piątek, 12 kwietnia 2024

Dodatek

 

Dodatek do "3 pokolenia czytają Harry'ego Pottera"

Nim kolejna osoba wzięła książkę, by czytać następny rozdział z "Czary Ognia" do Wielkiej Sali weszła piękna dziewczyna o czarnych, prostych włosach, intensywnie niebieskich oczach oraz śniadej cerze. Miała około 1,58 cm. Szła do grupy osób z wielu czasów z gracją, elegancją i wdziękiem. Na początku wszystkich zatkał jej wygląd i samo wejście. Single, gdy się nieco otrząsnęli, wzdychali na jej widok. Ta na to tylko się niewinnie uśmiechnęła.

- Kim jesteś? – spytał Hugo. Wszyscy obrócili głowy od Hugo do tajemniczej dziewczyny.

- Nazywam się Alianna Juliana Anderson, piąty rok, Gryffindor. Chodzę do tej samej klasy, co Ginny Weasley, Luna Lovegood i Colin Creevey – odpowiedziała – Przeprowadziłam się z Ameryki Północnej do Anglii z rodzicami dwa lata temu. Mój przydział był prywatny, w gabinecie dyrektora. Wiedzieli o mnie tylko kadra nauczycielska, a potem się potoczyło. Mam tu kilku przyjaciół z różnych domów, nawet ze Slytherinu. Pani Weasley, panie Potter – zwróciła się do Hermiony i Harry'ego – byłam też w Gwardii Dumbledore'a. Dopóki nie dowiedziałam się, że czytacie sagę o Harrym Potterze, nie wierzyłam w te wszystkie bzdury, jednak słuchałam ich cierpliwie i cicho komentowałam pod nosem, a także śmiałam się z dowcipów chłopców – wyjaśniła.

- Dlaczego nie weszłaś ze wszystkimi? – spytała profesor McGonagall.

- No bo... – tu się zawahała – Bo moja rodzina posiadała te książki od lat i miała też spis treści każdego tomu i... – tu spojrzała na wszystkich z niepewnym wzorkiem – posiadamy umiejętność przewidywania przyszłości na temat konkretnych osób. Zresztą wszystko jest opisane w tych książkach – dodała, gdy zauważyła, że chcą zadać pytania na swój temat. Chwilę potem do Wielkiej Sali wszedł szesnastoletni chłopak o wyglądzie przypominającym dziewczynę, gdyż miał długie proste kruczoczarne włosy i dość arystokratyczne rysy twarzy podobne do rysów Blacków i Lestrange'ów. Był też drobnej budowy ciała. Neville w pierwszej chwili chciał się na niego rzucić, ale zatrzymał się w połowie drogi, dostrzegając podobieństwo do Syriusza, z tą, że różnicą, iż jego włosy były proste i zadbane. W tym samym czasie chłopak i Alina powiedzieli jednocześnie: - Kruczowłosy chłopak:

- Serio? Jak człowiek wejdzie, to już chcą się nie na niego rzucić z pięściami, bo przypomina z wyglądu kogoś tam. - Alina:

- Naprawdę jak słowo daję, niektórzy Gryfoni są jak ogień, ale zapominają o hamulcach – Na moment zaległa cisza, ale po chwili kilka osób się zaśmiało na ich wypowiedzi. Oboje nowych przybyszów spojrzało na siebie i wybuchnęli śmiechem razem z innymi. Śmiech chłopaka przypominał trochę śmiech szalonego naukowca z filmu "Frankenstein", a dziewczyny jak małej psotnej dziewczynki, przypominającym do złudzenia pisk Umbridge. Gdy skończyli zadali sobie to samo pytanie co gnębiło resztę obserwatorów na sali:

- Ja cię skądś znam. Jak się nazywasz?

- Nazywam Alianna Juliana Anderson. Gryffindor. Piąty rok – przedstawiła się ponownie czarnowłosa dziewczyna.

- Ja jestem Marcus Regulus Blake, jedyny mugolak przydzielony do Slytherinu. Rok szósty. Król riposty ironicznej – Na jego słowa połowa sali się zaśmiała, a druga połowa sali, na czele z profesorem Severusem Snapem i starszymi rocznikami ze Slytherinu gromiła go wzrokiem, gdyż faktycznie było to prawdą, że ten Ślizgon nie dał sobą rządzić, pomimo jego mugolskiego statusu krwi.

- W jaki sposób znalazłeś się w Slytherinie? – zapytała zaciekawiona Nicole.

- Jak to jaki? Tiara Przydziału mnie tam przydzieliła. Siedziałem ponad osiem minut, aż ona się namyśliła, co czyni mnie chyba hatstallem.

- Nie "chyba", a na pewno, panie Blake – powiedziała McGonagall – Gdyż każdy, kto siedział dłużej niż pięć minut stawał się hatstallem. Takimi osobami byli Peter Pettigrew...

- Cholerny kapuś i tchórz – powiedzieli jednocześnie Hunce 1.0., Marcus Harry i Ron. Minerwa jakby ich nie usłyszała, bo dodała.

- I ja – Marcus z typową dla siebie ironią chwaląc nauczycielkę transmutacji, na swój sposób powiedział.

- Przynajmniej jedyny nauczyciel, który nie ma pierdolca na punkcie czystości krwi – Minerwa na jego słowa powiedziała:

- Dla waszej ciekawości w tym stuleciu osoby, które były bliskie zostania hastallem zaliczają się: Harry Potter – wyżej wymieniony aż podskoczył – Hermiona Granger – Pani Weasley lekko się zmieszała – Glideroy Lockhart.

- Narcystyczny oszust i idiota – Powiedzieli Marcus i Ron. Wszyscy w Wielkiej Sali się zgodzili, poza pewnymi wyjątkami, wśród których byli Knot, Umbridge i Lucjusz Malfoy.

- Filus Flitwick i Neville Longbottom – Ostatni wymieniony zamrugał z zaskoczenia, ale się uśmiechnął. Blake spojrzał na starszą trójkę z wyraźną irytacją.

- A niektórzy wierzą w niestworzone jego historie. Nie zdziwię się jeśli napisze on książkę "Jak być idiotą do potęgi siódmej" autorstwa Glideroy'a Lockharta – dodał pod nosem. Po tym tekście, niektóre kobiety były oburzone bezczelnością nowoprzybyłego Ślizgona. Marcus, jakby czytając w ich myślach, powiedział – Niby przystojniak, a miał we łbie pierdy Voldemorta – Bliźniacy, Fred i George Weasley'owie nie wytrzymali i zaczęli się śmiać jak opętani, wyobrażając sobie, że Tommy pierdzi do głowy blondyna, który nauczał ich cztery lata temu Obrony Przed Czarną Magią, co w ich mniemaniu było śmieszne, współczujące i żenujące zarazem.

- To było dobre – powiedzieli wszyscy Huncwoci 1.0. i 2.0. Kadra nauczycielska była dość zmieszana, choć sam Dumbledore powstrzymywał się od chichotów, wyrażając to kaszlem. Slughorn był tym, który śmiał się najgłośniej z całej kadry. Za to reszta dorosłych miała oburzone miny, poza Narcyzą i Huncwotami 1.0. Tymczasem Syriusz, przyglądając się uważnie Marcusowi i zauważył, że rysy twarzy nowego przybysza przypominały mu jego młodszego brata Regulusa, który jak na ironię siedział kilka krzeseł od niego.

- Regi czy ty się sklonowałeś? – spytał Łapa. Na co Regulus, który rozmawiał z jedną z sióstr Greengrass przerwał rozmowę w pół zdania i spojrzał na Marcusa i też zmarszczył brwi. Wstał i obszedł Marcusa jak jakiś satelita wokół planety.

- Wiesz co, Syri chyba nasza szalona kuzynka Bella go urodziła – Powiedział zmieszany.

- Że co słucham? – spytał zdziwiony Marcus, zbity z tropu. Wszyscy przysłuchiwali się tej rozmowie. Lucjusz pomyślał: 'Czy możliwe, że w końcu tu przybył?'

- Uważamy, że ponad szesnaście lat temu nasza kuzynka po pijaku na jednym z przyjęć świątecznych zabawiała się nie tylko ze swoim mężem Rudolfem, ale również z innymi mężczyznami, w tym ze mną – Po tym co oświadczył Regulus Marcusa kompletnie zamurowało, że nie wiedział, co powiedzieć. Wyręczył go zielonooki Lord Potter.

- Syri, Regi, mamy rozumieć, że Marcus jest synem Bellatriks Lestrange? – Wszyscy wstrzymali oddechy, a Lucjusz poruszył się niespokojnie, za to Narcyza zdała sobie sprawę DLACZEGO Bella zwariowała. Ktoś musiał podrzucić Marcusa mugolom, gdyż miał w sobie krew Blacków, jej krew. Wiedziała, że cicho go kocha. Trwało to kilkanaście sekund, aż wstała i walnęła Roszpunkę w twarz z taką siłą, że upadł na twardą posadzkę.

- Skarbie, co...?

- Nie "skarbuj" mi tu! Jak śmiałeś zostawić młodego Lorda Lestrange w sierocińcu mugoli?! – Wszystkich zatkało, patrząc na małżeństwo Malfoy'ów. Takiego zachowania po blondynce się nie spodziewali – I wiesz co, Roszpunko z nami koniec! Chcę rozwodu, głównie z twojej winy! Po tym, co mi zrobiłeś i naszemu synowi, a także Lordowi Lestrange'owi będziesz miał milutkie towarzystwo dementorów, bo spędzisz tam wieczność! Nikt cię nie uratuje, nawet twój zasrany Lord Gadzia Twarz! – Na jej zdania wszystkich przywarło do krzeseł. Nikt się nie poruszał, nikt nie oddychał i nikt nic nie mówił. Wszyscy byli kompletnie zdezorientowani, zwłaszcza Ślizgoni na czele z Severusem. A Draco prawie że płakał ze szczęścia, że ma kuzyna Ślizgona. Sam Marcus nie wiedział, co powiedzieć, ale w końcu powiedział:

- Jak w brazylijskiej telenoweli, gdzie ojciec okazuje się matką, wujek dziadkiem, babcia ciotką, dziadek kochankiem, a prababcia prostytutką, ogólnie zbyt pojebane, żeby to ogarnąć – Mugolacy, którzy to usłyszeli, zaczęli się śmiać z jego wypowiedzi i dalej poszło lawinowo, gdyż mugolacy wyjaśniali czarodziejom i czarownicom, co to jest telenowela. Regulus i Syriusz podeszli do młodego Lestrange'a i zaczęli mu tłumaczyć, że: Bellatriks, Narcyza i Andromeda są siostrami, więc oni są jego wujami ze strony matki-psychopatki. Marcus zaczął opowiadać o swoim życiu w sierocińcu w Hogwarcie. Ci, którzy go słuchali, dowiedzieli się od Marcusa, że jest najmłodszym Mistrzem Eliksirów, a ten tytuł uzyskał w trakcie eliminacji międzyszkolnych i światowych na Mistrza Eliksirów dwa lata temu. Gdy Severus to usłyszał, zmiótł go spojrzeniem, wziął szklankę ognistej whisky i wypił jednym chlustem aż do dna, a pustą szklankę stłukł w pobliżu Marcusa, co zwróciło jego uwagę, gdyż zapytał:

- A temu co? Zielenica uderzyła do głowy? – Na początku osoby, które to usłyszały, nie zrozumiały ironii, więc musiał wyjaśniać – Przypadek zielenicy, czyli wkurzenie się, zazdrość, przekleństwa pod nosem, a przede wszystkim fizyczna związana z jakimś wydarzaniem. Stworzyłem parę zaklęć, o których nie powiem, bo doprowadziłbym tym profesora Snape'a do obłędu – Severus, jak to usłyszał chwycił butelkę ognistej whisky i wypił ją do zera. Chwilę później wstał i skierował się do grupy Marcusa. Idąc, zaczął się zataczać, gdyż okazało się, że szedł do Marcusa, ale nim upadł pod jego stopami nie przytomny, powiedział bardzo cicho, lecz wyraźnie tak, że wszyscy go usłyszeli (zupełnie jak na lekcji eliksirów):

- Możesz mi… Hik! Wierzyć, że… Hik! bycie nowym… Hik! Mistrzem Eliksirów nie… Hik! upoważnia… Hik! cię do… Hik! bycia w… Hik! centrum uwagi… Hik! jak Potter. I… Hik! pamiętaj, że… Hik! doświadczenie… Hik! to podstawa… Hik! Jeszcze pamiętaj… Hik! chlej ile… Hik! wlezie jeśli… Hik! ci odbiorą tytuł – to były jego ostatnie słowa, bo zemdlał w woni alkoholu. W międzyczasie Alina opowiadała o sobie. Ludzie zadawali jej pytania, na które odpowiedziała:

- Urodziłam się w Anglii, 10 kwietnia piętnaście lat temu. Mam starszego brata, Adriana, który już skończył szkołę. Był Krukonem i prefektem. Moim patronusem jest labrador, a boginem utrata bliskich.

- A ja też jestem w Anglii. Urodziłem się 24 września szesnaście lat temu, moim patronusem jest kruk, a moją formą animagiczną jest czarny feniks – Po tej wiadomości to Dolores niemal rzuciła się na Blake'a, wrzeszcząc:

- To niemożliwe i nienaturalne! Zrozumiałabym jeszcze szkarłatnego feniksa, ale czarny feniks to już absurd! I nie rzucajcie na mnie zaklęć, bo ile można animagów. Jeszcze zrobią mi tu armię zwierząt – Hestia na to:

- A niby co mogliśmy zrobić? Przecież nie przejmiemy ministerstwa, nie potrzebujemy tego. Poza tym nasza pani minister – wskazała na Hermionę – i tak już rządzi. Zrobiła wiele dobrego dla świata czarodziejów i mugoli. I się nie szarogęsi, nie puszy jak paw nie ma mani czystości krwi. Zleciła złapanie wszystkich zwolenników Voldemorta w celu postawienia ich przed Wizengamotem, który pod jej rządami skazała wielu na milutkie towarzystwo Azkabanu, który nie jest gniazdem dementorów. Zostali unicestwieni nadmiarem dobra i szczęścia. Część tych bezdusznych stworzeń została wygnana na pustynię, gdzie zostali spaleni przez arabskie upały – Po tych rewelacjach Alina spytała się Marcusa:

- Coś mi przyszło do głowy, Marcus, czy jesteś w stanie w swojej formie animagicznej wskrzesić człowieka?

- Nigdy nie zajmowałem się nekromancją, więc nie wiem, czy to możliwe, ale spróbować zawsze można. Jak wyjdzie inferius to mogę go spalić, a jego prochy wykorzystać do jakiegoś eliksiru.

 W trakcie, gdy Marcus i Alina dyskutowali na temat składników do eliksiru wskrzeszenia (nawiasem mówiąc pierwszy raz czarodzieje stworzą taki eliksir, nawet ich nie znając osobiście) w tym samym momencie wszedł Amos Diggory wraz z małżonką.

- Po co się tu wszyscy zebraliście? – spytał pan Diggory.

- Zebraliśmy się tutaj, by poznać prawdę – odpowiedziała Amelia Bones.

- Jaką konkretnie prawdę? – wtrąciła małżonka Amosa. Albus Potter podszedł do przybyłego małżeństwa i im spokojnie wytłumaczył, że czytają książki o Wybrańcu i jego wpływie na czarodziejski świat.

- Nie rozumiem – powiedział zdezorientowany Amos, który miał ze zgryzoty spowodowaną stratą swojego jedynego syna mocne siwe pasma włosów, a jego broda wyglądała tak samo – Marcus tymczasem zaczął szykować ametystowy kociołek i niezbędne składniki potrzebne do eliksiru.

- Panie Blake... przepraszam Lestrange, co pan robi? – spytała zaintrygowana poczynaniami młodego Ślizgona Amelia Bones.

- Szykuję się do zrobienia czegoś niemożliwego, co nigdy nie zdarzyło się w świecie czarodziejów. Mianowicie wskrzeszę wam zaginionego pracownika, który pisał, że jest chory. A teraz uprzejmie bym poprosił o opuszczenie sali wazeliniarzy, tyło-włazów, szantażystów, różowe rasistki, miłośników ladyryn. Poprosiłbym o kulturalne wypierdalanie, a zostają osoby, które nie będą mi przeszkadzać w pierwszym mym wskrzeszeniu – powiedział młody Lord Lestrange autorytatywnym tonem głosu, którego nie powstydziłaby się Lady Molly I Weasley (ale bez przekleństw). Po jego słowach prawie wszyscy opuścili salę marudząc i zastanawiali się na głos, jak szesnastoletni czarodziej, który nie ukończył Hogwartu mógłby stworzyć eliksir przywracający życie? Jeszcze w sali wyjściowej można było usłyszeć narzekanie Różowej Ropuchy kierowane do Knota. Zdenerwowana Alina wyszła na zewnątrz i każdego z nich potraktowała nieprzyjemnymi zaklęciami. Gdy wróciła, zobaczyła Huncwotów 1.0 oraz Huncwotów 2.0, Blacków, rodzinę Weasley, Susan i Amelia Bones i innych zaciekawionych etapami tego eksperymentu.

- A teraz najważniejsze: nasz denat. Macie jakiś szpadel? – spytał się wszystkich. Na jego pytanie odpowiedział Dumbledore:

- Z tego co nam opowiadał młody Crouch zmienił ciało swojego ojca w kość i zakopał na grządce z dyniami koło chatki Hagrida.

- No to idziemy! – zawołał młody Lestrange.

- Panie Lestrange w Hogwarcie używa się magii, a nie szpadla – powiedziała pouczająco Minerwa McGonagall. Na to młody Mistrz Eliksirów odpowiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu:

- Wiem, co robię, zresztą to pierwsze wskrzeszenie, chcę, żeby została wykorzystana magia w minimalnym stopniu. Tylko chcę, żeby kość została zmieniona do postaci ciała Croucha Seniora. Gdy się ją wydobędzie z pod ziemi.

Będąc już na zewnątrz na grządce z dyniami, koło chatki Hagrida Louis rzucił zaklęcie lokalizujące kości. Pod wpływem jego zaklęcia wyłoniło się z ziemi kilkanaście kości różnej wielkości i stanie.

- Macie jakiś sposób, by potwierdzić, że mamy DNA szefa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów? – spytał się Lord Lestrange, wskazując na kości. 

- Ja znam sposób – powiedziała Alina, wyciągając różdżkę. Gdy rzuciła zaklęcie jedna z kości zaczęła się świecić jasno-turkusowym światłem – To są szczątki Barty'ego Croucha Seniora – oświadczyła Alina wskazując na kość.

- Panno Anderson, co to było za zaklęcie? – spytał zainteresowany profesor zaklęć.

- To jest urok, który sama wymyśliłam. Potwierdza tożsamość osób, które zostały przemienione w dowolny przedmiot. Znacznie ułatwiłby pracę departamentowi Aurorów, którzy szukają zwłok.

- Powinna to pani opatentować, gdyż to rewolucja w czarodziejskiej kryminalistyce – Na zewnątrz zamku profesorka transmutacji przywróciła kość do pierwotnej postaci, czyli ciała Croucha seniora i kochanka Percy'ego.

- Hej, Percy twój kochanek wstanie z grobu – powiedzieli jednocześnie bliźniacy Weasley i dodali jeszcze: – I jego martwa intymna część ciała też wstanie – połowa Wielkiej Sali parsknęła śmiechem, a druga miała niesmak w ustach. Zostały one przyniesione do Sali, gdzie Marcus zajął się wskrzeszaniem dyrektora Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Wlał mu kilka kropel do ust i czekał. Przez pierwsze dziesięć sekund nic się nie działo, aż w końcu pojawiły się pierwsze oznaki życia. Najpierw skóra zaczęła nabierać kolorów, a siwe pasma stały się żywsze i ciemniejsze. Na końcu wszyscy zgromadzeni usłyszeli pierwszy od roku wdech mężczyzny, lecz nie otworzył oczu. Wszyscy spojrzeli na Marcusa z widocznym podziwem, lecz to Dumbledore podszedł jako pierwszy do Croucha. Sprawdził jego stan i stwierdził, że żyje, ale jest nieprzytomny.

- Mam pomysł – odezwała się Alina, wyjmując różdżkę. W tym samym czasie swoje różdżki wyjęli starsi czarodzieje i czarownice, celując w Croucha: – Odsuńcie się – nakazała, po czym wycelowała z innymi w niego i zawołali:

- Ernevate! – połączone zaklęcie z kilku różdżek spowodowało, że Barty Crouch Senior otworzył oczy, wstał gwałtownie i zaczął się miotać po całej Wielkiej Sali. Ledwo mogli zrozumieć co wykrzykuje, lecz ktoś strzelił go zaklęciem i mogli zrozumieć słowa:

- Popełniłem błąd! Mój syn jest Śmierciożercą! Czarny Pan wraca! Harry Potter jest w niebezpieczeństwie! Muszę się zobaczyć z Albusem Dumbledorem! – to ostatnie sprawiło, że wszyscy spojrzeli na dyrektora Hogwartu, więc ten chwycił ramię młodszego mężczyzny i postawił przed sobą. Crouch chciał coś powiedzieć, ale uprzedził go dyrektor:

- Barty, zostałeś przywrócony do życia przez młodego Lorda Lestrange’a - i wskazał na niego, który schował się za (o dziwo) za Severusem, który nadal nie mógł uwierzyć, w to co się wydarzyło, a co było pierwszy raz w historii świata czarodziejów, a nawet mugoli. Pierwsze wskrzeszenie zmarłego. Albus zabrał Croucha na stronę i zaczął z nim po cichu rozmawiać.

- Albusie, mój syn…

- Wiemy o twoim synu, Barty.

- Czarny Pan…

- Wiemy, Barty. Posłuchaj. – starszy mężczyzna usadowił go na jednym z krzeseł i zaczął opowiadać pokrótce co się wydarzyło od jego śmierci. Tym czasem Dolores Umbridge mówiła:

- To niemożliwe… Przecież… Jakim cudem? – a Marcus, słysząc jej ciche niedowierzenia powiedział:

- Słowo „niemożliwe” zostało wykreślone z mojego słownika, pani Umbridge – w tym momencie do chłopaka podeszło małżeństwo Diggory. Amos zwrócił się do niego:

- Panie Lestrange, czy jest możliwe, aby mógłby… – nie skończył, bo Marcus dokończył za niego:

- Przywrócić waszego syna do życia? Tak. Proszę przynieść tylko jego szczątki, a oni przywrócą mu jego pierwotny wygląd, a ja go ożywię – odparł.Sprowadzenie szczątków Cedrika Diggory'ego zajęło trochę więcej czasu, gdyż Amos musiał wyjść z Hogwartu i przejść poza bariery antydeportacyjne, odnaleźć grób swego syna, wylewitować trumnę i sprowadzić ją z powrotem do szkoły.Zresztą tak też zrobił. Zajęło mu to około piętnastu minut. Gdy Amos przybył z trumną postawił ją na środek Wielkiej Sali. Marcus spojrzał na dorosłych i oznajmił:

- Wiecie, co robić – spojrzał na nich lekceważącym spojrzeniem, a jednocześnie nie znoszącym sprzeciwu. Ci kiwnęli głowami i zabrali się do roboty. Otworzywszy trumnę Ślizgon zobaczył prawie nietknięte palcem czasu zwłoki Cedrika. Cho Chang musiała odwrócić wzrok, gdyż był to zwłaszcza dla niej nie przyjemny widok.

- Panie Lestrange, niech pan to zrobi – powiedział Amos. Lor Lestrange zrobił to samo, co z panem Crouchem.

- Czy ja śnię? – spytał wyżej wymieniony.

- To dzieje się naprawdę – powiedział Dumbledore, podziwiając opanowanie Marcusa.

- Nareszcie Chan się ode mnie odpierniczy! – zawołał nie przyzwoitym, jak dla niego tonem Harry, a Marcus, nie mogąc powstrzymać swojego sarkazmu po matce, powiedział:

- Jeszcze mi tu fikołki zaczniesz fikać ze szczęścia – oświadczył po zaaplikowaniu Puchonowi eliksiru, który nazwał Serum Łazarza. Po odzyskaniu świadomości, Cedrik zapytał:

- Co się stało? Gdzie ten cmentarz? I Gdzie ten garbaty facet? – na jego pytania odpowiedział Albus II.

- Po pierwsze: Zostałeś zamordowany przez Lordzia Voldzia na cmentarzu w Litlle Hagelton. Po drugie: Wróciłeś do Hogwartu i jesteś bezpieczny. I po trzecie: Ten „garbaty facet” jak go nazwałeś, jest przy nim i pewnie wali mu konia.

- Albusie/Panie Potter! – krzyknęły kobiety z rodu Potterów, Weasley’ów oraz nauczycielki.

- Kim jesteście? – spytał, kierując to pytanie do Albusa II. Chłopak westchnął i przedstawiał po kolei swoich przyjaciół i rodzinę. Po kolei obu opowiadano, co się działo przez ostatni rok i ile już przeczytali.

- Czy możemy czytać dalej? – spytała Lily I.


Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...