niedziela, 26 marca 2023

Rozdział 1 Więzień

 

- Harry Potter i więzień Azkabanu – powiedziała wicedyrektor.

- Więzień Azkabanu? – spytały dwie wersje Lily.

- Ja chcę czytać – oznajmiła Lisa. Harry popatrzył na Łapę.

Rozdział pierwszy

Sowia poczta

Harty Potter był chłopcem niezwykłym. Wystarczy powiedzieć, że ze wszystkich pór roku najbardziej nienawidził letnich wakacji, a można też dodać, że naprawdę chciał odrobić wszystkie prace domowe zadane na lato, ale musiał się tym zajmować w tajemnicy, kiedy wszyscy już spali. No i był czarodziejem. 

Kobiety i dziewczyny patrzyły na dyrektora, z taką nienawiścią, że ten bał się ruszysz.

Dochodziła północ, a Harry leżał na brzuchu w swoim łóżku, pod kocami naciągniętymi na głowę jak namiot, z latarką w ręku i wielką, oprawioną w skórę księgą (Historia Magii Bathildy Bagshot) opartą o poduszkę. W drugiej ręce trzymał swoje orle pióro, którego koniuszkiem wodził po tekście, szukając czegoś, co pomogłoby mu w napisaniu rozprawki na temat: "Palenie czarownic w XIV wieku było całkowicie bezsensowne".

- Za chwilę spalimy dyrektora – wysyczali zakon Sióstr-Wojowniczek i zakon braterstwa.

Pióro zatrzymało się na początku akapitu, który wzbudził jego zainteresowanie. Poprawił okulary, które opadły mu na koniec nosa, zbliżył latarkę do księgi i przeczytał:

Ludzie niemagiczni (znani bardziej jako mugole) lękali się magii szczególnie w czasach średniowiecznych, prawdopodobnie dlatego, że niewiele o niej wiedzieli i nie potrafili rozpoznawać jej przejawów. Od czasu do czasu udawało im się schwytać prawdziwą czarownicę lub czarodzieja, ale nie mieli pojęcia, że palenie ich na stosie jest zupełnie bezsensowne. Ofiary rzucały proste Zaklęcie Zmrożenia Płomieni i udawały, że wrzeszczą z bólu, podczas gdy w rzeczywistości odczuwały przyjemne łaskotanie.

- Rzucimy na dyrektora Pertyfikusa i go spalimy – mruknęły.

Na przykład Czarownica Wendelina, zwana również Dziwożoną, tak polubiła te łaskotki, że przybierała coraz to nowe postacie, aby dać się schwytać i spalić. Udało się jej tego dokonać aż czterdzieści siedem razy.

Harry chwycił pióro w zęby i sięgnął pod poduszkę, gdzie miał schowany kałamarz i zwój pergaminu. Powoli i bardzo ostrożnie otworzył butelkę, zanurzył w niej pióro i zaczął pisać, przerywając raz po raz i nasłuchując, bo wiedział, że gdyby ktoś z rodziny Dursley'ów, idąc do łazienki, usłyszał skrzypienie pióra, groziłoby mu zamknięcie w komórce pod schodami na całą resztę lata.

- Nie zrobili tego! – krzyknął Harry.

Harry nie znosił letnich wakacji właśnie z powodu Dursley'ów, mieszkających przy Privet Drive pod numerem czwartym. Wuj Vernon, ciotka Petunia i ich syn Dudley byli jedynymi żyjącymi krewnymi Harry'ego. Byli mugolami, a do magii mieli stosunek bardzo średniowieczny. W domu Dursley'ów nigdy się nie wspominało o nieżyjących rodzicach Harry'ego, którzy byli czarodziejami.

Dwie wersje Lily desperacko wtuliły się w Harry’ego.

Ciotka Petunia i wuj Vernon od lat mieli nadzieję, że wybiją Harry'emu magię z głowy, pomiatając nim i karcąc bezlitośnie za byle co. Jak dotąd, nie przynosiło to spodziewanego rezultatu, co wywoływało w nich furię. Dwa ostatnie lata Harry spędził w Hogwarcie, Szkole Magii i Czarodziejstwa, wracając na Privet Drive tylko na letnie wakacje, podczas których Dursley'owie żyli w ciągłym strachu, że ktoś z sąsiadów dowie się, jakiego dziwoląga mają pod swoim dachem.

- Moi też się bali – mruknęła Olivia – Później dowiedziałam się, że wyjechałam za granicę do szkoły zajmującą się trudną młodzieżą i tam zostałam, bo wpadłam złe towarzystwo.

- Niech ja ich tylko znajdę! Rozszarpie ich! – warknęła Ginny, przytulając swoją córkę. 

- A tak naprawdę pojechałam do Hogwartu, a później do was na całe wakacje – oznajmiła Olivia – i kiedy się pojawiliśmy na peronie, to wymieniliście z tatusiem spojrzenia i zaczęliśmy się uśmiechać do mnie.

<<Retrospekcja zdarzeń>>

Pov. Olivia. 

Kiedy wysiedliśmy z peronu, zobaczyłam piękną seksowną rudowłosą kobietę z brązowymi oczami. Miała piegi, była megawysportowana, miała obcisłe spodnie które idealnie oplotly jej nogi kurtkę ramoneske z odkrytymi ramionami  na stopach miała szpilki na wysokim obcasie a obok niej stał wysoki muskularny mężczyzna. Miał sterczące kruczoczarne włosy zaczesane do tyłu. Jego oczy były zielone i miał okulary oraz zarost. Między włosami na czole dostrzegłam bliznę w kształcie błyskawicy. Miał koszule i spodnie Uśmiechali się do mnie.

- Cześć, mamo, cześć tato! – zawołał James.

- Witaj, kochanie – oznajmiła pani Potter podeszła do niego z niezwykla gracja i wdziękiem i przytuliła syna do siebie.

- Mamo nie przy ludziach! – jęknął James. Później wrócił do mnie i mnie przyprowadził do swoich rodziców a ja mruknęłam czerwona -

 Dzień dobry, pani i panie Potter. - bo byłam pod wielkim wrażeniem wyglądu i figury pani Potter i jak sie poruszała każdy jej ruch był z nie bywała gracja i wdziękiem a pan Potter byl naprawdę przystojnym mężczyzna 

- Dzień dobry Kochanie - odezwała się pani Potter i uśmiechnęła się szeroko -

- No James może przestawisz nam swoją rudowłosą i zielonooką koleżankę – powiedział pan Potter i wymienił z żoną rozbawione spojrzenia.

- Mamo, tato to jest Olivia moja przyjaciółka. Olivia, to moi rodzice Ginny i Harry Potter.

- Miło państwa poznać – oznajmiłam a pani Potter mnie przytuliła do swojej piersi .

- A to za co, pani Potter? - spytałam szoku ale było mi tak dobrze poczułam od niej miłość i poczucie bezpieczeństwa  

- Nic się nie martw, kochanie zamieszkasz z nami – odparła mi pani Potter – James nam powiedział, co ci ludzie zrobili, a ja wiedziałam, co mam zrobić.

- Co pani zrobiła? – spytałam niepewnie.

- To, co każda matka robi, gdy jej młode są w niebezpieczeństwie. Broni i chroni swoje młode – stwierdziła Ginny Potter beztroskim tonie – A, i jeszcze jedno: Mów mi Ginny, a to jest Harry.

- Chodźcie, dzieciaki, jedziemy do domu – odezwał się Harry i pojechaliśmy do domu, a ja całą podróż zastanawiałam się nad słowami Ginny.

<<Koniec retrospekcji>>

- Skąd wiedziałaś, że podkochiwałam się w Jamsie? – zapytała Olivia Ginny.

- Skarbie, kobiety to czują i widzą – odparła Ginny – Kiedy się pojawiłaś, od razu się domyśliłam, że ty i James jesteście razem. Tak samo było z Lily i Frankiem oraz Albusem i Amelią.

- I pokochałam cię od pierwszego dnia, poczułam z tobą więź. Głaskałaś mnie po włosach i przytulałaś do piersi, gdy było mi smutno. Kocham cię mamusiu, kocham cię tatusiu. Ty jesteś moją mamą, a ty moim tatą i dzięki wam skończyłam Hogwart ze świetnymi wynikami i zostałam ginekologiem – Ginny nic nie powiedziała, tylko przytuliła mocno swoją córkę i wysyczała wściekła.

- Najpierw nogi z dupy im powyrywam, a później ich będę powolutku mordowała, bo żaden idiota nie ma prawa krzywdzić mojej córki!

Dlatego na początku wakacji zamknęli w komórce pod schodami jego księgi zaklęć, różdżkę, kociołek i miotłę i zabronili mu rozmawiać z sąsiadami. Brak dostępu do ksiąg zaklęć był prawdziwym utrapieniem dla Harry'ego, ponieważ uczniowie Hogwartu musieli podczas wakacji odrobić sporo prac domowych. Tym razem miał, między innymi, napisać paskudnie trudne wypracowanie na temat eliksirów powodujących kurczenie się ludzi i zwierząt, a dobrze wiedział, że gdyby zjawił się w Hogwarcie bez tego wypracowania, sprawiłby wielką przyjemność profesorowi Snape'owi, nauczycielowi eliksirów. Tak się bowiem złożyło, że profesor Snape nie znosił Harry'ego i z najwyższą ochotą skorzystałby z każdej okazji, by go ukarać miesięcznym szlabanem.

Dwie wersje Lily mordowały go wzrokiem.

- Lily ja nie wiedziałem – powiedział starszy Severus, patrząc na swoją byłą przyjaciółkę przerażonym wzrokiem.

- Nie odzywaj się lepiej! – warknęły – Ty widzisz w moim synu, tylko jego ojca! A to, że ja go nosiłam pod sercem to już nie!

Harry postanowił więc wziąć się do pracy już w pierwszym tygodniu wakacji. Kiedy pewnego dnia wuj Vernon, ciotka Petunia i Dudley wyszli z domu, by podziwiać nowy służbowy samochód wuja Vernona (a robili to bardzo głośno, żeby wszyscy w sąsiedztwie zwrócili uwagę),

Większość ludzi wywróciła oczami.

Harry zszedł po cichu na dół, wyłamał zamek w drzwiach komórki pod schodami, porwał kilka książek i ukrył je w swojej sypialni. Teraz mógł już studiować magię po nocach. Musiał tylko uważać, żeby nie poplamić pościeli atramentem, ponieważ wówczas wszystko by się wydało. Ostatnio bardzo mu zależało na unikaniu awantur, bo ciotka i wuj byli na niego wyjątkowo wściekli, ponieważ w tydzień po przyjeździe na wakacje zatelefonował do niego przyjaciel – a był nim, rzecz jasna, kolega ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa.

- Tu jest źle napisane! – oburzył się Ron – Jestem bratem Harry’ego Pottera.

Ron Weasley, jeden z najlepszych przyjaciół Harry'ego, pochodził z rodziny czarodziejów. Oznaczało to, że znał się dobrze na wielu sprawach, o których Harry nie miał zielonego pojęcia, ale jeszcze nigdy w życiu nie korzystał z telefonu. Na nieszczęście trafił na wuja Vernona.

Ron się krzywił, przypominając sobie tę sytuację.

- Vernon Dursley przy telefonie – Harry, który akurat był w pokoju, zdrętwiał, kiedy usłyszał głos Rona.

- HALO! HALO! CZY PAN MNIE SŁYSZY?... CHCĘ... ROZMAWIAĆ... Z... HARRYM... POTTEREM! – Ron wrzeszczał tak głośno, że wuj Vernon aż podskoczył i oddalił słuchawkę od ucha, wpatrując się w nią z mieszaniną złości i strachu.

Ron się zarumienił, a Hermiona chichotała, a następnie niekontrolowane wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia, kiedy rudzielec pocałował ją w piętno naznaczenia na szyi.

- KTO MÓWI?! – ryknął w stronę mikrofonu – KIM PAN JEST?

- RON... WEASLEY! – krzyknął Ron, jakby wuj Vernon stał na drugim końcu boiska do piłki nożnej – JESTEM... PRZYJACIELEM... HARRY'EGO... ZE... SZKOŁY...

Większość ludzi prasnęła śmiechem, nawet Ślizgoni.

- Przez twoje darcie musiał iść do laryngologa! – prasnął śmiechem Harry.

- A co to jest ten rarynkolog? – spytała Fay.

- Laryngolog, skarbie, to jest lekarz od badania uszu, nosa i gardła – oznajmiła Carolina.

- Vernon ogłuchł? – spytali dwie wersje Huncwotów, parskając śmiechem.

- Tak – odpowiedział Harry uśmiechnął się.

Małe oczka wuja Vernona błyskawicznie przeniosły się na Harry'ego, któremu nogi wrosły w podłogę.

- TUTAJ NIE MA ŻADNEGO HARRY'EGO POTTERA! – ryknął, teraz trzymając słuchawkę na odległość wyciągniętej ręki, jakby się bał, że wybuchnie – NIE MAM POJĘCIA, O JAKIEJ SZKOLE PAN MÓWI! PROSZĘ WIĘCEJ NIE DZWONIĆ! PROSZĘ TRZYMAĆ SIĘ Z DALA OD MOJEJ RODZINY!

Gang fretki i Lucek parsknęli śmiechem.

I cisnął słuchawkę na aparat telefoniczny, jakby się pozbywał jadowitego pająkami. Awantura, która potem wybuchła, należała do najgorszych, jakie miały miejsce w tym domu, a było ich już wiele.

- JAK ŚMIESZ PODAWAĆ NASZ NUMER TYPOM TAKIM JAK... JAK TY! – wrzasnął wuj Vernon, opryskując Harry'ego śliną.

- FUJ! – ryknęły kobiety i dziewczyny, krzywiąc się na maska. Fay mordowała wzrokiem Dumbledore’a, a jej koleżanki na roku dostrzegły, że rzuciła wyzwanie dyrektorowi, następnie przytuliła się do nowej siostry Katie.

- A to za co?? – spytała z uśmiechem.

- Za to, że nie jestem już jedynaczką – oznajmiła Fay.

- Och, skarbie – mruknęła Katie – Możesz się przytulać do woli, od tego są siostry – Alicja podeszła do Fay z gracją i wdziękiem, gdyż miała na sobie wysokie szpilki, że wszyscy single popatrzyli na Ścigającą Gryffindoru z rozmarzonym wzrokiem i powiedziała – Zakon to teraz twoja rodzina, kochana – i rozłożyła ręce, a ta wtuliła się w nią – Jestem twoją siostrą, a ty moją.

- Naprawdę?

- Naprawdę, Fay – powiedziała Gabriela i również ją przytuliła – Nie jesteś sama, masz nas.

- Ale laski! – zawołali single. Denis i Lee patrzyli wciekli na singlów, którzy próbowali poderwać Gabrielę i Alicję.

- Mój mężczyzna powiedział mi, że jestem laska – wyszeptała Alicja do ucha Lee, kiedy usadowiła się na kolanach Jordana – Jesteś zazdrosny? – chichotała przyszła pani Jordan.

- Tak – mruknął Lee, a ta pocałowała go w policzek.

Ron najwidoczniej zrozumiał, że wpędził Harry'ego w kłopoty, bo już więcej nie zadzwonił. Nie było też żadnych wiadomości od Hermiony Granger, która również należała do grona jego najlepszych przyjaciół w Hogwarcie. Harry podejrzewał, że to Ron ją ostrzegł, żeby nie dzwoniła, a szkoda, ponieważ rodzice Hermiony, najinteligentniejszej czarownicy w klasie Harry'ego, byli mugolami, więc musiała dobrze wiedzieć, jak się korzysta z telefonu, no i miała dość rozsądku, by na wstępie nie palnąć, że też jest uczennicą Hogwartu.

Hermiona mordowała wzrokiem dyrektora. Niektórzy zdali sobie sprawę, że rzuca wyzwanie dyrektorowi, następnie podeszła do Harry’ego i go przytuliła i wyszeptała, patrząc na niego z miłością.

- Kocham Cię, Harry. Jesteś moim braciszkiem, cały czas byliśmy koło ciebie – Harry pocałował ją w czoło.

- Ja Ciebie też kocham siostrzyczko – a Hermiona wtuliła się w jego ramiona.

- Właśnie zdałem sobie sprawę z tego, że Hermiona to najbardziej potężna czarownica z uczniów – stwierdził Dean.

Tak więc Harry nie miał żadnej wiadomości od swych przyjaciół czarodziejów przez pięć długich tygodni i to lato zapowiadało się prawie równie podle, jak poprzednie. Tylko jedno można było zapisać na plus: po uroczystym przyrzeczeniu, że nie będzie używał swojej sowy Hedwigi do wysyłania listów do któregokolwiek ze swoich przyjaciół, pozwolono mu ją wypuszczać z domu w nocy. Wuj Vernon uległ jego prośbom, bo harmider, jaki wyprawiała Hedwiga, kiedy była zamknięta w klatce przez całą dobę, był nie do zniesienia.

- Chciałbym, żeby nasrała na głowie tego wieloryba – rozmarzył się młodszy Łapa. Większość ludzi prasnęła śmiechem.

Harry skończył pisać o czarownicy Wendelinie i przez chwilę nasłuchiwał. Ciszę nocy przerywało tylko odległe chrapanie jego wyjątkowo tłustego kuzyna, Dudleya. ‘Musi być już późno’. Pomyślał, czując piasek pod powiekami. ‘Skończę wypracowanie jutro w nocy…’. Zakręcił kałamarz, wyjął spod łóżka starą poszewkę, włożył do niej latarkę, Historię Magii, swoje wypracowanie, pióro i kałamarz, wstał z łóżka i ukrył zawiniątko pod obluzowaną deską podłogi. Potem wyprostował się i przeciągnął, zerkając na budzik stojący na nocnej szafce. Była pierwsza w nocy. Harry poczuł dziwny skurcz w żołądku. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że od godziny ma już trzynaście lat.

- Ja tych idiotów zamorduje – wysyczała Euphemia.

Jedną z niezwykłych cech Harry'ego było i to, że nigdy nie wyczekiwał z utęsknieniem swoich urodzin. Jeszcze ani razu nie dostał od nikogo kartki z życzeniami urodzinowymi. Od dwóch lat Dursley'owie całkowicie ignorowali jego urodziny i trudno było przypuszczać, że tym razem będzie inaczej. Obok dużej, pustej klatki Hedwigi przeszedł przez ciemny pokój do otwartego okna. Oparł się o parapet, czując chłodny powiew na twarzy, tak miły po duszeniu się pod kocem. Hedwigi nie było już od dwóch nocy. Harry nie martwił się o nią – już nie raz znikała na tak długo – miał jednak nadzieję, że wkrótce powróci. Była jedyną żywą istotą w tym domu, która nie wzdrygała się na jego widok.

Dumbledore westchnął.

Choć w ciągu ubiegłego roku Harry podrósł o parę cali, nadal był dość niski i chudy jak na swój wiek. Nie zmieniły się jego kruczoczarne włosy – zawsze okropnie rozczochrane, bez względu na to, co z nimi robił.

- Cecha Potterów – powiedziały żony Potterów.

Sponad okularów połyskiwały jasnozielone oczy,

- Mogłabym się w nie wpatrywać cały czas! – rozmarzyła się Ginny.

- Dostał to od ciebie, kochanie. Najcudowniejsze oczy na świecie – oznajmili dwie wersje Rogacza do swoich Lily, całując je w znak, a te wydały z siebie głośne westchnienie zadowolenia.

- Jestem na ciebie tak napalona, że mam ochotę się z tobą bzyknąć tu i teraz – wyszeptały im do ucha erotycznym i uwodzicielskim głosem – Mam nadzieję, że ty też masz ochotę mnie przelecieć? – Rogacze uśmiechnęli się szeroko, jakby dostali prezenty na święta.

- To będzie mój obowiązek kochanie – powiedział, całując ja namiętnie w usta.

a na czole prześwitywała przez włosy cienka blizna w kształcie błyskawicy. Harry Potter był niezwykłym chłopcem, a owa blizna była jego najbardziej osobliwą cechą. Nie była ona, jak mu wmawiali przez dziesięć lat Dursley'owie, pozostałością po wypadku samochodowym, w którym mieli zginąć jego rodzice, ponieważ Lily i James Potterowie wcale nie zginęli w wypadku.

Dwie wersje Lily rzuciły się na syna, płacząc, a ten mówił.

- Nie płacz, mamusiu – był wyższy od niej, a jego muskularna sylwetka przytłaczała jej drobną postać.

Zostali zamordowani, a ich zabójcą był najpotężniejszy od stu lat czarnoksiężnik, Lord Voldemort. Harry'emu udało się wyjść z tej potyczki jedynie z ową blizną na czole; mordercze zaklęcie Voldemorta odbiło się od niego, godząc w tego, który je rzucił. Voldemort umknął, ledwo żywy, pozbawiony swej mocy... Harry spotkał się jednak z nim ponownie w Hogwarcie. Teraz, stojąc w ciemnym oknie, wspomniał ich ostatnie starcie i musiał przyznać, że miał wielkie szczęście, skoro udało mu się dożyć tych trzynastych urodzin.

- A ja rumieniłam się jeszcze bardziej – mruknęła Ginny.

Przebiegał spojrzeniem gwiaździste niebo, wypatrując Hedwigi, która w każdej chwili mogła przyfrunąć z martwą myszą w dziobie, żądna pochwały. A kiedy tak patrzył ponad dachami domów, dopiero po kilku sekundach uświadomił sobie, że zobaczył coś dziwnego. Na tle złotego księżyca czerniało coś wielkiego i koślawego. To coś powiększało się szybko i leciało wyraźnie w jego stronę. Zamarł bez ruchu, obserwując, jak dziwny kształt szybuje coraz niżej i niżej. Przez ułamek sekundy zawahał się, z ręką na klamce, czy nie zatrzasnąć okna, ale zanim zdążył to zrobić, dziwaczny kształt był już nad jedną z latarni oświetlających Privet Drive i Harry zdał sobie w końcu sprawę, co to jest, więc szybko odskoczył w bok.

- Potter masz zwidy!? – zadrwiła Mariette – Powinni Cię zamknąć na oddziale zamkniętym.

Przez okno wleciały trzy sowy, przy czym dwie podtrzymywały trzecią, która sprawiała wrażenie nieprzytomnej. Wylądowały z cichym plaśnięciem na łóżku Harry'ego, a środkowa sowa, wielka i szara, przewróciła się na grzbiet i legła bez ruchu. Do jej nóżek przywiązana była spora paczka. Harry natychmiast rozpoznał tego ptaka – był to sędziwy puchacz Errol, należący do rodziny Weasley'ów.

- Moi rodzice do mnie napisali – powiedział dumny i szczęśliwy Harry, a Molly przytuliła go do siebie. 

Podbiegł do łóżka, odwiązał sznurek, którym przymocowana była paczka, i zaniósł Errola do klatki Hedwigi. Ptak otworzył jedno mętne oko, zagruchał słabo w podzięce i zanurzył dziób w miseczce z wodą. Harry zajął się pozostałymi ptakami. W jednym z nich, wielkiej sowie śnieżnej, rozpoznał swoją Hedwigę.

- Piękna z niej sowa – oznajmiła Parvati.

Ona również przydźwigała pakunek i sprawiała wrażenie bardzo z siebie zadowolonej. Kiedy odwiązał paczkę, dziobnęła go przyjacielsko, po czym pofrunęła do swojej klatki, sadowiąc się obok Errola. Trzeciej sowy, o pięknym brązowym upierzeniu, Harry nigdy przedtem nie widział, ale od razu poznał, skąd przyleciała, bo prócz trzeciej paczki przyniosła list z godłem Hogwartu. Kiedy uwolnił ją od listu i paczki, nastroszyła z godnością pióra, zamachała skrzydłami i natychmiast wyleciała z powrotem przez otwarte okno.

- Szanowny Panie bla, bla, bla – mówił Hugo. 

Harry usiadł na łóżku, sięgnął po paczkę, którą przyniósł Errol, i rozerwał brązowy papier. Wewnątrz była jego pierwsza w życiu kartka urodzinowa i prezent owinięty złotą folią. Kiedy otwierał kopertę, ręce lekko mu drżały. Na łóżko wypadł list i wycinek z gazety. Już na pierwszy rzut oka można było poznać, że wycinek pochodzi z "Proroka Codziennego", gazety czarodziejów, bo ludzie na czarno-białej fotografii poruszali się. Harry podniósł wycinek, wygładził go i przeczytał:

PRACOWNIK MINISTERSTWA MAGII ZGARNIA NAJWYŻSZĄ WYGRANĄ. 

Artur Weasley, kierownik Urzędu Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli w Ministerstwie Magii, zgarnął najwyższą wygraną w dorocznej loterii "Proroka Codziennego". 

- Brawo, Archi! – krzyknęli jego przyjaciele – Należało Ci się!

- Brawo, tatusiu! – zawołały córki Artura.

 - Super, tato – dodał Harry.

- Należała Ci się ta nagroda, dziadku! – oznajmili wnuki i wnuczki Lorda Weasley'a.

Zachwycony pan Weasley powiedział naszemu reporterowi: "Za te pieniądze pojedziemy do Egiptu, gdzie nasz najstarszy syn, Bili, pracuje dla banku Gringotta jako łamacz uroków". Rodzina Weasley'ów spędzi w Egipcie cały miesiąc. Wrócą na początek nowego roku szkolnego w Hogwarcie, gdzie uczy się pięcioro dzieci Weasley'ów.

- Harry, Hermiona, Nicole, Jessica, Luna, Ginny i Ron się uczą w Hogwarcie – oznajmiła Molly I – u pana Dropsa uzależnionego od dropsów – dodała ciszej, ale niektórzy ludzie to usłyszeli i parsknęli śmiechem.

- Mamo! – krzyknęli ze śmiechu Fred i George. 

- No co? Taka prawda – mruknęła Pani Weasley i uśmiechnęła się niewinnie do dyrektora.

Harry rzucił okiem na ruchome zdjęcie i uśmiechnął się szeroko, kiedy zobaczył wszystkich dziewięcioro Weasley'ów na tle wielkiej piramidy, wymachujących do niego rękami. Pulchna pani Weasley,

- Mamusia! – zawołały dzieci pani Weasley, a ona za każdym razem, gdy jej dzieci mówią do niej "mamusia" to się wzrusza i wycałowała swoje dzieci. Jej córki tylko się uśmiechały, wtulając się do jej piersi, bo poczuły od niej miłość i bezpieczeństwo.

wysoki, łysiejący pan Weasley,

- Tatuś! – krzyknęły córki pana Weasley'a, a Artur je mocno przytulił do siebie.

sześciu synów i córka – wszyscy (choć na czarno-białym zdjęciu nie było tego widać) o płomiennorudych włosach.

- Druga córka też jest ruda, która jest piękną kobietą – stwierdziła pani Weasley, patrząc na Nicole, a ta przytuliła się do niej mocno.

- I nie tylko rudzi, jest też czarnowłosy przystojniak – dodała Molly I, patrząc na Harry’ego, a ten się zarumienił.

- Znanego bardziej jako kochaneczek – wtrącili się Fred i George, naśladując głos matki, a większość ludzi parsknęła śmiechem.

- Piękna i niebieskooka blondyneczka – powiedział, patrząc na Fleur, a ta nie mogła się powstrzymać i przytuliła się do swojej drugiej mamy mocno.

- Najmądrzejsza i piękna brązowooka brunetka i przyszła pani minister – mówiła dalej, tym razem patrzyła na Hermionę, która wtuliła się w Molly, bo nie mogła się powstrzymać.

- Piękna, czarnoskóra i czarnowłosa była pani kapitan Gryffindoru – powiedział, patrząc na Angelinę i też się do niej przytuliła.

- Druga blondyneczka z Krukonów – dodała Lady Weasley, patrząc na Lunę, a ta też przytuliła się do Molly.

- I drugą czarnowłosa i brązowooka kobietka – i patrzyła Jessicę i uśmiechnęła się szeroko i przytuliła się do niej.

- Także nie tylko rudzi, bo oni wszyscy są moimi dziećmi, a ja jestem ich mamą.

- Jesteś ich teściową tylko! – prychnęła Pansy – A nie żadną matką, prawda Dracuś?

- Ten twój Dracuś, to w przyszłości nie ożeni z Tobą, tylko z Astorią i będą mieli synka, a później córeczkę – powiedziała Narcyza – i dobrze zrobi, bo moja córeczka jest piękna i mądra, a ty to tak nie za bardzo – Pansy patrzyła wściekła na panią Malfoy, a Astoria desperacko wtuliła się w Cyzię, że aż ta pocałowała ją w czoło, a jej córka westchnęła szczęśliwym głosem.

- Widać, że niektórym dziewczynom styki w głowie się przegrzały – rzekła Samanta – Babcia Molly mówi, że to są jej dzieci i są jej dziećmi, czy wam się to podoba, czy nie, nie zmienicie tego. Co zrobiły? Naznaczyły się na całe życie tak, samo jak ja i dlatego do rodziców Louisa mówię mamusia i tatuś, bo to moi rodzice i nie wyobrażam sobie mówić do nich inaczej niż teraz, tak samo jak one, do swoich – wskazała na dziewczyny z przyszłości – I to prawda, że jestem waszą córką? – spytała z nadzieją do państwa Weasley, patrząc na ich.

- Tak, oczywiście, że tak skarbie! – mówiła z miłością w głosie Fleur i przytuliła ją do siebie, całując w czoło. Samanta cicho westchnęła szczęśliwym pomrukiem, wtulając się do niej jeszcze bardziej – Jesteś naszą córeczką i nikt, ani nic tego nie zmieni – i głaskała jej długie włosy – prawda Bill?

- Kocham cię, Mamusiu – wyszeptała Samanta do Fleur, patrząc na Lady Weasley.

- Ja Ciebie też kocham. Jesteś moją córeczką, a ja twoją mamusią, na zawsze – oznajmiła z mocą stali pani Weasley – Może nie jesteśmy kobietami rodu Weasley'ów z krwi i kości, ale jesteśmy z ducha i obie mamy pierścienie rodu Weasley'ów, których nie da rady się zdjąć.

 - Tak – zgodził się Bill z Fleur i przytulili swoją córkę.

 - Kocham cię, tatusiu – powiedziała Samanta do Billa.

 - Ja Cię też kocham, Sam – odparł wzruszony młodszy pan Weasley.

 - I będę tak do nich mówić "mamusia" i "tatuś"! – zawołały zirytowane córki Weasley'ów, Potterów, Longbottomów, Blacków, Lupinów Finniganów i Jordanów – bo rodzice mojego męża stali się moimi rodzicami, bo ja i mój mąż jesteśmy jednością i koniec dyskusji na ten temat!

 - Właśnie – zgodzili się ich rodzice.

 - Cieszysz się, tatusiu? – zapytała Rose, patrząc na Draco, uśmiechając się szeroko do teścia.

 - Ja jako twoja mamusia się cieszę – odezwała Astoria – że zostałaś moją córeczką.

 - Tak, mamuś, ja też się bardzo Cieszę – powiedziała Rose i przytuliła się do przyszłej pani Malfoy, a ona pocałowała ją w czoło, a Rose westchnęła zadowolonym pomrukiem.

 W samym środku stał Ron, wysoki i szczupły, ze swoim szczurem Parszywkiem na ramieniu, obejmując młodszą siostrzyczkę, Ginny.

 Złota Trójca warknęła na słowo Parszywek.

 - O co wam chodzi? – spytała młodsza Marlene.

 Nikt chyba nie zasługiwał bardziej na wygranie stosu złotych monet od Weasley'ów, którzy byli wspaniałymi ludźmi, a przy tym bardzo ubogimi.

 - Zostali moimi rodzicami – rzekł szczęśliwy Harry.

 - Tak, kochaneczku – odparła pani Weasley.

Harry podniósł list od Rona i rozwinął go.

Drogi Harry,

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Harry, naprawdę bardzo mi przykro z powodu tego telefonu. Mam nadzieję, że nie oberwałeś za to od twoich mugoli. Rozmawiałem z ojcem, powiedział, że nie powinienem tak wrzeszczeć. Tu, w Egipcie, jest fantastycznie. Bili oprowadza nas po tych wszystkich starożytnych grobowcach, nie masz pojęcia, jakie zaklęcia ich strzegą!

 - Bardzo potężne – mruknął Bill i pocałował Fleur w znak a pani Weasley wydała siebie głośne westchnienie zadowolenia i oddychała głęboko.

 Mama nie pozwoliła Ginny wejść do ostatniego. Było tam mnóstwo zmalowanych szkieletów mugoli, którzy włamali się do środka i którym powyrastały dodatkowe głowy i różne inne świństwa.

 - Bo byłam za młoda! – jęknęła Ginny.

 Nie mogłem uwierzyć, że mój tata wygrał w loterii „Proroka". Siedemset galeonów! Większość poszła na ten wyjazd, ale trochę zostało i rodzice mają mi kupić nową różdżkę.

Harry aż za dobrze pamiętał moment, w którym połamała się stara różdżka Rona. Zdarzyło się to wtedy, kiedy obaj polecieli do Hogwartu samochodem, który przy lądowaniu trafił w drzewo rosnące pośrodku szkolnych błoni.

 Harry i Ron wyszczerzyli się szeroko do matek, a te pogroziły im palcami z minami pod tytułem: "Oby się to więcej nie powtórzyło".

Wracamy na tydzień przed początkiem semestru. Pojedziemy do Londynu, żeby kupić nowe książki, no i nową różdżkę dla mnie. Może udałoby się nam tam spotkać? Nie daj się stłamsić tym mugolom!

Postaraj się być w Londynie.

 RON

 P.S. Percy został naczelnym prefektem. W zeszłym tygodniu dostał list.

 Harry ponownie zerknął na zdjęcie w gazecie. Percy, który rozpoczynał siódmy, ostatni rok nauki w Hogwarcie, puszył się na nim wyjątkowo.

- Bo nie było przy niej Penelopy, swojej kurki – oznajmiła szyderczym głosem Ginny – Biedny ten nasz kogut z oznaką, był taki samotny – Rodzina i przyjaciele ryknęli głośnym śmiechem. Percy mordował swoją siostrę wzrokiem. Jakby był bazyliszkiem, to by Ginny padła trupem.

 - GINNY JA CIĘ ZAMORDUJE! – ryknął Percy. Był cały czerwony.

 - Tatusiu spokojnie, bo ci żyłka pęknie – stwierdził Patrick.

 Przypiął sobie odznakę naczelnego prefekta do fezu, tkwiącego mu zawadiacko na głowie, na schludnie zaczesanych włosach. W rogowych okularach odbijało się egipskie słońce.

 - Och, byłeś wujku prefektem i prefektem naczelnym? – zdziwił się Fred II.

 - Dlaczego nam nie powiedziałeś, wujaszku? Nie mieliśmy bladego pojęcia – dodał George II, również zdziwiony, jak jego kuzyn.

 - Dajcie spokój, chłopaki, przecież pamiętam, że coś o tym wujaszek wspominał – odpowiedział James II – Z raz...

 - No albo dwa... – dodał Albus II.

 - Na każdej rodzinnej imprezie... – stwierdził Louis.

 - Przez całe nasze życie! – krzyknął Hugo.

 - Och, zamknijcie się! – rzekła Lucy, naśladując głos i gesty wściekłego ojca. Ich ojcowie ryknęli głośnym śmiechem, tak samo, jak Huncwoci, a inni parsknęli głośnym śmiechem. Percy zrobił się czerwony niczym piwonia i wściekły.

 Teraz Harry rozwinął prezent. Wewnątrz było coś, co przypominało miniaturowego szklanego bąka do zabawy, i jeszcze jedna karteczka od Rona.

Harry, to jest kieszonkowy fałszoskop – wykrywacz podstępów. Kiedy w pobliżu znajduje się ktoś niegodny zaufania, wykrywacz podobno błyska i wiruje. Bili mówi, że to tandeta dla turystów, bo wczoraj bąk zaczął ni stąd, ni zowąd błyskać podczas kolacji. Nie wiedział jednak, że Fred i George wrzucili mu kilka żuków do zupy.

Cześć

 RON

Harry odłożył fałszoskop na nocną szafkę. Szklany bąk sam ustawił się pionowo na spiczastym końcu i tkwił tak nieruchomo, odbijając fosforyzujące wskazówki budzika. Przez chwilę Harry przyglądał mu się z zachwytem, a potem wziął do ręki paczkę przyniesioną przez Hedwigę. Wewnątrz był również owinięty w kolorowy papier prezent, kartka urodzinowa i list, tym razem od Hermiony.

Drogi Harry,

Ron napisał mi o swojej rozmowie telefonicznej z wujem Vernonem. Mam nadzieję, że jakoś z tego wybrnąłeś. Jestem teraz na wakacjach we Francji

- Je dois dire à Ron que je l'aime!! – mówił podnieconym głosem Louis, używając języka francuskiego.

 - Vous devez – odpowiedziała Samanta, ci którzy znali francuski parsknęli śmiechem.

 - Co? – spytał Ron.

 - Muszę powiedzieć Ronowi, że go kocham – przetłumaczyła Fleur.

 - Konieczne musisz – odpowiedziała Gabriela, tłumacząc. Ron i Hermiona zarumienili się.

 i zupełnie nie wiedziałam, jak ci to wysłać – co by było, gdyby to otworzyli na cle? – ale nagle pojawiła się Hedwiga! Chyba chciała się upewnić, że tym razem dostaniesz coś od kogoś na urodziny. Kupiłam ci prezent poprzez sowią pocztę wysyłkową; znalazłam takie ogłoszenie w „Proroku Codziennym" (kazałam go sobie tutaj przysyłać, żeby wiedzieć, co się dzieje w czarodziejskim świecie). Widziałeś zdjęcie Rona i jego rodziny na tle piramidy?

 - Ty też należysz do rodziny, córeczko – odpadł Artur.

 - Tak, tatusiu – zgodziła się z Arturem Hermiona i uśmiechnęła się szeroko do swoich drugich rodziców, a państwo Weasley odpowiedziało tym samym, a następnie wtuliła się w Rona.

 Było w zeszłym tygodniu. Założę się, że mnóstwo się tam nauczy. Aż mnie zazdrość bierze – ci starożytni czarodzieje egipscy byli naprawdę super.

 - Mieli bardzo piękną biżuterię – oznajmiła Hermiona – i wiecie, że niektóre części ciała mogła zdobić tylko rodzina królewska? Na przykład kolczyk na pępku nosiła tylko rodzina królewska – dodała podnieconym głosem. Dziewczyny i kobiety z rodzin królewskich uśmiechnęły się szeroko, bo wiedziały, o czym mówiła Hermiona, bo same to miały z konkretnym rodem, do której należały i nie mogły tego zdjąć, gdyż połączyła się z ich DNA.

 Tutaj też natrafiłam na ślady dawnych czarownic i czarodziejów. Musiałam napisać na nowo moje wypracowanie z Historii Magii, żeby wykorzystać te informacje. Mam nadzieję, że nie jest za długie – dwa zwoje pergaminu więcej, niż życzył sobie profesor Binns.

 Hugo i Scorpius wywrócili oczami.

 Ron pisze, że będzie w Londynie w ostatnim tygodniu wakacji. A ty? Myślisz, że twoja ciotka i wuj by cię puścili? Tak bym chciała, żeby ci się udało wyrwać. Jeśli nie, zobaczymy się l września w ekspresie do Hogwartu!

 Pozdrowienia od

 HERMIONY

 P.S. Ron pisze, że Percy został prefektem naczelnym. Założę się, że Percy jest w siódmym niebie, czego chyba nie można powiedzieć o Ronię.

 - Ja teraz jestem w siódmym niebie, że siedzi na moich kolanach taka piękna i seksowna pani prefekt, a w przyszłości będzie panią minister, a rano widzę ją w pełnej okazałości i nie mogę się na napatrzyć – wyczerpał jej do ucha i pocałował ją w znak, a ta wydała siebie głośne westchnienie zadowolenia.

 Harry zachichotał, odłożył list od Hermiony i wziął do ręki prezent. Był bardzo ciężki. Znając Hermionę, podejrzewał, że to jakaś wielka księga wyjątkowo trudnych zaklęć – ale się mylił. Serce mu zabiło mocno, kiedy rozerwał papier i ujrzał błyszczący neseser z czarnej skóry, ze srebrnym napisem: „Podręczny zestaw miotlarski".

 - Ha! Zatkało Cię! – zawołała Hermiona.

 - No cóż, nie spodziewałem się tego po tobie – powiedział Harry.

 - Uau! Hermiono! – szepnął Harry, otwierając neseser, aby zajrzeć do środka. Był tam wielki słój wybornej pasty Fleetwooda do polerowania rączki miotły, para lśniących, srebrnych klipsów do spinania gałązek, maleńki mosiężny kompas z uchwytem do rączki, bardzo użyteczny podczas długich lotów, a także Poradnik samodzielnej konserwacji mioteł.

- Twoje pięknie latanie musi być w symbiozie z piękną czyściutką miotłą – oznajmiła młodsza pani Weasley, patrząc na młodego pana Pottera.

 - Dzięki, siostra! – odparł Lord Potter.

 Prócz przyjaciół Harry'emu najbardziej brakowało Quidditcha, najpopularniejszej dyscypliny sportowej w magicznym świecie – bardzo niebezpiecznej i bardzo podniecającej, w którą grało się na latających miotłach. Harry był świetnym graczem: został najmłodszym w ostatnim stuleciu członkiem reprezentacji jednego z domów Hogwartu.

 - To mój Rogaś! – zawołali dwie wersje Łapy.

 Jednym z jego największych skarbów była miotła wyścigowa Nimbus Dwa Tysiące. Odłożył skórzany neseser i sięgnął po ostatnią paczkę. Od razu rozpoznał koślawe pismo na brązowym papierze: to paczka od Hagrida, gajowego Hogwartu.

 - Ja nie mam koślawego pisma! – prychnął Hagrid.

 Rozdarł papier i zobaczył coś zielonego i skórzanego, ale zanim zdołał rozerwać całe opakowanie, paczka zadrżała dziwnie, a wewnątrz coś głośno kłapnęło – jakby miało szczęki.

 Ci, którzy chodzili w 1993-1994 roku na Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami wymielili ponure miny.

 Harry zamarł. Wiedział, że Hagrid nie przysłałby mu świadomie niczego niebezpiecznego, ale wiedział też, że Hagrid ma zupełnie inne pojęcie o tym, co jest niebezpieczne, od większości normalnych ludzi.

 - Co ty znowu wymyśliłeś! – jęknęły kobiety do Hagrida, trzymając się na głowę.

 - Takie księgi, które chciały zjeść uczniów – oznajmiła Fay – Nic nowego, drogie cioteczki

- Jej jaka ona się piękna stała! – rozmarzył się jakiś siedmioroczny Krukon, patrząc na Fay.

 - A wcześniej nie byłam piękna!? – warknęła wściekła Fay – Patrzysz na mnie tylko dlatego, że mam na sobie te ubrania biżuterie i pojawiłam się wysokich szpilkach? – ów Krukon przemknął ślinę – A gdybym się pojawiła w łachmanach, bez makijażu i trampach, to byś nawet nie zauważył!

 - Mi by się moja żona podobała nawet z rozciągniętym swetrem i w dresie – oznajmili mężczyźni – Najważniejsze jest wnętrze.

 - Przepraszam, Fay. Masz rację – mruknął Krukon.

 Znany był z tego, że przyjaźnił się z olbrzymimi pająkami, kupował groźne trójgłowe psy od ludzi spotkanych przypadkowo w pubie, a raz przemycił do swojej chatki jajo smoka, co było sprzeczne z prawami obowiązującymi w świecie czarodziejów.

 - Pójdziesz do Azkabanu, tam, gdzie jest twoje miejsce! – krzyknęła Dolores.

 - Zamknij się, Różowa Ropucho! – warknęło większość ludzi na Sali.

 - Kordek weź ją przeleć, bo widzę, że chcę tylko nie tutaj okej – rzekł Teddy – Nie mam ochoty tego oglądać.

 - JAK ŚMIESZ, BACHORZE!! – krzyknęli oboje i chcieli rzucić na niego zaklęcia, ale ktoś ich powstrzymał.

 - EXPERLLIALUS! PETRYFITOTALUSALUS! – ryknęły Hope i Victoire.

 - Wara od mojego męża/brata!

 Palec mu nieco drżał, kiedy szturchnął paczkę. Znowu coś głośno kłapnęło. Sięgnął po lampę stojącą na szafce nocnej, chwycił ją mocno i uniósł nad głową, gotów uderzyć. Potem złapał za resztę brązowego papieru i pociągnął. Z opakowania wypadła... książka. Harry zdążył tylko zauważyć ładną zieloną okładkę i złoty napis: Potworna księga potworów, gdy książka podskoczyła i zaczęła pełznąć po łóżku jak dziwaczny krab.

 - O tym właśnie mówiłam – oznajmiła Fay – Możecie przestać się ślinić? – bo ciągle na nią patrzyli i wzdychali.

 - Uoooo... – mruknął Harry. Książka zsunęła się z łóżka, spadła z trzaskiem na podłogę i popełzła po niej szybko. Harry ruszył za nią ukradkiem, aż schowała się w ciemnym kącie pod biurkiem. Mając nadzieję, że Dursley'owie nadal mocno śpią, Harry osunął się na kolana i sięgnął pod biurko, żeby ją wyciągnąć.

- Auuu! – Książka chapnęła go w rękę, po czym przemknęła obok niego, wciąż kłapiąc okładkami.

 Hagrid się zarumienił.

 Harry okręcił się w miejscu, skoczył i przygwoździł ją do podłogi. W sąsiednim pokoju wuj Vernon zachrapał głośno przez sen. Hedwiga i Errol obserwowali z zainteresowaniem, jak Harry ściska w ramionach wyrywającą się książkę, biegnie z nią do komody, wyciąga skórzany pasek i zaciska go mocno wokół książki. Księga potworów zadygotała wściekle, ale nie mogła już podskakiwać i kłapać okładkami, więc Harry cisnął ją na łóżko i sięgnął po kartkę od Hagrida.

 - Potter mogłeś to wcześniej zrobić, ale z Ciebie jest idiota! – zadrwił Michael – Ginny rzuć tego bezmózgiego idiotę.

 - A ty masz małego ptaszka! – odparowała mu Ginny – Nie zaspokoisz potrzeb swojej drugiej połówki!

 - WEASLEY ZAMORDUJE CIĘ! – ryknął Michael.

 - Twoje ego zostało naruszone, co Cormac? – spytała z drwiną Ginny – A po drugie jesteś Krukonem, a Krukoni są podobno mądrzy, że kobieta wychodząca za mąż przyjmuje nazwisko męża, a ja wyszłam za mąż za Harry'ego więc nazywam się Potter.

 Kochany Harry,

 Dużo szczęścia w dniu urodzin! Tak myślę, że może będzie ci to pasować w przyszłym roku. Więcej tu nie powim. Powim ci jak się zobaczymy. Mam nadzieję, że mugole traktują cię, jak należy.

 Wszystkiego najlepszego

 HAGRID

 Przekonanie Hagrida, że gryząca książka może mu „pasować", wydało się Harry'emu złowieszcze, ale położył jego kartkę obok listów Rona i Hermiony, uśmiechając się jeszcze szerzej. Został już tylko list z Hogwartu. Był nieco grubszy niż zwykle. Otworzył kopertę, wyjął pierwszy pergamin i przeczytał:

 Szanowny Panie Potter,

 - Zawsze tak oficjalnie! – burknął Hugo.

 pragnę przypomnieć, że nowy rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Ekspres do Hogwartu odjeżdża z dworca King s Cross, z peronu dziewięć i trzy czwarte, o godzinie jedenastej.

 Uczniowie trzeciej klasy mogą w określone soboty i niedziele odwiedzać wioskę Hogsmeade. Proszę przekazać rodzicom lub opiekunowi do podpisania dołączone pozwolenie. Załączam listę książek niezbędnych w nowym roku szkolnym.

 Z wyrazami szacunku

 Profesor M. McGonagall

 zastępca dyrektora

 - To jest moja Hogwarcka babcia – stwierdził Harry, patrząc wyszczerzem na profesorkę.

 Harry wyciągnął formularz pozwolenia i przyjrzał mu się, tym razem już bez uśmiechu. Byłoby cudownie wybrać się do Hogsmeade; wiedział, że to wioska całkowicie zamieszkana przez czarodziejów, a jeszcze nigdy w niej nie był. Ale jak tu przekonać wuja Vernona lub ciotkę Petunię, żeby podpisali formularz?

Spojrzał na budzik. Była druga w nocy. Uznawszy, że będzie się o to martwił rano, wrócił do łóżka i przekreślił kolejny dzień na karcie, na której odliczał dni dzielące go od powrotu do Hogwartu.

 Artur wyszeptał coś do ucha Molly, która siedziała mu na kolanach. Gdy to usłyszała, zarumieniła się mocno, a gdy popatrzyła na niego, miała iskierki miłości. Ich synowie, wnuki i bracia popatrzyli po sobie i krzyknęli:

 - Nie chcę wiedzieć, co tata/dziadek/Artur powiedział mamie/babci/Molly do ucha! – Ale Molly nie zwracała na to uwagi, tylko odpowiedziała mu do ucha swoim erotycznym i uwodzicielskim głosem.

 - Szykuj się na pikantną noc, kochanie. Mam nadzieję, że będziesz mnie kochać, tak jak ostatnio – a Artur uśmiechnął się szeroko i głupkowato do żony.

 Potem zdjął okulary, położył się i jeszcze raz zerknął na swoje trzy kartki urodzinowe. Harry Potter był niezwykłym chłopcem, ale w tym momencie czuł się jak każdy normalny człowiek – po raz pierwszy w życiu cieszył się, że ma urodziny.

- Koniec rozdziału – oznajmiła Lisa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...