poniedziałek, 2 października 2023

Rozdział 13 Więzień

 

Sebastian zaczął czytać.

Rozdział trzynasty

Gryfoni przeciw Krukonom

Wyglądało na to, że przyjaźń Rona i Hermiony skończyła się bezpowrotnie.

- Nie, to się zakończyło małżeństwem – odezwała się Emilly.

Byli na siebie tak wściekli, że Harry nie potrafił sobie wyobrazić, by mogli się kiedykolwiek pogodzić.

- Oni lubią się godzić na swoich zasadach. Harry – stwierdziła Ginny, rozbawiona, a Hermiona i Ron się zarumienili.

- Czyli w jakim sposób? – spytał Harry, a jego żona wyszeptała mu do ucha, a ten się krzywił.

Ron wściekał się na Hermionę, że nigdy poważnie nie przejęła się tym, że Parszywek może zostać zjedzony przez Krzywołapa, nigdy nie zadała sobie trudu, by go dobrze pilnować, i wciąż utrzymywała, że Krzywołap jest niewinny, radząc Ronowi poszukać Parszywka pod łóżkami wszystkich chłopców.

- Widzisz kochanie, ja bym tak nie robił – powiedział Cormac.

- Nie mów do mnie per "kochanie" – rzekła Hermiona.

Natomiast Hermiona odwrzaskiwała, że nie ma żadnego dowodu na to, że Krzywołap zjadł Parszywka, że rude włosy mogły tam być od Bożego Narodzenia i że Ron uprzedził się do jej kota od chwili, gdy Krzywołap wylądował na jego głowie w Magicznej Menażerii.

- Kto się lubi, ten się czubi – odezwała się ze śmiechu Cassie.

- Z tego czubienia się wyszła niezła parka – dodała Pheobie, patrząc na Rose i Huga.

- Najpiękniejsza na świecie, cioteczko – mruknął Scorpius, a Rose pocałowała go w namiętnie w usta.

- Scorpius wiem, że kochasz moją siostrę, ale... – ale nie skoczył, bo Emilly pocałowała go w usta, a ich matki i babcie chichotały. Lucek patrzył na to wściekły.

Sam Harry nie miał wątpliwości, że Krzywołap zjadł Parszywka, ale gdy spróbował Hermionie wykazać, że wszystkie poszlaki na to wskazują, obraziła się również na niego.

- W porządku, trzymasz stronę Rona, wiedziałam, że tak będzie!powiedziała ostroNajpierw Błyskawica, teraz Parszywek, wszystko moja wina, tak? Wiesz co? Po prostu daj mi święty spokój, Harry, mam mnóstwo roboty! – Ron bardzo przeżywał stratę swojego szczura.

- Nie przejmuj się tak, Ron, przecież zawsze powtarzałeś, jaki on jest nudny – próbował pocieszyć go Fred.

- I już dawno posiwiał, wyłysiał i zmarniał. Może nawet lepiej, że skończył tak szybko. Założę się, że nawet nie poczuł. Kocur połknął go w całości.

- Cofam! Chciałbym, żeby cierpiał męki! – wycedził Fred I.

- Fred! – syknęła Ginny.

- Tylko jadł i spał. Sam to mówiłeś, Ron – powiedział George.

- Raz ugryzł Goyle'a w naszej obronie! – rzekł Ron.

- Wielkie mi halo. Z niego jest taki sam bohater co ze mnie jest łyżwiarka figurowa – rzekł George II.

- Pamiętasz, Harry?

- Tak, to prawda – przyznał Harry.

- To była jego wielka chwila – zgodził się Fred, walcząc z atakiem śmiechu – A blizna na palcu Goyle'a będzie wieczystym symbolem jego bohaterstwa. Daj spokój, Ron, wypraw się do Hogsmeade i kup sobie nowego szczura. Jęczenie nic ci nie da!

- Trzeba mu pomnik wystawić, Ron – stwierdził Dean.

- Cicho bądź! – warknęła Ginny.

W końcu Harry wpadł na pomysł, żeby Ron poszedł z nim na trening Quidditcha, ostatni przed meczem z Krukonami, to da mu polatać na Błyskawicy. Ron nieco się ożywił i przynajmniej na chwilę przestał rozpaczać po Parszywku ("Ekstra! Będę mógł strzelić kilka razy do bramki?"). Tak więc razem udali się na boisko.

- Weasley nie podniecaj się tak! – zadrwił Draco.

- A chcesz być znowu fretką, tatusiu? Jak nie, to się zamknij – powiedziała Rose.

- Wea... – zaczął Draco.

- Malfoy się nazywam, jak ty – przerwała mu młodsza pani Malfoy.

- Nie zgadzam się! – krzyknął Lucek.

- Ty to w ogóle nie masz nic do powiedzenia, dziadziusiu – oznajmiła Lady Malfoy – Babcia Narcyza owszem, a ty to ani trochę.

- Moja wnuczka – stwierdziła Narcyza i przytuliła Rose do siebie tak znanym babcinym ucisku – Kocham cię, Rose – następnie popatrzyła na Draco i powiedziała – To jest twoja córka, musisz to wreszcie zrozumieć. Bądź mężczyzną, a nie dzieciakiem.

- Dracuś nie jest jej ojcem! – warknęła Pansy – Tej dziewuchy!

- Jak śmiesz! – warknęła Astoria – Rose nie jest dziewuchą, tylko kobietą, a poza tym to masz najmniej do powiedzenia, Parkinson! – odezwała się Astoria – a do ciebie blondi tracę cierpliwość, do Ciebie Draco jak mówi mamusia wolisz być postrzegany jako dzieciak, czy jako mężczyzna?

Na pani Hooch, która nadal nadzorowała treningi Gryfonów, żeby mieć oko na Harry'ego, Błyskawica zrobiła nie mniejsze wrażenie niż na innych. Wzięła ją, obejrzała dokładnie i nie omieszkała wygłosić fachowej opinii.

- Co za idealna równowaga! Nimbusy są dobre, ale mają drobną wadę, lekki przechył w stronę części ogonowej... Po kilku latach często dochodzi do niepotrzebnej utraty szybkości. Widzę też, że udoskonalili rączkę, jest nieco cieńsza niż w Zmiataczach, przypomina mi stare Srebrne Strzały... jaka szkoda, że już ich nie produkują, uczyłam się na nich latać... Ach, to dopiero była miotła...

Rolanda rozmarzyła się na samo wspomnienie tych mioteł. Srebrne Strzały...

Jeszcze przez jakiś czas przemawiała w tym stylu, aż w końcu Wood chrząknął i powiedział:

- Pani profesor... ee... czy mogłaby pani oddać Błyskawicę Harry'emu? Bo musimy poćwiczyć...

- Och... słusznie... masz, Potter... Ja tu sobie posiedzę z Weasley'em...

- Dzięki wielkie – mruknął Oliver.

Opuściła z Ronem stadion i usiadła z nim na trybunach, a drużyna Gryfonów skupiła się wokół Wooda, aby wysłuchać ostatnich instrukcji przed jutrzejszym meczem.

- Szanowni państwo, proszę mnie posłuchać. Ja jako wasz ukochany kapitan... – zaczęli Fred i George ze śmiechu, ale zostali stłumieni pocałunkiem w usta swoich kobiet.

- Zamknij się, za dużo gadasz – powiedziały Nicole i Angelina tym razem to oni je pocałowali.

- Harry, właśnie się dowiedziałem, kto zagra u Krukonów na pozycji szukającego. Cho Chang. To dziewczyna z czwartej klasy i jest naprawdę dobra... Miałem nadzieję, że jej nie wystawią, bo miała jakieś kontuzje, ale niestety... – Zrobił ponurą minę, wyrażającą, co myśli o tak szybkim powrocie Cho Chang do zdrowia.

- Też ją nigdy nie lubiłam, Oliver – stwierdziła Ginny.

- A ja też cię nienawidzę! – warknęła Cho.

- Nie denerwuj się tak, bo Ci żyłka pęknie – oznajmiła słodkim głosem.

- Z drugiej strony, ona ma Kometę Dwa Sześćdziesiąt, która przy Błyskawicy będzie wyglądała dość śmiesznie – Spojrzał ze czcią na miotłę Harry'ego i oznajmił:

- Czcią? Masz patrzeć tylko na mnie, a nie na miotłę – odezwała się Katie i założyła ręce i stukała wysokim obcasem w podłogę – Rozumiemy się, Wood?

- Oczywiście, kochanie! – westchnął Oliver i pocałował ją w policzek. Fred, George i Lee parsknęli głośnym śmiechem.

- Okej, startujemy! – Harry dosiadł w końcu Błyskawicy, odbił się mocno od ziemi i wzbił w powietrze. Rzeczywistość przekroczyła najśmielsze oczekiwania. Wystarczył lekki dotyk, a Błyskawica robiła błyskawiczny zwrot, zdając się reagować bardziej na myśl niż na uchwyt miotlarza. A mknęła z taką szybkością, że stadion zamienił się w rozmazane zielone i szare pasma. Harry zrobił tak ostry zwrot, że Alicja Spinnet aż krzyknęła, a potem zanurkował ku ziemi z tak bezbłędnie kontrolowaną precyzją, że musnął podeszwami trawę, zanim wzbił się ponownie w powietrze na trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt stóp...

- Harry, wypuszczam znicza! – zawołał Wood.

- Ale Harry zajebiście lata – powiedziała Demelza.

- Ruda, masz kolejną rywalkę – stwierdził rozbawiony młodszy Łapa do Ginny, a Demelza się zarumieniła.

Harry zawrócił, poszybował za mknącym ku bramce tłuczkiem, wyprzedził go z łatwością, zobaczył złotą piłeczkę wystrzelającą spoza Wooda i po dziesięciu sekundach trzymał ją mocno w dłoni.

- Jesteś zajebisty! – krzyknęli Łapa i Rogacz.

- Bez przesady – mruknął Harry.

Drużyna zawyła z zachwytu. Harry wypuścił znicza, odczekał minutę, po czym wykonał iście diabelski taniec w powietrzu, lawirując między resztą zawodników, aż dostrzegł złoty błysk tuż koło kolana Katie Bell; wówczas zrobił wokół niej zgrabną pętlę i ponownie złapał skrzydlatą piłeczkę.

- MOJA KREW! – ryknęły dwie wersje Rogacza.

- Gdybym tylko umiał to, co chcę, to byłoby coś – mruknął Harry.

- To znaczy co? – zapytała Nicole.

- Mieć lepszy sześciopak? – Ginny parsknęła śmiechem, tak samo, jak Ron Jared i Daphne.

Był to naprawdę wspaniały trening. Cała drużyna, natchniona dzięki Błyskawicy, wykonywała bezbłędnie najtrudniejsze manewry, a kiedy w końcu wszyscy wylądowali na boisku, Wood nie miał czego krytykować, co – jak zauważył George Weasley – zdarzyło mu się po raz pierwszy.

- Nie wyobrażam sobie, co mogłoby nas jutro powstrzymać – powiedział Wood – Chyba że... Harry, masz już sposób na tych dementorów, co?

- No jasne – odpowiedział Harry, myśląc o swoim wątłym patronusie i marząc, by okazał się silniejszy.

- Twój patronus jest okazały – oznajmili Lunatyk.

- Dementorzy już się nie pojawią, Dumbledore by się wściekł – oświadczył stanowczo Fred.

- Miejmy nadzieję – rzekł Wood – W każdym razie... to była dobra robota. Dziękuję wszystkim. Wracajmy do wieży, jutro trzeba wcześnie wstać...

- Ja jeszcze trochę zostanę, Ron chce polatać na Błyskawicy – powiedział Harry.

- To moja chwila chwały! – zawołał Ron.

Reszta drużyny udała się do szatni, a Harry ruszył w stronę trybun. Ron przeskoczył barierkę i już biegł mu na spotkanie. Pani Hooch przysnęła na ławeczce.

- Przepraszam – mruknęła Rolanda i zarumieniła się.

- Śnił Ci się jakiś przystojniak? – zapytała Victoire, a Rolanda zarumieniła się jeszcze bardziej, a Minerwa, Pomona i Poppy popatrzyły na koleżankę rozbawione.

- Masz – powiedział Harry, wręczając mu Błyskawicę. Ron dosiadł miotły z taką miną, jakby pogrążał się w ekstazie,

- Coś w porównaniu do ciebie, kiedy widzę ciebie, kochanie jak cię natura stworzyła bez żadnych szmatek na sobie – wyszeptał jej do ucha. Hermionie zrobiło się gorąco – tak na mnie działasz właśnie, moja bogini i uwielbiam patrzeć, kiedy jesteś naga i masz biżuterię z pięknym herbem mojego rodu, której nie możesz ściągnąć.

- Ron przez Ciebie jestem czerwona i podniecona i tylko myślę, żeby ściągnąć te wszystkie szmatki i podziwiał mnie, jak mnie natura stworzyła i mnie wielbił – mruknęła i robiła sobie wiatr z rąk – jak tu jest gorąco – westchnęła i ściągnęła ramoneskę.

- Tato, co ty powiedziałeś mamie?  – spytał Hugo.

- To zostanie między twoją mamą, a mną – Hermiona pokiwała głową. Była dalej podniecona wyznaniem Rona.

- Właśnie Ron, co powiedziałeś mojej córce, że tak się zachowuje? – spytał starszy Rogacz.

- Tatusiu, daj mu spokój – powiedziała Hermiona i wtuliła się w męża, a Ron cicho westchnął, gdyż poczuł erotyczne perfumy damskie na Hermionie, które były specjalnie dla niego.

- To dla Ciebie, kochanie – odparła Hermiona wtulona w tors Rona.

i poszybował w zapadającym zmierzchu, a Harry szedł skrajem boiska, obserwując go. Zrobiło się ciemno, zanim pani Hooch wzdrygnęła się, otworzyła oczy, zwymyślała Harry'ego i Rona za to, że jej nie obudzili i kazała im wracać do zamku. Harry oparł miotłę o ramię i razem z Ronem opuścił ciemny już stadion. Po drodze zachwycali się Błyskawicą: jej kapitalną równowagą, fenomenalnym przyspieszeniem i zwrotnością. Byli już w połowie drogi do zamku, kiedy Harry zerknął w lewo i zobaczył coś, co spowodowało, że serce mu podskoczyło do gardła – parę świecących w ciemności oczu.

- Co to jest Harry? – spytał starszy Łapa.

Zamarł, a serce tłukło mu się o żebra.

- Co jest? – zapytał Ron. Harry mu pokazał. Ron wyjął różdżkę i mruknął:

- Lumos – Promień światła padł na trawę, zatrzymując się na jakimś drzewie; na jednej z dolnych gałęzi czaił się wśród więdnących liści Krzywołap.

- Złaź stamtąd! – krzyknął Ron, a potem schylił się i złapał kamień leżący w trawie, ale zanim zdążył się wyprostować,

- CZY TY CHCIAŁEŚ UDERZYĆ KRZYWOŁAPA KAMIENIEM! – ryknęła Hermiona. Była w takiej furii, że przywaliła mu z liścia ta mocno, że ten jęknął z bólu, trzymając się za policzek i usiadła daleko od niego.

- Ron jak mogłeś! – warknęły dwie wersje Molly, przytulając swoją córkę do siebie.

- Jesteś durniem! – jęknęła Ginny.

- Ron-Mon będzie mój – ucieszyła się Lavender.

- Och, zamknij się! – warknął Ron.

- Co ja zrobiłam! – miała łzy w oczach, próbując ściągnąć obrączkę ślubną – Zakochałam, bzykałam i naznaczyłam się w durniu, który chciał zabić mi mojego kota kamieniem.

- Lepiej miej dobre wytłumaczenie! – zawołały dwie wersje pani Potter, a kobiety założyły ręce, patrząc na Rona jadowitym spojrzeniem.

- Słucham, co masz na temat do powiedzenia? – spytała Fleur.

- Nie tak cię wychowałam! – krzyknęła starsza Molly.

- WCALE NIE CHCIAŁEM UDERZYĆ KRZYWOŁAPA KAMIENIEM! HARRY MOŻE TO POTWIERDZIĆ! – ryknął Ron – Owszem byłem wściekły, ale nigdy bym tego nie zrobił.

- Przestałam Ci ufać, Ron! – warknęła Hermiona.

- Ja nie wiem, czy mam cię zamordować szybko, czy powoli – powiedział starszy Rogacz.

- Chłopaki pomocy – wyszeptał.

- Masz tylko jedno wyjście – powiedział Harry.

- Jakie? – zapytał Ron, patrząc na Harry'ego z nadzieją.

- Takie – powiedział mu do ucha James II.

- Ja nie wiem – wydukał.

- To nie chcesz odzyskać mojej mamusi? – dodała Emilly wściekła na rudzielca.

- Jaki będzie z Ciebie Gryfon! – drwiła z ojca Rose.

Krzywołap machnął swoim długim rudym ogonem i zniknął w ciemnościach.

- Widzisz? – powiedział ze złością Ron, odrzucając kamień.

- Dobra chłopaki musimy mu pomoc – stwierdził Harry i wziął gitarę.

- Tak, bo jest głąbem – oznajmił Bill i wziął drugą gitarę – i trzeba z niego zrobić faceta.

- Jest dużym głąbem, bo największym jest Percy, lepiej znany jako Weatherby – stwierdzili Fred i George. Jeden usiadł na perkusji, a drugi stanął przy keyboardzie, Ron wziął bas.

- To dla ciebie, kochanie – powiedział Ron, ale ta nie patrzyła na niego i prychnęła. Zaczął więc śpiewać.



Pomimo raf pomimo skał
Pomimo stumetrowych fal
Pomimo burz, błyskawic w ''zet''
Ja ciągle ciebie chcę.

- Awwww! – zawołały kobiety.

- Tez mi coś! – warknęła Hermiona i znowu prychnęła.

Pomimo cieni, spalonych drzew
I zimy, która mrozi krew,
Powodzi co zabiera nas,
Ja mam dla ciebie czas,

Hermiona stała założonymi rękami.

I jeszcze miejsca trochę mam
Na wybuchy, słowa skruchy
Na ten niepokoju stan

I jeszcze znajdę więcej sił
Będę walczył, będę kochał
Będę się o ciebie bił

Hermiona już miała inny wyraz twarzy w środku.

Pomimo cięć pomimo ran
Do przodu wszystko jakoś pcham
I staram się nie zmienić nic
Dla ciebie mogę żyć

- Hermiona nie widzisz, że on śpiewa dla Ciebie przy całej szkole – oznajmiła Ginny.

- Widzę – mruknęła.

I mimo że szaleje wiatr
Dam sobie radę, bo wiem jak
Na wszystko gdzieś formuła jest
Nic nie zaskoczy mnie

- Tatuś ma głos – stwierdziła Emilly – Mamusiu powinnaś mu wybaczyć.

- Widzisz nawet córka Ci mówi  – odparł Ginny.

- Moi synowie – odparły Molly I.

 I jeszcze miejsca trochę mam
Na wybuchy, słowa skruchy
Na ten niepokoju stan
I jeszcze znajdę więcej sił
Będę walczył, będę kochał
Będę się o ciebie bił x3

Będę walczył, będę kochał
Będę się o ciebie bił

Znajdę więcej sił
Znajdę więcej sił

- I ty myślisz, że zaśpiewasz mi piosenkę, a ja Ci wybaczę, że chciałeś uderzyć Krzywołapa kamieniem? – zapytała Hermiona, w środku już wybaczyła.

- No tak – mruknął Ron. Nagle przybiegł Krzywołap i łasił się do nóg Rona. Ten kucnął przy nim i go głaskał po sierści, następnie wstał i popatrzył swojej żonie w oczy.

- Hermiono, proszę, wybacz mi – Hermiona podeszła do niego i namiętnie pocałowała i kiedy się oderwała i wyleczyła mu czerwony ślad na policzku.

- Będę walczył, będę kochał, będę się o ciebie bił – oznajmił Ron i pocałował ją namiętne w usta, a Hermiona westchnęła zadowolonym głosem.

- Kocham Cię jeszcze bardziej, Ron. Jaki ty masz cudowny delikatny głos.

- Dla ciebie wszystko, moja Lady.

- Awwww!! – zawołały kobiety i znowu czytali.

- Czy jest szansa, że mi wybaczyłaś? I będę mógł zrobił to? – i pocałował ją w znak, a Hermiona wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia.

- Myślę Lordzie, że będziesz mógł mnie nawet bzykać do woli, bo uwielbiam, kiedy jesteś we mnie w jakiekolwiek pozycji – wyszeptała podniecona Hermiona do ucha Rona  – a ja zrobię ci loda, że będziesz mnie błagał o więcej – Ron był już podniecony.

- Wciąż mu pozwala łazić, gdzie mu się żywnie podoba... pewno już zgłodniał po Parszywku i poluje na ptaki... – Harry nic nie powiedział, tylko odetchnął głęboko. Poczuł wielką ulgę: przez chwilę był pewny, że to oczy ponuraka. Ruszyli do zamku. Trochę zawstydzony tą chwilą paniki,

- Z Ciebie taki bohater, jak ze mnie balerina! – prychnął Michael.

- Skoro tak mówisz – powiedział James II i rzucił zaklęcie w Michaela. I im się zorientował był  już wyposażony w pointy, body, spódniczkę tutu, a włosy zostały mu upięte w gładki koczek. Gdy Wielka Sala zobaczyła jego strój ryknęła śmiechem. Większość ludzi leżała ze śmiechu na podłodze śmiejąc się wniebogłosy.

- CO JEST KURWA!! – ryknął Michael czerwony.

- Ładny strój, Michael! – śmiała się głośno Ginny.

- Michael może zatańczysz jezioro łabędzi, proszę! – krzyknęła z nadzieją głosie Hermiona.

- ZAMKNIJ SIĘ! – ryknął Michael – ODCZARUJ MNIE, POTTER!

- Tatuś jest bohaterem, a ty jesteś baleriną – powiedziała Olivia – Sam tak powiedziałeś.

- Słyszałam na własne uszy – oznajmiła Amelia.

- Dobra, James odczaruj tego biedaka – rzekły dwie wersje Lily I.

- Ale Babciu niech najpierw zatańczy jezioro łabędzi.

- James jesteś taki sam jak twój dziadek!

- I jestem z tego dumny, babciu – powiedział z uśmiechem na twarzy jej wnuk – Pamiętaj nazywam się James Syriusz noszę te imiona z dumą – a Łapa i Rogacz wypieli dumnie pierś. McGonagall zmieniła mu normalne ubrania.

- Nie umiesz się bawić! – jęknął Fred II.

Harry milczał przez całą drogę i nie patrzył już ani na prawo, ani na lewo, zanim weszli do jasno oświetlonej sali wejściowej.

Następnego ranka w drodze na śniadanie Harry'emu towarzyszyli wszyscy chłopcy z dormitorium, którzy uznali, że Błyskawica zasługuje na coś w rodzaju gwardii honorowej.

Niektóre dziewczyny i kobiety wywróciły oczami.

Kiedy wszedł do Wielkiej Sali, wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę i wybuchł gwar podnieconych głosów. Harry bardzo się ucieszył na widok min Ślizgonów: wyglądali, jakby ich piorun trzasnął.

- Petrificus Totalus – mruknął Hugo.

- Widziałeś jego minę? – mruknął Ron, kiedy minęli Malfoy'a – Nie wierzy własnym oczom! Ale ekstra! – Wood również pławił się w glorii Błyskawicy.

- Dracze, szkoda, że nie widziałeś swojej miny! – parsknęli śmiechem Ron i Harry.

- Połóż ją tutaj, Harry – powiedział, wskazując na środek stołu, a kiedy Harry to zrobił, obrócił miotłę ostrożnie, by widać było połyskujące litery na rączce. Wkrótce stół otoczyli Krukoni i Puchoni, żeby popatrzeć na Błyskawicę. Podszedł Cedrik Diggory i pogratulował Harry'emu tak wspaniałego sprzętu,

Większość miała łzy w oczach. Fleur i Cho zalały się łzami.

a Penelopa Clearwater z Ravenclawu, dziewczyna Percy'ego,

- Byłam w takim durniu zakochana! – warknęła w stronę byłego Perfekta Naczelnego.

zapytała nieśmiało, czy może potrzymać Błyskawicę.

- No, no, Penelopo, tylko bez żadnych sztuczek! – zawołał Percy, kiedy oglądała miotłę.

- Szkoda tylko, że traciłam czas na tego kretyna, który był zakochany Crouchu!

- Nie byłem zakochany w Crouchu! – zaprzeczył Percy.

- "Panu Crouchu" chciałeś chyba powiedzieć – poprawiła go Fleur – Okaż mu należyty szacunek, Weatherby – dodała niewinnym i słodkim głosem do Percy'ego. Fred i George ryknęli śmiechem tak samo jak rodzeństwo Percy'ego i Harry oraz wnuki Molly i Artura, a także Łapy, Marlene, Lily i Rogacza oraz ich dzieci.

- Dela... – zaczął Percy wściekły.

- Jakbyś nie wiedział, jestem żoną Williama, a on nazywa się Weasley, więc i ja też nazywam się Weasley – przypomniała mu Fleur – Prawda, tatusiu? – spytała, patrząc na Artura z nadzieją.

- Tak słoneczko, jesteś Weasley'em – i ją przytulił.

- I na zawsze będziesz Weasley'em, córciu – dodała Molly i też ją przytuliła i oboje pocałowali ją w czoło.

- Widzisz, Weatherby tatuś powiedział, że jestem Weasley'em, a mamusia to potwierdziła – powiedziała Fleur i westchnęła zadowolonym głosem i odrzuciła włosy do tyłu – Jak słyszałeś, jestem ich córeczką – Fred i George dopadli Fleur i przytulili się do niej.

- Słuchajcie, to jest moja siostra i jeśli ktoś pomyśli ją skrzywdzić, to wymyślimy taką zemstę, że będzie wiedział, że z Weasley'ami się nie zadziera, a Fleur jest Weasley'em i tyle ogłoszeń parafialnych – Pani Weasley była tak wzruszona wyzwaniem, że przytuliła ich mocno do siebie – Poza tym stanowisz piękny dodatek do naszego rodu – W tej chwili Fleur wycałowała policzki Freda i George'a. Oni uśmiechnęli się szeroko do Billa.

- Billi twoja żonka chyba nas lubi.

- Nie lubię, tylko kocham was jak braci, których nigdy nie miałam – odezwała się Fleur.

- Słyszeliście? Willa Weasley'ówna mnie kocha!

- Pamiętaj, że to ja jestem twoją żoną, rudy – powiedziały Angelina i Nicole i założyły ręce, bijąc wysokim obcasem w podłogę.

- Kocham cię, skarbie bardzo mocno – oświadczyli bracia Weasley – a Fleur jest tylko moją siostrą – dodali, bo mieli wystraszone miny. Angelina i Nicole parsknęły śmiechem.

- Wiem głupku!

- Oni się nas boją – powiedziała Nicole do Angeliny ze śmiechem.

- Widocznie jesteśmy bardzo straszne, to pewnie po tym, że od mamusi nauczyłyśmy się paru sztuczek, bo uwielbiamy spędzać z mamusią czas – stwierdziła Angelina ze śmiechem, a Molly puściła oczko do Nicole i Angeliny.

- Penelopa i ja założyliśmy się – wyjaśnił – Dziesięć galeonów za wynik meczu! – Penelopa odłożyła miotłę, podziękowała Harry'emu i wróciła do stołu Krukonów.

- Harry... tylko nie nawal – powiedział Percy natarczywym szeptem.

- Ja nie nawalałem, jak ty, Percy – oznajmił Harry – Ja nie wiem, jak można być, sorry Molly i Lucy, ale wasz ojciec jest największym idiotą na świecie.

- Potwierdzam i podpisuje się pod tym nogami, rękami, głową i ustami – rzekli rodzeństwo Percy'ego, czy też szwagierki i cały Gryffindor. Percy zrobił się czerwony.

- Ja nie mam dziesięciu galeonów. Tak, już idę, Pensiku! – I pobiegł, by zjeść z nią kawałek tostu.

- Pensiku! – parsknęli przyjaciele i rodzina.

- Fajny z ciebie był piesek Perce! – zadrwiła Penelopa.

- Dobrze, że Weatherby nie nazwał cię moja droga Peneloposiku albo klopsiku – rzekł bardzo rozbawiony młodszy Łapa. Większość ludzi ryknęła śmiechem.

- Syriusz! – warknęła Penelopa.

- Ja bym od razu mu przywalił z liścia – stwierdził młodszy Rogacz.

- Zabiję cię zaraz, Black!

- Tknij tylko mojego tatusia, a pokażę ci do czego jestem zdolna Weasley! – warknęła Daphne w stronę Percy'ego, a późnej przytuliła się do Łapy.

- Byłam przerażająca tatusiu? – zapytała z uśmiechem na twarzy i zrobiła słodką minę.

- Bardzo i jestem z ciebie taki dumny – i pocałował ja, w czoło ta tylko westchnęła i wtuliła się w ojca jeszcze bardziej.

- Kocham cię, bardzo mocno, tatusiu.

- Ja też cię bardzo kocham, Daphne.

- No tak, a mamusi już nie kochasz, tylko tatusia – powiedziała pani Weasley, udając oburzoną. Marlene i Daphne rzuciły się na szyję kobiety i przytuliły się do niej mocno.

- Przepraszam, mamusiu.

- No od razu mi lepiej.

- Kocham cię mamuś bardzo mocno – i przytuliła się do niej – Tylko ty jesteś moją mamusią.

- Wiem, Daphne. Ja ciebie też kocham bardzo mocno – i pocałowała ją w czoło. Jej córka westchnęła i nie chciała puścić blondynki.

- Zaraz się zrzygam! – jęknął Blaise. Tracy rzuciła Blaise'owi worek.

- Jesteś pewien, że potrafisz kierować tą miotłą, co, Potter? – rozległ się zimny, przeciągający sylaby głos. Podszedł Malfoy, a tuż za nim stanęli Crabbe i Goyle.

- Tak mi się wydaje – odrzekł Harry zdawkowym tonem.

- Ma kupę bajerów, no nie? – powiedział Malfoy, a w jego oczach migotały złośliwe błyski – Szkoda tylko, że nie ma spadochronu... na wypadek, gdybyś zobaczył dementora.

- Szkoda tylko, że jesteś dalej blond fretkowym palantem – powiedziała Lily II. Gryfoni ryknęli śmiechem tak samo jak Krukoni i Puchoni oraz Ślizgonki, które należą do Zakonu Sióstr Wojowniczek, a Draco był wściekły.

- Wiesz Lily, ja z mamusią dalej pracujemy nad jego głupotą – odezwała się Astoria.

- A to trudny uczeń jest – dodała Narcyza – i niestety to syn Lucyny.

- Jak śmiesz nazywać mnie Lucyna! – warknął męska Lucy.

- Ty nawet nie potrafisz się przyznać, że masz problem z erekcją. Nie potrafisz mnie zaspokoić. Zrób coś z tym, okej? Bo ja już nie potrafię wytrzymać bez seksu z tobą – Draco robił wielkie oczy, a inni gwizdnęli.

- Poprawie się – mruknął Lucek czerwony.

Crabbe i Goyle zachichotali.

- Nawet goryle się z ciebie śmieją. Weź się ogarnij – odezwał się Scorpius.

- Szkoda, że nie możesz sobie doprawić dodatkowej ręki, Malfoy – odparł Harry – Żeby złapała za ciebie znicza.

Większość ludzi parsknęła głośnym śmiechem. Malfoy zmrużył blade oczy.

Gryfoni ryknęli śmiechem. Malfoy zmrużył blade oczy i odszedł. Patrzyli, jak podchodzi do reszty drużyny Ślizgonów, którzy skupili się wokół niego, dopytując się z pewnością, czy miotła Harry'ego to prawdziwa Błyskawica.

Za kwadrans jedenasta drużyna Gryfonów powędrowała do szatni. Pogoda była zupełnie inna niż w dniu meczu z Puchonami. Był bezchmurny, zimny dzień, wiał lekki wietrzyk – widoczność znakomita, więc Harry, choć nieco zdenerwowany, zaczął już odczuwać owo jedyne w swoim rodzaju podniecenie, jakie daje mecz Quidditcha. Z trybun dochodził już gwar gromadzących się widzów. Harry zdjął czarną szkolną szatę i wsadził różdżkę za koszulkę, którą nosił zwykle pod szatą do Quidditcha. Miał tylko nadzieję, że nie będzie jej musiał użyć. 'Ciekawe, czy profesor Lupin jest na trybunach'. Pomyślał nagle.

- Wiecie, co musimy zrobić – powiedział Wood, kiedy byli gotowi do wyjścia – Jeśli przegramy ten mecz, możemy się pożegnać z pucharem. Po prostu... po prostu latajcie tak, jak na wczorajszym treningu, a wszystko będzie dobrze! – Wyszli na stadion, witani gromkimi brawami i okrzykami. Drużyna Krukonów, ubrana w niebieskie stroje, stała już na środku boiska. Ich Szukająca, Cho Chang, była jedyną dziewczyną w drużynie. Była niższa o głowę od Harry'ego i – jak zauważył Harry pomimo zdenerwowania – bardzo ładna.

Ginny prychnęła głośno tak samo jak jego matka i obie założyły ręce.

- Jesteś zazdrosna – powiedział Harry rozbawionym głosem.

- Z czego się śmiejesz! – warknęła Ginny.

- To takie słodkie, kiedy jesteś zazdrosna o mnie – rzekł Harry – Nic do niej nie czuję, Ginny.

- To dobrze, bo to nie jest dziewczyna dla ciebie, Harry – stwierdziła pani Potter.

- Tak, a jaka jest dziewczyna dla niego?! – warknęła Cho – No powiedz!

- Już odpowiadam na to pytanie: Ta, co siedzi na kolanach mojemu synowi – odpowiedziały ich matki – Ta ruda z piegami i brązowymi oczami, o popatrz, nawet Ci macha.

 

- Ginny Potter, żona Harry'ego Potter lady szlachetnego rodu Potterów. Nie miło cię poznać – przedstawiła się Ginny z uśmiechem na twarzy, a Cho zrobiła się czerwona i wściekła, a synowie nie wytrzymali i parsknęli śmiechem.

 

- To ja powinnam być żoną Harry'ego!

- Nie, panno Chang, to Ginny jest żoną Harry'ego, a tym samym moją córeczką.

 

- Chciałaś powiedzieć naszą córeczką – poprawił ją Rogacz.

 

- Naszą.

 

- Kocham was – oznajmiła Ginny wzruszona – Mamusiu i tatusiu kocham was i zawsze będę was kochać – powiedziała, wtulając się w swoich drugich rodziców.

 

- Ginny, nieważne, co zrobiłaś na swoim pierwszym roku – oznajmiła Lily I – Ja cię kocham, skarbie – i pocałowała ją w czoło. Młodsza kobieta była zadowolona ze starszej i ją całowała w czoło, po czym wtuliła się i westchnęła zadowolonym głosem – my rude musimy trzymać się razem.

 

- Mamusia ma rację – odparła Ginny i pocałowała ja w policzek.

 

- A poza tym nazwałaś moim i Lily imieniem swoje dzieci – powiedział Rogacz.

 

- I zrobię to jeszcze raz tatusiu – rzekła mocą stali.

 

- Uff, co za szczęście, że nie jesteś naszą matką, Cho – odezwał się James II, udając, że wyciera pot z czoła. Uśmiechnęła się do niego, kiedy obie drużyny stanęły naprzeciw siebie, a on poczuł dziwną sensację w okolicach żołądka, która nie miała nic wspólnego ze stanem jego nerwów.

 

- To nie jest dziewczyna dla ciebie, synu – powiedziały dwie wersje Rogacza – My Potterowie lubimy rude, prawda słońce?

 

- Tak, James – odparły panie Potter.

 

- My, lubimy ogniste charaktery – oznajmił James II.

 

- A rude są bardzo namiętnie w łóżku – dodał Albus II z uśmiechem na twarzy, a James II pokiwał głową.

 

- ALBUS! – ryknęła czerwona na twarzy Amelia II.

 

- No co? Taka prawda.

 

- Zamknij się!

 

- Nie chciałem tego wiedzieć! – jęknął Patrick.

 

- Wood, Davies, podajcie sobie ręce – powiedziała dziarsko pani Hooch. Chcąc nie chcąc Wood uścisnął dłoń kapitanowi Krukonów.

 

- Dosiąść mioteł... i na mój gwizdek... trzy... dwa... jeden... – Harry odepchnął się mocno stopami od ziemi i wzbił w powietrze szybciej i wyżej od innych; poszybował wokół stadionu, rozglądając się za zniczem i słuchając sprawozdawcy, którym jak zwykle był Lee Jordan, przyjaciel Freda i George'a.

 

Lee wstał i ukłonił się wszystkim.

 

- Przestań się tak popisywać Lee – mruknęła Alicja.

 

- Wystartowali! Wielkie podniecenie budzi we wszystkich Błyskawica, której w tym meczu dosiada Harry Potter z Gryffindoru. Według poradnika Jak wybrać miotłę to właśnie Błyskawica będzie modelem, na którym wystartują drużyny narodowe w tegorocznych mistrzostwach świata...

 

Alicja wywróciła oczami. Jej synowie parsknęli śmiechem.

 

- Ja bym chciała, żebyś zajął się mną, panie Jordan – powiedziała Alicja uwodzicielskim głosem, kręcąc włosami – i pokazał mi jaki z Ciebie jest mężczyzna.

 

- Ja jestem mężczyzna – westchnął Lee.

 

- Tylko prawdziwy mężczyzna potrafi zaspokoić kobiece potrzeby – stwierdziła Alicja do jego ucha. Miała uwodzicielski głos i wtuliła się w Lee – Hmm... jak ty uwodzicielsko pachniesz.

 

- Zawróciłaś mi głowie, że nie mogę przestać o tobie myśleć, a bez ubrań wyglądasz jak bogini i do tego pięknie pachniesz i jesteś moja.

 

- Chcę cię poczuć w sobie – powiedziała mu wprost do ucha.

- Dziewczyny uspokójcie się wszystkie! – warknęła Minerwa, bo miała dość, że dziewczyny ciągle mówią coś do ucha swojego chłopaka, a vi mieli dziwne miny, a te prychnęły oburzone.

 

- Dziewczyny albo się uspokoicie, albo odejmie wam punkty i dam szlaban!

 

- Jordan, czy mógłbyś zająć się tym, co dzieje się na boisku? – przerwał mu głos profesor McGonagall.

 

- Tak jest, pani profesor... ja tylko podaję kilka dodatkowych informacji. Nawiasem mówiąc, Błyskawica ma wbudowany samoczynny hamulec i...

 

- Jordan!

 

- Okej, okej, Gryfoni przy piłce, Katie Bell leci, by zająć pozycję do strzału...

 

- Katie Bell, przyszła żona naszego wodza Oliviera Wooda powinien teraz mówić do niej pani Wood, leci, by zająć pozycję do strzału – mówił Lee.

 

Harry śmignął obok Katie, szybując w przeciwnym kierunku. Cho Chang trzymała się go dość blisko. Zauważył, że dziewczyna znakomicie prowadzi miotłę – raz po raz przelatywała tuż przed nim, zmuszając go do zmiany kierunku.

 

- Pokaż jej, co to jest przyspieszenie, Harry! – ryknął Fred, który przemknął obok niego, ścigając tłuczka zagrażającego Alicji. Harry okrążył bramki Krukonów i przyspieszył. Cho również zrobiła wiraż,

 

- Pokaz jej kto tu rządzi! – krzyknęły dwie wersje Rogacza.

 

ale pozostała w tyle. Katie zdobyła pierwszego gola w tym meczu, kibice Gryfonów wrzasnęli z uciechy... i nagle zobaczył złoty błysk tuż przy ziemi, blisko jednej z barierek. Zanurkował. Cho to dostrzegła i pomknęła za nim.

 

- Jesteś lepszy od... – zaczął James II.

 

- Od kogo?! – warknęła Cho.

- Od dziewczyny? – spytał James II niewinnym głosem – Tak, od dziewczyny – a później mruknął do matki – od tej głupiej idiotki – a Ginny uśmiechnęła się do syna.

 

Harry przyspieszył, czując radosne podniecenie: nurkowanie było jego specjalnością. Miał już z dziesięć stóp przewagi... W tym momencie pojawił się nie wiadomo skąd tłuczek, odbity przez jednego z pałkarzy Krukonów. Harry zrobił gwałtowny unik, tłuczek minął go o cal, ale w ciągu tych kilku sekund znicz zniknął. Z części trybun, w której siedzieli kibice Gryfonów, rozległo się donośne "oooooch!", podczas gdy kibice Krukonów nagrodzili gromkimi brawami akcję swojego pałkarza. George Weasley zareagował natychmiast, odbijając tłuczka silnym uderzeniem prosto w drugiego pałkarza Krukonów, który przetoczył się w powietrzu na plecy, żeby go uniknąć.

 

- Osiemdziesiąt do zera dla Gryfonów! Ach, popatrzcie na lot Błyskawicy! Teraz Potter pokazuje, co potrafi ta miotła! Jakie zwroty... Chang nie ma żadnych szans na swojej Komecie.

 

- Oczywiście ze nie – rzekł starszy Rogacz.

 

Niesamowita równowaga Błyskawicy, ta precyzja lotu...

 

- JORDAN! PRODUCENT BŁYSKAWIC ZAPŁACIŁ CI ZA REKLAMĘ? KOMENTUJ MECZ!

 

- Owszem – mruknął Lee.

 

Krukoni zaczęli odrabiać stratę. Zdobyli już trzy gole, zmniejszając przewagę Gryfonów do pięćdziesięciu punktów – jeśli Cho uda się złapać znicza przed Harrym, wygrają mecz.

 

- Dasz radę Rogaś! – krzyczały dwie wersje Łapy.

 

Harry śmignął tuż obok Ścigającego Krukonów i opadł niżej, gorączkowo przeszukując wzrokiem boisko. I oto... błysk złota, trzepotanie skrzydełek... Znicz okrążał bramki Gryfonów... Harry przyspieszył, nie spuszczając złotej plamki z oczu, ale w następnej sekundzie Cho pojawiła się przed nim jak duch, blokując mu drogę.

 

- Nie, Cho, tatuś i ty nie będziecie razem – oznajmiła Lily II – Pamiętaj Potterowie lubią tylko rude dziewczyny – a Ginny parsknęła śmiechem widząc minę Cho, która wychodziła z siebie.

 

- Dla Ciebie i twoich głupich braci, kuzynów, kuzynek i sióstr jestem panią Chang – wycedziła Cho.

 

- HARRY, NIE JESTEŚ W SALONIE! – ryknął Wood, gdy Harry zboczył gwałtownie, by uniknąć zderzenia – ZWAL JĄ Z MIOTŁY, JAK MUSISZ! – Harry zawrócił i spojrzał na Cho: śmiała się.

 

- Jeśli mogę zapytać z czego się śmiejesz, Cho – spytał Albus II.

 

- Wkurwiacie mnie! Nie jestem waszą koleżanką! Dla was jestem per "Pani"!

Znicz znowu zniknął. Harry szarpnął za rączkę Błyskawicy i wzbił się w górę, ponad resztę zawodników. Kątem oka zobaczył, że Cho leci za nim... najwidoczniej postanowiła go pilnować, zamiast samodzielnie szukać znicza. Więc dobrze... jeśli chce siedzieć mu na ogonie, będzie musiała ponieść tego konsekwencje...

- No nareszcie myślisz dobrze! – zawołał Charlie.

 

Znowu zanurkował, a Cho, sądząc, że dojrzał znicza, poszybowała za nim. Harry wyhamował ostro, podczas gdy Cho nadal pikowała, natychmiast wzbił się w górę z szybkością pocisku i zobaczył znicza po raz trzeci: tym razem złota plamka błysnęła nad boiskiem po stronie Krukonów. Przyspieszył, i to samo, tyle że wiele stóp niżej, zrobiła Cho. Wiedział już, że wygrywa, że za chwilę poczuje trzepotanie znicza w dłoni... I wówczas...

- Och! – wrzasnęła Cho, wskazując na coś ręką. Harry bezwiednie spojrzał w dół. Z dołu patrzyło na niego trzech czarnych, zakapturzonych dementorów. Nie przestał myśleć. Sięgnął za koszulkę, wyciągnął różdżkę i krzyknął:

- Expecto Patronum! – Coś srebrnobiałego, coś wielkiego wystrzeliło z końca różdżki i pomknęło prosto ku dementorom. Harry nie zatrzymał się jednak, by na to popatrzyć, umysł miał nadal cudownie jasny, spojrzał w górę – był tuż-tuż. Wyciągnął rękę, wciąż ściskając różdżkę, i końcami palców schwytał małą, trzepoczącą się rozpaczliwie piłeczkę.

- TAK! – ryknęli Gryfoni.

- To mój chrześniak! – zawołał Łapa.

- Jestem taki dumny! – krzyczał Rogacz.

- Synku jestem dumna – oznajmiła ze łzami w oczach Lily.

- To mój tatuś! – krzyknęły córki Harry'ego szczęśliwe. Ginny pocałowała go w namiętnie w usta.

Rozległ się gwizdek. Harry zrobił zwrot i zobaczył sześć szkarłatnych plam mknących ku niemu. W następnej chwili cała drużyna rzuciła się na niego z takim entuzjazmem, że o mało nie spadł z miotły. Z dołu dochodził ryk kibiców Gryffindoru.

- To mój chłopak! – wrzeszczał Wood.

- Raczej mój – powiedziała Ginny.

Alicja, Angelina i Katie obcałowały Harry'ego,

- Rogaś ma wielbicielki! – zawołały dwie wersje Łapy.

- Tak, a tu siedzi moja największa fanka, przyszła mistrzyni i największa gwiazda na pozycji Ścigającego.

a Fred uścisnął go tak, że Harry myślał, że urwie mu głowę. Opadli na ziemię w chaotycznym kłębowisku. Harry zsiadł z miotły i zobaczył wbiegających na boisko Gryfonów z Ronem na przedzie. Zanim się spostrzegł, otoczył go wiwatujący tłum.

- Hurra! – ryczał Ron, łapiąc go za rękę i podnosząc ją w górę – Hurra! Hurra!

- Dobra robota, Harry! – powiedział Percy z zachwytem – Wygrałem dziesięć galeonów! Przepraszam, muszę znaleźć Penelopę...

- Przepraszam, muszę znaleźć Pensika... – powiedziała Lucy i odrzuciła włosy do tyłu – powiedzieć jej, że za bardzo lubię pana Croucha.

- To twoja córka! – warknął na Audrey – Tak sobie ją wychowałaś!

- Ja przynajmniej nie zdradziłam rodziny! – powiedziała Lucy wściekłym głosem – i nie krzycz na mamę!

- Może się dogadacie? – spytał Patrick Lucy – To przecież w końcu twój ojciec.

- Wiem! – burknęła pani Finnigan. Susan podeszła do niej i mocno ją przytuliła. Kiedy poczuła znajomy zapach perfum od razu się wtuliła. Jej wściekły wyraz twarzy wyparował, popatrzyła na kobietę, która kochała wyszeptała – Mamusiu, kocham cię.

- Moje kochanie, ja ciebie też kocham, skarbie.

- Mamusia!

- Mamusia! – rozmarzyła się ruda kobieta – Kocham cię!

- Ja też cię kocham, Susan – powiedziała Alison.

- Ja również – oznajmiły kobiety.

- Daj jej czas – rzekł Patrick do Percy'ego.

- Nie może być tak, żeby Lucy odzywała się do mnie takim tonem!? – zawołał Percy.

- Wiecie, co, zamknij się! – krzyknęła Lucy – Nie mogę pojąć, że jesteś takim idiotą – a później powiedziała – Przepraszam, nie tak powinna się zachowywać dama i Lady – ale on doprowadza mnie do szału.

- Cii, już dobrze skarbie – mruknęła pani Finnigam, która dalej ją przytulała – Faktycznie Percy zachowuje się jak idiota, a ty jesteś młodą panną, jesteś lady mojego rodu i nic tego nie zmieni.

- I obowiązuje mnie etykieta, prawda? – dodały kobiece głosy, patrząc na swoich teściów z nadzieją.

- Tak, córciu – powiedzieli mężczyźni.

- Etykieta... Jaka etykieta? – spytał Dean.

- Savoir vivre. Etykieta dobrego wychowania, Dean – oznajmiła podniecona Hermiona, bo Ron pocałował ją w znak. Kobiety pokiwały głowami – Ron przestań – i westchnęła zadowolonym głosem.

- Jak ja uwielbiam twój zapach i zapach perfum, to jest wspaniała mieszanka – powiedział, bawiąc się jej włosami.

- Czym się podniecacie? Jakaś etykieta dobrego wychowania? – spytał zdziwiony Zachariasz.

- Jako że wstąpiłam w związek małżeński, który wcześniej mnie naznaczył jako swoją partnerkę, tym samym stałam się bez odwołania członkinią rodziny Potter – kiedy to mówiła, Lily miała wesołe iskierki w swoich zielonych oczach, a Snape'a patrzył z jadem w oczach na Rogacza – rodzice Jamesa stali się moimi rodzicami dlatego forma "mamo" i "tato" mnie teraz obowiązuje, a po imieniu jest niegrzecznie. Jest też brakiem kultury nietaktowne dla damy i Lady, która jest już połączona z mężem swoim rodzie, podam wam przykład, to tak samo jakby do rodziców, którzy mnie wychowali, mówiła po imieniu nie przechodzi mi to przez gardło – krzywiła się na samą myśl zwrócenie się do swoich biologicznych rodziców "Carolina" i "Claus" i to samo mam do rodziców Jamesa, nie przechodzi mi to przez gardło.

- Nie, nie, nie, jeszcze raz nie. Ja, osobiście uwielbiam formę "mamusia" i "tatuś", oznajmiła Lily i miała iskierki w oczach, a Euphemia przytuliła ją mocno do siebie i pocałowała ją w czoło.

- I za to jeszcze bardziej cię kocham, mamuś – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w rudą kobietę jeszcze bardziej.

- Jestem przecież twoją mamusią, kochanie – powiedziała z miłością w głosie – to dobrze, że nie przechodzi ci przez gardło mówienie do nas po imieniu, bo ja uwielbiam, gdy zwracasz się do mnie per "mamuś".

- Ja też chcę przytulić moją córeczkę, Euphemio.

 

- Tatuś – powiedziała Lily do Fleamonta, a on ją mocno przytulił i pocałował ją w czoło. Lily miała iskierki w oczach i westchnęła.

- I tak było też w moim przypadku – odpadły kobiety z uśmiechem na twarzy, patrząc na teściów i miały ten same iskierki w oczach co Lily I.

- Tak, skarbie – oznajmili ich teściowie.

- Ohyda! – krzywiła się Cho – już wolałabym się do teściów mówić na per "pani" i per "Pan" niż "mamo" i "tato"! – lady's wywróciły oczami.

- Twoje zdanie nas nie obchodzi – stwierdziły lady's.

- A ty Percy, dość tego przesadzasz, uspokój się wreszcie! – warknęła Audrey.

- Nie jestem idiotą, jestem tylko bardziej ambitny niż reszta mojej kochanej rodziny.

- Wujek czy ty siebie słyszysz? – zapytał w szoku Fred II – twoi bracia, czyli mój ojciec i George posiadają dużą sieć sklepów, który jest znany w całej magicznym świecie.

- Serio!? – zawołali szoku.

- Serio – odparł George II – Jesteście biznesmenami.

- Widzisz, a nie chciałaś nam wierzyć! – burknęli Fred i George do matki, a ona ich przytuliła.

- Jestem z was taka dumna i zawsze będę. Bardzo was kocham i zawsze będę was kochać. Wybaczycie mi, że w was nie wierzyłam, nie byłam dobrą matką i uparłam się na to ministerstwo.

- Niech pomyślę... – zaczęli – Tak, mamo wybaczyliśmy ci już dawno.

- A tata jest zastępcą wujka Harry'ego, jako szefa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.

- Mama jest dyrektorem w Proroku Codziennym i była zawodowym graczem Quidditcha. W sumie też mogłem iść w jej ślady, ale zostałem aurorem – rzekł James II.

- A tata jest największym znanym Łamaczem Klątw wy całym magicznym świecie – oznajmił Louis.

- No tak, bo twoja miłość to ministerstwo, niż nasi rodzice i niż ja, czy nasi bracia i jesteś kablem! – krzyknęła z mieszanką zadowolonego głosu, gdyż Harry pocałował ją w znak – Harry przestań, muszę opieprzyć Percy'ego, a ty mi w tym przeszkadzasz! – westchnęła i wtuliła się w męża.

- Widzę, że jednak nie – odparł Harry z uśmieszkiem.

- Kablem to mało powiedziane, on jest super kablem – poprawił Ginny Ron.

- Ale zagrałeś! – krzyknął Seamus Finnigan.

- Twardziel z ciebie, Harry! – zagrzmiał Hagrid ponad głowami Gryfonów.

- Niezły był ten Patronus – zabrzmiał głos w uchu Harry'ego. Odwrócił się i zobaczył profesora Lupina, który wyglądał na wstrząśniętego i uradowanego jednocześnie.

- W ogóle nie poczułem dementorów! – powiedział podekscytowany Harry – Nic, zupełnie nic!

- Bo to nie byli dementorzy – powiedział ze śmiechu starszy Lunatyk.

- Nie? – zapytała Caroline – A co?

- Bo... widzisz... to nie byli dementorzy – rzekł profesor Lupin – Sam zobacz... – Wyprowadził Harry'ego z tłumu, na skraj boiska – Napędziłeś panu Malfoy'owi strachu – powiedział Lupin.

- Chwila moment chcesz powiedzieć, że Draco i jego koleżki przebrali się za dementorów? – zapytała młodsza Cyzia z niedowierzaniem.

- Bingo – powiedział ze śmiechu starszy Lunatyk. Łapa i Rogacz oraz Regulus i Frank I spadli ze śmiechu na podłogę, a tuż za nimi poszła większość ludzi na sali, a goryle i Fretka zrobili się czerwoni.

Harry wytrzeszczył oczy. Malfoy, Crabbe, Goyle i Marcus Flint, kapitan drużyny Ślizgonów – wszyscy miotali się rozpaczliwie, żeby się uwolnić z długich, czarnych szat z kapturami. Wyglądało na to, że Malfoy wlazł Goyle'owi na ramiona.

- Dracuś, czy ty mnie zdradzasz z gorylem! – krzyknęła Astoria, naśladując głos Pansy.

- TO JEST MÓJ DRACUŚ! – ryknęła Pansy.

- Raczej nie twój – odparły obie wersje pani Malfoy.

- Daj już spokój, Pansy – mruknęła Rose.

- I Dracuś jest raczej mój, Pansy – oznajmiła Astoria.

A nad nimi stała profesor McGonagall; sądząc po jej twarzy, dostała ataku prawdziwej furii.

- Nie chce być w waszej skórze – stwierdziła Dora.

- Nędzna sztuczka! Niegodna, tchórzliwa próba wyłączenia z gry Szukającego Gryfonów! Szlaban dla wszystkich, Slytherin traci pięćdziesiąt punktów! Możecie być pewni, że pomówię o tym z profesorem Dumbledore'em! O, właśnie idzie!

- Potter mógł... – zaczęła Umbridge.

- Och, zamknij się! – warknęła Ginny na Umbridge, po czym rzuciła na nią zaklęcie i zakleiła jej usta.

- Ty zawsze potrafisz sprawić, żeby osoby nie powołane nie mogli się odzywać – oznajmił rozbawiony Harry.

- Za to mnie przecież kochasz, panie Potter – stwierdziła pani Potter.

Jeśli cokolwiek mogło przypieczętować zwycięstwo Gryfonów, to tylko to. Ron, który przybiegł zdyszany, skręcał się ze śmiechu na widok Malfoy'a usiłującego rozpaczliwie wyplątać się z czarnej szaty, w której uwięzła głowa Goyle'a.

- Oh, Malfoy nie wstydź się, pociesz biednego Goyle'a, który widocznie czuje do ciebie coś więcej! – zadrwił Ron.

- Ron! – warknęła Astoria, a Ron parsknął śmiechem.

- Idziemy, Harry!zawołał George, przepychając się przez zbiegowisko – Balanga! W naszym pokoju wspólnym! Zaraz!

- Słusznie – rzekł Harry, czując się tak szczęśliwy, jak nie czuł się od dawna. I cała drużyna, nie zdejmując szkarłatnych szat, opuściła stadion, kierując się ku zamkowi.

Minerwa patrzyła dumnie na swoich uczniów, którzy byli wtedy w drużynie.

Cieszyli się tak, jakby już zdobyli Puchar Quidditcha; zabawa trwała przez cały dzień do późnej nocy. Fred i George Weasley'owie zniknęli na parę godzin i wrócili z kilkunastoma butlami kremowego piwa i dyniowego musu oraz kilkoma torbami słodyczy z Miodowego Królestwa.

- Jak to zrobiliście? – zapiszczała Angelina Johnson,

- Teraz to Weasley – powiedział George, patrząc z uwielbieniem na Angelinę, która miała iskierki w oczach. Fred junior wywrócił oczami.

- Chce budzić się przy tobie cała golutka – oznajmiła mu do ucha podniecona Angelina.

kiedy George i Fred zaczęli rzucać w tłum miętowymi żabami.

- Z niewielką pomocą Lunatyka, Glizdogona, Łapy i Rogacza – szepnął Harry'emu w ucho Fred.

- Wiemy, że jesteśmy super – powiedzieli Łapa i Rogacz, a Lily i Marlene wywróciły oczami.

Tylko jedna osoba nie brała udziału w zabawie. Aż trudno w to uwierzyć, ale Hermiona siedziała w kącie, próbując czytać olbrzymią księgę pod tytułem Życie domowe i obyczaje brytyjskich mugoli.

- Wiecie, co mamo i tato, jak na was patrzę to jestem w szoku, jak  wy razem w ogóle ten teges, że Rosie i ja powstaliśmy! – wypalił Hugo.

- Nie mów do mnie Rosie! – warknęła Rose.

- I znowu się zaczyna! – jęknął Frank II.

Harry odszedł na chwilę od stołu, przy którym Fred i George zaczęli żonglować butlami kremowego piwa, i podszedł do niej.

- Byłaś, chociaż na meczu? – zapytał.

- No pewnie – odpowiedziała Hermiona dziwnie piskliwym głosem, ale nie podniosła głowy. - I bardzo się cieszę, że wygraliśmy, a ty spisałeś się naprawdę świetnie, ale muszę to przeczytać do poniedziałku.

- Jakbym słyszał Emilly, moją żonkę – rzekł Hugo.

- Daj spokój, Hermiono, chodź do nas i zjedz coś – rzekł Harry, patrząc z daleka na Rona i zastanawiając się, czy jest w dostatecznie dobrym humorze, żeby jej przebaczyć.

- Nie mogę, Harry, mam jeszcze czterysta dwadzieścia dwie strony do przeczytania! – odpowiedziała Hermiona lekko histerycznym głosem.

- Co ty doktora Honorisa Causa robisz po godzinach? – zapytała Pheobie.

- Zresztą... – teraz i ona zerknęła na Rona – on na pewno nie ma na to ochoty – Nie było sensu się z nią sprzeczać, bo Ron wybrał akurat ten moment, by powiedzieć na głos:

- Gdyby Parszywek sam nie został zjedzony, zjadłby sobie parę tych karmelkowych muszek, bardzo je lubił...

Ginny podeszła do brata używając swojego wdzięku i gracji i z całej siły przywaliła mu w ten rudy pusty łeb.

- Aua! Odbiło Ci, Ginny! – jęknął Ron, masując głowę.

- Mogłeś odpuścić sobie ten komentarz! – krzyknęła Ginny na brata. James II i Hugo wyczarowali sobie popcorn.

- To się już wydarzyło Ginny! – zawołał Ron i zaczęli się kłócić .

- Chcesz trochę? – spytał Hugo Albusa II.

- Jasne – odparł Albus II i zaczął jeść. James II zapytał innych, czy chcą popcorn.

- Was to nie rusza? – zapytała Parvati.

- Oni się ciągle kłócą, a mamusia ma wybuchowy charakterek, tak jak wujek Ron – rzekła Lily II.

- To rodzinne – mruknął Frank II.

- DOŚĆ! – ryknęły dwie wersje Molly I, że Ginny i Ron przestali się wyzywać i popatrzyli na wściekłą matkę w dwóch wersjach.

Hermiona rozpłakała się. Zanim Harry zdążył zareagować, wsadziła olbrzymią księgę pod pachę i, wciąż łkając, pobiegła ku schodom prowadzącym do sypialni dziewcząt.

- Nie możesz dać jej spokoju? Chociaż na chwilę? – zapytał cicho Harry.

- Nie – odrzekł Ron – Gdyby pokazała, że jest jej przykro... ale ona nigdy się nie przyzna, że zrobiła coś złego. Wciąż tak się zachowuje, jakby Parszywek wyjechał na wakacje czy coś w tym rodzaju.

- Jak mogłeś tak myśleć! – krzyknęła płaczliwie. Ron przytulił ją.

- Byłem idiotą – mruknął Ron.

- Byłeś! – prychnęła Hermiona.

Balanga w wieży Gryffindoru dobiegła końca dopiero o pierwszej w nocy, kiedy pojawiła się profesor McGonagall w kraciastym szlafroku i siatce na włosach, nakazując wszystkim iść spać. Harry i Ron wspięli się po krętych schodach do dormitorium, wciąż dyskutując o meczu. W końcu Harry, kompletnie wyczerpany, położył się do łóżka, zaciągnął zasłony między czterema kolumienkami, żeby księżyc nie świecił mu w oczy, i prawie natychmiast zasnął.

Harry popatrzyli na Remusa smutno.

Miał bardzo dziwny sen. Szedł przez las, z Błyskawicą na ramieniu, za czymś srebrnobiałym. To coś kluczyło pomiędzy drzewami, tak że widział tylko lśnienie między liśćmi. Przyspieszył, ale to samo zrobiło białe widmo. Zaczął biec, a przed sobą usłyszał tętent kopyt. W końcu stanął na skraju jakiejś polany i...

- AAAAAAAAAAACH! NIEEEEEEEEEEEEEEE!

- To się nie dzieje! – przestraszyła się młodsza Molly I.

Harry obudził się tak nagle, jakby ktoś go uderzył w twarz. Nic nie widząc w ciemności, zaczął się szamotać z zasłonami wokół łóżka. Usłyszał szybkie kroki, a potem głos Seamusa z drugiego końca pokoju:

- Co się dzieje? – Zdawało mu się, że trzasnęły drzwi. Znalazł w końcu skraje zasłon, rozsunął je gwałtownym ruchem i w tym samym momencie Dean Thomas zapalił lampę. Ron siedział na swoim łóżku. Kotary były z jednej strony rozdarte, a na jego twarzy malowało się krańcowe przerażenie.

- Co się tobie stało? – spytał młodszy Artur.

- Black! Syriusz Black! Z nożem!

- Syriusz, co to wszystko znaczy! – zawołały kobiety.

- No ja... – zaczął starszy Łapa.

- Łapa nie chciał skrzywdzić mnie tylko zabić zdrajcę – powiedział Ron.

- Wszystko wyjaśni się na końcu książki – rzekła Hermiona – Nie, Ropucho nie wyślesz mojego ukochanego wujka do Azkabanu!

- Co?

- Tutaj! Dopiero co! Rozchlastał zasłony! Obudził mnie!

- Jesteś pewny, że ci się nie przyśniło? – zapytał Dean.

- Spójrz na zasłony! Mówię wam, on tu był!

- Brednie same kłamstwa – wypluła jadem Ropucha.

Wszyscy powyłazili z łóżek. Harry pierwszy dotarł do drzwi. Zbiegli po schodach. Za nimi otwierały się drzwi i rozlegały zaspane głosy.

- Kto tak wrzeszczał?

- Co wy robicie? – Żar z kominka oświetlał pokój wspólny, zaśmiecony pozostałościami po uczcie. Nikogo tu nie było.

- Ron, jesteś pewny, że to nie był sen?

- Mówię wam, widziałem go!

- Co to za hałasy?

- Profesor McGonagall kazała nam spać! – Pojawiło się kilka dziewcząt, nakładających szlafroki i ziewających. Schodzili się też chłopcy.

- Ekstra, bawimy się dalej? – zapytał uradowany Fred.

- Tobie to tylko impreza w głowie! – burknęła Nicole.

- Teraz to w głowie mam ciebie całą golu... – zaczął Fred II, a Nicole zakryła mu usta ręką.

- Wszyscy z powrotem na górę! – krzyknął Percy, wpadając do pokoju wspólnego i przypinając sobie w biegu do piżamy odznakę prefekta naczelnego.

- Serio, wujek? Serio? – spytał z niedowierzaniem James II.

- Percy... To był Syriusz Black! – wydyszał Ron – W naszym dormitorium! Z nożem! Obudził mnie! – Zrobiło się cicho.

- Bzdury! – powiedział Percy, ale widać było, że jest przestraszony – Musiałeś za dużo zjeść, Ron... miałeś koszmarny sen...

- Mówię ci...

- Tego już za wiele! – Wróciła profesor McGonagall. Weszła, trzasnęła portretem i potoczyła po pokoju wściekłym wzrokiem.

- I wróciła nasza kochana pani profesor – powiedział uradowany Fred II.

- Jestem zachwycona z wygranej Gryffindoru, ale to już przestaje być zabawne! Percy, tego się po tobie nie spodziewałam!

- Właśnie Percy tego się po tobie nie spodziewałam! – wrzasnął George II i po groził palcem.

- To geny Freda i tatusia! – burknęła Nicole.

- I jestem z tego dumny, mamo! – krzyknął szczęśliwy George II.

- Hope kochanie my, żeby z nimi nie zwariować musimy trzymać się razem i iść na jakieś zakupy, żeby od nich odpocząć.

- Zakupy z moją ukochaną mamusią! – krzyknęła Hope mając iskierki w oczach – Gdzie i kiedy? Rzucam wszystko i lecimy na zakupy!

- Nie mam z tym nic wspólnego, pani profesor! – powiedział Percy, prostując się z godnością – Właśnie im mówiłem, żeby wracali do łóżek! Mój brat Ron miał koszmarny sen i...

- TO WCALE NIE BYŁ SEN! PANI PROFESOR, OBUDZIŁEM SIĘ, A NADE MNĄ STAŁ SYRIUSZ BLACK Z NOŻEM W RĘKU!

- Tatuś nie mógł zrobić krzywdy Ronowi – powiedziała Daphne – Wiem to, bo tatuś jest dobrym człowiekiem i dzięki niemu i mamusi nie jestem żoną tego idioty – wskazała na Blaise'a – i  dzięki nim miałam siłę i sprzeciwiłam się. Wreszcie jestem wolna szczęśliwa i zadowolona, bo mam, mojego rycerza, przyjaciółki i rodziców.

- Greengrass! – wycedził Blaise – Powinnaś była być moja, a teraz jesteś zdrajczynią krwi!

- Ale nie jestem Zabini! – warknęła Daphne – I NAZYWAM SIĘ BLACK! – ryknęła. Łapa i Jared stanęli przed Daphne i założyli ręce.

- Uspokój się albo zrobię Ci krzywdę! – wycedził Jared. Jego szare oczy roztaczały aurę zagrożenia, że ktoś chciał skrzywdzić jego Lady.

- Jest Blackiem i Lady, jest członkinią mojego rodu od kiedy mój syn naznaczył ją na swoją partnerkę i jestem dumny, że mogę być jej tatusiem. Zrozumiałeś, czy mam ci pokazać, do czego jestem zdolny, kiedy chcesz skrzywdzić moją córeczkę? – powiedział Syriusz. Jego szare oczy roztaczały aurę zagrożenia, że ktoś chciał skrzywdzić jego ukochaną córeczkę.

Profesor McGonagall przyglądała mu się badawczo.

- Nie bądź śmieszny, Weasley, a niby jak mógł się przedostać przez dziurę w portrecie?

- Jego niech pani zapyta! – krzyknął Ron, wskazując drżącym palcem Sir Cadogana – Niech go pani zapyta, czy widział... – Patrząc podejrzliwie na Rona, profesor McGonagall pchnęła portret i wyszła przez dziurę. Wszyscy nasłuchiwali, wstrzymując oddech.

- Sir Cadoganie, czy niedawno wpuścił pan do wieży Gryffindoru jakiegoś mężczyznę?

- Tak jest, łaskawa pani! – zawołał ochoczo Sir Cadogan.

- Podziwiałem kolory! – wyszczerzył się Łapa, a Marlene parsknęła śmiechem.

Teraz zrobiło się cicho również po tamtej stronie ściany.

- Co?... Wpuścił pan?! – rozległ się po chwili głos profesor McGonagall – A...a hasło?

- Znał je! – odrzekł z dumą Sir Cadogan – Miał listę z hasłami na cały tydzień, moja pani! Wszystkie mi odczytał!

- Nic się nie zmieniło wtedy – oznajmił Łapa.

Profesor McGonagall przelazła z powrotem przez dziurę i stanęła przed oniemiałym tłumem. Była biała jak kreda.

- Który z was... – zaczęła rozdygotanym głosem – Co za bałwan zapisał sobie hasła na cały tydzień i zostawił gdzieś listę na wierzchu?

Neville się zarumienił.

Odpowiedziało jej milczenie przerywane cichymi piskami przerażenia. A potem Neville Longbottom, dygocząc od stóp do głów, powoli podniósł rękę.

- Dzięki Neville! – parsknął śmiechem Łapa.

- I tak pójdziecie to Azkabanu – powiedziała Ropucha słodkim głosem.

- Tak, tak, a ty będziesz ropuchowym sekretarzem! – wywrócił oczami Fineas.

- Daj sobie spokój, Dolores – stwierdziła Barbara.

- Koniec rozdziału – oznajmił Sebastian.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...