- Teraz
ja chce czytać - powiedziała Lucy. Rose dała jej książkę.
ROZDZIAŁ
TRZYNASTY
Nicolas
Flamel
-
Wreszcie Flamel - ucieszyli się uczniowie.
Dumbledore
przekonał Harry'ego, że nie należy szukać Zwierciadła Ain Eingarp, i przez
resztę ferii świątecznych peleryna-niewidka spoczywała na dnie jego kufra.
-
Dobrze zrobiłeś synku - rzekła Molly I .
Harry
bardzo chciał zapomnieć o tym, co zobaczył w zwierciadle, ale nie było to
takie łatwe. Zaczął mieć nocne koszmary. Wciąż i wciąż śnili mu się rodzice znikający
w rozbłysku zielonego światła, gdy jakiś wysoki głos zaczynał złośliwie
chichotać.
Lily
przytuliła się do Rogacza.
-
Widzisz, Dumbledore miał rację, kiedy mówił, że od tego lustra można dostać
świra - zauważył Ron, kiedy Harry opowiedział mu o swoich snach. Hermiona,
która wróciła na dzień przed rozpoczęciem zajęć, miała na temat tej przygody
inne zdanie.
-
Moja siostryczka wróciła - uschnechnal się Harry
-
A moja żonka - dodał Ron.
-
I moja starsza siostra - rzekła Ginny.
-
I nasza młodsza siostryczka - oznajmili bliźniacy.
-
Dziękuję wam - odpowiedziała Hermiona.
Z
jednej strony przerażała ją sama myśl o tym, że Harry przez trzy noce z rzędu
włóczył się po zamku („Przecież Filch mógł cię złapać!"), a z drugiej była
rozczarowana tym, że nie udało mu się znaleźć żadnej
informacji o Nicolasie Flamelu.
-
Ech cała mamusia - odparł Hugo.
Stracili
już prawie nadzieję, że znajdą coś o nim w bibliotece, choć Harry wciąż się
upierał, że już gdzieś widział to nazwisko.
-
Na karcie Dumbledora było - mruknął Harry.
-
No tak! - zawołali wszyscy
Kiedy
lekcje się rozpoczęły, mogli szperać w książkach tylko w ciągu
dziesięciominutowych przerw. Harry miał jeszcze mniej czasu od nich, bo znowu
zaczęły się treningi quidditcha.
Wood
wyciskał z nich siódme poty. Nie powstrzymał go nawet nie kończący się deszcz,
który zajął miejsce padającego wcześniej śniegu. Weasleyowie narzekali, że
Woodowi odbiło i stał się fanatykiem, ale Harry był po jego stronie.
-
Przynajmniej jeden był po mojej stronie - mruknąl Wood
Jeśli
wygrają następny mecz przeciw Puchonom, wysuną się na czoło tabeli po raz
pierwszy od siedmiu lat. Niezależnie od chęci zwycięstwa, Harry spostrzegł, że
od czasu, gdy zaczęły się treningi, ten okropny sen dręczył go coraz rzadziej.
-
To dobrze - powiedziała starsza Pani Potter .
A
potem, podczas jednego szczególnie mokrego i błotnistego treningu Wood
zdradził im bardzo nieprzyjemną wiadomość. Rozzłościł się właśnie na Weasleyów,
którzy pikowali na siebie i udawali, że spadają z mioteł.
-
Dzieciaki - zaśmiała się Angelina.
-
Dziękuję żonko - powiedział George.
-
Przestańcie robić sobie szopkę z gry! - ryknął - Właśnie przez coś takiego
możemy przegrać mecz! Tym razem sędziuje Snape i możecie być pewni, że
wystarczy mu byle jaki pretekst, by odjąć nam punkty! Na te słowa George
Weasley naprawdę spadł ze swojej miotły.
-
Snape sędziuje? - wymamrotał, wypluwając błoto.
-
Ej Georgi!! - krzyknął Fred - jak smakowało błoto?? - zapytał się Fred i
parsnął śmiechem.
-
Było bardzo smaczne - odpowiedział Georgie z ironią.
-
Przecież on nigdy nie sędziował! I na pewno nie będzie sprawiedliwy, kiedy
zdobędziemy więcej punktów - Reszta drużyny wylądowała obok niego z kwaśnymi
minami.
-
Czy to moja wina? - żachnął się Wood - Musimy być po prostu pewni, że gramy
czysto, tak żeby Snape nie miał się do czego przyczepić.
-
Smark sędziuje - jeknal Łapa.
Było
to na pewno słuszne, ale Harry miał inny powód, dla którego nie chciał, żeby
Snape był w pobliżu niego podczas gry w quidditcha.
-
Jaki?? - zapytali uczniowie.
Reszta
drużyny pogrążyła się w ożywionej rozmowie, jak zwykle po skończonym treningu,
ale Harry wrócił prosto do pokoju wspólnego Gryffindoru, gdzie zastał Rona i
Hermionę grających w szachy. Szachy były jedyną rzeczą, która sprawiała
Hermionie sporo kłopotów, a Harry i Ron uważali, że coś takiego jest jej
bardzo potrzebne.
-
Hermiono, to twoja pięta achillesowa - rzekł rozbawiony Ron
- Co
to jest ta pięta ach-coś-tam?? - zapytali uczniowie czystej krwi.
-
Słaby punkt - odpowiedziała Hermiona - A poza tym skąd ty znasz takie rzeczy??
-
Kochanie to jest moja słodka tajemnica - odpowiedział tajemniczo jej
mąż dając jej luziaka w usta
-
Nie mów do mnie przez chwilę - rzekł Ron, kiedy Harry usiadł obok niego - Muszę
się sku... - Spojrzał na Harry'ego - Co się stało? Wyglądasz okropnie..
-
Dzięki za szczerość - odpowiedział Harry.
Harry
po cichu opowiedział im o nagłym i złowieszczym pragnieniu Snape'a, by
sędziować podczas najbliższego meczu.
-
Nie graj - powiedziała natychmiast Hermiona.
-
Jak ma nie grać? - oburzyli się, ci którzy grali w drużynie Gryffindoru.
-
Powiedz, że jesteś chory - doradził Ron.
-
Udaj, że złamałeś nogę - podsunęła Hermiona.
-
Naprawdę złam nogę - powiedział Ron.
-
Jak ty coś powiesz, to po prostu klękajcie narody - powiedzieli rozbawieni
bliźniacy Panowie Weasley .
-
Nie mogę - odrzekł Harry - Nie mamy rezerwowego szukającego. Jeśli się
wycofam, Gryfoni w ogóle nie zagrają - W tym momencie do salonu wpadł Neville.
Dosłownie wpadł, bo dał susa i upadł na podłogę. Trudno zgadnąć, jak mu się
udało przejść przez dziurę w portrecie, ponieważ nogi miał sklejone czymś, w
czym natychmiast rozpoznali pewne zaklęcie, znane jako Zwieracz Nóg. Przez całą
drogę do wieży musiał skakać jak królik.
-
Fretko!! - krzyknęła panna Longbotton - Wiem, że to ty za tym stoisz.
-
Kochanie spokojnie - mruknął cicho Fred do Alicji.
-
Hmm widzisz to co ja?? - zapytała czarnoskóra pani Weasley do Pana Weasleya.
-
No - odpowiedział George - To dziwne
-
Neville popatrz, jak on patrzy na nią - powiedziała młodsza blond włosa pani
Longbotton .
-
Myślisz, że są razem?? - zapytał się Pan Longbotton .
-
Myślę, że tak kochanie - odpowiedziała Hannah.
Wszyscy
wybuchnęli śmiechem, prócz Hermiony, która zerwała się na równe nogi i
wypowiedziała przeciwzaklęcie. Neville wstał, dygocąc na całym ciele.
-
Co się stało? - zapytała Hermiona, prowadząc go do Harry'ego i Rona.
-
To Malfoy - odrzekł Neville roztrzęsionym głosem.
- Wiedziałam
Fretko!! - krzyknęła córka Neville'a.
-
Spotkałem go przy bibliotece. Powiedział, że szuka kogoś, na kim by mógł
poćwiczyć.
-
Idź do profesor McGonagall! - nalegała Hermiona - Poskarż na niego! Neville
potrząsnął głową.
-
Nie chcę mieć większych kłopotów - wymamrotał.
-
Musisz mu się postawić - rzekł Ron - Zwykle depce po ludziach, ale nie można
kłaść się przed nim, żeby mu to ułatwić.
- Zostaw
to mi - mruknela Hannah wyciągnęła różdżkę i skierowała w stronę Malfoya - ty
wredny...
-
Nie walniesz mnie! - zardwil - nie rzucisz zaklęcia Abbot
Zamachnęła
się i walnęła piescia w nos Malfoya ze ten jeknal z bolu i mruknela - dla
Ciebie jestem Pani Longbotton Malfoy - i odwróciła się usiadła na kolana
Neville i uśmiechnela się do Neville'a
-
Co tu się wyrabia! - jeknal Lee
- Hannah jak palnelas Malfoya zdałem sobie sprawę z tego że nie zapytałem najważniejszej rzeczy czy zostaniesz moja dziewczyna? - Hannah pocałowała namiętnie Neville
-
Awwww! - zawolaly kobiety i dziewczyny wzruszone
-
Czy wiecie co się teraz wyprawia? - spytał Seamus do kolegow z pokoju który nie
ogarniał co się dzieje
-
Sam chciałbym wiedzieć Seamus - stwierdził szokowany Dean
-
Oczywiście że zostanę twoja dziewczyną Panie Longbotton - rzekła Hannah i przytuliła się do
niego
-
Ty wredna... - zaczeli Lucek i Draco którzy otrząsnęli się w szoku
-
ŁAPY PRECZ OD MOJEJ MATKI! - ryknal Frank II i zaczął się świecić
-
Nie musisz mi mówić, że nie jestem dość dzielny, żeby być w Gryffindorze.
Malfoy już rozrobił - wykrztusił Neville.
-
Tato - powiedziała Alicja II - Twój czas nadejrze. Uwiesz mi.
-
Alicja ma rację, Neville - dodał Fred II .
Harry
sięgnął do kieszeni i wyciągnął czekoladową żabę, ostatnią z pudełka, które
dostał od Hermiony na Boże Narodzenie. Dał ją Neville'owi, który wyglądał,
jakby miał się za chwilę rozpłakać.
-
Słuchaj, Neville, jesteś wart tyle co tuzin Malfoyów - powiedział Harry - Tiara
Przydziału wybrała ciebie do Gryffindoru, prawda? A gdzie jest Malfoy? W
śmierdzącym Slytherinie.
-
Śmierdzącym Slytherinie?! - zapytali oburzeli Ślizgoni.
-
Wypraszam sobie - burknął Blaise.
Neville
uśmiechnął się, odwijając żabę.
-
Dzięki, Harry... Chyba pójdę do łóżka... Chcesz kartę? Zbierasz je, prawda?
-
Prawda - obezwal Harry - Dzięki za tą kartę.
-
To tylko karta - zdziwił się Neville.
-
Zaraz zobaczysz - odpowiedział tajemniczo Harry.
Kiedy
Neville odszedł, Harry spojrzał na kartę Sławnych Czarodziejów.
-
Znowu Dumbledore - powiedział - Był na mojej pierwszej karcie i...Wydał
zduszony okrzyk. Obrócił kartę, a potem popatrzył na Rona i Hermionę.
-
Oho! Chyba znalazł coś o Flamelu - powiedziała Dorcas.
-
Znalazłem go! - wyszeptał - Znalazłem Flamela! Mówiłem wam, że gdzieś widziałem
to nazwisko. Przeczytałem je w pociągu, którym tu jechaliśmy... Posłuchajcie:
-
Dzięki jeszcze raz! - krzyknął Harry.
"Przez
wielu uważany za największego czarodzieja współczesności, Dumbledore znany
jest szczególnie ze zwycięstwa nad czarnoksiężnikiem Grindelwaldem (1945), z
odkrycia dwunastu sposobów wykorzystania smoczej krwi i ze swoich dziel
alchemicznych, napisanych wspólnie z Nicolasem Flamelem"!
-
O mój Boże!! - zawołała Lily
Hermiona
zerwała się na równe nogi.
-
Włączył jej się tryp Hermiony - powiedział Ron do Harry'ego, za co dostał od
swojej żony w głowę.
-
Ej! - oburzył się Ron, a Hermiona uśmiechneła się niewinnie. Wszyscy parsneli
śmiechem
Jeszcze
nigdy nie wyglądała na tak podnieconą od czasu, gdy mieli poznać swoje stopnie
za pierwsze wypracowanie domowe.
-
Poczekajcie tutaj! - krzyknęła i poleciała na górę do dormitorium dziewcząt.
Harry i Ron ledwo zdążyli wymienić zdumione spojrzenia, kiedy powróciła,
niosąc jakąś wielką księgę - Nie przyszło mi na myśl, żeby zajrzeć tutaj! -
wyszeptała z przejęciem - Wypożyczyłam to z biblioteki kilka tygodni temu,
żeby się rozerwać jakąś lekką lekturą.
-
To jest dla ciebie lekka?? - pytał zdumiony Lee - To jaka jest według ciebie
ciężka?
-
Lekką? - zdumiał się Ron, ale Hermiona powiedziała mu, żeby siedział cicho, a
sama zaczęła wertować księgę, mrucząc coś do siebie. W końcu znalazła to, czego
szukała.
-
Wiedziałam! Wiedziałam!
-
Czy możemy się już odezwać?? - zapytał się Ron.
-
Czy możemy już się odezwać? - zapytał Ron. Hermiona zignorowała go.
-
Nicolas Flamel - powiedziała dramatycznym szeptem - jest jedynym znanym
twórcą Kamienia Filozoficznego! - Na Harrym i Ronię nie
zrobiło to tak wielkiego wrażenia, jakiego najwidoczniej się spodziewała.
-
Czego? - zapytali jednocześnie.
-
No nie... Czy wy nic nie czytacie?
-
Uroczyście przysięgamy, że nie czytamy ksiązki o Historii Hogwartu i Historii
Magii - powiedzieli uroczyście Ron i Harry. Huncwoci 1.0 parsneli śmiechem z
bliźniakami, Lee Huncwotami 2.0, Hugo, Tedem, Matte, i Nickiem. Huncwoci
1.0 wymienili spojrzenia
-
Patrzcie... przeczytajcie, o tu - Popchnęła ku nim księgę, a Harry i Ron
przeczytali:
Najważniejszym
celem starożytnej sztuki alchemii jest stworzenie Kamienia Filozofów,
legendarnej substancji posiadającej zdumiewającą moc. Kamień ów zamienia każdy
metal w najczystsze złoto. Wytwarza też Eliksir Życia, który daje
nieśmiertelność temu, kto go wypije.
Kamień Filozofów pojawia się w wielu doniesieniach historycznych, ale jedyny
Kamień, który istnieje do dziś, jest w posiadaniu pana Nicolasa Flamela,
wybitnego alchemika i miłośnika opery. Pan Flamel, który w ubiegłym roku
obchodził swoje sześćset sześćdziesiąte piąte urodziny, prowadzi spokojne życie
w hrabstwie Devon, razem ze swoją żoną Perenellą (sześćset pięćdziesiąt osiem
lat).
-
Kamień, który daje nieśmiertelność!! - krzyknęli Huncwoci - Nic dziwnego, że
Snape go chce.
- Rozumiecie?
- zapytała Hermiona - Ten pies musi strzec Kamienia Filozoficznego, odkrytego
przez Flamela! Założę się, że poprosił Dumbledore'a, żeby się zaopiekował
Kamieniem, bo przecież są przyjaciółmi, a Flamel wiedział, że ktoś tego skarbu
szuka, i właśnie dlatego Dumbledore kazał Hagridowi zabrać go z podziemi
Gringotta!
-
Hermiona jesteś taka zdolna - powiedziała Lily.
-
Dziękuję mamusiu - odpowiedziała Hermiona niewinnie.
-
Och skarbie!! - krzyknęła szczęśliwa Lili i przytuliła Hermionę.
-
Kamień, który wytwarza złoto i czyni nieśmiertelnym! - szepnął Harry - Nic dziwnego,
że Snape chce go mieć.
-
I nic dziwnego, że nie mogliśmy znaleźć Flamela we Współczesnych
osiągnięciach czarodziejstwa - dodał Ron - Nie bardzo jest
współczesny, skoro ma sześćset sześćdziesiąt pięć lat, prawda?
-
Prawda - powiedział Rogacz do Rona.
-
Dziękuję tatko - mruknął Ron niewinnie.
-
Super - krzyknął Rogacz i przybil piątkę z Łapą.
Następnego
dnia, podczas zajęć z obrony przed czarną magią, przepisując różne sposoby
leczenia ukąszeń wilkołaka, Harry i Ron wciąż rozprawiali o tym, co by zrobili,
gdyby mieli Kamień Filozoficzny. Dopiero kiedy Ron powiedział, że wystawiłby
własną drużynę quidditcha, Harry przypomniał sobie o Snapie i zbliżającym się
meczu.
-
Będę grał - powiedział Ronowi i Hermionie - Gdybym się wycofał, wszyscy
Ślizgoni pomyśleliby, że boję się Snape'a. Już ja im pokażę... Zetrę im te
głupie uśmieszki z twarzy, jak zwyciężymy.
-
Świetnie Harry!! - krzyknął Rogacz napewno złapiesz znicz.
-
Jeżeli przedtem nie zetrą ciebie z boiska - zauważyła Hermiona.
-
Nie ma to jak psychiczne wsparcie przed meczem - powiedziała Ann.
Im
bliżej meczu, tym Harry robił się coraz bardziej nerwowy. Reszta drużyny też
nie była spokojna. Wszyscy marzyli o zdobyciu pucharu, ale czy to w ogóle
możliwe z tak stronniczym sędzią?
-
Dacie radę - odezwał się Łapa.
Może
Harry sobie to wmawiał, ale wydawało mu się, że wciąż wpada na Snape'a. Czasami
zastanawiał się, czy Snape przypadkiem go nie śledzi, żeby go na czymś
przyłapać. Lekcje eliksirów były cotygodniową torturą, bo Snape naprawdę
uwziął się na niego.
-
Odczep się od Rogasiatka, Smarku - krzyknął wkurzony Łapa.
Czy
to możliwe, by dowiedział się, że odkryli prawdę o Kamieniu Filozoficznym? Ale
jak? Czasami miał jednak dziwne wrażenie, że Snape po prostu czyta w ich
myślach. Następnego popołudnia, kiedy Ron i Hermiona życzyli mu szczęścia,
-
Dziękuję siostryczko - powiedział Harry
Harry
wiedział, że zastanawiają się, czy go jeszcze zobaczą żywego. Nie dodało mu to
otuchy. Wszedł za innymi do szatni, ale prawie do niego nie dochodziły słowa
Wooda, kiedy włożył szatę do quidditcha i chwycił swojego Nimbusa Dwa Tysiące.
-
Na pewno będzie zajebisty - stwierdzili Huncwoci.
Ron
i Hermiona znaleźli sobie miejsca koło Neville'a, który nie mógł zrozumieć,
dlaczego są tacy ponurzy i zaniepokojeni, i dlaczego zabrali swoje różdżki.
Harry nie wiedział, że jego przyjaciele w tajemnicy przed nim
ćwiczyli rzucanie Zwieracza Nóg. Wpadli na ten pomysł po głupim dowcipie, jaki
Malfoy zrobił Neville'owi, i gotowi byli zrobić to samo Snape'owi, gdyby chciał
skrzywdzić Harry'ego.
-
Nasza krew!! - krzyknęli Huncwoci.
-
Tylko nie zapomnij: Locomotor Mortis - mruknęła Hermiona,
kiedy Ron wsunął swoją różdżkę w rękaw.
-
Przecież wiem - odburknął Ron - Nie bądź nudna.
-
Nie jestem nudna Ronaldzie - prychnęła Hermiona.
-
Wiem i przepraszam - odpowiedziała Ron. Jesteś wspaniała
W
szatni Wood wziął Harry'ego na stronę.
-
Nie chcę na ciebie wywierać żadnego nacisku, Potter, ale w tym meczu bardzo by
nam pomogło, gdyby ci się udało dość wcześnie upolować znicza.
-
Upoluje na pewno Olivierze - powiedział Łapa - Bo to jest mój chrześniak i syn
mojego brata .
-
Wiesz, chodzi o to, żeby zakończyć grę, zanim Snape całkowicie nas pogrąży.
-
Jest cała szkoła! - krzyknął Fred Weasley, wyglądając przez drzwi - Nawet... a
niech to... słuchajcie, nawet Dumbledore przyszedł!
-
Dadzą radę - krzyknęli Huncwoci.
Harry'emu
drgnęło serce.
-
Dumbledore? - powtórzył i podbiegł do drzwi, żeby się upewnić. Fred miał rację.
Trudno było się pomylić, widząc tę srebrzystą brodę. Harry poczuł, jak rozpiera
go radość. A więc jest bezpieczny. Przecież Snape nie ośmieli się zrobić mu
krzywdy na oczach dyrektora.
-
Smarku nie zrobisz Harrusiowi krzywdy! - warknął Łapa.
Może
właśnie dlatego Snape miał tak wściekłą minę, kiedy obie drużyny wymaszerowały
na boisko. Ron też to zauważył.
-
Jeszcze nigdy nie widziałem Snape'a w takim stanie - powiedział Hermionie -
Patrz... już się zaczęło. Auuu! - Ktoś rąbnął go w tył głowy. Odwrócił się: to
był Malfoy.
-
Przestań Malfoy bić mojego syna! - warknął Artur.
-
Bo co? - zapytał się Lucek
-
Bo zamienię cię we fretkę - odezwała się Rose.
-
Och, przepraszam, Weasley, nie chciałem - Malfoy wyszczerzył zęby do Crabbe'a i
Goyle'a - Ciekaw jestem, jak długo tym razem Potter utrzyma się na miotle. Ktoś
chce się założyć? Może ty, Weasley?
-
Przestać się czepiać mojego taty - warknął Hugo.
Ron
nie odpowiedział. Snape właśnie obdarzył Puchonów rzutem wolnym, bo George
Weasley odbił tłuczka prosto w niego. Hermiona, która skrzyżowała palce na
podołku, wpatrywała się w Harry'ego, który krążył nad stadionem jak jastrząb,
wypatrując znicza..
-
To dobre określenie powiedział - James II i popatrzył się na syna Nevilla
.
- Wiecie, jak
wybierają skład drużyny Gryfonów? - powiedział Malfoy kilka minut później,
kiedy Snape przyznał Puchonom kolejny rzut wolny, tym razem bez żadnego
powodu.
-
Ej! To nie fair - oburzyli się Gryfoni.
Wybierają
tych, którzy cierpią, bo czegoś nie mają. Na przykład taki Potter, nie ma
rodziców... Weasleyowie nie mają pieniędzy... Ty, Longbottom, też powinieneś
być w drużynie, bo nie masz rozumu.
-
Zabiję cię fretko! dosłownie!! - krzykneli Rogacz, Artur i Frank I.
-
Tato, byłeś taki denerwujący - powiedział Scorpius. Wszystkim Potterom i
Weasley'om opadły szczęki.
Neville
zaczerwienił się i odwrócił do Malfoy'a.
-
Jestem wart tyle, co tuzin takich jak ty, Malfoy - warknął.
-
Aleś mu przygadał - powiedział Albus Potter.
-
Moja krew! - uśmiechnął się starszy pan Longbotton
Malfoy,
Crabbe i Goyle ryknęli śmiechem, ale Ron, nie odrywając oczu od gry,
powiedział:
-
Dobrze mu powiedziałeś, Neville.
-
Dzięki Ron - odpowiedział Neville.
-
Longbottom, gdyby mózgi były ze złota, byłbyś biedniejszy od Weasley'a, a to
już jest nie lada wyczyn.
- Daj
mu już spokój - powiedział Scorpius - bo to jest już nudne i kretyńskie - i
popatrzył na Rose która potnela swojej szyi
-
Co one mają z tym dotykaniem szyi? - spytała podezliwie Hermiona Rona
-
Nie mam pojęcia - stwierdził Ron
Ron
miał kłopoty z panowaniem nad sobą, bo bardzo się niepokoił o Harry'ego.
-
Ostrzegam cię, Malfoy... jeszcze jedno słowo...
-
Ron! - powiedziała nagłe Hermiona - Harry...
-
Co? Gdzie? - Harry nagle zanurkował brawurowo, co wywołało okrzyki i wiwaty na
widowni. Hermiona wstała, trzymając skrzyżowane palce w ustach. Harry mknął ku
ziemi jak pocisk.
-
Ale ci się trafiło, Weasley, Potter na pewno zobaczył jakąś monetę na boisku! -
zadrwił Malfoy.
-
Bardzo śmieszne, Malfoy - oburzyli się Harry i Ron.
Zanim
zdążył się zorientować, Ron rzucił się na niego, zwalając go z ławki. Neville
zawahał się, po czym przelazł przez oparcie, żeby mu pomóc.
-
Pokażcie im! - krzyknęli Huncwoci i Frank.
-
Brawo, Harry! - wrzasnęła Hermiona, wskakując na ławkę, żeby lepiej widzieć,
jak Harry pędzi wprost na Snape'a; nawet nie zauważyła, że Malfoy i Ron
potoczyli się pod jej siedzenie, a tuż za nią Neville, rycząc dziko, walczy
dzielnie z Crabbe'em i Goyle'em.
-
Dajecie - powiedzieli Huncwoci.
Wysoko
w powietrzu Snape obrócił swoją miotłę i zobaczył, jak coś szkarłatnego
przemknęło o kilka cali od niego. W następnej sekundzie Harry wyhamował tuż nad
ziemią i uniósł rękę, w której błysnął znicz.
-
Jej, Rogosiatko złapał znicz!! - krzyknął Łapa i wykonał taniec radości .
Widownia
eksplodowała wrzaskiem. To był chyba absolutny rekord. Chyba w żadnym meczu
nie schwytano znicza tak szybko.
-
Brawo dla najlepszego Szukającego - powiedział Charlie.
Harry
zeskoczył z miotły o stopę nad ziemią. Sam nie mógł w to uwierzyć. Dokonał tego
- gra się skończyła, choć minęło zaledwie pięć minut.
-
Pięć minut?! - krzyknął, uradowany Łapa.
Uradowani
Gryfoni już wbiegali na boisko. Niedaleko od niego wylądował Snape, blady i z
zaciśniętymi wargami. Nagle Harry poczuł na ramieniu czyjąś rękę, odwrócił się
i zobaczył uśmiechniętą twarz Dumbledore'a.
-
Dobra robota - powiedział cicho dyrektor, tak że tylko Harry mógł to dosłyszeć
- Cieszę się, że nie szukałeś tego zwierciadła... że zająłeś się czymś innym...
Wspaniale...
-
Dziękuję profesorku - powiedzial Harry.
Snape
splunął ze złością na trawę.
-
Severusie, dlaczego tak nienawidzisz Harry'ego? - zapytała spokojnie Lily.
Snape'a zatkało.
Jakiś
czas później Harry opuścił samotnie szatnię, żeby zanieść swojego Nimbusa Dwa
Tysiące do szopy na miotły. Jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak szczęśliwy.
Dokonał czegoś, z czego mógł być naprawdę dumny - już nikt mu nie powie, że ma
tylko sławne nazwisko.
-
Jesteś najlepszy!! - pisnal Colin.
Szedł
przez mokre błonia, przeżywając w myślach ostatnią godzinę, a była to godzina
cudownego, podniecającego zamieszania: Gryfoni podbiegający, by ponieść go na
ramionach, Ron i Hermiona podskakujący na ławce w oddali, Ron wrzeszczący z
radości pomimo krwi buchającej mu z nosa.
-
Krew? - powiedziała Poppy - Dlaczego nie przyszedłeś do mnie??.
Doszedł
do szopy. Oparł się o drewniane drzwi i spojrzał na Hogwart, którego okna
poczerwieniały w blasku zachodzącego słońca. Gryfoni na czele tabeli. On tego
dokonał, on pokazał Snape'owi... A jeśli już mowa o Snapie... Po stopniach
wiodących od bramy zamku zbiegła zakapturzona postać.
-
Co to za poznać?? - zapytali uczniowie.
-
Dowiecie się w swoim czasie - odpowiedział Harry.
Rozglądając
się czujnie, jakby w obawie, że ją ktoś zobaczy, pomaszerowała szybko ku
Zakazanemu Lasowi. Harry zapomniał o swoim zwycięstwie. Natychmiast poznał ten
skradający się krok. Snape wymykający się ukradkiem do Zakazanego Lasu, kiedy
wszyscy są na kolacji?... O co tu chodzi?
-
Co ty kombinujesz Snape?? - pytała Mary .
Harry
wskoczył na Nimbusa Dwa Tysiące i wzbił się w powietrze. Zataczając krąg
ponad zamkiem, zobaczył, jak Snape wbiega do lasu. Poszybował za nim. Drzewa
rosły tu tak gęsto, że stracił Snape'a z oczu. Krążył nad lasem coraz niżej,
dotykając stopami górnych gałęzi drzew.
-
Potter!! - krzyknął Snape - Dlaczego szukasz guza?
-
A dlaczego nienawidzisz Harrego! - odparowała Amelia
Nagle
usłyszał głosy. Dał nurka w gęstwinę i wylądował bezszelestnie tuż obok
potężnego buka.Uniósł się ostrożnie ku jednej z gałęzi, mocno ściskając kij,
stanął prawie na samym jej końcu i spojrzał w dół poprzez liście.
Na
cienistej polanie stał Snape, ale nie był już sam. Był tam również Quirrell.
-
Quirrell? Ten jąkający profesorek?? - zapytał Rogacz - Ten, który wszystkiego
się boi??
-
Dokładnie tak - odpowiedziała Hermiona.
Harry
nie widział wyrazu jego twarzy, ale nawet stąd mógł dostrzec, że Quirrell
trzęsie się jeszcze bardziej niż zwykle. Harry wytężył słuch, żeby się dowiedzieć,
o czym rozmawiają.
-
... n-n-nie wiem d-dlaczego chciałeś się ze mną s-s-spotkać w t-t-takim
miejscu, Severusie...
-
Och, nie chciałem mieć świadków - odpowiedział Snape lodowatym tonem.
-
Dlaczego? - zapytała Hannah.
-
Chyba się ze mną zgodzisz, że uczniowie nie powinni się dowiedzieć o Kamieniu
Filozoficznym.
-
Nie podoba mi się to - obezwala się Dorcas.
Harry
wychylił się do przodu. Quirrell coś mamrotał. Snape mu przerwał.
-
Wymyśliłeś już coś, jak ominąć tego psa Hagrida?
-
A-a-ale Severusie, ja...
-
Quirrell, chyba nie chcesz mieć we mnie wroga, co? - warknął Snape, robiąc krok
w jego kierunku.
-
J-j-ja nie wiem, co ty... - Sowa zahuczała w pobliżu i Harry o mało co nie
zleciał z drzewa. Zdążył odzyskać równowagę, żeby usłyszeć, jak Snape mówi:
-
...jakieś twoje hokus-pokus. Czekam.
-
A-a-ale ja n-n-nie...
-
Świetnie - przerwał mu Snape - Wkrótce znowu utniemy sobie pogawędkę, kiedy
przemyślisz to wszystko i zdecydujesz, po której jesteś stronie.
-
Co ty kombinujesz, Smarku? - spytał Rogacz.
Zarzucił
kaptur na głowę i opuścił polanę. Zrobiło się już prawie ciemno, ale Harry
wciąż widział Quirrella, stojącego nieruchomo jak posąg.
-
Harry, gdzie ty byłeś? - zaskrzeczała Hermiona.
-
Zwyciężyliśmy! Zwyciężyłeś! Zwyciężyliśmy! - wrzeszczał Ron, waląc Harry'ego po
plecach - A ja podbiłem Malfoy'owi oko, a Neville sam jeden rzucił się na
Crabbe'a i Goyle'a!
-
To będą wspaniali autorzy! - krzyknął Frank I. Rose, Hugo, Alicja II i Frank II
uśmiechnęli się tajemniczo.
-
Na razie jest w szpitalu, ale pani Pomfrey mówi, że nic mu nie będzie...
Wszyscy na ciebie czekają w pokoju wspólnym, urządzamy balangę, Fred i George
ukradli z kuchni trochę ciastek...
-
Impreza u Gryfonów po zwycięstwie zawsze jest zajebista - oznajmił James II a
Olivia potnela swojej szyi
- Znowu
to zrobiła - obezwala się Ginny patrząc na rudowłosa piękność podezliwie mówiąc
do Harrego
-
Co zrobiła?
-
Dotnela swojej szyi - mruknela Ginny - dziwne to
-
Teraz mamy na głowie inne spraw - szepnął Harry - Znajdźmy jakiś pusty pokój, a
wszystkiego się dowiecie... - Upewnił się, że Irytka nie ma w środku, i zamknął
za nimi drzwi pustej klasy, a potem opowiedział, co zobaczył i usłyszał.
-
A więc mieliśmy rację, to naprawdę jest Kamień Filozoficzny, a Snape próbuje
zmusić Quirrella, żeby pomógł mu go wykraść.
-
NIE CHCE TEGO KAMIENIA!!!!!!!!!!!!!! - krzyknął poirytowany starszy Snape.
-
Chce, żeby Quirrell wymyślił jakiś sposób na Puszka... I wspomniał o jakimś
"hokus-pokus"... Myślę, że nie tylko Puszek pilnuje tego skarbu,
muszą go chronić jakieś potężne zaklęcia, a Quirrell na pewno zna jakieś
przeciwzaklęcia i Snape chce z tego skorzystać...
-
NIE CHCE TEGO KAMIENIA!!! - znowu krzyknął Nietoperz Z Lochów.
-
Więc myślisz, że Kamień jest bezpieczny, póki Quirrell opiera się Snape'owi? -
zapytała Hermiona.
-
Czyli do następnego wtorku - powiedział Ron.
-
Koniec rozdziału - powiedziała Lucy.
-
Dlaczego do następnego wtorku? - zapytała Marlena.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz