środa, 26 lutego 2025

Rozdział 20 Czara

Andromeda bardzo mocno wtuliła się w Caroline i nie chciała jej puścić

- Nie opuszczaj mnie mamusiu proszę - mruknela łzami w oczach kiedy Caroline chciała sie poprawić i trochę się odsunęła

- Kochanie ja Cie nigdy nie opuszczę - oznajmiła Carolina całując ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Tonks wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej i tuliła ja do swojej piersi

- Ja chce czytać księżniczko! - zawołał Charlie

- Proszę wujku Charlie - odparła Michelle i dała swojemu wujkowi książkę

Rozdział 20
Pierwsze zadanie

Harry wstał w niedzielny poranek i zaczął się ubierać. Był tak rozkojarzony, że przez chwilę próbował wciągnąć na nogę swój kapelusz zamiast skarpetki. Kiedy w końcu pozakładał wszystkie części ubrania na właściwe części ciała, wybiegł, by odnaleźć Hermionę. Zastał ją w Wielkiej Sali, jedzącą śniadanie razem z Ginny.

- Moja siostryczka i moja żonka jedzą sobie śniadanie - rzekł z uśmiechem na twarzy Harry

Zbyt roztrzęsiony, by coś zjeść, czekał, aż Hermiona przełknie ostatnią łyżkę owsianki, a wtedy wyciągnął ją na błonia. Poszli na długi spacer wokół jeziora, a on opowiedział jej o smokach i o tym, czego dowiedział się od Syriusza. Hermionę bardzo zaniepokoiło to, co Syriusz mówił o Karkarowie, ale uznała, że smoki są pilniejszym problemem.

- Skupmy się na zachowaniu cię przy życiu do wtorkowego wieczoru - powiedziała zrozpaczona - a dopiero potem będziemy się martwic Karkarowem.

- Smoki kto to wymyślił - mruknela przerażony dwie wersje pani Potter

Obeszli trzykrotnie jezioro, próbując sobie przypomnieć jakieś proste zaklęcie ujarzmiające smoka. Nic jednak nie wymyślili, więc udali się do biblioteki. Harry pozdejmował z półek wszystkie książki o smokach i zabrali się do wertowania wielkiego stosu.

- Przycinanie pazurów za pomocą zaklęć... zabiegi w przypadku gnicia łusek... nie, to nie dla nas, to dla takich świrów jak Hagrid, którzy chcą utrzymać te bestie w jak najlepszym zdrowiu...

- Zapomniałeś dodać Charliego do tych świrów - dodała Audrey

- Nie jestem świrem! - oburzył się Charlie

- Jesteś świrem moim świrem i bardzo mocno Cię kocham - odezwała się Charlotta wtulając się w rudego mezszyzny

- Smoki bardzo trudno uśmiercić, a to z powodu pewnego odwiecznego czaru, który chroni ich grube skóry; mogą go przezwyciężyć tylko bardzo potężne zaklęcia... ale przecież Syriusz mówił, że jest prosty sposób...

- przejście do defensywy i użycie zaklęcia Incarcerous - oznajmił starszy Łapa

- A więc poszukajmy w księgach z prostymi zaklęciami - zaproponował Harry, odrzucając egzemplarz „Ludzi, którzy za bardzo kochają smoki". Wrócił do stołu ze stosem ksiąg z zaklęciami i zaczęli je po kolei kartkować. Hermiona przez cały czas szeptała mu nad łokciem:

- Tu są zaklęcia przemieniające... ale co za sens... chyba żeby przemienić mu kły w żelki owocowe, nie byłby już taki groźny... tak, ale problem w tym, że przez smoczą skórę to nie zadziała...

- A może spróbować transmutacji, ale z czymś tak wielkim nie masz szans, chyba nawet sama profesor McGonagall nie... zaraz, a jakbyś tak rzucił to zaklęcie na siebie? Żeby uzyskać większą moc? No tak, ale to nie są proste zaklęcia, no wiesz jeszcze ich nie przerabialiśmy... wiem o nich tylko dlatego, że przeleciałem już ćwiczenia do sumów...

- Hermiono - mruknął Harry przez zaciśnięte zęby - czy mogłabyś się przymknąć? Próbuję się skupić

Ginny szeptała mu do ucha podniecona

- Ale nawet kiedy Hermiona zamilkła, niewiele mu to pomogło, bo w głowie miał coraz większy chaos. Wpatrywał się z rozpaczą w spis treści Podstawowych zaklęć dla tych, którzy nie mają czasu... Natychmiastowe oskalpowanie... ale smoki nie mają włosów... Pieprzny oddech... to by tylko zwiększyło siłę ogniowego rażenia tych bestii... Zrogowaciały język... jeszcze tego by brakowało, to przecież nowa broń...

- Harry jak ty...? - pytała Jessica

- Dowiesz się jak to zrobiłem - oznajmił Harry

- Och nie, znowu tu siedzi, dlaczego nie może czytać na tym swoim głupim statku? - jęknęła Hermiona na widok Wiktora Kruma, który wszedł do biblioteki, obrzucił ich posępnym spojrzeniem i usiadł w odległym kącie, kładąc na stole stos książek

- To coś nowego - rzekł zdziwiony Ron

- Ron jak wiesz kobiety zmienne są - odezwał się Bill

- To znaczy co? - pytała Lady Weasley

- Najpierw go nie lubiłaś a później poszłaś z nim na jedno wydarzenie - stwierdził Seamus

- Bo chciałam żeby jeden idiota był o mnie zazdrosny! - zawołała pani Weasley patrząc na męża

- Nie jestem - odezwał się Lord Weasley

- Och zamknij się wreszcie! - krzyknęła Hermiona całując go namiętne usta i poczuła jak jego męskość mu staje

- Hermiona Musze Cie przeleciec bo nie wytrzymam - wystekal Ron podniecony do jej ucha

- Oczywiście mój ty biedaku musisz sobie ulżyć a ja ci pomogę żebyś sobie ulżyl - mruknela mu do ucha podniecona

- Chodź, Harry, wracajmy do pokoju wspólnego... zaraz tu się zwalą jego rozchichotane fanki... I rzeczywiście, gdy wychodzili, natknęli się na grupę dziewczyn, które natychmiast wśliznęły się na palcach do biblioteki. Jedna przewiązała się w pasie szarfą w narodowych barwach Bułgarii.

Hermiona wywróciła oczami

* * *
Harry niewiele spał tej nocy. Kiedy się obudził w poniedziałkowy ranek, zaczął się zupełnie poważnie zastanawiać

- po raz pierwszy w życiu czy nie uciec z Hogwartu. Ale kiedy podczas śniadania rozejrzał się po Wielkiej Sali i pomyślał, co by to oznaczało, zrozumiał, że nie mógłby tego zrobić. To jedyne miejsce, w którym zaznał szczęścia... no, może poza wczesnym dzieciństwem w domu rodziców, ale tego nie pamiętał.

Ginny stanęła bo zauważyła jak pani Potter podbiegła do nich i żeby mocno przytulic swojego syna i Lily bardzo mocno przytula swojego syna a łzy w leciały jej po policzkach

- Kocham Cię - mruknely do ich piersi Harry z całych sił przytulił swoją matkę

- Gdyby nie ty mamo nie było mnie tu - powiedział Harry a ta popatrzyła na niego swoimi zielonymi oczami które patrzyły po niej odziedziczonyni zielonymi oczami a później poparzyła na Ginny i rzuciła jej się na szyję i mocno ją tuliła do swojej piersi

- Dziękuję Ginny lepszej żony dla mojego syna nie mogłam sobie wymarzyć nie jesteś moja synową tylko moja córeczką - rzekła a głos drżal i łzy miała oczach Odgarnęła kosmyk rudych włosów młodszej kobiety za ucho. Ten gest najpełniej obrazował macierzyńskie uczucia jakie do niej żywiła i pocałowała ją w czoło Ginny jeszcze bardziej się wtuliła do jej piersi a Lily poczuła jak zdycha zadowolonym głosem

- Kocham Cię mamusiu - rzekła do jej piersi a, później popatrzyła na nią swoimi czekoladowymi oczami - Mamusiu Harry James Potter , jest moim życiem, moją miłością moim mężem i jestem w nim zakochana do granic obłędu i jako jego żona moim obowiązkiem chronić i bronić go tak samo jak on broni i chroni mnie mój mąż jest najodwazniejszym czarodziejem na tym świecie zabił bazyliszka i uratował mi życie a tym mugolom mam na myśli Dursleyom oczywiście nogi z dupy im powyrywam jak traktowali mojego męża!

- Mamuś oczywiście że mamusi pomożemy i jestem jego córeczką a on moim tatusiem i moim obowiązkiem jako jego córeczki jest chronić i bronić go tak samo jak on broni i chroni mnie i mam zamiar dać nauczkę Dursleyow bo nikt nie ma prawa traktować jak śmiecia mojego tatusia - odezwały się Olivia Amelia II i Lily II

Świadomość, że w końcu lepiej pozostać w zamku i stanąć oko w oko ze straszliwym smokiem, niż wrócić na Privet Drive,

- Zamorduje ich! - warknely kobiety

w jakiś sposób mu pomogła; poczuł się odrobinę lepiej. Zjadł z trudem porcje smażonego bekonu (miał kłopoty z przełykaniem), a kiedy wstał razem z Hermioną, zobaczył Cedrika Diggory'ego, który również wstawał od stołu Puchonów. Cedrik wciąż nie wie nic o smokach. Pomyślał Harry. Jako jedyny spośród zawodników, bo przecież Maxime i Karkarow na pewno już poinformowali Fleur i Kruma...

- To dzięki Harremu dowiedziałem się o smokach - rzekł Cedrik

- Harry powiedział o smokach Cedrikowi a jego rodzice bardzo nie lubią Harrego co za pomysłowość brawo - oznajmił George I i zaczął klaskać państwo Diggory patrzyli na niego mordem oczach

- Tatusiu to nie jest ich wina to wszystko przez depresję i załamana nerwowe - stwierdziła Alicia II

- Hermiono, zobaczymy się w cieplarni - powiedział, śledząc wzrokiem Cedrika - Idź, dogonię cię.

- Harry, przecież się spóźnisz, zaraz będzie dzwonek...

- Dogonię cię, rozumiesz? - Kiedy znalazł się u stóp marmurowych schodów, Cedrik już był na ich szczycie. Otaczała go duża grupa szóstoklasistów. Harry nie chciał z nim rozmawiać w ich obecności; należeli do tych, którzy cytowali głośno artykuł Rity Skeeter, gdy tylko go zobaczyli. Szedł za Cedrikiem w pewnej odległości i zobaczył, że zmierza ku korytarzowi wiodącemu do klasy zaklęć. To mu podsunęło pewien pomysł. Zatrzymał się, wyciągnął różdżkę i dobrze wycelował - Diffindo! Torba Cedrika pękła. Pergaminy, pióra i książki wysypały się na podłogę. Kałamarze roztrzaskały się na kawałki.

- To byłeś ty - odezwał się zdziwiony Cedrik

- Dam sobie radę - mruknął Cedrik rozdrażnionym głosem, kiedy koledzy rzucili się, by pomóc mu pozbierać rzeczy - Powiedzcie Flitwickowi, że zaraz przyjdę... - Tego właśnie spodziewał się Harry. Wsunął różdżkę z powrotem do kieszeni, poczekał, aż koledzy Cedrika znikną w klasie, a wówczas ruszył pustym już korytarzem

- Cześć - powiedział Cedrik, podnosząc poplamiony atramentem egzemplarz Poradnika transmutacji dla zaawansowanych - Pękła mi torba... dopiero co ją kupiłem...

- Och co za nieszczęście! - krzyknąl Fred I

- Fred! - warknęła Nicole

- Tak kochanie? - pytał Lord Weasley - oczywiście ze będziemy się kochać lady Weasley - i pocałował ją w czoło a tw wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej

- Przyszłości jesteście jeszcze gorsi! - jeknal George II

- Cedriku, pierwszym zadaniem będą smoki.

- Co? - zapytał Cedrik, patrząc na niego ze zdumieniem.

- Smoki - rzekł Harry, a potem dodał szybko, w obawie, że profesor Flitwick wyjdzie z klasy, żeby zobaczyć, co jest z Cedrikiem - Mają cztery smoki, po jednym dla każdego, musimy przejść obok nich.

- Jesteś pewny? - zapytał Cedrik ochrypłym głosem.

- Nie ma wątpliwości. Widziałem je.

-Ale jak się dowiedziałeś? Przecież mieliśmy nie...

- Cedrik tata był na randce Olimpi z Hagridem jako przyzwoitka - powiedział Frank II - i przy okazji się dowiedział

- Nieważne - powiedział szybko Harry; bał się, że Hagrid miałby kłopoty, gdyby prawda wyszła na jaw - I nie tylko ja o tym wiem. Fleur i Krum na pewno już wiedzą... Maxime i Karkarow też widzieli te smoki.

Samanta bardzo mocno wtuliła się w Fleur a ta tuliła ja do swojej piersi

- Nic mi nie będzie kochanie - oznajmiła pani Weasley do Samanty

- Boję się o Ciebie mamusiu - mruknela pani Weasley do blondynki - bo jesteś moją mamusią

- Moje słoneczko - odparła wzruszona Lady Weasley do młodszej Lady Weasley całując ja w czoło i tuliła swoją najmłodsza córkę poczuła jak zdycha zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej

Cedrik wyprostował się. W objęciach trzymał stos poplamionych atramentem pergaminów, książek i piór; z ramienia zwisała mu rozdarta torba. Spojrzał na Harry'ego, a było to spojrzenie pełne zaskoczenia, może nawet podejrzliwości.

- Dlaczego mi o tym mówisz? - zapytał.

- Żebyś sie pytał! - odparował James II

Teraz z kolei Harry spojrzał na niego z niedowierzaniem. Był pewny, że Cedrik nie zadałby tego pytania, gdyby sam zobaczył smoki. Miałby stanąć oko w oko ze smokiem, nie wiedząc, co go czeka? Tego by Harry nie życzył nikomu, nawet najgorszemu wrogowi. No... może Malfoy'owi i Snape'owi...

- Wujku Harry mój tatuś Draco by sie zmienił w Fretke i smok by nie wiedział gdzie jest - oznajmiła Rose sala parsknęła śmiechem Draco popatrzył się na Rose morderczym wzrokiem a Rose nic sobie nie zrobiła

- Rose ostrzegam Cie

- Tatusiu twoim obowiązkiem jest chronić i bronić mnie czyli swoją córeczkę i przytulac mnie do piersi i pocałować w czoło a nie patrzyć na swoją córeczkę morderczym wzrokiem - odezwała się Lady Malfoy do teścia

- To chyba jasne. Teraz wiemy wszyscy, więc startujemy z tej samej pozycji, prawda? - Cedrik wciąż przyglądał mu się trochę podejrzliwie, kiedy Harry usłyszał za plecami znajomy stukot.

- Nie wiem co ja w tobie widziałam - oznajmiła Fleur do Diggorego - może jesteś przystojny ale Bill jest mega przystojny i do tego mega męski i zakochałam się w nim do granic obłędu i dobrze się stało bo bym nie wytrzymała z twoją mamusią Cedrik bo jest mega toksyczna

- Nie odzywaj się do mnie w tej sposób dziewucho! - warknęła Emma - kim ty jesteś żeby odzywać się do mnie w ten sposób?

- Nazywa się Lady Fleur Weasley Diggory - oznajmiła Molly I - jest Lady Weasley i jest moją i Artura córeczką i najważniejsze pytanie masz z tym jakiś problem Emmo?

- Synowa to nie rodzina! - prychnela pani Diggory

- Trzymajcie mnie bo ją wcisnę jakąś klątwa nie będziesz mi mówić jak mam sie zwracać do rodziców mojego męża! - warknęła Fleur

- Nie jestem.. -zaczęła

- ZAMKNIJ SIĘ WRESZCIE! - ryknela Lady Weasley do Diggory chwyciła ją za ubranie i wycedzila - żony moich synów są moimi coreczkami i będą nimi dożywotnio i czy podoba Ci się czy nie będą mówić do mnie "mamusia" a to Artura będą mówić "tatuś" bo są grzecznymi dziewczynkami i przestrzegają etykiety savoir-vivre a ja będę je tulić do swojej piersi z miłością i całować je po czole bo jestem ich matką, a nie teściową zrozumiałaś czy mam to powtórzyć a wtedy nie będę dla Ciebie taka miła

- Tak Lady Weasley - wycedzila Emma

- Ta kobieta naprawdę potrzebuje terapii - odezwała się Lily I patrząc na matkę Cedrika

- Tak terapia i to zaraz - powiedziały wszystkie matki - i mam to samo zdanie co Molly/ mamusia /ciocia Molly mówi żony moich synów są moimi córeczkami i będą mówić tak jak mówią do Molly/ mamusi / cioci Molly jej córki czyli mamusia i tatuś

- Tak Ladys - odezwała się pani Diggory

- Kocham Cię mamusiu - powiedziały szczęśliwe synowe do swojej teściowej

Odwrócił się i zobaczył Szalonookiego Moody'ego wyłaniającego się z pobliskiej klasy.

- Chodź ze mną, Potter - warknął - Diggory, zmykaj.

- Nie mów tak do mojego syna! - wycedzil Amos

- Jak nie ona to on sie uaktywnia! - jęknął Rogacz II

Harry spojrzał ze strachem na Moody'ego. Czyżby wszystko słyszał?
- Ee... panie profesorze, powinienem być na zielarstwie...

- Nie przejmuj się tym, Potter. Proszę do mojego gabinetu - Harry poszedł za nim, zastanawiając się, co go czeka. A jeśli Moody chce z niego wyciągnąć, w jaki sposób dowiedział się o smokach? Czy pójdzie zaraz do Dumbledore'a i naskarży na Hagrida, czy po prostu zamieni Harry'ego w tchórzofretkę?

- tchórzofretka jest tylko jedna i siedzi tam - stwierdził beztrosko Ron wskazując na Malfoya

- Zamknij się Weasley! - warknal Draco

No, może byłoby łatwiej prześliznąć się obok smoka jako fretka... Małą fretkę o wiele trudniej dostrzec z wysokości pięćdziesięciu stóp... Wszedł za Moodym do jego gabinetu. Moody zamknął drzwi i utkwił w Harrym zarówno magiczne, jak i normalne oko.

- Zachowałeś się bardzo przyzwoicie, Potter - powiedział spokojnie. Harry nie wiedział, co na to odpowiedzieć; czegoś takiego w ogóle się nie spodziewał.

- Bo jestem super! - zawołał Harry i pocałował namiętnie Ginny w usta która wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą kiedy Harry się oderwał od jej ust miała rozmarzona minę i wtuliła się w w jego pierś

- Usiądź - polecił Moody, więc Harry usiadł i rozejrzał się po gabinecie. Bywał tu już, kiedy gabinet zajmowali po kolei dwaj poprzedni nauczyciele Obrony Przed Czarną Magią. Za czasów profesora Lockharta ściany były wytapetowane uśmiechniętymi, mrugającymi portretami samego profesora.

- Nie przypominam mi tego pajaca! - jęknęli męska cześć uczniów

Kiedy urzędował tu Lupin, łatwo było się natknąć na jakiś nowy gatunek czarnomagicznego potwora, sprowadzonego, by mieli co poznawać na lekcji. Teraz gabinet był zapełniony wyjątkowo dziwnymi przedmiotami, i Harry pomyślał, że to jakieś przyrządy, których Moody używał, kiedy był aurorem. Na biurku spoczywał wielki, popękany szklany bąk, w którym Harry natychmiast rozpoznał fałszoskop, bo sam miał podobny, choć jego egzemplarz był o wiele mniejszy. W kącie, na małym stoliku, stało coś, co przypominało bardzo pogiętą złotą antenę telewizyjną, i cicho buczało.

- Fanscynujace! - zawołali Arturzy

Na ścianie wisiało coś w rodzaju lustra, ale nic się w nim nie odbijało, za to poruszały się w nim jakieś niewyraźne cieniste postacie.

- Podobają ci się moje wykrywacze, co? - zagrzmiał Moody, który przyglądał mu się uważnie.

- Co to takiego? - zapytał Harry, wskazując na pokręconą antenę.

- Czujnik tajności. Wibruje, kiedy wykrywa jakieś utajnienie czy kłamstwo... Tutaj jest bezużyteczny, za dużo zakłóceń... ze wszystkich stron napływają łgarstwa uczniów, tłumaczących się, dlaczego nie odrobili pracy domowej. - Buczy, odkąd go tu postawiłem. Fałszoskop też musiałem unieszkodliwić, bo bez przerwy gwizdał. Jest niezwykle czuły, wychwytuje wszystkie świństwa w promieniu mili. Oczywiście wyłapuje więcej niż tylko psikusy uczniaków - dodał z cichym rechotem.

- A do czego służy to zwierciadło?

- Och, to mój monitor wrogów. Widzisz ich tam, jak się czają? Nie są groźni, dopóki nie zobaczę białek ich oczu. Wtedy otwieram kufer. Zaśmiał się ochryple i wskazał na wielki kufer pod oknem. Miał kilka dziurek od klucza w jednym rzędzie. Harry zastanawiał się, co też może być w środku, gdy następne pytanie Moody'ego sprowadziło go gwałtownie na ziemię.

- Idz do Rosmerty zrobi Ci dobrze i od razu napięcie mięśniowe zniknie - odezwał się Matt

- A więc... dowiedziałeś się o smokach, tak?

Harry zawahał się. Obawiał się tego pytania, ale na szczęście nie powiedział Cedrikowi o Hagridzie, a sam nie zamierzał donosić Moody'emu, że gajowy złamał przepisy.

- W porządku - rzekł Moody, siadając i wyciągając drewnianą nogę z cichym jękiem - Oszukiwanie należy do tradycji Turnieju Trójmagicznego i zawsze tak będzie.

- Ja nie oszukiwałem - powiedział Harry ostrym tonem - Dowiedziałem się o tym przez przypadek.

- Na romantycznej randcę Hagrida i Olimpi ja chce iść na ślub Hagrida i Olimpi - powiedziała Gabriele

- Gabriele byłaś przez chwilą na ślubie.. Draco i Astorii - rzekł Denis

- To nie fair ja też chce mieć znak zaznaczenia! - oburzyła się pani Creevey

- Gabriele jesteś za młoda przestań już marudzić! - jęknęla Apolonia - Jeszcze pięć i będziesz miała znak zaznaczenia

- Tak, aż za pięć lat! - jęknęła Gabriele . - Ja chcę teraz! - I kupnela wściekła wysokim obcasem o podłogę Denis mocno ją przytulić i pocałował ją w czoło willa wesnela zadowolonym głosem wtulając się w chłopaka jeszcze bardziej

- Jesteś warta czekania - mruknął jej Denis

- I zrobisz że mnie panią Creevey  prawda? - spytała z nadzieją w głosie patrzeć swoimi niebieskimi oczami

- Zrobię to z największą przyjemnością - powiedział Denis

Moody wyszczerzył zęby. - Nie oskarżam cię, chłopcze. Od samego początku powtarzałem Dumbledore'owi, że może sobie być szlachetny i przestrzegać zasad, jeśli mu się podoba, ale stary Karkarow i Maxime na pewno tacy nie będą. Powiedzą swoim zawodnikom wszystko, czego się dowiedzą. Chcą zwyciężyć. Chcą pobić Dumbledore'a na głowę. Chcą udowodnić, że jest tylko człowiekiem. Znowu zaśmiał się ochryple, a jego magiczne oko zawirowało tak szybko, że Harry'ego zemdliło. - No więc... masz już jakiś pomysł, jak minąć smoka? - zapytał Moody.

- Nie.

- No, ja nie zamierzam ci tego powiedzieć - burknął Moody - Nie będę nikogo faworyzował. Chcę ci tylko dać kilka dobrych ogólnych rad. A pierwsza brzmi: wykorzystuj swoje atuty.

- Nie mam żadnego atutu - powiedział Harry, zanim zdążył ugryźć się w język.

- jesteś piekielnie dobry w lataniu na miotle Harry - odezwał się Colin I

- Twoje latanie na miotle to istna poezja - dodała Angelina

- Że co? - warknął Moody - Jak ja mówię, że masz, to masz. Pomyśl. W czym jesteś najlepszy?

Harry próbował się skupić. W czym jest najlepszy? To przecież jasne...

- W Quidditchu - powiedział ponuro - A to mi nie pomoże...

- Racja - rzekł Moody, utkwiwszy w nim swoje magiczne oko - Słyszałem, że jesteś piekielnie dobry w lataniu na miotle.

- Tak, ale... - Harry spojrzał na niego, marszcząc czoło - Przecież nie będę miał miotły, tylko różdżkę...

- Jak ty zostałeś Szefem Departamentu przestrzegania prawa czarodziejów! - zardwil Zachariasz

- A oto druga rada ogólna - przerwał mu Moody - Użyj jakiegoś prostego zaklęcia, żeby zdobyć to, czego ci potrzeba.

Harry wytrzeszczył na niego oczy. Czego mu potrzeba?

- Śmiało, chłopcze... - szepnął Moody - Poskładaj to do kupy, to wcale nie jest trudne...

- Dla Pottera to jest trudne - drwil Lucek

- I Harry'emu nagle coś kliknęło w głowie. Jest najlepszy w lataniu na miotle. Musi przelecieć nad smokiem. Do tego jest mu potrzebna Błyskawica. A żeby mieć Błyskawicę, potrzeba...

- Hermiono - wyszeptał, gdy dziesięć minut później wpadł do cieplarni, w biegu usprawiedliwił się przed panią Sprout i stanął obok Hermiony - Hermiono... potrzebuję twojej pomocy.

- A niby co innego robię przez cały czas? - odpowiedziała również szeptem, a jej oczy rozszerzyły się ze strachu ponad drżącym krzakiem trzepotki, który przycinała.

- Bo jesteś moim braciszkiem i kocham cię i martwię się o ciebie - powiedziała Hermiona do Harrego

- Hermiono, do jutrzejszego popołudnia muszę się dobrze nauczyć zaklęcia przywołującego.

* * *

Więc ćwiczyli. Nie poszli na drugie śniadanie, tylko ukryli się w pustej klasie, gdzie Harry starał się jak mógł sprawić, by różne przedmioty przylatywały mu do rąk. Wciąż miał trudności. Książki i pióra traciły animusz pośrodku sali i spadały jak kamienie na podłogę. - Skoncentruj się, Harry, skoncentruj się...

- A niby co innego staram się robić? - żachnął się Harry - Jakiś ohydny wielki smok bez przerwy tłucze mi się w głowie, nie bardzo wiadomo dlaczego... Dobra, jeszcze raz...

- Tato musisz wyluzować - stwierdził James II

- Tatusiu - mruknela Olivia patrząc na niego przerażonymi oczami

- Miał zamiar opuścić lekcję wróżbiarstwa, żeby nadal ćwiczyć, ale Hermiona zaparła się, że musi iść na numerologię, a nie było sensu ćwiczyć bez niej. Musiał więc ponad godzinę znosić profesor Trelawney, która przez pół lekcji opowiadała, że aktualna pozycja Marsa wobec Saturna oznacza poważne zagrożenie nagłą śmiercią dla osób urodzonych w lipcu. - No i świetnie - powiedział głośno Harry, nie mogąc się już powstrzymać - szybko, żebym nie cierpiał.

- Wystarczy zaklęcie avada kevadra - rzekł Moody

Ron sprawiał przez chwilę wrażenie, jakby miał zamiar się roześmiać. Ich spojrzenia spotkały się po raz pierwszy od wielu dni, ale Harry wciąż miał do niego zbyt wielki żal, żeby to wykorzystać. Resztę lekcji spędził, próbując przywoływać małe przedmioty pod stolikiem. Udało mu się zmusić do tego muchę, ale nie był pewny, czy to skutek jego Zaklęcia Przywołującego, czy po prostu jej głupoty.

- z głupoty bo z ciebie jest marny czarodziej! - zardwil Vincent

- Zamknij się! - warknęła Ginny do Goyle a

- Jesteś tylko pustka lalką Weasley - rzekł Goyle , a gdy się tak śmiał, Potter z całej siły stanęła wysokimi obcasami na stopy Goyle . Ten jęknął z bólu. Zrobił się czerwony, oczy wyszły mu z orbit,

- Zdejmij te cholerne buty z moich stóp Weasley! - warknal Goyle z bólu a Ginny odparła.

- Po pierwsze nazywam się PANI Potter Goyle po drugie niestety nie mogę ściągnąć szpilek na wysokim obcasie bo połączyły się z moimi stopami i muszę w nich chodzić 24 godziny na dobę a po trzecie ta pustka lalką stoi ci na twoich stopach – oznajmiła słodkim tonem – Widzę, że lubisz ten rodzaj bólu – i odeszła,z jego stóp a ten spadł z krzesła i jęczał z bólu, trzymając się za,stopy a rudowłosa przytuliła się do Harrego , a on ją mocno objął

Po Wróżbiarstwie zmusił się do zjedzenia kolacji, a potem wrócił z Hermioną do pustej klasy, ukryty pod peleryną-niewidką, by uniknąć spotkania z którymś z profesorów. Ćwiczyli do północy.

- Ja sie zastanawiałem gdzie Harry jest - powiedzieli jego koledzy z pokoju

- Dlaczego go jeszcze nie przeprosiłeś Ron? - spytała wściekła Lily I

- Byłem jeszcze idiota że mu nie wierzyłem - mruknął Ron

Zostaliby dłużej, gdyby nie pojawił się Irytek, który zaczął ciskać krzesłami po sali w odpowiedzi na rzekome ataki Harry'ego. Czmychnęli z klasy, obawiając się, że hałas ściągnie Filcha, i wrócili do pokoju wspólnego Gryffindoru, teraz zupełnie opustoszałego. O drugiej w nocy Harry stał przy kominku, otoczony stosami różnych przedmiotów - książkami, piórami, przewróconymi krzesłami, wysłużonym kompletem gargulków, wśród których była też ropucha Neville'a, Teodora.

- Nie wiem dlaczego ale jak słyszę słowo Ropucha to kojarzy mi się z od razu z Umbridge - stwierdził Neville

Dopiero w ciągu ostatniej godziny udało mu się w końcu połapać, na czym polega zaklęcie przywołujące.

- Lepiej, Harry, o wiele lepiej - pochwaliła go Hermiona, zmęczona, ale bardzo uradowana.

- Przynajmniej wiemy, co robić, kiedy następnym razem nie będę mógł opanować jakiegoś zaklęcia - powiedział Harry, rzucając jej słownik runów, żeby spróbować jeszcze raz - Wystarczy zagrozić mi smokiem. Dobra... - Jeszcze raz uniósł różdżkę - Accio słownik! - Ciężki wolumin wyrwał się Hermionie z ręki, przeleciał przez pokój i wylądował w ręku Harry'ego.

- Harry, naprawdę myślę, że już to opanowałeś! - zawołała ucieszona Hermiona.

- Miałem super nauczycielkę - odparł Harry

- Żeby tylko tak było jutro. Błyskawica będzie o wiele dalej, w zamku, a ja będę na błoniach...

- To nie ma ˙żadnego znaczenia - powiedziała stanowczo Hermiona - Jeśli tylko naprawdę bardzo, bardzo się skoncentrujesz, przyleci. Harry, prześpijmy się trochę, to ci dobrze zrobi.

Hermiona popatrzyła wymownie na Rona i przygryzla wargi

* * *

W ciągu popołudnia i nocy Harry tak się skupił na ćwiczeniu Zaklęcia Przywołującego, że ślepa panika, jaka go opanowała, nieco osłabła. Wróciła jednak z całą mocą następnego ranka. W całej szkole wyczuwało się gęstą atmosferę napięcia i podniecenia. Lekcje przerwano w południe, żeby dać uczniom czas na zebranie się przy ogrodzeniu dla smoków - chociaż, oczywiście, nie mieli pojęcia, co tam na nich czeka. Harry czuł się bardzo dziwnie: jakby nic go z nikim nie łączyło, bez względu na to, czy ktoś życzył mu powodzenia, czy syczał:
„Nie martw się, Potter, weźmiemy ze sobą paczkę chusteczek", kiedy przechodził.

- Odwalcie się od mojego wnuka! - warknęła Carolina która cały czas tuliła Andromedę do swojej piersi bo nie chciała sie od jej oderwać bo chciała żeby ta chwila trwała wiecznie - Claus nie patrz tak na mnie moim obowiązkiem jako matki jest tulić i całować po czole swoją córeczkę a Andy jest moja córeczka prawda że jestem twoją mamusią Andy?

- Tak! - wtulając się w kobietę jeszcze bardziej - nigdy nie poczułam takiej matczynej miłości jak od Ciebie mamusiu kocham cię mamusiu - oznajmiła szczęśliwa pani Tonks tuląc się do pani Evans Nimfadora byla wściekła że nie jej matka nie poczuła od swojej biologicznej matki matczynej miłości i widziała jak jej mama wciąż potrzebowała matczynej postaci i dzięki Merlinowi, że Carolina mogła jej to zapewnić starsza kobieta odgarnęła kosmyk brązowych włosów młodszej kobiety za ucho. Ten gest najpełniej obrazował macierzyńskie uczucia jakie do niej żywiła. Wiele dla niej znaczyło, że Andy je odwzajemniała wiec z taką miłością pocałowała ją w czoło Andy wesnela zadowolonym głosem wtulając się w kobiete jeszcze bardziej i tuliła ją dalej

- W takim razie wszystko jest ustalone córeczko Będziemy miały pełne ręce roboty z tymi dwoma, więc jako kobiety z tym rodzie musimy trzymać się razem – uśmiechnęła się szeroko ciepło pani Evans Andy tylko pokiwała głową i znowu się do niej przytuliła

- Dziękuję - wyszeptała wzruszona Nimfadora do Caroline bo widziała ze jej matka odczuwa od Pani Evans matczyna miłość

Nerwy miał tak napięte, że bał się, czy nie straci głowy, gdy będzie musiał stanąć naprzeciw swojego smoka, i nie zacznie miotać zaklęć na wszystkich w polu widzenia. Czas też zachowywał się bardzo dziwnie: galopował z zawrotną szybkością, tak że Harry'emu wydawało się, iż w jednej chwili siedzi na pierwszej w tym dniu lekcji, Historii Magii, a w następnej idzie już na obiad... A potem nagle (a właściwie kiedy minęło całe przedpołudnie, ostatnie godziny bez smoków?) zobaczył spieszącą ku niemu przez Wielką Salą profesor McGonagall. Mnóstwo głów odwróciło się w jego kierunku.

- Wiem że jestem przystojny i wogule jestem super ale wolę jakbyście odwrócili głowę i zajęli się swoimi sprawami no oprócz jednej rudowłosej dziewczyny z piegami z brązowymi oczami która ma sześciu starszych braci ta rudowłosa piękność może nawet usiąść mi na kolanach się do mnie przytulić i pocałować mnie usta i życzyć mi powodzenia - mówił Harry do uczniów Ginny chwyciła jego głowę i namiętnie go pocałowała

- Możecie przestać się całować! - jeknal James II

- Nie! - oznajmili wspólnie

- Potter, wszyscy reprezentanci już się zbierają na błoniach... Musicie przygotować się do pierwszego zadania.

- Już idę - powiedział Harry, wstając; widelec wypadł mu z ręki i uderzył z brzękiem w talerz.

- Powodzenia, Harry - szepnęła Hermiona - Uda ci się, zobaczysz!

- No jasne - odpowiedział Harry nieswoim głosem. Wyszedł z Wielkiej Sali z profesor McGonagall. Ona też nie była sobą: prawdę mówiąc, wyglądała na prawie tak samo przerażoną jak Hermiona.

- A dziwisz się byłam przerażona! - zawołała Minne - mój uczeń ma walczyć ze smokiem! - a później popatrzyła wściekła na Dumbledore na Knota Croucha i wycedzila - mam ochotę strzelić was jakiś zaklęciem w jaja a, później poprawić wysokim obcasem żeby bardziej bolało

Kiedy zeszli po kamiennych schodach w listopadowy chłód popołudnia, położyła mu rękę na ramieniu.

- Tylko bez paniki - powiedziała - Zachowaj trzeźwość umysłu. Mamy tam czarodziejów, którzy nie pozwolą, by sytuacja wymknęła się spod kontroli. Najważniejsze, żebyś starał się to zrobić jak najlepiej, a o resztę się nie martw. Nawet jak ci się nie uda, nikt nie weźmie ci tego za złe...

- Kłóciłbym sie z tobą - stwierdził Harry do Minevry

Dobrze się czujesz?

- Tak - Harry usłyszał własny - Tak, wspaniale - Prowadziła go do ogrodzenia dla smoków, wokół skraju Zakazanego Lasu. Kiedy jednak zbliżyli się do kępy drzew, za którą powinno już być widać ogrodzenie, Harry zobaczył, że wzniesiono tam namiot, zasłaniający smoki.

- Masz tam wejść, razem z innymi zawodnikami - powiedziała profesor McGonagall lekko roztrzęsionym głosem. - I czekać na swoją kolej. W środku jest pan Bagman, który wyjaśni wam procedurę... Powodzenia.

- Dzięki - odpowiedział Harry bezbarwnym, jakby odległym głosem. Zostawiła go przed wejściem do namiotu. Wszedł do środka. Fleur Delacour siedziała w kącie na niskim drewnianym stołku. Nie wyglądała na tak opanowaną jak zawsze, była bledsza i jakby wilgotna.

Fleur z całej siły wtuliła się w Billa i tylko wtedy poczują się bezpieczna matki patrzyły na siebie przerażone

Wiktor Krum sposępniał jeszcze bardziej; Harry uznał, że w ten sposób objawia się jego napięcie nerwowe. Cedrik spacerował tam i z powrotem. Kiedy Harry wszedł, uśmiechnął się do niego, a Harry odpowiedział mu tym samym, czując, że mięśnie twarzy nie bardzo go słuchają, jakby zapomniały, jak to się robi.

- Harry! Znakomicie! - ucieszył się na jego widok Bagman. - Wchodź, wchodź, czuj się jak u siebie w domu! - Pośród bladych zawodników Bagman przywodził na myśl lekko przekwitłą postać z kreskówki.

- Myślę żeby tam puść i mu przyłożyć - powiedział Fleomont - żeby się wreszcie zamknął bo irytuje mnie coraz bardziej

Miał na sobie swój stary kostium drużyny Os. - A więc jesteśmy już wszyscy... Czas na instrukcje! - oznajmił rześkim tonem - zbierze się widownia, podam każdemu z was tę torebkę - uniósł mały woreczek z purpurowego jedwabiu i potrząsnął nim - z której każdy wyciągnie mały model tego, co was czeka! - Są różne... ee... odmiany.... I muszę wam jeszcze coś powiedzieć... Aha, tak... waszym zadaniem jest zdobycie złotego jaja!

Większość uczniów i dorosłych wstrzymała oddech Lily I zrobiła się blada jak ściana jakby miała zaraz zemdleć

- Harry zerknął na innych. Cedrik kiwnął głową, żeby pokazać, że zrozumiał słowa Bagmana, a potem zaczął znowu spacerować po namiocie; był lekko zielony. Fleur Delacour i Krum w ogóle nie zareagowali. Może myśleli, że ich zemdli, jak otworzą usta; w każdym razie Harry tak właśnie się czuł. No tak, ale w końcu oni zgłosili się na ochotnika...

- Jedyny plus tego że poznałam Billa - mruknela Fleur

Wydawało mu się, że za namiotem usłyszał setki par stóp, których właściciele rozmawiają, śmieją się, żartują... Poczuł się tak obco, jakby należał do jakiegoś innego gatunku. A potem - Harry'emu wydało się, że w następnej sekundzie - Bagman rozwiązał purpurowy woreczek. - Panie mają pierwszeństwo - rzekł, wyciągając woreczek ku Fleur.

Córki popatrzyly na Fleur przerażone a Apolonia bardzo mocno przytuliła córkę do swojej piersi

Włożyła drżącą rękę do środka i wyciągnęła maleńką, bardzo dokładną figurkę smoka - walijskiego zielonego. Na jego szyi wisiała mała dwójka. Nie okazała zaskoczenia, raczej rezygnację, i Harry wiedział już, że madame Maxime przygotowała ją na to. To samo było z Krumem. Wyciągnął szkarłatnego chińskiego ogniomiota, z trójką u szyi. Nawet nie mrugnął, tylko wbił wzrok w ziemię.

Harry i Cedrik wymienili spojrzenia

Cedrik wyciągnął niebieskawoszarego szwedzkiego smoka krótkopyskiego z numerem jeden. Już wiedząc, co pozostało dla niego,

- To zostało....!!! - pisnęły przerażone córki siostrzenice siostry i matki babcie patrząc na niego przerażonymi oczami

- Rogogon węgierski - powiedział głośno Harry - fajnie że dla najmłodszego daliście najgroźniejszego smoka

Harry sięgnął do jedwabnego woreczka i wyciągnął węgierskiego rogogona z numerem cztery. Kiedy na niego spojrzał, smok rozprostował skrzydła i obnażył maleńkie kły.

- Skończy pan zadanie i pokona pan rogogowa węgierskiego i zdobędzie pan złote jajo, będzie Pan miał dziewczyny a najbardziej będzie się z Pana kochać Ginny Weasley no i szacunek panie Potter .- wypalił Fred II naśladując głos Croucha żeby rozładować napięcie

- nazywam się Ginny Potter Crouch - poprawiła go Lily II głosem matki

- Polecam się! . - zawołał James II podniecony głosem Harrego sala parsknęła śmiechem

- Inaczej będzie Pan jedzeniem smoka. - stwierdził Fred II

- Nie polecam się! . - odpowiedział James II Ginny zarumieniła się a sala ponownie parsknęła śmiechem

- James Fred jesteście niemożliwi! - zaśmiała się pani Potter

- Za to mnie kochasz mamuś/ ciociu rzekli po prostu

- A więc już wiecie! - rzekł Bagman - Każde z was wybrało smoka, przed którym stanie, a liczby oznaczają kolejność, to chyba jasne? Teraz was opuszczę i zajmę miejsce komentatora. Panie Diggory, jest pan pierwszy, kiedy usłyszy pan gwizdek, proszę wejść do ogrodzenia. Jasne? Jeszcze chwileczkę... Harry, czy mogę zamienić z tobą słówko? Na zewnątrz.

- Ee... oczywiście - wybąkał Harry. Wyszedł z namiotu z Bagmanem, który odszedł kawałek, między drzewa, a potem odwrócił się do niego z ojcowską miną.

- Harry, czujesz się dobrze? - Mogę ci w czymś pomóc?

- Oddaj kasę moim braciom Fredowi i Georgowi! - warknął Harry

- Co? Ja... nie, nic mi nie...

- Masz już jakiś plan? - zapytał Bagman konspiracyjnym tonem - Bo jak chcesz, to mogę ci udzielić kilku wskazówek... Rozumiesz - Bagman ściszył głos jeszcze bardziej - jesteś przecież na straconej pozycji, Harry... więc gdybym mógł ci w czymś pomóc...

- Nie - przerwał mu szybko Harry, tak szybko, że musiało to zabrzmieć niegrzecznie. - Nie... ja już wiem, co mam robić, dzięki.

- Nikt się nie dowie - powiedział Bagman, puszczając do niego oko.

- On go faworyzuje! - warkneli niektórzy

- Nie, czuję się znakomicie - rzekł Harry, dziwiąc się, dlaczego wciąż powtarza to wszystkim, choć nigdy w życiu nie czuł się tak okropnie - Mam już opracowany plan... Ja... - Rozległ się gwizdek.

- Ojej, muszę lecieć! - zawołał przerażony Bagman i pospiesznie odszedł. Harry ruszył z powrotem w stronę namiotu i zobaczył Cedrika, teraz już bardzo zielonego na twarzy. Harry chciał życzyć mu powodzenia, kiedy koło niego przechodził, ale to, co wyszło z jego ust, bardziej przypominało ochrypłe chrząknięcie. Wszedł do namiotu. W chwilę później usłyszeli ryk tłumu, co oznaczało, że Cedrik znalazł się już wewnątrz ogrodzenia i stanął twarzą w twarz z ˙żywym odpowiednikiem swojej figurki.

Emma nagle poczuła czyje ciało to była Cho oswoboila sie i warknęła na nią

- Co PANI robi? - i założyła ręce

- Ja - zaczęła czerwona

- Jakim prawem PANI mnie przytula PANI Chang - jej głos był zimny

- To było odruchowo - zaczęła się tłumaczyć

- A co mnie to obchodzi że to było PANI odruchem! - wycedzila Pani Diggory - proszę więcej mnie nie przytulać

- Ale

- Nie ma żadnego ale kiedy chciałam PANIĄ przytulić i mieć z PANIĄ jakoś więź czy nic porozumienia to PANI na mnie na warczała żeby PANIĄ nie przytulała i kpila i żebym się leczyła bo nie jestem PANI tak to PANI powiedziała mamusia i ma PANI rację nigdy nie będę PANI mamusią i chce żeby PANI mnie nie dotykała ani teraz ani nigdy a PANI mnie teraz przytula jakim prawem! - krzyczała na nia kobieta sala patrzyła na kobietę z niedowierzaniem.

- Mamo uspokój się! - zawołał Cedrik szokowamy jego matka była ciepła osoba a teraz stała się zimna i wytruta z emocji

- Bo nie czułam od Ciebie żadnej przyjaźni tylko nienawiść! - warknęła Cho do Emmy

- PANI Chang jakoś nie przypominam żebyśmy przeszły na TY! - od warknęła wściekła - jest PANI bezczelna! - Cedrik patrzył na matkę z przerażony ze jego śmierć mogła tak płynąć na ich rodziców zwłaszcza na matkę

- Tato zrób coś!

- Zgadzam się z Emma

-  będzie PANI się zwracać do mnie zawsze "PANI Diggory" a go mojego męża "PAN Diggory" i "proszę PANI" i "proszę PANA" my też będziemy się zwracać do PANI formalne czyli "PANI chang" i "proszę PANI" czy wyraziłam się jasno?

- Tak PANI Diggory! - warknęła i zabierało jej się na płacz

- ostro pojechałaś z Cho nie przesadzasz przypadkiem - stwierdził Fred II do kobiety

- jakoś nie przypominam sobie żebym przechodziła z PANEM na TY! - wycedzila wściekła Emma do Freda II - jest PAN bezczelny!

- Jestem bezczelny a ty jesteś nie do życia kobieto ogarnij się - odparł głośno Fred II do kobiety bo zaczęła go irytować

- JAK PAN ŚMIE!

- Ja jestem psychiatra mogę pomoc wam wyjść.. - wtracila sie Alicia II

- PANI Weasley albo PANI Longbottom! - warknęła Pani Diggory do Angeliny i Hanna - proszę uspokoić swoją córeczkę bo to nie ładnie sie wtrącać sie do rozmowy która ją nie dotyczy

- DOŚĆ TEGO KRETYNKO JAKIM PRAWEM OBRAŻASZ MOJE DZIECI A MOJA CÓRECZKA CHCE CI POMÓC IDIOTKO! - warknely Angelina i Hanna wściekle

- Takim prawem mówicie to mnie na TY obie jesteście bezczelne! - warknęła Emma - jestem STARSZA i ja decyduje czy chce być z kimś na TY czy na PANI tak wymaga etykieta dobrego zachowania a ja nikim nie chce być na TY!

- Mamo tato powinniście iść na terapię to nie jest normalne ze traktujecie wszystkich w taki sposób Alicia chciała wam pomoc

- Nie chce od niej żadnej pomocy! - wycedzil Amos - zginąć powinien wtedy Potter albo Delacour albo Krum a nie ty!

Kobiety i dziewczyny przyłożyły rękę do ust przerażone co mówi Diggory

- Tak mój mąż PAN Diggory ma rację - wycedzila Emma

- Tak macie rację - mruknął cicho Harry - to ja powinienem wtedy zginąć a, nie was syn Cedrik bo mnie chce bo jestem tym co ma pokonać czarnego pana

- Wasz synek nie ma szacunku do starszych! - warknal Amos do rodziców Harrego a Molly Lily Apolonia nie wytrzymały z całej siły policzkowaly Amosa ze gada takie przerażające rzeczy o ich córce i Synu

- Jesteś okropnym człowiekiem! - warknely

- To wasz problem!

To było okropne. Gorsze od wszelkich wyobrażeń - siedzieć tam i słuchać. Tłum wrzeszczał... wył... wydawał zduszone okrzyki jak jedna wielogłowa istota, gdy Cedrik usiłował minąć szwedzkiego smoka krótkopyskiego. Krum nadal wpatrywał się tępo w ziemię. Fleur, na odmianę, zaczęła krążyć po namiocie jak uprzednio Cedrik.

Im sie Fleur zorientowała poczuła pocałunek na czole wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ciało w tej osoby później popatrzyła na nią do było Molly która tuliła ja do swojej piersi

- Mamusia - mruknela zadowolenia wtulając się w kobiety jeszcze bardziej

- Tak kochanie - mruknela blada jak ściana nagle Molly zrobiło się ciemno przed oczami zapewne by się przewróciła, gdyby nie blondynka

- trzymam Cie mamusiu - mruknela i tuliła do swojej piersi - napij się wody mamuś - i dała jej szklankę

- Dziękuję po prostu jak sobie pomyślę ze ty skarbie i Harry będziecie walczyć ze smokami to mi się słabo robi

A komentarz Bagmana tylko wszystko pogarszał... Straszne obrazy formowały się w głowie Harry'ego, gdy słyszał:

- Ooooch, prawie go trafił, o mały włos... Ryzykuje... ojojoj, bardzo ryzykuje!... Sprytne posunięcie... szkoda, że nic nie dało! A potem, po jakimś kwadransie, Harry usłyszał ogłuszający ryk, który mógł oznaczać tylko jedno: Cedrik przeszedł obok smoka i pochwycił złote jajko. - Wspaniale! - krzyczał Bagman

- Zdobył złote jajo! - krzyknęli uczniowie

- A teraz oceny sędziów! - Ale Harry nie usłyszał tych ocen; wyglądało na to, że sędziowie unieśli tabliczki z cyframi, pokazując je widzom

- Jeden przeszedł, troje pozostało! - ryknął Bagman, kiedy gwizdek rozległ się po raz drugi - Panna Delacour, jeśli łaska!

Fleur dygotała od stóp do głów. Po raz pierwszy Harry poczuł do niej sympatię, kiedy patrzył, jak wychodzi z namiotu z dumnie podniesioną głową, zaciskając palce na różdżce.

- Mamusia! - zawołały córki Fleur i cała trójka przytuliła się do matki patrząc na nią przerażonymi oczami jej synowie patrzyli na nią z dumą a ta przywowala ich a ci bez problemu przytuliły się do Fleur

- Jestem pod wrażeniem odwagi jesteś super mamo - powiedzieli zachwytem

- Bo Fleur jest Weasleyem a ród Weasleyów są bardzo odważni - oznajmił Artur - i my męska cześć rodu Weasley zenimy się tylko super dziewczynami

- Tak dziadziusiu/tatusiu/ Arturze - oznajmily kobiety z rodu Weasley - I noszę to z nazwisko z dumą dziadziusiu/tatusiu/ Arturze - rzekła panie Weasley zachwycone

Teraz zostali sami - on i Krum - w przeciwnych końcach namiotu, unikając swoich spojrzeń. Wszystko zaczęło się powtarzać...

- Och, to chyba nie było mądre! - usłyszeli podniecony głos Bagmana. - Ach... mało brakowało! Teraz ostrożnie... a niech to, już myślałem, że po wszystkim! Dziesięć minut później Harry usłyszał grzmot oklasków.

Rodzina bardzo mocno przytulia Fleur z ulga ze pokonała smoka i trochę to trwało

- Możecie przestać się miziać! - warknęła Mariette

- Cicho tam! - odparowała Fleur - nie przeszkadzaj kiedy moja rodzina mnie przytula!

A więc Fleur też się udało. Chwila ciszy, pewno czekają na oceny sędziów... znowu oklaski... a potem gwizdek po raz trzeci. - A oto pan Krum! - krzyknął Bagman i Krum wyszedł z namiotu swoim kaczkowatym krokiem. Harry został sam. Odczuwał - mocniej niż zwykle - przyspieszone bicie serca, lekkie drżenie palców... a jednocześnie wydawało mu się, że jest poza ciałem, na zewnątrz, widzi ściany namiotu, słyszy krzyki tłumu, jakby z oddali...
- Bardzo śmiałe! - zawołał Bagman, a Harry usłyszał, jak chiński ogniomiot zaryczał straszliwie, podczas gdy tłum wstrzymał oddech - Cóż za odwaga... iiii... tak, ma już jajo! Salwa oklasków, jakby jednocześnie stłuczono tysiąc szyb... Krum zakończył występ... za chwilę kolej na niego.

- Teraz Harry! /tatuś! /wujek! - pisnęły przerażone kobiety z jego rodziny i przyjaciół

- Da sobie rady - oznajmili mężczyźni z jego rodziny i przyjaciół ale miny miny mieli nietegie

Wstał, odnotowując w świadomości dziwne wrażenie, że nogi ma z galarety. Czekał. A potem usłyszał gwizdek. Wyszedł z namiotu, czując narastającą panikę. I oto mijał już kępę drzew, wchodził przez przerwę w ogrodzeniu. To, co zobaczył, wydało mu się bardzo kolorowym snem. Setki twarzy patrzyły na niego z trybun, które wyczarowano od czasu, gdy był tu ostatnio. A przed nim, w drugim końcu ogrodzenia, przysiadł nad kupką jaj wielki rogogon.

Większość ludzi zbladlo niektórzy oddychali głęboko żeby się uspokoić

Potworny, okryty czarną łuską jaszczur, bijący najeżonym długimi kolcami ogonem, który żłobił w ziemi długie na jard ślady. Skrzydła miał do połowy złożone, w ściekłe, żółte oczy były utkwione w Harrym. Tłum wrzeszczał, ale Harry nie zastanawiał się, czy są to przyjazne okrzyki. Nadszedł czas, by zrobić to, co musiał zrobić... skupić się, całkowicie, bez reszty, na tym, co było jego jedyną szansą... Uniósł różdżkę.

- Accio, Błyskawica! - krzyknął. Czekał, czując, jak dygoce mu każdy nerw, każde włókno mięśni, modląc się w duchu... bo jeśli to nie zadziała... jeśli miotła nie przyleci...

- Oby przyleciała! - modliły się Lily I

Wydawało mu się, że patrzy na wszystko przez jakąś rozmigotaną, przejrzystą zasłonę, jakby przez mgiełkę żaru, co sprawiało, że ogrodzenie ze smokiem i setki twarzy na widowni falowały dziwacznie... I wówczas usłyszał świst. Odwrócił się i ujrzał Błyskawicę lecącą

- Tak! - pisnęły dziewczyny i kobiety szczęśliwe

ku niemu wokół skraju lasu, szybującą ponad ogrodzeniem i zatrzymującą się w powietrzu tuz obok niego, gotową, by jej dosiadł. Ryk tłumu wzmógł się... Bagman coś krzyczał... ale słuch Harry'ego przestał działać normalnie... to wszystko przestało być ważne... Przerzucił nogę przez miotłę i odepchnął się mocno od ziemi. A w chwilę później stało się coś zupełnie niesamowitego...

- Moj mąż jest niesamowity - powiedziała Ginny wtulając się w męża

Kiedy wystrzelił w górę, kiedy pęd zmierzwił mu włosy, kiedy w dole twarze tłumu zamieniły się w różowe główki od szpilek, a rogogon zmniejszył się do rozmiarów psa, poczuł, że tam, w dole, została nie tylko ziemia, ale i jego strach... Odzyskał spokój, znalazł się w swoim królestwie... To przecież tylko kolejny mecz Quidditcha, nic więcej... jeszcze jeden mecz Quidditcha, a ten rogogon to po prostu drużyna przeciwników...

- Dobre myślenie Harry dasz radę! - krzyczał Rogacz

Spojrzał w dół, na kupkę jaj, przy których warował rogogon, i wypatrzył to złote. Wyróżniało się na tle tych innych, cementowo szarych, spoczywając bezpiecznie między przednimi łapami smoka. Zanurkował. Rogogon obrócił łeb, śledząc go uważnie. Wiedział, co smok zaraz zrobi, więc wyhamował i poderwał się gwałtownie, a miejsce, w którym znajdował się jeszcze przed ułamkiem sekundy, przeszył strumień ognia... Lecz Harry nie odczuł strachu... bo... czym to się różniło od uniku przed tłuczkiem?

- Ja bym tam zemdlała! - zawołała Nicole

- Ależ ten chłopak lata! - krzyczała Katie

- Ależ ten chłopak lata! - ryknął Bagman, gdy tłum wrzasnął i umilkł, wstrzymując oddech - Widział to pan, panie Krum? - Harry wzbił się nieco wyżej i zaczął krążyć nad smokiem. Rogogon wciąż śledził go uważnie; obracał łeb na długiej szyi... jak to potrwa dłużej, to mu się zakręci w głowie... ale lepiej nie przeciągać struny, bestia może zaraz rzygnąć ogniem po raz drugi... Zanurkował dokładnie w tej samej chwili, gdy rogogon otworzył paszczę, ale tym razem Harry miał nieco mniej szczęścia - uniknął strumienia ognia, ale nie uniknął ogona:

- Tatuś! - krzyknęły przerażone córki Molly i Lily siedziały blade jak ściana na kolanach swoich mężów

kiedy gwałtownie skręcił w lewo, jeden z długich kolców musnął mu ramię, rozdzierając szatę... Poczuł piekący ból, usłyszał wrzaski i jęki z dołu... ale to przecież tylko zadraśnięcie...

- Czym się przejmować to tylko zadraśnięcie! - machnął ręką Łapa

poszybował nad karkiem smoka... i nagle zaświtał mu w głowie pewien pomysł... Rogogon najwyraźniej nie chciał ruszyć się z miejsca, bo chronił swoje drogocenne jaja. Choć skręcał się i miotał, rozkładał i zwijał skrzydła, nieustannie śledząc Harry'ego żółtymi, wściekłymi ślepiami, bał się oddalić od kupki jaj... Trzeba go do tego zmusić, to jedyny sposób,

- Co ty chcesz zrobić? - spytała słabo Marlene

by porwać to złote... rzecz w tym, by zrobić to ostrożnie, stopniowo... Zaczął szybować to w tę, to w tamtą stronę, nie podlatując za blisko, by nie narazić się na zabójczy strumień ognia, ale i nie odlatując za daleko, tak, aby smok nie tracił go z oczu. Smok kręcił łbem, utkwiwszy w nim swoje płonące, pionowe źrenice, obnażywszy kły... Wystrzelił w górę. Rogogon poderwał łeb, wyciągając szyję na całą długość, jak wąż przed zaklinaczem... Harry wzbił się jeszcze parę stóp wyżej, a smok zaryczał ze złości.

- Harry dasz radę pokonasz go! - krzyczeli Huncwoci Regulus Frank I

- Tata! tata! tata! - skanowali jego synowie

Harry musiał być dla niego natarczywą muchą, którą trzeba zmiażdżyć, spopielić... Machnął ponownie ogonem, ale mucha była za wysoko, by ją dosięgnąć... strzelił strumieniem ognia, ale mucha zrobiła unik... otworzył szeroko paszczę...

- No chodź - syknął Harry, krążąc nad smokiem i drażniąc go nieustannie - dalej, złap mnie... tu jestem...

Kobiety i dziewczyny patrzyły na niego przerażonymi oczami i otwarta szczęka

I nagle olbrzymi jaszczur stanął na tylnych nogach, rozwijając swoje czarne, skórzaste skrzydła, wielkie jak skrzydła sportowego samolotu. Harry zanurkował. Zanim smok zorientował się, o co chodzi i gdzie się podziała ta bezczelna mucha,

- Kochaneczku! - pisnęła Lady Weasley blada

Harry spadał już na ziemię jak kamień, nie spuszczając z oczu kupki jaj, teraz nie osłoniętych uzbrojonymi w długie szpony łapami smoka... Oderwał dłonie od Błyskawicy... schwycił złote jajo... I już poderwał się w górę z zapierającą dech szybkością, już szybował nad trybunami, trzymając bezpiecznie jajo pod pachą zdrowego ramienia, i nagle, jakby ktoś podkręcił głośność, usłyszał straszliwą wrzawę. Tłum ryczał i klaskał tak głośno, jak kibice Irlandii na finałowym meczu o mistrzostwo świata...

- Paaaatrzcie! - wrzeszczał Bagman - Zobaaaczcie! Nasz najmłodszy zawodnik najszybciej złapał jajo! - No, no, nooo, pan Potter ma szanse na zwycięstwo!

- Udało mu się! - krzyczeli rodzina Harrego i damska cześć rodziny go mocno przytuliła i za każdym razem jęczał - "możesz rozluźnić bo nie mogę oddychać!! " - kiedy skończyły go przytulać Harry popatrzył na męska cześć swojej rodziny

- Widzę ze masz już dość przytulania! - parskneli śmiechem męska cześć jego rodziny - to może przybijemy żółwika i piąteczkę?

- Tak - odpowiedział z ulgą i poprzybijali piąteczkę i żółwika

- Mój ty bohaterze! - zawołała Ginny i namiętne pocałowała go w usta Harry wesnal zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- To nie dziewczyna mnie teraz pocałowała – oznajmił nagle Harry rozmarzony, wzdychał z zadowolenia po bardzo namiętnym pocałunku, jaki sprawiła mu Ginny .- to bogini! Ginny , która wstąpiła na ziemię i mnie teraz namiętnie pocałowała... Było epickie – odparł i westchnął zadowolonym głosem. Miał rozmarzony głos i iskierki w oczach, a sala patrzyła na niego z niedowierzaniem, a Ginny zachichotała.

- Tato ogarnij się! – jęknęli jego synowie – a ty mamo przestań go całować! – Ginny prychnęła.

- będę mojego męża całować, kochać się z nim, pokazywać zawsze mu swoje wdzięki, a te buty bardzo mi w tym pomagają, i nie mogę ich ściągnąć co mi bardzo odpowiada . I tyle mam do powiedzenia w tej sprawie – i usiadła na kolanach Harrego i mocno się w niego wtuliła.

- Harry zobaczył, jak wybiegają strażnicy smoków, by poskromić rogogona, jak w przerwie w ogrodzeniu pojawiają się profesor McGonagall, profesor Moody i Hagrid, wymachując do niego rękami; nawet z tej odległości widział ich roześmiane twarze. Przeleciał jeszcze raz nad trybunami, słysząc ogłuszający ryk tłumu, i wylądował gładko na ziemi, a w sercu czuł taką lekkość, jakiej nie czuł już od wielu tygodni... Przeszedł pierwszą próbę, przeżył...

- To było wspaniałe, Potter! - zawołała profesor McGonagall, gdy zsiadł z miotły, co jak na nia było wyjątkową pochwałą. Zauważył, że ręka jej drży, gdy wskazywała na jego ramię.

- To wiesz co! - oburzyła się Minne - "co jak na nia było wyjątkową pochwałą" byłam przerażona bo bałam się o Ciebie dzieciaku ze ten smok zrobi Ci krzywdę!

- Nie mów do mnie dzieciaku! - warknal Harry na nią im się zorientowała Harry ja przytulił a ta wtuliła się w jego piers

- Jesteś taki sam jak twój ojciec Harry odzidziczyłes po Jamsie talent wpakowała się kłopoty i talent do Quidditcha

- To u nas rodzinne Minni - oznajmili Albus II i James II i Rogacz uśmiechając się szeroko

- Lepszej opiekunki od Ciebie nie mogłem sobie wymarzyć dziękuję że jesteś - mruknął Harry i pocałował ja w czoło Minevra nie wytrzymała i zalała się łzami wesnela zadowolonym głosem bardzo mocno wtuliła się w Harrego większość ludzi się wzruszyła na ta scenę

- To mój obowiązek - mruknela zadowolonym głosem do jego piersi

- Pokaż się zaraz pani Pomfrey, jeszcze zanim sędziowie ogłoszą punktację, niech to obejrzy... Jest tam, chyba już opatrzyła Diggory'ego...

- Cholibka, Harry, udało ci się! - powiedział Hagrid ochrypłym głosem - Udało ci się! I to z rogogonem... a Charlie mówił, że to najpaskud...

- Dzięki, Hagridzie - przerwał mu szybko Harry, bojąc się, by Hagrid zaraz nie wypaplał, że pokazał mu wcześniej smoki. Profesor Moody też wyglądał na bardzo zadowolonego; magiczne oko miotało mu się we wszystkie strony.

- Wyszło ci to ładnie i zgrabnie, Potter - zagrzmiał.

- Potter, marsz do namiotu pierwszej pomocy! - powiedziała profesor McGonagall. Harry wyszedł z ogrodzenia, wciąż dysząc ciężko, i zobaczył panią Pomfrey stojącą w wejściu do drugiego namiotu. Była wyraźnie przerażona.

- Smoki! - powiedziała z odrazą i wciągnęła Harry'ego do środka.

- Spokojnie Babciu Po Ja też sie cieszę że Cie widzę - oznajmił Harry patrząc na pielęgniarkę rozbawiony Pielęgniarka uśmiechnęła się szeroko do niego - które to moje łóżko? - pielęgniarka nie wytrzymała i parsknęła głośnym śmiechem tak samo jak większość ludzi na sali

Namiot był poprzedzielany płóciennymi przepierzeniami. Za jednym z nich dostrzegł zarys postaci Cedrika, ale chyba nic poważnego mu się nie stało, bo siedział. Pani Pomfrey dokładnie zbadała Harry'emu ramię, mrucząc bez przerwy: - W zeszłym roku Dementorzy, teraz smoki... ciekawe, co wymyślą w przyszłym roku.

- Różową ropuchę prostytutke z ministerstwa! - warkneli uczniowie patrząc na Knota Umbridge zrobiła się czerwona

- Masz duże szczęście... rana nie jest głęboka... ale będę musiała ją przemyć, zanim zlikwiduję... - Obmyła rozcięcie tamponem umaczanym w jakimś czerwonym dymiącym płynie. Zapiekło, ale kiedy dotknęła ramienia różdżką, ból ustał, a rana zniknęła - Teraz posiedź spokojnie z minutę... Siedź! - Potem będziesz mógł wyjść i dowiedzieć się, ile dostałeś punktów - Wpadła za przepierzenie i usłyszał, jak mówi: - Jak się teraz czujesz, Diggory?

- Wyjdź za mnie Cho! - wypalił nagle Cedrik do Cho

- Awwwwwwwww!!! - zawolaly dziewczyny i kobiety wzruszone no oprócz niektórych

- Ale twoi rodzice - zaczęła w szoku

- Olejmy ich - powiedział głośno Diggory

- PANI Chang nie jest dla Ciebie Synu! - warknęła Pani Diggory Cedrik popatrzył na matkę i założył ręce wściekly

- Ja będę się z nią spotykał i się z nią ożenię czy wam się podoba czy nie i niema cie nic do gadania

- Ja nie mam nic do gadania ja twoja matka?!

- Tak dokładnie - stwierdził - bo mam was dość!

- Słucham?! - zawołał Amos

- TO CO SŁYSZAŁEŚ CIEBIE I MATKĘ MAM DOŚĆ!

- Ale Cedrik wy to robimy to dla Ciebie i nie chcemy Cie stracić - odezwała się Emma szoku

- albo pójdziecie na terapię albo nigdy więcej się nie spotkamy

- Szantażujesz nas! - warknal Amos

- Dokładnie tak i co teraz mi zrobisz?

- Ale my robimy to dla twojego dobra

- Tak bo obrażanie mojej dziewczyny i innych osób w tym Alicie która chciała wam pomoc bo macie duży problem ze sobą to dla mojego dobra - powiedział z ironią Cedrik - więc albo pójdziecie na terapię i wrócą moi rodzice albo nie mamy o czym gadać bo teraz nie jesteście moimi rodzicami tylko obcymi ludźmi z wypranych z emocji - a później popatrzył na Cho i zapytał z nadzieją

- Więc zostaniesz moją żoną?

- Tak - odpowiedziała Cho i złożył jej pierścionek a ta namiętne go pocałowała i wciągnąć ją na kolana i ją przytulił

- Właśnie straciliście syna PANI i PANIE Diggory do państwa Diggory - rzekła Pormona - na własne życzenie Jest takie powiedzenie ,,mądri teściowie zyskują córkę, a głupi teściowie stracą... syna".

- Harry nie miał najmniejszej ochoty siedzieć spokojnie w namiocie - adrenalina wciąż w nim buzowała. Wstał, by zobaczyć, co się dzieje na zewnątrz, ale zanim doszedł do wyjścia, do środka wpadły dwie osoby: Hermiona, a tuż za nią Ron.

- Harry, byłeś naprawdę wspaniały! - krzyknęła Hermiona piskliwym głosem. Na jej policzkach widniały ślady paznokci, widocznie wbijała je sobie ze strachu - Byłeś zdumiewający! Niesamowity!

- Dzięki! - uśmiechnął się do siostry

Ale Harry patrzył na Rona, białego jak kreda i wpatrującego się w niego jak w ducha. - Harry - powiedział bardzo poważnym tonem - nie wiem, kto wrzucił twoje nazwisko do czary... ale uważam, że... że chciał cię wykończyć! Jakby w ogóle nie było tych paru ostatnich tygodni, jakby spotkał się z Ronem po raz pierwszy tuż po ogłoszeniu, że został reprezentantem szkoły...

- A więc wreszcie to do ciebie dotarło? - zapytał chłodno Harry - Potrzebowałeś dużo czasu.

- Harry wybacz Ronnikinsowi on to późno rozwojowiec jest - odezwali się Fred i George - po, prostu kiedy był mały poszliśmy do pracowni profesora Snape rzuciliśmy go to kotła i nie wiedzieliśmy ze profesor Snape robi taki eliksir że opóźnia rozwój mózgu - Ron popatrzył na bliźniaków morderczym wzrokiem a sala spadła ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy

Hermiona patrzyła niespokojnie to na jednego, to na drugiego. Ron otworzył usta, ale zawahał się. Harry wiedział, że Ron chce go przeprosić. Nie chciał tego słuchać. - Już dobra - rzekł, zanim Ron zdołał coś wykrztusić - Zapomnijmy o tym.

- Nie. Nie powinienem...

- Daj spokój! Ron uśmiechnął się do niego niepewnie, a Harry również odpowiedział uśmiechem. Hermiona zalała się łzami.

- Obaj jesteście głupi! - krzyknęła, tupiąc,

- Wolę jak teraz tupiesz o podłogę swoją seksowną nóżką mając na sobie szpilki na wysokim obcasie - stwierdził podniecony Ron bo Hermiona chodziła szpilkach na wysokim obcasie

a łzy kapały jej obficie na szatę.

- Wolę jak teraz jesteś ubrana - oznajmił Ron miała za sobie skórzaną obcisła sukienka z odkrytymi ramionami i długim rękawem podkreślające jej kobiece kształty i kurtkę ramoneske - jesteś piekielne seksowną kobietą

- Uwielbiam się takim wydaniu - powiedziała szczęśliwa pani Weasley całując go w usta

A potem, zanim zdołali ją powstrzymać, uścisnęła każdego z osobna i wyleciała z namiotu, rycząc z radości.

- Chce to obwieścić całemu światu, czy co? - powiedział Ron, kręcąc głową

- Tak że jestem twoją żoną i Lady Weasley kochanie - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley wtulając się w męża jeszcze bardziej

- Chodź, Harry, zaraz podadzą punktację - Harry wziął złote jajo i Błyskawicę. Jeszcze godzinę temu nigdy by nie uwierzył, że będzie mu tak lekko na duszy. Wyszli razem z namiotu; Ron gadał jak najęty - Byłeś najlepszy, nie ma sprawy, poza konkurencją.

- Cedrik wyczyniał jakieś cuda... transmutował kamień w psa... chciał, żeby smok zajął się tym psem, a nie nim.

- Cedrik nie lepiej było postawić po prostu Percego czyli pieska Croucha - powiedziała Penelopa wzruszając ramionami sala ryknela śmiechem Percy zrobił się czerwony niektórzy spadli ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy - ja bym tak, zrobiła

Fakt, że to było coś, no wiesz, przemienić kamień w psa, no i podziałało, złapał jajo, ale smokowi się nagle odwidziało, uznał, że lepiej jednak spopielić Diggory'ego niż tego labradora... Ledwo zdążył uciec, ale trochę go poparzyło. A potem ta dziewczyna, Fleur, próbowała czarów... chyba chciała go wprowadzić w trans... no i rzeczywiście, bestia jakby przysnęła, ale nagle zachrapała i jak nie miotnie strumieniem ognia... dziewczynie zapalił się skraj szaty... ugasiła go wodą z różdżki.

- Moja dziewczyna - powiedział dumny Bill do Fleur a ta mocno się wtuliła i ogarnęła włosy tak żeby było widać znak Fleur poparzyła na niego z nadzieją a ten pocałował ją w znak a Fleur głośno wesnela zadowolonym głosem

- Och Bill! - jęknęla zachwycona

- Możecie przestać! - zawołał Louis

- A Krum... mówię ci, nie uwierzysz, ale w ogóle nie pomyślał o tym, że można latać! Ale był dobry, drugi po tobie. Rąbnął go jakimś zaklęciem w oko, tylko że smok zaczął się miotać z bólu i pogniótł z połowę jaj... Za to odjęli Krumowi punkty, bo jaj nie wolno niszczyć. Ron wziął głęboki oddech. Dotarli do ogrodzenia. Teraz, kiedy rogogona wyprowadzono, Harry zobaczył, gdzie siedzą sędziowie - w drugim końcu ogrodzenia, na wysokim podium przykrytym złotą tkaniną.
- Każdy ma do dyspozycji dziesięć punktów - powiedział Ron, a Harry zobaczył, jak pierwszy sędzia - madame Maxime - unosi wysoko różdżkę. Z różdżki wystrzeliła długa, srebrna wstęga, która ukształtowała się w wielką ósemkę.

- Nieźle! - ucieszył się Ron, gdy zagrzmiały oklaski - Pewnie ci odjęła dwa punkty za to ramię...

- Harry jest dla mnie nieskończoność na 10 - oznajmiła Ginny

- Teraz przyszła kolej na pana Croucha. Wystrzelił dziewiątkę

- Dobrze, dobrze! - ryknął Ron, waląc Harry'ego w plecy - Teraz Dumbledore. On też pokazał dziewiątkę. Oklaski były jeszcze głośniejsze.

- Pewnie gdyby to był Percy byłoby 10 na 10 - stwierdził Charlie niektórzy parskneli śmiechem

Ludo Bagman... dziesięć.

- Dziesięć? - zdumiał się Harry, jakby nie wierzył własnym oczom. - Ale... przecież smok mnie trafił... co tu jest grane?

- Harry, nie narzekaj! - krzyknął Ron, podskakując z radości. Teraz podniósł różdżkę Karkarow. Zawahał się przez chwilę, a potem w powietrze wystrzeliła cyfra. Cztery

- Co?! - ryknął Ron - Cztery? Ty stary, wszawy, stronniczy worku rzygowin, Krumowi dałeś dziesięć!

- Co za kretyn! - warkneli niektórzy

- Ale Harry miał to w nosie, a miałby to w nosie nawet wtedy, gdyby Karkarow dał mu zero punktów. Oburzenie Rona było dla niego warte sto punktów. Nie powiedział mu tego, oczywiście, ale kiedy się odwrócił, by wyjść poza ogrodzenie, serce miał lekkie jak piórko. I nie chodziło tylko o Rona... nie tylko o Gryfonów, ryczących z radości na trybunach. Okazało się, że kiedy już wszyscy zobaczyli, z czym przyszło im się zmierzyć, kibicowała mu większość szkoły. Jemu i Cedrikowi. A Ślizgoni... Nie dbał o nich; teraz mogli mu nagwizdać!

Daphne Astoria Tracy i bliźniaczki Flora i Hestia przytuliły go

- Pierwsze miejsce, Harry! Ty i Krum! - zawołał Charlie Weasley, biegnąc ku nim, gdy już ruszyli w stronę zamku - Słuchajcie, lecę, muszę wysłać mamie sowę, przyrzekłem, że ją natychmiast powiadomię... Ale... ale to było niewiarygodne!

- Aha... i kazali mi powiedzieć, żebyś jeszcze nie odchodził. Bagman chce wam coś powiedzieć w namiocie zawodników - Ron oznajmił, że poczeka, więc Harry wrócił do namiotu, który teraz wydał mu się jakby trochę inny: przyjazny i gościnny. Przypomniał sobie, jak szybował nad rogogonem, unikając jego ognistych pocisków, i porównał to z długim oczekiwaniem na wyjście z namiotu... Nie, nie ma porównania, to czekanie było o wiele gorsze.

- Cedrik miał najlepiej - mruknął Harry

Weszli Fleur, Cedrik i Krum. Cedrik miał połowę twarzy posmarowaną jakąś pomarańczową maścią. Uśmiechnął się do Harry'ego, gdy tylko go zobaczył.

- Byłeś dobry, Harry.

- Ty też - odpowiedział Harry, odwzajemniając uśmiech.

- Wszyscy byliście dobrzy! - oświadczył Bagman, wpadając do namiotu z taką miną, jakby przed chwilą sam wykiwał smoka - Tylko kilka słów. Macie długą przerwę przed następnym zadaniem. Staniecie przed nim dwudziestego czwartego lutego o pół do dziesiątej rano, ale będziecie mieli nad czym się zastanawiać przez ten czas!

Cedrik Cho Gabriele Ron Hermiona Harry Fleur wymienili spojrzenia

Jak się przyjrzycie tym złotym jajom, które ma każde z was, zobaczycie, że można je otworzyć... Widzicie te zawiasy? Wewnątrz znajdziecie zagadkę, którą musicie rozwiązać, a wtedy dowiecie się, na czym polega drugie zadanie i będziecie mogli się do niego przygotować! Wszystko jasne? Na pewno? No to zmykajcie!

Harry wyszedł z namiotu, wrócił do Rona i ruszyli wokół skraju Zakazanego Lasu, pogrążeni w rozmowie. Harry chciał się dowiedzieć ze szczegółami, jak sobie radzili inni zawodnicy. A potem, gdy już okrążyli kępę drzew, spoza których Harry po raz pierwszy usłyszał ryk smoków, zza ich pleców wyskoczyła nagle czarownica. To była Rita Skeeter. Tym razem miała na sobie szatę jadowicie zieloną, a w ręku trzymała samonotujące pióro, wycelowane dokładnie w nich.

- Moje gratulacje, Harry! - powiedziała, uśmiechając się - Mogłabym usłyszeć od ciebie słówko? Co czułeś, gdy stanąłeś przed smokiem? Co myślisz o tej punktacji?

- Tak, może pani usłyszeć ode mnie słówko - warknął Harry - Nawet dwa. Do widzenia

- Ja bym powiedział jedno słowo do Ritki "spierdalaj" - stwierdził James II

- Odwrócił się do niej plecami i razem z Ronem ruszyli w stronę zamku.

- Koniec rozdziału - rzekł Charlie 

środa, 19 lutego 2025

Pierwszy raz Draco i Astoria oraz ich ślub

Pov Draco

Dzisiaj Astoria miała urodziny była trochę impreza a później Astoria zniknęła więc ja też zniknąłem z imprezy i, zaczęłem szukać panią Malfoy i pojawiłem się w komnacie i kiedy otworzyłem drzwi i weszłem do środka zastał mi bardzo niesamowity widok to była Astoria czekała na mnie siedziała założyłymi noge na nogę miała erotyczne szpilki na wysokim obcasie i erotyczna bieliznę i biżuterie stanęła i pokazała się pełnej okazałości i podeszła do mnie niezwykla gracja i wdziękiem Jej całe ciało falowało w jakby rytmie muzyki, a ja miałem chyba głupkowaty wyraz twarzy i poczułem jak mój penis staje wyszeptała mi do ucha gdy zbliżyła swoją twarz do mojej twarzy i drażniąc mnie swoim oddechem, szepnęła i to ucha erotyczne :

- Tej nocy nie zapomnisz do końca swojego życia, Fretko. Mam dla ciebie bardzo ważne zadanie kochaniutki Chcę żeby to - pokazując na kolczyk w pępku - z Lady starożytnego i królewskiego rodu Blacków zmienilo się na Lady starożytnego i królewskiego rodu Malfoyow - i była tak szybka ze im sie zorientowałem to byłem cały nagi i popnela mnie na łóżko całując mnie w usta jej usta były wspaniale a między czasie przywiązała mnie to łóżka

- Astoria co ty robisz?!

- Ciiii!!! - przyłożyła mi palec do ust - pani Malfoy jest przy tobie i sie tobą zaopiekuje i zaraz pani Malfoy zrobi Panu dobrze i bądź grzecznym Lordem i pozwól lady Malfoy działać - zaczęła mnie całować i między czasie ściągnęła swoją erotyczna bieliznę i miała tylko biżuterie o szpilki na wysokim obcasie i jeździła po moim torsie językiem a ja zdychałem zadowolonym głosem coraz niżej az lizmela mojego penisa

Pov Astoria

Liznęłam jego żołędzia, on a wydał z siebie jęk rozkoszy. Po chwili włożyłam go do swoich ust i jeździłam go po nim, a Draco wydawał jęki, szarpał liny i co chwilę mocno odchylał głowę do tyłu, czemu towarzyszyły głośne pojękiwania i długie, soczyste przekleństwa - O TAK MALEŃKA!!! WEŹ GO CAŁEGO MALEŃKA O MERLINIE O TAK JESTEŚ W TYM NAJLEPSZA! - jęczał, bo lizałam jego penisa najlepiej, jak potrafiłam, żeby dać mu jak najlepszą dawkę rozkoszy - O, MELINIE JEST MI TAK DOBRZE! NIE PRZESTAWAJ - bo lizałam go jak lizaka - AAAASSS JA ZARAZ...!! - i wydał z siebie jęk. Odchylił głowę do tyłu, poddając się orgazmowi. Sperma wyleciała z jego penisa i oddychał głęboko, mówiąc - Astorio... właśnie zrobiłaś mi najlepszego loda jakiego miałem w życiu - a ja popatrzyłam na niego wściekła

- Ile dziewczyn bzyknales i ile dziewczyn zrobiło ci dobrze? - pytałam wściekła a on popatrzył na mnie z szoku - ODPOWIEDŹ MI MALFOY!!!!!

- Tak naprawdę to żadną nie uprawiałem seksu - mruknął

- Słucham! - zawołałam - chcesz mi powiedzieć że jesteś prawiczkiem?

- Tak bo żadnej dziewczyny tak nie pragnąłem jak teraz Ciebie pani Malfoy cholera jestem podniecony jak widzę Cie taką jak czytaliśmy te głupie książki z Potterem i wiewiorce i tej Granger to znaczy Weasley to gdy patrzyłem na Ciebie slinilem sie jak idiota jestem idealna chodzić z taką gracja i wdziękiem w tych szpilkach ze czułem ze mi penis staje pragnę Cie Astoria to z tobą chce przeżyć pierwszy... - A a ja przybliżyłam swoją pierś do jego ust a on nie zastawiał sie długo zaczął piersic językiem mój sutek a wydalam z siebie głośne wesnecie zadowolenia

- Poliż sobie panie Malfoy - odparłam uśmiechem na twarzy poddając się przyjemności - grzeczny chłopiec - i pocałowałam go czoło a ja piescilam jego penisa ręka on wydawał zdławione jęki bo lizał moja pierś z takim głodem a ja jęczałam głośno - pani Malfoy jest szczęśliwa że liżesz moj sutek z takim pragnieniem!! a ja poruszałam ręką jego penisa coraz szybkiej a Draco był tak podniecony że bez zbędnych gierek usiadłam na podnieconym do granic możliwości Ślizgonie i nabiła się na jego sztywny członek, krzyknąwszy z rozkoszy. Nie byłam już dziewicą, to fakt, jednak jeszcze nikt nie wypełnił jej tak dokładnie, jak ten blondwłosy przystojniak. poruszałam się w dół i w górę najpierw powoli, a późnej coraz szybciej i głębiej. Wydając jęki, popatrzyłam na Draco

- Właśnie mnie bzykasz, tylko ty możesz zaspokoić moje potrzeby! - jęknęłam podniecona

- O Merlinie bzykam Bogini!! - jęczał Draco podniecony - rozwiąż mnie bo chce żeby moje dłonie spoczęły na twoich biodrach i będzie jeszcze szybciej!!

- Czy teraz jestem panią Malfoy i twoja żona? - spytałam unosilam się w górę i opadalam w dół

- TAK PANIĄ Malfoy i moja żoną proszę PANI!! - rozwiązałam Draco a ten położył dłonie i był tak podniecony że przyspieszył tempo coraz bardziej z każdym ruchem stawał się coraz bardziej podniecony i ja krzyczałam ekstazie

- OCH LORDZIE Malfoy TAK TAK TAK!!! - już po chwili oboje krzyknęlismy w miłosnym uniesieniu, odchylając głowę do tyłu a Draco wytrysnął, zalewając moje wnętrze gorącym nasieniem. Oboje oddychali głęboko a po chwili zaczął sam lizać mój sutek a ja jęknęla zachwycona

- Lordzie proszę!!

- O co mnie Lady Malfoy prosi.? - i dalej lizał mój sutek wesnelam zadowolonym głosem

- zaznacz mnie jako twoja partnerka! - wesnelam zadowolonym - głosem chce byc twoja całe życie i tylko twoja!!

Pov Draco

Ale ja miałem inne plany wyczarowałem szkatułkę a ona popatrzyła na mnie miłością otworzyłem - Astoria wyjdziesz za mnie? zostaniesz moją pani Lady Malfoy? - i przyssałem się do jej piersi zacząłem piersic jej sutek a ona jęknęla zachwycona oddychając głowę do tyłu - proszę byłem grzecznym chłopcem - i znowu zacząłem lizać jej sutek Astoria oddychała głowę do tyłu oddając się przyjemności

- Przestań nie mogę się skupić! - zawołała Astoria podniecona

- Powiedz tylko tak - i wyssalem sie do jej sutka znowu doprowadzać ja do, szału

- Ttttaaaaakkkk! - jęknęla zachwycona oddychając głowę do tyłu poddając się przyjemności i zaczęła oddychać głośno - wyjdę za Ciebie Dracus! - a ja włożyłem jej pierścionek zaręczynowy na palec - Jest piękny

- Jest piękny kiedy masz go za palcu - stwierdziłem a ona przybliżyła moją głowę do swojej piersi a ja rzuciłem ją na łóżko że teraz ona leżała na łóżku

- Dlaczego nie liżesz mój sutek! - oburzyła się a ja rozłożyłem jej nogi dotarłem do jej rozpalonej kobiecości im się zorientowała, zagłębiałem w niej język. Astoria wygięła się w łuk z podniecenia, krzyknąwszy przeciągle.

- Podoba Ci się? - zapytałem

- Tak! - jęknęla zachwycona

- Jesteś taka wilgotna... - wyszeptałem, wkładając opuszek palca w mokre wejście do tunelu przyjemności. - taka słodka... zagłębiłem się nim o wiele znaczniej.

- Proszę... Proszę... - jęczała Astoria , ściskając swoje piersi włożyłem cały palec w szparkę żony , a po chwili dołączyła kolejny. Zaczęłam powoli poruszać nimi w jej wnętrzu, wywołując fale podniecenia, przeszywające jej ciało. Od razu przywarłem ustami do jej łechtaczki co Astoria głośno jęknęla i szybkimi ruchami palców zacząłem się w niej poruszać

- Mocniej! Dracus,! błagam mocniej! - jęczała Astoria po chwili zalała ją fala przyjemności, następnie rzucała się po łóżku z przyjemności kiedy dalej lizałem jej łechtaczke przez co ugryzłem panią Malfoy w łechtaczkę, co zaaowocowało jej mocnym orgazmem krzyczała w ekstazie po oddychać głowę do tyłu poddając się orgazmowi przepływal po niej seksownym ciele miała rozmarzona twarz przyciągnęła mnie do Ciebie i pocałowała mnie zachłannie usta

- W tej chwili masz mnie naznaczyć!! - warknęła Astoria - WŁAŹ WE MNIE, MALFOY ! I NATYCHMIAST MNIE NAZNAC! ALE JUŻ! - rozkazała. Syknąłem, ale dałem jej to, czego chciała Wszedłem w nią a ona wesnela zadowolonym głosem uporczywe mnie pocałowała Zacząłem od długich, powolnych pchnięć, póki nie dostosowała się do mojej wielkości. Po chwili zacząłem przyspieszać, nabierając tempa,byłem coraz bardziej podniecony wbijałem sie nią coraz szybciej i mocniej które bardziej jej się spodobało jęczała tylko Odrzuciliśmy głowy w tył i zawołaliśmy ze wspólnej rozkoszy. Nasze oczy spotkały się i w mgnieniu okaz zniknęła cała rezerwa i wszystkie wątpliwości. Odchyliła głowę na bok, odsłaniając przed nim swoją szyję w akcie poddania, ale też wiecznego oddania. odwzajemniłem ten gest. Zrozumiałam. Jednocześnie krzyknęliśmy.

- Amor aeternus! - Zostaliśmy partnerami, teraz i na zawsze, naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie. I po chwili przez nasze ciało przeszły prądy i odrzuciliśmy głowę do tyłu, poddając się orgazmowi. -

- Aaaaaaaaa! - krzyknęła w ekstazie pani Malfoy , a następnie pocałowała mnie namiętnie w usta.

- Kocham Cię pani Malfoy - mruknem zmęczonym głosem - Była pani Malfoy niesamowita - zacząłem całować ją po brzuchu. Pocałowałem jej przebity pępek, a ta pisnęła.

Pov Astoria

przybliżyłam jego głowę do swoich piersi blisko jego. Wziął w usta jeden z sutków, a drugi ujął ręka. Poddałam się przyjemnością, bo odrzuciłam głowę do tyłu - o tak, zajebiste uczucie panie Malfoy! - późnej przejechał językiem po moim ciele.

- Właśnie zostałam pana żoną Lordzie Malfoy jest Pan mój i tylko mój

- Lady Malfoy - mruknął i pocałował mnie w czoło ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się męża jeszcze bardziej i zasnęliśmy wtuleni Obudziłam się ze wspaniałym uczuciem ciepłego nagiego ciała przyciśniętego do mojej równie obnażonej skóry. Moje całe ciało mrowiło od tego wrażenia jeszcze zanim z niechęcią otworzyłam oczy. Chciałam cieszyć się tym jeszcze trochę, ale wiedziałam, że prędzej czy później będziemy musieli wstać. Moje powieki uniosły się i ujrzałam przystojną twarz Dracusia, który patrzył na mnie ze słodkim wyrazem zaspokojenia. To wywołało u mnie uśmiech oraz palącą potrzebę pocałowania go.

- Dzień dobry, panie Malfoy - wyszeptałam.

- Dzień dobry pani Malfoy - Zadrżałam od wywoływanej przez ten ruch przyjemności. Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłam go jako swojego partnera. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność. Na skórze widniała para oczu, jedno Szare, drugie szmaragdowe.

Pov. Draco .

Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłam ją jako swojego partnerkę. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdował się dwie Fretki splecione w kształcie yin i yang.

- Filozofia zachodu i wschodu spleciona z runami, udało na się nam kochanie - wyszeptała z radości Astoria , przesuwając palcami po swoich runach. Wyczuła magię kryjącą się pod skórą. Bardzo jej się spodobało, że moja magia została wszczepiona pod jej skórę, a moja moc żyła w niej, bo rozmarzyła się, kiedy potarła szyje - Kocham Cię. Jesteś mój.

- Ja też się cieszę, kochanie. Jesteś moja na wieki.

- Twój ojciec nie będzie zadowolony - mruknela Astoria

- Mam go w dupie - powiedziałem - teraz nie myśl o nim tylko myśl o mnie i jak masz zaspokoić moje potrzeby

- Chcesz żebym zrobiła ci loda? - spytała unosząc brew pokiwałem głową podniecony - Pod jednym warunkiem będziesz sie zwracal do mnie "proszę pani" oraz "Lady Malfoy" - odparłam głupim uśmiechem na twarzy

- Dobrze Lady Malfoy - ja lizałam jego penisa a on jęczał zadowolony ze robiłam mu dobrze a on padł jeszcze na inny pomysł zanurkował między moje uda i teraz siedziałam mu na głowie i zaczął lizać moja łechtaczke wydałam zdławione jęki przyjemności w pewnym momencie nie wytrzymająm oderwałam się od jego penisa i wydałam głośny jęk przyjemności i odrzuciłam głowę do tyłu poddając się przyjemności Po chwili poczułam klapsa na swoim tyłku, co przypomniało mi co powinnam robić. Od razu przywarłam ustami do jego penisa i szybkimi ruchami lizałam i pieściłam jego penisa językiem i ręka on oderwał się od mojej łechtaczki i wydał jęk przyjemności . Mój mąż następnie przyssał się do mojej łechtaczki i coraz mocniej przygryzał moje wargi sromowe, pieszcząc moje okolice intymne, jęczalismy zdławionymi jękami przy tym przeciągle, czułam jak nadchodzi mój orgazm i jeszcze ugryzł moją w łechtaczkę, co zaowocowało u mnie jeszcze mocniejszym orgazmem, oderwałam się od jego penisa wydałam z siebie głósmy jęk przyjemności odrzuciłam głowę do tyłu zamykając oczy czułam jak cudowny orgazm przeplywal po moim ciele przez moje ciało przeszedł prąd ale robiłam mu dobrze ręką Draco oderwał się od mojej łechtaczki i wydał z siebie jęk oznaczając spełnienie bo wyleciała mu sperma a ja dalej jeczalam po cudownym orgazmem miałam rozmarzona minę - proszę pani podobał się pani mój pomysł Lady Malfoy?

- Tak, Lordzie Malfoy Było cudownie chce jeszcze, proszę pana! - zawołałam szczęśliwa i podniecona ale oboje zmęczeni położyliśmy się na plecach a ja wtuliłam się męża po jakiś 15 minutach oznajmił

- musimy się ubrać słoneczko

- Ale ja nie chce chce czuć Cie w środku cały czas - powiedziałam przez łzy

- Jeśli nie pójdziemy to nikt się nie dowie ze zostałaś moja żoną a wiem ze chcesz sie pochwalić Narcycie Malfoy naszej mamusi ze oficjalnie jesteś jej córeczką

- muszę jej to powiedzieć ze jestem jej córeczka! - wstrzeliłam jak z procy a Draco parsknął śmiechem ubraliśmy się wyszliśmy kiedy udaliśmy się do Wielkiej Sali szlam oczywiście z gracją i wdziękiem i oczywiście elegancko i seksownie ubrana i kiedy zobaczyłam Lady Malfoy puściłam rękę Draco z krzyknęłam

- Mamusia! - i podbiegłam do niej kątem oka widziałam jak Ci debile się slinia na mój widok ale nie zwracałam uwagi na to kiedy podbiegłam do niej - Mamusiu popatrz - oznajmiłam szczęśliwa i odrzuciłam włosy na bok pokazując jej znak naznaczenia. - Zostałam oficjalnie mamusi córeczką i panią Malfoy na zawsze!

Mamusia popatrzyła na mnie miłością i mnie mocno przytuliła

- Mamusia kocha Cie nad życie i mamusia jest szczęśliwa ze zostałaś moja córeczka! - całując mnie w czoło ja tylko wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej nagle poczułam czyjeś ciało i zobaczyłam jak Rose tuli się do mojej piersi puściłam panią Malfoy i teraz tuliłam swoją córeczkę

- Mamusia bardzo mocno Cię kocha córeczko - i pocałowałam ją w czoło a pani Malfoy wesnela zadowolonym głosem wtulając się w we mnie jeszcze bardziej

- Mamusiu zostałaś teraz oficjalnie panią Malfoy Lady Malfoy

- Tak kochanie - oznajmiłam patrząc na nia z taką miłością moje siostry i druga mamusia mnie przytuliły i popatrzyły na Draco morderczym wzrokiem

- Jeśli ją krzywdzisz to nogi z dupy Ci powyrywam! - warknęły na niego na Draco

- Dziewczynki czy możecie sprawić żeby moja pani wyglądała tego wieczoru jak milion galeonów? - spytał Draco projektantek mody na popatrzyłam na salę niektórzy mieli zszokowane miny a ten nie zwracał na to uwagi - i miała na sobie piękna biała suknie ślubna?

Ja pisnęłam i podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go namiętnie w usta

- Naprawdę chcesz sie ze mną ożenić dzisiaj? - spytałam mając iskierki miłości w oczach

- Tak kochanie - i zaczął jeździć palcem po moim znaku, a ja westchnęłam zadowolonym głosem i zamknęłam oczy, mając rozmarzoną minę i nagle usłyszelismy ryk wściekłości i zobaczyłam jak, Lucek Malfoy zrobił się czerwony ale mój tatuś przywalił temu imbecylowi i jeknal z bólu i leżał na podłodze jęczał z bólu

- Chodź kochanie - odezwały się moje dwie mamusie - Musisz się przygotować na swój ślub

- Narcyza jestem twoim mężem! - warknal - ta dziewuc... - ale nie skończył bo moja mamusia Narcyza przywaliła mu wysokim obcasem w jaja Hogwarcie usłyszelismy bardzo głośny jek bólu a oczy wyszły mu z orbit i trzymał się za krocze jęcząc Narcyza Malfoy kucnela gracją i wdziękiem przez nim i oznajmiła cukierkowym głosem

- Jeszcze raz obrazisz moje dziecko moja córeczkę to sprawie że nie będziesz miał jaj - i pocałowała go w czoło i stanęła gracją i wdziękiem i podeszła do mnie niezwykla gracja i wdziękiem bo miała na stopach pięknie szpilki na wysokim obcasie

- Chodź córeczko - oznajmiła do mnie z miłością i złapała mnie za rękę - dziewczynki moja córeczka potrzebuje piękniej sukni ślubnej - żeńska cześć mojej rodziny i poszła za nami

- To by przygotujemy błonie! - zawołał Scorpius

- A tatuś zaprowadzi Cie do ołtarza kochanie tylko najpierw musi porozmawiać z tą Fretka! - krzyknąl mój tatuś usłyszałam parsnecia śmiechem

Pov Draco

- Siadaj! - warknal na mnie Syriusz usłyszałem jęki mojego ojca Łapa warknal na niego

- Och Zamknij się! - i rzucił zaklęcie wyciszające a później odwrócił się do mnie

- Jeśli skrzywdzisz moją małą córeczkę Astorie to nogi z dupy Ci powyrywam zrozumiałeś?!

- Tak tato - odpowiedziałem automatycznie kiedy się zorientowałam co powiedziałem i popatrzyłem się na Syriusza wielkimi oczami a później popatrzyłem na inni patrzyli na mnie niedowierzaniem

- Fretko ty sie dobrze czujesz? - spytał niedowierzaniem ruda wiewióra

- Czy Fretka nazwała wujka Syriusza tatą? - spytał szoku Fimigan - czy mi sie to przesłyszało?

- Nie przesłyszało ci się Seamus bo ja też to słyszałem - odparł Longbottom również szoku

- I co ja wam z tobą zrobić Draco? - zastanawiał się Syriusz Black

- Tato zamieńmy go Fretke i damy go Krzywołapowi jako zabawkę do bawienia - rzekł rozbawiony Jared gdy to usłyszeli większość ludzi ryknela śmiechem śmiejąc się nieboglosy ja zrobiłem się czerwony

- Jared lepiej nie bo jeszcze zje go i sie otruje - odpowiedział Leo rozbawiony - i wtedy Hermiona i ciocia Lily będę na ciebie bardzo wściekle że wpadłeś na taki pomysł i otrujesz ich kotka

- Nie zrobię Astorii krzywdę kocham ja! - zawołałem

- Dziadku mogę coś powiedzieć - oznajmił Scorpius do Łapy

- Jasne - mruknął wzruszony Łapa

- Tata kocha mamę nad życie wiele razy widziałem jak tata całuję mamę w usta a mama zdycha zadowolonym głosem wtulając się do niego i miała iskierki miłości w oczach patrząc na tatę a tata patrzył na mamę jak na ósmy cud świata ja patrzę na Rose a wogule i jestem pewny że w moich czasach uprawiają seks codzienne - i krzywił się

- Nie jesteś z tym sam Scor moi rodzice też uprawiają seks codzienne - oznajmiła reszta chłopaków z przyszłości i sie krzywiła

Pov Astoria

Wreszcie udaliśmy się, żeby mnie przygotować do ślubu. Widziałam mamusie , która miała łzy w oczach.

- Jestem taka szczęśliwa, że wychodzisz za Draco będziesz moja córeczka - całując mnie w czoło ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej 

- Mamusiu - powiedziałam do niej i ją przytuliłam

- Hmmm - Victoire patrzyła na mnie i nagle pojawia się u niej błysk - Ciociu Astorio przygotuj się, bo wujaszkowi szczęka opadnie - i rzuciła zaklęcie. Na moim ciele pojawiła się biała suknia ślubna i białe szpilki na wysokim obcasie . Dziewczyny i kobiety popatrzyły na mnie wielkimi oczami i z otwartą szczęką.

- Siostrzyczko, wyglądasz obłędnie! - wyjąkała Daphne . Popatrzyłam się w lustro i nie mogłam uwierzyć, że to ja.

- Wyglądasz jak milion galeonów - powiedziała Hermiona.

- Dziękuję, kochane - odpowiedziałam do moich przyjaciółek, do cioć i mam a później na dziewczyn pojawiły się piękne suknie

W tym samym momencie. Pov. Draco .

Na błoniach było już wszystko przygotowane. Ja w garniturze i reszta gości też.

- Fretko , jak kocha, to przyjdzie! - parsknęli śmiechem dwie wersje taty i zaczęli się śmiać z Jamesami, Remusami, Harrym, Albusem II, bliźniakami Weasley, Lee i innymi, bo chodziłem w tę i z powrotem z nerwów.

- Bardzo śmieszne! - burknąłem. - Nie mówcie do mnie Fretka!

- Dobra, to ja idę po moją córeczkę - stwierdził Syriusz .

- Powodzenia! - zawołał wujek James.

W tym samym momencie. Pov. Starszy Łapa.

- As, to ja twój tatuś. Twoja Fretka zaraz zniesie jajko! - Drzwi zostały otwarte. Za nimi zobaczyłem Narcyza , która wyglądała pięknie.

- Syriusz nie mów do mojego syna Fretka - warknęła a ja parsknęłam śmiechem a ona mi przywaliła

- Ala! - zawołałem masując tył głowy

- To my już jednak pójdziemy - powiedziała Adrenne i wtedy zobaczyłem moją córeczkę.

- Syriuszu musisz odprowadzić Astorie do ołtarza - wyszeptała mi do ucha żona i zobaczyłem Marlene wyglądała jak milion galenonow

- Wiem, kochanie przecież jestem jej tatusiem - i zacząłem jeździć palcem po jej znaku, a ta westchnęła i zamknęła oczy, mając rozmarzoną minę.

- Yhy!!!

-:Ale jesteś seksy pani Black - oznajmiłem patrząc na moją żonę i zacząłem się ślinić - chętnie bym Cię teraz....

- Przeszkadzamy wam, co? To może sobie pójdziemy? - spytała Narcyza .

- Syriuszu uspokój się - stwierdziła Marlene i popchnęła mnie, a ja parsknąłem śmiechem.

- Córeczko wyglądasz pięknie! - powiedziałem.

- Dziękuję tatusiu - odpowiedziała radośnie.

- Jesteś gotowa?

- Jestem tatusiu , chodźmy!

w tym samym czasie Pov Draco

Były przygotowania czekałem na nią bla bla bla Wtedy ją zobaczyłem opadła mi szczęka. Wygląda pięknie niczym bogini, która wstąpiła na Ziemię. Uśmiechała się do mnie. Szła razem z Łapa powoli i z gracją. Usłyszałem głosy:

- Ale ona jest piękna!! - Kiedy podszedł do mnie Łapa , uścisnął mi rękę i podał mi rękę As i mruknął słodkim głosem .

- Jeśli ja skrzywdzisz nogi z dupy Ci powyrywam - i puścił oczko, a ja ją chwyciłem i stanęliśmy naprzeciwko Lee Jordana.

- Przyszliśmy tu połączyć dwójkę ludzi, Draco i Astorie- mówił Lee - Jeżeli ktoś chce coś powiedzieć, to niech powie teraz lub zamilknie na wieki.

Zabini, Parkinson, Goyle, Crabbe i mój ojciec chcieli coś powiedzieć, ale zostali im przyklejone usta taśmą. Powiedzieliśmy swoje przysięgi i Jordan oznajmił

- Rodzino i przyjaciele młodej pary, przed wami państwo Malfoy , kochankowie i partnerzy na całe życie, których związek został uświęcony w obecności was jako świadków! - Pojawił się Merlin się i przemówił:

Błogosławię ten związek i mam dla was mały prezent - i wyczarował pierścień - Droga Astorio, jakoż, że stałaś się kobietą rodu Malfoy , ofiaruję ci ten oto i pierścień rodowy, który zaciśnie się na palcu magicznie - i dalej go nie słuchałem skrócie biżuteria Astorii zmieniła się w biżuterie na Malfoyow i została Lady Malfoy a ja jestem Lordem Malfoyem

- Draco możesz pocałować panią Malfoy ! - zawołał radośnie a ja patrzyłem się na Astorie i się wyłączyłem - Fretko halo!!?? - machał mi przez oczami

- Co?! - zawołałem a Astoria zachichotała

- Możesz pocałować panią Malfoy - powiedział rozbawiony więc Pocałowałem Astorie namiętnie w usta, a ona oddala pocałunek.

- Gorzko, gorzko! - wołali goście.

- Awwwwwwww! - wolały kobiety. Oderwali się od siebie. Wszyscy ich przytulali po 15 minutach.

- Jaka ja jestem szczęśliwa! - dwie wersje mamy i przytuliła mnie i Astorie

- Teraz jestem twoją córeczką, a ty moją mamusią - powiedziała Astoria do swojej nowej mamy i wtuliła się w nią.

- Tak, jestem twoją mamusią , a ty moją córeczką , kochanie - i pocałowały ją w czoło. Astoria tylko westknela zadowolonym głosem i wtuliła się do niej jeszcze bardziej wyszeptujac "mamusia"

- Dedykujemy tę piosenkę naszej parze młodej, Astori i Draconowi - powiedział Frank II z gitara elektryczna , który stanął przy mikrofonie, a razem z nimi Fineas gitara elektryczna , Scorpius bass , Hugo keyboard i Patrick perkusja

- Albus to nie jesteś na scenie? - spytała Ginny

- Wyszkoliłem asystenta, mamo - stwierdził rozbawiony Albus II wskazując na Fineasa większość ludzi parsknęła śmiechem

- Ale śmieszne Albus! - burkal Fineas

- Mamo tato to dla was - oznajmił Scorpius zaczęli grać i mój syn zaczął śpiewać opadły nam szczęki

Pov Daphne

Oto jestem - to ja
Nie ma innego miejsca na Ziemi, gdzie chciałbym być
Oto jestem - to tylko ja i Ty
I dzisiaj w nocy sprawimy, że nasze sny staną się prawdą

- Awwwwww! - Frank śpiewał chórki.

To nowy świat - to nowy początek
Żyje wraz z biciem - młodych serc
To nowy dzień - to nowy plan
Czekałem na ciebie
Oto jestem

Astoria bardzo mocno wtuliła się w Dracona

- Czekałem na ciebie As, - oznajmił Draco i przejechał jej po znaku a ta wesnela zadowolonym głosem

- Kocham Cię Dracus - wyszeptała zadowolonym głosem

Oto jesteśmy - właśnie zaczęliśmy
I po tym wszystkim - nasz czas nadszedł
Tak, oto jesteśmy - wciąż silniejsi
Właśnie tu, w miejscu, do którego należymy

Wszystkie kobiety sie wtuliły w swojego męża i wyszeptały - jesteśmy jednością

To nowy świat - to nowy początek
Żyje wraz z biciem - młodych serc
To nowy dzień - to nowy plan
Czekałem na ciebie
Oto jestem
Oto jestem
Oto jestem

- To mój wnuczek tak śpiewa! - pisnęły ciocie Molly i Narcyza

- Syneczku tak bardzo Cie kocham! - zawołała Astoria i miała łzy w oczach ze wzruszenia

- Scorpius pięknie śpiewa - dodały przyjaciółki Astorii i ja a Frank II wywijał na gitarze elektrycznej.

- To mój braciszek! – krzyczała Alicja II .

- I mój! – wołały Iola, Amelia, II i Cedrella.

- Oni są tacy seksowni i boscy! - krzyknęły singielki

- ON JEST MÓJ! - ryknely ich żony patrząc na ich morderczym wzrokiem

Babcie i prababcie krzyczały i skakały jak nastolatki

Oto jestem - to ja
Nie ma innego miejsca na Ziemi, gdzie chciałbym być
Oto jestem - to tylko ja i Ty
I dzisiaj w nocy sprawimy, że nasze sny staną się prawdą

- Ta noc była najlepszą nocą jaki miałam w życiu - rzekła Astoria do Fretka

To nowy świat - to nowy początek
Żyje wraz z biciem - młodych serc
To nowy dzień - to nowy plan
Czekałem na Ciebie
Oto jestem

- widać ze to potomek Blacków bo potomkowie Blacków mają to we krwi - rzekły ciocia Andromeda patrząc na wnuka swojej siostry z uśmiechem

Oto jestem - tuż obok Ciebie
I nagle świat jest całkiem nowy
Oto jestem - tu pozostanę
Teraz już nic nie stoi nam na drodze
Oto jestem - to ja

- Moi synkowie są tacy zdolni! - krzyczalysmy do naszych synów

Oto ja - jestem tu
Zawołał mnie ten świat, zaufam mu
Oto ja - nabieram sił
W tym miejscu, gdzie wiem, że będę żył

- Chłopaki super! - zawołali ich ojcowie dziadkowie i pradziadkowie

To świat nowy - to początek
Trzeba żyć i próbować snuć ten wątek
To mój pierwszy dzień na ziemi, która
Czeka na mnie
Oto ja

Astoria wtuliła się Ginny Hanne Hermione Susan i we mnie

- Dziewczyny nasi synkowie są niesamowici - oznajmiła wzruszona i łzy leciały po policzków

- Są bo to my jesteśmy ich mamami kochanie - odezwalismy się

Oto świat nowy - to początek
Trzeba żyć i próbować snuć ten wątek
To mój pierwszy dzień na ziemi, która
Czeka na mnie
Oto ja
Oto jestem
Oto jestem

- To mój pierwszy dzień na ziemi oficjalnie jako Lady Malfoy - oznajmiła szczęśliwa Astoria

- Ty jesteś moją Lady a ja jestem twoim Lordem - rzekł Draco i patrzył na Astorie takin wzrokiem jak Jared patrzy sie na mnie i skoczyli grać

Astoria pobiegła do chłopaków i przytuliły ich do siebie, mając łzy w oczach.

- Mamo dusisz mnie, nie mogę oddychać! – wychrypiał Scorpius , bo Astoria go chyba dusiła.

- Kocham Cię synku, tak bardzo Cię kocham! – krzyczała Astoria mając łzy w oczach ze wzruszenia , nie słuchała go, że próbuje się od niej uwolnić bardzo mocno się do niego wtuliła był dobre z 20 centymetrów wyższy mino że miała szpilki na wysokim obcasie a później przytuliła innych również mocno do jęknęli "ciociu nie mogę oddychać! "

- Cyzia twój wnuk ma talent – stwierdził starszy wujek Regulus.

- No pewnie, że ma – oznajmiła starsza Cyzia – i jestem z nich dumna i popatrzyła na męża – i co jak tam twój ptaszek Lucek boli jeszcze?

- Lucka zatkało bo jest pod wrażeniem talentu Scorpiusa - rzekł starszy Remus

- Mama jest teraz Lady Malfoy jeśli nie okażesz jej szacunek na taki zasługuje to mnie popamiętasz nogi z dupy Ci powyrywam bo już od dawna mnie irytujesz i zrobię wszystko żeby chronić moją mamę przed takim kretynem i debilem jak ty! - warknal Scorpius na rozpunke

- Scorpius twoja mamusia jest też moją mamusią nie zapominaj o tym! - oburzyła się Rose stukajac obcasem patrząc na męża blondyn miał przerażona minę a Rose powiedziała do Astorii

- ja też będę mamusie chroniła przez tym debilem bo jesteś moją mamusią i bardzo mocno mamusie kocham - a Astoria wtuliła się do piersi Rose więc młoda Lady Malfoy pocałowała ją w czoło ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej

- Kocham Cię córeczko nawet nie wiesz jak bardzo Cie kocham - mruknela pani Malfoy zadowolonym głosem do piersi Rose

- Ja też Cie bardzo mocno kocham mamusiu 

- Albus nie miziaj się z Amelią tylko chodź mu! - krzyknąl nagle Hugo

- Musze iść - mruknął po tym jak Amelia pocałowała go w namiętnie w usta

- Daj czadu przystojniaku - rzekła pani Potter i patrzyła na niego jak Ginny patrzy na Harrego iskierkami miłości

- Albus!! - warknal Patrick - zostaw moją siostrę i chodź mu!

- Już idę już idę! - i szedł na scenę a Fineas dał mu gitarę

- Myślę, że tę piosenkę dedykujemy wszystkim parom  – rzekł Albus II . A Frank zaczął śpiewac

Dlaczego, dlaczego, dlaczego?
widzę cię w lustrze i nawet jeśli cię nie 
ma ja rozpoznaję twój głos,wiem, że tutaj jest coś pomiędzy nami,

- Miłość! - pisnęły żony muzyków

Fineas

czuję, czuję, czuję,
że znam cię od dawna, od wielu lat,

Albus Frank Fineas

że przeznaczenie wypełniło swoją misję.

- Jesteś moim przeznaczeniem skarbie! - krzyczały podniecone żony muzyków

Fineas

Refren:
I nawet jeśli zechcą pozbawić mnie głosu,

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

ja będę krzyczał wniebogłosy (po niebiosa),

Albus

jestem silniejszy jeżeli jesteśmy we dwoje,

- Ten znak który mam za skraj szyi to symbolizuje razem na zawsze - powiedziałyśmy z swoim mężczyznom a Ci którzy mogli pocałowali nas po czole wesnelismy zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

cały świat podda się,

Fineas

ja z tobą, ty ze mną

- ja z tobą, ty ze mną na wieczność! - zawołały szczęśliwe żony muzyków

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

odwrócę bieg historii,
i nawet gdybym miał polec,
my napiszemy ją najlepiej,

Kobiety i dziewczyny piszczały zachwycone

Fineas

ja z tobą, ty ze mną.

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

Gong gong goro gong gong
(wszak) będzie moja
gong gong goro gong gong
gong gong goro gong gong
(wszak) będzie moja
gong gong goro gong gong

Fineas

Dlaczego, dlaczego, dlaczego?
słyszę cię, kiedy rozmawiam i nawet jeśli cię nie ma,
ty jesteś częścią mnie i ja nie chcę widzieć cię beze mnie,

- bo ja jestem częścią Ciebie! - zawolaly żony

Frank

czuję, czuję, czuję,
że znam cię od dawna, od wielu lat,
że przeznaczenie wypełniło swoją misję.

Fineas

Refren:
I nawet jeśli zechcą pozbawić mnie głosu

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

ja będę krzyczał wniebogłosy (po niebiosa),

Albus

jestem silniejszy jeżeli jesteśmy we dwoje,

Wtulismy się do swojego mężczyzny

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

cały świat podda się,

Fineas

ja z tobą, ty ze mną

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

odwrócę bieg historii,
i nawet gdybym miał polec,
my napiszemy ją najlepiej,

Fineas

ja z tobą, ty ze mną

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

Gong gong goro gong gong
(wszak) będzie moja
gong gong goro gong gong
gong gong goro gong gong
(wszak) będzie moja
gong gong goro gong gong

- Brawo chłopaki jesteście zajebisci! - krzyczeli większość męską cześć widowni

Albus, Frank i Fineas.

Wbrew wiatrowi

Albus

(to) nasza chwila,

Frank

wiem, że już nadeszła i ja czuję ją,

Fineas

wbrew całemu światowi, morzom,

Frank

nikt nas nie rozdzieli

Albus, Frank i Fineas.

wbrew wiatrowi, wiatrowi, och...

Popatrzyliśmy na ciocie Andromedę i wujka Tedda

- Musiałam wiele poświęcić żeby być szczęśliwa - mruknely Andromeda i wszystkie dziewczyny i kobiety z naszej ukochanej rodziny ja przytuliła do swojej piersi i pocałowaliśmy ja po czole a lady Tonks zdychala zadowolonym głosem wtulając się w nas jeszcze bardziej

Fineas

Ja będę krzyczał wniebogłosy (po niebiosa),
jestem silniejszy jeżeli jesteśmy we dwoje,
cały świat podda się...

- Pamiętaj kochanie masz rodzinę nas - oznajmiła moja mamusia do cioci Andromedy - Złożyłaś przysięgę, Jesteś Siostrą Wojowniczka i naszą starszą siostrą i ten pierścień z bransoletką będzie z tobą na wieki - mamusia i ciocie pocałowały ją w czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w siostry jeszcze bardziej.

- Kocham was, siostrzyczki – mruknęła do ich piersi zadowolonym głosem.

- Ja też ciebie kocham, Andy . Jesteś moją starszą siostrzyczką we wszystkim, oprócz więzów krwi – oznajmiły  .

- A wy jesteście moje młodsze siostrzyczki we wszystkim, oprócz węzłów krwi.

Frank Hugo Albus Fineas

Ja z tobą, ty ze mną...

- Chyba się zakochałam! - palnęły nauczycielki

Refren:
ja będę krzyczał wniebogłosy (po niebiosa),

Albus Frank

jestem silniejszy jeżeli jesteśmy we dwoje,

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

cały świat podda się,

Fineas Frank

ja z tobą, ty ze mną

- Wpadłam na genialny pomysł - powiedziała babcia Caroline do dziadka Clausa patrząc na ciocie Andromede a ten uśmiechnal się szeroko do żony

Albus, Hugo, Fineas i Frank.

odwrócę bieg historii,
i nawet gdybym miał polec,
my napiszemy ją najlepiej,
ja z tobą, ty ze mną.

Gong gong goro gong gong
(wszak) będzie moja
gong gong goro gong gong
gong gong goro gong gong
(wszak) będzie moja
gong gong goro gong gong

i kiedy skoczyli grać żony muzyków podbiegły na scenę i pocałowali ich namiętnie w usta

- Awwwwwwwww! - zawolaly dziewczyny i kobiety wzruszone

- Dziękuję dziękuję wiem ze jestem super! - zawołał Fineas do tłumu

- Jakbym słyszała Syriusza tak samo się chwali się jaki jest super - mruknela ciocia Lily patrząc na mojego tatusia

- No co moja krew! - wystrzezyl się do niej mój tatuś

- I moja też tato - rzekł Jared

- Andy ja mam dla ciebie propozycje - oznajmiła nagle Caroline do, Andromedy podchodząc do niej gracją i wdziękiem bo miała szpilki na wysokim obcasie  - i tak sobie pomyślałam czy chciałabyś zostać naszą córecz... - ale nie skończyła bo Andromeda bardzo mocno wtuliła się do piersi Caroline a ona wzruszona tuliła ją do swojej piersi i popatrzyła na ciocie i moja mamusie który były bardzo wzruszone i uśmiechnęły się szeroko

- Będę mogła się przytulać do twojej piersi jak córeczka przytula się do swojej mamusi? - spytała i popatrzyła na nią z nadzieją

- Oczywiście słoneczko przytulaj się do mnie kiedy tylko chcesz Andy od tego są mamusie - złożyła jej na czole bardzo czuły pocałunek wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Tonks wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej

- Czyli będziecie moimi rodzicami? - pytała pani Tonks z nadzieją - i będę musiała mówić do was "mamusia" i "tatuś"? prawda? - patrzyła na ich z nadzieją że będzie musiała tak do ich mówić 

- Oczywiście słoneczko że będziesz musiała mówić mi "mamusia" a do Clausa będziesz musiała mówić "tatuś" kochanie bo przecież jesteś naszą córeczką a wy jesteśmy twoimi rodzicami więc ja jestem twoją mamusią a mój mąż jest twoim tatusiem i będziesz mówić do nas „mamusia” i „tatuś” czy wyraziłam się jasno i wyraźnie córeczko? - założyła jej długie włosy za uszy patrzyła nią z taką matczyną miłością 

- Tak mamusiu kocham cię bardzo mocno mamusiu! - zawołała niebowzięta Andromeda - Słyszeliście wreszcie mam rodziców i musze do ich mówić "mamusia" i "tatuś"!!! - krzyczała szczęśliwa do wszystkich i wtuliła się w nią jeszcze bardziej a babcia ponownie ją pocałowała w czoło usłyszeliśmy głośne wesniecie zadowolenia a starsza kobieta tuliła ją do swojej piersi i miała łzy w oczach ze wzruszenia

- Nie pozostało mi innego jak Cie powitać w naszej rodzinie w jako nasza córeczka - rzekł dziadek Claus

- Tatuś!! - zawołała uradowana i wtuliła się w dziadka - kocham cię tatusiu! - a później ponownie wtuliła się w babcie 

- Moja córeczka mamusia bardzo mocno Cię kocha - odezwała się pani Evans całując ją w czoło i tuliła ja do swojej piersi

- Mamusiu kocham cię - mrukneła zadowolonym głosem wtulając się w kobietę jeszcze bardziej i nie chciała jej puścić dziewczyny i kobiety były wzruszone z tej sceny że ciocia poczuła od babci Caroline matczyną miłość

- Chcemy zadedykować ta piosenkę PANU Dyrektorowi Dumbledorowi - żebym wiedział takim jest dzbanem i jak traktował wujka Harrego - stwierdził Fineas - i moim zdaniem bardzo dobrze ze sie ożenił i nie słucha twoich rad i nie jest twoja marionetką i teraz jest szczęśliwy i to nie dzięki tobie dyrektorku bo największe szczęście daje mu ciocia Ginny! - Ginny namiętnie pocałowała Harrego w usta a twarz Dumbledore robiła się bardziej czerwona

- Jak śmiesz! - warknal Dumbledore do czarnowlosego - robiłem wszystko...

- Och zamknij się! - warknęła Lily - mój tatuś nie był szczęśliwy i ty dobrze o ty wiesz!

- I aż się boimi aż strzesimy się ze strachu! - odparował Albus do dyrektora

- Wiecie co Ja się aż zesikalem ze strachu w majty kiedy popatrzyłem na dyrektorka! - zardwil Hugo - dobrze ze ubrałem pampersa nie to co Kordek albo Barty

Większość ludzi w ty ja parsknęła śmiechem - Ta dwójka zaczerwieniła się i zaczęli grać a Fineas zaczął śpiewać

To nie jest piosenka dla zalamanych
Nie będzie łez dla straconej wiary

Dziewczyny i kobiety piszczały zachwycone

Chorki robili Frank II Hugo Albus II

Nie zamierzam byc wymieszanych z tłumem ,
Dziś usłyszysz mój głos gdy wykrzycze to,!

- Chłopaki super! - krzyczałysmy

To moje życie!
Dziś albo wcale ,
Każde życie ma swój kraniec
Wykorzystam je dopóki trwa

- Moja krew! - krzyczał mój tatuś

(To moje życie!)
Otwarta droga w moim sercu
Jak Syriusz - działam po swojemu
Chcę korzystać z życia póki trwa
To moje życie!

- Jared nasz synek tak pięknie śpiewa! - zawołałam

- Chłopaki dają show - powiedział Seamus

- Mój synek! - pisnęły dumnie matki w ja

Do ludzi, co mają jakiś cel ,
Jak Ted i Andy , chwytając za ster

Andromeda i Ted się zarumienili

- To prawda - oznajmiła ciocia Narcyza przytulając swoja siostrę a ta pocałowała ją w czoło wyrażając siostrzane uczucie jakie to niej żywiła Narcyza wesnela zadowolonym głosem wtulając się w siostrę jeszcze bardziej - kocham cię siostrzyczko

Choć Jutro wszystko może posypać się
Szczęście nie wystarczy musisz zacisnąć pięść ,

To moje życie!
Dziś albo wcale ,
Każde życie ma swój kraniec
Wykorzystam je dopóki trwa
(To moje życie!)
Otwarta droga w moim sercu
Jak Syriusz - działam po swojemu
Chcę korzystać z życia póki trwa
To moje życie!

- Oni sa zajebisci! - krzyczał tłum dziewczyny i kobiety piszczały zachwycone przy okazji wbijali szpile dyrektorowi

- Wiecie ze wbijała szpile Panu Dyrektorowowi - oznajmiła Minne głośno

- Należy się Panu Dyrektorowowi - stwierdziła Poppy patrząc na dyrektora morderczym wzrokiem a zeskoczył ze sceny i przybił żółwiki a później wskoczył na scenę

Po prostu idź kiedy mówią byś stał
Nie cofaj sie gdy ktoś grozi ci w twarz

Fineas pokazał na palec na usta Na chwilę przestali grac robiąc napięcie

To moje życie!

- Ale mój mąż jest seksy z tym swoim instrumentem i głosem!!! - pisnęły żony muzyków podniecone

Dziś albo wcale ,
Każde życie ma swój kraniec
Wykorzystam je dopóki trwa
(To moje życie!)
Otwarta droga w moim sercu
Jak Syriusz - działam po swojemu
Chcę korzystać z życia póki trwa
To moje życie!

Babcie muzyków skakały jak nastolatki a Fineas skakał na scenie i śpiewał

Dziś albo wcale ,
Każde życie ma swój kraniec
Wykorzystam je dopóki trwa
(To moje życie!)
Otwarta droga w moim sercu
Jak Syriusz - działam po swojemu
Chcę korzystać z życia póki trwa
To moje życie!

- Mam jedną teorie spiskowa która jest prawdziwa ze założyliście zespół muzyczny żeby podrywać laski - oznajmił tatuś wyzszezem - Fineas widać że to z Blacków bo ród Blacków nie dość ze jesteśmy przystojni to mamy wielkie możliwości to podrywania dziewcząt... Oczywicie jak są singlami - dodał szybko kiedy moja mamusia popatrzyła na niego morderczym wzrokiem i zaczęła stukać wysokim obcasem

- zgadza się - rzekł Fineas - lubimy pogrywać piękne laski na muzyka

- Fineasie Blacku! - warknęła Barbara i zrobiła wściekła poze stukajac wysokim obcasem o podłogę

- To znaczy żadna laska nie jest tak piękna i urocza i najbardziej seksowną kobieta jaki jest na tym świecie Barbaro Black! - i uśmiechnal się szeroko - i kocham cię bardzo mocno skarbie

- Ale z Ciebie jest pantofel! - parsknął śmiechem Patrick a Fineas pocałował ją namiętnie w usta blondynka tylko wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- Zróbimy sobie małego Blacka? - spytała do niego patrząc na niego z taką miłością

- Ja bym wolał mieć dziewczynkę córeczkę żeby była tak piękna i mądra jak jej mamusia - odparł Fineas

- Dziewczynka też będzie kochanie - oznajmiła Barbara - i na pewno będzie córeczką tatusia

- Dobra Gołąbeczki koniec ćwierkania! - zawołała Iola do brata i jego żony

- Zapomniałeś o sobie Patrick! - zaśmiała się Amelia II ten popatrzył na siostrę morderczym wzrokiem

- Chcesz coś jeszcze powiedzieć mężu! - warknęła Lucy a ten podszedł bez gadania i pocałował ją namiętnie w usta jego żona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- Podobało Ci się?

- Och tak! - wesnela zadowolonym głosem - a kiedy będziemy się kochać? zapytała podnieconym głosem

- Lucy! - warknal Percy a jego córka wywróciła oczami

- Chciałabym stworzyć z tobą małego Fimiganka - powiedziała podnieconym głosem Lucy patrząc męża z nadzieją

- córeczkę żeby była tak piękna i mądra jak jej mamusia - odpowiedział Patrick i oczka mu sie świeciły

- Dobra Gołąbeczki koniec ćwierkania! - oznajmił Scorpius a później bawiliśmy się w różny sposób


Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...