Pov. Młodsza
Marlene.
- Ja tak mówię! - odparowała i przytuliła dziewczyne mocno do siebie
głaskała jej długie włosy - moja córeczka - całując ja w czoło a ta wesnela
zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej - tak bardzo Cie
kocham - patrząc miłością na Astorie - jestem twoja mamusią skarbie a ty jesteś
moją córeczką i przytulaj się do mnie do woli od tego są matki żeby przytulac
kochać swoje dzieci a ty jestes moim dzieckiem moja dziewczynka i moja córeczką
- a ta desperacji wtuliła się do blondynki i nie chciała jej puścić Narcyza
uśmiechnęła się popatrzyła na Łapę i na Marlene a Ci pokazali kciuki do góry
- Ona nigdy nie będzie należała do Malfoyow! - warknal starszy Lucek - i
nie jest twoim dzieckiem!
- Mówiłam żebyś się nie odzywał - wycedziła pani Malfoy - będzie
należała.. a nie przepraszam.. Astoria już należy do rodu Malfoyów w tym samym
jest też moją córeczką i koniec dyskusji na ten temat!
- Tak mamusiu kocham Cię mamusiu kocham - wyszeptała młoda Pani Malfoy do
jej piersi
- Ja Ciebie też kocham pani Malfoy - powiedziała blondynka
- Dracus powiedz coś swojej matce! - krzyknęła Pansy - zwariowała i
totalnie jej odbiło
- Dracus nic nie będzie mówił - oznajmiła starsza wersja Pani Malfoy i
dalej tuliła córkę - bo wie że mam rację ja zwariowałam i totalnie mi odbilo?
jak smiesz tak do mnie mówić gówniaro!
- Bo Dracus mnie kocha!!!
- Nie kocham Cię! - warknal Draco
- A kogo tatuś kocha? - pytała Rose przemarzałym głosem - przecież to
jasne mamusie
- Mojej Mamusi nie odbilo i nie zmariowala kim ty jesteś żeby obrażać
moją mamusie! - nagle Astoria się odezwała stanęła i podeszła do Pansy w oczach
miała ogień single tylko westkneli i gapili się na piękna dziewczyne
poruszająca Gracja i wdziękiem miała figurę jak modelka - to tobie odbilo
totalnie Parkinson Draco Ci mówi że Cie nie kocha to się z tym pogódź i a
jeszcze jedno powiesz to jeszcze raz że moja mamusia zwariowała albo totalnie
jej odbiło będziesz jęczeć z bólu - i odwróciła się Gracja i wdźwiękiem i
odeszła od wkurzonej Pansy odrzucając swoje brązowe włosy, które o mało nie
smagnęły twarzy Pansy i podeszła do blondynki i przytuliła się do Narcyzy i
spytała
- jak mi poszło mamusiu?
- Cudowne kochanie - odparła pani Malfoy miłością w głosie składając na
jej czole pocałunek i następnie ja przytuliła - broniłaś mnie jak lwica i ja
jako twoja mamusia jestem dumna z mojej córeczki kocham Cię Astoria i nawet nie
wiesz jak bardzo
W końcu zdjął bandaże i demonstrował pełną sprawność obu rąk w pantomimie
ukazującej upadek Harry'ego, a większość lekcji eliksirów spędził, naśladując
dementora czającego się w lochu. Ron w końcu nie wytrzymał i cisnął w niego
wielkim, oślizłym sercem krokodyla, które trafiło Malfoya prosto w twarz.
- Dobrze Ci tak! - warknęła młodsza Andromeda stronę siostrzeńca
Snape ukarał za to Gryffindor utratą pięćdziesięciu punktów.
- Jeśli obronę przed czarną magią znowu prowadzi Snape, udam, że
zachorowałem - oświadczył Ron, kiedy po drugim śniadaniu szli do klasy
profesora Lupina. - Hermiono, sprawdź, kto tam jest.
- Wujek Remus - powiedziała Hermiona
- Ale to ja jestem tym fajniejszym wujkiem - stwierdzili dwie wersje Łapy
- Obu kocham tak samo mocno - uśmiechnela się pani Weasley
- Ja też - dodały pani Creevey pani Potter pani Scandander i pani Weasley
Hermiona zajrzała do klasy przez szparę w drzwiach.
- W porządku!
Profesor Lupin wrócił do pracy. Wyglądało na to, że rzeczywiście był chory.
Wyświechtana szata wisiała na nim jeszcze luźniej, a pod oczami miał cienie,
ale uśmiechnął się, kiedy wszyscy zajęli miejsca i natychmiast zaczęli głośno
uskarżać się na Snape'a.
- To niesprawiedliwe, on miał tylko zastępstwo, dlaczego zadał nam pracę
domową?
- Nic nie wiemy o wilkołakach...
- Ale za to dużo wiemy o gackach - oznajmił James II - a tam siedzi ich
wódz generał i król - wskazał na Snape'a
- Może zamiast pisać o wilkołakach to napiszmy o Gacku z Hogwartu -
zasugerowali Fred II i George II Sala ryknela śmiechem
- POTTER! WEASLEY! I WEASLEY! - ryknal wściekły Snape - wy Mali
gówniarze!
- Ja bym Chętnie takie coś przeczytala - stwierdziła Mary uśmiechając się
słodko do Snape
- ...dwie rolki pergaminu!
- Czy powiedzieliście profesorowi Snape'owi, że jeszcze nie przerabialiśmy
wilkołaków? - zapytał Lupin, marszcząc czoło. Znowu wybuchło zamieszanie.
- Tak, ale on powiedział, że mamy okropne zaległości...
- ...w ogóle nie chciał nas słuchać...
- ...dwie rolki pergaminu!
Profesor Lupin uśmiechnął się na widok oburzenia na twarzach uczniów.
- Nie przejmujcie się. Pomówię z profesorem Snape'em. Nie musicie pisać tego
wypracowania.
Na zboczach gór biały śnieg nocą lśni
I nietknięty stopą trwa
Królestwo samotnej duszy
A Gackiem jestem ja
Sala ryknela śmiechem Snape'a zrobił się czerwony
Posępny wiatr na strunach burzy w sercu gra
Choć opieram się to się na nic zda
Niech nie wie nikt
Nie zdradzam nic
Żadnych uczuć
Od teraz tak mam żyć
Bez słów
Bez snów
Łzom nie dać się
Lecz świat już wie
- Co wie? - pytali zdziwieni
Mam tę moc!
Mam tę moc!
Odejmuję większości uczniom punkty!
Mam tę moc!
Mam tę moc!
Idę jak chce z materiałem !
Wszystkim wbrew
Na ten gest mnie stać!
Co tam burzy gniew?
Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha - śpiewali Huncwoci 2.0
Snape patrzyli mordem oczach na Huncwotow 2.0 a Huncwoci parsknęli
głośnym śmiechem
- Och, NIE! - jęknęła Hermiona z bardzo zawiedzioną miną. - Ja już swoje
skończyłam!
- To normalka - powiedział Hugo - byłbym szoku gdyby tego nie, zrobiła
Lekcja była bardzo przyjemna. Profesor Lupin przyniósł szklany pojemnik ze
zwodnikiem, niewielkim, jednonogim stworzeniem, wiotkim i zwiewnym jakby było z
dymu, i wyglądającym całkiem niewinnie.
- Bo lekcje z wujkiem Remusem są bardzo przyjemne - rzekła Daphne
- Chodź tutaj - stwierdził Remus i przytulił i daj pocałunek na, czole -
wiesz co to oznacza prawda?
- Że Jestem twoja bratanica wujku Remusie - rzekła blondynka
- Dokładnie! - uśmiechnal się Pan Lupin
- Zwodniki zwabiają wędrowców w bagna - powiedział profesor Lupin, a wszyscy
zaczęli robić notatki. - Zauważyliście tę maleńką lampkę zwisającą mu z ręki?
Pojawia się przed nami w ciemnościach... idziemy za światełkiem... a potem...
Zwodnik przywarł do szklanej ścianki i zakwiczał przeraźliwie. Kiedy odezwał
się dzwonek, wszyscy zebrali swoje rzeczy i ruszyli ku drzwiom.
- Harry, zostań na chwilkę! - zawołał Lupin. - Chciałbym zamienić z tobą
słówko.
- Musiałem pogadać z moim, bratankiem - oznajmił starszy Remus
Harry wrócił i przyglądał się, jak profesor Lupin przykrywa płachtą pojemnik
ze zwodnikiem.
- Słyszałem już o meczu - rzekł Lupin, wracając do swojego biurka i
zgarniając stos książek do swojego nesesera - i bardzo mi przykro z powodu
twojej miotły. Nie da się jej naprawić?
- Nie - powiedział Harry. - To drzewo roztrzaskało ją w drzazgi. Lupin
westchnął.
- Wierzbę bijącą zasadzono w tym samym roku, w którym przybyłem do Hogwartu.
Mieliśmy świetną zabawę, polegającą na tym, żeby podejść tak blisko, by dotknąć
pnia. W końcu jeden chłopak, Davey Gudgeon, prawie stracił oko i zakazano nam
zbliżać się do drzewa.
Łapa i Rogacz wymienili spojrzenia
Żadna miotła nie ma z nim szans.
- A słyszał pan też o dementorach? - zapytał z trudem Harry. Lupin spojrzał
na niego.
- Tak. Słyszałem. Chyba jeszcze nikt z nas nie widział profesora
Dumbledore'a w takim stanie. Od jakiegoś czasu stawali się coraz bardziej
niespokojni... wściekali się, bo nie pozwolił im wchodzić na teren szkoły...
Spadłeś, bo ich zobaczyłeś, Harry, tak?
- Tak - przyznał Harry. Zawahał się i nagle wyrwało mu się pytanie, które
musiał zadać: - Dlaczego? Dlaczego oni na mnie tak działają? Czy jestem po
prostu...
- To nie ma nic wspólnego ze słabością - przerwał mu ostro profesor Lupin,
jakby czytał w jego myślach.
- Nigdy nie byłeś słaby kochanie - oznajmiła Ginny - jesteś
najdzienielszym czarodziejem jakiego znam i tego czarodzieja bardzo kocham
- Dementorzy działają na ciebie o wiele silniej niż na innych ludzi,
ponieważ przeżyłeś okropieństwa, których inni nie przeżyli.
Promień zimowego słońca wpadł do klasy, oświetlając szare włosy Lupina i
zmarszczki na jego młodej twarzy.
- Dla mnie jesteś seksy - mruknela pani Lupin
- Dementorzy to jedne z najbardziej obrzydliwych stworzeń, jakie żyją na
ziemi. Lubują się w najciemniejszych, najbardziej plugawych miejscach,
rozkoszują rozkładem i rozpaczą, wysysają spokój, nadzieję i szczęście z
powietrza wokół siebie. Nawet mugole wyczuwają ich obecność, chociaż ich nie
widzą. Wystarczy zbliżyć się do dementora, a ginie nasze dobre samopoczucie,
giną wszelkie szczęśliwe wspomnienia.
