poniedziałek, 17 lipca 2023

Śluby Luny i Jessici

 

Pov. Jessica.

Podeszłyśmy z dziewczynami do naszych synów, którzy byli ze swoimi żonami.

- Możemy pogadać? – spytała Ginny.

- Oczywiście – odezwała się Amelia.

- Bo chodzi o to, że chcemy, abyście nauczyły nas grać na instrumentach – powiedziała prosto z mostu Hermiona.

- Oczywiście, mamuś, że was nauczą. Prawda, Hugo? – powiedziała Emilly, przytulając się do swojego męża.

- Nauczą was – oznajmiły ich żony – i nie ma żadnego "ale".

- Och, no dobra – mruknął James II. Reszta tylko pokiwała głowami, bo co mieli zrobić?

- Dziękuje! – krzyknęłyśmy szczęśliwe.

- Im szybciej zaczniecie, tym szybciej nasze mamusie się nauczą – stwierdziła Victoire, patrząc na Teddy'ego.

- Ty jesteś szefem, Vick – mruknął Teddy – Ja jestem tylko twoim rycerzem na miotle – Louis przewrócił oczami i zaczęli nas uczyć.

Wieczorem czekałam na Colina. Denerwowałam się, tym, co chciałam mu powiedzieć. Kiedy spotkałam się z nim w cztery oczy ja zakochałam się w nim na maksa, kiedy przyszedł.

- Colin ja... – zaczęłam – muszę Ci powiedzieć...

- Jess, czy coś się stało?

- Kocham Cię, Colin. Chcę, żebyś to ty uczynił mnie kobietą.

- Jesteś kobietą – mruknął Colin, nie rozumiejąc, o co mi chodzi.

- Może powiem inaczej: Chcę, żebyś to ty odebrał mi dziewictwo.

- Kochem cię, Jess, ale mamy po 15 lat – zatkałam mu usta pocałunkiem.

- Chodź, Colin – westchnęłam.

- Naprawdę tego chcesz?

- Chcę – i pocałowałam go w usta.

- Jeśli nie jesteś gotowa, to nie musimy tego robić. Ja poczekam. Najważniejsze, żebyś ty była gotowa na taki krok – powiedział, kiedy weszliśmy do komnaty, ale ja go nie słuchałam. Popchnęłam go na łóżko i pocałowałam.

- Jesteś taka piękna! – oznajmił, kiedy zdejmowałam mu ranoneskę i koszule po czym rzuciłam w kąt.

- Colin! – i zaczęłam go całować po szyi, a on westchnął zadowolonym głosem – Podoba ci się? – spytałam zmyślonym głosem.

- Tak! – jęknął Colin – Rób tak dalej!

- Jak sobie życzysz, mój panie – i schodziłam coraz niżej, całując i liżąc tors Colina, a on wzdychał z rozmarzoną miną.

- Wiesz co? Podoba mi się ten naszyjnik Zakonu Braterstwa.

- Mi też! – jęknął Creevey, kiedy schodziłam coraz niżej, ściągając mu spodnie oraz majtki i zobaczyłam jego penisa.

- Jessica możemy poczekać, jak będziesz gotowa – powiedział, kiedy ogarnął, co się dzieje.

- Już Ci powiedziałam, że jestem gotowa. Chcę, żebyś mnie bzyknął, a teraz ja będę zadowalała ciebie – i liznęłam jego penisa, a on wydał głośne westchnienie zadowolenia i następnie włożyłam go do ust i jeździłam, a on wydawał z siebie coraz głośniejsze jęki.

- O fuck! – krzyknął Colin Jess! – jęczał, odchylając głowę do tyłu – Tak dobrze. O taaak... Weź go, maleńka – szeptał. Odchylił głowę do tyłu – Nie przerywaj! – powiedział władczym głosem, bo moja dłoń masowała go w jednym rytmie z ustami i poczuł, że nie wytrzyma już zbyt długo – Jess... Jessie ... zaraz... – uderzyła go fala rozkoszy i Colin eksplodował, odrzucając głowę do tyłu i wyrzucił z siebie moje imię w jęku ekstazy. Jego biodra wykonały jeszcze jedno pchnięcie, podczas gdy moje usta zasysały, a moje dłonie wędrowały powoli w górę i w dół, a on dyszał ciężko i starał się dojść do siebie. Znieruchomiał na plecach. Jego łokcie nie były w stanie go dłużej podpierać, a mięśnie straciły całą siłę. Wciąż ciężko oddychał, gdy przesunęłam się w górę. Przez całe jego ciało przebiegł dreszcz. Popatrzyłam na niego. Miał rozmarzona minę.

- Twoja pani chce, żebyś mi pomógł to ściągnąć – i powoli ściągnęłam ramoneskę, patrząc na niego z nadzieją, a on szybkim ruchem mi pomógł, a następnie bluzkę i zobaczył mnie w samym biustonoszu. Popatrzyłam na niego i się zarumieniłam. Moje długie kruczoczarne włosy opadały na moje piersi. Miałam na pępku długi kolczyk, na palcu pierścień rodowy Potterów i pierścień z bransoletką, a na uszach kolczyki.

- O mój Boże Jessica wyglądasz jak anioł – i zaczął mnie całować po szyi. Musiał odrzucić moje włosy, a ja wydałam z siebie westchnienie zadowolenia.

- O tak, Colin! – wydałam z siebie jęk rozkoszy. Schodził coraz niżej, a ja wzdychałam zadowolona.

- Ściągnij mi spodnie, Colin tylko nie ściągaj mi szpilek – wyszeptałam. Colinowi nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Ściągnął mi spodnie ale zostawił szpilki i zaczął pieścić ręka przez moje stringi łechtaczkę, a ja wydałam z siebie westchnienia zadowolenia.

- Colin, proszę! – krzyknęłam, bo coś poczułam poprzez majtki.

- O co mnie prosisz, pani Creevey? – zapytał, pieszcząc mi łechtaczkę przez majki. Kiedy powiedział "pani Creevey", uśmiechałam się do niego, a późnej oddychałam głowę do tyłu.

- O fuck, jesteś w tym niezły! – jęknęłam.

- O co prosi mnie moja pani? – spytał.

- Panie...! – odchyliłam głowę do tyłu – Proszę, ściągnij... o fuck... mi biustonosz.

- A jak ściągnę to co mam zrobić dla mojej pani? – zapytał.

- Poliż moją pierś, proszę! – zawołam podniecona. Creevey ściągnął mi biustonosz i przyssał się do mojej piersi, a ja wydałam z Ciebie jęk rozkoszy. Byłam już na maksa podniecona.

- Tak, tak, Colin liż mój sutek! Och, Colin, dobrze do robisz! – jęczałam zadowolona – O fuck, tylko nie przedstawiaj! – westchnęłam zadowolonym głosem, a później... – Chcę Cię mieć w środku – wymamrotałam podniecona i pomógł mi ściągnąć majtki – Chcę z tobą stracić dziewictwo, Colin. Jestem pewna, że jest to odpowiedni moment.

- Jeszcze nie – oznajmił nagle Colin i zszedł z łóżka, a ja zrobiłam wściekłą minę, bo już byłam podniecona.

- Dlaczego!? – warknęłam – Nie chcesz mnie przelecieć! Nie podobam Ci się?! Nie kochasz mnie?! Odpowiedz, Creevey! Przed chwilą mi mówisz "pani Creevey", a teraz nie chcesz się ze mną kochać!! – i zaczęłam się ubierać.

- Zrobię to tylko, jak zgodzisz się zostać moja żona Jessica! – krzyknął i uklęknął na jedno kolano – Jessico Potter, wyjdziesz za mnie? – przyłożyłam rękę do ust. Niezgrabnie uchylił wieko pudełka na pierścionek. Uniósł je, a moje oczy podążały za nim powoli. Otworzyłam lekko usta, a moja ręka zacisnęła się na jego dłoni – Jessica, kocham cię. Jesteś moją boginią. Wyjdź za mnie – wyszeptał Colin – Proszę, proszę, proszę, proszę... – nie spuszczałam oczu z pierścionka, a on patrzył z niepokojem na mnie, jak unoszę lekko rękę i trzymam ją w pobliżu pierścionka, ale nie dotykałam go. Serce Colina niemal wyskoczyło z piersi, gdy sekundy ciszy zamieniły się w przerażające lata, a on wciąż czekał na odpowiedź. Nagle spojrzałam mu w oczy i Colin dojrzał moje zdumienie i zaskoczenie, które skrywały się tuż za łzami, które powstrzymywałam z całej siły. Uniosłam rękę, która wcześniej drgnęłam w stronę pierścionka i położyłam mu ją na policzku. To było miłe uczucie, gdy moja ciepła dłoń przylgnęła do jego skóry, zmrożonej atakiem paniki. Gdy Colin pomyślał, że nigdy nie dostanie odpowiedzi, zaczęłam potakiwać.

- Tak! – załkałam. Moje dłoń ześliznęła się na jego szyję i pocałowałam go namiętnie. Oderwał się ode mnie.

- Tak?

- Tak! – roześmiałam się, a po policzku spłynęła mi łza. Colin w końcu puścił moją rękę i drżącymi palcami wyjął pierścionek z pudełka. Uniosłam lewą dłoń, a on wsunął mi pierścionek na palec, zdumiony, że ta sztuka udała mu się w tym stanie – Na Merlina, Colin, jaki piękny – westchnęłam, patrząc na pierścionek zaręczynowy – Pasuje do mojej biżuterii.

- O Boże, Jess ... Tak bardzo cię kocham – wymamrotał Creevey.

- Chcę być twoją żoną, Colin – powiedziałam – Chcę nazywać się Pani Creevey oraz Lady Creevey i tylko z tobą chcę się bzykać i skoro pierwszy krok jest zrobiony, chcę cię poczuć w sobie, panie Creevey! Przeleć mnie w tej chwili! – i popchnęłam go na łóżko.

- Z tym pierścionkiem jesteś jeszcze piękniejsza – rzekł. Włożyłam sobie jego penisa do mojego wnętrza i opadłam w dół, jęcząc przeciągle z podniecenia i z bólu, bo już nie byłam dziewicą. Kiedy byłam już gotowa, poruszałam się w dół i w górę najpierw powoli, a późnej coraz szybciej i głębiej. Wydając jęki, popatrzyłam na Colina.

- Właśnie mnie bzykasz, tylko ty możesz zaspokoić moje potrzeby! – jęknęłam podniecona – Mam dla ciebie niespodziankę, tylko nie przerywaj bzykania. Masz, poliż sobie – i następnie przybliżyłam swoje piersi do jego ust bez przerywania "ujeżdżania".

- Dobrze, moja pani! – westchnął i zajął się nimi. Wydawałam coraz głośniejsze jęki przyjemności. Chwyciłam mocno w dłonie jego ciemno blond włosy i przyspieszyłam tempo. Czułam, jak mój trzeci orgazm tej nocy zbliża się w fali czystej ekstazy. Wydając z siebie głośne jęki zadowolenia, przymykając oczy, pocałowałam go w czoło.

- Wspaniały z ciebie mężczyzna, że tak wspaniale bzykasz swoją Lady tylko Ty Lord Creevey ma dostęp do mojego gołego ciała jestem twoja na zawsze Lordzie Creevey – mówiłam do niego on patrzył na mnie drapieżnym błyskiem w oku. Krzyknęliśmy jednocześnie.

- Amor aeternus! – w swoje szyje, naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie i po chwili oboje krzyknęliśmy, bo przeżyliśmy niesamowity orgazm, po chwili, kiedy odpoczęliśmy, zmieniliśmy pozycje i Colin zaczął lizać moją łechtaczkę, a ja wydałam przeciągły jęk. Następnie przyspieszył swoje ruchy, a ja wydałam z siebie krzyk spełnienia. Mój narzeczony wszedł ze mnie, całując mnie, a ja wydałam z siebie zdławiony jęk i przyspieszył swoje ruchy i dostałam jeszcze mocniejszy orgazm.

- Kochanie teraz moi rodzice są twoimi rodzicami – powiedziałam szczęśliwa i ziewnęłam – Jesteś mój tylko mój.

- Tak – odpowiedział sennie, a ja wtuliłam się w jego umięśnione ciało i zasnęliśmy.Następnego dnia otworzyłam oczy i poczułam się inaczej. Przejechałam po skraju swojej szyi i poczułam moc. Westchnęłam zadowolona i popatrzyłam na Colina, który pieścił moją pierś językiem. Westchnęłam głęboko.

- Kochanie, nie przestawaj – westchnęłam zadowolonym głosem.

- Dzień dobry, pani Creevey – Dobrze ci się spało? – mruknął i wrócił do pieszczenia mojego sutka.

- Och Colin! – krzyknęłam – Tak, dobrze. Rób tak dalej. Co mam?

- To chyba norka.

- A ty? – zapytałam westchnęłam głosem zadowolenia – Co masz?

- Też chyba norka! – i uśmiechnęłam się szeroko. Pocałowałam go namiętnie w usta i zaczęliśmy się ponownie kochać. Kiedy się kochaliśmy, on leżał na wznak, a ja włożyłam jego penisa swoje dziurki. Zaczęłam się poruszać w dół i górę. Po kilku chwilach mruknęłam mu do ucha: – Ty masz dwa brązowe – i dalej się kochaliśmy w różnych pozycjach, doprowadzając siebie nawzajem do kilku szczytowań – Byłeś nieziemski – mruknąłem do niego zmęczonym głosem.

- Nie, ty byłaś niesamowita – odparł Colin.

- Bardzo cię kocham, nawet nie wiesz jak bardzo – i wtuliłam się w jego ciało.

- Ja też Cię kocham, Lady Creevey. Mam najbardziej niesamowitą kobietę pod słońcem – i zasnęliśmy wtuleni w siebie. Po kilku godzinach udaliśmy się do Wielkiej Sali. Kiedy weszliśmy do środka wszyscy zwrócili na nas uwagę, popatrzyłam na Nicole, a ona na mnie.

- Cześć, siostrzyczko – powiedziałam niewinnym głosem, całując ją w policzek na powitanie, a później witałam się drugą siostra Hermiona i moimi przyjaciółkami.

- Jessica, co ty zrobiłaś? – zapytała podejrzliwie lustrując mnie wzrokiem – I dlaczego masz dziwny wyraz twarzy.

- Nic nie zrobiłam.

- Nie dlaczego, że Colin szczerzy się głupowato? – spytał Harry, patrząc na niego z mordem w oczach.

- Kochanie, powiedz im.

- Szczerzę się głupkowato, Harry, bo się zapytałem Jess, czy za mnie wyjdzie – uśmiechnął się Colin – a Jessie się zgodziła.

- Awwwww!! – Denis, gdy to usłyszał, zakrztusił się napojem, że Gabriela waliła go po plecach. Pokazałam pierścionek zaręczynowy i z uśmiechem na twarzy szczerzyłam się jak idiotka.

- Jaki piękny! – krzyknęły moje przyszłe córki oraz siostry z zakonu i przytuliły mnie, a później Colina.

- Dziękuję – Tatusiowie patrzyli na nas z niedowierzaniem, a mamusie przytuliły mnie mocno.

- Mamuś jestem taka szczęśliwa, jestem w nim zakochana. To cudowny chłopak.

- James! – ostrzegła go mamusia – No dalej, powiedz córce, jak bardzo się cieszysz.

- Tatuś! – i rzuciłam mu się na szyję – Tatusiu jestem szczęśliwa – zawołałam wtulając się w tatę.

- Colin mam nadzieję, że zaopiekujesz się moją małą córeczką?

- Nie jestem mała! Mam 15 lat, tato!

- A ty przypadkiem nie jesteś na to młoda? – zapytał Harry, na co Ron parsknął śmiechem.

- Co się śmiejesz? Ona ma tylko 15 lat!

- Nie tylko się zaręczyłam, Harry – powiedziałam i odrzuciłam włosy z jednego skraju szyi na do tyłu. Widniał znak dwóch norek.

- Ty uprawiałaś seks – wydukał tatuś.

- Mam nadzieję, że... – zaczęła mamusia patrząc na mnie przerażonym wzrokiem.

-Tak mamusiu zabezpieczyliśmy się – odparłam.

- Zamorduję cię, Colin! – warknął Harry, a ja stanęłam między nim, a Colinem.

- Nie będziesz nikogo mordował, Harry! – wycedziłam – a zwłaszcza mojego faceta, który jest teraz moim narzeczonym!

- A przypadkiem nie jesteś za młoda na seks?

- Mówi to ten, co bzyka Ginny codziennie! – warknęłam wściekła, a ten popatrzył się na żonę – No właśnie.

- Harry'emu włączył się tryb funkcji starszego opiekuńczego brata – stwierdził Fred, kładąc dłoń na ramieniu Nicole.

- Widzisz? Teraz, jak to jest, Harry – oznajmił Ron – Teraz wiesz, jak się czułem, kiedy dowiedziałem się, że sypiasz z moją młodszą siostrą.

- Jestem zakochana i szczęśliwa, Harry. Colin mnie nie skrzywdzi – mruknęłam.

- No ja myślę. Jeśli cię skrzywdzi, to zabiję nie tylko Voldemorta!

- Wujek! – krzyknęła Michelle – Przestań grozić mojemu tatusiowi! – Harry westchnął.

- Tak pytam z ciekawości – i założyłam ręce – A kiedy będę mogła se kochać według mojego brata imbecyla?

- Jak umrę plus trzy dni, by być pewnym, że umarłem – palnął Harry. Ginny strzeliła go w tył głowy – Auć! Kobieto, przestań mnie bić!

- To przestań mówić takie chore rzeczy! – warknęła Ginny ze łzami w oczach.

- To nie było śmieszne, Harry! – krzyknęły kobiety i dziewczyny bliskie jemu sercu.

- Tatusiu, nigdy, przenigdy tak nie mów – powiedziały córki Harry'ego – Słyszysz? Masz dla kogo żyć.

- Przepraszam, że was przestraszyłem – mruknął Harry, a Ginny wtuliła się w niego ramiona.

- Harry byłby skończonym debilem, gdybym chciał krzywdzić i wykorzystać Jessice. Zrozum to, zakochałem się w twojej siostrze. Jessica to najbardziej niesamowita dziewczyna i szaleje za mną, jak ty szalejesz za Ginny – widziałam, że Harry lustrował go wzrokiem, a później się uśmiechnął.

- To chciałem usłyszeć.

- Ale z Ciebie jest imbecyl! Mamusiu, to jest naprawdę mój brat? Zaczynam w to wątpić.

- To widać gołym okiem, skarbie – mruknęła mama.

- Ej, nie pozwalaj sobie, młoda! – a ja wystawiłam mu język.

- Ginny jak ty z nim wytrzymujesz?

- Sama się dziwię, siostrzyczko.

- Ja to powinnam dostać jakąś nagrodę za bycie żoną Pottera i wytrzymując z nim – stwierdziły Olivia, Amelia, dwie wersje mamy i babcia Euphemia.

- Nie ma to jak mieć młodszą siostrę – mruknęli Harry i Ron.

- Potwierdzam – zgodzili się te osoby, co mają młodsze siostry.

- Ja dostaję to na co dzień – oznajmili Potterowie i uśmiechnęli się głupkowato – Codzienne niespodzianki.

- Ty myślisz tylko o jednym! – jęknęły rudowłose panie Potter.

- I kto to mówi! – odparowali, a te zarumieniły się intensywnie.

- STOP! – ryknęli reszta osób.

- Ja i Rolf chcemy się pobrać! – wypaliła Luna swoim marzycielskim głosem. Hermiona i Ginny pisnęły i rzuciły się w ramiona blondynki.

- Chcę, żebyście obie były moimi światkami na ślubie, bo jesteście moimi siostrami i bardzo was kocham. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny był moimi światkami, jak nie moje siostrzyczki.

- To będzie dla mnie zaszczyt siostrzyczko – powiedziały jednocześnie Hermiona i Ginny, całując ją w czoło, wyrażając siostrzane uczucia, jakie żywiły do Luny, a ta westchnęła i wtuliła się w Ginny i Hermionę.

- Lorcar, Lysander – zwróciła się Luna do synów – poprowadzicie mnie do ołtarza?

- Jasne, mamo. Tylko chciałbym, żeby pewne dwie osoby też były.

- Macie żony.

- Tak, bliźniaczki, pięknie bliźniaczki.

- Bliźniaczki? – zapytała Luna – Znam rodziców?

- Tak – i nagle pojawiło się białe światło, a chwilę potem pojawiły się bliźniaczki z niesamowitą urodą – I o to ona, moja piękna żonka!

- Lysander/Lorcan? Co ty robisz? I dlaczego jesteś w Hogwarcie? I dlaczego...?

- Jesteś w przeszłości, Rani/Salomi.

- Czyli... - powiedziały jednocześnie.

- Tak. Twoi rodzice tu chodzą – rzekli, a one się do nich przytuliły.

- A kto jest ich rodzicami? – spytał Dean.

- Tatuś! – zawołały bliźniaczki, kiedy dostrzegły Deana. I nim Dean się zorientował był już przytulany przez swoje córki, a później popatrzyły na Parvati i krzyknęły: – Mamusia! – i rzuciły jej się na szyję i się do niej mocno przytuliły i pocałowały jednocześnie w oba policzki.

- Że kto? – zapytała Parvati z niedowierzaniem – Że ja i ten – wskazała na Deana, który wyszczerzył się do niej – jesteśmy razem i mamy córki w dodatku bliźniaczki?

- Jesteś naszą mamą – powiedziały bliźniaczki – a on jest naszym tatą – wskazały na Deana.

- A tak w ogóle to jestem Rani – przestawiła się jedna z bliźniaczek – i jestem żona Lorcana.

- A ja Saloni, żona Lysanda – powiedziała druga. Seamus nie wytrzymał i ryknął śmiechem, a za nim poszli Harry, Neville, Jared i Ron.

- Seamus! – warknęła Susan – Uspokój się!

- Przepraszam! – wydukał ze śmiechu i później poklepał Deana po plecach.

- Stary, niezłą i normalną sobie żonkę wybrałeś. Gratuluję – i znowu śmiał się wniebogłosy, a Dean mordował go wzrokiem. Parvati prychnęła jednocześnie i przytuliła do siebie swoje nowe poznane córki.

- Dean otworzył swoje wewnętrzne oko – powiedział Ron mistycznym głosem i znowu parsknęli śmiechem.

- Ron! – krzyknęła Hermiona.

- Dean wywróżył sobie żonkę fusami! - parsknął Jare.

- Jared! – warknęła Daphne.

- Bardzo śmieszne! – zawołał oburzony Dean.

- Śmieszne i to bardzo – stwierdził Neville.

- Neville! – zawołała Hanna.

- Chłopaki, a może kryształowa kula? – zasugerował Deanowi.- Że Parvati będzie jego żonką – rzekł Harry rozbawiony.

- Harry! – tym razem Ginny zawołała.

- A może poszedłeś do profesor Trelawney i Sybilla miała wizję, że twoją żoną będzie Parvati – odezwał się Feliks rozbawionym głosem.

- Feliks! – krzyknęła Tracy.

- Już się pośmialiście? – spytała Luna – bo chciałabym wziąć ślub, ale najpierw...

- A tak, jasne. Dziewczyny, to są Luna i Rolf, moi rodzice. Mamo, tato to jest Rami i Salomi.

- Niesamowita mieszanka Deana i Parvati – stwierdziła Luna, patrząc na swoje przyszłe synowe.

- Tatuś uważał za mamusie i ciocie za najładniejsze dziewczyny w szkole. Mówił to nam chyba milion razy. I tak uważałeś się, że jesteś przystojny – dodały, kiedy Dean otwierał usta.

- I jest chwalipięta – powiedziała Padma – Gratuluję męża, siostruniu – dodała do Parvati.

- Spadaj! – odparowała Parvati, jednocześnie całując swoje córki w czoło.

- Ja, jako twój brat i najlepszy przyjaciel gratuluję Ci piękniej żony, Dean – oznajmił Seamus – I pięknych córek – Luna rozłożyła ręce w stronę bliźniaczek.

- Chciałabym was powitać w rodzie Scamanderów, kochane – Obie dziewczyny uśmiechnęły się do Luny i obie się do niej przytuliły – i tak, mówcie mi mamusia – i pocałowała obie w czoło, tym samym razem witając je w rodzinie Scamanderów. Te westchnęły i wtuliły się w Lady Scamander jeszcze bardziej, a później się poderwały i pocałowały Lunę w jednocześnie w oba policzki i powiedziały:

- Dobrze, mamuś – a ta popatrzyła na nich z miłością w oczach.

- Dobra robota, chłopaki. Nieźle ślicznotki.

- Dzięki, tato – odparli dumnie bracia Scamanderowie, wypinając dumnie pierś.

- Jeśli nie mielibyście nic przeciwko temu... – zaczęłam.

- Ja nie mam – stwierdziła Luna.

- Awwwww!!! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.

- Panowie nie mogą zobaczyć panien młodych przed ślubem – powiedziała Lily II – Chodźcie, cioteczki, idziemy zrobić z was bóstwa – Colin tylko wzruszył ramionami.

- Ty naprawdę chcesz się z nią hajtać? – spytał Harry Colina – Przecież to zgroza.

- Ja? Zgroza?! – warknęłam – Ja Ci dam zgrozę! – i rzuciłam zaklęciem, a ten uśmiechnął się z drwiną, bo w niego nie trafiłam.

- Jessie, masz słaby celownik – powiedział Harry i znowu uniknął klątwy.

- Stój spokojnie! – krzyknęłam.

- Nie – odparł.

- DOSYĆ TEGO!!! – ryknęły dwie wersje mamy.

- Musisz się jeszcze dużo nauczyć, siostrzyczko – oznajmił Harry – Expelliarmus! – i już nie miałam różdżki – Jako że jestem kochającym braciszkiem nauczę cię i Nicole paru zaklęć i będziecie potężne – i oddał mi różdżkę.

- Nauczysz nas patronusa? – spytała podniecona Nicole.

- Najpierw to te młode panny chcą wyjść za mąż za swoich księciom – Udaliśmy się na górę, żeby się przebrać na wspaniałą uroczystość. Dziewczyny wyczarowały bliźniaczkom i reszcie przybyszkom z przyszłości i przeszłości nowe sukienki.

- Mam to! – krzyknęła Domique i mi oraz Lunie wyczarowała piękne suknie ślubne oraz białe wysokie białe szpilki.

- Kochaniutkie, wyglądacie obłędnie! – zawołały razem kobiety i dziewczyny.

- Dziękuję – mruknęłyśmy ze łzami w oczach, przytulając się do rudej.

- Będą się ślinić.

- Ja chcę, żeby tylko jeden facet się ślinił.

Pov. Harry.

Na błoniach było już wszystko przygotowane. Colin i Rolf w garniturach i reszta gości też. Co chwilę patrzyli, czy wszystko jest gotowe.

- Widzicie, chłopaki oni się denerwują.

- Wcale się nie denerwujemy! – oburzyli się Rolf i Colin.

- Taa, jasne – stwierdził Jared.

- Dziadku, Lorcas i Lysander, może idźcie po dziewczyny, bo oni zaraz zrobią coś głupiego – stwierdził Albus, patrząc na mojego szwagra i przyjaciela.

- Na przykład co? – spytał Colin.

- Nie wiem. Uciekniesz? – wypaliłem. Colin prychnął.

- Chyba śnisz!

Pov. Jessica.

- Wyglądacie pięknie – oznajmiła ruda kobieta.

- Mamuś – wyszeptałyśmy z Luną, a ta przytuliła nas mocno – Jestem szczęśliwa.

- Wiem o tym. Miałam taką samą minę, jak tak wy teraz.

- Z boku to tak ładnie razem wyglądacie – usłyszeliśmy trzy głosy i zobaczyliśmy, że to Lorcas, Lysander i tatuś.

- Wasi książęta na białym koniu już czekają, brakuje tylko panien młodych.

- Jak wyglądam? – obie kręciłyśmy się wokół swojej osi.

- Pięknie! Czy mogę prosić o ramię? – zapytali.

- Tak.

- Jesteś gotowa?

- Jestem, chodźmy!

Pov. Lektor.

Rolf i Colin mieli poślubić dwie piękności.Zobaczyli dziewczyny, gdy razem Harrym i Denisem, jako świadkowie oraz Nicole, Ginny, Hermiona i Gabriela jako świadkowe.

- Już idą – stwierdziła Alicja.

- Moje siostrzyczki wyglądają pięknie – rozmarzyła się Nicole.

- Tak – zgodziła się Hermiona, i gdy obaj zobaczyli swoje wybranki opadły im szczęki z wrażenia. Najpierw szli Nicole ze swoim ojcem, a za nimi Lysander Lorcas, którzy prowadzili swoją przyszłą matkę. Obie pary szły ze swoim mężczyznami (powoli i z gracją). Już przy pierwszym rzędzie usłyszeli głosy:

- Ale one są piękne!! – większość patrzyła teraz na panów młodych, którzy patrzyli na swoją narzeczoną wielkimi oczami i otwartą szczęką, a one podeszły do nich i uciskały mężczyzn, którzy prowadzili panny młode. Chwycili swoje narzeczone, zapytały:

- Jak wyglądam, kochanie?

- Jak bogini!

- Zgromadziliśmy się, by tu połączyć dwie pary ludzi, Rolfa i Lunę oraz Colina Jessicę – mówił Lee – Jeżeli ktoś jest przeciwny tym małżeństwom, niech powie teraz lub zamilknie na wieki – chwila pauzy – Od czasów Merlina złączenie czarodziejki i czarodzieja jest świętem życia i miłości. Dziś przyłączamy się do świętowania małżeństwa Rolfa i Lunę oraz Colina Jessicę. Te dwie pary pokonały wiele przeciwności, by dotrzeć do tego momentu w życiu, w którym mogą świętować swoją miłość tak, by wszyscy mogli to zobaczyć. My, ich rodzina i przyjaciele jesteśmy świadkami tego związku i łączymy się z nimi w radości, świętując szczęście, które odnaleźli w sobie nawzajem. Luna, Rolf wasze przysięgi.

- Przysięgamy na naszą magię, że od tej chwili jesteśmy włączeni na całe życie i przysięgamy, że żadne z nas nie zdradzi siebie nawzajem z nikim innym. Będziemy się kochać i szanować i żadne z nas nie podniesie ręki na siebie, a każda inna osoba traci moje zainteresowanie i staje się mało atrakcyjna fizycznie i psychicznie. Jestem gotów/gotowa zrobić wszystko, żeby mój/moja mąż/żona był/była szczęśliwy/szczęśliwa i kochany/kochana – nagle zabłysło światło i połączyło obie pary węzłem małżeńskim.

- Przyjaciele, naprawdę los dziś się do nas uśmiechnął – kontynuował Lee – Ten związek został prawdziwie pobłogosławiony. Mogę prosić o obrączki? – Harry podał obrączki ślubne Luny i Rolfa. Rolf nałożył Lunie obrączkę na palec, mówiąc:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec obecnych tu świadków przysięgam ci me serce i duszę – Luna uśmiechnęła się do niego z miłością. Nałożyła drugą obrączkę na palec Rolfowi i powtórzyła te same słowa:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec obecnych tu świadków przysięgam ci me serce i duszę.

- Rodzino i przyjaciele młodych par, przed wami państwa Scamanderowie, kochankowie i partnerzy na całe życie, których związki zostały uświęcone w obecności nas jako świadków! Colin, Jessica teraz wy.

- Przysięgamy na naszą magię, że od tej chwili jesteśmy włączeni na całe życie i przysięgamy, że żadne z nas nie zdradzi siebie nawzajem z nikim innym. Będziemy się kochać i szanować i żadne z nas nie podniesie ręki na siebie, a każda inna osoba traci moje zainteresowanie i staje się mało atrakcyjna fizycznie i psychicznie. Jestem gotów/gotowa zrobić wszystko, żeby mój/moja mąż/żona był/była szczęśliwy/szczęśliwa i kochany/kochana – nagle powstało światło i połączyło obie pary węzłem małżeńskim.

- Przyjaciele, naprawdę los dziś się do nas uśmiechnął – kontynuował Lee – Ten związek został prawdziwie pobłogosławiony. Mogę prosić o obrączki? – Denis podał obrączki ślubne Colinowi. Ten nałożył na palec Jessici obrączkę, mówiąc:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec obecnych tu świadków przysięgam ci me serce i duszę – Jessica uśmiechnęła się do niego z miłością. Nałożyła ją na palec Colinowi i powtórzyła te same słowa:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec obecnych tu świadków przysięgam ci me serce i duszę.

- Rodzino i przyjaciele młodych par, przed wami państwa Creevey'owie, kochankowie i partnerzy na całe życie, których związki zostały uświęcone w obecności nas jako świadków! – Pojawił się Merlin się i przemówił:

- Błogosławię te związki i mam dla was mały prezent – i wyczarował pierścienie.

- Droga Susan, droga Hanno, jako że stałyście się kobietami rodów Finniganów i Longbottomów ofiaruję wam te oto kobiece pierścienie rodowe, które zacisną się na palcu magicznie. Będziecie mogły swobodnie poruszać palcem, tylko nie dacie rady tego pierścienia ściągnąć, gdyż połączył się z waszym DNA, tak samo, jak obrączka ślubna. Przed wami Lady Hanna Longbottom oraz Lady Susan Finnigan. Za to Lordowie dostaną sygnety rodów Longbottomów i Finniganów. Na waszym palcu prawej ręki znajduje się sygnet, który połączył się z waszym DNA, to samo stanie się z obrączkami ślubnymi. Przed wami Lord Neville Longbottom oraz Lord Seamus Finnigan. Tak jak w przypadku pana Finnigana ze względu, że ożeniłeś się Lady Potter stałeś się Lordem.

- Super! – krzyknął Colin – i zwrócił się do ich żon.

- A, drogie panie, jeszcze wasza cała biżuteria – i puścił kobietom oczko, a te uśmiechnęły się szeroko do niego, bo poczuły, że ich biżuterie zmieniły się i miały logo rodu jej męża – Dobrej zabawy – i zniknął.

- Chłopaki, możecie pocałować swoje żony – oznajmił Lee. Oboje pocałowali swoje kobiety.

- Awwwww!!!

- Teraz mnie się nie pozbędziesz – odezwały się Luna i Jessica.

- Nawet jeśli odzyskam oddech – mruknęli razem.

- Chwila, gdzie są dziewczyny? – zapytała nagle Audrey.

- Panie i panowie przed wami niesamowite i utalentowane dziewczyny! – krzyknął Nicolas. Kotara opadła. Na perkusji siedziała Alicja II, Samanta trzymała bas, na keyboardzie Rose, gitary elektryczne Amelia i Lily, a mikrofon miała Lucy.



Refren: Lily, Rose, Lucy i Samanta.

Gdyby wszyscy królowie posadzili swoje królowe na tronie

Otworzylibyśmy szampana i wznieślibyśmy toast.

Za wszystkie królowe, które walczą samotnie:

Kochanie, ty nie tańczysz sama.

Większość ludzi patrzyła w szoku, gdy usłyszeli głos Lucy.

Nie możesz żyć beze mnie, chcesz, ale nie możesz,

nah-nah-nah 

Myślisz, że to zabawne, ale kochanie,

nie możesz prowadzić tego show całkiem sam.

Wszystkim opadły szczęki.

Czuję, jak gotuję się w środku, bo tylko tyle jestem w stanie znieść. 

Pokażę ci, jak zachowuje się prawdziwa królowa.

Oh, nie jestem damą w opresji,

nie musisz mnie ratować.

Kiedy zacznę zionąć ogniem,

nie będziesz w stanie mnie okiełznać.

- To akurat prawda – powiedział James II.

I może myślisz sobie, że jestem słaba bez miecza,

Ale gdybym go miała, byłby większy od twojego.

- Na pewno nie – oznajmił Neville, a Hanna wtuliła się w niego.

- Nasza córka śpiewa niesamowicie – wydukał Percy do Audrey, a ta kiwnęła głową.

Refren (Lily, Rose, Lucy i Samanta):

Gdyby wszyscy królowie posadzili swoje królowe na tronie

Otworzylibyśmy szampana i wznieślibyśmy toast.

Za wszystkie królowe, które walczą samotnie:

Kochanie, ty nie tańczysz sama.

(Lucy)

Nie usłuchasz mnie, to kochanie, utnę ci głowę.

Ja to zmienię i zgotuję ci taki świat, jakiego nie zapomnisz.

Oh, nie jestem damą w opresji, nie musisz mnie ratować.

Kiedy zacznę zionąć ogniem, nie będziesz w stanie mnie okiełznać.

- Moja Daphne to ma charakterek – rzekł Jared.

I może myślisz sobie, że jestem słaba bez miecza,

Ale jestem silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

- Ginny jesteś silna – wyszeptał Harry do Ginny.

- Kocham cię, Harry – odezwała się Ginny.

- Córka Weatherby'ego nie może tak śpiewać – powiedzieli w szoku Fred i George.

- Jak? – spytał Bill.

- No tak, pięknie – stwierdził Ron oszołomiony głosem bratanicy.

Refren: Lily, Rose, Lucy i Samanta.

Gdyby wszyscy królowie posadzili swoje królowe na tronie

Otworzylibyśmy szampana i wznieślibyśmy toast.

Za wszystkie królowe, które walczą samotnie:

Kochanie, ty nie tańczysz sama.

W szachach król może przesunąć się o jedno pole na raz,

Ale królowe mogą chodzić, gdzie tylko chcą.

- Jesteś moją królową, kochanie! – krzyknęli mężowie.

Podejdziesz za blisko, to upoisz się królewskością.

Więc natchnij się, by poczuć życie.

Refren: Lily, Rose, Lucy i Samanta.

Gdyby wszyscy królowie posadzili swoje królowe na tronie

Otworzylibyśmy szampana i wznieślibyśmy toast.

Za wszystkie królowe, które walczą samotnie:

- Nie wiedziałem, że tak wspaniale śpiewasz – powiedział Percy do córki.

- Jestem kobietą o wielu talentach – oznajmiła słodkim głosem Lucy i odrzuciła włosy do tyłu – A ty za to masz jeden talent: być przydupasem Knota i Ropuchy, a wcześniej Croucha – Percy zrobił się czerwony na córkę.

- Jak ty się odzywasz do ojca! – warknął Percy.

- Ty dalej nic nie rozumiesz! – krzyknęła Lucy i mordowali się wzrokiem.

- To wszystko wasza wina! – warknął na swoich bratanków i siostrzeńców – Lucy, naśladuje wasze durne zachowania!

- Od moich synów to się opierdol! – wycedzili bracia Percy'ego i moi przyjaciele.

- Percy opanuj się! – krzyknął wujek Artur do tego idioty. Lucy popatrzyła na Susan które rozłożyła ręce Lucy zeszła ze sceny i przytuliła się mocno do Susan. Ta popatrzyła na nią z miłością i pocałowała ją w czoło. Jej córka westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się rudą kobietę jeszcze bardziej, wyszeptując "mamusia " do jej piersi. Kiedy Lady Finnigan przytulała Lucy, podniosła głowę i popatrzyła na Percy'ego i zaczęła mordować go wzrokiem, a późnej zwróciła się do dziewczyny:

- Jestem twoją mamusią, skarbie, a Seamus jest twoim tatusiem a moja mamusia Alison jest.... 

- Jest na zawsze twoja mamusią Susan - oznajmiła Allison Susan pokiwała głową - jestem dumna że swojej córeczki i wnuczki i kocham je nad życie! - zawołała Alison i przytuliła je do siebie

- Kocham Cię babciu/ mamusiu - rzekły Lucy i Susan do pani Finigan dwie kobiety wtuliły się mocno do najstarszej kobiety 

- kontynuując moja mamusia jest twoja babcią i nic tego nie zmieni – rzekła miłością i mocą stali Susan – i bardzo cię kocham, moje słoneczko pokochałam Cie od razu kiedy się tu pojawiłaś. Jesteś moją córeczką w takim samym stopniu, co Amelia. I wiesz co? Kiedy mówisz mi per "mamusiu albo mamuś " jestem najszczęśliwszą matką na świecie.

matki tylko pokiwały głowami i oznajmiły - Cudowne uczucie i moje serce się raduje kiedy moje córeczki /moja córeczka tak się zwracają /zwraca do mnie  

- Tak, jak powiedziała babcia Alison, kiedy przyjęłam znak, stałam się panią Finnigan, a rodzice Patricka stali się moimi rodzicami – odezwała się z uśmiechem na twarzy Lucy – dlatego zwracam się do mamusi "mamusia", a do tatusia "tatuś" i nie chcę, nie mogę i nie mam ochoty tego zmieniać, mamuś – przytulając się do drugiej matki mocno. - moim obowiązkiem, jako Lady Finigan jest tak się zwracac do was mamuś bo jesteście moimi rodzicami a, po za tym bardzo Was kocham 

- Ja też nie chcę, skarbie, żeby to się zmieniło – mruknęła Susan, obejmując ją mocno – Mamy pełne ręce roboty z tymi naszymi chłopami i dlatego musimy się trzymać razem Lady Finigan. I tak to twój obowiązek córeczko mamusia i tatuś też Cie bardzo kochają i to się nie nigdy nie zmieni 

- Bądź pewna, że to się nie zmieni mamusiu jesteśmy skazane na bycia Lady Finigan i musimy się trzymać razem, bo obie jesteśmy Lady Finnigan na zawsze, bo mamy biżuterie z tym rodem, która połączyła się z naszym DNA i nie damy rady tej bizuteri zdjąć i są na wszystkim napisane "Lady szlachetnego i królewskiego rodu Fimiganow" - wyszeptała młoda Lady Finnigan, a jej matka tylko się uśmiechnęła pokiwała głową i głaskała jej włosy mówiąc:

- Moja zdolna córeczka.

- Moja Mamusia - mruczała zadowolonym głosem Lucy kiedy Susan głaskała jej włosy 

- A do... – zaczął Seamus.

- Tatuś – powiedziała Lucy i rzuciła się Seamusowi na szyję, tuląc się do niego mocno.

- Spokojnie Lucy, bo mnie udusisz – ale pocałował ją w czoło, wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił. Pani Finnigan westchnęła zadowolonym głosem i wtuliła się w Seamusa jeszcze bardziej, szepcząc: "tatuś" do jego piersi. Seamus objął ją i się do niej uśmiechnął. Percy na to patrząc prychnął.

- Widzisz, co narobiłeś? – spytała Audrey – twoja córka woli Seamusa niż własnego ojca.

- Teraz my! – krzyknął Frank II.

- Oni też grają? – spytała starsza Alicja I.

- Też grają, i to zajebiście, mamuś – powiedziała Hanna.

- Trzymam cię za słowo, córciu – stwierdziła starsza Alicja I. Frank II i Albus II gitary elektryczne, Hugo keyboard Patrick, perkusja, Scorpius bas.

- Ta piosenka idealnie pasuje do cioci Jessici i wujka Colina – oznajmił Albus II do mikrofonu, a Frank zaczął śpiewać.



Ciągle chodzę w te same miejsca.

Bo, gdzie indziej miałbym być?

Ja nie szukam, ja wszystko mam

Teraz trzymam to w rękach.

Wszystkie pary chwyciły się za rękę i uśmiechali się do siebie.

Bo nie chcę wypuścić już nic.

Nie chcę przygód.

Ja ciebie mam, ciebie mam

Największą przygodę, jaką zesłał mi Pan (Alleluja, Amen, Heja).

- Ty jesteś moją przygodą, kochanie – powiedział Colin do mnie.

Ja się nie nudzę, ja się tobą nie nudzę.

Codziennie od nowa cię kocham, no kocham.

Więc chodź, weź no chodź

Weź, nie pytaj, weź się przytul,

Weź tu ze mną, weź tu bądź.

Weź nie młodniej, weź się starzej

Razem ze mną idź krok w krok.

- Awwwww! To jest piękne!

Weź, nie pytaj, weź, się przytul,

Weź tu ze mną, weź tu bądź.

Weź, nie młodniej, weź się starzej.

Razem ze mną idź krok w krok.

Nie chcę wolności, chcę miłości, miłości.

Wolności ja nie chcę, miłości tak dużo mi daj, weź no daj.

- Nasza noc była epicka – mruknęła do męża.

Nie chcę w spokoju.

Chcę we dwoje,

Chcę się wściekać o bzdury,

ja wszystko to, wszystko chcę mieć.

- Z takim charakterkiem to nie można się nudzić! – parsknęli śmiechem mężczyźni.

Nie chcę żyć polityką.

Wszyscy nagle popatrzyli na Percy'ego.

Kiedy tłumy na mieście

Ja córkom zrobię jeść (warzywka jedz).

Moje córki przytuliły się mocno do nas.

Nic nie muszę.

Ja wszystko mam, wszystko mam.

I ciebie, i małe, i więcej nie muszę już nic.

- Awwwww!

Weź, nie pytaj, weź się przytul

Weź tu ze mną, weź tu bądź

Weź nie młodniej

Weź się starzej

Razem ze mną idź krok w krok.

- Na zawsze – powiedziały Jessica z Luną.

Weź, nie pytaj, weź, się przytul.

Weź tu ze mną, weź tu bądź.

Weź nie młodniej

Weź się starzej

Razem ze mną idź krok w krok.

Kiedy stuknie mi 50 lat.

Wkoło fury i bzdury.

Dziewczyny młode do mnie eh i ach.

Jessica i Luna groziły palcem z uśmiechem na twarzy.

Ty wołaj mnie.

Zawołaj mnie, zawołaj mnie.

Weź, nie świruj, weź, się przytul,

Weź tu, przytul mnie, weź tu trwaj.

Weź nie młodniej, weź się starzej.

Razem ze mną zawsze bądź.

- Oni są niesamowici – stwierdziła starszą Amelia I

Weź, nie pytaj, weź się przytul,

Weź tu ze mną, weź tu bądź.

Weź nie młodniej, weź się starzej

Razem ze mną, razem ze mną

No weź, no weź, no weź, no weź.

- Oni są wspaniali – powiedziała młodsza Amelia I.

Weź się przytul, weź się przytul, weź się przytul.

Pobiegła na scenę i wycałowała muzyków, a ci zarumienili się mocno, a ludzie wybuchli śmiechem.

- Teraz zaśpiewały pioseneczkę przeuroczej blond włosej panny młodej – powiedział Frank II. Lorcas i Lysander uśmiechnęli się szeroko i wyczarowali trąbki.



Trafił Ci się facet piękny i wspaniały.

Niemal idealny, prawie doskonały.

Śliczny, pięknooki i wysportowany.

Sianem portfel ma wypchany.

- Oni są niemożliwi! – parsknęła śmiechem Alicja I.

Ty zadbaj o niego, on zadba o ciebie.

Będzie wam jak w niebie.

- No właśnie – powiedziała Luna.

Piękna młoda, ty nasza wariatko.

Wczoraj byłaś panną, dziś jesteś mężatką.

Większość gości ryknęła śmiechem.

Szczęścia, zdrowia i spełnienia marzeń

Tego wam życzymy i śpiewamy razem.

- Awwwwwww!!

Piękna młoda, ty nasza wariatko!

Wczoraj byłaś panną, dziś jesteś mężatką.

Szczęścia, zdrowia i spełnienia marzeń

Tego wam życzymy i śpiewamy razem.

Luna była wzruszona.

- Ciociu, podoba ci się niespodzianka? – spytała Lily II blondynki.

- Tak, kochanie – odparła Luna i przytuliła chrześnicę mocno do siebie.

Gdy zmęczona będziesz, niech cię wymasuje.

- Wymasuje cię bardzo dokładnie, bądź tego pewna kochanie – stwierdził Rolf, a Luna patrzyła na nią z iskierkami miłości, ale przytulała swoją chrześnicę.

Upierze, posprząta, obiad ugotuje.

Niech całuje czule i na rękach nosi.

Dużo kasy niech przynosi.

- Dokładnie – odezwała się Luna.

Ty zadbaj o niego, on zadba o ciebie.

Będzie wam jak w niebie.

Piękna młoda, ty nasza wariatko.

Wczoraj byłaś panną, dziś jesteś mężatką.

Szczęścia, zdrowia i spełnienia marzeń.

Tego wam życzymy i śpiewamy razem.

- Moi chłopcy – wyszeptała Luna wzruszona.

Piękna młoda, ty nasza wariatko.

Wczoraj byłaś panną, dziś jesteś mężatką.

Szczęścia, zdrowia i spełnienia marzeń.

Tego wam życzymy i śpiewamy razem.

- Mój synek – powiedziały matki.

Gdyby się zdarzyło, że mężuś podpadnie.

Ty się nie denerwuj, uśmiechaj się ładnie.

- Masz piękny uśmiech, pani Scamander – oznajmił Rolf.

Chciał cię mieć za żonę, więc niech teraz klęka,

I całuję Cię po rękach.

- To jest świetne! – zawołała Hanna.

Ty zadbaj o niego, on zadba o ciebie.

Będzie wam jak w niebie.

Piękna młoda, ty nasza wariatko.

Wczoraj byłaś panną, dziś jesteś mężatką.

Szczęścia, zdrowia i spełnienia marzeń.

Tego wam życzymy i śpiewamy razem.

Piękna młoda, ty nasza wariatko.

Wczoraj byłaś panną, dziś jesteś mężatką.

Szczęścia, zdrowia i spełnienia marzeń.

Tego wam życzymy i śpiewamy razem.

- Jesteś moją wariatką, pani Scamander – Luna podbiegła na scenę i mocno przytuliła muzyków i ich wycałowała, a muzycy zarumienili się obficie. Później było wesele i się świetnie się bawiliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...