sobota, 10 grudnia 2022

Rozdział 11

 

- Alicja teraz ja - powiedział Frank I

Proszę - powiedziała Alicja I

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Quidditch

- Wreszcie mecz! - krzyknęli ci wszyscy, co interesowali się tym sportem.

Nadszedł listopad i zrobiło się bardzo zimno. Góry wo­kół szkoły pobielały, a jezioro lśniło jak stalowa tafla. Rano trawniki pokrywał szron. Z okien zamku można było zobaczyć Hagrida, jak oczyszcza oblodzone tyczki bramko­we na boisku, ubrany w kurtkę z kretów, rękawice z króli­ków i wysokie buty z bobrów.

- Hagrid pracuje - rzekła Domique .

Rozpoczął się sezon quidditcha. W sobotę Harry miał wystąpić w swoim pierwszym meczu po wielu tygodniach treningu: Gryfoni przeciw Ślizgonom. Jeśli wygrają Gryfoni, przesuną się na drugie miejsce w tabeli domów.

- Będzie dobrze Harry! - krzyknęli Huncwoci.

Mało kto widział Harry'ego w grze, bo Wood postano­wił, że będzie ich tajną bronią i utrzymywał to w tajemnicy. Ale i tak wieść o tym, że Harry trenuje jako szukający, jakoś się rozniosła i nie wiadomo było, co jest gorsze - ludzie mówiący mu, że jest naprawdę dobry, czy ci, którzy twierdzili, że będą pod nim biegać z materacem. Przyjaźń z Hermiona miała dla niego naprawdę duże znaczenie. Bez niej nie poradziłby sobie z nawałem prac domowych, bo Wood wyciskał z nich ostatnie poty na treningach. Pożyczyła mu też Quidditch przez wieki, książkę, która okazała się bardzo ciekawą, choć nie zawsze dodającą otuchy lekturą.

- Co byśmy bez ciebie zrobili Hermiono? - spytali Harry i Ron.

- Zginęliście marnie - oznajmiła słodko Hermiona.

Harry dowiedział się, że w Quidditchu istnieje aż siedem­set sposobów faulowania i że wszystkie zostały wykorzysta­ne w Pucharze Świata - w 1473 roku; że szukający byli zwykle najmniejszymi i najszybszymi graczami i że najpoważniejsze kontuzje przytrafiały się właśnie im; że choć rzadko docho­dziło do wypadków śmiertelnych, zdarzało się, że znikali sędziowie, by po paru miesiącach odnaleźć się na Saharze. Od czasu, gdy Harry i Ron uratowali ją od niechybnej śmierci z rąk górskiego trolla, Hermiona nie była już tak bezwzględna wobec łamania regulaminu szkolnego i obco­wanie z nią stało się o wiele przyjemniejsze.

- Sama później łamała przepisy - parsknął Ron. Hermiona się zarumieniła

W dniu poprze­dzającym pierwszy mecz Harry'ego wszyscy troje wyszli podczas przerwy na zimny dziedziniec, a Hermiona wycza­rowała im jasny, niebieski płomień, który można było zam­knąć w słoju od marmolady. Stali, grzejąc się przy nim, kiedy nagle pojawił się Snape. Harry zauważył, że Snape utyka na jedną nogę.

- Co Ci się stało mój ty biedaku? - pytał Łapa szyderczym głosem

Skupili się blisko, by ukryć płomień, bo byli pewni, że wykorzystywanie magii do takich celów jest zabronione. Niestety, ich miny musiały się wydać Snape'owi podejrzane, bo podszedł do nich, wyraźnie chcąc się do czegoś przyczepić. Nie zobaczył płomienia, ale wypatrzył książkę, którą Harry trzymał pod pachą.

- On tylko sie czepia Gryfonów, a zwłaszcza wujka Harry'ego - oburzył sie Louis.

- Co tam masz, Potter? - Harry pokazał mu książkę; był to "Quidditch przez wieki" - Książek z biblioteki nie wolno wynosić poza obręb szkoły. Daj mi ją. Gryffindor traci pięć punktów.

- Smarku nie ma takiego przepisu! - zawołał wściekły Rogacz.

- Zaraz przytnę Ci te kudły, które jak to nazywasz swoim włosami Smarkeusie! - krzyknął również Łapa.

- Severus Snape! - warknęła Minevra

- Przed chwilą stworzył ten przepis - mruknął Harry ze złością, kiedy Snape pokuśtykał dalej - Ciekawe, co mu się stało w nogę.

- Nie wiem, ale mam nadzieję, że mu ostro dokucza - powiedział Ron mściwym tonem.

- Właśnie! - krzyknęli dzieci Potterów i Weasley'ów. Smark patrzył na wszystkich z mordem w oczach.

Tego wieczora w salonie Gryffindoru było wyjątkowo gwar­nie. Harry, Ron i Hermiona siedzieli razem tuż przy oknie. Hermiona sprawdzała im pracę domową z zaklęć. Nigdy nie dawała im gotowych wypracowań do przepisania, ale czy­tała je na głos, żeby sami doszli do właściwych odpowiedzi.

- Bardzo dobrze Hermiono - ucieszyła się Lily.

- Dzięki Lily - uśmiechnela się Hermiona.

Harry czuł niepokój. Bardzo mu brakowało odebranej przez Snape'a książki, bo miał nadzieję, że pogrążenie się w lekturze pomoże mu odwrócić uwagę od jutrzejszego meczu. A właściwie, dlaczego tak się boi Snape'a? Wstał i oznajmił Ronowi i Hermionie, że idzie do Snape'a, żeby go poprosić o zwrot książki.

- Mój ty bohaterze - powiedziała Ginny do Harry'ego i pocałowała go w policzek.

- Mnie do tego nie namówisz - odpowiedzieli rów­nocześnie. Ale Harry uważał, że Snape mu nie odmówi, jeśli będzie przy tym jakiś inny nauczyciel. Zszedł na dół do pokoju nauczycielskiego i zapukał. Nie było odpowiedzi. Zapukał ponownie. Nic. Może Snape zostawił tam książkę? Warto spróbować. Uchylił lekko drzwi, zajrzał do środka - i zobaczył coś, co nim wstrząsnęło. W pokoju byli tylko Snape i Filch.

- Co oni obaj kombinują? - zapytał się podejrzliwie starszy Remus.

Snape zadarł szatę ponad kolana. Jedna z jego nóg była zakrwawiona i poszar­pana. Filch podawał mu bandaż.

- Cholerna sprawa - mówił Snape - Niby jak miałem upilnować się przed trzema głowami naraz? - Harry starał się jak najciszej zamknąć drzwi, ale...

- Ciekawie, czego pilnuje ten pies? - pytał Fred II .

- Dalej nie mogę pojąć, dlaczego trójgłowy pies jest w szkole - odezwała się Victoire

- POTTER!

- Co Smarkerusie? - zapytał się Rogacz.

Twarz Snape'a wykrzywił grymas wściekłości. Puścił szybko skraj szaty, by ukryć nogę. Harry przełknął ślinę.

- Ja tylko chciałem zapytać, czy mógłby mi pan oddać moją książkę.

- WYNOŚ SIĘ! PRECZ!

- Nie mów tak do mojego syna! - warknęła Lily.

- I do mojego taty - dodała mała Lily.

Harry uciekł, zanim Snape zdążył pozbawić Gryffindor kilku kolejnych punktów. Wrócił pędem na górę.

- No i co? Masz? - zapytał Ron - Co się stało? Harry opowiedział im szeptem, co zobaczył.

- Wiecie, co to znaczy? Próbował przejść zakazanym korytarzem! Pamiętacie? To tam właśnie szedł, kiedy go widzieliśmy w Noc Duchów... On szukał tego, czego strze­że ten potwór! I stawiam moją różdżkę, że to on wpuścił do zamku trolla, żeby narobić zamieszania!

- Smarkerus puścił trolla? - zapytał się szokowany Łapa.

Hermiona zrobiła wielkie oczy.

- Nie... tego by nie zrobił. Wiem, że nie jest zbyt miły, ale przecież nie próbowałby ukraść czegoś, co tak zazdrośnie ukrywa Dumbledore.

- Co ty chowasz Dropsie? - zapytał się Dorcas podejrzliwie patrząc na dyrka.

- Bo ty jesteś przekonana, że wszyscy nauczyciele są święci - prychnął Ron - Ja tam się zgadzam z Harrym. Nie mam za grosz zaufania do tego Snape'a. Ale czego on szuka? Czego strzeże ten piekielny pies? - Harry poszedł do łóżka z głową pełną pytań. Neville chrapał już głośno, ale Harry nie mógł zasnąć.

- Neville masz to po ojcu - parsknął śmiechem młodszy Remus. Frank I się zarumienił.

Starał się uwolnić od natłoku myśli, wiedział, że powinien się wyspać, przecież za kilka godzin wystąpi w swoim pierwszym meczu quidditcha, ale nie mógł zapomnieć wyrazu twarzy Snape'a, kiedy zobaczył jego zakrwawioną nogę. Ranek był słoneczny i mroźny. Wielką Salę wypełniał rozkoszny zapach pieczonych kiełbasek i podniecony gwar.

- Harry, wszystkie laski będą się w tobie podkochiwać - stwierdził Łapa i prasnął śmiechem.

- Łapa, Harry jest mój - odezwała się Ginny.

- A to ty jesteś moja Ginny - oznajmił Harry. A ty znajdź sobie jakąś dziewczyne - wzrocil się do Łapy

- No taka ciocia Marlene np - uśmiechnela się szeroko Ginny do Łapy siedziac na kolanach Harrego

- Ale ze mnie kretynka Syriusz jest zakochany w Marlene dlaczego wcześniej tego nie widziałam - mruknela cicho Lily do Rogacza

- Serio? - pytał Rogacz szokowany

- Tak musimy ich zeswatać - oznajmiła Lily

Wszyscy szykowali się na dobre widowisko.

- Musisz coś zjeść.

- Nie chcę.

- Chociaż kawałek tostu - błagała Hermiona.

- Nie jestem głodny.

- Masz to po ojcu - powiedziała Olivia, patrząc ze śmiechem na Jamesa II

Harry czuł się okropnie. Za godzinę miał wyjść na boisko.

- My też tak mieliśmy przed pierwszym meczem, a później puściło - powiedział James,II a reszta im tylko przytaknęła.

- Harry, musisz mieć siły - powiedział Seamus Finnigan - Przeciwnicy zawsze chcą wyeliminować Szuka­jącego.

- Dziękuję ci, stary - odrzekł Harry, patrząc, jak Seamus polewa sobie kiełbaski keczupem.

- Nie ma to jak walić prosto z mostu - odezwał się Albus II .

- Al, Seamus miał racje - odpowiedział Ron

O jedenastej na stadionie zebrała się chyba cała szkoła. Wielu miało lornetki. Ławki dla publiczności były umiesz­czone dość wysoko, ale w trakcie meczu quidditcha czasami i tak trudno było zobaczyć, co się dzieje. Ron i Hermiona usiedli w najwyższym rzędzie, razem z Neville'em, Seamusem i Deanem.

Seamus i Dean razem z Neville'em, Ronem i Harrym przybili sobie piątki.

Mieli dla Harry'ego niespodziankę: wielki transparent, zrobiony z jednego z po­gryzionych przez Parszywka prześcieradeł, z napisem: POTTER NA PREZYDENTA. Dean, który był dobry z rysunków, namalował pod spodem lwa - godło Gryffindoru.

- Super! krzyknęli uczniowie. Marlene zaczęła podrywać Cornera nie słuchała czytania i do niego mówiła 

- ale masz mięśnie Corner

- Co tu się dzieje! - zawołał Łapa i próbował się rzucić na Cornera ale powstrzymal go Rogacz

- No nie ładnie blondyneczko bajerujesz mnie a kręcisz na boku z tym tu! - zardwil Corner

- Ty mogłabyś być jego matka! - krzyknął Łapa szokowany do blondynki

- To nie jest twoja sprawa kogo podrywam! - warknęła Marlene na Łapę

- Ciociu to największy kretyn obok goryli! - jęknęła Hermiona

- To nie jest wasza sprawa! - burknęła Marlene

- Dziewczyny misja zeswatać Syriusza i Marlene - zarządziła Lily

- Mamusia ma rację I to najszybciej nie mogę na to patrzeć - stwierdzila Ginny krzywiąc się na samą wspomnienie - pomożecie?

- Pomożemy bo zaraz puszcze pawia - odpowidzieli ich drugie połówki i Remus

Hermiona wyszukała sprytne małe zaklęcie, tak że lew i napis mieniły się różnymi kolorami.

Harry się uśmiechnął do siostry.

- To było piękne, Herm.

- Dzięki, Harry.

Tymczasem Harry i reszta drużyny przebierali się w szatni w szkarłatne szaty do quidditcha (Ślizgoni mieli grać w zielonych). Wood odchrząknął głośno, żeby wszystkich uciszyć.

- No dobra, chłopaki... - zaczął.

- I dziewczyny - powiedziała Angelina Johnson, grająca na pozycji ścigającego.

- Angelina była świetną Ścigającą - oznajmił George.

- I dziewczyny - zgodził się Wood - To jest to.

- Coś naprawdę wielkiego - powiedział Fred Weasley.

- Coś, na co wszyscy czekaliśmy - dodał George.

- Znamy przemówienie Olivera na pamięć - po­wiedział Harry'emu Fred.

Huncwoci parsknęli śmiechem z Huncwoci 2.0 i z Harrym.

- Byliśmy w drużynie w zeszłym roku.

- Wy dwaj, zamknijcie się - uciszył ich Wood - To najlepsza drużyna Gryffindoru od wielu lat. Wychodzi­my po zwycięstwo. I wiem, że zwyciężymy.

- Wygramy, bo mamy najlepszego Szukającego! - zawołała Alicja Spinet.

- Dzięki Alicja. Też jesteś najlepsza, a w ogóle wy trzy byliście zabójczy tercet Gryfonów - rzekł Harry.

- Och, dziękujemy Harry - odpowiedziały Alicja, Angelina i Kate i dały Harremu po buziaku w policzek. Harry się zarumienił, a Huncwoci dwóch pokoleń parsknęli śmiechem.

Obrzucił ich groźnym spojrzeniem, jakby chciał dodać "albo przegramy".

- Dobra. Już czas. Życzę wszystkim powodzenia.

- To jest prawdziwy kapitan. Umie zmotywować zawodników - powiedział Mark, jeden z Gryfonów.

Harry wyszedł z szatni za Fredem i George'em i mając nadzieję, że nogi nie odmówią mu posłuszeństwa, wkroczył na boisko wśród głośnych wiwatów. Sędziowała pani Hooch. Stała pośrodku boiska, czekając na obie drużyny. Miotłę trzymała w ręku.

- A teraz posłuchajcie: chcę, żeby to była ładna, czysta gra - powiedziała, kiedy wszyscy zawodnicy zebrali się wokół niej.

Ślizgoni i czysta gra, ta jasne, a tu mi jedzie czołg - powiedział David mugolak z Gryffindoru. Kilka osób parsknęło śmiechem.

Harry zauważył, że mówiąc to, zwracała się szczególnie do kapitana Ślizgonów, Markusa Flinta z piątego roku, który sprawiał wrażenie, jakby miał w żyłach trochę krwi trollów.

- Ale brzydal - krzywili się dziewczyny.

Kątem oka dostrzegł też powiewający wysoko transparent ze świetlistym napisem „Potter na prezydenta". Serce mu podskoczyło, Poczuł się lepiej.

- Proszę dosiąść mioteł - Harry dosiadł swojego Nimbusa Dwa Tysiące. Pani Hooch zadęła w wielki srebrny gwizdek. Piętnaście mioteł poderwało się w powietrze. Zaczęło się.

Lee uśmiechnął się szeroko.

- ...Angelina Johnson natychmiast przejmuje kafla... cóż to za wspaniały ścigający, ta dziewczyna, no i przy tym taka ładna...

- Och, Lee, dzięki za komplementy. To miłe - powiedziała wesoło Angelina

- Spoko - odparł wesoło Lee.

- JORDAN!

Huncwoci parsknęli śmiechem.

- Przepraszam, pani profesor - Przyjaciel bliźniaków, Lee Jordan, był komentatorem, a profesor McGonagall kontrolowała jego popisy.

- Coś czuję, że to będzie najlepszy komentator w historii - powiedział Łapa.

- Świetne prowadzenie, zgrabny przerzut do Alicji Spinnet, to nowe odkrycie Olivera Wooda, w zeszłym roku była w rezerwie... z powrotem do Johnson i... nie, Gryfoni tracą piłkę, kapitan Ślizgonów, Marcus Flint przejmuje kafla i natychmiast podrywa się w górę... szy­buje jak orzeł... zamierza strze... nie, Wood, obrońca Gryfonów, znakomicie wyłapuje kafla, oddaje Katie Bell, co za wspaniały zwód, ograła Flinta, już jest wysoko, nur­kuje i... OCH!... to musiało zaboleć, tłuczek rąbnął ją w tył głowy... kafel w posiadaniu Ślizgonów... to Adrian Pucey szybuje ku słupkom bramkowym, ale... tak, za­blokowany przez drugi tłuczek, podbity tam przez Freda albo George'a Weasley'a, trudno powiedzieć, którego...

- Bo nawet nasza matka nas nie rozpoznaje - stwierdzili bliźniacy Fred i George.

w każdym razie to bardzo ładne zagranie pałkarza i John­son znowu ma kafla, przed nią nie ma nikogo, rusza do przodu... naprawdę, mknie jak jastrząb... wyminęła pę­dzący ku niej tłuczek... słupki są już blisko... strzelaj, Angelino!... obrońca Bletchey nurkuje... nie trafia... GOL DLA GRYFONÓW!

- Super! - krzyknęli Huncwoci.

Rozległy się radosne wiwaty Gryfonów i jęki zawodu Ślizgonów.

- Ruszajcie się! Śmiało!

- Hagrid!

- Hagrid - odezwała się Marlena.

Ron i Hermiona ścisnęli się, by zrobić Hagridowi miejsce obok siebie.

- Patrzyłem z mojej chaty - rzekł Hagrid, klepiąc wielką lornetę, wiszącą mu na szyi - ale to nie to, co być tutaj, w tłumie. Znicz jeszcze się nie pokazał, co?

- Nie - odrzekł Ron - Na razie Harry nie ma wiele do roboty.

- Unika kłopotów, bardzo dobrze - powiedział Hagrid, podnosząc lornetkę do oczu i wpatrując się w plamkę na niebie.

Harry szybował wysoko, ponad grającymi, wypatrując znicza... Była to część planu jego i Wooda.

Harry uśmiechnął się do Olivera.

- Trzymaj się z daleka, dopóki nie wypatrzysz znicza - powiedział mu Wood - Nie chcemy, żeby cię zaata­kowali, zanim nadejdzie właściwa pora. Kiedy Angelina zdobyła pierwsze dziesięć punktów,

- Świetnie mamo! - cieszyla się Roxanna.

Harry zrobił w powietrzu parę pętli, by dać upust swej radości. Teraz wrócił na swoją pozycję, rozglądając się za zniczem. Raz zobaczył jakiś złoty błysk, ale okazało się, że to tylko refleks słońca w zegarku któregoś z Weasley'ów, a raz tłuczek wystrzelił ku niemu jak kula armatnia, ale zrobił unik, a po chwili pojawił się ścigający Fred Weasley.

- Jak, w porządku? - krzyknął w locie i z całej siły odbił tłuczka w kierunku Marcusa Flinta.

I bardzo dobrze - powiedziała Dorcas

- Ślizgoni mają kafla - mówił Lee Jordan - Ści­gający Pucey unika dwóch tłuczków, mija obu Weasley'ów, Bell, śmiga ku... zaraz, zaraz... czy to był znicz?

- Dasz radę! Złap Znicza! - krzyczał Rogacz.

Pomruk przeszedł przez tłum, kiedy Adrian Pucey puścił kafla, oglądając się przez ramię na złoty błysk, który prze­mknął mu koło lewego ucha. Harry zobaczył to. Czując, jak go ogarnia fala podniece­nia, zanurkował w dół, za złotą smugą. Ślizgon Terence Higgs też ją dostrzegł. Obaj, ramię w ramię, pomknęli ku zniczowi, a wszyscy ścigający zawiśli w powietrzu, zapomi­nając o tym, co powinni robić.

- Bo nas zatkało - wytłumaczyła Kate.

Harry był szybszy od Higgsa. Widział już dobrze małą kulkę, trzepoczące srebrne skrzydełka... zwiększył szyb­kość i...

- I co??? - zapytała Rose

ŁUUUP! Ryk wściekłości wydarł się z gardeł Gryfonów na trybunach - Marcus Flint umyślnie zablokował Harry'ego, tak że ten ledwo się utrzymał na miotle, która zboczyła z kursu.

- Mówiłem - powiedział David.

- Faul! - krzyczeli wściekli Gryfoni.

- Faul! - krzyczeli Gryfoni. Pani Hooch skarciła ostro Flinta i zarządziła rzut wolny dla Gryfonów. Zrobiło się małe zamieszanie, a złoty znicz ponownie gdzieś zniknął.

- Usunąć go z boiska! Czerwona kartka! - ryczał Dean Thomas.

- O czym ty mówisz? - zdziwił się Ron.

- Czerwona kartka! W piłce nożnej pokazują ci czer­woną kartkę i musisz zejść z boiska!

- Ale to nie jest piłka nożna - przypomniał mu Ron. Hagrid poparł jednak Deana.

- Powinni zmienić przepisy. Flint mógł strącić Harry'ego z miotły.

- Prawda - powiedziała blada Lily.

Lee Jordan miał problemy z bezstronnością.

- Tak więc... po tym oczywistym i odrażającym oszu­stwie...

- Hahahaha!!! Pamiętam to! - zawołał Lee.

- Jordan! - warknęła profesor McGonagall.

- To znaczy... po tym jawnym, oburzającym faulu...

Hahahahahaha!! Cały Lee - krzyknęli Fred i George.

- Jordan, ostrzegam cię...

- No dobrze już, dobrze. Flint o mały włos nie zabił szukającego Gryfonów, co mogło się zdarzyć każdemu, to jasne,

- Hahahahahaha! Zawsze miałeś świetne teksty - powiedział Harry.

Większość ryknela śmiechem

więc rzut wolny dla Gryfonów, wybija Spinnet, bez kłopotów, gra toczy się dalej, kafel wciąż w posiadaniu Gryfonów... - To się stało, gdy Harry uniknął jeszcze jednego tłuczka, który śmignął mu tuż koło głowy. Nagle jego miotła po­chyliła się gwałtownie, tak że przez ułamek sekundy był pewny, że z niej spadnie.

-Merlinie powiedziała Dorcas

Ścisnął mocno kij dłońmi i kola­nami. Jeszcze nigdy nie poczuł czegoś takiego. To stało się ponownie - jakby miotła próbowała go z siebie zrzucić. Co się dzieje? Przecież Nimbus Dwa Tysiące nie może ni stąd, ni zowąd postanowić, że będzie zrzucał z siebie jeźdźców.

- Co się dzieje z twoją miotłą, Harry? - zapytała się Ginny blada,, jak ściana.

Harry spróbował zawrócić w kierunku słupków Gryffindoru - pomyślał, że trzeba poprosić Wooda o czas - i zdał sobie sprawę, że miotła w ogóle go nie słucha.

- Właśnie. Coś tu jest nie tak - rzekl Teddy.

Nie mógł jej zawrócić. W ogóle nie mógł nią kierować. Robiła zygzaki w powietrzu, a co jakiś czas pod­rygiwała raptownie, co sprawiało, że z wielkim trudem utrzymywał się na kiju. Lee wciąż komentował.

- Ślizgoni mają piłkę... Flint leci z kaflem... mija Spinnet... mija Bell... tłuczek trafia go prosto w twarz... mam nadzieję, że ma złamany nos... to był żart, pani profesor... strzela... och, nieeee....

- Cały Jordan - zaśmiał się dyrektor.

- Przyznasz mi Minne, że przynajmniej coś się działo - stwierdził Lee

- Czy każdy musi mnie nazywać "Minne"? - zapytała Minerwa.

- Tak! - krzyknęli Gryfoni.

Ślizgoni ryknęli z radości. Jak dotąd nikt nie zauważył dziwnego zachowania miotły Harry'ego, która unosiła go powoli coraz wyżej, poza pole gry, podrygując i robiąc gwałtowne skręty, jak narowisty koń.

- Nie mam pojęcia, co ten Harry wyprawia - mruknął Hagrid, który patrzył przez lornetkę - Gdybym go nie znał, to bym powiedział, że stracił panowanie nad miotłą... ale przecież on nie może...

- Ktoś maczał w tym paluchy, cholibka! - zawołał Hagrid.

Nagle wszyscy wstali, pokazując sobie palcami Harry'ego. Jego miotła zaczęła wywijać koziołki, a on ledwo się na niej trzymał. A potem cała widownia zamarła. Miotła rap­townie podskoczyła, stanęła dęba, a Harry zsunął się z niej i zawisł na kiju, trzymając się go jedną ręką.

- Merlinie! Harry trzymaj się - powiedziała Ruda Furia.

- Może coś się stało, kiedy go Flint przyblokował? - szepnął Seamus.

- To niemożliwe - powiedział Hagrid roztrzęsio­nym głosem. - Miotle nic nie może zaszkodzić... oprócz czarnej magii... Żaden dzieciak nie mógłby uszkodzić Nimbusa Dwa Tysiące - Na te słowa Hermiona złapała jego lornetkę, ale zamiast spojrzeć na Harry'ego, zaczęła nią gorączkowo przeszuki­wać tłum.

- Ciocia na coś wpadła - odezwała się Lily II .

- Co ty robisz? - jęknął Ron, szary na twarzy.

- Wiedziałam - wydyszała - Snape... zobacz.

- Snape!? - zapytali uczniowie.

- Smarkerus ty podły zdrajco! - krzyknęli Huncwoci z Lily.

- Uspokójcie się. To nie on - powiedział Harry.

- Jak to nie on? - zapytała Dorcas.

- Nie. My myśleliśmy, że on, ale to nie on, lecz kto inny. Pod koniec książki dowiecie się, kto zaczarował miotłę Harry'ego - odpowiedziała Hermiona.

Ron chwycił lornetkę. Snape stał pośrodku trybuny na­przeciw nich. Oczy miał utkwione w Harrym i nieustannie coś mamrotał.

- On coś robi... czaruje miotłę - powiedziała Hermiona.

- To, co zrobimy?

- Zostawcie to mnie.

- Już mi się to podoba, córciu - powiedział Rogacz

- Córciu? - zapytała szokowana Hermiona.

- Tak Hermiono. Ty i Harry zachowujecie się jak rodzeństwo - powiedział Lily.

- Hermiono zawsze chciałem mieć siostrzyczkę, która by odrabiała za mnie zadania - zaśmiał się Harry.

- A ja tak odważnego brata - odpowiedziała Hermiona.

I znikła, zanim Ron zdążył wypowiedzieć słowo. Ron znowu skierował lornetkę na Harry'ego. Miotła dygotała tak wściekle, że wydawało się niemożliwe, by utrzymał się dłużej. Wszyscy już stali, patrząc z przerażeniem, jak Weasley'owie próbują ściągnąć Harry'ego na jedną ze swoich mioteł, ale bez rezultatu.

- To niebezpieczne - oznajmiła Marlena.

raz za razem, gdy się do niego zbliżali, jego miotła podskakiwała jeszcze wyżej. Krą­żyli więc pod nim, najwyraźniej mając nadzieję złapać go w locie. Tymczasem Marcus Flint przejął kafla i strzelił pięć bramek, choć nikt nie zwracał na to uwagi.

- Hermino, zrób coś - mruczał zrozpaczony Ron.

Złota trójca wymienili spojrzenia.

Hermiona przepchnęła się do sektora, w którym stał Snape i pobiegła wzdłuż rzędu tuż za nim. Nawet się nie zatrzymała, żeby powiedzieć "przepraszam", gdy niechcący popchnęła profesora Quirrella, tak że wpadł na głowę do następnego rzędu.

- Nie ładnie Hermiono - powiedzieli bliźniaki Fred i George z bananami na twarzy.

Kiedy dotarła do Snape'a, kucnęła, wyciągnęła różdżkę i wyszeptała parę dobrze dobranych słów. Z różdżki wystrzelił jasnoniebieski płomień - wprost na skraj szaty Snape'a.

Huncwoci ryknęli śmiechem z bliźniakami, Harrym, Ronem, Huncwotami 1.0, 2.0, Teddym, Hugiem i młodszym Albusem.

- Lily nasza córka podpaliła Smarka - śmiał się Rogacz do Lily.

- Hermiono jestem taki dumny - powiedział Łapa, wycierając łzę wzruszenia.

- Czy Hermiona podpaliła nauczyciela?? - zapytała Emilly , kierując to pytanie do Rose.

- Na to wygląda - odpowiedziała Rose niedowierzając.

- Nie no, ciocia Hermiona szaleje. Najpierw okłamała Minne, teraz podpaliła Snape'a. Ciekawe, co jeszcze zrobi - śmiał się James z  Fredem II i Louisem.

Minęło ze trzydzieści sekund, zanim Snape zorientował się, że płonie.

- Płonący Smark?! - krzyknął Rogacz z Łapą i leżeli na ziemi ze śmiechu z bliźniakani Prewett i Weasley i Hunwotami 2.0, Harrym i Ronem. Młodszy i starszy Snape krzyknęli wściekli:

- Granger mnie podpaliła!!

- Jak już to pani Weasley - stwierdzila Molly I uśmiechała się do Hermiony - bo to jest moja córeczka Severusie jak masz już na nią krzyczeć to używaj odpowiedniego nazwiska panie profesorze Snape - Hermiona rzucila się na szyje Molly przytulając się do niej najmocniej jak mogła, mruknela jej Molly - Kocham cię bezwarunkowo, skarbie. Nikt i nic tego nigdy nie zmieni – powiedziała jej , ocierając łzy z twarzy Hermiony

- Ja Ciebie też kocham mamusiu - odpowiedziala Hermiona - bezwarunkowo Cię kocham

- My kobiety Weasley musimy trzymać się razem - rzekła mama Molly swojej drugiej córce

- I bardzo dobrze Smarku - powiedział Rogacz. Herniona się zarumieniła.

Po jego krótkim wrzasku poznała, że osiągnęła to, co zamierzała. Szybko zebrała płomienie do małego garnuszka, który miała w kieszeni, i wycofała się chyłkiem, prawie na czworakach. Snape nigdy się nie dowie, co się właściwie stało.

- Właśnie się dowiedziałem - krzyknęli wściekli starszy i młodszy Severus.

- To było dawno i nie prawda - stwierdziła niewinnie Hermiona - co złego to nie ja!

Ale to wystarczyło. Wysoko, w powietrzu, Harry nagle poczuł, że jest w stanie z powrotem dosiąść Nimbusa.

- Neville, możesz już patrzyć! - krzyknął Ron. Neville od pięciu minut szlochał z twarzą ukrytą w kurtce Hagrida.

- Kochanie wszystko dobrze - powiedziała jego matka.

Harry szybował już w dół. Wszyscy zobaczyli, jak zakry­wa sobie usta rękami, jakby miał zwymiotować - wylą­dował prawie na czworakach - zakaszlał - i coś złote­go spadło mu na dłoń.

- Ma znicz!! - krzykneli uczniowie, nim młody Frank zdołał coś przeczytać kolejne zdanie.

- Rogosiątko złapał znicz!! - krzyknął Łapa i wykonał taniec radości z Harrym .

- Moja krew!! - krzyknął Rogacz i wykonał taniec radości z Lily.

- To nasz tata! - powiedzieli dumni James II Albus II i Lily Luna

- Mam znicz! - krzyknął, wymachując nim nad głową.

- Tak! Gryfoni górą! - krzyknał Fred II

Mecz zakończył się ogólnym zamieszaniem.

- On go nie złapał, on go prawie połknął - ryczał wciąż Flint jeszcze dwadzieścia minut później, ale niczego to nie zmieniało: Harry nie złamał żadnego przepisu i Lee Jordan wciąż wykrzykiwał rezultat - Gryffindor wygrał stu siedemdziesięcioma punktami do sześćdziesięciu.

- Tak. Harry jesteś świetny - powiedział starszy Remus.

Ale Harry już tego nie słyszał. Pił mocną herbatę w chatce Hagrida, razem z Ronem i Hermioną.

- To był Snape - wyjaśniał mu Ron - Hermioną go zobaczyła. Czarował twoją miotłę, nie spuszczał z ciebie wzroku.

- Bzdury - rzekł Hagrid - Niby dlaczego miał­by to robić?

- Ciekawe - odparła Narzyza.

Harry, Ron i Hermioną wymienili znaczące spojrzenia, zastanawiając się, czy mu powiedzieć. Harry uznał, że trzeba wyjawić prawdę.

- Czegoś się o nim dowiedziałem - powiedział - W Noc Duchów próbował przejść koło psa o trzech gło­wach. Potwór go ugryzł. Sądzimy, że chciał ukraść to, czego strzeże pies - Hagrid wypuścił z rąk dzbanek.

- Skąd wiecie o Puszku? - zapytał.

- O Puszku!?! - krzykneli wszyscy niedowierząjac jakie imie ma trójgłowy pies. Wszyscy odwrocili się w stronę Hagrida. Tylko on mogł wymyślic takie imię dla tego psa.

- O Puszku?

- No tak... to mój pies... kupiłem go od jednego Greka... w pubie, w zeszłym roku... pożyczyłem go Dumbledore'owi, żeby pilnował...

- Czego?? - zapytali przybysze z przeszłości i przyszłości.

- Czego? - zapytał Harry.

- No... co to, to nie, więcej wam nic nie powiem, nawet nie pytajcie - odburknął Hagrid - To ściśle tajne, ot co.

- Ale Snape próbował to wykraść.

- Bzdura - powtórzył Hagrid - Snape jest na­uczycielem w Hogwarcie, nigdy by czegoś takiego nie zrobił.

- To prawda - mruknął Harry

- Więc dlaczego próbował zabić Harry'ego? - za­wołała Hermioną.

- Bo ja się zawsze martwię o Harry'ego - powiedziała Hermiona.

Po wydarzeniach ostatniego popołudnia z całą pewnością zmieniła zdanie o Snapie.

- W końcu potrafię poznać, czy ktoś rzuca zły urok, jak to zobaczę - dodała - Trzeba mieć stały kontakt wzrokowy, a Snape ani razu nie mrugnął okiem, sama widziałam!

- Smarku, dlaczego chciałeś zabić naszego syna - zapytał wściekły Rogacz.

- A ja wam mówię, że się mylicie! - zaperzył się Hagrid - Nie mam pojęcia, dlaczego miotła Harry'ego zachowywała się tak dziko, ale Snape nigdy by nie zabił ucznia! A teraz posłuchajcie mnie, wszyscy troje! Grzebiecie w sprawach, które was nie dotyczą. To niebezpieczne. Zapomnijcie o tym psie, zapomnijcie o tym, czego on strzeże. To jest sprawa między profesorem Dumbledore'em a Nicolasem Flamelem...

- No cholera, powiedziałem za dużo - powiedział Hagrid.

- Hmm... Flamel, gdzieś to nazwisko widziałam - zastanawiała się Lily I.

- Aha! - krzyknął Harry - A więc w to jest za­mieszany jakiś Nicolas Flamel, tak? - Hagrid miał taką minę, jakby był wściekły na samego siebie.

- Koniec rozdziału - powiedział Frank I.

- Teraz ja chcę czytać - powiedziała Rose.

- Proszę - powiedział Frank I .

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...