poniedziałek, 2 grudnia 2024

Rozdział 14 Czara

- Szalonooki może przeczytasz? – spytał Teddy.

- Dobra – mruknął Alastor

Rozdział 14

Zaklęcia niewybaczalne

Dziewczyny i kobiety westchnęły

W ciągu następnych dwóch dni nie wydarzyło się nic szczególnego, jeśli nie liczyć tego, że na eliksirach Neville rozpuścił swój szósty kociołek. Profesor Snape sprawiał wrażenie, jakby podczas wakacji zaliczył kolejny poziom mściwości; dał Neville'owi szlaban, każąc mu wypatroszyć beczułkę rogatych ropuch.

- Mam niezły kawał – oznajmił James II

- Dawaj!

- Wściekły Snape wbiega do sali, gdzie uczą się Harry Potter, Neville Longbottom, Seamus Finnigan, Ron Weasley Dean Thomas i Jared Black, ten ostatni krzyczy – James II świetnie naśladował głos Snape - "Wszyscy nienormalni mają wstać!" i nikt nie wstaje i wreszcie po jakimś czasie tata, wujkowie, Seamus, Dean, Neville, Ron i Jared się podnoszą, a Snape mówi tak – i znowu naśladował głos Snape – "Potter, Black, Weasley, Longbottom, Finnigan i Thomas, dlaczego uważacie się za nienormalnych ?" A ci odpowiadają niewinnym głosem: "Wcale nie uważam siebie za nienormalnego, panie profesorze, ale głupio mi było, że pan profesor tak sam stoi – Sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się wniebogłosy. Snape patrzył na nich morderczym wzrokiem. Huncwoci krzyczeli, jak i ich przyjaciele oraz sami Harry, Jared, Neville, Dean, Seamus i Ron.

- Genialne!

- Zajebiste!

- Cudowne! – Państwo Diggory zachowali kamienną twarz, co bardzo niepokoiło Alicję II.

Po wykonaniu tego karnego zadania Neville wrócił w stanie załamania nerwowego.

- Chyba wiesz, dlaczego Snape jest w tak parszywym nastroju, co? – zapytał Ron Harry'ego, obserwując, jak Hermiona uczy Neville'a zaklęcia czyszczącego, żeby sobie usunął żabie flaki spod paznokci.

- Jesteś wspaniała przyjaciółka, kochanie – mruknęły Alicja Hermionę, przytulając ją do siebie.

- Jasne – odrzekł Harry – Moody. Wszyscy wiedzieli, że Snape od dawna marzy o nauczaniu Obrony Przed Czarną Magią, a teraz nie udało mu się zdobyć tego stanowiska po raz czwarty z rzędu.

- Coś ci nie pykło! – zadrwili Łapa i Rogacz.

Snape nie znosił wszystkich poprzednich nauczycieli tego przedmiotu i nie wahał się tego okazywać, ale jakoś nie kwapił się z okazywaniem otwartej wrogości wobec Szalonookiego Moody'ego. Za każdym razem, kiedy Harry widział ich razem – podczas posiłków albo mijających się na korytarzu – miał nieodparte wrażenie, że Snape unika oka Moody'ego, i to zarówno tego magicznego, jak i normalnego.

- Alastorze widocznie nie jesteś w jego typie – rzekł Teddy – Przykro mi.

- Nie jestem gejem! – warknęli Severusy i Alastor.

- Sądzę, że Snape trochę się go boi – powiedział Harry – Wyobraź sobie... jakby tak Moody zamienił Snape'a w rogatą ropuchę – rzekł Ron, a jego oczy zamgliły się marzycielsko – i miotał nią po lochach...

- Ron ropuchę to już mamy! – parsknął śmiechem Harry – i siedzi tam – wskazał na Umbridge.

Czwartoklasiści z Gryffindoru tak bardzo byli ciekawi pierwszej lekcji z Moodym, że w czwartek po drugim śniadaniu zjawili się pod jego klasą i ustawili się w kolejce, jeszcze zanim zabrzmiał dzwonek. Brakowało tylko Hermiony, która pojawiła się tuż przed lekcją.

- Byłam w...

- Bibliotece, tak wiemy – odparł Hugo.

- ... bibliotece – dokończył za nią Harry – Wchodź, szybko, bo pozajmują wszystkie dobre miejsca – Zdążyli usiąść w trzech ławkach naprzeciw biurka nauczyciela, wyjęli swoje egzemplarze podręcznika "Ciemne moce – poradnik samoobrony" i czekali w niezwykłej ciszy.

- Mam złe przeczucia – stwierdziły dwie wersje Pani Black.

Wkrótce usłyszeli charakterystyczny stukot na korytarzu i Moody wszedł do klasy, a wyglądał tak dziwacznie i przerażająco jak zawsze. Spod rąbka szaty wystawała mu drewniana, zakończona szponami noga.

- Możecie odłożyć książki – zagrzmiał, podchodząc do swojego biurka i siadając – Nie będą nam potrzebne.

Szósty rocznik wymienił spojrzenia między sobą.

Pochowali podręczniki do toreb. Ron aż dygotał z podniecenia. Moody wyjął dziennik, strząsnął grzywę szarych włosów z pokiereszowanej twarzy i przystąpił do wyczytywania nazwisk. Jego normalne oko śledziło listę, a magiczne biegało po klasie, zatrzymując się na wyczytanym uczniu lub uczennicy. 

- Wspaniale – oznajmił, kiedy ostatnia osoba potwierdziła swą obecność – Dostałem list od profesora Lupina, opisujący waszą klasę.

- Wujek Remus był najlepszym nauczycielem – oznajmiła Daphne

- Wujek Remus?

- Trzeba jej to wytłumaczyć, chyba jest to za głupia, żeby to zrozumieć – oznajmiła Tracy – Mogę ja?

- Scena jest twoja córeczko – rzekła Dorcas.

- Dziękuję mamusiu, więc babcie Euphemia i Caroline i dziadziowie Fleomont i Claus są rodzicami cioteczek Lily, Marlene i Nimfadory i mojej mamusi Dorcas oraz wujków Jamesa, Syriusza, Remusa i mojego tatusia Regulusa więc jako ich dzieci oczywiste, że mówimy do braci swojego tatusia per wujek, a do sióstr swojej mamusi mówimy per ciocia. Im jesteś starsza, tym jesteś głupsza i brzydsza – Rita zrobiła się czerwona.

- Zapisz sobie lepiej, bo widzę, że twój mózg paruje od informacji! – drwiła ze Skeeter Daphne. Sala parsknęła śmiechem, a Rita była wściekła, że robią z niej kobietę z upośledzeniem umysłowym.

- Lepiej bym tego nie ujęła, skarbie – stwierdziła Euphemia, przytuliła ją.

- Zawsze do usług, babciu – odparła zadowolonym głosem, że nie pomyliła niczego.

- Tracy uświadomiła mi jedna rzecz, że kocham Remusa – mówiła pani Potter do Remusa i popatrzyła się na niego wymownie i założyła ręce. Remus przełknął ślinę – więc mówisz do mnie "mamo", a do Fleamonta "tato". Czy wyraziłam się jasno i wyraźnie, Remusie? – Remus przełknął ślinę i oznajmił.

- Tak, mamo.

- Świetnie! – oznajmiła radosnym głosem i klasnęła dłońmi. Remus popatrzył się na Łapę, Regulusa i Rogacza, a ci wzruszyli ramionami.

- Dla twojego dobra lepiej tak do niej mów – oznajmił, udającym szeptem Łapa – Wiesz, nasza mamusia jest ruda, a to bardzo niebezpieczny gatunek kobiet.

- I bardzo uparty – dodał Rogacz – Wiem, co mówię. Mam rudą żonę, rude córki i rude wnuczki.

- Słuchaj się braci, kochaniutki, bo mądrze mówią. Jestem bardzo uparta – odezwała Euphemia – a zapomniałabym, to się również ciebie tyczy, Nimfadoro – dodała cukierkowym głosem i uśmiechem na twarzy, a Nimfadora popatrzyła na nią z niedowierzaniem – Czy coś nie tak, młoda damo? Skoro Remus jest moim synem, to ty jesteś moją córką, bo jesteście małżeństwem, czy wzięliście rozwód?

- Mamusiu, Remus i Nimfadora nie wzięli żadnego rozwodu i dalej są małżeństwem! – wtrąciła się do rozmowy Lily, a państwo Lupin popatrzyła na siebie.

- Więc dalej jesteś moją córką i koniec tematu, i jestem bardzo upartą osobą.

- To ma sens – oznajmiły Andromedy.

- Mamusia potrafi być ostra, stanowcza i uparta – stwierdziły Marlene – ale i też bardzo kochającą mamusią.

- To mi bardzo przypomina naszą mamusię – stwierdzili Fred i George, patrząc wymownie na Molly Weasley a ta uśmiechnęła się słodko do synów

- Rude kobiety tak mają Marlene - rzekły Ladys Weasley i Potter – takie mamy DNA.

- Podpisuje się z tym stwierdzeniem nogami i rękami – powiedziały dzieci rudowłosych, zwłaszcza synowie rudowłosych.

- Może to cię przekona, kochanie – wyszeptała Euphemia i przytuliła ją mocno do swojej piersi. Nimfadora, jak tylko poczuła ciało Euphemii, od której emitowało miłością do niej, wtuliła się. Następnie rudą kobieta odgarnęła jej różowe włosy z czoła i pocałowała. Nimfadora nie kontrolowała tego i wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia, wtulając się w panią Potter jeszcze bardziej i nie chciała jej puścić. Miała uśmiech na twarzy, kiedy tuliła się do rudowłosej kobiety, a Euphemia popatrzyła się na Andromedę, która aż się wzruszyła tą sceną.

- Mamusiu – wyszeptała do klatki piersiowej zadowolonym głosem Nimfadora – mogę do mamusi się tak przytulać?

- Oczywiście kochanie mamusia bardzo mocno Cię kocha – odparła Euphemia, z taką miłością w głosie i tuliła ją do swojej piersi.

- Aż mnie mdli od tej słodyczy i miłości! – prychnęły Mariette i Cho oraz inne osoby.

- To macie worki i możecie rzygać do tych worków – odezwała się Nimfadora i wyczarowała im worki – i nie zawracajcie mi dupy, bo mam fajniejsze rzeczy do zrobienia np. znowu przytulić się do mojej mamusi, bo mi przeszkodziliście swoim narzekaniem – i wtuliła się w Euphemię jeszcze bardziej, a ta uśmiechnęła się z radością i tuliła ją mocno do swojej piersi.

Z listu wynika, że opanowaliście już sztukę poskramiania czarnoksięskich stworzeń... przerobiliście boginy, czerwone kapturki, zwodniki, druzgotki, kappy i wilkołaki.

- Już dobrze, Remusie, pani Lupin zrobi ci dobrze i od razu poczujesz się lepiej.

- Zrobisz? – spytał z nadzieją.

- Oczywiście, kochanie to jest mój obowiązek, jako twojej małżonki i moim obowiązkiem jest zaspokajając twoje potrzeby i chodzić w butach na wysokim obcasie, bo widzę jak to cię kręci, gdy w nich chodzę – powiedziała Lady Lupin do jego ucha – A ty?

- Wejdę w ciebie, ale najpierw cię rozbiorę i zabiorę się do pracy i całe zło zniknie i będziesz bezpieczna, księżniczko – mruknął Remus, a Nimfadora oddychała głęboko i była podniecona i nie mogła się doczekać upojnej nocy.

Zgadza się? – Klasa potwierdziła to zgodnym chóralnym pomrukiem – Ale jesteście w tyle... i to bardzo w tyle... jeśli chodzi o złowrogie zaklęcia – rzekł Moody – A ja jestem tu po to, żeby wam przekazać choć odrobinę wiedzy o tym, co jeden czarodziej może zrobić drugiemu. Mam rok, żeby was nauczyć, jak się zachować w obliczu czarnej...

- Co, to pan profesor nie zostanie dłużej? – wypalił Ron.

- Chciałabym, żeby wujek Remus wrócił – oznajmiła Ginny – i nas obronił przed panem gackiem.

- TAK! – pisnęły dziewczyny, patrząc na Remusa z nadzieją, że wróci.

- On jest wilkołakiem! – warknął Knot – Nie może uczyć dzieci!

- Mówi to ten, co przyjął Ropuchę! – wycedził Ron.

- Chyba się zapominasz, Knot do kogo mówisz! – wycedziła Andromeda tak groźnie, że niektórym włosy dęba stanęły, kiedy stanęła ze wściekłą miną, że nie powiedział do niego per pan, tylko on.

- Przepraszam, PANI Tonks, zapomniałem się, proszę PANI! – wystękał Knot blady – Już przepraszam PANA Lupina, MADAME Tonks – i zwrócił się szybko do Remusa, bo Andromeda stukała wysokim obcasem i miała wściekłą minę, patrząc morderczym wzrokiem na Knota. Single patrzyli na Lady Tonks wielkimi oczami, a szczególnie na buty na wysokim obcasie, jak stukała obcasem. Robiła to niezwykle seksowne oraz z gracją i wdziękiem.

- LORDZIE Lupin bardzo PANA przepraszam, że kiedy zwróciłem się do PANA i nie wyraziłem PANU należyty szacunek, LORDZIE Lupin i proszę LORDA o wybaczenie, LORDZIE Lupin.

- No widzisz, jak chcesz, to potrafisz, Knot. I grzeczny z ciebie chłopczyk, Knot – oznajmiła Madame Tonks radośnie – Ojejku! Uwielbiam te buty, dlatego nigdy ich nie zdejmuje, prawda Ted?

- Masz w nich chodzić cały czas i wtedy będziesz grzeczną dziewczynką – oznajmił Ted podniecony – a jeśli zdejmiesz, to czeka cię sroga kara, bo będziesz wtedy niegrzeczną dziewczynką, a jako lady Tonks musisz być zawsze grzeczną dziewczynką.

- Ja zawsze jestem grzeczną dziewczynką, Lordzie Tonks, bo to jest mój obowiązek w nich chodzić – i pocałowała go namiętnie w usta. Oderwała się od swojego męża, wtuliła się w niego i westchnęła zadowolonym głosem – Przelecisz mnie ostro, prawda Teddy? – w odpowiedzieli tylko pocałował ją w szyję, a ta głośno westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej. Remus popatrzył na nią w szoku, że to broni, mimo że jest wilkołakiem.

- I widzisz Remusie, moja mamusia cię kocha! – zawołała Nimfadora szczęśliwa, a Andromeda pocałowała ją w czoło. Nimfadora westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w mamę jeszcze bardziej.

- Myślałem...

- To, co sobie tam myślałem swojej pustej głowie, to źle myślałeś, Remusie – rzekła starsza Andromeda i przytuliła Remusa do swojej piersi, a on nie wiele myśląc pocałował ją w czoło, a Andromeda westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Remusa jeszcze bardziej.

- Dziękuję, mamo – rzekł Remus.

- Proszę, synku! – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Remusa jeszcze bardziej.

Magiczne oko Moody'ego obróciło się błyskawicznie, by spojrzeć na Rona. Ron zrobił przerażoną minę, ale po chwili Moody się uśmiechnął – chyba po raz pierwszy od chwili, gdy Harry go zobaczył. Uśmiech spowodował, że jego poszatkowana twarz jeszcze bardziej się powykrzywiała, ale i tak wszyscy poczuli ulgę, widząc, że w ogóle potrafi się uśmiechać. Ron odetchnął głęboko. 

- Ty pewno jesteś synem Artura Weasley'a, tak? – zapytał Moody.

- A ja jestem jego córeczką – odezwały się dumnym głosem jego córki.

- Twój ojciec wyciągnął mnie z nie lada tarapatów parę dni temu...

- To też jest mój tatuś, nie zapominaj o tym! – warknęły na Alastora córki Artura.

- Baby – mruknął Alastor.

- I mój tatuś jest prawdziwym bohaterem – odezwały się dumne córki Artura – W przeciwieństwie do Knota i Croucha.

- Wy jeszcze nie byliście razem! – zawołała z niedowierzaniem Mariette.

- Twoje zdanie mnie nie obchodzi, co tam sobie mamroczesz od nosem – odpowiedział.

- Powinniście się leczyć! – warknęła Cho – Weasley nie jest waszym tatusiem!

- Chang, to są moje córeczki i ich obowiązkiem jest mówić do mnie TATUŚ, a do Molly MAMUSIA, bo jako ich ojciec sobie tak życzę, zrozumiałaś czy mam inaczej ci to wytłumaczy?! – warknął Artur do Cho, tracąc do niej cierpliwość, a Cho zbladła, a jego córki uśmiechnęły się szeroko do Artura, kiwając głową szczęśliwe, tylko potwierdzając jego słowa. Następnie Molly wycałowała je po czole, a ich córki westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej.

- Ale tatusiu, Chang na rację – odezwały się zadowolone córki Lorda Weasley'a, kiedy zostały wycałowane przez Molly – Alicjo, kochanie jesteś psychologiem i psychiatrią, masz jakiś wolny termin, bo Cho chce się zapisać na leczenie? – Cho zrobiła się czerwona – Tobie też by się przydało leczenie Mariette – Mariette zrobiła się tak samo czerwona, jak jej przyjaciółka.

- Co tak patrzycie? Bo jak gadacie takie głupoty, że Lord Weasley nie jest moim tatusiem, a ja, że nie jestem jego córeczką, to kłamiecie, bo jest moim tatusiem, a ja jestem jego córeczką i zdupię was, czy wam się to podoba, czy nie!

- Tak, będę tutaj tylko przez jeden rok. Zrobiłem to wyłącznie dla Dumbledore'a... Jeden rok i wracam na spokojną emeryturę – Zaśmiał się ochryple, po czym klasnął w swe węźlaste dłonie – No więc nie traćmy czasu. Złowrogie zaklęcia. Mają różną moc i postać. Rzecz w tym, że Ministerstwo Magii oczekuje ode mnie, że nauczę was tylko przeciwzaklęć. Nie mam wam pokazywać, jak wyglądają nielegalne zaklęcia czarnoksięskie, te poznajecie dopiero w szóstej klasie.

Emma z wielkim trudem, bo nic ją nie cieszyło, mimo wszystko przytuliła Cho, żeby poczuć się lepiej, ale ta nie była tym szczęśliwa, bo poczuła od niej chłód.

- Co pani robi?

- No chciałam PANIĄ przytulić, PANNO Chang – oznajmiła spokojnym głosem, ale też formalnym głosem. Cho wyczuła od niej, że nie jest do niej przyjaźnie nastawiona, więc wbiła jej szpilę.

- Mam już mamę i nie potrzebuje drugiej, PANI Diggory! – powiedziała zimnym głosem Cho z naciskiem na słowo "Pani" – i, proszę PANI, proszę więcej mnie nie dotykać i całować.

- Cho, zamknij się! – warknęła Alicja II, patrząc z niepokojem na panią Diggory, która teraz była wściekła.

- Jak sobie PANI życzy, PANNO Chang!!! – wycedziła jeszcze zimniejszym głosem i wtuliła się w męża.

- Emmo, no już uspokój się – rzekła troskliwe Lily I do Emmy.

- Jakoś nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na "TY", PANI Potter! – fuknęła na nią wściekła pani Diggory. Sala popatrzyła na nią szoku – i dajcie mam wszyscy święty spokój! Okej! Ani ja, ani Amos nie chcemy się z nikim przyjaźnić. Mamy dość tej waszej słodyczy i jak się całujecie nie możemy na to patrzeć – W sali nastała cisza. Popatrzyli się na młodego Diggory'ego, który był blady.

- Widzisz? Twoja matka powinna się leczyć! – krzyknęła Cho.

- Cedrik twoi rodzice mają ciężką depresję i załamanie nerwowe po twojej śmierci, niestety – powiedziała Alicja II, patrząc na niego smutno. Kobiety przyłożył rękę do ust, patrząc na państwa Diggory smutnym wyrazem twarzy – a ty mogłaś sobie darować głupie komentarze w jej stronę – dodała do Cho.

Uważają, że jesteście jeszcze na to za młodzi. Na szczęście profesor Dumbledore ma lepszą opinię o stanie waszych nerwów, uważa, że wytrzymacie, a według mnie, im wcześniej poznacie, z czym przyjdzie wam walczyć, tym lepiej.

- Czy on... – zaczęły matki przerażone.

- Tak – odpowiedziała blada Hanna i wtuliła się w męża jeszcze bardziej. Neville poczuł, jak dygocze.

- Szzz... jestem przy tobie – mruknął Neville i głaskał jej włosy, tuląc go, a ona się uspokoiła.

Bo niby jak macie się bronić przed czymś, czego nigdy nie widzieliście? Czarodziej, który zamierza rzucić na was nielegalne przekleństwo, na pewno nie poinformuje was, co zamierza zrobić.

- No co ty nie powiesz – stwierdzili sarkazmem Amelie i Marcus.

Nie powie wam tego w twarz. Musicie być przygotowani. Musicie być czujni i ostrożni. Musi to panienka odłożyć, kiedy ja mówię, panno Brown – Lavender podskoczyła i oblała się rumieńcem.

- Myślała pewnie o Wróżbiarstwie – odezwała się Olivia.

Pokazywała Parvati pod stolikiem swój kompletny horoskop. Najwyraźniej magiczne oko Moody'ego widziało przez drewno, podobnie jak przez jego własną głowę.

- No więc... czy któreś z was wie, jakie czarnoksięskie zaklęcia są najsrożej karane przez nasze prawo? – Podniosło się kilka rąk, w tym Rona i Hermiony. Moody wskazał na Rona, choć jego magiczne oko wciąż przyglądało się Lavender.

- On mnie przeraża – mruknęła Lavender.

- Ee... – zaczął Ron – mój tata mówił mi o jednym... chyba się nazywa Imperius, czy jakoś tak...

- Ano tak... – zgodził się Moody.

- Moja krew – odezwali się dwie wersje pana Weasleya, a Hermiona pocałowała Rona w policzek.

- Kto jak kto, ale twój ojciec na pewno je zna. Kiedyś sprawiło ministerstwu mnóstwo kłopotów. Tak, zaklęcie Imperius. Dźwignął się na nogi, otworzył szafkę w biurku i wyjął szklany słój. W środku biegały szybko trzy wielkie czarne pająki. Harry poczuł, jak siedzący obok niego Ron wzdryga się lekko – nienawidził pająków.

- Dlaczego nie mogłeś użyć motyli! – krzyknął Ron do Moody'ego – dlaczego mam takiego pecha i ciągle trafiam na pająki! – i zaczął dygotać. Hermiona przytuliła go do swojej piersi. A kiedy rudy poczuł jej zapach, zaczął się uspokajać.

- Szzz... już dobrze, Ron, jestem przy tobie – mówiła pani Weasley.

- Hermiona – mruknął i wtulił się do jej piersi – kocham cię Hermiono.

- Ja też się kocham – powiedziała Hermiona – Zaspokoisz moje potrzeby, prawda? – Ron pokiwał głową – Grzeczny chłopiec – wyszeptała mu do ucha podniecona i szczęśliwa.

Moody włożył rękę do słoja, złapał jednego pająka i pokazał całej klasie, po czym wycelował w niego różdżkę i mruknął – Imperio!

Kobiety i dziewczyny zbladły.

Pająk zsunął się z jego dłoni na jedwabistej nici i zaczął się na niej huśtać jak na trapezie. Wyciągnął sztywno nóżki, błyskawicznie je podciągnął, przerywając nić, i wylądował na biurku, po którym zaczął zataczać koła. Różdżka Moody'ego lekko drgnęła, pająk stanął na dwóch nóżkach i zaczął stepować. Wszyscy się roześmiali – wszyscy prócz Moody'ego – Uważacie, że to śmieszne? – zagrzmiał – A byłoby śmieszne, gdyby ktoś zrobił to wam? – Śmiech zamarł natychmiast.

- To wcale nie było śmieszne! – krzyknęły matki. Uczniowie z 6 roku wymienili spojrzenia.

- Mam nad nim całkowitą kontrolę – powiedział cicho Moody, kiedy pająk zwinął się w kłębek i zaczął się toczyć jak piłeczka – Mogę sprawić, że wyskoczy przez okno, utopi się, wpadnie któremuś z was do gardła... – Ron wzdrygnął się mimowolnie.

- Cholerne pająki! – jęknął Ron.

- Przed laty mnóstwo czarownic i czarodziejów znalazło się pod władzą tego zaklęcia – rzekł Moody, a Harry zrozumiał, że mówi o czasach, gdy Voldemort był w pełni swoich czarnoksięskich mocy – Ministerstwo miało sporo kłopotów z rozróżnieniem, kto działał zmuszony zaklęciem, a kto działał z własnej woli.

Starsze pokolenie pokiwało głowami.

Zaklęcie Imperius można jednak zwalczyć, i ja was tego nauczę, ale wymaga to siły woli i nie każdemu się udaje. Najlepiej unikać trafienia, jeśli tylko można. STAŁA CZUJNOŚĆ! – zagrzmiał, aż wszyscy podskoczyli.

- Przestań tak straszyć! – warknęła młodsza Lily na Moody'ego.

Chwycił wywijającego koziołki pająka i włożył go z powrotem do słoja – Czy ktoś zna jakieś inne? Inne nielegalne zaklęcie? – Hermiona natychmiast podniosła rękę, i to samo, ku zaskoczeniu Harry'ego, zrobił Neville.

Hanna mocno przytuliła Neville'a, który zbladł, a Hanna poczuła, jak dygotał.

- Kocham cię – mruknęła mu do ucha – Dla mnie jesteś bohaterem, bo jesteś moim bohaterem zmieniłeś moje życie, Neville.

Jedyną lekcją, podczas której Neville zwykle zgłaszał się do odpowiedzi, było zielarstwo, najbardziej lubiany przez niego przedmiot. Neville sprawiał wrażenie, jakby sam był zaskoczony swoją śmiałością – Tak? – powiedział Moody, a jego magiczne oko obróciło się w kierunku Neville'a.

- Jest takie... zaklęcie Cruciatus – powiedział Neville cichym, ale wyraźnym głosem.

Ci, którzy wiedzieli, że Alicja i Frank byli torturowali zaklęciem Cruciatus, zwłaszcza dziewczyny zalały się łzami, a najbardziej płakały Augusta, Alicja II i Hanna, Lily II i młodsza wersja rodziców Neville zbladła.

- Czy ja i Alicja...? – zaczął młodszy Frank przerażonym głosem.

- Tak – szepnęła Augusta ze łzami w oczach, wtulając się w synową i teraz obie płakały. I nim się zorientowały, przybiegły do nich Hanna Alicja II i Lily II. Wszystkie członkinie rodu Longbottomów płakały i się przytulały, ci, którzy nie wiedziały przyłożyły sobie rękę do ust mając łzy w oczach.

- Synku – powiedziała młodsza Alicja, przytulając syna i płakała do jego piersi.

- Tata zawsze mówił, że ty i dziadek byliście bohaterami i bardzo potężnymi czarodziejami o dobrym sercu – oznajmił Frank II.

- Jestem dumna z tego, że noszę twoje imię, babciu – odezwała się z mocą stali Alicja II do Alicji I – po kobiecie, która była bardzo potężna i miała bardzo dobre serce i była aurorem – I mówiłam to rodzicom i bratu, jak byłam w Hogwarcie i jak skończyłam szkołę i mówię to teraz, że jestem dumna, iż noszę twoje imię, babciu – pani Longbottom z całych sił przytuliła swoją wnuczkę i zaczęła płakać do jej piersi, a wnuczka ją tuliła – Kocham cię, babciu.

- Ja też cię kocham, Alicjo – mruknęła, a łzy leciały jej po policzkach i pocałowała ją w czoło. Pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w babcie jeszcze bardziej.

- Ja też jestem dumny z tego, że noszę twoje imię, dziadku – oznajmił z mocą stali Frank II do Franka I – po mężczyźnie, który był bardzo potężny i miał bardzo dobre serce i był aurorem – i mówiłem to rodzicom, siostrze, jak byłem w Hogwarcie i jak skończyłem szkołę i sam zostając aurorem i poszedłem w wasze ślady. I mówię to teraz, że jestem dumny, że noszę twoje imię, dziadku – pan Longbottom z całych sił próbował się nie rozkleić, ale nie dał rady i miał z łzy w oczach i z całych sił przytulił wnuka była to bardzo emocjonalna i wzruszająca scena.

- Frank ty jesteś potężniejszy ode mnie, jesteś animagiem, a ja nie – mruknęli dwie wersje Franka II.

- Mam dobre geny, dlatego jestem animagiem – stwierdził Frank II.

- Jesteś również bohaterem – oznajmiła Lily II – I moim bohaterem – Augusta nie chciała puścić Alicji ze swojego objęcia, bo bała się, że zniknie i znowu zostanie sama. Sama zainteresowana nie miała ochoty nigdzie iść, tylko miała ochotę tulić się do Lady Longbottom, bo czuła od niej bezwarunkową miłość, szczęście i bezpieczeństwo.

- Mamusiu – powiedziała zadowolonym głosem wtulona Alicja I do piersi Augusty – kocham cię – gdy Augusta usłyszała te słowa, przytuliła ją jeszcze bardziej i pocałowała ją w czoło. Lady Longbottom westchnęła zadowolonym głosem.

- Mamusia też cię kocha, córeczko i zawsze będę cię kochać, skarbie. Jestem dumna, że jestem z tego ze dożywotnio jesteś moją córeczką – mruknęła pani Longbottom, łzy po policzkach leciały jej strumieniami.

- Dobra, możecie przestać się miziać! – warknęła Mariette – to obżydliwe. Teściowa Augusta liże się z synową Alicja, o fuj!

- To jest moja MAMUSIA, a nie żadna teściowa! – warknęła wściekła Alicja I – Augusta popatrzyła na Mariette morderczym wzrokiem.

- To jest moja CÓRECZKA, a nie żadna synowa – warknęła na Mariette. Najstarsza lady rodu Longbottom, przytulając Alicję do swojej piersi.

- Dajcie spokój mamuś i babciu – powiedziała Hanna do matki i babci – Po co mamusia i babcia mają się denerwować, to jest idiotka, a idiotce się nie przegada.

- Nie jestem idiotką, Abbott! – krzyknęła Egzogenne. Pani Longbottom wywróciła oczami.

- Była taka uroczystość, jak ślub i wtedy panna młoda zmienia nazwisko na męża, Egzogenne. Ja wyszłam za Neville'a, więc nazywam się Longbottom – oznajmiła Lady Longbottom.

- Ja zyskałam cudowną córkę/wnuczkę – rzekły dwie wersje Pani Longbottom oraz Lady Longbottom, a Hanna się do matki i babci uśmiechnęła się szeroko.

- I nie żałuję tej decyzji. Lepszej mamusi i babci nie mogłam sobie wymarzyć – oznajmiła Hanna.

- A ja córeczkę/wnuczkę kochanie – odezwały się panie Longbottom.

- I to się nigdy nie zmieni, mamusiu i to, że muszę chodzić w biżuterii i butach na wysokich, bo jako Lady mam taki obowiązek – mruknęła cicho zadowolonym głosem do klatki piersiowej Lady Longbottom.

- Ja mam to samo córeczko – odparła Pani Longbottom zadowolona, że Hanna cały czas mówi do niej "mamusia" – Uwielbiam chodzić w butach na wysokim obcasie.

Moody wpatrywał się pilnie w Neville'a, tym razem obojgiem oczu – Nazywasz się Longbottom, tak? – zapytał, a jego magiczne oko zerknęło błyskawicznie na listę. Neville pokiwał nerwowo głową, ale Moody nie zadał mu już więcej pytań.

- Zaraz będzie najgorsze – mruknęła cicho Hanna, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

Odwrócił się od klasy, sięgnął do słoja po kolejnego pająka i umieścił go na biurku, gdzie stworzonko zamarło, najwyraźniej zbyt przerażone, by się poruszyć – Zaklęcie Cruciatus – rzekł Moody – Ten pajączek musi być trochę większy, żebyście zobaczyli, jak to działa.

- Czy ty chcesz im to pokazać! – krzyknęły matki przerażone do Moody'ego.

- Tak – oznajmił głośno i wyraźnie Neville. Moody zauważył, że Neville stał się odważniejszy, niż wtedy kiedy był na czwartym roku.

- O Merlinie! – krzyknęły matki, a dziewczyny wtuliły się w swoich mężów i narzeczonych.

Wycelował różdżką w pająka i powiedział: – Engorgio! – Pająk wzdął się błyskawicznie. Był teraz większy od tarantuli. Ron przestał dbać o pozory i odsunął swoje krzesło jak najdalej biurka Moody'ego.

Ron zbladł, więc Hermiona mocno go przytuliła.

Moody ponownie uniósł różdżkę, wycelował w pająka i mruknął: – Crucio! – Pająk natychmiast skrzyżował nóżki – a właściwie już nogi – na brzuchu, przetoczył się na grzbiet i zaczął dygotać, miotając się z boku na bok. Nie wydawał, rzecz jasna, żadnych odgłosów, ale Harry był pewny, że gdyby miał głos, to piszczałby z bólu. Moody wciąż celował w niego różdżką i po chwili pająk zaczął dygotać i miotać się jeszcze gwałtowniej...

- PRZESTAŃ!! PRZESTAŃ!! – ryczały kobiety, a najbardziej kobiety rodu Longbottomów mając łzy w oczach.

- Niech pan przestanie! – krzyknęła Hermiona. Harry obejrzał się na nią. Patrzyła nie na pająka, tylko na Neville'a, a kiedy i Harry spojrzał na niego, zobaczył, że ten zaciska ręce, złożone na ławce przed sobą, aż zbielały mu knykcie, a oczy ma rozszerzone z przerażenia.

Hermiona przytuliła Neville'a.

- Jesteś moją siostrą Hermiona – oznajmił Neville.

- Ja też jestem twoją siostrą, Neville nie zapominaj o tym – powiedziała Ginny.

- Ciebie też kocham, siostrzyczko – uśmiechnął się nieśmiało, a później podeszła reszta dziewczyn, które były dla Neville'a bardzo ważne i też go przytuliły.

Moody wzniósł różdżkę. Nogi pająka opadły, ale wciąż drżał – Reducio! – mruknął Moody, a pająk skurczył się do swoich normalnych rozmiarów. Wsadził go do słoja – Ból – rzekł cicho Moody – Nie musicie używać imadeł lub noży, by zadać komuś ból, jeśli potraficie rzucić zaklęcie Cruciatus... Tak, kiedyś i ono było bardzo popularne.

Dwie wersje Alicji I wtuliły się w swojego męża. Przyjaciółki Alicji i Augusta miały łzy w oczach.

- Dobrze... czy ktoś zna jeszcze jakieś inne? – Harry rozejrzał się wokoło. Miny wszystkich świadczyły o tym, że każdy zastanawia się, co stanie się z ostatnim pająkiem. Ręka Hermiony drżała lekko, gdy po raz trzeci uniosła ją do góry – Tak? – zachęcił ją Moody.

- Avada Kedavra – wyszeptała Hermiona. Kilka osób, w tym Ron, spojrzało na nią ze strachem.

- Mam nadzieję, że tego nie pokażesz, Moody! – warknęły przerażone dwie wersje pani Weasley.

- Pokaże, mamusiu – wyszeptała blada Hermiona, która mocno przytuliła się do Rona. Kobiety przyłożył ręce do ust przerażone.

- Ach... – westchnął Moody, a jego koślawe usta wykrzywił lekki uśmiech – Tak, ostatnie i najgorsze. Avada Kedavra... zaklęcie uśmiercające.

- Proszę nie – wyszeptały panie Potter i pani Evans przerażone.

Wsadził rękę do słoja, a trzeci pająk, jakby przeczuwając, co go czeka, zaczął biegać jak szalony po dnie, chcąc uciec od palców Moody'ego, ale ten złapał go szybko i położył na biurku. Pająk natychmiast pomknął ku krawędzi blatu. Moody podniósł różdżkę, a Harry'ego przeszył dreszcz złego przeczucia – Avada Kedavra! – ryknął Moody.

Kobiety i dziewczyny pisnęły przytulając się do swoich mężczyzn.

Błysnęło oślepiające zielone światło, świsnęło, jakby coś niewidzialnego przemknęło przez powietrze – i nagle pająk przetoczył się na grzbiet i znieruchomiał. Nie zmienił się, prócz tego, że z całą pewnością był już martwy.

- To są dzieciaczki i to jest zbyt traumatyczne dla czternastoletnich dzieciaczków, Moody! – warknęła Umbridge. Lily II podeszła do Umbridge.

- Będziesz miała narysowanego penisa na czole z napisem "prostytutka ministerstwa" – szeptała Lily II do jej ucha, a jej głos ociekał słodyczą, że Umbridge zbladła. Kiedy Olivia i Amelia patrzyły na nią, jak na robaka, bo skrzywdziła ich tatusia. Później pani Longbottom odwróciła się i usiadła na kolanach Franka i wtuliła się w niego. Harry zacisnął ręce, bo nie podobało mu się, jak ci kretyni patrzą na jego córkę. Tę samą minę mieli James II i Albus II oraz Neville i Frank II.

Kilka dziewcząt wydało z siebie stłumione okrzyki. Ron rzucił się do tyłu i o mały włos nie spadł z krzesła, gdy pająk potoczył się w jego stronę. Moody strzepnął martwego pająka na podłogę – Niezbyt miłe – powiedział spokojnie – Niezbyt przyjemne. I nie ma na to żadnego przeciwzaklęcia. Nie ma żadnej blokady. Znam tylko jedną osobę, która to przeżyła.

Lily I mocno przytuliła syna, mając łzy w oczach.

Siedzi tuż przede mną – Harry poczuł, że robi się czerwony, kiedy oczy Moody'ego (magiczne i normalne) zajrzały w jego oczy.

- Masz zielone oczy, jak twoja matka – oznajmił Alastor.

Czuł, że wszyscy na niego patrzą. Wbił wzrok w pustą tablicę, jakby coś go w niej zafascynowało, ale w rzeczywistości w ogóle jej nie widział... A więc w ten sposób zginęli jego rodzice... tak jak ten pająk. Czy i na nich to złowrogie, śmiertelne zaklęcie nie pozostawiło żadnego śladu?

- Na mnie rzucił i zostawił mi tę bliznę – mruknął Harry.

Czy po prostu zobaczyli zielony błysk i usłyszeli świst godzącej w nich śmierci, zanim życie uleciało z ich ciał? W ciągu ostatnich trzech lat Harry nieraz wyobrażał sobie śmierć swoich rodziców, a robił to od chwili, w której dowiedział się, że zostali zamordowani, od kiedy dowiedział się, co się wydarzyło tamtej nocy, gdy Glizdogon zdradził Voldemortowi miejsce ich pobytu, a ten przybył do ich domku.

Ron miał odrazę na twarzy, kiedy pomyślał o Glizdogonie, a jak przypomniał sobie, że dotykał Hermionę i być może podglądał Ginny, jak była w łazience, kiedy się myła. Miał ochotę go zamordować.

- Zabiję tego szczura, jakby była to ostatnia rzecz, jaką zrobię! – warknął Ron. Hermiona mocno wtuliła się w Rona. Pocałował ją w czoło, a pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem.

- Kocham cię – mruknęła zadowolonym głosem Hermiona.

- Ron jest taki opiekuńczy – zaczął Bill.

- Wobec Hermiony – ciągnął Charlie.

- To takie słodkie! – krzyknęli przesadnie szczęśliwi Fred i George.

- Arturze nasz syn jest wspaniałym mężczyzną, bo wybrał sobie wspaniałą kobietę, która jest naszą córką! – uśmiechnęły się Lady Weasley.

- Tak, Molly – zgodził Artur, kiedy zobaczył, jak ich syn patrzył na żonę z taką czułością. Widział to w delikatności jego dotyku i w tym, jak chętnie ona się do tego dotyku przysuwała. Nawet z daleka widział czułość w jego spojrzeniu, kiedy na nią patrzył.

- Weasley! – wycedził Cormac – Granger będzie moja – Ron uniósł wzrok i odszukał oczy Cormaca. Dreszcz przeszedł mu po kręgosłupie, gdy ujrzał niewypowiedzianą groźbę w jego spojrzeniu.

- Zamknij się McLaggen! – warknął na niego Ron – Jeszcze jedno słowo, a utnę ci ten jęzor. Kocham Hermionę i zrobię dla niej wszystko!

- Ron, kocham cię i uwielbiam, kiedy to robisz i kiedy całujesz mnie w czoło – mruknęła i wtuliła się w jego ramiona, po czym westchnęła zadowolonym głosem, a później wstała i odezwała się z mocą stali do Cormaca, patrząc na niego morderczym wzrokiem.

- Ja już oddałam swoje serce komuś innemu! Widzisz te znak na szyi? Naznaczyliśmy się. A to widzisz? To jest pierścień rodowy kobiecy rodu Weasley, a to obrączka ślubna i niestety nie mogę tego ściągnąć. Ciągnęłam i ciągnęłam i nic, bo połączył się z moim DNA. Tym samym nazywam się Weasley. Wyjaśnijmy sobie to raz i na zawsze. Nie jestem twoją własnością McLaggen. Nigdy nie będziemy razem. NIGDY, więc się odczep ode mnie! I mam już drugich rodziców i do nich mówię "MAMUSIA" i "TATUŚ", bo tak mi się podoba i uwielbiam do nich tak mówić, bo to są MOI RODZICE, a nie twoi rodzice McLaggen! Tylko rodzice Rona! – Molly i Artur przytuliły Hermionę, a ta bez żadnego sprzeciwu wtuliła się w państwo Weasley, którzy patrzyli na McLaggena morderczym wzrokiem, a ona miała uśmiech na twarzy i westchnęła zadowolonym głosem.

- Uwielbiam, w jaki sposób teraz chodzisz i stoisz – oznajmił Ron, patrząc na żonę z uwielbieniem, kiedy Molly tuliła ją do swojej piersi – i mam nadzieję, że nigdy je nie zdejmiesz? – pokazując na jej szpilki na wysokim obcasie, Hermiona prychnęła głośno.

- Panie Weasley to jest mój obowiązek, jako Lady Weasley – oznajmiła to z uśmiechem na twarzy, a głos miała szczęśliwy, że istnieje taki obowiązek, a ludzie patrzyli na nią z niedowierzaniem, jakby kosmici ją podmienili. Dawniej była molem książkowym i nigdy, by się tak nie ubierała, a teraz była jedną z najseksowniejszych dziewczyn w Hogwarcie. Puściła Molly i podeszła do męża i pocałowała go tak namiętnie w usta, że kiedy przestała Rona całować, z wrażenia nogi mu się ugięły, dziewczyna zachichotała.

- Nie poznaje tej dziewczyny – stwierdził Seamus, patrząc na Hermionę z niedowierzaniem.

- Seamus to nie dziewczyna mnie teraz pocałowała – oznajmił nagle Ron rozmarzony, wzdychał z zadowolenia po bardzo namiętnym pocałunku, jaki sprawiła mu Hermiona.

- Jak to nie dziewczyna, Ron, co ty pleciesz? – spytał przestraszony Harry i przyłożył mu rękę do czoła – Czy ty przypadkiem nie masz gorączki.

- Harry, to bogini! Hermiona, która wstąpiła na ziemię i mnie teraz namiętnie pocałowała... Było epickie – odparł i westchnął zadowolonym głosem. Miał rozmarzony głos i iskierki w oczach, a sala patrzyła na niego z niedowierzaniem, a Hermiona zachichotała.

- Tato ogarnij się! – jęknął Hugo – a ty mamo przestań go całować! – Hermiona prychnęła.

- Hugo będę mojego męża całować, kochać się z nim, pokazywać zawsze mu swoje wdzięki, a te buty bardzo mi w tym pomagają, więc nie ma opcji, żebym je kiedykolwiek zdjęła. I tyle mam do powiedzenia w tej sprawie – i usiadła na kolanach Rona i mocno się w niego wtuliła.

Jak najpierw zabił ojca Harry'ego. Jak James Potter próbował go powstrzymać, wołając do swej żony, by uciekała z dzieckiem...

Euphemia nie wiele myśląc, wtuliła się w syna i płakała do jego piersi. To samo zrobiła Carolina oraz reszta kobiet rodu Potterów.

- Ja jestem dumny z tego, że noszę twoje imię, dziadku – oznajmił z mocą stali James II do Jamesa I – bo mężczyzna, który je nosił był bardzo potężny i miał bardzo dobre serce – Severus głośno prychnął – I próbował ratować babcię i mojego ojca z rąk tego psychola i psychopatę i ja, który odziedziczyłem charakter, sposób bycia, nawet mam takie samego patronusa, ja ty, jelenia i zmieniam się w jelenia, jak ty dziadku. A przede wszystkim ożeniliśmy się również z rudowłosymi pięknościami o zielonych oczach. Mówiłem to rodzicom, siostrze i bratu i jak byłem w Hogwarcie, i jak skończyłem szkole, i sam zostając aurorem, a później zastępcą szefa aurorów i mówię to teraz, że jestem dumny, iż noszę twoje imię, dziadku – Pan Potter z całych sił próbował się nie rozkleić, ale nie dał rady i miał z łzy w oczach i z całych sił przytulił wnuka. Była to bardzo emocjonalna i wzruszająca scena.

Jak Voldemort zbliżał się do Lily Potter, każąc jej odsunąć się, bo chce zabić Harry'ego... jak błagała go, żeby oszczędził dziecko, a zabił ją... jak osłaniała go własnym ciałem, więc Voldemort zabił i ją, zanim wycelował różdżkę w Harry'ego...

Euphemia tym razem z Caroliną dusiły dwie wersje pani Potter i nie chciały jej puścić, bojąc się, że znikną. Same zainteresowane nie miała ochoty nigdzie iść, tylko miały ochotę tulić się do Lady Potter i pani Evans, bo czuły od nich miłość, szczęście i bezpieczeństwo

- Mamusie kocham was – powiedziała Lily I – gdy usłyszały te słowa Euphemia i Caroline przytuliły je jeszcze bardziej i pocałowała je w czoło. Lady Potter westchnęły zadowolonym głosem.

- Mamusia też was kocha, córeczki – mruknęły panie Potter i Evans. Łzy po policzkach leciały ich strumieniami.

- Jestem dumna z tego, że noszę twoje imię, babciu – oznajmiła z mocą stali Lily II do Lily I – po kobiecie, która była bardzo potężna i miała bardzo dobre serce, która poświęciła się, żeby ratować mojego tatusia. Mówiłam to rodzicom i braciom i jak byłam w Hogwarcie i jak skończyłam szkołę. I mówię to teraz, że jestem dumna, że noszę twoje imię, babciu – Pani Potter z całych sił przytuliła swoją wnuczkę i zaczęła płakać do jej piersi, a wnuczka ją tuliła – Kocham cię babciu.

- Ja też kocham, Lily – mruknęła, a łzy leciały jej po policzkach, po czym pocałowała ją w czoło, wyrażając babcine uczucia i emocje, jakie do niej żywiła. Pani Longbottom westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w babcię jeszcze bardziej. Reszta kobiet z rodziny Potter przytuliły się do Lily.

- Dla mnie jest to najwyższy zaszczyt, że jestem panią Potter i jestem córka Lily i Jamesa Potterów – rzekła Ginny dumnym głosem – i bardzo się cieszę, że moim obowiązkiem jest mówić do was "MAMUSIA" i "TATUŚ" – powiedziała do Lilki I i Rogacza – Mamusiu, tatusiu kocham was – Lily I bardzo mocno przytuliła Ginny wzruszona deklaracją młodszej kobiety, a Ginny bardzo mocno się do niej wtuliła, a później to samo zrobił Rogacz, też przytulił Ginny, a ta mocno się do niego wtuliła.

Harry znał te szczegóły, ponieważ słyszał głosy swoich rodziców, kiedy w ubiegłym roku walczył z Dementorami – bo Dementorzy taką mieli moc: zmuszali swoją ofiarę do przypomnienia sobie najgorszych chwil w życiu, by pogrążyła się bezwolnie we własnej rozpaczy...

Kobiety mordowały wzrokiem Dumbledore'a.

Usłyszał znowu głos Moody'ego, ale jakby z oddali. Całym wysiłkiem woli wyzwolił się z tych wspomnień i powoli dotarły do niego słowa: – ...Avada Kedavra jest zaklęciem, które wymaga potężnej mocy magicznej... Moglibyście wszyscy wycelować we mnie różdżki i wypowiedzieć te słowa, a wątpię, czy dostałbym choćby krwotoku z nosa. Ale dajmy temu spokój. Nie jestem tutaj, żeby was nauczyć, jak rzucać to zaklęcie. No dobrze, ale skoro nie ma na nie przeciwzaklęcia, to po co wam pokazałem, jak ono działa? Ponieważ musicie wiedzieć. Musicie być przygotowani na najgorsze. Nie chcecie znaleźć się w takiej sytuacji, prawda? STAŁA CZUJNOŚĆ! – ryknął, i znów cała klasa podskoczyła.

- Czy ty musisz tak ich straszyć! – warknęła Nimfadora podeszła z gracją i wdziękiem do niego i przywaliła mu w tył głowy. Dziewczyny patrzyły na nią z zazdrością.

- Chcę tak chodzić, jak ty! – krzyknęło większość dziewczyn do Nimfadory.

- Polecam zajęcia z tańca w szpilkach – oznajmiła Victoire – i chodzić cały czas w nich, nawet po domu.

- No nas to bardzo podnieca – stwierdziła męska część – bo każdy wasz ruch jest wykonany z gracją i wdziękiem, to jest istna poezja.

- CHCĘ TAKIE BUTY NA WYSOKIM OBCASIE I CHODZIĆ W NICH CAŁY CZAS I CHCĘ TAKIE RÓWNIEŻ UBRANIA!!!! – pisnęły dziewczyny i kobiety i nagle zabłysło białe światło, a wszystkie dziewczyny miały buty na wysokim obcasie. Większość dziewczyn się uśmiechnęło szeroko, bo wiedziały, co to oznacza, a niektóre miały obawy, czy się nie zabiją w tych butach. Też zmieniły się ich ubrania. Były idealne dopasowanie do ich figur. Jedne miały spódnice inne spodnie, różne rodzaje bluzek i kurtkę ramoneskę, no i makijaż. A męska część miała spodnie koszule kurkę ramoneskę.

- Laski, wyglądamy czadowo! – zawołała Padma, patrząc na swój nowy strój.

- Tak, jesteśmy cholerne seksowne – odpowiedziały podniecone, patrząc po sobie.

- Co jest do cholery?! – warknął Lucek, patrząc na swój strój.

- Twój nowy image, Lucek – odparła Narcyza.

- Hogwarcie, Lucek chciałby buty na wysokim obcasie, krótką spódniczkę albo sukienkę na ramiączkach, albo zamiast tego spódniczkę, bluzeczkę i kurtkę ramoneskę, no i prześliczny makijaż, a nie spodnie koszule i kurkę ramoneskę! – zawołał dwie wersje Tedda. Sala parsknęła śmiechem. Lucek był wściekły.

- Mi tam się podoba – odparła, o dziwo Pansy, patrząc na swój nowy strój – Podkreślają moją figurę i moje wdzięki.

- Tak – oznajmiły zadowolone dziewczyny – Teraz przynajmniej wyglądamy idealne.

- Tak! – męska część patrzyła na nie i się śliniła.

- To są teraz wasze mundurki i w nich macie chodzić teraz na lekcje i wszędzie – szeptał tajemniczy głos im do ucha.

- Hogwarcie, masz gust, bo w takim mundurku mogę chodzić cały czas – odezwała się Lisa. Dziewczyny pokiwały głowami, że nie muszą chodzić w nie modnych szatach.

- Ale super, nie mogę zdjąć ani butów, ani tych ubrań!! – większość dziewczyn pisnęły szczęśliwe, a niektóre machnęły ręką, bo myślały, że śpią i im to się śni. Miały wszystkie rodzaje butów na wysokim obcasie – Spróbujesz Percy je zdjąć?

- Faktycznie, nie mogę ich zdjąć – stwierdził w szoku Percy, kiedy próbował ściągnąć but Ginny, a później Hermiony, swojej matce, córek, swojej przyszłej żony i innych dziewczyn. Próbował też ściągnąć swoje ubranie, a te się nie dały, nawet próbował zaklęć, a buty nawet nie drgnęły i cały czas leżały na stopie kobiet i dziewczyn, tak samo jak swoje ubrania były tam, gdzie były. Dumbledore rzucał różne zaawansowane zaklęcia, tak samo jak Filius czy nawet Alastor na buty i ubrania, Minne i innych profesorowie, a te nawet nie drgnęły.

- Percy syneczku przestań bo zrobisz sobie krzywdę - rzekła Molly I i wzruszyła ramionami ale głos miała rozbawiony zachwycony i niewinny bo Percy dalej próbował ściągnąć jej buty na wysokim obcasie - No coś mówi się trudno Percy syneczku muszę z tym niestety żyć - patrząc na niego uśmiechem na twarzy na szokowanego Percego a większość dziewczyn parsknęły śmiechem

- Bardzo mi się to podoba i podnieca w jakim sposób będziesz musiała chodzić wszędzie - mruknął jej do ucha podnieconym głosem Artur i pocałowal jej znak a kobieta wesnela zadowolonym głosem

- Widocznie byłam bardzo grzeczną dziewczynką i Lady panie Weasley i dzięki temu że byłam taka grzeczna dostałam nagrodę musząc chodzić wszędzie butach na wysokich obcasach - od szeptela szczęśliwa Molly wtuliła się w jego ramiona

- A więc... te trzy zaklęcia... Avada Kedavra, Imperius i Cruciatus... nazywane są Zaklęciami Niewybaczalnymi. Użycie któregoś z nich wobec drugiego człowieka karane jest dożywotnim więzieniem w Azkabanie.

- I lizaniu się z dementorami. Ropucha będzie wiedzieć, jak to jest z nimi robić! – zadrwił James II – bo będzie miała dużo czasu, żeby się tego nauczyć.

- O fujka! – jęknęła sala. Dolores zrobiła się czerwona.

Oto, przed czym stoicie. Oto, przed czym nauczę was się bronić. Musicie być przygotowani. Musicie być uzbrojeni. A przede wszystkim musicie nauczyć się stałej, nieustającej czujności. Wyjmijcie pióra... i zapiszcie to...

Resztę lekcji spędzili na sporządzaniu notatek dotyczących każdego z Zaklęć Niewybaczalnych. Nikt się nie odzywał aż do dzwonka, ale kiedy Moody oznajmił, że już koniec lekcji i opuścili klasę, wybuchły podniecone głosy. Większość była wyraźnie pod wrażeniem trzech strasznych zaklęć.

- ...widzieliście te drgawki?

- ...a kiedy go uśmiercił...

- ...no... tak po prostu...

- To była strasznie stresująca lekcja! – krzyknęły dziewczyny.

Harry odniósł wrażenie, że rozmawiają o tej lekcji jak o jakimś intrygującym widowisku, podczas gdy on sam nie dostrzegał w niej niczego pasjonującego – podobnie jak Hermiona.

- Pospieszcie się – powiedziała do Harry'ego i Rona.

- Co, nie idziesz do swojej piekielnej biblioteki? – zdziwił się Ron.

- Mój brat był ważniejszy, niż biblioteka! – prychnęła Hermiona.

- Nie – odpowiedziała Hermiona, wskazując na boczny korytarz – Neville – Neville stał samotnie w połowie korytarza, wpatrując się w kamienną ścianę z tą samą przerażoną miną, którą miał, kiedy Moody demonstrował im zaklęcie Cruciatus – Neville – powiedziała łagodnie Hermiona.

Większość ludzi miała łzy w oczach. Hanna mocno się do niego wtuliła.

Neville odwrócił się od ściany.

- Och, cześć – powiedział o wiele bardziej piskliwym głosem niż zwykle – To była ciekawa lekcja, prawda? Wiecie, co jest dzisiaj na kolację? Umieram z głodu, a wy?

- Neville, nic ci nie jest? – zapytała Hermiona.

- Ależ skąd, czuję się znakomicie – paplał Neville, wciąż tym samym, nienaturalnie piskliwym głosem.

- Ty jesteś moim bratem i zawsze nim będziesz – rzekła i przytuliła go swojej piersi.

- Moim też – dodały dziewczyny z Zakonu Sióstr Wojowniczek, oprócz Hanny i przytuliły go – Prawda, ciociu Alicjo?

- Tak kochane! – łzy szczęścia leciały z oczu u dwóch wersji Alicji, że Neville ma takie wspaniałe przyjaciółki.

- Dzięki, dziewczyny – oznajmił wzruszony Neville.

- A my jesteśmy ziomalami i jesteśmy braćmi, bo braterstwo jest najważniejsze – dodali Zakon Braterstwa.

- Dzięki, chłopaki! – wzruszył się Lord Longbottom i przybili z nim żółwika.

- Bracia na zawsze! – krzyknęli.

 - Bardzo ciekawa kolacja... to znaczy lekcja... Co dzisiaj mamy? – Ron spojrzał wymownie na Harry'ego.

- Neville, co... – Ale w tym momencie usłyszeli za sobą dziwaczny stukot, a gdy się odwrócili, zobaczyli kuśtykającego ku nim profesora Moody'ego. Wszyscy czworo zamilkli, wpatrując się w niego ze strachem, ale kiedy przemówił, zrobił to o wiele ciszej i łagodniej niż zwykle.

- Szalonooki straszysz moich trzech bratanków i moją bratanicę – odezwała się Pani Lupin – Wstydź się! – skarciła go – Co tak patrzysz? – spytała, kiedy Alastor popatrzył na nią z niedowierzaniem – Jestem ich ciocią, a Remus wujkiem, prawda?

- Tak, CIOCIU Doro – oznajmiła cała czwórka pewnym głosem.

- Alastor słyszałeś? Jestem ich ciocią! – zawołała Nimfadora radosnym głosem - a i wasza ciocia tez jestem – dodała do młodszych sióstr wojowniczek, a dziewczyny uśmiechnęły się.

- Już po wszystkim, synku – zwrócił się do Neville'a – Może byś wpadł do mojego gabinetu? No chodź, wypijemy po kubku herbaty... – Perspektywa picia herbaty z Moodym wyraźnie jeszcze bardziej przeraziła Neville'a. Ani się nie poruszył, ani nie odpowiedział.

- Brat Neville wolałby iść na herbatkę z Angusem, niż tobą Szalonooki – oznajmili Fred i George do Moody'ego i mrugnęli do Neville, a ten parsknął śmiechem.

Magiczne oko Moody'ego spoczęło na Harrym.

- A z tobą wszystko w porządku, Potter?

- Tak – odrzekł Harry prawie wyzywającym tonem. Błękitne oko Moody'ego zadrgało lekko w oczodole, wciąż utkwione w Harrym.

- Musicie wiedzieć – powiedział – Wiem, to może wydawać się brutalne, ale musieliście się dowiedzieć. Nie ma sensu udawać...

- Że miałem radochę ,kiedy zmieniłem Malfoy'a we fretke? – dodał Ron, naśladując głos Alastora. Draco zrobił się czerwony, a sala spadła ze śmiechu na podłogę.

No chodź, Longbottom, mam kilka książek, które mogą cię zainteresować – Neville spojrzał błagalnie na Harry'ego, Rona i Hermionę, ale oni milczeli, więc nie miał wyboru. Sękata dłoń Moody'ego spoczęła na jego ramieniu i obaj odeszli. 

- O czym on właściwie mówił? – zapytał Ron, patrząc, jak Moody i Neville znikają za rogiem korytarza.

- Nie wiem – odpowiedziała zamyślona Hermiona.

- Myślę ze Szalonooki chce nauczyć wujka Neville zmieniania twojego tatusia we fretkę, Rosie – oznajmił James II. Draco chciał rzucić się na Jamesa II, ale Astoria mocno się w niego wtuliła. Sala parsknęła głośnym śmiechem.

- Ale lekcja była super, nie? – odezwał się Ron do Harry'ego, gdy ruszyli w kierunku Wielkiej Sali – Fred i George mieli rację, prawda? Ten Moody naprawdę zna się na swojej robocie, nie? Jak zrobił Avada Kedavra, to ten pająk po prostu wykorkował... – Nagle zamilkł na widok twarzy Harry'ego i nie odezwał się już aż do Wielkiej Sali,

- Czasem za dużo gadam. Przepraszam, bracie – odezwał się Ron do Harry'ego.

gdzie ni stąd, ni zowąd zaproponował, by po kolacji zabrali się za horoskopy dla pani Trelawney, bo zajmie im to sporo czasu. Hermiona nie włączała się do ich rozmowy podczas kolacji. Zjadła błyskawicznie i znowu poleciała do biblioteki.

- Świątynia, ciotki Hermiony – powiedzieli Fred II i George II, wywracając oczami.

Harry i Ron wrócili do wieży Gryffindoru, a po drodze Harry, który o niczym innym nie myślał przez całą kolację, poruszył temat, Zaklęć Niewybaczalnych.

- Myślisz, że Moody i Dumbledore mogliby mieć kłopoty z ministerstwem, gdyby tamci się dowiedzieli, że widzieliśmy działanie tych zaklęć? – zapytał, kiedy podeszli do Grubej Damy.

Matki popatrzyły się na Moody'ego i Dumbledore morderczym wzrokiem.

- Z drugiej strony uważam, że jeśli, by ich nie poznali, nie wiedzieli, jak się bronić. Czy rzucić tarczę, czy rzucić się na ziemie – odezwał się Adrian – Pomyślcie przez chwilę... Śmierciożerca rzuca w was jedno z Zaklęć Niewybaczalnych i nie wiesz nawet czym ono jest, póki nie zostaniesz trafiony. Mało tego nie wiesz nawet, że jest to sługa Lorda Voldemorta póki nie staniesz z nim twarzą w twarz – wszyscy milczeli, nawet najmłodsze pokolenie.

- On ma rację – wtrąciła się Hermiona – Gdybyśmy nie poznali na początku roku tych zaklęć żadne z nas nie wiedziałoby, jak bronić, a szczególnie Harry – Na tym dyskusja o Zaklęciach Niewybaczalnych się zakończyła.

- Chyba tak – odrzekł Ron – Chociaż Dumbledore zawsze robi wszystko po swojemu. A Moody na pewno ma kłopoty od lat. Najpierw atakuje, a potem zadaje pytania. Te jego pojemniki na śmieci... Banialuki – Gruba Dama odsłoniła dziurę w ścianie. Przeleźli przez nią do pokoju wspólnego Gryffindoru, w którym było tłoczno i hałaśliwie.

- To co, zabieramy się za te horoskopy? – zapytał Harry.

- Musimy – jęknął Ron.

- Dwójka moich synów grzeczne będą odrabiać lekcje – powiedziała młodsza Molly.

Poszli na górę do dormitorium po książki i wykresy i zastali tam samotnego Neville'a, siedzącego na łóżku i pogrążonego w lekturze. Wyglądał o wiele spokojniej niż pod koniec lekcji z Moodym, ale jeszcze nie całkiem normalnie. Oczy miał zaczerwienione.

- W porządku, Neville? – zapytał Harry.

- O, tak. Czuję się znakomicie, dzięki.

- Teraz dopiero czuję się znakomicie – stwierdził Neville – i dopiero czuję, że żyje. Mam rodziców, wspaniałą żonę, wspaniałe dzieci i wspaniałych ludzi wokół siebie – Hanna pocałowała go namiętnie w usta.

Czytam sobie książkę, którą mi pożyczył profesor Moody... – Pokazał mu okładkę: "Śródziemnomorskie magiczne rośliny wodne i ich właściwości" – Pani Sprout powiedziała profesorowi Moody'emu, że jestem naprawdę dobry z zielarstwa.

- Nie ma za co, kochanie – oznajmiła pani Sprout – Ja tylko powiedziałam prawdę, w przeciwieństwie, do niektórych tu obecnych na sali.

W jego głosie zabrzmiała rzadko przez niego okazywana duma.

- Uznał, że mnie to zainteresuje – Harry pomyślał, że powtórzenie Neville'owi, co o nim mówiła pani Sprout, było bardzo sprytną taktyką podniesienia go na duchu, bo Neville rzadko słyszał, że jest w czymś dobry.

- W dużo innych rzeczach jest najlepszy – oznajmiła Hanna rozmarzona – Na przykład najlepszy jest w łóżku i innych rzeczach – Neville wyszczerzył się do wszystkich.

- Jesteś niesamowita, pani Longbottom – oznajmił pan Longbottom, więc Hanna z całych sił pocałowała go w usta.

- W przyszłości też tacy jesteście – mruknął Frank II.

Tak by się zachował profesor Lupin.

- Jestem wujek Remus – powiedzieli dwie wersje Lunatyka.

Harry i Ron zabrali swoje egzemplarze "Demaskowania przyszłości" i zeszli z powrotem do pokoju wspólnego, gdzie usiadłszy przy wolnym stoliku, zabrali się za demaskowanie swojej przyszłości w nadchodzącym miesiącu. 

Godzinę później niewiele się posunęli naprzód, choć blat zawalony był kawałkami pergaminu z kolumnami liczb i symbolami,

- Pewnie Ron myślał o Hermionie, a Harry myślał o Ginny – parsknął śmiechem starszy Regulus.

- Harry był zakochany w Cho, tatusiu – oznajmiła Phoebe – To była jakaś masakra. W ogóle do siebie nie pasowali.

a Harry był tak otumaniony, jakby jego mózg wypełnił się wonnymi oparami z kominka pani Trelawney.

- Nie mam zielonego pojęcia, co to wszystko oznacza – rzekł, patrząc na długie kolumny obliczeń – Wiesz co? – powiedział Ron, którego włosy sterczały we wszystkie strony, bo przez cały czas w rozpaczy wichrzył je sobie palcami.

- Ale ty jesteś seksy! – rozmarzyła się Hermiona i westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej. Lavender warczała, miała ochotę rozszarpać Hermionę, że ukradła jej Mon-Rona.

- Chyba trzeba wrócić do starych, wypróbowanych metod przepowiadania przyszłości.

- Co... zmyślić?

- No jasne – odpowiedział Ron, zgarniając stosy notatek ze stołu i zanurzając pióro w kałamarzu.

- Widać, że to rodzina! – parsknęły śmiechem Olivia i Emilly.

- Ty też? – spytali Harry i Ron swojego syna.

- No pewnie! - krzyknęły z bananem na twarzy.

- W następny poniedziałek – mówił, pisząc – prawdopodobnie nabawię się kaszlu, na co wskazuje niesprzyjająca koniunkcja Marsa i Jowisza – Zerknął na Harry'ego – Przecież ją znasz... trzeba tylko powypisywać mnóstwo złych przepowiedni, a ona to kupi.

- To jest szczyt bezczelności! – warknęła Sybilla.

- Pani profesor ma rację! – oburzyły się Parvati i Lavender.

- Słusznie – zgodził się Harry, zbierając wyniki swojej dotychczasowej pracy i wrzucając je ponad głowami grupy rozgadanych pierwszoroczniaków do kominka – Dobra... w poniedziałek będzie mi groziło... ee... poparzenie.

- Oczywiście – powiedział ponuro Ron – bo w poniedziałek znowu zobaczymy sklątki.

Hagrid się zarumienił.

No dobra, we wtorek...

- Utracisz coś cennego – wtrącił Harry, który przeglądał "Demaskowanie przyszłości" w poszukiwaniu pomysłów.

- Dobre – ucieszył się Ron, notując to – Z powodu... ee... Merkurego.

- A może tobie zada cios w plecy ktoś, kogo uważałeś za przyjaciela?

Harry i Ron wymienili spojrzenia.

- Ekstra... – Harry szybko to zapisał – Ponieważ... tak, Wenus jest w dwunastym polu.

- A w środę przegram w jakiejś bójce.

- No nie, właśnie zamierzałem uczestniczyć w bójce! No dobra, to ja przegram zakład.

- Tak, bo założysz si, że wygram...

Przez następną godzinę wypisywali kolejne, coraz tragiczniejsze przepowiednie, podczas gdy pokój wspólny powoli pustoszał, bo Gryfoni rozchodzili się do sypialni.

- Ja Ci przepowiem naszą przyszłość, kochanie – wyszeptały im do ucha Hermiona i Ginny – Każdej nocy będziemy się kochać.

Pojawił się Krzywołap, który wskoczył na puste krzesło i wpatrywał się zagadkowo w Harry'ego – zupełnie tak, jak przyglądałaby im się Hermiona, gdyby wiedziała, w jaki sposób odrabiają zadanie domowe. Rozglądając się po prawie pustym pokoju i starając się wymyślić jakieś nowe nieszczęście, Harry zobaczył Freda i George'a, siedzących ramię w ramię. Skrobali coś zawzięcie na kawałku pergaminu. Było to niezwykłe zjawisko, bo zwykle widywało się ich w wirze jakichś wydarzeń, w których byli hałaśliwym ośrodkiem powszechnej uwagi.

- My zawsze jesteśmy grzeczni. Jesteśmy przecież aniołkami – oznajmili Fred i George i pokazali, że maja aureole nad głowami – Prawda, mamusiu? – spytali – jesteśmy dobrze wychowani w przeciwieństwie do Pana urzędnika.

- Oczywiście – odezwały się dwie wersje pani Potter. Percy głośno prychnął – bo mówią do mnie mamo, bo taki jest ich obowiązek – Fred i George wystawili Percy'emu język.

Kiedy tak siedzieli cicho w kącie, pisząc coś na kawałku pergaminu, otaczała ich atmosfera jakiejś tajemnicy albo spisku, i Harry przypomniał sobie, że już raz widział ich w takiej sytuacji. Tak, to było w Norze. Wtedy podejrzewał, że wypisują nową listę Magicznych Dowcipów Weasley'ów,

- Mamusia nie była zadowolona – stwierdziła Nicole.

- Teraz jestem, bo Fred ma ciebie kochanie, a ja mam córeczkę – odezwała się Molly I, przytulając ją do siebie i całując w czoło. Nicole westchnęła zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej.

ale teraz na to nie wyglądało, bo nie towarzyszył im Lee Jordan, z którym zwykle robili takie rzeczy. A może obmyślają, jak dostać się na listę kandydatów do Turnieju Trójmagicznego? W pewnej chwili George potrząsnął głową, skreślił coś i powiedział bardzo cicho (choć nie dość cicho, by jego słowa nie dobiegły do Harry'ego przez prawie pusty pokój):

- Ani mi się ważcie dostawać się do tego turnieju! – krzyknęła młodsza Molly.

- I tak się nie dostaliśmy – burknął George.

- Nie... to wygląda, jakbyśmy go oskarżali. Musimy być ostrożni... – George podniósł głowę i spotkał wzrok Harry'ego. Harry wyszczerzył do niego zęby i szybko wrócił do swoich przepowiedni – nie chciał, by George pomyślał, że ich podsłuchuje.

- Moja mała siostrzyczka cię potrzebuje, Harry – rzekł George I – i nie podsłuchuj.

- Nie jestem małą dziewczynką, George! – warknęła Ginny do brata – Umiem sama o sobie zadbać.

- Ginny ma charakterek – powiedziały dwie wersje pani Potter – podoba mi się to. Oplotła Harry'ego w małym palcu, tak samo jak ja oplotłam Jamesa. Rude rządzą!

- Ej, wcale mnie nie oplotłaś mnie w małym palcu, tylko mój urok osobisty jest taki wspaniały... – ale dwie wersje pani Potter pocałowały swojego Rogacza namiętne usta – Ale ty jesteś seksy! – i wzdychali zadowolonym głosem, patrząc na żonę z głupim wyrazem twarzy. Obie Lily zachichotały.

- Mamusiu wychowywałam się z sześcioma głąbami więc muszę mieć twardy charakterek, żeby nie wleźli mi na głowę – stwierdziła Ginny, mówiąc do Lady Potter.

- Ej, nie jestem głąbem! – zaprotestowali jej bracia Weasley.

Wkrótce bliźniacy zwinęli swój pergamin, powiedzieli im dobranoc i poszli na górę do sypialni. Minęło z dziesięć minut, kiedy dziura pod portretem otworzyła się i wylazła z niej Hermiona, niosąc plik pergaminów i jakieś pudło, którego zawartość dziwnie grzechotała.

- Grzechotnik?! – pisnęła przerażona Emilly, wtulając się w Huga – Nie lubię węży, one są okropne.

Krzywołap wygiął grzbiet w łuk, przeciągnął się i zaczął mruczeć. 

- Cześć – powiedziała – Skończyłam!

- Ja też! – oznajmił triumfalnie Ron, odrzucając pióro. Hermiona usiadła, złożyła pergaminy i pudło na pustym krześle, po czym przysunęła do siebie przepowiednie Rona.

- Czeka cię dość cieczki miesiąc, co? – powiedziała ironicznym tonem.

- Bez mojej pani, to na pewno – stwierdził Ron – i bez kochania się z rano i wieczorem.

- Ron! – warknęła zarumieniona Hermiona – Przestań!

Krzywołap wskoczył jej na kolana.

- Tak, ale przynajmniej zostałem ostrzeżony – odpowiedział Ron, ziewając – Będziesz się topił dwukrotnie? – zdziwiła się Hermiona.

- Och... tak? – Ron zajrzał do swoich przepowiedni – To chyba zamienię jedno topienie się na stratowanie przez rozszalałego hipogryfa.

- Dolores daj znać! – krzyknął Hugo.

- Nie sądzisz, że każdy od razu się połapie, że to wszystko wymyśliłeś?

- Jak śmiesz! – zawołał Ron z udawaną złością – Harowaliśmy nad tym jak domowe skrzaty! – Hermiona uniosła brwi – To tylko takie powiedzenie – dodał szybko Ron.

- Boję się jej – oznajmił Ron i uśmiechnął się do Hermiony.

Harry odłożył pióro, wypisawszy ostatnią przepowiednię: śmierć przez odcięcie głowy.

- Barty bez głowy! – zawołał Fineas.

- Co jest w tym pudle? – zapytał.

- A niby dlaczego cię to interesuje? – odpowiedziała Hermiona, obdarzając Rona niezbyt przyjemnym spojrzeniem.

- Tak się zaczyna gra wstępna – powiedział Harry.

- Zamknij się! – warknęli Ron i Hermiona.

Zdjęła pokrywkę, pokazując im zawartość pudła. Wewnątrz było z pięćdziesiąt różnokolorowych odznak; na wszystkich były te same litery: WESZ.

- Wesz? – zdziwił się Harry, biorąc jedną plakietkę i przyglądając się jej – Kto ma być tą wszą?

- Nasz aniołek – oznajmił cukierkowym głosem Fred II.

- Argus Filch – powiedział uroczyście George II.

- Bachory! – warknął Argus.

- Nie wesz – odpowiedziała niecierpliwie Hermiona – Stowarzyszenie W - E - S - Z. Stowarzyszenie Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych.

- Stowarzyszenie czego? – dopytywał Hugo.

- Stowarzyszenie Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych – powtórzyła Hermiona.

- Eeee... Pierwszy raz słyszę, cioteczko – stwierdzili chłopaki z przyszłości, oprócz Huga i Scorpiusa.

- Pierwszy raz słyszę - powiedział Ron.

- Nic w tym dziwnego. Właśnie je założyłam.

- Ty? – zdziwił się lekko Ron – A ilu już masz członków?

- No... jeśli wy się zapiszecie... to mamy już trzech.

Niektórzy jęknęli.

- I myślisz, że będziemy chodzić po szkole z odznakami, na których jest napisane "wesz"?

- W-E-S-Z! – zaperzyła się Hermiona.

- Spokojnie, kochanie Cormac się tobą zaopiekuje – powiedział Mclaggen.

- Zamknij się! – warknęła Angelina –  i odpierdol się od mojej siostry.

- Angelina! – zawołały w szoku pani Weasley – Słownictwo!

- Najpierw myślałam o akcji "Już Dość Odrażającego Wykorzystywania Naszych Małych Czarodziejskich Braci – Walcz o Zmianę Statusu Prawnego Skrzatów Domowych", ale to się nie nadawało na nazwę. To będzie w nagłówku naszego manifestu.

- Jak się nakręci to już po was – oznajmił Neville.

Machnęła przed nimi plikiem pergaminów.

- Przeprowadziłam dogłębne prace badawcze w bibliotece. Zniewolenie skrzatów domowych trwa już od wieków. Aż trudno uwierzyć, że do tej pory nikt się temu nie sprzeciwił.

- Ale urodziła się Wybawicielka i je uratuje – stwierdził Marcus i wywrócił oczami – Hermiona bohaterka w spódnicy.

- Właśnie tak! – warknęła na niego Hermiona.

- Hermiono... nastaw dobrze uszy – powiedział głośno Ron – One. To. Lubią. One LUBIĄ być zniewolone!

- I jeszcze przejdźmy z nimi na ty! – krzyknął wściekli Luckowie.

- Dobry pomysł, dzięki Lucek – odparła Hermiona.

- Dla ciebie jestem Pan Malfoy! – warknął na nią, bo Rose mu odpuściła.

- Dla ciebie jestem Roszpunka! – przedrzeźniał go Hugo.

- Czy mam ponownie rzucić na ciebie zaklęcie, dziadziusiu i będziesz wyrażał nam należyty szacunek? – spytała Rose. Mężczyzna umilkł.

- A oto nasze cele krótkofalowe – powiedziała Hermiona jeszcze głośniej, ignorując wypowiedź Rona – Musimy przede wszystkim zapewnić skrzatom domowym godziwe wynagrodzenie i warunki pracy. Natomiast cele długofalowe to zniesienie zakazu używania różdżek przez skrzaty i próba wprowadzenia przynajmniej jednego skrzata do Urzędu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Nie mają żadnego rzecznika swoich interesów. To oburzające!

- Widać, że to jest przyszłą pani Minister Magii – odezwali się Łapa i Rogacz.

- A w jaki sposób to wszystko osiągniemy? – zapytał Harry.

- Zaczniemy od rekrutacji członków – odpowiedziała z entuzjazmem Hermiona – Pomyślałam sobie, że wystarczą dwa sykle wpisowego... za odznakę... co nam pokryje koszty kampanii informacyjnej.

- Hermiono, kochaniutka mogliśmy pomyśleć rok wcześniej, to byśmy zmienili Percy'ego w skrzata domowego, a jego odznakę perfekta naczelnego w to stowarzyszenie – oznajmili Fred i George – Eeee... jak to szło, siostrzyczko

- W - E - S - Z. Stowarzyszenie Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych, braciszkowie – powiedziała Hermiona.

- No właśnie i miałabyś żywą reklamę, siostrzyczko.

- Fred i George przecież Percy jest już tak jakby skrzatem domowym szanownego pana Croucha, najlepszego, najbardziej niezawodnego, najlepiej  ubranego czarodzieja w magicznym świecie – oznajmiła Penelopa.

- Ciocia Penelopa ma rację. Victoire i ja nie znamy się na modzie tak, dobrze jak Pan Crouch – rzekła Domique.

- Tak, pan Crouch ma doskonały wąs i ubranie, pan Crouch ma świetną ulizaną fryzurę. Panie Crouch mam pytanie czy pańską fryzurę przypadkiem nie ulizała taka znana w Hogwarcie biała fretka ze Slytherinu? – spytała z cwaniackim uśmiechem Angelina. Większość ludzi parsknęła śmiechem, a Draco mordował wzrokiem czarnoskóra panią Weasley.

- Angelino! – zawołały Molly trochę złe i trochę rozbawione. Nie mogły wytrzymać i zaczęły się głośno śmiać.

- Tak, mamusiu? – spytała pani Weasley. Za każdym razem, kiedy jej dzieci mówią "tak" to za każdym razem jej twarz jest rozpromieniona.

- Nie możesz drwić z PANA Croucha, córeczko - odezwała się Lady Weasley przez śmiech.

- Dlaczego mamusiu?

- Bo zaburzysz jego wielkie ego, kochanie.

- I wtedy Percy nie mógłby być skrzatem domowym pana Croucha, gdyby Pan Crouch nie miałby wielkiego ego, mam rację mamusiu? – Molly nie wytrzymała i przytuliła Angelinę do swojej piersi, a ta wtuliła się w jej ciało i westchnęła zadowolonym głosem. Sala parsknęła śmiechem. Większość zaczęła się głośno śmiać. Percy, Barty senior i Draco patrzyli na panią Weasley morderczym wzrokiem, która była wtulona w Molly.

Ron, ty jesteś skarbnikiem... na górze mam dla ciebie puszkę... a ty, Harry, jesteś sekretarzem, więc powinieneś już teraz notować wszystko to, co mówię. No wiesz, protokół z naszego pierwszego posiedzenia – Zapadło milczenie. Hermiona patrzyła na nich, cała rozpromieniona i dumna, a Harry siedział, rozdarty między złością na Hermionę a rozbawieniem na widok miny Rona.

- Okej – mruknęli z niedowierzaniem.

Milczenie przerwał nie Ron, który wyglądał, jakby na jakiś czas oniemiał i ogłuchł, ale ciche stukanie w okno. Harry spojrzał w nie poprzez zupełnie już pusty pokój i ujrzał siedzącą na parapecie sowę śnieżną, oświetloną blaskiem księżyca.

- Hedwiga ma list od wujka Syriusza! – zawołała szczęśliwa Hermiona, która nie mogła się powstrzymać. Łapy wyszczerzyli się.

- Pisałem może, żeby mój chrześniak się ogarnął i poderwał wreszcie rudowłosa piękność z piegami? – spytał z nadzieją głosie młodszy Łapa.

- Łapa powiedz, że tak napisałeś do mojego syna? – spytali z nadzieją w głosie dwie wersje pana Pottera, patrząc na brata z nadzieją.

- Widzisz Harry, mamusia i tatuś dobrze wiedzieli, co robią kiedy wybrali Ci wujka Syriusza na twojego ojca chrzestnego, bo cała trójka wie, jaka dziewczyna jest dla Ciebie najlepsza – oznajmiła Ginny.

- Że niby ty jesteś najlepsza dla Harry'ego Pottera? – warknęła Romilda Vane na Ginny.

- Owszem – odpowiedziały pani Potter – Ginny stała się dla mnie córeczką i będzie córką dożywotnio, bo ma biżuterie rodu Potter i znak na szyi i mówi to mnie "mamusia", a ty cukiereczku nie masz ani tego, ani tego, ani ostatniego.

- Kocham cię, mamusiu – oznajmiła Ginny do Lily I.

- Ja ciebie też kocham, córeczko.

- Ale ona wypuściła bazyliszka! – zawołała Romilda.

- Była opętana! – bronił Ginny Harry – Inaczej byś gadała, jakby ciebie opętał Voldemort!

- Mogła nie pisać w tym dzienniku!

- CAŁY CZAS JESTEM ZŁA NA SIEBIE, ŻE BYŁAM TAKĄ KRETYNKĄ, ŻE PISAŁAM W TYM CHOLERNYM DZIENNIKU! I CAŁY CZAS MYŚLĘ, ŻE NIE JESTEM GODNA HARRY'EGO! – ryknęła na nią Ginny.

- Bo nie jesteś godna – powiedziała Romilda.

- To JA WYBRAŁEM Ginny! – warknął Harry do Vane – i Ginny jest MIŁOŚCIĄ mojego życia i jest NAJLEPSZĄ MATKĄ dla MOICH DZIECI, poza tym miała TYLKO 11 lat, kiedy pisała w tym cholernym dzienniku i była małą dziewczynką, a teraz to PRZEPIĘKNA kobieta z mocnym charakterem i rozpłomienionym spojrzeniu. A kiedy jej wargi dotykają moich warg, jestem najszczęśliwszym facetem na świecie, bo wiem, że całuję się z boginią. Ma biżuterię rodu Potter i znak na szyi, więc ani ty, ani żadna inna dziewczyna nie dorastacie jej do pięt, więc się ODWAL od mojej ŻONY, Vane! – Ginny nie wiele myśląc, pocałowała go namiętnie w usta, a kiedy się oderwali Harry miał rozmarzona minę, a Ginny wtuliła się w jego klatkę piersiową. Zamykając oczy westchnę ka zadowolonym głosem.

- Hedwiga! – krzyknął, zrywając się z krzesła i biegnąc ku oknu. Otworzył okno, a Hedwiga wleciała do pokoju, okrążyła go i wylądowała na horoskopie Harry'ego – Najwyższy czas! – zawołał Harry, wracając szybko do stolika.

- Ma list! – krzyknął podekscytowany Ron, wskazując na wyświechtany kawałek pergaminu, przywiązany do nóżki sowy. Harry niecierpliwie odwiązał list i usiadł, by go przeczytać, a Hedwiga sfrunęła na jego kolano, pohukując cicho.

- I co pisze? – wydyszała Hermiona.

- Powinnam uprawiać jakiś sport, żeby poprawić swoją kondycję – stwierdziła Hermiona – a nie czekaj chodzę na jogę, pilates i mam swój styl.

- Dla mnie możesz chodzić nawet nago – mruknął Ron.

- Ron nie będę parodiować po Hogwarcie nago, mając na sobie moją tylko biżuterie i szpilki na wysokim obcasie! Ron czyś ty do reszty zdurniał! - warknęła Hermiona zarumieniona.

- Co takiego! – krzyknął Ron w szoku – Ani mi się waż! Musiałbym najpierw zabić chyba wszystkich facetów! Mi chodziło, że tylko w naszym domu możesz chodzić nago, bo buty na wysokim obcasie, których i tak nie możesz zdjąć, a biżuterii już ni liczę, co bardzo mnie cieszy w przebiegu sytuacji – wyszczerzył się Ron do żony. Hermiona o dziwo pokiwała głową podniecona. Patrzyli na Hermionę z niedowierzaniem, że tak się zmieniła i nagle wypaliła rozmarzona:

- Już nie mogę się doczekać, kiedy pokaże ci się nago, pokazując tobie swoje wdzięki, mając na sobie tylko szpilki na wysokim obcasie i biżuterię.

- Ktoś na pewno podmienił Hermionę – oznajmili Fred i George.

- Nikt mnie nie podmienił, ile razy mam to powtarzać! – prychnęła Hermiona.

- Jestem z ciebie taka dumna siostrzyczko – oznajmiła Fleur, też miała na sobie szpilki na wysokim obcasie – i pomyśleć, że kilka miesięcy temu byłaś nieśmiałą dziewczyną z głową w książkach, a teraz stałaś się pewną siebie seksowną kobietą.

- Hermiona! – krzyknęła Ginny w szoku – Jestem taka dumna, to jaką kobietą się stałaś – i przytuliła ją.

- Mamusia jest piękną, seksowną i inteligentną kobietą. I jak idzie ulicą albo jest w ministerstwie to mężczyźni, co chwilę na nią zerkają i się ślinią, bo każdy mamusi ruch jest wykonany z gracją i wdziękiem, co bardzo denerwuje tatusia i patrzy na nich morderczym wzrokiem. I gdyby był bazyliszkiem, to wszyscy faceci byliby martwi – zachichotała Emilly a Hermiona teatralnie odrzuciła włosy do tyłu.

List był bardzo krótki i wyglądał, jakby go napisano w pospiechu. Harry odczytał go na głos:

Harry - natychmiast lecę na północ. Wiadomość o twojej bliźnie jest ostatnią z całej serii dziwnych pogłosek, które tu do mnie dotarły. Jeśli rozboli cię znowu, idź prosto do Dumbledore'a.

- Do tego kłamcy! – prychnęły matki.

- Zmieniłem zdanie na temat Dropsa – oznajmili głośno dwie wersje Łapy.

- mówią, że ściągnął z emerytury Szalonookiego, a to oznacza, że trafnie odczytuje różne znaki, choć poza nim nikt nie zwraca na nie uwagi. Wkrótce nawiąż z Tobą kontakt.

Pozdrowienia dla Rona i Hermiony.

- Kocham cię, wujku Syriuszu – odezwała się Lady Weasley.

Miej oczy szeroko otwarte, Harry.

Syriusz.

Harry spojrzał na Rona i Hermionę, którzy wpatrywali się w niego z napięciem.

- Leci na północ? – wyszeptała Hermiona – Wraca?

- Dumbledore trafnie odczytuje znaki? – powtórzył Ron, wyraźnie zaniepokojony – Harry... co robisz? – Bo Harry uderzył się pięścią w czoło, zrzucając Hedwigę z kolan.

- Nie powinienem mu o tym pisać! – zawołał.

- O czym ty mówisz? – zapytał zaskoczony Ron.

- To go skłoniło do powrotu! – powiedział Harry, teraz waląc pięścią w stolik. Hedwiga wylądowała na oparciu krzesła Rona, pohukując z oburzeniem.

- Zrobię wszystko, żeby chronić mojego Rogasia – oznajmiły pewnym głosem Łapy. Lily przytuliły się do Łapy, a ten ją objął, a kiedy się na nią popatrzyła, powiedziała:

- Jesteś moim bratem – odezwała się zielonooka ze łzami w oczach.

- Ja zawsze będę twoim bratem, Lily, bo mamy tych samych rodziców przecież – powiedział Łapa i pocałował ją w czoło.

- Tak, mamusie Euphemie i tatusia Fleamonta – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Łapę jeszcze bardziej. Późnej popatrzyła na niego – kocham cię braciszku.

- Ja Ciebie też kocham, siostrzyczko.

- Moje kochane dzieci – oznajmiła wzruszona Euphemia, podchodząc do nich przytuliła ich to swojej piersi całując ich po czołach.

- Mamusia – westchnęła zadowolonym głosem pani Potter, wtulając się w najstarszą lady w rodzie Potter – Mamusiu kocham cię – a Euphemia jeszcze bardziej ją wtuliła na te słowa.

- Wraca, bo myśli, że jestem w niebezpieczeństwie! A przecież nic mi nie jest! I nie mam nic dla ciebie – warknął do Hedwigi, która kłapała dziobem z wyraźną nadzieją – Jeśli jesteś głodna, musisz odwiedzić sowiarnię – Hedwiga spojrzała na niego z głębokim wyrzutem i wyleciała przez otwarte okno, trzepnąwszy go w głowę rozłożonym skrzydłem.

- Harry – mruknęła Ginny cicho i wtuliła się w tors swego męża.

- Harry... – zaczęła Hermiona uspokajającym tonem.

- Idę do łóżka – oświadczył krótko Harry – Zobaczymy się jutro rano – W dormitorium przebrał się w piżamę i wlazł do łózka, ale nie czuł się wcale śpiący. Jeśli Syriusz wróci i zostanie schwytany, będzie to jego, Harry'ego, wina.

- Tatusiu! – krzyknęła Olivia zmartwiona i przytuliła się do niego.

Po co od razu złapał za pióro i napisał do niego? Kilka sekund bólu i już musiał się komuś poskarżyć... jakby nie miał dość rozsądku, by zatrzymać to dla siebie... Chwilę później usłyszał, jak Ron wchodzi do dormitorium, ale się do niego nie odezwał.

Córki Harry'ego i Rona były zmartwione.

Przez długi czas leżał, wpatrzony w ciemny baldachim nad swoim łóżkiem. W dormitorium było zupełnie cicho. Gdyby go nie pochłaniały rozmyślania, na pewno zdałby sobie sprawę z tego, że skoro nie słychać zwykłego chrapania Neville'a, to nie on jeden jeszcze nie śpi.

- Tatuś pewnie myśli, jak poderwać mamusie – stwierdziła Lily II z uśmiechem, patrząc na Neville.

- Może tak, może nie – powiedział nagle Neville zarumieniony.

- To tak czy... – zaczęła Hanna, ale nie skoczyła, bo Neville pocałował ją namiętnie w usta, a kiedy się oderwali, powiedziała:

- Seks codzienne rano i wieczorem – wyszeptała podniecona i rozmarzona Lady Longbottom.

- Oczywiście pani Longbottom, będziesz przy mnie bezpieczna, księżniczko – stwierdził Neville, a Hannie zrobiło się wyjątkowo gorąco. Była na maksa podniecona i już nie mogła się na niczym innym skupić, tylko chciała, żeby jak najszybciej Neville w nią szedł i ją przeleciał.

- Koniec rozdziału – oznajmił Moody.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...