- Teraz ja będę czytała - oznajmiła Sofia i zaczęła czytać
Rozdział 30
Myślodsiewnia
Drzwi gabinetu otworzyły się.
- Witaj, Potter – powiedział Moody – Wejdź – Harry wszedł do środka. Już raz był w gabinecie Dumbledore'a. Był to piękny, kolisty pokój, obwieszony portretami poprzednich dyrektorów Hogwartu. Sądząc po pochrapywaniu i miarowych oddechach, wszyscy mocno spali. Korneliusz Knot stał koło biurka Dumbledore'a. Ubrany był w swój prążkowany garnitur, a w ręku trzymał cytrynowozielony melonik.
- Harry! – zagadnął jowialnie, wychodząc mu na spotkanie – Jak się masz?
- Świetnie – skłamał Harry.
- Teraz czuję się świetnie Knot bo moja piękna żona siedzi mi na kolanach
- Bo moje miejsce jest na twoich kolanach skarbie - mruczała Ginny a to ucha wychrypiala podniecona - a w nocy twój penis jest we mnie bo tam jest jego miejsce
- Tak bo tobie czuje się najlepiej i tam jest jego dom - szeptał podniecony Harry - Moje usta mają też swoje domy ale tym razem i moje usta pragną twojego znaku naznaczenia - i pocałował ją w znak a ona wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia
- Możecie się uspokoić! - warknal Bill
- Właśnie rozmawialiśmy o tamtej nocy, kiedy na terenie szkoły pojawił się pan Crouch. To ty go znalazłeś, tak?
- Tak – odpowiedział Harry i natychmiast zrezygnował z udawania, że nie słyszał, co mówili, więc dodał: – Ale madame Maxime nie widziałem w pobliżu, a przecież trudno byłoby jej nie zauważyć, prawda?
Dumbledore uśmiechnął się do niego za plecami Knota, a oczy mu zamigotały.
- No, niby tak – rzekł Knot, nieco zmieszany.
- Właśnie wybieraliśmy się na krótką przechadzkę po błoniach, Harry, więc wybacz... może po prostu wrócisz do klasy...
- Właśnie wybieraliśmy się z Dumbledorem na błonie na szybki numerek - oznajmił Regulus podniecony - bo chce żeby Dumbledore'a zrobił mi pysznego loda Harry, więc wybacz... może po prostu wrócisz do klasy...
- Chciałem porozmawiać z panem, panie profesorze – powiedział szybko Harry, patrząc na Dumbledore'a, który obrzucił go krótkim, badawczym spojrzeniem.
- Poczekaj tu na mnie, Harry – rzekł – Nie zajmie nam to wiele czasu
- Bo muszę tylko zrobić Panu ministrowi knotowi loda ustami - dodała z drwina Dorcas większość się krzywiła a Knot i Dumbledore'a stali wściekli
- To Gellert Grindelwald Panu nie wystarcza panie Dumbledor na łóżkowe igraszki? - pytała Minne cukierkowym głosem i uśmiechnęła się niewinne
- Jako nauczycielka nie powinna pani tak sie ubierać pani w taki sposób profesorze McGonagall! - warknal Knot
- Czyli jak? - pytała zirytowana bo była ubrana Obcisłe spodnie i koszule damska z falbankami a na nogach miała szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie
- Jak jakaś kobieta lekkich obyczajów! - warknal Knot im się zorientował Minne dała mu z liścia ze ten jeknal z bólu trzymając się za policzek
- Tak się składa Knot że Kobiecy mundurek szkolny i profesorski oraz domowy składa się obcisłych spódnic spodni różnych rodzajow bluzek i kurtki ramoneski, a zimowa pora płaszcz z które muszą być idealne dopasowanie do figur podkreslaly wasze figure kobiece sprawy oraz musimy chodzić szpilkach na bardzo wysokim obcasie albo kozaków na bardzo wysokim obcasie a obcas ma mieć min 12 cm! - wycedzila Minevra
- Nie dość ze był beznadziejnym ministrem to jeszcze jest gluchy - skomentowała to Narcyza
- I do tego jest bezczelny - oznajmiła Andromeda - żeby powiedzieć coś takiego Madame McGonagall ze jest kobieta lekkich obyczajów?
- Z Ciebie naprawdę jest niegrzeczny chłopiec Knot - odezwała się Apolonia - a co się robi z niegrzecznyni chłopcami?
- Ja wiem! ja wiem! - krzyczała Poppy - bierze się takiego żeby leżał na brzuchu na twoich kolanach i ściąga mu się spodnie bierze się pasek i leje się paskiem po jego gołej dupie żeby na końcu dupa była bardzo czerwona a później powinnen podziękować za lanie bo lanie daje zbawienne skutki mówiąc do Madame McGonagall dziękuję za lanie paskiem po dupie MADAME McGonagall da mi to zbawienne stuki proszę PANI a Madame McGonagall powinna odpowiedzieć nie ma za co dziękować skarbie musiałam Cie kochanie zlać bo byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem
Sala popatrzyła na nią niedowierzaniem a później pokiwali głowa a Knot zrobił się czerwony jak burak
- Dziewczyny pamiętacie kiedy ostatnio chodziliśmy w trampkach albo nie eleganckich ubraniach? - pytała Hermiona - bo ja jakoś nie mogę sobie przypomnieć a jestem Lady Weasley i pani wiem to wszystko
- Ja tez nie mogę sobie przypomnieć ale to nie ważne dla mnie najważniejsze jest to że podpisałam kontakt wiązacy które muszę przestrzegać jakich ubraniach i butów musze chodzić nawet po domu do szkoły do pracy i te ubrania muszę byc obcisłe żeby podkreslaly moja figure i kobiece kształty i chodzić tylko szpilkach na bardzo wysokim obcasie min 12 cm obcasie gracja i wdziękiem bo wtedy i wtedy będę grzeczna dziewczynką która przestrzega etykietę dobrego zachowania w swoim rodzie - oznajmiły uradowane dziewczyny i kobiety i te które były miały mężów usiadły na kolanach swojego męża i mocno się wtuliły do jego piersi i wesnely zadowolonym głosem szczęśliwe ze muszą zawsze siedzieć na kolanach swojego męża
– Wyszli w milczeniu z gabinetu. Po minucie Harry usłyszał niknący gdzieś w dole stukot drewnianej nogi Moody'ego. Rozejrzał się.
- Cześć, Fawkes – powitał ptaka siedzącego na złotej żerdzi obok drzwi. Fawkes, feniks profesora Dumbledore'a, był wielkości łabędzia i miał wspaniałe, szkarłatno-złote upierzenie. Machnął długim ogonem i mrugnął przyjaźnie do Harry'ego. Harry usiadł w fotelu przed biurkiem. Przez kilka dobrych minut przyglądał się byłym dyrektorom, chrapiącym w swoich ramach, i rozmyślał o tym, co niedawno usłyszał, macając swoją bliznę. Ból ustąpił. Teraz, gdy znalazł się w gabinecie Dumbledore'a, i miał mu wszystko opowiedzieć, poczuł się o wiele lepiej.
- Teraz czuję się o wiele lepiej niż wtedy bo siedzi mi na kolanach najpiękniejsza najseksowniejsza bardzo potężna Lady która jest moją żoną - oznajmił Harry całując Ginny w znak a ona wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia
- To mój obowiązek skarbie jestem twoją żoną i nie mogę Cię opuścić od kiedy dałeś mi znak naznaczenia nawet jeśli bym mogła to nie chce Cie opuszczać chce siedzieć tylko na twoich kolanach Harry - wzdychając zadowolonym głosem Lily i Molly uśmiechnęły się kiedy popatrzyli na Ginny która wtula się w Harry'ego jeszcze bardziej zadowolona miną
Spojrzał za biurko. Na półce spoczywała połatana i postrzępiona Tiara Przydziału. Obok, w długiej szkatule ze szklanym wiekiem, leżał srebrny miecz z rękojeścią wysadzaną wielkimi rubinami, który Harry wyciągnął z Tiary Przydziału w drugim roku swego pobytu w Hogwarcie. Był to miecz Godryka Gryffindora, założyciela domu, do którego Harry należał. Przyglądał mu się, wspominając, jak znalazł go w ostatniej chwili, kiedy już stracił wszelką nadzieję. Nagle dostrzegł srebrną plamkę, tańczącą i migocącą na szklanej pokrywie. Obejrzał się, poszukując źródła tego światełka i zobaczył srebrnobiałą smugę, wydobywającą się przez szparę w niedomkniętych drzwiczkach czarnej szafki. Zawahał się, zerknął na Fawkesa, a potem wstał, przeszedł przez gabinet i otworzył szafkę. Zobaczył płytką, kamienną misę z dziwnymi rzeźbieniami wokół krawędzi: jakimiś runami i symbolami, które nic mu nie mówiły.
- Na naszych ciałach Mamy runy 3 bardzo mocne runy Dla czystej ochrony i mądrości: Algiz (ᛉ). Algiz to mocna runa ochronna – jej poziom ochrony jest najsilniejszy ze wszystkich run. Magiczne działanie: Działa silnie ochronnie — chroni przed zagrożeniami fizycznymi i duchowymi, Wzmacnia intuicję i wewnętrzne przewodnictwo, Pomaga w połączeniu z wyższą jaźnią, duchami opiekuńczymi i siłami natury Dla agresywnej obrony i mocy: Thurisaz (ᚦ). Thurisaz to runa siły destrukcyjnej i ochronnej zarazem. Symbolizuje cierń, młot Thora, siły chaosu i pierwotne moce obronne. Łączy się z energią granicy, gniewu, ochrony oraz nieprzewidywalnej siły konfrontacji. Aspekty pierwotne: reprezentuje obronę, zagrożenie, siłę burzy, ale też wewnętrznego wojownika, reakcję na atak i wyznaczanie granic. Może symbolizować konieczność stawienia czoła wyzwaniu. Magiczne działanie: Chroni przed negatywnymi wpływami i atakami, Pomaga w stawianiu granic i odcinaniu toksycznych więzi, Wzmacnia siłę konfrontacji i oczyszczenia przez burzę. Dla siły fizycznej i mentalnej: Uruz (ᚢ). Uruz to runa siły pierwotnej, zdrowia i dzikiej natury. Symbolizuje tura — potężne, dzikie zwierzę, które uosabia niezłomność, żywotność i naturalną moc przetrwania. Łączy się z siłami witalnymi, odpornością oraz transformacją przez wyzwania. Aspekty cielesne i duchowe: reprezentuje zdrowie, siłę fizyczną, wytrwałość, ale też wolę życia i odnowę wewnętrzną. Może symbolizować moment próby, inicjacji lub przemiany, która umacnia. Magiczne działanie: Wzmacnia siłę witalną i odporność organizmu, Pomaga w przezwyciężaniu trudności i pokonywaniu słabości, Sprzyja odnowie po kryzysie i budowaniu stabilnej, trwałej mocy./Zastosowanie rytualne: używana w rytuałach uzdrawiania, wzmacniania ciała i ducha, inicjacji oraz rytuałach odwagi. Często rysowana na przedmiotach osobistej siły, narzędziach rytualnych lub noszona jako talizman ochronny i wzmacniający. - mówiła Rose
Wypełniona była osobliwą substancją – ni to płynem, ni gazem – z której promieniował srebrzysty blask. Ta świetlista, białosrebrna substancja poruszała się nieustannie: powierzchnia marszczyła się jak woda pod wpływem wiatru, a potem rozdzielała się i kłębiła jak obłoki. Przywodziła na myśl płynne światło –albo wiatr, który zmaterializował się w przedziwny sposób. Miał wielką ochotę dotknąć owej srebrnobiałej mgiełki, żeby poczuć, jaka jest – płynna, czy może gazowa – ale doświadczenie blisko czterech lat życia w świecie czarodziejów podpowiedziało mu, że wsadzanie ręki do misy pełnej nie znanej mu substancji byłoby wielką głupotą. Wyciągnął więc różdżkę, rozejrzał się niespokojnie po gabinecie, spojrzał ponownie na dziwną substancję w kamiennym zbiorniku i dźgnął ją końcem różdżki. Powierzchnia substancji zawrzała. Harry pochylił się niżej, tak że jego głowa znalazła się wewnątrz szafki. Srebrzysta substancja zrobiła się przezroczysta: teraz wyglądała jak szkło. Zajrzał w nią, spodziewając się zobaczyć kamienne dno zbiornika, ale zamiast niego zobaczył pod powierzchnią jakiś wielki pokój – jakby zaglądał do niego przez okrągłe okno w suficie.
- To było dziwne uczucie - mruknął Harry
W pomieszczeniu było mroczno. Harry pomyślał, że to jakaś podziemna komnata, bo nie było w niej okien, a przy ścianach płonęły pochodnie w uchwytach, jak w korytarzach i salach Hogwartu. Zniżywszy głowę, tak że prawie dotykał nosem powierzchni szklanej substancji, ujrzał rzędy czarownic i czarodziejów, siedzących na ławkach, które wznosiły się jedna nad drugą, jak na trybunach. W samym środku komnaty stało puste krzesło z poręczami. Było w nim coś, co budziło złowieszcze przeczucie. Z poręczy zwisały łańcuchy, jakby zwykle przykuwano nimi tych, którzy tam siadali.
- Sala rozpraw - stwierdził Kingsley a Amelia I pokiwała głową
- Chętnie bym tam widziała jak przykuwaja Carrowow! - wycedzila Madame Shacklebolt stając z kolan swojego męża nagle poczuła obce ciała były Flora i Hestia pochyliła się i pocałowała je po czole Madames Shacklebolt wesnely zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Mamusia - rzekły Flora i Hestia zadowolonym głosem - kocham cie bardzo mocno mamusiu!
- Moje słoneczka - rzekła miłością w głosie tuląc je do swojej piersi - Uwielbiam jak mówicie do mnie tylko mamusia skarby ! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córki jeszcze bardziej - będziecie mówiły do mnie tylko mamusia prawda córeczki?
- Tak mamusiu bo jestem grzeczna dziewczynka mamusiu i to jest mój obowiązek mamusiu jako Madame Shacklebolt- mruknely i przytuliły się mocno do kobiety zadowolona ze muszą nazywać Amelia mamusią
- Ja się też cieszę kochaniutkie ze mówicie do mnie tylko mamusia i cieszę z tych ubrań które musimy chodzić i szpilkach na bardzo wysokim obcasie które mają kłódke na zapieciach bo Madames Shacklebolt kochamy byc seksy - oznajmiła szczęśliwa pani Shacklebolt tuląc je do swojej piersi i później Flora i Hestia odeszły od niej gracja i wdziękiem usiadły na swoim krześle a pani Shacklebolt patrzyła na nie z miłością i również usiadła gracja i wdziękiem na kolanach swojego męża i się do niego wtuliła
Gdzie ta komnata się znajduje? Na pewno nie w Hogwarcie, bo jeszcze nigdy nie widział takiego pomieszczenia w zamku, który w końcu dość dobrze już znał. Co więcej, tłum zapełniający komnatę na dnie kamiennego zbiornika składał się z dorosłych, a Harry wiedział, że w Hogwarcie nie ma aż tylu nauczycieli. Ci ludzie wyglądali, jakby na coś czekali; w półmroku widział tylko szczyty ich spiczastych kapeluszy, ale wszyscy zdawali się patrzeć w jednym kierunku i nikt z nikim nie rozmawiał. Zbiornik był okrągły, a komnata kwadratowa, więc nie mógł dojrzeć, co jest w kątach. Pochylił się jeszcze bardziej, przekręcając nieco głowę, żeby zobaczyć... Koniec jego nosa dotknął dziwnej substancji. Gabinet Dumbledore'a zachybotał się gwałtownie – Harry'ego coś szarpnęło i nagle poleciał głową w dół... w głąb substancji wypełniającej zbiornik... Nie uderzył jednak głową w kamienne dno. Spadał przez coś lodowatego i czarnego, jakby go wessał jakiś mroczny wir... I nagle stwierdził, że siedzi na ławce w końcu komnaty wewnątrz zbiornika, na ławce wznoszącej się najwyżej. Spojrzał w górę, na kamienne sklepienie, spodziewając się zobaczyć tam okrągłe okno, przez które dopiero co zaglądał do środka, ale niczego takiego nie zobaczył. Przerażony, rozejrzał się dookoła. Nikt na niego nie patrzył (a w komnacie było co najmniej dwieście osób). Wyglądało na to, że nikt nawet nie zauważył, że przed chwilą spadł z sufitu czternastoletni chłopiec.
- Tatusiu znowu tatuś jest w jakiś wspomnieniu? - pytała Olivia Harry'ego
- Tak córeczko tatuś znowu był jakiś wspomnieniu - odezwał się Harry zadowolonym głosem w jak mówi do niego Olivia
Harry zerknął na czarodzieja siedzącego tuż obok niego i aż krzyknął ze zdumienia, a jego krzyk odbił się echem od kamiennych ścian. Siedział obok Albusa Dumbledore'a.
- Panie profesorze! – wykrztusił Harry zduszonym szeptem – Przepraszam... ja nie chciałem...
- Przeszkadzać kiedy Grindelwald robi Panu loda ustami panie profesorze Dumbledor - zakpil Harry z dyrektorka Większość ludzi parsknęła śmiechem Ginny uśmiechnęła się szyderczo do dyrektora który zrobił się czerwony jak burak
- O fuj! - krzyknęła Ginny krzywiąc się - moj ty biedaku chodź niech Cie przytulę i zapomnisz o tym wstrętnym koszmarze - i przytuliła go do siebie i pocałowała go w czoło Harry wesnal zadowolonym głosem wtulając się w żonę jeszcze bardziej
- Zapomnę o koszmarze tylko wtedy kiedy rozbierzesz się jak się natura stworzyła i ja będę mógł gapić się na moją boginie mająca szpilki na 16 cm obcasie i biżuterie rodem Potterów
- Zrobię to pod warunkiem ze mnie później przelecisz skarbie - mruknela do jego ucha podniecona Lady Potter
Ja tylko spojrzałem w tę misę w pana szafce... Gdzie my jesteśmy
Ale Dumbledore ani się nie poruszył, ani nie przemówił. W ogóle nie zwrócił na niego uwagi.
- Tylko cicho jęczał zadowolenia kiedy Gellert robił mu loda ustami i ręką a on miał rozmarzona minę i wzchychal zadowolonym głosem - dodał swoje dwa grosze Ron Hermiona uśmiechnęła się do Dumbledore szyderczo
- Jeszcze większe fuj! - zawołała Hermiona
- Panie dyrektorze Dumbledore Oni pana Dyrektora nienawidzą bo zostawił pan Harry'ego u tych kretynow i nie dziwię się - skomentowała to Minne oficjalnym głosem
Podobnie jak wszyscy pozostali czarodzieje, wpatrywał się w daleki róg komnaty, gdzie były drzwi. Harry, całkowicie zdezorientowany, spojrzał najpierw na dyrektora,
- Wiemy że lubisz sie zabawić z Gellertem ale bzykanie się w ministerstwie a oczach wszystkich i widzi to zwłaszcza moj niepełnoletni syn to już gruba przesadza! - warknęła Lily
- Mamuś jesteś najlepsza! - krzyknęła ze śmiechu Ginny do Lily I
- Wiem że jestem najlepsza skarbie! - zawołała Lily patrząc na Ginny czystą miłością
- Jesteś moją mamusia którą bardzo mocno kocham! - i podbiegła do niej gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła a ta bez wahania pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Potter wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Kocham Cię moje słoneczko - mruknela tuląc ja do swojej piersi zachwycona
- NIE BĘDĘ TOLEROWAŁ TAKIEGO ZACHOWANIA! - ryknal Dumbledore
- Nie powiedziałeś mi jak Dursleyowie traktowali Harrego bo tobie było to na rękę żebym nie wiedziała co się działo pod zamkniętymi drzwiami bo bym go wzięła do siebie i otoczyla matczyna miłością a ty zrobiłeś to po swojemu więc straciłeś moje zaufanie Dumbledore nigdy ci tego nie wybaczę! - krzyknęła Molly wściekła i stanęła z kolan Artura i zrobiła ta słynna pozę i stukala swoim 16 cm obcasem o podłogę
- Uspokój się Molly!
- Nie mów do niej po imieniu jakbyś był dalej naszym przyjacielem! - warknal Artur - zwracaj się do niej Lady Weasley dyrektorze bo to co zrobiłeś Haremu odebrałeś mu dzieciństwo to było podle bo Harry był jest i będzie naszym synem
- A ja jako matka go zawiodłam mojego synka zawiodłam! - krzyknęła Lady Weasley a łzy leciały jej po policzkach Harry podbiegł do niej i mocno ja przytulił do swojej piersi i pocałował ją w czoło jak Molly wesnela zadowolonym głosem wtulając się w syna jeszcze bardziej
- Mamusiu nikogo nie zawiodłaś opiekowałaś mnie mną przytulajasz mnie chodź jako chłopak tego nie lubiłem! - parsknął śmiechem - ale i nie mogłem się doczekać kiedy znowu mamusie zobaczę kocham cię mamusiu - rzekł Harry a Molli miała łzy w oczach i znowu pocałował ją w czoło
- Uwielbiam jak mówisz do mnie mamusia skarbie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w syna jeszcze bardziej - będziesz mówił jak do mnie częściej proszę byłam grzeczną dziewczynką
- Dobrze ze mamusia musi chodzić szpilkach na bardzo wysokim obcasie i ja nie muszę się tak schylać - pani Weasley uśmiechnęła się delikatnie i znowu do przytuliła
- Jestem Lady Weasley to mój obowiązek chodzeniu szpilkach na bardzo wysokim obcasie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się syna - po za tym mam kłódki na zapieciach i tak czy siak i tak muszę w nich chodzić czy mi się podoba czy nie a bardzo mi się podoba - uśmiechnęła się szeroko - Kocham Cię synku tak, bardzo się kocham i jestem uradowana ze Ginny zaznaczyła Cie na swojego partnera i dając Ci tez znak które nie ma się zdjąć podpisując potężny kontrakt małżeński - patrząc na szyję Harry'ego gdzie nial znak naznaczenia miał oczy zielone i oczy brązowe w kształcie yin i yang otoczone runami - i dzięki temu musisz mówić do mnie przynajmniej mamo a do Artura tato - uśmiechałajac się szeroko - a chce żebyś mówił do mnie mamusia a do Artura tatuś
- Tak mamusiu - mruknął Harry uśmiechnal się szeroko so niej i usiadł na krześle i przyciągnął na swoje kolana Ginny która mocno się wtuliła do jego piersi zachwycona Molly patrzyła na ich z miłością i później usiadła na kolanach swojego męża i się do niego wtuliła
potem na milczący, wyczekujący tłum, potem znowu na Dumbledore'a. I nagle zaświtało mu w głowie... Kiedyś już znalazł się w sytuacji, kiedy nikt nie mógł go ani zobaczyć, ani usłyszeć. Wpadł wówczas przez jedną ze stronic zaczarowanego pamiętnika w czyjąś pamięć. Wszystko wskazywało na to, że teraz przytrafiło mu się coś podobnego. Podniósł prawą rękę, zawahał się, a potem machnął nią energicznie przed twarzą Dumbledore'a. Profesor nawet nie mrugnął ani na niego nie spojrzał – nawet nie drgnął. Harry uznał to za wystarczający dowód. Dumbledore na pewno by go nie zlekceważył.
Harry prychnął
A więc znajduje się w jego pamięci, w jakimś jego wspomnieniu, ale chyba nie tak dawnym, bo siedzący obok niego Dumbledore z przeszłości ma siwe włosy, tak jak Dumbledore teraźniejszy. Ale co to za miejsce? Na co czekają ci wszyscy czarodzieje? Rozejrzał się uważniej. Komnata, jak już podejrzewał, zaglądając do niej z góry, z całą pewnością znajduje się w podziemiach – to bardziej loch niż pokój. Ta posępna, złowroga atmosfera, żadnych obrazów na ścianach, żadnych ozdób, tylko rzędy ławek, wznoszące się jeden nad drugim wzdłuż ścian, wszystkie rozmieszczone tak, żeby każdy miał dobry widok na krzesło z łańcuchami...
- Tatusiu czy to sala rozpraw? - zapytała Amelia II Harry'ego
- Tak córeczko i właśnie zaczyna się rozprawa - odezwał się Harry zadowolonym głosem jak mówi do niego drugą córka
- A kogo to jest rozprawa tatusiu? - spytała Lily II
- Kumpla pana Dyrektora skarbie dyrektora Dumbstranga Karkarowa - oznajmił Harry zadowolonym głosem jak mówi do niego najmłodsza córka
- Robi się coraz bardziej ciekawie - stwierdziła Daphne - prawda przystojniaku?
- Owszem piękna - mruknął Jared i pocałował ją w znak a ona wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia - lubisz jak to robię
- Tak! - jęknęla zachwycona
Zanim doszedł do jakiegoś wniosku, usłyszał kroki. Drzwi w rogu komnaty
otworzyły się i wkroczyło trzech ludzi – albo raczej jeden człowiek w towarzystwie dwóch Dementorów. Harry poczuł lodowaty ucisk w brzuchu. Dementorzy – wysokie, zakapturzone postacie – sunęli powoli ku krzesłu w samym środku lochu; trzymali pod ramię mężczyznę, który wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć.
Dziewczyny i kobiety wtuliły sie w swojego męża i chłopaka
Harry go rozumiał... Tym razem Dementorzy nie mogli go dosięgnąć, bo znajdował się w czyjejś pamięci, ale aż za dobrze pamiętał ich złowrogą moc. Czarodzieje na ławkach wzdrygnęli się i cofnęli lekko do tyłu, kiedy Dementorzy usadowili mężczyznę w krześle i bezszelestnie opuścili loch.
- Pewnie szukali Ropuche żeby mogli zaspokoić swoje potrzeby bo tylko ona może ich pocałować a w nagrodę później ja przelecieli - skomentował to Seamus Ropucha zrobiła się czerwona
- OHYDA! - jęknęly dziewczyny i kobiety z odraza
- Tak Lordzie Finigan bo ja jestem Dolores Umbridge i jestem prostytutka ministerstwa i moim obowiązkiem jest zaspokokajanie czyimś potrzeb proszę pana! - zawołała Alison głosem Umbridge - a ci biedacy musieli sobie ulżyć więc jako grzeczna dziewczynka i prostytutka ministerstwa musiałam im pomóc zaspokoić ich potrzeby - sala popatrzyła na nią niedowierzaniem a później ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy Ropucha zrobiła się bardziej czerwona
- Spróbuj tylko zaatakować babcie a nie będę dla ciebie miłosierna! - zawolaly Roxy i Amelia II
- Mamusiu jesteś najlepsza! - krzyknęła ze śmiechu Susan do pani Fimigan
- Wiem że jestem najlepsza skarbie! - zawołała Madame Fimigan patrząc na Susan czystą miłością
- Jesteś moją mamusia którą bardzo mocno kocham! - i podbiegła do niej gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła a ta bez wahania pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Fimigan wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Kocham Cię moje słoneczko - mruknela tuląc ja do swojej piersi zachwycona - Uwielbiam jak mówisz do mnie tylko mamusia skarbie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej - będziesz mówiła do mnie tylko mamusia prawda córeczko?
- Tak mamusiu bo jestem grzeczna dziewczynka mamusiu i to jest mój obowiązek mamusiu jako lady Finigan - mruknela i przytuliła się mocno do kobiety zadowolona ze musi nazywać Alison mamusią
- Ja się też cieszę kochanie ze mówisz do mnie tylko mamusia i cieszę z tych ubrań które musimy chodzić i szpilkach na bardzo wysokim obcasie które mają kłódke na zapieciach bo obie kochamy byc seksy - oznajmiła szczęśliwa pani Fimigan tuląc ja do swojej piersi i później Susan odeszła od niej gracja i wdziękiem usiadła na kolanach Seamusa i mocno się wtuliła a Alison patrzyła na ich z miłością i również usiadła gracja i wdziękiem na krześle
Drzwi zamknęły się z głuchym łoskotem. Harry spojrzał uważnie na człowieka siedzącego w krześle. Poznał go. To był Karkarow. W przeciwieństwie do Dumbledore'a, Karkarow wyglądał o wiele młodziej: jego włosy i kozia bródka były czarne. Nie miał na sobie lśniącego futra, tylko cienką, poszarpaną szatę. Trząsł się. Łańcuchy nagle rozjarzyły się złotem i popełzły w górę, oplatając go i przykuwając do krzesła.
- Igorze Karkarow! – rozległ się szorstki głos gdzieś z lewej strony. Harry spojrzał tam i zobaczył pana Croucha stojącego w połowie rzędu, w którym sam siedział.
- Wzdychając zadowolonym głosem kiedy jakiś urzędnik robił mu loda - dodali Fred i George Crouch miał wściekła minę
Miał ciemne włosy i o wiele mniej zmarszczek na twarzy, wyglądał całkiem rześko i zdrowo.
- I podklaskal urzędnika po główce i oznajmił zadowolonym głosem grzeczny chłopiec pan Crouch jest z Ciebie taki dumny ze tak wspaniale robisz mi Loda - rzekł Jared głosem Crocuha odchylając głowę do tyłu
- Dziękuję Panie Crouch kocham Panu robić loda proszę pana - odpowiedział Leo szczęśliwy Crouch był czerwony jak burak i na skroni pulsuwala mu żyła
- Wracając! - wtracila sie Hanna rozbawiona
- Zostałeś sprowadzony tu z Azkabanu, aby złożyć zeznania przed Ministerstwem Magii. Dałeś nam do zrozumienia, że chcesz nam przekazać jakieś ważne informacje
- I bo chwili Jeknal I odchylając głowę do tyłu poddał się orgazmowi - rzekła Daphne
- Crouch jesteś obrzydliwy! - zawołała Marlene - żeby ruchac się w ministerstwie jeszcze przy wszystkich? - krzywiła się - myślę ze potrzebujesz terapii
- I to jak najszybciej - stwierdziła Alicia II
- Spróbuj tylko zaatakować babcie a nie będę dla ciebie miłosierna! - zawolaly Barbara i Iola Cedrella bo Crouch był cały czerwony
- Mamusiu jesteś najlepsza! - krzyknęła ze śmiechu Daphne do pani Black
- Wiem że jestem najlepsza skarbie! - zawołała Lady Black patrząc na Daphne czystą miłością
- Jesteś moją mamusia którą bardzo mocno kocham! - i podbiegła do niej gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła a ta bez wahania pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Black wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Kocham Cię moje słoneczko - mruknela tuląc ja do swojej piersi zachwycona - Uwielbiam jak mówisz do mnie tylko mamusia skarbie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej - będziesz mówiła do mnie tylko mamusia prawda córeczko?
- Tak mamusiu bo jestem grzeczna dziewczynka mamusiu i to jest mój obowiązek mamusiu jako lady Black - mruknela i przytuliła się mocno do kobiety zadowolona ze musi nazywać Marlene mamusią
- Ja się też cieszę kochanie ze mówisz do mnie tylko mamusia i cieszę z tych ubrań które musimy chodzić i szpilkach na bardzo wysokim obcasie które mają kłódke na zapieciach bo obie kochamy byc seksy - oznajmiła szczęśliwa pani Black tuląc ja do swojej piersi i później Daphne odeszła od niej gracja i wdziękiem usiadła na kolanach Jareda i mocno się wtuliła a Marlene patrzyła na ich z miłością i również usiadła gracja i wdziękiem na kolanach swojego męża i mocno się do niego wtuliła
– Karkarow wyprostował się na tyle, na ile zdołał, ciasno przykuty do krzesła.
- Chcę, panie – odpowiedział przerażonym głosem, ale Harry dosłyszał w nim znajomą nutę obłudy. - Chcę wyświadczyć ministerstwu przysługę. Pragnę pomóc.
- Następny który chce zrobić loda Crouchowi! - jeknal Rogacz
- Harem z ministerstwa sobie robisz Crouch? - spytała wielkimi oczami i otwarta szczęka Amelia Crouch wychodził z siebie
- Najwidoczniej robi z ministerstwa Harem kochanie - rzekł Kingsley przyciągać ja do swojej piersi
Ja... ja wiem, że ministerstwo stara się... wytropić ostatnich zwolenników Czarnego Pana. Chętnie w tym pomogę... w każdy możliwy sposób...
- Mówisz w każdy możliwy sposób pomożesz Wiec zrób mi loda Karkarow! - zawołał Łapa głosem Crocuha sala parsknęła śmiechem
- Tatusiu myślę ze Crouch jest tak samo ohydny i obleśny jak petegrew ropucha i inni kretyni - oznajmiła Astoria do Łapy
- Nie jestem ohydny ani obleśny! - warknal Crouch
- Zamknij mordę Crouch albo nie będę wystarczające spokojna i zapłacisz za to ze miałeś czelność krzywdzić mojego tatusia! - wycedzila Astoria stała z kolan Draco stukajac swoim 16 cm obcasem a później podeszła do Łapy gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła do jego piersi wyszeptujac - tatuś
- Moje słoneczko tatuś bardzo mocno Cie kocha skarbie - odparł Łapa całując ja w czoło wyrażając ojcowskie uczucia jakie do niej żywił Lady Malfoy wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej
- Ja też tatusia kocham tatusiu
- Uwielbiam jak mówisz do mnie tylko tatuś skarbie! - mruknął zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej - będziesz mówiła do mnie tylko tatuś prawda córeczko?
- Tak tatusiu bo jestem grzeczna dziewczynka tatusiu i to jest mój obowiązek tatusiu jako lady Malfoy - mruknela i przytuliła się mocno do mezszyzna zadowolona ze musi nazywać Łapę tatusiem
- Grzeczna dziewczynka jesteś również pięknie ubrana kochanie wiesz i jakich butach musisz chodzić więc jesteś prawdziwą Lady Malfoy - odpadł Lord Black tulił ja do swojej piersi a później Astoria podeszła do Draco gracja i wdziękiem i usiadła na jego kolanach zadowolonym miną i wtuliła się w piersi Draco a ten pocałował ją w znak a ona wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia
– Rozległ się szmer przyciszonych głosów. Niektórzy z czarodziejów przypatrywali się Karkarowowi z zaciekawieniem, inni z wyraźną podejrzliwością. A potem Harry usłyszał – bardzo wyraźnie – znajomy, ochrypły głos, tuż z boku, z drugiej strony siedzącego przy nim Dumbledore'a:
– Plugastwo – Wychylił się do przodu, żeby zobaczyć, kto siedzi obok Dumbledore'a, i zobaczył Szalonookiego Moody'ego – choć w pierwszej chwili trudno go było poznać, bo nie miał magicznego oka, tylko parę normalnych oczu. Patrzył na Karkarowa, mrużąc je z wyraźną odrazą. - Crouch chce go wyciągnąć z Azkabanu – szepnął do Dumbledore'a – Zawarł z nim układ.
- Za wyciągnięcie z Azkabanu będziesz mi robił loda ustami i językiem codziennie żeby zaspokoić moje potrzeby zrozumiałeś Karkarow! - warknal Fineas głosem Croucha
- Tak panie Crouch dziękuję Panie Crouch ze ja Karkarow mogę zaspokoić pana potrzeby proszę pana - oznajmił Scorpius
- Biedny Karkarow - stwierdziła Emilly
- Ale bo nim jeździcie - rzekł Percy
- Krzywdził mojego tatusia Weatherby! - warknęła Daphne więc - mamy powód żeby go nienawidzić!
Wytropienie go zajęło mi sześć miesięcy, a teraz Crouch chce go wypuścić w zamian za parę nowych nazwisk. - Wysłuchajmy tego, co nam powie i oddajmy go z powrotem w ręce Dementorów – Dumbledore mruknął cicho w sposób wyrażający dezaprobatę – Ach, zapomniałem, Albusie... Ty nie bardzo lubisz Dementorów, prawda? – powiedział Moody z ironicznym uśmiechem.
- Tak, nie lubię ich – odpowiedział cicho Dumbledore – Od dawna uważam, że ministerstwo nie powinno sprzymierzać się z takimi potworami. - Ale jak się ma do czynienia z takim plugastwem...
- Dlatego jak zostałam ministrem magii zrobiłam porządek i nie mamy do czynienia z takim plugastwem - powiedziała Hermiona - jak mieliśmy za Knota
- Moja dzienna dziewczynka - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley patrząc na Hermione czystą miłością
- mamusia! - i podbiegła do niej gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła a ta bez wahania pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Kocham Cię moje słoneczko - mruknela tuląc ja do swojej piersi zachwycona - Uwielbiam jak mówisz do mnie tylko mamusia skarbie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej - będziesz mówiła do mnie tylko mamusia prawda córeczko?
- Tak mamusiu bo jestem grzeczna dziewczynka mamusiu i to jest mój obowiązek mamusiu jako lady Weasley - mruknela i przytuliła się mocno do kobiety zadowolona ze musi nazywać Molly mamusią
- Ja się też cieszę kochanie ze mówisz do mnie tylko mamusia i cieszę z tych ubrań które musimy chodzić i szpilkach na bardzo wysokim obcasie bo obie kochamy byc seksy i obie mamy kłódki na zapieciach - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley tuląc ja do swojej piersi i później Hermiona odeszła od niej gracja i wdziękiem usiadła na kolanach Rona i mocno się wtuliła a Molly patrzyła na ich z miłością i również usiadła gracja i wdziękiem na kolanach swojego męża i mocno się do niego wtuliła
- Twierdzisz, że chcesz nam podać kilka nazwisk, Karkarow – powiedział Crouch – A więc mów, słuchamy.
- Musicie zrozumieć – rzekł pospiesznie Karkarow – że Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, zawsze działał w największej tajemnicy. Wolał, żebyśmy... to znaczy, żeby jego zwolennicy... teraz bardzo żałuję, że kiedykolwiek do nich należałem...
- Do rzeczy – zagrzmiał Moody.
- ...żebyśmy nigdy nie znali nazwisk swoich współtowarzyszy. Tylko on sam wiedział dokładnie, kto jest kim.
- Co wcale nie było takie głupie, bo tacy jak ty już dawno by wszystkich wydali– mruknął Moody.
- Ale twierdzisz, że znasz kilka nazwisk? – zapytał pan Crouch.
- Tak... znam – wydyszał Karkarow – I nie są to zwykli, szeregowi zwolennicy. To ludzie, których sam widziałem, jak wykonywali jego rozkazy. A przekazuję tę informację na dowód, że całkowicie z nimi zerwałem i że odczuwam skruchę tak głęboką, że ledwo mogę...
- Nazwiska! – przerwał mu ostro pan Crouch. Karkarow wziął głęboki oddech.
- Więc był... Antonin Dołohow. Sam widziałem, jak... jak torturował wielu mugoli i tych, którzy nie popierali Czarnego Pana.
- I sam mu w tym pomagałem – mruknął Moody.
- O Dołohowie już wiemy – stwierdził Crouch – Złapaliśmy go wkrótce po tobie.
- Tak? – zdumiał się Karkarow, robiąc wielkie oczy – Jaka to... rozkosz, słyszeć, że został schwytany!
- Moj ty biedaku - stwierdziła Ginny z kpina - będziesz musiał jednak zrobić Crouchowi loda
- U was Rogacz jest za dużo rudych kobiet - rzekł Łapa
- No cóż musieliśmy sie pogodzić ze męska cześć rodów Potterow sa przekleci stary - wzruszył ramionami Rogacz Łapa zamyślił się
- Czyli co Prefekcji
Kapitanowie Quidditcha
Rycerze Na Białych Koniach
Mili Gościowie …i…
Własność mamusi od 1 wrz 19 jakiegoś tam roku przypadku tatusia Własność Lily od 1 wrz 1971 przypadku Rogacza Własność Ginny od 1 wrz 1991 przypadku Harry'ego Własność Olivii od 1 wrz 2014 przypadku Jamesa Syriusza Własność Amelii II od 1 wrz 2016 przypadku Albusa Seveusa?
Rozległy się wybuchy śmiechu, a kobiety rodu Potterów pocałowały swojego męża namiętne usta męska ich mężowie wesneli zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą .
- Syriuszu/ Wujku Syriuszu i myślę, że wasz rację i mogę go uważać za swojego od pierwszej chwili, gdy go zobaczyłam. Był już wtedy mój, choć jeszcze tego nie wiedział.
To wywołało kolejną salwę śmiechu kosztem męskiej części Potterów którzy zarumienili się - prawda przystojniaku? .
- Owszem piękna - całując swoją żonę w znak a te głośno wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swojego męża jeszcze bardziej i musiały ściągnąć sobie ramoneski bo zrobiło im się gorąco i miały na sobie obcisła elegancka obcisła bluzka skórzana z odkrytym ramieniem obcisłe spodnie które idealnie dopasowane do ich figur i podkreslaly ich kobiece kształty miały biżuterie rodem swojego męża makijaż i szpilki z kłódka na zapieciach na na bardzo wysokim obcasie
Ale wcale nie wyglądał, jakby odczuwał rozkosz. Harry mógłby przysiąc, że ta wiadomość mocno nim wstrząsnęła. Jedno z jego nazwisk okazało się bezwartościowe.
- Znasz innych? – zapytał chłodno Crouch.
- Ależ tak... Był Rosier – powiedział szybko Karkarow – Evan Rosier.
- Rosier nie żyje. I on został osaczony wkrótce po tobie. Ale wolał walczyć do końca, niż się poddać. Zginął w potyczce z aurorem.
- I zabrał na tamten świat kawałek mojej skromnej osoby – szepnął Moody.
- Nie bądź taki skromny Szalooki! - parsknęła Nimfadora a Remus przytulił do siebie
- Musze chronić swoją partnerkę wtedy czuje się dobrze - skomentował to Remus tuląc ja do swojej piersi która wesnela zadowolonym głosem - Cholera jak ty pięknie pachniesz mam ochotę
- Ja też skarbie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej - kocham siedzieć Ci na kolanach prawda ze muszę siedzieć Ci na kolanach i chodzić obcisłych ubraniach podkreślające moja figure i kobiece kształty i szpilkach z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie ? - zapytała z nadzieją
- Tak Lady Lupin musisz siedzieć na moich kolanach chodzić obcisłych ubraniach podkreślające twoja seksowna figure i kobiece kształty i szpilkach z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie - odpadł - bo jesteś grzeczna dziewczynka prawda skarbie? - całując ja w znak
- Tak jestem bardzo grzeczna dziewczynka! - głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Możecie się uspokoić! - jeknal Teddy
- Teddy mamusia i tatuś bardzo mocno sie kochają! - skarcila go Victoire uśmiechając się promiennie do rodziców
- Victoire jesteś nasza córeczką mam nadzieję że będziesz mówiła do nas tylko mamusia i tatuś - odparła Lady Lupin do młodszej kobiety miłością podchodząc do niej gracja i wdziękiem i pocałowała ja w czoło
- Tak mamusiu jestem waszą córeczką! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się matkę jeszcze bardziej - od kiedy Teddy mnie wpoil a, późnej zaznaczył na swoją partnerkę podpisując potężny kontrakt małżeński którego nie da się złamać i zawsze będę mówiła do was tylko mamusia i tatuś - oznajmiła szczęśliwa pani Lupin - Teddy o to zadbał mamusiu kiedy dał mi ten znak a wcześniej mnie wpoil - i przejechała po znaku naznaczenia wesnela zadowolonym głosem Nimfadora ponownie ja przytuliła zadowolona ze Victoire mówi do niej tylko mamusia i później obie gracja i wdziękiem bo obie miały szpilki na 16 cm obcasie podeszły do swojego męża i usiadły na kolanach swojego męża i mocno się wtuliły i wesnely zadowolonym głosem
- Co miłość robi z człowiekiem - powiedział Łapa cukierkowym głosem
- Lapciu Lunatyk i Nimfadora sa tacy słodcy - oznajmił Rogacz również cukierkowym głosem
Harry wychylił się ponownie i zobaczył, że Moody pokazuje Dumbledore'owi spory ubytek w swoim nosie.
- I na to zasługiwał! – powiedział Karkarow, ale teraz w jego głosie wyraźnie zabrzmiała panika, bo zaczął się obawiać, że jego informacje mogą się okazać zupełnie bezużyteczne. Spojrzał ze strachem na drzwi w rogu lochu, za którymi bez wątpienia wciąż stali Dementorzy.
- Ktoś jeszcze? – zapytał Crouch.
- Tak! Był Travers... to on pomógł zamordować McKinnonsów!
- Mamusia! - zawołała wszystkie jej córki i im się zorientowała Marlene jej córki przytuliły do jej piersi
- Skarbie! - podbiegła Euphemia i przytuliła ja do swojej piersi płacząc do jej piersi
- Babcia! - krzyknęły wnuczki i tes się przytuliły jej przyjaciółki miały łzy w oczach
- Mulciber... wyspecjalizował się w rzucaniu zaklęcia Imperius, zmusił niezliczoną ilość ludzi do okropnych rzeczy! Rookwood... był szpiegiem... przekazał Temu, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać mnóstwo pożytecznych informacji pochodzących z samego ministerstwa! – Harry był pewny, że tym razem Karkarow trafił w dziesiątkę. W lochu rozległ się szmer przytłumionych głosów.
- Rookwood? – powtórzył pan Crouch i skinął głową do czarownicy siedzącej tuż przed nim, która
- Robiła mu loda a Crouch wesnal zadowolonym głosem odchylając głowę do tyłu - rzekł Harry
zaczęła skrobać piórem po kawałku pergaminu – Augustus Rookwood z Departamentu Tajemnic?
- Głaszcząc swoją kochankę za włosy i mruczał zadowolonym głosem - dodał Harry Crouch miał dość tych kpin
- Ten sam – przyznał gorliwie Karkarow – Sadzę, że zorganizował siatkę czarodziejów w samym ministerstwie i poza nim, żeby zbierać informacje...
- Ale Traversa i Mulcibera już mamy – powiedział pan Crouch – No dobrze, Karkarow, jeśli to już wszystko, wrócisz do Azkabanu, a my się zastanowimy...
- To nie wszystko! – krzyknął Karkarow – Zaczekajcie, znam więcej nazwisk!
Harry widział w blasku pochodni, jak Karkarow poci się obficie; jego biała cera kontrastowała mocno z czernią włosów i brody.
- Snape! Severus Snape!
- Snape został już oczyszczony z zarzutów przez tę radę– oświadczył chłodno Crouch – Poręczył za niego Albus Dumbledore.
- Sevus był smierciorzelca i do tego uczy w szkole a kiedy chodził do szkoły szkole obraził moja córeczkę tym wstrętnym słowem a później został profesorkiem mało tego nienawidzi wszystkich uczniów oprócz swoich popilkow i znęcaja się psychiczne nad uczniami brawo panie dyrektorze! - krzyknęła Euphemia klaskajac - może trzeba było jeszcze zjeść więcej Dropsow?
- Nie jestem żaden Sevus jestem profesor Snape i nie mam żadnych pupilkow
- Mamusiu Garnek mówi do kociołka witaj kociołku tu garnek Sevus potrzebuje dobrego eliksiru na swoje bardzo tłuste włosiska i trochę więcej szarych komórek i więcej uśmiechu a kociołek odpowiedział garnku przykro mi to juz przegrana sprawa Sevusien i nic się nie da zrobić bo Sevus był przez te lata bardzo niegrzecznym gackiem jedynie co mogę mu dac to rózgę - zakpila z Snape'a Lady Potter Rogacz Łapa parskneli głośnym śmiechem tak samo jak większość ludzi ma sali a Snape patrzył na Lily wściekły
- Mamusiu jesteś najlepsza! - zawołali ze śmiechu Fred i George a Pani Potter podeszła do ich gracja i wdziękiem przytuliła się do nich
- Uwielbiam jak mówicie do mnie mamusia moje skarby ! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w synów jeszcze bardziej - będziecie mówić tak do mnie częściej proszę byłam grzeczną dziewczynką
- Dobrze ze mamusia nosi szpilki na bardzo wysokim obcasie i ja nie muszę się tak schylać - pani Potter uśmiechnęła się szeroko i znowu ich przytuliła
- Jestem Lady Potter to mój obowiązek noszenia szpilek na bardzo wysokim obcasie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się synów - Kocham was synkowie tak, bardzo się kocham i jestem uradowana ze Nicole i Angelina zaznaczyły was na swojego partnera i dając wam tez znak które nie ma się zdjąć podpisując potężny kontrakt małżeński - patrząc na szyję Freda George o gdzie miał znak naznaczenia mieli oczy brązowe w kształcie yin i yang otoczone runami - i dzięki temu musicie mówić do mnie przynajmniej mamo a do Jamesa tato - uśmiechałajac się szeroko - a chce żebyś mówili do mnie mamusia a do Jamesa tatuś i to sie Ciebie tez tyczy Angelino bo George jest tak samo moim synem jak Fred więc ty jesteś moja córką Angelino
- Tak mamusiu - mrukneli Fred i George i Angelina uśmiechając się szeroko i usiedli na krześle i przyciągając na swoje kolana Nicole i Angeline które mocno się wtuliły do ich piersi zachwycone pani Potter patrzyła na ich z miłością i później usiadła na kolanach swojego męża i się do niego wtuliła a Fleomont Claus patrzyli nienawistym wzrokiem na Snape
- Nie! – krzyknął Karkarow, napinając łańcuchy, którymi był przykuty do krzesła
– Zapewniam was! Severus Snape jest
Śmierciożercą! – Dumbledore powstał. - Złożyłem już zeznanie w tej sprawie – powiedział spokojnie – Severus Snape rzeczywiście był Śmierciożercą. - Przeszedł jednak na naszą stronę, zanim Lord Voldemort utracił swą moc, i został naszym szpiegiem, ryzykując życie. On Śmierciożercą? Równie dobrze moglibyście nazwać Śmierciożercą mnie.
- Równie dobrze moglibyśmy nazwać dyrektorka starym dziadem - oznajmił Fleomont .
- Dziadziuś ma rację jak można wysłać Harrego mojego braciszka do tych idiotow którzy smia nazywać się ludźmi! - prychnela Angelina - a to są moi dziadkowie - wskazując na państwa Potterów i państwa Evans - prawda?
- Oczywiście że jesteś nasza wnusia kochanie - oznajmiła szczęśliwa panie Potter i Evans do Angeliny wzruszone
- Teraz sa tanią pokojówka i drag queen skarbie - wyszeptała Lily
- Tak mamusiu to był piękny widok jak zostali zmienieli w tania pokojówka i drag queen - powiedziała Lady Weasley
Harry spojrzał na Szalonookiego Moody'ego. Widać było, że ma co do tego poważne wątpliwości.
- No dobrze, Karkarow – powiedział chłodno Crouch – Pomogłeś nam. Dokonamy rewizji twojego wyroku. A tymczasem wrócisz do Azkabanu... Głos pana Croucha powoli ucichł, jakby się oddalał.
- Pewnie musiał uspokoić oddech po orgazmie - rzekł Regulus
Harry rozejrzał się. Loch rozpływał się, jakby był z dymu, wszystko bladło, zanikało... Teraz widział już tylko własne ciało, bo wszystko inne pochłonął kłębiący się mrok... A potem loch powrócił. Harry siedział już w innym miejscu: nadal w najwyższym rzędzie, ale teraz z lewej strony pana Croucha. I atmosfera była zupełnie inna: rozluźniona, nawet radosna. Czarownice i czarodzieje rozmawiali ze sobą niefrasobliwie, jakby byli na jakiejś imprezie sportowej.
- Harry kto teraz? - pytała Lily
- Będzie proces Ludo Bagmana mamusiu - powiedział Harry
- Serio? - spytali z zdziwieni
- Tak - odpowiedział Harry całując Ginny w czoło która wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
Uwagę Harry'ego przykuła czarownica siedząca naprzeciw niego w środkowym rzędzie. Miała krótkie, jasne włosy, ubrana była w karminową szatę i ssała koniuszek jadowicie zielonego pióra. Bez trudu rozpoznał w niej młodszą Ritę Skeeter. Spojrzał w bok. I tym razem siedział obok niego Dumbledore, ale miał na sobie inną szatę. Pan Crouch wyglądał na bardziej zmęczonego, wychudzonego i jakby bardziej zawziętego. Harry zrozumiał. To było inne wspomnienie, inny dzień, inny proces. Drzwi w rogu otworzyły się i do komnaty wkroczył Ludo Bagman. To był jednak zupełnie inny Ludo Bagman. Teraz najwyraźniej znajdował się u szczytu swojej sportowej kariery. Nie miał złamanego nosa, był wysoki, szczupły i muskularny. Wyglądał na przestraszonego, kiedy usiadł w krześle z łańcuchami, ale nie został do niego przykuty, jak Karkarow, i być może dlatego nabrał otuchy, rozejrzał się po trybunach, pomachał kilku znajomym i nawet przywołał na twarz nikły uśmiech.
- Wujku Harry co on takiego zrobił? - pytała Rose
- Zaraz sie wszystko wyjaśni kochanie - oznajmił jej ojciec chrzestny
- Ludonie Bagman, stajesz przed Radą Prawa Czarodziejów, aby odpowiedzieć na zarzuty związane z działalnością Śmierciożerców – oznajmił pan Crouch. - Wysłuchaliśmy obciążających cię zeznań i wkrótce wydamy werdykt. Czy chcesz dodać coś do swoich zeznań, zanim ogłosimy wyrok? – Harry nie wierzył własnym uszom. Ludo Bagman Śmierciożercą?
- Ludo Bagman Śmierciożercą? - pytał niedowierzaniem Dorcas
- Tylko jedno – odpowiedział Bagman, uśmiechając się z zażenowaniem – Wiem, że byłem... strasznym kretynem... – Kilka osób parsknęło śmiechem. Pan Crouch nie podzielał jednak tej wesołości. Spoglądał z góry na Bagmana z powagą i niechęcią.
- Powiedziałeś szczerą prawdę, chłopcze – mruknął ktoś do Dumbledore'a. Harry spojrzał w bok i znowu zobaczył siedzącego za Dumbledore'em Moody'ego. - Gdybym nie wiedział, że zawsze był tępakiem, pomyślałbym, że kilka z tych tłuczków uszkodziło mu trwale mózg...
- A jakby spiknąć Bagmana z Crabbem i Goryle a? - spytal Fineas - byłby z tego trójkącik bo ta trójka i tak mają trwałe uszkodzony mózgi od swojej głupoty
Draco parsknął głośnym śmiechem ta samo jak większość ludzi na sali Crabbe i Goyle patrzyli na ich bardzo wściekła miną
- Ludonie Bagman, zostałeś przyłapany na przekazywaniu informacji zwolennikom Lorda Voldemorta – oznajmił pan Crouch – Żądam za to uwięzienia cię w Azkabanie na okres... – Z otaczających krzesło rzędów ławek dały się słyszeć gniewne okrzyki. Kilkanaście osób powstało, kręcąc głowami i nawet wygrażając pięściami panu Crouchowi.
- Ja przecież mówiłem, że nie miałem o tym pojęcia! – zawołał Bagman, przekrzykując hałas i wytrzeszczając swoje okrągłe niebieskie oczy. - W ogóle! Stary Rookwood był przyjacielem mojego taty. Nigdy mi nawet nie przeszło przez głowę, że jest po stronie Sami-Wiecie-Kogo! Byłem pewny, że zbieram informacje dla nas! A Rookwood wciąż obiecywał mi posadę w ministerstwie... no wie pan, później, kiedy już zakończę karierę zawodnika... przecież nie mogę do końca życia obrywać tłuczkami, prawda?
- Powinien siedzieć w Azkabanie za przestępczac gospodarczą imbecylu! - stwierdziła Roxanna
- Roxi! - skarcila ja Alicia
- Taka prawda mamusiu ten idiota oszukał mojego tatusia i mojego wujka i nie oddał im kasy
- Jesteś grzeczna dziewczynka kochanie bo przestrzegasz etykietę dobrego zachowania rodzie Jordanu bo uwielbiam jak mówisz do mnie tylko mamusia a do Lee mówisz tylko tatuś - podchodząc do niej gracja i wdziękiem i przytulając ja do swojej piersi i pocałowała ją w czoło Lady Jordan wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej i - mam nadzieję że to się nie zmieni?
- Ja zawsze będę mówiła do mamusi i tatusia tylko per mamusia i tatuś i bo jestem grzeczna dziewczynka mamusiu i to jest mój obowiązek mamusiu jako lady Jordan a Matt o to zadbał mamusiu kiedy mnie zaznaczył mnie na swoją partnerkę - mruknela i przytuliła się mocno do kobiety zadowolona ze musi nazywać Alicia mamusią
- Ja się też cieszę kochanie ze mówisz do mnie tylko mamusia i cieszę z tych ubrań które musimy chodzić i szpilkach na bardzo wysokim obcasie bo obie kochamy byc seksy - oznajmiła szczęśliwa pani Jordan tuląc ja do swojej piersi i później Roxanna odeszła od niej gracja i wdziękiem usiadła na kolanach Matta i mocno się wtuliła a Madame Jordan patrzyła na ich z miłością i również usiadła gracja i wdziękiem na kolanach swojego męża i mocno się do niego wtuliła
Rozległy się chichoty.
- Zostanie to poddane pod głosowanie – oświadczył chłodno pan Crouch. Zwrócił się w prawą stronę – Proszę sędziów o podniesienie ręki... Kto jest za uwięzieniem? – Harry spojrzał na ławki po prawej stronie. Nikt nie podniósł ręki. Tu i ówdzie rozległy się oklaski. Jedna z czarownic, należąca do składu sędziowskiego, powstała – O co chodzi? – warknął Crouch.
- Chcielibyśmy pogratulować panu Bagmanowi wspaniałej gry w meczu przeciw Turcji w ubiegłą sobotę – wypaliła. Pan Crouch wyglądał, jakby miał za chwilę dostać apopleksji. Loch zatrząsł się od oklasków i okrzyków. Ludo Bagman wstał i ukłonił się z uśmiechem.
- Żałosne widowisko – prychnął pan Crouch do Dumbledore'a i usiadł, a Bagman opuścił loch z uśmiechem na twarzy – Posadę w ministerstwie, doprawdy! Dzień, w którym Ludo Bagman zacznie u nas pracować, będzie jednym z najczarniejszych dni dla całego ministerstwa...
- Dzień który tak zwany ojciec Barty Crouch porzucił swoje dziecko bo wolał dupczyc sie ministerstwie to będzie jednym z najczarniejszych dni dla całej godziny Crouchow - powiedziała Emily
- Jak śmiesz dziewucho! - warknal Crouch przyciągając różdżkę Ron wstał wściekły a Crouch zbladl
- Moja córka nie jest żadna dziewucha Crouch! - wycedzil Ron
- Ona nie jest twoja córka Weasley! - prychnął Zachariasz Ron popatrzył na niego takim wzrokiem że zbladl niebieskie szare oczy roztaczały aurę zagrożenia. Potrafił poruszyć coś w głębi kobiecego serca. Nawet Minerva McGonagall nie była na to odporna.
- Emilly jest moją córeczką Smith ! - wycedzil Lord Weasley - i ma się zwracać do mnie tylko tatuś bo jestem jej tatusiem i tak sobie życzę!
- Dokładnie a ja jestem jej mamusia i ma się zwracać do mnie tylko mamusia bo jestem jej mamusia i tak sobie życzę - dodała Hermiona
- Mamusiu tatusiu ja to wiem mamusia i tatuś to wiedzą jak mam się do mamusi i tatusia zwracać ale Smith dalej tego nie wie że jestem waszą córeczką a nie żadna tak synową bo kiedy Smith był mały niechcący wpadł do kotła z eliksirem głupoty robiony przez Goyle robiąc dla siebie i teraz Zachariasz jest bardziej głupi niż mądry - skomentowała do Emilly większość ludzi parsknęła głośnym śmiechem żartem - i nie wyobrażam sobie mówic do mojej mamusi i do mojego tatusia inaczej niz mamusia i tatuś Smith bo to są moi rodzice bo byli że mną kiedy najbardziej rodziców potrzebowałam i Kocham ich nad życie!
Hermiona przytuliła ją do swojej piersi i pocałowała ją w czoło Emilly wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej
- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła pani Weasley zadowolonym głosem do jej piersi
- Ja też Cie kocham córeczko - wyszeptała wzruszona tuląc ja do swojej piersi a później z gracją i wdziękiem usiadły na kolanach swojego męża i mocno się wtuliły do ich piersi i wesnely zadowolonym głosem
Loch ponownie się rozpłynął i po chwili znowu pojawił. Harry i Dumbledore nadal siedzieli obok pana Croucha, ale atmosfera była zupełnie inna. Panowała głucha cisza, którą przerywały tylko szlochy wątłej, drobnej czarownicy siedzącej za panem Crouchem, która drżącymi rękami przyciskała do ust chusteczkę. Harry spojrzał na pana Croucha i zobaczył, że jeszcze bardziej wychudł, a włosy ma obficie przyprószone siwizną. Na skroni drgał mu nerw.
- Kogo to jest rozprawa? - zapytała Astoria
- Bellatriks Lestrange jej męża Rudolfa, jej szwagra Rabastana Lestrange i Bartemiusza Croucha Juniora - odpowiedział Harry
- Bellatriks jest wasza ciotka - mówiąc Lavender do Draco i Nimfadory
- Skarbie Może płynie w nas wspólna krew, ale jesteśmy sobie obce. Widziała tylko moje wady, nigdy cała mnie, prawdziwą mnie. Nawet jej mężuś nie jest idealny i to małżeństwo było po to żeby zachować czystość krwi a jej idealnym mezszyzna jest ten kretyn bez nosa i to jemu liże liże ciesząc się ze może go zaspokoić jego potrzeby a on ja w nagrodę rucha jak jakaś dziwke a ja mam to gdzieś a ja teraz uważam te dziewczyny za moje siostry a państwo Evans za moją mamusie i mojego tatusia , a wiesz czemu kochanie ? Oni widzą mnie całą! - i wskazały na swoje serce. – Nawet gdybym skończyła po tym wszystkim jako pokryty bliznami potwór, oni wciąż widziałaby prawdziwą mnie, akceptowali mnie taką i kochali mnie taką. Bo taka powinna być kochająca rodzina!
Caroline podeszła do nich gracja i wdziękiem i mocno je przytuliły do swojej piersi
- Mamusiu nie zostawić mnie prawda? - spytały z nadzieją
- Nigdy kochaniutkie - i pocałowała je po czole obie kobiety wesnely zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Nie pozwolę na krzywdzeniu przez ta psychopatke moje córeczkę i moja wnuczkę i wnuka już dość wycierpiał Draco - postanowiła Narcyza
- Mamusiu jestem juz duża dziewczynka! - oburzyła się Astoria ale wtuliła się do jej piersi
- Dla mnie zawsze będziesz moja mała córeczka kochanie i nie ważne ile będziesz miała lat skarbie - całując ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Malfoy wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze
- Twoja mamusia ma rację kochanie ja tez uważam względem swoim córek - zgodziła się Caroline
- Wprowadzić ich – powiedział, a jego głos potoczył się echem po cichym lochu. Jeszcze raz otworzyły się drzwi w rogu komnaty. Tym razem weszło sześciu Dementorów, prowadząc cztery osoby. Ludzie siedzący na ławkach zwrócili głowy w kierunku pana Croucha. Niektórzy szeptali do swoich sąsiadów. Dementorzy usadzili każdego z podsądnych w jednym z czterech krzeseł stojących pośrodku sali. Był tam krepy, tęgi mężczyzna, patrzący tępo na pana Croucha; drugi, chudy i bardziej wystraszony, rozglądał się nerwowo po sali, była też kobieta o grubych, lśniących, ciemnych włosach, ciężkich powiekach i długich rzęsach,
- ta idiotka nie jest godna tytułu Madame! - prychnela Andromeda
oraz dobiegający dwudziestki młodzieniec, który wyglądał, jakby go nie do końca spetryfikowano. Miał bladą, piegowatą twarz, na którą opadły mu włosy barwy słomy, i cały dygotał. Drobna czarownica siedząca obok pana Croucha zaczęła się kołysać w tył i w przód, łkając i jęcząc w chusteczkę.
- Biedna kobieta - rzekły matki - nie wyobrażam sobie tego co musi przeżywać
- Jak się ma męża takiego frajera jak Crouch to tak jest po prostu Crouch nie jest odpowiednią partią na ojca - stwierdzila Luna - skoro wolał bzykać się z urzednikami ministerstwa niż wychowywać swoje dziecko
Crouch powstał. Spojrzał na czworo podsądnych z nieukrywaną nienawiścią. - Zostaliście postawieni przed Radą Prawa Czarodziejów – oznajmił dobitnie – abyśmy mogli osądzić was za zbrodnię tak ohydną...
- Ojcze – jęknął młodzieniec o słomianych włosach – Ojcze... błagam...
- ... o jakiej jeszcze nie słyszeliśmy przed tym sądem – Pan Crouch podniósł głos, żeby zagłuszyć swego syna – Wysłuchaliśmy obciążających was zeznań. Wszyscy czworo jesteście oskarżeni o porwanie aurora, Franka Longbottoma, i rzucenie na niego zaklęcia Cruciatus, w przekonaniu, że dowiedział się o miejscu pobytu waszego pana, Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać...
Augusta podbiegła do syna i córki gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła w syna mając łzy w oczach - kiedy się dowiedziałam - wychrypiala i łzy leciały jej po policzkach - pękło mi serce - i popatrzyła na syna - proszę nie zostawiaj mnie już byłam cały czas grzeczną dziewczynką - i mocno się wtuliła płacząc do jego piersi
- Mamusiu nie zostawię cie już nigdy - mruknął Frank I i pocałował ją w czoło Augusta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w syna jeszcze bardziej
- Nie mówiłeś tak do mnie od kiedy byłeś dzieckiem - mruknela łzami w oczach zadowolonym głosem - chciałabym żebyś tak do mnie mówił synku od teraz
- Dobrze mamusiu - oznajmił szczęśliwy Frank i wtulił się w matkę a ta pocałowała go w czolo pan Longbottom wesnal zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - Kocham Cię mamusiu
- Ja też Cie kocham synku nawet nie wiesz jak bardzo - i tuliła ja do swojej piersi a łzy leciały jej do policzkach
- Ojcze, ja tego nie zrobiłem! – krzyknął płowowłosy młodzieniec w łańcuchach – Nie zrobiłem tego, przysięgam, ojcze, nie oddawaj mnie w ręce Dementorów...
- Jesteście też oskarżeni – ryknął pan Crouch – o rzucenie zaklęcia Cruciatus na małżonkę Franka Longbottoma, kiedy nie chciał wam wyjawić tego, co wie.
Augusta mocno się wtuliła w córkę mając łzy w oczach - kiedy się dowiedziałam - wychrypiala i łzy leciały jej po policzkach - pękło mi drugi raz serce - i popatrzyła na córkę - proszę nie zostawiaj mnie już byłam grzeczną dziewczynką - i mocno się wtuliła płacząc do jej piersi
- Mamusiu nie zostawię cie już nigdy - mruknela Alicia I i pocałowała ją w czoło Augusta
- Od kiedy Frank przyprowadził Cie do domu od razu poczułam ze jesteś odpowiednią kobieta dla mojego syna! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej - a ja zyskałam córeczkę
- Kiedy mnie mamusia przytuliła do swojej piersi od razu chciałam mamusie nazywać tylko per mamusia
- Ja wiedziałam czego pragniesz córeczko patrzyłaś na mnie z taką nadzieja ze każe ci mówić do mnie tylko mamusia więc szybko wyjaśniłam jak masz sie do mnie zwracać ze musisz mówić do mnie tylko mamusia bo tak mówią grzeczne córeczki do swojej mamusi i pocałowałam cię w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do ciebie żywiłam
- A ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w mamusie jeszcze bardziej a mamusia tuliła mnie do swojej piersi kocham cię mamusiu
- Jednego dnia straciłam dwoje dzieci to było dla mnie za dużo i moje serce cierpiało - rzekła pani Longbottom - i kiedy tule i całuję w czoło to wiem że nie śnie i tu jesteś cała i zdrowa i też Cie kocham skarbie
- Mamusiu chce całus w czoło - oznajmiła Alicia - i chce żeby mamusia wyraziła jak bardzo mnie kocha proszę mamusiu cały czas byłam i będzie grzeczną dziewczynką i przestrzegalam i będę przestrzegać etykietę dobrego zachowania rodzie Longbottom
- Oczywiście kochanie - więc Lady Longbottom zebrała sobie i pocałowała ja w czoło z taką matczyna miłością ze Alicia głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - Chcesz jeszcze raz kochanie żeby mamusia pocałowała Cie czoło jeszcze raz ? - spytała z miłością tuląc ja do swojej piersi
- Tak mamusiu chce jeszcze raz żeby mamusia mnie pocałowała w czoło - więc pani Longbottom spełniła jej prośbę i ponownie pocałowała ja w czoło a ta ponownie wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Auguste jeszcze bardziej
- Kocham Cię córeczko mamusia tak bardzo Cie kocha - rzekła miłością tuląc ją do swojej piersi Alicia niechętnie oderwała się od niej i podeszła do męża i gracja i wdziękiem mając na swoich stopach szpilki na 16 cm obcasie i usiadła na jego kolanach i ona również usiadła z gracja i wdziękiem zadowolona ze spełniła swój obowiązek jako matka Alicii dziewczyny i kobiety były wzruszone z tą sceną
- Zamierzaliście przywrócić do władzy Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, aby znowu nurzać się w gwałcie i przemocy, co najprawdopodobniej robiliście, kiedy był w pełni swej czarnoksięskiej mocy. Proszę teraz sędziów...
- Matko! – krzyknął młodzieniec, a wiotka czarownica obok pana Croucha zaczęła znowu szlochać, kołysząc się do tyłu i do przodu. - Matko, powstrzymaj go! Matko, ja tego nie zrobiłem, to nie ja!
- Proszę teraz sędziów – ryknął pan Crouch – aby podnieśli ręce, jeśli uważają, tak jak ja, że te zbrodnie zasługują na dożywotni pobyt w Azkabanie.
Dziewczyny i kobiety przyłożyły ręce do ust zszokowane
Czarownice i czarodzieje siedzący po prawej stronie lochu podnieśli ręce jednocześnie. Tłum zaczął klaskać, podobnie jak klaskał Bagmanowi, ale teraz na wszystkich twarzach widać było okrutną mściwość. Młodzieniec znowu zaczął krzyczeć.
- Nie! Matko, nie! Ja tego nie zrobiłem, nie zrobiłem, ja nie wiedziałem! Nie wysyłaj mnie tam, nie pozwól mu! – Dementorzy wsunęli się z powrotem do komnaty. Troje współtowarzyszy chłopca wstało spokojnie, a kobieta z ciężkimi powiekami spojrzała na Croucha i zawołała:
- Czarny Pan znowu odzyska swą moc!
- Zamknij mordę! - warknal Marcus
- Wtrąć nas do Azkabanu, będziemy tam na niego czekać! A on znowu odzyska moc, uwolni nas i wynagrodzistokrotnie, wyróżni nas spośród swoich wszystkich zwolenników! Tylko my pozostaliśmy mu wierni! Tylko my próbowaliśmy go odnaleźć!
- Zabije ich gołymi rękami! - warknęła Augusta - skrzywdzili moje dzieci i w dupie będę miała Azkaban moja córeczka i mojego synka nie będę miała Litości nawet się nie odzywaj Crouch przeciwieństwie do ciebie kocham swoje dzieci i Alicia jest moja ukochana córeczką a nie żadną synowa!
Alicia podbiegła do niej i mocno się wtuliła - jestem mamusi córeczka jestem nią od kiedy mamusia kazała żebym zwracała sie do mamusi tylko mamusia i powiedziała że córeczki są grzecznymi dziewczynkami jeśli mówią do swoich mam mamusia prawda że tak było mamuś?
- Tak córeczko jesteś moją córeczką dożywotnio i nie możesz anulować tej subskrypcji skarbie
- Nie mam zamiaru anulować tej subskrypcji mamusiu! - wtulając się w Auguste jeszcze bardziej - kocham cie bardzo mocno mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się matkę bo Pani Longbottom pocałowała ja w czoło - i zawsze będę grzeczna dziewczynka mamusiu która będzie przestrzegać punktów w etykiecie dobrego zachowania rodzie Longbottomow
- Grzeczna dziewczynka mamusia też będzie przestrzegać punktów w etykiecie dobrego zachowania rodzie Longbottom bo też jest grzeczna dziewczynka kochanie - tuląc ją do swojej piersi zachwycona a ona wesnela zadowolonym głosem czując od Augusty matczyne uczucia i bezwarunkowo miłość jakie do niej żywiła i nie chciała jej puścić
– Młodzieniec próbował opierać się Dementorom, choć Harry już widział, że ich zimna, obezwładniająca moc zaczyna na niego działać. Tłum wznosił szydercze okrzyki, niektórzy wstali, kiedy kobietę wywleczono z lochu. Chłopiec wciąż się opierał.
- Jestem twoim synem! – wołał do Croucha – Jestem twoim synem!
- Nie jesteś moim synem! – ryknął pan Crouch, a oczy prawie mu wyskoczyły z orbit – Ja nie mam syna!
Wiotka czarownica u jego boku wydała zduszony okrzyk i opadła bezwładnie. Zemdlała. Crouch zdawał się tego nie dostrzegać.
- Bo to jest skurwysynem! - wycedzila Marlene
- Zabierzcie ich! – ryknął do Dementorów, pryskając śliną – Zabierzcie ich i niech tam zgniją!
- Ojcze! Ojcze, ja w tym nie brałem udziału! Nie! Nie! Ojcze, błagam!
- Myślę, Harry, że już czas wrócić do mojego gabinetu – szepnął Harry'emu do ucha jakiś głos.
- Co ty Potter słyszysz duchy? - zardwil Michael
- Słyszałeś coś skarbie ? - zapytała Ginny do Harrego - to ja tylko jakiegoś kretyna i dzbana słyszałam
Sala parsknęła głośnym śmiechem Michael zrobił się czerwony
Harry wzdrygnął się i rozejrzał. A potem spojrzał w prawo. Siedział tam Albus Dumbledore i patrzył, jak Dementorzy wloką syna Croucha do drzwi – ale był też drugi Albus Dumbledore, po lewej stronie, patrzący prosto na niego. - Chodź – powiedział Dumbledore z lewej strony i wziął Harry'ego pod łokieć. Harry poczuł, że unosi się w powietrze, loch znowu się rozpłynął, przez chwilę wszystko było czernią, a potem nagle wywinął koziołka i wylądował na obu stopach w oślepiającym świetle zalanego słońcem gabinetu Dumbledore'a. Przed nim migotał kamienny zbiornik, a Albus Dumbledore stał obok.
- Panie profesorze – wykrztusił Harry – ja wiem, że nie powinienem... Ja nie chciałem... Drzwiczki szafki były uchylone i...
- Rozumiem cię doskonale – odrzekł Dumbledore. Chwycił zbiornik, zaniósł go do swojego biurka, umieścił na wypolerowanym blacie i usiadł w fotelu po drugiej stronie. A potem dał znać Harry'emu, by usiadł naprzeciw niego. Harry zrobił to, gapiąc się na kamienny zbiornik. Jego zawartość powróciła do początkowego stanu, i srebrnobiała kłębiła się i falowała na jego oczach.
- Co to jest? – zapytał Harry roztrzęsionym głosem.
- Myślodsiewnia Potter - rzekła Pansy
- Zamknij się! - warknęła Nicole
- To jest myślodsiewnia – odpowiedział Dumbledore – Czasami czuję, a sądzę, że i ty znasz to uczucie, że kłębi mi się w głowie za dużo myśli i wspomnień.
- Ee – bąknął Harry, który nie mógł szczerze przyznać, że kiedykolwiek czuł coś podobnego.
- I wtedy – ciągnął Dumbledore, wskazując na kamienny zbiornik – używam myślodsiewni. Odsiewa się po prostu nadmiar myśli z umysłu, strząsa do tego zbiornika i bada je w wolnym czasie. Łatwiej jest dostrzec ich ukryty sens i powiązania, kiedy są w takiej postaci.
- To znaczy... że to coś... to są pana myśli? – zapytał Harry, wpatrując się w kłębiącą się białą substancję wewnątrz zbiornika.
- Oczywiście. Pokażę ci.
- Tylko nie sceny łóżkowe z Gellertem! - jeknal Frank II - nie chce wiedzieć co tam robiliście!
- OHYDA! - jęknęli większość ludzi na sali
- Frank! - zawołała Hanna trochę zła ale bardziej rozbawiona stając z kolan swojego męża gracja i wdziękiem - przeproś w tej chwili pana dyrektora Dumbledore'a Frank!
- Przepraszam panie dyrektorze - odpowiedział jej syn niewinna minka Neville popatrzył na Hanna które były ubrania w obcisłe spodnie koszula damska i a na nogach miała szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie
- Lady Longbottom ale pani jest seksowna kobieta -przyciągnął na swoje kolana Hanna która mocno się wtuliła do jego piersi zachwycona
- Lubie byc seksowna kobieta Lordzie Longbottom - rzekła - alez pan jest seksowny Lordzie Longbottom - całując go namiętnie w usta jej mąż a nagrodę ogarnął jej włosy i całując ja w znak Hanna głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej - kochaj się ze mną
- To jest nasza córeczka Frank - uśmiechnęła się pani Longbottom szeroko do męża
- Jest grzeczna dziewczynka bo zwraca się do nas tylko mamusia i tatuś i chodzi w chodzi w tych pięknych ubraniach i szpilkach na bardzo wysokim obcasie
- I nie mam ochotę i nie mogę tego zmienić tatusiu bo wtedy nie byłabym grzeczna dziewczynka a ja lubię byc grzeczna dziewczynka która przestrzega zasad dobrego zachowania w rodzie Longbottomow i tak mamusiu jestem Lady Longbottom i waszą córeczką a nie żadna synową - i wtuliła się w męża jeszcze bardziej zadowolona że musi nazywać Alicie i Franków Longbottomow mamusia i tatuś i chodzić w pięknych ubraniach które podkreślała jej seksowna figure i kobiece kształty i szpilkach na bardzo wysokim obcasie
Dumbledore wyciągnął zza pazuchy różdżkę i przytknął jej koniec do swojej głowy powyżej skroni. Kiedy odjął różdżkę, Harry'emu wydawało się przez chwilę, że przywarły do niej srebrne włosy, ale po chwili dostrzegł, że było to pasemko tej samej dziwnej, srebrzystej substancji, która wypełniała myślodsiewnię. Dumbledore strząsnął świeże myśli do zbiornika, a Harry ze zdumieniem zobaczył swoją własną twarz kołyszącą się na powierzchni substancji. Dumbledore uchwycił zbiornik swoimi długimi dłońmi i potrząsnął nim, zupełnie tak, jak poszukiwacz złota potrząsa sitem, by odsiać grudki złota, a Harry zobaczył, że jego własna twarz zamienia się w twarz Snape'a, który otworzył usta i przemówił do sufitu: - Powraca... u Karkarowa też... teraz jeszcze silniej i wyraźniej niż kiedyś... - Skojarzyłbym to i bez takiej pomocy – westchnął Dumbledore. - ale mniejsza z tym – Zerknął znad swoich okularów-połówek na Harry'ego, który gapił się na twarz Snape'a, pływającą wzdłuż krawędzi zbiornika – Używałem myślodsiewni, kiedy przybył pan Knot i odstawiłem ją trochę zbyt pośpiesznie.
- Żeby powiedzieć mi twarz ze jest idiota i kretynskim ministrem magii? - pytała nadzieja Susan - który zatrudnił Ropuche która lubi się niegrzecznie bawić w rodzinkę miecie co mam na myśli nasz kochany Knot zatrudnił Roguche tylko dlatego że dowiedział się od Croucha ze jest zajebista w robieniu loda
- Jak smiesz! - warknęła Ropucha a sala parsknęła śmiechem
- Nie tym tonem do mnie Ropucho! - wycedzila pani Fimigan wściekła stając z kolan swojego męża z gracją i wdziękiem miała na sobie obcisłe spodnie odciska koszule damska a na nogach miała szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie - jesteś tylko ropuchogębeba, grubodupa, cuchnącym, skunksem Umbridge – rzuciła jej wyzwanie Susan , Albus II i Patrick patrzyli na Umbridge jadowicie
- Spróbuj na nią tylko krzywo popatrzyć a poznasz co to ból jej syna! - warknal Lord Potter podchodząc do matki a ta bez wahania wtuliła się w niego jeszcze bardziej wyszeptujac
- Nie zdajesz sobie sprawę jak bardzo kocham synku
- Ja też Cie kocham mamusiu
- Uwielbiam jak mówisz do mnie mamusia skarbie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w syna jeszcze bardziej - będziesz mówił jak do mnie częściej proszę byłam grzeczną dziewczynką
- Dobrze ze mamusia musi chodzić szpilkach na bardzo wysokim obcasie i ja nie muszę się tak schylać - pani Fimigan uśmiechnęła się delikatnie i znowu go przytuliła
- Jestem Lady Fimigan to mój obowiązek chodzeniu szpilkach na bardzo wysokim obcasie! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się syna - po za tym mam kłódki na zapieciach i tak czy siak i tak muszę w nich chodzić czy mi się podoba czy nie a bardzo mi się podoba - uśmiechnęła się szeroko - Kocham Cię synku tak, bardzo się kocham i jestem uradowana ze Amelia zaznaczyła Cie na swojego partnera i dając Ci tez znak które nie ma się zdjąć podpisując potężny kontrakt małżeński - patrząc na szyję Albusa II gdzie nial znak naznaczenia miał oczy zielone i oczy brązowe w kształcie yin i yang otoczone runami - i dzięki temu musisz mówić do mnie przynajmniej mamo a do Seamusa tato - uśmiechałajac się szeroko - a chce żebyś mówił do mnie mamusia a do Seamusa tatuś
- Dobrze mamusiu - mruknął Albus uśmiechnal się szeroko do niej i usiadł na krześle i przyciągnął na swoje kolana Amelie która mocno się wtuliła do jego piersi zachwycona Susan patrzyła na ich z miłością i później usiadła na kolanach swojego męża i się do niego wtuliła
- Albus naprawdę jest potężnym czarodziejem - uśmiechnal się szeroko Harry do wszystkich
- Bez przesady - mruknął Albus II zarumienił się całując Amelia w znak pani Potter głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Jaki tatuś taki synek! - głośno wesnela Ginny zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej bo ten pocałował ją w znak
- Możecie się uspokoić! - krzyknęła Lavender
Niewątpliwie nie zamknąłem dobrze tej szafki. To zupełnie naturalne, że przyciągnęła twoją uwagę.
- Przepraszam – wymamrotał Harry. Dumbledore pokręcił głową.
- Ciekawość to nie grzech. Ale z ciekawością trzeba uważać... oj, tak... – Skrzywił się lekko i szturchnął swoje myśli w zbiorniku końcem różdżki. Ze srebrnej toni natychmiast wynurzyła się jakaś postać – pulchna, nadąsana dziewczyna w wieku około szesnastu lat, która zaczęła obracać się powoli, nadal tkwiąc stopami w zbiorniku. Nie zwracała najmniejszej uwagi ani na Harry'ego, ani na profesora Dumbledore'a. Kiedy przemówiła, jej głos zadudnił echem, tak jak uprzednio głos Snape'a, jakby dochodził z dna kamiennego zbiornika.
- Rzucił na mnie urok, panie profesorze, a ja się tylko z nim drażniłam, ja tylko powiedziałam, że widziałam, jak całuje się z Florence za cieplarnią w zeszły czwartek...
- Ale powiedz mi, Berto, dlaczego – mruknął ponuro Dumbledore, patrząc na obracającą się dziewczynę – Dlaczego go śledziłaś?
- Berta? – szepnął Harry – To jest... to była ta Berta Jorkins?
- Tak – odrzekł Dumbledore, ponownie szturchając myśli w zbiorniku. Berta zapadła się w nie, a one zrobiły się znowu srebrzyste i przejrzyste – To była Berta, jaką zapamiętałem ze szkoły
- Jakoś udało mam się przed nią ukryć ze jesteśmy animagami - oznajmił Rogacz
- Gdyby ona wiedziała to by wiedział cały świat - dodał Łapa
- I mamusia i tatuś tez by wiedzieli - powiedziały Marlene i Lily
- I dostali by szlaban ze nam nie powiedzieli od razu kochane - powiedziały Euphemia i Caroline patrzyły na swoje córki z miłością i podchodząc do nich z należyta gracja i wdziękiem i mocno je przytuliły do siebie i pocałowały je po czole ich córki wesnely zadowolonym głosem wtulając się w kobiety jeszcze bardziej
- Pani Evans czy mogę mówić do pani tylko mamusia? - zapytała z nadzieją w głosie Marlene do pani Evans - a do Pana Evans tatuś?
- Tak kochanie - mruknela łzami w oczach ze wzruszenia - to będzie twój obowiązek kochanie prawda Craus?
- Jesteś siostra Lily więc też nasza córeczka skarbie - oznajmił pan Evans - więc mówienie do nas tylko mamusia i tatuś będzie dla ciebie obowiązkiem
- Kocham Cię mamusiu kocham cię tatusiu - mruknela Marlene zadowolonym głosem a Lily uśmiechnęła się szeroko do siostry i przytuliła się do niej
– Srebrzysty blask z myślodsiewni oświetlił jego twarz, a Harry'ego uderzyło, jak staro wygląda. Wiedział oczywiście, że Dumbledore ma już sporo lat, ale jakoś nigdy nie myślał o nim jako o starcu – No więc, Harry – powiedział cicho Dumbledore – zanim zabłądziłeś w moich myślach, chciałeś mi coś powiedzieć, tak?
- Tak. Panie profesorze... dopiero co miałem Wróżbiarstwo i... no... zasnąłem – Zawahał się, zastanawiając, jaką dostanie reprymendę, ale Dumbledore tylko powiedział:
- To całkiem zrozumiałe. Mów dalej.
Sybilla prychnela
- No i miałem sen. Sen o Lordzie Voldemorcie. Męczył Glizdogona... pan wie, kto to jest Glizdogon?
- Wiem – odpowiedział natychmiast Dumbledore – Mów dalej, proszę.
- Voldemort dostał list przez sowę. Powiedział, że błąd Glizdogona został naprawiony. Mówił, że ktoś jest
martwy. A potem powiedział, że nie nakarmi Glizdogonem węża... - Tam był wąż, koło jego fotela. Powiedział... że... że tego węża nakarmi mną. A potem rzucił na Glizdogona zaklęcie Cruciatus
Ojcowie mężowie i kobiet i dziewczyn warkneli wściekli
- TEN KUTAS PETERREW NIE ZBLIŻY SIĘ DO MOICH CÓREK ANI DO MOJEJ ŻONY NA BLIŻEJ NIŻ STO METRÓW! ALBO BĘDĘ ZABIJAŁ GO POWOLI BO NIE POZWOLĘ ŻEBY TEN KUTAS DOTYKAŁ SWOIMI OBLEŚNYMI RĘKAMI MOJE UKOCHANE CÓRECZKI I MOJA ŻONĘ ! JA TEGO DOPILNUJE! -. Zerwali się i huknęli pięściami w stół. Niektórzy w pokoju, cofnęli się przestraszeni a kobiety patrzyły i swojego męża dumne i wtuliły sie męża i wesnely zadowolonym głosem
- Kocham Cię skarbie bardzo mocno i nigdy Cie nie opuszczę i zawsze będę przy tobie i będę twoja żoną dopinowales jego dając mi ten znak - oznajmily dotykając policzka swojego męża ci nie mogli tego wytrzymać i pocałowali swoją żonę namiętne usta one wesnely zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą następnie pocałowali w znak swojej żony a te głośno wesnely zadowolonym - kochaj się ze mną bo chce zapomnieć o tym oblechu bo kiedy pokazujesz jak bardzo mnie kochasz to czuje się bezpieczna zadowolona i szczęśliwa
- Na to liczyłem skarbie oczywiście że będziemy się kochać - wyszeptali do ucha swojej żony podnieceni a później kobiety i dziewczyny krzyknęły
- Tatuś! - i wtuliły się w swojego tatusia albo tatusiow - kocham cie bardzo mocno tatusiu!
- Ja też Cie kocham córeczko! - i pocałowali swoje córki po czole i one wesnely zadowolonym głosem wtulając się w starszego mezszyzny jeszcze bardziej - i zawsze będę przy tobie kochanie
i wtedy rozbolała mnie strasznie blizna. To mnie obudziło, ten okropny ból– Dumbledore milczał, wpatrując się w niego – To już wszystko – powiedział Harry.
- Rozumiem – rzekł cicho Dumbledore – Rozumiem. Powiedz mi, czy ta blizna bolała cię już w tym roku, poza tym porankiem, kiedy ból obudził cię w lecie?
- Nie... Ale skąd pan wie, że bolała mnie latem?
– Nie ty jeden korespondujesz z Syriuszem. - Ja także jestem z nim w kontakcie od czasu, gdy opuścił Hogwart w ubiegłym roku. To ja wskazałem mu tę jaskinię jako bezpieczne schronienie.
- To niczego nie zmienia Dumbledor! - warknął Łapa
Wstał i zaczął spacerować za biurkiem. Co jakiś czas przytykał do skroni koniec różdżki, wyjmował kolejną srebrzystą myśl i strząsał ją do myślodsiewni. Myśli w kamiennym zbiorniku zaczęły wirować tak szybko, że Harry nie mógł niczego wyraźnie dostrzec – była to tylko mieszanina różnych barw.
- Panie profesorze... – powiedział cicho po paru minutach. Dumbledore zatrzymał się i spojrzał na niego.
- Przepraszam cię – rzekł krótko i usiadł z powrotem za biurkiem.
- Czy pan wie, dlaczego boli mnie blizna? – Dumbledore przez chwilę wpatrywał się bardzo uważnie w Harry'ego, a potem powiedział:
- Mam pewną hipotezę, ale nic poza tym... Sądzę, że ta blizna boli cię, kiedy Lord Voldemort jest w pobliżu i kiedy odczuwa wyjątkowo silną nienawiść.
- Ale dlaczego?
- Bo ty i on jesteście ze sobą związani zaklęciem, które zawiodło. To nie jest zwykła blizna.
- No pewnie ze to nie jest zwykła blizna! - wycedzil starszy Harry
- Więc pan myśli, że... ten sen... że to się wydarzyło naprawdę?
- To możliwe.
- Powiedziałbym... prawdopodobne. Harry, czy widziałeś Voldemorta?
- Nie. Tylko tył jego fotela. Ale... tam nie było nic do zobaczenia, prawda? Bo przecież on nie ma ciała. Ale... jeśli tak, to w jaki sposób trzymał różdżkę?
- Teraz ma ciało - odezwała się przerażona Hanna
- Właśnie – mruknął Dumbledore. - No właśnie... – Przez chwilę i on, i Harry milczeli. Dumbledore patrzył gdzieś w głąb pokoju, co jakiś czas przytykając sobie koniec różdżki do skroni i dodając jeszcze jedną srebrną, migocącą myśl do wrzącej masy wewnątrz myślodsiewni.
- Panie profesorze – zapytał w końcu Harry – myśli pan, że on odzyskuje swą moc?
- Voldemort? – powiedział Dumbledore,
- Nie Salazar Slytherin dyrektorku - odezwał się Teddy
patrząc na Harry'ego ponad myślodsiewnią. Było to owo szczególne, przeszywające spojrzenie, które Harry już znał i które zawsze sprawiało, że czuł się tak, jakby Dumbledore zaglądał mu do umysłu i serca, i to w taki sposób, w jaki nie przeszywało go nawet magiczne oko Moody'ego. - I znowu, Harry, mogę podzielić się z tobą tylko moim przypuszczeniem – Dumbledore westchnął; wyglądał teraz starzej i słabiej niż kiedykolwiek
- Ty te twoje przypuszczenia - rzekł Ron
– Kiedy Voldemort dążył do władzy, ginęło bez wieści wiele osób. A teraz Berta Jorkins zniknęła bez śladu w miejscu, w którym z całą pewnością przebywał ostatnio Voldemort. Pan Crouch też zaginął tutaj, na terenie szkoły. Jest jeszcze jedno zaginięcie, którym, niestety, ministerstwo zupełnie się nie zainteresowało, bo dotyczy mugola. - Nazywał się Frank Bryce, mieszkał w wiosce, w której dorastał ojciec Voldemorta, i nie widziano go od ubiegłego sierpnia. Bo, widzisz, ja, w przeciwieństwie do większości moich kolegów z ministerstwa, czytuję mugolskie gazety – Spojrzał na Harry'ego z wielką powagą – Według mnie te zniknięcia mają ze sobą związek. Ministerstwo nie zgadza się z tym... jak zapewne sam słyszałeś, czekając pod drzwiami mojego gabinetu
- Bo Knot jest idiota - odezwała się kuzynka Fleur i Gabriele
- Do tego powiedział ze Madame McGonagall jest kobietą lekkich obyczajów! - oburzyła się Bathsheda Babbling stanęła gracja i wdziękiem miała na sobie obcisłe spodnie koszule które idealnie podkreslaly jej kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie - jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem Knot my jako grzeczne dziewczynki przestrzegamy regulaminu szkolnego i domowego w względem mundurka jakim musimy chodzić bo taki mamy zapisane w regulaminie szkolnym i domowym w przeciwieństwie do ciebie Knot a mi się podoba ten mundurek profesorski i domowy bo moje ubranie jest idealne dopasowane do mojej figury i podkreślają moje figurę i kobiece kształty a na nogach muszę mieć szpilki z kłódka na zapieciach na na bardzo wysokim obcasie chodząc w nich z niezwykla gracja i wdziękiem
- Madame Babbling bo jest pani grzeczna dziewczynka i przestrzega zasad dobrego zachowania w domu i Hogwarcie - stwierdziła beztrosko Aurora Sinistra i gładząc swoja obcisła sukienkę marszczona z długimi rękawami i z stojka które idealnie dopasowane do jej figury podkreslaly jej figure i kobiece kształty i założyła nogę na nogę pokazując swoją szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie - jak widać ja też jestem grzeczna dziewczynka bo ja też przestrzegam regulamin dobrego zachowania w domu i w Hogwarcie i mi się podoba ten mundurek profesorski i domowy bo moje ubranie jest idealne dopasowane do mojej figury i podkreślają moje figurę i kobiece kształty a na nogach muszę mieć szpilki z kłódka na zapieciach na na bardzo wysokim obcasie chodząc w nich z niezwykla gracja i wdziękiem- uśmiechnęła się szeroko
- Madame Sinistra ja też jestem grzeczna dziewczynka bo mam odpowiedni mundurek profesorski i domowy które są regulaminie obowiązują na terenie szkoły i w domu - rzekły profesorki zadowolonym głosem - a mi też podoba ten mundurek profesorski i domowy bo moje ubranie jest idealne dopasowane do mojej figury i podkreślają moje figurę i kobiece kształty a na nogach muszę mieć szpilki z kłódka na zapieciach na na bardzo wysokim obcasie chodząc w nich z niezwykla gracja i wdziękiem - mając na sobie obcisłe spodnie bluzki z długimi rękawami koszule spódnice sukienki z długimi rękawami marszczona z długimi rękawami i z stojka które idealnie dopasowane do ich figur podkreslaly ich figure i kobiece kształty i założyły nogę na nogę pokazując swoją szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie - i jak widać ja też jestem grzeczna dziewczynka bo ja również przestrzegam regulamin dobrego zachowania w domu i w Hogwarcie! - uśmiechnęły się szeroko
-Mesdames profesor ja mam za to odpowiedni dziewczęcy mundurek uczniowski i domowy które są regulaminie obowiązują na terenie szkoły i w domu - rzekły uczennice i starsze kobiety zadowolonym głosem - a mi się podoba ten mundurek profesorski i domowy bo moje ubranie jest idealne dopasowane do mojej figury i podkreślają moje figurę i kobiece kształty a na nogach muszę mieć szpilki z kłódka na zapieciach na na bardzo wysokim obcasie chodząc w nich z niezwykla gracja i wdziękiem - mając na sobie obcisłe spodnie bluzki z długimi rękawami koszule spódnice sukienki z długimi rękawami marszczona z długimi rękawami i z stojka które idealnie dopasowane do ich figur podkreslaly ich figure i kobiece kształty i założyły nogę na nogę pokazując swoją szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie - jak widać ja też jestem grzeczna dziewczynka bo ja również przestrzegam etykietę dobrego zachowania w domu i w Hogwarcie - uśmiechnęły się szeroko
- I tak macie po Hogwarcie chodzić drogie mesdames i ladies tylko w tych mundurkach z regulaminu w Hogwarcie bo mundurek uczniowski, profesorski i domowy który składa się teraz z spódnic obcisłych spodni sukienek różnych rodzajow bluzek i może być kurtka ramoneska, a zimowa pora płaszcz z które muszą być idealne dopasowanie do figur podkreslaly wasze figure kobiece kształty oraz musimy chodzić szpilkach na bardzo wysokim obcasie albo kozaków na bardzo wysokim obcasie a obcas musi być min 12 cm i musimy chodząc w nich gracja i wdziękiem i cały czas bo jeśli nie to będziemy mieć szlabany i odejmiemy 50 punktów za brak odpowiedniego mundurka szkolnego i profesorkiego czy wyraziłam sie jasno i wyraźnie - oznajmiły profesorki głosem nieznoszący sprzeciwu
- Wyraziły się mesdames profesor jasno i wyraźnie będę tak chodziła cały czas po Hogwarcie mundurkach z regulaminu bo jestem grzeczna dziewczynka i nie chce mieć szlabanu i odejmowane punkty za nieodpowiedni mundurek szkolny proszę panie bo za tym mam klodke na zapieciach mieć czy mi się podoba cxu nie nie mam wyjścia - odezwały się zadowolone dziewczyny i kobiety
- Grzeczne dziewczynki - powiedziały profesorki zadowolonym głosem - bo regulamin mundurka jest bardzo ważny i trzeba przestrzegać nawet wolnym czasie
- Tak proszę panie jestem grzeczną dziewczynką które zawsze będę przestrzegać regulamin mundurka w jakim muszę chodzić nawet wolnym czasie a z tym nie będzie problemu bo ja kocham ten mundurek szkolny i klodke na zapieciach - pokazując na swoje mundurki obcisłe spodnie bluzki z długimi rękawami koszule spódnice sukienki z długimi rękawami marszczona z długimi rękawami i z stojka które idealnie dopasowane do ich figur podkreslaly ich figure i kobiece kształty i założyły nogę na nogę pokazując swoją szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie
– Harry pokiwał głową. Znowu zapadło milczenie i znowu Dumbledore co jakiś czas pozbywał się jakiejś myśli. Harry czuł, że powinien odejść, ale ciekawość trzymała go nadal w fotelu.
- Panie profesorze... – zagadnął ponownie.
- Tak, Harry?
- Ee... czy mogę zapytać o... o ten sąd... ten w którym byłem w... w myślodsiewni?
- Możesz – westchnął ciężko Dumbledore. - Brałem w nim udział wiele razy, ale niektóre procesy powracają o wiele wyraźniej niż inne... zwłaszcza teraz...
- Pamięta pan ten proces, w którym mnie pan znalazł? Ten z synem Croucha? Czy oni... oni mówili o rodzicach Neville'a? – Dumbledore spojrzał na niego ostro.
- To Neville nigdy ci nie mówił, dlaczego wychowuje go babcia?
- Powinieneś być dumny Neville - oznajmiła Augusta
Harry potrząsnął głową, zastanawiając się, jak to się stało, że nigdy nie zapytał o to Neville'a, choć zna go już przecież od prawie czterech lat.
- Tak, mówili o rodzicach Neville'a. Jego ojciec, Frank, był aurorem, tak jak profesor Moody. On i jego żona byli torturowani, bo chciano z niego wyciągnąć informację o miejscu pobytu Voldemorta po tym, jak utracił moc.
Neville wtulił się w Hanne do jej piersi Augusta zaczęła płakać i wtuliła się w Franka i Alicie
- Nie chce żebyś mnie widziała słabego
- Cicho i tylko tul sie do mnie bo od tego jestem - i objęła go drugim ramieniem i przyciągnęła do siebie, powoli kołysząc go, podczas gdy on się w nią wtulił . Starała się go pocieszyć, przesuwając powoli rękę w górę i w dół jego pleców - nigdy Cie nie opuszczę jesteś na mnie skazany do końca życia - Hannah pocałowała delikatnie jego czoło, a potem usta, podczas gdy Neville odzyskiwał nad sobą kontrolę - zadbales o to dając mi ten znak zaznaczenia
- Chce sobie polizać twój sutek i łechtaczke - wyszeptał oan Longbottom z nadzieją
- Oczywiście skarbie ze możesz sobie sobie polizać panie Longbottom z tego co wiem co jest pana obowiązek żeby twoja pani lady Longbottom poczuła się szczęśliwa i zadowolona i podniecona - rzekła do niego podniecona - a ja jako lady Longbottom mam obowiązek zrobieniu Panu loda i od razu poczujesz się lepiej - i nie możesz mi odmówić zadbalam o to wskazując na jego znak na szyi
- Uwielbiam kiedy robisz mi loda - mruknął Lord Longbottom a Hanna przyciągnęła męża do swoich piersi - a ja uwielbiam pieścić językiem pani boskie ciało
- Grzeczny chłopiec - wyszeptała zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Więc oni nie żyją? – zapytał cicho Harry.
- Żyją – odpowiedział Dumbledore z taką goryczą, jakiej Harry nigdy jeszcze nie słyszał w jego głosie – Żyją, ale postradali zmysły. - Oboje są w Klinice Magicznych Chorób i Urazów Szpitala Świętego Munga. Neville ich odwiedza, razem ze swoją babcią, podczas wakacji. Ale go nie poznają
Kobiety i dziewczyny przyłożyły rękę do ust przerażone patrzac jak Augusta płaczę i tuli się do Alicii która sama miała łzy w oczach
- Przez całe życie grałam twardą dla Neville a tak naprawdę jestem słaba dziewczynka która pękło serce kiedy straciłam swoje dzieci mojego synka i moja córeczkę! - zawyla Lady Longbottom między głośnymi szlochami a później popatrzyła na Alicie i Franka a łzy leciały jej po policzkach - nie zostawiajcie mnie bo ja drugi raz tego nie przeżyje - i ponownie mocno się wtuliła do Alicii piersi
- Mamusiu popatrz na mnie - odparła Alicia I gdy tylko podniosła głowę lady Longbottom pocałowała ja w czoło wyrażając córeczkę uczucia jakie do niej żywiła Lady Longbottom głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej - jesteśmy tu i nigdzie się nie wybieramy mamusiu - a Augusta wtuliła się w nią jeszcze bardziej nie chcą ja za żadne czasy puścić - kocham cię bardzo mocno mamusiu
- Jesteś moją córeczką - całując ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Longbottom wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - i panią Longbottom i Lady Longbottom należysz do rodziny tak samo jak Hanna moja wnusia - a Hanna z gracją i wdziękiem i mocno się wtuliła do babci Augusty
- Jestem dumna szczęśliwa że należę do tego rodu Babciu Augusto i muszę mówić do babci syna i córki tylko mamusia i tatuś
- Bo jesteś grzeczna dziewczynka kochanie dożywotnio jesteś lady Longbottom i panią Longbottom dożywotnio będziesz przestrzegasz etykietę dobrego zachowania rodzie Longbottomow - odezwały się jej matka i babcia zadowolonym głosem
- Zawsze będę przestrzegać etykietę dobrego zachowania rodzie Longbottom - powiedziała Hanna twardym głosem
- Do naszej rodziny należy również Lily rudowłosa piękność która jest moja prawnuczka - a Lily II z gracją i wdziękiem i mocno się wtuliła do prababci Augusty
- Ja też jestem dumna szczęśliwa że należę do tego rodu prababciu Augusto i muszę mówić do prababci wnuka i wnuczki tylko mamusia i tatuś
- Bo jesteś grzeczna dziewczynka kochanie dożywotnio jesteś lady Longbottom i panią Longbottom dożywotnio będziesz przestrzegasz etykietę dobrego zachowania rodzie Longbottomow - odezwały się jej matka i babcia i prababcia zadowolonym głosem
- Zawsze będę przestrzegać etykietę dobrego zachowania rodzie Longbottom - powiedziała Lily II twardym głosem i wszystkie kobiety w rodzie Longbottom dołączyły do w rodzinnym uścisku i wszystkie wesnely zadowolonym głosem ze mogą sie przytulić do siebie wszystkie miały obcisłe ubrania które idealnie dopasowane do ich figur i podkreslaly ich figure i kobiece kształty na nogach miały szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie następnie podeszły gracja i wdziękiem do swojego męża i usiadły im na kolanach i przytuliły sie do jego piersi i wesnely zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej a Augusta usiadła gracja i wdziękiem na krześle patrząc na swoje córkę wnuczkę i prawnuczki z miłością jak siedzą im na kolanach tuła się do swojego męża i mając zadowolone miny
– Harry zmartwiał. Nie miał o tym pojęcia... Znał Neville'a od czterech lat i nigdy nie zainteresował się jego rodzicami – Longbottomowie byli bardzo lubiani – rzekł Dumbledore.
- Zaatakowano ich już po upadku Voldemorta, kiedy wszyscy myśleli, że są bezpieczni. Te ataki wywołały niespotykaną furię. - Wywierano silny nacisk na ministerstwo, żeby złapać złoczyńców, którzy to zrobili. Niestety, biorąc pod uwagę te okoliczności, zeznania Longbottomów nie były wiarygodne...
- A więc syn pana Croucha mógł wcale nie być w to zamieszany? – zapytał ' powoli Harry. Dumbledore pokręcił głową.
- TO WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE CROUCH! - ryknela Lady Longbottom im się zorientował kolano Augusty trafiło Bartiego w klejnoty. Oczy niemal wyskoczyły mu z orbit i padł na podłogę, osłaniając krocze dłońmi.
- Przestań się mazać, twój ptaszek musi sobie odpocząć od ruchania! – warknęła Alicia II - ale jestem pewna ze czarownice i czarodzieje oszukiwali Cie i udawali ze jak ich bzykasz to im się podobało!
Gdy to usłyszeli Sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy Crouch zrobił się czerwony jak wiśnia
- Moja córeczka tatusia! - krzyknąl George I ze śmiechu
- Tatuś - powiedziała Alicia i wtuliła się George zadowolona miną ze musi nazywać go tatusiem a ten pocałował ją w czoło Alicia II wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej
- Moje słoneczko - odparła miłością Angelina podchodząc do niej z niezwykla gracja i wdziękiem patrzyła na nią z miłością
- Mamusia - powiedziała Alicia i wtuliła się Angeline zadowolona miną ze musi nazywać ją mamusią a ta pocałowała ją w czoło Alicia II wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej która miała obcisłe spodnie i top z marszczeniem i stójką z długimi rękawami której podkreslaly jej figure i kobiece kształty a na nogach miała szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie
- Mamusia bardzo mocno Cie kocha i mamusia jest szczęśliwa jak do mnie mówisz i jak się ubierasz skarbie
- Bo jestem grzeczna dziewczynka mamusiu która będzie zawsze przestrzegać zasad dobrego zachowania w rodzie Weasley - odparła beztrosko pani Weasley - i wesnela zadowolonym głosem wtulając się Angelina jeszcze bardziej bo czarnoskórna pani Weasley pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła a Crouch dalej jęczał z bólu trzymając się za krocze
- Zamknij się i przestań jęczeć Crouch! - warknęła Hanna - gdybyś pilnował swojego bachora to i był obecny w jego wychowaniu to by tego nie było i to wyłącznie twoja wina Crouch to twój bachor skrzywdził moich rodziców nawet nie wiesz jak bardzo Cie nienawidzę Crouch za to ze twój synalek krzywdził moja mamusie i mojego tatusia i przez Ciebie mój mąż wychowywał się bez rodziców ! - cedzila Hanna
- Nie mam pojęcia. Harry znowu zamilkł, wpatrując się w zawartość myślodsiewni. Jeszcze dwa pytania chodziły mu po głowie... ale dotyczyły ludzi żyjących...
- Ee... – bąknął – a pan Bagman...
- Od tamtej pory już nigdy nie został oskarżony o sprzyjanie siłom Ciemności – powiedział spokojnie Dumbledore.
- Aha – mruknął szybko Harry, gapiąc się w zawartość myślodsiewni, która wirowała o wiele wolniej od czasu, gdy Dumbledore przestał dodawać do niej nowe myśli – A... – Ale wyglądało na to, że myślodsiewnia zadaje pytanie zamiast niego. Na powierzchni znowu pojawiła się twarz Snape'a. Dumbledore zerknął na nią, a potem na Harry'ego.
- Profesor Snape też nie – powiedział krótko. Harry spojrzał w jasnoniebieskie oczy Dumbledore'a, i to, czego tak bardzo chciał się dowiedzieć, wypłynęło z jego ust, zanim zdążył się powstrzymać.
- A dlaczego pan uważa, że naprawdę przestał popierać Voldemorta? – Dumbledore patrzył mu w oczy przez chwilę, a potem odpowiedział:
- To, Harry, jest sprawa między profesorem Snape'em i mną.
- Przyznaj się Snape robisz Dumbledorowi loda w podzięce za uratowanie Cie przed azkabanem - rzekła Lily I
- Lily! - krzyknęły Euphemia i Caroline stanęły z gracją i wdziękiem i popatrzyły na nia szoku a ta bez wahania podeszła do nich i mocno się wtuliła do ich piersi i wesnelam zadowolonym głosem a męska cześć sali spadli ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy Snape rzucił sie na swoją była przyjaciółkę i na dwie kobiety nieświadome niebezpieczeństwa ale został powalony przez Albusa II który patrzył wścieklym wzrokiem na Seveusa a te nieświadome popatrzyly jak Albus stoi a Snape leży w szoku
- Jesteś taka sama jak ten Potter! - warknal wciekly
- Chyba zapomniałeś to ci przypomnę Snarkeusie jak mi ładnie podziękowałeś ze Cie broniłam! - warknęła Lily I do Snape - byłeś moim przyjacielem a ty podzięce nazwałeś mnie szlama! A później się powiaduje ze gnebisz mojego syna!
- Lily przepraszam! - zawołał Seveus próbował ja dotknąć więc kopnela go w jaja w bardzo wysokim obcasem ze ten jeknal z bólu trzymając się za krocze
- To musiało boleć! - krzywili się większość ludzi na sali
- Nie dotykaj mnie nigdy więcej Snape albo utnę Ci tego fiutka i wtedy nie będziesz mógł ruchac smierciorzelcow i nie mów do mnie Lily dla ciebie jestem Lady Potter! - warczała lady Potter i cofnęła się i założyła ręce Rogacz stał wściekly i z całej siły przywalił mu przywalił ze spadł na podłogę jęczał z bólu
- Nigdy nie dotykaj mojej żony Śmierdzielusie. Nigdy o tym nie zapominaj – powiedział na tyle głośno, żeby usłyszała go sala. Snape skrzywił się na dźwięk tego znienawidzonego przydomku, którym obdarzyli go tak dawno temu. – Jeśli kiedykolwiek jeszcze ją dotkniesz…
- Tak, tak, wiem, zabijesz mnie. Naprawdę Potter , powinieneś wymyślić coś lepszego – przerwał mu Snape. Nie pierwszy raz wysłuchiwał pogróżek tego mężczyzny.
- To jest pewne, idioto. Chciałem powiedzieć, żebyś się modlił, żebym to ja cię znalazł pierwszy. Ze mną będziesz miał bolesny, ale szybki koniec. Moj tata Fleomont to zupełnie inna sprawa. Ma listę zasad dotyczących tego, jak należy traktować jego ukochana córeczkę bo Lily jest jego ukochana córeczka i jego córeczką tatusia od kiedy zwróciła się do niego per tatuś a on poprosił ją żeby mówiła do niego tylko tatuś bo teraz jest jego córeczka i jego córeczką tatusia Lily wtuliła się w niego jeszcze bardziej zadowolona i oznajmiła mu szczęśliwa że nie wyobraża sobie mówic do tatusia inaczej niż per tatuś i czy podoba mu się czy nie będzie do niego mówiła zawsze tylko tatuś więc tata był tak wzruszony postanowieniem swojej córeczki i pocałował ją w czoło a Lily wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej wyszeptała do niego zadowolonym głosem tatusiu a on pytał wzruszony tak księżniczko a ona odpowiedziała chciałam tylko tatusiowi powiedzieć że bardzo cie kocham tatusiu i wtuliła się w niego jeszcze bardziej a wzruszony tulił ja do swojej piersi a Lily miała uśmiech na twarzy i nie chciała go za żadne skarby puścić a ty właśnie złamałeś każdą jego zasadę.
- Tak było co powiedział James - powiedziała pani Potter rozmarzonym głosem - prawda tatusiu?
- Dokładnie tak było córeczko i było to moje jedno z najlepszych wspomnień jak pierwszy raz nazwałeś mnie tatusiem - uśmiechnal się szeroko do córki - i dalej mnie tak nazywasz
- Moje też tatusiu - zgodziła się z nim Lady Potter - zawsze będę się zwracała do moich rodziców tylko mamusia i tatuś a mamusia i tatuś Jamesa są też moimi rodzicami tatusiu i jako lady Potter muszę przestrzegać zasad dobrego zachowania bo wtedy i tylko wtedy będę grzeczna dziewczynka tatusiu, a ja kocham być grzeczna dziewczynka tatusiu
- Kiedy po ciebie przyjdzie, a przyjdzie na pewno, to zapamiętaj sobie moje słowa, ty zmarnowany plemniku, nie będzie w nim miłosierdzia ani moralności. - Snape popatrzyl na Fleomonta który patrzył na niego z czysta nienawiścią a Rogacz pocałował swoją żonę w czoło Lily wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej a później Rogacz usiadł na krześle i przyciągał Lily każąc jej usiąść na jego kolanach pani Potter wykonała jego rozkaz bez żadnego sprzeciwu i wtuliła się w niego jeszcze bardziej wyszeptujac
- Kochaj się ze mną żebym zapomniana ze dotykał mnie Snape swoimi obleśnymi rękami a on w odpowiedzi pocałował ją w znak a ona wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia
Harry zrozumiał, że to koniec rozmowy. Dumbledore nie wyglądał na rozeźlonego tym ostatnim pytaniem, ale było w jego tonie coś, co powiedziało Harry'emu, że czas odejść. Wstał i to samo zrobił Dumbledore.
- Harry – powiedział, kiedy Harry był już przy drzwiach – proszę, żebyś nie mówił nikomu o rodzicach Neville'a. Ma prawo sam o tym powiedzieć, kiedy uzna za stosowne.
Alicia i Frank podeszli do Neville i Hanna i mocno syna przytulili Alicia miała łzy w oczach
- Kocham Cię mamusiu - oznajmił Neville wtulając się w matkę - kocham cię tatusiu - dodał do Franka
- Synku wyrosłes na takiego mężczyzne jakim miałam nadzieję ze będziesz - powiedziała pani Longbottom do syna tuląc go do swojej piersi - i ozeniles się z piękna dziewczyna która stała się moja córeczka i mówi do mnie tylko mamusia a to Franka mówi tylko tatuś i ubiera się i chodzi jak na lady Longbottom przystało czyli zabójczo seksownie
- Kocham Cię mamusiu - szepnęła Hanna zadowolonym głosem wtulając się w kobietę jeszcze bardziej a ta tuliła ja do swojej piersi zachwycona
- Dobrze, panie profesorze – przyrzekł Harry, odwracając się do drzwi. Harry znowu się odwrócił. Dumbledore stał nad myślodsiewnią, z twarzą oświetloną od dołu migocącymi plamkami srebra i wyglądał naprawdę bardzo staro. Wpatrywał się przez chwilę w Harry'ego, a potem powiedział:
- Powodzenia w trzecim zadaniu.
- Nie dziękuję - mruknął Harry
- Koniec rozdziału - oznajmiła Sofia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz