-
Alicja teraz ja - powiedział Frank I
- Proszę
- powiedziała Alicja I
ROZDZIAŁ
JEDENASTY
Quidditch
-
Wreszcie mecz! - krzyknęli ci wszyscy, co interesowali się tym sportem.
Nadszedł
listopad i zrobiło się bardzo zimno. Góry wokół szkoły pobielały, a jezioro
lśniło jak stalowa tafla. Rano trawniki pokrywał szron. Z okien zamku można
było zobaczyć Hagrida, jak oczyszcza oblodzone tyczki bramkowe na boisku,
ubrany w kurtkę z kretów, rękawice z królików i wysokie buty z bobrów.
-
Hagrid pracuje - rzekła Domique .
Rozpoczął
się sezon quidditcha. W sobotę Harry miał wystąpić w swoim pierwszym meczu po
wielu tygodniach treningu: Gryfoni przeciw Ślizgonom. Jeśli wygrają Gryfoni,
przesuną się na drugie miejsce w tabeli domów.
-
Będzie dobrze Harry! - krzyknęli Huncwoci.
Mało
kto widział Harry'ego w grze, bo Wood postanowił, że będzie ich tajną bronią i
utrzymywał to w tajemnicy. Ale i tak wieść o tym, że Harry trenuje jako
szukający, jakoś się rozniosła i nie wiadomo było, co jest gorsze - ludzie
mówiący mu, że jest naprawdę dobry, czy ci, którzy twierdzili, że będą pod nim
biegać z materacem. Przyjaźń z Hermiona miała dla niego naprawdę duże
znaczenie. Bez niej nie poradziłby sobie z nawałem prac domowych, bo Wood
wyciskał z nich ostatnie poty na treningach. Pożyczyła mu też Quidditch przez
wieki, książkę, która okazała się bardzo ciekawą, choć nie zawsze dodającą
otuchy lekturą.
-
Co byśmy bez ciebie zrobili Hermiono? - spytali Harry i Ron.
-
Zginęliście marnie - oznajmiła słodko Hermiona.
Harry
dowiedział się, że w Quidditchu istnieje aż siedemset sposobów faulowania i że
wszystkie zostały wykorzystane w Pucharze Świata - w 1473 roku; że szukający
byli zwykle najmniejszymi i najszybszymi graczami i że najpoważniejsze kontuzje
przytrafiały się właśnie im; że choć rzadko dochodziło do wypadków
śmiertelnych, zdarzało się, że znikali sędziowie, by po paru miesiącach
odnaleźć się na Saharze. Od czasu, gdy Harry i Ron uratowali ją od niechybnej
śmierci z rąk górskiego trolla, Hermiona nie była już tak bezwzględna wobec
łamania regulaminu szkolnego i obcowanie z nią stało się o wiele
przyjemniejsze.
-
Sama później łamała przepisy - parsknął Ron. Hermiona się zarumieniła
W
dniu poprzedzającym pierwszy mecz Harry'ego wszyscy troje wyszli podczas
przerwy na zimny dziedziniec, a Hermiona wyczarowała im jasny, niebieski
płomień, który można było zamknąć w słoju od marmolady. Stali, grzejąc się
przy nim, kiedy nagle pojawił się Snape. Harry zauważył, że Snape utyka na
jedną nogę.
-
Co Ci się stało mój ty biedaku? - pytał Łapa szyderczym głosem
Skupili
się blisko, by ukryć płomień, bo byli pewni, że wykorzystywanie magii do takich
celów jest zabronione. Niestety, ich miny musiały się wydać Snape'owi
podejrzane, bo podszedł do nich, wyraźnie chcąc się do czegoś przyczepić. Nie
zobaczył płomienia, ale wypatrzył książkę, którą Harry trzymał pod pachą.
-
On tylko sie czepia Gryfonów, a zwłaszcza wujka Harry'ego - oburzył sie Louis.
-
Co tam masz, Potter? - Harry pokazał mu książkę; był to "Quidditch przez
wieki" - Książek z biblioteki nie wolno wynosić poza obręb szkoły. Daj mi
ją. Gryffindor traci pięć punktów.
-
Smarku nie ma takiego przepisu! - zawołał wściekły Rogacz.
-
Zaraz przytnę Ci te kudły, które jak to nazywasz swoim włosami Smarkeusie! - krzyknął
również Łapa.
-
Severus Snape! - warknęła Minevra
-
Przed chwilą stworzył ten przepis - mruknął Harry ze złością, kiedy Snape
pokuśtykał dalej - Ciekawe, co mu się stało w nogę.
-
Nie wiem, ale mam nadzieję, że mu ostro dokucza - powiedział Ron mściwym tonem.
-
Właśnie! - krzyknęli dzieci Potterów i Weasley'ów. Smark patrzył na wszystkich
z mordem w oczach.
Tego
wieczora w salonie Gryffindoru było wyjątkowo gwarnie. Harry, Ron i Hermiona
siedzieli razem tuż przy oknie. Hermiona sprawdzała im pracę domową z zaklęć.
Nigdy nie dawała im gotowych wypracowań do przepisania, ale czytała je na
głos, żeby sami doszli do właściwych odpowiedzi.
-
Bardzo dobrze Hermiono - ucieszyła się Lily.
-
Dzięki Lily - uśmiechnela się Hermiona.
Harry
czuł niepokój. Bardzo mu brakowało odebranej przez Snape'a książki, bo miał
nadzieję, że pogrążenie się w lekturze pomoże mu odwrócić uwagę od jutrzejszego
meczu. A właściwie, dlaczego tak się boi Snape'a? Wstał i oznajmił Ronowi i
Hermionie, że idzie do Snape'a, żeby go poprosić o zwrot książki.
-
Mój ty bohaterze - powiedziała Ginny do Harry'ego i pocałowała go w policzek.
-
Mnie do tego nie namówisz - odpowiedzieli równocześnie. Ale Harry uważał, że
Snape mu nie odmówi, jeśli będzie przy tym jakiś inny nauczyciel. Zszedł na dół
do pokoju nauczycielskiego i zapukał. Nie było odpowiedzi. Zapukał ponownie.
Nic. Może Snape zostawił tam książkę? Warto spróbować. Uchylił lekko drzwi,
zajrzał do środka - i zobaczył coś, co nim wstrząsnęło. W pokoju byli tylko
Snape i Filch.
-
Co oni obaj kombinują? - zapytał się podejrzliwie starszy Remus.
Snape
zadarł szatę ponad kolana. Jedna z jego nóg była zakrwawiona i poszarpana.
Filch podawał mu bandaż.
-
Cholerna sprawa - mówił Snape - Niby jak miałem upilnować się przed trzema
głowami naraz? - Harry starał się jak najciszej zamknąć drzwi, ale...
-
Ciekawie, czego pilnuje ten pies? - pytał Fred II .
-
Dalej nie mogę pojąć, dlaczego trójgłowy pies jest w szkole - odezwała się
Victoire
-
POTTER!
-
Co Smarkerusie? - zapytał się Rogacz.
Twarz
Snape'a wykrzywił grymas wściekłości. Puścił szybko skraj szaty, by ukryć nogę.
Harry przełknął ślinę.
-
Ja tylko chciałem zapytać, czy mógłby mi pan oddać moją książkę.
-
WYNOŚ SIĘ! PRECZ!
-
Nie mów tak do mojego syna! - warknęła Lily.
-
I do mojego taty - dodała mała Lily.
Harry
uciekł, zanim Snape zdążył pozbawić Gryffindor kilku kolejnych punktów. Wrócił
pędem na górę.
-
No i co? Masz? - zapytał Ron - Co się stało? Harry opowiedział im szeptem, co
zobaczył.
-
Wiecie, co to znaczy? Próbował przejść zakazanym korytarzem! Pamiętacie? To tam
właśnie szedł, kiedy go widzieliśmy w Noc Duchów... On szukał tego, czego strzeże
ten potwór! I stawiam moją różdżkę, że to on wpuścił do zamku trolla, żeby
narobić zamieszania!
-
Smarkerus puścił trolla? - zapytał się szokowany Łapa.
Hermiona
zrobiła wielkie oczy.
-
Nie... tego by nie zrobił. Wiem, że nie jest zbyt miły, ale przecież nie
próbowałby ukraść czegoś, co tak zazdrośnie ukrywa Dumbledore.
-
Co ty chowasz Dropsie? - zapytał się Dorcas podejrzliwie patrząc na dyrka.
-
Bo ty jesteś przekonana, że wszyscy nauczyciele są święci - prychnął Ron - Ja
tam się zgadzam z Harrym. Nie mam za grosz zaufania do tego Snape'a. Ale czego
on szuka? Czego strzeże ten piekielny pies? - Harry poszedł do łóżka z głową
pełną pytań. Neville chrapał już głośno, ale Harry nie mógł zasnąć.
-
Neville masz to po ojcu - parsknął śmiechem młodszy Remus. Frank I się
zarumienił.
Starał
się uwolnić od natłoku myśli, wiedział, że powinien się wyspać, przecież za
kilka godzin wystąpi w swoim pierwszym meczu quidditcha, ale nie mógł zapomnieć
wyrazu twarzy Snape'a, kiedy zobaczył jego zakrwawioną nogę. Ranek był
słoneczny i mroźny. Wielką Salę wypełniał rozkoszny zapach pieczonych kiełbasek
i podniecony gwar.
-
Harry, wszystkie laski będą się w tobie podkochiwać - stwierdził Łapa i prasnął
śmiechem.
-
Łapa, Harry jest mój - odezwała się Ginny.
-
A to ty jesteś moja Ginny - oznajmił Harry. A ty znajdź sobie jakąś
dziewczyne - wzrocil się do Łapy
-
No taka ciocia Marlene np - uśmiechnela się szeroko Ginny do Łapy siedziac na
kolanach Harrego
-
Ale ze mnie kretynka Syriusz jest zakochany w Marlene dlaczego wcześniej tego
nie widziałam - mruknela cicho Lily do Rogacza
-
Serio? - pytał Rogacz szokowany
-
Tak musimy ich zeswatać - oznajmiła Lily
Wszyscy
szykowali się na dobre widowisko.
-
Musisz coś zjeść.
-
Nie chcę.
-
Chociaż kawałek tostu - błagała Hermiona.
-
Nie jestem głodny.
-
Masz to po ojcu - powiedziała Olivia, patrząc ze śmiechem na Jamesa II
Harry
czuł się okropnie. Za godzinę miał wyjść na boisko.
-
My też tak mieliśmy przed pierwszym meczem, a później puściło - powiedział
James,II a reszta im tylko przytaknęła.
-
Harry, musisz mieć siły - powiedział Seamus Finnigan - Przeciwnicy zawsze chcą
wyeliminować Szukającego.
-
Dziękuję ci, stary - odrzekł Harry, patrząc, jak Seamus polewa sobie kiełbaski
keczupem.
-
Nie ma to jak walić prosto z mostu - odezwał się Albus II .
-
Al, Seamus miał racje - odpowiedział Ron
O
jedenastej na stadionie zebrała się chyba cała szkoła. Wielu miało lornetki.
Ławki dla publiczności były umieszczone dość wysoko, ale w trakcie meczu
quidditcha czasami i tak trudno było zobaczyć, co się dzieje. Ron i Hermiona
usiedli w najwyższym rzędzie, razem z Neville'em, Seamusem i Deanem.
Seamus
i Dean razem z Neville'em, Ronem i Harrym przybili sobie piątki.
Mieli
dla Harry'ego niespodziankę: wielki transparent, zrobiony z jednego z pogryzionych
przez Parszywka prześcieradeł, z napisem: POTTER NA PREZYDENTA. Dean, który był
dobry z rysunków, namalował pod spodem lwa - godło Gryffindoru.
- Super! krzyknęli uczniowie. Marlene zaczęła podrywać Cornera nie słuchała czytania i do niego mówiła
- ale masz mięśnie Corner
-
Co tu się dzieje! - zawołał Łapa i próbował się rzucić na Cornera ale
powstrzymal go Rogacz
-
No nie ładnie blondyneczko bajerujesz mnie a kręcisz na boku z tym tu! -
zardwil Corner
-
Ty mogłabyś być jego matka! - krzyknął Łapa szokowany do blondynki
-
To nie jest twoja sprawa kogo podrywam! - warknęła Marlene na Łapę
-
Ciociu to największy kretyn obok goryli! - jęknęła Hermiona
-
To nie jest wasza sprawa! - burknęła Marlene
-
Dziewczyny misja zeswatać Syriusza i Marlene - zarządziła Lily
-
Mamusia ma rację I to najszybciej nie mogę na to patrzeć - stwierdzila Ginny
krzywiąc się na samą wspomnienie - pomożecie?
-
Pomożemy bo zaraz puszcze pawia - odpowidzieli ich drugie połówki i Remus
Hermiona
wyszukała sprytne małe zaklęcie, tak że lew i napis mieniły się różnymi
kolorami.
Harry
się uśmiechnął do siostry.
-
To było piękne, Herm.
-
Dzięki, Harry.
Tymczasem
Harry i reszta drużyny przebierali się w szatni w szkarłatne szaty do
quidditcha (Ślizgoni mieli grać w zielonych). Wood odchrząknął głośno, żeby
wszystkich uciszyć.
-
No dobra, chłopaki... - zaczął.
-
I dziewczyny - powiedziała Angelina Johnson, grająca na pozycji ścigającego.
-
Angelina była świetną Ścigającą - oznajmił George.
-
I dziewczyny - zgodził się Wood - To jest to.
-
Coś naprawdę wielkiego - powiedział Fred Weasley.
-
Coś, na co wszyscy czekaliśmy - dodał George.
-
Znamy przemówienie Olivera na pamięć - powiedział Harry'emu Fred.
Huncwoci
parsknęli śmiechem z Huncwoci 2.0 i z Harrym.
-
Byliśmy w drużynie w zeszłym roku.
-
Wy dwaj, zamknijcie się - uciszył ich Wood - To najlepsza drużyna Gryffindoru
od wielu lat. Wychodzimy po zwycięstwo. I wiem, że zwyciężymy.
-
Wygramy, bo mamy najlepszego Szukającego! - zawołała Alicja Spinet.
-
Dzięki Alicja. Też jesteś najlepsza, a w ogóle wy trzy byliście zabójczy tercet
Gryfonów - rzekł Harry.
-
Och, dziękujemy Harry - odpowiedziały Alicja, Angelina i Kate i dały Harremu po
buziaku w policzek. Harry się zarumienił, a Huncwoci dwóch pokoleń parsknęli
śmiechem.
Obrzucił
ich groźnym spojrzeniem, jakby chciał dodać "albo przegramy".
-
Dobra. Już czas. Życzę wszystkim powodzenia.
-
To jest prawdziwy kapitan. Umie zmotywować zawodników - powiedział Mark, jeden
z Gryfonów.
Harry
wyszedł z szatni za Fredem i George'em i mając nadzieję, że nogi nie odmówią mu
posłuszeństwa, wkroczył na boisko wśród głośnych wiwatów. Sędziowała pani
Hooch. Stała pośrodku boiska, czekając na obie drużyny. Miotłę trzymała w ręku.
-
A teraz posłuchajcie: chcę, żeby to była ładna, czysta gra - powiedziała, kiedy
wszyscy zawodnicy zebrali się wokół niej.
Ślizgoni
i czysta gra, ta jasne, a tu mi jedzie czołg - powiedział David mugolak z
Gryffindoru. Kilka osób parsknęło śmiechem.
Harry
zauważył, że mówiąc to, zwracała się szczególnie do kapitana Ślizgonów, Markusa
Flinta z piątego roku, który sprawiał wrażenie, jakby miał w żyłach trochę krwi
trollów.
-
Ale brzydal - krzywili się dziewczyny.
Kątem
oka dostrzegł też powiewający wysoko transparent ze świetlistym napisem „Potter
na prezydenta". Serce mu podskoczyło, Poczuł się lepiej.
-
Proszę dosiąść mioteł - Harry dosiadł swojego Nimbusa Dwa Tysiące. Pani Hooch
zadęła w wielki srebrny gwizdek. Piętnaście mioteł poderwało się w powietrze.
Zaczęło się.
Lee
uśmiechnął się szeroko.
-
...Angelina Johnson natychmiast przejmuje kafla... cóż to za wspaniały
ścigający, ta dziewczyna, no i przy tym taka ładna...
-
Och, Lee, dzięki za komplementy. To miłe - powiedziała wesoło Angelina
-
Spoko - odparł wesoło Lee.
-
JORDAN!
Huncwoci
parsknęli śmiechem.
-
Przepraszam, pani profesor - Przyjaciel bliźniaków, Lee Jordan, był
komentatorem, a profesor McGonagall kontrolowała jego popisy.
-
Coś czuję, że to będzie najlepszy komentator w historii - powiedział Łapa.
-
Świetne prowadzenie, zgrabny przerzut do Alicji Spinnet, to nowe odkrycie
Olivera Wooda, w zeszłym roku była w rezerwie... z powrotem do Johnson i...
nie, Gryfoni tracą piłkę, kapitan Ślizgonów, Marcus Flint przejmuje kafla i
natychmiast podrywa się w górę... szybuje jak orzeł... zamierza strze... nie,
Wood, obrońca Gryfonów, znakomicie wyłapuje kafla, oddaje Katie Bell, co za
wspaniały zwód, ograła Flinta, już jest wysoko, nurkuje i... OCH!... to
musiało zaboleć, tłuczek rąbnął ją w tył głowy... kafel w posiadaniu
Ślizgonów... to Adrian Pucey szybuje ku słupkom bramkowym, ale... tak, zablokowany
przez drugi tłuczek, podbity tam przez Freda albo George'a Weasley'a, trudno
powiedzieć, którego...
-
Bo nawet nasza matka nas nie rozpoznaje - stwierdzili bliźniacy Fred i George.
w
każdym razie to bardzo ładne zagranie pałkarza i Johnson znowu ma kafla, przed
nią nie ma nikogo, rusza do przodu... naprawdę, mknie jak jastrząb... wyminęła
pędzący ku niej tłuczek... słupki są już blisko... strzelaj, Angelino!...
obrońca Bletchey nurkuje... nie trafia... GOL DLA GRYFONÓW!
-
Super! - krzyknęli Huncwoci.
Rozległy
się radosne wiwaty Gryfonów i jęki zawodu Ślizgonów.
-
Ruszajcie się! Śmiało!
-
Hagrid!
-
Hagrid - odezwała się Marlena.
Ron
i Hermiona ścisnęli się, by zrobić Hagridowi miejsce obok siebie.
-
Patrzyłem z mojej chaty - rzekł Hagrid, klepiąc wielką lornetę, wiszącą mu na
szyi - ale to nie to, co być tutaj, w tłumie. Znicz jeszcze się nie pokazał,
co?
-
Nie - odrzekł Ron - Na razie Harry nie ma wiele do roboty.
-
Unika kłopotów, bardzo dobrze - powiedział Hagrid, podnosząc lornetkę do oczu i
wpatrując się w plamkę na niebie.
Harry
szybował wysoko, ponad grającymi, wypatrując znicza... Była to część planu jego
i Wooda.
Harry
uśmiechnął się do Olivera.
-
Trzymaj się z daleka, dopóki nie wypatrzysz znicza - powiedział mu Wood - Nie
chcemy, żeby cię zaatakowali, zanim nadejdzie właściwa pora. Kiedy Angelina
zdobyła pierwsze dziesięć punktów,
-
Świetnie mamo! - cieszyla się Roxanna.
Harry
zrobił w powietrzu parę pętli, by dać upust swej radości. Teraz wrócił na swoją
pozycję, rozglądając się za zniczem. Raz zobaczył jakiś złoty błysk, ale
okazało się, że to tylko refleks słońca w zegarku któregoś z Weasley'ów, a raz
tłuczek wystrzelił ku niemu jak kula armatnia, ale zrobił unik, a po chwili
pojawił się ścigający Fred Weasley.
-
Jak, w porządku? - krzyknął w locie i z całej siły odbił tłuczka w kierunku
Marcusa Flinta.
- I
bardzo dobrze - powiedziała Dorcas
-
Ślizgoni mają kafla - mówił Lee Jordan - Ścigający Pucey unika dwóch tłuczków,
mija obu Weasley'ów, Bell, śmiga ku... zaraz, zaraz... czy to był znicz?
-
Dasz radę! Złap Znicza! - krzyczał Rogacz.
Pomruk
przeszedł przez tłum, kiedy Adrian Pucey puścił kafla, oglądając się przez
ramię na złoty błysk, który przemknął mu koło lewego ucha. Harry zobaczył to.
Czując, jak go ogarnia fala podniecenia, zanurkował w dół, za złotą smugą.
Ślizgon Terence Higgs też ją dostrzegł. Obaj, ramię w ramię, pomknęli ku
zniczowi, a wszyscy ścigający zawiśli w powietrzu, zapominając o tym, co
powinni robić.
-
Bo nas zatkało - wytłumaczyła Kate.
Harry
był szybszy od Higgsa. Widział już dobrze małą kulkę, trzepoczące srebrne
skrzydełka... zwiększył szybkość i...
-
I co??? - zapytała Rose
ŁUUUP!
Ryk wściekłości wydarł się z gardeł Gryfonów na trybunach - Marcus Flint
umyślnie zablokował Harry'ego, tak że ten ledwo się utrzymał na miotle, która
zboczyła z kursu.
-
Mówiłem - powiedział David.
-
Faul! - krzyczeli wściekli Gryfoni.
-
Faul! - krzyczeli Gryfoni. Pani Hooch skarciła ostro Flinta i zarządziła rzut
wolny dla Gryfonów. Zrobiło się małe zamieszanie, a złoty znicz ponownie gdzieś
zniknął.
-
Usunąć go z boiska! Czerwona kartka! - ryczał Dean Thomas.
-
O czym ty mówisz? - zdziwił się Ron.
-
Czerwona kartka! W piłce nożnej pokazują ci czerwoną kartkę i musisz zejść z
boiska!
-
Ale to nie jest piłka nożna - przypomniał mu Ron. Hagrid poparł jednak Deana.
-
Powinni zmienić przepisy. Flint mógł strącić Harry'ego z miotły.
-
Prawda - powiedziała blada Lily.
Lee
Jordan miał problemy z bezstronnością.
-
Tak więc... po tym oczywistym i odrażającym oszustwie...
-
Hahahaha!!! Pamiętam to! - zawołał Lee.
-
Jordan! - warknęła profesor McGonagall.
-
To znaczy... po tym jawnym, oburzającym faulu...
Hahahahahaha!!
Cały Lee - krzyknęli Fred i George.
-
Jordan, ostrzegam cię...
-
No dobrze już, dobrze. Flint o mały włos nie zabił szukającego Gryfonów, co
mogło się zdarzyć każdemu, to jasne,
-
Hahahahahaha! Zawsze miałeś świetne teksty - powiedział Harry.
Większość
ryknela śmiechem
więc
rzut wolny dla Gryfonów, wybija Spinnet, bez kłopotów, gra toczy się dalej,
kafel wciąż w posiadaniu Gryfonów... - To się stało, gdy Harry uniknął jeszcze
jednego tłuczka, który śmignął mu tuż koło głowy. Nagle jego miotła pochyliła
się gwałtownie, tak że przez ułamek sekundy był pewny, że z niej spadnie.
-Merlinie
powiedziała Dorcas
Ścisnął
mocno kij dłońmi i kolanami. Jeszcze nigdy nie poczuł czegoś takiego. To stało
się ponownie - jakby miotła próbowała go z siebie zrzucić. Co się dzieje?
Przecież Nimbus Dwa Tysiące nie może ni stąd, ni zowąd postanowić, że będzie
zrzucał z siebie jeźdźców.
-
Co się dzieje z twoją miotłą, Harry? - zapytała się Ginny blada,, jak ściana.
Harry
spróbował zawrócić w kierunku słupków Gryffindoru - pomyślał, że trzeba
poprosić Wooda o czas - i zdał sobie sprawę, że miotła w ogóle go nie słucha.
-
Właśnie. Coś tu jest nie tak - rzekl Teddy.
Nie
mógł jej zawrócić. W ogóle nie mógł nią kierować. Robiła zygzaki w powietrzu, a
co jakiś czas podrygiwała raptownie, co sprawiało, że z wielkim trudem
utrzymywał się na kiju. Lee wciąż komentował.
-
Ślizgoni mają piłkę... Flint leci z kaflem... mija Spinnet... mija Bell...
tłuczek trafia go prosto w twarz... mam nadzieję, że ma złamany nos... to był
żart, pani profesor... strzela... och, nieeee....
-
Cały Jordan - zaśmiał się dyrektor.
-
Przyznasz mi Minne, że przynajmniej coś się działo - stwierdził Lee
-
Czy każdy musi mnie nazywać "Minne"? - zapytała Minerwa.
-
Tak! - krzyknęli Gryfoni.
Ślizgoni
ryknęli z radości. Jak dotąd nikt nie zauważył dziwnego zachowania miotły
Harry'ego, która unosiła go powoli coraz wyżej, poza pole gry, podrygując i
robiąc gwałtowne skręty, jak narowisty koń.
-
Nie mam pojęcia, co ten Harry wyprawia - mruknął Hagrid, który patrzył przez
lornetkę - Gdybym go nie znał, to bym powiedział, że stracił panowanie nad
miotłą... ale przecież on nie może...
-
Ktoś maczał w tym paluchy, cholibka! - zawołał Hagrid.
Nagle
wszyscy wstali, pokazując sobie palcami Harry'ego. Jego miotła zaczęła wywijać
koziołki, a on ledwo się na niej trzymał. A potem cała widownia zamarła. Miotła
raptownie podskoczyła, stanęła dęba, a Harry zsunął się z niej i zawisł na
kiju, trzymając się go jedną ręką.
-
Merlinie! Harry trzymaj się - powiedziała Ruda Furia.
-
Może coś się stało, kiedy go Flint przyblokował? - szepnął Seamus.
-
To niemożliwe - powiedział Hagrid roztrzęsionym głosem. - Miotle nic nie może
zaszkodzić... oprócz czarnej magii... Żaden dzieciak nie mógłby uszkodzić
Nimbusa Dwa Tysiące - Na te słowa Hermiona złapała jego lornetkę, ale zamiast
spojrzeć na Harry'ego, zaczęła nią gorączkowo przeszukiwać tłum.
-
Ciocia na coś wpadła - odezwała się Lily II .
-
Co ty robisz? - jęknął Ron, szary na twarzy.
-
Wiedziałam - wydyszała - Snape... zobacz.
-
Snape!? - zapytali uczniowie.
-
Smarkerus ty podły zdrajco! - krzyknęli Huncwoci z Lily.
-
Uspokójcie się. To nie on - powiedział Harry.
-
Jak to nie on? - zapytała Dorcas.
-
Nie. My myśleliśmy, że on, ale to nie on, lecz kto inny. Pod koniec książki
dowiecie się, kto zaczarował miotłę Harry'ego - odpowiedziała Hermiona.
Ron
chwycił lornetkę. Snape stał pośrodku trybuny naprzeciw nich. Oczy miał
utkwione w Harrym i nieustannie coś mamrotał.
-
On coś robi... czaruje miotłę - powiedziała Hermiona.
-
To, co zrobimy?
-
Zostawcie to mnie.
-
Już mi się to podoba, córciu - powiedział Rogacz
-
Córciu? - zapytała szokowana Hermiona.
-
Tak Hermiono. Ty i Harry zachowujecie się jak rodzeństwo - powiedział Lily.
-
Hermiono zawsze chciałem mieć siostrzyczkę, która by odrabiała za mnie zadania
- zaśmiał się Harry.
-
A ja tak odważnego brata - odpowiedziała Hermiona.
I
znikła, zanim Ron zdążył wypowiedzieć słowo. Ron znowu skierował lornetkę na
Harry'ego. Miotła dygotała tak wściekle, że wydawało się niemożliwe, by
utrzymał się dłużej. Wszyscy już stali, patrząc z przerażeniem, jak
Weasley'owie próbują ściągnąć Harry'ego na jedną ze swoich mioteł, ale bez
rezultatu.
-
To niebezpieczne - oznajmiła Marlena.
raz
za razem, gdy się do niego zbliżali, jego miotła podskakiwała jeszcze wyżej.
Krążyli więc pod nim, najwyraźniej mając nadzieję złapać go w locie. Tymczasem
Marcus Flint przejął kafla i strzelił pięć bramek, choć nikt nie zwracał na to
uwagi.
-
Hermino, zrób coś - mruczał zrozpaczony Ron.
Złota
trójca wymienili spojrzenia.
Hermiona
przepchnęła się do sektora, w którym stał Snape i pobiegła wzdłuż rzędu tuż za
nim. Nawet się nie zatrzymała, żeby powiedzieć "przepraszam", gdy
niechcący popchnęła profesora Quirrella, tak że wpadł na głowę do następnego
rzędu.
-
Nie ładnie Hermiono - powiedzieli bliźniaki Fred i George z bananami na twarzy.
Kiedy
dotarła do Snape'a, kucnęła, wyciągnęła różdżkę i wyszeptała parę dobrze
dobranych słów. Z różdżki wystrzelił jasnoniebieski płomień - wprost na skraj
szaty Snape'a.
Huncwoci
ryknęli śmiechem z bliźniakami, Harrym, Ronem, Huncwotami 1.0, 2.0, Teddym,
Hugiem i młodszym Albusem.
-
Lily nasza córka podpaliła Smarka - śmiał się Rogacz do Lily.
-
Hermiono jestem taki dumny - powiedział Łapa, wycierając łzę wzruszenia.
-
Czy Hermiona podpaliła nauczyciela?? - zapytała Emilly , kierując to pytanie do
Rose.
-
Na to wygląda - odpowiedziała Rose niedowierzając.
-
Nie no, ciocia Hermiona szaleje. Najpierw okłamała Minne, teraz podpaliła Snape'a.
Ciekawe, co jeszcze zrobi - śmiał się James z Fredem II i Louisem.
Minęło
ze trzydzieści sekund, zanim Snape zorientował się, że płonie.
-
Płonący Smark?! - krzyknął Rogacz z Łapą i leżeli na ziemi ze śmiechu z
bliźniakani Prewett i Weasley i Hunwotami 2.0, Harrym i Ronem. Młodszy i
starszy Snape krzyknęli wściekli:
-
Granger mnie podpaliła!!
-
Jak już to pani Weasley - stwierdzila Molly I uśmiechała się do Hermiony - bo
to jest moja córeczka Severusie jak masz już na nią krzyczeć to używaj
odpowiedniego nazwiska panie profesorze Snape - Hermiona rzucila się na szyje
Molly przytulając się do niej najmocniej jak mogła, mruknela jej Molly - Kocham
cię bezwarunkowo, skarbie. Nikt i nic tego nigdy nie zmieni – powiedziała jej ,
ocierając łzy z twarzy Hermiony
-
Ja Ciebie też kocham mamusiu - odpowiedziala Hermiona - bezwarunkowo Cię kocham
-
My kobiety Weasley musimy trzymać się razem - rzekła mama Molly swojej drugiej
córce
-
I bardzo dobrze Smarku - powiedział Rogacz. Herniona się zarumieniła.
Po
jego krótkim wrzasku poznała, że osiągnęła to, co zamierzała. Szybko zebrała
płomienie do małego garnuszka, który miała w kieszeni, i wycofała się chyłkiem,
prawie na czworakach. Snape nigdy się nie dowie, co się właściwie stało.
-
Właśnie się dowiedziałem - krzyknęli wściekli starszy i młodszy Severus.
-
To było dawno i nie prawda - stwierdziła niewinnie Hermiona - co złego to nie
ja!
Ale
to wystarczyło. Wysoko, w powietrzu, Harry nagle poczuł, że jest w stanie z
powrotem dosiąść Nimbusa.
-
Neville, możesz już patrzyć! - krzyknął Ron. Neville od pięciu minut szlochał z
twarzą ukrytą w kurtce Hagrida.
-
Kochanie wszystko dobrze - powiedziała jego matka.
Harry
szybował już w dół. Wszyscy zobaczyli, jak zakrywa sobie usta rękami, jakby
miał zwymiotować - wylądował prawie na czworakach - zakaszlał - i coś złotego
spadło mu na dłoń.
-
Ma znicz!! - krzykneli uczniowie, nim młody Frank zdołał coś przeczytać kolejne
zdanie.
-
Rogosiątko złapał znicz!! - krzyknął Łapa i wykonał taniec radości z Harrym .
-
Moja krew!! - krzyknął Rogacz i wykonał taniec radości z Lily.
-
To nasz tata! - powiedzieli dumni James II Albus II i Lily Luna
-
Mam znicz! - krzyknął, wymachując nim nad głową.
-
Tak! Gryfoni górą! - krzyknał Fred II
Mecz
zakończył się ogólnym zamieszaniem.
-
On go nie złapał, on go prawie połknął - ryczał wciąż Flint jeszcze dwadzieścia
minut później, ale niczego to nie zmieniało: Harry nie złamał żadnego przepisu
i Lee Jordan wciąż wykrzykiwał rezultat - Gryffindor wygrał stu
siedemdziesięcioma punktami do sześćdziesięciu.
-
Tak. Harry jesteś świetny - powiedział starszy Remus.
Ale
Harry już tego nie słyszał. Pił mocną herbatę w chatce Hagrida, razem z Ronem i
Hermioną.
-
To był Snape - wyjaśniał mu Ron - Hermioną go zobaczyła. Czarował twoją miotłę,
nie spuszczał z ciebie wzroku.
-
Bzdury - rzekł Hagrid - Niby dlaczego miałby to robić?
-
Ciekawe - odparła Narzyza.
Harry,
Ron i Hermioną wymienili znaczące spojrzenia, zastanawiając się, czy mu
powiedzieć. Harry uznał, że trzeba wyjawić prawdę.
-
Czegoś się o nim dowiedziałem - powiedział - W Noc Duchów próbował przejść koło
psa o trzech głowach. Potwór go ugryzł. Sądzimy, że chciał ukraść to, czego
strzeże pies - Hagrid wypuścił z rąk dzbanek.
-
Skąd wiecie o Puszku? - zapytał.
- O
Puszku!?! - krzykneli wszyscy niedowierząjac jakie imie ma trójgłowy pies.
Wszyscy odwrocili się w stronę Hagrida. Tylko on mogł wymyślic takie imię dla
tego psa.
-
O Puszku?
-
No tak... to mój pies... kupiłem go od jednego Greka... w pubie, w zeszłym
roku... pożyczyłem go Dumbledore'owi, żeby pilnował...
-
Czego?? - zapytali przybysze z przeszłości i przyszłości.
-
Czego? - zapytał Harry.
-
No... co to, to nie, więcej wam nic nie powiem, nawet nie pytajcie - odburknął
Hagrid - To ściśle tajne, ot co.
-
Ale Snape próbował to wykraść.
-
Bzdura - powtórzył Hagrid - Snape jest nauczycielem w Hogwarcie, nigdy by
czegoś takiego nie zrobił.
-
To prawda - mruknął Harry
-
Więc dlaczego próbował zabić Harry'ego? - zawołała Hermioną.
-
Bo ja się zawsze martwię o Harry'ego - powiedziała Hermiona.
Po
wydarzeniach ostatniego popołudnia z całą pewnością zmieniła zdanie o Snapie.
-
W końcu potrafię poznać, czy ktoś rzuca zły urok, jak to zobaczę - dodała -
Trzeba mieć stały kontakt wzrokowy, a Snape ani razu nie mrugnął okiem, sama
widziałam!
-
Smarku, dlaczego chciałeś zabić naszego syna - zapytał wściekły Rogacz.
-
A ja wam mówię, że się mylicie! - zaperzył się Hagrid - Nie mam pojęcia,
dlaczego miotła Harry'ego zachowywała się tak dziko, ale Snape nigdy by nie
zabił ucznia! A teraz posłuchajcie mnie, wszyscy troje! Grzebiecie w sprawach,
które was nie dotyczą. To niebezpieczne. Zapomnijcie o tym psie, zapomnijcie o
tym, czego on strzeże. To jest sprawa między profesorem Dumbledore'em a
Nicolasem Flamelem...
-
No cholera, powiedziałem za dużo - powiedział Hagrid.
-
Hmm... Flamel, gdzieś to nazwisko widziałam - zastanawiała się Lily I.
-
Aha! - krzyknął Harry - A więc w to jest zamieszany jakiś Nicolas Flamel, tak?
- Hagrid miał taką minę, jakby był wściekły na samego siebie.
-
Koniec rozdziału - powiedział Frank I.
-
Teraz ja chcę czytać - powiedziała Rose.
-
Proszę - powiedział Frank I .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz