sobota, 29 lipca 2023

Rozdział 10 Więzień

 

Pov. Młodsza Marlene.

 - SYRIUSZ! – ryknęłam po niesamowitym orgazmie, który przeszedł po moim ciele – Mhmm... To było niesamowite – i wtuliłam się w jego spocone ciało.

 - Merlinie, Mar jak ty pięknie pachniesz i jesteś niesamowicie seksowną i inteligentną kobietą. Uwielbiam twoje długie blond włosy i piękny uśmiech, i piękne oczy. Wszystko mi się podoba.

 - Wyobrażasz sobie ze przedtem nie mogłam na Ciebie patrzeć, a teraz patrzę na ciebie i nie mogę się napatrzeć? Wiesz, co? Będę dziękowała im do końca życia, że zamknęli nas w gabinecie Minne, bo poznałam miłość mojego życia, który  przed chwilą mnie przeleciał.

 - Mar, muszę Ci coś jeszcze powiedzieć.

 - Co takiego? – Stał zupełnie nagi i wyciągnął wielki i zupełnie niezapisany arkusz pergaminu – Po co ci czysty pergamin?

 - To nie jest zwykły pergamin, moja droga – kiedy przytulił mnie to siebie i wyjął różdżkę – popatrz – i pocałował mnie w czoło, a ja westchnęłam zadowolonym głosem. Dotknął nią lekko pergaminu i powiedział: – Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego – I natychmiast na pergaminie zaczęły się pojawiać czarne linie, łącząc się, krzyżując, zbiegając wachlarzowato w każdym rogu, a potem na samym szczycie wyskoczyły zielone, ozdobne litery układające się w następujące słowa:

 Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz, zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników, mają zaszczyt przedstawić: MAPĘ HUNCWOTÓW.

 Opadła mi szczęka. Była to mapa ukazująca wszystkie szczegóły zamku Hogwart i przylegających do niego terenów szkolnych. Najbardziej zadziwiające były jednak maleńkie plamki poruszające się po mapie, każda opatrzona wypisanym drobnymi literami imieniem czy nazwiskiem. Zdumiona pochyliłam się nad mapą. Kropka w lewym górnym rogu pokazywała naszego dyrektora przechadzającego się po swoim gabinecie; Colin i Jessica i inni uczniowie byli w wierzy Gryffindoru, a kiedy wędrowałam spojrzeniem po znajomych korytarzach i zauważyłam jeszcze coś innego. Harry i Ginny są pewnie w jednych z sypialni i patrzyłam dalej Hermiona, Ron, Jared i Daphne oraz moje wnuki ze swoim partnerkami, oraz innych ludzi.

 - Kiedy? - spytałam w szoku.

 - Nie tak dawno – oznajmił Syriusz – Lily wie o tym, a ty jesteś dla mnie wszystkim, więc moim obowiązkiem jest mówić ci wszystko. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo cię kocham, pani Black – i przejechał swoimi dłońmi po moim gołym ciele, a ja westchnęłam zadowolonym głosem.

 - Uwielbiam twój dotyk na moim gołym ciele. Rób tak codziennie – Syriusz uśmiechnął się. Wziął jeden z moich długich kolczyków, który miałam przyczepiony do pępka, gdzie było napisane "Lady szlachetnego starożytnego królewskiego rodu Blacków" i przeczytał:

 - Lady szlachetnego starożytnego królewskiego rodu Blacków – a ja uśmiechnęłam się. Puścił mój kolczyk i popatrzył się na mnie.

 - Jesteś mój – powiedziałam i wtulilam się w jego umięśnione ramiona – Kolczyk w moim pępku mówi wszystko, to samo mam napisane na kolczykach i na pierścieniu rodowym. Jesteś mój, a ja...

 - ...a ty jesteś moja – dokończył władczym głosem.

 - Tak, Lordzie Black – wyszeptałam – Chodź, mój Lordzie, musimy się pojawić Wielkiej Sali.

 - Najpierw musi pani się ubrać, moja Lady – i ubraliśmy się, a potem pojawiliśmy się Wielkiej Sali.

 - Ja chce! – zawołała Rami.

 - Proszę bardzo – odpowiedziała Penelopa.

 ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

 Mapa Huncwotów

 Huncwoci wymienili spojrzenia, a Harry puścił do ich oczko.

 - Jaka mapa? – spytała Euphemia i wstała z kolan Fleamonta – Wytłumaczcie się obaj natychmiast! – powiedziała do synów. Dwie wersje Łapy i Rogacza wymienili spojrzenia.

 - Chodzi o to mamusiu... – zaczął młodszy Łapa.

 - Babciu – rzekł Harry – Wszystkiego się dowiesz w tym rozdziale. Rami, zaczynaj.

 Pani Pomfrey uparła się, żeby Harry'ego zatrzymać w skrzydle szpitalnym przez cały weekend. Nie protestował ani się nie uskarżał, ale nie pozwolił jej wyrzucić szczątków swojego Nimbusa Dwa Tysiące. Wiedział, że to głupie, wiedział, że Nimbusa nie da się już naprawić, ale to było silniejsze od niego: czuł się tak, jakby stracił jednego z najlepszych przyjaciół.

 - Powinieneś się leczyć, Potter – stwierdził Draco.

 Odwiedzało go mnóstwo osób; wszyscy pragnęli dodać mu otuchy. Hagrid przysłał mu wiązkę kwiatów przypominających główki żółtej kapusty, z których wyłaziły skórki, a Ginny Weasley, wściekle czerwona na twarzy, pojawiła się z wykonaną przez siebie kartką "Wracaj do zdrowia", która śpiewała przeraźliwie, jeśli nie spoczywała złożona pod misą z owocami.

 Córki Ginny zaczęły chichotać, tak samo jak jej matki, a ona sama wtuliła się w Harry'ego, a synowie, ojciec i ojciec chrzestny parsknęli śmiechem. Harry chwycił ją za policzki i pocałował ją namiętnie w usta, a ona westchnęła zadowolonym głosem, a później oznajmił: – Ty i ja jesteśmy jednością, Lady Potter, a i twoje miejsce jest na moich kolanach.

 - Tak, Lordzie Potter – wyszeptała posłusznie podniecona i pocałowała go w usta – Uwielbiam siedzieć na twoich kolanach.

 Drużyna Gryfonów przyszła w niedzielę rano, tym razem już z Woodem, który powiedział Harry'emu pustym, martwym głosem, że absolutnie nie wini go za przegraną. Ron i Hermiona wychodzili dopiero późnym wieczorem.

 Ron i Hermiona uśmiechnęli się do Harry'ego.

 Ale nikt nie mógł sprawić, by Harry poczuł się lepiej, ponieważ tylko on sam wiedział, co tak naprawdę go trapi. Nie powiedział nikomu o złowrogim psie, nie wspomniał o nim nawet Ronowi i Hermionie, ponieważ wiedział, że Ron wpadłby w panikę, a Hermiona by go wyśmiała.

 - Ciekawe co to był pies? – zastanawiała się Fray.

 - Bardzo zły – stwierdził niewinnym głosem starszy Łapa nieco za szybko.

 Pozostawało jednak faktem, że czarna bestia pojawiła się już dwukrotnie i za każdym razem doszło później do groźnych wypadków: za pierwszym razem o mało co nie przejechał go Błędny Rycerz, za drugim spadł z miotły z wysokości pięćdziesięciu stóp. Czyżby ten ponurak zamierzał nękać go tak długo, aż naprawdę umrze?

 Dziewczyny pisnęły przerażone, a Harry wywrócił oczami.

 Czy ma żyć w ciągłym strachu aż do śmierci? No i byli ci dementorzy. Harry'emu robiło się niedobrze, kiedy tylko o nich pomyślał, nie mówiąc już o fali upokorzenia, która go ogarniała. Wszyscy mówili, że dementorzy to straszne istoty, ale jakoś nikt inny nie mdlał na ich widok... i nikt inny nie słyszał głosów swoich umierających rodziców.

 Dziewczyny popatrzyły na niego smutno.

 Harry zrozumiał bowiem, do kogo należał ów przerażony głos odzywający się w jego głowie. Słyszał te słowa, słyszał je wciąż i wciąż podczas bezsennych godzin nocnych spędzonych w skrzydle szpitalnym, kiedy leżał w samotności, wpatrując się w strzępy księżycowego światła na suficie. Kiedy zbliżali się dementorzy, słyszał ostatnie słowa swojej matki, jej rozpaczliwe próby ocalenia jego, Harry'ego, i śmiech Voldemorta, zanim wydarł z niej życie...

 Ladys Potter zalały się łzami.

 Osuwał się w sen pełen lepkich, przegniłych rąk, aby po chwili ocknąć się na dźwięk głosu swojej matki. Poczuł wielką ulgę, gdy w poniedziałek wrócił do szkolnego gwaru i zamieszania i zmuszony był myśleć o innych sprawach, nawet jeśli musiał znosić zaczepki Malfoy'a, który pękał z radości, szydząc z porażki Gryfonów.

 - Mamuś, jakim cudem wyszłaś za tego pajaca? – spytała Rose Astorię.

 - Nie jestem pajacem! – warknął Draco.

 - Nie wiem kochanie, ale powiem ci, że nie najgorzej całuję – stwierdziła Astoria rozmarzonym głosem, a Rose podniosła brwi do góry ze zdziwienia – dobra zajebiście całuje tak, jak na Fretkę przystało!

 - As... – zaczął Draco, a ta zamknęła jego usta pocałunkiem.

 - Zamknij się, Fretko – powiedziała Astoria – Za dużo gadasz. Pocałuj mnie, ale już! – Draco pocałował ją w usta, a Pansy rzuciła się wściekła na nią, ale Rose stanęła między nimi i warknęła:

 - Wara od mojej mamusi! – a ta była w takiej furi, że Rose musiała przerzucić ją, że wylądowała na tyłku.

 - JAK ONA ŚMIE CAŁOWAĆ MOJEGO DRACUSIA! – ryknęła Pansy i wyciągnęła różdżkę.

 - Uspokój się – powiedziała stanowczo młodsza Narcyza – Powiem wprost: moja córka, Astoria była, jest i będzie panią Malfoy, a ty nigdy nią nie będziesz. Wbij sobie to do swojej pustej głowy, że nigdy nie będziesz panią Malfoy, bo ja na to nie pozwolę!

 - Masz jakiś problem albo coś? – spytała zimnym głosem starsza Narcyza – Lucek, nawet się nie odzywaj albo twój członek będzie poszkodowany, a panią Malfoy będzie Astoria.

 - Kto tak powiedział! – warknął starszy Lucek.

- Ja tak mówię! - odparowała i przytuliła dziewczyne mocno do siebie głaskała jej długie włosy - moja córeczka - całując ja w czoło a ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej - tak bardzo Cie kocham - patrząc miłością na Astorie - jestem twoja mamusią skarbie a ty jesteś moją córeczką i przytulaj się do mnie do woli od tego są matki żeby przytulac kochać swoje dzieci a ty jestes moim dzieckiem moja dziewczynka i moja córeczką - a ta desperacji wtuliła się do blondynki i nie chciała jej puścić Narcyza uśmiechnęła się popatrzyła na Łapę i na Marlene a Ci pokazali kciuki do góry

- Ona nigdy nie będzie należała do Malfoyow! - warknal starszy Lucek - i nie jest twoim dzieckiem!

- Mówiłam żebyś się nie odzywał - wycedziła pani Malfoy - będzie należała.. a nie przepraszam.. Astoria już należy do rodu Malfoyów w tym samym jest też moją córeczką i koniec dyskusji na ten temat!

- Tak mamusiu kocham Cię mamusiu kocham - wyszeptała młoda Pani Malfoy do jej piersi

- Ja Ciebie też kocham pani Malfoy - powiedziała blondynka

- Dracus powiedz coś swojej matce! - krzyknęła Pansy - zwariowała i totalnie jej odbiło

- Dracus nic nie będzie mówił - oznajmiła starsza wersja Pani Malfoy i dalej tuliła córkę - bo wie że mam rację ja zwariowałam i totalnie mi odbilo? jak smiesz tak do mnie mówić gówniaro!

- Bo Dracus mnie kocha!!!

- Nie kocham Cię! - warknal Draco

- A kogo tatuś kocha? - pytała Rose przemarzałym głosem - przecież to jasne mamusie

- Mojej Mamusi nie odbilo i nie zmariowala kim ty jesteś żeby obrażać moją mamusie! - nagle Astoria się odezwała stanęła i podeszła do Pansy w oczach miała ogień single tylko westkneli i gapili się na piękna dziewczyne poruszająca Gracja i wdziękiem miała figurę jak modelka - to tobie odbilo totalnie Parkinson Draco Ci mówi że Cie nie kocha to się z tym pogódź i a jeszcze jedno powiesz to jeszcze raz że moja mamusia zwariowała albo totalnie jej odbiło będziesz jęczeć z bólu - i odwróciła się Gracja i wdźwiękiem i odeszła od wkurzonej Pansy odrzucając swoje brązowe włosy, które o mało nie smagnęły twarzy Pansy i podeszła do blondynki i przytuliła się do Narcyzy i spytała

- jak mi poszło mamusiu?

- Cudowne kochanie - odparła pani Malfoy miłością w głosie składając na jej czole pocałunek i następnie ja przytuliła - broniłaś mnie jak lwica i ja jako twoja mamusia jestem dumna z mojej córeczki kocham Cię Astoria i nawet nie wiesz jak bardzo

W końcu zdjął bandaże i demonstrował pełną sprawność obu rąk w pantomimie ukazującej upadek Harry'ego, a większość lekcji eliksirów spędził, naśladując dementora czającego się w lochu. Ron w końcu nie wytrzymał i cisnął w niego wielkim, oślizłym sercem krokodyla, które trafiło Malfoya prosto w twarz.

- Dobrze Ci tak! - warknęła młodsza Andromeda stronę siostrzeńca

Snape ukarał za to Gryffindor utratą pięćdziesięciu punktów.

- Jeśli obronę przed czarną magią znowu prowadzi Snape, udam, że zachorowałem - oświadczył Ron, kiedy po drugim śniadaniu szli do klasy profesora Lupina. - Hermiono, sprawdź, kto tam jest.

- Wujek Remus - powiedziała Hermiona

- Ale to ja jestem tym fajniejszym wujkiem - stwierdzili dwie wersje Łapy

- Obu kocham tak samo mocno - uśmiechnela się pani Weasley

- Ja też - dodały pani Creevey pani Potter pani Scandander i pani Weasley

Hermiona zajrzała do klasy przez szparę w drzwiach.

- W porządku!

Profesor Lupin wrócił do pracy. Wyglądało na to, że rzeczywiście był chory. Wyświechtana szata wisiała na nim jeszcze luźniej, a pod oczami miał cienie, ale uśmiechnął się, kiedy wszyscy zajęli miejsca i natychmiast zaczęli głośno uskarżać się na Snape'a.

- To niesprawiedliwe, on miał tylko zastępstwo, dlaczego zadał nam pracę domową?

- Nic nie wiemy o wilkołakach...

- Ale za to dużo wiemy o gackach - oznajmił James II - a tam siedzi ich wódz generał i król - wskazał na Snape'a

- Może zamiast pisać o wilkołakach to napiszmy o Gacku z Hogwartu - zasugerowali Fred II i George II Sala ryknela śmiechem

- POTTER! WEASLEY! I WEASLEY! - ryknal wściekły Snape - wy Mali gówniarze!

- Ja bym Chętnie takie coś przeczytala - stwierdziła Mary uśmiechając się słodko do Snape

- ...dwie rolki pergaminu!

- Czy powiedzieliście profesorowi Snape'owi, że jeszcze nie przerabialiśmy wilkołaków? - zapytał Lupin, marszcząc czoło. Znowu wybuchło zamieszanie.

- Tak, ale on powiedział, że mamy okropne zaległości...

- ...w ogóle nie chciał nas słuchać...

- ...dwie rolki pergaminu!

Profesor Lupin uśmiechnął się na widok oburzenia na twarzach uczniów.

- Nie przejmujcie się. Pomówię z profesorem Snape'em. Nie musicie pisać tego wypracowania.

Na zboczach gór biały śnieg nocą lśni
I nietknięty stopą trwa
Królestwo samotnej duszy
A Gackiem jestem ja

Sala ryknela śmiechem Snape'a zrobił się czerwony

Posępny wiatr na strunach burzy w sercu gra
Choć opieram się to się na nic zda

Niech nie wie nikt
Nie zdradzam nic
Żadnych uczuć
Od teraz tak mam żyć
Bez słów

Bez snów
Łzom nie dać się
Lecz świat już wie

- Co wie? - pytali zdziwieni

Mam tę moc!
Mam tę moc!
Odejmuję większości uczniom punkty!
Mam tę moc!
Mam tę moc!
Idę jak chce z materiałem !
Wszystkim wbrew
Na ten gest mnie stać!
Co tam burzy gniew?
Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha - śpiewali Huncwoci 2.0

Snape patrzyli mordem oczach na Huncwotow 2.0 a Huncwoci parsknęli głośnym śmiechem

- Och, NIE! - jęknęła Hermiona z bardzo zawiedzioną miną. - Ja już swoje skończyłam!

- To normalka - powiedział Hugo - byłbym szoku gdyby tego nie, zrobiła

Lekcja była bardzo przyjemna. Profesor Lupin przyniósł szklany pojemnik ze zwodnikiem, niewielkim, jednonogim stworzeniem, wiotkim i zwiewnym jakby było z dymu, i wyglądającym całkiem niewinnie.

- Bo lekcje z wujkiem Remusem są bardzo przyjemne - rzekła Daphne

- Chodź tutaj - stwierdził Remus i przytulił i daj pocałunek na, czole - wiesz co to oznacza prawda?

- Że Jestem twoja bratanica wujku Remusie - rzekła blondynka

- Dokładnie! - uśmiechnal się Pan Lupin

- Zwodniki zwabiają wędrowców w bagna - powiedział profesor Lupin, a wszyscy zaczęli robić notatki. - Zauważyliście tę maleńką lampkę zwisającą mu z ręki? Pojawia się przed nami w ciemnościach... idziemy za światełkiem... a potem...

Zwodnik przywarł do szklanej ścianki i zakwiczał przeraźliwie. Kiedy odezwał się dzwonek, wszyscy zebrali swoje rzeczy i ruszyli ku drzwiom.

- Harry, zostań na chwilkę! - zawołał Lupin. - Chciałbym zamienić z tobą słówko.

- Musiałem pogadać z moim, bratankiem - oznajmił starszy Remus

Harry wrócił i przyglądał się, jak profesor Lupin przykrywa płachtą pojemnik ze zwodnikiem.

- Słyszałem już o meczu - rzekł Lupin, wracając do swojego biurka i zgarniając stos książek do swojego nesesera - i bardzo mi przykro z powodu twojej miotły. Nie da się jej naprawić?

- Nie - powiedział Harry. - To drzewo roztrzaskało ją w drzazgi. Lupin westchnął.

- Wierzbę bijącą zasadzono w tym samym roku, w którym przybyłem do Hogwartu. Mieliśmy świetną zabawę, polegającą na tym, żeby podejść tak blisko, by dotknąć pnia. W końcu jeden chłopak, Davey Gudgeon, prawie stracił oko i zakazano nam zbliżać się do drzewa.

Łapa i Rogacz wymienili spojrzenia

Żadna miotła nie ma z nim szans.

- A słyszał pan też o dementorach? - zapytał z trudem Harry. Lupin spojrzał na niego.

- Tak. Słyszałem. Chyba jeszcze nikt z nas nie widział profesora Dumbledore'a w takim stanie. Od jakiegoś czasu stawali się coraz bardziej niespokojni... wściekali się, bo nie pozwolił im wchodzić na teren szkoły... Spadłeś, bo ich zobaczyłeś, Harry, tak?

- Tak - przyznał Harry. Zawahał się i nagle wyrwało mu się pytanie, które musiał zadać: - Dlaczego? Dlaczego oni na mnie tak działają? Czy jestem po prostu...

- To nie ma nic wspólnego ze słabością - przerwał mu ostro profesor Lupin, jakby czytał w jego myślach.

- Nigdy nie byłeś słaby kochanie - oznajmiła Ginny - jesteś najdzienielszym czarodziejem jakiego znam i tego czarodzieja bardzo kocham

- Dementorzy działają na ciebie o wiele silniej niż na innych ludzi, ponieważ przeżyłeś okropieństwa, których inni nie przeżyli.

Promień zimowego słońca wpadł do klasy, oświetlając szare włosy Lupina i zmarszczki na jego młodej twarzy.

- Dla mnie jesteś seksy - mruknela pani Lupin

- Dementorzy to jedne z najbardziej obrzydliwych stworzeń, jakie żyją na ziemi. Lubują się w najciemniejszych, najbardziej plugawych miejscach, rozkoszują rozkładem i rozpaczą, wysysają spokój, nadzieję i szczęście z powietrza wokół siebie. Nawet mugole wyczuwają ich obecność, chociaż ich nie widzą. Wystarczy zbliżyć się do dementora, a ginie nasze dobre samopoczucie, giną wszelkie szczęśliwe wspomnienia.

- To straszne - wydukowała Caroline

Dementor to pasożyt, który gdyby tylko mógł, wyssałby z ciebie wszystko, co dobre, pozostawiając coś, co byłoby podobne do niego. Pozostawiłby w tobie jedynie najgorsze wspomnienia z całego życia. A twoje najgorsze wspomnienia, Harry, wystarczą, żeby spaść z miotły. Każdemu by się to przydarzyło, gdyby miał takie przeżycia. Nie musisz się niczego wstydzić.

- Kiedy się do mnie zbliżają - Harry wlepił wzrok w biurko, czując, że w gardle coś go ściska - słyszę, jak Voldemort morduje moją mamę.

Dwie wersje Lily mocno przytulily Harrego

Lupin zrobił taki ruch, jakby chciał złapać go za ramię, ale się rozmyślił. Na chwilę zapanowało milczenie, a potem...

- Dlaczego przyszli na mecz? - zapytał Harry.

- Zgłodnieli - powiedział chłodno Lupin, zamykając z trzaskiem swój neseser. - Dumbledore nie pozwala im wchodzić na teren szkoły, więc brakuje im tego, czym się żywią... Po prostu nie mogli się oprzeć, czując taki tłum wokół boiska. To podniecenie... silne emocje... Dla nich to jak obietnica uczty.

- Twoi kochankowie są obrzydliwi powiedziały Rami i Salomi do Ropuchy

- Azkaban musi być strasznym miejscem - mruknął Harry, a Lupin ponuro pokiwał głową.

- Twierdza jest na maleńkiej wysepce z dala od lądu, ale i tak nie trzeba murów ani wody, żeby udaremnić więźniom ucieczkę, bo uwięzieni są we własnych głowach, niezdolni do żadnej myśli rodzącej otuchę. Większość popada w szaleństwo po paru tygodniach.

Starszy Łapa przełknal ślinę

- A jednak Syriusz Black zdołał się przed nimi obronić - powiedział z namysłem Harry. - Uciekł...

Neseser ześliznął się z biurka; Lupin pochylił się szybko, żeby go podnieść.

- Tak - powiedział, prostując się. - Black musiał znaleźć jakiś sposób, żeby nie wyssali z niego życia.

- Wtedy nie wiedziałem - mruknął starszy Remus - bo mi nie powiedziałeś własnemu bratu!

- Przepraszam! - zawołał starszy Łapa

Nie sądziłem, że to możliwe... Mówią, że dementorzy pozbawiają czarodzieja wszelkiej mocy, jeśli przebywa zbyt długo blisko nich...

- Ale pan sprawił, że ten dementor w pociągu wycofał się - wypalił Harry.

- Istnieją pewne... pewne sposoby obrony - rzekł Lupin. - Pamiętaj jednak, że w pociągu był tylko jeden dementor. Im jest ich więcej, tym trudniej im się oprzeć.

- Dla Harrego to bułka z masłem - powiedział Colin I - prawda Harry?

- Taaa - mruknął Harry

- Jakie sposoby? - zapytał natychmiast Harry. - Może mnie pan ich nauczyć?

- Nie zamierzam uchodzić za specjalistę od zwalczania dementorów, Harry... przeciwnie...

- Luniek nauczysz mojego rogasia zaklęcie patronusa! - krzyknąl młodszy Łapa

- Ale jeśli dementorzy jeszcze raz pojawią się na meczu, muszę się jakoś bronić...

Lupin spojrzał mu w oczy, zawahał się, a potem powiedział:

- No... no dobrze. Spróbuję ci pomóc. Ale musisz poczekać do przyszłego semestru. Mam mnóstwo roboty przed feriami zimowymi. Wybrałem sobie najmniej sprzyjający czas na chorowanie.

Większość uczniów wymieniło spojrzenia

Obietnica profesora Lupina bardzo podniosła Harry'ego na duchu, bo pojawiła się nadzieja, że może już nigdy nie usłyszy rozpaczliwych krzyków swojej matki, a kiedy pod koniec listopada Krukoni starli na puch Puchonów w meczu quidditcha, poczuł się jeszcze lepiej.

Hermiona Emilly Olivia dwie wersje Lily wywróciło oczami

Gryfoni nie wypadli z gry, chociaż teraz nie mogli już sobie pozwolić na przegranie ani jednego meczu. W Wooda znowu wstąpiła maniakalna energia i zamęczał swoją drużynę w lodowatym deszczu, który nadal padał w grudniu.

- Oliver! - krzyknęly matki

Dementorzy już się więcej nie pojawili. Gniew Dumbledore'a zdawał się utrzymywać ich na stanowiskach przy wejściach na teren szkoły. Dwa tygodnie przed końcem semestru niebo nagle pojaśniało do oślepiającej, opałowej bieli, a pewnego ranka błotniste łąki wokół zamku pokryły się srebrnym szronem. Wewnątrz zamku wyczuwało się już nastrój nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Profesor Flitwick, nauczyciel zaklęć, udekorował już swoją klasę rozmigotanymi światełkami, które okazały się prawdziwymi, roztrzepotanymi elfami. Wszyscy uczniowie rozprawiali z przejęciem o swoich planach wakacyjnych. Ron i Hermiona postanowili zostać w Hogwarcie, i choć Ron powiedział, że nie zniósłby dwóch tygodni z Percym,

Percy prychnal

a Hermiona twierdziła, że musi posiedzieć w bibliotece,

- Rozmyślając o Ronie - dodał Jared rozmarzonym głosem - o jego pięknym uśmiechem i rudych włosach i bez koszulki żebym mogła gapić się o jego sześciopak

Hermiona zarumieniła się mocno

- Jak będziesz grzeczną dziewczynką to ci pokaże mój sześciopak i będziesz mogła go dotykać pierscic do woli - mruknął Ron do ucha Hermiony nagle zaczęła robić wiatr

- Mamo co ty robisz? - spytał Scorpius zdziwiony jej reakcją

- Robię wiatr - stwierdziła Hermiona i robiła wiatr

- A mogę wiedzieć dlaczego?

- Bo strasznie tu jest duszno! - jęknęla pani Weasley a Ron uśmiechnal się głupkowato

Harry nie dał się oszukać: wiedział, że robią to, aby dotrzymać mu towarzystwa. I był im za to bardzo wdzięczny. Wszyscy - prócz Harry'ego - ucieszyli się na wiadomość, że w ostatnim tygodniu przed końcem semestru będzie jeszcze jedna wycieczka do Hogsmeade.

- Możemy tam zrobić wszystkie gwiazdkowe zakupy! - ucieszyła się Hermiona. - Mama i tata padną, jak dostaną z Miodowego Królestwa te samoczyszczące nici do zębów o miętowym smaku!

- Na pewno! - uśmiechnęła się młodsza Molly

Pogodziwszy się z faktem, że będzie jedynym trzecioklasistą, który ponownie zostanie w zamku, Harry pożyczył sobie od Wooda poradnik Jak wybrać miotlę i postanowił spędzić ten dzień, zapoznając się z wszelkimi typami i markami. Podczas treningów latał na jednej ze szkolnych mioteł, staroświeckim Meteorze, który był bardzo powolny i okropnie szarpał. Koniecznie musiał zdobyć nową miotłę.

Łapa i Harry wymienili spojrzenia

W sobotni poranek pożegnał się z Ronem i Hermiona, którzy poubierali się już w płaszcze i szale, i powędrował samotnie marmurowymi schodami, a potem opustoszałymi korytarzami ku wieży Gryffindoru. Za oknami zaczął już padać śnieg, a w zamku było bardzo cicho i spokojnie.

- Psst... Harry! - usłyszał w połowie korytarza na trzecim piętrze. Odwrócił się i zobaczył głowy Freda i George'a wyglądających zza posągu garbatej, jednookiej czarownicy.

- Co wy obaj kombinujecie? - pytała młodsza Molly I

- Eeee... nic takiego mamusiu - powiedzieli niewinnym głosem Fred i George

- Gadaj! - zawołały Angelina i Nicole

- Co wy tu robicie? - zapytał zdziwiony Harry. - Nie wybieracie się do Hogsmeade?

- Chcemy ci trochę umilić życie, zanim pójdziemy - powiedział Fred, mrugając do niego tajemniczo. - Wchodź...

Wskazał na pustą klasę na lewo od posągu. Harry wszedł za nimi do środka. George zamknął ostrożnie drzwi, a potem odwrócił się, rozpromieniony, żeby spojrzeć na Harry'ego.

- Dowiesz się - stwierdzili Fred i George i pocalowali je w piętno naznaczenia a ich żony westnely zadowolonym głosem

- Mamy już dla ciebie prezent gwiazdkowy, Harry - powiedział. Fred zarumienił się, wyciągnął coś spod peleryny i położył na jednej z ławek. Był to wielki, bardzo zniszczony i zupełnie nie zapisany arkusz pergaminu.

Huncwoci wymienili spojrzenia więc oni mieli nasza mapę

Harry, podejrzewając, że to jeden z dowcipów Freda i George'a, wpatrzył się uważnie w pergamin.

- Co to ma być?

- To jest, Harry, tajemnica naszego powodzenia - oznajmił George, gładząc pergamin pieszczotliwie.

- Trudno nam się z nim rozstawać - powiedział Fred - ale wczoraj wieczorem uznaliśmy, że tobie bardziej się przyda.

- I tak znamy wszystko na pamięć - dodał George.

- Co znacie na pamięć? - pytał młodszy Artur

- Przekazujemy ci to w spadku, nam już niepotrzebne.

- A do czego może mi się przydać kawał starego pergaminu? - zapytał Harry.

- No wiesz co! - wypalił młodszy Łapa - eee ja lubię stare pergaminy! - dodał szybko

- Kawał starego pergaminu! - oburzył się Fred z taką miną, jakby Harry śmiertelnie go obraził. - Powiedz mu, George.

- No... więc, kiedy byliśmy w pierwszej klasie, Harry... no wiesz, młodzi, beztroscy i niewinni...

- Nigdy nie byliście niewinni - oznajmiła starsza Molly

- Znam was obu od 8 lat i zgadzam się mamusią nigdy nie byliście niewinni - rzekła Angelina

Harry prychnął. Wątpił, by Fred i George byli kiedykolwiek niewinni.

- ...no, bardziej niewinni niż teraz... mieliśmy małe starcie z Filchem.

- Podłożyliśmy łajnobombę w korytarzu i to go z jakiegoś powodu wnerwiło...

- Super! - krzyknąl młodszy Rogacz

- Mówiłam - wesnely dwie wersje Molly I

- Mamusiu jako że jesteśmy kobietami rodu Weasleyow musimy się trzymać razem i uspokoić tych dwóch - powiedziały Nicole i Angelina do Pani Weasley Molly przytuliła Nicole i Angeline mocno

- Moi chłopcy mądrze wybrali - stwierdziła mariachini rodu Weasley - a ja zyskałam mądre córki które kocham nad życie

- Ja Ciebie też kocham mamuś - oznajmiły Ladys Weasley wtuliły się w matkę

- ...więc zaciągnął nas do swojego pokoju i zaczął grozić jak zwykle...

- ...szlabanem...

- ...wypatroszeniem...

- ...a my przypadkiem zauważyliśmy w jego kartotece szufladkę z napisem: skonfiskowane i bardzo niebezpieczne.

- Chcecie mi dać do zrozumienia, że... - powiedział Harry, coraz bardziej rozbawiony.

- No, a ty co byś zrobił na naszym miejscu? - zapytał Fred. - George odwrócił jego uwagę, rzucając jeszcze jedną łajnobombę, ja wyciągnąłem szufladę i znalazłem... TO.

Filch patrzył wściekły na Weasleyow a Ci ukryli się za swoich żon

- Nie jest wcale takie groźne - powiedział George. - Sądzimy, że Filch nie odkrył, jak to działa. Prawdopodobnie tylko podejrzewał, co to jest, bo inaczej by tego nie skonfiskował.

- A wy oczywiście wiecie, jak to działa...

- No pewnie - powiedział Fred, chichocząc. - Ta jedna drobnostka nauczyła nas więcej niż wszyscy nauczyciele.

Fred i George popukali w policzek a ich żony pocałowały je

- Wy wszyscy pójdziecie i wy wszyscy dostajecie szlaban to was oduczy wszystkiego będziecie chodzić jak zegarku a zwłaszcza te osoby co wyszły za mąż! - warknęła Ropucha

- Czy ty nam grozisz? - spytała starsza Amelia

- Dla Ciebie to madame Umbridge!

- Nie nie ty jesteś tylko brzydka ropucha i nikim więcej!

Umbridge wyciągnęła różdżkę - zabije Cie Bones!

- Jak już to madame Bones zabko!

- Czy ty grozisz mojej kobiecie? - zapytał groźnie Kingsley Umbridge

- Kingkus ona mi grozi! - postarzyła się starsza Amelia - ze mnie zabije

- Kingkus? - spytał Seamus niedowierzaniem patrząc na żonę a ona na niego również w szoku

- Grozi? - spytał Kingsley - czy by grozisz mojej kobiecie! - warknal Kingsley do Ropuchy Amelia patrzyła na niego podnieconym wzrokiem i wyszeptała do jego ucha podnieconym głosem

- Załatw tą głupią ropuchę tygrysie - więc Kingsley strzelił Dolores zaklęciem a ta zajęczała z bólu

- Mój ty bohaterze! - zawołała Madame Bones i popatrzyła na niego z porzadanien - jaki ty jesteś seksy Kingkus mam ochotę na seks z tobą - wypaliła

- Amelia! - zawołał czerwony Kingsley Bones zrobiła niewinna i podniecona minkę i a wszyscy patrzyli na ich szoku i następnie go namiętnie pocałowała

- Madame Bones aurorze Shacklebolt - powiedział Drops - może usiądźcie lepiej

- Yy tak dyrektorze - mruknął Kingsley rozmarzonym głosem kiedy oderwał się od ust Amelii usiadł a Amelia usiadła na jego kolanach wtuliła się w niego

- Nie ogarniam co tu się właściwie stało - stwierdził Colin I

- Nabieracie mnie - powiedział Harry, patrząc na wyświechtany kawałek pergaminu.

- Tak myślisz? - zapytał George. Wyjął różdżkę, dotknął nią lekko pergaminu i powiedział:

- Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego.

- Co za dziwna komenda - stwierdził Claus a goście przyszłości a zwłaszcza mężczyzni i Huncwoci wybuchną podekscytowania

I natychmiast na pergaminie zaczęły się pojawiać czarne linie, łącząc się, krzyżując, zbiegając wachlarzowato w każdym rogu, a potem, na samym szczycie, wyskoczyły zielone, ozdobne litery układające się w następujące słowa:

- Jakie słowa? - zapytała Euphemia

Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz,

zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,

mają zaszczyt przedstawić

MAPĘ HUNCWOTÓW

Ci którzy o tym nie wiedzieli opadły szczęki

- Tato co ona pokazuje? - spytał podniecony Colin I do Rogacza

Była to mapa ukazująca wszystkie szczegóły zamku Hogwart i przylegających do niego terenów szkolnych. Najbardziej zadziwiające były jednak maleńkie plamki poruszające się po mapie, każda opatrzona wypisanym drobnymi literami imieniem czy nazwiskiem. Harry, zdumiony, pochylił się nad mapą. Kropka w lewym górnym rogu pokazywała profesora Dumbledore'a przechadzającego się po swoim gabinecie; po korytarzu na drugim piętrze skradała się kotka woźnego, Pani Norris, a poltergeist Irytek akurat grasował w sali trofeów. A kiedy Harry wędrował spojrzeniem po znajomych korytarzach, zauważył jeszcze coś innego.

Osoby robili coraz większe oczy a szczęka a usta były otwarte

- Tatusiu stworzyłes mapę? - pytały szoku Jessica Nicole Daphne i Astoria patrzac na swoich ojców

- Tak wasi tatusiowie stworzyli mapę! - uśmiechnęli się do córek

- Jak? - pytała szoku Caroline

- Parę prostych zaklęć - odezwał się młodszy Łapa beztrosko

- Prostych?! - zaktusila się Minne

Mapa ukazywała przejścia, o których nie miał dotąd pojęcia. A wiele z nich wiodło chyba do...

- Prosto do Hogsmeade - powiedział Fred, wodząc palcem po jednym z takich przejść. - Jest ich aż siedem. Filch zna tylko cztery - wskazał na nie - ale tylko my wiemy o tych trzech. Zapomnij o tym za lustrem na czwartym piętrze. Używaliśmy go aż do ostatniej zimy, ale się zawaliło.

- To zostało 6 - powiedział starszy Rogacz

A tego też chyba nikt nigdy nie użył, bo przy samym wejściu rośnie wierzba bijąca. Ale to tutaj prowadzi prosto do piwnicy Miodowego Królestwa. Używaliśmy go często. Łatwo spostrzec, że wejście jest tuż za tą klasą, w garbie jednookiej wiedźmy.

- Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz - westchnął George, poklepując czule nagłówek mapy. - Tyle im zawdzięczamy!

- My też! - krzyknęli chłopaki z przyszłości

- Szlachetni mężowie, niezmordowani w udzielaniu pomocy nowemu pokoleniu łamaczy prawa - powiedział z powagą Fred.

- Słyszałes Rogacz? Szlachetni mężowie, niezmordowani w udzielaniu pomocy nowemu pokoleniu łamaczy prawa! - zawołali Łapy wzruszeni

- To piękne słowa! - dodali dwie wersje Rogacza wybierając niewidzialne łzy wzruszenia

- Tylko nie zapomnij zetrzeć jej po użyciu - dodał George.

- ...bo każdy mógłby z niej skorzystać - dokończył ostrzegawczym tonem Fred.

- Po prostu stuknij w nią różdżką i powiedz: „Koniec psot!", a zrobi się biała. - zawołali Huncwoci 1.0

- Po prostu stuknij w nią różdżką i powiedz: „Koniec psot!", a zrobi się biała.

- A więc, mój młody Harry - powiedział Fred, wspaniale naśladując Percy'ego - zachowuj się jak należy.

- Nicole cieszę się że wyszłaś za Freda! - parsnal śmiechem starszy Rogacz - Fred zrób wszystko aby była szczęśliwa

- Twoja córka do skarb tato - rzekł Fred I a Nicole wtuliła się męża a ten pocałował ją w czoło pani Weasley westnela i wtuliła się męża jeszcze bardziej

- Jak mi jest teraz dobrze - mruknela do jego klatki piersiowej

- Do zobaczenia w Miodowym Królestwie - rzekł George, mrugając konspiracyjnie. I opuścili klasę, chichocząc z zadowolenia. Harry stał, wpatrując się w czarodziejską mapę. Obserwował Panią Norris, która skręciła w lewo i zatrzymała się, obwąchując kawałek podłogi. Jeśli Filch naprawdę o tym nie wie... można by ominąć warty dementorów...

- Ropucho Mój tatuś zrobi z twoich kochanków frajerów i imbecyli! - zardwila z Ropuchy Lily II

- Nie powiem dobraliście się wspaniałe - stwierdziła Amelia II - oni brzydcy i ty też nie grzeszysz urodą

Ale gdy tak stał, ogarnięty falą radosnego podniecenia, przypomniał sobie nagle słowa pana Weasleya:

Nigdy nie ufaj nikomu i niczemu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg.

Artur uśmiechnal się do syna

Mapa Huncwotów była jednym z tych niebezpiecznych czarodziejskich przedmiotów, przed którymi ostrzegał pan Weasley... Doradcy czarodziejskich psotników... no tak, ale przecież chce tego użyć tylko po to, by dostać się do Hogsmeade, nie zamierza niczego ukraść ani nikogo zaatakować...

- Od tego mam pelerynę niewidkę - wystrzezyl się Harry patrząc na Draco i na Goryli

a Fred i George używali tego przez lata i jak dotąd nie przydarzyło im się nic strasznego...

Powiódł palcem po tajnym przejściu do Hogsmeade. A potem nagle, jakby posłuchał czyjegoś rozkazu, zwinął mapę, schował ją za pazuchę i pobiegł do drzwi. Uchylił je i wyjrzał przez szparę. Korytarz był pusty. Ostrożnie wyszedł z klasy i schował się za posągiem jednookiej wiedźmy.

- Bycie Huncwotem masz we krwi! - zawołał James II do ojca

Co powinien teraz zrobić? Znowu wyciągnął mapę i ku swemu zdumieniu zobaczył nową plamkę z napisem: „Harry Potter" - dokładnie w tym miejscu, w którym teraz stał, w połowie korytarza na trzecim piętrze. Patrzył uważnie. Jego maleńka postać na mapie zdawała się stukać różdżką w posąg. Szybko wyciągnął różdżkę i stuknął w figurę. Nic się nie stało. Znowu zerknął na mapę. Obok jego postaci wyrósł maleńki dymek ze słowem: Dissendium.

- Niesamowite - powiedziali dziadkowie Harrego

- Dissendium! - wyszeptał Harry, ponownie stukając różdżką w posąg. Kamienny garb otworzył się na tyle, by mogła zmieścić się w nim dość szczupła osoba.

- Szlaban panie Potter! - warknęła Umbridge

- Wszyscy wiemy że nic mam nie możesz zrobić - odezwała Hermiona

- Ty mała - zaczęła Umbridge ale Molly stanęła przed Hermiona - od moich dzieci to odwal albo załatwię Cie tak że będziesz prosić mnie o szybką śmierć!

- Posłuchaj ja lepiej bo babcia jest niebezpieczna kobieta - oznajmił Albus II

- Tak bo babcia chroni swoje dzieci - uśmiechnęła się Emilly kiedy Molly przytuliła Harrego i Hermione do siebie a Hermiona się wtuliła całując ja w policzek

- Pokazałaś tej głupiej ropusze kto tu rządzi mamusiu - mruknela Hermiona do pani Weasley przytulając się do niej

- Jestem wasza matka Hermiono - stwierdziła Molly I uśmiechem na twarzy ogarniając jej w czoła włosy i je całując jej córka zamknięla oczy i wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej

Harry szybko rzucił okiem w jedną i drugą stronę korytarza, schował mapę, podciągnął się, wsunął w dziurę głową naprzód, a potem przepchnął się dalej. Zaczął się ześlizgiwać w dół, jak po kamiennej zjeżdżalni, aż wylądował na chłodnej, wilgotnej ziemi. Wstał i rozejrzał się. Było bardzo ciemno. Uniósł różdżkę, mruknął: Lumos! i zobaczył, że jest w bardzo wąskim i niskim korytarzu wydrążonym w ziemi. Wyjął mapę, stuknął w nią różdżką i mruknął: Koniec psot!

- Dalej nie mogę w to uwierzyć - stwierdziła młodsza Dorcas

Mapa znikła, miał przed sobą czysty pergamin. Zwinął go ostrożnie, wetknął do wewnętrznej kieszeni szaty, a potem, z bijącym mocno sercem, jednocześnie podekscytowany i trochę przerażony, ruszył naprzód. Korytarz wił się i zmieniał raptownie kierunek, przypominając podziemne królestwo jakiegoś olbrzymiego królika.

Filch patrzył mordem w oczach na Harrego

- yyy Co jest doktorku? - spytał Fred II naśladując głos królika buksa do Filcha mugolacy i półkrwi parsneli śmiechem

Trzymając różdżkę przed sobą, Harry maszerował żwawo, raz po raz potykając się na nierównym gruncie. Długo to trwało, ale podtrzymywała go myśl o Miodowym Królestwie. Wydawało mu się, że minęła godzina, zanim korytarz zaczął piąć się w górę. Harry zadyszał się, twarz miał rozgrzaną i spoconą, a nogi zimne, ale nie zwolnił tempa. Dziesięć minut później znalazł się u stóp wydeptanych kamiennych schodków. Ostrożnie, na palcach, zaczął się po nich wspinać. Sto stopni, dwieście, w końcu stracił już rachubę, przez cały czas uważnie stawiając stopy... i nagle wyrżnął głową w coś twardego.

- I twój lep to wytrzymała? - zardwila Mariette - nie wbiła Ci rozumu Potter?

- Zamknij się Egzogenne! - warknęła Ginny

Wyglądało to na klapę w suficie. Harry zatrzymał się, rozcierając sobie ciemię i nasłuchując. Z góry nie dochodził żaden dźwięk. Powoli uchylił klapę i wyjrzał przez szparę. Znajdował się w piwnicy pełnej pak i drewnianych skrzyń. Wylazł przez otwór w podłodze i zamknął za sobą klapę; pasowała tak idealnie, że po zamknięciu nie dało się jej dostrzec w zakurzonej podłodze. Podszedł na palcach do drewnianych schodów wiodących w górę. Teraz usłyszał głosy, a także odzywający się raz po raz dzwonek u drzwi.

Huncwoci wystrzezyli się do Harrego

Zastanawiał się, co robić dalej, gdy nagle usłyszał, że w górze, bardzo blisko, otwierają się drzwi: ktoś najwidoczniej zamierzał zejść do piwnicy.

- I weź skrzynkę ślimaków-gumiaków, mój drogi, prawie się skończyły - rozległ się kobiecy głos.

- Weasley Twoi przyjaciele - powiedział Draco z kpina ale Astoria strzeliła go po głowie że ten masował tył głowy

Ktoś schodził po drewnianych schodach. Harry uskoczył za wielką pakę i czekał. Słyszał, jak ktoś przestawia skrzynki pod przeciwległą ścianą. Może to jedyna szansa?...

Wychylił głowę zza skrzyni, a potem cicho podbiegł do schodów i wspiął się na nie szybko. Tylko raz się odwrócił, by zobaczyć wielkie plecy i połyskującą łysinę mężczyzny grzebiącego wśród skrzynek. Dobiegł do drzwi na szczycie, prześliznął się przez nie i znalazł się za ladą Miodowego Królestwa. Dał nurka pod ladę, odpełzł nieco dalej, w bok, po czym się wyprostował.

Harry uśmiechnal się niewinnie do Mcgonagall

Miodowe Królestwo było tak zatłoczone uczniami Hogwartu, że nikt nie zwracał na niego uwagi. Zaczął się przepychać, rozglądając się z ciekawością dookoła i powstrzymując od śmiechu na myśl o minie, jaką by zrobił Dudley, gdyby się dowiedział, gdzie Harry teraz jest. Było tam mnóstwo półek z najwspanialszym wyborem słodyczy,

- Czekolada też! - krzyknęli dwie wersje Lunatyka oraz Teddy podnieceni

jaki można sobie wyobrazić. Kremowe bryły nugatu, połyskujące, różowe kostki lodów kokosowych, toffi o barwie miodu, setki najróżniejszych rodzajów czekolad ułożonych w schludnych rzędach,

Lunatykom oraz Teddiemu aż się oczka zaświecily

- Victoire mam wrażenie że to jest trójkącik! - zardwil Louis - ty czekolada i Teddy. Ala! - zawołał kiedy Samanta uderzyła go tył głowy

- Miałem to samo powiedzieć względem Lunka - rzekli dwie wersje Łapy rozbawionym głosem - Nimfus Luniek i czekolada. Ala! - masując tył głowy po jego żona ich uderzyły

wielka beczka fasolek wszystkich smaków i druga pełna musów-świstusów, lodowych kulek umożliwiających lewitację, o których opowiadał Ron. Całą jedną ścianę pokrywały półki pełne słodyczy z gatunku „efekty specjalne": super-guma do żucia Drooblesa (z której można było wydmuchiwać setki szafirowych baloników unoszących się w powietrzu przez wiele dni), dziwaczne samoczyszczące nici do zębów o miętowym smaku, maleńkie pieprzne diabełki („zioniesz ogniem na przyjaciół!"), lodowe myszy („pochrupuj, popiskuj i skrob!"), miętowe ropuchy („naprawdę skaczą w żołądku!"), cukrowe pióra do pisania i eksplodujące cukierki.

- Pychota - powiedział Hugo

Harry przepchał się przez tłum szóstoklasistów i w najdalszym kącie sklepu zobaczył tabliczkę z napisem: „Niezwykłe smaki". Stali pod nią Ron i Hermiona, przypatrując się tacy z lizakami o barwie krwistych befsztyków.

- Radka - powiedział Jared i poruszył brwiami a Hermiona wtuliła się Rona

- A co? Jesteś zazdrosny? - spytał Ron patrząc na przyjaciela tym samym czasie tułać Hermione która zdychała zadowolonym głosem

- O Hermione!? co ty ona jest dla mnie jak siostra a ja mam juz kobietę która kocham - odezwał się Jared - prawda pani Black?

- Tak panie Black - odpowiedziała i wtuliła się mocno w męża

- Jesteście tacy słodcy że aż mnie mdli - stwierdzili Hugo i Fineas

- Och, nie, Harry się obrazi, to chyba przysmak dla wampirów - mówiła Hermiona.

- A co myślisz o tym? - zapytał Ron, podstawiając Hermionie pod nos słój z waniliowo-czekoladowymi karaluchami.

- O nie, stanowczo nie - powiedział Harry. Ron o mało nie wypuścił słoja z rąk.

- Harry! - pisnęła Hermiona. - Co ty tu robisz? Jak... W jaki sposób...

- Harry Jamesie Potterze Chciałeś żebyśmy zawału serca dostali! - krzyknęła Hermiona i zrobiła poze Molly Weasley a Harry przemknął ślinę

- Czy wy zawsze musicie nas straszyć tą poza naszej matki! - jęknęli synowie Molly I

- Tak skarbie bo jestem jej córką od kiedy wyszłam za Ciebie za mąż i kiedy podarowałeś mi ten znak na szyi - przetarły znak palcami i westknely zadowolonym głosem - a ta ruda kobieta - wskazała na uśmiechnęta pani Weasley - jest teraz i zawsze będzie moją mamusią

- Uwielbiam gdy mówicie do mnie per "mamusia" - oznajmiła uśmiechnięta i szczęśliwa i wzruszona pani Weasley - i na zawsze będę waszą mamusią a Artur jest i zawsze będzie waszym tatusiem kochaniutkie i nic tego nie zmieni prawda Arturze? 

- Tak kochanie - oznajmił Artur - one są moimi córkami 

- Ja też uwielbiam tak się wzracac do Ciebie mamusiu - odezwaly się panie Weasley do matki - i do Ciebie tatusiu też i zawsze będę tak się wzracac 

- wy jesteście moimi córeczkami na zawsze - rzekli państwo Weasley i pocałowali wszystkie córki w czoło 

- Czyli wszystkie to robicie? - zapytał Bill

- Chcesz zobaczyć? - pytała Fleur - nie powiem mamusi nikt nie przebije ale

- NIE! - rykneli synowie Lady Weasley przerażonym głosem

- To była sama przyjemność was uczyć kochanieńki mamusia jest dumna że swoich córek - odpowiedziała dumna z córek starsza wersja pani Weasley córki  uśmiechnęły się promienne do matki

- Uauu! - krzyknął Ron z głębokim podziwem. - Nauczyłeś się teleportacji?

- Nic z tych rzeczy! - odpowiedział Harry i szeptem, żeby nie podsłuchał żaden z szóstoklasistów, opowiedział im o Mapie Huncwotów.

- I to mają być bracia! Nawet mi jej nie pokazali! - oburzył się Ron.

- Harry jest naszym bratem - oznajmili się Fred i George

- Ale przecież Harry jej nie zatrzyma! - powiedziała Hermiona, jakby to było oczywiste. - Oddasz ją profesor McGonagall, prawda, Harry?

- Marlene mam zawał! - jeknal młodszy Łapa

- Mamo czy ty na głowę upadłaś! - krzyknąl Hugo szoku

- Ciotka no! - zawołali pozostali

- Nie wiedziałam że to mapa tatusia i wujków Syriusza i Remusa! odwarknęła Pani Weasley która miała łzy w oczach trzej oryginalnych Huncwotow przytuliła mocno przyszłą panią minister

- Ja tylko chciałam chronić Harrego - mruknela Hermiona

- Jesteś wspaniałą piękną kobietą i do tego oddana przyjaciółkę - powiedział Remus a Rogacz zwrócił się do chłopaków przyszłości

- A teraz przeproście zwłaszcza ty Hugo Hermione no już

Hugo podszedł do matki - przepraszam Mamo za te słowa - powiedział Hugo spuścił głowę był dobre dwadzieścia centymetrów wyższy niż jego matka a jego muskularna sylwetka przytłaczała jej drobną postać

- Chodź tutaj - mruknela Hermiona i przytuliła go mocno do siebie

- Kocham Cię Mamo - oznajmił jej syn

- Ja Ciebie też synku nawet nie wiesz jak bardzo jesteś taki podobny do ojca tylko..

- Oczy i włosy mam po tobie - skoczył Hugo i uśmiechnal się do pani Weasley

- Nie, nie oddam!

- Odbiło ci? - zdumiał się Ron, wytrzeszczając oczy na Hermionę. - Oddać coś takiego?

Ron się zarumienił

- Gdybym ją oddał, musiałbym powiedzieć, skąd ją mam! Filch by się dowiedział, że Fred i George zwędzili mu ją z kartoteki!

- Zapomniałeś o Syriuszu Blacku? - syknęła Hermiona. - Przecież on może wykorzystać jedno z tych przejść, żeby dostać się do zamku! Nauczyciele muszą o tym wiedzieć!

- Nigdy bym nie skrzywdził Harrego - oznajmił starszy Łapa

- Pójdziesz to azkabanu Black! - wycedził starszy Severus ale Daphne to usłyszała

- Od mojego tatusia to się odwal Snape! - warknęła Daphne i stanęła patrząc wściekła na swojego opiekuna - umyj wreszcie te swoje tłuste włosy i ogarnij się!

Większość zaczęła bić prawa a Snape popatrzył na swoją uczenice szoku

- I bądź prawdziwym mezszyzna i odejmij punkty swojemu domowi przecież obraziłam wielkiego cudownego zajebistego Gacka nauczyciela - powiedziała Daphne z drwina i uśmiechnela się również z kpina niektórzy parsneli śmiechem - tak myślałam

- Ty mała gówniaro! - warknal starszy Snape ale Łapa stanął przed córka

- Lepiej idź i pobaw się z swoimi eliksirami a od mojej córki się odwal - rzekł Łapa a, późnej wzrocil się bo blondynki - a ty młoda panno nie możesz obrażać nauczyciela żeby mnie obronić jeśli nawet jest Gackiem z Hogwartu - i puścił oczko do córki i uśmiechnal się szeroko Daphne odwzajemniła uśmiech i przytuliła się mocno do ojca

- Tatuś - powiedziała wtulając się w niego - nie pozwolę żeby ten imbecyl tatusowi grozil przyjęliście mnie i Astorie do swojego domu.....

- I obie jesteście naszymi córeczkami i ty Daphne jesteś panią Black a ty Astoria panną Black i wy obie jesteście moimi skarbami które kocham nad życie - przerwała jej starszą Marlene - i to się nigdy nie zmieni - siostry miały łzy w oczach rzuciły się na matkę i wtuliły się Lady Black

- Kocham Cię mamusiu!!! tak bardzo Cie kocham! - odparły siostry wzruszone

- Ja was też kocham - mruknela pani Black całując je w czoło i dwie córki wtuliły się w matkę i we trzy przytulały się przez pewien czas

- Nie dostanie się do środka - powiedział szybko Harry. - Na mapie jest siedem tajnych korytarzy, rozumiesz? Fred i George mówią, że Filch zna cztery. Pozostałe trzy... jeden jest zawalony, więc nikt nim nie przejdzie. Jeden wychodzi tuż przy wierzbie bijącej, więc nikt do niego nie wejdzie. A ten, którym ja przyszedłem... no... nikt nie rozpozna, gdzie jest do niego wejście... klapy nie można zobaczyć... więc jak się nie wie, że ona tam jest...

Zawahał się. A jeśli Black wie, że tam jest wejście do korytarza?

- Będzie fajnie - mruknął młodszy Łapa

Lecz w tym momencie Ron odchrząknął znacząco i wskazał na drzwi sklepowe. Wisiał na nich pergamin, na którym napisano:

------NA POLECENIE------

                                                             MINISTERSTWA MAGII

przypomina się szanownym Klientom, że codziennie po zachodzie słońca ulice Hogsmeade są patrolowane przez dementorów. Zarządzenie to wydano w celu zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom Hogsmeade, a zostanie cofnięte dopiero po schwytaniu Syriusza Blacka.

- Odwalcie się od tatusia! - krzyknęły córki Łapy poirytowane - albo tego pożałujecie!

- On i tak - zaczęła Umbridge i jeknela z bólu i została trafiona w brzuch zaklęciami Astoria i Daphne trzymały swoje różdżkę w dłoni wściekle

- Mówiłam Ci żebyś się nie odzywała na temat mojego tatusia!

- Pani Black Panno Grengrass - gdy tylko Minne powiedziała Grengrass Astoria popatrzyła nią i wycedziła

- nazywam się Black moimi rodzicami są Syriusz i Marlene tamtej dziewczyny już nie ma bo już nie żyje mam też mamusie Narcyze!

Marlene gdy tylko zobaczyła jak młodsza siostra Daphne trzęsie z emocji przytuliła ją mocno gdy tylko Astoria poczuła kto ją przytula od razu się rozluźniła i się wtuliła - tak skarbie jestem twoja mamusia już dobrze kochanie jestem przy tobie - i głaskała jej długie włosy a późnej wzrocila się do profesorki - Pani Profesor proszę używać odpowiedniego nazwiska względem Astori nazywa sie Astoria Black

Dlatego doradzamy szanownym Klientom, aby dokonali zakupów przed zapadnięciem zmierzchu.

Wesołych świąt!

- Widzisz? - powiedział cicho Ron. - Ciekawe, jak Syriusz Black miałby włamać się do Miodowego Królestwa, kiedy w całej wiosce roi się od dementorów.

- Nie zaspokoili twoich potrzeb Ropucho? - spytał Fineas zdziwiony

- Fineas! - warknęła Daphne

- Tak Mamo? - zapytał Fineas

A zresztą, Hermiono, sama pomyśl, przecież właściciele usłyszeliby, jak się ktoś włamuje, prawda? Mieszkają nad sklepem!

- Tak, ale... ale... - Hermiona sprawiała wrażenie, jakby za wszelką cenę chciała znaleźć argument. - Ale Harry i tak nie może włóczyć się po Hogsmeade, przecież nie ma podpisanego pozwolenia!

- Mówi to ta co zrobiła eliksir wielosokowy w drugiej klasie - mruknął Ron Hermiona się zarumieniła

Jak ktoś go nakryje, będzie awantura! Zresztą do zachodu słońca jeszcze daleko... a co będzie, jeśli Syriusz Black pojawi się tu w dzień? Dzisiaj? Teraz?

- Przytulę Cie kochaniutka - wystrzezyl się starszy Łapa do pani Weasley a Hermiona uśmiechnęła się do niego promienne

- A możesz teraz? - zapytała z nadzieją

- Chodź tu - rozłożył ręce a Hermiona przytuliła się do niego a później powiedział do Rona

- Opiekuj się i kochaj ja bo to wspaniała piękna i mądra dziewczyna jest bo jeśli tego nie zrobisz to najwyżej Cie zabije

- Wujku! - jęknęla Lady Weasley

- No co? a Rogacz się ze mną zgodzi prawda?

- Tak - rzekli Rogacze

- Kocham Hermione jest moją miłością życia bez niej moje życie byłoby smutne jest niesamowita przepiękna kobieta a ja jestem w niej totalnie zakochany - oznajmił Ron i poczuł dotyk jej warg na swoich ustach.

- Ron - szepnęła pani Weasley kiedy oderwała się od jego ust - kocham Cię

- Jesteś moją panią - wymroczal pan Weasley

- Jestem twoją lady kochanie należę do szlachetnego i królewskiego rodu Weasleyow na zawsze bo moja biżuteria to potwierdza i najważniejsze że nie mogę jej zdjąć bo jest połączona z moim DNA - oznajmiła szczęśliwym głosem - i wiesz Lordzie co tam pisze? - i miała iskierki w oczach - "Lady szlachetnego i królewskiego rodu Weasleyow" więc już mi nie uciekniesz

- Tak kochanie - i dotnal jej policzka palcami - Tylko od czasu do czasu pozwól mi wziąść oddech - stwierdził Ron Hermiona zaczęła chichotać i wtuliła się do rudego i westchnęła zadowolonym głosem a Łapa i Rogacz parsknęli śmiechem

- Miałby duże trudności w wyłowieniu Harry'ego z tej zadymki - odpowiedział Ron, wskazując na gotyckie podwójne okno, za którym wirował gęsty śnieg. - Daj spokój, Hermiono, to przecież Boże Narodzenie. Harry zasługuje na chwilę wytchnienia.

Hermiona przygryzła wargi; widać było, że wciąż bardzo się niepokoi.

- Zamierzasz mnie wsypać? - zapytał Harry, szczerząc zęby.

- Och... nie... przenigdy... ale naprawdę, Harry...

- Harry, widziałeś musy-świstusy? - zapytał Ron, łapiąc go za rękę i prowadząc do beczułki. - A ślimaki-gumiaki? A kwachy? Fred dał mi jednego, kiedy miałem siedem lat... wypalił mi dziurę w języku... na wylot. Ale był numer! Mama sprała go swoją miotłą.

- Mam po tym ślady - mruknął Fred I

- Biedny tatuś - powiedziała Hope

- Biedny biedny - zgodził się starszy blizniak

- Naprawdę? - spytała Nicole - ja jakoś tego nie widziałam

- Moja duma ucierpiała - rzekł Fred I patrząc na matkę - a po za tym kiedy widzę Cie nagą to o tym zapomninam o tym całym bólu

- Fred!! - jęknęla - nie przy ludziach! - i zrobiła się czerwona

- Wiecie co jesteście gorsi niż dzieciaki - stwierdził George II patrząc na rodziców Fred wystrzezyl się do syna a Nicole zarumieniła się mocno rudzielec pocałował żonę w czoło a Nicole zamknięla oczy westknela i wtuliła się męża

- Zajrzał do pudła z kwachami. - Myślisz, że Fred weźmie grudkę tych karaluchów w syropie, jak mu powiem, że to kawałek bloku orzechowego?

- Nie - odezwał się Fred I

W końcu Ron i Hermiona zapłacili za wybrane przez siebie słodycze i wyszli z Miodowego Królestwa na zaśnieżoną ulicę. Hogsmeade wyglądało jak bożonarodzeniowa kartka: domki pod strzechami i sklepiki pokrywała gruba warstwa śniegowego puchu, na drzwiach wisiały wieńce z ostrokrzewu, a na drzewach łańcuchy zaczarowanych świeczek. Harry wstrząsnął się z zimna: w przeciwieństwie do innych, nie miał na sobie płaszcza.

- Ty lubisz być u mnie - rzekła Poppy

- No pewnie jestem twoim ulubionym pancjetem przecież - odpowiedział Harry

Ruszyli ulicą, pochylając głowy przed wiatrem. Ron i Hermiona wykrzykiwali przez szaliki:

- To poczta...

- A tu jest Żonko...

- Ron już wtedy uważał Hermione za swoją żonę! - cichotala Daphne Lavender prychnela tak samo jak Corman

- Dlaczego prychnacie? - spytała Ginny - taka prawda

- Możemy iść tam, na wzgórze, do Wrzeszczącej Chaty...

- Wiecie co - powiedział Ron, szczękając zębami - a może byśmy tak poszli pod Trzy Miotły i strzelili sobie po kuflu kremowego piwka?

Harry zgodził się z ochotą, bo wiatr ostro zacinał i przemarzły mu już ręce, więc przeszli na drugą stronę ulicy i po pięciu minutach stanęli przed maleńką gospodą. W środku było tłoczno, hałaśliwie, ciepło i mglisto. Za barem uwijała się kształtna kobieta, obsługując grupę rozochoconych magów.

- To Madame Rosmerta - powiedział Ron.

- Nasza kumpela - powiedział młodszy Łapa Rogacz pokiwał głową

- Ja zamówię drinki, dobrze? - dodał, rumieniąc się lekko.

Hermiona podniosła brwi

- Musisz teraz uklęknąć przed żona i prosić ją o wybaczenie - powiedział Lord Potter rozbawionym głosem

- A ty to co - rzekła Ginny - byłeś zakochany w tej... - ale Harry zamknął usta namiętnym pocałunkiem

- Ty jesteś lady Potter należysz do szlachetnego i królewskiego rodu Potterow twoja biżuteria to potwierdza bo mi pisze na każdym - Ginny miała iskierki w oczach - "Lady szlachetnego i królewskiego rodu Potterów "

- Uwielbiam tą biżuterie - stwierdziła patrząc na pierścień rodówy Potterów

Harry i Hermiona znaleźli wolny stolik między oknem i piękną choinką bożonarodzeniową, stojącą obok kominka. Ron przyszedł po pięciu minutach, niosąc trzy dymiące cynowe kufle grzanego kremowego piwa.

- Wesołych świąt! - zawołał uradowany, wznosząc swój kufel. Harry wypił kilka dużych łyków. Był to najwspanialszy napój, jaki kiedykolwiek pił, a rozgrzewał tak rozkosznie, że od razu poczuł się lepiej.

- Podnieciłes się Potter? - pytał Draco - dostałeś wytrysku? - Astoria strzeliła go tył głowy bardzo silnie ze ten jeknal z bólu

- Najlepiej się Zamknij! - warknęła pani Malfoy - to że najlepiej całujesz to nie znaczy.... - Draco zamknął jej usta pocałunkiem a ona oddala pocałunek a wzrok miała rozmarzony i westknela zadowolonym głosem

- Widzisz Lucek to jest prawdziwa pani Malfoy - powiedziała młodsza Narcyza uradowana - a ty dalej jesteś rozpunka

- Masz jakiś problem? - zapytała Astoria Lucka

- Mam problem bo Ty nie zasługujesz być zona Dracona i bycia pani Malfoy!!

- JA ZASLUGUJE BO JA DRACUSIA KOCHAM! - ryknela Pansy

- A ty dalej swoje - mruknela starsza Narcyza

- Pansy przecież Blaise jest wolny pasujecie do siebie bo oboje jesteście idiotami - odezwał się Jared Blaise i Pansy patrzyli wściekli na młodego Blacka

Nagły powiew zmierzwił mu włosy. Drzwi gospody otworzyły się ponownie. Harry spojrzał na nie ponad brzegiem kufla i zakrztusił się. Do gospody weszli profesor McGonagall i profesor Flitwick, otrzepując się ze śniegu, a za nimi wkroczył Hagrid, pogrążony w rozmowie z korpulentnym mężczyzną w cytrynowozielonym meloniku i pelerynie w prążki: Korneliuszem Knotem, ministrem magii we własnej osobie.

- Kordek pyta się Hagrida czy będzie światkiem na ślubem z Ropucha - stwierdził James II

- James gadasz głupoty przecież to Dementorzy to są jej narzeczonymi - oznajmił Fred II - pewnie się kłócą kto będzie światkiem na ślubie żaby

Ron i Hermiona w mgnieniu oka wepchnęli Harry'ego pod stół. Ociekając kremowym piwem i kuląc się pod stołem, Harry ściskał swój pusty kufel i z biciem serca obserwował stopy nauczycieli i ministra kierujące się do baru, potem zatrzymujące się, zawracające i idące prosto ku niemu.

Kordek mordował wzrokiem Harrego a ten uśmiechał się do niego złośliwie

Gdzieś nad nim Hermiona szepnęła:

- Mobiliarbus!

Choinka uniosła się o parę cali, po czym popłynęła w powietrzu i wylądowała z cichym stukiem przed ich stolikiem. Patrząc poprzez gęste gałęzie, Harry zobaczył cztery pary butów zatrzymujące się przy sąsiednim stoliku, a po chwili usłyszał westchnienia i chrząknięcia, kiedy profesorowie i minister usiedli.

- Przygotowują ropusze ślub z dementorani - powiedział pewny siebie Frank II większość ludzi parsknęła śmiechem

Potem zobaczył jeszcze jedną parę stóp, tym tuzem. w turkusowych bucikach na wysokich obcasach, i usłyszał kobiecy głos:

Single tylko westneli rozmarzonym głosem

- Rosmerta w wysokich szpilkach - powiedział jeden z Gryfonow rozmarzonym głosem - powiem tylko lal!

- Tak niezła z niej laska a jej krok to istna poezja - zgodził się z Slytherinu

- Gracja i wdzięk Gdybym był starszy to bym się z nią umówił - stwierdził z Ravenclawu

- To ja bym się umówił - odezwał się z Hufflepuffie zony Lordów wymieniły spojrzenia popatrzyli na mężów i odezwały się słodkim głosem

- Kochanie a może ty coś powiesz na temat Rosmerty jej kroku na wysokich szpilkach? podoba Ci się prawda?

- Ja?! dlaczego ja?!

- Jesteś facetem i chce usłyszeć co ty masz do powiedzenia w tej sprawie. Słucham co masz do powodzenia w tym temacie? spytały wszystkie lady i założyły ręce Lordowie wymienili przerażone spojrzenia - CZEKAM!

- Moim skromnym zdaniem bo jestem tylko skromym, Lordem - oznajnili poważnym głosem Lordowie - Rosmerta nie ma takiej gracji i wdzięku w chodzeniu w wysokich szpilkach jak moja Lady to ty masz to wszystko kochanie bijesz ją o głowę i wogule we wszystkim inne kobiety

- Naprawdę tak myślisz? - spytały z nadzieją i zarzucili rękami o szyję swojego męża patrząc na ich nadzieja

- Nawet jeśli odzyskam oddech kochanie - powiedzieli ich mężowie - to tak bijesz ją i inne kobiety we wszystkim jesteś piękna seksowna zabierasz mi w dech w piersiach ślinę się na Twój widok mądra i wszystkich facetów mam ochotę zamordowanac żeby na Ciebie nie gapili i się nie slinili - a te pocałowały ich namiętne usta

- Jestem Lady twojego rodu i mam to wszystko we krwi - oznajmiły i znowu ich pocałowały

- Możecie przestać się całować!? - warknal starszy Severus

- Nikt Ci nie każe patrzeć! - odparowaly kobiety - pobaw się że swoimi eliksirami lepiej

- Mała woda goździkowa...

- Dla mnie - rozległ się głos profesor McGonagall.

- Cztery kwarty grzanego miodu z korzeniami...

- Tutaj, Rosmerto - powiedział Hagrid.

- Syrop wiśniowy z wodą sodową, lodem i parasolką...

- Mniam! - odezwał się profesor Flitwick, mlaskając głośno.

Dziewczyny i kobiety się skrzywiły

- A więc dla pana ministra rum porzeczkowy...

- Dziękuję ci, moja kochana Rosmerto - rozległ się głos Knota. - Cudownie cię znowu widzieć. Może napijesz się z nami, co? Nie daj się prosić...

- Czemu nie, bardzo dziękuję, panie ministrze.

- Widzicie ludzie mnie dalej kochają - powiedział podnieconym głosem George naśladując głos Kordka - ja jestem ich najlepszym ministrem

Błyszczące wysokie obcasy pomaszerowały do baru i po chwili wróciły.

- Ona chyba lubi błyszczące buty - mruknela Domique patrząc na swoje szpilki koloru czarnego

Harry czuł niemiłe łomotanie serca tuż pod gardłem. Dlaczego nie przyszło mu do głowy, że to ostatni weekend semestru również dla nauczycieli? Jak długo zamierzają tu siedzieć? Przecież musi mieć czas, by przemknąć się do Miodowego Królestwa, jeśli chce wrócić na noc do szkoły... Tuż obok drgnęła nerwowo noga Hermiony.

- Ciebie tam nie powinno być! - prychnal Percy

- Sprawdź czy Cie nie ma w ministrerstwie wujaszku - powiedział James II

- Więc co sprowadza pana aż na sam skraj puszczy, panie ministrze? - zabrzmiał głos madame Rosmerty.

- Minevra i reszta kobiet czy do Hogwartu czy ministrerstwa robią panieński na Dolores a ja Hagrid Filius i reszta z Hogwartu i ministrerstwa robią kawalerski dla dementorow - powiedział plan Fred II naśladując głos Knota

- A jakie jest moje zadanie panie ministrze? - spytał podniecony George II głosem kobiety

- Twoim zadaniem jest zorganizować ślub - oznajmił Fred II - mogę na Ciebie liczyć Rosmerto?

- Oczywiście panie Ministrze! - zawołał George II

- Cholipka Może nawet Cuthbert Binns będzie cholipka będzie impreza cholipka! - krzyknąl Teddy głosem Hagrida większość ludzi parsknęła śmiechem Dolores Jane Umbridge była wściekla

- Ja chciałabym coś powiedzieć - powiedziała Minne - chce nową kiecke pasujących do moich zielonych oczów a do tego fajna biżuteria i wysokie obcasy która będzie podkreślala moje długie nogi  większość patrzyła patrzyła szoku na profesorke - no co to że jestem profesorem jestem również kobietą

- Ja zawsze wiedziałam że pani profesor jest cool - oznajmiła radoście Victoire i klasnęła

- Ja zawsze byłam jestem i będę cool pani Lupin - rzekła pewnym głosem Victoire rzuciła zaklęcie i profesorka miała nowe ubrania i biżuterie wysokie obsacy znanymi szpilkani - I jak wyglądam? - spytała i zrobiła 180 stopni

- Minevro wyglądasz piękne - powiedział Filius

- Ja też chcę! - krzyknęly Rolanda i Poppy patrząc na blondynkę z nadzieją

- Jasne - powiedziała blondynka i - rzuciła zaklęcie teraz cała trójka siedziała zadowolonym minami

- W jakim domu byłaś? - spytała Rolanda

- W Gryfindorze - powiedziała

- 20 punktów dla Gryfindoru - oznajmiła Minne

- Nie możesz tak rozbawac punktów - powiedział Albus zdziwiony

- Och zamknij sie - odezwała się Minne - ty już dość zrobiłeś i nie zdejmę tego od teraz to mój nowy image

- Moj też - oznajmiły Madams Pomfrey i Hooch

Harry zobaczył, jak dolna część grubego ciała Knota przekręca się w krześle, jakby się rozglądał, czy nikt nie podsłuchuje, a po chwili usłyszał cichy głos:

- A cóż by innego, jak nie Syriusz Black, moja kochana? Chyba już słyszałaś, co się stało w szkole w Noc Duchów?

- Słyszałam jakieś pogłoski - przyznała madame Rosmerta.

- Rozgadałeś o tym wszystkim w pubie, Hagridzie? - rozległ się pełen wyrzutu głos profesor McGonagall.

- Hagrid powiem Ci coś tylko nikomu nie mów zwłaszcza naszym matkom i babciom - powiedział Louis tajemniczym głosem - jak ja Fred James George byliśmy na 7 roku pojechaliśmy z chłopakami do Hogwartu latającym fordem dziadka Artura

- I to jest tajemnica Hagridzie - rzekl James II - ani mru mru

- CO?! - krzyknęly matki i babcie gości przyszłości chłopaki przyszłości uśmiechnęli się niewinnie a Hagrid spalił buraka

- Myśli pan, ministrze, że Black wciąż jest w okolicy? - wyszeptała madame Rosmerta.

- Jestem tego pewny - odrzekł krótko Knot.

- Wie pan, że dementorzy już dwukrotnie przeszukiwali moją gospodę? - powiedziała madame Rosmerta lekko zjadliwym tonem. - Wypłoszyli mi wszystkich gości... To wcale nie sprzyja prowadzeniu interesu, panie ministrze.

- Moja droga Rosmerto, nie lubię ich tak samo jak ty.

- Mówi to ten co przyprowadzil kochanke Dementorow! - zawołał Harry do Knota

To niezbędne środki bezpieczeństwa... niestety, trzeba się z tym pogodzić... Niedawno rozmawiałem z paroma. Są wściekli na Dumbledore'a, bo nie pozwala im wchodzić na teren szkoły.

- Całkowicie się z nim zgadzam - odezwała się profesor McGonagall ostrym tonem. - Jak mielibyśmy prowadzić lekcje, gdyby te potwory latały wokół zamku?

- Święta racja! - pisnął profesor Flitwick, którego stopy dyndały w powietrzu.

- Nie zapominajmy jednak - powiedział Knot - że są tutaj, aby nas wszystkich chronić przed czymś o wiele gorszym... Dobrze wiemy, na co stać tego Blacka...

- Robi świetne imprezy - powiedział młodszy Łapa

- Ja tam wciąż nie mogę w to uwierzyć - powiedziała madame Rosmerta. - Syriusz Black to chyba ostatnia z osób, które bym posądziła o przejście na stronę Ciemności... Przecież pamiętam go, jak był chłopcem, uczył się tu, w Hogwarcie. Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, co z niego wyrośnie, uznałabym, że wypił za dużo miodu.

- Nie znasz nawet połowy prawdy, Rosmerto - burknął Knot. - Mało kto wie o najgorszym.

- Bla bla to on zdradził Potterów - mówił starszy Łapa

- O najgorszym? - zapytała madame Rosmerta głosem ożywionym ciekawością. - O czymś gorszym od zamordowania tych wszystkich biedaków?

- Z całą pewnością.

- Nie mogę w to uwierzyć. Co jeszcze może być gorszego?

- Mówisz, że pamiętasz go z Hogwartu, Rosmerto - mruknęła profesor McGonagall. - A pamiętasz, kto był jego najlepszym przyjacielem?

- Ja - oznajmili starszy i młodszy Rogacz

- Oczywiście. - Madame Rosmerta zachichotała. - Zawsze wszędzie chodzili razem, prawda? Ile razy tutaj zachodzili... Ooch, ale mnie rozśmieszali! Nierozłączna para, Syriusz Black i James Potter!

Harry wypuścił z rąk kufel, który upadł na podłogę z głośnym brzękiem. Ron dał mu kopniaka.

- To bolało! - jeknal Harry

- No właśnie - powiedziała profesor McGonagall.

- Black i Potter. Przywódcy tej małej bandy. Obaj bardzo bystrzy, oczywiście... wyjątkowo bystrzy... ale chyba nigdy nie mieliśmy takiej pary nicponiów...

- A my to co sąsiedzi! - zawołali Fred i George oraz Lee

- No nie wiem - zachichotał Hagrid. - Fred i George Weasleyowie chyba popędziliby im kota...

- Można było pomyśleć, że Black i Potter to bracia! - odezwał się profesor Flitwick.

- Tu nie trzeba myśleć Filiusie oni są braćmi a ja jestem ich matka a Fleomont ojcem - rzekła Euphemia

- Mamo - mruknął dwie wersje Łapy wzruszony do Euphemii

- Zabije tego co Ci to zrobił! - wycedziła Euphemia

- Nierozłączni!

- Tak w istocie było, i trudno się dziwić - rzekł Knot. - Potter ufał Blackowi jak nikomu. I ufał mu nadal po ukończeniu szkoły. Black był wciąż jego najlepszym przyjacielem, kiedy James ożenił się z Lily. Był ojcem chrzestnym Harry'ego.

- Jest ojcem chrzestnym Knocie idiocie - powiedział Harry a sala ryknela śmiechem gdy powiedział "Knocie idiocie"

- Jak śmiesz! - warknal melonik

Oczywiście Harry nie ma o tym pojęcia. Łatwo sobie wyobrazić, jak by się poczuł, gdyby się dowiedział.

- Bo Black w końcu przyłączył się do Sami-Wiecie-Kogo? - szepnęła madame Rosmerta.

- Gorzej, moja kochana... - Knot przyciszył głos. - Mało kto wie, iż Potterowie zdawali sobie sprawę z tego, że Sami-Wiecie-Kto na nich dybie. Dumbledore, który niestrudzenie działał przeciw Sami-Wiecie-Komu, miał wielu użytecznych szpiegów. Jeden z nich ostrzegł w porę Jamesa i Lily. Doradzał im, żeby się gdzieś ukryli. No ale wiadomo, że przed Sami-Wiecie-Kim niełatwo się ukryć. Dumbledore powiedział im, że największą szansą obrony będzie dla nich Zaklęcie Fideliusa.

- Ile razy Knot mam powtarzać Syriusz nie zdradził nas! - zawołał starszy Rogacz

- Wara od mojego męża ty tłusty idioto! - dodała starsza Marlene

- Jak ono działa? - zapytała madame Rosmerta, ledwo łapiąc oddech z ciekawości. Profesor Flitwick odchrząknął.

- To niesłychanie złożone zaklęcie - powiedział piskliwym głosem - przy którym dochodzi w sposób magiczny do zdeponowania tajemnicy w duszy żywego człowieka. Informacja zostaje ukryta w wybranej osobie, nazywanej Strażnikiem Tajemnicy, więc nie można jej odnaleźć... chyba że sam Strażnik Tajemnicy zechce ją wyjawić. Jak długo Strażnik Tajemnicy odmawiał jej ujawnienia, Sami-Wiecie-Kto mógł całymi latami przeszukiwać wioskę, w której mieszkali Lily i James, a i tak by ich nie znalazł, nawet gdyby przykleił nos do szyby ich salonu!

- Więc Black był Strażnikiem Tajemnicy Potterów? - wyszeptała z przejęciem madame Rosmerta.

- Oczywiście - powiedziała profesor McGonagall.

- Nie był - poprawił starsza Lily

- James Potter powiedział Dumbledore'owi, że Black prędzej umrze, niż powie, gdzie oni są, i że Black zamierza sam gdzieś się ukryć... A jednak Dumbledore wciąż był niespokojny. Pamiętam, jak zaproponował Potterom, że sam zostanie ich Strażnikiem Tajemnicy.

- Podejrzewał Blacka? - wysapała madame Rosmerta.

- Był pewny, że ktoś z bliskiego otoczenia Potterów donosi Sami-Wiecie-Komu o ich krokach - powiedziała ponuro profesor McGonagall. - Przez jakiś czas podejrzewał nawet, że zdrajcą jest ktoś z nas.

- A James Potter uparł się, żeby jego Strażnikiem Tajemnicy był Black?

- Niestety - westchnął ciężko Knot.

- Nie byłem strażnikiem tajemnicy! - jeknal Lord Black

- Kto był strażnikiem? - pytała młodsza Molly

- Będzie powiedziane mamusiu - odparła Hermiona

- A potem, w zaledwie tydzień po rzuceniu Zaklęcia Fideliusa...

- Black ich zdradził? - wydyszała madame Rosmerta.

- Tak, zrobił to. Black zmęczył się swoją rolą podwójnego agenta i gotów już był przyznać się otwarcie do tego, że popiera Sami-Wiecie-Kogo. I wygląda na to, że zamierzał to zrobić zaraz po śmierci Potterów. Ale, jak wiadomo, Sami-Wiecie-Kto napotkał nieprzewidzianą przeszkodę w postaci małego Harry'ego. Nieprzewidzianą i dla niego samego fatalną. Pozbawiony mocy, straszliwie osłabiony, uciekł, a to postawiło Blacka w bardzo nieprzyjemnym położeniu. Jego pan i mistrz doznał porażki w tym samym momencie, w którym on, Syriusz Black, pokazał wszystkim, kim naprawdę jest, a więc podłym zdrajcą. Nie miał wyboru, musiał też uciekać...

- Syriusz Black tego nie zrobił gdy Syriusz zdradził moich dziadków tata na pewno by mnie nie nazwał Syriusz! - krzyknąl James II - nazywam się James Syriusz od imienia ojca i ojca chrzestnego taty

- Właśnie tata tego nie zrobił - odezwał się Jared

- Plugawy, śmierdzący sprzedawczyk! - powiedział Hagrid tak głośno, że pół pubu umilkło.

Łapa patrzyli mordem w oczach na Hagrida

- Sza! - uciszyła go profesor McGonagall.

- Spotkałem tego śmierdziela! - warknął Hagrid.

