niedziela, 29 grudnia 2024

Rozdział 16 Czara

Markus zaczął czytać

Rozdział 16
Czara ognia

- Nie do wiary! - powiedział Ron, kręcąc głową, kiedy tłum uczniów Hogwartu zapełnił kamienne schody za gośćmi z Durmstrangu. - Harry, to Krum! Wiktor Krum! - Na miłość boską, Ron, to przecież tylko gracz w Quidditcha - odezwała się Hermiona. - Tylko gracz w Quidditcha? - powtórzył Ron, patrząc na nią tak, jakby nie wierzył własnym uszom. - Hermiono, to jeden z najlepszych Szukających na świecie! Nie miałem pojęcia, że on jest jeszcze uczniem!

- Ron Hermiona jest o Ciebie zazdrosna - odezwała się Ginny

- Ronaldzik jest mój - oznajmiła pani Weasley tuląc się do Rona wzdychając zadowolonym głosem Ron uśmiechał się szeroko

Kiedy razem z innymi szli przez salę wejściowa, zmierzając do Wielkiej Sali, Harry dostrzegł Lee Jordana, który podskakiwał, by rzucić okiem na Kruma. Dziewczyny z szóstej klasy gorączkowo przeszukiwały kieszenie. - Och, nie, ale plama, nie mam przy sobie pióra... Myślisz, że podpisze mi się szminką na kapeluszu? - No nie, to jest żałosne - mruknęła z pogardą Hermiona, kiedy mijali dziewczyny, które teraz kłóciły się o szminkę.

Ron zakaszlał Hermiona popatrzyła na niego morderczym wzrokiem

- Zdobędę jego autograf, jak mi się uda - oświadczył Ron. - Masz pióro, Harry?
- Nie, zostawiłem na górze, w torbie - odrzekł Harry. Doszli do stołu Gryfonów. Ron zadbał o to, żeby usiąść twarzą do drzwi, bo Krum i jego koledzy z Durmstrangu wciąż tkwili w wejściu, najwyraźniej nie wiedząc, gdzie mają usiąść. Uczniowie z Beauxbatons usiedli przy stole Krukonów.

- Mój książę jeszcze nie przybył - stwierdziła Fleur

- A Znam go? - pytał Bill patrząc na nią tak na 8 cud świata

- Znasz Taki Wysoki Przystojny seksowny rudowłosy o niebieskich oczach i piegami i długowłosy jest lamaczem klatw jest najstarszy z rodzeństwa i poznałam też jego rodziców i mówię do ich mamusia i tatuś poznałam również jego młodsze rodzeństwo i powiedzieli mi jestem ich siostryczka a seks z tym lamaczem klatw jaki taki cudowny i epicki - mówiła szczęśliwa pani Weasley - a wiesz co mi kazał robić kiedy będziemy sami w domu?

- Co takiego Ci kazał? - pytał Bill patrząc na nią iskierkami miłości

- Kazał mi chodzić nago i chodząc butach na wysokim obcasie bo hogwart zrobił co zrobił - odparła Fleur podnieconym głosem

- Mamo ciotka Fleur przestajesz wreszcie! - krzyknęli większość ludzi na sali

- Szczęściarz z niego - oznajmił głupim uśmiechem Bill

- Qui I bardzo mocno go kocham - odsiadczyla pani Weasley tuląc się do Billa i pocałowała go w namiętnie w usta

Rozglądali się po Wielkiej Sali z ponurymi minami. Troje wciąż miało na głowach chusty i szaliki. - Przecież nie jest aż tak zimno - zauważyła pogardliwie Hermiona, która też ich obserwowała. - Dlaczego nie zabrali płaszczy? - Tutaj! Chodźcie tutaj! - syknął Ron. - Tutaj! Hermiono, posuń się, zrób miejsce... - Co? - Za późno - powiedział z goryczą Ron.

- Mogłeś mnie wziąść na kolana! - prychnela Hermiona

- Właśnie Ronald mogłem wziąć Hermiona na kolana - powiedziała Nicole

Wiktor Krum i jego koledzy usiedli przy stole Ślizgonów. Harry dostrzegł kołtuńskie uśmiechy na twarzach Malfoy'a, Crabbe'a i Goyle'a. Malfoy wychylił się, by zagadać do Kruma. - Czemu nie, podlizuj mu się, Malfoy - mruknął Ron.

- Przed chwilą sam chciałeś żeby usiadł - rzekł Seamus

- Ale założę się, że Krum zna się na takich numerach... na pewno ciągle ktoś się przed nim płaszczy... Jak myślicie, gdzie oni będą spać?

- Wywala Fretke Crabba i Goyle Parkinson bulstrode Zaginiego przez okno? - pytał z nadzieją Hugo

Harry, moglibyśmy zaprosić ich do naszego dormitorium, co? Mógłbym mu oddać swoje łóżko, mogę się przekimać na składanym.

- Mogłeś mnie zaprosić - Hermiona prychnęła głośno .- ale nie ty nie wolałes podziwiać Kruma zamiast zajac się dziewczyna która sie w tobie podkochiwala i mówiłam o sobie Ronald i wcześniej bym zaczęła mówić do twoich rodziców mamusia i tatuś bo kocham tak do nich tak mówić! - i chciała stać ale Ron ja powstymal i odwróciła sie plecami obrażoną miną ze Ron się nie domyślił ze sie podkochiwala a Ron próbował ja odwrócić w jego stronę

- Przepraszam Hermiono wybacz mi że byłem debilem i nie widziałem twoich uczuć wobec mnie - Hermiona odwróciła się w jego stronę

- Pocałuj mnie Ron!- Ron spełnił jej prośbę i pocałował ją w usta a Hermiona oddala pocałunek kiedy się oderwali Weasley ogarnął jej włosy z czoła

- Jesteś taka piękna - i pocałował ją w czoło pani Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej

- To było takie słodkie! - zawołali przesadne szczęśliwi Fred i George - ze aż mnie mdli od tej słodyczy!

- Hermiona prychnęła głośno. - Wyglądają na bardziej zadowolonych niż ci z Beauxbatons - zauważył Harry. Uczniowie z Durmstrangu ściągali swoje ciężkie futra

- Z Fretek - dodał Dean

i patrzyli z ciekawością na gwieździste, czarne sklepienie. Kilku wzięło do ręki złote talerze i puchary i oglądało je z bliska z wyraźnym podziwem. Woźny Filch dostawiał krzesła do stołu nauczycielskiego. Miał na sobie staroświecki, wyświechtany frak. Harry zdziwił się, kiedy zobaczył, że Filch dostawił cztery krzesła - po dwa po każdej stronie miejsca Dumbledore'a. - Przecież jest ich tylko dwoje - powiedział. - Po co przyniósł aż cztery krzesła? Czekamy jeszcze na kogoś?

- Wujek bo jego Mamusia nie nauczyła Angusika liczenia! - zardwil George II

- Co? - spytał lekko zamroczony Ron, który wciąż gapił się na Kruma. Kiedy weszli już wszyscy uczniowie i zajęli miejsca przy swoich stołach, wkroczyło ciało pedagogiczne, zasiadając przy stole dla profesorów. Ostatni weszli profesorowie Dumbledore, Karkarow i madame Maxime. Na widok swojej dyrektorki uczniowie z Beauxbatons poderwali się z krzeseł.

Colin II wywrócił oczami

Kilku hogwartczyków parsknęło śmiechem. Ich kolegów z Beauxbatons wcale to nie zmieszało: stali, dopóki madame Maxime nie zajęła miejsca po lewej ręce Dumbledore'a.

- Jak ja nie lubię tej baby - mruknął Colin II - najbardziej lubiłem doprowadzać ja do szału

Ten ostatni wciąż jednak stał, aż w całej sali zapadła cisza. - Dobry wieczór, panie i panowie, duchy,

- Wiecie dlatego kosciotrupy nie mogą grac muzykę kościelna? - spytał Colin II

- Dlatego? - zapytał jego ojciec

- Bo nie mają organów! - większość ludzi a zwłaszcza mugolacy i półkrwi parsknęła głośnym śmiechem

a szczególnie nasi drodzy goście - rzekł, spoglądając dobrodusznie na zagranicznych uczniów. - Mam wielką przyjemność powitać was w Hogwarcie. Mam nadzieję i ufam, że będzie wam tutaj miło i wygodnie.

- Na pewno wszyscy miło i przyjemnie wygodnie spędzili dzieciństwo może oprócz mojego kochanego braciszka Harrego który był tych debili Dursleyow! - warknęła Gabriele patrząc wściekle na Dyrektora swoimi niebieskimi oczami - mam ochotę ich za to zamordować bo nikt nie ma prawa krzywdzić mojego braciszka a teraz musi ratować ludzkość z Ronem i Hermiona przed Voldemortem a pan dyrektor co robi siedzi swoim gabinecie i żre dropsy! Gabriele krzyczała na Dumbledore i najwyraźniej miała z dupie co powiedzą inni bo bardzo kochała Harrego i był dla niej jak starszy Brat - pan dyro tylko udaje miłego dziadziusia a tak naprawdę jest manipulatorem który ladnie pociąga za sznureczki żeby wszyscy tańczyli jak nam zagra!

Sala patrzyła po sobie jak młoda willa opisała dyrektora Dumbledore nie mógł uwierzyć co słyszy dziewczyna później podeszła do niego gracja i wdziękiem chodzeniu na wysokich obcasach to dla niej był żaden problem była ćwierć willa i była francuska uczyła się chodzić po domu i miała to opanowane do perfekcji i mocno się do Harrego przytuliła

- Harry jesteś dla mnie jak starszy brat - odezwała się przyszła pani Creevey Harry uśmiechnal się szeroko do Gabriele

- No to Mów mi braciszku skarbie A ja będę mówił do Ciebie siostrzyczko - Gabriele pisnęła szczęśliwym głosem i rzuciła mu się na szyję i wtuliła się w niego Harry pocałował ją w czoło pani Creevey wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Harrego jeszcze bardziej

- Kocham Cię braciszku! - zawołała do jego piersi zadowolonym głosem

- A do siostrzyczki sie nie przytulisz? - spytała Ginny Gabriele przytuliła się do Ginny a ta mocno przyciągnęła ja do swojej piersi i tuliła swoją młodszą siostrę - świetnie opisałaś dyrektora Gabriele - i pocałowała ja w czoło wyszeptała - kocham Cie siostrzyczko - Gabriele wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Ginny jeszcze bardziej - moja siostryczka - Gabriele poczuła od Ginny bezwarunkowa miłość i dodała jeszcze - jesteś moją młodsza siostryczke i kto powie inaczej, strzele go ubiorogackiem

- Kocham Cię siostrzyczko nawet nie jest jak bardzo Cie kocham - mruknela Lady Creevey do jej piersi zadowolonym głosem i miała zamknięte oczy wtulając się w Ginny jeszcze bardziej i nie chciała od niej odkleić pani Potter tuliła ja z taką miłością

- Jedna z dziewcząt z Beauxbatons, która wciąż miała głowę owiniętą szalikiem, wydała z siebie odgłos, który mógł być tylko szyderczym śmiechem. - Nikt cię nie zmusza, żebyś tu została! - szepnęła Hermiona, łypiąc na nią groźnie.

- Przepraszam - mruknela Hermiona w stronę Fleur

- I tak Cie Kocham kochaniutka - od szeptała blondynka

- Turniej zostanie oficjalnie ogłoszony przy końcu tej uczty - oznajmił Dumbledore. - A teraz zachęcam was gorąco: jedzcie, pijcie i czujcie się jak u siebie w domu! - I usiadł, a Harry zauważył, że Karkarow natychmiast zajął go rozmową. Półmiski jak zwykle napełniły się potrawami. Kuchenne skrzaty powyjmowały chyba wszystko, co było pochowane w spiżarni na specjalne okazje. Takiej różnorodności potraw Harry nigdy jeszcze nie widział, zwłaszcza że niektóre były na pewno zagraniczne. - Co to jest? - zapytał Ron, wskazując na wielki półmisek z jakimiś skorupiakami w sosie, stojący obok imponującego puddingu z siekanego mięsa. - Bouillabaisse - odpowiedziała Hermiona. - I ja ciebie też! - zawołał Ron.

- To jest francuskie danie Ron! - zachichotała Fleur

- Jej usta sa pyszne Fleur - stwierdził Ron a Hermiona zarumieniła się głęboko

- To francuskie danie - dodała Hermiona. - Jadłam to dwa lata temu podczas wakacji, jest bardzo smaczne. - Wierzę ci na słowo - rzekł Ron, nakładając sobie porcję puddingu. Wielka Sala wydawała się jakoś bardziej zatłoczona niż zwykle, choć przybyło nie więcej niż dwudziestu dodatkowych uczniów. Być może wrażenie to powodowała barwność ich szat, wyróżniających się natarczywie na tle czerni strojów Hogwartu. Kiedy delegaci Durmstrangu pozdejmowali futra,

- Uczyjmi to minute ciszy gdyż zginęło tyle wspaniałych Fretek bracia i sióstry Dracusia zrobione na futra z Fretek - powiedział Ron sala parsknęła głośnym śmiechem Draco chciał sie rzucić na Rona zaklęciem ale Astoria pocałowała go w namiętnie w usta

okazało się, że mają na sobie szaty o
barwie krwistoczerwonej. Po dwudziestu minutach od rozpoczęcia uczty przez drzwi za stołem nauczycielskim wśliznął się wreszcie Hagrid. Usiadł na swoim zwykłym miejscu przy końcu stołu i pomachał Harry'emu, Ronowi i Hermionie grubo obandażowaną ręką.

- Twoje palce mogą sobie tam jeść ale moich dzieci wara bo je rozwalę! - warknęły matki na Hagrida Hagrid popatrzył na nie córki tylko wzruszyły ramionami matki przyciągnęły swoje córki do swojej piersi a te i wtuliły się w swoje matki i wesnely zadowolonym głosem Hagrid popatrzył na Hermione ze go obroni a ta jeszcze bardziej wtuliła się w Molly a ta radością wypisała na twarzy tuliła ja

- Jak tam sklątki, w porządku, Hagridzie? - zawołał do niego Harry. - Rozwijają się! - odkrzyknął mu uradowany Hagrid. - Tak, i mogę się nawet założyć, że szybko - powiedział cicho Ron. - Wygląda na to, że w końcu znalazły żarcie, które im pasuje. Palce Hagrida. W tym momencie rozległ się głos: - Przeprasiam, czi mogę bouillabaisse? - Była to owa dziewczyna z Beauxbatons, która zaśmiała się kpiąco podczas mowy Dumbledore'a. Nie miała już szalika na głowie. Długie, srebrno blond włosy spływały jej prawie do pasa. Miała duże, ciemnoniebieskie oczy i bardzo białe, równe zęby.

- Opis pasuje do Ciebie mamo - rzekł Teddy patrząc na Fleur

- Bo to jestem ja kochanie - odezwała się Fleur

- Moja mamusia jest bardzo mądra kobieta i nie nabrała się na gadanie PANA dyrektora - oznajmiła Samanta - wystarczyło chwilkę i moja mamusia przejrzała dyrektorka na wylot

Fleur uśmiechnęła się szeroko do Samanty i pocałowała ja w czoło Samanta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej

- Wiesz ze bardzo mocno Cie kocham skarbie? - pytała Fleur do jej ucha

- Tak mamusiu ja mamusie też bardzo mocno kocham - i wtuliła sie się jej piersi a ona zachwytem tuliłem ja do swojej piersi

Ron spłonął rumieńcem. Gapił się na nią, otworzywszy usta, by coś odpowiedzieć, ale wydobyło się z nich jedynie długie i ochrypłe chrząknięcie. - Tak, bardzo proszę - powiedział Harry, podsuwając dziewczynie półmisek. - Już zjedli? - Tak - wydyszał Ron. - To było znakomite. - Dziewczyna wzięła półmisek i zaniosła go ostrożnie do stołu Krukonów. Ron wciąż gapił się na nią, jakby zobaczył ją po raz pierwszy w życiu.

Hermiona prychnela głośno

Harry zaczął się śmiać. To otrzeźwiło Rona. - To jest wila! - powiedział ochrypłym głosem. - Co ty bredzisz! - odezwała się cierpko Hermiona. - Nie zauważyłam, żeby ktoś oprócz ciebie gapił się na nią jak kretyn!

- Hermiona az kipiala z zazdrości! - parsknął śmiechem Harry

- bo Byłam o niego mega zazdrosna! - wypaliła Hermiona - chciałam żeby Ron patrzył tak na mnie jak patrzył na.... - ale nie skończyła bo Ron zatkał jej buzię namiętnym pocałunkiem Hermiona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą kiedy sie oderwani od siebie Hermiona miała rozmarzona minę i iskierki w oczach i miała otwartą buzię

- Ty jesteś dla mnie wszystkim Hermiono Weasley moja najlepsza przyjaciółka moim aniołem stróżem i miłością mojego życia - oznajmił Ron i - jesteś związana ze mną na zawsze duszą i ciałem - i przejechał jej po znaku

- Tak panie Weasley! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej - jestem panią Weasley i będziemy się ostro kochać prawda?

- Oczywiście słoneczko

- Pani Weasley! - zawołała Minne zszokowana - uspokój się!

Ale nie była to obserwacja do końca zgodna z prawdą. Kiedy dziewczyna szła przez salę, odwracały się za nią głowy wielu chłopców, a niektórzy sprawiali wrażenie, jakby ich zatkało tak samo jak Rona. - Mówię wam, to nie jest normalna dziewczyna! - upierał się Ron, wychylając się i śledząc ją wzrokiem. - W Hogwarcie takich nie ma!

- Wystarczy nauczyć się kilku sztuczek trzepać rzęsami odrzucać włosy do tyłu i mężczyzni lubią kiedy kobieta jest inteligentna chodzić butach na wysokich obcasach gracją i wdziękiem bo faceci to uwielbiają i chłopcy sa już twoi - powiedziała Fleur

- Jesteś willa i nie jesteś normalną dziewczyną! - warknęła Pansy byla zazdrosna o jej urodę

- masz kochaniutka rację Nie jestem normalna dziewczyna jestem damą i lady Weasley i żoną Lorda Williama Weasleya - powiedziała Fleur radością głosem Ginny nie wytrzymała j parsknęła śmiechem widząc minę Pansy

- Dziewczyny z Hogwartu są zupełnie w porządku - powiedział bez zastanowienia Harry. Cho Chang siedziała tylko o parę krzeseł dalej od dziewczyny ze srebrzystymi włosami. - Kiedy już przestaniecie wywalać na nią gały - powiedziała niecierpliwie
Hermiona

- Mówiła o tobie Ron popraw spodnie! - zardwili Fred i George Ron popatrzył na ich morderczym wzrokiem

- to zobaczycie, kto właśnie przyszedł. - Wskazała na stół nauczycielski, przy którym zajęte już były dwa ostatnie puste miejsca. Ludo Bagman siedział obok profesora Karkarowa, a pan Crouch, szef Percy'ego, zajął miejsce obok madame Maxime.

- O nie jesteśmy zgubieni Pan Crocuh zdradza wujka Percego z Madame Maxime! - jeknal Colin II sala parsknęła śmiechem

- Colin! - warknęła Apolonia

- Pięknie wyglądasz Babciu - odezwał się Colin II cukierkowym głosem

- Co oni tu robią? - zdziwił się Harry.

- Barty będzie zdradzać Percego z Olimpia Harry na oczach ludzkości - rzekł Charlie - niegrzecznie Barty

Barty zrobił się czerwony

- No, przecież to oni są organizatorami Turnieju Trójmagicznego, prawda? - powiedziała Hermiona. - Sądzę, że chcą uczestniczyć w otwarciu. - Kiedy
pojawiło się drugie danie, dostrzegli na półmiskach jakieś nie znane im desery. Ron spróbował trochę dziwnie wyglądającej galaretki migdałowej, po czym przesunął półmisek nieco w prawo, tak żeby był widoczny ze stołu Krukonów. Ale dziewczyna o wyglądzie wili chyba już się najadła i nie podeszła do nich po raz drugi.

- I czekałam na przystojnego wysokiego o długich rudych włosów o niebieskich oczach i piegach Lorda i to tego łamacza klatw i moje życzenie się spełniło! - rozmarzyła się Fleur a Bill namiętne pocałował ja w usta

- I masz siedzieć mi na kolanach

- Nigdzie się nie wybieram po za tym swoje kolana sa takie wygodnie! - wesnela zadowolonym głosem po namiętnym pocałunku

W końcu złote talerze zalśniły czystością i Dumbledore powstał ponownie. W sali wyczuwało się radosne napięcie. Harry poczuł lekki dreszczyk emocji, zastanawiając się, co ich czeka. Kilkanaście krzeseł dalej Fred i George wychylili się do przodu, wpatrując się bacznie w dyrektora. - Nadeszła długo oczekiwana chwila - rzekł Dumbledore, spoglądając z uśmiechem po morzu wpatrzonych w niego twarzy. - Czas, by obwieścić początek Turnieju Trójmagicznego. Chciałbym jednak powiedzieć kilka słów, zanim przyniesiemy szkatułę... - Co? - mruknął Harry. Ron wzruszył ramionami. - ...by wyjaśnić wam procedurę, zgodnie z którą będziemy w tym roku postępować. Najpierw jednak pozwólcie, że przedstawię... oczywiście tym, którzy jeszcze ich nie znają... pana Bartemiusza Croucha, dyrektora Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów

- I kochanka Percego Weatherbego Weasleya - kaszleni Fred i George Percy patrzył na ich morderczym wzrokiem

- tu rozległy się dość niemrawe oklaski. - i pana Ludona Bagmana, dyrektora Departamentu Magicznych Gier i Sportów.

- Wisi nam kasę! - warkneli Fred i George

- Bagman otrzymał o wiele głośniejsze brawa, być może dlatego, że był kiedyś sławnym pałkarzem, a może po prostu dlatego, że miał o wiele przyjemniejszą powierzchowność. Podziękował za oklaski jowialnym machnięciem ręki. Natomiast Bartemiusz Crouch ani się nie uśmiechnął, ani nie podniósł ręki.

- Bo Percy nie zrobił mu dobrze tak jak powinien - odezwała się Penelopa

- Jak śmiesz! - krzyknąl Barty Penelopa popatrzyła na niego morderczym wzrokiem

- Nie przypominam sobie żebyśmy przechodzili na TY Crouch! - warknęła Penelopa

Harry pamiętał go z Mistrzostw Świata w Quidditchu; miał wówczas na sobie schludny mugolski garnitur, więc teraz, w szatach czarodzieja, wyglądał trochę dziwacznie, a już szczególnie dziwnie wyglądały jego krótko przystrzyżone wąsiki i równy przedziałek

- Fujka! - krzywili się kobiety

tuż obok burzy siwych włosów i długiej brody Dumbledore'a. - Pan Bagman i pan Crouch pracowali niezmordowanie przez parę ostatnich
miesięcy nad przygotowaniem turnieju - ciągnął Dumbledore - a teraz, wraz ze mną, profesorem Karkarowem i madame Maxime wejdą w skład zespołu sędziów, którzy będą oceniać wysiłki reprezentantów poszczególnych szkół. - Na dźwięk słowa „reprezentanci" atmosfera w sali zrobiła się jeszcze bardziej napięta.

Molly patrzyła na Dumbledore na Knota Croucha i Skitel miała ochotę strzelić ich jakaś klątwa

Być może Dumbledore zauważył, że wszyscy zamarli, bo uśmiechnął się i powiedział: - Panie Filch, proszę przynieść szkatułę. Filch, który czaił się niezauważony w kącie sali, teraz zbliżył się do Dumbledore'a, niosąc dużą drewnianą skrzynkę inkrustowaną drogimi kamieniami. Wyglądała na bardzo starą. W sali dał się słyszeć cichy pomruk: emocje sięgnęły zenitu. Mały Dennis Creevey wlazł na krzesło, żeby lepiej widzieć, ale i tak głowa ledwo mu wystawała ponad innymi.

- Byłeś taki słodki a teraz jesteś moim mezszyzna - odezwała się Gabriele i - przy tobie czuje sie taka bezpieczna - siedziała mu na kolanach i wtuliła się w jego i wesnela zadowolonym głosem

- Mój mały braciszek jest taki opiekuńczy to jest takie słodkie - stwierdził Colin I przesadnie szczęśliwy

- Colin! - warknęła Jesscia

- Jest opiekuńczy i przy twoim bracie czuje się taka bezpieczna Colin i jestem w Denisie bardzo ale to bardzo zakochana jakbyś chciał wiedzieć - powiedziała pani Creevey do szwagra

- Instrukcje zadań, przed którymi staną w tym roku reprezentanci szkół, zostały już zatwierdzone przez pana Croucha i pana Bagmana - powiedział Dumbledore, gdy Filch ostrożnie postawił przed nim na stole skrzynkę - i dokonali oni odpowiednich przygotowań do każdego z zadań. W ciągu całego roku szkolnego reprezentanci zmierzą się z trzema zadaniami, które będą sprawdzianem ich czarodziejskich zdolności i umiejętności, ich waleczności magicznej, ich śmiałości, ich umiejętności trafnego wnioskowania... no i oczywiście, ich zdolności radzenia sobie w obliczu zagrożenia.

Fleur i Harry popatrzyli na siebie a Pani Weasley mordowała wzrokiem Dumbledore Croucha Skitel Knota ale nagle wesnela zadowolonym głosem wtulając się Artura bo Artur pocałował go w czoło

Teraz w sali zapadła tak głucha cisza, jakby wszyscy wstrzymali oddechy. - Jak wiecie, w turnieju współzawodniczy ze sobą trzech zawodników, po jednym z każdej szkoły. - Wszyscy oni będą oceniani stosownie do tego, jak wykonają każde z zadań, a ten, który otrzyma najwięcej punktów, zdobędzie Puchar Turnieju Trójmagicznego. Reprezentanci szkół zostaną wybrani przez niezależnego sędziego... Przez Czarę Ognia. - Wyjął różdżkę i stuknął nią trzykrotnie w skrzynkę. Wieko otworzyło się powoli. Dumbledore sięgnął do środka i wyjął dużą, dość topornie wyciosaną drewnianą czarę. Nikt nie zwróciłby na nią uwagi, gdyby nie to, że była pełna aż po brzegi roztańczonych, niebiesko-białych płomieni.

- To takie Czarodziejskie igrzyska olimpijskie - oznajmiła Emilly - mugolskie igrzyska olimpijskie tez jest Ogień olimpijski

- Igrzyska olimpijskie? co to? - spytali niektórzy

- Igrzyska olimpijskie - najstarsza i zarazem największa międzynarodowa impreza sportowa organizowana co 4 lata (zarówno letnie, jak i zimowe, ale w odstępie 2 lat od siebie) w różnych krajach, pod hasłem szlachetnego współzawodnictwa i braterstwa wszystkich narodów Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego mówiła Hermiona

- Sa różne konkurencje Zdecydowana większość zawodników traktuje igrzyska olimpijskie jako najważniejsze zawody sportowe, a złoty medal olimpijski, jako najcenniejsze i najbardziej wyczekiwane trofeum. a Pierwsze udokumentowane igrzyska odbyły się w roku 776 p.n.e. w Grecji i odbywały się co cztery lata, stąd w starożytnej Grecji termin olimpiada, oznaczał czteroletni okres między kolejnymi igrzyskami. A pierwsze Nowożytne letnie igrzyska olimpijskie rozgrywane są od 1896 r. (Ateny), Grecja, a zimowe od 1924 r. (Chamonix), Francji - odezwała się w Emilly

Dumbledore zamknął szkatułę i postawił na niej czarę, tak żeby wszyscy ją widzieli. - Każdy, kto pragnie zgłosić się do turnieju, musi napisać czytelnie na kawałku pergaminu swoje imię i nazwisko, a także nazwę szkoły, i wrzucić pergamin do czary. Macie dwadzieścia cztery godziny na podjęcie decyzji. Jutro, w Noc Duchów, czara wyrzuci nazwiska tych trzech, którzy zostaną przez nią uznani za godnych reprezentowania swoich szkół.

Starsza Molly automatycznie przytuliła Harrego

Po tej uczcie czara zostanie umieszczona w sali wejściowej, by każdy, kto pragnie kandydować, miał do niej swobodny dostęp. Aby ustrzec przed pokusą tych uczniów, którzy nie ukończyli jeszcze siedemnastu lat, nakreślę wokół Czary Ognia Linię Wieku. - Ten, kto nie ukończył siedemnastu lat, nie będzie w stanie jej przekroczyć.

- Ale wystartować to tak! - wypaliła Ginny

- Nie podoba mi się to wszystko! - pisnęły Lady Potter

- I wreszcie chciałbym przestrzec tych, którzy chcą się zgłosić, by bardzo uważnie i szczerze ocenili swoje możliwości. Turniej nie jest błahą zabawą. Kiedy Czara Ognia dokona wyboru, nie będzie już odwrotu: wybrany reprezentant będzie musiał przejść przez wszystkie próby aż do końca turnieju. Wrzucenie swojego nazwiska do czary jest równoznaczne z zawarciem magicznego kontraktu.

- Te znaki co mamy na szyi i biżuteria co ja mam w uszach na pępku na palcu rodem mojego męża jest równoznaczne zawarciem dożywotniego magicznego kontraktu małżeńskiego. - oznajmily kobiety zamezne - tym samym jesteśmy jednym ciałem w dwóch osobach

Z roli reprezentanta nie można się będzie wycofać. - Dlatego upewnijcie się, czy jesteście naprawdę przygotowani do wzięcia udziału w turnieju, zanim wrzucicie swoje nazwisko do czary.

- Z tego też - oznajmiła szczęśliwa Olivia i przejechała po znaku i wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża

A teraz już chyba najwyższy czas, by pójść spać. Życzę wszystkim dobrej nocy. - Linia Wieku! - zawołał Fred Weasley, kiedy szli ku drzwiom prowadzącym do sali wejściowej. Oczy mu błyszczały.

- Ani mi sie waż! - warknęła Nicole

- Przecież to można załatwić eliksirem postarzającym, no nie? A jak już się wrzuci swoje nazwisko do czary, można spać spokojnie, przecież ona nie zwraca uwagi na wiek! - A ja uważam, że ten, kto jeszcze nie ukończył siedemnastu lat, nie ma żadnych szans - oświadczyła Hermiona.

- Hermiono myślę że ich tak nie zatrzymasz - stwierdzili Fabian i Gildeon Lee zaczął się głośno śmiać

- My po prostu jeszcze za mało umiemy... - Mów za siebie, dobra? - przerwał jej George. - To co, Harry, startujemy? - Harry pomyślał krótko o bezwzględnym zakazie Dumbledore'a, ale natychmiast wyobraził sobie siebie zdobywającego Puchar Turnieju Trójmagicznego.

- Powinieneś zastąpić Sybille - mruknela mu do ucha Ginny i pocałowała go w policzek

Czy Dumbledore bardzo by się wściekł, gdyby ktoś nie mający jeszcze siedemnastu lat znalazł sposób na przekroczenie Linii Wieku? - Gdzie on jest? - zapytał Ron, który w ogóle nie słuchał, o czym mówią, tylko wypatrywał w tłumie Kruma. - Dumbledore nie powiedział, gdzie będą spać ci z Durmstrangu? - Ale natychmiast uzyskał na to odpowiedź: przechodzili właśnie obok stołu Slytherinu, gdzie Karkarow zbierał swoich uczniów. - A więc wracamy na pokład - mówił. - Wiktorze, jak się czujesz? Najadłeś się? Mam posłać do kuchni po wino z korzeniami? Harry zobaczył, jak Krum kręci głową i narzuca na siebie futro.

Ron warczał Hermiona zachitowala był dalej o nia zazdrosny

- Co Cie tak ba - zaczął zły ale Hermiona namiętne pocałowała go w usta rudzielec oddał pocałunek taką samą mocą

- Chyba Wolałem jak darli koty - stwierdził Harry patrząc jak Hermiona i Ron dalej się całują Hugo i Scorpius jęknęli

- Możecie przestać! - Ron tylko machnął ręką żeby się odczepili i się zamknęli i dalej całował Hermione a ta nie była mu dłużna całowała go z taka pasja Ginny rzuciła zaklęcie i ich oddzielila Hermiona założyła ręce i patrzyła na Ginny obrażona ze przerwała im cudowny pocałunek

- Ginny przerwałaś nam cudowny pocałunek! - zawołała obrażona pani Weasley do pani Potter

- Ciesz się ze dalej siedzisz mojemu bratu na kolanach siostrzyczko - rzekła Ginny słodkim głosem

- Panie profesorze, ja bym się napił trochę wina - odezwał się z nadzieją w głosie jeden z pozostałych uczniów Durmstrangu. - Tobie niczego nie proponowałem, Poliakow - warknął Karkarow, tracąc natychmiast swój ojcowski ton. - Widzę, chłopcze, że poplamiłeś sobie szatę jedzeniem, wstydź się.

- Dzban - stwierdzili Łapy

Odwrócił się i poprowadził swoich uczniów w stronę drzwi, a dotarł do nich w tej samej chwili, co Harry, Ron i Hermiona. Harry zatrzymał się, by go przepuścić. - Dziękuję - powiedział Karkarow niedbałym tonem, spoglądając na niego przez ramię. I wówczas zamarł w bezruchu. Odwrócił głowę do Harry'ego i wpatrywał się w niego, jakby nie dowierzał własnym oczom.

- Moja żonka rzuciła na tego idiote petryfikus totatus! - zawołał Harry

Jego uczniowie również się zatrzymali. Spojrzenie Karkarowa przesuwało się powoli po twarzy Harry'ego, aż natrafiło na bliznę. Uczniowie Durmstrangu też wlepili w nią oczy. Kątem oka Harry dostrzegł, że na kilku twarzach pojawia się wyraz zrozumienia. Chłopiec w poplamionej jedzeniem szacie szturchnął stojącą obok niego dziewczynę i pokazał jej palcem bliznę Harry'ego.

- Rozdajesz autografy bliznowaty! - zardwil Draco

- Wiesz ze Jestem bardzo zła Wiedźmą I zamierzam rzucić na ciebie zaklęcie - rzekła Olivia cukierkowym głosem - i Będziesz robił to co chcę żebyś robił

- Bądź grzecznym chłopcem i siedź cicho lepiej - odezwał się James II do Draco - bo moja żona jest to tego zdolna jeśli chodzi o jej rodziców

- Bo to jest mój tatuś bardzo mocno go kocham - oświadczyła pani Potter

- Córeczka tatusia! - zachichotała Ginny

- Tak, to Harry Potter - zagrzmiał zza ich pleców ochrypły głos. Profesor
Karkarow okręcił się na pięcie. Stał tam Szalonooki Moody, opierając się ciężko na lasce. Jego magiczne oko utkwione było w dyrektorze Durmstrangu. Karkarow zbladł. Na jego twarzy pojawiła się mieszanina wściekłości i strachu. - To ty! - powiedział, wpatrując się w Moody'ego, jakby nie dowierzał własnym oczom. - Tak, to ja - odrzekł ponuro Moody.

- Widzę przyjaciele od lat! - parsknął śmiechem Fineas

- A jeśli nie masz nic do powiedzenia Potterowi, to rusz się z miejsca. Tarasujesz przejście. - Bo rzeczywiście, pod drzwiami zebrał się już spory tłum. Połowa uczniów czekała na przejście, wyciągając szyje, by zobaczyć, co spowodowało ten korek. Profesor Karkarow
bez słowa machnął ręką na swoich uczniów i wyprowadził ich z sali. Moody patrzył za nim, a jego magiczne oko błysnęło białkiem, najwyraźniej spoglądając teraz do tyłu.

Kobiety się krzywily

Na pokiereszowanej twarzy pojawił się wyraz głębokiej odrazy. Następnego dnia była sobota, a w weekendy większość uczniów zwykle jadła śniadanie nieco później. Harry, Ron i Hermiona nie byli jednak jedynymi, którzy wstali wcześniej niż zwykle.

Nagle Hermiona przytuliła się do Pani Weasley kiedy do niej podeszła

- Mamusiu z każdym rokiem coraz bardziej za tobą tęskniłam i Cieszę się ze jesteś moją mamusią i mogę się do teraz mamusi przytulić - Molly zalała się łzami ze szczęścia bardzo mocno przytuliła córkę do swojej piersi i tuliła ją

- Ja zawsze będę twoją mamusia skarbie i zawsze będę przy tobie kochanie tak bardzo Cie kocham córeczko - i pocałowała ja w czoło Hermiona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej

Kiedy zeszli do sali wejściowej, zobaczyli w niej ze dwadzieścia osób, niektóre z tostami w rękach, oglądających Czarę Ognia. Ustawiono ją w samym środku sali, na stołku, na którym zwykle umieszczano Tiarę Przydziału. Wokół stołka na posadzce widniała cienka złota linia. - Ktoś już wrzucił swoje nazwisko? - zapytał Ron jakąś dziewczynę z trzeciej klasy. - Z Durmstrangu chyba wszyscy. Ale nie widziałam jeszcze nikogo z Hogwartu. - Założę się, że niektórzy zrobili to w nocy, kiedy wszyscy poszli spać - powiedział Harry. - Ja bym tak zrobił; wolałbym, żeby nikt tego nie widział.

Większość uczniów patrzyło się na Harrego

A jak czara po prostu cię odrzuci i wypluje twój pergamin? - Ktoś roześmiał się za jego plecami. Odwrócił się i zobaczył Freda, George'a i Lee Jordana, zbiegających po schodach. Wszyscy trzej byli bardzo podnieceni.

- Czuje kłopoty - odezwała sie, Nicole

- Zrobiłem to - oznajmił Fred Harry'emu, Ronowi i Hermionie triumfalnym szeptem. - Właśnie zażyłem. - Co? - zapytał Ron. - Eliksir postarzający, głąbie - odrzekł Fred.

- Ja jako twoja matka ci zabrałam! - krzyknęły dwie wersje Lily i Molly

- To sie już wydarzyło! - jęknął Fred I

- Wzięliśmy po jednej kropli - powiedział George, zacierając ręce. - Tyle, żeby się zestarzeć o parę miesięcy. - Jak któryś z nas wygra, to podzielimy te tysiąc galeonów między trzech - dodał Lee, szczerząc zęby.

Lee zaczął sie mocno śmiać

- Z czego się tak śmiejesz? - pytał ciekawi Huncwoci

- Zobaczycie! - i pocałował Alicie w usta która wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- Wcale nie jestem pewna, czy to zadziała - odezwała się Hermiona. - Dumbledore na pewno to przewidział. - Fred, George i Lee zlekceważyli jej ostrzeżenie. - Gotowi? - zapytał Fred, drżąc z emocji. - No to walimy... ja idę pierwszy... - Harry patrzył, zafascynowany, jak Fred wyciąga z kieszeni kawałek pergaminu z napisem: „Fred Weasley - Hogwart", a potem podchodzi do złotej linii, staje tuż przy niej, kołysząc się na palcach jak pływak przygotowujący się do skoku z wysokości pięćdziesięciu stóp.

Większość uczniów próbowała zachować powagę ale nie wytrzymała i ryknela śmiechem

A potem, na oczach wszystkich zgromadzonych, wziął głęboki oddech i przekroczył linię. Przez ułamek sekundy Harry był pewien, że mu się udało - a George zapewne pomyślał to samo, bo ryknął triumfalnie i skoczył za Fredem

- Udało im sie? - spytał szoku - młodszy Regulus młodsza Dorcas która siedziała mu na kolanach popatrzyła na niego szoku

- Nie tatusiu! - zaśmiała się Tracy

- ale w następnej chwili rozległ się głośny trzask i obaj bliźniacy wylecieli ze złotego kręgu, jakby ich stamtąd wyrzucił niewidzialny miotacz kulą. Wylądowali boleśnie na kamiennej posadzce jakieś dziesięć stóp od linii, a na dodatek coś głośno pyknęło i obu wyrosły identyczne, długie, siwe brody.

Wszyscy ryknęli śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy Fred i George zarumienili się

- Jesteście niesamowici! - śmiali się Huncwoci

- Dobrze ze oni poszli pierwsi a ja powstrzymałem się w ostatniej chwili bo ja też bym miał taką brodę! - wył ze śmiechu Lee

- Och tatusiu! - śmiały się córki Freda i Georga

Wszyscy ryknęli śmiechem. Śmiali się nawet sami bliźniacy, kiedy już wstali z podłogi i przyjrzeli się swoim brodom. - Ostrzegałem was - rozległ się rozbawiony głos. Wszyscy się odwrócili. Z Wielkiej Sali wychodził profesor Dumbledore. Przyglądał się Fredowi i George'owi, a oczy mu się iskrzyły.

- PANIE dyrektorze kochany nie można jeść tyle Dropsow bo PANU oczy sie przegrzeja i PANU wypadną od tego jedzenia Dropsow - zacwierkowala niewinne Poppy wbijać dyrektorowi szpile niektórzy parskneli śmiechem

- Słucham! - warknal Dyrektor a ta założyła ręce i popatrzyła na niego morderczym wzrokiem

- Chce, tylko powiedzieć PANU dyrektorowi że jako pielęgniarka zauważyłam ze jest PAN uzależniony od Dropsow a to jest bardzo niezdrowe - oznajmiła formalnie Madame Pomfrey

- Niech się PANI o mnie nie martwi MADAME Pomfrey tylko zajmie się PANI uczniami - odparł mile Dumbledore miedzy dyrektorem a innymi profesorami powstała rysa

- Radzę wam pójść do pani Pomfrey. Już się zajmuje panną Fawcett z Ravenclawu i panem Summersem z Hufflepuffu. Oboje postanowili dodać sobie trochę lat. - Ale muszę przyznać, że ich brody nie są tak malownicze jak wasze. - Fred i George odeszli do skrzydła szpitalnego w towarzystwie Lee Jordana, który wył ze śmiechu, a Harry, Ron i Hermiona, chichocąc, udali się na śniadanie. Wielka Sala była udekorowana inaczej niż poprzedniego dnia. Zbliżała się Noc Duchów, więc pod zaczarowanym sklepieniem krążyły chmary żywych nietoperzy, a z każdego kąta szczerzyły zęby wydrążone dynie. Harry skierował kroki do Deana i Seamusa, którzy dyskutowali na temat ewentualnych kandydatów Hogwartu.

- Będzie nim laluś - mruknął Seamus

- Krążą pogłoski, że Warrington wstał wcześnie, żeby wrzucić swoje nazwisko - powiedział Harry'emu Dean. - No wiesz, to ten wielki osiłek ze Slytherinu, który wygląda jak leniwiec. - Harry, który spotkał się z Warringtonem w meczu Quidditcha, skrzywił się i pokręcił głową. - Przecież reprezentantem szkoły nie może być Ślizgon! - A wszyscy Puchoni mówia o Diggorym - powiedział z niesmakiem Seamus. -

- Finigan wasz jakiś ze mną problem?! - warknal Cedrik

- Ej nie warcz na mojego męża Cedrik - odpowiedziała Susan

Ale mnie się wydaje, że bałby się o swoją urodę... a nuż by ją sobie popsuł?

- PANI Finigan niech PANI uspokoi swojego synalka! - warknal Amos do Allison - Cedrik jest o wiele lepszym czarodziejem niż Harry Potter!

- Nie byłabym tego taka pewna PANIE Diggory - powiedziała Ginny

- Posłuchajcie! - odezwała się nagle Hermiona. Z sali wejściowej dobiegły ich głośne wiwaty. Obrócili się w krzesłach i zobaczyli Angelinę Johnson wchodzącą do Wielkiej Sali z nieco zażenowanym uśmiechem. Angelina, wysoka czarnoskóra dziewczyna, która grała na pozycji Ścigającego w drużynie Gryfonów, podeszła do stołu, usiadła

- Istna bogini! - wesnal George patrząc na Angeline z uwielbieniem

i oznajmiła:

- Jestem Lady Angelina Weasley mam kilka obowiązujących mnie zasad które muszę przestrzegać - mówiła to takim szczęśliwym głosem wtuliła się w jego tors

- Ja też mam kilka rzeczy które mnie obowiązuje i muszę przestrzegać ! - pisnęły Mężatki szczęśliwe niektórzy złapali sie za głowę z niedowierzaniem

- Byłaś bardzo grzeczna dziewczynka dlatego w nagrodę Cie przelecę - mrukneli im do ucha podnieceni kobiety chciały już pójdź do komnaty i się z mężem kochać ale nie skończyli czytać

- No, mam już to poza sobą Wrzuciłam swoje nazwisko! - Żartujesz! - krzyknął Ron, patrząc na nią z podziwem. - Masz już siedemnaście lat? - zapytał Harry. - No pewnie, że ma - wtrącił Ron. - Jakoś nie widzę brody, a ty? - W zeszłym tygodniu miałam urodziny - wyjaśniła Angelina.

Pani Weasley bardzo mocno przytuliła Angeline do swojej piersi

- Mamusia! - pisnęła szczęśliwa Angelina wtulając się w rudowłosa kobietę jeszcze bardziej

- Okropnie się cieszę, że wreszcie zgłosił się ktoś z Gryffindoru - powiedziała Hermiona. - I mam nadzieję, że się zakwalifikujesz, Angelino! - Dzięki, Hermiono - odpowiedziała Angelina, uśmiechając się do niej.

- Nie zdawaliśmy sobie sprawy że za niedługo będziemy siostrami paniami Weasley i psiapsiolkami! - pisnęły szczęśliwe Hermiona i Angelina rzucając się w ramiona i przytulając się

- Ja też chce sie przytulić! - dodały reszta dziewczyn które wyszły za mąż za Weasleyów i przytuliły się mocno do Angeliny i Hermiony kobiety miała uśmiech na twarzy

- I stałyśmy się naszymi córeczkami kochane - dodała Pani Weasley szczęśliwym głosem

- Tak mamusiu jestem twoją córeczką już zawsze - odpowiedziały szczęśliwe panie Weasley do pani Weasley które uśmiechała się szeroko

- No jasne, na pewno będziesz lepsza od tego przystojniaczka Diggory'ego -
powiedział Seamus, a kilku przechodzących obok stołu Puchonów spojrzało na niego krzywo.

- Jak PAN śmie! - warknal Amos na Seamusa

- Śmiem twierdzić że... - ale Susan namiętnie pocałowała go w usta a później się wtuliła

- To co dzisiaj robimy? - zapytał Ron przyjaciół, kiedy skończyli śniadanie i wychodzili z Wielkiej Sali. - Jeszcze nie odwiedziliśmy Hagrida - odrzekł Harry. - Możemy iść, chyba że poprosi nas o ofiarowanie kilku palców swoim sklątkom. - Hermiona nagle się ożywiła. - Właśnie zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie poprosiłam Hagrida, żeby się zapisał do stowarzyszenia WESZ. Poczekajcie na mnie, a ja skoczę na górę i wezmę odznaki, dobrze? - Chyba jej odbiło - mruknął Ron, patrząc, jak Hermiona wbiega na górę po marmurowych schodach.

Hermiona popatrzyła na niego wściekła stała a za chwilę siedziała znowu mu na kolanach

- Co robisz!?

- To - i pocałował ją namiętnie w usta Hermiona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- Hej, Ron - powiedział nagle Harry - idzie twoja znajoma...

- Moja ukochana poleciała po oznaki Wesz Harry

- Przez frontowe drzwi wchodzili właśnie uczniowie z Beauxbatons, wśród nich dziewczyna podobna do wili.

Hermiona nie mogła się powstrzymać i przytuliła się do Fleur najpierw była zaskoczona ale później uśmiechem na twarzy tuliła ja do swojej piersi popatrzyła jej oczy i ogarnęła włosy z jej czoła i dała jej a czole pocałunek Hermiona wesnela cicho zadowolonym głosem wtulając się w Fleur jeszcze bardziej

Ci, którzy otaczali Czarę Ognia, rozstąpili się, by zrobić im miejsce, i z ciekawością patrzyli, co zrobią. Za swoimi uczniami wkroczyła madame Maxime i natychmiast ustawiła ich rzędem.

- Bonjou moi widzowie witam was nasim programie kulinarnym - mówił Colin II z mocnym francuskim akcentem który był podobny do Olimpi - z moim pomocnikiem - wskazał na Hagrida który spalił buraka a sala spadła ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy bo świetnie naśladowal głos Madame Maxime

- Cholipka zmusiła mnie! - burkal Fineas głosem Hagrida sala ponownie zamiesla sie śmiechem

- Dobrzie dzisiaj bedziemy gotować ślimaki z serem topionym kurla wszystko mu jest przeterminowane napierdole gzie na musie pracować!

- Colin przestań! - zawołali ze śmiechu

- Olimpia ja coś masz jeszcze 30 sekund zanim Filch przyjdzie! - zawołał Antoine sala parsknęła śmiechem

- Pomocniku szybko kurla mac! - zawołał przerażony Colin II - zrobimy jednak zupke chińska

- Haha nie mogę haha! - śmiała się większość ludzi na sali najbardziej się śmiała męska cześć Wielkiej Sali

Jeden po drugim przekraczali Linię Wieku i wrzucali kawałki pergaminu w niebiesko-białe płomienie. Za każdym razem, gdy pergamin wpadał do czary, płomienie zabarwiały się na czerwono i tryskały iskry. - Jak myślisz, co się stanie z tymi, którzy odpadną? - zapytał półgłosem Ron Harry'ego, gdy wilowata dziewczyna wrzuciła swoją kartkę. - Wrócą do swojej szkoły, czy zostaną, żeby obserwować turniej? - Nie wiem - odpowiedział Harry. - Chyba zostaną... Przecież madame Maxime ma być sędzią.

- Będą obserwować - mruknela Fleur

Kiedy wszyscy uczniowie Beauxbatons wrzucili swoje nazwiska, madame Maxime wyprowadziła ich z sali. - A gdzie oni śpią? - zapytał Ron, podchodząc do frontowych drzwi i odprowadzając ich wzrokiem.

- Ja bym chciała spać z Billem - powiedziała Fleur i tupnela wysokim obcasem - a nie z tymi dziewuchami!

Donośny grzechot za plecami obwieścił im powrót Hermiony z puszką i odznakami. - Jesteś, no to lecimy - powiedział Ron i pomknął po kamiennych stopniach, nie spuszczając oczu z pleców wilowatej dziewczyny, która teraz była już w połowie trawnika. Zagadka miejsca zamieszkania gości z Beauxbatons rozwiązała się sama, gdy tylko zbliżyli się do chatki Hagrida na skraju Zakazanego Lasu. Olbrzymi, jaskrawoniebieski powóz, którym przybyli, był zaparkowany ze dwieście jardów od frontowych drzwi chatki, a uczniowie wspinali się do środka po złotych schodkach.

- Kiedy przytulam się do Billa naga i zadowolona po cudownym bzykaniu o wiele lepiej mi sie śpi - stwierdzila blondynka

- Mamo uspokój się! - krzyknęli synowie

Olbrzymie latające konie pasły się za prowizorycznym ogrodzeniem tuż obok powozu. Harry zapukał do drzwi chatki Hagrida i natychmiast odpowiedziało mu głuche poszczekiwanie Kła. - Najwyższy czas! - zagrzmiał Hagrid, gdy otworzył drzwi i zobaczył, kto pukał. - A już se myślałem, że wam z głowy wyleciało, gdzie mam chatę!

- Byliśmy naprawdę okropnie zajęci, - powiedział Ron

- Byliśmy naprawdę okropnie zajęci, Hag... - zaczęła Hermiona, ale nagle urwała, patrząc na niego, jakby zapomniała języka w gębie. Hagrid miał na sobie swój najlepszy (i wyjątkowo okropny) garnitur, brązowy i włochaty, a pod szyją krawat w żółto-pomarańczową kratkę.

- Hagrid idzie na randkę! - parsknął śmiechem Łapa

Nie to było jednak najgorsze. Wszystko wskazywało na to, że próbował sobie przyczesać włosy, używając do tego ogromnej ilości czegoś, co wyglądało jak smar do osi.

- Olimpia będzie na pewno twoja Hagrid - powiedział Rogacz który próbował zachować powagę

Teraz włosy opadały mu dwoma grubymi strąkami - być może próbował zapleść je sobie w koński ogon, jak Bill, ale stwierdził, że ma ich za dużo. Hermiona przez chwilę gapiła się na niego, a potem, najwyraźniej postanowiwszy powstrzymać się od komentarza, wymamrotała: - Ee... a gdzie są sklątki? - Na grządce z dyniami - odpowiedział uradowany Hagrid. - Robią się spore, mają już chyba ze trzy stopy.

Matki jęknęly

Tylko że... no... zaczęły się nawzajem zabijać. - Och nie, naprawdę? - powiedziała Hermiona, rzucając karcące spojrzenie Ronowi, który wytrzeszczał oczy na fryzurę Hagrida i już otwierał usta, aby coś na jej temat powiedzieć. - Taak - westchnął ponuro Hagrid. - Ale już w porząsiu, zrobiłem im oddzielne boksy. Wciąż mam ze dwadzieścia. - No... to świetnie - rzekł Ron. Hagrid nie zwrócił uwagi na jego ironiczny ton.

- Z każdym miesiącem Hermiona jest coraz piękniejsza - wypalił Ron patrząc na Hermione która się zarumieniła

W chatce Hagrida była tylko jedna izba, w kącie której stało olbrzymie łóżko pokryte kołdrą z patchworku. Przed kominkiem stał również ogromny stół z krzesłami, a sufitu zwieszało się mnóstwo wędzonych szynek i martwych ptaków.

Frank II i George II prychneli

Usiedli przy stole, a Hagrid przygotowywał herbatę. Wkrótce pogrążyli się w rozmowie na temat Turnieju Trójmagicznego. Hagrid pasjonował się nim tak samo, jak oni. - Poczekajcie - rzekł, uśmiechając się szeroko. - Tylko poczekajcie. Zobaczycie takie numery, że oko wam zbieleje.

- Az sie boję! - jęknęla młodsza Molly

Pirwsze zadanie... ach, ale przecież nie mogę... - Mów, Hagridzie! - zaczęli go błagać, ale tylko kręcił głową, nadal się uśmiechając. - Nie chcę wam popsuć zabawy - powiedział. - Ale będzie na co popatrzyć, tyle wam powim. Zawodnicy będą mieli ręce pełne roboty. Cholibka, nigdy nie myślałem, że dożyję Turnieju Trójmagicznego! - Poczęstował ich drugim śniadaniem, ale niewiele zjedli.

- Hagridzie nie jesteś mistrzem kuchni - odezwał sie Harry

Podał im coś, co nazwał gulaszem wołowym, ale kiedy Hermiona odkryła w nim wielki pazur, wszyscy troje stracili apetyt.

Większość krzywiła się

Próbowali jednak z zapałem skłonić Hagrida do zdradzenia im, na czym będą polegały turniejowe zadania, zastanawiali się nad tym, kto spośród kandydatów może zostać reprezentantem i czy Fred i George nadal mają brody.

- To był zajebisty widok! - śmiał się Lee

Po południu zaczął siąpić lekki deszczyk. Przyjemnie było siedzieć przy kominku, słuchać łagodnego bębnienia kropel o szyby, patrzeć na Hagrida cerującego sobie skarpetki i sprzeczającego się z Hermiona na temat skrzatów domowych - bo stanowczo odmówił wstąpienia do stowarzyszenia WESZ, kiedy mu pokazała odznaki. - To by było nie w porządku wobec nich, Hermiono - oświadczył poważnym tonem, wbijając potężną kościaną igłę w żółtą wełnę.

Hermiona prychnela

- Taką już mają naturę, że służą ludziom, to właśnie lubią, kapujesz? Tylko byś ich unieszczęśliwiła, gdybyś zabrała im tę robotę, a jakbyś próbowała im płacić, toby się obraziły. - Ale Harry uwolnił Zgredka, a on był tym zachwycony! - powiedziała Hermiona. - I słyszeliśmy, że teraz żąda zapłaty! - Taak... no... widzisz, w każdym gatunku trafiają się dziwolągi.

- Jak ty Hagrid - odezwał się Lucek

- Zamknij się! - warknęła Rose

Nie mówię, że w ogóle nie ma takich skrzatów, co by nie chciały wolności, ale większości z nich do tego nie namówisz. Nie, nie da rady, Hermiono. - Hermiona wyglądała na bardzo poirytowaną, kiedy chowała pudełko z odznakami do kieszeni płaszcza.

- Jaka szkoda! - zardwila Pansy

O pół do szóstej zaczęło się ściemniać i Ron, Harry i Hermiona uznali, że już czas wracać do zamku na ucztę w Noc Duchów i - co ważniejsze - na ogłoszenie nazwisk reprezentantów szkół. - Pójdę z wami - powiedział Hagrid, odkładając swoją robótkę. - Poczekajcie chwilkę. Wstał, podszedł do komody przy łóżku i zaczął w niej grzebać. Nie zwracali na to większej uwagi, dopóki jakiś okropny zapach nie uderzył ich w nozdrza. - Hagridzie, co to takiego? - zapytał Ron, zanosząc się kaszlem.

- Jego woda kolońska - mruknela Hermiona

- A co? - Hagrid odwrócił się do nich z wielką butlą w dłoni. - Nie podoba się wam? - Czy to jakaś woda po goleniu? - zapytała Hermiona nieco zduszonym głosem.

- Tania woda kolońska - odparła Hermiona

- To... woda kolońska - mruknął Hagrid, zaczerwieniony po uszy. - Może trochę za dużo chlusnąłem - burknął. - Zaraz to spłuczę, poczekajcie... - Wyszedł z chatki i zobaczyli przez okno, jak myje się energicznie w beczce z wodą. - Woda kolońska? - powtórzyła zdumiona Hermiona.

- Za to twój zapach jest taki piękny że ochotę się z tobą kochać - mruknela podniecona Hermiona do jego ucha

- Oczywiście pani Weasley

- Hagrid? - A te jego włosy... i to ubranko... - dodał Harry półgłosem.
- Patrzcie! - powiedział Ron, wskazując przez okno. Hagrid właśnie się wyprostował i odwrócił. Jeśli przedtem był zarumieniony, to teraz zrobił się czerwony jak piwonia. Ostrożnie podeszli do okna, uważając, żeby ich nie zobaczył. Z powozu dopiero co wyszła madame Maxime, prowadząc swoich uczniów. Najwyraźniej i oni wybierali się już na ucztę. Harry, Ron i Hermiona nie słyszeli, co Hagrid mówi, ale widzieli, że rozmawia z madame Maxime, a minę ma tak rozanieloną i oczy tak zamglone, jak przed trzema laty, kiedy hodował w domu małego smoka Norberta.

Hagrid sie rumienil

- Słuchajcie, on z nią idzie do zamku! - powiedziała Hermiona oburzonym tonem. - Myślałam, że na nas poczeka!

- Hagrid się zakochał - powiedziała Victoire

- Hagrid, nie obejrzawszy się nawet na swoją chatkę, kroczył już przez łąkę obok madame Maxime. Jej uczniowie biegli za nimi truchtem, aby dotrzymać im kroku. - On się w niej buja! - zawołał Ron z niedowierzaniem. - Jeśli skończy się tym, że będą mieli dzieci, to ustanowią rekord świata... założę się, że najmniejsze z ich dzieciątek będzie ważyło z tonę.

- Hagrid mogę być ojcem chrzestnym?! - krzyknęli Łapa i Rogacz patrząc na niego z nadzieją

- Nie to Hagrid wybierze mnie! - odpowiedzieli Fred i George - nie ciebie?! mnie! - dodali do siebie nawzajem

Wyszli z chatki i zamknęli za sobą drzwi. Było zaskakująco ciemno. Otulili się szczelniej płaszczami i ruszyli w górę łagodnego zbocza. - Ooch, to oni, patrzcie! - szepnęła Hermiona. Od strony jeziora szli ku zamkowi goście z Durmstrangu. Wiktor Krum kroczył na przedzie obok profesora Karkarowa, a reszta uczniów dreptała za nimi. Ron wbił tęskne spojrzenie w plecy Kruma, ale ten nie odwrócił się ani razu, a kiedy dotarł do frontowych drzwi, natychmiast wszedł do środka.

- Weasley zakochałeś się! - zadwil Corman

Rozświetlona blaskiem tysięcy świec Wielka Sala była już zatłoczona. Czarę Ognia przeniesiono: stała teraz na stole nauczycielskim, przed pustym jeszcze krzesłem Dumbledore'a. Fred i George - świeżo ogoleni - zdawali się zupełnie nieźle znosić gorycz porażki. - Mam nadzieję, że to będzie Angelina - powiedział Fred, kiedy Harry, Ron i Hermiona usiedli przy stole Gryffindoru. - Ja też! - wydyszała Hermiona.

Angelina podeszła i bardzo mocno przytuliła Hermione i pocałowała ja w czoło pani Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w czarnoskóra panią Weasley jeszcze bardziej ich matka lady Weasley patrzyła na to ze wzruszona

- No, ale wkrótce się dowiemy! - Uczta w Noc Duchów ciągnęła się dłużej niż zwykle, a w każdym razie tak im się wydawało. Może dlatego, że była to już druga uczta w ciągu dwóch dni, w każdym razie nadzwyczajne potrawy nie sprawiały Harry'emu takiej radości jak zwykle. Jak wszyscy inni - sądząc po nieustannym wyciąganiu szyj i niecierpliwych spojrzeniach rzucanych ukradkiem na stół nauczycielski, by sprawdzić, czy Dumbledore skończył już jeść

- Musimy poczekać bo PAN dyrektor musi się najeść dropsow - skomentowała to Ginny

- wyczekiwał chwili, w której talerze zalśnią czystością, a on usłyszy, kto weźmie udział w turnieju. W końcu talerze zalśniły czystym złotem i wybuchła wrzawa podniecenia, która ucichła prawie natychmiast, gdy Dumbledore podniósł się z krzesła. Siedzący po jego bokach profesor Karkarow i madame Maxime wydawali się równie spięci i podnieceni jak wszyscy.

- Olimpia pewnie się boi ze sie wszyscy dowiedzą ze kochała się Hagridem - wypalił Fred II wszystkim opadły szczęki Hagrid był cały czerwony

Ludo Bagman uśmiechał się i mrugał do niektórych uczniów. Pan Crouch natomiast sprawiał wrażenie, jakby go to wszystko niewiele obchodziło, a nawet jakby się trochę nudził.

- Nie było tu jego "asystenta" - powiedział George II

- Czara jest już prawie gotowa, by dokonać wyboru - rzekł Dumbledore. - Myślę, że to jej zajmie jeszcze z minutę. Kiedy zostaną ogłoszone nazwiska reprezentantów, proszę, by tutaj podeszli, przemaszerowali wzdłuż stołu nauczycielskiego i weszli do przylegającej komnaty - wskazał na drzwi za stołem nauczycielskim - gdzie otrzymają pierwsze instrukcje. - Wyjął różdżkę i machnął nią szeroko, a natychmiast pogasły wszystkie świece z wyjątkiem tych w wydrążonych dyniach. Czara Ognia była teraz najjaśniejszym punktem w całej sali; bladoniebieskie płomienie prawie oślepiały.

- Ciekawe kto będzie? - spytała Lily I

Wszyscy się w nie wpatrywali... kilka osób zerknęło na zegarki... - Jeszcze sekunda... - szepnął Lee Jordan, siedzący o dwa krzesła dalej od Harry'ego. Płomienie pełzające nad krawędzią Czary Ognia nagle poczerwieniały. Buchnęły iskry. W następnej chwili z czary wystrzelił długi język ognia, z którego wyleciał nadpalony kawałek pergaminu. Rozległy się zduszone okrzyki. Dumbledore zręcznie pochwycił kawałek pergaminu i wyciągnął na długość ramienia, aby móc go odczytać w świetle płomieni, które znowu zrobiły się niebiesko-białe. - Reprezentantem Durmstrangu będzie... - przeczytał mocnym, czystym głosem - Wiktor Krum.

Ron prychnął był dalej o Hermione zazdrosny

- Żadna niespodzianka! - wrzasnął Ron, kiedy sala rozbrzmiała oklaskami i wiwatami. Harry zobaczył, jak Krum wstaje od stołu Ślizgonów i idzie ku profesorowi Dumbledore'owi, a potem skręca w prawo, przechodzi wzdłuż stołu nauczycielskiego i znika w drzwiach do przyległej komnaty. - Brawo, Wiktorze! - zahuczał Karkarow tak głośno, że mimo oklasków wszyscy go usłyszeli. - Wiedziałem, że to będziesz ty!

- Ale dzban! - krzyknąl Lee

- Oklaski i wrzawa powoli zamierały. Teraz wszyscy znowu utkwili wzrok w Czarze Ognia, która po kilku sekundach ponownie rozkwitła czerwienią. Drugi kawałek pergaminu wyleciał w powietrze. - Reprezentantem Beauxbatons jest Fleur Delacour! - oznajmił Dumbledore.

- Fleur nazywa się WEASLEY i nazywa się LADY Fleur WEASLEY powinien PAN o tym wiedzieć PANIE Dyrektorze! - warknęła nagle Molly na Dumbledore a ten popatrzył na nią niedowierzaniem bo Dumbledore dzialal Molly na nerwy bo nie powiedział ze Dursleyowie źle traktowali Harrego i wiedział o tym i nic z tym nue zrobił a tego nie mogła mu wybaczyć i zapomnieć później zwróciła się do córki innym głosem która mówiła do niej - Moje słoneczko jest reprezentantem w Turnieju Trójmagicznym - mruknela pani Weasley miłością ale tez przerażoniem w głosie do Fleur im sie zorientowała poczuła ciało Fleur i pocałowała ja w czoło która wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę

- Mamusiu tak bardzo Cie kocham - oznajmiła Fleur miłością w kiedy na nią popatrzyła i ponownie sie do niej wtuliła i wesnelam zadowolonym głosem - uwielbiam kiedy mamusia krzyczy na Dropsa i go poprawia mówiąc ze jestem panią Weasley i całujesz mnie w czoło

- kochanie byłaś jesteś i będziesz panią Weasley i tak samo jak moją córeczką bo za tym PAN Drops działa mi na nerwy bo zostawił twojego braciszka u Dursleyow i okłamywał mnie przez te wszystkie lata ze u Harrego jest wszystko porządku a wcale tak nie było! - warknęła znowu na dyrektora - ZOSTAWIŁEŚ HARREGO Z DURSLEYAMI I ZAPEWNIAŁEŚ MI WSZYSTKO JEST U NIEGO PORZĄDKU A WCALE TAK NIE BYŁO PRZEZ 11 LAT NIE MIAŁ WŁASNEGO POKOJU ANI MATCZYNEJ MIŁOŚCI I OKŁAMYWAŁEŚ MNIE PRZEZ CALE ŻYCIE TAK CI WIERZYŁAM ZE NAWET NIE WIERZYŁAM WŁASNYM SYNÓM ZE MIAŁ KRATY W OKNIE I BYŁ ZAMKNIĘTY!

- Molly musisz... - Molly wściekła przerywając mu

- PO PIERWSZE PANI WEASLEY ALBO LADY WEASLEY I PROSZĘ PANI JAK PAN CHCE COŚ POWIEDZIEĆ DO MNIE ALBO DO MOICH CÓREK MOŻE BYĆ TEŻ MADAM WEASLEY A NIE ŻADNA MOLLY I DO MOICH CÓREK I PRZYJACIÓŁEK TO SAMO PANI I ICH NAZWISKO I TO SIĘ TYCZY TEZ MOICH SYNÓW I MOICH PRZYJACIÓŁ ! DLA NAS PAN DYREKTOR JUŻ NIE ISTNIEJE SAM PAN ZERWAŁ NASZA PRZYJAŹŃ BO MY NIE BĘDZIEMY PRZYJAŹNIĆ SIĘ Z KŁAMCA I NIGDY WIĘCEJ NIE BĘDZIEMY PRZYJACIÓŁMI! PO DRUGIE ZAMKNIJ MORDĘ DUMBLEDORE BO ZARAZ CI PRZYPIERDOLE! - ryknela na niego Lady Weasley nie panując nad nerwami wszyscy zrobili wielkie oczy a później sala zaczęła klaskać Dumbledore był takim szoku ze nie mógł wydusić słowa Fleur przytuliła matkę do swojej piersi żeby powstrzymać ja nad rzuceniem się na dyrektora i, chcąc go rozszarpac a rudowłosa momencie się uspokoiła wtuliła się w Fleur i oznajmiła jej

- Fleur wiem ze to się już wydarzyło ale kiedy sobie pomyślę ze moja córeczka startowała w tym niebezpiecznym turnieju to mam gęsią skórkę i jestem przerażona - rzekła pani Weasley - a wiesz dlaczego tak się boję bo boję się że Cie stracę Fleur bo kocham Cie córeczko nad życie - i miała łzy w oczach - gdyby coś by Ci się stało to nawet nie chce o tym myśleć!

- Cii mamusiu nie płacz - i wytarła jej łzy i dalej ją przytulala do swojej piersi i pocałowała ją w czoło Molly wydała z siebie wesnecie zadowolenia a Fleur tuliła swoją mamusie do swojej piersi - Nie stracisz mnie mamusiu Ciii twoja córeczka jest przy tobie i nigdzie się nie wybiera

- Kocham Cię Fleur tak bardzo Cie kocham - oznajmiła Molly do niej piersi z taką miłością - jesteś moją córeczką blondyneczka na zawsze Bill jestem dumna wybrałeś sobie na żonę taką wspaniale kobietę i dla jest to największy zaszczyt że jestem jej mamą - dodała do dlugowlosego i przytuliła Fleur do swojej piersi a Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając się w pani Weasley

- Bo jesteś moją mamusią dożywotnio i nic i nikt tego nie zmieni - wyszeptała do jej piersi zadowolonym głosem - a Harry jest moim małym braciszkiem mamuś

- Oczywiście kochanie że jestem twoją mamusią dożywotnio i nikt tego nie zmieni - stwierdziła Lady Weasley

- Ej nie jestem mały! - prychnął Harry

- Dla mnie zawsze będziesz młodszym bratem - odezwała się pani Weasley i przytuliła się do niego - nie ważne ze jesteś wyższy odemnie kocham Cie braciszku

- Ja też Cie kocham siostrzyczko - odparł Harry całując ja w czoło a Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając się w brata jeszcze bardziej

- Ron, to ona! - krzyknął Harry, widząc, jak wstaje dziewczyna podobna do wili, odgarnia do tyłu srebrno blond włosy i idzie między stołami Ravenclawu i Hufflepuffu. - Popatrzcie na ich zawiedzione miny - powiedziała Hermiona, przekrzykując wrzawę i wskazując na pozostałych uczniów Beauxbatons „'Zawiedzione"' to trochę zbyt łagodne określenie'. Pomyślał Harry. Dwie dziewczyny zalały się łzami i szlochały z głowami ukrytymi w ramionach.

- Po prostu są zazdrosne o moją siostryczke że została wybrana a one nie - powiedziała Ginny podchodząc do blondynki większość chłopaków zaczęli patrzyć na panią Potter i było i wesnecia i szepty

- ale ona pięknie chodzi i cała jest piękna i taka seksowna

- Wara od mojej zony! - warknal Harry Ginny przytuliła Fleur

- Czy wiesz że bardzo mocno Cię kocham siostrzyczko? - spytała Ginny całując ja w czoło

- Tak! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się Ginny - ja Ciebie też bardzo mocno kocham - dodała do niej piersi i zadowolona zamknęła oczy tuląc się do niej piersi a pani Potter uśmiechnięta na twarzy tuliła swoją najstarsza siostrę

Kiedy Fleur Delacour również znikła w bocznych drzwiach, znowu zapadła cisza, ale tym razem tak nabrzmiała napięciem, że prawie czuło się jej smak. Teraz ogłoszą reprezentanta Hogwartu...

- To będzie Cedrik - mruknął Amos

I ponownie zaczerwieniły się płomienie, i znowu buchnął snop iskier, język ognia wystrzelił w powietrze, a Dumbledore pochwycił trzeci kawałek pergaminu. - Reprezentantem Hogwartu - zawołał - jest Cedrik Diggory!

Harry nagle zbladl

- Nie! - krzyknął Ron, ale nikt go poza Harrym nie usłyszał, bo ryk przy sąsiednim stole był ogłuszający. Wszyscy Puchoni zerwali się na nogi, wrzeszcząc i tupiąc, kiedy Cedrik, uśmiechając się szeroko, ruszył ku komnacie za stołem nauczycielskim.

- Gdyby nie ten cholerny turniej! - warknęła Emma

Wiwaty trwały tak długo, że dopiero po kilku minutach Dumbledore mógł znowu przemówić. - Wspaniale! - zawołał, szczerze uradowany, kiedy wrzawa w końcu ucichła. - A więc mamy trzech reprezentantów szkół. Jestem pewny, że nie zawiodę się na was wszystkich, nie wyłączając pozostałych uczniów z Beauxbatons i Durmstrangu... Liczę na to, że wszyscy reprezentanci spotkają się z waszym wspaniałomyślnym poparciem i aplauzem.

- Jasne! - wycedzil Harry

Dopingując i oklaskując swojego reprezentanta, przyczynicie się do... - Ale nagle urwał, a po chwili dla wszystkich stało się jasne, co go wytrąciło z równowagi. Płomienie w Czarze Ognia ponownie zabarwiły się czerwienią.

- Co sie dzieje?! - pisnęły Lily

- To nie ma prawa mieć miejsca - dodał Rogacze

Trysnęły iskry. Długi język ognia wystrzelił w powietrze i wyrzucił jeszcze jeden kawałek pergaminu. Chyba zupełnie machinalnie Dumbledore wyciągnął rękę i pochwycił pergamin. Wyciągnął go przed siebie na długość ramienia i wytrzeszczył oczy.

Harry wtulił się Ginny

Zapadła cisza, w czasie której Dumbledore długo wpatrywał się w świstek w swojej dłoni, a wszyscy wpatrywali się w Dumbledore'a. A potem Dumbledore odchrząknął i przeczytał: - Harry Potter.

- KTO! - rykneli goście przeszłości oraz Nicole i Jessica i patrząc na Harrego przerażonymi oczami - JAK TO HARRY POTTER!!

- PAN Harry Potter - wycedzil Amos - jak zwykle musi PAN być centrum uwagi!

- NIE CHCIAŁEM BYĆ W TYM TURNIEJU IDIOTO! - zawołał Harry wściekły - ZOSTAŁEM WROBIONY!

- GDYBY NIE PAN POTTER MÓJ SYN BY DALEJ ŻYŁ I NIE JESTEM IDIOTA JAK PAN ŚMIE MÓWIĆ DO NIE PO IMIENIU!!

- HARRY NIE JEST ODPOWIEDZIALNY ZA ŚMIERĆ CEDRIKA IMBECYLU! - ryknela Ginny - ZOSTAŁ WROBIONY PRZEZ BARTY CROUCH JUNIORA!!!

- NIE WTRĄCAJ SIĘ DZIEWUCHO!

- Nie nazywaj tak mojej siostry! - warkneli bracia Ginny i siostry wojowniczki - albo strzele Cie zaklęciem i będziesz błagał mnie o litość!

- Tobie już totalnie odbiło - oznajmili synowie Harry'ego - moj tata nie byl odpowiedzialny za śmierć Cedrika a teraz jeszcze obrażasz moja mamę - powstrzymując swoją żonę przed rzuceniem klątwy na Diggorego Rogacz i Fleomont i Arurowie Claus tez ledwo powstrzymali swoje żony

- Puść mnie muszę go trafić jakąś klątwa! - zawolaly wściekle Euphemia Lily I Ginny Olivia Amelia II i Lily II oraz Molly I

- Puść mnie muszę go trafić w jaja wysokim obcasem! - zawolala Carolina

- TATO USPOKÓJ SIĘ TO NIE JEST WINA HARREGO! - zawołał Cedrik Amos dalej patrzył na Harrego jadowicie

- Koniec rozdziału! - zawołał Markus 

sobota, 21 grudnia 2024

Nauka dziewczyn w Hogwarcie

Po przeczytaniu rozdziału Pov Fleur

Mamusia zawołała - wszystkie dziewczyny zostają!

- My też musimy? - spytała Ginny

- Tak - odpowiedziała - pomożecie mi bo ja sama nie ogarnę tych wszystkich dziewczyn będziecie moimi asystentami

- No dobrze - mruknely dziewczynyn ja z zakonu sióstr wojowniczek

- A panowie sobie pójdą bo nie będziecie dziewczyn rozpraszać

Mężatki i ja nie byśmy zachwycone ze nasi mężowie musieli was opuścić

- To do później kochanie - oznajmili mężczyźni a my pocałowaliśmy namiętne swojego męża a, późnej sie oderwalismy i wesnelismy zadowolonym głosem i usiadłysny na miejsce a mezszyzni odeszli

- Dzień dobry kochaniutke nazywam się Apolonia Delacour i dzisiaj będziemy się uczyć jak powinna chodzić prawdziwa dama Nauka chodzenia na obcasach wymaga wyprostowanej sylwetki. Pamiętajcie o ściśnięciu mięśni brzucha i łopatek. Całe ciało powinno tworzyć linię prostą. Sztywne nogi oraz kolana to popularny błąd, tak samo jak ustawianie się na całej stopie. Koniecznie rozluźnijcie się i idź swobodnie, a kroki dopasujcie do swoich możliwości. Na początku najlepiej wykonujcie małe, to doda wam pewności siebie na co dzień. Na wszelki wypadek trzymajcie nogi blisko siebie. Poruszamy się tak, aby ciężar ciała przenieść z pięty na palce stóp, a zatem na przednią część buta. Patrz przed siebie, a nie w dół, poza tym kieruj się w jednej linii. To proste ćwiczenia by prawidłowo chodzić. Krzyżują nogi tylko i wyłącznie modelki na wybiegu i obserwujcie mnie uważnie i mamusia - pokazywała przez jakiś czas a później dziewczyny próbowały ja naśladować  a my mojej mamusi pomagalysmy i tak której dziewczyn nie szło to, pokazywaliśmy im jeszcze raz na początku praktycznie sie przewracały a późnej szła im coraz lepiej

- Jak nauczyć się chodzić w szpilkach? Ćwicz i jeszcze raz ćwicz. - mówiła za każdym razem mamusia po jakiś czasie - Brawo kochaniutke idzie wam coraz lepiej! - zawołała uśmiechem na twarzy

- Dziękuję pani profesor - odpowiedziały radością większość dziewczyn które opanowały sztukę chodzenia niektóre dalej sie kiwały albo się przewracały

- Cholerne wysokie obcasy! - warknęła dziewczyna którą leżała na podłodze po sie przewróciła

- Spokojnie kochanie - powiedziała Angelina - popatrz na mnie - i Angelina pokazywała jak chodzić podała jej rękę i pomogła stać - Wyobrażaj sobie równoległe linie, po których się poruszasz i stawiaj na ziemi piętę, - dziewczyna powoli zaczęła robić to co Angelina kazała i zaczęła wykonywać i dużo lepiej chodziła później robiła to coraz bardziej pewniej i później rzuciła Angelinie na szyję krzycząc

- Dziękuję! dziękuję! dziękuję!

- Nie ma za co kochanie - odparła Angelina

- Na dzisiaj koniec musicie odpocząć żeby mieć jutro siłę na kolejne lekcje a wy udaliśmy się do bazy 

Pov Marlene 

- Dziewczyny wpadłam na genialny pomysł - oznajmiłam wyraźnie podniecona 

- Jaki pomysł? - zainteresowały się 

- Spiszemy jakie Obowiązki jaka każda Lady należajaca do starożytnego i królewskiego rodu musi przestrzegać oraz każda Madame - oznajmiłam podnieconym głosem 

- Świetny pomysł Marlene! - uśmiechnęła się Lily wyczarowała kartkę i pióro - jakieś pomysły? 

- Najważniejszy punkt: Obowiązkiem każdej Lady oraz madame jest zawsze zwracanie się do rodziców męża i do swoich biologicznych rodziców per mamusia i tatuś a nigdy nie zwraca się po imieniu - powiedziała mamusia Euphemia - zapisałaś córeczko? 

- Tak mamusiu - rzekła Lily - to jest jedno z najważniejszych punków kontraktu mamusiu - mówiąc to wesnela zadowolonym głosem wtulając się rudowłosa kobietę jeszcze bardziej bo pani Potter pocałowała ja w czoło 

- Bo to jest jedno najważniejszych punktów kontraktu córeczko - oznajmiła mamusia Euphemia do Lily miłościa w głosie a, późnej zwróciła sie do mnie Dorcas i Nimfadory - chodźcie do mnie córeczki mamusia musi was przytulić i pocałować w czoło - a my tez żadnego uporu uśmiechem na twarzy przytulismy sie do niej i Lady Potter z taką miłością pocałowała was po czole a my wydaliśmy z siebie wesnecie zadowolenia wtulając się w mamę jeszcze bardziej a ona przytulała was z taką miłością 

- Kocham Cię mamusiu - rzeklismy zadowolonym głosem do jej piersi 

- Ja też was kocham moje skarby - powiedziała pani Potter tuliła was 

- Drugi Najważniejszy punkt: Każda Lady i każda Madame każdego rodu ma obowiązek kochać i traktować żony swoich synów tak samo jak swoje biologiczne córeczki jej obowiązkiem jest zwracac się do ich per córeczko skarbie kochaniutka i ponadto jej obowiązkiem jest również wszystkie córeczki bez wyjątku całować po czole i przytulac je do swojej piersi przy każdym przywitaniem i żegnaniem sie ze swoją córeczką - dodała Molly I całując swoje córki po czole które wesnely zadowolonym głosem wtulając się w lady Weasley jeszcze bardziej 

- Kocham Cię mamusiu - mruknely zadowolonym głosem córki Molly do jej piersi - i mamusia ma rację to jest jedno najważniejszych punktów kontraktu mamusiu i to jest mamusi obowiązkiem całować mnie w czoło 

- Mamusia też was bardzo kocha kochane - rzekła miłością w głosie pani Weasley tuląc je do swojej piersi - i tak to jest mój obowiązek jest całować po czole moje córeczki 

- A ja zapisałam jedno z najważniejszych punktów - oznajmiła Lily całując po chwili swoje córki które wesnely również zadowolonym głosem wtulając się w lady Potter jeszcze bardziej 

- mamusiu kocham cię - mruknely zadowolonym głosem córki Lily do jej piersi 

- Mamusia też was kocha kochane - rzekła pani Potter tuląc je do swojej piersi pozostałe Lady i Madame również pocałowały swoje córki po czole a te wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swoją mamę jeszcze bardziej 

- Kocham Cię mamusiu - rzekły ich córki zadowolonym głosem wtulając się w swoją mamę jeszcze bardziej 

- Mamusia też was kocha kochane - rzekły pozostałe Lady i Madame które teraz wypelnily swój obowiązek kiedy pocałowały swoje córki w czoło 

- Do rodzeństwa swoich rodziców i do ich przyjaciół zwraca się per ciocia i wujek - wymyśliła Hermiona 

- Świetnie - rzekła Nicole a Lily zapisała 

- Do rodziców przyjaciół zwraca się albo ciocia i wujek albo mamusia i tatuś to zależy jak rodzice przyjaciół chcą - rzekła Nimfadora 

- Kochanie z mojej strony nic się nie zmieniło - przypomniała jej mamusia Euphemia 

- I oby nigdy się nie zmieniło mamusiu - powiedziała Nimfadora do pani Potter iskierkami która starsza kobieta twarz miała rozpromieniona a Lily zapisała 

- Bo dziadków swoich i ich przyjaciół zwraca się do ich per babcia i dziadziu A do pradziadków zwraca się do per prababcia i pradziadek - oznajmiły Flora i Hestia a, Lily zapisała kolejny punkt 

- Chodzi biżuteri rodu swojego męża cały czas nigdy je nie zdejmuje - rzekła Hanna patrząc na swój pierścień rodu Longbottomow które miała na palcu 

- Myślę To jest bardzo ważny punkt - stwierdziła Susan patrząc na swój pierścień rodu Finiginanow który miała na palcu kobiety pokiwały głowami zgadzając się z nią a pani Potter zapisała na kartce 

- Chodzi cały czas butach na wysokim cienkim obcasie najczęściej szpilkach również po domu i nigdy je nie zdejmuje nawet w nocy dzięki temu każdy jej ruch i chód jest wykonywany z niezwykla gracja i wdziękiem - wymyśliła Ginny a Lily to zapisała ten ważny punkt 

- No Charlie to uwielbia kiedy kręcę biodrami chodząc butach na wysokim obcasie - zgodziła się Ginny Charlotta - i jak siedzę mu na kolanach to czuje jak mu staje 

 - prawda doprowadziłam do tego że mój chłop jest cały czas podniecony bo cały czas czuje jak mu staje bo siedzę mu na kolanach i nie może tego kontrolować - mruknelismy 

- siedzi tylko na kolanach swojego mężczyznę - powiedziała Astoria - bo ja uwielbiam siedzieć na kolanach Draco bo czuje się w wtedy bardzo bezpiecznie nawet jak jestem u kogoś 

- Ja też uwielbiam siedzieć na kolanach Jamesa - oznajmiła Lily 

- Zapisz kochanie - rzekła Apolonia - i już był zapisany punkt 

- Kocha sie ze swoim mężem oczywiście w swojej biżuterii i tylko szpilkach na wysokim cienkim obcasie - rzekła rumiencem na twarzy Fleur - no co nawet z podczas stosunku z mężem musimy wyglądać seksownie po za tym widok w szpilkach na wysokim obcasie zawsze faceta podnieca więc seks jest wtedy cudowniejszy

- I magiczny! - rozmarzylisny się! - a Lily zapisała ten bardzo ważny punkt 

- i Zawsze śpi nago - oznajmiła Daphne 

- Ja tam spaliłam swoje i męża - wypaliła mamusia Carolina a Lily parsknęła śmiechem 

- Zawsze jest perfekcyjnie ubrana i adekwatny do sytuacji - stwierdziła Victoire 

- Zawsze ma delikatny makijaż - dodała Domique i obie punkty Lily zapisała 

- Chodzi naga po domu mając oczywiście biżuterie i szpilki na wysokim obcasie kiedy nikt nie widzi oprócz swojego męża - rzekła Molly II z głębokim rumieńcem na twarzy - jestem pewna że robiliście to samo 

Większość pokiwaliy głowami mając rumieniec na twarzy 

- Mężatki starożytnych i królewskich rodów oraz Madame mają widoczny znak na szyi w kształcie yin i yang oprócz wdow i te które nie skoczyły 15 lat - rzekła Augusta 

- Coś jeszcze? - spytała Jessica 

- Chyba nie - zastanawiała się Tracy 

- Podpisane przez wszystkie Ladys należajaca do starożytnych i królewskich rodów oraz Madames - zakończyła Dorcas i Lily zrobiła to co kazała Dorcas i nagle powstało białe światło i kontrakt został podpisany bo zobaczyliśmy pieczątkę 

- Podpisaliście dożywotni kontrakt i teraz to sa wasze obowiązki kto ich nie przestrzega straci tyłul Lady oraz Madame - rzekł głos a my usniechnelisny się szeroko 

Pov Alicia

To tym wydarzeniu Udałam się do komnaty otworzyłam drzwi i zobaczyłam Lee który spał nagi rozebrałam się do naga to znaczy to co mogłam zdjąć podeszłam do niego gracja i wdziękiem mając na sobie szpilki na wysokim obcasie Lee bardzo się cieszył ze nie mogę ich zdjąć wlazłam na łóżko i chwyciłam jego penisa i zaczęłam go poruszać Lee jeknal i zaczęłam go lizać jego penisa Lee tylko westknal Lee otworzył oczy i zobaczył mnie jak robię mu dobrze

- Grzeczna dziewczynka nie przestawaj!! - powiedział wladzczym głosem i głęboko wesnal zadowolonym głosem

- Dobrze panie Jordan - i dalej lizałam jego penisa robiłam co w mojej mocy aby zapewnić swojego narzeczonemu jak największą dawkę rozkoszy. Jednocześnie posłusznie patrzyłam w jego oczy , dbając o kontakt wzrokowy. Lee jednak co chwilę mocno odchylał głowę do tyłu, czemu towarzyszyły głośne pojękiwania i długie, soczyste przekleństwa kiedy oderwałam się od jego penisa

- Lubi pan kiedy Panu tak robię panie Jordan - poruszałam jego penisem ręką

- Tak Pani Jordan! proszę o więcej proszę pani!

- Skoro tak ładnie prosisz to nie mogę przestać - powiedziałam podniecona i dalej lizałam jego męskość i po chwili

- Ja zaraz! - jeknal podniecony i po chwili wydał z siebie jęk i dostał orgazm

- Dziękuję pani Jordan - a ja usiadłam na jego torsie włożyłam jego penisa do swojego wnętrza i wesnelam zadowolonym głosem i Zaczęłam się unosić w górę i opadać, najpierw powoli. Jego dłonie spoczęły na moich biodrach. Pomogł mi złapać rytm, który podobał się nam obojgu. Potem jego ręce podążyły w górę i złapał moje piersi, podczas gdy ja mnie ujeżdżałam. Następnie przybliżyłam swoje piersi do jego ust bez przerywania "ujeżdżania" i zajął się nimi wydawałam coraz głośniejsze jęki przyjemności. Chwyciłam mocno w dłonie jego kruczoczarne włosy i przyspieszyłam tempo. Czułam, jak mój trzeci orgazm tej nocy zbliża się w fali czystej ekstazy.

- Dojdź ze mną, kochanie! – zawołałam, kiedy zobaczyłam, że lada chwila przejdziemy ten próg. Wyszedł naprzeciw mnie w kołysaniu i mocno naparł. Intensywność pchnęła nas w następny poziom i jeszcze dalej. Odrzuciliśmy głowy w tył i zawołaliśmy ze wspólnej rozkoszy. Nasze oczy spotkały się i w mgnieniu oka zniknęła cała rezerwa i wszystkie wątpliwości. Odchyliłam głowę na bok, odsłaniając przede nim swoją szyję w akcie poddania, ale też wiecznego oddania. Odwzajemnił ten gest. Zrozumiał. Jednocześnie krzyknęliśmy.

- Amor aeternus! - Zostaliśmy partnerami, teraz i na zawsze, naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie. I po chwili przez nasze ciało przeszedł prąd i odrzuciliśmy głowę do tyłu, poddając się orgazmowi.

- Aaaaaaaaa! – zawołałam, a następnie pocałowałam go namiętnie w usta.

- Kocham Cię – mruknął zmęczonym głosem, zalewając moje wnętrze – Byłaś niesamowita – zaczął mnie całować po brzuchu. Pocałował mój przebity pępek pisnęłam, późnej przejechał językiem po moim ciele, a ja westchnęła zadowolonym pomrukiem zeszłam z niego i położyłam się i rozłożyłam nogi

Pov Lee

Moja wolna dłoń przesunęła się po jej płaskim brzuchu, dotykając przebitego pępka, na którym miała wiszący długi kolczyk, a następnie delikatnie połaskotałem jej łechtaczkę Alicia wesnela zadowolonym głosem . Włożyłem palec do wnętrza i poruszałem kilka razy, co wywołało głośny jęk rozkoszy i błagała mnie, jęcząc, żebym nie przestawał – Proszę! Proszę! MOCNIEJ! SZYBCIEJ! Błagam Cię! – jęczała, następne Zacząłem delikatnie lizać jej nabrzmiałą łechtaczkę, co spowodowało u niej głośne westchnienie zadowolenia. Po chwili objąłem łechtaczkę wargami i zacząłem ją delikatnie ssać, aby po chwili włożyć w tę czynność więcej energii. Wygięła ciało w łuk i wydała z siebie ciche jęknięcie, które łatwo było pomylić z głośnym westchnieniem przyjemności. Pani Jordan jest z pana taka dumna, proszę, nie przestawaj! – i trzymała moją głowę i płaskała po włosach i jęczała oddychała głowę do tyłu

- Dziękuję Madame Jordan , że pani się bardzo podoba, Madame – opowiedziałem i dalej lizałem, a ona wydawała coraz głośniejsze jęki. Przyspieszyłem swoje ruchy językiem i po chwili Alicia wydała siebie głośny jęk. Przez jej cudownie ciało przeszedł prąd i wygięła się w łuk, odchylając głowę do tyłu, poddając się cudownemu orgazmowi. Przez chwilę dalej lizałem, żeby wzmocnić jej orgazm. Następne przestałem lizać jej łechtaczkę i patrzyłem w te piękne oczy. Przez chwilę leżała nieruchomo. Miała rozmarzoną twarz, rozkoszując. wtuliła się we mnie i zamknęła oczy i zasnęliśmy.

Pov Alicia

Następnego dnia otworzyłam oczy i poczułam się inaczej. Przejechałam po skraju swojej szyi i poczułam moc. Westchnęłam zadowolona i popatrzyłam na Lee , który pieścił moją pierś językiem. Westchnęłam głęboko.

- Kochanie, nie przestawaj – westchnęłam zadowolonym głosem.

- Dzień dobry, pani Jordan – Dobrze pani się spało? – mruknął i wrócił do pieszczenia mojego sutka.

- Och panie Jordan ! – krzyknęłam – Tak, dobrze. Rób tak dalej. Co mam?

- To chyba papuga pani Jordan .

- A pan panie Jordan ? – zapytałam westchnęłam głosem zadowolenia

- Też papuga ! – i uśmiechnęłam się szeroko. Pocałowałam go namiętnie w usta i zaczęliśmy się ponownie kochać.

Pov Lee

Kiedy z nią szedłem Oooooo, Melinie! Co za cudowne uczucie – jęknęła – Uwielbiam cię w sobie czuć i Wszystko w porządku, mężu i teraz jestem twoja – i pocałowała mnie w policzek i poprosiła mnie, aby poruszał powoli, aby ból ustąpił. Spełniłem jej życzenie i zacząłem poruszać się powoli, wchodząc i wychodząc. Dla Alicii ból zaczął zmieniać się w przyjemność i poprosiła mnie, abym poruszał się szybciej, skinąłem głową i zacząłem przyspieszać tempo, pochyliłem się również, aby bawić się jej piersiami i figlarnie lizać sutki – Och Lee , kontynuuj, proszę, kontynuuj! – zawołała w fazie pożądania. Jedyną moją reakcją było złapanie jednego z nich i masowanie go jezykiem, będąc w niej. Wkrótce przyspieszyłem, a moja żona objęła mnie nogami w pasie, że nie mogłem się wycofać. Wtedy stanąłem na kolanach, podniosłem panią Jordan i trzymałem ją – O tak, Lee , bzykaj mnie dalej! Potrzebuję tego więcej, rób to dalej! – jęczała.

- Nie martw się Alicia , nie zawiodę Cie ! – jęczałem między oddechami. Wkrótce uprawialiśmy seks godzinami, wypróbowując różne style

- Panie Jordan ja, zaraz...! – jęknęła Alicia

- Ja też, pani Jordan ! – odpowiedziałem. Poruszaliśmy się coraz szybciej, aż osiągnąłem granicę wytrzymałości głośno jęknąłem i zalałem w wnętrze Alicii Alicia jęknęła najgłośniej jak mogła, wygięła się, a przez jej ciało przeszedł prąd.

- Nie wychodź, proszę – powiedziała erotyczne. Położyłem się na niej, bo nie chciała, żebym z niej wyszedł

- Wow! To było niesamowite! – powiedziałem, łapiąc oddech i pocałowałem ją w usta. Alicia westchnęła zadowolonym głosem oddając pocałunek z taką samą mocą – Jesteś taka piękna.

- Teraz nazywam się Alicja Jordan . Lee jestem twoją żoną z Magii. Tak bardzo cię kocham

- I tak będą co Ciebie mówić - oznajmiłem twardym głosem Po chwili ubraliśmy się i udaliśmy się do Wielkiej Sali kiedy nas dziewczyny zobaczyły uśmiechnaly się szeroko

- Proszę proszę kto raczył przybyć do Wielkiej Sali - odezwała się Angelina

- Pani Jordan i pan Jordan - odpowiedziała wystrzezem i Odrzuciła włosy z jednego skraju szyi gdzie widniał znak a ja wypialem dumnie pierś Fred i George popatrzyli na mnie wzruszeni dziewczyny pisnęły i wszystkie przytuliły Alicję

- Mamusiu jesteś teraz panią Jordan z Magii kocham cię! - zawołały moje córki przytulając się do matki a pani Jordan pocałowała obie w czoła a one wesnely zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej

- Kocham was moje kochane córeczki tak bardzo was kocham - odparła pani Jordan i patrzyła na nie z jaką miłością

- Tatuś! - zawolaly moje córki i rzuciły mi się na szyję

- Nie mogę oddychać! - wychrypialem a te popatrzyły na mnie proszaca miną dlatego spełniłem ich nie wypowiedziana prośbę i pocałowałem je po czole obie wesnely zadowolonym głosem przytuliły się do mnie zadowolonym uśmiechem na twarzy mówiąc - tatusiu kocham cię

- Ja też was kocham

- Jesteś teraz panią Jordan - powiedziała Katie do mojej żony

- Tak - odpowiedziała Alicia szczęśliwa i przejechała po znaku i wesnela zadowolonym głosem

- Nasz mały braciszek stał się prawdziwym mezszyzna - powiedzieli Fred i George

- Papuga? - spytał Harry patrząc na mój znak

- Lubie dużo gadać! - wzruszyłem ramionami nagle Alicia rzuciła mi się na szyję i pocałowała mnie namiętne usta

- Moje gratulacje - powiedzieli moi kumple nagle usłyszelismy jakieś walenie

- Wy też to słyszycie prawda? - spytała Victoire

- Tak - oznajmiła Domique i zobaczyliśmy jak Fred junior walił o garnki i śpiewał ze tak fałszowal ze musieliśmy zatkać uszy

- To szaleniec! Łysy i bez nosa!

- O rany ale to jest hardcorowe! - zawołała Iola

- Łysy debil i bez nosa tu wparował!

- To nowość ciekawe co mu zawinily te biedne garnki? - pytała Alicia II

- To Lord Z - Ł - A! przezemnie mnie jest znienawidzony! - i dalej walił w garnki śpiewał

- S - T - U Lord Voldek łysy bez nosa ! powinien być niedozwolony! - śpiewał Fred II i skoczył grać a ta chwile i przestał walić o garnki

- Siemka ! - uśmiechnal się Fred II kiedy nas zobaczył a my patrzyliśmy na niego niedowierzaniem

- Yyyy Fred nic ci nie jest? - pytał Teddy - ta piosenka była.. mocna

- O co chodzi Lord Voldek jest łysy bez nosa jest straszny fajnie jest o tym wykrzyczeć

- Ej stary to była moja ulubiona patelnia! - zawołał wściekły Hugo kiedy zobaczył i wziął swoją ulubiona do ręki

- Kupię ci nową było warto muzyka metalowa pomaga mi się odstresować - i walnął w garnki i Huga ulubiona patelnie a ten popatrzył na niego mordem w oczach

- Może ale mam ta muzyka nie kojarzy się pieskami i jednorożcami - stwierdziła Roxanna

- Poważnie?

- Trudno usłyszeć własne myśli przy tym waleniu - mruknela Olivia

- Dla mnie było super - oznajmił George - prawda kochanie? - spytał Angeline a ta patrzyła na męża niedowierzaniem

- Dzięki tato!

- Całe szczęście ze to James albo George są wokalistami - oznajmiła Hope - bo Fred ty strasznie fałszujesz

- To prawda kuzynie strasznie ale to strasznie falszujesz - rzekli James i George II Fred II prychnął po chwili znowu zacząl walić garnki

- FRED! - ryknely Molly II i Lucy Fred II nagle przestał grać i popatrzył na swoje kuzynki pytająco - jak mój tatuś - wskazaly na siebie - śpiewający pod prysznicem o Crouchu i ministerstwie rozpraszasz was!

Percy zrobił się czerwony jak wiśnia samo jak Barty a sala spadła w tym ja ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy zwłaszcza rodzeństwo Percego i przyjaciele i rodzina

- Percy udały Ci się córki! - śmialiśmy się głośno

- Dziewczynki nie można mówić tak o swoim tatusiu - rzekła ich babcia Molly mruknela swoim wnuczkom oczko

- Przepraszamy Babciu - powiedziały i też mrugnely oczko

- Prawda że mam talent powinien wystąpić w, programie mam talent - stwierdził syn George po chwili

- Co to? - pytała ciocia Lily

- To program rozrywkowy typu talent show i międzynarodowy format telewizyjny mający za zadanie wyłonić krajowy talent. -, oznajmiła Emilly

- Z twoim śpiewaniu i graniu na garnkach to na pewno zdobędziesz pierwsze miejsce Fred - rzekła Alicia II do męża

- Serio? - zapytał podniecony Fred II

- Nie - odparła a mulat prychnął a kuzyni parskneli

- Lily co ty znowu robisz? - pytał nagle Frank II do swojej żony bo zaczęła się chyba malować z nudów

- To jest coś co żaden facet nie zrozumie - stwierdziła Rose cichotatem a, kobiety pokiwały głowami i zachichotały a męska cześć wzruszyła ramionami

- Nakładam pudel Frank - mruknela patrząc w lusterko

- Czemu? - wtracil się Hugo

- Żeby twarz mi się nie świeciła bo chce wyglądać seksy

- A teraz co robisz? - pytał znowu Frank bo jakiś pędzlem jeździła po policzku

- To jest Rozwietlacz Frank

- Czemu? - zapytał głupio Hugo kuzynkę nie ogarniając tego wszystkiego mimo ze miał siostrę kobiety parsknęły śmiechem ja też tego nie rozumiałem

- No żeby się świeciło lekko - powiedziała jakby było to normalna rzecz męska cześć popatrzyła po sobie pytająca

- Frank to ona chce świecić czy nie świecić? - pytał po chwili zdziwiony Hugo do Franka

- Nie mam bladego pojęcia - odpowiedział pokonany Frank II wzruszając ramionami żeńska cześć parsknęła śmiechem

- To jest twoja żona i ty to powinieneś wiedzieć - oznajmił Hugo do Franka

- Czasem się świeci a czasem nie! - warknal na najlepszego przyjaciela Frank zirytowany kobiety wybuchły śmiechem

- Mówiłam! - zawołała ze śmiechu Rose a Lily II mrugnela do wszystkich kobiet i uśmiechnęła się szeroko

- Moja krew! - krzyknęła Ginny przytulać córkę i całując ja w czoło która wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę Jeszce bardziej teraz wyglądały jak siostry bliźniaczki Hanna również ja przytuliła do siebie i pocałowała ja w czoło która wesnela zadowolonym głosem wtulając się matkę jeszcze bardziej

- Nigdy nie zrozumiem kobiet - rzekli w tym ja męska cześć niedowierzaniem

- Jestem ojcem dziadkiem i pradziadkiem i dalej tego nie rozumiem - stwierdził Fleomont

-I żaden facet ich nie zrozumie Fleomont- zgodził się Claus

- I Musimy sie z tym pogodzić - powiedział Armard

- Bo my kobiety jesteśmy z Wenus a Mężczyźni są z Marsa - oznajmiła Victoire 

Rozdział 15 Czara

- Ja chce czytać - powiedziała Fleur

- Oczywiście pani Weasley odparł Alastor

- Widzicie tak zwraca się do lady prawdziwy dżentelmenem - oznajmiła szczęśliwa Fleur do Kordeliusza Knota Barkiego Croucha - uczcie się - i zaczęła czytać

- Moja córeczka - powiedziały Molly I i Apolonia dumnie z Fleur

Rozdział 15

Beauxbatons i Dumbstrang

- Moje siostrzyczki przyjeżdżaja! - zawolaly szczęśliwe córki pani Weasley a Fleur i Gabriele patrzyły na nie ze wzruszenia - jesteśmy siostrami i psiapsiolkami na wieki wieków bo mamy ta blazoletke i pierścień !

- Siostry i psiapsi na wieki! - krzyknęły Fleur i Gabriele zgadzając się z dziewczynami wtulając się w kobiety

- Moja córeczka przyjeżdża - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley

Następnego ranka Harry obudził się wcześnie z gotowym planem w głowie, jakby podczas snu jego mózg pracował przez całą noc. Wstał, ubrał się w bladym świetle brzasku, opuścił dormitorium, nie budząc Rona i zszedł do pustego pokoju wspólnego. Ze stolika, na którym wciąż leżała jego praca domowa z wróżbiarstwa, wziął kawałek pergaminu i napisał następujący list:

Kochany Syriuszu, chyba mi się tylko wydawało, że boli mnie blizna. Kiedy do Ciebie pisałem, byłem jeszcze nie całkiem rozbudzony. Nie ma sensu, żebyś wracał, tu nic złego się nie dzieje. Nie martw się o mnie, z moją głową wszystko w porządku.
Harry

- Nie ze mną te sztuczki Rogas - powiedział starszy Łapa

Przelazł przez dziurę pod portretem, przeszedł przez cichy zamek (tylko na chwilę zatrzymał go Irytek, który w połowie korytarza na czwartym piętrze próbował przewrócić na niego olbrzymią wazę) i w końcu znalazł się w sowiarni, na szczycie Wieży Zachodniej. Sowiarnia była kolistym kamiennym pomieszczeniem z oknami bez szyb, więc było w niej zimno i wietrznie. Posadzkę pokrywała gruba warstwa słomy, sowich odchodów i wyplutych kostek myszy i nornic.

Kobiety i dziewczyny się krzywily

Na grzędach, aż do samego sklepienia, siedziały setki sów najróżniejszych gatunków; prawie wszystkie spały, choć tu i ówdzie łypało na niego okrągłe bursztynowe oko. Odnalazł Hedwigę, między jakimś puszczykiem i sową błotną, i podbiegł do niej, ślizgając się na świeżych odchodach i słomie. Obudzenie jej i zwrócenie na siebie uwagi zajęło mu trochę czasu, bo bez przerwy odwracała się do niego ogonem.

- To nie sowa to jest dama! - parsknął śmiechem Hugo

Najwyraźniej nadal była obrażona za brak wdzięczności okazany jej poprzedniego wieczoru. W końcu zaczął się zastanawiać na głos, czy nie jest zbyt zmęczona i czy nie lepiej poprosić Rona, żeby mu pożyczył Świstoświnkę - i to poskutkowało. Wystawiła łaskawie nóżkę i pozwoliła sobie przywiązać list.

- Co za poświęcenie - mruknął Bill

- Odnajdź go, dobrze? - powiedział Harry, gładząc ją po grzbiecie i niosąc do jednego z okien. - Zanim zrobią to Dementorzy. - Uszczypnęła go w palec, chyba trochę mocniej niż zwykle, ale zahukała cicho w taki sposób, jakby chciała mu powiedzieć, żeby się nie martwił. Potem rozpostarła skrzydła i wyleciała. Słonce już wschodziło. Harry patrzył za nią, aż znikła mu z oczu, czując znajome i niezbyt przyjemne chybotanie w żołądku. A taką miał nadzieję, że odpowiedź Syriusza raczej go uspokoi, a nie wzbudzi jeszcze większy niepokój! - To było kłamstwo, Harry - powiedziała ostro Hermiona przy śniadaniu, kiedy im powiedział, co zrobił. - Wcale ci się nie zdawało, że blizna cię boli, i dobrze o tym wiesz. - No i co z tego? - obruszył się Harry. - Nie chcę, żeby przeze mnie trafił z powrotem do Azkabanu.

- Nie pozwolę żeby mój tatuś trafił do tego miejsca! - warknęła Daphne patrząc na Croucha jakby miała zaraz trafić zaklęciem Avada kedavra

- Możesz się uspokoić! - warknęła Milicenta

-NIE bo to nie twój tatuś trafił niesłusznie do tego miejsca!

- Black nie jest...

- Zaraz mnie szlak trafi! - warknęła pani Black - jak śmiesz mówić że Lord Black nie jest moim tatusiem jest moim tatusiem czy Ci się podoba czy nie!!

- dziewczyno Daphne jest moją córeczką i jej obowiązkiem jest mówić do mnie TATUŚ a do Marlene MAMUSIA bo jako jej ojciec sobie tak życzę zrozumiałaś czy mam inaczej ci to wytłumaczyć ! - warknal Łapa do Milicenty tracąc do niej cierpliwość Milicentta zbladla bo ten patrzył na nią morderczym wzrokiem a Daphne uśmiechnęła się szeroko do Łapy kiwając głową szczęśliwa następnie Marlene pocałowała ją w czoło a Daphne wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej

- Mamusiu kocham Cie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej a później dodała - Sama widzisz muszę mówić MAMUSIA i TATUŚ do swoich rodziców bo przeciwieństwie do ciebie jestem bardzo grzeczną dziewczynką i słucham sie MOICH RODZICÓW - oznajmiła szczęśliwa Pani Black do dziewczyny i uśmiechnęła się szeroko do swojego taty który uśmiechnal do niej szeroko a ona sama wtuliła w swoją mamę

- Przestań - powiedział ostro Ron do Hermiony, kiedy już otwierała usta, by dalej się sprzeczać, a ona natychmiast usłuchała go i zamilkła. Przez następne parę tygodni Harry robił, co mógł, żeby zdusić w sobie niepokój o Syriusza. Nie był jednak w stanie opanować się na tyle, by każdego ranka nie rozglądać się z niepokojem, kiedy sowy roznosiły pocztę ani by wieczorami w łóżku nie wyobrażać sobie okropnych scen, takich jak osaczenie Syriusza przez
Dementorów na jakiejś ponurej londyńskiej ulicy, ale w ciągu dnia starał się o nim nie myśleć.

- Nic mi nie będzie rogas! - machnął ręką dwie wersje Łapy

Bardzo mu brakowało Quidditcha - nie było lepszego remedium na skołatane nerwy jak dobry ostry trening. Z drugiej strony, lekcje były coraz trudniejsze i angażujące, zwłaszcza Obrona Przed Czarną Magią. Ku ich zaskoczeniu, pewnego dnia profesor Moody oświadczył, że będzie rzucał na każdego po kolei Zaklęcie Imperius, żeby poznali jego moc i sprawdzili, czy zdołają znieść jego skutki.

- CO TY CHCESZ ZROBIĆ??! - krzyknęły przerażone matki i profesorki oraz córki obecnego 6 roku

- Będzie rzucać zaklęcie Imperius na nas - odpadł Seamus

- A i to był pomysł pana Dyrektora - odezwała się Tracy

- Nie ćpaj tyle tych Dropsow bo jeszcze uratujesz ten twój chory mózg! - warknal dwie wersje pana Pottera

- POTTER DOŚĆ! - ryknal Dumbledore - JAK ŚMIESZ TAK TO MNIE MÓWIĆ!

- JAK ŚMIAŁEŚ ZOSTAWIĆ MOJEGO SYNA Z DURSLEYAMI! - odparował Lord Potter

- Tatusiu PAN dyrektor chce żebyśmy poznali, jak człowiek wtedy się czuje - cytując Moodiego Hermiona

- Zabije Cie własnymi rękami! - warknęły matki do Dumbledore a obecna szósty rok popatrzyli się na Harrego Pottera bo jako jedyny przezwyciężyl zaklęcie Imperius

- Ale... ale pan profesor powiedział, że to niezgodne z prawem - wybąkała Hermiona, kiedy Moody jednym machnięciem różdżki usunął stoliki na bok, tworząc miejsce pośrodku klasy. - Powiedział pan... że użycie go wobec innej istoty ludzkiej jest... - Dumbledore chce, żebyście poznali, jak człowiek wtedy się czuje - powiedział Moody, wybałuszając na Hermionę magiczne oko i przyglądając się jej bez mrugnięcia powieką. - Jeśli wolisz, żeby ktoś inny rzucił na ciebie to zaklęcie i całkowicie nad tobą zapanował, to możemy się pożegnać. Droga wolna. Możesz wyjść. I wyciągnął swój sękaty palec w kierunku drzwi. Hermiona spłonęła rumieńcem i wymamrotała coś pod nosem, że woli zostać.

- Tak wolę siedzieć na kolanach mojego męża i sie to niego przytulać niz siedziec na krześle - powiedziała Hermiona i przytuliła sie do piersi Rona zadowolona miną

Harry i Ron wymienili spojrzenia. Wiedzieli, że Hermiona wolałaby przełknąć łyżkę ropy z czyrakobulwy niż opuścić tak ważną lekcję.

- Wolałabym również jeszcze raz podpalic szaty profesora Snape niż zwracać się do moich rodziców inaczej niż mamusia i tatuś - Molly Lily nie mogły się powstrzymać i przytuliła Hermione do swojej piersi

Moody zaczął wywoływać ich po kolei na środek klasy by rzucał na każdego Zaklęcie Imperius. Harry obserwował ze zdumieniem, jak pod wpływem zaklęcia wszyscy wyczyniali najróżniejsze dziwne rzeczy. Dean Thomas okrążył trzykrotnie klasę, podskakując jak konik polny i wyśpiewując hymn narodowy.

Dean zarumienił się

- Tatuś! - zawolaly Rami i Salomi trochę rozbawione trochę przerażone

- Miałeś talent wokalny Dean! - parsknął śmiechem Seamus

Lavender Brown naśladowała wiewiórkę.

Lavender spaliła buraka

- To musiało śmieszne wyglądać - oznajmił Nick

Neville wykonał serie zdumiewających ćwiczeń gimnastycznych, których w normalnym stanie z całą pewnością nie byłby w stanie wykonać.

Kobiety przyłożyły rękę do ust przerażone

- Moody on mógł się zabić! - warknęły pani Longbottom

- Tatuś! - krzyknęły przerażone córki Neville

- To taka trochę hipnoza - stwierdziła Emilly

Nikomu nie udało się przezwyciężyć działania zaklęcia, każdy odzyskiwał wolę dopiero wówczas, gdy Moody cofał je. - Potter - zagrzmiał Moody. - Teraz ty.

Obecny szósty rok popatrzyli się na Harrego

- Harry stanął pośrodku klasy. Profesor podniósł różdżkę, wycelował nią w Harry'ego i powiedział: - Imperio. Było to cudowne uczucie. Harry poczuł lekkość i uniesienie, kiedy z głowy odpłynęły mu wszystkie myśli i troski, a pozostało jedynie niejasne poczucie szczęścia.

- Ciekawe co mu każe zrobić? - pytała przerażona Jessica

Stał, czując się cudownie odprężony, ledwo sobie zdając sprawę z tego, że wszyscy na niego patrzą. A potem usłyszał głos Szalonookiego Moody'ego, obijający się echem po dalekiej komorze jego mózgu: Wskocz na biurko... wskocz na biurko... Ugiął posłusznie kolana, przygotowując się do skoku. Wskocz na biurko... Ale... niby dlaczego?

Niektórym opadły szczęki

- Harry sie opiera! - krzyknąl w szoku Rogacza

- Cedrik też by sie opierał - prychnął Amos

Nagle usłyszał w mózgu inny głos: „To głupota wskakiwać na biurko... "

Jessica i Nicole nie zdawały sobie sprawy ze ich brat jest tak potężnym czarodziejem

Wskocz na biurko... „Nie, chyba nie wskoczę, dzięki", powiedział ten drugi głos nieco bardziej stanowczo. „Nie, nie mam na to ochoty".

- James nasz syn jest niesamowity - powiedziały Lily szoku

- To po swojej mamusi jest taki niesamowity - stwierdzili Rogacze

- James nie teraz! - próbowała go skarcic ale nie dała rady tylko wesnela głośnym zadowolonym głosem kiedy Rogacze pocałowali je znak - Bzykaj mnie! - jęknęly podniecone

- Zrobię to z przyjemnością kochanie - odparł Rogacze

- STOP! - ryknal Harry na rodziców

Wskakuj! JUZ! Nagle poczuł dość silny ból. Jednocześnie podskoczył i próbował się powstrzymać od skoku - skutek był taki, że wpadł na biurko, przewracając je i rozbijając sobie boleśnie kolana.

- Tatuś! - krzyknęły przerażone Amelia II Olivia i Lily II

- No proszę, to jest dopiero coś! - zagrzmiał głos Moody'ego i nagle Harry poczuł, że zanika poczucie pustki w głowie. Pamiętał dokładnie, co się stało, a ból w kolanach wzmógł się w dwójnasób.

Ginny patrzyła na niego z mieszanka dumą i miłością

- Mój tatuś jest bardzo potężnym czarodziejem - powiedziały córki Harrego - ale dla mnie jest bardzo kochającym tatusiem i bardzo mocno go kocham

- Popatrzcie na to wszyscy: Potter się nie poddał! Walczył i był już bliski zwycięstwa! No dobrze, spróbujemy jeszcze raz, a reszta niech się uważniej przygląda. Patrzcie na jego oczy, tam to zobaczycie... Bardzo dobrze, Potter, wspaniale! Ciebie nie będzie im łatwo opanować! - Jak on o tym mówi... - mruknął Harry, kiedy godzinę później kulejąc, wychodził z klasy Obrony Przed Czarną Magią

- Ile razy na Ciebie rzucił? - pytała młodsza Dorcas z lękiem

- Rzucił na Harry'ego cztery razy ciociu Dorcas! - oburzyła sie Hermiona

- ILE!!? - ryknely kobiety niedowierzaniem

- Cztery razy - powiedziała Hermiona patrząc na Alastora morderczym wzrokiem

(Moody uparł się, by rzucić na niego zaklęcie cztery razy pod rząd, aż w końcu Harry'emu udało się całkowicie
je przezwyciężyć).

- Mamo jestem cały! - krzyknąl Harry kiedy Molly I otwierała usta

- Można by pomyśleć, że w każdej chwili powinniśmy spodziewać się ataku ciemnych mocy. - Tak, wiem - rzekł Ron, który co krok podskakiwał.

- Przypomnina mi trochę Lune - powiedziała rozbawiona Ginny

- Luna też tak skacze - zgodziła się Hanna z Ginny

- Może dlatego mam patronusa zająca! - uśmiechnęła się Luna wtuliła się w Rolfa

- Jest pani bardzo potężną czarownicą pani Skamander - odezwał się Rolf całując ja w czoło

- Dziękuję panie Skamander! - wesnela zadowolonym głosem Luna wtulając się w męża

On sam miał o wiele większe trudności w pokonaniu skutków zaklęcia, choć Moody zapewnił go, że do pory drugiego śniadania wszystko mu przejdzie. - Te wszystkie paranoidalne gadki... - Zerknął nerwowo przez ramię, żeby sprawdzić, czy Moody'ego nie ma w pobliżu. - Wcale się nie dziwię, że chcieli się go pozbyć z ministerstwa.

- Jak zacznie medytować jak mu kazałem to będzie dobrze wujek - stwierdził Louis

Słyszałeś, jak mówił Seamusowi, co zrobił pewnej czarownicy, która zawołała za jego plecami „buuuu!" na prima aprilis? - I kiedy mamy przeczytać o tym, jak się walczy z tym zaklęciem? Nawalili nam tyle, że...

- Oj przestan marudzić - powiedziała Hermiona

Wszyscy czwartoklasiści zorientowali się już, że w tym semestrze czeka ich wyjątkowo ciężka orka. Profesor McGonagall wyjaśniła im, dlaczego mają coraz więcej pracy, kiedy cała klasa jęknęła wyjątkowo głośno na wiadomość o szczególnie ciężkiej pracy domowej z transmutacji. -

- Tysiąc razy wolę trasmutacje niż eliksiry z Slughornem - oznajmił Fred II - przepraszam z PANEM profesorem Slughornem

Wkraczacie w najważniejszą fazę edukacji czarodziejskiej! - powiedziała im, a jej oczy błysnęły groźnie spoza prostokątnych okularów. - Zbliża się zaliczanie Standardowych Umiejętności Magicznych... - Przecież sumy będziemy zdobywać dopiero w piątej klasie! - powiedział z oburzeniem Dean Thomas. - Może i tak, Thomas, ale wierz mi, trzeba się do tego bardzo dobrze przygotować! Jak dotąd tylko jedna panna Granger potrafi zamienić jeża w poduszeczkę do szpilek.

- Szpilki! - rozmarzyły się płeć piękna - kocham mieć szpilki na stopach zwłaszcza na wysokim obcasie i moje życzenie się spełniło nie mogę ich zdjąć będę tylko zaklęciem zmieniać czy chce kozaki czyli szpilki odkryte czy całe czy botki albo sandały albo japonki ale zawsze będą miała na wysokim obcasie bo kocham chodzić butach na wysokim cienkim obcasie bo wydłużają nogi, podnoszą pośladki, sprawiają, że ruch bioder przy chodzeniu jest bardziej energiczny a lrzy okazji chodzi się gracją i wdziękiem bo a, to jest bardzo seksy a ja lubię czuć się seksy a co za tym idealnie połączyły się z moim stopami i zachowują się jak druga skora

- I bardzo dobrze - stwierdzili męska cześć

- Tu chodziło o inne szpilki - mruknela Minne

- A pozwolę sobie ci przypomnieć, Thomas, że twoja poduszeczka wciąż kurczy się ze strachu, gdy ktoś zbliża się do niej ze szpilką!

- Do pracy też chodzę w szpilkach na wysokim obcasie - powiedziały Hope i Sofia - mówiłam już ze uwielbiam te buty?

- Czym się zajmujecie? - spytała Nicole

- jestem patomorfologiem - powiedziały Hope i Sofia dumne

- Kiedy któraś się z was pojawia się na miejscu zbrodni technicy tracą głowę i zamiast wykonywać swoje obowiązki do gapią się na was i sie slinia jak chodzicie w tych swoich butach na wysokim obcasie ! - prychnął Teddy - a ja musze ich karcić

- Przepraszam bardzo ale jak Victoire chodzi to jakoś nic nie mówisz tylko ślinisz się jak jakiś kretyn! - odparowała Hope

- Lubie czuć się seksi i dobrze się ubrać i lubię buty na wysokim obcasie bo jestem kobietą - oznajmiła Sofia - i teraz to wogule nie mogę ich zdjąć! - wyzszezem patrzyła na szefa aurorow

- I mniej pretensje do swojej żony albo Domi że one nas tak ubrały a teraz do Hogwartu który zrobił nam przysługę i teraz naprawdę mamy obowiązek noszenia buty na wysokim obcasie i te ubrania która mam na sobie i to nie jest nasza wina ze robimy furorę i miej pretensje to tych idiotow i ze nie potrafią się zachować jak prawdziwi dżentelmeni tylko jakąś banda małp wiedzą ze mamy mężów - powiedziała Hope do brata

- Chwila co to jest patom cos tam?

- patomorfologia to polega głównie na rozpoznawaniu oznak i przyczyn gwałtownej i nienaturalnej śmierci, w przypadku której zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa, np morderstwo albo zgonu w pracy dlatego często wykonuje się sekcję zwłok żeby się dowiedzieć jaka była przyczyna śmierci - powiedziała Hope

- I grzebiecie w nieboszczyku! - pisnęła Lavender

- Ciało ludzkie ma wiele tajemnic można się wiele dowiedziec i to jest fascynujące - odezwała się Hope

- A jak Sofia idzie badać zwłoki to ubiera się i chodzi w taki sposób ze muszę na tych debili krzyczeć żeby przestali się gapić i żeby przestali się ślinić sie na widok mojej młodszej siostry! - prychnął George II

- Z tego co mówiła mi Hope jak ona ma dyżur to wtedy jesteś w siódmym Niebie braciszku - oznajmiła Sofia - sam sie gapisz i sie ślinisz jak pokazuje swoje wdzięki

- Wtedy to ja musze karcić George żeby się ogarnął - mruknął Teddy

- Bo Hope to moja żona a nie młodsza siostra! - warknal George II

- I kiedy zwłoki ida do prosektorium i jak Hope poinformuję ze wykonała sekcje zwłok to pierwszy lecisz do Hope i na pewno tylko "gadacie" - jaka była przyczyna śmierci - rzekł Fred II do kuzyna

- Strasznie wtedy długo nie wracasz kiedy Hope ma dyżur George - dodał z uśmieszkiem James II dziewczyna zarumieniła się mocno a George patrzył na kuzynów mordecznym wzrokiem a Teddy patrzył na George II chciał go zamordować ze uprawia seks z tego młodsza siostra mimo ze juz dawno jest dorosła i są po ślubie

- A kiedy wracasz to masz zawsze ten swoj głupkowaty uśmieszek - rzekł Fineas

- Zamorduje Cie! - warknal Teddy do George II chciał rzucić na szwagra ale Victoire go powstrzymała

- Teddy uspokój się! - warknęła Victoire

- Prędzej to ja zamorduje Ciebie Edwardzie Lupin! - odparowala Hope bo wiedziała ze brat nienawidzi pełnego imienia

- Nie mów do mnie Edward!

- Nie mów do mnie Edward! - przedrzesniala go jego młodsza siostra - Edward! Edward! Edward! - krzyczała pani Weasley

- Mamo moge ją zamordować proszę? - spytał z nadzieją Teddy

- Nie kochanie - odparła pani Lupin

- Widzisz mamusiu /ciociu u mnie tez tak jest - stwierdziły Hope Sofia Lily II do Ginny - traktują mnie jak male dziecko a jestem już dorosła kobieta - i zaczęły naśladować męskie głosy - jesteś przypadkiem za młoda na ubieranie się w taki sposób siostrzyczko zdejmij te szpilki na wysokim obcasie bla bla bla - A później dodały - Nie jestem już małą dziewczynką tylko Jestem już dorosła kobietą i będę sie ubierać jak chce do pracy po domu i mogę sobie nawet chodzić nago domu a tobie nic do tego! - warknęły te co mają starszych braci - albo to zrozumiesz albo szczęle Cie upiorogackiem w dupe!

- Hermiona zarumieniła się, ale starała się nie wyglądać na zbyt dumną z siebie. Harry i Ron byli bardzo rozbawieni, kiedy profesor Trelawney powiedziała im, że dostali najwyższe oceny z wypracowania domowego. Odczytała na głos duże fragmenty ich horoskopów, chwaląc ich za odważną akceptację straszliwych prób, jakie piętrzą się przed nimi - ale miny im zrzedły, kiedy dodała, że mają sporządzić swoje horoskopy na kolejny miesiąc.

Ginny i Hermiony parsknęły śmiechem a ich mężowie popatrzyly na swoja żonę morderczym wzrokiem ale kiedy ich pocałowały usta to patrzyli na swoja druga połówkę iskierkami miłości

Wyczerpali już większość pomysłów nieszczęść i katastrof. Profesor Binns, duch, który nauczał historii magii, kazał im pisać co tydzień wypracowania na temat buntów goblinów w XVIII wieku. Profesor Snape zmuszał ich do wyszukiwania antidotów na różne trucizny. To zadanie potraktowali poważnie, bo Snape dał im do zrozumienia, że otruje kogoś przed Bożym Narodzeniem, żeby sprawdzić skuteczność ich antidotów.

- Sevus jak zwykle formie - stwierdziła Mary

- Nie mów do mnie Sevus!

- Bo co otrujesz mnie?! - zardwila dziewczyna

Profesor Flitwick kazał im przeczytać trzy nadprogramowe pozycje, przygotowujące do lekcji o zaklęciach przywołujących. Nie oszczędzał ich nawet Hagrid. Sklątki tylnowybuchowe rosły z zadziwiającą szybkością, choć nikt jeszcze nie odkrył, czym się żywią. Hagrid był tym zachwycony i w ramach swojego „projekciku" zaproponował im, by
przychodzili do jego chatki co drugi wieczór, żeby obserwować sklątki i
sporządzać notatki na temat ich niezwykłych zachowań. - Ja nie przyjdę - oświadczył sucho Draco Malfoy, kiedy Hagrid zachęcał ich do tego z miną Świętego Mikołaja wyciągającego z worka jeszcze jedną wielką zabawkę. - Wielkie dzięki, dość mam oglądania tych świństw podczas lekcji. Uśmiech spełzł z twarzy Hagrida. - Rób to, co ci mówię - warknął - albo wezmę przykład z profesora Moody'ego... Słyszałem, Malfoy, że z ciebie bardzo fikuśna fretka.

Sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy Draco chciał zamordować Hagrida

- Ale Cie Hagrid zgasił Dracus! - śmiała się z niego Angelina

- Gryfoni ryknęli śmiechem. Malfoy zaczerwienił się ze złości, ale najwyraźniej pamięć o tym wydarzeniu była zbyt bolesna, więc przestał odszczekiwać. Po lekcji Harry, Ron i Hermiona wrócili do zamku w znakomitych nastrojach. Utarcie nosa Malfoy'owi sprawiło im szczególną radość, bo w ubiegłym, roku Malfoy robił, co mógł, by Hagrida wyrzucono z pracy.

Astoria chciała kochać się z slizgonem

Przez salę wejściową trudno było się przecisnąć. Tłum uczniów otaczał wielki afisz ustawiony u stóp marmurowych schodów. Ron, najwyższy z nich trojga, wspiął się na palce, żeby odczytać im na głos treść ogłoszenia.

TURNIEJ TRÓJMAGICZNY
W piątek 30 października o godz. 18.00 przybędą do nas delegacje z
Beauxbatons i Durmstrangu. Lekcje skończ ˛a sią o pół godziny wcześniej...

- Mamusia przyjeżdża! - ucieszyła się Samanta

- Tak kochanie - odparła Fleur

- Wspaniale! - ucieszył się Harry. - Ostatnia lekcja w piątek to eliksiry Snape'owi nie starczy czasu, żeby nas wszystkich otruć!

Pani Potter patrzyła morderczym wzrokiem na swojego byłego przyjaciela

Uczniowie odniosą torby i książki do dormitoriów i zbiorą się przed zamkiem, by powitać naszych gości przed ucztą powitalną. - To już tylko tydzień! - powiedział Puchon Ernie MacMillan, wyłaniając się z tłumu. Oczy mu błyszczały. - Ciekaw jestem, czy Cedrik wie. Chyba pójdę mu powiedzieć... - Cedrik? - powtórzył Ron, kiedy Ernie popędził na górę. - Diggory - powiedział Harry. - Pewnie postanowił zgłosić się do turnieju. - Ten kretyn ma być reprezentantem Hogwartu? - zdziwił się Ron, kiedy przez rozgadany tłum przepychali się do marmurowych schodów.

- Nie jestem kretynem! - warknal Cedrik

- Niech PAN uspokoi swojego synalka! - wycedzil Amos do Artura

- A ty przeproś Mruszke! - warknal Artur

- PAN Diggory jestem PANIE Weasley! - warknal na niego Amos

- Wcale nie jest kretynem, nie lubisz go, bo dzięki niemu Puchoni zwyciężyli Gryfonów w Quidditchu - zauważyła Hermiona. - Słyszałam, że jest bardzo dobrym uczniem... no i jest prefektem. - Wygłosiła swoje oświadczenie takim tonem, jakby kończyło sprawę. - Lubisz go tylko dlatego, że jest przystojny - zadrwił Ron. - O, przepraszam! Nie mam zwyczaju lubić kogoś tylko dlatego, że jest przystojny! - oburzyła się Hermiona. Ron zakaszlał głośno, co zabrzmiało dziwnie podobnie do „Lockhart!"

- Nie przypominaj mi tego kretyna! - jęknęla Hermiona wtulając się w jego tors

- W nocy o nim zapomnisz

- Na pewno panie Weasley - całując go w usta - bo będę w Niebie

Pojawienie się ogłoszenia w sali wejściowej miało widoczny wpływ na mieszkańców zamku. W ciągu całego tygodnia nie mówiło się o niczym innym, jak o Turnieju Trójmagicznym. Pogłoski szerzyły się jak zarazki: kto zamierza się zgłosić, na czym będą polegały trzy zadania i czym od uczniów Hogwartu różnią się uczniowie Beauxbatons i Durmstrangu. Harry zauważył też, że w zamku odbywa się wyjątkowo gruntowne sprzątanie.

- Angus tylko nie marudź to jest twoja praca - stwierdził Teddy

Wyszorowano kilka najbrudniejszych portretów, co nie wzbudziło zachwytu w namalowanych na nich postaciach, które kuliły się w swoich ramach, pomrukując ponuro i krzywiąc się. Zbroje nagle rozbłysły i przestały skrzypiec, a Argus Filch, woźny szkoły, rugał tak ostro każdego, kto nie wytarł butów, że wpędził parę dziewcząt z pierwszej klasy w stan prawdziwej histerii.

- Powinieneś zmienić image Angus - oznajmił Fred II - może załóż sukienkę wysokie obcasy jak te wszyscy dziewczyny

- Mam lepszy pomysł Freddie - stwierdziły pani Lupin i pani Jordan cukierkowym głosem i uśmiechem na twarzy i rzuciły zaklęcie teraz Filch miał na sobie bluzkę z kołnierzykiem w stylu marynarskim i bardzo krótka spódniczkę plisowana na stopach miał buty na wysokim obcasie

- Cześć jestem Angus Filch jestem, niewinną i słodką uczennicą z japońskiej wymiany zostaniemy psiapsiolkami ? - spytał słodkim głosikiem i uniósł i rozstawil palec wskazujący i środkowy (literka V), a pozostałe palce miał zaciśnięte, co oznacza "pokój" kiedy sala to zobaczyła ryknela śmiechem kobiety i mężczyzny profesorowie lezali ze śmiechu na podłodze śmiejąc się nieboglosy a kiedy się zorientował ze to powiedział i zobaczył jak jest ubrany - ODCZARUJCIE MNIE SKARKULE!!!! - ryknal wnerwiony Filch wyglądał teraz na psychopatycznego mordercze w ubraniach niewinnej słodkiej uczennicy z Japonii

- Colin proszę Cię zrób mu zdjęcia!!!!!!! - mówili przez śmiech Fred i George Colin z wielkim trudem stał bo nie mógł przestać się śmiać zrobił zdjęcia Filchowi

- Nie mogę zaraz sie zesikam że śmiechu! - krzyczeli śmiechu większość ludzi na sali

- Dziewczynki jesteście źłem wcielonym - odezwał się Łapa ze śmiechu z podłogi

- Dziękuję wujku Łapciu - powiedziały radoście Victoire i Domique biedny Filch próbował ściągnąć te ubrania ale nie dał rady i leżał na ziemi

- ODCZARUJCIE MNIE!!! - ryczał wnerwiony Angus leżąc na plecach wymachiwał nogami a ze był facetem nie umiał chodzić w butach na wysokich obcasach

- Dziewczyny nie wierzę ze to robię ale to zrobię dostaniecie po 50 punków dla Gryffindoru! - zawołała Minne - za wspaniałą trasmutacje! - i z bardzo wielką niechęcią cofnęła zaklęcie rzucone przez Victoire i Domique na Filcha Filch stał i wnerwiony i juz miał rzucić się pięściami na Victoire i Domique ale drogę zastawili mu Bill Lee i Remus patrząc na niego morderczym wzrokiem

- Dotnij tylko moje córeczkę /moje córeczki a sprawie ze to co miałeś na sobie przed chwilą będziesz nosił do końca twojego nędznego życia Filch!

- Tatuś! - krzyknęły uratowanie Victoire i Domique rzucając się na szyję Billowi które Bill pocałował po czole póżniej Fleur wycałowała swoje córki i przytuliła je do swojej piersi następnie Domique i Victoire przytuliły się do Renusa i Lee oboje pocalowali swoją córkę w czoło

- uwielbiam kiedy tatuś całuję mnie w czoło - do nich podeszły Alicia i Nimfadora

- Córeczko każdy ma swoje obowiązki a wy jako twoi rodzice mamy obowiązek cię bronić, chronić, kochać i całować po czole - stwierdziły pani Lupin i pani Jordan przytulając swoją córkę do swojej piersi i pocałowały swojej córce po czole i wyszeptały - a twoim obowiązkiem jest mówić do nas tylko mamusia i tatuś kochanie

- Tak mamusiu kocham Cie mamusiu i to się nigdy nie zmieni mamusiu - mruknely zadowolonym głosem do ich piersi

- Bardzo mnie to cieszy kochanie - wyszeptały zadowolonym głosem tuląc je do swojej piersi 

Nauczyciele też byli dziwnie spięci i łatwo wybuchali. - Longbottom, bardzo cię proszę, żebyś mi w obecności kogoś z Durmstrangu nie demonstrował, że nie potrafisz rzucić prostego zaklęcia zapalającego światło! - ryknęła profesor McGonagall pod koniec jakiejś wyjątkowo trudnej lekcji, podczas której Neville niechcący przetransplantował własne uszy na kaktus.

Neville się zarumienił

- Och Neville! - jęknęla pani Longbottom w dwóch wersjach a nie przyjaciele z niego drwili

Kiedy rano 30 października zeszli na śniadanie, zobaczyli, że Wielka Sala została w nocy wspaniale udekorowana. Na ścianach wisiały olbrzymie jedwabne sztandary poszczególnych domów - czerwony ze złotym lwem Gryffindoru, niebieski z brązowym orłem Ravenclawu, żółty z czarnym borsukiem Hufflepuffu i zielony ze srebrnym wężem Slytherinu. Za stołem nauczycielskim wisiał największy sztandar z godłem Hogwartu: lwem, orłem, borsukiem i wężem wokół wielkiej litery H. Przy stole Gryffindoru Harry, Ron i Hermiona dostrzegli Freda i George'a. I tym razem siedzieli z dala od innych i rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami, co było zupełnie do nich niepodobne.

Molly I zmrużyły oczy

Ron podszedł do nich. - Wiem, to dołujące - mówił ponuro George do Freda - ale jeśli nie będzie chciał z nami rozmawiać osobiście, poślemy mu list. Albo wetkniemy mu go w rękę, przecież nie może nas wciąż unikać... - Kto was unika? - zapytał Ron, siadając obok nich. - Niestety nie ty - odrzekł Fred, zły, że im przerwano rozmowę.

- Fred! - warknęła Nicole

- Co jest dołujące? - Ron zwrócił się do George'a. - Że się ma za brata takiego rozwrzeszczanego pawiana - odpowiedział George.

- George! - warknęła Angelina

- No i co, wymyśliliście już jakiś sposób na ten turniej? - zapytał Harry. - Wciąż główkujecie, jak by się załapać? - Pytałem McGonagall, jak będą wybierani reprezentanci, ale nie chciała powiedzieć - odrzekł z goryczą George. - Powiedziała mi tylko, żebym się zamknął i dalej transmutował szopa

- Mądrze powiedziała - rzekła dwie wersje pani Potter

- Mamo ranisz mnie! - jeknal George trzymając się za serce

- Martwię się okej! - prychnela pani Potter

- Bardzo jestem ciekaw, na czym będą polegały te zadania - rzekł Ron. - Ale coś wam powiem: założę się, że dalibyśmy sobie z nimi radę. Prawda, Harry? Różne rzeczy już się robiło, co? - Ale nie przed zespołem sędziowskim - wtrącił się Fred. - McGonagall mówi, że zawodnicy dostają punkty za styl i sposób wykonania zadania. - Kto będzie w tym zespole? - zapytał Harry. - No wiesz, zawsze są w nim dyrektorzy szkół - powiedziała Hermiona, a wszyscy na nią spojrzeli, nieco zaskoczeni - bo podczas turnieju w 1792 roku wszyscy trzej zawodnicy zostali ranni, kiedy wściekł się żmijoptak, którego mieli złapać. Zauważyła, że wszyscy na nią patrzą i dodała tonem, którego używała zwykle, kiedy wyrażała łagodne zdziwienie, że nikt nie czyta książek: - To wszystko jest w Historii Hogwartu. Ale, oczywiście, nie jest to dzieło całkowicie wiarygodne.

- I gdybyście przeczytali to byście wiedzieli! - prychnął Hugo

Powinno raczej nosić tytuł: Skorygowana historia Hogwartu albo: Bardzo stronnicza i wybiórcza historia Hogwartu, wybielająca najciemniejsze karty z dziejów szkoły. - O czym ty właściwie mówisz? - zapytał Ron, ale Harry już przeczuwał, co zaraz nastąpi. - O SKRZATACH DOMOWYCH! - wrzasnęła Hermiona, dowodząc Harry'emu, że się nie mylił. - Na żadnej z tysiąca stron Historii Hogwartu nigdzie nie wspominają, że my wszyscy bierzemy udział w ciemiężeniu setek niewolników! Harry pokręcił głową i zabrał się za jajecznicę. Brak entuzjazmu, okazywany przez niego i Rona, bynajmniej nie osłabił zapału, z jakim Hermiona oddała się wielkiej sprawie wyzwolenia skrzatów domowych.

- Hermiona zrobi rewolucję - rzekł Harry

Co prawda obaj wpłacili po dwa sykle za plakietki WESZ, ale zrobili to tylko dla świętego spokoju. Okazało się, że zmarnowali pieniądze, bo Hermiona wcale się od nich nie odczepiła. Przeciwnie, zadręczała ich nieustannie, najpierw przypominając im o obowiązku noszenia plakietek, potem żądając, by nakłaniali do tego innych, a sama biegała po pokoju wspólnym Gryffindoru, grzechocząc puszką i podtykając ją wszystkim pod nos.

- Jak się uprze to nic Hermiony nie dociera - stwierdził Neville

- Czy do was w ogóle nie dociera, że ktoś wam zmienia pościel, rozpala w kominku, sprząta w klasach i gotuje? - pytała każdego z dzikim błyskiem w oczach. - A wiecie, kto to robi? Grupa zniewolonych magicznych stworzeń, które nie dostają za to ani knuta! - Niektórzy, jak Neville, płacili, żeby mieć spokój.

- Myślami wtedy byłem na ślubie z Hanna - wypalił Lord Longbottom - bo od zawsze mi się podobała

Hanna patrzyła na Neville szoku a chłopaki gwizdali

- Podobałam Ci się? - spytała podniecona

- Bardzo i dalej mi się podobasz jesteś najpiękniejsza na świecie dziewczyna i jesteś panią Longbottom - oznajmił Neville - Ale pani pięknie pachnie pani Longbottom - mruknął jej do ucha ogarnął jej długie włosy na drugą stronę i pocałował ją w znak Hanna wesnela głośno zadowolonym głosem

- Neville kochaj mnie masz mnie kochać nawet jak będziemy starzy

- Będziemy się kochać nawet do końca naszego życia - mruknął jej do ucha - ale mam pewnie warunki

- Oczywiście że Będę chodziła nago po domu - mruknela mu do ucha podniecona

- A - zaczął Neville

- nasze Biżuterie lady i buty na wysokim obcasie i tak nie możemy zdjąć i nikt nie może z tym nic zrobić nawet dyrektorek poległ na polu bitwy więc po co mamy to tego wracać Neville - powiedziała Hanna - przynajmniej Zakon sióstr wojowniczek juz nie musi słuchać kretymow ze musimy zmienić obuwie możemy tylko na inny rodzaj butów z wysokimi obcasami np ze szpilek na wysokim obcasie na kozaki na wysokim obcasie itd tylko zawsze musi być wysoki obcas

- Pani Longbottom ma rację Panie Longbottom sama próbowałam i sie nie dało - oznajmiła Aurora - chciałam zmienić te buty - i pokazała kozaki na wysokim obcasie - na zwykle sandały to zmieniłam na sandały ale wysokim obcasami albo chciałam zmienić sobie na buty sportowe to oczywiście zmieniłam na buty sportowe ale wysokimi obcasami na szpilki to zmieniłam bez problemu to są buty które mają wysoki obcas Dziewczyny przykro mi niestety musicie chodzić na wysokich obcasach cały czas niektóre dziewczyny zbladly kiedy się dowiedziały

Inni okazywali umiarkowane zainteresowanie, ale nie zamierzali odgrywać bardziej aktywnej roli w jej kampanii. Większość uważała to wszystko za dobry dowcip. Teraz Ron potoczył wzrokiem po suficie, z którego spływał na nich blask jesiennego słońca, a Fred bardzo się zainteresował swoim bekonem (obaj bliźniacy odmówili kupienia plakietek WESZ).

Hermiona głośno prychnela

Tylko George wychylił się w stronę Hermiony. - Słuchaj, czy ty w ogóle byłaś kiedyś w kuchni? - zapytał. - Oczywiście, że nigdy nie byłam - odpowiedziała Hermiona. - Nie sądzę, by uczniom wolno było... - Ale my byliśmy - rzekł George, wskazując na Freda - i to wiele razy. Żeby zwędzić coś do żarcia. I często spotykaliśmy skrzaty. Są bardzo szczęśliwe. Uważają, że trafiła im się najlepsza na świecie praca.

- Bo co mają mówić! - prychnela pani Weasley

- Bo są niewykształcone i poddane praniu mózgu! - zaczęła Hermiona wojowniczo, ale jej następne słowa utonęły w głośnym szumie sów roznoszących poranną pocztę. Harry spojrzał w górę i natychmiast rozpoznał lecącą ku niemu Hedwigę. Hermiona urwała; ona i Ron wpatrywali się z napięciem w śnieżną sowę, która wylądowała na ramieniu Harry'ego, złożyła skrzydła i wyciągnęła nóżkę.

- Wujek Syriusz! - krzyknęła Hermiona szczęśliwa

- To ja! - zawołali Łapa

Zdjął list i poczęstował Hedwigę skórkami bekonu, które połknęła z wdziękiem i wdzięcznością. Potem, widząc, że Fred i George pogrążyli się ponownie w dyskusji na temat Turnieju Trójmagicznego, odczytał szeptem list Ronowi i Hermionie.

Niezła próba, Harry. Wróciłem do kraju i dobrze się ukryłem. Chce, żebyś mi donosił o wszystkim, co się dzieje w Hogwarcie. Nie używaj Hedwigi, zmieniaj często sowy i nie martw się o mnie, tylko uważaj na siebie. Nie zapominaj o tym, co ci napisałem na temat blizny.
Syriusz

Dwie wersje pani Potter rzuciły mu się na szyję więc Łapy pocałowali ja w czoło wyrażając braterstwie uczucia jakie do rudej piękności żywił Lily wesnela zadowolonym głosem wtulając się w brata jeszcze bardziej

- Kocham Cię braciszku - mruknela tuląc się do jego klatki piersiowej

- Ja Ciebie też kocham ruda - odparł Łapa - jesteś nie tylko moją przyjaciółką ale też moją siostrą i moją siostrą będziesz zawsze po za tym jestem zajebistym bratem dla Lilusi jestem też zajebistym ojcem chrzestnym dla Rogasia

- Jesteś najlepszym ojcem chrzestnym dla Harrego Syriusz - powiedział Rogacze

- Dzięki Łosiu!

- Pchlarz! - odparował Rogacze

- Jak dzieci - mruknely Pani Black i pani Potter

- Ps twoim obowiązkiem jest zakochać się w córce Artura i Molly Weasley najważniejszy argument jest taki że jest ruda jak twoja matka Lily i babcia Euphemia i jest z jedną z najładniejszych dziewczyn w Hogwarcie tak samo jak twoja babcia i matka i masz z nią wziąść ślub i mieć z nią czarnowlose i rudowłose dzieciaki o zielonych i brązowych oczach - dodał dwie wersje Łapy Ginny uśmiechnęła się szeroko do Łapy podeszła do niego i mocno sie w niego wtuliła

- Kocham Cię wujku Syriuszu

- Ja też Cie kocham rudzinko - oznajmił Łapa

- Harry był jest i będzie miłością mojego życia - stwierdziła Ginny głośno - i bardzo mocno go kocham i oto jest dowód - i pokazała znak i wesnela zadowolonym głosem

- Dlaczego masz często zmieniać sowy? - zapytał półgłosem Ron. - Hedwiga wzbudza sensacje - odpowiedziała natychmiast Hermiona. - Wyróżnia się. Sowa śnieżna powracająca co jakiś czas do jego kryjówki może budzić zainteresowanie, przecież to nie jest miejscowy gatunek, prawda?

- Dziękuję niebiosom ze mam taką mądra żonę - rzekł Ron Hermiona pocałowała go w policzek

- Harry zwinął pergamin i wsadził go do wewnętrznej kieszeni, zastanawiając się, czy czuje większy czy mniejszy lęk niż uprzednio. To, że Syriuszowi udało się wrócić i nikt go nie złapał, było jednak pocieszające, nie mógł też zaprzeczyć, że jego bliskość napawała go otuchą;

- Harry musisz poczekać na swoją kolej żebym mógł Cie przytulić bo moja żona sie przylepiła do mnie jak rzep i nie chce się odkleić! - zażartowali dwie wersje Łapy

- Tatuś! - zawolaly szczęśliwe Daphne Cassie Astoria i przytuliły sie do Łapy jak rzepy i nie chciały się od niego okleić Łapa popatrzył się na, chrześniaka głupia miną

- Spokojnie dziewczyny bo tatusia udusicie! - jeknal Łapa

w każdym razie nie będzie musiał tak długo oczekiwać odpowiedzi na swoje listy. - Dzięki, Hedwigo - powiedział, gładząc jej grzbiet. Zahukała sennie, zanurzyła dziób w jego pucharze z sokiem pomarańczowym, po czym dała mu do zrozumienia, że musi natychmiast zażyć długiego, mocnego snu w sowiarni. Tego dnia w zamku wyczuwało się miły nastrój oczekiwania. Nikt nie uważał na lekcjach, wszystkich bardziej interesowało przybycie tego wieczoru gości z Beauxbatons i Durmstrangu.

- Za chwilkę moje młodsze dzieci poznają swoją siostrę a mój najstarszy syn swoją Lady Weasley i to jest jedyny powód ze jeszcze PAN żyje PANIE Dumbledore! - wycedzily zimnym głosem dwie wersje pani Weasley do dyrektora a Fleur uśmiechnęła się słodko do dyrektora

- Miej się na baczności PANIE dyrektorze bo jak PAN będzie niegrzecznym chłopcem to moja mamusia PANA srogo ukaże - oznajmiła słodkim głosem

- PANI Weasley czy PANI mi grozi?

- Jako DAMIE rodu Weasley nie wolno mi nikomu grozić tylko mogę grzecznie ostrzegać PANIE dyrektorze - odparła przesłodzonym głosem - prawda mamusiu ze ja PANU psujowi nie grozę i tylko grzecznie go ostrzegam ze jak nie będzie grzecznym chłopcem to czeka go od mamusi sroga kara?

- Oczywiście kochanie ze mu nie grozisz tylko go grzecznie ostrzegasz - zgodziła się Molly I z Fleur

- Widzi PAN panie Dumbledore ja PANU nie grozę tylko grzecznie PANA ostrzegam i jak PAN słyszał moja mamusia to potwierdziła i wiadomo od zawsze ze mamusia ma zawsze rację a jak nie ma racji patrz na punkt pierwszy mamusia ma zawsze rację - Molly patrzyła na nią z taką miłością nie mogąc dłużej wytrzymać przytuliła ja mocno do siebie i pocałowała ja w czoło Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej

- Mamusiu kocham Cie!

- Dobra jest - mruknął Charlie

- Fleur zachowuje się jak pelnokwista Weasleyowna i jest Hunctwotka! - krzyknęli Fred i George radoście

- Ja jestem pelnokwista Weasleyówna bo nazywam się Weasley i mam pewnie obowiązki z tym wiązane wiecie jakie - oświadczyła pani Weasley i przytuliła się do męża a ten pocałował ją w znak Fleur wydała głośne wesnecie zadowolenia i mocno się wtuliła w męża

Nawet eliksiry łatwiej było znieść, bo trwały o pół godziny krócej. Kiedy rozległ się upragniony, wcześniejszy dzwonek, Harry, Ron i Hermiona pospieszyli do wieży Gryffindoru, zgodnie z poleceniem zostawili tam, swoje torby i książki, narzucili płaszcze i zbiegli z powrotem do sali wejściowej. Opiekunowie domów ustawiali swoich uczniów w rzędy. - Weasley, wyprostuj kapelusz - warknęła profesor McGonagall do Rona. - Panno Patii, proszę wyjąć tę śmieszną rzecz ze swoich włosów Parvati nachmurzyła się i zdjęła z warkocza wielką zapinkę w kształcie motyla.

- To nie była śmieszna rzecz! - oburzyła się Parvati

- Proszę za mną - oznajmiła profesor McGonagall. - Pierwszoroczniacy z przodu... nie popychać się... - Zeszli po frontowych schodach i ustawili się w szeregach przed zamkiem. Był zimny, bezchmurny wieczór, zmierzch już zapadał, a nad Zakazanym Lasem pojawił się blady, jakby przezroczysty księżyc.

Dwie wersje Lunatyka sie spiela

Harry, stojący między Ronem i Hermiona w czwartym rzędzie od frontu, dostrzegł wśród pierwszoroczniaków Dennisa Creevey'a, który aż dygotał z przejęcia.

Więc Gabriele pocałowała go w namiętnie w usta i wtuliła się w niego

- Prawie szósta - mruknął Ron, zerkając na zegarek, a potem patrząc na podjazd wiodący do bramy. - Jak myślicie, czym przyjadą Pociągiem? - Wątpię - powiedziała Hermiona. - No to jak? Na miotłach? - zastanawiał się Harry, spoglądając w rozgwieżdżone niebo. - Chyba nie... to za daleko... - Może świstoklikiem? - zapytał Ron. - Albo się zaaportują... może w ich krajach wolno to robić poniżej siedemnastego roku życia? - Na terenie Hogwartu nie można używać teleportacji, ile razy mam ci powtarzać? - żachnęła się Hermiona.

- Widać ze to kretyni! - skomentował to Zachariasz

Wpatrywali się uważnie w ciemniejące błonia, ale nic się nie poruszało, wszystko było ciche, nieruchome i takie jak zawsze. Harry zaczął marznąć. Niech się pospieszą... A może ci zagraniczni uczniowie szykują jakieś niesamowite wejście?' Przypomniał sobie, co mówił pan Weasley

- Przypomniałem sobie, co mówił tata - poprawił się Harry u uśmiechnal się szeroko do Artura a on odpowiedział tym samym

- Moi kochani chłopcy! - ucieszyła się dwie wersje Molly

na kempingu przed Mistrzostwami Świata w Quidditchu „Zawsze to samo. Tak nam trudno oprzeć się pokusie zrobienia wrażenia na innych, kiedy jesteśmy razem".

Artur wyszeptał Molly do ucha a zarumieniła się mocno a następnie wtulając się w wesnela zadowolonym głosem

- Nawet nie chce wiedzieć - stwierdzili synowie państwa Weasley

- To co powiedział wasz tatuś to zostanie między mną a nim - stwierdziła Lady Weasley

A potem usłyszał głos Dumbledore'a, stojącego razem z innymi nauczycielami w tylnym szeregu: - Aha! Albo się mylę, albo zbliża się delegacja z Beauxbatons!

- Fleur przyjeżdża ! - zawolaly siostry wojowniczki przytulając się do blondynki mocno

- Zaraz tu będzie moja córeczka - uśmiechnęła się Lady Weasley do Fleur przyłączajac się do uścisku

- Moja mamusia! - zawołała Samanta wtulając się w Fleur pani Weasley była bardzo zadowolona z tego jaki sposób córka się do nich zwraca dała w czoło Samajcie bardzo czuły pocałunek Samanta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej Fleur tuliła ja do swojej piersi z takim miłością

- bardzo mocno Cie kocham i jestem dumna ze jesteś moja córeczką Sami

- Mamusiu jak wiesz Louis mnie wpoil więc jesteś moją mamusią dożywotnio ! - wzdychała zadowolonym głosem wtulając się w do piersi Fleur i popatrzyła na Fleur i ujrzała w jej oczach bezwarunkowa miłość i szczęście i bezpieczeństwo

- Oczywiście że jestem twoją mamusią dożywotnio moje słoneczko - odparła miłością w głosie następnie Bill przytulił lady Weasley i pocałował ją w czoło dziewczyna wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej wyszeptujac do jego klatki piersiowej

- Tatusiu kocham Cie!

- Tatuś też Cie kocha księżniczko

- Wasze miny były bezcenne jak sie zmieniliśmy ! - parskneli śmiechem Fred II i George II

- Jestem w niebie tyle lasek w wysokich obcasach!

- Bo to jest moj obowiązek - oznajmily dziewczyny i kobiety uśmiechając się szeroko

- Gdzie? - rozległo się pytanie z wielu ust, a wszyscy rozglądali się gorączkowo na wszystkie strony. - TAM! - krzyknął jeden z szóstoklasistów, wskazując ponad Zakazany Las. Coś wielkiego, o wiele większego od miotły - może setka mioteł? - szybowało na tle ciemnoniebieskiego nieba ku zamkowi, rosnąc z każdą chwilą. - To smok! - zapiszczała jedna z pierwszoklasistek, tracąc kompletnie głowę.

- Smok! Gdzie?! - pytał podniecony Charlie

- Nie bądź głupia... to latający dom! - zawołał Dennis Creevey.

Gabriele bardzo mocno się wtuliła w Denisa ten ogarnął jej włosy i pocałował ją w czoło przyszła pani Creevey wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Denisa jeszcze bardziej

- Popatrz tylko na ich Armard - powiedziała wzruszona Apolonia do męża

- Denis - oznajmił Armard do Denisa - zaopiekuj się nią mogę na Ciebie liczyć? możesz mi to obiecać?

- Obiecuje tato - odpowiedział Denis a Gabriele mocno się do niego wtuliła

Przypuszczenie Dennisa okazało się o wiele bliższe prawdy. Kiedy olbrzymi czarny kształt przemknął ponad szczytami drzew i znalazł się w kręgu światła tryskającego z okien zamku, zobaczyli wielki, niebieski powóz zaprzężony w konie. Miał rzeczywiście rozmiary dużego domu, a ciągnęło go tuzin skrzydlatych złotobrązowych koni, każdy rozmiarów słonia.

- Przyjaciółeczki Petuni sie zgubiły i jeszcze ciągnął duży dom a Petunia sama siedzi z wielorybem i prosiakiem w peruce - powiedział James II - no co tata odpisał Perunie kobieta o końskiej twarzy

Pierwsze trzy rzędy uczniów cofnęły się gwałtownie, gdy powóz zniżył się, podchodząc do lądowania z przerażającą szybkością - a potem, z ogłuszającym łoskotem, który sprawił, że Neville podskoczył i opadł na stopę jakiegoś Ślizgona z piątej klasy - kopyta koni, większe od talerzy obiadowych, uderzyły w ziemię., Sekundę później wylądował i sam powóz, podskakując na wielkich kołach, podczas gdy złote konie potrząsały olbrzymimi łbami i toczyły ogromnymi, ognistoczerwonymi oczami.

- To były piękne konie - rzekła Luna

Zanim drzwi powozu się otworzyły, Harry zdążył zobaczyć, że widnieje na nich herb w kształcie dwóch skrzyżowanych złotych różdżek, każda tryskająca trzema gwiazdkami. Z powozu wyskoczył chłopiec w bladoniebieskiej szacie, sięgnął do środka i rozłożył składane złote schodki, po czym cofnął się z szacunkiem. Harry dostrzegł wyłaniający się z kabiny powozu błyszczący czarny but na wysokim obcasie

- We Beauxbatons w wszystkich klasach dziewczyny mają obowiązkowe lekcje jak chodzić chodzeniu butach na, wysokim obcasie żeby się nie zabić i nie połamać PANIE dyrektorze - odezwała się Apolonia

- Pani profesor wczoraj prawie się zabiłam w tych butach! - zawołała przerażona dziewczyna patrząc na swoje buty na wysokim obcasie z odraza - te buty mają dla mnie za wysokie obcasy - i tupnela obcasem prawie się przewróciła

- Hogwarcie Hogwarcie pozwól mi zdjąć te cholerne buty na wysokim obcasie!! - modliła się inna dziewczyna

- Profesorowie zróbcie coś ja sie w tych butach połamie ! - krzyknęły przerażone dziewczyny

- dziewczyny uspokójcie się Od dzisiaj będą takie lekcje obowiązkowe dla dziewcząt nauka chodzeniu na wysokich obcasach będą również w Hogwarcie - odezwała się Minevra - prawda PANIE Dyrektorze?

- PANIE dyrektorze chyba nie chce się PAN tłumaczyć rodzicom ze ich córka sie połamała bo miała wysokie obcasy których nie moze zdjąć bo nie chciał pan zrobić takich lekcji to jest dla dobra naszych uczennic bo jako kadra pedagogiczna mamy obowiązek dbać o zdrowie naszych uczennic - dodała Poppy - po za tym nie mam tyłu łóżek

- Potrzebuje tych lekcji natychmiast bo ledwo poszłam wczoraj do dormitorium a dzisiaj do Wielkiej Sali! - pisnęła jakaś dziewczyna próbując zdjąć swoje buty na wysokim obcasie ale dalej miała je na stopach

- Cholerne buty nie potrafię w nich chodzić - dodała inna dziewczyna tez próbowała zdjąć i tupajac obcasem

- DYREKTORZE DO CHOLERY JASNEJ ZRÓB COŚ! - ryknely dziewczyny na dyrektora

- Hogwart widoczne stwierdził że czas na zmiany - wesnal Dumbledore - nawet szaty się zmieniły

- Akurat ubrania są super! - zawołała jakaś dziewczyna - tylko ze te buty na wysokim obcasie ciężko się w nich chodzi i potrzebuje i tych cholernych lekcji natychmiast!

- Właśnie! - zawolaly dziewczyny

- Ja mogę ich uczyć PANIE dyrektorze - odezwała się Apolonia - jestem francuska a to państwo już od wieków cieszy się mianem prawdziwej kolebki mody i jestem pół willa i chodzenie w takich butach mam we krwi

- Dobrze to niech PANI Delacour uczy - rzekł Dumbledore - dziewczyny przestawiam wam profesor Delacour będzie uczyć chodzeniu w tych butach!

- Moje gratulacje mamuś! - zawolaly Gabriele i Fleur przytulając się do Apolonii

- Zostałaś profesorem ciociu Apolonia - dodały uśmiechem na twarzy dziewczyny z zakonu

- Dziewczynki za chwilkę jak skończymy czytać zaczynamy lekcje! - zawołała pani Delacour do dziewcząt

- Dobrze i dziękujemy pani profesor! - krzyknęły większość dziewczyn Wielkiej Sali z ulga że nie będę musiały bać o swoje zdrowie i życie

- wielkości dziecinnych sanek - a tuż za nim największą kobietę, jaką kiedykolwiek widział w życiu. Teraz wyjaśniły się rozmiary powozu i koni. Rozległo się kilka zduszonych okrzyków. Jedyną osobą, która dorównywała wzrostem tej kobiecie, był Hagrid. Harry był pewien, że są dokładnie tego samego wzrostu, ale ta kobieta - może dlatego, że do Hagrida był przyzwyczajony - sprawiała wrażenie jeszcze wyższej. Zatrzymała się na chwilę na stopniach powozu, patrząc na zdumiony tłum, a potem zstąpiła w krąg światła napływającego z sali wejściowej. Teraz można było dostrzec, że ma ładną twarz o oliwkowej cerze, wielkie, czarne i jakby przejrzyste oczy i dość wydatny, zakrzywiony nos. Włosy miała zaczesane do tyłu i spięte na karku w lśniący kok.

- Hagrid twoja dziewczyna przyjechała! - krzyknąl Seamus

- To jest jego dziewczyna? - pytali Huncwoci

- Tak to Olimpia Maxine dyrektor mojej szkoły - odparła Gabriele - i przyszła PANI Hagrid - Rubelus się zarumienił

- Hagrid tak i ja czy Bill czy Colin lubimy Francuzki - stwierdził Denis

Od stóp do głów spowita była w czarny atłas, a mnóstwo wspaniałych opali połyskiwało na jej szyi i grubych palcach. Dumbledore zaczął klaskać. Tłum uczniów poszedł za jego przykładem, wybuchła burza oklasków. Niektórzy wspinali się na palce, by lepiej obejrzeć cudzoziemkę. Na jej twarzy pojawił się wdzięczny uśmiech. Podeszła do Dumbledore'a, wyciągając połyskującą klejnotami rękę.

- Co za dużo to nie zdrowo - powiedziała Adrenne

- Zrobiłem jej kilka małych żarcików oraz innym nauczycielom i żadnych z nich nie ma poczucia humoru - oznajmił Colin II dumny z siebie ze robił żarty nauczycielom - a ona była tak wściekła ze wzywała Cie co chwilę na rozmowę wychowawcza - i wystrzezyl sie Colin II do Gabriele

- Colin! - warknęła Gabriele

- No co? - wystrzezyl się Colin II - i powiedziałaś ze ani ja ani ciocia Fleur nie robiła kawałów i babcia nie była wzywana wogule i, marudziłaś jesteś szkole przynajmniej cztery razy w miesiącu bo twój syn robi kawały nauczycielom Mamo patrzyłaś ma mnie morderczym wzrokiem bo znowu zrobiłem żart Maxime a i szkole robisz furorę chodzisz a uczniowie slinia się na twój widok zaznaczaj masz bluzkę na jedno ramię kurtkę ramoneske na szyi masz piętno zaznaczenia dwa wilki w kształcie yan yin obcisłe spodnie albo spódnice które przylegaly do nóg szpilki na wysokim obcasie które chodzisz z niebywala gracją i wdziękiem po domu też chodzisz w obcasach bo bardzo kręci to tatę mówiąc ze nie może ich zdjąć bo to jest moj obowiązek ciągle tak gadałaś a Adrenne Cie teraz naśladuje

- Nie zdejmiesz prawda? - pytał z nadzieją Denis

- Gdzie bym śmiała - oznajmiła Gabriele podniecona - i tak nie mogę je zdjąć - i zaczęła ściągnąć za but ale dalej miała na sobie - sam widzisz

- Możecie przestać?! - jeknal Colin II

- Jak ta chodzę w tych butach po domu to jakoś nic nie mówisz - mruknela Adrenne - tylko się ślinisz - Gabriele uśmiechnęła się szeroko do córki przytuliła ja do swojej piersi

- Co się stało z twoimi biologicznymi rodzicami kochanie? - pytala Apolonia ciekawości Adrenne posmutniala

- Zginęli w wypadku samochodowym miałam 13 lat i państwo Creeveyowie sie mną zaopiekowali mną i traktują mnie jak córkę może straciłam jednych rodziców ale zyskałam wspaniałych drugich rodziców mam wspaniałego męża i młodsze rodzeństwo którego nigdy nie miałam - oznajmiła pani Creevey wtulając się do niej piersi - A reszta mamusia już wie ze od tego momentu zaczęłam mówić do mamusi mamusia a to tatusia tatuś - Gabriele pocałowała ja w czoło Adrenne wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej

- Bo to jest twój obowiązek jako Lady Creevey słoneczko kocham Cie bardzo mocno córeczko i nigdy Cie nie opuszczę kochanie - powiedziała z miłościa Gabriele patrząc na panią Creevey

- Mamusia - mruknela zadowolonym głosem tuląc się do lady Creevey jeszcze bardziej - kocham cię mamusiu byłaś przy mnie kiedy tego najbardziej na świecie potrzebowałam kiedy potrzebowałam matczynej miłości

- I ja zawsze będę przy tobie córeczko - odparła pani Creevey - możesz sie przytulać do mnie kiedy tylko chcesz Adrenne

- I od nowego roku zaczęliśmy chodzić do Hogwartu - odezwał się Colin II - i jest super bo wreszcie mamy paczkę przyjaciół z poczuciem humoru - Minevra jęknęla

- A później Colin mnie zaznaczył i zostałam Panią Creevey tak oficjalnie a niedawno mnie wpoil - i przejechała po znaku wesnela zadowolonym

Dumbledore, choć sam dość wysoki, nie musiał się wcale pochylać, aby ją ucałować. - Droga madame Maxime - powiedział. - Witamy w Hogwarcie. - Dumbli-dorr - odpowiedziała madame Maxime głębokim altem. - Mam nadziei, że zdrowi dopisui? - Dziękuję, jestem w wyśmienitej formie - odpowiedział Dumbledore. - Moi uczniowi - rzekła, machając nonszalancko olbrzymią ręką.

- Ona nie ma olbrzymej ręki! - oburzyl sie Hagrid

- Hagrid sie zakochał! - zawołali dwie wersje Łapy i Rogacza

Harry, którego uwaga była całkowicie skupiona na madame Maxime, zobaczył teraz, że z powozu wyłonił się z tuzin chłopców i dziewcząt - na pierwszy rzut oka raczej od niego starszych - którzy stanęli za madame Maxime. Trzęśli się lekko, czemu trudno było się dziwić, bo ich szaty wyglądały na jedwabne, a nie mieli płaszczy.

- Macie strasznie zimny zamek - stwierdziła Fleur

- Wtul się we mnie a od razu zrobi się cieplej - wystrzezyl się Bill więc Fleur zrobiła to co jej kazał i wesnela zadowolonym głosem

- Gorąco mi będzie kiedy we mnie wejdziesz i mnie przelecisz panie Weasley

Kilku miało głowy owinięte szalami i chustami. Na ile Harry mógł dostrzec ich twarze (stali w wielkim cieniu madame Maxime), chyba gapili się podejrzliwie na zamek. - Karkarow już jest? - zapytała madame Maxime. - Powinien być lada chwila - odrzekł Dumbledore. - Madame, czy chciałaby pani poczekać tu i powitać go z nami, czy raczej wejść do środka i troszkę się ogrzać? - Chyba ogziać - odpowiedziała madame Maxime.

- To przytul się do 'Agrida! - burknal Colin II - to sie ogziejesz!

Niektórzy parskneli śmiechem kiedy usłyszeli komentarz Lorda Creevey Gabriele patrzyła na syna niedowierzaniem

- No co nie lubię jej! - burknal syn Gabriele

- Ali koni... - Nasz nauczyciel Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami chętnie się nimi zaopiekuje - rzekł Dumbledore.

- Tak jak tobą Olimpio - zachitowala Fleur

- Jak tylko upora się z pewną drobną trudnością, jaką mu sprawiły jego inne... Ee... obowiązki.

- Sklatki - oznajmił Ron

- Sklątki - mruknął Ron do Harry'ego, szczerząc zęby. - Moi rumaki wimagają... Ee. . . mocni ręki - powiedziała madame Maxime z taką miną, jakby wątpiła, by hogwarcki nauczyciel Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami był w stanie zająć się jej końmi.

- Hagrid jak zajmie się końmi a później tobą się zajmie mocna ręką droga Madame Maxime - odparł Louis Hagrid spalił jeszcze bardziej czerwienią

- Oni barzo silni... - Zapewniam panią, madame, że Hagrid znakomicie sobie z nimi poradzi - rzekł Dumbledore, uśmiechając się lekko. - Wspaniali - powiedziała madame Maxime z lekkim ukłonem.

- Wspaniali dzieki jego duziej umięśnioni klati i jego duziej meskosci 'Agrid zaspokoi moji potrzebi! - zawołał James II z ostrym francuskim akcentem większość ludzi parsknęła śmiechem męska cześć spadła z krzesła ze śmiechu a Hagrid był cały czerwony

- James! - zawołała ze śmiechu Ginny

- Nie mogę! - dodali większość ludzi na sali ze śmiechu

- Czy moglibi informować tego 'Agrid, że te koni pić tylko nie mieszani whisky? -

- Chcesz mieć konie pijane? - zdziwił się Colin II

Dopilnuję tego - odrzekł Dumbledore, również się kłaniając. - Za mną - powiedziała madame Maxime władczym tonem do swoich uczniów, a tłum hogwartczyków rozstąpił się, by goście mogli wejść po kamiennych stopniach. - Jak myślicie, jak wielkie będą konie z Durmstrangu? - zapytał Seamus Finnigan, wychylając się przed Lavender i Parvati, by zwrócić się do Harry'ego i Rona. - Jak będą większe od tych, to nawet Hagrid sobie z nimi nie poradzi - odpowiedział Harry. - To znaczy, jeśli go nie zaatakowały sklątki. Ciekawe, co się z nimi stało. - Może mu pouciekały - mruknął Ron z nadzieją w głosie.

- Olimpia i Hagrid będą ich łapać razem tak zwana randka - oznajmił James II pewnym głosem

- Och, przestań - powiedziała Hermiona, wzdrygając się. - Wyobraź sobie, jak się rozłażą po całych błoniach...

- Kochanie Madame Maxime na pewno Hagidowi pomoże je złapać! - parsknął śmiechem Ron Hagrid zarumienił się mocno

- Tatusiu a później pójdą na romantyczna kolację przy świecach i wyznają sobie miłość - zacierkowala Emilly - i będą mieć małe Hagridki! - Hagrid spalił buraka a męska cześć zaczęła się ktusic kiedy powiedziała małe Hagidki

- Hagridki? - pytali niedowierzaniem

Stali, dygocąc lekko z zimna i czekając na przybycie delegacji z Durmstrangu. Większość wpatrywała się z nadzieją w niebo. Przez kilka minut panowała cisza, przerywana tylko parskaniem i tupaniem olbrzymich koni madame Maxime.

- Może byście nakarmili te biedne konie co! - warknęła Adrenne

- Słyszysz? - zapytał nagle Ron. Z ciemności napływały ku nim dziwne dźwięki: stłumione huczenie i szumy, jakby jakiś olbrzymi odkurzacz sunął wzdłuż koryta rzeki... - Jezioro! - krzyknął Lee Jordan, wyciągając rękę. - Patrzcie na jezioro! Ze szczytu łagodnego wzniesienia, na którym stali, widać było dobrze gładką, czarną powierzchnię jeziora - tylko że nagle tafla wody przestała być gładka. Coś się pod nią kotłowało, tworzyły się wielkie bąble, fale zaczęły obmywać błotniste brzegi - a potem, w samym środku jeziora, utworzył się wielki lej wiru, jakby z dna wyciągnięto wielki korek... Ze środka owego leja wyłoniło się powoli coś, co wyglądało na długą, czarną tyczkę... a potem Harry zobaczył takielunek. - To jest maszt! - powiedział do Rona i Hermiony. Powoli, powoli z wody wyłaniał się statek, lśniąc w świetle księżyca.

- Piraci z Karaibów! - zawołał Sebastian

- Co to za cholerstwo?! - warkneli Luckowie

- Nie żadne cholerstwo tylko seria 5 filmów o piratach - odparł Sebastian

Wyglądał jak szkielet statku, jak zmartwychwstały wrak, a mgliste, tajemnicze światła migotały w iluminatorach jak oczy widma. W końcu, z donośnym chlupotem, wyłonił się cały, podrygując na wzburzonej wodzie, po czym zaczął sunąć w kierunku brzegu.

- Latający holender! - krzyknąl ponownie Sebastian - tak się nazywał statek widmo tych filmach - dodał

- Jest też czarna perła - dodał Hugo

W kilka chwil później usłyszeli głośny plusk rzucanej na płyciźnie kotwicy i łoskot trapu opuszczanego na brzeg. Ze statku wychodzili na ląd ludzie; widzieli ich sylwetki, migające na tle iluminatorów. Wszyscy, jak zauważył Harry, wyglądali na zbudowanych jak Crabbe i Goyle..., ale po chwili, gdy podeszli bliżej i znaleźli się w zasięgu światła płynącego z sali wejściowej, zobaczył, że pogrubiały ich płaszcze z jakiegoś włochatego, matowego futra.

- pytałem się mają Futra z Fretek - stwierdził Ron - twoich kumpli Dracus dobrze ze Minne zmieniła Cie w człowieka bo by jeszcze na Ciebie polowali - dodał większość ludzi parsknęła głośnym śmiechem Draco próbował rzucić sie na Weasleya ale Astoria jak mocno się wtuliła i wyszeptała

- Pocałuj mnie! Natychmiast! - zarządziła mu dziewczyna Draco pocałował ją w usta a Astoria wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

Tylko jeden z nich, idący na czele, miał futro innego rodzaju: lśniące i srebrne jak jego włosy. - Dumbledore! - zawołał z radością, idąc w górę łagodnego, trawiastego zbocza. - Jak się masz, mój stary druhu, jak się masz? - Dziękuje, wyśmienicie, profesorze Karkarow - odrzekł Dumbledore.

- Karkakow? on byl smierciorzelca! - warkneli goście przeszłości

- I jeszcze jest dyrektorem - oznajmił Harry

Karkarow miał trochę zbyt przesłodzony głos, a kiedy wszedł w krąg światła z otwartych drzwi wejściowych, zobaczyli, że jest równie chudy i wysoki jak Dumbledore, ale jego siwe włosy są krótko przycięte, a kozia bródka (zakończona małym kędziorem) nie zasłania całkowicie dość wątłej dolnej szczęki. Kiedy podszedł do Dumbledore'a, uścisnął mu rękę obiema dłońmi. - Kochany stary Hogwart - rzekł, patrząc na zamek z uśmiechem; zęby miał żółtawe,

- O fuj! - krzywily się kobiety i dziewczyny - mógłby umyć zeby!

a Harry zauważył, że jego uśmiech nie obejmował oczu, które pozostały zimne i przebiegłe. - Jak dobrze się tu znaleźć, jak dobrze... Wiktorze, chodź tutaj, ogrzej się. Dumbledore, chyba nie masz nic przeciwko temu, co Wiktor trochę się przeziębił...,

Ron warknal a następne wesnal zadowolonym głosem kiedy Hermiona pocałowała go w namiętnie w usta

Karkarow skinął na jednego ze swoich uczniów. Kiedy chłopiec przechodził, Harry dostrzegł wydatny zakrzywiony nos i gęste czarne brwi. Ron nie musiał go szczypać w ramię i syczeć mu do ucha, sam rozpoznał ten profil. - Harry... to jest Krum!

- Koniec rozdziału - oznajmiła Lady Weasley 

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...