Braciszku
może teraz ty?? - zapytał Charlie Billa
-
Jasne mogę czytać stwierdził Bill
ROZDZIAŁ
PIĘTNASTY
Zakazany
Las
- Zakazany
Las?? - zdziwili się wszyscy
-
Dlaczego pisze zakazany Las?? - spytała blada Lily
-
Mamo dowiesz się w swoim czasie - mruknela Hermiona
Nie
mogło być gorzej. Filch zaprowadził ich na dół, do gabinetu profesor McGonagall
na pierwszym piętrze, gdzie usiedli i czekali, nie odzywając się do siebie.
Hermiona dygotała. W głowie Harry'ego trwała rozpaczliwa gonitwa wyjaśnień, alibi
i najdzikszych historyjek, mających wytłumaczyć nocną eskapadę, a wszystkie
były do niczego.
- Minne
to nie tak łatwo - stwierdził Łapa - ale możemy was nauczyć
Tym
razem wydawało się, że nic ich nie uratuje. Znaleźli się w potrzasku. Jak
mogli być takimi głupcami, żeby zostawić pelerynę na wieży? Trudno sobie
wyobrazić powód, dla którego profesor McGonagall mogłaby wybaczyć im wałęsanie
się po szkole w środku nocy, a tym bardziej wspinanie się na szczyt wieży
astronomicznej, na którą wstęp był dozwolony tylko w czasie lekcji, pod opieką
nauczyciela.
Crabbe
i Goyle zachitowali głupkowato
A
jeśli doda się do tego Norberta i pelerynę-niewidkę, mogą już pakować kufry.
Tak
więc Harry był przekonany, że nie może być gorzej. Mylił się. Ujrzeli bowiem
profesor McGonagall, prowadzącą Neville'a.
-Neville!
- krzyknęła Alicia I
-
Harry! - krzyknął Neville, gdy tylko ich zobaczył.
-
Chciałem was odnaleźć i ostrzec, słyszałem, jak Malfoy mówił, że zamierza was
nakryć, i mówił, że masz smo...
Harry
potrząsnął gwałtownie głową, żeby go uciszyć, ale profesor McGonagall to
zobaczyła. Wyglądała, jakby za chwilę sama miała zionąć ogniem.
- Od dzisiaj nazywam ją Mcsmoczyca - mruknął Teddy Uczniowie i starsi wybuchnęli śmiechem
- Luniek!!
- krzyknął Łapa - to nowy Huncwoc i do tego twój syn!
- Dzięki
wujaszku Lapciu! - wystrzezyl się Ted
-
Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że którekolwiek z was mogło zrobić coś
takiego. Pan Filch twierdzi, że byliście na szczycie wieży astronomicznej. Jest
pierwsza w nocy. Czekam na wyjaśnienia. Po raz pierwszy w
życiu Hermiona nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie zadane przez nauczyciela.
- Granger
zatkało!!! - zawołała Pansy i wybuchła śmiechem
-
Pani Weasley Parkinson - poprawił Mopsice Ron
Zamarła
i wpatrywała się tępo w swoje bambosze.
- Panna wiem to wszystko nie wie co powiedzieć?? - zdziwił się Blaise, a pozniej wybuchnał śmiechem Hermiona prychnela
-
Myślę, że wiem, o co w tym wszystkim chodzi - powiedziała profesor McGonagall.
- Nie trzeba być geniuszem, żeby sobie to wyobrazić. Naopowiadaliście
Malfoyowi bajeczek o smoku, żeby go wyciągnąć z łóżka i wpakować w kłopoty.
- Bo
wtyka swoją uliza głowę sprawy innych ludzi - rzekł Harry
Już
go złapałam. I na pewno uważacie za bardzo dobry dowcip, że Longbottom usłyszał
te bzdury i też w nie uwierzył, co? Harry spojrzał na Neville'a i starał się
przekazać mu bez słów, że to nieprawda, bo Neville rzeczywiście sprawiał
wrażenie oszukanego i obrażonego.
- Przepraszamy
Neville rzekli przepraszającym głosem Harry i Hermiona
- Jesteśmy
przyjaciółmi na dobre i złe - oznajmił Neville
- Na
dobre i złe - zgodził się Ron i przybili piątke z Neville
Biedny,
otumaniony Neville... Harry dobrze wiedział, ile go musiało kosztować błądzenie
po ciemnych korytarzach, żeby ich ostrzec.
-
To naprawdę odrażające - powiedziała profesor McGonagall. - Czworo uczniów
wałęsających się nocą po szkole! To pierwszy taki przypadek w mojej karierze!
- Minne
co ty mówisz!! - zawołał udawanym oburzeniem Łapa
- A
my to co?? - zapytał się Rogacz
- Przeciez
nie jesteśmy sąsiadami! - oburzył się starszy Remus
- Przeciez jesteśmy Huncwotami - dodał młodszy Remus Uczniowie parsneli śmiechem
Mogłam
się spodziewać, że chociaż panna Granger okaże trochę więcej rozsądku. A jeśli
chodzi o pana, panie Potter, to myślałam, że Gryffindor trochę więcej dla pana
znaczy. Wszyscy troje zostaniecie ukarani aresztem... tak, pan też, panie
Longbottom... Nic nie daje wam prawa chodzenia po szkole w
nocy, zwłaszcza w tych dniach, kiedy jest to szczególnie niebezpieczne. A
Gryffindor traci przez was pięćdziesiąt punktów.
- Czekaj.
Czy ona powiedziała pięćdziesiąt?? - zapytał się Frank I
-
Pięć... dziesiąt- wyjąkał Harry. W ten sposób utracą prowadzenie, które zdobyli
podczas ostatniego meczu quidditcha.
-
Po pięćdziesiąt punktów za każde z was - oświadczyła profesor
McGonagall, sapiąc głośno przez swój długi, ostro zakończony nos.
- Że
co??!!! 150 punktów w jedna moc?? - pytał Łapa blady patrząc na profesor
niedowierzaniem
- Tak
Lapciu w jedną noc - odpowiedział blady Rogacz
-
Pani profesor... błagam...
-
Pani nie może...
- Nie waż się
mi mówić, co mogę, a czego nie mogę, Potter. A teraz marsz do łóżek. Wszyscy.
Jeszcze nigdy mieszkańcy Gryffindoru nie zrobili mi takiego wstydu.
Sto
pięćdziesiąt punktów. Gryffindor spadał na ostatnie miejsce w tabeli domów. W
ciągu jednej nocy bezpowrotnie zaprzepaścili szansę zdobycia pucharu.
Slizgoni
wybuchli śmiechem
Harry
poczuł się tak, jakby jego żołądek został nagle pozbawiony dna. Wiedział, że
nigdy tego nie nadrobią.
Nie
spał przez całą noc. Przez parę godzin słyszał Neville'a łkającego w poduszkę.
- Przepraszamy Neville - powiedzieli Harry i Hermiona Neville się do nich uśmiechnął i stwierdził
- przynajmniej jest coś wspominać
Nie
przychodziło mu na myśl nic, czym mógłby go pocieszyć. Wiedział, że Neville,
podobnie jak on sam, boi się świtu. Co będzie, kiedy reszta Gryfonów dowie się
o wszystkim?
- Będą
wściekli - odezwała się Lily II
Z
początku Gryfoni przechodzący obok wielkiej klepsydry, wskazującej liczbę
punktów zdobytych przez dom, sądzili, że to jakaś pomyłka. W jaki sposób
mogliby stracić aż sto pięćdziesiąt punktów w ciągu jednej nocy? A potem się
rozeszło: to Harry Potter, ten słynny Harry Potter, bohater dwóch meczów
quidditcha, stracił te wszystkie punkty - on i para innych głupich
pierwszoroczniaków.
Cała
trójka prychnela
Z
najbardziej lubianego i podziwianego ucznia w szkole nagle stał się najbardziej
znienawidzonym. Odwrócili się od niego nawet Krukoni i Puchoni, bo wszyscy z
utęsknieniem czekali na utratę pucharu przez Ślizgonów. Wszyscy wytykali go
palcami i nie raczyli nawet zniżyć głosów, kiedy wieszali na nim psy.
- JAK
MOGLIŚCIE??!! - zapytała wściekła Lily I patrząc wściekłe na koleżanki i
kolegów złotej trójcy
- WŁAŚNIE!! - poparła Lily I Ginny również wściekła na kolegów i koleżanki Harrego i mówiła dalej - fakt zrobili glupote, że stracili 150 punków w jedna noc, ale kazdy popełnia błędy i od razu wieszać nad nim psy to jest wredne i wy nazywacie się jego przyjaciółmi???!! - dodała wściekła Wszyscy przyjaciele i przyjaciółki złotej trójcy nie wiedzieli co powiedzieć, totalnie ich zatkało i patrzyli wystraszeni na rudowlose matkę Harrego i ukochana którą jest siostrą Rona a gdyby wzrok mógł zabijać to oni byli już wszyscy martwi
Natomiast
Ślizgoni klaskali, kiedy ich mijał, gwizdali i wołali: „Brawo, Potter, jesteśmy
ci wdzięczni!"
Tylko
Ron go nie opuścił.
- Pamiętaj
Harry na dobre i złe - rzekł Ron
- Bracia
- dodał Harry
-
Zobaczysz, za parę tygodni zapomną. Fred i George stracili już kupę punktów, a
ludzie wciąż ich lubią.
-
Ale nigdy nie stracili stu pięćdziesięciu punktów za jednym razem, prawda?
-
No... nie - zgodził się Ron.
Było
już trochę za późno, by naprawić szkodę, ale Harry przysiągł sobie, że odtąd
nie będzie mieszał się do nie swoich spraw. Wszystko przez to łażenie po zamku,
węszenie i szpiegowanie. Czuł się tak podle, że poszedł do Wooda i oświadczył,
że gotów jest zrezygnować z grania w drużynie quidditcha.
- Harry
nie rób tego! - jeknal Łapa
-
Zrezygnować? - zagrzmiał Wood. - I co nam to da? Jak odzyskamy choć część
punktów, jeśli nie zwyciężymy w quidditchu? Ale teraz nawet quidditch stracił
cały swój urok. Reszta drużyny nie odzywała się do niego podczas treningów, a
kiedy o nim mówili, nie używali imienia lub nazwiska, tylko nazywali go
„szukającym".
Wszystkie
Rudowlose dziewczyny dalej patrzyli na ich wściekłe
Hermiona
i Neville też bardzo cierpieli. Nie spotykali się z tak powszechnym
potępieniem, bo nie byli tak znanymi postaciami jak Harry, ale do nich też nikt
się nie odzywał. Hermiona przestała wyrywać się do odpowiedzi na lekcjach,
siedząc ze zwieszoną głową i pracując w milczeniu.
- Skarbie
przejdzie im mówiły Lily I i Molly I
Harry
prawie się cieszył z tego, że egzaminy są tak blisko. Nauka pozwalała mu
oderwać się od ponurych myśli. On, Ron i Hermiona trzymali się razem, wkuwając
do późnej nocy, starając się zapamiętać składniki skomplikowanych eliksirów,
nauczyć na pamięć zaklęć, zapamiętać daty wszystkich odkryć w dziedzinie magii
i rebelii goblinów...
-
Nigdy nie lubiłem historie magii jest taka nudna - odezwał się James II
ziewając z Fredem II i Louisem
- My
spaliśmy na lekcjach - rzekli Łapa i Rogacz
A
później, na tydzień przed egzaminami, postanowienie Harry'ego, że nie będzie
się wtrącał w cudze sprawy, zostało wystawione na ciężką próbę. Pewnego
popołudnia, wracając z biblioteki, usłyszał czyjś krzyk dochodzący z klasy na
końcu korytarza. Kiedy podszedł bliżej, poznał głos Quirrella.
-
Nie... nie... błagam... ja już nigdy...
Wyglądało
na to, że ktoś mu grozi. Harry podszedł do drzwi.
-
Dobrze... już dobrze... - jęczał Quirrell.
- Z
kim on rozmawiał - pytała Olivia
W
następnej chwili z klasy wypadł Quirrell w przekrzywionym turbanie. Był blady
i wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać, a w każdym razie na pewno Harry'ego
nie zauważył. Harry odczekał, aż kroki profesora ucichły i zajrzał do klasy.
Była pusta, ale drzwi po przeciwnej stronie były otwarte.
- Ten
profesorek chyba zwariował, bo gada do siebie - rzekł Colin
Harry
już ku nim zmierzał, gdy przypomniał sobie, że przecież miał się do niczego nie
mieszać.
Mógłby
się jednak założyć o Kamień Filozoficzny, że to Snape właśnie wyszedł z klasy
tymi drzwiami, a z bełkotu Quirrella można było wywnioskować, że wreszcie się
poddał.
- Ja
myślę, że to nie Snape za tym stoi - powiedziała Victoire niewinnie
Wrócił
do biblioteki, gdzie Hermiona przepytywała Rona z astronomii. Powiedział im, co
usłyszał.
-
Zatem Snape w końcu go złamał! - jęknął Ron. - Jeśli Quirrell powiedział mu,
jak pokonać jego zaklęcie...
- Potwierdzam. Coś mi w tym Quirrellu nie pasuje - powiedziała Marlena - zgadzając się z Victoire Złota trójca pomyśleli
- że są skubane, że są lepsze od nas
-
Jest jeszcze Puszek - zauważyła Hermiona.
-
Może Snape sam, bez pomocy Hagrida, znalazł jakiś sposób na Puszka - powiedział
Ron, spoglądając na otaczające go stosy książek. - Założę się, że jest jakaś
książka, w której opisano, jak bezpiecznie przejść obok wielkiego trójgłowego
psa, Więc co zrobimy, Harry?
W
oczach Rona już tlił się ogień przygody, ale Hermiona była szybsza.
-
Pójdziemy do Dumbledore'a. Już dawno powinniśmy to zrobić. Jeśli znowu chcecie
działać sami, możecie się pożegnać ze szkołą.
- Granger
jakoś jeszcze uczęszczasz do szkoły! - zatpil Zarahariasz Smith
- Zamknij
się Smith! - odpowiedział Ron przez zaciśnięte zęby - i ile razy mam to
powtarzać to jest Weasley - wskazał na Hermione
-
Przecież nie mamy żadnego dowodu! - żachnął się Harry. -
Quirrell jest za bardzo przerażony, żeby nas poprzeć. Snape po prostu
oświadczy, że nie ma pojęcia, jak troll dostał się do szkoły, a on sam nigdy
nie był nawet w pobliżu trzeciego piętra... Jak myślicie, komu uwierzą, jemu
czy nam?
- Jemu!
- jeknal Łapa
Wszyscy
wiedzą, że go nie znosimy. Dumbledore pomyśli, że opowiadamy to wszystko, żeby
go pognębić. Filch też nam nie pomoże, trzyma stronę Snape'a, a zresztą dla
niego im więcej uczniów wyrzucą, tym lepiej. I nie zapominajmy, że nie
powinniśmy wiedzieć o Kamieniu czy o Puszku. Trzeba by zbyt wiele wyjaśniać.
Hermionę
chyba to przekonało, ale Rona nie.
-
Harry, jeśli znowu zaczniemy węszyć...
-
Nie - przerwał mu Harry martwym głosem - nie będziemy już nigdzie węszyć.
- Naprawdę??
- zdziwili się Huncwoci
Przyciągnął
ku sobie mapę Jowisza i zaczął się uczyć na pamięć nazw jego księżyców.
- Nigdy
nie ogarniałem tych nazw - mruknął Hugo
Następnego
ranka wszystkim trojgu wręczono przy śniadaniu kartki. Na każdej był ten sam
tekst:
Twój
areszt rozpocznie się dzisiaj, o jedenastej wieczorem. Proszę czekać na pana
Filcha w sali wejściowej.
Profesor
M. McGonagall
- Myslalem,
że zapomni! - jęknął Łapa
- Ja
nigdy nie zapomninam Syriuszu - odpowiedziała Minne
Harry
zupełnie zapomniał o areszcie, myślał tylko o utracie tych stu pięćdziesięciu
punktów. Sądził, że Hermiona zaraz zacznie biadolić, bo nie będą mogli się
uczyć w nocy, ale nie powiedziała ani słowa. Ona też uważała, że zasłużyli na
to wszystko.
O jedenastej wieczorem pożegnali się z Ronem i razem z Neville'em zeszli do
sali wejściowej. Filch już na nich czekał.
- Nie
znosimy go! - krzyknęli Huncwoci Huncwoci 2 Bliźniaki i Lee
-
Bachory! - warknął Angus
-
Znajdź sobie dziewczyne Angi - mówił Frank II
Był
również Malfoy. Harry zapomniał i o tym, że Malfoy też otrzymał karę aresztu.
-
Za mną - powiedział Filch, zapalając lampę. Wyprowadził ich z zamku.
-
Założę się, że teraz dwa razy pomyślicie, zanim znowu złamiecie regulamin, co?
- zagadał, uśmiechając się drwiąco. - Tak, tak... ciężka praca i ból to
najlepsi nauczyciele, przynajmniej moim zdaniem... Szkoda tylko, że nie
stosuje się już tych dobrych, dawnych kar... Na przykład takie wieszanie za
ręce pod sufitem...
- Panie
Filch!! - krzyknęła Minne - zdurniales do RESZTY?!
Po
kilku dniach bylibyście posłuszni jak baranki. Mam jeszcze łańcuchy, a jakże,
trzymam je w swoim kantorku, oliwię od czasu do czasu, może jeszcze kiedyś się
przydadzą... No dobra, idziemy. Tylko nawet nie myślcie o ucieczce, bo będzie
jeszcze gorzej.
- Powinien
się leczyć na mózg - odezwał się Louis i wszyscy się zgodzili
Poprowadził
ich przez ciemny park. Neville głośno pociągał nosem. Harry zastanawiał się,
na czym ma polegać kara „aresztu". Musi to być coś okropnego, bo Filch
wyraźnie jest w siódmym niebie.
- Ja
chyba wiem, gdzie idą - powiedziała Marlena blednąć
- Gdzie??
- zapytali niektórzy
- Do
zakazego lasu - stwierdziła Dorcas blada
- Gdzie??!!
- krzyknęła Lily szokowania
- Czwórka
11 - powiedział powoli młodszy Remus - a ty wysyłasz ich do zakazenego
lasu??
- Chcialam
im dać nauczkę! - broniła się Minne
- No
ludzie!! - krzyknął Rogacz - Minne zwariowała!
- Zgadzam
się z tobą zgodziła się Lily
Księżyc
był prawie w pełni, ale co jakiś czas przesłaniały go chmury, więc szli w
ciemności. Potem zobaczyli oświetlone okna chatki Hagrida, a po chwili
usłyszeli okrzyk:
-
To ty, Filch? Pospiesz się, chcę już zaczynać.
