środa, 5 listopada 2025

Rozdział 26 Czara

- Przystojniaku teraz ja - oznajmiła Cassie

- Proszę piękna - odezwał się Kevin

Rozdział 26
Drugie zadanie

- A mówiłeś, że już rozwiązałeś zagadkę tego jaja! - zawołała z oburzeniem Hermiona.

- Nie wydzieraj się tak! - burknął Harry - Chciałem po prostu zrobić to dokładniej, rozumiesz?

- Nie przejmuj się Wujek mamusia zawsze sie wydziera - mruknął Scorpius do Harrego i uśmiechnal się słodko do teściowej Ron parskneli śmiechem i pocałowały ją w czoło Hermionaly miała wściekłale minę ale po chwili wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej

- On, Ron i Hermiona siedzieli na lekcji zaklęć przy jednym stoliku w końcu klasy. Mieli dzisiaj ćwiczyć przeciwieństwo Zaklęcia Przywołującego - Zaklęcie Odsyłające. W obawie przed przykrymi w skutkach wypadkami profesor Flitwick wręczył każdemu uczniowi kilka poduszek, na których mieli ćwiczyć, żeby nikomu nie stała się krzywda, gdy obiekt wymknie się spod kontroli. Było to dobre założenie, ale w praktyce okazało się nie do końca skuteczne. Neville, na przykład, wciąż odsyłał o wiele cięższe obiekty - w tym samego profesora Flitwicka.

Neville sie zarumienił Augusta pokręciła głową

- Prababciu - powiedziała Lily II do Augusty - będziesz jeszcze mojego tatusia dumna

- Jestem z niego dumna skarbie tylko po prostu Neville bardzo mi przypomina Franka i chciałam żeby był taki jak moje dzieci - mruknela łzami w oczach Lady Longbottom - Alicia od chwili kiedy Cie poznałam widziałam ze będziesz moją córeczka kocham cię bardzo mocno i zawsze będę Cię kochała zawsze będziesz moja córeczka a wasz wypadek totalnie mnie załamał - pani Longbottom podbiegła do niej gracja i wdziękiem na stopach miała szpilki na bardzo wysokim obcasie i bardzo mocno wtuliła się w starszą lady Longbottom którą tez miala obcasy na 12 cm

- Mamusiu nigdzie sie nie wybieram - oznajmiła Alicia

- Nie chce myśleć co by się ze mną stało gdybyście znowu leżeli w Mungu moim marzeniem jest tylko was oboje tulić do swojej piersi bo wtedy wiem ze nigdy was nie stracę kochani - wyszeptała pani Longbottom a łzy leciały jej do policzkach

- A ja chce się tulić do mamusi piersi i chce żeby mamusia całowała mnie po czole i tuliła mnie do swojej piersi bo wtedy czuje sie bezpieczna i czuje od mamusi matczyna miłość - odparła Lady Longbottom wtulając się w nią jeszcze bardziej - mamusiu chce całus w czoło - Augusta była tak wzruszona jak Alicia do niej mówi ze spełniła swoj obowiązek matki i pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Longbottom wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej a ta tuliła ja do swojej piersi - i uważam że per mamusia to tylko poprawny zwrot do mamusi swojego męża

- Tak i nie ważne ile będziesz miała lat kochanie jesteś moja córeczką jesteś Lady Longbottom Lady królewskiego rodu Longbottom wiec twoim obowiązkiem jest zawsze mówić do mnie tylko mamusia bo córeczki tak mówią do swoich matek po za tym jesteś grzeczna dziewczynka prawda skarbie? - spytał pani Longbottom miłością i całując ja w czoło

- Tak mamusiu ! - wesnela Lady Longbottom zadowolonym głosem wtulając się pani Longbottom jeszcze bardziej - zawsze będę grzeczna dziewczynka mamusiu zawsze będę przestrzegać etykietę dobrego zachowania rodzie Longbottom

- Pamiętaj córeczko obcas min 12 cm chodzimy po domu - mruknela zadowolonym głosem Augusta - uwielbiam ten strój które idealnie dopasowane do mojej figury i podkreślała moje kobiece kształty i uwielbiam chodzić szpilkach na bardzo wysokim obcasie

- A ja uważam że.. - zaczęła Emma

- A ja uważam żebyś się zamknęła swoja japę - przerwała jej Lady Longbottom

- Jak śmiesz nie jesteśmy koleżankami ! - warknęła pani Diggory Augusta wyciągnęła różdżkę

- Masz jakiś problem Diggory sprawie mojej córeczki? - wycedzila Lady Longbottom

- Ona nigdy...

- Dla ciebie to jest PANI Longbottom! - warknęła Augusta - ja nie wiem jakim człowiekiem można być żeby nie widzieć jak Cedrik kocha Cho co z Ciebie za matka Diggory?

- Jesteś toksyczna matka bo chcesz mieć tylko Cedrika dla siebie - rzekła Marlene - i do tego głupia bo zamiast zyskać córkę to straciłaś syna za słowa głupotę

- Po prostu zapomnij na minutę o tym przeklętym jajku, dobrze? - syknął Harry, kiedy profesor Flitwick przeleciał obok nich ze świstem i wylądował na szczycie wielkiej szafy.

Flitwick sie roześmiał

- Próbuję wam opowiedzieć o Snapie i Moodym... - Ta lekcja stwarzała idealne warunki do poufnej rozmowy, bo wszyscy zbyt dobrze się bawili, by zwracać na nich uwagę. Przez ostatnie pół godziny Harry opowiadał im szeptem o wydarzeniach poprzedniej nocy.

- Snape powiedział, że Moody przeszukał jego gabinet? - szepnął Ron, a oczy mu się rozjarzyły. Machnięciem różdżki odesłał poduszkę, która poszybowała w powietrzu i strąciła Parvati kapelusz z głowy. - A może Moody jest tutaj po to, żeby mieć oko nie tylko na Karkarowa, ale i na Snape'a?

- Bardzo dobrze - oznajmił Alastor

- Nie wiem, czy Dumbledore go o to prosił, ale na pewno właśnie to robi - odrzekł Harry, machnąwszy różdżką bez niezbędnego skupienia się na tej czynności, wobec czego jego poduszka tylko zsunęła się leniwie ze stolika i pacnęła o podłogę - Moody powiedział, że Dumbledore tylko dlatego pozwala Snape'owi zostać tutaj, bo daje mu drugą szansę czy coś w tym rodzaju...

- Co? - zdumiał się Ron, otwierając szeroko oczy; jego kolejna poduszka zatoczyła wysoki łuk w powietrzu, odbiła się od żyrandola i upadła ciężko na biurko Flitwicka - Harry, może Moody myśli, że to Snape wrzucił twoje nazwisko do Czary Ognia!

- Och, Ron - szepnęła Hermiona, kręcąc sceptycznie głową - już raz byliśmy przekonani, że Snape chce zabić Harry'ego, a okazało się, że ratował mu życie, nie pamiętasz?

Hermiona uśmiechnęły się do Snape niewinne

- Jestem z ciebie dumny córeczko podpalilas Smarka bo był niegrzecznym chłopcem - powiedział Rogacz że śmiechu podchodząc do córki bo Lily stanęła z kolan Rogacza gracja i wdziękiem

- Dziękuję tatusiu! - wtulając się w ojca jeszcze bardziej i popatrzyła na ojca ze nadzieją ze pocałuje ja w czoło

- Oczywiście córeczko - i pocałował ją w czoło Hermiona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej mimo że miała szpilki na 12 cm obcasie była od Lorda dużo mniejsza i drobniejsza Pani Potter również podeszła do córki gracja i wdziękiem 12 cm obcasie i mocno ja przytuliła całując ja w czoło

- Kocham Cię mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając kobietę jeszcze bardziej

- Granger mnie podpaliła!

- Hermiona nazywa się WEASLEY ! - warknal na niego Artur - prawda kochanie?

- Tak TATUSIU - odpowiedziałaly szczęśliwa pani Weasley że musi nazywać Molly i Artura Weasley mamusia i tatusiem - nazywam się Lady Hermiona Weasley i jestem Lady królewskiego i starożytnego rodu Weasley

Odesłała poduszkę, która przeleciała przez klasę i wylądowała w pudle, do którego miały trafiać wszystkie poduszki. Harry spojrzał na Hermionę, zastanawiając się nad tym, co powiedziała. Tak, to prawda, że raz Snape uratował mu życie, ale czy to nie dziwne, że tak Harry ego nienawidzi, podobnie jak nienawidził jego ojca, kiedy byli razem w szkole? Uwielbia odejmować mu punkty i nigdy nie traci okazji, by go ukarać, czy nawet postulować usunięcie go ze szkoły.

- Ja bym się tak nie przejmowała tym, co mówi Moody - ciągnęła Hermiona - Dumbledore nie jest głupi. - Słusznie zaufał Hagridowi i profesorowi Lupinowi, mimo że nikt inny by ich nie zatrudnił, więc dlaczego miałby się pomylić co do Snape'a, nawet jeśli Snape jest trochę...

- ...zły - wpadł jej w słowo Ron - Daj spokój, Hermiono, a dlaczego łowcy czarnoksiężników przeszukują jego gabinet?

- Dlaczego Crouch udaje, że jest chory? - zapytała Hermiona, ignorując Rona.

- Hermiona ignorujesz mnie - skarcil ja do ucha podniecony Ron - niegrzeczna dziewczynka

- Przywiążesz mnie do łóżka i założysz mi majtki z wibratorem żeby masował mi łechtaczke dając mi niesamowite doznania a ja Ciebie będę Cię żebys dawał mi mocniej? - pytała Hermiona nadzieją

- Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermiona

- Zakochała się w Lordzie Weasley - mruknela patrząc na niego iskierkami miłości

- To chyba trochę dziwne, że nie mógł być na Balu Bożonarodzeniowym, a wślizguje się tutaj potajemnie w środku nocy?

- Ty po prostu nie lubisz Croucha z powodu tej skrzatki, Mrużki - szepnął Ron, odsyłając kolejną poduszkę prosto w okno.

- Ja go nienawidzę! - warknęły Lady Weasley patrząc na Croucha takim wzrokiem ze jakby wzrok zabiłal byłby martwy

- Ja też go nienawidzę - powiedziały Daphne - skrzywdził mojego tatusia!

- A ty po prostu chcesz koniecznie Snape a o coś posądzić - odpowiedziała Hermiona, odsyłając swoją poduszkę zgrabnie do pudła.

- A ja po prostu chciałbym się dowiedzieć, co zrobił Snape ze swoją pierwszą szansą, jeśli otrzymał drugą - mruknął ponuro Harry, a jego poduszka, ku jego wielkiemu zaskoczeniu, przeleciała przez pokój i wylądowała dokładnie na poduszce Hermiony.

* * *

Spełniając życzenie Syriusza, by mu donosić o wszystkich dziwnych sprawach, Harry wysłał mu tego wieczoru list, tym razem przez brązową sowę, opowiadający o włamaniu się Croucha do gabinetu Snapea i o rozmowie Moody;ego ze Snape;em. Potem skupił się gorliwie na najpilniejszym dla niego problemie: jak dwudziestego czwartego lutego przeżyć godzinę pod wodą.

Ginny miała smutną minę

Ron proponował, by ponownie użyć zaklęcia przywołującego. Harry opowiedział mu kiedyś o akwalungach i Ron uważał, że można by przywołać coś takiego z najbliższego miasta mugoli. Hermiona zdruzgotała ten plan, wykazując, że nawet gdyby Harry'emu udało się w ciągu godziny opanować sztukę posługiwania się takim sprzętem, zostałby na pewno zdyskwalifikowany za złamanie Międzynarodowego Kodeksu Tajności Czarów. Trudno było bowiem założyć, że żaden mugol nie zauważy akwalungu przelatującego nad wioskami, polami i lasami.

- Jak latający ford! - wycedzil Snape

- Oj przyznaj się Sevus chciałeś się przeleciec - rzekł Jared

- Nie mów do mnie Sevus dla ciebie jestem PAN PROFESOR Snape! - warknal Severus

- Nie dla mnie będziesz Sevus - stwierdził beztrosko Jared

- Oczywiście idealnym rozwiązaniem byłaby transmutacja. No wiesz, jakbyś się transmutował w jakąś łódź podwodną albo coś w tym rodzaju - oświadczyła - Niestety, jeszcze nie przerabialiśmy transmutacji ludzkiej! To chyba będzie dopiero w szóstej klasie, a mógłbyś zrobić sobie dużą krzywdę, gdybyś próbował transmutacji, nie mając pojęcia, jak to zrobić...

- Tak, nie mam zbyt wielkiej ochoty na paradowanie po Hogwarcie z peryskopem sterczącym z głowy - powiedział Harry

- A ja nie mam ochoty paradowaniu nago po Hogwarcie! - wypaliły Fleur - mając na sobie tylko biżuterie rodu Weasley i szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie

- Tylko ja mogę sie taka widzieć nikt inny! - warkneli Bill Fleur pocałowała go w namiętnie w usta

- Jesteś taki seksy Lordem! - wesnelaly zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej Nick Teddy i Louis wywrócili oczami

- Jestem seksownym Lordem Weasley a ty jesteś seksowną Lady Weasley - oznajmiłi Bill patrząc na Fleur jakby była ósmym cudem świata - na jej pięknym ciele powstał celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdował się wilka i labedz splecione w kształcie yin i yang i teraz jestem związany z ta seksowna blondynka o niebieskich oczach Lady na wieczność - Fleur siedzącą na kolanach Billa mocno się wtuliła i wesnela zadowolonym głosem

- Tak i moim mężem jest najseksowniejszy czarodziej na ziemi o niesamowitych niebieskich oczach i rudowłosach włosach piegach to moj rycerz na miotle i nie mam ochoty od niego odejść i go zostawić a ta biżuteria rodem Weasley i mówienie do jego rodziców tylko mamusia i tatuś mi o tym przypomina że do końca życia będę panią Weasley - i popatrzyły się na niego iskierkami miłości - tak bardzo Cie kocham Bill! - i pocałowała go w namiętnie w usta jej mąż oddał pocałunek taką samą mocą

- Oni sa sobie pisani - stwierdziła Charlotte patrząc na Williama i Fleur

- Fleur jest moją córcia! - pisnęła Molly szczęśliwa

- Ale zawsze mogę zaatakować kogoś w obecności Moody'ego, a on mnie w coś przemieni...

- Tylko że raczej nie będziesz miał wpływu na to, w co cię przemieni, a to dość duże ryzyko - powiedziała z powagą Hermiona - Uważam, że musisz użyć jakiegoś zaklęcia.

- Ja już rzuciłem zaklęcie Amor anternus na Ginny i na jej pięknym ciele powstał celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdował się jelen i koń splecione w kształcie yin i yang i teraz jestem związany z ta seksowna rudowłosa z piegami o brązowych oczach Lady na wieczność - oznajmili Harry a Ginny siedzącą na kolanach Harrego mocno się wtuliła i wesnela zadowolonym głosem

- Tak moim mężem jest najseksowniejszy czarodziej na ziemi o niesamowitych zielonych oczach i krukoczarny włosach to moj rycerz na miotle i nie mam ochoty od niego odejść i go zostawić a ta biżuteria rodem Potterów i mówienie do jego rodziców tylko mamusia i tatuś mi o tym przypomina że do końca życia będę panią Potter - i popatrzyła się na niego iskierkami miłości tak bardzo Cie kocham Harry i pocałowała go w namiętnie w usta jej mąż oddał pocałunek taką samą mocą

- Oni sa sobie pisani - powiedziała Angelina patrząc na na Harrego i Ginny

- Ginny jest moja córcia! - pisnęła Lily I szczęśliwa

Tak więc Harry, z niezbyt miłym przeczuciem, że wkrótce będzie miał dość biblioteki na całe życie, zakopał się ponownie w stosach zakurzonych woluminów, poszukując zaklęcia, które pozwoli mu przeżyć bez tlenu. Chociaż jednak i on, i Ron, i Hermiona szukali gorliwie we wszystkie przerwy obiadowe, wieczory i całe weekendy, choć Harry dostał od profesor McGonagall pisemne pozwolenie na korzystanie z działu Książek Zakazanych, a nawet poprosił o pomoc zgryźliwą podobną do sępa bibliotekarkę, panią Pince,

- Panie Potter jestem wykończona wykończona bo wczoraj bzykalam sie Filczem i było cudownie a dzisiaj niestety musiałam przyjść do pracy i otworzyć cholerną biblioteke takim gówniarzom jak ty a ty mi dodatku jeszcze przeszkadzasz i jeszcze jesteś bardzo bezczelny o masz o masz jeszcze biblioteki nie otworzyłam a już jest pani wiem to wszystko Hermiona Weasley i jej głupi mężuś pan Ron Weasley odezwał się Teddy z zgryźliwym głosem Prince - jest pięć po ósmej a ja czuję jakby była piętnaście po - gdy to usłyszeli jak Teddy świetnie naśladowal zgryźliwy głos bibliotekarki sala spadła ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy biblioteka zrobiła się czerwona i patrzyła na Teddiego mordem w oczach

- Hahaha nie mogę hahaha! - krzyczeli męska cześć ze śmiechu z podłogi - to było świetnie

- Jakbym słyszał Prince! - krzyknąl Harry - ten jej głos jej narzekanie

- Dzięki! - wystrzezyl sie Teddy i popatrzył się na czerwona bibliotekarke

- Moja krew! - zawolali dwie wersje Remusa z ziemi

- ZABIJE TEGO GÓWNIARZA! - ryknela wściekła Prince w stronę Lorda Lupina

- Dotnij go tylko a nie będę miłosierna! - wycedzila Victoire Nimfadora podeszła do córki gracja i wdziękiem na stopach miała szpilki na bardzo wysokim obcasie i bardzo mocno przytuliła młodsza lady Longbottom którą tez miala obcasy na 12 cm

- Mamusia - wyszeptała zadowolonym głosem gdy tylko poczuła lady Lupin a Nimfadora była tak wzruszona tak Victoire do niej mówi ze spełniła swoj obowiązek matki i pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lupin wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej a ta tuliła ja do swojej piersi - Mamusiu uważam że per mamusia to tylko poprawny zwrot do mamusi swojego męża

- Tak i nie ważne ile będziesz miała lat kochanie jesteś moja córeczką jesteś Lady Lupin Lady królewskiego rodu Lupinow wiec twoim obowiązkiem jest zawsze mówić do mnie i do Remusa tylko mamusia i tatuś bo córeczki tak mówią do swoich rodziców po za tym jesteś grzeczna dziewczynka prawda skarbie? - spytała Lady Lupin miłością i całując ja w czoło

- Tak mamusiu ! - wesnela Lady Lupin zadowolonym głosem wtulając się pani Lupin jeszcze bardziej - zawsze będę grzeczna dziewczynka mamusiu zawsze będę przestrzegać etykietę dobrego zachowania rodzie Luoiny

- Pamiętaj córeczko obcas min 12 cm chodzimy po domu - mruknela zadowolonym głosem Nimfadora - uwielbiam ten strój które idealnie dopasowane do mojej figury i podkreślała moje kobiece kształty i uwielbiam chodzić szpilkach na bardzo wysokim obcasie

- Oczywiście mamusiu - mruknela wtulona do piersi Nimfadory

nie znaleźli niczego, co pozwoliłoby Harry'emu spędzić godzinę pod wodą i przeżyć, by opowiedzieć, jak tam było. Znajome dreszcze paniki zaczęły znowu nękać Harry'ego i znowu trudno mu było skupić się na lekcjach. Jezioro, które dotąd uważał po prostu za element krajobrazu, teraz przyciągało jego spojrzenie za każdym razem, gdy znalazł się przy oknie - wielka, stalowa masa zimnej wody, której mroczne i lodowate odmęty zdawały mu się tak odległe jak księżyc. Podobnie jak wówczas, gdy miał stanąć oko w oko z rogogonem, czas pomykał, jakby ktoś zaczarował wszystkie zegary, by chodziły dziesięć razy szybciej niż normalnie. Już tylko tydzień dzielił go od dwudziestego czwartego lutego (wciąż jeszcze mam trochę czasu)...

- Ron nie mamy na to czasu! Mam tylko tydzień na znalezienie jak mam oddychać pod woda! - zawołał James II głosem ojca

- Rozumiem, a jakie opóźnienie przewidujemy? - spytał Hugo naśladując głos Rona

- Żadne, Ron . Mamy tydzień i koniec.

- To fajne wyznanie Harry

- Nie żadne wyzwanie, tylko samobójstwo!

- Przesadzasz!

- Nie, no wiesz, przepraszam, że się narzucam, ale jakoś nie widzę się w roli martwego !

Mimo wszystko sala parsknęła śmiechem

Już tylko pięć dni (tak, teraz już trzeba coś znaleźć)... Trzy dni (o Boże, muszę coś znaleźć...). Dwa dni przed datą turniejowych zmagań znowu przestał jeść. Jedyną dobrą rzeczą, jaka go spotkała podczas śniadania, był powrót brązowej sowy, którą wysłał do Syriusza. Sięgnął szybko po pergamin przywiązany do jej nóżki, rozwinął go i zobaczył najkrótszy list, jaki Syriusz kiedykolwiek do niego napisał:

Prześlij mi zwrotną sową datę najbliższego Hogsmeade.

Harry odwrócił pergamin i spojrzał z nadzieją na drugą stronę, ale była pusta.

- W następny weekend - szepnęła Hermiona, która przeczytała list ponad jego ramieniem - Masz... weź moje pióro i natychmiast odeślij mu tę sowę. Harry naskrobał datę na drugiej stronie listu Syriusza, przywiązał pergamin do nóżki sowy i obserwował, jak ptak wylatuje przez okno. Ale czego miałby się spodziewać? Rady, jak przeżyć pod wodą? Przecież tak mu zależało na tym, by opowiedzieć Syriuszowi o Snapie i Moodym, że kompletnie zapomniał nadmienić o zagadce złotego jaja.

- Dlaczego on chce się dowiedzieć, kiedy będzie następny wypad do Hogsmeade? - zapytał Ron.

Zobaczył jak Hermiona podbiegła do Łapy gracja i wdziękiem i przytuliła sie do Łapy

- Wujku Syriuszu kocham cię - wyszeptała a ten pocałował ją w czoło Hermiona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Łapę jeszcze bardziej

- Ja też Cie kocham księżniczko

- Wujek Łapo tata nie widzi świata po za mamą a mama nie widzi świata po, za tatą bo albo się zamykają w pokoju i chyba wiecie co mogą robić albo sie całują a mama siedzi praktycznie tatowi na kolanach i sie do niego przytula i wzdycha zadowolonym głosem jak tata zazwyczaj całuję mamę w czoło kiedy nawet byliśmy w gości - stwierdził Hugo

- I będziesz tak robił żeby moja córeczka była szczęśliwa i była bezpieczna? - spytał Rogacz patrząc na niego i założył ręce

- Tatusiu! - jęknęla zarumieniona Hermiona

- Oczywiście tato - odparł Ron podchodząc do Hermiony i Łapy a ta przytuliła się do niego więc Ron pocałował ją w czoło jak zwykle Hermiona wesnela zadowolonym głosem wtulając się z niego jeszcze bardziej - i mogę zrobić jeszcze to - i pocałował ją namiętnie w usta ona ponownie wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą a później oderwali się

- O Melinie jak ty wspaniale całujesz i jesteś taki seksowny! - rozmarzyla się Lady Weasley i wesnela zadowolonym głosem

- Wiem - mruknął i tulil ja do swojej piersi

- Hugo nie tylko ciotka Hermiona tak robi wszystkie nasze mamy babcie tak robią siedzą naszym tatom dziadkom na kolanach i się do nich przytulają i wzdychaha zadowolonym głosem jak nasi tatowie dziadkowie całuję naszym mam babć w czoło kiedy nawet byliśmy w gości i nie widzą świata po za sobą - rzekł Frank II

- To jest fakt - odezwał się Patrick a Lucy wtuliła się w niego siedząc mu na kolanach i wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej kiedy Lord Finigan pocałował ja w czoło

- Nasze żony tez nie lubią krzeseł wola nasze kolana jako krzesła - powiedział Nicolas rozbawiony - i do nas przytulają i wzdychaha zadowolonym głosem kiedy całujemy je po czołe kiedy nawet jesteśmy w gości i nie widzą świata po za nami - i pocałował Domique po czole ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej - prawda kochanie?

- Tak uwielbiam siedzieć ci na kolanach bo wtedy czuje się taka bezpieczna i kochana - oznajmiła zadowolonym głosem pani Jordan

- Nie mam pojęcia - mruknął Harry. Chwilowa radość na widok brązowej sowy już w nim zagasła.

- Chodźcie, mamy opiekę nad magicznymi stworzeniami - Od czasu powrotu do pracy Hagrid kontynuował lekcje o jednorożcach, choć nie bardzo byli pewni dlaczego - czy dlatego, że zrezygnował już z prób oswojenia sklątek, czy dlatego, że pozostały mu tylko dwie, czy też chciał udowodnić, że potrafi robić to, co profesor Grubbly-Plank. Okazało się zresztą, że wie o jednorożcach tyle, co o swoich ulubionych potworach, choć dawał jasno do zrozumienia, że nie są zbyt ciekawe, bo nie mają jadowitych kłów.

- Jednorożce sa pięknie! - krzyknęła Fay

Dzisiaj udało mu się schwytać dwa młode jednorożce. W przeciwieństwie do dorosłych okazów, źrebaki miały złotą sierść. Parvati i Lavender rozpływały się na ich widok, i nawet Pansy Parkinson musiała bardzo się wytężyć, by nie okazać swojego zachwytu.

- Płcia piękna również jest zachwycona kiedy idą na zakupy oznajmił Fineas - zwłaszcza po nową obcisła kiecke i buty z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie

- Jestem Lady Black więc muszę wyglądać zabojczo seksownie nawet jak jestem w domu chodząc w Sandałach damskich sznurowane na bardzo wysokim obcasie obcas min 12 cm z odkrytymi palcami z kłódka na zapieciach gracja i wdziękiem oraz obcisła ubraniach podkreślające moja figure i kobiece kształty - uśmiechnęła się szeroko

- Łatwiej je wypatrzyć niż dorosłe - powiedział im Hagrid - Robiom się srebrne, kiedy mają ze dwa lata, a róg im wyrasta, jak mają cztery. A całkiem białe robiom się, jak już zupełnie dorosną, po siedmiu latach. Są bardziej ufne, jak są malutkie, nie wnerwiają się tak na chłopców. Ruszcie się, podejdźcie bliżej, możecie je sobie poklepać, dać im trochę cukru... Wszystko gra, Harry? - mruknął, odchodząc na bok, podczas gdy reszta klasy zgromadziła się wokół źrebiątek.

- Tak - mruknął Harry.

- Tylko nerwy, nie?

- Trochę.

- Chcesz poderwać Ginny? - zapytał Jared

- Tak - odpowiedział Seamus

- Harry - rzekł Hagrid, klepiąc go olbrzymią dłonią po ramieniu, tak że pod Harrym ugięły się kolana. - Trochę miałem pietra, jak cię zobaczyłem przed tym rogogonem, ale teraz już wim, że za co się nie złapiesz, to dasz radę. W ogóle się o to nie martwię. Dasz radę i tyle.

- Harry - rzekł Regulus klepiąc go dłonią po ramieniu, tak że pod Harrym ugięły się kolana. - też miałem pietra, jak musiałem wyznać miłość do Dorcas , ale teraz już wem ze to była najlepsza na świecie decyzja i dzięki temu Dorcas jest Lady Black więc , powiedz Ginny co czujesz , dasz radę.. Dasz radę i tyle.

Harry popatrzył na niego niedowierzaniem a sala parsknęła głośnym śmiechem a Ginny się zarumieniła

- Wujku Regulusie! - zawołała zarumieniona Ginny

- Tak kochanie? - pytał niewinne - chcesz zeby Wujek Reg pocałowal Cie w czoło? - ta pokiwała głową uśmiechając się szeroko i pocałował ją w czoło Lady Potter wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej

- Kocham Cię wujku Regulusie

- Ja też Cie kocham księżniczko

Roztrzaskałeś już tę łamigłówkę? - Harry kiwnął głową, ale kiedy to zrobił, natychmiast poczuł przemożną chęć wyznania Hagridowi, że nie ma zielonego pojęcia, jak przeżyć godzinę na dnie jeziora. Spojrzał na niego badawczo: może czasami zanurza się w jeziorze w poszukiwaniu jakichś wodnych potworów? Bo na ziemi potrafi złowić wszystkie... - Wygrasz, tyle ci powim - zagrzmiał Hagrid, klepiąc go znowu po ramieniu, a Harry poczuł, że zapada się na kilka cali w błotnistą ziemię. - Ja to wim. Ja to czuję. Wygrasz, Harry, ja ci to mówię

- Lekcja u Sybilli miał! - parsknął śmiechem James II

- Harry po prostu nie mógł pozbawić Hagrida tego radosnego, ufnego uśmiechu. Odwzajemnił ten uśmiech z pewnym trudem i udając, że bardzo go ciekawią młode jednorożce, odszedł, by wraz z innymi poklepać je po złotych grzbietach. W przeddzień drugiego zadania po południu Harry czuł się tak, jakby pogrążył się w jakimś sennym koszmarze. Wiedział dobrze, że nawet gdyby jakimś cudem udało mu się trafić na skuteczne zaklęcie, było mało prawdopodobne, by opanował je przez jedną noc. Jak mógł do tego dopuścić? Dlaczego wcześniej nie zabrał się za rozwiązanie tej zagadki? Dlaczego pozwalał swoim myślom błądzić na lekcjach? Może któryś z nauczycieli wspomniał kiedyś o oddychaniu pod wodą? Słonce już zachodziło, a Harry, Ron i Hermiona wciąż siedzieli w bibliotece, wertując gorączkowo księgi zaklęć piętrzące się przed każdym z nich. Harry'emu serce biło mocniej za każdym razem, gdy zobaczył słowo „woda", ale najczęściej padało ono w zdaniu: „Weź dwa garnce wody, pół funta pokruszonych liści mandragory i traszkę..."

- To beznadziejne - powiedział smętnie Ron z drugiego końca stołu - Nie ma nic. Nic. Najbliższe jest Zaklęcie Osuszające, do likwidowania kałuży i sadzawek, ale jeziora tym się nie osuszy, nie ma siły.

- Musi coś być - mruknęła Hermiona, przysuwając bliżej świecę. Oczy miała już tak zmęczone, że ślęczała nad Dawnymi i w ludzkiej niepamięci pogrążonymi zaklęciami i urokami z nosem tuż nad drobnym tekstem. - Nigdy by nie postawili przed wami zadania niemożliwego do wykonania.

- Ale to zrobili - rzekł Ron - Harry, po prostu wleź do tego jeziora, wsadź głowę pod wodę, ryknij na te trytony, żeby ci oddały to, co zwędziły, i czekaj. To najlepsze, co możesz zrobić, stary.

- Jak ty coś powiesz Ron to już klękajcie narody - stwierdzili rozbawieni Billa

- Jest jakiś sposób! - upierała się Hermiona - Musi być!

Brak tak potrzebnych informacji w bibliotece uważała za osobistą obrazę; jak dotąd książki nigdy jej nie zawiodły.

- Wiem, co należało zrobić - powiedział Harry, z głową pochyloną nad Zuchwałymi sztuczkami poskramiającymi sprytnych zuchwalców - Trzeba się było nauczyć, jak zostać animagiem, tak jak Syriusz.

Nowi animagowie wymienili spojrzenia

- No jasne, mógłbyś się zamienić w złotą rybkę, jakbyś tylko zechciał! - ucieszył się Ron.

- Albo w żabę - ziewnął Harry. Miał już dosyć.

- Jedynie w co mógłbym się zmienić do jeleń - oznajmili Harry

- Trzeba lat, żeby zostać animagiem, trzeba się zarejestrować i w ogóle - mruknęła Hermiona,

- Nam wystarczyło 3 lata! - wystrzeryli sie James II Fred II i George II Teddy Fineas Hugo i Frank II

ślęcząc nad indeksem Dziwacznych dylematów czarodziejskich i ich rozwiązań.

- Profesor McGonagall mówiła, że trzeba się zarejestrować w Wydziale Niewłaściwego Używania Czarów, gdzie zapisują, w jakie zwierzę będziesz się zamieniać, jakieś a jego cechy charakterystyczne, żeby tego nie nadużywać do jakichś...

- No gdyby była animagiem to bym była wydra ale oczywiście nie jestem bo nie nigdy nie chciałam - powiedziały Hermiona

- Hermiono, ja żartowałem - westchnął Harry - Wiem, że nie mam żadnej szansy, by do rana opanować sztukę zamieniania się w żabę.

- Co za bzdury - powiedziała Hermiona, zatrzaskując Dziwaczne dylematy - Kto by chciał skręcać sobie w pierścionki włosy w nosie?

- Hermiono masz kolczyki w uszach i w długi kolczyk w pępku pierścień na palcu rodu Weasley pierścień sióstr wojowniczek obrączke ślubna i brazoletke powiedzieli Ron

- I będę w nich chodziła do końca życia bo jestem grzeczna dziewczynka bo za tym niech wszyscy wiedzą ze jesteś mój a ja jestem twoja - oznajmiły twardym głosem patrząc sobie w oczy Molly i Artur popatrzyli na siebie uśmiechnęli się

- Kochanie to sa nasze dzieci - odezwalo się razem - nasza córeczka i nasz synek

- Ja bym na to poszedł - odezwał się głos Freda Weasley'a - Wszyscy by o mnie mówili, no nie? - Harry, Ron i Hermiona podnieśli głowy. Zza półek z książkami wyłonili się Fred i George.

- Co wy tu robicie? - zdziwił się Ron.

- Szukamy was - odpowiedział George - McGonagall chce cię widzieć, Ron. I ciebie, Hermiono.

- Ja nie chce! - krzyknęły nagle Hermiona wtulając się w Rona Ron ja mocno przytulił - chce zostać z Ronem

- Kochanie to się już wydarzyło - mruknsli i całowali je w czoło a one wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej

- Dlaczego moja córeczka tak się zachowuje! - warknęła młodsza Molly w stronę Dumbledore Croucha

- Mamusiu bo ja Ron Cho i Gabriele byliśmy w jeziorze pod zaklęciem i spaliśmy i Harry Fleur Victor i Cedrik musieli nas ratować byliśmy jakby ich skarbem - rzekły blada Hermiona Gabriele jeszcze bardziej wtuliły się w Denisa i zaczęły sie trząść

- Gabi no już całą się trzęsiesz

- Nie odpuścisz mnie? - zapytała z nadzieją - i będę musiała siedzieć Ci na kolanach prawda? bo jak siedzę Ci na kolanach to czuje się bezpieczna i będę musiała chodzić po domu i obcisłych ubraniach podkreślające swoją figure i kobiece kształty i szpilkach na bardzo wysokim obcasie gracja i wdziękiem prawda i mówić do twoich rodziców tylko mamusia i tatuś? - i patrzyła na niego z nadzieją swoimi niebieskimi oczami

- Oczywiście skarbie te wszystkie rzeczy co wymieniłaś robiłaś robisz będziesz musiała robić bo przez ten czas jestes grzeczna dziewczynka po za tym kochanie czy podoba czy nie jesteś będziesz moja żona i urodziłaś urodzisz trójkę wspaniałym dzieci dwóch chłopców i dziewczynka a później dojdzie jeszcze jeszcze jedna dziewczynkę ktora będzie musiała mówić do Ciebie i do mnie tylko mamusia i tatuś - stwierdził Denis całując ja w czoło ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w przyszłego męża jeszcze bardziej miała rozmarzona minę

- Mamusiu juz mówiłam odkąd związałam z Colinem mówię do was tylko mamusia i tatuś - oznajmiła Adrenne podchodząc do Gabriele z niezwykla gracja i wdziękiem mając na sobie obcisła sukienka skórzana które idealnie dopasowana do jej figury podkreslaly jej kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie - i zawsze będę tak do mamusi mówiła i nie ważne ile będę miała lat - i wtuliła się w Gabriele a ta bez wahania pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Creevey wesnela zadowolonym głosem wtulając się matkę jeszcze bardziej

- Kocham Cię córeczko

- Was chyba do reszty pogięło zadanie w jeziorze! - warknely niektóre matki wściekle one mają traumę

- To było cześć zadania! - warknal Crouch

- Nie waz mówic do mnie takim tonem Crouch! - wycedzily kobiety

- To nie konkurs talentów to niebezpieczny turniej którego nie powinien być dopuszczony Harry! - krzyknęła Jessica

- Tatuś zaznaczył Ciebie mamuś na swoją partnerkę i zgadnij co mamusia ma na ciele a twoim ciele powstał celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdował się dwa wilki z splecione w kształcie yin i yang - oznajmiła pani Creevey wtulona w blondynke - a rodzice tatusia bardzo się wzruszają przytulają i całują w czoło jak mamusia mówi do nich tylko mamusia i tatuś bo jak mówią córeczki tak mówią do swoich rodziców a ty mamuś jesteś ich córeczką

- Jesteście bratnimi duszami - rzekł Colin II sala patrzyła na Gabriele i Denisa niedowierzaniem

- Ciocia Gabriele ma wilka ponieważ miała ochotę mnie zabić gdy tylko sie dowiedziała że wpolilem jej ukochana chrześnicę Victoire gdy Victoire miała tylko 13 lat - mruknął Teddy wystrzezem

- Nie słuchajcie go bardzo dobrze to przyjęłam - stwierdzila starsza Gabriele i ogarnąłela włosy i miała celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdował się dwa wilki z splecione w kształcie yin i yang

- Dlaczego? - zapytała Hermiona, najwyraźniej bardzo zaskoczona.

- Nie wiem. Ale wyglądała nie za bardzo - rzekł Fred.

- Mamy was przyprowadzić do jej gabinetu - dodał George. Ron i Hermiona spojrzeli na Harry'ego, któremu coś przekręciło się w żołądku. Może profesor McGonagall zamierza ich zwymyślać? Może zauważyła, że mu pomagają, a przecież sam ma dojść do tego, jak rozwiązać drugie zadanie?

- Spotkamy się w pokoju wspólnym - powiedziała Hermiona, wstając. Oboje z Ronem mieli przerażone miny

Hermiona wtuliły sie w niego a matki patrzyły na ich morderczym wzrokiem

- Przynieś tyle tych książek, ile zdołasz, dobra?

- Dobra - mruknął niepewnie Harry. O ósmej wieczorem pani Pince pogasiła lampy i wygoniła Harry'ego z biblioteki.

- Irma idzie na randkę z Angusikiem - mruknął Matt - wujku Harry

Uginając się pod ciężarem tylu książek, ile zdołał unieść, Harry wrócił do pokoju wspólnego Gryffindoru, zaciągnął stolik w kąt i dalej wertował woluminy. Nic nie znalazł w Zwariowanych zaklęciach dla lekko stukniętych magów, nic w Przewodniku po magii średniowiecznej , ani jednej wzmianki o podwodnych eskapadach w Antologii zaklęć osiemnastowiecznych, ani w Groźnych mieszkańcach głębin i w Ukrytych mocach, o których posiadaniu nie masz pojęcia i z którymi nie wiesz, co począć, kiedy już zmądrzejesz. Krzywołap wspiął mu się na kolana i zwinął w kłębek, mrucząc głośno. W pokoju wspólnym powoli robiło się pusto. Ludzie wychodzili, życząc mu powodzenia wesołym i beztroskim tonem, tak jak Hagrid, najwyraźniej przekonani, że jutro zadziwi ich kolejnym wspaniałym wyczynem, podobnie jak podczas pierwszego zadania. Harry tylko kiwał głową, bo w gardle tkwiło mu coś, co bardzo przypominało piłkę golfową. Za dziesięć dwunasta siedział już zupełnie sam w pokoju, z Krzywołapem na kolanach. Przewertował wszystkie książki, a Rona i Hermiony wciąż nie było.

- Bo zostali uśpieni! - warknęła młodsza Molly

- Tak mamusiu - wyszeptały Hermiona wtulona w Rona

'To już koniec'. Powiedział sobie w duchu. 'Tego się po prostu nie da zrobić. Trzeba jutro zejść nad jezioro i oświadczyć sędziom, że...'. Wyobraził sobie, jak im wyjaśnia, że nie może podjąć się kolejnego zadania. Już widział minę Bagmana i jego wytrzeszczone oczy, już widział uradowany uśmiech Karkarowa, szczerzącego żółte zęby. Prawie słyszał Fleur Delacour, mówiącą: „Ja wiedziała... on za muodi, on na to za mali".

Dwie wersje Fleur podbiegły do dwóch wersji Harrego i Ginny gracją i wdziękiem i proszaca miną Ginny zrozumiały przekaż stały z kolan swojego męża żeby Fleur mogła sie do niego mocno przytulić następne jej niebieskie oczy spotkały się z jego zielonymi Harry zrozumiał przekaż o pocałował ją w czoło a Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej wyszeptujac

- Braciszku kocham Cie!

- Ja też Cie kocham siostrzyczko i zawsze będziesz moja starsza siostra prawda?

- Tak Harry zawsze będę twoja starsza siostra i nie ma żadnego - ale a później popatrzyły na niektórych wściekłe

- KTO SKRZYWDZI MOJEGO MŁODSZEGO BRACISZKA TO POŻAŁUJĘ ZE SIĘ URODZIŁ! - ryknela dwie wersje lady Weasley - A ZACZNĘ OD CIEBIE DYREKTORZE SKRZYWDZIŁEŚ HARREGO ZOSTAWIAJĄC GO U TYCH DEBILI KTÓRA JEST DYSFUKCYJNA!

Zobaczył Malfoy'a błyskającego przed tłumem plakietką z napisem: POTTER CUCHNIE, zobaczył strapioną, zastygłą w wyrazie niedowierzania twarz Hagrida... Zapominając, że Krzywołap leży mu na kolanach, wstał nagle; rudy kot prychnął ze złością , kiedy wylądował na podłodze, spojrzał na niego z wyrzutem i odszedł, postawiwszy sztywno ogon podobny do szczotki do butelek, ale Harry już pędził po spiralnych schodach do dormitorium, już łapał pelerynę-niewidkę, już wracał do biblioteki. Zamierzał spędzić tam nawet całą noc, jeśli będzie musiał.

Narcyza podeszła do syna z niezwykla gracja i wdziękiem mając na swoich nogach szpilki na 12cm obcasie i przywaliła mu tył głowy ze ten jeknal z bólu

- Doroślij Draco! - warknęła Lady Malfoy di syna

- Lumos - szepnął kwadrans później, otwierając drzwi biblioteki. Z zapaloną różdżką skradał się wzdłuż półek z książkami, ściągając z nich coraz więcej i więcej tomów - książki o urokach i zaklęciach, książki o wodnikach i podwodnych potworach, książki o słynnych czarownicach i czarodziejach, o wszystkim, co mogło się łączyć z koniecznością przeżycia pod wodą. Zaniósł tę stertę na jeden ze stołów i zabrał się do roboty, przerzucając stronice w świetle wąskiego promienia światła tryskającego z końca różdżki, od czasu do czasu zerkając na zegarek... Pierwsza w nocy... druga... Padał na nos, oczy go piekły, ale wciąż powtarzał sobie: Na pewno w tej książce... w następnej... w następnej...
*
Syrena na malowidle w łazience prefektów zaśmiewała się perliście.

- Żadna syrena nie jest tak piękna jak Ginny Potter - odezwali się Harry

Harry podrygiwał jak korek w pienistej wodzie, a ona trzymała Błyskawicę tuż nad jego głową.

- No, dalej, złap ją! - chichotała złośliwie - Podskocz!

- Nie mogę - wydyszał Harry, wyciągając rękę po Błyskawicę i starając się nie opaść na dno - Oddaj mi ją! - Ale wodna nimfa tylko dźgnęła go boleśnie w żebra końcem miotły, zanosząc się śmiechem - To boli... przestań... auuu!

- Harry Potter musi się obudzić, sir!

- Przestań mnie dźgać...

- Zgredek musi dźgać Harry'ego Pottera, sir, on musi się obudzić!

- To trochę bolało - mruknął Harry

- Zrobię Lordowi Potterowi loda to przestanie - odezwała się Ginny do jego ucha podnieconym głosem

Otworzył oczy. Nadal był w bibliotece; peleryna-niewidka zsunęła mu się z głowy, kiedy zasnął, z policzkiem na stronicy z tytułem: Gdzie jest różdżka, jest i sposób. Wyprostował się i poprawił sobie okulary na nosie, mrugając w świetle dnia.

- Harry Potter musi się spieszyć! - zaskrzeczał Zgredek - Drugie zadanie rozpocznie się za dziesięć minut, a Harry Potter...

- Za dziesięć minut? - wychrypiał Harry - Dziesięć... dziesięć minut? - Spojrzał na zegarek. Zgredek miał rację. Było dwadzieścia po dziewiątej. Coś wielkiego i bardzo ciężkiego osunęło się z jego piersi do brzucha.

- Szybciej, Harry Potter, sir! - piszczał Zgredek, ciągnąc go za rękaw - Harry Potter powinien już być nad jeziorem razem z innymi reprezentantami, sir!

Lucek patrzył wściekły na Harrego

- Już za późno, Zgredku! - jęknął Harry - Nie wykonam tego zadania, nie wiem jak...

- Harry Potter wykona to zadanie! - zaskrzeczał Zgredek - Zgredek wiedział, że Harry Potter nie znalazł właściwej książki, więc Zgredek zrobił to za niego!

- Co? Przecież ty nie wiesz, jakie będzie drugie zadanie!

- Zgredek wie, sir! Harry Potter ma się zanurzyć w jeziorze, żeby odnaleźć swojego Wisiela...

- Co odnaleźć?

- ... i odebrać swojego Wisiela trytonom!

- Jakiego Wisiela?

- Wisiela? - parskneli śmiechem Seamus

- Seamus Finigan natychmiast przestań! - warknęły Susan

- Swojego Wisiela, sir, swojego Wisiela... Wisiela, który dał Zgredkowi sweter! - Zgredek zaczął szarpać skurczony kasztanowy sweter, który miał na sobie.

- Co? - wydyszał Harry - A więc chodzi o Rona?

- O to, czego Harry'emu Porterowi będzie najbardziej brak! - pisnął skrzat - A po godzinie...

- Dobrze ze to nie była Ginny - mruknął Harry i pocałował ją w czoło jak Ginny wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej

- ... nadzieję przyjdzie ci porzucić - wyrecytował Harry, wpatrując się ze zgrozą w skrzata - A to, czego tak szukasz, nigdy już nie wróci. Zgredku, co ja mam robić?

- Harry Potter ma to zjeść, sir! - zaskrzeczał Zgredek, sięgając do kieszeni spodenek i wyciągając kłębek czegoś, co wyglądało na oślizgłe, szarozielone ogony szczurów.

- Tuż przed zanurzeniem się w jeziorze, sir. To skrzeloziele!

- Co to da? - zapytał Harry, patrząc na skrzeloziele.

- Harry Potter będzie mógł oddychać pod wodą, sir!

- Zgredku - powiedział gorączkowo Harry - jesteś tego pewny?

Jeszcze nie zapomniał, że kiedy ostatnim razem Zgredek chciał mu „pomóc", skończyło się to całkowitym zanikiem kości w jego prawym ramieniu.

- Lochgart! - krzyknęła sala

- Zgredek jest tego bardzo pewny, sir! - zapiszczał z przejęciem skrzat - Zgredek słyszy różne rzeczy, sir, Zgredek jest domowym skrzatem, chodzi sobie po całym zamku, żeby rozpalać w kominkach i zamiatać podłogi, i Zgredek słyszał, jak profesor McGonagall i profesor Moody rozmawiają w pokoju nauczycielskim o drugim zadaniu.

- Zgredek nie pozwoli, by Harry Potter utracił swojego Wisiela!

Harry pozbył się resztek wątpliwości. Zerwał się na nogi, ściągnął z siebie pelerynę-niewidkę, wepchnął ja do torby, złapał skrzeloziele i wsadził je do kieszeni, a potem wybiegł z biblioteki, ze Zgredkiem depczącym mu po piętach.

- Zgredek powinien być w kuchni, sir! - zapiszczał skrzat, gdy wypadli na korytarz - Zgredka tam nie będzie... Powodzenia, Harry Potter, sir, powodzenia!

- Do zobaczenia, Zgredku! - krzyknął Harry i popędził korytarzem, a potem po schodach, przeskakując po trzy stopnie. W sali wejściowej było już tylko kilkunastu maruderów, wszyscy wychodzili po śniadaniu z Wielkiej Sali i tłoczyli się w dębowych drzwiach frontowych, by udać się nad jezioro. Wytrzeszczyli oczy na Harry'ego, gdy śmignął obok nich, i pędząc na jasne, zimne błonia, o mały włos nie przewrócił na kamiennych schodkach Colina i Dennisa Creevey'ów.

- Tak biegłeś po schodach ze myśleliśmy ze zabijesz się na tych schodach - rzekł Colin I

Zbiegając po łagodnym zboczu do jeziora, zobaczył, że trybuny, które w listopadzie otaczały zagrodę dla smoków, wznosiły się teraz nad przeciwległym brzegiem jeziora, odbijając się w ciemnej wodzie. Wszystkie miejsca były zajęte, a gwar podnieconych głosów niósł się ponad wodą. Harry biegł ile sił w nogach ku stanowisku sędziów, którzy zasiedli przy udrapowanym złotogłowiem stole tuż nad krawędzią wody. Stali tam już Cedrik, Fleur i Krum i z ciekawością obserwowali sprint Harry'ego.

- Jestem... już... - wydyszał Harry, zatrzymując się gwałtownie w błocie i przypadkowo ochlapując Fleur.

Fleur uśmiechnęły się szeroko do brata

- Gdzie ty byłeś? - rozległ się apodyktyczny, gderliwy głos - Zaraz zaczynamy!

Harry rozejrzał się. Percy Weasley siedział przy stole sędziowskim pana Croucha znowu nie było.

- Percy byłem bardzo zajęty bo bzykalem Ginny - powiedzieli sarkazmem Harry

- Właśnie i było cudowne a później w nagrodę zrobiłam mu loda - dodały Ginny podniecona i parskneli śmiechem widząc minę Percego

- Spokojnie, spokojnie, Percy! - powiedział Ludo Bagman, który patrzył na Harry'ego z wyraźną ulgą - Pozwólmy mu złapać oddech! - Dumbledore uśmiechnął się do Harry'ego, ale Karkarow i madame Maxime najwyraźniej nie ucieszyli się na jego widok...

- Nie lubię tej baby - powiedział Colin II

Po ich minach można było poznać, że już mieli nadzieję, że się nie stawi. Harry pochylił się, wspierając ręce na kolanach i z trudem łapiąc oddech. W boku kłuło go tak, jakby miał nóż wbity między żebra, ale nie było czasu, by temu zaradzić, bo Ludo Bagman krążył już między zawodnikami, rozstawiając ich wzdłuż brzegu co dziesięć stóp. Harry znalazł się na samym końcu, za Krumem, który miał na sobie spodenki kąpielowe, a w ręku różdżkę.

- W porządku, Harry? - szepnął Bagman, gdy przesunął go o parę stóp dalej od Kruma - Wiesz, co masz robić?

- Tak - wydyszał Harry, masując sobie żebra. Bagman klepnął go po ramieniu i wrócił do stołu sędziów, po czym wycelował różdżką w swoje gardło, jak to uczynił podczas Finału Mistrzostw Świata w Quidditchu, powiedział: Sonorus!, a jego tubalny głos potoczył się ponad wodą ku trybunom.

- Zatem nasi reprezentanci są już gotowi do drugiego zadania, które rozpocznie się na mój gwizdek. - Mają dokładnie godzinę na odzyskanie tego, co utracili. Liczę do trzech! Raz... dwa... TRZY! - Gwizdek rozdarł zimne, nieruchome powietrze. Z trybun zagrzmiały oklaski i okrzyki. Harry, nie patrząc, co robią inni zawodnicy, ściągnął buty i skarpetki, wyjął z kieszeni garść skrzeloziela, wepchnął je sobie w usta i wszedł do jeziora. Woda była tak zimna, że skóra na nogach zapiekła go, jakby wchodził w ogień. Mokra szata zaczęła mu ciążyć, gdy zanurzył się głębiej - teraz woda sięgała mu już za kolana, a szybko drętwiejące stopy ślizgały się w szlamie i na płaskich, śliskich kamieniach.

- Wolę kąpiel piękna seksowna inteligentna Lady Potter albo szybki prysznic - oznajmił Harry jej do ucha podniecony a Ginny zarumieniła się

- Przyznaj się ze uwielbiasz kiedy woda z góry leci a ja robię ci loda poruszyłam twoja męskość ręką i klecze patrząc na siebie z taką miłością - mruknela podniecona pani Potter do ucha swojego męża

- Tak - wesnal zadowolonym głosem a później stwierdził rozmarzony pan Potter do ucha żony - zwłaszcza że raz robiłaś mi loda w obcisłym seksownym kombinezonie zapinany z przodu na zamek i Otwarty Krok zakrywając całe ciało z głębokim dekoltem które podkreślały twoja seksowna figure i kobiece kształty i szpilach na bardzo wysokim obcasie z odkrytymi palcami mi się wydaje że obcas miał 16 cm a później stałaś odwróciłaś się i prosiłaś mnie żebym Cie ostro przeleciał bo byłaś grzeczna dziewczynka ja spełniłem twoja prośbę

- Byłeś wtedy taki cudowny skarbie taki twardy - powiedziała rozmarzona Ginny do jego ucha - a ja miałam w wtedy niesamowite doznania kiedy mnie ruchałeś od tyłu

Żuł gorliwie skrzeloziele, nieprzyjemnie ślimakowate i łykowate, jak macki ośmiornicy. Kiedy woda sięgała mu już do pasa, zatrzymał się, przełknął i czekał, aż coś się stanie. Usłyszał śmiechy dochodzące z widowni i zrozumiał, że musi bardzo głupio wyglądać, włażąc do jeziora bez widocznych oznak jakiejś magicznej mocy. Górna część ciała, jeszcze sucha, pokryła się gęsią skórką; do połowy zanurzony w lodowatej wodzie, z włosami targanymi przez ostry wiatr, zaczął gwałtownie dygotać. Unikał patrzenia w stronę trybun: śmiech był coraz głośniejszy, słychać było też gwizdy i szydercze okrzyki Ślizgonów.

Siostry Garego Ślizgonki prychnely stając gracja i wdziękiem mając na sobie szpilki na bardzo wysokim obcasie i miały obcisła sukienkę z Odkrytymi Ramionami, Długim Rękawem i kurtkę skórzana ramoneskę

- Harry to moj braciszek - oznajmily Flora i Hestia oraz Daphne Tracy i Astoria pewnym głosie

- Dlatego nazywany was ciotkami - powiedział Albus II

- Uwielbiam to rzekły! - wzruszone Flora i Hestia a Olivia Amelia II i Lily II podeszły do nich gracja i wdziękiem mając na sobie szpilki na bardzo wysokim obcasie i miały obcisła sukienkę z Odkrytymi Ramionami, Długim Rękawem i kurtkę skórzana ramoneskę i przytuliła się do nich piersi a te bez wahania pocałowałe je po czole córki Harrego wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swoje ciotki jeszcze bardziej

- Ciocia bardzo was kocha - mruknely miłością w głosie

A potem, zupełnie niespodziewanie, poczuł się tak, jakby usta i nos zatkano mu niewidzialną poduszką. Próbował odetchnąć, ale tylko zakręciło mu się w głowie: płuca miał puste, a po obu stronach szyi poczuł ostry ból... Złapał się za szyję i tuż za uszami wyczuł dwie wielkie szczeliny, których górne brzegi trzepotały w zimnym powietrzu. Miał skrzela. Nie zastanawiając się ani chwili, zrobił jedyną rzecz, która wydała mu się sensowna - rzucił się w wodę głową naprzód. Pierwszy łyk lodowatej wody odczuł jak oddech życia.

- Super jesteś rybą! - krzyknąl Colin I jakie to uczucie

- Dziwne - stwierdził Harry

W głowie przestało mu się kręcić, łyknął po raz drugi i poczuł, jak woda gładko przepływa mu przez skrzela, wysyłając do mózgu zbawczy tlen. Wyciągnął przed siebie ręce i spojrzał na nie. Były zielonkawe, jakby nieco przezroczyste, a... między palcami wyrosły błony. Okręcił się w miejscu i spojrzał na swoje nagie stopy wydłużyły się, a między palcami również pojawiły się błony. A więc wyrosły mu płetwy! I woda nie była już tak zimna... przeciwnie, teraz była przyjemnie chłodna... jakby lekka, rzadka. Odbił się od dna i machnął nogami, zdumiony, jak daleko i szybko pomknął pod wodą, jak wyraźnie wszystko widzi... i wcale nie musi już mrugać powiekami. Wkrótce wypłynął tam, gdzie musiało być bardzo głęboko, bo nie dostrzegał już dna. Przekoziołkował głową w dół i zanurkował w mroczną toń.

- Jesteś trytonem jeszcze tylko trójząb i będziesz królem! - parsknął Dean

- Mogę być trytonem i królem jeśli tylko Ginny zostanie syrena moją królowa - odpowiedział Harry - byłabyś piękna syrenka Ginny

- No nawet jest taka bajka mała syrenka i zgadnij jakie włosy ma ta syrena - odezwał sie Colin I rozbawiony - rude

- Nicole jako syrena też by było piękna jeśli Harry rzekl sie tronu to ja mogę być królem a Nicole królowa - powiedział Fred i a jego żona zarumieniła się głęboko

- Dobra koniec tej gry wstępnej! - krzyknęli ich dzieci

Cisza dzwoniła mu w uszach, gdy szybował ponad tym dziwnym, mrocznym, zamglonym krajobrazem. Sięgał wzrokiem zaledwie dziesięć stóp wokół siebie, więc kiedy pomykał przez wodę, coraz to nowe sceny wyłaniały się nagle z ciemności: puszcze falujących, splątanych czarnych wodorostów, rozległe równiny mułu, upstrzone obłymi, błyszczącymi kamieniami. Płynął coraz głębiej i dalej, ku środkowi jeziora, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w szarą toń i w mroczne cienie przed sobą i pod sobą, tam, gdzie woda stawała się nieprzezroczysta. Małe rybki śmigały obok niego jak srebrne błyski. Parę razy wydało mu się, że przed nim porusza się coś większego, ale kiedy się zbliżał, odkrywał, że to tylko wielka poczerniała kłoda albo gęsty kłąb wodorostów. Nigdzie nie było widać śladu innych reprezentantów, trytonów, Rona - czy, Bogu dzięki, olbrzymiej kałamarnicy.

- kałamarnico bardzo proszę zjedz sobie bliznowatego na śniadanko - rzekli Draco a jego zona przywalily mu tył głowy

- Ala! - zawolaly Draco

- Zamknij się Fretko! - warknely Lady Malfoy

Wysokie na dwie stopy, jasnozielone wodorosty rozpościerały się przed nim jak łąki wyrośniętej trawy. Wciąż patrzył przed siebie, nie mrugając powiekami, starając się rozpoznać zamglone kształty... kiedy nagle, bez żadnego ostrzeżenia, coś złapało go za kostkę nogi. Obrócił się błyskawicznie i zobaczył druzgotka, małego, rogatego demona wodnego, który wynurzywszy się spomiędzy wodorostów, zacisnął długie palce na jego nodze. Druzgotek obnażył kły i łypał na niego złowrogo. Harry szybko wcisnął swoją płetwiastą dłoń za pazuchę szaty, próbując niezdarnie chwycić' różdżkę, ale w tym samym momencie z wodorostów wyskoczyły dwa kolejne druzgotki, które chwyciły go za szatę i pociągnęły w dół.

- Relashio! - krzyknął Harry, ale z jego ust nie wydarł się że żaden dźwięk, tylko wielka bańka powietrza. Z różdżki, zamiast iskier, wystrzeliły ku druzgotkom strumienie zapewne wrzącej wody, bo tam, gdzie ugodziły, pojawiły się na ich zielonej skórze czerwone plamy.

- Brawo Harry! - krzyknęli najstarsi

Harry wierzgnął mocno, oswobodził stopę z uścisku druzgotka i popłynął tak szybko, jak potrafił, jeszcze kilka razy strzelając na oślep przez ramię strumieniami ukropu. Co jakiś czas demony chwytały go za stopy, a wówczas wierzgał z całej siły, by się od nich uwolnić; w końcu poczuł, że trafił w rogatą czaszkę, a kiedy się obejrzał, zobaczył oszołomionego druzgotka, z oczami w zeza, odpływającego powoli; jego towarzysze pogrozili Harry'emu pięściami i zapadli się z powrotem w gąszcz wodorostów.

- Taki zez mieli rodzinka Gaunt - mruknął starszy Harry

Harry zwolnił nieco, wsunął różdżkę do wewnętrznej kieszeni i rozejrzał się, znowu nasłuchując. Zatoczył pełne koło w wodzie, a cisza jeszcze mocniej naparła na bębenki w uszach. Wiedział, że musi już być bardzo głęboko, ale wciąż nic się nie poruszało, prócz falujących wodorostów.

- Jak sobie radzisz? - Harry'emu wydało się, że za chwilę dostanie ataku serca, albo że już go dostał. Obrócił się w miejscu i zobaczył przed sobą Jęczącą Martę, patrzącą na niego spoza grubych, perłowych szkieł.

- Marto! - spróbował krzyknąć Harry, ale i tym razem z ust wyleciał mu jedynie wielki bąbel powietrza. Jęcząca Marta zachichotała.

- Ona tak straszy - mruknął Rogacz

- Myślałem ze padnę na serce - krzywił się Harry

- Powinieneś spróbować tam! - powiedziała, wskazując ręką - Ja tam nie popłynę. Bardzo ich nie lubię, zawsze mnie gonią, jak się zbliżę. Harry podziękował jej, podnosząc kciuk, i odpłynął, dbając o to, by nie zbliżać się za bardzo do wierzchołków wodorostów, w obawie przed druzgotkami, które mogły się w nich czaić. Płynął i płynął przynajmniej przez dwadzieścia minut. Teraz widział pod sobą rozległą płaszczyznę czarnego mułu, który kłębił się i wzbijał, gdy nad nim przepływał. A potem, w końcu, usłyszał urywek piosenki trytonów:

...Aby zgubę odzyskać, masz tylko godzinę,

Której nie przedłużymy choćby i o krztynę...

Harry popłynął szybciej i zobaczył przed sobą wielką skałę pośród zamulonej wody. Widniały na niej malowidła przedstawiające trytony uzbrojone we włócznie i polujące na wielką kałamarnicę. Przepłynął obok skały, kierując się śpiewem trytonów.

... pół czasu minęło, z szukaniem nie zwlekaj,

bo to, czego szukasz, właśnie tutaj czeka...

- Poezja pierwsza klasa - mruknął Scorpius

Z mroku wyłoniły się nagle ze wszystkich stron prymitywne kamienne domostwa obrośnięte algami. Tu i tam, w ciemnych otworach okiennych widniały twarze w niczym nie przypominające syreny z malowidła w łazience prefektów... Trytony miały szarawą skórę i długie, zmierzwione, ciemnozielone włosy. Ich oczy były żółte, podobnie jak nierówne zęby, a ich szyje zdobiły naszyjniki z otoczaków.

- Przydałaby mi się jakaś odnowa biologiczna! - krzywiła się Victoire

- I dentyste - dodała Emilly

Zerkały na Harry'ego, kiedy przepływał; dwa czy trzy wypłynęły ze swoich pieczar, aby lepiej mu się przyjrzeć, falując potężnymi, srebrnymi, rybimi ogonami i ściskając włócznie w dłoniach. Harry przyspieszył, rozglądając się wokół siebie. Podwodnych pieczar było coraz więcej. Przy niektórych zobaczył ogrody wodorostów, a przy jednym z otworów maleńkiego druzgotka przywiązanego do palika. Trytony nadpływały ze wszystkich stron, przypatrując mu się z wielką ciekawością, pokazując sobie jego płetwiaste dłonie i skrzek, zasłaniając rękami usta i wymieniając uwagi.
Harry opłynął jedną ze skał i oczom jego ukazał się bardzo dziwny widok. Tłum trytonów unosił się w wodzie między domami, ustawionymi wokół pustej przestrzeni, która wyglądała jak podwodny odpowiednik rynku. Pośrodku śpiewał chór, który wabił zawodników, a za nim wznosił się prymitywny posąg: olbrzymia postać trytona, wyciosana z jednego głazu. Do jego kamiennego ogona przywiązane były cztery osoby. Ron

- Tatuś! - krzyknęły przerażone Emilly i Rose

był przywiązany między Hermioną i Cho Chang.

- Mamusia! - zawołała przerażone Shannon Rose i Emilly

Była też jakaś dziewczynka, która nie mogła mieć więcej niż osiem lat; po otaczającym jej głowę obłoku srebrnych włosów Harry poznał, że może to być tylko siostra Fleur Delacour.

- Mamusia! - krzyknęły przerażone Adrenne i Patricia Hermiona Cho Gabriele wtuliły sie w swojego męża a oni pocałowali je w czoło

- Bardzo dobrze że każesz mi siedzieć na twoich kolanach skarbie czuje sie przy tobie taka bezpieczna i wiem że zawsze mnie ochronisz przed złem! - wesnely zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej

- Bo twoje miejsce jest na moich kolanach skarbie i zawsze będę Cie chronił to jest moj obowiązek - wyszeptali zadowolonym głosem

Wszyscy czworo zdawali się pogrążeni w głębokim snie. Głowy chwiały im się lekko, a z ust wydobywały się paciorki powietrza. Harry pomknął do uwięzionych zakładników, trochę się bojąc, że trytony zniżą włócznie i zaatakują go, ale nic nie zrobiły. Liny z wodorostów, którymi przywiązano zakładników do posągu, okazały się grube, śliskie i bardzo mocne. Przez chwilę pomyślał o scyzoryku, który Syriusz podarował mu na Boże Narodzenie - zamkniętym w kufrze, spoczywającym w zamku o ćwierć mili stąd. Rozejrzał się po trytonach, po czym podpłynął do jednego z nich, wysokiego na siedem stóp, z długą, zieloną brodą i naszyjnikiem z ostrych kłów rekina, i spróbował pokazać na migi, że chce pożyczyć jego włócznię. Tryton tylko się zaśmiał i potrząsnął głową.

- My nie pomagamy - powiedział ostrym, chrapliwym głosem.

Wszyscy słuchali zainteresowani

- Daj spokój! - krzyknął Harry (ale tylko bąbelki wydobyły się z jego ust) i chciał mu wyszarpnąć włócznię z dłoni, ale tryton cofnął się szybko, wciąż kręcąc głową i śmiejąc się. Harry okręcił się w miejscu, rozglądając się gorączkowo wokół siebie. Coś ostrego... cokolwiek... Dno jeziora upstrzone było kamieniami. Zanurkował po jeden z nich, o wyjątkowo ostrych krawędziach, po czym wrócił do posągu i zaczął nim rąbać linę, którą był przywiązany Ron. Po kilku minutach ciężkiej pracy lina puściła. Ron zawisł, nadal uśpiony, parę cali nad dnem jeziora, kołysząc się lekko wraz z falowaniem wody. Harry rozejrzał się. Nie było widać żadnego z reszty zawodników. Co z nimi? Dlaczego się tak spóźniają?' Podpłynął do Hermiony i zaczął uderzać kamieniem w jej więzy... Natychmiast pochwyciło go kilka par silnych, szarych rąk. Z pół tuzina trytonów odciągało go od Hermiony, kręcąc zielonowłosymi głowami i zanosząc się śmiechem.

Hermiona popatrzyła na niego wzruszona Ginny stała z kolan a pani Weasley bez wahania podbiegła do niego i mocno się wtuliła do jego piersi

- Kocham Cię braciszku chciałeś mnie ratować a nie musiałeś

- Hermiona jesteś przecież moja starsza siostra - oznajmił Harry i pocałował ją w czoło wyrażając braterstwie uczucie jak do niej żywił Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w brata jeszcze bardziej mimo że miała szpilki na bardzo wysokim obcasie była dużo niższa niż Harry - zawsze byłaś przy mnie i mnie motywujesz i czasem na mnie krzyczysz

- Od tego sa siostry braciszku - mruknela zadowolonym głosem sala patrzyła a ich wzruszona

- Hermiona zawsze będziesz moja siostra - odezwała się Ginny a ta wtuliła się w Ginny więc pani Potter pocałowała ją w czoło wyrażając siostrzane uczucie jakie to niej żywiła Hermiona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej

- Zawsze będziesz nasza córeczka Hermiono i Lady Weasley - dodała Molly patrząc na nią z miłością

- I zawsze będziesz musiała mówić do mnie i Molly tylko mamusia i tatuś - uśmiechnal się szeroko Artur do córki

- Tak tatusiu jestem grzeczna dziewczynka i lady Weasley bo za, tym uwielbiam tak do was mówić - rzekła uradowana pani Weasley do państwa Weasley

- Masz już swojego zakładnika - powiedział jeden z nich - Zostaw innych...

- Ani mi się śni! - krzyknął Harry, ale tylko cztery wielkie bąble wyleciały mu z ust.

- Twoim zadaniem jest uwolnienie twojego przyjaciela. Zostaw innych.

- ONA też jest moim przyjacielem! - ryknął Harry, wyciągając ręce do Hermiony, a spomiędzy warg wydobył mu się olbrzymi srebrny bąbel - Nie pozwolę, by tutaj pomarli!

- Poprawka ona jest moja siostra - oznajmił Harry Hermiona uśmiechnęła się szeroko

- Głowa Cho spoczywała na ramieniu Hermiony, a srebrnowłosa dziewczynka była widmowo zielona i blada. Harry zaczął się wyrywać trytonom, ale zaśmiały się jeszcze bardziej i trzymały go mocno. Rozejrzał się gorączkowo wokół siebie. Gdzie są pozostali zawodnicy Czy starczy mu czasu, by wyciągnąć Rona na powierzchnię i wrócić po Hermionę i te dwie dziewczyny? I czy je odnajdzie? Zerknął na zegarek, żeby zobaczyć, ile mu jeszcze zostało czasu - ale zegarek przestał chodzić. Nagle trytony zaczęły pokazywać sobie coś nad jego głową. Spojrzał tam i zobaczył płynącego ku nim Cedrika. Jego głowę otaczał olbrzymi bąbel, co sprawiało, że rysy mu się dziwacznie poszerzyły i rozciągnęły.

- Zabłądziłem! - powiedział bezgłośnie z przerażoną miną

Cho wtuliła się w niego Cedrika jeszcze bardziej - Nigdy Cie nie opuszczę skarbie - wyszeptała Cho miłością w głosie patrząc na Cedrika

- Kocham Cię Madame Diggory tak bardzo Cie kocham - odezwał się Cedrik i pocałował ją w czoło jak Cho wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej - nie ważne co mówią sobie moi rodzice nigdy Cie nie opuszczę  już rzuciłem zaklęcie Amor anternus na Ciebie i na twoim pięknym ciele powstał celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdował się dwa łabędzie i splecione w kształcie yin i yang i teraz jesteś ze mną związana z  seksowna czarnowlosa o brązowych oczach Madame na wieczność - oznajmili Cedrik a Cho siedzącą na kolanach Cedrika mocno się wtuliła i wesnela zadowolonym głosem

- Tak moim mężem jest najseksowniejszy czarodziej na ziemi o ciemne, lekko rozwichrzone włosy i jasnoszare oczy to moj rycerz na miotle i nie mam ochoty od niego odejść i go zostawić a ta biżuteria rodem Diggory mi o tym przypomina że do końca życia będę panią Diggory - i popatrzyła się na niego iskierkami miłości - tak bardzo Cie kocham Cedrik - i pocałowała go w namiętnie w usta jej mąż oddał pocałunek taką samą mocą 

- Fleur i Krum już tu płyną!

Harry, czując głęboką ulgę, obserwował, jak Cedrik wyciąga z kieszeni nóż i uwalnia Cho. Chwycił ją pod ramiona, pociągnął w górę i po chwili oboje zniknęli mu z oczu. Harry rozglądał się, wciąż czekając. Gdzie jest Fleur? Gdzie Krum? Czasu było coraz mniej, a słowa piosenki mówiły, że po godzinie zakładnicy pozostaną tu już na zawsze... Trytony zaczęły nagle wrzeszczeć. Te, które go trzymały, rozluźniły uścisk, patrząc poza siebie. Harry odwrócił się i zobaczył coś potwornego, pomykającego ku nim przez wodę: ludzkie ciało w kąpielówkach... z głową rekina. To Krum!

- Nie lubię tego kretyna! - wycedzily Ron

- Ron! - skarcily go Hermiona a po chwili głośno wesnely zadowolonym bo Ron pocałowali ja po znaku którą miały na szyi

- Tato przestań! - jeknal Hugo

- Nie chce żeby przestawał! - rozmarzyly sie Lady Weasley - nie przestaniesz mnie tam całować prawda? - spytały z nadzieją

- Hugo muszę słuchać się twojej mamy bo to najmądrzejsza czarownica jaka jest na świecie i ona wie co jest dla mnie i dla niej odpowiednie - oznajmili Ron i glupotowato się uśmiechnal Hermiona się zarumieniła Hugo i Scorpius wywrócili oczami a Rose Emilly parsknęły śmiechem

Wyglądało na to, że się transmutował, ale nie do końca. Rekin-człowiek podpłynął prosto do Hermiony i zaczął szarpać i kąsać jej więzy. Niestety, nowe zęby Kruma były tak rozstawione, że nie mógłby nimi ukąsić niczego, co jest mniejsze od delfina. Harry był pewny, że jeśli Krum nie będzie ostrożny, to rozerwie Hermionę na dwie części. Rzucił się ku niemu, uderzył go mocno w ramię i podał mu kamień. Krum chwycił go i po kilku sekundach Hermiona była już wolna, a Krum objął ją w pasie i ruszył szybko ku powierzchni, nawet nie oglądając się na Harry'ego.

- Ten Krum to idiota! - warkneli rodzina Hermiona

- Gdyby nie Harry to mógł zrobić mojej córce krzywdę jak to tylko znajdę! - warkneli państwo Weasley i państwo Potter wściekle Ron był wściekły miał ochotę wyjść i go znaleźć i go zabić

- Ron - mruknela Hermiona wtulając się w niego jeszcze bardziej

- Jesteś dla mnie obok dzieci najważniejsza osoba na świecie i jak sobie pomyślę ze ten imbecyl mógł zrobić Ci krzywdę to mnie krew zalewa - powiedział Ron - dzięki Harry że go powstrzyles i dałeś mu Kamień

- Hermiona jest moja siostra Ron - rzekł Harry - ja tez go nie lubię nawet mi nie podziękował! - prychnął

Co teraz? Gdyby tylko miał pewność, że Fleur zaraz nadpłynie... Ale nigdzie jej nie widział. Nie, na nią liczyć nie można... Porwał z dna kamień odrzucony przez Kruma, ale trytony natychmiast otoczyły Rona i srebrnowłosą dziewczynkę, kręcąc głowami. Harry wyciągnął różdżkę.

- Z drogi! - Tylko bąbelki wyleciały mu z ust, ale odniósł wrażenie, że trytony go zrozumiały, bo nagle przestały się śmiać. Utkwiły żółte oczy w różdżce Harry'ego i widać było, że są przestraszone. Mogły być ich tutaj całe zastępy, ale Harry poznał po ich twarzach, że o magii wiedzą tyle, co wielka kałamarnica.

- Liczę do trzech! - krzyknął Harry, wypuszczając z ust wielki strumień pęcherzyków, ale wystawił trzy palce, żeby się upewnić, że zrozumieją - Raz... - zgiął jeden palec - dwa... - zgiął drugi palec... - Trytony rozpierzchły się. Harry rzucił się do srebrnowłosej dziewczynki i zaczął rąbać linę, którą była przywiązana do posągu. Udało się! Objął dziewczynkę w pasie, złapał Rona za szatę na karku i odepchnął się mocno stopami od dna. Powoli unosił się w górę. Nie mógł już korzystać ze swoich płetwiastych rąk, więc tylko wymachiwał wściekle nogami, ale Ron i siostra Fleur ciążyli mu jak dwa worki kartofli, ciągnąc go w dół...

- O nie czas sie skoczył! - krzyknęli przerażeni rodzina i przyjaciele Harrego

Utkwił oczy w górze, wiedząc, że musi być bardzo głęboko, bo woda nad głową była bardzo ciemna... Trytony również popłynęły w górę. Krążyły wokół niego z łatwością, przyglądając się jego rozpaczliwym wysiłkom... Czy pociągną go w toń, kiedy upłynie wyznaczony czas? Może zjadają ludzi? Nogi mu drętwiały, w barkach czuł okropny ból, ale nie ustawał, cal po calu wlokąc dwa bezwładne ciała ku górze, ku upragnionej powierzchni... Coraz trudniej było mu oddychać. Znowu rozbolała go szyja pod uszami. Powoli dotarło do niego, że usta ma pełne wody... ale robiło się coraz jaśniej... tak, już widać światło dzienne nad głową... Machnął rozpaczliwie nogami i odkrył, że nie ma już płetw, tylko normalne stopy... Woda wdzierała mu się przez usta do płuc... Poczuł dziwne oszołomienie, ale wiedział już, że światło i powietrze są zaledwie dziesięć stóp ponad nim. Musi tam się dostać... musi... Zaczął wierzgać rozpaczliwie nogami.

Kobiety patrzyli na Harry przerażonymi oczami

Wydawało mu się, że mięśnie wrzeszczą w proteście, mózg nasiąkł wodą jak gąbka... Nie mógł oddychać, brakowało mu tlenu... Jeszcze trochę... nie wolno przestać... jeszcze tylko trochę... I nagle poczuł, że jego głowa przebija powierzchnię jeziora - cudowne, chłodne, czyste powietrze sprawiło, że twarz go zapiekła, odetchnął głęboko, czując się tak, jakby nigdy przedtem nie oddychał naprawdę. Dysząc ciężko, wyciągnął. za sobą na powierzchnię Rona i dziewczynkę. Wokół niego wynurzały się z wody dzikie, zielonowłose głowy trytonów, ale teraz uśmiechały się do niego. Z trybun toczył się ku niemu ogłuszający ryk tłumu, wszyscy powstali z miejsc. Może myślą, że Ron i ta mała dziewczynka są już martwi? Ale mylą się: oboje otworzyli oczy; dziewczynka wyglądała na przerażoną i oszołomioną, ale Ron tylko wypluł olbrzymi strumień wody, zamrugał w jasnym świetle dnia, odwrócił głowę do Harry ego i powiedział:

- Ale mokro, co? - A potem dostrzegł siostrzyczkę Fleur - Po co ją zabrałeś?

- Żebyś się pytał Ron! - wycedzila Ginny do brata - Gabriele to nasza młodsza siostryczka Ron - i rozłożyła ręce - chodź siostryczko starsza siostra musi się mocno przytulić - a ta bez wahania podbiegła do niej i mocno się wtuliła - Kocham Cię Gabriele opiekuj się nią i kochaj ja Denis moja mała siostryczka - powiedziała pani Potter do Denisa

- Nie jestem mała! - warknely pani Creevey ale wtuliła się w do piersi Ginny a ta pocałowała ja w czoło lady Creevey wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Lady Potter jeszcze bardziej między czasie rodzice Gabriele zwłaszcza matka mocno przytuliła Harrego

- Jeśli powiesz do mnie pani delacour a do Armarda pan Delacour to przełożę Cie przez kolano i dostaniesz po tyłku - Harry prychnął

- Za kogo ty mnie uważasz jesteś moją ciocią a twój mąż jest moim wujkiem

- Grzeczny chłopiec - oznajmiła szczęśliwa i pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niego żywi Harry wesnal zadowolonym głosem wtulając się w Apolonie jeszcze bardziej - uratowałaś moja córkę kocham cię skarbie jesteś najcudowniejszym mężczyźna na świecie

- Gabriele jest moja siostra cioteczno Apolonia - oznajmił Harry i pocałował ją w czoło jak pani Delacour wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej Apolonia miała szpilki na 12 cm obcasie i byli równi wzrostem

- Tak - oznajmiła szczęśliwa pani Delacour

- Fleur się nie pojawiła... nie mogłem jej tam zostawić - wydyszał Harry.

- Harry, ty kretynie! Uwierzyłeś w słowa tej piosenki? Przecież Dumbledore nigdy by na to nie pozwolił!

- Ale w tej piosence...

- Tak śpiewały, ale tylko po to, żebyście pamiętali o limicie czasu! Chyba nie traciłeś tam czasu, żeby zostać bohaterem?!

- Gabriele to moja siostra! - warknal Harry

Harry'emu zrobiło się głupio, ale jednocześnie poczuł się obrażony. Ronowi łatwo tak mówić. Został uśpiony, w ogóle nie miał pojęcia, jak tam jest, na dnie jeziora, w otoczeniu dzikich trytonów z włóczniami w rękach, z tymi gębami i oczami, w których czaiła się żądza mordu.

- No dobra - powiedział - teraz mi pomóż, ona chyba nie potrafi pływać. Razem podholowali siostrę Fleur do brzegu, gdzie stali już sędziowie, a ze dwadzieścia trytonów, niby gwardia honorowa, płynęło wokół nich i wyśpiewywało swoje okropne, skrzekliwe piosenki. Pani Pomfrey krzątała się wokół Hermiony, Kruma, Cedrika i Cho;

- Ta woda była brudna i cała smierdzialam! - jęknęly Cho i Hermiona

wszyscy byli już owinięci grubymi kocami. Dumbledore i Bagman uśmiechali się z brzegu do Harry'ego i Rona, Percy, który był jakiś dziwnie biały i jakby o wiele młodszy, już brodził ku nim przez płyciznę. Tymczasem madame Maxime próbowała powstrzymać Fleur, która wyglądała, jakby dostała ataku histerii, i wyrywała się jej jak szalona, najwyraźniej chcąc wrócić do wody.

Fleur miała łzy w oczach rodzice Fleur ją mocno przytuliły do piersi i Molly i Apolonia pocałowały ja w czoło pani Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mnie jeszcze bardziej

- Tylko mi nie mów ze jesteś beznadziejna czarownica Fleur - ostrzegła ją pani Delacour

- Apolonia ma rację jesteś cudowna osoba bo mi wybaczyłaś za moje zachowanie po drugie kochasz Billa bardziej niż przed atakiem Greybaka urodziłaś trójkę wspaniałych dzieci a późnej dojdą do naszej rodziny jeszcze piękna dziewczynka i dwójka przystojnych chłopców. Fleur byłaś jesteś i będziesz moja i Artura córeczka i lady Weasley a Artura córeczka tatusia i zawsze będziemy Cię kochać córeczko - i z największą miłością pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Molly jeszcze bardziej

- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła szczęśliwa zadowolonym głosem pani Weasley

- Mamusia też cię kocha kochanie - wyszeptała Lady Weasley wzruszona tuląc Fleur do swojej piersi

- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła szczęśliwa zadowolonym głosem pani Weasley

- Mamusia też cię kocha kochanie - wyszeptała pani Delacour wzruszona tuląc Fleur do swojej piersi

- Kocham Cię tatusiu - oznajmiła szczęśliwa zadowolonym głosem do pana Weasleya

- Tatuś też cię kocha kochanie - wyszeptał Lord Weasley wzruszony tuląc Fleur do swojej piersi

- Kocham Cię tatusiu - oznajmiła szczęśliwa zadowolonym głosem do pana Delacour

- Tatuś też cię kocha kochanie - wyszeptał pan Delacour wzruszony tuląc Fleur do swojej piersi

- Gabrielle! Gabrielle! Szi ona żyje? Szi nie ranioni?

- Nic jej nie jest! - próbował przekona ją Harry, ale był tak wyczerpany, że z trudem mówił, więc nie był w stanie jej przekrzyczeć. Percy złapał Rona wpół i wyprowadził na brzeg („Odwal się, Percy, nic mi nie jest!"), Dumbledore i Bagman podtrzymywali Harry'ego w pozycji stojącej, Fleur wyrwała się madame Maxime i ściskała swoją siostrę.

- To byli druzgotki... zaatakowali mi... och, Gabrielle...

Gabriele podbiegła do siostry gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła do jej piersi

- Przepraszam Gabriele nie uratowałam Cie - wyszeptała a łzy leciały jej po policzkach Gabriele popatrzyła na siostrę która miała łzy w oczach

- To nie była twoja wina Fleur przestań tak mówić jeśli dalej będziesz sie obwiniala szczele Cie jakis zaklęciem i wybije Ci tą głupotę z głowy - i pocałowała ja w czoło wyrażając siostrzane uczucie jakie to niej żywiła Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając się w siostrę jeszcze bardziej - kocham cię siostrzyczko

- Ja też Cie kocham Gabi - mruknela zadowolonym głosem wtulając się w w siostre jeszcze bardziej dwie blondynki miały obcisłe sukienkę z Odkrytymi Ramionami, Długim Rękawem i kurtkę skórzana ramoneskę a na nogach miały szpilki na bardzo wysokim 12 cm obcasie

- Chodź tutaj - rozległ się głos pani Pomfrey. Złapała Harry'ego i zaciągnęła do Hermiony i reszty, owinęła go tak ciasno kocem, że poczuł się, jakby mu założono kaftan bezpieczeństwa, po czym wlała mu siłą do gardła porcję bardzo gorącego wywaru. Para buchnęła mu z uszu.

- Harry, udało ci się! - krzyknęła Hermiona - Sam na to wpadłeś!

- No... - bąknął Harry. Chciał jej powiedzieć o Zgredku, ale zauważył, że Karkarow bacznie mu się przygląda. Był jedynym sędzią, który nie ruszył się od stołu, jedynym sędzią, który nie okazywał oznak radości i ulgi ze szczęśliwego powrotu Harry'ego, Rona i siostry Fleur.

Łapa miał ochotę rzucić na niego jakaa klątwe

- Tak, zrobiłem to - powiedział, podnosząc nieco głos, żeby Karkarow go usłyszał.

- Ty masz ziuka wodnego we włosach, Hermi-ona-ni-na - powiedział Krum. Harry odniósł wrażenie, że Krum chce zwrócić jej uwagę na siebie, może po to, by jej przypomnieć, że to on wyciągnął ją dopiero co z jeziora, ale Hermiona wyjęła sobie żuka

Rita zbladla a Hermiona uśmiechnęła się do szeroko i stwierdziła z drwina

- Jesteś taka blada Rita wyczaruje Ci piękne ubranie seksowniej pokojówki i szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie których nie będziesz mogła zdjąć oraz wyczaruje Ci zabawkę erotyczna i zrobi Ci dobrze od razu poczujesz ulgę między nogami

Sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy Rita zrobiła się teraz czerwona

- Hermiona! - zawolaly zszokowanego Molly I im się zorientowała poczuła ciało to była Hermiona którą wtuliła się w Lady Weasley

- Mamusiu chce całus w czoło - oznajmiła dziecięcym głosem patrząc na nią swoim brązowymi oczami z nadzieją Molly nie miała wyjścia musiała pocałować ja w czoło więc wzruszona pocałowała ja w czoło ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej a Molly tuliła ja do swojej piersi zachwycona - Dziękuję mamusiu kocham Cie bardzo mocno mamusiu

- Ja też Cie kocham skarbie bardzo mocno i nie przestanę - mruknela łzami w oczach

- Tnij z któryś moich córeczek tylko a Lord Weasley nie będzie miłosierny! - warknal Artur do Rity bo była wściekła

z włosów niedbałym ruchem ręki i powiedziała:

- Ale nie zmieściłeś się w limicie czasu, Harry. Nie mogłeś nas znaleźć?

- Nie, znalazłem was bardzo szybko... - Czuł się coraz bardziej głupio. Teraz, kiedy już wyszedł z wody, wydało mu się oczywiste, że podjęte przez Dumbledore'a środki bezpieczeństwa nie pozwoliłyby na to, by któryś z zakładników utopił się w jeziorze tylko dlatego, że któryś z zawodników nie dotarł do niego we właściwym czasie. Dlaczego po prostu nie złapał Rona i nie wypłynął z nim na powierzchnię? Byłby na brzegu pierwszy... Cedrik i Krum nie marnowali czasu na zajmowanie się innymi zakładnikami, nie potraktowali poważnie piosenki trytonów. Dumbledore przykucnął przy krawędzi wody, pogrążony w rozmowie z wyjątkowo dziko wyglądającą trytonką, która chyba była wodzem podwodnej zgrai. Wydawał z siebie jakieś skrzeki, podobne do tych, którymi porozumiewały się trytony nad wodą: najwidoczniej mówił w ich języku. W końcu wyprostował się, odwrócił do reszty sędziów i oznajmił:

- Myślę, że przed przyznaniem punktów musimy odbyć naradę - Sędziowie skupili się w ciasną grupkę. Pani Pomfrey uwolniła Rona z uścisku Percy'ego, przyprowadziła go do Harry'ego i reszty, dała mu koc i trochę ekstrapieprzowego eliksiru, po czym poszła zająć się Fleur i jej siostrą. Fleur miała wiele drobnych ran na twarzy i rękach, szatę w strzępach, ale sprawiała wrażenie, jakby jej to nie obchodziło. Nie pozwoliła też pani Pomfrey na przemycie swoich ran.

- Pani zajmi się Gabrielle - powiedziała, a potem zwróciła się do Harry'ego:

- Fleur bardzo dba o Gabriele - powiedzieli Bill patrząc na Fleur

- Ty ją uratowałeś... A ona nie była twoi zakładnik...

- Ano - mruknął Harry, który teraz pluł sobie w brodę, że nie zostawił wszystkich trzech dziewczyn przywiązanych do posągu. Fleur pochyliła się, pocałowała go dwa razy w każdy policzek (czuł, że twarz mu płonie i nie byłby zaskoczony, gdyby mu z uszu ponownie buchnęła para),

- Jestem zdania że Harry jest z jednym z najprzystojniejszych mężczyzm jakich widziałam w moim życiu - oznajmiły Gabriele

- Rogas masz wielbicielki! - parskneli śmiechem Łapy

- Gabriele mam czuć się zazdrosny? - pytali Denis

- Oczywiście że nie bo ty jesteś dla mnie najprzystojniejszy i najbardziej seksownym mezszyzna na świecie kocham Cie bardzo mocno Denis - i pocałowały go w namiętnie w usta

- Denis popraw spodnie! - zardwili Colin I z brata

- Zamknij się Colin! - warkneli Denis a starsza Gabriele wyszeptała mu do ucha podnieconym głosem a, później popatrzyła na niego iskierkami miłości i podniecenia

- Jak sobie życzysz pani Creevey mruknął starszy Denisa

- Tylko rzuscie zaklęcie ciszy proszę nie chce tego słuchać! - prosił Colin II składając ręce do modlitwy Denis i Gabriele spalili buraka

- Ala! - zawołał Colin II kiedy Adrenne przywaliła mi tył głowy stała i podeszła do nich gracja i wdziękiem bo miala szpilki na 12 cm obcasie i jej miała obcisła sukienkę z Odkrytymi Ramionami, Długim Rękawem i kurtkę skórzana ramoneskę Gabriele stanęła gracja i wdziękiem a ja wtuliła się w rodziców jeszcze bardziej

- Moje słoneczko - odparła miłością Gabriele do córki całując ja w czoło - mamusia jest taka dumna jak sie ubierasz i taką gracja i wdziękiem chodzić na 12 cm obcasie i nie potrafię się nie wzruszać jak mówisz do mnie tylko mamusia

- Mamusiu uczyłam się od mamusi jak zachowuje się i jaka gracją i wdziękiem chodzi prawdziwa Lady Creevey! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się matkę jeszcze bardziej

- Kocham Cię córeczko - powiedziała wzruszona Gabriele bo cały czas mówi do niej per mamusia

a potem powiedziała do Rona:

- A ty też... ty pomogliś...

- Tak - odrzekł Ron, a w oczach błysnęła mu nadzieja - tak, trochę... - Fleur pochyliła się ponownie i jego też pocałowała. Hermiona była wyraźnie wściekła,

- Ktoś tu jest zazdrosny! - zawołał Artur

- Tak byłam jestem i będę o niego zazdrosna tatusiu - odparła Hermiona

ale właśnie w tym momencie zagrzmiał magicznie nagłośniony głos Ludona Bagmana, tak że wszyscy podskoczyli, a na trybunach zaległa cisza.

- Panie i panowie, uzgodniliśmy już decyzję. Przywódczyni trytonów, Murkus, opowiedziała nam dokładnie, co wydarzyło się na dnie jeziora, i dlatego postanowiliśmy przyznać reprezentantom następujące liczby punktów na pięćdziesiąt możliwych... A więc w kolejności... Panna Fleur Delacour, choć zademonstrowała wspaniałą, skuteczną znajomość Zaklęcia Bąblogłowy, została zaatakowana przez druzgotki i nie udało się jej dotrzeć do swojej zakładniczki. Otrzymuje dwadzieścia pięć punktów - Oklaski z trybun.

- Zasłuzilam na zero - mruknęła Fleur, potrząsając swą wspaniałą głową.

- Och skarbie - mruknela Molly z miłością przytulając ja do swojej piersi i pocałowała ją w czoło jak zwykle Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając matkę jeszcze bardziej

- Pan Cedrik Diggory, który również użył Zaklęcia Bąblogłowy, pierwszy powrócił ze swoją zakładniczką, choć przekroczył o minutę limit czasu - Ogłuszające brawa Puchonów; Harry zauważył, że Cho obdarzyła Cedrika płomiennym spojrzeniem - Dlatego przyznajemy mu czterdzieści siedem punktów.

Cho pocałowała go w namiętnie w usta

W Harrym serce zamarło. Skoro Cedrik nie zmieścił się w limicie czasu, to co dopiero on?

- Pan Wiktor Krum dokonał niepełnej transmutacji, która jednak okazała się skuteczna, a powrócił drugi. Otrzymuje czterdzieści punktów.

Hermiona wtuliła się w Rona

- Tak zaduzylam się w Wiktorze ale szybko mi przeszło bo ty jesteś miłością mojego życia

Karkarow klaskał wyjątkowo głośno, a minę miał taką, jakby Krum wygrał już cały turniej

- Pan Harry Potter użył skrzeloziela z bardzo dobrym skutkiem - ciągnął Bagman - Wrócił ostatni i znacznie przekroczył limit czasu. Przywódczyni trytonów poinformowała nas jednak, że pan Potter pierwszy dotarł do zakładników, a opóźnienie zostało spowodowane tym, że chciał uwolnić ich wszystkich, a nie tylko swojego. Ron i Hermiona spojrzeli na niego trochę ze złością, a trochę z litością.

- Większość sędziów - tu Bagman spojrzał na Karkarowa jak na zdechłego i wyjątkowo obrzydliwego szczura

- Nie będę miał litosci do żadnego szczura! - wycedzil Artur - Petergrew zapłaci za to ze dotykał Hermione i mógł podglądać Ginny jak była dzieckiem

- Pedofil! - warkneli mężczyźni

- uważa, że takie zachowanie świadczy o godnym podziwu instynkcie moralnym i przyznała mu najwyższą liczbę punktów. Jednak... w sumie pan Potter otrzymuje czterdzieści pięć punktów. Harry'emu coś podskoczyło w żołądku - teraz rywalizował już o pierwsze miejsce z Cedrikiem. Ron i Hermiona, kompletnie zaskoczeni, wybałuszyli na niego oczy, a potem roześmiali się i zaczęli klaskać razem z resztą tłumu.

- Ale zastroiłeś, Harry! - zawołał Ron, przekrzykując hałas - Nie byłeś jednak tak tępy... Okazałeś instynkt moralny!

Fleur również klaskała głośno,

Podbiegajac do Harrego Ginny stała i więc Fleur rzuciła mu się na szyję i mocno się wtuliła

- Kocham Cię braciszku uratowałeś moja siostrę - dla Fleur było to ciężkie przeżycie ze nie nie dała rady uratować swoja siostrę

- Fleur jesteś moja starsza siostra ale muszę Cie skarcic - oznajmił Harry a ta popatrzyła na niego zaskoczona - bo to też jest moja siostryczka więc powinnaś powiedzieć uratowałem nasza siostrę

Blondynka parsknęła śmiechem pokiwała głową następne wtuliła się w niego Harry pocałował ją w czoło jak wyrażając braciszkowe uczucia jakie do niej żywił Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej

ale Krum wyraźnie się nadąsał. Znowu próbował wciągnąć Hermionę w rozmowę, ale była zbyt zajęta oklaskiwaniem Harry'ego, by go słuchać.

- Moj braciszek był ważniejszy niż Victor - mruknela Hermiona

- Przed trzecim i ostatnim zadaniem nasi reprezentanci staną o zmierzchu dwudziestego czwartego czerwca - oznajmił Bagman. - A co ich czeka, dowiedzą się dokładnie miesiąc wcześniej. Dziękuję wam za dzielne wspieranie wszystkich zawodników - 'Już po wszystkim'. Pomyślał tępo Harry, kiedy pani Pomfrey zaczęła zaganiać reprezentantów i zakładników do zamku, by przebrali się w coś suchego. Już po wszystkim, nie będzie musiał martwic się o nic aż do dwudziestego czwartego ' czerwca. Kiedy wspinał się po kamiennych stopniach wiodących do zamku, postanowił, że następnym razem, kiedy będzie w Hogsmeade, kupi Zgredkowi po parze skarpetek na każdy dzień roku.

- Koniec rozdziału - powiedziała Cassie 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...