środa, 27 sierpnia 2025

Rozdział 23 Czara

- Dawno nie czytałam - odezwała się Poppy i wzięła książkę i zaczęła czytać

Rozdział 23
Bal

Pomimo mnóstwa prac domowych, zadanych czwartoklasistom na ferie świąteczne, Harry nie miał najmniejszej ochoty zabrać się do nich po zakończeniu semestru i spędził cały tydzień, jaki pozostał do Bożego Narodzenia, ciesząc się wolnym czasem razem z innymi. W Gryffindorze było prawie równie tłoczno jak podczas semestru, a sama wieża jakby się nieco skurczyła, bo jej mieszkańcy rozrabiali bardziej niż zwykle. Fred i George zrobili prawdziwą furorę swoimi kanarkowymi kremówkami i przez pierwsze parę dni ferii wszędzie widziało się ludzi obrastających nagle piórami. Wkrótce jednak wszyscy Gryfoni nauczyli się traktować oferowane im przysmaki z najwyższą ostrożnością i zawsze sprawdzali, czy w środku nie ukryto kanarkowej niespodzianki. George wyznał Harry'emu, że pracują teraz razem z Fredem nad czymś innym. Harry zanotował sobie w pamięci, by pod żadnym pozorem nie przyjmować od nich choćby okruszka. Wciąż nie mógł zapomnieć Dudley'a i gigantojęzycznych toffi.

- Moja krew! - zawołali ze śmiechu Łapa i Rogacz

Śnieg sypał gęsto na zamek i błonia. Bladoniebieski powóz z Beauxbatons wyglądał jak wielka zamrożona dynia, która wyrosła tuż obok polukrowanej chatki z piernika, iluminatory żaglowca z Durmstrangu szkliły się lodem, a takielunek pobielał od szronu. Skrzaty domowe w kuchni prześcigały się w przyrządzaniu wspaniałych gulaszy o najróżniejszych smakach i wonnych puddingów, i tylko Fleur Delacour była w stanie znaleźć coś, na co mogła się uskarżać.

- Okropni ciężki te potrawi z 'Ogwart - usłyszeli, jak mówi, wychodząc z Wielkiej

- Chce nazywać sie Weasley i być żona mojego przystojniaka Billa nazywać państwa Weasley mamusią i tatusiem a ich dzieci chce nazywać siostrzyczkami i braciszkami

- Kochanie nazywasz się Weasley i moi rodzice sa twoimi rodzicami a ja i żony moich braci i moi bracia oprócz Billa jesteśmy twoim rodzeństwem bo jak wiesz w świetle Magii jesteś Weasley Lady Weasley - i przytuliła ja do swojej piersi i pocałowała czoło ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Ginny jeszcze bardziej - lepiej siostrzyczko?

- Tak - odpowiedziała zadowolonym głosem wtulając się w pani Potter - kocham cię Ginny

- Ja też Cie kocham skarbie - matki patrzyły na nie ze wzruszenia

Sali pewnego wieczoru (Ron schował się za Harrym, nie chcąc, by go zauważyła).

- Suknia nie będzi mi pasować!

- Och, to mamy małą tragedię! - wycedziła Hermiona, gdy Fleur zniknęła w sali wejściowej - Zdaje się, że ona zajmuje się wyłącznie swoją osobą, prawda?

- Nie kochanie - oznajmiła Fleur do Hermiony - ja zajmuje się Billem i robię wszystko żeby zaspokoić potrzeby swojego męża bo obiecałam to mamusi Molly ze zajmie się nim najlepiej jak potrafiła prawda mamusiu?

- Fleur! - zawołał zarumieniony Bill

- Mamo możesz sie uspokoić! - jęknęli jej synowie

- Hermiono, z kim ty idziesz na bal? - zapytał Ron. Pytał ją o to co jakiś czas, mając nadzieję, że zaskoczy ją w którymś momencie i Hermiona w końcu puści farbę. Ale Hermiona tylko zmarszczyła czoło i odpowiedziała:

- Oczywiście że Cie pocałuje w usta skarbie

- Nie powiem ci, bo będziesz się że mnie śmiał.

- Żartujesz, Weasley? - rozległ się za ich plecami głos Malfoy'a - Chyba nie powiesz mi, że ktoś zaprosił to-to na bal? - Taką łopatozębą szlamę?

Draco przemknal ślinę kiedy większość ludzi wyciągnęła różdżki i wszystkie skierowany były na Draco . Na twarzach większości ludzi , bez wyjątku, zastygł grymas wściekłości. Molly I Lily I Euphemia wyglądały na szczególnie podbuzowane, ich ręka płonęła blaskiem i trzęsła się z powstrzymywanej złości. Tymczasem Ron i Ginny z całkowitym spokojem trzymali Draco na muszce.

- JAK ŚMIESZ ODZYWAĆ SIĘ DO HERMIONY W TEN SPOSÓB! - warknęła Narcyza do syna im się zorientowała Hermiona była tulona przez Lady Malfoy która pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w panią Malfoy jeszcze bardziej - mój synuś zapraci za to za obrażanie takiej cudownej osóbki jak ty kochanie

- Kocham Cię ciociu Cyziu - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ta kobietę jeszcze bardziej Narcyza płakała ze wzruszenia

- Ja też Cie kocham moje słoneczko - mruknela łzy leciały jej po policzkach i tuliła ja do swojej piersi

- Tatusiu byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem a co się robi z niegrzecznymi dziećmi ja wiem każe się! - warknęła Rose

- Przepraszam! - jęknął Draco

Harry i Ron odwrócili się błyskawicznie, ale Hermiona zawołała, machając ręką ponad ramieniem Malfoy'a:

- Hej, panie profesorze Moody! - Malfoy zbladł i odskoczył, rozglądając się niespokojnie za Moodym, ale ten siedział wciąż przy stole nauczycielskim, kończąc duszoną wołowinę.

- Ale z ciebie płocha tchórzofretka, Malfoy! - zadrwiła Hermiona, po czym razem z Harrym i Ronem zaczęli się wspinać po marmurowych schodach, rycząc ze śmiechu.

- Moja córeczka! - krzyknęła Molly dumnie

- Hermiono - powiedział nagle Ron, przyglądając się jej z przekrzywioną głową i marszcząc czoło - twoje zęby...

- O co ci chodzi?

- No... są jakieś inne... Właśnie zauważyłem...

- No pewnie, że są inne. A co, myślałeś, że zachowam sobie te kły, którymi mnie obdarzył Malfoy?

- Nie, chodzi mi o to, że one były inne, zanim Malfoy poraził cię tym zaklęciem... one są teraz... proste... no i... normalnej wielkości - Hermiona nagle uśmiechnęła się figlarnie i wtedy Harry też to zauważył: to był uśmiech zupełnie inny od tego, jaki pamiętał.

- No więc... jak poszłam do pani Pomfrey, żeby mi je zmniejszyła, to ona wzięła do ręki lusterko i powiedziała mi, żebym dała jej znać, jak już będą takie jak przedtem. A ja po prostu... no wiecie... troszkę się z tym spóźniłam

- Dziękuję kochana - rzekła Hermiona do Poppy

- Nie ma za co skarbie - odparła z miłością pielęgniarka - dla przyszłej pani minister wszystko - i rozłożyła ręce a ta bez wahania podeszła do niej i mocno się wtuliła a ta pocałowała ja w czoło Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w pielęgniarkę jeszcze bardziej - na pewno będziesz świetną ministrem Magii a na przeciwnym biegunie jest Knot bo to jeden z najgorszych ministrów Magii w całej w historii Magii

- Uśmiechnęła się jeszcze szerzej - Mama i tata nie będą za bardzo zachwyceni. - Od dawna ich błagałam, żeby pozwolili mi je zmniejszyć, ale oni woleli, żebym nosiła klamrę.

Pielęgniarka prychnela

- Hermiona nie będzie nosiła żadnej klamry - tuląc ją dalej do swojej piersi

- Tak Babciu Poppy - mruknela zadowolonym głosem wtulając się w kobietę ta miała łzy w oczach ze wzruszenia jak dziewczyna ja nazywa

- Wiecie, oni są dentystami, nie mają pojęcia, że zęby i magia... Patrzcie! Wróciła Świstoświnka! - Na najeżonej soplami balustradzie ćwierkała jak zwariowana sówka Rona; do nóżki miała przywiązany zwitek pergaminu. Przechodzący obok uczniowie pokazywali ją sobie i zanosili się śmiechem. Grupka dziewczyn z trzeciej klasy zatrzymała się, a jedna z nich zawołała:

- Och, patrzcie na tę maleńką sówkę! Czy ona nie jest milutka?

- Ty głupia, opierzona paździorko! - syknął Ron, wbiegając po schodach i łapiąc sóweczkę - Masz przynosić listy prosto do adresata! Nie wolno ci szwendać się po całym zamku i pokazywać wszystkim, jaka jesteś dzielna!

- Dzięki ze dałeś mi sowke które ma ADHD - rzekł Ron do Łapy

- Polecam się na przyszłość - odparł Łapa wyzszezem

- Świstoświnka zahukała ze szczęścia, wystawiając łebek spomiędzy zaciśniętych palców Rona.
Trzecioklasistki wytrzeszczyły oczy. - Zjeżdżajcie! - warknął na nie Ron, wymachując pięścią, w której trzymał Świstoświnkę. Ptaszek rozćwierkał się jeszcze radośniej. - Masz, Harry - dodał Ron półgłosem, kiedy trzecioklasistki czmychnęły, najwyraźniej obrażone.

- Ron! - warknęła Molly I - do kobiet nie tak sie nie mówi!

Harry szybko schował do kieszeni odpowiedź Syriusza i popędzili do wieży Gryffindoru, aby ją przeczytać. W pokoju wspólnym panował miły przedświąteczny rozgardiasz.

- Bardzo za tobą tęskniłam wujku Łapo - oznajmiła pani Weasley do Łapy

- Ja za toba też księżniczko - a ta bez wahania podeszła do niego i mocno się wtuliła

Harry, Ron i Hermiona usiedli z dala od innych przy ciemnym oknie, już do połowy przesłoniętym śniegiem, i Harry odczytał na głos list.

Harry, gratulacje z powodu pokonania rogogona. Temu, kto wrzucił twoje nazwisko do czary, musi teraz być łyso! Miałem ci podsunąć zaklęcie Conjunctivus, bo oczy smoka są jego najsłabszym punktem...

- To właśnie zrobił Krum! - wyszeptała Hermiona.

Ron prychnął

- Jesteś zazdrosny! - zachichotała Hermiona

- Jak diabli - odparł Ron Hermiona nie mogła wytrzymać pocałowała go w namiętnie w usta

...ale twój sposób był o wiele lepszy, naprawdę, bardzo mi zaimponowałeś. Ale nie spoczywaj na laurach, Harry. Przeszedłeś dopiero jedno zadanie. Nie wiem, kto zgłosił cię do turnieju, ale wiem, że ma nadal mnóstwo możliwości, by zrobić ci krzywdę. Miej oczy otwarte - zwłaszcza jeśli osoba, o której mówiliśmy, jest w pobliżu - i skup się na unikaniu kłopotów. Bądźmy w stałym kontakcie, donoś mi o wszystkim, co wyda ci się niezwykłe.

Syriusz

- Zupełnie jak Moody - mruknął Harry, wsuwając list do wewnętrznej kieszeni

- Harry mój tatuś jest przystojniejszy od Moodiego - stwierdziła Daphne

- Bo twój tatuś jest najlepszym mezszyzna na świecie kochane i nie tylko - i wesnela zadowolonym głosem Marlene dotykając swojego znaku na szyi i całując swoje córki po czole je mocno przytuliła do swojej piersi i poczuła jak obie zdychają zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej

- Ty i dziadek przyszłości jesteście jeszcze gorsi! - jęknęli wnukowie do swojej babci które ta tuliła swoje córki

- „Stała czujność!" Można by pomyśleć, że łażę po zamku z zamkniętymi oczami, obijając się o ściany...

- Ale on ma racje, Harry - oświadczyła z powagą Hermiona - Przed tobą jeszcze dwa zadania. Musisz wreszcie wziąć się za to jajo i zacząć główkować, co znaczy ten jęk...

- Hermiono, on ma jeszcze kupę czasu! - prychnął Ron - To co, zagramy w szachy, Harry?

- Dobra - zgodził się Harry, ale spojrzawszy na Hermionę, dodał: - Daj spokój, niby jak bym się miał skupić w tym hałasie? Przecież tutaj nawet bym nie usłyszał wycia tego jaja.

- No tak, chyba nie - westchnęła i usiadła, by obserwować ich grę, zakończoną widowiskowym matem, do którego doszło po brawurowej akcji pionów Rona i jego wyjątkowo agresywnego hetmana.

- Po raz kolejny z tobą wygrałem Harry! - krzyknąl Ron do Harrego uśmiechem - nazywajcie mnie mistrzem

- Mistrzu nad mistrzami zaopiekujesz się mną żebym poczuła się bezpiecznie? - zapytała z nadzieją w głosie pani Weasley

- Oczywiście kochanie - i założył jej włosy za ucho

- Wiesz co bliznowaty zaraz puszczę pawia od tej słodyczy - krzywił się Draco do Harrego

- Fretko ja też - oznajmił Harry

W dzień Bożego Narodzenia Harry obudził się raptownie, nie wiedząc, co go tak nagle wyrwało ze snu. Otworzył oczy i tuż przed sobą zobaczył wielkie, okrągłe, zielone oczy, wpatrujące się w niego z ciemności.

- Zgredku! - krzyknął Harry, odsuwając się od skrzata tak gwałtownie, że prawie spadł z łóżka - Przestań!

- Zgredek bardzo przeprasza, sir! - zapiszczał skrzat ze strachem, cofając się i zatykając sobie usta długimi palcami - Zgredek chciał tylko życzyć Harry'emu Potterowi wesołych świąt i wręczyć mu prezent, sir! - Harry Potter sam powiedział, że Zgredek może czasami przyjść, sir!

- W porządku - wysapał Harry, oddychając nieco szybciej niż zwykle, podczas gdy jego serce powoli wracało do normalnego rytmu - Tylko... następnym razem szturchnij mnie, a nie wiś tak nade mną, dobrze?

Odciągnął zasłony, założył okulary. Jego wrzask obudził Rona, Seamusa, Deana i Neville'a. Wszyscy wystawili głowy przez szpary między zasłonami swoich łóżek, oczy mieli zaspane, a włosy rozczochrane.

- Ktoś cię napadł, Harry? - zapytał Seamus sennym głosem.

- Bo miałem wtedy taki piękny sen! - prychnął Seamus

- Jaki sen? - zapytała Susan a ten wyszeptał jej do ucha

- parodiujesz nago po naszym domu mając na sobie tylko biżuterie rodem Fimiganow chodząc tylko w szpilkach na wysokim obcasie chodząc na ich z gracją i wdziękiem nie mogąc ich zdjąć a później się kochaliśmy - Pani Finigan zarumieniła się mocno i wyszeptała podniecona

- Twoje życzenie sie spełniło skarbie - i machała ręką żeby się uspokoić bo była mega podniecona

- Nie, to tylko Zgredek - mruknął Harry - Śpij spokojnie.

- Prezenty! - zawołał Seamus na widok wielkiego stosu paczek w nogach swojego łózka.

- Najlepsze prezenty dostanę później - stwierdził Seamus patrząc na swoje dzieci

Ron, Dean i Neville uznali, że skoro już się obudzili, to mogą obejrzeć swoje prezenty. Harry zwrócił się ponownie do Zgredka, który stał, lekko dygocąc, przy jego łóżku, wciąż przerażony, że go zdenerwował. Do pętelki na szczycie filcowego ocieplacza na czajnik przywiązał sobie choinkową bombkę.

- Czy Zgredek może dać Harry'emu Potterowi prezent? - zapiszczał błagalnie.

- Oczywiście - odpowiedział Harry. - Ee... ja też mam coś dla ciebie - Było to łgarstwo: nie kupił nic Zgredkowi, ale szybko otworzył kufer i wyciągnął wyjątkowo zmechaconą i pozaciąganą parę wełnianych skarpetek - najstarszych i najbrzydszych jakie miał, musztardowo- żółtych, należących kiedyś do wuja Vernona.

- Fuj! - zawołali większość ludzi na sali

Przyczyna ich żałosnego stanu było dość prosta: Harry od roku owijał w nie swój fałszoskop. Wyjął kryształowy stożek i wręczył skarpetki Zgredkowi. - Przepraszam, zapomniałem je zapakować... - Ale Zgredek nie posiadał się z radości.

- To najbardziej ulubiona przez Zgredka część garderoby, sir! - powiedział, szybko ściągając swoje stare skarpetki i wciągając nowe, wuja Vernona - Mam ich już teraz siedem... ale, sir... - dodał, a oczy mu się rozszerzyły jeszcze bardziej, kiedy podciągnął skarpetki do samej góry, tak że sięgnęły jego krótkich spodenek - chyba się pomylili w sklepie... dali Harry'emu Potterowi dwie takie same!

- No nie, Harry, jak mogłeś tego nie zauważyć! - krzyknął Ron, szczerząc do nich zęby ze swojego łóżka, zasypanego zmiętoszonymi papierami - Wiesz co, Zgredku... masz, weź jeszcze te dwie, będziesz mógł je sobie pomieszać. A tu jest twój sweter! - I rzucił Zgredkowi parę fioletowych skarpetek, które dopiero co rozpakował, oraz ręcznie robiony sweter, który mu przysłała pani Weasley. Zgredek był zachwycony.

- To takie słodkie! - krzyknęła Hermiona

- Sir, to bardzo uprzejme z pana strony! - zaskrzeczał, a oczy wypełniły mu się łzami. Skłonił się nisko przed Ronem. - Zgredek wiedział, że wielmożny pan musi być wielkim czarodziejem, bo przecież jest największym przyjacielem Harry'ego Pottera, ale nie wiedział, że wielmożny pan jest również tak wspaniałomyślny, tak szlachetny, tak szczodrobliwy...

- Zgredek czasem przesadza - mruknął zarumieniony Ron

- To tylko skarpetki - powiedział Ron, który poczerwieniał trochę wokół uszu, ale wyglądał na mile połechtanego - Ojej, Harry... właśnie rozwinął prezent od Harry'ego: klubowy kapelusz Armat z Chudley. Ale cool! Wcisnął go sobie na głowę, a Harry'ego aż zatkało na widok tak okropnego połączenia kolorów. Zgredek wręczył Harry'emu małą paczuszkę. Okazało się, że w środku są... skarpetki.

- Zgredek sam je zrobił, sir! Kupił wełnę za swoje wynagrodzenie, sir! - Lewa skarpetka była jaskrawoczerwona, wyszywana w miotły, a prawa zielona, ze złotymi zniczami.

- Są naprawdę... naprawdę... no... bardzo ci dziękuję, Zgredku... - wyjąkał Harry i zaraz wciągnął je na stopy, co sprawiło, że w oczach Zgredka znowu zaszkliły się łzy szczęścia.

- One sa obrzydliwe! - zardwil Zachariasz

- Zgredek musi już iść, sir, my w kuchni przygotowujemy obiad świąteczny! - I wybiegł z dormitorium, machając wszystkim ręką na pożegnanie. Pozostałe prezenty ucieszyły Harry'ego o wiele bardziej niż dziwaczne skarpetki Zgredka - oczywiście z wyjątkiem „prezentu" od Dursley'ów, bo była nim papierowa chusteczka. Harry przypuszczał, że nie zapomnieli o gigantojęzycznym toffi.

- To było genialne! - krzyknęli większość na sali a Lily I przytuliła bliźniaków do swojej piersi i oznajmiła

- Mamusia jest z was taka dumna że daliście nauczkę Dursleyow jak praktowali Harrego

- Mamuś dawanie im nauczkę to było jedno z ulubionych zajęć bo za tym Harry jest moim młodszym bratem i nie pozwolę na to żeby uszło im na sucho jak traktowali Harrego - stwierdzili Fred i George i pocałowali ją po czole pani Potter wesnela zadowolonym głosem wtulając się w bliźniaków jeszcze bardziej

- Kocham was chłopaki i na zawsze będziecie moimi synami nawet nie wiecie jak bardzo was kocham - mruknela zadowolonym głosem wtulona do ich piersi

Hermiona dała mu książkę Brytyjskie i irlandzkie drużyny Quidditcha, Ron pękatą torbę łajnobomb, Syriusz poręczny scyzoryk z wytrychem otwierającym każdy zamek i specjalnym ostrzem rozwiązującym każdy supeł,

Łapa uśmiechnal się szeroko

a Hagrid wielkie pudło słodyczy - w tym ulubionych fasolek wszystkich smaków Bertiego Botta, czekoladowych żab, najlepszej balonowej gumy do żucia Drooblesa i musów-świstusów. Była też, oczywiście, paczka od pani Weasley,

- Harry jestem twoją mamą a nie panią Weasley - przypomniała mu Molly I

- Tak mamusiu - oznajmił Harry im się zorientował Molly przytuliła go do swojej piersi a ten pocałował ją w czoło Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w syna jeszcze bardziej

- Kocham Cię Harry i na zawsze będziesz moim synem nawet nie wiesz jak bardzo Cie kocham - mruknela zadowolonym głosem wtulona do jego piersi

zawierająca jak zwykle nowy sweter (zielony, ze smokiem na piersiach - Harry podejrzewał, że Charlie napisał jej o rogogonie) i mnóstwo domowych ciasteczek miętowych.

- Z tym Rogogonie byłeś genialny - stwierdził Charlie

Harry i Ron spotkali się z Hermioną w pokoju wspólnym i zeszli razem na śniadanie. Większość przedpołudnia spędzili w wieży Gryffindoru, gdzie wszyscy cieszyli się swoimi prezentami, a potem wrócili do Wielkiej Sali na wspaniały obiad, na który podano ze sto indyków, mnóstwo świątecznych puddingów i stosy strzelających cukierków- niespodzianek.

Ronowi i Hugowi aż się oczka zaświeciły

Po południu poszli na spacer po błoniach, pokrytych grubą warstwą śniegu. Uczniowie Beauxbatons i Durmstrangu przekopali w nim głębokie tunele prowadzące do zamku. Hermiona wolała przypatrywać się z boku walce na śnieżki, jaką stoczyli Weasley'owie i Harry, a o piątej oświadczyła, że idzie na górę, by przygotować się do balu.

- Co, potrzebujesz na to aż trzech godzin? - zdziwił się Ron, patrząc na nią z niedowierzaniem.

- Tak bo chciałam zrobić z siebie na bóstwo - rzekła Hermiona

- Kochanie nie potrzebujesz trzech godzin zrobieniu z siebie na bóstwo - odezwał się Ron - a wiesz dlaczego?

- Dlaczego?

- Bo ty jesteś bóstwem - powiedział Lord Weasley

- Och Ron! - zawołała Lady Weasley i pocałowała go w namiętnie w usta jej mąż wesnal zadowolonym głosem - kochaj się ze mną proszę muszę mieć Cie w środku

- Dobrze pani Weasley - Ron miał taką rozmarzona minę i głos po namiętnym pocałunku taki sprawiła mu Hermiona

Jego chwilowy brak koncentracji wykorzystał George, trafiając go wielką kulą śnieżną prosto w głowę - Z kim idziesz? - ryknął za Hermioną, ale tylko pomachała mu ręką i znikła na szczycie kamiennych schodów wiodących do zamku. Tym razem nie podano świątecznego podwieczorku, bo w programie balu była uczta, więc o siódmej, kiedy zrobiło się tak ciemno, że trudno było trafić, śnieżką do celu, przerwali zabawę i wrócili do pokoju wspólnego. Gruba Dama gościła w swoich ramach Violet z parteru; obie były mocno podchmielone, a u ich stóp leżało kilka pustych pudełek po czekoladkach z likierem.

- Widzę że była impreza! - parskneli śmiechem Regulus

- Świąteczne bawidełka! - zachichotała, kiedy podali jej hasło, i wyskoczyła do przodu, przepuszczając ich do środka. Harry, Ron, Seamus, Dean i Neville przebrali się w dormitorium w szaty wyjściowe. Wszyscy mieli bardzo nietęgie miny, a już najbardziej Ron, który z przerażeniem na twarzy przejrzał się w wysokim lustrze w kącie. Trudno było nie dostrzec, że jego szata bardziej przypomina suknię niż cokolwiek innego.

- Ron i tak nie przebijesz PROFESORA Snape i jego babcinych ciuszek! - zardwil Neville niektórzy parskneli śmiechem

- LONGBOTTOM! - warkneli Snape wściekli

- Czego?! - zawołali dwie wersje Frank II Alicia I Neville Hanna Alicia II Frank II i Lily II i Augusta

- Chcesz stare ciuszki Prababcii Augusty? - zapytała niewinnie Lily II do Snape - muszę zapytać prababci czy ci da

- Lily kochanie jestem pewna że profesor Snape będzie wyglądał bardzo niesamowicie w moich starych babcinach ciuszkach - oznajmiła Augusta ociekajacym słodyczą głosem przytulając swoją prawnuczke do piersi całując w czoło pani Longbottom wesnela zadowolonym głosem wtulając się Lady Longbottom jeszcze bardziej

- Severus zrobił w tych ciuszkach na mnie ogromne wrażenie - stwierdził starszy Remus powstrzymując się od śmiechu większość ludzi wybuchła śmiechem

W rozpaczliwej próbie nadania jej bardziej męskiego charakteru użył Zaklęcia Redukującego wobec zdobnej kryzy i mankietów, pozbywając się w ten sposób koronek, ale nie zrobił tego zbyt dokładnie, więc pod szyją i nad dłońmi wisiały mu okropne frędzle.

- Wciąż główkuję, jak wam się udało poderwać najlepsze dziewczyny z klasy - mruknął Dean.

- Niestety nie poderwalismy najlepsze dziewczyny Dean - oznajmili Harry i Ron ponuro - bez obrazy dziewczyny - dodali do bliźniaczek

- Zwierzęcy magnetyzm - odpowiedział ponuro Ron, szarpiąc nitki zwisające z rękawów. Dziwacznie teraz wyglądał pokój wspólny, pełen ludzi odzianych w różnobarwne szaty zamiast, jak zwykle, w czarne. Parvati czekała na Harry'ego u stóp schodów. Wyglądała bardzo ładnie w szokująco różowej sukni, z długimi czarnymi włosami, w które wplotła sobie złote nitki, i złotymi bransoletkami na przegubach.

- Wyglądałam bardzo ładnie tylko tyle! - warknęła Parvati na Harrego a ten wywrócił oczami

Harry był jej wdzięczny, że tym razem nie zachichotała na jego widok.

- Wyglądasz... super - wybąkał nieśmiało.

- Dzięki. Ron, Padma będzie na ciebie czekała w sali wejściowej.

- W porządku - rzekł Ron, rozglądając się wokoło - Gdzie jest Hermiona? - Parvati wzruszyła ramionami.

- Tatuś myśli tylko o mamusi! - uśmiechnęła się Emilly

- To co, Harry, schodzimy na dół?

- Dobra - zgodził się Harry, marząc o tym, by zostać w pokoju wspólnym i spędzić w spokoju resztę wieczoru. Fred mrugnął do niego, kiedy go mijali, zmierzając do dziury pod portretem. Sala wejściowa pełna już była uczniów czekających na godzinę ósmą, kiedy miały się otworzyć drzwi do Wielkiej Sali. Ci, którzy wybrali sobie partnerki lub partnerów z innych domów, krążyli w tłumie, szukając się nawzajem. Parvati odnalazła swoją siostrę i przyprowadziła ją do Harry'ego i Rona.

- Cześć - powitała ich Padma, która miała na sobie turkusową suknię i wyglądała tak samo ładnie jak Parvati.

- Wyglądałam bardzo ładnie tylko tyle! - warknęła Padma na Harrego a ten wywrócił oczami

Nie sprawiała jednak wrażenie zbyt zachwyconej z faktu, że Ron jest jej partnerem; zmierzyła go przeciągłym spojrzeniem, zatrzymując wzrok dłużej na postrzępionym dekolcie i rękawach.

- Cześć - mruknął Ron, nie patrząc na nią, tylko rozglądając się po sali - Och, nie... - Ugiął lekko kolana, by schować się za Harrym, bo właśnie przechodziła Fleur Delacour, a wyglądała absolutnie olśniewająco w sukni ze srebrnoszarego atłasu. Towarzyszył jej kapitan drużyny Krukonów, Roger Davies.

- Ja chce do Billa! - jęknęla Fleur i tupnela swoim wysokim obcasem o podłogę Bill mocno ją przytulić i pocałował ją w czoło willa wesnela zadowolonym głosem wtulając się w chłopaka jeszcze bardziej

- Czekałem na Ciebie całe życie moja piękna - mruknął jej Bill

- I sie doczekałeś i zrobiłeś że mnie na wieczność PANIĄ Weasley - wyszeptała podniecona pani Weasley

- I będę Cię wielbil do końca naszego życia - powiedział pan Weasley

Kiedy zniknęli w tłumie, Ron wyprostował się i wyciągnął szyję, rozglądając się ponad głowami tłumu.

- Gdzie jest Hermiona?

- Twoja lady Weasley siedzi Ci Lordzie Weasley na kolanach i nigdzie się nie wybiera - oznajmiła mu do ucha podniecona Hermiona - i chce żeby Lord sie mną dobrze zaopiekował jak prawdziwy Lord opiekuje się swoją Lady - dodała mu Hermiona niezwykle erotyczne do jego ucha

- Z lochów wyszła właśnie grupa Ślizgonów. Na przedzie szedł Malfoy, w szacie z czarnego aksamitu, z wysokim kołnierzem, która według Harry'ego upodabniała go do pastora. Jego ramienia uwiesiła się Pansy Parkinson w bladoróżowej sukni z mnóstwem falbanek.

Narcyza prychnely głośno

- Astoria jest PANIĄ Malfoy i tylko ONA jest godna bycia LADY Malfoy - stwierdziły Lady Malfoy przytulając do swojej piersi Astorie z taką miłością pocałowała ją w czoło dziewczyna wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - nie zdajesz sobie sprawę jak bardzo Cie kocham słoneczko i zawsze będę Cię kochać

- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła szczęśliwa pani Malfoy wtulając się w blondynkę

Crabbe i Goyle ubrani byli na zielono i przypominali omszone głazy. Harry z satysfakcją zauważył, że żaden z nich nie ma partnerki.

- Oni zajmą się sobą i zaspokoja swoje nawzajem potrzeby Harry i nie potrzebują na to żadnej dziewczyny - zardwil Jared

Wkrótce otworzyły się dębowe frontowe drzwi i wszystkie głowy zwróciły się ku wchodzącym gościom z Durmstrangu. Na czele, za profesorem Karkarowem, szedł Krum w towarzystwie nie znanej Harry'emu, ładnej dziewczyny w niebieskiej sukni.

Większość uczniów patrzyła na Hermione

Ponad ich głowami zobaczył, że błonia tuż przed zamkiem zostały przemienione w wielką bożonarodzeniową grotę pełna migocących światełek - prawdziwych żywych elfów, siedzących na gałązkach krzaków różanych, które tam wyczarowano, i polatujących nad posągiem przedstawiającym Świętego Mikołaja i jego reny. A potem rozległ się głos profesor McGonagall:

- Reprezentanci szkół, proszę tutaj!

Parvati, cała rozpromieniona, poprawiła sobie bransoletki, Harry mruknął do Rona i Padmy: „Zaraz wrócimy", i ruszyli ku drzwiom do Wielkiej Sali, a rozgadany tłum rozstępował się, by zrobić im przejście. Profesor McGonagall, która miała na sobie suknię w czerwoną szkocką kratę i wyjątkowo okropny wieniec z ostu wokół ronda kapelusza,

Minevra prychnela głośno

powiedziała im, żeby poczekali obok drzwi, aż wszyscy wejdą do środka: mieli wkroczyć uroczyście do Wielkiej Sali, kiedy wszyscy już usiądą. Fleur Delacour i Roger Davies stanęli tuż przy drzwiach; Davies był tak ogłupiały ze szczęścia, mając za partnerkę Fleur, że nie odrywał od niej oczu.

Fleur się krzywiła

- Bill on sie slinil on chyba chciał mnie przeleciec

- Zamorduje go gdy go znajdę! - warknął wściekły Bill

- Przytul mnie i mnie pocałuj - mruknela pani Weasley - żebym zapomniała o tym kretynie - Bill spełnił jej prośbę

Koło Harry'ego stali Cedrik i Cho; starał się na nich nie patrzyć, żeby uniknąć męki rozmawiania z nimi. Jego wzrok padł na dziewczynę obok Kruma i aż rozdziawił usta ze zdumienia. To była Hermiona. Ale w ogóle nie wyglądała jak Hermiona. Zrobiła coś z włosami: nie były już gęste i splątane, ale gładkie i lśniące, upięte w wytworny kok z tyłu głowy. Miała na sobie suknię z jakiejś zwiewnej, niebieskiej jak kwiaty barwinka tkaniny, a trzymała się też zupełnie inaczej niż zwykle - a może tak mu się tylko wydawało, bo nie dźwigała ze dwudziestu książek. I uśmiechała się - trochę nerwowo, co prawda, ale teraz widać już było bardzo wyraźnie, że ma ładne, kształtne zęby. Harry nie mógł pojąć, dlaczego do tej pory tego nie dostrzegł.

- Cześć, Harry! - powiedziała, uśmiechając się do nich - Cześć, Parvati! - Parvati patrzyła na nią z nieukrywanym zdumieniem. I nie tylko ona. Kiedy otworzyły się drzwi do Wielkiej Sali, minęły ich dziewczyny z bibliotecznego klubu wielbicielek Kruma, obrzucając Hermionę nienawistnymi spojrzeniami.

- Jesteście zazdrosne bo moja mamusia jest piękna kobietą! - zardwili jej córki do bibliotecznego klubu wielbicielek Kruma, - przeciwieństwie do was

Pansy Parkinson zagapiła się na nią, przechodząc obok z Malfoy'em, i nawet on nie był w stanie rzucić jakiejś obraźliwej uwagi na temat Hermiony.

- Popatrzcie sobie na to - oznajmiła pani Weasley do Pancy i do Draco i wyciągnęła zdjęcia dorosłych przepięknych kobiet ubrane w przepiękne obcisne suknie wieczorowe które idealnie podkreskaly ich kobiece kształty miały biżuterie rodem swojego męża i szpilki na wysokim obcasie większość ludzi opadły szczęki kiedy zobaczyły te kobiety bo na zdjęciach były to matki babcie gości przyszłości ich mężowie popatrzyly na swoje żony otwartą szczęka i wielkimi oczami a reszta zaczęła się ślinić na ich widok

- To ja? - spytały szoku patrzac na fotografie

- Tak mamusiu i babcie to ty - odparły ich córki i wnuczki

- Wyglądasz obłędnie kochanie! - krzyknęli ich mężowie

- Widzicie moje mamusie i babcie są przepięknymi kobietami! - wesnely ich córki i wnuczki zadowolonym głosem wtulając się w swoje matki i babcie jeszcze bardziej po dostały po buziaku w czole od swojej matek i babć - kocham cię mamusiu i Babciu

- Ja Ciebie też kocham skarbie - oznajmiły miłością w głosie

- Mamusiu te zdjęcia to tatuś robił - uśmiechnęła się Mary wtulona do piersi pani Creevey a jej ojciec wypiął dumnie pierś jak to robił Percy

Natomiast Ron przeszedł, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Kiedy reszta uczniów zasiadła w Wielkiej Sali, profesor McGonagall poleciła reprezentantom ustawić się parami i pójść za sobą. Cała sala rozbrzmiała oklaskami, kiedy wkroczyli, zmierzając powoli ku wielkiemu okrągłemu stołowi u szczytu sali, gdzie siedzieli sędziowie. Ściany Wielkiej Sali pokrywał rozmigotany srebrny szron, a pod rozgwieżdżonym sklepieniem biegły we wszystkie strony girlandy jemioły i bluszczu. Długie stoły poszczególnych domów znikły, a zamiast nich pojawiło się ze sto mniejszych, oświetlonych lampionami. Przy każdym siedziało ze dwanaście osób. Harry myślał tylko o jednym: żeby się nie potknąć o skraj swojej wyjściowej szaty. Parvati tryskała dumą i szczęściem, sterując Harrym tak zdecydowanie, że czuł się jak pies prowadzony po wybiegu. Kiedy zbliżyli się do okrągłego stołu, uchwycił kątem oka Rona i Padmę. Ron wpatrywał się zmrużonymi oczami w Hermionę.

- A tak chodzicie po domu - powiedziała Olivia i wyciągnęła zdjęcia tych samych osób i pokazała sali męska cześć opadła szczęka patrząc na te kobiety wielkimi oczami i otwarta szczęka wyglądały bardzo elegancko i seksownie Jedne miały spódnice inne spodnie, różne rodzaje bluzek i kurtkę ramoneskę, które były idealnie dopasowane do ich figur i podkreskaly ich kobiece kształty miały biżuterie rodem swojego męża makijaż i szpilki na wysokim obcasie

- Matko jedyna tak moja żona chodzi po domu? - spytali ich mężowie córek wnuczek

- Tak tatusiu i dziadziusiu bo mamusia i babcia robi to dla siebie i dla Ciebie tatusiu i Dziadku i uwielbia chodzić w eleganckich ciuszkach i sie malować i chodzić gracją i wdziękiem szpilkach na wysokim obcasie

- Tak uwielbiam się tak ubierać i chodzić w szpilkach na wysokim obcasie bo czuje się mega seksy - stwierdziły kobiety radośnie

- Jesteś cholernie seksowną kobietą - rzekli ich mężowie patrząc na nie z uwielbieniem

- Jestem kochanie - oznajmiły radośnie - a ty cholerne seksownym mezszyzna

- Wiec tak będziesz musiała chodzić cały czas czy wyraziłam sie jasno i wyraźnie kochanie? - spytali swoją żonę a głosy mieli z nadzieją i podniecone że będzie tak dla niego chodziła

- Tak kochanie - oznajmily podniecone kobiety - i tak nie mogę zdjąć szpilek - dodały radośnie

Padma była trochę nadąsana. Dumbledore uśmiechnął się radośnie na ich widok, ale Karkarow miał minę bardzo podobną do miny Rona patrzącego na Kruma z Hermioną. Ludo Bagman, w purpurowej szacie z żółtymi gwiazdami, klaskał entuzjastycznie jak wszyscy uczniowie, a madame Maxime, która zamieniła swoje zwykłe czarne atłasy na zwiewne lawendowe jedwabie, oklaskiwała ich z wytworną gracją.

- Moja kobieta ma większą gracje i wdzięk niż ona - rzekła męska cześć tych co mają żony albo dziewczyny

Nie było jednak pana Croucha. Piąte miejsce przy stole zajął Percy Weasley. Reprezentanci szkół doszli do stołu sędziowskiego. Percy odsunął puste krzesło obok siebie, patrząc wymownie na Harry'ego. Harry zrozumiał to spojrzenie i usiadł obok niego. Percy był wystrojony w nowiutką granatową szatę i miał minę wyjątkowo zadowolonego z siebie kołtuna.

- Dostałem awans - oznajmił, zanim Harry zdążył się odezwać, a ton, jakim to powiedział, mógł sugerować, że właśnie został najwyższym władcą wszechświata.

- Do tego twojego wszechświata wujku Percy trzeba kupić koniecznie drzwi - powiedział Louis i popatrzył się na Jamesa II i Freda II a ci uśmiechnęli się szyderczo do siebie a później do Percego

- Oho - powiedziały Alicia II i Olivia patrząc na swoich mężów - nie podoba mi się ten uśmiech

- Dzień dobry. Proszę pana, chciałem kupić drzwi. - oznajmił Fred II nagle

- Drzwi? Tutaj? - pytał zdziwiony James II

- Bo to jest sklep z drzwiami, tak?

- Tak. Dlaczego pan pyta?

- Bo pan tak krzyknął, tak się zdziwił, to...

- Nie, bo kurczę, jeszcze tydzień temu pracowałem w ministerstwie . Się nie mogę przestawić. Ale już, słucham, o co chodzi?

- Chciałem kupić drzwi...... Poproszę drzwi..... Są drzwi?

Sala parsknęła śmiechem

- A jak pan tu wszedł?

- Przez drzwi...

Większość ludzi parsknęła śmiechem

- Czyli...?

- Są...

- Czyli są.

- To bym wziął.

- Dobrze. Jakie?

- No takie żeby się otwierały i zamykały. Takie sobie wymarzyłem.

Sala ryknela śmiechem Percy zrobił się czerwony

- Są takie?

- Są.

- To poproszę.

- Dobrze. Wejściowe?

- Takie wejściowo-wyjściowe. Żeby to w dwie strony działało... Żeby można było wejść-wyjść...

Sala parsknęła śmiechem

- Wyposażone w specjalny system „Wte-i-wewte".

- A, tak, tak... A, co, są takie?

- Są. Nawet powiem panu, ciekawostka, że innych nie ma. Dobrze. To teraz uwaga: do czego te drzwi w zasadzie mają być: do domu; do twojego wszechświata ; do pokoju; do pomieszczenia ; do kuchni; do magazynu do gabinetu ministerstwa.....

- Do mojego wszechświata !! Do mojego wszechświata ! Poproszę takie drzwi, żeby się otwierały-zamykały, wejściowo-wyjściowe, do mojego wszechświata ...

- Oni są zajebisci! - krzyknęli że śmiechu

- wszechświat duży, mały?

- Milion kilometrów .

- Ooo, to już sporawy...

- Poproszę takie drzwi, dokładnie do mojego wszechświata milion kilometrów . Bo to rozumiem, że im większy wszechświat tym większe drzwi, tak?

- To nie ma żadnego znaczenia.

Sala zatrzęsła się śmiechem Percy patrzył mordem w oczach na swojego bratanka i siostrzeńca

- To co się pan pyta?

- Tak, byłem ciekaw, ile w tym twoim wszechświecie można jednocześnie idiotow z ministerstwa zmieścić .

Huncwoci Frank I Regulus Fred George Gildeon Fabian Lee Harry Bill Charlie Ron Seamus Jared Neville Dean Feliks Kingsley oraz chłopaki z przyszłości spadli ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy a dziewczyny i kobiety ledwo co się trzymały ale jeszcze nie spadły

- Milion kilometrów ... No, to już się można pobawić...! No, dobrze, czyli tak: no to co, wszystko mamy właściwie, no to chodźmy do magazynu. Aha, chwileczkę, stop. Ważna sprawa: te drzwi mają być prawe czy lewe?

- A co to znaczy, że są prawe czy lewe drzwi? - Przez chwilę patrzyli na siebie -...... yyyyy Może jakieś pomocnicze pytanie pan zada?

- Nie wiem, no... Pan woli przechodzić przez prawe drzwi czy przez lewe drzwi?

- Tak...

Penelopa spadła ze śmiechu na podłogę

- Ale co tak, co tak? Jak te drzwi mają się otwierać: na prawo czy na lewo?

- Na oścież!

- Ale na jaką oścież: na prawą oścież czy na lewą oścież?

- No aż tak dobrze nie wiem, ale o co chodzi w ogóle?

- Cholera jasna! W ministerstwie wszystko było proste. Wystarczyła Ropucha, prąd bzzyy, bum!

Większość ludzi na sali spadło że śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy a Umbridge była mega wkurwiona

- Czy się martwa Ropucha przewaliła na prawo, czy na lewo! Co za różnica! A tutaj

Większość miała łzy w oczach że śmiechu

- Jak Pan stoi przed drzwiami, tak. To po ktorej stronie ma pan klamkę ?

- To zależy po której stronie drzwi stoją. Czy w moim wszechświecie przed wyjściem czy w korytarzu przodem do mojego wszechświata , tyłem do wyjścia .

Percy był wściekły że oni z niego kpią przy wszystkich a sala ryczała że śmiechu

- To inaczej, Pan przez te drzwi będzie częściej wchodził , czy wychodził ?

- Bym chciał tak mniej więcej rozłożyć po pół .

- Ale za pierwszym razem! Jak panu te drzwi przywiozą ! To co pan przez te drzwi zrobi, pan przez te drzwi wyjdzie, czy pan wejdzie?! Co pan zrobi?!

- Wychodzę !

- Wychodzi!

- Tak, ładna pogoda, nie bede się kisił w moim wszechświecie!

- Nie mogę! - zawołali że śmiechu przyjaciele

- To Pan będzie siedział w swoim wszechświecie z martwimi różowymi ropuchami .

Albus Dumbledore wybuch śmiechem a sala zatrzęsła się śmiechem jeszcze bardziej

- Dobra to uwaga. Pan teraz zamknie oczy, niech pan sobie wyobrazi, pan stoi przed tymi drzwiami,Po której stronie ma pan klamkę ?

- Po prawej.

- Po prawej?

- Po lewej.

- To po prawej, czy po lewej.

- Nie wiem!

- Dlaczego?

- Bo klamki nie widzę .

Sala ryknela śmiechem

- Bo pan oczy zamknął !

- Bo Pan kazal zamknąć oczy!

- Dobra widze, po lewej.

- Po lewej? Na pewno?

- Na 100% po lewej. - Fred pokazywał prawa

- Dobra.. To jest prawa ręka , co pan pokazuje!

- To jest prawa?!

- No tam ta jest lewa!

- No tak ta prawa, ta lewa. Cholera, prawa lewa zawsze mi myli! Prawa, lewa mi się myli! W sumie podobne.

- Panu się prawa, lewa myli, a co ma powiedzieć ropucha jak ma jeszcze przednią i tylnią , jak ropucha kupuje drzwi, to jest dopiero cyrk.

Praktycznie cała sala leżała ze śmiechu na podłorze nawet profesorzowie i śmiali się w nieboglosy

- NIE JESTEM ŻADNA ROPUCHĄ JA JESTEM SEKRETARZEM MINISTERSTWA! - ryknela Umbridge wnerwiona - PÓJDZIECIE DO AZKABANU BACHORY!

- Petryfikus totatuś!

- Jakie chce Pan w koncu te drzwi?! Prawe czy lewe?! Prawe?!

- Prawe!

- Czy lewe?

- Czy lewe!

- No to jakie pan chce w koncu te drzwi? Prawe, czy lewe?! Prawe, czy lewe?!

- OBROTOWE!

Sala ryknela śmiechem

- Prawo skretne, czy lewo skrętne?

- A idź pan!

- To było epickie! - a Ci uśmiechnęli się niewinnie do wujka Percego który był mega wkurwiony

- JAK SMIELISCIE!

- Tak samo jak ty śmiałeś zostać przydupasem najpierw Croucha a później Knota tatusiu! - wycedziła Lucy i przytuliła się mocno do Susan popatrzyła na nią z miłością i pocałowała ją w czoło jej córka westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się rude kobietę jeszcze bardziej, wyszeptując do jej piersi. - Mamusiu kocham cię

- Jestem teraz osobistym asystentem pana Croucha i reprezentuję go tutaj.

- A ja zostałem mężem Ginny i jej rodzice sa teraz moimi rodzicami - stwierdził Harry

- Oczywiście kochaniutki - odparła pani Weasley całując Harrego w czoło i tuliła go do swojej piersi który wesnal zadowolonym głosem

- A dlaczego sam nie przyszedł? - zapytał Harry, który nie miał najmniejszej ochoty nanwysłuchiwanie przez całą kolację wykładów na temat grubości denek kociołków.

- Muszę z przykrością stwierdzić, że pan Crouch nie czuje się dobrze. Stan jego zdrowia pogorszył się już od mistrzostw świata. I trudno się dziwić, przecież ten człowiek haruje jak wół. Nie jest już taki młody... choć oczywiście nadal ma piekielnie bystry umysł.

- Percy nie zrobiłeś Panu Crouchowi erotyczny masaż a później nie zrobiłeś mu dobrze żeby poczuł się lepiej! - zardwila Hermiona - niegrzeczny chłopiec

- Ty mała sm.. - zaczął Percy

- Mamusiu! - zawołała Hermiona do Molly I podbiegła do niej i mocno się wtuliła bo uważała ja na swoją matkę i czuła się bezpiecznie i kochana - Percy bardzo brzydkie słowo do mnie powiedział mamuś!

Molly tuliła mocno Hermione a ta mocno się wtuliła i wesnela zadowolonym głosem bo pani Weasley pocałowała ja w czoło

- Hermiona nie jest żadna smarkula tylko jest LADY Weasley! - warknęła Molly do syna a jej córka uśmiechnęła się niewinnie do Weatherbego wtulając się w nią jeszcze bardziej.

- Ale ona...!!

- Hermiona powiedziała tylko prawdę Weatherby - oznajmił Ron

- Ale finał mistrzostw świata okazał się prawdziwą klęską dla całego ministerstwa, a pan Crouch przeżył głęboki wstrząs osobisty z powodu fatalnego zachowania swojego domowego skrzata... tej Mrożki, czy jak jej tam.

- Ona nie jest już jego! - warknęła Angelina patrząc na Croucha morderczym wzrokiem

- Naturalnie natychmiast ją odprawił, ale... no cóż, jak powiadam, starzeje się, wymaga opieki, a od czasu, jak ta skrzatka odeszła, brakuje mu w domu wielu wygód, do których przywykł. - No i musieliśmy przygotować ten turniej i stawić czoło burzy, jaka się rozpętała po mistrzostwach świata, i tej obrzydliwej Skeeter, która rozsiewała głupie plotki... Biedny pan Crouch naprawdę zasłużył sobie na spokojne Boże Narodzenie.

- Weatherby Zrób mu dobrze to poczuje się lepiej - stwierdzili Fred i George

Przynajmniej wie że ma kogoś, kto go zastąpi i nie sprawi mu zawodu - Harry miał wielką ochotę zapytać Percy'ego, czy pan Crouch przestał już zwracać się do niego per „Weatherby", ale oparł się tej pokusie.

- Percy czy pan Crouch przestał już zwracać się do Ciebie per „Weatherby",? - spytał Jared

- Jared to jest jego obowiązek - oznajmiła beztrosko Daphne - każdy ma swoje obowiązki np każda Lady oraz Madame zwraca się do rodziców swojego chłopaka albo męża tylko "mamusia" i "tatuś" - wtulając się w Marlene pani Black tuliła ja do swojej piersi całując ja w czoło - chodzi tylko szpilkach na wysokim obcasie wszędzie jest elegancko i seksowna ubrana a ubrania muszą być idealnie dopasowane do naszych figur i podkreślać nasze kobiece kształty i chodzi biżuterii rodu swojego męża moim przypadku rodu Blacków - wzdychając zadowolonym głosem

- To są twoje obowiązki kochanie jako Lady Black jesteś członkiem rodu Blacków i naszą córeczką na wieczność - uśmiechnęła się do córki Lady Black całując córkę w czoło

- Tak mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - kocham cię mamusiu!

Na błyszczących złotych talerzach jeszcze nie pojawiły się żadne potrawy, za to przed każdym leżały niewielkie karty z menu. Harry wziął niepewnie swoją i rozejrzał się - nie było kelnerów. Zobaczył jednak, że Dumbledore przyjrzał się uważnie karcie, po czym powiedział bardzo wyraźnie do swojego talerza:

- Kotlety wieprzowe! - I natychmiast pojawiły się przed nim kotlety wieprzowe. Reszta stołu zorientowała się, o co chodzi, i również złożyła zamówienia. Harry zerknął na Hermionę, żeby zobaczyć, jak zareaguje na ten nowy i bardziej skomplikowany sposób podawania potraw - z pewnością oznaczający o wiele więcej pracy dla skrzatów domowych - ale tym razem Hermiona zdawała się nie myśleć o stowarzyszeniu WESZ. Tak była pochłonięta rozmową z Wiktorem Krumem, że nie zwracała uwagi na to, co ma na talerzu.

Ron prychnął

- Teraz prychasz a trzeba było sie ogarnąć i Hermione zaprosić - powiedziała Molly I - i jeszcze zapytać czy zostanie twoja dziewczyną a później żona

- Molly lepiej późno niż wcale i teraz Hermiona jest PANIĄ Weasley i LADY Weasley i naszą córeczką - oznajmił Artur uśmiechając się szeroko do córki Lady Weasley podeszła do rodziców swojego męża gracją i wdziękiem i mocno się wtuliła

- Moje słoneczko - odparła pani Weasley przytulając ja do swojej piersi Molly Weasley jeszcze bardziej stała się seksowną kobietą bo jak przytulała Hermione męska cześć singlow gapiła się na nią z zachwytem

Harry zdał sobie nagle sprawę, że do tej pory nie słyszał, by Krum kiedykolwiek coś powiedział - a teraz z całą pewnością rozmawiał, i to z wielkim przejęciem.

- Nu, my też mamy zamek, choć nie tak wielki jak ten i nie tak wigłodny - mówił do Hermiony - Mamy tylko cztiry piętra, a w kominkach rozpala się tilko wtedy, kiedy wimłaga tego magia. Ale mamy większy zielony tereny, tyle że w zjimie u nas dzień krótszy, więc z nich nie korzystamy. Nu, ale w lecie dzień w dzień latamy, nad jizorami i górami...

- No, no, Wiktorze! - odezwał się Karkarow ze śmiechem, który jednak nie objął jego zimnych oczu - Nie wyjawiaj niczego więcej, bo twoja czarująca koleżanka dowie się, jak nas odnaleźć!

Dumbledore uśmiechnął się, a oczy mu rozbłysły.

- Igorze, po co te wszystkie tajemnice... Ktoś może pomyśleć, że nie życzycie sobie gości.

- No cóż, Dumbledore - odpowiedział Karkarow, ukazując swoje żółtawe zęby w pełnej krasie

- Umyje sobie żeby? - zapytała z nadzieją Victoire

- Szkoda mu było kasy na pastę i szczoteczka do zębów - stwierdził Harry

- przecież wszyscy chronimy swoje terytoria, prawda?

- Czyż nie strzeżemy zazdrośnie pałaców nauki, które nam powierzono? I czyż nie jesteśmy słusznie dumni z tego, że tylko my znamy wszystkie sekrety naszych szkół?

- Och, nigdy bym nie posunął się do twierdzenia, że znam wszystkie sekrety Hogwartu, Igorze - powiedział przyjaznym tonem Dumbledore - Na przykład dziś rano pomyliłem drogę do łazienki i znalazłem się w jakimś pokoju o wyjątkowo pięknych proporcjach, którego nigdy przedtem nie widziałem. Odkryłem w nim wspaniałą kolekcję nocników.

- Kiedy później wróciłem, żeby przyjrzeć się bliżej tej rzadkiej kolekcji, stwierdziłem, że pokój zniknął. Muszę jednak to zbadać. Możliwe, że wchodzi się do niego tylko o piątej trzydzieści rano. A może pojawia się tylko w pierwszej kwadrze księżyca... Albo kiedy poszukujący go osobnik ma wyjątkowo pełny pęcherz.

Harry parsknął w swój talerz z gulaszem, a Percy zmarszczył czoło. Harry mógłby przysiąc, że Dumbledore puścił do niego oko. Tymczasem Fleur Delacour krytykowała dekoracje.

- To taki nic - mówiła do Rogera Daviesa, rozglądając się po roziskrzonych ścianach Wielkiej Sali - W Beauxbatons mamy na Bozinarozeni lodowi statui w cali Jadalni Komnat. Nie rozpliwai się, naturellement, są jak wielki statui z diament... I mami lasowi nimfi, one nam serenadui, kiedy jemy. Nie mamy taki stari zbroji, a jak poltergeist pojawi się w Beauxbatons, to robimy tak - tu trzasnęła dłonią w stół - i poltergeista nie ma!

- Byłam bardzo niegrzeczną dziewczynką a niegrzecznej dziewczynce należy się kara - powiedziała Fleur do Billa do ucha a głos był niezwykle erotyczny

- Dostaniesz karę bo grzeczna dziewczynka tak się nie zachowuje - oświadczył Bill do ucha - przełożę Cie przez kolano i dostaniesz klapsy po tyłku - a Fleur była podniecona bo czeka na nią kolejna upojna noc

Roger Davies wpatrywał się w nią z cielęcym zachwytem i wciąż nie trafiał widelcem do ust. Harry odniósł wrażenie, że Davies tak jest zajęty gapieniem się na Fleur, że nie dociera do niego ani jedno słowo z tego, co ona mówi.

- Absolutnie - oświadczył nagle stanowczo Davies, uderzając dłonią w stół, tak, jak to przed chwilą zrobiła Fleur - O, tak. Tak.

- Absolutnie Cie walne - oświadczył nagle stanowczo Bill - żebyś się wreszcie zamknął

Harry rozejrzał się po sali. Hagrid siedział przy jednym ze stołów dla nauczycieli; znowu miał na sobie ten okropny włochaty garnitur i patrzył w stronę głównego stołu. Pomachał ręką, a kiedy Harry spojrzał w bok, zobaczył, że madame Maxime odwzajemnia ten gest, migocąc opalami w blasku świec.

- Będzie wesele! - zawołała Gabriele - wasz dwa zespoły muzyczne do wyboru Hagrid

Hermiona uczyła Kruma poprawnej wymowy swojego imienia, które w jego ustach wciąż brzmiało „Hier-mija-ona".

Hier-mija-ona! - wystrzezyl sie Ron

- Her-mio-na - powiedziała wolno i bardzo wyraźnie

- Hiermi-ja-nina.

- Prawie dobrze - pochwaliła go, dostrzegając spojrzenie Harry'ego i szczerząc do niego zęby. Kiedy wszyscy się najedli, Dumbledore powstał i poprosił, by uczniowie zrobili to samo. Machnął różdżką i stoły podjechały do ścian, pozostawiając wolny środek sali, po czym na prawo od siebie wyczarował podium, a na nim orkiestrę: perkusję, gitary, lutnię, wiolonczelę i kobzy. Teraz, wśród burzy oklasków, na podium wkroczyły Fatalne Jędze, wszystkie nadzwyczaj owłosione i ubrane w czarne szaty, malowniczo porozdzierane i postrzępione. Chwyciły za instrumenty, a Harry, który tak się na nie zapatrzył, że prawie zapomniał, co go teraz czeka, nagle zdał sobie sprawę, że lampiony na stolikach pogasły, a reprezentanci szkół podnoszą się ze swoich miejsc.

- Chodź! - syknęła Parvati - Mamy przecież tańczyć!

- Ja nie chciałem tańczyć - mruknął Harry

- Harry wstał i potknął się o skraj swojej wyjściowej szaty. Fatalne Jędze zagrały jakąś powolną, smętną melodię. Wkroczył na jasno oświetlony parkiet, starając się na nikogo nie patrzeć (kątem oka dostrzegł Seamusa i Deana, machających do niego i śmiejących się szyderczo), a w następnej chwili Parvati chwyciła go za ręce i jedną umieściła wokół swojej kibici, a drugą ścisnęła swoją dłonią. 'Nie jest tak źle'. Pomyślał Harry, obracając się powoli w miejscu (Parvati prowadziła). Starał się patrzyć gdzieś ponad głowy obserwujących ich ludzi, a wkrótce na parkiet weszło wiele innych par, więc reprezentanci szkół przestali być ośrodkiem powszechnej uwagi. W pobliżu tańczył Neville z Ginny - Ginny krzywiła się co jakiś czas, kiedy Neville nadeptywał jej na stopę.

- Przepraszam Ginny! - zarumienił się Neville ta machnęła ręką

- a Dumbledore walcował z madame Maxime. Był przy niej tak mały, że szczyt jego spiczastej tiary ledwo muskał jej podbródek. Poruszała się jednak z wielką gracją, jak na taką olbrzymkę. Szalonooki Moody posuwał się jakimś wyjątkowo niezgrabnym dwukrokiem, trzymając w ramionach profesor Sinistrę, całkowicie pochłoniętą wystrzeganiem się jego drewnianej nogi.

- Ładne skarpetki, Potter- zadudnił tubalnym głosem Moody, przenikając swym magicznym okiem przez szatę Harry'ego.

- Fajne oko Moody - odparł Harry

- Och... taak, zrobił mi je Zgredek, domowy skrzat- odpowiedział Harry, zmuszając się do uśmiechu.

- Skóra mi cierpnie, jak go widzę! - szepnęła Parvati, kiedy Moody oddalił się z głuchym stukotem- Takie oko powinno być zabronione!

Harry z ulgą powitał ostatnią, rozdygotaną nutę kobzy. Fatalne Jędze przestały grać, znowu rozległy się oklaski, a Harry natychmiast uwolnił się z mocnego uścisku Parvati.

- Może usiądziemy, co?

- Och... ale... ale ten kawałek jest naprawdę dobry! - zawołała Parvati, gdy Fatalne Jędze zagrały znowu, tym razem o wiele szybciej.

- Wcale mi się nie podoba - skłamał Harry i wyprowadził ją z parkietu, mijając Freda i Angelinę, którzy tańczyli tak żywiołowo, że wszyscy naokoło uciekali w popłochu, obawiając się kontuzji.

- Była zabawa - mruknela Angelina

Podeszli do stołu, przy którym siedzieli Ron i Padma.

- Jak ci idzie? - zapytał Rona, siadając obok niego i otwierając butelkę kremowego piwa. Ron nie odpowiedział. Wpatrywał się ponuro w Hermionę i Kruma, którzy tańczyli w pobliżu. Padma siedziała z rękami założonymi na piersiach, podrygując nogą w takt muzyki. Co jakiś czas obrzucała pogardliwym spojrzeniem Rona, który całkowicie ją ignorował. Parvati usiadła z drugiej strony Harry'ego, skrzyżowała ręce podobnie jak siostra i po chwili została poproszona do tańca przez jakiegoś chłopaka z Beauxbatons.

- Nie masz nic przeciwko, Harry? - zapytała.

- Co? - bąknął Harry, który obserwował Cho i Cedrika.

- Och, nie ma sprawy - prychnęła Parvati i odeszła z chłopakiem z Beauxbatons. Kiedy Fatalne Jędze przestały grać, już nie wróciła. Po chwili na pustym krześle Parvati usiadła Hermiona, zarumieniona od tańca.

- Cześć - rzekł Harry. Ron milczał.

- Gorąco, co? - powiedziała Hermiona, wachlując się dłonią

- Tak straszne gorąco - oznajmiły wszystkie mężatki narzeczone albo dziewczyny które miały swoją drugą połówkę wachlując się dłonią i ciągnęły ramoneski siedząc tylko w bluzkach na jedno ramię w spodniach albo w spódnicy albo w sukienkach które idealne przylegają do ich ciał które podkreślające ich kobiece kształty a na nogach miały szpilki na wysokim obcasie - bo mój mąż /narzeczony /chłopak jest taki gorący i męski i mam ochotę się z nim bzykać!

- Panie uspokójcie się! - zawolali nauczyciele niedowierzaniem a te machnęły ręką i mocno się wtuliły w swojego mezszyzny i wesnely zadowolonym głosem mężowie narzeczoni i chłopaki wzruszyli ramionami i wystrzezyli się glupotowato do nauczycieli

- Wiktor poszedł przynieść mi coś do picia - Ron rzucił jej mordercze spojrzenie.

- Wiktor? To jeszcze cię nie poprosił, żebyś mówiła mu Wiki? - Hermiona spojrzała na niego ze zdumieniem.

- Co ci jest? - zapytała.

- Jak sama się nie domyślasz - odpowiedział Ron jadowitym głosem - to ja ci nie powiem.

- Jestem w tobie zakochany Hermiono jeknal Ron

Hermiona wytrzeszczyła na niego oczy, a potem spojrzała na Harry'ego, który wzruszył ramionami.

- Ron, co ci odbiło?

- Chce zacząć grę wstępna! - zawołał Hugo

- On jest z Durmstrangu! - warknął Ron - Rywalizuje z Harrym! Przeciwko Hogwartowi! Wiesz, co robisz? - Zawahał się, szukając właściwego słowa, by określić zbrodnię Hermiony - Bratasz się z wrogiem, oto co robisz!

Hermiona otworzyła szeroko usta.

- Nie bądź głupi! - powiedziała po chwili - Z wrogiem!

- On byl moim wrogiem do twojego serca Hermiona - mruknął Ron i popatrzył na nią - byłem wtedy i dalej jestem w tobie zakochany na zabój

- Dlaczego mi wtedy nie powiedziałeś?

- Nie wiem - wzruszył ramionami a ta bez wahania pocałowała go w namiętnie w usta jej mąż oddał pocałunek taka sama mocą

- Oni to sie całują rano południe popołudnie wieczórem i w nocy i tak od prawie trzydziestu lat! - jęknął Hugo - ze wam to się nie znudziło

- Hugo bo mamusia i tatuś sie bardzo kochają! - warknęła Emilly

- Teraz jesteś mój i tylko mój - oznajmiła szczęśliwa Lady Weasley patrzyła na Rona iskierkami miłości

A to dobre! A kto dostawał kręćka na jego widok? Kto marzył o zdobyciu jego autografu? Kto trzyma jego figurkę przy łóżku? - Ron uznał, że nie będzie odpowiadał na te pytania.

- Pewnie cię poprosił, żebyś poszła z nim na bal, kiedy siedzieliście oboje w bibliotece, co?

- Jakbyś zgadł - odpowiedziała Hermiona, a rumieńce na jej policzkach gwałtownie pociemniały - No i co z tego?

- Może próbowałaś go namówić, żeby wstąpił do tej twojej WSZY?

- Nie, nie próbowałam! Jeśli chcesz już wiedzieć, to... to powiedział, że przychodził codziennie do biblioteki tylko po to, żeby do mnie zagaić, ale nie miał odwagi!

Hermiona wypowiedziała to bardzo szybko i zaczerwieniła się tak, że jej policzki były teraz koloru sukni Parvati.

- No tak... Cóż, to jego wersja... - powiedział Ron jadowitym tonem.

- Co chcesz przez to powiedzieć?

- Że jestem zazdrosny - mruknął Ron

- To chyba jasne, nie? Jest uczniem Karkarowa, nie? Wie, z kim wciąż przebywasz... po prostu chce dorwać Harry'ego... wyciągnąć informacje na jego temat... albo jakoś się do niego zbliżyć, żeby rzucić zły urok... - Hermiona wyglądała, jakby Ron dał jej w twarz. Kiedy przemówiła, głos jej się trząsł.

- Więc dowiedz się, że ani razu nie zapytał mnie o Harry'ego, o nic...

Ron błyskawicznie zmienił taktykę.

- A więc ma nadzieję, że pomożesz mu zgadnąć, o czym wyje jego jajo! Już widzę, jak skłaniacie do siebie główki podczas tych uroczych wspólnych posiaduch w bibliotece...

- Nigdy bym mu nie pomogła w odgadnięciu, co oznacza wycie jego jaja! - oświadczyła Hermiona, przejęta szczerym oburzeniem - Nigdy. Jak mogłeś coś takiego powiedzieć... przecież dobrze wiesz, że życzę wygranej Harry'emu. I Harry o tym wie, prawda, Harry?

- Okazujesz to w bardzo dziwny sposób - zadrwił Ron.

- Ten cały turniej ma służyć nawiązaniu przyjaźni z czarodziejami z innych szkół! - warknęła Hermiona.

Hermiona stanęła i podeszła do Fleur z niezwykla gracja i wdziękiem i przytuliła się do niej i pocałowała ja w czoło Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając się w pani Weasley jeszcze bardziej to samo zrobiła z Gabriele która również wesnela zadowolonym głosem wtulając się do piersi Hermiony i Lady Weasley zwróciła się do Rona

- Ron Fleur i Gabi przyjechały z Beauxbatons i teraz one sa nie tylko moimi przyjaciółkami ale też moimi siostryczkami prawda kochaniutkie?

- Tak - mruknely zadowolonym głosem i obie się wtuliły do piersi Hermiony - jesteś moja siostryczka a nie żadna tam szwagierką kocham cię siostrzyczko

- Oczywiście ze jestem waszą siostryczka i ja też was kocham - mruknela pani Weasley tuląc swoje siostry do swojej piersi zachwycona

- Wcale nie! - zaperzył się Ron - Tu chodzi o zwycięstwo! - Ludzie zaczęli się na nich patrzyć.

- Ron - powiedział cicho Harry - mnie nie przeszkadza to, że Hermiona przyszła z Krumem - Ale Ron nie zwracał na niego uwagi.

- Może byś poszła i poszukała swojego Wikusia, na pewno zastanawia się, gdzie jesteś - powiedział.

- Nie nazywaj go Wikusiem!

- To będę go nazywać pajacem - stwierdził Ron

- Ron! - warknęła Hermiona a po chwili wesnela zadowolonym głosem bo Ron pocałował ją w usta

- Lepiej?

- Tak ale chce jeszcze - powiedziała podniecona Hermiona i sama go pocałowała

- Możecie przestać się już całować! - jęknęli większość ludzi ma sali

Hermiona zerwała się na nogi i pobiegła przez parkiet, znikając w tłumie. Ron patrzył za nią z mieszaniną złości i satysfakcji na twarzy.

- Słuchaj, czy ty w ogóle nie masz zamiaru poprosić mnie do tańca? - zapytała Padma.

- Nie - burknął Ron, nawet się do niej nie odwracając.

- Świetnie - prychnęła Padma, po czym wstała i podeszła do Parvati i jej
chłopaka z Beauxbatons, który błyskawicznie wyczarował jednego ze swoich kolegów. Harry mógłby przysiąc, że wykorzystał do tego zaklęcie przywołujące.

- Gdzie jest Hiermi-ją-nina? - Pojawił się Krum z dwoma butelkami kremowego piwa.

- Hiermi-ją-nina nie jest ciebie warta Krum! - warknal Ron - więc spadaj skąd!

- Ron! - wycedzila Hermiona tak dla zasady ale oczach miała iskierki miłości ze był o nią zazdrosny

- No co ja na to poradzę że jestem o Ciebie piekielne zazdro... ! - jeknal ale skoczył bo brazowlosa pocałowała go w namiętnie w usta

- Ty i ja jesteśmy jednością na wieki - mruknela Hermiona patrząc na niego iskierkami miłości

- Ty i ja to jedno na wieki - oznajmił Ron patrząc na nią z uwielbieniem

- Nie mam pojęcia - odpowiedział Ron niezbyt przyjaznym tonem - A co, zgubiłeś ją? - Krum znowu sposępniał.

- Nu, jakby ty ją zobaczył, to jej powiedz, że mam piwo - powiedział i odszedł, kołysząc się jak kaczka.

- Co, zaprzyjaźniłeś się z Wiktorem Krumem, Ron? - Pojawił się Percy. Zacierał ręce i był jeszcze bardziej napuszony niż zwykle. - Wspaniale! O to właśnie chodzi, o międzynarodową współpracę czarodziejów!

- Sprawdź czy Cie nie ma w ministerstwie Percy - mruknął Colin I

- Harry jęknął w duchu, bo Percy natychmiast zajął miejsce zwolnione przez Padmę. Przy stole sędziów nie było teraz nikogo: profesor Dumbledore tańczył z profesor Sprout, Ludo Bagman, profesor McGonagall, madame Maxime i Hagrid walcowali po parkiecie między pierzchającymi na ich widok uczniami,

- Powinniście wystąpić w tańcu z gwiazdami to taki
międzynarodowy format telewizyjny typu celebrycki talent show - rzekła Emilly

a Karkarow gdzieś zniknął. Kiedy skończył się kolejny kawałek, znowu rozległy się oklaski, a Harry zobaczył, jak Ludo Bagman całuje profesor McGonagall w rękę i przeciska się przez tłum do stołu. W tym momencie podeszli do niego Fred i George.

- Co oni sobie myślą? Żeby zaczepiać wysokich rangą urzędników ministerstwa! - syknął Percy, obserwując ich podejrzliwie - Żadnego szacunku...

- Zjedz snickersa wujku Percy bo zaczynasz strasznie gwiazdorzyc - powiedział George II większość ludzi parsknęła śmiechem żartem

Ludo Bagman pozbył się jednak Freda i George'a bardzo szybko, a zobaczywszy Harry'ego, pomachał ręką i podszedł do ich stołu.

- Mam nadzieję, że moi bracia nie narzucali się panu, panie Bagman? - zapytał natychmiast Percy.

- Co? Och, nie, wcale, ależ skąd Opowiadali mi tylko trochę o swoich fałszywych różdżkach. Pytali, czy nie mógłbym im doradzić w kwestii marketingu. Obiecałem, że przekażę im parę swoich kontaktów w sklepie Zonka...

Percy'ego najwyraźniej wcale to nie ucieszyło, a Harry gotów byłby się założyć, że powie o tym pani Weasley, kiedy tylko wróci do domu.

- Kabel! - warkneli Fred i George popatrzyli na Percego morderczym wzrokiem

Wszystko wskazywało na to, że plany Freda i George'a stawały się coraz bardziej ambitne, skoro już myśleli o rynku zbytu. Bagman otworzył usta, żeby zapytać o coś Harry'ego, ale Percy mu na to nie pozwolił.

- Jak pan ocenia przebieg turnieju, panie Bagman? Nasz departament jest raczej zadowolony. Oczywiście ta komplikacja z Czarą Ognia - zerknął na Harry'ego

- Wiesz dobrze ze się nie zgłosiłem - rzekł Harry

- nie była zbyt przyjemna, ale potem wszystko potoczyło się gładko, nie sądzi pan?

- Och, tak - zgodził się wesoło Bagman - mamy kupę zabawy.

- Jak się miewa stary Barty? Wielka szkoda, że nie mógł przybyć.

- Och, jestem pewny, że pan Crouch wkrótce wróci do zdrowia - rzekł Percy ważnym tonem

- Jak mu zrobisz porządnego loda od razu wróci do pracy Percy - stwierdziła Penelopa

- ale póki co, jestem gotów pociągnąć ten wózek za niego. Oczywiście nie chodzi tylko o chodzenie na bale! - zaśmiał się beztrosko - O nie, mam na głowie mnóstwo spraw, które wyskoczyły podczas jego nieobecności... Słyszał pan, że przyłapano Alego Bashira na szmuglowaniu latających dywanów Poza tym, musimy nakłonić Transylwańczyków do podpisania międzynarodowej konwencji o zakazie pojedynków. Po Nowym Roku mam umówione spotkanie z dyrektorem Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów...

- Wiesz co wujaszku Percy jesteś strasznie nudny - stwierdził Teddy

- Chodźmy się przejść - mruknął Ron do Harry'ego - Byle dalej od Percy'ego... - Odeszli od stołu pod pretekstem chęci napicia się czegoś, obeszli parkiet i wymknęli się do sali wejściowej. Drzwi frontowe były otwarte, a bajeczne światełka w różanym ogrodzie migotały i mrugały, gdy zeszli po kamiennych schodach i znaleźli się wśród kwitnących krzewów, krętych, ozdobnych ścieżek i wielkich kamiennych posągów. Tu i ówdzie na rzeźbionych ławkach siedzieli ludzie. Ruszyli krętą ścieżką między krzakami róż, ale uszli zaledwie kilkanaście kroków, gdy usłyszeli niemiły, znajomy głos.

- ... nie rozumiem, o co tyle zamieszania, Igorze.

- Severusie, nie udawaj, że nic się dzieje!

- Sevus nie chce numerka z Igorkiem czy coś innego! - zardwil Łapy niektórzy parskneli śmiechem

- BLACK ZAMORDUJĘ CIE! - ryknal wściekły Severus

- Nie krzycz i nie groź mojemu tatusiowi! - warknęly Daphne Astoria i Cassie do profesora

- W głosie Karkarowa można było wyczuć zaniepokojenie, a mówił cicho, jakby się bał, że ktoś ich podsłucha - To się staje coraz bardziej oczywiste, nie przeczę, że zaczyna mnie to poważnie martwić...

- Więc uciekaj - przerwał mu Snape - Wyjedź stąd, jakoś cię wytłumaczę. Ale ja pozostanę w Hogwarcie

Większość ludzi popatrzyła na Snape podezliwie

- Co wy kombinujecie? - pytały podeszliwie Lily I

- Nie interesuj się Potter! - warkneli Sevus - bo ciekawość to pierwszy stopień do piekła!

- I jestem dumna ze nazywam się Potter! - odparowala mu rudowłosa wtulając się Rogacza i zwróciła się do męża - Pocałuj mnie w usta w tej chwili!

- Oczywiście kochanie - mruknął i pocałował ją w namiętnie w usta ona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- Snape i Karkarow wyszli zza zakrętu ścieżki. Snape miał w ręku różdżkę, którą smagał krzaki róż ze złośliwą miną. Rozległy się piski i spod krzaków umknęły jakieś ciemne kształty - Fawcett, Hufflepuff traci przez ciebie dziesięć punktów! - krzyknął Snape do dziewczyny, która przebiegła koło niego - Ravenclaw też dziesięć punktów, Stebbins! - dodał, gdy z krzaków wyleciał za nią jakiś chłopiec.

- Snape Slytherin traci przez ciebie dziesięć punktów za bycie kretynem! - zawołał Łapa

- A wy co tu robicie? - ryknął na Harry'ego i Rona, kiedy zobaczył ich przed sobą na ścieżce - Harry spostrzegł, że Karkarow trochę się zmieszał na ich widok.

- Przeszkodzismy mu bo miał zamiar zrobić Snape'owi dobrze - stwierdził Ron

- Gryffindor traci 20 punktów! - ryknal Severus

Ręka powędrowała mu do koziej bródki, którą zaczął okręcać wokół palca.

- Spacerujemy - odpowiedział krótko Ron. - To chyba nie jest sprzeczne z prawem?

- No to spacerujcie! - warknął Snape i minął ich szybkim krokiem, a długi czarny płaszcz powiewał za nim jak skrzydła nietoperza.

- Harry Ron wasz ukochany profesor Hrabia Dracula szuka swojej narzeczonej - stwierdziła cukierkowym głosem Lily uśmiechając się do Snape niewinnie Niektórzy parskneli śmiechem

- Z tymi tłustymi włosami to na pewno znajdzie swoją księżniczkę ciociu Lily - oznajmiła cukierkowym głosem Daphne uśmiechając się do Snape niewinnie

Karkarow pospieszył za nim. Harry i Ron ruszyli dalej ścieżką.

- Czym ten Karkarow tak się martwi? - mruknął Ron. - I od kiedy są ze Snape'em po imieniu?

Doszli do kamiennego posągu wielkiego renifera, ponad którym tryskały wysoko perliste strumienie fontanny. Na kamiennej ławce widać było ciemne zarysy dwóch postaci, przyglądających się migocącej w blasku księżyca wodzie. A potem usłyszeli głos Hagrida:

- Jak tylko cię zobaczyłem, od razu wiedziałem - mówił dziwnie wilgotnym, ochrypłym głosem.

- Że sie w tobie zakochałem Olimpio i zapierasz mi w tech piersiach - rzekł Colin II - tak wiemy Hagrid

Harry i Ron zamarli. Zabrzmiało to jakoś tak, że nie mieli ochoty wkraczać w tę scenę. Harry obrócił się, spojrzał za siebie i zobaczył Fleur Delacour i Rogera Daviesa stojących między pobliskimi krzakami róż.

- Nic nie robiliśmy! - zawołała Fleur czerwona

Klepnął lekko Rona w ramię i wskazał głową za siebie, dając mu do zrozumienia, że trzeba się wycofać (Fleur i Davies wyglądali na bardzo sobą zajętych)

- Rozmową! - krzyknęła Fleur czerwona Molly podeszła do niej gracja i wdziękiem

- Kochasz mojego syna? - spytała przytulając ją

- Nad życie mamusiu - odpowiedziała zadowolonym głosem wtulając się w rudowłosa

- Należysz do Weasleyów kochaniutka na zawsze - odparła twardym głosem Lady Weasley a Fleur jeszcze bardziej się do niej wtuliła

, ale Ron wytrzeszczył oczy na widok Fleur, potrząsnął stanowczo głową i pociągnął Harry'ego głębiej, w cień za posągiem renifera.

- Co ty wiedział, 'Agrid? - zagruchała madame Maxime. Harry z całą pewnością nie chciał tego słuchać; wiedział, że Hagrid byłby wściekły, gdyby ktoś go podsłuchiwał w takiej sytuacji (sam czułby się tak samo). Gdyby to było możliwe, zatkałby sobie uszy palcami i zaczął coś nucić, ale tego akurat nie mógł zrobić. Próbował więc skupić uwagę na żuku pełznącym po grzbiecie renifera, ale niestety nie przeszkodziło mu tow usłyszeniu tego, co Hagrid mówił dalej.

- podsłuchiwaliscie! - warknal Hagrid

- Od razu się skapowałem... że jesteś taka jak ja... U ciebie kto, matka czy ojciec?

- Ja nie wiem, co ty mówi, 'Agrid...

- Bo u mnie matka - powiedział cicho Hagrid - Była jedną z ostatnich na tej wyspie. Jasne, że za dobrze to ja jej nie pamiętam... Rozumiesz, odeszła. Miałem ze trzy lata. No i nie była... tego... za macierzyńska. To nie leży w ich naturze, no nie? Nie wim, co się z nią stało... Z tego, co wim, to chyba umarła...

- Biedny Hagrid - rzekła Hermiona łzami w oczach

- Madame Maxime milczała. A Harry, wbrew samemu sobie, przestał się gapić na żuka, tylko zamarł i słuchał... Nigdy dotąd nie słyszał, by Hagrid opowiadał o swoim dzieciństwie. - Mojemu staremu mało serce nie nawaliło, jak odeszła. To był taki mały gościu... jak miałem sześć lat, to go mogłem złapać, podnieść do góry i posadzić na komodzie, jak mnie wkurzył. Ryczał ze śmiechu... - Basowy głos Hagrida nagle się załamał.

- Parszywy mieszaniec! - wycedzila Umbridge

- Zamknij się! - warknęła Minne do Landrynki

Madame Maxime słuchała bez ruchu, najwidoczniej wpatrując się w srebrną fontannę - Tata mnie wychował... ale mu się zmarło, zaraz po tym, jak trafiłem do szkoły. No to, cholibka, musiałem sam o siebie zadbać. Dumbledore bardzo mi pomógł. To równy gość, był dla mnie bardzo dobry... - Hagrid wyciągnął wielką, jedwabną chustkę w kropki i wydmuchał hałaśliwie nos. - No i tak... ale... dość już o mnie. A jak było z tobą? Po kim to masz? - Madame Maxime nagle wstała.

- Jest zimno - oświadczyła tonem o wiele chłodniejszym od zimowego powietrza - Chyba wrócę do zamku.

- Co? Nie, nie odchodź! Ja jeszcze nigdy nie spotkałem drugiego!

- Drugiego? - powtórzyła madame Maxime lodowatym głosem. Harry bardzo chciał podpowiedzieć Hagridowi, żeby nie odpowiadał na to pytanie; stał w cieniu, zaciskając zęby i modląc się w duchu, żeby tego nie zrobił - ale na nic się to nie zdało

- No, drugiego półolbrzyma! - powiedział Hagrid.

- Jak śmi! - wrzasnęła madame Maxime. Jej głos rozdarł ciszę nocy jak syrena przeciwmgielna, a Harry usłyszał za sobą tupot nóg, gdy Fleur i Roger wypadli spomiędzy krzaków róż

- Ktoś sie nie może się pogodzić kim jest naprawdę - oznajmiła Patricia - tak samo jak ta tu śmierdząca brzydko pachnącą ropuszka z Ministerstwa która....

- Ty mała smarkulo! - warknęła wściekła Umbridge a Gabriele wyglądała na szczególnie podbuzowaną, jej ręka płonęła blaskiem i trzęsła się z powstrzymywanej złości. Tymczasem Colin II Adrenne z całkowitym spokojem trzymali Umbridge na muszce.

- Spokojnie kochani! - krzyknął Dumbledore

- Ta paskudna ropucha obraziła moją córeczkę i mi mówisz że mam być spokojna!? - warknęła wściekła Gabriele do dyrektora

- Nikt nigdy tak mnie nie obraził w cali moi życi! Pol-nolbzim? Moi? Ja... ja mam grubi kości!

I oddaliła się zamaszystym krokiem, a z krzaków, które rozgarniała ze złością, wzbiły się w powietrze chmary różnobarwnych elfów. Hagrid nie ruszał się z ławki, patrząc za nią. Było o wiele za ciemno, by dostrzec wyraz jego twarzy. A potem, po jakiejś minucie, wstał i odszedł w ciemność. Nie wrócił już do zamku, tylko skierował się w stronę swojej chatki.

- On Ci powiedział tylko prawdę kochanie - mruknela Apolonia

- Chodź - powiedział bardzo cicho Harry do Rona - Idziemy stąd... - Ale Ron ani drgnął - Co jest z tobą? - zapytał Harry, spoglądając na niego. Ron odwrócił się i też na niego spojrzał, a twarz miał bardzo poważną.

- Wiedziałeś? - wyszeptał - Wiedziałeś, że Hagrid jest półolbrzymem?

- Nie - odrzekł Harry, wzruszając ramionami - I co z tego? - Wystarczyło mu spojrzeć na minę Rona, by zrozumieć, że po raz któryś popisał się nieznajomością świata czarodziejów. Wychował się w domu Dursley'ów, i wiele rzeczy, które dla wszystkich czarodziejów były zupełnie oczywiste, dla niego stanowiły całkowitą nowość, ale od czasu, gdy znalazł się w Hogwarcie, takich niespodzianek było coraz mniej.

- A przy okazji nauczył sie świetnie łamania szkolnych zasad - dodała Minevra

Teraz jednak poczuł od razu, że żaden czarodziej nie powiedziałby „I co z tego?", dowiedziawszy się, że jeden z jego przyjaciół miał matkę olbrzymkę.

- Wyjaśnię ci to w zamku - powiedział cicho Ron - Idziemy.

Fleur i Roger gdzieś zniknęli - prawdopodobnie ukryli się w jakiejś bardziej ustronnej kępie krzaków.

- Nie przejmuj się kochanie mamusia Cie bardzo kocha - odezwała sie Molly I przytulając Fleur do swojej piersi

- Mamusiu wyglądasz obłędnie w tej obcisnej sukience które podkreślają mamusi kobiece kształty kurtce i w szpilkach na wysokim obcasie

- Dziękuję słoneczko - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley całując ja w czoło i poczuła jak Fleur wzdycha zadowolonym głosem wtulając do niej piersi - jestem Lady Weasley to jest moj obowiązek tak chodzić bo za tym ty też wyglądasz obłędnie córeczko w tej bluzce na jedno ramię w kurtce i spódnicy wszystkie części podkreślała twoje kobiece kształty i oczywiście w szpilkach na wysokim obcasie

- To jest mój obowiązek chodzenia w tych ciuszkach i szpilkach na wysokim obcasie bo jestem Lady Weasley mamuś i zawsze muszę wyglądać obłędnie - stwierdziła Fleur zadowolonym głosem do piersi lady Weasley

Harry i Ron wrócili do Wielkiej Sali. Parvati i Padma siedziały przy stole w otoczeniu chłopców z Beauxbatons, a Hermiona znowu tańczyła z Krumem. Usiedli daleko od parkietu.

- No więc co? - zagadnął niecierpliwie Harry - Co jest z tymi olbrzymami?

- No wiesz, one są... są... - Ron szukał właściwych słów - niezbyt przyjemne - zakończył kulawo.

- One są straszne - mruknela blada Hermiona wtulając się w Rona bo przypomniała sobie o Graupie

- Jesteś już bezpieczna skarbie - oznajmił Ron

- I co z tego? Przecież Hagrid jest w porządku!

- Wiem, ale... kurczę, wcale się nie dziwię, że nigdy o tym nie wspominał - powiedział Ron, kręcąc głową - Zawsze myślałem, że jak był dzieckiem, to go trafiło zaklęcie wyolbrzymiające, czy coś w tym rodzaju, bo ja wiem... Nie wypadało go o to pytać.

- Ale co z tego, że jego matka była olbrzymką?

- No wiesz... ten, kto go dobrze zna, nie będzie się tym przejmować, bo wszyscy wiedzą, że Hagrid nie jest groźny - ciągnął Ron. - Ale... Harry, olbrzymy są okropne... bardzo niebezpieczne i złośliwe. Takie po prostu są, taką mają naturę, jak powiedział sam Hagrid...

- To jakim cudem gość zapłodnił olbrzymke? - spytał Seamus niedowierzaniem

- Seamus to jeszcze nic wyobraź sobie jakby było odwrotnie jakby męski olbrzym miał uprawiać seks z człowiekiem płci żeńskiej i ją jeszcze zapłodnił - odezwał się Dean - i miałaby jego jeszcze dziecko rodzic to by było hardcorowe

Są jak trolle... lubią zabijać, wszyscy o tym wiedzą. Chociaż w Wielkiej Brytanii już ich nie ma.

- Co się z nimi stało?

- Częściowo powymierały, ale wiele wybili aurorzy. Podobno są jeszcze olbrzymy w innych krajach... kryją się w dzikich górach...

- Nie wiem, kogo ta Maxime chce oszukać - powiedział Harry, patrząc na dyrektorkę Beauxbatons, siedzącą samotnie przy stole dla sędziów - Jeśli Hagrid jest półolbrzymem, to ona tym bardziej. Te wielkie kości... chyba tylko dinozaur ma większe.

- Olimpia nie jest półolbrzymem tylko dinozaurem... Olimpiacus Maxirex! - parsknął śmiechem Fred II

- Nie ma takiego dinozaura - rzekła Hermiona

- Właśnie że jest ciociu Hermiono - oznajmił Fred II wystrzezem - a tym dinozaurem jest Olimpia Maxime

Przez resztę balu dyskutowali w kącie o olbrzymach, nie czując najmniejszej ochoty do tańca. Harry starał się nie patrzeć na Cho i Cedrika, bo kiedy to robił, ogarniała go przemożna chęć kopnięcia czegoś. Kiedy o północy Fatalne Jędze skończyły grać, wszyscy nagrodzili je długimi oklaskami i zaczęli opuszczać Wielką Salę. Wiele osób wyrażało głośno życzenie, by bal trwał dłużej, ale Harry myślał już tylko o łóżku; jeśli chodzi o niego, za bardzo się nie ubawił. W sali wejściowej zobaczyli, jak Hermiona żegna się z Krumem przed jego powrotem na statek Durmstrangu. Zmierzyła Rona bardzo chłodnym spojrzeniem i bez słowa minęła go na marmurowych schodach. Poszli za nią,

- Chciałeś przyjść do mnie do pokoju? - zapytała Rona do jego ucha Hermiona z nadzieją - chciałeś mi pomóc ściągnąć moją obcisła sukienkę?

- Tak - odpowiedział Ron podniecony

- I chciałeś mnie widzieć jak mnie bozia stworzyła? - zapytała erotycznie

- Tak - kiwając głową

- W nocy będziesz miał okazję pomoc mi ściągnąć ciuszek bo nie mam nic pod sukienka i pomożesz mi ściągnąć biecke i zobaczysz jak mnie bozia stworzyła a później masz mi pokazać jak bardzo mnie kochasz - stwierdzila Hermiona podniecona do jego ucha i poczuła jak jego męskość staje bo cały czas siedziała mu na kolanach - moj ty biedaku chciałbyś sobie już ulżyć?

- Tak! - jęknął cicho był mega podniecony

- Możecie przestać szeptać! - warkneli Fred i George

ale w połowie schodów Harry usłyszał czyjeś wołanie.

- Hej... Harry! - Był to Cedrik Diggory. Harry dostrzegł Cho, czekającą na niego w sali wejściowej.

- O co chodzi? - zapytał chłodno Harry, kiedy Cedrik podbiegł ku niemu po schodach. Cedrik dał mu do zrozumienia, że wolałby nie rozmawiać w obecności Rona, który wzruszył ramionami i z wściekłą miną ruszył dalej po schodach.

- Słuchaj... - zaczął Cedrik ściszonym głosem, kiedy Ron zniknął - Jestem ci coś winien za to, że powiedziałeś mi o smokach. Słuchaj, czy twoje złote jajo wyje, jak się je otworzy?

- Tak.

- No to... wykąp się, dobrze?

- Co?!

- Weź gorącą kąpiel i... miej ze sobą to jajo... i... po prostu zastanów się nad tym w gorącej wodzie. To ci pomoże, zaufaj mi.

Harry wytrzeszczył na niego oczy.

- I zrób to w łazience prefektów - dodał Cedrik - Czwarte drzwi na lewo od posągu Borysa Szalonego, na piątym piętrze. Hasło brzmi: „Sosnowa świeżość".

- Mogę wziąść z tobą gorącą kąpiel w łazience prefektów? - pytała Ginny Harry'ego patrząc na niego iskierkami miłości - bo muszę się odświeżyć

- Z tobą zawsze mam ochotę na kąpiel i nie tylko

- Chcesz się ze mną kochać w łazience prefektów? - pytała podniecona pani Potter nagle stała i ciągnęła Harrego za rękę bo chciała iść do łazienki prefektów i sie z nim kochać - no chodź Harry!

- Mamo usiądź wreszcie! - zawołał Albus II Ginny założyła ręce obrażona bo miała ochotę na szybki numerek z Harrym w łazience prefektów a nie pozwolili im iść i usiadła na kolanach Harrego i się wtuliła

- No, muszę lecieć... chcę się pożegnać... - Uśmiechnął się do Harry'ego i zbiegł po schodach do Cho. Harry wrócił sam do wieży Gryffindoru. To była bardzo dziwna rada. Dlaczego kąpiel miałaby mu pomóc zrozumieć, co znaczy to jęczące jajo? A może Cedrik tylko go podpuszcza? Może chce zrobić z niego głupka, żeby lepiej wypaść w oczach Cho?

- Ja działam fair Harry - powiedział Cedrik

- Wiem Cedrik przepraszam Cie za tamto i wiesz co ty i Cho pasujecie do siebie

- Ty i Ginny również - stwierdził Cedrik

- Dziewczyny bądźcie grzecznymi dziewczynkami - wzrocili się do Cho i Ginny - i macie się pogodzcie w tej chwili - obie wesnely

- Chyba nie mamy wyjścia - odezwały się nawzajem i podeszły do siebie z niezwykla gracja i wdziękiem

- Przepraszam - oznajmily Ginny i Cho do siebie i podały sobie rękę a później wzrocili się do swojego mezszyzny - zadowolony?

- Wiemy ze nie będziecie psiapsiolkami - więc okej stwierdzili oboje - ale nigdy nie mów nigdy

- Z Fleur jest inaczej! - prychnela Ginny podchodząc do niej i mocno ją przytuliła pocałowała ja w czoło a ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w pani Potter jeszcze bardziej - tak samo jest z Gabriele - to samo zrobiła z Gabriele która również wesnela zadowolonym głosem wtulając się do piersi Ginny - one są nie tylko moimi przyjaciółkami ale też moimi siostryczkami i moi biologiczni rodzice są ich rodzicami i kazali in sie zwracać mamusia i tatuś prawda kochaniutkie?

- Tak - mruknely zadowolonym głosem i obie się wtuliły do piersi Ginny - jesteś moja siostryczka a nie żadna tam szwagierką i twoi rodzice są moimi rodzicami i będę mówiła do ich tylko mamusia i tatuś i kocham cię siostrzyczko

- Oczywiście że jestem waszą siostryczka i ja też was kocham - mruknela pani Ginny tuląc swoje siostry do swojej piersi

Gruba Dama i jej przyjaciółka Vi drzemały w ramach obrazu ukrywającego dziurę. Harry musiał wrzasnąć: „Bajeczne świecidełka!", zanim je obudził, a kiedy to zrobił, nie były wcale zachwycone. Wszedł do pokoju wspólnego, gdzie zastał Rona i Hermionę patrzących na siebie spode łba; oboje mieli twarze czerwone ze złości.

- Gra wstępna! - parsknął śmiechem Harry

- No więc jak ci się to nie podoba, to chyba wiesz, co powinieneś zrobić, nie?! - krzyknęła Hermiona, której część włosów już się wymknęła spod wytwornego koka.

- Tak?! - ryknął Ron - A niby co?

- Następnym razem, jak będzie bal, to mnie zaproś, zanim zrobi to ktoś inny, a nie traktuj mnie jak ostatnią deskę ratunku!

Ron otworzył usta i zaczął bezgłośnie poruszać wargami jak złota rybka wyjęta z wody, a Hermiona odwróciła się na pięcie i zniknęła na schodach wiodących do sypialni dziewcząt.

- Nawet jak sie złościć jesteś piękna - mruknął Ron - i porusza się z gracją i wdziękiem

Ron zobaczył Harry'ego.

- No nie - powiedział z taką miną, jakby go piorun trzasnął - to przecież dowodzi... że ona kompletnie nic nie rozumie...

Harry nic na to nie powiedział. Cieszył się, że Ron znowu z nim rozmawia, więc nie chciał wypowiadać tego, co myśli - a jakoś mu się wydawało, że Hermiona rozumie o wiele więcej niż Ron.

- Koniec rozdziału - rzekła Poppy 

sobota, 2 sierpnia 2025

Zemsta na Dursleyow czytanie rozdziałow gdzie występują Dursleyowie cześć XII

- Litości... Już nie... Miejcie przyzwoitość - błagała Petunia ochrypłym głosem. Dalej miała strój pokojówki. Córki Harrego podeszły do niej z niezwykla gracja i wdziękiem bo jako lady musiały chodzić w szpilkach na wysokim obcasie opadły na kolano, chwycily ją za ubranie i przyciągnęły do siebie. Na ich twarzy odbijało się wiele emocji, ale litość do nich nie należała.

- Czy okazałaś litość mojemu tatusiowi , którym razem ze swoim idiotycznym mężusiem i synalkiem skrzywdziłaś psychicznie i fizycznie glodzilas mojego tatusia mój tatuś spał w komórce pod schodami a później miał kraty w pokoju Nie sądzę. Ukradliscie mojemu tatusiowi dzieciństwo! I powiesz się sobie ups przepraszam i Cie wypusciwy?! 

- Byłaś bardzo niegrzeczna dziewczynka Petunio! - warknęła Caroline do córki i walnęła swoim wysokim obcasem o podłogę 

- A niegrzeczne dziewczynki sie każe! - warknęła Euphemia zrobiła to samo co pani Evans 

- Nie tak Cie wychowałam! 

- Gdybyś umarła to ja bym wychowała twojego syna jak właśnie! - krzyknęła Lily łzami w oczach

- Ja, Madame Amelia Susan Bones, będąca szefową departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów w Ministerstwie Magii. niniejszym ogłaszam wyroki na Vernonie Dursley Petuni Dursley oraz na ich synowi Dubleu Dursley za ich zbrodnie przeciwko Rodowi Potterów.

- Nie Madame Bones nie proszę pani ja nie chce iść do więzienia!! - zapiszczała Petunia . Potrząsała głową w nadziei, że obudzi się z tego koszmaru.

- Madames i Ladys są obecni w trakcie wydawania wyroku. Czy zgadzacie się służyć jako świadkowe wydania wyroku na tych zbrodniarzy? - spytała Amelia oschłym, formalnym tonem, który promieniował władzą należną jej pozycji społecznej.

- Zgadzamy się - powiedziały chórem.

- Tylko nie więzienie! Madam Bones proszę! -krzyczała Petunia i płakała i klęcząc.

- Chcesz przed wyrokiem zrobić jeszcze loda wielorybowi? - spytała w szoku Nimfadora Petunia i Vermon zrobili się czerwoni 

- Vernonie Dursley Petunio Dursley, zostaliście uznani za winnych krzywdzenia psychicznego i fizycznego Lorda Harrego Pottera jak i również glodziliscie niewinne dziecko. Skazuję was na 8 lat w Azkabanie a waszego syna Dubleya do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego dla trudnej młodzieży

- Skarbie jeśli pozwolisz - oznajmiła pani Weasley cukierkowym głosem do Madame Bones - chciałam coś powiedzieć - Amelia kiwnela głowa

- Wiesz o tym ze byłaś bardzo niegrzeczną dziewczynką a niegrzeczne dziewczynki sie każe 

- Ja, ja nigdy...

- Och, zamknij się! - krzyknęła Molly i wściekle gracja i wdziękiem odwróciła się plecami do Petunii. Zrobiła kilka kroków z niezwykla gracja i wdziękiem i odwróciła się z gracją i wdziękiem do niej twarzą. - Twoja siostra jest cudowną osobą. Wiem. Jest moją przyjaciółką i moją młodsza siostrzyczką i nigdy nie rozumiałam, jak mogłaś być tak zimna wobec jej dziecka. Jest twoją SIOSTRĄ!" Molly dyszała ze złości. 

- Kochanie Pani Dursley nie jest moja siostra - poprawiła ja Lily oschłym, formalnym tonem - tylko obcym człowiekiem którą krzywdziła mojego synka a powinna go kochać 

- A Harry to prawdziwy skarb, nie dzięki tobie. I jestem dumna z tego ze Harry związał się z Ginny i dzięki temu oficjalnie jest moim synkiem Traktowałaś go gorzej niż psa. Głodziłaś go, biłaś, poniżałaś, a co najgorsze; okłamywałaś go o jego rodzicach. Przez wszystkie te lata kłamałaś o jego ojcu i rzucałaś złośliwe, złośliwe uwagi o Lady Potter . Jesteś żałosną osobą, Petunio Dursley , i torturowałaś Lorda Pottera z własnej złośliwości. A teraz za to zapłacisz że skrzywdziłaś z tym śmieciem psychicznie i fizycznie mojego synka w Azkabanie jest tak samo jak w mugolskich ze kto krzywdzi dzieci jest na końcu łańcucha pokarmowego

- Nie proszę! Jestem twoją córka ! Jestem twoją córka! - krzyczała Petunia do Caroline przerażona 

- Nie jesteś już moją córką! Ty nie jesteś już moją córką! Jesteś potworem! Zabierzcie ich do Azkabanu i niech tam zgniją! 

- Mruzko! - krzyknęła Molly i pojawiła sie skrzatka przepiękne ubrana miała obcisła sukienkę które idealnie przylegaja do niej ciała kurtkę i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie na palcu miała pierścień i na nadgarstku brazotelka rodu Weasley - jesteś skarbie? 

- Tak Pani Weasley? - podeszła do niej gracja i wdziękiem i wtuliła się do niej 

- Mruzko, kochanie zabierz te kreatury z naszych oczy .

- Tak, Lady Weasley , z ogromną przyjemnością - odpowiedziała Mruszka z ukłonem. Spojrzała na swojego panią z miłością i zachwytem a ta pocałowała ja w czoło a skrzata wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej 

Petunia krzyczała - nie proszę nie! 

- Zamknij się! - warknęła najstarsza Lady Longbottom strzelając ja zaklęciem następne Mruzka Złapała Dursleyow i zniknęła z pyknięciem. Następne wróciły do Hogwartu 

W tym samym czasie w Hogwarcie 

- Ale mam zazdroszczę - mruknął Denis 

- Czego tato? - pytał Colin II 

- Jesteście animagami - rzekł Colin I podniecony 

- I chcieliście sie nauczyć - stwierdził Louis 

- Tak - odpowiedział Neville 

- Musze wam coś powiedzieć mam taką potrzebę chronienia Gabriele - i popatrzył się na Armarda 

- Ja mam ta sama potrzebę chronienia Fleu - rzekł Bill i również popatrzył na Armarda 

- Wujku Denisie myślę że twoim patronusem jest wilk - oznajmił Teddy do Denisa - bo miałem to samo z Victoire 

- A ja z Samanta - dodał Louis 

- A ja z Adrenne - rzekł Colin II 

- Czyli jakbyliśmy animagami to byśmy je wpoili jak Teddy Victoire Louis Samante i Colin Adrenne? - pytali Bill i Denis swoich synów 

- To bardzo możliwe - stwierdził Louis 

- Zróbmy to - oznajmili mezszyzni nagle usłyszeli kobietę głosy

- Tatuś! - zawolaly kiedy swoich ojców zobaczyły podbiegajac gracją i wdziękiem do swojego teścia i ojca i wtuliły się w nich - kocham cię tatusiu! 

- Tatuś też Cie kocha księżniczko - odparli ich ojcowie zadowolonym głosem że ukochane córeczki mówią do nich tatuś i pocalowani swoje ukochane córeczki po czole wszystkie ich córki wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swoich ojców jeszcze bardziej 

- Córeczki tatusia - zachichotały matki kobiet 

- Jestem córeczką tatusia - powiedziały mocą stali - tatusiu prawda ze jestem twoją córeczka tatusia? - zapytały z nadzieją w głosie do swoich ojców 

- Oczywiście że jesteście moimi córeczkami tatuś bardzo mocno was kocha księżniczki i tatuś jest bardzo szczęśliwy ze moje ukochane córeczki mówią do mnie tylko tatuś 

- To mój obowiązek tatusiu bo jestem grzeczna dziewczynka - rzekły szczęśliwe kobiety do starszych mezszyzn wtulając się w nich jeszcze bardziej 

- Tatuś! - krzyknęły nagle Flora i Hestia i rzuciły się na Kingsleya ze az go powaliły i nim się Kingsley zorientował , leżał na ziemi razem ze Flora i Hestia 

- Tatuś? - spytali zdziwieni patrząc na Kingsley który nie ogarniał do się stało następnie stali następne bliźniaczki podbiegły do Amelii i mocno się wtuliły Nagła cisza stawała się nie do zniesienia, więc Amelia wzięła sprawy we własne ręce.

- Niespodzianka Kingsley ! To bliźniaczki nasze ukochane córeczki Flora i Hestia ! - zawołała nieco głośniej niż należało, ale udało jej się przełamać lody wskazując na bliźniaczki i całując je w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do nich żywiła obie wesnely zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej popatrzyły się na Kingsleya i mruknęły 

- Tatusiu Jestem Hestia /Flora ... eee...

- Shacklebolt - dokończyl za nimi Shacklebolt i cały niepokój zniknął w mgnieniu oka. Ich ciała się rozluźniły i wypuściły powietrze, choć nie zdawały sobie wcześniej sprawy, że wstrzymywały oddech.

- Flora i Hestia poznajcie swojego tatusia Kingsleya Shacklebolta bo od dzisiaj jest waszym tatusiem i macie do niego zwracać tylko tatuś - powiedziała pani Bones mocą stali i nieznoszącego sprzeciwu - Kingsley , to są twoje córeczki Flora i Hestia przytul je do swojej piersi i pocałuj je w czoło żeby poczuły się bezpiecznie i kochane - dodała do niego również mocą stali i nieznoszącego sprzeciwu Kingsley uśmiechnął się i je przytulił i pocałował je po czole wyrażając ojcowskie uczucia jakie do niej żywił Madames Shacklebolt wesnely zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej 

- Tatuś! - wesnely do jego piersi zadowolonym głosem 

- Stanowicie piękny dodatek do naszego rodu panny Shacklebolt - oznajmił Kingsley do bliźniaczek tulił je - prawda kochanie?

- Kocham Cię tatusiu! - zawolaly zadowolonym głosem Shacklebolt musiał się schylić kiedy je przytulał mimo że miały szpilki na wysokim obcasie bo ich tatuś był bardzo wysokim mezszyzna miał dopasowane ubranie i był umięśniony 

- Ja też was kocham córeczki i macie mówić do mnie tylko tatuś bo wiem że jesteście grzecznymi dziewczynkami moje skarby - mruknął a głos miał zadowolony ze zaczely mówić do niego tatuś a nie Wujek Kingsley 

- Dobrze tatusiu! - całując go w policzki ze ten się szeroko uśmiechnal 

- Tak - oznajmiła szczęśliwa pani Bones - to jest teraz jesteście moimi córeczkani a ja jestem wasza mamusią prawda skarby ? - one uśmiechnęły się szeroko i przytuliły się do niej

- Tak mamusiu - odparły do jej piersi zadowolonym głosem - będę mówiła do mamusi tylko mamusia a do tatusia tylko tatuś bo jestem grzeczna dziewczynka

- Grzeczne dziewczynki tak bardzo was kocham kochane i zawsze ale to zawsze będziecie mogły sie do mnie przytulić to jest najlepszy na świecie prezent mam dwie córeczki ! - oznajmiła im miłością w głosie a one wtuliły się Amelie najmocniej jak tylko mogły poczuły od niej taka miłość nie chciały sie od niej odrywać a, późnej popatrzyła na Kingsleya prosząc miną 

- Kochanie, proszę! - zawołała podniecona Amelia - pozwól mi zawsze będę zawsze byłam grzeczną dziewczynką i zawsze przestrzegałam etykietę dobrego zachowania w rodzie Kingsleyow bo zawsze chodziłam i będę chodzić w butach tylko na wysokim obcasie gracją i wdziękiem i nigdy ich nie zdejmuje bo mam kłódke na zapieciach i chodzę też eleganckich i seksownych ubraniach które podkreślają moją figure o kobiece kształty i tak chodzę po domu i jak wychodzę! 

- Oczywiście, kochanie zrób to - rzekł Kingsley - a ona uśmiechnęła się szeroko. Puściła swoje córki Odrzuciła włosy z jednego skraju szyi i machnięciem różdżki rozproszyła maskowanie. Znak zalśnił. Miała runy i dwa rysie w kształcie yin i yang również rozproszyła maskowanie i gdzie ujrzeli ze miała na sobie biżuterie rodem Shacklebolt , on również to zrobił. Miał oczy brązowe i niebieskie w kształcie yin i yang. Madame Bones miała szeroki uśmiech na twarzy i dotknęła tam, gdzie ja zaznaczył i westchnęła zadowolonym głosem.

- Jak ja tego potrzebowałam - mruknęła rozmarzonym głosem, a mezszyzna wystrzezyl się dumnie, że ją naznaczył i dał jej biżuterie swojego rodu następnie przytuliła swoje córki do swojej piersi i rzekła do córek - masz tatuś jest najlepszym mezszyzna na świecie moje skarby i nie tylko - i wesnela zadowolonym głosem dotykając swojego znaku na szyi i całując swoje córki po czole je mocno przytuliła do swojej piersii poczuła jak obie wzdychają zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej . - A i nazywam się PANI Shacklebolt albo MADAME Shacklebolt! - wesnela zadowolonym głosem przytulać swoje córki do swojej piersi które mocno się wtuliły do jej piersi zachwycone 

- Kocham Cię mamusiu - oznajmiły wtulone do niej piersi 

- Kochanie ja też byłam grzeczną dziewczynką prawda? - zapytały Apolonia Euphemia Andromeda podniecone

- Mam nadzieję że zawsze będziesz grzeczna dziewczynka i będziesz przestrzegala etykietę dobrego zachowania -mrukneli i wyższerzyli się głupkowato

- Przeciwieństwie do niektórych osób jestem grzeczna dziewczynka i zawsze będę przestrzegała etykietę dobrego zachowania! - prychnely kobiety podchodząc do swojego męża z niezwykla gracja i wdziękiem bo miały na nogach szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie więc musiały w takich butach chodzić 

- Chwila czy wy też - zaczął Łapa a te Odrzuciły włosy z jednego skraju szyi i machnięciem różdżki rozproszyła maskowanie. Znaki zalśnily. Euphemia Miała runy Lanie i Jelenia w kształcie yin i yang 

- Ładny prawda? - spytała słodko pani Potter - mi sie bardzo podoba a najbardziej mi się podoba jak zrobię sobie tak - i przejechała palcem o znaku i głośno wesnela zadowolonym głosem 

- A jak zrobię tak? - zapytał Fleomont głupim wyrazem twarzy i pocałował ją w znak a jego zona głośno wesnela zadowolonym głosem 

- Fleomont przestań! - jęknęla zachwycona Euphemia - musisz wytrzymać do wieczora jesteś niewyżyty 

- Wiesz co myślę kiedy na Ciebie patrze lady Potter? 

- Co takiego myślisz przystojniaku? - zapytała iskierkami miłości 

- Że jestem szczęściarzem pani Potter bo jesteś najpiękniejsza najseksowniejsza kobieta jaka istnieje ns świeci i cały czas mam na ciebie ochotę 

Rudowłosa nie mogła się powstrzymać i pocałowała go w namiętnie w usta 

- Możecie się uspokoić! - krzyknęli synowie 

- Uspokój się! - warknęły ich córki do męża - mamusia i tatuś bardzo mocno sie kochają - i podeszły do Euphemi gracja i wdziękiem bo wszystkie miały szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i mocno się wtulily

- Moje córeczki - wyszeptała miłością z głosie a one wesnely zadowolonym głosem 

- Mamusiu kocham cię i kocham się do mamusi przytulać 

- Kochane wiecie dobrze ze bezgledu ile będziecie mieli lat będziecie moimi córeczkami - oznajmiła pani Potter do swoich córek - i obowiązkiem każdej mojej córeczki jest mówić do mnie i waszego tatusia tylko mamusia i tatuś i ubierać się elegancko i seksownie i chodzić tylko szpilkach na wysokim obcasie a jak będziecie tak robić to będziecie grzecznymi dziewczynkami ja i wasz tatuś w nagrodę będziemy robic to - i pocałowała je po czole wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła jej córki wesnely zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej i tuliła je do swojej piersi - i jak wrócimy do domu musimy przejrzeć nasze ubrania i buty 

- A jak nie to pójdziemy na zakupy mam rację mamusiu? 

- Tak! - tuląc je do swojej piersi - bo zawsze musimy wyglądać seksownie i elegancko i najważniejsze chodzić gracja i wdziękiem żeby nasi chłopy nie mogli oderwać od nas wzroku po za tym jesteśmy Lady naszego rodu to nasz obowiązek 

- Mamusiu masz rację - mruknely zadowolonym głosem bo czuły od Pani Potter bezgraniczna miłość i bezpieczeństwo 

- Bo mamusia ma zawsze rację kochaniutkie a jak nie ma patrzcie na punkt pierwszy mamusia ma zawsze rację - stwierdziła Euphemia 

Natomiast Apolonia miała runy dwie pawy i w kształcie yin i yang 

- Ładny prawda? - spytała słodko pani Delacour - mi sie bardzo podoba a najbardziej mi się podoba jak zrobię sobie tak - i przejechała palcem o znaku i głośno wesnela zadowolonym głosem 

- A jak zrobię tak? - zapytał Arnard głupim wyrazem twarzy i pocałował ją w znak a jego zona głośno wesnela zadowolonym głosem 

- Armard przestań! - jęknęla zachwycona Apolonia - musisz wytrzymać do wieczora jesteś niewyżyty 

- Wiesz co myślę kiedy na Ciebie patrze Madame Delacour ? 

- Co takiego myślisz przystojniaku? - zapytała iskierkami miłości 

- Że jestem szczęściarzem pani Delacour bo jesteś najpiękniejsza najseksowniejsza kobieta jaka istnieje ns świeci i cały czas mam na ciebie ochotę 

Pół willa nie mogła się powstrzymać i pocałowała go w namiętnie w usta 

- Możecie się uspokoić! - krzyknęli synowie 

- Uspokój się! - warknęły ich córki do męża - mamusia i tatuś bardzo mocno sie kochają - i podeszły do Apolonia gracja i wdziękiem bo wszystkie miały szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i mocno się wtulily

- Moje córeczki - wyszeptała miłością z głosie a one wesnely zadowolonym głosem 

- Mamusiu kocham cię i kocham się do mamusi przytulać 

- Kochane wiecie dobrze ze bezgledu ile będziecie mieli lat będziecie moimi córeczkami - oznajmiła pani Delacour do swoich córek - i obowiązkiem każdej mojej córeczki jest mówić do mnie i tatusia tylko mamusia i tatuś i ubierać się elegancko i seksownie i chodzić tylko szpilkach na wysokim obcasie a jak będziecie tak robić to będziecie grzecznymi dziewczynkami ja i wasz tatuś w nagrodę będziemy robic to - i pocałowała je po czole wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła jej córki wesnely zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej i tuliła je do swojej piersi - i jak wrócimy do domu musimy przejrzeć nasze ubrania i buty 

- A jak nie to pójdziemy na zakupy mam rację mamusiu 

- Tak! - tuląc je do swojej piersi - bo zawsze musimy wyglądać seksownie i elegancko i najważniejsze chodzić gracja i wdziękiem żeby nasi chłopy nie mogli oderwać od nas wzroku po za tym jesteśmy Madame naszego rodu to nasz obowiązek 

- Mamusiu masz rację - mruknely zadowolonym głosem bo czuły od Pani Delacour bezgraniczna miłość i bezpieczeństwo 

- Bo mamusia ma zawsze rację a jak nie ma patrzcie na punkt pierwszy mamusia ma zawsze rację - stwierdziła Apolonia 

Natomiast Andromeda miała runy dwie i w kształcie yin i yang 

- Ładny prawda? - spytała słodko pani Tonks - mi sie bardzo podoba a najbardziej mi się podoba jak zrobię sobie tak - i przejechała palcem o znaku i głośno wesnela zadowolonym głosem 

- A jak zrobię tak? - zapytał Ted głupim wyrazem twarzy i pocałował ją w znak a jego zona głośno wesnela zadowolonym głosem 

- Teddy przestań! - jęknęla zachwycona Andromeda - musisz wytrzymać do wieczora jesteś niewyżyty 

- Wiesz co myślę kiedy na Ciebie patrze lady Tonks ? 

- Co takiego myślisz przystojniaku? - zapytała iskierkami miłości 

- Że jestem szczęściarzem pani Tonks bo jesteś najpiękniejsza najseksowniejsza kobieta jaka istnieje ns świeci i cały czas mam na ciebie ochotę 

Brazowlosa nie mogła się powstrzymać i pocałowała go w namiętnie w usta 

- Możecie się uspokoić! - krzyknęli synowie 

- Uspokój się! - warknęły ich córki do męża - mamusia i tatuś bardzo mocno sie kochają - i podeszły do Andy gracja i wdziękiem bo wszystkie miały szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i mocno się wtulily

- Moje córeczki - wyszeptała miłością z głosie a one wesnely zadowolonym głosem 

- Mamusiu kocham cię i kocham się do mamusi przytulać 

- Kochane wiecie dobrze ze bezgledu ile będziecie mieli lat będziecie moimi córeczkami - oznajmiła pani Tonks do swoich córek - i obowiązkiem każdej mojej córeczki jest mówić do mnie i tatusia tylko mamusia i tatuś i ubierać się elegancko i seksownie i chodzić tylko szpilkach na wysokim obcasie a jak będziecie tak robić to będziecie grzecznymi dziewczynkami ja i wasz tatuś w nagrodę będziemy robic to - i pocałowała je po czole wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła jej córki wesnely zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej i tuliła je do swojej piersi - i jak wrócimy do domu musimy przejrzeć nasze ubrania i buty 

- A jak nie to pójdziemy na zakupy mam rację mamusiu 

- Tak! - tuląc je do swojej piersi - bo zawsze musimy wyglądać seksownie i elegancko i najważniejsze chodzić gracja i wdziękiem żeby nasi chłopy nie mogli oderwać od nas wzroku po za tym jesteśmy Lady naszego rodu to nasz obowiązek 

- Mamusiu masz rację - mruknely zadowolonym głosem bo czuły od Pani Tonks bezgraniczna miłość i bezpieczeństwo 

- Bo mamusia ma zawsze rację a jak nie ma patrzcie na punkt pierwszy mamusia ma zawsze rację - stwierdziła Andromeda 

- Nie mogę znieść tej słodyczy!! - warknęła pani Diggory 

- No to nie patrz nikt Ci nie każe - powiedziała Cho 

- Nie jesteśmy na ty! - warknęła na dziewczynę Cho tylko wywróciła oczami i popatrzyła na Cedrika 

- Kochanie ja też byłam grzeczną dziewczynką prawda? - spytała Cho podnieconym głosem patrząc na Cedrika iskierkami miłości 

- Mam nadzieję że zawsze będziesz grzeczna dziewczynka i będziesz przestrzegala etykietę dobrego zachowania 

- Przeciwieństwie do niektórych osób tym twojej matki jestem grzeczna dziewczynka i zawsze będę przestrzegała etykietę dobrego zachowania! - prychnela kobieta wtulając się w męża - i jak będziemy mieli dzieci to ich drugie połówki będę kochała bo nie jestem taka jak twoi rodzice ale będą musieli przestrzegać zasad w naszym rodzinie 

- Musimy ograniczyć z nimi kontrakt albo przerwać bo tak nie możemy żyć chciałbym mieć dziewczynkę i chłopczyka i żeby dziewczynka była tak piękna jak jej przyszła mamusia 

- A chłopczyk był taki jak jego przyszły tatuś - rzekła Cho 

- Jestem twoja matką! - zawołała kobieta 

- Chwila czy wy też - zaczęła Ginny szczęśliwa bo odczepi się od Harry'ego 

- Słyszałas coś skarbie? - pytał Cedrik swoją dziewczynę ignorując matkę bo miał dość ze zachowuje się tak stosunku do Cho 

- Tak - oznajmiła Cho - tylko Ginny sie pyta czy my też - Odrzuciła włosy z jednego skraju szyi i machnięciem różdżki rozproszyła maskowanie. Znak zalśnił. Cho Miała runy łabędzie w kształcie yin i yang 

- Ładny prawda? - spytała słodko pani Diggory - mi sie bardzo podoba a najbardziej mi się podoba jak zrobię sobie tak - i przejechała palcem o znaku i głośno wesnela zadowolonym głosem 

- A jak zrobię tak? - zapytał Cedrik głupim wyrazem twarzy i pocałował ją w znak a jego zona głośno wesnela zadowolonym głosem 

- Ced przestań! - jęknęla zachwycona Cho - musisz wytrzymać do wieczora jesteś niewyżyty 

- Wiesz co myślę kiedy na Ciebie patrze Madame Diggory ? 

- Co takiego myślisz przystojniaku? - zapytała iskierkami miłości 

- Że jestem szczęściarzem pani Diggory bo jesteś najpiękniejsza najseksowniejsza kobieta jaka istnieje ns świeci i cały czas mam na ciebie ochotę 

Dziewczyna nie mogła się powstrzymać i pocałowała go w namiętnie w usta 

- CO TAKIEGO DAŁEŚ JEJ NASZE NAZWISKO! - ryknal wściekły Amos na syna 

- ZAMKNIJ SIĘ PRZESTAŃ OBRAŻAĆ MOJA ŻONĘ I TAK DAŁEM I TOBIE NIC DO TEGO CHO JEST MIŁOŚCIĄ MOJEGO ŻYCIA I JEŚLI RAZ JA OBRAZICIE TO NIE BĘDĘ PATRZYŁ ZE JESTEŚCIE MOIMI RODZICAMI I WAS PRZEKLE! - warczał Cedrik wściekły a ci popatrzyli na syna szoku - i wyrażajcie sie do mojej żony z należytym szacunkiem albo jak będziecie mnie błagać na kolanach o wybaczenie a ja powiem wam spier.... 

- Cedrik pocałuj mnie - przerwała mu dziewczyna 

- Oczywiście MADAME Diggory! - i pocałował ją namiętnie w usta a ona jęknęla zachwycona i oddala taką samą mocą 

- Będziesz mnie kochał w takim samym stopniu jak pokazałes mi w nocy i dzisiaj rano? - spytała z nadzieją w głosie Cho do Cedrika 

- A będziesz chodziła tylko szpilkach na wysokim obcasie gracja i wdziękiem i będziesz umierała w obcisłe ubrania podkreślałajce twoja seksowna figure i kobiece kształty? 

- Oczywiście skarbie ze będę tak chodziła bo nie wyobrażam sobie nie ubierać tych ubrań bo uwielbiam chodzić w tych obcisłych ubraniach które podkreślała moje figure i kobiece kształty i również uwielbiam chodzić w butach na wysokim obcasie gracją i wdziękiem po domu i wszędzie i nie mam zamiaru nich zdejmować bo za tym nie mogę ich zdjąć mają kłódke na zapieciach - powiedziała Cho , mają w oczach iskierki miłości pokazując jej buty które na zapięciach miała kłódki . Cedrik uśmiechnal się szeroko musiał się dużo schylić mimo ze miała szpilki na wysokim obcasie i pocałował ją w namiętne usta ta wesnela zadowolonym głosem 

- Grzeczna dziewczynka - mruknął podniecenia i pocałował ją w czoło Cho wesnela zadowolonym głosem wtulając w niego jeszcze bardziej

- Lubie być grzeczna dziewczynka kochanie - mruknela do jego piersi zadowolonym głosem 

Najstarsza blondynka Madame Delacour podeszła do państwa Diggory z gracją i wdziękiem i z całych sił im przywaliła a Ci jęknęli z bólu 

- Pani Delacour co pani wyprawia?! - krzyknęła Minne zszokowana 

- Uczę - odparła beztrosko Apolonia - rodziców szacunku do swoich dzieci bo ta kobieta powinna przytulić Cho i całować ja po czole a nie na nią warczeć bo jest jej matka kiedy oboje mają znaki naznaczenia 

Pani Diggory prychnela a jej mąż warczał 

- JAK PANI ŚNIE MÓWIĆ CO MAMY ROBIĆ PANI DELACOUR JESTEM PRACOWNIKIEM ...! 

- Zamknij się! - warknęła na niego Fleur i przykleiła mu usta taśma 

Następnie pół willa podeszła do Cho i Cedrika i mocno ich przytuliła Cho była w takim szoku ze kiedy pani Delacour pocałowała ja w czoło ona głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej 

- Każda dziewczyna potrzebuje matczynej miłości skoro ta kobieta Ci nie chce dać to ja Ci dałam skarbie - oznajmiła Apolonia tuliła ja do swojej piersi następne założyła jej czarnowlosy na uszy i ponownie pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Cho ponownie wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Madame Delacour jeszcze bardziej 

- Czy jak będę chciała to będę mogła się do pani przytulić pani Delacour? - spytała z nadzieją w głosie bo poczuła od Apoloni matczyna miłość 

- Oczywiście kochaniutka ale pod warunkiem że nie będziesz mówiła mi pani Delacour tylko mamusia - Cho opadła szczęka i patrzyła na nią wielkimi oczami i otwarta szczęka 

- Cho z mamusia jeszcze nikt nie wybrał - stwierdziły Fleur i Gabriele patrząc na jej reakcje

- Żadną mamusią żadna dziewczyna jeszcze nie wybrała - oznajmiła Audrey patrząc na Molly którą uśmiechnęła się szeroko podeszła do dziewczyny i mocno przytuliła a ta wtuliła się bo za każdym razem kiedy ja Lady Weasley przytulała poczuła do niej bezwarunkowo miłość całując ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej

- Moje słoneczko - odparła pani Weasley do Audrey 

- Mamusia - mruknela jej do piersi szczęśliwa - kocham cię mamusiu 

- Grzeczna dziewczynka mamusia też cię bardzo mocno kocha - powiedziała miłością w głosie tuląc wyższa od siebie kobietę bo obie miały szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i obcisłe ubranie które podkreślały ich figure i kobiece kształty 

- Sama widzisz Cho lady Weasley jest teraz moja mamusia - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley 

- Dożywotnio będę twoja mamusia skarbie a ty będziesz dożywotnio moja córeczka i lady Weasley - dodała pani Weasley całując ja ponownie w czoło 

- Tak mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się do jej piersi - i jestem dumna że jesteś moją mamusią i jestem dumna ze jestem Lady Weasley - mruknela zadowolonym głosem a ta tuliła ja do swojej piersi wzruszona 

- Percy dlaczego jeszcze z Audrey nie związałeś na co ty czekasz? - pytała Molly do syna 

- Mamo bo Percy musi zerwać z Crouchem - stwierdził beztrosko Charlie - i wsiąść z nim rozwód - większość ludzi parsknęła śmiechem 

- Czy ja pytałam Ciebie o zdanie Charles?! - spytała pani Weasley - a ty czemu jeszcze nie naznaczyles Charlotte na swoją partnerkę co? 

- Mamusia! - zawołała Charlotte podbiegła do Molly gracja i wdziękiem mocno się wtuliła kiedy ja Lady Weasley przytulała to poczuła do niej bezwarunkowo miłość i pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej

- Moje słoneczko - odparła pani Weasley do Charlotte 

- Mamusia - mruknela jej do piersi szczęśliwa - kocham cię mamusiu - a później zwróciła się do rudego mezszyzny, podniecona 

- Charlie byłam grzeczna dziewczynka prawda? 

- Byłaś lady Weasley bardzo grzeczna dziewczynka - stwierdził glupotowato rodzeństwo popatrzyła na siebie niedowierzaniem a ona uśmiechnęła się szeroko. Puściła pani Weasley Odrzuciła włosy z jednego skraju szyi i machnięciem różdżki rozproszyła maskowanie. Znak zalśnił. Miała runy i dwa Smoki w kształcie yin i yang

- Od kiedy? - zapytała Ginny patrząc na brata szoku 

- Od jakiegoś czasu siostrzyczko - oznajmiła szczęśliwa Charlotta te pisnęły podniecone podbiegajac do jej gracja i wdziękiem 

- Kochanie, czy wiesz, co to oznacza między nami ? – spytały Ladys Weasley i Lady Potter prosto w oczy Charlotta . Ich głosy były podniecone i pocałowały ja po w czoło.

- Tak, siostrzyczki – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w dziewczyny jeszcze bardziej i miała szczęśliwy głos – teraz jesteście moimi siostrami bo jestem Lady Weasley to tak mówi Etykieta dobrego wychowania savoir-vivre rodzie Weasley 

- Grzeczna dziewczynka - mruknely szczęśliwe 

- Chwila maniak smoków naznaczyl - zaczął niedowierzaniem Fred 

- drugą maniaka smoków na swoją partnerkę? - skoczył George również niedowierzaniem 

- I do tego ich patronusami są smoki - rzekł zszokowany Bill 

- Chłopaki charlies ożeni się ze smoczyca! - parsknął śmiechem Ron a między czasie kiedy bracia Charliego komentowali Charlotta popatrzyła się na rudowłosa kobietę która miała łzy w oczach nie mogąc wytrzymac przytuliła ja do swojej piersi i pocałowała ją w czoło 

- Jestem taka szczęśliwa córeczko bo teraz będziesz mi mówiła tylko mamusia a ja uwielbiam jak tak do mnie mówisz kochanie 

- Nie wyobrażam sobie mówic do mamusi i tatusia po imieniu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej - dla mnie jesteście mamusią i tatusiem a ja jestem waszą córeczka prawda mamusiu? 

- Dożywotnio będę twoja mamusia skarbie a ty będziesz dożywotnio moja córeczka i lady Weasley - dodała pani Weasley całując ja ponownie w czoło 

- Tak mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się do jej piersi - i jestem dumna że jesteś moją mamusią i jestem dumna ze jestem Lady Weasley - mruknela zadowolonym głosem a ta tuliła ja do swojej piersi wzruszona - kocham cię mamusiu 

- Grzeczna dziewczynka mamusia też cię bardzo mocno kocha - powiedziała miłością w głosie tuląc wyższa od siebie kobietę bo obie miały szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i obcisłe ubranie które podkreślały ich figure i kobiece kształty 

- Sama widzisz Cho lady Weasley jest teraz dożywotnio moja mamusia - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley - wiec musze się jej słuchać bo jestem grzeczna dziewczynka jak mamusia powiedziała że mam mówić do niej tylko mamusia to będę tak mówiła bo jestem Lady Weasley i ich córeczka - i podeszła do Charliego z niezwykla gracja i wdziękiem i usiadła na kolanach Charliego i wtuliła się w niego jeszcze bardziej 

- Wiesz co myślę kiedy na Ciebie patrze lady Weasley ? 

- Co takiego myślisz przystojniaku? - zapytała iskierkami miłości 

- Że jestem szczęściarzem pani Weasley bo jesteś najpiękniejsza najseksowniejsza kobieta jaka istnieje ns świeci i cały czas mam na ciebie ochotę 

Brazowlosa nie mogła się powstrzymać i pocałowała go w namiętnie w usta 

- Możecie się uspokoić! - krzyknęli bracia 

- No właśnie słuchaj Audrey i, Charlotte kochanie bo wiedzą co mówia i sa grzecznymi dziewczynkami bo przestrzegaja etykieta dobrego zachowania więc ty też bądź grzeczna dziewczynka i wzracaj sie do mnie tylko mamusia - i pogrozila jej palcem - bo tak ze mną nie wygrasz - oznajmiła pani Delacour do Cho 

- Nikt z mamusia nie wygrał - stwierdził Denis 

- Kochaniutki masz rację bo ze mną nikt jeszcze nie wygrał - odezwała się pani Delacour radoście 

-Ale pani... 

- Nie kochanie przed chwilą ci powiedziałam jak masz się do mnie zwracać - przerwała jej pani Delacour 

- Ale.. 

- Nie ma żadnego ale! - ponownie - przerwała jej Apolonia i pocałowała ja w czoło 

- Chyba z tobą nie wygram mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej poddając się 

- I tak masz się do mnie mówić kochanie - oznajmiła szczęśliwa pani Delacour - tak ze mną i nie wygrasz

- Dobrze mamusiu - stwierdziła zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej 

- Kochanie przepraszam że byłam dla ciebie osła - odezwała się pani Potter przytulając ja do swojej piersi i pocałowała ją w czoło Cho sie tego nie spodziewała wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej - wybaczysz mi skarbie? 

- Pod warunkiem że pani mnie jeszcze raz pocałuje w czoło pani Potter - mruknela do piersi Lily zadowolonym głosem 

- Oczywiście skarbie pod warunkiem ze będziesz mi mówic ciocia Lily 

- Ja nie wyobrażam sobie walczec na moja córeczkę powinno się kochać a nie nienawidzić - stwierdziła Narcyza tuląc do swojej piersi Astorie którą była zachwycona tym że pani Malfoy ja tuli do swojej piersi i pocałowała ja w czoło - tak bardzo Cie kocham córeczko nawet nie wiesz jak bardzo Cie kocham - wyszeptała miłością w głosie do Astorii 

- Kocham Cię mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w kobieta jeszcze bardziej obie chodziły tylko szpilkach na wysokim obcasie ale Narcyza byla dużo wyższa od córki 

- Potrzebujesz terapii kochana - oznajmiły kobiety do Emmy Diggory 

- Nie potrzebuje pomocy odwalcie się odemnie! - warknęła kobieta - i nie mówcie mi kochana tylko PANI Diggory! 

- Złość piękności szkodzi - stwierdziła słodkim głosem Cho 

- Jest PANI bezczelna PANI Chang! - wycedzila 

- Teraz nazywam się MADAME Diggory! - warknęła Cho - i proszę wyrażać sie do mnie z należytym szacunkiem albo zamienię Cie w pokojowke i będziesz moją służąca do końca życia bo mam dość jak mnie traktujesz bo praktujesz mnie jak śmiecia! - podeszła do męża i usiadła na jego kolanach i mocno się wtuliła a ten pocałował ją w czoło a ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej 

- Kocham Cię panie Diggory - mruknela Cho zadowolonym głosem 

- Ja też sie kocham pani Diggory - oznajmił Cedrik 

- Gdzie ty byłaś! - krzyknęli nagle mężowie do kobiet 

- Załatwić pewna bardzo ważną sprawę - nagle kobiety Poczuły , jak znajome silne ramię obejmuje ją w talii i przyciska do twardej, muskularnej piersi. Ciepły, podniecający oddech prześliznął się po jej odsłoniętej szyi, a po jej kręgosłupie przeszedł dreszcz, gdy jego miękkie usta przesunęły się po jej wrażliwej skórze aż po płatek ucha, który delikatnie przygryzł. Jej ręka uniosła się odruchowo, objęła go za szyję i przyciągnęła bliżej. Jęknęłu, pragnąc, by ta chwila trwała wiecznie. - Tęskniłes za mną ? - spytały erotyczne kobiety swoim mezszyzn 

- co zrobiłaś ? - zapytali mezszyzni unosząc brew. Znali to spojrzenie. Nigdy nie zwiastowało niczego dobrego. Kiedy celowo unikały kontaktu wzrokowego, a ich uśmiechy jeszcze się poszerzyły, ich obawy zostały potwierdzone.

- Tak jakby sprawiłam , że Petunia Vermon i Marge Dursley pojechali na wycieczkę do azkabanu i zamieszkają w azkabanie na 8 lat swojego nedznego życia a ponadto Marge będzie dostawała codziennie porządne lanie na goły tylek az ten tylek zrobi sie bardzo czerwony bo w jej przypadku porządne lanie da jej zbawienne skutki - wyznaly się i uśmiechnęły sie szeroko a ci popatrzyli na swoja dziewczyne wielkimi oczami i otwarta szczęka 

- Słucham?! - zawołał Harry 

- Ona chciała Cie bić codzienne - powiedziała Ginny - więc sama będzie teraz dostała lanie tak długo az będzie miała bardzo czerwony tylek i będzie miało ta zabawę codzienne przez 8 lat 

- A co z Dubleyem? - spytali ostrożnie bojąc się odpowiedzieli 

- pojechał na wycieczkę do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego dla trudnej młodzieży i sobie w nim zamieszka w tym ośrodku do 22 roku życia na pewno mu sie spodoba 

- Oni Cie skrzywdzili Harry/ tatusiu /wujku Harry- powiedziały kobiety które sie zemscily na Dursleyow 

- Powiedzcie mi że macie wspomnienie - zdołali wydobyć z siebie Łapa Rogacz

- Zemsta była słodka kochanie - powiedziały ich żony 

- Ale jestem ciekawy co nasze dziewczyny zrobiły Dursleyow - powiedzieli najbliższa rodzina Harrego Kobiety z uśmiechem wyciągnęły fiolki i wyciągnęli myślodsiewnie i zaczęli oglądać spektakl po niektórym czasie widzieli jak pani Potter rzuciła zaklęcie na Dudleya i z jego spodni wyrósł świński ogonek sala wybuchła śmiechem niektórzy leżeli ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy na podłodze 

- Moje córeczka tatusia! - zawołał Fleomont że znowu śmiechu 

- Tatuś! - krzyknęła Lily podbiegajac do niego z niezwykla gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła - TATUSIU KOCHASZ MNIE?! 

- tak bardzo Cie kocham Lily - i musiał sie schylić kiedy pocałował ja w czoło bo mimo że rudowłosa kobieta miała szpilki na wysokim obcasie tam była dużo mniejsza od Lorda Pottera a Lady Potter wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej 

- Kocham Cię tatusiu - oznajmiła szczęśliwa pani Potter do jego piersi 

- moja córeczka i dożywotnio będziesz moją córeczką a ja będę dożywotnio twoim tatusiem - odparł pan Potter tulił ja do swojej piersi i nie mogąc wytrzymać pocałowała ją w czoło znowu dziewczyna wesnela zadowolonym głosem

- Tatuś - mruknela rudowłosa zadowolonym głosem - jestem dożywotnio twoją córeczka a tatuś dożywotnio jest moim tatusiem . Kocham Cię tatusiu - oznajmiła mu córka zadowolonym głosem do jej piersi i oglądali dalej po jakiś czasie wszyscy popatrzyli sie na kobiety wielkimi oczami i otwarta szczęka 

- Harry kochanie mówiłam ze będą sie zwracać do Ciebie Lordzie Potter - powiedziała Ginny i pocałowała go namiętnie w usta 

- Dobrze ze jesteśmy po waszej stronie - mrukneli mezszyzni 

- Zmusiliscie ich żeby zwracali się do was Lady Madam pani i proszę pani - oznajmił Rogacze ze śmiechu 

- Tak i to był ich obowiązek kochanie - oznajmiła beztrosko Lily do męża i pocałowała go w namiętnie w usta 

- Każda Lady i każda Madam ma swoje obowiązki po pierwsze zwracamy się do rodziców swojego chłopaka albo męża tylko mamusia i tatuś chodzimy tylko butach które ma wysoki cienki obcas musimy ubierać się elegancko i seksownie - powiedziały kobiety które zemscily się na Dursleyach zobaczyli jak Domique i Victoire zmienili jej ubrania na obcisły strój pokojówki a na nogach miała szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie Sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy 

- Naprawdę zmieniliście ubranie Petuni na strój pokojówki! - parsknął śmiechem Łapa do Victoire i Domique a one pokiwaly głowami uśmiechem na twarzy 

- Kochanie Ten strój Pokojówki idealnie pasuje do Petuni bo Petunia ma manię na punkcie czystości i porządku - stwierdziła cukierkowym głosem Marlene i pocałowała go w namiętnie w usta 

- Po za tym jak moj mąż i moimi synowie kiedy się pojawili u Dursleyow Petunia nie ubrała swojego mundurka pokojówki i nie miała szpilek na wysokim obcasie i najgorsze nie powitała mojego męża Lorda Weasleya i moich synów Lordów Weasleyów z należytą wdzięcznością oraz nie powiedziała że Lord Potter czeka na Lordów Weasleyów! - prychnela Molly I większość ludzi na sali opadły szczęki patrzyli na pani Weasley wielkimi oczami i otwarta szczęka - więc była niegrzeczną dziewczynka więc została ukarana i teraz musi chodzić w tym stroju pokojówki cały czas nie mogąc ja zdjąć i oczywiście jak każda pokojówka chodzi w szpilkach na wysokim obcasie których nie może zdjąć - dodała cukierkowym głosem podeszła do Harrego z niezwykla gracja i wdziękiem i przyciągnęła do swojej piersi Harrego i mocno go przytuliła 

- Kocham Cię Harry tak bardzo Cie kocham synku - oznajmiła miłością w głosie Lord Potter musiał się schylić bo mimo ze miała szpilki na wysokim obcasie była niższa od niego i dzięki temu pocałowała go w czoło wyrażając jak bardzo go kocha i następnie sie wtuliła do jego piersi 

- Na też Cie kocham mamusiu - wesnal zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej 

- Molly totalnie Cie nie poznaje - odezwał się po chwili Szalooki - nigdy tak się nie ubierałas ani zachowywałaś 

- Najważniejsze że Artur i ja bardzo dokładnie się poznaliśmy i wiemy co najbardziej i jakie pozycje lubimy Nie obchodzi mnie twoje zdanie Alastorze - oznajmiła pani Weasley - czy chcesz czy nie ja musze chodzić tylko szpilkach na wysokim obcasie bo mam kłódki na zapieciach i jestem na takie buty skazana oraz muszę chodzić obcisłych ubraniach podkreślające moja seksowna figure i kobiece kształty po za tym Artur mi tak kazał chodzić a ja grzeczna dziewczynka i więc będę tak chodziła - dodała uśmiechnęła Molly i puściła Harry'ego i podeszła do Artura gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła do jego piersi 

- Grzeczna dziewczynka - szeptał jej do ucha podniecony 

- Arturze będziemy się dzisiaj kochać obiecałeś jak będę grzeczna dziewczynka będziemy się kochać a ja cały czas jestem grzeczna dziewczynka i przestrzegam etykietę dobrego zachowania w rodzie Weasley 

- Oczywiście kochanie już nie mogę się doczekać kiedy będziemy mogli się kochać - i pocałował ją w czoło pani Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej 

- Możecie się uspokoić! - jęknęli ich synowie i wnuki Lady Weasley popatrzyła na ich robiąc ta swoją słynna minę i poze stukajac swoim wysokim obcasem o podłogę warknęła na ich 

- Może byście zamiast jęczeć to by sie lepiej zajęli się moimi córeczkami i moimi wnusiami! 

- Właśnie mamusia/ babcia ma rację zajmij się mną natychmiast i pocałuj mnie o tutaj! - i wskazaly na swoje usta a ci namiętne pocałowali swoje żony te wesnely zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą 

- To jeszcze nic! - wesnela zadowolonym głosem Ginny po namiętnym pocałunku jaki sprawił jej Harry - za chwilę zobaczycie co zrobiła moja córeczka - podeszła do córki z niezwykla gracja i wdziękiem uśmiechnęła się szeroko ogarniając jej długie rudowłose włosy z czoło i całując Olivie w czoło - mamusia jest z Ciebie taka dumna tak bardzo Cie kocham córeczko i wiesz ze nigdy nie przestanę Cię kochać - tuląc ja do swojej piersi 

- Ja też Cie kocham mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Ginny jeszcze bardziej - i nie ważna ile będę miała lat zawsze będę mówiła do mamusi tylko mamusia a do tatusia tylko tatuś

- Bo jesteś grzeczna dziewczynka kochanie i przestrzegasz etykietę dobrego zachowania w rodzie Potter skarbie - rzekła pani Potter rozpromieniona i po chwili zobaczyli jak żona Jamesa II rzuca zaklęcie i Vernon zmienił się otyłą kobietą o lawendowej skórze i obcisła sukienkę czarno-fioletowych mackach ośmiornicy zamiast dolnej części ciała. Miał białe włosy, szare oczy, czerwone usta i błękitne powieki sala kiedy to zobaczyli rykneli śmiechem większość ludzi śmiali się wniebogłosy, leżąc na ziemi

- HAHAHA!! NIE MOGĘ!! HAHAHA!!! ryczeli ze śmiechu sala 

- Haaaaaarrrryyy/ tatoooo /wwwujkuuuuu Harrry ttttwojaaaa ccccórkaaaa jest zzzzajebistaaaa!!! - wyklusili między śmiechem męska cześć rodziny i przyjaciół 

- Moja krew! - zawołał Rogacz ze śmiechu 

- Dziadziuś! - krzyknęła Olivia podbiegajac do Rogacza i mocno się wtuliła 

- Kochałem cię wnuczko ale to co zrobiłaś z Vernonem to Kocham Cię księżniczko jeszcze bardziej i jestem z Ciebie taki dumny ze nie mogę opisać tego słowami 

- Ja też Cie kocham dziadziusiu - mruknela zadowolonym głosem a później przytuliła się do Lily - kocham Cię Babciu 

- Ja też Cie kocham skarbie my rudowłose musimy się trzymać razem 

- Przeszliście samym siebie! - parsknął śmiechem Jared Olivia tylko popatrzyla na Harrego 

- Chodź córeczko tatuś musi ci podziękować za stylizacje Vernona - powiedział Harry a ta bez wahania podbiegła do chłopca który przeżył krzycząc 

- TATUŚ!!! - i wtuliła się w niego jeszcze bardziej - TATUSIU KOCHASZ MNIE?! 

- tak bardzo Cie kocham Olivio- i pocałował ja w czoło wyrażając ojcowskie uczucia jakie do niej żywił Lady Potter wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej

- Kocham Cię tatusiu - oznajmiła szczęśliwa pani Potter 

- moja córeczka i dożywotnio będziesz moją córeczką a ja będę dożywotnio twoim tatusiem - odparł pan Potter tulił ja do swojej piersi i nie mogąc wytrzymać pocałowała ją w czoło znowu dziewczyna ponownie wesnela zadowolonym głosem

- Tatuś - mruknela rudowłosa zadowolonym głosem - jestem dożywotnio twoją córeczka a tatuś dożywotnio jest moim tatusiem . Kocham Cię tatusiu - oznajmiła mu córka zadowolonym głosem do jej piersi - i nie pozwolę żeby ci skurwysyny Cie więcej skrzywdzili tatusiu! A to tego obrażał mojego tatusia Lorda Pottera więc był niegrzeczym chłopcem a powinnen zwracać się do niego per Lordzie Potter panie Potter i proszę pana oznajmiła Olivia - po za tym jak kiedy byliśmy u Dursleyow dać im nauczkę Vernon nie powitał nas Ladys i Madames z należytą wdzięcznością i szacunkiem oraz zwracała sie do nas na ty a nie na pani albo Lady albo Madame i nasze nazwisko oraz proszę pani! Był bardzo bezczelny stosunku do was ! - prychnela Olivia większość ludzi na sali opadły szczęki patrzyli na pani Potter wielkimi oczami i otwarta szczęka - więc był niegrzecznym chłopcem więc został ukarany i teraz musi chodzić w tym stroju drag queen cały czas nie mogąc go zdjąć i - dodała cukierkowym głosem

- Moja mała bohaterka - mruknął tuląc ja do swojej piersi 

- Nie jestem mała! - warknęła na niego ale wtuliła się w Harry'ego jeszcze bardziej i wesnela zadowolonym głosem - tatusiu kocham cie dlatego chce dostać od tatusia całus w czoło dostanę do tatusia całus w czoło proszę tatusiu byłam grzeczna dziewczynka i zawsze przestrzegałam etykietę dobrego zachowania w rodzie Potter! 

- Dobrze Księżniczko i byłaś bardzo grzeczna dziewczynka tatuś bardzo mocno Cię kocha - i pocałował ją w czoło Olivia wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej - kocham cie bardzo mocno tatusiu! 

Następnie zobaczyli jak Molly i Lily karzą Mruszka znaleźć Marge i kiedy się pojawili Lady Lupin i Lady Jordan zmienili jej ubrania na obcisły strój niegrzecznej japońskiej uczennicy z wymiany a na nogach miała szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie 

- Naprawdę zmieniliście ubranie damskiej  wersji wieloryba na strój niegrzecznej uczennicy z japońskiej wymiany ! - krzyknęli ze śmiechu do Victoire i Domique a one pokiwaly głowami uśmiechem na twarzy Jesscia pokazała im zdjęcia a sala spadła ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy 

- Kiedy była u swojego durnego braciszka to obrażała mojego syna Lorda Pottera więc była niegrzeczna dziewczynka a powinna zwracać się do niego per Lordzie Potter panie Potter i proszę pana oznajmiła Lily I - po za tym jak kiedy byliśmy u Dursleyow dać im nauczkę Marge nie ubrała swojego mundurka niegrzecznej uczennicy z Japonii i nie miała szpilek na wysokim obcasie i najgorsze nie powitała nas Ladys i Madames z należytą wdzięcznością i szacunkiem oraz zwracała sie do nas na ty a nie na pani albo Lady albo Madame i nasze nazwisko oraz proszę pani! Była bardzo bezczelna! - prychnela Lily I większość ludzi na sali opadły szczęki patrzyli na pani Potter wielkimi oczami i otwarta szczęka - więc była niegrzeczną dziewczynka więc została ukarana i teraz musi chodzić w tym stroju mundurku niegrzecznej uczennicy z Japonii cały czas nie mogąc ja zdjąć i oczywiście jak każda niegrzeczna uczennica chodzi w szpilkach na wysokim obcasie których nie może zdjąć - dodała cukierkowym głosem

- I jak wiecie będzie dostawanie lanie to ją oduczy grozić mojemu mężowi - oznajmiła szczęśliwa Ginny 

- Ale zemsta - powiedział dumny Scorpius - to istne slizgonskie 

- To było również bardzo pomysłowe - stwierdził Rolf 

- I bardzo odważne - rzekł Ron 

- A tu macie zdjęcia tych wspaniałych outfitow - i dały im zdjęcia 

- Dobrze że byłem grzecznym chłopcem - stwierdzili mezszyzni szoku ze kobiety potrafią się tak zemścić a kobiety parsknęły śmiechem nagle pojawiła się Mruzka miała na sobie obcisna sukienkę i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i biżuterie rodem Weasley 

- Ta mugolka wieloryb Dursley dostała od Mruzki porządnie lanie na dupie i jej dupa jest bardzo czerwona bo Mruzka sie nią zajęła jak pani kazała Lady Weasley - oznajmiła skrzatka - i Mruzka musiała ja przywiązać do barierki łóżka bo sie rzucała i nie chciała dostać kary ale Mruzka sobie z nią poradziła 

- Świetnie się spisałaś skarbie Dziękuję kochanie - rzekła Molly cukierkowym głosem do Mruzki i podeszła do niej z niezwykla gracja i wdziękiem kucnela i ja przytuliła do swojej piersi i pocałowała ją w czoło jak zwykle Mruzka wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej - i jutro też i tak całe 8 lat 

- Oczywiście lady Weasley jak pani każe do Mruzka zrobi - rzekła zachwycona ze jej pani jest zadowolona oraz dała jej ważne zadanie do wykonania i pyknela

- Wiec teraz bądź grzecznym chłopcem i się mną zaopiekuj! - zawolaly kobiety do swojego mezszyzny 

- Chcesz żebym sie z tobą kochał? - spytali z nadzieją do swojej kobiety 

- Tak chce żeby twoja męskość była we mnie! - jęknęly podniecone ci wzięli swoja kobietę na ręce i podbiegli do swoich komnat

W Komnatach

Jak najszybciej rozebraly się kobiety do naga miały tylko biżuterie rodem swojego męża kolczyk na pępku i uszach pierścień na palcu i brazoletka a na nogach miały szpilki z kłódka na wysokim obcasie popneli swojego męża kiedy również byli nadzy na łóżko i przywiązały swojego męża do łóżka 

- Co ty robisz? one przybliżyli swoją pierś do ust swojego męża a oni nie zastawiali się długo zaczęli piersic językiem sutek swojej żony wydały z siebie głośne wesnecie zadowolenia

- Bądź... grzecznym... chłopcem... i pozwól.... mi działaś.... bo byłeś w grzecznym chłopcem... 
wiec.... w nagrodę.... ze byłeś... grzecznym chłopcem jako... twoja żona.... mam obowiązek... zaspokoić twoje.. potrzeby.. wzdychaly oddychając głowę do tyłu poddając się przyjemności jakie język męża dawały doznania kobietom lizać pierś 

- O tak - mrukneli zadowolonym głosem gdy kobiety zaczęły lizać penisa swojego męża 

- Lubisz jak to robię? - spytały z nadzieją 

- czy pozwoliłem Ci żebyś przestała lizać moją męskość? - i pieściły go jeszcze większym głodem poruszali również ręką mezszyzni zaczęli jęczeć 

- Grzeczna dziewczynka! o tak! tak dobrze! o tak! nie przestawaj! - Widać było, iż dokładają wszelkich starań, aby zapewnić im jak największą dawkę rozkoszy, jednocześnie posłusznie patrzyły w swojego mezszyzne , dbając o kontakt wzrokowy. Oni jednak co chwilę mocno odchylali głowę do tyłu, czemu towarzyszyły głośne pojękiwania i długie, soczyste przekleństwa. 

- Skarbie ja zaraz zaraz! - krzyknęli , a kobiety przyspieszyły swoje ruchy ręką i ustami. Po chwili wydali z siebie jęk. Odchyli głowę do tyłu, poddając się orgazmowi. - Jestem w niebie! - rozmarzyli się a one przybliżyli swoją pierś do ust swojego męża a oni nie zastawiali się długo zaczęli piersic językiem sutek swojej żony wydały z siebie głośne wesnecie zadowolenia

- Poliż sobie... mój kochany - odparły uśmiechem na twarzy poddając się przyjemności - grzeczny.. chłopiec - i pocałowały ich po czołe a one piescily penisa swojego męża ręka oni wydawali zdławione jęki bo lizali pierś swojej żony z takim głodem a one jęczały głośno - twoja... żona jest.... szczęśliwa że... liżesz moj sutek.... z takim.. pragnieniem!! - wzdychaly ponownie odchylając głowę do tyłu poddając się orgazmowi i poruszały ręką penisa swojego męża coraz szybkiej a mezszyzni byli tak podniecenia że bez zbędnych gierek żony usiadły na  na podnieconym do granic możliwości swojego męża i nabiły się na jego sztywny członek, krzyknąwszy z rozkoszy poruszałam się w dół i w górę najpierw powoli, a późnej coraz szybciej i głębiej. Wydając jęki, popatrzyły na swojego męża 

- Właśnie mnie bzykasz, tylko ty możesz zaspokoić moje potrzeby! - jęknęly podniecone 

- O Merlinie bzykam Bogini!! - jęczeli mężowie podnieceni - rozwiąż mnie bo chce żeby moje dłonie spoczęły na twoich biodrach i będzie jeszcze szybciej!! I wtedy pokaże ci jak bardzo Cie kocham! 

- Obiecujesz? 

- Obiecuje! - zawołali podnieceni rozwiązały ich Ci położyli dłonie na biodrach swojej żony i byli tak podnieceni że przyspieszyli tempo coraz bardziej z każdym ruchem stawali się coraz bardziej podnieceni i one krzyczały ekstazie a oni lizali jej sutek językiem 

- OCH MÓJ LORDZIE TAK TAK TAK!!! - już po chwili każda para krzyknęli w miłosnym uniesieniu, odchylając głowę do tyłu a mezszyzni wytrysneli, zalewając ich wnętrze gorącym nasieniem. Każda para oddychali głęboko a po chwili zaczeli sam lizać sutek swojej żony a one jęknęly zachwycone po chwili rzucili je na łóżko że teraz one leżały na łóżku

- Dlaczego nie liżesz mój sutek! - oburzyły się a oni rozłożyli nogi swojej kobiecie dotarli do ich rozpalonej kobiecości im się zorientowały, zagłębiali w niej język. Każda kobieta wygięła się w łuk z podniecenia, krzyknąwszy przeciągle.

- Podoba Ci się? - zapytali swoją żonę 

- Tak! - jęknęly zachwycone

- Jesteś taka wilgotna... - wyszeptali, wkładając opuszek palca w mokre wejście do tunelu przyjemności. - taka słodka... zagłębili się nim o wiele znaczniej.

- Proszę... Proszę... - jęczaly , ściskając swoje piersi włożyli cały palec w szparkę swojej żony , a po chwili dołączyła kolejny. Zaczęli się powoli poruszać nimi w żonie wnętrzu, wywołując fale im podniecenia, przeszywające ich ciała . Od razu przywarli ustami do łechtaczki swojej kobiety co kobiety głośno jęknęly i szybkimi ruchami palców zaczeli się w niej poruszać

- Mocniej! Mężu! błagam mocniej! - jęczały po chwili zalała je fala przyjemności, następnie rzucały się po łóżku z przyjemności kiedy dalej lizali łechtaczke swojej kobiety przez co ugryzli w łechtaczkę, co zaaowocowało każdej żonie mocnym orgazmem krzyczały w ekstazie po oddychać głowę do tyłu poddając się orgazmowi przepływali po ich seksownym ciele miały rozmarzone twarz przyciągnęły swojego do siebie i pocałowały ich zachłannie usta Wszedli w nie a one wesnely zadowolonym głosem Zaczeli od długich, powolnych pchnięć, póki nie dostosowały się do swojego męża wielkości. Po chwili zaczęli przyspieszać, nabierając tempa,byli coraz bardziej podnieceni wbijali sie wnie coraz szybciej i mocniej które bardziej im się spodobały jęczaly tylko każda para Odrzucila głowy w tył i zawołal ze wspólnej rozkoszy po chwili przez ich ciała przeszły prądy i odrzuciliśmy głowę do tyłu, poddając się orgazmowi. 

- Aaaaaaaaa! - krzyknęły w ekstazie , a następnie pocałowały swojego męża namiętnie w usta. przybliżyli ich głowę do swoich piersi blisko jego. Wzięli w usta jeden z sutków, a drugi ujeli ręka. Poddały się przyjemnością, bo odrzuciły głowę do tyłu - o tak, zajebiste uczucie! - późnej przejechali językiem po ciele swojej kobiety ozdobiony długim kolczykiem na pępku rodu swojego męża napisałem np Caroline miała napisane Madame Evans albo Lady Potter którą miała np Euphemia kobiety ustaliły się w taki sposób ze mezszyzni weszli w swoją kobietę od tyłu, a one wydały z siebie głośne westchnienie zadowolenia. Po nie długim czasie mezszyzni coraz bardziej brutalni, ale kobiety były z tego zadowoleni, wydając z siebie coraz większe jęczenie - O tak, kochanie ! O tak jesteś boski i seksowny!

- Skarbie - wyszeptalo cicho i zaczeli pieścić swojej żonie piersi rękami. 

- Tak! Wielb mnie! Tak ! Tak, uwielbiam ta pozycje!

- Ja też uwielbiam ta pozycje - mruczeli do ucha swojej żonie i po chwili każda para wyszli z siebie z jękiem spełnienia, potem całowali swoją żonę po szyi. Kobiety wydawały z siebie mruczenie zadowolenia. Położyli się nie wychodząc Każdy mezszyzna popatrzył na swoją żonę a one wyciągnęły nogę do góry a oni trzymali żonę nogę w górze i znowu mezszyzni nazbierali tempo 

- mocniej i szybciej tak własne tak! - i Poczuły że kolejny orgazm lada moment nadejdzie. - Skarbie , byłam grzeczną dziewczynką, prawda zawsze przestrzegalam etykietę dobrego zachowania? - zapytały podniecone. - Nawet teraz jak mnie bzykasz mam na nogach szpilki z kłódka na wysokim obcasie żeby wiedzieć żeby nigdy ich nie zdejmować i nie mam zamiaru ich zdejmować bo uwielbiam ich chodzić i zawsze będę je na nogach i zawsze będę chodziła też w obcisłych ubraniach podkreślające moja figure i kobiece kształty i jako grzeczna dziewczynka będę mówiła do twoich rodziców tylko mamusia i tatuś ! - Każdy mężczyzna spojrzał na swoją żona z zaciekawieniem - Mogę mieć orgazm, prawda? Proszę?! 

Kobiety w oczach mezszyzn ujrzeli zrozumienie. uwielbiały oddawać całkowitę władzę swojemu mężowi nad moim ciałem. Były wtedy tak podniecone. Mężowie rozumieli potrzebę swojej żony . Rozumieli , że dzięki temu jego żona jest spełniona i szczęśliwa. Uwielbiały go prosić o pozwolenie na orgazm. Miały wtedy lepsze spełnienie 

-Tak. Możesz - stwierdzili i w tym samym momencie kobiety wydały z siebie głośny jęk spełnienia przez ciał kobiet przeszedł niesamowity prąd ,niesamowity bardzo mocny orgazm przeszedł przez je ciala . Krzyczały w amoku i ekstazie . Uczucie niesamowitego ciepła zalewały każda kobietę od środka odchylając głowę do tyłu mężczyzni również jęknęli zalewając je do środka 

- To było niesamowite! - jęknęly zmęczone ale zadowolone kobiety ciała były zadowolone i błowie

- Tak jestem niesamowity i było niesamowicie ale jesteś seksowna skarbie - oznajmili mężczyźni wtulili się w plecy swojej kobiety 

- Masz rację jestem seksowna - stwierdziły kobiety i zasnęły 

Następnego ranka 

Każda para która skończyła 15 lat weszła do wielkiej sali każda kobieta miała rumieniec na twarzy a każdy mezszyzna strzezyli sie glupotowato miały na sobie obcisłe ubranie idealnie dopasowane do ich figur i podkreslaly ich figure i kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie mezszyzni też byli ubrani spodnie koszule kurtkę ramoneskę kiedy tylko Amelia i Kingsley sie pojawili zobaczyły jak dwie krople wody się rzucają sie na ich krzycząc 

- mamusia! tatuś! 

Amelia mocno je przytuliła do swojej piersi a one wtuliły sie 

- Moje ukochane córeczki! - pocałowała je po czole wyrażając matczyne uczucia jakie do bliźniaczek żywiła dziewczynki wesnely zadowolonym głosem wtulając się matkę jeszcze bardziej 

- Byłyście grzeczne kochane? - spytał Kingsley musiał kucać bo przy im bliźniaczki były bardzo małe Flora o Hestia pokiwaly głowami i wtuliły się w ojca rzucając mu się na szyję miały biżuterie rodem Shackleboltow obcisłe ubrania idealnie dopasowane do ich figur i podkreslaly ich figure i kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie 

- Tatusiu kretyni się skinia - poskarżyły Flora i Hestia do Kingsleya i wystarczyło jedno spojrzenie Kingsleya ze single zbladli Amelia zachichotała całując go namiętnie w usta 

- Moj ty bohaterze jesteś dla Flory i Hestii najlepszym tatusiem

- Bo jestem ich najlepszym tatusiem skarbie - odezwał się 

- Co słychać? - spytała Caroline siadła na kolanach Clausa

- Ale mi się dobrze spało! - wypaliła Euphemia siadła na kolanach Fleomonta wtuliła się w niego 

- Miałam zajebisty sen - stwierdziła Apolonia rozmarzony głosem wtulając się w Armarda 


Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...