- Ja będę czytał! - krzyknąl Justin i zaczął czytać
Rozdział 29
Sen
- Wygląda na to - powiedziała Hermiona, pocierając sobie czoło - że albo pan Crouch zaatakował Wiktora, albo ktoś inny zaatakował ich obu znienacka, kiedy Wiktor się odwrócił.
- To musiał być Crouch - stwierdził natychmiast Ron.
- Tak to jest kiedy Vikus chciał poderwać dziewczynę która nie jest jemu przeznaczona - dodał Ron ogarniając jej włosy i całując ja w znak Hermiona głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej - gdyby Hermiona była dziewczyna Kruma nie byłaby Lady Weasley ale patrząc na moja żonę która teraz ma rozmarzona minę i wzrok jest szczęśliwa kiedy pocałowałem ja znak i która ja zaznaczyłem na swoją partnerkę podpisując potężny kontrakt małżeński którego nie da się złamać
- Kiedy dałeś mi ten znak który mam na szyi to był jeden z najlepszych dni moich życiu! - zawołała Lady Weasley zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Kocham Cię Lady Weasley - mruknął Ron całując ja w czoło a ona ponownie wesnela zadowolonym głosem
- Ja Ciebie też kocham Lordzie Weasley dopilnowales tego że nie mogę Cie opuścić - wyszeptujac i przejechała po swoim znaku na szyi i wesnela zadowolonym głosem i pocałowała go w namiętnie w usta
- I dlatego go nie było, kiedy pojawili się tam Harry i Dumbledore. Nawiał.
- Nie sądzę - rzekł Harry, kręcąc głową - Wyglądał na bardzo osłabionego i chyba nie był w stanie się zdeportować
- W Hogwarcie nie można się teleportować, ile razy mam wam powtarzać - powiedziała Hermiona.
- Będąc Lady Weasley musisz przestrzegać etykietę dobrego zachowania Hermiono - oznajmił Ron i uśmiechnal się szeroko do żony a Hermiona która była oburzona ze przypomnina jej żeby przestrzegala etykietę dobrego zachowania a ona cały jest grzeczna dziewczynka i przestrzega zasad dobrego zachowania
- Ron cały czas przestrzegam etykietęee! - głośno wesnela zadowolonym głosem bo Ron pocałował ją w znak na szyi - dobrego zachowania - dodała rozmarzonym i zadowolonym głosem
- Czy możecie się już uspokoić! - warknal Harry ale Ginny pocałowała go w namiętnie w usta a kiedy go puściła Harry miał głupi wyraz twarzy - Kocham Cię Lady Potter - mruknął rozmarzony
- Ja Ciebie też kocham Lordzie Potter dopilnowales tego że nie mogę Cie opuścić
- Będąc Lady Potter musisz przestrzegać etykietę dobrego zachowania Ginny - oznajmił Harry i uśmiechnal się szeroko do żony do żony a Ginny która była oburzona ze przypomnina jej żeby przestrzegala etykietę dobrego zachowania a ona cały czasy jest grzeczna dziewczynka i przestrzega zasad dobrego zachowania
- Harry cały czas przestrzegam etykietęee! - głośno wesnela zadowolonym głosem bo Harry pocałował ją w znak na szyi - dobrego zachowania - dodała rozmarzonym i zadowolonym głosem
- Jesteś taka piękna mogę polizać twoje piersi i łechtaczke Lady Potter? - pytał z nadzieją do jej ucha
- Tak nie musi Pan pytac Lordzie Potter jestem z panem na wieczność - wyszeptała Ginny zadowolonym głosem podniecona ze będzie miała kolejna upojna noc ze swoim mężem
- No dobra... a co myślicie o takiej hipotezie... - powiedział Ron takim tonem, jakby doznał nagłego olśnienia - Krum zaatakował Croucha... zaraz, posłuchajcie do końca... a potem sam rzucił na siebie zaklęcie oszałamiające!
- A pan Crouch wyparował? - zapytała chłodno Hermiona.
- No tak...
- Barty był wściekły ze Krum chciał się związać się Hermiona a Ron był jej przeznaczony więc Krum był bardzo niegrzecznym chłopcem - stwierdziła Molly I stając gracja i wdziękiem z kolan Artura podchodząc do córki gracja i wdziękiem mając na sobie szpilki na 16 cm obcasie a ta natychmiast stanęła gracja i wdziękiem i tez miała szpilki na 16 cm obcasie i mocno się wtuliła do jej piersi
- Mamusia - mruknela zadowolonym głosem Lady Weasley pani Weasley bez wahania pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Moja córeczka tak bardzo Cie kocham skarbie że nie zdajesz sobie z tego sprawę jak bardzo mocno Cie kocham bardzo sie cieszę ze zostałaś żona Rona i który Cie zaznaczył na swoją partnerkę podpisując potężny kontrakt małżeński którego nie da się złamać a ty samym jesteś nasza córeczka kochanie na wieczność
- To Ron jest miłością mojego życia mamusiu - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley - a dzięki temu ze Ron to, zrobił zostaliście moja mamusia i moim tatusiem których bardzo mocno kocham do których muszę mówić tylko mamusia i tatuś
- Tak słoneczko tylko mamusia i tatuś bo jestem twoja mamusia a Artur jest twoim tatusiem
- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła do jej piersi zachwycona
- Ja też się Kocham skarbie i nigdy nie przestanę - i tuliła ja do swojej piersi również zachwycona
Był świt. Harry, Ron i Hermiona wymknęli się bardzo wcześnie ze swoich dormitoriów i razem pobiegli do sowiarni, żeby wysłać list do Syriusza. Teraz stali przy oknie wieży i patrzyli na zamglone błonia. Wszyscy troje byli bladzi i mieli zapuchnięte oczy, bo do późnej nocy
rozprawiali o panu Crouchu.
- Harry, przelećmy to jeszcze raz - zaproponowała Hermiona
- Ee mamo wiesz ze to zabrzmiało dwuznacznie? - pytali Hugo i Scorpius
- Co dokładnie powiedział pan Crouch?
- Już wam mówiłem, że bełkotał od rzeczy. Powiedział, że chce ostrzec przed czymś Dumbledore'a. Na pewno wspomniał Bertę Jorkins i chyba myślał, że ona nie żyje. Wciąż powtarzał, że to jego wina. Wspomniał też o swoim synu.
- To już na pewno jego wina - wtrąciła gniewnie Hermiona.
- Podaj mi jeden powód żeby Cie nie zabić! - warknęła Hermiona do Croucha - co z Ciebie za ojciec Crouch masz rację to jest twoja wina
- TY SUKINSYNU SKRZYWDZIŁEŚ MOJEGO TATUSIA! - ryknely córki Łapy a Draco Jared i Kevin musiały je mocno trzymać bo chciały go zamordować za skrzywdzenie Syriusza - PUŚĆ MNIE!!
- Nie - odparli mężowie Łapa widział że były takie furi zaraz ich strzela jakiś zaklęciem że podszedł do nich i mocno je przytulił
- Tatuś? - wyszeptaly i podniosły głowę
- Tak moje słoneczka tatuś bardzo was kocha i tatuś nigdy was nie opuści - i bez wahania pocałował swoje córki po czole a Lady Black Lady Entwhistle i Lady Malfoy głośne wesnely zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej
- Kocham Cię tatusiu - oznajmiły zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej nie chcąc go puścić nagle usłyszeli głośny pisk Croucha Marlene dmuchnela różdżką
- Pomieszało mu się w głowie - mówił dalej Harry - Czasem zachowywał się tak, jakby jego żona i syn wciąż żyli, a jednocześnie wciąż gadał do Percy'ego i wydawał mu różne polecenia.
- I jego najsłynniejsze polecenie Weatherby zrób mi loda - rzekł Bill sala parsknęła głośnym śmiechem Percy i Crouch byli czerwoni jak Vernon
- Ja dalej nie rozumiem jak to może robić chłop i chlopem - krzywiła się Alicia I
- Na pewno lubi to robić Dumbledore z griwerbarden - stwierdził Fred II
- A przypomnij mi, co powiedział o Sam-Wiesz-Kim - mruknął Ron niepewnie.
- Już ci mówiłem - rzekł Harry - Że odzyskuje moc.
Na chwilę zapanowało krótkie milczenie.
- Ale przecież sam mówiłeś, że pomieszało mu się w głowie - odezwał się w końcu Ron, tym razem przesadnie pewnym siebie tonem - więc połowa tego, co mówił, to po prostu brednie...
- Nie Ron - mruknął Harry
- Kiedy zaczynał mówić o Voldemorcie - rzekł Harry, lekceważąc grymas Rona
- Nie wymawiaj tego imienia! - pisnęła Lavender
- był najprzytomniejszy. Miał duże trudności ze skleceniem razem dwóch słów, ale wyglądało na to, że właśnie w tych momentach wiedział, gdzie jest i co chce zrobić. Powtarzał, że musi zobaczyć się z Dumbledore'em.
- Pewnie chciał żeby Dumbledore zrobił mu loda bo chciał mieć nowe doznania Harry! - wypaliła Hanna sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy
- JAK SMIESZ ABBOTT NIE ROBIĘ NIKOMU LODA JA JESTEM DYREKTOREM I WYMAGAM OD CIEBIE ZALEŻY SZACUNEK! - stanął wsciekly Dumbledore
- NAZYWA SIĘ LONGBOTTOM LADY LONGBOTTOM WZRACAJ SIE DO MOJEJ CÓRECZKI Z NALEŻYTYM SZACUNKIEM LADY LONGBOTTOM ALBO PANI LONGBOTTOM MADAME LONGBOTTOM I PROSZĘ PANI! - wycedzil Frank również stanął - A TNIJ TYLKO MOJĄ CÓRECZKĄ A NIE BĘDĘ DLA CIEBIE MIŁOSIERNY !!! - poczul czyjeś ciało popatrzyl w dół to to była Hanna przytulając się do niego
- Tatuś! - krzyknęła wtulając się w ojca jeszcze bardziej
- Wszystko gra księżniczko?
- Tak tatusiu - odparła Hanna zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej mimo że miała szpilki na 16 cm obcasie była duzo niższa od Franka I
- Pamiętaj kochanie tatuś bardzo Cie kocha i zawsze Cie ochroni i zawsze będę przy tobie i zawsze będę Cię kochał
- Kocham Cię tatusiu - oznajmiła pani Longbottom tuląc się do Franka I a ten pocałowal swoje córke po czole
- Jesteś Longbottomem i moją córeczką a dlaczego?
- Bo Neville mnie naznaczył na swoją partnerkę tatusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się z ojca nie chcąc go puścić pod żadnym pozorem - podpisując potężny kontrakt małżeński którego nie da rady zdjąć i jestem Lady Longbottom i będę nia do końca mojego życia podpisując ten kontakt rodzice Neville stali się moimi rodzicami dlatego jestem waszą córeczką dlatego moim obowiązkiem jest mówić do was tylko mamusia i tatuś
- Moje słoneczko - odparła Alicia I z miłością podchodząc do niej gracja i wdziękiem miała szpilki na bardzo wysokim obcasie tuląc ją do siebie i całując ją w czoło która wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - mamusia i tatuś bardzo Cie kochają prawda Frankie ?
- Tak jest to moja córeczka - odpowiedział Frank I - dlatego musi mówić do mnie i do Ciebie skarbie tylko mamusia i tatuś
- Zawsze będą twoja córeczką tatusia tatusiu - mruknela zadowolonym głosem - Neville o to zadbał tatusiu - i przejechała po swoim znaku naznaczenia i wesnela zadowolonym głosem
- Spróbuj tylko krzywdzić moja wnusie a nie będę wystarczające dobra dla ciebie żeby Cie nie walnąć jakiś zaklęciem! - warknęła Augusta stając gracja i wdziękiem bo miała szpilki na bardzo wysokim obcasie
- Jak ja kocham moja mamusie! - krzyknęła Alicia I i patrzyła a nią uśmiechnięta
- Bo jestem twoją mamusia córeczko a Hanna jest moja wnusia - rzekła uradowana lady Longbottom
- Hanna jest bardzo zakochana we mnie a ja jestem bardzo zakochany w w niej moja mama kazała jej się zwracać do mamy i taty tylko mamusia i tatuś a Hanna kiedy to usłyszala jaki ma teraz mówić do moich rodziców wydała z siebie pisk szczęścia i wtuliła się nią a jeszcze więc pocałowała mamusia ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła a Hanna wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia wtulając się w nią jeszcze bardziej wyszeptujac kocham cię mamusiu a mamusia tuliła ja do swojej piersi zachwycona jak zaczęła do niej mówić sam widziałem
Alicia uśmiechnęła się szeroko - Dokładnie tak było synku jak powiedziałeś! - zawołała szczęśliwa Lady Longbottom - prawda córeczko?
- Tak mamusiu - oznajmiła szczęśliwa Hanna - no co jestem grzeczna dziewczynka więc zwracam się z do rodziców swojego męża tylko mamusia i tatuś
- Alicia jest bardzo zakochana w Franku a Frank jest jestem bardzo zakochany więc Alicii kazałam się zwracać to mnie tylko mamusia a Alicia kiedy to usłyszala jaki ma teraz do mnie mówić wydała z siebie pisk szczęścia i wtuliła się mnie jeszcze bardziej więc pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiłam a Alicia wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia wtulając się w mnie jeszcze bardziej wyszeptujac kocham cię mamusiu a ja będąc wzruszona tuliła ja do swojej piersi zachwycona jak zaczęła do mnie mówić i to był jeden najlepszych dni moi życiu prawda córeczko ze tak było?
- Tak było mamusiu - oznajmiła szczęśliwa Alicia podbiegła do niej gracja i wdziękiem bo miała szpilki na bardzo wysokim obcasie i mocno się wtuliła do niej piersi a ona pocałowała ja w czoło Lady Longbottom wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - no co jestem grzeczna dziewczynka więc zwracam się z do mamusi swojego męża tylko mamusia
- Tak bardzo Cie kocham córeczko jesteś moja córeczka na zawsze lepszej córeczki ne mogłam sobie wymarzyć - wyszeptała wzruszona tuląc ja do swojej piersi Augusta
- Zawsze będą twoja córeczką mamusiu - mruknela zadowolonym głosem - Frankie o to zadbał mamusiu - i przejechała po swoim znaku naznaczenia i wesnela zadowolonym głosem a Hanna gracja i wdziękiem poszła do Neville i usiadła mu na kolanach i, się mocno wtuliła i wesnela zadowolonym głosem do Neville pocałował ja czoło
- Jestem z niego taka dumna kochanie kiedy zaznaczył Ciebie na swoją partnerkę podpisując potężny kontrakt małżeński którego nie da się złamać dzięki temu zawsze będziesz moja córeczka kochanie - stwierdzila pani Longbottom miłością z głosie Frank I wypiął dumnie pierś jak to robi zawsze Percy - a teraz idź do swojego męża i usiądź mu na kolanach jak na grzeczna dziewczynka przystało
- Dobrze mamusiu bo uwielbiam siedzieć na kolanach Frankiego bo czuje się wtedy bezpieczna kochana i zadowolona - i odwróciła się gracja i wdziękiem i poszła do męża gracja i wdziękiem single patrzyli na pani Longbottom wielkimi oczami i otwarta szczęka ona usiadła mu na kolanach i sie wtuliła się w niego jeszcze bardziej i wesnela zadowolonym głosem kiedy maz pocałował ją w czoło
Harry odwrócił się od okna i spojrzał w górę na sowie grzędy. Połowa była pusta, ale co jakiś czas przez jedno z okien wlatywała sowa, powracająca z nocnych łowów z myszą w dziobie. - Gdyby mnie Snape nie zatrzymał - powiedział z goryczą Harry - może byśmy zdążyli na czas. „Dyrektor jest zajęty, Potter... Co to za bzdury, Potter?" Dlaczego akurat musiał się napatoczyć?
- Może nie chciał, żebyś tam wrócił! - zawołał Ron - Może... zaraz... słuchaj, jak szybko mógłby dotrzeć do lasu? Może znalazł się tam przed tobą i Dumbledore'em?
- Musiałby się zamienić w nietoperza.
- To by do niego pasowało - mruknął Ron.
- Ja tam zawsze będę najlepiej wspominał jak Hermiona podpaliła Smarka na meczu Quidditcha na pierwszym roku! - krzyknęli uradowani Huncwoci Frank I Regulus Hermiona sie zarumieniła
- Musimy się zobaczyć z profesorem Moodym - oświadczyła Hermiona - Musimy się dowiedzieć, czy odnalazł pana Croucha.
- Żeby mogła dać mu twarz - dodała Hermiona słodkim głosem
- Skarbie ja też by chciała dac mu z liścia proszę mogę dać mu z liścia i stanęłam bym mu jeszcze na 16 cm obcasie na jego stopach bo ten skurwysyn skrzywdził mojego tatusia - odezwały się Daphne Cassie Astoria
- Oczywiście kochane że możecie jako Minister Magii macie moje pozwolenie - powiedziała lady Weasley a Crouch zbladl
- Jeśli miał przy sobie Mapę Huncwotów, nie było to trudne - zauważył Harry.
- Chyba że Crouch był już poza terenem szkoły - rzekł Ron - bo mapa sięga tylko do jego granic...
- Ciiicho! - syknęła nagle Hermiona. Ktoś wspinał się po schodach. Harry usłyszał dwa głosy; były coraz bliżej.
- ... to jest szantaż, możemy mieć poważne kłopoty, jak to zrobimy...
- ... próbowaliśmy grzecznie, teraz zagramy nieczysto, tak jak on. Będzie się miał z pyszna, kiedy Ministerstwo Magii dowie się, co zrobił...
- Mówię ci, jak to napiszemy, to będzie zwykły szantaż!
- Tak, ale przestaniesz biadolić, jak odzyskamy szmal...
Drzwi sowiarni otworzyły się z trzaskiem. Fred i George
Molly stanęła z kolan Artura gracją i wdziękiem i zaczęła stukać swoim 16 cm obcasem i zrobiła ta słynna pozę
- Gadajcie mi tu natychmiast co zrobiliście! - warknęła Lady Weasley
- Nic nie zrobiliśmy mamusiu - oznajmił George I przerażonym głosem
- Molly usiąść! - rozkazał Artur Molly odrzuciłam włosy z jednego skraju szyi miała celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdował się dwa Łasice splecione w kształcie yin i yang i usiadła na jego kolanach a Lord Weasley pocałował ja w znak a Lady Weasley wydałam z siebie głośne wesnecie zadowolenia i wtuliła się w niego jeszcze bardziej wyszeptujac
- Kocham Cię nie opuszczę Cie nigdy - mruknela zadowolonym głosem - zadbałes o to skarbie - i przejechała po swoim znaku naznaczenia i wesnela zadowolonym głosem
- Mamusia i tatuś bardzo mocno sie kochają - powiedziały wzruszone córki
- Tak córeczki bo ja i was tatuś kochany się codzienne - rozmarzyla się Lady Weasley
- Oszczędzcie mi szczegółów waszego życia seksualnego! - krzywili się synowie i wnuki
przeszli przez próg i zamarli na widok Harry'ego, Rona i Hermiony.
- Co tu robicie? - zapytali równocześnie Ron i Fred.
- Wysyłamy list - odpowiedzieli równocześnie Harry i George.
- Co, o tej porze? - zapytali jednocześnie Hermiona i Fred. Fred wyszczerzył zęby.
- No dobra, nie będziemy was pytać, jeśli wy przestaniecie pytać nas... - W ręku miał zapieczętowaną kopertę. Harry zerknął na nią, ale Fred, przypadkowo lub umyślnie, przykrył dłonią nazwisko adresata.
- Co złego to nie ja to Weatherby - oznajmił Fred I i uśmiechnal się słodko
- No, to nie będziemy was zatrzymywać - powiedział, ukłonił się przesadnie i wskazał na drzwi. Ron nie ruszył się z miejsca. - Kogo szantażujecie? - zapytał. Z twarzy Freda zniknął uśmiech. Harry spostrzegł, że George rzuca Fredowi krótkie spojrzenie, a potem uśmiecha się do Rona.
- Nie bądź głupi, ja tylko żartowałem.
- Fred /George co to ma znaczysz! - warknely wściekle Nicole i Angelina i zaczęły stawać a oni je powstrzymali i znowu siedziały im na kolanach - Puść mnie! - ale oni ogarnęły im długie włosy z szyi gdzie obie miały znaki naznaczenia i pocałowali je w znak swojej żony Lady Weasley obie Ladys Weasley głośno wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swojego męża jeszcze bardziej
- Kocham Cię Lady Weasley - oznajmily Fred i George do Nicole i Angeliny
- Kocham Cię nie opuszczę Cie nigdy - mruknely zadowolonym głosem - zadbałes o to skarbie - i przejechały po swoim znaku naznaczenia i wesnely zadowolonym głosem
- Jestem z moich synków taka dumna kochaniutke kiedy zaznaczyli was na swoje partnerki podpisując potężny kontrakt małżeński którego nie da się złamać dzięki temu zawsze będziecie moimi córeczkami skarby - stwierdzila pani Weasley miłością z głosie
- Tak mamusiu kiedy mnie naznaczyl na swoją partnerkę podpisując potężny kontrakt małżeński którego nie da się złamać i zawsze będę lady Weasley to był jeden z najlepszych dni w moim życiu - oznajmiły szczęśliwe Nicole i Angelina i wtuliły sie Freda i George'a i wesnely zadowolonym głosem - będę nia do końca mojego życia podpisując ten kontakt rodzice Freda /George stali się moimi rodzicami dlatego jestem ich córeczką dlatego moim obowiązkiem jest mówić do was tylko mamusia i tatuś
- Tak kochaniutkie tylko mamusia i tatuś - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley
- To wcale nie brzmiało jak żart - powiedział Ron. Fred i George wymienili spojrzenia, po czym Fred warknął:
- Już ci mówiłem, Ron, jeśli podoba ci się kształt swojego nosa, to przestań węszyć, dobra?
- Nie ma to jak kochające się rodzeństwo zwłaszcza między braćmi - stwierdził Albus II patrząc na brata Jamesa - prawda głąbie?
- Spadaj kujonie! - warknal James II
- JAMES SYRIUSZ POTTER JAK TY SIĘ ODZYWASZ DO BRATA! - warknęła Ginny stanęła z kolan Harrego i patrzyła na niego ta poza swojej matki i stukała swoim 16 cm obcasem o podłogę
- To on zaczął! - krzyknąl James II wskazując na Albusa
- Ktoś tu jest bardzo niegrzecznym chłopcem! - zardwil Albus II z brata
- ALBUS SEVERUS POTTER! - Albus przeknal ślinę
- Chłopaki ja sie trochę Ginny boję bo jak się zdenerwuje to jest bardzo przerażająca - stwierdził Seamus
- Ginny jest najseksowniejsza najpiękniejsza rudowłosa kobieta ale masz rację jak sie zdenerwowuje to jest bardzo przerażająca - oznajmił Harry przyciągnął Ginny żeby usiadła mu na kolanach - chodź kochane - a bez żadnego sprzeciwu usiadła mu na kolanach i mocno się wtuliła
- Grzeczna dziewczynka - wyszeptał jej do ucha podniecony Harry
- Harry byłam grzeczną dziewczynką będziemy się kochać? - spytała z nadzieją
- Oczywiście że będziemy się kochać skarbie zawsze będziemy się kochać codziennie - mruknął Lord Potter całując ja w czoło Ginny wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Nie rozumiem, dlaczego się czepiasz, ale...
- Jeśli kogoś szantażujecie, to nie jest to już wyłącznie wasza sprawa. George ma rację, możecie się wpakować w poważne kłopoty.
- Już ci mówiłem, że żartowałem - powiedział George. Podszedł do Freda, wyjął mu kopertę z rąk i zaczął ją przywiązywać do nóżki najbliższej płomykówki - Wiesz co, Ron? Zaczynasz nawijać tak, jak nasz kochany starszy brat. Rób tak dalej, to może zostaniesz prefektem.
- Nigdy! - oburzył się Ron.
Ron sie zarumienił a chłopaki i mezszyzni spadli ze śniechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy
- George otworzył wewnętrze oko! - śmiał się nieboglosy Jared - bo Ron został prefektem z Hermiona!
- Ron i Hermiona nie mogą że sobą żyć - rzekł Harry - a ich gra wstępna jest na początku dziennym
George zaniósł płomykówkę do okna. Sowa natychmiast odleciała. Odwrócił się i wyszczerzył zęby do Rona. - To przestań mówić ludziom, co mają robić.
- Ale kazałeś mi się zwracać do rodziców tylko mamusia i tatuś i kazałeś mi sie ubierać w obcisłe ubranie które muszą być idealnie dopasowane do mojej figury i podkreslaly moje kobiece kształty i żeby miała biżuterie rodem Weasley i szpilki z kłódka na zapieciach na min 12 cm obcasie a ja mam teraz na 16 cm obcasie - oznajmiła Angelina miała iskierki miłości w oczach
- Nie słuchaj to co mówiłem Ronowi słoneczko - rzekł George - uwielbiam jak tak chodzisz dla mnie jesteś najpiękniejsza najseksowniejsza Lady Weasley a najbardziej na świecie kocham jak nie masz ubrań i widzę ciebie nagą mając tylko biżuterie rodem Weasley i szpilki z kłódka na zapieciach na 16 cm obcasie - i pocałował ją w znak a Angelina wydała głośne wesnecie zadowolenia
- Skarbie byłam grzeczną dziewczynką będziemy się kochać? - spytała z nadzieją
- Oczywiście że będziemy się kochać skarbie zawsze będziemy się kochać codziennie - mruknął Lord Weasley całując ja w czoło Angelina wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Jesteście tacy słodcy ze aż mnie mdli - stwierdził Fred II cukierkowym głosem do rodziców
No to cześć - I razem z Fredem opuścił sowiarnię. Harry, Ron i Hermiona spojrzeli po sobie.
- Myślicie, że oni coś wiedzą? - wyszeptała Hermiona - O Crouchu i o całej tej aferze?
- Nie - powiedział Harry.
- Gdyby to było coś tak poważnego, to by komuś powiedzieli. Powiedzieliby Dumbledore'owi - Ron miał jednak niezbyt pewną minę.
- O co chodzi? - zapytała Hermiona.
- No... - odrzekł powoli - wcale nie jestem tego pewny. Oni mają ostatnio bzika na punkcie forsy, zauważyłem to, kiedy się z nimi trzymałem, kiedy... no wiesz...
- Dzięki temu jesteśmy szanownymi bizmesmenami! - zawołali Fred i George
- ... nie odzywaliśmy się do siebie - skończył za niego Harry - Tak, ale szantaż...
- To wszystko przez ten pomysł założenia sklepu z dowcipnymi gadżetami - rzekł Ron - Sądziłem, że gadają o tym tylko po to, żeby zdenerwować mamę, ale oni naprawdę o tym myślą, zamierzają coś takiego otworzyć.
- Ja naprawdę jestem zła matką że nie wierzyłam sukces swoich synów - mruknela łzami w oczach Molly I wtuliła się w Artura Fred i George postawili swoje żony na ziemię i podeszli do matki Lady Weasley wyskoczyła w kolan męża i mocno się wtuliła do synów
- Mamo nie płacz proszę!
- Ja się myliłam przepraszam ze was nie wierzyłam i podcinałam wam skrzydła i nie jestem dobra matka najpierw niewierzyłam ze wam ze mówiliście ze Harry moj synek miał kraty w pokoju późnej uwierzyłam tej Skeeter ze Hermiona bawi się uczuciami Harrego i Kruma jak na mogłam tak pomyśleć o mojej córeczce i myślałam ze Fleur jest tylko z Billem ze jest bardzo przystojnym mężczyzną a tak naprawdę jest cudowna dziewczyna które stała się moja córeczką
- No ciii uspokój się proszę! - mimo że Molly miała szpilki na 16 cm obcasie była niższa od Freda i George'a obaj synowie pocałowali swoją matkę w czoło ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w synów jeszcze bardziej
- Przepraszam! - i pocałowała ich po czole wyrażając matczyne uczucia jakie do nich żywiła bliźniaki wesneli zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - Kocham was bardzo mocno skarby i nigdy nie przestanę - mruknela zadowolonym głosem tuląc swoich synów do swojej piersi nagle poczuła czyjeś ciało to była Fleur a teraz Molly tuliła ja do swojej piersi
- Bałam ze mnie mamusia nienawidzi i nie jestem miła widziana w mamusi domu mamuś i nie będę mogła mówić do mamusi tylko mamusia a ja nie wyobrażam sobie mówic do mamusi inaczej niz mamusia i muszę tak do mamusi mówić mamusia prawda ze muszę tak mówić mamusiu? - i wtuliła się w nią jeszcze bardziej
- Ja Cie kocham skarbie bardzo mocno i nie wyobrażam sobie żeby Cie nie kochać jesteś moją córeczką i panią Weasley i Lady Weasley oczywiście że musisz mi mówić tylko mamusia skarbie i nie wyobrażam sobie żebyś mówiła do mnie inaczej niż mamusia skarbie! - całując ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - to ja byłam idiotka i tak pomyślałam ze jesteś z Billem tylko ze jest przystojny mezszyzna proszę wybacz mi córeczko! - tuląc ją do swojej piersi - nie byłam dla Ciebie mamusia tylko obca kobieta
- Wybaczę mamusi pod jednym warunkiem mamusiu
- Zrobię wszystko córeczko!
- Chce od mamusi całus w czoło mamuś! - powiedziała do Molly mocą stali i nieznoszący sprzeciwu i mocno się wtuliła do jej piersi - mamusiu czekam na całus w czoło obiecała mamusia ze zrobi dla mnie wszytko więc chce dostać od mamusi taki całus w czoło który będzie wyrażał jak bardzo mamusia mnie kocha - więc Lady Weasley zebrała e sobie i pocałowała ja w czoło z taką matczyna miłością ze Fleur głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Chcesz jeszcze raz kochanie żeby mamusia pocałowała Cie czoło jeszcze raz ? - spytała z miłością tuląc ja do swojej piersi
- Tak mamusiu chce jeszcze raz żeby mamusia mnie pocałowała w czoło - więc pani Weasley spełniła jej prośbę i ponownie pocałowała ja w czoło a ta ponownie wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Molly jeszcze bardziej
- Kocham Cię córeczko - rzekła miłością tuląc ją do swojej piersi Fleur niechętnie oderwała się od niej i podeszła do męża i gracja i wdziękiem mając na swoich stopach szpilki na 16 cm obcasie i usiadła na jego kolanach Molly zrobiła do samo i usiadła gracja i wdziękiem na kolanach Artura zadowolona miną
- Jesteś bardzo grzeczna dziewczynka bo przeprosiłaś Lady Weasley za swoje naganne zachowanie - wyszeptał jej do ucha Artur zadowolonym głosem - bo Fleur to nasza córeczka i musi nazywać nas mamusią i tatusiem - Molly pokiwała głową i uśmiechnęła się szeroko jak Fleur wtuliła się w Billa siedząc mu na kolanach
- Za rok ukończą szkołę i wciąż nawijają, że już czas pomyśleć o przyszłości, że przecież tata im nie pomoże, że potrzebują forsy na początek - Teraz spochmurniała Hermiona.
- Ale przecież nie zrobiliby czegoś, co by było niezgodne z prawem, żeby zdobyć pieniądze, prawda?
- No. . . nie wiem - odrzekł Ron sceptycznym tonem.
- Jak dotąd nie mieli oporów przed łamaniem wszelkich zasad, prawda?
- Tak, ale tu chodzi o prawo - powiedziała Hermiona z przerażoną miną. - Tu nie chodzi o jakieś głupie przepisy szkolne.
- Czy ja dobrze usłyszałem ze mama powiedziała że szkole sa głupie przepisy?! - krzyknąl Hugo niedowierzaniem
- Tez to słyszałem - odparli Huncwoci 2.0 Seamus Jared
- Jestem córeczka tatusia Rogacza i, bratanica wujka Syriusza i wujka Lunatyka trzech oryginalnych Huncwotów - odezwała się Hermiona szczęśliwym głosem - a wolę ten mundurek szkolny niz tamtem
- Ja wiedziałem ze Hermiona od pierwszego dnia stała się Weasleyem - oznajmili Fred i George - i dlatego muszę Cie nazywać moja młodsza siostryczka
- Tak - odpowiedziała Hermiona uśmiechnęła - a ja musze nazywać was moimi braciszkami
- Dokładnie! - wyzszezyli się szeroko
- A, tamte mundurki były ohydne! - krzywily się dziewczyny i kobiety - te sa wspaniale - pokazując na obcisłe ubrania które idealnie dopasowane do ich figur i podkreslaly ich kobiece kształty miały biżuterie i szpilki z kłódka na zapieciach na bardzo wysokim obcasie - uwielbiam chodzić butach na bardzo wysokim obcasie
Za szantaż grozi im coś gorszego niż szlaban! Ron, może lepiej powiedz o tym Percy'emu...
- Zwariowałaś? - oburzył się Ron. - Powiedzieć Percy'emu? Poczułby się ministrem i wsadziłby ich za kratki
- Percy miał ważniejsze sprawy na głowie skarbie np robienie loda Crouchowi - stwierdził Ron
- To jest ohydne - krzywiła się rzeczowo Hermiona
- Spojrzał na okno, przez które wyleciała sowa Freda i George'a, po czym dodał: - Chodźcie, trzeba coś zjeść.
- Myślicie, że jest za wcześnie na wizytę u profesora Moody'ego? - zapytała Hermiona, gdy schodzili po spiralnych schodach.
- No jasne - odrzekł Harry - Pewnie by nas wystrzelił za drzwi, gdybyśmy go obudzili o świcie, pomyślałby, że próbujemy go zaatakować we śnie. Odwiedzimy go podczas przerwy.
Historia magii już dawno tak się nie wlokła. Harry wciąż zerkał na zegarek Rona, pozbywszy się w końcu swojego, ale wkrótce zaczął podejrzewać, że i ten się zepsuł, bo wskazówki poruszały się straszliwie wolno. Wszyscy troje byli tak wymęczeni, że najchętniej złożyliby głowy na stolikach i zasnęli; nawet Hermiona nie robiła notatek, tylko siedziała z głową wspartą na ręce, patrząc niezbyt przytomnie na profesora Binnsa.
- Hermiona pewnie śniła o Ronie - zachititowal Artur
- Tatusiu! - krzyknęła zarumieniona Hermiona wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Tak córeczko? - spytał niewinnie lord Weasley uśmiechnal się szeroko
- Wcale nie śniłam o Ronie tatusiu - rzekła zarumieniona Lady Weasley
- To nie jest twój tatuś! - warknęła Pansy
- Lord Weasley jest moim tatusiem a Lady Weasley jest moją mamusią! - krzyknęła Hermiona - i będę tak do nich mówić bo to moi rodzice a ty nie masz prawa mówic jak mam mówić do moich rodziców
- Dokładnie tak ja jestem ich mamusia a Artur jest ich tatusiem czy podoba Ci się czy nie nasze córki będą mówić do nas tylko mamusia i tatuś - powiedziała pani Weasley zadowolonym głosem
- Tak mamusiu - rzekły uradowane córki Molly
Kiedy w końcu rozległ się dzwonek, pobiegli korytarzami do klasy Obrony Przed Czarną Magią, i już z daleka zobaczyli, że profesor Moody właśnie z niej wychodzi. On również wyglądał na zmęczonego. Powieka normalnego oka całkowicie mu opadła, co sprawiało, że jego twarz sprawiała wrażenie jeszcze bardziej pokrzywionej niż zwykle.
- Panie profesorze! - zawołał Harry, kiedy przeciskali się przez tłum.
- Hej, Potter! - zagrzmiał Moody, a jego magiczne oko powędrowało za parą przechodzących obok pierwszoroczniaków, którzy przyspieszyli kroku, rozglądając się nerwowo, po czym potoczyło się gdzieś w głąb czaszki i obserwowało ich przez chwilę, aż zniknęli za rogiem korytarza za jego plecami. - Wejdźcie tutaj.
Młodsze dzieci popatrzyła na niego przestraszone
Cofnął się, żeby ich przepuścić do pustej klasy, pokuśtykał za nimi i zamknął drzwi.
- Znalazł go pan? - zapytał Harry bez żadnego wstępu - Pana Croucha?
- Nie - odrzekł Moody.
- Ja wiem gdzie był Crouch w ministerstwie i robił loda Weatherbemu - oznajmiły Charlie - albo ruchał Ropuche albo Skeeter swoim kikutem - cała czwórka zrobiła się czerwona i wściekła
- Szalooki przecież do oczywiste - stwierdzila Lady Lupin i wtuliła się w Remusa jeszcze bardziej
- Ponieważ obie sa prostytutkami ministerstwa - dodała Jesscia - i lubią robić loda PANU Crouchowi prawda PANIE Crouch?
- JA NIE JESTEM ŻADNĄ PROSTYTUTKA JAK ŚMIESZ!! - ryknely Ropucha i Rita
- Jak śmiecie krzyczyc na moja córeczkę! - warknęła Lily I
- A do mojej mamusi mówić w tej sposób! - wycedzily córki Jessici
- Nie jestem waszą koleżanka! - warknęła pani Creevey a obie córki podeszły do niej z niezwykla gracja i wdziękiem i mocno się wtuliły do matki
- Mamusiu mogę im przywalić ze nie wyrazili mamusi odpowiedni szacunek? - zapytały z nadzieją w głosie
- Macie obie takie piękne szpilki na bardzo wysokim obcasie szkoda szpilek na te prostytutki były już tak niegrzeczne i nie mają rozumu - mruknela całując je w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do ich żywiła obie jej córki wesnely zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Ale ja bym je strzeliła zaklęciem mamusiu! - jęknęly - proszę byłam grzeczną dziewczynką
- Wasza mamusia powiedziała nie - oznajmił Colin I całując je w czoło obie wesnely zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej
- Tatuś - mruknely zadowolonym głosem córki Colin I
Podszedł do swojego biurka, usiadł, jęknął cicho i wyprostował swoją drewnianą nogę, po czym wyciągnął z kieszeni piersiówkę.
- Użył pan mapy? - zapytał Harry.
- Oczywiście - rzekł Moody i wypił spory łyk z płaskiej butelki - Skorzystałem z twoich sztuczek, Potter. Przywołałem ją z mojego gabinetu do lasu. Ale go na niej nie było.
- Więc jednak się zdeportował! - wtrącił Ron.
- Ron, na terenie szkoły nie można się teleportować! - zawołała Hermiona - Ale są inne sposoby, prawda, panie profesorze?
Magiczne oko Moody'ego zadrgało, kiedy spoczęło na Hermionie.
- Ty też mogłabyś się poważnie zastanowić nad karierą aurora - oznajmił - Potrafisz robić właściwy użytek ze swojego rozumu, panno Granger.
Hermiona zarumieniła się z dumy.
- Dlatego zostałaś ministrem magii i zaprowadziłam porządek w ministerstwie Magii bo Knot byl nieudacznikiem i boi się własnego cienia - stwierdziła Hermiona
- No, ale przecież nie stał się niewidzialny - powiedział Harry - Ta mapa pokazuje niewidzialnych ludzi. A więc musiał opuścić teren szkoły.
- Ale z własnej woli? - zapytała żywo Hermiona - Czy może ktoś mu w tym pomógł?
- Tak, ktoś mógł wciągnąć go na miotłę i odlecieć razem z nim, prawda? - powiedział szybko Ron, patrząc z nadzieją na Moody'ego, jakby oczekiwał zapewnienia, że i on mógłby zostać aurorem.
- Jesteś potężnym czarodziejem Ron - stwierdził Harry
- Nie można wykluczyć porwania - zachrypiał Moody.
- Więc pan uważa, że Crouch może być gdzieś... w Hogsmeade?
- Może być wszędzie - rzekł Moody, kręcąc głową - Jedno tylko wiemy na pewno: że tutaj go nie ma - Ziewnął tak szeroko, że rozciągnęły mu się blizny. Za krzywymi wargami brakowało sporo zębów - Dumbledore powiedział mi, że wy troje bawicie się w detektywów. - Niestety, muszę was rozczarować: w sprawie Croucha i tak nic nie zdziałacie. Ministerstwo już go szuka, Dumbledore ich powiadomił. Potter,
- Pewnie się schował i sprowadzil panienki do ruchania- mruknął Scorpius
skup się na trzecim zadaniu.
- Co? - Harry wzdrygnął się - Och, tak... - Od chwili, gdy razem z Krumem odeszli od labiryntu, nie poświecił temu ani jednej myśli.
- Tym razem powinno ci pasować - rzekł Moody, patrząc na Harry'ego i pocierając swoje pokiereszowane i szczeciniaste policzki - Z tego, co mi mówił Dumbledore, wynika, że już nie raz dawałeś sobie radę z takimi łamigłówkami. - W pierwszej klasie udało ci się pokonać szereg przeszkód strzegących Kamienia Filozoficznego, prawda?
- Z naszą pomocą - wtrącił szybko Ron - Moją i Hermiony - Moody uśmiechnął się.
Olivia wyciągnęła czekolada żabę podwinęła i popatrzyła na kartę Czarodziejska uśmiechnęła się szeroko
- Kogo masz? - spytał James II
- Tatusia Jamie - odpowiedziała pani Potter uśmiechem na twarzy młodszy Harry gdy to usłyszał opluł się woda a trzy okazji innych i zaczął kaszleć ze młodsza Ginny musiała go bić po plecach a inni patrzyli otwarta szczęka i wielkimi oczami
- Kogo masz? - zapytały Parvati i Padma niedowierzaniem
- Harrego Pottera mojego tatusia - pokazując kartę wizerunkiem Harrego żeby wszyscy widzieli starszy Harry stał wyzszezem i wypiął dumnie pierś jak to zawsze robił Percy
- Jestem na kartach czarodziejskich? - spytał młodszy Harry patrząc na córkę wielkimi oczami i otwarta szczęka
- Tak tatusiu jesteś - powiedziała Amelia II
- Niesamowite - wyszeptała młodsza Susan James II rzucił kartę młodszej wersji ojcu a, ten oglądał swoją kartę nie mogąc w, to uwierzyć młodsza Ginny patrzyła na niego psotnie i z nadzieją odrzucając głosy żeby mógł widziec znak a ten pocałował ją w znak a ta wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia starsza wersja pani Potter zrobiła to samo patrzyła na niego psotnie i z nadzieją odrzucając głosy żeby mógł widziec znak a ten pocałował ją w znak a ta wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia
- Och Harry mam ochotę na szybki numerek! - jęknęly podniecone kiedy poczuła więcej Magii po pocałowaniu znaku - przelecisz mnie prawda byłam przez ten czas bardzo grzeczna dziewczynka!
- Ginny uspokój się! - warkneli bracia Ginny Harry wystrzerzyli się kiwając głowa i wyszeptał jej do ucha
- Numerek z chodząca tylko szpilkach na bardzo wysokim obcasie i tylko biżuterii rodu Potter boginią zawsze - a te namiętnie pocałowała swojego Harrego w usta a później stanęła i popatrzyła ma braci
- Lepiej zajmijcie się z swoimi żonami!
- Wiecie co - stwierdziłi Harry - jestem najszczęśliwszym facetem na świecie
- Hmmm ciekawe kogo ja będę miała - stwierdziła Rose kiedy popatrzyła na kartę i uśmiechnęła się i popatrzyła sie na Hermione
- Kto? - zapytał się Scorpius
- A taka jedna czarownica nazywająca się Hermiona Weasley - odpowiedziała pani Malfoy patrząc na swoją kartę młodszej Hermione opadła szczęka patrzyła na córkę niedowierzaniem tak samo jak reszcie na sali
- Czy możesz powtórzyć bo nie usłyszałem? - spytał młodszy Ron
- Tatusiu twoja żona a moja mamusia jest na kartach czarodziejskich! - zawołała Rose i rzuciła młodszej wersji matce kartę ta oglądając kartę niewinne odrzucając głosy żeby mógł widziec znak a ten pocałował ją w znak a ta wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia starsza wersja pani Weasley zrobiła to samo patrzyła na niego psotnie i z nadzieją odrzucając głosy żeby mógł widziec znak a ten pocałował ją w znak a ta wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia
- Och Ron mam ochotę na szybki numerek! - jęknęly podniecone kiedy poczuła więcej Magii po pocałowaniu znaku - przelecisz mnie prawda byłam przez ten czas bardzo grzeczna dziewczynka!
- Hermiona uspokój się! - warkneli bracia Hermiony Ron wystrzerzyli się kiwając głowa i wyszeptał jej do ucha
- Numerek z chodząca tylko szpilkach na wysokim obcasie i tylko biżuterii rodu Weasley boginią zawsze - a ta namiętnie pocałowała go w usta a później stanęła i popatrzyła ma braci
- Lepiej zajmijcie się z swoimi żonami!
- Wiecie co - stwierdzili Ron - jestem najszczęśliwszym facetem na świecie
- To jest jakieś szaleństwo! - krzyknąl Dean Emilly również otworzyła i uśmiechnęła się szeroko
- No kto by pomyślał Hugo mam mojego tatusia Rona Weasleya!! zawołała Emilly szczęśliwa
- KOGO?! - ryknela młodsza Ginny patrząc na córkę Rona wielkimi oczami i otwarta szczęka - możesz powtórzyć?
- Ginny Emilly powiedziała cytuje "mam mojego tatusia Rona Weasleya" Ginny to by oznaczało że - zaczęli młodsza wersja Fred i George popatrzyli na brata wielkimi oczami i otwarta szczęka tak samo jak wszyscy ludzi na sali starszy Ron stał wyzszezem i wypiął dumnie pierś jak to zawsze robił Percy
- Mój tatuś jest na kartach czarodzienskich - oznajmiła Emilly dumnie - tatusiu łap! - i rzuciła młodszego Ronowi kartę czarodziejskich patrzył na swoją kartę niedowierzaniem a, późnej uśmiechnal się dumnie
- Patrz i podziwiaj Weatherby - rzekł dumnie Ron Percemu rzucając mu swoją kartę a Hermiona pocałowały swojego męża w namiętnie w usta jej mąż wesnal zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą - zrobisz mi loda ustami i ręką? bo byłem przez ten czas bardzo grzecznym chłopcem - wyszeptał z nadzieją Ron do ucha lady Weasley
- Tak zrobię Ci jakiego lodzika ze będziesz mnie błagał o więcej - oznajmiła erotyczne Hermiona do jego ucha
- Jak to sie stało? - pytał młodszy Bill niedowierzaniem
- Wszystko się dowiesz wujek - odparł Hugo
- Zatem pomóżcie mu przygotować się do tego zadania, a nie będę zaskoczony, jeśli wygra. A tymczasem... stała czujność, Potter. - Stała czujność - Wypił potężny łyk ze swojej piersiówki, a jego magiczne oko zawirowało i wyjrzało przez okno.
- To na pewno bije sok z gumijagod - powiedział Hugo pewnym głosem mugolacy i półkrwi parskneli głośnym śmiechem
- A co to jest sok z tych gumi cos tam? - zapytała Narcyza
- Sok z Gummi Jagód służy Gumisiom a gumisie to takie małe niedźwiadki jako pomoc w zbieraniu rzeczy znajdujących się bardzo wysoko. Może również służyć jako linia obrony przed atakującymi wrogami. Po wypiciu tego soku Gumisie posiadają dar skakania lub odbijania się jak piłeczka pinpongowa od różnych miejsc. - wytłumaczyła Emilly
- To jest bajka dla dzieci - dodała Olivia
Widać było przez nie najwyższy maszt okrętu z Durmstrangu - A wy dwoje - jego normalne oko spoczęło na Ronie i Hermionie - trzymajcie się blisko Pottera, dobrze? Mam oko na wszystko, ale oczu nigdy za wiele.
Syriusz odesłał im sowę następnego ranka. Sfrunęła do Harry'ego w tym samym momencie, gdy przed Hermioną wylądowała brązowa sowa z egzemplarzem „Proroka Codziennego" w dziobie. Hermiona rzuciła okiem na pierwsze parę stron i oznajmiła:
- Ha! Nic nie wie o Crouchu!
- Potem przyłączyła się do Rona i Harry'ego, którzy czytali, co Syriusz ma do powiedzenia na temat tajemniczych wydarzeń sprzed dwóch nocy.
Harry, co ty sobie myślisz, łażąc nocą z Krumem po Zakazanym Lesie? Masz mi przyrzec, powrotną sową, że już nigdy nie będziesz się wałęsał po nocy. Z nikim. W Hogwarcie przebywa ktoś bardzo niebezpieczny. Jestem pewny, że chciał powstrzymać Croucha od porozmawiania z Dumbledore'em, i jest bardzo prawdopodobne, że byłeś o parę stóp od niego w ciemnym lesie. Mógł cię zabić. Twoje nazwisko nie znalazło się w Czarze Ognia przez przypadek.
Jeśli ktoś chce cię zaatakować, teraz ma ostatnią szansę. Trzymaj się blisko Rona i Hermiony, nie wychodź po lekcjach z wieży Gryffindoru i przygotuj się dobrze do trzeciego zadania. Ćwicz zaklęcia Oszałamiające i rozbrajające. Parę dobrych uroków też może się przy dać. Ja nic nie mogę zrobić w sprawie Croucha. Nie wychylaj się i uważaj na siebie. Czekam na twój list z przyrzeczeniem, że już nie będziesz się włóczył po nocy. Syriusz.
- I to on prawi mi kazania! - oburzył się Harry, kiedy złożył list Syriusza i wsadził go do wewnętrznej kieszeni - On, który odwalał gorsze numery, kiedy był w szkole!
- Ja szkole byłem bardzo grzecznym chłopcem! - oburzył się Łapa
- Ty grzecznym chłopcem? - zapytała Marlene niedowierzaniem
- Tak! - krzyknął Łapa a Snape sprawiał wrażenie że miał ochotę mu przywalić i zamordować
- Tatusiu Snape chce tatusia zamordować bo ma taką wściekła minę - stwierdziła Daphne do Łapy
- Syriuszu nie byłeś grzecznym chłopcem - mruknela Lily I
- Syriuszu nie można tak kłamać! - skarcila go Minne i po groziła mu palcem sala popatrzyła na nią wielkimi oczami i otwarta szczęka
- Moj lotrzyk może nie był grzecznym chłopcem ale za to jest za co zajebisty w łóżku - oznajmiła pani Black patrząc na niego iskierkami miłości i pocałowała go w namiętnie w usta Syriusz ogarnął jej w włosy z szyi i pocałował ją w znak a ona wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia - za, to ja byłam jestem i będę grzeczną dziewczynką która będzie zawsze przestrzegać etykietę dobrego zachowania rodzie Blackow - dodała rozmarzonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Niepokoi się o ciebie! - powiedziała ostro Hermiona - Tak jak Moody i Hagrid! Lepiej ich posłuchaj!
- Przez cały rok nikt mnie nie zaatakował. Nikt mi nic nie zrobił...
- Tylko wrzucił twoje nazwisko do Czary Ognia - powiedziała Hermiona - I zrobił to w jakimś określonym celu, Harry. Wąchacz ma rację. Może wyczekują na odpowiedni moment. Może chcą cię dopaść podczas trzeciego zadania.
- Posłuchaj - rzekł niecierpliwym tonem Harry - załóżmy, że Wąchacz ma rację i że ktoś oszołomił Kruma, żeby porwać Croucha. Jeśli tak, to musiał być gdzieś blisko nas, prawda?Ale czekał, aż odejdę, więc chyba to nie ja jestem jego celem.
- Ale gdyby cię zaatakował w Zakazanym Lesie, to nie wyglądałoby na wypadek, prawda? A jeśli zginiesz w trakcie trzeciego zadania...
- Tatuś!!! - krzyknęły przerażone córki Harrego pobiegły do niego gracją i wdziękiem i mocno się wtuliły ten pocałował je w czoło wyrażając ojcowskie uczucia jakie do ich żywił trójka rudowłose wesnely zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej - tatusiu tak bardzo się o ciebie boję kocham cię tatusiu - i wtuliły się w niego jeszcze bardziej
- Harry! - krzyknęła Ginny łzami w oczach i również się mocno wtuliła Harry pocałował Ginny w czoło a ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej - Harry tak bardzo się o ciebie boję kocham cię Harry - i wtuliła się w niego jeszcze bardziej dziewczyny i kobiety tez miały łzy w oczach Lily tez podbiegła do niego gracja i wdziękiem i mocno się wtuliła do jego piersi miała łzy w oczach wyszeptała
- synku tak bardzo się o ciebie boję kocham cię skarbie - i cała piątka rudowlosych kobiety nie chciały puścić Lorda Pottera
- Ale Kruma zaatakował! Dlaczego nie rzucił się na mnie? Mógł przecież tak to zrobić, żeby wyglądało, że pojedynkowałem się z Krumem.
- Harry, ja też tego nie rozumiem - wyznała z rozpacza Hermiona
- Lady Weasley wiem to wszystko nie rozumie! - zakpil Lucek - z Lady Weasley naprawdę jest niegrzeczna dziewczynka
- Nie kpij się od mojej mamy idioto! - warknal Scorpius - jeśli ci życie miłe!
- Wiem tylko, że dzieje się tu mnóstwo dziwnych rzeczy i wcale mi się to nie podoba... Moody ma rację, Wąchacz ma rację: musisz natychmiast zacząć przygotowywać się do trzeciego zadania. I musisz odpisać Wąchaczowi, obiecać mu, że już nie będziesz sam wymykał się z zamku.
* * *
Zielone tereny Hogwartu jeszcze nigdy nie ciągnęły Harry'ego tak bardzo jak teraz, kiedy nie mógł wychodzić z zamku. Przez następne kilka dni cały wolny czas spędzał w bibliotece z Hermioną i Ronem, wyszukując zaklęć i uroków, albo w pustych klasach, gdzie je ćwiczył. Skupił się przede wszystkim na zaklęciu oszałamiającym, którego dotąd nie używał. Kłopot polegał na tym, że ćwiczenie wymagało pewnych ofiar ze strony Rona i Hermiony.
- A może porwiemy Panią Norris? - zaproponował Ron w poniedziałek,
Filch patrzył na niego wciekly i jeszcze bardziej przytulił norris do swojej piersi
podczas przerwy obiadowej, rozłożony plackiem na podłodze w klasie zaklęć, po raz piąty z rzędu oszołomiony i wybudzony przez Harry'ego. - Oszołomimy ją na jakiś czas. Mógłbyś też ćwiczyć na Zgredku, Harry. Założę się, że zrobiłby wszystko, byle ci pomóc. Wcale się nie uskarżam - dźwignął się ciężko na nogi, rozcierając sobie pośladki - ale wszystko mnie już boli...
- Bo wciąż nie trafiasz w poduszki! - żachnęła się Hermiona, układając stos poduszek, których używali na lekcji do ćwiczenia zaklęcia odsyłającego i które Flitwick pozostawił w klasie - Po prostu się skup i upadaj na nie, a nie na podłogę!
- Bo chciałabym usiąść wreszcie na twoich seksownych kolanach Ronus! - zakpili Fred i George
- I kocham cię bardzo mocno skarbie - dodał Bill rumieniąc się i nie mógł się powstrzymać - i chce mówić do twoich rodziców tylko mamusia i tatuś
- Serio mnie kochasz Mionka? - zapytał Charlie z nadzieją głosie - i chcesz mówić do moich rodziców tylko mamusia i tatuś?
- Serio Ron - odpowiedział Bill - tak bardzo chce tak do nich mówić myślisz czy mamusia i tatuś ze będa z tego powodu szczęśliwi i będą mnie kochać jak córkę?
- Ja tez Cie Kocham Hermiona! - krzyknąl Charlie - oczywiście Hermiona mama i tata będą niebozieci i założę się że mama będzie chciała mocno Cie przytulić do swojej piersi i pocałować po czole wyrażając matczyne uczucia jakie do Ciebie żywi
- Och Ron! - zawołał Bill
- Hermiona! - odpowiedział Charlie i rzucili się na szyję przytulając się a sala spadła ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy Hermiona Ron zarumienili się
- Bardzo śmieszne! - burkneli czerwoni państwo Weasley Molly i Artur popatrzyly na nich i uśmiechnęli się szeroko jak widzieli jak Hermiona siedzi na Rona kolanach cały czas i następne wtuliła się w niego wesnela zadowolona głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej bo Ron pocałował ją w czoło
- Kocham Cię - oznajmiła zadowolonym głosem patrząc na męża iskierkami miłości
- Ja też Cie kocham - i ogarnął jej w włosy i całując ja w znak Hermiona głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Hermiono mamusia i tatuś bardzo sie cieszą ze zwracasz się do nas tylko mamusia i tatuś i nie wyobrażamy sobie żebyś mówiła do nas inaczej córeczko - odparł Artur do córki zadowolonym głosem
- Ja też się cieszę tatusiu ze muszę tak do was zwracać bo jesteście moimi rodzicami a ja jestem waszą córeczką i nie wyobrażam sobie mówic do mamusi i tatusia inaczej niz mamusia i tatuś - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley do państwa Weasley odchylając głęboko bo była podniecona
- Myślisz, że jak się jest oszołomionym, to można w coś trafić? - powiedział ze złością Ron - A może teraz ty spróbujesz?
- Ja uważam, że Harry już to opanował - odpowiedziała szybko Hermiona
- Znowu Gra wstępna! - jeknal Dean ile można!
- My to robimy codzienne - rzekła rozmarzona Hermiona - a później się kochamy
- A o Zaklęcie Rozbrajające nie musimy się martwić, bo zna je od dawna. Wieczorem powinniśmy zabrać się do uroków - Spojrzała na listę, którą sporządzili w bibliotece - Ten mi się szczególnie podoba. Impedimento. Powinien spowolnić akcję każdego, kto cię zaatakuje, Harry. Zaczniemy od niego.
Rozległ się dzwonek. Wcisnęli pospiesznie poduszki do szafki Flitwicka i wymknęli się z klasy.
- Zobaczymy się na kolacji! - zawołała Hermiona i pobiegła na Numerologię,
Ron patrzył na Hermione gluptowatym uśmiechem na twarzy
a Harry i Ron ruszyli ku Wieży Północnej na Wróżbiarstwo. Przez wysokie okna padały na korytarz szerokie smugi oślepiającego, złotego blasku słońca. Niebo za oknami było tak niebieskie, że wyglądało jak pokryte emalii.
- U Trelawney na pewno będzie się można ugotować, ona nigdy nie wygasza kominka - powiedział Ron, kiedy wspinali się po schodkach wiodących do srebrnej drabiny i klapy w suficie.
- Można by było zrobić saunę zamiast lekcji wróżbiarstwa - stwierdził Frank II - i wtedy np taka Lily moja seksowna żona z boskim ciałem mogła by wejść w samym ręczniku..
Pani Longbottom zarumieniła się Harry James II i Albus II patrzyli ma niego morderczym wzrokiem
- Jeszcze jedno słowo a strzele Ciebie jakiś straszliwym zaklęciem Frank! - wycedzili cała trójka Potterów do Lorda Longbottoma
- Jakbym słyszała Billa Charliego Percego Freda George'a i Rona - mruknela Ginny - i tatusia
- Bo nie ważne ile będziesz miała lat dla nas zawsze będziesz małą siostryczka /córeczką tatusia - oznajmili ojcowie i bracia Ginny i Lily II
- Nie jestem mała! - warknely Lady Longbottom i Potter
I miał rację. W mętnie oświetlonym pokoju było gorąco jak w łaźni. Wonne opary buchające z kominka były gęstsze niż zwykle. Harry'emu zakręciło się w głowie, zanim doszedł do stolika przy jednym z zasłoniętych okien. Kiedy profesor Trelawney spojrzała w inną stronę, odplątując swój zwiewny szal z lampy, uchylił je na cal i usiadł w obitym perkalem foteliku, tak ˙ze łagodny wietrzyk miło chłodził mu twarz.
- Moi drodzy - zaczęła profesor Trelawney, siadając w fotelu przed klasą i zerkając na nich swoimi nienaturalnie powiększonymi oczami
- Odtworzmy dzisiaj wewnętrze oko - rzekł Fineas mistycznym głosem
- Nasza wspólna praca nad przepowiadaniem przyszłości z biegu planet dobiega końca. Dzisiaj jednak jest wspaniała okazja do zbadania wpływu Marsa, bo znalazł się w bardzo interesującej pozycji. - Pogaszę lampy, a wy wszyscy spójrzcie w tę stronę... - Machnęła różdżką i pogasły wszystkie lampy. Jedynym źródłem światła był teraz kominek. Profesor Trelawney schyliła się i wyjęła spod fotela miniaturowy model układu słonecznego pod szklaną kopułą. Była to cudowna rzecz: każdy z księżyców migotał na swojej pozycji wokół dziewięciu planet i ognistego słońca, a wszystkie ciała niebieskie unosiły się w powietrzu pod szklaną pokrywą. Harry obserwował leniwie, jak profesor Trelawney pokazuje fascynujące położenie Marsa względem Neptuna. Napływały ku niemu gęste, silnie perfumowane opary, a powiew ze szpary w oknie pieścił mu twarz.
- W tej sali można bylo się udusić - mruknela Minne Harry nagle wtulił się w Ginny
- Harry co się stało?
- Miałem wizję - rzekł blady Harry wtulając się w do jej piersi
- Jaka wizję?
- Widziałem jak Voldemort torturuje Glizdogona i była tam tez nagini
- Och skarbie - rzekła przerażona lady Potter tuliła go swojej piersi
- Nie chce żebyś mnie widziała słabego
- Cicho i tylko tul sie do mnie bo od tego jestem - i objęła go drugim ramieniem i przyciągnęła do siebie, powoli kołysząc go, podczas gdy on się w nią wtulił . Starała się go pocieszyć, przesuwając powoli rękę w górę i w dół jego pleców - nigdy Cie nie opuszczę jesteś na mnie skazany do końca życia - Ginny pocałowała delikatnie jego czoło, a potem usta, podczas gdy Harry odzyskiwał nad sobą kontrolę - zadbales o to dając mi ten znak zaznaczenia
- Chce sobie polizać twój sutek i łechtaczke - wyszeptał Harry z nadzieją
- Oczywiście skarbie ze możesz sobie sobie polizać panie Potter z tego co wiem co jest pana obowiązek żeby twoja pani lady potter poczuła się szczęśliwa i zadowolona i podniecona - rzekła do niego podniecona - a ja jako lady Potter mam obowiązek zrobieniu Panu loda i od razu poczujesz się lepiej - i nie możesz mi odmówić zadbalam o to wskazując na jego znak na szyi
- Uwielbiam kiedy robisz mi loda - mruknął Harty a Ginny przyciągnęła męża do swoich piersi - a ja uwielbiam pieścić językiem pani boskie ciało
- Grzeczny chłopiec - wyszeptała zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Cos sie stanie czuje to! - zawołała Lily I kiedy zobaczyła jak jej syn wtulił się w Ginny a ona go tuliła do swojej piersi
- Ile ten biedny chlopak jeszcze musi przejść dobrze ze ma taką osobę jak Ginny - rzekła Alicia I patrząc na ich
Zza kotary dochodziło ciche brzęczenie jakiegoś owada. Powieki zaczęły mu ciążyć, opadać... Siedział na grzbiecie wielkiego puchacza, szybując pod czystym, błękitnym niebem ku jakiemuś staremu, porośniętemu bluszczem domowi, wznoszącemu się na zboczu wzgórza. Zlatywali coraz niżej i niżej, wiatr przyjemnie owiewał mu twarz, aż w końcu wlecieli do domu przez ciemne, pozbawione szyby okno na piętrze. Teraz poszybowali mrocznym korytarzem do drzwi na samym końcu... wlecieli do ciemnego pokoju z oknami z zamkniętymi okiennicami... Harry zsunął się z grzbietu puchacza... patrzył przez chwilę, jak ptak frunie przez pokój i ląduje w fotelu, zwróconym do niego tyłem. Obok fotela ciemniały jakieś dwa kształty... oba się poruszały... W jednym rozpoznał olbrzymiego węża... w drugim mężczyznę... niskiego, łysego mężczyznę z wodnistymi oczami i haczykowatym nosem, który dyszał głośno i łkał na dywaniku przed kominkiem.
Kobiety i dziewczyny przyłożyły rękę do ust przerażone i wtuliły się do piersi swojego męża
- To Voldemort Glizdogon i nagini! - pisnęła Euphemia Harry pokiwał głową i wtulił się w swoja żonę
- Masz szczęście, Glizdogonie - rozległ się zimny, piskliwy głos, płynący z fotela, w którym wylądował puchacz - Zaiste, masz wielkie szczęście. Twój błąd nie zniszczył wszystkiego. On jest martwy.
- Panie mój! - wysapał mężczyzna, płaszcząc się na podłodze - Panie, tak się cieszę... i tak mi przykro...
- A ty, Nagini - powiedział zimny głos - nie masz szczęścia. Ostatecznie nie nakarmię cię Glizdogonem...
- Szkoda! - wycedzili Huncwoci
- Moje córeczki byłby bezpieczne od wstrętu jaki prezentujesz pedofilu! - warknal Artur był dalej wściekły ze był ich szczurem i mógł oglądał mała Ginny gdy była naga i dotykał Hermione na trzecim roku - mam ochotę udusić Cie gołymi rękami za dotykanie Hermiony i podglądaniem Ginny!
- Kocham Cię tatusiu - oznajmiły jego córki wzruszone podbiegajac do państwa Weasley i przytuliły się do niego a ten pocałował je po czole wyrażając ojcowskie uczucia jakie do nich żywił Ladys Weasley i Lady Potter wesnely zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej
- Tatuś też was kocha skarby - rzekl Lord Weasley zadowolonym głosem jak mówią do niego jego córki a one wtuliły sie do niego piersi
- Córeczki tatusia - rzekła wzruszona Molly patrząc na ich córki wtuliły sie do Artura
- Tak mamusiu jestem jego córeczka tatusia i jestem z tego dumna mamuś - powiedziały Lady Potter i Ladys Weasley po chwili go puściły i usiadły na swoim miejscu
Ale nie martw się, nie martw się... jest jeszcze Harry Potter...
- OD MOJEGO SYNKA TO SIĘ ODPIERDOL! - ryknely Lily i Molly przerażone
- Tatuś! - krzyknęły córki Harrego i podbiegly do niego i mocno się wtuliły
- Moje słoneczka - rzekł wzruszony i zadowolony Harry i pocałował je w czoło wyrażając ojcowskie uczucia jakie do nich żywił jej córki wesnely zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej
- Kocham Cię tatusiu i nie chciały go puścić tylko wtuliły sie w niego jeszcze bardziej bo dały się o niego
- Kochanie puść go bo go udusisz - rzekli James II Albus II Frank II
- Nie - odezwały się do ich - tatuś mnie potrzebuje bo jestem jego córeczka
- Córeczki tatusia - rzekła wzruszona Ginny patrząc na ich trzy córki wtuliły sie do Harrego
- Tak mamusiu jestem jego córeczka tatusia i jestem z tego dumna mamuś - powiedziały Ladys Potter i Lady Longbottom po chwili go puściły i usiadły na swoim miejscu
Wąż zasyczał. Z pyska wystrzelił mu język i zatrzepotał w powietrzu.
- A teraz, Glizdogonie, może ci przypomnę, dlaczego nie będę tolerował twojego kolejnego błędu...
- Panie mój... nie... błagam... - Spoza fotela wynurzył się koniec różdżki. Był wycelowany w Glizdogona.
- Crucio - powiedział zimny głos.
Dziewczyny i kobiety pisnęły przerażone
Glizdogon zawył tak, jakby mu przypiekano każdy nerw z osobna. To straszliwe wycie wypełniło uszy Harry'ego, a jednocześnie poczuł piekący ból czoła... Teraz sam zaczął wyć... Voldemort to usłyszy, dowie się, ze on tu jest...
Większość ludzi patrzyła na Harry'ego przerażonymi oczami
- Harry! Harry! - Otworzył oczy. Leżał na podłodze w pokoju profesor Trelawney i zakrywał sobie twarz dłońmi. Blizna wciąż piekła go tak boleśnie, że oczy zaszły mu łzami. Ból był realny. Wokół niego stała cała klasa, a Ron klęczał tuż obok z przerażoną miną.
- Nic ci nie jest?
- Ależ to oczywiste, że coś mu się stało! - powiedziała profesor Trelawney, cała przejęta. Jej wielkie oczy zawisły nad Harrym. - Co to było, Potter? Złe przeczucie? Jakaś zjawa? Co widziałeś?
- Nic - skłamał Harry.
- Kłamałeś! - warknęła Sybilla - a grzeczne dzieci nie kłamią!
- Za bardzo otworzyłem wewnętrzne oko - stwierdził Harry
- Jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem Potter!
- A ty jesteś niegrzeczna dziewczynka Trelawney! - odparował Lord Potter
- Jak śmiesz! - warknęła Sybilla
Usiadł. Poczuł, że cały się trzęsie. Nie mógł się powstrzymać, rozejrzał się po mrocznych kątach komnaty... Głos Voldemorta dochodził z tak bliska...
- Uciskałeś tę swoją bliznę! - powiedziała pani Trelawney
- Miotałeś się po podłodze, trzymając się za czoło! Powiedz mi wszystko, Potter, mam doświadczenie w takich sprawach!
- Jedynie co potrzebuje to bliskość lady Potter - oznajmił Harry
- Uwielbiam jak tytulujesz mnie Lady Potter - zawołała Ginny
- Bo zawsze będziesz Lady Potter dopilnowałem tego - i pocałował ją w znak naznaczenia a Ginny głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- O Melinie Ty i ja bez ubrań i seks! - wzdychając cicho z podniecenia
- Kochanie to nasz obowiązek nie mogę się doczekać kiedy będziemy mogli się kochać Lady Potter i bzykać boginie w ludzkiej postaci
- Jesteś moim rycerzem Lordzie Potter kocham kiedy jesteś we mnie swoja męskościa czuje się bezpiecznie szczęśliwa zadowolona i zakochana
- Możecie się uspokoić! - krzyknąl James II
Harry spojrzał na nią.
- Chyba powinienem pójść do skrzydła szpitalnego - powiedział - Okropnie boli mnie głowa.
- Mój drogi, na pewno zostałeś pobudzony przez niezwykle silne wibracje mojego pokoju! - powiedziała profesor Trelawney - Jeśli teraz stąd wyjdziesz, możesz stracić szansę sięgnięcia w wewnętrznym okiem dalej niż kiedykolwiek...
- Nie chcę nigdzie sięgać żadnym okiem - oświadczył Harry
- Ale jak tato jak możesz się sprzeciwiać z Sybilla o wewnętrzne oko! - krzyknąl szoku Frank II
- Chcę, żeby mnie przestała bolec głowa - Wstał. Wszyscy się cofnęli. Wszyscy mieli przerażone miny.
- Zobaczymy się później - mruknął do Rona, wziął torbę i ruszył ku klapie w podłodze, nie zwracając uwagi na profesor Trelawney, która wyglądała na dotkniętą do żywego. Ale kiedy Harry zszedł po srebrnej drabinie, nie udał się do skrzydła szpitalnego. W ogóle nie miał zamiaru tam iść. Syriusz powiedział mu, co ma zrobić, kiedy znowu rozboli go blizna i Harry zamierzał posłuchać jego rady.
- Mogłeś przyjść do mnie na bym Cie pocieszyła jak należy - mruknela erotycznie Ginny a Haremu zrobiła się gorąco
- Ja naprawdę muszę Cie przeleciec bo dłużej czekam to bardziej Cie pragnę i za chwilę stracę nad sobą panowanie
- Ja też tak bardzo Cie pragnę - mruknela Ginny
Skierował się prosto do gabinetu Dumbledore'a. Szedł korytarzami, rozmyślając nad tym, co zobaczył we śnie... a był to sen tak żywy, jak ten, który go obudził przy Privet Drive... Przypominał sobie wszystkie szczegóły, starając się je dobrze zapamiętać... Tak, słyszał głos Voldemorta oskarżającego Glizdogona o popełnienie jakiegoś błędu... ale puchacz przyniósł dobrą wiadomość, błąd został naprawiony, ktoś umarł.. więc Glizdogon nie zostanie wydany na pastwę węża...
- Szkoda ze ten wąż go nie zjadł! - wycedzili mezszyzni
Węża nakarmi się nim, Harrym... Minął kamienną chimerę strzegącą wejścia do gabinetu Dumbledore'a, nie zdając sobie z tego sprawy. Zamrugał, rozejrzał się, zrozumiał, co zrobił, i zawrócił, zatrzymując się przed maszkaronem. Dopiero wtedy przypomniał sobie, że przecież nie zna hasła.
- Cytrynowy sorbet? - spróbował na rozgrzewkę. Chimera nie drgnęła - No dobra - mruknął Harry, gapiąc się na nią i marszcząc czoło - Owocowe żelki. Ee... Pałeczka lukrecjowa. Musy-świstusy. Najlepsza balonowa guma Drooblesa. Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta... och, nie, on ich przecież nie lubi... Po prostu się otwórz, dobra? Ja naprawdę muszę się z nim zobaczyć, to bardzo pilne Chimera była niewzruszona.
- Ja Albus Dumbledore lubię robić loda ustami Gellertowi Grindelwaldowi - powiedział z nadzieją James II sala gdy to usłyszała ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy Dumbledore zrobił się czerwony jak burak
- JAMES! - ryknela Ginny trochę zła ale bardziej rozbawiona to chwili nie mogąc wytrzymać zaczęła śmiać się z dziewczynami nieboglosy
- Stop stop stop Jamesie Syriuszu Potterze mówisz to źle! - zawołał Hugo naśladując przemarzały głos Rose - James Gellert Grindelwald lubi tez jak Albus Dumbledore porusza również ręką ja jego męskości o tak - i poruszał w powietrzu ręką w dół i górę gdy Hugo powiedział profesorowie i sala wpadła ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy
- Ha! ha! ha! ha! ha! ha! ha! ha! ha! - mezszyzni tarzali się ze śmiechu na podłodze Albus O wychodził z siebie
- Jesteście niemożliwi! - śmiała się Hermiona
- Moj dziadziu to Huncwot a wujkowie Fred i George tez maja żarciki mamusiu - oznajmił Hugo
- Moja krew! - zawołali Rogacz i Fred i George dumnie
Harry kopnął ją, ale osiągnął tylko to, że stłukł sobie boleśnie duży palec u nogi. - Czekoladowa żaba! - ryknął ze złością, stojąc na jednej nodze - Cukrowe pióro! Karaluchowy blok! - Chimera ożyła i odskoczyła w bok. Harry zamrugał - Karaluchowy blok? - powtórzył zdumiony. - Ja tylko żartowałem... - Wsunął się w otwór w ścianie i stanął na pierwszym stopniu spiralnych schodków, które natychmiast ruszyły w górę, gdy otwór się zamknął. Po chwili stał już przed błyszczącymi dębowymi drzwiami z mosiężną kołatką. Z wewnątrz dochodziły głosy. Zszedł z ruchomych schodów i zaczął nasłuchiwać.
- To tak jak dobrze grzeczny chłopiec! - jęczał Jared a Daphne strzeliła mu tył głowy
- Dumbledore, obawiam się, że nie dostrzegam żadnego związku! - To był głos ministra magii, Korneliusza Knota. - Ludo mówi, że ta Berta mogła bardzo łatwo sama się zgubić. Zgadzam się, że już dawno powinniśmy ją odnaleźć, ale z drugiej strony, przecież nic nie wskazuje, że mamy do czynienia z jakąś brudną grą, Dumbledore.
- Ona już nie żyje idioto! - warknęła Victoire do Knota
A już tym bardziej nic nie wskazuje, że jej zniknięcie ma coś wspólnego z Bartym Crouchem!
- A jak myślisz, ministrze, co się stało z Bartym Crouchem? - odezwał się basowy głos Moody'ego.
- Widzę dwie możliwości, Alastorze - odrzekł Knot
- Jestem kretynem to pierwsza możliwość drugą możliwość jest taka ze jestem idiota - rzekł Patrick większość ludzi parsknęła głośnym śmiechem
- Albo Crouch w końcu się załamał... co jest najbardziej prawdopodobne, chyba się ze mną zgodzisz, biorąc pod uwagę jego życie osobiste... oszalał i pognał gdzieś, nie bardzo wiedząc, gdzie...
- Pognał bardzo szybko, Korneliuszu - odezwał się spokojnie Dumbledore.
- ... albo... - Knot jakby się zmieszał. - Cóż, wolałbym wstrzymać się od wyrażenia swojej opinii, zanim nie zobaczę miejsca, w którym go znaleziono. Mówicie, że to było w pobliżu powozu z Beauxbatons, tak? Dumbledore, przecież wiesz, kim jest ta kobieta, prawda?
- Uważam ją za bardzo kompetentną dyrektorkę szkoły. A poza tym świetnie tańczy - powiedział cicho Dumbledore.
- I chodzi na wysokich obcasach - dodała Fleur
- Ona nie chodzi na wysokich obcasach z taką gracja i wdziękiem jak, ty na 16 cm obcasie skarbie - stwierdził Bill
- Jak dobrze ze mam kłódki na zapieciach i muszę z nich chodzić cały czas bo ja uwielbiam chodzić w szpilkach na bardzo wysokim obcasie
- Masz kłódki na zapieciach bo stworzyłaś kontrakt wiązacy i jesteś teraz bardzo grzeczna dziewczynka i mówisz do rodziców tylko mamusia i tatuś a ja uwielbiam patrzeć jak się poruszasz w tych butach lady Weasley gracja i wdziękiem j słuchać jak musisz to rodziców
- Bill ja dłużej nie wytrzymam musisz we mnie wejść ze swoją męskościa i mnie przeleć! - jęknęla Lady Weasley
- Nie musisz mi mówić czuje to samo - mruknął podniecony Lord Weasley
- Daj spokój, Dumbledore! - żachnął się Knot - Nie sądzisz, że jesteś wobec niej trochę zbyt wyrozumiały tylko ze względu na Hagrida? Nie wszystkie są nieszkodliwe... Oczywiście, jeśli można nazwać nieszkodliwym Hagrida z jego bzikiem na punkcie potworów...
- Nie podejrzewam ani madame Maxime, ani Hagrida - powiedział spokojnie Dumbledore
- Bo Maxime jest zakochana w Hagridzie ale teraz mieli ciche dni - rzekł Seamus
- Myślę, że to raczej ty jesteś uprzedzony, Korneliuszu.
- Możemy zakończyć tę dyskusję? - warknął Moody.
- Tak, może już chodźmy do tego lasu - rzekł niecierpliwie Knot.
- Nie o to chodzi - odezwał się Moody - Dumbledore, Potter chce ci coś powiedzieć. Właśnie stoi za drzwiami.
- Czy to nie jest interesujące? - skomentowal do Harry - Trójka dorosłych ludzi zachowujący się jak pierwszaki walczące o cukierka.
Mezszyzni parskneli głośnym śmiechem a dziewczyny i kobiety zaczęły chichotać Przygana w jego głosie wystarczyła, żeby wszyscy obrócili się i wbili w niego wzrok.
- Podczas gdy wy zachowujecie się jak ośmiolatki, co muszę przyznać idzie wam znakomicie, ja miałem wizję ze Voldek bez nosa próbuje mnie zabić i torturował Glizdogona zaklęciem Crucio! - warknal Harry Ginny wtuliła się w niego jeszcze bardziej najbliższy mieli łzy w oczach
- Koniec rozdziału - rzekł Justin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz