środa, 4 grudnia 2024

Historia związku Samanty i Louisa

Pov Katie

W naszej sypialni

- A teraz... zrobie Panu dobrze panie Wood - i zaczęłam lizać jego penisa, a on wydał z siebie jęk - Ciśśśś... bądź grzeczny chłopczykiem - skarcilam go i dalej lizałam, a on cicho jęczał.

- jesteś bardzo grzeczną dziewczynką!!! - Patrzył na mnie podnieconym wzrokiem , ale co chwilę odchylał głowę do tyłu. Patrzyłam na niego z taką miłością, że mogę robić mu dobrze. Pieściłam jego męskość ręką i językiem

- Ja zawsze jestem grzeczną dziewczynką panie Wood ! - jęknęlan podniecona mu do ucha poruszając ręką jego penisa - jak poznam twoich rodziców będę mówiła do ich tylko mamusia i tatuś bo od tego wymaga odemnie etykieta dobrego zachowania - Oliver wesnal zadowolonym głosem kiedy poruszałam jego penisem ręką w górę i w dół - wiem że uwielbiasz jak chodzę z butach na wysokich obcasach jak kręcę biodrami i jak chodzę gracją i wdziękiem dlatego nigdy ich nie zdejmie i będę Ci podawała śniadanie obiad i kolację. naga kręcąc biodrami chodząc tylko wysokich obcasach z należyta gracja i wdziękiem i będziemy się kochać każdego ranka i wieczora - i znowu zaczęłam robić mu loda - och Oli tak bardzo Cie kocham! A ty Kochasz mnie, prawda? - on jęknął - Patrz na mnie, jak do Ciebie mówię i mi odpowiedz. Powtórzę jeszcze raz: kochasz mnie, prawda!? - on siłą woli popatrzył na mnie.

- Tak, Katie kocham Cię! Kate ! KATE ! - jęczał, odchylając głowę do tyłu. Tak dobrze. O taaak... Weź go maleńka dobrze to robisz! Grzeczna dziewczynka! Oh kurwa!! - szeptał, odchylając głowę do tyłu. Moja dłoń masowała go w jednym rytmie z ustami i poczuł, że nie wytrzyma już zbyt długo - Katie , ja zaraz...! - krzyknął, a ja przyspieszyłam swoje ruchy i po chwili wydał z siebie jęk. Odchylił głowę jeszcze bardziej do tyłu, poddając się orgazmowi. Leżał tak przez chwilę, próbując się ogarnąć, a ja stanęłam na podłodze i z rozmarzona minę patrzył na mnie, a ja zaczęłam ściągnąć powoli ściągnęłam ramoneskę, patrząc na niego z nadzieję , ze on mi pomoże a on szybkim ruchem mi pomógł mi ściągnąć bluzkę i zobaczył mnie w samym biustonoszu. Popatrzyłam na niego i się zarumieniłam. Moje długie Brązowe włosy opadały na moje piersi. Miałam na pępku długi kolczyk, i pierścień z bransoletką, a na uszach kolczyki.

- O mój Boże Katie wyglądasz jak anioł - i zaczął mnie całować po szyi . Musiał odrzucić moje włosy, a ja wydałam z siebie westchnienie zadowolenia.

- O tak, Oliver grzeczny chłopczyk ! - wydałam z siebie jęk rozkoszy. Schodził coraz niżej, a ja wzdychałam zadowolona.

- Podwij mi spódnice , Oliver - wyszeptałam. Olivowi nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Podwinął mi spódnice i zaczął pieścić ręka przez moje stringi łechtaczkę, a ja wydałam z siebie westchnienia zadowolenia.

- Oli , proszę! - krzyknęłam, bo coś poczułam poprzez majtki.

- O co mnie prosisz, pani Wood ? - zapytał, pieszcząc mi łechtaczkę przez majki. Kiedy powiedział "pani Wood ", uśmiechałam się do niego, a późnej oddychałam głowę do tyłu.

- O.. fuck.. , jesteś... w.. tym.. niezły! - jęknęłam.

- O co prosi mnie moja pani? - spytał.

- Panie...! - odchyliłam głowę do tyłu - Proszę, ściągnij... o fuck... mi biustonosz.

- A jak ściągnę to co mam zrobić dla mojej pani? - zapytał.

- Poliż moj sutek , proszę! - zawołam podniecona.

- A będziesz dla mnie chodziła nago jak będziemy sami i będziesz miała na sobie i tylko buty na wysokim obcasie chodząc w nich gracja i wdziękiem i biżuterie? I będziesz mi robiła w nich śniadanie obiad i kolację I nigdy nich nie zdejmiesz? - spytał mi do ucha pieszcząc mi łechtaczkę przez majki. jęknęłam oddychając głowę do tyłu - Odpowiesz!

- Tak... panie... Wood!! - jęczałam zachwycona bo dalej pieścił moja łechtaczke przez majtki a przy okazji byłam zachwycona nasza grę wstępną

- Grzeczna dziewczynka - mruknął mi do ucha podniecony Wood ściągnął mi biustonosz i przyssał się do mojej piersi, a ja wydałam z Ciebie jęk rozkoszy. Byłam już na maksa podniecona. naszą grą wstępną

- Tak, tak, Oliver liż mój sutek i pieści moja łechtaczke ! Och, Oliver , dobrze do robisz! - jęczałam zadowolona - O fuck zrobię tak jak powiedziałam , tylko nie przedstawiaj! - westchnęłam zadowolonym głosem, a później... - Chcę Cię mieć w środku - wymamrotałam podniecona i pomógł mi ściągnąć majtki na stopach miałam kozaki na wysokim obcasie za kolano podoba Ci się? siedziałam na jego torsie i włożyłam sobie jego penisa do mojego wnętrza i odpadłam na dół jęcząc przeciągle z podniecenia i O mój Melinie! - jęknęłam poruszałam się górę i dół a kiedy zaczął pieścić językiem mój sutek nie przerywał stosunku Westchnęłam zadowolonym głosem odchylając głowę do tyłu .

- Moja droga Merlin nie ma z tym nic wspólnego! - jęczał Oliver

- Mocniej! szybciej! proszę mocniej! - i przyspieszył tempo po chwili oboje krzyknęliśmy w miłosnym uniesieniu, chwili później zmieniliśmy pozycje przyspieszył, swoje ruchy objęłam go nogami w pasie, że nie mogł się wycofać. Wtedy stanął na kolanach, podniosłe mnie i trzymał mnie a ja darłam się - O tak, panie Wood , pieprz mnie tak ! Potrzebuję tego więcej, rób to dalej!.

- Nie martw się Madame Wood , nie zawiodę pani! - jęczał między oddechami. Wkrótce uprawialiśmy seks godzinami, wypróbowując różne style. Nasze oczy spotkały się i w mgnieniu okaz zniknął, a wraz z nim cała rezerwa i wszystkie wątpliwości. Odchyliłam głowę na bok, odsłaniając przede mną swoją szyję w akcie poddania, ale też wiecznego oddania. Oliver odwzajemnił ten gest. Zrozumiałam. Jednocześnie krzyknęliśmy.

- Amor aeternus! - Zostaliśmy partnerami, teraz i zawsze naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie. I wkrótce osiągając swój limit.

- Panie Wood ja, zaraz...! - jęknęłam

- Ja też, pani Wood ! - odpowiedział. Poruszaliśmy się coraz szybciej, aż osiągnąłem granicę wytrzymałości i zalał moje w wnętrze jęknęłam najgłośniej jak mogłam, wygięłam się, a przez moje ciało przeszedł prąd.

- Nie wychodź, proszę - powiedziałam erotyczne. Położył się na mnie , bo nie chciałam, żebym ze mnie wyszedł

- Wow! To było niesamowite! - powiedział, łapiąc oddech i pocałował mnie namiętnie usta westchnęła zadowolonym głosem oddając pocałunek z taką samą mocą - Jesteś taka piękna.

- Teraz nazywam się Madame Katie Wood Oliver jestem twoją żoną z Magii. Tak bardzo cię kocham. Oliver proszę poliżesz moja łechtaczke? - spytałam podniecona wyszedł ze mnie i zaczął całować mnie po brzuchu i polizał delikatnie moja łechtaczke a ja wesnelam zadowolonym głosem i Oliver zaczął piescic moją łechtaczkę, a ja wydałam przeciągły jęk. Następnie przyspieszył swoje ruchy, a ja wydałam z siebie krzyk spełnienia. Oliver wszedł ze mnie, całując mnie, a ja wydałam z siebie zdławiony jęk i przyspieszył swoje ruchy całując mnie po ciele jęczałam od wpływem zabaw Oliviera mruknął - tu powinno pisac Madame Wood - kiedy wziął mój długi kolczyk który wisiał przyczepiony na pępku i dostałam jeszcze mocniejszy orgazm.

- Oliver to było takie wspaniałe - oznajmiłam kiedy wtuliłam się w tego ramiona - nie mogę w to uwierzyć jeszcze kilka miesięcy temu gdyby ktoś mi powiedział ze będę sypiała z Oliverem Woddem i sie z tobie zakocham i sie z tobą pieprzyla to bym nie nie uwierzyła

- Bardzo Cie kocham Katie - powiedział Oliver i pocałował mnie w czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w Olivera jeszcze bardziej - wyjdziesz za mnie? - wyszeptał mi to ucha i pokazał mi pierścionek

- A gdzie kleczenie na jedno kolano? - spytałam rozbawiona Oliver klęknąl na jedno kolano

- Przepraszam Madame Wood - powiedział a mnie az dreszcze przeszły z podniecania kiedy to powiedział - Katie Wood czy uczynisz mnie mezszyzna i zostaniesz moją żoną?

- Tak! - zawołałam i namiętnie go pocałowałam włożył mi pierścionek zaręczynowy na palec - więc będę siebie nazywać panią Wood i żeby inni wiedzieli ze nazywam się pani Wood i będę sie z tobą kochać 

- Oczywiście pani Wood - kiedy to usłyszałam przeszedł mnie dreszcz podniecenia i pocałowałam go namiętnie w usta - Jesteś moją o tylko moja

- Jestem twoja i tylko twoja przy tobie czuje się tak bezpieczna - i wtuliłam się mezszyzne mojego życia i zasnęliśmy wtuleni

Następnego dnia

Pov Oliver

Obudziłem się i popatrzyłem na nią jak spokojnie spala uśmiechała się przez sen pocałowałem ja w znak a Katie wydała głośne wesnecie zadowolenia

- Dlaczego mnie budzisz? - spytała podniecona 

- Bo trzeba iść

- Ale ja nie chce! - fuknela na mnie jak wkurzony kot

- To co chcesz robić?

- Chce się z tobą kochać - i zaczęła całować mnie

- Kochanie przestań bo zaraz stracę nad sobą panowanie i...

- I co?

- Katie!! - jęknąłem kiedy chwyciła mojego penisa i zaczęła poruszać w górę i w dół a, później włożyła go do środka i wesnela zadowolonym głosem

- Oli tak bardzo Cie kocham - oznajmiła mi to ucha i zaczęłe poruszać w górę i w dół - połóż swoje ręce na moich biodrach i przyśpiesz proszę!! - jęknęla a ja przyspieszyłem tępo

- Katie o kurwa jesteś ciasna tak bardzo Cie kocham!! - a ona jęknęla zachwycona i pocałowała mnie namiętne w usta

- Tylko ty może mnie widzieć nago i tylko możesz mnie bzykać!

- Och Katie ja zaraz!!

- Ta też Oliverze proszę mocniej! - przyspieszyłem tempo i wydałem z siebie jęk sperma wyleciała kiedy tylko Katie poczuła sperme

- TAK! OCH, OLI! - ryknela, kiedy przez jej ciało przeszedł orgazm.

- Jesteś taka piękna - pocałowałem lewy policzek - cudowna - drugi policzek - Twoje oczy są takie piękne - i pocałowałem mnie w znak, a ona wydałam głośne westchnienie zadowolenia - Uwielbiam twoja brązowe włosy - przejechałem językiem po moim ciele, a ona westchnęła zadowolonym pomrukiem - Uwielbiam twoją biżuterię.

- To dobrze, bo nie mogę jej zdjąć! - jęknęla , kiedy popieściłem jej pępek, gdzie miała długi kolczyk z napisałem Madame Wood

- Masz napisane na każdym biżuteri Madame Wood - wyszeptałem podniecony a ta pisnęła szczęśliwa

- Madame Katie Wood czy to nie cudowne? - spytała szczęśliwa

- Jesteś szczęśliwa, bo Cię przeleciałem czy...?

- OCH ZAMKNIJ SIĘ!! - ryknela i pocałowała mnie namiętne, następnie stanęła i powoli ale bardzo powoli zaczęła się ubierać każdy jej ruch był wykonywany z niezwykla gracja i wdziękiem - wiesz co - popatrzyła na mnie - powinnam wywalić większość tych ubrań mój styl się zmienił potrzebuje nowej kiecki a i oczywiście buty na wysokim obcasie

- Katie masz cała szafę tych butów wskazałem na szafę

- Kochanie chyba chcesz mieć seksy żonę żeby chodziła gracją i wdziękiem więc potrzebuje nowe pary szpilek na wysokim obcasie kupisz mi prosię!? - i, zrobiła minę biednego szczeniaka

- Dobra

- Dziękuję!! - i pocałowała mnie w usta - a teraz Może byc sie tak ubrał co

- Dlaczego?

- Bo nie pozwolę żeby inne łaski patrzyli na twój seksowny goły sześciopak - i zaczęła jeździć mi palcami po moim gołym torsie

- Byłem kapitanem Quidditcha kochanie - i zacząłem się ubierać i kiedy się ubraliśmy udaliśmy się do Wielkiej Sali

- Masz profesorek od Quidditcha miał chyba upojnia noc - stwierdził chyba Fred poruszał brwiami - było cimcicimcim - Katie sie zarumieniła a przyjaciółki zachichotały

- Fred uspokój się! - warknęła Molly I

- To nie Fred , tylko George - odrzekł drugi rudowłosy a drugi pokręcił głową dezaprowata i rzekł

- i ty, kobieto, uważasz się za naszą matkę? już drugi raz nas nie rozpoznajesz!

- ooo Nie gniewaj się , George. mruknela zarumieniona ich matka

- Żartowałem , jestem Fred! - wystrzezyl sie Fred niektórzy parskneli śmiechem

- Dobre - odpadli Gildeon i Fabian ze śmiechu a ich siostra popatrzyla na nich morderczym wzrokiem bliźniaczy pocałowali namiętne Nicole i Angeline które wesnely zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- Moi chłopcy - wzruszyła się Molly patrząc na dwie pary i nagle poczuła czyjeś ciała to była Angelina Nicole które wtuliły się w kobietę - Moje słoneczka! - i wycałowała je po czole

- Mamusia! - zawołały zachwycone i wtuliły się do jej piersi jeszcze bardziej - ukaże go za mamusie bo nie pozwolę żeby ktoś robił z mamusi żarty nawet właśni synowie - dodały cukierkowym głosem Fred i George przełknęli ślinę

- Mamusia jest taka dumna z was córeczki i mamusia bardzo mocno was kocha - odparła miłością w głosie

- Mamusia! - krzyknęła Samanta i przytuliła się do Katie a ta pocałowała ja w czoło nasza córka wesnela zadowolonym głosem wtulając się matkę - tatuś!! - i też mi się rzuciła na szyję

- Bardzo Cie kocham córeczko - mruknąłem

- Co się działo jak Louis cie wpoil? - zapytała Fleur

Pov Samanta

- Kiedy Louis mnie wpoil nie wiem dlaczego ale kiedy mamusie i tatusia na peronie zobaczyłam bo jechaliśmy na święta Bożego Narodzenia

Rekospecja

Kiedy zobaczyłam rodziców Louisa którzy was zobaczyli trzymających sie za rękę uśmiechnęli się szeroko nie mogłam się powstrzymać i puściłam Louisa, i krzycząc - mamusia! tatuś! - podbiegłam do ich gracja i wdziękiem bo miałam kozaki na wysokim obcasie rzuciłam się na ich i wtuliłam się blondynkę najmocniej jak tylko mogłam

- Słyszałeś Bill Samanta nazwała mnie mamusia! - usłyszałam głos Fleur była wyraźnie wzruszona całując mnie w czoło ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w kobietę jeszcze bardziej była to wysoka niezwykłe przepiękne kobieta o Ciemnoniebieskich oczach długich Srebrnych blond włosach az do pasa a była ćwierć willa Miała płaszcz obcisłe spodnie i kozaki na wysokim obcasie. Chodziła w nich gracją i wdziękiem i każdy jej ruch był wykonywany z niezwykla gracja i wdziękiem . Też chodziła w butach na wysokich obcasach cały czas, jak mama ciocie, babcie i kuzynki Louisa moje przyjaciółki i ja, bo zawsze kiedy byłam u Louisa w domu zawsze była seksowne ubrana bo jak stwierdziła z uśmiechem na twarzy, że jako willa ma obowiązek być ubrana seksowne i chodzić butach na wysokim obcasie nawet po domu i odkąd usłyszałam raz tak "Kochanie Jestem willa znaczy mam krew willy i moim obowiązkiem jako willa jest chodzić w butach na wysokim obcasie najczęściej chodzę w szpilkach na wysokim obcasie cały czas i muszę chodzić w takim butach po domu bo połączyły się z moimi stopami co bardzo ale to bardzo podnieca Billa i nie mogę ich zdjąć więc muszę w nich chodzić cały czas a i zawsze jako willa muszę być też seksownie ubrana bo wymaga odemnie etykieta bycia willa którą jestem" i jej córki założyły dom mody i wszystkie sie kręciłysmy na maksa Fleur Weasley za każdym razem kiedy mnie witała całowała mnie po czole a ja za każdym razem zdychałam zadowolonym głosem wtulając się w Fleur jeszcze bardziej . To samo robiła Babcia Molly względem Fleur i tez zdychała zadowolonym głosem wtulając się w kobietę jeszcze bardziej dodając "mamusiu kocham Cie" a ona zawsze odpowiadała miłością wypisywania na twarzy "mamusia też Cie kocha córeczko i zawsze będę Cię kochać bo jesteś moją ukochaną córeczką " tuląc ja do swojej piersi pani Weasley była panią prezes domu mody pt Wila gdzie jej córki Victoire i Domique były ich właścicielkami Louis i jego siostry mieli w swoim krwi domieszke willi a ja byłam zwykła dziewczyną

Koniec Rekospecji

- Zostałam prezesem? - spytała mamusia podniecona

- Tak mamuś strasznie nam pomogłaś rozkręcić biznes a przy okazji jesteś nasza modelka tak samo jak nasze cioteczki występujecie na pokazach mody nie zapomnijac oczywiście o dziewczynach - oznajmiła Victoire Siostry wojowniczki miały iskierki w oczach

- FLEUR WEASLEY ŻONA BILLA WEASLEYA ŁAMACZA KLATW W BANKU GLINGOTA ZOSTAŁA PREZESEM DOMU MODY NALEŻAJACA DO JEJ CÓREK VICTOIRE I DOMIQUE - i pokazala zdjęcie pani Weasley

- Fleur o mój Boże! - zawołał zachwycony tatuś Bill - wyglądasz obłędnie!

- Ja zawsze wyglądam obłędnie skarbie! - i pocałowała go w namiętnie w usta

- Jesteśmy tacy dumni - powiedzieli rodzina 

- Jestem z Ciebie taka dumna kochanie - odezwały się babcie Molly i Apolonia podeszły do Fleur niezwykłą gracją i wdziękiem Fleur stała z kolan Billa i bardzo mocno się w wtuliła a te bez wahania pocałowały swoją córeczke po czole a pani Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w kobiety jeszcze bardziej 

- Kocham was mamusie - odparła zadowolonym głosem Fleur wtulając się nie jeszcze bardziej 

- Ja Ciebie też kocham skarbie jestem dumna z tego ze taka wspaniała kobieta jak ty uważa mnie za swoją mamusią i mówi do mnie tylko "mamusia" nawet nie zdajesz sobie sprawę że ja jako twoja mamusia to uwielbia jak tak do mnie mówisz kochanie - oznajmiła wzruszona Molly I tuląc ja do swojej piersi i pocałowała ją w czoło ponownie a ta wesnela zadowolonym głosem 

- Jestem grzeczną dziewczynką i zawsze będę przestrzegać zasad dobrego zachowana - powiedziała rozmarzona blondynka 

- A zrobiliście pokaz mody w bikini? - wypalił nagle tatuś Oliver a głos miał podniecony patrząc wymownie na mamusie Katie która siedziała mu na kolanach i wesnela zadowolonym głosem kiedy pocałował ja w szyję - na pewno bys wyglądała obłędnie w bikini pani Wood

- Ja zawsze będę wyglądać obłędnie dla Ciebie kochanie juz Ci powiedziałam kiedy byliśmy zajęci! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w tatusia

- Nasz profesorek od Quidditcha jest taki opiekuńczy - zaczął wujek Fred

- Wobec naszej Katie - ciągnął wujek George

- To jest takie słodkie! - zawołał przesadnie szczęśliwy wujek Lee

- Tak tatusiu mało tego w walentynki mamusia w nim występowała a ty patrzyłeś się na nią jak kręciła biodrami na wybiegu i nie mogłeś oderwać od niej wzroku - oznajmiłam patrząc na mamę która uśmiechnęła się szeroko

- Miałeś taki wyraz twarzy tato cały czas jak tylko mamę wychodziła na wybieg za każdym razem - i pokazał wielkie oczy i otwarta szczęka mama jeszcze zarumieniła się mocniej wtuliła się w męża a mezszyzni parskneli śmiechem

- Przestańcie się śmiać bo wy dokładnie mieliście taki sam wyraz twarzy co wujek Oliver jak wasze żony wychodziły na wybieg pokazując sie w bikini - powiedziała Jane

Victoire wyczarowała gazetę z 2024

- PO RAZ KOLEJNY VICTOIRE LUPIN I DOMIQUE LORDAN ZROBIŁY ZACHWYT KRYTYKÓW MODY LADY LUPIN I LADY LORDAN PRZYGOTOWAŁY KOLEKCJE BIKINI ALE TYM RAZEM MODELKAMI BYŁY MATKI I CIOTKI NASZYCH PROJEKTANTEK MODY - przeczytała Victoire - WIDAĆ BYŁO ZACHWYT MĘŻÓW MODELEK BO BYŁO TO JESZCZE W WALENTYNKI PEWNIE SIĘ POMYŚLACIE CO ROBILI NASZE MODELKI Z MĘŻAMI PO POKAZIE MODY

Ojców i wujków Domique i Victoire opadły szczęki a żony zarumieniły się mocno

- Po tym wszystkim Ja to na pewno bzykalam się z szefem departamentumentu przestrzegania prawa czarodziejów - stwierdziła ciotka Ginny radosnym głosem

- Ginny! - warknal zarumieniony wujek Harry

- No co jestem pewna że uprawialiśmy seks - mówiła pani Potter pewnym głosem

- Napewno a zwłaszcza po tym co wujkowie i tatusiowie zrobili - oznajmiła Amelia II uśmiechem na twarzy

- Już wiecie po kim Lily jest taka poszczelona - mruknął James II patrząc na swoją siostrę i matkę wymownie

- Nie jestem poszczelona! - krzyknęły ciotka i Lily wściekle na Lorda Pottera

- Jaka matka taka córka - rzekł Albus II

- Co zrobiliśmy? - pytał wujek Seamus

- Zobaczycie - oznajmiła Lucy

Rekospecja

Pov Victoire

Dzisiaj był nasz wielki dzień pokaz mody

- Część wszystkim! - zawołam z siostrą - cudownie ze przyszliście tłum! - gwizdal zachwycony - na nasz pokaz mody! 

- Chwila gdzie jest moja żona?! - zawołali wujkowie i tatusiowie bo nigdzie nie było ani ciotek ani naszych mam a ja i Domique Popatrzyliśmy na siebie i usmieliśmy sie niewinnie do ich

- A teraz zwłaszcza wujkowie i tatusiowie przygotujcie się na zachwyt! - zawołała Domique i sie zaczęło na scenę weszła nasza najmłodsza cioteczka i moja matka chrzestna Gabriele Creevey w bikini kiedy wujek Denis ją zobaczył oczy wyszły mu z orbit a jego szczęka ładowała bliżej podłogi miała na sobie bikini orz biżuterie z rodem Creevey i a na szyi miała piętno naznaczenia a na nogach miała szpilki na wysokim obcasie szła z niezwykla gracja i wdziękiem podeszła do końca dywanu i zachowywała się jak prawdziwa modelka na wybiegu mrugnela do wujka Denisa uśmiechem na twarzy i dała nu całusa na odległość

- O matko jedyna! - zawołał zszokowany wujek i patrzył na nią jak zaczarowany a Gabriele uśmiechnęła się szeroko i odwróciła się gracja i wdziękiem i odeszła i wymienila sie bo ciocia Jessica weszła na wybieg a, moja matka chrzestna kończyła a i kiedy wujek Colin czarowlosa zobaczył zrobił to samo co wujek Denis miał identyczna reakcje a ona miała na sobie bikini oraz biżuterie z rodem Creevey i a na szyi miała piętno naznaczenia a na nogach miała szpilki na wysokim obcasie szła z niezwykla gracja i wdziękiem podeszła do końca dywanu i zachowywała się jak prawdziwa modelka na wybiegu mrugnela do wujka Colina uśmiechem na twarzy i dała nu całusa na odległość

- Denis masz rację O matko jedyna! - zawołał zszokowany wujek Colin i patrzył na ciocie Jessica jak zaczarowany wujek Harry patrzył na siostrę i uśmiechnal się a ta cały czas patrzyła na męża iskierkami miłości i odwróciła się gracja i wdziękiem i odeszła i każda następna cioteczka robiła to samo co poprzednia a reakcja ich mężów były identyczne tłum był zachwycony byli nawet ludzie z ministerstwa i kiedy zobaczyli minister Magii cioteczke Hermione Weasley w bikini biżuterii rodu Weasley i szpilkach na wysokim obcasie i jak ciocia bez żadnego skrępowana kręciła biodrami żeby chód był jeszcze bardziej seksowny widziałam jak uśmiechnęła się delikatnie bo chyba widziała ze tym debilom z ministerstwa kopary opadły bo ciocia była naprawdę seksowna kobieta wujek Ron patrzył na nią zachwytem krzyczał

- to moja żonka! - a ta mruknela do niego i dała mu buziaka na odległość i odwróciła się później były kolejne cioteczki a i na końcu nasze mamusie i relacja naszych wujków i tatusiow byla taka sama ślinili się a tłum był zachwycony kiedy pokaz się skoczył weszliśmy wszystkie na scenę i sie uklonilismy

Koniec Rekospecji

Kobiety uśmiechaly się szeroko do siebie zadowolone ze im kopary opadły

- Totalnie was zatkało! - zachirowala Iola do mężów modelek

Rekospecja

Nagle Wujek Jared wyskoczył na scenę

- Jared co ty robisz? - pytała ciotka Daphne szoku

- Jestem Blackiem nasz ród jest znamy z szaleństwa - stwierdził i wyczarował gitary keyboard i perkusje - chłopaki gramy!! - przybiegli wujkowie Harry Ron Seamus i Neville Harry i Jared wzięli gitarę elektryczne Ron bass Neville keyboard a Seamus perkusje

- CO??! - większość ryknela w szoku ich żony patrzyli na nich wielkimi oczami i otwarta szczęka

- Od czegoś mamy synów kochanie - oznajmili niewinnie - żeby nauczyć swojego staruszka i żeby ich staruszek mogli zagrać dla swojej Lady dzięki synowie przydaliscie sie na coś na tym świecie

- Ha! ha! ha! bardzo śmieszne widzę że na starość wyostrzył Ci sie humor! - burkneli ich synowie większość ludzi parsknęła śmiechem i, zaczęli grać a Harry tak śpiewał że nasze szczęki ładowała coraz bliżej podłogi i oczy robili się coraz większe z szoku

Nie lubię tańczyć, bo tak mam
Że nawet w klubie wolę z kawą i szlugiem
Ale dziś
Ale dziś

- Nie wiedziałam ze Harry ma taki piękny głos - stwierdziła szoku ciocia Angelina ciocia Ginny pisnęła zachwycona widziałam jak patrzyła na męża iskierkami miłości

Chcę z Tobą tańczyć
Tylko z Tobą
Zasłonić okna
Zamknąć drzwi
Tylko ja i Ty
I więcej nic

- Super chłopaki!! - krzyczała ciocia Hanna wujkowie Ron i Jared śpiewali chorki

- Awwwww!!

Ciocie piszczały zachwycone

Dzieci u dziadków

- Jestem dorosły nie potrzebuje opieki! - zawołali chłopaki

Nie czekamy aż zasną, a
Nie gaśmy światła
Chcę Cię widzieć
I zobaczyć co mam

- Awwwww! - zawołali ludzie

- Masz boginie! - krzyknęły żony naszych muzyków

Tylko ty i ja
Ty i ja

Tylko ty i ja

I pogadamy o tym gdzie pojedziemy znowu sami, że
Nowy Jork
Będzie tylko nasz
Mów o czym chcesz, ile chcesz
Nie jesteś nudna, wiesz
Pragnę Cię bardziej niż w Hogwarcie
Jeszcze bardziej niż w Hogwarcie

- Ja też Pragnę Cię bardziej niż w Hogwarcie! - pisnęły podniecone ciotki

Dzieci u dziadków
Nie czekamy aż zasną, a
Nie gaśmy światła
Chcę Cię widzieć
I zobaczyć co mam
Tylko ty i ja

Ty i ja
Dzieci u dziadków
Tylko ty i ja
Dzieci u dziadków

- Co oni mają z tymi dziadkami! - prychnął Patrick

- Nie wiem! - wzruszył ramionami Albus

Będziemy tańczyć cała noc - tylko ty i ja
I nie wyśpimy się nic a nic, a nic (ty i ja)
Tylko we dwoje zrobimy dym
A jutro zacznie się ten młyn
Ale dziś

- O Merlinie mój mąż jest taki gorący i seksowny! - jęknęly podniecone Ginny Hermiona Hanna Susan i Daphne wachlując siebie ręką i oddychały głęboko, żeby się uspokoić - ale jesteś seksy z tym swoim instrumentem kochanie!!

Tylko ty i ja
Tylko ty i ja

- I Będziemy się bzykać całą noc! - krzyczały podniecone

- Mamo! przestań! - jęknęli ich synowie

Dzieci u dziadków
Dzieci u dziadków
Ta-ra-ra, ta-ra-ra
Ta-ra-ra-ta-ra-ta-ta-ta-ra-ra (ha, ha)

- mój tatuś jest w tym zespole! - zawolaly Olivia Lucy Emilly Rose Iola Cedrella Barbara Alicia szczęśliwe

- moi tatusiowie sa tym zespole! - krzyknęly Amelia Lily uśmiechnięte

Dzieci u dziadków
Ty i ja, tylko ty i ja
Dzieci u dziadków
Ty i ja, tylko ty i ja
Dzieci u dziadków

Wszystkie kobiety pisnęły

Ty i ja, tylko ty i ja
Dzieci u dziadków
Ty i ja, tylko ty i ja
Dzieci u dziadków
Ty i ja, tylko ty i ja
Dzieci u dziadków

I nim się muzycy zorientowali, leżeli na ziemi razem ze swoimi żonami, które leżały nad nich całując ich wszędzie, gdzie się dało na całych ich ciałach.

- Moja lady .

- Kocham Cię, Lordzie tak bardzo się kocham! - i dalej ich całowały

- Podobało Ci się piosenka ? - spytałi swoim głosem, pieszcząc ich włosy.

- Tak!! - krzyknęły - jesteś moim szczęściem .

- Mamo możesz przestać! - krzyknęli synowie - tata ma już dość.

- Ja się dopiero rozkręcam. Chodź, kochanie , musimy iść. - i zaczęły ściągnąć ich za rękę

- Gdzie? -

- Jak to gdzie do naszego pokoju na szybki numerek - powiedziały wszystkie modelki podniecone a ich synowie sie krzywili - tego wieczora chce się z tobą kochać i to natychmiast! - i tupnely obcasem o, podłogę więc każdy mąż modelki wziął swoja żonę jak bierze się panne młoda

- Wesołych walentynek! - zawołali mezszyzni radoście i jak najszybciej wyszli

Koniec Rekospecji

- A nie mówiłam Harry! - zawołała radoście pani Potter do męża każda modelka uśmiechnęła się psotnie do męża

Rekospecja

Rano babcie dopadły mnie i Domique pocałowały was po czole a wy wesnelismy zadowolonym głosem wtulając się babcie jeszcze bardziej - kocham Cie Babciu a one odpowiedziały

- ja ciebie też kocham skarbie moje utalentowane wnusie babcia jest w was taka dumna

nagle mamusie sie pojawiły z naszymi tatusiami wszystkie nasze matki szły niezwykla gracją i wdziękiem na nogach miałaly szpilki na wysokim obcasie skórzana spodnie które idealnie dopasowane do ich nóg obcisna bluzkę i kurtkę skórzaną na ich twarzy było widać szczęście i zadowolenia i miały rozmarzona miny i iskierki w oczach popatrzylismy na siebie ze pewnie nie skoczyło się na szybkim numerkiem

- mamusiu byłaś genialna modelką tatusiowi opadła szczęka i oczy wyszły mu z orbit i się ślini... - zaczęłyśmy ale te pocałowały was w po czołe a wy wesnelisny zadowolonym głosem wtulając się w kobiety jeszcze bardziej

- Nie zdajesz sobie sprawę jak bardzo Cie kocham córeczko - mruknely miłością głosem przytulając was do swojej piersi

- Ja kocham Ciebie mamusiu i zawsze będę Cię kochać mamusiu - powiedzieliśmy do swoich biologicznych mam i do naszych drugich mam bo do tej i do tej mówimy per mamusia bo taki był nasz obowiązek babcie dopadły swoje córki i pocałowały je po czole te wesnely zadowolonym głosem wtulając się w kobiety jeszcze bardziej mówiąc do ich piersi

- kocham Cie bardzo mocno mamusiu

- Ja Ciebie też kocham córeczko byłaś nieziemska i niesamowita - powiedziały babcie

- Chłopaki byliście genialni - dodali do synów

- Dzięki mamo!!!

Koniec Rekospecji

- Zrobicie tu pokaz mody? - pytał wujek Lee podniecony - bo moim marzeniem jest zobaczyć Alicję w bikini

- Może da się zrobić tatusiu - stwierdziła Domique i zachichotała a ciotka Alicia zarumieniła się

- A Wracając do tematu na peronie

Rekospecja

Na peronie Pov Samanta

- Ja - mruknęłam czerwona - przepraszam nie chciałam tak mi się powiedziało

- Ciiii!! - ogarniając mi włosy z czoła i pocałowała mnie czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w pani Weasley - ja wszystko wiem kochanie Louis nam wszytko napisał

- Wszystko?

- No prawie wszystko - mruknął nerwowo Louis

- Louis? - spytał tata

- Powiem wam w domu

- Kochanie mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia - oznajmiła mi pani Weasley a ja poparzyłam na nią z nadzieją ze będę musiała mówić do jej per mamusia a nie Fleur bo chce ją nazywać mamusią czuje to w moim sercu odkąd Louis mnie wpoil moje pragnienie sie nasila - taka sama rozmowę miałam z mamusią Molly mimo że początek naszej znajomości mieliśmy ciężki nie mogliśmy się dogadać

- Naprawdę?

- Tak samice alfa skakały sobie do gardła - wtracil się tatuś

- Po wypadku Billa nastąpiła u nas przemiana nastąpiła coś Magicznego moja mamusia przytuliła mnie to piersi i pocałowała mnie w czoło ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej - i nagle wypaliła "córeczko mów do mnie nie Molly tylko mamusia bo od dzisiaj jesteś moja i Artura córeczką i tak bardzo Cie kocham a ja odpowiedziałam automatycznie" dobrze mamusiu kocham Cie mamusiu "nagle uświadomiłismy sobie co robimy zrobiliśmy wielkie oczy a później płacząc wtulisny się nie mogąc powstrzymać lez i od tego czasu zawsze mówię do ich mamusia i tatuś a mamusia całuję mnie w, czoło za każdym razem jak się widzimy i żegnamy dlatego będziesz do mnie mówiła per mamusia skarbie a do Billa per tatuś - powiedziała mi uśmiechem na twarzy patrząc na z taką miłością jak matka patrzy na swoje dziecko - chce żebyś mówiła do mnie mamusia a do Billa mówiła tatuś zrobisz to dla mnie skarbie?

- Nareszcie! - zawołałam szczęśliwa i przytuliłam sie do niej a kobieta popatrzyła na mnie miłością i uśmiechem - od jakiegoś czasu pragnęłam nazywać mamusie "mamusią" a mamusi męża "tatusiem" 

-A ja pragnęłam nazywać Cie moją córeczką kochanie - mruknela i tuliła mnie do swojej piersi całując mnie po czole a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w moja druga mamę jeszcze bardziej 

Koniec Rekospecji

- Jaki miałem wypadek? - spytał powoli tatuś Bill mamusia Fleur wtuliła się w niego jeszcze bardziej przerażona

- No dowiecie się w szóstej książce - odparł Louis

- Louis mów natychmiast co się stanie Billowi!! - warknęła Fleur i stanęła wściekła i zrobiła pozę babci Molly i stukala wysokim obcasem o podłogę

- Mamo Louis wam powiedział że sie dowiecie - rzekł Teddy

- Teddy Tu chodzi o mojego syna a twojego ojca! - krzyknęły babcie Apolonia i Molly które również stanęły i jak ich córka stukaly wysokim obcasem o podłogę i cała trójka patrzyła na ich zdenerwowane

- Wiemy ze jesteście zdenerwowane ale nic wam nie powiemy - powiedział Nick

- Dowiecie się swoim czasie - oznajmił George II Mamusia zalała się łzami i wtuliła się w męża który próbował ja pocieszyć

- Dlatego nie chcą nam powiedzieć?!

- Cii bez względu na wszystko będę Cię kochać No już uspokój się

- Jak mam się uspokoić kiedy się dowiaduje ze miałeś jakiś wypadek Po prostu jestem przerażona ze coś Ci sie stalo Bill nie wyobrażam sobie życia bez ciebie! więc musisz mnie przeleciec muszę Cie poczuć w sobie potrzebuje Cie!

- Oczywiście kochanie - a mamusia wtuliła się w w niego i zamknęła oczy i powoli się uspokojala

- nigdy Cie nie opuszczę Bill

- Ja też Cie nie opuszczę ten znak jest tego przykładem - i pocałował ja w znak a ta głośno wesnela zadowolonym głosem - jesteśmy złączeni na wieki - a teraz uspokój się

Rekospecja

- Co się stało kochanie? - bo widziała moj wyraz twarzy

- Bo ja nigdy nie będę tak piękna tak ty mamusiu i nie wiem czy jestem godna bycia z twoim synem

- Samanto Weasley!! - skarcila mnie blondynka a ja zrobiłam wielkie oczy kiedy powiedziała do mnie Samanta Weasley - nigdy więcej tak nie mów jesteś piękna inteligentna dziewczyna i to co mam mówił Louis chcesz pomagać ludziom jako uzdrowiciel a bycie wila to też ma minusy ciągle muszę udowadniać ze nie jestem pusta lalka tylko zaradna babka i slinia sie na moj widok mimo tego ze jestem z twoim tatusiem jestem pewna ze będziesz wspaniała żona dla Louisa bo matki to czują - i pocałowała mnie czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w mamusie jeszcze bardziej - kocham Cie Sami

- Ja Ciebie też kocham mamusiu

- Więc postanowione mówisz do mnie tylko mamusia a to Billa mówisz tylko tatuś czy wyraziłam się jasno i wyraźnie Samanto?

- Tak! - pisnęłam szczęśliwa - mamusiu kochasz mnie? - wtuliłam się blondynkę najmocniej jak tylko mogłam i popatrzyłam na nią z nadzieją

- Nad życie pani Weasley - odparła mamusia całując mnie w czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem

- Dobra dziewczyny jedziemy do domu bo Louis musi nam coś powiedzieć - usłyszałam głos tatusia

W domu

Rozebraliśmy się mamusia zmieniła zaklęciem kozaki na sandały na wysokim obcasie popatrzyłam na nią z nadzieja a ona uśmiechnęła się delikatnie i rzuciła zaklęcie i mi też zmieniła buty tez miałam sandały na obcasie byłam ubrana też obcisłe spodnie obcisłe bluzkę z długimi rękawami i kurkę ramoneskę które idealnie były dopasowane do mojej figury podkreślając moje kobiece kształty 

- Dziękuję mamuś! - zawołałam szczęśliwa - uwielbiam chodzić butach na wysokim obcasie i uwielbiam jakim wzrokiem Louis na mnie patrzy po za tym uwielbiam pokazywać swoje wdzięki a te buty bardzo mi w tym pomagają, więc nie ma opcji, żebym je kiedykolwiek zdjęła 

- Proszę kochanie ja też uwielbiam jakim wzrokiem patrzy Bill twój tatuś na mnie czyli na twoją mamusie po za tym uwielbiam pokazywać swoje wdzięki a te buty bardzo mi w tym pomagają, więc nie ma opcji, żebym je kiedykolwiek zdjęła bo za tym szpilkach na wysokim obcasie mamy kłódki na zapieciach bo tylko w takich butach i takich ubraniach tutaj chodzimy bo jesteśmy obie grzecznymi dziewczynkami 

- Tak mamusiu - mruknęłam do jej piers zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej usłyszelismy stukanie obcasem i zobaczyliśmy moja biologiczna mamusie 

-Czy ja usłyszałam że Sami mówi do Ciebie "mamusia" a do Billa mówi "tatuś" ? - spytała mamusia do pani Weasley

-Tak, Katie ja i Sami mieliśmy mała pogawędkę w tej sprawie na peronie prawda kochanie? - miała uśmiech na twarzy całując mnie w czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w blondynkę jeszcze bardziej pokiwałam głowa zadowolenia

- Tak mamusiu - oznajmiłam szczęśliwa że muszę do niej tak mówić bo moje serce tak chciało Nagle moja biologiczna mamusia podbiegła do Louisa gracją i wdziękiem bo miała sandały z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i mocno go przytuliła prawie go dusząc

- Mamo puść mnie nie mogę oddychać! - stękał Louis ale po chwili wesnal i mocno przytulił mamę mimo ze moja biologiczna mamusia miała tez sandały na wysokim obcasie jej czubek głowy był pod jego szyję to Louis był bardzo wysokim mezszyzna jak na swój wiek

- Będziesz mi mówił mamo prawda kochaneczku? - spytała z nadzieją w głosie mama do Louisa patrząc na niego z nadzieją a chłopaki zachichotali

- Oczywiście mamusiu! - zardwili Fred i George i James z kuzyna a ten popatrzył na nich morderczym wzrokiem

- Tak mamo - mruknął a mama przyciągnęła jego głowę i pocałowała go w czoło

- Grzeczny chłopczyk mamusia Cię kocha synku - powiedziała uśmiechem na twarzy 

- Mamusia - usłyszałam głos pani Weasley bo mamusia Fleur zobaczyła babcie Molly która jak zwykle wyglądała obłędnie podeszła do niej gracja i wdziękiem mocno przytuliła do niej piersi a ona tuliła ja do swojej piersi i pocałowała ja w czoło pani Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w kobiete jeszcze bardziej - Mamuś jak zwykle wyglądasz obłędnie - wesnela zadowolonym głosem blondynka do Babci Molly a babci twarz była teraz rozpromieniona bo za każdym razem jak jej córki tak do niej mówią "mamuś" "mamusia" bo miała na sobie obcisna spódnice podkreslaly jej kobiece kształty obsisna bluzkę włożona w spódnice i kurtkę a na stopach miała kozaki na wysokim obcasie 

- Dziękuję kochanie Twój tatuś mi kazał tak się ubierać i powiedział że to jest mój obowiązek bo powiedział że jestem seksowną kobietą i grzeczna dziewczynka ale jak zazwyczaj jesteśmy sami to chodzę naga mając na stopach tylko szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie - stwierdziła beztrosko i rozmarzona babcia - zazwyczaj dla sportu i nudów się codziennie kochany w różnych miejscach w domu pamiętam raz...

- Mamo /Babciu przestań nie chce tego wiedzieć! - jęknęli synowie i wnuki zatykajac uszy

- To nie słuchajcie ja mam nie każe! - prychnela na nich później dodała do mamusi - i Bardzo mocno Cię kocham córeczko - tuliła ją do swojej piersi

- Ja też Cie kocham mamusiu - odparła zadowolonym głosem - uwielbiam kiedy mamusia całuję mnie w czoło na powitanie i pożegnanie

- To jest mój obowiązek skarbie jestem przecież twoja mamusia kochanie

- A moim obowiązkiem jest zwracać się do mamusi tylko "mamusia" bo jestem twoją córeczką prawda mamusiu?

- Tak kochanie jesteś moją córeczką i nic tego nie zmieni i nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo Cie kocham i taki masz obowiązek - mruknela i tuliła ja późnej blondynka - wy jesteście całym moim światem i kocham was - dodała do wszystkich a wy kobiety przytulismy się do niej następne pani Weasley popatrzyła się na dziadka Artura

- I Ciebie też kocham tatusiu

Dziadek Artur przytulił ja uschnięty później przytuliła się do babci Apolonii i dziadka Armarda również babcia Apolonia wyglądała obłędnie zauważyłam ze miała rozmarzona twarz

- Mamusiu ty też wyglądasz obłędnie - drugą babcia miała na sobie szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie obcisna suknie podkreślając jej cudowną figure i kobiece kształty i kurtkę

- Dziękuję kochanie Twój tatuś mi kazał tak się ubierać i powiedział że to jest moj obowiązek bo powiedział że jestem seksowną kobietą ale zazwyczaj jesteśmy sami to chodzę naga mając na stopach tylko szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie - stwierdziła beztrosko i rozmarzona babcia - a nudów i dla sportu sie codziennie kochany w różnych miejscach w domu - dodała głośno rozmarzonym głosem - pamiętam raz jak....

- Mamo /Babciu ty też przestań nie chce tego wiedzieć słyszeć po raz drugi! - jęknęli synowie i wnuki zatykajac uszy

- To nie słuchajcie ja mam nie każe! - prychnela, również na nich później dodała do mamusi - i Bardzo mocno Cię kocham córeczko - tuliła ją

- Ja też Cie kocham mamusiu - odparła zadowolonym głosem uwielbiam kiedy mamusia całuję mnie w czoło na powitanie i pożegnanie

- To jest mój obowiązek jestem przecież twoja mamusią kochanie i nosiłam się pod sercem 9 miesięcy

- A moim obowiązkiem jest mówić Ci mamusia bo jestem twoja córeczką

- Tak kochanie jesteś moją córeczka i nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo Cie kocham i taki masz obowiązek - mruknela zadowolonym głosem i tuliła ja - wy jesteście całym moim światem i kocham was - dodała do wszystkich a wy kobiety przytulismy się do niej późnej blondynka popatrzyła się na dziadka Armarda

- I Ciebie też kocham tatusiu

Dziadek Armard przytulił ją uśmiechnięty

 Koniec Rekospecji

- Serio to powiedziałam? - zapytały podniecone babcie Molly i Apolonia a sala patrzyła na nie niedowierzaniem

- Niestety! - krzywił się Hugo za to dostał od Emilly

- Ala! - zawołał Hugo

- Arci i Armardzie widzę ze nie nudzicie się na emeryturze! - parsknął śmiechem wujek Łapa

- A co jesteś zazdrosny - odparli i założyli ręce a babcie Molly i Apolonia zarumieniły się mocno

Rekospecja

a ja popatrzyłam na ciotki biologiczna mamusie moja druga mamusie siostry i kuzynki Louisa moje przyjaciółki które też wszystkie wyglądały obłędnie miały buty na wysokim obcasie z kłódka na zapieciach obcisłe sukienki albo obcisłe suknie albo obcisłe spodnie albo obcisłe spódnice a na górze miały obcisłe bluzki które idealnie podkreslaly ich figury i kobiece kształty i kurki po chwili większość ludzi patrzyła sie na mnie Nagła cisza stawała się nie do zniesienia, więc mamusia Fleur wzięła sprawy we własne ręce.

- Niespodzianka! To dziewczynka! - zawołała nieco głośniej niż należało, ale udało jej się przełamać lody pokazując na mnie przytulać mnie i całując mnie w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do mnie żywiła wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej popatrzyłam się na ich i mruknęłam 

- Jestem Samanta ... eee...

- Weasley - dokończyli za mnie rodzina i cały mój niepokój zniknął w mgnieniu oka. Moje ciało się rozluźniło i wypuściłam powietrze, choć nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że wstrzymywałam oddech.

- Victoire i Domique poznajcie swoją młodsza siostrzyczkę Samante Weasley bo od dzisiaj jest Weasleyem i waszą siostrzyczkę a moja i Billa córeczka która będzie mówić do mnie i Billa tylko mamusia i tatuś - powiedziała pani Weasley mocą stali i nieznoszącego sprzeciwu - Samanto, to są twoje starsze siostry Victoire i Domique - dodała do mnie również mocą stali i nieznoszącego sprzeciwu

- I teraz jesteś naszą młodsza siostryczka skarbie! - pisnęły Domique i Victoire szczęśliwe rzucając mi sie na szyję przytulając mnie do swojej piersi całując mnie w czoło wyrażając siostrzane uczucie jakie to mnie żywily wesnelam zadowolonym głosem wtulając się mnie jeszcze bardziej - ubierasz się tylko elegancko i seksownie i te ubrania będą podkreslaly swoją seksowna figure i kobiece kształty i chodzisz tylko butach na wysokim obcasie po domu wszędzie bo tak chodzimy kochanie bo jesteśmy grzecznini dziewczynkami i przestrzegamy etykiete dobrego zachowania siostrzyczko 

- Jestem naszą siostryczka bo mamusia tak powiedziała a ja jestem grzeczna dziewczynka i słucham się mamusi po za tym kocham was bardzo mocno siostrzyczki i uwielbiam chodzić w eleganckich i seksownych ubraniach które podkreślały moja figure i kobiece kształty i szpilkach na wysokim obcasie  - odparłam wzruszona wtulając się w nie jeszcze bardziej - i zdychałam zadowolonym głosem 

- I Stanowisz piękny dodatek do naszego rodu pani Weasley - oznajmił tatuś Bill przytulając mnie - prawda kochanie?

- Kocham Cię tatusiu - mruknęłam zadowolonym głosem musiał się schylić kiedy mnie przytulił mimo że miałam sandały na wysokim obcasie bo bo mój tatuś był bardzo wysokim mezszyzna miał dopasowane ubranie i brodę długie rudowłose włosy spięty w kucyk i kolczyk w uchu w kształcie kla i był umięśniony 

- Ja też Cie kocham córeczko grzeczna dziewczynka - mruknął a głos miał zadowolony ze zaczęłem mówić do niego tatuś a nie Bill 

- Tak - oznajmiła mamusia Fleur - to jest teraz moja córeczka a ja jestem jej mamusią prawda skarbie? - a ja uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam się do niej

- Tak mamusiu - odparłam do jej piersi zadowolonym głosem

- Grzeczna dziewczynka tak bardzo Cie kocham kochanie i zawsze ale to zawsze będziesz mogła sie do mnie przytulić to jest najlepszy na świecie prezent na święta mam trzecia córeczkę ! - oznajmiła mi miłością w głosie a ja wtuliłam się blondynkę najmocniej jak tylko mogłam poczułam od niej taka miłość do, mnie ze nie chciałam sie od niej odrywać - święta jednak są magiczne! 

- Najlepszy na świecie prezent bo mam drugich rodziców i mamusia ma rację święta sa Magiczne - zgodziłam się z nią uśmiechałam się szeroko 

- Są magiczne - uśmiechnęły się babcie Apolonia i Molly - mam kolejna wnuczkę! 

- Uwielbiam kiedy moja kobieta pokazuje mi swoje wdzięki chodząc w butach na wysokim obcasie wszędzie po domu do pracy w Hogwarcie i mam taką cichą nadzieję że ich nie zdejmiesz - i każdy mężczyzna w tym Louis który miał kobietę popatrzył swoją kobietę w tym na mnie z nadzieją ze ich nie zdejmiemy i będziemy chodzić tylko butach na wysokim obcasie 

- Skarbie oczywiście że ich nie zdejmę ponieważ mam kłódke na zapieciach bo tym uwielbiam chodzić butach na wysokim obcasie gracja i wdziękiem i pokazywać Ci moje wdzięki a te buty bardzo mi w tym pomagają, więc nie ma opcji, żebym je kiedykolwiek zdjęła a gdybym zdjęła nie byłabym grzeczną dziewczynką bo bym nie przestrzegala etykietę dobrego zachowania w rodzie mojego męża . I tyle mam do powiedzenia w tej sprawie. A ty w tej chwili mnie pocałuj żebym poczuła się bezpiecznie i zadowolona - każdy mezszyzna w tym Louis pocałował każda swoją kobietę w tym mnie namiętne usta każda kobieta w tym ja wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama 

- Czy możecie przestać się całować! - odezwali się młodsi 

- Kocham Cię - mrukneli zadowolonym głosem każdy mezszyzna w tym Louis przytulił swoją kobietę w tym mnie do swojej piersi i pocałowałi nas po czole i usłyszeli jak każda kobieta w tym ja wzdycha zadowolonym głosem wtulając się w swojego mężczyznę jeszcze bardziej 

- Ja też Cie kocham skarbie przy tobie czuje się tak bezpiecznie - i wesnelismy zadowolonym głosem do jego umiesnionej klaty 

- To co chciałeś wam powiedzieć na peronie? - spytał tatuś Bill a mamusia Fleur wtuliła się niego  patrząc na syna którą mnie przytulił 

- No... yy.. no...

- No wydus to z siebie - powiedziała Domique wtulona w Nicolasa

- Jak wiecie wam patronusa wilka i jestem wilkiem i wpoilem Samante - wypalił w kończu - niespodzianka! - i uśmiechnął się nerwowo

- Jesteś animagiem jak Teddy?! - pisnęła mama Katie

- Tak - odpowiedział blondyn a ja miałam iskierki w oczach

- Tak wpoil mnie - rzekłam radoście - jestem w nim na maksa zakochana

- Kiedy zostałem animagiem, to następnego dnia zobaczyłem Samantę, a ona spojrzała w moje oczy i poczułem się dziwnie, jakby jakiś głos mówił do mojej głowy i tylko ja to słyszałem: "To jak przyciąganie, przesuwa się twój środek ciężkości. Nagle to nie Ziemia cię tu trzyma. Jesteś gotów zrobić wszystko, być dla niej wszystkim: przyjacielem, opiekunem, mężem".

- Widzieliśmy to. Louis zrobił się nagle blady i padł na kolanach i patrzył się w Samantę cały czas, nie mogąc oderwać się od niej wzroku - rzekł James który przytulał Oliwie i pocałował ją w czoło a ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej - a Samanta podbiegła do niego i namiętnie go pocałowała.

- Bo ja też to poczułam - oznajmiłam szczęśliwa a Louis zmienił się w białego wilka - Louis jaki ty jesteś śliczny!! - zawołałam i wtulając się w jego sierść Dorosłym i rodzeństwie opadły szczęki

- Skoro Louis jesteś animagiem to by oznaczało że... - zaczęły ciotki Ginny Nicole Angelina i popatrzyły się na swoich synów James Freda George oni wyzszezem zmienili się w jelenia psa i Jastrzębia Naszym rodzinom opadły szczęki

- Nikt nie może się dowiedzieć - powiedział James II kiedy zmieniłi się ludzi i cała czwórka patrzyła na ciocie Hermione z miną biednego pieska

- Okej niech wam będzie - mruknela po chwili zrezygnowana

Koniec Rekospecji

- I tak to było - oznajmiłam - i jak wiecie mam patronusa wilczyce Techniczne rzecz mówiąc od kiedy Louis mnie wpoil jesteśmy złączeni na wieczność nierozerwamym wiezlem i technicznie rzecz mówiąc byłam już mężatką i byłam waszą córka a Louis waszym synem - powiedziałam do swoich biologicznych rodziców i rodziców Louisa - i nie mogę beź niego żyć - a Louis pocałował mnie w czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej - jestem szczęśliwa na świętach przeżyliśmy swój pierwszy raz później chłopaki znaleźli kontrakt małżeński i mnie zaznaczył - i przejechała po znaku i wesnela zadowolonym głosem mamusia przytuliła mnie

- I będziesz zawsze tak do mnie i Billa mówić mamusia i tatuś prawda? - zapytała to z nadzieja ze będę do nich tak mówić

- To jest mój obowiązek mamusiu bo jestem waszą córeczką a wy jesteście moimi rodzicami mamusiu i jestem też panią Weasley i lady Weasley - oznajmiłam pewnym głosem i wtuliłam się blondynkę najmocniej jak tylko mogłam

- Kocham Cię Sami tak bardzo Cie kocham! - i pocałowała mnie czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem

- Ja też Cie kocham mamuś - powiedziałam uradowana 

- Ale to jest wbrew zasadom! - warknal wściekły Barty - każdy animag powinien być zajestrowany! 

- Cicho tam! - warknal na niego Louis - chyba ze chcesz się zmoczyć jak Kordek ?

- Ubrałes pieluchę? - zapytała Iola z drwina Barty byl czerwony - bo wiesz jak zlejesz się w portki to jak wyschnie to będzie śmierdzieć i swędzieć - Sala parsknęła śmiechem 

- Masz jakiś problem Barty? - zapytał dziadziu Artur

- Zastanów się nad odpowiedzią - odezwał się wujek Łapa

- Nie lepiej trafić go w jaja wysokim obcasem - rzekła ciocia Daphne - bo od jakiegoś czasu mnie irytuje a moje szpilki które mam na nogach nie mogą się doczekać trafienia w jego małego ptaszka

- Jestem za - zgodziła się Barbara patrząc morderczym wzrokiem na Bartykiego - mamusiu mogę go walnąć w jaja obcasem za dziadziusia Syriusza? - spytała z nadzieją patrząc na ciocie Daphne a ta rozpromieniona pewnie za Barbara mówi do niej "mamusia" pokiwała głową ale Fineas ja powstrzymał 

- Puść mnie mamusia mi pozwoliła! - jęknęla zła pani Black na męża ze ja przytrzymał od trafienia go w jaja obcasem ale ten pocałował ją namiętnie w usta a ona oddala taka sama mocą i wesnela zadowolonym głosem - walne go późnej dobrze mamusiu? - i wtuliła się w męża zadowolona 

- Dobrze kochanie strzelisz tego pajaca później Barbara pamiętaj mamusia i tak bardzo mocno Cię kocha - powiedziała ciocia Daphne do córki i patrzyła na nią z miłościa 

- Jeśli kiedykolwiek zobaczę w twoich oczach ze chcesz skrzywdzić moja rodzinę to nie będę dla ciebie taka miłosierna Crouch - wycedzila babcia Molly - chcesz coś powiedzieć Amosie?

- Że nie jesteśmy na ty PANI Weasley! - warknal na nią Diggory

- Ten znowu swoje - pokręcił głową Bill

- Olejku az się przestraszyłam jak PAN Digorry warknal na mnie - rzekła babcia a słowo pan powiedziała z naciskiem i wywróciła oczami - kochanie pocieszysz mnie? - zapytała dziadziusia z nadzieją

- Oczywiście słoneczko to jest mój obowiązek - odparł dziadziu patrząc na babcie iskierkami miłości i ja mocno przytulił i pocałował ją w czoło babcia wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej już lepiej - Nie przejmuj się Amosem kochanie

- Żaden Amos tylko dla was PAN Diggory! - warknęła jego żona wściekła - Jest PAN bezczelny LORDZIE Weasley! - dodała do Artura

- PAŃSTWO Digorry powinni iść na bardzo długa terapię - stwierdził George II - Bo to jest niezdrowe

- Jest PAN bezczelny widać że rodzice PANA Weasleya nie nauczyli szacunku do starszych i jak się odzywać do starszych to ja PANA nauczę! - warknal Amos popatrzylismy na niego niedowierzaniem

- Wara od mojego syna albo stracę cierpliwość do Ciebie i twojej żony - wycedzil Fred I Amos był czerwony że dalej nie wyrażają mu i jego żonie należyty szacunek

- Przypomniałam ze powinniście kleczyc na kolanach i dziękować ze wskrzesilem waszego syna i być miłym w towarzystwie i nie warczeć na każdego - rzekł Marcus do państwa Diggory

- Co depresja i załamania nerwowe robi z człowieka - mruknął szoku wujek Harry patrząc na kobietę

- Zmienia człowieka i osobowość wujku Harry - rzekła Alicia II - łatwo wpaść depresję a wyjść z tego jest bardzo ciężko

- Biedna kobieta - mruknela babcia Molly patrząc na mamę Cedrika - Dobrze PANI Diggory jak PANI sobie życzy będziemy się odzywać do PAŃSTWA per PANI i PAN - odezwała się babcia do niej Cedrik patrzył na rodziców niedowierzaniem - a teraz wróćmy do przyjemniejszych spraw Arturze zwłaszcza kiedy mnie bzykasz czuje się wtedy taka bezpieczna - mruknela rozmarzona

- STOP! - rykneli większość ludzi na sali na najbardziej jej synowie i wnuki

- Teraz macie odpowiedź po kim moja mama i siostra są takie postrzelone - mruknął Albus II a cała trójka kobiet popatrzyła na niego morderczym wzrokiem

- Nie jestem postrzel.... - warknely ale nie skończyły bo dziadziu Artur wujkiem Harry i Frankiem zatkały im usta namiętnym pocałunkiem kiedy się oderwali babcia ciocia i Lily miały otwarte usta i rozmarzone oczy

- Z Prevettow bo w tym rodzie urodziła się babcia Molly - rzekł James II po chwili

- I jestem z tego dumna James - powiedziała babcia 

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Rozdział 14 Czara

- Szalonooki może przeczytasz? – spytał Teddy.

- Dobra – mruknął Alastor

Rozdział 14

Zaklęcia niewybaczalne

Dziewczyny i kobiety westchnęły

W ciągu następnych dwóch dni nie wydarzyło się nic szczególnego, jeśli nie liczyć tego, że na eliksirach Neville rozpuścił swój szósty kociołek. Profesor Snape sprawiał wrażenie, jakby podczas wakacji zaliczył kolejny poziom mściwości; dał Neville'owi szlaban, każąc mu wypatroszyć beczułkę rogatych ropuch.

- Mam niezły kawał – oznajmił James II

- Dawaj!

- Wściekły Snape wbiega do sali, gdzie uczą się Harry Potter, Neville Longbottom, Seamus Finnigan, Ron Weasley Dean Thomas i Jared Black, ten ostatni krzyczy – James II świetnie naśladował głos Snape - "Wszyscy nienormalni mają wstać!" i nikt nie wstaje i wreszcie po jakimś czasie tata, wujkowie, Seamus, Dean, Neville, Ron i Jared się podnoszą, a Snape mówi tak – i znowu naśladował głos Snape – "Potter, Black, Weasley, Longbottom, Finnigan i Thomas, dlaczego uważacie się za nienormalnych ?" A ci odpowiadają niewinnym głosem: "Wcale nie uważam siebie za nienormalnego, panie profesorze, ale głupio mi było, że pan profesor tak sam stoi – Sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się wniebogłosy. Snape patrzył na nich morderczym wzrokiem. Huncwoci krzyczeli, jak i ich przyjaciele oraz sami Harry, Jared, Neville, Dean, Seamus i Ron.

- Genialne!

- Zajebiste!

- Cudowne! – Państwo Diggory zachowali kamienną twarz, co bardzo niepokoiło Alicję II.

Po wykonaniu tego karnego zadania Neville wrócił w stanie załamania nerwowego.

- Chyba wiesz, dlaczego Snape jest w tak parszywym nastroju, co? – zapytał Ron Harry'ego, obserwując, jak Hermiona uczy Neville'a zaklęcia czyszczącego, żeby sobie usunął żabie flaki spod paznokci.

- Jesteś wspaniała przyjaciółka, kochanie – mruknęły Alicja Hermionę, przytulając ją do siebie.

- Jasne – odrzekł Harry – Moody. Wszyscy wiedzieli, że Snape od dawna marzy o nauczaniu Obrony Przed Czarną Magią, a teraz nie udało mu się zdobyć tego stanowiska po raz czwarty z rzędu.

- Coś ci nie pykło! – zadrwili Łapa i Rogacz.

Snape nie znosił wszystkich poprzednich nauczycieli tego przedmiotu i nie wahał się tego okazywać, ale jakoś nie kwapił się z okazywaniem otwartej wrogości wobec Szalonookiego Moody'ego. Za każdym razem, kiedy Harry widział ich razem – podczas posiłków albo mijających się na korytarzu – miał nieodparte wrażenie, że Snape unika oka Moody'ego, i to zarówno tego magicznego, jak i normalnego.

- Alastorze widocznie nie jesteś w jego typie – rzekł Teddy – Przykro mi.

- Nie jestem gejem! – warknęli Severusy i Alastor.

- Sądzę, że Snape trochę się go boi – powiedział Harry – Wyobraź sobie... jakby tak Moody zamienił Snape'a w rogatą ropuchę – rzekł Ron, a jego oczy zamgliły się marzycielsko – i miotał nią po lochach...

- Ron ropuchę to już mamy! – parsknął śmiechem Harry – i siedzi tam – wskazał na Umbridge.

Czwartoklasiści z Gryffindoru tak bardzo byli ciekawi pierwszej lekcji z Moodym, że w czwartek po drugim śniadaniu zjawili się pod jego klasą i ustawili się w kolejce, jeszcze zanim zabrzmiał dzwonek. Brakowało tylko Hermiony, która pojawiła się tuż przed lekcją.

- Byłam w...

- Bibliotece, tak wiemy – odparł Hugo.

- ... bibliotece – dokończył za nią Harry – Wchodź, szybko, bo pozajmują wszystkie dobre miejsca – Zdążyli usiąść w trzech ławkach naprzeciw biurka nauczyciela, wyjęli swoje egzemplarze podręcznika "Ciemne moce – poradnik samoobrony" i czekali w niezwykłej ciszy.

- Mam złe przeczucia – stwierdziły dwie wersje Pani Black.

Wkrótce usłyszeli charakterystyczny stukot na korytarzu i Moody wszedł do klasy, a wyglądał tak dziwacznie i przerażająco jak zawsze. Spod rąbka szaty wystawała mu drewniana, zakończona szponami noga.

- Możecie odłożyć książki – zagrzmiał, podchodząc do swojego biurka i siadając – Nie będą nam potrzebne.

Szósty rocznik wymienił spojrzenia między sobą.

Pochowali podręczniki do toreb. Ron aż dygotał z podniecenia. Moody wyjął dziennik, strząsnął grzywę szarych włosów z pokiereszowanej twarzy i przystąpił do wyczytywania nazwisk. Jego normalne oko śledziło listę, a magiczne biegało po klasie, zatrzymując się na wyczytanym uczniu lub uczennicy. 

- Wspaniale – oznajmił, kiedy ostatnia osoba potwierdziła swą obecność – Dostałem list od profesora Lupina, opisujący waszą klasę.

- Wujek Remus był najlepszym nauczycielem – oznajmiła Daphne

- Wujek Remus?

- Trzeba jej to wytłumaczyć, chyba jest to za głupia, żeby to zrozumieć – oznajmiła Tracy – Mogę ja?

- Scena jest twoja córeczko – rzekła Dorcas.

- Dziękuję mamusiu, więc babcie Euphemia i Caroline i dziadziowie Fleomont i Claus są rodzicami cioteczek Lily, Marlene i Nimfadory i mojej mamusi Dorcas oraz wujków Jamesa, Syriusza, Remusa i mojego tatusia Regulusa więc jako ich dzieci oczywiste, że mówimy do braci swojego tatusia per wujek, a do sióstr swojej mamusi mówimy per ciocia. Im jesteś starsza, tym jesteś głupsza i brzydsza – Rita zrobiła się czerwona.

- Zapisz sobie lepiej, bo widzę, że twój mózg paruje od informacji! – drwiła ze Skeeter Daphne. Sala parsknęła śmiechem, a Rita była wściekła, że robią z niej kobietę z upośledzeniem umysłowym.

- Lepiej bym tego nie ujęła, skarbie – stwierdziła Euphemia, przytuliła ją.

- Zawsze do usług, babciu – odparła zadowolonym głosem, że nie pomyliła niczego.

- Tracy uświadomiła mi jedna rzecz, że kocham Remusa – mówiła pani Potter do Remusa i popatrzyła się na niego wymownie i założyła ręce. Remus przełknął ślinę – więc mówisz do mnie "mamo", a do Fleamonta "tato". Czy wyraziłam się jasno i wyraźnie, Remusie? – Remus przełknął ślinę i oznajmił.

- Tak, mamo.

- Świetnie! – oznajmiła radosnym głosem i klasnęła dłońmi. Remus popatrzył się na Łapę, Regulusa i Rogacza, a ci wzruszyli ramionami.

- Dla twojego dobra lepiej tak do niej mów – oznajmił, udającym szeptem Łapa – Wiesz, nasza mamusia jest ruda, a to bardzo niebezpieczny gatunek kobiet.

- I bardzo uparty – dodał Rogacz – Wiem, co mówię. Mam rudą żonę, rude córki i rude wnuczki.

- Słuchaj się braci, kochaniutki, bo mądrze mówią. Jestem bardzo uparta – odezwała Euphemia – a zapomniałabym, to się również ciebie tyczy, Nimfadoro – dodała cukierkowym głosem i uśmiechem na twarzy, a Nimfadora popatrzyła na nią z niedowierzaniem – Czy coś nie tak, młoda damo? Skoro Remus jest moim synem, to ty jesteś moją córką, bo jesteście małżeństwem, czy wzięliście rozwód?

- Mamusiu, Remus i Nimfadora nie wzięli żadnego rozwodu i dalej są małżeństwem! – wtrąciła się do rozmowy Lily, a państwo Lupin popatrzyła na siebie.

- Więc dalej jesteś moją córką i koniec tematu, i jestem bardzo upartą osobą.

- To ma sens – oznajmiły Andromedy.

- Mamusia potrafi być ostra, stanowcza i uparta – stwierdziły Marlene – ale i też bardzo kochającą mamusią.

- To mi bardzo przypomina naszą mamusię – stwierdzili Fred i George, patrząc wymownie na Molly Weasley a ta uśmiechnęła się słodko do synów

- Rude kobiety tak mają Marlene - rzekły Ladys Weasley i Potter – takie mamy DNA.

- Podpisuje się z tym stwierdzeniem nogami i rękami – powiedziały dzieci rudowłosych, zwłaszcza synowie rudowłosych.

- Może to cię przekona, kochanie – wyszeptała Euphemia i przytuliła ją mocno do swojej piersi. Nimfadora, jak tylko poczuła ciało Euphemii, od której emitowało miłością do niej, wtuliła się. Następnie rudą kobieta odgarnęła jej różowe włosy z czoła i pocałowała. Nimfadora nie kontrolowała tego i wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia, wtulając się w panią Potter jeszcze bardziej i nie chciała jej puścić. Miała uśmiech na twarzy, kiedy tuliła się do rudowłosej kobiety, a Euphemia popatrzyła się na Andromedę, która aż się wzruszyła tą sceną.

- Mamusiu – wyszeptała do klatki piersiowej zadowolonym głosem Nimfadora – mogę do mamusi się tak przytulać?

- Oczywiście kochanie mamusia bardzo mocno Cię kocha – odparła Euphemia, z taką miłością w głosie i tuliła ją do swojej piersi.

- Aż mnie mdli od tej słodyczy i miłości! – prychnęły Mariette i Cho oraz inne osoby.

- To macie worki i możecie rzygać do tych worków – odezwała się Nimfadora i wyczarowała im worki – i nie zawracajcie mi dupy, bo mam fajniejsze rzeczy do zrobienia np. znowu przytulić się do mojej mamusi, bo mi przeszkodziliście swoim narzekaniem – i wtuliła się w Euphemię jeszcze bardziej, a ta uśmiechnęła się z radością i tuliła ją mocno do swojej piersi.

Z listu wynika, że opanowaliście już sztukę poskramiania czarnoksięskich stworzeń... przerobiliście boginy, czerwone kapturki, zwodniki, druzgotki, kappy i wilkołaki.

- Już dobrze, Remusie, pani Lupin zrobi ci dobrze i od razu poczujesz się lepiej.

- Zrobisz? – spytał z nadzieją.

- Oczywiście, kochanie to jest mój obowiązek, jako twojej małżonki i moim obowiązkiem jest zaspokajając twoje potrzeby i chodzić w butach na wysokim obcasie, bo widzę jak to cię kręci, gdy w nich chodzę – powiedziała Lady Lupin do jego ucha – A ty?

- Wejdę w ciebie, ale najpierw cię rozbiorę i zabiorę się do pracy i całe zło zniknie i będziesz bezpieczna, księżniczko – mruknął Remus, a Nimfadora oddychała głęboko i była podniecona i nie mogła się doczekać upojnej nocy.

Zgadza się? – Klasa potwierdziła to zgodnym chóralnym pomrukiem – Ale jesteście w tyle... i to bardzo w tyle... jeśli chodzi o złowrogie zaklęcia – rzekł Moody – A ja jestem tu po to, żeby wam przekazać choć odrobinę wiedzy o tym, co jeden czarodziej może zrobić drugiemu. Mam rok, żeby was nauczyć, jak się zachować w obliczu czarnej...

- Co, to pan profesor nie zostanie dłużej? – wypalił Ron.

- Chciałabym, żeby wujek Remus wrócił – oznajmiła Ginny – i nas obronił przed panem gackiem.

- TAK! – pisnęły dziewczyny, patrząc na Remusa z nadzieją, że wróci.

- On jest wilkołakiem! – warknął Knot – Nie może uczyć dzieci!

- Mówi to ten, co przyjął Ropuchę! – wycedził Ron.

- Chyba się zapominasz, Knot do kogo mówisz! – wycedziła Andromeda tak groźnie, że niektórym włosy dęba stanęły, kiedy stanęła ze wściekłą miną, że nie powiedział do niego per pan, tylko on.

- Przepraszam, PANI Tonks, zapomniałem się, proszę PANI! – wystękał Knot blady – Już przepraszam PANA Lupina, MADAME Tonks – i zwrócił się szybko do Remusa, bo Andromeda stukała wysokim obcasem i miała wściekłą minę, patrząc morderczym wzrokiem na Knota. Single patrzyli na Lady Tonks wielkimi oczami, a szczególnie na buty na wysokim obcasie, jak stukała obcasem. Robiła to niezwykle seksowne oraz z gracją i wdziękiem.

- LORDZIE Lupin bardzo PANA przepraszam, że kiedy zwróciłem się do PANA i nie wyraziłem PANU należyty szacunek, LORDZIE Lupin i proszę LORDA o wybaczenie, LORDZIE Lupin.

- No widzisz, jak chcesz, to potrafisz, Knot. I grzeczny z ciebie chłopczyk, Knot – oznajmiła Madame Tonks radośnie – Ojejku! Uwielbiam te buty, dlatego nigdy ich nie zdejmuje, prawda Ted?

- Masz w nich chodzić cały czas i wtedy będziesz grzeczną dziewczynką – oznajmił Ted podniecony – a jeśli zdejmiesz, to czeka cię sroga kara, bo będziesz wtedy niegrzeczną dziewczynką, a jako lady Tonks musisz być zawsze grzeczną dziewczynką.

- Ja zawsze jestem grzeczną dziewczynką, Lordzie Tonks, bo to jest mój obowiązek w nich chodzić – i pocałowała go namiętnie w usta. Oderwała się od swojego męża, wtuliła się w niego i westchnęła zadowolonym głosem – Przelecisz mnie ostro, prawda Teddy? – w odpowiedzieli tylko pocałował ją w szyję, a ta głośno westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej. Remus popatrzył na nią w szoku, że to broni, mimo że jest wilkołakiem.

- I widzisz Remusie, moja mamusia cię kocha! – zawołała Nimfadora szczęśliwa, a Andromeda pocałowała ją w czoło. Nimfadora westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w mamę jeszcze bardziej.

- Myślałem...

- To, co sobie tam myślałem swojej pustej głowie, to źle myślałeś, Remusie – rzekła starsza Andromeda i przytuliła Remusa do swojej piersi, a on nie wiele myśląc pocałował ją w czoło, a Andromeda westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Remusa jeszcze bardziej.

- Dziękuję, mamo – rzekł Remus.

- Proszę, synku! – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Remusa jeszcze bardziej.

Magiczne oko Moody'ego obróciło się błyskawicznie, by spojrzeć na Rona. Ron zrobił przerażoną minę, ale po chwili Moody się uśmiechnął – chyba po raz pierwszy od chwili, gdy Harry go zobaczył. Uśmiech spowodował, że jego poszatkowana twarz jeszcze bardziej się powykrzywiała, ale i tak wszyscy poczuli ulgę, widząc, że w ogóle potrafi się uśmiechać. Ron odetchnął głęboko. 

- Ty pewno jesteś synem Artura Weasley'a, tak? – zapytał Moody.

- A ja jestem jego córeczką – odezwały się dumnym głosem jego córki.

- Twój ojciec wyciągnął mnie z nie lada tarapatów parę dni temu...

- To też jest mój tatuś, nie zapominaj o tym! – warknęły na Alastora córki Artura.

- Baby – mruknął Alastor.

- I mój tatuś jest prawdziwym bohaterem – odezwały się dumne córki Artura – W przeciwieństwie do Knota i Croucha.

- Wy jeszcze nie byliście razem! – zawołała z niedowierzaniem Mariette.

- Twoje zdanie mnie nie obchodzi, co tam sobie mamroczesz od nosem – odpowiedział.

- Powinniście się leczyć! – warknęła Cho – Weasley nie jest waszym tatusiem!

- Chang, to są moje córeczki i ich obowiązkiem jest mówić do mnie TATUŚ, a do Molly MAMUSIA, bo jako ich ojciec sobie tak życzę, zrozumiałaś czy mam inaczej ci to wytłumaczy?! – warknął Artur do Cho, tracąc do niej cierpliwość, a Cho zbladła, a jego córki uśmiechnęły się szeroko do Artura, kiwając głową szczęśliwe, tylko potwierdzając jego słowa. Następnie Molly wycałowała je po czole, a ich córki westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej.

- Ale tatusiu, Chang na rację – odezwały się zadowolone córki Lorda Weasley'a, kiedy zostały wycałowane przez Molly – Alicjo, kochanie jesteś psychologiem i psychiatrią, masz jakiś wolny termin, bo Cho chce się zapisać na leczenie? – Cho zrobiła się czerwona – Tobie też by się przydało leczenie Mariette – Mariette zrobiła się tak samo czerwona, jak jej przyjaciółka.

- Co tak patrzycie? Bo jak gadacie takie głupoty, że Lord Weasley nie jest moim tatusiem, a ja, że nie jestem jego córeczką, to kłamiecie, bo jest moim tatusiem, a ja jestem jego córeczką i zdupię was, czy wam się to podoba, czy nie!

- Tak, będę tutaj tylko przez jeden rok. Zrobiłem to wyłącznie dla Dumbledore'a... Jeden rok i wracam na spokojną emeryturę – Zaśmiał się ochryple, po czym klasnął w swe węźlaste dłonie – No więc nie traćmy czasu. Złowrogie zaklęcia. Mają różną moc i postać. Rzecz w tym, że Ministerstwo Magii oczekuje ode mnie, że nauczę was tylko przeciwzaklęć. Nie mam wam pokazywać, jak wyglądają nielegalne zaklęcia czarnoksięskie, te poznajecie dopiero w szóstej klasie.

Emma z wielkim trudem, bo nic ją nie cieszyło, mimo wszystko przytuliła Cho, żeby poczuć się lepiej, ale ta nie była tym szczęśliwa, bo poczuła od niej chłód.

- Co pani robi?

- No chciałam PANIĄ przytulić, PANNO Chang – oznajmiła spokojnym głosem, ale też formalnym głosem. Cho wyczuła od niej, że nie jest do niej przyjaźnie nastawiona, więc wbiła jej szpilę.

- Mam już mamę i nie potrzebuje drugiej, PANI Diggory! – powiedziała zimnym głosem Cho z naciskiem na słowo "Pani" – i, proszę PANI, proszę więcej mnie nie dotykać i całować.

- Cho, zamknij się! – warknęła Alicja II, patrząc z niepokojem na panią Diggory, która teraz była wściekła.

- Jak sobie PANI życzy, PANNO Chang!!! – wycedziła jeszcze zimniejszym głosem i wtuliła się w męża.

- Emmo, no już uspokój się – rzekła troskliwe Lily I do Emmy.

- Jakoś nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na "TY", PANI Potter! – fuknęła na nią wściekła pani Diggory. Sala popatrzyła na nią szoku – i dajcie mam wszyscy święty spokój! Okej! Ani ja, ani Amos nie chcemy się z nikim przyjaźnić. Mamy dość tej waszej słodyczy i jak się całujecie nie możemy na to patrzeć – W sali nastała cisza. Popatrzyli się na młodego Diggory'ego, który był blady.

- Widzisz? Twoja matka powinna się leczyć! – krzyknęła Cho.

- Cedrik twoi rodzice mają ciężką depresję i załamanie nerwowe po twojej śmierci, niestety – powiedziała Alicja II, patrząc na niego smutno. Kobiety przyłożył rękę do ust, patrząc na państwa Diggory smutnym wyrazem twarzy – a ty mogłaś sobie darować głupie komentarze w jej stronę – dodała do Cho.

Uważają, że jesteście jeszcze na to za młodzi. Na szczęście profesor Dumbledore ma lepszą opinię o stanie waszych nerwów, uważa, że wytrzymacie, a według mnie, im wcześniej poznacie, z czym przyjdzie wam walczyć, tym lepiej.

- Czy on... – zaczęły matki przerażone.

- Tak – odpowiedziała blada Hanna i wtuliła się w męża jeszcze bardziej. Neville poczuł, jak dygocze.

- Szzz... jestem przy tobie – mruknął Neville i głaskał jej włosy, tuląc go, a ona się uspokoiła.

Bo niby jak macie się bronić przed czymś, czego nigdy nie widzieliście? Czarodziej, który zamierza rzucić na was nielegalne przekleństwo, na pewno nie poinformuje was, co zamierza zrobić.

- No co ty nie powiesz – stwierdzili sarkazmem Amelie i Marcus.

Nie powie wam tego w twarz. Musicie być przygotowani. Musicie być czujni i ostrożni. Musi to panienka odłożyć, kiedy ja mówię, panno Brown – Lavender podskoczyła i oblała się rumieńcem.

- Myślała pewnie o Wróżbiarstwie – odezwała się Olivia.

Pokazywała Parvati pod stolikiem swój kompletny horoskop. Najwyraźniej magiczne oko Moody'ego widziało przez drewno, podobnie jak przez jego własną głowę.

- No więc... czy któreś z was wie, jakie czarnoksięskie zaklęcia są najsrożej karane przez nasze prawo? – Podniosło się kilka rąk, w tym Rona i Hermiony. Moody wskazał na Rona, choć jego magiczne oko wciąż przyglądało się Lavender.

- On mnie przeraża – mruknęła Lavender.

- Ee... – zaczął Ron – mój tata mówił mi o jednym... chyba się nazywa Imperius, czy jakoś tak...

- Ano tak... – zgodził się Moody.

- Moja krew – odezwali się dwie wersje pana Weasleya, a Hermiona pocałowała Rona w policzek.

- Kto jak kto, ale twój ojciec na pewno je zna. Kiedyś sprawiło ministerstwu mnóstwo kłopotów. Tak, zaklęcie Imperius. Dźwignął się na nogi, otworzył szafkę w biurku i wyjął szklany słój. W środku biegały szybko trzy wielkie czarne pająki. Harry poczuł, jak siedzący obok niego Ron wzdryga się lekko – nienawidził pająków.

- Dlaczego nie mogłeś użyć motyli! – krzyknął Ron do Moody'ego – dlaczego mam takiego pecha i ciągle trafiam na pająki! – i zaczął dygotać. Hermiona przytuliła go do swojej piersi. A kiedy rudy poczuł jej zapach, zaczął się uspokajać.

- Szzz... już dobrze, Ron, jestem przy tobie – mówiła pani Weasley.

- Hermiona – mruknął i wtulił się do jej piersi – kocham cię Hermiono.

- Ja też się kocham – powiedziała Hermiona – Zaspokoisz moje potrzeby, prawda? – Ron pokiwał głową – Grzeczny chłopiec – wyszeptała mu do ucha podniecona i szczęśliwa.

Moody włożył rękę do słoja, złapał jednego pająka i pokazał całej klasie, po czym wycelował w niego różdżkę i mruknął – Imperio!

Kobiety i dziewczyny zbladły.

Pająk zsunął się z jego dłoni na jedwabistej nici i zaczął się na niej huśtać jak na trapezie. Wyciągnął sztywno nóżki, błyskawicznie je podciągnął, przerywając nić, i wylądował na biurku, po którym zaczął zataczać koła. Różdżka Moody'ego lekko drgnęła, pająk stanął na dwóch nóżkach i zaczął stepować. Wszyscy się roześmiali – wszyscy prócz Moody'ego – Uważacie, że to śmieszne? – zagrzmiał – A byłoby śmieszne, gdyby ktoś zrobił to wam? – Śmiech zamarł natychmiast.

- To wcale nie było śmieszne! – krzyknęły matki. Uczniowie z 6 roku wymienili spojrzenia.

- Mam nad nim całkowitą kontrolę – powiedział cicho Moody, kiedy pająk zwinął się w kłębek i zaczął się toczyć jak piłeczka – Mogę sprawić, że wyskoczy przez okno, utopi się, wpadnie któremuś z was do gardła... – Ron wzdrygnął się mimowolnie.

- Cholerne pająki! – jęknął Ron.

- Przed laty mnóstwo czarownic i czarodziejów znalazło się pod władzą tego zaklęcia – rzekł Moody, a Harry zrozumiał, że mówi o czasach, gdy Voldemort był w pełni swoich czarnoksięskich mocy – Ministerstwo miało sporo kłopotów z rozróżnieniem, kto działał zmuszony zaklęciem, a kto działał z własnej woli.

Starsze pokolenie pokiwało głowami.

Zaklęcie Imperius można jednak zwalczyć, i ja was tego nauczę, ale wymaga to siły woli i nie każdemu się udaje. Najlepiej unikać trafienia, jeśli tylko można. STAŁA CZUJNOŚĆ! – zagrzmiał, aż wszyscy podskoczyli.

- Przestań tak straszyć! – warknęła młodsza Lily na Moody'ego.

Chwycił wywijającego koziołki pająka i włożył go z powrotem do słoja – Czy ktoś zna jakieś inne? Inne nielegalne zaklęcie? – Hermiona natychmiast podniosła rękę, i to samo, ku zaskoczeniu Harry'ego, zrobił Neville.

Hanna mocno przytuliła Neville'a, który zbladł, a Hanna poczuła, jak dygotał.

- Kocham cię – mruknęła mu do ucha – Dla mnie jesteś bohaterem, bo jesteś moim bohaterem zmieniłeś moje życie, Neville.

Jedyną lekcją, podczas której Neville zwykle zgłaszał się do odpowiedzi, było zielarstwo, najbardziej lubiany przez niego przedmiot. Neville sprawiał wrażenie, jakby sam był zaskoczony swoją śmiałością – Tak? – powiedział Moody, a jego magiczne oko obróciło się w kierunku Neville'a.

- Jest takie... zaklęcie Cruciatus – powiedział Neville cichym, ale wyraźnym głosem.

Ci, którzy wiedzieli, że Alicja i Frank byli torturowali zaklęciem Cruciatus, zwłaszcza dziewczyny zalały się łzami, a najbardziej płakały Augusta, Alicja II i Hanna, Lily II i młodsza wersja rodziców Neville zbladła.

- Czy ja i Alicja...? – zaczął młodszy Frank przerażonym głosem.

- Tak – szepnęła Augusta ze łzami w oczach, wtulając się w synową i teraz obie płakały. I nim się zorientowały, przybiegły do nich Hanna Alicja II i Lily II. Wszystkie członkinie rodu Longbottomów płakały i się przytulały, ci, którzy nie wiedziały przyłożyły sobie rękę do ust mając łzy w oczach.

- Synku – powiedziała młodsza Alicja, przytulając syna i płakała do jego piersi.

- Tata zawsze mówił, że ty i dziadek byliście bohaterami i bardzo potężnymi czarodziejami o dobrym sercu – oznajmił Frank II.

- Jestem dumna z tego, że noszę twoje imię, babciu – odezwała się z mocą stali Alicja II do Alicji I – po kobiecie, która była bardzo potężna i miała bardzo dobre serce i była aurorem – I mówiłam to rodzicom i bratu, jak byłam w Hogwarcie i jak skończyłam szkołę i mówię to teraz, że jestem dumna, iż noszę twoje imię, babciu – pani Longbottom z całych sił przytuliła swoją wnuczkę i zaczęła płakać do jej piersi, a wnuczka ją tuliła – Kocham cię, babciu.

- Ja też cię kocham, Alicjo – mruknęła, a łzy leciały jej po policzkach i pocałowała ją w czoło. Pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w babcie jeszcze bardziej.

- Ja też jestem dumny z tego, że noszę twoje imię, dziadku – oznajmił z mocą stali Frank II do Franka I – po mężczyźnie, który był bardzo potężny i miał bardzo dobre serce i był aurorem – i mówiłem to rodzicom, siostrze, jak byłem w Hogwarcie i jak skończyłem szkołę i sam zostając aurorem i poszedłem w wasze ślady. I mówię to teraz, że jestem dumny, że noszę twoje imię, dziadku – pan Longbottom z całych sił próbował się nie rozkleić, ale nie dał rady i miał z łzy w oczach i z całych sił przytulił wnuka była to bardzo emocjonalna i wzruszająca scena.

- Frank ty jesteś potężniejszy ode mnie, jesteś animagiem, a ja nie – mruknęli dwie wersje Franka II.

- Mam dobre geny, dlatego jestem animagiem – stwierdził Frank II.

- Jesteś również bohaterem – oznajmiła Lily II – I moim bohaterem – Augusta nie chciała puścić Alicji ze swojego objęcia, bo bała się, że zniknie i znowu zostanie sama. Sama zainteresowana nie miała ochoty nigdzie iść, tylko miała ochotę tulić się do Lady Longbottom, bo czuła od niej bezwarunkową miłość, szczęście i bezpieczeństwo.

- Mamusiu – powiedziała zadowolonym głosem wtulona Alicja I do piersi Augusty – kocham cię – gdy Augusta usłyszała te słowa, przytuliła ją jeszcze bardziej i pocałowała ją w czoło. Lady Longbottom westchnęła zadowolonym głosem.

- Mamusia też cię kocha, córeczko i zawsze będę cię kochać, skarbie. Jestem dumna, że jestem z tego ze dożywotnio jesteś moją córeczką – mruknęła pani Longbottom, łzy po policzkach leciały jej strumieniami.

- Dobra, możecie przestać się miziać! – warknęła Mariette – to obżydliwe. Teściowa Augusta liże się z synową Alicja, o fuj!

- To jest moja MAMUSIA, a nie żadna teściowa! – warknęła wściekła Alicja I – Augusta popatrzyła na Mariette morderczym wzrokiem.

- To jest moja CÓRECZKA, a nie żadna synowa – warknęła na Mariette. Najstarsza lady rodu Longbottom, przytulając Alicję do swojej piersi.

- Dajcie spokój mamuś i babciu – powiedziała Hanna do matki i babci – Po co mamusia i babcia mają się denerwować, to jest idiotka, a idiotce się nie przegada.

- Nie jestem idiotką, Abbott! – krzyknęła Egzogenne. Pani Longbottom wywróciła oczami.

- Była taka uroczystość, jak ślub i wtedy panna młoda zmienia nazwisko na męża, Egzogenne. Ja wyszłam za Neville'a, więc nazywam się Longbottom – oznajmiła Lady Longbottom.

- Ja zyskałam cudowną córkę/wnuczkę – rzekły dwie wersje Pani Longbottom oraz Lady Longbottom, a Hanna się do matki i babci uśmiechnęła się szeroko.

- I nie żałuję tej decyzji. Lepszej mamusi i babci nie mogłam sobie wymarzyć – oznajmiła Hanna.

- A ja córeczkę/wnuczkę kochanie – odezwały się panie Longbottom.

- I to się nigdy nie zmieni, mamusiu i to, że muszę chodzić w biżuterii i butach na wysokich, bo jako Lady mam taki obowiązek – mruknęła cicho zadowolonym głosem do klatki piersiowej Lady Longbottom.

- Ja mam to samo córeczko – odparła Pani Longbottom zadowolona, że Hanna cały czas mówi do niej "mamusia" – Uwielbiam chodzić w butach na wysokim obcasie.

Moody wpatrywał się pilnie w Neville'a, tym razem obojgiem oczu – Nazywasz się Longbottom, tak? – zapytał, a jego magiczne oko zerknęło błyskawicznie na listę. Neville pokiwał nerwowo głową, ale Moody nie zadał mu już więcej pytań.

- Zaraz będzie najgorsze – mruknęła cicho Hanna, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

Odwrócił się od klasy, sięgnął do słoja po kolejnego pająka i umieścił go na biurku, gdzie stworzonko zamarło, najwyraźniej zbyt przerażone, by się poruszyć – Zaklęcie Cruciatus – rzekł Moody – Ten pajączek musi być trochę większy, żebyście zobaczyli, jak to działa.

- Czy ty chcesz im to pokazać! – krzyknęły matki przerażone do Moody'ego.

- Tak – oznajmił głośno i wyraźnie Neville. Moody zauważył, że Neville stał się odważniejszy, niż wtedy kiedy był na czwartym roku.

- O Merlinie! – krzyknęły matki, a dziewczyny wtuliły się w swoich mężów i narzeczonych.

Wycelował różdżką w pająka i powiedział: – Engorgio! – Pająk wzdął się błyskawicznie. Był teraz większy od tarantuli. Ron przestał dbać o pozory i odsunął swoje krzesło jak najdalej biurka Moody'ego.

Ron zbladł, więc Hermiona mocno go przytuliła.

Moody ponownie uniósł różdżkę, wycelował w pająka i mruknął: – Crucio! – Pająk natychmiast skrzyżował nóżki – a właściwie już nogi – na brzuchu, przetoczył się na grzbiet i zaczął dygotać, miotając się z boku na bok. Nie wydawał, rzecz jasna, żadnych odgłosów, ale Harry był pewny, że gdyby miał głos, to piszczałby z bólu. Moody wciąż celował w niego różdżką i po chwili pająk zaczął dygotać i miotać się jeszcze gwałtowniej...

- PRZESTAŃ!! PRZESTAŃ!! – ryczały kobiety, a najbardziej kobiety rodu Longbottomów mając łzy w oczach.

- Niech pan przestanie! – krzyknęła Hermiona. Harry obejrzał się na nią. Patrzyła nie na pająka, tylko na Neville'a, a kiedy i Harry spojrzał na niego, zobaczył, że ten zaciska ręce, złożone na ławce przed sobą, aż zbielały mu knykcie, a oczy ma rozszerzone z przerażenia.

Hermiona przytuliła Neville'a.

- Jesteś moją siostrą Hermiona – oznajmił Neville.

- Ja też jestem twoją siostrą, Neville nie zapominaj o tym – powiedziała Ginny.

- Ciebie też kocham, siostrzyczko – uśmiechnął się nieśmiało, a później podeszła reszta dziewczyn, które były dla Neville'a bardzo ważne i też go przytuliły.

Moody wzniósł różdżkę. Nogi pająka opadły, ale wciąż drżał – Reducio! – mruknął Moody, a pająk skurczył się do swoich normalnych rozmiarów. Wsadził go do słoja – Ból – rzekł cicho Moody – Nie musicie używać imadeł lub noży, by zadać komuś ból, jeśli potraficie rzucić zaklęcie Cruciatus... Tak, kiedyś i ono było bardzo popularne.

Dwie wersje Alicji I wtuliły się w swojego męża. Przyjaciółki Alicji i Augusta miały łzy w oczach.

- Dobrze... czy ktoś zna jeszcze jakieś inne? – Harry rozejrzał się wokoło. Miny wszystkich świadczyły o tym, że każdy zastanawia się, co stanie się z ostatnim pająkiem. Ręka Hermiony drżała lekko, gdy po raz trzeci uniosła ją do góry – Tak? – zachęcił ją Moody.

- Avada Kedavra – wyszeptała Hermiona. Kilka osób, w tym Ron, spojrzało na nią ze strachem.

- Mam nadzieję, że tego nie pokażesz, Moody! – warknęły przerażone dwie wersje pani Weasley.

- Pokaże, mamusiu – wyszeptała blada Hermiona, która mocno przytuliła się do Rona. Kobiety przyłożył ręce do ust przerażone.

- Ach... – westchnął Moody, a jego koślawe usta wykrzywił lekki uśmiech – Tak, ostatnie i najgorsze. Avada Kedavra... zaklęcie uśmiercające.

- Proszę nie – wyszeptały panie Potter i pani Evans przerażone.

Wsadził rękę do słoja, a trzeci pająk, jakby przeczuwając, co go czeka, zaczął biegać jak szalony po dnie, chcąc uciec od palców Moody'ego, ale ten złapał go szybko i położył na biurku. Pająk natychmiast pomknął ku krawędzi blatu. Moody podniósł różdżkę, a Harry'ego przeszył dreszcz złego przeczucia – Avada Kedavra! – ryknął Moody.

Kobiety i dziewczyny pisnęły przytulając się do swoich mężczyzn.

Błysnęło oślepiające zielone światło, świsnęło, jakby coś niewidzialnego przemknęło przez powietrze – i nagle pająk przetoczył się na grzbiet i znieruchomiał. Nie zmienił się, prócz tego, że z całą pewnością był już martwy.

- To są dzieciaczki i to jest zbyt traumatyczne dla czternastoletnich dzieciaczków, Moody! – warknęła Umbridge. Lily II podeszła do Umbridge.

- Będziesz miała narysowanego penisa na czole z napisem "prostytutka ministerstwa" – szeptała Lily II do jej ucha, a jej głos ociekał słodyczą, że Umbridge zbladła. Kiedy Olivia i Amelia patrzyły na nią, jak na robaka, bo skrzywdziła ich tatusia. Później pani Longbottom odwróciła się i usiadła na kolanach Franka i wtuliła się w niego. Harry zacisnął ręce, bo nie podobało mu się, jak ci kretyni patrzą na jego córkę. Tę samą minę mieli James II i Albus II oraz Neville i Frank II.

Kilka dziewcząt wydało z siebie stłumione okrzyki. Ron rzucił się do tyłu i o mały włos nie spadł z krzesła, gdy pająk potoczył się w jego stronę. Moody strzepnął martwego pająka na podłogę – Niezbyt miłe – powiedział spokojnie – Niezbyt przyjemne. I nie ma na to żadnego przeciwzaklęcia. Nie ma żadnej blokady. Znam tylko jedną osobę, która to przeżyła.

Lily I mocno przytuliła syna, mając łzy w oczach.

Siedzi tuż przede mną – Harry poczuł, że robi się czerwony, kiedy oczy Moody'ego (magiczne i normalne) zajrzały w jego oczy.

- Masz zielone oczy, jak twoja matka – oznajmił Alastor.

Czuł, że wszyscy na niego patrzą. Wbił wzrok w pustą tablicę, jakby coś go w niej zafascynowało, ale w rzeczywistości w ogóle jej nie widział... A więc w ten sposób zginęli jego rodzice... tak jak ten pająk. Czy i na nich to złowrogie, śmiertelne zaklęcie nie pozostawiło żadnego śladu?

- Na mnie rzucił i zostawił mi tę bliznę – mruknął Harry.

Czy po prostu zobaczyli zielony błysk i usłyszeli świst godzącej w nich śmierci, zanim życie uleciało z ich ciał? W ciągu ostatnich trzech lat Harry nieraz wyobrażał sobie śmierć swoich rodziców, a robił to od chwili, w której dowiedział się, że zostali zamordowani, od kiedy dowiedział się, co się wydarzyło tamtej nocy, gdy Glizdogon zdradził Voldemortowi miejsce ich pobytu, a ten przybył do ich domku.

Ron miał odrazę na twarzy, kiedy pomyślał o Glizdogonie, a jak przypomniał sobie, że dotykał Hermionę i być może podglądał Ginny, jak była w łazience, kiedy się myła. Miał ochotę go zamordować.

- Zabiję tego szczura, jakby była to ostatnia rzecz, jaką zrobię! – warknął Ron. Hermiona mocno wtuliła się w Rona. Pocałował ją w czoło, a pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem.

- Kocham cię – mruknęła zadowolonym głosem Hermiona.

- Ron jest taki opiekuńczy – zaczął Bill.

- Wobec Hermiony – ciągnął Charlie.

- To takie słodkie! – krzyknęli przesadnie szczęśliwi Fred i George.

- Arturze nasz syn jest wspaniałym mężczyzną, bo wybrał sobie wspaniałą kobietę, która jest naszą córką! – uśmiechnęły się Lady Weasley.

- Tak, Molly – zgodził Artur, kiedy zobaczył, jak ich syn patrzył na żonę z taką czułością. Widział to w delikatności jego dotyku i w tym, jak chętnie ona się do tego dotyku przysuwała. Nawet z daleka widział czułość w jego spojrzeniu, kiedy na nią patrzył.

- Weasley! – wycedził Cormac – Granger będzie moja – Ron uniósł wzrok i odszukał oczy Cormaca. Dreszcz przeszedł mu po kręgosłupie, gdy ujrzał niewypowiedzianą groźbę w jego spojrzeniu.

- Zamknij się McLaggen! – warknął na niego Ron – Jeszcze jedno słowo, a utnę ci ten jęzor. Kocham Hermionę i zrobię dla niej wszystko!

- Ron, kocham cię i uwielbiam, kiedy to robisz i kiedy całujesz mnie w czoło – mruknęła i wtuliła się w jego ramiona, po czym westchnęła zadowolonym głosem, a później wstała i odezwała się z mocą stali do Cormaca, patrząc na niego morderczym wzrokiem.

- Ja już oddałam swoje serce komuś innemu! Widzisz te znak na szyi? Naznaczyliśmy się. A to widzisz? To jest pierścień rodowy kobiecy rodu Weasley, a to obrączka ślubna i niestety nie mogę tego ściągnąć. Ciągnęłam i ciągnęłam i nic, bo połączył się z moim DNA. Tym samym nazywam się Weasley. Wyjaśnijmy sobie to raz i na zawsze. Nie jestem twoją własnością McLaggen. Nigdy nie będziemy razem. NIGDY, więc się odczep ode mnie! I mam już drugich rodziców i do nich mówię "MAMUSIA" i "TATUŚ", bo tak mi się podoba i uwielbiam do nich tak mówić, bo to są MOI RODZICE, a nie twoi rodzice McLaggen! Tylko rodzice Rona! – Molly i Artur przytuliły Hermionę, a ta bez żadnego sprzeciwu wtuliła się w państwo Weasley, którzy patrzyli na McLaggena morderczym wzrokiem, a ona miała uśmiech na twarzy i westchnęła zadowolonym głosem.

- Uwielbiam, w jaki sposób teraz chodzisz i stoisz – oznajmił Ron, patrząc na żonę z uwielbieniem, kiedy Molly tuliła ją do swojej piersi – i mam nadzieję, że nigdy je nie zdejmiesz? – pokazując na jej szpilki na wysokim obcasie, Hermiona prychnęła głośno.

- Panie Weasley to jest mój obowiązek, jako Lady Weasley – oznajmiła to z uśmiechem na twarzy, a głos miała szczęśliwy, że istnieje taki obowiązek, a ludzie patrzyli na nią z niedowierzaniem, jakby kosmici ją podmienili. Dawniej była molem książkowym i nigdy, by się tak nie ubierała, a teraz była jedną z najseksowniejszych dziewczyn w Hogwarcie. Puściła Molly i podeszła do męża i pocałowała go tak namiętnie w usta, że kiedy przestała Rona całować, z wrażenia nogi mu się ugięły, dziewczyna zachichotała.

- Nie poznaje tej dziewczyny – stwierdził Seamus, patrząc na Hermionę z niedowierzaniem.

- Seamus to nie dziewczyna mnie teraz pocałowała – oznajmił nagle Ron rozmarzony, wzdychał z zadowolenia po bardzo namiętnym pocałunku, jaki sprawiła mu Hermiona.

- Jak to nie dziewczyna, Ron, co ty pleciesz? – spytał przestraszony Harry i przyłożył mu rękę do czoła – Czy ty przypadkiem nie masz gorączki.

- Harry, to bogini! Hermiona, która wstąpiła na ziemię i mnie teraz namiętnie pocałowała... Było epickie – odparł i westchnął zadowolonym głosem. Miał rozmarzony głos i iskierki w oczach, a sala patrzyła na niego z niedowierzaniem, a Hermiona zachichotała.

- Tato ogarnij się! – jęknął Hugo – a ty mamo przestań go całować! – Hermiona prychnęła.

- Hugo będę mojego męża całować, kochać się z nim, pokazywać zawsze mu swoje wdzięki, a te buty bardzo mi w tym pomagają, więc nie ma opcji, żebym je kiedykolwiek zdjęła. I tyle mam do powiedzenia w tej sprawie – i usiadła na kolanach Rona i mocno się w niego wtuliła.

Jak najpierw zabił ojca Harry'ego. Jak James Potter próbował go powstrzymać, wołając do swej żony, by uciekała z dzieckiem...

Euphemia nie wiele myśląc, wtuliła się w syna i płakała do jego piersi. To samo zrobiła Carolina oraz reszta kobiet rodu Potterów.

- Ja jestem dumny z tego, że noszę twoje imię, dziadku – oznajmił z mocą stali James II do Jamesa I – bo mężczyzna, który je nosił był bardzo potężny i miał bardzo dobre serce – Severus głośno prychnął – I próbował ratować babcię i mojego ojca z rąk tego psychola i psychopatę i ja, który odziedziczyłem charakter, sposób bycia, nawet mam takie samego patronusa, ja ty, jelenia i zmieniam się w jelenia, jak ty dziadku. A przede wszystkim ożeniliśmy się również z rudowłosymi pięknościami o zielonych oczach. Mówiłem to rodzicom, siostrze i bratu i jak byłem w Hogwarcie, i jak skończyłem szkole, i sam zostając aurorem, a później zastępcą szefa aurorów i mówię to teraz, że jestem dumny, iż noszę twoje imię, dziadku – Pan Potter z całych sił próbował się nie rozkleić, ale nie dał rady i miał z łzy w oczach i z całych sił przytulił wnuka. Była to bardzo emocjonalna i wzruszająca scena.

Jak Voldemort zbliżał się do Lily Potter, każąc jej odsunąć się, bo chce zabić Harry'ego... jak błagała go, żeby oszczędził dziecko, a zabił ją... jak osłaniała go własnym ciałem, więc Voldemort zabił i ją, zanim wycelował różdżkę w Harry'ego...

Euphemia tym razem z Caroliną dusiły dwie wersje pani Potter i nie chciały jej puścić, bojąc się, że znikną. Same zainteresowane nie miała ochoty nigdzie iść, tylko miały ochotę tulić się do Lady Potter i pani Evans, bo czuły od nich miłość, szczęście i bezpieczeństwo

- Mamusie kocham was – powiedziała Lily I – gdy usłyszały te słowa Euphemia i Caroline przytuliły je jeszcze bardziej i pocałowała je w czoło. Lady Potter westchnęły zadowolonym głosem.

- Mamusia też was kocha, córeczki – mruknęły panie Potter i Evans. Łzy po policzkach leciały ich strumieniami.

- Jestem dumna z tego, że noszę twoje imię, babciu – oznajmiła z mocą stali Lily II do Lily I – po kobiecie, która była bardzo potężna i miała bardzo dobre serce, która poświęciła się, żeby ratować mojego tatusia. Mówiłam to rodzicom i braciom i jak byłam w Hogwarcie i jak skończyłam szkołę. I mówię to teraz, że jestem dumna, że noszę twoje imię, babciu – Pani Potter z całych sił przytuliła swoją wnuczkę i zaczęła płakać do jej piersi, a wnuczka ją tuliła – Kocham cię babciu.

- Ja też kocham, Lily – mruknęła, a łzy leciały jej po policzkach, po czym pocałowała ją w czoło, wyrażając babcine uczucia i emocje, jakie do niej żywiła. Pani Longbottom westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w babcię jeszcze bardziej. Reszta kobiet z rodziny Potter przytuliły się do Lily.

- Dla mnie jest to najwyższy zaszczyt, że jestem panią Potter i jestem córka Lily i Jamesa Potterów – rzekła Ginny dumnym głosem – i bardzo się cieszę, że moim obowiązkiem jest mówić do was "MAMUSIA" i "TATUŚ" – powiedziała do Lilki I i Rogacza – Mamusiu, tatusiu kocham was – Lily I bardzo mocno przytuliła Ginny wzruszona deklaracją młodszej kobiety, a Ginny bardzo mocno się do niej wtuliła, a później to samo zrobił Rogacz, też przytulił Ginny, a ta mocno się do niego wtuliła.

Harry znał te szczegóły, ponieważ słyszał głosy swoich rodziców, kiedy w ubiegłym roku walczył z Dementorami – bo Dementorzy taką mieli moc: zmuszali swoją ofiarę do przypomnienia sobie najgorszych chwil w życiu, by pogrążyła się bezwolnie we własnej rozpaczy...

Kobiety mordowały wzrokiem Dumbledore'a.

Usłyszał znowu głos Moody'ego, ale jakby z oddali. Całym wysiłkiem woli wyzwolił się z tych wspomnień i powoli dotarły do niego słowa: – ...Avada Kedavra jest zaklęciem, które wymaga potężnej mocy magicznej... Moglibyście wszyscy wycelować we mnie różdżki i wypowiedzieć te słowa, a wątpię, czy dostałbym choćby krwotoku z nosa. Ale dajmy temu spokój. Nie jestem tutaj, żeby was nauczyć, jak rzucać to zaklęcie. No dobrze, ale skoro nie ma na nie przeciwzaklęcia, to po co wam pokazałem, jak ono działa? Ponieważ musicie wiedzieć. Musicie być przygotowani na najgorsze. Nie chcecie znaleźć się w takiej sytuacji, prawda? STAŁA CZUJNOŚĆ! – ryknął, i znów cała klasa podskoczyła.

- Czy ty musisz tak ich straszyć! – warknęła Nimfadora podeszła z gracją i wdziękiem do niego i przywaliła mu w tył głowy. Dziewczyny patrzyły na nią z zazdrością.

- Chcę tak chodzić, jak ty! – krzyknęło większość dziewczyn do Nimfadory.

- Polecam zajęcia z tańca w szpilkach – oznajmiła Victoire – i chodzić cały czas w nich, nawet po domu.

- No nas to bardzo podnieca – stwierdziła męska część – bo każdy wasz ruch jest wykonany z gracją i wdziękiem, to jest istna poezja.

- CHCĘ TAKIE BUTY NA WYSOKIM OBCASIE I CHODZIĆ W NICH CAŁY CZAS I CHCĘ TAKIE RÓWNIEŻ UBRANIA!!!! – pisnęły dziewczyny i kobiety i nagle zabłysło białe światło, a wszystkie dziewczyny miały buty na wysokim obcasie. Większość dziewczyn się uśmiechnęło szeroko, bo wiedziały, co to oznacza, a niektóre miały obawy, czy się nie zabiją w tych butach. Też zmieniły się ich ubrania. Były idealne dopasowanie do ich figur. Jedne miały spódnice inne spodnie, różne rodzaje bluzek i kurtkę ramoneskę, no i makijaż. A męska część miała spodnie koszule kurkę ramoneskę.

- Laski, wyglądamy czadowo! – zawołała Padma, patrząc na swój nowy strój.

- Tak, jesteśmy cholerne seksowne – odpowiedziały podniecone, patrząc po sobie.

- Co jest do cholery?! – warknął Lucek, patrząc na swój strój.

- Twój nowy image, Lucek – odparła Narcyza.

- Hogwarcie, Lucek chciałby buty na wysokim obcasie, krótką spódniczkę albo sukienkę na ramiączkach, albo zamiast tego spódniczkę, bluzeczkę i kurtkę ramoneskę, no i prześliczny makijaż, a nie spodnie koszule i kurkę ramoneskę! – zawołał dwie wersje Tedda. Sala parsknęła śmiechem. Lucek był wściekły.

- Mi tam się podoba – odparła, o dziwo Pansy, patrząc na swój nowy strój – Podkreślają moją figurę i moje wdzięki.

- Tak – oznajmiły zadowolone dziewczyny – Teraz przynajmniej wyglądamy idealne.

- Tak! – męska część patrzyła na nie i się śliniła.

- To są teraz wasze mundurki i w nich macie chodzić teraz na lekcje i wszędzie – szeptał tajemniczy głos im do ucha.

- Hogwarcie, masz gust, bo w takim mundurku mogę chodzić cały czas – odezwała się Lisa. Dziewczyny pokiwały głowami, że nie muszą chodzić w nie modnych szatach.

- Ale super, nie mogę zdjąć ani butów, ani tych ubrań!! – większość dziewczyn pisnęły szczęśliwe, a niektóre machnęły ręką, bo myślały, że śpią i im to się śni. Miały wszystkie rodzaje butów na wysokim obcasie – Spróbujesz Percy je zdjąć?

- Faktycznie, nie mogę ich zdjąć – stwierdził w szoku Percy, kiedy próbował ściągnąć but Ginny, a później Hermiony, swojej matce, córek, swojej przyszłej żony i innych dziewczyn. Próbował też ściągnąć swoje ubranie, a te się nie dały, nawet próbował zaklęć, a buty nawet nie drgnęły i cały czas leżały na stopie kobiet i dziewczyn, tak samo jak swoje ubrania były tam, gdzie były. Dumbledore rzucał różne zaawansowane zaklęcia, tak samo jak Filius czy nawet Alastor na buty i ubrania, Minne i innych profesorowie, a te nawet nie drgnęły.

- Percy syneczku przestań bo zrobisz sobie krzywdę - rzekła Molly I i wzruszyła ramionami ale głos miała rozbawiony zachwycony i niewinny bo Percy dalej próbował ściągnąć jej buty na wysokim obcasie - No coś mówi się trudno Percy syneczku muszę z tym niestety żyć - patrząc na niego uśmiechem na twarzy na szokowanego Percego a większość dziewczyn parsknęły śmiechem

- Bardzo mi się to podoba i podnieca w jakim sposób będziesz musiała chodzić wszędzie - mruknął jej do ucha podnieconym głosem Artur i pocałowal jej znak a kobieta wesnela zadowolonym głosem

- Widocznie byłam bardzo grzeczną dziewczynką i Lady panie Weasley i dzięki temu że byłam taka grzeczna dostałam nagrodę musząc chodzić wszędzie butach na wysokich obcasach - od szeptela szczęśliwa Molly wtuliła się w jego ramiona

- A więc... te trzy zaklęcia... Avada Kedavra, Imperius i Cruciatus... nazywane są Zaklęciami Niewybaczalnymi. Użycie któregoś z nich wobec drugiego człowieka karane jest dożywotnim więzieniem w Azkabanie.

- I lizaniu się z dementorami. Ropucha będzie wiedzieć, jak to jest z nimi robić! – zadrwił James II – bo będzie miała dużo czasu, żeby się tego nauczyć.

- O fujka! – jęknęła sala. Dolores zrobiła się czerwona.

Oto, przed czym stoicie. Oto, przed czym nauczę was się bronić. Musicie być przygotowani. Musicie być uzbrojeni. A przede wszystkim musicie nauczyć się stałej, nieustającej czujności. Wyjmijcie pióra... i zapiszcie to...

Resztę lekcji spędzili na sporządzaniu notatek dotyczących każdego z Zaklęć Niewybaczalnych. Nikt się nie odzywał aż do dzwonka, ale kiedy Moody oznajmił, że już koniec lekcji i opuścili klasę, wybuchły podniecone głosy. Większość była wyraźnie pod wrażeniem trzech strasznych zaklęć.

- ...widzieliście te drgawki?

- ...a kiedy go uśmiercił...

- ...no... tak po prostu...

- To była strasznie stresująca lekcja! – krzyknęły dziewczyny.

Harry odniósł wrażenie, że rozmawiają o tej lekcji jak o jakimś intrygującym widowisku, podczas gdy on sam nie dostrzegał w niej niczego pasjonującego – podobnie jak Hermiona.

- Pospieszcie się – powiedziała do Harry'ego i Rona.

- Co, nie idziesz do swojej piekielnej biblioteki? – zdziwił się Ron.

- Mój brat był ważniejszy, niż biblioteka! – prychnęła Hermiona.

- Nie – odpowiedziała Hermiona, wskazując na boczny korytarz – Neville – Neville stał samotnie w połowie korytarza, wpatrując się w kamienną ścianę z tą samą przerażoną miną, którą miał, kiedy Moody demonstrował im zaklęcie Cruciatus – Neville – powiedziała łagodnie Hermiona.

Większość ludzi miała łzy w oczach. Hanna mocno się do niego wtuliła.

Neville odwrócił się od ściany.

- Och, cześć – powiedział o wiele bardziej piskliwym głosem niż zwykle – To była ciekawa lekcja, prawda? Wiecie, co jest dzisiaj na kolację? Umieram z głodu, a wy?

- Neville, nic ci nie jest? – zapytała Hermiona.

- Ależ skąd, czuję się znakomicie – paplał Neville, wciąż tym samym, nienaturalnie piskliwym głosem.

- Ty jesteś moim bratem i zawsze nim będziesz – rzekła i przytuliła go swojej piersi.

- Moim też – dodały dziewczyny z Zakonu Sióstr Wojowniczek, oprócz Hanny i przytuliły go – Prawda, ciociu Alicjo?

- Tak kochane! – łzy szczęścia leciały z oczu u dwóch wersji Alicji, że Neville ma takie wspaniałe przyjaciółki.

- Dzięki, dziewczyny – oznajmił wzruszony Neville.

- A my jesteśmy ziomalami i jesteśmy braćmi, bo braterstwo jest najważniejsze – dodali Zakon Braterstwa.

- Dzięki, chłopaki! – wzruszył się Lord Longbottom i przybili z nim żółwika.

- Bracia na zawsze! – krzyknęli.

 - Bardzo ciekawa kolacja... to znaczy lekcja... Co dzisiaj mamy? – Ron spojrzał wymownie na Harry'ego.

- Neville, co... – Ale w tym momencie usłyszeli za sobą dziwaczny stukot, a gdy się odwrócili, zobaczyli kuśtykającego ku nim profesora Moody'ego. Wszyscy czworo zamilkli, wpatrując się w niego ze strachem, ale kiedy przemówił, zrobił to o wiele ciszej i łagodniej niż zwykle.

- Szalonooki straszysz moich trzech bratanków i moją bratanicę – odezwała się Pani Lupin – Wstydź się! – skarciła go – Co tak patrzysz? – spytała, kiedy Alastor popatrzył na nią z niedowierzaniem – Jestem ich ciocią, a Remus wujkiem, prawda?

- Tak, CIOCIU Doro – oznajmiła cała czwórka pewnym głosem.

- Alastor słyszałeś? Jestem ich ciocią! – zawołała Nimfadora radosnym głosem - a i wasza ciocia tez jestem – dodała do młodszych sióstr wojowniczek, a dziewczyny uśmiechnęły się.

- Już po wszystkim, synku – zwrócił się do Neville'a – Może byś wpadł do mojego gabinetu? No chodź, wypijemy po kubku herbaty... – Perspektywa picia herbaty z Moodym wyraźnie jeszcze bardziej przeraziła Neville'a. Ani się nie poruszył, ani nie odpowiedział.

- Brat Neville wolałby iść na herbatkę z Angusem, niż tobą Szalonooki – oznajmili Fred i George do Moody'ego i mrugnęli do Neville, a ten parsknął śmiechem.

Magiczne oko Moody'ego spoczęło na Harrym.

- A z tobą wszystko w porządku, Potter?

- Tak – odrzekł Harry prawie wyzywającym tonem. Błękitne oko Moody'ego zadrgało lekko w oczodole, wciąż utkwione w Harrym.

- Musicie wiedzieć – powiedział – Wiem, to może wydawać się brutalne, ale musieliście się dowiedzieć. Nie ma sensu udawać...

- Że miałem radochę ,kiedy zmieniłem Malfoy'a we fretke? – dodał Ron, naśladując głos Alastora. Draco zrobił się czerwony, a sala spadła ze śmiechu na podłogę.

No chodź, Longbottom, mam kilka książek, które mogą cię zainteresować – Neville spojrzał błagalnie na Harry'ego, Rona i Hermionę, ale oni milczeli, więc nie miał wyboru. Sękata dłoń Moody'ego spoczęła na jego ramieniu i obaj odeszli. 

- O czym on właściwie mówił? – zapytał Ron, patrząc, jak Moody i Neville znikają za rogiem korytarza.

- Nie wiem – odpowiedziała zamyślona Hermiona.

- Myślę ze Szalonooki chce nauczyć wujka Neville zmieniania twojego tatusia we fretkę, Rosie – oznajmił James II. Draco chciał rzucić się na Jamesa II, ale Astoria mocno się w niego wtuliła. Sala parsknęła głośnym śmiechem.

- Ale lekcja była super, nie? – odezwał się Ron do Harry'ego, gdy ruszyli w kierunku Wielkiej Sali – Fred i George mieli rację, prawda? Ten Moody naprawdę zna się na swojej robocie, nie? Jak zrobił Avada Kedavra, to ten pająk po prostu wykorkował... – Nagle zamilkł na widok twarzy Harry'ego i nie odezwał się już aż do Wielkiej Sali,

- Czasem za dużo gadam. Przepraszam, bracie – odezwał się Ron do Harry'ego.

gdzie ni stąd, ni zowąd zaproponował, by po kolacji zabrali się za horoskopy dla pani Trelawney, bo zajmie im to sporo czasu. Hermiona nie włączała się do ich rozmowy podczas kolacji. Zjadła błyskawicznie i znowu poleciała do biblioteki.

- Świątynia, ciotki Hermiony – powiedzieli Fred II i George II, wywracając oczami.

Harry i Ron wrócili do wieży Gryffindoru, a po drodze Harry, który o niczym innym nie myślał przez całą kolację, poruszył temat, Zaklęć Niewybaczalnych.

- Myślisz, że Moody i Dumbledore mogliby mieć kłopoty z ministerstwem, gdyby tamci się dowiedzieli, że widzieliśmy działanie tych zaklęć? – zapytał, kiedy podeszli do Grubej Damy.

Matki popatrzyły się na Moody'ego i Dumbledore morderczym wzrokiem.

- Z drugiej strony uważam, że jeśli, by ich nie poznali, nie wiedzieli, jak się bronić. Czy rzucić tarczę, czy rzucić się na ziemie – odezwał się Adrian – Pomyślcie przez chwilę... Śmierciożerca rzuca w was jedno z Zaklęć Niewybaczalnych i nie wiesz nawet czym ono jest, póki nie zostaniesz trafiony. Mało tego nie wiesz nawet, że jest to sługa Lorda Voldemorta póki nie staniesz z nim twarzą w twarz – wszyscy milczeli, nawet najmłodsze pokolenie.

- On ma rację – wtrąciła się Hermiona – Gdybyśmy nie poznali na początku roku tych zaklęć żadne z nas nie wiedziałoby, jak bronić, a szczególnie Harry – Na tym dyskusja o Zaklęciach Niewybaczalnych się zakończyła.

- Chyba tak – odrzekł Ron – Chociaż Dumbledore zawsze robi wszystko po swojemu. A Moody na pewno ma kłopoty od lat. Najpierw atakuje, a potem zadaje pytania. Te jego pojemniki na śmieci... Banialuki – Gruba Dama odsłoniła dziurę w ścianie. Przeleźli przez nią do pokoju wspólnego Gryffindoru, w którym było tłoczno i hałaśliwie.

- To co, zabieramy się za te horoskopy? – zapytał Harry.

- Musimy – jęknął Ron.

- Dwójka moich synów grzeczne będą odrabiać lekcje – powiedziała młodsza Molly.

Poszli na górę do dormitorium po książki i wykresy i zastali tam samotnego Neville'a, siedzącego na łóżku i pogrążonego w lekturze. Wyglądał o wiele spokojniej niż pod koniec lekcji z Moodym, ale jeszcze nie całkiem normalnie. Oczy miał zaczerwienione.

- W porządku, Neville? – zapytał Harry.

- O, tak. Czuję się znakomicie, dzięki.

- Teraz dopiero czuję się znakomicie – stwierdził Neville – i dopiero czuję, że żyje. Mam rodziców, wspaniałą żonę, wspaniałe dzieci i wspaniałych ludzi wokół siebie – Hanna pocałowała go namiętnie w usta.

Czytam sobie książkę, którą mi pożyczył profesor Moody... – Pokazał mu okładkę: "Śródziemnomorskie magiczne rośliny wodne i ich właściwości" – Pani Sprout powiedziała profesorowi Moody'emu, że jestem naprawdę dobry z zielarstwa.

- Nie ma za co, kochanie – oznajmiła pani Sprout – Ja tylko powiedziałam prawdę, w przeciwieństwie, do niektórych tu obecnych na sali.

W jego głosie zabrzmiała rzadko przez niego okazywana duma.

- Uznał, że mnie to zainteresuje – Harry pomyślał, że powtórzenie Neville'owi, co o nim mówiła pani Sprout, było bardzo sprytną taktyką podniesienia go na duchu, bo Neville rzadko słyszał, że jest w czymś dobry.

- W dużo innych rzeczach jest najlepszy – oznajmiła Hanna rozmarzona – Na przykład najlepszy jest w łóżku i innych rzeczach – Neville wyszczerzył się do wszystkich.

- Jesteś niesamowita, pani Longbottom – oznajmił pan Longbottom, więc Hanna z całych sił pocałowała go w usta.

- W przyszłości też tacy jesteście – mruknął Frank II.

Tak by się zachował profesor Lupin.

- Jestem wujek Remus – powiedzieli dwie wersje Lunatyka.

Harry i Ron zabrali swoje egzemplarze "Demaskowania przyszłości" i zeszli z powrotem do pokoju wspólnego, gdzie usiadłszy przy wolnym stoliku, zabrali się za demaskowanie swojej przyszłości w nadchodzącym miesiącu. 

Godzinę później niewiele się posunęli naprzód, choć blat zawalony był kawałkami pergaminu z kolumnami liczb i symbolami,

- Pewnie Ron myślał o Hermionie, a Harry myślał o Ginny – parsknął śmiechem starszy Regulus.

- Harry był zakochany w Cho, tatusiu – oznajmiła Phoebe – To była jakaś masakra. W ogóle do siebie nie pasowali.

a Harry był tak otumaniony, jakby jego mózg wypełnił się wonnymi oparami z kominka pani Trelawney.

- Nie mam zielonego pojęcia, co to wszystko oznacza – rzekł, patrząc na długie kolumny obliczeń – Wiesz co? – powiedział Ron, którego włosy sterczały we wszystkie strony, bo przez cały czas w rozpaczy wichrzył je sobie palcami.

- Ale ty jesteś seksy! – rozmarzyła się Hermiona i westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej. Lavender warczała, miała ochotę rozszarpać Hermionę, że ukradła jej Mon-Rona.

- Chyba trzeba wrócić do starych, wypróbowanych metod przepowiadania przyszłości.

- Co... zmyślić?

- No jasne – odpowiedział Ron, zgarniając stosy notatek ze stołu i zanurzając pióro w kałamarzu.

- Widać, że to rodzina! – parsknęły śmiechem Olivia i Emilly.

- Ty też? – spytali Harry i Ron swojego syna.

- No pewnie! - krzyknęły z bananem na twarzy.

- W następny poniedziałek – mówił, pisząc – prawdopodobnie nabawię się kaszlu, na co wskazuje niesprzyjająca koniunkcja Marsa i Jowisza – Zerknął na Harry'ego – Przecież ją znasz... trzeba tylko powypisywać mnóstwo złych przepowiedni, a ona to kupi.

- To jest szczyt bezczelności! – warknęła Sybilla.

- Pani profesor ma rację! – oburzyły się Parvati i Lavender.

- Słusznie – zgodził się Harry, zbierając wyniki swojej dotychczasowej pracy i wrzucając je ponad głowami grupy rozgadanych pierwszoroczniaków do kominka – Dobra... w poniedziałek będzie mi groziło... ee... poparzenie.

- Oczywiście – powiedział ponuro Ron – bo w poniedziałek znowu zobaczymy sklątki.

Hagrid się zarumienił.

No dobra, we wtorek...

- Utracisz coś cennego – wtrącił Harry, który przeglądał "Demaskowanie przyszłości" w poszukiwaniu pomysłów.

- Dobre – ucieszył się Ron, notując to – Z powodu... ee... Merkurego.

- A może tobie zada cios w plecy ktoś, kogo uważałeś za przyjaciela?

Harry i Ron wymienili spojrzenia.

- Ekstra... – Harry szybko to zapisał – Ponieważ... tak, Wenus jest w dwunastym polu.

- A w środę przegram w jakiejś bójce.

- No nie, właśnie zamierzałem uczestniczyć w bójce! No dobra, to ja przegram zakład.

- Tak, bo założysz si, że wygram...

Przez następną godzinę wypisywali kolejne, coraz tragiczniejsze przepowiednie, podczas gdy pokój wspólny powoli pustoszał, bo Gryfoni rozchodzili się do sypialni.

- Ja Ci przepowiem naszą przyszłość, kochanie – wyszeptały im do ucha Hermiona i Ginny – Każdej nocy będziemy się kochać.

Pojawił się Krzywołap, który wskoczył na puste krzesło i wpatrywał się zagadkowo w Harry'ego – zupełnie tak, jak przyglądałaby im się Hermiona, gdyby wiedziała, w jaki sposób odrabiają zadanie domowe. Rozglądając się po prawie pustym pokoju i starając się wymyślić jakieś nowe nieszczęście, Harry zobaczył Freda i George'a, siedzących ramię w ramię. Skrobali coś zawzięcie na kawałku pergaminu. Było to niezwykłe zjawisko, bo zwykle widywało się ich w wirze jakichś wydarzeń, w których byli hałaśliwym ośrodkiem powszechnej uwagi.

- My zawsze jesteśmy grzeczni. Jesteśmy przecież aniołkami – oznajmili Fred i George i pokazali, że maja aureole nad głowami – Prawda, mamusiu? – spytali – jesteśmy dobrze wychowani w przeciwieństwie do Pana urzędnika.

- Oczywiście – odezwały się dwie wersje pani Potter. Percy głośno prychnął – bo mówią do mnie mamo, bo taki jest ich obowiązek – Fred i George wystawili Percy'emu język.

Kiedy tak siedzieli cicho w kącie, pisząc coś na kawałku pergaminu, otaczała ich atmosfera jakiejś tajemnicy albo spisku, i Harry przypomniał sobie, że już raz widział ich w takiej sytuacji. Tak, to było w Norze. Wtedy podejrzewał, że wypisują nową listę Magicznych Dowcipów Weasley'ów,

- Mamusia nie była zadowolona – stwierdziła Nicole.

- Teraz jestem, bo Fred ma ciebie kochanie, a ja mam córeczkę – odezwała się Molly I, przytulając ją do siebie i całując w czoło. Nicole westchnęła zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej.

ale teraz na to nie wyglądało, bo nie towarzyszył im Lee Jordan, z którym zwykle robili takie rzeczy. A może obmyślają, jak dostać się na listę kandydatów do Turnieju Trójmagicznego? W pewnej chwili George potrząsnął głową, skreślił coś i powiedział bardzo cicho (choć nie dość cicho, by jego słowa nie dobiegły do Harry'ego przez prawie pusty pokój):

- Ani mi się ważcie dostawać się do tego turnieju! – krzyknęła młodsza Molly.

- I tak się nie dostaliśmy – burknął George.

- Nie... to wygląda, jakbyśmy go oskarżali. Musimy być ostrożni... – George podniósł głowę i spotkał wzrok Harry'ego. Harry wyszczerzył do niego zęby i szybko wrócił do swoich przepowiedni – nie chciał, by George pomyślał, że ich podsłuchuje.

- Moja mała siostrzyczka cię potrzebuje, Harry – rzekł George I – i nie podsłuchuj.

- Nie jestem małą dziewczynką, George! – warknęła Ginny do brata – Umiem sama o sobie zadbać.

- Ginny ma charakterek – powiedziały dwie wersje pani Potter – podoba mi się to. Oplotła Harry'ego w małym palcu, tak samo jak ja oplotłam Jamesa. Rude rządzą!

- Ej, wcale mnie nie oplotłaś mnie w małym palcu, tylko mój urok osobisty jest taki wspaniały... – ale dwie wersje pani Potter pocałowały swojego Rogacza namiętne usta – Ale ty jesteś seksy! – i wzdychali zadowolonym głosem, patrząc na żonę z głupim wyrazem twarzy. Obie Lily zachichotały.

- Mamusiu wychowywałam się z sześcioma głąbami więc muszę mieć twardy charakterek, żeby nie wleźli mi na głowę – stwierdziła Ginny, mówiąc do Lady Potter.

- Ej, nie jestem głąbem! – zaprotestowali jej bracia Weasley.

Wkrótce bliźniacy zwinęli swój pergamin, powiedzieli im dobranoc i poszli na górę do sypialni. Minęło z dziesięć minut, kiedy dziura pod portretem otworzyła się i wylazła z niej Hermiona, niosąc plik pergaminów i jakieś pudło, którego zawartość dziwnie grzechotała.

- Grzechotnik?! – pisnęła przerażona Emilly, wtulając się w Huga – Nie lubię węży, one są okropne.

Krzywołap wygiął grzbiet w łuk, przeciągnął się i zaczął mruczeć. 

- Cześć – powiedziała – Skończyłam!

- Ja też! – oznajmił triumfalnie Ron, odrzucając pióro. Hermiona usiadła, złożyła pergaminy i pudło na pustym krześle, po czym przysunęła do siebie przepowiednie Rona.

- Czeka cię dość cieczki miesiąc, co? – powiedziała ironicznym tonem.

- Bez mojej pani, to na pewno – stwierdził Ron – i bez kochania się z rano i wieczorem.

- Ron! – warknęła zarumieniona Hermiona – Przestań!

Krzywołap wskoczył jej na kolana.

- Tak, ale przynajmniej zostałem ostrzeżony – odpowiedział Ron, ziewając – Będziesz się topił dwukrotnie? – zdziwiła się Hermiona.

- Och... tak? – Ron zajrzał do swoich przepowiedni – To chyba zamienię jedno topienie się na stratowanie przez rozszalałego hipogryfa.

- Dolores daj znać! – krzyknął Hugo.

- Nie sądzisz, że każdy od razu się połapie, że to wszystko wymyśliłeś?

- Jak śmiesz! – zawołał Ron z udawaną złością – Harowaliśmy nad tym jak domowe skrzaty! – Hermiona uniosła brwi – To tylko takie powiedzenie – dodał szybko Ron.

- Boję się jej – oznajmił Ron i uśmiechnął się do Hermiony.

Harry odłożył pióro, wypisawszy ostatnią przepowiednię: śmierć przez odcięcie głowy.

- Barty bez głowy! – zawołał Fineas.

- Co jest w tym pudle? – zapytał.

- A niby dlaczego cię to interesuje? – odpowiedziała Hermiona, obdarzając Rona niezbyt przyjemnym spojrzeniem.

- Tak się zaczyna gra wstępna – powiedział Harry.

- Zamknij się! – warknęli Ron i Hermiona.

Zdjęła pokrywkę, pokazując im zawartość pudła. Wewnątrz było z pięćdziesiąt różnokolorowych odznak; na wszystkich były te same litery: WESZ.

- Wesz? – zdziwił się Harry, biorąc jedną plakietkę i przyglądając się jej – Kto ma być tą wszą?

- Nasz aniołek – oznajmił cukierkowym głosem Fred II.

- Argus Filch – powiedział uroczyście George II.

- Bachory! – warknął Argus.

- Nie wesz – odpowiedziała niecierpliwie Hermiona – Stowarzyszenie W - E - S - Z. Stowarzyszenie Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych.

- Stowarzyszenie czego? – dopytywał Hugo.

- Stowarzyszenie Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych – powtórzyła Hermiona.

- Eeee... Pierwszy raz słyszę, cioteczko – stwierdzili chłopaki z przyszłości, oprócz Huga i Scorpiusa.

- Pierwszy raz słyszę - powiedział Ron.

- Nic w tym dziwnego. Właśnie je założyłam.

- Ty? – zdziwił się lekko Ron – A ilu już masz członków?

- No... jeśli wy się zapiszecie... to mamy już trzech.

Niektórzy jęknęli.

- I myślisz, że będziemy chodzić po szkole z odznakami, na których jest napisane "wesz"?

- W-E-S-Z! – zaperzyła się Hermiona.

- Spokojnie, kochanie Cormac się tobą zaopiekuje – powiedział Mclaggen.

- Zamknij się! – warknęła Angelina –  i odpierdol się od mojej siostry.

- Angelina! – zawołały w szoku pani Weasley – Słownictwo!

- Najpierw myślałam o akcji "Już Dość Odrażającego Wykorzystywania Naszych Małych Czarodziejskich Braci – Walcz o Zmianę Statusu Prawnego Skrzatów Domowych", ale to się nie nadawało na nazwę. To będzie w nagłówku naszego manifestu.

- Jak się nakręci to już po was – oznajmił Neville.

Machnęła przed nimi plikiem pergaminów.

- Przeprowadziłam dogłębne prace badawcze w bibliotece. Zniewolenie skrzatów domowych trwa już od wieków. Aż trudno uwierzyć, że do tej pory nikt się temu nie sprzeciwił.

- Ale urodziła się Wybawicielka i je uratuje – stwierdził Marcus i wywrócił oczami – Hermiona bohaterka w spódnicy.

- Właśnie tak! – warknęła na niego Hermiona.

- Hermiono... nastaw dobrze uszy – powiedział głośno Ron – One. To. Lubią. One LUBIĄ być zniewolone!

- I jeszcze przejdźmy z nimi na ty! – krzyknął wściekli Luckowie.

- Dobry pomysł, dzięki Lucek – odparła Hermiona.

- Dla ciebie jestem Pan Malfoy! – warknął na nią, bo Rose mu odpuściła.

- Dla ciebie jestem Roszpunka! – przedrzeźniał go Hugo.

- Czy mam ponownie rzucić na ciebie zaklęcie, dziadziusiu i będziesz wyrażał nam należyty szacunek? – spytała Rose. Mężczyzna umilkł.

- A oto nasze cele krótkofalowe – powiedziała Hermiona jeszcze głośniej, ignorując wypowiedź Rona – Musimy przede wszystkim zapewnić skrzatom domowym godziwe wynagrodzenie i warunki pracy. Natomiast cele długofalowe to zniesienie zakazu używania różdżek przez skrzaty i próba wprowadzenia przynajmniej jednego skrzata do Urzędu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Nie mają żadnego rzecznika swoich interesów. To oburzające!

- Widać, że to jest przyszłą pani Minister Magii – odezwali się Łapa i Rogacz.

- A w jaki sposób to wszystko osiągniemy? – zapytał Harry.

- Zaczniemy od rekrutacji członków – odpowiedziała z entuzjazmem Hermiona – Pomyślałam sobie, że wystarczą dwa sykle wpisowego... za odznakę... co nam pokryje koszty kampanii informacyjnej.

- Hermiono, kochaniutka mogliśmy pomyśleć rok wcześniej, to byśmy zmienili Percy'ego w skrzata domowego, a jego odznakę perfekta naczelnego w to stowarzyszenie – oznajmili Fred i George – Eeee... jak to szło, siostrzyczko

- W - E - S - Z. Stowarzyszenie Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych, braciszkowie – powiedziała Hermiona.

- No właśnie i miałabyś żywą reklamę, siostrzyczko.

- Fred i George przecież Percy jest już tak jakby skrzatem domowym szanownego pana Croucha, najlepszego, najbardziej niezawodnego, najlepiej  ubranego czarodzieja w magicznym świecie – oznajmiła Penelopa.

- Ciocia Penelopa ma rację. Victoire i ja nie znamy się na modzie tak, dobrze jak Pan Crouch – rzekła Domique.

- Tak, pan Crouch ma doskonały wąs i ubranie, pan Crouch ma świetną ulizaną fryzurę. Panie Crouch mam pytanie czy pańską fryzurę przypadkiem nie ulizała taka znana w Hogwarcie biała fretka ze Slytherinu? – spytała z cwaniackim uśmiechem Angelina. Większość ludzi parsknęła śmiechem, a Draco mordował wzrokiem czarnoskóra panią Weasley.

- Angelino! – zawołały Molly trochę złe i trochę rozbawione. Nie mogły wytrzymać i zaczęły się głośno śmiać.

- Tak, mamusiu? – spytała pani Weasley. Za każdym razem, kiedy jej dzieci mówią "tak" to za każdym razem jej twarz jest rozpromieniona.

- Nie możesz drwić z PANA Croucha, córeczko - odezwała się Lady Weasley przez śmiech.

- Dlaczego mamusiu?

- Bo zaburzysz jego wielkie ego, kochanie.

- I wtedy Percy nie mógłby być skrzatem domowym pana Croucha, gdyby Pan Crouch nie miałby wielkiego ego, mam rację mamusiu? – Molly nie wytrzymała i przytuliła Angelinę do swojej piersi, a ta wtuliła się w jej ciało i westchnęła zadowolonym głosem. Sala parsknęła śmiechem. Większość zaczęła się głośno śmiać. Percy, Barty senior i Draco patrzyli na panią Weasley morderczym wzrokiem, która była wtulona w Molly.

Ron, ty jesteś skarbnikiem... na górze mam dla ciebie puszkę... a ty, Harry, jesteś sekretarzem, więc powinieneś już teraz notować wszystko to, co mówię. No wiesz, protokół z naszego pierwszego posiedzenia – Zapadło milczenie. Hermiona patrzyła na nich, cała rozpromieniona i dumna, a Harry siedział, rozdarty między złością na Hermionę a rozbawieniem na widok miny Rona.

- Okej – mruknęli z niedowierzaniem.

Milczenie przerwał nie Ron, który wyglądał, jakby na jakiś czas oniemiał i ogłuchł, ale ciche stukanie w okno. Harry spojrzał w nie poprzez zupełnie już pusty pokój i ujrzał siedzącą na parapecie sowę śnieżną, oświetloną blaskiem księżyca.

- Hedwiga ma list od wujka Syriusza! – zawołała szczęśliwa Hermiona, która nie mogła się powstrzymać. Łapy wyszczerzyli się.

- Pisałem może, żeby mój chrześniak się ogarnął i poderwał wreszcie rudowłosa piękność z piegami? – spytał z nadzieją głosie młodszy Łapa.

- Łapa powiedz, że tak napisałeś do mojego syna? – spytali z nadzieją w głosie dwie wersje pana Pottera, patrząc na brata z nadzieją.

- Widzisz Harry, mamusia i tatuś dobrze wiedzieli, co robią kiedy wybrali Ci wujka Syriusza na twojego ojca chrzestnego, bo cała trójka wie, jaka dziewczyna jest dla Ciebie najlepsza – oznajmiła Ginny.

- Że niby ty jesteś najlepsza dla Harry'ego Pottera? – warknęła Romilda Vane na Ginny.

- Owszem – odpowiedziały pani Potter – Ginny stała się dla mnie córeczką i będzie córką dożywotnio, bo ma biżuterie rodu Potter i znak na szyi i mówi to mnie "mamusia", a ty cukiereczku nie masz ani tego, ani tego, ani ostatniego.

- Kocham cię, mamusiu – oznajmiła Ginny do Lily I.

- Ja ciebie też kocham, córeczko.

- Ale ona wypuściła bazyliszka! – zawołała Romilda.

- Była opętana! – bronił Ginny Harry – Inaczej byś gadała, jakby ciebie opętał Voldemort!

- Mogła nie pisać w tym dzienniku!

- CAŁY CZAS JESTEM ZŁA NA SIEBIE, ŻE BYŁAM TAKĄ KRETYNKĄ, ŻE PISAŁAM W TYM CHOLERNYM DZIENNIKU! I CAŁY CZAS MYŚLĘ, ŻE NIE JESTEM GODNA HARRY'EGO! – ryknęła na nią Ginny.

- Bo nie jesteś godna – powiedziała Romilda.

- To JA WYBRAŁEM Ginny! – warknął Harry do Vane – i Ginny jest MIŁOŚCIĄ mojego życia i jest NAJLEPSZĄ MATKĄ dla MOICH DZIECI, poza tym miała TYLKO 11 lat, kiedy pisała w tym cholernym dzienniku i była małą dziewczynką, a teraz to PRZEPIĘKNA kobieta z mocnym charakterem i rozpłomienionym spojrzeniu. A kiedy jej wargi dotykają moich warg, jestem najszczęśliwszym facetem na świecie, bo wiem, że całuję się z boginią. Ma biżuterię rodu Potter i znak na szyi, więc ani ty, ani żadna inna dziewczyna nie dorastacie jej do pięt, więc się ODWAL od mojej ŻONY, Vane! – Ginny nie wiele myśląc, pocałowała go namiętnie w usta, a kiedy się oderwali Harry miał rozmarzona minę, a Ginny wtuliła się w jego klatkę piersiową. Zamykając oczy westchnę ka zadowolonym głosem.

- Hedwiga! – krzyknął, zrywając się z krzesła i biegnąc ku oknu. Otworzył okno, a Hedwiga wleciała do pokoju, okrążyła go i wylądowała na horoskopie Harry'ego – Najwyższy czas! – zawołał Harry, wracając szybko do stolika.

- Ma list! – krzyknął podekscytowany Ron, wskazując na wyświechtany kawałek pergaminu, przywiązany do nóżki sowy. Harry niecierpliwie odwiązał list i usiadł, by go przeczytać, a Hedwiga sfrunęła na jego kolano, pohukując cicho.

- I co pisze? – wydyszała Hermiona.

- Powinnam uprawiać jakiś sport, żeby poprawić swoją kondycję – stwierdziła Hermiona – a nie czekaj chodzę na jogę, pilates i mam swój styl.

- Dla mnie możesz chodzić nawet nago – mruknął Ron.

- Ron nie będę parodiować po Hogwarcie nago, mając na sobie moją tylko biżuterie i szpilki na wysokim obcasie! Ron czyś ty do reszty zdurniał! - warknęła Hermiona zarumieniona.

- Co takiego! – krzyknął Ron w szoku – Ani mi się waż! Musiałbym najpierw zabić chyba wszystkich facetów! Mi chodziło, że tylko w naszym domu możesz chodzić nago, bo buty na wysokim obcasie, których i tak nie możesz zdjąć, a biżuterii już ni liczę, co bardzo mnie cieszy w przebiegu sytuacji – wyszczerzył się Ron do żony. Hermiona o dziwo pokiwała głową podniecona. Patrzyli na Hermionę z niedowierzaniem, że tak się zmieniła i nagle wypaliła rozmarzona:

- Już nie mogę się doczekać, kiedy pokaże ci się nago, pokazując tobie swoje wdzięki, mając na sobie tylko szpilki na wysokim obcasie i biżuterię.

- Ktoś na pewno podmienił Hermionę – oznajmili Fred i George.

- Nikt mnie nie podmienił, ile razy mam to powtarzać! – prychnęła Hermiona.

- Jestem z ciebie taka dumna siostrzyczko – oznajmiła Fleur, też miała na sobie szpilki na wysokim obcasie – i pomyśleć, że kilka miesięcy temu byłaś nieśmiałą dziewczyną z głową w książkach, a teraz stałaś się pewną siebie seksowną kobietą.

- Hermiona! – krzyknęła Ginny w szoku – Jestem taka dumna, to jaką kobietą się stałaś – i przytuliła ją.

- Mamusia jest piękną, seksowną i inteligentną kobietą. I jak idzie ulicą albo jest w ministerstwie to mężczyźni, co chwilę na nią zerkają i się ślinią, bo każdy mamusi ruch jest wykonany z gracją i wdziękiem, co bardzo denerwuje tatusia i patrzy na nich morderczym wzrokiem. I gdyby był bazyliszkiem, to wszyscy faceci byliby martwi – zachichotała Emilly a Hermiona teatralnie odrzuciła włosy do tyłu.

List był bardzo krótki i wyglądał, jakby go napisano w pospiechu. Harry odczytał go na głos:

Harry - natychmiast lecę na północ. Wiadomość o twojej bliźnie jest ostatnią z całej serii dziwnych pogłosek, które tu do mnie dotarły. Jeśli rozboli cię znowu, idź prosto do Dumbledore'a.

- Do tego kłamcy! – prychnęły matki.

- Zmieniłem zdanie na temat Dropsa – oznajmili głośno dwie wersje Łapy.

- mówią, że ściągnął z emerytury Szalonookiego, a to oznacza, że trafnie odczytuje różne znaki, choć poza nim nikt nie zwraca na nie uwagi. Wkrótce nawiąż z Tobą kontakt.

Pozdrowienia dla Rona i Hermiony.

- Kocham cię, wujku Syriuszu – odezwała się Lady Weasley.

Miej oczy szeroko otwarte, Harry.

Syriusz.

Harry spojrzał na Rona i Hermionę, którzy wpatrywali się w niego z napięciem.

- Leci na północ? – wyszeptała Hermiona – Wraca?

- Dumbledore trafnie odczytuje znaki? – powtórzył Ron, wyraźnie zaniepokojony – Harry... co robisz? – Bo Harry uderzył się pięścią w czoło, zrzucając Hedwigę z kolan.

- Nie powinienem mu o tym pisać! – zawołał.

- O czym ty mówisz? – zapytał zaskoczony Ron.

- To go skłoniło do powrotu! – powiedział Harry, teraz waląc pięścią w stolik. Hedwiga wylądowała na oparciu krzesła Rona, pohukując z oburzeniem.

- Zrobię wszystko, żeby chronić mojego Rogasia – oznajmiły pewnym głosem Łapy. Lily przytuliły się do Łapy, a ten ją objął, a kiedy się na nią popatrzyła, powiedziała:

- Jesteś moim bratem – odezwała się zielonooka ze łzami w oczach.

- Ja zawsze będę twoim bratem, Lily, bo mamy tych samych rodziców przecież – powiedział Łapa i pocałował ją w czoło.

- Tak, mamusie Euphemie i tatusia Fleamonta – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Łapę jeszcze bardziej. Późnej popatrzyła na niego – kocham cię braciszku.

- Ja Ciebie też kocham, siostrzyczko.

- Moje kochane dzieci – oznajmiła wzruszona Euphemia, podchodząc do nich przytuliła ich to swojej piersi całując ich po czołach.

- Mamusia – westchnęła zadowolonym głosem pani Potter, wtulając się w najstarszą lady w rodzie Potter – Mamusiu kocham cię – a Euphemia jeszcze bardziej ją wtuliła na te słowa.

- Wraca, bo myśli, że jestem w niebezpieczeństwie! A przecież nic mi nie jest! I nie mam nic dla ciebie – warknął do Hedwigi, która kłapała dziobem z wyraźną nadzieją – Jeśli jesteś głodna, musisz odwiedzić sowiarnię – Hedwiga spojrzała na niego z głębokim wyrzutem i wyleciała przez otwarte okno, trzepnąwszy go w głowę rozłożonym skrzydłem.

- Harry – mruknęła Ginny cicho i wtuliła się w tors swego męża.

- Harry... – zaczęła Hermiona uspokajającym tonem.

- Idę do łóżka – oświadczył krótko Harry – Zobaczymy się jutro rano – W dormitorium przebrał się w piżamę i wlazł do łózka, ale nie czuł się wcale śpiący. Jeśli Syriusz wróci i zostanie schwytany, będzie to jego, Harry'ego, wina.

- Tatusiu! – krzyknęła Olivia zmartwiona i przytuliła się do niego.

Po co od razu złapał za pióro i napisał do niego? Kilka sekund bólu i już musiał się komuś poskarżyć... jakby nie miał dość rozsądku, by zatrzymać to dla siebie... Chwilę później usłyszał, jak Ron wchodzi do dormitorium, ale się do niego nie odezwał.

Córki Harry'ego i Rona były zmartwione.

Przez długi czas leżał, wpatrzony w ciemny baldachim nad swoim łóżkiem. W dormitorium było zupełnie cicho. Gdyby go nie pochłaniały rozmyślania, na pewno zdałby sobie sprawę z tego, że skoro nie słychać zwykłego chrapania Neville'a, to nie on jeden jeszcze nie śpi.

- Tatuś pewnie myśli, jak poderwać mamusie – stwierdziła Lily II z uśmiechem, patrząc na Neville.

- Może tak, może nie – powiedział nagle Neville zarumieniony.

- To tak czy... – zaczęła Hanna, ale nie skoczyła, bo Neville pocałował ją namiętnie w usta, a kiedy się oderwali, powiedziała:

- Seks codzienne rano i wieczorem – wyszeptała podniecona i rozmarzona Lady Longbottom.

- Oczywiście pani Longbottom, będziesz przy mnie bezpieczna, księżniczko – stwierdził Neville, a Hannie zrobiło się wyjątkowo gorąco. Była na maksa podniecona i już nie mogła się na niczym innym skupić, tylko chciała, żeby jak najszybciej Neville w nią szedł i ją przeleciał.

- Koniec rozdziału – oznajmił Moody.

 

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...