Ostrzegam 18 + tak tylko mówię.
Pov. Ginny
- Dzisiaj mamy dyżur – powiedziała Hermiona – Prawda, Ron?
- Tak – odpowiedział. Harry wyszeptał mi do ucha, a ja pokiwałam głową.
- Już nie mogę się doczekać.
- Ron idziemy – oznajmiła Hermiona, a później wyszeptała mu coś do ucha.
- Musimy spełnić funkcję prefektów – stwierdził Ron.
- No to powodzenia. My tu mamy tu zadanka, prawda Ginny?
- Oj tak – odpowiedziałam – Jesteśmy pilnymi uczniami, a edukacja jest najważniejsza.
- Bardzo się cieszę, Ginny, bo w tym roku masz SUMy – ucieszyła się Hermiona.
- Idziemy?
- Tak, kochanie – rzekła Hermiona. I poszli, kiedy zobaczyliśmy, że wyszli.
- Wreszcie poszli – powiedziałam – Masz?
- Oczywiście – i wyciągnął pelerynę niewidkę.
- No chodź, już znalazłam pustą komnatę. Nikt nie będzie nam przeszkadzał – wyszeptałam mu do ucha. Rozejrzał się. Nikogo nie było, więc założył pelerynę na siebie i mnie, po czym wyszliśmy z wieży. Udaliśmy do pustej komnaty – To tutaj – Ginny otworzyła drzwi i wcisnęliśmy się do środka. Ginny zamknęła drzwi, a on ściągnął pelerynę. Podeszłam w głąb komnaty – Chcesz to zobaczyć? – wyszeptałam żartobliwie Harry'emu na ucho, kiedy podeszłam do niego z tyłu. Prawie podskoczył z radości, kiedy cały zesztywniał, a jego zapach wody kolońskiej stał się wyraźniejszy. Zapisałam sobie tę zmianę w pamięci z etykietą: "Harry napalony". Najwyraźniej miał na myśli coś zupełni innego niż ja. Chociaż mogło to mieć coś wspólnego ze sposobem, w jaki ocierałam się piersiami o jego plecy. Wymruczał "pani kapitan", a zabrzmiało to niczym muzyka dla moich uszu. Uwielbiałam, jak mocno potrafimy oddziaływać na siebie nawzajem. Mój zapach również się zmienił dzięki nowym perfumom.
- Chyba nie masz jakichś nieczystych myśli? Ciekawe co by powiedzieli na to inni Lordowie? – drażniłam się z nim, cofnąwszy się uwodzicielsko. Może jednak zasłużyłam na przezwisko, które mu nadałam? – Harry powoli obrócił się ku mnie z drapieżnym błyskiem w oku. Przygryzłam dolną wargę, ale z ekscytacji, nie ze strachu. Oczy zielonookiego młodego mężczyzny podążały za palcem, który strategicznie zatknął za ucho kosmyk charakterystycznych rudych weasleyowskich włosów Ginny.
- Zazdrościliby mi szczęścia, kochanie – odpowiedział Harry.
- To było wczoraj, panie Potter – powiedziałam, przesuwając palec powoli w dół swojej szyi, aż dotarłam do pulsującej żyły. Uśmiechnęłam się na widok jabłka Adama Harry'ego w momencie, gdy się uniosło. Na co młody czarodziej ciężko przełknął ślinę – Dzisiaj to zupełnie inny mecz quidditcha. Chcesz zagrać? – kontynuowałam, a jego palec wędrował po obojczyku aż pod mostek i do doliny, między moim zachęcającym biustem. Mój łup oblizał usta i wiedziałam, że zaprowadziłam go dokładnie tam, gdzie chciała – Ale tylko wtedy, jeśli będziesz umiał powiedzieć jaki kolor mają moje oczy bez patrzenia – rzuciłam mu wyzwanie.
- Ten sam kolor, co twoje... – zaczął Harry, nie odrywając oczu od przyjemnego widoku. Sapnęłam i skrzyżowałam ramiona na piersi w proteście, ale zanim zdążyłam go skarcić, on skończył zdanie: – ...szpilki – Szybko zerknęłam w dół i zorientowałam się, że miał rację. Miałam na sobie szpilki na wysokim obcasie . Kiedy uniosłam wzrok, moje czekoladowe oczy napotkały jego szmaragdowe. Nachylił się i cmoknął mnie lekko w zaróżowiony policzek.
- Mam cię, wygrałem – wyszeptał. Poza tym było w nich więcej złota niż czekolady, ale nie był na tyle głupi, żeby teraz o tym dyskutować.
- Kapitan – odpowiedziałam, a mój ciepły oddech omiótł jego wargi.
- Pani kapitan – odparł Harry i zniwelował odległość, by zgarnąć swoją nagrodę. Zaczęło się delikatnie, w mgnieniu gierki zmieniły się w namiętność. Zanurzyłam palce w jego nieokiełznanych włosach. Jego dłonie chwyciły moje pośladki i uniosły w górę. Instynktownie objęłam go nogami i jęknęłam, nie przerywając pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie, dopiero gdy poczułam ścianę za plecami. Zaczerpnęłam powietrza, gdy Harry zaatakował ten odcinek szyi, którym go przed chwilą drażniłam. Usta, język i zęby pracowały w idealnym zgraniu, by doprowadzić mnie do szaleństwa z pożądania.
- Doprowadzasz mnie do szału, kiedy to robisz – jęknęłam w wyjątkowo nieprzekonującym proteście. Ostatnie czego pragnęłam, to żeby przestał. Nie tak wyobrażałam sobie swój pierwszy raz, ale byłam w takim stanie, że nie potrafiła zebrać myśli.
- I o to chodzi – wymamrotał Harry – Zatańczysz, moja pani? – zapytał. Uniosłam brew, ale podałam mu rękę.
- Nie mamy muzy... Jak ty to zrobiłeś? – spytałam, rozglądając się z niedowierzaniem po komnacie. Muzyka zdawała się dobiegać bezpośrednio ze ścian. Popatrzyłam na Harry'ego, kiedy nie odpowiedział zorientowałam się, że mój chłopak rozgląda się po komnacie tak samo zdumiony, jak ja.
- Chciałbym móc się tym pochwalić moją najdroższą, ale myślę, że to sam Hogwart – owinęłam się wokół jego szyi, a ramiona Harry'ego objęły moją talię. Powoli poruszaliśmy się w rytm muzyki. Zanim się spostrzegliśmy, Harry kompletnie zatonął w głębinie czekoladowego mojego spojrzenia. Żadne z nas nie wiedziało, jak długo tak staliśmy, ale w końcu poczułam, jak palce Harry'ego wślizgują się pod moją bluzkę na jedno ramiączko, które miałam na sobie, wcześniej rozsuwając ramoneskę i badają skrywane przez moje ciało. Przygryzłam dolną wargę, gdy pomógł ściągnąć kurteczkę i bluzkę, która podążyła za jego ręką ku górze. Nie opierałam się, gdy pofrunęły w jakąś część pokoju, której nie widziałam. Byłam w samym biustonoszu i spodniach, które były świetnie dopasowane do mojego ciała i miałam na sobie swoją biżuterię, czyli kolczyki na uszach bransoletkę, pierścionek zaręczynowy i wiszący długi kolczyk na pępku Harry nachylił się i pocałował moje ramię, podczas gdy opuszki jego palców prześliznęły się po moich plecach. Rozpiął mój stanik najlżejszym możliwym dotykiem. Powoli wygięłam plecy, umożliwiając Harry'emu całkowite zdjęcie mojego biustonosza. Nie obchodziło mnie, gdzie wylądował, liczyło się tylko pełne zachwytu spojrzenie mojego mężczyzny, gdy spojrzał w dół – Ideał – wyszeptał Harry z czułością, nie mogąc oderwać oczu od mojego jędrnego i apetycznego biustu. Stwardniałe sutki domagały się jego uwagi, więc Harry bezwiednie oblizał wargi w oczekiwaniu na to jakże przyjemne zadanie. Do moich policzków nabiegła krew, a w piersiach będących obiektem podziwu Harry'ego poczułam przyjemne mrowienie. Powoli przesunęłam paznokciami w dół jego torsu z taką siłą, by zapewnić więcej stymulacji niż bólu. Wśliznęłam się pod jego koszulę, żeby poczuć ciepło leżącej pod nią skóry. Gdy czubki moich palców wspinały się po jego ciele, z ust Harry'ego wyrwał się najbardziej erotyczny pomruk, jaki mogła sobie wyobrazić. Przez twardy sześciopak i mocno zarysowane mięśnie na plecach, zatrzymałam się tylko na moment, by żartobliwie podrażnić jego sutki. Potem ruszyłam dalej w górę i naokoło, by poczuć świetnie ukształtowane mięśnie jego pleców, a potem znów w dół, by porządnie uszczypnąć go w pośladki.
- Bardzo fajnie, ale coś mi się wydaje, że masz za dużo ubrań, panie Potter – powiedziałam, stojąc przed nim, unosząc żartobliwie brwi.
- Może pomożesz mi coś z tym zrobić, pani Potter? – spytał Harry, prześlizgując usta w dół mojej wrażliwej szyi, co wywołało u mnie dreszcz.
- Ile to kobieta musi się napracować – poskarżyłam się zmysłowym głosem, gdy doszłam do siebie. Szybko pozbyłam się jego koszuli, dosłownie rozrywając ją z niego – Ups, czyżbym to zrobiła? – przeprosiłam bez cienia żalu.
Pov. Harry.
Ciepło ciała i uczucie nagich piersi Ginny przyciskających się do moich piersi doprowadzając mnie do szaleństwa, nie żeby ona nie czuła efektu, jaki na mnie wywiera. Postanowiła bezpośrednio zająć się tym nowym odkryciem. Szybkie, zręczne dłonie rozpięły pasek moich spodni i wyciągnęły go jednym płynnym ruchem. Kolejna część garderoby spoczęła zapomniana gdzieś w kącie pokoju, a jej śladem zaraz podążyły moje spodnie. Nie chciałem zostawać w tyle, więc po chwili dołączyły do nich skórzane spodnie Ginny, popatrzyłem na twarz Ginny i była zachwycona ze miała szpilki dalej na nogach i my tańczyliśmy dalej.
Pov. Ginny.
Uczucie naszych niemal nagich ciał ocierających się w tańcu o siebie było niewiarygodnie seksowne, ale chciałam wiedzieć, jakby to było tańczyć z Harrym kompletnie bez ubrań. Wzięłam głęboki wdech, zebrałam swoją gryfońską odwagę i wsunęłam dłonie pod gumkę jego bokserek i zjechała razem z nimi w dół. Teraz męskość Harry'ego znalazła się dokładanie przed moją twarzą. Widziałam go po raz pierwszy i okazał się większy, niż oczekiwałam. Słyszałam, jak inne dziewczyny rozmawiają o swoich chłopakach i co należy zrobić. Wyobrażałam sobie nawet, jak mu to robię, ale teraz, gdy nadszedł ten moment, zamarłam. Czując mój dylemat, Harry sięgnął w dół i uniósł mój podbródek, bym spojrzała mu w oczy.
- Tylko kiedy będziesz gotowa ani chwili wcześniej – powiedział mi ze szczerością, która od razu mnie uspokoiła. Pomógł mi wstać.
- Nigdy wcześniej tego nie robiłam i nie chciałabym cię zawieść – wyznałam, patrząc mu w oczy.
- Niemożliwe, ja też, poza tym teraz moja kolej – wyszczerzył się w uśmiechu i opadł na jedno kolano. Jego gorący oddech połaskotał mój brzuch, ozdobionym długim wiszącym kolczykiem na pępku, a pod gumkę moich fig wśliznęły się jego małe palce obu dłoni. Ściągnął ten element bielizny, a w drodze w dół jego pozostałe opuszki gładziły moje pośladki i tył nóg. Przeszedł mnie dreszcz. Wyszłam nieco niepewnie ze ściągniętych fig. Byłam równie podniecona, jak on i już kompletnie wilgotna.
Pov. Harry.
Przeciągnąłem dłońmi od jej bioder w górę, po bokach jej ciała. Podrażniłem skraj jej piersi, jednak, zamiast się nimi zająć, podążyłem w górę. Prześliznąłem dłonie po jej ramionach, aż ująłem jej dłonie i poprowadziłem splecione palce z powrotem w dół po jej ciele, aż znów spoczęły na jej biodrach. Moje usta zaatakowały jej drugie ucho, a palec prześliznął się po brzuchu, co nagrodziła jękiem rozkoszy.
- Na Merlina, to jest zajebiste! – zawołała Ginny, wyrażając swoją rozkosz wobec mnie, którego kochała tak mocno, że ją to przerażało. Podskoczyła i oplotła go drugą nogą.
- Merlin nie ma z tym nic wspólnego, moja droga – jęknąłem, podsuwając dłonie pod jej pośladki, żeby podtrzymać jej ciało. Ginny pocałowała mnie zachłannie. A jednak poświęciłem chwilę, żeby milcząco zapytać ją o zgodę. Rozumiała, że dla niego nie była to kwestia chwili czy po prostu wzięcia czegoś. Tu chodziło o to, by ona chciała mu oddać. Wybór wciąż należał do niej i zdała sobie sprawę, że posłuchałby jej, gdyby powiedziała "nie". To sprawiło, że chyba pokochała mnie jeszcze mocniej, bo wiedziała, jak trudno byłoby mi teraz przestać.
- Przestań być taki honorowy i weź mnie wreszcie, ty wspaniały kapitanie – poleciała Ginny głosem, który był jednocześnie rozkazujący i niesamowicie erotyczny.
- Tak, moja pani – odpowiedziałem tonem, który sprawił, że aż zadygotała. A może to kwestia mojego języka, który prześlizgiwał się po jej ciele, nie potrafiła stwierdzić. Po kilku sekundach przestała się nad tym zastanawiać. Zacząłem pieścić jej pierś jedną ręką, ale nie zaatakowałem od razu sutka, jak się spodziewała. Zamiast tego rozpocząłem od leciutkiego dotyku i zacząłem badać jej najbardziej erogenne miejsca i reakcje na różną siłę pieszczoty.
Pov. Ginny.
Wzięłam w dłoń jego nie taką małą męskość i przedstawiłam ją swojej gorącej, wilgotnej i gotowej kobiecości. Powiodłam główkę penisa ku wejściu i opuściłam się na tyle, żeby oparł się o moją błonę. Było ciasno, ale zdumiało mnie, jak dobrze tam pasuje. Przygryzłam skraj dolnej wargi i zebrałam się na odwagę. Mocno opadłam w dół. Krzyknęłam z bólu, gdy stałam się kobietą. Zamarłam na chwilę, podczas której przystosowywałam się do jego rozmiaru. Zaczęłam się unosić w górę i opadać, najpierw powoli. Dłonie Harry'ego spoczęły na moich biodrach. Pomógł mi złapać rytm, który podobał się nam obojgu. Potem jego ręce podążyły w górę i złapał moje piersi, podczas gdy ja go ujeżdżałam.
Pov. Harry.
Uwielbiałem czuć jej piersi w dłoniach, ciepłe i miękkie, ale jędrne. Mógłby spędzić całe dnie zajmując się tylko nimi i wciąż nie mieć dość. Wyraz jej kochanej twarzy, kiedy ująłem jej sutek w palce był, co najmniej inspirujący. Ginny odrzuciła głowę w tył i krzyknęła z rozkoszy, kiedy liczne punkty stymulacji pchały ją ku krawędzi. Usiadłem i wziąłem w usta jeden z sutków. Ginny dostosowała się do tego, oplatając nogi wokół moich bioder i przesuwając się w tył i w przód na moich kolanach. Pov. Ginny.
Chwyciłam mocno w dłonie jego kruczoczarnych włosów i przyspieszyłam tempo. Czułam, jak mój trzeci orgazm tej nocy zbliża się w fali czystej ekstazy.
- Dojdź ze mną, kochanie! – zawołałam, kiedy zobaczyłam, że lada chwila przejdzie ten próg. Harry wyszedł naprzeciw mnie kołysaniu i mocno naparł. Intensywność pchnęła nas w następny poziom i jeszcze dalej. Odrzuciliśmy głowy w tył i zawołaliśmy ze wspólnej rozkoszy. Nasze oczy spotkały się i w mgnieniu okaz zniknęła cała rezerwa i wszystkie wątpliwości. Odchyliłam głowę na bok, odsłaniając przed nim swoją szyję w akcie poddania, ale też wiecznego oddania. Harry odwzajemnił ten gest. Zrozumiałam. Jednocześnie krzyknęliśmy.
- Amor aeternus! - Zostaliśmy partnerami, teraz i na zawsze, naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie. I po chwili przez nasze ciało przeszły prądy i odrzuciliśmy głowę do tyłu, poddając się orgazmowi. -
- Aaaaaaaaa! – zawołałam, a następnie pocałowałam go namiętnie w usta.
- Kocham Cię – mruknął mi zmęczonym głosem – Byłaś niesamowita – zaczął mnie całować po brzuchu. Pocałował mój przebity pępek, a ja pisnęłam. Następnie przybliżyłam swoje piersi blisko jego. Wziął w usta jeden z sutków, a drugi ujął ręka. Poddałam się przyjemnością, bo odrzuciłam głowę do tyłu – o tak, zajebiste uczucie! – późnej przejechał językiem po moim ciele. Zeszłam z niego i wtuliłam i oboje zasnęliśmy.
Następnego dnia. Pov Ginny.
Obudziłam się ze wspaniałym uczuciem ciepłego nagiego ciała przyciśniętego do mojej równie obnażonej skóry. Moje całe ciało mrowiło od tego wrażenia jeszcze zanim z niechęcią otworzyłam oczy. Chciałam cieszyć się tym jeszcze trochę, ale wiedziałam, że prędzej czy później będziemy musieli wstać. Moje powieki uniosły się i ujrzałam przystojną twarz Harry'ego, który patrzył na mnie ze słodkim wyrazem zaspokojenia. To wywołało u mnie uśmiech oraz palącą potrzebę pocałowania go.
- Dzień dobry, panie Potter – wyszeptałam. Zaczęłam kreślić hipogryfa na jego piersi.
- Dzień dobry pani Potter – Zadrżałam od wywoływanej przez ten ruch przyjemności. Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłam go jako swojego partnera. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność. Na skórze widniała para oczu, jedno czekoladowe, drugie szmaragdowe.
Pov. Harry.
Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłam ją jako swojego partnerkę. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdował się jeleń i koń splecione w kształcie yin i yang.
- Filozofia zachodu i wschodu spleciona z runami, udało na się nam kochanie – wyszeptała z radości Ginny, przesuwając palcami po swoich runach. Wyczuła magię kryjącą się pod skórą. Bardzo jej się spodobało, że moja magia została wszczepiona pod jej skórę, a moja moc żyła w niej, bo rozmarzyła się, kiedy potarła szyje – Kocham Cię. Jesteś mój.
- Ja też się cieszę, kochanie. Jesteś moja na wieki.
- Chyba możemy tu zostać cały dzień? – spytała Ginny z nadzieją, bo moje manewry zaczęły ją rozpalać.
- Bardzo bym chciał, ale prędzej czy później musimy pojawić się Wielkiej Sali – odpowiedziałem, niechętnie odsuwając się od niej.
- A co się stało z "chciałbym dopiec dyrektorowi" bla, bla, bla? – wyszeptała mi uwodzicielsko do ucha.
Pov. Ginny.
- Słusznie – przyznał i obwiódł symbol na moim szyi czubkiem języka. Impuls gorącej, czerwonej rozkoszy wystrzelił z tego miejsca i przemknął kaskadą przez całe moje ciało. Poczułam, jak robię się wilgotna i zaczęłam się zastanawiać, czy ona na niego wpływa tak samo.
- Lepiej wcześniej niż później, a teraz zajmij się swoją żoną! – Jednym płynnym ruchem Harry przewrócił mnie na plecy i ustawił się nade mną. Spodziewałam się, że wbije się we mnie z wigorem, który zademonstrował zeszłej nocy. Jednak zamiast tego polizał moją łechtaczkę.
- Drogi Merlinie! Harry, usiłujesz doprowadzić mnie do szaleństwa?! – zawołałam, czując, jak w jej wnętrzu narasta orgazm. Harry wzmógł nieco presję, co wywołało u mnie jeszcze głośniejszy jęk niż chwilę temu. Jego wolna dłoń przesunęła się po moim płaskim brzuchu, dotykając przebitego pępka, na którym miałam wiszący długi kolczyk, a następnie delikatnie połaskotał moja, łechtaczkę, włożył palec do wnętrza i poruszał kilka razy, co wywołało głośny jęk rozkoszy i błagałam go jęcząc, żeby nie przestawał – Proszę! Proszę! MOCNIEJ! SZYBCIEJ! Błagam Cię! – jęczałam, a potem chwycił moją prawą pierś. Moje sztywne sutki błagały o jego uwagę, a on energicznie odpowiedział na to wezwanie. Stymulacja wielu punktów sprowadzała mnie coraz bliżej krawędzi ekstazy. Kiedy właśnie miałam skoczyć, nagle wszystko ustało, wyrwana nagle z raju, zajęczałam żałośnie. Byłam tak bliska spełnienia, ale tuż poza zasięgiem.
- Czyżby pani ścigająca potrafiła się drażnić, ale nie przyjąć drażnienie? – uśmiechnął się do mnie Harry, a ja spojrzałam na niego z oburzeniem.
- Kapitanie, skończ, co zacząłeś! – na wpół warknęłam, na pół zajęczałam. Uśmiechnął się i wykonał jedno pchnięcie w lewo. Byłam tak bliska spełnienia, ale on znów przestał. Moje pragnienie spełnienia się podwoiło.
Pov. Harry.
Wiedziałem, że igram z ogniem, ale miałem nadzieję, że ostatecznie mi podziękuje. Czy Ginny zdawała sobie z tego sprawę, czy nie, była bardzo namiętną kobietą, Odrobina eksperymentowania była korzystna dla duszy i dla libido. Ginny doszła do granic wytrzymałości i miała dość mojego drażnienia. Złapała moje pośladki w dłonie i wbiła swoje paznokcie.
- WŁAŹ WE MNIE, POTTER! I MNIE NATYCHMIAST MOCNO PRZELEĆ! ALE JUŻ! – rozkazała. Syknąłem, ale dałem jej to, czego chciała. Wszedłem w nią znacznie łatwiej niż zeszłej nocy. Zacząłem od długich, powolnych pchnięć, póki nie dostosowała się do mojej wielkości. Po chwili zacząłem przyspieszać, nabierając tempa, które bardziej jej się spodobało. Po chwili oboje doszliśmy do granicy.
- Gin, Gin, ja zaraz...!
- Ja też, kochanie!
- KUUURWAAAA! – krzyknęliśmy wspólnie.
Pov. Ginny.
Przeżyliśmy niesamowity mocny orgazm. Krzyczeliśmy w amoku. Uczucie niesamowitego ciepła zalewało mnie od środka. Harry pchał mnie kilka razy, zalewając moje wnętrze. Oddychaliśmy głęboko.
- Jesteś niesamowity – wyszeptałam.
- A ty jesteś piękna i zabójczo seksowna – odparł i głęboko oddychał.
- Wszystko w porządku? – spytał Harry – Chyba cię nie przygniatam?
- Rewelacyjnie. Uwielbiam czuć cię tutaj. Nie odsuwaj się jeszcze – odpowiedziałam.
- Dobrze – mruknął Harry – Nie mam siły – i położył się na moich piersiach i zamknął oczy, a ja dotykałam jego spoconych pleców, ciesząc, że to właśnie z nim, z tym mężczyzną, którego kochałam zawsze, a nie z innym, straciłam dziewictwo i ja też zamknęłam oczy.
Po jakimś czasie. Pov. Harry.
Otworzyłem oczy. Ginny nadal była nade mną. Popatrzyłem się na nią. Miała zamknięte oczy i powoli oddychała, była piękna.
- Kochanie musimy wrócić do wieży Gryffindoru – Ginny otworzyła oczy i mruknęła.
- Nie chcę. Tu jest mi dobrze... Ech niech Ci będzie – wyszedłem z niej i wyczarowała mi nowe ubrania i mruknęła do siebie – Dzięki Victoire – kiedy mnie zobaczyła.
W tym samym czasie. Pov. Hermiona.
Szliśmy jak najszybciej, żeby nikt nas nie zobaczył, bo powinniśmy być wieży Gryffindoru, a nie szwendać się po korytarzach.
- Aha! – usłyszeliśmy głos Filcha i obejrzeliśmy się za siebie – Bachory są na korytarzu, będzie szlaban!
- Ja i Ron jesteśmy prefektami – powiedziałam – i pilnujemy porządku.
- Właśnie! – poparł mnie Ron – i bądź miły nam nie przeszkadzać w wykonaniu obowiązków prefekta.
- Bachory! – warknął Filch i sobie poszedł.
- Udało nam się – wyszeptał z niedowierzaniem Ron.
- To tutaj – oznajmiłam i otworzyłam drzwi i weszliśmy do komnaty. Zamknęliśmy drzwi. Ron poszedł dalej, żeby obejrzeć komnatę.
- Chcesz to zobaczyć? – wyszeptałam żartobliwie Ronowi na ucho, kiedy podeszłam do niego z tyłu. Prawie podskoczył z radości, kiedy cały zesztywniał, a jego zapach wody kolońskiej stał się wyraźniejszy. Zapisałam sobie tę zmianę w pamięci z etykietą "Ron napalony". Najwyraźniej miał na myśli coś zupełnie innego niż ja. Chociaż mogło to mieć coś wspólnego ze sposobem, w jaki ocierałam się piersiami o jego plecy. Wymruczał "pani prefekt". Zabrzmiało to niczym muzyka dla moich uszu. Uwielbiałam, jak mocno potrafimy oddziaływać na siebie nawzajem. Mój zapach perfum również się zmienił, co świadczyła jego reakcja.
- Chyba nie masz jakichś nieczystych myśli? Ciekawe co by powiedzieli na to inni Lordowie? – drażniłam się z nim, cofając się uwodzicielsko. Może jednak zasłużyłam na przezwisko, które jej nadał? Ron powoli obrócił się ku mnie z drapieżnym błyskiem w oku. Przygryzłam dolną wargę, ale z ekscytacji, nie ze strachu. Oczy mojego mężczyzny podążały za palcem, który strategicznie zatknął za ucho kosmyk moich ciemnych włosów.
- Zazdrościliby mi szczęścia, skarbie – odpowiedział Ron.
- To było wczoraj, panie Weasley – powiedziałam, przesuwając palec powoli w dół swojej szyi, aż dotarłam do pulsującej żyły. Uśmiechnęłam się, gdy jabłko Adama Ronalda uniosło się, gdy młody czarodziej ciężko przełknął ślinę – Dzisiaj to zupełnie inny mecz quidditcha. Chcesz zagrać? - kontynuowałam, a jego palec wędrował po obojczyku aż po mostek i do doliny, między moim zachęcającym biustem.
- Ale ty nie umiesz grać quidditcha, pani Weasley – odpowiedział Ron.
- To czas, żebyś mnie nauczył, panie Weasley – stwierdziłam erotycznym głosem.
- To będzie dla mnie zaszczyt, pani Weasley – odparł Ron.
- To może mnie nauczysz? – zapytałam się go. Mój mężczyzna oblizał usta i wiedziałam, że zaprowadziłam go dokładnie tam, gdzie chciałam – Ale tylko wtedy, jeśli będziesz potrafił powiedzieć jaki kolor mają moje oczy bez patrzenia – rzuciłam mu wyzwanie.
- Ten sam kolor, co twoje... – zaczął Ron, nie odrywając oczu od mojego widoku. Sapnęłam i skrzyżowała ramiona na piersi w proteście, ale zanim zdążyłam go skarcić, on skończył zdanie: – ...szpilki. Szybko zerknęłam w dół i zorientowałam się, że miał rację. Miałam na sobie wysokie szpilki. Kiedy uniosłam wzrok, moje brązowe oczy napotkały jego niebieskie. Nachylił się i cmoknął mnie lekko w zaróżowiony policzek.
- Mam cię, wygrałem – wyszeptał. Poza tym było w nich więcej złota niż brązu, ale nie był na tyle głupi, żeby teraz o tym dyskutować.
- Panie prefekcie – odpowiedziałam, a mój ciepły oddech omiótł jego wargi.
- Pani prefekt – odparł Ron i zniwelował odległość, by zagarnąć swoją nagrodę. Zaczął delikatnie, w mgnieniu okaz zmienił się w namiętność. Zanurzyłam palce w jego rudych włosach. Jego dłonie chwyciły moje pośladki i uniosły w górę. Instynktownie objęłam go nogami i jęknęłam, nie przerywając pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie, dopiero gdy poczułam jeden z baldachimów podwójnego łóżka. Zaczerpnęłam powietrza, gdy Ron zaatakował ten odcinek szyi, którym go przed chwilą drażniłam. Usta, język i zęby pracowały w idealnym zgraniu, by doprowadzić mnie do szaleństwa z pożądania.
- Robisz to specjalnie, Ronaldzie Weasley! – jęknęłam w wyjątkowo nieprzekonującym proteście. Ostatnie czego pragnęłam, to żeby nie przestawał. Nie tak wyobrażałam sobie swój pierwszy raz, ale byłam w takim stanie, że nie potrafiłam zebrać myśli.
- I o to chodzi – wymamrotał Ron.
- Zatańczysz, my lady? – zapytał. Uniosłam brew, ale podałam mu rękę.
- Nie mamy muzy... Jak ty to zrobiłeś? – spytałam, rozglądając się z niedowierzaniem po komnacie. Muzyka zdawała się dobiegać bezpośrednio ze ścian. Popatrzyłam na Rona. Kiedy nie odpowiedział, zorientowałam się, że mój chłopak rozgląda się po komnacie tak samo zdumiony, jak ja.
- Chciałbym móc się tym pochwalić, moja droga, ale myślę, że to sam Hogwart – Owinęłam się wokół jego szyi, a ramiona Rona objęły moją talię. Powoli poruszaliśmy się w rytm muzyki. Zanim się spostrzegłem, Ron kompletnie zatonął w głębinie moich brązowych oczu.
Żadne z nas nie wiedziało, jak długo tak staliśmy, ale w końcu poczułam, jak palce Rona wślizgują się pod moją bluzkę na jedno ramiączko, która miałam na sobie, wcześniej rozsuwając ramoneskę i badają skrywane przeze mnie ciało. Hermiona przygryzła dolną wargę, gdy Ron pomógł ściągnąć kurteczkę i bluzkę, która podążyła za jego ręką ku górze. Hermiona nie opierała się, gdy pofrunęły w jakąś część pokoju, której nie widziała. Była w samym biustonoszu i spodniach, które były świetnie dopasowane do jej ciała. Miała na sobie swoją biżuterię, czyli kolczyki na uszach, bransoletkę, pierścionek zaręczynowy i długi wiszący kolczyk na pępku. Ron nachylił się i pocałował ramię swojej ukochanej, podczas gdy opuszki jego palców prześliznęły się po jej plecach.
Pov. Hermiona.
Rozpiął mój stanik najlżejszym możliwym dotykiem. Powoli wygięłam plecy, umożliwiając Ronowi całkowite zdjęcie mojego biustonosza. Nie obchodziło mnie, gdzie wylądował, liczyło się tylko pełne zachwytu spojrzenie mojego mężczyzny, gdy spojrzał w dół.
- Cudowna – wyszeptał Ron z czułością, nie mogąc oderwać oczu od mojego jędrnego i apetycznego biustu. Stwardniałe sutki domagały się jego uwagi i Ron bezwiednie oblizał wargi w oczekiwaniu na to jakże przyjemny widok. Do moich policzków nabiegła krew, a w piersiach będących obiektem podziwu Rona poczułam przyjemne mrowienie. Powoli przesunęłam paznokciami w dół jego torsu z taką siłą, by zapewnić więcej stymulacji niż bólu. Wśliznęłam się pod jego koszulę, żeby poczuć ciepło leżącej pode mną skóry. Gdy czubki moich palców wspinały się po jego ciele, z ust Rona wyrwał się najbardziej erotyczny pomruk, jaki mogłam sobie wyobrazić. Przez twardy sześciopak i mocno zarysowane mięśnie na plecach, zatrzymałam się tylko na moment, by żartobliwie podrażnić jego sutki. Potem ruszyłam dalej w górę i naokoło, by poczuć świetnie ukształtowane mięśnie jego pleców, a potem znów w dół, by porządnie uszczypnąć go w pośladki.
- Bardzo fajnie, ale coś mi się wydaje, że masz za dużo ubrań, panie Weasley – powiedziałam, stojąc przed nim i unosząc żartobliwie brwi.
- Może pomożesz mi coś z tym zrobić, pani Weasley? – spytał Ron, prześlizgując usta w dół mojej wrażliwej szyi, co wywołało u mnie dreszcz.
- Ile to kobieta musi się napracować – poskarżyłam się zmysłowym głosem, gdy doszłam do siebie. Szybko pozbyłam się jego koszuli, dosłownie rozrywając ją z niego – Ups, czyżbym to zrobiła? – przeprosiłam bez cienia żalu.
Pov. Ron.
Ciepło ciała i uczucie nagich piersi Hermiony przyciskających się do mojego torsu doprowadzały mnie do szaleństwa, nie żeby ona nie czuła efektu, jaki na mnie wywiera. Postanowiła bezpośrednio zająć się tym nowym odkryciem. Szybkie, zręczne dłonie rozpięły mój pasek i wyciągnęły go jednym płynnym ruchem. Kolejna część garderoby spoczęła zapomniana gdzieś w kącie pokoju, a jej śladem zaraz podążyły moje spodnie. Nie chciałem zostawać w tyle, więc po chwili dołączyły do nich skórzane spodnie Hermiony, popatrzyłem na twarz Hermiony i była zachwycona ze miała szpilki dalej na nogach i my tańczyliśmy dalej.
Pov. Hermiona.
Uczucie naszych niemal nagich ciał ocierających się w tańcu o siebie było niewiarygodnie seksowne, ale chciałam wiedzieć, jakby to było tańczyć z Ronem kompletnie bez ubrań. Wzięłam głęboki wdech, zebrałam swoją gryfońską odwagę i wsunęłam dłonie pod gumkę jego bokserek i zjechałam razem z nimi w dół. Teraz męskość Rona znalazła się dokładanie przed moją twarzą. Widziałam go po raz pierwszy i okazała się większa, niż oczekiwałam. Słyszałam, jak inne dziewczyny rozmawiają o swoich chłopakach i co należy zrobić. Wyobrażałam sobie nawet, jak mu to robię, ale teraz, gdy nadszedł ten moment, zamarłam. Czując mój dylemat, Ron sięgnął w dół i uniósł mój podbródek, bym spojrzała mu w oczy.
- Tylko kiedy będziesz gotowa ani chwili wcześniej – powiedział mi ze szczerością, która od razu mnie uspokoiła. Pomógł mi wstać.
- Nigdy wcześniej tego nie robiłam i nie chciałabym cię zawieść – wyznałam, patrząc mu w oczy.
- Niemożliwe, ja też. Poza tym teraz moja kolej – wyszczerzył się w uśmiechu i opadł na jedno kolano. Jego gorący oddech połaskotał mój brzuch, a pod gumką moich fig wśliznęły się jego palce obu dłoni. Ściągnął ten element bielizny, a w drodze w dół jego pozostałe opuszki gładziły moje pośladki i tył nóg. Przeszedł mnie dreszcz. Wyszłam nieco niepewnie ze ściągniętych fig. Byłam równie podniecona, jak on i już kompletnie wilgotna.
Pov. Ron.
Przeciągnąłem dłońmi od jej bioder w górę, po bokach jej ciała. Podrażniłem skraj jej piersi, jednak, zamiast się nimi zająć, podążyłem w górę. Prześliznął się po jej ramionach, aż ująłem jej dłonie i poprowadziłem splecione palce z powrotem w dół po jej ciele, aż znów spoczęły na jej biodrach. Moje usta zaatakowały jej drugie ucho, a palec prześliznął się po brzuchu, co nagrodziła jękiem rozkoszy.
- Na Merlina, to jest zajebiste! – zawołała Hermiona, wyrażając swoją rozkosz wobec mężczyzny, którego kochała tak mocno, że ją to przerażało. Podskoczyła i oplotła go drugą nogą.
- Merlin nie ma z tym nic wspólnego, my lady – jęknąłem, podsuwając dłonie pod jej pośladki, żeby podtrzymać jej ciało. Hermiona pocałowała mnie zachłannie. Poświęciłem chwilę, żeby milcząco zapytać ją o zgodę. Rozumiała, że dla mnie nie była to kwestia chwili czy po prostu wzięcia czegoś. Tu chodziło o to, by ona chciała mi się oddać. Wybór wciąż należał do niej i zdała sobie sprawę, że posłuchałbym jej, gdyby powiedziała "nie". To sprawiło, że chyba pokochała mnie jeszcze mocniej, bo wiedziała, jak trudno byłoby mi teraz przestać.
- Przestań być taki honorowy i weź mnie wreszcie, ty wspaniały prefekcie – poleciała Hermiona głosem, który był jednocześnie rozkazujący i niesamowicie erotyczny.
- Tak jest, my lady – odpowiedziałem tonem, który sprawił, że aż zadygotała. A może to kwestia języka, który prześlizgiwałem po jej ciele – nie potrafiła stwierdzić. Po kilku sekundach przestała się nad tym zastanawiać. Zacząłem pieścić jej pierś jedną ręką, ale nie zaatakowałem od razu sutka, jak się spodziewała. Zamiast tego rozpocząłem od leciutkiego dotyku i zacząłem badać jej najbardziej erogenne miejsca i reakcje na różną siłę pieszczot.
Pov. Hermiona.
Wzięłam w dłoń jego nie taką małą męskość mojego chłopaka i przedstawiłam ją swojej gorącej, wilgotnej i gotowej kobiecości. Powiodłam główkę członka ku wejściu i opuściłam się na tyle, żeby oparł się o moją błonę. Było ciasno, ale zdumiało mnie, jak dobrze tam pasuje. Przygryzłam skraj dolnej wargi, zebrałam się na odwagę i mocno opadłam w dół. Krzyknęłam z bólu, gdy błona dziewica została zerwała. Zamarłam na chwilę, podczas której przystosowywałam się do jego rozmiaru. Zaczęłam się unosić w górę i opadać, najpierw powoli. Dłonie Rona spoczęły na moich biodrach. Pomógł mi złapać rytm, który podobał się nam obojgu. Potem jego ręce podążyły w górę i złapał moje piersi, podczas gdy ja go ujeżdżałam.
Pov. Ron.
Uwielbiałem czuć jej piersi w dłoniach, ciepłe i miękkie, ale jędrne. Mógłbym spędzić całe dnie zajmując się tylko nimi i wciąż nie mieć dosyć. Wyraz jej kochanej twarzy, kiedy ująłem jej sutek w palce, był co najmniej inspirujący. Hermiona odrzuciła głowę w tył i krzyknęła z rozkoszy, kiedy liczne punkty stymulacji pchały ją ku krawędzi. Usiadłem i wziąłem w usta jeden z sutków. Hermiona dostosowała się do tego, oplatając nogi wokół moich bioder i przesuwając się w tył i w przód na jego kolanach.
Pov. Hermiona.
Chwyciłam mocno w dłonie jego rude włosy i przyspieszyłam tempo. Czułam, jak mój trzeci orgazm tej nocy zbliża się w fali czystej ekstazy.
- Dojdź ze mną, kochanie! – zawołałam, kiedy widziałam, że lada chwila przejdzie ten próg. Ron wyszedł naprzeciw mnie w kołysaniu i mocno naparł. Intensywność pchnęła nas następny poziom i jeszcze dalej. Odrzuciliśmy głowy w tył i zawołaliśmy ze wspólnej rozkoszy. Nasze oczy spotkały się i w mgnieniu okaz zniknął, a wraz z nim cała rezerwa i wszystkie wątpliwości. Odchyliłam głowę na bok, odsłaniając przed nim swoją szyję w akcie poddania, ale też wiecznego oddania. Ron odwzajemnił ten gest. Zrozumiałam. Jednocześnie krzyknęliśmy.
- Amor aeternus! – Zostaliśmy partnerami, teraz i zawsze naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie. Po chwili przez nasze ciało przeszły prądy i odrzuciliśmy głowy do tyłu, poddając się orgazmowi.
- Aaaaaaaaa! – zawołałam, a następnie pocałowałam go namiętnie w usta.
- Kocham Cię – mruknął do mnie zmęczonym głosem – Byłaś niesamowita – i zaczął mnie całować po brzuchu. Pocałował mój przebity pępek. Na co ja pisnęłam. W następnej chwili przybliżyłam swoje piersi do niego. Wziął w usta jeden z sutków, a drugi ujął ręką. Poddałam się przyjemności, bo odrzuciłam głowę do tyłu, późnej przejechał językiem po moim ciele. Zeszłam z niego i wtuliłam, po czym oboje zasnęliśmy.
Następnego dnia. Pov. Hermiona.
Obudziłam się ze wspaniałym uczuciem ciepłego nagiego ciała przyciśniętego do mojej równie obnażonej skóry. Moje całe ciało mrowiło od tego wrażenia, jeszcze zanim z niechęcią otworzyłam oczy. Chciałam cieszyć się tym jeszcze trochę, ale wiedziałam, że prędzej czy później będziemy musieli wstać. Moje powieki uniosły się i ujrzałam przystojną twarz Rona, który patrzył na mnie ze słodkim wyrazem zaspokojenia. To wywołało u mnie uśmiech oraz palącą potrzebę pocałowania go.
- Dzień dobry, panie Weasley – wyszeptałam. Zaczęłam kreślić szlaczki na jego nagiej piersi.
- Dzień dobry, pani Weasley – Zadrżałam od wywoływanej przez ten ruch przyjemności. Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłam go jako swojego partnera. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność, widniała para oczu, jedno brązowe, drugie niebieskie.
Pov. Ron.
Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłem ją jako swojego partnerkę. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdował się mały pies i wydra splecione w kształcie yin i yang.
- Filozofia zachodu i wschodu, spleciona z runami, udało na się nam, kochanie – wyszeptała z radośnie Hermiona, przesuwając palcami po swoich runach. Wyczułem magię kryjącą się pod skórą. Bardzo mi się spodobało, że moja magia została wszczepiona pod jej skórę, a moja moc żyła w jej, bo rozmarzyła się, kiedy potarłem jej szyje – Kocham Cię. Jesteś mój.
- Ja też się cieszę, kochanie. Jesteś moja na wieki.
- Chyba możemy tu zostać cały dzień? – spytała Hermiona z nadzieją, bo moje manewry zaczęły ją rozpalać.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną?
- Bardzo śmieszne!
- Bardzo bym chciał, ale prędzej czy później musimy pojawić się Wielkiej Sali – odpowiedziałem, niechętnie odsuwając się od niej.
- A co się stało z "Jestem Huncwotem i sam ustalam zasady" bla, bla, bla? – wyszeptała mi uwodzicielsko do ucha.
Pov. Hermiona.
- Słusznie – przyznał i obwiódł symbol na mojej szyi czubkiem języka. Impuls gorącej, czerwonej rozkoszy wystrzelił z tego miejsca i przemknął kaskadą przez całe moje ciało. Poczułam, jak robię się wilgotna i zaczęła się zastanawiać, czy ona na niego wpływa tak samo.
- Lepiej teraz niż za chwilę, a teraz zajmij się swoją żoną! – Jednym płynnym ruchem Ron przewrócił mnie na plecy i ustawił się nade mną. Spodziewałam się, że wbije się we mnie z wigorem, który zademonstrował zeszłej nocy. Jednak zamiast tego polizał moją łechtaczkę.
- Drogi Merlinie! Ron, usiłujesz doprowadzić mnie do szaleństwa!? – zawołałam, czując, jak w moim wnętrzu narasta orgazm. Ron wzmógł nieco presję, co wywołało u mnie jeszcze głośniejszy jęk rozkoszy niż chwilę temu. Jego wolna dłoń przesunęła się po moim płaskim brzuchu, dotykając przebitego pępka, który miałam ozdobionym długim wiszącym kolczykiem na pępku. Później dotknął mojej łechtaczki palcami i połaskotał, po czym włożył palec do wnętrza i poruszył kilka razy, co wywołało głośny jęk rozkoszy z mojej strony i jęczałam i błagałam go, żeby nie przestawał.
- Proszę! Proszę! MOCNIEJ! SZYBCIEJ! Błagam Cię! – drugą ręką chwycił moją prawą pierś. Moje sztywne sutki błagały o dotyk. Ron energicznie odpowiedział na to wezwanie. Stymulacja wielu punktów sprowadzała mnie coraz bliżej krawędzi ekstazy. Kiedy właśnie miała się skoczyć, nagle wszystko ustało. Wyrwana nagle z raju, zajęczałam żałośnie. Byłam tak bliska spełnienia, ale tuż poza zasięgiem.
- Czyżby pani prefekt potrafiła się drażnić, ale nie przyjąć drażnienie? – uśmiechnął się do mnie Ron, a ja spojrzałam na niego z oburzeniem.
- Panie prefekcie, skończ to, co zacząłeś! – na wpół warknęłam, na wpół zajęczałam. Uśmiechnął się i wykonał jedno pchnięcie w lewo. Byłam tak blisko spełnienia, ale on znów przestał. Moje pragnienie spełnienia się podwoiło.
Pov. Ron.
Wiedziałem, że igram z ogniem, ale miałem nadzieję, że ostatecznie mi podziękuje. Hermiona czy zdawała sobie z tego sprawę, czy nie, była bardzo namiętną kobietą. Odrobina eksperymentowania była korzystna dla duszy i dla libido. Hermiona doszła do granic wytrzymałości i miała dość mojego drażnienia. Złapała moje pośladki w dłonie i wbiła swoje paznokcie.
- WŁAŹ WE MNIE I NATYCHMIAST BEZ ŻADNEGO MARUDZENIA MNIE PRZELEĆ, WEASLEY! I JUŻ! – rozkazała. Syknąłem, ale dałem jej to, czego chciała. Wszedłem w nią znacznie łatwiej niż zeszłej nocy. Zacząłem od długich, powolnych pchnięć, póki nie dostosowała się do wielkości mojego przyrodzenia. Po chwili zacząłem przyspieszać, nabierając tempa, które bardziej jej się spodobało. Po chwili oboje doszliśmy do granicy.
- Mionka, Mionka, ja zaraz...!
- Ja też, kochanie!
- AAAAAAAAA! – krzyknęliśmy wspólnie.
Pov. Hermiona.
Przeżyliśmy niesamowity mocny orgazm. Krzyczeliśmy w amoku. Uczucie niesamowitego ciepła zalewało mnie od środka. Ron pchał mnie kilka razy, zalewając moje wnętrze. Oddychaliśmy głęboko.
- Jesteś niesamowity – wyszeptałam szczęśliwa.
- A ty jesteś piękna i zabójczo seksowna – odparł, głęboko oddychając – Wszystko w porządku? – spytał Ron – Chyba cię przygniatam?
- Rewelacyjnie. Uwielbiam czuć cię tutaj. Nie odsuwaj się jeszcze – odpowiedziałam.
- Dobrze – mruknął Ron – Nie mam siły – i położył się na moich piersiach, po czym zamknął oczy. Dotykałam jego spoconych pleców, ciesząc, że to właśnie z nim, z tym mężczyzną, którego kochałam od pierwszego dnia w pociągu, a nie z innym straciłam dziewictwo i ja też zamknęłam oczy.
Po jakimś czasie. Pov. Ron.
Otworzyłem oczy. Hermiona nadal była nade mną. Popatrzyłam się na nią, miała zamknięte oczy i powoli oddychała. Była piękna.
- Kochanie, musimy wrócić do wieży Gryffindoru. Hermiona otworzyła oczy i mruknęła.
- Ech, no dobra – wyszedłem z niej, a ona wyczarowała mi nowe ubrania i
mruknęła do siebie – Dzięki Victoire – kiedy mnie zobaczyła.
W tym samym czasie. Pov. Ginny.
Kiedy się ubraliśmy, Harry stwierdził, że:
- Wolę Cię, gdy jesteś bez ubrań.
- Jak będziesz grzeczny, to może spełnię twoje życzenie, panie Potter.
- Już nie mogę się doczekać! – Wyszliśmy z pustej komnaty pod peleryną-niewidką i udaliśmy się do wieży. Stanęliśmy przed obrazem Grubej Damy.
- Co wy robicie o tej porze? – spytała zdziwiona.
- Byliśmy na randce – kłamałam jej w żywe oczy.
- Całą noc?
- Tak jakoś wyszło – Podaliśmy hasło i weszliśmy.
W tym samym czasie. Pov. Hermiona.
Kiedy się ubraliśmy, Ron stwierdził, że:
- Wolę Cię, gdy jesteś bez ubrań.
- Jak będziesz grzeczny, to może spełnię twoje życzenie, panie Weasley.
- Już nie mogę się doczekać! – I wyszliśmy z komnaty i jakby nigdy nic udaliśmy się do wieży Gryffindoru i stanęliśmy przed obrazem Grubej Damy.
- Co wy też robicie o tej porze? – spytała zdziwiona.
- Jako prefekci pilnowaliśmy szkoły – kłamałam jej w żywe oczy.
- Całą noc?
- Tak jakoś wyszło – Podaliśmy hasło i weszliśmy. Nim się zorientowaliśmy do wieży Harry i Ginny ściągnęli pelerynę niewidkę i popatrzyli na nas, a my na nich.
- Co wy robicie i gdzie byliście! - krzyknęliśmy całą czwórką.
- Nigdzie! – zawołaliśmy przerażonym głosem.
- Czy ty przeleciałeś moją siostrę! – krzyknęli Ron i Harry nawzajem patrząc na nasze szyje, gdzie widniały znaki.
- Uspokójcie się obaj! - warknęłyśmy.
- Ona ma 15/16 lat jest jeszcze za młoda! – krzyczeli na siebie.
- ALBO SIĘ USPOKOICIE, ALBO STRZELIMY WAS UPIOROGACKIEM! – ryknęłyśmy.
- Ale...
- Żadne "ale". Jestem jego, a on jest mój i nic z tym nie zrobisz, a poza tym nie potrzebuje twojego pozwolenia i mogę robić z moim mężem, co mi się żywnie podoba i mam zamiar to powtórzyć, bo pierwszy raz od wielu lat czułam się bezpiecznie! – warknęły.
- A, jak Cię zaciążył? - spytali jednocześnie Ron i Harry.
- Czy ty myślisz, że jestem taką idiotką, żeby wieku 15/16 zajść w ciążę, kretynie? A teraz czuję się niesamowicie. Tego nie da się opisać, jak się teraz czuję i nie mam ochoty tego ukrywać! Niech wszyscy wiedzą, że ja jestem jego. Harry/ Ron jest mój – oznajmiłyśmy swoim braciom – Jednak prawdę mówiąc, w tej chwili pragnę tylko rzucić to w twarz jednej konkretnej osobie – mruknęłyśmy same do siebie.
- Niech zgadnę Lavender/Cho? – spytali Ron i Harry, przytulając nas do siebie – Jesteś zazdrosna – powiedzieli erotycznym głosem.
- Jak diabli. Gdy widzę, jak ta idiotka próbuje Cię oczarować, to mnie szlag trafia!
- To się tyczy też ciebie. Jak widzę, że Michael Cormac patrzy na Ciebie, to mam ochotę strzelić go Avada albo go palnąć w pysk.
- Jak będzie mnie podrywać, to ja go walne za nas dwoje kochanie – powiedziała Hermiona wtulając się w jego umięśnione ciało.
- Co tu się dzieje? – zapytały obce głosy. Popatrzyliśmy w stronę, z której dochodziły owe głosy. Okazało się, że były to nasze mamy.
- Nic, mamusiu – odparliśmy naszym matkom.
- Przytulam się do mężczyzny mojego życia i jestem szczęśliwa – powiedziałam razem z Ginny. Popatrzyły na nasze szyje i zrobiły wielkie oczy.
Pov. Ginny.
- Naznaczyliście się? – spytała Molly, patrząc na nasze szyje.
- Tak – odpowiedziała Hermiona.
- I nie jesteśmy za młode – odezwałam się, kiedy mama Lily otworzyła usta – Teraz wiem, co czujesz, to coś niesamowitego. Czuje jego magię. Musicie się z tym pogodzić.
- Że wasi synowie mają żony, a poza tym chcemy to sformalizować, prawda? – spytała Hermiona, patrząc na Rona.
- Ja też – dodałam, patrząc na Harry'ego.
- Aż nie mogę się doczekać! – rozmarzyli się Harry i Ron.
- I tak nic z tego nie zrobicie. Jesteśmy z Harrym przeznaczeni – stwierdziłam – Jak mówili nasi synowie, że Potterowie kochają rude dziewczyny już od urodzenia. Jestem przeznaczona Harry'emu jak ty, mamo tacie – Usłyszeliśmy chichoty.
- Z czego się śmiejesz? Twoja córka uprawiała seks i jeszcze się naznaczyła!
- Jak wyjdzie z tego rudowłosa, czarnowłosa, brązowłosa piękność o zielonych, brązowych, niebieskich oczach i z piegami lub też piegów do jestem za.
- Tak. Zgadzam się z moją ukochaną – odrzekł tata.
- Tato! – jęknęliśmy.
- Ale tak na serio zabezpieczaliście się? – spytał z obawą rudy tata.
- Tak, jestem za młoda na bycie matką.
- Chodźmy do Wielkiej Sali – zmienił temat Ron – bo jestem głodny.
W tym samym czasie. Pov. Fleur.
Usłyszałam znajomy głos.
- Fleur! – obejrzałam się i zobaczyłam Gabrielle biegnącą w moją stronę. Ja też ruszyłam w jej stronę i rzuciliśmy się na siebie przytulając się.
- Witaj córeczko – usłyszałam ciepły kobiecy głos.
- Mama! – zawołałam i przytuliłam się do mamy – i tata! – przytulając się do taty.
- Co wy tu robicie?
- Odwiedzamy Cię – odpowiedział tata po francusku.
- Możecie mówić po angielsku – stwierdziłam – Oni nic nie rozumieją.
- Oczywiście – odparła mama.
- Bill pamiętasz moich rodziców i Gabrielle?
- Jasne, że pamiętam. Gabriella ależ ty wyrosła i was też witam serdecznie.
- Fleur kto to jest? - spytała Gabriela, gdy popatrzyła na moje dzieci.
- Cześć babciu, dziadku, ciociu Gabrielle! – wyszczerzył się Louis.
- Fleur co tu się dzieje? – spytał tata.
- Jestem waszym wnukiem i mam na imię Louis. Jestem synem Fleur i Billa. Pochodzę z przyszłości, a to są moje starsze siostry Victoire i Domique – wskazał na blondynkę i rudą.
- Cześć babciu, dziadku, ciociu – powiedziały Victoire i Domique.
- Niesamowite – mruknęła mama – Victoire to skóra zdarta z Fleur. X kolei to cały Wiliam, a Louis to mieszkanka.
- Tam są nasi kuzyni, bo babci Molly i dziadkowi Arturowi zachciało się tyle dzieci! – parsknął śmiechem Louis.
- Fred i Roxanna dzieci George'a i Angeliny. Molly i Lucy dzieci Percy'ego i Audrey. Rose i Hugo dzieci Rona i Hermiony. James, Albus i Lily dzieci Harry'ego i Ginny oraz Teddy to syn Remusa i Nimfadory, a to jest mój mąż Nick, to syn Lee i Alicji, mąż Domique. Samanta żona Louisa, córka Oliviera i Katie Alicja to córka Neville'a i Hanny i żona Freda. Matt to syn Lee i Alicji. Sebastian mąż Molly, Patrick to mąż Lucy i syn Seamusa i Susan, a to jego siostra Amelia i żona Albusa, Frank to syn Neville i Hanny. Scorpius to syn Draco i Astorii i mąż Rose. Lysander i Lorcan synowie Luny i Rofla – wymieniała Victoire.
- A to są ludzie z przeszłości. Syriusz i Marlene, Frank i Alicja, Remus, Regulus Severus, Euphemia, Fleomont, Claus i Carolina jest jeszcze Lily i James, ale gdzieś poszli – rzekłam.
- A to są zaginione siostry Harry'ego Jessica i Nicole – powiedziała Angelina.
-Gdzie jest Harry!? – spytała podniecona Gabriella.
Pov. Ginny.
Weszliśmy do Wielkiej Sali i wszyscy zwrócili na nas spojrzenia.
- Harry! – krzyknął dziewczęcy głos z francuskim akcentem i przybiegła do Harry'ego i przytuliła się.
- Cześć Gabriella – mruknął Harry i popatrzył się na mnie.
- Witaj Ginny – rzekła do mnie, kiedy mnie zobaczyła.
- Gabriella – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Ron i Hermiona cześć – odezwała się, kiedy zobaczyła Rona i Hermionę.
- Cześć Gabriella – powiedzieli do niej.
- A c to za młoda panna? – pytał tata James.
- To jest Gabriella siostra Fleur, a to ich rodzice Apollina i Armard.
- A to są moi rodzice James i Lily w młodszej wersji – oznajmił Harry.
- Wiecie, będziemy rodziną – oznajmiła im mama Molly – Bill żeni się z Fleur.
- To wspaniale! – zawołała Apollina i zaczęły z nią gadać.
- Witajcie gołąbeczki! – krzyknął Syriusz.
- A, mamo, tato – powiedzieli Hugo i Albus – Co wy macie na szyi?
- A to? – spytaliśmy swoim beztroskim tonem – To tylko znaki, to nic wielkiego – Cieszycie się? – zapytaliśmy z Hermioną z nadzieją swojego rodzeństwa. Do nas podeszła Fleur i przytuliła nas mocno.
- Ginny, Hermiona, jesteście szczęśliwe? – spytała Fleur.
- Bardzo siostrzyczko – odpowiedziałyśmy jej, kiedy nas przytulała.
- A wy Harry i Ron?
- Nie mógłbym być szczęśliwszy.
- No właśnie! I to się właśnie... – i nas puściła – I to się właśnie liczy – Fleur okręciła się z idealną gracją, wróciła na swoje miejsce i powiedziała Billowi.
- Co? Dalej, dalej! Ależ! Powiedz siostrze i bratu, jak bardzo się cieszysz – Bill potrząsnął głową i podniósł się z miejsca, co wywołało prawdziwą lawinę gratulacji. Cała rodzina zgromadziła się wokół nas.
- Jak się cieszę! – krzyknęły nasze córki i przytuliły nas mocno. Nicole i Jessica też nas przytuliły oraz moje bratanice i bratankowie oraz synowie.
Pov. Harry.
Dostrzegliśmy, jak Ginny i Hermiona znikają w objęciach Charliego, Freda i George, podczas gdy Angelina Katie Alicja Spinet i Demelza zmierzwiły nam włosy i oznajmiły:
- Najwyższy czas, chłopaki.
- Dzięki, dziewczyny – powiedzieliśmy.
- Katie, jak tam Olivier? – spytałem niewinnym głosem.
- Alicja, a jak tam Lee? – dodał Ron również niewinnie.
- A George Angelino? – spytałem. Cała trójka spaliła buraka. Na twarzach Cho, Michaela, Lavender i Cormaca i nie drgnął ani jeden mięsień. Byli w szoku i byli wściekli. Hermiona i Ginny powiedziały do ich:
- Czy teraz się ode mnie i mojego męża odczepicie? – Cała czwórka prychnęła.
- Olejcie ich – mruknęła Nicole.
- Tak – zgodziła się Jessica.
- Nicole, a jak tam Fred? Widzę, jak na niego patrzysz, a on patrzy na Ciebie? – zapytała Ginny moją siostrę, a ta spaliła buraka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz