środa, 26 kwietnia 2023

Rozdział 4 Więzień

 

- Ja chcę – powiedziała Apollina i zaczęła czytać.

Rozdział czwarty

Dziurawy Kocioł

 Dopiero po kilku dniach Harry przyzwyczaił się do swojej nowej wolności. Po raz pierwszy w życiu wstawał, kiedy chciał, i jadł to, na co miał ochotę.

- Mamusia robi lepsze jedzenie – oznajmił szybko Harry do Molly I.

- Ale się podlizujesz, Harry! – parsknęli śmiechem Fred i George.

Mógł nawet pójść, dokąd mu się podobało, oczywiście w obrębie ulicy Pokątnej, a ponieważ przy tej długiej, brukowanej ulicy pełno było fascynujących sklepów dla czarodziejów, nie odczuwał pokusy złamania danego Knotowi słowa i trzymał się z dala od świata mugoli.

- Ja miałam ochotę złamać nos, za to co wygadywał o moim tatusiu – wycedziła Cassie.

Każdego ranka zjadał śniadanie w Dziurawym Kotle, gdzie lubił obserwować innych gości: śmieszne czarownice ze wsi, przybywające tu na zakupy, dostojnych czarodziejów dyskutujących o ostatnim artykule z "Transmutacji Współczesnej", budzących grozę czarowników i magów, gburowatych krasnoludów, a raz zdarzyło mu się zobaczyć bardzo podejrzaną wiedźmę z głową ukrytą pod grubą wełnianą chustą, która zamówiła półmisek surowej wątróbki. Po śniadaniu wychodził na podwórko, wyjmował różdżkę, stukał nią w trzecią cegłę na lewo nad śmietnikiem i czekał, aż w murze ukaże się sklepiona furta wiodąca na ulicę Pokątną.

- Ulica Pokątna! – rozmarzyło się większość ludzi na Sali.

Długie letnie dni spędzał na zwiedzaniu sklepów i obżeraniu się smakołykami pod kolorowymi parasolami ulicznych kafejek, gdzie goście pokazywali sobie świeże zakupy ("widzisz, stary, to lunaskop, już nie będę musiał ślęczeć nad tabelami księżycowymi") albo rozprawiali o Syriuszu Blacku.

- Jestem taki sławny – powiedział starszy Łapa.

("jeśli o mnie chodzi, to nie wypuszczę z domu moich dzieci, dopóki nie zamkną go z powrotem w Azkabanie"). Nie musiał już pisać wakacyjnych wypracowań pod kocem przy świetle latarki: teraz siadywał sobie w pełnym słońcu w ogródku słynnej lodziarni Floriana Fortescue i kończył wypracowania, od czasu do czasu korzystając z pomocy samego Fortescue, który miał zadziwiającą wiedzę o średniowiecznych procesach czarownic, i co pół godziny częstował go darmową porcją lodów z kremem i owocami.

- Wiesz, jak się ustawić Harry – rzekł Seamus.

Napełniwszy sobie w banku Gringotta sakiewkę złotymi galeonami, srebrnymi syklami i brązowymi knutami, musiał teraz bardzo nad sobą panować, aby nie wydać wszystkiego za jednym razem. Wciąż musiał sobie powtarzać, że czeka go jeszcze pięć lat nauki w Hogwarcie.

- Ratowania świata od kretynów i idiotów z moimi ziomkami – odparł beztroskim głosem Harry – Powinniśmy się nazywać Liga Sprawiedliwości Hogwartu. Ron i Hermiona parsknęli śmiechem.

A w każdym nowym roku szkolnym potrzebne będą nowe podręczniki – żeby nie ulec pokusie kupienia sobie pięknego kompletu gargulków (czarodziejska gra przypominająca kulki, w której pionki plują graczowi śmierdzącym płynem prosto w twarz, gdy traci punkt). Pomagało wyobrażanie sobie reakcji Dursley'ów, gdyby poprosił o pieniądze na nowe księgi zaklęć.

- Zabije ich – wycedziła pani Weasley – ty nawet się nie odzywaj! – warknęła na dyrektora, a Luna patrzyła z mordem w oczach na dyrektora.

Kusił go też wspaniały model galaktyki w wielkiej szklanej kuli, dzięki któremu nie musiałby już uczyć się astronomii. Największą próbę charakteru przeżył jednak w tydzień po zamieszkaniu w Dziurawym Kotle, a stało się to w jego ulubionym sklepie z markowym sprzętem do quidditcha.

Harry wyszczerzył się do Dracona. Ten zrobił nadąsaną minę, ale też się zaczerwienił.

Zaciekawiony, co tak podziwiają ludzie tłoczący się w sklepie, Harry wszedł do środka i zaczął się przeciskać przez tłum podnieconych czarownic i czarodziejów, aż ujrzał nowo wzniesione podium, a na nim najwspanialszą miotłę, jaką kiedykolwiek udało mu się w życiu zobaczyć.

- Dopiero co ją wyprodukowali... to prototyp... – wyjaśniał towarzyszowi jakiś czarodziej z kwadratową szczęką.

- Mężczyźni i ich zabawki – mruknęły Nicole, Hermiona, Emilly i Sofia wywracając oczami.

- To najszybsza miotła na świecie, prawda, tato? – zapiszczał chłopiec młodszy od Harry'ego, szarpiąc swojego ojca za rękę.

- Irlandzka Drużyna Międzynarodowa właśnie zamówiła siedem tych cudów! – zachwalał model właściciel sklepu – A oni są faworytami w mistrzostwach świata!

- To będą jakieś mistrzostwa? – podniecili się dwie wersje Rogacza.

- Tak, ale w następnej części. Cierpliwości, tatku – powiedział Harry.

Wysoka czarownica przed Harrym przesunęła się na bok i mógł teraz odczytać reklamę na tabliczce obok miotły:

BŁYSKAWICA

TA NOWA MIOTŁA WYŚCIGOWA ZOSTAŁA WYPRODUKOWANA Z WYKORZYSTANIEM OSTATNICH OSIĄGNIĘĆ CZARODZIEJSKIEJ MYŚLI TECHNICZNEJ. ZAOPATRZONA JEST W SUPERAERODYNAMICZNĄ JESIONOWĄ RĄCZKĘ POKRYTĄ TWARDYM JAK DIAMENT LAKIEREM. KAŻDY EGZEMPLARZ POSIADA NUMER REJESTRACYJNY. BRZOZOWE WITKI W OGONIE ZOSTAŁY PODDANE STARANNEJ SELEKCJI – PRODUCENT GWARANTUJE ICH IDEALNĄ OPŁYWOWOŚĆ – CO ZAPEWNIA BŁYSKAWICY NIEZRÓWNANĄ RÓWNOWAGĘ I PRECYZJĘ LOTU. BŁYSKAWICA OSIĄGA SZYBKOŚĆ 150 MIL NA GODZINĘ W CIĄGU 10 SEKUND. WYPOSAŻONA JEST W CZUJNIK SPECJALNEGO ZAKLĘCIA HAMUJĄCEGO, KTÓRE NIE PODDAJE SIĘ ŻADNYM ZNANYM PRZECIWZAKLĘCIOM. CENA NA ŻYCZENIE.

- SUPERNOWA MIOTŁA I TO JAKA! – ryknęli podnieceni młodsza wersja Huncwotów Franka, Gideon, Fabian i Regulus. To samo krzyknęli starsza wersja Franka, Regulusa i Rogacza. Harry popatrzył na starszego Łapę, a ten puścił mu oczko. Starsza Marlene chwyciła jego głowę, żeby na nią popatrzył i pocałowała go namiętnie w usta, a on oddał taką samą mocą i wyszeptał jej.

- Będę Cię wielbił, kochanie.

- Ubiorę seksowną bieliznę i wysokie szpilki, popsikam się perfumami i wtedy będziesz mógł mnie bzykać do woli tak, jak wtedy i Ci się podobało – odparła mu do ucha erotycznym podniecającym głosem – Ciągle jestem na ciebie napalona.

- A ja na ciebie – oznajmił i pocałował ją w piętno naznaczenia. Jego żona wydała z ust głośne westchnienie zadowolenia.

Cena na życzenie... Harry nie śmiał nawet pomyśleć, ile taka miotła może kosztować. Jeszcze nigdy w życiu nie pragnął czegoś tak bardzo, jak tej miotły – ale przecież na swoim Nimbusie Dwa Tysiące nie przegrał jeszcze żadnego meczu, więc po co wydawać na Błyskawicę całą fortunę, jaką skrywał jego depozyt w banku Gringotta, skoro ma już bardzo dobrą miotłę?

- Po co, jak się ma ojca chrzestnego – mruknął Harry rozbawionym głosem do Ginny, Hermiony i Rona.

Nie zapytał więc o cenę, ale odtąd codziennie wstępował do tego sklepu, żeby popatrzeć na Błyskawicę. Było jednak sporo innych rzeczy, które musiał kupić. Odwiedził aptekę, żeby uzupełnić swoje zapasy składników do sporządzania eliksirów, a jego szkolne szaty były już trochę za krótkie, więc zaszedł do pracowni krawieckiej MADAME MALKIN – SZATY NA WSZYSTKIE OKAZJE i sprawił sobie nowe.

- Wolę ubrania od Victoire i Domique – stwierdził Harry.

- Ja też – powiedziały członkinie zakonu Sióstr Wojowniczek.

- Dziewczyn, proszę, możemy dołączyć? – zaczęły niektóre dziewczyny – Będziemy grzeczne, nie będziemy narzekać – Siostry wojowniczki popatrzyły po sobie.

- Jest jedna podstawowa, o której musicie wiedzieć – zaczęła Susan.

- Zajęci faceci są nie do ruszenia – oznajmiła z mocą stali Ginny – Nie mam ochoty ani czasu się z nami użerać.

- I jak chcecie należeć do naszego zakonu, macie się trzymać tych zasad i nie będziemy się powtarzać oraz upominać, jeśli zauważymy, że podrywacie naszych mężczyzn, to gorzko tego pożałujecie – powiedziały siostry wojowniczki.

- Zastanówcie się dobrze – dodała Fleur, wtulając się w Billa, a dziewczyny, które chciały należeć, pokiwały głowami.

A przede wszystkim musiał kupić książki, w tym podręczniki do dwóch nowych przedmiotów: Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami i Wróżbiarstwa. Kiedy spojrzał na witrynę księgarni, spotkała go niespodzianka. Zwykle pełno tu było ksiąg zaklęć wielkości płyt chodnikowych, ze złotymi, tłoczonymi w skórze tytułami. Tym razem zamiast nich zobaczył olbrzymią żelazną klatkę, a w niej setki egzemplarzy Potwornej księgi potworów.

Uczniowie, którzy posiadali tę księgę skrzywili się.

Po klatce miotały się wydarte stronice, bo książki nieustannie rzucały się na siebie, zwierały w zaciekłej walce i kłapały agresywnie okładkami. Harry wyjął z kieszeni swoją listę książek i przejrzał ją po raz pierwszy. Potworna księga potworów widniała jako podręcznik do Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Teraz zrozumiał, dlaczego Hagrid napisał, że książka może mu się przydać. Poczuł ulgę, bo już się bał, że Hagrid oczekuje od niego pomocy w wyhodowaniu jeszcze jednego potwora.

- On nie powinienem uczyć! – zawołała Umbridge.

- Ty już w szczególności, Ropucho! – warknął na nią Fineas.

Gdy wszedł do Esów i Floresów, natychmiast podbiegł do niego księgarz.

- Hogwart? – zapytał – Nowe podręczniki?

- Tak. Potrzebuję...

- Proszę się odsunąć – przerwał mu niecierpliwie sprzedawca, odpychając go na bok. Wyjął parę grubych rękawic, chwycił wielką, sękatą laskę i ruszył ku drzwiczkom klatki z Księgą potworów.

 

- Niech pan się wstrzyma – powiedział szybko Harry – Tę już mam.

 

- Ma pan? – Na twarzy księgarza pojawiła się wielka ulga – Dzięki za to niebiosom. Już pięć razy dzisiaj mnie pogryzły...

 

Matki popatrzyły na siebie, a późnej na Hagrida.

 

- Co ty znowu wymyśliłeś! – jęknęła starsza Marlene przerażonym głosem.

 

- Potworki, mamuś – odezwała się Daphne, wtulając się w męża.

 

- Zatłukę Cię, Hagrid – mruknęła starsza wersja pani Black blada i przerażona.

 

Rozległ się odgłos darcia skóry i papieru: dwie Księgi potworów chwyciły trzecią i rozrywały, każda ciągnąc w swoją stronę.

 

- Przestańcie! Przestańcie! – wrzasnął księgarz, wtykając laskę między kraty i rozdzielając księgi – Już nigdy więcej ich nie zamówię, nigdy! Prawdziwy dom wariatów! Po tym, jak sprowadziliśmy dwieście egzemplarzy Niewidzialnej księgi niewidzialności, myślałem, że już nic gorszego nie może się zdarzyć... Kosztowało to nas majątek, a dotąd ich nie znaleźliśmy... No dobrze... czym mogę panu służyć?

 

Hagrid się zarumienił.

 

Harry spojrzał na swoją listę.

 

- Tak... Proszę o Demaskowanie przyszłości Kasandry Vablatsky.

 

- Aha, zaczynamy się uczyć wróżbiarstwa, co? – zapytał księgarz, ściągając rękawice i prowadząc Harry'ego w głąb sklepu, gdzie stała półka z książkami poświęconymi przepowiadaniu przyszłości.

 

- Otwórzcie swoje wewnętrzne oko, moi kochani – powiedział Ron, naśladując mistyczny głos Sybilli. Większość ludzi parsknęła śmiechem, a Lavender i Parvati popatrzyły na niego oburzone.

 

Mały stolik zawalony był takimi tytułami, jak: Przewidywanie nieprzewidywalnego: jak uchronić się przed wstrząsami i Rozbite kule: kiedy los staje się podły.

 

- Będziemy widzieć rozmokłe fusy! – parsknął śmiechem Seamus, a Susan pocałowała go w policzek.

 

- O, proszę, jest – powiedział księgarz, który wspiął się na drabinę, żeby zdjąć z półki grubą książkę oprawioną w czarną skórę – Demaskowanie przyszłości. Bardzo dobry przewodnik po wszystkich podstawowych technikach wróżbiarskich... Wróżenie z ręki, z kryształowej kuli, z wnętrzności ptaków...

 

Goście z przyszłości popatrzyli na George'a II i Franka II.

 

- Co ukrywacie? – zapytały Nimfadora, Ginny, Nicole i Hanna, patrząc na nich podejrzliwie.

 

- Nic nie ukrywamy, mamusie! – zawołali George II i Frank II.

 

- Już wam wierzę! – warknęły ich matki.

 

Ale Harry go nie słuchał. Oczy miał utkwione w książce wyłożonej wśród innych na stoliku: Omen śmierci: co robić, kiedy już wiadomo, że nadchodzi najgorsze.

 

- Och, tego bym panu nie polecał – rzucił księgarz niedbałym tonem, widząc, na co Harry patrzy – Zacznie pan wszędzie dostrzegać omen śmierci. Można się śmiertelnie wystraszyć – Harry wpatrywał się jednak nadal w okładkę książki. Był na niej czarny pies z płonącymi ślepiami, wielkości sporego niedźwiedzia.

 

- Ponurak – wyszeptał Ron.

 

Wydał mu się dziwnie znajomy... Księgarz wcisnął mu w ręce Demaskowanie przyszłości.

 

- Coś jeszcze?

 

- Tak – odpowiedział Harry, odrywając oczy od psa i spoglądając na swoją listę – Ee... będzie mi potrzebna Natychmiastowa transmutacja i Standardowa księga zaklęć, stopień trzeci.

 

Dziesięć minut później Harry wyszedł z Esów i Floresów z paczką nowych książek pod pachą i ruszył do Dziurawego Kotła, nie bardzo wiedząc, gdzie idzie, i raz po raz wpadając na ludzi.

 

- Nie umiesz chodzić, Potter? – zadrwił Lucek.

 

- Nie umiesz zaspokoić potrzeb Narcyzy, co Lucek? – odparował Harry. Lucek zrobił się czerwony.

 

Wspiął się po schodach na górę, wszedł do swojego pokoju i rzucił książki na łóżko. Ktoś posprzątał pokój; okna były otwarte i słońce wlewało się do wewnątrz. Słyszał hałas autobusów toczących się po ulicach świata mugoli i zgiełk tłumu dochodzący z ulicy Pokątnej. Z lustra nad miednicą spojrzało na niego jego własne odbicie.

 

- To nie mógł być omen śmierci – powiedział do swojego odbicia – Byłem w okropnym stanie, kiedy go zobaczyłem... To musiał być jakiś bezpański pies...

 

Harry i starszy Łapa popatrzyli na siebie.

 

Machinalnie podniósł rękę i przygładził włosy.

 

- Toczysz beznadziejną walkę, kochasiu – odpowiedziało jego odbicie zaspanym głosem.

 

- Mówisz do lustra, Potter! – parsknęła śmiechem Mariette, a nie przyjaciele ryknęli śmiechem.

 

Dni mijały, a Harry'emu nie udało się spotkać Rona i Hermiony. Zbliżał się początek roku szkolnego i na ulicy Pokątnej pojawiało się coraz więcej uczniów Hogwartu. W sklepie z markowym sprzętem do quidditcha spotkał Seamusa Finnigana i Deana Thomasa,

 

Dean i Seamus uśmiechnęli się szeroko.

 

którzy też podziwiali Błyskawicę, a przy Esach i Floresach wpadł na prawdziwego Neville'a Longbottoma, pyzatego, roztrzepanego chłopca ze swojego dormitorium. Harry nie zatrzymał się, żeby z nim pogadać; Neville zapodział gdzieś listę książek i właśnie dostawał reprymendę od swojej groźnie wyglądającej babci.

 

Neville się zarumienił.

 

- Mamo! - jęknęli rodzice Neville'a.

 

- Ja zawsze wiedziałam, że mężczyzna, który odnosi sukces, stoi przy nim mądra kobieta – odezwała się Augusta. Hanna rzuciła się na szyję Augusty i ją przytuliła, a Augusta oznajmiła:

 

- Jestem twoją babcią, a ty moją wnuczką – i pocałowała ją w czoło wyrażając babcine uczucia, jakie do niej żywiła. Hanna westchnęła szczęśliwym pomrukiem i wtuliła się do niej. Następnie Hanna popatrzyła na patriarchę rodu Longbottomów i powiedziała:

 

- Kocham Cię, babciu.

 

- Ja ciebie też, moja kochana wnuczko. Neville wybrał mądrze wybierając cię za żonę, a ja mam teraz dwoje wnucząt, ciebie i Neville'a, z których jestem bardzo dumna – oświadczyła starsza pani Longbottom.

 

Harry miał nadzieję, że babcia nigdy się nie dowie o jego podszywaniu się pod Neville'a w czasie ucieczki przed przedstawicielami Ministerstwa Magii.

 

- Właśnie się dowiedziałam – odezwała się Augusta i poparzyła na Harry'ego, a ten uśmiechał się do niej.

 

W ostatni dzień wakacji Harry obudził się z myślą, że już jutro, w pociągu do Hogwartu, spotka wreszcie Rona i Hermionę. Wstał, ubrał się, poszedł po raz ostatni rzucić okiem na Błyskawicę i właśnie się zastanawiał, gdzie zjeść drugie śniadanie, kiedy ktoś wykrzyknął jego imię. Odwrócił się.

 

- Harry! HARRY! – I nagle ich zobaczył: siedzieli w ogródku lodziarni Floriana Fortescue – Ron wydał mu się jeszcze bardziej piegowaty niż zwykle, a Hermiona była opalona na ciemny brąz. Oboje machali do niego jak opętani.

 

Hermiona nie mogła się powstrzymać i przytuliła się do Harry'ego.

 

- Ej, bo będę zazdrosny! – oburzył się Ron, udając oburzonego.

 

- Wiesz dobrze, że Harry to mój...!! – warknęła Hermiona, ale została stłumiona przez usta Rona i przestała być wściekła na niego tylko rozpromieniła się – brat – dokończyła na wydechu.

 

- Jesteś taka seksy, kiedy masz wściekłą minę – mruknął jej do ucha i uśmiechnął się.

 

- Eee... – Prawdę mówiąc, Parszywek jeszcze nigdy nie przejawił żadnych interesujących mocy magicznych. Czarownica obejrzała jego poszarpane lewe ucho, a potem jedną z przednich łapek, w której brakowało pazura, i zacmokała.

- Przeszedł twardą szkołę życia, nie ma co – powiedziała.

- Był już taki, kiedy go dostałem od Percy'ego.

- Pospolity lub ogrodowy szczur żyje zwykle do trzech lat, czasem trochę dłużej.

- Myślisz, że to jest Glizdogon? – spytał cicho młodszy Łapa do Rogacza, patrząc na niego z niedowierzaniem.

Jeśli chciałby pan mieć coś trwalszego, polecam jednego z tych... – Wskazała na czarne szczury, które natychmiast zaczęły znowu skakać przez swoje ogony.

- Pozerzy – mruknął Ron.

- No cóż, jeśli nie chce pan czegoś nowego, można spróbować tego napoju wzmacniającego – powiedziała czarownica, sięgając pod ladę i wyjmując czerwony flakonik.

- Dobrze – odpowiedział Ron – Ile to... AUUU!

- Co się dzieje? – spytała Fay.

Coś wielkiego i pomarańczowego spadło ze szczytu najwyższej klatki, wylądowało na jego głowie, po czym zeskoczyło na ladę, prychając wściekle na Parszywka.

- NIE! KRZYWOŁAP, NIEEE! – wrzasnęła czarownica, ale Parszywek wystrzelił z jej rąk jak kawałek mydła, wylądował z rozkrzyżowanymi łapkami na podłodze i pomknął ku drzwiom.

- Parszyyyy...! – krzyknął Ron i wyleciał ze sklepu, a za nim wybiegł Harry.

- Zjedz go! – wycedził Ron.

Znaleźli go dopiero po dziesięciu minutach. Parszywek schował się za pojemnikiem na śmieci przy sklepie z markowym sprzętem do quidditcha. Ron wsadził drżącego szczurka do kieszeni i wyprostował się, masując sobie głowę.

- Co to było?

- Albo jakiś wielki kot, albo mały tygrys – odpowiedział Harry.

- Gdzie jest Hermiona?

- Pewnie wybiera sowę... – Przez zatłoczoną ulicę wrócili do Magicznej Menażerii. Hermiona właśnie wychodziła ze sklepu, ale wcale nie niosła sowy. W ramionach dźwigała olbrzymiego rudego kota.

- Kupiłaś tego potwora? – zapytał Ron i szczęka mu opadła.

- Wtedy nie wiedziałem – odparł szybko Ron. Hermiona dotknęła jego policzka i wyszeptała z miłością w głosie.

- Wiem, kochanie – i pocałowała go w policzek.

- Możesz przestań go całować! – zawołała Lavender – mojego Mon Rona!

- Nikt Ci nie każe patrzeć! – odparował Ron – Kocham Hermionę. To ja ją naznaczyłem na swoją partnerkę, a nie Ciebie! Pokaż jej – Hermiona ściągnęła ramoneskę. Była w bluzce na jedno ramię, a po drugie stronie miała piętno naznaczenia, następie odrzuciła włosy z jednego skraju szyi i eksponowała znak na szyi, bo miała gołą skórę z tej strony, gdzie znajdował się znak, żeby wszyscy widzieli. Single westchnęli, patrząc na Hermionę rozmarzonym wzrokiem, ale pani Weasley to olała i powiedziała do Lavender:

- Piękny, prawda? Więc popatrz sobie i wbij sobie do tej pustej swojej głowy, że Ronald Weasley jest mój i nie będę się nim z tobą dzieliła.

- Jak możesz mówić o dzieleniu, jeśli sam nie jestem skłonny jej tego umożliwić? Moja – to ostatnie słowo było przeznaczone tylko dla Hermiony, która uśmiechnęła się promiennie.

- A żebyś wiedział. Mój – zgodziła się ze swoim partnerem – Nie będzie dzielenia się.

- Ja chcę mieć mojego Mon-Rona dla siebie! – warknęła Lavender.

- Czy ty nie rozumiesz, że Ron jest z Hermioną! – krzyknęła Ginny wściekła. Miała ochotę strzelić ją zaklęciami.

- Daj spokój – mruknęła Hermiona do Ginny – Po co masz się denerwować? Po prostu wbiła sobie to do głowy, że Ron będzie jej, a wie dobrze, że podpisał kontrakt małżeński ze mną i to taki na zawsze – i popatrzyła na Lavender, jakby patrzyła na robaka, a Lavender patrzyła jadowitym wzrokiem.

- Fantastyczny, prawda? – powiedziała rozpromieniona Hermiona. Harry pomyślał, że to zależy od punktu widzenia. Kot miał gęste, puszyste futerko, ale z całą pewnością miał też krzywe łapy i dziwacznie spłaszczony pysk, jakby w pełnym biegu trafił w jakiś mur. Minę też miał niezbyt zachęcającą. Ale teraz, kiedy Parszywek był schowany, mruczał głośno w ramionach Hermiony, najwyraźniej bardzo zadowolony.

Nagle rudy kot skoczył na jej kochana i mruczał do niej, a Hermiona go głaskała wyraźnie bardzo zadowolony. Kiedy starsza wersja Lily popatrzyła na kota zrobiła wielkie oczy. Jej córka to zauważyła i zapytała:

- Mamuś, co się dzieje? Dlaczego patrzysz na mojego kota tak dziwnie?

- Bo... – zaczęła starsza Lily, ale kiedy Krzywołap popatrzył na jej matkę zeskoczył z kolan Hermiony i skoczył na kolana Lily i zaczął się do niej łasić. Ta zaczęła go głaskać, a ten mruczał zadowolony.

- Krzywołap Cię polubił, mamusiu – uśmiechnęła się Hermiona.

- Skarbie, bo to mój kot – odparła pani Potter.

- Twój?! – krzyknęli Hermiona, Harry, Ron i Ginny w szoku.

- Tak – oznajmił starszy James I i pogłaskał kota – Lily napisała do Łapy, że ty Harry prawie zabiłeś kota, latając na swojej dziecinnej miotełce.

- Nie pamiętam tego – rzekł Harry.

- Miałeś roczek – oznajmił starszy James.

- To musiało być słodkie! – krzyknęła Ginny, wtulając się w Harry'ego.

- Rozbiłeś również ten okropny wazon, który Petunia przysłała nam na Boże Narodzenie – dodał rozbawionym głosem starszy James I.

- James! – warknęła starsza Lily.

- Sama tak napisałaś. Cytuję: "rozbił ten okropny wazon, który Petunia przysłała mi na Boże Narodzenie (nie uskarżam się!)" – rzekł pan Potter, patrząc na żonę rozbawionym głosem.

- Pamiętam ten list! – zawołał rozbawiony starszy Łapa – Oczywiście Rogacz uznał, że to bardzo zabawne. Twierdził, że będziesz wspaniałym graczem w quidditcha i nie pomylił się! Najmłodszy Szukający jestem w Ciebie dumny Harry.

- Mam zdjęcie – powiedziała starsza Lily.

- Pokaż! – zawołali podnieceni. Chcieli zobaczyć małego Harry'ego. Lily wyciągnęła magiczne zdjęcie, które przedstawiało rocznego Harry'ego latającego na dziecinnej miotle i nogi Jamesa Pottera, który go gonił. Na fotografii widać było również roześmianą Lily.

- Awww, jaki z Ciebie był słodziak i przystojniak! – zawołały kobiety i dziewczyny. Łzy leciały z oczy Harry'ego i nim się zorientował był przytulany przez swoich rodziców. Jego matka też miała łzy w oczach, które spływały jej po policzkach i pocałowała go w czoło wcześniej odgarniając jego długie kruczoczarne włosy, a jej syn westchnął zadowolonym pomrukiem i wtulił się w nią jeszcze bardziej. Większość dziewczyn i kobiet, a nawet profesorki McGonagall, Pomfrey, Sprout, Sinistra, Vector i Hooch miały łzy w oczach.

- Teraz jest twój, kochanie – powiedziała starsza Lady Potter do Hermiony, wycierała łzy z oczów a Harry'ego i dalej go przytulała.

- Hermiono, ten zwierzak o mało mnie nie oskalpował! – powiedział Ron.

- Nie zrobił tego umyślnie. Prawda, Krzywołapku?

- A co będzie z Parszywkiem? – zapytał Ron, wskazując wybrzuszenie na swojej piersi – Potrzebuje spokoju i odpoczynku! Przecież nie zazna go ani przez chwilę, kiedy ta bestia będzie w pobliżu!

- Nie jest bestią! – oburzyła się Hermiona.

- Wtedy nie wiedziałem – mruknął Ron.

- Jest takie coś jak kobieca intuicja, tatusiu – odparła Rose i pogłaskała Krzywołapa, a ten mruczał zadowolony mruczeniem – a poza tym jest słodki.

- To mi przypomniało, że nie zabrałeś swojego napoju wzmacniającego – powiedziała Hermiona, wtykając mu w rękę czerwoną buteleczkę – I przestań się zamartwiać, Krzywołap będzie spał w moim dormitorium, a Parszywek w twoim, więc w czym problem? Biedny Krzywołapek, ta czarownica powiedziała, że był u niej już bardzo długo, nikt nie chciał go kupić.

- Ciekawe, dlaczego – mruknął zjadliwie Ron, kiedy ruszyli w stronę Dziurawego Kotła.

- Czekał na moją córkę – stwierdziła starsza pani Potter.

W barze zastali pana Weasley'a, pogrążonego w lekturze "Proroka Codziennego".

- Tatuś – powiedziała Hermiona do Artura rozpromieniona, a Artur ją przytulił.

- Uwielbiam, gdy mówisz do mnie per "tatuś".

- Bo jestem twoją córeczką, tatusiu, a ty moim tatusiem i nie wyobrażam sobie mówić do tatusia inaczej niż tylko per "tatuś" – oznajmiła pani Weasley z mocą stali i rozpromieniona, przytulając się do swojego tatusia.

- I tak ma być skarbie. Ja – wskazał na siebie – jestem twoim tatusiem – Ty – pokazał na nią – moją córcią – stwierdził pan Weasley i pocałował ją w czoło wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił. Jego córka westchnęła szczęśliwym pomrukiem wtulając się w niego jeszcze bardziej, następnie pocałowała go policzek i usiadła na swoje miejsce, czyli na kolanach Rona.

- Harry! – ucieszył się, podnosząc wzrok znad gazety – Jak się masz?

- Świetnie, dziękuję – odpowiedział Harry, kiedy wszyscy troje, obładowani paczkami, podeszli do pana Weasley'a. Pan Weasley odłożył gazetę, z której łypnęła na Harry'ego znajoma twarz Syriusza Blacka.

- Jeszcze go nie złapali? – zapytał.

- Nie – odrzekł z powagą pan Weasley – Zwolnili nas wszystkich ze zwykłych obowiązków w ministerstwie, z poleceniem poszukiwania zbiega, ale jak dotąd szczęście nam nie dopisało.

- Syriuszu my tego nie wiedzieliśmy i byliśmy pewni, że to prawda. Przepraszam! – krzyknęli państwo Weasley – wybacz mam, proszę!

- Nasze dzieci udowodnili to, jaka jest prawda – dodała Molly I.

- Nie wiedzieliście to, jaka była prawda, że tego nie zrobiłem. Jestem wściekły na ministerstwo! – warknął starszy Łapa. Molly przytuliła Syriusza, a późnej zrobił to Artur.

- A jak my byśmy go złapali, dostalibyśmy nagrodę? – zapytał Ron – Dobrze by było zgarnąć trochę szmalu...

- Nie bądź śmieszny, Ron – odpowiedział pan Weasley, który nagle wydał się Harry'emu bardzo zdenerwowany – Black nie da się złapać trzynastoletniemu czarodziejowi. Ale strażnicy z Azkabanu sprowadzą go do twierdzy wcześniej czy później, możesz być o to spokojny.

- Aresztować go! – krzyknęła Umbridge.

- Sama go sobie aresztuj. Moje córki zrobiły mi pedicure i nie chce złamać sobie paznokcia – powiedziała Nimfadora, demonstracyjnie pokazując pomalowane paznokcie na różowy kolor z błękitnymi delfinkami.

- To jest rozkaz! – warknęła.

- Nie chce złamać sobie paznokcia, Dolores, więc jak Ci życie miłe, to go złap – powiedziała Nimfadora – ja mam inne rzeczy do zrobienia.

- Jakie, pani Lupin? – spytał starszy Remus.

- Ty wiesz jakie – odparła Nimfadora – Np. bzykanie się ze swoim mężem – a Remus pocałował ją w znak, a ta wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia.

- Mam ochotę cię przelecieć – mruknął niskim głosem do jej do ucha Remus, a do Nimfadorze przeszedł dreszcz podniecenia.

- Mam nadzieję, że mnie przelecisz i nie zawiedziesz mnie. Na maksa zadowolisz mnie w nocy – i oddychała głęboko i robiła sobie wiatr.

W tym momencie do baru weszła pani Weasley, obładowana zakupami,

- Mamusia! – zawołała Hermiona z uśmiechem na twarzy.

za nią bliźniacy, Fred i George, którzy mieli zacząć piąty rok nauki w Hogwarcie,

- Moi braciszkowie – dodała Hermiona.

a także Percy, nowo wybrany prefekt naczelny szkoły,

- Och, idzie też ten lizus – odparł Jared, a Daphne zachichotała, gdy to usłyszała. Chłopaki i mężczyźni parsknęli śmiechem, a dziewczyny zaczęły chichotać.

- Nie jestem lizusem! – warknął Percy na syna Blacka.

- Przepraszam, jestem prefektem naczelnym! – zawołał Ron, naśladując głos Percy'ego, naśladując jego gesty.

i najmłodsze dziecko Weasley'ów, ich jedyna córeczka, Ginny.

- Wtedy tak, ale teraz mam Hermionę, Jessicę, Nicole, Lunę, Fleur, Angelinę i Gabriele – mówiła monarchini Rodu Weasley'ów.

- Ja? – spytała młodsza siostra Fleur szoku.

- Fleur jest moim dzieckiem, więc i ty też jesteś – stwierdziła pani Weasley i uśmiechnęła się szeroko do niej. Gabrielle się rozpromieniła i przytuliła się do rudowłosej kobiety i Molly pocałowała ją w czoło wyrażając macierzyńskie uczucia wobec Gabrielle. Gabrielle miała uśmiech na twarzy i westchnęła szczęśliwym głosem, wtulając się w Molly jeszcze bardziej.

- Tak, chce być twoją córką – oznajmiła Gabrielle – Więc mogę Ci mówić mamo?

- Nie pozostało mi nic innego, jak powitać cię w naszej rodzinie Gabrielle – stwierdziła Molly, przytulając młodszą Delacour – Oczywiście, kochanieńka, że możesz mi mówić mamo.

- Stanowisz piękny dodatek do tego Rodu, Gabrielle – powiedział Artur i uśmiechnął się do willi.

- Słyszałaś Fleur? – zawołała Gabriele i rzuciła się na szyję siostrze.

- Słyszałam, siostrzyczko – odparła uśmiechnięta Fleur.

Ginny, która zawsze płoniła się na widok Harry'ego, zmieszała się jeszcze bardziej niż zwykle, kiedy go zobaczyła, może dlatego, że w ubiegłym roku uratował jej życie w Hogwarcie. Zrobiła się czerwona jak wiśnia i bąknęła "cześć", patrząc gdzieś w kąt.

Ginny się zarumieniła.

- Dzięki Hermionie, która jest moją najlepszą przyjaciółką i siostrą dawała mi rady w sprawie uczuć do Harry'ego, mówiąc, żeby nie zachowywała się nachalnie wobec mojemu obiektowi westchnień. Dzięki, kochana – i przytuliła się do Hermiony – i kocham Cię siostrzyczko, tak bardzo Cię kocham – a Hermiona się wzruszyła i pocałowała ją w czoło, wyrażając siostrzane uczucia, jakie do niej żywiła. Ginny westchnęła zadowolonym pomrukiem, wtulając się w jej ciało.

- Ja Ciebie też kocham, Ginny moja młodsza siostrzyczko – powiedziała Hermiona z miłością w głosie. Teraz to Ginny pocałowała czoło Hermiony, wyrażając siostrzane uczucia, jakie do niej żywiła. Hermiona westchnęła zadowolonym pomrukiem, wtulając się w jej ciało.

- Jestem twoją siostrzyczką, Hermiono. Na zawsze – odparła w mocą stali do Hermiony – i nikt tego nie zmieni.

- A ty moją, Ginny – mruknęła Hermiona. Większość się wzruszyła.

- Jesteście siostrami i moimi córeczkami – odezwały się dwie wersje Lily i Molly.

Natomiast Percy wyciągnął do Harry'ego rękę z taką powagą, jakby widzieli się po raz pierwszy i powiedział:

- Harry. Jak miło cię spotkać.

- Cześć – odpowiedział Harry, powstrzymując się od śmiechu.

- Mam nadzieję, że czujesz się dobrze? – zapytał z godnością Percy, jakby był burmistrzem i witał gościa w ratuszu.

- Teraz bardzo dobrze, dziękuję, Percy – powiedział Harry i pocałował Ginny w policzek.

- Bardzo dobrze, dziękuję...

- Harry! – krzyknął Fred, odpychając łokciem Percy'ego i kłaniając się nisko – Okropnie się cieszę, że się spotykamy, stary...

- To cudowne – rzekł George, odpychając Freda na bok i ściskając dłoń Harry'emu – Naprawdę niesamowite.

- Tylko bądźcie grzeczni jestem za młody na bycie wujkiem – oznajmili Fred i George do Harry'ego i Ginny.

Percy nachmurzył się.

- Dosyć, chłopcy – ostrzegła ich pani Weasley.

- Mamo! – zawołał Fred takim tonem, jakby dopiero co ją zobaczył, i chwycił ją za rękę, potrząsając nią z przejęciem – Jakże się cieszę, że cię widzę...

- Powiedziałam: dosyć – warknęła pani Weasley, kładąc torby z zakupami na pustym krześle.

Nicole parsknęła śmiechem, ale została stłumiona przez Freda, który ją pocałował namiętnie.

- Mam ochotę na... – zaczęła rozmarzonym głosem Nicole.

- NIE CHCE WIEDZIEĆ! – ryknęli synowie Nicole.

- Zrobię Ci erotyczny masaż – odparł jej do ucha Fred. Nicole zrobiło się gorąco i teraz siedziała w skórzanej bluzce na jedno ramię.

- Nie chce wiedzieć, co tata powiedział mamie – mruknął Jeremiasz do George'a II, a ten pokiwał głową.

- To jest sprawa między twoim tatusiem a twoją mamusią, kochanie – stwierdziła Nicole.

- Harry, witaj, kochaneczku. Mam nadzieję, że już wiesz? - Wskazała na lśniącą srebrną odznakę na piersi Percy'ego – Drugi prefekt naczelny w rodzinie! – dodała z dumą.

- I ostatni – mruknął Fred.

- W to nie wątpię – powiedziała chłodno pani Weasley.

- Mamusia wie, co mówi! – parsknęła śmiechem Nicole.

- Ej! – krzyknął Fred I.

- Wiecie dzieci ja jestem prefektem naczelnym z Lily – rzekł młodszy Rogacz.

- Dyrektor zrobił to na złość Lily – powiedział ze śmiechu młodszy Łapa.

- No i tak chodził i chodził, plątał się pod moimi nogami – dodała młodsza Lily I rozbawionym głosem – błagał mnie na kolanach.

- Teraz to zmyślasz! – prychnął młodszy Rogacz młodsza wersja Lily I uśmiechnela się szeroko do męża.

- Żaden z was dwóch nigdy nie zostanie prefektem, o to jestem dziwnie spokojna.

- A co, myślisz, że byśmy chcieli? – zapytał George takim tonem, jakby sama myśl o tym przyprawiała go o mdłości – A niby po co? Przecież to straszliwie nudne – Ginny zachichotała.

- Choćby po to, żeby dać dobry przykład swojej siostrze! – warknęła pani Weasley.

- Harry i ja dajemy sobie na wzajem dobry przykład. Uczymy się, jak osiągnąć zajebisty i mocny org... – zaczęła Ginny, ale Harry zatkał jej usta ręka i spalił buraka, a wszyscy patrzyli na nich w szoku. Synowie i bracia próbowali wywalić ten obraz ze swojego mózgu, więc zaczęli walić głową o ścianę.

- Mamo, na szczęście Ginny ma jeszcze innych braci, z których może brać przykład – oświadczył Percy i dumnie wypiął pierś – Idę przebrać się do kolacji... – Odszedł, a George demonstracyjnie odetchnął z ulgą.

- Próbowaliśmy zamknąć go w piramidzie – powiedział Harry'emu.

- Ten grobowiec... Ten grobowiec będzie twoim grobowcem Percy! – krzyknął Fred II – Hua, hua, hua!! "Ten grobowiec będzie twoim grobowcem Percy", ale mu powiedziałem, niezły jestem – Huncwoci, rodzeństwo oraz siostrzeńcy i bratankowie Percy'ego ryknęli śmiechem, a inni ludzie parsknęli śmiechem, a Percy zrobił wściekłą minę.

- I ja mu wtedy mówię "Ten grobowiec będzie twoim grobowcem Percy" – powiedział Fred II do George II.

- Nieźle! Podoba mi się – stwierdził George II, a większość z nich parsknęła śmiechem.

- Córciu on tak cały czas? – spytały Nicole i Angelina do Alicji II i Hope.

- Cały czas, mamuś – oznajmiły Hope i Alicja II i westchnęły.

- ale mama nas nakryła.

Podczas kolacji było bardzo miło i wesoło. Tom zestawił w saloniku trzy stoły i siedmioro Weasley'ów, Harry i Hermiona zasiedli razem, rozkoszując się pięcioma wybornymi daniami.

- Tato, jak my się jutro dostaniemy na King's Cross? – zapytał Fred przy wyśmienitym budyniu czekoladowym.

- Ministerstwo podeśle nam parę samochodów – odpowiedział pan Weasley. Wszyscy na niego spojrzeli.

- Dlaczego? – zdziwił się Percy.

- Żebyś się pytał – odpowiedział z powagą George I – będą mieć bryloki z literami PN.

- To skrót od "Prefekt Nadęty" – wtrącił szybko Fred I. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

- Bo ty jesteś wśród nas, Percy – powiedział z powagą George – Samochody będą miały proporczyki z literami PN...

- To skrót od "Prefekt Nadęty" – wtrącił szybko Fred. Wszyscy prócz Percy'ego i pani Weasley parsknęli w swoje budynie.

- Ojcze, dlaczego ministerstwo przysyła nam samochody? – zapytał ponownie Percy, siląc się na spokój.

- Bo jedzie z nami taka jegomość – powiedzieli Fred i George, pokazując na Percy'ego.

- No cóż, nie mam swojego wozu... i pracuję tutaj, więc chcą mi ułatwić życie... – Powiedział to beztroskim tonem, ale Harry nie mógł nie zauważyć, że pan Weasley zaczerwienił się zupełnie jak Ron, kiedy był w opałach.

- W każdym razie to znakomicie – powiedziała pani Weasley – Zdajecie sobie sprawę z tego, ile będziemy mieli bagaży? Ładnie byśmy wyglądali w mugolskim metrze... Mam nadzieję, że jesteście wszyscy spakowani?

- Ron jeszcze nie włożył do kufra swoich nowych rzeczy – powiedział Percy zbolałym tonem.

- Ale z Ciebie jest kabel! – warknął Ron.

- Porozwalał je na moim łóżku.

- Ron, idź na górę i spakuj się, jak należy, bo rano nie będzie na to czasu – oświadczyła stanowczo pani Weasley, a Ron spojrzał na Percy'ego jak na karalucha.

- Weasley! – zadrwił Draco.

Po kolacji wszyscy poczuli się ociężali i senni i po kolei rozchodzili si do swoich pokojów na piętrze. Pokój Rona i Percy'ego sąsiadował z pokojem Harry'ego. Właśnie zamknął na klucz swój kufer, kiedy usłyszał za ścianą podniesione głosy. Wyszedł, żeby zobaczyć, co się dzieje. Drzwi do pokoju numer 12 otwarte były na oścież, a Percy wrzeszczał:

- Leżała tutaj, na nocnej szafce, odpiąłem ją, żeby wyczyścić!

- Nie dotykałem jej, rozumiesz?! – krzyknął Ron.

- O co chodzi? – zapytał Harry.

- Zniknęła moja odznaka prefekta naczelnego – odpowiedział Percy, odwracając się do niego.

Fred i George uśmiechnęli się niewinnie.

- Tatusiu wiem, że to twoja sprawka – powiedziały córki Freda i George'a.

- Skąd Ci przyszło do głowy takie coś! – prychnęli bliźniacy.

- Tatusiu, bo wyszłam za mąż za twojego syna – odparły Hope i Alicia II rozbawione – a mamusia zawsze mówi "jaki ojciec, taki syn".

- I płyn wzmacniający Parszywka – dodał Ron, wywalając na podłogę zawartość swojego kufra – Ale mogłem go zostawić w barze...

- Nie ruszysz się stąd, dopóki nie znajdziesz mojej odznaki! – ryknął Percy.

- Jakby oznaka była najważniejsza – rzekł James II.

- Ja poszukam lekarstwa dla Parszywka, jestem już spakowany – powiedział Harry do Rona i zszedł na dół. Był już w połowie ciemnego korytarza wiodącego do baru, kiedy usłyszał podniesione głosy dochodzące z saloniku. W chwilę później rozpoznał głosy państwa Weasley'ów. Zawahał się, nie chcąc, by się dowiedzieli, że podsłuchał ich kłótnię, ale nagle padło jego imię, więc zamarł bez ruchu, a potem podszedł bliżej do drzwi saloniku.

- Ciekawe? - zastanawiał się młodszy Łapa.

- ...stanowczo trzeba mu o tym powiedzieć – zaperzył się pan Weasley – Ma prawo wiedzieć. Próbowałem przekonać Knota, ale uparł się, by traktować Harry'ego jak dziecko. Chłopak ma już trzynaście lat i...

- NIE JESTEM DZIECKIEM! – ryknął Harry.

- Arturze, on wpadnie w panikę! – zawołała pani Weasley piskliwym głosem – Ma wrócić do szkoły, wiedząc, że wisi nad nim coś takiego? Na miłość boską, jest taki szczęśliwy, nie wiedząc o niczym, nie psujmy tego!

- Nie chcę niczego psuć, chcę, żeby miał się na baczności! – krzyknął pan Weasley. - Wiesz, jacy oni są, Harry i Ron, włóczą się wszędzie razem... już dwa razy trafili do Zakazanego Lasu! W tym roku nie można do tego dopuścić!

Harry i Ron wyszczerzyli się do matek.

Kiedy pomyślę, co mogło się wydarzyć tej nocy, kiedy Harry uciekł z domu... Idę o zakład, że gdyby nie trafił na Błędnego Rycerza, byłoby już po nim. Knot sam by go nie znalazł.

- Bo Knot to frajer sikający w portki – stwierdził Albus II.

- Allll!!! – parsknęli śmiechem kuzyni i brat.

- Ale żyje, jest cały i zdrowy, więc co za sens...

- Molly, mówią, że Syriusz Black to szaleniec i może tak jest, ale był na tyle sprytny, że uciekł z Azkabanu, a dobrze wiesz, że to graniczy z cudem. Mijają już trzy tygodnie, a nikt go nie widział ani o nim nie słyszał, a to, co Knot opowiada reporterom "Proroka Codziennego", to bzdury, jesteśmy równie blisko złapania Blacka, jak wynalezienia samoczarujących różdżek. Wiemy tylko, po co uciekł i kogo szuka...

- Ale w Hogwarcie Harry będzie całkowicie bezpieczny.

- Mamusiu, Hogwart nie jest bezpieczny – odparła Hermiona – Na pierwszym roku był kamień filozoficzny, na drugim był bazyliszek, a późnej wie mamusia, co będzie.

- Teraz to wiem, córeczko – mruknęła pani Weasley.

- Tak? Wszyscy byli pewni, że Azkaban jest całkowicie bezpiecznym miejscem. Skoro Blackowi udało się uciec z Azkabanu, to może dostać się do Hogwartu.

- A skąd pewność, że Black szuka Harry'ego?

- Szukam kogoś innego! – warknął starszy Łapa.

Coś huknęło głucho i Harry mógłby przysiąc, że pan Weasley rąbnął pięścią w stół.

- Molly, ile razy mam ci powtarzać? Nie pisali o tym, bo Knot trzyma język za zębami, ale sam był w Azkabanie tej nocy, kiedy uciekł Black. Strażnicy powiedzieli mu, że Black mówi przez sen. Zawsze te same słowa: "On jest w Hogwarcie... on jest w Hogwarcie". Zrozum, Molly, Black to szaleniec, który pragnie śmierci Harry'ego.

- NIE PRAGNĘ ŚMIERCI HARRY'EGO! JESTEM JEGO OJCEM CHRZESTNYM! – ryknęły dwie wersje Łapy.

- Przepraszamy, Syriuszu – powiedziała Molly I przepraszającym wyrazem twarzy – Wtedy o tym nie wiedzieliśmy.

A wiesz dlaczego? Bo uważa, że jak go zamorduje, to Sama-Wiesz-Kto odzyska swą moc. Black utracił prawie wszystko tej nocy, kiedy Harry powstrzymał Sama-Wiesz-Kogo, a przez dwanaście lat w Azkabanie miał dość czasu, żeby to wszystko dobrze obmyślić...

- Zostałem wrobiony! – krzyknęły dwie wersje Łapy.

- Zamknij się, Black – odparował Lucek.

- Potrzebuje cię, Mar - mruknęły dwie wersje Łapy.

- Jestem tu i zawsze będę, kochanie. Masz moje słowo – odpowiedziały, przytulając się do nich najmocniej, jak mogły.

- Jesteś taka piękna – rzekli i pogłaskali policzek swojej blondynki, a te westchnęły – Mam ochotę cię przelecieć – dodali panowie Black do ich ucha.

- Musisz jeszcze zasłużyć – odpowiedziały dwie wersje Marlene.

- Przestańcie! – zawołał Jared, a młodsza wersja popatrzyła na Rogacza, starszego siebie, starszą Marlenę, Lily i Remusa, a Ci pokiwali głowami.

- Mar, muszę Ci coś powiedzieć, ale nie tutaj. Okej? – odezwał się młodszy Łapa.

- Ale nie zgrywasz ze mną? – zapytała z nadzieją.

- Nie, kochanie, to coś innego i fajnego. Muszę Ci to powiedzieć, bo jesteś moją żoną i Cię kocham, Mar. Nie chcę mieć żadnych tajemnic przed tobą.

Zapanowała cisza. Harry przycisnął ucho do drzwi, chcąc za wszelką cenę usłyszeć więcej.

- Cóż, Arturze, zrobisz to, co będziesz uważał za słuszne. Zapominasz jednak o Albusie Dumbledore. Jestem pewna, że póki on jest dyrektorem Hogwartu, Harry'emu włos z głowy nie spadnie.

- Po raz kolejny raz się mylę – mruknęła cicho pani Weasley.

A Dumbledore chyba wie o wszystkim, prawda?

- Oczywiście. Musieliśmy go zapytać o zgodę na to, żeby strażnicy Azkabanu obsadzili wszystkie wejścia na teren szkoły. Nie był tym zachwycony, ale się zgodził.

- Nie był zachwycony? Przecież będą tam po to, żeby złapać Blacka!

- Dumbledore nie bardzo lubi strażników z Azkabanu – powiedział ponuro pan Weasley.

- Dementorzy! – jęknęli uczniowie.

- Prawdę mówiąc, ja też... ale jak się ma do czynienia z takim czarodziejem jak Black, trzeba czasami sprzymierzyć się z takimi, których zwykle się unika.

- Jeśli ocalą Harry'ego...

- ...to nigdy nie powiem o nich ani jednego złego słowa. No, już późno, Molly, lepiej chodźmy na górę... – Rozległo się szuranie krzesłami. Harry pobiegł na palcach ciemnym korytarzem i zniknął w barze w ostatniej chwili, kiedy otworzyły się drzwi saloniku. Kilka sekund później usłyszał z ulgą, jak państwo Weasley'owie wchodzą po schodach na piętro. Butelka z płynem wzmacniającym dla szczurów leżała pod stołem, przy którym jedli kolację. Harry odczekał, aż trzasną drzwi od sypialni państwa Weasley'ów i sam pobiegł na górę. W mroku korytarza natknął się na Freda i George'a, którzy dusili się ze śmiechu pod drzwiami pokoju Percy'ego i Rona, nasłuchując, jak Percy rujnuje cały pokój w poszukiwaniu swojej odznaki.

- Tatusiu oddawaj mu tę oznakę – powiedziały Hope i Alicja I, a ich żony mordowali ich wzrokiem.

- My ją mamy – szepnął Fred do Harry'ego – Trochę ją ulepszyliśmy – Na odznace widniał teraz napis: PREFEKT BEZCZELNY.

Huncwoci, bratankowie i siostrzeńcy oraz niektórzy uczniowie parsknęli śmiechem.

Harry udał, że bardzo go to bawi, wszedł do środka, dał Ronowi lek Parszywka, a potem zamknął się w swoim pokoju i położył na łóżku. A więc Syriusz Black uciekł, żeby dopaść jego, Harry'ego Pottera.

- NIGDY! – ryknęli dwie wersje Łapy.

To wyjaśniało wszystko. Knot był dla niego taki łaskawy, bo ucieszył się, że Harry jeszcze żyje. Kazał mu przyrzec, że nie ruszy się poza ulicę Pokątną, gdzie zawsze były tłumy czarodziejów, więc był tam bezpieczny. I wysyła dwa samochody z ministerstwa, żeby Weasley'owie pilnowali go, zanim znajdzie się w pociągu. Leżał, słuchając przytłumionych krzyków w sąsiednim pokoju i zastanawiając się, dlaczego to wszystko nie przeraża go tak bardzo, jak powinno. Syriusz Black ukatrupił trzynaście osób jednym przekleństwem; państwo Weasley'owie byli przekonani, że Harry'ego ogarnie panika, kiedy dowie się prawdy. Zgadzał się jednak całkowicie z panią Weasley,

- Jestem twoją mamą, kochaniutki – powiedziała pani Weasley, patrząc na Harry'ego z miłością.

że najbezpieczniejszym miejscem na ziemi jest to, w którym przebywa Albus Dumbledore. Czyż wszyscy zawsze nie powtarzali, że Dumbledore jest jedyną osobą, której Voldemort może się lękać? I czy Black, jako prawa ręka Voldemorta, nie powinien bać się go przynajmniej tak samo, jak jego złowrogi szef?

- Za dużo myślisz Potter! – zadrwił Zachariasz.

No i są jeszcze ci strażnicy z Azkabanu, o których wszyscy mówią z taką grozą. Skoro mają być rozlokowani wokół szkoły, Blackowi będzie bardzo trudno wśliznąć się do zamku. Nie, to nie Black najbardziej martwił Harry'ego, ale fakt, że teraz szansę odwiedzenia Hogsmeade zmalały do zera. Nie wypuszczą go z zamku, póki Black jest na wolności; mało tego, nie spuszczą go z oka, dopóki nie minie zagrożenie.

Harry, Fred i George wymienili znaczące spojrzenia.

Wpatrzył się smętnie w ciemny sufit. Co oni sobie wyobrażają? Że sam nie da sobie rady? Już trzykrotnie uszedł cało ze spotkania z Lordem Voldemortem, więc chyba nie jest tak bezbronny i bezradny, za jakiego zdają się go uważać...

- Po prostu się martwię, Harry. Jestem twoją matka! – zawołała Molly I.

Nagle przypomniał sobie czarny kształt zwierzęcia w cieniu Magnoliowego Łuku. Co robić, kiedy już wiadomo, że nadchodzi najgorsze...

- Nie zamierzam dać się zamordować – powiedział na głos.

- Pogratulować dobrego samopoczucia, kochasiu – szepnęło sennie lustro.

- Koniec rozdziału – oznajmiła Apollina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...