- To straszne - wydukowała Caroline
Dementor to pasożyt, który gdyby tylko mógł, wyssałby z ciebie wszystko, co
dobre, pozostawiając coś, co byłoby podobne do niego. Pozostawiłby w tobie
jedynie najgorsze wspomnienia z całego życia. A twoje najgorsze wspomnienia,
Harry, wystarczą, żeby spaść z miotły. Każdemu by się to przydarzyło, gdyby
miał takie przeżycia. Nie musisz się niczego wstydzić.
- Kiedy się do mnie zbliżają - Harry wlepił wzrok w biurko, czując, że w
gardle coś go ściska - słyszę, jak Voldemort morduje moją mamę.
Dwie wersje Lily mocno przytulily Harrego
Lupin zrobił taki ruch, jakby chciał złapać go za ramię, ale się rozmyślił.
Na chwilę zapanowało milczenie, a potem...
- Dlaczego przyszli na mecz? - zapytał Harry.
- Zgłodnieli - powiedział chłodno Lupin, zamykając z trzaskiem swój neseser.
- Dumbledore nie pozwala im wchodzić na teren szkoły, więc brakuje im tego,
czym się żywią... Po prostu nie mogli się oprzeć, czując taki tłum wokół
boiska. To podniecenie... silne emocje... Dla nich to jak obietnica uczty.
- Twoi kochankowie są obrzydliwi powiedziały Rami i Salomi do Ropuchy
- Azkaban musi być strasznym miejscem - mruknął Harry, a Lupin ponuro
pokiwał głową.
- Twierdza jest na maleńkiej wysepce z dala od lądu, ale i tak nie trzeba
murów ani wody, żeby udaremnić więźniom ucieczkę, bo uwięzieni są we własnych
głowach, niezdolni do żadnej myśli rodzącej otuchę. Większość popada w
szaleństwo po paru tygodniach.
Starszy Łapa przełknal ślinę
- A jednak Syriusz Black zdołał się przed nimi obronić - powiedział z
namysłem Harry. - Uciekł...
Neseser ześliznął się z biurka; Lupin pochylił się szybko, żeby go podnieść.
- Tak - powiedział, prostując się. - Black musiał znaleźć jakiś sposób, żeby
nie wyssali z niego życia.
- Wtedy nie wiedziałem - mruknął starszy Remus - bo mi nie powiedziałeś
własnemu bratu!
- Przepraszam! - zawołał starszy Łapa
Nie sądziłem, że to możliwe... Mówią, że dementorzy pozbawiają czarodzieja
wszelkiej mocy, jeśli przebywa zbyt długo blisko nich...
- Ale pan sprawił, że ten dementor w pociągu wycofał się - wypalił Harry.
- Istnieją pewne... pewne sposoby obrony - rzekł Lupin. - Pamiętaj jednak,
że w pociągu był tylko jeden dementor. Im jest ich więcej, tym trudniej im się
oprzeć.
- Dla Harrego to bułka z masłem - powiedział Colin I - prawda Harry?
- Taaa - mruknął Harry
- Jakie sposoby? - zapytał natychmiast Harry. - Może mnie pan ich nauczyć?
- Nie zamierzam uchodzić za specjalistę od zwalczania dementorów, Harry...
przeciwnie...
- Luniek nauczysz mojego rogasia zaklęcie patronusa! - krzyknąl młodszy
Łapa
- Ale jeśli dementorzy jeszcze raz pojawią się na meczu, muszę się jakoś
bronić...
Lupin spojrzał mu w oczy, zawahał się, a potem powiedział:
- No... no dobrze. Spróbuję ci pomóc. Ale musisz poczekać do przyszłego
semestru. Mam mnóstwo roboty przed feriami zimowymi. Wybrałem sobie najmniej
sprzyjający czas na chorowanie.
Większość uczniów wymieniło spojrzenia
Obietnica profesora Lupina bardzo podniosła Harry'ego na duchu, bo pojawiła
się nadzieja, że może już nigdy nie usłyszy rozpaczliwych krzyków swojej matki,
a kiedy pod koniec listopada Krukoni starli na puch Puchonów w meczu
quidditcha, poczuł się jeszcze lepiej.
Hermiona Emilly Olivia dwie wersje Lily wywróciło oczami
Gryfoni nie wypadli z gry, chociaż teraz nie mogli już sobie pozwolić na
przegranie ani jednego meczu. W Wooda znowu wstąpiła maniakalna energia i
zamęczał swoją drużynę w lodowatym deszczu, który nadal padał w grudniu.
- Oliver! - krzyknęly matki
Dementorzy już się więcej nie pojawili. Gniew Dumbledore'a zdawał się
utrzymywać ich na stanowiskach przy wejściach na teren szkoły. Dwa tygodnie
przed końcem semestru niebo nagle pojaśniało do oślepiającej, opałowej bieli, a
pewnego ranka błotniste łąki wokół zamku pokryły się srebrnym szronem. Wewnątrz
zamku wyczuwało się już nastrój nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Profesor
Flitwick, nauczyciel zaklęć, udekorował już swoją klasę rozmigotanymi
światełkami, które okazały się prawdziwymi, roztrzepotanymi elfami. Wszyscy
uczniowie rozprawiali z przejęciem o swoich planach wakacyjnych. Ron i Hermiona
postanowili zostać w Hogwarcie, i choć Ron powiedział, że nie zniósłby dwóch
tygodni z Percym,
Percy prychnal
a Hermiona twierdziła, że musi posiedzieć w bibliotece,
- Rozmyślając o Ronie - dodał Jared rozmarzonym głosem - o jego pięknym
uśmiechem i rudych włosach i bez koszulki żebym mogła gapić się o jego
sześciopak
Hermiona zarumieniła się mocno
- Jak będziesz grzeczną dziewczynką to ci pokaże mój sześciopak i
będziesz mogła go dotykać pierscic do woli - mruknął Ron do ucha Hermiony nagle
zaczęła robić wiatr
- Mamo co ty robisz? - spytał Scorpius zdziwiony jej reakcją
- Robię wiatr - stwierdziła Hermiona i robiła wiatr
- A mogę wiedzieć dlaczego?
- Bo strasznie tu jest duszno! - jęknęla pani Weasley a Ron uśmiechnal
się głupkowato
Harry nie dał się oszukać: wiedział, że robią to, aby dotrzymać mu
towarzystwa. I był im za to bardzo wdzięczny. Wszyscy - prócz Harry'ego -
ucieszyli się na wiadomość, że w ostatnim tygodniu przed końcem semestru będzie
jeszcze jedna wycieczka do Hogsmeade.
- Możemy tam zrobić wszystkie gwiazdkowe zakupy! - ucieszyła się Hermiona. -
Mama i tata padną, jak dostaną z Miodowego Królestwa te samoczyszczące nici do
zębów o miętowym smaku!
- Na pewno! - uśmiechnęła się młodsza Molly
Pogodziwszy się z faktem, że będzie jedynym trzecioklasistą, który ponownie
zostanie w zamku, Harry pożyczył sobie od Wooda poradnik Jak wybrać miotlę i
postanowił spędzić ten dzień, zapoznając się z wszelkimi typami i markami.
Podczas treningów latał na jednej ze szkolnych mioteł, staroświeckim Meteorze,
który był bardzo powolny i okropnie szarpał. Koniecznie musiał zdobyć nową
miotłę.
Łapa i Harry wymienili spojrzenia
W sobotni poranek pożegnał się z Ronem i Hermiona, którzy poubierali się już
w płaszcze i szale, i powędrował samotnie marmurowymi schodami, a potem
opustoszałymi korytarzami ku wieży Gryffindoru. Za oknami zaczął już padać
śnieg, a w zamku było bardzo cicho i spokojnie.
- Psst... Harry! - usłyszał w połowie korytarza na trzecim piętrze. Odwrócił
się i zobaczył głowy Freda i George'a wyglądających zza posągu garbatej,
jednookiej czarownicy.
- Co wy obaj kombinujecie? - pytała młodsza Molly I
- Eeee... nic takiego mamusiu - powiedzieli niewinnym głosem Fred i
George
- Gadaj! - zawołały Angelina i Nicole
- Co wy tu robicie? - zapytał zdziwiony Harry. - Nie wybieracie się do Hogsmeade?
- Chcemy ci trochę umilić życie, zanim pójdziemy - powiedział Fred, mrugając
do niego tajemniczo. - Wchodź...
Wskazał na pustą klasę na lewo od posągu. Harry wszedł za nimi do środka.
George zamknął ostrożnie drzwi, a potem odwrócił się, rozpromieniony, żeby
spojrzeć na Harry'ego.
- Dowiesz się - stwierdzili Fred i George i pocalowali je w piętno
naznaczenia a ich żony westnely zadowolonym głosem
- Mamy już dla ciebie prezent gwiazdkowy, Harry - powiedział. Fred
zarumienił się, wyciągnął coś spod peleryny i położył na jednej z ławek. Był to
wielki, bardzo zniszczony i zupełnie nie zapisany arkusz pergaminu.
Huncwoci wymienili spojrzenia więc oni mieli nasza mapę
Harry, podejrzewając, że to jeden z dowcipów Freda i George'a, wpatrzył się
uważnie w pergamin.
- Co to ma być?
- To jest, Harry, tajemnica naszego powodzenia - oznajmił George, gładząc
pergamin pieszczotliwie.
- Trudno nam się z nim rozstawać - powiedział Fred - ale wczoraj wieczorem
uznaliśmy, że tobie bardziej się przyda.
- I tak znamy wszystko na pamięć - dodał George.
- Co znacie na pamięć? - pytał młodszy Artur
- Przekazujemy ci to w spadku, nam już niepotrzebne.
- A do czego może mi się przydać kawał starego pergaminu? - zapytał Harry.
- No wiesz co! - wypalił młodszy Łapa - eee ja lubię stare pergaminy! -
dodał szybko
- Kawał starego pergaminu! - oburzył się Fred z taką miną, jakby Harry
śmiertelnie go obraził. - Powiedz mu, George.
- No... więc, kiedy byliśmy w pierwszej klasie, Harry... no wiesz, młodzi,
beztroscy i niewinni...
- Nigdy nie byliście niewinni - oznajmiła starsza Molly
- Znam was obu od 8 lat i zgadzam się mamusią nigdy nie byliście niewinni
- rzekła Angelina
Harry prychnął. Wątpił, by Fred i George byli kiedykolwiek niewinni.
- ...no, bardziej niewinni niż teraz... mieliśmy małe starcie z Filchem.
- Podłożyliśmy łajnobombę w korytarzu i to go z jakiegoś powodu wnerwiło...
- Super! - krzyknąl młodszy Rogacz
- Mówiłam - wesnely dwie wersje Molly I
- Mamusiu jako że jesteśmy kobietami rodu Weasleyow musimy się trzymać razem
i uspokoić tych dwóch - powiedziały Nicole i Angelina do Pani Weasley Molly
przytuliła Nicole i Angeline mocno
- Moi chłopcy mądrze wybrali - stwierdziła mariachini rodu Weasley - a ja
zyskałam mądre córki które kocham nad życie
- Ja Ciebie też kocham mamuś - oznajmiły Ladys Weasley wtuliły się w
matkę
- ...więc zaciągnął nas do swojego pokoju i zaczął grozić jak zwykle...
- ...szlabanem...
- ...wypatroszeniem...
- ...a my przypadkiem zauważyliśmy w jego kartotece szufladkę z napisem:
skonfiskowane i bardzo niebezpieczne.
- Chcecie mi dać do zrozumienia, że... - powiedział Harry, coraz bardziej
rozbawiony.
- No, a ty co byś zrobił na naszym miejscu? - zapytał Fred. - George
odwrócił jego uwagę, rzucając jeszcze jedną łajnobombę, ja wyciągnąłem szufladę
i znalazłem... TO.
Filch patrzył wściekły na Weasleyow a Ci ukryli się za swoich żon
- Nie jest wcale takie groźne - powiedział George. - Sądzimy, że Filch nie
odkrył, jak to działa. Prawdopodobnie tylko podejrzewał, co to jest, bo inaczej
by tego nie skonfiskował.
- A wy oczywiście wiecie, jak to działa...
- No pewnie - powiedział Fred, chichocząc. - Ta jedna drobnostka nauczyła
nas więcej niż wszyscy nauczyciele.
Fred i George popukali w policzek a ich żony pocałowały je
- Wy wszyscy pójdziecie i wy wszyscy dostajecie szlaban to was oduczy
wszystkiego będziecie chodzić jak zegarku a zwłaszcza te osoby co wyszły za
mąż! - warknęła Ropucha
- Czy ty nam grozisz? - spytała starsza Amelia
- Dla Ciebie to madame Umbridge!
- Nie nie ty jesteś tylko brzydka ropucha i nikim więcej!
Umbridge wyciągnęła różdżkę - zabije Cie Bones!
- Jak już to madame Bones zabko!
- Czy ty grozisz mojej kobiecie? - zapytał groźnie Kingsley Umbridge
- Kingkus ona mi grozi! - postarzyła się starsza Amelia - ze mnie zabije
- Kingkus? - spytał Seamus niedowierzaniem patrząc na żonę a ona na niego
również w szoku
- Grozi? - spytał Kingsley - czy by grozisz mojej kobiecie! - warknal
Kingsley do Ropuchy Amelia patrzyła na niego podnieconym wzrokiem i wyszeptała
do jego ucha podnieconym głosem
- Załatw tą głupią ropuchę tygrysie - więc Kingsley strzelił Dolores
zaklęciem a ta zajęczała z bólu
- Mój ty bohaterze! - zawołała Madame Bones i popatrzyła na niego z
porzadanien - jaki ty jesteś seksy Kingkus mam ochotę na seks z tobą - wypaliła
- Amelia! - zawołał czerwony Kingsley Bones zrobiła niewinna i podniecona
minkę i a wszyscy patrzyli na ich szoku i następnie go namiętnie pocałowała
- Madame Bones aurorze Shacklebolt - powiedział Drops - może usiądźcie
lepiej
- Yy tak dyrektorze - mruknął Kingsley rozmarzonym głosem kiedy oderwał
się od ust Amelii usiadł a Amelia usiadła na jego kolanach wtuliła się w niego
- Nie ogarniam co tu się właściwie stało - stwierdził Colin I
- Nabieracie mnie - powiedział Harry, patrząc na wyświechtany kawałek
pergaminu.
- Tak myślisz? - zapytał George. Wyjął różdżkę, dotknął nią lekko pergaminu
i powiedział:
- Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego.
- Co za dziwna komenda - stwierdził Claus a goście przyszłości a
zwłaszcza mężczyzni i Huncwoci wybuchną podekscytowania
I natychmiast na pergaminie zaczęły się pojawiać czarne linie, łącząc się,
krzyżując, zbiegając wachlarzowato w każdym rogu, a potem, na samym szczycie,
wyskoczyły zielone, ozdobne litery układające się w następujące słowa:
- Jakie słowa? - zapytała Euphemia
Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz,
zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,
mają zaszczyt przedstawić
MAPĘ HUNCWOTÓW
Ci którzy o tym nie wiedzieli opadły szczęki
- Tato co ona pokazuje? - spytał podniecony Colin I do Rogacza
Była to mapa ukazująca wszystkie szczegóły zamku Hogwart i przylegających do
niego terenów szkolnych. Najbardziej zadziwiające były jednak maleńkie plamki
poruszające się po mapie, każda opatrzona wypisanym drobnymi literami imieniem
czy nazwiskiem. Harry, zdumiony, pochylił się nad mapą. Kropka w lewym górnym
rogu pokazywała profesora Dumbledore'a przechadzającego się po swoim gabinecie;
po korytarzu na drugim piętrze skradała się kotka woźnego, Pani Norris, a
poltergeist Irytek akurat grasował w sali trofeów. A kiedy Harry wędrował
spojrzeniem po znajomych korytarzach, zauważył jeszcze coś innego.
Osoby robili coraz większe oczy a szczęka a usta były otwarte
- Tatusiu stworzyłes mapę? - pytały szoku Jessica Nicole Daphne i Astoria
patrzac na swoich ojców
- Tak wasi tatusiowie stworzyli mapę! - uśmiechnęli się do córek
- Jak? - pytała szoku Caroline
- Parę prostych zaklęć - odezwał się młodszy Łapa beztrosko
- Prostych?! - zaktusila się Minne
Mapa ukazywała przejścia, o których nie miał dotąd pojęcia. A wiele z nich
wiodło chyba do...
- Prosto do Hogsmeade - powiedział Fred, wodząc palcem po jednym z takich
przejść. - Jest ich aż siedem. Filch zna tylko cztery - wskazał na nie - ale
tylko my wiemy o tych trzech. Zapomnij o tym za lustrem na czwartym piętrze.
Używaliśmy go aż do ostatniej zimy, ale się zawaliło.
- To zostało 6 - powiedział starszy Rogacz
A tego też chyba nikt nigdy nie użył, bo przy samym wejściu rośnie wierzba
bijąca. Ale to tutaj prowadzi prosto do piwnicy Miodowego Królestwa. Używaliśmy
go często. Łatwo spostrzec, że wejście jest tuż za tą klasą, w garbie
jednookiej wiedźmy.
- Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz - westchnął George, poklepując czule
nagłówek mapy. - Tyle im zawdzięczamy!
- My też! - krzyknęli chłopaki z przyszłości
- Szlachetni mężowie, niezmordowani w udzielaniu pomocy nowemu pokoleniu
łamaczy prawa - powiedział z powagą Fred.
- Słyszałes Rogacz? Szlachetni mężowie, niezmordowani w udzielaniu pomocy
nowemu pokoleniu łamaczy prawa! - zawołali Łapy wzruszeni
- To piękne słowa! - dodali dwie wersje Rogacza wybierając niewidzialne
łzy wzruszenia
- Tylko nie zapomnij zetrzeć jej po użyciu - dodał George.
- ...bo każdy mógłby z niej skorzystać - dokończył ostrzegawczym tonem Fred.
- Po prostu stuknij w nią różdżką i powiedz: „Koniec psot!", a zrobi
się biała. - zawołali Huncwoci 1.0
- Po prostu stuknij w nią różdżką i powiedz: „Koniec psot!", a zrobi się
biała.
- A więc, mój młody Harry - powiedział Fred, wspaniale naśladując Percy'ego
- zachowuj się jak należy.
- Nicole cieszę się że wyszłaś za Freda! - parsnal śmiechem starszy
Rogacz - Fred zrób wszystko aby była szczęśliwa
- Twoja córka do skarb tato - rzekł Fred I a Nicole wtuliła się męża a
ten pocałował ją w czoło pani Weasley westnela i wtuliła się męża jeszcze
bardziej
- Jak mi jest teraz dobrze - mruknela do jego klatki piersiowej
- Do zobaczenia w Miodowym Królestwie - rzekł George, mrugając
konspiracyjnie. I opuścili klasę, chichocząc z zadowolenia. Harry stał,
wpatrując się w czarodziejską mapę. Obserwował Panią Norris, która skręciła w
lewo i zatrzymała się, obwąchując kawałek podłogi. Jeśli Filch naprawdę o tym
nie wie... można by ominąć warty dementorów...
- Ropucho Mój tatuś zrobi z twoich kochanków frajerów i imbecyli! -
zardwila z Ropuchy Lily II
- Nie powiem dobraliście się wspaniałe - stwierdziła Amelia II - oni
brzydcy i ty też nie grzeszysz urodą
Ale gdy tak stał, ogarnięty falą radosnego podniecenia, przypomniał sobie
nagle słowa pana Weasleya:
Nigdy nie ufaj nikomu i niczemu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg.
Artur uśmiechnal się do syna
Mapa Huncwotów była jednym z tych niebezpiecznych czarodziejskich
przedmiotów, przed którymi ostrzegał pan Weasley... Doradcy czarodziejskich
psotników... no tak, ale przecież chce tego użyć tylko po to, by dostać się do
Hogsmeade, nie zamierza niczego ukraść ani nikogo zaatakować...
- Od tego mam pelerynę niewidkę - wystrzezyl się Harry patrząc na Draco i
na Goryli
a Fred i George używali tego przez lata i jak dotąd nie przydarzyło im się
nic strasznego...
Powiódł palcem po tajnym przejściu do Hogsmeade. A potem nagle, jakby
posłuchał czyjegoś rozkazu, zwinął mapę, schował ją za pazuchę i pobiegł do
drzwi. Uchylił je i wyjrzał przez szparę. Korytarz był pusty. Ostrożnie wyszedł
z klasy i schował się za posągiem jednookiej wiedźmy.
- Bycie Huncwotem masz we krwi! - zawołał James II do ojca
Co powinien teraz zrobić? Znowu wyciągnął mapę i ku swemu zdumieniu zobaczył
nową plamkę z napisem: „Harry Potter" - dokładnie w tym miejscu, w którym
teraz stał, w połowie korytarza na trzecim piętrze. Patrzył uważnie. Jego
maleńka postać na mapie zdawała się stukać różdżką w posąg. Szybko wyciągnął
różdżkę i stuknął w figurę. Nic się nie stało. Znowu zerknął na mapę. Obok jego
postaci wyrósł maleńki dymek ze słowem: Dissendium.
- Niesamowite - powiedziali dziadkowie Harrego
- Dissendium! - wyszeptał Harry, ponownie stukając różdżką w posąg. Kamienny
garb otworzył się na tyle, by mogła zmieścić się w nim dość szczupła osoba.
- Szlaban panie Potter! - warknęła Umbridge
- Wszyscy wiemy że nic mam nie możesz zrobić - odezwała Hermiona
- Ty mała - zaczęła Umbridge ale Molly stanęła przed Hermiona - od moich
dzieci to odwal albo załatwię Cie tak że będziesz prosić mnie o szybką śmierć!
- Posłuchaj ja lepiej bo babcia jest niebezpieczna kobieta - oznajmił
Albus II
- Tak bo babcia chroni swoje dzieci - uśmiechnęła się Emilly kiedy Molly
przytuliła Harrego i Hermione do siebie a Hermiona się wtuliła całując ja w
policzek
- Pokazałaś tej głupiej ropusze kto tu rządzi mamusiu - mruknela Hermiona
do pani Weasley przytulając się do niej
- Jestem wasza matka Hermiono - stwierdziła Molly I uśmiechem na twarzy
ogarniając jej w czoła włosy i je całując jej córka zamknięla oczy i wesnela
zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej
Harry szybko rzucił okiem w jedną i drugą stronę korytarza, schował mapę,
podciągnął się, wsunął w dziurę głową naprzód, a potem przepchnął się dalej.
Zaczął się ześlizgiwać w dół, jak po kamiennej zjeżdżalni, aż wylądował na
chłodnej, wilgotnej ziemi. Wstał i rozejrzał się. Było bardzo ciemno. Uniósł
różdżkę, mruknął: Lumos! i zobaczył, że jest w bardzo wąskim i niskim korytarzu
wydrążonym w ziemi. Wyjął mapę, stuknął w nią różdżką i mruknął: Koniec psot!
- Dalej nie mogę w to uwierzyć - stwierdziła młodsza Dorcas
Mapa znikła, miał przed sobą czysty pergamin. Zwinął go ostrożnie, wetknął
do wewnętrznej kieszeni szaty, a potem, z bijącym mocno sercem, jednocześnie
podekscytowany i trochę przerażony, ruszył naprzód. Korytarz wił się i zmieniał
raptownie kierunek, przypominając podziemne królestwo jakiegoś olbrzymiego
królika.
Filch patrzył mordem w oczach na Harrego
- yyy Co jest doktorku? - spytał Fred II naśladując głos królika buksa do
Filcha mugolacy i półkrwi parsneli śmiechem
Trzymając różdżkę przed sobą, Harry maszerował żwawo, raz po raz potykając
się na nierównym gruncie. Długo to trwało, ale podtrzymywała go myśl o Miodowym
Królestwie. Wydawało mu się, że minęła godzina, zanim korytarz zaczął piąć się
w górę. Harry zadyszał się, twarz miał rozgrzaną i spoconą, a nogi zimne, ale
nie zwolnił tempa. Dziesięć minut później znalazł się u stóp wydeptanych
kamiennych schodków. Ostrożnie, na palcach, zaczął się po nich wspinać. Sto
stopni, dwieście, w końcu stracił już rachubę, przez cały czas uważnie
stawiając stopy... i nagle wyrżnął głową w coś twardego.
- I twój lep to wytrzymała? - zardwila Mariette - nie wbiła Ci rozumu
Potter?
- Zamknij się Egzogenne! - warknęła Ginny
Wyglądało to na klapę w suficie. Harry zatrzymał się, rozcierając sobie
ciemię i nasłuchując. Z góry nie dochodził żaden dźwięk. Powoli uchylił klapę i
wyjrzał przez szparę. Znajdował się w piwnicy pełnej pak i drewnianych skrzyń.
Wylazł przez otwór w podłodze i zamknął za sobą klapę; pasowała tak idealnie,
że po zamknięciu nie dało się jej dostrzec w zakurzonej podłodze. Podszedł na
palcach do drewnianych schodów wiodących w górę. Teraz usłyszał głosy, a także
odzywający się raz po raz dzwonek u drzwi.
Huncwoci wystrzezyli się do Harrego
Zastanawiał się, co robić dalej, gdy nagle usłyszał, że w górze, bardzo
blisko, otwierają się drzwi: ktoś najwidoczniej zamierzał zejść do piwnicy.
- I weź skrzynkę ślimaków-gumiaków, mój drogi, prawie się skończyły -
rozległ się kobiecy głos.
- Weasley Twoi przyjaciele - powiedział Draco z kpina ale Astoria strzeliła
go po głowie że ten masował tył głowy
Ktoś schodził po drewnianych schodach. Harry uskoczył za wielką pakę i
czekał. Słyszał, jak ktoś przestawia skrzynki pod przeciwległą ścianą. Może to
jedyna szansa?...
Wychylił głowę zza skrzyni, a potem cicho podbiegł do schodów i wspiął się
na nie szybko. Tylko raz się odwrócił, by zobaczyć wielkie plecy i połyskującą
łysinę mężczyzny grzebiącego wśród skrzynek. Dobiegł do drzwi na szczycie,
prześliznął się przez nie i znalazł się za ladą Miodowego Królestwa. Dał nurka
pod ladę, odpełzł nieco dalej, w bok, po czym się wyprostował.
Harry uśmiechnal się niewinnie do Mcgonagall
Miodowe Królestwo było tak zatłoczone uczniami Hogwartu, że nikt nie zwracał
na niego uwagi. Zaczął się przepychać, rozglądając się z ciekawością dookoła i
powstrzymując od śmiechu na myśl o minie, jaką by zrobił Dudley, gdyby się
dowiedział, gdzie Harry teraz jest. Było tam mnóstwo półek z najwspanialszym
wyborem słodyczy,
- Czekolada też! - krzyknęli dwie wersje Lunatyka oraz Teddy podnieceni
jaki można sobie wyobrazić. Kremowe bryły nugatu, połyskujące, różowe kostki
lodów kokosowych, toffi o barwie miodu, setki najróżniejszych rodzajów czekolad
ułożonych w schludnych rzędach,
Lunatykom oraz Teddiemu aż się oczka zaświecily
- Victoire mam wrażenie że to jest trójkącik! - zardwil Louis - ty
czekolada i Teddy. Ala! - zawołał kiedy Samanta uderzyła go tył głowy
- Miałem to samo powiedzieć względem Lunka - rzekli dwie wersje Łapy
rozbawionym głosem - Nimfus Luniek i czekolada. Ala! - masując tył głowy po
jego żona ich uderzyły
wielka beczka fasolek wszystkich smaków i druga pełna musów-świstusów,
lodowych kulek umożliwiających lewitację, o których opowiadał Ron. Całą jedną
ścianę pokrywały półki pełne słodyczy z gatunku „efekty specjalne":
super-guma do żucia Drooblesa (z której można było wydmuchiwać setki
szafirowych baloników unoszących się w powietrzu przez wiele dni), dziwaczne
samoczyszczące nici do zębów o miętowym smaku, maleńkie pieprzne diabełki
(„zioniesz ogniem na przyjaciół!"), lodowe myszy („pochrupuj, popiskuj i
skrob!"), miętowe ropuchy („naprawdę skaczą w żołądku!"), cukrowe
pióra do pisania i eksplodujące cukierki.
- Pychota - powiedział Hugo
Harry przepchał się przez tłum szóstoklasistów i w najdalszym kącie sklepu
zobaczył tabliczkę z napisem: „Niezwykłe smaki". Stali pod nią Ron i
Hermiona, przypatrując się tacy z lizakami o barwie krwistych befsztyków.
- Radka - powiedział Jared i poruszył brwiami a Hermiona wtuliła się Rona
- A co? Jesteś zazdrosny? - spytał Ron patrząc na przyjaciela tym samym
czasie tułać Hermione która zdychała zadowolonym głosem
- O Hermione!? co ty ona jest dla mnie jak siostra a ja mam juz kobietę
która kocham - odezwał się Jared - prawda pani Black?
- Tak panie Black - odpowiedziała i wtuliła się mocno w męża
- Jesteście tacy słodcy że aż mnie mdli - stwierdzili Hugo i Fineas
- Och, nie, Harry się obrazi, to chyba przysmak dla wampirów - mówiła
Hermiona.
- A co myślisz o tym? - zapytał Ron, podstawiając Hermionie pod nos słój z
waniliowo-czekoladowymi karaluchami.
- O nie, stanowczo nie - powiedział Harry. Ron o mało nie wypuścił słoja z
rąk.
- Harry! - pisnęła Hermiona. - Co ty tu robisz? Jak... W jaki sposób...
- Harry Jamesie Potterze Chciałeś żebyśmy zawału serca dostali! -
krzyknęła Hermiona i zrobiła poze Molly Weasley a Harry przemknął ślinę
- Czy wy zawsze musicie nas straszyć tą poza naszej matki! - jęknęli
synowie Molly I
- Tak skarbie bo jestem jej córką od kiedy wyszłam za Ciebie za mąż i
kiedy podarowałeś mi ten znak na szyi - przetarły znak palcami i westknely zadowolonym
głosem - a ta ruda kobieta - wskazała na uśmiechnęta pani Weasley - jest teraz i zawsze będzie moją
mamusią
- Uwielbiam gdy mówicie do mnie per "mamusia" - oznajmiła uśmiechnięta i szczęśliwa i wzruszona pani Weasley - i na zawsze będę waszą mamusią a Artur jest i zawsze będzie waszym tatusiem kochaniutkie i nic tego nie zmieni prawda Arturze?
- Tak kochanie - oznajmił Artur - one są moimi córkami
- Ja też uwielbiam tak się wzracac do Ciebie mamusiu - odezwaly się panie
Weasley do matki - i do Ciebie tatusiu też i zawsze będę tak się wzracac
- wy jesteście moimi córeczkami na zawsze - rzekli państwo Weasley i pocałowali wszystkie córki w czoło
- Czyli wszystkie to robicie? - zapytał Bill
- Chcesz zobaczyć? - pytała Fleur - nie powiem mamusi nikt nie przebije
ale
- NIE! - rykneli synowie Lady Weasley przerażonym głosem
- To była sama przyjemność was uczyć kochanieńki mamusia jest dumna że
swoich córek - odpowiedziała dumna z córek starsza wersja pani Weasley
córki uśmiechnęły się promienne do matki
- Uauu! - krzyknął Ron z głębokim podziwem. - Nauczyłeś się teleportacji?
- Nic z tych rzeczy! - odpowiedział Harry i szeptem, żeby nie podsłuchał
żaden z szóstoklasistów, opowiedział im o Mapie Huncwotów.
- I to mają być bracia! Nawet mi jej nie pokazali! - oburzył się Ron.
- Harry jest naszym bratem - oznajmili się Fred i George
- Ale przecież Harry jej nie zatrzyma! - powiedziała Hermiona, jakby to było
oczywiste. - Oddasz ją profesor McGonagall, prawda, Harry?
- Marlene mam zawał! - jeknal młodszy Łapa
- Mamo czy ty na głowę upadłaś! - krzyknąl Hugo szoku
- Ciotka no! - zawołali pozostali
- Nie wiedziałam że to mapa tatusia i wujków Syriusza i Remusa!
odwarknęła Pani Weasley która miała łzy w oczach trzej oryginalnych Huncwotow
przytuliła mocno przyszłą panią minister
- Ja tylko chciałam chronić Harrego - mruknela Hermiona
- Jesteś wspaniałą piękną kobietą i do tego oddana przyjaciółkę -
powiedział Remus a Rogacz zwrócił się do chłopaków przyszłości
- A teraz przeproście zwłaszcza ty Hugo Hermione no już
Hugo podszedł do matki - przepraszam Mamo za te słowa - powiedział Hugo
spuścił głowę był dobre dwadzieścia centymetrów wyższy niż jego matka a jego
muskularna sylwetka przytłaczała jej drobną postać
- Chodź tutaj - mruknela Hermiona i przytuliła go mocno do siebie
- Kocham Cię Mamo - oznajmił jej syn
- Ja Ciebie też synku nawet nie wiesz jak bardzo jesteś taki podobny do
ojca tylko..
- Oczy i włosy mam po tobie - skoczył Hugo i uśmiechnal się do pani
Weasley
- Nie, nie oddam!
- Odbiło ci? - zdumiał się Ron, wytrzeszczając oczy na Hermionę. - Oddać coś
takiego?
Ron się zarumienił
- Gdybym ją oddał, musiałbym powiedzieć, skąd ją mam! Filch by się
dowiedział, że Fred i George zwędzili mu ją z kartoteki!
- Zapomniałeś o Syriuszu Blacku? - syknęła Hermiona. - Przecież on może
wykorzystać jedno z tych przejść, żeby dostać się do zamku! Nauczyciele muszą o
tym wiedzieć!
- Nigdy bym nie skrzywdził Harrego - oznajmił starszy Łapa
- Pójdziesz to azkabanu Black! - wycedził starszy Severus ale Daphne to
usłyszała
- Od mojego tatusia to się odwal Snape! - warknęła Daphne i stanęła
patrząc wściekła na swojego opiekuna - umyj wreszcie te swoje tłuste włosy i
ogarnij się!
Większość zaczęła bić prawa a Snape popatrzył na swoją uczenice szoku
- I bądź prawdziwym mezszyzna i odejmij punkty swojemu domowi przecież
obraziłam wielkiego cudownego zajebistego Gacka nauczyciela - powiedziała
Daphne z drwina i uśmiechnela się również z kpina niektórzy parsneli śmiechem -
tak myślałam
- Ty mała gówniaro! - warknal starszy Snape ale Łapa stanął przed córka
- Lepiej idź i pobaw się z swoimi eliksirami a od mojej córki się odwal -
rzekł Łapa a, późnej wzrocil się bo blondynki - a ty młoda panno nie możesz
obrażać nauczyciela żeby mnie obronić jeśli nawet jest Gackiem z Hogwartu - i
puścił oczko do córki i uśmiechnal się szeroko Daphne odwzajemniła uśmiech i
przytuliła się mocno do ojca
- Tatuś - powiedziała wtulając się w niego - nie pozwolę żeby ten imbecyl
tatusowi grozil przyjęliście mnie i Astorie do swojego domu.....
- I obie jesteście naszymi córeczkami i ty Daphne jesteś panią Black a ty
Astoria panną Black i wy obie jesteście moimi skarbami które kocham nad życie -
przerwała jej starszą Marlene - i to się nigdy nie zmieni - siostry miały łzy w
oczach rzuciły się na matkę i wtuliły się Lady Black
- Kocham Cię mamusiu!!! tak bardzo Cie kocham! - odparły siostry
wzruszone
- Ja was też kocham - mruknela pani Black całując je w czoło i dwie córki
wtuliły się w matkę i we trzy przytulały się przez pewien czas
- Nie dostanie się do środka - powiedział szybko Harry. - Na mapie jest
siedem tajnych korytarzy, rozumiesz? Fred i George mówią, że Filch zna cztery.
Pozostałe trzy... jeden jest zawalony, więc nikt nim nie przejdzie. Jeden
wychodzi tuż przy wierzbie bijącej, więc nikt do niego nie wejdzie. A ten,
którym ja przyszedłem... no... nikt nie rozpozna, gdzie jest do niego
wejście... klapy nie można zobaczyć... więc jak się nie wie, że ona tam jest...
Zawahał się. A jeśli Black wie, że tam jest wejście do korytarza?
- Będzie fajnie - mruknął młodszy Łapa
Lecz w tym momencie Ron odchrząknął znacząco i wskazał na drzwi sklepowe.
Wisiał na nich pergamin, na którym napisano:
------NA POLECENIE------
przypomina się szanownym Klientom, że codziennie po zachodzie słońca ulice
Hogsmeade są patrolowane przez dementorów. Zarządzenie to wydano w celu
zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom Hogsmeade, a zostanie cofnięte dopiero
po schwytaniu Syriusza Blacka.
- Odwalcie się od tatusia! - krzyknęły córki Łapy poirytowane - albo tego
pożałujecie!
- On i tak - zaczęła Umbridge i jeknela z bólu i została trafiona w
brzuch zaklęciami Astoria i Daphne trzymały swoje różdżkę w dłoni wściekle
- Mówiłam Ci żebyś się nie odzywała na temat mojego tatusia!
- Pani Black Panno Grengrass - gdy tylko Minne powiedziała Grengrass
Astoria popatrzyła nią i wycedziła
- nazywam się Black moimi rodzicami są Syriusz i Marlene tamtej
dziewczyny już nie ma bo już nie żyje mam też mamusie Narcyze!
Marlene gdy tylko zobaczyła jak młodsza siostra Daphne trzęsie z emocji
przytuliła ją mocno gdy tylko Astoria poczuła kto ją przytula od razu się
rozluźniła i się wtuliła - tak skarbie jestem twoja mamusia już dobrze kochanie
jestem przy tobie - i głaskała jej długie włosy a późnej wzrocila się do
profesorki - Pani Profesor proszę używać odpowiedniego nazwiska względem Astori
nazywa sie Astoria Black
Dlatego doradzamy szanownym Klientom, aby dokonali zakupów przed
zapadnięciem zmierzchu.
Wesołych świąt!
- Widzisz? - powiedział cicho Ron. - Ciekawe, jak Syriusz Black miałby
włamać się do Miodowego Królestwa, kiedy w całej wiosce roi się od dementorów.
- Nie zaspokoili twoich potrzeb Ropucho? - spytał Fineas zdziwiony
- Fineas! - warknęła Daphne
- Tak Mamo? - zapytał Fineas
A zresztą, Hermiono, sama pomyśl, przecież właściciele usłyszeliby, jak się
ktoś włamuje, prawda? Mieszkają nad sklepem!
- Tak, ale... ale... - Hermiona sprawiała wrażenie, jakby za wszelką cenę
chciała znaleźć argument. - Ale Harry i tak nie może włóczyć się po Hogsmeade,
przecież nie ma podpisanego pozwolenia!
- Mówi to ta co zrobiła eliksir wielosokowy w drugiej klasie - mruknął
Ron Hermiona się zarumieniła
Jak ktoś go nakryje, będzie awantura! Zresztą do zachodu słońca jeszcze
daleko... a co będzie, jeśli Syriusz Black pojawi się tu w dzień? Dzisiaj?
Teraz?
- Przytulę Cie kochaniutka - wystrzezyl się starszy Łapa do pani Weasley
a Hermiona uśmiechnęła się do niego promienne
- A możesz teraz? - zapytała z nadzieją
- Chodź tu - rozłożył ręce a Hermiona przytuliła się do niego a później
powiedział do Rona
- Opiekuj się i kochaj ja bo to wspaniała piękna i mądra dziewczyna jest
bo jeśli tego nie zrobisz to najwyżej Cie zabije
- Wujku! - jęknęla Lady Weasley
- No co? a Rogacz się ze mną zgodzi prawda?
- Tak - rzekli Rogacze
- Kocham Hermione jest moją miłością życia bez niej moje życie byłoby
smutne jest niesamowita przepiękna kobieta a ja jestem w niej totalnie
zakochany - oznajmił Ron i poczuł dotyk jej warg na swoich ustach.
- Ron - szepnęła pani Weasley kiedy oderwała się od jego ust - kocham Cię
- Jesteś moją panią - wymroczal pan Weasley
- Jestem twoją lady kochanie należę do szlachetnego i królewskiego rodu Weasleyow na zawsze bo moja
biżuteria to potwierdza i najważniejsze że nie mogę jej zdjąć bo jest połączona z moim DNA - oznajmiła szczęśliwym głosem - i wiesz Lordzie co tam pisze? - i miała iskierki w oczach - "Lady szlachetnego i królewskiego rodu Weasleyow" więc już mi nie
uciekniesz
- Tak kochanie - i dotnal jej policzka palcami - Tylko od czasu do czasu
pozwól mi wziąść oddech - stwierdził Ron Hermiona zaczęła chichotać i wtuliła
się do rudego i westchnęła zadowolonym głosem a Łapa i Rogacz parsknęli śmiechem
- Miałby duże trudności w wyłowieniu Harry'ego z tej zadymki - odpowiedział
Ron, wskazując na gotyckie podwójne okno, za którym wirował gęsty śnieg. - Daj
spokój, Hermiono, to przecież Boże Narodzenie. Harry zasługuje na chwilę
wytchnienia.
Hermiona przygryzła wargi; widać było, że wciąż bardzo się niepokoi.
- Zamierzasz mnie wsypać? - zapytał Harry, szczerząc zęby.
- Och... nie... przenigdy... ale naprawdę, Harry...
- Harry, widziałeś musy-świstusy? - zapytał Ron, łapiąc go za rękę i
prowadząc do beczułki. - A ślimaki-gumiaki? A kwachy? Fred dał mi jednego,
kiedy miałem siedem lat... wypalił mi dziurę w języku... na wylot. Ale był
numer! Mama sprała go swoją miotłą.
- Mam po tym ślady - mruknął Fred I
- Biedny tatuś - powiedziała Hope
- Biedny biedny - zgodził się starszy blizniak
- Naprawdę? - spytała Nicole - ja jakoś tego nie widziałam
- Moja duma ucierpiała - rzekł Fred I patrząc na matkę - a po za tym
kiedy widzę Cie nagą to o tym zapomninam o tym całym bólu
- Fred!! - jęknęla - nie przy ludziach! - i zrobiła się czerwona
- Wiecie co jesteście gorsi niż dzieciaki - stwierdził George II patrząc
na rodziców Fred wystrzezyl się do syna a Nicole zarumieniła się mocno
rudzielec pocałował żonę w czoło a Nicole zamknięla oczy westknela i wtuliła
się męża
- Zajrzał do pudła z kwachami. - Myślisz, że Fred weźmie grudkę tych
karaluchów w syropie, jak mu powiem, że to kawałek bloku orzechowego?
- Nie - odezwał się Fred I
W końcu Ron i Hermiona zapłacili za wybrane przez siebie słodycze i wyszli z
Miodowego Królestwa na zaśnieżoną ulicę. Hogsmeade wyglądało jak
bożonarodzeniowa kartka: domki pod strzechami i sklepiki pokrywała gruba
warstwa śniegowego puchu, na drzwiach wisiały wieńce z ostrokrzewu, a na
drzewach łańcuchy zaczarowanych świeczek. Harry wstrząsnął się z zimna: w
przeciwieństwie do innych, nie miał na sobie płaszcza.
- Ty lubisz być u mnie - rzekła Poppy
- No pewnie jestem twoim ulubionym pancjetem przecież - odpowiedział
Harry
Ruszyli ulicą, pochylając głowy przed wiatrem. Ron i Hermiona wykrzykiwali
przez szaliki:
- To poczta...
- A tu jest Żonko...
- Ron już wtedy uważał Hermione za swoją żonę! - cichotala Daphne
Lavender prychnela tak samo jak Corman
- Dlaczego prychnacie? - spytała Ginny - taka prawda
- Możemy iść tam, na wzgórze, do Wrzeszczącej Chaty...
- Wiecie co - powiedział Ron, szczękając zębami - a może byśmy tak poszli
pod Trzy Miotły i strzelili sobie po kuflu kremowego piwka?
Harry zgodził się z ochotą, bo wiatr ostro zacinał i przemarzły mu już ręce,
więc przeszli na drugą stronę ulicy i po pięciu minutach stanęli przed maleńką
gospodą. W środku było tłoczno, hałaśliwie, ciepło i mglisto. Za barem uwijała
się kształtna kobieta, obsługując grupę rozochoconych magów.
- To Madame Rosmerta - powiedział Ron.
- Nasza kumpela - powiedział młodszy Łapa Rogacz pokiwał głową
- Ja zamówię drinki, dobrze? - dodał, rumieniąc się lekko.
Hermiona podniosła brwi
- Musisz teraz uklęknąć przed żona i prosić ją o wybaczenie - powiedział
Lord Potter rozbawionym głosem
- A ty to co - rzekła Ginny - byłeś zakochany w tej... - ale Harry
zamknął usta namiętnym pocałunkiem
- Ty jesteś lady Potter należysz do szlachetnego i królewskiego rodu
Potterow twoja biżuteria to potwierdza bo mi pisze na każdym - Ginny miała
iskierki w oczach - "Lady szlachetnego i królewskiego rodu Potterów "
- Uwielbiam tą biżuterie - stwierdziła patrząc na pierścień rodówy
Potterów
Harry i Hermiona znaleźli wolny stolik między oknem i piękną choinką
bożonarodzeniową, stojącą obok kominka. Ron przyszedł po pięciu minutach,
niosąc trzy dymiące cynowe kufle grzanego kremowego piwa.
- Wesołych świąt! - zawołał uradowany, wznosząc swój kufel. Harry wypił
kilka dużych łyków. Był to najwspanialszy napój, jaki kiedykolwiek pił, a
rozgrzewał tak rozkosznie, że od razu poczuł się lepiej.
- Podnieciłes się Potter? - pytał Draco - dostałeś wytrysku? - Astoria
strzeliła go tył głowy bardzo silnie ze ten jeknal z bólu
- Najlepiej się Zamknij! - warknęła pani Malfoy - to że najlepiej
całujesz to nie znaczy.... - Draco zamknął jej usta pocałunkiem a ona oddala
pocałunek a wzrok miała rozmarzony i westknela zadowolonym głosem
- Widzisz Lucek to jest prawdziwa pani Malfoy - powiedziała młodsza
Narcyza uradowana - a ty dalej jesteś rozpunka
- Masz jakiś problem? - zapytała Astoria Lucka
- Mam problem bo Ty nie zasługujesz być zona Dracona i bycia pani
Malfoy!!
- JA ZASLUGUJE BO JA DRACUSIA KOCHAM! - ryknela Pansy
- A ty dalej swoje - mruknela starsza Narcyza
- Pansy przecież Blaise jest wolny pasujecie do siebie bo oboje jesteście
idiotami - odezwał się Jared Blaise i Pansy patrzyli wściekli na młodego Blacka
Nagły powiew zmierzwił mu włosy. Drzwi gospody otworzyły się ponownie. Harry
spojrzał na nie ponad brzegiem kufla i zakrztusił się. Do gospody weszli
profesor McGonagall i profesor Flitwick, otrzepując się ze śniegu, a za nimi
wkroczył Hagrid, pogrążony w rozmowie z korpulentnym mężczyzną w
cytrynowozielonym meloniku i pelerynie w prążki: Korneliuszem Knotem, ministrem
magii we własnej osobie.
- Kordek pyta się Hagrida czy będzie światkiem na ślubem z Ropucha - stwierdził
James II
- James gadasz głupoty przecież to Dementorzy to są jej narzeczonymi -
oznajmił Fred II - pewnie się kłócą kto będzie światkiem na ślubie żaby
Ron i Hermiona w mgnieniu oka wepchnęli Harry'ego pod stół. Ociekając
kremowym piwem i kuląc się pod stołem, Harry ściskał swój pusty kufel i z
biciem serca obserwował stopy nauczycieli i ministra kierujące się do baru,
potem zatrzymujące się, zawracające i idące prosto ku niemu.
Kordek mordował wzrokiem Harrego a ten uśmiechał się do niego złośliwie
Gdzieś nad nim Hermiona szepnęła:
- Mobiliarbus!
Choinka uniosła się o parę cali, po czym popłynęła w powietrzu i wylądowała
z cichym stukiem przed ich stolikiem. Patrząc poprzez gęste gałęzie, Harry
zobaczył cztery pary butów zatrzymujące się przy sąsiednim stoliku, a po chwili
usłyszał westchnienia i chrząknięcia, kiedy profesorowie i minister usiedli.
- Przygotowują ropusze ślub z dementorani - powiedział pewny siebie Frank
II większość ludzi parsknęła śmiechem
Potem zobaczył jeszcze jedną parę stóp, tym tuzem. w turkusowych bucikach na
wysokich obcasach, i usłyszał kobiecy głos:
Single tylko westneli rozmarzonym głosem
- Rosmerta w wysokich szpilkach - powiedział jeden z Gryfonow rozmarzonym
głosem - powiem tylko lal!
- Tak niezła z niej laska a jej krok to istna poezja - zgodził się z
Slytherinu
- Gracja i wdzięk Gdybym był starszy to bym się z nią umówił - stwierdził
z Ravenclawu
- To ja bym się umówił - odezwał się z Hufflepuffie zony Lordów wymieniły
spojrzenia popatrzyli na mężów i odezwały się słodkim głosem
- Kochanie a może ty coś powiesz na temat Rosmerty jej kroku na wysokich
szpilkach? podoba Ci się prawda?
- Ja?! dlaczego ja?!
- Jesteś facetem i chce usłyszeć co ty masz do powiedzenia w tej sprawie.
Słucham co masz do powodzenia w tym temacie? spytały wszystkie lady i założyły
ręce Lordowie wymienili przerażone spojrzenia - CZEKAM!
- Moim skromnym zdaniem bo jestem tylko skromym, Lordem - oznajnili
poważnym głosem Lordowie - Rosmerta nie ma takiej gracji i wdzięku w chodzeniu
w wysokich szpilkach jak moja Lady to ty masz to wszystko kochanie bijesz ją o
głowę i wogule we wszystkim inne kobiety
- Naprawdę tak myślisz? - spytały z nadzieją i zarzucili rękami o szyję
swojego męża patrząc na ich nadzieja
- Nawet jeśli odzyskam oddech kochanie - powiedzieli ich mężowie - to tak
bijesz ją i inne kobiety we wszystkim jesteś piękna seksowna zabierasz mi w
dech w piersiach ślinę się na Twój widok mądra i wszystkich facetów mam ochotę
zamordowanac żeby na Ciebie nie gapili i się nie slinili - a te pocałowały ich
namiętne usta
- Jestem Lady twojego rodu i mam to wszystko we krwi - oznajmiły i znowu
ich pocałowały
- Możecie przestać się całować!? - warknal starszy Severus
- Nikt Ci nie każe patrzeć! - odparowaly kobiety - pobaw się że swoimi
eliksirami lepiej
- Mała woda goździkowa...
- Dla mnie - rozległ się głos profesor McGonagall.
- Cztery kwarty grzanego miodu z korzeniami...
- Tutaj, Rosmerto - powiedział Hagrid.
- Syrop wiśniowy z wodą sodową, lodem i parasolką...
- Mniam! - odezwał się profesor Flitwick, mlaskając głośno.
Dziewczyny i kobiety się skrzywiły
- A więc dla pana ministra rum porzeczkowy...
- Dziękuję ci, moja kochana Rosmerto - rozległ się głos Knota. - Cudownie
cię znowu widzieć. Może napijesz się z nami, co? Nie daj się prosić...
- Czemu nie, bardzo dziękuję, panie ministrze.
- Widzicie ludzie mnie dalej kochają - powiedział podnieconym głosem
George naśladując głos Kordka - ja jestem ich najlepszym ministrem
Błyszczące wysokie obcasy pomaszerowały do baru i po chwili wróciły.
- Ona chyba lubi błyszczące buty - mruknela Domique patrząc na swoje
szpilki koloru czarnego
Harry czuł niemiłe łomotanie serca tuż pod gardłem. Dlaczego nie przyszło mu
do głowy, że to ostatni weekend semestru również dla nauczycieli? Jak długo
zamierzają tu siedzieć? Przecież musi mieć czas, by przemknąć się do Miodowego
Królestwa, jeśli chce wrócić na noc do szkoły... Tuż obok drgnęła nerwowo noga
Hermiony.
- Ciebie tam nie powinno być! - prychnal Percy
- Sprawdź czy Cie nie ma w ministrerstwie wujaszku - powiedział James II
- Więc co sprowadza pana aż na sam skraj puszczy, panie ministrze? -
zabrzmiał głos madame Rosmerty.
- Minevra i reszta kobiet czy do Hogwartu czy ministrerstwa robią
panieński na Dolores a ja Hagrid Filius i reszta z Hogwartu i ministrerstwa
robią kawalerski dla dementorow - powiedział plan Fred II naśladując głos Knota
- A jakie jest moje zadanie panie ministrze? - spytał podniecony George
II głosem kobiety
- Twoim zadaniem jest zorganizować ślub - oznajmił Fred II - mogę na
Ciebie liczyć Rosmerto?
- Oczywiście panie Ministrze! - zawołał George II
- Cholipka Może nawet Cuthbert Binns będzie cholipka będzie impreza
cholipka! - krzyknąl Teddy głosem Hagrida większość ludzi parsknęła śmiechem
Dolores Jane Umbridge była wściekla
- Ja chciałabym coś powiedzieć - powiedziała Minne - chce nową kiecke
pasujących do moich zielonych oczów a do tego fajna biżuteria i wysokie obcasy
która będzie podkreślala moje długie nogi większość patrzyła patrzyła
szoku na profesorke - no co to że jestem profesorem jestem również kobietą
- Ja zawsze wiedziałam że pani profesor jest cool - oznajmiła radoście
Victoire i klasnęła
- Ja zawsze byłam jestem i będę cool pani Lupin - rzekła pewnym głosem
Victoire rzuciła zaklęcie i profesorka miała nowe ubrania i biżuterie wysokie
obsacy znanymi szpilkani - I jak wyglądam? - spytała i zrobiła 180 stopni
- Minevro wyglądasz piękne - powiedział Filius
- Ja też chcę! - krzyknęly Rolanda i Poppy patrząc na blondynkę z
nadzieją
- Jasne - powiedziała blondynka i - rzuciła zaklęcie teraz cała trójka
siedziała zadowolonym minami
- W jakim domu byłaś? - spytała Rolanda
- W Gryfindorze - powiedziała
- 20 punktów dla Gryfindoru - oznajmiła Minne
- Nie możesz tak rozbawac punktów - powiedział Albus zdziwiony
- Och zamknij sie - odezwała się Minne - ty już dość zrobiłeś i nie
zdejmę tego od teraz to mój nowy image
- Moj też - oznajmiły Madams Pomfrey i Hooch
Harry zobaczył, jak dolna część grubego ciała Knota przekręca się w krześle,
jakby się rozglądał, czy nikt nie podsłuchuje, a po chwili usłyszał cichy głos:
- A cóż by innego, jak nie Syriusz Black, moja kochana? Chyba już słyszałaś,
co się stało w szkole w Noc Duchów?
- Słyszałam jakieś pogłoski - przyznała madame Rosmerta.
- Rozgadałeś o tym wszystkim w pubie, Hagridzie? - rozległ się pełen wyrzutu
głos profesor McGonagall.
- Hagrid powiem Ci coś tylko nikomu nie mów zwłaszcza naszym matkom i
babciom - powiedział Louis tajemniczym głosem - jak ja Fred James George
byliśmy na 7 roku pojechaliśmy z chłopakami do Hogwartu latającym fordem
dziadka Artura
- I to jest tajemnica Hagridzie - rzekl James II - ani mru mru
- CO?! - krzyknęly matki i babcie gości przyszłości chłopaki przyszłości
uśmiechnęli się niewinnie a Hagrid spalił buraka
- Myśli pan, ministrze, że Black wciąż jest w okolicy? - wyszeptała madame
Rosmerta.
- Jestem tego pewny - odrzekł krótko Knot.
- Wie pan, że dementorzy już dwukrotnie przeszukiwali moją gospodę? -
powiedziała madame Rosmerta lekko zjadliwym tonem. - Wypłoszyli mi wszystkich
gości... To wcale nie sprzyja prowadzeniu interesu, panie ministrze.
- Moja droga Rosmerto, nie lubię ich tak samo jak ty.
- Mówi to ten co przyprowadzil kochanke Dementorow! - zawołał Harry do
Knota
To niezbędne środki bezpieczeństwa... niestety, trzeba się z tym pogodzić...
Niedawno rozmawiałem z paroma. Są wściekli na Dumbledore'a, bo nie pozwala im
wchodzić na teren szkoły.
- Całkowicie się z nim zgadzam - odezwała się profesor McGonagall ostrym
tonem. - Jak mielibyśmy prowadzić lekcje, gdyby te potwory latały wokół zamku?
- Święta racja! - pisnął profesor Flitwick, którego stopy dyndały w
powietrzu.
- Nie zapominajmy jednak - powiedział Knot - że są tutaj, aby nas wszystkich
chronić przed czymś o wiele gorszym... Dobrze wiemy, na co stać tego Blacka...
- Robi świetne imprezy - powiedział młodszy Łapa
- Ja tam wciąż nie mogę w to uwierzyć - powiedziała madame Rosmerta. -
Syriusz Black to chyba ostatnia z osób, które bym posądziła o przejście na
stronę Ciemności... Przecież pamiętam go, jak był chłopcem, uczył się tu, w
Hogwarcie. Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, co z niego wyrośnie, uznałabym, że
wypił za dużo miodu.
- Nie znasz nawet połowy prawdy, Rosmerto - burknął Knot. - Mało kto wie o
najgorszym.
- Bla bla to on zdradził Potterów - mówił starszy Łapa
- O najgorszym? - zapytała madame Rosmerta głosem ożywionym ciekawością. - O
czymś gorszym od zamordowania tych wszystkich biedaków?
- Z całą pewnością.
- Nie mogę w to uwierzyć. Co jeszcze może być gorszego?
- Mówisz, że pamiętasz go z Hogwartu, Rosmerto - mruknęła profesor
McGonagall. - A pamiętasz, kto był jego najlepszym przyjacielem?
- Ja - oznajmili starszy i młodszy Rogacz
- Oczywiście. - Madame Rosmerta zachichotała. - Zawsze wszędzie chodzili
razem, prawda? Ile razy tutaj zachodzili... Ooch, ale mnie rozśmieszali!
Nierozłączna para, Syriusz Black i James Potter!
Harry wypuścił z rąk kufel, który upadł na podłogę z głośnym brzękiem. Ron
dał mu kopniaka.
- To bolało! - jeknal Harry
- No właśnie - powiedziała profesor McGonagall.
- Black i Potter. Przywódcy tej małej bandy. Obaj bardzo bystrzy,
oczywiście... wyjątkowo bystrzy... ale chyba nigdy nie mieliśmy takiej pary
nicponiów...
- A my to co sąsiedzi! - zawołali Fred i George oraz Lee
- No nie wiem - zachichotał Hagrid. - Fred i George Weasleyowie chyba
popędziliby im kota...
- Można było pomyśleć, że Black i Potter to bracia! - odezwał się profesor
Flitwick.
- Tu nie trzeba myśleć Filiusie oni są braćmi a ja jestem ich matka a
Fleomont ojcem - rzekła Euphemia
- Mamo - mruknął dwie wersje Łapy wzruszony do Euphemii
- Zabije tego co Ci to zrobił! - wycedziła Euphemia
- Nierozłączni!
- Tak w istocie było, i trudno się dziwić - rzekł Knot. - Potter ufał
Blackowi jak nikomu. I ufał mu nadal po ukończeniu szkoły. Black był wciąż jego
najlepszym przyjacielem, kiedy James ożenił się z Lily. Był ojcem chrzestnym
Harry'ego.
- Jest ojcem chrzestnym Knocie idiocie - powiedział Harry a sala ryknela
śmiechem gdy powiedział "Knocie idiocie"
- Jak śmiesz! - warknal melonik
Oczywiście Harry nie ma o tym pojęcia. Łatwo sobie wyobrazić, jak by się
poczuł, gdyby się dowiedział.
- Bo Black w końcu przyłączył się do Sami-Wiecie-Kogo? - szepnęła madame
Rosmerta.
- Gorzej, moja kochana... - Knot przyciszył głos. - Mało kto wie, iż
Potterowie zdawali sobie sprawę z tego, że Sami-Wiecie-Kto na nich dybie.
Dumbledore, który niestrudzenie działał przeciw Sami-Wiecie-Komu, miał wielu
użytecznych szpiegów. Jeden z nich ostrzegł w porę Jamesa i Lily. Doradzał im,
żeby się gdzieś ukryli. No ale wiadomo, że przed Sami-Wiecie-Kim niełatwo się
ukryć. Dumbledore powiedział im, że największą szansą obrony będzie dla nich Zaklęcie
Fideliusa.
- Ile razy Knot mam powtarzać Syriusz nie zdradził nas! - zawołał starszy
Rogacz
- Wara od mojego męża ty tłusty idioto! - dodała starsza Marlene
- Jak ono działa? - zapytała madame Rosmerta, ledwo łapiąc oddech z
ciekawości. Profesor Flitwick odchrząknął.
- To niesłychanie złożone zaklęcie - powiedział piskliwym głosem - przy
którym dochodzi w sposób magiczny do zdeponowania tajemnicy w duszy żywego
człowieka. Informacja zostaje ukryta w wybranej osobie, nazywanej Strażnikiem
Tajemnicy, więc nie można jej odnaleźć... chyba że sam Strażnik Tajemnicy
zechce ją wyjawić. Jak długo Strażnik Tajemnicy odmawiał jej ujawnienia,
Sami-Wiecie-Kto mógł całymi latami przeszukiwać wioskę, w której mieszkali Lily
i James, a i tak by ich nie znalazł, nawet gdyby przykleił nos do szyby ich
salonu!
- Więc Black był Strażnikiem Tajemnicy Potterów? - wyszeptała z przejęciem
madame Rosmerta.
- Oczywiście - powiedziała profesor McGonagall.
- Nie był - poprawił starsza Lily
- James Potter powiedział Dumbledore'owi, że Black prędzej umrze, niż powie,
gdzie oni są, i że Black zamierza sam gdzieś się ukryć... A jednak Dumbledore
wciąż był niespokojny. Pamiętam, jak zaproponował Potterom, że sam zostanie ich
Strażnikiem Tajemnicy.
- Podejrzewał Blacka? - wysapała madame Rosmerta.
- Był pewny, że ktoś z bliskiego otoczenia Potterów donosi Sami-Wiecie-Komu
o ich krokach - powiedziała ponuro profesor McGonagall. - Przez jakiś czas
podejrzewał nawet, że zdrajcą jest ktoś z nas.
- A James Potter uparł się, żeby jego Strażnikiem Tajemnicy był Black?
- Niestety - westchnął ciężko Knot.
- Nie byłem strażnikiem tajemnicy! - jeknal Lord Black
- Kto był strażnikiem? - pytała młodsza Molly
- Będzie powiedziane mamusiu - odparła Hermiona
- A potem, w zaledwie tydzień po rzuceniu Zaklęcia Fideliusa...
- Black ich zdradził? - wydyszała madame Rosmerta.
- Tak, zrobił to. Black zmęczył się swoją rolą podwójnego agenta i gotów już
był przyznać się otwarcie do tego, że popiera Sami-Wiecie-Kogo. I wygląda na
to, że zamierzał to zrobić zaraz po śmierci Potterów. Ale, jak wiadomo,
Sami-Wiecie-Kto napotkał nieprzewidzianą przeszkodę w postaci małego Harry'ego.
Nieprzewidzianą i dla niego samego fatalną. Pozbawiony mocy, straszliwie
osłabiony, uciekł, a to postawiło Blacka w bardzo nieprzyjemnym położeniu. Jego
pan i mistrz doznał porażki w tym samym momencie, w którym on, Syriusz Black,
pokazał wszystkim, kim naprawdę jest, a więc podłym zdrajcą. Nie miał wyboru,
musiał też uciekać...
- Syriusz Black tego nie zrobił gdy Syriusz zdradził moich dziadków tata
na pewno by mnie nie nazwał Syriusz! - krzyknąl James II - nazywam się James
Syriusz od imienia ojca i ojca chrzestnego taty
- Właśnie tata tego nie zrobił - odezwał się Jared
- Plugawy, śmierdzący sprzedawczyk! - powiedział Hagrid tak głośno, że pół
pubu umilkło.
Łapa patrzyli mordem w oczach na Hagrida
- Sza! - uciszyła go profesor McGonagall.
- Spotkałem tego śmierdziela! - warknął Hagrid.
- Robi się ciekawie! - podnieciła się Milicenta Bulstrode
- Chyba byłem ostatnim, co go widział, zanim rozwalił tych biedaków! To ja
zabrałem Harry ego z domu Lily i Jamesa po ich śmierci! Wyniosłem go z ruin...
bidactwo, na czole miało tę ranę, a jego rodzice leżeli tam ukatrupieni... No i
zjawia się ten Black na swoim latającym motorze. Cholibka, nie miałem zielonego
pojęcia, co on tam naprawdę robi! Nie wiedziałem, że był Strażnikiem Tajemnicy
Lily i Jamesa. Pomyślałem, że gdzieś się dowiedział o napaści Sami-Wiecie-Kogo
i przyleciał, żeby zobaczyć, jak może pomóc. A blady był jak upiór i cały się
trząsł. I wiecie, co ja zrobiłem? POCIESZYŁEM TEGO PARSZYWEGO ZDRAJCĘ! SŁUGUSA
MORDERCY! - ryknął na całą gospodę.
Kobiety i dziewczyny przyłożyły rękę do ust niektóre miały łzy w oczach
matki Lily Allen i Jamesa płąkały
- Hagridzie, błagam! - powiedziała profesor McGonagall. - Przecież nie
musisz tak wrzeszczeć!
- A niby skąd miałem wiedzieć, że kicha na śmierć Lily i Jamesa! Ze martwi
go tylko parszywy los Sami-Wiecie-Kogo? Jeszcze do mnie zagaja: „Daj mi
Harry'ego, jestem jego ojcem chrzestnym, zajmę się nim"... Trele-morele!
No, ale ja dostałem rozkazy od Dumbledore'a i mówię Blackowi: „Nie, Dumbledore
powiedział, że Harry ma być u ciotki i wuja".
- Jesteś sługusem Dumbledora Hagrid - oznajmił bezczelnym uśmiechem na
twarzy Blaise
- Twoim Panem jest Dumbledore - dodała Mariette
- Jak śmiecie nie jestem sługusem! - warknal Hagrid
Black trochę podskakiwał, ale nie dałem mu się przekabacić. W końcu mi mówi:
„Bierz mój motor, nie będzie mi już potrzebny". Tak powiedział. A ja,
cholibka, jeszcze się nie skapowałem, że coś tu nie gra. To jego ukochany
motor, dlaczego mi go daje? Dlaczego nie będzie mu już potrzebny? No tak, bo
zbyt łatwo byłoby go wyśledzić. Dumbledore wiedział, że on jest Strażnikiem
Tajemnicy Potterów.
- Miał być ale nie był! - krzyknąl starszy Lunatyk
Black wiedział, że musi dać dyla jeszcze tej nocy, wiedział, że ministerstwo
zaraz będzie go szukać. A co by zrobił, gdybym mu dał Harry'ego? Założę się, że
zrzuciłby go z motora do morza. Syna swojego najlepszego kumpla! No tak, ale
kiedy czarodziej przechodzi na stronę Ciemności, wtedy już nic i nikt się dla
niego nie liczy...
- A ty co - powiedziała młodsza Lily - mam Ci przypomnieć że masz za duży
język że moje dzieci przez twoja głupotę musieli ratować kamień filozoficzny
następnie ukrywałes pająka który sobie mieszkał zakazanym lesie bo chciałeś
mieć zwierzątka jakby Kieł Ci nie wystarczał nie niezapomniajac o n
hartodziobie
- Był jeszcze puszek który miał trzy głowy - dodała Marlene
Po opowieści Hagrida zapadło długie milczenie. Przerwała je madame Rosmerta,
która powiedziała z mściwą satysfakcją:
- Ale nie udało mu się zniknąć, prawda? Ministerstwo Magii złapało go
następnego dnia!
- Niestety, to nie my - westchnął Knot. - To ten mały Peter Pettigrew, jeden
z przyjaciół Pottera. Oszalały z żalu, wiedząc, że Black był Strażnikiem
Tajemnicy Potterów, sam puścił się za nim w pogoń.
- Pettigrew! - warkneli złota trójca oraz rodzice Harrego oraz Łapa i
Lunatyk
- Pettigrew... Czy to ten gruby mały chłopak, który zawsze włóczył się za
nimi po Hogwarcie? - zapytała madame Rosmerta.
- Black i Potter byli jego idolami - powiedziała profesor McGonagall.
- Był naszym przyjacielem - wyszeptał starszy Lunatyk
- Nie dorównywał im talentem, zawsze grał w drugiej lidze.
- Plugawy, śmierdzący sprzedawczyk! - wycedził starszy Łapa
Często bywałam dla niego trochę za ostra. Możecie sobie wyobrazić, jak...
jak tego teraz żałuję... - Głos jej nabrzmiał, jakby nagle dostała kataru.
- Uspokój się, Minerwo - próbował dodać jej otuchy Knot. - Pettigrew umarł
śmiercią bohatera.
- Śmiercią bohatera! - krzyknęli dwie wersje Łapy Marlene Lily Jamesa
szoku
- Nie umarł - oznajmił Ron
- Nie opowiadaj kłamstw panie Weasley! - warknęła Umbridge
- Spierdalaj! - odparował Ron
Naoczni świadkowie... mugole, rzecz jasna, później wymazaliśmy im to z
pamięci... opowiedzieli nam, jak Pettigrew osaczył Blacka. Mówili, że się
rozpłakał. „Lily i James... Syriuszu! Jak mogłeś!", tak mu powiedział i
sięgnął po różdżkę. No i Black był szybszy. Rozwalił tego Pettigrew na
kawałeczki...
Ci którzy nie widzieli odczuneli się od Blacka i patrzyli na niego
przerażonym wzrokiem
Profesor McGonagall wydmuchała hałaśliwie nos i powiedziała:
- Głupi chłopak... och, jaki głupi... zawsze był beznadziejny w
pojedynkach... powinien zostawić to ministerstwu...
- Ja wtedy nie widziałam że jesteś niewinny Syriuszu - powiedziała łzami
w oczach - później dowiedziałam się prawdy i jeśli pozwolisz - i podeszła do
niego i go mocno przytuliła a później przytuliła Rogacza - Syriuszu Jamesie
muszę się przyznać do czegoś - oznajmiła i zarumieniła się - jako opiekunka
Gryffindoru byłam wobec was psotników bezwzględna. Jednak później wracałam do
swoich prywatnych pokoi i na osobności śmiałam się z waszych wyczynów, aż
zaczynam mnie boleć brzuch.
Łapa i Rogacz mieli banany na twarzy oznajmili - kocham Cię Minne a po za
tym świetnie wyglądasz w tych ubraniach może jakiś kawaler się znajdzie dla
Ciebie
- Nawet nie wiecie jak za wami tęskniłam - rzekła opiekunka gryfindoru
- Mówię wam, jakbym przed nim dorwał tego Blacka, nie bawiłbym się
różdżkami... tylko bym go rozerwał na strzępy... kawałek... po kawałku.. -
warknął Hagrid.
- Nie wiesz, o czym mówisz, Hagridzie - powiedział ostro Knot. - Nikt poza
dobrze wyszkolonymi czarodziejami z brygady uderzeniowej naszego ministerstwa
nie miałby najmniejszej szansy w starciu z Blackiem. Byłem wówczas zastępcą
szefa Wydziału Magicznych Katastrof i jako jeden z pierwszych pojawiłem się na
scenie po tym, jak Black zamordował tych wszystkich ludzi.
- Nie mordowałem żadnych ludzi! - warknal Łapa
Ja... ja nigdy tego nie zapomnę. Śni mi się to do tej pory. Lej pośrodku
ulicy, tak głęboki, że pękła rura kanalizacyjna. Wszędzie trupy. Mugole
wrzeszczą. A Black stoi sobie i zanosi się śmiechem! Możecie sobie wyobrazić?
Stoi przed tym, co pozostało z Petera... kupka pokrwawionych szat i trochę...
trochę strzępów...
- To jest wszystko kłamstwo - powiedziała Ginny
Głos mu się nagle załamał. Dał się słyszeć odgłos wydmuchiwania pięciu
nosów.
- No więc tak to było, Rosmerto - powiedział Knot ochrypłym głosem. - Blacka
obezwładnił dwudziestoosobowy patrol brygady uderzeniowej, a Pettigrew dostał
pośmiertnie Order Merlina pierwszej klasy,
- ZE CO DOSTAL??! - rykneli dwie wersje Lily Marlene i Rogacz oraz
młodsza wersja Łapy i Remusa
- Order Merlina - wycedziła z stronę Knota Hermiona
- Który później mu odebrali - rzekł Fineas
co może jakoś pocieszyło jego biedną matkę. A Blacka uwięziono w Azkabanie.
Madame Rosmerta westchnęła głośno.
- Czy to prawda, że to szaleniec, panie ministrze?
- Chciałbym, żeby tak było - odpowiedział powoli Knot. - Jestem pewny, że
klęska jego pana i mistrza wytrąciła go na jakiś czas z równowagi. Zamordowanie
Petera Pettigrew i tych wszystkich mugoli było desperackim czynem osaczonego i
gotowego na wszystko człowieka... To było okrutne i... bezsensowne. Ale podczas
mojej ostatniej inspekcji w Azkabanie widziałem Blacka. Większość więźniów
siedzi tam w ciemnych celach i mruczy coś do siebie... niewiele w nich
rozumu... A ten Black... Byłem wstrząśnięty jego normalnością.
- Ale jak? - spytał jakiś Gryfon
- Bo Syriusz tego nie zrobił - powiedział Bill
Rozmawiał ze mną całkiem sensownie. To było bardzo deprymujące. Można było
pomyśleć, że jest tylko znudzony... Zapytał, czy już przeczytałem gazetę, może
bym mu ją zostawił, to sobie rozwiąże krzyżówkę... Tak, byłem naprawdę
zdumiony, widząc, że dementorzy nie zdołali z niego nic wyssać...
- Ty zawsze byłeś zdumiony Knocie a Percy jako twój piesek robi to samo -
stwierdziła Penelopa rodzeństwo Percego i przyjaciele rykneli śmiechem
- Clearwater! - warknal czerwony Percy
- Tak wiem chcesz żebym była swiatkowa na twoim ślubem z Knotem? -
spytała słodkim głosem - ale wiesz ze najpierw Knot musi się rozwieść z żonka
żeby Ciebie poślubić rodzeństwo śmiało się głośno
- Jak smiesz! - warknal Percy i wyciągnął różdżkę
- Odłoż ta wykałaczkę Percy - powiedziała Penelopa - bo zrobisz sobie
biedaku krzywdę a takie dzieci nie powinni bawić się takimi przedmiotami -
Percy zaatakował dziewczynę im, się zorientował leżał na ziemi z Głupia miną a
nad nim stała Penelopa odrzucajac włosy do tyłu dziewczyny zaczęły klaskać
- Masz jeszcze coś do powiedzenia Weatherby? - zapytała Penelopa
a był jednym z najbardziej strzeżonych więźniów. Dementorzy stali przy jego
drzwiach dzień i noc.
- Ale... jak pan myśli, po co on stamtąd uciekł? - zapytała madame Rosmerta.
- Na miłość boską, panie ministrze, on chyba nie próbuje połączyć się z
Sami-Wiecie-Kim?
- Powiedziałbym, że taki może być jego... ee... ewentualny plan - odpowiedział
wymijająco Knot. - Mamy jednak nadzieję, że go szybko złapiemy. Tak,
Sami-Wiecie-Kto samotny i pozbawiony popleczników to zupełnie co innego... ale
wystarczy, że będzie miał znowu przy boku swojego najwierniejszego sługę, a
obawiam się, że może szybko odzyskać moc...
Rozległo się ciche stuknięcie. Ktoś odstawił szklankę na stolik.
- No, Korneliuszu, jeśli masz dzisiaj zjeść kolację z dyrektorem, to musimy
już wracać do zamku - powiedziała profesor McGonagall.
- Bo pakiety telefoniczne są drogie - oznajmił Sebastian
Pary stóp przed Harrym po kolei przejęły pełny ciężar swoich właścicieli,
mignęły mu przed oczami rąbki peleryn, połyskujące obcasy madame Rosmerty
zniknęły za barem. Drzwi znowu się otworzyły, do środka wpadł tuman śniegu i
nauczyciele zniknęli.
- Harry?
Pod stołem pojawiły się twarze Rona i Hermiony. Oboje wpatrywali się w niego
milcząc, jakby zabrakło im słów.
- Koniec rozdziału - oznajmiła Rami