Harry
ucieszył się: jeśli kara ma polegać na pracowaniu z Hagridem, nie będzie tak
źle. Filch musiał zauważyć ulgę na jego twarzy, bo powiedział:
-
Pewno myślisz, że z tym niedojdą będziecie mieli pyszną zabawę, co? No to radzę
ci to jeszcze raz przemyśleć, chłopcze, bo idziemy do lasu, a coś mi się widzi,
że nie wyjdziecie z niego cało. Neville jęknął cicho, a Malfoy zatrzymał się
gwałtownie.
- Nie
widzisz że oni są przerażeni!! - krzyknęła Molly
-
Do lasu? - powtórzył, bez śladu swojego zwykłego dobrego samopoczucia. - Nie
możemy tam iść w nocy... tam są różne takie... mówią, że wilkołaki.
- Czyżby
wielki Draco Malfoy się boi - powiedział Harry patrząc na Malfoya wyższością
Neville
chwycił kurczowo Harry'ego za rękaw i wydał dziwny odgłos, jakby się krztusił.
-
No to będziecie mieć kłopoty, co? - odrzekł Filch z wyraźną uciechą. - A nie
powinniście czasem pomyśleć o wilkołakach, zanim zaczęliście szwendać się po
nocy?
- To
jest skandal!! - krzyknęła Narcyza
- Pierwszy
raz się z nią zgadzam - zgodziła się Lily z Narcyza
Z
ciemności wyłonił się Hagrid z Kłem u nogi. Niósł wielką kuszę, a na jego
ramieniu wisiał kołczan pełen strzał.
-
Trochę późno - burknął. - Czekam na was już od pół godziny. No jak, w porządku,
Harry? Głowa do góry, Hermiono.
- Będzie
dobrze prawda?? - zapytała Domique
Ale
nie otrzymała odpowiedzi
-
Lepiej się z nimi nie cackaj, Hagridzie - powiedział chłodno Filch. -
Ostatecznie mają być ukarani, prawda?
-
Aaa... to dlatego się spóźniliście - rzekł Hagrid, obrzucając Filcha niezbyt
przyjaznym spojrzeniem. - Zrobiłeś im małą lekcję wychowawczą, tak? Kłopot w
tym, Filch, że ani się do tego nie nadajesz, ani to do ciebie nie należy.
- Zgadzam
się - mruknął Harry
No
dobra, odwaliłeś swoją robotę, teraz ja ich przejmuję.
-
Będę tu o świcie - mruknął Filch - żeby zabrać to, co z nich zostanie.
-
Jak ja go nie znoszę - mruknął Seamus
Odwrócił
się i odszedł w stronę zamku, a po chwili jego lampa zniknęła za ciemnymi
zaroślami.
Malfoy
zwrócił się teraz do Hagrida.
-
Nie mam zamiaru wchodzić do lasu - oświadczył, a Harry z zadowoleniem
stwierdził, że w jego głosie brzmi prawdziwe przerażenie.
- No
ja też bym była - powiedziala Hannah
-
Ale wejdziesz, jeśli chcesz zostać w Hogwarcie - burknął Hagrid. - Narobiłeś
niezłego bigosu i teraz musisz za to zapłacić.
-
To robota dla służby, nie dla uczniów. Myślałem, że będziemy za karę coś
przepisywać... Gdyby dowiedział się o tym mój ojciec, to...
-
...to by ci powiedział, że tak to już jest w Hogwarcie - warknął Hagrid. -
Przepisywać! A to sobie wymyślił! A co komu z tego? Musisz zrobić coś
pożytecznego albo jutro wyleją cię na zbity pysk. Skoro myślisz, że twój ojciec
woli, żeby cię wywalili ze szkoły, to wracaj do zamku i pakuj manatki. No,
ruszaj się!
- Ludzie
oni są przerażeni!! - krzyknęła matka Nevilla
Malfoy
ani drgnął. Wpatrywał się w Hagrida wściekłym wzrokiem, ale po chwili spuścił
oczy.
Malfoy
patrzył na Hagrida wcieklym wzrokiem
-
A teraz róbcie to, co wam powiem - rzekł Hagrid - bo nie idziemy na grzyby,
- Ciekawe
co będą robić?? - pytała Ginny
a
ja nie chcę nikogo niepotrzebnie narażać. W tym lesie w nocy nie jest
bezpiecznie. Chodźcie za mną.
Zaprowadził
ich na sam skraj lasu. Tam uniósł wysoko lampę i wskazał na wąską, krętą
ścieżkę, która ginęła między grubymi pniami drzew. Powiał lekki wiatr i włosy
stanęły im dęba, kiedy spojrzeli w ciemność przed sobą.
-
Popatrzcie tutaj. Widzicie te świecące ślady na ziemi? Takie srebrne? To krew
jednorożca.
- Jednorożca??
- zapytali podnieceni uczniowie
- Tak
- rzekła Hermiona
Gdzieś
tu jest jednorożec, którego coś ciężko zraniło. To już drugi raz w tym
tygodniu. W zeszłą środę znalazłem jednego martwego. Musimy znaleźć tego
biedaka. Może uda się nam mu pomóc.
-
A jeśli to coś, co poraniło jednorożca, znajdzie nas najpierw? - zapytał
Malfoy, nie będąc w stanie ukryć strachu.
- Fretko!
- krzyknął Ron - boisz się??
-
W tym lesie nic nie zrobi wam krzywdy, dopóki jesteście ze mną i z Kłem -
odpowiedział Hagrid. - I trzymajcie się ścieżki. A teraz podzielimy się na dwie
grupy i każda pójdzie ścieżką w inną stronę. Pełno tu wszędzie krwi, biedak
musi się błąkać po lesie przynajmniej od zeszłej nocy.
- Merlinie!!
- zawołała Lily - rozdzielają się
-
Chcę mieć przy sobie psa - powiedział szybko Malfoy, spoglądając na długie zęby
Kła.
- To
nie był dobry pomysł - mruknął Draco
-
Dobrze, ale ostrzegam cię, że to straszny tchórz. Więc tak... Ja, Harry i
Hermiona idziemy w jedną stronę, a Draco, Neville i Kieł w drugą. Jak któreś z
nas znajdzie jednorożca, strzelamy zielonymi iskrami, dobra? Wyjmijcie swoje
różdżki i spróbujcie... znakomicie... Jeśli ktoś znajdzie się w opałach,
strzela czerwonymi iskrami, a reszta natychmiast spieszy mu z pomocą...
Wszystko jasne? No, to idziemy.
Harry
i Hermiona wymienili spojrzenia
W
lesie było ciemno i cicho. Po kilkudziesięciu krokach doszli do rozwidlenia
ścieżki. Harry, Hermiona i Hagrid skierowali się w lewo, a Malfoy, Neville i
Kieł w prawo.
Szli
w milczeniu, wpatrując się w ścieżkę. Co jakiś czas przez gałęzie przedzierał
się promień księżyca i oświetlał plamy srebrnoniebieskiej krwi na zeschłych
liściach.
Harry
spostrzegł, że Hagrid jest czymś bardzo zaniepokojony.
-
Czy wilkołak może zabić jednorożca? - zapytał.
Starszy
i Mlodszy Remus zbledni i poruszyli się niespokojnie
-
Ho, ho, nie tak łatwo - odrzekł Hagrid. - Jednorożce mają potężną magiczną
moc. Nigdy przedtem nie słyszałem, żeby coś zraniło jednorożca.
Przeszli
koło omszałego pniaka. Harry usłyszał plusk wody; gdzieś w pobliżu musiał być
strumień. Wzdłuż krętej ścieżki wciąż napotykali ślady jednorożca.
-
Co z tobą, Hermiono? - zapytał szeptem Hagrid.
-
Nie martw się, nie mógł odejść daleko, jeśli jest tak poraniony, a jak go
znajdziemy... MIGIEM ZA TO DRZEWO!
-Co
się dzieje??? - zapytały Molly i Lily blednąć
I
pociągnął Harry'ego i Hermionę za pień olbrzymiego dębu rosnącego tuż przy
ścieżce. Wyjął z kołczanu strzałę, włożył ją w rowek kuszy i uniósł broń gotową
do strzału. Nasłuchiwali. Coś szeleściło w pobliżu, jakby ktoś ciągnął płaszcz
po zeschłych liściach. Hagrid wpatrywał się w ciemną ścieżkę, ale po chwili
dziwny odgłos oddalił się.
-
Wiedziałem - mruknął. - Tu jest coś, czego wcale nie powinno być.
-
Wilkołak? - zapytał Harry.
Oba
Remusowie zbledni
-
To nie był żaden wilkołak ani żaden jednorożec - odpowiedział ponuro Hagrid. -
Dobra, idziemy, tylko teraz uważajcie.
- To
co?? - pytał Artur
Poszli
dalej, nieco wolniej, nasłuchując najlżejszego szmeru. Nagle, tuż za krzakami,
coś na pewno się poruszyło.
-
Kto tam? - zawołał Hagrid. - Pokaż się... jestem uzbrojony!
Stanęli
na skraju niewielkiej polanki. I oto pojawił się na niej... Nie, to nie był
koń... ale i nie człowiek... Do pasa mężczyzna z rudymi włosami i brodą, od
pasa kasztanowy koń z długim czerwonawym ogonem. Harry'emu i Hermionie szczęki
opadły ze zdumienia.
- To
Centaur - oznajmił Bill
-
Ach, to ty, Konanie - powiedział z ulgą Hagrid.
-
Jak się masz?
Wyszedł
na polankę i uścisnął centaurowi rękę.
-
Witaj, Hagridzie - rzekł Ronan. Miał głęboki, melancholijny głos. - Chciałeś
mnie postrzelić?
- Oczywiście,
że nie! - oburzył się Hagrid
-
Ostrożność nigdy nie zawadzi - odpowiedział Hagrid, poklepując kuszę. - Coś
niedobrego wałęsa się po lesie. Aha, to jest Harry Potter, a to Hermiona
Granger. Uczniowie ze szkoły. A to jest Ronan. Centaur.
-
Zauważyliśmy - wyjąkała Hermiona.
-
Dobry wieczór - przywitał ich Ronan. - Studenci, tak? Bardzo was męczą w tej
szkole?
- Piekielnie
ich męczą Ronanie!! - krzyknął Łapa
-
Eee...
-
Trochę - odpowiedziała Hermiona lekko drżącym głosem.
-
Trochę. Nigdy nie za mało - westchnął Ronan. Odrzucił głowę do tyłu i spojrzał
na niebo. - Mars jasno płonie.
- A
co to znaczy?? - zapytała Angelina patrząc na Harrego
- Na
mnie nie patrz dalej tego nie ogarniam - odpowiedział Harry
-
Taa - mruknął Hagrid, też patrząc w niebo. - Słuchaj, to dobrze, że się
spotkaliśmy, bo tu gdzieś jest ranny jednorożec... może go widziałeś?
Ronan nie odpowiedział od razu. Wciąż wpatrywał się w niebo, a po chwili znowu
westchnął.
-
Niewinni zawsze są pierwszymi ofiarami - rzekł. - Tak było przed wiekami i tak
jest teraz.
- Eee
Lily co on gada? - zapytał się Rogacz
- Nie
mam pojęcia - rzekła Lily
-
Taa... - zgodził się Hagrid. - Ale... coś widziałeś? Coś niezwykłego?
-
Mars jasno dziś płonie - powtórzył Ronan, a Hagrid wpatrywał się w niego z
wyraźną niecierpliwością. - Niezwykle jasno.
- Ronan...
- zaczął Lor
...
- Chyba się... - ciągnął Lys
...
- Zaciął?? - skończyli razem
-
Tak, ale mnie chodzi o coś niezwykłego trochę bliżej domu. Więc jak, zauważyłeś
coś dziwnego?
I
tym razem centaur odpowiedział dopiero po chwili.
-
Las skrywa wiele tajemnic.
- No
co ty nie powiesz - mruknął Łapa
Coś
się za nim poruszyło i Hagrid podniósł kuszę, ale był to tylko drugi centaur,
tym razem czarnowłosy i czarnoskóry, i trochę bardziej dziki niż Ronan.
-
Cześć, Zakało - przywitał go Hagrid. - W porządku?
-
Dobry wieczór, Hagridzie, mam nadzieję, że nic ci nie dolega?
-
Jakoś się żyje. Słuchaj, właśnie pytałem Ronana, może widziałeś ostatnio coś
dziwnego? W lesie jest ranny jednorożec... może coś o tym wiesz?
Zakała
podszedł i stanął obok Ronana. Spojrzał w niebo.
-
Mars jasno dziś płonie - oświadczył krótko.
- Kolejny.
Czy oni tylko gadają że mars jasno płonie?? - pytał Denis
-
To już słyszeliśmy - burknął niezbyt uprzejmie Hagrid. - No dobra, gdyby któryś
z was coś zobaczył, niech da mi znać... Musimy iść.
Harry
i Hermiona weszli za nim do lasu, oglądając się za siebie, póki Ronan i Zakała
nie znikli za drzewami.
-
Nigdy nie liczcie na prostą odpowiedź od centaura - powiedział ze złością
Hagrid. - Sakramenckie centaury. Nic, tylko gapią się w gwiazdy. Nie obchodzi
ich nic, co jest bliżej niż księżyc.
- To
wiele wyjaśnia - mruknela Katie
-
Dużo ich tu jest? - zapytała Hermiona.
-
Całkiem sporo... Przeważnie trzymają się razem. Ale mówię wam, niedobrze mi się
robi, jak muszę ich o coś zapytać. Okropnie skryte stworzenia... wiedzą o wielu
sprawach, ale bardzo trudno coś z nich wydusić.
- Zauważyliśmy
- powiedzieli uczniowie
-
Myślisz, że to, co wcześniej słyszeliśmy, to był centaur? - zapytał Harry.
-
A tobie to brzmiało jak kopyta? Nie, to coś całkiem innego. Gdyby mnie kto
pytał, to bym powiedział, że to było coś, co zabija jednorożce... Nigdy
wcześniej czegoś takiego nie słyszałem.Brnęli dalej przez ciemny, gęsty las.
Harry wciąż zerkał nerwowo przez ramię. Miał nieprzyjemne uczucie, że są obserwowani.
- Przez
kogo?? - zapytała Alicia Spinet
Jak
dobrze, że idzie z nimi Hagrid z kuszą! Ścieżka zakręciła i nagle Hermiona
chwyciła Hagrida za rękę.
-
Hagridzie! Tam! Czerwone iskry, oni są w niebezpieczeństwie!
- Co
się dzieje???!! - zapytali wszyscy
-
Zostańcie tutaj! - krzyknął Hagrid. - Nie ruszajcie się ze ścieżki i czekajcie
na mnie! Usłyszeli, jak przedziera się przez krzaki. Stali, patrząc na siebie,
bardzo wystraszeni, aż odgłosy łamanych gałęzi ucichły i słychać było tylko
szelest liści wokół nich.
-
Chyba nie myślisz, że coś im się stało, co? - szepnęła Hermiona.
-
Malfoy mnie nie obchodzi,
- Potter
wielkie dzięki!! - warknął Draco
ale
jeśli coś się stało Neville'owi... To przez nas znalazł się tutaj.
Dzięki
Harry powiedział Neville
Minuty
wlokły się jedna za drugą. Teraz słuch im się wyostrzył i słyszeli każde
westchnienie wiatru, każdy trzask gałązki. Co się dzieje? Gdzie są inni? W
końcu głośny łoskot obwieścił powrót Hagrida. Za nim szli Malfoy, Neville i
Kieł. Hagrid był wściekły. Okazało się, że to Malfoy zakradł się za Neville'a i
dla żartu złapał go nagle za szyję.
- Czy
ty zwariował??!! - krzyknęła Astoria patrzyla wściekłe na Draco
- Fretko
zabije Cię!! - zawołał wściekły Frank ojciec Nevilla
Neville
ze strachu wystrzelił czerwone iskry. - Będziemy mieć szczęście, jeśli teraz
uda nam się cokolwiek znaleźć - burczał Hagrid. - Cały las postawiliście na
nogi! No dobra, robimy zmianę... Neville, zostaniesz ze mną i z Hermiona, a
ty, Harry, pójdziesz z Kłem i tym kretynem.
-
Zgadzam się z tobą Hagridzie w 100 procentach że mój ojciec był kretynem -
oznajmił Scorpius
-
Że co?? - zdziwił się Draco nie ogarniając się co się dzieje
-
Twój syn jest mądrzejszy niż Ty Draco!! - krzyknęła Astoria
Przykro
mi - dodał szeptem, zwracając się do Harry'ego - ale ciebie tak łatwo nie
przestraszy, a musimy szukać dalej., Tak więc Harry ruszył dalej z Malfoyem i
Kłem. Szli jakieś pół godziny, zagłębiając się coraz bardziej w puszczę, aż
ścieżka zrobiła się tak wąska, a las tak gęsty, że trudno było nią iść. Ślady
krwi też były coraz bardziej obfite.
- Merlinie!
- wyszeptała Lily
Harry
zauważył plamy krwi na pniu grubego drzewa, jakby biedne zwierzę kilkakrotnie
otarło się o pień, słaniając się z bólu. Przed nimi, przez splątane gałęzie
wielkiego dębu, prześwitywała polana.
-
Zobacz... - szepnął, wyciągając rękę, by zatrzymać Malfoya.
Na
polanie widać było jakąś jasną plamę. Wyszli ostrożnie na skraj polany. Był to
jednorożec, niestety już martwy.
- Kto
zrobił coś tak strasznego?? pytala szokowana Lily
Harry
po raz pierwszy w życiu ujrzał coś tak pięknego i tak smutnego. Długie, smukłe
nogi spoczywały pod dziwnymi kątami, a grzywa rozsypała się perłowobiałą
kaskadą na ciemnych liściach.Harry zrobił krok i nagle zamarł w miejscu,
słysząc odgłos skradania się. Krzak na skraju polanki zadrżał... A potem z
cienia wyłoniła się zakapturzona postać, pełznąca tuż przy ziemi, jak polujący
drapieżnik.
- Uciekajcie
z tamtad!! - krzyknęły przerażone Lily Molly i Narcyza
Harry,
Malfoy i Kieł stali, jakby wrośli w ziemię. Zakapturzona postać zbliżyła się do
ciała jednorożca, przywarła do jego zranionego boku i zaczęła chłeptać krew.
-
AAAAAA!
To
Malfoy wrzasnął przeraźliwie i pomknął w las. Za nim czmychnął Kieł. Zakapturzona
postać podniosła głowę i spojrzała prosto na Harry'ego.
- Ja
bym chyba zemdlała - oznajmiły przerażone dziewczyny
Krew
jednorożca ściekała po jej płaszczu. A potem podniosła się i skoczyła ku
Harry'emu, który nie był w stanie ruszyć się ze strachu.
- Harry!!
- krzyknęła ropaczliwie Ginny
Głowę
przeszył mu ból tak straszny, jakiego jeszcze nigdy nie doznał; jakby blizna na
czole rozpaliła się do białości.
- Blizna
go bolała?? - zdziwili się goście przeszłości
Na
pół oślepiony bólem zachwiał się i zaczął cofać, gdy nagle usłyszał za sobą
tętent kopyt i coś śmignęło nad nim, nacierając na zakapturzona postać.
- Kto
go uratował?? - zapytała Minne
Harry
osunął się na kolana. Straszliwy ból minął dopiero po dwóch lub trzech
minutach. Kiedy podniósł głowę, tamtego widma już nie było. Stał nad nim
centaur - ale nie Ronan i nie Zakała.
- Kolejny
powie... - zaczął Fred
...
- ze mars... - ciągnął George
- jasno
Płonie?? - pytali razem
Ten
wyglądał na młodszego, miał jasne włosy i złotawą sierść.
-
Nic ci nie jest? - zapytał centaur, pomagając Harry'emu wstać.
-
Nie... dzięki... Co to było?
Centaur
nie odpowiedział. Miał niesamowite niebieskie oczy, zupełnie jak dwa blade
szafiry. Spojrzał uważnie na Harry'ego, zatrzymując wzrok na bliźnie, która
teraz wyraźnie znaczyła czoło chłopca.
-
To ty jesteś chłopcem Potterów - powiedział.
- Tak
- odezwała się Dorcas
-
Lepiej wracaj do Hagrida. W puszczy nie jest bezpiecznie... zwłaszcza dla
ciebie. Potrafisz jeździć konno? Byłoby o wiele szybciej.
- Przejazka
na centaurie super!! - ucieszył się Rogacz
Uklęknął
na przednie nogi, aby Harry mógł wspiąć się na jego grzbiet.
-
Nazywam się Firenzo - dodał.
- Bardzo
nam miło - rzekła Lily I
Z
drugiej strony polany rozległ się tętent kopyt. Ronan i Zakała wypadli z
zarośli; ich spocone boki wznosiły się i opadały w rytmie szybkiego oddechu.
-
Firenzo! - zagrzmiał Zakała. - Co ty wyprawiasz? Masz człowieka na grzbiecie!
Co za wstyd! Zachowujesz się jak zwykły muł!
- Chciale
ze nie!! - zdenerwowali się uczniowie
-
Sami jesteście mulami - oznajmiła Lucy
-
Nie widzisz, kto to jest? - odpowiedział Firenzo. - To chłopiec Potterów. Im
szybciej opuści las, tym lepiej.
-
Co mu powiedziałeś? - warknął Zakała. - Pamiętaj, Firenzo, że zostaliśmy
zaprzysiężeni. Nie możemy sprzeciwiać się wyrokom nieba. Czyż nie wiemy z biegu
planet, co ma się wydarzyć?
- Tak
tak wiemy, że mars dzisiaj jasno Płonie - mówił Louis
Ronan
pogrzebał kopytem w ziemi, wyraźnie zakłopotany.
-
Jestem pewny, że Firenzo chciał jak najlepiej - powiedział ponurym tonem.
-
Jak najlepiej! A niby co my mamy z tym wspólnego? Centaury zajmują się
odczytywaniem przyszłości z gwiazd! Nie jesteśmy po to, żeby uganiać się po
lesie jak osły za jakimiś zbłąkanymi ludźmi!
- Wypraszam
sobie - oburzył się Harry
Firenzo
niespodziewanie stanął dęba, tak że Harry musiał złapać się jego grzywy, żeby
nie spaść.
-
Nie widzisz tego jednorożca? - ryknął Firenzo.
-
Nie wiesz, dlaczego musiał umrzeć? A może planety nie podzieliły się z tobą tym
sekretem? Bo jeśli chodzi o mnie, Zakało, to będę walczył z wrogiem, który czai
się w tym lesie! Tak, ramię w ramię z ludźmi, jeśli będę musiał. I zawrócił w
miejscu, a potem - z Harrym na grzbiecie
-
pogalopował między drzewa, zostawiając na polanie Ronana i Zakałę.
- Pewnie
byli wciekli - odezwała się Lavender
Harry
nie miał pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi.
-
Dlaczego Zakała tak się wścieka? - zapytał. - I przed czym chcesz mnie
uratować?
Firenzo
zwolnił, ostrzegł Harry'ego, żeby pochylił nisko głowę, by nie uderzyć w jakąś
gałąź, ale nie odpowiedział na jego pytania. Szedł stępa przez las tak długo,
iż Harry stracił już nadzieję, że czegoś się od niego dowie.
- Mówi
się trudno - mruknela Parvati
Przedzierali
się właśnie przez szczególnie gęsty kawałek kniei, kiedy Firenzo nagle się
zatrzymał.
-
Harry Porterze, czy wiesz, do czego się używa krwi jednorożca?
-
Nie - odpowiedział Harry, zaskoczony tym dziwnym pytaniem. - My używamy tylko
rogu i włosów z ogona... no wiesz, do sporządzania eliksirów.
- Uwielbiam
eliksiry - oznajmił Albus II
-
To dlatego, że zabicie jednorożca jest potworną zbrodnią - rzekł Firenzo. -
Zdolny jest do niej tylko ktoś, kto nie ma nic do stracenia, a wszystko do
zyskania. Krew jednorożca zapewnia życie każdemu, kto ją wypije, nawet jeśli
będzie o cal od śmierci, ale za straszliwą cenę. Jeśli zabije coś niewinnego i
bezbronnego, zostanie na zawsze przeklęty i będzie wiódł nędzne życie, a
właściwie pół-życie.
- Kto
jest takim idiota żeby coś takiego zrobić?? - zapytała Mary
- Voldek
- mruknął Harry
Harry
wpatrywał się w tył głowy centaura, jakby nakrapianej srebrem w blasku
księżyca.
-
Ale kto mógłby się na to odważyć? Jeśli ma się być przeklętym na zawsze, to
chyba lepsza jest śmierć, prawda?
-
Prawda - zgodził się Firenzo - chyba, że jest ci to potrzebne, żeby wypić coś
innego... coś, co pozwoli ci odzyskać dawną siłę i obdarzy wielką potęgą...
coś, co sprawi, że nigdy nie umrzesz. Harry Potterze, czy wiesz, co jest teraz
ukryte w szkole?
- Kamień
filozoficzny - krzyknęła wielka sala
-
Kamień Filozoficzny! No tak... Eliksir Życia! Ale nie rozumiem, kto...
-
Tak ci trudno domyślić się, kto czekał tyle lat, by odzyskać władzę, kto chce
za wszelką cenę przeżyć, czekając na swoją wielką szansę?
- Voldemort
- zawolali bladzi wszyscy to na pewno on
Harry
poczuł się tak, jakby żelazna dłoń zacisnęła się nagle wokół jego serca.
Przypomniał sobie, co powiedział mu Hagrid w ów wieczór, kiedy spotkali się po
raz pierwszy: „Niektórzy opowiadają, że umarł. Ja uważam, że to bzdura, skoro
on już prawie nie był człowiekiem, to niby co w nim miało umrzeć?"
-
Chcesz powiedzieć, że to był... Vol...
-
Harry! Harry, nic ci się nie stało? Ścieżką biegła ku nim Hermiona, a za nią
kroczył, sapiąc głośno, Hagrid.
- Nic
mi nie jest siotryczko - uspokoił Hermione Harry
-
Nic mi nie jest - powiedział Harry, nie bardzo wiedząc, co mówi. - Hagridzie,
jednorożec jest martwy, leży tam, na polanie.
-
Tutaj cię zostawię - mruknął Firenzo, kiedy Hagrid poszedł, żeby obejrzeć
jednorożca. - Jesteś już bezpieczny.
Harry
ześliznął się z jego grzbietu.
-
Życzę ci powodzenia, Harry Potterze - rzekł Firenzo. - Już nieraz się
zdarzało, że mylnie odczytywano przyszłość z gwiazd. Przytrafiało się to nawet
centaurom. Mam nadzieję, że to właśnie taki przypadek.
- Niestety
się to nie przypadek - rzekł Harry
Odwrócił
się i pogalopował w ciemną puszczę. Harry stał, czując, jak wstrząsają nim
dreszcze.
- To
musiało być straszne, bo ja mam gęsią skórkę - powiedziała Cho
Ron
usnął w ciemnym pokoju, czekając na ich powrót. Kiedy Harry nim potrząsnął,
krzyknął coś o faulach w quidditchu i otworzył oczy. Wkrótce jednak rozbudził
się całkowicie, gdy Harry zaczął mu opowiadać o tym, co on i Hermiona
przeżyli w Zakazanym Lesie. Harry był tak rozgorączkowany, że nie mógł usiąść
spokojnie. Chodził tam i z powrotem przed kominkiem. Wciąż cały się trząsł.
-
Snape chce wykraść Kamień dla Voldemorta...
- ILE
MAM CI POWTARZAĆ POTTER!! - ryknal starszy Severus - ŻE TO NIE JA !!!
- Sevi
nie denerwuj się tak - powiedział Harry niewinnie - złość piękności szkodzi
Cała
sala ryknela ze śmiechu
- Zabije
Cię dosłownie Potter!! - krzyknął starszy Snape
-
Tylko spróbuj! - warknęła Lily
Voldemort
czeka w puszczy... a myśmy przez cały czas myśleli, że Snape chce się po prostu
wzbogacić...
-
Przestań wymawiać to imię! - powiedział Ron przerażonym szeptem, jakby się bał,
że Voldemort może być gdzieś w pobliżu.
Harry
go nie słuchał.
- Włączył
mu się ten tryp - stwierdził Ron - co ma czasem Hermiona
-
Firenzo mnie uratował, choć nie powinien... Zakała się wściekał... mówił o
przeciwstawianiu się temu, co jest zapisane w gwiazdach... o powrocie
Voldemorta... Zakała uważa, że Firenzo powinien pozwolić Voldemortowi zabić
mnie... Myślę, że to też jest zapisane w gwiazdach...
-
Przestań wymawiać to imię! - syknął Ron.
- Ron
nigdy nie lubił gdy mówię Voldemort - oznajmił Harry
-
Więc teraz możemy tylko czekać, aż Snape wykradnie Kamień - ciągnął Harry, nie
zwracając na niego uwagi - a wtedy Voldemort będzie już mógł tu przyjść i
skończyć ze mną raz na zawsze... No cóż, Zakała pewnie się ucieszy.
Hermiona
zrobiła przerażoną minę, ale próbowała go pocieszyć.
-
Harry, wszyscy mówią, że Sam-Wiesz-Kto boi się tylko Dumbledore'a. Dopóki
Dumbledore tu będzie, Sam-Wiesz-Kto nie ośmieli się ciebie tknąć.
- Siostryczko
teraz bym się z tobą o to klocil - odezwał się Harry
- No
ile razy musieliśmy ratować ludzkość?? - zapytała Hermiona
- Ja
już przestałem liczyć - stwierdził Ron
- O
czym mówicie? - zapytała blada jak ściana Lily
- Ratowaliscie
ludzkość?? - pytał przerażony Rogacz
- Tak
- powiedzieli razem złota trojca
- Wszystko
bedzie opisane - rzekła Ginny - pewnie mnie rodzice mnie znienawidzą co
zrobiłam na moi pierwszym roku
- Ginny
wszystko będzie dobrze mruknął cicho Harry
- Boję
się że rodzice mnie znienawidzą - mruknela cicho Ginny - co zrobiłam
- Napewno
nie - odpowiedział cicho Harry - bedziesz ich synowa bo ja tego dopilnuje
- Kocham
Cię Harry - powiedziała cicho Ginny
- Ja
Ciebie też wiewióreczko - odpowiedział Harry
A
w ogóle, skąd wiesz, że centaury się nie mylą? Mnie to wszystko przypomina
wróżenie z kart, a profesor McGonagall mówi, że to bardzo mało ścisła dziedzina
magii.
Niebo już pobladło, kiedy w końcu poszli do swoich sypialni, z piaskiem w
oczach i suchością w gardłach. Lecz nie był to koniec nocnych niespodzianek.
Kiedy
Harry odchylił koc i prześcieradło, znalazł swoją pelerynę-niewidkę, równo pod
nimi złożoną. Ktoś przypiął do niej karteczkę ze słowami:
Na
wszelki wypadek.
- Ani
mi się waz młody człowieku!! - krzyknęła przerażona Lily
- Koniec
rozdziału - powiedział Bill
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz