- Adi, teraz ja! - zawołała Hope.
- Proszę – i podała jej książkę.
Rozdział siódmy
Upiór w szafie
Malfoy pojawił się w klasie dopiero w czwartek
przed południem, kiedy Ślizgoni i Gryfoni byli już w połowie dwugodzinnej
lekcji eliksirów. Wszedł do lochu chwiejnym krokiem, z prawą ręką owiniętą
bandażem i unieruchomioną na temblaku; według Harry'ego zachowywał się jak
bohater, któremu udało się wyjść cało ze straszliwej bitwy.
- Fretko z ciebie taki bohater, jak ze mnie
balerina – powiedziała Angelina.
- Joh... – zaczął Draco.
- Jestem teraz Weasley'em i noszę to nazwisko z
dumą – odparła Angelina, a George ją
pocałował w czoło, na co ona westchnęła, a później piętno naznaczenia. Wydała z
siebie głośne westchnie zadowolenia.
- Kocham Cię, pani Weasley – wyszeptał jej do ucha
George I.
- No i jak, Draco? – zapytała Pansy Parkinson,
uśmiechając się przymilnie – Bardzo boli?
- Taak – mruknął Malfoy, krzywiąc się, co miało
oznaczać, że mężnie znosi potworny ból. Harry zauważył jednak, że mrugnął do Crabbe'a
i Goyle'a, kiedy Pansy odwróciła głowę.
Pansy zrobiła się czerwona, a Astoria parsknęła
śmiechem.
- Gree.....! – warczała Pansy.
- Jestem Black! – przerwała jej Astoria – Astoria
Black, Parkinson. Moimi rodzicami są Marlene i Syriusz Black, tamtej dziewczyny
już nie ma, zrozumiałaś?
- Siadaj, siadaj – powiedział spokojnie profesor
Snape. Harry i Ron wymienili ukradkiem spojrzenia: gdyby to oni spóźnili się na
lekcję, Snape ukarałby ich szlabanem. Ale na eliksirach Malfoy'owi wszystko
uchodziło płazem; Snape był opiekunem Slytherinu i zwykle faworyzował swoich
podopiecznych.
- Mnie to nawet nie lubił – mruknęła Tracy.
Tego dnia warzyli nowy eliksir, roztwór powodujący
kurczenie się ludzi i zwierząt. Malfoy ustawił swój kociołek tuż obok kociołków
Harry'ego i Rona, więc przygotowywali składniki na tym samym stole.
- Panie profesorze! – zawołał Malfoy – Nie dam
sobie rady z pocięciem korzonków stokrotek... Moja ręka...
- Weasley, potnij Malfoy'owi korzonki – powiedział
Snape, nie podnosząc głowy. Ron poczerwieniał jak cegła.
- Nic ci nie jest, Malfoy, dobrze o tym wiem –
syknął. Malfoy zachichotał.
Astoria strzeliła go w tył głowy.
- Przestań mnie bić! – warknął na nią Draco.
- Mamusia mi pozwoliła, kiedy będziesz
niegrzecznym chłopcem, a ja jestem jej dobrą córeczką, więc słucham się mojej
mamusi – powiedziała Astoria z niewinną miną.
- Weasley, słyszałeś, co powiedział profesor,
potnij mi te korzonki – Ron złapał nóż, przyciągnął do siebie korzonki Malfoy'a
i zaczął je siekać byle jak, tak że każdy kawałek miał inną długość – Panie
profesorze! – zawołał Malfoy – Weasley kaleczy moje korzonki! – Snape podszedł
do ich stołu, spojrzał na korzonki i uśmiechnął się złośliwie spod swoich
długich, tłustych, czarnych włosów.
- Weasley, zamień się korzonkami z Malfoy'em.
Draco uśmiechnął się szyderczo. Dwie wersje Lily
patrzyły jadowicie na Snape'a.
- Ale... panie profesorze... – Ron spędził ostatni
kwadrans, wyjątkowo pieczołowicie krojąc swoje korzonki na idealnie równe
kawałki.
- No już! – warknął Snape złowrogim tonem. Ron
przesunął do Malfoy'a kupkę swoich idealnie pociętych korzonków i wziął nóż.
- I... panie profesorze, nie dam sobie rady z
obraniem suszonej figi ze skórki – powiedział Malfoy głosem nabrzmiałym
złośliwą uciechą.
- Potter, obierz Malfoy'owi figę – powiedział
Snape, obdarzając Harry'ego jadowitym spojrzeniem.
- Ciociu Lily on tak cały czas. Wyżywa się na nas
– powiedziała Susan.
- Dla niego najważniejsi są Ślizgoni – stwierdziła
Hanna – bez obrazy – powiedziała, patrząc na Astorię i bliźniaczki Daphne i
Tracy.
- Taki gość nie powinien uczyć w szkole –
oznajmiła starsza Lily.
- Ja bym chciała, żeby ciocia Lily uczyła
Eliksirów – oznajmiły z mocą stali Flora i Hestia, a ta je mocno przytuliła i
pocałowała w czoło, wyrażając cioteczne uczucia, jakie żywiła do bliźniaczek, a
obie westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w Lady Potter jeszcze
bardziej.
- A Obrony to wujek Remus – powiedziała
Ginny, przytulając się do Lunatyka mocno – Prawda wujku?
- No tak – powiedział starszy Remus, całując ją w
czoło, bo uważał ją za swoją bratanicę. Ginny uśmiechnęła się i wtuliła się w
jego ramiona.
- Wujku Remusie, kim dla ciebie jestem?
- Moją bratanicą, bo James jest moim bratem.
- Tak, wujku, jestem twoją bratanicą – powiedziała,
całując go w policzek, a następnie usiadła na kolanach Harry'ego.
Harry wziął figę Malfoy'a, a Ron zabrał się do
naprawiania szkód wyrządzonych korzonkom, których teraz sam musiał użyć. Harry
obrał figę ze skórki tak szybko, jak potrafił i bez słowa rzucił ją Malfoy'owi,
który dusił się ze śmiechu.
- Widzieliście się ostatnio z waszym kumplem
Hagridem? – zapytał cicho Malfoy.
- A co cię obchodzi? – zapytała Fay.
- Nie twój interes – warknął Ron spode łba.
- Obawiam się, że już niedługo przestanie być
nauczycielem – powiedział Malfoy z szyderczym smutkiem – Ojciec bardzo się
zmartwił moim wypadkiem...
- Mów tak dalej, Malfoy, a przydarzy ci się
prawdziwy wypadek – syknął Ron.
- Np. taki – rzekła Astoria i przywaliła mu znowu.
- Dziewucho, przestań go bić! – warknęli dwie
wersje Lucka.
- Nie jesteś moim tatusiem, więc nie będziesz mi
rozkazywać – powiedziała Astoria – Moim tatusiem jest Syriusz Black. Prawda
tatusiu, że jestem twoją córcią? – spytała, patrząc na niego z nadzieją.
- Tak, kochanie – odparli dwie wersje Łapy – a
tak, i również bratanicą Jamesa, bo to mój brat.
- Chodź do wujka Rogacza, As! – wyszczerzyły się
dwie wersje Rogacza, a ta rzuciła mu się na szyję. Pocałowali Astorie w czoło,
wyrażając stryjeczne uczucia, jakie do niej żywili, a Astoria westchnęła i
wtuliła się w ich ramiona.
- A ja jestem twoją ciocią, As –
oznajmiły zielonookie Lady Potter.
- Tak, ciociu Lily – powiedziała Astoria.
- ...i już złożył skargę do rady nadzorczej. I do
Ministerstwa Magii. Jak wiecie, mój ojciec ma duże wpływy. A taka poważna
kontuzja... – westchnął z przesadną afektacją – kto wie, może ręka już nigdy
nie będzie sprawna?
- Jest cała kochanie – oznajmiła słodko przyszła
pani Malfoy, a Pansy była wściekła, tak samo jak Crabbe i Goyle.
- A więc o to ci chodziło – powiedział Harry,
niechcący obcinając głowę martwej dżdżownicy, bo ręce drżały mu z gniewu – Żeby
pozbyć się Hagrida ze szkoły.
- No... – szepnął Malfoy – częściowo tak, Potter.
Ale są i inne dobrodziejstwa tej... kontuzji. Weasley, posiekaj mi dżdżownice.
Kilka kociołków dalej Neville miał poważne
kłopoty. Nigdy nie dawał sobie rady na lekcjach eliksirów; nie znosił tego
przedmiotu, a lęk przed profesorem Snape'em czynił z tych lekcji prawdziwą
katorgę. Wywar, który powinien uzyskać jasną, jadowitozieloną barwę, w jego
kociołku stał się...
- Pomarańczowy, Longbottom – powiedział Snape,
nabierając chochlą nieco płynu i wylewając go z powrotem do kociołka z dużej
wysokości, tak żeby wszyscy zobaczyli – Pomarańczowy. Powiedz mi, chłopcze, czy
przez twój gruby czerep nic nie dociera do mózgu?
Dwie wersje Alicji I strzeliły Snape'a zaklęciami,
że ten pisnął, bo się nie spodziewał takiej reakcji.
- Jak śmiesz obrażać mojego syna, Snape! –
wycedziły wściekłe Lady Longbottom.
Nie słyszałeś, jak mówiłem, i to bardzo wyraźnie,
że trzeba dodać tylko jedną śledzionę szczura? Czy nie powiedziałem, że
wystarczy tylko odrobina soku z pijawek? Co mam zrobić, żebyś zrozumiał, co się
do ciebie mówi, Longbottom?
- A może przestań obrażać mojego tatusia, ty
tłusty idioto! – warknęły wściekłe córki Neville'a.
- Wy małe dziewuchy...! – krzyknął wściekły Snape.
- Od mojej żony to się odwal, bo żona nienawidzi,
gdy ktoś obraża jej tatusia, więc cię ostrzegam. Tylko żebyś później nie płakał
– odezwali się Frank II i Fred II.
Neville zaczerwienił się i cały dygotał. Wyglądał,
jakby miał się za chwilę rozpłakać.
- Panie profesorze – odezwała się Hermiona – może
bym pomogła Neville'owi zrobić to jak należy...
- Granger, czy ja cię prosiłem, żebyś się
popisywała przed wszystkimi? – zapytał chłodno Snape, a Hermiona zarumieniła
się jak Neville – Longbottom, pod koniec lekcji zaaplikujemy kilka kropel tego
eliksiru twojej ropusze i zobaczymy, co się stanie. Może to cię zachęci do
słuchania, co się do ciebie mówi.
- Traktowałeś mnie jak śmiecia – wycedził Neville,
patrząc na Snape'a jadowitym wzrokiem – Tak samo jak moich przyjaciół, a ty
jesteś tłustym idiotą, który gnębi wszystkich, oprócz tych swoich pupili. Idź
do psychiatry, bo nie radzisz sobie sam ze sobą i wyżywasz się na innych, a
Dumbledore też jest idiotą, bo przyjął takiego tłustego imbecyla, jak ty, Snape
– mówił to z takim jadem, że niektórym dreszcze przeszły po plecach. Snape'a
zatkało, że Longbottom odważył się powiedzieć to z takim jadem w głosie. Hanna
wtuliła się w swojego mężczyznę i wyszeptała mu do ucha:
- Kiedy to mówiłeś emitowała od Ciebie taka siła i
męskość, byłeś taki seksy, że już wiem, iż nie jesteś chłopem, tylko mężczyzną,
moim mężczyzną z potężną mocą, a ja jestem na ciebie tak napalona, że chciałam,
żebyś mi pokazał, jak bardzo mnie kochasz i wielbisz – Neville, patrząc na
Hannę z iskierkami miłości, odgarnął jej długie piękne włosy i z szyi i
pocałował ją w piętno naznaczenia, a ona wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia.
- To dopiero początek moja Lady. Czeka cię noc
pełna wrażeń – powiedział to takim głosem, że Hanna jeszcze bardziej się
podnieciła.
- Liczę na to mój Lordzie, że ściągniesz ze mnie
te szmatki i będziesz mnie wielbił.
- Uwielbiam wielbić i całować twoje całe anielskie
ciało – wyszeptał jej do ucha Lord Longbottom tak namiętnie, że Hanna zrobiło
się gorąco.
- Trzymam cię za słowo, lordzie. Kiedy będę cała
golutka i bezbronna to pokażesz mi, jak bardzo mnie kochasz? – spytała
niewinnym głosem Lady Longbottom erotycznym głosem do ucha swojego męża.
- Pokaże Ci i będziesz zadowolona, moja Pani –
rzekł jej do ucha Neville.
- Na to liczę, mój panie – powiedziała Hanna i
zrobiła sobie wiatr dłonią, bo była na maksa podniecona. Kiedy już się uspokoiła
zwróciła się do Snape'a: – Powiesz coś złego na mojego mężczyznę, a poznasz
jaka jestem naprawdę – wycedziła Hanna – Że nie jestem słodką puchońską
blondynką.
- Tylko najseksowniejsza i najpiękniejsza kobieta
w całym świecie! – rozmarzył się Neville.
- To też kochanie, ale moje córki, które kocham
nad życie, nauczyły mnie być niebezpieczną kobietą, która potrafi przywalić.
- Potwierdzamy. To, co Hanna teraz wyprawia z
workiem treningowym przechodzi ludzkie pojęcie – powiedziały jej siostry.
- Tylko spójrzcie na jej ciało i nie chcecie ja
zdenerwować wiedzcie mi – stwierdziła Susan.
- Mogę powiedzieć o tym samym o tobie,
siostrzyczko – oznajmiła Hanna.
- Jesteśmy siostrami! – krzyknęły razem – teraz i
zawsze!
Snape odszedł, pozostawiając Neville'a sparaliżowanego
strachem.
- Pomóż mi! – jęknął do Hermiony.
- Ej, Harry – szepnął Seamus Finnigan, nachylając
się, aby pożyczyć sobie mosiężną wagę Harry'ego – już słyszałeś? W
"Proroku Codziennym" piszą, że ktoś widział Syriusza Blacka.
- Jestem taki sławny! – krzyknął młodszy Łapa.
- Gdzie? – zapytali jednocześnie Harry i Ron.
Malfoy podniósł głowę.
- Niedaleko stąd – odpowiedział Seamus, wyraźnie
podniecony – Jakaś mugolka go zobaczyła. Oczywiście nie połapała się, o co
chodzi. Mugole myślą, że to zwykły kryminalista, no nie? Zadzwoniła pod numer
specjalny. Zanim zjawili się ci z Ministerstwa Magii, Black już prysnął.
Dwie wersje Łapy wystawiło język Knotowi.
- Ej, Knot tylko nie zsikaj się w portki! –
zawołał starszy Łapa.
- Niedaleko stąd... – powtórzył Ron, spoglądając
znacząco na Harry'ego. Rozejrzał się i zobaczył, że Malfoy przysłuchuje się
uważnie – Co, Malfoy? Obedrzeć ci coś jeszcze ze skóry?
- Ciekawe jakby wyglądał bez koszuli? –
zastanawiała się Astoria.
- A co, chcesz zobaczyć Boga? – zapytał Draco
Astorię.
- Chyba gołą fretkę, Malfoy! – zadrwił Ron.
Większość ludzi ryknęło śmiechem. Draco zrobił się czerwony.
Ale Malfoy nie patrzył na niego: oczy płonęły mu
złośliwą satysfakcją, a utkwił je w Harrym. Przechylił się ku niemu ponad stołem.
- Założę się, że myślisz o złapaniu Blacka w
pojedynkę, co, Potter?
- Zgadza się – odpowiedział bez zastanowienia
Harry.
- Ja wtedy nie wiedziałem – mruknął Harry.
- Rozumiem, Rogaś – rzekli obie wersje Łapy.
- Wszyscy będziecie oskarżeni! – warknęła Ropucha.
- Nie pogrążaj się, Dolores – stwierdziła Minne.
- Nie wsadzisz nikogo, Dolores – powiedziała
starsza Amelia Bones – tylko sama tam wylądujesz.
- Ja jestem sekretarzem ministerstwa!
- A ja jestem szefową Departamentu Przestrzegania
Prawa Czarodziejów! – odparowała madame Bones.
- Ciociu, pokaż jej! – krzyknęły przyjaciółki
Susan – I kto tu jest szefem!
- Knot powiedz coś!
- Knot potrafi tylko sikać w portki, Dolores –
powiedział starszy Kingsley.
Wąskie usta Malfoy'a wykrzywił podły uśmiech.
- Gdyby to o mnie chodziło – powiedział cicho –
już dawno bym coś zrobił. Nie siedziałbym w szkole jak grzeczny chłopczyk,
tylko sam bym go szukał.
- Co ty chrzanisz, Malfoy? – zapytał szorstko Ron.
- Nie wiesz, Potter? – szepnął Malfoy, mrużąc
swoje blade oczy.
- Czego nie wiem? – Malfoy parsknął drwiącym
śmiechem.
- Może po prostu nie chcesz nadstawiać karku...
Niech go złapią dementorzy, tak? Bo gdyby to mnie dotyczyło, to chciałbym się
zemścić. Sam bym go wytropił.
- O co ci właściwie chodzi? – zapytał ze złością
Harry.
- Że chce Ci powiedzieć, że bardzo cię kocham,
Potti! – zadrwiła Mariette.
- Czy ty możesz się zamknąć! – warknęły Ginny i
Astoria.
- Nie widzicie tego, że Malfoy kocha się z
Potterze? – drwiła Mariette.
- Wiesz, że jesteś żałosna? – spytała Luna.
- Sama jesteś żałosna Lovegood – odezwała się
Mariette.
- Dla Ciebie to pani Skamander, Egzogenne –
powiedziała Lady Skamander.
- Żałosna to nie jest tu Luna, tylko ty,
Egzogenne! – warknęły siostry Luny – Luna jest moją siostrzyczką we wszystkim,
oprócz więzów krwi i nie pozwolę, żeby taka kretynka jak ty ją obrażała.
- Kocham was moje siostry – powiedziała pani Skamander
wzruszona.
- Jesteś moją siostrzyczką, kochana i nic tego nie
zmieni – rzekła Daphne, przytulając ją do siebie, a poźniej zrobiły to reszta
dziewczyn z Zakonu Sióstr Wojowniczek.
- Jesteś moją siostrzyczką, może nie z więzów
krwi, tylko z magii, a to jest mocniejsze niż głupie więzy krwi – stwierdziła
Ginny – i bardzo cię kocham, Luna – a reszta dziewczyn pokiwała głowami,
zgadzając się z nią.
- Zgadam się z siostrą Ginny, kochana – oznajmiły
siostry wojowniczki.
- Siostry na wieki? – zapytała Luna.
- SIOSTRY NA WIEKI! – ryknęły dziewczyny z Zakonu
Sióstr Wojowniczek.
Ale w tym momencie rozległ się głos profesora
Snape'a:
- Koniec mieszania składników! Eliksir musi się
uwarzyć, zanim będzie gotowy do użytku. Posprzątajcie, zanim zacznie wrzeć, a
potem wypróbujemy wywar Longbottoma... – Crabbe i Goyle wybuchnęli śmiechem,
patrząc na Neville'a, który mieszał gorączkowo w swoim kociołku, cały oblany
potem.
- Ja nie wiem, czy zmienić cię gacka, czy w małpę?
– zastanawiała się Lily II – bo nie pozwolę, żebyś drwił z mojego tatusia!
- Twój tak zwany tatuś nic nie umiał! – warknął
starszy Snape.
- To nie jest tak zwany tatuś, tylko jest moim
tatusiem, od kiedy jego syn zaznaczył mnie jako swoją partnerkę i magicznie się
ze mną ożenił, czyli magicznie zostałam jego żoną – i przejechała ręka po swoim
znaku i westchnęła zadowolonym głosem.
- A ty zrób coś ze swoimi tłustymi włosami i od
mojego syna i wnuczki to się odwal! – warknęli dwie wersje Franka I.
Hermiona udzielała mu rad półgębkiem, żeby Snape
nie zauważył. Harry i Ron pochowali resztę składników i poszli umyć ręce i
chochle w kamiennym zbiorniku w kącie lochu.
Starszy Snape patrzył zimnym wzrokiem na panią
Weasley, która siedziała na kolanach Rona i na oczach wszystkich pocałowała go
w policzek.
- O co mu chodziło? – mruknął Harry do Rona,
podstawiając dłonie pod strumień lodowatej wody tryskającej z ust kamiennego
gargulca – Niby dlaczego miałbym się mścić na Blacku? Przecież nic mi jeszcze
nie zrobił... jak dotąd.
- Znasz go, nawija, żeby cię podpuścić...
Zbliżał się koniec lekcji. Snape podszedł do
Neville'a, który skulił się za swoim kociołkiem.
- Niech wszyscy tu podejdą – polecił Snape, a jego
czarne oczy połyskiwały złowrogo – i zobaczą, co się stanie z ropuchą
Longbottoma. Jeśli sporządził eliksir, jak należy, ropucha zamieni się w
kijankę. Ale jeśli zrobił coś nie tak, w co nie wątpię, najprawdopodobniej
otruje swoją ropuchę.
- Zamorduję cię! – warknęli rodzice Neville'a.
- Mojego Severusa już nie ma! Tu siedzi dla mnie
obcy człowiek! – warknęła starsza Lily do starszego Severusa.
- Ale, Liluś!
- Nie mów do mnie Liluś! – wycedziła pani Potter –
może mój syn nazwał Albusa twoim imieniem, ale mojego przyjaciela Severusa już
w nim nie ma, bo mój przyjaciel Severus nie wyżywałby się na uczniach jak ty.
- Szkoda, że ciocia Lily nie uczyła eliksirów –
mruknął Neville.
- A wujek Remus nie uczy obrony – powiedział Ron –
tylko nasz niezawodny Severus Snape.
- Wujek Remus może udzieli paru lekcji obrony, jak
ładnie go poprosicie, prawda wujku Remusie? – spytał dziecinnym głosem starszy
Rogacz – a wujek Syriusz mógłby mu pomagać.
- Tak! – krzyknęli uczniowie – Prosimy! Prosimy!
- No dobrze – mruknął starszy Remus.
- To jest wbrew zasadom! – warknęła Umbridge.
- Och, zamknij się! – krzyknęły Amelia I – Ja bym
chciała zobaczyć panów Lupina i Blacka w akcji – a później spojrzała na Snape,
który był wściekły – Panie Snape co to za smutna mina?
- A ciocia Lily mogłaby udzielić korepetycje z eliksirów
– stwierdził młodszy Rogacz.
- Kto chce się nauczyć porządnie eliksirów?
- Ja! Ja! – krzyczeli uczniowie. Slughorn patrząc
na to i prychnął.
Gryfoni patrzyli z niepokojem. Ślizgoni byli
wyraźnie podnieceni. Snape chwycił ukochaną ropuchę Neville'a, zaczerpnął z
jego kociołka nieco eliksiru, który teraz miał zieloną barwę, po czym wlał jej
kilka kropel do pyszczka. Zapadła głucha cisza. Słychać było, jak ropucha
głośno przełknęła napój. Po chwili rozległo się ciche pyknięcie i oto na dłoni
Snape'a wiła się maleńka kijanka.
- Brawo, Snape, brawo – powiedziały dwie
wersje Lily. Wstały i zaczęły bić ironiczne brawa i podeszły do stołu nauczycielskiego
z gracją i wdziękiem, gdzie siedział starszy Snape – Widzi pan, panie
dyrektorze nasze porażki to najlepsi nauczyciele. Dopiero kiedy nie potrafimy
wyciągnąć z nich nauki zamykamy się w więzieniu, które sami sobie stworzyliśmy
– powiedziała starsza Lily.
- O czym ona gada? – spytała Parvati
- Mam wrażenie, że jestem karcony – stwierdził z
rozbawieniem Dumbledore.
- A ja mam wrażenie, że zdecydowanie zbyt długo
nikt nie śmiał podważyć twoich decyzji, dyrektorze, a Severus Snape jest tego
najlepszym przykładem – kontynuowały bez bawienia się w dyplomację.
- Jest mistrzem eliksirów najwyższej klasy. Jak
możesz sugerować, że brakuje mu kwalifikacji, żeby uczyć w tej szkole? – spytał
dyrektor, zaskoczony jej stwierdzeniem.
- Zgadzam się, że jego kwalifikacje są
niepodważalne, ale nie posiada on niezbędnego w tej pracy charakteru.
Absolutnie nie posiada umiejętności społecznych i żadnej cierpliwości do
dzieci. Faworyzuje swój własny dom np. takich Crabbe'a, Goyle'a, Malfoy'a,
Parkinson i wielu innych, którzy robią, co chcą na jego lekcjach i upokarzają
moje dzieci oraz dzieci mojego rodzeństwa i nic z tym nie robi, tylko bardziej
upokarza moja córkę Hermionę, która jest bardzo mądra, tak samo jak moich synów
Harry'ego i Rona, mojego siostrzeńca albo bratanka Neville'a, ale to nie
wszystko. Pan profesor Snape czepia się nie tylko tego rocznika, lecz
wszystkich roczników w tym moich córek Luny i Ginny i wystarczy przeanalizować
wyniki SUM-ów i Owutemów jego dawnych uczniów, żeby zobaczyć skalę jego porażki
w tej dziedzinie – pani Potter spokojnie wyliczała jego braki.
- Dobra jest ta nasza mamusia – oznajmiła Ginny,
patrząc na swoją mamę z uśmiechem na twarzy, a dzieci Lady Potter pokiwali
głowami.
- Patrzcie na minę Snape'a! – parsknął śmiechem
Jared, który patrzył na rudą wściekły.
- I do tego lubi upokorzyć każdego ucznia, który
nie tylko z Gryffindoru – wtórowała jej młodsza Lily –Ii co panie profesorze,
fajnie być upokorzonym przed całą szkołą? – I odwróciły się z gracją i
wdziękiem, po czym udały się na swoje miejsce, czyli na kolana swojego męża i
się wtuliły. Gryfoni zaczęli gromko klaskać, tak samo, jak Krukoni i Puchoni i
niektórzy ze Ślizgonów oraz dorośli.
- Byłaś taka seksy, a ja mógłbym patrzyć na ciebie
godzinami, jak ty się poruszasz z takim seksapilem – wyszeptali dwóm wersjom
Lily do ucha, a te patrzyły na swojego rycerza z pożądaniem.
- Wiesz co, mój Lordzie, mam dla ciebie zadanie –
powiedziały im do ucha – chcę, żebyś sprawdził wszystkie zakamarki mojego
gołego ciała. Pytanie brzmi: Czy podejmiesz wyzwanie?
- Podejmę Lady Potter, to jest dla mnie jak
wczesne Boże Narodzenie – rzekły dwie wersje Rogacza, a te pocałowały Lorda
Pottera namiętnie w usta.
Gryfoni zaczęli gromko klaskać. Snape zrobił
kwaśną minę, wyjął z kieszeni mały flakonik, wylał z niego kilka kropel na
kijankę, a ta natychmiast zamieniła się z powrotem w dorosłą ropuchę.
- Gryffindor traci pięć punktów – oznajmił Snape,
a Gryfonom uśmiechy spełzły z twarzy – Panno Granger, mówiłem, żeby mu nie
pomagać. Koniec lekcji. Rozejść się.
Większość patrzyła jadowicie na Snape'a.
Harry, Ron i Hermiona wspinali się po stromych
schodach wiodących do sali wejściowej. Harry wciąż rozmyślał nad słowami
Malfoy'a, a Ron wściekał się na Snape'a.
- Pięć punktów za to, że eliksir był w porządku!
Hermiono, dlaczego nie skłamałaś? Mogłaś powiedzieć, że Neville sam go zrobił!
– Hermiona nie odpowiedziała. Ron rozejrzał się – Gdzie ona się podziała?
Większość patrzyła na Hermionę podejrzliwie, a ta
przytuliła się do męża i westchnęła zadowolonym głosem.
Harry też się odwrócił. Byli już na szczycie
schodów; reszta klasy mijała ich, zmierzając do Wielkiej Sali na drugie
śniadanie – Szła tuż za nami – powiedział Ron, marszcząc czoło. Minął ich
Malfoy, jak zwykle z Crabbe'em i Goyle'em u boku. Na widok Harry'ego
zachichotał drwiąco i poszedł dalej.
- Jest! – zawołał Harry. Hermiona wspinała się po
schodach, dysząc lekko; w jednej ręce trzymała swoją torbę, drugą starała się
coś ukryć pod szatą.
- Co takiego chciała ukryć? – zapytał Denis.
- Dowiecie się pod koniec książki – odpowiedziała
tylko.
- Jak to zrobiłaś? - zapytał Ron.
- Co?
- No, w jednej chwili byłaś tuż za nami, a w
następnej znowu znalazłaś się na samym dole.
- Co? – Hermiona wyglądała na nieco zmieszaną –
Aaa... musiałam po coś wrócić. Och, nie... – Jej torba pękła z głośnym trzaskiem.
Harry nie był tym zaskoczony, bo na podłogę wyleciał co najmniej tuzin wielkich
i ciężkich książek.
- Po co nosisz to wszystko? – zdziwił się Ron.
- Przecież wiesz, ile mam przedmiotów –
odpowiedziała Hermiona – Możesz to potrzymać?
- Ale... – Ron obracał książki, które mu podawała,
i patrzył na okładki – przecież nie masz dzisiaj żadnego z tych przedmiotów. Po
południu jest tylko Obrona Przed Czarną Magią.
- Z wujkiem Remusem! – zawołała Hermiona, a Remus
puścił do niej oczko. Ta nie mogła się powstrzymać i przytuliła się do niego.
Ten uśmiechnął się do niej i pocałował ją w czoło, wyrażając stryjeczne
uczucia, jakie do niej żywił, a Hermiona wtuliła się w niego jeszcze bardziej.
- Lupin powinien być w... – zaczęła słodko
Umbridge.
- Skończ, co chciałaś powiedzieć ty niemyta
ropucho! Jesteś niemytym mieszańcem. Jak na ciebie patrzę, to rzygać mi się
chce, a od mojego wujka to się od pierdol! – warknęła Hermiona.
- Ty mała dziewucho...! – zaczęła wściekła.
- Od mojej bratanicy to się odwal albo nie będę
dla Ciebie taki miłosierny! – wycedził starszy Remus.
- Bratanicy? – spytała Hermiona, patrząc na niego
nadzieją.
- No tak, bo James jest moim bratem, więc ty
jesteś moją bratanicą – na co ta rzuciła mu się na szyję.
- Jestem twoją bratanicą, wujku Remusie i bardzo
wujka kocham – oznajmiła szczęśliwa i zadowolona, przytulając się do niego, a
Remus puścił oczko Neville'owi, który parsknął śmiechem.
- No tak – odpowiedziała wymijająco Hermiona,
pakując książki z powrotem do torby – Mam nadzieję, że będzie coś dobrego do
jedzenia, umieram z głodu – dodała i ruszyła ku Wielkiej Sali.
- Nie masz wrażenia, że Hermiona coś przed nami
ukrywa? – zapytał Harry'ego Ron.
Hermiona wzruszyła niewinnie ramionami, a Harry i
Ron wymienili znaczące spojrzenia z profesor McGonagall.
Kiedy przyszli na zajęcia z Obrony Przed Czarną Magią,
profesora Lupina jeszcze nie było. Usiedli, powyjmowali książki, pióra i
pergaminy, i kiedy w końcu wszedł do klasy, wszyscy zajęci byli rozmową.
Uśmiechnął się i postawił na biurku swój zniszczony neseser. Miał na sobie tę
samą wyświechtaną szatę, ale wyglądał nieco zdrowiej niż w pociągu, jakby zjadł
kilka solidnych posiłków.
'Po pełni'. Pomyśleli państwo Potter i Black.
- Dzień dobry – powiedział – Pochowajcie łaskawie
książki. Dzisiejsza lekcja będzie miała charakter praktyczny. Wystarczą wam
różdżki – Zrobiło się cicho, niektórzy wymieniali zaintrygowane spojrzenia. Do
tej pory, nie licząc pamiętnej lekcji, na którą profesor Lockhart przyniósł
klatkę pełną złośliwych chochlików, Obronę Przed Czarną Magią przerabiali tylko
teoretycznie – Wspaniale – oznajmił profesor Lupin, kiedy wszyscy byli już
gotowi – A teraz proszę za mną.
- Co ty kombinujesz Luniek? – zastanawiał się na
głos młodszy Łapa.
- Zaraz się dowiesz – zaśmiał się starszy Lunatyk,
a potem dodał – To będzie zabawna lekcja – i spojrzał na Neville'a, który lekko
się zarumienił, ale też i uśmiechnął.
Zdziwieni, ale i zaintrygowani, wyszli za nim z
klasy. Poprowadził ich pustym korytarzem. Tuż za rogiem natknęli się na
poltergeista Irytka unoszącego się w powietrzu głową w dół i zapychającego gumą
do żucia najbliższą dziurkę od klucza. Irytek nie zwracał na nich uwagi,
dopiero kiedy Lupin był już bardzo blisko, wierzgnął krzywymi nogami i
zaśpiewał:
- Głupi Lupin, znów się upił! Głupi Lupin, znów
się upił, głupi Lupin... – Irytek znany był z bezczelności i chamstwa, ale
zwykle okazywał pewien szacunek nauczycielom. Wszyscy spojrzeli szybko na
profesora Lupina, ciekawi, jak na to zareaguje. Ku ich zdumieniu nadal się
uśmiechał.
- Medytacja pomaga – stwierdził starszy
Lunatyk, jak gdyby nigdy nic.
- Na twoim miejscu, Irytku, wyjąłbym tę gumę z
dziurki od klucza – powiedział uprzejmym tonem – Pan Filch nie będzie mógł się
dostać do swoich mioteł – Filch, woźny Hogwartu, był wiecznie rozdrażnionym
niedoszłym czarodziejem, który toczył nieustającą wojnę z uczniami i z samym
Irytkiem. Ten nie przejął się jednak słowami profesora Lupina, tylko wydął z
ust wielki balon z truskawkowej gumy i strzelił nim obraźliwie.
- Nie przejął się twoimi słowami tato – powiedział
Teddy.
Profesor Lupin westchnął i wyjął różdżkę – To
takie pożyteczne małe zaklęcie – powiedział, zwracając się przez ramię do klasy
– Patrzcie uważnie.
Uniósł różdżkę na wysokość ramienia i wycelował
nią w Irytka, po czym zawołał: – Waddiwasi! – Z dziurki od klucza
wystrzeliła jak pocisk grudka gumy do żucia i trafiła prosto w lewą dziurkę
nosa Irytka, który przekręcił się głową do góry i odleciał, głośno
przeklinając.
- Super! – powiedział zachwycony Colin I.
- Super! – powiedział zachwycony Dean Thomas.
- Dziękuję ci, Dean – rzekł profesor Lupin,
chowając różdżkę – Możemy iść dalej? – Ruszyli więc, a cała klasa spoglądała na
niepozornego profesora z rosnącym szacunkiem.
- Bo wujek Remus ma szacunek w przeciwieństwie do
profesora Snape'a – mruknęła Astoria.
Poprowadził ich drugim korytarzem i zatrzymał się
przed drzwiami pokoju nauczycielskiego – Proszę do środka – powiedział,
otwierając drzwi i cofając się, aby ich przepuścić. W długim, wyłożonym boazerią
pokoju, pełnym najrozmaitszych starych siedzisk, był tylko jeden nauczyciel,
profesor Snape, który siedział w niskim fotelu. Na widok wsypujących się do
środka uczniów oczy mu rozbłysły, a na ustach pojawił się drwiący uśmiech.
- Nawet się nie odzywaj! – warknęła młodsza
Marlene, kierując te słowa do Snape'ów.
Kiedy na końcu wszedł profesor Lupin i chwycił za
klamkę, aby zamknąć za sobą drzwi, Snape powiedział:
- Proszę nie zamykać, Lupin. Nie mam ochoty tego
oglądać.
- Nawzajem! – krzyknęli Huncwoci.
Powstał i szybkim krokiem opuścił pokój, a jego
szata powiewała za nim jak skrzydła czarnego żuka. W drzwiach odwrócił się na
pięcie i dodał: – Obawiam się, że nikt pana nie ostrzegł, Lupin, ale w tej
klasie jest niejaki Neville Longbottom. Radziłbym nie powierzać mu żadnego
trudniejszego zadania. Chyba że panna Granger będzie na tyle blisko, żeby
szeptać mu do ucha instrukcje.
- Zamorduję cię! – krzyknęli synowie i dwie wersje
ojca Neville'a.
Neville oblał się szkarłatnym rumieńcem. Harry
obrzucił Snape'a oburzonym spojrzeniem: nie dość, że wciąż poniżał Neville'a
przed całą klasą, to teraz zrobił to samo przed innym nauczycielem. Profesor
Lupin uniósł brwi.
- Miałem nadzieję, że Neville będzie mi pomagał w
pierwszej fazie ćwiczenia – powiedział – i jestem nadal pewny, że wywiąże się z
tego znakomicie.
- Co ty kombinujesz, Luniek? – spytali podnieceni
Łapa, Rogacz i Frank.
- Zobaczycie – powtórzył starszy Remus i puścił
oczko Neville'owi, który uśmiechnął się z drwiną do starszego Snape'a.
Choć trudno było w to uwierzyć, Neville jeszcze
bardziej poczerwieniał. Snape wykrzywił wargi i wyszedł, trzaskając drzwiami.
- Proszę tutaj – rzekł profesor Lupin, gestem
wzywając wszystkich w kąt pokoju, gdzie była tylko stara szafa, w której
nauczyciele przechowywali zapasowe szaty. Kiedy Lupin stanął tuż obok niej,
szafa zakołysała się gwałtownie, a wewnątrz rozległo się łomotanie – Nie ma się
czym niepokoić – powiedział profesor Lupin spokojnie, widząc, że kilka osób
odskoczyło do tyłu – W środku jest upiór.
- Ja bym tam zamknął Gacka – stwierdzili Fred i
George, mając na myśli Severusów.
Tymczasem prawie wszyscy poczuli, że właśnie to
jest powodem do niepokoju. Neville spojrzał na profesora z przerażeniem, a
Seamus Finnigan utkwił wzrok w klamce szafy, która zaczęła lekko klekotać – To
upiór zwany boginem, który lubi ciemne, zamknięte przestrzenie – rzekł profesor
Lupin – Szafy, miejsca pod łóżkami, szafki pod zlewami... Raz spotkałem
jednego, który zadomowił się w starym zegarze ściennym. Ten wprowadził się tu
wczoraj, a ja poprosiłem dyrektora, żeby go zostawiono w spokoju, bo chcę
wykorzystać jego obecność w trakcie praktycznych zajęć z trzecią klasą.
Postawmy więc sobie pierwsze, podstawowe pytanie: czym jest bogin?
- Bogin to widmo, które potrafi przybierać każdą
postać, jaką w danym momencie uważa za najbardziej przerażającą dla otoczenia –
powiedziały Rose i Emilly.
- Jaka matka takie córki – odezwał się Scorpius.
Hermiona natychmiast podniosła rękę.
- Bogin to widmo, które potrafi przybierać każdą
postać, jaką w danym momencie uważa za najbardziej przerażającą dla otoczenia.
- Sam nie mógłbym tego lepiej zdefiniować –
pochwalił ją profesor Lupin, a Hermiona pokraśniała z zadowolenia.
- Panna wiem to wszystko! – prychnął Blaise.
- PANI wiem to wszystko – poprawiła go Hermiona –
Podoba Ci się moja obrączka ślubna i pierścień kobiecy rodu Weasley'ów?
- Tak więc bogin siedzący sobie gdzieś w ciemności
nie ma żadnej widzialnej postaci. Jeszcze nie wie, co najbardziej przestraszy
osobę znajdującą się na zewnątrz. Nikt nie wie, jak bogin wygląda, kiedy jest
sam, ale kiedy wychodzi, natychmiast staje się czymś, czego najbardziej się
boimy. A to oznacza – dodał, nie zwracając uwagi na to, że Neville coś
wybełkotał z przerażeniem – że w tej chwili mamy dużą nad nim przewagę.
Domyślasz się dlaczego, Harry?
- Ponieważ wujku Remusie jest tyle osób, więc
bogin nie wie, w jakiej postaci ma się pokazać – powiedział Harry.
Trudno było odpowiedzieć na pytanie, mając obok
siebie Hermionę, która podskakiwała jak opętana, z wysoko uniesioną ręką, ale
Harry'emu jakoś to się udało.
- Opętana, jak Rose i babcie – mruknął Hugo.
- Co tam mówisz? – spytała Hermiona podejrzliwie.
- Że mamusia dzisiaj tak pięknie wygląda – rzekł
Lord Weasley do matki i uśmiechnął się niewinnie, a Scorpius parsknął śmiechem.
- To znaczy – powiedział, kiedy zobaczył ostry
wzrok swojej drugiej mamy – Hugo ma rację. Mamusia dzisiaj tak pięknie wygląda
– stwierdził Scorpius – zrobiła coś mamusia z włosami?
- Ee... ponieważ tu jest tyle osób, więc bogin nie
wie, w jakiej postaci ma się pokazać?
- Tak jest – powiedział profesor Lupin, a Hermiona
opuściła rękę z wyrazem bolesnego zawodu na twarzy – Kiedy ma się do czynienia
z boginem, zawsze dobrze jest mieć towarzystwo. To go wyprowadza z równowagi.
Czym ma być, bezgłowym trupem czy pożerającym ludzkie ciało ślimakiem? Kiedyś
widziałem, jak bogin popełnił taki właśnie błąd: próbował przestraszyć dwie
osoby jednocześnie i stał się na pół ślimakiem. Nie było to zbyt
przerażające... Zaklęcie, którym obezwładniamy bogina, jest bardzo proste, ale
wymaga pewnej siły wyobraźni. Bo tym, co go naprawdę wykańcza, jest śmiech.
Wystarczy tylko wyobrazić sobie jakiś kształt, który uważacie za zabawny.
- Coraz bardziej mi się to podoba! – krzyknęli
przyjaciele Remusa.
- Potem będzie lepsze – zakomunikował starszy
Remus.
A teraz przećwiczymy zaklęcie bez różdżek. Proszę
powtórzyć za mną... Riddikulus!
- Riddikulus! – ryknęła klasa.
- Dobrze – powiedział profesor Lupin – Bardzo
dobrze. Niestety, to jest ta łatwa część ćwiczenia. Przejdziemy do
trudniejszej. Samo słowo nie wystarczy. I tu właśnie będzie mi potrzebny
Neville.
Babcia Augusta popatrzyła na Remusa trochę
zaniepokojona.
- Zaraz zobaczysz – uśmiechnął się do niej.
Szafa ponownie zadygotała, choć nie tak mocno jak
Neville, który wystąpiwszy naprzód, sprawiał wrażenie, jakby szedł na
szubienicę.
- A teraz posłuchaj, Neville – rzekł profesor
Lupin – Zastanów się, co ciebie najbardziej przeraża? – Neville poruszył
ustami, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk – Przepraszam, Neville, nie
dosłyszałem – powiedział profesor Lupin zachęcającym tonem. Neville rozejrzał
się rozpaczliwie po wszystkich, jakby błagał o pomoc, a potem wyszeptał:
- Profesor Snape.
Huncwoci, Frank i Regulus ryknęli śmiechem, tak
samo jak większość ludzi na sali, a Snape'owie zrobili się czerwoni i mordowali
go wzrokiem.
Prawie wszyscy ryknęli śmiechem. Nawet sam Neville
wyszczerzył zęby w przepraszającym uśmiechu. Profesor Lupin wyglądał jednak,
jakby się nad czymś zastanawiał.
- Profesor Snape... hm... Powiedz mi, Neville,
mieszkasz z babcią, tak?
- A co Augusta ma z tym wspólnego? – spytał
starszy Ted ze śmiechu.
- Eee...no tak – odpowiedział nerwowo Neville –
ale nie chciałbym też, żeby bogin w nią się zamienił.
- Nie, nie, źle mnie zrozumiałeś – powiedział
profesor Lupin i dopiero teraz się uśmiechnął – Chodzi mi o coś innego.
- To o co! – krzyknęli młodsza wersja Huncwotów,
Frank i Regulus z podniecenia.
Czy możesz nam powiedzieć, w co zwykle ubiera się
twoja babcia? – To pytanie najwyraźniej zaskoczyło Neville'a, ale odpowiedział:
- No... ma zawsze ten sam kapelusz. Taki wysoki, z
wypchanym sępem na czubku. I długą suknię... zwykle zieloną... i czasami szal z
lisa.
- A nosi torebkę? – zapytał profesor Lupin.
- Tak, taką dużą, czerwoną.
Kobiety zaczęły się głośno śmiać, bo już
wiedziały, co Remus chce zrobić.
- Świetnie. A potrafisz sobie wyobrazić ten strój?
Potrafisz to wszystko zobaczyć oczami wyobraźni?
- Tak – odrzekł niepewnie Neville, najwyraźniej
zastanawiając się, do czego to prowadzi.
- A więc, kiedy bogin wyskoczy z szafy i zobaczy
ciebie, Neville, przybierze postać profesora Snape'a. A ty podniesiesz
różdżkę... o, tak... i zawołasz: Riddikulus... i skupisz się mocno
na stroju babci. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, profesor bogin-Snape będzie
zmuszony ukazać się w tym kapeluszu z sępem, w zielonej sukni, z wielką
czerwoną torebką.
Gdy to usłyszeli dwie wersje Franka spadli ze
śmiechu na podłogę tak samo, jak Łapa, Rogacz, Regulus i Fleomont oraz większość
uczniów i dorosłych śmiali się wniebogłosy, nie mogąc przestać, a Remus uśmiechał
się słodko do Snape'a, który był, delikatnie mówiąc wkurwiony.
- Chcę to zobaczyć! – krzyknęła ze śmiechu po
chwili Augusta i odchrząknęła – to znaczy, bo chce się upewnić, czy wszystko
było prawidłowo zrobione przez mojego wnuka – ale nie mogła długo wytrzymać
powagi i zaczęła się głośno śmiać razem z innymi.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Szafa zatrzęsła się
jeszcze gwałtowniej – Jeśli Neville'owi się uda, upiór zajmie się po kolei
innymi osobami – rzekł profesor Lupin – Chciałbym, żeby teraz każde z was
pomyślało o czymś najbardziej przerażającym, a później wyobraziło sobie, jak to
zmienić w coś naprawdę śmiesznego... – Zaległa cisza. Harry zmarszczył czoło...
Co go najbardziej przeraża? Najpierw pomyślał o Voldemorcie – Voldemorcie,
który odzyskał pełnię mocy. Zanim jednak zaczął planować przeciw natarcie na
bogina–Voldemorta, coś strasznego pojawiło się w jego wyobraźni... Gnijąca,
połyskująca ręka, cofająca się szybko pod czarną pelerynę... długi, świszczący
oddech z niewidocznych ust... a potem chłód tak przenikliwy, jakby się tonęło w
lodowatej wodzie...
- Dementor! – pisnęła Olivia.
Harry wzdrygnął się i rozejrzał szybko, mając
nadzieję, że nikt tego nie zauważył. Wiele osób miało mocno zaciśnięte powieki.
Ron mruczał do siebie: "Pozbawić go tych długich nóg". Harry dobrze
wiedział, o czym Ron myśli. Najbardziej bał się pająków.
Scorpius też miał nietęgą minę.
- Wszyscy gotowi? – zapytał profesor Lupin. Harry
poczuł dreszcz strachu. Wcale nie był gotowy. Co zrobić, żeby dementor nie
wyglądał tak przerażająco? Nie chciał jednak prosić o zwłokę; wszyscy inni
kiwali głowami i podwijali rękawy – Neville, my wszyscy trochę się cofniemy –
powiedział profesor Lupin – Żebyś miał wolne pole, rozumiesz? Sam wywołam
następną osobę... A teraz proszę się cofnąć, tak... Niech nic mu nie
przeszkadza... – Wszyscy cofnęli się, przywierając do ścian. Neville był blady
i wyraźnie przerażony, ale podwinął rękawy szaty i trzymał różdżkę w pogotowiu.
- Dasz radę, tatusiu! – zawołały córki
Neville'a, a Neville puścił do nich oczko, a Hanna się do niego wtuliła.
- Dasz radę, mój Lordzie Longbottom – mruknęła
Hanna i pogłaskała go po policzku – Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo cię
kocham.
- Ty zmieniłaś moje życie, Hanno – powiedział
Neville – Lady Longbottom – pocałował jej dłoń. Dwie wersje Alicji uśmiechały
się szeroko na widok szczęśliwej twarzy jej syna.
- Frank popatrz tylko na nich! Kochają się w... –
powiedziała Alicja do męża.
- Neville kocha Hannę tak samo jak ja kocham
ciebie, Alicjo – stwierdził a ta pocałowała go namiętnie w usta.
- Neville, teraz policzę do trzech – powiedział
profesor Lupin, celując swoją różdżką w klamkę szafy – Raz... dwa... trzy...
teraz! – Z końca różdżki wytrysnął snop iskier, który ugodził w klamkę. Szafa
otworzyła się gwałtownie i wyszedł z niej profesor Snape z oczami groźnie
utkwionymi w Neville'u. Neville cofnął się o krok, podniósł różdżkę i poruszył
bezgłośnie ustami. Snape zbliżał się już do niego, sięgając za pazuchę szaty.
- R-r-ridikulus! – zapiszczał Neville.
Rozległ się suchy dźwięk przypominający trzask z bicza. Snape zachwiał się i
oto miał już na sobie długą, ozdobioną koronkami suknię i wysoki kapelusz z
wypchanym, zjedzonym przez mole sępem na czubku, a na ręce dyndała mu olbrzymia
szkarłatna torebka.
Sala ryknęła śmiechem. Większość z nich leżała na
ziemi śmiejąc się wniebogłosy, a Snape'owie byli jeszcze bardziej wkurwieni.
- Co za połączenie! – śmiała się Augusta.
- Ikona mody! – zawołała Victoire ze śmiechu.
- Co za gust – rzekła Domique.
- Severusie powinieneś być modelem – odezwała się
Hope.
- Severus Snape mówi hejo! – zawołał James.
- Nazywam się Severus Snape, uwielbiam przebierać
się w kobiece ciuszki! Teraz mam na sobie długą, ozdobioną koronkami suknię i
wysoki kapelusz z wypchanym, zjedzonym przez mole sępem na czubku, a na ręce
dynda mi olbrzymia szkarłatna torebka – drwił z Snape'a Fineas. Chodził po sali
jak modelka na wybiegu, odwrócił się z gracją i wdziękiem – powiedzcie mi czy
nie wyglądam seksy? – Cała sala ponownie ryknęła śmiechem.
- Moja krew! – krzyknęli dwie wersje Łapy i Jared
ze śmiechu.
- Black ja cię zajeb…! – zaczęli megawkurwieni
Snape'owie.
- Severus słownictwo! – skarciła jego zachowanie Minne.
- Wiecie, jak wyglądają żale za grzechy kobiety? –
spytał się Fred II.
- Jak? – spytali podnieceni męska część sali.
- Kupiłam niebieską bluzeczkę, ale żałuję
okropnie, że jeszcze czerwonej nie kupiłam. O Merlinie, na następnych zakupach
obiecuje poprawę – Mężczyźni i chłopacy ryknęli śmiechem, a kobiety i
dziewczyny prychnęły.
- Ja mam takie wrażenie, że dla was przymierzyć i
nie kupić to u nas polać i nie wypić – powiedział George II.
- Nasze kobiety w galerii mają rls zespół
niespokojnych nóg – stwierdził James II Męska część parsknęła głośnym śmiechem
a te prychnęły.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem; bogin zatrzymał się,
zmieszany, a profesor Lupin zawołał:
- Parvati! Naprzód! – Teraz wystąpiła Parvati, a
minę miała bardzo zdecydowaną. Snape ruszył ku niej, znowu rozległ się donośny
trzask i tam, gdzie stal, pojawiła się pokrwawiona mumia.
Parvati zbladła.
Obandażowana twarz zwróciła się w stronę Parvati i
mumia zaczęła ku niej iść, bardzo powoli, powłócząc dziwnie nogami i podnosząc
sztywne ręce...
- Riddikulus! - krzyknęła Parvati.
Bandaże na nogach mumii rozwinęły się i opadły do jej stóp, a ona zaplątała się
w nie i przewróciła na twarz, co sprawiło, że głowa jej odpadła i potoczyła się
w bok.
- Seamus! – ryknął profesor Lupin.
- Dajesz, tatusiu – powiedziały córki
Seamusa, a Seamus je przytulił. Pocałował czoło Lucy, a ta uśmiechnęła się
szeroko do niego. Percy patrzył, jak jego córka wtula się w Seamusa, a ten
jakby ją chronił przed złem. Był smutny, a później zobaczył, jak Lucy siada na
kolanach Patricka i się do swojego męża wtula, a on objął ją.
Seamus wybiegł na środek, mijając Parvati. Trzask!
Na miejscu mumii pojawiła się postać kobiety z włosami sięgającymi podłogi i
zielonkawą twarzą trupa – szyszymora. Otworzyła szeroko usta i wydała z siebie
straszny jęk, który sprawił, że Harry'emu włosy stanęły dęba...
- Wyobraziłem sobie, jak Percy... – zaczął Ron.
- Nie chce wiedzieć!! – zawołali większość ludzi
na sali.
- Riddikulus! – wrzasnął Seamusa.
Szyszymora zaskrzeczała ochryple i złapała się za gardło; głos jej zamarł.
Trzask! Szyszymora zamieniła się w szczura, który uganiał się w kółko za swoim
ogonem, a potem... trzask!... zamienił się w grzechotnika, wijącego się
ohydnie, zanim... trzask!... zniknął, a na podłodze pojawiła się jedna krwawa
gałka oczna.
- Mamy go! – zawołał profesor Lupin – Nie wie, co
robić! Dean! – Wystąpił Dean. Trzask! Gałka oczna zamieniła się w odrąbaną
rękę, która zadygotała i zaczęła pełznąć po podłodze jak krab.
- Riddikulus! – ryknął Dean. Trzasnęło
i ręka uwięzła w pułapce na myszy.
- Wspaniale!
Dean wypiął dumnie pierś.
Ron, teraz ty! – Ron wyskoczył spod ściany.
Trzask! Kilka osób wrzasnęło ze strachu. Olbrzymi, włochaty pająk – sześć stóp
wysokości – ruszył na Rona, klekocząc złowieszczo szczypcami.
- Tatuś! Tatuś! – skandowały Rose i Emilly.
Przez chwilę Harry'emu wydawało się, że Ron zamarł
ze strachu, a potem...
- Riddikulus! – zawył Ron. Znikły nogi
pająka, a ohydny tułów potoczył się jak kłębek wełny.
- Tak! – zawołał Scorpius.
Lavender Brown zapiszczała i uskoczyła mu z drogi;
zatrzymał się dopiero u stóp Harry'ego. Ten uniósł różdżkę, gotów do akcji,
gdy...
- Jestem! – krzyknął nagle profesor Lupin,
wybiegając na środek. Trzask! Beznogi pająk zniknął. Przez chwilę wszyscy rozglądali
się, oszołomieni, a potem zobaczyli srebrnobiałą kulę unoszącą się w powietrzu
przed Lupinem – Riddikulus! – powiedział Lupin, prawie od niechcenia.
Trzask! – Do dzieła, Neville, wykończ go! – zawołał Lupin, kiedy kula
wylądowała na podłodze, zamieniając się w karalucha.
- Dracuś, to naprawdę ty! – zapiszczał z
niedowierzaniem James II głosem Pansy – dlaczego jesteś karaluchem Dracuś!?
- Karaluchem jestem, bo nie jestem godny Astorii –
oznajmił Sebastian głosem mistrza Yody. Większość ludzi parsknęła śmiechem, a Draco
i Pansy zrobili się czerwoni.
Trzask! Wrócił Snape. Tym razem Neville dzielnie
ruszył do ataku.
- Riddikulus! – krzyknął. Przez ułamek
sekundy ponownie ujrzeli Snape'a w koronkowej sukni, a potem Neville wybuchnął
głośnym śmiechem. Bogin eksplodował z hukiem, zamieniając się na tysiąc
maleńkich strzępów dymu i zniknął.
- Świetnie! – zawołał profesor Lupin, a cała klasa
zaczęła klaskać i wiwatować – Wspaniale, Neville. Wszyscy spisaliście się
znakomicie.
- Panie Lupin bardzo ciekawa lekcja – oznajmiła
starsza Amelia – Młodzi czarodzieje potrzebują takich nauczycieli, jak ty
Remusie. Czy pan dyrektor zgadza się ze mną?
- Tak madame Bones – powiedział dyrektor.
- To jest potwór! – warknęła Umbridge i nim się
zorientowała dostała z liścia od Victoire. Jęknęła z bólu, trzymając się za
bolący policzek.
- Idealnie plasnęło – powiedział Teddy.
- Mój tatuś nie jest potworem, ty ropucho
śmierdząca! – wycedziła blond włosa Lady Lupin.
- I jeszcze raz obrazisz mojego tatusia, to cię pomalutku
będę mordowała – dodała Hope.
- To jest napaść na urzędnika...!
- Ja nic nie widziałam – stwierdziła starsza
Amelia I, nie patrząc na nie – Patrzyłam na takiego przystojniaka – A ty
Kingsley?
- Ja tam podziwiałem jedną taką piękną kobietę, a
przed chwilą ogłuchłem, a teraz wszystko wróciło do normy. Mówię ci, Dolores
prawdziwy cud!
- Ja sobie nuciłem Michaela Jacksona "Billie
Jean" – stwierdził Dumbledore – Jak chcesz mogę zaśpiewać i zatańczyć?
- Ja sobie robiłam pedicure – odezwały się profesorki
i Poppy. Umbridge robiła się wściekła.
Zaraz, niech pomyślę... tak... Gryffindor
otrzymuje po pięć punktów za każdą osobę, która poskromiła bogina... dziesięć
za Neville'a, bo zrobił to dwukrotnie... i po pięć za Hermionę i Harry'ego.
- Luniek byłeś genialny! – krzyknęli Łapa i
Rogacz.
- Tak, Remusie, byłeś świetny – zgodzili się z
Łapą i Rogaczem przyjaciółki oraz Regulus i Frank.
- Ale przecież ja niczego nie zrobiłem –
powiedział Harry.
- Ty i Hermiona odpowiedzieliście poprawnie na
moje pytania na początku lekcji. Dziękuję wszystkim, to była naprawdę znakomita
lekcja. W domu przeczytajcie sobie rozdział o boginach i napiszcie
streszczenie... na poniedziałek. To by było na tyle.
- Kochanie byłeś świetny! Tak bardzo cię kocham –
mruknęła Nimfadora i się wtuliła w niego.
- Ja też cię kocham, pani Lupin – odezwał się
starszy Remus.
Klasa opuszczała pokój nauczycielski w gwarze
ożywionych rozmów. Harry nie czuł się jednak najlepiej. Profesor Lupin z
rozmysłem powstrzymał go od zmierzenia się z upiorem. Dlaczego? Czy dlatego, że
był świadkiem, jak Harry zasłabł w pociągu i bał się o niego? Może myślał, że
znowu zasłabnie? Inni sprawiali wrażenie, jakby nie zwrócili na to uwagi.
- Nic się nie przejmuj – rzekł Lord Lupin.
- Widzieliście, jak załatwiłem tę szyszymorę? -
puszył się Seamus.
- A ta ręka! – powiedział Dean, wymachując własną.
- I Snape w tym kapeluszu!
- I moja mumia!
- Bardzo jestem ciekawa, dlaczego profesor Lupin
boi się kryształowych kul – powiedziała z namysłem Lavender.
- Bo było na praktykach u Sybilli z wewnętrznego
oka i zobaczył w tych kulach, że będzie łysieć – powiedział Teddy. Wszyscy
popatrzyli na niego dziwnie.
- E, co? – spytała młodsza Dorcas.
- Nie przejmuj się nim, ciociu, nie wyspał się w
nocy i gada głupoty – oznajmiła Victoire
- Ciekawe, dlaczego! – zadrwił Louis.
- To była najlepsza lekcja Obrony Przed Czarną
Magią, jaką dotąd mieliśmy, prawda? – stwierdził podekscytowany Ron, kiedy szli
do klasy, żeby zabrać swoje torby.
- Ten Lupin wygląda na bardzo dobrego nauczyciela
– zauważyła Hermiona.
- Ten nauczyciel jest teraz moi wujkiem/tatusiem –
powiedziały młodsze siostry wojowniczki.
- Tak – oznajmił tylko dwie wersje Remusa.
- Żałuję tylko, że nie udało mi się zmierzyć z tym
upiorem...
- Ciekawe, w co by się zamienił, widząc ciebie –
zadrwił Ron, chichocząc – W pracę domową, za którą dostałaś dziewięć punktów na
dziesięć możliwych, co?
- Praca domowa poczeka, panie Weasley –
wyszeptała Hermiona do ucha Rona erotycznym głosem – ale napalona żona już nie
– Ron przełknął ślinę.
- Koniec rozdziału – powiedziała Hope.
- Ja i Kingsley – powiedziały Amelia I – musimy
już iść do mamy, ważne sprawy do omówienia, prawda Aurorze Kingsley.
- Oj, tak – powiedział szybko Kingsley.
- Chcę kuzynkę! – wypaliła Susan.
- Co proszę? – spytały jej ciotka w dwóch wersjach
w szoku.
- Ciociu, ciociu przecież wiemy, że sypiacie ze
sobą i nie wciskaj mi kitu, że tego nie robicie.
- No, tak widać, że aż razi – dodała Hanna.
- Poza tym widać, że promieniujesz szczęściem, a
Kingsley szczerzy się do siebie głupkowato – stwierdziła Ginny.
- Macie moje błogosławieństwo – oznajmiła Susan i
przytuliła ciotkę i czarnoskórego wysokiego czarodzieja – a jeśli chodzi o
ciebie Kingsley, jeśli ją skrzywdzisz nogi z dupy Ci powyrywam.
- Susan słownictwo! – skarciła dwie wersje ciotki
Susan, a później uśmiechnęły się do siostrzenicy.
- No dalej pocałujcie się wreszcie! Widzę, że
chcecie!
- Gorzko! Gorzko! – Dwie wersje Kingsley'a
przyciągnęli dwie wersje Amelii Bones i swoją Amelie namiętne pocałowali. Obie
westchnęły zadowolonym głosem i oddawały pocałunek z taką samą mocą. Większość
ludzi klaskała i gwizdała. Kiedy przestali się całować obie wersje miało
iskierki w oczach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz