- Ziom teraz ja! – zawołał Colin II.
- Jasne ziom – odezwał się George II i dał mu książkę.
Rozdział siedemnasty
Kot, szczur i pies
Harry'emu zawirowało w głowie. Wszyscy troje zamarli z przerażenia pod peleryną-niewidką. Ostatnie promienie zachodzącego słońca kładły się krwawym kobiercem wśród długich cieni. A potem usłyszeli za sobą dziki skowyt.
- To Hagrid – mruknął Harry. Odwrócił się bez zastanowienia, ale Ron i Hermiona złapali go za ramiona.
- Nie możemy – szepnął Ron, blady jak papier – Jak się dowiedzą, że przyszliśmy go odwiedzić, wpadnie w jeszcze większe kłopoty... – Oddech Hermiony był płytki i nierówny.
- Jak... oni... mogli... – powiedziała, krztusząc się łzami – Jak mogli!
- Bo Knot jest idiotą i robi to. co Lucek mu każe – stwierdził Harry.
- Wcale nie! – warknął Knot.
- Sprawdź, czy masz pampersa Kordek? Bo znowu będziesz miał wielką plamę na kordkach – powiedział Seamus – A to bardzo śmierdzi.
- Seamus! – krzyknęła Alison z niedowierzaniem. Knot miał wściekłą minę.
- Idziemy – rzekł Ron, szczękając zębami. Ruszyli więc w stronę zamku, wolno, by utrzymać na sobie pelerynę. Robiło się coraz ciemniej, a kiedy wyszli na otwartą przestrzeń, ciemność ogarnęła ich jak zaklęcie – Parszywku, siedź spokojnie – syknął Ron, przyciskając dłoń do piersi. Szczur miotał się jak oszalały. Ron zatrzymał się nagle, próbując wcisnąć go głębiej do kieszeni – Co jest z tobą, ty głupi szczurze? Siedź spokojnie... AUU! Ugryzł mnie!
- Ron, cicho bądź! – szepnęła Hermiona ze strachem – Knot za chwilę wyjdzie...
- Hermiono, to jest Pan Knot – poprawił ją Percy.
- Właśnie tak, jestem Panem Knotem! – warknął Knot.
- A możesz być nawet księżniczką, a ty dalej jesteś idiotą, Percy – oznajmiła Hermiona – A, i nazywam się Weasley i nie, nie zejdę z kolan Rona, tu jest moje miejsce – wtuliła się w swojego rudzielca – Nie, Percy nie zmienię mojego image’u i nie zdejmę mojej biżuterii rodu Weasley, bo niestety nie mogę – i zrobiła udawana smutną minkę – przyznaj się Percy, że ta biżuteria mi pasuje. Piękny pierścień rodowy, prawda Percy? – Percy patrzył na Hermionę z niedowierzaniem. Bracia i siostra parsknęli śmiechem.
- Hermiono, czy ty podrywasz Percy'ego? – spytał Charlie z nieudawanym śmiechem.
- Nie jest w moim typie, za dużo się wymądrza – stwierdziła pani Weasley. Przyjaciele popatrzyli na siebie z niedowierzaniem.
- I kto to mówi? – powiedział Lee.
- On za nic nie chce... siedzieć... w kieszeni... – Parszywek zupełnie zwariował. Walczył wściekle, próbując się wyrwać z uścisku Rona – Co mu się stało? – Harry właśnie zobaczył, co tak przeraziło Parszywka... Przypłaszczony do ziemi, na ugiętych łapach, z żółtymi ślepiami płonącymi niesamowicie w ciemności, pełzł ku nim po trawie... Krzywołap. Trudno było powiedzieć, czy ich widział, czy kierował się piskami Parszywka.
- Krzywołap! – jęknęła Hermiona – Nie! Idź sobie, uciekaj, psiiik! – Ale kot był coraz bliżej.
- Jaka właścicielka, taki kot – rzekł Jared – Uparty.
- Parszyyy... NIEE! – Za późno... Szczur wyśliznął się z zaciśniętych palców Rona, spadł na ziemię i pomknął po trawie. Krzywołap natychmiast za nim pognał, a nim Harry i Hermiona zdążyli powstrzymać Rona, ten wyskoczył spod peleryny-niewidki i zniknął w ciemności.
- Ron! – jęknęła Hermiona. Spojrzała z rozpaczą na Harry'ego,
- W tamtym czasie coś już do ciebie czułam, Ron – mruknęła Hermiona.
- Kochanie, ja to widziałam i moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że wy oboje będziecie razem – powiedziała starsza Molly I – i wtedy ja uwierzyłam w te głupoty, że...
- Mamuś rozmawialiśmy o tym! – jęknęła Hermiona do pani Weasley – Wiktor to tylko kolega.
- Jaki Wiktor? – spytała młodsza Lily I.
- W następnej książce będzie, ciociu Lily – oznajmiła Fleur.
- Jesteś zazdrosny! – parsknęła śmiechem pani Weasley, patrząc na Rona.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo, jak sobie pomyślę, że... – Ale Hermiona pocałowała go w namiętne usta.
- Pani Weasley, proszę się uspokoić! – krzyknęła Minerwa.
on na nią, i puścili się biegiem, ale po chwili okazało się, że we dwoje trudno im było biec szybko pod jedną peleryną, więc ściągnęli ją i pomknęli za Ronem, a srebrna peleryna powiewała za nimi jak sztandar. Przed sobą słyszeli stłumione dudnienie stóp Rona i jego krzyki:
- Zostaw go... odczep się od niego... Parszywku, chodź tutaaa...! – Rozległ się głuchy odgłos uderzenia – Mam cię! Uciekaj, ty śmierdzący kocurze...
- Chodź tu – powiedział Ron i pogłaskał Krzywołapa.
Harry i Hermiona o mało co nie wpadli na Rona; zatrzymali się raptownie tuż przed nim. Leżał na ziemi, ale Parszywek już był w jego kieszeni: Ron obiema dłońmi ściskał rozdygotane wybrzuszenie na piersi.
- Ron... szybko... pod pelerynę – wydyszała Hermiona – Dumbledore... minister... zaraz będą wracać...
Knot mordował całą trójkę.
Ale zanim zdążyli okryć się peleryną, zanim zdążyli nabrać tchu, usłyszeli miękki odgłos wielkich łap... Coś biegło ku nim z ciemności... olbrzymi, kruczoczarny pies o lśniących bladych ślepiach.
- Ponurak! – krzyknęła Lavender blada i przerażona.
- Wrzuć na luz Lavender – powiedział Scorpius.
Harry sięgnął po różdżkę, ale było już za późno – pies skoczył i uderzył go przednimi łapami w pierś. Upadł na wznak, czując na sobie gorący oddech... zobaczył błysk długich kłów... Siła uderzenia była jednak tak duża, że pies przetoczył się przez niego; oszołomiony i obolały, jakby mu popękały żebra, Harry starał się dźwignąć na nogi. Słyszał głuche warczenie psa, który zawracał, szykując się do kolejnego ataku.
Kobiety i dziewczyny pisnęły.
- Tatuś! – krzyknęły córki Rona przerażone. Łapa miał minę, jakby chciał go przeprosić.
- Mój Mon-Ron! – zawołała Lavender.
- Zaraz ją strzelę zaklęciem w między oczy! – warknęła Hermiona – to sobie przypomni, że Ron jest już zajęty.
- To ja po tobie ją strzelę, Hermiona - stwierdziła Ginny. Ron i Harry popatrzyli na siebie.
- Zaczynam się bać o życie Lavender, Harry – oznajmił do Harry'ego Ron.
Ron był już przy nim. Kiedy pies skoczył ponownie, Ron pchnął Harry'ego w bok, a potworne kły zacisnęły się na jego wyciągniętej ręce. Harry rzucił się na psa i chwycił go za kudłatą sierść, ale bestia wlokła już Rona jak szmacianą lalkę...
Łapa miał minę, jakby miał się rozpłakać.
A potem nagle coś uderzyło Harry'ego w twarz z taką siłą, że znowu zwaliło go z nóg. Usłyszał, jak Hermiona również krzyczy z bólu i pada na ziemię. Po omacku wyciągnął różdżkę, mrugając powiekami, bo krew zalewała mu oczy...
- To Bijąca Wierzba! – zawołała Lily II.
- Lumos! – szepnął. W świetle, które trysnęło z końca różdżki, ujrzał pień grubego drzewa. Ścigając Parszywka, dobiegli prawie do stóp Wierzby Bijącej i teraz jej gałęzie trzeszczały jak w porywie wichru, młócąc drapieżnie powietrze, by nie dopuścić ich bliżej. A pod gałęziami, u podstawy pnia, olbrzymi czarny pies wlókł Rona do wielkiej jamy między korzeniami – chłopiec miotał się i wił, ale jego głowa i tułów już znikały w czeluści...
Większość uczniów patrzyła na Rona przerażona.
- Szkoda, że cię nie zjadło – mruknął Cormac.
- Zamknij się! – warknęła Fleur.
- Nie będziesz mi mówiła, żebym się zamknął, ty blond głupia laleczko. Po prostu nie dorastasz mi do piet, laleczko, bo masz tapetę na twarzy!
- Tu masz rację – stwierdziła – Jesteś tylko idiotą, który nie ma nic, ani mózgu, ani nic pomiędzy nogami. Mnie potrzebny jest prawdziwy mężczyzna, który potrafi zaspokoić moje potrzeby i takim mężczyzną jest Bill, a nie mały chłopczyk, który uwielbia chwalić się swoimi osiągnięciami w Quidditchu. Nie dorastasz im do pięt, więc bądź już grzecznym chłopcem i się uspokój – Państwo Weasley patrzyło na McLaggena z góry.
- Moja córcia nie jest żadną laleczką i nie ma żadnej tapety na twarzy! – oburzyła się starsza Molly I – więc bądź taki dobrym chłopczykiem i przeproś Lady Weasley – wskazała na Fleur, która w jednym momencie była przy Molly i wyszeptała:
- Mamusiu, kocham cię – i wtuliła się w jej ciało, a Molly przytulała ją z radością wypisywania na twarzy i pocałowała ją w czoło. Fleur miała uśmiech na twarzy i zamknęła oczy, po czym westchnęła zadowolonym głosem. Obie miały szpilki i ubrania od Victoire i Domique, obie wyglądały cudownie. Po Molly było widać, że dzięki ciężkiej pracy mocno zmieniło się jej ciało schudła jakieś 10 kg.
- Albo poznasz, że pół willa się zemści tak, że będziesz mnie błagał o litość – wycedziła Apollonia, stukając obcasem o podłogę.
- Mogę go strzelić zaklęciem? – spytała Gabriele.
- Ciociu Gabriele mam inny pomysł – oznajmiła Alicja II i wstała. Przechodziła się po sali z gracją i wdziękiem, bo miała na sobie wysokie szpilki, zaczęła mówić – Co chwilę zmieniasz dziewczyny, Cormac, chodzisz z ładnymi dziewczynami, ale jesteś dupkiem, a charakter Cormaca jest bardziej złożony. Nic wam się zdaje. Czołowi psychiatrzy podają trzy możliwe przyczyny, a ja jako psychiatra się z nimi zgadzam. Przyczyna pierwsza – i pokazała pierwszy palec – "Pod maską macho jest mała dziewczynka, która próbuje wyjść z szafy" – Większość ludzi ryknęła śmiechem. Cormac zrobił się czerwony, jak burak – Przyczyną druga – i pokazała dwa palce – "Jak u jaskiniowca mózg pana McLaggena jest niedorozwinięty, a więc nie może się kontrolować i wybucha złością" – Niektórzy parsknęli śmiechem.
- Mamy jaskiniowca w Hogwarcie! – krzyknęli Fred i George.
- Przyczyna trzecia – i wystawiła trzeci palec i uśmiechnęła się niewinnie – "Cormac ma małego" – gdy męska część Wielkiej Sali to usłyszał, spadli ze śmiechu na podłogę, a dziewczyny i kobiety patrzyły na niego z kpiną. Mclaggen zrobił się czerwony na twarzy i pulsowała mu żyła na czole.
- Ty mała dziwko! – zawołał Mclaggen, a po chwili było trzask Mclaggen jęknął z bólu trzymając się za nos. Przed nim stał Neville z morderczym wzrokiem i syknął z bólu, trzymając się za bolącą rękę.
- Tatuś – odezwała się Alicja II i wtuliła się w ojca – Tatusiu nie musiałeś go bić.
- Musiałem, bo ten imbecyl cię obraził – oznajmił Neville, patrząc na córkę – Jesteś taka podobna do Hanny – Alicja II rzuciła zaklęcie i ręka przestała boleć. Neville objął ją i pocałował ją w czoło, wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił. Pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca jeszcze bardziej.
- Neville twoja córka była super! – krzyknął podekscytowany Seamus.
- Moja żoneczka – powiedział dumny Fred II, a Hanna podeszła do córki i męża i ich przytuliła, po czym wyszeptała coś Neville'owi do ucha, mając iskierki w oczach.
- Tylko nie to! – zawołał Frank II domyślając się, co jego matka wyszeptała ojcu. Angelina i George patrzyli na Cormaca z mordem w oczach.
- Tak sobie myślę, Angelina, że ten imbecyl powinien dostać jakaś karę za obrażenie naszej córeczki.
- Masz rację, kochanie.
- Ron! – krzyknął Harry, rzucając się ku niemu, ale gruba gałąź świsnęła przed nim złowrogo, więc szybko się cofnął. Teraz widać było już tylko jedną nogę Rona, którą zahaczył o korzeń, broniąc się rozpaczliwie przed wciągnięciem pod ziemię. A potem rozległ się przerażający trzask łamanej nogi, a w chwilę później stopa Rona znikła między korzeniami.
Ron się skrzywił. Hermiona wtuliła się w swojego męża. Niektóre dziewczyny miały łzy w oczach.
- Harry... musimy biec po pomoc!... – krzyknęła Hermiona; ona też krwawiła, bo wierzba rozcięła jej ramię.
- Nie! Ten potwór może go pożreć, nie mamy czasu...
- Harry... sami nie damy rady...
- Kto da radę? – spytał Hugo.
- My damy radę – odparli Huncwoci 2.0.
- Nie podoba mi się to – oznajmiła Fay.
- Serio Dumbay, a może zaopiekuję się tobą, maleńka – oznajmił Zachariasz.
- Nie, dziękuję, z osłem się nie zadaje – rzekła Fay i odrzuciła włosy do tyłu.
- Odszczekaj to! – krzyknął Zachary.
- Fay nie jest psem, żeby szczekać, idioto – powiedziała Gabrielle.
- Gabriela! – skarciła jej zachowanie Apollonia.
- Tylko dotknij Gabrielle, a pokaże Ci, do czego jestem zdolna! – warknęła Fay do Smitha.
Następna gałąź przecięła ze świstem powietrze, chłoszcząc ich cienkimi witkami, pozaginanymi na końcu jak knykcie.
- Jeśli ten pies zdołał się tam wcisnąć, to i my możemy – wydyszał Harry, miotając się wokół drzewa i próbując znaleźć lukę między świszczącymi gałęziami. Nie zdołał jednak przybliżyć się nawet o cal do pnia.
- Och, pomocy, pomocy... – szeptała gorączkowo Hermiona, podskakując w miejscu – Błagam...
- Hermiona chce ratować swojego księcia z bajki – szepnęła z zachwytem Caroline.
Z ciemności wyskoczył Krzywołap. Prześliznął się między gałęziami jak wąż i oparł się przednimi łapami o grube zawęźlenie na pniu. Nagle drzewo znieruchomiało, jakby zamieniło się w kamień. Nie poruszała się ani jedna gałąź, nie drżał ani jeden listek – Krzywołap! – wyszeptała zdumiona Hermiona, ściskając ramię Harry'ego aż do bólu – Skąd on wiedział...
- On się przyjaźni z tym psem – odpowiedział ponuro Harry – Widziałem ich razem. Chodź... i wyjmij różdżkę... – W mgnieniu oka znaleźli się przy pniu, ale zanim zdążyli wcisnąć się do jamy między korzeniami, Krzywołap zniknął w czeluści, machnąwszy swoim puszystym ogonem. Harry wgramolił się za nim; przeczołgał się kilka stóp głową naprzód i nagle ześliznął po wilgotnej ziemi na dno bardzo niskiego tunelu. W świetle różdżki zobaczył niedaleko od siebie płonące oczy Krzywołapa. W chwilę później wylądowała obok niego Hermiona.
- Gdzie jest Ron? – zapytała przerażonym szeptem.
- Siedzisz mi na kolanach, kochaniutka – wyszeptał jej do ucha.
- I nigdzie się nie wybieram, jesteś na mnie skazany – mruknęła Hermiona z zachwytem, całując go w policzek.
- Chyba wolałem, jak się kłócili – powtórzył Harry. Ginny zachichotała, a Lavender prychnęła
- Tędy – odrzekł Harry, pochylając się i ruszając za Krzywołapem.
- Dokąd ten tunel prowadzi? – wydyszała Hermiona za jego plecami.
- Nie mam pojęcia... Jest zaznaczony na Mapie Huncwotów, ale Fred i George mówili, że nikt nigdy do niego nie trafił. Biegnie aż do skraju mapy... Chyba kończy się w Hogsmeade, nie wiem...
- Dobrze pan myśli, panie Potter – powiedział starszy Łapa i puścił do niego oczko.
- Ależ dziękuję, panie Black – odparł Harry i też puścił oczko.
Zgięci prawie wpół, posuwali się tak szybko, jak zdołali; przed nimi ogon Krzywołapa to pojawiał się, to ginął w mroku. Tunel był długi – chyba tak długi, jak ten, który prowadził do lochów Miodowego Królestwa. Harry myślał tylko o Ronie i o tym, co mógł z nim zrobić ten potworny pies...
- Jest naszym wujkiem, Harry – szepnęła Ginny. Harry na jej słowa się uśmiechnął, zgadzając się z nią.
Chwytał rozpaczliwie powietrze i biegł, biegł, zgięty wpół, czując ból w krzyżu i w płucach. W końcu tunel zaczął się podnosić, a w chwilę później zakręcił i Krzywołap zniknął. Zobaczyli plamę światła padającego z małego otworu. Zatrzymali się, żeby złapać oddech, a potem wyciągnęli przed siebie różdżki i ostrożnie wyjrzeli przez dziurę.
Huncwoci 1.0. wymienili spojrzenia.
Zobaczyli zaśmiecony, zakurzony i opustoszały pokój. Ze ścian odpadły tapety, podłoga była zaplamiona, meble połamane, jakby je ktoś roztrzaskał. Okna były zabite deskami.
- Co to jest za miejsce? – spytał Fleomont.
- Czy to jest przypadkiem Wrzeszcząca Chata? – spytała Euphemia.
- Tak, babciu, to Wrzeszcząca Chata – powiedziała Hermiona.
Harry spojrzał na Hermionę. Minę miała przerażoną, ale kiwnęła głową. Przelazł przez dziurę i rozejrzał się po pokoju. Drzwi na prawo były otwarte; wiodły do mrocznego korytarza. Hermiona nagle chwyciła go za ramię. Jej szeroko otwarte oczy błądziły po zabitych deskami oknach.
- Harry – szepnęła – chyba jesteśmy we Wrzeszczącej Chacie... – Harry rozejrzał się. Jego spojrzenie padło na stojące blisko nich drewniane krzesło. Wyglądało, jakby ktoś tłukł nim o ścianę; jedna noga była wyłamana.
- Duchy tego nie zrobiły – powiedział powoli.
- Więc kto? – spytała Nicole.
W tym momencie coś zatrzeszczało nad ich głowami. Ktoś tam był. Wlepili oczy w sufit. Hermiona ściskała ramię Harry'ego tak mocno, że stracił czucie w palcach. Spojrzał na nią i uniósł brwi, a ona znowu kiwnęła głową i puściła go.
- Trochę się bałam – powiedziała szeptem pani Weasley.
Po cichu, na palcach, wyszli na korytarz, a potem wspięli się po rozpadających się schodach. Wszędzie leżała gruba warstwa kurzu, tylko na podłodze widniała szeroka, połyskująca smuga, jakby ktoś wlókł coś na górne piętro. Doszli do mrocznego podestu – Nox – szepnęli równocześnie i światło wydobywające się z końców ich różdżek zgasło. Tylko jedne drzwi były otwarte. Kiedy podkradli się pod nie, usłyszeli jakiś ruch, cichy jęk, a później głośne mruczenie. Znowu wymienili spojrzenia i kiwnęli głowami.
- Kto tam jest? – spytała Jessica, wtulając się w Colina.
- Duchy, Creevey – odparł z drwiną Draco.
- Cicho tam, Fretko! – warknęła Astoria.
Harry wyciągnął przed siebie różdżkę i jednym kopnięciem otworzył drzwi. Na wspaniałym łożu z czterema kolumienkami spoczywał Krzywołap, mrucząc głośno i mrużąc oczy na ich widok. Obok łóżka leżał na podłodze Ron, trzymając się za nogę, która sterczała pod dziwnym kątem.
- Ron – szepnęła płaczliwie jego żona.
- Tatuś – dodały płaczliwie Rose i Emilly.
- No już jestem cały i zdrowy – powiedział Ron, patrząc na Hermionę, a później na swoje córki.
- Bałam się o ciebie – mruknęła Hermiona – Nigdy więcej mi tego nie rób albo się z tobą policzę. Nie może być tak, że zostawiasz podnieconą żonę – dodała mu do ucha.
- Czy ty chcesz dalej?
- Jeśli pytasz, czy mam ochotę się z tobą bzykać, to tak. Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem podniecona – mruknęła mu do ucha erotycznym głosem, a Ron pocałował ją w czoło, wyrażając miłość, jaką do Hermiony żywił, a ona wtuliła się w niego i westchnęła zadowolonym głosem.
- Ron wybrałeś sobie najbardziej cudowną dziewczynę – oznajmiła starsza Molly, patrząc na dwójkę swoich dzieci – Nie dość, że piękna, to jeszcze mądra – a młoda pani Weasley uśmiechnęła się szeroko.
- Słyszałeś, co powiedziała nasza mamusia, Ron? – spytała lady Weasley swojego męża – Powiedziała, że jestem piękna i mądra. Wybrałeś sobie mnie na swoją partnerkę najlepiej, jak mogłeś.
- Ja wiedziałem, co robię – stwierdził Lord Weasley, całując ją w policzek, a ta westchnęła zadowolonym głosem.
- I do tego mówi do mnie per "mamusia" – powiedziały dwie wersje Molly I, patrząc na synową z zachwytem i miłością.
- I zawsze tak będę się do ciebie zwracała, mamuś – i podeszła do niej, używając swojego wdzięku oraz gracji i przytuliła się do niej. Obie miały na sobie wysokie obcasy i ubrania od Victoire i Domique – Od kiedy połączyłam się z Ronem i mam teraz znamię i biżuterię Weasley'ów stałaś się dla mnie moją mamusią – dodała zachwyconym głosem i miała iskierki w oczach – i zawsze będziesz moją mamusią.
- Jeśli ktoś powie, że Hermiona nie jest, nigdy nie będzie moją córeczką, powie, że jest to tylko synowa, to mnie popamięta! – warknęła monarchini rodu Weasley, patrząc na ludzi swoimi brązowymi oczami, gdzie było widać ogień w jej oczach. W tym samym czasie przytulała Hermionę, która się mocno przytuliła.
- Jeśli ktoś jest na tyle głupi, że będzie kwestionować to co powiedziała moja mamusia, to próbujcie, a nie wyjdziecie z tego cało – stwierdziła Hermiona. Synowie Molly I mieli takie miny, iż stwierdzili w tym samym czasie, że lepiej nie kwestionować ich decyzji.
Harry i Hermiona rzucili się ku niemu.
- Ron... nic ci nie jest?
- Gdzie jest ten pies?
- To nie pies – jęknął Ron, zaciskając zęby z bólu – Harry, to pułapka...
- Pułapka!? – pisnęła Cho.
- Co...
- To nie jest pies... To animag...
- Animag! – zawołała w szoku Minerwa.
- Animag! – zawołało kilka osób z wielkimi oczami i otwartą szczęką.
Ron otworzył szeroko oczy, wpatrzony w coś ponad ramieniem Harry'ego. Harry odwrócił się gwałtownie. Zobaczył ciemną postać, która zatrzasnęła z hukiem drzwi. Był to mężczyzna z długimi, splątanymi, sięgającymi prawie do pasa włosami. Gdyby nie przenikliwe oczy płonące w głębokich, ciemnych oczodołach można by go uznać za trupa. Woskowa skóra tak ciasno opinała się na jego twarzy, że głowa przypominała nagą czaszkę. Żółte zęby obnażone były w uśmiechu. Przed nimi stał Syriusz Black.
Ci, którzy nie wiedzieli, że Syriusz jest animagiem opadły szczęki.
- Jesteś animagiem?! – krzyknęła Euphemia w jeszcze większym szoku.
- Syriuszu, to prawda? – spytała młodsza Dorcas, patrząc na niego z wielkimi oczami, a Łapy uśmiechnęli się niewinnie.
- Czyli to prawda? – spytała młodsza Andy.
- ARESZTOWAĆ GO! – ryknęła Umbridge – WSADZIĆ DO AZKABANU!!
- Aresztować to ciebie trzeba, ty śmierdząca różowa ropucho. Ty to nawet nie masz prawa głosu i jak śmiesz odzywać się w ten sposób do Lorda Blacka w ten sposób! Jak się zwracasz do Lorda, powinnaś gnić w Azkabanie – powiedziała Daphne i założyła ręce.
- Dziewucho wiesz, kim jestem? Jestem sekretarzem ministerstwa! Jestem madame. Pójdziesz do Azkabanu, ja to dopilnuje za brak szacunku.
- Nie pójdę do Azkabanu, Madame – powiedziała Daphne, a słowo "Madame" wypowiedziała z kpiną – a ty Madame może być i nawet Ministrem Magii, a dla mnie tylko madame jest ropuchą, która pluje jadem – stwierdziła Daphne.
- Dolores Umbridge, pani Daphne Black nie pójdzie do Azkabanu, bo nie opowiada kłamstw – powiedziała starsza Amelia – Jest pani ropuchą i pluje jadem, a poza tym, z tego co mi wiadomo powinna pani, pani Umbridge zwracać się do członka rodu Blacków z należytym szacunkiem, najlepiej per "pani" "dama" albo "Lady", a i "madame", a do panów "pan" i "Lord". Jeśli nie chce pani, żeby dosięgła panią gniew Lordów i Lady’s Blacków, to nie powinna pani nazywać ich córki i bratanicy "dziewucha" i mówić, że wsadzi Lorda Blacka do Azkabanu i grozić lady Black Azkabanem – Łapa, Marlene, Regulus i Dorcas patrzyli na Umbridge z mordem w oczach, a później pokiwali głowami.
- Pani Umbridge powinna si nauczyć etykiety Savoir-vivre – stwierdziła, starsza Andromeda i uśmiechnęła się psotnie.
- Ma Madame Tonks rację. We Francji do kobiety mówi się "madame" ,a do mężczyzny "monsieur" – rzekła Apollonia do Delacour.
- Zgadzam się z panią Tonks oraz Madame Delacour. Jestem za tym, by Dolores Umbridge nauczyła się etykiety Savoir-vivre, czyli tak ma się zwracać do naszych dzieci, wnuków i wnuczek oraz naszych prawnuków i według tej etykiety powinna się zwracać per "pan" i per "pani" albo "Lordzie" i "Lady" tak samo do nas, a i jeszcze per "Madame" i per" monsieur" bo nie jesteśmy jej kolegami, a w tym pomoże etykieta Savoir-vivre, czyli etykieta dobrego wychowania – zasugerowała starsza Molly patrząc morderczym wzrokiem na Umbridge - żeby wyrazić nam należyty szacunek i nauczyć ją dobrych manier – Molly chciała się zemścić na Umbridge, że torturowała Harry'ego krwawym piórem.
- Zgadzam się z Lady Weasley – powiedziały Lady Malfoy, Lady’s Potter, Lady Tonks, Lady’s Longbottom Madame Delacour.
- Jestem za! – zawołały dzieci, wnuki, wnuczki, prawnuki i prawnuczki Lordów, Lady, madame i monsieura podnieceni i czekali co wymyśliły najstarsze kobiety w ich rodzie. Nauczyciele pochwycili temat i uśmiechnęli się szyderczo do siebie.
- Zgadzam się szanownymi paniami – oznajmili profesorowie – Pani Umbridge powinna się nauczyć etykiety Savoir-vivre.
- I jak, dobrze zrozumiałaś, kochaniutka? – spytała słodko Minerwa
- Wal się! – warknęła Umbridge w odpowiedzi.
- Tiut, tiut – cmoknęła profesor McGonagall – Tak nie można się odzywać do starszej od siebie osoby, więc czas to zmienić, tak więc landrynko chciałabym, proszę, żebyś powtórzyła i przeprosiła mnie, czyli szanownej pani Profesor McGonagall, że powiedziałaś do mnie "wal się". Powiesz tak "Szanowna pani, zrozumiałam. Co szanowna pani profesor McGonagall powiedziała i przepraszam, że szanowną panią profesor obraziłam i powiedziałam do szanownej pani, do starszej od siebie osoby wal się ", a słowa "pani" proszę powiedzieć głośno i wyraźnie, bo etykieta Savoir-vivre tak każe. No dalej proszę powtórzyć.
- Nie będę nic powtarzać! – warknęła Umbridge, ale nagle poczuła, że musi wyrazić należyty szacunek do profesor McGonagall, bo Dumbledore rzucił nie nią niewerbalnie zaklęcie wymuszające – Szanowna PANI, zrozumiałam, co szanowna PANI profesor McGonagall powiedziała i przepraszam, że szanowną PANIĄ profesor obraziłam i powiedziałam do szanownej PANI, do starszej od siebie osoby "wal się" – powiedziała radosnym głosem, akcentując słowa "Pani". Sala patrzyła na siebie, a Dumbledore uśmiechnął się niewinnie.
- No widzisz, jak chcesz, to potrafisz – oznajmiła Minerwa cukierkowym głosem.
- Konsultowałam się z innymi paniami o twoim losie i stwierdziłyśmy, że będziesz się do wszystkich zwracała per "PANI " i LADY oraz "PAN " i LORD . Będziesz akcentować słowa "Pani" i "Lady " oraz "pan" i "Lord ", więc teraz, skarbie – oświadczyła – ROZUMIESZ? Będę cię uczyła etykiety, żebyś wiedziała, jak masz się zachowywać wobec nas.
- Tak PANI! – krzyknęła głośno.
- Nie skarbeńku tak się nie mówi do pani i do pana – skarciła ją i pogroziła jej palcem – Savoir-vivre mówi, że raz w zdaniu musisz powiedzieć nazwisko za Pani albo Panem, żeby odbiorca wiedział, że zwracasz się do niego. Powinno być tak "Tak, proszę PANI Malfoy" lub "Nie, proszę PANI Malfoy" mówisz też "Dziękuję proszę PANI Malfoy" rozumiesz?! I powtórz!
- Tak, proszę PANI Malfoy! – krzyknęła Dolores – Proszę PANI Malfoy czy PANI jest dumna ze mnie? – zapytała nieśmiało.
- Tak, oczywiście, że tak kochaniutka. Pani Malfoy jest dumna z takiego szkraba – zachichotała Cyzia i uśmiechnęła się słodko – Nauczę cię etykiety.
- Dziękuję, proszę PANI Malfoy – powiedziała Ropucha – Już się nie mogę doczekać kolejnej lekcji z PANIĄ, proszę PANI Malfoy – dodała podnieconym głosem, niektórzy leżeli ze śmiechu na podłodze.
- Ropucho przypadkiem nie zapomniałaś o czymś? – warknęła Marlene i patrzyła na Dolores, jakby chciała ją zaraz zamordować i stukała o posadzkę wysokim obcasem – CZEKAM! – ryknęła, że prawie wszyscy podskoczyli.
- O, Melinie bardzo przepraszam, szanowną PANIĄ Black, że zapomniałam. Mam jeszcze przeprosić szanowną LADY Daphne Black oraz szanownego LORDA Syriusza Blacka, więc proszę MADAME o przebaczenie, że ja, Dolores Umbridge miałam czelność jeszcze nie przeprosić PANI córki i męża! – krzyknęła przerażona i blada Umbridge, że Marlene stukała wysokim obcasem o podłogę i patrzyła na nią morderczym wzrokiem, a później zwróciła się szybko do Daphne i Syriusza, który czekali na przeprosiny – Bardzo PANIĄ i PANA przepraszam i proszę szanownych LORDA i LADY Blacków o przebaczenie, że ja, Dolores Umbridge miałam czelność powiedzieć, że wtrącę państwa do Azkabanu.
- No widzisz, Dolores? – powiedziały słodkim głosem dwie Lady Black oraz Łapa – Przeprosiny przyjęte.
- Bardzo dziękuję PANIOM i PANU Black, e państwo przyjęli moje przeprosiny, a późnej zwróciła się do Narcyzy – proszę PANI Malfoy jest PANI taka kochana, że znalazła PANI czas i uczy mnie etykiety – Umbridge wyglądała na podnieconą. Ciągle patrzyła na Narcyzę z uwielbieniem, a Narcyza zachichotała. Machnęła ręką i ponownie zachichotała.
- Skarbeńku to była dla Pani Malfoy czysta przyjemność – odparła, udając zawstydzona, ale była bardzo zadowolona, jak Umbridge się kompromituje. Chłopaki i mężczyźni parsknęli śmiechem – A tak na marginesie kochasz swoją Panią Malfoy, Umbridge? – zapytała z niewinnym głosem, przytulając do siebie Astorię.
- Tak proszę PANI Malfoy, kocham PANIĄ, moją PANI! – krzyknęła szczęśliwa.
- Więc rozkazuje ci wielbić i kochać moje przyjaciółki i ich dzieci i je kochać, tak samo, jak mnie, bo one są twoimi paniami, rozumiesz? A kochasz moja córeczkę panią Malfoy, Umbridge.
- Tak proszę PANI Malfoy! Kocham PANI córkę, PANIĄ Astorię Malfoy – Astoria uśmiechnęła się do matki, a ona odpowiedziała tym samym:
- Kocham cię, mamusiu – powiedziała Astoria i wtuliła się w Narcyzę, a później zwróciła się do Ropuchy – Na razie moja mamusia nie pomoże ci poprawić twojej kokardki, więc musisz sobie poradzić z tym sama.
- Dobrze, proszę PANI Malfoy! – krzyknęła Umbridge, a Astoria zachichotała radosnym głosem.
- Grzeczna dziewczynka – oznajmiła Molly – Kochasz mnie, panią Weasley, prawda skarbeńku? – spytała, a głos ociekał dużą słodyczą.
- Jestem grzeczną dziewczynką, proszę PANI Weasley i bardzo kocham PANIĄ, PANI Weasley! - Molly zachichotała
- landrynko a mnie czyli panią Weasley to kochasz, prawda? – spytała nagle Hermiona.
- Tak, proszę PANI Weasley , bardzo kocham PANIĄ, moja PANI ! – a Hermiona zachichotała. Machnęła ręką i ponownie zachichotała. Tyle czasu czekała na zemstę na Umbridge – a moją mamusię, Panią Potter to kochasz prawda?
- Tak proszę PANI Weasley, kocham PANI matkę, PANIĄ Potter!
- Co za cudowna osóbka z tej naszej Umbridge! – zaćwierkała Lily zachwycona, udając zawstydzona.
- Bardzo PANI dziękuję, proszę PANI Potter, bardzo miłe słowa. Nie zasłużyłam, proszę PANI – mówiła zawstydzona Dolores.
- A mojego synka, pana Pottera będziesz kochać i wielbić, jak mnie? – zaćwierkotała nagle starsza Molly, a Harry popatrzył na matkę zaskoczony, a ta puściła mu oczko. Wyszczerzył się do Molly i zapytał się Umbridge.
- Właśnie, Ropuszko, będziesz wielbić i kochać mnie, czyli Pana Pottera? – zapytał, bo wiedział, że Ginny się wkurzy na Umbridge.
- Tak, kocham i wielbię PANA, bo szanowny PAN Potter jest synem szanownej PANI Weasley, a PANA matka szanowna PANI Weasley kocha PANA, PANIE Potter, więc ja też muszę... To znaczy, chcę PANA kochać i wielbić.
- Pan Potter jest mój, Ropucho! – warknęła Ginny na Umbridge, a Molly zachichotała i wtuliła się w męża. Wiedziała o temperamencie swojej córki, niektórzy parsknęli śmiechem.
- Proszę PANIĄ Potter, proszę PANI o wybaczenie! – zawołała przerażona ropucha – PANI Potter, PANI matka PANI Weasley zapytała się mnie...
- Nie obchodzą mnie twoje żałosne tłumaczenia, Umbridge! – warknęła Ginny. Kobiety zachichotały, a mężczyźni parsknęli śmiechem – Przeproś mnie, że miałaś szczelność podrywać mojego męża, ale już!
- Przepraszam PANI Potter , proszę PANIĄ Potter o przebaczenie, że miałam szczelność podrywać PANI szanownego męża, PANA Pottera proszę PANI będę już grzeczną dziewczynką, PANI Potter – mruknęła blada, jak ściana i spuściła głowę, a Ginny pokiwała głową i Harry pocałował ją w usta, a ta westchnęła zadowolonym głosem.
- Mam taką nadzieję, Dolores – powiedziała Gabriela – bo jeśli nie będziesz grzeczną dziewczynką, to dosięgnie cię moc wili, a nie chcesz tego doświadczyć, prawda?
- Nie, proszę PANI Creevey i bardzo dziękuję PANI Creevey, że PANI mi to wytłumaczyła, co mnie czeka, kiedy nie będę grzeczną dziewczynką, proszę PANI – rzekła Ropucha. Denis uśmiechnął się szeroko do Gabriele, a ta pocałowała go w policzek, a Knot patrzył na to z przerażoną mina i cały się pocił.
- Czy wszystko porządku, panie Knot? – spytała Jessica.
- Wszystko porządku, pani Creevey – mruknął Kordek blady i przerażony.
- Na pewno? Bo jesteś strasznie niewyraźny – oznajmiła Nicole.
- Proszę cię, Kordek tylko oszczędź nam tego widoku i nie zlej się w gacie – rzekła Iola. Knot zrobił się czerwony, jak burak.
- Kobiety potrafią się potężnie zemścić – oznajmił Neville, patrząc na swoich kumpli, nie mogąc przestań się śmiać.
- Oj, potrafią – rzekła Hanna i pocałowała go w namiętnie w usta i oboje westchnęli zadowolonym głosem.
- My faceci to jednak jesteśmy prości, dajemy sobie po mordzie i jest po sprawie – stwierdził Draco – a tutaj – powiedział, kręcąc głową z niedowierzaniem. Astoria wtuliła się w blondyna, a ten pocałował ją w czoło. Pani Malfoy westchnęła zadowolonym głosem, a w nagrodę pocałowała go w policzek.
- Przypomnijcie mi, żeby ich nie denerwować – rzekł Lee zaklęcie Dumbledore'a przestało działać, Umbridge zrobiła wielkie oczy kiedy zrozumiała co mówiła zaczerwieniła się wściekle a później zbladła.
- Expelliarmus! – zawołał ochrypłym głosem, wskazując na nich różdżką Rona. Różdżki wyrwały im się z rąk i wystrzeliły w powietrze. Black złapał je zręcznie, po czym zrobił krok w ich stronę. Oczy miał utkwione w Harrym – Byłem pewny, że przyjdziesz, żeby ratować swego przyjaciela – Jego głos brzmiał tak, jakby go dawno nie używał – Twój ojciec zrobiłby to samo dla mnie. Jesteś dzielny, nie pobiegłeś po nauczyciela. A ja jestem ci za to wdzięczny... bo to wszystko bardzo ułatwi...
- Co ułatwi? – spytał Fleomont.
- Złapanie tego śmiecia – powiedział starszy Łapa.
- Jakiego śmiecia? – spytała młodsza Narcyza.
- Ciocia się dowie za niedługo – oznajmiła Ginny, a Narcyza podeszła do niej używając swojego wdzięku i gracji. Przytuliła Ginny do swojej piersi, następnie pocałowała ją w czoło, wyrażając cioteczne uczucia, jakie do niej żywiła. Pani Potter westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Narcyzę jeszcze bardziej.
- Co ty rodzisz do cholery!? – krzyknęli Luckowie.
- Przytulam Ginny. Nie widać? – oznajmiła beztrosko, a późnej zadrwiła – Kup sobie okulary, jak nie widzisz.
- Przecież to jest zdrajczyni krwi! – zawołali wściekli Luckowie, więc dwie Narcyzę strzeliły ich zaklęciem, q ci pisnęli z bólu.
- Lady Potter nie jest żadną zdrajczynią krwi! Jak śmiesz tak do pani Potter mówić! – warknęły Lady Malfoy. Obie miały szpilki i ubrania z kolekcji projektantek mody i ponownie ją przytuliły – Jestem przy tobie, skarbie cioteczka jest przy tobie i cioteczka bardzo cię kocha – Ginny wtuliła się w blondynkę – Jestem twoją ciocią, kochanie i nic tego nie zmieni, nawet ten idiota znanym moim mężem.
- Tak, ciociu Cyziu, jesteś moją ciocią – powiedziała Ginny zadowolonym głosem do jej piersi, że Cyzia przytula ją z miłości.
- Moje kochanie! – wzruszyła się blondynka – Uwielbiam, gdy powiedziałaś do mnie per ciociu.
- Przecież jesteś moją ciocią – oznajmiła pani Potter, jakby było to coś oczywistego – Dlatego zwracam się do cioci per ciocia.
- Tak, kochanie – zgodziła się Lady Malfoy, całując ją w policzek.
Uwaga na temat ojca zadźwięczała w uszach Harry'ego tak, jakby Black ją wykrzyczał. Poczuł w piersiach falę gorącej nienawiści, która wyparła strach. Po raz pierwszy w życiu zapragnął mieć znowu różdżkę w ręku nie po to, by się bronić, ale po to, żeby zaatakować... żeby zabić. Bez zastanowienia zrobił krok do przodu, ale Ron i Hermiona natychmiast złapali go za ręce i zatrzymali.
- Nie, Harry, nie! – wydyszała Hermiona. Ron stał, chwiejąc się lekko, a blady był jak kreda.
- Jeśli chcesz zabić Harry'ego – krzyknął zapalczywie – będziesz musiał zabić i nas!
- Nie chce was zabijać! – jęknął młodszy Łapa.
Coś zamigotało w ocienionych oczach Blacka.
- Połóż się – powiedział cicho – Połóż się, bo jeszcze bardziej uszkodzisz sobie nogę.
- Słyszałeś? – wyrzucił z siebie Ron, trzymając się kurczowo Harry'ego, żeby nie upaść – Będziesz musiał zabić nas troje!
- Tej nocy dojdzie tylko do jednego morderstwa – rzekł Black, szczerząc zęby.
- Kogo? – pytała młodsza Alicja I.
- Tylko jednego? – prychnął Harry, próbując się wyswobodzić z uścisku Rona i Hermiony – Co się stało? Ostatnim razem nie byłeś taki łagodny, prawda? Nie zawahałeś się przed zabiciem tych wszystkich mugoli, chociaż zależało ci tylko na śmierci tego małego Pettigrew... Co się stało, czyżbyś zmiękł w Azkabanie?
- To Pettigrew nas zdradził! – krzyknął starszy Rogacz – był moim przyjacielem
- Peter Pettigrew ten pulchny chłopiec? – zapytała Euphemia.
- Tak, to Peter nas zdradził, mamusiu – rzekła starsza Lily I. Euphemia przytuliła ją do siebie.
- Zabije go własnymi rękami – jej głos ociekał jadem – Nikt nie ma prawa krzywdzić moich dzieci.
- Faktycznie zaczął się dziwnie zachowywać – powiedział młodszy Remus.
- Znikał, a później się pojawiał – dodał młodszy Łapa.
- Harry! – jęknęła Hermiona – Uspokój się!
- ON ZABIŁ MOICH RODZICÓW! – ryknął Harry.
- Mój tatuś nie zdradził cioci i wujka! – prychnęła Daphne, a Cassiopeja się z nią zgodziła.
- Tatuś jest najlepszym przyjacielem i do tego bratem wujka Jamesa – powiedziała Cassie.
- To nie jest twój tatuś, Greengrass – powiedziała Pansy – Twoi rodzice to państwo Greengrassowie.
- Mylisz się, Parkinson! – warknęła Daphne – Jestem panią Black, a Marlene Black jest moją mamusią, a Syriusz Black jest moim tatusiem, a wiesz czemu? Oni widzą mnie całą! – warknęła Daphne i wskazała na swoje serce – Nawet gdybym skończyła po tym wszystkim jako pokryty bliznami potwór, oni wciąż widzieliby prawdziwą mnie, akceptowali mnie taką i kochali mnie taką!!!! – jej głos narastał, dążąc do epickiego wybuchu na koniec. Jednak powstrzymała ją Marlene, która przytuliła ją do siebie, kiedy tylko Daphne poczuła jej perfumy i ciało.
- Mamusia – wyszeptała zadowolonym głosem do jej piersi i się wtuliła w ciało pani Black.
- Jestem przy tobie, kochanie. Mamusia jest przy tobie i bardzo cię kocha – głaskała ją po włosach i pocałowała w czoło, która w jednym momencie się uspokoiła i westchnęła zadowolonym głosem, a później Lady popatrzyła jadowicie na Pansy, która przełknęła ślinę – Powiem to i nie będę się powtarzać. Daphne jest moją córeczką i jeśli ktoś powie, że jest inaczej, to mnie popamięta! – warknęły monarchini Blacków, patrząc na ludzi swoimi brązowymi oczami, gdzie było widać ogień w jej oczach. W tym samym czasie przytulała Daphne, a córki Daphne patrzyły na Ślizgonkę jakby była robakiem.
- Tak, mamusiu – mruknęła zadowolonym głosem – Kocham Cię bardzo mocno, mamusiu.
Szarpnął się z całej siły, wyrwał z ich uścisków i rzucił się do przodu... Zapomniał o czarach... zapomniał, że jest mały, chudy i ma trzynaście lat, a Black jest wysokim, dorosłym mężczyzną. Wiedział tylko jedno: musi dorwać tego drania i uderzyć go, powalić, zranić, udusić, choćby miało go to kosztować życie...
- Harry – dwie wersje Lily miały łzy w oczach.
- Łapa się nie obronił – mruknęli Rogacze.
Być może Black nie przewidział, że Harry może zrobić coś tak głupiego, w każdym razie nie zdążył podnieść różdżki. Ręka Harry'ego zacisnęła się wokół jego przegubu, pięść drugiej trafiła go w skroń i obaj wpadli na ścianę... Hermiona wrzeszczała, Ron wył jak opętany, z końców różdżek w dłoni Blacka wystrzeliło oślepiające światło, a za nim strumienie iskier, które minęły twarz Harry'ego o cal. Harry czuł, jak żylasta ręka pod jego palcami skręca się i szarpie, ale trzymał ją mocno, a drugą dłonią tłukł Blacka na oślep.
- Harry uspokój się, proszę! – zawołały przerażone dwie wersje matki Harry'ego.
Lecz druga ręka Blacka odnalazła w końcu jego gardło...
- Nie – syknął – Za długo na to czekałem...
- Na co czekałeś? – spytał młodszy Frank I.
Długie palce zacisnęły się mocniej na gardle Harry'ego, który zaczął się krztusić.
- PRZESTAŃCIE! – ryknęły Lily Potter oraz Marlene Black.
Przez przekrzywione okulary zobaczył nagle wynurzającą się skądś stopę Hermiony. Black stęknął z bólu i puścił go. Ron rzucił się na rękę Blacka, wciąż trzymającą różdżki. Rozległ się cichy trzask... Uwolnił się z kłębowiska ciał i dostrzegł własną różdżkę, toczącą się po podłodze, rzucił się ku niej, lecz...
- Aaach!
Łapa przytulił do siebie Hermionę oraz Harry'ego.
To Krzywołap włączył się do walki, wbijając mu w ramię pazury. Harry strząsnął go z siebie, ale kot skoczył ku jego różdżce...
- NIE! NIE WOLNO! – wrzasnął Harry i kopnął Krzywołapa, który odskoczył, prychając gniewnie. Harry porwał swoją różdżkę, odwrócił się... – Odsuńcie się! – krzyknął do Rona i Hermiony. Nie trzeba im było tego powtarzać. Hermiona, z trudem łapiąc powietrze i z krwawiącą wargą,
- Hermiono, ja... – powiedział starszy Łapa.
- Jesteś moim ulubionym wujkiem, razem z wujkiem Remusem – przerwała mu Hermiona i przytuliła Łapę i pocałowała go policzek.
- Jesteś piękną i zdolną czarownicą, Hermiono – powiedział starszy Syriusz – Ron, masz wspaniałą dziewczynę.
- Wiem, że mam – odparł Ron. Widział, jak Łapa przytula Hermionę, która miała uśmiech na twarzy.
- Cieszę, że żyjesz, wujku – mruknęła do jego piersi – i teraz mogę się do ciebie przytulić.
- Zawsze możesz się do mnie przytulać, kochanie, kiedy tylko chcesz. Tak samo mówię do reszty twoich przyjaciół.
- Wujek! - zawołały przyjaciółki Hermiony, oprócz Daphne i Cassie i przytuliły się do niego, że aż go powaliły na podłogę.
- Spokojnie dziewczyny! – śmiał się Łapa z ziemi i całowały go policzek.
- To słodkie – powiedziała Mary, patrząc na Łapę leżącego na ziemi.
- Syriusz zostałeś niańką napalonych nastolatek! – zadrwił Rogacz. I nim się zorientował również leżał na ziemi obok Syriego.
- Wujek my ciebie też kochamy – powiedziała Susan do Rogacza, całując go policzek.
- A wujek nas kocha? – zapytały bliźniaczki Flora i Hestii, patrząc na Rogacza z nadzieją i następne go pocałowały w policzek. W tym samym momencie reszta dziewczyn też patrzyły na niego i też go całowały w policzek.
- No tak – powiedział powoli Rogacz.
- To jest jakiś koszmar! – skrzywił się Hugo, widząc jak zachowują się jego matka i jej przyjaciółki.
- Dziewczyny, uspokójcie się! – krzyknęła wreszcie Minerwa.
- Ale my tylko całowaliśmy w policzek naszych ukochanych wujków! – broniły się dziewczyny, a Łapa i Rogacz, którzy mieli ślady szminek na policzkach wyszczerzyli się, patrząc na swoje żony, które chichotały.
- James! Syriusz! Zmyjcie to natychmiast – powiedziała Rolanda – A wy się uspokójcie – dodała do dziewcząt, które zrobiły obrażone miny i usiadły na kolanach swojego męża.
rzuciła się w bok, chwytając różdżkę swoją i Rona. Ron doczołgał się do łóżka i padł na nie bez tchu, trzymając się za złamaną nogę; twarz mu pozieleniała.
- Ron, przepraszam – mruknął starszy Łapa.
- Skrzywdziłeś mojego Mon-Rona! – zawołała Lavender.
- Czy możesz przestać nazywać wujka Rona "Mon-Ron"? – spytała Barbara – On jest z ciocią Hermioną. Znajdź sobie kogoś innego.
Black leżał pod samą ścianą. Jego wychudła pierś unosiła się i opadała szybko, kiedy obserwował, jak Harry podchodzi wolno, z różdżką wycelowaną prosto w jego serce.
- Chcesz mnie zabić, Harry? – wyszeptał. Harry zatrzymał się tuż nad nim, wciąż celując różdżką w jego pierś. Wokół lewego oka Blacka pojawił się nabrzmiewający szybko siniak, a z nosa sączyła się krew.
- Harry! – warknęły Daphne i Cassie.
- Przepraszam, Syriuszu – mruknął Harry i spuścił głowę. Nagle poczuj mocne ramię.
- To już Rogaś, wybaczam Ci wszystko, bo spełniłeś jeden z warunków: wygrałeś puchar Quidditcha dla Gryffindoru na miotle, którą ci kupiłem, mam rację?
- Syriusz! – jęknęli Lily I, Marlene i Dorcas.
- No co? – Harry przytulił się do ojca chrzestnego – Rogacz już się śmieje – wskazał na brata, który parsknął śmiechem.
- Zabiłeś moich rodziców – powiedział Harry lekko roztrzęsionym głosem, ale ręka z różdżką nawet nie drgnęła. Black wpatrywał się w niego swoimi głęboko zapadniętymi oczami.
- Nie przeczę... – odrzekł cicho.
- Tatusiu! – krzyknęły ze łzami w oczach córki Łapy.
- Namówiłem Lily i Jamesa, żeby Peter był ich Strażnikiem Tajemnicy zamiast mnie – rzekł starszy Łapa i głos mu się załamał – Tak, to moja wina – Niektóre osoby przyłożyły ręce do ust zszokowane.
- Nie, Syriuszu to nie była twoja wina – powiedziała starsza Lily i przytuliła się do najlepszego przyjaciela .
- Ale Lily... – zaczął.
- Może masz czasem głupie pomysły, ale nigdy byś nas nie zdradził, Syriuszu.
- Czasem? – spytała starsza Marlene z niewinną miną, patrząc na męża – Lily, Syriusz ma głupie pomysły często.
- Nie odskakuj blondi albo przełożę cię przez kolano i dostaniesz karę.
- Naprawdę dostanę? – zapytała podnieconym głosem Lady Black.
- DOŚĆ!!! – ryknął Jared, machając rękami – NIE CHCE WIEDZIEĆ!! – A Daphne zachichotała.
- Wracając do tematu – powiedziała pani Potter – Nigdy byś nas nie zdradził, Syriuszu – Łapa nachylił się i pocałował ją w policzek.
- Lily ma rację, bracie – powiedział starszy Rogacz.
- Kocham cię, Syriuszu, jak brata – wyszeptała zadowolonym głosem, wtulając się w swojego brata.
- Bo jestem twoim bratem, kochaniutka – stwierdził Łapa i pocałował ją w czoło wyrażając braterskie uczucia, jakie do niej żywił. Lily uśmiechnęła się delikatnie i westchnęła zadowolonym głosem i pocałowała go w policzek.
- Jesteś i zawsze będziesz – mruknęła.
- Ale gdybyś wiedział wszystko...
- Wszystko? – powtórzył Harry, czując łomotanie w uszach – Sprzedałeś ich Voldemortowi, to mi wystarczy!
- Musisz mnie wysłuchać – powiedział Black natarczywie – Będziesz żałował, jak mnie nie wysłuchasz... Nie rozumiesz...
- Rozumiem o wiele więcej, niż ci się wydaje – przerwał mu Harry, ale głos mu drżał jeszcze bardziej – Nigdy jej nie słyszałeś, co? Mojej mamy... próbującej powstrzymać Voldemorta przed zabiciem mnie... i to ty do tego doprowadziłeś... ty ich zdradziłeś...
Kobiety i dziewczyny były blade.
- Jestem przy tobie, zawsze będę przy tobie, Harry – wyszeptała mu do ucha i przytuliła go do siebie.
- Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.
Zanim którykolwiek z nich zdążył wypowiedzieć słowo, coś rudego śmignęło koło Harry'ego. Krzywołap wylądował na piersi Blacka i ułożył się na niej, zasłaniając serce. Black zamrugał i spojrzał na kota.
- Uciekaj – mruknął, próbując go z siebie strącić. Ale Krzywołap wbił pazury w jego szatę i nie chciał puścić. Zwrócił swój brzydki, płaski pysk w stronę Harry'ego i patrzył na niego wielkimi żółtymi oczami. Gdzieś na prawo załkała głośno Hermiona.
- Krzywołap jest bardzo mądry – rzekł starszy Łapa – jak jej pani – spojrzał na Hermionę, która się zarumieniła.
Harry wpatrywał się w Blacka i Krzywołapa, ściskając mocno różdżkę. Co z tego, że będzie musiał zabić również i tego kota? To sprzymierzeniec Blacka... jeśli gotów jest umrzeć w jego obronie, to już jego sprawa... Jeśli Black chce go uratować, świadczyłoby to tylko o tym, że więcej dla niego znaczy kot niż rodzice Harry'ego...
- Nie rób tego, Harry! – krzyknął dwie wersje Łapy.
Podniósł różdżkę. Nadeszła chwila, aby to uczynić. Nadeszła chwila zemsty za matkę i ojca. Tak, zabije Blacka. Musi go zabić. To jego chwila.
- Tatusiu! – krzyknęły przerażone Amelia II Olivia i Lily II – Nie rób tego! – Harry westchnął.
Sekundy wlekły się powoli, a Harry wciąż stał jak wryty z wyciągniętą różdżką, Black wpatrywał się w niego, Krzywołap przywarł do piersi Blacka, gdzieś z podłogi dochodził chrapliwy oddech Rona. Hermiony nie słyszał. I wówczas rozległ się jakiś dźwięk... Odgłos przytłumionych kroków... ktoś schodził po schodach.
- TU JESTEŚMY! – wrzasnęła Hermiona – NA GÓRZE... SYRIUSZ BLACK... SZYBKO! – Black drgnął tak gwałtownie, że Krzywołap z trudem utrzymał się na jego piersi. Harry zacisnął kurczowo palce na różdżce. 'Zrób to teraz!'. Zabrzmiał mu w głowie głos. Lecz kroki zadudniły ponownie, tym razem po schodach – a Harry wciąż nie mógł się na to zdobyć.
Harry przytulił się do Ginny, a ona go objęła.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem, buchnęły czerwone iskry, a Harry odwrócił się i ujrzał, jak do pokoju wpada profesor Lupin.
- Luniek! – krzyknął z ulgą w głosie dwie wersje Rogacza.
- Tatuś! – zawołały Victoire i Hope z ulgą w głosie.
Był blady, w ręku trzymał różdżkę. Rzucił okiem na Rona leżącego na podłodze, na Hermionę kulącą się obok drzwi, na Harry'ego stojącego nad Blackiem z wyciągniętą różdżką, a potem na samego Blacka, okrwawionego i leżącego u stóp Harry'ego.
- Expelliarmus! – krzyknął Lupin. Różdżka Harry'ego ponownie wyrwała mu się z ręki i to samo stało się z różdżkami trzymanymi przez Hermionę. Lupin złapał je zręcznie w powietrzu, a potem przeszedł na środek pokoju, wpatrując się w Blacka, na którego piersi wciąż leżał Krzywołap. Harry stał nieruchomo, czując w sobie straszliwą pustkę. Nie zrobił tego. Nerwy go zawiodły. Black zostanie wydany w ręce dementorów.
- To kochankowie Umbridge, nie moi. Oni nie są w moim typie, a poza tym nie lubię orgii! – krzyknął młodszy Łapa. Niektórzy zakrztusili się śliną.
I wtedy Lupin przemówił, a głos miał bardzo dziwny, bo drżący od z trudem powstrzymywanych emocji.
- Gdzie on jest, Syriuszu?
- Kto? – spytali Crabbe i Goyle.
- Pettigrew, idioci – odparł Draco.
- Aha – mruknęli.
Harry spojrzał szybko na Lupina. O co tu chodzi? O kim Lupin mówi? Znowu popatrzył na Blacka. Twarz Blacka nie wyrażała niczego. Przez kilka sekund nawet się nie poruszył. A potem bardzo powoli podniósł rękę i wskazał na Rona. Harry spojrzał na Rona, którego twarz zastygła w wyrazie osłupienia – Ale... – mruknął Lupin, wpatrując się w Blacka tak uporczywie, jakby chciał poznać jego myśli – ...dlaczego dotąd się nie ujawnił? Chyba że... – oczy mu się nagle rozszerzyły, jakby zobaczył coś poza Blackiem, coś, czego żadne z nich nie było w stanie dostrzec – ...chyba że to on był tym... chyba że zamieniliście się... nic mi nie mówiąc... – Black powoli kiwnął głową, nie spuszczając wzroku z Lupina.
Starszy Łapa warczał.
- Panie profesorze – powiedział głośno Harry – co tu się... – Ale nie skończył zdania, bo to, co zobaczył, sprawiło, że głos uwiązł mu w gardle. Lupin opuścił różdżkę. Podszedł do Blacka, chwycił go za rękę, pociągnął, pomagając mu wstać i... i uściskał go jak brata. Krzywołap spadł na podłogę. Harry poczuł się tak, jakby jechał bardzo szybką windą.
- TO NIEMOŻLIWE! – krzyknęła piskliwie Hermiona.
- Ja nie mam piskliwego głosu! – oburzyła się Hermiona.
Lupin puścił Blacka i odwrócił się do niej. Podniosła się z podłogi i wyciągnęła rękę w kierunku Lupina, wytrzeszczając na niego oczy.
- Ty... ty...
- Hermiono...
- ...ty i on!
- Hermiono, uspokój się...
- Nie powiedziałam nikomu! Ukrywałam to ze względu na ciebie...
- Co ukrywasz, Remusie Lupin! – zawołały Euphemia, Mary i młodsza Dorcas.
- Hermiono, wysłuchaj mnie, proszę! – krzyknął Lupin – Zaraz ci wyjaśnię! – Harry dygotał, nie ze strachu, ale z wściekłości.
- Zaufałem ci – krzyknął do Lupina – a ty przez cały czas byłeś jego przyjacielem!
- Mylisz się – rzekł Lupin – Nie byłem przyjacielem Blacka przez dwanaście lat, ale teraz jestem... Pozwól mi wyjaśnić...
Hermiona westchnęła i popatrzyła smutno na dwie wersje wujka Remusa, którzy zbledli.
- NIE! – krzyknęła Hermiona – Harry, nie ufaj mu, to on pomógł Blackowi dostać się do zamku, on też pragnie twojej śmierci... to WILKOŁAK!
Ci, którzy nie wiedzieli o tym opadły szczęki. Zaległa głucha cisza. Wszystkie oczy utkwione były teraz w dwóch wersjach Remusa, którzy nadal byli spokojni, choćć zbladli jeszcze bardziej.
- JESTEŚ WILKOŁAKIEM!?!?! – zapiszczały Mary, Euphemia, młodsza Dorcas, Molly II, Narcyza, Alicja I i Andromeda zszokowane.
- Przepraszam, wujku Remusie – mruknęła Hermiona, mając łzy w oczach. Remusowie westchnęli.
- Nie przeczę, że jestem wilkołakiem.
- O Boże! – zawołała Caroline i przyłożyła rękę do ust zszokowana.
- Dlatego nam nie powiedziałeś! – warknęły kobiety.
- Bałem się panicznie, że odwrócicie się ode mnie, kiedy się dowiecie, kim... a raczej czym jestem – stwierdził młodszy Remus – Że kiedy się dowiecie nie będziecie chcieli mnie znać, bo jestem potworem – i nim się zorientował, jęknął z bólu. Nad nim stała jego przyjaciółka Lily Potter ze wściekłą miną.
- Nigdy, przenigdy nie mów, że jesteś potworem!! – wysyczała młodsza wersja Lady Potter lodowatym głosem – ROZUMIESZ?! CZY MAM CI POWIEDZIEĆ JESZCZE LECZ DOBITNIEJ!?!
- Rozumiem, pani Potter – mruknęli.
- Wiedziałaś, że Remus jest wilkołakiem? – spytała z niedowierzaniem młodsza Dorcas.
- Tak – oznajmiła z mocą stali Euphemi i Caroline. Zrobiło się słabo.
- Od kiedy? – spytała Mary.
- Nie ważne, kiedy się dowiedziałam – oznajmiła cicho starsza Lily, nie chcąc zdradzić, że jej mąż też jest animagiem.
- Dowiecie się wszystko w następnym rozdziale – powiedział Ron, co zaskoczyło Lily i Rogacza.
- Moim zdaniem Remus jest seksy wilkołakiem – powiedziała pani Lupin. Remusowie się zarumienili.
- Ktoś tu się rumieni! – zaśmiali się Fred, George, Łapa i Rogacz.
- A ty, Dolores, chciałaś to skomentowałaś jakoś? – spytała Nimfadora.
- Nie, madame Lupin – mruknęła cicho, bo na razie była posłuszna i czekała na zemstę.
- Nie usłyszałam, co powiedziałaś Umbridge? – powiedziała z mocą stali, lecz i słodko Lady Lupin – Powtórz.
- Nie, MADAME Lupin!
- Uwielbiam, kiedy nazywasz mnie madame Dolores – powiedziała Lady Lupin zachwycona i patrzyła, jak Umbridge robi się czerwona.
- Kocham Cię, pani Lupin – mruknął Remus, patrząc z zachwytem na Nimfadorę – Ty moja przebiegła żonko.
- Musimy to uczcić, że jesteś seksy – oznajmiła podniecona Nimfadora do ucha Remusa i przeleciała ręką po jego klatce – mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz i mnie zadowolisz, panie Lupin. Proszę, panie Lupin kochaj się ze mną – jej głos był niezwykle erotyczny i pocałowała go w policzek. Remus już chciał ją przelecieć już teraz, ale musiał się powstrzymać.
Zaległa głucha cisza. Wszystkie oczy utkwione były teraz w Lupinie, który nadal był spokojny, choć zbladł.
- Wstydź się, Hermiono, to grubo poniżej twoich zwykłych możliwości – stwierdził sucho.
Nimfadora popatrzyła na Hermionę.
- Z tych trzech zdań tylko jedno jest prawdziwe. Nie pomagałem Syriuszowi w przedostaniu się do zamku i na pewno nie pragnę śmierci Harry'ego... – Dziwny skurcz przebiegł przez jego twarz. - Ale nie przeczę, że jestem wilkołakiem... – Ron spróbował wstać, ale upadł z powrotem, jęcząc z bólu. Lupin ruszył ku niemu z zatroskaną miną, ale Ron wydyszał:
- Nie dotykaj mnie, wilkołaku!
- Ron, jak śmiesz się tak odzywać do Remusa! – warknęła Nimfadora na Rona. Ron zbladł.
- To nie jest jego wina – dodały dwie wersje Rogacza – Że został ugryziony.
- Przeproś go natychmiast, Ronaldzie – powiedziały dwie wersje Molly I.
- Przepraszam, wujku Remusie, że odezwałem się do Ciebie w taki sposób – powiedział z mocą Ron.
- Przeprosiny przyjęte, Ron – oznajmiły dwie wersje Lunatyka i uśmiechnęli się do niego.
Lupin zatrzymał się, a potem, z pewnym oporem, odwrócił się do Hermiony i zapytał:
- Od kiedy o tym wiesz?
- Od dawna – szepnęła Hermiona – Od czasu, gdy pisałam wypracowanie dla profesora Snape'a...
- Musiałeś się popisywać! – warknęła starsza Lily do Snape'a.
- Byłby zachwycony – rzekł chłodno Lupin – Zadał wam ten temat, mając nadzieję, że ktoś zda sobie sprawę, o czym świadczą objawy mojej choroby. Sprawdzałaś tabele księżycowe? Zrozumiałaś, że zawsze jestem chory podczas pełni? A może zwróciło twoją uwagę to, że bogin zamienił się w księżyc, kiedy mnie zobaczył?
- I to, i to – odpowiedziała cicho Hermiona.
Huncwoci, Lily i Marlene mordowali wzrokiem starszego Snape'a.
Lupin zaśmiał się sztucznie.
- Jesteś najmądrzejszą trzynastoletnią czarownicą, jaką kiedykolwiek spotkałem, Hermiono.
- Lily jest bardzo zdolna – oznajmiły dwie wersje Rogacza.
- Nie – wyszeptała Hermiona – Gdybym była choć trochę mądrzejsza, powiedziałabym wszystkim, kim naprawdę jesteś!
- Hermiono! – skarcił ją starszy Rogacz – To jest twój wujek.
- Przecież wiedzą – powiedział Lupin – W każdym razie nauczyciele.
- Dumbledore zatrudnił cię, wiedząc, że jesteś wilkołakiem? – zdumiał się Ron – Czy on zwariował?
- Ja już bardzo dawno temu zwariowałem, panie Weasley – powiedział beztrosko Dumbledore i zjadł dropsa.
- Niektórzy nauczyciele tak myśleli – powiedział Lupin – Dużo wysiłku włożył w to, żeby ich przekonać, że zasługuję na zaufanie...
- I MYLIŁ SIĘ! – ryknął Harry – POMAGAŁEŚ MU PRZEZ CAŁY CZAS! – Wskazał na Blacka, który podszedł chwiejnie do łóżka z czterema kolumienkami i opadł na nie, zakrywając twarz drżącą dłonią. Krzywołap wskoczył mu na kolana, mrucząc głośno. Ron odsunął się od nich, wlokąc za sobą złamaną nogę.
- Nie pomagałem Syriuszowi – powiedział Lupin – Jeśli dacie mi szansę, wszystko wyjaśnię. Zobaczcie...
- Co? – spytał Colin II.
Rozdzielił trzymane w ręku różdżki i po kolei rzucił je ich właścicielom. Harry, oszołomiony, złapał w powietrzu swoją – Proszę – powiedział Lupin, wtykając swoją różdżkę za pas – Jesteście uzbrojeni, my nie. Teraz mnie wysłuchacie? – Harry nie wiedział, co o tym myśleć. Czy to jakaś nowa sztuczka?
- Nie, Harry – oznajmił starszy Remus.
- Jeśli mu nie pomagałeś – powiedział, rzucając wściekłe spojrzenie na Blacka – to skąd wiedziałeś, że jest tutaj?
- Mapa – odrzekł Lupin – Mapa Huncwotów. Przyjrzałem się jej w moim gabinecie i...
- Wiesz, jak ona działa? – zapytał podejrzliwie Harry.
- Oczywiście – odpowiedział Lupin, machając niecierpliwie ręką – Pomagałem ją narysować. To ja jestem Lunatyk... tak mnie w szkole nazywali moi przyjaciele.
- Somnambulizm (potocznie lunatykowanie) to zaburzenie polegające na pojawieniu się w czasie snu aktywności ruchowej o charakterze automatycznym. Niekiedy lunatykowanie ogranicza się jedynie do siadania na łóżku, zazwyczaj jednak obejmuje również codzienne czynności, takie jak mówienie, chodzenie, ubieranie się czy przygotowywanie posiłków. Znane są przypadki zaawansowanych i długotrwałych epizodów, podczas których lunatykujący prowadził samochód, podejmował próbę wychodzenia przez okno itp. Osoba lunatykująca ma obojętną, maskowatą twarz, słabiej reaguje na polecenia czy próby porozumiewania się z nim, z trudem pozwala się obudzić i najczęściej nie pamięta wydarzeń z okresu epizodu. Lunatykowanie rozpoczyna się najczęściej w szczytowym momencie snu wolno falowego (NREM), godzinę lub dwie po zaśnięciu – powiedziała Samanta – Kiedy jesteś pod postacią wilkołaka to nie pamiętasz, co robiłeś, prawda?
- Nic nie pamiętam – zgodziły się dwie wersje Lunatyka i uśmiechnęli się delikatnie do pani Weasley – mądra jest z ciebie dziewczyna.
- Dzięki – odparła Samanta – leczyłam kilku, którzy lunatykowali.
- Ty ją narysowałeś?!
- Najważniejsze jest to, że dziś wieczorem obejrzałem ją sobie dokładnie, ponieważ domyślałem się, że ty, Ron i Hermiona możecie wymknąć się z zamku, żeby odwiedzić Hagrida przed egzekucją Hardodzioba. I miałem rację, prawda?
- Och wspomnienia! – westchnął teatralnym tonem Ron.
Zaczął się przechadzać tam i z powrotem, patrząc na nich. Spod jego stóp wzbijały się małe obłoczki kurzu.
- Mogłeś mieć na sobie starą pelerynę swojego ojca, Harry...
- Skąd wiesz o pelerynie?
- Tyle razy widziałem, jak James pod nią znikał... – odrzekł Lupin, znowu machając niecierpliwie ręką.
- I ja razem z nim – powiedział młodszy Łapa.
- Jesteś może fajny Łapo, a nie jesteś w moim typie – odpowiedział młodszy Rogacz – wolę znikać z taką jedną rudowłosą pięknością o zielonych oczach. Podpowiem Ci: Była prefektem i prefektem naczelnym Gryffindoru urodziła się w styczniu i jest mugolakiem a i ma patronusa łanię.
- Olivia? – palnął młodszy Łapa, wskazując na żonę Jamesa II, a większość ludzi, w tym ona sama, patrzyła na niego z niedowierzaniem. Niektórzy parsknęli śmiechem – a nie czekaj ona to jest Jamesem Syriuszem i jest jakieś 43 lata młodsza.
- Brawo, geniuszu! – parsknął śmiechem młodszy Luniek.
- Lily Potter z domu Evans, pchlarzu! – jęknął młodszy Rogacz.
- Przecież wiem, łosiu! – odparował młodszy Łapa.
- Rzecz w tym, Harry, że nawet kiedy ją mieliście na sobie, widać was było na Mapie Huncwotów. Obserwowałem, jak idziecie przez błonie i wchodzicie do chaty Hagrida. Dwadzieścia minut później wyszliście stamtąd i skierowaliście się w stronę zamku. Ale wówczas ktoś już wam towarzyszył.
- Kto? – pytali podnieceni uczniowie.
- Co? – zapytał Harry ze zdumieniem – Nie, to nieprawda!
- Ja też nie mogłem uwierzyć własnym oczom – rzekł Lupin, wciąż krążąc po pokoju – Myślałem, że z tą mapą coś jest nie w porządku. Bo niby skąd on tam się wziął?
- Nikogo z nami nie było!
- Ale kogo mogło z wami nie być? – zdziwił się Justin.
- Był zaraz się dowiesz – powiedział starszy Łapa.
- A wtedy zobaczyłem jeszcze jedną plamkę, poruszającą się szybko w waszym kierunku, a przy plamce było imię i nazwisko... Syriusz Black... Zobaczyłem, jak wpada na was, jak wciąga was dwóch pod Wierzbę Bijącą...
- Jednego z nas! – zawołał ze złością Ron.
- Nie, Ron – powiedział Lupin – Dwóch... – Zatrzymał się i zmierzył Rona chłodnym spojrzeniem.
- Powiało chłodem – oznajmił Jared.
- Mógłbym rzucić okiem na twojego szczura?
- Co? A co ma z tym wspólnego mój szczur?
- Wszystko – odparł Lupin – Mogę go zobaczyć?
Łapa i Remus zacisnęli ręce.
Ron zawahał się, a potem wsunął rękę za pazuchę i wyciągnął wyrywającego się rozpaczliwie Parszywka. Musiał go złapać za ogon, by zapobiec ucieczce. Leżący na kolanach Blacka Krzywołap podniósł się i cicho zasyczał.
- Proszę pani, wie pani, że kocham tego kota, pani Weasley – oznajmił Ron do ucha Hermiona erotycznym głosem.
- Proszę pana, wie Pan, to jest bardzo mądry kot, panie Weasley – odparła podniecona Hermiona i oddychała głęboko.
Lupin podszedł do Rona. Wydawało się, że wstrzymał oddech, wpatrując się bacznie w Parszywka.
- No i co? – zapytał przestraszony Ron, podsuwając mu Parszywka pod nos – Co mój szczur ma z tym wszystkim wspólnego?
- To nie jest szczur – zachrypiał nagle Black.
- Jak, nie szczur? – spytała Pansy – Przecież widać.
- Co? Przecież każdy widzi, że to szczur...
- Mylisz się – powiedział szybko Lupin – To czarodziej.
- Czarodziej! – krzyknęło większość ludzi szoku.
- Animag – dodał Black – Nazywa się Peter Pettigrew.
Ci, którzy nie widzieli opadły szczęki.
- Czy chcesz mi powiedzieć, że Peter Pettigrew jest animagiem! – krzyknęły przyjaciółki te, które nie wiedziały, że Peter jest animagiem.
- Pettigrew jest animagiem i zamienia się szczura – powiedziała starsza Lily.
- Tak zmienia się szczura – zgodziła się młodsza Marlene i skrzywiła się.
- Koniec rozdziału – oznajmił Colin II.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz