślub! Dzisiaj! Teraz! – zawołała Fleur – Chcę suknie i chce, żeby Billowi odpadła szczęka! Proszę!

- No to chodź, mamusiu. Musimy cię zrobić cię na bóstwo, żeby tatusiowi szczęka opadła – powiedziały córki Fleur, a ta pisnęła, jak mała dziewczynka i rzuciła się na szyje Samancie, Domique i Victoire.

- Kocham was, dziewczynki! – wolała Fleur.

- Czy coś przegapiłam?

- Fleur i Bill biorą ślub! – zawołały szczęśliwe Molly i Apolonia.

- Tatusiu poprowadzisz mnie do Billa? – spytała z nadzieją, patrząc na Armarda.

- To będzie dla mnie zaszczyt, córeczko – odpowiedział, a ta rzuciła mu się na szyję.

Pov. Fleur.

- Mamusiu – mruknęłam do mamy.

- Moja córeczka wychodzi za mąż – odparła mama, mając łzy w oczach, przytulając mnie mocno.

- Wiem, że nie byłabym idealną teściową – oznajmiła Molly I – a ja wiem, że się my... – a ja nie miałam ochoty jej słuchać, tylko rzuciłam jej się na szyje i ją objęłam, wyszeptałam jej do ucha:

- Już ci mówiłam, że ci wybaczam, mamusiu. Od kiedy pocałowałas mnie w czoło jesteś moją mamusią, a ja chce być twoją córeczką. Rozumiesz? – i pocałowałam ją w policzek i Molly westknela zadowolonym głosem ja wyszeptałam jej do ucha – Kocham Cię, mamusiu i mam nadzieję, że nie jestem taka zła i ty pokochałaś mnie , tak samo, jak ja pokochałam ciebie – i przytuliłam ją mocno.

- Fleur – wyszeptała mi Molly I do ucha – To ja powinnam Cię prosić czy mogę nazywać Cię moją córką wybacz mi proszę zle Cie oceniałam , bo ja już Cię bardzo kocham, jesteś moją niebieskooką blondyneczką i moją córeczką – odparła Molly I mając łzy w oczach i pocałowała mnie czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w mamusie jeszcze bardziej – Masz moje błogosławieństwo córciu . Witam w rodzinie Weasley 

- Ja jestem twoją córeczką , a ty moją mamusią – powiedziałam z mocą stali – i koniec dyskusji.

- Córeczko – i przytuliła mnie do siebie mocno – Tak, bo teraz do niej należysz na zawsze. Patrząc na twoją szyję, czuje w sercu, że jesteś idealną żoną dla Billa i przepraszam Cię za tamto obiecuje ze będę.. .

- Mamusiu przestań już! – krzyknęłam zirytowana.

- A teraz mówię to szczerze: Jesteś moją córeczką w takim samym stopniu, jak Ginny, Hermiona, Nicole, Angelina, Luna i Jessica i jako że jesteśmy kobietami z rodu Weasley'ów musimy trzymać się razem.

- Tak mamusiu musimy trzymać się razem 

- Naprawdę, ciociu Molly? – spytała wzruszona Jessica.

- Naprawdę – odpowiedziałam – bo skoro Hermiona, Nicole i Harry są moimi dziećmi, to ty też jesteś moim dzieckiem – Jessica przytuliła się mocno do mamy.

- I tak ma być – oznajmiłam – ja jestem wasza córka i wy moimi rodzicami.

- Tym razem to czarnowłosa dziewczyna

- Witamy w naszej rodzinie, Jessica – odparł z uśmiechem na twarzy Artur, a ta przytuliła się mocno do taty Artura, a później mamusia dodała.

- Artur mamy też niebieskooką blondyneczkę. Pamiętasz, prawda? – stwierdziła Molly z uśmiechem na twarzy.

- I ta niebieskooka blondyneczka stanowi piękny dodatek do naszego rodu Molly – oznajmił Artur i pocałował mi rękę, - pani Weasley miło mi powitać panią w moim rodzie i wam nadzieję ze będziesz mówiła do mnie per tatuś a do Molly per mamusia księżniczko - a ja przytuliłam się z uśmiechem na twarzy do Artura.

- Tak Tatusiu - powiedziałam do niego a on pocałował mnie w czoło wesnelam zadowolonym głosem wtulając się z Pana Weasleya jeszcze bardziej 

- Jestem twoim tatusiem Fleur a Molly jest twoją mamusią a ty młoda panno nasza córeczką - oznajmił tatuś Artur - rozumiemy się? - pokiwałam głową 

- Oczywiście że tak tatusiu - oznajmiłam radoście a tatuś uśmiechnal się do mnie szeroko 

- Bill – powiedziała mama i go przytuliła – Opiekuj się moją małą córeczką.

- A jeśli nie, to Cię zabije – dodał tata.

- Tatusiu! – jęknęłam.

- No co? – oznajmił tata – Taka prawda.

- Bill witamy Cię w rodzinie Delacour. Synku, ja jestem twoją mamą , a to twój tata czy wolisz...?

- Nie, wolę mama i tata – oświadczył Bill i ją przytulił.

- Jesteś niezwykle przystojnym mężczyzna synku – powiedziała mama – A może przytniesz te włosy? – spytała niewinnym głosem mama – Molly mówi, że jak skrócisz, będziesz lepiej wyglądać.

- Mamo! – jęknął Bill – Ty też zaczniesz mi truć, jak mama?

- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać! – parsknęła śmiechem mama i go mocno przytuliła.

- Baby – mruknął Bill.

- Mi się podoba, wygląda niezwykle męsko – Dziewczyny podeszły do mnie z takim kobiecym wdziękiem, że niektórzy zaczęli patrzyć na to z otwartą szczęką. Przytuliły mnie i spytały:

- Jesteś szczęśliwa siostrzyczko?

- Bardzo, kochane. Nawet nie wiecie jak bardzo – odpowiedziałam im, kiedy po kolei mnie przytulały.

- A ty Bill?

- Nie mógłbym być szczęśliwszy.

- No właśnie! I to się właśnie... – i mnie puściły – I to się właśnie liczy – okręciły się z idealną gracją, że sama byłam pod wrażeniem ich chodu w wysokich szpilkach, a niektórzy chłopcy zaczęli się na nie ślinić i nagle one wyczarowały im ślinianki i powiedziały słodko:

- Teraz nie ubrudzicie sobie teraz ubrań chłopczyki – i wróciły na swoje miejsce i przytuliły swoich mężów i chłopaków.

- Co tak na mnie patrzysz? Dalej, dalej! Ależ! Pogratuluj swojemu bratu/przyjacielowi, mojej przyjaciółce i mojej siostrze, jak bardzo się cieszysz, że będzie w wesele – ci potrząsnęli głową i podnieśli się z miejsca, co wywołało prawdziwą lawinę gratulacji. Cała rodzina zgromadziła się wokół nas.

- To, co, stary będziesz moim świadkiem? – odparł Bill do Charliego.

- Oczywiście, pięknisiu! – parksnął śmiechem Charlie.

- Coś mi się wydaje, że masz fankę, smoczku, bo cały czas się na ciebie patrzy!

- Kto? Gdzie!!!? – spytał. Widziałam, jak jakaś dziewczyna patrzy się na Charliego. Uczennica miała tak rozmarzoną twarz i ciągle wzdychała. Nasza paczka dziewcząt zaczęła chichotać, a ich mężowie i chłopacy parsknęli śmiechem.

- Charlie, nieładnie, bo twoja smoczyca będzie zazdrosna! – parsknęli śmiechem Fred i George.

- Jaka smoczyca? – spytała dziewczyna i zarumieniła się.

- No, ognista smoczyca, taka duża i taka groźna – powiedział Jared i parksnął śmiechem.

- Nie słuchaj ich – powiedział Charlie – Jak masz na imię?

- Charlotte – przedstawiła się dziewczyna.

- Charlotte, bardzo ładne imię – stwierdził Charlie.

- Dziękuję Charlie! – i spaliła buraka.

- Charlie jak tam w Rumunii? – spytała Ginny niewinnym głosie.

- To, co zwykle. Smoki, słońce...

- Wino i kobiety – skończył jego wypowiedź Ron rozbawiony.

- Właśnie Charlie, kiedy poznam twoją dziewczynę? – zapytała mama Molly, która podchwyciła temat, że Charlie dalej nie ma dziewczyny.

- Mamo! – jęknął.

- Co "mamo", co "mamo"? Ty tylko smoki, smoki, smoki.

- Te smoki to moje dziewczyny, dziewczyny, dziewczyny – powiedzieli Fred i George ze śmiechu. Większość ludzi ryknęła śmiechem. Charlie mordował ich wszystkich wzrokiem. Charlotte westchnęła głośno.

- Ja też lubię smoki – odcięła ich – Chcę być Smokologiem – i zarumieniła się.

- Spadasz mi z nieba, kochanie – powiedziała mama i podeszła do niej – Może wbijesz mu do głupiej głowy, żeby nie żył tylko smokami.

- Mamo! – jęknął Charlie.

- Ja? No nie wiem, on chyba nie chce...

- Podoba Ci się?

- To aż tak widać? – spytała czerwona.

- Tak, kochanieńka.

- Charlie weź się w garść. Lubi smoki jak ty! – warknęła Ginny na brata.

- No ale... – Ginny i Hermiona wymieniły spojrzenia z mamą i nagle mama się odsunęła. Ginny i Hermiona popchnęły go tak, że wylądował na Charlotte i ją przewrócił, a on razem z nią. Dziewczyny krzyknęły:

- Awwwwwwww!!!!

- Ginny! Hermiona! – warknął Charlie czerwony, jak burak. Charlotte też była czerwona – Przepraszam – mruknął do niej – Nie wiem, co w nie wstąpiło, zwłaszcza w Hermionę – i pomógł jej wstać.

- Dzięki – mruknęła zawstydzona.

- Masz piękne oczy, Charlotte, takie brązowe.

- Dziękuję, ty też, takie niebieskie.

- Rany boskie! – jęknęłam.

- Nic z tego nie będzie – mruknęła Nicole, patrząc na tę dwójkę.

- Gabriela będziesz moją druhną? – spytałam.

- Tak! – krzyknęła szczęśliwa Gabriela i rzuciła mi się na szyję.

- Charlie, Charlie, ale z Ciebie jest idiota! - westchnęła teatralnie Nimfadora.

- Nie jestem idiota! – warknął Charlie.

- Jednak jesteś – stwierdziła – ale mniejsza z tym – i pokazała palec – Laski, zaręczyłam się! – Dziewczyny pisnęły w ją i obejrzałyśmy jej piękny pierścionek zaręczynowy.

- I ten kujon się zaręczył? – spytał z niedociążeniem starszy Syriusz.

- Nie jestem kujonem! – warknął młodszy Remus.

- Jak on zrobił? – spytał starszy James do Lily.

- Mamo jestem szczęśliwa! – krzyknęła, widząc jej minę – Poza tym mam syna i córkę!

- Wiem, ale czy to nie nie za wcześnie?

- Musisz się pogodzić, że jestem z Remusem, mamo!

- Andy, Remus to najfajniejszy facet na świecie. Wiesz, że on nas uspokajał, kiedy chcieliśmy zrobić mega głupotę – powiedział starszy Łapa – Chcesz coś powiedzieć Roszpunko? – Dziewczyny podeszły do Nimfadory z takim kobiecym seksapilem, że niektórzy zaczęli patrzyć na to z otwartą szczęką. Przytuliły się do niej i spytały – Jesteś szczęśliwa, kochaneczko?

- Bardzo, kochane – odpowiedziała nam, kiedy ją przytulaliśmy.

Pov. Nimfadora.

- A ty Remusie?

- Jestem bardzo szczęśliwy.

- To super ! Skoro Nimfusia jest szczęśliwa... – i ją puściły – Skoro Nimfusia jest szczęśliwa, to ja też jestem – okręciły się z idealną gracją, że sama ponownie byłam pod wrażeniem ich chodu w wysokich szpilkach. Były niezwykle seksowne, a niektórzy chłopcy zaczęli znowu się na nie ślinić, a one nie zwracały na to uwagi. Wróciły na swoje miejsce, patrząc na swojego męża/chłopaka z iskierkami miłości i przytuliły się do nich, powiedziały swoim mężom i chłopaków:

- Wiem, że jestem piękną i seksowna, ale dalej, dalej! Ależ! Powiedz Dorze i Remusowi, jak bardzo się cieszysz – potrząsnęli głową i podnieśli się z miejsca, co wywołało prawdziwą lawinę gratulacji. Cała rodzina zgromadziła się wokół nas.

- Ale z was laski – powiedzieli młodzież, a nasi mężczyźni zaczęli ich mordować wzrokiem, a my zaczęliśmy chichotać.

- Z czego tak się śmiejesz? – kiedy nasze ręce były na ich szyjach.

- Jesteś jaki uroczy, kiedy jesteś zazdrosny o mnie!

- Jestem tak samo, jak ty o mnie – Nagle pojawiło się białe światło. Pojawili się piękna blondynka, która o dziwo przypominała Gabriele. Miała może z 11 lat. Obok niej stał piękny chłopak może też miał 11 lat, brązowe włosy. Po drugiej stronie młodej Gabrieli stał drugi przystojny chłopak. Miał jasnobrązowe włosy. Chłopak może miał z 16 lat, a obok dziewczyna chyba w jego wieku. Oczy i włosy miał ciemnobrązowe.

- Kim jesteście? – spytałam.

- Gdzie my jesteśmy?

- W Hogwarcie – odparła Victoire.

- Hogwarcie, ale super! – krzyknęły najmłodsze dzieci.

- Co wy tu robicie? – spytała dziewczyna.

- Mam dziwne uczucie, że nie jesteśmy w naszych czasach – stwierdził nastolatek.

- Bo jesteście w roku 1995 roku – powiedział Sebastian.

- Z przeszłości jesteśmy! – krzyknęła cała czwórka z wielkimi oczami.

- Tak – odparł Louis.

- Dlaczego ta dziewczynka jest podobna do mnie! – zawołała nagle Gabriele.

- Bo to twoja córka ciociu Gabriello – powiedział James II.

- A to twoi synowie – dodał Louis.

- Mamusia! – zawołała dziewczynka i rzuciła jej się na szyje – Jestem Paricia, mam jedenastce lat! – najpierw była w szoku, a później uśmiechnęła się szeroko do niej.

- Miło Cię poznać Pati – powiedziała Gabi.

- Mama! – krzyknął chłopak i też się rzucił na Gabi – jestem Antoine i mam też 11 lat!

- Cześć Antoine, miło Cię poznać – i też go objęła.

- Dobra, ta trójka są moimi wnukami, a kto jest ojcem? – zapytała Apollina.

- Denis Creevey, babciu – powiedziała nastolatka.

- KTO??!!! – ryknęli naraz Colin i Denis, gdy opluli siebie i innych, a później wypadła im szklanka z dłoni, a im opadły szczęki.

- Denis Creevey – odparł nastolatek.

- Chwila moment, proszę o czas. Mój brat chajtnął się z siostrą Fleur i mają trójkę dzieci? Tak dobrze zrozumiałem?

- Właściwie to czwórkę – odparła Paricia – Tatuś! – krzyknęła dziewczynka i przytuliła się do Denisa.'

- Stary jak ty to zrobiłeś? – spytał Colin brata z niedowierzaniem.

- Nie wiem, idioto!

- Tatusiu nie wolno brzydko mówić! – skarciła jego zakochanie jego córka. Parsknęliśmy śmiechem.

- Właśnie, tatusiu, nie wolno brzydko mówić! – skarcił jego zachowanie Colin.

- Jak się nazywacie? – zapytała Ginny.

- Jestem Colin, ciociu Ginny.

- A ja Adrenne, ciociu Ginny – dodała nastolatka, narzeczona Colina.

- Nazwałeś swojego syna moim imieniem – stwierdził szoku Colin I.

- Tak, wujku – powiedziała Paricia, która usiadła Denisowi na kolanach.

- Mamusia się śmieje, że Pati to córeczka tatusia – powiedziała Adrenne – Cześć, mamuś – Gabriela uśmiechnęła się szeroko – Cześć, Adrenne.

- Część tatuś /tato ! – krzyknęli dziewczyna i chłopak.

- No, cześć – mruknął, patrząc na to z niedowierzaniem.

- Bo jestem córeczką tatusia – oświadczyła Pati – Prawda, tatusiu? – i patrzyła na niego jak na obrazek.

- Yyy... no nie wiem, co powiedzieć – Colin leżał ze śmiechu na podłodze.

- Patrzy na niego jak na obrazek – powiedział Colin II ze śmiechu.

- Ja i Remus chcemy wziąć ślub – powiedziała Nimfadora – Nawet dzisiaj.

- Muszę ci przyznać Remi, że twoja narzeczona jest szybka – stwierdził młody Łapa.

- Nimfadora...

- Nie mów do mnie Nimfadora, mamuś !

- Dora teraz ślub biorą Fleur i Bill.

- Ja też chcę ślub – powiedziała Dora i tupnęła wysokim obcasem o posadzkę i zrobiła minę obrażonej księżniczki.

- Dora, nie bądź dzieckiem! – jęknął starszy Remus.

- Ale ja chcę za ciebie wyjść – powiedziała z mocą stali młoda Tonks.

- To może... – zaczęłam – To może zrobimy tak, że będzie podwójny ślub? Co ty na to Bill?

- Przykro mi Nimfuś, ale i tak to Fleur będzie najpiękniejsza.

- Spoko Bill. Chcę, żeby tylko Remus się ślinił.

- Dzisiaj będzie wielki dzień. Ja i Nimfadora pobieramy się za naszych przystojniaków. Przygotowałyśmy się dziewczynami od rana do tego wspaniałego dnia.

- Ale fajnie! – zawołała Pati – Będę na ślubie własnej cioci i cioci Nimfusi!

- Tak, Pati – oznajmiła Adrenne – Ciocie na pewno będą pięknie wyglądać.

- Nie mogę w to uwierzyć, Remus się hajta – rzekła starsza Dorcas.

- Chcę coś fajnego, ale też niewymyślnego.

- Najpierw mamusiu i ciociu trzeba ogarnąć włosy i poprawić makijaż, a i tobie ciociu poprawić paznokcie i przestań je obgryzać – rzekła Samanta.

- Co? – spytała, która zaczęła obgryzać paznokcie.

- Mamusiu , Samanta mówiła, żebyś przestała obgryzać paznokcie – powiedziała Victoire do Nimfadory.

- Przepraszam – mruknęła Tonks – To z nerwów – Victoire podeszła do Nimfadory i ją mocno przytuliła.

- Lepiej teraz, mamusiu ?

- Lepiej – odrzekła jej teściowa – Victoire?

- Tak?

- Ciesze się, że zostałaś moją córeczką – powiedziała Tonks – bo widzę, jak Teddy promienieje, gdy na Ciebie patrzy, a ty jak patrzysz na Teddy'ego.

-Ja też się cieszę – ale minę miała smutna.

- Victoire czy coś się stało? – spytałam. Victoire westchnęła.

- Tęsknię za kimś bardzo.

- Za kim? – spytała. Victoire wyciągnęła zdjęcie i nam pokazała. Wszyscy się zbliżyli i popatrzyliśmy na to zdjęcie. Była na nim Victoire, Teddy i dwójka małych dzieci niezwykle pięknych.

- Merlinie, jakie śliczne dzieci!

- To Nimfadora, a to Remus nasze dzieci i tak nazwaliśmy ich waszym imieniem – i wybuchnęła płaczem, po czym wtuliła się w Nimfadorę, a ta głaskała jej blond włosy – Mamusiu nie wiem, ile mnie nie było w domu. Zostały z moimi biologicznymi rodzicami – i następnie rzuciła się na mnie.

- Ciśśśś... Nie płacz kochanie – szeptałam. Domique również miała łzy w oczach.

- Domique? – spytała Alicja Spinet.

- Mamusiu , ja też jestem matką. Urodziłam mając 23 lata i nie wiem co się z nim dzieje. Ma na imię William po moim tatusiu – i pokazała zdjęcie. Alicji Spinet opadła szczęka.

- Jestem babcią? – spytała.

- Tak, mamuś . Popatrz, to jest twój wnuk.

- Merlinie, jaki on jest piękny, niezwykła uroda! – krzyknęliśmy, bo na tym zdjęciu była Domique, Nicolas i mały William.

- Czuje się jak wyrodna matka – mruknęły płaczliwie.

- Nie jesteście wyrodnymi matkami, to nie wasza wina, że was wciągnęło, kochane. Nigdy tak nie myślcie – powiedziały nasze matki.

- Dobra, weź się garść dziewczyno – odezwały nagle moje córki – Masz wesele – i Samanta rzuciła zaklęcia. Moment potem mieliśmy już makijaż i spięte włosy, a Nimfadora poprawione paznokcie.

- Nasz klient, nasz pan – i rzuciła zaklęcie. Na naszych ciałach były suknie ślubne.

- WOW! – zawołały dziewczyny – Też taką chcę!

- Jeszcze wstążki – dodała Domique i rzuciła zaklęcie.

- Jeszcze białe szpilki, żeby pasowały do sukni – stwierdziła Lily i rzuciła zaklęcie i na naszych nogach pojawiły się pięknie białe szpilki.

- Welon – rzekła Rose i też rzuciła zaklęcie.

- Jeszcze tylko jedna rzecz: bukiet kwiatów – i Lily Luna rzuciła zaklęcie.

- Mamusiu/ciociu/cioteczki wyglądacie pięknie!

- Dziękuję! Dziękuję!

- Nie ma za co, mamuś i ciociu – powiedziała Domique.

- Wszystko będzie dobrze, kochane – a te rzuciły zaklęcie i na ciałach, dziewcząt i kobiet, pojawiły się pięknie suknie.

W tym samym momencie. Pov. Bill.

Na błoniach było już wszystko przygotowane. Wszyscy mieli na sobie najlepsze garnitury.

- Piękniś i Wilczek wcale się nie denerwują! – parksnął śmiechem Syriusze i zaczęli się śmiać Charliem, Regulusem, Harrym, Albusem, Jamesem bliźniakami Weasley, Lee i innymi, bo chodziliśmy w tę i z powrotem z nerwów. Ale Teddy i Nick byli jacyś nieobecni.

- Teddy, Nick, co się dzieje? – zapytałem, gdy ich zobaczyłem.

- Muszę wam coś powiedzieć... Tęsknię za kimś bardzo.

- Za kim? – spytał Remus. Teddy wyciągnął zdjęcie i nam pokazał. Wszyscy popatrzyliśmy na to zdjęcie. Była na nim Victoire, Teddy i dwójka małych dzieci niezwykle pięknych.

- Czy to są...

- To Nimfadora, a to Remus nasze dzieci i tak nazwaliśmy ich waszym imieniem – i uśmiechnął się do zdjęcia.

- Och, Billi dziadku nie wiedziałem, że jesteś taki stary! - parsknęli śmiechem Fred i George. Nick zrobił to samo i wyciągnął zdjęcie i nam pokazał.

- To William mój synek.

- Zostałem dziadkiem! – krzyknął Lee Jordan w szoku.

- Tak – powiedział Nick.

- Dziadek Lee!! – ryknęli śmiechem chłopaki, leżąc ze śmiechu.

- Nawet nie wiem, ile mnie nie ma! – krzyknęli – Czuję się źle.

- Chcecie, żebyśmy przenieśli ślub w inny dzień? – spytał Remus.

- Nie, wezmę się garść! – zawołali Nick i Teddy.

- Może się pojawią – zasugerował Hugo – Będzie dobrze chłopaki.

- Dobra, to ja idę po Fleur/Nimfadorę – stwierdzili razem Ted i mój teść.

- Powodzenia, Armard i Ted! – zawołał starszy James.

Po chwili. Pov. Fleur.

- Fleur/Dora, to ja tatuś . Bill/Remus już czeka i się denerwuje! – usłyszeliśmy głosy naszych tatusiów. Drzwi zostały otwarte przez Andromedę.

- To my już pójdziemy – stwierdziła Ginny i wyszły. Wtedy zobaczył mnie, a Ted na Dorę.

- Tatusiu, jak wyglądam? – spytaliśmy razem.

- Przepięknie córeczko. Naprawdę. Billowi/Remusowi opadnie szczęka.

- Dziękuję, tego oczekujemy! – zawołaliśmy i przybiłyśmy piąteczkę.

- Jesteś gotowa?

- Jestem, chodźmy! – oznajmiłyśmy im.

W tym samym momencie. Pov. Bill.

Zobaczyłem dziewczyny razem z Remusem. Czekaliśmy na nasze narzeczone.

- Bill, Remusie wasze dziewczyny już tu idą – oznajmiła Dorcas. Staliśmy razem z chłopakami, a dziewczyny stały naprzeciwko. Wtedy je zobaczyłem – Fleur i Nimfadorę – Fleur prowadził mój teściu, a Nimfadorę Ted. Opadła mi szczęka. Fleur wyglądała pięknie niczym bogini, która stąpiła z niebios na Ziemię. Uśmiechała się do mnie.

Pov. Remus.

Fleur prowadził Armard, a Nimfadorę mój teść. Opadła mi szczęka. Nimfadora wygląda pięknie, niczym bogini, która stąpiła z niebios na Ziemię. Uśmiechała się do mnie. Usłyszałem głosy:

- Ale one są piękne! – Ted uśmiechnął się do mnie, podał mi rękę Dory, a ja ją chwyciłem i stanęliśmy naprzeciwko Lee Jordana.

Pov. Bill.

Armard uśmiechnął się do mnie, podał mi rękę Fleur, a ja ją chwyciłem i stanęliśmy naprzeciwko Lee Jordana. Nagle pojawiły się trójka dzieci. Dwójka miała może z 5 lat, a jedno może z rok. Były nieświadome. Usłyszeliśmy pisk Victoire i Domique, które podbiegły do tych dzieci.

- Remus, Nimfadora! – krzyknęła Victoire. Te odwróciły się i zawołały:

- Mamusia!!

- William! – podbiegł do niego Domique – Tak bardzo tęskniłam!!! – Nick i Teddy też podbiegli i przytuliły, gdy nagle Victoire i Teddy stanęli jak wryci. Podeszliśmy bliżej, żeby zobaczyć, co się stało. Mała Nimfadora była cała czerwona na buzi ubrana chyba w sukienkę, kiedy podwinęła, na stopach miała szpilki na wysokim obcasie , które były za duże, bo to były kobiece buty.

Pov. Victoire.

- Czy ty ubrałaś moje ubranie, Dora i do tego moje szpilki i jeszcze na wysokim obcasie ? – spytałam niedowierzaniem – Znowu!!

- I co ty masz na buzi? – zapytał się Teddy, który z całych sił próbował zachować kamienną twarz.

- Nic – odpowiedziała niewinnym tonem Dora.

- Czy ty wzięłaś moją szminkę i się malowałaś? – spytałam. Próbowałam zachować powagę, ale inni, zwłaszcza męska część publiczności wybuchli śmiechem.

- Nie, mamusiu, to nie ja, to wujkowie – odrzekła.

- Wujkowie ci kazali, żebyś ubrała mamy sukienkę, szpilki na wysokim obcasie i się malowałaś? – spytała Domique.

- Tak było, ciociu Domi – powiedziała Dora – Tak mi mówił tatuś i wujek Nick.

- Nie mam z tym nic wspólnego! – zawołali wujkowie. Popatrzyłam na męża, a Domique na swojego, a ci niewinnie się uśmiechnęli.

- Bo tatuś mówił do nas tak...

- Co się mówi, gdy zrobi się coś złego, co? – spytał Remi do Dory.

- To nie ja, to wujkowie – odrzekła Dora.

- Dokładnie – zgodził się Remi.

- A co jeśli to nie zadziała? – spytała Dora.

- Nic się nie martwcie, robimy z wujkiem im od paru lat i nikt się nie zorientował – odpowiedział Remi i uśmiechnęli się szeroko. Wybuchłam śmiechem z Domique i innymi dziewczynami, starszymi osobami, a Dory, Remusowie wujkowie, czyli mój brat i kuzyni i mężowie kuzynek patrzyli na to z niedowierzaniem.

- Mamusiu nie mam czasu – oświadczyła nagle moja córka – bo idę do pracy, teraz.

- Do jakiej pracy? – spytał Matt leżący ze śmiechu na trawie.

- Do domu mody tam, gdzie chodzi mamusia i ciocia Domi i będę im pomagać – powiedziała Dora – Chcę być modelką, jak inne ciocie i nie rób afery o jedną szminkę! – Totalnie mnie zatkało. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Teddy śmiał się już wniebogłosy z innymi mężczyznami i chłopakami.

- Właśnie, Victoire, nie rób afery o jedną szminkę! – zawołał Hugo i ryknął śmiechem.

- Jeju, jaka ona jest kochana – powiedziała Adrenne.

- Małe dzieci – mały problem, duże dzieci – duży problem – Westchnęłam, rzuciłam zaklęcie i Dora była już czysta i miała swoje ubrania, sukience i sandały, ale miała nietęgą minę – Czy coś nie tak? – spytałam powoli, bo wiedziałam, że ma fazę na noszenie szpilek.

- Ja chce szpilki! – zawołała Dora – Nie chce sandałów, chce szpilki!

- Jesteś za mała Dora na takie buty – odpowiedziałam.

- Nie jestem mała, jestem duża i chce szpilki i być laska, jak mamusia i ciocie!

- Baby – mruknął Remus.

- Ona ma teraz fazy na malowanie się i ubieranie moich szpilek albo mamy – stwierdziłam – Nie wiem, co robić.

- Dora jak będziesz większa... – powiedział Teddy.

- A może chcesz, żebym Ci wyczarowała piękny wianek na włosy? Będziesz wyglądała jak królewna, że nawet twoja mamusia i żadna inna dziewczyna nie będzie wyglądać tak pięknie jak ty i do tego może skórzana kurteczka?

- Myślę, że to będzie dobre rozwiązanie, Dora – oznajmiłam – Co ty na to, Dora? Ciocia Samanta rzuci zaklęcie – Ta pokiwała głową. Samanta rzuciła zaklęcie i na włosach mojej córki pojawiła się wianek i kurtka.

- Dora wyglądasz pięknie – oznajmiłam szczerze.

- Tak, ale z ciebie jest laska!

- Naprawdę? – spytała podniecona.

- Naprawdę – odpowiedziały kobiety.

- Dzięki. Samanta może przez chwilę przestanie myśleć o szpilkach.

- Dobrze robisz, Victoire, że nie pozwalasz jej na noszenie szpilek. Jest jeszcze za mała.

- Dora, Remus to są wasza babcia Fleur i dziadek Bill – przedstawiłam ich rodzicom.

- Mamusiu , tatusiu to jest Remus, a to Dora, wasze wnuki – mama kucnęła.

- Witajcie, skarby.

- Mamusiu, dlaczego babcia i dziadek są młodzi?

- Bo jesteśmy w przeszłości. Nie bójcie się dzieci – podeszły do rodziców, a mama ich mocno przytuliła, następnie przytulił ich tata.

- Witaj moja imienniczko. Jaka ty jesteś laska – uśmiechnęła się szeroko mama Dora.

- Słyszałaś mamusiu, babcia powiedziała, że jestem laska!

- Bo jesteś laska – zgodziła się mama i ją przytuliła – A ty Remusie jesteś taki przystojny.

- Bo jestem przystojny – oświadczył Remi, a Nimfadora go przytuliła, a Remus zrobił to samo.

- To jest William – powiedziała Domique rodzinom.

- Na żywo jest jeszcze bardziej przystojny niż na zdjęciu – stwierdziły nasze mamy. Mali Dora i Remus poznali wszystkich, a później wróciliśmy do uroczystości ślubnej.

- Przyszliśmy tu połączyć dwie pary. Fleur i Wiliama oraz Nimfadorę i Remusa – mówił Lee – Jeżeli ktoś chce coś powiedzieć, to niech powie teraz lub zamilknie na wieki – Chwila ciszy – Dobrze.

Pov. Harry.

- Od czasów Merlina złączenie czarodziejki i czarodzieja jest świętem życia i miłości. Dziś przyłączamy się do świętowania małżeństwa Fleur i Billa oraz Nimfadory i Remusa. Te dwie pary pokonały wiele przeciwności, by dotrzeć do tego momentu w życiu, w którym mogą świętować swoją miłość tak, by wszyscy mogli to zobaczyć. My, ich rodzina i przyjaciele, jesteśmy świadkami tego związku i łączymy się z nimi w radości, świętując szczęście, które odnaleźli w sobie nawzajem Fleur, Wilamie wasze przysięgi.

- Przysięgamy na naszą magię, że od tej chwili jesteśmy włączeni na całe życie i przysięgamy, że żadne z nas nie zdradzi siebie nawzajem z nikim innym. Będziemy się kochać i szanować i żadne z nas nie podniesie ręki na siebie, a każda inna osoba traci moim zainteresowanie i staje się mało atrakcyjna fizycznie i psychicznie. Jestem gotów/gotowa zrobić wszystko, żeby mój/moja mąż/żona był/była szczęśliwy/szczęśliwa i kochany/kochana – nagle powstało światło i połączyło obie pary węzłem małżeńskim.

- Przyjaciele, naprawdę los dziś się do nas uśmiechnął – kontynuował Lee – Ten związek został prawdziwie pobłogosławiony. Mogę prosić o obrączki? – Charlie podał obrączki ślubne Billowi Fleur. Bill nałożył Fleur obrączkę na palec, mówiąc:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę – Fleur uśmiechnęła się do niego. Nałożyła ją na palec Billowi i powtórzyła te same słowa:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę.

- Rodzino i przyjaciele młodych par, przed wami państwo Weasley, kochankowie i partnerzy na całe życie, których związek został uświęcony w obecności was jako świadków! – Remus i Nimfadora powiedzieli jednocześnie:

- Przysięgamy na naszą magię, że od tej chwili jesteśmy włączeni na całe życie i przysięgamy, że żadne z nas nie zdradzi siebie nawzajem z nikim innym. Będziemy się kochać i szanować i żadne z nas nie podniesie ręki na siebie, a każda inna osoba traci moje zainteresowanie i staje się mało atrakcyjna fizycznie i psychicznie Jestem gotów/gotowa zrobić wszystko, żeby mój/moja mąż/żona był/była szczęśliwy/szczęśliwa i kochany/kochana – nagle powstało światło,  które połączyło ich węzłem małżeńskim.

- Przyjaciele, naprawdę los dziś się do nas uśmiechnął – mówił Lee – Ten związek został prawdziwie pobłogosławiony. Mogę prosić o obrączki? – Frank I podał obrączki ślubne Remusowi i Nimfadorze. Remus nałożył Dorze obrączkę na palec, mówiąc:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę – Dora uśmiechnęła się do niego. Nałożyła ją na palec tacie i powtórzyła te same słowa:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę.

- Rodzino i przyjaciele młodych par, przed wami państwo Lupinowie kochankowie i partnerzy na całe życie, których związek został uświęcony w obecności was jako świadków! – Pojawił się Merlin się i przemówił:

- Błogosławię te związki i mam dla was mały prezent – i wyczarował pierścienie – Droga Fleur, Droga Nimfadoro, jako że stałyście się kobietami rodów Weasley i Lupin ofiaruję wam te oto i pierścienie rodowe, który zacisną się na palcu magicznie. Będziecie mogły swobodnie poruszać palcem, tylko nie dacie rady tego pierścienia ściągnąć, gdyż połączył się z waszym DNA, tak samo, jak obrączka ślubna. Przed wami Lady Fleur Weasley oraz Lady Nimfadora Lupin. Za to Lordowie dostaną sygnety rodów Weasley i Lupin. Na waszym palcu prawej ręki znajduje się sygnet, który połączył się z waszym DNA, to samo stanie się z obrączkami ślubnymi. Przed wami Lord Wiliam Weasley oraz Lord Remus Lupin – i zwrócił się do ich żon – A drogie panie, jeszcze wasza cała biżuteria – i puścił kobietom oczko, a te uśmiechnęły się szeroko do niego, bo poczuły, że ich biżuterie zmieniły się i miały logo rodu jej męża – Bawcie się dobrze. Ja zmykam, by powkurzać Salazara – i zniknął.

- Gorzko, gorzko! – wołali goście. Oderwaliśmy się od siebie, a moment potem wszyscy nas przytulali, a po 15 minut się cofnęli.

- Jestem taka szczęśliwa! – zawołała mama, przytulając Fleur i Billa.

- Jestem teraz twoją córką – uśmiechnęła się Fleur do mamy i przytuliła ją jeszcze mocniej.

- Ja też! - krzyknęła teściowa Billa, przytulając Fleur i Billa. James II, Louis, Fred II i Teddy zaczęli grać, ale tym razem to nie mój syn śpiewał, tylko Teddy.




Jesteś powietrzem w czasie nocnej jazdy. Oczyszczasz mój umysł, kiedy nadzieja mnie zawodzi jesteś grawitacją. Kiedy tracę kontrolę,ty pomagasz mi znaleźć się z powrotem na ziemi. Oto dlaczego

- Awwww! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.

Jesteś wszystkim. Dobrem, całą prawdą, kiedy świat znika. Jesteś wszystkim nowym. Jesteś moimi oczyma, kiedy nie mogę widzieć.

- To jest pięknie! – krzyknęły Fleur i Nimfusia.

Kiedy cały świat upadnie, ty zawsze będziesz wszystkim. Dobrem. Jesteś wszystkim, co posiadam, wszystkim, czego potrzebuję. Wszystko, czym jestem to, to co ty stworzyłeś. Oto dlaczego jesteś wszystkim. Dobrem, całą prawdą, kiedy świat znika. Jesteś wszystkim nowym, jesteś moimi oczyma, kiedy nie mogę widzieć. Kiedy cały świat upadnie, ty zawsze będziesz.

- Teddy kocham Cię! – krzyknęły jego matka i teściowa.

Wszystkim dobrem. Jesteś wszystkim dobrem dla mnie, jesteś wszystkim, czego potrzebuję, czego potrzebuje. Oto dlaczego, jesteś wszystkim. Dobrem, całą prawdą, kiedy świat znika. Jesteś wszystkim nowym, jesteś moimi oczyma, kiedy nie mogę widzieć. Kiedy cały świat upadnie, ty zawsze będziesz.

- Będę z tobą na zawsze – powiedzieli Bill i Remus do Fleur i Nimfadory, a te je najmocniej jak mogły, pocałowały, a dziewczyny i kobiety piszczały.

- Mój wnuczek ma piękny głos! – krzyczała Andromeda – Jestem taka dumna kochanie!

Wszystkim dobrem. Jesteś wszystkim. Dobrem, całą prawdą, kiedy świat znika. Jesteś wszystkim nowym, Jesteś moimi oczyma, kiedy nie mogę widzieć. Kiedy cały świat upadnie, ty zawsze będziesz. Wszystkim. Dobrem.

Fleur i Nimfadora podbiegły do naszych muzyków i najpierw Nimfadora przytuliła mocno syna, a ten jęczał.

- Mamo, dusisz mnie. Nie mogę oddychać! – a Fleur przytuliła teraz swojego syna i też jęczał.

- Mamo, nie mogę oddychać. Dusisz mnie, jak babcie!!

- Tak bardzo Cię kocham, synku i jesteś moim małym skarbem.

- Mamo nie przy wszystkich! – jęknęli synowie cali czerwoni, bo wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

- Och Teddy/Louis jesteś moim małym skarbem!! – zadrwili James II i Fred II. Gdy wreszcie ich matki ich puścili, przytuliły Jamesa II i Freda II i Dora przytuliła Louisa, a Fleur Teddy'ego, mówiąc.

- Kocham was chłopaki – Bill i Remus też do ich podeszli i ich przytulili i przybijając żółwika.

Pov. Bill.

- Tę piosenkę dedykujemy idealnie wręcz stworzona z myślą o Billu i Fleur – powiedział Teddy i zmienił gitarę elektryczną na gitarę akustyczną – Hugo, na co czekasz?! Na zaproszenie na piśmie? Keyboard! – Hugo wszedł na scenę i zajął miejsce, a państwa młodzi zeszli ze sceny, a Teddy zaczął grać. Wszyscy myśleli, że on będzie śpiewać albo James II, a tu na scenę wchodzi Victoire i zaczyna śpiewać. Wszystkim opadły szczęki.




(Victoire.)

Wszystko, co widziałam dzisiejszego ranka, kiedy się obudziłam, to to, że wiem teraz coś. Wiem teraz coś, czego wcześniej nie wiedziałam.

- Niesamowite! – szepnęła mama.

A wszystko, co widziałam od 18 godzin to niebieskie oczy i piegi i twój uśmiech wracał gdzieś w mojej głowie, sprawiający, że czuję, że...

Fleur pocałowała mnie namiętnie w usta.

Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać. Teraz chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać, teraz.

- Ja już go poznałam bardzo dokładnie – stwierdziła Fleur, a ja się zarumieniłem.

(Victoire i Teddy.)

Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać. Teraz chcę cię po prostu poznać, poznać, poznać. Bo wszystko, co wiem to to, że się przywitaliśmy. A twoje oczy wyglądają, jakbyś wracał do domu. Wszystko, co wiem, to proste imię.

- Bo Bill to proste imię! – parsknęli śmiechem Fred i George.

Wszystko się zmieniło. Wszystko, co wiem, to to, że trzymałeś drzwi. Będziesz mój, a ja będę twoja. Wszystko, co wiem od wczoraj, to to, że wszystko się zmieniło.

(Teddy.)

I wszystkie moje ściany stały wysoko, pomalowane smutkiem. A ja zburzę je, zburzę je i otworzę dla ciebie drzwi.

- Bo damy mają pierwszeństwo – rzekła Apollina.

(Victoire.)

I jedyne, co czuję w moim brzuchu to motyle, ten piękny rodzaj tworzenia straconego czasu, ucieczki, sprawia, że...

- Tak, mam motylki w brzuchu! – krzyczała Fleur.

(Victoire i Teddy.)

Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać. Teraz chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać teraz. Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać teraz. Chcę cię po prostu poznać, poznać, poznać.

- Już mnie poznałaś dokładnie – mruknął jej do ucha, a Fleur oddychała głęboko – ależ ty masz seksowny głos.

(Victoire)

Bo wszystko, co wiem to to, że się przywitaliśmy. A twoje oczy wyglądają, jakbyś wracał do domu.

(Victoire i Teddy)

Wszystko, co wiem, to proste imię. Wszystko się zmieniło Wszystko, co wiem, to to, że trzymałeś drzwi. Będziesz mój, a ja będę twoja. Wszystko, co wiem od wczoraj, to to, że wszystko się zmieniło. Wróć i powiedz mi, dlaczego czuję się, jakbym tęskniła za tobą cały ten czas.

- Moja córeczka pięknie śpiewa! – wolała Fleur.

I spotkaj się tam ze mną dzisiejszej nocy. I daj mi znać, że to wszystko nie jest tylko w mojej głowie.

(Victoire)

Chcę cię po prostu lepiej poznać, lepiej poznać, lepiej poznać teraz. Chcę cię po prostu lepiej poznać, poznać, poznać.

- Wasza córka jest zajebista – stwierdził Jared.

(Victoire i Teddy)

Bo wszystko, co wiem to to, że się przywitaliśmy, a twoje oczy wyglądają, jakbyś wracał do domu. Wszystko, co wiem, to proste imię. Wszystko się zmieniło. Wszystko, co wiem, to to, że trzymałeś drzwi. Będziesz mój, a ja będę twoja. Wszystko, co wiem od wczoraj, to to, że wszystko się zmieniło.

(Victoire.)

Wszystko, co wiem to to, że się przywitaliśmy, więc odkurz swoje największe nadzieje. Wszystko, co znam, to ulewny deszcz. I wszystko się zmieniło.

- Taka jest u nas pogoda – mruknął Percy.

(Teddy i Victoire)

Wszystko, co znam, to nowo odnaleziony wdzięk. Wszystkie dni, w których widzę twoją twarz. Wszystko, co wiem od wczoraj, to to, że wszystko się zmieniło.

Fleur podbiegła do naszej córki i mocno przytuliła mocno.

- Jestem z ciebie taka dumna Viki i bardzo Cię kocham. Ale ty masz dziewczyno głos! Jesteś moim skarbem – Ja też ją przytuliłem.

- Jesteś moją małą córeczką.

Pov. Starszy Remus.

- Tę piosenkę dedykujemy idealnie wręcz stworzona z myślą o moich rodzicach – powiedział Teddy i zmienił gitarę akustyczną na gitarę elektryczną i zaczęli grać, a Victoire zaczęła śpiewać.




Ty i ja, rozmyta linia. Zbiegamy się za każdym razem. Dwie błędne, żadnej zgodności. Zatracamy się nocą.

- Tak, bo jestem metamorfomagiem, a ty wilkołakiem – mruknęła Dora.

Jednak patrząc z zewnątrz, wszyscy muszą zastanawiać się, dlaczego próbujemy. Dlaczego próbujemy? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi.

Ja i Remus zarumieniliśmy się mocno.

- Nawet nie chce wiedzieć, co oni wyprawiali tej nocy – skomentowali to dwie wersje Rogacza Łapy Harry Ron Jared Fred i George.

Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać? Chwila, niebo zasnuwa się piorunami.

Kobiety i dziewczyny chichotały.

- Może będzie z tego teraz dziewczynka! – parksnął śmiechem Frank I.

Gdziekolwiek pojawi się dym, niebawem zapłonie ogień. Co mogło sprowadzić tego pecha? Czyżbym patrzyła na ciebie zbyt długo? Jednak patrząc z zewnątrz, jednak patrząc z zewnątrz, wszyscy muszą zastanawiać się, dlaczego my próbujemy.

- Bo są piękną parą – oznajmiły Lily E.

Dlaczego próbujemy? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach Możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać?

- To była najlepsza noc moim życiu – rzekła Dora do mojego ucha.

W centrum tego brniemy ścieżką. Patrząc wstecz, tęsknię. Za naszymi najdzikszymi chwilami. Czy zastanawiałeś się, co by się stało, gdybyśmy zrujnowali to wszystko? Moja stalowa kulo, patrząc z zewnątrz, patrząc z zewnątrz, wszyscy muszą zastanawiać się, dlaczego my próbujemy. Dlaczego próbujemy?

- Bo jesteśmy zakochani – mruknęła Dora.

Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać? Skarbie, w naszych najdzikszych chwilach możemy być najwspanialsi, możemy być najwspanialsi. Może w tych najdzikszych chwilach, najgorsi możemy się stać?

Dora podeszła do Victoire i ją mocno przytuliła – Wiesz, że bardzo Cię kocham? I dziewczyno, jaki ty masz głos!

- Dziękuję mamusiu , że ci się podobało – odezwała się Victoire.

- To było świetnie – rzekłem.

- Dzięki, tatusiu – odparła Victoire, a później bawiliśmy się świetnie. Fleur i Nimfadora wzięły swoje wnuki i z nimi tańczyły, a te śmiały się szeroko. Były gwiazdami tej imprezy, bo inne dziewczyny też z nimi tańczyły.

Następnego dnia. Pov. Fleur.

Obudziłam się w ramionach Billa Weasleya. Jestem taka szczęśliwa, wyszłam za Billa i teraz oficjalnie jestem jego żoną. Popatrzyłam na swoje palce, gdzie znajdowały się obrączka ślubna, pierścionek zaręczynowy i pierścień rodowy kobiecy rodu Weasley, gdyż do niej należę. Wpadłam na pomysł i próbowałam je ściągnąć. Ciągnęłam, a pierścień nawet nie drgnął, a późnej obrączkę ślubną, też Cię nie ruszył a na nogach miałam szpilki na wysokim obcasie 

- Może zapytać, co ty wyprawiasz, Fleur?

- Nic – stwierdziłam – Chciałam sprawdzić, czy to prawda. Jestem twoja Bill. Wydaje mi się, że jesteś seksowniejszy, niż byłeś wcześniej.

- Nie, ty jesteś piękniejsza. Pozwól mnie Cię wielbić.

- Pozwalam mężu – powiedziałam i po chwili kochania krzyknęłam przeciągle i wygięłam plecy w łuk, a później udaliśmy się do Wielkiej Sali. Po chwili weszły moje dzieci oraz moje wnuki, gdy zobaczyli Albusa Dumbledore'a, Remi krzyknął:

- Mamusiu, tatusiu patrzcie, święty Mikołaj! – Większość ludzi ryknęła śmiechem.

- Mamusiu, tatusiu, a ta pani, co siedzi koło świętego Mikołaja, to jego żona, prawda? - spytała Dora, pokazując na Minne. Na sali większość leżała ze śmiechu na podłodze.

- Jacie, prawdziwy elf! – zawołał Remi.

- Gdzie? – spytała brata.

- Tam! – zawołał, pokazując na Filiusa. Większość ludzi parsknęła śmiechem. Remus ruszył, a Victoire zawołała.

- Remus, gdzie ty biegniesz?!

- Do świętego Mikołaja, mamo! – odkrzyknął Remi, Dora również ruszyła za bratem.

- Święty Mikołaju chciałbym....

- Ja chce być pierwsza!

- A dlaczego ty?

- Bo jestem kobietą i damą, a damy mają pierwszeństwo!!

- Ale ja byłem pierwszy!!!

- MAMO!!!! – ryknęli oboje.

- Święty Mikołaju chce, żebyś pogadał z rodzicami, żeby mi pozwolili nosić szpilki – powiedziała Dora.

- Nie ja, się poddaje! – jęknęła Victoire – Znowu to samo.

- Nie słuchaj jej, święty Mikołaju – odparł mały Remus – Ja chce nową miotłę i cały Arsenal quidditcha!

- Ty i ten głupi sport! – prychnęła mała Dora.

- Na pewno lepszy niż twoja mania na punkcję szpilek!

- Musi iść na terapię – mruknęła Victoire – Ona jest za mała na chodzenie w szpilkach. To są buty dla kobiety, a nie dla dziecka, a ona ciągle o tym gada, bo ona nie chce chodzić w niczym innym, tylko w szpilkach.

- Pomogę Ci, jestem psychologiem i psychiatra przecież.

- Dzięki, Alicjo. Nie wiem, co bym zrobiła tez Ciebie . Już nie wiem, co robić – odpowiedziała Victoire, przytulając ją do siebie i pocałowała ja w czoło 

- My blondynki trzymamy się razem – wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Victoire jeszcze bardziej 

- Jesteś psychologiem i psychiatrą? – spytaliśmy w szoku.

- Tak – odpowiedziała – Mam własny gabinet.

- Moja żona jest najlepsza. Pełno ludzi do niej chodzi – odrzekł Fred II – Jestem z niej dumny – i pocałował ją w usta.

- Pomogła wielu ludziom – powiedział Frank II.

- Jestem z ciebie taka dumna, córeczko – rzekła Hanna do córki i przytuliła ją do siebie, to samo zrobił Neville, dziadkowie i Augusta i jej teściowie, a później cała nasza rodzina.

- Nie dość, że laska to jeszcze pani psycholog – powiedział Fred II, a ta się do niego wtuliła i westchnęła.

- A wy dziewczynki? – spytała Ginny.

- Panie doktorowe – powiedzieli James II i Louis – i do tego jest przepiękną kobietą. Jestem zakochany bezgranicznie.

- Jestem ginekologiem – oznajmiła Olivia – Mam własny gabinet i prowadzę ciążę i pomagam parom.

- A ja chirurgiem – dodała Samanta.

- I są świetne! – krzyknęli James II i Louis – Jestem z niej bardzo dumny. Nie dość, że laska to jeszcze pani ginekolog /chirurg – oznajmili, a te się do nich wtuliły. Ginny, ja i Katie przytuliliśmy nasze córki do siebie.

- Jestem z ciebie taka dumna, córeczko! – Oliver, Harry i Bill zrobili to samo, a późnej reszta naszej rodziny je przytuliły.

- Możemy czytać dalej? – spytał zirytowany Zachary.

- Przestrzeliłaś komuś mózg? – spytał Harry z nadzieją.

- Nie, wujku Harry – odpowiedziała Samanta.

- Szkoda, bo Smithowi, by się przydało – a większość parsknęła śmiechem.

niedziela, 11 grudnia 2022

Rozdział 9 Komnata

- Ja teraz – oznajmiła Alicja II i zaczęła czytać.

Rozdział dziewiąty

Napis na ścianie

- Co tu się dzieje? Co się dzieje? – Zwabiony bez wątpienia okrzykiem Malfoy'a, przez tłum przepchnął się Argus Filch. Zobaczył Panią Norris i cofnął się gwałtownie, zakrywając twarz rękami.

- Moja kotka! Moja kotka! Co zrobiliście Pani Norris! – Opuścił ręce i jego zrozpaczone spojrzenie padło na Harry'ego – To ty! – zaskrzeczał – Ty! Ty zamordowałeś moją kotkę! Ty ją zabiłeś! Uduszę cię!

- Nic jej nie zrobiłem, bezmózgi idioto – rzekł Harry.

- Argusie! – Na scenie pojawił się Dumbledore, a za nim inni nauczy­ciele. Przyskoczył do ściany i odczepił martwe ciało Pani Norris od uchwytu na pochodnię – Proszę ze mną, Argusie – powiedział do Filcha – Pan też, panie Potter. Pan Weasley i panna Granger również – Z tłumu wystąpił zaaferowany Lockhart.

- Wystrzelicie mnie w kosmos? – spytał Jared z nadzieją w głosie. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

- Nic się nie martw, wszystko jest dobrze. Na pewno jest dobrze, stary. Zaraz polecisz w kosmos – oznajmił Fred II.

- Czy ja mam dynamit w dupie, prawda? – spytał James II.

- Tak, tak, tylko rozwinę lont i polecisz – odparł Fred II.

- Tylko ja się trochę zaczynam się bać – rzekł James II.

- Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze. Tak, wystrzelili ruskich – odezwał się Fred II.

- Ale nie rozerwie mnie? Jestem za piękny, żeby mnie rozerwało! – krzyknął James II.

- 3... 2... 1! - wyliczał Fred II i podpalił lont i Lockhart wyleciał w kosmos.

- Szerokiej drogi już czas! – zawołał Louis.

- Czy wy się dobrze czujecie? – spytała z niedowierzaniem Rose.

- Oni już dawno powinni się leczyć na głowę – stwierdziła Roxanna.

- Mój gabinet jest najbliżej, panie dyrektorze... piętro wyżej... proszę nie mieć żadnych skrupułów...

- Dziękuję ci, Gilderoy – powiedział Dumbledore. Uciszony tłum rozstąpił się przed nimi. Lockhart, najwyraźniej dumny ze swojej roli, dreptał tuż za Dumbledore'em; za nimi kroczyła profesor McGonagall, a po chwili wahania do małego orszaku przyłączył się Snape.

- Wataha Dropsa – mruknął Teddy.

Weszli do mrocznego gabinetu Lockharta. Wśród foto­grafii na ścianach wybuchł popłoch: kilkanaście portretów Lockharta próbowało zniknąć z pola widzenia. Harry za­uważył, że niektóre miały włosy w papilotach. Prawdziwy Lockhart zapalił świece na swoim biurku i cofnął się do kąta. Dumbledore położył Panią Norris na błyszczącym blacie i zaczął ją badać. Harry, Ron i Hermiona wymienili przera­żone spojrzenia i zapadli się w fotele poza kręgiem światła rzucanego przez świece.

Ginny przytuliła się mocno do Harry'ego.

Koniec długiego, haczykowatego nosa Dumbledore'a zawisł o cal nad Panią Norris. Wpatrywał się w nią uważnie przez swoje połówki okularów, długie palce delikatnie ob­macywały futerko. Profesor McGonagall nachyliła się pra­wie tak samo nisko, przyglądając się kotce zwężonymi ocza­mi. Snape czaił się za nimi, do połowy w cieniu, z bardzo osobliwą miną: wyglądał, jakby powstrzymywał się od śmiechu. A Lockhart krążył wokół wszystkich trojga, robiąc mądre uwagi.

- Wszystko wskazuje, że zabiło ją jakieś silne zaklę­cie... prawdopodobnie Tortura Transmutacji. Widziałem skutki tego zaklęcia wiele razy... Jaka szkoda, że mnie przy tym nie było, znam przeciwzaklęcie, które uratowałoby życie biednemu stworzeniu...

- Zamknij się! – warknął starszy Łapa.

Komentarzom Lockharta akompaniowały rozdzierające szlochy Filcha. Siedział skulony w fotelu tuż przy biurku, zakrywając sobie twarz dłońmi.

- Zrobiło mi się go żal – stwierdzili Harry i Hermiona.

Harry nie znosił go, podob­nie jak większość uczniów, ale w tej chwili zrobiło mu się go żal, choć może nie tak bardzo, jak samego siebie. Wiedział, że jeśli Dumbledore uwierzy Filchowi, przyjdzie mu pożeg­nać się ze szkołą.

- Nie pozwolę – mruknęła Ginny.

Dumbledore wymruczał pod nosem jakieś dziwne słowa, uderzając Panią Norris końcem swojej różdżki. Nic się nie stało: kotka nadal wyglądała, jakby ją dopiero co wypchano.

- ...Pamiętam, coś podobnego wydarzyło się w Ouagadogou – powiedział Lockhart – Cała seria ataków... opisałem to dokładnie w swojej autobiografii. Wyposażyłem mieszkańców w rozmaite amulety i wszystko się skończyło...

- Możesz się zamknąć! – krzyknął starszy Rogacz.

Fotografie na ścianie ochoczo przytaknęły. Jedna zapo­mniała pozbyć się papilotów. W końcu Dumbledore wyprostował się.

- Chcę dropsa – oznajmił młodszy Łapa, patrząc na młodszą Marlene, a ta zaczęła chichotać.

- Teraz to nawet takie strzały mnie bawią – powiedziała młodsza Marlene – Kocham Cię. Wiesz?

- Ona żyje, Argusie – powiedział łagodnie. Lockhart przerwał wyliczanie morderstw, którym zdołał zapobiec.

- Żyje? – wykrztusił Filch, zerkając na Panią Norris przez palce – Ale dlaczego jest taka... sztywna?

- Bo została spetryfikowana – odrzekł Ron – i nie jest to wina Harry'ego.

- Została spetryfikowana – odrzekł Dumbledore ("Ach! Tak właśnie myślałem". Powiedział Lockhart) – ale, jak i przez kogo, tego nie wiem...

- Jego zapytajcie! – zaskrzeczał Filch, zwracając swo­ją krostowatą i mokrą od łez twarz do Harry'ego.

- Żaden z drugoklasistów nie mógł tego zrobić – oświadczył stanowczo Dumbledore – Do tego potrzeb­na jest znajomość czarnej magii wyższego stopnia...

- On to zrobił! On! – wrzeszczał Filch, a jego obwis­łe policzki nabiegły krwią.

- Łapy precz od mojego tatusia! – warknęła Lily Luna w stronę Argusa i rzuciła zaklęcia na Filcha. Teraz woźny miał czarno białe włosy, czarną sukienkę po kolana, kozaki, białe futro, w jednej dłoni miał papieros, a w drugiej zawieszona torebkę. Sala, gdy go zobaczyła, leżała ze śmiechu na podłodze śmiejąc się wniebogłosy, nawet nauczyciele śmiali, mając łzy w oczach.

- Colin zrób zdjęcia dla nowego pokolenia! – zawołał Harry, parskając ze śmiechu. Colin wyciągnął aparat i zrobił zdjęcia Filchowi.

- Nie mogę, nie mogę! – krzyczeli wszyscy nauczyciele oraz dorośli i uczniowie.

- Moja krew! – krzyknęli dwie wersje Rogacza.

- Moja też – dodał Harry.

- DZIEWUCHO, ODCZARUJ MNIE! – ryknął Argus wściekły.

- Po pierwsze: Nie jestem dziewuchą, tylko kobietą i do tego jestem Pani Longbotton. Patrz, nawet mam pierścień tego rodu i obrączkę ślubną, które są połączone z moim DNA. Po drugie: Niech się zastanowię hmmm... nie – oznajmiła Lily II – tak wyglądasz o wiele lepiej. Patrz, jak Irma na Ciebie patrzy, te jej iskierki miłości w stosunku do ciebie.

- Harry twoja córka ma charakterek – stwierdził Seamus.

- To po swojej mamusi – odrzekł Harry – a ona po swojej mamusi.

- Tak. Jaka matka taka córka – odparł Artur.

- Jaka matka taka córka – zgodził się Harry.

- Widzieliście, co napisał na ścianie! Znalazł... w moim biurze... wie, że jestem... jestem... – wykrzywił się okropnie – wie, że jestem charłakiem!

- Nigdy nie tknąłem Pani Norris! – powiedział głoś­no Harry z niemiłym uczuciem, że wszyscy, łącznie z Lockhartami na ścianach, gapią się na niego – I nie mam pojęcia, co to jest charłak.

- Akurat! – warknął Filch – Widział mój list z Wmiguroka!

- Czy mogę coś powiedzieć, panie dyrektorze? – odezwał się z kąta Snape,

- Słuchamy Cię uważnie. Co tym razem powiesz o moim synu? – spytała młodsza Lily I.

a w Harrym nasiliło się złe prze­czucie, bo był pewny, że jeśli już Snape ma coś o nim do powiedzenia, to nie będzie to nic dobrego.


- Potter i jego przyjaciele mogli się po prostu znaleźć w nieodpo­wiednim miejscu o nieodpowiedniej porze – lekki drwią­cy uśmiech wykrzywił jego wargi, jakby w to wątpił – ale mamy tu zestaw dość podejrzanych okoliczności. Po co w ogóle tam poszli? Dlaczego nie uczestniczyli w uczcie z okazji Nocy Duchów?

- Bo byliśmy na imprezie Nicka – odparła Hermiona.

- Która i tak była kiepska – dodał Ron.

Harry, Ron i Hermiona zaczęli chaotycznie opowiadać o przyjęciu z okazji rocznicy śmierci.

- ...tam były setki duchów... mogą poświadczyć, że tam byliśmy...

- Ale dlaczego nie poszliście później na ucztę? – zapytał Snape, a jego czarne oczy zamigotały w blasku świec – Dlaczego poszliście od razu na górę? – Ron i Hermiona spojrzeli na Harry'ego.

- Bo... bo... – wyjąkał Harry, a serce waliło mu jak młotem, ponieważ coś mu mówiło, że i tak nikt nie uwierzy, jeśli powie, iż zawiódł go tam głos jakiejś bezcielesnej zjawy – bo byliśmy zmęczeni i chcieliśmy się położyć.

- Bez kolacji? – zdziwił się Snape, a na jego wy­chudłej twarzy pojawił się triumfalny uśmiech.

- Odpuść Snape! – warknęła starsza pani Potter.

- Nie sądzę, by duchy podawały na swoich przyjęciach coś, co zaspokoiłoby głód żywych ludzi.

- Nie byliśmy głodni – oświadczył głośno Ron, czu­jąc, że żołądek skręca mu się z głodu. To już wyraźnie rozbawiło Snape'a.

- Pewnie żart o nietoperzu z lochu – stwierdził James II – Znam taki jeden.

- Dawaj, chce to usłyszeć! – krzyknęli dwie wersje Łapy i Rogacza podnieceni.

- Dobra – odparł James II – Co jest najgorsze dla nietoperza z lochów podczas snu?

- Co?!?! – krzyknęli jeszcze bardziej podnieceni Huncwoci w dwóch wersjach, a dwie wersje Seva mieli wściekłe miny.

- Biegunka – odpowiedział James II. Cała sala ryknęła śmiechem, niektórzy spadli ze śmiechu na podłogę.

- Potter! – krzyknął starszy Severus.

- Tak, tak, wiem – odezwał się James II i zaczął naśladować głos nietoperza z lochów – Potter jesteś taki sam jak twój irytujący ojciec i dziadek!!

- Uważam, panie dyrektorze, że nie można wierzyć w te banialuki. Proponuję, by Pottera pozbawić pewnych przywilejów do czasu, kiedy będzie gotów opowiedzieć nam, co tu się naprawdę wydarzyło. Ja, osobiście byłbym zdania, że powinno się zawiesić jego członkostwo w dru­żynie Gryffindoru, dopóki nie zacznie być z nami szczery.

- Uważam, panie dyrektorze, że powinniśmy uwierzyć w tę wspaniałą historię. Proponuję, by dać mu 50 punktów dla Gryffindoru. Ja, osobiście byłbym zdania, że powinno dać mu pozycje lidera w dru­żynie Gryffindoru, a Slytherin powinien oddać mecz, bo Draco jest tak słaby, że szkoda gadać. Że nawet te ich Nimbusy 2001 im nie pomogą – powiedział James II, naśladując głos Severusa. Drużyna Slytherinu zrobiła się czerwona, a sala parsknęła śmiechem, no oprócz gangu i rodziców.

- Taka prawda, Draco. Jesteś słaby – powiedział rozbawiony Harry.

- No wiesz, Severusie – powiedziała profesor McGonagall ostrym tonem – Ja, osobiście nie widzę powodu, by chłopak przestał grać w quidditcha. Tego kota nikt nie uderzył w głowę miotłą. Nie ma żadnego dowodu, że Potter zrobił coś złego – Dumbledore przyglądał się Harry'emu badawczo. Spoj­rzenie jego bystrych, bladoniebieskich oczu sprawiało, że Harry czuł się, jakby go prześwietlano rentgenem.

- Jest niewinny, dopóki nie udowodni mu się winy, Severusie – oznajmił stanowczo.

Dwie wersje Rogacza i Łapy uśmiechnęli się szeroko do Snape'a.

Snape zrobił wściekłą minę. Filch też wyglądał na rozju­szonego.

- Moja kotka została spetryfikowana! – wrzasnął, a oczy wyszły mu z orbit – Chcę, żeby kogoś ukarano!

- Wyleczymy ją, Argusie – powiedział spokojnie Dumbledore – Pani Sprout udało się już wyhodować mandragory. Jak tylko osiągną wymaganą wielkość, sporządzimy eliksir, który ożywi Panią Norris.

- Ja go uwarzę – wtrącił szybko Lockhart.

- Weźcie go, zaraz mu jebnę! – krzyknął starszy Łapa.

- Ro­biłem to setki razy, recepturę znam tak dobrze, że mógłbym to zrobić przez sen...

- Bardzo przepraszam – przerwał mu Snape lodo­watym tonem – ale wydawało mi się do tej pory, że to ja jestem mistrzem eliksirów w tej szkole.

- Wyślijcie go w kosmos, proszę! – zawołał Frank I.

Zapanowało niezręczne milczenie.

- Możecie odejść – powiedział Dumbledore do Harry'ego, Rona i Hermiony. Więc odeszli, a zrobili to tak szybko, jak mogli, nie biegnąc. Kiedy byli już piętro wyżej, wśliznęli się do jakiejś pustej klasy i ostrożnie zamknęli za sobą drzwi. Harry spojrzał na ponure twarze przyjaciół.

- Uważacie, że powinienem im powiedzieć o tym głosie?

- Słyszysz głosy, to powinieneś się leczyć na głowę! – zadrwił Blaise.

- A ty z głupoty – odparła Daphne. Blaise zrobił się czerwony.

- Nie – odrzekł bez wahania Ron – Słyszenie głosów, których nikt inny nie słyszy, nie jest dobrą oznaką, nawet w świecie czarodziejów – Było coś w jego głosie, co kazało Harry'emu zapytać:

- Ale wierzysz mi, prawda?

- Oczywiście – odpowiedział szybko Ron – Ale... sam musisz przyznać, że to dość dziwne...

- Potter jesteś obłąkany! – zadrwił Zachary, a Hanna i Susan zeszły ze swoich chłopaków i przywaliły z całej siły Smithowi w tył głowy.

- E-e-e-e – pokiwały palcem w prawo i w lewo – jestem Pani Longbottom/Finnigan – odparły Susan i Hanna.

- Wiem, że to jest dziwne. To wszystko jest bardzo dziwne. O co chodzi w tym napisie? Komnata została otwar­ta... Co to ma znaczyć?

- To chyba jest coś w rodzaju sygnału – powiedział z namysłem Ron – Ktoś mi kiedyś opowiadał o tajemnej komnacie w Hogwarcie... może to był Bili...

- Bill chce zostać twoja żona, proszę – mruknęła Fleur.

- Zostaniesz – odparł Bill.

- I co to jest ten cały charłak? – zapytał Harry. Ku jego zdumieniu, Ron zachichotał.

- No... właściwie nie ma w tym nic śmiesznego... ale skoro jest nim Filch... Charłak to ktoś, kto urodził się w rodzinie czarodziejów, ale nie ma magicznej mocy. Coś przeciwnego do czarodziejów urodzonych w rodzinach mugoli, tyle że charłaki zdarzają się bardzo rzadko. Jeśli Filch próbuje nauczyć się magii, przerabiając kurs Wmiguroka, to rzeczywiście musi być charłakiem. To by wiele wyjaśnia­ło. Na przykład, dlaczego tak nienawidzi wszystkich ucz­niów – Ron uśmiechnął się mściwie – Z zazdrości.

- Byłeś wtedy taki niegrzeczny. Należy Ci się kara – wyszeptała Ronowi na ucho Hermiona – W nocy dostaniesz tę karę, panie Weasley.

- Nie mogę się doczekać, pani Weasley – odparł Ron do ucha Hermiony, a ta uśmiechnęła się.

- Możecie przestać! – krzyknęła Lavender.

- Tylko nie zaczynaj Lavender – powiedział Ron – Mam dość twojego pisku. Możesz łaskawie się ode mnie odwalić?

- Ale Mon-Ron...

- Żaden Mon-Ron. Znajdź sobie chłopaka, a mi daj spokój. Rozumiesz? – przerwał jej Ron zirytowany – i do niego mów Mon.

Gdzieś zaczął bić zegar.

- Już północ – powiedział Harry – Lepiej idźmy spać, zanim złapie nas Snape i znowu o coś oskarży.

Przez kilka następnych dni w szkole mówiono głównie o napaści na Panią Norris. Filch starał się, żeby nikt o tym nie zapomniał, ostentacyjnie krążąc wokół miejsca, gdzie ją znaleziono, jakby się spodziewał, że napastnik powróci na miejsce zbrodni.

- Filch mówiący wierszyk dla Prince – oznajmił bezczelnym tonem Irytek, który przyleciał ze ściany i się ukłonił – O to ten wierszyk: Miłość to taka dróżka prowadząca do łóżka, z łóżka do szpitala przynosząca krasnala – Sala ryknęła śmiechem. Większość z nich leżała ze śmiechu na podłodze, śmiejąc się wniebogłosy. Filch i Prince ryknęli wściekłe:

- IRYTEK!!!!!!

- Jesteś mistrzem, Irytku! – zawołała większość ludzi, śmiejąc się ze śmiechu.

- Od dziś jesteś u mnie na minusie. I jeśli chcesz pomocy, to licz na mamusię, bo po wczorajszym wieczorze jest u mnie na plusie – Większość ludzi parsknęła śmiechem.

Harry zobaczył go, jak bezskutecznie wy­ciera napis na ścianie uniwersalnym zmywaczem magicz­nych zanieczyszczeń receptury niejakiej pani Skower; słowa nadal połyskiwały na kamiennej ścianie. Kiedy Filch nie czuwał przy miejscu zbrodni, przemierzał korytarze, czając się na niczego niepodejrzewających uczniów i próbując ich oskarżać o takie przestępstwa jak "zbyt głośne oddychanie" albo "zbyt uradowana mina".

- Irma moja, Irma chodź do mnie do szopy, a ja Ci pokaże, jak się wiążą snopy! – śpiewał Irytek, przedrzeźniając głos Filcha. Sala wybuchła śmiechem – Czy lepsze to? Pytałam się sama, gdzie są ładne chłopaczki, a mam Argusa i teraz sama muszę się zapytać po ile ziemniaczki! – tym razem Iryrek przedrzeźniał głos Irmy. Ponownie Sala zaniosła się śmiechem.

- Irytek zamknij się! – warknęła Irma.

- Bo co mi zrobisz? – spytał bezczelnie Iryrek – jesteś tak samo głupia, jak ten głupek!

Ginny Weasley bardzo się przejęła losem Pani Norris. Według Rona była wielką miłośniczką kotów.

- Przecież ty w ogóle nie znasz Pani Norris – powie­dział jej w końcu Ron – Szczerze mówiąc, wcale nam jej nie brakuje, wręcz przeciwnie – Wargi Ginny zaczęły drżeć niebezpiecznie – Takie rzeczy rzadko się zdarzają w Hogwarcie, naprawdę – zapewnił ją – Zobaczysz, szybko złapią kretyna, który to zrobił i wywalą go ze szkoły.

Ron zerkał na Ginny, która wtuliła się do Harry'ego i mówiła jakby była w transie.

- Nie jestem Cię godna – mówiła to kilka razy.

- GINNY! – ryknął Harry.

- Mamusiu – odparły córki Ginny przestraszone – Jesteś godna.

- Ja...

- Nie zaczynaj, Ginny! – warknął Ron, a jej bracia pokiwali głową.

- Weź się w garść Ginny! Jesteś teraz Panią Potter – powiedział Bill.

- NAWET NIE WIECIE JAKIE PIEKŁO PRZEŻYWAM! – ryknęła Ginny.

- To mi powiedz! – krzyknęli państwo Potter w dwóch wersjach.

- Boję się – mruknęła Ginny – boję się, że mnie znienawidzicie – i w furii próbowała ściągnąć obrączkę ślubną, ale nie dała rady, a później próbowała zdjąć pierścień rodowy Potterów i też nie dała rady ściągnąć.

- Ginny, przestań! – odrzekł Harry i ją przytulił, a ta znowu ryknęła płaczem.

Mam tylko nadzieję, że przedtem zdąży spetryfikować Filcha. Ja tylko żartuję... – dodał szybko, widząc, że Ginny blednie. Incydent miał również wpływ na Hermionę. Zwykle spędzała wiele czasu na czytaniu, ale teraz nie robiła nic innego. Harry i Ron nie mogli też z niej wydusić, czego szuka w książkach, a wyszło to na jaw dopiero w środę.

Hermiona westchnęła.

Snape zatrzymał Harry'ego po lekcji eliksirów, każąc mu oskrobać pulpity ławek z otwornic. Po pospiesznie zjedzo­nym lunchu Harry pobiegł na górę, by spotkać się z Ronem w bibliotece. Idąc korytarzem, zobaczył zbliżającego się ku niemu Justyna Finch-Fletchley'a, owego Puchona, którego poznał na lekcji zielarstwa. Harry już otworzył usta, by powiedzieć mu cześć, gdy Justyn spojrzał na niego, odwrócił się gwałtownie i pobiegł w przeciwną stronę.

Justin zarumienił się.

Harry znalazł Rona w głębi biblioteki, gdzie mozolił się nad pracą domową z historii magii. Profesor Binns zadał im napisanie długiego (na trzy stopy) wypracowania na temat średniowiecznych stowarzyszeń czarodziejów europejskich.

- Tylko nie historia magii! – jęknęli Łapa, Rogacz, Frank I, Jared, Fred I, George, Lee, Harry, Ron, Seamus, Dean, Neville oraz chłopaki z przyszłości.

- Nie do wiary, wciąż brakuje mi osiem cali... – westchnął Ron, puszczając pergamin, który natychmiast zwinął się w rulon – a Hermiona ma już cztery stopy i siedem cali, a przecież pisze takimi drobnymi literami.

- Gdzie ona jest? – zapytał Harry, biorąc taśmę mierniczą i rozwijając własny zwój.

- A gdzieś tam – odpowiedział Ron, wskazując na rzędy półek – Szuka kolejnej książki. Chyba zamierza przeczytać wszystko, co jest w bibliotece, przed Bożym Narodzeniem.

- Jakbym widział Rose i Emilly – stwierdził rozbawiony Hugo.

Harry powiedział mu o Justynie Finch-Fletchley'u, który uciekł na jego widok.

- Po co się nim przejmujesz, przecież to kretyn – mruknął Ron, powracając do wypracowania i pisząc coraz większymi literami.

- Nie jestem żadnym kretynem! – warknął Justin.

- Bo wtedy nie wiedzieliśmy tego, co dziś wiemy – bronił się Ron.

- Zresztą... Lockhart spalił cię tak, że trudno się dziwić... – Pomiędzy dwoma rzędami półek pojawiła się Hermiona. Wyglądała na rozdrażnioną i w końcu gotową do rozmowy z nimi.

- Teraz jesteśmy godni, żeby porozmawiać z najpiękniejszą i najmądrzejszą dziewczyną w Hogwarcie, Harry – odezwał się szeptem Ron do Harry'ego.

- Wszystkie egzemplarze Historii Hogwartu zostały wypożyczone – powiedziała, siadając obok Harry'ego i Rona – Jest dwutygodniowa lista oczekujących. Wściekła jestem na siebie, że zostawiłam swój egzemplarz w domu, bo jak wsadziłam do kufra wszystkie dzieła Lockharta, już się nie zmieścił.

- No, bez jaj, mamo! – jęknęli Hugo i Scorpius.

- A po co ci ta Historia?

- A po co tyle osób chce ją wypożyczyć? Żeby przeczy­tać legendę o Komnacie Tajemnic.

- Legendę o Komnacie Tajemnic? O czym to jest? – zapytał szybko Harry.

- Ano jest taka legenda. Nie pamiętam – odpowie­działa Hermiona, przygryzając wargi – I w żadnej innej książce nie mogę jej znaleźć.

- Super! – krzyknęli najmłodsi.

- Hermiono, daj mi przeczytać swoje wypracowanie – powiedział z rozpaczą Ron, patrząc na zegarek.

- Nie, nie dam ci – odrzekła Hermiona, nagle po­ważniejąc – Miałeś dziesięć dni, żeby je napisać.

- Brakuje mi tylko dwóch cali, nie wygłupiaj się... – Zabrzmiał dzwonek. Ron i Hermiona zerwali się, by pobiec na historię magii, kłócąc się po drodze.

Historia magii była najnudniejszym przedmiotem w te­gorocznym rozkładzie zajęć. Profesor Binns, który jej na­uczał, był jedynym duchem wśród profesorów, a najcieka­wszym momentem podczas jego lekcji był sposób, w jaki pojawiał się w klasie: nagle wyłaniał się z tablicy. Był stary i pomarszczony; powszechnie sądzono, że w ogóle do niego nie dotarło, iż umarł.

- Cuthbert Flash, Cuthbert Flash. Mówisz i masz – stwierdził Fred II – Profesorze opowiedzieć Ci dowcip?

- No, powiedz panie Weatherby – odpowiedział powolnym tonem, Większość ludzi parsknęła śmiechem.

- Profesorze pomylił pan mnie z wujaszkiem Percym, on jest Weatherby, a nie ja – odparł Fred II. Percy zrobił się czerwony, a sala parsknęła śmiechem – Profesorze jak się nazywa kawa trzech espresso? – spytał Fred II.

- No, nie wiem. Jak się nazywa kawa trzech espresso? – odpowiedział powolnym głosem.

- Trzykawka – oznajmił Fred II. Sala zaczęła parskać śmiechem, no, oprócz Binnsa. Po chwili, którzy ogarnęli żart, czekali, żeby dalej czytać, a tu nagle Binns się uaktywnił i zaczął się śmiać.

- Ha! Ha! Ha! Ha! – swoim powolnym tonem. Ponownie sala zaczęła się śmiać.

Pewnego dnia znaleziono jego martwe ciało w fotelu przed kominkiem w pokoju nauczycielskim, ale jego zwyczaje i rozkład dnia wcale się od tego czasu nie zmieniły. Dzisiaj lekcja była nudna jak zawsze. Profesor Binns otworzył swoje notatki i zaczął czytać głosem monotonnym jak stary odkurzacz, aż prawie wszyscy wpadli w głębokie otępienie, od czasu do czasu otrząsając się z niego na krótko, by zapisać jakieś nazwisko lub datę, i zasypiając ponownie.

- U nas też tak prowadził! – jęknęli goście z przyszłości i z przeszłości.

Mówił tak z pół godziny, kiedy zdarzyło się coś, co do tej pory na jego lekcji jeszcze nigdy nie miało miejsca. Hermio­na podniosła rękę.

- Może chce iść do ubikacji – mruknął Nick.

Profesor Binns przerwał śmiertelnie nudny wykład na temat Międzynarodowej Konferencji Magów z 1289 roku i spojrzał na nią zdumiony.

- Panna... ee...?

- Granger, panie profesorze. Ciekawa jestem, czy mógłby pan nam coś opowiedzieć o Komnacie Tajemnic – wypaliła Hermiona wyraźnie i dość spokojnie.

Wszyscy popatrzyli się na młodszą panią Weasley.

Dean Thomas, który z otwartymi ustami gapił się w ok­no, wzdrygnął się i obudził z transu; Lavender Brown unios­ła głowę znad złożonych na ławce ramion, a łokieć Neville'a ześliznął się z pulpitu.

Hanna przytuliła się mocno do Neville'a i wyszeptała mu coś do ucha.

- A jak Filch nas złapie? – spytał Neville.

- Uciekniemy – odparła Hanna mu do ucha – Chce to zrobić. Czuje to w sercu.

Profesor Binns zamrugał nerwowo.

- Wykładam historię magii – powiedział suchym, nieco świszczącym głosem – Zajmuję się faktami, panno Granger, a nie mitami czy legendami – Odchrząknął, skrzypiąc przy tym, jak kreda po tablicy, po czym wrócił do swojego tematu – We wrześniu tego roku podkomitet sardyńskich czarodziejów...

- Bla! Bla! Bla! – burknął Jared.

I urwał. Hermiona ponownie podniosła rękę i wymachi­wała nią bezczelnie.

- Panno Grant?

- Panie profesorze, czy legendy nie opierają się na faktach? – Szczere zdumienie, z jakim spojrzał na nią profesor Binns, upewniło Harry'ego w przekonaniu, że jeszcze żaden uczeń, żywy czy umarły, nie przerwał mu wykładu.

- Mamusia – powiedziała Emilly, patrząc na Hermionę z uśmiechem na twarzy.

- No cóż – powiedział wolno profesor Binns – tak, sądzę, że można bronić takiego punktu widzenia – Przyglądał się Hermionie z taką uwagą, jakby po raz pierw­szy w swojej karierze zobaczył ucznia.

- Kocham tę kobietę – oznajmiła Emilly i przytuliła się do Hermiony.

- Ja też kocham tę kobietę – odparła Hermiona – i Ciebie też bardzo kocham Rose – i objęła Rose.

- Legenda, o któ­rej wspomniałaś, jest jednak tak sensacyjną, powiedziałbym wręcz niedorzeczną opowieścią...

- Bazyliszek teraz się zastanawia czy... – zaczął Ron, ale Hermiona przywaliła mu.

- Nie spoleruj! – warknęła Hermiona.

Teraz cała klasa wsłuchiwała się z taką uwagą w to, co mówił, że musiało to zastanowić nawet jego. Wszyscy wpa­trywali się w jego usta, czekając na każde słowo, które z nich spłynie. Z tak niezwykłym zainteresowaniem spotkał się po raz pierwszy i wydawał się tym całkowicie wyprowadzony ze swojej normalnej, sennej równowagi.

- Dajesz profesorku! – krzyknął młodszy Regulus.

- No cóż... – powiedział z namysłem – Zaraz, niech no pomyślę... Komnata Tajemnic... No więc, jak na pewno wszyscy wiecie, Hogwart został założony ponad ty­siąc lat temu... dokładna data nie jest znana... przez czworo największych czarodziejów i czarownic tamtych czasów: Godryka Gryffindora, Helgę Hufflepuff, Rowenę Ravenclaw i Salazara Slytherina. Do dziś ich nazwiska noszą wasze cztery domy. Razem zbudowali ten zamek z dala od wścibskich spojrzeń mugoli, była to bowiem epoka, w której ludzie bali się magii, a czarownice i czarodzieje byli bardzo prze­śladowani.

- Palili na stosie – oznajmiła Olivia.

- A wujaszek Vernon zrobiłby imprezę na tę cześć i by tańczył, śpiewał – rzekł Harry – dla innych ludzi.

- Może coś takiego LUAU!! Jeśli masz ochotę dziś na wieprzowiny kęs, zjedz mojego syna, bo nie znajdziesz lepszych mięs. Od ohydnych stroń. Wtop się w schabu woń, więc nie czekaj. Do kolejki gooooooooooooooooń. Ugryź szynkę, jap, jap, jap Tłustej szynki, jap, jap, jap. Ale prosię, jap, jap. Mam Cię synu w nosie – śpiewali chłopaki z przyszłości. Cała sala ryknęła śmiechem. Leżeli ze śmiechu, śmiejąc się wniebogłosy. Po 10 minutach śmiania się uspokoili.

- Teraz to przeszliście samych siebie – powiedzieli ze śmiechu dwie wersje Łapy, Rogacza, a także Harry, Ron, Fred, George, Lee i Jared.

Zamilkł, rozejrzał się niezbyt przytomnie po klasie i ciąg­nął dalej:

- Przez kilka lat nasi założyciele pracowali razem w zgodzie, wyszukując młodych, którzy wykazywali cechy właściwe rodzajowi czarodziejskiemu i sprowadzając ich do zamku, by uczyć ich tutaj magii. Później jednak doszło między nimi do brzemiennych w skutki sporów. Wszystko zaczęło się od Slytherina, który zażądał, by nabór uczniów był bardziej selektywny.

Gang fretki uśmiechnął się szeroko i szyderczo.

Uważał on, że nauczanie magii powinno być zastrzeżone wyłącznie dla rodów czarodziejskich czystej krwi. Sprzeciwiał się przyjmowaniu uczniów z mugolskich rodzin, uważając, że nie są godni zaufania. Po jakimś czasie doszło na tym tle do poważnego sporu między Slytherinem i Gryffindorem, w wyniku którego Slytherin opuścił zamek.

- Dlatego tak bardzo się nienawidzimy – mruknęła Daphne – bo wiecie między Slytherinem a Gryffindorem był spór, ale nie znaczy to, że nie możemy się kolegować. Ja bardzo was lubię, chce być waszą, jeśli nie przyjaciółką to chociaż kumpelą – zwróciła się do Gryfonów.

- Daphne – powiedziała Hermiona, podeszła do niej – już Ci mówiłam: jesteś moją przyjaciółką. Rozumiesz, kochana i mnie nie obchodzi, że jesteś w Slytherinie – i ją mocno objęła, a ta miała łzy w oczach – Ej, nie płacz, bo rozmażesz sobie makijaż – a ta uśmiechnęła się.

- Masz rację. Jestem twoją przyjaciółką Hermiono – a ta następnie przytuliła Astorię, a ta uśmiechnęła się.

- Moją też – dodały dziewczyny, czyli Susan, Fleur, Ginny, Hanna, Angelina, Jessica, Nicole i Luna – i ty tak samo Astoria. My, dziewczyny musimy trzymać się razem.

- Dziewczyny jesteśmy przecież pięknie, mądre i utalentowane – wymieniała Fleur.

- I do tego niezwykle seksownie – oznajmili mężowie i chłopaki, nawet Draco w myślach tych oto dziewcząt, a te zarumieniły się.

Profesor Binns przerwał ponownie i zacisnął wargi; wy­glądał teraz jak stary pomarszczony żółw.

- Tyle wiemy z godnych zaufania źródeł historycznych – powiedział po chwili – ale wokół owych wiarygodnych faktów narosła fantastyczna legenda o Komnacie Tajemnic. Zgodnie z nią Slytherin miał zbudować w zamku tajemną komnatę, o której nie wiedzieli inni założyciele Hogwartu.

- Zbudował – mruknął Harry.

Legenda mówi, że zapieczętował ją magicznym zaklęciem, tak że nikt nie może jej otworzyć, dopóki w szkole nie po­jawi się jego prawdziwy i prawowity dziedzic. Tylko ów dziedzic może przełamać pieczęć czarów, otworzyć Komna­tę Tajemnic, uwolnić uwięzioną w niej grozę i oczyścić szkołę ze wszystkich, którzy nie są godni, by studiować magię.

Starsi uczniowie i nauczyciele ci, którzy skończyli Hogwart zerkali na Harry'ego.

- Dlaczego wszyscy patrzą się na mojego syna?? – krzyknęły nagle dwie wersje pani Potter.

Po jego ostatnich słowach zapadła głucha cisza, ale nie była to ta senna cisza, która zwykle wypełniała klasę profe­sora Binnsa. W powietrzu unosiła się atmosfera niepokoju, a wszystkie oczy były w niego wlepione; każdy miał nadzie­ję, że powie coś jeszcze. Profesor Binns wyglądał na lekko rozdrażnionego – Cała ta sprawa jest oczywistą bzdurą – oświadczył stanowczo.

- Mylisz się profesorku – stwierdził Hugo.

- Najznakomitsi, najbardziej uczeni czaro­dzieje wielokrotnie przeszukiwali całą szkołę, aby znaleźć jakieś ślady owej legendarnej komnaty. Niestety, ta komnata istnieje tylko w legendzie. To opowieść, którą straszy się naiwnych – Ręka Hermiony po raz kolejny powędrowała w powietrze.

- Uparta, jak Lily! – parsknęli śmiechem dwie wersje Rogacza.

- Och, zamknij się – oznajmiły dwie wersje Lily i pocałowały swojego Rogacza namiętnie i zaczęli się całować.

- Mamo, tato możecie przestać? – jęknął Harry.

- Zajmij się Ginny, a nam nie przeszkadzaj – mruknęli Rogacze do syna i dalej się całowali.

- Kiedy wzięli ślub, ja już z nimi nie mogę – mruknął Harry.

- Pamiętaj: naznaczyli się – rzekła Ginny.

- Wiem, ale oni nie mogą wytrzymać pięciu minut bez dotykania się? – James II uśmiechnął się szeroko do Huga i Albusa II. Puścił do nich oczko, a oni pokiwali głowami. Wyszczerzyli się do siebie.

- Patrzcie i się uczcie – mruknął do wszystkich – Hej! – krzyknął nagle James II do wszystkich, że Lily I i Rogacz przestali się całować i spojrzeli na niego zdziwieni.

- Co ty znowu wymyśliłeś James? – jęknęła Olivia.

- Jesteś jego żoną i jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? – spytała Roxanna rozbawiona.

- Dziadek James tu jest – powiedział jednym tchem – Właśnie go widziałem! I zgadnijcie, co robi! Całuje się z babcią Lily! – Większość parsknęła śmiechem.

- Nasz dziadek! Dziadek James! Obściskuje się z naszą babcią! Naszą babcią Lily, a waszą mamą! – zwrócił się do Harry'ego Nicole, Hermiony, Luny i Jessici – a ja zapytałem go, co robi...

- Przerwałeś im? – żachnął się Albus II, naśladując głos Ginny – Jesteś taki sam jak Ron... – Wielka Sala ryknęła śmiechem. Dwie wersje Lunatyka, Łapy, Fred I, George, Bill, Charlie, Harry, Neville, Seamus, Dean i Jared oraz większość na sali leżała ze śmiechu, trzymając się za brzuchy, śmiejąc się wniebogłosy. Ron i Ginny byli teraz cali czerwoni.

- To jest za mocne! – śmiali się Fred, George i Lee z podłogi.

- ...a on mi powiedział, że ją całuje! I żebym znalazł sobie lepiej rudowłosą piękność! A babcia tylko pokiwała głową i zaczęła chichotać! Całują się namiętnie!

- Och, bardzo cudownie, że się kochają! – zawołał podniecony i szczęśliwy Hugo, naśladując głos Lily II – Prawda, tatusiu? – spytał Hugo Harry'ego, naśladując głos swojej kuzynki Lily. Sala wybuchła śmiechem.

- Ja tak nie mówię! – zawołała Lily II, ale śmiała się razem z innymi. Lily i Rogacz spalili buraka. Fred, George, Lee dwie wersje Lunatyka i Łapy przybyli piątkę z Jamesem II, Albusem II i Hugiem.

- Okej, okej. Niech będzie. Macie rację – mruknęli Rogacze, a Lily zarumieniły się jeszcze bardziej.

- Co za cwane łobuzy! – zaśmiały się babcia Euphemia i babcia Carolina.

- Prababcie witajcie w moich świecie! – krzyknęły rozbawione Olivia, Emilly i Amelia.

- Panie profesorze... co pan miał na myśli, mówiąc o "grozie" uwięzionej w Komnacie Tajemnic?

- Są tacy, którzy wierzą, że to jakiś potwór, nad któ­rym władzę ma tylko prawowity dziedzic Slytherina – odpowiedział profesor Binns suchym jak słoma głosem. Wszyscy spojrzeli po sobie z lekkim niepokojem.

Panie Potter zetknęły na Ginny, która zbladła.

- Powtarzam, coś takiego nie istnieje – oświadczył profesor Binns, przerzucając swoje notatki – Nie ma żadnej Komnaty Tajemnic i żadnego potwora.

- To jest dla mnie za wiele – mruknęła Ginny.

- Ciociu będzie wszystko dobrze – oznajmili Lysander i Lorcas.

- Nie, nie będzie. Nie będę mogła patrzyć im w oczy – odezwała się piegowata pani Potter – Kurwa mać, dlaczego nie mogę tego ściągnąć? Nie zasługuje na Ciebie! – po raz kolejny próbowała ściągnąć pierścień rodowy i obrączkę ślubną.

- Widoczne zasługujesz na mnie, kochanie – powiedział Harry – Wiesz dobrze, słońce, że połączył się z twoim DNA. Ginny kocham Cię. Wiesz dobrze, że nade mną ciąży klątwa.

- Ale... – zaczęła znowu.

- Zamknij się! – warknął Harry i pocałował ją w usta, a ta rozpłynęła się i oddała pocałunek, wkładając całą siebie.

- Ale... panie profesorze – odezwał się Seamus Finnigan – skoro Komnata Tajemnic może być otworzona tylko przez prawowitego dziedzica Slytherina, to przecież nikt inny nie mógłby jej znaleźć, prawda?

- To nonsensowne założenie, O'Flaherty – odpowie­dział profesor Binns, już wyraźnie poirytowany – Skoro tyle pokoleń dyrektorów Hogwartu nie znalazło żadnych...

- Ale... panie profesorze – pisnęła Parvati Patii – żeby ją otworzyć, na pewno trzeba użyć czarnej magii, a...

- To, że czarodziej nie używa czarnej magii, nie oznacza, że nie potrafi jej użyć, panno Pennyfeather – prychnął pro­fesor Binns – Powtarzam, skoro tacy jak Dumbledore...

- Ale może trzeba być spokrewnionym z rodem Sly­therina, więc Dumbledore nie mógł... – zaczął Dean Thomas, ale profesor Binns miał już tego dosyć.

- Przecież pan profesor wie lepiej i nie wolno mu przerywać nudnego wykładu o jakimś tam potworze mieszkającym w jakieś tam komnacie! – skarcił ich zachowanie Teddy, a Binns prychnął.

- Dość! – przerwał mu ostro – To jest mit! Nie istnieje żadna Komnata Tajemnic! Nie ma cienia dowodu na to, że Slytherin zbudował choćby tajną komórkę na miotły! Żałuję, że w ogóle wam opowiedziałem tę żałosną legendę! A teraz, jeśli łaska, wrócimy do historii, do solid­nych, wiarygodnych i sprawdzalnych faktów!

- O tym mówiłem. Pan profesor wie lepiej – oznajmił im Teddy i wywrócił oczami.

I nie upłynęło nawet pięć minut, jak cała klasa pogrążyła się w zwykłej drzemce.

***

- Zawsze wiedziałem, że ten Salazar Slytherin był nieźle pokręcony – powiedział Ron do Harry'ego i Hermiony, kiedy po lekcji szli korytarzami do swojej wieży, żeby przed lunchem pozbyć się toreb.

- I uwielbia bardzo groźne zwierzątka – powiedział Lee – Do niego trafili Mops, Goryle, Fretka, Diabeł, Pikachu, Troll i Gorylica.

- Zamknij się Jordan! – krzyknęli wyżej wymienieni.

- Żono może mnie obronisz? – spytał z nadzieją w głosie Lee.

- Nie jestem twoją żoną, Lee – odparła Alicja.

- Mamo... – zaczął Matt.

- Pani Jordan łamiesz mi serce! – krzyknął Lee.

- Nie miałem jednak pojęcia, że to on wymyślił te brednie o czystej krwi. Nie zostałbym w jego domu, choćby mi zapłacili. Słowo daję, gdyby Tiara Przydziału próbowała umieścić mnie w Slytherinie, wsiadłbym do pociągu i wrócił do domu... – Hermiona przytaknęła gorliwie, ale Harry milczał. Właśnie poczuł niemiły skurcz w żołądku.

- Nie powiedziałeś nam, że Tiara chciała Cię w Slytherinie – powiedziała żalem w głosie Hermiona.

- Przecież jesteś moim bratem i powinien wiedzieć takie rzeczy – odezwał się Ron.

- No wiem, ale...

- Nie ma żadnego "ale" Harry Jamesie Potterze! – krzyknęła Hermiona – Nie ufasz nam na tyle, żeby nam powiedzieć!

- A co miałem powiedzieć? Cześć. Tiara Przedziału chciała mnie Slytherinie. Fajnie, nie, ale powiedziałem, że chce do Gryffindoru, więc jestem w Gryffindorze, będziemy się dalej przyjaźnić, prawda?! – ryknął Harry.

- Moje przyjaciółki są w Slytherinie! – zawołała młoda pani Weasley – Nazywają się Daphne, Astoria i Tracy!

- Ja? – spytała Tracy w szoku – Twoja przyjaciółka?

- Tak, ty – odpowiedziała Ginny.

- Nie znam innej Tracy – stwierdziła Hanna.

- Chciałabyś przyłączyć się do pięknych utalentowanych lasek? – spytała Susan.

- Ja nie wiem, co powiedzieć – odezwała się Tracy wielkimi oczami.

- Masz tylko jedno wyjście, kochaniutka – oznajmiła swoim rozmarzonym głosem Luna i podeszła do Tracy i ja przytuliła – Zgódz się albo będę Cię męczyła.

- Wiesz mi, ciociu Tracy – stwierdzili Lysander i Lorcas – Jest uparta, nie widać tego u niej, ale jest.

- Ale dlaczego ja?

- Bo jesteś super – powiedziała Daphne – i moją przyjaciółką.

- Zgadzam się – rzekła Tracy – Dziękuję dziewczyny.

- Super! – zawołała Nicole.

- Witaj w klubie super lasek – powiedziała Fleur – Dziewczynki ubranie, makijaż i biżuteria dla tej pani – Victoire i Domique rzuciły zaklęcia i Tracy zmieniła swój wizerunek.

- Ale laska – oznajmił Dean.

- No – zgodził się Seamus – to znaczy ty jesteś tą najpiękniejszą laska w Hogwarcie – dodał szybko do Susan. Susan pocałowała go w usta.

- Zgadzam się z Deanem i Seamusem – powiedział Justin.

- Ja również – dodał Anthony.

- 3+ – krzyknął Terry.

- Chcesz coś powiedzieć? – spytała Luna, gdy Pansy próbowała coś powiedzieć – Tylko szybko, bo nie mamy czasu – Niektórzy Ślizgoni patrzyli na to z odrazą.

- Dziękuję – oznajmiła wzruszona Tracy i przytuliła mocno córki Fleur.

- Nie ma za co, cioteczko – powiedziały Victoire i Domique.

Harry nigdy nie powiedział Ronowi i Hermionie, że Tiara Przydziału rozważała umieszczenie go w Slytherinie. Jeszcze dziś, jakby to wydarzyło się wczoraj, pamiętał ten cichy głosik, który odezwał się w jego uchu, gdy tylko umieścił tiarę na głowie: Możesz być kimś wielkim, tak, to wszystko jest tu, w twojej głowie, a Slytherin na pewno pomoże ci w osiągnięciu wielkości...

- Mój syn jest prawdziwym Gryfonem – powiedział z mocą młodszy Rogacz.

Lecz Harry, który słyszał już, że ze Slytherinu wyszło wielu czarnoksiężników, pomyślał wówczas gorączkowo: "Tylko nie do Slytherinu!", a tiara powiedziała: Nie? No dobrze, skoro jesteś pewny... niech będzie... Gryffindor...

- Jesteś prawdziwym Gryfonem, Harry – oznajmił Dumbledore.

Nagle w tłumie uczniów zobaczył przed sobą Colina Creevey'a.

- Cześć, Harry!

- Cześć, Colin – odpowiedział automatycznie Harry.

- Harry... Harry... jeden chłopak z mojej klasy mówi, że jesteś... – Ale Colin był tak mały, że tłum porwał go do Wielkiej Sali; więc zdążył tylko krzyknąć: "Do zobaczenia, Harry!" i zniknął.

- Jesteś taki słodki, Colin! – chichotała Jessica.

- No, Colinku jesteś moim słodziakiem! – zadrwił z brata Denis.

- Jesteś zazdrosny – oznajmił Colin – bo ja mam dziewczynę, a ty nie – Goście z przyszłości popatrzyli na siebie.

- Co ten chłopak z jego klasy mógł mówić o tobie? – zapytała Hermiona.

- Pewnie, że jestem dziedzicem Slytherina – odpo­wiedział Harry, czując ponowny skurcz w żołądku, kiedy sobie przypomniał, jak Justyn Finch-Fletchley uciekł na jego widok.

- Pomyśl Justin – powiedziała Hanna – Gdyby był dziedzicem, to by się nie kolegował z mugolakami, a poza tym jego mama jest mugolakiem.

- Ludzie uwierzą we wszystko – stwierdził z nie­smakiem Ron. Tłum przerzedził się i już bez przeszkód wspięli się na następne piętro.

- Naprawdę myślisz, że jest jakaś Komnata Tajemnic? – zapytał Ron Hermionę.

- Jest – mruknął Harry, a Ginny wtuliła się w Harry'ego najmocniej jak mogła – Ginny nie mogę oddychać.

- Ginny puść go – oznajmił Artur.

- Nie!! – pisnęła Ginny, jak mała dziewczynka – Tylko przy nim czuję się bezpiecznie. On nie może mnie już dorwać, jak jest Harry. Prawda, Harry? Powiedz mi, że nie może. Nie chce tego drugi raz przeżywać! – dodała ze łzami w oczach – Proszę! – Większość ludzi zbladła.

- Tego potwora już nie ma, Ginny – powiedział jej do ucha – Jesteś bezpieczna – i pocałował ją w usta.

- O czym ona mówi?!? – zawołała przerażonym głosem Euphemia.

- Och, Ginny – mruknęła ze łzami w oczach Molly I i przytuliła się do Artura, który miał łzy w oczach. Jej bracia i najlepsi przyjaciele też mieli tak samo, jak cała jej rodzina.

- Nie wiem – odpowiedziała, marszcząc czoło – Dumbledore nie potrafił uzdrowić Pani Norris, co by wska­zywało, że to coś, co ją zaatakowało, może nie być... no... ludzkie – Minęli zakręt i znaleźli się na końcu korytarza, w którym się to wydarzyło. Zatrzymali się i rozejrzeli. Wszystko wy­glądało tak, jak poprzedniej nocy, z tym wyjątkiem, że z uchwytu na pochodnię nie zwisał już kot, a przed ścianą z napisem"Komnata została otworzona" stało puste krzesło.

- Pewnie Filch je przyniósł – mruknął Ron. Popatrzyli po sobie. W korytarzu nie było nikogo.

- Nie zaszkodzi trochę powęszyć – powiedział Har­ry, rzucając swoją torbę i klękając, żeby na czworakach poszukać jakichś śladów.

- Sherlock Holmes na tropie – powiedziała Olivia.

- Ślady wypalenia! – powiedział po chwili – Tu­taj... i tutaj...

- Zobaczcie! – zawołała Hermiona – To dziwne... – Harry wstał i podszedł do okna. Hermiona wskazywała na najwyższą szybkę, gdzie kłębiło się około dwudziestu pająków, usiłując przecisnąć się przez wąskie pęknięcie w szybie. Długa srebrzysta nić wskazywała, że wszystkie wspięły się tutaj, żeby wydostać się na zewnątrz – Widzieliście, żeby pająki zachowywały się w taki sposób? – zapytała Hermiona.

- Nie – odpowiedział Harry – A ty, Ron? Ron! – Obejrzał się przez ramię. Ron stał dość daleko i wyglądał, jakby zamierzał stamtąd czmychnąć.

- Nie lubię pająków – mruknął słabo Ron.

- Wiem, kochanie – powiedziała Hermiona – Przepraszam, że się śmiałam. Mieliśmy tylko 12 lat.

- Ron, nic ci nie jest? – zapytał Harry.

- Ja... nie lubię... pająków – wyznał Ron.

- Nie wiedziałam o tym – powiedziała Hermiona, spoglądając na niego ze zdziwieniem – Przecież tyle razy ucierałeś pająki na zajęciach z eliksirów...

- Tak, ale były martwe – rzekł Ron, który starał się nie patrzeć na okno – Po prostu nie lubię sposobu, w jaki się poruszają... – Hermiona zachichotała.

- Hermiona! – warknęły dwie wersje Lily I i Molly I.

- Przepraszam – mruknęła młoda pani Weasley.

- Nie ma się z czego śmiać – wybuchnął Ron – Jeśli już musisz wiedzieć, to kiedy miałem trzy lata, Fred zamienił mojego... mojego misia we wstrętnego, wielkiego pająka, bo złamałem mu jego dziecięcą miotełkę. Ty też byś ich nie lubiła, gdybyś akurat przytulała swojego misia, a jemu nagle wyrosłoby tyle nóg i...

Nicole przywaliła mu z całej siły, a ten jęknął.

- Nickuś, przestań! – warknął Fred I masując sobie tył głowy.

- Nie mów do mnie Nickus! – krzyknęła wściekła Nicole – Jak mogłeś być takim idiotą!?

- Miałem 5 lat! – jęknął Fred.

- Ale teraz twój brat ma fobię! – zawołała Nicole.

Urwał, wstrząsając się ze wstrętu. Hermiona nadal wy­raźnie dusiła w sobie śmiech.

- Hermiona! – krzyknęły zszokowane mama i teściowa – Nie ładnie się śmiać z czyjeś fobii.

Czując, że trzeba zmienić temat, Harry powiedział:

- Pamiętacie tę kałużę na posadzce? Skąd się wzięła? Ktoś ją wytarł.

- Była gdzieś tu – powiedział Ron, biorąc się w garść i przechodząc koło krzesła Filcha – Na wysokości tych drzwi – Sięgnął do mosiężnej klamki, ale nagle cofnął rękę, jakby go coś sparzyło.

- O co chodzi? – zapytał Harry.

- Nie mogę tam wejść – burknął Ron – To to­aleta dla dziewczyn.

- Och, Ron, przecież tam nikogo nie ma – powie­działa Hermiona, podchodząc do drzwi – To miejsce Jęczącej Marty. Chodźcie, zobaczymy, co tam jest.

- Nasza Hermiona łamie zasady! – krzyknęli szczęśliwi Fred, George Lee – i to sama!

- Jestem dumny z mojej feminiotki – oznajmił młodszy Łapa.

- Nie wiedziałam, że Hermiona jeszcze ich zachęca do łamania zasad – powiedziała Tracy.

- Oj wiesz mi, Tracy Hermiona to takie ciche ziółko. Jest niby pani prefekt, panna... a nie, pani wiem to wszystko, a łamie prawo bardziej od nas – stwierdził Ron, a późnej popatrzył na żonę z iskierkami miłości, która siedziała mu na kolanach i zarumieniła się.

I nie zwracając uwagi na wielki napis "Nieczynne", otwo­rzyła drzwi. Była to najbardziej ponura i przygnębiająca łazienka, jaką Harry widział w życiu. Pod wielkim, popękanym i po­plamionym lustrem ciągnął się rząd poobtłukiwanych ka­miennych umywalek. W mokrej posadzce odbijało się męt­nie światło kilku świec osadzonych w ściennych uchwytach; drewniane drzwi do kabin były złuszczone i porysowane, a jedne zwisały smętnie z zawiasów.

- Może trzeba odnowić, dyrektorze? – spytała starsza Dorcas – a nie zajadać się dropsami? – starszy Regulus parksnął śmiechem.

Hermiona przyłożyła palec do ust i podeszła do ostatniej kabiny.

- Hej, Marto, jak się miewasz? – zapytała, otwiera­jąc drzwi.

- Jestem w związku z Irytkiem – odpowiedział Fred II głosem Jęczącej Marty. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

- NIE JESTEM W ZWIĄZKU Z IRYTKIEM! – ryknęła Jęcząca Marta, która przyleciała, gdyż to usłyszała.

- Spokojnie, Marto – odparł Fred II.

- Ja jestem Marta, nieszczęśliwa Marta, mam wielkie okulary i jestem brzydka i do tego mam irytujący głos – powiedział Iryrek, naśladując głos Marty, płacząc.

- Zamknij się! – warknęła Marta i wyleciała z płaczem.

Harry i Ron też podeszli. Jęcząca Marta unosiła się nad rezerwuarem, wyciskając sobie krostę na podbródku.

- To jest toaleta dla dziewczyn – powiedziała, przy­glądając się podejrzliwie Harry'emu i Ronowi – Oni nie są dziewczynami.

- No co ty nie powiesz – powiedzieli Hagrid, Ron, Harry i kilku innych chłopaków.

- Nie – zgodziła się Hermiona – Chciałam im tylko pokazać... ee... jak tu jest fajnie – Machnęła ręką w stronę brudnego lustra i mokrej posa­dzki.

- Zapytaj ją, czy coś widziała – szepnął Harry.

- Co tam szepczesz? – zapytała Marta.

- Nic – odpowiedział szybko Harry – Chcieliś­my zapytać...

- Bardzo bym chciała, żeby ludzie przestali szeptać za moimi plecami! – zajęczała Marta głosem nabrzmiałym od łez – Wyobraźcie sobie, że ja też coś czuję, chociaż jestem martwa.

- Jak się jest martwy, to nie można czuć – stwierdziła zdziwiona Caroline.

- To Marta, jej nie zrozumiesz – oznajmiła Victoire.

- Marto, nikt nie chce cię denerwować – powiedzia­ła Hermiona – Harry, tylko...

- Nikt nie chce mnie denerwować! To dobre! – za­wyła Marta – Moje życie było jedną wielką udręką, a te­raz ludzie przychodzą tu i męczą mnie po śmierci!

- Powiedz nam czy zerwałaś z Irytkiem? – spytał Louis.

- Chcieliśmy cię zapytać, czy ostatnio widziałaś coś niezwykłego – powiedziała szybko Hermiona – bo w Noc Duchów tuż za twoimi drzwiami napadnięto na kota.

- Widziałaś tutaj kogoś w tamtą noc? – zapytał Harry.

- Nie zwracałam na nic uwagi – oświadczyła Marta dramatycznym tonem – Irytek tak mnie zdenerwował, że przyszłam tu i próbowałam się zabić.

- Ach ta miłość między tymi dwoma osobami! – westchnął teatralnie Nick.

- To jest łazienka dla dziewcząt! – warknął Percy.

- Idź i zajmij się swoim ministerstwem! – odparował Ron.

I wtedy, oczywiście, przypomniałam sobie, że... że jestem...

- Już martwa – podpowiedział Ron. Marta zaniosła się głośnym szlochem, wzniosła się w po­wietrze, obróciła nogami do góry i dała nurka w sedes, opryskując ich wodą. Z przytłumionych jęków wywniosko­wali, że musiała zatrzymać się gdzieś w okolicach syfonu. Harry'ego i Rona zamurowało, ale Hermiona wzruszyła ramionami i powiedziała:

- I tak była w dość dobrym nastroju, jak na nią... Chodźcie, zmywamy się stąd.

- Hermiona możesz zejść z Rona? – spytał Percy – Ty tak samo Ginny i ty Angelina, Nicole, Jessica, Susan, Hanna i Daphne.

- A dlaczego mamy schodzić z kolan mojego męża/chłopaka? – pytały – Nie mam zamiaru, tu jest mi dobrze.

- Jesteście uczennicami – odparł Percy – I moim zdaniem jesteście za młode na takie stroje, makijaż, biżuteria i romanse. Powinniście się uczyć.

- Wiesz co Percy, zajmij się swoim życiem w ministerstwie – powiedziały przez zęby – Dość już zrobiłeś.

- Poza tym ja już skończyłam szkołę, Percy – oznajmiła Angelina.

- Odejmuję po pięć punktów dla Gryffindoru, Hufflepuffu, Slytherinu Ravenclawu – rzekł Percy.

- Muszę Cię zmartwić Percy, ale nie możesz odejmować punktów, gdyż jakbyś nie wiedział, już skończyłeś szkołę – powiedziała Hermiona – i przestałam Cię słuchać, Percy.

- Szach i mat – stwierdził Hugo.

- Brawo, tatusiu, ale się popisałeś – rzekły Molly II i Lucy i zaczęły bić brawa. Percy zrobił się czerwony.

Ledwo Harry zamknął dokładnie drzwi do toalety, uci­szając bulgocące szlochy Marty, rozległ się donośny głos, który sprawił, że wszyscy troje podskoczyli.

- RON! – Na szczycie schodów stał jak wryty Percy Weasley, z odznaką prefekta błyszczącą w półmroku i wyrazem osłu­pienia na twarzy.

- Musiałeś mieć głupi wyraz twarzy, panie prefekcie – stwierdziły Nicole, Angelina, a Fred i George ryknęli śmiechem.

- Kocham Cię jeszcze bardziej, ty moja diablico – powiedzieli bracia bliźniacy, a te pocałowały ich namiętnie w usta.

- Możecie przestać!? – jęknął Fred II – Jak nie jedni rodzice to drudzy rodzice. Jak nie oni, to ciocia Hermiona i wujek Ron, jak nie oni to znowu wujek Harry i ciocia Ginny. Jak nie ci to znowu ciocia Daphne i wujek Jared jak nie oni to zn... – Alicja II miała dość jego gadania, więc go namiętnie pocałowała – Okej, ty możesz mnie całować do woli, kochanie. Chcę jeszcze powiedzieć, że jeszcze się okaże, że Albus Dumbledore i Minevra McGonagall mają sekretny romans – dokończył swoją myśl Fred II. Wszystkim opadły szczęki. Minne jak to usłyszała, spaliła buraka.

- To jest toaleta dla dziewczyn – wydyszał. - Co ty tam...

- Tak się tylko rozglądałem... No wiesz, szukałem śladów... – Percy przełknął ślinę w sposób, który Harry'emu natych­miast przypomniał panią Weasley.

- Zjeżdżajcie... stąd... ale już... – wycedził przez zę­by, podchodząc do nich i wymachując rękami – Czy wy naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, co robicie? Wracacie tutaj, kiedy wszyscy są na kolacji i...

- A niby dlaczego nie mielibyśmy tu wrócić? Co, nie wolno? – zaperzył się Ron, patrząc na starszego brata płonącym wzrokiem – Słuchaj, Percy, myśmy nawet nie tknęli tego kota!

- Wiem o tym – mruknął Percy.

- To samo powiedziałem Ginny – oświadczył Percy – ale ona wciąż myśli, że was wyrzucą, jeszcze nigdy nie widziałem jej tak zrozpaczonej, oczy sobie wypłakuje. Mógłbyś, chociaż o niej pomyśleć, przecież wiesz, że wszyscy pierwszoroczniacy okropnie się tym podniecają...

- Tobie wcale nie chodzi o Ginny – przerwał mu Ron, a uszy mu poczerwieniały – Ty po prostu się boisz, że stracisz szansę na zostanie prymusem szkoły.

- Odejmie punkty – powiedział młodszy Remus.

- Gryffindor traci pięć punktów! – krzyknął Percy, stukając w swoją odznakę prefekta – Mam nadzieję, że to ciebie czegoś nauczy! I przestań się bawić w detektywa, bo napiszę do mamy!

- Jestem z nich taka dumna – powiedziała cicho Molly I – Nasza piękna córeczka – i przytuliła mocno Hermionę – wiesz, że bardzo Cię kocham – i pocałowała czoło Hermiony, a wcześniej odgarnęła jej włosy – Nigdy nie spłacimy długu wobec ciebie.

- Spłaciliście, mamusiu – odparła Hermiona – bo mnie kochacie razem z tatusiem i praktyczne mówicie, że jestem waszą córką i się cieszycie moim szczęściem, że mogę być z Ronem i bardzo was kocham.

- Jesteś naszą córką i my Ciebie kochamy, pani Weasley – oznajmił Artur i ją przytulił.

- Nasz piękny synek – przytuliła mocno Harry'ego – Wiesz, że bardzo Cię kocham – i pocałowała czoło Harry'ego, a wcześniej odgarnęła jego długie włosy – Nigdy nie spłacimy długu wobec ciebie.

- Spłaciliście, mamusiu – odparł Harry – bo mnie kochacie razem z tatusiem i praktyczne mówicie, że jestem waszym synem i się cieszycie moim szczęściem i mogę być z Ginny.

- Jesteś naszym synem i my ciebie kochamy, Harry – oznajmił Artur i go przytulił.

- I drugi piękny synek – przytuliła mocno Rona – Wiesz, że bardzo cię kocham – i pocałowała czoło Rona, a wcześniej odgarnęła jego długie włosy – Nosiłam Cię pod sercem dziewięć miesięcy, a teraz patrzę na wspaniałego mężczyznę i jestem dumna z ciebie, Ron. To, na jakiego mężczyznę wyrosłeś i zawsze będę z ciebie dumna i zawsze, ale to zawsze będę cię kochać.

- Też Cię kocham mamusiu – oznajmił jej Ron i ją przytulił – I Ciebie też kocham, tatku.

- Też Cię kocham Ron – wzruszył się Artur.

- No dobrze, a może odetniemy wam te włosy, co? – spytała swoich synów, bo jak jeden mąż jej synowie mieli długie włosy.

- Mamo! – jęknęli synowie pani Weasley – Zostaw moje włosy spokoju!

- My tylko patrzymy na najstarszego brata, mamo – stwierdził Harry.

- Tak. Zażalenia to do Billa – oznajmili Fred i George.

- Dzięki! – burknął Bill.

- To może chociaż wy? – spytała wnuków, bo też mieli bardzo długie włosy – i ściągnijcie kolczyki z uszu – bo jak jeden mąż mieli biżuterie.

- Babciu, zostaw moje włosy w spokoju i moje kolczyki!

- Zażalenia to do taty – oznajmił Louis, który miał bardzo długie włosy i kieł na szyi przewiązany nitką oraz inne kolczyki jak jego ojciec.

- Dzięki! – ponownie burknął Bill.

- Mi się tam podobają mamo/babciu – powiedziały córki i wnuczki Molly I – Wygląda bardziej seksi – a synowie i wnuki uśmiechnęli się głupkowato do matki i babci w jednym.

- Widzisz mamo/babciu wyglądam bardziej seksi – powiedzieli mężczyźni szczęśliwi.

- Może my sobie zrobimy jak Bill kolczyki w uszach? – zapytał się Harry Rona, Freda, George'a, Neville, Seamusa i Jareda.

- Tak! – krzyknęły podniecone dziewczyny – Zróbcie sobie, będziecie bardziej seksi!

- Powinni mi płacić za opiekę nad synami i jego przyjaciółmi – mruknęła słabo starsza pani Weasley, a dwie wersje Lily, Marlene oraz Dorcas, Mary, Alicja I i Alison parsknęły śmiechem.

I odszedł, a kark miał tak samo czerwony, jak uszy Rona.

Tego wieczoru Harry, Ron i Hermiona usiedli we wspólnym pokoju jak najdalej od Percy'ego. Ron wciąż był w podłym nastroju i raz po raz robił kleksy w swoim wypracowaniu z eliksirów. Kiedy machinalnie sięgnął po różdżkę, by je wywabić, zapaliła pergamin. Dymiąc prawie tak samo, jak jego praca domowa, Ron zatrzasnął ze złością Standardową księgę zaklęć. Ku zaskoczeniu Harry'ego, Hermiona zrobiła to samo.

- Ale kto to mógł zrobić? – zapytała spokojnie, jak­by dalej ciągnęła rozmowę – Komu zależy na tym, żeby oczyścić szkołę ze wszystkich charłaków i mieszańców?

- No właśnie, zastanówmy się – powiedział Ron kpiącym tonem – Kto mógłby uważać ich za szumowiny? – Spojrzał na Hermionę. Hermiona spojrzała na niego bez przekonania.

- Jeśli myślisz o Malfoy'u...

- To nie ja! – zawołał Draco.

- Wiemy, że to nie ty – mruknęła Astoria.

- No pewnie, że o nim! Słyszałaś, co powiedział: "Ty będziesz następna, szlamo!" Daj spokój, wystarczy spojrzeć na jego szczurzą buźkę, żeby wiedzieć, kim on jest...

Astoria przywaliła mu z całej siły i wycedziła przez zęby.

- Przeproś moją przyjaciółkę albo utnę Ci jaja i nie będziesz prawdziwym mężczyzną! – i trzymała różdżkę, która niebezpiecznie zbliżała się do jaj Fretki – Liczę do trzech. 1... 2... 3 – Nie było żadnych przeprosin, więc rzuciła zaklęcie jajcomiazgi na Draco, a ten pisnął – Spróbujmy jeszcze raz, ale tym razem naprawdę stracić swojego ptaszka.

- PANNO GREENGRASS! – ryknęli naraz Minne i Severus.

- Gadaj, bo nie mam czasu na takiego patafiana jak ty! – warknęła Astoria.

- Astoria, daj spokój – powiedziała Hermiona – Jeśli nie chce mnie przeprosić, to go nie zmusisz.

- Jesteś moją przyjaciółką i nie pozwolę, żeby taki idiota Cię obrażał – oznajmiła Astoria i ją przytuliła.

- Jesteś kochana – stwierdziła młodsza pani Weasley.

- Kochana, trzymamy się razem – odezwała się panna Greengrass – Poza tym jesteśmy rodziną.

- Malfoy dziedzicem Slytherina? – zapytała Her­miona sceptycznym tonem.

- Pomyśl o jego rodzinie – powiedział Harry, zamy­kając swoje książki – Większość była w Slytherinie, za­wsze się tym chwali. Mogą być potomkami Slytherina. Jego stary jest okropny, to nie ulega wątpliwości.

- Proszę Cię, Cyzia, rzuć tego gnoja-albinosa – prosił go młodszy Łapa.

- Mogą od stuleci mieć klucz do Komnaty Tajemnic! – szepnął rozgorączkowany Ron – Przekazywać go sobie z ojca na syna...

- No... to jest możliwe... – przyznała ostrożnie Hermiona.

- Tak, tylko, jak to udowodnić? – zapytał ponuro Harry.

- Może i znalazłby się sposób – Hermiona ściszyła głos, rzucając szybkie spojrzenie na siedzącego w drugim końcu pokoju Percy'ego.

- Czemu mnie to nie dziwi – stwierdziła Fleur, uśmiechając się do Hermiony.

- Oczywiście byłoby to trudne. I niebezpieczne, bardzo niebezpieczne. Trzeba by złamać chyba z pięćdziesiąt szkolnych reguł.

- Wiesz co? Jeśli w ciągu miesiąca poczujesz, że chcesz nam to wyjaśnić, to daj nam znać, dobra? – zdenerwował się Ron.

- To jest tak: Kłócą się, a za chwilę się godzą, później znowu się kłócą, a za pięć minut się godzą, a później znowu się kłócą i tak cały czas, a ja jestem między Hermioną a Ronem – rzekł Harry – A teraz jest tak: Całują się i patrzą sobie w oczy, całują się i znowu patrzą sobie w oczy i... – mówił Harry, ale został stłumiony pocałunkiem Ginny.

- Zamknij się, za dużo narzekasz! – oświadczyła pani Potter i przytuliła się do Harry'ego.

- I dzień stał się o wiele lepszy – stwierdził pan Potter.

- A mnie mdli! – warknęli Cho i Michael.

- Proszę – powiedział Harry i wyczarował im worek – To dla was – a Ginny chichotała – Tylko tyle mogę dla was zrobić.

- No dobrze – powiedziała chłodno Hermiona – Wiecie, co musimy zrobić? Musimy dostać się do pokoju wspólnego Ślizgonów i zadać Malfoy'owi kilka pytań, ale tak, żeby się nie zorientował, że to my.

- Co ty wygadujesz? Niby jak? – zapytał Harry, a Ron parsknął śmiechem.

- Oni są gorsi niż małe dzieci – powiedziała Ginny.

- Jest na to sposób – oświadczyła Hermiona – Musimy tylko zdobyć trochę Eliksiru Wielosokowego.

- Co to takiego? – zapytali jednocześnie Ron i Harry.

- Snape wspomniał o nim parę tygodni temu.

- Myślisz, że nie mamy nic lepszego do roboty, tylko wsłuchiwać się w to, co Snape mówi na eliksirach?

- To napój, który zmienia cię w kogoś innego. Ruszcie mózgami! Możemy zmienić się w trójkę Ślizgonów. Nikt nas nie rozpozna. Malfoy powie nam wszystko, co będziemy chcieli. Założę się, że właśnie w tej chwili przechwala się w pokoju wspólnym Slytherina.

- Czy moja siostrzyczka właśnie wymyśliła zajebisty plan? – spytała Fleur.

- I podała im to na tacy – oznajmiła Gabriela – Jestem taka dumna z mojej siostrzyczki – i objęła Hermionę.

- Ja też chcę – powiedziała Ginny.

- To chodź, siostro – stwierdziła Gabriela.

- Myliłam się co do ciebie – rzekła Ginny i przytuliła Gabrielę mocno do siebie.

- Dziewczyny, dzięki za mój image – Gabriela uśmiechnęła się do siostrzenic.

- Kochana, to jest bardzo zaawansowany eliksir – oznajmiła Audrey w szoku.

- Nie, nie, nie – stwierdził z kpiną Horacy – Nie ma szans, żeby to zrobiła – Hermiona uśmiechnęła się w taki sposób, że przypominał uśmiech Rogacza.

- Panie Profesorze a może mały zakładzik? – Większościom ludzi opadły szczęki.

- Słucham? – spytał w szoku Horacy.

- Bo pan mówi, że nie zrobiłam tego eliksiru, a ja mówię, że zrobiłam – oznajmiła pani Weasley – Chyba że Pan się boi. I jeśli zrobiłam, to przyzna mi pan wybitny na koniec roku, a jeśli nie, to będę miała dużo mniej czasu na napisanie egzaminu niż inni.

- Co mi szkodzi – oznajmił Horacy. Hermiona podała mu rękę, a ten ją uścisnął i Lee to przeciął.

- Eliksir Wielosokowy... Dla mnie to jest trochę za mądre – powiedział Ron, marszcząc czoło – A jeśli zostaniemy Ślizgonami na zawsze?

- Nie bądź głupi, po jakimś czasie to mija – powie­działa Hermiona, machając niecierpliwie ręką – Cała rzecz w tym, żeby zdobyć receptę. Snape mówił, że można ją znaleźć w podręczniku Najsilniejsze eliksiry, ale trzymają go w dziale Książek Zakazanych.

- Peleryna niewidka! – zawołał Jared.

Był tylko jeden sposób, żeby dostać książkę z tego działu: trzeba było mieć specjalne pozwolenie od któregoś z profe­sorów z jego własnoręcznym podpisem.

- A jak wytłumaczymy, po co nam właściwie ta książ­ka? – zapytał Ron – Przecież będzie jasne, że chcemy spróbować sporządzić jakiś eliksir...

- Myślę, że zabrzmi całkiem przekonująco, jak powie­my, że interesujemy się teorią... W każdym razie warto spróbować...

- Daj spokój! – prychnął Ron – Żaden nauczy­ciel nie kupi takiego kitu. Musiałby być ostatnim tępakiem...

- GILDEROY LOCKHART! – ryknęli prawie wszyscy.

- Koniec rozdziału – powiedziała Alicja II.


Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...