niedziela, 11 grudnia 2022

Rozdział 6 Komnata

- Teraz ja - powiedziała Luna

- Proszę - odpowiedziala Tracy

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Gilderoy Lockhart

- Ten imbecyl ma swój rozdział! - krzyknęli szokowani Huncwoci Regulus Frank

Następnego dnia Harry nie miał jednak powodu do śmiechu. Wszystko zaczęło się już przy śniadaniu w Wielkiej Sali. Kiedy weszli, cztery długie stoły były już zastawione wazami z owsianką, półmiskami z wędzonymi śledziami, górami tostów i rondlami z jajecznicą na beko­nie.

- Wujek nie może być tak źle skoro jest takie pyszne jedzenie - stwierdził Hugo

- To twój syn Ron - powiedziała Hermiona

Zaczarowany sufit był dziś mętnoszary. Harry i Ron usiedli przy stole Gryfonów, obok Hermiony, która jadła owsiankę, czytając Podróże z wampirami. W tonie, jakim odpowiedziała na ich „dzień dobry", wyczuwało się lekki chłód; najwidoczniej nie pochwalała sposobu, w jaki przy­byli do szkoły.

Hermiona się zarumienila

Natomiast Neville Longbottom powitał ich z zachwytem. Neville był pucołowatym chłopcem, któremu wciąż przytrafiały się różne wypadki i który wiecznie czegoś zapominał.

- Alicia to o tobie! - zardwil Frank II z, siostry

- Och zamknij się! - warknęła Alicia I

- Zaraz będzie poczta... mam nadzieję, że babcia przy­śle mi parę rzeczy, których zapomniałem zabrać.

Ledwo Harry zabrał się do owsianki, rozległ się donośny szum nad głowami i ze sto sów i puchaczy wpadło do sali, bombardując rozgwarzony tłum listami i paczuszkami. Spora, niezgrabna paczka spadła na głowę Neville'a, a w chwilę później coś dużego i szarego wylądowało w misce Hermio­ny, opryskując ich mlekiem i pierzem.

- Czas na przedstawienie! - parsneli śmiechem Fred i George patrząc na Rona i Harrego

- Errol! - krzyknął Ron, wy ciągając mokrego ptaka za nogi. Errol osunął się na grzbiet, nóżkami do góry; stracił przytomność, ale wciąż trzymał w dziobie wilgotną czerwo­ną kopertę.

- Och, nie... - jęknął Ron.

Och, tak - powiedział Seamus

- W porządku, jeszcze żyje - powiedziała Hermiona, szturchając ptaka palcem.

- Nie chodzi o to... Chodzi O TO. Ron wskazywał na czerwoną kopertę. Wyglądała cał­kiem niewinnie, ale Ron i Neville patrzyli na nią, jakby miała za chwilę wybuchnąć.

- Przysłałasz im wyjca? - spytała z nadzieją w głosie Lily I

- O co chodzi? - zapytał Harry.

- Przysłała mi... wyj ca - odpowiedział Ron słabym głosem.

- Jesteś moją idolka Molly - powiedziała Lily i ją przytuliła

- Lepiej go otwórz, Ron - wyszeptał Neville. - Jak nie otworzysz, będzie jeszcze gorzej. Kiedyś babcia mi jednego przysłała, a ja go nie otworzyłem i... - przełknął głośno - to było straszne. Harry przeniósł spojrzenie z ich zamarłych twarzy na czerwoną kopertę.

- Dałaś im nauczkę prawda? - pytała Lily I błyskiem w oczach

- Mamo! - jęknął Harry

- Co mamo, co mamo to samo bym zrobiła! - warknęła jego matka - mogłeś zginąć

- Co to jest wyjęć? - zapytał. Ale Ron wpatrywał się jak zahipnotyzowany w kopertę, która zaczynała dymić w rogach.

- Otwórz ją - nalegał Neville. - Za parę minut będzie po wszystkim.

- Romuś otwórz! - zardwili Fred i George

Ron trzęsącą się ręką wyjął kopertę z dzioba Errola i otworzył ją. Neville zatkał sobie uszy palcami. W sekundę później Harry zrozumiał dlaczego. Przez chwilę pomyślał, że koperta rzeczywiście eksplodowała: Wielką Salę wypełnił donośny ryk, strząsając kurz z sufitu.

- Już mi się to podoba - powiedziała pani Potter

- ...PO TYM, JAK UKRADŁEŚ SAMOCHÓD, WCALE BYM SIĘ NIE DZIWIŁA, GDYBY CIĘ WY­RZUCONO ZE SZKOŁY, POCZEKAJ, AŻ SIĘ DO CIE­BIE DOBIORĘ, NIE SĄDZĘ, ŻEBYŚ W OGÓLE PO­MYŚLAŁ, CO TWÓJ OJCIEC I JA PRZEŻYLIŚMY, KIE­DY ZOBACZYLIŚMY, ŻE GO NIE MA...

- Muzyka dla moich uszów - stwierdziła Pani Potter

- Jest coś o Harrym? - spytała również starsza pani Potter czyli Euphemia

- Jest za chwilkę - odpowiedziala dumna siebie Pani Weasley

Wrzaski pani Weasley, ze sto razy głośniejsze niż nor­malnie, sprawiły, że talerze i łyżki na stole zagrzechotały, a ogłuszające echo parę razy odbiło jej słowa od kamiennych ścian. Wszyscy rozglądali się, żeby zobaczyć, kto dostał wyjca, a Ron zapadł się w krześle tak głęboko, że widać było tylko jego purpurowe czoło.

- ...DOSTALIŚMY WCZORAJ LIST OD DUMBLEDORE'A, MYŚLAŁAM, ŻE TWÓJ OJCIEC UMRZE ZE WSTYDU, CO Z CIEBIE WYROSŁO, TY I HARRY MOGLIŚCIE POŁAMAĆ SOBIE KARKI...

- Molly ma rację Harry Jamesie Potterze mogłeś połamać sobie kark! - warknęły Carolina Lily I i Euphemia

Harry od samego początku oczekiwał z napięciem, kiedy padnie jego imię. Starał się udawać, że nie słyszy tego okro­pnego zrzędzenia, które sprawiało, że dudniło mu w uszach.

- Teraz cierp - mruknela Nicole

- ...WSTRĘTNE I OBURZAJĄCE, TWOJEGO OJ­CA CZEKA DOCHODZENIE W PRACY, TO WYŁĄ­CZNIE TWOJA WINA I JEŚLI JESZCZE RAZ ZROBISZ COŚ NIE TAK, WRÓCISZ DO DOMU I KONIEC ZE SZKOŁĄ.

Zapadła głucha cisza.

- Muszę przyznać że to jest wersja babci Molly bardzo ale to bardzo wkurzonej - stwierdził Fred II

- Nigdy jej takiej nie widziałem - rzekł James II

- Fuda furia - oznajmił Louis

- Niby taka przyjemna z twarzy i spokojna ale tu pokazała pazurki - odezwał Hugo

- Chyba szpony - poprawił go Teddy

- Oboje na to zasłużyli - powiedziała Lily I - muszę przyznać Molly ze zajebisty wyjec

- Dziękuję Lily - odpowiedziala Molly I - co tak patrzycie? - spytała swoich synów - mogliście się połamać albo zginąć nawet nie wiecie co ja przeżywałam kiedy dostałam list od Dumbledore'a

- Gdyby mój syn zrobił taki numer to tak samo bym zrobiła co mamusia /Molly - stwierdziły Fleur Angelina Ginny Hermiona Hannah Susan Alicia Nimfadora Astoria i Alicia I z czego Fleur Angelina Ginny i Hermiona powiedziały słowo mamusia a reszta Molly. Synowe i córka uśmiechnęły się szeroko do pani Weasley a ta przytuliła ich mocno do siebie wzruszona. - Fleur to znaczy Pani Weasley - zwróciła się do wili ruda kobieta - tak będzie lepiej jeszcze raz Cię przepraszam widzę że kochasz Billa przepraszam Cię bardzo za moje zachowanie będę zaszczycona jeżeli zgodzisz zostać moja córką

- Molly miałaś swoje powody ze mnie nie lubiłaś bo byłam tak jakby trochę denerwująca dlatego zapomnijmy o tym będę zaszczycona jeżeli zgodzisz się zostać moja angielska mamusia - powiedziała Fleur - i czy mogę mówić do Ciebie mamusia?

- To będzie dla mnie zaszczyt córeczko/ mamusiu! - oznajmiły razem i przytuliły się płacząc z radości

- Arturze tym razem do blondynka - powiedziała do męża

- Stanowisz piękny dodatek do Weasleyow pani Weasley - odezwał się Artur przytulając ją do siebie

- Kocham waszego syna całym sercem jest wspaniałym mężczyzna bo nauczył mnie angielskiego i romantyczny i idealny w każdym calu kochałabym go nawet gdyby miał blizny na ciele dla mnie to nie ma znaczenia kocham go a on kocha mnie i wyjdę za niego a gdyby miał blizny i tak go bym nie opuściła ją wyglądam tak dobrze, że starczy na oboje. Goście przyszłości wymienili spojrzenia

- Co wy tak wymieniacie spojrzenia powiedziałam coś dziwnego? - pytała Fleur patrząc na swoje dzieci i dzieci braci Billa i siostry

- Nie mamo! - krzyknął Louis - oczywiście że nie!

- Wy coś ukrywacie? - spytała podezliwie Molly I

- Ukrywamy ? - zapytał zdziwiony Teddy - nic nie ukrywamy

- Już wam wierzę! - zawołała Ginny

- Ale ty jesteś głupia Delacour chcesz wyjść za rudego palanta który ma jeszcze pięciu głupszych palantow i idiotke i do tego biedni jak myszy kościelne stać Cię na więcej Delacour - rzekł Zachariasz. Bill zrobił się czerwony tak samo jak reszta Weasleyow

- Impecylu nazywam się Weasley Pani Weasley możesz mnie tytułować Pani Weasley Fleur Weasley! - warknęła w stronę Smitha - i wcale nie jestem głupia a ty nigdy nie znajdziesz sobie dziewczyny bo jesteś irytującym gościem i do tego masz małego i nie zaspokoisz kobiece potrzeby swoim małym ptaszkiem Smith tak samo się tyczy z męską część społeczeństwa też nie zaspokoisz bo masz małego. Smith zrobił się czerwony a dziewczyny i kobiety cicholaly a chłopaki patrzyli na niego drwina i się śmiali - Smith masz naprawdę małego?! - Spokojnie kochanie - wyczeptala Fleur Billowi do ucha - po co masz tracisz energii na tego idiote noc ty i ja w komnacie sami nadzy. Bill uśmiechnął się szeroko do Fleur. Następnie Fleur z gracją podeszła do Zacharasza i z całej siły przywaliła mu z liścia ze jęknął z bólu Zacharasz a ta warknęła - jeżeli jeszcze raz obrazisz moja rodzine czyli moich angielskim rodziców i mojego męża i moich angielskich braci i angielskie siostry do Cię zniszczę Smith . Fleur odwróciła się z gracją, żeby usiąść na kolanach Billa Zachariasz warknął - ty głupia pindo! - i chciał rzucić zaklęcie w plecy Fleur. Louis krzyknął - ani mi się waż! - i rzucił zaklęcie w Zachariasza zmieniając go w osla - to Cię oduczy rzucania zaklęć w plecy! . Uczniom nauczycielom i dorosłym opadły szczęki

- Co to jest!? - spytała Minne

- To jest osioł - odpowiedział Louis

- W tej chwili masz go odczarować!

- Nie - odrzekł Louis - tak wygląda nawet lepiej prawda kochanie?

- Teraz wygląda o wiele lepiej - odparła Samanta

- Kim ty jesteś! - zawołała Lavender

- Jestem Louis Weasley syn Billa i Fleur

- Skąd umiesz rzucać takie potężne zaklęcie? - pytał Filius

- Dowiecie się w swoim czasie - stwierdził Louis

- Jakbym miał dezawi - mruknął Harry, a Minne odczarowała Smitha a Louis spytał beztroskim tonie - i co fajnie było być oslem?

- Jeszcze Cię zniszczę! - warknął Smith

- Taaa już się boję - powiedział Louis - najpierw musisz zrobić coś że swoim małym ptaszkiem Smith . Sala ryknela śmiechem leżeli ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy Smith był wściekły to granic możliwości. Następnie cała rodzina Weasleyow przytulała Fleur mocno do siebie

- Kocham Cię Fleur - powiedziała Molly I - naprawdę Cię kocham witaj w rodzinie córeczko i ogarnela jej blond włosy z czoła i pocałowała ja w czoło a Fleur niekatrolowany sposób wydała z siebie głośnie wesnecie zadowolenia i wtuliła się ruda kobietę do jej piersi mocno nie chcąc jej puścić 

- To jak go zniszczyłaś to było niesamowite - dodała Ginny przytulając się do niej - przepraszam Cię za tamto wybaczysz mi jesteś moją siostrą?

- Ginny - powiedziała Fleur że Ginny popatrzyła jej w oczy - oczywiście że Ci wybaczam siostro Hermiona chodź to nas - dodała do Hermiona a ta rzuciła się na szyje przytulając się do ich i cała trójka płakała ze wzruszenia

- Dziewczyny skoro jesteśmy teraz panie Weasley i Potter i o jako że jesteśmy kobietami tych Rodów musimy się trzymać razem - stwierdziła Ginny

- No pewnie - odpowiedziały razem

Czerwona koperta, która wypadła Ronowi z ręki, wybuchła płomieniem i spaliła się na popiół. Harry i Ron siedzieli oniemiali, jakby przewaliła się nad nimi wielka fala. Rozległo się kilka śmiechów i stopniowo rozbrzmiał zwykły śniadaniowy gwar. Hermiona zamknęła Podróże z wampirami i spojrzała na czubek głowy Rona.

- No cóż, Ron, nie wiem, czego się spodziewałeś, ale sam...

- Jesteś sobie winny - dodała Hermiona

- Tylko mi nie mów, że sobie na to zasłużyłem - warknął Ron. Harry odsunął talerz z owsianką. Poczucie winy piekło go w brzuchu jak ukrop. Pana Weasleya czeka w pracy dochodzenie. Po tym wszystkim, co państwo Weasleyowie zrobili dla niego w lecie...

- Nie martw się Harry wszystko będzie dobrze - powiedział Artur

Nie miał jednak czasu, by to rozpamiętywać, bo przy stole Gryfonów pojawiła się profesor McGonagall, rozdając plany zajęć. Harry wziął swój i zobaczył, że po śniadaniu czekają ich dwie godziny zielarstwa razem z Puchonami.

- Neville i Hannah, Hannah i Neville piękna z was para - rzekła Susan

Harry, Ron i Hermiona razem opuścili zamek, przeszli między grządkami z warzywami i skierowali się do cieplarni, gdzie hodowano magiczne zioła. Wyjęć dokonał przynaj­mniej jednej dobrej rzeczy: Hermiona uznała, że zostali już należycie ukarani i przestała się na nich boczyć.

- Ach dziękujemy królowo Hermiono - stwierdzili Harry i Ron - ja twój sługa jestem szczęśliwy że królowa Hermiona mi wybaczyła - dodał Ron

- Ale jesteś głupi! - parsnela śmiechem Hermiona i po pocałowała namiętnie w usta

Kiedy zbliżyli się do cieplarni, zobaczyli resztę klasy czekającą na zewnątrz na profesor Sprout. Zaledwie dołą­czyli do wszystkich, pojawiła się w oddali, krocząc ku nim przez łąkę w towarzystwie Gilderoya Lockharta.

- Wiem że jesteś profesorem a czy mogłabyś mu teraz jebnąć tak żeby nikt nie widział a później byś powiedziała że biedak przewrócił się swojej aksamitnej szacie proszę! - krzyknął Łapa do profesor Sprout składając ręce do modlitwy

- Kuszącą propozycją - stwierdziła Pormona

Niosła naręcze bandaży, a Harry znowu poczuł ukłucie winy, kiedy spojrzał z daleka na wierzbę bijącą i zobaczył, że kilkanaście gałęzi wisi na temblakach. Profesor Sprout była niską, przysadzistą czarownicą w połatanej tiarze na rozwianych włosach; jej szata była zwykle powalana ziemią, a na widok jej paznokci ciotka Petunia z pewnością dostałaby palpitacji.

Pormona się uśmiechnęła

Natomiast Gilderoy Lockhart miał na sobie nieskazitelną turkusową szatę, a jego złote włosy jaśniały z daleka pod nienagannie osadzo­ną turkusową tiarą ze złotym obramowaniem.

- On jest gejem nikt tak się ubiera - mruknął Teddy

- Witajcie, drodzy studenci! - zawołał Lockhart, obrzucając ich promiennym spojrzeniem. - Właśnie po­kazywałem profesor Sprout, jak zająć się ranami tej biednej wierzby bijącej! Nie chcę, oczywiście, abyście pomyśleli, że na ziołolecznictwie znam się lepiej od niej! Tak się po prostu zdarzyło, że podczas moich podróży spotkałem kilka tych egzotycznych drzew...

- ZAMKNIJ SIĘ ! - rykneli wszyscy

- Dzisiaj cieplarnia numer trzy, moi kochani! - oz­najmiła profesor Sprout, która sprawiała wrażenie trochę niezadowolonej. Rozległ się szmer zaciekawienia. Do tej pory pracowali tylko w cieplarni numer jeden, a wiedzieli, że w trzeciej jest o wiele więcej ciekawych i niebezpiecznych roślin. Profesor Sprout wyjęła zza pasa wielki klucz i otworzyła drzwi. Harry poczuł silną woń wilgotnej ziemi i nawozu zmieszaną z cięż­kim zapachem jakichś olbrzymich kwiatów wielkości para­soli, zwieszających się z sufitu. Już miał wejść do środka za Ronem i Hermioną, kiedy Lockhart złapał go za ramię.

- Odwal się od mojego syna ty kretynie! - zawołał Rogacz

- Harry! Chciałbym zamienić z tobą słówko... Profesor Sprout, nie ma pani chyba nic przeciwko temu, żeby Harry spóźnił się parę minut?

Byłam przeciwko temu - rzekła - ale ten pan mnie nie słuchał

Profesor Sprout zrobiła minę, która wyraźnie wskazywa­ła, że jest temu przeciwna, ale Lockhart szybko zamknął drzwi cieplarni.

- Harry - zaczął, a jego wielkie białe zęby zalśniły w słońcu, kiedy pokręcił głową. - Harry, Harry, Harry.

- Idioto - zaczął Łapa pokręcił głową - Czego chcesz idioto, idioto, idioto.

Harry nic nie odpowiedział, głęboko zakłopotany tą sy­tuacją.

- Kiedy usłyszałem... no cóż, wiem, to moja wina. Mogłem to przewidzieć.

- Kiedy stwierdziłem.. no cóż wiem, że jestem kretynem. Pragnie walnąć siebie w łep patelnia Petuni - stwierdził Rogacz. Większość ludzi parsnela śmiechem

Harry nie miał pojęcia, o czym Lockhart mówi. Już miał to wyrazić na głos, ale Lockhart ciągnął dalej:

- To był dla mnie prawdziwy wstrząs. Dawno czegoś takiego nie przeżyłem. Przylecieć samochodem do Hogwartu! Oczywiście natychmiast zrozumiałem, dlaczego to zro­biłeś. Milę do przodu, co, Harry? Harry, Harry, Harry.

- Zaraz mu jebnę! - warknął Łapa

Gilderoy Lockhart miał fascynującą zdolność pokazywa­nia swoich wszystkich olśniewających zębów nawet wtedy, kiedy nie mówił.

- Dałem ci posmakować sławy, co, Harry? Zaraziłem cię tym bakcylem. Dzięki mnie znalazłeś się na pierwszej stronie gazety i nie mogłeś wytrzymać, żeby nie trafić tam po raz drugi.

- Nie to się nie dzieje naprawdę! - jęknęła Marlene

- Och... nie, panie profesorze, ja tylko...

- Harry, Harry, Harry - zaśpiewał Lockhart, chwy­tając go za ramię. - Ja wszystko rozumiem. Przecież to naturalne, ugryźć więcej, kiedy poczuło się pierwszy smak... To moja wina, przecież musiało ci to uderzyć do głowy... Ale, zrozum, młody człowieku, nie można latać samochodami, żeby zwrócić na siebie uwagę.

- Proszę Cię Harry powiec mi gdzie on jest bo muszę mu jebnąć?! - prosili go Łapa i Rogacz

Trochę zwolnij, rozumiemy się? Będziesz miał na to mnóstwo czasu, kiedy będziesz starszy. Tak, tak, wiem, o czym myślisz! „Dobrze mu tak mówić, jest już sławny na cały świat!" Ale, widzisz, kiedy ja miałem dwanaście lat, też byłem nikim, tak jak ty teraz.

- Ty jesteś nikim - oznajmił Regulus

Co ja mówię, byłem mniej niż nikim! Wiesz, o co mi chodzi, prawda? Ciebie już trochę znają, prawda? Przez tę historię z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać! - Spojrzał na jasną bliznę na czole Harry'ego. - Wiem, wiem, to nie to samo, co zdobyć pięć razy z rzędu pierwszą nagrodę Najbardziej Czarującego Uśmiechu tygodnika „Czarownica"...

- On powinien dostać Najbardziej irytujacego kretyna rocznika „Świata" - rzekł Fleomont

- Nie ma takiej gazety - oznajmiła Euphemia

- To ja właśnie taką gazetę otworzyłem wystrzezyl się Fleomont. Większość ludzi parsnela śmiechem

ale to dopiero początek, Harry, dopiero początek. Mrugnął do Harry'ego przyjaźnie i odszedł. Harry stał przez kilka chwil jak wryty, a potem, przypomniawszy sobie o lekcji, otworzył drzwi cieplarni i szybko wśliznął się do środka. Profesor Sprout stała za długim stołem na kozłach, na którym leżało dwadzieścia par różnokolorowych nauszników. Harry zajął miejsce między Ronem i Hermioną, a pro­fesor Sprout oznajmiła:

- Dzisiaj Będziemy planować w jaki sposób zamordowujemy Lockharta. Dzieci macie jakieś pomysły? - spytał z nadzieją Łapa. Sala rykneła śmiechem

- Dzisiaj będziemy rozsadzać mandragory. Kto potrafi wymienić właściwości mandragory?

Nikt nie był zaskoczony, kiedy ręka Hermiony wystrze­liła w górę.

- Mandragora to silny środek pobudzający Używa się jej, aby przywrócić pierwotną postać ludziom, którzy ulegli transmutacji albo zostali poddani złemu urokowi - oznajmiła Emilly.

- Dziesięć punktów dla Gryffindoru! krzyknął Hugo - dla pani Weasley!

- Mandragora to silny środek pobudzający - po­wiedziała takim tonem, jakby znała na pamięć cały podrę­cznik. - Używa się jej, aby przywrócić pierwotną postać ludziom, którzy ulegli transmutacji albo zostali poddani złemu urokowi.

- Znakomicie. Dziesięć punktów dla Gryffindoru - powiedziała profesor Sprout. - Mandragora jest podsta­wowym składnikiem wielu antidotów. Jest jednak również bardzo niebezpieczna.

- Krzyk mandragory jest zgubny dla każdego, kto go usłyszy - odpowiedziala Emilly automatycznie jakby była na lekcji

- Emilly nie jesteś na lekcji! - parsnal śmiechem Hugo

Jaka teściowa taka synowa - oznajmił rozbawiony James II a Hermiona uśmiechała się szeroko do Emilly następne wyciągnęła ręce a ta przytuliła się mocno do Hermiony - teraz wiem dlaczego masz patronusa Wydrę kochanie jesteś taka jak ja Hugo znalazł sobie świetna dziewczyne dobra robota Synku - dodała do Huga

- Ja się cieszę że akceptujesz mnie mamo nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy - rzekła Emilly

- Bo jest z tobą jest wszystko porządku a kto nie akceptuje Cię jako moja córkę i będzie mieć jakiś problem to będzie miał ze mną do czynienia kochanie - odpowiedziala Hermiona

- Kocham Cię mamusiu jesteś najlepsza - oznajmiła Emilly

Kto potrafi powiedzieć dlaczego?

Mało brakowało, aby wystrzelająca w górę ręka Hermio­ny strąciła Harry'emu okulary z nosa.

- Krzyk mandragory jest zgubny dla każdego, kto go usłyszy.

- Doskonale. Zarobiłaś kolejne dziesięć punktów. Tak... Te mandragory, które tutaj mamy, są jeszcze bardzo młode.

Seamus Dean Ron i Harry popatrzyli na Neville który się zarumienil

Wskazała na szereg skrzynek na stole i wszyscy się przy­sunęli, żeby lepiej widzieć. W skrzynkach rosły rządkami małe, kępiaste rośliny o czerwonawych listkach. Harry, który nie miał pojęcia, co Hermioną miała na myśli, mówiąc o „krzyku" mandragory, nie dostrzegł w nich niczego nad­zwyczajnego.

- Zaraz będzie - mruknela Susan

- Niech każdy weźmie parę nauszników - poleciła profesor Sprout. Wszyscy rzucili się po nauszniki, bo każdy chciał złapać parę, która nie byłaby różowa i puszysta.

- Kiedy wam powiem, żebyście je założyli, upewnijcie się, że macie całe uszy zakryte. Na znak, że możecie je bezpiecznie zdjąć, podniosę oba kciuki do góry. No to... nauszniki na uszy!

- Tak jest! - krzyknął Łapa

Harry założył nauszniki. Otoczyła go głucha cisza. Pa­ni Sprout też założyła swoje - różowe i puszyste - podwinęła rękawy, chwyciła jedną z roślinek i mocno pociągnęła. Harry wydał z siebie zduszony okrzyk, którego nikt nie usłyszał. Zamiast korzeni z ziemi wychynęło maleńkie, ubłocone i okropnie brzydkie dzieciątko. Liście wyrastały prosto z je­go główki. Miało bladozieloną, cętkowaną skórę i najwy­raźniej ryczało ile sił w płucach.

- Dajcie do Lockhartowi proszę! - zawołał Ron - bez słuchawek

Profesor Sprout wyjęła spod stołu dużą donicę i obłożyła mandragorę ciemnym, wilgotnym kompostem, aż widać było tylko krzaczaste liście. Otrzepała ręce i uniosła oba kciuki, na co wszyscy pozdejmowali nauszniki.

- Nasze mandragory to dopiero sadzonki, więc ich krzyki jeszcze nie zabijają - powiedziała spokojnie, jakby przed chwilą podlała begonie. - Gdybyście je jednak usłyszeli, stracilibyście przytomność na kilkanaście godzin, a jestem pewna, że żadne z was nie chciałoby opuścić pierwszego dnia szkoły.

Neville się zarumienił a Hannah cicholala i się wtuliła

Dlatego, zanim zabierzecie się do pracy, upewnijcie się, że macie uszy szczelnie osłonięte. Cztery osoby przy każdej skrzynce... pod spodem jest mnóstwo doniczek... a tu stoją worki z kompostem... i uważajcie na jadowitą tentakulę, bo gryzie. I chlasnęła ręką czerwoną kolczastą roślinę, której długie macki pełzły jej po plecach. Tentakula natychmiast cofnęła macki.
Harry, Ron i Hermiona stanęli przy jednej skrzynce razem z kędzierzawym Puchonem, którego Harry znał z wi­dzenia, ale jeszcze nigdy z nim nie rozmawiał.

Justin uśmiechnal się

- Justyn Finch-Fletchley - przedstawił się dziarsko, ściskając Harry emu rękę. - Wiem, kim jesteście... słyn­ny Harry Potter... ty jesteś Hermiona Granger... która zawsze wszystko wie...

- Teraz to Hermiona Weasley, która wszystko wie - powiedział Ron - a ta rozpromienila się

- Hermiona rozpromieniła się, kiedy i jej uścisnął rękę - ...i Ron Weasley. To był twój latający samochód, zgadza się?

- To taty my go tylko pożyczyliśmy - rzekł Harry

Ron nie uśmiechnął się. Wciąż pamiętał o wyjcu.

- Ten Lockhart to jest dopiero gość, nie? - zagadnął wesoło Justyn, kiedy zaczęli napełniać doniczki kompostem ze smoczego łajna. - Niesamowicie odważny facet.

- Nie wiedziałem wtedy, że jest idiota! - zawołał Justin

Czytaliś­cie jego książki? Gdyby mnie wilkołak osaczył w budce tele­fonicznej, umarłbym ze strachu, a on zachował zimną krew... trzask-prask... i po wszystkim. Jest fantastyczny, no nie?

- Gościu nie wiesz co mówisz - stwierdził Regulus - to jest idiota że but jest od niego mądrzejszy

A jeśli chodzi o mnie, to już byłem zapisany do Eton, ale okropnie się cieszę, że jednak trafiłem tutaj. Oczywiście, moja matka była trochę zawiedziona, ale podsunąłem jej książki Lockharta i chyba zaczęła rozumieć, ile można mieć korzyści z posiadania w rodzinie dobrze wyszkolonego czarodzieja...

Łapa i Rogacz Frank zaczęli walić głową o ścianę

Po tej przemowie nie mieli już wiele sposobności do rozmowy. Pozakładali nauszniki i musieli się skupić na mandragorach. W wykonaniu profesor Sprout wyglądało to bardzo prosto, ale wcale takie nie było. Mandragory nie chciały wyjść z ziemi, a jak już zostały wyciągnięte, nie chciały do niej z powrotem wejść. Skręcały się, wierzgały, wymachiwały małymi rączkami i zgrzytały zębami; wciś­nięcie jednej do doniczki zajęło Harry'emu kilka minut.

- Czemu nie zawolalaliscie Lockharta przecież to jest gość specjalnie na misję niemożliwe? - spytał James II

Pod koniec lekcji Harry, tak jak wszyscy, był zlany potem i umazany ziemią, a pleców nie mógł wyprostować. Wrócili do zamku, żeby się szybko obmyć i popędzili na transmutację.

- Uwielbiam transmutacje! - zawolali Huncwoci 2.0 i Huncwoci 1.0 Teddy Hugo Frank II

- Naprawdę lubisz transmutacje? - spytała szokowana Minne Franka II

- Czy ja lubię? to nie ja ją uwielbiam tak samo tak jak zaklęcia, obrona przez czarna magia, zielarstwo też lubię i eliksiry też sumie lubię ale najbardziej lubię te trzy pierwsze czyli transmutacje, obronę i zaklęcia - oznajmił Frank II

Zajęcia z profesor McGonagall zawsze były ciężką harów­ką, ale tym razem okazały się szczególnie trudne. Wszystko, czego się Harry nauczył w ubiegłym roku, przez lato wypa­rowało mu z głowy. Miał zamienić żuka w guzik, ale udało mu się tylko zmusić go do miotania się po ławce w ucieczce przed różdżką.

- Bo Minevra jest wymagającą - powiedziała Olivia

Ron miał jeszcze większe problemy. Pooklejał swoją róż­dżkę pożyczoną od kogoś czarodziejską taśmą, ale niewiele to dało. Różdżka trzeszczała i tryskała iskrami w nieodpo­wiednich momentach, a za każdym razem, kiedy próbował dokonać transmutacji swojego żuka, wybuchał z niej kłąb gęstego, szarego dymu śmierdzącego zgniłymi jajkami.

Gang fretki i nie przyjaciele rykneli śmiechem

Spowity nim Ron nie widział, co robi, i w końcu zmiażdżył żuka łokciem. Profesor McGonagall nie była zachwycona, kiedy poprosił o drugiego. Harry poczuł ulgę, gdy rozległ się dzwonek na lunch. Zamiast mózgu miał w głowie wyżętą gąbkę. Wszyscy wybiegli z klasy, prócz niego i Rona, który walił zawzięcie różdżką w blat ławki.

- Ale z Ciebie też łamaga Weasley - zardwila Mariette

- Głupie... bezużyteczne... świństwo...

- Napisz do domu, żeby ci przysłali nową - poradził mu Harry, kiedy różdżka wydała z siebie serię donośnych trzasków.

- Tak, żebym dostał jeszcze jednego wyjca - odpo­wiedział Ron, wpychając syczącą różdżkę do torby. - „To twoja wina, że różdżka się złamała..."

- Dobrze ze żyjecie - odezwała się najstarsza pani Weasley

Zeszli na dół na lunch, gdzie Hermiona wcale nie popra­wiła Ronowi nastroju, pokazując im garść wspaniałych gu­zików do płaszcza, które uzyskała podczas transmutacji.

- Co mamy po południu? - zapytał Harry, szybko zmieniając temat.

- Obronę przed czarną magią - odpowiedziała na­tychmiast Hermiona.

- Z tym imbecylem! - krzyknął Dean

- Z tym idiota - dodał Seamus a Susan siedziała mu na kolanach i przytuliła się do Seamusa

- Tym bezmózgim kretynem - oznajmil Neville przytulajac się się do Hannah

- Czy możesz nam powiedzieć - zapytał Ron, chwy­tając jej rozkład zajęć - dlaczego wszystkie lekcje z Lockhartem ozdobiłaś serduszkami?

- Lily/ Alicia Marlene proszę Cię walnij mnie czymś ciężkim a później powiedz ze mi się to slilo - powiedzieli Frank I Rogacz i Łapa

- No bez jaj mamo kochałas się z tym gogusiem! - zawołał szokowany i niedowierzaniem Hugo

Hermiona wyrwała mu plan zajęć, płonąc przy tym jak piwonia.

- Serio mamus nie mogłaś kochać się np w tatusiu! - zawołała Rose

Skończyli lunch i wyszli na zatłoczony dziedziniec. Her­miona usiadła na kamiennych schodkach i zagłębiła się w lekturze Podróży z wampirami. Harry i Ron rozmawiali przez kilkanaście minut o quidditchu, zanim Harry zauwa­żył, że ktoś mu się przygląda. Był to ów mały chłopiec o mysich włosach, którego ubiegłego wieczoru widzieli, jak nakładał Tiarę Przydziału.

Colin się zarumienił

Teraz gapił się na Harry'ego, jakby go ktoś transmutował w posąg, ściskając w ręku coś, co wyglądało jak zwykły aparat fotograficzny.

- Harry, prawda? Ja jestem... jestem Colin Creevey - wypalił nagle, robiąc nieśmiało krok w ich stronę. - Ja też jestem w Gryffindorze. Słuchaj... czy sądzisz... czy nie miałbyś nic przeciwko, żebym... zrobił ci zdjęcie? - za­pytał, podnosząc aparat.

- Masz fana Rogas! - wystrzezyl się Łapa - ty masz fana ja miałem pięknie seksownie fanki. ala! - zawołał Lapa gdy Marlene przywaliła mu 

- Ja ci dam ładne, seskowne fanki! - warknęła Marlene Łapa wystrzezyl się 

- jesteś zazdrosna - ona przyciągnęła go to siebie 

- Och zamknij się! - i pocałowała go namiętnie w usta i później mruknął 

- żadna inna laska nie była tak piękna i zabojcza seskowna jak ty

- Ślub? - spytała patrząc mu w oczy

- Ślub odpowiedzial - nawet dzisiaj

- Może jak skończymy czytać rozdział - zasuregowala Lily

- Zdjęcie? - powtórzył tępo Harry.

- No... żebym mógł udowodnić, że cię spotkałem - odrzekł Colin Creevey, robiąc kolejne dwa kroki w ich stro­nę. - Wiem o tobie wszystko. Opowiadali mi. Jak prze­żyłeś, kiedy Sam-Wiesz-Kto próbował cię zabić, i że on gdzieś zniknął i w ogóle, i że wciąż masz tę bliznę w kształcie błyskawicy - rzucił spojrzenie na czoło Harry'ego - a jeden chłopak w moim dormitorium powiedział, że jak wywołam film we właściwym eliksirze, to zdjęcie będzie się ruszało.

Colin się rumienił a Jessica uśmiechnęła się do niego że zarumienił się jeszcze bardziej

Z wrażenia głęboko westchnął. - Tu jest wspa­niale, prawda? W ogóle nie miałem pojęcia, że te dziwne rzeczy, które potrafię robić, to magia, dopóki nie dostałem listu z Hogwartu. Mój tata jest mleczarzem, też nie mógł w to uwierzyć.

- Mleczarzem fascynujące! - podniecił się Artur

- Lecz się Weasley! - drwił Pan Malfoy

- Przytnij te kundly Malfoy! - odparował Pan Weasley

- Idź na odwyk Malfoy - dodał Rogacz

Więc robię mnóstwo zdjęć, żeby mu posłać. No i byłoby naprawdę ekstra, gdybym miał twoje... - spojrzał błagalnie na Harry'ego - a może twój przyjaciel mógłby wziąć aparat, a ja stanę obok ciebie? A potem byś je podpisał, co?

- Zdjęcia z autografem? Rozdajesz swoje zdjęcia z auto­grafem, Potter?

- Dałem Ci autograf Twoim gandu też dałem co ty znowu chcesz? - spytał Harry

Donośny i zjadliwy głos Dracona Malfoya odbił się echem po dziedzińcu. Zatrzymał się tuż za Colinem, a jego goryle, Crabbe i Goyle, stanęli obok niego.

- Wszyscy ustawić się w ogonku! - ryknął Malfoy na cały dziedziniec. - Harry Potter rozdaje swoje zdjęcia z autografem!

- Och Malfoy jednak chcesz - oznajmił Harry - proszę - i rzucił mu autograf

- Nie chce twojego głupiego autografu! - warknął Dracona

- Nie, nie rozdaję - powiedział Harry ze złością, zaciskając pięści. - Zamknij się, Malfoy.

- Jesteś po prostu zazdrosny - pisnął Colin, którego tułów był grubości szyi Crabbe'a.

- Zazdrosny? - powtórzył Malfoy, który teraz nie musiał już krzyczeć, bo cały dziedziniec przysłuchiwał się tej wymianie zdań. - O co? O tę okropną bliznę na czole?

- To jest pamiątka ze Voldemort chciał mnie zabić i moja mama oddała za mnie życie! - warknął Harry. Lily zaniesla się płaczem i wtuliła się do męża

Może myślisz, że sam chciałbym coś takiego mieć? Nie, dzięki. A jak by tak tobie rozwalić głowę, też nie stałbyś się kimś niezwykłym. Crabbe i Goyle zachichotali głupkowato.

- Odwal się, Malfoy - rzucił gniewnie Ron.

- Albo dostaniesz Gacka w dupe i będziesz kwiczał jak prosiaczek - wycedziła Lily II

Crabbe przestał się śmiać i zaczął pocierać sobie knykcie wielkości kasztanów.

- Uważaj, Weasley - powiedział Malfoy drwiącym tonem. - Lepiej nie zaczynaj, bo przyjedzie twoja mamcia i zabierze cię ze szkoły. Jeśli jeszcze raz zrobisz coś nie tak - dodał ostrym, piskliwym głosem - wrócisz do domu...

Emilly Weasley rzuciła gacka i w Malfoya ze z nosa wyleciały wampiry a ten jeknal - nigdy więcej nie obrażaj babci ani mojego tatusia Malfoy a wy tylko w spróbujcie! - dodała do Crabba i Goyle Lucka

- Dosyć! - krzyknęła Minevra

- Dobra chłopcy dosyć ten zabawy - powiedziała Emilly

- Nie będziesz mi mówić ty mała szlamo! - warknęli Crabbe i Goyle Wszystkim opadły szczęki

- Jak śmiesz! - krzyknęly Hermiona i Lily którą próbowałaly rzucić zaklęcie a Emilly je postrzymala

- Nie mamusiu i babciu spokojnie sama się nimi zajmie

- Już po nich - stwierdził Hugo

A wy co szyliderki! - zardwila Emilly i rzuciła zaklęcie na ich i mieli na sobie stój szilfiderkow i pompony gdy ich zobaczyli sala ryknela śmiechem następnie wyciągnęli rozdzki im się zorientowali Emilly tak kopnela że rozdzki wypadły im z rąk i chwicila w powietrzu a później zaczęła z nich drwić - najpierw G później O - i Emilly zaczęła wykonywać różne figury jak to robią Szyliderki mówiąc i pokazując słowo "goryle" Ci upokorzeni bez różdżek rzucili się na Emilki z jednej i z drugiej strony a ta zrobiła salto z tył i oni wpadli na siebie i jekneli z bólu a późnej ich kopnela tak że wylądowali na plecach a później bez trudu stała bez rąk i poprawila włosy - nie ładne chłopcy dwóch goryli zaatakowali biedna dziewczyne szlame i ta szlama was pokonała trzema ruchami - i ukłoniła się Sebastianowi - jak mi poszło mistrzu Sebastianie?

- Bardzo dobrze moja uczennico - odpowiedział Sebastian - o to jeszcze zrobiłaś w szpilkach na wysokim obcasie jestem dumny

- Chciałam być zabójcza i do tego być zabójczo seksowna następnie skinęła głową i uśmiechnęła się i usiadła na kolanach Huga i spytała - jak mi poszło kochanie? a Hugo odpowiedział - byłaś niesamowicie seksowna kochanie. A sala patrzyla to ją niedowierzaniem

- To było niesamowite - powiedziała Hermiona - jak ty?

- to ja Ciociu nauczyłem Olivie Emilly i inne dziewczyny karate i kunfu mam czarny pas - oznajmił Sebastian - i jestem mistrzem i mam swoją szkole w dzieciństwie a mieszkałem w Japonii i Chinach

- Super! - zawołali Fred i George

Grupa Ślizgonów z piątej klasy wybuchnęła głośnym śmiechem.

- Potter, daj jedno zdjęcie z autografem Weasleyowi, będzie więcej warte niż cały dom jego rodziny.

- Tylko nie bij mnie! - krzyknął Draco do Emilly

Ron wyciągnął swoją pooklejaną różdżkę, ale Hermiona zatrzasnęła Podróże z wampirami i szepnęła:

- Uwaga!

- Co tu się dzieje? Co tu się dzieje? - To Gilderoy Lockhart zmierzał ku nim dziarskim krokiem, łopocąc swoi­mi turkusowymi szatami.

- Tylko nie on! - jeknal Harry

- Kto rozdaje zdjęcia z auto­grafem?

Harry otworzył usta, ale nie zdążył nic odpowiedzieć, bo Lockhart otoczył go ramieniem i zagrzmiał jowialnie:

- Ależ tak! Po co ja się pytam! Znowu się spotykamy, Harry!

- Niestety - rzekł Harry

Przygwożdżony do boku Lockharta i czerwony ze wsty­du, Harry zobaczył, jak Malfoy znika w tłumie, chichocąc złośliwie.

- Bardzo proszę, panie Creeyey - powiedział Lock­hart, szczerząc zęby do Colina. - Będzie podwójny por­tret, ot co, i obaj ci go podpiszemy!

- Tak mówi serio- powiedział Colin a Łapa i Rogacz - zaczęli walić głową o stół

Colin wziął aparat i zrobił zdjęcie, a w chwilę potem zabrzmiał dzwonek wzywający na popołudniowe zajęcia.

- Biegiem na lekcje! Wszyscy! Raz-dwa! - zawołał Lockhart do tłumu i sam ruszył w stronę zamku, wciąż tuląc do siebie Harry'ego, który żałował, że nie zna jakiegoś dobrego zaklęcia powodującego natychmiastowe znik­nięcie.

- Nie dotykaj mojego rogasia! - warknął Łapa

- A teraz coś ci powiem, Harry - zagadnął Lockhart ojcowskim tonem, kiedy weszli bocznymi drzwiami do zam­ku. - Specjalnie się ustawiłem do tego zdjęcia z tobą, żeby koledzy nie pomyśleli, że ci woda sodowa uderzyła do głowy...

Ja pierdole ! - krzyknął James II niedowierzaniem

Głuchy na jęki Harry'ego, Lockhart przeprowadził go przez cały korytarz, pełen gapiących się na nich uczniów.

- Posłuchaj mnie, chłopcze, dam ci dobrą radę. Roz­dawanie zdjęć z autografem na tym etapie kariery nie jest zbyt rozsądne... Mówiąc szczerze, Harry, troszkę przesadzi­łeś. Być może nadejdzie czas, kiedy będziesz musiał zawsze mieć przy sobie plik swoich zdjęć, tak jak ja, ale... - zachichotał cicho - ten czas chyba jeszcze nie nadszedł.

- O czym on pierdoli! - zawołał Teddy szokowany

Doszli do klasy Lockharta i Harry wreszcie wyzwolił się z jego uścisku. Otrzepał szatę i czmychnął do ostatniej ławki, gdzie zaczął ustawiać przed sobą stos wszystkich dzieł Lockharta, żeby nie mieć kontaktu z rzeczywistością. Po chwili wpadła reszta klasy. Ron i Hermiona usiedli po obu stronach Harry'ego.

- Mógłbyś sobie usmażyć jajko na twarzy - rzekł Ron. - Módl się, żeby ten Creevey nie spotkał Ginny, bo stworzą fan klub Pottera.

- Fan klub Harrego! - cicholala Ginny Harry - ja jestem przewodnicząca tego klubu Colin jest zastępcą a Zgredek jest skarbnikiem a jest jeszcze Gabriella młodsza siostra Fleur która jest modelka i twarzą tego klubu Harrego - oznajmiła Ginny a Harry gdy to usłyszał opluł woda Rona i Hermionę która siedziała mu na kolanach

- Idioto! - zawolali Hermiona i Ron cali mokrzy

- Że co! - krzyknął Harry patrząc na Ginny wielkimi oczami Ginny wtuliła się w Harrego chowając głowę w szyje Harrego . Hermiona i Ron doprowadzili się do porządku

- Zamknij się - warknął Harry, przerażony, że Lock­hart mógłby usłyszeć zwrot: „fan klub Pottera". Kiedy wszyscy usiedli, Lockhart odchrząknął i zapadła cisza. Rozejrzał się, wziął z ławki Neville'a Longbottoma egzemplarz Wędrówki z trollami i podniósł go, ukazując wszystkim swoje własne, mrugające zdjęcie.

- Dobijcie mnie! - wolał Łapa

- A to nie chcesz ożenić się ze mną? - spytała Marlene i popatrzyła na Syriusza mina i oczyma zbitego pieska i wtulając się Łapę i najmocniej jak mogła było

- Oczywiście że chce pani Black - powiedział Łapa - tylko nie mogę słuchać tego gogusia

- Ja też nie mogę to słuchać panie Black - oznajmiła pani Black

- Ale ich wzięło - stwierdziła Dorcas

- To ja - powiedział, również puszczając do nich oko - Gilderoy Lockhart, kawaler Orderu Merlina Trzeciej Klasy, honorowy członek Ligi Obrony przed Czarną Magią i pięciokrotny laureat nagrody Najbardziej Czarują­cego Uśmiechu tygodnika „Czarownica"

Gościom przeszłości opadły szczęki

- On jest kawalerem trzeciej klasy orderu Merlina? - zapytał Rogacz niedowierzaniem

- Ten idiota? - dodał również szokowany Frank I

- Ten imbecyl? - pytał Łapa

- Ten blondasek? - spytał Regulus

... Ale nie o tym chcę mówić. Nie pozbyłem się zjawy z Bandonu uśmiechając się do niej!

Zrobił krótką przerwę, oczekując salwy śmiechu. Parę osób uśmiechnęło się blado.

- Ha ha ha ha ha - mówił Frank II

- Widzę, że wszyscy kupiliście komplet moich ksią­żek. Znakomicie. Zaczniemy od małego quizu. Nie ma powodu do niepokoju... chcę po prostu sprawdzić, co wam zostało z lektury...

- O czym on pierdoli? - spytał Fred II

- Fred słownictwo! - skarciła jego zachowanie czarnoskóra pani Weasley

Rozdał wszystkim arkusze testowe, wrócił na przód klasy i oznajmił:

- Macie trzydzieści minut. Zaczynamy! Harry spojrzał na swój arkusz i przeczytał:

1. Jaki jest ulubiony kolor Gilderoya Lockharta?

- Różowy? - pytała Rose

2. Jakie jest skryte pragnienie Gilderoya Lockharta?

- Żeby ktoś mi bardzo mocno jebnał patelnią? - spytał Hugo

3. Jakie jest, według ciebie, największe do tej pory osiągnięcie Gilderoya Lockharta?

- Wkurwanie wszystkich dookoła? - zapytał James II

Podobnych pytań było 54, a ostatnie brzmiało:

54. Kiedy przypadają urodziny Gilderoya Lockharta i jaki byłby idealny dla niego prezent?

25 stycznia jest dzień tępego człowieka więc to pewnie jego urodziny? - powiedziała Emilly

- A prezent to może patelnia żeby wbić mu trochę rozumu do głowy? - spytała Olivia

Pół godziny później Lockhart zebrał arkusze i przejrzał je na oczach całej klasy.

- No, no... nikt nie zapamiętał, że moim ulubionym kolorem jest liliowy. Napisałem o tym w Roku z yeti. A nie­którzy powinni uważniej przeczytać Weekend z wilkołakiem... w rozdziale dwunastym napisałem wyraźnie, że idealnym prezentem urodzinowym byłoby dla mnie osiągnięcie powszechnej harmonii między rasą czarodziejów i nie-czarodziejów... chociaż nie odmówiłbym wielkiej butli Starej Ognistej Whisky Ogdena!

- Aha więc mamy 0 - rzekł Louis

I znowu mrugnął do nich łobuzersko. Ron gapił się na niego z wyraźnym niedowierzaniem, Seamus Finnigan i Dean Thomas, siedzący z przodu, trzęśli się od cichego śmiechu.

- Bo to kretyn był - oznajmił Dean

Natomiast Hermiona wsłuchiwała się uważnie w każde słowo Lockharta i wzdrygnęła się gwałtownie, kie­dy usłyszała swoje nazwisko.

- ...ale panna Hermiona Granger wiedziała, że moim ukrytym pragnieniem jest oczyszczenie świata ze zła i wy­promowanie mojej własnej serii eliksirów do pielęgnacji włosów...

- A to akurat ciekawy pomysł - rzekła Lily Potter - tobie by się przydało Severusie ja bym mogła w sumie taki zrobić

- Gdyby uczyła was taka piękna kobieta jak pani to bym chciał chodzić na eliksiry - powiedział Dean patrząc na pani Potter

- Ja uczyć eliksirow ja nie - zaczęła Pani Potter

- Byłabyś genialna jesteś najlepsza na roku kochanie - odpowiedzial Rogacz

- Przynajmniej pani by traktowała by wszystkich usciwie pani Potter - oznajmiła Hannah - nie to co profesor Snape - dwa ostatnie słowa wycedziła

- Oj tam - i machnęła ręka - jestem Lily albo ciocia Lily. Pani Potter jestem dla idiotow i kretynow i imbecyli którzy siedzą tutaj np taki jeden w okularach i ma funkcje dyrektora

- A ja bym mogła mówić profesor mamusia! - zawołała Ginny rozbawiona

- W sumie ja bym mógł uczyć transmutacji - stwierdził Rogacz - a Minevra byłaby dyrektorką.

- Ja dyrektorka - zaczęła Minne

- Masz autorytet i prawie każdy liczy z twoim zdaniem Minne - oznajmił Łapa. Goście przyszłości wymienili spojrzenia - a ja oczywiście obronę przed czarna magia! - wystrzezyl się

Dzielna dziewczyna! I zasłużyła... - pomachał jej testem - na najwyższą ocenę! Gdzie jest panna Her­miona Granger?

Hermiona uniosła drżącą rękę.

- Znakomicie! - rozpromienił się Lockhart. - Świetnie! Dziesięć punktów dla Gryffindoru!

- On dał za to punkty? - spytała patrząc na Minne Rolanda

- Nie mam słów - odparła vice dyrektor

A teraz... do dzieła...

Schylił się za swoim biurkiem i podniósł wielką, okrytą płótnem klatkę.

Cały rocznik 1980 jęknęła

- Muszę was jednak ostrzec! Moim zadaniem jest uz­brojenie was w oręż przeciwko najbardziej odrażającym potworom znanym w świecie czarodziejów! W tym pomie­szczeniu możecie przeżyć strach, jakiego dotąd nie zaznali­ście. Wiedzcie jednak, że nie grozi wam nic, dopóki ja tu jestem. I proszę o zachowanie spokoju.

- Strach to popatrzyć oczy bazyliszkowi - stwierdził Harry a Ginny wtuliła się a Harry zaczął pocieszac swoją ukochaną , póki ta całkowicie się nie uspokoiła. Wszyscy widzieli delikatności jego dotyku i w tym, jak chętnie ona się do tego dotyku przysuwała. Nawet z daleka widziali czułość w jego spojrzeniu, kiedy na nią patrzył. Widzieli , jak jego słowa, których nikt nie mogli usłyszeć, wywołały uśmiech na twarzy pani Potter .

- O czym ty mówisz jaki bazyliszek Harry? - szepnęła Marlene

Harry wychylił się spoza swojego stosu książek, żeby lepiej widzieć klatkę. Lockhart położył na niej rękę. Dean i Seamus przestali się śmiać. Neville, siedzący w pierwszym rzędzie, skulił się ze strachu.

- Proszę nie wrzeszczeć - powiedział Lockhart ci­cho. - To mogłoby je sprowokować.

- Aż się boję co ten idiota wymyślił - oznajmiła Dorcas

Cała klasa wstrzymała oddech. Lockhart jednym ruchem ściągnął z klatki płótno.

- Tak jest - oznajmił dramatycznym tonem. - Oto świeżo schwytane chochliki kornwalijskie.

- Aha! - machnął ręka Łapa

Seamus Finnigan nie był w stanie się powstrzymać. Za­chichotał w sposób, którego nawet Lockhart nie mógł wziąć za pisk przerażenia.

- Tak? - uśmiechnął się do Seamusa.

- No... bo przecież one... one... wcale nie są groźne, prawda? - wyjąkał Seamus.

- Nie bądź taki pewny! - zawołał Lockhart, celując w niego palcem. - Mogą być diabelsko sprytnymi gałganami!

- To ty jesteś idiota to wszyscy wiemy - stwierdził Ron

Chochliki jarzyły się niebieskawym blaskiem i miały około ośmiu cali wzrostu, a ich głosy były tak ostre i prze­nikliwe, że przypominały kłócące się papużki. Natychmiast zaczęły miotać się po klatce, bębnić w pręty i wykrzywiać na najbliżej siedzących.

- A więc dobrze - powiedział Lockhart donośnym głosem. - Zobaczymy, jak sobie z nimi poradzicie!

I otworzył klatkę.

- CO ZROBIŁ? ! - rykneli goście przyszłości przeszłości dorośli i nauczyciele niedowierzaniem

- Otworzył klątwę - odpowiedziały Susan i Hermiona

- Ty go podziwiałaś a się w nim ko... - stwierdzili Ron i Seamus a te pocałowały ich w usta - teraz to Ciebie kocham i podziwiam więc się zamknij już tylko mnie pocałuj w tej chwili - i oni spełnili prośbę i je pocałowali - no tak lepiej - mruknely i się przytuliły do ich

- Mówiłam że słodko razem wyglądają - powiedziała Pani Fimigan patrząc uśmiechem na twarzy na córkę i syna

Wybuchło okropne zamieszanie. Chochliki rozleciały się we wszystkie strony z szybkością rakiet. Dwa złapały Neville'a za uszy i uniosły go w powietrze.

Neville aż się skrzywił na samo wspomnienie

Kilkanaście wystrze­liło przez okno, obsypując ostatni rząd ławek szczątkami zbitej szyby. Reszta buszowała po klasie, robiąc więcej szkód niż oszalały nosorożec. Porwały kałamarze i obryzgały całą klasę atramentem, darły na strzępy książki i arkusze papie­ru, strącały obrazki ze ścian, przewróciły do góry nogami kosz ze śmieciami, wyrzucały przez okno książki i torby. Po kilku minutach połowa klasy siedziała pod ławkami, a Neville kołysał się na żyrandolu pod sufitem.

- Zamorduje Lockharta! - warknęła Alicia I

- No, dalej, poradźcie sobie z nimi, przecież to tylko chochliki - szydził Lockhart.

Podwinął rękawy, machnął różdżką i ryknął:

Peskipiksi pesternomi!

- Nie ma takiego zaklęcia - stwierdził Filius

Chochliki absolutnie się tym nie przejęły; mało tego, jeden z nich wyrwał Lockhartowi różdżkę z ręki i wyrzucił ją przez okno. Lockhart przełknął głośno ślinę i dał nurka pod biurko, gdzie ledwo uniknął przygwożdżenia przez Neville'a, który w sekundę później spadł tuż obok niego razem z żyrandolem.

- Mało brakowało! - jeknal Łapa

Zabrzmiał dzwonek i wszyscy rzucili się do drzwi. Zro­biło się trochę spokojniej. Lockhart wyprostował się, napo­tkał spojrzenia Harry'ego, Rona i Hermiony, którzy byli już prawie w drzwiach, i powiedział:

- Moi drodzy, mam prośbę, zapędźcie tę hałastrę do klatki, dobrze?

Po czym wybiegł i szybko zamknął za sobą drzwi.

- No nie, on jest niesamowity! - krzyknął Ron, ła­piąc się za ucho, w które go ugryzł jeden z chochlików.

- Po prostu chce, żebyśmy sami trochę poćwiczyli - powiedziała spokojnie Hermiona, unieruchamiając dwa chochliki za pomocą zaklęcia zmrażającego i wrzucając je do klatki.

- Mamo/ mamusiu ty to wierzysz! - zawolali Emilly i Hugo oraz Rose

- Poćwiczyli? - zawołał Harry, próbując schwycić chochlika tańczącego przed nim z wywalonym językiem. - Hermiono, przecież on nie miał najmniejszego pojęcia, co robi!

- Guzik prawda - odpowiedziała Hermiona.

- Hermiona on jest imbecylem - oznajmił Harry

- Wtedy nie wiedziałam! - warknęła Hermiona

- Jego urok osobisty uczynił że nie widziałaś tego - mruknął Ron

- ILE RAZY MAM CI MOWIC ŻE WYLECZYŁAM SIĘ OD TEGO IDIOTY ! - ryknela Hermiona w stronę Rona - KOCHAM CIE IDIOTO I TERAZ NIE MOGĘ BEZ CIEBIE ŻYĆ! .

- Ja też nie mogę bez Ciebie żyć kochanie - mruknął Ron i popatrzył jej w oczy która miała ogień w oczach i pocałował ją

- Moje kochane dzieci - stwierdziła Molly

- Przecież czytałeś jego książki... Zapomniałeś o niesamowi­tych czynach, których dokonał?

- Napisał, że ich dokonał - mruknął Ron.

- No właśnie! - zawolali większość na sali

Hermiona wyczeptala mu to ucha - znalazłam pustą komnatę pójdziesz tam że mną? - spytała Hermiona do ucha Rona swoim erotyczmym głosem

- To samo - powiedziała Ginny Harremu też do ucha

- Koniec rozdziału - oznajmila Luna


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...