- Teraz ja – oznajmił Terry.
Rozdział drugi
Wielki błąd ciotki Marge
Harry prasnął śmiechem.
Kiedy następnego ranka Harry zszedł na śniadanie,
zastał już całą trójkę Dursley'ów siedzącą przy kuchennym stole. Gapili się w
nowiutki telewizor, który kupili na powitanie Dudley'a, kiedy przyjechał na
letnie wakacje. Dudley uskarżał się zawsze, że musi wciąż biegać od lodówki w
kuchni do telewizora w salonie.
- To są jakieś żarty? – zapytała wściekła Luna.
- Nie – odparł Harry.
Teraz większość czasu spędzał w kuchni, utkwiwszy
swoje prosiakowate oczka w ekranie telewizora, podczas gdy jego pięć podbródków
trzęsło się miarowo od nieustannego przeżuwania różnego rodzaju smakołyków.
Harry usiadł między Dudley'em i wujem Vernonem, potężnym krzepkim mężczyzną o
bardzo krótkiej szyi i krzaczastych wąsach. Dursley'owie nie tylko nie złożyli
mu życzeń urodzinowych, ale nie dali po sobie poznać, że w ogóle zauważyli jego
przyjście.
- A może tak kurwa mać "dzień dobry"! – zawołała Ginny wściekła.
- Ginny słownictwo! – skarciła jej zachowanie Molly I.
- Jak oni mnie wnerwiają! – warknęła młoda pani Potter.
Harry był jednak do tego przyzwyczajony. Wziął
sobie kawałek tostu i spojrzał na spikera w telewizorze, przekazującego właśnie
wiadomość o jakimś zbiegłym więźniu.
- ...ostrzega się wszystkich, że Black jest
uzbrojony i nadzwyczaj niebezpieczny.
- KTO?! – ryknęli
większość ludzi na Sali.
A oto specjalny numer telefonu, pod który należy
natychmiast zadzwonić, jeśli państwo gdzieś zauważą Blacka...
- Co ty zrobiłeś? – zapytali na siebie nawzajem Regulus Syriusz.
- A skąd mam wiedzieć?
- Nie musisz nam mówić, że to łotr spod ciemnej
gwiazdy! – warknął wuj Vernon, spoglądając znad gazety na zdjęcie więźnia.
- Ty to jesteś spod jasnej gwiazdy, co Dursley? – spytał Albus II.
- Wystarczy tylko spojrzeć na tego nieroba i
łachmytę! A te jego włosy! – I spojrzał z
odrazą na Harry’ego, którego rozczochrane włosy zawsze doprowadzały go do
białej gorączki. W porównaniu z facetem ze zdjęcia, którego wychudzoną twarz
otaczała plątanina włosów, sięgających mu aż do pasa, Harry poczuł się, jakby
dopiero co wyszedł od fryzjera. Pojawił się znowu spiker.
- Ministerstwo Rolnictwa i Rybołówstwa
oznajmia, że...
- Chwileczkę! – szczeknął wuj Vernon, mierząc
spikera wściekłym spojrzeniem – Nie powiedziałeś, skąd ten debil uciekł! I to ma
być rzetelna informacja? Ten szaleniec może właśnie w tej chwili przechodzić
naszą ulicą!
- Sam jesteś debilem – stwierdziła Daphne.
Ciotka Petunia, która była koścista i miała końską
twarz, odwróciła się szybko i wyjrzała przez okno. Harry dobrze wiedział, że
ciotka Petunia marzy o tym, aby być tą osobą, która zadzwoni pod numer
specjalny. Była jedną z najbardziej wścibskich kobiet na świecie i większość
życia spędzała na śledzeniu swoich nudnych jak flaki z olejem, praworządnych
sąsiadów.
- Petunia nic nie osiągnęła – mruknęła Carolina.
- Tak samo jak ona – powiedziała Mariette, wskazując na Molly.
- Nie kwacz, Egzogenne – oznajmiła Fleur – twój głos jest taki irytujący, że mnie po prostu
uszy bolą, a ja nie chcę, żeby mnie uszka bolały! – i tupnęła wysokim obcasem i zrobiła minę obrażonej księżniczki a,
później uśmiechnęła się słodko do Billa – i uchronisz
mnie od tej jej denerwującego głosu, prawda kochanie? – i popatrzyła na niego z iskierkami miłości i wtulając się w jego
ramiona, całując go w policzek i zaczęła poruszać do niego rzęsami. Apollina i
Armard parsknęli śmiechem.
- Od małego dziecka była z niej aktorka – stwierdził rozbawionym głosem Armard.
- No tak – powiedział
Bill.
- Chcę się z tobą połączyć znowu – wyszeptała uwodzicielskim głosem do ucha Billa – Myślę, że zasłużyłeś. No, chce widzieć twoją nagą umięśnioną klatę, a ty
pewnie chcesz mnie widzieć całą golutką. Ja Ci to ułatwię, bo dbam o mojego
mężczyznę, żeby zaspokoił swoje potrzeby – a Bill tylko
przełykał ślinę – ale jest coś w zamian... Ty zaspokoisz moje
potrzeby, bo jestem już na Ciebie tak napalona, a jak we mnie wejdziesz,
poczuję się, jak w domu – Bill co chwilę przełykał ślinę, patrząc na żonę z
iskierkami miłości.
- Halo my tu jesteśmy! A poza tym nie chcę
wiedzieć, bo mama powiedziała tacie! – zawołał Teddy.
- Nic, co by cię interesowało, synku – oznajmiła pani Weasley – to jest sprawa
między twoją mamusią a twoim tatusiem.
- Kiedy oni się nauczą – rzekł wuj Vernon, waląc w stół swoją wielką, purpurową pięścią – że takich typów trzeba od razu wieszać?
- Tak jak ciebie – rzekła młodsza Dorcas.
- Przygotuje linę! – krzyknął młodszy Regulus.
- Tu potrzebne jest kilka lin, bo jedna lina urwie
się pod jego ciężarem – odezwał się Fleomont.
- Masz świętą rację – przyznała ciotka Petunia, nadal
zerkając do ogródka sąsiadów.
- Dziękuję Petuniu, że się ze mną zgadzasz – rzekł Fleomont. Większość ludzi prasnęła śmiechem.
Wuj Vernon wypił resztkę herbaty, spojrzał na
zegarek i stwierdził:
- No, Petunio, za minutę muszę wyjść.
- Idę przygotować te liny – oznajmił starszy Rogacz.
Pociąg Marge przyjeżdża o dziesiątej.
- Marge? Czy przypadkiem to nie jest siostra tego
idioty, która wygląda jak ten wieloryb? – spytał Claus.
- Ta sama, dziadku! – jęknął Harry.
Harry, którego myśli błądziły wokół podręcznego
zestawu miotlarskiego, spoczywającego w jego sypialni na pierwszym piętrze,
został gwałtownie sprowadzony z powrotem na ziemię.
- Ciocia Marge? – wybełkotał – On... to ona do nas przyjeżdża? – Ciotka Marge była siostrą wuja
Vernona. Choć nie łączyło jej żadne pokrewieństwo z Harrym (którego matka była
siostrą ciotki Petunii), zmuszano go, by mówił do niej "ciociu".
- Ja bym nazywał ją wielorybem – stwierdził Frank II.
Mieszkała na wsi, w domu z wielkim ogrodem, gdzie
hodowała buldogi. Rzadko bywała na Privet Drive, ponieważ nie mogła znieść
rozstania ze swoimi ukochanymi i drogocennymi psami, ale każde jej odwiedziny
zapadały Harry'emu głęboko w pamięć.
Harry się krzywił.
Podczas przyjęcia z okazji piątych urodzin Dudleya
ciotka Marge łapała Harry’ego zakrzywionym końcem laski za nogi, aby mu
udaremnić wygranie z Dudley'em w komórki do wynajęcia.
- Połamię te jej nóżki! – warknęła Olivia.
Parę lat później przybyła na Boże Narodzenie,
przywożąc skomputeryzowanego robota dla Dudley'a, a Harry’ego obdarzając
łaskawie paczką sucharków dla psów. Podczas jej ostatnich odwiedzin, rok przed
tym, jak dostał pierwszy list z Hogwartu, Harry niechcący nadepnął na łapę jej
ulubionego psa. Bestia pognała do ogrodu za Harrym, który ratował się ucieczką
na drzewo, a ciotka Marge nie odwołała psa aż do północy.
- Zabiję ją! – krzyknęły kobiety i dziewczyny.
Na wspomnienie tego wydarzenia Dudley zawsze
zaśmiewał się do łez.
- Marge będzie u nas przez tydzień – warknął wuj
Vernon – A skoro już jesteśmy przy tym temacie – wycelował groźnie palec w Harry’ego – musimy ustalić kilka spraw, zanim
pojadę po nią na dworzec.
- Harry ja jestem wielorybem, moja żona jest
klaczą, bo ma końską twarz, mój syn to prosiaczek w peruce, a Marge jest krową,
zapamiętasz? – spytał George II.
- Zapamiętam – odparł Fred II.
- No to powtórz – rzekł George II.
- Ty jesteś wielorybem, ciotka Petunia jest
klaczą, bo ma końską twarz, Dudley to prosiaczek w peruce, a Marge jest krową – powiedział Fred II.
Dudley zachichotał i przestał się gapić w
telewizor.
- Widzisz, skarbie nawet mój synek się cieszy, jak
to ładnie wypowiedziałeś! – pisnął James II, udając kobiety
głos – Słoneczko jestem z Ciebie taka dumna! – i przytulił Olivię do siebie, a ta wtuliła się w jego ramiona. Miała
uśmiech na twarzy. James pocałował ją w czoło, a Olivia cicho westchnęła
szczęśliwym pomrukiem, wtulając się w niego jeszcze bardziej. Większość ludzi
wybuchła śmiechem, a Ginny patrzyła z uśmiechem na twarzy, jak jej dzieci
patrzą na siebie z taką miłością.
- Harry, patrz, jak oni słodko wyglądają – powiedziała pani Potter do swojego męża – Olivia patrzy na Jamesa z taką miłością.
- Mówię ci będą z tego małe Potterki – powiedział Harry rozbawionym
głosem, a James i Olivia popatrzyli na siebie i się zarumienili. Olivia miała
tajemniczy uśmiech. Ginny zrobiła wielkie oczy. Już wiedziała.
Przyglądanie się, jak wuj Vernon znęca się nad
Harrym, należało do jego ulubionych rozrywek.
- Po pierwsze – zagrzmiał wuj Vernon – będziesz się
do ciotki Marge odzywał cywilizowanym językiem.
- To ty się ciągle ślinisz, a nie ja – odparowała
Victoire.
- Dobrze, wuju – powiedział Harry – ale pod
warunkiem, że ona będzie się tak samo odzywała do mnie.
- Marzenie ściętej głowy – skomentował Harry.
- Po drugie – ciągnął wuj Vernon, jakby nie
dosłyszał odpowiedzi Harry’ego – Marge nie wie nic o twojej nienormalności, więc
nie życzę sobie żadnych... żadnych dziwactw podczas jej pobytu. Masz się
zachowywać, jak należy, zrozumiano?
- W innym przypadku nadmucham ją i poleci sobie
gdzie zaniesie, ją kolorowy wiatr – stwierdził Hugo rozbawionym
głosem.
- Jeśli tylko ona będzie się tak zachowywać – wycedził
Harry przez zaciśnięte zęby.
- Po trzecie – ciągnął wuj Vernon, łypiąc
groźnie na Harry’ego swoimi małymi świńskimi oczkami –
powiedzieliśmy Marge, że jesteś w Ośrodku Wychowawczym Świętego Brutusa dla
Młodocianych Recydywistów.
- SŁUCHAM!! – ryknęło większość ludzi na Sali.
- Co?! – krzyknął Harry.
- I masz się trzymać tej wersji, jeśli nie chcesz
mieć poważnych kłopotów – warknął wuj Vernon.
- Jak on śnie mówić tak do mojego tatusia! – warknęła
Lily II.
Harry siedział, blady i wściekły, wpatrując się w
wuja Vernona i nie wierząc własnym uszom. Ciotka Marge przyjeżdża na tydzień – to był najgorszy z prezentów urodzinowych, jaki kiedykolwiek dostał od
Dursley'ów, włączając w to parę starych skarpetek wuja Vernona.
- No, Petunio – powiedział wuj Vernon,
podnosząc się z trudem – jadę na dworzec. Chcesz się ze mną przejechać,
Dudziaczku?
- Nie, tatku! – oburzył się Albus II – Chcę, żeby moja końska mamusia upiekła mnie jak prosiaka! Chrum!
Chrum! Większość wybuchła śmiechem.
- Wiesz co, Al – stwierdził James II – rozwijasz się. To wszystko dzięki mnie!! – ale Albus już go nie słuchał, pocałował Amelię w czoło, a ta
westchnęła zadowolonym głosem i wtulając się w jego ramiona jeszcze bardziej.
Ginny patrzyła z uśmiechem na twarzy, jak jej dzieci patrzą na siebie z taką
miłością.
- Harry patrz, jak oni słodko wyglądają – powiedziała pani Potter do swojego męża – Amelia patrzy na Albusa z taką miłością.
- Zgadzam się z Ginny – oznajmiła Susan, uśmiechając się do nich. Seamus i Harry również
się uśmiechnęli.
- Nie – odpowiedział Dudley, którego
uwagę ponownie pochłonął telewizor.
- Dudzio musi się wystroić dla swojej ciotuni – powiedziała
ciotka Petunia, gładząc jego jasną, szczeciniastą czuprynę – Mamusia
kupiła mu śliczną nową muszkę.
- Ubierzemy cię, Dudzio w nową muszkę i włożymy do
piekarnika i będziemy smażyć przez jakiś czas, a gdy przyjedzie Marge będzie
gotowy pieczony prosiak! – krzyknął szczęśliwy Frank II.
Wuj Vernon poklepał Dudley'a po tłustym ramieniu.
- No to na razie – I opuścił kuchnię. Harry'emu,
który siedział pogrążony w czymś w rodzaju transu, przyszedł nagle do głowy
pewien pomysł. Zostawił niedojedzony tost, zerwał się na równe nogi i pobiegł
za wujem Vernonem do frontowych drzwi. Wuj Vernon naciągał już kurtkę – Ciebie nie
zabieram – warknął, kiedy zobaczył Harry'ego.
- Jeszcze chcę pożyć – mruknął Harry – jeszcze się auto rozwali.
- Ani mi to w głowie – odpowiedział chłodno Harry – Chciałbym
tylko o coś zapytać – Wuj Vernon spojrzał na niego podejrzliwie – Na trzecim
roku w Hog... w mojej szkole możemy czasami pojechać do takiej wioski...
- No to co? – warknął wuj Vernon, zdejmując
kluczyki od samochodu z haczyka przy drzwiach.
- Muszę mieć podpis opiekuna na pozwoleniu – wypalił
Harry.
- A niby dlaczego miałbym ci to podpisać?
- No bo – zaczął Harry, starannie
dobierając słowa – będzie mi dość trudno przez cały czas udawać przed ciotką Marge, że
jestem w tym Świętym Jakmu-tam...
- Zaraz pójdę i mu przyjebie! – warknęła
Ginny.
- W Ośrodku Wychowawczym Świętego Brutusa dla
Młodocianych Recydywistów! – ryknął wuj Vernon, a Harry ucieszył się, bo w
tym wrzasku wyraźnie usłyszał nutę paniki.
- No właśnie – powiedział Harry, patrząc spokojnie
w wielką, purpurową twarz wuja Vernona – Tyle do zapamiętania. No i
musiałoby to brzmieć przekonująco, prawda? A jeśli coś mi się niechcący
wypsnie?
- Pokaż mu, kto tu rządzi! – zawołał starszy Łapa.
- TO CI TE BZDURY WYBIJĘ Z GŁOWY! – ryknął wuj
Vernon, podchodząc do Harry’ego z podniesioną ręką. Ale Harry trzymał się
dzielnie.
- Wybicie mi tych bzdur z głowy nie sprawi, że
ciotka Marge zapomni o tym, co jej mogę niechcący powiedzieć – rzekł ponuro.
- Można jej to usunąć – oznajmiła szyderczo Pansy.
- Ale idiotko on o tym nie wie! – zawołali Fred i George.
Wuj Vernon zatrzymał się, ale rękę miał wciąż
podniesioną. Jego twarz przybrała teraz barwę ciemnego fioletu.
- Ale jeśli wuj podpisze mi to pozwolenie – dodał szybko
Harry – to przysięgam, że nie zapomnę, w jakiej szkole mam być i będę się
zachowywał jak mug... jak normalny człowiek i w ogóle – Harry był pewny,
że wuj Vernon złapał przynętę, choć zęby miał nadal obnażone, a żyła na skroni
pulsowała mu groźnie.
- Gdyby nie ten głupi dyrektor, to Harry by nie
musiał prosić tego idiotę! – zawołała Molly, patrząc na
dyrektora z mordem w oczach.
- Molly zrozum, ja musiałem... – zaczął dyrektor.
- Zamknij się albo strzelę cię w jaja! – wycedziła pani Weasley.
- A ja poprawię – dodały siostry wojowniczki.
- Mówiłem Ci kilkaset razy, żeby zabrać Harry’ego
od tych ludzi, ale ty nie, ale dość tego! Harry jest moim synem i nie będziesz
mi mówił, co dla mojego synka jest dobre!! Przestałam Ci ufać, dyrektorze! ON
POTRZEBUJE MATCZYNEJ MIŁOŚCI!!!! – ryknęła wściekła i wyciągnęła
różdżkę w stronę dyrektora i wycelowała w niego – Mam dość
twoich gierek, Albusie Dumbledore!!
- Molly musisz zrozumieć... – ale nie skończył, bo Molly rzuciła na niego klątwa jajcomiazgi.
Dyrektor pisnął – Czy ci się podoba, czy nie, Harry jest moim
synkiem i będę go broniła i chroniła od takiego kretyna, jak ty! – podeszła do Harry’ego i go
przytuliła, a następnie pocałowała go w czoło.
- Dziękuję, mamusiu – wyszeptał do jej piersi Harry i przytulił się do niej.
- Kocham cię, kochaneczku i wybacz mi, że
walczyłam o Ciebie jeszcze bardziej – i westchnęła cicho – To jest moja wina i
muszę z tym poczuciu winy żyć, że nie zauważyłam, co się działo w tym budynku,
bo domem nazwać nie mogę, ale koniec z tym! – w jej oczach pojawił się ogień –
Jesteś moim synem, a twoje miejsce jest w Norze u boku Ginny!
- Dobra – warknął w końcu – Podczas całego pobytu
Marge będę ci się uważnie przyglądał. Jeśli się zachowasz przyzwoicie i nie
bąkniesz, do jakiej szkoły naprawdę chodzisz, podpiszę ci ten głupi formularz – Odwrócił się,
otworzył drzwi, wyszedł i zatrzasnął je za sobą z taką siłą, że wyleciała jedna
z szybek nad drzwiami.
- Ten kolo jest nerwowy – stwierdził Fleomont.
Harry nie wrócił do kuchni. Poszedł na górę do
swojej sypialni. Jeśli ma się zachowywać jak prawdziwy mugol, powinien zacząć
od razu. Powoli i z ponurą miną zebrał wszystkie prezenty i kartki urodzinowe i
schował je razem ze swoim wypracowaniem pod obluzowaną deską podłogi. Potem
podszedł do klatki Hedwigi. Errol sprawiał wrażenie, jakby odzyskał siły; on i
Hedwiga spali sobie smacznie, ukrywszy łebki pod skrzydłami. Harry westchnął i
zaczął szturchać oba ptaki.
- Hedwigo – powiedział smętnie – musisz się stąd
wynieść na tydzień. Leć z Errolem. Ron się tobą zaopiekuje. Napiszę mu parę
słów wyjaśnienia. I nie patrz na mnie tak. – Wielkie, bursztynowe oczy Hedwigi
pełne były wyrzutu.
- Ona jest taka kochana! – pisnęła Lavender.
- To nie moja wina. To jedyny sposób, żebym mógł
zwiedzić Hogsmeade z Ronem i Hermioną.
Harry popatrzył na Huncwotów, a później na Freda i
George'a, a potem na Rona i Hermionę.
Dziesięć minut później Errol i Hedwiga (z
liścikiem do Rona przywiązanym do nóżki) wylecieli przez okno i wkrótce
zniknęli Harry'emu z oczu, a on, czując się bardzo nieszczęśliwy, schował pustą
klatkę do szafy. Nie dane mu jednak było długo dumać nad swoim losem. W chwilę
później usłyszał wrzask ciotki Petunii, która wołała go, by zszedł na dół i
przygotował się na powitanie gościa.
- Witam serdecznie szanowna cioteczkę Marge –
oznajmił Louis i ucałował rękę Samanty – Madame jak minęła podróż z tym twoim
bezmózgim bratem?
- Vernon nie umie jeździć, kochanie. Jaki z ciebie
przystojny dżentelmen w przeciwieństwie do tego prosiaka w peruce – odparła
Samanta.
- Nie jestem prosiakiem! – zawołał Teddy oburzony.
Louis wyciągnął różdżkę i zawołał:
- Hokus-pokus, czary-mary niech Dudley prosiakiem
w peruce się stanie! – Wielka Sala ryknęła śmiechem.
- Mamo! Mamo! – krzyczał Teddy przerażonym głosem
– Harry znowu to robi!!!
- On przynajmniej jest przystojny w
przeciwieństwie do was, kretyni – rzekła Samanta, przytulając się do Louisa i
pocałował ją w czoło, a jego żona westchnęła szczęśliwym głosem i wyszeptała –
Jestem w domu.
- Będą z tego małe Weasley’ejki! – prasnął
śmiechem Bill. Samanta popatrzyła na Louisa, a później na rodziców mając
tajemniczy uśmiech. Fleur i Katie wymieniły zszokowane spojrzenia. Wiedziały.
- Zrób coś z tymi włosami! – warknęła, kiedy
zszedł do przedpokoju. Harry nie widział najmniejszego sensu w przygładzaniu
włosów. Wiedział, że ciotka Marge uwielbia go krytykować, więc im nie porządniej
wygląda, tym większą sprawi jej uciechę. Zaraz potem rozległ się cichy chrzęst
żwiru, kiedy wuj Vernon wjeżdżał tyłem na podjazd, a po chwili trzaskanie
drzwiami samochodowymi i kroki na ścieżce – Otwórz drzwi! – syknęła ciotka
Petunia. Harry, czując wielką kulę lodu w żołądku, otworzył drzwi. Na progu
stała ciotka Marge. Była bardzo podobna do wuja Vernona: wielka, tęga, z
purpurową twarzą, miała nawet wąsy, choć nie tak krzaczaste jak on.
- Fuj! – zawołały kobiety i dziewczyny z obrazą.
- Angus twoja dziewczyna przyjechała! – krzyknął
Hugo.
W ręku trzymała olbrzymią walizę, a pod pachą
starego i ponurego buldoga.
- Gdzie jest mój Dudziaczek?! – ryknęła – Gdzie
jest moje pimpi-bimpi?
Sala ryknęła śmiechem.
- Pimpi-bimpi – wołali ze śmiechu większość
ludzi na sali, trzymając się za brzuch.
Pojawił się Dudley, kołysząc tłustym zadkiem jak
kaczka. Jasne włosy miał gładko przylizane, a spod kilku podbródków ledwo było
widać muszkę. Ciotka Marge cisnęła walizę prosto w brzuch Harry'ego, pozbawiając
go tchu, objęła Dudley'a jedną ręką i cmoknęła głośno w policzek.
Harry odgarnął włosy, bardzo długie rude włosy
Ginny, żeby mieć dostęp do szyi i pocałował ją w znak, a ta wydała z siebie
głośne westchnienie zadowolenia, a później pocałował w cieplutki policzek.
- O tak Harry rób tak dalej, a dostaniesz nagrodę
w nocy – westchnęła zadowolonym pomrukiem.
- Czyli mam cię całować w znak albo policzek, albo
w usta – rzekł Harry, a Ginny pokiwała głową podniecona.
- To jest twój małżeński obowiązek – odparła pani
Potter – chcę, żebyś mnie zadowalał, co chwilę, to ja zadowolę ciebie –
powiedziała, całując go w policzek.
Harry dobrze wiedział, że Dudley godzi się na te
uściski i całusy tylko dlatego, że spodziewa się dobrej zapłaty. I rzeczywiście,
gdy go puściła, ściskał już w dłoni dwudziestofuntowy banknot.
- Petunio! – krzyknęła ciotka Marge, mijając
Harry’ego, jak gdyby był wieszakiem na kapelusze. I pocałowała ciotkę Petunię,
a raczej walnęła swoją wielką szczęką w jej kościsty policzek.
- Fuj! – zawołały kobiety i dziewczyny z obrazą.
Teraz wszedł wuj Vernon. Zamykając drzwi,
uśmiechał się dobrodusznie.
- Marge, herbatki, co? – zapytał – A co dla
Majcherka?
- Majcher napije się trochę herbatki z mojego
spodeczka – odpowiedziała ciotka Marge.
- Jakiego spodeczka? – zapytał zdziwiony Denis.
- Wujku może chodziło o UFO – odparła i wzruszyła
ramionami Emilly.
- Gorzej! – jęknął Harry i aż się krzywił na samo
wspomnienie.
i wszyscy ruszyli do kuchni, pozostawiając
Harry’ego z walizką w przedpokoju. Harry nie miał jednak do nich żalu; dobry
był każdy powód, by być z dala od ciotki Marge, więc zaczął bardzo powoli
wciągać walizę po schodach. Kiedy wrócił do kuchni, ciotka Marge dostała już
herbatę i kawałek strucli, a Majcher chłeptał głośno w kącie.
- Fuj! – jęknęli wszyscy na Sali.
Ciotka Petunia zerkała od czasu do czasu na plamy
herbaty i śliny, których ciągle przybywało na jej lśniącej zawsze podłodze.
Nienawidziła zwierząt.
Chłopaki z przyszłości oraz Huncwoci wymienili
spojrzenia między sobą. Łapa i Rogacz zadali pytanie na oczy, a oni
odpowiedzieli tym samym. Łapa i Rogacz wymienili zszokowane spojrzenia między
sobą.
- Coś ukrywacie! – warknęła młodsza Marlene.
- Ukrywamy? – zdziwił się Hugo – Nic nie ukrywamy!
- Ta, bo wam uwierzę! – odparowała młodsza Dorcas.
- Kto się opiekuje psami, Marge? – zapytał wuj
Vernon.
- Och, namówiłam pułkownika Fubstera. Jest na
emeryturze, więc dobrze mu zrobi, jak będzie miał jakieś zajęcie. Ale nie
miałam serca zostawić biednego Majcherka. Usycha z tęsknoty, gdy go opuszczam.
- A gówno mnie to odchodzi – powiedziała Amelia.
Kiedy Harry usiadł, Majcher natychmiast zaczął
warczeć. To zwróciło wreszcie uwagę ciotki Marge na Harry’ego.
- A, to ty! – szczeknęła – Więc wciąż tu jesteś?
- Tak – przyznał Harry.
- Nie mów takim niewdzięcznym tonem – warknęła
ciotka Marge – Powinieneś być wdzięczny Vernonowi i Petunii za to, że cię tu
trzymają. Ja bym tego nie zrobiła. Gdyby cię podrzucono na mój próg, oddałabym
cię natychmiast do sierocińca.
Ginny przytuliła mocno Harry'ego.
Harry już chciał odpowiedzieć, że wolałby mieszkać
w sierocińcu niż w domu Dursley'ów, ale w porę przypomniał sobie o formularzu
pozwolenia na odwiedzenie Hogsmeade, więc ugryzł się w język i zmusił do
krzywego uśmiechu.
- Nie chichocz pod nosem, jak do ciebie mówię! –
zagrzmiała ciotka Marge. – Widzę, że wcale się nie poprawiłeś od czasu, jak tu
byłam ostatnio. Miałam nadzieję, że w szkole nauczą cię dobrych manier –
Łyknęła głośno herbaty, otarła wąsy i zapytała: - Gdzie go umieściłeś, Vernon?
- Do wspaniałego Hogwartu – oznajmili Fred i
George.
- W Świętym Brutusie – odpowiedział szybko wuj
Vernon – To renomowany ośrodek wychowawczy specjalizujący się w beznadziejnych
przypadkach.
- Rozumiem. Czy używają tam rózgi, chłopcze?
- Cały czas – stwierdził Harry.
- Eee... – Wuj Vernon energicznie pokiwał
głową za plecami ciotki Marge.
- Tak – powiedział Harry, a pamiętając, że ma się
zachowywać, jak należy, dodał: – Bez przerwy.
- To wspaniale – ucieszyła się ciotka Marge – Nie
mogę słuchać tych wszystkich mędrków wygadujących bzdury o szkodliwości bicia.
W dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na sto dobre lanie daje zbawienne
skutki. A ciebie często biją?
- O, tak – odpowiedział Harry – Nieustannie.
- Zamorduje tę babę – wycedziły członkinie rodu
Potterów oraz przyjaciółki Harry'ego.
- Nie podoba mi się jednak twój ton, chłopcze.
Jeśli tak beztrosko mówisz o biciu, to znaczy, że nie biją cię dostatecznie
mocno. Petunio, na twoim miejscu napisałabym do nich. Dałabym im jasno do
zrozumienia, że w przypadku tego chłopca pochwalam porządne lanie.
- Żebym ja ci nie zrobiła porządnego lania! –
warknęła Carolina.
Być może wuj Vernon zaczął się obawiać, że Harry
zapomni o ich umowie; w każdym razie nagle zmienił temat.
- Słuchałaś porannych wiadomości, Marge? Co
myślisz o tym zbiegłym więźniu?
Ciotka Marge bardzo szybko poczuła się jak u
siebie w domu, a Harry’emu zaczęło się wydawać, że zanim przyjechała, jego
życie pod numerem czwartym było prawdziwą sielanką. Wuj Vernon i ciotka Petunia
zwykle dawali mu do zrozumienia, żeby trzymał się od nich z daleka, co Harry
skwapliwie wykorzystywał. Natomiast ciotka Marge chciała go wciąż mieć na oku,
żeby móc wygłaszać krytyczne uwagi na temat jego wychowania. Uwielbiała
porównywać go z Dudley'em, a prawdziwą rozkosz sprawiało jej kupowanie
Dudley'owi drogich prezentów, przy czym wręczając je, spoglądała nie na
Dudley'a, a na Harry’ego, jakby tylko czekała, aż zapyta, dlaczego on nic nie
dostaje.
- Nie potrzebuje – odparł – Mam teraz wszystko, co
potrzebuje – i pocałował Ginny w usta.
Lubiła też rozwodzić się nad przyczynami, które
sprawiły, że Harry jest tak żałosną osobą.
- Nie powinieneś obwiniać siebie za to, że ten
chłopak wyrósł na coś takiego, Vernonie – oświadczyła przy lunchu trzeciego
dnia – Jeśli coś gnije od wewnątrz, nic na to nie poradzisz.
- No właśnie, w twojej głowie nie ma mózgu –
stwierdził Ron.
Harry starał się skupić na jedzeniu, ale ręce mu
zadrżały, a policzki poróżowiały ze złości.'Pamiętaj o formularzu'. Powtarzał
sobie w duchu. Myśl o Hogsmeade. 'Nic nie mów. Nie daj się wyprowadzić z
równowagi...'. Ciotka Marge sięgnęła po kieliszek z winem.
- To jedna z podstawowych reguł wychowania –
powiedziała – U psów widać to bardzo wyraźnie. Jak z suką jest coś nie tak, to
i szczeniaki będą do niczego...
- Czy ona właśnie porównała mnie do psa?! –
krzyknęły dwie wersje Lily.
- TERAZ JĄ NAPRAWDĘ ZABIJĘ!! – ryknęły wciekłe
kobiety z rodu Potterów, a niektórzy przełknęli ślinę, patrząc na nie
przerażonym wzrokiem.
- Nie chce być w skórze Marge – stwierdził Frank
II, patrząc na Lily II przerażonym wzrokiem, bo jego żoną jest ruda, a to
oznacza, że jest rudą furią.
- Potwierdzam – zgodzili się z Frankiem reszta
mężczyzn. Rogacze zacisnęli pięść, a nieprzyjaciele zaczęli chichotać, więc
dostali zaklęciami.
- Nikt nie ma prawa obrażać mojej córki! –
warknęła matriarcha rodu Potterów wściekła, że ktoś śmiał obrażać członkini jej
rodu – zabiję ją.
- Jesteśmy z tobą i pomożemy Ci ją zamordować –
dodały członkinie rodu Potterów – ona obraża jedną z nas, to obraża nas
wszystkie.
- Jesteście wspaniałe – oznajmiły wzruszone dwie
wersje Lily i przytulały wszystkie po kolei z miłością i uczuciem, a przy
Euphemii się zatrzymała. Pani Potter pocałowała ją w czoło i wyszeptała.
- Moja córcia – a obie Lily uśmiechnęły się,
patrząc na drugą mamę z miłością.
W tym momencie kieliszek, który trzymała w ręku,
roztrzaskał się z wielkim hukiem. Kawałki szkła poleciały we wszystkie strony,
a ciotka Marge zaczęła pluć i mrugać powiekami; po jej wielkiej twarzy spływały
strużki krwi.
- Marge! – wrzasnęła histerycznie ciotka Petunia –
Marge, nic ci nie jest?
- Zaraz zrobię jej coś gorszego! – warknęła
Carolina.
- Nie martw się – warknęła ciotka Marge, ocierając
twarz serwetką – Musiałam za mocno ścisnąć. Kiedyś zrobiłam to samo przy
pułkowniku Fubsterze. Nie przejmuj się, Petunio, ja mam naprawdę krzepę... –
Ale ciotka Petunia i wuj Vernon wpatrywali się podejrzliwie w Harry’ego, więc
postanowił zrezygnować z deseru i jak najszybciej odejść od stołu. Wyszedł do
przedpokoju i oparł się o ścianę, oddychając głęboko. Już dawno nie stracił nad
sobą panowania i nie sprawił, że coś się roztrzaskało. Nie mógł pozwolić, żeby
to się powtórzyło. I nie chodziło jedynie o Hogsmeade – wiedział, że może mieć
kłopoty ze strony Ministerstwa Magii.
Umbridge uśmiechnęła się szyderczo.
Harry był wciąż niepełnoletnim czarodziejem i
zgodnie z prawem obowiązującym w świecie czarodziejów nie wolno mu było używać
czarów poza szkołą. A miał już coś na sumieniu. W ubiegłe wakacje otrzymał
oficjalne ostrzeżenie, w którym wyraźnie zaznaczono, że jeśli ministerstwo
dowie się o jeszcze jednym użyciu czarów przy Privet Drive, wyrzucą Harry’ego z
Hogwartu.
- Jeśli chcesz powiedzieć, że jesteś szmatą... -
powiedział James II do Umbridge, która już otwierała usta – to masz rację,
jesteś szmatą.
- Ona nie jest zwykłą szmatą, James to jest super
szmata – oznajmił Hugo.
- PETRYFIKUS TOTALUS! – ryknął Frank II, kiedy
Umbridge już chciała rzucić zaklęcia. Kordek patrzył na to blady i przerażony.
Usłyszał, jak Dursley'owie wstają od stołu i
szybko wbiegł na górę, żeby zejść im z oczu.
Przez następne trzy dni Harry zmuszał się do
myślenia o swoim Poradniku samodzielnej konserwacji mioteł za każdym
razem, kiedy ciotka Marge zajmowała się jego osobą. Działało to zupełnie
nieźle, ale miał przy tym trochę nieprzytomne spojrzenie, więc ciotka Marge
zaczęła głosić opinię, że jest niedorozwinięty umysłowo.
- Mówi o sobie – skomentował to Neville.
W końcu nadszedł jednak ostatni, tak wytęskniony
przez niego wieczór pobytu ciotki Marge u Dursley'ów. Ciotka Petunia
przygotowała wystawną kolację, a wuj Vernon otworzył kilka butelek wina. Zjedli
zupę i łososia, nie wspominając ani słowem o Harrym;
- Coś nowego – stwierdził Lee.
podczas deseru, na który ciotka Petunia podała
cytrynowe ciasto z bezami, wuj Vernon zanudzał wszystkich długą opowieścią o
swojej wytwórni świdrów, potem ciotka Petunia podała kawę, a wuj Vernon
przyniósł butelkę brandy.
- Skusisz się, Marge? – Ciotka Marge
wypiła już mnóstwo wina. Jej wielka twarz była koloru dojrzałych wiśni.
- Jest tak samo czerwona, jak mówimy Percy'emu, że
zadurzył się w "panu Crouchu" – oznajmił Ron. Panu Crouchu wziął w nawiasy.
Niektóre osoby parsknęły głośnym śmiechem, a Percy mordował brata wzrokiem. Ron
schował się w szyję Hermiony. Jeszcze miała bardzo długie włosy, więc nie było
to widać.
- Nie widać mnie, prawda? – usłyszeli rozbawiony głos Rona. Hermiona zaczęła chichotać, a późnej jej
chichotanie przerodziło się głośne westchnienie zadowolenia, gdyż pocałował ją
w znak na szyi.
- Och tak, rób tak dalej kochanie, a wynagrodzę ci
to z nawiązką – mruknęła cichutko rozmarzonym głosem. Miała rozmarzony
wzrok.
- Tylko maleńki kieliszeczek... – zachichotała
– No... troszkę więcej... jeszcze troszkę... och, już dosyć! – Dudley pożerał
czwarty kawałek ciasta. Ciotka Petunia sączyła kawę, odginając elegancko mały
palec. Harry marzył o ucieczce do swojej sypialni i nawet podniósł głowę, jakby
chciał wstać od stołu, ale napotkał wściekłe spojrzenie wuja Vernona i
zrozumiał, że musi swoje odsiedzieć – Mmmmm – zamruczała
ciotka Marge, oblizując wargi i odstawiając pusty pękaty kieliszek – Wspaniała wyżerka,
Petunio.
- Wyżerka? – zapytała Carolina – brak kultury i manier.
Ja zwykle coś tam sobie wieczorem odsmażam... no,
wiesz... kiedy się ma w domu dwanaście psów... – Czknęła głośno
i poklepała się po swoim wielkim brzuchu wydymającym tweedowy żakiet – Przepraszam.
- Możesz się zamknąć?! – nie wytrzymał Draco. Jego słowa przykuły uwagę wszystkich, gdyż
spojrzeli na niego dziwnie.
Lubię sobie popatrzyć na zdrowego chłopaka – dodała,
mrugając do Dudley'a – Wyrośniesz na prawdziwego mężczyznę, Dudziaczku,
jak twój ojciec.
- Czyli ona mówi, że z prosiaka przemieni się z
wieloryba – powiedział poważnym głosem Fred II – Świat stanie się piękniejszy, niż był wcześniej – Większość wybuchła śmiechem. Alicja II wtuliła się w jego ramiona, a
późnej popatrzyła na niego, a on pocałował ją w czoło, na co ona zamruczała
szczęśliwym głosem. Angelina i Hanna uśmiechały się do siebie, a Alicja zrobiła
też tajemniczy uśmiech. Angelina i Hanna popatrzyły na siebie szoku. Już
wiedziały.
Tak, łyknę jeszcze odrobinkę brandy, Vernonie...
Taaak... Ale ten tutaj... – Wskazała brodą na Harry’ego,
który poczuł niemiły skurcz w żołądku. ‘Poradnik’. Pomyślał szybko – Ten wygląda
okropnie. Jakiś taki mizerny, karłowaty.
- Tatuś nie jest żadnym karłowaty! – warknęła Olivia.
To samo bywa z psami. W zeszłym roku kazałam
pułkownikowi Fubsterowi jednego utopić. Był mały jak szczurek. Słabowity.
Niedorobiony.
- Mamusiu, jakie tortury zastosowujemy? – spytała Amelia Ginny.
- Zaraz coś wymyślę, córciu – odparła Ginny.
Harry starał się usilnie przypomnieć sobie
dwunastą stronę podręcznika: Zaklęcie naprawiające niesprawne nawrotniki.
- A to wszystko polega na złej lub dobrej krwi – ciągnęła ciotka
Marge – Zła krew zawsze się w końcu ujawni. Oczywiście nie chcę powiedzieć
niczego złego o twojej rodzinie, Petunio – poklepała kościstą rękę ciotki
Petunii swoją szeroką łapą – ale zgodzisz się ze mną, że twoja
siostra była czarną owcą.
- Wara od mojej mamusi! – warknęły córki Lily I.
To się zdarza w najlepszych rodzinach. No i zadała
się z tym nicponiem,
- Jestem Huncwotem, a nie nicponiem! – oburzyli się dwie wersje Rogacza.
a rezultat siedzi teraz przed nami.
- Marge ma rację, bo wyszedł z tego
najprzystojniejszy najseksowniejszy o niesamowitych zielonych oczach i do tego
jest najlepszym i najmłodszym Szukającym oraz będzie najmłodszym szefem biura
auror, orazraz szefem Departamentu Przestrzegania Prawa – oznajmiła Ginny, patrząc na Harry'ego iskierkami miłości i rozmarzoną
miną – a rezultatem naszej miłości jest ta trójka – wskazała na Jamesa II Albusa II i Lily II.
Harry wbił wzrok w swój talerz, a w uszach zaczęło
mu dziwnie dzwonić. 'Uchwyć mocno miotle za ogon'. Pomyślał, ale nie
mógł sobie przypomnieć, co było dalej. Głos ciotki Marge borował mu w mózgu jak
jeden ze świdrów wuja Vernona.
- Ten Potter... – powiedziała
głośno ciotka Marge, biorąc butelkę brandy. Nalała sobie sporo do kieliszka,
rozchlustując część na obrus – Nigdy mi nie mówiliście, czym on
się zajmował.
- Próbowaniem poderwać Lily – stwierdziły dwie wersje Łapy rozbawionym głosem. Większość ludzi
parsknęła śmiechem.
- Ha, ha, ha, ha! Bardzo śmieszne! – burknęły dwie
wersje Rogacza.
Wuj Vernon i ciotka Petunia zrobili takie miny,
jakby na stole położono odbezpieczony granat. Nawet Dudley oderwał na chwilę
oczy od ciasta, żeby wlepić je w swoich rodziców.
- On... nie pracował – mruknął wuj
Vernon, zerkając z ukosa na Harry'ego – Był bezrobotny.
- Byłem w Zakonie Feliksa i aurorem! – krzyknął starszy Rogacz.
- A co to za zakon? – spytały podniecone
bliźniaczki Patil.
- Dowiecie się, jak będziemy na piątym roku – odparł Ron.
- Nie! – jęknęli większość ludzi na Sali.
- Tego się spodziewałam! – ucieszyła się
ciotka Marge, przełykając wielki haust brandy i ocierając sobie podbródek
rękawem – Bezużyteczny, leniwy darmozjad bez konta w banku, który...
- Mój ojciec nie był darmozjadem – powiedział
nagle Harry.
- Mój syn nie jest darmozjadem – odezwała się Carolina.
- Dzięki, mamo – odparły dwie wersje Rogacza i przytulili ją mocno do siebie, a ona
pogłaskała ich po włosach i też pocałowała w czoło.
Zapadła cisza. Harry cały dygotał. Jeszcze nigdy
nikt tak go nie rozwścieczył.
- WIĘCEJ BRANDY! – ryknął wuj
Vernon, blady jak ściana. Wylał wszystko, co pozostało w butelce, do pękatego
kieliszka ciotki Marge – A ty, chłopcze, idź do łóżka... Zjeżdżaj, ale już!
- Nie, Vernonie – oświadczyła
stanowczo ciotka Marge i czknęła.
- Oj, to twój błąd, Marge – powiedział Harry
grobowym tonem, ale popsuł efekt chichotem.
Podniosła rękę i utkwiła nabiegłe krwią oczy w
Harrym.
- No, proszę, chłopcze, mów dalej. Jesteś dumny ze
swoich rodziców, tak? Z rodziców, którzy pozabijali się w wypadku samochodowym,
bo byli, jestem tego pewna, pijani...
- Moje dzieci nie zginęli w żadnym wypadku
samochodowym! – zawołały matki Rogacza i Lily.
- Moi rodzice nie zginęli w żadnym wypadku
samochodowym! – krzyknął Harry, zrywając się na równe nogi.
- Zginęli w wypadku samochodowym, ty nieznośny
kłamczuchu, i zostawili ciebie na utrzymaniu swoich przyzwoitych, ciężko
pracujących krewnych! – wrzasnęła ciotka Marge, opluwając cały stół – Jesteś
niedorozwiniętym, niewdzięcznym ga... – I nagle urwała.
- Co się stało? – zapytały wściekle Nicole i Jessica, że to babsko obraża ich mamę.
Przez chwilę wydawało się, że zabrakło jej słów,
że rozdyma ją trudna do opisania wściekłość – ale na tym się
nie skończyło. Jej wielka, czerwona twarz zaczęła puchnąć, oczy wylazły z
orbit, usta zacisnęły się tak, że nie mogła nawet pisnąć...
Większość ludzi ryknęła śmiechem.
W następnej sekundzie kilka guzików jej tweedowego
żakietu wystrzeliło w powietrze i roztrzaskało się o ściany... Nadęła się jak
olbrzymi balon, brzuch jej wysadziło na wierzch, a każdy z palców spuchł jak
salami...
- Nadmuchałeś to babsko! – krzyknęli większość ludzi na Sali, rycząc ze śmiechu.
- Tak, bo ona nie ma prawa obrażać moim rodziców,
skoro nic o nich nie wie – rzekł Harry, a jego rodzice
przytulili się do niego.
- MARGE! – ryknęli jednocześnie wuj Vernon i
ciotka Petunia, kiedy ciało ciotki Marge oderwało się od krzesła i zaczęło
unosić się ku sufitowi. Teraz zrobiła się już zupełnie okrągła, wyglądała jak olbrzymia
dynia ze świńskimi oczkami, z której sterczały dziwacznie ręce i nogi, i
unosiła się coraz wyżej, wydając z siebie krótkie, zduszone kwiki.
Większość ludzi ryczała ze śmiechu.
- Moja krew! – zawołali Łapy śmiejąc się.
- Raczej moja – powiedzieli Rogacze.
- To mój tatuś – powiedzieli dzieci Harry’ego Pottera.
- Pójdziesz do... – zaczęła Umbridge.
- OCH, ZAMKNIJ SIĘ!! – ryknęła Lily II i strzeliła ją zaklęciami. Ułamek sekundy potem było
słyszeć piski Umbridge.
- NIEEEEEE! – Wuj Vernon złapał ciotkę Marge za nogę i próbował ściągnąć ją z powrotem, ale niewiele brakowało, a sam oderwałby się od podłogi. W chwilę później Majcher skoczył i zatopił kły w nodze wuja Vernona.
- Auć! To musiało boleć! – skrzywił się Hugo.
Goście z przyszłości popatrzyli na Huga.
Harry wypadł z jadalni, zanim ktokolwiek zdołał go
zatrzymać i popędził do komórki pod schodami. Drzwi otworzyły się same, gdy
tylko wyciągnął ku nim rękę. W ciągu kilku sekund zawlókł swój kufer pod
frontowe drzwi. Wbiegł na górę, rzucił się pod łóżko, zerwał obluzowaną deskę i
wyciągnął poszewkę pełną książek i prezentów urodzinowych. Wyczołgał się spod
łóżka, chwycił pustą klatkę Hedwigi i zbiegł na dół do swojego kufra. W tej
samej chwili wuj Vernon wypadł z jadalni. Spodnie miał poszarpane i poplamione
krwią.
- To Majcherek niechłeptał już głośno w nogę Vernona?
– spytał zdziwiony Colin I. Większość ludzi parsknęła śmiechem.
- WRACAJ MI TU NATYCHMIAST! – ryknął – WRACAJ I
PRZYWRÓĆ JEJ NORMALNĄ POSTAĆ! – Ale Harry nie panował już nad atakiem szału, który
go ogarnął. Jednym kopniakiem otworzył kufer, wyciągnął różdżkę i wycelował nią
w wuja Vernona.
- Strzel go! – krzyknęli chłopaki z przyszłości.
- Zasłużyła na to – powiedział, oddychając bardzo
szybko – Zasłużyła na to, co dostała. A ty trzymaj się z dala ode mnie – Położył rękę na klamce – Odchodzę. Mam już tego dosyć – I w następnej chwili szedł już ciemną, cichą uliczką, wlokąc za sobą
ciężki kufer i trzymając klatkę Hedwigi pod pachą.
- Tato – powiedział James II do Lorda
Pottera – Marge i ty nigdy więcej się nie spotkaliście.
- I całe szczęście! – zawołał szczęśliwy Harry i
pocałował żonę w usta, a kiedy się oderwali, Ginny miała wzrok rozmarzony i
zaczęła wzdychać ze szczęścia i wtuliła się w jego ramiona.
- Koniec rozdziału – powiedział Terry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz