- Może Lucek przeczyta? – spytała
Angelina.
- Czytaj Roszpunka! – zawołał Ron.
Rozdział osiemnasty
Nagroda Zgredka
Lucek był wściekły, a Harry parsknął tylko śmiechem.
Przez chwilę zaległa cisza, kiedy Harry, Ron,
Ginny i Lockhart stanęli w drzwiach, pokryci brudem, szlamem i (w przypadku
Harry’ego) krwią. Potem rozległ się krzyk:
- Ginny! – Była to pani Weasley, która siedziała
przy kominku, płacząc.
- Była to nasza mamusia, która siedziała przy
kominku, płacząc – poprawiła Molly I, uśmiechając się szeroko do swoich dzieci.
Zerwała się na nogi, za nią podskoczył pan Weasley
i oboje rzucili się na swoją córkę.
- Zerwała się na nogi, za nią podskoczył
nasz tatuś i oboje rzucili się na swoją córkę – Artur też nie mógł się
powstrzymać.
Harry nie patrzył jednak na nich. Wsparty o okap
kominka stał rozradowany Dumbledore, a obok profesor McGonagall, która
oddychała głęboko, trzymając się za serce. Fawkes przeleciał Harry’emu tuż koło
ucha i wylądował na ramieniu Dumbledore’a, a w chwilę później pani Weasley
zagarnęła jego i Rona w swoje ramiona.
- Mamusia zagarnęła mnie i Rona w swoje ramiona – wyszczerzył się Harry do państwa Weasley, a
Molly I pocałowała go czoło z taką miłością, że było mu dobrze i automatycznie
się do niej przytulił, a ona go tuliła do piersi, a później Harry pocałował ją
w policzek.
- Uratowaliście ją! Uratowaliście ją! Jak wam się
to udało?
- Myślę, że wszyscy chcemy się tego dowiedzieć –
powiedziała profesor McGonagall słabym głosem.
- To było epickie! – zawołał Colin I.
Pani Weasley wypuściła z objęć Harry’ego, który
zawahał się przez chwilę, a potem podszedł do biurka i położył na nim Tiarę
Przydziału, inkrustowany rubinami miecz i to, co pozostało z dziennika
Riddle’a.
- Mamusia, nie żadna pani Weasley! – westchnęła Pani Weasley – bo jestem ich
matką!
- Nie przejmuj się Molly, to tylko szczegół – powiedział Artur.
I zaczął opowiadać. Przez blisko kwadrans mówił w
kompletnej ciszy: opowiedział im o bezcielesnym szepcie i o tym, jak Hermiona w
końcu dociekła, że to głos bazyliszka wędrującego rurami kanalizacyjnymi;
Molly się mogła się powstrzymać i przytuliła
Hermionę do siebie.
- Uratowałaś moją córkę a swoją siostrę, a sama
zostałaś ranna.
- Mamuś to nic takiego – odparła Hermiona – Ginny jest moją siostrą, a ty jesteś moją
mamusią . W rodzinie się pomaga, a Artur jest moim tatusiem . Dziwnie się poczułam, gdy
powiedziałam do tatusia po imieniu.
- Jak? – zainteresował się Ron.
- Jakoś tak źle – mruknęła Hermiona – Nie ważne,
to jest mój tatuś i tego się trzymam. Będę do niego mówiła per "tatuś"
albo per "tato". Koniec. Kropka.
- To jest dla mnie zaszczyt – oznajmił Artur i
przytulił Hermionę, a ona poczuła się bezpiecznie, jakby przytulał ją
biologiczny ojciec i pocałował ją w czoło, a ona westchnęła szczęśliwa.
- To kwestia, że jesteście połączeni tym
znakiem – powiedziała Rose – Jesteście
jednością, więc rodzice taty są automatycznie twoimi rodzicami, a mamy rodzice
są twoimi rodzicami. Nawet nie wiecie, jak mi było ciężko mówić do mamy
Scorpiusa Astoria, a do tego tu Draco. Musiałam się pilnować i czekać na
odpowiedni moment.
- Miałam to samo – powiedziały córki Weasley'ów,
Potterów Longbottomów Samanta i Blackowie.
- Też tak miałem – dodali ich mężowie.
- Niestety nic nie możesz z tym zrobić – powiedzieli Ginny, Ron, Hermiona i Harry do
Cho, Lavender, Cormaca i Michaela, którzy patrzyli na ich
jadowicie. Hermiona i Harry pocałowali jednocześnie policzek Molly I.
Jak on i Ron wyruszyli za pająkami do puszczy, jak
Aragog powiedział im, gdzie została uśmiercona ostatnia ofiara bazyliszka; jak
odgadł, że ofiarą tą była Jęcząca Marta i że wejście do Komnaty Tajemnic może
być w jej łazience...
- No dobrze – powiedziała profesor
McGonagall, kiedy umilkł – więc znalazłeś to wejście... notabene, łamiąc
po drodze ze sto punktów regulaminu szkolnego... ale, na miłość boską, Potter,
jak wam się udało wyjść stamtąd żywymi?
- Bo miałem kumpla feniksa! – wyszczerzył się
Harry.
Harry, który trochę już ochrypł, opowiedział im o
pojawieniu się w krytycznym momencie Fawkesa i o Tiarze Przydziału, która
podarowała mu miecz. Lecz kiedy to powiedział, zaciął się i nie miał pojęcia,
co robić dalej. Jak dotąd nie wspomniał o dzienniku Riddle’a... i o Ginny.
Stała z głową na ramieniu pani Weasley, a łzy wciąż spływały jej po policzkach.
A jeśli ją wyrzucą?
- Szkoda! – burknęła Cho.
Dziennik Riddle’a już nie działał... Jak im
udowodni, że to wszystko przez tę małą czarną książeczkę? Spojrzał
instynktownie na Dumbledore’a, który uśmiechał się lekko; płomienie kominka
odbijały się w jego okularach.
- Wziął braveran – mruknął Fineas, a większość
ludzi parsknęła śmiechem.
- Mnie zaś interesuje najbardziej – powiedział
łagodnie – jak Lordowi Voldemortowi udało się zaczarować Ginny, skoro
moje źródła donoszą, że obecnie ukrywa się w puszczach Albanii – Harry
poczuł, jak ogarnia go ulga – ciepła, cudowna ulga.
- C-co? – zapytał pan Weasley zdumionym głosem –
Sami-Wiecie-Kto zaczarował Ginny? Ale przecież Ginny nie... Ginny nie
została... prawda?
- To ten dziennik – powiedział szybko Harry,
biorąc go do ręki i pokazując Dumbledore'owi – Riddle zapisał go, kiedy miał
szesnaście lat.
- Ale z niego chuj! – warknął młodszy Łapa.
- Syriuszu, słownictwo! - skarciła Euphemia.
Dumbledore wziął dziennik i obejrzał uważnie
nadpalone i wilgotne kartki.
- Wspaniałe – powiedział cicho – No tak, ale on
był naprawdę najlepszym uczniem, jakiego miał Hogwart.
- On skrzywdził moje córki i syna, idioto! –
krzyknęły dwie Lily I.
- Właśnie – dodała dwie wersje Marlene.
Odwrócił się do Weasley'ów, którzy sprawiali
wrażenie kompletnie oszołomionych.
- Niewiele osób wiedziało, że Lord Voldemort nosił
kiedyś inne nazwisko: Tom Riddle. Sam go uczyłem, pięćdziesiąt lat temu, tu, w
Hogwarcie. Po ukończeniu szkoły przepadł bez wieści... odbywał dalekie
podróże... studiował i praktykował czarną magię, przebywając w towarzystwie
najgorszych typów, i przeszedł tyle niebezpiecznych transformacji, że kiedy w
końcu ujawnił się jako Lord Voldemort, trudno było w nim rozpoznać Toma Riddle'a.
- To ta sama osoba – mruknął starszy Lunatyk.
Mało kto łączył Lorda Voldemorta z tym
inteligentnym, ładnym chłopcem, który kiedyś był tutaj prefektem szkoły.
- Ale... Ginny – wyjąkała pani Weasley –
Co nasza Ginny miała... z... nim... wspólnego?
- Jego dz-dziennik! – zaszlochała Ginny –
Ja w n-nim pisałam... a on mi odpisywał p-przez cały rok...
Ginny wtuliła się Harry'ego, a on głaskał jej rude
włosy.
- Ginny! – krzyknął wstrząśnięty pan
Weasley – Czy niczego cię nie nauczyłem? Co ja ci zawsze powtarzałem?
Żebyś nigdy nie ufała niczemu i nikomu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg.
Dlaczego nie pokazałaś tego dziennika mnie albo matce? Taki podejrzany
przedmiot... przecież od razu widać, że jest pełny czarnej magii!
Artur westchnął.
- Ja n-nie wiedziałam... Znalazłam go wewnątrz
używanej książki, którą mi kupiła mama. Ja m-myślałam, że ktoś go tam włożył i
zapomniał, i...
Ginny wyrwała się z objęć Harry'ego i nim się
Lucek zorientował, przywaliła mu z całej siły w twarz tak mocno, że złamała mu
nos. Lucek zaczął wyć z bólu.
- TY SKURWYSYNU WŁOŻYŁEŚ MI TEN DZIENNIK
SPECJALNIE! – ryknęła Ginny i cała dygotała.
- Złamałaś mi nos, suko! – warknął Lucek. Za to
ostatnie słowo Ginny przywaliła mu wysokim obcasem w jaja, a ten pisnął z bólu.
- Pani Potter! – krzyknął wściekły Drops – Proszę
się uspokoić!
- Dyrektor nawet nie wie jakie piekło przeżyłam! –
zawołała Ginny.
- Ale aura – mruknął Frank II.
- ZABIJE GO! – ryknęli dwie wersje Rogacza i Artur
wciekli. Gdy Lucjusz doszedł do siebie, czytał dalej.
- Panna Weasley powinna natychmiast udać się do
skrzydła szpitalnego – przerwał jej stanowczym tonem Dumbledore – To
była dla niej bardzo ciężka próba. Nie zostanie ukarana. Lord Voldemort uwodził
już czarownice i czarodziejów o wiele starszych i mądrzejszych od niej – Podszedł
do drzwi i otworzył je – Ciepłe łóżko i duży, parujący kubek gorącej
czekolady. Mnie to zawsze pomaga – dodał, mrugając do niej dobrodusznie.
Większość wywróciła oczami.
- Pani Pomfrey jeszcze nie śpi. Właśnie podaje sok
z mandragory... Mam nadzieję, że ofiary bazyliszka przebudzą się lada moment...
- Więc Hermionie nic nie jest? – ucieszył
się Ron.
- Mój ty rycerzu – powiedziała erotycznym głosem
Hermiona, wtulając się w rudzielca.
- Kocham Cię, moja bogini – mruknął Ron, całując
ją w znak, a ta wydała siebie głośne westchnienie zadowolenia.
- Cudowne pachniesz – stwierdziła młodsza pani
Weasley, rozmarzonym głosem.
- Żadnych trwałych urazów – odrzekł
Dumbledore. Pani Weasley wyprowadziła Ginny, a pan Weasley wyszedł za nimi,
wciąż pogrążony w głębokim szoku – Wiesz co, Minerwo – powiedział
z namysłem profesor Dumbledore do profesor McGonagall – myślę, że to
wszystko trzeba uczcić. Mogłabyś obudzić kucharki?
- Słusznie – odpowiedziała profesor
McGonagall, idąc ku drzwiom.
- Minne szykuje imprezę! – zawołali Huncwoci 1.0.
i Huncwoci 2.0.
- Zajmiesz się Potterem i Weasley'em, prawda?
- Oczywiście – Wyszła, a Harry i Ron
spojrzeli na Dumbledore’a niepewnie. Co właściwie miała McGonagall na myśli,
używając słowa "zajmiesz się"? Chyba... chyba nie zostaną ukarani?
- Nie, dyrektor będzie bawił się z uczniami –
stwierdził Matt.
- Jeśli dobrze pamiętam, to powiedziałem wam, że
jeśli któryś z was złamie jeszcze jeden punkt regulaminu szkolnego, to będę
musiał wyrzucić go ze szkoły – powiedział Dumbledore.
- Oni uratowali szkołę! – krzyknęło większość ludzi na Sali.
Ron otworzył usta i wytrzeszczył oczy.
- Co dowodzi, że nawet najlepsi z nas powinni
czasami liczyć się ze słowami – ciągnął Dumbledore z uśmiechem – Obaj
otrzymacie Specjalną Nagrodę za Zasługi dla Szkoły i... zaraz... tak, po
dwieście punktów dla Gryffindoru.
- Dwieście punktów! – krzyknęli szczęśliwi
Gryfoni, a Harry i Ron wyszczerzyli się szeroko.
Ron zrobił się różowy jak walentynkowe kwiatki
Lockharta i zamknął usta.
- Ale jeden z tutaj obecnych wciąż milczy o swoim
udziale w tej niebezpiecznej przygodzie – dodał Dumbledore – Dlaczego
jesteś taki skromny, Gilderoy?
- Ja nie jestem skromny ja, jestem debilem – rzekł młodszy Łapa.
Harry drgnął. Zupełnie zapomniał o Lockharcie.
Odwrócił się i zobaczył go w kącie pokoju. Na ustach słynnego profesora wciąż
błąkał się lekki uśmiech. Kiedy Dumbledore zwrócił się do niego, spojrzał przez
ramię, żeby zobaczyć, kto do niego mówi.
- Panie profesorze – powiedział szybko Ron
– w Komnacie Tajemnic doszło do pewnego... wypadku. Profesor Lockhart...
- Jestem profesorem? – zdziwił się nieco
Lockhart – Wielkie nieba, chyba musiałem być beznadziejny, co?
- Wreszcie mówisz z sensem! – krzyknęli Łapa i
Rogacz.
- Seamus nie zaczynaj – westchnęła zadowolona
Susan, gdyż pocałował ją w znak – Nie przestawaj tego robić – dodała, wtulając
się w niego.
- To będzie mój obowiązek – wyszeptał jej do
ucha, a Lady Finnigan znowu westchnęła zadowolonym głosem, bo znowu ją
pocałował w znak.
- Próbował rzucić Zaklęcie Zapomnienia, a różdżka
wypaliła do tyłu – wyjaśnił cicho Ron Dumbledore'owi.
- A niech to! – powiedział Dumbledore,
kręcąc głową, a jego długie srebrne wąsy dziwnie zadrgały – Nadziałeś
się na własny miecz, Gilderoy?
- Miecz? – zdziwił się Lockhart – Nie
mam żadnego miecza. Ale ten chłopiec ma – Wskazał na Harry’ego – Może
ci pożyczyć.
- To jest profesor Albus jakiś tam Dumbledore, a
nie twój kolega, Lockhart! – skarciła jego
zachowanie starsza Dorcas i przytuliła się do Regulusa.
- Czy mógłbyś zaprowadzić profesora Lockharta do
skrzydła szpitalnego? – zwrócił się Dumbledore do Rona – Chciałbym
jeszcze zamienić kilka słów z Harrym... – Lockhart wyszedł powolnym
krokiem. Ron rzucił zaciekawione spojrzenie na Dumbledore’a i Harry’ego,
westchnął z żalem i zamknął za sobą drzwi – Przede wszystkim, Harry,
chciałem ci podziękować – rzekł Dumbledore, mrugając oczami.
- Bo ja nie miałem czasu na uratowanie Ginny, bo
wciągałem dropsy, sam rozumiesz – powiedzieli Fabian i Gideon. Dumby zrobił się
czerwony.
- Musiałeś okazać mi prawdziwą wierność... tam, w
Komnacie Tajemnic. Bo tylko to mogło przywołać do ciebie Fawkesa – Pogłaskał
feniksa, który sfrunął mu na kolano. Harry uśmiechnął się z zakłopotaniem – więc
spotkałeś się z Tomem Riddle’em – powiedział powoli Dumbledore – Wyobrażam
sobie, że był bardzo tobą zainteresowany...
- To pedofil! – warknął starszy Rogacz.
Nagle coś, co nękało Harry’ego od dawna, samo
wyrwało mu się z ust.
- Panie profesorze... Riddle powiedział, że jestem
do niego podobny. Powiedział, że to bardzo dziwne podobieństwo...
- Tak powiedział? – zapytał Dumbledore,
patrząc uważnie na Harry’ego spod swoich srebrnych brwi – A ty co o tym
myślisz, Harry?
- Wiem, że na pewno go nie lubię! – odpowiedział
Harry o wiele głośniej, niż zamierzał.
- A on cię kocha, Potti! – zadrwił Draco.
- Tatusiu, dowiedziałam się, że tatuś ma obsesję
na punkcie zielonych jabłek – oznajmiła Rose – To prawda?
- Jesteś uzależniony od tych jabłek – stwierdził
Scorpius.
- Nie jestem twoim tatusiem! – warknął na Rose.
- Tatusiu, już rozmawialiśmy na ten temat –
odezwała się Rose, a Dracona szlag trafiał, że ciągle mówi do niego per
"tatuś".
- Ja sobie tego nie życzę!
- Możesz sobie mówić, prychać, denerwować i się
wściekać, tatusiu, ile tam chcesz – odparła Rose – Jesteś moim tatusiem i tak
będę do Ciebie mówiła, per "tatuś". Musi się tatuś z tym pogodzić
wreszcie, bo jestem panią Malfoy na zawsze. I Scorpiusa rodzice to też moi
rodzice, bo ja i Scorpius jesteśmy jednością.
- Jesteś taka sama, jak Granger! - krzyknął Draco.
- Malfoy, jestem panią Weasley – poprawiła go
Hermiona – i zapomniałeś, że byłam adoptowana.
- To znaczy... ja jestem... ja jestem z Gryffindoru...
ja... – I nagle urwał, czując nową falę wątpliwości – Panie
profesorze – zaczął znowu po chwili – Tiara Przydziału
powiedziała mi, że... że pasowałbym do Slytherinu. Przez jakiś czas wszyscy
myśleli, że to ja jestem dziedzicem Slytherina... bo znam mowę wężów...
- Znam mowę węży, bo mam bliznę w kształcie
błyskawicy – powiedział Harry – i przekazał mi cząstkę swojej mocy – Wszyscy,
nie pomijając profesorów, spojrzeli na niego pytającym wzrokiem, więc dodał: –
Będzie to wyjaśnione w szóstej części.
- Znasz mowę wężów, Harry – powiedział
spokojnie Dumbledore – ponieważ zna ją Lord Voldemort... który jest
ostatnim żyjącym potomkiem Salazara Slytherina.... O ile się nie mylę,
przekazał ci cząstkę swojej mocy... w ową noc, kiedy pozostawił ci tę bliznę.
Jestem pewny, że na pewno nie chciał tego zrobić...
- Voldemort przekazał mi cząstkę samego siebie? –
zapytał Harry, głęboko wstrząśnięty.
- Na to właśnie wygląda.
- Więc rzeczywiście powinienem być w Slytherinie –
powiedział Harry, patrząc z rozpaczą na Dumbledore'a.
- Mam siostry w Slytherinie – powiedział szybko
Harry.
- Jesteś zadowolony, że masz siostry Ślizgonki? –
zapytały Tracy, Daphne Astoria, Flora i Hestia.
- Jestem bardzo zadowolony z tego powodu – odparł Harry i przytulił Hestię, Florę,
Astorię, Daphne i Tracy.
- Tiara Przydziału dostrzegła we mnie moc
Slytherina i...
- I przydzieliła cię do Gryffindoru –
przerwał mu spokojnie Dumbledore – Posłuchaj mnie, Harry. Tak się
zdarzyło, że masz wiele cech, które Salazar Slytherin cenił u swoich wybranych
uczniów. Jego własny rzadki dar, mowę wężów... zaradność... zdecydowanie...
pewien... hm... brak szacunku dla wszelkich reguł... – dodał, a wąsy
znowu mu się zatrzęsły.
- No oprócz mowy węży Potterowie to mają – stwierdziły żony Potterów.
- A jednak Tiara Przydziału umieściła cię w
Gryffindorze. Wiesz, dlaczego tak się stało? Pomyśl.
- Umieściła mnie w Gryffindorze tylko dlatego –
powiedział Harry zrezygnowanym tonem – bo ją poprosiłem, żeby mnie nie
umieszczała w Slytherinie...
- Właśnie – przerwał mu rozradowany
Dumbledore – A to bardzo cię różni od Toma Riddle’a. Bo widzisz, Harry,
to nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze
zdolności – Harry siedział nieruchomo, słuchając tego ze zdumieniem –
Jeśli chcesz dowodu, Harry, że naprawdę należysz do Gryffindoru, to przyjrzyj
się temu.
- Niby czemu? – spytał Draco.
- Zaraz się dowiesz, tatusiu – oznajmiła Rose –
Dziadziusiu odłóż tą wykałaczkę – dodała Rose do Lucyny.
- Nie nazywaj mnie tak! – warknął Lucyna – a
Dracona tatusiem!
- Czy ja nie wyraźnie mówię – powiedziała pani
Malfoy – czy wam się podoba, czy nie jestem twoją córką, a twoją wnuczka, bo
połączyłam się z twoim synem i twoim wnukiem i nazywam się Pani Malfoy.
- Nigdy się na to nie zgodzę! – zawołał Lucek.
- Zamknij się, Lucyna! – warknęła Narcyza,
przytulając swoją wnuczkę i pocałowała ją w czoło i patrzyła nią z
miłością a Rose wtuliła się w ciało Narcyzy .
Dumbledore wziął z biurka profesor McGonagall
srebrny miecz i wręczył Harry’emu. Ten chwycił pokrwawioną klingę i spojrzał na
migocące w świetle kominka rubiny na rękojeści, nie wiedząc, o co właściwie
chodzi. I nagle, tuż pod gardą, zobaczył wygrawerowane słowa. Godryk Gryffindor.
Wszystkim opadły szczęki.
- To miecz Gryffindora! – krzyknęło większość
ludzi na Sali.
- Tylko prawdziwy Gryfon mógł wyciągnąć ten miecz
z tiary – rzekł profesor Dumbledore. Przez blisko minutę obaj milczeli.
Potem Dumbledore otworzył jedną z szuflad i wyjął pióro i kałamarz –
Myślę, że powinieneś najeść się i wyspać, Harry.
- Teraz to się bardzo dobrze wysypiam – powiedział
Harry do Ginny.
- Ja też się wysypiam świetnie – oznajmiła Ginny,
patrząc na męża z iskierkami miłości w oczach, a on ją przytulił.
Radzę ci zejść na dół na ucztę, a ja napiszę do
Azkabanu... żeby nam odesłali gajowego. Muszę też dać ogłoszenie do „Proroka
Codziennego” – dodał po namyśle – Będzie nam potrzebny nowy
nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią. No, ale tym razem trzeba dobrze wybadać
kandydatów, prawda?
Większość z nich wymieniła spojrzenia ze starszym
Lunatykiem.
Harry wstał i poszedł do drzwi. Już dotykał
klamki, kiedy otworzyły się z takim rozmachem, że rąbnęły o ścianę. Na progu
stał Lucjusz Malfoy z twarzą wykrzywioną wściekłością.
- Lucek jest wściekły, bo nie zaspokoił potrzeb
żony – stwierdził James II.
- Przykro mi, Draco twój tatuś nie dał rady i jego
płomień nie zapłonął, więc nie będzie braciszka ani siostrzyczki! – zadrwił
Hugo. Większość wybuchła śmiechem. Lucek miał wściekłą minę.
- Jestem zazdrosna – mruknęła Narcyza –
że oni zaspokoili potrzeby swoich żon, a Lucek nie dał rady.
A pod jego ramieniem kulił się... Zgredek. Był
obandażowany w wielu miejscach.
Lucek poczuł mocne bóle w okolicach jąder, gdyż
wściekłe Lady Weasley i Lady Malfoy, czyli Rose strzeliły go zaklęciami
jajcomiazgi.
- Dobry wieczór, Lucjuszu – przywitał go
uprzejmie Dumbledore. Pan Malfoy wpadł do środka, prawie zwalając Harry’ego z
nóg. Zgredek wszedł za nim, trzymając się skraju jego szaty. Był wyraźnie
przerażony.
- A więc to tak! – rzekł Lucjusz Malfoy,
utkwiwszy zimne oczy w Dumbledorze – Wróciłeś. Zostałeś zawieszony przez
radę nadzorczą, a jednak uznałeś za stosowne wrócić do Hogwartu.
- Chcesz dropsy? Nowy smak mam – spytał Jared.
- Muszę ci wyznać, Lucjuszu – powiedział
Dumbledore, uśmiechając się pogodnie – że dzisiaj otrzymałem listy od
jedenastu członków rady nadzorczej. Mówię ci, to był prawdziwy deszcz sów!
Usłyszeli, że zginęła córka Artura Weasley'a i zażądali, żebym natychmiast
wrócił. Wygląda na to, że jednak uważają mnie za najlepszego człowieka na tym
stanowisku.
- Harry, Hermiona i Ron uratowali mi życie
dyrektorze! – zawołała Ginny.
Dowiedziałem się też od nich bardzo dziwnych rzeczy.
Podobno zagroziłeś ich rodzinom represjami, jeśli nie zgodzą się na zawieszenie
mnie w obowiązkach dyrektora szkoły. Pan Malfoy zrobił się jeszcze bardziej
blady niż zwykle, ale jego oczy miotały iskry wściekłości.
- Dyrektorze jestem wściekły na żonę, bo
mi powiedziała, że jestem niewystarczający dobry w łóżku i nie potrafię
zaspokoić jej wygórowanych potrzeb, Albusie. Jak ona śmiała mi tak powiedzieć i
do tego mi powiedziała, że mam małego – oznajmił James II, patrząc na Lucka
niewinną miną. Większość ludzi parsknęła śmiechem.
- AVADA KEDA...! – ryknął wściekły Lucek.
- Stop! Stop! Stop! – krzyczał Hugo – Odłóż tą
wykałaczkę, bo jeszcze sobie oko wydłubiesz albo komuś. Poza tym mówisz to źle.
Mówi się jestem tlenioną Roszpunką, która nie potrafi zaspokoić potrzeb Narcyzy
– mówił to przemądrzałym tonem. Wielka Sala ryknęła śmiechem.
- To było dobre, chłopaki! – parsknęła śmiechem
Cyzia.
- Ja jestem twoim mężem! – warknął Lucek.
- No i co... udało ci się już powstrzymać te
napaści? – zapytał drwiącym tonem. Schwytałeś już złoczyńcę?
- Tak, dokonaliśmy tego – odrzekł z
uśmiechem Dumbledore.
- Tak? – zapytał ostro pan Malfoy –
I kim on jest?
- To ta sama osoba, co ostatnio, Lucjuszu. Ale tym
razem Lord Voldemort działał przez kogoś innego. Posłużył się tym dziennikiem.
Ginny wtuliła się w Harry'ego.
Podniósł małą czarną książeczkę, z wypaloną w
środku dziurą, obserwując Malfoy’a uważnie. Harry jednak obserwował Zgredka.
Skrzat wyczyniał dziwne rzeczy. Utkwił w Harrym swoje wielkie oczy, wybałuszył
je znacząco i wciąż wskazywał to na dziennik, to na pana Malfoy’a, a
jednocześnie grzmocił się pięścią po głowie.
- PRZESTAŃ! – ryknęła Euphemia.
- Ach tak... – powiedział wolno pan Malfoy.
- Sprytny plan – rzekł Dumbledore, wciąż patrząc
panu Malfoy’owi prosto w oczy – Bo gdyby ten oto Harry... – pan
Malfoy obrzucił Harry’ego krótkim, ostrym spojrzeniem – i jego
przyjaciel Ron nie znaleźli książeczki... no cóż, cała wina spadłaby na biedną
Ginny Weasley. Nikt nie zdołałby udowodnić, że nie działała z własnej woli.
Ginny pocałowała namiętnie męża.
- Mój ty wybawicielu – wyszeptała Ginny do ucha –
Harry, proszę – dodała erotycznym głosem i osłoniła szyję, a ten odczytał
przekaz Ginny i pocałował ją w znak, a ta wydała z siebie głośne westchnienie
zadowolenia – Dziękuję.
- To była sama przyjemność – mruknął Harry.
Pan Malfoy milczał. Jego twarz przypominała teraz
maskę.
- A wyobraź sobie – ciągnął Dumbledore –
co mogłoby się wówczas stać... Weasley'owie należą do naszych najbardziej
prominentnych rodzin czystej krwi. Łatwo sobie wyobrazić konsekwencje tego
wszystkiego dla Artura Weasley'a i jego Ustawy o Ochronie Mugoli, gdyby się
okazało, że jego rodzona córka atakuje i uśmierca czarodziejów urodzonych w
mugolskich rodzinach. Na szczęście dziennik znaleziono, a wspomnienia Riddle’a
zostały z niego usunięte. Kto wie, do czego by mogło dojść, gdyby tak się nie
stało... – Pan Malfoy zmusił się do wypowiedzenia dwóch słów.
- Wielkie szczęście – powiedział bezbarwnym
głosem.
- Masz jakiś problem? – spytał Scorpius.
A schowany za nim Zgredek wciąż wskazywał to na
dziennik, to na Lucjusza Malfoy’a, okładając się pięścią po głowie. Harry nagle
zrozumiał. Skinął na Zgredka, a ten cofnął się do kąta, gdzie zaczął się
tarmosić za uszy.
- Nie chciałby nam pan powiedzieć, w jaki sposób
ten dziennik trafił w ręce Ginny, panie Malfoy? – zapytał Harry.
Ginny przywaliła Luckowi wysokim obcasem, gdyż
miała na stopach wysokie szpilki. Ten pisnął, następnie odwróciła się z
gracją i z wdziękiem poruszała się z takim seksapilem, że niektórzy nie mogli
oderwać wzroku od Lady Potter.
- Dlaczego ja nie poruszam się z taką gracją i
wdziękiem! – jęknęła Fay Dunbar – Zazdroszczę wam dziewczyny takiego seksapilu.
- Ty jest Fay Dunbar, prawda? – zapytała nagle
Victoire.
- Tak – potwierdziła Fay.
- Fay, chcesz być aurorem, prawda? – pytała dalej
Lady Lupin.
- Marzę o tym – westchnęła dziewczyna – A skąd to
wiesz?
- Wyszłam za mąż za szefa aurorów – odparła
Victoire – Może dam radę Ci pomóc.
- Jak? – spytała podniecona.
- Nauczę Cię chodzić z gracją i wdziękiem, bo
jesteś kobietą, a te dziewczyny – wskazała córki Daphne – to mogą Cię nauczyć,
żeby poruszać się cicho i bezszelestnie. Jeśli to połączysz będziesz zabójcza i
do tego będziesz zabójczo seksowna i wzrosną ci szanse na bycia aurorem –
mruknęła do niej.
- Dlaczego chcesz mi pomóc?
- Bo mamy taki kaprys – stwierdziła Iola –
Wchodzisz w to?
- Tak! – krzyknęła szczęśliwa Fay i przytuliła
dziewczyny.
Lucjusz Malfoy odwrócił się do niego.
- A niby skąd mam wiedzieć, gdzie go znalazła ta
głupia dziewczyna? – warknął.
- Bo to pan go jej dał – powiedział Harry
– W Esach i Floresach. Wziął pan do ręki jej stary podręcznik Transmutacji
i wsunął do środka dziennik, prawda? – Białe dłonie pana Malfoy’a
zacisnęły się, a następnie rozluźniły.
- Udowodnij to – syknął.
- Jak chcesz może Ci to udowodnić, ale to będzie
bolało! – warknęła Lily II.
- Och, tego nikt nie jest w stanie udowodnić –
rzekł Dumbledore, uśmiechając się do Harry’ego – skoro Riddle’a już nie
ma w tej książeczce. Radziłbym ci jednak, Lucjuszu, żebyś już więcej nie
rozdawał starych rzeczy Lorda Voldemorta. Gdyby coś jeszcze trafiło w
niepowołane a niewinne ręce, to na przykład taki Artur Weasley na pewno by wyśledził
ich źródło...
- Mój Tatuś skopie Ci twoją białą dupę, Malfoy –
powiedziały córki Artura.
Lucjusz Malfoy zesztywniał, a Harry zobaczył, że
prawa ręka drgnęła mu lekko, jakby chciał sięgnąć po różdżkę.
- Wara od mojego tatusia, Malfoy! – warknęły córki
Harry’ego.
Powstrzymał się jednak i odwrócił do swojego
domowego skrzata.
- Idziemy, Zgredku! – Gwałtownym ruchem
otworzył drzwi, a kiedy skrzat podbiegł, wyrzucił go przez nie kopniakiem.
Jeszcze długo słyszeli żałosne piski Zgredka.
Teraz było słychać żałosne jęki i piski Lucka.
Hermiona była tak wściekła, że niektórzy patrzyli na nią ze strachem w ochach.
Strzeliła go w brzuch, że zgiął się w pół i oczy wyszły mu z orbit i jęknął.
- PANI WEASLEY!! – ryknął Dumbledore.
- To niesamowite, jaka ona jest wysportowana –
stwierdziła Fay.
- Nie poznaje tej cichej myszki Hermiony –
powiedziała Parvati.
- To nie jest już cicha myszka, teraz to potężna
kobieta, że emituje z niej taka pewność siebie i seksowność, gracja i wdzięk,
że nie mogę w to uwierzyć i do tego ma taką idealną figurę, że jestem zazdrosna
– oznajmiła Padma – Chce taką figurę!
- Wystarczy poćwiczyć – stwierdziła Ginny.
Harry nie ruszał się z miejsca, myśląc nad czymś
gorączkowo.
- Panie profesorze – powiedział w końcu –
czy mógłbym oddać ten dziennik panu Malfoy’owi?
- Oczywiście, Harry – odrzekł spokojnie
Dumbledore – Ale pospiesz się. Wyprawiamy dziś ucztę, pamiętasz?
Hanna przytuliła się do Neville’a.
Harry chwycił dziennik i wypadł z gabinetu. Zza
rogu korytarza dobiegły go oddalające się piski Zgredka. Zastanawiając się, czy
jego plan wypali, szybko zdjął jeden but, ściągnął obślizgłą, brudną skarpetkę
i wepchnął do niej dziennik. Potem pobiegł korytarzem.
Harry uśmiechnął się kpina do Lucynki.
Dogonił ich na szczycie marmurowych schodów.
- Panie Malfoy – wydyszał, zatrzymując się
w biegu – Mam coś dla pana.
- Nie żaden pan Malfoy jestem Roszpunka –
przedstawił się Fred II głosem Lucka.
I wcisnął Malfoy’owi do ręki śmierdzącą skarpetkę.
- Co do... – Pan Malfoy zdarł skarpetkę z
dziennika, odrzucił ją ze wstrętem i przeniósł wściekłe spojrzenie ze
zniszczonej książeczki na Harry’ego.
- Kiedyś skończysz tak nędznie, jak twoi rodzice,
Harry Porterze – wycedził – Oni też byli wścibskimi głupcami.
- Teraz ty jesteś – odpadł Harry.
Odwrócił się, aby odejść.
- Zgredek! Idziemy! Powiedziałem, idziemy! – Ale
Zgredek nie ruszył się z miejsca. Trzymał w ręku obrzydliwą, mokrą skarpetkę
Harry’ego i wpatrywał się w nią, jakby była bezcennym skarbem.
- Uwolnił Zgredka! – krzyknęło większość osób na Sali.
- Nigdy więcej nie tkniesz Zgredka! – warknęła
Hermiona.
- Mój pan dał Zgredkowi skarpetkę – powiedział
zdumionym tonem – Pan dał ją Zgredkowi.
- Co znowu? – warknął pan Malfoy – Co
powiedziałeś?
- Jakbyś chciał wiedzieć, uwolniłeś Zgredka –
powiedział wyszczerzony młodszy Łapa.
- Zgredek dostał skarpetkę – powtórzył
skrzat z niedowierzaniem – Mój pan ją rzucił, a Zgredek ją złapał.
Zgredek jest... wolny – Lucjusz Malfoy zamarł, wpatrując się w skrzata,
po czym rzucił się na Harry’ego.
- Przez ciebie straciłem sługę, głupi chłopaku! –
Ale Zgredek wrzasnął:
- Nie zrobisz krzywdy Harry'emu Potterowi!
- DAJESZ ZGREDKU!! – ryknęła rodzina Harry’ego.
Rozległ się głośny huk i pana Malfoy’a odrzuciło
do tyłu. Potoczył się po schodach jak worek kartofli, lądując na samym dole.
Wstał i natychmiast wyjął różdżkę, ale Zgredek znowu podniósł rękę, grożąc mu
długim palcem.
- Teraz odejdziesz – powiedział, celując
palec w pana Malfoy'a – Nie tkniesz Harry’ego Pottera. A teraz
odejdziesz – Lucjusz Malfoy nie miał wyboru. Obrzucił ich jadowitym
spojrzeniem, zamaszystym ruchem owinął się płaszczem i zniknął im z oczu.
- Kocham tego skrzata, jest takim słodziakiem – oznajmiła Lisa.
- Harry Potter uwolnił Zgredka! – zawołał
skrzat ochrypłym głosem, wpatrując się w Harry’ego ogromnymi oczami, w których
odbijało się światło księżyca – Harry Potter uwolnił Zgredka!
- To wszystko, co mogłem dla ciebie zrobić,
Zgredku – powiedział Harry, uśmiechając się do niego – Ale
przyrzeknij mi, że już nigdy nie będziesz próbował ratować mi życia.
Goście z przyszłości wymienili spojrzenia.
Brzydka, brązowa twarz skrzata rozciągnęła się
nagle w szerokim uśmiechu.
- Mam tylko jeszcze jedno pytanie, Zgredku – rzekł
Harry, kiedy skrzat trzęsącymi się rękami wciągnął na nogę jego skarpetkę – Powiedziałeś
mi, że to nie ma nic wspólnego z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać,
pamiętasz? No więc...
- To była wskazówka, sir – przerwał mu
Zgredek, otwierając jeszcze szerzej oczy, jakby to było oczywiste – Zgredek
dał szansę Harry’emu Potterowi. Dawne imię Czarnego Pana można było wymawiać,
prawda?
- Nooo... tak – zgodził się Harry – Ale
na mnie już czas. Wyprawiają ucztę, a moja przyjaciółka Hermiona już się pewnie
przebudziła...
- Moja córeczka – powiedziały z miłością w głosie
Ladys Potter i Weasley, a Hermiona przytuliła się do swoich mam.
- Muszę Ci przyznać, skarbie ładnie go załatwiłaś
– mruknęła jej Lady Potter – będzie z Ciebie świetna pani Minister.
- Dziękuję Mamusiu – odparła Lady Weasley,
przytulając się do niej.
- I do tego porusza się z gracją i wdziękiem i ma
idealną figurę – westchnęły dziewczyny.
Zgredek objął go serdecznie w pasie.
- Harry Potter jest o wiele większy, niż się
Zgredkowi wydawało! – załkał – Żegnaj, Harry Porterze! – Błysnęło,
strzeliło i Zgredek rozpłynął się w powietrzu.
- ZGREDKU, POKAŻ SIĘ! – ryknął Harry.
- Czym Zgredek może służyć wielkiemu Harry’emu
Potterowi, sir? – kiedy skrzat się pojawił.
- Chciałam coś powiedzieć – oznajmiła Narcyza.
Zgredek cofnął się trochę, kiedy zobaczył Malfoy’ów – Przepraszam, Zgredku za
wszystko, mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz – Wszystkim opadły szczęki.
- Pani Malfoy przeprasza Zgredka?!
- Widzisz Zgredku ciocię Cyzię kosmici podmienili
– stwierdził Denis i uśmiechnął się szeroko do swojej cioci.
- Nikt mnie nie podmienił, kochanie –
odpowiedziała Cyzia. Zgredek patrzył na nią z niedowierzaniem.
- Jak śmiesz przepraszać sługę! – warknął Lucek.
- Zgredek nie jest już sługą! Zgredek to wolny
skrzat! – warknął Zgredek.
- Och, zamknij się, dziadek! – krzyknął Scorpius –
Cześć, Zgredku. Jestem Scorpius, jestem wnukiem tego idioty, ale ja Ci nic nie
zrobię. Mam taki mały pomysł, żeby go trochę upokorzyć, a przy okazji mojego
ojca. To jest Hugo mój szwagier, brat mojej Lady, a to Albus jej kuzyn – i ich
pokazał – Dobra, jeszcze raz! – zawołał Scorpius.
- Merlinie, znowu! – jęknął Hugo.
- Zgredek kazał Cię nauczyć, więc Cię kurde
nauczymy! – stwierdził Scorpius.
- Powiemy, że mnie nauczyliście – powiedział z
nadzieją Hugo.
- O nie, nie, ja nie chce podpaść Zgredkowi –
oznajmił Albus II.
- Nie chce znowu spać w budzie! – dodał Scorpius.
Większość ludzi ryknęła śmiechem.
- Lucek będziesz spał w budzie? – spytali z drwiną
Huncwoci.
- Że co kurde?!
- Nic! – krzyknął Scorpius.
- Dobra, dawaj to zadanie – mruknął Hugo.
- Ile to jest 50 +70?
- ...
- No dawaj szybko, proste do jest!
- ...
- NO LETS GO! – ryknął Albus II.
- ...
- No ile można! Już kurde!
- 337! – palnął Hugo. Większość ludzi parsknęła
śmiechem, a Draco zrobił się czerwony.
- Nie no, na bank twoje, Lucek. Oboje jesteście
idiotami – mruknął Albus do Scorpiusa – Narcyza jest mądrzejsza od was dwóch
razem wziętych.
- Jak śmiesz Snape! – warknął Scorpius do Albusa
II.
- Dobrze?
- Bardzo dobrze – powiedział Scorpius – a 20 +30?
- ...
- Dawaj szybko!
- ...
- Szybki strzał!
- 10! – wypalił Hugo. Sala wybuchła śmiechem.
Lucek i Draco wychodzili z siebie. Zgredek patrzył na to z otwartą szczęką i
wielkimi oczami, jak wnuk i syn jego dawnego pana oraz jego szwagier, kuzyn i
żony drwią z Lucjusza i Draco.
- Zadziwiasz mnie swoim geniuszem – stwierdził
Scorpius.
- Naprawdę?
- Oczywiście – odparł Albus II.
- Urodzony z ciebie matematyk – dodał Scorpius –
Ej, a w ogóle?
- Co? – spytał Hugo.
- Byłem ci winny 20 galeonów i ostatnio pożyczyłem
30 galeonów.
- No, pamiętam. Oddawaj, kurde!
- Czyli 20 galeonów 30 galeonów to jest 10
galeonów, tak? Tak to obliczyłeś?
- 50 galeonów, idioto!
- Co ty, kurde liczyć, nie potrafisz, a pieniądze
potrafisz? – zdziwił się Albus II.
- 50 galeonów ma być do końca dnia u mnie!
- Ile to 40 +30?
- 176 – wypalił Hugo od razu. Większość ludzi
parsknęła śmiechem.
- 40 galeonów + 30 galeonów?
- 70 galeonów – odpowiedział Hugo.
- No kurde, powiem wam fascynujące! – krzyknął
niedowierzaniem Scorpius.
- Malfoy nie umiesz liczyć! – zadrwił Ron do
Draco.
- Pertyfikus Totalus! – zawołali Huncwoci 2.0 w
stronę Draco i Lucka.
Harry brał już udział w kilku ucztach w Hogwarcie,
ale jeszcze nigdy nie był na takiej jak ta. Wszyscy byli w piżamach, a zabawa
trwała całą noc. W końcu nie wiedział już, co było w tym wszystkim najlepsze,
czy Hermiona biegnąca ku niemu z krzykiem: „Rozwiązałeś to! Rozwiązałeś!”, czy
Justyn zrywający się od stołu Puchonów, żeby uścisnąć mu rękę i po raz któryś
przepraszać za swoje podejrzenia,
- Masz szczęście, Justyn – powiedziała Astoria –
że przepraszałeś.
czy Hagrid, który zjawił się o pół do czwartej nad
ranem i rąbnął po plecach jego i Rona tak mocno, że powpadali nosami w talerze
z ciastem biszkoptowym z kremem i owocami, czy ogłoszenie wszem i wobec, że on
i Ron zdobyli dla Gryffindoru czterysta punktów w rozgrywce o Puchar Domów, czy
profesor McGonagall powstająca, by ogłosić, że odwołuje się wszystkie egzaminy
("Och, nie!", krzyknęła Hermiona),
Hermiona wyszeptała coś Ronowi, a ten popatrzył na
nią niedowierzaniem.
czy Dumbledore oznajmiający "z wielkim
żalem", że profesor Lockhart nie będzie mógł już ich uczyć, ponieważ musi
wyjechać i odzyskać pamięć. Wśród wiwatujących po ogłoszeniu tej ostatniej
nowiny nie brakowało nauczycieli.
- Nikt nie będzie za nim tęsknił – stwierdziło
większość ludzi na Sali.
- Szkoda – powiedział Ron, zabierając się
do kolejnego pączka z konfiturą – Już zacząłem go wychowywać.
Parę osób parsknęło w swoje puchary, z których
piła.
Reszta semestru letniego minęła w cudownej mgiełce
gorącego słońca. Wszystko znowu było tak samo, prócz paru drobiazgów: zniesiono
lekcje Obrony Przed Czarną Magią ("Nie martw się, przecież mieliśmy sporo
ponadprogramowych ćwiczeń z tego przedmiotu", powiedział Ron rozczarowanej
Hermionie),
- Ja po prostu lubię się uczyć, Ron – rzekła
Hermiona.
- Taa teraz to zwłaszcza układ rozrodczy – mruknął
Harry, a Hermiona przywaliła mu w tył głowy, a Ron poprawił.
- Aua!! – zawołał, masując w tył głowy.
a Lucjusz Malfoy został odwołany z rady
nadzorczej. Draco nie chodził już po szkole, patrząc na wszystkich z góry,
jakby zamek był jego własnością.
Astoria uśmiechnęła się z drwiną.
Przeciwnie, był przygaszony i pokorny. Natomiast
Ginny Weasley odzyskała humor.
Wkrótce – może nawet za szybko – nadszedł
czas ich powrotu do domów na letnie wakacje. Przyjechał ekspres Hogwart-Londyn,
a Harry, Ron, Hermiona, George i Ginny zdobyli przedział tylko dla siebie.
Wykorzystali skwapliwie ostatnie parę godzin, w których wolno im było używać
czarów przed wakacjami. Grali w Eksplodującego Durnia, wystrzelili ostatnie z
fajerwerków Filibustera i ćwiczyli na sobie rozbrajanie przeciwnika. Harry był
najlepszy w tej konkurencji. Dojeżdżali już do dworca King’s Cross, kiedy Harry
coś sobie przypomniał.
- Ginny... co właściwie robił Percy, kiedy go
zobaczyłaś, a później nie chciałaś tego nikomu powiedzieć?
- Percy robił cimcimcim z Penelopą w pustej sali!
– zadrwiła Ginny.
- GINNY!! – krzyknął Percy.
- Ohyda!! – jęknęły dzieci Percy'ego.
- I pisał, że jest kogutem z oznaką i się pytał,
czy zostanie jego kurką, a ona mu odpisała, że z przyjemnością zostanie jego
kurką. Ach ta miłość! – westchnęła teatralnie Ginny. Bracia Percy’ego oraz
przyjaciele, jego siostry oraz rodzina ryknęli śmiechem. Leżeli ze śmiechu,
śmiejąc się wniebogłosy. Oliver nie mógł przestać się śmiać, tak samo, jak jej
synowie oraz bratankowie.
- GINNY ZABIJE CIĘ! – ryknął wściekły Percy, a Ginny wywróciła
oczami.
- Kocham Cię, moja córciu! – zawołały dwie wersje Rogacza i pocałowali
ją, w czoło, a ona poczuła się szczęśliwa.
- Ach, to – powiedziała Ginny, chichocąc –
Bo... wiecie, Percy ma dziewczynę – Fred upuścił stertę książek na
głowę George'a.
- Co?
- Prefekt Krukonów, Penelopa Clearwater – oznajmiła
Ginny – To do niej pisał przez całe ubiegłe lato. A w szkole spotykał
się z nią w tajemnicy. Wlazłam na nich, jak się całowali w pustej klasie.
- To musiało być straszne – rzekli Fred i George.
- Do teraz mam koszmary – mruknęła.
Był taki zrozpaczony, kiedy została... no
wiecie... zaatakowana. Ale nie będziecie się z niego śmiać, co? – dodała
z niepokojem.
- Nawet o tym nie marz – powiedział Fred,
który miał minę, jakby zbliżały się jego urodziny.
- Absolutnie – dodał George i zarechotał.
- Wolałbym, żeby był już tą Penelopą, niż miał
romans z panem Crouchem – stwierdził Bill.
- NIE MIAŁEM ŻADNEGO ROMANSU Z CROUCHEM!!! –
ryknął czerwony Percy. Huncwoci 2.0 uśmiechnęli się szyderczo.
Ekspres Hogwart-Londyn zwolnił i w końcu się
zatrzymał. Harry wyciągnął pióro i kawałek pergaminu i zwrócił się do Rona i
Hermiony.
- To jest coś, co mugole nazywają "numerem
telefonu" – powiedział Ronowi, wypisując dwukrotnie rząd cyfr,
przedzierając pergamin i dając jedną część jemu, a drugą Hermionie – W
zeszłym roku powiedziałem waszemu ojcu, jak się korzysta z telefonu, będzie
wiedział.
Matki mordowały wzrokiem Dyrektora.
- Straciłam do Ciebie zaufanie i nawet się nie
odzywaj. Chyba że chcesz stracić genitalia.
Zadzwonicie do mnie do Dursley'ów, dobrze? Nie
wytrzymam dwóch miesięcy z samym Dudley'em...
- Twoja ciotka i wuj będą z ciebie dumni, prawda?
– powiedziała Hermiona, kiedy wyszli z wagonu i przyłączyli się do tłumu
zmierzającego ku zaczarowanej barierce.
- Czasami mówię głupoty! – jęknęła pani Weasley.
- Jak usłyszą, czego dokonałeś w tym roku...
- Dumni? Zwariowałaś? Tyle razy byłem bliski
śmierci i przeżyłem? Będą wściekli... – I razem przeszli przez bramę do
świata mugoli.
- My będziemy wściekli, że krzywdzili mojego
braciszka – powiedziały siostry Harry'ego.
- Koniec książki! – warknął Lucek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz