sobota, 9 listopada 2024

Rozdział 13 Czara

 

- Teraz ja oznajmiła Demelza – i zaczęła czytać.

Rozdział 13

Szalonooki Moody

- O, mam swoj własny rozdział? – zdziwił się Moody.

Rano burza ucichła, choć sklepienie Wielkiej Sali wciąż było ponure: ciężkie, ołowiane chmury kłębiły się nad głowami Harry'ego, Rona i Hermiony, gdy przy śniadaniu zapoznawali się ze swoimi planami zajęć. Kilka krzeseł dalej Fred, George i Lee Jordan dyskutowali o doskonałych metodach postarzenia się i zdobycia prawa do udziału w Turnieju Trójmagicznym.

- Oni dalej swoje! – jęknęły dwie wersje pani Potter i pani Weasley.

- Dzisiaj nie jest tak źle... całe przedpołudnie na dworze – powiedział Ron, przesuwając palcem po kolumnie zajęć poniedziałkowych – Zielarstwo z Puchonami i Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami... a niech to... znowu ze Ślizgonami...

- My też się nie cieszymy, Weasley! – wycedziła Pansy.

- A ja się cieszę – oznajmiły Daphne i Tracy, odrzucając swoje włosy do tyłu – Spotkam tam moje siostry i moich braci – Członkowie Sióstr Wojowniczek i Zakonu Braterstwa uśmiechnęli się szeroko do Daphne i Tracy.

- Dwie godziny Wróżbiarstwa po południu – jęknął Harry. Wróżbiarstwa

Parvati i Lavender pisnęły podniecone.

- Bo zaraz dojdziecie – burknęła Alina, a Marcus parsknął. Adrian popatrzył na Alinę i uśmiechnął się do niej. Ta, widząc go, zarumieniła się.

nie lubił najbardziej, zaraz po eliksirach. Profesor Trelawney wciąż przepowiadała mu śmierć, co bardzo go denerwowało.

- Nie dziwię się – mruknął młodszy Łapa.

- A nie możesz po prostu z tego zrezygnować, tak jak ja? – zapytała żywo Hermiona, smarując tost masłem – Mógłbyś wziąć sobie coś rozsądniejszego, na przykład Numerologię.

- Widzę, że znowu jesz – powiedział Ron, obserwując, jak Hermiona nakłada grubą warstwę dżemu na posmarowany masłem tost.

- Uznałam, że są lepsze sposoby zajęcia stanowiska w sprawie równouprawnienia domowych skrzatów – odpowiedziała wyniośle Hermiona.

Dwie wersje Lily przytuliły mocno Hermionę do swojej piersi.

- Mądra decyzja, kochanie – mruknęła i tuląc córkę.

- Bardzo mądra decyzja, córeczko – dodały dwie wersje Molly i ją przytuliły.

- Jasne... no i chyba zgłodniałaś – mruknął Ron, szczerząc zęby. Nagle w górze zaszumiało i ze sto sów wleciało przez otwarte okna, roznosząc poranną pocztę. Harry podniósł głowę, ale wśród szarobrązowej masy nie dostrzegł białej plamy. Sowy krążyły nad stołami, wyszukując adresatów listów i paczek. Wielka brązowa sowa nadleciała nad Neville'a i upuściła mu na podołek paczkę – najwidoczniej jak zwykle zapomniał czegoś zabrać z domu.

- Ach ten mój Nevis – powiedziała Hanna. Neville się zarumienił – Mam nadzieję, że nie zapomnisz kochać się ze swoją żona dziś w nocy? – dodała mu do ucha, podniecona.

- To akurat pamiętam, kochanie – szeptał jej do ucha Neville. Lady Longbottom patrzyła na swoje dzieci z uśmiechem na twarzy.

W drugim końcu sali na ramieniu Dracona Malfoy'a wylądowała jego sowa jarzębata, przynosząc mu, jak zwykle, paczkę słodyczy i ciastek z domu. Harry poczuł w żołądku mdlące ssanie zawodu, ale starał się je zignorować i zabrał się do swojej owsianki. A może Hedwidze coś się stało i Syriusz w ogóle nie dostał jego listu?

- Dostałem! – krzyknął starszy Łapa – Tylko później.

Nie mógł się opędzić od tych ponurych myśli nawet wówczas, kiedy już szli rozmokłą ścieżką między grządkami warzyw, zmierzając do cieplarni. Dopiero tam przestał myśleć o Hedwidze i Syriuszu, bo pani Sprout pokazała im najbrzydsze rośliny, jakie kiedykolwiek widział.

- To nie były rośliny, to były jakieś chwasty – mruknął Seamus.

Prawdę mówiąc, nie bardzo przypominały rośliny, już bardziej wielkie czarne ślimaki wyłażące pionowo z ziemi.

- Zapomniałem, jak to się nazywa... A wiem, wielkie czarne ślimaki wyłażące pionowo z ziemi! – skrzywił się Seamu.

Każda wiła się lekko i pokryta była dużymi, błyszczącymi bąblami pełnymi żółtawego płynu.

- To czyrakobulwy – oznajmiła im dziarskim tonem pani Sprout – Trzeba je wyciskać. Będziecie zbierać ropę...

- Co?! – zapytał Seamus Finnigan, wzdrygając się lekko.

- Ropę, Finnigan, ropę – powiedziała pani Sprout – Jest bardzo cenna, więc musicie to robić bardzo ostrożnie. Będziecie ją zbierać do tych butelek.

- W mugolskim świecie ropa jest bardzo cenna. Kraje, w których wydobywa się ropa są bardzo bogatymi krajami – powiedziała Emilly – Zwłaszcza kraje Arabskie.

Załóżcie rękawice ze smoczej skóry, bo nierozcieńczona ropa czyrakobulwy może być niebezpieczna dla waszych delikatnych rączek.

- Pani profesor Sprout, zwłaszcza że zrobiliśmy sobie też manicure – stwierdziła Ginny – i damy nie chcą złamać sobie też paznokcia.

- Pani Potter ma rację. Manicure jest dla lady i damy albo Madame. Jest bardzo ważna, żeby mieć całe paznokcie – zgodziła się Pomona, oglądając swoje palce, gdzie miała manicure i zrobione paznokcie – Prawda, Dolores?

- Tak, MADAME Sprout – odpowiedziała szybko Ropucha.

- Oooo, cukierek się nauczył! – wołały większości dziewczyn i kobiet wzruszone.

Wyciskanie czyrakobulw było czynnością dość obrzydliwą, ale odczuwali przy tym dziwną satysfakcję. Kiedy się nacisnęło taki bąbel, pękał i wytryskała z niego żółtozielona ciecz mocno pachnąca naftą. Zbierali ją do wskazanych przez panią Sprout butelek i pod koniec lekcji mieli już parę litrów.

- Pani Pomfrey się ucieszy – powiedziała pani Sprout, korkując ostatnią butelkę.

- Aż zaczęłam tańczyć – oznajmiła Poppy.

- Ropa czyrakobulwy to wspaniały środek na najbardziej uporczywe postacie trądziku. Powinna powstrzymać uczniów od uciekania się do różnych desperackich sposobów pozbycia się pryszczy.

- Jak ta biedna Eloise Migden – odezwała się cicho Puchonka Hanna Abbott – Próbowała zaklęć.

Eloise zarumieniła się.

- Głupia dziewczyna – powiedziała pani Sprout, kręcąc głową – No, ale pani Pomfrey w końcu przyprawiła jej nos z powrotem.

- A mogłabyś przyprawić nos Voldkowi bez nosa? – spytał George II.

- Nie, bo nie jest godny mieć nos, bo na nos trzeba sobie zasłużyć – stwierdziła złośliwie Poppy. Kilka osób parsknęło śmiechem, w tym Adrian i Alina.

Poprzez mokre błonia napłynął ku nim z zamku głęboki dźwięk dzwonu sygnalizującego koniec lekcji. Klasa podzieliła się: Puchoni wspięli się po kamiennych stopniach, idąc na transmutację, a Gryfoni ruszyli w przeciwnym kierunku, schodząc po łagodnym, trawiastym zboczu ku drewnianej chatce Hagrida, stojącej na skraju Zakazanego Lasu. Hagrid czekał na nich przed chatką, trzymając za obrożę swojego brytana Kła.

- Aż się boję! – jęknęły matki.

U jego stóp leżało kilkanaście otwartych drewnianych klatek, a Kieł skomlał i wyrywał się, najwyraźniej pragnąc zapoznać się bliżej z ich zawartością. Kiedy podeszli, usłyszeli jakiś dziwny grzechot, przerywany cichymi eksplozjami.

- Hagrid, co tym razem wymyśliłeś? – spytała powoli młodsza Narcyza.

- Dobry, dobry! – powitał ich Hagrid, uśmiechając się szeroko do Harry'ego, Rona i Hermiony – Lepij poczekajmy na Ślizgonów, tego by nie odżałowali... Sklątki tylnowybuchowe!

- Sklątki tylnowybuchowe, co to za cholerstwo? – spytał młodszy Łapa.

- Zaraz się dowiesz, Łapo – mruknął Ron. Hermiona uderzyła go lekko mu tył głowy.

- Co?! – krzyknął Ron.

- Ron, to jest WUJEK Łapa – odpowiedziała Hermiona z naciskiem na słowo wujek.

- Dziękuję, księżniczko – oznajmił Łapa.

- Nie ma za co, wujku Łapo – rzekła pani Weasley uśmiechem.

- Że co? – zapytał Ron. Hagrid wskazał na skrzynki.

- Ojej! – wrzasnęła Lavender Brown, odskakując do tyłu "Ojej!" było, według Harry'ego, zupełnie niezłym podsumowaniem sklątek tylnowybuchowych. Wyglądały jak zdeformowane, pozbawione skorup homary, okropnie blade i oślizgłe, z mnóstwem nóżek sterczących w dziwnych miejscach.

- Mogłam się spodziewać, że to będzie coś brzydkiego – rzekła starsza Alicja, trzymając się za głowę.

- To było okropne, mamusiu – odpowiedziała Hanna – też mieliśmy te, te...

- Sklątki tylnowybuchowe – pomogła jej Susan.

- Dzięki, kochana! – uśmiechnęła się do przyjaciółki.

- Straszne to było, ciociu Alicjo! – skrzywiła się Susan – I od tego są siostry, Hanna.

- Siostry na wieki! – krzyknęły i wyskoczyły z kolan swojego męża, a następnie przytuliły się. Męska część westchnęła, patrząc na dwie dziewczyny rozmarzonym wzrokiem. Ich matki uśmiechnęły się.

- Oczywiście, że jesteście siostrami – powiedziały Alison i Alicja, podchodząc do córek – We wszystkim, oprócz więzów krwi i siostrami będziecie zawsze. Macie pierścień i bransoletkę.

- Tak mamusiu jesteśmy siostrami i najlepszymi przyjaciółkami! – i wtuliły się w matki, a te nie mogły się powstrzymać i pocałowała je w czoło. Hanna i Susan westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w swoją mamę jeszcze bardziej, a później usiadły na miejsce a single dalej się ślinili.

- Zaraz puszczę pawia! – jęknęli Alina, Amelie, Marcus i nie przyjaciele, więc Susan i Hanna wyczarowali każdemu po worku.

- Tylko jak będziecie rzygać to trafcie do worka przynajmniej – oznajmiły słodko Lady Finnigan i Lady Longbottom.

Głowy trudno było zlokalizować. Miały około sześciu cali długości, a w każdej skrzynce było ich blisko setki. Łaziły po sobie i tłukły się na ślepo o ścianki skrzynek, z których buchał zapach zgniłych ryb.

- O fujka – skrzywiły się dziewczyny i kobiety.

Co jakiś czas z jednego końca sklątki strzelały iskry, rozlegało się głośne pyknięcie, a stworzonko przelatywało do przodu o kilkanaście cali.
- Dopiro co się wylęgły – oznajmił z dumą Hagrid – więc będziecie mogli je sami hodować! Możemy z tego zrobić taki mały projekcik!

- Projekcik? – spytał młodszy Rogacz.

- Mam przeczucie, że to będzie katastrofa – dodał jego starsza wersja.

- A niby po co mielibyśmy je hodować? – zapytał zimny głos. Przybyli Ślizgoni. Głos należał do Dracona Malfoy'a. Crabbe i Goyle zarechotali kpiąco. Hagrid zdawał się mocno zaskoczony tym pytaniem – No, co one robią? – zapytał Malfoy – Jaki jest z nich pożytek? – Hagrid otworzył usta, najwyraźniej zastanawiając się nad odpowiedzią.

- Bardzo ciekawe pytanie – powiedziała nagle Lady Potter.

Trwało to kilka sekund, po czym oświadczył szorstko:

- To będzie na następnej lekcji, Malfoy.

- Hagrid nie znasz odpowiedzi. Do cholery, Hagrid jesteś nauczycielem! – zawołały z niedowierzaniem dwie wersje Marlene.

- Bo Hagrid najpierw robi, a później myśli – powiedziała Parvati.

- Ciociu Marlene lubię Hagrida, ale nauczycielem jest beznadziejnym – oznajmiła Luna swoim rozmarzonym głosem – To kolejny kawał PANA dyrektora Dumbledore'a.

- Nie jestem beznadziejnym profesorem!

- Jesteś! – zawołali większa część uczniów.

- Wy też myślicie, że jestem beznadziejny? – spytał Złotą Trójkę.

- Yyyyy – zaczęli się jąkać.

- Oj tam od razu beznadziejny! – westchnęła Hermiona, ale w głębi serca był beznadziejnym profesorem – wolała zajęcia Wilhelmina Grubbly-Plank.

- Jesteś innym profesorem, niż inni! – westchnął Ron – Prawda Harry?

- Tak! – 'Co to za profesor, że ja, jako uczennica musi mu pomagać. Mam fajniejsze rzeczy do robienia. Np. uprawianie miłości z moim mężem albo uczenie się na animaga, niż pomaganie Hagridowi w zajęciach. Te jego głupie pomysły'. Pomyślała Hermiona, ale uśmiechnęła się szeroko do Hagrida, a Ron pocałował ją w policzek.

Dzisiaj będziemy je tylko skarmiać. Popróbujecie podawać im różne rzeczy... bo, cholibka, ja ich jeszcze nigdy nie hodowałem, więc nie wim, co one żrą... mam tu trochę mrówczych jajek... i żabich wątróbek... i trochę zdechłych zaskrońców... no więc popróbujecie, co im będzie pasować.

- Najpierw ropa, teraz to świństwo – mruknął Seamus.

- Seamus w przeciwieństwie do tego ropa nie była taka zła – powiedział Dean.

- Bracie masz rację – stwierdził Seamus.

Tylko wielka sympatia do Hagrida skłoniła Harry'ego, Rona i Hermionę do wzięcia garści oślizgłych żabich wątróbek i wrzucenia ich do skrzynki z tylnowybuchowymi sklątkami.

Hagrid się zaczerwienił.

Harry'ego dręczyło podejrzenie, że jest to całkowicie bezsensowne, bo przecież sklątki nie miały otworów gębowych.

- Auuu! – wrzasnął Dean Thomas po dziesięciu minutach – Trafiło mnie!

- Tatuś! – pisnęły jego córki przerażone.

Hagrid podskoczył ku niemu z przestraszoną miną.

- Strzeliła we mnie! – powiedział ze złością Dean, pokazując Hagridowi oparzenie na dłoni.

- Ty i te twoje durne pomysły! – zawołał Dean na Hagrida. Matki chwyciły się za głowę, a profesorowie zrobili to samo.

- A... no tak, to się zdarza, kiedy się odrzucają – powiedział Hagrid, kiwając głową.

- I tylko to masz do powiedzenia, Hagrid! – zawołała Alison, patrząc na niego z niedowierzaniem. Podeszła do Deana i go przytuliła – Nic ci nie jest, skarbie?

- Nie, ciociu Alison – odparł Dean. Alison uśmiechnęła się, kiedy powiedział do niego per "ciociu" i go przytuliła. Dean był bardzo wysokim mężczyzną, a Alison była przy nim jak mała dziewczynka, mimo że miała kozaki za kolano na wysokim obcasie.

- Ciocia Alison cię bardzo mocno kocha – mruknęła pani Finnigan.

- Ja cioteczkę też kocham – rzekł pan Thomas z uśmiechem na twarzy.

- Zaraz żygnę! – jęknęła Pansy.

- Pamiętaj, kochanie, masz woreczek na wymioty. Moja córeczka Susan specjalnie dla ciebie go wyczarowała, cukiereczku, więc bądź grzeczną dziewczynką i traf do worka – powiedziała pani Finnigan cukierkowym głosem, a mina Pansy była bezcenna.

- Ojejku! – krzyknęła znowu Lavender Brown – Ojejku, Hagridzie, jednej coś takiego wystaje!

- Ach tak, niektórym wyrastają żądła! – Hagrid był tym wyraźnie zachwycony, natomiast Lavender szybko wyciągnęła rękę ze skrzynki.

- Lekcje Hagrida zawsze kończą się jakąś katastrofą! – krzyknęła Alison.

- Tak mi się widzi, że te z żądłami to samce... samiczki mają takie ssawki na brzuszkach... chyba do wysysania krwi.

- Teraz już rozumiem, dlaczego próbujemy je utrzymać przy życiu – powiedział ironicznie Malfoy – Kto by nie chciał mieć zwierzątek, które parzą, żądlą i gryzą?

- Hagrid by chciał! – krzyknęła sala, a raczej, ci, którzy go lubią.

- Może i nie są śliczne, ale to nie znaczy, że są bezużyteczne – warknęła Hermiona – Smocza krew ma niezwykłą magiczną moc, ale chyba nie chciałbyś trzymać w domu smoka, prawda? – Harry i Ron wyszczerzyli zęby do Hagrida, który uśmiechnął się do nich ukradkiem spoza krzaczastej brody.

- Chciałbym mieć smoka! – rozmarzył się Hagrid.

- Hagridzie, wiesz, że to nielegalne? – mężczyzna westchnął tylko, dając do zrozumienia, że wie.

Dobrze wiedzieli, że trzymanie w domu smoka było marzeniem Hagrida – przed trzema laty nawet jednego miał, choć dość krótko, a był to norweski smok kolczasty, którego nazwał Norbertem.

- Teraz to Norberta – mruknął Charlie.

Hagrid po prostu kochał potworne stworzenia – im potworniejsze, tym bardziej.

- Te sklątki przynajmniej są małe – rzekł Ron, kiedy godzinę później wracali do zamku na obiad.

- Teraz są małe – powiedziała Hermiona rozdrażnionym tonem – ale jak Hagrid odkryje, czym się żywią, to podejrzewam, że urosną na sześć stóp.

- Hagrid to takie małe dziecko – stwierdziła młodsza Marlene.

- No tak, ale co to będzie miało za znaczenie, skoro się okaże, że leczą z morskiej choroby albo z jakiegoś innego świństwa, prawda? – zakpił Ron.

- Dobrze wiesz, że powiedziałam to tylko po to, żeby Malfoy się przymknął. A prawdę mówiąc, uważam, że miał rację. Najlepiej by było zrobić z nich miazgę, zanim zaczną nas wszystkich atakować.

- Dzięki, Weasley – uśmiechnął się Draco.

- No jakby nie patrzeć jesteśmy rodziną, Malfoy – odpowiedziała Hermiona – Nasze dzieci są razem.

Usiedli przy stole Gryffindoru i nałożyli sobie ziemniaków z jagnięciną. Hermiona zaczęła jeść tak szybko, że Harry i Ron wytrzeszczyli na nią oczy. 

- Ee... czy to jakieś nowe stanowisko w sprawie praw domowych skrzatów? – zapytał Ron – Zamierzasz zwymiotować?

- Nie – odparła Hermiona z taką godnością, na jaką jej pozwalały pełne usta – Zamierzam po prostu iść do biblioteki.

- Co? – zdumiał się Ron. – Hermiono... przecież to pierwszy dzień szkoły! Jeszcze nic nam nie zadali! – Hermiona wzruszyła ramionami i rzuciła...

- A co, jesteś o mnie zazdrosny słoneczko? – pytała do ucha Hermiona, niezwykle erotyczne, a Ron ją przytulił, a ta wtuliła się w niego i westchnęła zadowolonym głosem.

- Jestem twoim mężem, a moim obowiązkiem jest być zazdrosny o najpiękniejszą, najseksowniejszą i najmądrzejszą Lady, jaka stąpa po tej ziemi – odezwał się Ron. Hermiona uśmiechnęła się.

- Chyba wolałem, jak się kłócili – oznajmił Harry.

się z powrotem na ziemniaki z mięsem i jarzyny, jakby nie jadła od paru dni. Potem zerwała się na nogi i powiedziała:

- Kiedy wrócę z biblioteki, znowu zaczniemy grę wstępną Ronuś – powiedziała Ginny do Harry'ego, naśladując głos Hermiony. Sala parsknęła śmiechem.

- Mionko, nie mogę się już doczekać – odpowiedział Harry głosem Rona.

- Ginewro... – zaczęli Hermiona i Ron surowym głosem, patrząc na nią, jak patrzy pani Weasley.

- Nie mówcie do mnie Ginewra! – warknęła Ginny.

- No to zobaczymy się na kolacji! – I wybiegła z sali.

- A gdzie buziak w usta? – spytał Ron, więc Hermiona pocałowała go w namiętnie w usta, a kiedy się oderwała, Ron miał rozmarzona minę.

- Możecie przestać się lizać! – warknęli dwie wersje Lucka.

- Zajmij się twoim ptaszkiem lepiej, bo twoja żonka nie będzie miała dalej co chwycić! – odparował Ron.

Kiedy zabrzmiał dzwon oznajmiający początek lekcji popołudniowych, Harry i Ron wspięli się na Wieżę Północną, gdzie u szczytu spiralnych schodków srebrna drabina wiodła do okrągłej klapy w suficie – wejścia do pokoju profesor Trelawney.

- Jestem ciekawa, co tym razem ci przepowie? – spytała Emilly.

- Otwórzcie swoje wewnętrzne oko – powiedział Hugo, robiąc miny jak Jack Sparrow.

Gdy tylko wyłonili się z otworu w podłodze, uderzył ich w nozdrza znajomy, słodki zapach perfum.

- Wiesz, że pachniesz nieziemsko – mruknęli mężczyźni do swojej kobiety.

- To wszystko jest dla ciebie, skarbie – rzekły kobiety.

Okna, jak zwykle, były zasłonięte, a okrągły pokój skąpany w czerwonawym świetle wielu lampek, okrytych szalami i chustami. Harry i Ron przeszli między mnóstwem obitych perkalem fotelików i pufów i usiedli przy jednym z okrągłych stolików.

- Dzień dobry – Harry aż podskoczył na dźwięk tajemniczego głosu profesor Trelawney, który rozległ się tuż za jego plecami.

- Siema Sybilla, to co dzisiaj też otwieramy wewnętrzne oko? – spytał Fineas podniecony.

- Fineas to jest wykładowca! – skarciła go Daphne.

- Nie mamo to jest moja psiapsi – powiedział Fineas. Sybilla zrobiła się czerwona.

- To jest szczyt bezczelności! – zawołała Sybilla wściekła.

- To nie będziemy otwierać, a później zamykać wewnętrzne oko? – spytał Fineas – Dlaczego nikt mnie nie rozumie?

- Otwierać wewnętrzne oko czy nie otwierać wewnętrzne oko oto jest pytanie, cytując Shakespeara w pokręcony sposób – oznajmił Hugo.

Profesor Trelawney, wyjątkowo chuda i wiotka kobieta w olbrzymich okularach, które niesamowicie powiększały jej oczy, spoglądała na Harry'ego z bezbrzeżnym smutkiem – jak zawsze, kiedy na niego patrzyła. I jak zawsze obwieszona była mnóstwem paciorków, łańcuszków i bransoletek, które migotały w blasku ognia na kominku.

- Czymś się troskasz, mój drogi chłopcze – zajęczała do Harry'ego.

- Zastanawiam się, co ja tu robię – odpowiedział Harry

- Moje wewnętrzne oko zagląda poprzez twą dzielną twarz do udręczonej duszy. I, niestety, muszę przyznać, że masz się czym niepokoić. Widzę przed tobą same trudności... same przeszkody, i to niemałe... obawiam się, że to, czego tak się boisz, naprawdę się stanie... i być może szybciej, niż myślisz...

Większość ludzi wymieniła spojrzenia.

Zniżyła głos prawie do szeptu. Ron spojrzał na Harry'ego, wznosząc oczy ku sufitowi, ale Harry zachował zimną krew. Profesor Trelawney przesunęła się obok nich jak zjawa i usiadła przed kominkiem, w dużym fotelu z wysokim oparciem, twarzą do klasy. Lavender Brown i Parvati Patii, które uwielbiały profesor Trelawney, siedziały na pufach tuż przed nią.

Padma wywróciła oczami.

- Moi drodzy, nadszedł czas, by zająć się gwiazdami – powiedziała – Ruchem planet i ujawnianymi przez nie tajemniczymi znakami, które stają się czytelne tylko dla tych, którzy poznali kroki i figury owego niebiańskiego tańca.

- Lubię tańczyć – oznajmili Huncwoci 1.0, 2.0 i 3.0 – Raz, dwa trzy. Raz, dwa trzy... – i zaczęli tańczyć, a pary patrzyli sobie w oczy, jak tańczyli. Dziewczyny i kobiety zarumieniły się, a jak skończyli – Pani Profesor nauczy nas pani tańczyć niebiański taniec? – spytali Huncwoci 1, 2 i 3 do Sybilli – bo my umiemy tylko ziemski, a chciałbym się nauczyć niebiańskiego. A na czym polega ten niebiański taniec i jakie mają figury, ten niebiański taniec, pani profesor, niech pani powie? – pytali dziecięcym głosem. Sybillę zatkało, a sala parsknęła śmiechem.

Losy ludzi można przewidzieć, znając promieniowanie planet, które splata się z... – Myśli Harry'ego powędrowały już gdzie indziej. Wonne zapachy wypływające z kominka zawsze go usypiały i oszałamiały, a zawiłe i pełne dziwacznych ozdobników opowieści pani Trelawney o przepowiadaniu przyszłości nigdy go jakoś nie fascynowały, choć tym razem nie mógł przestać myśleć o tym, co mu przed chwilą powiedziała. Obawiam się, że to, czego tak się boisz, naprawdę się stanie... 'No nie, Hermiona ma rację'. Pomyślał ze złością. 'Ta Trelawney jest po prostu starą oszustką'.

- Pani profesor nie jest żadną oszustką! – krzyknęły wściekle Rani, Saloni, Parvati i Lavender

Przecież nie boi się niczego konkretnego... no, chyba tylko tego, że mogli złapać Syriusza... ale skąd profesor Trelawney mogła o tym wiedzieć? Już dawno doszedł do wniosku, że to jej całe przepowiadanie przyszłości polegało na zwykłym zgadywaniu i dziwacznym sposobie bycia.

- Nie pozwolę, żeby mojemu tatusiowi coś się stało – oznajmiła Daphne i wtuliła się w Łapę, patrząc groźne na Knota, Croucha i Ropuchę – Prawda, że mój tatuś jest niewinny?

- Tak PANI Black PANI ojciec PAN Black był niewinny proszę PANI – oznajmiły szybko, bo Daphne patrzyła na ich wściekła i później zwrócili się do Łapy – i proszę PANA proszę PANA o wybaczenie, PANIE Black .

- Moja dzielna dziewczynka rozstawia po kontach złych ludzi i ci chodzą jak, w zegarku tatuś bardzo mocno Cię kocha – odparł Łapa.

- Naprawdę, tatusiu? – spytała Lady Black Łapa pocałował ją w czoło wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił Daphne westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca jeszcze bardziej.

- Czy udowodniłem ci, że jesteś moją córeczką, księżniczko?

- Tak, tatusiu. Bardzo mocno cię kocham, tatusiu – oznajmiła pani Black, tuląc się do Łapy, bo jego ramionach czuła się bezpieczna, bo uważała Syriusza za swojego ojca – Tatusiu, to jest mój obowiązek, jako Lady Black, mówiąc tak do ciebie tatusiu – oznajmiła dumna. Blaise patrzył na to morderczym wzrokiem.

- Oczywiście, że to jest twój obowiązek, kochanie. Jesteś przecież moją córeczką tatusia, księżniczką i panią Black – mruknął jej ojciec – Masz jakiś problem Zabini? – spytał Łapa, kiedy zauważył, jak Ślizgon miał ochotę ich zamordować, że przez nich Daphne nie jest już jego – Jeśli tylko będziesz chciał skrzywdzić moją córeczkę, to przysięgam ci, że własna matka cię nie pozna! – wycedził do Zabiniego, który tulił Daphne, żeby poczuła się bezpieczna.

- Syriusz jest taki opiekuńczy – zaczęli dwie wersje Rogacza.

- Wobec naszej Daphne – dodali dwie wersje Lunatyka.

- To takie słodkie! – skoczyli przesadnie szczęśliwi dwie wersje Franka I.

- Jestem jej ojcem – powiedzieli dwie wersje Łapy dumnym głosem – Prawda, słoneczko?

- Tatuś jest najlepszym ojcem... przepraszam tatusiem – poprawiła się a Łapa wyszczerzył się do niej – jakiego mogłam mieć. Kocham cię bardzo mocno, tatusiu – powiedziała Daphne.

- Nasz Syriusz dorósł i stał się mężczyzną – oznajmiły wzruszone dwie wersje Lily.

- I cieszę, że moja księżniczka też mówi mi per tatuś – oznajmił Regulus.

- Jestem Blackiem i tym samym twoja córeczka, tatusiu jest żoną Feliksa i ten znak, obrączka i biżuterie rodu Blacków jest tego przykładem, a poza tym moja mamusia mi powiedziała, że to jest mój obowiązek, jako Lady rodu Blacków – oznajmiła pani Black – Prawda, mamusiu? – spytała z nadzieją w głosie patrząc na Dorcas

- Tak, córeczko, bardzo mocno cię kocham – rzekła Lady Black, przytulając ją do siebie i całując w czoło. Tracy westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w panią Black jeszcze bardziej. Dorcas popatrzyła na męża – a ty Regulusie musisz się  pogodzić, z tym że to ja jestem jej mamusią, a ty jesteś jej tatusiem i nie ma żadnego "ale".

- Drogie dzieciaczki macie swoje woreczki na wymiotki tylko wymiotujcie do woreczka, które są specjalne dla was. Przygotowały pani Finnigan i pani Longbottom, kochane dzieciaczki – Ginny mówiła cukierkowym głosem Umbridge – i proszę im ładnie podziękować dzieciaczki, raz-dwa-trzy – Niektórzy parsknęli śmiechem, bo Ginny świetnie umiała naśladować głos Ropuchy.

- Sam mam ochotę puścić pawia od tej słodyczy – odezwali się mężczyźni chłopaki.

Z jednym wyjątkiem, rzecz jasna... Kiedy przy końcu ubiegłego semestru przepowiedziała mu, że Voldemort odzyska swą moc... a kiedy Harry opisał Dumbledore'owi trans, w który wówczas wpadła, nawet on przyznał, że mógł być nieudawany...

- Harry! – mruknął Ron.

- Co? – Harry rozejrzał się: wszystkie oczy zwrócone były na niego.

- Wiem, że myślałeś o mojej siostrze, że jest piękna, seksowna i inteligentna, ale skup się, okej – oznajmił Ron niewinnym głosem.

- Co ja poradzę, że Ginny... – zaczął Harry, ale Ginny mu przerwała.

- To było wiadomo od początku, kiedy mamusia mnie urodziła – oznajmiła Ginny, odrzucając teatralnie swoje długie piękne i lśniące rude włosy – że jestem piękną, seksowną i inteligentną kobietą i taki mężczyzna, jak Harry Potter nie może mi się oprzeć.

- I do tego jest przeklęty, mamuś – dodała Olivia.

- Dokładnie, kochanie – uśmiechnęła się do córki szeroko – Moi synowie też są przeklęci. Jak możecie z tym żyć?

- Jakoś muszę z tym żyć, mamuś – rzekły, wtulając się w swojego męża jeszcze bardziej i westchnęły zadowolonym głosem.

- Przeklęci? – spytał Moody

- Męska część rodu Potterów gustuje tylko w rudowłosych dziewczynach, Szalonooki. Zauważyłeś? Tu masz cztery pokolenia Potterów i każdy ma rudą żonę. Patrz, ruda Euphemia Potter – wskazał na Euphemię, która siedziała na kolanach Fleamonta – ruda Lily Potter – pokazując na dwie wersje Lily I, które siedziały na kolanach Rogacza – Ruda Ginny Potter – wskazał na swoją matkę Ginny, która siedziała na kolanach Harry'ego – Ruda Olivia Potter – wskazał na swoją żonę, która również siedziała mu na kolanach – I ruda Amelia Potter – oznajmił James II, wskazując na Amelię II, która też siedziała na kolanach Albusa II i zaczął naśladować mistyczny głos – ROD POTTERÓW TO BARDZO POTĘŻNI CZARODZIEJE I TYLKO RUDOWŁOSE KOBIETY SĄ ICH GODNE, ABY BYĆ ICH ŻONAMI!

- Są bardzo potężni – powiedziała Molly I – James jeden i drugi i Albus są animagami, Harry wyczarował na trzecim roku patronusa jelenia i uczył swoją żonę i innych zaklęcia patronusa i innych zaklęć obronnych i w przyszłości najpierw będzie Szefem biura aurorów, a później będzie Szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Jestem z nich bardzo dumna.

- Pokaż im – oznajmiły Lady's Potter i wstały z kolan. Single westchnęli, kiedy tylko przechodziły obok nich i zaczęli się ślinić.

- Amelia i Olivia mogłyby być waszymi córkami zboki! – warknęła na singlów Domique – a babcia Lily mogłaby być waszą matką!

- Wara od mojej żony! – wycedzili Potterowie – i jak sobie życzysz, moja lady – mężczyźni również podnieśli się z krzesła, a singielki pisnęły podniecone i zawołały.

- O, Merlinie, jacy oni są gorący! – wachlując siebie ręką z podniecenia.

- Wiecie James i Albus mogli być waszymi synami, a dziadek James mógłby być waszym ojcem – przypomniał singielką George II.

- Wara od mojego męża! – warknęły rudowłose do singielek – On jest mój!

- Ale z ciebie jest lwica – oznajmili Potterowie, całując je w policzek – Dlatego mam ochotę się z tobą kochać, Lady Potter – wyszeptali swojej kobiecie do ucha.

- Przestań! – jęknęły podniecone – bo jeszcze chwila i stracę nad sobą panowanie – i oddychały głęboko, żeby się uspokoić. Dwie wersja Jamesa I, James II i Albus II zmienili się w jelenie. Szalonooki, jak i Ricie oraz Amélie opadły szczęki. Inne kobiety również stanęły. Oczywiście kawalerowie zaczęli patrzyć na nie rozmarzonym wzrokiem i się ślinić. Singielki patrzyły na ich mężów, którzy również stanęli, krzycząc:

- O, Merlinie oni też są gorący! – a żony animagów patrzyły na nie morderczym wzrokiem i wycedziły.

- Wara od mojego męża albo nie będę dla was taka miłosierna! – A reszta animagów też się zmieniła. Na twarzach Szalonookiego, Rity i Amélie był jeszcze większy szok.

- Ja dalej nie mogę w to uwierzyć! – szepnęła Minne mężczyźni zmienili się w ludzi. Ich kobiety usiadły wygodnie na kolanach swojego męża i dalej czytali.

Usiadł prosto, bo teraz zrozumiał, że prawie się zdrzemnął, pogrążony w swoich myślach i w tym okropnym gorącu – Mówiłam właśnie, mój drogi chłopcze, że

- Jesteś przeklęty i musisz się ożenić z Ginny Weasley, bo ta piękność jest rudowłosa i tylko ta konkretna rudowłosa jest ciebie godna! – pisnął James II głosem Sybili.

- Tak zrobię. Dziękuję, pani profesor! – zawołał Albus II.

najwyraźniej jesteś urodzony pod zgubnym wpływem Saturna – powiedziała profesor Trelawney z ledwo dosłyszalną nutą żalu, wzbudzonego oczywistym faktem, że w ogóle jej nie słuchał.

- Przepraszam, urodzony... pod czym? – zapytał Harry.

- W kapuście, tato! – parsknął śmiechem James II.

- Pod Saturnem, mój drogi, pod planetą, którą nazywamy Saturnem! – powiedziała profesor Trelawney, już wyraźnie poirytowana tym, że nie przejął się tą straszną wiadomością – Mówiłam, że w momencie twoich narodzin Saturn był na pewno w pozycji górującej... twoje czarne włosy... twoja drobna budowa... tragiczna strata, której doznałeś tak wcześnie... Urodziłeś się w środku zimy, prawda?

- Nie – odrzekł Harry – Urodziłem się w lipcu.

Goście z przeszłości wymienili przerażone spojrzenia.

Ronowi udało się zamaskować wybuch śmiechu nagłym napadem kaszlu.

Pół godziny później każdy otrzymał skomplikowany kolisty wykres, z zadaniem wpisania w nim pozycji planet w momencie swoich narodzin. Była to żmudna praca, wymagająca częstego sięgania do tabel położenia planet i obliczania
kątów.

- Wyszły mi dwa Neptuny – powiedział po chwili Harry, marszcząc czoło i patrząc na swój arkusz pergaminu – To chyba niemożliwe, co?

- Aaaaach... – odpowiedział Ron, naśladując tajemniczy szept profesor Trelawney – Kiedy dwa Neptuny pojawiają się na niebie, to pewny znak, że narodził się karzełek w okularach...

Większość ludzi parsknęła śmiechem. Tylko te osoby uwielbiające Sybillę patrzyły na rudego mężczyznę morderczym wzrokiem.

Seamus i Dean, pracujący w pobliżu, zachichotali głośno, choć nie dość głośno, by zagłuszyć podniecone piski Lavender Brown:

- Och, pani profesor, niech pani spojrzy! Tu mi wyszła jakaś planeta bez aspektów! Oooch, co to za planeta, pani profesor?

- To Uran, moja droga – powiedziała profesor Trelawney, zaglądając do jej horoskopu – Uran, ważne ciało niebieskie.

Lavender spaliła buraka.

- Czy ja też mogę sobie obejrzeć ciało Lavender? – zapytał Ron. Niestety, profesor Trelawney to usłyszała i być może dlatego pod koniec lekcji zadała im katorżniczą pracę domową.

- Zrobicie szczegółową analizę wpływu ruchów i położenia planet na wasze losy w całym miesiącu, oczywiście z uwzględnieniem waszych indywidualnych horoskopów – oświadczyła tonem bardzo odbiegającym od swoich zwykłych nawiedzonych wypowiedzi, a dziwnie przypominającym reprymendy profesor McGonagall – Chcę to zobaczyć w przyszły poniedziałek i nie przyjmuję żadnych usprawiedliwień!

- Ty tak na serio! – jęknął Alvaro.

- Żałosna stara nietoperzyca – powiedział Ron z goryczą, kiedy wraz z innymi schodzili do Wielkiej Sali na kolację – To nam zajmie cały weekend, niech skonam...

- Chcesz ją shipować ze Snapem? – spytała podniecona Lily II do Rona – mam już kilka shipów.

- Tylko nie to! – jęknął Frank II, bo Lily gadała, jak opętana wymyślając shipy.

- Weź ją wyłącz! – jęknął Albus II do Franka II.

- Zrób coś – dodał Hugo – To twoja żona, a nie moja – więc Frank nie wiedząc, co zrobić pocałował ją namiętnie w usta. Lily westchnęła zadowolonym głosem, oddając pocałunek z taką samą mocą. Oderwała się z rozmarzoną miną i w oczy.

- To twoja córka, Ginny! – palnął Harry do Ginny – bo to cała ty.

- No chyba sobie żartujesz, Harry! – warknęła Ginny na męża –  To też twoja córka, bo ja sama nie mogłam sobie jej zrobić. Najpierw pomyśl, a później gadaj, bo chyba wiesz, jak powstają dzieci. Jak nie wiesz, to ci powiem. Nasze dzieci powstały, kiedy mnie bzykałeś, wtedy kiedy miałam dni płodne bez żadnego zabezpieczenia – Harry zarumienił się.

- Nie chce tego słuchać! – jęknęli bracia i synowie Ginny.

- Co, już wam dowaliła pracę domową? – zapytała dziarskim tonem Hermiona, doganiając ich – Profesor Vector w ogóle nic nam nie zadała!

- Wielkie brawa dla profesor Vector – mruknął posępnie Ron.

Vector stanął i ukłonił się.

W sali wejściowej pełno już było uczniów spieszących na kolację. Stanęli na końcu długiej kolejki i natychmiast usłyszeli za sobą donośny głos: 

- Weasley! Hej, Weasley! – Odwrócili się, by zobaczyć Malfoy'a, Crabbe'a i Goyle'a, najwyraźniej czymś rozradowanych. 

- Co? – zapytał krótko Ron. 

- Piszą o twoim tacie, Weasley! – rzekł Malfoy, wymachując egzemplarzem "Proroka Codziennego". Mówił dostatecznie głośno, by go usłyszeli wszyscy w zatłoczonej sali – Posłuchaj! KOLEJNE BŁĘDY MINISTERSTWA MAGII Wszystko wskazuje na to, że kłopoty Ministerstwa Magii jeszcze się nie skończyły, pisze nasz specjalny korespondent, Rita Skeeter.

- Idiotka! – warknęła Fleur

- Nie jestem idiotką! – zawołała Rita, ale Fleur ją zignorowała

- W przeciwieństwie do ciebie mój tatuś, Artur Weasley nie robi żadnych błędów i nie jest denerwujący, tylko kocha swoje dzieci, w tym mnie bardzo mocno, a pani – pokazała nawiasy palcami – Skeeter jest bardzo denerwująca i najlepiej by było dla niej, jakby zakleiła sobie usta jakiś mocnym zaklęciem, bo ma beznadziejne gadanie i jest bardzo irytująca. Ponadto Pan – robiąc nawiasy przy słowie pan – Barty Crouch oraz pan - też zrobiła nawiasy przy słowie pan – Minister Magii Korneliusz Knot robią błędy i są bardzo irytującymi osobami i narcyzami. A pani – ponownie zrobiła nawiasy przy słowie Pani – Umbridge i inni inteligentni urzędnicy, którzy zamiast mózgu mają watę, bo ich rodzice musieli ich opuścić na podłogę, kiedy się urodzili. Za to mój tatuś musi za nich sprzątać ten syf, a w twoim przypadku Umbridge twoimi rodzicami były ropuchy, to się nie dziwię, że cię opuściły, kiedy zobaczyli, jak z kijanki zmieniasz się w ropuchę – Umbridge zrobiła się czerwona. Stała wściekła, ale nic nie powiedziała. Artur i Molly również stali. Molly zrobiła tę słynną pozę, patrząc wściekła na Ropuchę, a Artur jej oznajmił – Nie radzę atakować mojej córki, bo wtedy Lord Weasley nie będzie dla Ciebie taki miłosierny. Odłóż tę wykałaczkę i usiądź na dupie, a Lord Weasley pozwoli Ci żyć – Molly zakaszlała – No, chyba że Lady Weasley będzie miała inne zdanie na ten temat, bo Lady Molly Weasley jest matką Lady Fleur Weasley.

- Ja zawsze będę matką Lady Fleur Weasley, a Lord Artur Weasley zawsze będzie jej ojcem. Tak samo jesteśmy rodzicami innych naszych córek i synów. Będziemy ich chronić przed taką zdradziecką suką, jak ty Umbridge. I dalej nic się nie nauczyłaś. Oj, grabisz sobie, słoneczko, oj grabisz – mówiła Molly cukierkowym głosem do Dolores – niegrzeczne dziewczynki się każe, cukiereczku. Trzeba ci wymyślisz jakąś karę, żebyś zapamiętała na całe swoje ropuchowe życie, że nie można OPOWIADAĆ KŁAMSTW. I po raz kolejny próbowałaś zaatakować członkinie mojego rodu i do tego Lady, a kto atakuje któreś z moich dzieci, atakuje mnie.

- PRZEPRASZAM, PANI WEASLEY! – ryknęła Umbridge do Molly – będę już grzeczna, MADAME!

- Dolores i co mamy z tobą zrobić? Znowu jesteś niegrzeczna dziewczynka, która prosi się o karę bardzo srogą karę – oznajmiła Lady Potter słodkim głosem. Umbridge przełknęła ślinę. Fleur wtuliła się w Molly, a ta patrzyła Umbridge morderczym wzrokiem tuląc Fleur to swojej piersi

- Przepraszam, LADY Weasley, będę już grzeczną dziewczynką, proszę PANI! – krzyknęła do Fleur – MADAME Weasley proszę PANIĄ o wybaczenie!

- Na razie masz moje miłosierdzie – oznajmiła Fleur – I żeby to się więcej nie powtórzyło. Zrozumiałaś?

- Tak, PANI Weasley! Dziękuję, PANI Weasley!

- Widzisz? Jak chcesz, to potrafisz

- To jest niesamowite, że Umbridge chodzi jak zegarku – powiedział Alastor z niedowierzaniem

Niedawno ministerstwo znalazło się pod ostrzałem opinii publicznej za nieudolną kontrolę nad tłumem po zakończeniu Mistrzostw Świata W Quidditchu, nadal nie potrafi wyjaśnić tajemniczego zniknięcia jednej z pracujących w ministerstwie czarownic, a oto mamy do czynienia z nową aferą, tym razem związaną z błazeńskimi wyczynami Arnolda Weasley'a z Urzędu Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli.

Nie przyjaciele zaczęli drwić z Artura.

- Odwalcie się od mojego tatusia!! – warknęły córki Artura.

Malfoy przerwał czytanie i spojrzał na Rona.

- Widzisz, Weasley, nawet nie potrafili podać poprawnie jego imienia... to chyba oznacza, że jest kompletnym zerem, nie?

Weasley'e popatrzyli na Draco morderczym wzrokiem.

Teraz zrobiło się cicho, bo słuchała go cała sala. Malfoy strzepnął gazetę i czytał dalej: Arnold Weasley, którego dwa lata temu ukarano za posiadanie latającego samochodu, wdał się wczoraj w bijatykę z kilkoma mugolskimi stróżami prawa ("policjantami"). Poszło o kilka bardzo agresywnych pojemników na śmieci. Wszystko wskazuje na to, że pan Weasley chciał pomóc "Szalonookiemu" Moody'emu, wiekowemu eks-aurorowi, którego ministerstwo odesłało na emeryturę, kiedy nie by już w stanie odróżnić zwykłego uścisku dłoni od usiłowania morderstwa.

- Chyba trzeba ją zamordować – warknął Moody

- Spokojnie kowboju, Hermiona już dała jej nauczkę! – parsknął śmiechem Ron. Hermiona uśmiechnęła się szeroko do Rity, która zrobiła się blada.

Trudno się dziwić, iż po przybyciu do pilnie strzeżonego domu Moody'ego pan Weasley stwierdził, że pan Moody znowu wszczął fałszywy alarm. Pan Weasley był zmuszony zmodyfikować pamięć kilku policjantów, zanim im uciekł,

- Lordzie Weasley, ale jest pan bardzo niegrzecznym Lordem – wyszeptała erotyczne mu do ucha podniecona Molly I.

- Ja tam lubię być niegrzeczny, a twoja lady za to jest bardzo grzeczną i mega seksowną dziewczynką, bo chodzi cały czas w butach na wysokich obcasach i chodzi nago, pokazując mi swoje wdzięki, kiedy jesteśmy sami w komnacie, a późnej uprawiamy seks – szeptał Artur do ucha, szczęśliwym i podniecony, a Molly popatrzyła na niego z taką miłością, że jego penis poruszył się.

- Lordzie Weasley mnie, jako lady obowiązuje etykieta dobrego zachowania mówiąca, że lady królewskiego rodu ma obowiązek mieć, spać i chodzić w butach na wysokich obcasach cały czas – i z uśmiechem na twarzy popatrzyła na swoje buty na wysokim obcasie, bo uwielbiała w nich chodzić i kochać się z mężem, mając je na stopach, czy nawet spać – Panie Weasley, gdybym się do tego nie stosowała, nie byłabym już grzeczną dziewczynką – mruknęła mu do ucha poważnym głosem

- I wtedy nie miałbym wyjścia musiałabym panią ukarać, lady Weasley za bycie niegrzeczną dziewczynką – odparł Artur surowo do jej ucha. Molly zrobiło się dziwnie gorąco jakim tonem to powiedział i zaczęła robić wiatr i dłonią.

- Mamo, co ty robisz? – spytał Percy obserwując reakcje matki

- Robię sobie wiatr. Nie widać? – powiedziała Molly podniecona, bo teraz prowadzili z Arturem co chwile grę wstępną, co bardzo jej się podobało, a później uprawiali seks – Percy, kochanie sprawdź, czy napisałeś już raport o tych denkach dla cudownego PANA Croucha z ministerstwa – Synowie i wnukowie, tak samo jak niektóre osoby, w tym Łapa, Lunatyk, Moody i Nimfadora popatrzyli na nią z niedowierzaniem, a córki i wnuczki parsknęły śmiechem, bo miała cukierkowy głos.

ale odmówił odpowiedzi na pytanie "Proroka Codziennego", dlaczego wplątał ministerstwo w tak kłopotliwą sytuację – Jest i zdjęcie, Weasley! – dodał Malfoy, podnosząc wysoko gazetę – Zdjęcie twoich rodziców przed ich domem... jeśli to można nazwać domem! Twoja matka mogłaby zrzucić parę kilo, nie uważasz?

Molly stała z nie zwykłą gracją i wdziękiem. Single od razu zaczęli się ślinić na jej widok. Lady Weasley oznajmiła słodkim głosem:

- Popatrz, Dracuś, wykonałam twoją prośbę i zrzuciłam kilkanaście kilo i czuje się taka seksy – powiedziała, podchodząc do niego z gracją i wdziękiem i popatrzyła tak, że single patrzą na nią rozmarzonym wzrokiem.

- I popatrz, nawet doprowadziłam tych tu do takiego stanu rzeczy, że za każdym razem, kiedy chodzę w tych o to cudownym szpilkach na wysokim obcasie kocham te buty tak nawiasem, mówiąc i ich cudownych ubraniach, które podkreślają moje wdzięki. Kocham te ubrania, to jak pochylam się, to już ślinią na mój widok – i dodała do singlów cukierkowym głosem

- Chłopcy niegrzeczne z was dzieciaczki, napisze do waszych rodziców albo wyślę wyjca z wiadomością, że państwa synek ma niegrzeczne myśli i na pewno dostaniecie karę – i pokiwała palcem karcąco na prawo i lewo – a pan Weasley będzie na was, chłopczyki bardzo zły, że ślinicie się na widok jego żony, bo jest o swoją pani Weasley bardzo, ale to bardzo zazdrosny – dodała do singlów. Single zarumienili się mocno – Prawda Lordzie Weasley, że jesteś o mnie bardzo, ale to bardzo zazdrosny? – dodała do męża z nadzieją Artur, że jest zazdrosny. Stał i popatrzył na nich morderczym wzrokiem, a ci przełknęli ślinę. Molly zachichotała, widząc ich przerażone miny. Czyli był o nią zazdrosny, z czego bardzo mocno się cieszyła, a następnie dodała do Draco cukierkowym głosem.

- A ty, kochaneczku wyhodowałeś sobie już trochę szarych komórek? Jeśli tak, to słabo ci Dracuś idzie i musisz znaleźć więcej szarych komórek, kochaneczku – i odwróciła się od niego z niezwykłą gracją i wdziękiem odrzucając teatralne włosy do tyłu, kręcąc biodrami, jak modelka na wybiegu. Odeszła od niego podchodząc do męża i usiadła mu na jego kolanach i wtuliła się w niego i westchnęła zadowolonym głosem. Synowie wnuki i bracia Molly oraz męska część patrzyli na nią z niedowierzaniem, jak się zachowuje i jak odchodzi od Fretki. Później zaczęli parskać śmiechem, gdy usłyszeli, co powiedziała o Fretce, a niektóre osoby w tym państwo Diggory nawet się nie uśmiechnęło. Blada twarz Malfoy'a lekko poróżowiała.

- Mamusiu/Babciu jesteś najlepsza! – zaśmiały się jej córki i wnuczki.

- Wiem, że jestem najlepsza, kochaneczki – odparła beztrosko Lady Weasley, patrząc na męża z iskierkami miłości.

- Nie radzę! – zawołał Albus II do Draco – Zniszczy cię.

- Eee... Molly nie poznaje cię – wystękał Alastor, patrząc na rudą kobietę z niedowierzaniem.

- Najważniejsze, że Artur bardzo dokładnie i bardzo dogłębnie mnie poznał, Alastorze – powiedziały podnieconym i cukierkowym głosem Molly I. Arturowie wyszczerzyli się głupkowato, bo od kiedy mają znaki na szyi, co noc uprawiają seks doprowadzając swoją drugą połówkę do kilku szczytów i nie mogą przestać. Większość, a zwłaszcza synowie i wnuki patrzyli na nich z otwartą szczęką i wielkimi oczami.

- Jesteś moją boginią. Pozwól mi ciebie wielbić – wyszeptał Artur do żony, a ta pokiwała głową.

- To jest twój obowiązek, kochanie – odparła pani Weasley

Ron dygotał z wściekłości. Wszyscy na niego patrzyli.

- Wypchaj się, Malfoy – powiedział Harry.

- Daj spokój, Ron... 

- Ach tak, przecież ty, Potter, mieszkałeś u nich w lecie, prawda? – zadrwił Malfoy – To może mi powiesz, czy jego matka naprawdę jest taka gruba, czy tylko tak wyszła na tym zdjęciu?

Astoria strzeliła go bardzo mocno jęknął z bólu. Warknęła na niego

- JAK ŚMIESZ OBRAŻAĆ, CIOCIĘ MOLLY!!!

- Miałam rację dalej jesteś idiota – oznajmiły dwie wersje pani Weasley – i żaden z Ciebie dżentelmenem

Harry i Hermiona złapali Rona za szatę na plecach, żeby go powstrzymać od rzucenia się na Malfoy'a. 

- Znasz swoją matkę, Malfoy, prawda? – powiedział Harry – Ma minę, jakby jej ktoś podsunął łajno pod nos... Czy ona zawsze ma taki wyraz twarzy, czy może tylko wtedy, kiedy ty jesteś w pobliżu?

Ludzie na sali popatrzyli na Harry'ego.

- No co oddałem mu tym samym, bo on obraził moją mamusię – powiedział Harry. Gdy tylko pani Weasley usłyszała z ust Harry'ego słowo "mamusia" rzuciła mu się na szyję, tuląc go do swojej piersi wzruszona.

- Synku kochany jesteś moim szczęściem i moim największym skarbem! Tak bardzo cię kocham! – mówiła wzruszona Lady Weasley, a jej uścisk był mocny.

- Mamusiu, dusisz mnie, nie mogę oddychać! – wystękał Harry. Molly zrozumiała, że go za bardzo przytula. Rozluźniła uchwyt, ale dalej go przytulała, a później popatrzyła na niego z miłością – Traktujesz mnie jak swojego syna – oznajmił i wtulił się w nią. Musiał się pochylić, bo Molly, mimo że miała na sobie szpilki na wysokim obcasie, była dużo niższa od Harry'ego.

- Zawsze będziesz moim synkiem, Harry. Nie jesteś moim zięciem, jestem moim synkiem, Harry czy wyraziłam się jasno? – i pocałowała go w czoło, a ten westchnął zadowolonym głosem i wtulił się w Molly.

- Tak, mamusiu – mruknął Harry, a pani Weasley uśmiechnęła się wzruszona i dalej go tuliła.

- I gdyby musiała oddałabym swoje życie za ciebie, kochanie – wyszeptała do jego piersi, a państwo Diggory nawet ich nie słuchali, bo nie mogli przytulić swojego syna przez dwa lata. Dla nich życie skończyło się dwa lata temu, kiedy Cedrik zginął i nie chcieli tu być, bo przypominało to bolesną stratę, mimo że Cedrik ożył byli już innym ludźmi. Zmęczonym życiem Cedrik obserwował ich i bardzo martwił o rodziców, o ich stan psychiczny.

Blada twarz Malfoy'a lekko poróżowiała.

- Nie waż się obrażać mojej matki, Potter.

- To nie otwieraj tej swojej parszywej gęby – odrzekł Harry, odwracając się.

- Przepraszam, ciociu – powiedział do Narcyzy.

- Przeprosiny przyjęte, kochanie – odparły dwie wersje pani Malfoy.

BANG!

Kilka osób wrzasnęło – Harry poczuł, że coś bardzo gorącego muska jego policzek – sięgnął za pazuchę po różdżkę, ale zanim jej dotknął, usłyszał drugie BANG i ryk, który odbił się echem po sali wejściowej:

- O NIE! CO TO, TO NIE, CHŁOPCZE! – Harry odwrócił się na pięcie. Profesor Moody schodził, kuśtykając, po marmurowych schodach.

Ci, którzy wiedzieli, co za chwilę nastąpi, nie mogli powstrzymać śmiechu, a ci, którzy nie wiedzieli, zmarszczyli brwi. Draco patrzył morderczym wzrokiem na Szalonookiego.

Trzymał w ręku różdżkę, a jej koniec wycelowany był w białą fretkę, kulącą się na kamiennej posadzce dokładnie w tym miejscu, w którym przed chwilą stał Malfoy.

Sala ryknęła śmiechem. Większość z nich leżała na podłodze tarzając się ze śmiechu wniebogłosy.

- To dlatego nazywacie go fretka! – śmiali się z ziemi dwie wersje Łapy.

- Tak, wujku Łapo – odparła Hermiona. Rogacze popatrzyli na Szalonookiego i zawołali:

- Jesteś bogiem!! – Draco patrzył morderczym wzrokiem na Moody'ego.

- Bardzo dojrzałe, panie Moody – odezwała się nagle Emma Diggory. Jej wzrok był zimny, nawet się nie uśmiechnęła, a głos miała formalny – po prostu boki zrywać – nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że Państwo Diggory mieli oboje głęboką depresję i załamanie nerwowe po stracie syna. Mimo że ich syn ożył, to przez dwa lata go nie było, a ta choroba nie łatwo odpuszcza i trudno jest im wrócić. Stali się bardzo formalnymi ludźmi, mimo że wcześniej tacy nie byli, zwłaszcza Pani Diggory.

W sali wejściowej zaległa cisza. Wszyscy zamarli z przerażenia. Moody odwrócił się, by spojrzeć na Harry'ego – a w każdym razie łypnął na niego swym normalnym okiem, bo drugie skierowane było do wnętrza czaszki albo gdzieś do tyłu.

- Trafił cię? – zagrzmiał Moody grobowym głosem.

- Nie – odrzekł Harry – Chybił.

- ZOSTAW TO! – krzyknął Moody.

- Co mam zostawić? – zdziwił się Harry, kompletnie oszołomiony.

- Nie ty... on! – Moody wskazał kciukiem na Crabbe'a, który już się pochylił, by podnieść fretkę, ale teraz zamarł w bezruchu.

- Crabbe, uważaj, bo nasz Dracuś nie byś szczepiony! – zadrwiła Hermiona.

- Zamknij się! – warknął Draco czerwony.

- Do damy tak się nie mówi Draco! – skarciły go dwie wersje Lady Malfoy.

Wyglądało na to, że "szalone" oko ma magiczną moc i Moody widzi nim to, co jest za nim. Moody pokuśtykał w stronę Crabbe'a, Goyle'a i fretki, która zapiszczała przeraźliwie i rzuciła się do ucieczki, zmykając ku wejściu do lochów.

- Ani mi się waż! – ryknął Moody, ponownie celując różdżką we fretkę, która wyleciała w powietrze na jakieś dziesięć stóp, upadła z trzaskiem na posadzkę i znowu podskoczyła.

Rodzice Malfoy'a patrzyli na niego wściekli.

- Jak śmiałeś zmienić mojego syna! – krzyknął wściekły Lucek.

- Przypomnę ci, że mnie tam tak naprawdę nie było. Siedziałem w swojej własnej skrzyni pod Imperiusem – oświadczył oburzony Moody. Lucjusz westchnął i odpuścił.

- Nie lubię takich, którzy atakują, kiedy przeciwnik jest do nich odwrócony plecami – warknął Moody, podczas gdy fretka podskakiwała coraz wyżej i wyżej, piszcząc z bólu – Tak robią tylko śmierdzące tchórze i szumowiny...

- Robisz mojemu synkowi krzywdę! – zawołały Narcyza do Alastora wtulając się w syna.

Fretka wystrzeliła w powietrze, machając bezradnie łapkami.

- Nigdy... więcej... tego... nie... rób! – zawołał Moody, wypowiadając każde słowo w momencie, gdy fretka spadała na posadzkę i natychmiast ulatywała ponownie w górę.

- Profesorze Moody! – rozległ się przerażony głos.

- Tak? – spytał Alastor.

Profesor McGonagall schodziła po marmurowych schodach, dźwigając w ramionach stos książek.

- Witam, profesor McGonagall! – odpowiedział spokojnie Moody, wysyłając łasiczkę jeszcze wyżej w powietrze.

- Co pan wyprawia! – krzyknęła profesor McGonagall, śledząc wzrokiem lot fretki.

- Uczę dobrego wychowania – odparł beztrosko Alastor.

- Bardzo dojrzałe podejście, panie Moody – odezwał się Amos.

- Uczę – odrzekł Moody. 

- Moody, czy to jest uczeń?! – wrzasnęła profesor McGonagall, a książki wysypały się jej z rąk.

- Zgadza się – rzekł Moody. 

- Nie! – krzyknęła profesor McGonagall, zbiegając po schodach i wyciągając swoją różdżkę.

- Tak! – zawołali większość ludzi na sali ze śmiechu.

- Ja tu nie chce być – mruknęła cicho Emma do Amosa – Chodźmy stąd, proszę.

W chwilę później trzasnęło i pojawił się ponownie Draco Malfoy, rozciągnięty jak długi na podłodze. Jego lśniące, prawie białe włosy rozsypały się wokół mocno już zaróżowionej twarzy.

- Mój ojciec dowie się o tym! – zawołał Harry wściekłym głosem Draco

- Grozisz mi? Czy ty mi grozisz? – warczał Ron głosem Moody'ego – Jak ci opowiem historyjki o twoim ojcu, to ci wypadną te tlenione kudły! – Draco spalił buraka, tak samo jak dwie wersje Lucjusza i patrzyli na rudego chłopaka ze wściekłą miną, a sala ryknęła śmiechem.

- Dracuś jak to jest być Fretką, dobrze? – spytał ciekawy Harry.

- Wiesz, moim zdaniem to nie ma tak, że dobrze albo, że niedobrze – stwierdził Ron niewinnie – Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej, powiedziałbym, że bycie Fretką Eeem... Alastor Moody, podał mi pomocną dłoń kiedy sobie nie radziłem z emocjami i kiedy sam byłem w całych emocjach, i co ciekawe, to właśnie Alastor wpłynął na moje życie. Chodzi o to, że kiedy wyznaje się pewne wartości, nawet pozornie uniwersalne bywa, że nie znajduje się zrozumienia, które by tak rzec, które pomaga... się nam rozwijać. Ja miałem szczęście, by tak rzec, ponieważ je znalazłem. I dziękuję z całego serca Szalonookiemu, który uświadomił mi, że bycie fretką to śpiew. Bycie fretką to taniec, bycie fretką to miłość, a Idioci z mojej paczki pytają mnie o to samo cały czas. "Ale jak ty to robisz Dracuś?", "Dracuś skąd czerpiesz tę radość bycia fretką?". A ja odpowiadam, że to proste, to umiłowanie do białej fretki, to właśnie ten zwierzak sprawił, że dzisiaj na przykład jestem irytującym blondasem pod postacią człowieka. A jutro... kto wie? Dlaczego by nie? Poproszę Alastora, żeby mnie zmienił znowu i... spędzę szczęśliwe... Całe... Życie będąc szczęśliwy pod postacią fretki – Sala patrzyła na Rona z niedowierzaniem, a później ryknęła śmiechem, leżąc ze śmiechu na podłodze, śmiejąc się wniebogłosy. Draco zrobił się czerwony i patrzył na Rona morderczym wzrokiem mając ochotę go zamordować, ale bardzo mocno wtulił się w Astoria, która nie chciała go wypuszczać.

- Hahaha!! Nie mogę!! Hahaha! - śmiało się większość ludzi na sali.

- Za... – zaczął Draco, ale Astoria namiętnie go pocałowała w usta.

- Mój ty poeto! – zawołała Hermiona i również pocałowała go w namiętnie w usta.

- Super – powiedziała z ironią Emma.

Wstał, mrugając i przecierając oczy.

- Moody, my tutaj nigdy nie używamy transmutacji jako kary! – powiedziała profesor McGonagall słabym głosem – Profesor Dumbledore panu nie mówił?

- Może i o tym wspomniał – rzekł Moody, drapiąc się po brodzie – ale pomyślałem sobie, że taki mocny wstrząs... 

- My tu dajemy szlaban! Albo rozmawiamy z opiekunem Domu!

McGonagall popatrzyła na Moody'ego srogim wzrokiem.

- A więc zrobię to – powiedział Moody, wpatrując się w Malfoy'a z odrazą. Malfoy, w którego bladych oczach wciąż szkliły się łzy bólu i poniżenia, łypał na Moody'ego spode łba i zamruczał coś pod nosem; dało się z tego zrozumieć tylko powtarzane kilka razy słowo "ojciec".

- Kochanie, Astoria jest przy tobie – mruknęła Astoria i pocałowała go w namiętnie w usta.

- Jesteś całym moim światem – stwierdził Draco do młodej pani Malfoy.

- Powtarzaj to sobie – rzekła lady Malfoy.

- Tak? – powiedział cicho Moody, robiąc kilka kroków do przodu, a głuchy stukot jego drewnianej nogi odbił się echem po sali – Cóż, chłopcze, od dawna znam twego ojca... Możesz mu powiedzieć, że Moody ma oko na jego syna... Tak, powiedz mu to ode mnie... A opiekunem twojego domu jest Snape, prawda?

- Tak – odpowiedział Malfoy obrażonym tonem. 

- Jeszcze jeden stary znajomy... Od dawna chciałem sobie uciąć pogawędkę ze starym Snape'em...

Snape prychnął.

No, idziemy, chłopcze... – Złapał Malfoy'a za ramię i poprowadził w kierunku lochów. Profesor McGonagall popatrzyła za nimi z wyraźnym niepokojem,

- Nie, Minerwo nie zmieniłem go we fretkę – powiedział Moody – ale mnie bardzo kusiło – Większość ludzi parsknęła śmiechem Draco popatrzył na niego morderczym wzrokiem.

a potem machnęła różdżką na rozsypane książki, które natychmiast wzbiły się w powietrze i wylądowały grzecznie w jej ramionach.

- Nie odzywajcie się do mnie – powiedział cicho Ron do Harry'ego i Hermiony, kiedy kilka minut później usiedli przy stole Gryffindoru.

- Ale ja chce ci powiedzieć, że cię kocham – mruknęła Hermiona smutnym głosem. Ten podniósł jej głowę i wpił się w jej usta. Hermiona była zachwycona sytuacją.

Wokoło aż szumiało od podnieconych rozmów na temat tego, co się wydarzyło. 

- Dlaczego? – zapytała zaskoczona Hermiona.

- Bo chcę utrwalić to sobie w pamięci na zawsze – odpowiedział Ron. Oczy miał zamknięte, a na twarzy wyraz uniesienia.

- Masz taką twarz po swoim orgazmie – mruknęła do ucha Hermiona, a Ron mocno się zarumienił.

- Draco Malfoy, zdumiewająco skoczna tchórzofretka...

Sala ryknęła śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się wniebogłosy. Draco chciał go zamordować, ale Astoria mocno się do niego wtuliła.

Harry i Hermiona parsknęli śmiechem, a Hermiona sięgnęła po zapiekankę z wołowiny, by rozdzielić ją na trzy talerze.

- Mógł mu jednak zrobić krzywdę – powiedziała – Naprawdę, dobrze, że profesor McGonagall to przerwała...

- Hermiono, Dracuś, jako Fretka był słodkim zwierzakiem – rzekła Angelina.

- Johnson, ostrzegam cię!

- Nazywam się Weasley – powiedziała pani Weasley – Mamusiu mogę mu przywalić do tego jego pustego łba, żeby wreszcie udało mu się zapamiętać, jak się nazywam? Proszę, mamusiu – spytała czarnoskóra z nadzieją w głosie, patrząc na matkę również z nadzieją.

- Córeczko, po co masz sobie brudzić sobie rączki, niszczyć sobie pedicure, piękne paznokcie nad gościem, który ma mało szarych komórek nerwowych – odpowiedziały dwie wersje pani Weasley, rozpromieniona, że Angelina mówi do niej tylko per "mamusia" – I jak go uderzysz, kochanie, bo już w ogóle zniszczysz mu szare komórki, jakie mu zostały w tej blond głowie i wtedy w ogóle nie zapamięta, że kiedy kobieta wychodzi za mąż zmienia nazwisko i nazywa się po mężu

- Mamusia ma rację, zniszczę sobie paznokcie i pedicure, a poza tym nie chce złamać sobie paznokci. Gdyby któryś paznokieć się złamał, byłby to dla mnie koniec świata – odezwała się Angelina.

- Ale ja pamiętam, jak się nazywasz – mruknął George.

- Angelina ty grałaś w Quidditcha – przypomniał jej Harry – i wiele razy na pewno miałaś złamany paznokieć

- Harry złamany paznokieć to dla damy najgorsza rzecz na świecie – rzekła pani Weasley Harry wywrócił oczami

- Hermiono! – powiedział z wyrzutem Ron, otwierając szeroko oczy – Psujesz najwspanialszą chwilę w moim życiu! – Hermiona prychnęła niecierpliwie i rzuciła się na wołowinę tak łapczywie, że ich zamurowało – Nie mów, że znowu idziesz do biblioteki – powiedział Harry, zdumiony szybkością, z jaką pochłaniała jedzenie.

- Muszę. Mam kupę roboty.

- Rose też tak mówiła – mruknął Scorpius.

- Ale przecież powiedziałaś nam, że profesor Vector... 

- To nie jest praca domowa – Po pięciu minutach talerz Hermiony był pusty, a ona sama wybiegła z sali.

- Uzależnienie – rzekł Hugo.

Zaledwie zniknęła, jej miejsce zajął Fred Weasley.

- Moody! – zawołał. 

- Co znowu ze mną? – spytał wyżej wymieniony.

- Równy gość, nie? 

- Ekstra facet – powiedział George, siadając naprzeciw Freda.

- Super – przyznał ich najlepszy przyjaciel, Lee Jordan, opadając na krzesło obok George'a.

- Aż się wzruszyłem – powiedział Alastor – STAŁA CZUJNOŚĆ! – ryknął nagle, że wszyscy podskoczyli.

- Szalonooki chcesz, żebyśmy padli na serce! – warknęła Nimfadora. Ten tylko się uśmiechnął.

- Mieliśmy z nim lekcję po południu. 

- Jak było? – zapytał z ciekawości Harry. Fred, George i Lee wymienili znaczące spojrzenia.

- Takiej lekcji jeszcze nie miałem – stwierdził Fred – Człowieku, on po prostu wie – rzekł Lee.

- Co wie? – zapytał Ron, wychylając się do przodu – Wie, jak to jest, kiedy to się robi – powiedział George. 

- Co robi? – zapytał Harry.

- Walczy z czarną magią – odrzekł Fred – Widział już wszystko – dodał George. 

- Niesamowite – powiedział Lee.

- Myślę, że nas nie przebijesz Szalonooki – stwierdził Fred II tajemniczym głosem. Reszta aurorów i Patrick wyszczerzyła się.

- Fred, co zrobiliście? – spytała Angelina i wstała z kolan George'a i zrobiła pozę Lady Weasley. Męska część tych, co nie mieli kobiet, westchnęła, patrząc na czarnoskórą panią Weasley rozmarzoną miną.

- To jest moja córeczka, która jest Weasley'em – oznajmiła dumna Molly I – i bardzo cię kocham, córciu!

- Mamusiu, ja też cię bardzo mocno kocham – odparła Angelina dumna, że ma obowiązek mówić tak do pani Weasley, która się wzruszyła i powiedziała to takim tonem – I ciebie też kocham, tatusiu – dodała do Artura, również dumna, że ma obowiązek mówić tak do pana Weasley'a, który również się wzruszył, że powiedziała to takim tonem.

- Babciu musiałaś uczysz ją tej pozy! – jęknął Fred II do Molly I. Angelina założyła ręce, a Fred popatrzył się na nią i przełknął ślinę i stukała obcasem o podłogę – Mamusiu, jak ty dzisiaj pięknie wyglądasz! – dodał cukierkowym głosem do matki.

- Wyglądam pięknie, bo jestem Lady, to jest mój obowiązek i nie mogę już ściągnąć jednej rzeczy w mojej stylizacji i muszę z tym żyć – oświadczyła, pokazując na buty z wysokim obcasem – Z czego bardzo mocno się cieszę, bo uwielbiam w nich chodzić i co rano nie będę musiała ubierać jakiekolwiek obuwia, bo będę miała je na stopach w nocy. Co rano będę musiała powitać mojego męża, a późnej męża i dzieci z należytą gracją i wdziękiem, robiąc i podając im śniadanie kręcąc biodrami mając na stopach szpilki na wysokim obcasie, bo w sumie inaczej już nie potrafię chodzić – stwierdziła pani Weasley szczęśliwym głosem, że nie może ściągnąć tych butów nawet w nocy i musi w nich spać. George patrzył na żonę pokiwał głową podniecony.

- A obiad i kolację też podasz mi, kręcąc biodrami, mając na stopach buty na wysokim obcasie z należytą gracją i wdziękiem? – spytał z nadzieją George I.

- Oczywiście kochanie. Jako Lady królewskiego rodu mam kilka obowiązków. Chodzić cały czas w butach na wysokim obcasie nawet po domu, spać nago, mając na stopach szpilki na wysokim obcasie ze swoim seksownym nagim mężem, kochać się z nim mówić do twoich rodziców "mamusia" i "tatuś", całować po czołach i przytulać do swojej piersi nasze przyszłe córeczki i synków – i pocałowała go namiętnie w usta. Jej mąż westchnął zadowolonym głosem i oddał pocałunek z taką samą mocą. Kiedy się oderwała, George miał rozmarzoną minę, a Angelina uśmiechała się, mając iskierki w oczach. Była w mężu na maksa zakochana i co noc uprawiali seks. Większość patrzyła na nią z niedowierzaniem najbardziej i otwarta szczęka i wielkimi oczami  tak patrzyli bracia Georga i synowie Angeliny

- Wiecie co – ludzie usłyszeli rozmarzony głos i popatrzyli się na George'a I, który cały był podniecony – bogini albo anioł, trudno mi stwierdzić wstąpiła na Ziemię i mnie teraz namiętnie całowała! – i westchnął zadowolonym głosem George z wrażenia namiętnego pocałunku z żoną, aż musiał usiąść.

- A jeśli chodzi o tę pozę, Freddie – oznajmiła pani Weasley, dalej mając rozmarzona minę i głos po namiętnym pocałunku z panem Weasley'em, mówiąc do syna – To twoja babcia jest moją mamusią, zawsze nią będzie, bo podpisałam z Georgem Magiczny Kontrakt Małżeński i twoja babcia stała się moją mamusią i dlatego mamusia mnie tego nauczyła, a twój dziadziu jest moim tatusiem – odpowiedziała Angelina i uśmiechnęła się do pani Weasley, a ona odpowiedziała tym samym – a ty Fredzie Weasley junior nie zmieniaj tematu i gadaj mi tu natychmiast, co zrobiliście!

- Ciociu wszystkiego się dowiesz w swoim czasie – powiedzieli reszta aurorów i Patrick. George przyciągnął ją do siebie, a ta bez żadnego uporu usiadła na jego kolanach i wtuliła się w jego ramiona. Westchnęła zadowolonym głosem, późnej mężczyźni, którzy mają tytuł Lorda popatrzyli na swoje żony.

- Kochanie jako Lady twojego rodu mam te same obowiązki co /mamusia/ciocia Angelina/Angelina – oznajmiły szczęśliwe Lady i przyciągnęły głowę swojego Lorda i namiętne pocałowały, a późnej oderwały się od ich ust, a mężczyźni aż spadli z krzeseł na podłogę z wrażenia od ich pocałunku, a ich kobiety zachichotały.

Ron sięgnął do torby po swój plan zajęć.

- Mamy go dopiero w czwartek! – stwierdził z żalem.

- Wtedy nie widziałem, co nastąpi – mruknął Ron wykrzywił się.

- Koniec rozdziału – oznajmiła Demelza.

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...