- Robi się ciekawie! - podnieciła się Milicenta Bulstrode

- Chyba byłem ostatnim, co go widział, zanim rozwalił tych biedaków! To ja zabrałem Harry ego z domu Lily i Jamesa po ich śmierci! Wyniosłem go z ruin... bidactwo, na czole miało tę ranę, a jego rodzice leżeli tam ukatrupieni... No i zjawia się ten Black na swoim latającym motorze. Cholibka, nie miałem zielonego pojęcia, co on tam naprawdę robi! Nie wiedziałem, że był Strażnikiem Tajemnicy Lily i Jamesa. Pomyślałem, że gdzieś się dowiedział o napaści Sami-Wiecie-Kogo i przyleciał, żeby zobaczyć, jak może pomóc. A blady był jak upiór i cały się trząsł. I wiecie, co ja zrobiłem? POCIESZYŁEM TEGO PARSZYWEGO ZDRAJCĘ! SŁUGUSA MORDERCY! - ryknął na całą gospodę.

Kobiety i dziewczyny przyłożyły rękę do ust niektóre miały łzy w oczach matki Lily Allen i Jamesa płąkały

- Hagridzie, błagam! - powiedziała profesor McGonagall. - Przecież nie musisz tak wrzeszczeć!

- A niby skąd miałem wiedzieć, że kicha na śmierć Lily i Jamesa! Ze martwi go tylko parszywy los Sami-Wiecie-Kogo? Jeszcze do mnie zagaja: „Daj mi Harry'ego, jestem jego ojcem chrzestnym, zajmę się nim"... Trele-morele! No, ale ja dostałem rozkazy od Dumbledore'a i mówię Blackowi: „Nie, Dumbledore powiedział, że Harry ma być u ciotki i wuja".

- Jesteś sługusem Dumbledora Hagrid - oznajmił bezczelnym uśmiechem na twarzy Blaise

- Twoim Panem jest Dumbledore - dodała Mariette

- Jak śmiecie nie jestem sługusem! - warknal Hagrid

Black trochę podskakiwał, ale nie dałem mu się przekabacić. W końcu mi mówi: „Bierz mój motor, nie będzie mi już potrzebny". Tak powiedział. A ja, cholibka, jeszcze się nie skapowałem, że coś tu nie gra. To jego ukochany motor, dlaczego mi go daje? Dlaczego nie będzie mu już potrzebny? No tak, bo zbyt łatwo byłoby go wyśledzić. Dumbledore wiedział, że on jest Strażnikiem Tajemnicy Potterów.

- Miał być ale nie był! - krzyknąl starszy Lunatyk

Black wiedział, że musi dać dyla jeszcze tej nocy, wiedział, że ministerstwo zaraz będzie go szukać. A co by zrobił, gdybym mu dał Harry'ego? Założę się, że zrzuciłby go z motora do morza. Syna swojego najlepszego kumpla! No tak, ale kiedy czarodziej przechodzi na stronę Ciemności, wtedy już nic i nikt się dla niego nie liczy...

- A ty co - powiedziała młodsza Lily - mam Ci przypomnieć że masz za duży język że moje dzieci przez twoja głupotę musieli ratować kamień filozoficzny następnie ukrywałes pająka który sobie mieszkał zakazanym lesie bo chciałeś mieć zwierzątka jakby Kieł Ci nie wystarczał nie niezapomniajac o n hartodziobie

- Był jeszcze puszek który miał trzy głowy - dodała Marlene

Po opowieści Hagrida zapadło długie milczenie. Przerwała je madame Rosmerta, która powiedziała z mściwą satysfakcją:

- Ale nie udało mu się zniknąć, prawda? Ministerstwo Magii złapało go następnego dnia!

- Niestety, to nie my - westchnął Knot. - To ten mały Peter Pettigrew, jeden z przyjaciół Pottera. Oszalały z żalu, wiedząc, że Black był Strażnikiem Tajemnicy Potterów, sam puścił się za nim w pogoń.

- Pettigrew! - warkneli złota trójca oraz rodzice Harrego oraz Łapa i Lunatyk

- Pettigrew... Czy to ten gruby mały chłopak, który zawsze włóczył się za nimi po Hogwarcie? - zapytała madame Rosmerta.

- Black i Potter byli jego idolami - powiedziała profesor McGonagall.

- Był naszym przyjacielem - wyszeptał starszy Lunatyk

- Nie dorównywał im talentem, zawsze grał w drugiej lidze.

- Plugawy, śmierdzący sprzedawczyk! - wycedził starszy Łapa

Często bywałam dla niego trochę za ostra. Możecie sobie wyobrazić, jak... jak tego teraz żałuję... - Głos jej nabrzmiał, jakby nagle dostała kataru.

- Uspokój się, Minerwo - próbował dodać jej otuchy Knot. - Pettigrew umarł śmiercią bohatera.

- Śmiercią bohatera! - krzyknęli dwie wersje Łapy Marlene Lily Jamesa szoku

- Nie umarł - oznajmił Ron

- Nie opowiadaj kłamstw panie Weasley! - warknęła Umbridge

- Spierdalaj! - odparował Ron

Naoczni świadkowie... mugole, rzecz jasna, później wymazaliśmy im to z pamięci... opowiedzieli nam, jak Pettigrew osaczył Blacka. Mówili, że się rozpłakał. „Lily i James... Syriuszu! Jak mogłeś!", tak mu powiedział i sięgnął po różdżkę. No i Black był szybszy. Rozwalił tego Pettigrew na kawałeczki...

Ci którzy nie widzieli odczuneli się od Blacka i patrzyli na niego przerażonym wzrokiem

Profesor McGonagall wydmuchała hałaśliwie nos i powiedziała:

- Głupi chłopak... och, jaki głupi... zawsze był beznadziejny w pojedynkach... powinien zostawić to ministerstwu...

- Ja wtedy nie widziałam że jesteś niewinny Syriuszu - powiedziała łzami w oczach - później dowiedziałam się prawdy i jeśli pozwolisz - i podeszła do niego i go mocno przytuliła a później przytuliła Rogacza - Syriuszu Jamesie muszę się przyznać do czegoś - oznajmiła i zarumieniła się - jako opiekunka Gryffindoru byłam wobec was psotników bezwzględna. Jednak później wracałam do swoich prywatnych pokoi i na osobności śmiałam się z waszych wyczynów, aż zaczynam mnie boleć brzuch.

Łapa i Rogacz mieli banany na twarzy oznajmili - kocham Cię Minne a po za tym świetnie wyglądasz w tych ubraniach może jakiś kawaler się znajdzie dla Ciebie

- Nawet nie wiecie jak za wami tęskniłam - rzekła opiekunka gryfindoru

- Mówię wam, jakbym przed nim dorwał tego Blacka, nie bawiłbym się różdżkami... tylko bym go rozerwał na strzępy... kawałek... po kawałku.. - warknął Hagrid.

- Nie wiesz, o czym mówisz, Hagridzie - powiedział ostro Knot. - Nikt poza dobrze wyszkolonymi czarodziejami z brygady uderzeniowej naszego ministerstwa nie miałby najmniejszej szansy w starciu z Blackiem. Byłem wówczas zastępcą szefa Wydziału Magicznych Katastrof i jako jeden z pierwszych pojawiłem się na scenie po tym, jak Black zamordował tych wszystkich ludzi.

- Nie mordowałem żadnych ludzi! - warknal Łapa

Ja... ja nigdy tego nie zapomnę. Śni mi się to do tej pory. Lej pośrodku ulicy, tak głęboki, że pękła rura kanalizacyjna. Wszędzie trupy. Mugole wrzeszczą. A Black stoi sobie i zanosi się śmiechem! Możecie sobie wyobrazić? Stoi przed tym, co pozostało z Petera... kupka pokrwawionych szat i trochę... trochę strzępów...

- To jest wszystko kłamstwo - powiedziała Ginny

Głos mu się nagle załamał. Dał się słyszeć odgłos wydmuchiwania pięciu nosów.

- No więc tak to było, Rosmerto - powiedział Knot ochrypłym głosem. - Blacka obezwładnił dwudziestoosobowy patrol brygady uderzeniowej, a Pettigrew dostał pośmiertnie Order Merlina pierwszej klasy,

- ZE CO DOSTAL??! - rykneli dwie wersje Lily Marlene i Rogacz oraz młodsza wersja Łapy i Remusa

- Order Merlina - wycedziła z stronę Knota Hermiona

- Który później mu odebrali - rzekł Fineas

co może jakoś pocieszyło jego biedną matkę. A Blacka uwięziono w Azkabanie. Madame Rosmerta westchnęła głośno.

- Czy to prawda, że to szaleniec, panie ministrze?

- Chciałbym, żeby tak było - odpowiedział powoli Knot. - Jestem pewny, że klęska jego pana i mistrza wytrąciła go na jakiś czas z równowagi. Zamordowanie Petera Pettigrew i tych wszystkich mugoli było desperackim czynem osaczonego i gotowego na wszystko człowieka... To było okrutne i... bezsensowne. Ale podczas mojej ostatniej inspekcji w Azkabanie widziałem Blacka. Większość więźniów siedzi tam w ciemnych celach i mruczy coś do siebie... niewiele w nich rozumu... A ten Black... Byłem wstrząśnięty jego normalnością.

- Ale jak? - spytał jakiś Gryfon

- Bo Syriusz tego nie zrobił - powiedział Bill

Rozmawiał ze mną całkiem sensownie. To było bardzo deprymujące. Można było pomyśleć, że jest tylko znudzony... Zapytał, czy już przeczytałem gazetę, może bym mu ją zostawił, to sobie rozwiąże krzyżówkę... Tak, byłem naprawdę zdumiony, widząc, że dementorzy nie zdołali z niego nic wyssać...

- Ty zawsze byłeś zdumiony Knocie a Percy jako twój piesek robi to samo - stwierdziła Penelopa rodzeństwo Percego i przyjaciele rykneli śmiechem

- Clearwater! - warknal czerwony Percy

- Tak wiem chcesz żebym była swiatkowa na twoim ślubem z Knotem? - spytała słodkim głosem - ale wiesz ze najpierw Knot musi się rozwieść z żonka żeby Ciebie poślubić rodzeństwo śmiało się głośno

- Jak smiesz! - warknal Percy i wyciągnął różdżkę

- Odłoż ta wykałaczkę Percy - powiedziała Penelopa - bo zrobisz sobie biedaku krzywdę a takie dzieci nie powinni bawić się takimi przedmiotami - Percy zaatakował dziewczynę im, się zorientował leżał na ziemi z Głupia miną a nad nim stała Penelopa odrzucajac włosy do tyłu dziewczyny zaczęły klaskać

- Masz jeszcze coś do powiedzenia Weatherby? - zapytała Penelopa

a był jednym z najbardziej strzeżonych więźniów. Dementorzy stali przy jego drzwiach dzień i noc.

- Ale... jak pan myśli, po co on stamtąd uciekł? - zapytała madame Rosmerta. - Na miłość boską, panie ministrze, on chyba nie próbuje połączyć się z Sami-Wiecie-Kim?

- Powiedziałbym, że taki może być jego... ee... ewentualny plan - odpowiedział wymijająco Knot. - Mamy jednak nadzieję, że go szybko złapiemy. Tak, Sami-Wiecie-Kto samotny i pozbawiony popleczników to zupełnie co innego... ale wystarczy, że będzie miał znowu przy boku swojego najwierniejszego sługę, a obawiam się, że może szybko odzyskać moc...

Rozległo się ciche stuknięcie. Ktoś odstawił szklankę na stolik.

- No, Korneliuszu, jeśli masz dzisiaj zjeść kolację z dyrektorem, to musimy już wracać do zamku - powiedziała profesor McGonagall.

- Bo pakiety telefoniczne są drogie - oznajmił Sebastian

Pary stóp przed Harrym po kolei przejęły pełny ciężar swoich właścicieli, mignęły mu przed oczami rąbki peleryn, połyskujące obcasy madame Rosmerty zniknęły za barem. Drzwi znowu się otworzyły, do środka wpadł tuman śniegu i nauczyciele zniknęli.

- Harry?

Pod stołem pojawiły się twarze Rona i Hermiony. Oboje wpatrywali się w niego milcząc, jakby zabrakło im słów.

- Koniec rozdziału - oznajmiła Rami

 

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...