Markus zaczął czytać
Rozdział 16
Czara ognia
- Nie do wiary! - powiedział Ron, kręcąc głową, kiedy tłum uczniów Hogwartu zapełnił kamienne schody za gośćmi z Durmstrangu. - Harry, to Krum! Wiktor Krum! - Na miłość boską, Ron, to przecież tylko gracz w Quidditcha - odezwała się Hermiona. - Tylko gracz w Quidditcha? - powtórzył Ron, patrząc na nią tak, jakby nie wierzył własnym uszom. - Hermiono, to jeden z najlepszych Szukających na świecie! Nie miałem pojęcia, że on jest jeszcze uczniem!
- Ron Hermiona jest o Ciebie zazdrosna - odezwała się Ginny
- Ronaldzik jest mój - oznajmiła pani Weasley tuląc się do Rona wzdychając zadowolonym głosem Ron uśmiechał się szeroko
Kiedy razem z innymi szli przez salę wejściowa, zmierzając do Wielkiej Sali, Harry dostrzegł Lee Jordana, który podskakiwał, by rzucić okiem na Kruma. Dziewczyny z szóstej klasy gorączkowo przeszukiwały kieszenie. - Och, nie, ale plama, nie mam przy sobie pióra... Myślisz, że podpisze mi się szminką na kapeluszu? - No nie, to jest żałosne - mruknęła z pogardą Hermiona, kiedy mijali dziewczyny, które teraz kłóciły się o szminkę.
Ron zakaszlał Hermiona popatrzyła na niego morderczym wzrokiem
- Zdobędę jego autograf, jak mi się uda - oświadczył Ron. - Masz pióro, Harry?
- Nie, zostawiłem na górze, w torbie - odrzekł Harry. Doszli do stołu Gryfonów. Ron zadbał o to, żeby usiąść twarzą do drzwi, bo Krum i jego koledzy z Durmstrangu wciąż tkwili w wejściu, najwyraźniej nie wiedząc, gdzie mają usiąść. Uczniowie z Beauxbatons usiedli przy stole Krukonów.
- Mój książę jeszcze nie przybył - stwierdziła Fleur
- A Znam go? - pytał Bill patrząc na nią tak na 8 cud świata
- Znasz Taki Wysoki Przystojny seksowny rudowłosy o niebieskich oczach i piegami i długowłosy jest lamaczem klatw jest najstarszy z rodzeństwa i poznałam też jego rodziców i mówię do ich mamusia i tatuś poznałam również jego młodsze rodzeństwo i powiedzieli mi jestem ich siostryczka a seks z tym lamaczem klatw jaki taki cudowny i epicki - mówiła szczęśliwa pani Weasley - a wiesz co mi kazał robić kiedy będziemy sami w domu?
- Co takiego Ci kazał? - pytał Bill patrząc na nią iskierkami miłości
- Kazał mi chodzić nago i chodząc butach na wysokim obcasie bo hogwart zrobił co zrobił - odparła Fleur podnieconym głosem
- Mamo ciotka Fleur przestajesz wreszcie! - krzyknęli większość ludzi na sali
- Szczęściarz z niego - oznajmił głupim uśmiechem Bill
- Qui I bardzo mocno go kocham - odsiadczyla pani Weasley tuląc się do Billa i pocałowała go w namiętnie w usta
Rozglądali się po Wielkiej Sali z ponurymi minami. Troje wciąż miało na głowach chusty i szaliki. - Przecież nie jest aż tak zimno - zauważyła pogardliwie Hermiona, która też ich obserwowała. - Dlaczego nie zabrali płaszczy? - Tutaj! Chodźcie tutaj! - syknął Ron. - Tutaj! Hermiono, posuń się, zrób miejsce... - Co? - Za późno - powiedział z goryczą Ron.
- Mogłeś mnie wziąść na kolana! - prychnela Hermiona
- Właśnie Ronald mogłem wziąć Hermiona na kolana - powiedziała Nicole
Wiktor Krum i jego koledzy usiedli przy stole Ślizgonów. Harry dostrzegł kołtuńskie uśmiechy na twarzach Malfoy'a, Crabbe'a i Goyle'a. Malfoy wychylił się, by zagadać do Kruma. - Czemu nie, podlizuj mu się, Malfoy - mruknął Ron.
- Przed chwilą sam chciałeś żeby usiadł - rzekł Seamus
- Ale założę się, że Krum zna się na takich numerach... na pewno ciągle ktoś się przed nim płaszczy... Jak myślicie, gdzie oni będą spać?
- Wywala Fretke Crabba i Goyle Parkinson bulstrode Zaginiego przez okno? - pytał z nadzieją Hugo
Harry, moglibyśmy zaprosić ich do naszego dormitorium, co? Mógłbym mu oddać swoje łóżko, mogę się przekimać na składanym.
- Mogłeś mnie zaprosić - Hermiona prychnęła głośno .- ale nie ty nie wolałes podziwiać Kruma zamiast zajac się dziewczyna która sie w tobie podkochiwala i mówiłam o sobie Ronald i wcześniej bym zaczęła mówić do twoich rodziców mamusia i tatuś bo kocham tak do nich tak mówić! - i chciała stać ale Ron ja powstymal i odwróciła sie plecami obrażoną miną ze Ron się nie domyślił ze sie podkochiwala a Ron próbował ja odwrócić w jego stronę
- Przepraszam Hermiono wybacz mi że byłem debilem i nie widziałem twoich uczuć wobec mnie - Hermiona odwróciła się w jego stronę
- Pocałuj mnie Ron!- Ron spełnił jej prośbę i pocałował ją w usta a Hermiona oddala pocałunek kiedy się oderwali Weasley ogarnął jej włosy z czoła
- Jesteś taka piękna - i pocałował ją w czoło pani Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- To było takie słodkie! - zawołali przesadne szczęśliwi Fred i George - ze aż mnie mdli od tej słodyczy!
- Hermiona prychnęła głośno. - Wyglądają na bardziej zadowolonych niż ci z Beauxbatons - zauważył Harry. Uczniowie z Durmstrangu ściągali swoje ciężkie futra
- Z Fretek - dodał Dean
i patrzyli z ciekawością na gwieździste, czarne sklepienie. Kilku wzięło do ręki złote talerze i puchary i oglądało je z bliska z wyraźnym podziwem. Woźny Filch dostawiał krzesła do stołu nauczycielskiego. Miał na sobie staroświecki, wyświechtany frak. Harry zdziwił się, kiedy zobaczył, że Filch dostawił cztery krzesła - po dwa po każdej stronie miejsca Dumbledore'a. - Przecież jest ich tylko dwoje - powiedział. - Po co przyniósł aż cztery krzesła? Czekamy jeszcze na kogoś?
- Wujek bo jego Mamusia nie nauczyła Angusika liczenia! - zardwil George II
- Co? - spytał lekko zamroczony Ron, który wciąż gapił się na Kruma. Kiedy weszli już wszyscy uczniowie i zajęli miejsca przy swoich stołach, wkroczyło ciało pedagogiczne, zasiadając przy stole dla profesorów. Ostatni weszli profesorowie Dumbledore, Karkarow i madame Maxime. Na widok swojej dyrektorki uczniowie z Beauxbatons poderwali się z krzeseł.
Colin II wywrócił oczami
Kilku hogwartczyków parsknęło śmiechem. Ich kolegów z Beauxbatons wcale to nie zmieszało: stali, dopóki madame Maxime nie zajęła miejsca po lewej ręce Dumbledore'a.
- Jak ja nie lubię tej baby - mruknął Colin II - najbardziej lubiłem doprowadzać ja do szału
Ten ostatni wciąż jednak stał, aż w całej sali zapadła cisza. - Dobry wieczór, panie i panowie, duchy,
- Wiecie dlatego kosciotrupy nie mogą grac muzykę kościelna? - spytał Colin II
- Dlatego? - zapytał jego ojciec
- Bo nie mają organów! - większość ludzi a zwłaszcza mugolacy i półkrwi parsknęła głośnym śmiechem
a szczególnie nasi drodzy goście - rzekł, spoglądając dobrodusznie na zagranicznych uczniów. - Mam wielką przyjemność powitać was w Hogwarcie. Mam nadzieję i ufam, że będzie wam tutaj miło i wygodnie.
- Na pewno wszyscy miło i przyjemnie wygodnie spędzili dzieciństwo może oprócz mojego kochanego braciszka Harrego który był tych debili Dursleyow! - warknęła Gabriele patrząc wściekle na Dyrektora swoimi niebieskimi oczami - mam ochotę ich za to zamordować bo nikt nie ma prawa krzywdzić mojego braciszka a teraz musi ratować ludzkość z Ronem i Hermiona przed Voldemortem a pan dyrektor co robi siedzi swoim gabinecie i żre dropsy! Gabriele krzyczała na Dumbledore i najwyraźniej miała z dupie co powiedzą inni bo bardzo kochała Harrego i był dla niej jak starszy Brat - pan dyro tylko udaje miłego dziadziusia a tak naprawdę jest manipulatorem który ladnie pociąga za sznureczki żeby wszyscy tańczyli jak nam zagra!
Sala patrzyła po sobie jak młoda willa opisała dyrektora Dumbledore nie mógł uwierzyć co słyszy dziewczyna później podeszła do niego gracja i wdziękiem chodzeniu na wysokich obcasach to dla niej był żaden problem była ćwierć willa i była francuska uczyła się chodzić po domu i miała to opanowane do perfekcji i mocno się do Harrego przytuliła
- Harry jesteś dla mnie jak starszy brat - odezwała się przyszła pani Creevey Harry uśmiechnal się szeroko do Gabriele
- No to Mów mi braciszku skarbie A ja będę mówił do Ciebie siostrzyczko - Gabriele pisnęła szczęśliwym głosem i rzuciła mu się na szyję i wtuliła się w niego Harry pocałował ją w czoło pani Creevey wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Harrego jeszcze bardziej
- Kocham Cię braciszku! - zawołała do jego piersi zadowolonym głosem
- A do siostrzyczki sie nie przytulisz? - spytała Ginny Gabriele przytuliła się do Ginny a ta mocno przyciągnęła ja do swojej piersi i tuliła swoją młodszą siostrę - świetnie opisałaś dyrektora Gabriele - i pocałowała ja w czoło wyszeptała - kocham Cie siostrzyczko - Gabriele wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Ginny jeszcze bardziej - moja siostryczka - Gabriele poczuła od Ginny bezwarunkowa miłość i dodała jeszcze - jesteś moją młodsza siostryczke i kto powie inaczej, strzele go ubiorogackiem
- Kocham Cię siostrzyczko nawet nie jest jak bardzo Cie kocham - mruknela Lady Creevey do jej piersi zadowolonym głosem i miała zamknięte oczy wtulając się w Ginny jeszcze bardziej i nie chciała od niej odkleić pani Potter tuliła ja z taką miłością
- Jedna z dziewcząt z Beauxbatons, która wciąż miała głowę owiniętą szalikiem, wydała z siebie odgłos, który mógł być tylko szyderczym śmiechem. - Nikt cię nie zmusza, żebyś tu została! - szepnęła Hermiona, łypiąc na nią groźnie.
- Przepraszam - mruknela Hermiona w stronę Fleur
- I tak Cie Kocham kochaniutka - od szeptała blondynka
- Turniej zostanie oficjalnie ogłoszony przy końcu tej uczty - oznajmił Dumbledore. - A teraz zachęcam was gorąco: jedzcie, pijcie i czujcie się jak u siebie w domu! - I usiadł, a Harry zauważył, że Karkarow natychmiast zajął go rozmową. Półmiski jak zwykle napełniły się potrawami. Kuchenne skrzaty powyjmowały chyba wszystko, co było pochowane w spiżarni na specjalne okazje. Takiej różnorodności potraw Harry nigdy jeszcze nie widział, zwłaszcza że niektóre były na pewno zagraniczne. - Co to jest? - zapytał Ron, wskazując na wielki półmisek z jakimiś skorupiakami w sosie, stojący obok imponującego puddingu z siekanego mięsa. - Bouillabaisse - odpowiedziała Hermiona. - I ja ciebie też! - zawołał Ron.
- To jest francuskie danie Ron! - zachichotała Fleur
- Jej usta sa pyszne Fleur - stwierdził Ron a Hermiona zarumieniła się głęboko
- To francuskie danie - dodała Hermiona. - Jadłam to dwa lata temu podczas wakacji, jest bardzo smaczne. - Wierzę ci na słowo - rzekł Ron, nakładając sobie porcję puddingu. Wielka Sala wydawała się jakoś bardziej zatłoczona niż zwykle, choć przybyło nie więcej niż dwudziestu dodatkowych uczniów. Być może wrażenie to powodowała barwność ich szat, wyróżniających się natarczywie na tle czerni strojów Hogwartu. Kiedy delegaci Durmstrangu pozdejmowali futra,
- Uczyjmi to minute ciszy gdyż zginęło tyle wspaniałych Fretek bracia i sióstry Dracusia zrobione na futra z Fretek - powiedział Ron sala parsknęła głośnym śmiechem Draco chciał sie rzucić na Rona zaklęciem ale Astoria pocałowała go w namiętnie w usta
okazało się, że mają na sobie szaty o
barwie krwistoczerwonej. Po dwudziestu minutach od rozpoczęcia uczty przez drzwi za stołem nauczycielskim wśliznął się wreszcie Hagrid. Usiadł na swoim zwykłym miejscu przy końcu stołu i pomachał Harry'emu, Ronowi i Hermionie grubo obandażowaną ręką.
- Twoje palce mogą sobie tam jeść ale moich dzieci wara bo je rozwalę! - warknęły matki na Hagrida Hagrid popatrzył na nie córki tylko wzruszyły ramionami matki przyciągnęły swoje córki do swojej piersi a te i wtuliły się w swoje matki i wesnely zadowolonym głosem Hagrid popatrzył na Hermione ze go obroni a ta jeszcze bardziej wtuliła się w Molly a ta radością wypisała na twarzy tuliła ja
- Jak tam sklątki, w porządku, Hagridzie? - zawołał do niego Harry. - Rozwijają się! - odkrzyknął mu uradowany Hagrid. - Tak, i mogę się nawet założyć, że szybko - powiedział cicho Ron. - Wygląda na to, że w końcu znalazły żarcie, które im pasuje. Palce Hagrida. W tym momencie rozległ się głos: - Przeprasiam, czi mogę bouillabaisse? - Była to owa dziewczyna z Beauxbatons, która zaśmiała się kpiąco podczas mowy Dumbledore'a. Nie miała już szalika na głowie. Długie, srebrno blond włosy spływały jej prawie do pasa. Miała duże, ciemnoniebieskie oczy i bardzo białe, równe zęby.
- Opis pasuje do Ciebie mamo - rzekł Teddy patrząc na Fleur
- Bo to jestem ja kochanie - odezwała się Fleur
- Moja mamusia jest bardzo mądra kobieta i nie nabrała się na gadanie PANA dyrektora - oznajmiła Samanta - wystarczyło chwilkę i moja mamusia przejrzała dyrektorka na wylot
Fleur uśmiechnęła się szeroko do Samanty i pocałowała ja w czoło Samanta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Wiesz ze bardzo mocno Cie kocham skarbie? - pytała Fleur do jej ucha
- Tak mamusiu ja mamusie też bardzo mocno kocham - i wtuliła sie się jej piersi a ona zachwytem tuliłem ja do swojej piersi
Ron spłonął rumieńcem. Gapił się na nią, otworzywszy usta, by coś odpowiedzieć, ale wydobyło się z nich jedynie długie i ochrypłe chrząknięcie. - Tak, bardzo proszę - powiedział Harry, podsuwając dziewczynie półmisek. - Już zjedli? - Tak - wydyszał Ron. - To było znakomite. - Dziewczyna wzięła półmisek i zaniosła go ostrożnie do stołu Krukonów. Ron wciąż gapił się na nią, jakby zobaczył ją po raz pierwszy w życiu.
Hermiona prychnela głośno
Harry zaczął się śmiać. To otrzeźwiło Rona. - To jest wila! - powiedział ochrypłym głosem. - Co ty bredzisz! - odezwała się cierpko Hermiona. - Nie zauważyłam, żeby ktoś oprócz ciebie gapił się na nią jak kretyn!
- Hermiona az kipiala z zazdrości! - parsknął śmiechem Harry
- bo Byłam o niego mega zazdrosna! - wypaliła Hermiona - chciałam żeby Ron patrzył tak na mnie jak patrzył na.... - ale nie skończyła bo Ron zatkał jej buzię namiętnym pocałunkiem Hermiona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą kiedy sie oderwani od siebie Hermiona miała rozmarzona minę i iskierki w oczach i miała otwartą buzię
- Ty jesteś dla mnie wszystkim Hermiono Weasley moja najlepsza przyjaciółka moim aniołem stróżem i miłością mojego życia - oznajmił Ron i - jesteś związana ze mną na zawsze duszą i ciałem - i przejechał jej po znaku
- Tak panie Weasley! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej - jestem panią Weasley i będziemy się ostro kochać prawda?
- Oczywiście słoneczko
- Pani Weasley! - zawołała Minne zszokowana - uspokój się!
Ale nie była to obserwacja do końca zgodna z prawdą. Kiedy dziewczyna szła przez salę, odwracały się za nią głowy wielu chłopców, a niektórzy sprawiali wrażenie, jakby ich zatkało tak samo jak Rona. - Mówię wam, to nie jest normalna dziewczyna! - upierał się Ron, wychylając się i śledząc ją wzrokiem. - W Hogwarcie takich nie ma!
- Wystarczy nauczyć się kilku sztuczek trzepać rzęsami odrzucać włosy do tyłu i mężczyzni lubią kiedy kobieta jest inteligentna chodzić butach na wysokich obcasach gracją i wdziękiem bo faceci to uwielbiają i chłopcy sa już twoi - powiedziała Fleur
- Jesteś willa i nie jesteś normalną dziewczyną! - warknęła Pansy byla zazdrosna o jej urodę
- masz kochaniutka rację Nie jestem normalna dziewczyna jestem damą i lady Weasley i żoną Lorda Williama Weasleya - powiedziała Fleur radością głosem Ginny nie wytrzymała j parsknęła śmiechem widząc minę Pansy
- Dziewczyny z Hogwartu są zupełnie w porządku - powiedział bez zastanowienia Harry. Cho Chang siedziała tylko o parę krzeseł dalej od dziewczyny ze srebrzystymi włosami. - Kiedy już przestaniecie wywalać na nią gały - powiedziała niecierpliwie
Hermiona
- Mówiła o tobie Ron popraw spodnie! - zardwili Fred i George Ron popatrzył na ich morderczym wzrokiem
- to zobaczycie, kto właśnie przyszedł. - Wskazała na stół nauczycielski, przy którym zajęte już były dwa ostatnie puste miejsca. Ludo Bagman siedział obok profesora Karkarowa, a pan Crouch, szef Percy'ego, zajął miejsce obok madame Maxime.
- O nie jesteśmy zgubieni Pan Crocuh zdradza wujka Percego z Madame Maxime! - jeknal Colin II sala parsknęła śmiechem
- Colin! - warknęła Apolonia
- Pięknie wyglądasz Babciu - odezwał się Colin II cukierkowym głosem
- Co oni tu robią? - zdziwił się Harry.
- Barty będzie zdradzać Percego z Olimpia Harry na oczach ludzkości - rzekł Charlie - niegrzecznie Barty
Barty zrobił się czerwony
- No, przecież to oni są organizatorami Turnieju Trójmagicznego, prawda? - powiedziała Hermiona. - Sądzę, że chcą uczestniczyć w otwarciu. - Kiedy
pojawiło się drugie danie, dostrzegli na półmiskach jakieś nie znane im desery. Ron spróbował trochę dziwnie wyglądającej galaretki migdałowej, po czym przesunął półmisek nieco w prawo, tak żeby był widoczny ze stołu Krukonów. Ale dziewczyna o wyglądzie wili chyba już się najadła i nie podeszła do nich po raz drugi.
- I czekałam na przystojnego wysokiego o długich rudych włosów o niebieskich oczach i piegach Lorda i to tego łamacza klatw i moje życzenie się spełniło! - rozmarzyła się Fleur a Bill namiętne pocałował ja w usta
- I masz siedzieć mi na kolanach
- Nigdzie się nie wybieram po za tym swoje kolana sa takie wygodnie! - wesnela zadowolonym głosem po namiętnym pocałunku
W końcu złote talerze zalśniły czystością i Dumbledore powstał ponownie. W sali wyczuwało się radosne napięcie. Harry poczuł lekki dreszczyk emocji, zastanawiając się, co ich czeka. Kilkanaście krzeseł dalej Fred i George wychylili się do przodu, wpatrując się bacznie w dyrektora. - Nadeszła długo oczekiwana chwila - rzekł Dumbledore, spoglądając z uśmiechem po morzu wpatrzonych w niego twarzy. - Czas, by obwieścić początek Turnieju Trójmagicznego. Chciałbym jednak powiedzieć kilka słów, zanim przyniesiemy szkatułę... - Co? - mruknął Harry. Ron wzruszył ramionami. - ...by wyjaśnić wam procedurę, zgodnie z którą będziemy w tym roku postępować. Najpierw jednak pozwólcie, że przedstawię... oczywiście tym, którzy jeszcze ich nie znają... pana Bartemiusza Croucha, dyrektora Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
- I kochanka Percego Weatherbego Weasleya - kaszleni Fred i George Percy patrzył na ich morderczym wzrokiem
- tu rozległy się dość niemrawe oklaski. - i pana Ludona Bagmana, dyrektora Departamentu Magicznych Gier i Sportów.
- Wisi nam kasę! - warkneli Fred i George
- Bagman otrzymał o wiele głośniejsze brawa, być może dlatego, że był kiedyś sławnym pałkarzem, a może po prostu dlatego, że miał o wiele przyjemniejszą powierzchowność. Podziękował za oklaski jowialnym machnięciem ręki. Natomiast Bartemiusz Crouch ani się nie uśmiechnął, ani nie podniósł ręki.
- Bo Percy nie zrobił mu dobrze tak jak powinien - odezwała się Penelopa
- Jak śmiesz! - krzyknąl Barty Penelopa popatrzyła na niego morderczym wzrokiem
- Nie przypominam sobie żebyśmy przechodzili na TY Crouch! - warknęła Penelopa
Harry pamiętał go z Mistrzostw Świata w Quidditchu; miał wówczas na sobie schludny mugolski garnitur, więc teraz, w szatach czarodzieja, wyglądał trochę dziwacznie, a już szczególnie dziwnie wyglądały jego krótko przystrzyżone wąsiki i równy przedziałek
- Fujka! - krzywili się kobiety
tuż obok burzy siwych włosów i długiej brody Dumbledore'a. - Pan Bagman i pan Crouch pracowali niezmordowanie przez parę ostatnich
miesięcy nad przygotowaniem turnieju - ciągnął Dumbledore - a teraz, wraz ze mną, profesorem Karkarowem i madame Maxime wejdą w skład zespołu sędziów, którzy będą oceniać wysiłki reprezentantów poszczególnych szkół. - Na dźwięk słowa „reprezentanci" atmosfera w sali zrobiła się jeszcze bardziej napięta.
Molly patrzyła na Dumbledore na Knota Croucha i Skitel miała ochotę strzelić ich jakaś klątwa
Być może Dumbledore zauważył, że wszyscy zamarli, bo uśmiechnął się i powiedział: - Panie Filch, proszę przynieść szkatułę. Filch, który czaił się niezauważony w kącie sali, teraz zbliżył się do Dumbledore'a, niosąc dużą drewnianą skrzynkę inkrustowaną drogimi kamieniami. Wyglądała na bardzo starą. W sali dał się słyszeć cichy pomruk: emocje sięgnęły zenitu. Mały Dennis Creevey wlazł na krzesło, żeby lepiej widzieć, ale i tak głowa ledwo mu wystawała ponad innymi.
- Byłeś taki słodki a teraz jesteś moim mezszyzna - odezwała się Gabriele i - przy tobie czuje sie taka bezpieczna - siedziała mu na kolanach i wtuliła się w jego i wesnela zadowolonym głosem
- Mój mały braciszek jest taki opiekuńczy to jest takie słodkie - stwierdził Colin I przesadnie szczęśliwy
- Colin! - warknęła Jesscia
- Jest opiekuńczy i przy twoim bracie czuje się taka bezpieczna Colin i jestem w Denisie bardzo ale to bardzo zakochana jakbyś chciał wiedzieć - powiedziała pani Creevey do szwagra
- Instrukcje zadań, przed którymi staną w tym roku reprezentanci szkół, zostały już zatwierdzone przez pana Croucha i pana Bagmana - powiedział Dumbledore, gdy Filch ostrożnie postawił przed nim na stole skrzynkę - i dokonali oni odpowiednich przygotowań do każdego z zadań. W ciągu całego roku szkolnego reprezentanci zmierzą się z trzema zadaniami, które będą sprawdzianem ich czarodziejskich zdolności i umiejętności, ich waleczności magicznej, ich śmiałości, ich umiejętności trafnego wnioskowania... no i oczywiście, ich zdolności radzenia sobie w obliczu zagrożenia.
Fleur i Harry popatrzyli na siebie a Pani Weasley mordowała wzrokiem Dumbledore Croucha Skitel Knota ale nagle wesnela zadowolonym głosem wtulając się Artura bo Artur pocałował go w czoło
Teraz w sali zapadła tak głucha cisza, jakby wszyscy wstrzymali oddechy. - Jak wiecie, w turnieju współzawodniczy ze sobą trzech zawodników, po jednym z każdej szkoły. - Wszyscy oni będą oceniani stosownie do tego, jak wykonają każde z zadań, a ten, który otrzyma najwięcej punktów, zdobędzie Puchar Turnieju Trójmagicznego. Reprezentanci szkół zostaną wybrani przez niezależnego sędziego... Przez Czarę Ognia. - Wyjął różdżkę i stuknął nią trzykrotnie w skrzynkę. Wieko otworzyło się powoli. Dumbledore sięgnął do środka i wyjął dużą, dość topornie wyciosaną drewnianą czarę. Nikt nie zwróciłby na nią uwagi, gdyby nie to, że była pełna aż po brzegi roztańczonych, niebiesko-białych płomieni.
- To takie Czarodziejskie igrzyska olimpijskie - oznajmiła Emilly - mugolskie igrzyska olimpijskie tez jest Ogień olimpijski
- Igrzyska olimpijskie? co to? - spytali niektórzy
- Igrzyska olimpijskie - najstarsza i zarazem największa międzynarodowa impreza sportowa organizowana co 4 lata (zarówno letnie, jak i zimowe, ale w odstępie 2 lat od siebie) w różnych krajach, pod hasłem szlachetnego współzawodnictwa i braterstwa wszystkich narodów Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego mówiła Hermiona
- Sa różne konkurencje Zdecydowana większość zawodników traktuje igrzyska olimpijskie jako najważniejsze zawody sportowe, a złoty medal olimpijski, jako najcenniejsze i najbardziej wyczekiwane trofeum. a Pierwsze udokumentowane igrzyska odbyły się w roku 776 p.n.e. w Grecji i odbywały się co cztery lata, stąd w starożytnej Grecji termin olimpiada, oznaczał czteroletni okres między kolejnymi igrzyskami. A pierwsze Nowożytne letnie igrzyska olimpijskie rozgrywane są od 1896 r. (Ateny), Grecja, a zimowe od 1924 r. (Chamonix), Francji - odezwała się w Emilly
Dumbledore zamknął szkatułę i postawił na niej czarę, tak żeby wszyscy ją widzieli. - Każdy, kto pragnie zgłosić się do turnieju, musi napisać czytelnie na kawałku pergaminu swoje imię i nazwisko, a także nazwę szkoły, i wrzucić pergamin do czary. Macie dwadzieścia cztery godziny na podjęcie decyzji. Jutro, w Noc Duchów, czara wyrzuci nazwiska tych trzech, którzy zostaną przez nią uznani za godnych reprezentowania swoich szkół.
Starsza Molly automatycznie przytuliła Harrego
Po tej uczcie czara zostanie umieszczona w sali wejściowej, by każdy, kto pragnie kandydować, miał do niej swobodny dostęp. Aby ustrzec przed pokusą tych uczniów, którzy nie ukończyli jeszcze siedemnastu lat, nakreślę wokół Czary Ognia Linię Wieku. - Ten, kto nie ukończył siedemnastu lat, nie będzie w stanie jej przekroczyć.
- Ale wystartować to tak! - wypaliła Ginny
- Nie podoba mi się to wszystko! - pisnęły Lady Potter
- I wreszcie chciałbym przestrzec tych, którzy chcą się zgłosić, by bardzo uważnie i szczerze ocenili swoje możliwości. Turniej nie jest błahą zabawą. Kiedy Czara Ognia dokona wyboru, nie będzie już odwrotu: wybrany reprezentant będzie musiał przejść przez wszystkie próby aż do końca turnieju. Wrzucenie swojego nazwiska do czary jest równoznaczne z zawarciem magicznego kontraktu.
- Te znaki co mamy na szyi i biżuteria co ja mam w uszach na pępku na palcu rodem mojego męża jest równoznaczne zawarciem dożywotniego magicznego kontraktu małżeńskiego. - oznajmily kobiety zamezne - tym samym jesteśmy jednym ciałem w dwóch osobach
Z roli reprezentanta nie można się będzie wycofać. - Dlatego upewnijcie się, czy jesteście naprawdę przygotowani do wzięcia udziału w turnieju, zanim wrzucicie swoje nazwisko do czary.
- Z tego też - oznajmiła szczęśliwa Olivia i przejechała po znaku i wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża
A teraz już chyba najwyższy czas, by pójść spać. Życzę wszystkim dobrej nocy. - Linia Wieku! - zawołał Fred Weasley, kiedy szli ku drzwiom prowadzącym do sali wejściowej. Oczy mu błyszczały.
- Ani mi sie waż! - warknęła Nicole
- Przecież to można załatwić eliksirem postarzającym, no nie? A jak już się wrzuci swoje nazwisko do czary, można spać spokojnie, przecież ona nie zwraca uwagi na wiek! - A ja uważam, że ten, kto jeszcze nie ukończył siedemnastu lat, nie ma żadnych szans - oświadczyła Hermiona.
- Hermiono myślę że ich tak nie zatrzymasz - stwierdzili Fabian i Gildeon Lee zaczął się głośno śmiać
- My po prostu jeszcze za mało umiemy... - Mów za siebie, dobra? - przerwał jej George. - To co, Harry, startujemy? - Harry pomyślał krótko o bezwzględnym zakazie Dumbledore'a, ale natychmiast wyobraził sobie siebie zdobywającego Puchar Turnieju Trójmagicznego.
- Powinieneś zastąpić Sybille - mruknela mu do ucha Ginny i pocałowała go w policzek
Czy Dumbledore bardzo by się wściekł, gdyby ktoś nie mający jeszcze siedemnastu lat znalazł sposób na przekroczenie Linii Wieku? - Gdzie on jest? - zapytał Ron, który w ogóle nie słuchał, o czym mówią, tylko wypatrywał w tłumie Kruma. - Dumbledore nie powiedział, gdzie będą spać ci z Durmstrangu? - Ale natychmiast uzyskał na to odpowiedź: przechodzili właśnie obok stołu Slytherinu, gdzie Karkarow zbierał swoich uczniów. - A więc wracamy na pokład - mówił. - Wiktorze, jak się czujesz? Najadłeś się? Mam posłać do kuchni po wino z korzeniami? Harry zobaczył, jak Krum kręci głową i narzuca na siebie futro.
Ron warczał Hermiona zachitowala był dalej o nia zazdrosny
- Co Cie tak ba - zaczął zły ale Hermiona namiętne pocałowała go w usta rudzielec oddał pocałunek taką samą mocą
- Chyba Wolałem jak darli koty - stwierdził Harry patrząc jak Hermiona i Ron dalej się całują Hugo i Scorpius jęknęli
- Możecie przestać! - Ron tylko machnął ręką żeby się odczepili i się zamknęli i dalej całował Hermione a ta nie była mu dłużna całowała go z taka pasja Ginny rzuciła zaklęcie i ich oddzielila Hermiona założyła ręce i patrzyła na Ginny obrażona ze przerwała im cudowny pocałunek
- Ginny przerwałaś nam cudowny pocałunek! - zawołała obrażona pani Weasley do pani Potter
- Ciesz się ze dalej siedzisz mojemu bratu na kolanach siostrzyczko - rzekła Ginny słodkim głosem
- Panie profesorze, ja bym się napił trochę wina - odezwał się z nadzieją w głosie jeden z pozostałych uczniów Durmstrangu. - Tobie niczego nie proponowałem, Poliakow - warknął Karkarow, tracąc natychmiast swój ojcowski ton. - Widzę, chłopcze, że poplamiłeś sobie szatę jedzeniem, wstydź się.
- Dzban - stwierdzili Łapy
Odwrócił się i poprowadził swoich uczniów w stronę drzwi, a dotarł do nich w tej samej chwili, co Harry, Ron i Hermiona. Harry zatrzymał się, by go przepuścić. - Dziękuję - powiedział Karkarow niedbałym tonem, spoglądając na niego przez ramię. I wówczas zamarł w bezruchu. Odwrócił głowę do Harry'ego i wpatrywał się w niego, jakby nie dowierzał własnym oczom.
- Moja żonka rzuciła na tego idiote petryfikus totatus! - zawołał Harry
Jego uczniowie również się zatrzymali. Spojrzenie Karkarowa przesuwało się powoli po twarzy Harry'ego, aż natrafiło na bliznę. Uczniowie Durmstrangu też wlepili w nią oczy. Kątem oka Harry dostrzegł, że na kilku twarzach pojawia się wyraz zrozumienia. Chłopiec w poplamionej jedzeniem szacie szturchnął stojącą obok niego dziewczynę i pokazał jej palcem bliznę Harry'ego.
- Rozdajesz autografy bliznowaty! - zardwil Draco
- Wiesz ze Jestem bardzo zła Wiedźmą I zamierzam rzucić na ciebie zaklęcie - rzekła Olivia cukierkowym głosem - i Będziesz robił to co chcę żebyś robił
- Bądź grzecznym chłopcem i siedź cicho lepiej - odezwał się James II do Draco - bo moja żona jest to tego zdolna jeśli chodzi o jej rodziców
- Bo to jest mój tatuś bardzo mocno go kocham - oświadczyła pani Potter
- Córeczka tatusia! - zachichotała Ginny
- Tak, to Harry Potter - zagrzmiał zza ich pleców ochrypły głos. Profesor
Karkarow okręcił się na pięcie. Stał tam Szalonooki Moody, opierając się ciężko na lasce. Jego magiczne oko utkwione było w dyrektorze Durmstrangu. Karkarow zbladł. Na jego twarzy pojawiła się mieszanina wściekłości i strachu. - To ty! - powiedział, wpatrując się w Moody'ego, jakby nie dowierzał własnym oczom. - Tak, to ja - odrzekł ponuro Moody.
- Widzę przyjaciele od lat! - parsknął śmiechem Fineas
- A jeśli nie masz nic do powiedzenia Potterowi, to rusz się z miejsca. Tarasujesz przejście. - Bo rzeczywiście, pod drzwiami zebrał się już spory tłum. Połowa uczniów czekała na przejście, wyciągając szyje, by zobaczyć, co spowodowało ten korek. Profesor Karkarow
bez słowa machnął ręką na swoich uczniów i wyprowadził ich z sali. Moody patrzył za nim, a jego magiczne oko błysnęło białkiem, najwyraźniej spoglądając teraz do tyłu.
Kobiety się krzywily
Na pokiereszowanej twarzy pojawił się wyraz głębokiej odrazy. Następnego dnia była sobota, a w weekendy większość uczniów zwykle jadła śniadanie nieco później. Harry, Ron i Hermiona nie byli jednak jedynymi, którzy wstali wcześniej niż zwykle.
Nagle Hermiona przytuliła się do Pani Weasley kiedy do niej podeszła
- Mamusiu z każdym rokiem coraz bardziej za tobą tęskniłam i Cieszę się ze jesteś moją mamusią i mogę się do teraz mamusi przytulić - Molly zalała się łzami ze szczęścia bardzo mocno przytuliła córkę do swojej piersi i tuliła ją
- Ja zawsze będę twoją mamusia skarbie i zawsze będę przy tobie kochanie tak bardzo Cie kocham córeczko - i pocałowała ja w czoło Hermiona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej
Kiedy zeszli do sali wejściowej, zobaczyli w niej ze dwadzieścia osób, niektóre z tostami w rękach, oglądających Czarę Ognia. Ustawiono ją w samym środku sali, na stołku, na którym zwykle umieszczano Tiarę Przydziału. Wokół stołka na posadzce widniała cienka złota linia. - Ktoś już wrzucił swoje nazwisko? - zapytał Ron jakąś dziewczynę z trzeciej klasy. - Z Durmstrangu chyba wszyscy. Ale nie widziałam jeszcze nikogo z Hogwartu. - Założę się, że niektórzy zrobili to w nocy, kiedy wszyscy poszli spać - powiedział Harry. - Ja bym tak zrobił; wolałbym, żeby nikt tego nie widział.
Większość uczniów patrzyło się na Harrego
A jak czara po prostu cię odrzuci i wypluje twój pergamin? - Ktoś roześmiał się za jego plecami. Odwrócił się i zobaczył Freda, George'a i Lee Jordana, zbiegających po schodach. Wszyscy trzej byli bardzo podnieceni.
- Czuje kłopoty - odezwała sie, Nicole
- Zrobiłem to - oznajmił Fred Harry'emu, Ronowi i Hermionie triumfalnym szeptem. - Właśnie zażyłem. - Co? - zapytał Ron. - Eliksir postarzający, głąbie - odrzekł Fred.
- Ja jako twoja matka ci zabrałam! - krzyknęły dwie wersje Lily i Molly
- To sie już wydarzyło! - jęknął Fred I
- Wzięliśmy po jednej kropli - powiedział George, zacierając ręce. - Tyle, żeby się zestarzeć o parę miesięcy. - Jak któryś z nas wygra, to podzielimy te tysiąc galeonów między trzech - dodał Lee, szczerząc zęby.
Lee zaczął sie mocno śmiać
- Z czego się tak śmiejesz? - pytał ciekawi Huncwoci
- Zobaczycie! - i pocałował Alicie w usta która wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą
- Wcale nie jestem pewna, czy to zadziała - odezwała się Hermiona. - Dumbledore na pewno to przewidział. - Fred, George i Lee zlekceważyli jej ostrzeżenie. - Gotowi? - zapytał Fred, drżąc z emocji. - No to walimy... ja idę pierwszy... - Harry patrzył, zafascynowany, jak Fred wyciąga z kieszeni kawałek pergaminu z napisem: „Fred Weasley - Hogwart", a potem podchodzi do złotej linii, staje tuż przy niej, kołysząc się na palcach jak pływak przygotowujący się do skoku z wysokości pięćdziesięciu stóp.
Większość uczniów próbowała zachować powagę ale nie wytrzymała i ryknela śmiechem
A potem, na oczach wszystkich zgromadzonych, wziął głęboki oddech i przekroczył linię. Przez ułamek sekundy Harry był pewien, że mu się udało - a George zapewne pomyślał to samo, bo ryknął triumfalnie i skoczył za Fredem
- Udało im sie? - spytał szoku - młodszy Regulus młodsza Dorcas która siedziała mu na kolanach popatrzyła na niego szoku
- Nie tatusiu! - zaśmiała się Tracy
- ale w następnej chwili rozległ się głośny trzask i obaj bliźniacy wylecieli ze złotego kręgu, jakby ich stamtąd wyrzucił niewidzialny miotacz kulą. Wylądowali boleśnie na kamiennej posadzce jakieś dziesięć stóp od linii, a na dodatek coś głośno pyknęło i obu wyrosły identyczne, długie, siwe brody.
Wszyscy ryknęli śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy Fred i George zarumienili się
- Jesteście niesamowici! - śmiali się Huncwoci
- Dobrze ze oni poszli pierwsi a ja powstrzymałem się w ostatniej chwili bo ja też bym miał taką brodę! - wył ze śmiechu Lee
- Och tatusiu! - śmiały się córki Freda i Georga
Wszyscy ryknęli śmiechem. Śmiali się nawet sami bliźniacy, kiedy już wstali z podłogi i przyjrzeli się swoim brodom. - Ostrzegałem was - rozległ się rozbawiony głos. Wszyscy się odwrócili. Z Wielkiej Sali wychodził profesor Dumbledore. Przyglądał się Fredowi i George'owi, a oczy mu się iskrzyły.
- PANIE dyrektorze kochany nie można jeść tyle Dropsow bo PANU oczy sie przegrzeja i PANU wypadną od tego jedzenia Dropsow - zacwierkowala niewinne Poppy wbijać dyrektorowi szpile niektórzy parskneli śmiechem
- Słucham! - warknal Dyrektor a ta założyła ręce i popatrzyła na niego morderczym wzrokiem
- Chce, tylko powiedzieć PANU dyrektorowi że jako pielęgniarka zauważyłam ze jest PAN uzależniony od Dropsow a to jest bardzo niezdrowe - oznajmiła formalnie Madame Pomfrey
- Niech się PANI o mnie nie martwi MADAME Pomfrey tylko zajmie się PANI uczniami - odparł mile Dumbledore miedzy dyrektorem a innymi profesorami powstała rysa
- Radzę wam pójść do pani Pomfrey. Już się zajmuje panną Fawcett z Ravenclawu i panem Summersem z Hufflepuffu. Oboje postanowili dodać sobie trochę lat. - Ale muszę przyznać, że ich brody nie są tak malownicze jak wasze. - Fred i George odeszli do skrzydła szpitalnego w towarzystwie Lee Jordana, który wył ze śmiechu, a Harry, Ron i Hermiona, chichocąc, udali się na śniadanie. Wielka Sala była udekorowana inaczej niż poprzedniego dnia. Zbliżała się Noc Duchów, więc pod zaczarowanym sklepieniem krążyły chmary żywych nietoperzy, a z każdego kąta szczerzyły zęby wydrążone dynie. Harry skierował kroki do Deana i Seamusa, którzy dyskutowali na temat ewentualnych kandydatów Hogwartu.
- Będzie nim laluś - mruknął Seamus
- Krążą pogłoski, że Warrington wstał wcześnie, żeby wrzucić swoje nazwisko - powiedział Harry'emu Dean. - No wiesz, to ten wielki osiłek ze Slytherinu, który wygląda jak leniwiec. - Harry, który spotkał się z Warringtonem w meczu Quidditcha, skrzywił się i pokręcił głową. - Przecież reprezentantem szkoły nie może być Ślizgon! - A wszyscy Puchoni mówia o Diggorym - powiedział z niesmakiem Seamus. -
- Finigan wasz jakiś ze mną problem?! - warknal Cedrik
- Ej nie warcz na mojego męża Cedrik - odpowiedziała Susan
Ale mnie się wydaje, że bałby się o swoją urodę... a nuż by ją sobie popsuł?
- PANI Finigan niech PANI uspokoi swojego synalka! - warknal Amos do Allison - Cedrik jest o wiele lepszym czarodziejem niż Harry Potter!
- Nie byłabym tego taka pewna PANIE Diggory - powiedziała Ginny
- Posłuchajcie! - odezwała się nagle Hermiona. Z sali wejściowej dobiegły ich głośne wiwaty. Obrócili się w krzesłach i zobaczyli Angelinę Johnson wchodzącą do Wielkiej Sali z nieco zażenowanym uśmiechem. Angelina, wysoka czarnoskóra dziewczyna, która grała na pozycji Ścigającego w drużynie Gryfonów, podeszła do stołu, usiadła
- Istna bogini! - wesnal George patrząc na Angeline z uwielbieniem
i oznajmiła:
- Jestem Lady Angelina Weasley mam kilka obowiązujących mnie zasad które muszę przestrzegać - mówiła to takim szczęśliwym głosem wtuliła się w jego tors
- Ja też mam kilka rzeczy które mnie obowiązuje i muszę przestrzegać ! - pisnęły Mężatki szczęśliwe niektórzy złapali sie za głowę z niedowierzaniem
- Byłaś bardzo grzeczna dziewczynka dlatego w nagrodę Cie przelecę - mrukneli im do ucha podnieceni kobiety chciały już pójdź do komnaty i się z mężem kochać ale nie skończyli czytać
- No, mam już to poza sobą Wrzuciłam swoje nazwisko! - Żartujesz! - krzyknął Ron, patrząc na nią z podziwem. - Masz już siedemnaście lat? - zapytał Harry. - No pewnie, że ma - wtrącił Ron. - Jakoś nie widzę brody, a ty? - W zeszłym tygodniu miałam urodziny - wyjaśniła Angelina.
Pani Weasley bardzo mocno przytuliła Angeline do swojej piersi
- Mamusia! - pisnęła szczęśliwa Angelina wtulając się w rudowłosa kobietę jeszcze bardziej
- Okropnie się cieszę, że wreszcie zgłosił się ktoś z Gryffindoru - powiedziała Hermiona. - I mam nadzieję, że się zakwalifikujesz, Angelino! - Dzięki, Hermiono - odpowiedziała Angelina, uśmiechając się do niej.
- Nie zdawaliśmy sobie sprawy że za niedługo będziemy siostrami paniami Weasley i psiapsiolkami! - pisnęły szczęśliwe Hermiona i Angelina rzucając się w ramiona i przytulając się
- Ja też chce sie przytulić! - dodały reszta dziewczyn które wyszły za mąż za Weasleyów i przytuliły się mocno do Angeliny i Hermiony kobiety miała uśmiech na twarzy
- I stałyśmy się naszymi córeczkami kochane - dodała Pani Weasley szczęśliwym głosem
- Tak mamusiu jestem twoją córeczką już zawsze - odpowiedziały szczęśliwe panie Weasley do pani Weasley które uśmiechała się szeroko
- No jasne, na pewno będziesz lepsza od tego przystojniaczka Diggory'ego -
powiedział Seamus, a kilku przechodzących obok stołu Puchonów spojrzało na niego krzywo.
- Jak PAN śmie! - warknal Amos na Seamusa
- Śmiem twierdzić że... - ale Susan namiętnie pocałowała go w usta a później się wtuliła
- To co dzisiaj robimy? - zapytał Ron przyjaciół, kiedy skończyli śniadanie i wychodzili z Wielkiej Sali. - Jeszcze nie odwiedziliśmy Hagrida - odrzekł Harry. - Możemy iść, chyba że poprosi nas o ofiarowanie kilku palców swoim sklątkom. - Hermiona nagle się ożywiła. - Właśnie zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie poprosiłam Hagrida, żeby się zapisał do stowarzyszenia WESZ. Poczekajcie na mnie, a ja skoczę na górę i wezmę odznaki, dobrze? - Chyba jej odbiło - mruknął Ron, patrząc, jak Hermiona wbiega na górę po marmurowych schodach.
Hermiona popatrzyła na niego wściekła stała a za chwilę siedziała znowu mu na kolanach
- Co robisz!?
- To - i pocałował ją namiętnie w usta Hermiona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą
- Hej, Ron - powiedział nagle Harry - idzie twoja znajoma...
- Moja ukochana poleciała po oznaki Wesz Harry
- Przez frontowe drzwi wchodzili właśnie uczniowie z Beauxbatons, wśród nich dziewczyna podobna do wili.
Hermiona nie mogła się powstrzymać i przytuliła się do Fleur najpierw była zaskoczona ale później uśmiechem na twarzy tuliła ja do swojej piersi popatrzyła jej oczy i ogarnęła włosy z jej czoła i dała jej a czole pocałunek Hermiona wesnela cicho zadowolonym głosem wtulając się w Fleur jeszcze bardziej
Ci, którzy otaczali Czarę Ognia, rozstąpili się, by zrobić im miejsce, i z ciekawością patrzyli, co zrobią. Za swoimi uczniami wkroczyła madame Maxime i natychmiast ustawiła ich rzędem.
- Bonjou moi widzowie witam was nasim programie kulinarnym - mówił Colin II z mocnym francuskim akcentem który był podobny do Olimpi - z moim pomocnikiem - wskazał na Hagrida który spalił buraka a sala spadła ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy bo świetnie naśladowal głos Madame Maxime
- Cholipka zmusiła mnie! - burkal Fineas głosem Hagrida sala ponownie zamiesla sie śmiechem
- Dobrzie dzisiaj bedziemy gotować ślimaki z serem topionym kurla wszystko mu jest przeterminowane napierdole gzie na musie pracować!
- Colin przestań! - zawołali ze śmiechu
- Olimpia ja coś masz jeszcze 30 sekund zanim Filch przyjdzie! - zawołał Antoine sala parsknęła śmiechem
- Pomocniku szybko kurla mac! - zawołał przerażony Colin II - zrobimy jednak zupke chińska
- Haha nie mogę haha! - śmiała się większość ludzi na sali najbardziej się śmiała męska cześć Wielkiej Sali
Jeden po drugim przekraczali Linię Wieku i wrzucali kawałki pergaminu w niebiesko-białe płomienie. Za każdym razem, gdy pergamin wpadał do czary, płomienie zabarwiały się na czerwono i tryskały iskry. - Jak myślisz, co się stanie z tymi, którzy odpadną? - zapytał półgłosem Ron Harry'ego, gdy wilowata dziewczyna wrzuciła swoją kartkę. - Wrócą do swojej szkoły, czy zostaną, żeby obserwować turniej? - Nie wiem - odpowiedział Harry. - Chyba zostaną... Przecież madame Maxime ma być sędzią.
- Będą obserwować - mruknela Fleur
Kiedy wszyscy uczniowie Beauxbatons wrzucili swoje nazwiska, madame Maxime wyprowadziła ich z sali. - A gdzie oni śpią? - zapytał Ron, podchodząc do frontowych drzwi i odprowadzając ich wzrokiem.
- Ja bym chciała spać z Billem - powiedziała Fleur i tupnela wysokim obcasem - a nie z tymi dziewuchami!
Donośny grzechot za plecami obwieścił im powrót Hermiony z puszką i odznakami. - Jesteś, no to lecimy - powiedział Ron i pomknął po kamiennych stopniach, nie spuszczając oczu z pleców wilowatej dziewczyny, która teraz była już w połowie trawnika. Zagadka miejsca zamieszkania gości z Beauxbatons rozwiązała się sama, gdy tylko zbliżyli się do chatki Hagrida na skraju Zakazanego Lasu. Olbrzymi, jaskrawoniebieski powóz, którym przybyli, był zaparkowany ze dwieście jardów od frontowych drzwi chatki, a uczniowie wspinali się do środka po złotych schodkach.
- Kiedy przytulam się do Billa naga i zadowolona po cudownym bzykaniu o wiele lepiej mi sie śpi - stwierdzila blondynka
- Mamo uspokój się! - krzyknęli synowie
Olbrzymie latające konie pasły się za prowizorycznym ogrodzeniem tuż obok powozu. Harry zapukał do drzwi chatki Hagrida i natychmiast odpowiedziało mu głuche poszczekiwanie Kła. - Najwyższy czas! - zagrzmiał Hagrid, gdy otworzył drzwi i zobaczył, kto pukał. - A już se myślałem, że wam z głowy wyleciało, gdzie mam chatę!
- Byliśmy naprawdę okropnie zajęci, - powiedział Ron
- Byliśmy naprawdę okropnie zajęci, Hag... - zaczęła Hermiona, ale nagle urwała, patrząc na niego, jakby zapomniała języka w gębie. Hagrid miał na sobie swój najlepszy (i wyjątkowo okropny) garnitur, brązowy i włochaty, a pod szyją krawat w żółto-pomarańczową kratkę.
- Hagrid idzie na randkę! - parsknął śmiechem Łapa
Nie to było jednak najgorsze. Wszystko wskazywało na to, że próbował sobie przyczesać włosy, używając do tego ogromnej ilości czegoś, co wyglądało jak smar do osi.
- Olimpia będzie na pewno twoja Hagrid - powiedział Rogacz który próbował zachować powagę
Teraz włosy opadały mu dwoma grubymi strąkami - być może próbował zapleść je sobie w koński ogon, jak Bill, ale stwierdził, że ma ich za dużo. Hermiona przez chwilę gapiła się na niego, a potem, najwyraźniej postanowiwszy powstrzymać się od komentarza, wymamrotała: - Ee... a gdzie są sklątki? - Na grządce z dyniami - odpowiedział uradowany Hagrid. - Robią się spore, mają już chyba ze trzy stopy.
Matki jęknęly
Tylko że... no... zaczęły się nawzajem zabijać. - Och nie, naprawdę? - powiedziała Hermiona, rzucając karcące spojrzenie Ronowi, który wytrzeszczał oczy na fryzurę Hagrida i już otwierał usta, aby coś na jej temat powiedzieć. - Taak - westchnął ponuro Hagrid. - Ale już w porząsiu, zrobiłem im oddzielne boksy. Wciąż mam ze dwadzieścia. - No... to świetnie - rzekł Ron. Hagrid nie zwrócił uwagi na jego ironiczny ton.
- Z każdym miesiącem Hermiona jest coraz piękniejsza - wypalił Ron patrząc na Hermione która się zarumieniła
W chatce Hagrida była tylko jedna izba, w kącie której stało olbrzymie łóżko pokryte kołdrą z patchworku. Przed kominkiem stał również ogromny stół z krzesłami, a sufitu zwieszało się mnóstwo wędzonych szynek i martwych ptaków.
Frank II i George II prychneli
Usiedli przy stole, a Hagrid przygotowywał herbatę. Wkrótce pogrążyli się w rozmowie na temat Turnieju Trójmagicznego. Hagrid pasjonował się nim tak samo, jak oni. - Poczekajcie - rzekł, uśmiechając się szeroko. - Tylko poczekajcie. Zobaczycie takie numery, że oko wam zbieleje.
- Az sie boję! - jęknęla młodsza Molly
Pirwsze zadanie... ach, ale przecież nie mogę... - Mów, Hagridzie! - zaczęli go błagać, ale tylko kręcił głową, nadal się uśmiechając. - Nie chcę wam popsuć zabawy - powiedział. - Ale będzie na co popatrzyć, tyle wam powim. Zawodnicy będą mieli ręce pełne roboty. Cholibka, nigdy nie myślałem, że dożyję Turnieju Trójmagicznego! - Poczęstował ich drugim śniadaniem, ale niewiele zjedli.
- Hagridzie nie jesteś mistrzem kuchni - odezwał sie Harry
Podał im coś, co nazwał gulaszem wołowym, ale kiedy Hermiona odkryła w nim wielki pazur, wszyscy troje stracili apetyt.
Większość krzywiła się
Próbowali jednak z zapałem skłonić Hagrida do zdradzenia im, na czym będą polegały turniejowe zadania, zastanawiali się nad tym, kto spośród kandydatów może zostać reprezentantem i czy Fred i George nadal mają brody.
- To był zajebisty widok! - śmiał się Lee
Po południu zaczął siąpić lekki deszczyk. Przyjemnie było siedzieć przy kominku, słuchać łagodnego bębnienia kropel o szyby, patrzeć na Hagrida cerującego sobie skarpetki i sprzeczającego się z Hermiona na temat skrzatów domowych - bo stanowczo odmówił wstąpienia do stowarzyszenia WESZ, kiedy mu pokazała odznaki. - To by było nie w porządku wobec nich, Hermiono - oświadczył poważnym tonem, wbijając potężną kościaną igłę w żółtą wełnę.
Hermiona prychnela
- Taką już mają naturę, że służą ludziom, to właśnie lubią, kapujesz? Tylko byś ich unieszczęśliwiła, gdybyś zabrała im tę robotę, a jakbyś próbowała im płacić, toby się obraziły. - Ale Harry uwolnił Zgredka, a on był tym zachwycony! - powiedziała Hermiona. - I słyszeliśmy, że teraz żąda zapłaty! - Taak... no... widzisz, w każdym gatunku trafiają się dziwolągi.
- Jak ty Hagrid - odezwał się Lucek
- Zamknij się! - warknęła Rose
Nie mówię, że w ogóle nie ma takich skrzatów, co by nie chciały wolności, ale większości z nich do tego nie namówisz. Nie, nie da rady, Hermiono. - Hermiona wyglądała na bardzo poirytowaną, kiedy chowała pudełko z odznakami do kieszeni płaszcza.
- Jaka szkoda! - zardwila Pansy
O pół do szóstej zaczęło się ściemniać i Ron, Harry i Hermiona uznali, że już czas wracać do zamku na ucztę w Noc Duchów i - co ważniejsze - na ogłoszenie nazwisk reprezentantów szkół. - Pójdę z wami - powiedział Hagrid, odkładając swoją robótkę. - Poczekajcie chwilkę. Wstał, podszedł do komody przy łóżku i zaczął w niej grzebać. Nie zwracali na to większej uwagi, dopóki jakiś okropny zapach nie uderzył ich w nozdrza. - Hagridzie, co to takiego? - zapytał Ron, zanosząc się kaszlem.
- Jego woda kolońska - mruknela Hermiona
- A co? - Hagrid odwrócił się do nich z wielką butlą w dłoni. - Nie podoba się wam? - Czy to jakaś woda po goleniu? - zapytała Hermiona nieco zduszonym głosem.
- Tania woda kolońska - odparła Hermiona
- To... woda kolońska - mruknął Hagrid, zaczerwieniony po uszy. - Może trochę za dużo chlusnąłem - burknął. - Zaraz to spłuczę, poczekajcie... - Wyszedł z chatki i zobaczyli przez okno, jak myje się energicznie w beczce z wodą. - Woda kolońska? - powtórzyła zdumiona Hermiona.
- Za to twój zapach jest taki piękny że ochotę się z tobą kochać - mruknela podniecona Hermiona do jego ucha
- Oczywiście pani Weasley
- Hagrid? - A te jego włosy... i to ubranko... - dodał Harry półgłosem.
- Patrzcie! - powiedział Ron, wskazując przez okno. Hagrid właśnie się wyprostował i odwrócił. Jeśli przedtem był zarumieniony, to teraz zrobił się czerwony jak piwonia. Ostrożnie podeszli do okna, uważając, żeby ich nie zobaczył. Z powozu dopiero co wyszła madame Maxime, prowadząc swoich uczniów. Najwyraźniej i oni wybierali się już na ucztę. Harry, Ron i Hermiona nie słyszeli, co Hagrid mówi, ale widzieli, że rozmawia z madame Maxime, a minę ma tak rozanieloną i oczy tak zamglone, jak przed trzema laty, kiedy hodował w domu małego smoka Norberta.
Hagrid sie rumienil
- Słuchajcie, on z nią idzie do zamku! - powiedziała Hermiona oburzonym tonem. - Myślałam, że na nas poczeka!
- Hagrid się zakochał - powiedziała Victoire
- Hagrid, nie obejrzawszy się nawet na swoją chatkę, kroczył już przez łąkę obok madame Maxime. Jej uczniowie biegli za nimi truchtem, aby dotrzymać im kroku. - On się w niej buja! - zawołał Ron z niedowierzaniem. - Jeśli skończy się tym, że będą mieli dzieci, to ustanowią rekord świata... założę się, że najmniejsze z ich dzieciątek będzie ważyło z tonę.
- Hagrid mogę być ojcem chrzestnym?! - krzyknęli Łapa i Rogacz patrząc na niego z nadzieją
- Nie to Hagrid wybierze mnie! - odpowiedzieli Fred i George - nie ciebie?! mnie! - dodali do siebie nawzajem
Wyszli z chatki i zamknęli za sobą drzwi. Było zaskakująco ciemno. Otulili się szczelniej płaszczami i ruszyli w górę łagodnego zbocza. - Ooch, to oni, patrzcie! - szepnęła Hermiona. Od strony jeziora szli ku zamkowi goście z Durmstrangu. Wiktor Krum kroczył na przedzie obok profesora Karkarowa, a reszta uczniów dreptała za nimi. Ron wbił tęskne spojrzenie w plecy Kruma, ale ten nie odwrócił się ani razu, a kiedy dotarł do frontowych drzwi, natychmiast wszedł do środka.
- Weasley zakochałeś się! - zadwil Corman
Rozświetlona blaskiem tysięcy świec Wielka Sala była już zatłoczona. Czarę Ognia przeniesiono: stała teraz na stole nauczycielskim, przed pustym jeszcze krzesłem Dumbledore'a. Fred i George - świeżo ogoleni - zdawali się zupełnie nieźle znosić gorycz porażki. - Mam nadzieję, że to będzie Angelina - powiedział Fred, kiedy Harry, Ron i Hermiona usiedli przy stole Gryffindoru. - Ja też! - wydyszała Hermiona.
Angelina podeszła i bardzo mocno przytuliła Hermione i pocałowała ja w czoło pani Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w czarnoskóra panią Weasley jeszcze bardziej ich matka lady Weasley patrzyła na to ze wzruszona
- No, ale wkrótce się dowiemy! - Uczta w Noc Duchów ciągnęła się dłużej niż zwykle, a w każdym razie tak im się wydawało. Może dlatego, że była to już druga uczta w ciągu dwóch dni, w każdym razie nadzwyczajne potrawy nie sprawiały Harry'emu takiej radości jak zwykle. Jak wszyscy inni - sądząc po nieustannym wyciąganiu szyj i niecierpliwych spojrzeniach rzucanych ukradkiem na stół nauczycielski, by sprawdzić, czy Dumbledore skończył już jeść
- Musimy poczekać bo PAN dyrektor musi się najeść dropsow - skomentowała to Ginny
- wyczekiwał chwili, w której talerze zalśnią czystością, a on usłyszy, kto weźmie udział w turnieju. W końcu talerze zalśniły czystym złotem i wybuchła wrzawa podniecenia, która ucichła prawie natychmiast, gdy Dumbledore podniósł się z krzesła. Siedzący po jego bokach profesor Karkarow i madame Maxime wydawali się równie spięci i podnieceni jak wszyscy.
- Olimpia pewnie się boi ze sie wszyscy dowiedzą ze kochała się Hagridem - wypalił Fred II wszystkim opadły szczęki Hagrid był cały czerwony
Ludo Bagman uśmiechał się i mrugał do niektórych uczniów. Pan Crouch natomiast sprawiał wrażenie, jakby go to wszystko niewiele obchodziło, a nawet jakby się trochę nudził.
- Nie było tu jego "asystenta" - powiedział George II
- Czara jest już prawie gotowa, by dokonać wyboru - rzekł Dumbledore. - Myślę, że to jej zajmie jeszcze z minutę. Kiedy zostaną ogłoszone nazwiska reprezentantów, proszę, by tutaj podeszli, przemaszerowali wzdłuż stołu nauczycielskiego i weszli do przylegającej komnaty - wskazał na drzwi za stołem nauczycielskim - gdzie otrzymają pierwsze instrukcje. - Wyjął różdżkę i machnął nią szeroko, a natychmiast pogasły wszystkie świece z wyjątkiem tych w wydrążonych dyniach. Czara Ognia była teraz najjaśniejszym punktem w całej sali; bladoniebieskie płomienie prawie oślepiały.
- Ciekawe kto będzie? - spytała Lily I
Wszyscy się w nie wpatrywali... kilka osób zerknęło na zegarki... - Jeszcze sekunda... - szepnął Lee Jordan, siedzący o dwa krzesła dalej od Harry'ego. Płomienie pełzające nad krawędzią Czary Ognia nagle poczerwieniały. Buchnęły iskry. W następnej chwili z czary wystrzelił długi język ognia, z którego wyleciał nadpalony kawałek pergaminu. Rozległy się zduszone okrzyki. Dumbledore zręcznie pochwycił kawałek pergaminu i wyciągnął na długość ramienia, aby móc go odczytać w świetle płomieni, które znowu zrobiły się niebiesko-białe. - Reprezentantem Durmstrangu będzie... - przeczytał mocnym, czystym głosem - Wiktor Krum.
Ron prychnął był dalej o Hermione zazdrosny
- Żadna niespodzianka! - wrzasnął Ron, kiedy sala rozbrzmiała oklaskami i wiwatami. Harry zobaczył, jak Krum wstaje od stołu Ślizgonów i idzie ku profesorowi Dumbledore'owi, a potem skręca w prawo, przechodzi wzdłuż stołu nauczycielskiego i znika w drzwiach do przyległej komnaty. - Brawo, Wiktorze! - zahuczał Karkarow tak głośno, że mimo oklasków wszyscy go usłyszeli. - Wiedziałem, że to będziesz ty!
- Ale dzban! - krzyknąl Lee
- Oklaski i wrzawa powoli zamierały. Teraz wszyscy znowu utkwili wzrok w Czarze Ognia, która po kilku sekundach ponownie rozkwitła czerwienią. Drugi kawałek pergaminu wyleciał w powietrze. - Reprezentantem Beauxbatons jest Fleur Delacour! - oznajmił Dumbledore.
- Fleur nazywa się WEASLEY i nazywa się LADY Fleur WEASLEY powinien PAN o tym wiedzieć PANIE Dyrektorze! - warknęła nagle Molly na Dumbledore a ten popatrzył na nią niedowierzaniem bo Dumbledore dzialal Molly na nerwy bo nie powiedział ze Dursleyowie źle traktowali Harrego i wiedział o tym i nic z tym nue zrobił a tego nie mogła mu wybaczyć i zapomnieć później zwróciła się do córki innym głosem która mówiła do niej - Moje słoneczko jest reprezentantem w Turnieju Trójmagicznym - mruknela pani Weasley miłością ale tez przerażoniem w głosie do Fleur im sie zorientowała poczuła ciało Fleur i pocałowała ja w czoło która wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę
- Mamusiu tak bardzo Cie kocham - oznajmiła Fleur miłością w kiedy na nią popatrzyła i ponownie sie do niej wtuliła i wesnelam zadowolonym głosem - uwielbiam kiedy mamusia krzyczy na Dropsa i go poprawia mówiąc ze jestem panią Weasley i całujesz mnie w czoło
- kochanie byłaś jesteś i będziesz panią Weasley i tak samo jak moją córeczką bo za tym PAN Drops działa mi na nerwy bo zostawił twojego braciszka u Dursleyow i okłamywał mnie przez te wszystkie lata ze u Harrego jest wszystko porządku a wcale tak nie było! - warknęła znowu na dyrektora - ZOSTAWIŁEŚ HARREGO Z DURSLEYAMI I ZAPEWNIAŁEŚ MI WSZYSTKO JEST U NIEGO PORZĄDKU A WCALE TAK NIE BYŁO PRZEZ 11 LAT NIE MIAŁ WŁASNEGO POKOJU ANI MATCZYNEJ MIŁOŚCI I OKŁAMYWAŁEŚ MNIE PRZEZ CALE ŻYCIE TAK CI WIERZYŁAM ZE NAWET NIE WIERZYŁAM WŁASNYM SYNÓM ZE MIAŁ KRATY W OKNIE I BYŁ ZAMKNIĘTY!
- Molly musisz... - Molly wściekła przerywając mu
- PO PIERWSZE PANI WEASLEY ALBO LADY WEASLEY I PROSZĘ PANI JAK PAN CHCE COŚ POWIEDZIEĆ DO MNIE ALBO DO MOICH CÓREK MOŻE BYĆ TEŻ MADAM WEASLEY A NIE ŻADNA MOLLY I DO MOICH CÓREK I PRZYJACIÓŁEK TO SAMO PANI I ICH NAZWISKO I TO SIĘ TYCZY TEZ MOICH SYNÓW I MOICH PRZYJACIÓŁ ! DLA NAS PAN DYREKTOR JUŻ NIE ISTNIEJE SAM PAN ZERWAŁ NASZA PRZYJAŹŃ BO MY NIE BĘDZIEMY PRZYJAŹNIĆ SIĘ Z KŁAMCA I NIGDY WIĘCEJ NIE BĘDZIEMY PRZYJACIÓŁMI! PO DRUGIE ZAMKNIJ MORDĘ DUMBLEDORE BO ZARAZ CI PRZYPIERDOLE! - ryknela na niego Lady Weasley nie panując nad nerwami wszyscy zrobili wielkie oczy a później sala zaczęła klaskać Dumbledore był takim szoku ze nie mógł wydusić słowa Fleur przytuliła matkę do swojej piersi żeby powstrzymać ja nad rzuceniem się na dyrektora i, chcąc go rozszarpac a rudowłosa momencie się uspokoiła wtuliła się w Fleur i oznajmiła jej
- Fleur wiem ze to się już wydarzyło ale kiedy sobie pomyślę ze moja córeczka startowała w tym niebezpiecznym turnieju to mam gęsią skórkę i jestem przerażona - rzekła pani Weasley - a wiesz dlaczego tak się boję bo boję się że Cie stracę Fleur bo kocham Cie córeczko nad życie - i miała łzy w oczach - gdyby coś by Ci się stało to nawet nie chce o tym myśleć!
- Cii mamusiu nie płacz - i wytarła jej łzy i dalej ją przytulala do swojej piersi i pocałowała ją w czoło Molly wydała z siebie wesnecie zadowolenia a Fleur tuliła swoją mamusie do swojej piersi - Nie stracisz mnie mamusiu Ciii twoja córeczka jest przy tobie i nigdzie się nie wybiera
- Kocham Cię Fleur tak bardzo Cie kocham - oznajmiła Molly do niej piersi z taką miłością - jesteś moją córeczką blondyneczka na zawsze Bill jestem dumna wybrałeś sobie na żonę taką wspaniale kobietę i dla jest to największy zaszczyt że jestem jej mamą - dodała do dlugowlosego i przytuliła Fleur do swojej piersi a Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając się w pani Weasley
- Bo jesteś moją mamusią dożywotnio i nic i nikt tego nie zmieni - wyszeptała do jej piersi zadowolonym głosem - a Harry jest moim małym braciszkiem mamuś
- Oczywiście kochanie że jestem twoją mamusią dożywotnio i nikt tego nie zmieni - stwierdziła Lady Weasley
- Ej nie jestem mały! - prychnął Harry
- Dla mnie zawsze będziesz młodszym bratem - odezwała się pani Weasley i przytuliła się do niego - nie ważne ze jesteś wyższy odemnie kocham Cie braciszku
- Ja też Cie kocham siostrzyczko - odparł Harry całując ja w czoło a Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając się w brata jeszcze bardziej
- Ron, to ona! - krzyknął Harry, widząc, jak wstaje dziewczyna podobna do wili, odgarnia do tyłu srebrno blond włosy i idzie między stołami Ravenclawu i Hufflepuffu. - Popatrzcie na ich zawiedzione miny - powiedziała Hermiona, przekrzykując wrzawę i wskazując na pozostałych uczniów Beauxbatons „'Zawiedzione"' to trochę zbyt łagodne określenie'. Pomyślał Harry. Dwie dziewczyny zalały się łzami i szlochały z głowami ukrytymi w ramionach.
- Po prostu są zazdrosne o moją siostryczke że została wybrana a one nie - powiedziała Ginny podchodząc do blondynki większość chłopaków zaczęli patrzyć na panią Potter i było i wesnecia i szepty
- ale ona pięknie chodzi i cała jest piękna i taka seksowna
- Wara od mojej zony! - warknal Harry Ginny przytuliła Fleur
- Czy wiesz że bardzo mocno Cię kocham siostrzyczko? - spytała Ginny całując ja w czoło
- Tak! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się Ginny - ja Ciebie też bardzo mocno kocham - dodała do niej piersi i zadowolona zamknęła oczy tuląc się do niej piersi a pani Potter uśmiechnięta na twarzy tuliła swoją najstarsza siostrę
Kiedy Fleur Delacour również znikła w bocznych drzwiach, znowu zapadła cisza, ale tym razem tak nabrzmiała napięciem, że prawie czuło się jej smak. Teraz ogłoszą reprezentanta Hogwartu...
- To będzie Cedrik - mruknął Amos
I ponownie zaczerwieniły się płomienie, i znowu buchnął snop iskier, język ognia wystrzelił w powietrze, a Dumbledore pochwycił trzeci kawałek pergaminu. - Reprezentantem Hogwartu - zawołał - jest Cedrik Diggory!
Harry nagle zbladl
- Nie! - krzyknął Ron, ale nikt go poza Harrym nie usłyszał, bo ryk przy sąsiednim stole był ogłuszający. Wszyscy Puchoni zerwali się na nogi, wrzeszcząc i tupiąc, kiedy Cedrik, uśmiechając się szeroko, ruszył ku komnacie za stołem nauczycielskim.
- Gdyby nie ten cholerny turniej! - warknęła Emma
Wiwaty trwały tak długo, że dopiero po kilku minutach Dumbledore mógł znowu przemówić. - Wspaniale! - zawołał, szczerze uradowany, kiedy wrzawa w końcu ucichła. - A więc mamy trzech reprezentantów szkół. Jestem pewny, że nie zawiodę się na was wszystkich, nie wyłączając pozostałych uczniów z Beauxbatons i Durmstrangu... Liczę na to, że wszyscy reprezentanci spotkają się z waszym wspaniałomyślnym poparciem i aplauzem.
- Jasne! - wycedzil Harry
Dopingując i oklaskując swojego reprezentanta, przyczynicie się do... - Ale nagle urwał, a po chwili dla wszystkich stało się jasne, co go wytrąciło z równowagi. Płomienie w Czarze Ognia ponownie zabarwiły się czerwienią.
- Co sie dzieje?! - pisnęły Lily
- To nie ma prawa mieć miejsca - dodał Rogacze
Trysnęły iskry. Długi język ognia wystrzelił w powietrze i wyrzucił jeszcze jeden kawałek pergaminu. Chyba zupełnie machinalnie Dumbledore wyciągnął rękę i pochwycił pergamin. Wyciągnął go przed siebie na długość ramienia i wytrzeszczył oczy.
Harry wtulił się Ginny
Zapadła cisza, w czasie której Dumbledore długo wpatrywał się w świstek w swojej dłoni, a wszyscy wpatrywali się w Dumbledore'a. A potem Dumbledore odchrząknął i przeczytał: - Harry Potter.
- KTO! - rykneli goście przeszłości oraz Nicole i Jessica i patrząc na Harrego przerażonymi oczami - JAK TO HARRY POTTER!!
- PAN Harry Potter - wycedzil Amos - jak zwykle musi PAN być centrum uwagi!
- NIE CHCIAŁEM BYĆ W TYM TURNIEJU IDIOTO! - zawołał Harry wściekły - ZOSTAŁEM WROBIONY!
- GDYBY NIE PAN POTTER MÓJ SYN BY DALEJ ŻYŁ I NIE JESTEM IDIOTA JAK PAN ŚMIE MÓWIĆ DO NIE PO IMIENIU!!
- HARRY NIE JEST ODPOWIEDZIALNY ZA ŚMIERĆ CEDRIKA IMBECYLU! - ryknela Ginny - ZOSTAŁ WROBIONY PRZEZ BARTY CROUCH JUNIORA!!!
- NIE WTRĄCAJ SIĘ DZIEWUCHO!
- Nie nazywaj tak mojej siostry! - warkneli bracia Ginny i siostry wojowniczki - albo strzele Cie zaklęciem i będziesz błagał mnie o litość!
- Tobie już totalnie odbiło - oznajmili synowie Harry'ego - moj tata nie byl odpowiedzialny za śmierć Cedrika a teraz jeszcze obrażasz moja mamę - powstrzymując swoją żonę przed rzuceniem klątwy na Diggorego Rogacz i Fleomont i Arurowie Claus tez ledwo powstrzymali swoje żony
- Puść mnie muszę go trafić jakąś klątwa! - zawolaly wściekle Euphemia Lily I Ginny Olivia Amelia II i Lily II oraz Molly I
- Puść mnie muszę go trafić w jaja wysokim obcasem! - zawolala Carolina
- TATO USPOKÓJ SIĘ TO NIE JEST WINA HARREGO! - zawołał Cedrik Amos dalej patrzył na Harrego jadowicie
- Koniec rozdziału! - zawołał Markus