- Teraz
ja - powiedziała Alicja, matka Neville'a.
-
Łap - odpowiedziała Dorcas.
ROZDZIAŁ
DZIESIĄTY
Noc
Duchów
Malfoy
nie mógł uwierzyć własnym oczom, kiedy następnego dnia zobaczył Harry'ego i
Rona, wyglądających na nieco zmęczonych, ale w dobrych humorach. Prawdę mówiąc,
kiedy się rano obudzili, uznali, że spotkanie z trójgłowym psem było wspaniałą
przygodą i już tęsknili za kolejną.
-
To cały ty James - stwierdziła Lily.
-
Mordercza przygoda i tęskniliście za kolejną? - zapytała z nie dowierzeniem
Roxanna do swoich wujków.
-
No cóż, taka jest nasza gryfonska odwaga - odpowiedział Ron.
-
Raczej głupota - skomentował starszy Snape.
Harry
zdążył już opowiedzieć Ronowi o swoich podejrzeniach co do paczuszki z
Gringotta i spędzili razem mnóstwo czasu, zastanawiając się, co też może
wymagać aż takich środków bezpieczeństwa.
-
To musi być albo bardzo cenne, albo bardzo niebezpieczne - powiedział
Ron.
-
Albo i jedno, i drugie.
-
Tak jedno i drugie - powiedział Harry
Na
razie wiedzieli jednak tylko, że to coś ma około dwóch cali długości i że nie
mają szansy na odgadnięcie, co to jest, bez większej ilości danych. Ani
Neville, ani Hermiona nie okazywali najmniejszego zainteresowania tym, co mogło
się znajdować za psem i pod klapą w podłodze. Neville był zainteresowany tylko
jednym: żeby już nigdy nie zbliżyć się do korytarza na trzecim piętrze.
-
Ten pies był straszny - oznajmił Neville.
-
Nie dziwię ci się kochanie - rzekła Hannah.
Hermiona
nie odzywała się do Harry'ego i Rona, ale robiła takie wszechwiedzące miny, że
uznali to za okoliczność sprzyjającą.
-
Co się takiego wydarzyło, że się zaczęliście przyjaźnić? - zapytała Lily
-
Na pewno będzie o tym pisane, Lily - odpowiedział Ron.
Teraz
pragnęli znaleźć jakiś sposób, by odegrać się na Malfoy'u i ku ich wielkiemu
zadowoleniu możliwość taka pojawiła się tydzień później, wraz z poranną pocztą.
Kiedy sowy jak zwykle wleciały do Wielkiej Sali, uwagę wszystkich przykuł
długi, wąski pakunek, niesiony aż przez sześć sówek. Harry tak jak inni był
ciekaw, co może być w tej paczce i zdumiał się, kiedy sówki złożyły ją przed
nim, zrzucając przy okazji na podłogę jego bekon. Zaledwie odleciały, inna sowa
upuściła na paczkę list. Harry najpierw rozerwał kopertę i dobrze zrobił, bo
list głosił:
NIE
OTWIERAJ PACZKI PRZY STOLE.
Jest
w niej nowy Nimbus Dwa Tysiące, ale nie cha, żeby wszyscy wiedzieli, że
dostałeś miotle, bo każdy też będzie chciał. Oliver Wood spotka się z tobą dziś
na boisku quidditcha o siódmej wieczorem na pierwszym treningu.
Profesor
M. McGonagall
-
Minne, kochamy Cię! - krzyknęli Huncwoci.
Harry
nie mógł ukryć radości, kiedy wręczył Ronowi liścik do przeczytania.
-
Nimbus Dwa Tysiące! - jęknął z zazdrością Ron - Nigdy
nawet nie miałem go w rękach.
-
Właśnie Weasley, bo tobie nie było stać na nią! Hahaha! - powiedział Draco.
-
I co z tego, że Weasley'owie są biedni? Dali mi coś, co nie kupisz za żadne
pieniądze. Wiesz, co? Miłość do mnie, bo Dursley'owie nigdy mnie nie kochali i
nie są moją rodziną, tylko Weasley'owie są moją rodziną - powiedział Harry. Molly
i Artur przytulili Harry'ego mocno do siebie.
-
Molly i Arturze jesteśmy wam bardzo wdzięczny, że Harry ma do kogo się
przytulić, a ciebie Ron, że jesteś jego przyjacielem i ciebie Hermiono za bycia
przyjaciółką i Ciebie Ginny za miłość do Harry'ego - odparła Lily. Cała trójka
uśmiechnęła się do pani Potter.
Szybko
opuścili salę, pragnąc obejrzeć miotłę jeszcze przed pierwszą lekcją, ale drogę
zagrodzili im Crabbe i Goyle. Malfoy wyrwał Harry'emu paczkę i pomacał ją.
-
To miotła - powiedział i odrzucił paczkę Harry'emu z
mieszaniną zazdrości i złości na twarzy - Tym razem podpadłeś, Potter,
pierwszoroczniakom nie wolno posiadać mioteł.
-
Dostałem ją od Minne, więc oddawaj - warknął Harry.
Ron
nie mógł się powstrzymać.
-
To nie jest jakaś stara miotła - powiedział - To Nimbus Dwa Tysiące. Podobno
masz Kometę Dwa Sześćdziesiąt, tak, Malfoy? - Wyszczerzył zęby do Harry'ego -
Komety są dość szybkie, ale o klasę gorsze od Nimbusów.
-
Oddawaj i spadaj - powiedzieli zgodnie Ginny, Harry i Ron oraz bliźniacy Weasley
i Prewett.
-
A co ty o tym wiesz, Weasley, przecież nie stać cię nawet na pół kija -
odwarknął Malfoy - Założę się, że ty i twoi bracia musicie oszczędzać na każdą
witkę osobno.
-
Ty gnojku, co z tego, że twoja matka jest moją kuzynką i zaraz dostaniesz pysk
- odezwał się Łapa.
Zanim
Ron zdążył mu coś odpowiedzieć, pojawił się profesor Flitwick.
-
Chyba się nie kłócicie, co, chłopcy? - zaskrzeczał.
-
Potterowi przysłano miotłę, panie profesorze - powiedział szybko Malfoy.
-
Tak, tak, znakomicie - rzekł profesor Flitwick, uśmiechając się do Harry'ego -
Profesor McGonagall powiedziała mi o specjalnych okolicznościach, Potter. Co to
za model?
-
Nimbus Dwa Tysiące, panie profesorze - odpowiedział Harry, powstrzymując się,
by nie wybuchnąć śmiechem na widok miny Malfoy'a.
Harry
i Ron pękali ze śmiechu przypominając sobie minę Dracona.
-
A to wszystko dzięki Malfoy'owi - dodał.
Bliźniaki
wpadli na pomysł i wyczarowali napis Wielkiej Sali:
DZIĘKUJEMY
FRETKO ZA NAJLEPSZEGO I NAJMŁODSZEGO SZUKAJĄCEGO W CAŁYM HOGWARCIE! GDYBY NIE
TWOJA MĄDROŚĆ i GŁUPOTA, TO PRAWDOPODOBNIE HARRY NIE BYŁBY W DRUŻYNIE!
JESZCZE RAZ DZIĘKUJEMY!
DZIĘKUJE
CAŁA DRUŻYNA GRYFONÓW
Gryfoni
ryknęli śmiechem.
-
Dziękuję chłopaki. To było boskie - powiedział Harry, mrugając do nich okiem.
-
My tylko oddajemy hołd, że ciebie wynalazł - stwierdzili niewinnie Fred i
George Weasley.
Harry
i Ron pobiegli po schodach na górę, krztusząc się ze śmiechu.
-
Bo to prawda - zarechotał Harry, kiedy już byli na szczycie marmurowych schodów
- Gdyby nie ukradł Neville'owi przypominajki, nie byłoby mnie w drużynie...
-
FRETKO DZIĘKUJEMY! - krzyknęli Gryfoni wszystkich trzech pokoleń.
-
Więc wydaje ci się, że to nagroda za łamanie regulaminu? - rozległ się pełen
złości głos tuż za jego plecami. To Hermiona wchodziła po schodach, spoglądając
z niesmakiem na paczkę w rękach Harry'ego.
-
No byłam irytująca... - powiedziała Hermiona.
-
Ty to powiedziałaś - skomentowali Harry i Ron.
-
Myślałem, że się do nas nie odzywasz - powiedział Harry.
-
Tak, tak, i nie przestawaj - dodał szybko Ron - Tak się cieszyliśmy - Hermiona
pomaszerowała dalej, z nosem wycelowanym w sufit.
-
Byłam strasznie irytująca - oznajmiła Hermiona.
-
Powtórzymy: Ty to powiedziałaś - powiedzieli bliźniacy Weasley.
Tego
dnia Harry miał duże kłopoty ze skupieniem myśli na lekcjach. Wciąż uciekały mu
do dormitorium, gdzie pod łóżkiem leżała jego nowa miotła, albo pędziły na pole
do quidditcha, gdzie wieczorem miał rozpocząć trening. Po lekcjach wchłonął
szybko kolację, nie bardzo wiedząc, co połyka, i popędził z Ronem na górę, żeby
rozwinąć Nimbusa Dwa Tysiące.
-
Ojejku - westchnął Ron, kiedy miotła potoczyła się na łóżko Harry'ego. Nawet
Harry, który w ogóle nie znał się na miotłach, pomyślał, że naprawdę wygląda
wspaniale. Smukła i lśniąca, z mahoniową rączką, miała długi ogon ze starannie
dobranych, prostych witek, a tuż przy końcu rączki lśnił złoty napis: Nimbus
Dwa Tysiące.
"Ochy"
i "Achy" rozlegały się po sali z ust każdego (prawie każdego) gracza
quiddicha.
Przed
siódmą Harry opuścił zamek i w gęstniejącym zmierzchu ruszył w stronę boiska do
quidditcha. Jeszcze nigdy nie był na stadionie. Wokół boiska wznosiły się rzędy
ławek, tak żeby widzowie dobrze widzieli, co się na nim dzieje. Po obu stronach
tkwiły trzy złote tyczki zakończone pętlami. Harry'emu przypominały one małe,
plastikowe patyczki, służące dzieciom mugoli do wydmuchiwania baniek, tyle że
te miały z pięćdziesiąt stóp wysokości. Harry tak się palił do latania, że nie
czekając na Wooda, dosiadł swojej miotły i odepchnął się stopami od ziemi. Ach,
cóż to było za uczucie! Krążył od bramki do bramki, a potem przyspieszał i
opadał jak jastrząb na boisko. Nimbus Dwa Tysiące reagował na najlżejszy ruch i
dotyk.
-
Mam to samo uczycie - skomentował James II .
-
Harry Potter! Na dół! - Przybył Oliver Wood. Pod pachą niósł drewnianą klatkę.
Harry wylądował tuż obok niego - Świetnie - rzekł Wood, a oczy mu błyszczały -
No, teraz rozumiem, co miała na myśli McGonagall... naprawdę masz talent.
Dzisiaj zapoznani cię z zasadami gry, a potem będziesz trzy razy w tygodniu
ćwiczył z drużyną - Otworzył klatkę. Wewnątrz były cztery kule różnej wielkości
- No dobra - powiedział Wood - Quidditch dość łatwo zrozumieć, nawet jeśli nie
tak łatwo w niego grać. Po każdej stronie jest siedmiu graczy. Trzech z nich to
ścigający.
-
Czyli my - powiedziały Angelina, Alicja i Kate.
-
Super - powiedział Rogacz.
-
Trzech ścigających - powtórzył Harry, kiedy Wood wyjął z klatki jasnoczerwoną
kulę wielkości piłki futbolowej.
-
Ta kula nazywa się Kaflem. Ścigający podają sobie kafla i starają się
przerzucić go przez jedną z pętli, żeby zdobyć gola. Za każde przerzucenie
kafla przez jedną z pętli zdobywa się dziesięć punktów. Wszystko jasne?
-Ścigający
podają sobie kafla i przerzucają go przez jedną z pętli, by zdobyć punkty -
wyrecytował Harry - Zatem... to jest coś w rodzaju koszykówki z sześcioma
koszami, w którą gra się na latających miotłach, tak?
-
Co to jest koszykówka? - zapytał Wood, wyraźnie zaintrygowany.
-
Nieważne - odpowiedział szybko Harry.
-
Właśnie, co to koszykówka, Harry? - zapytał Oliver.
-
Mugolski sport - odpowiedziała Emilly
-
Teraz tak... W każdej drużynie jest jeden gracz, który nazywa się obrońcą... Ja
jestem obrońcą Gryfonów.
Oliver
dumnie wstał i ukłonił się z wielkim bananem na twarzy.
-
Latam wokół słupków bramkowych i powstrzymuję przeciwników, żeby nie strzelili
nam gola.
-
Trzech Ścigających, jeden Obrońca - rzekł Harry, chcąc to wszystko zapamiętać -
I grają Kaflem. W porządku, rozumiem. A te, do czego służą? - Wskazał na trzy
pozostałe kule wewnątrz skrzynki.
-
Zaraz ci pokażę - rzekł Wood - Weź to - Wręczył Harry'emu niewielką pałkę,
trochę krótszą od kija do baseballu.
-
A baseball? - zapytał Oliver.
-
Kiedy indziej ci wytłumaczę - odpowiedziała Hermiona.
-
Pokażę ci, co robią Tłuczki. Te dwie kule to Tłuczki - Pokazał Harry'emu dwie
identyczne kule, czarne i lśniące, trochę mniejsze od czerwonego kafla. Harry
zauważył, że drżą lekko, jakby chciały się uwolnić spod przytrzymujących je
rzemieni i ulecieć z klatki.
-
Cofnij się - ostrzegł go Wood. Pochylił się i uwolnił jedną kulę. Czarna kula
natychmiast wzniosła się w powietrze, a potem pomknęła ku twarzy Harry'ego. W
ostatniej chwili odbił ją pałką, ratując nos przed złamaniem. Kula świsnęła
zygzakiem w powietrze, zawirowała nad ich głowami i wystrzeliła w Wooda, który
rzucił się na nią całym ciałem i przygwoździł do ziemi.
- Mógłbyś
być pałkarzem! Haha! - odpowiedział George.
-
Widziałeś? - wysapał Wood, wpychając tłuczka z powrotem do klatki i
przymocowując go rzemieniem - Tłuczki latają nad boiskiem, starając się zwalić
graczy z mioteł. Dlatego każda drużyna ma po dwóch pałkarzy... w naszej są nimi
Weasley'owie...
Fred
i George stali i wypieli dumnie pierś, jak to robił Oliver i ukłonili się z
bananami na twarzy.
-
Ich zadaniem jest obrona reszty swoich graczy przed tłuczkami i odbicie ich w
stronę przeciwników. No to jak... wszystko jasne?
-
Trzech Ścigających stara się zdobyć punkty kaflem, Obrońca broni słupków
bramkowych, Pałkarze chronią kolegów przed tłuczkami.
-
Bardzo dobrze - pochwalił go Wood.
-
Ee... czy tłuczki już kogoś zabiły? - zapytał Harry, mając nadzieję, że
zabrzmiało to bardzo zdawkowo.
-
W Hogwarcie nigdy. Było trochę połamanych szczęk, ale nic gorszego. A teraz
posłuchaj. Ostatni członek drużyny nazywa się Szukającym. To właśnie ty. Ciebie
nie obchodzi kafel czy tłuczki...
-
...chyba że rozwalą mi głowę.
-
Nie martw się, Weasley'owie dają sobie radę z tłuczkami... zobaczysz, sami są
jak para ludzkich tłuczków.
-
Dziękujemy... - zaczął Fred.
-
Olivierze... - ciągnął George.
-
To taki... - ciągnął Fred.
-
Wspaniały komplement... - ciągnął George
-
Jesteśmy zaszczyceni - skończyli razem, udając, że wycierają łzę wzruszenia
Wood
sięgnął do klatki i wyjął czwartą kulę. W porównaniu z kaflem i tłuczkami była
o wiele mniejsza, wielkości dużego orzecha włoskiego, złota, z maleńkimi
srebrnymi skrzydełkami.
-
To jest Złoty Znicz - oznajmił Wood - kula najważniejsza ze wszystkich
czterech.
-
To prawda - powiedział James Syriusz Potter.
-
Bardzo trudno ją złapać, bo jest szybka i trudna do zauważenia. Złapanie jej
jest zadaniem szukającego. Musisz ją wyłowić spośród ścigających, pałkarzy,
tłuczków i kafla, i złapać przed szukającym przeciwników, bo za złapanie jej
zyskuje się dla swojej drużyny aż sto pięćdziesiąt punktów, co zwykle przesądza
o wyniku meczu. Właśnie dlatego szukający są tak często faulowani.
-
Też prawda - powiedział Fred II .
-
Mecz quidditcha kończy się z chwilą złapania znicza, więc może trwać bardzo
długo... Rekord wynosił prawie trzy miesiące, tak że musieli wprowadzać
zastępców, żeby gracze mogli się trochę przespać. No cóż, to chyba wszystko...
Masz jakieś pytania?
-
Aż tyle? - powiedziała Molly II .
Harry
potrząsnął głową. Zrozumiał już wszystko, nawet to, że prawdziwym problemem
jest opanowanie tego wszystkiego w praktyce.
-
Nie będziemy dzisiaj ćwiczyć ze Zniczem - rzekł Wood, ostrożnie umieszczając go
w klatce - Jest za ciemno, moglibyśmy go zgubić. Spróbujmy na razie z tymi.
Wyciągnął z kieszeni worek ze zwykłymi piłkami golfowymi i w chwilę później on
i Harry byli już w powietrzu. Wood rzucał piłkami z całej siły i we wszystkie
strony, a Harry musiał je łapać. Harry wyłapał wszystkie piłki i Wood był
zachwycony. Minęło pół godziny i zrobiło się ciemno, więc musieli skończyć.
-
To jest prawdziwy talent, proszę państwa! - krzyknął Oliver.
-
W tym roku na pucharze będzie nazwa naszej drużyny - powiedział uradowany
Wood, kiedy wracali do zamku - Wcale bym nie był zaskoczony, gdybyś okazał się
lepszy od Charliego Weasley'a, a on mógłby grać w reprezentacji Anglii, gdyby
nie wyjechał polować na smoki.
-
Oliverze, mylisz pojęcia. Ja nie poluje na smoki, tylko się nimi opiekuje -
poprawił go Charlie.
-
Przepraszam. Pomyliłem się - odpowiedział Oliver.
-
Spoko - uśmiechnął się Charlie.
Może
z powodu nawału zajęć, bo teraz trenował quidditcha trzy razy w tygodniu, po
odrobieniu masy zadań domowych, Harry zdumiał się, kiedy zdał sobie sprawę, że
jest już w Hogwarcie pełne dwa miesiące. W zamku czuł się jak w domu, inaczej
niż kiedykolwiek na Privet Drive. Teraz kiedy już opanował podstawy, zajęcia
też były coraz ciekawsze.
-
Jak ten czas szybko leci - stwierdził Harry
W
dzień poprzedzający Noc Duchów obudził ich cudowny zapach pieczonej dyni,
rozchodzący się po korytarzach. Mało tego, profesor Flitwick oznajmił im, że są
już przygotowani do tego, by na ich rozkaz latały różne przedmioty, co
stanowiło przedmiot ich marzeń od chwili, gdy na ich oczach sprawił, że ropucha
Neville'a obleciała całą klasę. Flitwick podzielił ich na pary. Partnerem Harry'ego
został Seamus Finnigan (co powitał z ulgą, bo Neville okropnie go rozpraszał).
Ronowi trafiła się jednak Hermiona Granger.
-
Ej! - jeknal Neville.
Trudno
powiedzieć, które z nich było bardziej niezadowolone z tego powodu.
-
Ja - powiedzieli jednocześnie.
-
Nie ty, tylko ja - burknęła Hermiona
-
Ja, a nie ty - skomentował Ron.
-
Nie ty, tylko ja - rzekła Hermiona.
-
Ja, a nie ty - odpowiedział Ron.
-
Nie ty, tylko ja - odparła Hermiona
-
Ja, a nie ty - odpowiedział Ron.
-
Spokój!!!!! - krzyknęła Rose.
-
Nic się nie zmieniliście - parsknął śmiechem Hugo.
Nie
odzywała się do nich od dnia, w którym Harry dostał Nimbusa Dwa Tysiące.
-
Proszę nie zapominać o tym lekkim ruchu nadgarstka, który tak długo
ćwiczyliśmy! - zaskrzeczał profesor Flitwick, usadowiony jak zwykle na stosie
książek. - Smagnąć i poderwać, pamiętajcie, smagnąć i poderwać! I wypowiadać
zaklęcie dokładnie, to bardzo ważne... Nie zapominajcie o czarodzieju Baruffio,
który źle wypowiedział spółgłoskę i znalazł się na podłodze, przygnieciony bawołem.
Było to bardzo trudne.
-
Nie dla jednej osoby - powiedzieli Harry i Ron.
Harry
i Seamus smagali i podrywali, ale piórko, które mieli wysłać pod sufit, leżało
sobie nadal na stoliku. Seamus tak się zniecierpliwił, że dotknął go różdżką, co
spowodowało, że się zapaliło - Harry musiał ugasić mały pożar swoją tiarą.
-
Tato, dalej lubisz wszystko podpalać? - spytała Amelia, chichocąc. Seanus
się zarumienil
Ronowi,
przy sąsiednim stole, też nic nie wychodziło.
- Wingardium
Leviosa! - krzyczał raz po raz, wymachując ramionami jak wiatrak.
-
Źle to wypowiadasz - prychnęła Hermiona - Wing-gar-dium Levi-o-sa.
"Gar" musi być melodyjne i długie.
-
Źle to wypowiadasz, Weasley - powiedział Draco wesoło - Wing-gar-dium
Levi-o-sa. "Gar" musi być melodyjne i długie - powiedział, naśladując
głos Hermiony.
-
Spadaj Fretko do dziury! - warknął Ron.
-
To zrób to sama, jak jesteś taka mądra - warknął Ron. Hermiona podwinęła rękawy
szaty, smagnęła różdżką i powiedziała:
- Wingardium
Leviosa!
-
Wingardium Leviosa, tak Ronuś sie robi - powiedział Draco, naśladując głos
Hermiony.
-
Spadaj tleniona Fretko - odburknęła Hermiona.
Piórko
uniosło się i zawisło jakieś cztery stopy nad ich głowami.
-
Wspaniale! - krzyknął profesor Flitwick, klaszcząc w dłonie - Niech wszyscy popatrzą,
pannie Granger już się udało! - Ron był markotny do końca lekcji.
-
Byłem zazdrosny - powiedział zgodnie z prawdą Ron
-
Nic dziwnego, że nikt nie może jej znieść - powiedział do Harry'ego, kiedy
przeciskali się przez zatłoczony korytarz - Ona jest koszmarna, naprawdę.
-
Ron, tak nie można mówić do kobiety która nosi twoje nazwisko - fuknęła matka
Rona, a Hermiona znowu go strzeliła w potylicę.
-
Auuu, za co kobieto? - warknął Ron.
-
Dobrze Ci tak - stwierdziła Ginny.
Ktoś
wpadł na Harry'ego w tłoku. Była to Hermiona. Harry zobaczył jej twarz - była
zalana łzami.
-
Chyba to usłyszała.
- Faceci
szybciej mówią niż myślą - powiedziała Olivia
-
No to co? - burknął Ron, ale wyraźnie się zmieszał - Sama musiała zauważyć, że
nie ma przyjaciół.
-
Ron! - warknęła Molly
Hermiona
nie pojawiła się na następnej lekcji i przez całe popołudnie nikt jej nie
widział. Idąc do Wielkiej Sali na ucztę świąteczną, Harry i Ron podsłuchali,
jak Parvati Patil opowiada swojej przyjaciółce Lavender, że Hermiona ryczy w
łazience i nie chce nikogo widzieć.
-
W tej chwili masz przeprosić Hermione! - warknęła Ginny i przytuliła Hermione
-
Przypominam Ci siostryczko że to się już wydarzyło - rzekł Ron
Ron
jeszcze bardziej się zmieszał, ale chwilę później wkroczyli do Wielkiej Sali,
gdzie na widok świątecznych dekoracji zapomnieli o Hermionie.
-
Dziękuje za takich przyjaciół - fuknęła Hermiona.
-
Hermiona przypominam ci, że jeszcze wtedy nie byliśmy przyjaciółmi -
odpowiedział Harry.
Ze
ścian i sklepienia zwisało z tysiąc żywych nietoperzy, a drugie tysiąc śmigało
ciemnymi chmarami nad stołami, powodując migotanie płomieni świec, osadzonych w
dyniach. Tym razem potrawy pojawiły się na złotych półmiskach tak jak podczas
bankietu powitalnego. Harry nakładał sobie właśnie wielkiego pieczonego ziemniaka,
kiedy na salę wpadł biegiem profesor Quirrell w przekrzywionym turbanie i z
przerażoną twarzą.
- Coś
się wydarzy - powiedział Frank
Wszyscy
zamilkli, wytrzeszczając oczy, a Quirrell dobiegł do krzesła profesora
Dumbledore'a, oparł się o stół i wysapał:
-
Troll... w lochach... uznałem, że powinien pan wiedzieć.
-
Troll?! - krzyknęli wszyscy bladzi.
-
Ale super - krzyknęli Fred i James. Olivia i Alicja II strzeliły ich tył głowy.
-
Nie jest super - oznajmili Olivia i Alicja jednocześnie.
Wybuchło
zamieszanie. Profesor Dumbledore musiał kilka razy wystrzelić purpurowe rakiety
ze swojej różdżki, żeby uciszyć salę.
-
Prefekci! - zagrzmiał - Natychmiast zaprowadzić swoje domy do dormitoriów!
Percy był w swoim żywiole.
-
Troll pojawił się w szkole, późnym wieczorem, a Percy jest swoim żywiole? -
zdziwił się Rogacz.
-
Tak James, Percy uwielbia rządzić innymi i myśli że jest wtedy fajny - odparł
Ron
-
Za mną! Pierwszoroczni, trzymać się razem! Nie musicie bać się trolli, jeśli
będziecie wypełniać moje polecenia! Teraz trzymać się tuż za mną. Przejście,
najpierw wychodzą pierwszoroczni! Przepraszam, jestem prefektem!
-
Poprawka: jesteś kretynem - powiedział zirytowany jego brat Fred.
-
Jak Troll mógł się tu dostać? - zapytał Harry, kiedy szli po schodach.
-
Mnie nie pytaj. Trolle to naprawdę głupie stwory - odpowiedział Ron - Może
Irytek wpuścił go dla draki - Po drodze mijali różne grupy, spieszące w różnych
kierunkach. Kiedy przepychali się przez tłum przerażonych Puchonów, Harry
nagle złapał Rona za łokieć.
-
Pomyślałem sobie o... Hermionie.
-
W samą porę - powiedziała Rose .
-
Że co?
-
Ona nic nie wie o trollu - Ron przygryzł wargę.
-
No dobra... - burknął.
-
Merlinie, czy oni idą po ciotkę Herm?? - przeraziła się Victoire cała blada na
twarzy.
-
Ale lepiej niech Percy nas nie zauważy - Pochylili głowy i przyłączyli się do
Puchonów, zmierzających w inną stronę, przemknęli przez opustoszałą część
korytarza i pobiegli do łazienki dziewczyn. Właśnie skręcili za róg korytarza,
kiedy usłyszeli za sobą szybkie kroki - Percy! - syknął Ron, wciągając
Harry'ego za wielkiego kamiennego gryfa. Wyglądając ukradkiem zza posągu,
zobaczyli jednak nie Percy'ego, lecz Snape'a. Przebiegł przez korytarz i
zniknął im z oczu.
-
Co ty Smarku kombinujesz? - zapytał groźnie Rogacz.
-
Co on robi? - szepnął Harry - Dlaczego nie jest w lochach razem z innymi
nauczycielami?
-
Żebym to ja wiedział - Ruszyli za oddalającymi się krokami Snape'a, starając
się iść jak najciszej.
-
Ty, on idzie na trzecie piętro - szepnął Harry, ale Ron podniósł rękę.
-
Czujesz coś? - Harry pociągnął nosem i poczuł zgniły odór, przywodzący na myśl
stare skarpetki i ubikację, której nikt nie sprząta.
-
Ohyda - krzywiły dziewczyny.
I
wówczas to usłyszeli - głuche powarkiwanie i pacnięcia wielkich stóp. Ron
pokazał palcem: na końcu korytarza po lewej stronie czerniało coś wielkiego,
co szło w ich stronę. Przywarli do ściany znajdującej się w cieniu, i patrzyli,
osłupiali, jak to coś wlazło w plamę księżycowego blasku. Był to straszny,
mrożący krew w żyłach widok. Wysoki na dwanaście stóp, o matowej,
granitowoszarej skórze, o wielkim, niezdarnym cielsku przypominającym głaz, z
małą, łysą głową sterczącą na czubku jak orzech kokosowy.
-
Gdzie jest Drops i nauczyciele?! - krzyknęły Lily I Molly I .
Miał
krótkie nogi, grube jak pniaki, z płaskimi, zrogowaciałymi stopami. Smród, jaki
wydzielał, trudno było znieść. W ręku trzymał wielką maczugę, która wlokła się
za nim, bo tak długie miał ramiona.
-
O kurde! - krzyknęli Huncwoci
-
O kuźwa - powiedział James II .
-
Merlinie - powiedziała blada Domique .
Troll
zatrzymał się przy sąsiednich drzwiach i zajrzał do środka. Poruszył długimi
uszami, a potem wlazł powoli do środka.
-
Klucz jest w zamku - wybełkotał Harry - Możemy go zamknąć.
- Ja
tam jestem! - krzyknęła Hermiona
-
Dobry pomysł - odpowiedział nerwowo Ron. Podsunęli się tuż do drzwi,
wstrzymując oddechy i modląc się, by trollowi nie zachciało się wyjść. A potem
Harry jednym skokiem stanął przed drzwiami, złapał za klamkę, zatrzasnął drzwi
i przekręcił klucz - Dobra! - Zarumienieni z emocji i dumni ze swego wyczynu,
ruszyli z powrotem korytarzem, ale kiedy doszli do rogu, usłyszeli coś, co
sprawiło, że serca im zamarły - wysoki, zduszony wrzask, który dochodził
wyraźnie zza drzwi, które właśnie zamknęli.
-
Och, nie... - wyjąkał Ron blady jak Krwawy Baron.
-
To ja krzyczę kretyn! - krzyknęła Hermiona.
-
To była łazienka dziewczyn! - wydyszał Harry.
-
Hermiona! - powiedzieli jednocześnie.
-
Mama!!! - powiedzieli Hugo i Rose bladzi.
- Hermiona!!!
- krzyknęły Lily, Molly, Alicja i Emilly .
-
Ciocia! - krzyknęli wszystkie dziewczyny z przyszłości. Wszystkie trzy słowa
zostały powiedziane jednocześnie.
Była
to na pewno ostatnia rzecz, jaką teraz chcieli zrobić, ale nie mieli wyboru.
Odwrócili się i popędzili z powrotem do owych drzwi, by przekręcić klucz w
zamku. Drżąc ze strachu, Harry otworzył drzwi i wbiegli do środka. Hermiona
Granger przywarła do ściany naprzeciw drzwi, wyglądając, jakby miała za chwilę
zemdleć.
Hermiona
wtuliła się w Rona a ten ja głaskał po włosach
Troll
zbliżał się do niej, wyrywając po drodze krany.
-
Co wy chcecie zrobić? - zapytała blada Lily.
-
Trzeba go skołować! - powiedział Harry do Rona i schwyciwszy jeden z leżących
na podłodze kranów, cisnął nim w ścianę.
-
Czy oni chcą walczyć z Trollem?? - zawołała blada Lily Luna.
- Macie
po 11 lat i nie macie szans! - nie dowierzała Lucy
-
Nie wierzę, że to mówię, ale, czy wy zwariowaliście? - jęknął szokowany Rogacz.
Troll
zatrzymał się kilka stóp od Hermiony. Rozejrzał się wokoło, mrugając głupawo
tępymi oczkami, żeby zobaczyć, co narobiło takiego hałasu. Zobaczył Harry'ego.
Zawahał się, a potem ruszył ku niemu, podnosząc maczugę.
-
Merlinie najpierw trójgłowy pies, teraz trzymetrowy Troll? To nie jest normalne
- jęknęła Roxanna.
-
Widać, że jak chodzi o Harry'ego, to nic nie jest normalne - powiedziała Lily
blada jak ściana - To twoja szkoła Dropsie! Co jeszcze wymyślisz? - zapytała
oburzona.
-
Hej, ciastomózgi! - ryknął Ron z drugiej strony
-
Toś mu powiedział - burknął Remus.
i
rzucił w niego metalową rurą. Troll nawet nie poczuł, gdy rura trzasnęła go w
ramię, ale posłyszał wrzask i znowu się zatrzymał, zwracając swój obrzydliwy
pysk w stronę Rona.
-
O Merlinie - krzyknęła Molly I , a wszystkie kolory znikły z jej twarzy.
Harry
wykorzystał to i obiegł go naokoło.
-
Szybko, uciekaj! Biegiem! - wrzasnął Harry, próbując pociągnąć Hermionę w
stronę drzwi, ale nie była w stanie się ruszyć, wciąż wciskała się w ścianę,
otworzywszy szeroko usta w niemym okrzyku przerażenia.
-
Nie dziwię się jej reakcji - powiedziała Dorcas.
Krzyki,
odbijające się echem od ścian, doprowadziły Trolla do szału. Ryknął i ruszył ku
Ronowi, który był najbliżej i nie miał dokąd uciec.
-
Merlinie - powiedzieli Molly i Artur i rodzeństwo Rona, a także Lily i Alicja I
.
Harry
zrobił wówczas coś, co było bardzo odważne i bardzo głupie: rozpędził się i
skoczył Trollowi na plecy, oplatając ręce wokół jego szyi.
Cała
sala byli bladzi i zdziwieni tym, co się teraz dzieje. Łapę totalnie zatkało i
patrzył wielkimi oczami na Harry'ego i Rona który tulil swoją ukochana .
Troll
nie poczuł, że wisi na nim jakiś krasnoludek, ale nawet troll nie jest aż tak
głupi, by nie zauważyć, że ktoś wsadza mu do nosa kawał długiego drewna, a
Harry wciąż miał w ręku swoją różdżkę i kiedy skoczył, niechcący wepchnął ją
trollowi w jedną z dziurek w nosie.
-
Ohyda! - skrzywili się wszyscy.
Wyjąc
z bólu, troll wywinął młynka maczugą. Harry trzymał się go kurczowo, świadom,
że jego życie wisi na włosku; w każdej chwili troll mógł go strząsnąć z siebie
jednym ruchem albo roztrzaskać maczugą jak komara.
Ginny
patrzyła wielkimi oczami na brata i Harry'ego.
-
Hermiona opowiadała mi wiele razy, ale nie wiedziałam, że to tak było -
skomentowala Ginny.
Hermiona
osunęła się na podłogę. Ron wyciągnął swoją różdżkę i nie wiedząc, co robić,
wykrzyknął pierwsze zaklęcie, jakie mu przyszło do głowy:
- Wingardium
Leviosa!
-
Oo, jednak moje zajęcia się przydają - rzekł mistrz zaklęć.
Maczuga
nagle wyrwała się z dłoni trolla, uniosła wysoko w powietrze, powoli obróciła
i... opadła ze straszliwym trzaskiem na głowę swojego właściciela.
Wszyscy
patrzyli na Rona podziwem.
-
Jesteś moim bohaterem Ron - powiedziała Hermiona i pocałowała go namiętnie w
usta
Troll
zachwiał się i runął na twarz z łoskotem, aż zadygotało całe pomieszczenie.
-
Ale nokaut - odezwał Hugo.
Harry
wstał. Trząsł się cały i z trudem łapał powietrze. Ron wciąż stał z uniesioną
różdżką, gapiąc się na to, co zrobił.
-
Ron kocham Cię! Uratowałeś mi wtedy życie zaklęciem Wingardium Leviosa -
komentowała Hermiona - Ciebie też Harry kocham, jak brata. Gdyby nie wy to
pewnie bym nie żyła
-
Cała przyjemność po mojej stronie pani Weasley - stwierdził Ron do swojej
dziewczyny
Pierwsza
odzyskała głos Hermiona.
-
Czy on... umarł?
-
Chyba nie - odpowiedział Harry. - Chyba tylko został znokautowany.
Pochylił
się i wyciągnął swoją różdżkę z nosa trolla. Cała była umazana czymś, co
przypominało szary klej.
-
Fuj - krzyknęły dziewczyny.
-
Ueee... smarki Trolla - Wytarł ją o spodnie olbrzyma. Nagle wszyscy troje
poderwali głowy, słysząc głośny tupot i trzaskanie drzwi. Dopiero teraz zdali
sobie sprawę, jakiego musieli narobić hałasu. W chwilę później do łazienki
wpadła profesor McGonagall, za nią Snape, a na końcu Quirrell.
-
O fajnie, że przyszliście - mruknęła Lily II .
Quirrell
rzucił okiem na Trolla, jęknął i szybko usiadł na jednym z sedesów, trzymając
się kurczowo za serce.
Cała
Wielka Sala patrzyła sie na Rona i Harry'ego jak na kosmitów niedowierzając,że
w wieku 11 lat pokonali dorosłego Górskiego Trolla.
Snape
pochylił się nad Trollem
-
To chyba... - zaczął Fred.
-...
Pierwszy... - ciągnął George.
-...
Pocałunek...
-
.. Profesora...
-...
Severusa...
-..
Snape'a... - skończył George.
-
Panie profesorze kiedy, ślub? - zapytali razem Fred i George. Huncwoci ryknęli
śmiechem. Snape patrzył mordem w oczach na bliźniaków Weasley. Huncwoci
przybyli piątkę z Fredem i Georgem.
Profesor
McGonagall wpatrywała się w Harry'ego i Rona. Harry jeszcze nigdy nie widział
jej tak rozwścieczonej.
-
Ta mina nie wróży nic dobrego - rzekł Łapa.
Miała
zupełnie białe wargi. Pożegnał się z nadzieją na zdobycie pięćdziesięciu
punktów dla Gryffindoru.
-
Co wy sobie w ogóle myślicie? - zapytała profesor McGonagall z zimną furią w
głosie.
-
Uratowali Hermionę życie - wytłumaczył Rogacz.
Harry
spojrzał na Rona, który wciąż stał pośrodku z podniesioną różdżką.
-
Macie szczęście, że was nie pozabijał. Dlaczego nie jesteście w swoim
dormitorium?
-
Bo ratowali... - zaczął Fred.
-
Ratowali - ciągnął George.
-
Nasza szwagierkę - skończyli razem.
Snape
przeszył Harry'ego wzrokiem. Harry wbił wzrok w podłogę. Bardzo chciał, żeby
Ron wreszcie opuścił tę różdżkę. Nagle z ciemnego kąta rozległ się cichy głos.
-
Pani profesor... proszę... oni szukali mnie.
-
Panna Granger!
-
Nic ci nie jest Hermiono? - zapytała Lily.
Hermionie
w końcu udało się stanąć na nogach.
-
Ja... poszłam szukać tego trolla, bo... myślałam, że sama sobie z nim dam
radę... no... bo przeczytałam o nich wszystko.
-
Czy ciotka Hermi kłamie właśnie naszej przyszłej dyrektorce w żywe oczy??? -
nie dowierzał James II .
-
Na to wygląda, że tak - nie dowierzał Fred II . Minerwa właśnie zdała sobie
sprawy, że jej najlepsza uczenia ją wtedy okłamała.
Ron
opuścił różdżkę. Hermiona Granger łgającą nauczycielom jak najęta?
-
Gdyby mnie nie znaleźli, już bym była martwa. Harry uderzył go różdżką w nos, a
Ron znokautował go jego własną maczugą. Nie mieli czasu kogoś wezwać. Kiedy tu
wpadli, on już chciał ze mną skończyć - Harry i Ron starali się robić takie
miny, jakby cała ta opowieść nie była dla nich nowością.
-
Uwierzyła wam? - zapytała Ginny.
-
Chyba tak - odpowiedział Harry.
-
No cóż... jeśli tak... - powiedziała profesor McGonagall, przypatrując im się
po kolei - Granger, ty głupia dziewczyno, skąd ci przyszło do głowy, że
poradzisz sobie sama z górskim trollem? - Hermiona zwiesiła głowę.
-
Nie jesteś głupia Hermiono. Byłam przerażona i to dlatego tak powiedziałam -
powiedziała profesorka
-
Nic się nie stało - odpowiedziała Hermiona.
Harry'emu
odebrało mowę. Hermiona była ostatnią osobą, która mogła zrobić coś sprzecznego
z regulaminem szkolnym, a oto udawała, że to zrobiła, żeby wybawić ich z
opresji. To tak, jakby Snape zaczął ich częstować cukierkami.
-
Wesołych świąt, panie profesorze! - krzyknął Lee do Snape'a.
-
Przyniesie pan cukierki? - spytali psotnie bliźniacy Weasley.
-
Przebierz się za Mikołaja i krzyknij: "Ho, ho, ho, ho! Wesołych świąt
wszystkim!" - powiedział Harry. Huncwoci ryknęli śmiechem razem z innymi.
-
Panno Granger, Gryffindor właśnie stracił przez to pięć punktów - oświadczyła
profesor McGonagall - Bardzo się na tobie zawiodłam, Granger.
-
Nie zawiodłaś mnie - powiedziała szybko Minne.
-
To było dawno - odpowiedziała Hermiona.
-
Jeśli nic ci się nie stało, maszeruj do wieży. Uczniowie kończą ucztę w swoich
domach - Hermiona wyszła. Profesor McGonagall zwróciła się do Harry'ego i Rona
- No cóż, mieliście dużo szczęścia, bo niewielu pierwszoroczniaków dałoby sobie
radę z dorosłym górskim trollem. Każdy z was zarobił dla Gryffindoru po pięć
punktów.
-
Tylko pięć? Oni uratowali Hermionę! - krzyknął szokowany Łapa.
-
Poinformuję o tym profesora Dumbledore'a. Możecie odejść.
-
Pewnie jest w swoim biurze i je te swoje dropsy - skomentowana Lily.
Szybko
wyszli z łazienki i nie odzywali się, póki nie wspięli się dwa piętra wyżej.
Dopiero tu odetchnęli z ulgą, bo uwolnili się od smrodu trolla i byli sami.
-
Powinniśmy zarobić więcej niż dziesięć punktów - mruknął Ron.
-
Pięć, bo drugie pięć już odjęła za Hermionę. Wybawiła nas z kłopotów, ale to
chyba żadna łaska... W końcu uratowaliśmy jej życie.
-
Tak to prawda - powiedziała Hermiona.
-
Nie musiałaby tego robić, gdybyśmy go tam nie zamknęli - przypomniał mu Harry.
Doszli do portretu Grubej Damy.
- Tez
prawda - powiedziała Hermiona
-
Świński ryj -
powiedzieli i przeszli przez dziurę. W pokoju wspólnym był tłok i gwar. Wszyscy
zajadali się świątecznymi potrawami, które tu przysłano. Tylko Hermiona czekała
na nich samotnie przy drzwiach. Przez chwilę panowało niezręczne milczenie, a
potem wszyscy troje powiedzieli "dzięki" i poszli po talerze. Ale od
tego czasu zaprzyjaźnili się z Hermiona.
-
To tak się zaprzyjaźniliście? - powiedziała uśmiechnęła Lily.
-
Tak. Uratowanie Hermiony scaliła naszą trójkę - odpowiedział Harry.
Są
takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią,
a znokautowanie trzymetrowego trolla górskiego na pewno jest jednym z nich.
-
Koniec rozdziału - powiedziała Alicja, matka Neville'a.
-
Później wiele rzeczy było, ale nie zdradzimy ich - powiedzieli wesoło Złota
Trójca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz