sobota, 10 grudnia 2022

Rozdział 13

 

Teraz ja chce czytać - powiedziała Lucy. Rose dała jej książkę.

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Nicolas Flamel

- Wreszcie Flamel - ucieszyli się uczniowie.

Dumbledore przekonał Harry'ego, że nie należy szukać Zwierciadła Ain Eingarp, i przez resztę ferii świątecz­nych peleryna-niewidka spoczywała na dnie jego kufra.

- Dobrze zrobiłeś synku - rzekła Molly I .

Harry bardzo chciał zapomnieć o tym, co zobaczył w zwier­ciadle, ale nie było to takie łatwe. Zaczął mieć nocne koszmary. Wciąż i wciąż śnili mu się rodzice znikający w rozbły­sku zielonego światła, gdy jakiś wysoki głos zaczynał złośli­wie chichotać.

Lily przytuliła się do Rogacza.

- Widzisz, Dumbledore miał rację, kiedy mówił, że od tego lustra można dostać świra - zauważył Ron, kiedy Harry opowiedział mu o swoich snach. Hermiona, która wróciła na dzień przed rozpoczęciem zajęć, miała na temat tej przygody inne zdanie.

- Moja siostryczka wróciła - uschnechnal się Harry

- A moja żonka - dodał Ron.

- I moja starsza siostra - rzekła Ginny.

- I nasza młodsza siostryczka - oznajmili bliźniacy.

- Dziękuję wam - odpowiedziała Hermiona.

Z jednej strony przerażała ją sama myśl o tym, że Harry przez trzy noce z rzędu włóczył się po zamku („Przecież Filch mógł cię złapać!"), a z drugiej była rozczarowana tym, że nie udało mu się znaleźć żadnej informacji o Nicolasie Flamelu.

- Ech cała mamusia - odparł Hugo.

Stracili już prawie nadzieję, że znajdą coś o nim w biblio­tece, choć Harry wciąż się upierał, że już gdzieś widział to nazwisko.

- Na karcie Dumbledora było - mruknął Harry.

- No tak! - zawołali wszyscy

Kiedy lekcje się rozpoczęły, mogli szperać w książkach tylko w ciągu dziesięciominutowych przerw. Harry miał jeszcze mniej czasu od nich, bo znowu zaczęły się treningi quidditcha.

Wood wyciskał z nich siódme poty. Nie powstrzymał go nawet nie kończący się deszcz, który zajął miejsce padające­go wcześniej śniegu. Weasleyowie narzekali, że Woodowi odbiło i stał się fanatykiem, ale Harry był po jego stronie.

- Przynajmniej jeden był po mojej stronie - mruknąl Wood

Jeśli wygrają następny mecz przeciw Puchonom, wysuną się na czoło tabeli po raz pierwszy od siedmiu lat. Niezależnie od chęci zwycięstwa, Harry spostrzegł, że od czasu, gdy zaczęły się treningi, ten okropny sen dręczył go coraz rza­dziej.

- To dobrze - powiedziała starsza Pani Potter .

A potem, podczas jednego szczególnie mokrego i błot­nistego treningu Wood zdradził im bardzo nieprzyjemną wiadomość. Rozzłościł się właśnie na Weasleyów, którzy pikowali na siebie i udawali, że spadają z mioteł.

- Dzieciaki - zaśmiała się Angelina.

- Dziękuję żonko - powiedział George.

- Przestańcie robić sobie szopkę z gry! - ryknął - Właśnie przez coś takiego możemy przegrać mecz! Tym razem sędziuje Snape i możecie być pewni, że wystarczy mu byle jaki pretekst, by odjąć nam punkty! Na te słowa George Weasley naprawdę spadł ze swojej miotły.

- Snape sędziuje? - wymamrotał, wypluwając bło­to.

- Ej Georgi!! - krzyknął Fred - jak smakowało błoto?? - zapytał się Fred i parsnął śmiechem.

- Było bardzo smaczne - odpowiedział Georgie z ironią.

- Przecież on nigdy nie sędziował! I na pewno nie będzie sprawiedliwy, kiedy zdobędziemy więcej punktów - Reszta drużyny wylądowała obok niego z kwaśnymi minami.

- Czy to moja wina? - żachnął się Wood - Mu­simy być po prostu pewni, że gramy czysto, tak żeby Snape nie miał się do czego przyczepić.

- Smark sędziuje - jeknal Łapa.

Było to na pewno słuszne, ale Harry miał inny powód, dla którego nie chciał, żeby Snape był w pobliżu niego podczas gry w quidditcha.

- Jaki?? - zapytali uczniowie.

Reszta drużyny pogrążyła się w ożywionej rozmowie, jak zwykle po skończonym treningu, ale Harry wrócił prosto do pokoju wspólnego Gryffindoru, gdzie zastał Rona i Hermionę grających w szachy. Szachy były jedyną rzeczą, która sprawiała Hermionie sporo kłopotów, a Harry i Ron uwa­żali, że coś takiego jest jej bardzo potrzebne.

- Hermiono, to twoja pięta achillesowa - rzekł rozbawiony Ron

Co to jest ta pięta ach-coś-tam?? - zapytali uczniowie czystej krwi.

- Słaby punkt - odpowiedziała Hermiona - A poza tym skąd ty znasz takie rzeczy??

- Kochanie to jest moja słodka tajemnica - odpowiedział tajemniczo jej mąż dając jej luziaka w usta

- Nie mów do mnie przez chwilę - rzekł Ron, kiedy Harry usiadł obok niego - Muszę się sku... - Spojrzał na Harry'ego - Co się stało? Wyglądasz okropnie..

- Dzięki za szczerość - odpowiedział Harry.

Harry po cichu opowiedział im o nagłym i złowieszczym pragnieniu Snape'a, by sędziować podczas najbliższego meczu.

- Nie graj - powiedziała natychmiast Hermiona.

- Jak ma nie grać? - oburzyli się, ci którzy grali w drużynie Gryffindoru.

- Powiedz, że jesteś chory - doradził Ron.

- Udaj, że złamałeś nogę - podsunęła Hermiona.

- Naprawdę złam nogę - powiedział Ron.

- Jak ty coś powiesz, to po prostu klękajcie narody - powiedzieli rozbawieni bliźniacy Panowie Weasley .

- Nie mogę - odrzekł Harry - Nie mamy rezer­wowego szukającego. Jeśli się wycofam, Gryfoni w ogóle nie zagrają - W tym momencie do salonu wpadł Neville. Dosłownie wpadł, bo dał susa i upadł na podłogę. Trudno zgadnąć, jak mu się udało przejść przez dziurę w portrecie, ponieważ nogi miał sklejone czymś, w czym natychmiast rozpoznali pewne zaklęcie, znane jako Zwieracz Nóg. Przez całą drogę do wieży musiał skakać jak królik.

- Fretko!! - krzyknęła panna Longbotton - Wiem, że to ty za tym stoisz.

- Kochanie spokojnie - mruknął cicho Fred do Alicji.

- Hmm widzisz to co ja?? - zapytała czarnoskóra pani Weasley do Pana Weasleya.

- No - odpowiedział George - To dziwne

- Neville popatrz, jak on patrzy na nią - powiedziała młodsza blond włosa pani Longbotton .

- Myślisz, że są razem?? - zapytał się Pan Longbotton .

- Myślę, że tak kochanie - odpowiedziała Hannah.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem, prócz Hermiony, która zerwała się na równe nogi i wypowiedziała przeciwzaklęcie. Neville wstał, dygocąc na całym ciele.

- Co się stało? - zapytała Hermiona, prowadząc go do Harry'ego i Rona.

- To Malfoy - odrzekł Neville roztrzęsionym gło­sem.

- Wiedziałam Fretko!! - krzyknęła córka Neville'a.

- Spotkałem go przy bibliotece. Powiedział, że szu­ka kogoś, na kim by mógł poćwiczyć.

- Idź do profesor McGonagall! - nalegała Hermio­na - Poskarż na niego! Neville potrząsnął głową.

- Nie chcę mieć większych kłopotów - wymamrotał.

- Musisz mu się postawić - rzekł Ron - Zwykle depce po ludziach, ale nie można kłaść się przed nim, żeby mu to ułatwić.

Zostaw to mi - mruknela Hannah wyciągnęła różdżkę i skierowała w stronę Malfoya - ty wredny...

- Nie walniesz mnie! - zardwil - nie rzucisz zaklęcia Abbot

Zamachnęła się i walnęła piescia w nos Malfoya ze ten jeknal z bolu i mruknela - dla Ciebie jestem Pani Longbotton Malfoy - i odwróciła się usiadła na kolana Neville i uśmiechnela się do Neville'a

- Co tu się wyrabia! - jeknal Lee

- Hannah jak palnelas Malfoya zdałem sobie sprawę z tego że nie zapytałem najważniejszej rzeczy czy zostaniesz moja dziewczyna? - Hannah pocałowała namiętnie Neville

- Awwww! - zawolaly kobiety i dziewczyny wzruszone

- Czy wiecie co się teraz wyprawia? - spytał Seamus do kolegow z pokoju który nie ogarniał co się dzieje

- Sam chciałbym wiedzieć Seamus - stwierdził szokowany Dean

- Oczywiście że zostanę twoja dziewczyną Panie Longbotton - rzekła Hannah i przytuliła się do niego

- Ty wredna... - zaczeli Lucek i Draco którzy otrząsnęli się w szoku

- ŁAPY PRECZ OD MOJEJ MATKI! - ryknal Frank II i zaczął się świecić

- Nie musisz mi mówić, że nie jestem dość dzielny, żeby być w Gryffindorze. Malfoy już rozrobił - wykrztu­sił Neville.

- Tato - powiedziała Alicja II - Twój czas nadejrze. Uwiesz mi.

- Alicja ma rację, Neville - dodał Fred II .

Harry sięgnął do kieszeni i wyciągnął czekoladową żabę, ostatnią z pudełka, które dostał od Hermiony na Boże Narodzenie. Dał ją Neville'owi, który wyglądał, jakby miał się za chwilę rozpłakać.

- Słuchaj, Neville, jesteś wart tyle co tuzin Malfoyów - powiedział Harry - Tiara Przydziału wybrała ciebie do Gryffindoru, prawda? A gdzie jest Malfoy? W śmierdzą­cym Slytherinie.

- Śmierdzą­cym Slytherinie?! - zapytali oburzeli Ślizgoni.

- Wypraszam sobie - burknął Blaise.

Neville uśmiechnął się, odwijając żabę.

- Dzięki, Harry... Chyba pójdę do łóżka... Chcesz kartę? Zbierasz je, prawda?

- Prawda - obezwal Harry - Dzięki za tą kartę.

- To tylko karta - zdziwił się Neville.

- Zaraz zobaczysz - odpowiedział tajemniczo Harry.

Kiedy Neville odszedł, Harry spojrzał na kartę Sławnych Czarodziejów.

- Znowu Dumbledore - powiedział - Był na mojej pierwszej karcie i...Wydał zduszony okrzyk. Obrócił kartę, a potem popatrzył na Rona i Hermionę.

- Oho! Chyba znalazł coś o Flamelu - powiedziała Dorcas.

- Znalazłem go! - wyszeptał - Znalazłem Flamela! Mówiłem wam, że gdzieś widziałem to nazwisko. Przeczy­tałem je w pociągu, którym tu jechaliśmy... Posłuchajcie:

- Dzięki jeszcze raz! - krzyknął Harry.

"Przez wielu uważany za największego czarodzieja współ­czesności, Dumbledore znany jest szczególnie ze zwycię­stwa nad czarnoksiężnikiem Grindelwaldem (1945), z od­krycia dwunastu sposobów wykorzystania smoczej krwi i ze swoich dziel alchemicznych, napisanych wspólnie z Nicolasem Flamelem"!

- O mój Boże!! - zawołała Lily

Hermiona zerwała się na równe nogi.

- Włączył jej się tryp Hermiony - powiedział Ron do Harry'ego, za co dostał od swojej żony w głowę.

- Ej! - oburzył się Ron, a Hermiona uśmiechneła się niewinnie. Wszyscy parsneli śmiechem

Jeszcze nigdy nie wyglądała na tak podnieconą od czasu, gdy mieli poznać swoje stopnie za pierwsze wypracowanie domowe.

- Poczekajcie tutaj! - krzyknęła i poleciała na górę do dormitorium dziewcząt. Harry i Ron ledwo zdążyli wy­mienić zdumione spojrzenia, kiedy powróciła, niosąc jakąś wielką księgę - Nie przyszło mi na myśl, żeby zajrzeć tutaj! - wyszeptała z przejęciem - Wypożyczyłam to z bibliote­ki kilka tygodni temu, żeby się rozerwać jakąś lekką lekturą.

- To jest dla ciebie lekka?? - pytał zdumiony Lee - To jaka jest według ciebie ciężka?

- Lekką? - zdumiał się Ron, ale Hermiona powie­działa mu, żeby siedział cicho, a sama zaczęła wertować księgę, mrucząc coś do siebie. W końcu znalazła to, czego szukała.

- Wiedziałam! Wiedziałam!

- Czy możemy się już odezwać?? - zapytał się Ron.

- Czy możemy już się odezwać? - zapytał Ron. Hermiona zignorowała go.

- Nicolas Flamel - powiedziała dramatycznym szep­tem - jest jedynym znanym twórcą Kamienia Filozoficznego! - Na Harrym i Ronię nie zrobiło to tak wielkiego wrażenia, jakiego najwidoczniej się spodziewała.

- Czego? - zapytali jednocześnie.

- No nie... Czy wy nic nie czytacie?

- Uroczyście przysięgamy, że nie czytamy ksiązki o Historii Hogwartu i Historii Magii - powiedzieli uroczyście Ron i Harry. Huncwoci 1.0 parsneli śmiechem z bliźniakami, Lee Huncwotami 2.0, Hugo, Tedem, Matte, i Nickiem. Huncwoci 1.0 wymienili spojrzenia

- Patrzcie... prze­czytajcie, o tu - Popchnęła ku nim księgę, a Harry i Ron przeczytali:

Najważniejszym celem starożytnej sztuki alchemii jest stworzenie Kamienia Filozofów, legendarnej substancji posia­dającej zdumiewającą moc. Kamień ów zamienia każdy metal w najczystsze złoto. Wytwarza też Eliksir Życia, który daje nieśmiertelność temu, kto go wypije.
Kamień Filozofów pojawia się w wielu doniesieniach historycznych, ale jedyny Kamień, który istnieje do dziś, jest w posiadaniu pana Nicolasa Flamela, wybitnego al­chemika i miłośnika opery. Pan Flamel, który w ubiegłym roku obchodził swoje sześćset sześćdziesiąte piąte urodziny, prowadzi spokojne życie w hrabstwie Devon, razem ze swoją żoną Perenellą (sześćset pięćdziesiąt osiem lat).

- Kamień, który daje nieśmiertelność!! - krzyknęli Huncwoci - Nic dziwnego, że Snape go chce.

Rozumiecie? - zapytała Hermiona - Ten pies musi strzec Kamienia Filozoficznego, odkrytego przez Fla­mela! Założę się, że poprosił Dumbledore'a, żeby się zaopie­kował Kamieniem, bo przecież są przyjaciółmi, a Flamel wiedział, że ktoś tego skarbu szuka, i właśnie dlatego Dumbledore kazał Hagridowi zabrać go z podziemi Gringotta!

- Hermiona jesteś taka zdolna - powiedziała Lily.

- Dziękuję mamusiu - odpowiedziała Hermiona niewinnie.

- Och skarbie!! - krzyknęła szczęśliwa Lili i przytuliła Hermionę.

- Kamień, który wytwarza złoto i czyni nieśmiertel­nym! - szepnął Harry - Nic dziwnego, że Snape chce go mieć.

- I nic dziwnego, że nie mogliśmy znaleźć Flamela we Współczesnych osiągnięciach czarodziejstwa - dodał Ron - Nie bardzo jest współczesny, skoro ma sześćset sześćdziesiąt pięć lat, prawda?

- Prawda - powiedział Rogacz do Rona.

- Dziękuję tatko - mruknął Ron niewinnie.

- Super - krzyknął Rogacz i przybil piątkę z Łapą.

Następnego dnia, podczas zajęć z obrony przed czarną ma­gią, przepisując różne sposoby leczenia ukąszeń wilkołaka, Harry i Ron wciąż rozprawiali o tym, co by zrobili, gdyby mieli Kamień Filozoficzny. Dopiero kiedy Ron powiedział, że wystawiłby własną drużynę quidditcha, Harry przypo­mniał sobie o Snapie i zbliżającym się meczu.

- Będę grał - powiedział Ronowi i Hermionie - Gdybym się wycofał, wszyscy Ślizgoni pomyśleliby, że boję się Snape'a. Już ja im pokażę... Zetrę im te głupie uśmieszki z twarzy, jak zwyciężymy.

- Świetnie Harry!! - krzyknął Rogacz napewno złapiesz znicz.

- Jeżeli przedtem nie zetrą ciebie z boiska - zauwa­żyła Hermiona.

- Nie ma to jak psychiczne wsparcie przed meczem - powiedziała Ann.

Im bliżej meczu, tym Harry robił się coraz bardziej nerwo­wy. Reszta drużyny też nie była spokojna. Wszyscy marzyli o zdobyciu pucharu, ale czy to w ogóle możliwe z tak stronniczym sędzią?

- Dacie radę - odezwał się Łapa.

Może Harry sobie to wmawiał, ale wydawało mu się, że wciąż wpada na Snape'a. Czasami zastanawiał się, czy Snape przypadkiem go nie śledzi, żeby go na czymś przyłapać. Lekcje eliksirów były cotygodniową torturą, bo Snape na­prawdę uwziął się na niego.

- Odczep się od Rogasiatka, Smarku - krzyknął wkurzony Łapa.

Czy to możliwe, by dowiedział się, że odkryli prawdę o Kamieniu Filozoficznym? Ale jak? Czasami miał jednak dziwne wrażenie, że Snape po prostu czyta w ich myślach. Następnego popołudnia, kiedy Ron i Hermiona życzyli mu szczęścia,

- Dziękuję siostryczko - powiedział Harry

Harry wiedział, że zastanawiają się, czy go jeszcze zobaczą żywego. Nie dodało mu to otuchy. Wszedł za innymi do szatni, ale prawie do niego nie dochodziły słowa Wooda, kiedy włożył szatę do quidditcha i chwycił swojego Nimbusa Dwa Tysiące.

- Na pewno będzie zajebisty - stwierdzili Huncwoci.

Ron i Hermiona znaleźli sobie miejsca koło Neville'a, który nie mógł zrozumieć, dlaczego są tacy ponurzy i zanie­pokojeni, i dlaczego zabrali swoje różdżki. Harry nie wie­dział, że jego przyjaciele w tajemnicy przed nim ćwiczyli rzucanie Zwieracza Nóg. Wpadli na ten pomysł po głupim dowcipie, jaki Malfoy zrobił Neville'owi, i gotowi byli zrobić to samo Snape'owi, gdyby chciał skrzywdzić Harry'ego.

- Nasza krew!! - krzyknęli Huncwoci.

- Tylko nie zapomnij: Locomotor Mortis - mruknęła Hermiona, kiedy Ron wsunął swoją różdżkę w rękaw.

- Przecież wiem - odburknął Ron - Nie bądź nudna.

- Nie jestem nudna Ronaldzie - prychnęła Hermiona.

- Wiem i przepraszam - odpowiedziała Ron. Jesteś wspaniała

W szatni Wood wziął Harry'ego na stronę.

- Nie chcę na ciebie wywierać żadnego nacisku, Potter, ale w tym meczu bardzo by nam pomogło, gdyby ci się udało dość wcześnie upolować znicza.

- Upoluje na pewno Olivierze - powiedział Łapa - Bo to jest mój chrześniak i syn mojego brata .

- Wiesz, chodzi o to, żeby zakończyć grę, zanim Snape całkowicie nas pogrąży.

- Jest cała szkoła! - krzyknął Fred Weasley, wyglą­dając przez drzwi - Nawet... a niech to... słuchajcie, nawet Dumbledore przyszedł!

- Dadzą radę - krzyknęli Huncwoci.

Harry'emu drgnęło serce.

- Dumbledore? - powtórzył i podbiegł do drzwi, żeby się upewnić. Fred miał rację. Trudno było się pomylić, widząc tę srebrzystą brodę. Harry poczuł, jak rozpiera go radość. A więc jest bez­pieczny. Przecież Snape nie ośmieli się zrobić mu krzywdy na oczach dyrektora.

- Smarku nie zrobisz Harrusiowi krzywdy! - warknął Łapa.

Może właśnie dlatego Snape miał tak wściekłą minę, kiedy obie drużyny wymaszerowały na boisko. Ron też to zauważył.

- Jeszcze nigdy nie widziałem Snape'a w takim stanie - powiedział Hermionie - Patrz... już się zaczęło. Auuu! - Ktoś rąbnął go w tył głowy. Odwrócił się: to był Malfoy.

- Przestań Malfoy bić mojego syna! - warknął Artur.

- Bo co? - zapytał się Lucek

- Bo zamienię cię we fretkę - odezwała się Rose.

- Och, przepraszam, Weasley, nie chciałem - Malfoy wyszczerzył zęby do Crabbe'a i Goyle'a - Ciekaw jestem, jak długo tym razem Potter utrzyma się na miotle. Ktoś chce się założyć? Może ty, Weasley?

- Przestać się czepiać mojego taty - warknął Hugo.

Ron nie odpowiedział. Snape właśnie obdarzył Puchonów rzutem wolnym, bo George Weasley odbił tłuczka prosto w niego. Hermiona, która skrzyżowała palce na podołku, wpatrywała się w Harry'ego, który krążył nad stadionem jak jastrząb, wypatrując znicza..

- To dobre określenie powiedział -  James II i popatrzył się na syna Nevilla .

Wiecie, jak wybierają skład drużyny Gryfonów? - powiedział Malfoy kilka minut później, kiedy Snape przy­znał Puchonom kolejny rzut wolny, tym razem bez żadnego powodu.

- Ej! To nie fair - oburzyli się Gryfoni.

Wybierają tych, którzy cierpią, bo czegoś nie mają. Na przykład taki Potter, nie ma rodziców... Weasleyowie nie mają pieniędzy... Ty, Longbottom, też powi­nieneś być w drużynie, bo nie masz rozumu.

- Zabiję cię fretko! dosłownie!! - krzykneli Rogacz, Artur i Frank I.

- Tato, byłeś taki denerwujący - powiedział Scorpius. Wszystkim Potterom i Weasley'om opadły szczęki.

Neville zaczerwienił się i odwrócił do Malfoy'a.

- Jestem wart tyle, co tuzin takich jak ty, Malfoy - warknął.

- Aleś mu przygadał - powiedział Albus Potter.

- Moja krew! - uśmiechnął się starszy pan Longbotton

Malfoy, Crabbe i Goyle ryknęli śmiechem, ale Ron, nie odrywając oczu od gry, powiedział:

- Dobrze mu powiedziałeś, Neville.

- Dzięki Ron - odpowiedział Neville.

- Longbottom, gdyby mózgi były ze złota, byłbyś biedniejszy od Weasley'a, a to już jest nie lada wyczyn.

Daj mu już spokój - powiedział Scorpius - bo to jest już nudne i kretyńskie - i popatrzył na Rose która potnela swojej szyi

- Co one mają z tym dotykaniem szyi? - spytała podezliwie Hermiona Rona

- Nie mam pojęcia - stwierdził Ron

Ron miał kłopoty z panowaniem nad sobą, bo bardzo się niepokoił o Harry'ego.

- Ostrzegam cię, Malfoy... jeszcze jedno słowo...

- Ron! - powiedziała nagłe Hermiona - Harry...

- Co? Gdzie? - Harry nagle zanurkował brawurowo, co wywołało okrzyki i wiwaty na widowni. Hermiona wstała, trzymając skrzyżowane palce w ustach. Harry mknął ku ziemi jak pocisk.

- Ale ci się trafiło, Weasley, Potter na pewno zobaczył jakąś monetę na boisku! - zadrwił Malfoy.

- Bardzo śmieszne, Malfoy - oburzyli się Harry i Ron.

Zanim zdążył się zorientować, Ron rzucił się na niego, zwalając go z ławki. Neville zawahał się, po czym przelazł przez oparcie, żeby mu pomóc.

- Pokażcie im! - krzyknęli Huncwoci i Frank.

- Brawo, Harry! - wrzasnęła Hermiona, wskakując na ławkę, żeby lepiej widzieć, jak Harry pędzi wprost na Snape'a; nawet nie zauważyła, że Malfoy i Ron potoczyli się pod jej siedzenie, a tuż za nią Neville, rycząc dziko, walczy dzielnie z Crabbe'em i Goyle'em.

- Dajecie - powiedzieli Huncwoci.

Wysoko w powietrzu Snape obrócił swoją miotłę i zoba­czył, jak coś szkarłatnego przemknęło o kilka cali od niego. W następnej sekundzie Harry wyhamował tuż nad ziemią i uniósł rękę, w której błysnął znicz.

- Jej, Rogosiatko złapał znicz!! - krzyknął Łapa i wykonał taniec radości .

Widownia eksplodowała wrzaskiem. To był chyba abso­lutny rekord. Chyba w żadnym meczu nie schwytano znicza tak szybko.

- Brawo dla najlepszego Szukającego - powiedział Charlie.

Harry zeskoczył z miotły o stopę nad ziemią. Sam nie mógł w to uwierzyć. Dokonał tego - gra się skończyła, choć minęło zaledwie pięć minut.

- Pięć minut?! - krzyknął, uradowany Łapa.

Uradowani Gryfoni już wbiegali na boisko. Niedaleko od niego wylądował Snape, blady i z zaciśniętymi wargami. Nagle Harry poczuł na ramieniu czyjąś rękę, odwrócił się i zobaczył uśmiechniętą twarz Dumbledore'a.

- Dobra robota - powiedział cicho dyrektor, tak że tylko Harry mógł to dosłyszeć - Cieszę się, że nie szukałeś tego zwierciadła... że zająłeś się czymś innym... Wspaniale...

- Dziękuję profesorku - powiedzial Harry.

Snape splunął ze złością na trawę.

- Severusie, dlaczego tak nienawidzisz Harry'ego? - zapytała spokojnie Lily. Snape'a zatkało.

Jakiś czas później Harry opuścił samotnie szatnię, żeby zanieść swojego Nimbusa Dwa Tysiące do szopy na miotły. Jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak szczęśliwy. Dokonał czegoś, z czego mógł być naprawdę dumny - już nikt mu nie powie, że ma tylko sławne nazwisko.

- Jesteś najlepszy!! - pisnal Colin.

Szedł przez mokre błonia, przeżywając w myślach ostatnią godzinę, a była to godzina cudownego, podniecającego zamieszania: Gryfoni podbiegający, by ponieść go na ramionach, Ron i Hermiona podskakujący na ławce w oddali, Ron wrzeszczący z radości pomimo krwi buchającej mu z nosa.

- Krew? - powiedziała Poppy - Dlaczego nie przyszedłeś do mnie??.

Doszedł do szopy. Oparł się o drewniane drzwi i spojrzał na Hogwart, którego okna poczerwieniały w blasku zacho­dzącego słońca. Gryfoni na czele tabeli. On tego dokonał, on pokazał Snape'owi... A jeśli już mowa o Snapie... Po stopniach wiodących od bramy zamku zbiegła zakapturzona postać.

- Co to za poznać?? - zapytali uczniowie.

- Dowiecie się w swoim czasie - odpowiedział Harry.

Rozglądając się czujnie, jakby w obawie, że ją ktoś zobaczy, pomaszerowała szybko ku Zakazanemu Lasowi. Harry zapomniał o swoim zwycięstwie. Natych­miast poznał ten skradający się krok. Snape wymykający się ukradkiem do Zakazanego Lasu, kiedy wszyscy są na kola­cji?... O co tu chodzi?

- Co ty kombinujesz Snape?? - pytała Mary .

Harry wskoczył na Nimbusa Dwa Tysiące i wzbił się w powietrze. Zataczając krąg ponad zamkiem, zobaczył, jak Snape wbiega do lasu. Poszybował za nim. Drzewa rosły tu tak gęsto, że stracił Snape'a z oczu. Krążył nad lasem coraz niżej, dotykając stopami górnych gałęzi drzew.

- Potter!! - krzyknął Snape - Dlaczego szukasz guza?

- A dlaczego nienawidzisz Harrego! - odparowała Amelia

Nagle usłyszał głosy. Dał nurka w gęstwinę i wylądował bezszelestnie tuż obok potężnego buka.Uniósł się ostrożnie ku jednej z gałęzi, mocno ściskając kij, stanął prawie na samym jej końcu i spojrzał w dół poprzez liście.

Na cienistej polanie stał Snape, ale nie był już sam. Był tam również Quirrell.

- Quirrell? Ten jąkający profesorek?? - zapytał Rogacz - Ten, który wszystkiego się boi??

- Dokładnie tak - odpowiedziała Hermiona.

Harry nie widział wyrazu jego twarzy, ale nawet stąd mógł dostrzec, że Quirrell trzęsie się jeszcze bardziej niż zwykle. Harry wytężył słuch, żeby się dowie­dzieć, o czym rozmawiają.

- ... n-n-nie wiem d-dlaczego chciałeś się ze mną s-s-spotkać w t-t-takim miejscu, Severusie...

- Och, nie chciałem mieć świadków - odpowiedział Snape lodowatym tonem.

- Dlaczego? - zapytała Hannah.

- Chyba się ze mną zgodzisz, że uczniowie nie powinni się dowiedzieć o Kamieniu Filozoficz­nym.

- Nie podoba mi się to - obezwala się Dorcas.

Harry wychylił się do przodu. Quirrell coś mamrotał. Snape mu przerwał.

- Wymyśliłeś już coś, jak ominąć tego psa Hagrida?

- A-a-ale Severusie, ja...

- Quirrell, chyba nie chcesz mieć we mnie wroga, co? - warknął Snape, robiąc krok w jego kierunku.

- J-j-ja nie wiem, co ty... - Sowa zahuczała w pobliżu i Harry o mało co nie zleciał z drzewa. Zdążył odzyskać równowagę, żeby usłyszeć, jak Snape mówi:

- ...jakieś twoje hokus-pokus. Czekam.

- A-a-ale ja n-n-nie...

- Świetnie - przerwał mu Snape - Wkrótce znowu utniemy sobie pogawędkę, kiedy przemyślisz to wszystko i zdecydujesz, po której jesteś stronie.

- Co ty kombinujesz, Smarku? - spytał Rogacz.

Zarzucił kaptur na głowę i opuścił polanę. Zrobiło się już prawie ciemno, ale Harry wciąż widział Quirrella, stojącego nieruchomo jak posąg.

- Harry, gdzie ty byłeś? - zaskrzeczała Hermiona.

- Zwyciężyliśmy! Zwyciężyłeś! Zwyciężyliśmy! - wrzeszczał Ron, waląc Harry'ego po plecach - A ja pod­biłem Malfoy'owi oko, a Neville sam jeden rzucił się na Crabbe'a i Goyle'a!

- To będą wspaniali autorzy! - krzyknął Frank I. Rose, Hugo, Alicja II i Frank II uśmiechnęli się tajemniczo.

- Na razie jest w szpitalu, ale pani Pomfrey mówi, że nic mu nie będzie... Wszyscy na ciebie czekają w pokoju wspólnym, urządzamy balangę, Fred i George ukradli z kuchni trochę ciastek...

- Impreza u Gryfonów po zwycięstwie zawsze jest zajebista - oznajmił James II a Olivia potnela swojej szyi

- Znowu to zrobiła - obezwala się Ginny patrząc na rudowłosa piękność podezliwie mówiąc do Harrego

- Co zrobiła?

- Dotnela swojej szyi - mruknela Ginny - dziwne to

- Teraz mamy na głowie inne spraw - szepnął Harry - Znajdźmy jakiś pusty pokój, a wszystkiego się dowiecie... - Upewnił się, że Irytka nie ma w środku, i zamknął za nimi drzwi pustej klasy, a potem opowiedział, co zobaczył i usłyszał.

- A więc mieliśmy rację, to naprawdę jest Kamień Filozoficzny, a Snape próbuje zmusić Quirrella, żeby po­mógł mu go wykraść.

- NIE CHCE TEGO KAMIENIA!!!!!!!!!!!!!! - krzyknął poirytowany starszy Snape.

- Chce, żeby Quirrell wymyślił jakiś sposób na Puszka... I wspomniał o jakimś "hokus-pokus"... Myślę, że nie tylko Puszek pilnuje tego skarbu, muszą go chronić jakieś potężne zaklęcia, a Quirrell na pewno zna jakieś przeciwzaklęcia i Snape chce z tego sko­rzystać...

- NIE CHCE TEGO KAMIENIA!!! - znowu krzyknął Nietoperz Z Lochów.

- Więc myślisz, że Kamień jest bezpieczny, póki Quirrell opiera się Snape'owi? - zapytała Hermiona.

- Czyli do następnego wtorku - powiedział Ron.

- Koniec rozdziału - powiedziała Lucy.

- Dlaczego do następnego wtorku? - zapytała Marlena.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...