czwartek, 16 marca 2023

Rozdział 18 Komnata

 

- Może Lucek przeczyta? – spytała Angelina.

 

- Czytaj Roszpunka! – zawołał Ron.

 

Rozdział osiemnasty

 

Nagroda Zgredka

 

Lucek był wściekły, a Harry parsknął tylko śmiechem.

 

Przez chwilę zaległa cisza, kiedy Harry, Ron, Ginny i Lockhart stanęli w drzwiach, pokryci brudem, szlamem i (w przypadku Harry’ego) krwią. Potem rozległ się krzyk:

 

- Ginny! – Była to pani Weasley, która siedziała przy kominku, płacząc.

 

- Była to nasza mamusia, która siedziała przy kominku, płacząc – poprawiła Molly I, uśmiechając się szeroko do swoich dzieci.

 

Zerwała się na nogi, za nią podskoczył pan Weasley i oboje rzucili się na swoją córkę.

 

- Zerwała się na nogi, za nią podskoczył nasz tatuś i oboje rzucili się na swoją córkę – Artur też nie mógł się powstrzymać.

 

Harry nie patrzył jednak na nich. Wsparty o okap kominka stał rozradowany Dumbledore, a obok profesor McGonagall, która oddychała głęboko, trzymając się za serce. Fawkes przeleciał Harry’emu tuż koło ucha i wylądował na ramieniu Dumbledore’a, a w chwilę później pani Weasley zagarnęła jego i Rona w swoje ramiona.

 

- Mamusia zagarnęła mnie i Rona w swoje ramiona – wyszczerzył się Harry do państwa Weasley, a Molly I pocałowała go czoło z taką miłością, że było mu dobrze i automatycznie się do niej przytulił, a ona go tuliła do piersi, a później Harry pocałował ją w policzek.

 

- Uratowaliście ją! Uratowaliście ją! Jak wam się to udało?

- Myślę, że wszyscy chcemy się tego dowiedzieć – powiedziała profesor McGonagall słabym głosem.

 

- To było epickie! – zawołał Colin I.

 

Pani Weasley wypuściła z objęć Harry’ego, który zawahał się przez chwilę, a potem podszedł do biurka i położył na nim Tiarę Przydziału, inkrustowany rubinami miecz i to, co pozostało z dziennika Riddle’a.

 

- Mamusia, nie żadna pani Weasley! – westchnęła Pani Weasley – bo jestem ich matką!

 

- Nie przejmuj się Molly, to tylko szczegół – powiedział Artur.

 

I zaczął opowiadać. Przez blisko kwadrans mówił w kompletnej ciszy: opowiedział im o bezcielesnym szepcie i o tym, jak Hermiona w końcu dociekła, że to głos bazyliszka wędrującego rurami kanalizacyjnymi;

 

Molly się mogła się powstrzymać i przytuliła Hermionę do siebie.

 

- Uratowałaś moją córkę a swoją siostrę, a sama zostałaś ranna.

 

- Mamuś to nic takiego – odparła Hermiona – Ginny jest moją siostrą, a ty jesteś moją mamusią . W rodzinie się pomaga, a Artur jest moim tatusiem . Dziwnie się poczułam, gdy powiedziałam do tatusia po imieniu.

 

- Jak? – zainteresował się Ron.

 

- Jakoś tak źle – mruknęła Hermiona – Nie ważne, to jest mój tatuś i tego się trzymam. Będę do niego mówiła per "tatuś" albo per "tato". Koniec. Kropka.

 

- To jest dla mnie zaszczyt – oznajmił Artur i przytulił Hermionę, a ona poczuła się bezpiecznie, jakby przytulał ją biologiczny ojciec i pocałował ją w czoło, a ona westchnęła szczęśliwa.

 

- To kwestia, że jesteście połączeni tym znakiem powiedziała Rose Jesteście jednością, więc rodzice taty są automatycznie twoimi rodzicami, a mamy rodzice są twoimi rodzicami. Nawet nie wiecie, jak mi było ciężko mówić do mamy Scorpiusa Astoria, a do tego tu Draco. Musiałam się pilnować i czekać na odpowiedni moment.

 

- Miałam to samo – powiedziały córki Weasley'ów, Potterów Longbottomów Samanta i Blackowie.

 

- Też tak miałem dodali ich mężowie.

 

- Niestety nic nie możesz z tym zrobić – powiedzieli Ginny, Ron, Hermiona i Harry do Cho, Lavender, Cormaca i Michaela, którzy patrzyli na ich jadowicie. Hermiona i Harry pocałowali jednocześnie policzek Molly I.

 

Jak on i Ron wyruszyli za pająkami do puszczy, jak Aragog powiedział im, gdzie została uśmiercona ostatnia ofiara bazyliszka; jak odgadł, że ofiarą tą była Jęcząca Marta i że wejście do Komnaty Tajemnic może być w jej łazience...

 

- No dobrze – powiedziała profesor McGonagall, kiedy umilkł – więc znalazłeś to wejście... notabene, łamiąc po drodze ze sto punktów regulaminu szkolnego... ale, na miłość boską, Potter, jak wam się udało wyjść stamtąd żywymi?

 

- Bo miałem kumpla feniksa! – wyszczerzył się Harry.

 

Harry, który trochę już ochrypł, opowiedział im o pojawieniu się w krytycznym momencie Fawkesa i o Tiarze Przydziału, która podarowała mu miecz. Lecz kiedy to powiedział, zaciął się i nie miał pojęcia, co robić dalej. Jak dotąd nie wspomniał o dzienniku Riddle’a... i o Ginny. Stała z głową na ramieniu pani Weasley, a łzy wciąż spływały jej po policzkach. A jeśli ją wyrzucą?

 

- Szkoda! – burknęła Cho.

 

Dziennik Riddle’a już nie działał... Jak im udowodni, że to wszystko przez tę małą czarną książeczkę? Spojrzał instynktownie na Dumbledore’a, który uśmiechał się lekko; płomienie kominka odbijały się w jego okularach.

 

- Wziął braveran – mruknął Fineas, a większość ludzi parsknęła śmiechem.

 

- Mnie zaś interesuje najbardziej – powiedział łagodnie – jak Lordowi Voldemortowi udało się zaczarować Ginny, skoro moje źródła donoszą, że obecnie ukrywa się w puszczach Albanii – Harry poczuł, jak ogarnia go ulga – ciepła, cudowna ulga.

 

- C-co? – zapytał pan Weasley zdumionym głosem – Sami-Wiecie-Kto zaczarował Ginny? Ale przecież Ginny nie... Ginny nie została... prawda?

 

- To ten dziennik – powiedział szybko Harry, biorąc go do ręki i pokazując Dumbledore'owi – Riddle zapisał go, kiedy miał szesnaście lat.

 

- Ale z niego chuj! – warknął młodszy Łapa.

 

- Syriuszu, słownictwo! - skarciła Euphemia.

 

Dumbledore wziął dziennik i obejrzał uważnie nadpalone i wilgotne kartki.

 

- Wspaniałe – powiedział cicho – No tak, ale on był naprawdę najlepszym uczniem, jakiego miał Hogwart.

 

- On skrzywdził moje córki i syna, idioto! – krzyknęły dwie Lily I.

 

- Właśnie – dodała dwie wersje Marlene.

 

Odwrócił się do Weasley'ów, którzy sprawiali wrażenie kompletnie oszołomionych.

 

- Niewiele osób wiedziało, że Lord Voldemort nosił kiedyś inne nazwisko: Tom Riddle. Sam go uczyłem, pięćdziesiąt lat temu, tu, w Hogwarcie. Po ukończeniu szkoły przepadł bez wieści... odbywał dalekie podróże... studiował i praktykował czarną magię, przebywając w towarzystwie najgorszych typów, i przeszedł tyle niebezpiecznych transformacji, że kiedy w końcu ujawnił się jako Lord Voldemort, trudno było w nim rozpoznać Toma Riddle'a.

 

- To ta sama osoba – mruknął starszy Lunatyk.

 

Mało kto łączył Lorda Voldemorta z tym inteligentnym, ładnym chłopcem, który kiedyś był tutaj prefektem szkoły.

 

- Ale... Ginny – wyjąkała pani Weasley – Co nasza Ginny miała... z... nim... wspólnego?

 

- Jego dz-dziennik! – zaszlochała Ginny – Ja w n-nim pisałam... a on mi odpisywał p-przez cały rok...

 

Ginny wtuliła się Harry'ego, a on głaskał jej rude włosy.

 

- Ginny! – krzyknął wstrząśnięty pan Weasley – Czy niczego cię nie nauczyłem? Co ja ci zawsze powtarzałem? Żebyś nigdy nie ufała niczemu i nikomu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg. Dlaczego nie pokazałaś tego dziennika mnie albo matce? Taki podejrzany przedmiot... przecież od razu widać, że jest pełny czarnej magii!

 

Artur westchnął.

 

- Ja n-nie wiedziałam... Znalazłam go wewnątrz używanej książki, którą mi kupiła mama. Ja m-myślałam, że ktoś go tam włożył i zapomniał, i...

 

Ginny wyrwała się z objęć Harry'ego i nim się Lucek zorientował, przywaliła mu z całej siły w twarz tak mocno, że złamała mu nos. Lucek zaczął wyć z bólu.

 

- TY SKURWYSYNU WŁOŻYŁEŚ MI TEN DZIENNIK SPECJALNIE! – ryknęła Ginny i cała dygotała.

 

- Złamałaś mi nos, suko! – warknął Lucek. Za to ostatnie słowo Ginny przywaliła mu wysokim obcasem w jaja, a ten pisnął z bólu.

 

- Pani Potter! – krzyknął wściekły Drops – Proszę się uspokoić!

 

- Dyrektor nawet nie wie jakie piekło przeżyłam! – zawołała Ginny.

 

- Ale aura – mruknął Frank II.

 

- ZABIJE GO! – ryknęli dwie wersje Rogacza i Artur wciekli. Gdy Lucjusz doszedł do siebie, czytał dalej.

 

- Panna Weasley powinna natychmiast udać się do skrzydła szpitalnego – przerwał jej stanowczym tonem Dumbledore – To była dla niej bardzo ciężka próba. Nie zostanie ukarana. Lord Voldemort uwodził już czarownice i czarodziejów o wiele starszych i mądrzejszych od niej – Podszedł do drzwi i otworzył je – Ciepłe łóżko i duży, parujący kubek gorącej czekolady. Mnie to zawsze pomaga – dodał, mrugając do niej dobrodusznie.

 

Większość wywróciła oczami.

 

- Pani Pomfrey jeszcze nie śpi. Właśnie podaje sok z mandragory... Mam nadzieję, że ofiary bazyliszka przebudzą się lada moment...

 

- Więc Hermionie nic nie jest? – ucieszył się Ron.

 

- Mój ty rycerzu – powiedziała erotycznym głosem Hermiona, wtulając się w rudzielca.

 

- Kocham Cię, moja bogini – mruknął Ron, całując ją w znak, a ta wydała siebie głośne westchnienie zadowolenia.

 

- Cudowne pachniesz – stwierdziła młodsza pani Weasley, rozmarzonym głosem.

 

- Żadnych trwałych urazów – odrzekł Dumbledore. Pani Weasley wyprowadziła Ginny, a pan Weasley wyszedł za nimi, wciąż pogrążony w głębokim szoku – Wiesz co, Minerwo – powiedział z namysłem profesor Dumbledore do profesor McGonagall – myślę, że to wszystko trzeba uczcić. Mogłabyś obudzić kucharki?

 

- Słusznie – odpowiedziała profesor McGonagall, idąc ku drzwiom.

 

- Minne szykuje imprezę! – zawołali Huncwoci 1.0. i Huncwoci 2.0.

 

- Zajmiesz się Potterem i Weasley'em, prawda?

 

- Oczywiście – Wyszła, a Harry i Ron spojrzeli na Dumbledore’a niepewnie. Co właściwie miała McGonagall na myśli, używając słowa "zajmiesz się"? Chyba... chyba nie zostaną ukarani?

 

- Nie, dyrektor będzie bawił się z uczniami – stwierdził Matt.

 

- Jeśli dobrze pamiętam, to powiedziałem wam, że jeśli któryś z was złamie jeszcze jeden punkt regulaminu szkolnego, to będę musiał wyrzucić go ze szkoły – powiedział Dumbledore.

 

- Oni uratowali szkołę! – krzyknęło większość ludzi na Sali.

 

Ron otworzył usta i wytrzeszczył oczy.

 

- Co dowodzi, że nawet najlepsi z nas powinni czasami liczyć się ze słowami – ciągnął Dumbledore z uśmiechem – Obaj otrzymacie Specjalną Nagrodę za Zasługi dla Szkoły i... zaraz... tak, po dwieście punktów dla Gryffindoru.

 

- Dwieście punktów! – krzyknęli szczęśliwi Gryfoni, a Harry i Ron wyszczerzyli się szeroko.

 

Ron zrobił się różowy jak walentynkowe kwiatki Lockharta i zamknął usta.

 

- Ale jeden z tutaj obecnych wciąż milczy o swoim udziale w tej niebezpiecznej przygodzie – dodał Dumbledore – Dlaczego jesteś taki skromny, Gilderoy?

 

- Ja nie jestem skromny ja, jestem debilem – rzekł młodszy Łapa.

 

Harry drgnął. Zupełnie zapomniał o Lockharcie. Odwrócił się i zobaczył go w kącie pokoju. Na ustach słynnego profesora wciąż błąkał się lekki uśmiech. Kiedy Dumbledore zwrócił się do niego, spojrzał przez ramię, żeby zobaczyć, kto do niego mówi.

 

- Panie profesorze – powiedział szybko Ron – w Komnacie Tajemnic doszło do pewnego... wypadku. Profesor Lockhart...

 

- Jestem profesorem? – zdziwił się nieco Lockhart – Wielkie nieba, chyba musiałem być beznadziejny, co?

 

- Wreszcie mówisz z sensem! – krzyknęli Łapa i Rogacz.

 

- Seamus nie zaczynaj – westchnęła zadowolona Susan, gdyż pocałował ją w znak – Nie przestawaj tego robić – dodała, wtulając się w niego.

 

- To będzie mój obowiązek – wyszeptał jej do ucha, a Lady Finnigan znowu westchnęła zadowolonym głosem, bo znowu ją pocałował w znak.

 

- Próbował rzucić Zaklęcie Zapomnienia, a różdżka wypaliła do tyłu – wyjaśnił cicho Ron Dumbledore'owi.

 

- A niech to! – powiedział Dumbledore, kręcąc głową, a jego długie srebrne wąsy dziwnie zadrgały – Nadziałeś się na własny miecz, Gilderoy?

 

- Miecz? – zdziwił się Lockhart – Nie mam żadnego miecza. Ale ten chłopiec ma – Wskazał na Harry’ego – Może ci pożyczyć.

 

- To jest profesor Albus jakiś tam Dumbledore, a nie twój kolega, Lockhart! – skarciła jego zachowanie starsza Dorcas i przytuliła się do Regulusa.

 

- Czy mógłbyś zaprowadzić profesora Lockharta do skrzydła szpitalnego? – zwrócił się Dumbledore do Rona – Chciałbym jeszcze zamienić kilka słów z Harrym... – Lockhart wyszedł powolnym krokiem. Ron rzucił zaciekawione spojrzenie na Dumbledore’a i Harry’ego, westchnął z żalem i zamknął za sobą drzwi – Przede wszystkim, Harry, chciałem ci podziękować – rzekł Dumbledore, mrugając oczami.

 

- Bo ja nie miałem czasu na uratowanie Ginny, bo wciągałem dropsy, sam rozumiesz – powiedzieli Fabian i Gideon. Dumby zrobił się czerwony.

 

- Musiałeś okazać mi prawdziwą wierność... tam, w Komnacie Tajemnic. Bo tylko to mogło przywołać do ciebie Fawkesa – Pogłaskał feniksa, który sfrunął mu na kolano. Harry uśmiechnął się z zakłopotaniem – więc spotkałeś się z Tomem Riddle’em – powiedział powoli Dumbledore – Wyobrażam sobie, że był bardzo tobą zainteresowany...

 

- To pedofil! – warknął starszy Rogacz.

 

Nagle coś, co nękało Harry’ego od dawna, samo wyrwało mu się z ust.

 

- Panie profesorze... Riddle powiedział, że jestem do niego podobny. Powiedział, że to bardzo dziwne podobieństwo...

 

- Tak powiedział? – zapytał Dumbledore, patrząc uważnie na Harry’ego spod swoich srebrnych brwi – A ty co o tym myślisz, Harry?

 

- Wiem, że na pewno go nie lubię! – odpowiedział Harry o wiele głośniej, niż zamierzał.

 

- A on cię kocha, Potti! – zadrwił Draco.

 

- Tatusiu, dowiedziałam się, że tatuś ma obsesję na punkcie zielonych jabłek – oznajmiła Rose – To prawda?

 

- Jesteś uzależniony od tych jabłek – stwierdził Scorpius.

 

- Nie jestem twoim tatusiem! – warknął na Rose.

 

- Tatusiu, już rozmawialiśmy na ten temat – odezwała się Rose, a Dracona szlag trafiał, że ciągle mówi do niego per "tatuś".

 

- Ja sobie tego nie życzę!

 

- Możesz sobie mówić, prychać, denerwować i się wściekać, tatusiu, ile tam chcesz – odparła Rose – Jesteś moim tatusiem i tak będę do Ciebie mówiła, per "tatuś". Musi się tatuś z tym pogodzić wreszcie, bo jestem panią Malfoy na zawsze. I Scorpiusa rodzice to też moi rodzice, bo ja i Scorpius jesteśmy jednością.

 

- Jesteś taka sama, jak Granger! - krzyknął Draco.

 

- Malfoy, jestem panią Weasley – poprawiła go Hermiona – i zapomniałeś, że byłam adoptowana.

 

- To znaczy... ja jestem... ja jestem z Gryffindoru... ja... – I nagle urwał, czując nową falę wątpliwości – Panie profesorze – zaczął znowu po chwili – Tiara Przydziału powiedziała mi, że... że pasowałbym do Slytherinu. Przez jakiś czas wszyscy myśleli, że to ja jestem dziedzicem Slytherina... bo znam mowę wężów...

 

- Znam mowę węży, bo mam bliznę w kształcie błyskawicy – powiedział Harry – i przekazał mi cząstkę swojej mocy – Wszyscy, nie pomijając profesorów, spojrzeli na niego pytającym wzrokiem, więc dodał: – Będzie to wyjaśnione w szóstej części.

 

- Znasz mowę wężów, Harry – powiedział spokojnie Dumbledore – ponieważ zna ją Lord Voldemort... który jest ostatnim żyjącym potomkiem Salazara Slytherina.... O ile się nie mylę, przekazał ci cząstkę swojej mocy... w ową noc, kiedy pozostawił ci tę bliznę. Jestem pewny, że na pewno nie chciał tego zrobić...

 

- Voldemort przekazał mi cząstkę samego siebie? – zapytał Harry, głęboko wstrząśnięty.

 

- Na to właśnie wygląda.

 

- Więc rzeczywiście powinienem być w Slytherinie – powiedział Harry, patrząc z rozpaczą na Dumbledore'a.

 

- Mam siostry w Slytherinie – powiedział szybko Harry.

 

- Jesteś zadowolony, że masz siostry Ślizgonki? – zapytały Tracy, Daphne Astoria, Flora i Hestia.

 

- Jestem bardzo zadowolony z tego powodu – odparł Harry i przytulił Hestię, Florę, Astorię, Daphne i Tracy.

 

- Tiara Przydziału dostrzegła we mnie moc Slytherina i...

 

- I przydzieliła cię do Gryffindoru – przerwał mu spokojnie Dumbledore – Posłuchaj mnie, Harry. Tak się zdarzyło, że masz wiele cech, które Salazar Slytherin cenił u swoich wybranych uczniów. Jego własny rzadki dar, mowę wężów... zaradność... zdecydowanie... pewien... hm... brak szacunku dla wszelkich reguł... – dodał, a wąsy znowu mu się zatrzęsły.

 

- No oprócz mowy węży Potterowie to mają – stwierdziły żony Potterów.

 

- A jednak Tiara Przydziału umieściła cię w Gryffindorze. Wiesz, dlaczego tak się stało? Pomyśl.

 

- Umieściła mnie w Gryffindorze tylko dlatego – powiedział Harry zrezygnowanym tonem – bo ją poprosiłem, żeby mnie nie umieszczała w Slytherinie...

 

- Właśnie – przerwał mu rozradowany Dumbledore – A to bardzo cię różni od Toma Riddle’a. Bo widzisz, Harry, to nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności – Harry siedział nieruchomo, słuchając tego ze zdumieniem – Jeśli chcesz dowodu, Harry, że naprawdę należysz do Gryffindoru, to przyjrzyj się temu.

 

- Niby czemu? – spytał Draco.

 

- Zaraz się dowiesz, tatusiu – oznajmiła Rose – Dziadziusiu odłóż tą wykałaczkę – dodała Rose do Lucyny.

 

- Nie nazywaj mnie tak! – warknął Lucyna – a Dracona tatusiem!

 

- Czy ja nie wyraźnie mówię – powiedziała pani Malfoy – czy wam się podoba, czy nie jestem twoją córką, a twoją wnuczka, bo połączyłam się z twoim synem i twoim wnukiem i nazywam się Pani Malfoy.

 

- Nigdy się na to nie zgodzę! – zawołał Lucek.

 

- Zamknij się, Lucyna! – warknęła Narcyza, przytulając swoją wnuczkę i pocałowała ją w czoło i patrzyła nią z miłością a Rose wtuliła się w ciało Narcyzy .

 

Dumbledore wziął z biurka profesor McGonagall srebrny miecz i wręczył Harry’emu. Ten chwycił pokrwawioną klingę i spojrzał na migocące w świetle kominka rubiny na rękojeści, nie wiedząc, o co właściwie chodzi. I nagle, tuż pod gardą, zobaczył wygrawerowane słowa. Godryk Gryffindor.

 

Wszystkim opadły szczęki.

 

- To miecz Gryffindora! – krzyknęło większość ludzi na Sali.

 

- Tylko prawdziwy Gryfon mógł wyciągnąć ten miecz z tiary – rzekł profesor Dumbledore. Przez blisko minutę obaj milczeli. Potem Dumbledore otworzył jedną z szuflad i wyjął pióro i kałamarz – Myślę, że powinieneś najeść się i wyspać, Harry.

- Teraz to się bardzo dobrze wysypiam – powiedział Harry do Ginny.

 

- Ja też się wysypiam świetnie – oznajmiła Ginny, patrząc na męża z iskierkami miłości w oczach, a on ją przytulił.

 

Radzę ci zejść na dół na ucztę, a ja napiszę do Azkabanu... żeby nam odesłali gajowego. Muszę też dać ogłoszenie do „Proroka Codziennego” – dodał po namyśle – Będzie nam potrzebny nowy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią. No, ale tym razem trzeba dobrze wybadać kandydatów, prawda?

 

Większość z nich wymieniła spojrzenia ze starszym Lunatykiem.

 

Harry wstał i poszedł do drzwi. Już dotykał klamki, kiedy otworzyły się z takim rozmachem, że rąbnęły o ścianę. Na progu stał Lucjusz Malfoy z twarzą wykrzywioną wściekłością.

 

- Lucek jest wściekły, bo nie zaspokoił potrzeb żony – stwierdził James II.

 

- Przykro mi, Draco twój tatuś nie dał rady i jego płomień nie zapłonął, więc nie będzie braciszka ani siostrzyczki! – zadrwił Hugo. Większość wybuchła śmiechem. Lucek miał wściekłą minę.

 

- Jestem zazdrosna – mruknęła Narcyza – że oni zaspokoili potrzeby swoich żon, a Lucek nie dał rady.

 

A pod jego ramieniem kulił się... Zgredek. Był obandażowany w wielu miejscach.

 

Lucek poczuł mocne bóle w okolicach jąder, gdyż wściekłe Lady Weasley i Lady Malfoy, czyli Rose strzeliły go zaklęciami jajcomiazgi.

 

- Dobry wieczór, Lucjuszu – przywitał go uprzejmie Dumbledore. Pan Malfoy wpadł do środka, prawie zwalając Harry’ego z nóg. Zgredek wszedł za nim, trzymając się skraju jego szaty. Był wyraźnie przerażony.

 

- A więc to tak! – rzekł Lucjusz Malfoy, utkwiwszy zimne oczy w Dumbledorze – Wróciłeś. Zostałeś zawieszony przez radę nadzorczą, a jednak uznałeś za stosowne wrócić do Hogwartu.

 

- Chcesz dropsy? Nowy smak mam – spytał Jared.

 

- Muszę ci wyznać, Lucjuszu – powiedział Dumbledore, uśmiechając się pogodnie – że dzisiaj otrzymałem listy od jedenastu członków rady nadzorczej. Mówię ci, to był prawdziwy deszcz sów! Usłyszeli, że zginęła córka Artura Weasley'a i zażądali, żebym natychmiast wrócił. Wygląda na to, że jednak uważają mnie za najlepszego człowieka na tym stanowisku.

 

- Harry, Hermiona i Ron uratowali mi życie dyrektorze! – zawołała Ginny.

 

Dowiedziałem się też od nich bardzo dziwnych rzeczy. Podobno zagroziłeś ich rodzinom represjami, jeśli nie zgodzą się na zawieszenie mnie w obowiązkach dyrektora szkoły. Pan Malfoy zrobił się jeszcze bardziej blady niż zwykle, ale jego oczy miotały iskry wściekłości.

 

- Dyrektorze jestem wściekły na żonę, bo mi powiedziała, że jestem niewystarczający dobry w łóżku i nie potrafię zaspokoić jej wygórowanych potrzeb, Albusie. Jak ona śmiała mi tak powiedzieć i do tego mi powiedziała, że mam małego – oznajmił James II, patrząc na Lucka niewinną miną. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

 

- AVADA KEDA...! – ryknął wściekły Lucek.

 

- Stop! Stop! Stop! – krzyczał Hugo – Odłóż tą wykałaczkę, bo jeszcze sobie oko wydłubiesz albo komuś. Poza tym mówisz to źle. Mówi się jestem tlenioną Roszpunką, która nie potrafi zaspokoić potrzeb Narcyzy – mówił to przemądrzałym tonem. Wielka Sala ryknęła śmiechem.

 

- To było dobre, chłopaki! – parsknęła śmiechem Cyzia.

 

- Ja jestem twoim mężem! – warknął Lucek.

 

- No i co... udało ci się już powstrzymać te napaści? – zapytał drwiącym tonem. Schwytałeś już złoczyńcę?

 

- Tak, dokonaliśmy tego – odrzekł z uśmiechem Dumbledore.

 

- Tak? – zapytał ostro pan Malfoy – I kim on jest?

 

- To ta sama osoba, co ostatnio, Lucjuszu. Ale tym razem Lord Voldemort działał przez kogoś innego. Posłużył się tym dziennikiem.

 

Ginny wtuliła się w Harry'ego.

 

Podniósł małą czarną książeczkę, z wypaloną w środku dziurą, obserwując Malfoy’a uważnie. Harry jednak obserwował Zgredka. Skrzat wyczyniał dziwne rzeczy. Utkwił w Harrym swoje wielkie oczy, wybałuszył je znacząco i wciąż wskazywał to na dziennik, to na pana Malfoy’a, a jednocześnie grzmocił się pięścią po głowie.

 

- PRZESTAŃ! – ryknęła Euphemia.

 

- Ach tak... – powiedział wolno pan Malfoy.

 

- Sprytny plan – rzekł Dumbledore, wciąż patrząc panu Malfoy’owi prosto w oczy – Bo gdyby ten oto Harry... – pan Malfoy obrzucił Harry’ego krótkim, ostrym spojrzeniem – i jego przyjaciel Ron nie znaleźli książeczki... no cóż, cała wina spadłaby na biedną Ginny Weasley. Nikt nie zdołałby udowodnić, że nie działała z własnej woli.

 

Ginny pocałowała namiętnie męża.

 

- Mój ty wybawicielu – wyszeptała Ginny do ucha – Harry, proszę – dodała erotycznym głosem i osłoniła szyję, a ten odczytał przekaz Ginny i pocałował ją w znak, a ta wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia – Dziękuję.

 

- To była sama przyjemność – mruknął Harry.

 

Pan Malfoy milczał. Jego twarz przypominała teraz maskę.

 

- A wyobraź sobie – ciągnął Dumbledore – co mogłoby się wówczas stać... Weasley'owie należą do naszych najbardziej prominentnych rodzin czystej krwi. Łatwo sobie wyobrazić konsekwencje tego wszystkiego dla Artura Weasley'a i jego Ustawy o Ochronie Mugoli, gdyby się okazało, że jego rodzona córka atakuje i uśmierca czarodziejów urodzonych w mugolskich rodzinach. Na szczęście dziennik znaleziono, a wspomnienia Riddle’a zostały z niego usunięte. Kto wie, do czego by mogło dojść, gdyby tak się nie stało... – Pan Malfoy zmusił się do wypowiedzenia dwóch słów.

 

- Wielkie szczęście – powiedział bezbarwnym głosem.

 

- Masz jakiś problem? spytał Scorpius.

 

A schowany za nim Zgredek wciąż wskazywał to na dziennik, to na Lucjusza Malfoy’a, okładając się pięścią po głowie. Harry nagle zrozumiał. Skinął na Zgredka, a ten cofnął się do kąta, gdzie zaczął się tarmosić za uszy.

 

- Nie chciałby nam pan powiedzieć, w jaki sposób ten dziennik trafił w ręce Ginny, panie Malfoy? – zapytał Harry.

 

Ginny przywaliła Luckowi wysokim obcasem, gdyż miała na stopach wysokie szpilki. Ten pisnął, następnie odwróciła się z gracją i z wdziękiem poruszała się z takim seksapilem, że niektórzy nie mogli oderwać wzroku od Lady Potter.

 

- Dlaczego ja nie poruszam się z taką gracją i wdziękiem! – jęknęła Fay Dunbar – Zazdroszczę wam dziewczyny takiego seksapilu.

 

- Ty jest Fay Dunbar, prawda? – zapytała nagle Victoire.

 

- Tak – potwierdziła Fay.

 

- Fay, chcesz być aurorem, prawda? – pytała dalej Lady Lupin.

 

- Marzę o tym – westchnęła dziewczyna – A skąd to wiesz?

 

- Wyszłam za mąż za szefa aurorów – odparła Victoire – Może dam radę Ci pomóc.

 

- Jak? – spytała podniecona.

 

- Nauczę Cię chodzić z gracją i wdziękiem, bo jesteś kobietą, a te dziewczyny – wskazała córki Daphne – to mogą Cię nauczyć, żeby poruszać się cicho i bezszelestnie. Jeśli to połączysz będziesz zabójcza i do tego będziesz zabójczo seksowna i wzrosną ci szanse na bycia aurorem – mruknęła do niej.

 

- Dlaczego chcesz mi pomóc?

 

- Bo mamy taki kaprys – stwierdziła Iola – Wchodzisz w to?

 

- Tak! – krzyknęła szczęśliwa Fay i przytuliła dziewczyny.

 

Lucjusz Malfoy odwrócił się do niego.

 

- A niby skąd mam wiedzieć, gdzie go znalazła ta głupia dziewczyna? – warknął.

 

- Bo to pan go jej dał – powiedział Harry – W Esach i Floresach. Wziął pan do ręki jej stary podręcznik Transmutacji i wsunął do środka dziennik, prawda? – Białe dłonie pana Malfoy’a zacisnęły się, a następnie rozluźniły.

 

- Udowodnij to – syknął.

 

- Jak chcesz może Ci to udowodnić, ale to będzie bolało! – warknęła Lily II.

 

- Och, tego nikt nie jest w stanie udowodnić – rzekł Dumbledore, uśmiechając się do Harry’ego – skoro Riddle’a już nie ma w tej książeczce. Radziłbym ci jednak, Lucjuszu, żebyś już więcej nie rozdawał starych rzeczy Lorda Voldemorta. Gdyby coś jeszcze trafiło w niepowołane a niewinne ręce, to na przykład taki Artur Weasley na pewno by wyśledził ich źródło...

 

- Mój Tatuś skopie Ci twoją białą dupę, Malfoy – powiedziały córki Artura.

 

Lucjusz Malfoy zesztywniał, a Harry zobaczył, że prawa ręka drgnęła mu lekko, jakby chciał sięgnąć po różdżkę.

 

- Wara od mojego tatusia, Malfoy! – warknęły córki Harry’ego.

 

Powstrzymał się jednak i odwrócił do swojego domowego skrzata.

 

- Idziemy, Zgredku! – Gwałtownym ruchem otworzył drzwi, a kiedy skrzat podbiegł, wyrzucił go przez nie kopniakiem. Jeszcze długo słyszeli żałosne piski Zgredka.

 

Teraz było słychać żałosne jęki i piski Lucka. Hermiona była tak wściekła, że niektórzy patrzyli na nią ze strachem w ochach. Strzeliła go w brzuch, że zgiął się w pół i oczy wyszły mu z orbit i jęknął.

 

- PANI WEASLEY!! – ryknął Dumbledore.

 

- To niesamowite, jaka ona jest wysportowana – stwierdziła Fay.

 

- Nie poznaje tej cichej myszki Hermiony – powiedziała Parvati.

 

- To nie jest już cicha myszka, teraz to potężna kobieta, że emituje z niej taka pewność siebie i seksowność, gracja i wdzięk, że nie mogę w to uwierzyć i do tego ma taką idealną figurę, że jestem zazdrosna – oznajmiła Padma – Chce taką figurę!

 

- Wystarczy poćwiczyć – stwierdziła Ginny.

 

Harry nie ruszał się z miejsca, myśląc nad czymś gorączkowo.

 

- Panie profesorze – powiedział w końcu – czy mógłbym oddać ten dziennik panu Malfoy’owi?

 

- Oczywiście, Harry – odrzekł spokojnie Dumbledore – Ale pospiesz się. Wyprawiamy dziś ucztę, pamiętasz?

 

Hanna przytuliła się do Neville’a.

 

Harry chwycił dziennik i wypadł z gabinetu. Zza rogu korytarza dobiegły go oddalające się piski Zgredka. Zastanawiając się, czy jego plan wypali, szybko zdjął jeden but, ściągnął obślizgłą, brudną skarpetkę i wepchnął do niej dziennik. Potem pobiegł korytarzem.

 

Harry uśmiechnął się kpina do Lucynki.

 

Dogonił ich na szczycie marmurowych schodów.

 

- Panie Malfoy – wydyszał, zatrzymując się w biegu – Mam coś dla pana.

 

- Nie żaden pan Malfoy jestem Roszpunka – przedstawił się Fred II głosem Lucka.

 

I wcisnął Malfoy’owi do ręki śmierdzącą skarpetkę.

 

- Co do... – Pan Malfoy zdarł skarpetkę z dziennika, odrzucił ją ze wstrętem i przeniósł wściekłe spojrzenie ze zniszczonej książeczki na Harry’ego.

 

- Kiedyś skończysz tak nędznie, jak twoi rodzice, Harry Porterze – wycedził – Oni też byli wścibskimi głupcami.

 

- Teraz ty jesteś – odpadł Harry.

 

Odwrócił się, aby odejść.

- Zgredek! Idziemy! Powiedziałem, idziemy! – Ale Zgredek nie ruszył się z miejsca. Trzymał w ręku obrzydliwą, mokrą skarpetkę Harry’ego i wpatrywał się w nią, jakby była bezcennym skarbem.

 

- Uwolnił Zgredka! – krzyknęło większość osób na Sali.

 

- Nigdy więcej nie tkniesz Zgredka! – warknęła Hermiona.

 

- Mój pan dał Zgredkowi skarpetkę – powiedział zdumionym tonem – Pan dał ją Zgredkowi.

 

- Co znowu? – warknął pan Malfoy – Co powiedziałeś?

 

- Jakbyś chciał wiedzieć, uwolniłeś Zgredka – powiedział wyszczerzony młodszy Łapa.

 

- Zgredek dostał skarpetkę – powtórzył skrzat z niedowierzaniem – Mój pan ją rzucił, a Zgredek ją złapał. Zgredek jest... wolny – Lucjusz Malfoy zamarł, wpatrując się w skrzata, po czym rzucił się na Harry’ego.

 

- Przez ciebie straciłem sługę, głupi chłopaku! – Ale Zgredek wrzasnął:

 

- Nie zrobisz krzywdy Harry'emu Potterowi!

 

- DAJESZ ZGREDKU!! – ryknęła rodzina Harry’ego.

 

Rozległ się głośny huk i pana Malfoy’a odrzuciło do tyłu. Potoczył się po schodach jak worek kartofli, lądując na samym dole. Wstał i natychmiast wyjął różdżkę, ale Zgredek znowu podniósł rękę, grożąc mu długim palcem.

 

- Teraz odejdziesz – powiedział, celując palec w pana Malfoy'a – Nie tkniesz Harry’ego Pottera. A teraz odejdziesz – Lucjusz Malfoy nie miał wyboru. Obrzucił ich jadowitym spojrzeniem, zamaszystym ruchem owinął się płaszczem i zniknął im z oczu.

 

- Kocham tego skrzata, jest takim słodziakiem – oznajmiła Lisa.

 

- Harry Potter uwolnił Zgredka! – zawołał skrzat ochrypłym głosem, wpatrując się w Harry’ego ogromnymi oczami, w których odbijało się światło księżyca – Harry Potter uwolnił Zgredka!

 

- To wszystko, co mogłem dla ciebie zrobić, Zgredku – powiedział Harry, uśmiechając się do niego – Ale przyrzeknij mi, że już nigdy nie będziesz próbował ratować mi życia.

 

Goście z przyszłości wymienili spojrzenia.

 

Brzydka, brązowa twarz skrzata rozciągnęła się nagle w szerokim uśmiechu.

 

- Mam tylko jeszcze jedno pytanie, Zgredku – rzekł Harry, kiedy skrzat trzęsącymi się rękami wciągnął na nogę jego skarpetkę – Powiedziałeś mi, że to nie ma nic wspólnego z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, pamiętasz? No więc...

 

- To była wskazówka, sir – przerwał mu Zgredek, otwierając jeszcze szerzej oczy, jakby to było oczywiste – Zgredek dał szansę Harry’emu Potterowi. Dawne imię Czarnego Pana można było wymawiać, prawda?

 

- Nooo... tak – zgodził się Harry – Ale na mnie już czas. Wyprawiają ucztę, a moja przyjaciółka Hermiona już się pewnie przebudziła...

 

- Moja córeczka – powiedziały z miłością w głosie Ladys Potter i Weasley, a Hermiona przytuliła się do swoich mam.

 

- Muszę Ci przyznać, skarbie ładnie go załatwiłaś – mruknęła jej Lady Potter – będzie z Ciebie świetna pani Minister.

 

- Dziękuję Mamusiu – odparła Lady Weasley, przytulając się do niej.


- I do tego porusza się z gracją i wdziękiem i ma idealną figurę – westchnęły dziewczyny.

 

Zgredek objął go serdecznie w pasie.

 

- Harry Potter jest o wiele większy, niż się Zgredkowi wydawało! – załkał – Żegnaj, Harry Porterze! – Błysnęło, strzeliło i Zgredek rozpłynął się w powietrzu.

 

- ZGREDKU, POKAŻ SIĘ! – ryknął Harry.

 

- Czym Zgredek może służyć wielkiemu Harry’emu Potterowi, sir? – kiedy skrzat się pojawił.

 

- Chciałam coś powiedzieć – oznajmiła Narcyza. Zgredek cofnął się trochę, kiedy zobaczył Malfoy’ów – Przepraszam, Zgredku za wszystko, mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz – Wszystkim opadły szczęki.

 

- Pani Malfoy przeprasza Zgredka?!

 

- Widzisz Zgredku ciocię Cyzię kosmici podmienili – stwierdził Denis i uśmiechnął się szeroko do swojej cioci.

 

- Nikt mnie nie podmienił, kochanie – odpowiedziała Cyzia. Zgredek patrzył na nią z niedowierzaniem.

 

- Jak śmiesz przepraszać sługę! – warknął Lucek.

 

- Zgredek nie jest już sługą! Zgredek to wolny skrzat! – warknął Zgredek.

 

- Och, zamknij się, dziadek! – krzyknął Scorpius – Cześć, Zgredku. Jestem Scorpius, jestem wnukiem tego idioty, ale ja Ci nic nie zrobię. Mam taki mały pomysł, żeby go trochę upokorzyć, a przy okazji mojego ojca. To jest Hugo mój szwagier, brat mojej Lady, a to Albus jej kuzyn – i ich pokazał – Dobra, jeszcze raz! – zawołał Scorpius.

 

- Merlinie, znowu! – jęknął Hugo.

 

- Zgredek kazał Cię nauczyć, więc Cię kurde nauczymy! – stwierdził Scorpius.

 

- Powiemy, że mnie nauczyliście – powiedział z nadzieją Hugo.

 

- O nie, nie, ja nie chce podpaść Zgredkowi – oznajmił Albus II.

 

- Nie chce znowu spać w budzie! – dodał Scorpius. Większość ludzi ryknęła śmiechem.

 

- Lucek będziesz spał w budzie? – spytali z drwiną Huncwoci.

 

- Że co kurde?!

 

- Nic! – krzyknął Scorpius.

 

- Dobra, dawaj to zadanie – mruknął Hugo.

 

- Ile to jest 50 +70?

 

- ...

 

- No dawaj szybko, proste do jest!

 

- ...

 

- NO LETS GO! – ryknął Albus II.

 

- ...

 

- No ile można! Już kurde!

 

- 337! – palnął Hugo. Większość ludzi parsknęła śmiechem, a Draco zrobił się czerwony.

 

- Nie no, na bank twoje, Lucek. Oboje jesteście idiotami – mruknął Albus do Scorpiusa – Narcyza jest mądrzejsza od was dwóch razem wziętych.

 

- Jak śmiesz Snape! – warknął Scorpius do Albusa II.

 

- Dobrze?

 

- Bardzo dobrze – powiedział Scorpius – a 20 +30?

 

- ...

 

- Dawaj szybko!

 

- ...

 

- Szybki strzał!

 

- 10! – wypalił Hugo. Sala wybuchła śmiechem. Lucek i Draco wychodzili z siebie. Zgredek patrzył na to z otwartą szczęką i wielkimi oczami, jak wnuk i syn jego dawnego pana oraz jego szwagier, kuzyn i żony drwią z Lucjusza i Draco.

 

- Zadziwiasz mnie swoim geniuszem – stwierdził Scorpius.

 

- Naprawdę?

 

- Oczywiście – odparł Albus II.

 

- Urodzony z ciebie matematyk – dodał Scorpius – Ej, a w ogóle?

 

- Co? – spytał Hugo.

 

- Byłem ci winny 20 galeonów i ostatnio pożyczyłem 30 galeonów.

 

- No, pamiętam. Oddawaj, kurde!

 

- Czyli 20 galeonów 30 galeonów to jest 10 galeonów, tak? Tak to obliczyłeś?

 

- 50 galeonów, idioto!

 

- Co ty, kurde liczyć, nie potrafisz, a pieniądze potrafisz? – zdziwił się Albus II.

 

- 50 galeonów ma być do końca dnia u mnie!

 

- Ile to 40 +30?

 

- 176 – wypalił Hugo od razu. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

 

- 40 galeonów + 30 galeonów?

 

- 70 galeonów – odpowiedział Hugo.

 

- No kurde, powiem wam fascynujące! – krzyknął niedowierzaniem Scorpius.

 

- Malfoy nie umiesz liczyć! – zadrwił Ron do Draco.

 

- Pertyfikus Totalus! – zawołali Huncwoci 2.0 w stronę Draco i Lucka.

 

Harry brał już udział w kilku ucztach w Hogwarcie, ale jeszcze nigdy nie był na takiej jak ta. Wszyscy byli w piżamach, a zabawa trwała całą noc. W końcu nie wiedział już, co było w tym wszystkim najlepsze, czy Hermiona biegnąca ku niemu z krzykiem: „Rozwiązałeś to! Rozwiązałeś!”, czy Justyn zrywający się od stołu Puchonów, żeby uścisnąć mu rękę i po raz któryś przepraszać za swoje podejrzenia,

 

- Masz szczęście, Justyn – powiedziała Astoria – że przepraszałeś.

 

czy Hagrid, który zjawił się o pół do czwartej nad ranem i rąbnął po plecach jego i Rona tak mocno, że powpadali nosami w talerze z ciastem biszkoptowym z kremem i owocami, czy ogłoszenie wszem i wobec, że on i Ron zdobyli dla Gryffindoru czterysta punktów w rozgrywce o Puchar Domów, czy profesor McGonagall powstająca, by ogłosić, że odwołuje się wszystkie egzaminy ("Och, nie!", krzyknęła Hermiona),

 

Hermiona wyszeptała coś Ronowi, a ten popatrzył na nią niedowierzaniem.

 

czy Dumbledore oznajmiający "z wielkim żalem", że profesor Lockhart nie będzie mógł już ich uczyć, ponieważ musi wyjechać i odzyskać pamięć. Wśród wiwatujących po ogłoszeniu tej ostatniej nowiny nie brakowało nauczycieli.

 

- Nikt nie będzie za nim tęsknił – stwierdziło większość ludzi na Sali.

 

- Szkoda – powiedział Ron, zabierając się do kolejnego pączka z konfiturą – Już zacząłem go wychowywać.

 

Parę osób parsknęło w swoje puchary, z których piła.

 

Reszta semestru letniego minęła w cudownej mgiełce gorącego słońca. Wszystko znowu było tak samo, prócz paru drobiazgów: zniesiono lekcje Obrony Przed Czarną Magią ("Nie martw się, przecież mieliśmy sporo ponadprogramowych ćwiczeń z tego przedmiotu", powiedział Ron rozczarowanej Hermionie),

 

- Ja po prostu lubię się uczyć, Ron – rzekła Hermiona.

 

- Taa teraz to zwłaszcza układ rozrodczy – mruknął Harry, a Hermiona przywaliła mu w tył głowy, a Ron poprawił.

 

- Aua!! – zawołał, masując w tył głowy.

 

a Lucjusz Malfoy został odwołany z rady nadzorczej. Draco nie chodził już po szkole, patrząc na wszystkich z góry, jakby zamek był jego własnością.

 

Astoria uśmiechnęła się z drwiną.

 

Przeciwnie, był przygaszony i pokorny. Natomiast Ginny Weasley odzyskała humor.

 

Wkrótce – może nawet za szybko – nadszedł czas ich powrotu do domów na letnie wakacje. Przyjechał ekspres Hogwart-Londyn, a Harry, Ron, Hermiona, George i Ginny zdobyli przedział tylko dla siebie. Wykorzystali skwapliwie ostatnie parę godzin, w których wolno im było używać czarów przed wakacjami. Grali w Eksplodującego Durnia, wystrzelili ostatnie z fajerwerków Filibustera i ćwiczyli na sobie rozbrajanie przeciwnika. Harry był najlepszy w tej konkurencji. Dojeżdżali już do dworca King’s Cross, kiedy Harry coś sobie przypomniał.

 

- Ginny... co właściwie robił Percy, kiedy go zobaczyłaś, a później nie chciałaś tego nikomu powiedzieć?

 

- Percy robił cimcimcim z Penelopą w pustej sali! – zadrwiła Ginny.

 

- GINNY!! – krzyknął Percy.

 

- Ohyda!! – jęknęły dzieci Percy'ego.

 

- I pisał, że jest kogutem z oznaką i się pytał, czy zostanie jego kurką, a ona mu odpisała, że z przyjemnością zostanie jego kurką. Ach ta miłość! – westchnęła teatralnie Ginny. Bracia Percy’ego oraz przyjaciele, jego siostry oraz rodzina ryknęli śmiechem. Leżeli ze śmiechu, śmiejąc się wniebogłosy. Oliver nie mógł przestać się śmiać, tak samo, jak jej synowie oraz bratankowie.

 

- GINNY ZABIJE CIĘ! ryknął wściekły Percy, a Ginny wywróciła oczami.

 

- Kocham Cię, moja córciu! zawołały dwie wersje Rogacza i pocałowali ją, w czoło, a ona poczuła się szczęśliwa.

 

- Ach, to – powiedziała Ginny, chichocąc – Bo... wiecie, Percy ma dziewczynę – Fred upuścił stertę książek na głowę George'a.

 

- Co?

 

- Prefekt Krukonów, Penelopa Clearwater – oznajmiła Ginny – To do niej pisał przez całe ubiegłe lato. A w szkole spotykał się z nią w tajemnicy. Wlazłam na nich, jak się całowali w pustej klasie.

 

- To musiało być straszne – rzekli Fred i George.

 

- Do teraz mam koszmary – mruknęła.

 

Był taki zrozpaczony, kiedy została... no wiecie... zaatakowana. Ale nie będziecie się z niego śmiać, co? – dodała z niepokojem.

 

- Nawet o tym nie marz – powiedział Fred, który miał minę, jakby zbliżały się jego urodziny.

 

- Absolutnie – dodał George i zarechotał.

 

- Wolałbym, żeby był już tą Penelopą, niż miał romans z panem Crouchem – stwierdził Bill.

 

- NIE MIAŁEM ŻADNEGO ROMANSU Z CROUCHEM!!! – ryknął czerwony Percy. Huncwoci 2.0 uśmiechnęli się szyderczo.

 

Ekspres Hogwart-Londyn zwolnił i w końcu się zatrzymał. Harry wyciągnął pióro i kawałek pergaminu i zwrócił się do Rona i Hermiony.

 

- To jest coś, co mugole nazywają "numerem telefonu" – powiedział Ronowi, wypisując dwukrotnie rząd cyfr, przedzierając pergamin i dając jedną część jemu, a drugą Hermionie – W zeszłym roku powiedziałem waszemu ojcu, jak się korzysta z telefonu, będzie wiedział.

 

Matki mordowały wzrokiem Dyrektora.

- Straciłam do Ciebie zaufanie i nawet się nie odzywaj. Chyba że chcesz stracić genitalia.


Zadzwonicie do mnie do Dursley'ów, dobrze? Nie wytrzymam dwóch miesięcy z samym Dudley'em...

 

- Twoja ciotka i wuj będą z ciebie dumni, prawda? – powiedziała Hermiona, kiedy wyszli z wagonu i przyłączyli się do tłumu zmierzającego ku zaczarowanej barierce.

 

- Czasami mówię głupoty! – jęknęła pani Weasley.

 

- Jak usłyszą, czego dokonałeś w tym roku...

- Dumni? Zwariowałaś? Tyle razy byłem bliski śmierci i przeżyłem? Będą wściekli... – I razem przeszli przez bramę do świata mugoli.

 

- My będziemy wściekli, że krzywdzili mojego braciszka – powiedziały siostry Harry'ego.

 

- Koniec książki! – warknął Lucek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...