ROZDZIAŁ
DWUNASTY
Zwierciadło
Ain Eingarp
Harry
poruszył się niespokojnie.
Zbliżało
się Boże Narodzenie. Pewnego ranka w połowie grudnia Hogwart obudził się
pokryty grubą warstwą śniegu. Jezioro zamarzło na dobre, a Weasley'owie zostali
ukarani za zaczarowanie kilkunastu piguł śniegowych, które ścigały profesora
Quirrella, grzmocąc w jego turban.
-
Wiecie, że rzucaliście śnieżkami w Voldka? - mruknął Harry do bliźniaków Freda
i George'a.
-
Serio?? - zdziwili bliźniacy.
-
Tak - odpowiedział i parsknął śmiechem.
Kilka
sów, którym się udało przebić przez zamiecie i zawieje, by przekazać pocztę,
musiało przejść kurację u Hagrida. Wszyscy nie mogli doczekać się przerwy
świątecznej. W pokoju wspólnym Gryffindoru i w Wielkiej Sali ogień huczał w
kominkach, ale na korytarzach panował straszliwy ziąb, a w klasach wiatr
łomotał w okna. Najgorsze były zajęcia z profesorem Snape'em, które odbywały
się w lochach, gdzie oddech zamieniał się w parę; żeby się ogrzać, trzymali
się jak najbliżej gorących kociołków.
-
Jak ja nie znoszę eliksirów - powiedzieli Łapa i Rogacz, krzywiąc się.
-
Naprawdę mi żal - powiedział Draco Malfoy na jednej z lekcji
eliksirów - tych wszystkich, którzy będą musieli zostać na
Boże Narodzenie, bo nie chcą ich w domu.Kiedy to mówił, patrzył na Harry'ego.
Crabbe i Goyle zachichotali.
-
Crabbe i Goyle skoczcie w ogień!! - krzyknął Ron, naśladując głos Fretki.
-
Tak jest, panie generale fretko!! - krzyknął Harry. Huncwoci, bliźniacy Weasley
parsknęli śmiechem.
Harry,
który właśnie odważał porcję sproszkowanego kręgosłupa skorpeny, zignorował
ich. Od meczu quidditcha Malfoy zrobił się jeszcze bardziej nieprzyjemny.
Wściekły z powodu przegranej Slytherinu, próbował wszystkich rozśmieszyć
propozycją, by w następnym meczu na pozycji szukającego Harry'ego zastąpiła
żaba drzewna, bo ma szersze usta.
-
Ale z ciebie jest kretyn - odparła Astoria.
W
końcu zorientował się, że nikogo to nie śmieszy. Wszyscy byli pod wielkim
wrażeniem wyczynu Harry'ego, który zdołał się utrzymać na zbuntowanej miotle.
Powrócił więc do swojej dawnej metody szydzenia z jego sieroctwa i dzieciństwa
u mugoli.
-
Dracuś - zwrocila się słodko Ginny - czy Dracuś chce upiorogacka w dupcie, czy
w dupcie i jaja?? - zapytała Ginny swoim słodkim głosikiem. Draco zbladł.
Harry
rzeczywiście nie zamierzał wracać na święta do Dursley'ów. Profesor McGonagall
obeszła wszystkie domy, spisując uczniów, którzy zostają w zamku, i Harry
natychmiast wpisał się na listę. Nie czuł się wcale nieszczęśliwy z tego
powodu, przeciwnie, uważał, że będą to najlepsze święta, jakie dotąd przeżył.
Ron i jego bracia też zostawali, ponieważ państwo Weasley'owie wybierali się do
Rumunii, by odwiedzić Charliego.
-
Fajnie było nie?? - zapytał rodziców Charlie. Oni tylko kiwnęli głowami.
Po
lekcji, gdy chcieli wyjść z lochów, stwierdzili, że korytarz jest zablokowany
przez wielką jodłę, spod której wystają dwie olbrzymie stopy. Po głośnym
sapaniu poznali, że za drzewkiem jest Hagrid.
-
O cześć Hagrid!! - krzyknęli Huncwoci.
-
Cześć, Hagrid, pomóc ci? - zapytał Ron, wpychając głowę między gałęzie.
-
Nie, dzięki, dam radę, Ron.
-
Może byście przestali blokować przejście, co? - rozległ się za
nimi zimny głos Malfoy'a - Chcesz sobie dorobić, Weasley? Masz nadzieję zostać
gajowym, jak skończysz szkołę albo jak szkoła z tobą skończy? Chatka Hagrida to
chyba pałac w porównaniu z twoim rodzinnym domem, nie?
Odszczekaj
to Fretko!! - krzyknął Łapa
Ron
rzucił się na Malfoy'a, ale w tej samej chwili na szczyt schodów
dotarł Snape.
-
WEASLEY!!!
-
Co Smarku chcesz od Rona?? - zapytał Rogacz - To on zaczął
Ron
puścił przód szaty Malfoy'a.
-
Został sprowokowany, panie psorze - powiedział Hagrid, wystawiając swoją
wielką, włochatą głowę zza jodły - Malfoy obrażał jego rodzinę.
-
Może i tak było, ale bijatyki są w Hogwarcie zakazane, Hagrid - rzekł Snape -
Minus pięć punktów dla Gryffindoru, Weasley, i bądź wdzięczny, że tylko tyle.
Ruszajcie stąd, wszyscy.
-
A gdzie dla Slytherinu?? - zapytał się młodszy Remus.
-
Zapominasz Remi, że Smark faworyzuje swoich i nie odejmuje im punktów. -
zauważył Łapa. Lunatyk tylko westchnął z irytacji.
Malfoy,
Crabbe i Goyle przecisnęli się obok drzewka, rozsiewając wokoło igły i śmiejąc
się głupkowato.
-
Jeszcze go dostanę - wycedził Ron przez zęby - Któregoś dnia odpowie mi za wszystko.
-
Nienawidzę ich obu - mruknął Harry - Malfoy'a i Snape'a.
-
Bo to chodzący nietoperz!! - krzyknął Ron.
-
Albo Gacek!! - zawołał Harry.
-
Ze swoimi... - zaczął Fred.
-
Tłustymi... - ciągnął George
-
Włosami - skończyli razem. Młodszy i starszy Sev mordował wzrokiem Harry'ego
Rona i jego starszych braci bliźniaków.
-
No, chłopaki, głowa do góry, Boże Narodzenie za pasem - powiedział Hagrid -
Wiecie co? Chodźcie ze mną i zobaczcie Wielką Salę, wygląda naprawdę ekstra.
Poszli więc za Hagridem i jego drzewkiem do Wielkiej Sali, której dekorowaniem
byli zajęci profesor McGonagall i profesor Flitwick.
-
Ach, Hagrid, ostatnie drzewko... postaw je tam w rogu, dobrze?
-
Dobrze!! - krzyknęli bliźniacy Prewett.
Sala
wyglądała naprawdę wspaniale. Festony ostrokrzewu i jemioły wisiały na
wszystkich ścianach, a wokoło stało ze dwanaście pięknych jodeł; niektóre
migotały maleńkimi sopelkami, inne jarzyły się setkami świec.
-
Ile dni wam zostało do ferii świątecznych? - zapytał Hagrid.
-
Tylko jeden - odpowiedziała Hermiona - To mi przypomniało... Harry, Ron, mamy
pół godziny do obiadu, powinniśmy pójść do biblioteki.
-
Och, tak, masz rację - rzekł Ron,
-
Ron i biblioteka?? - zdziwili się jego rówieśnicy, śmiejąc się.
-
Bardzo śmieszne - burknął Ron
- Bibiotece można znaleźć fajne rzeczy - oznajmił tajemniczym głosem Loius Samanta dotnela bok swojej szyi i uśmiechnęła się do blondyna Bill i Fleur oraz Oliver i Katie popatrzyli na siebie
odrywając
oczy od profesora Flitwicka, który wyczarowywał różdżką złote bombki i wieszał
na gałązkach właśnie dostarczonego drzewka.
-
Do biblioteki? - zdziwił się Hagrid, wychodząc za nimi z sali - Tuż przed
feriami? Macie bzika czy jak?
-
Właśnie!! - krzyknęli w szoku Huncwoci i bliźniacy Fred i George
-
Och, tu nie chodzi o naukę - wyjaśnił mu Harry.
- To
o co chodzi?? - zapytała jakaś Puchonka.
-
Od kiedy wspomniałeś o Nicolasie Flamelu, próbujemy się dowiedzieć, kim on
jest.
-
Co robicie? - Hagrid wytrzeszczył oczy - Słuchajcie... mówiłem wam już...
zostawcie to. Nic wam do tego, czego pilnuje Puszek.
-
Myślę, że oni Hagridzie się nie poddadzą - oznajmiła Ginny.
-
My tylko chcemy się dowiedzieć, kim jest ten Flamel, nic poza tym - powiedziała
Hermiona.
-
Chyba że ty nam powiesz i zaoszczędzisz nam trudu - dodał Harry - Przewaliliśmy
już setki książek i nic nie możemy znaleźć... Daj nam tylko jakąś wskazówkę...
Wiem, że gdzieś już spotkałem to nazwisko.
-
Nic nie powiem.
-
No to musimy szukać sami - rzekł Harry i zostawili Hagrida samego, z kwaśną
miną, spiesząc do biblioteki.
-
Mówiłam - mruknęła Ginny.
Od
czasu, gdy Hagridowi wyrwało się to nazwisko, rzeczywiście przetrząsali
książki w poszukiwaniu jakichś informacji o Flamelu, bo - jak dotąd - był to
jedyny sposób, by dowiedzieć się, co chciał wykraść Snape.
-
To nie ja!! - krzyknął starszy Snape - Odczepcie się ode mnie!
Kłopot
polegał na tym, że nie mieli pojęcia, od czego zacząć, bo nie wiedzieli, co
takiego mógł zrobić ten Flamel, by znaleźć się w jakiejś książce. Nie było go
w Wielkich czarodziejach dwudziestego wieku ani w Wybitnych
postaciach świata magii naszych czasów; nie było go też w Najważniejszych
współczesnych odkryciach magicznych i w Najnowszych osiągnięciach
czarodziejstwa.
-
Gdzieś to było tylko nie wie gdzie - zastanawiał starszy Remus.
A
biblioteka była ogromna: dziesiątki tysięcy ksiąg, setki półek, tysiące rzędów.
Hermiona sporządziła sobie listę tematów i tytułów, które postanowiła
sprawdzić, natomiast Ron chodził wzdłuż półek i wyciągał woluminy na chybił
trafił. Harry powędrował ku działowi Ksiąg Zakazanych. Niestety, żeby korzystać
ze zgromadzonych tu dzieł, trzeba było mieć specjalne pozwolenie na piśmie od
któregoś z nauczycieli, a doskonale wiedział, że żaden mu go nie da.
Ron
zakaszlał, co brzmiało, jak "Lockhart", gdyby wtedy uczył. Znowu
zakaszlał.
Były
tam księgi zawierające tajemnice czarnej magii, której w Hogwarcie nigdy się
nie nauczało, a dostęp do nich mieli wyłącznie studenci starszych lat, uczący
się zaawansowanej obrony przeciw czarnoksięstwu.
-
Czego szukasz, chłopcze?
-
Niczego - Pani Pince, bibliotekarka, machnęła mu przed nosem miotełką z piór.
-
Więc lepiej stąd zmykaj. Wynoś się! Już!
-
Wredne babsko - mruknął Ron. Huncwoci się z Ronem zgodzili.
Żałując,
że nie przyszedł mu do głowy jakiś pomysł, Harry opuścił bibliotekę. Już na
samym początku ustalili, że lepiej nie pytać pani Pince, gdzie można znaleźć
coś o Flamelu. Byli pewni, że potrafiłaby im udzielić wskazówek, ale nie
chcieli ryzykować, że Snape dowie się, czego szukają. Harry czekał na
korytarzu, żeby się dowiedzieć, czy Ron i Hermiona czegoś nie znaleźli, choć
nie miał na to wielkiej nadziei. Poszukiwania prowadzili co prawda od dwóch
tygodni, a ponieważ mogli to robić jedynie w przerwach między lekcjami, trudno
się dziwić, że na nic jeszcze nie natrafili. Potrzebne im było dokładne, długie
przeszukanie, bez pani Pince dyszącej im w karki.
-
Pince zawsze dyszy - rzekł Louis.
Pięć
minut później wyszli Ron i Hermiona, kręcąc głowami. Poszli na obiad.
-
Będziecie dalej szukać, jak mnie nie będzie, tak? - powiedziała Hermiona - I
przyślijcie mi sowę, jak coś znajdziecie.
-
A ty zapytaj rodziców, może coś wiedzą o tym Flamel - u - rzekł Ron - To chyba
bezpieczne.
-
Zapomniałem, że mamusia i tatuś są mugolami - mruknął Ron do Hermiony.
-
Bardzo bezpieczne, bo oboje są dentystami - odpowiedziała Hermiona.
-
Co to dentysta?? - zapytał Ślizgon.
-
Mugolski uzdrowiciel, który jest nazywany doktorem bądź lekarzem i leczy zęby
mugolom - odpowiedziała Lily.
W
końcu ferie się rozpoczęły. Ron i Harry mieli teraz aż za dużo czasu, by
rozmyślać o Flamelu. W dormitorium spali tylko we dwóch, a że w salonie też
było o wiele luźniej, bez trudu udawało się zająć dobre miejsca przy kominku.
Przesiadywali tam godzinami, pojadając wszystko, co dało się nadziać na rożen
- chleb, angielskie bułeczki, ślazowe marmoladki - i wymyślając najróżniejsze
sposoby pozbycia się Malfoy'a ze szkoły, co było bardzo zabawne, nawet jeśli
zupełnie nierealne.
-
Ja bym go zamienił we Fretkę i wyrzucił przez okno dla świętego spokoju -
mruknął Harry
Ron
zaczął uczyć Harry'ego gry w szachy czarodziejów. Od szachów mugoli różniły się
tym, że figury były żywe, co sprawiało wrażenie, że dowodzi się oddziałami w
bitwie. Komplet figur Rona był bardzo stary i zniszczony. Jak wszystko, co
posiadał, należał kiedyś do któregoś z członków jego rodziny - w tym przypadku
do dziadka. Starość figur nie była jednak wcale ich wadą. Ron tak dobrze je
znał, że bez trudu skłaniał je do robienia tego, co zechciał.
-
Jesteś w tym mistrzem - powiedział Harry do Rona - Powinieneś iść na spotkanie
z innymi mistrzami i wziąć udział w wielkich mistrzostwach w tej dziedzinie.
Harry
grał kompletem pożyczonym od Seamusa Finnigana i miał spore trudności. Figury
nie miały do niego za grosz zaufania i wciąż udzielały mu rad, co go trochę
deprymowało. "Nie stawiaj mnie tutaj, nie widzisz jego laufra?
Rusz się tym, nie możemy sobie pozwolić na jego stratę".
-
Kupiłem na Pokątnej - mruknął Seamus.
W
wigilię Bożego Narodzenia Harry poszedł do łóżka, rozmyślając o wszystkich
jutrzejszych pysznościach i zabawach, ale nie oczekując żadnych prezentów. A
jednak, kiedy obudził się rano, zobaczył stosik paczuszek w nogach swojego
łóżka.
-
Wesołych świąt - mruknął Ron sennym głosem, kiedy Harry wygramolił się z łóżka
i założył szlafrok.
-
Nawzajem - odpowiedział Harry - Widziałeś? Dostałem prezenty!
-
Jacie Harry Potter dostał prezenty!!! - pisnął Draco. Astoria strzeliła go tył
głowy.
-
Zachowuj się!! - krzyknęła.
-
A czego się spodziewałeś, pietruszki? - powiedział Ron, spoglądając na swój
stos, który był trochę większy.
-
Nie oczekiwałem wtedy, że dostanę jakikolwiek prezent poza od ciebie, Hermiony
i Hagrida - powiedział Harry.
-
Jesteś po części Weasley'em i dostaniesz prezenty - odezwał się Artur.
-
Dzięki tato - odparł Harry
Harry
chwycił paczuszkę leżącą na wierzchu. Zapakowana była w gruby, brązowy papier,
na którym niewprawna ręka wypisała: "Dla Harry'ego od Hagrida".
W środku był dość toporny drewniany flecik. Hagrid musiał go sam wystrugać.
Harry dmuchnął weń, a flet wydał dźwięk podobny do krzyku sowy.
-
Dzięki Hagrid!! - zawołał Harry.
Druga
mała paczuszka zawierała kartkę:
Otrzymaliśmy
wiadomość od ciebie i przesyłamy ci prezent bożonarodzeniowy. Od wuja Vernona i
ciotki Petunii.
Do
kartki przyklejona była taśmą moneta pięćdziesięciopensowa.
-
To miłe - rzekł Harry. Ron był bardzo zafascynowany monetą.
-
Ojej! Co za kształt! To są pieniądze?
Arturowi
się oczy zaświeciły z zafascynowania.
-
Ron, musisz mi ją kiedyś pokazać.
-
Nie ma sprawy, tato - wyjął z kieszeni ową monetę i pokazał ojcu. Ten aż
gwizdnął z wrażenia.
- Możesz ją
zatrzymać - odpowiedział Harry, śmiejąc się z jego zdumienia - Hagrid, ciotka
i wuj... więc od kogo ta reszta?
-
Chyba wiem, od kogo jest ten - powiedział Ron, rumieniąc się i wskazując na
niezbyt porządną paczkę - Od mojej mamy. Powiedziałem jej, że nie spodziewasz
się żadnych prezentów i... och, nie... - jęknął - zrobiła ci sweter Weasley'ów!
-
Sweter Weasley'ów?? - zdziwili się Rogacz i Lily.
-
Już wyjaśniam - powiedziała Ginny - Mama robi na drutach swetry dla każdego z
nas, nawet dla taty.
-
Och to takie słodkie - wzruszyła się Lily - Dziękuję Molly - i przytuliła ją do
siebie.
Harry
rozerwał paczkę i wyjął gruby, robiony na drutach, szmaragdowozielony sweter i
duże pudełko domowych krówek.
-
Co roku robi nam swetry - westchnął Ron i rozwinął swój - a mój zawsze jest
kasztanowy.
-
Bo mama zapomniana, że nienawidzę tego koloru - powiedział Ron do matki.
Bliźniacy parsknęli.
-
To naprawdę bardzo miłe z jej strony - rzekł Harry, próbując krówki, która
okazała się bardzo smaczna.
-
Mamo dzięki za prezent - powiedział Harry.
-
Ależ nie ma za co, kochaneczku - odpowiedziała Molly I.
Kolejny
prezent też zawierał słodycze - wielkie pudło czekoladowych żab od Hermiony.
Pozostała już tylko jedna paczka. Harry wziął ją do ręki i pomacał. Była bardzo
lekka. Rozwinął ją. Coś wiotkiego i srebrnoszarego zsunęło się na podłogę i
leżało tam, połyskując i migocąc. Ron wydał zduszony okrzyk.
Ron
i Harry wymienili spojrzenia.
-
Ojej... słyszałem o tym - wyszeptał, wypuszczając z rąk pudełko fasolek
wszystkich smaków od Hermiony - Jeśli to jest to, o czym myślę... to naprawdę
wielka rzadkość i bardzo cenny prezent.
-
Co to jest? - Harry podniósł z podłogi lśniącą, srebrzystą szatę. Była dziwna w
dotyku, jakby tkanina była wykonana z wody.
-
To peleryna-niewidka - powiedział Ron z przejęciem.
Rogacz,
Łapa i Lunatyk wymienili spojrzenia.
-
Czyli peleryną trafiła w ręce Harry'ego - powiedział cicho do Łapy i Lunatyka.
-
Ciekawe, czy ma mapę?? - zapytał się Łapa do Rogacza i Lunatyka.
-
Jestem prawie pewny... przymierz ją.
Większość
osób na sali opadły szczęki z wrażenia.
-
Też taką chce! - krzyknęli uczniowie.
Harry
zarzucił płaszcz na ramiona, a Ron wrzasnął krótko.
-
Tak! Spójrz w dół! - Harry spojrzał na swoje stopy - ale stóp nie było.
Podbiegł do lustra. Zobaczył swoje odbicie, ale była to tylko głowa zawieszona
w powietrzu.
-
Super!! - krzyknęli prawie wszyscy uczniowie.
Naciągnął
pelerynę na głowę i odbicie całkowicie zniknęło.
-
Tu jest jakaś kartka! - zawołał Ron - Odpadła kartka! - Harry zdjął płaszcz i
chwycił list. Napisany był wąskim, pełnym zakrętasów pismem, które widział po
raz pierwszy w życiu.
Twój
ojciec pozostawił to pod moją opieką, zanim umarł. Już czas, by wróciło do
ciebie. Zrób z tego dobry użytek.
Życzę
ci bardzo wesołych świąt.
Wszyscy
zwrócili się do Rogacza nieodgadniętym wyrazem twarzy.
-
To twoja peleryna?? - zapytały się w szoku Dorcas i Marlena.
-
Tak - odpowiedział im Rogacz - Dostałem ją od ojca, a on od swojego.
- A ja jako ten fajniejszy syn Harrego Pottera ukradłem mu z jego biurka - oznajmił James II niewinnym tonem - Czasem Albusowi pożyczałem ale tylko wtedy kiedy miałem dobry humor - Olivia przywaliła mu tył głowy
-
Jestescie rodzeństwem! - warknęła Olivia
-
Niewiarygodnie - odpowiedziały dalej szokowanie.
Nie
było podpisu. Harry gapił się na liścik. Ron podziwiał płaszcz.
-
Oddałbym za to wszystko - powiedział. - Wszystko. Co
ci jest?
-
Nic, nic - odrzekł Harry, ale poczuł się bardzo dziwnie. Kto mu przysłał ten
płaszcz? Czy naprawdę należał kiedyś do jego ojca?
-
Naprawdę synku, naprawdę - odpowiedział Rogacz do Harry'ego.
-
A teraz Rogosiątko - krzyknął Łapa - Hogwart czeka na Ciebie z otwartymi
ramionami.
Zanim
zdążył coś jeszcze pomyśleć albo powiedzieć, drzwi dormitorium otworzyły się z
hukiem i wpadli Fred i George Weasley'owie. Harry szybko zgarnął płaszcz i przykrył
kocem. Jakoś nie chciał się z nikim dzielić tą tajemnicą.
-
No wiesz co Harry - zaczął Fred udawanym oburzeniem.
-
Dlaczego nie pokazałeś nam tej wspaniałej rzeczy? - ciągnął George.
-
Przecież - ciągnął Fred
- Jesteś...
- ciągnął George.
-
Dla nas... - ciągnął Fred.
-
Młodszym braciszkiem - ciągnął George.
-
Wstydź się - skończyli razem i pokazali palec wskazujący, który ruszali w prawo
i lewo mając banany na twarzy.
-
Wesołych świąt!
-
Hej, zobacz! Harry dostał sweter Weasley'ów! Fred i George mieli na sobie
niebieskie swetry; na jednym było duże F, na drugim G.
-
Ale jego jest lepszy - zauważył Fred, podnosząc sweter Harry'ego - Widać, że
bardziej się przyłożyła.
Molly
I zgoniła synów wzrokiem.
-
Dlaczego nie włożyłeś swojego sweterka, Ronuś? - zapytał George - Włóż, taki
jest ładny i ciepły.
-
Nienawidzę koloru kasztanowego - jęknął Ron i wciągnął swój sweter przez głowę.
-
Na twoim nie ma litery - zauważył George - Chyba uważa, że nie zapominasz
swojego imienia. Ale my nie jesteśmy tacy głupi, wiemy, że nazywamy się Gred i
Forge.
Wszyscy
chichotali.
-
Co to za hałasy? - Percy Weasley wetknął głowę przez drzwi, patrząc na nich
surowo.
-
Uwaga wszystkim - krzyknął Fred.
-
Sztywniak na horyzoncie - skończył George.
-
Kretyn - powiedział Ron.
-
Idiota - obezwal się Harry.
-
Imbecyl!! - krzyknęła Ginny.
-
Spokój! - zagrzmiały starsze kobiety.
Najwyraźniej
też już rozpakował część swoich, prezentów, bo miał zarzucony na ramiona
sweter. Wszedł do środka, a Fred natychmiast ściągnął mu sweter.
-
P, czyli prefekt! Wkładaj go, Percy, my już swoje mamy na sobie, Harry też
dostał.
-
Nieee... nie chcę... - wysapał Percy spod swetra, który bracia już mu wciągali
przez głowę, strącając przy okazji okulary.
-
Wiesz co George nie wiedziałem, że z tego prefekta wyrośnie taki imbecyl -
powiedział Fred do George'a.
-
Freddie, człowiek uczy się całe życie - odpowiedział George do Freda.
-
I dzisiaj nie siedzisz z innymi prefektami - oznajmił George - Boże Narodzenie
to rodzinne święto. Wyprowadzili Percy'ego z sypialni, spętanego swetrem.
Harry
jeszcze nigdy w życiu nie jadł takiego świątecznego obiadu. Były tam setki
tłustych, pieczonych indyków, góry pieczonych i gotowanych ziemniaków, półmiski
frytek, wazy pełne polanego masłem groszku, srebrne łódki z gęstym sosem
pieczeniowym i żurawinowym
-
Hmmm pyszności - krzyknęli Ron i Hugo.
A
także sterty czarodziejskich strzelających niespodzianek, rozłożone co kawałek
na wszystkich stołach. Te fantastyczne petardy nie przypominały w niczym owych
żałosnych „niespodzianek" mugoli, które zwykle kupowali na Boże Narodzenie
Dursley'owie i z których wypadały maleńkie plastikowe zabawki albo byle jakie
papierowe kapelusze. Harry i Fred pociągnęli czarodziejską petardę za oba
końce, a ona wybuchła ze straszliwym hukiem, spowiła ich obłokiem niebieskiego
dymu, a ze środka wyleciał najprawdziwszy kapelusz admiralski i kilkanaście
żywych białych myszek.
-
Fajna sztuczka - odparli uczniowie
Przy
stole nauczycielskim profesor Dumbledore zamienił swoją wysoką, spiczastą
tiarę czarodzieja na ukwiecony beret i chichotał z dowcipu, który mu właśnie
przeczytał profesor Flitwick. Po indyku pojawiły się na stołach płonące
bożonarodzeniowe puddingi. Percy o mało nie złamał sobie zęba na srebrnym
syklu, który był w jego porcji.
-
Och biedny Perseusz - powiedział Ron udawanym ze sie martwił o Percy'ego.
Harry
obserwował Hagrida, który robił się coraz bardziej czerwony na twarzy po
kolejnych kielichach wina, a w końcu pocałował profesor McGonagall w policzek,
która, ku zdumieniu Harry'ego, zachichotała i spłonęła rumieńcem.
-
OOOOOOO!!!! Słodko!!! - krzyknęli wszyscy w Wielkiej Sali. Hagrid i Minne się
zarumienili.
Kiedy
Harry odchodził od stołu, dźwigał stos przedmiotów, które powylatywały z
petard- niespodzianek, a wśród nich pudło z niezniszczalnymi, świecącymi
balonami, zestaw do wyhodowania kurzajek i nowy komplet czarodziejskich figur
do szachów.
-
Szachy!! - krzyknął Ron - Uwielbiam szachy.
Białe
myszki gdzieś zniknęły i Harry miał nieprzyjemne przeczucie, że skończą jako
bożonarodzeniowy obiad Pani Norris. Po południu Harry i Weasley'owie wzięli
udział w wielkiej bitwie na śnieżki w szkolnym parku, a później, zziębnięci,
przemoczeni i zadyszani, wrócili do pokoju wspólnego Gryffindoru, gdzie ogień
huczał w kominku.
-
To była epicka walka - stwierdził Ron.
Harry
zrobił chrzest bojowy swoim nowym figurom szachowym i przegrał z Ronem.
Podejrzewał, że klęska nie byłaby aż tak sromotna, gdyby Percy nie pomagał
bratu. Po kolacji, na którą składały się kanapki z indykiem, krokiety,
biszkopty z kremem i bożonarodzeniowy placek, wszyscy poczuli się tak ociężali
i senni, że tylko siedzieli i patrzyli, jak Percy ściga po całej wieży Freda i
George'a, którzy ukradli mu odznakę prefekta.
-
Pamiętam, jak my wzięliśmy oznakę Lily i zmieniliśmy treść na Ruda Furia -
odparł Łapa i parsknął z Rogaczem i Lunatykiem. Bliźniaki Weasley przybili z
Huncwotami piątkę.
Było
to dla Harry'ego najwspanialsze Boże Narodzenie w życiu, a jednak na dnie duszy
coś go nękało przez cały dzień. Dopiero gdy położył się do łóżka, miał czas, by
o tym pomyśleć: o pelerynie-niewidce i o tym, kto mu ją przysłał. Ron, objedzony
indykiem i ciastem i niedręczony żadnymi zagadkami, usnął prawie natychmiast
po zasunięciu kotary swojego łoża. Harry przechylił się i wyciągnął spod łóżka
pelerynę.
-
Podenerwuj trochę Filcha i tę kocicę!! - krzyknął Łapa.
Jego
ojca... to należało do jego ojca. Przesuwał w dłoniach delikatną tkaninę,
gładką jak jedwab, lekką jak powietrze. Zrób z tego dobry użytek
- głosił liścik.
-
Właśnie! Zrób dobry użytek, czyli to, co mówił Łapa - powiedział Rogacz.
Korciło
go, by znowu wypróbować działanie czarodziejskiego płaszcza. Wstał z łóżka i
narzucił go na ramiona. Spojrzał na swoje nogi i zobaczył tylko plamę
księżycowego blasku i cienie. Bardzo dziwne uczucie.
Zrób
z tego dobry użytek.
Nagle
rozbudził się całkowicie. W tym płaszczu cały Hogwart stoi przed nim otworem!
Poczuł silne podniecenie. Przecież teraz może chodzić, gdzie chce, a Filch go
nie zobaczy!
-
Tak!! - krzyknęli Huncwoci i bliźniacy obu pokoleń.
Ron
mruknął przez sen. Obudzić go? Coś go powstrzymało... to płaszcz ojca... teraz
poczuł to wyraźnie... po raz pierwszy... musi być sam... Wymknął się z
dormitorium, zszedł po schodach, minął pokój wspólny i przełazi przez dziurę za
portretem.
-
Kto tu jest? - zaskrzeczała Gruba Dama. Harry nic nie odpowiedział i ruszył
cicho korytarzem.
-
Świetnie młody!! - krzyknął Łapa.
-
Harry lepiej wracaj do łóżka, bo będziesz mieć kłopoty - powiedziała Lily.
Dokąd
iść? Zatrzymał się i nagle serce zabiło mu mocno. Ależ tak! Do biblioteki, do
działu Ksiąg Zakazanych. Będzie mógł szperać tam do woli, czytać co zechce i
zostać tak długo, aż znajdzie coś o Flamelu. Otulił się szczelnie peleryną i
zdecydowanym krokiem wszedł do biblioteki.
-
Myślałem, że będziesz chodził za Filchem i go będziesz straszył, tak samo, jak
tego nieznośnego kota, a ty idziesz do biblioteki, no bez jaj! - jęknęli Rogacz
i Łapa.
-
Lily!! - krzyknął Rogacz - Harry ma charakterek po tobie, a nie po mnie.
-
I jestem z tego dumna - odparła dziewczyna - Po części zgodzę się z nasz
dyrkiem, że zostawił naszego syna u mojej siostry, gdyby wychowywał się z nami
nabyłby twojego i Syriego charakteru i pojawiłby się nowy Huncwot, a nie
chciałam tego. Z drugiej strony i tak jest dobrze.
W
bibliotece było ciemno i niesamowicie. Zapalił lampę, żeby widzieć drogę wzdłuż
rzędów książek. Lampa wyglądała, jakby sama płynęła w powietrzu. Czuł, że ją
trzyma, ale mimo to na ten widok dreszcze przebiegały mu po plecach. Dział
Ksiąg Zakazanych mieścił się w samym końcu sali. Harry przeszedł ostrożnie
ponad sznurem oddzielającym ten dział od reszty biblioteki i uniósł lampę, by
widzieć tytuły książek.
-Bardzo
ryzykowne - obezwala się Dorcas.
Niewiele
mu mówiły. Złuszczone, wyblakłe złote litery składały się na słowa w nie
znanych mu językach. Niektóre księgi w ogóle nie miały tytułów na grzbiecie. Na
jednej była ciemna plama, która wyglądała jak dawno zaschła krew. Poczuł
mrowienie w karku. Może to sobie wyobraził, a może nie, ale miał wrażenie, że
książki szepcą coś cicho, jakby wiedziały, że ogląda je ktoś, kto nie powinien
tu być.Trzeba od czegoś zacząć. Postawił ostrożnie lampę na podłodze i zaczął
przeglądać najniższy rząd w poszukiwaniu czegoś ciekawego.
-
Znalazłeś coś? - zapytała Lily.
-
Nie - odpowiedział Harry.
Jego
uwagę zwrócił wielki, czarno-srebrny wolumin. Wyciągnął go z trudem, bo okazał
się bardzo ciężki, wsparł na uniesionym kolanie i otworzył. Ciszę przerwał
przeszywający, mrożący krew w żyłach wrzask. Harry zatrzasnął książkę, ale
wrzask trwał i trwał - wysoki, nieprzerwany, dźgający w uszy ton. Przerażony,
cofnął się i przewrócił lampę, która natychmiast zgasła. Usłyszał kroki na
korytarzu. Wepchnął księgę na swoje miejsce i pobiegł ku wyjściu. Minął Filcha
w drzwiach; jego blade, straszne oczy wpatrywały się poprzez niego w ciemność
biblioteki.
-
O mały włos - odetnieli Huncwoci.
Przemknął
pod jego wyciągniętą ręką i pobiegł dalej korytarzem, wciąż mając w uszach ten
okropny wrzask. Zatrzymał się nagle przed jakąś zbroją. W panicznej ucieczce z
biblioteki nie zwrócił w ogóle uwagi, dokąd biegnie. Było ciemno i nie miał
pojęcia, gdzie się znajduje. Wiedział, że jakaś zbroja stoi w pobliżu kuchni,
ale przecież nie schodził w dół, wciąż musiał być pięć pięter wyżej.
-
Polecił mi pan, panie profesorze, żebym natychmiast pana powiadomił, jeśli ktoś
będzie chodził nocą po zamku, a ktoś właśnie był w bibliotece... w dziale Ksiąg
Zakazanych.
-
Smark i Filch razem byli... - zaczął Rogacz.
-
Jeden głupi, drugi głupszy - ciągnął Łapa.
-
Smark ma tłuste włosy - ciągnął Rogacz.
-
A Filch głupszy charakterek - skończył Łapa. Wszyscy ryknęli śmiechem. Obaj
Snape'owie i Filch mordowali Hunców wzrokiem. Jeden godny drugiego.
Harry
poczuł, że krew odpływa mu z twarzy. Filch musiał znać jakieś przejście na
skróty, bo jego cichy, oślizgły głos zbliżał się coraz bardziej. A głos, który
mu odpowiedział, Harry poznał natychmiast.
-
W dziale Ksiąg Zakazanych? No, daleko nie uciekł, zaraz go
złapiemy - To był głos Snape'a.
-
Nie złapiecie mnie - zaśpiewał Harry.
Harry
cofnął się najciszej, jak potrafił. Na lewo majaczyły jakieś drzwi. Namacał
klamkę, wstrzymał oddech i poczuł z ulgą, że drzwi ustępują. Wśliznął się do
środka przez szparę i zamarł bez ruchu. Filch i Snape poszli dalej, a Harry
oparł się o ścianę, oddychając głęboko i nasłuchując oddalających się kroków.
Uff! Bardzo niewiele brakowało...
-
Potter!! - krzyknął starszy Severus - Myślisz, że teraz jak dostałeś od swojego
irytującego ojca, to wszystko ci wolno?? - zapytał się Smark Harry'ego.
-
Właśnie tak myślę Sevi - odpowiedział Harry.
-
Potter ja Cię zamorduje!! - krzyknął Severus.
-
Spróbuj go dotknąć, to zjesz właśnie jaja na śniadanie - powiedziała Lily słodko.
Czarnooki usiadł w milczeniu.
Dopiero
po chwili rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym znalazł kryjówkę. Pokój
wyglądał jak nieużywana klasa. Pod ścianami piętrzyły się stosy krzeseł i
stolików, dostrzegł też przewrócony do góry nogami kosz na śmieci. Ale było tu
również coś, co nie pasowało do całości, coś, co sprawiało wrażenie, jakby ktoś
wstawił to tutaj, żeby nie zawadzało.
Harry
i Ron wymienili spojrzenia.
Było
to piękne lustro, oparte o ścianę, sięgające aż do sufitu, w bogato zdobionej
złotej ramie. Na szczycie ramy widniał napis: AIN EINGARP ACRESO GEWTEL AZ
Rasta WTE IN MAJ IBDO.
-
Co to znaczy?? - dziwny język spytała Rose.
-
Odbijam nie twą twarz, ale twego serca pragnienia - odpowiedział Harry - Trzeba
przeczytać wspak.
-
Dokładnie tak, Harry - powiedział Drops. Harry tylko na niego spojrzał
morderczym wzrokiem, który skojarzył się starcowi ze wzrokiem swego dawnego
ucznia sprzed pięćdziesięciu lat, który mówił: Zamknij się starcze, bo
dostaniesz Avadą.
Kroki
Filcha i Snape'a ucichły całkowicie i Harry poczuł, że jest bezpieczny. Zbliżył
się do lustra, chcąc jeszcze raz przeżyć to niesamowite wrażenie, kiedy nie
widzi się własnego odbicia.Stanął przed lustrem i musiał szybko przyłożyć obie
dłonie do ust, żeby nie krzyknąć.
-
Co zobaczyłeś Harry?? - zapytała Lily
-
Zaraz usłyszysz - odpowiedział Harry.
Obrócił
się gwałtownie, serce waliło mu o wiele mocniej niż wtedy, gdy otworzył
wrzeszczącą księgę. Był niewidzialny, a jednak zobaczył swoje odbicie w
czarodziejskim płaszczu. I nie tylko swoje. Tuż za sobą ujrzał tłum postaci.
-
Co?? - krzyknęli wszyscy.
Przecież
pokój był pusty! Oddychając szybko, odwrócił się powoli do lustra. Tak, to był
on, jego odbicie. Twarz biała jak papier, przerażona, a za nim... przynajmniej
z dziesięć postaci. Spojrzał przez ramię do tyłu - nie zobaczył nikogo. Może
oni też są niewidzialni? Może znalazł się w pokoju pełnym niewidzialnych ludzi,
a to zaczarowane lustro odbija wszystkich, widzialnych i niewidzialnych?
-
Potterowi już wieku 11 lat odbijało - powiedział Malfoy.
-
Zamknij się już!!! - krzyknęła Astoria.
Znowu
spojrzał w lustro. Kobieta, która stała tuż za nim, uśmiechała się i machała do
niego ręką. Sięgnął za siebie, ale nie wyczuł niczego. Gdyby naprawdę tam była,
musiałby jej dotknąć, ich odbicia znajdowały się bardzo blisko siebie.
Ginny
przytuliła Harry'ego.
Ale
jego ręka natrafiła na pustkę - ta kobieta i ci inni ludzie istnieli tylko w
lustrze. Kobieta była bardzo piękna. Miała kasztanowe włosy, a jej oczy... 'Jej
oczy są zupełnie jak moje'. Pomyślał Harry, przysuwając się do lustra.
Jasnozielone, tego samego kształtu...
-
Zobaczyłeś mnie?? - zapytała blada Lily.
-
Tak - mruknął cicho Harry. Lily zaczęła płakać i mocno przytuliła syna.
Dopiero
teraz dostrzegł, że kobieta płacze, uśmiecha się przez łzy. Stojący obok niej
wysoki, chudy, czarnowłosy mężczyzna, objął ją ramieniem. Miał okulary i bardzo
rozczochrane włosy. Sterczały do tyłu tak jak Harry'emu.
-
Mnie również zobaczyłeś? - pytał blady Rogacz.
-
Tak - Harry powtórzył swoją odpowiedź.
-
Merlinie!! - krzyknęli wszyscy szokowani. Dziewczyny przyłożyły sobie ręce do
ust i też zaczęły płakać. Molly przytuliła się do Artura.
Harry
przysunął się tak blisko do lustra, że prawie dotykał nosem swojego odbicia.
-
Mamo? - szepnął - Tato? - Lecz oni tylko patrzyli na niego, uśmiechając się
smutno.
Lily
płakała i jeszcze bardziej przytuliła syna.
Powiódł
wzrokiem po twarzach innych ludzi w zwierciadle i ujrzał inne pary takich
samych zielonych oczu, inne nosy, tak podobne do jego nosa, a jeden staruszek
miał nawet takie same jak on kościste kolana.
-
Zobaczyłeś również mojego ojca?? - zapytał się Rogacz.
-
Wszystkich. Obie babcie i obu dziadków - odpowiedział Harry - I kilka osób,
których nie znam.
Patrzył
na swoją rodzinę, patrzył na nią po raz pierwszy w życiu. Potterowie uśmiechali
się i machali do niego rękami, a Harry pochłaniał ich wzrokiem, przyciskając
dłonie do lustra, jakby miał nadzieję, że przeniknie przez zimne szkło i
znajdzie się między nimi. A w sercu czuł przedziwną mieszaninę radości i
dojmującego smutku.
Ginny
i Hermiona Luna również miały łzy w oczach.
Nie
wiedział, jak długo tam stał. Odbicia nie bladły, a on patrzył na nie i
patrzył, aż gdzieś z daleka dobiegł go jakiś hałas, który pomógł mu wrócić do
rzeczywistości. Oderwał oczy od twarzy matki, szepnął: "Wrócę" i
wybiegł z pokoju.
Wszyscy
pociągali nosami, że to było piękne, ale też smutne.
-
Mogłeś mnie obudzić - powiedział ze złością Ron.
-
Możesz iść dziś w nocy, wracam tam, chcę ci pokazać to zwierciadło.
-
Bardzo bym chciał zobaczyć twojego tatę i twoją mamę.
-
A ja chcę zobaczyć całą twoją rodzinę, wszystkich Weasley'ów. Będziesz mi mógł
pokazać swoich innych braci.
-
Zawsze możesz ich zobaczyć - rzekł Ron - Wystarczy, że w lecie pojedziemy
razem do mojego domu.
-
Nie idźcie tam, proszę - prosiła Lily.
-
Znając Harry'ego - zaczęła Ginny - I jego ojca to wiem, że pakowanie się w
kłopty ma genach Potterów.
-
Racja - zgodził się Rogacz.
-
A w ogóle, może to lustro pokazuje tylko umarłych? Szkoda, że nie znalazłeś
niczego o tym Flamelu. Weź trochę bekonu, czy czegoś, dlaczego nic nie jesz?
Harry
wcale nie miał ochoty na jedzenie. Widział swoich rodziców i zobaczy ich znowu
tej nocy. Prawie zapomniał o Flamelu. Straciło to dla niego znaczenie. Kogo
obchodzi, czego pilnuje trójgłowy pies? Czy to ważne, że Snape może to wykraść?
-
Nie idź tam!! - krzyknął nagle Rogacz.
-
Hej, nic ci nie jest? - zapytał Ron - Wyglądasz jakoś dziwnie - Teraz Harry bał
się tylko jednego: że nie trafi po raz drugi do lustra. Wędrówka pod jednym
płaszczem z Ronem też nie była łatwa. Próbowali odtworzyć trasę Harry'ego z
biblioteki, ale choć przez godzinę błąkali się po ciemnych korytarzach, nie
znaleźli opuszczonej klasy - Piekielnie zmarzłem - powiedział Ron - Dajmy
sobie z tym spokój i wracajmy do naszej wieży.
-
Posłuchaj Rona - powiedziała Lily.
-
Nie! - szepnął Harry - Wiem, że to musi być gdzieś tutaj. Minęli ducha wysokiej
wiedźmy, szybującego w przeciwnym kierunku, ale nikogo więcej nie spotkali.
Ron właśnie zaczął jęczeć, że stopy mu zupełnie zdrętwiały z zimna, kiedy Harry
dostrzegł zbroję - To tu... o, tutaj... tak!
-
Nie wytrzymam tego ponownie - powiedziala Lily i się rozpłakała w ramię
Rogacza, który ją przytulił.
Otworzyli
drzwi. Harry zrzucił płaszcz z ramion i podbiegł do lustra. Byli tam. Jego
matka i ojciec rozpromienili się na jego widok.
-
Widzisz? - szepnął Harry.
-
Nic nie widzę.
-
Patrz! Patrz na nich wszystkich... jest ich tam wielu...
-
Widzę tylko ciebie.
-
Popatrz lepiej, stań tu, gdzie ja - Harry odsunął się na bok, ale teraz widział
tylko Rona w jego piżamie w misie. Ron wpatrywał się jednak w lustro jak
urzeczony.
-
Harry, spójrz na mnie!
-
Widzisz całą swoją rodzinę?
-
Nie... jestem sam... ale jakiś inny... wyglądam starzej... i jestem... jestem
najlepszy!
-
Co?? - zdziwili się wszyscy Weasley'owie.
-
Co?
-
Jestem... mam odznakę, taką jak miał Bili... i trzymam Puchar Domów... i
Puchar Quidditcha... Jestem kapitanem drużyny!
Molly
przytuliła się do Artura, a Herniono przytuliła Rona.
Ron
oderwał oczy od tego cudownego widoku i spojrzał na Harry'ego.
-
Myślisz, że to lustro pokazuje przyszłość?
-
Niby jak? Przecież cała moja rodzina nie żyje... poczekaj, spojrzę jeszcze
raz...
-
Ty już się napatrzyłeś, pozwól mi jeszcze trochę...
-
Trzymasz Puchar Quidditcha, no i co z tego? A ja chcę zobaczyć moich rodziców.
- Nie pchaj
mnie...
-
Idźcie stamtąd. To lustro jest dziwne - powiedziała Dorcas.
-
Ciocia Dorcas ma rację - odezwała się Marlena - To lustro daje wam głupawkę.
Niespodziewany
hałas na korytarzu zakończył dyskusję. Nie zdawali sobie sprawy, jak głośno
rozmawiają.
-
Szybko! - Ron ledwo zdążył narzucić na nich płaszcz, gdy w drzwiach pojawiły
się świetliste oczy Pani Norris. Stali nieruchomo, myśląc o tym samym: czy
płaszcz działa na koty? Ale po długiej chwili Pani Norris wyszła.
-
Nie jest dobrze... - szepnął Ron - Może poszła po Filcha. Założę się, że nas
usłyszała. Idziemy - I wypchnął Harry'ego z pokoju.
-
Proszę was nie wracajcie do tego lustra - powiedziała Marlena.
Następnego
ranka wszystko było nadal pokryte śniegiem.
-
Zagramy w szachy? - zapytał Ron.
-
Nie.
-
Może pójdziemy odwiedzić Hagrida?
-
Nie... Idź sam.
-
Wiem, o czym myślisz, Harry. O tym lustrze. Nie idź tam dziś w nocy.
-
Posłuchaj Rona, Harry - powiedział Rogacz.
-
Wyjatkowo zgodzę się z Rogaczem - rzekł Remus.
-
Dlaczego?
-
Nie wiem, mam jakieś złe przeczucie... Za dużo osób tam się kręci. Filch,
Snape, teraz Pani Norris. Nie widzą cię, ale przecież w każdej chwili mogą tam
wejść. A jak na coś wpadniesz?
-
Mówisz zupełnie jak Hermiona.
-
Po słuchaj brata, Harry - powiedział Łapa.
-
Jesteście podobni do nas. My jesteśmy bracmy, jak my - dodał Rogacz.
-
To prawda, jesteśmy braćmi - odpowiedział Ron i uśmiechnął się do Harry'ego.
-
Bracia na dobre i złe - dodał Harry.
-
To prawda - powiedział James II - My - wskazał na siebie na kuzyna - Ja i Fred
jesteśmy kuzynami, a zachowujemy się jak bracia.
-
Mówię poważnie, Harry, nie chodź - Ale Harry myślał tylko o jednym: o powrocie
przed zaczarowane zwierciadło. Ron nie był w stanie go powstrzymać.
-
Harry... - jeknęli Rogacz i Lily.
Trzeciej
nocy bardzo szybko znalazł drogę. Szedł tak prędko, że jego kroki dudniły w
pustym korytarzu, ale tym razem nie spotkał nikogo. I znowu zobaczył matkę i
ojca, a jeden z jego dziadków pokiwał głową, uradowany. Harry usiadł na
podłodze przed lustrem.
-
Proszę, nie chcę tego słuchać - odparla Lily mając łzy na twarzy.
Nic
nie mogło go powstrzymać przed siedzeniem tu przez całą noc razem ze swoją
rodziną. Nic. Nic prócz...
-
A więc znowu tu wróciłeś, Harry?
-
No to wpadł - powiedzieli uczniowie.
Harry
poczuł się tak, jakby brzuch miał wypełniony lodem. Na jednym ze stolików przy
ścianie siedział nie kto inny, jak sam Albus Dumbledore. Harry musiał przejść
tuż obok niego, tak zafascynowany lustrem, że go nie zauważył.
-
Dyrektor? - zdziwili się Huvwoci, Lily, Marlena i Dorcas.
-
Ja... ja nie widziałem pana, panie profesorze.
-
To dziwne, jak niewidzialność popsuła ci wzrok - rzekł Dumbledore, a Harry
poczuł ulgę, bo zobaczył, że profesor się uśmiecha - Tak więc i ty - dodał,
zsuwając się ze stolika i siadając na podłodze obok Harry'ego - jak setki
innych przed tobą, odkryłeś rozkosze Zwierciadła Ain Eingarp.
-
To nie rozkosze - odezwała się Ginny.
-
Nie wiedziałem, że ono tak się nazywa, panie profesorze.
-
Ale chyba już wiesz, co ono potrafi?
-
No... pokazuje mi moją rodzinę...
-
I twojego przyjaciela Rona jako prymusa.
-
Skąd pan wie.
-
Nie muszę mieć płaszcza, żeby stać się niewidzialnym - powiedział łagodnie
Dumbledore.
-
Nie rozumiem - powiedział Seamus.
-
No dobrze, ale czy już wiesz, co pokazuje nam wszystkim Zwierciadło Ain
Eingarp? - Harry potrząsnął głową - Zaraz ci to wyjaśnię. Tylko najszczęśliwszy
człowiek na świecie mógłby używać Zwierciadła Ain Eingarp jak zwykłego lustra,
to znaczy, że mógłby patrzeć w nie i widzieć swoje normalne
odbicie. Teraz już rozumiesz? - Harry pomyślał, a potem powiedział powoli:
-
Ono pokazuje nam to, czego pragniemy... czego każdy z nas pragnie...
'Potter
jednak nie jest taki głupi'. Pomyślał starszy Severus.
-
Tak i nie - odpowiedział spokojnie Dumbledore - Pokazuje nam ni mniej, ni
więcej, tylko najgłębsze, najbardziej utęsknione pragnienie naszego serca. Ty,
który nigdy nie znałeś swojej rodziny, widzisz ją całą, stojącą wokół ciebie.
Ronald Weasley, który zawsze był w cieniu swoich braci, widzi tylko siebie, ale
jako najlepszego z nich wszystkich.
Bracia
spuścili głowy.
-
To lustro nie dostarcza nam jednak ani wiedzy, ani prawdy. Ludzie tracą przed
nim czas, oczarowani tym, co widzą, albo nawet wpadają w szaleństwo, nie
wiedząc, czy to, co widzą w zwierciadle, jest prawdziwe lub choćby możliwe.
Jutro Zwierciadło Ain Eingarp zostanie przeniesione, Harry, a ja proszę cię,
żebyś już go nie szukał.
-
Przynajmniej jedną rzecz dobrze zrobiłeś dyrektorze - powiedziała Lily.
-
Jeśli kiedykolwiek na nie się natkniesz, zostałeś ostrzeżony. Pamiętaj:
naprawdę niczego nie daje pogrążanie się w marzeniach i zapominanie o życiu. A
teraz, załóż swój cudowny płaszcz i wracaj do łóżka, dobrze? - Harry wstał.
-
Panie profesorze... Czy mogę o coś zapytać?
-
Właśnie to zrobiłeś - Dumbledore uśmiechnął się - Ale dobrze, możesz mnie
jeszcze o coś zapytać.
-
Co pan profesor widzi, jak patrzy w to lustro?
-
Ja? Widzę siebie trzymającego parę grubych, wełnianych skarpetek.
Cała
sala wybuchła śmiechem.
Harry
wytrzeszczył oczy.
-
Nigdy się nie ma za dużo skarpetek - powiedział Dumbledore - Minęło jeszcze
jedno Boże Narodzenie, a ja znowu nie dostałem ani jednej pary. Wszyscy wciąż
dają mi książki.
-
No w sumie to nudne dostawać co roku tylko książki - oznajmił Hugo.
Dopiero
kiedy Harry znalazł się z powrotem w łóżku, pomyślał, że profesor Dumbledore
mógł mu nie powiedzieć całej prawdy. Ale w końcu, uznał, spychając Parszywka ze
swojej poduszki, było to bardzo osobiste pytanie.
-
Koniec rozdziału - powiedziała Rose. Na słowo "Parszywek" Harry
warknął.
-
Co się dzieje Harry? - zapytała Lily.
-
Mamo, wszystkiego się dowiesz z swoim czasie. Na pewno będzie to opisane -
odpowiedział Harry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz