<Rok
1978>
Dwóch
Ślizgonów: Severus Snape i Regulus Black znaleźli jakieś książki o Harrym
Potterze.
-
Patrz Sev, tu pisze Harry Potter - powiedział Reg.
-
Przeczytajmy. Może będzie ciekawe - i przeczytali 6 rozdziałów "Harry'ego
Pottera i Kamienia Filozoficznego" i nagle rozbłysło białe światło.
-
Co się dzieje?! - krzyknął Reg.
-
Nie wiem! - odkrzyknął Sev.
<1995
rok>
Nagle
rozbłysło białe światło w Wielkiej Sali. Pojawili się dwóch chłopców w wieki
klasy siódmej.
-
Smark? - zdziwili się Huncwoci 1.0.
-
Regulus? - dodał Łapa.
-
Co się stało? Przecież byliśmy w bibliotece i czytaliśmy o jakiś Harrym
Potterze i nagle znaleźliśmy tutaj - powiedział Sev.
-
Jesteście roku 1995. Przenieśliście się w czasie - powiedział chłopak dziwnie
podobny do Pottera, tylko oczy ma zielone.
-
Co takiego?! - zapytali przybysze w wielkim szoku.
-
Czytajcie dalej - powiedział James junior - A wy usiądźcie - dodał.
-
Rogacz teraz ja - powiedział Lunio
-
Łap! - odpowiedział Rogacz.
ROZDZIAŁ
SIÓDMY
Tiara
Przydziału
Brama
natychmiast się otworzyła. Stała w niej wysoka, czarnowłosa czarownica w
szmaragdowozielonej szacie. Miała srogą twarz i Harry pomyślał, że nie jest to
osoba, obok której można przejść obojętnie.
-
Mimie! - krzyknęli Huncwoci.
-
Pirszoroczni, pani profesor McGonagall - oznajmił Hagrid.
-
Dziękuję ci, Hagridzie. Sama ich stąd zabiorę - Otworzyła szerzej drzwi. Sala
wejściowa była tak wielka, że zmieściłby się w niej cały dom Dursley'ów.
Płonące pochodnie oświetlały kamienne ściany, podobne jak w podziemiach Gringotta,
sklepienie ginęło w mroku, a wspaniałe marmurowe schody wiodły na piętro.
Ruszyli za profesor McGonagall po kamiennej posadzce. Zza drzwi po prawej
stronie dochodził ożywiony gwar i Harry pomyślał, że reszta uczniów musi już tu
być, ale profesor McGonagall zaprowadziła ich do pustej komnaty z drugiej
strony. Stłoczyli się w niej, rozglądając się niepewnie wokół siebie.
-
Mimie zawsze ma srogą twarz, ale w środku jest kochana - odezwał się Łapa.
-
Witajcie w zamku Hogwart - powiedziała profesor McGonagall - Bankiet
rozpoczynający nowy rok wkrótce się zacznie, ale zanim zajmiecie swoje miejsca
w Wielkiej Sali, zostaniecie przydzieleni do domów. Ceremonia przydziału jest
bardzo ważna, ponieważ podczas całego pobytu w Hogwarcie wasz dom będzie czymś
w rodzaju rodziny.
Uczniowie
uśmiechnęli się.
-
Będziecie mieć zajęcia razem z innymi mieszkańcami waszego domu, będziecie
spać z nimi w dormitorium i spędzać razem czas wolny w pokoju wspólnym. Są
cztery domy: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Każdy dom ma swoją
zaszczytną historię i z każdego wyszli na świat słynni czarodzieje i znakomite
czarodziejki. Tu, w Hogwarcie, wasze osiągnięcia będą chlubą waszego domu,
zyskując mu punkty, a wasze przewinienia będą hańbą waszego domu, który przez was
utraci część punktów. Dom, który osiągnie najwyższą liczbę punktów przy końcu
roku, zdobędzie Puchar Domów, co jest wielkim zaszczytem. Mam nadzieję, że
każde z was będzie wierne swojemu domowi, bez względu na to, do którego
zostanie przydzielone.
-
Powinna to nagrać i puszczać, bo co roku mówi to samo - zauważył Charlie.
-
Ceremonia przydziału odbędzie się za kilka minut w obecności całej szkoły.
Zalecam wykorzystanie tego czasu na zadbanie o swój wygląd.
-
Cały czas to samo - powiedzieli uczniowie
Jej
spojrzenie spoczęło przez chwilę na pelerynie Neville'a, która była zawiązana
pod jego lewym uchem, a następnie na usmolonym nosie Rona. Harry nerwowo
przygładził włosy.
-
Harry tracisz czas - zaśmiał się Rogacz
-
Wrócę, kiedy będziecie gotowi - oznajmiła profesor McGonagall - Proszę
zachować spokój. I wyszła z komnaty. Harry przełknął ślinę.
-
A właściwie jak oni dokonują tego przydziału? - zapytał Rona.
-
Chyba stosują jakiś test. Fred mówił, że to boli jak nie wiem co, ale pewno
żartował.
-
Oj Ronuś, Ronuś - zaśmiali się bliźniacy Weasley.
Harry'emu
serce podskoczyło do gardła. Test? Przed całą szkołą? Przecież nie zna jeszcze
żadnych czarów, co by mógł pokazać? Czegoś takiego w ogóle się nie spodziewał.
Rozejrzał się nerwowo i zobaczył, że inni też są przerażeni. Nikt się nie
odzywał, oprócz Hermiony, opowiadającej szeptem o wszystkich zaklęciach,
których się nauczyła, i zastanawiającej się, które z nich będzie jej teraz
potrzebne.
-
Serio?- zdziwili się Huncwoci - To jak nasza Lilka.
Harry
starał się jej nie słuchać. Jeszcze nigdy nie był tak zdenerwowany, nawet
wtedy, kiedy wrócił do domu Dursley'ów z pisemną uwagą, że w jakiś sposób
zmienił perukę nauczyciela z ciemnoblond na niebieską.
Huncwoci
parsknęli razem z innymi.
Utkwił
wzrok w podłodze i czekał. Za chwilę wróci profesor McGonagall i powiedzie go
ku jego smętnemu przeznaczeniu. A potem stało się coś, co sprawiło, że
podskoczył w powietrze przynajmniej na stopę. Kilku chłopców za nim wrzasnęło
ze strachu.
-
Co to...
-
To my! - krzyknęli duchy prezydialne Gryffindora, Slytherina, Hufflepuff i
Ravenclaw.
Aż
mu dech zaparło. Przez ścianę tuż za nim przeniknęło około dwudziestu duchów.
Perłowobiałe i lekko przezroczyste, szybowały w komnacie, rozmawiając między
sobą i nie zwracając na nich uwagi. Wyglądało na to, że o coś się spierają.
Duch małego grubego mnicha mówił:
-
Przebaczać i zapominać, powtarzam, to nasza zasada. Powinniśmy dać mu jeszcze
jedną szansę...
-
Mój drogi Mnichu, czyż nie daliśmy już Irytkowi wszystkich szans, na jakie zasługiwał?
I wciąż nas oczernia, a przecież tak naprawdę wcale nie jest duchem...
-
Duchy nie lubią Irytka - stwierdzili uczniowie.
-
Hej, a wy co tu robicie? - Duch w kryzie i trykotach nagle zauważył tłum pierwszoroczniaków.
Nikt mu nie odpowiedział.
-
Nowi studenci! - powiedział Gruby Mnich, obdarzając ich uśmiechem - Czekacie
na przydział, co? Kilka osób pokiwało milcząco głowami.
-
Może się spotkamy w Hufflepuffie! - rzekł Mnich - To mój stary dom.
-
Niektórzy tak, a niektórzy nie - powiedziała Susan.
-
No, idziemy! - rozległ się ostry głos - Ceremonia przydziału zaraz się
rozpocznie - Wróciła profesor McGonagall. Duchy jeden po drugim wsiąknęły w
ścianę - A teraz proszę stanąć rzędem - poleciła profesor McGonagall - i iść za
mną.
-
No to idziemy - odezwała się Katie Bell.
Harry
czuł się dość dziwnie, bo nogi miał jakby z ołowiu, ale stanął za chłopcem o
piaskowych włosach.
-
To ja! - krzyknął Seamus.
-
Tak tato - powiedziała Amelia.
Za
sobą miał Rona. Wyszli gęsiego z komnaty, a potem przeszli przez salę wejściową
i przez podwójne drzwi wkroczyli do Wielkiej Sali. Harry nigdy nawet sobie nie
wyobrażał tak dziwnego i wspaniałego miejsca. Oświetlały je tysiące świec
unoszących się w powietrzu ponad czterema długimi stołami, za którymi
siedziała reszta uczniów.
Uczniowie
się uśmiechnęli.
Stoły
zastawione były lśniącymi złotymi talerzami i pucharami. U szczytu stał jeszcze
jeden długi stół, przy którym zasiadali nauczyciele. Tam właśnie zaprowadziła
pierwszoroczniaków profesor McGonagall i kazała im się zatrzymać w szeregu,
twarzami do reszty uczniów. W migotliwym blasku świec wpatrzone w nich twarze
wyglądały jak blade lampiony. Tu i tam między uczniami połyskiwały srebrną
poświatą duchy. Czując się trochę nieswojo pod tymi wszystkimi spojrzeniami,
Harry popatrzył w górę i zobaczył aksamitnoczarne sklepienie upstrzone
gwiazdami. Usłyszał szept Hermiony:
-
Jest zaczarowane... żeby wyglądało jak prawdziwe niebo... Czytałam o tym w
książce o historii Hogwartu.
-
Twoja ulubiona książka to historia Hogwartu - powiedział Ron.
-
Panna Wiem To Ja Wszystko - burknął Draco.
Trudno
było uwierzyć, że jest tam w ogóle sklepienie i że Wielka Sala nie jest po
prostu otwarta na niebo. Harry szybko spojrzał w dół, bo profesor McGonagall
ustawiła przed nimi stołek o czterech nogach. Na stołku spoczywała spiczasta
tiara czarodzieja, wystrzępiona, połatana i okropnie brudna. Ciotka Petunia
nie pozwoliłaby trzymać czegoś takiego w domu. 'Może trzeba będzie
wyciągnąć z niej królika?'. Myślał gorączkowo Harry.
-
Jak mugolski magik - powiedział podniecony Colin.
Zobaczył,
że wszyscy wpatrują się w tiarę, więc i on utkwił w niej wzrok. Przez kilka
sekund panowała głucha cisza. A potem tiara drgnęła. Szew w pobliżu krawędzi
rozpruł się szeroko jak otwarte usta i tiara zaczęła śpiewać:
Może
nie jestem śliczna,
Może
i łach ze mnie stary,
Lecz
choćbyś świat przeszukał,
Tak
mądrej nie znajdziesz tiary.
Możecie
mieć meloniki,
Możecie
nosić panamy,
Lecz
jam jest Tiara Losu,
Co
jeszcze nie jest zbadany.
Choćbyś
swą głowę schował
Pod
pachę albo w piasek,
I
tak poznam kim jesteś,
Bo
dla mnie nie ma masek.
Śmiało,
dzielna młodzieży,
Na
głowy mnie wkładajcie,
A
ja wam zaraz powiem,
Gdzie
odtąd zamieszkacie.
Może
w Gryffindorze,
Gdzie
kwitnie męstwa cnota,
Gdzie
króluje odwaga
I
do wyczynów ochota.
Gryfoni
uśmiechnęła się.
A
może w Hufflepuffie,
Gdzie
sami prawi mieszkają,
Gdzie
wierni i sprawiedliwi
Hogwartu
szkoły są chwałą.
Puchoni
uśmiechnęła się
A
może w Ravenclawie
Zamieszkać
wam wypadnie
Tam
płonie lampa wiedzy,
Tam
mędrcem będziesz snadnie.
Krukoni
uśmiechnęła się
A
jeśli chcecie zdobyć
Druhów
gotowych na wiele,
To
czeka was Slytherin,
Tym
razem to Ślizgoni się uśmiechnęli.
Gdzie
cenią sobie fortele.
Więc
bez lęku, do dzieła!
Na
głowy mnie wkładajcie,
Jam
jest Myśląca Tiara,
Los
wam wyznaczę na starcie!
-
Fajna piosenka - powiedzieli uczniowie.
-
Może być - stwierdził Teddy
Cała
sala rozbrzmiała oklaskami i okrzykami, kiedy tiara zakończyła swój śpiew.
Potem skłoniła się przed każdym z czterech stołów i ponownie znieruchomiała.
-
Więc musimy po prostu przymierzyć ten kapelusz! - szepnął Ron do Harry'ego -
Zabiję tego Freda, opowiadał mi o pojedynku z trollem.
-
Hahahahaha!! - śmiali się najmłodsi uczniowie, a Hermiona Harry i Ron
pomyśleli. 'Żebyście się nie zdziwili'.
Harry
uśmiechnął się blado. Tak, nałożenie tiary jest na pewno łatwiejsze niż
wyczarowanie czegoś z kapelusza, ale wiele by dał, żeby przy tym nikt na niego
nie patrzył. Tiara wyglądała na taką, co lubi zadawać mnóstwo pytań, a w tym
momencie jakoś nie miał na to ochoty.
-
To nie jest tak - odparła Amelia.
Gdyby
Tiara wspomniała o jakimś domu, w którym mieszkają osoby dość wrażliwe i nieco
lękliwe, z całą pewnością trafiłby właśnie do niego. Teraz wystąpiła profesor
McGonagall, trzymając w ręku długi zwój pergaminu.
-
Kiedy wyczytam nazwisko i imię, dana osoba nakłada tiarę i siada na stołku.
Abbott, Hanna!
-
Moja przyszła żonka - powiedział Neville.
-
A nasza mama - powiedzieli Alicja i Frank.
- Moja córeczka! - zawołała Alicia I Hannah patrzyła na to szokowana zwłaszcza na matkę Neville
-
Nie chcesz być moją.. - zaczęła powoli Alicia I
- Chce oczywiście że chce - przerwała teściówej Hannah uśmiechnęła się - wbieram słowo Mamo albo nie będę się zwracała per mamusia mogę tak Ci mówić mamusiu ? - spytała z nadzieją
- Słyszałeś
Frank Hannah nazwała mnie mamusią ! - ucieszyła się Pani Longbotton - oczywiście że
możesz mi mówić mamusiu kochanie będę zaszczycona - i przytulia blondynkę do siebie mocno
-
Awwwww! - zawolaly kobiety i dziewczyny wzruszone
Z
szeregu wystąpiła dziewczynka o różowej buzi i jasnych mysich ogonkach,
nałożyła tiarę, która opadła jej prawie na nos, i usiadła. W chwilę później...
-
HUFFLEPUFF! - krzyknęła Tiara.
-
Hannah, to będziesz naszą córeczką - odezwała się Alicja matka Neville.
-
Na to wygląda mamuś - odpowiedziała Hannah rozpromieniona . Frank popatrzył na wnuki.
-
Mam pomysł: Poznajmy się bliżej .
-
Dobry pomysł - stwierdziła Alicja - opowiedz coś o sobie muszę poznać moją
córeczkę
-
oczywiście mamusiu - powiedziała Hanna i zaczęła o swoim dzieciństwa.
Przy
stole po prawej stronie rozległy się oklaski i okrzyki aplauzu. Hanna
podreptała do niego i usiadła, a Harry zobaczył, jak duch Grubego Mnicha macha
do niej wesoło
-
Bones, Susan!
-
HUFFLEPUFF! - wrzasnęła znowu Tiara, a Susan usiadła obok Hanny.
-
Mama! - krzyknęła Amelia.
-
A Susan to moja najlepsza przyjaciółka - skończyła opowiadać Hanna.
-
Coś czuję, że będziesz najlepszą żoną dla Neville'a - stwierdziła Alicja
I - i super córką
- Dziękuję mamuś - odpowiedziała wzruszona Hannah - ty już jesteś najlepsza mamuś
-
Och dziękuję Kochanie ! - wzruszyla się teściowa Hannah
-
Nasza mama jest najlepszą mamą na świecie - dodali wnuki Alicji i Franka.
-
Też tak myślę - powiedziała pani Longbotton - tylko nie wiem co myśli
o tym następna pani Longbotton? - spytała Alicia synowej
-
Myślę że nazwisko Longbotton to pasuje do mojego imienia idealnie -
odpowiedziala Hannah - prawda Nev że Hananh Longbotton to pasuje idealnie?
-
Idealnie pasuje Hannah - stwierdził Neville
-
Boot, Terry!
-
RAVENCLAW!
Terry
uśmiechnął się wesoło.
Tym
razem rozległy się wiwaty przy drugim stole na lewo, gdzie kilka osób powstało,
by uścisnąć rękę Terry'emu. "Brocklehurst, Mandy" też powędrowała do
Ravenclawu, ale "Brown, Lavender" pierwsza trafiła do Gryffindoru, co
wywołało burzę oklasków przy krańcowym stole po lewej stronie.
Wyżej
wymienionych uśmiechnęli się wesoło.
Harry
dostrzegł tam rudych bliźniaków.
"Bulstrode,
Millicenta" znalazła się w Slytherinie. Może to skutek zbyt bujnej
wyobraźni, po tym wszystkim, co Harry usłyszał, ale mieszkańcy tego domu wydali
mu się jacyś nie bardzo przyjemni.
-
Ja nie mam bujnej wyobraźni oburzyła się Mili.
Teraz
zrobiło mu się naprawdę niedobrze. Przypomniał sobie, jak w starej szkole
wybierano go do drużyny podczas gimnastyki. Zawsze wybierano go na samym końcu,
nie dlatego, że był gorszy od innych, ale dlatego, że wszyscy się bali, żeby
Dudley nie uznał ich za jego przyjaciela.
-
Granger, Hermiona!
-Nasza
mamusia! - powiedzieli zgodnie Rose i Hugo.
-
I moja córcia - dodała Molly.
-
Pani Weasley! - krzyknął Ron
-
Pani Weasley pięknie brzmi - stwierdziła Hermiona - Hermiona Weasley słodko
prawda ? - spytała Rona
-
Cudownie wręcz - mruknął Ron do ucha a ta uśmiechnęła się szeroko
-
Cudownie to brzmi Pani Potter - rzekł Harry - A dokładnie to Ginny Potter tak
sie nasza siostra nazywa szwagrowie! - wystrzezyl się Harry
-
Ginny Potter! - pisnęła Ginny i pocałowała namiętnie Harrego w usta - mogę się
tak nazywać? - zapytała podniecona
- Jak dla mnie możesz - oznajmili Rogacz i Lily Patrzyła z nadzieją na swoich rodziców - proszę! proszę! proszę!
-
Niech będzie - mrukneli Molly i Artur
-
Dziekuje! dziękuję! - krzyczała Ginny ze szczęścia
-
To normalnie sala wariatow! - jeknal Albus II
-
A nasza matka to już totalna wariatka! - zgodził się James II z bratem
-
To jak nasza mała siostrzyczka Lily! - krzyknęli razem - prawda maleństwo?
-
Nie jestem mała! - warknęła Lily II - ani żadne maleństwo!
Hermiona
prawie podbiegła do stołka i szybko wcisnęła tiarę na głowę.
-
GRYFFINDOR! - krzyknęła Tiara. Ron jęknął.
-
Auuuuuu! Kobieto, czemu mnie bijesz? - powiedział Ron do Hermiony.
-
Bo sobie zasłużyłeś - odpowiedziała Hermiona. Bliźniaki parsknęli.
Okropna
myśl ugodziła Harry'ego gdzieś w tył głowy, jak to zwykle czynią okropne myśli,
kiedy jest się bardzo zdenerwowanym. A jeśli w ogóle nie dostanie przydziału? A
może będzie siedział i siedział na stołku w tej okropnej tiarze, aż w końcu
profesor McGonagall zerwie mu ją z głowy i oświadczy publicznie, że musiała
zajść jakaś pomyłka i „Potter, Harry" musi wracać do domu...
-
Nie to nie jest pomyłka - rzekła Ginny.
Kiedy
wywołano Neville'a Longbottoma, chłopca, który zgubił ropuchę, biedak
przewrócił się, idąc do stołka, a potem długo na nim siedział, póki tiara w
końcu nie krzyknęła:
-
GRYFFINDOR!
- Och Neviś byłeś wtedy słodki - powiedziała Hanna. Teraz to jesteś seksy - Neville zarumienił się. Alicja i Frank z młodszego pokolenia parsknęli śmiechem.
Neville
zerwał się i odbiegł, wciąż w tiarze na głowie, i musiał wrócić, żeby wśród
ryków śmiechu rozbawionej sali oddać ją Morągowi MacDougalowi.
-
Mówiłam - powiedziała Hannah.
Następnie
wystąpił dumny i blady Malfoy i natychmiast spełniło się jego życzenie:
zaledwie tiara dotknęła jego głowy, wrzasnęła:
-
SLYTHERIN!
-
To było wiadomo - burknął Ron. Lucek i Cyzia było dumni.
Malfoy
usiadł obok swoich przyjaciół, Crabbe'a i Goyle'a, wyraźnie z tego uradowanych.
Pozostało ich już niewielu. Moon... Nott... Parkinson... potem para
bliźniaczek, Patil i Patil... potem Perks Sally Anna... aż w końcu...
-
Potter, Harry!
Harry
miał dziwna minę
-
To mój chrześniak będzie wybierany.
Kiedy
Harry wystąpił, rozległy się podniecone szepty, jakby w całej sali wykipiała
woda na rozpaloną do czerwoności blachę.
-
Potter? Tak powiedziała?
-
Ten Harry Potter?
-
Nie. Klon Harry'ego Pottera - powiedział z ironią Draco.
Ostatnią
rzeczą, jaką Harry zobaczył, zanim tiara opadła mu na oczy, był gąszcz
wyciągniętych głów, bo każdy chciał mu się przyjrzeć. Potem widział już tylko
ciemne wnętrze tiary. Czekał.
- Hmm... -
usłyszał w uchu cichy głosik - Trudne. Bardzo trudne. Mnóstwo odwagi,
tak. Umysł też dość tęgi. To prawdziwy talent... och, na Boga, tak... i zdrowe
pragnienie sprawdzenia się... tak, to bardzo interesujące... Więc gdzie mam go
przydzielić?
-
Do Gryffindoru, to jasne - powiedział Rogacz.
Harry
chwycił mocno za krawędzie stołka i pomyślał: 'Tylko nie do Slytherinu,
nie do Slytherinu'.
Wszyscy
robili coraz większe oczy
-
Nie do Slytherinu?
- odezwał się głosik - Jesteś pewny? Możesz być kimś wielkim, tak, to
wszystko jest tu, w twojej głowie, a Slytherin na pewno pomoże ci w osiągnięciu
wielkości...
W
całej Wielkiej Sali wszystkim opadły szczeki. Wielki Harry Potter mógł być w
Slytherinie!?!
-
O Merlinie! Potter miał być w Slytherinie?! - nie dowierzał Blaise.
-
Kuźwa, to są jakieś kpiny, prawda??? - nie dowierzał Draco.
- Nie?
No dobrze, skoro jesteś pewny... niech będzie... GRYFFINDOR!
-
Ta czapka zwariowała. Mój syn mógł być Slytherinie - nie dowierzał Rogacz.
-
Harry czemu nam nie powiedziałeś?? - zapytali Ron i Hermiona.
-
Bo was znam i wiem, że mnie byście odtrącili - stwierdził. Oboje posmutnieli.
-
Ja bym Cię nieodtracila Harry Potterze - odezwała się Ginny Harry już otwierał
usta - nie przerywaj mi gdy ja jako Pani Potter mówi! na czym ja skoczyłam
kocham Cię Harry i kochałam kiedy Cię nawet nie znałam i nie wiem nawet
dlaczego tak się dzialo
-
Chwila kochałaś mnie nawet kiedy mnie nie znałaś? - spytał niedowierzaniem
-
Tak - odpowiedziala Ginny
To
ostatnie słowo Tiara wrzasnęła na całą salę. Zdjął ją i na trzęsących się
nogach ruszył ku stołowi Gryffindoru. Czuł taką ulgę, że został wybrany i nie
trafił do Slytherinu, że prawie do niego nie docierały najgłośniejsze jak dotąd
wiwaty. Percy prefekt wstał i uścisnął mu serdecznie rękę,
-
Serdecznie teraz jest związany z ministerstwem - rzekł Ron.
-
Ja przynajmniej coś osiągnąłem, a wy nie! - krzyknął Percy.
-
Nic nie osiągnąłeś, kretynie - powiedziała Ginny.
-
Nie masz racji Ginny - zaczął Fred.
-
Percy osiągnął najwyższy poziom głupoty - skończył George.
-
Bill jest Łamaczem Klątw, a Charlie Smokologiem - powiedział Harry. Fred i
George robią wynalazki a Ginny jest bardzo piękna i potężną czarownica
-
Tato, ty się lepiej ogarnij, bo stracisz ich na zawsze - stwierdziłq Lucy.
-
Widzisz Percy, twoja córka jest mądrzejsza, niż ty - powiedział Bill.
a
bliźniacy ryczeli: "Mamy Pottera! Mamy Pottera!". Harry usiadł
naprzeciw ducha w trykocie.
-
Dzięki chłopaki - powiedział Harry do bliźniaków.
Duch
poklepał go po ramieniu, co Harry odczuł tak, jakby zanurzył ramię w wiaderku
z lodowatą wodą. Dopiero teraz zobaczył dokładnie stół prezydialny. Na samym
końcu, najbliżej niego, siedział Hagrid, który spojrzał na niego i uniósł
kciuk do góry. Harry wyszczerzył do niego zęby.
Harry
wyszczerzył zęby do Hagrida.
A
pośrodku, na wielkim złotym krześle z oparciami siedział sam Dumbledore. Harry
poznał go natychmiast, bo przecież dobrze się przyjrzał jego żywej podobiźnie
na karcie z czekoladowej żaby. Srebrne włosy Dumbledore'a płonęły jasnym
blaskiem.
-
To tylko Drops, który jest niedobrym człowiekiem - powiedziała Lily.
-
Po skazał niewinne dziecko na beznadziejne dzieciństwo - dodał Rogacz.
-
Pamiętaj Dropsie: Już cię nie podziwiamy, jak było kiedyś - dodał Łapa.
-
Ale to było dla dobra Harry'ego... - zaczął się tłumaczyć Drops.
-
Zamknij się, albo stracę cierpliwość i walnę cię upiorogackiem w jaja tak, że
stracisz je na zawsze - rzekła Lily przez zęby.
-
A ja ci mamuś pomogę - dodała Ginny.
-
I my - dodały Amelia, Olivia, Lily, Luna i Rose. Drops zbladł i nic już nie
powiedział.
W
mrocznej sali lśniły tak tylko te włosy i duchy. Zobaczył też profesora
Quirrella, owego nerwowego młodzieńca z Dziurawego Kotła. Wyglądał bardzo
osobliwie w wielkim purpurowym turbanie.
-
Turbanie chyba mu jest gorąco - powiedział Łapa.
Jeszcze
tylko cztery osoby nie miały przydziału. „Thomas, Dean", ciemnoskóry
chłopiec wyższy nawet od Rona, usiadł przy stole Gryffindoru obok Harry'ego.
Dean
wyszczerzył się do wszystkich.
"Turbin,
Lisa", trafiła do Ravenclawu, a potem nadeszła kolej na Rona, który już
nie był po prostu blady, ale bladozielony. Harry skrzyżował palce pod stołem, a
w chwilę później Tiara oznajmiła donośnym głosem:
-
GRYFFINDOR!
Tata
jest w Gryffindorze! - powiedziały jego dzieci.
-
Dobra robota, Ron, wspaniale - pochwalił go wspaniałomyślnie Percy Weasley,
-
Percy nie wiem, czy jesteśmy godni z tobą witać, ani gadać, bo ważniejsze jest
twoje ministerstwo, a my nie jesteśmy godni zachodu - powiedział Ron.
-
Właśnie! - powiedzieli jego rodzeństwo.
kiedy
„Zabini, Blaise" został przydzielony do Slytherinu.
Blaise
uśmiechnął się szeroko.
Profesor
McGonagall zwinęła pergamin i zabrała Tiarę Przydziału. Harry popatrzył na swój
pusty złoty talerz. Dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo jest głodny.
Paszteciki dyniowe należały już do zamierzchłej przeszłości. Teraz powstał
Albus Dumbledore. Rozłożył szeroko ramiona, twarz miał rozpromienioną, jakby
nic nie mogło go tak ucieszyć, jak widok wszystkich uczniów.
-
Och, wielki Albusie Dumbledore jakiemu kolejnemu dziecku zniszczysz dzieciństwo
- spytała Lily
-
Witajcie! - powiedział - Witajcie w nowym roku szkolnym w Hogwarcie! Zanim
rozpoczniemy nasz bankiet, chciałbym wam powiedzieć kilka słów. A oto one:
Głupol! Mazgaj! Śmieć! Obsuw! Dziękuję wam!
-
Głupol i śmieć idealnie opisuje Ciebie dropsie - powiedział Rogacz
I
usiadł. Rozległy się oklaski i wiwaty. Harry nie wiedział, czy się śmiać, czy
zachować powagę.
-
Czy on jest trochę... no wiesz... stuknięty? - zapytał niepewnym tonem
Percy'ego.
-
On nie jest stuknięty, tylko jest głupolem, który zniszczył mojemu
chrześniakowi dzieciństwo - odezwał się Łapa
-
Właśnie - powiedziały Marlena i Dorcas
-
Stuknięty? - powtórzył beztrosko Percy - To geniusz! Największy czarodziej na
świecie! Ale fakt, ma lekkiego świra. Podać ci ziemniaczki, Harry?
-
Ja nie wiem, czy jestem godny i brać od ciebie ziemniaki Percy - powiedział
Harry.
-
Harry jesteśmy dumni, że jesteś naszym bratem - powiedzieli piątka
Weasley'ów.
Harry
otworzył usta. Półmiski pełne były najróżniejszych potraw. Jeszcze nigdy nie
widział tylu różnych rzeczy na jednym stole: befsztyki, pieczone kurczęta, kotlety
schabowe i jagnięce, kiełbaski, bekony, steki, ziemniaki gotowane i pieczone,
frytki, pudding Yorkshire, strudle, marchewka, sosy, keczup i, nie wiedzieć
czemu, miętówki.
-
Pyszności - powiedzieli Ron i Hugo.
Dursley'owie
Harry'ego nie głodzili, ale też nigdy nie pozwalali mu najeść się do syta.
Dudley zawsze zjadał to, na co Harry miał akurat ochotę, choćby miało mu się
zrobić niedobrze.
-
Dropsie mówię ci zjesz własne jaja na śniadanie - odezwała się Lily I . Drops
zbladł, a wszyscy się przestraszyli to co powiedziała Lily.
Harry
napełnił więc talerz wszystkim po trochu, prócz miętówek, i zaczął jeść.
Wszystko było naprawdę wspaniałe.
-
Wygląda całkiem apetycznie - powiedział duch w kryzie, przyglądając się, jak
Harry odcina kawałek soczystego steku.
-
Nie możesz... ?
-
Nie jadłem od prawie czterystu lat - odpowiedział duch.
-
To Nick - powiedział Harry.
-
Siemasz Harry. Co tam? - zapytał się Nick duch Gryffindoru.
-
Nam to niepotrzebne, choć, oczywiście, trochę się za tym tęskni. Ale chyba jeszcze
się nie przedstawiłem. Sir Nicholas de Mimsy-Porpington, do usług.
Duch-rezydent Wieży Gryffindoru.
-
Prawie Bezgłowym Nick - powiedzieli Gryfoni.
-
Wiem, kim jesteś! - zawołał nagle Ron - Moi bracia opowiadali mi o tobie...
Jesteś Prawie Bezgłowym Nickiem!
-
Wolałbym, żeby zwracano się do mnie Sir Nicholas de Mimsy - zaczął duch,
Tylko
wybrani mówią do mnie Nick stwierdził duch Gryfindoru
ale
przerwał mu Seamus Finnigan, chłopiec o piaskowych włosach.
-
Prawie bezgłowy? Jak można być prawie bezgłowym? - Sir Nicholas zrobił bardzo
urażoną minę.
-
Można. O tak - powiedział ze złością. Złapał się za lewe ucho, pociągnął i...
głowa przechyliła się na bok i spoczęła na ramieniu, jakby była na zawiasach.
-
Tak, pasuje mu prawie - powiedział Fred II .
Ktoś
najwidoczniej próbował odciąć Sir Nicholasowi głowę, ale brakowało mu wprawy
i nie zrobił tego dokładnie. Prawie Bezgłowy Nick popatrzył z zadowoleniem na
ich zdumione twarze i umieścił sobie głowę z powrotem na karku, odkaszlnął i
rzekł:
-
A więc... nowi Gryfoni! Żywię nadzieję, że pomożecie nam zdobyć mistrzostwo
domów w tym roku. Jeszcze nigdy nie utraciliśmy pucharu aż na tak długo.
Ślizgoni... tak nazywamy mieszkańców Slytherinu... zdobyli go już sześć lat
temu i dotąd nie oddali!
-
Będzie dobrze - powiedzieli Gryfoni
-
Krwawy Baron puszy się tak, że trudno z nim wytrzymać... Baron rezyduje w
Slytherinie, rzecz jasna - Harry spojrzał na stół Ślizgonów i zobaczył
siedzącego przy nim straszliwego ducha z pustymi, bladymi oczami i ponurą
twarzą, w szatach zbryzganych srebrną krwią. Siedział na prawo od Malfoy'a,
który - jak Harry stwierdził z zadowoleniem - nie wyglądał na zachwyconego tym
sąsiedztwem.
Ślizgoni
popatrzyli na Draco mordem w oczach.
-
Dlaczego jest taki zakrwawiony? - zapytał z ciekawością Seamus.
-
Nigdy go o to nie pytałem - odpowiedział Prawie Bezgłowy Nick.
-
My wiemy, ale nie powiemy - oznajmili przybysze z przyszłości.
Kiedy
wszyscy najedli się do syta, resztki po prostu znikły z talerzy, które znowu
zalśniły czystością. W chwilę później pojawiły się desery: bloki lodów we
wszystkich smakach, jakie można sobie było wymyślić, strucle jabłkowe, ciastka
z owocami polanę syropem, polanę czekoladą ekierki, pączki nadziewane
konfiturą, biszkopty z kremem, truskawki, marmoladki, ryżowy budyń... Harry
nałożył sobie wielkie ciastko z owocami i syropem, a tymczasem rozmowa zeszła
na koligacje rodzinne.
-
Ciekawe - powiedział Łapa.
-
Ja jestem pół na pół - powiedział Seamus - Tata jest mugolem. Mama dopiero po
ślubie powiedziała mu, że jest czarownicą. Trochę im to wstrząsnęło.
Wszyscy
wybuchnęli śmiechem.
-
To prawda, dziadka naprawę wstrząsnęło - powiedziała Amelia chichotać.
-
A ty, Neville? - zapytał Ron.
-
Mnie wychowała babcia, która jest czarodziejką, ale rodzina bardzo długo
uważała mnie za kompletnego mugola.
-
Czy wie, co się z nami stało? - zapytała blada Alicja - i dlaczego Augusta
wychowała naszego syna? - dodała dalej blada.
-
Stryjek Algie wciąż próbował mnie sprowokować, żebym się ujawnił z czarami...
raz nawet zepchnął mnie do morza z końca mola w Blackpool, mało brakowało, a
bym się utopił... ale nic się nie stało. Dopiero jak miałem osiem lat, stryjek
przyszedł do nas na obiad, złapał mnie za kostki u nóg i wywiesił za okno, a tu
babcia go pyta, czy nie zjadłby bezy... No więc mnie puścił, bo bardzo lubił
bezy, a ja spadłem do ogrodu, odbiłem się od ziemi jak piłka i znowu spadłem na
drogę. Ale była uciecha!
-
Co takiego?! - krzyknął Frank - Czy wujka totalnie pogięło?.
-
Babcia aż się popłakała, tak się cieszyła. Żebyście widzieli ich miny, jak
dostałem list. Bo przedtem się bali, że nie jestem dostatecznie magiczny.
Stryjek Algie tak był zadowolony, że od razu kupił mi ropuchę.
-
Będę musiał porozmawiać o tym z matką - powiedział Frank I .
Percy
Weasley i Hermiona rozmawiali o nauce.
-
Błąd zrobiłam, ale wtedy nie wiedziałam, ale teraz wiem, bo nie jestem godna z
tobą rozmawiać nawet o nauce, prawda Percy? - powiedziała Hermiona. Percy'emu
opadła szczęka.
-
Hermiona kochanie zakochałem się w tobie jeszcze bardziej - odparł szczęśliwy
Ron. Hermiona go pocałowała. - Ron zostałam panią Weasley musisz mnie
kochać tak samo jak ja kocham Ciebie czyli mocno
-
Widzisz ogarnij się, bo wszyscy się od ciebie odwracaja - powiedziała Molly
córka Percy'ego.
(„Mam
nadzieję, że od razu się zacznie, tyle trzeba się nauczyć, mnie osobiście
bardzo interesuje transmutacja, no wiesz, zamienianie czegoś w coś innego, no
tak, oczywiście, wiem, że to bardzo trudne..."; „Zaczniesz od małych
rzeczy, no wiesz, zamienianie zapałek w igły, takie tam sztuczki...").
-
Transmutacja jest super - powiedzieli Huncwoci.
Harry,
który robił się coraz bardziej senny, spojrzał na stół prezydialny. Hagrid
pociągał zdrowo z pucharu. Profesor McGonagall rozmawiała z profesorem
Dumbledore'em. Profesor Quirrell, w swoim absurdalnym turbanie, rozmawiał z
jakimś nauczycielem o tłustych czarnych włosach, haczykowatym nosie i ziemistej
cerze.
-
Smark - powiedzieli Huncwoci.
-
Co? - spytał wyżej wymieniony.
Nagle
ów nauczyciel spojrzał ponad turbanem Quirrella prosto w oczy Harry'ego, a ten
poczuł ostry, piekący ból w czole, jakby go ktoś trafił końcem rozgrzanego
pogrzebacza.
-
Auu! - krzyknął Harry i złapał się za głowę.
-
Co ci jest? - zapytała Lily blada.
-
Co ci jest? - zapytał Percy.
-
N-nic - Ból minął równie szybko, jak się pojawił. Trudniej było otrząsnąć się z
wrażenia, jakie na Harrym sprawiło to spojrzenie - wrażenia, że ów nauczyciel
z pewnością go nie lubi.
-
Kim jest ten, który rozmawia z profesorem Quirrellem? - zapytał Percy'ego.
-
O, już znasz Quirella, tak? Nic dziwnego, że jest taki zdenerwowany, rozmawia z
profesorem Snape'em.
-
Jestem nauczycielem? - pytał zdumiony młodszy Snape.
-
Tak - powiedział starszy Snape.
-
Snape uczy eliksirów, ale nie bardzo ma na to ochotę... wszyscy wiedzą, że
wolałby zająć miejsce Quirella. Ten Snape zna się na czarnej magii.
-
Uczyłem eliksirow? - zapytał zdumiony młodszy Sev.
-
Tak - powtórył swoją odpowedź starszy Snape.
Harry
obserwował Snape'a przez jakiś czas, ale ten już na niego nie spojrzał. W końcu
znikły również desery i znowu powstał profesor Dumbledore. W sali zrobiło się
cicho.
-
E-hym... jeszcze tylko kilka słów. Mam nadzieję, że wszyscy się najedli i
napili. Chciałbym wam przekazać kilka uwag wstępnych. Pierwszoroczniacy niech
zapamiętają, że nikomu nie wolno wchodzić do lasu, który leży na skraju terenu
szkoły.
Neville,
Harry i Hermiona wymienili spojrzenia, a pozniej szybkie z Draconem, gdyż
wiedzieli, co się stanie pod koniec książki.
-
Dobrze by było, żeby pamiętało o tym również kilku starszych uczniów -
Migocące oczy Dumbledore'a zwróciły się w stronę rudych bliźniaków.
Bliźniaki
mieli banany na twarzy.
-
Pan Filch prosił mnie też, żebym wam przypomniał, że między lekcjami, na
korytarzach, nie wolno używać żadnych czarów. Próby do quidditcha rozpoczną
się w drugim tygodniu semestru. Każdy, kto jest zainteresowany grą w barwach
swojego domu, powinien zgłosić się do pani Hooch. I ostatnia uwaga. Muszę was poinformować,
że w tym roku wstęp na korytarz na trzecim piętrze, ten po prawej stronie, jest
zabroniony. Dla wszystkich, o ile nie chcą umrzeć w straszliwych mękach.
Złota
trojca popatrzyła na Hagrida.
Harry
roześmiał się, ale był jednym z niewielu, którzy to uczynili.
-
On chyba żartuje, co? - mruknął do Percy'ego.
-
Nie sądzę - odrzekł Percy, marszcząc czoło - To dziwne, bo zwykle podaje powód,
dla którego nie wolno gdzieś wchodzić...
-
Bo drops nic nie mówi i ma swoje tajemnice - powiedział Harry.
-
Jakie tajemnice? - zapytała się Lily.
-
Lepiej o tym teraz nie mówić - odpowiedział Harry.
-
Ale mi powiesz? - zapytała Lily.
-
Tak, ale nie teraz - odpowiedział Harry.
-
W lesie jest mnóstwo niebezpiecznych zwierząt i potworów, wszyscy o tym wiedzą.
Ale tu, na trzecim piętrze... Uważam, że powinien powiedzieć chociaż nam,
prefektom.
-
Nam nic nie mówi - powiedzieli uczniowie, co wtedy byli prefektami i prefektami
naczelnymi.
-
A teraz, zanim pójdziemy spać, zaśpiewajmy nasz szkolny hymn! - zawołał
Dumbledore. Harry zauważył, że uśmiechy innych nauczycieli jakby nieco zbladły.
Dumbledore poderwał lekko swoją różdżkę, jakby strząsał z niej muchę, a z jej
końca wystrzeliła złota szarfa, która uniosła się w wysoko nad stoły i
rozwinęła, jak wąż, w słowa.
-
On tylko udaje że jest fajny, a tak naprawdę jest nieczułym draniem - rzekł
Rogacz.
-
Każdy wybiera sobie ulubioną melodię - zawołał Dumbledore - i śpiewamy! A cała
szkoła zawyła:
Hogwart,
Hogwart, Pieprza-Wieprzy Hogwart,
Naucz
nas choć trochę czegoś!
Czy
kto miody ze świerzbem ostrym,
Czy
kto stary z łbem łysego,
Możesz
wypchać nasze głowy
Farszem
czegoś ciekawego,
Bo
powietrze je wypełnia,
Muchy
zdechłe, kurzu wełna.
Naucz
nas, co pożyteczne,
Pamięć
wzrusz, co ledwie zipie,
My
zaś będziem wkuwać wiecznie,
Aż
się w próchno mózg rozsypie!
Każdy
kończył śpiewać w trochę innym czasie. W końcu tylko bliźniacy Weasley'owie
śpiewali na powolną melodię marsza żałobnego.
Huncwoci
1.0 i Huncwoci 2.0 parsknęli śmiechem.
Dumbledore
dyrygował nimi za pomocą różdżki aż do ostatniej nuty, a kiedy wreszcie
skończyli, był jednym z tych, którzy klaskali najgłośniej.
-
Super - powiedziała z ironią Lily.
-
Ach, muzyka - powiedział, ocierając łzę w oku - To magia większa od
wszystkiego, co my tu robimy! A teraz, pora spania. Biegiem do łóżek! -
Pierwszoroczniacy z przydziałem do Gryffindoru pomaszerowali za Percym,
-
który Wypinał dumnie pierś - dodali bliźniaki. - Chwaląc swoją oznaka
pierdka
-
Jestem Perceusz jestem pierdkiem Gryffindoru! - zawołał Lee - Gryfoni za
pierdkiem prosze!
Percy
zrobił się czerwony
przepychając
się przez huczący od gwaru tłum. Wyszli z Wielkiej Sali, a potem poprowadził
ich marmurowymi schodami. Harry czuł, że znowu nogi ma jak z ołowiu, tym razem
nie ze strachu, ale ze zmęczenia i obżarstwa. Był taki senny, że nie zaskoczyło
go wcale, iż ludzie z portretów na ścianach korytarzy szeptali coś i pokazywali
ich sobie. Percy poprowadził ich przez drzwi ukryte za rozsuwanymi panelami i
wyblakłymi arrasami. Wspięli się po jakichś kolejnych schodach, ziewając i
powłócząc nogami, a Harry zaczął już się zastanawiać, jak długo jeszcze będą
iść, kiedy nagle się zatrzymali. Przed nimi, w powietrzu, unosiła się wiązka
lasek, a kiedy Percy zrobił krok w ich stronę, laski zaczęły się na niego
rzucać.
-
Dobrze mu tak - powiedziała Ginny.
-
To Irytek - szepnął Percy do pierwszoroczniaków - Poltergeist - Podniósł głos -
Irytku, pokaż się - Odpowiedzią był ordynarny, syczący odgłos, jakby ktoś
wypuszczał powietrze z balona - Chcesz, żebym poszedł po Krwawego Barona?
I
nagle pojawił się Irytek
-
Weatherby idź lepiej do ministerstwa, bo jesteś sztywniakiem jak ci większość z
ministerstwa - powiedział Irytek. Wszystkim opadły szczęki
-
Ha, ha, ha, ha! - bliźniacy, Ron, Ginny, Charlie, Bill i Harry leżeli na
podłodze wijąc się ze śmiechu. Percy siedział cały czerwony.
Rozległ
się trzask i pojawił się mały człowieczek ze złośliwymi, czarnymi oczkami i
szerokimi ustami. Unosił się ze skrzyżowanymi nogami w powietrzu, trzymając
wiązkę lasek.
-
Oooooch! - zarechotał - Pierwszoroczniaki! Maluchy! Ale zabawa!
-
Zabawne było walnięcie Percy'ego - stwierdził Ron.
I
nagle rzucił się w ich kierunku. Wszyscy cofnęli się gwałtownie.
-
Idź sobie, Irytku! Mam o tym donieść Baronowi? Zaraz to zrobię! - krzyknął
Percy.
I
znowu pojawił się Irytek
-
Weasley idź się, lecz - powiedział Irytek. Czy tłuszcioch Ci pomoże czy
może ta Ropucha? Trudno stwierdzic
-
Irytek jest bohaterem - powiedział Ron.
Irytek
pokazał mu język i zniknął, upuszczając laski na głowę Neville'a. Usłyszeli,
jak się oddala, bębniąc po drodze w tablice z herbami.
-
Cały Irytek. Nic się nie zmienił - powiedzieli uczniowie.
-
Musicie się wystrzegać Irytka - powiedział Percy, kiedy ruszyli dalej - Boi się
tylko Krwawego Barona. Nie słucha nawet nas, prefektów. No, jesteśmy.
-
Bo jesteś sztywniakiem Weasley - krzyknął Irytek.
Na
samym końcu korytarza wisiał portret grubej kobiety w różowej, jedwabnej sukni.
-
Hasło? - zapytała.
- Caput
Draconis - odpowiedział Percy, a portret usunął się, ukazując okrągłą
dziurę w ścianie. Przeleźli przez nią - Neville'a trzeba było podsadzić - i
znaleźli się w pokoju wspólnym Gryffindoru: przytulnym, okrągłym pomieszczeniu
pełnym wysiedzianych foteli.
-
Nic się nie zmienił - powiedzieli wszyscy Gryfoni.
Percy
wskazał dziewczętom jedne drzwi, wiodące do ich dormitorium, a chłopcom drugie.
Na szczycie spiralnych schodów - najwidoczniej byli w jednej z wież - znaleźli
w końcu komnatę sypialną z pięcioma łożami, każde z kolumienkami w rogach,
między którymi wisiały aksamitne, ciemnoczerwone zasłony. Ich kufry już tam
stały. Zbyt zmęczeni, by rozmawiać, rozebrali się, założyli piżamy i padli na
łóżka.
-
Ale żarcie, co? - mruknął zza zasłony Ron - Zjeżdżaj, Parszywku! Zabiera się do
mojego prześcieradła!
-
Dalej nie mogę uwierzyć, że Parszywek to był animag zdrajca - powiedział cicho
Ron.
Harry
zamierzał zapytać Rona, czy próbował ciastek z owocami i kremem, ale nie
zdążył, bo zasnął. Prawdopodobnie zjadł za dużo, gdyż miał bardzo dziwny sen.
Śniło
mu się, że ma na głowie turban profesora Quirrella, który (turban) mówił mu, że
musi się natychmiast przenieść do Slytherinu, ponieważ takie jest jego przeznaczenie.
Harry odpowiedział turbanowi, że nie chce iść do Slytherinu, a turban robił się
coraz cięższy i cięższy. Harry próbował go ściągnąć, ale turban zacisnął mu się
boleśnie na głowie - i był tam Malfoy, który śmiał się z niego, widząc walkę z
turbanem - a potem Malfoy zamienił się w tego nauczyciela z haczykowatym nosem,
Snape'a, który śmiał się bardzo głośno, coraz głośniej - aż nagle buchnęło zielone
światło i Harry obudził się, zlany potem i drżący ze strachu.
-
Ale miałeś porąbany sen - rzekł Łapa.
Przewrócił
się na bok i znowu zasnął, a kiedy obudził się następnego ranka, w ogóle nie
pamiętał tego snu.
-
Koniec rozdziału - powiedział Lunio.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz