- Teraz ja – powiedział Feliks.
- Proszę bardzo – odparła dziewczyna i podała mu książkę.
Rozdział dziewiętnasty
Sługa Lorda Voldemorta
Hermiona krzyknęła. Black zerwał się na równe nogi. Harry podskoczył, jakby go poraził silny prąd.
- Znalazłem to pod Wierzbą Bijącą – powiedział Snape, odrzucając pelerynę, ale wciąż celując różdżką w pierś Lupina – Bardzo przydatne, Potter, dzięki... – Snape był nieco zadyszany, ale nie mógł ukryć wyrazu triumfu na twarzy.
- Zmienił się w gacka i przyleciał – rzekł Seamus. Susan zachichotała i wtuliła się w męża, a ten pocałował ją w znak. Susan wydała się głośnie westchnięcie zadowolenia, a Alison patrzyła na to z uśmiechem na twarzy Obie wersje Severusa mordowali go wzrokiem.
- Jesteście piękną parą – powiedziała Alison, a jej głos był bardzo zadowolony, że Seamus wziął za żonę Susan.
- Tak, mamusiu – szepnęła Susan do piersi Alison, bo przytuliła się do matki – kocham Seamusa najbardziej na świecie i kocham cię też bardzo mocno, mamusiu i kocham swoje największe skarby świata, moje dzieci.
- Moja najdroższa córcia – mruknęła pani Finnigan i pocałowała ją w czoło wyrażając matczyne uczucia, jakie do niej żywiła. Susan tylko westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej – Kocham Cię skarbie i zawsze będę cię kochać i jeszcze per "mamusia" się do mnie zwracasz, to pokochałam cię jeszcze bardziej.
- Dlatego, że jesteś moją mamusią od kiedy połączyłam się z Seamusem – oświadczyła pani Finnigan przejeżdżając po znaku na szyi. Przytuliła się do niej i westchnęła zadowolonym głosem – zawsze mamusia będzie moją mamusią, a ja zawsze będę twoją córeczką. Nie ma mowy mówienie do mamusi po imieniu, nie przechodzi mi to przez gardło, a po drugie nie chcę mówić Ci po imieniu, tylko mamusia.
- Dlatego, że byłam, jestem i zawsze będę twoją mamą, kochanie – powiedziała jej teściowa z miłością w głosie – A ty, kochanie zawsze będziesz moją córką i jeśli jakiś osioł będzie gadał inaczej, to mnie po prostu zapamięta i będzie mnie błagał o litość. Kochanie, jesteś panią Finnigan i ja jestem panią Finnigan. Niektórzy, jak Umbridge czy Knot mają się zwracać do Ciebie per "Proszę PANI " i proszę "PANI Finnigan", czyli np.: "Bardzo PANI dziękuję proszę PANI Finnigan, jestem już grzeczną dziewczynką albo chłopcem, proszę PANI , "albo "LADY Finnigan" i do mnie również, bo ja jako twoja matka sobie tego życzę, bo mają ci i mnie okazywać należyty szacunek, gdyż jesteś moją córeczką, Susan i należysz do mojej rodziny, do rodziny Finnigan – jej głos ociekał taką słodyczą, że niektórym przeszły ciarki i obie się ponownie przytuliły. Były ubrane w pięknie ubrania, wysokie obcasy, które podkreślały ich urodę i obie chodziły z gracją i wdziękiem – Umbridge, jak masz się do nas zwracać? – a Amelia rzuciła na Dolores zaklęcie niewerbalno-bezróżdżkowe.
- Na "PANI", proszę PANI Finnigan!
- Bardzo dobrze, Dolores – ucieszyła się pani Finnigan i klasnęła – Bardzo dobrze, skarbie.
- Bardzo PANI dziękuję, proszę PANI Finnigan. Jestem już bardzo grzeczną dziewczynką, proszę PANI.
- Jesteś bardzo grzeczną dziewczynką, Umbridge, a może nam powiesz, dlaczego masz się do nas zwracać na "PANI " czy "PAN ", Dolores? – spytała Susan z ciekawości.
- Oczywiście, że powiem, proszę PANI, bo ja jestem zwykłą różową ropuchą, proszę PANI Finnigan, a PANI jest DAMĄ i LADY, a PANI mąż, PAN Finnigan jest LORDEM.
- Coraz bardziej mi się podoba, jak mówi mi do mnie "PANI " oraz "proszę PANI Finnigan" – powiedziała uśmiechnięta Susan, a Alison puściła jej oczko i po chwili obie ponownie się przytuliły do siebie.
- Córeczko, dlatego jesteś Panią Finnigan i ona ma ci okazywać należyty szacunek – rzekła Pani Finnigan – bo ja jako twoja matka tak sobie życzę, prawda Dolores? Będziesz okazywać mi i moim dzieciom oraz moim wnukom należyty szacunek mówiąc do nich i do mnie per "pani" i per "pan"?
- Tak, proszę PANI Finnigan!
- Jesteś niesamowita, mamusiu – oznajmiła Susan, całując ją w policzek.
- Wiem, że jestem niesamowita – stwierdziła z rozmarzeniem Alison i westchnęła zadowolonym głosem. Tym razem to ona nie chciała puścić Susan i tuliła się do jej piersi.
- Przytulaj się do mnie kiedy tylko chcesz mamusiu - mruknela Susan miłością w głosie całując ja w czoło wyrażając matce miłość ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej - od tego masz córkę mamuś
- Tak, dzięki, mamo! – Seamus wyszczerzył się do matki a ona tuliła się do córki .
- Moja mamusia też jest niesamowita – oznajmiła Astoria, a Narcyza przytuliła ją do siebie i promiennie się do niej uśmiechając, następnie Astoria pocałowała ją w policzek. Pani Malfoy również westchnęła zadowolonym głosem, tym razem to ona nie chciała puścić Astorii i tuliła się do jej piersi.
- Przytulaj się do mnie kiedy tylko chcesz mamusiu - mruknela Astoria miłością w głosie całując ja w czoło wyrażając matce miłość ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej - od tego masz córkę mamuś
- Wiesz co, Seamus, twoja mama jest niezłą laską – stwierdził Dean, patrząc na kobietę, która dalej tuliła Susan do swojej piersi, która ta wdychała z zadowoleniem jej zapach, wtulając się w matkę jeszcze bardziej, a Seamus popatrzył na swojego najlepszego przyjaciela bardzo poirytowany.
- Dean to jest moja matka!
- A co, twoja matka nie może być laska? – spytała i założyła ręce, patrząc na syna i stuknęła wysokim obcasem o podłogę.
- Faceci – mruknęła poirytowana Susan – Nasza mamusia wygląda bardzo seksy, Seamus i musisz się z tym pogodzić, nie ma żadnego "ale" i do tego wspaniale przytula.
- Ty też wspaniale przytulasz skarbie
- Myślę, że PANA matka, proszę PANIE Finnigan wygląda bardzo pięknie – odezwała się Dolores, mówiąc do Seamusa i patrząc na Alison z uwielbieniem.
- Och, bardzo Ci dziękuję, Dolores – zachichotała Alison i okręciła się wokół własnej osi – Wiedziałam, że jesteś wspaniałą osóbką Dolores, bo mówisz do mnie na "pani" – a "żaba" się zarumieniła – Widzisz, synku, nawet Dolores powiedziała, że wyglądam pięknie i do tego wie jak ma sie zwracać . Bardzo Ci dziękuję, Umbridge.
- Bardzo proszę, PANI Finnigan i bardzo PANI dziękuję, że powiedziała PANI, że jestem wspaniałą osóbką, proszę PANI Finnigan.
- Nie ma za co, skarbeńku. Pani Finnigan bardzo się cieszy ze swojego szczęścia.
- Słyszałeś Kordek, PANI Finnigan nazwała mnie skarbem, i że jestem wspaniałą osóbką! – zawołała z radością w głosie Umbridge do Knota – i do tego PANI Finnigan cieszy się z mojego szczęścia!
- A tam, cała przyjemność była po mojej stronie, Dolores – powiedziała z chichotem pani Finnigan.
- Droga panie, jesteście bardzo niebezpieczne – odezwał się Lee ze śmiechu.
- Pewnie się zastanawiacie, skąd wiedziałem, że was tutaj znajdę? Właśnie odwiedziłem twój gabinet, Lupin. Zapomniałeś o swojej porcji eliksiru, więc chciałem ci przynieść. I dobrze, że to zrobiłem... przynajmniej dla mnie. Na twoim biurku leżała mapa. Wystarczyło rzucić na nią okiem, by dowiedzieć się wszystkiego, co chciałem. Zobaczyłem, jak biegniesz tym przejściem i giniesz za krawędzią mapy.
- Mogłem tą mapę wziąć ze sobą – mruknął starszy Lunatyk z westchnieniem.
- Severusie... – zaczął Lupin, ale Snape nie dał mu dokończyć.
- Tyle razy powtarzałem dyrektorowi, że to ty pomagasz swojemu staremu druhowi Blackowi przedostawać się do zamku, a oto mamy tego niezbity dowód. Do głowy mi nie przyszło, że będziesz miał czelność wykorzystać to stare miejsce na kryjówkę...
- Severus pobaw się lepiej swoimi eliksirami! – warknął młodszy Łapa.
- Severusie, popełniasz błąd – powiedział Lupin żarliwym tonem – Nie wiesz wszystkiego... mogę to wyjaśnić... Syriusz wcale nie zamierza zabić Harry'ego...
- W Azkabanie przybędzie dziś dwóch nowych więźniów – rzekł Snape, a oczy zapłonęły mu gorączkowo.
- Ani mi się waż, Snape! – wycedziła Euphemia.
- Myślisz, że się przestraszyłem! – zadrwił starszy Severus.
- Severusie, lepiej ją przeproś – mruknął Fleomont.
- Bardzo jestem ciekaw, jak to przyjmie Dumbledore... Tak był przekonany o twojej nieszkodliwości... No wiesz, Lupin... oswojony wilkołak...
- Oswojony wilkołak! – warknęła Nimfadora – Ja Ci dam "oswojony wilkołak"! Jeszcze raz obrazisz mojego męża, a nie będę miała dla ciebie takiego miłosierdzia!
- Tonks, uspokój się! – krzyknął Kordek.
- Dla Ciebie jestem PANI LUPIN, Knot! – wycedziła Tonks – Jesteś namiastką ministra, który boi się własnego cienia i sikasz w gacie!
- Jak śmiesz! – i przełknął ślinę, gdy Nimfadora wycelowała w niego różdżkę.
- Mówiłam ci, że masz używać słowa per "pani" i "pani Lupin",i "proszę pani" jak do mnie mówisz, Knot! – warknęła na niego Nimfadora – Niedobry z ciebie chłopczyk jest – oznajmiła pani Lupin słodkim głosem – Dolores powiedz nam, co się robi, kiedy dziecko jest niegrzeczne?
- Kiedy dziecko jest niegrzeczne, PANI Lupin, należy mu się sroga kara, proszę PANI.
- Dokładnie tak, Umbridge – powiedziała Tonks, a Ropucha wypięła dumnie pierś, że dobrze odpowiedziała – A ty byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem, bo zwróciłeś się do mnie na "ty", a ja sobie tego nie życzę, bo dla ciebie jesteśmy "pani" i tak masz się do nas zwracać, używając słów "proszę pani" "pani" i "pani, dodając nazwisko", Knot, bo Mikołaj do Ciebie nie przyjdzie a przyjdzie, tyle że dostaniesz rózgę.
- Więc może powtórzę jeszcze raz, Knot, jak masz się do nas zwracać? – spytała starsza Andromeda, która miała ubaw, kiedy Knot patrzył na to przerażony.
- "Będę się zwracał do dam na "pani", "pani Tonks" i "proszę pani" powtórz! Ale już! Gadaj, Knot albo strzelę cię zaklęciem!
- Lepiej zrób to szybko – powiedział Ted – bo moja żona szybko się irytuje.
- Będę się zwracał do dam na "pani", "pani Tonks" i "proszę pani" – mruknął czerwony Knot.
- Nie usłyszałam, Knot – oznajmiła starsza Andromeda, tupiąc swoim wysokim obcasem.
- Będę się zwracał do dam na "PANI", "PANI Tonks" i "proszę PANI " – zawołał Knot, a Amelia Bones rzuciła na niego zaklęcie.
- Panie madame's i lady's, ale z tego naszego Korneliusza jest grzeczny chłopczyk! – zaćwierkotała Poppy, a jej głos ociekał dużą słodyczą, bo też chciała się zabawić kosztem przerażonego Knota. Kobiety pokiwały głowami, zgadzając się z nią – W nagrodę masz tutaj lizaczka, skarbie – i wyczarowała mu lizaka – Co się mówi, kochanie, tylko pamiętaj, skarbie mam tytuł "madame", a to jest bardzo ważne, więc kochaniutki mów do mnie za każdym razem "madame Pomfrey" lub "pani", bo ja sobie tak życzę, bo jestem od ciebie starsza, więc tak wymaga etykieta. Pięknie mi, kochanie, podziękuj mi, że dostałeś ode mnie pysznego lizaka, skarbie – kobiety zachichotały a mężczyźni popatrzyli po sobie, a później ryknęli śmiechem.
- Bardzo PANI dziękuję za lizaka, MADAME Pomfrey! – Większość ludzi parsknęła śmiechem.
- Och, nie ma za co, kochaneczku. Madame Pomfrey bardzo cię kocha, skarbie – rzekła ze słodyczą pani Pomfrey i zachichotała do Knota. Większość parsknęła śmiechem, kiedy Knot zrobił się czerwony.
- MADAME Pomfrey powiedziała do Ciebie, że cię kocha, Kordek? Słyszałeś, co powiedziała MADAME Pomfrey? Dała ci jeszcze lizaka i do tego MADAME Pomfrey cię kocha! – zapiszczała Dolores podnieconym głosem, a później mówiła do Poppy – MADAME Pomfrey Kordek się cieszy, że PANI dała mu lizaka i powiedziała, że PANI go kocha, MADAME Pomfrey! – Poppy zachichotała, a większość ludzi parsknęła śmiechem.
- Też chcesz lizaczka, Dolores?
- Tak, proszę PANI, bardzo chcę od PANI dostać lizaka, MADAME Pomfrey! – krzyknęła Dolores – Proszę, MADAME Pomfrey! Czy dostanę od PANI lizaka?
- Proszę skarbie, bo byłaś teraz bardzo grzeczną dziewczynką – i dała jej lizaka, a w środku chciała jej się śmiać wniebogłosy – bo zwracasz się do mnie na "pani" i mówisz również "Madame Pomfrey".
- Bo teraz jestem bardzo grzeczną dziewczynką, MADAME Pomfrey, bo LADY Malfoy nauczyła mnie etykiety, jak mam się zwracać do DAM – oznajmiła Ropucha i dodała do blondynki – Bardzo dziękuję, LADY Malfoy za nauki, proszę PANI.
- Och to była cała przyjemność, Dolores i wystarczy, bo się zarumieniłam – rzekła Narcyza słodkim głosem – Pozwolisz, że pocałuję w czoło moją córeczkę i wnusię zamiast ciebie?
- Tak, proszę LADY Malfoy – rzekła Ropucha. Narcyza pocałowała Astorię w czoło, która westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę, a następnie pocałowała Rose, która również westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w babcię jeszcze bardziej – LADY Malfoy jest PANI taką wspaniałą matką i babcią dla swojej córki LADY Malfoy i wnuczki również LADY Malfoy.
- Bo kocham je nad życie, Dolores – powiedziała z miłością w głosie.
- Zgadzam się – mruknęły zadowolonym głosem, wtulając się w matkę i babcie jeszcze bardziej.
- Chciałam również PANI podziękować ,MADAME Pomfrey za lizaka. Bardzo PANI dziękuję, MADAME Pomfrey.
- Cała przyjemność była po mojej stronie, Dori – oznajmiła Poppy. Uśmiech na twarzy miała szeroki.
- Jesteście niesamowite, drogie panie – oznajmili Fred i George ze śmiechu.
- Ależ bardzo dziękuję, Panowie – odezwały się teatralnie odrzucając włosy do tyłu – Widzisz, Knot tacy dżentelmeni się zwracają do dam, a panowie Fred i George Weasley są dżentelmenami w przeciwieństwie do Ciebie Knot – Knot ponownie zrobił się czerwony.
- Poprawię się, moje PANIE i nauczę się etykiety – powiedział nagle Knot.
- Ty głupcze – przerwał mu cicho Lupin – Uważasz, że za chłopięcy wybryk można wsadzać niewinnego człowieka do Azkabanu? – TRZASK! Cienkie, podobne do węży sznurki wystrzeliły z końca różdżki Snape'a i owinęły się wokół ust, nadgarstków i kostek nóg Lupina, który stracił równowagę i upadł na podłogę, nie mogąc się ruszyć.
Nimfadora nie wytrzymała i strzeliła go zaklęciem tak mocno, że Severus jęknął z bólu.
Black ryknął z wściekłości i ruszył na Snape'a, ale ten wycelował różdżkę prosto między jego oczy – Daj mi tylko powód – wyszeptał – Daj mi powód, a zrobię to, przysięgam.
- Właśnie, Snape, daj mi tylko jeden powód, żeby cię nie strzelić zaklęciem w twojego ptaszka! – warknęły dwie wersje Marlene – Mam na myśli to, co masz pomiędzy nogami.
Black zamarł. Trudno było powiedzieć, która twarz wyrażała większą nienawiść. Harry stał jak sparaliżowany, nie wiedząc, co zrobić ani komu wierzyć. Zerknął na Rona i Hermionę. Ron wyglądał na tak samo oszołomionego jak on i wciąż walczył z wyrywającym mu się Parszywkiem. Natomiast Hermiona zrobiła niepewny krok w stronę Snape'a i powiedziała, z trudem łapiąc oddech:
- Panie profesorze Snape... przecież nie zaszkodziłoby posłuchać, co oni mają do powiedzenia, prawda?
- Granger, grozi wam zawieszenie w prawach ucznia – warknął Snape.
- Przestań warczeć na moją córkę, Snape! – wycedziły dwie wersje matek Hermiony.
- Ty, Potter i Weasley jesteście poza terenem szkoły, w towarzystwie zbiegłego z więzienia mordercy i wilkołaka. Więc choć raz w życiu trzymaj język za zębami, dobrze?
- Ale jeśli... jeśli pan się myli...
- MILCZ, GŁUPIA DZIEWCZYNO! – krzyknął Snape.
- Hermiona wcale nie jest głupia, ty imbecylu! – krzyknęły matki Hermiony – podaj mi jeden powód, żeby cię nie przywalić w ten głupi łeb, Snape!
- Wyszłaś za mąż za tego debila, Lily! – warknął Snape.
- Mój mąż nie jest żadnym debilem! – wycedziły dwie wersje Lily, a ich głosy ociekały jadem, że niektórzy mieli gęsią skórkę – obraziłeś mojego Lorda i mam ochotę strzelić cię zaklęciem jajcomiazdy w twoje jaja! Obraziłeś też moją małą córeczkę! Podaj mi powód... – ale zostały powstrzymane przez Rogacze, którzy pocałowali swoją Lily namiętnie w usta, a rude tylko westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.
- Kocham cię – mruknęły zadowolonym głosem, wtulając się w męża, a Rogacze tylko pocałowali je w czoło i ponownie westchnęły zadowolonym głosem – jesteś mój, James i tylko mój.
- Tak, pani Potter – mruknęli.
- Kocham być panią Potter – oznajmiły dwie wersje Lily z uśmiechem na twarzy.
- Znam to uczucie, mamuś – powiedziała Ginny do Lily – też kocham być panią Potter.
- Ten znak, który ci zrobiłem na szyi to potwierdza – wyszczerzyli się obie wersje Rogacza i dotknęli znaku, na co obie Lily westchnęły zadowolonym głosem i pocałowały pierścień rodowy Potterów, który miały na palcu.
- Knot, Snape, widzicie? To jest prawdziwy dżentelmen, który wie jak się ma zachować w stosunku do damy – mówiły to rozmarzonym głosem, a Rogacze wystawili język Snape'owi.
Wyglądał, jakby nagle dostał ataku szału – NIE ZABIERAJ GŁOSU NA TEMAT, O KTÓRYM NIE MASZ ZIELONEGO POJĘCIA!
- Jeżeli jeszcze raz obrazisz moją mamusię, to będziesz jęczeć z bólu po zaklęciu jajcomiazgi! – warknęły Rose i Emilly.
Z końca jego różdżki, nadal wycelowanej w Blacka, wystrzeliło kilka iskier. Hermiona zamilkła – Zemsta to bardzo słodka rzecz – szepnął Snape do Blacka – Och, jak ja marzyłem, żeby być tym, który cię schwyta...
- Znowu padłeś ofiarą dowcipu, Severusie – warknął Black – Jeśli ten chłopiec – zwrócił głowę w stronę Rona – zaniesie swój ego szczura do zamku, pójdę spokój nie...
- Do zamku? – przerwał mu Snape – Nie sądzę, żebyśmy musieli aż tak się trudzić. Wystarczy, że wezwę dementorów, kiedy wydostaniemy się spod wierzby. Bardzo się ucieszą, jak cię zobaczą, Black... Tak się ucieszą, że cię ucałują...
Daphne nie wytrzymała i rzuciła zaklęcie jajcomiazgi w Snape’a, a ten pisnął z bólu.
- Jak śmiesz atakować nauczyciela! – krzyknął Severus.
- A ty jak śmiesz grozić mojemu tatusiowi, Snape! – zawołała Daphne
- Black nie jest...
- MILCZ! – ryknęła Daphne tak głośno, że większość podskoczyła.
- Zamknij mordę Snape! – warknął starszy Łapa, przytulając do siebie płaczącą Daphne – Nie słuchaj tego idioty, jesteś moja córeczką "córeczką tatusia". Cii... Daph.
- Naprawdę jestem twoją "córeczką tatusia"? – spytała nadzieją w głosie i oczach.
- Córeczko, czy moje oczy mogą kłamać? – zapytali dwie wersje Łapy – Jesteś Daphne Black, żona mojego syna, masz znamię na szyi i biżuterie rodu Blacków, którego nie możesz zdjąć.
- Tak, tatusiu, nie mogę zdjąć. Jestem związała z Jaredem na wieczność, z czego jestem bardzo szczęśliwa i zadowolona – oznajmiła i wtuliła się w ojca i jej twarz zmieniła się z wściekłej na zadowoloną – Jestem również szczęśliwa, że mam takiego wspaniałego tatusia, jak ty. Kocham cię, tatusiu.
- Ja ciebie też kocham, skarbie, moja córeczka tatusia... – mruknęli dwie wersje Łapy, całując ją w czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, a późnej spojrzeli na Snape'a.
- Zapamiętaj to sobie Snape i wszyscy tu obecni: Daphne to moja mała córeczka i jeśli ktoś będzie chciał ją skrzywdzić, to zabije powoli, żeby cierpiał, by do niego dotarło, raz a dobrze.
- Słyszałeś, co powiedział mój tatuś?! – spytała Daphne.
- Tak, pani Black jest pani jego córką – rzekł starszy Severus, a Daphne ponownie się przytuliła do swojego ojca i westchnęła zadowolonym głosem.
- Mam też wspaniałą mamusię, którą bardzo kocham – wyszeptała, a Marlene przytuliła ją.
Z twarzy Blacka zniknął ostatni ślad koloru.
- Musisz... musisz mnie wysłuchać – powiedział ochrypłym głosem – Ten szczur... spójrz na tego szczura... – Lecz w oczach Snape'a płonęło szaleństwo, jakiego Harry nigdy jeszcze nie widział.
- Dość tego. Idziemy. Wszyscy – Pstryknął palcami i końce sznurów oplatających Lupina podleciały do jego rąk – Wilkołaka zaciągnę na sznurze. Może dementorzy jego też zechcą pocałować...
- Snape! – zawołała wściekła Victoire – W tej chwili przeprosić mojego tatusia!
- Przepraszam – wycedził starszy Severus.
Harry, nie zastanawiając się, co robi, przeszedł trzy kroki i stanął w drzwiach.
- Zejdź mi z drogi, Potter, masz już chyba dość kłopotów – warknął Snape – Gdybym nie zjawił się tutaj, żeby uratować ci skórę...
- Profesor Lupin mógł mnie zabić ze sto razy w tym roku – powiedział Harry – Wiele razy byłem z nim sam na sam, bo udzielał mi lekcji obrony przed dementorami. Jeśli pomagał Blackowi, to dlaczego wówczas mnie nie wykończył?
- A niby skąd mam wiedzieć, co się dzieje w głowie wilkołaka? – syknął Snape – Zejdź mi z drogi, Potter.
- JEST PAN ŻAŁOSNY! – krzyknął Harry – NIE CHCE PAN NAWET ICH WYSŁUCHAĆ, BO ZROBILI Z PANA BALONA W SZKOLE!
- Mamusiu – oznajmili dwie wersje Łapy i Rogacza – możemy zrobić z Sevcia balona, proszę? – spytali dziecięcym głosem do Euphemi, a ta podkręciła głowa z niedowierzaniem.
- MILCZ! JAK ŚMIESZ MÓWIĆ DO MNIE W TEN SPOSÓB! – wrzasnął Snape, sprawiając wrażenie, jakby zupełnie stracił rozum – Jaki ojciec, taki syn! Właśnie uratowałem ci życie, powinieneś dziękować mi na kolanach!
- O wielki szanowny mistrzu w imieniu moim, Albusa, Lily, Franka, Amelii i Olivii dziękuję, że uratował pan życie naszemu ojcu – mówił James II i składał pokłony Snape'owi.
- Ja, Rose, Emilly i Scorpius jesteśmy panu bardzo wdzięczni, że uratował pan również naszych rodziców – stwierdził Hugo i również składał pokłony Snape'owi. Severus był wściekły na dzieci Pottera i dzieci Weasley'a, a ci widoczne bardzo dobrze się bawili, że doprowadzili Snape'a do szału.
Miałbyś za swoje, gdyby ten łotr cię zabił! Umarłbyś jak twój ojciec, tak jak on zbyt pewny siebie i zarozumiały, żeby uwierzyć, że możesz się mylić co do Blacka... A teraz zejdź mi z drogi, albo sam cię usunę. ZEJDŹ MI Z DROGI, POTTER!
- Dla Ciebie to Lord Potter – wyszeptała słodkim głosem młodsza Lily.
Harry podjął decyzję w ułamku sekundy. Zanim Snape zdołał zrobić choć jeden krok w jego stronę, podniósł swoją różdżkę.
- Expelliarmus! – krzyknął.
Większość uczniów patrzyła wielkimi oczami i otwartą szczęka.
- TAK!! – ryknęli starszy i młodszy Łapa.
Nie był jedyną osobą, która to zrobiła. Trzasnęło tak, że drzwi zadygotały, Snape uniósł się w powietrze i całym ciałem rąbnął w ścianę, a po chwili osunął się na podłogę. Strumyk krwi spływał mu po czole. Stracił przytomność.
- Severus poszedł lulu! – zawołał James II.
Harry rozejrzał się szybko. Zarówno Ron, jak i Hermiona zdecydowali się na rozbrojenie Snape'a dokładnie w tym samym momencie.
Hermiona ukryła twarz w Ronie.
- Hermiona nie jesteś grzeczną dziewczynką – oznajmili Fred, George i Lee.
- Jestem przecież córeczką tatusia i mój tatuś nazywa się James Potter, znamy jako Rogacz i jest Huncwotem, a moi kochani wujkowie to Syriusz Black i Remus Lupin znani jako Łapa i Lunatyk i to też Huncwoci – powiedziała, patrząc na nich z uśmiechem.
- Tak, księżniczko – oznajmili Huncwoci.
Różdżka Snape'a zatoczyła wysoki łuk i wylądowała na łóżku koło Krzywołapa.
- Nie powinieneś tego robić – rzekł Black, patrząc na Harry'ego – Trzeba było zostawić go mnie... – Harry uniknął jego spojrzenia. Nie był wcale pewny, nawet teraz, czy postąpił słusznie.
- Zaatakowaliśmy nauczyciela... zaatakowaliśmy nauczyciela... – powtarzała Hermiona, patrząc przerażonym wzrokiem na nieruchomego Snape'a – Och, ale się wpakowaliśmy w kłopoty...
- Ależ ja wtedy gadałam głupoty. Profesor Snape jest taką niezdarą, potknął się na czymś i upadł – rzekła beztrosko Hermiona. Ron i Harry popatrzyli po sobie, Hugo patrzył na matkę z niedowierzaniem, tak samo, jak większość ludzi na sali.
- GRANGER, CO TY PIERDZIELISZ! – ryknął starszy Severus.
- Czemu tak krzyczysz, nie jestem głucha! – odparowała pani Weasley i podeszła do Snape'a używając swojego wdzięku i gracji.
- Czego chcesz, Granger! – warknął starszy Snape.
- Panie profesorze Snape proszę popatrzyć tutaj – oznajmiła słodkim głosem Hermiona, odrzucając włosy z jednego skraju w drugi. Przeciągnęła palcem po skórze dokładnie w miejscu, w którym Ron ją naznaczył – Co pan widzi?
- Celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajduje się mały pies i wydra splecione w kształcie yin i yang – mruknął starszy Severus.
- Filozofia zachodu i wschodu, spleciona z runami. Czuję magię Rona cały czas, od kiedy on mnie naznaczył na swoją partnerkę i stałam się jego żoną, a ja noszę biżuterię. Co tu jest napisane? – i pokazała pierścień rodowy rodu Weasley.
- Lady Weasley.
- No właśnie, panie profesorze! Brawa dla profesora – i zaczęła bić ironicznie brawa – i tak samo mam na kolczykach, na bransoletce, na kolczyku na pępku i jak można zauważyć jestem Lady Weasley, panią Weasley, bo wyszłam za Lorda Weasley'a. Zazwyczaj jest tak, że kiedy kobieta wychodzi za mąż zmienia nazwisko i przyjmuje nazwisko męża, a mój mąż nazywa się Weasley, więc i ja też nazywam się Weasley, a jego rodzina stała się moją rodziną, bo ja i Ron staliśmy się jednością.
- Zgadza się! – krzyknęła rodzina Rona.
- I proszę byś się zwracał do mnie per "pani Weasley" albo "Lady Weasley", rozumiemy się, panie profesorze Snape?
- Tak, pani Weasley.
- To dobrze, że się rozumiemy, Severusie Snape – Hermiona pokiwała głową, obróciła się z gracją i wdziękiem, idąc ku mężowi. Usiadła na kolanach Rona i wtuliła się w jego tors, po czym westchnęła zadowolonym głosem. Lavender prychnęła.
- To moja córcia – powiedziała starsza Molly z miłością w głosie.
- Kochanie, byłaś nieziemska – mruknął Ron, a Hermiona pocałowała go w namiętnie w policzek.
- Wiesz co, kochanie? Kiedy jesteś we mnie, jestem w domu i czuje się tak, bezpiecznie. Panie Weasley zrobi pan to, żeby twoja Lady Weasley poczuła się jeszcze bardziej bezpiecznie? – spytała zmysłowym głosem.
- Zrobię to z przyjemnością, pani Weasley – rzekł Ron, a ta ponownie pocałowała go namiętnie w policzek.
- Przestań go całować! – warknęła Lavender.
- Jestem jego żoną, Lavender, mogę go całować, kiedy chcę i kiedy mam ochotę, a tobie nic to tego! – odparowała Hermiona.
Lupin wił się i szarpał w swoich więzach. Black pochylił się szybko i rozwiązał go. Lupin wyprostował się i zaczął rozcierać sobie ręce w miejscach, gdzie sznury werżnęły się w ciało.
- Dziękuję ci, Harry – powiedział.
- Ale to nie oznacza, że już panu uwierzyłem.
- Więc nadszedł czas, żeby przedstawić ci dowód – odezwał się Black – Chłopcze, daj mi Petera. No już – Ron ściskał Parszywka przy piersi.
- Odwal się – mruknął – Chcesz mi powiedzieć, że uciekłeś z Azkabanu tylko po to, żeby dorwać Parszywka? To znaczy... – Spojrzał na Harry'ego i Hermionę, szukając u nich poparcia – No dobra, załóżmy, że ten Pettigrew mógł się zamienić w szczura... Są miliony szczurów... skąd on wiedział, którego szukać, jeśli tak długo siedział zamknięty w Azkabanie?
- Ron użyłeś mózgu – powiedziała Ginny.
- Ha, ha, ale śmieszne! – warknął na siostrę Ron.
- Wiesz co, Syriuszu? To całkiem rozsądne pytanie – powiedział Lupin, odwracając się do Blacka i lekko marszcząc czoło – Jak się dowiedziałeś, gdzie on jest? – Black wsunął wychudłą, szponiastą dłoń za pazuchę i wyjął kawałek wygniecionego papieru. Rozprostował go, wygładził i wyciągnął rękę, pokazując go pozostałym. Była to fotografia Rona i jego rodziny, która ukazała się w "Proroku Codziennym" zeszłego lata. Na ramieniu Rona siedział Parszywek.
- NASZEJ RODZINY, HARRY POTTERZE! NASZEJ! – poprawiły go Molly I i Ginny i wystawili policzek i po pukali, a Harry pocałował je.
- Dziękuję, mamusiu – mruknął Harry – Że mogę być twoim synem – a Molly przytuliła go do siebie.
- Nie mogę, tylko jesteś moim synem, kochaneczku – rzekła z mocą stali ruda kobieta.
- Skąd to masz? – zapytał zdumiony Lupin.
- Od Knota.
- Muszę się wtrącić, panie Black – rzekł James II, naśladując przemarzały głos Percy'ego – dla wszystkich to jest "pan Knot", bo to jest mój idol, zaraz po panu Crouchu i po madame Umbridge.
- Możesz sobie mówić dla mnie: to jest Kordek sikający w portki i różowa ropucha, Weatherby – odezwał się Fineas.
- Jestem Percy Weasley, były perfekt i perfekt naczelny Gryffindoru, jestem wysokim urzędnikiem Ministerstwa Magii i osobistym asystentem Ministra Magii, Korneliusza Knota! – zawołał James naśladując wściekły głos Percy'ego.
- Możesz być nawet księżniczką z Disney'a, dla mnie to jesteś kretynem, Weatherby.
- Jak śmiecie tak o mnie mówić! – warknął Percy.
- Bo dla ciebie ważniejsze jest ministerstwo niż rodzina – powiedzieli Fred, George, Bill, Charlie, Ginny i Ron.
Kiedy w ubiegłym roku przyjechał do Azkabanu na inspekcję, dał mi swoją gazetę. A tam, na pierwszej stronie... na ramieniu tego chłopca... był Peter... poznałem go od razu... Tyle razy widziałem, jak się przemieniał! A pod spodem był podpis... że ten chłopiec idzie do Hogwartu... tam, gdzie Harry...
- Mój Boże – westchnął Lupin, patrząc to na Parszywka, to na fotografię – Przednia łapa...
- Co z nią? – zapytał Ron wojowniczym tonem.
- Brakuje jednego pazura – rzekł starszy Łapa.
- Brakuje jednego pazura – rzekł Black.
- Oczywiście – wydyszał Lupin – To takie proste... takie pomysłowe... Sam sobie odciął?
- Zanim się przemienił – powiedział Black – Kiedy go osaczyłem, ryknął na całą ulicę, że zdradziłem Lily i Jamesa. A potem, zanim zdążyłem rzucić zaklęcie, wypalił z różdżki, którą trzymał za plecami. Pozabijał wszystkich w promieniu dwudziestu stóp... i umknął do ścieku razem z innymi szczurami...
- Nikt nie ma prawa krzywdzić moich dzieci, po prostu go zabije! – warknęła Euphemia.
- Słyszałeś o tym, Ron? – zapytał Lupin – Słyszałeś, że z całego Petera znaleziono tylko jeden palec?
- To niemożliwe... Parszywek pewnie walczył z jakimś szczurem... przecież jest w mojej rodzinie od dawna, od...
- Od dwunastu lat, tak? – wpadł mu w słowo Lupin – I nigdy się nie zastanawiałeś, dlaczego żyje tak długo?
- Bo jest animagiem! – warknął młodszy Remus.
- Nielegalnym animagiem zmieniającym się w szczura – dodali obie wersje Łapy.
- Bo... bo bardzo o niego dbaliśmy!
- Ale teraz za dobrze nie wygląda, co? Domyślam się, że zaczął tracić wagę, odkąd usłyszał, że Syriusz jest na wolności...
- On się boi tego wariata! – zawołał Ron, wskazując podbródkiem Krzywołapa, który nadal leżał na łóżku i mruczał.
- Tak, wiem Krzywołap nie jest wariatem! – zawołał szybko Ron, widząc spojrzenie Hermiony i Syriusza.
'To nieprawda'. Pomyślał nagle Harry. 'Parszywek wyglądał źle, zanim spotkał Krzywołapa... odkąd Ron wrócił z Egiptu... od ucieczki Blacka...'
- Ten kot nie jest wariatem – powiedział ochryple Black. Wyciągnął kościstą rękę i pogłaskał Krzywołapa po puszystej głowie – To najinteligentniejszy przedstawiciel swojego gatunku, jakiego kiedykolwiek spotkałem.
Hermiona dumnie popatrzyła na kota.
Od razu rozpoznał Petera. A kiedy zobaczył mnie, poznał, że nie jestem psem, choć nie od razu mi zaufał. W końcu udało mi się z nim porozumieć, wytłumaczyć, na kogo poluję, i odtąd mi pomaga...
- Co to znaczy? – zapytała Hermiona.
- Kiedy jesteś animagiem rozumiesz inne zwierzęta – oznajmił młodszy Łapa.
- I prowadzisz rozmowę – dodał młodszy Rogacz.
- Super! – krzyknął Colin I.
- Próbował przynieść mi Petera, ale mu się nie udało... więc ukradł dla mnie hasła do wieży Gryffindoru... O ile go dobrze zrozumiałem, zabrał je z szafki nocnej w sypialni chłopców... – Harry miał wrażenie, że mózg odkształca mu się pod ciężarem tego, co usłyszał. To było absurdalne... a jednak... – Ale Peter wyczuł, co się dzieje i uciekł... Ten kot... Krzywołap, tak go nazywacie?... powiedział mi, że Peter pozostawił krwawe ślady na pościeli... chyba sam się ugryzł... no cóż, udawanie własnej śmierci już raz podziałało...
- To jest jakieś szaleństwo! – zawołała Padma.
Te słowa zapiekły Harry'ego do żywego.
- A dlaczego udał własną śmierć? – zapytał ze złością – Bo wiedział, że chcesz go zabić, tak jak zabiłeś moich rodziców!
- Nie – powiedział Lupin – Harry...
- A teraz chcesz go wykończyć!
- Tak, chcę – powiedział Black, patrząc złowrogo na Parszywka.
- Bardzo chcę! – wycedzili dwie wersje Łapy.
- Więc powinienem pozwolić Snape'owi pojmać cię i oddać dementorom! – krzyknął Harry.
- Harry – wtrącił szybko Lupin – czy ty nie rozumiesz? Przez cały czas myśleliśmy, że to Syriusz zdradził twoich rodziców, a Peter go wytropił... a tymczasem było zupełnie inaczej, nie rozumiesz? To Peter zdradził twojego ojca i twoją matkę... a Syriusz wytropił Petera...
- Robi się coraz bardziej ciekawie – powiedział Justin.
- TO NIEPRAWDA! – krzyknął Harry – ON BYŁ ICH STRAŻNIKIEM TAJEMNICY! POWIEDZIAŁ TO, ZANIM PAN SIĘ POJAWIŁ, POWIEDZIAŁ, ŻE ICH ZABIŁ!
- Tatuś tego nie zrobił! – warknęły córki Łapy.
- Harry, to Peter był strażnikiem tajemnicy nie Syriusz – rzekł starszy Rogacz.
Wskazywał na Blacka, który kręcił powoli głową, a w oczach lśniły mu łzy.
- Tak, Harry... jakbym ich zabił – wychrypiał – Namówiłem Lily i Jamesa, żeby swoim Strażnikiem Tajemnicy uczynili Petera zamiast mnie... Tak, to moja wina, wiem o tym... Tej nocy, kiedy zginęli, chciałem sprawdzić Petera, upewnić się, że jest bezpieczny, ale kiedy przyszedłem do jego kryjówki, już go tam nie było. Ani śladu walki. Coś mnie tknęło. Od razu wyruszyłem do domu twoich rodziców. A kiedy zobaczyłem ich dom... rozwalony... i ich ciała... zrozumiałem, co się stało... co zrobił Peter. Co ja zrobiłem.
Niektóre dziewczyny i kobiety miały łzy w oczach, najbardziej płakały Euphemia i Carolina, Lily przytuliła mocno Syriusza.
Głos mu się załamał. Odwrócił się.
- Dość tego – rzekł Lupin, a w jego głosie zabrzmiała twarda nuta, jakiej Harry nigdy jeszcze nie słyszał – Jest jeden sposób, żeby udowodnić, co naprawdę się wydarzyło. Ron, daj mi tego szczura.
- A co zamierza pan z nim zrobić, jak go panu dam? – zapytał Ron.
- Zmuszę go do ujawnienia, kim jest. Jeśli jest naprawdę szczurem, nic mu się nie stanie.
- Mam ochotę go wykastrować! – warknął Ron.
Ron zawahał się, a potem wyciągnął rękę z Parszywkiem w stronę Lupina. Lupin wziął go, a Parszywek zaczął rozpaczliwie piszczeć, wić się, wyrywać i wytrzeszczać maleńkie czarne oczka.
- Gotów jesteś, Syriuszu? – zapytał Lupin. Black już wziął z łóżka różdżkę Snape'a. Zbliżył się do Lupina, a jego wilgotne oczy zapłonęły blaskiem.
- Razem? – powiedział cicho.
- Razem – rzekł Lupin, trzymając mocno w jednej ręce Parszywka, a w drugiej różdżkę – Policzę do trzech. Raz... dwa... TRZY!
Większość siedziało w napięciu.
Z obu różdżek trysnęło niebieskobiałe światło. Przez chwilę Parszywek zawisł w powietrzu, miotając się dziko... Ron wrzasnął przeraźliwie... szczur upadł na podłogę. Jeszcze raz rozbłysło oślepiające światło, a potem...
- A potem co? – spytał Fleomont.
- Powstał Peter! – odparł Harry.
Przypominało to film ukazujący w wielkim przyspieszeniu rośniecie drzewa. Tuż nad podłogą wystrzeliła głowa, członki wyrosły jak pędy i po chwili tam, gdzie był Parszywek, stał już mężczyzna, kuląc się ze strachu i nerwowo zaciskając ręce. Krzywołap zaczął prychać i syczeć, zjeżony jak szczotka.
- Spokojne Krzywołapku – mruknęła Hermiona.
Był to bardzo niski mężczyzna, niewiele wyższy od Harry'ego czy Hermiony. Miał rzadkie, bezbarwne, potargane włosy, a na czubku głowy łysinę. Był jakby zapadnięty w sobie, sflaczały, jakby schudł znacznie w krótkim czasie. Skórę miał szarą, brudnawą jak futerko Parszywka i coś ze szczura czaiło się w jego długim nosie i bardzo małych, wodnistych oczach.
Ci którzy nie wiedzieli opadły szczęki.
- On był szczurem! – krzyknęła Mary szoku.
- Tak, ciociu Mary – oznajmił Ron.
- Mieliśmy go za przyjaciela – wyszeptali dwie wersje Rogacza, byli bardzo załamani zdradą przyjaciela.
- Tatusiu – mruknęła Ginny przytulając go.
- Cieszę się, że Harry cię ma, Ginny – rzekł Rogacz.
- Masz moje słowo, tatusiu, że nigdy nie będzie samotny i nigdy nie będzie sam, bo ma mnie i rodzinę, która go kocha – powiedziała Ginny – a ja dalej jestem w nim na maksa zakochana.
- Molly i Arturze dziękuję za wszystko, jesteście najwspanialszymi osobami na świecie – oznajmiła Lily, mając łzy w oczach I i przytuliła Molly i Artura mocno.
- Dziadku, mama mówi prawdę – odezwał się James II – Oni są czasem gorsi niż ja i Olivia. Albus, Amelia, Lily i Frank patrzą na siebie, jakby byli nastolatkami, co chwilę się przytulają i całują i patrzą na siebie jakby nikt inny nie istniał tylko oni.
- Zapomniałeś, że mama co chwilę szepcze coś do ucha tacie, a ten kiwa głową szczerząc się do siebie, więc można było się domyślić, co szepcze mama do ucha tacie – stwierdził Albus i krzywiąc się na maksa. Ginny i Harry spalili buraka.
- Och, jesteście nieznośni! – jęknęły Olivia i Amelia do swoich mężów.
Rozejrzał się po wszystkich, oddech miał przyspieszony i płytki. Harry zauważył, że rzucił szybkie spojrzenie na drzwi.
- Cześć, Peter – powiedział Lupin beztroskim tonem, jakby często widywał szczury zamieniające się w dawnych szkolnych przyjaciół – Kupa lat.
- S-syriusz... R-remus... – Nawet głos miał piskliwy. Znowu spojrzał szybko na drzwi – Moi przyjaciele... moi starzy przyjaciele...
- Ty nie masz przyjaciół! – krzyknęła Lily I.
Black uniósł różdżkę, ale Lupin złapał go za przegub i spojrzał na niego ostrzegawczo, a potem zwrócił się do Petera Pettigrew – Ucięliśmy sobie małą pogawędkę, Peter – powiedział beztroskim tonem – na temat tego, co się stało w tę noc, kiedy zginęli Lily i James. Mogłeś nie usłyszeć najlepszych momentów, kiedy miotałeś się po łóżku, piszcząc przeraźliwie...
- Remusie – wyszeptał Pettigrew, a Harry dostrzegł krople potu spływające po jego ziemistej twarzy – chyba mu nie wierzysz, co?... Próbował mnie zabić...
- Osobiście cię zabiję, Pettigrew! – warknął Ron – przez niego moja dama była w rozpaczy i płakała przez ze mnie, bo uwierzyłem ci, skurwysynu!!! Zabije cię, skurwysynu!! – Bracia i siostra popatrzyli na siebie. Pierwszy raz bali się odezwać, bo Ron był mocno wkurwiony.
- Ron – wyszeptała Hermiona – kocham cię – dodała, całując go.
- Nie powinnaś. Nie jestem dobrym człowiekiem – wychrypiał – bo cię skrzywdziłem dużo razy.
- Nie ty o tym decydujesz, ukochany. Wybrałam cię na mojego męża i partnera, w tym życiu i w następnym, więc proponuję, żebyś oswajał się z tą myślą, mój rudzielcu – zażartowała Hermiona i usłyszała lekki śmiech w odpowiedzi – Jesteś wciąż moim bohaterem, mężem i partnerem. Nie pozwolę ci mnie odepchnąć... mój – ostatnie słowo wyszeptała w sposób tak naładowany emocjami, że Ron nie wiele myśląc, pocałował ją namiętnie w usta, a ona oddała pocałunek z taką samą mocą i przez chwilę się całowali. Nie odchodziło ich, że są w Wielkiej Sali pełnych ludzi i wszyscy na nich patrzą, bo widzieli tylko siebie.
- Halo, my tu jesteśmy! – krzyknął Hugo po chwili, kiedy z wielkim trudem oderwali się od siebie.
- Teraz chronimy się nawzajem. Czy nie to symbolizuje ten znak? – spytała Hermiona, przesuwając palcem po miejscu, w którym naznaczyła Rona na swojego partnera.
- Tak, bardzo cię kocham, Lady Weasley – wymruczał Ron.
- Kochaj się ze mną – mruknęła erotyczne pani Weasley mu do ucha – proszę, Lordzie Weasley, kochaj się ze mną.
- Tak mówiono – rzekł Lupin, tym razem nieco chłodniejszym tonem – Chciałbym z tobą wyjaśnić parę drobnych spraw, Peter...
- Chce mnie zabić... po raz drugi! – krzyknął nagle Pettigrew, wskazując na Blacka, a Harry spostrzegł, że zrobił to środkowym palcem, bo wskazującego mu brakowało – Zabił Lily i Jamesa, a teraz chce zabić mnie... musisz mi pomóc, Remusie...
- Nie mam zamiaru – odezwał się starszy Remus, całując Nimfadorę w czoło, która siedziała mu na kolanach. Westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.
- Dziękuję, Remusie – mruknęła rozmarzonym głosem.
- Remusie – powiedziała starsza Andromeda.
- Tak? – spytał.
- Remusie myliłam się, należysz do mojej rodziny.
- Mamusiu! – krzyknęła Nimfadora i rzuciła się na Andromedę i przytuliła się do niej mocno – Kocham Remusa!
- Teraz widzę, jak promieniujesz szczęściem, córeczko, jak siedzisz mu na kolanach i przytulasz się do niego. Ty i ja jesteśmy podobne, bo ja wyszłam za mugolaka, a ty wyszłaś za wilkołaka, a to nie była twoja wina, Remusie. Przepraszam cię za to, że widziałam, kim jesteś a jesteś odpowiednim mężczyzną dla mojej córki – i podeszła do Remusa na wysokich szpilkach – Wybaczysz mi?
- Teddy, twoja babcia jest laską – a Teddy poparzył na nich poirytowany.
-Och, Teddy, to twoja babcia nie może być laską? – spytała Andromeda.
- Czy Teddy'owi podoba się, czy nie, jesteś, babciu piękną i seksowną kobietą – powiedziała Victoire.
- Dziękuję, skarbie – odezwała się Andromeda z uśmiechem na twarzy, a później Remus ją przytulił.
- Przeprosiny przyjęte, mamo – i puścił do niej oczko, po czym pocałował w policzek.
- Bardzo dziękuję ci, mój synu – odezwała się i też puściła mu oczko i pogłaskała go po głowie, jak małemu chłopcu. Remus zarumienił się lekko, a większość ludzi parsknęła śmiechem. Następnie Nimfadora rzuciła się na szyję Remusowi i namiętnie pocałowała, a Andromeda podeszła do Victoire i przytuliła ją do siebie.
- Jestem dumna, że mogę być twoją babcią, kochanie i bardzo Cię kocham, moja wnuczko – i pocałowała ją w czoło, wyrażając babcine uczucia, jakie to niej żywiła. Victoire westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w babcię jeszcze bardziej.
- Kocham cię babciu – mruknęła do jej piersi rozmarzonym głosem i nie chciała jej puścić, więc Andromeda tuliła swoją wnuczkę do swojej piersi, uśmiechając się do siebie.
Black wpatrywał się w niego swoimi przepastnymi oczami; teraz jego twarz do złudzenia przypominała trupią czaszkę.
- Nikt cię nie zabije, dopóki nie ustalimy kilku faktów – powiedział Lupin.
- Co tu jest do ustalenia? – zapiszczał Pettigrew, rozglądając się gorączkowo po pokoju i zatrzymując dłużej wzrok na drzwiach i zabitych oknach – Wiedziałem, że ucieknie, żeby mnie zabić! Wiedziałem o tym od dawna! Spodziewałem się tego od dwunastu łat!
- Wiedziałeś, że Syriusz ucieknie z Azkabanu? – zdziwił się Lupin, marszcząc brwi – Choć nikt tego wcześniej nie dokonał?
- Posiadł moce, o jakich reszta nas może tylko marzyć! Nie wierzysz? A jak zdołałby stamtąd uciec, gdyby się nie sprzymierzył z siłami ciemności? Myślę, że to Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać nauczył go paru sztuczek!
- CO ON W OGÓLE PIERDOLI!? – ryknęły Daphne i Cassie wściekle.
- I on był Gryfonem?! – jęknęła Mary.
Black zaczął się śmiać. Straszny, mrożący krew w żyłach śmiech wypełnił cały pokój.
- Voldemort nauczył mnie sztuczek? – zapytał w końcu. Pettigrew wzdrygnął się, jakby Black chlasnął go w twarz.
- Co, boisz się samego imienia swojego dawnego pana? Nie dziwię się, Peter. Jego banda nie pała do ciebie miłością, co? – spytał młodszy Łapa.
- Ginny, Hermiona musimy to zrobić – oznajmiła pani Black z mocą stali, a w oczach miała ogień.
- Co zrobić? – zapytała Astoria – Daphne, co ty chcesz zrobić?
- Eee... Zrobić kawał Weatherby'emu, prawda kochanie? – powiedział Jared.
- Tak, właśnie, zrobić kawał – pokiwała głową Ginny.
- Co, boisz się samego imienia swojego dawnego pana? Nie dziwię się, Peter. Jego banda nie pała do ciebie miłością, co?
- Nie wiem... o co ci chodzi, Syriuszu... – mruknął Pettigrew, oddychając jeszcze szybciej. Twarz lśniła mu od potu.
- Nie przede mną ukrywałeś się przez dwanaście lat. Ukrywałeś się przed starymi poplecznikami Voldemorta. Dowiedziałem się różnych rzeczy w Azkabanie, Peter... Oni wszyscy myślą, że umarłeś, bo inaczej musiałbyś przed nimi odpowiedzieć... Różne rzeczy wykrzykiwali przez sen. Wynikałoby z tego, że sprytny oszust ich przechytrzył. Voldemort dotarł do Potterów dzięki twojej informacji... i Voldemorta spotkała tam klęska. I nie wszyscy jego zwolennicy skończyli w Azkabanie, prawda? Nadal są wśród nas, chcą zyskać na czasie, udają, że zrozumieli swoje błędy... Jeśli się dowiedzą, że ty wciąż żyjesz, Peter...
- Nie wiem... o czym mówisz... – powtórzył Pettigrew, jeszcze bardziej piskliwym głosem. Otarł twarz rękawem i spojrzał na Lupina – Chyba w to nie wierzysz... to czyste szaleństwo...
- Tatusiu chcę być animagiem – oznajmiła cicho Daphne do Łapy, kiedy się do niego przytuliła – i wytępić tego szkodnika.
- Musisz być cierpliwa, Daph – oznajmił starszy Łapa.
- Nie mogę słuchać, jak ten skurwysyn gada o tobie takie strasznie rzeczy, tatusiu – mruknęła pani Black – Jesteś dla mnie najlepszym tatusiem na świecie.
- Muszę dodać, Peter, że trudno mi pojąć, dlaczego niewinny człowiek godzi się na to, by przez dwanaście lat być szczurem – powiedział spokojnie Lupin.
- Niewinny, ale przerażony! – zapiszczał Pettigrew – Jeśli zwolennicy Voldemorta przysięgli mi zemstę, to dlatego, że dzięki mnie jeden z ich najlepszych ludzi trafił do Azkabanu... jego szpieg, Syriusz Black!
Na twarzy większości osób pojawił się grymas wściekłości.
- JAK ŚMIESZ!
Na twarzy Blacka pojawił się grymas wściekłości.
- Jak śmiesz! – warknął, a jego głos przypomniał nagle Harry'emu warczenie czarnego psa, w którego zmieniał się Black – Ja szpiegiem Voldemorta? A niby kiedy miałbym szpiegować ludzi o wiele ode mnie potężniejszych? Ale ty, Peter... Nigdy nie zrozumiem, dlaczego nie przejrzałem cię od samego początku. To ty byłeś szpiegiem. Zawsze lubiłeś przebywać w towarzystwie silniejszych od siebie, zawsze szukałeś w nich oparcia... Kiedyś byliśmy nimi my trzej... ja, Remus... i James...
- BRACIA NA ZAWSZE! – krzyknęli Huncwoci 1.0.
Pettigrew ponownie otarł sobie pot z twarzy; teraz z trudem łapał oddech.
- Ja szpiegiem?... Chyba oszalałeś... Ja nigdy... Jak możesz coś takiego mówić...
- Niech on się zamknie, bo zaraz mnie szlak trafi! – warknęła Daphne.
- Lily i James uczynili cię swoim Strażnikiem Tajemnicy tylko dlatego, że ja ich do tego namówiłem – syknął Black tak jadowicie, że Pettigrew cofnął się o krok – Myślałem, że to doskonały plan... że Voldemort mnie będzie szukał, a nie ciebie, bo nigdy mu nie przyjdzie do głowy, że mogliby wybrać na swojego tajnego powiernika takiego słabeusza... takie beztalencie jak ty... To musiała być najwspanialsza chwila w twoim żałosnym życiu, kiedy powiedziałeś Voldemortowi, że możesz mu wydać Potterów.
- Merlinie! – zawołały dziewczyny i kobiety.
Pettigrew mruczał coś pod nosem niezbyt przytomnie. Harry dosłyszał słowa: "naciągane" i "wariactwo", ale jego uwagę bardziej przykuwała szara twarz Petera i jego ukradkowe spojrzenia, rzucane w stronę okien i drzwi.
- Panie profesorze... – odezwała się nieśmiało Hermiona.
- Dla Ciebie jestem wujkiem Remusem, Hermiono, a nie żadnym "panem profesorem" – uśmiechnął się Remu, a Hermiona pocałowała go w policzek.
- Czy... czy mogę coś powiedzieć?
- Oczywiście, Hermiono – odpowiedział uprzejmie Lupin.
- No bo... Parszywek... to znaczy... ten... ten człowiek... przez trzy lata spał w dormitorium Harry'ego. Gdyby pracował dla Sami-Wiecie-Kogo, to dlaczego nigdy nie próbował zrobić Harry'emu krzywdy?
- Właśnie! – ucieszył się Pettigrew, wskazując na Hermionę swoją okaleczoną ręką.
- Nie masz prawa nawet patrzyć na mnie, ty obleśny szczurze! – wycedziła Hermiona – i mnie dotykać!
- Jesteś bezpieczna, ten sukinsyn nigdy więcej cię nie dotnie – a Hermiona wtuliła się w męża.
- Jak sobie pomyślę, że ten szczur, ten zboczeniec mnie dotykał, to niedobrze mi robi. Potrzebuje cię, Ron tak bardzo, że chcę, żebyś mnie przeleciał – wyszeptała pani Weasley.
- Będę cię wielbił do końca naszego życia – mruknął Ron.
- Dziękuję ci! Widzisz, Remusie? Przy mnie Harry'emu włos nie spadł z głowy! Bo niby dlaczego miałbym zrobić mu krzywdę?
- Powiem ci dlaczego – rzekł Black – Dlatego, że nigdy nie zrobiłeś dla nikogo niczego, jeśli nie widziałeś w tym swojej korzyści. Voldemort ukrywa się od dwunastu lat, mówią, że jest półżywy. Nie chciałeś dokonać mordu pod nosem Albusa Dumbledore'a dla jakiegoś wraka czarodzieja, który utracił swą moc, prawda? Chciałeś mieć pewność, że nadal jest najsilniejszym graczem na boisku, zanim byś do niego wrócił, prawda? Bo niby dlaczego znalazłeś sobie rodzinę czarodziejów, żeby cię przyjęła pod swój dach? Chciałeś wiedzieć, co w trawie piszczy, tak, Peter?
- Nie dobrze mi się robi! – warknęła Ginny – Masz rację, Hermiono, on jest zboczeńcem i pedofilem. Jak sobie pomyślę, że on mógł podglądać, jak byłam w łazience... – Harry popatrzył na Huncwotów, na braci oraz na swoich synów, bratanków i siostrzeńców. W jego oczach płonął lodowaty gniew, który natychmiast zrozumieli ten wzrok. Wysyłał tylko jeden komunikat. "Wyślemy tego zboczeńca, tego pedofila do Azkabanu albo zabijemy". Inni odpowiedzieli bezgłośną odpowiedzią: "A żebyś wiedział". Niewypowiedziany pakt został zawarty.
Mieć wgląd we wszystko, co się dzieje, czy nie tak? Na wypadek, gdyby twój dawny protektor odzyskał moc, bo wtedy chętnie byś się do niego przyłączył... – Pettigrew kilka razy otwierał usta i ponownie je zamykał. Sprawiał wrażenie, jakby stracił mowę.
- Ee... panie Black... Syriuszu... – odezwała się nieśmiało Hermiona.
- To jest wujek Łapa albo wujek Syriusz, mój ukochany wujek – mruknęła Hermiona i przytuliła się do swojego wujka i westchnęła zadowolonym głosem.
- Oczywiście, księżniczko, że jestem twoim wujkiem – oznajmił i przytulił ją do swojej piersi i uśmiechnął się do siebie, po czym pocałował ją w czoło. Hermiona uśmiechnęła się i wtuliła się ponownie w niego, bo poczuła się bezpiecznie w ramionach swojego ukochanego wujka.
- Hermiona bardzo cię kocha – zachichotała Marlene, patrząc wzruszona, jak z uczuciem Syriusz przytula swoją bratanicę.
- Mnie wszyscy kochają, bo jestem super – powiedział Łapa.
Black aż podskoczył, słysząc te słowa, i spojrzał na Hermionę tak, jakby już dawno zapomniał, że można się do niego zwracać w tak uprzejmy sposób – Proszę mi wybaczyć... ale jak... jak ci się udało uciec z Azkabanu, skoro twierdzisz, że nie korzystałeś z czarnej magii?
- Dziękuję ci! – wydyszał Pettigrew, kiwając gorliwie głową – Właśnie! Dokładnie to, co chciałem...
- Zamknij się, Pettigrew! – warknęła Hermiona.
Ale Lupin uciszył go jednym spojrzeniem. Black zmarszczył lekko czoło i spojrzał ponuro na Hermionę, jakby rozważał jej pytanie.
- Nie wiem, jak tego dokonałem – powiedział powoli – Myślę, że jedynym powodem, dla którego nie oszalałem, była moja niewinność. Wiedziałem, że jestem niewinny. To nie była szczęśliwa myśl, więc dementorzy nie mogli mnie jej pozbawić... nie mogli jej wyssać... utrzymywała mnie przy zdrowych zmysłach. Dzięki temu nie zapomniałem, kim jestem. Więc kiedy to wszystko stało się... nie do zniesienia... zdołałem się w celi przemienić... w psa. Dementorzy nie widzą... – Przełknął ślinę – Wyczuwają ludzi po ich emocjach, którymi się żywią... Wyczuwali, że moje uczucia stały się mniej... mniej ludzkie, mniej złożone, kiedy stałem się psem... ale na pewno pomyśleli, że tracę rozum jak wszyscy, którzy tam się znaleźli, więc nie zwracali na to uwagi. Byłem jednak słaby, bardzo słaby i nie miałem nadziei na wyrwanie się stamtąd bez różdżki...
Większość ludzi zbladła.
I wtedy zobaczyłem Petera na tej fotografii... i zrozumiałem, że on przez cały czas jest w Hogwarcie z Harrym... i ma idealne warunki do działania, jeśli tylko usłyszy, że siły ciemności odzyskują swą moc...
Lucek zrobił wściekłą minę.
Pettigrew potrząsał głową, otwierając i zamykając usta, ale wciąż, jak zahipnotyzowany, wpatrywał się w Blacka – ...gotów uderzyć, gdy tylko się upewni, że ma sprzymierzeńców... żeby przynieść im w darze ostatniego Pottera. Bo gdy to zrobi, kto ośmieli się powiedzieć, że zdradził Lorda Voldemorta? Powitają go ze wszystkimi honorami... Więc sami widzicie, że musiałem coś zrobić. Tylko ja wiedziałem, że Peter wciąż żyje...
- Mogłeś mi powiedzieć! – zawołał Lunatyk.
- Przepraszam, bracie.
Harry przypomniał sobie, co pan Weasley powiedział swojej żonie. "Strażnicy mówią, że bredzi przez sen... zawsze te same słowa... On jest w Hogwarcie..." – Czułem się, jakby ktoś zapalił ogień w mojej głowie, a dementorzy nie mogli go ugasić... To nie było miłe uczucie... to była obsesja... ale dawała mi siłę, rozjaśniała umysł. Tak więc pewnego wieczoru, gdy otworzyli drzwi celi, żeby mi dać jedzenie, wyśliznąłem się jako pies... Było im o wiele trudniej wyczuć zwierzęce emocje. Byłem chudy, chudziutki, zdołałem się przecisnąć przez kraty... przepłynąłem na ląd... powędrowałem na północ i wśliznąłem się na błonia Hogwartu jako pies...
Niektóre osoby miały łzy w oczach.
Od tego czasu żyłem w Zakazanym Lesie... wymykałem się tylko, żeby popatrzeć na Quidditcha... Latasz na miotle tak dobrze, jak twój ojciec, Harry...
- Bo to moja krew – powiedzieli Rogacz i Łapa.
Spojrzał na Harry'ego, który tym razem nie odwrócił wzroku – Uwierzcie mi – wychrypiał Black – Uwierzcie. Nigdy nie zdradziłem Jamesa i Lily. Wolałbym umrzeć, niż ich zdradzić – I w końcu Harry mu uwierzył. Gardło miał tak ściśnięte, że tylko skinął głową.
'Muszę coś zrobić'. Pomyślała Amelia Bones.
- Nie! – Pettigrew padł na kolana, jakby kiwnięcie głową Harry'ego było dla niego wyrokiem śmierci. Powlókł się na kolanach do Blacka, ze złożonymi rękami, jakby się modlił.
- Mam! – zawołała nagle Amelia I – Syriuszu to znaczy Panie Black...
- Jestem Syriusz.
- Syriuszu za niesłuszne pozbawienie wolności i skazanie cię do Azkabanu na dwanaście lat dostaniesz od Ministerstwa Magii odszkodowanie i zadośćuczynienia wysokości...
- Nie możesz! – zawołał Knot – on jest nielegalnym animagiem, tak samo jak Potter! Powinni siedzieć w Azkabanie! – Amelia patrzyła wściekła, że nie powiedział do niej na "proszę PANI " i "MADAME Bones" i już chciała go strzelić zaklęciem, ale Augusta była szybsza.
- I znowu stałeś się niegrzecznym chłopcem, Knot! – warknęła Augusta – Jak śmiesz mówić do Madame Bones w ten sposób?! Żyję już tyle lat, a takiego braku kultury nie widziałam, może powinnam ci strzelić paskiem w dupę i wtedy może wbiję ci do głowy kulturę! Poza tym chyba mówiliśmy, jak masz się do nas zwracać!
- Ja wiem, mamusiu – odpowiedziała Alicja I – Per "proszę PANI " oraz per PANI i nasze nazwisko", tak mówiła Dora, moja mamusia. Ja, moja córcia, moje wnuczki oraz moje przyjaciółki sobie życzą mówić do siebie per "proszę PANI "i per "PANI i nasze nazwisko", tak Knocie z tego co mówiła moja córcia jesteś kretynem i idiota. Popatrz na Ropuchę, jest grzeczną dziewczynką, a czemu ty nie jesteś być grzecznym chłopcem?
- Kordek, co ty mówisz? Chyba uderzyłeś się w głowę, bo jak wujkowie Syriusz i James mogą być nielegalnymi animagami? – odezwała Hanna, udając zaskoczoną. Knot robił się coraz bardziej czerwony ze złości.
- Czy wy wiecie w ogóle, o czym o plecie, bo ja nie? – spytała Alicja II swoich przyjaciółek i rodzinę, a one pokręciły głowami.
- Może powinieneś iść do lekarza, bo masz omamy – stwierdziła Lily II kpiąc z niego.
- NIE MAM ŻADNYCH PROBLEMÓW Z GŁOWĄ, WY MAŁE DZIEWUCHY!!! – ryknął Knot.
- Chyba zapomniałeś do kogo mówisz, Knot! – wycedziła Augusta z takim jadem, że niektórym ciarki przeszły po plecach – Proś mnie o wybaczenie, Knot, że nazwałeś mnie, moją córcię, wnuczkę i prawnuczki "dziewuchami"! – warknęła, warknęła kiedy stanęła jak na starszą babcie wyglądała potężnie wysokie obcasy pięknie ubrania które miała na sobie i strzeliła go Knot zrobił unik, więc strzeliła go ponownie i późnej znowu.
- Neville twoja babcia – mruknął Ron – nie chciałbym jej wkurzyć.
- Babcia jest bardzo emocjonalna.
- Mamusia po prostu bardzo nas kocha, synku i Ron – i patrzyła, jak jej ukochana mamusia strzela klątwami w Knota.
- Proszę, przestań! – krzyknął przerażony Knot.
- Dla Ciebie jestem PANI LONGBOTTOM! – zawołała monarchini rodu Longbottomów – Moja córka, wnuczka i prawnuczka też są PANIAMI LONGBOTTOM a druga prawnuczka to PANI WEASLEY zrozumiałeś Knot!?!
- Ja bym na twoim miejscu mówił im na "PANI ", Knot – oznajmił Frank I.
- BARDZO PRZEPRASZAM, PANI LONGBOTTOM, ŻE NAZWAŁEM PANIĄ I PANI CÓRKĘ PANI ALICJI LONGBOTTOM, PANI WNUCZKĘ PANI HANNY LONGBOTTOM I PANI PRAWNUCZKI PANI LILY LONGBOTTOM ORAZ PANI ALICE WEASLEY DZIEWUCHAMI I PROSZĘ O WYBACZENIE, PROSZĘ PANI LONGBOTTOM. PANI LONGBOTTOM PROSZĘ JUŻ NIECH PANI NIE STRZELA DO MNIE, PANI LONGBOTTOM!!!!
- No widzisz, Kordek, mogłeś tak od razu – powiedziała słodko Augusta.
- Będziesz już grzecznym chłopcem? – spytała Alicja I.
- Już będę proszę PANI grzecznym chłopcem PANI Longbottom,! – wystękał Knot. Alicja uśmiechnęła się delikatnie do teściowej, a ona uśmiechnęła się również delikatnie do niej.
- To dobrze, że to zrozumiałeś, Knociku – rzekły matka i córka z radością w głosie.
- Będziesz mówił do rodu Longbottom na per "proszę PANI " i "PANI Longbottom" oraz per " proszę PANA " i PAN Longbottom? – spytała Hanna.
- Tak PANI Longbottom. Bardzo PANIĄ proszę o wybaczenie, proszę PANI!!!
- Masz rację, Susan to jest zajebiste uczucie, kiedy Knot zwraca się do Ciebie per "PANI " – zachichotała Hanna – i mówi do Ciebie per "PANI Longbottom".
- Mówiłam – odparła do przyjaciółki i obie zachichotały.
- Przeprosiny przyjęcie, Knot – oznajmiły Lily II i Alicja II.
- Bardzo PANIOM dziękuję, LADY Longbottom oraz LADY Weasley! – a kobiety z rodu Longbottom uśmiechnęły się.
- To wszystko dzięki mojej mamusi – powiedziały dwie wersje Alicji I, patrząc na Augustę z uśmiechem na twarzy, a Augusta się zarumieniła.
- Och, córciu to nic takiego, ponieważ nie pozwolę nikomu obrażać mojej rodziny – odezwała się Augusta i pocałowała w czoło swoją córkę. Te westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej.
- Mamusia – mruknęły dwie wersje Alicji I zadowolonym głosem, a Augusta tuliła swoje córki do swojej piersi z uśmiechem na twarzy.
- Tak, córeczko, jestem twoją mamusią i bardzo cię kocham, skarbie – Lady Longbottom później zrobiła to samo z Hanną, która powiedziała "babciu", kiedy tuliła ją do swojej piersi, a późnej przytuliła do swojej piersi, następnie Lily II i Alicja II to samo zrobiły, lecz powiedziały "prababciu". Wszystkie kobiety z rodu Longbottomów miały zadowolone miny.
- Syriuszu... to ja... Peter... twój przyjaciel... przecież nie możesz... – Black odtrącił go nogą.
- I tak szatę mam już dość brudną, nie musisz mnie dotykać – powiedział.
- Remusie! – jęknął Pettigrew, odwracając się do Lupina i wijąc się przed nim błagalnie – Chyba w to nie wierzysz... Czy Syriusz nie powiedziałby ci, że zmienili plan?
- Nie, gdyby myślał, że to ja jestem szpiegiem, Peterze – odrzekł Lupin – Dlatego mi nie powiedzieliście, prawda, Syriuszu?
- Przebacz mi, Remusie – powiedział Black.
- Ależ przebaczam ci, Łapo, stary druhu – rzekł Lupin, podwijając rękawy – A ty przebaczysz mi w zamian, iż uwierzyłem, że to ty jesteś szpiegiem?
- Oczywiście – powiedział Black, a na jego wychudłej twarzy pojawił się cień uśmiechu. On też zaczął podwijać rękawy – Zabijemy go razem?
- Tak – zgodził się ponuro Lupin.
- Nie zrobicie tego... nie zrobicie... – wydyszał Pettigrew i podczołgał się do Rona.
- A ja ci pozwoliłem spać w moim łóżku! – zawołał z głębokim obrzydzeniem Ron – Ty pedofilu i zboczeńcu!
- Ron... czy nie byłem twoim przyjacielem... twoim ulubionym zwierzątkiem? Nie pozwolisz, żeby mnie zabili, prawda? Jesteś po mojej stronie, tak? – Ale Ron wpatrywał się w niego z głębokim obrzydzeniem.
- A ja ci pozwoliłem spać w moim łóżku!
- Dobry chłopiec... dobry pan... – popiskiwał Pettigrew – nie pozwolisz im... byłem twoim szczurkiem... twoim zwierzątkiem...
- On mnie obrzydza! – skrzywiła się Fleur.
- Jeśli byłeś lepszym szczurem niż człowiekiem, to nie masz się czym chwalić, Peter – powiedział Black ochrypłym głosem. Ron, coraz bledszy z bólu, odsunął złamaną nogę z zasięgu rąk Pettigrew, który obrócił się na kolanach, powlókł do Hermiony i chwycił brzeg jej szaty.
- Dobra dziewczynko... mądra dziewczynko... nie pozwól im... pomóż mi...
- Łapy precz od mojej córki, ty pedofilu i zboczeńcu! – krzyknęli wściekli dwie wersje Rogacza i Artura.
- Ten śmieć nie ma prawa dotykać mojej żony! – warknął Ron.
Hermiona wyrwała szatę z jego ręki i cofnęła się aż pod ścianę z przerażoną miną. Pettigrew, wciąż na kolanach, dygotał na całym ciele. Teraz zwrócił się do Harry'ego.
- Harry... Harry... taki jesteś podobny do swojego ojca... taki podobny...
- JAK ŚMIESZ ODZYWAĆ SIĘ DO HARRY'EGO? – ryknął Black – JAK ŚMIESZ SPOJRZEĆ MU W OCZY? JAK ŚMIESZ WSPOMINAĆ PRZY NIM JAMESA?
- Jak śmiesz odzywać się do Harry'ego, a już w ogóle na niego patrzeć?! – odezwał się wściekły Rogacz.
- Harry... – wyszeptał Pettigrew, idąc ku niemu z wyciągniętymi rękami – Harry, James nie pragnąłby mojej śmierci... James by zrozumiał... ulitowałby się nade mną... – Black i Lupin podeszli do niego szybko, schwycili za ramiona i cisnęli z powrotem na podłogę. Siedział tam, drżąc ze strachu i wpatrując się w nich szeroko otwartymi oczami.
- Sprzedałeś Lily i Jamesa Voldemortowi – rzekł Black, który również cały się trząsł – Zaprzeczysz temu? – Pettigrew zalał się łzami. Trudno było na to patrzeć: wyglądał jak wyrośnięte, łysiejące niemowlę, czołgające się po podłodze.
- Syriuszu, Syriuszu, co mogłem na to poradzić? Czarny Pan... ty nie masz pojęcia... miał broń, której nie potrafisz sobie nawet wyobrazić... Bałem się, Syriuszu, nigdy nie byłem tak odważny jak ty, Remus czy James. Nie chciałem tego... Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, zmusił mnie...
Kobiety i dziewczyny przyłożyły rękę do ust zszokowane.
- NIE KŁAM! – krzyknął Black – PRZEKAZYWAŁEŚ MU INFORMACJE PRZEZ CAŁY ROK, ZANIM LILY I JAMES ZGINĘLI! BYŁEŚ JEGO SZPIEGIEM!
- On... on wszędzie zwyciężał... wszyscy mu ulegali! Co by to dało, gdybym ja mu odmówił?
- A co miało dać zwycięstwo nad najpodlejszym czarnoksiężnikiem świata? – zapytał Black, kipiąc z wściekłości – Miało ocalić życie niewinnych ludzi, Peter!
- Nic nie rozumiesz! – zaskomlał Pettigrew – Przecież on by mnie zabił!
- I powinieneś zginąć, a ja mu darowałem życie – mruknął Harry.
- WIĘC POWINIENEŚ UMRZEĆ! LEPIEJ UMRZEĆ, NIŻ ZDRADZIĆ SWOICH PRZYJACIÓŁ! MY BYŚMY TO SAMO ZROBILI DLA CIEBIE! – Black i Lupin stali ramię w ramię z podniesionymi różdżkami.
- Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć – powiedział cicho Lupin – Trzeba było pomyśleć, że jeśli nie zabije cię Voldemort, to zginiesz z naszych rąk. Żegnaj, Peter.
Dziewczyny zakryły dłońmi twarz.
Hermiona zakryła twarz dłońmi i odwróciła się do ściany.
- NIE! – krzyknął Harry. Podbiegł do Petera Pettigrew i zasłonił go własnym ciałem – Nie możecie go zabić. Nie możecie – Black i Lupin wytrzeszczyli na niego oczy.
- Harry, ten nędzny robak spowodował, że nie masz rodziców – warknął Black.
- Teraz mam – powiedział Harry.
- Ta kupa łajna patrzyłaby na twoją śmierć bez zmrużenia oka. Słyszałeś go. Jego własna śmierdząca skóra droższa mu była od całej twojej rodziny.
- Wiem – wydyszał Harry – Zaprowadzimy go do zamku. Oddamy go w ręce dementorów. Niech go wsadzą do Azkabanu... tylko go nie zabijajcie.
- Harry! – wyszeptał Pettigrew, obejmując jego kolana – Ty... dziękuję ci... nie zasłużyłem na to... dzięki...
- Odejdź – warknął Harry, odtrącając go ze wstrętem – Nie robię tego dla ciebie. Robię to, bo uważam, że mój tata nie chciałby, aby jego najlepsi przyjaciele zostali mordercami... przez ciebie.
- Nie, nie chciałbym żeby moi bracia zostali mordercami – mruknęli, a Lily przytuliły swojego męża do swojej piersi.
Wszyscy zamarli, tylko Pettigrew złapał się za pierś, z trudem łapiąc powietrze. Black i Lupin patrzyli na siebie. A potem jednocześnie opuścili różdżki.
- Jesteś jedyną osobą, która ma prawo o tym decydować – powiedział Black – Ale zastanów się... pomyśl, co on zrobił.
- Mogą go zamknąć w Azkabanie – powtórzył Harry – Jeśli ktokolwiek zasłużył na to, by tam się znaleźć, to właśnie on... – Pettigrew dyszał głośno za jego plecami.
- A więc dobrze – rzekł Lupin – Odsuń się, Harry – Harry zawahał się – Chcę go związać – wyjaśnił Lupin – To wszystko, przysięgam – Harry odszedł na bok. Tym razem z różdżki Lupina wystrzeliły cienkie sznurki i w następnej chwili Pettigrew wił się na podłodze, związany i zakneblowany.
- Jeśli się przemienisz, Peter – ostrzegł go Black, celując w niego swoją różdżką – zabijemy cię. Zgadzasz się, Harry? – Harry spojrzał na żałosną postać na podłodze i kiwną głową, tak, żeby Pettigrew to widział.
- No dobrze – powiedział Lupin rzeczowym tonem – Ron, nie potrafię nastawiać kości tak jak pani Pomfrey, więc myślę, że najlepiej będzie, jak unieruchomię ci nogę, zanim dotrzesz do skrzydła szpitalnego.
- Remusie – uśmiechnęła się Poppy.
- Panie Shacklebolt – oznajmiła Amelia I i wstała z jego kolan niechętnie i pokazała się w całej stylizacji, że niektórym opadły szczęki. Zmieniła fryzurę, miała teraz długie włosy, a jej ubrania idealne podkreślały jej wysportowaną figurę oraz miała biżuterie, że ma tytuł "Madame", a na stopach miała wysokie obcasy, czyli wysokie szpilki. Gracja i wdzięk były widocznie, nawet jak stanęła i dyktowała Kingsley'owi – Proszę, żeby pan stworzył list gończy za Peterem Pettigrew, że zabił 12 mugoli i był zdrajcą oraz był nielegalnym animagiem – i popatrzyła na Rogacza i Łapę – bo tylko on był nielegalnym animagiem, prawda szanowni państwo?
- Tak – powiedziało większość ludzi na sali, a Amelia puściła im oczko.
- I zmieniał się szczura znany jako Glizdogon ma...
- Sztuczną, srebrną dłoń – powiedział Harry – Zostanie to wyjaśnione w następnej książce – dodał szybko.
- Oczywiście, Madame Bones – oznajmił Kingsley – Coś jeszcze?
- Proszę, żebyś wysłał to do ministerstwa.
- Już się robi, Amelio – i wstał. Chciał wyjść, żeby wysłać.
- Panie Shacklebolt nie zapomniał Pan o czymś przypadkiem? – spytała Amelia i dotknęła ręką w swoje usta i oblizała wargi. Kingsley w szybkim tempie poszedł do Madame Bones i pocałował ją namiętnie w usta. Amelia westchnęła zadowolonym głosem i kiedy się oderwali, kobieta miała rozmarzony wzrok i rozmarzona minę.
- Czy teraz było tak jak trzeba, madame Bones?
- Tak, mój panie jestem bardzo zadowolona z Panie Shacklebolt – wzdychała zadowolonym głosem.
- A teraz? - i uklęknął na jedno kolano, a ta zrobiła wielkie oczy i przyłożyła ręce do ust i uśmiechnęła się szeroko – Amelio Bones, wyjdziesz za mnie?
- TAK!! – i pokiwała głową – TAK!! TYSIĄC RAZY TAK!! – Kingsley włożył jej pierścionek zaręczynowy na palec i pocałowała go namiętnie w usta.
- Awwwwww!!!! – Susan przybiegła do ciotki i przytuliła się do niej mocno.
- Moje gratulacje, ciociu – a później zwróciła się do Kingsley'a – Masz się opiekować moją ciocią, ma być szczęśliwa, rozumiemy się?
- Obiecuje, że będę się opiekował twoją ciocią – oznajmił Kingsley, więc Susan przytuliła się do czarnoskórego wysokiego czarodzieja.
- Wujku chcę, żeby ciocia była szczęśliwa.
- Będzie, obiecuje ci to – powiedział Kingsley i pocałował ją w czoło, wyrażając stryjeczne uczuci, jakie do niej żywił. Susan westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się Kingsley'a jeszcze bardziej.
- Teraz ci wierzę, wujku – mruknęła Susan zadowolonym głosem. Późnej Kingsley'a chwilę nie było, a w tym czasie kobiety i dziewczyny podziwiały pierścionek zaręczynowy Amelii, po chwili wrócił Amelia. Usiadła na jego kolanach i wtuliła się w niego, więc czytali dalej.
Podszedł do Rona, pochylił się, stuknął różdżką w jego nogę i mruknął: – Ferula – Natychmiast bandaże oplotły nogę, mocując ją ciasno do deseczki. Lupin pomógł mu wstać; Ron oparł się na złamanej nodze i nawet się nie skrzywił.
- O, teraz jest o wiele lepiej – powiedział – Dzięki.
- Nie ma za co – powiedział Remus.
- A co z profesorem Snape'em? – zapytała cicho Hermiona, patrząc na rozciągniętą na podłodze postać profesora.
- To nic poważnego – odrzekł Lupin, pochylając się nad nim i badając mu puls – Daliście się po prostu trochę ponieść emocjom... Ale nadal nie odzyskał przytomności. Ee... może będzie najlepiej nie cucić go, zanim nie wrócimy bezpiecznie do zamku. Możemy go tam zabrać w inny sposób... Mobilicorpus – mruknął.
- Lepiej go nie budzić! – parsknął śmiechem młodszy Regulus.
Snape znalazł się nagle w pozycji stojącej, jakby jakieś niewidzialne sznurki pociągnęły go za przeguby, szyję i kolana. Głowa nadal zwieszała mu się bezwładnie, jak groteskowej szmacianej lalce. Zawisł kilka cali nad podłogą. Lupin chwycił pelerynę-niewidkę, złożył ją i wsunął do kieszeni.
- Trzeba go przykuć do dwóch z nas – powiedział Black, trącając Pettigrew stopą – Dla pewności.
- Do mnie – rzekł Lupin.
- I do mnie – powiedział Ron mściwym tonem.
Rodzina Rona była z niego dumna.
Black wyczarował dwie pary ciężkich kajdanek. Postawiono Pettigrew na nogach, przykuwając mu lewą rękę do prawej ręki Lupina, a prawą do lewej ręki Rona. Ron miał zawziętą minę. Wyglądało na to, że kiedy się dowiedział, kim jest naprawdę Parszywek, poczuł się osobiście obrażony. Krzywołap zeskoczył lekko z łóżka i pierwszy wybiegł z pokoju, z beztrosko sterczącym ogonem przypominającym szczotkę do butelek.
- Wódz idzie pierwszy, a później jego plemię – odezwał się Hugo rozbawiony.
- Koniec rozdziału – oznajmił Feliks.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz