Pov. Rolf.
Ciało Luny było miękkie, ciepłe i pociągające, ale tego nie mogłem jej powiedzieć. Nie chciał też jej powiedzieć, jak bardzo Luna mnie zachwyca i jak bardzo chciałby ją teraz pocałować.
- Rolf? – spytała Luna swoim marzycielskim głosem – użyj swojego najlepszego wspomnienia i wyczaruj patronusa.
- Nie, nie, to bardzo pomaga. Po prostu... wiesz... boję się, że moje wspomnienie nie jest wystarczająco silne – odpowiedziałem, unikając głównego problemu, choć moje słowa były zgodne z prawdą. Luna miała niesamowity dar rozpoznawania kłamstwa. Wiedział, że Krukonka tego nie kupuje, dodała:
- Wszyscy na nas liczą. Nie chcesz, żeby komuś stała się krzywda, bo jesteś za słaby, ale ja wierzę w ciebie. Ale jeśli nie masz wystarczająco mocnego wspomnienia, po prostu musimy je stworzyć – odezwała się Luna swoim rozmarzonym głosem, jakby było to najbardziej logiczne rozwiązanie na świecie i zbliżyła swoje usta do moich warg. W żadnym wypadku nie można tego było uznać za niewinne ani platoniczne. Luna wykonała kolejne agresywne i szokujące posunięcie i pogłębiła pocałunek, wciskając się w moje ciało. Jej krukoński język zaatakował gryfońskie terytorium, ale nie napotkał żadnego oporu poza pełnym zachwytu westchnienie. W swoich wcześniejszych doświadczeniach to ja byłem stroną z inicjatywą. Teraz asertywność Luny była dla mnie cudowna. Blondynka przesunęła ustami i językiem po mojej żuchwie, a potem zassała płatek ucha, podczas gdy moje dłonie zacisnęły się na kształtnym tyłku Krukonki.
- Luna, co... o taaak... znaczy...
- Ciiiiii... Nie myśl... czuj – wyszeptała mi Luna do ucha, po czym zeszła w dół mojej szyi. Zrobiłem tak, jak Luna poleciła i z jej ust wyrwał się jęk. Dłonie pani Skamander powędrowały po moich żebrach i delikatnie pogładziły mój tors. Potem dłoń Luny znalazła moją rękę, w której trzymałem różdżkę. Uniosła nasze złączone dłonie nad głowami – Niech twoje emocje poprowadzą twoją magię – poradziła mi. Bez namysłu zrobiłem to, o co mnie poprosiła i zawołałem:
- Expecto Patronum! – Potężny przezroczysty zając wyskoczył z mojej różdżki i skakał nad naszymi głową, oczekując rozkazów.
- Jesteś piękny – oceniła Luna, wtulając się we mnie, ja w odpowiedzi wsunąłem palce w jej złociste pukle i wciągnęła do płuc mój zapach.
- Ty jesteś piękna – powiedziałem, przesuwając się na policzek Luny – Jak ty pięknie pachniesz – Blondynka uśmiechnęła się, ale nic nie powiedziała. Wolna dłoń Luny odnalazła moją drugą rękę i wspólnie uniosły różdżkę Krukonki.
- Expecto Patronum! – krzyknęła. Potężny przezroczysty zając wyskoczył z jej różdżki i skakał nad naszymi głową, oczekując rozkazów.
- A teraz skoro umiesz już wyczarować patronusa musisz mi coś dać – odezwała się Luna, wciągając mój zapach.
- Co takiego?
- Siebie – i pogładziła mnie po policzku – Chcę ciebie, chcę, żebyś mnie przeleciał, chcę, żebyś mnie bzykał. Już nie mogę wytrzymać. O niczym innym nie marzę, czuje to w moim sercu – I im się zorientowała była cała nagusieńka, bo rzuciłem na nią zaklęcie. Uśmiechnęła się do mnie, miała tylko na sobie swoją biżuterię (czyli kolczyki, bransoletki bez oraz z pierścieniem z herbem Sióstr Wojowniczek, i długi kolczyk na pępku).
- Tak nie będę się z tobą kochać - szepnęła mi do ucha - muszę ubrać szpilki na wysokim obcasie - i kiedy ubrała szpilki podeszła do mnie niezwykla gracją i wdziękiem - teraz jestem twoja - dodała zmysłowym głosem Powoli lustrowałem całe ciało dziewczyny. Była drobna, ale śliczna i megaseksowna. Przejechałem po jej seksownym ciele i całowałem moją boginię po ciele, a ta wzdychała zadowolona.
- Jesteś taka piękna – powiedziałem – jesteś moją boginią.
- Masz za dużo ubrań. Czas to zmienić – i im się zorientowałem byłem cały nagi – Tak lepiej. Twój zapach perfum działa na mnie jak narkotyk, pragnę cię Lordzie Skamander – Wtem chwyciła mojego penisa i zaczęła poruszać dłonią wzdłuż niego, a ja wydałem z siebie westchnienie zadowolenia, tym samym czasie całowała mnie.
- Mam nadzieję, że ty pragniesz mnie?
- Pragnie cię – odparłem zadowolonym głosem – i po chwili popchnęła mnie na łóżko. Liznęła mojego penisa, a ja odchyliłem głowę do tyłu. Włożyła go całego do ust i z zainteresowaniem patrzyła się na mnie. Robiła to z niemałą wprawą. Widać było, iż dokłada wszelkich starań, aby zapewnić mi jak największą dawkę rozkoszy. Jednocześnie posłusznie patrzyła na mnie, dbając o kontakt wzrokowy. Ja jednak co chwilę mocno odchylałem głowę do tyłu, czemu towarzyszyły głośne pojękiwania i długie, soczyste przekleństwa i... po chwili jęknąłem głośno.
- O tak!!! – jęczałem zadowolony – Nie przestaaawaj!!!!!
- Kochasz mnie, Rolf? – spytała i poruszyła dłonią mojego penisa i znów włożyła do ust i poruszała głową.
- Tak!!!
- Jak bardzo mnie kochasz? – spytała i liznęła – bo ja Cię bardzo kocham. Lubisz, jak to robię, jak Cię zadowalam?
- Kocham Cię!! – jęknąłem – Bardzo Cię kocham! Kocham, gdy to robisz, jak mnie zajebiście zadowalasz!!! – a ona przyspieszyła ręką na moim penisie i po chwili jęknąłem, odchylając głowę do tyłu, poddając się orgazmowi. Byłem cały rozmarzony.
- Rolf poliż sobie – odezwała się Luna i przybliżyła swoje piersi do moich ust, a ja przywarłem do jej sutka i zacząłem pieścić. Luna wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia przymykając oczy i pocałowała mnie w czoło.
- Dobry z ciebie mężczyzna, że tak wspaniale wielbisz swoją panią – chwyciła mojego penisa.
- Luna, co ty robisz?
- Nie jestem pewna – zamruczała.
- Jak to? – zapytałem, czując, że mój oddech przyspiesza.
- Hm... chcę, aby mój pan mnie przeleciał – i przygryzła skraj dolnej wargi i zebrała się na odwagę. Mocno opadła w dół. Krzyknęła z bólu, gdy stała się kobietą. Zamarła na chwilę, podczas której przystosowywała się do mojego rozmiaru. Zaczęła się unosić w górę i opadać, najpierw powoli. Moje dłonie spoczęły na jej biodrach. Pomogłem jej złapać rytm, który podobał się nam obojgu. Potem moje ręce podążyły w górę i złapałem jej piersi, podczas gdy ona mnie ujeżdżała. Następnie przybliżyła swoje piersi do moich ust bez przerywania "ujeżdżania" i zająłem się nimi. Luna wydawała coraz głośniejsze jęki przyjemności. Chwyciła mocno w dłonie moje kruczoczarne włosy i przyspieszyła tempo. Czuła, jak jej trzeci orgazm tej nocy zbliża się w fali czystej ekstazy.
- Dojdź ze mną, kochanie! – zawołała, kiedy zobaczyła, że lada chwila przejdziemy ten próg. Wyszedłem naprzeciw niej w kołysaniu i mocno naparłem. Intensywność pchnęła nas w następny poziom i jeszcze dalej. Odrzuciliśmy głowy w tył i zawołaliśmy ze wspólnej rozkoszy. Nasze oczy spotkały się i w mgnieniu oka zniknęła cała rezerwa i wszystkie wątpliwości. Odchyliła głowę na bok, odsłaniając przede mną swoją szyję w akcie poddania, ale też wiecznego oddania. Odwzajemniłem ten gest. Zrozumiałem. Jednocześnie krzyknęliśmy.
- Amor aeternus! - Zostaliśmy partnerami, teraz i na zawsze, naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie. I po chwili przez nasze ciało przeszedł prąd i odrzuciliśmy głowę do tyłu, poddając się orgazmowi.
- Aaaaaaaaa! – zawołała, a następnie pocałowała mnie namiętnie w usta.
- Kocham Cię – mruknąłem zmęczonym głosem, zalewając jej wnętrze – Byłaś niesamowita – zacząłem ją całować po brzuchu. Pocałowałem jej przebity pępek. Luna pisnęła, późnej przejechałem językiem po jej ciele, a ona westchnęła zadowolonym pomrukiem. Zeszła ze mnie i wtuliła się w moje ciało i oboje zasnęliśmy.
Następnego dnia. Pov. Luna.
Obudziłam się ze wspaniałym uczuciem ciepłego nagiego ciała przyciśniętego do mojej równie obnażonej skóry. Całe moje ciało mrowiło od tego wrażenia jeszcze zanim z niechęcią otworzyłam oczy. Chciałam cieszyć się tym jeszcze trochę, ale wiedziałam, że prędzej czy później będziemy musieli wstać. Moje powieki uniosły się i ujrzałam przystojną twarz Rolfa, który patrzył na mnie ze słodkim wyrazem zaspokojenia. To wywołało u mnie uśmiech oraz palącą potrzebę pocałowania go.
- Dzień dobry, panie Skamander – wyszeptałam. Zaczęłam kreślić hipogryfa na jego piersi.
- Dzień dobry, pani Skamander – Zadrżałam od wywoływanej przez ten ruch przyjemności. Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłam go, jako swojego partnera. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny, otaczający ten obszar wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność. Na skórze widniała para oczu, jedno srebrno-szare, drugie brązowe.
Pov. Rolf.
Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłem ją jako swojego partnerkę. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdowały się dwa króliki splecione w kształcie yin i yang.
- Filozofia zachodu i wschodu, spleciona z runami. Udało na się nam kochanie – wyszeptała z radością Luna, przesuwając palcami po swoich runach. Wyczuła magię kryjącą się pod skórą. Bardzo jej się spodobało, że moja magia została wczepiona pod jej skórę, a moja moc żyła w niej i aż się rozmarzyła, kiedy potarła szyję – Kocham Cię. Jesteś mój.
- Ja też się cieszę, kochanie. Jesteś moja na wieki – Jednym płynnym ruchem przewróciłem Lunę na plecy i ustawiłem ją nade mną. Spodziewała się, że wbije się we mnie z wigorem, który zademonstrowałem zeszłej nocy. Jednak zamiast tego polizałem jej łechtaczkę.
- Drogi Merlinie! Rolf, usiłujesz doprowadzić mnie
do szaleństwa?! – zawołała, czując, jak w jej wnętrzu narasta orgazm. Wzmógłem
nieco presję, co wywołało u niej jeszcze głośniejszy jęk niż chwilę temu. Moja
wolna dłoń przesunęła się po jej płaskim brzuchu, dotykając przebitego pępka,
na którym miała wiszący długi kolczyk, a następnie delikatnie połaskotałem jej
łechtaczkę. Włożyłem palec do wnętrza i poruszałem kilka razy, co wywołało
głośny jęk rozkoszy i błagała mnie, jęcząc, żebym nie przestawał – Proszę!
Proszę! MOCNIEJ! SZYBCIEJ! Błagam Cię! – jęczała, następnie warknęła na mnie: –
WŁAŹ WE MNIE, SKAMANDER I NATYCHMIAST MNIE MOCNO BZYKAJ! ALE JUŻ! – rozkazała.
Syknąłem, ale dałem jej to, czego chciała. Wszedłem w nią znacznie łatwiej niż
zeszłej nocy. Zacząłem od długich, powolnych pchnięć, póki nie dostosowała się
do mojej wielkości. Po chwili zacząłem przyspieszać, nabierając tempa, które
bardziej jej się spodobało. Po chwili oboje doszliśmy do granic możliwości.
- Lu, Lu, ja zaraz...!
- Ja też, kochanie!
- KUUURWAAAA! – krzyknęliśmy wspólnie.
Pov. Luna.
Przeżyliśmy niesamowity mocny orgazm. Krzyczeliśmy w amoku. Uczucie niesamowitego ciepła zalewało mnie od środka. Rolf pchał mnie kilka razy, zalewając moje wnętrze. Oddychaliśmy głęboko.
- Jesteś niesamowity – wyszeptałam.
- A ty jesteś piękna i zabójczo seksowna – odparł, głęboko oddychając.
- Wszystko w porządku? – spytał Rolf – Chyba cię nie przygniotłem?
- Rewelacyjnie. Uwielbiam czuć cię tutaj. Nie odsuwaj się jeszcze – odpowiedziałam.
- Dobrze – mruknął Rolf – Nie mam już siły – i położył się na moich piersiach i zamknął oczy, a ja dotykałam jego spoconych pleców, ciesząc, że to właśnie z nim, z tym mężczyzną, którego kochałam zawsze, a nie z innym, straciłam dziewictwo i ja również zamknęłam oczy.
Po jakimś czasie. Pov. Rolf.
Otworzyłem oczy. Luna nadal była nade mną. Popatrzyłem się na nią. Miała zamknięte oczy i powoli oddychała. Była piękna.
- Kochanie, musimy wrócić do Wielkiej Sali – Luna otworzyła oczy i mruknęła.
- Nie chcę. Tu jest mi dobrze...
- Ale trzeba czytać kolejny rozdział przygód twojego przyjaciela.
- Ech, niech Ci będzie – wyszedłem z niej i wyczarowała mi nowe ubrania i mruknęła do siebie – Dzięki, Vicki – kiedy mnie zobaczyła, a później sobie.
W tym samym czasie; Pov. Starsza Marlene.
Weszliśmy to komnaty, gdy tylko Syriusz zamknął drzwi i od razu zaczął mnie całować.
- Syriusz... – mruknęłam – Poczekaj chwilkę.
- Na co? – spytał zdziwionymi oczami.
- Muszę się jeszcze przygotować – oznajmiłam tajemniczym głosem.
- Przygotować na co?
- Słowo Huncwota! – zawołał Syriusz, kładąc prawą rękę na lewej piersi, a lewą zawisł w powietrzu. Zdjęłam szpilki, swoje cudowne piękne ubrania oraz bieliznę. Pstryknęłam palcami i na dłoni pojawiła się seksowna damska bielizna. Uśmiechnęłam się do siebie. Ubrałam tę bieliznę i założyłam wysokie szpilki i je zapięłam. Popatrzyłam na męża z iskierkami miłości, popryskałam się erotycznymi perfumami, następnie podeszłam do niego i pocałowałam go usta, a ten westchnął – Mar – szepnął – Jak ty pięknie pachniesz.
- To będzie twoja najlepsza noc – i ściągnęłam jego spodnie z majtkami włącznie i chwyciłam jego penisa, a ten westchnął zadowolonym pomrukiem – Kocham Cię, Syriuszu, tak bardzo kocham, że to ci zaraz udowodnię, tylko nie podglądaj – mówiłam do jego ucha, poruszając jego penisa w górę i w dół, a ten odchylił głowę i wydał z siebie jęk przyjemności.
- Mar – mruczał Syriusz. Był podniecony. Liznęłam jego żołędzia, a on wydał z siebie jęk rozkoszy. Po chwili włożyłam go do swoich ust i jeździłam po nim, a Syriusz wydawał jęki, co chwilę mocno odchylał głowę do tyłu, czemu towarzyszyły głośne pojękiwania i długie, soczyste przekleństwa – O, TAK MALEŃKA!!! O KURWA! O TAK!!! JESTEŚ W TYM NAJLEPSZA! – jęczał, bo lizałam jego penisa najlepiej, jak potrafiłam, żeby dać mu jak najlepszą dawkę rozkoszy – O, MELINIE JEST MI TAK DOBRZE! JESTEŚ MOJA! MAR JA ZARAZ...!! – i wydał z siebie jęk. Odchylił głowę do tyłu, poddając się orgazmowi. Sperma wyleciała z jego penisa i oddychał głęboko, mówiąc – Marlenka ...
- Byłeś dobrym chłopcem, więc dostaniesz niespodziankę. Ściągnij opaskę, Syriuszu – ściągnął i mnie zobaczył. Byłam w samej bieliźnie erotycznej i miałam swoją biżuterię (czyli: kolczyki, bransoletki bez oraz z pierścieniem z herbem Sióstr Wojowniczek, kobiecy pierścień rodowy rodu Blacków i długi kolczyk na pępku rodu Blacków) oraz wysokie szpilki. Patrzył się na mnie wielkimi oczami i otwartą szczęką. Nie wiedział, co powiedzieć – Syriuszu, podoba Ci się niespodzianka? – zapytałam uwodzicielskim głosem, podchodząc do łóżka z gracją i wdziękiem. Syriusz cały czas ilustrował mnie wzrokiem. Weszłam na łóżko i przybliżyłam głowę do niego i pocałowałam go w usta namiętnie.
- Totalnie odjęło mi mowę – wydukał Syriusz – Jaką ty masz figurę – powiedział, patrząc na mnie wygłodniałym wzrokiem.
- Nawet po dwóch ciążach? – spytałam z nadzieją.
- Ty nie jesteś człowiekiem, ty jesteś aniołem i boginią razem wzięta – oznajmił Syriusz.
- Naprawdę tak sądzisz? Mam 37 lat i... – zaczęłam.
- Marlene Black, jesteś równie piękna i pociągająca jak w dniu, w którym się z tobą ożeniłem! – warknął oburzony Syriusz – Nikt nie może obrażać mojej żony, nawet ona sama! Jestem totalnie zakochany i pożądający tego zabójczo pięknej, seksownej blondynki, która stoi przede mną, a ja patrzę na nią wygłodniałym wzrokiem – i żeby podkreślić swoje zdanie, pocałował mnie namiętnie, zanim zdążyłam wyrazić sprzeciw. Stopniałam i cieszyłam się prawdą tego, co on wyrażał.
- Jestem twoja, więc rób ze mną, co chcesz – i wzięłam jego ręce i położyłam na swoim piersiach, a on przejechał ręką po moim umięśnionym brzuchu ozdobionym długim kolczykiem rodu Blacków, a ja westchnęłam zadowolonym pomrukiem.
- Moja droga w związku jest równouprawnienie – powiedział z uśmiechem na twarzy Syriusz i zaczął pieścić ręka przez moje stringi łechtaczkę, a ja wydałam z siebie westchnienia zadowolenia, a drugą pieścił moją pierś. Byłam już na maksa podniecona. Włożył palce do wnętrza i dalej pieścił moją łechtaczkę, a ja wydałam z siebie coraz głośniejsze jęki przyjemności. Później wyciągnął palce i zdjął mój biustonosz i rzucił w ścianę, po czym zaczął pieścić językiem mój sutek. Wydawałam przy tym westchnienie zadowolenia, a późnej zrobił to z drugim. Ściągnęłam jego koszule i całowałam i lizałam jego umięśnioną klatę. On za każdym razem wdychał i pieścił ręka moje długie blond włosy.
- Masz ochotę ściągnąć moje majteczki? – spytałam erotycznym głosem, gdy położyłam się na plecach. Szybkim ruchem ściągnął moje majki i rzucił byle gdzie i liznął moją łechtaczkę. Wydałam z siebie westchnienie zadowolenia – O, tak, Syriusz nie przestawaj! – zawołałam, kiedy lizał moją łechtaczkę. Chwyciłam z tyłu jego głowę, pieściłam jego czarne włosy i trzymałam, żeby nie przestawał. Odchylałam, co chwilę głowę wydając przy tym coraz głośniejsze jęki przyjemności. Włożył palec do mojego wnętrza i zaczął poruszać, a ja darłam się już na całego – MERLINIE TO JEST BOSKIE! TAK! TAK! TAK! – darłam się na cały głos. Wygięłam się w łuk, pozwalając, żeby orgazm przepłynął po moim ciele – Syri... – mruknęłam słabym głosem. Miałam rozmarzoną minę, a on przejechał ręka po moim spoconym ciele i zaczął lizać językiem i całować. Pocałował mój kolczyk na pępku, a ja westchnęłam zadowolonym głosem – Chcę cię mieć w środku, już – Syriusz zamknął moje usta pocałunkiem i w tym samym czasie wszedł we mnie, a ja wydałam z siebie zdławiony jęk i zaczął poruszać biodrami coraz szybciej i mocniej. Popatrzyłam na niego, on był cały czerwony, z trudem powstrzymał się, żeby sobie ulżyć, a ja poczułam, że zbliża się orgazm.
- Teraz, Syri! Mocno!!!
- Jesteś pewna? – wydyszał Syriusz z nadzieją, że dłużej nie mógł wystrzymać.
- Jestem pewna! MOCNO!!! – Syriusz posłuchał mojej prośby i wbijał się szaleńczo we mnie i widziałam w jego oczach ulgę, bo mógł sobie ulżyć. Wbił się kilka razy brutalnie i po chwili wydałam z siebie głośny przeciągły jęk spełniania. Przez moje ciało przeszła fala gorąca. Odchyliłam głowę do tyłu, poddając się cudownemu orgazmowi.
- Mar – mruknął zmęczonym głosem Syriusz. Zalał moje wnętrze, później położył się na plecach, a ja wtulona leżałam w niego, a później popatrzyłam na nogi, gdzie miałam szpilki i zachichotałam.
- Syriuszu, kochałam się z tobą w szpilkach i wiesz, co? Podobało mi się.
- Bo szpilki to atrybut seksownej kobiety, a ty jesteś seksowna i chciałbym żebyś ich nie zdejmowała nigdy i chodziła w nich do domu no wszędzie a najważniejsze chce żebyś zawsze je miała na stopach jak będziemy się kochać – i pocałował mnie w czoło. Westchnęłam zadowolonym głosem.
- Kiedy robiłam Ci ta niespodzianke to liczyłam w duchu ze ci się spodoba i będę musiała mieć szpilki na wysokim obcasie na stopach kiedy będziemy się kochać i miałam rację oczywiście Syri od dzisiaj będzie to moim obowiązkiem nigdy ich nie zdejmę - oznajmiłam do niego podniecona patrząc na niego iskierkami miłości
- Grzeczna dziewczynka - powiedział podniecony Syriusz całując mnie w czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając męża jeszcze bardziej
- Syri? – zapytam podnieconym głosem, kiedy zmieniliśmy pozycje i teraz siedziałam na jego torsie, a on siedział i podpierał się plecami o ścianę i przybliżyłam się do jego ust moja pierś i on popatrzył się na mnie, a ja pokiwałam twierdząco głową na nie zadane pytanie. Była podniecona.
- Tak, kochanie? – i zaczął pieścić językiem mój sutek. Wydałam przy tym głośne westchnienie zadowolenia.
- Wiesz, jak zadowolić kobietę.
- Wielbienie Cię to mój obowiązek! – I dalej pieścił moją pierś.
- O fuck, tylko nie przedstawiaj! – westchnęłam zadowolonym głosem, a po chwili... – Więc naucz mnie animagii – wypaliłam. Przestał pieścić moją pierś i popatrz na mnie zdziwiony.
- Chcesz być animagiem? – przybliżyłam jego głowę do mojej piersi.
- Mówiłam ci, żebyś nie przestawał – i zaczął znów pieścić językiem mój sutek. Wydawałam przy tym głośne westchnienie zadowolenia, odchylając głowę do tyłu i powiedziałam: – Dobry chłopczyk! Chcę być animagiem, bo ty nim jesteś – odchyliłam głowę do tyłu, poddając się przyjemności – Jesteś psem, a James jest jeleniem. Gdy jesteście zwierzętami nie rozumiem, co do siebie mówicie, a ja przestałam wierzyć dyrektorowi. O, Melinie, co za wspaniałe uczucie!!! – Po chwili dodałam – Moja młodsza wersja nie wie – powiedziałam – że jesteś animagiem.
- Dowie się – odezwał się Syriusz i wrócił do lizania sutka.
- Nie będziemy czekać, aż się dowie – stwierdziłam głośnym zadowolenia pomrukiem – Chcę być psem!
Następnego dnia; Pov. Luna.
Weszliśmy do Wielkiej Sali i wszyscy zwrócili na nas spojrzenia. Single westchnęli, kiedy mnie zobaczyli szłam z gracją i wdziękiem na miejsce. Wysokie szpilki bardzo mi tym pomagały.
- Witajcie gołąbeczki! – krzyknęli dwie wersje Syriusza.
- A mamo, tato – powiedzieli Lorcas i Lysander – Co wy macie na szyi?
- A, to? – spytałam swoim rozmarzonym i beztroskim tonem – To tylko znaki, to nic wielkiego – Cieszycie się? – zapytałam z nadzieją swojego rodzeństwa. Podeszły do nas Ginny i Hermiona, chłopaki westchnęli, patrząc na panią Potter i panią Weasley, ale one nie zwracali na nich uwagi i przytuliły mnie mocno.
- Luna, jesteś szczęśliwa? – spytały Ginny i Hermiona.
- Bardzo, siostrzyczki – odpowiedziałam jej, kiedy mnie przytulały.
- A ty Rolf?
- Nie mógłbym być szczęśliwszy.
- No właśnie! I to się właśnie... – i mnie puściły – I to się właśnie liczy – Ginny i Hermiona okręciły się z idealną gracją, gdyż miały na sobie wysokie szpilki, wróciły na swoje miejsce i powiedziały Harry'emu i Ronowi:
- Co? Dalej, dalej! Powiedz, siostrze, jak bardzo się cieszysz – Harry i Ron potrząsnęli głowami i podnieśli się z miejsca, co wywołało prawdziwą lawinę gratulacji. Cała rodzina zgromadziła się wokół nas.
- Zapomniałbym – powiedział Rolf i uklęknął na jedno kolano – Luno, czy wyjdziesz za mnie?
- TAK!! – ryknęłam szczęśliwym głosem i pocałowałam go namiętnie w usta, a on włożył mi pierścionek na palec lewej ręki.
- Awwwwwwww! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.
- Jest piękny – oznajmiłam, patrząc na pierścionek.
- Moje gratulacje, ciociu! – zawołała Lily II i przytuliła się do mnie mocno.
- Dziękuję, kochanie – odparłam i pocałowałam ją z uczuciem w czoło, a ta wydała z siebie westchnienie zadowolenia, wtulając się we mnie jeszcze bardziej – coś czuję, że ty i ja mamy jakąś więź? Mam rację, kochanie?
- Tak, ciociu Luno, bo jesteś moją matką chrzestną – mruknęła mi do piersi. Uśmiechnęłam się do Ginny i Harry'ego, a oni odwzajemnili uśmiechy.
- Tak bardzo Cię kocham – powiedziałam do niej z miłością w głosie.
- Ja Ciebie też kocham, ciociu – i popatrzyła się na mnie – bardzo.
Pov. Starsza Marlene.
Ja, Lily, James i Syriusz spotkaliśmy się i rzuciliśmy zaklęcia ciszy i prywatności. Powiedziałam im, że chcę być animagiem, a Lily powiedziała to samo nam.
- Będzie piękna z Ciebie suczka – odezwał się Syriusz.
- A z Lily będzie piękna łania – powiedział James. Obie się zarumieniłyśmy,
Pov. Tracy.
Nagle powstało białe światło i pojawili się nastolatek i nastolatka. Byli podobni do Rega i Dorcas.
- Cześć! – krzyknęli jednocześnie.
- Mnie już nic nie zdziwi – powiedziała Minne, patrząc na innych nauczycieli.
- Reg, to są nasze dzieci! – krzyknęła z radością Dorcas i rzuciła im się na szyję.
- Mamo, nie przy moich kumplach, kuzynach i mojej dziewczynie! – jęknął chłopak i zarumienił się.
- Feliks! – warknęła dziewczyna.
- To trochę jest obciach Phoebe, jak matka całuje przy kumplach i mojej dziewczynie!
- Tatuś! – zawołała Phoebe, bo zobaczyła Regulusa i go nie słuchała i rzuciła się mu na szyję.
- Aha, czyli mam kuzyna i kuzynkę. Spoko – stwierdził Jared i popatrzył na siostrę, a ona wzruszyła ramionami.
- Dziewczynie? – spytała młodsza Dorcas – Jestem z przeszłości – dodała szybko widzac ich miny.
- Ale fajnie dwie wersje rodziców i wujostwa.
- My za to jesteśmy z przyszłości – oznajmiła Victoire i pokazała na gości z przyszłości.
- Super! – krzyknęła Phoebe – Jaka jest przyszłość?
- To tajemnica – powiedział Teddy. Patrzyłam na Feliksa. Serce zaczęło mi walić i miałam motylki w brzuchu i nie widziałam, dlaczego.
- Widzisz gdzieś Tracy!? – spytał Feliks siostry.
- Twoja dziewczyna może poszła gdzieś z Daphne – odparła Phoebe.
- Dziewczyna! – zawołałam niedowierzaniem.
- O, tu jesteś moja piękna! – ucieszył się Feliks – i nie dziewczyna, tylko narzeczona od paru dni.
- Narzeczona! – zawołałam w szoku, a wszystkim opadły szczęki.
- Tak, narzeczona. Tracy zgodziłaś się przecież – oznajmił Feliks.
- To wreszcie dziewczyna czy narzeczona?
- Narzeczona, Daph – powiedział Feliks dumnym głosem.
- Jesteś jakąś blada. Może przywróci ci pamięć, kochanie – i pocałował mnie namiętnie w usta, a ja poczułam, jakby świat się zatrzymał. Liczyło się tylko on i ja. Westchnęłam zadowolonym głosem i oddałam całą siebie.
-Awwwwwwww! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.
- Podobało Ci się, Tracy? – zapytał, kiedy oderwaliśmy się do siebie.
- Zakochałam się! – rozmarzyłam się i teraz ja go całowałam.
- Tracy Black piękne pasuje, prawda kochanie? – rozmarzył się – Będziesz wyglądać bosko w sukni ślubnej. Gdzie masz pierścionek zaręczynowy? - zapytał zdziwiony.
- No e no! – jąkałam się cała czerwona na twarzy. Pstryknął palcami w powietrzu i pojawił pierścionek, po czym włożył mi na palec i pocałował moją dłoń.
- Moja pani teraz jest tam, gdzie powinien być – powiedział Feliks.
- Ej, Reg to na pewno jest twój syn! – krzyknęli w szoku dwie wersje wujka Syriusza, a obie wersje Dorcas przywaliły mu w tył głowy tak mocno, że jęknęli z bólu.
- Czy ty kwestionujesz moja wierność do Regulusa! – warknęła wściekła "mama" – Jak śmiesz!
- Cześć – powiedziała Phoebe do singli, a Ci popatrzyli na nią rozmarzonym wzrokiem.
- Phoebe nie masz faceta, nie? – zapytała Cassie.
- Nie. Muszę sobie kogoś znaleźć. A ty?
- Też nie – oznajmiła Cassie.
- Tu jest kilku przystojniaków – stwierdziła Phoebe, przyglądając się singlom.
- Mówiła o mnie! – krzyknęli na siebie nawzajem dumni.
- Tracy! – zawołała Daphne i pociągnęła mnie do siebie – ale masz ciacho.
- Ej! – krzyknął Jared – Ja jestem twoim ciachem!
- No, mam ciacho! – rozmarzyłam się – i mówię Ci tak cudownie całuje, Daph.
- Widzę to po twojej minie, Tracy – chichotała Daphne. Wtem moje przyjaciółki zaatakowały go.
- Feliksie Black, jakie masz zamiary względem mojej siostry? - spytały
jednocześnie.
- Być najlepszym mężczyzną dla niej, bo Tracy to wspaniała, piękna dziewczyna i zasługuje na to, co najlepsze i się z nią ożenić i mieć z nią kociaki.
- Kociaki? – zapytał starszy Regulus.
- Chyba chodziła mu o dzieci? – spytała młodsza wersja "mamy".
- O dzieci – poprawił się.
- Kolejne bachory! – warknęła Mariette.
- Nie zamknęli cię jeszcze w wariatkowie? – zdziwił się Feniks – Na co oni czekają? Lecz się wariatko na głowę, nie ćpaj tyle, a ty Cho powinnaś ją rzucić, a nie być z nią. Szkoda nerwów.
- JA I MARIETTE NIE JESTEŚMY RAZEM! – ryknęła Cho czerwona.
- Ja to widzę inaczej, no, ale okej niech Ci będzie – Popatrzyłam na mamę mojego narzeczonego nie wiedząc, jak zacząć rozmowę.
- I co teraz? – spytałam z prosto z mostu.
- Z czym? – zapytała zdziwiona.
- Ze mną i Feliksem. Czy... - zaczęłam cicho.
- Chodzi Ci o to czy akceptuje Cię jako żonę mojego syna? - uśmiechnęła się.
- No tak – mruknęłam czerwona – Eeee... mamo.
- Czy ja wiem? Niech ja Ci się przyjrzę – odezwała się beztroskim tonem – Jesteś ładna i mądra. Mój syn patrzy na Ciebie i promienieje szczęściem, że trzeba ubierać okulary przeciwsłoneczne. Myślę, że nadajesz.
- Mamo! – krzyknął Feliks – straszysz ją swoim gadaniem!
- Dorcas – mruknął Regulus.
- Nie znacie się! – prychnęła na męża i syna i popatrzyła na mnie – Kochanie, masz moje błogosławieństwo.
- Naprawdę?
- Tak, dziecko – powiedziała i mnie przytuliła, a następnie pocałowała w czoło, a ja westchnęłam zadowolonym pomrukiem wtulając się w jej ciało jeszcze bardziej. Nagle zgasło światło na scenę weszli Weasley'owie oraz Harry. Harry miał gitarę elektryczną, Bill tak samo i uśmiechał się do Fleur, która oblizała wargi, Ron bass, Fred keyboard i George perkusja. Nicole i Angelina spojrzały na siebie i oblizały wargi.
- Dobrze wyglądają z tymi instrumentami, co? – spytały żony muzyków nawzajem.
- A żebyście wiedziały! Musimy im później podziękować – Zaczęli śpiewać, a Harry zaczął śpiewać, a ich żony ponownie oblizały wargi.
Ty i ja pochodzimy z innych światów.
Jestem dzieciakiem z miasteczka, a ty dziewczyną z wyższych sfer.
Każde z nas było zranione, mamy kilka blizn
Hermiona i Ginny wymieniły spojrzenia.
Lecz teraz nie ma to znaczenia, obserwujemy gwiazdy.
Jeśli chodzi o moje serce, możesz je złapać i zapaść.
Głęboko w mojej duszy wiem, że umarłbym.
Gdybym nie miał Ciebie,
- Ja też kochanie! – krzyczały żony muzyków.
Jak mógłbym kiedykolwiek wzlecieć 100 mil nad niebo?
Czuję jakbyśmy byli wysoko ponad ziemią.
Czuję jakbyśmy nigdy nie musieli opaść.
Dopóki nie zechcielibyśmy.
Lecz czemu moglibyśmy chcieć (teraz)?
Zapamiętaj ten dzień, wiedzieliśmy to od początku.
Że wybraliśmy się w daleką podróż i daleko zajdziemy.
- Z tobą pójdę nawet na koniec świata! - krzyczały żony muzyków.
Widzę przyszłość w Twoich oczach.
Na wieczność i na zawsze, Ty i ja.
Kobiety i dziewczyny, które miały dotknęły i przejechały palcem swoje znaki na szyi westchnęły zadowolonym głosem. Poczuły magię swoich partnerów mocnej niż normalnie, a te które nie miały patrzyły na nie zazdrością.
Czuję jakbyśmy byli wysoko ponad ziemią.
Czuję, jakbyśmy nigdy nie musieli opaść.
Dopóki nie zechcielibyśmy.
Lecz czemu moglibyśmy chcieć (teraz)?
Gdy jesteśmy tak blisko nieba.
Kocham ten raj.
- Ty i ja na zawsze! – krzyczałyśmy podniecone.
Będzie ciężko nam powiedzieć Dobranoc.
Czuję jakbyśmy byli wysoko ponad ziemią.
Czuję jakbyśmy nigdy nie musieli opaść.
Dopóki nie zechcielibyśmy.
Lecz czemu moglibyśmy chcieć (teraz)?
I nim skończyli, już leżeli na ziemi, a nad nimi siedziały podniecone ich żony i całowały ich.
Pov. Fleur.
- Kochanie, podobało Ci się? – spytał Bill, mając iskierki w oczach.
- Jaki ty byłeś seksy z tą gitarą – rzekłam erotycznym głosem – Williamie Weasley, kocham Cię i dostaniesz nagrodę – i całowałam go, a on bawił się moimi włosami i pocałował mnie w czoło, a ja westchnęłam zadowolonym głosem.
- Jak chcesz mogę Ci śpiewać codziennie.
- Tak! – zawołałam napalonym głosem.
Pov. Angelina.
- Byłeś boski na tej perkusji – powiedziałam do George'a.
- Specjalnie dla Ciebie moja piękna, pani Kapitan – oznajmił George i pocałował mnie w usta namiętnie, a później pocałował mnie w czoło, nie mogąc powstrzymać, wydałam z siebie westchnienie zadowolenia.
Pov. Nicole.
- Jesteś mój – powiedziałam i pocałowałam go w usta, a kiedy się oderwaliśmy od siebie, powiedziałam – kiedy grałeś na keyboardzie byłeś tak seksy!
- Seksy granie dla seksy kobiety – oznajmił Fred i pocałował moje czoło, a ja wydałam z siebie westchnienie zadowolenia.
Pov. Ginny.
- Ja i ty na zawsze – powiedziałam i pocałowałam go namiętnie usta.
- Tak, Ginny jesteś moją żoną i Cię kocham – oznajmił Harry – A poza tym uwielbiam, kiedy jesteś naga – dodał szeptem do mojego ucha. Zarumieniłam się, ale też uśmiechnęłam.
- Szykuj swój sprzęt, bo dzisiaj będzie się działo w nocy – odparłam erotycznym głosem, a Harry miał banan na twarzy.
Pov. Hermiona.
- Z gitarą basowa jesteś jeszcze bardziej seksy – powiedziałam napalonym głosem.
- Mam ochotę... – zaczął Ron.
- Ja też – skoczyłam jego wypowiedź, a Ron wyszczerzył się głupkowato.
Pov. Fleur.
- Możesz ze mnie zejść? - zapytali nasi muzycy.
- Aaa, tak jasne - odpowiedzieliśmy zażenowane. Wstali i zamiast iść do krzeseł, żebyśmy mogły sobie usiąść na ich kolanach i się wtulić poszli i znowu wzięli instrumenty i znowu zaczęli grać, ale tym razem to nie Harry śpiewał, tylko mój Bill.
Kiedy Twoje nogi nie będą już sprawne tak jak kiedyś.
A ja nie będę mógł spowodować,
żebyś znowu zakochała się we mnie od pierwszego wejrzenia
- Awwwwwwww – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.
- Jesteś taki seksy! – krzyczałam napalonym głosem.
Czy twoje usta wciąż będą pamiętać smak mojej miłości?
Czy twoje oczy nadal będą się uśmiechały znad twoich policzków?
Ale ja, kochanie, będę cię kochał,
Aż będziemy mieli po 70 lat.
- Będę Cię kochała na wieczność! – krzyczałyśmy do muzyków.
I kochanie, moje serce będzie nadal kochać tak mocno,
Jak wtedy, kiedy miałem lat 23.
Myślę o tym, jak ludzie zakochują się nieodgadnionymi sposobami.
Może to tylko dotyk dłoni.
- Wynagrodzę Ci to w nocy – powiedziałyśmy.
- Mamo ja... – zaczęły nasi synowie.
- Och, cicho tam – odparłyśmy.
Oh, ja, zakochuję się w tobie każdego dnia.
I po prostu chcę ci powiedzieć, że jestem.
A więc teraz, kochanie.
Weź mnie w twoje kochające ramiona.
Pocałuj mnie w blasku tysięcy gwiazd.
- Awwwww!!! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.
Złóż głowę na moim bijącym sercu.
Tak sobie głośno myślę.
Że być może znaleźliśmy miłość właśnie tam, gdzie jesteśmy.
Kiedy prawie nie będę miał już włosów, a moja pamięć zblaknie.
I ludzie nie będą pamiętać mojego imienia.
Kiedy moje dłonie nie zagrają na strunach tak samo jak kiedyś,
- Kocham Cię! – krzyczałyśmy – kochanie tak bardzo Cię kocham!
- Nie wiedziałam, że Bill ma taki piękny głos! – rozpłynęła się mama Apollina nad głosem Billa.
Mhm, wiem, że nadal będziesz mnie kochać tak samo,
Bo, kochanie, twoja dusza.
Nigdy nie może się zestarzeć, ona jest wiecznie młoda.
Kochanie, twój uśmiech jest zawsze w moim myślach i pamięci.
Myślę o tym, jak ludzie zakochują się nieodgadnionymi sposobami.
- On jest genialny i taki seksy – powiedziały dziewczyny, patrząc na mojego Billa rozmarzonym wzrokiem, a ta mordowałam ich wzrokiem.
- Bill Weasley jest mój! – warknęłam do tych idiotek – a nie wasz!
Może to wszystko jest częścią planu.
Ja będę nadal popełniał te same błędy.
Mając nadzieję, że będziesz wyrozumiała.
Ale teraz, kochanie weź mnie w twoje kochające ramiona
Pocałuj mnie w blasku tysięcy gwiazd.
Złóż głowę na moim bijącym sercu.
- To mój synek! – krzyknęła Mama Molly – A reszta moich synków świetnie grają!
- Oni są tacy seksowni! – zawołały dziewczyny rozmarzone.
- Harry/Ron/Bill/Fred/George jest mój! – warknęłyśmy z Ginny i Hermioną Angeliną i Nicole.
Tak sobie głośno myślę,
Że być może znaleźliśmy miłość właśnie tam, gdzie jesteśmy,
Och a, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la.
A więc teraz, kochanie weź mnie w twoje kochające ramiona.
Pocałuj mnie w blasku tysięcy gwiazd.
- Nie wiem, który z nich ma lepszy głos – powiedziała Minne.
- Mój mąż! - krzyknęłam wraz z Samantą Lily II, Marlene, Victoire, Domique, Olivią Amelią pewnym głosem.
Złóż głowę na moim bijącym sercu.
Tak sobie głośno myślę.
Że być może znaleźliśmy miłość właśnie tam, gdzie jesteśmy.
Och, może znaleźliśmy miłość właśnie tam,
Gdzie jesteśmy i znaleźliśmy miłość właśnie tam, gdzie jesteśmy.
- Wiecie, co? Niby rudy, a śpiewać umie! – stwierdzili dwie wersje Syriusza rozbawionym głosem.
- Bardzo śmieszne – odpowiedział Bill z ziemi.
Pov. Lektor.
- Mamo weź zejdź z niego wreszcie! – krzyknęli synowie.
- Tej nocy nie zapomnisz na długo – oznajmiły im do ucha żony muzyków.
- A będziesz w wysokich szpilkach? – spytali z nadzieją ich mężowie.
- Tego nie może zabraknąć, kochanie – a kiedy to usłyszeli, że są chętne kochaniem się z nim w szpilkach, to wyszczerzyli się szeroko, a Ron zapytał niewinnie.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną?
- Hermiona jest zakochana w takim seksy rudzielcu grającym na basie. Może go znasz?
- Nie, ale gościu jest szczęściarzem, że taka bogini jest zakochana w nim, a on w niej.
- Rany boskie! – zawołał zirytowany Hugo – Czy wy nie możecie wytrzymać już pięciu minut bez gry wstępnej? – Byli jeszcze chwilę, a później udali się do komnat.
Następnego dnia po bardzo pikantniej nocy spędzonych przez naszych muzyków ze swoimi żonami udali się do Wielkiej Sali, żeby czytać kolejny rozdział.
- Byłeś cudowny – oznajmiły im do ucha, kiedy szli do Wielkiej Sali.
- Wielbienie Cię to jest mój obowiązek – powiedzieli ich mężowie do ucha.
- I są nasi muzycy! – zawołał Armard.
- Bill – powiedziała Apollina – Masz cudowny głos – i go przytuliła i pocałowała go w czoło wyrażając macierzyste uczucia, jakie do niego żywiła. Bill westchnął, wcześniej odgarniając jego długie włosy z czoła i przytulił się do niej jeszcze bardziej.
- Mój synek – mruknęła do niego z matczyną miłością.
- Moja mamusia – odparł jej do piersi. Apollina zalała się łzawi i przytuliła go jeszcze bardziej.
- Mamusiu nie mogę oddychać! – jęknął Bill. Apollina go nie słuchała. Tuliła go.
- Apollina puść go! – zawołał Armard – bo go udusisz! – Apollina go wreszcie puściła.
- Rany boskie! – jęknął Bill – Skąd mama ma tyle siły?! – jego matka zarumieniła się – Najwyżej Fleur zrobi mi masaż pleców – i wyszczerzył się do żony. Fleur zarumieniła się, a Bill pocałował Apollinę w policzek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz