czwartek, 18 stycznia 2024

Rozdział 22 Więzień

 

- Madame, teraz ja – rzekł starszy Regulus.

- Proszę, mój Lordzie – odparła jego żona i zaczęli się całować.

- Poparz, jak mamusia i tatuś się całują! – wzruszyła się Tracy do Feliksa.

Rozdział dwudziesty drugi

Znowu sowia poczta

Harry! – Hermiona ciągnęła go za rękaw, spoglądając na zegarek – Mamy dokładnie dziesięć minut na powrót do skrzydła szpitalnego, tak żeby nikt nas nie zobaczył... zanim Dumbledore zamknie drzwi na klucz...

Hermiona uśmiechnęła się słodko do Snape'a i Knota.

- Dobra – powiedział Harry, odrywając oczy od nieba – Idziemy... – Prześliznęli się przez małe drzwiczki na szczycie wieży i zeszli po ciasnych, spiralnych schodkach. Kiedy już byli na dole, usłyszeli głosy. Przywarli do ściany i nasłuchiwali. To byli Knot i Snape. Szli szybko korytarzem u stóp schodów.

- ...mam nadzieję, że Dumbledore nie będzie robił żadnych trudności – mówił Snape – Pocałunek zostanie złożony natychmiast?

- A fige z makiem, Snape! – warknął starszy Łapa i pokazywał mu środkowy palec.

- Jak mam się wam odwdzięczyć? – spytała pani Black. Hermiona podeszła do Marlene i przytuliła się do niej mocno, a ta objęła ją do siebie i głaskała jej włosy, po czym pocałowała ją w czoło, wyrażając cioteczne uczucia, jakie do niej żywiła. Lady Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w cioteczkę jeszcze bardziej, a ta tuliła ją do swojej piersi, mając łzy w oczach. Obie miały na sobie ubrania oraz podkreślały ich seksowne figury i miały buty na wysokim obcasie, które obie chodziły z gracją i wdziękiem.

- Kochasz nas, ciociu Marlene? – zapytała Hermiona z nadzieją w głosie.

- Całym swoim sercem, kochanie – odparła pani Black, pokazując palcami obu dłoni serce.

- Już nam się odwdzięczyłaś, ciociu, bo jesteś naszą ciocią i nas kochasz – mruknęła Hermiona i uśmiechnęła się, a Marlene miala łzy w oczach ze wzruszenia. Przytuliła mocno do siebie również Harry'ego.

- Zawsze będę twoją ciocią, skarbie i to jest dla mnie największy zaszczyt, że mogę być twoją ciocią, Hermiono.

- Bo jesteś moją ciocią i nic tego nie zmień – oświadczyła pani Weasley, a Marlene uśmiechnęła się.

- A ty jesteś potężnym czarodziejem, Harry. To jest największy zaszczyt, że mogę być twoją ciocią, Harry Potterze.

- To nic takiego, cioteczko – odparł skromnie Harry, ale przytulił się do niej, a ona pogłaskała go po włosach z uczuciem i pocałowała w czoło, zupełnie jak małe dziecko.

- Jak tylko Macnair wróci z dementorami. Ta cała afera z Blackiem jest bardzo kłopotliwa. Chciałbym już móc poinformować "Proroka Codziennego", że w końcu złapaliśmy drania... Myślę, że będą chcieli przeprowadzić z panem wywiad, Snape...

- "Snape, profesor, który został gackiem Hogwartu" – wymyślił tytuł wywiadu starszy Rogacz. Większość ludzi ryknęła śmiechem, a Snape zrobił wściekłą minę i wysyczał:

- Zabiję cię, Potter! – warknęli dwie wersje Severusa.

a kiedy ten młody Potter odzyska sprawność umysłu, to na pewno opowie "Prorokowi" ze szczegółami, jak mu pan ocalił życie... – Harry zacisnął zęby. Udało mu się dostrzec głupawy uśmiech na twarzy Snape'a,

- Teraz to ja mam głupawy uśmiech na twarzy – oznajmił starszy Łapa – Dzięki mojemu Rogasiowi i mojej Feminiotka.

kiedy on i Knot przechodzili obok ich kryjówki. Wkrótce kroki ucichły w oddali. Odczekali chwilę i pobiegli w przeciwną stronę. W dół po schodach, potem znowu korytarzem i znowu w dół... i wtedy usłyszeli przed sobą chichot.

- Irytek! – mruknął Harry, łapiąc Hermionę za przegub – Do środka! – Wpadli do jakiejś pustej klasy na lewo. Irytek harcował po korytarzu, zanosząc się śmiechem.

- Och, on jest okropny – szepnęła Hermiona z uchem przy drzwiach – Założę się, że jest tak podniecony, bo dementorzy mają wykończyć Syriusza...

- Skarbie – powiedział młodszy Łapa i pogroził jej palcem – dla Ciebie jestem "wujek Syriusz" albo "wujek Łapa" – ale uśmiech miał szeroki. Puścił oczko, a ta pokiwała głową.

- Oczywiście, wujku Syriuszu – powiedziała Hermiona podnieconym głosem – gdyż etykieta dobrego wychowania wymaga ode mnie zwracać się do brata tatusia per "wujek", a wujek Syriusz jest bratem mojego tatusia, więc moim obowiązkiem jest mówić do niego per "wujek", ponieważ ja jestem damą i lady rodu Weasley i wymaga się ode mnie przestrzegania etykiety dobrego zachowania.

- Słyszałaś, Marlene dla tego skarba – wskazał na przyszłą pani Minister – jestem wujkiem Syriuszem.

- Słyszałam – zachichotała pani Black – a ja jestem dla niej ciocią Marlene, prawda skarbie?

- Tak, ciociu Marlene – rzekła pani Weasley szczęśliwym głosem i przytuliła się do niej  – Oczywiście, że jesteś moją ciocią.

Zerknęła na zegarek – Harry, trzy minuty! – Poczekali, aż chichoty Irytka ucichną w oddali, wymknęli się z klasy i pobiegli dalej.

- Hermiono... co się stanie... jak nie zdążymy wrócić... zanim Dumbledore zamknie drzwi? – wydyszał Harry.

- Nawet nie chcę o tym myśleć! – jęknęła Hermiona, ponownie zerkając na zegarek.

- Będzie to dla Ciebie dramat, Hermiono, bo później zobaczysz swojego mon Rona, a nie od razu – powiedzieli Fred i George rozbawieni.

- Zamknijcie się! – warknął Ron na braci.

- Jedna minuta! – Wbiegli na korytarz wiodący do wejścia do skrzydła szpitalnego – W porządku... słyszę Dumbledore'a – powiedziała z ulgą Hermiona – Idziemy!

- Jesteś wolny, wujku Łapo! – zawołała Ginny.

- Dokładnie tak feminiątko! – odparli z radością młodszy i starszy Łapa.

Zaczęli się skradać korytarzem. Nagle drzwi się otworzyły. Zobaczyli plecy Dumbledore'a.

- A teraz zamknę was na klucz. Jest... – zerknął na zegarek – za pięć dwunasta. Panno Granger, trzy obroty powinny wystarczyć. Powodzenia – Dumbledore wycofał się na korytarz i wyjął różdżkę, żeby zamknąć drzwi na klucz. Harry i Hermiona rzucili się ku niemu w panice. Spojrzał na nich i uśmiechnął się szeroko.

- No i jak? - zapytał cicho.

- Już po wszystkim! – wydyszał Harry – Syriusz odleciał na Hardodziobie...  – Dumbledore rozpromienił się.

Knotowi, Umbridge i Snape'om pokazał środkowy palec.

- Dobra robota. Myślę... – nasłuchiwał przez chwilę przy drzwiach – tak, myślę, że wy też już odeszliście... No to do środka... zaraz was zamknę... – Harry i Hermiona wśliznęli się do sali szpitalnej. Nie było tam nikogo prócz Rona, który nadal leżał nieruchomo w ostatnim łóżku.

Hermiona popatrzyła na męża drapieżnym wzrokiem.

- Wiesz, że te twoje blizny mnie bardzo podniecają – powiedziała erotycznie pani Weasley do ucha mężowi.

- A mnie podnieca jak masz na sobie biżuterie z rodem Weasley'ów i wysokie szpilki i znak na szyi, który teraz mam ochotę pocałowaćwyszeptał jej do ucha. Hermiona odrzuciła włosy z jednego skraju szyi i odsłoniła znak i udawała, że musiała poprawić włosy, a chciała, żeby Ron miał dostęp do znaku. Ron przejechał po znaku, a ona cicho westchnęła zadowolonym głosem, a on następnie pocałował ją w znak, a ta głośno westchnęła zadowolonym głosem.

- Możecie przestać!? – zawołał Bill.

- Bill, my nic nie robimy – stwierdziła z niewinną miną, oddychając głęboko.

- Właśnie widzę! – prychnął Charlie, popierając starszego brata.

Kiedy zamek kliknął za nimi, wpełzli do swoich łóżek. Hermiona schowała zmieniacz czasu pod szatę. Zaledwie to zrobiła, pojawiła się pani Pomfrey.

- Dyrektor poszedł sobie wreszcie? Mogę zająć się moimi pacjentami? – Była w bardzo złym nastroju.

- Jak babcia Poppy jest zła, to lepiej się nie odzywać – mruknął Seamus i wystrzeżył się do pielęgniarki, a ona uśmiechnęła się niewinnie.

- No właśnie, kiedy jestem zła, to lepiej uciekać, no chyba że jesteś moim pacjentem – powiedziała słodkim głosem Poppy i popatrzyła na Severusa, Knota i dyrektora – Prawda, panowie? – najbardziej patrzyła na Severusa i Korneliusza mordem w oczach.

- Tak MADAME Pomfrey – powiedzieli starszy Severus i Kordek z lękiem.

- A co wtedy zrobiłeś, Severusie? – spytała pielęgniarka.

- Ja krzyczałem – mruknął – bo Potter...

- Odczep się od Harry'ego! – rzekła Jessica.

- Dla Ciebie to Panie profesorze Snape, Potter! – warknął na Jessicę gacek.

- Otóż nie, panie profesorze Snape, słowa "panie profesorze Snape" – powiedziała z taką ironią, że Snape szlag trafił – Nazywam się pani Creevey i proszę, żeby się do mnie zwracać per "pani Creevey" albo per "Lady Creevey ". Czy wyraziłam się jasno, panie profesorze Snape? – Colin uśmiechnął się do niej – No co? Jestem przecież panią Creevey. Kiedy dałeś mi ten znak – i przejechała po znaku i westchnęła zadowolonym głosem, bo poczuła więcej mocy Colina w sobie – oraz mam biżuterie z rodem Creevey i obrączkę ślubną.

- Wiesz co, wyglądasz w tej biżuterii jeszcze piękniej, niż bez, pani Creevey. I te szpilki, i te ubrania... Hmm...

- Dziękuję, panie Creevey – odparła Jessica i pocałowała go w usta.

- Możecie przestać się całować na moich oczach!? – zawołał zirytowany Harry.

- Teraz wiesz, co czuję, Harry, kiedy widzę, jak całujesz się z moją młodszą siostrą na moich oczach – stwierdził Ron.

- Chyba to jest pan Potter – poprawiła Severusa Poppy – i go wyzywałeś tak samo, jak Hermionę. Teraz to jest pani Weasley. Jesteś dorosłym facetem, a zachowujesz się, jakby ktoś ci ukradł mózg, a teraz powie pan nam ładnie, panie profesorze Snape czego się nie robi w szpitalu?

- Nie krzyczy się w szpitalu – wycedził starszy Severus.

- Madame Pomfrey – dodała Poppy chłodnym głosem – Zapomniał pan dodać "Madame Pomfrey" albo "pani Pomfrey", panie profesorze Snape.

- Przepraszam, że nie dodałem do zdania per "madame Pomfrey", madame Pomfrey! – wycedził z jadem w głosie.

- Severus! – warknęła starsza Lily – Zachowuj się, jak mężczyzna!

- Ty się nie odzywaj, Potter! – wypluł z jadem w głosie słowo "Potter" – bo poślubiłaś tego debila! – warknął na swoją byłą przyjaciółkę – A twoje bachory są takie same, jak twój mężulek!

- Lily nie warto – powiedział starszy Rogacz, kiedy patrzyła na Snape'a wściekła, że obraził jej męża i dzieci. Już miała mu odparować, ale Rogacz przytulił ją i pocałował w czoło. Pani Potter westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Kocham cię, Lordzie Potter – mruknęła zadowolonym głosem – nawet nie wiesz jak bardzo – a dzieci patrzyły na nietoperza z mordem w oczach.

- Jesteś taka piękna, Lady Potter – powiedział. Przytrzymał jej głowę i wbił się w jej usta, a ta westchnęła zadowolonym głosem. Kiedy się od niej oderwał, Lady Potter miała rozmarzona minę i patrzyła na niego z iskierkami miłości – Hmm... Jak ty pięknie pachniesz, jestem uzależniony od twojego zapachu, moja bogini.

- Panie Potter to są specjalne perfumy dla pana, Lordzie Potter – oznajmiła Lady Potter, a jej głos był niezwykle erotyczny – A ja jestem uzależniona od twojego zapachu przytulania się do ciebie i siedzenia ci na kolanach i kiedy mnie przytulasz, to czuję się taka bezpieczna.

Uznali, że trzeba spokojnie przyjąć czekoladę. Pani Pomfrey stała nad nimi, chcąc się upewnić, że wszystko zjedzą. Harry ledwo mógł coś przełknąć. Czekali, nasłuchując w napięciu... W końcu, kiedy oboje wzięli po czwartym kawałku czekolady, usłyszeli daleki ryk wściekłości, odbijający się echem gdzieś nad ich głowami – Co to było? – spytała zaniepokojona pani Pomfrey.

- To tylko pan profesor Snape się przewrócił, bo stanął sobie na swojej sukience, babciu Po – powiedział Harry niewinnym głosem do Poppy. Sala parsknęła głośnym śmiechem. Snape patrzył na niego z jadem w oczach.

Teraz usłyszeli podniecone głosy, które przybliżały się coraz bardziej. Pani Pomfrey spojrzała na drzwi – No nie... wszystkich pobudzą! Co oni sobie myślą! – Harry nastawił uszu, pragnąc za wszelką cenę usłyszeć, co mówią. Teraz głosy były już blisko.

- Musiał się deportować, Severusie, trzeba było zostawić kogoś w gabinecie, żeby go pilnował. Jak to się rozniesie...

- ON SIĘ NIE DEPORTOWAŁ! – ryknął Snape, teraz już bardzo blisko – WEWNĄTRZ TEGO ZAMKU NIE MOŻNA SIĘ TELEPORTOWAĆ, DOBRZE O TYM WIESZ! MUSIAŁ... W TYM... MACZAĆ... PALCE... POTTER!

- Biedny malutki Sevuś, nie dostanie zabawki w postaci Orderu Merlina Pierwszej Klasy? – zadrwiła młodsza Lily I, ocierając oczy, udawała, że płacze. Łapa, Rogacz, Fred I, George, Harry, Ron i Jared opluli się wodą, kiedy to usłyszeli i ryknęli śmiechem. Severusowie patrzyli wściekli na swoją byłą przyjaciółkę. Jednakże większość ludzi parsknęła śmiechem, co jeszcze bardziej ich wkurzyło – Jaka szkoda, Sevusiu.

- EVANS! – ryknął wściekli Snape'owie.

- Nie, panie profesorze Snape, jestem pani Potter albo Lady Potter, tak się nazywam, panie Snape, chyba że woli pan nazywać mnie per szlama! – warknęła na niego.

- Lily...

- Nie mów mi, panie Snape po imieniu, jakbyśmy wciąż byli przyjaciółmi! – wycedziły dwie wersje Lily I oficjalnym tonem – Jestem dla pana "Pani Potter" albo "Lady Potter" i proszę się tak do mnie zwracać oraz per "pani". Rozumiemy się, panie Snape? Obraził mnie pan na piątym roku i ciągle wyżywa się pan na moim dzieciach, którzy nic panu nie zrobili! – Severusy zauważyli, że Lily mówi do niej na per "pan" i "panie profesorze Snape" i wcale nie był szczęśliwy z tego powodu.

- Jak sobie pani życzy, pani Potter – powiedzieli zimnym głosem, a dwie wersje Lily I wtuliły się w swojego męża.

- Jamie jestem teraz taka smutna i zła więc jako mój mąż poprawisz mi humor i zaopiekujesz się mną? Przelecisz mnie? Wiem, że masz na mnie ochotę – wyszeptały im do ucha podnieconym i erotycznym głosem – a ja w nagrodę zaspokoję twoje potrzeby i zrobię Ci takiego lodzika, że będziesz mnie błagał o więcej – dalej jej głos był niezwykle erotyczny i pocałowały swojego Jamesa w policzek. Rogacze przełknęli ślinę, a następnie popatrzyli na swoje żony z bananem na twarzy.

- Severusie... bądź rozsądny... Harry był zamknięty... – ŁUUUP. Drzwi otworzyły się z hukiem. Knot, Snape i Dumbledore wpadli do sali. Tylko Dumbledore był spokojny. Mało tego, wyglądał, jakby coś go ucieszyło. Knot był wyraźnie zdenerwowany. Natomiast Snape całkowicie stracił panowanie nad sobą.

- GADAJ, POTTER! CO ZROBIŁEŚ?

- Jesteś zupełnie niezrównoważony psychicznie, Snape! – warknął na niego Albus II – to, że posiadam twoje imię, nie zmienia faktu, że również jesteś niezrównoważony psychicznie. Człowieku, lecz się na głowę. Samanta, pomóż mu proszę, to jeszcze biedak, padnie na serce.

- POTTER JAK ŚMIESZ MÓWIĆ, ŻE JESTEM NIEZRÓWNOWAŻONY PSYCHICZNIE! – krzyknął na niego Snape. Wyciągnął różdżkę i wycelował w Albusa Severusa.

- Strzelaj – rzekł Lord Potter, a ludzie patrzyli na niego w szoku. Podszedł do niego tak blisko, że jego różdżka dotykała jego brzucha – Jeśli ma Ci to ulżyć strzelaj! Na co czekasz, Severusie? Kazałem ci strzelać! I wtedy sobie na pewno ulżysz. No już, Snape strzelaj i zrób mi krzywdę! NO JUŻ SNAPE ZRÓB MI KRZYWDĘ! – większość wciągnęła powietrze.

- Albus co ty, do choler,y robisz!? – spytała Ginny przerażona. Po chwili Severus opuścił różdżkę i odszedł na swoje miejsce.

- Tak, myślałem – powiedział Albus II – Musisz to przepracować z psychologiem, Severusie, długo nie pociągniesz, zrobiłeś wiele błędów, ale wierzę, że jesteś dobrym człowiekiem tylko się pogubiłeś – i odwrócił się i przytulił do siebie Amelię, którą wciągnął na swoje kolana, a Snape patrzył na niego przez chwilę nie mogąc w to uwierzyć.

- Mój ty bohaterze! – zawołała Amelia II i pocałowała go w usta.

- Albus to było mocne – stwierdził po chwili James II, patrząc na brata z dumą. Większość pokiwała głową.

- Skąd wiedziałeś, że nie strzeli Albusie! – spytała Susan, która ciężko oddychała.

- Mógł ci zrobić krzywdę! – dodała Hanna, która też ciężko oddychała.

- Bo mam oczy po babci Lily – odparł Albus II, patrząc na babcię Lily i uśmiechnął się do niej, a ona przytuliły go mocno do siebie.

- Tatusiu spośród twojej trójki biologicznych dzieci tylko Albus odziedziczył oczy po babci Lily – rzekła Lily II do ojca.

- Panie profesorze! – krzyknęła pani Pomfrey – Proszę się opanować!

- Snape, niech pan będzie rozsądny – powiedział Knot – Te drzwi były zamknięte, przecież sam pan widział...

- ONI POMOGLI MU UCIEC, JESTEM TEGO PEWNY! – ryknął Snape, wskazując na Harry'ego i Hermionę. Straszny grymas zniekształcił mu twarz, na ustach miał pianę.

- FUJ! - ryknęły kobiety z obrazą.

- To jest odrażające! – skomentowała to Victoire, krzywiąc się.

- Masz wściekliznę, Snape? – spytała Domique.

- Wścieklizna jest bardzo niebezpieczna dla człowieka – powiedział Nick – a zwłaszcza przenosząca przez gacki.

- Człowieku, uspokój się – warknął Knot – Wygadujesz bzdury!

- NIE ZNA PAN POTTERA! ON TO ZROBIŁ, WIEM, ŻE TO ON...

- Który jest najpotężniejszym, najgorętszym, najseksowniejszym i najprzystojniejszym Lordem świata. Tak oczywiście mówiła panna Weasley, bo ja nie jestem gejem – oznajmiła Ginny, naśladując głos Severusa, a sala parsknęła śmiechem. Snape zrobił się czerwony – a Ginny... to znaczy... panna Weasley jest w nim na maksa zakochana, będzie panią Potter czy Panu się podoba, czy nie, panie Knot i wezmą ślub i z młodej Lady Weasley stanie się Lady Potter. Mało tego Lord Potter i przyszła Lady Potter naznaczyli się, mają celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność. Na skórze u Lorda Pottera widnieje para oczu, jedno czekoladowe, drugie szmaragdowe, a u Lady Potter celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajduje się jeleń i koń splecione w kształcie yin i yang, więc oni są już małżeństwem, a Ginny Weasley stała się Ginny Potter.

- Severusie, pan Potter może wziąć ślub z panną Weasley i będzie panią Potter –stwierdził Harry głosem Knota.

- Oni już są małżeństwem, Knot! - poprawiła go Ginny zimnym głosem Severusa. Większość ludzi wybuchła śmiechem.

- I ja się z tego bardzo cieszę – powiedziały dwie wersje Lily I.

 - Kocham cię, mamusiu – mruknęła w pierś pani Potter. Za każdym razem, kiedy jej córki mówią do niej "mamusia" miała łzy w oczach ze wzruszenia.

-Za każdym razem, gdy mówię sobie, że nie będę płakać ze wzruszenia, kiedy moje dzieci mówią do mnie per "mamusia" i za każdym razem się poddaję – powiedziała Lily I – miała śmiech w głosie, wycierając łzy tuląc do swojej piersi Ginny, która wzdychała zadowolonym głosem, kiedy ją tuliła. Lady Potter i pocałowała ją w czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej, kiedy się oderwała. Rogacze nic nie powiedzieli tylko przytulili mocno Ginny do siebie.

- Tatuś – wyszeptała szczęśliwym głosem, kiedy poczuła pana Pottera, wtulając się w ojca jeszcze bardziej.

- Moja córeczka... Jestem dumny, że mogę mieć taką córkę, jak ty Ginny. Jesteś zabawna, rozsądna, potężna, jesteś też bardzo mądrą rudowłosą kobietą – rzekł.

- Kocham cię, tatusiu – mruknęła do niego, kiedy się do niego przytuliła, a ten objął ją mocno, jakby miał ją chronić przed złem.

- Kocham cię, Ginny, moja córeczko – oznajmił Rogacz i pocałował ją w czoło, wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił. Młodsza pani Potter westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Rogacza jeszcze bardziej – i nic tego nie zmieni. Zawsze będziesz moją córeczką, kochanie.

- A tatuś zawsze będzie moim tatusiem, tatusiu – mruknęła pani Potter i westchnęła zadowolonym głosem, nie chcąc go puścić.

- Oczywiście, że będę na zawsze twoim tatusiem, skarbie to dla mnie jest najwyższy zaszczyt – mruknął Rogacz.

- Dosyć, Severusie – powiedział spokojnie Dumbledore – Radzę się zastanowić. Te drzwi były zamknięte od chwili, gdy opuściłem skrzydło szpitalne dziesięć minut temu. Pani Pomfrey, czy ci uczniowie wychodzili z łóżek?

- Ależ skąd! – żachnęła się pani Pomfrey – Byłam przy nich od chwili, gdy pan wyszedł!

Hermiona i Harry uśmiechnęli się niewinnie do Severusów.

- Sam widzisz, Severusie. Nie widzę powodu, by ich dalej niepokoić, chyba że chcesz zasugerować, że byli jednocześnie w dwóch miejscach.

- Wtedy pan Profesor Snape musiałby naprawdę się wtedy leczyć na głowę – oznajmiła Fleur – wtedy moja córcia Sami miałaby pacjenta, bo wiecie moja córeczka Sami jest chirurgiem i by na pewno pomogła temu biedakowi przeszczep mózgu by mu zrobiła a później i lekarstwa by przepisała, ale pan profesor Snape nie chce się leczyć. No to trudno, jego sprawa – a jej głos ociekał słodyczą. Niektórzy opluli sie wodą, kiedy to usłyszeli i popatrzyli na nią z niedowierzaniem, a niektórzy parsknęli śmiechem.

- DELACOUR JAK ŚMIESZ MÓWIĆ, ŻE JESTEM CHORY PSYCHICZNIE! – ryknął wściekły Snape. Kipiał ze złości i wpatrywał się w nią morderczym wzrokiem we Fleur. Ta stała z założonymi rękami, robiąc pozę ala Molly Weasley i uśmiechnęła się słodko, a single tylko westchnęli patrząc na Fleur i zaczęli się ślinić, bo jej ubrania była tak dobrane, że eksponowano jej idealną umięśnioną figurę. Na stopach miała wysokie szpilki, odrzuciła włosy do tyłu, po chwili dodała słodkim głosem:

- Ktoś tu ma chyba demencję, bo ja już nie nazywam się Delacour tylko Weasley – i odrzuciła włosy z jednego skraju szyi. Miała runy na szyi. Wilka i łabędzia w kształcie yin i yang – Kocham to znamię – i przejechała, wzdychając zadowolonym głosem, bo poczuła moc Billa, która była w niej cały czas. Bill wyszczerzył się głupkowato i wypiął dumnie pierś, jak to robił Percy – To jest pierwszy dowód. Drugi mam na palcu – i pokazała obrączkę ślubną – a trzeci to jest moja biżuteria z rodem Weasley i wszędzie pisze Lady Weasley, więc ma pan trzy dowody, że nazywam się Weasley, pani Weasley albo Lady Weasley i proszę, żeby pan profesor Snape się tak do mnie zwracać per "pani Weasley" albo per "Lady Weasley" rozumiemy się? A, przypomniałam sobie, że po czwarte moja mamusia Molly i mój tatuś Artur powiedzieli mi, że nazywam się Weasley nie Delacour, tylko Weasley, a ja jestem grzeczną dziewczynką i grzeczną córeczką państwa Weasley i słucham się moich rodziców, skoro moi rodzice powiedzieli, że nazywam się Weasley, to nazywam się Weasley. Prawda, że nazywam się nie Delacour tylko Weasley mamusiu i tatusiu? – zapytała z nadzieją w głosie, patrząc na państwo Weasley z nadzieją w oczach.

- Tak słoneczko, nazywasz się Weasley, Lady Weasley albo Pani Weasley, skarbie – oznajmili Molly i Artur i przytulili Fleur do siebie – Kocham cię, skarbie – a później i dodali do Snape'a – i to jest pani Weasley albo Lady Weasley, panie profesorze Snape. Nam to obojętne, jak będzie pan ją nazywał, ale musi być per "pani Weasley" albo per "Lady Weasley", bo my jako jej rodzice tak sobie życzymy. Rozumiemy się, panie profesorze Snape? – Molly pocałowała ją w czoło. Pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej, wyszeptując do jej piersi "mamusia".

- Tak, pani i panie Weasley! – warknął Snape.

- Słyszałeś, co powiedzieli moi rodzice? – spytała Fleur, kiedy oderwała się od Molly i popatrzyła na Snape'a, który kipiał ze złości i wpatrywając się w blondynkę z jadem w oczach i wycedził:

- Oczywiście, pani Weasley.

- No widzi pan, panie Snape? Jak pan chce, to potrafi się zachować, jak prawdziwy dżentelmen – oznajmiła Fleur słodkim głosem i odwróciła się z gracją i wdziękiem, po czym usiadła na kolanach Billa i przejechała palcem po policzku, a następne pocałowała ten policzek.

- Jesteś taka seksy, pani Weasley – westchnął Bill.

- Chcę się z tobą kochać, panie Weasley – a Bill w odpowiedzi pocałował ją w znak, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

 Snape kipiał ze złości i wpatrywał się to w Knota, który zdawał się wstrząśnięty jego zachowaniem, to w Dumbledore'a, któremu oczy błyszczały wesoło znad okularów. Odwrócił się gwałtownie, łopocząc obszerną szatą, i wybiegł z sali szpitalnej.

- Ten facet jest zupełnie niezrównoważony – rzekł Knot, patrząc na drzwi – Na pana miejscu, Dumbledore, uważałbym na niego.

- Och, nie, on wcale nie jest niezrównoważony – powiedział spokojnie Dumbledore – Po prostu spotkał go straszny zawód.

- Nie dostanie zabawki w postaci Orderu Merlina Pierwszej Klasy! – zachichotała starsza Narcyza.

- Nie tylko jego! – prychnął Knot – Ale sobie "Prorok Codzienny" na nas poużywa! Już mieliśmy Blacka, a on znowu nam się wymknął! Jeszcze tylko tego brakuje, żeby się dowiedzieli o ucieczce hipogryfa, a stanę się pośmiewiskiem wszystkich! No dobrze... chyba pójdę powiadomić ministerstwo...

- A dementorzy? – zapytał Dumbledore – Mam nadzieję, że zostaną usunięci z terenu szkoły?

- Od teraz ich obowiązkiem jest całowanie Różowej Ropuchy z ministerstwa – powiedział Teddy głosem Knota. Umbridge zrobiła się czerwona.

- Aa... tak, muszą odejść – rzekł Knot, drapiąc się po głowie – I kto by pomyślał, że spróbują zaaplikować ten ich pocałunek niewinnemu chłopcu... Zupełnie wymknęli się spod kontroli... Nie, jeszcze tego wieczoru każę im wynosić się do Azkabanu. Może by warto pomyśleć o smokach przy wejściach na teren szkoły...

- Hagrid byłby zachwycony – powiedział Dumbledore, mrugając do Harry'ego i Hermiony.

Harry i Hagrid wymienili spojrzenia.

Kiedy on i Knot wyszli z sali, pani Pomfrey podbiegła do drzwi i zamknęła je na klucz. Pomrukując coś gniewnie pod nosem, schroniła się w swoim gabinecie.

- Zdenerwowałam się, bo nie można krzyczeć w szpitalu – powiedziała Madame Pomfrey, patrząc na Snape'a.

Z końca sali dobiegł cichy jęk. Ron się przebudził.

- Mamusia przebudziła tatusia pocałunkiem w usta! To takie słodkie i to był pocałunek prawdziwej miłości – powiedział Scorpius przesadnie szczęśliwy tonem. Hermiona i Ron spalili buraka, a sala parsknęła śmiechem.

Zobaczyli, jak siada na łóżku, rozcierając sobie głowę i rozglądając się nieprzytomnie.

- Co... co się stało? – jękną – Harry! Dlaczego tu jesteśmy? Gdzie jest Syriusz? Gdzie jest Lupin? Co się dzieje? – Harry i Hermiona spojrzeli na siebie.

- Ty mu powiedz – rzekł Harry, biorąc kolejny kawał czekolady.

- Dobrze, Harry, tylko jeszcze raz go pocałuje – stwierdziła Rose głosem matki.

Kiedy następnego dnia w południe Harry, Ron i Hermiona opuścili skrzydło szpitalne, zastali cały zamek prawie opustoszały. Piekielny upał i koniec egzaminów spowodowały, że wszyscy skorzystali z dobrodziejstwa kolejnej wyprawy do Hogsmeade. Ani Ron, ani Hermiona nie mieli jednak na to ochoty, więc włóczyli się z Harrym po błoniach, rozmawiając o niezwykłych wydarzeniach poprzedniej nocy i zastanawiając się, gdzie mogą być teraz Syriusz i Hardodziob.

- Bardzo daleko – rzekł starszy Łapa.

Siedząc nad jeziorem i obserwując olbrzymią kałamarnicę, poruszającą leniwie mackami, Harry stracił nagle wątek rozmowy, gdy spojrzał na przeciwległy brzeg. To stamtąd galopował ku niemu ten jeleń, a było to tak niedawno, ubiegłej nocy...

Ginny, dwie wersje Lily I, Olivia i Amelia II wtuliły się w swoich mężów.

Padł na nich cień, a kiedy podnieśli głowy, zobaczyli Hagrida, ocierającego spoconą twarz chusteczką wielkości obrusa i uśmiechającego się do nich radośnie, choć oczy wciąż miał mocno zaczerwienione.

- Impreza się udała – powiedział Fred II.

- Chyba nie powinienem tak się cieszyć po tym wszystkim, co stało siew nocy... – powiedział – ...znaczy się, Black znowu dał dyla i w ogóle... ale wiecie co?

- Co? – zapytali wszyscy, udając zaciekawienie.

- Co? – zapytali, udając zaciekawienie.

- Dziobek! Nawiał im! Jest wolny! Świętowałem przez całą noc!

- To cudownie! – zawołała Hermiona, patrząc na Rona z wyrzutem, bo sprawiał wrażenie, jakby zamierzał parsknąć śmiechem.

Hermiona pocałowała go w policzek.

- Taaak... musiałem go źle uwiązać – powiedział Hagrid, patrząc na błonia – Ale, wiecie, rano trochę mnie wzięło... bo wpadło mi do głowy, że może nadział się na profesora Lupina, ale Lupin mówi, że ostatniej nocy nie miał niczego w zębach...

- Co takiego? – zapytał szybko Harry.

- Cholibka, to wy nic nie wiecie? – zdziwił się Hagrid, a uśmiech spełzł mu z twarzy. Przyciszył głos, chociaż nikogo nie było w pobliżu – Ee... Snape powiedział dziś wszystkim Ślizgonom... że profesor Lupin jest wilkołakiem, ot co.

Większość uczniów patrzyła jadowicie na Snape'a.

I że ostatniej nocy grasował po błoniach. Teraz się pakuje, rzecz jasna.

- Pakuje się? – zapytał Harry, zaniepokojony – Dlaczego?

- No... wyjeżdża, nie? – powiedział Hagrid, dziwiąc się, że Harry o to pyta – Jak rano wstał, to od razu poszedł i złożył rezygnację. Mówi, że nie może ryzykować... No wiecie, boi się, że jeszcze raz...

Dwie wersje Lunatyka westchnęli.

- Kto będzie nauczycielem następnym obrony? – zapytała Euphemia.

- Inny nauczyciel eee... ciociu – odparł Neville do Euphemii i się krzywił, a Euphemia uśmiechnęła się szeroko do Neville'a, a ten zarumienił się.

- Kochaneczku nie przejmuj się tym – powiedziała i machnęła ręką – mów mi ciocia i się tym nie przejmuj – uśmiechnęła się, a Hanna przytuliła go i pocałowała go w policzek, ten popatrzył na nią – nie wiem co bym bez Ciebie zrobił Hanno.

- Moim obowiązkiem jako twojej żony jest cię kochać, wspierać, pomagać i znajdować rozwiązanie na różne pytania, bo jesteśmy jednością Neville. Ten symbol to potwierdza – i przejechała palcami po znaku, który miała na szyi i westchnęła zadowolonym głosem.

Harry wstał.

- Muszę się z nim zobaczyć – powiedział Ronowi i Hermionie.

- Ale jeśli złożył rezygnację...

- ...to już chyba nic nie możemy zrobić...

- Obojętnie. Chcę z nim porozmawiać. Później do was wrócę.

Łapa i Rogacz mordowali wzrokiem Severusa.

Drzwi do gabinetu Lupina były otwarte. Spakował już większość swoich rzeczy. Tuż obok wyświechtanej walizki stał pusty zbiornik po druzgotkach. Walizka była otwarta i prawie pełna, a Lupin pochylał się nad biurkiem. Kiedy Harry zapukał w drzwi, podniósł głowę.

- Widziałem, jak się zbliżasz – powiedział Lupin, uśmiechając się.

- Jesteś najlepszym nauczycielem, Remusie. Dzięki temu Harry nauczył się zaklęcia patronusa! – krzyknęły dwie wersje Lily I.

Wskazał na pergamin leżący na biurku. Była to Mapa Huncwotów.

- Właśnie widziałem się z Hagridem – rzekł Harry – Powiedział, że pan złożył rezygnację. Czy to prawda?

- Obawiam się, że tak – Lupin zaczął otwierać szuflady i wyjmować ich zawartość.

- Dlaczego? – zapytał Harry – Przecież Ministerstwo Magii nie posądza pana o to, że pomógł pan Syriuszowi, prawda?

Umbridge patrzyła wściekle na Harry'ego.

Lupin podszedł do drzwi i zamknął je.

- Nie. Profesorowi Dumbledore'owi udało się przekonać Knota, że próbowałem uratować wam życie – Westchnął – To był jeszcze jeden cios dla Snape'a. Bardzo przeżył utratę Orderu Merlina.

- Jaka szkoda Sevusiu, nie będziesz miał swojej zabawki, by się nią pobawić i pokazać innym? – zardwiła starsza Lily – bo byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem, a niegrzeczne dzieci nie dostają zabawek.

- Lily nie można drwić z Sevusia – skarciła ją Euphemia ze słodyczą w głosie. - Bo to jest teraz szanowny cudowny pan profesor Snape, Lily.

- Przepraszam, mamusiu, nie będę już drwiła z pana profesora Snape'a i będę już grzeczną dziewczynką, mamuś – oznajmiła starsza Lily I, ale głos dalej miała szyderczy i uśmiechała się niewinnie.

- Moje kochanie – powiedziała Euphemia i przytuliła córkę do siebie, a ta bardzo mocno się wtuliła. Obie miały ubrania od Victoire i Domique oraz biżuterię z rodem Potter, a napisane było "Lady szlachetnego starożytnego królewskiego rodu Potterów" i obie miały wysokie szpilki, które pomagały im chodzić z gracją i wdziękiem.

- Proszę bardzo, panie profesorze Snape, to dla pana, profesora – oznajmili Fred I i George z niewinną miną i wyczarowali coś. To był Order Merlina, który zaczął śpiewać:

- Sevus Order Merlina wita cię w tym cudownym dniu! Kilku zasad się nauczymy cię tu! Spokój, ład, dobry ton, wszechobecny bon ton, w Hogwarcie tego trzymaj się, miłym bądź. Słowa waż, glansuj but, wytrzyj... twarz! Order Merlina chce gościć cię, więc wstąp, jeśli masz czas! – śpiewał Order Merlina dziecięcym głosem. Severus zrobił się czerwony, a Wielka Sala spadła ze swoich stołków, nawet nauczyciele (poza Severusem), pielęgniarka i Filch, padając ze śmiechu na podłogę, śmiejąc się wniebogłosy.

- WEASLEY'E, ZAMORDUJĘ WAS!! – ryknął Snape na Freda I i George'a.

- Nie mogę! ha, ha,ha, ha! Nie mogę to było epickie!!! – śmiali się Rogacz i Łapa z podłogi tak samo śmiali się prawie wszyscy na sali, poza Snapem.

- I co Severusie masz Order Merlina Pierwszej Klasy! – parskały śmiechem dwie wersje Marlene. Gdy się wszyscy w miarę uspokoili Regulus dalej czytał.

No więc... dziś rano, przy śniadaniu, wyrwało mu się... ee... przypadkowo, że jestem wilkołakiem.

- Zrobił to specjalnie! – warknął Seamus.

- Ale przecież nie wyjeżdża pan z tego powodu! – Lupin uśmiechnął się krzywo.

- Jutro o tej porze zaczną przylatywać sowy od rodziców, którzy nie zgodzą się na to, żeby ich dzieci nauczał wilkołak. A po ostatniej nocy dobrze ich rozumiem. Mogłem ugryźć każdego z was... To się nie może powtórzyć.

- Wujku Remusie, jesteś najlepszym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią, jakiego mieliśmy!

- Jest pan najlepszym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią, jakiego dotąd mieliśmy! Niech pan nie odchodzi! – Lupin pokręcił głową, ale nic nie powiedział. Nadal opróżniał szuflady.

- Zrobiłeś to specjalnie! – krzyknęli Łapa i Rogacz do Severusa.

A potem, kiedy Harry zastanawiał się nad jakimś dobrym argumentem, który by go przekonał, powiedział:

- Z tego, co mówił mi dziś rano dyrektor, wynika, że ubiegłej nocy uratowałeś życie nie jednej osobie, Harry. Jeśli mogę być z czegoś dumny, to właśnie z tego, że tyle się nauczyłeś. Opowiedz mi o swoim patronusie.

- Skąd pan o tym wie? – zapytał Harry.

- A co innego mogło przepędzić dementorów? – Harry opowiedział mu, co się wydarzyło. Kiedy skończył, Lupin znowu się uśmiechnął – Tak, twój ojciec zawsze przemieniał się w jelenia. Bystry z ciebie chłopak. Właśnie dlatego nazwaliśmy go Rogaczem.

- A ty Harry jesteś Rogasiem – powiedzieli dwie wersje Lunatyka i Łapy.

Wrzucił do walizki jeszcze kilka książek, po czym powsuwał szuflady i odwrócił się do Harry'ego – Przyniosłem to zeszłej nocy z Wrzeszczącej Chaty – powiedział, wyciągając w jego stronę pelerynę-niewidkę – I... – zawahał się, a potem podał mu również Mapę Huncwotów – Już nie jestem twoim nauczycielem, więc oddaję ci to bez wyrzutów sumienia. Mnie już się nie przyda, a myślę, że ty, Ron i Hermiona możecie jeszcze zrobić z niej użytek.

- Jesteśmy stworzeni do łamania praw szkolnych – rzekł Ron – a Hermiona najbardziej – wskazał na żonę.

- Jeśli się ją do tego zachęci – dodał szeptem Harry, na co Ron zarumienił się.

Harry wziął mapę i uśmiechnął się.

- Powiedział mi pan, że Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz chcieli mnie wywabić ze szkoły... że uważali to za bardzo zabawne.

- No i udało się! – powiedział Lupin, schylając się, by zamknąć walizkę – Nie waham się twierdzić, że James byłby bardzo rozczarowany, gdyby jego syn nie odnalazł żadnego z tajnych wyjść z zamku.

- Jak ty mnie dobrze znasz, bracie – powiedzieli starszy i młodszy Rogacz. Dwie wersje Lunatyka się wzruszyli.

- Luniek ty płaczesz? – spytali Łapy.

- Tak – oznajmili Lunatykowie.

Rozległo się pukanie do drzwi. Harry szybko wepchnął mapę i pelerynę-niewidkę za pazuchę. Wszedł profesor Dumbledore. Nie okazał zaskoczenia na widok Harry'ego.

- Twój powóz czeka przed bramą, Remusie.

- Dziękuję, dyrektorze – Lupin wziął swoją starą walizkę i pusty zbiornik na druzgotki.

- No to... do widzenia, Harry – powiedział z uśmiechem – To wielka przyjemność uczyć kogoś takiego jak ty.

- Oj przestań, bo się zarumienię – powiedział Harry.

Czuję, że jeszcze się kiedyś spotkamy. Dyrektorze, nie musi mnie pan odprowadzać do bramy. Dam sobie radę... – Harry odniósł wrażenie, że Lupin pragnie odejść stąd jak najszybciej.

- A więc do widzenia, Remusie – powiedział spokojnie Dumbledore. Lupin uniósł nieco zbiornik na druzgotki, żeby móc uścisnąć dłoń Dumbledore'owi. A potem kiwnął głową Harry'emu i szybko opuścił gabinet.

- Jesteś naprawdę świetnym profesorem, bo nauczyłeś Harry'ego zaklęcia patronusa – rzekła starsza Alicja.

Harry usiadł w jego fotelu, patrząc smętnie w podłogę. Usłyszał trzaśniecie drzwi i podniósł głowę. Dumbledore wciąż był w gabinecie.

- Skąd taka ponura mina, Harry? – zapytał cicho – Po tym, co zrobiłeś ostatniej nocy, powinieneś być z siebie dumny.

- Pettigrew uciekł – mruknął Harry.

- To wszystko nie ma znaczenia – powiedział z goryczą Harry – Pettigrew uciekł.

- To nie ma znaczenia? To ma wielkie znaczenie, Harry. Przyczyniłeś się do ujawnienia prawdy. Uratowałeś życie niewinnemu człowiekowi. Uchroniłeś go przed strasznym losem.

- A sam nie mogłem nic zrobić, bo kocham ćpać w tym samym czasie dropsy – oburzyła się Hermiona.

- Licz się ze słowami, młoda panno! – warknął Drops.

- Zostawiłeś Harry'ego u Dursley'ów i wolałeś ćpać Dropsy niż sprawdzić osobiście, czy traktują go dobrze przez 10 lat! – warknęła Hermiona tracąc nerwy. Miała ochotę mu przywalić – Jak widać traktowali go, jak śmiecia. Mojego braciszka, jak śmiecia i ty Albusie Dumbledore jesteś za to odpowiedzialny! Nigdy Ci tego nie wybaczę, dyrektorze!

- Ani ja – dodali członkowie rodziny Harry'ego.

- Byłeś moim autorytetem, ale teraz nie mogę na ciebie patrzeć, dyrektorze! – warknęła Ginny.

- Nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na ty – warknął Albus I – Nie jesteście moimi kolegami i trochę szacunku do starszych!

- Trochę podminowany odrobiną konstruktywnej krytyki? Może powinien pan pomyśleć o emeryturze? Nie jest pan już młodzieniaszkiem – powiedziała Jessica ociekając słodyczą. Większości ludzi opadły szczęki.

- Jessica! – skarciła ją pani Potter – Nie możesz mówić tak do pana dyrektora! – następnie musiała ukryć twarz za zasłoną swoich włosów. Zakryła usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem na głos tak samo, jak Siostry Wojowniczki i Zakon Braterstwa.

- Od tej pory będzie pan dyrektor Dumbledore się zwracał do mnie "pani" albo "Lady" z moim nazwiskiem, a do mojego mężczyzny "pan" albo "Lordzie" z jego nazwiskiem, rozumiemy się panie dyrektorze? – oświadczyły kobiety i dziewczyny z Zakonu Sióstr Wojowniczek. Dyrektor nic nie odpowiedział.

- Mam rozumieć, że pan dyrektor sie zgadza – stwierdziła Euphemia – i przyjął pan tą wiadomość do swojej głowy.

Strasznym losem. Coś drgnęło mu w pamięci. Jeszcze bardziej potężny i straszny niż przedtem... Przepowiednia profesor Trelawney!

- Panie profesorze... wczoraj, podczas egzaminu z Wróżbiarstwa profesor Trelawney zrobiła się taka... bardzo... bardzo dziwna...

- Taaak? Ee... dziwniejsza niż zwykle, to chciałeś powiedzieć?

- Tak... głos jej zgrubiał, oczy stanęły w słup... i powiedziała... powiedziała, że sługa Voldemorta wyruszy do niego przed północą... i że ten sługa pomoże mu odzyskać dawną moc – Spojrzał na Dumbledore'a – A potem zrobiła się z powrotem normalna i niczego nie pamiętała. Czy to była... prawdziwa przepowiednia? – Na profesorze Dumbledorze nie zrobiło to zbyt wielkiego wrażenia.

- Wiesz co, Harry?

- Lordzie Potter – wycedziła Ginny, patrząc na Dumbledore'a, a jej oczy strzelały piorunami.

Myślę, że mogło tak być – powiedział z namysłem – Kto by pomyślał? To by była jej druga prawdziwa przepowiednia. Chyba powinienem podnieść jej pensję...

- Zgłupiał na starość – mruknęła profesor McGonagall.

- Ale... – Harry wpatrywał się w niego, zaskoczony. Jak Dumbledore mógł przyjąć to z takim spokojem? – Ale... to przecież ja powstrzymałem Syriusza i profesora Lupina od zabicia Petera Pettigrew! Z tego by wynikało, że jeśli Voldemort wróci, to przeze mnie!

- A cmentarz? Mówi to coś panu, dyrektorze?! – krzyknął Harry na Dumbledore'a, nie mogąc się powstrzymać.

- Jaki cmentarz!!!! – pisnęły Euphemia, Caroline, dwie wersje Lily I, Marlene, Dorcas, Alicja, Mary, Nicole i Jessica.

- Dowiecie się pod koniec następnej części – odpowiedział zakłopotany Harry.

- Mylisz się – powiedział spokojnie Dumbledore – Czy doświadczenie z cofaniem czasu niczego cię nie nauczyło? Konsekwencje naszych działań są zawsze tak złożone, tak różnorodne, czasem wręcz sprzeczne, że przewidywanie przyszłości jest naprawdę bardzo trudnym zajęciem... Profesor Trelawney jest tego żywym dowodem. A ty, ratując Peterowi życie, dokonałeś bardzo szlachetnego czynu.

- Ale jeśli on pomoże Voldemortowi odzyskać moc...

- Pettigrew zawdzięcza ci życie. Posłałeś Voldemortowi kogoś, kto ma wobec ciebie wielki dług. Kiedy jeden czarodziej ratuje życie drugiemu czarodziejowi, tworzy się między nimi pewna więź... Bardzo bym się omylił, gdyby Voldemort zechciał, żeby jego sługa miał dług wobec Harry'ego Pottera.

- Nie chcę żadnej więzi z Peterem Pettigrew! – warknął Harry.

- Nie chcę żadnej więzi z Peterem Pettigrew! On zdradził moich rodziców!

- To jest magia w swoim najgłębszym, najbardziej nieprzeniknionym aspekcie, Harry. Ale wierz mi... może nadejść czas, kiedy będziesz bardzo rad, że uratowałeś mu życie.

Goście z przyszłości wymienili spojrzenia.

Harry nie potrafił sobie tego wyobrazić. Dumbledore sprawiał wrażenie, jakby wiedział, o czym Harry myśli – Znałem dobrze twojego ojca, Harry, tu, w Hogwarcie, i później – powiedział łagodnie – On by też ocalił Petera Pettigrew. Jestem tego pewny.

- Co takiego!? – zawoli dwie wersje Rogacza i pokazali środkowy palec.

Harry spojrzał na niego. Dumbledore nie będzie się śmiał, pomyślał. Może mu to powiedzieć...

- Zeszłej nocy... myślałem, że to mój tata wyczarował mojego patronusa. To znaczy... kiedy zobaczyłem samego siebie za jeziorem... pomyślałem, że to on.

- Nietrudno było się pomylić. Pewnie dość już się tego nasłuchałeś, ale ty naprawdę jesteś niezwykle podobny do Jamesa. Z wyjątkiem oczu... te masz po matce.

- Najpiękniejsze oczy świata – powiedziała Ginny i pocałowała go namiętnie w usta.

- Wiesz, że mam z tobą więź, Gin – oznajmił Harry do Ginny, mając iskierki w oczach.

- Więź na wieczność – odparła Ginny zmysłowym głosem.

Harry pokręcił głową.

- Byłem głupi, myśląc, że to on – mruknął – Przecież wiedziałem, że nie żyje.

- Myślisz, że umarli, których kochaliśmy, naprawdę nas opuszczają? Myślisz, że nie przypominamy sobie ich najdokładniej w momentach wielkiego zagrożenia? Twój ojciec żyje w tobie, Harry, i ujawnia się najwyraźniej, kiedy go potrzebujesz. Bo jak inaczej mógłbyś wyczarować tego właśnie patronusa? To był przecież Rogacz.

- Expecto Patronum! – zawołał Harry i z różdżki wyskoczył jeleń.

- Expecto Patronum! – krzyknęli dwie wersje Rogacza oraz James II i Albus II i różdżki wyskoczyli cztery jelenie. Pięć jeleni biegało po całej sali, a później zniknęły.

- Rogacz, Rogaś, Kopyto i Bambi powinniście założyć klub jelenia! – parsknęli śmiechem Łapy.

- Wujek, Potterowie już należą do innego klubu i pradziadek Fleomont też należy do klubu pt. "mam rudą żonę" – odparł James II Potterowie wyszczerzyli się, a Ladys Potter zarumieniły się.

Do Harry'ego dopiero po chwili dotarło, co Dumbledore powiedział.

- Zeszłej nocy Syriusz opowiedział mi o tym, jak stali się animagami – powiedział Dumbledore, uśmiechając się lekko – Niezwykły wyczyn... tym bardziej, że zdołali to utrzymać w tajemnicy przede mną. A potem sobie przypomniałem, jak niezwykłą formę przybrał twój patronus, kiedy natarł na pana Malfoy'a podczas waszego meczu z Krukonami. Tak, Harry, naprawdę zobaczyłeś swojego ojca... odnalazłeś go w sobie.

- Ja ciągle słyszałem, że wyglądam jak Harry Potter – stwierdził Albus II.

- A ja, że wyglądam jak Ginny Potter – dodała Lily II – Expecto Patronum! – i z różdżki wyskoczył koń.

- Expecto Patronum! – krzyknęła Ginny i z różdżki wyskoczył także koń. Dwa konie biegały po sali, a później zniknęły, a później matka i córka uśmiechnęły się do siebie szeroko. Albus II i James II wymienili spojrzenia i uśmiechnęli się do siebie.

- Mamo, czy ja bym nie mogła... – zaczął Albus II głosem swojej matki.

- Jesteś jeszcze za mała, Ginny, przestań marudzić – przerwał James II głosem babci Molly.

- Lily już niedługo i ty pójdziesz do szkoły – oznajmił Albus II głosem swojego ojca.

- Tak, za dwa lata – jęknął James II głosem Lily II – Ja chcę teraz! – Ginny i Lily II zarumieniły się mocno, a sala parsknęła śmiechem.

- Zamorduję was! – warknęła Lily II na braci czerwona na twarzy.

- Pa, pa, siostrzyczko! – zawołali rozbawieni i zmienili się w jelenie i uciekli. Co chwilę wracali i zmienili się w Albusa II i Jamesa II i kontynuowali czytanie.

Po tych słowach Dumbledore opuścił gabinet, pozostawiając Harry'ego z mętlikiem w głowie. Prócz Harry'ego, Rona, Hermiony i profesora Dumbledore'a nikt w Hogwarcie nie wiedział, co się naprawdę wydarzyło tej nocy, kiedy zniknęli Syriusz, Hardodziob i Pettigrew.

Kiedy nadszedł koniec semestru, Harry usłyszał wiele różnych hipotez na ten temat, ale żadna nie była bliska prawdy.

- Teraz wiemy – oznajmiła Daphne – Harry i Hermiona uratowali mojego tatusia – i przytuliła ich mocno i pocałowała w ich policzki.

- Wiesz o tym, że stałaś się moją siostrą a tym samym kuzynką – powiedział Harry.

- Tak, Harry – oznajmiła radośnie Daphne – bo nasi tatusiowie są braćmi.

- Dokładnie tak, skarbie – rzekł pan Potter i ją przytulił, po czym pocałował ją w czoło, a Daphne westchnęła zadowolonym głosem.

Malfoy wściekał się z powodu Hardodzioba. Był przekonany, że Hagrid znalazł sposób, żeby zapewnić mu wolność, a to oznaczało, że on i jego ojciec zostali wystrychnięci na dudka przez jakiegoś gajowego.

- Dracuś bądź grzecznym chłopcem – powiedziała Ginny szyderczo. Narcyzy za to podeszły z gracją i wdziękiem do obu wersji Łapy i się do nich przytuliły.

- A to za co? – spytali.

- Za to, że jesteś przy mnie Syri i mi wybaczyłeś – odparły, po chwili zaczęły łkać, a oni przytulili ich do swojej piersi.

- No już Cyzia uspokój się – mruknęli i pocałowali je w czoło, wyrażając swoje uczucie, jakie to niej żywili. Cyzia westchnęła zadowolonym głosem wtulając się w kuzyna jeszcze bardziej.

- Narcyza co ty robisz! – zawołali wściekli Lucjusze.

- Zamknij mordę, Malfoy! – wycedzili dwie wersje Łapy do dwóch wersji Lucka, tuląc do siebie swoją kuzynkę.

- Nie będziesz mi mówił, Black, co mam robić. W tej chwili masz odejść od tego zdrajcy, ale już jesteś moją żoną i masz się mnie słuchać! – Draco popatrzył na ojca w szoku. Dwie wersje Marlene przytuliły dwie wersje Cyzi, a one do niej w nią wtuliły, i pani Black pocalowaly je w czoło a te wesnely zadowolonym głosem wtulając się w Marlene jeszcze bardziej wyszeptujac "nie zasłużyłam" a ona odpowiedziała "mylisz się Cyziu jesteś moja rodziną i nic skarbie tego nie zmieni i mówię to jako twoja przyjaciółka i jako Lady Black rozumiemy się pani Malfoy ?" "Tak pani Black" i wtuliły sie nie chciały jej puścić bo te glaskaly jej blond włosy Łapy byli tak szybcy, że nim Luckowie się zorientowali, leżeli na podłodze jęcząc z bólu, trzymając się za nos, z którego leciała krew.

- Narcyza nie będzie nikogo słuchać, zwłaszcza takiego imbecyla, jak ty! - warknęli dwie wersje Regulusa.

Natomiast Percy Weasley miał wiele do powiedzenia na temat ucieczki Syriusza Blacka.

- Jeśli uda mi się dostać do ministerstwa, mam w zanadrzu mnóstwo propozycji ulepszenia przepisów dotyczących egzekwowania prawa! – oświadczył jedynej osobie, która chciała go słuchać, swojej dziewczynie, Penelopie.

- OCH, ZAMKNIJ SIĘ! – warknęło większość ludzi na sali.

Choć pogoda była wspaniała, a atmosfera radosna, choć Harry wiedział, że udało mu się dokonać rzeczy prawie niemożliwej, jeszcze nigdy nie przeżywał końca roku szkolnego w tak podłym nastroju. Nie był jedyną osobą, która odczuwała głęboki żal z powodu odejścia profesora Lupina. Cała klasa, która w tym roku brała udział w lekcjach Obrony Przed Czarną Magią, rozpaczała z powodu jego rezygnacji.

- Ciekaw jestem, kogo nam dadzą w przyszłym roku – powiedział ponuro Seamus Finnigan.

- Gościa bez oka nosa i nogi – mruknęła Susan.

- Może wampira – podsunął Dean Thomas z nadzieją w głosie.

- Wampira to już mamy, Dean – rzekł Seamus – I siedzi tam – wskazał na Snape'a.

Ale Harry'emu ciążyło na sercu nie tylko odejście profesora Lupina. Wciąż rozmyślał nad przepowiednią profesor Trelawney. Zastanawiał się, gdzie teraz może być Pettigrew, czy już znalazł schronienie przy boku Voldemorta. Jednak najbardziej przygnębiała go coraz bliższa perspektywa powrotu do Dursley'ów. Przez blisko pół godziny – cudowne pół godziny – wierzył, że odtąd zamieszka z Syriuszem, najlepszym przyjacielem jego ojca... Cieszył się z tego prawie tak, jakby znowu miał mieć ojca. I choć brak wiadomości o Syriuszu był niewątpliwie dobrą wiadomością, bo oznaczał, że udało mu się znaleźć gdzieś kryjówkę, Harry nie mógł się pozbyć dojmującego żalu, kiedy pomyślał, jak wspaniały dom mógłby mieć.

- Jestem twoim domem, Harry – mruknęła Ginny.

Wyniki egzaminów ogłoszono w ostatni dzień roku szkolnego. Harry, Ron i Hermiona zdali z wszystkich przedmiotów. Harry dziwił się, że jednak udało mu się jakoś zaliczyć eliksiry. Podejrzewał, że to Dumbledore powstrzymał Snape'a od postawienia mu pały. W ciągu ostatniego tygodnia stosunek Snape'a do Harry'ego był naprawdę karygodny. Do tej pory wydawało mu się niemożliwe, by niechęć Snape'a do niego mogła się jeszcze pogłębić, ale teraz okazało się, że jest to jednak możliwe.

- Mi się podobał ten Order Merlina, chłopaki! – krzyknęli dwie wersje Łapy i Rogacza.

Na jego widok kącik warg drgał Snape'owi nieprzyjemnie, a długie palce zginały się i prostowały drapieżnie, jakby marzył o zaciśnięciu ich wokół jego szyi. Percy zdobył najwyższe oceny z owutemów,

- Kto by pomyślał – odezwali się Sebastian i Patrick.

a Fred i George zgarnęli po kilka sumów. Gryffindor, głównie dzięki spektakularnemu zdobyciu Pucharu Quidditcha, znowu zajął pierwsze miejsce w klasyfikacji domów Hogwartu.

- TAK! – ryknął cały Gryffindor.

Tak więc uczta kończąca rok szkolny odbyła się w dekoracjach szkarłatno-złotych, a stół Gryffindoru był stołem najbardziej hałaśliwym, bo wszyscy Gryfoni świętowali podwójne zwycięstwo. Nawet Harry'emu udało się zapomnieć o czekającej go następnego dnia podróży do domu Dursley'ów, kiedy jadł, pił, rozmawiał i śmiał się z resztą koleżanek i kolegów.

- I przyszłą żoną – oznajmił Harry, patrząc na Ginny, która popatrzyła na niego z miłością.

Kiedy następnego ranka ekspres Hogwart-Londyn opuścił stację w Hogsmeade, Hermiona przekazała Harry'emu i Ronowi zaskakującą nowinę.

- Byłam dziś rano u profesor McGonagall. Postanowiłam zrezygnować z Mugoloznawstwa.

- Ale przecież zdałaś egzamin na trzysta dwadzieścia procent! – zdziwił się Ron.

- Wiem – westchnęła Hermiona.

- Ale chce pobyć z moim Ronaldziem sam na sam – mruknęła Hermiona do ucha Rona podnieconym głosem, a Ron wyszczerzył się głupkowato.

- ale nie wytrzymałabym jeszcze jednego roku takiej harówki. Od tego zmieniacza czasu dostawałam już świra. Oddalam go. Bez Mugoloznawstwa i wróżbiarstwa będę znowu miała normalny rozkład zajęć.

- Nadal trudno mi uwierzyć, że nam o tym nie powiedziałaś - oznajmił Ron z wyrzutem – A myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.

- Teraz to jesteśmy państwem Weasley, moja droga – oznajmił Ron i przejechał jej po znaku, a ta westchnęła zadowolonym głosem.

- Kocham być panią Weasley – rzekła Hermiona z rozmarzona miną.

- Ja też kocham być panią Weasley, mamuś – zgodziła się Emilly.

 - Obiecałam, że nie powiem nikomu – Hermiona spojrzała na Harry'ego, który patrzył na znikający za wysoką górą Hogwart. Upłyną całe dwa miesiące, zanim go znowu zobaczy...

- Och, Harry, głowa do góry! – zawołała niezbyt radosnym tonem.

- Nic mi nie jest – odrzekł szybko Harry – Po prostu myślę o wakacjach.

- Taak, ja też o tym myślę – powiedział Ron – Harry, musisz przyjechać do nas. Załatwię to z rodzicami i dam ci znać. Już wiem, jak posługiwać się feletonem...

- Telefonem – wtrąciła Hermiona – Wiesz co, w przyszłym roku powinieneś zapisać się na Mugoloznawstwo – Ron zignorował ją.

- Tego lata są Mistrzostwa Świata w Quidditchu! Co ty na to, Harry? Przyjedź do nas, będziemy razem kibicować! Tata zawsze dostaje bilety z ministerstwa.

- Przyjadę, bo muszę zobaczyć się z moją żonką, Ron – stwierdził Harry.

- Tak, Harry – odparła z uśmiechem na twarzy Ginny.

Ta propozycja bardzo poprawiła Harry'emu nastrój.

- Taak... Założę się, że Dursley'owie chętnie się mnie pozbędą... zwłaszcza po tym, co zrobiłem ciotce Marge...

- Byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem, Harry – powiedziała Ginny i po groziła mu palcem – Dostaniesz karę.

- A jaką karę dostanę, pani Potter?

- Masz wielbić swoją Lady, panie Potter.

- Zrobię to z przyjemnością, pani Potter.

- Możecie przestać! – zawołała Nicole.

Czując się o wiele lepiej, Harry zagrał z nimi kilka partii eksplodującego durnia, a kiedy pojawiła się czarownica z bufetem na kółkach, kupił sobie obfite drugie śniadanie, choć tym razem nie było w nim nic czekoladowego. Ale dopiero po południu stało się coś, co spowodowało, że naprawdę poczuł się szczęśliwy...

- Harry – powiedziała nagle Hermiona, zerkając przez ramię – co to jest... tam, za oknem? – Harry odwrócił się, by spojrzeć przez okno. Coś małego i szarego to pojawiało się, to znikało za szybą. Wstał, żeby lepiej się przyjrzeć i zobaczył maleńką sówkę, trzymającą w dziobie list, który był dla niej o wiele za duży. Sówka była tak mała, że trzepotała rozpaczliwie skrzydełkami, bo pęd powietrza miotał nią jak piórkiem. Harry szybko otworzył okno, wyciągnął rękę i złapał ją. W dotyku bardzo przypominała puszystego znicza..

- Szukający – oznajmił Oliver dumnie.

Gdy tylko znalazła się w środku, upuściła list na jego miejsce i zaczęła śmigać po przedziale, najwyraźniej zachwycona, że udało się jej wykonać zadanie. Hedwiga kłapnęła parę razy dziobem z pełną godności dezaprobatą. Krzywołap usiadł i śledził sówkę szeroko otwartymi żółtymi ślepiami. Ron, widząc to, szybko ją złapał, żeby zapobiec nowemu nieszczęściu. Harry chwycił list. Był zaadresowany do niego. Rozerwał kopertę i krzyknął:

- To od Syriusza!

- Jej list ode mnie! – krzyknęli dwie wersje Łapy.

- Co?! – zawołali jednocześnie Ron i Hermiona – Przeczytaj na głos!

Kochany Harry,

mam nadzieję, że dostaniesz ten list, zanim znajdziesz się w domu ciotki i wuja. Nie wiem, czy są przyzwyczajeni do sowiej poczty. Ukrywam się razem z Hardodziobem. Nie powiem ci gdzie, na wypadek gdyby ten list dostał się w niepowołane ręce. Miałem trochę wątpliwości co do tej sowy, ale lepszej nie mogłem znaleźć, a sprawiała wrażenie, że bardzo jej zależy na wykonaniu tego zadania. Jestem pewny, że dementorzy wciąż mnie szukają, ale nie mają żadnych szans na odnalezienie mnie tu, gdzie się ukrywam. Zamierzam wkrótce pokazać się paru mugolom, bardzo daleko od Hogwartu, aby w zamku znieśli te wszystkie środki bezpieczeństwa. Jest coś, o czym nie zdążyłem ci powiedzieć podczas naszego krótkiego spotkania. To ja przysłałem ci Błyskawicę...

Harry uśmiechnął się szeroko do Łapy.

- Ha! – zawołała triumfalnie Hermiona – Widzisz? Mówiłam wam, że to od niego!

- Tak, ale jej nie zaczarował, prawda? – odezwał się Ron – Auu!

- Hermiona nie bij męża – powiedzieli rozbawiony Jared.

- To nie ja! – oburzyła się Hermiona.

Maleńka sówka, pohukując ze szczęścia w jego dłoni, uszczypnęła go w palec, co najwyraźniej miało być wyrazem namiętnych uczuć.

Krzywołap zaniósł zamówienie na sowią pocztę. Użyłem twojego nazwiska, ale powiedziałem im, żeby wzięli złoto ze skrytki u Gringotta – skrytka numer siedemset jedenaście, moja własna. Uznaj to za prezent od ojca chrzestnego – za te wszystkie dotychczasowe urodziny.

- Dzięki Łapciu – rzekł Harry.

Chciałbym również cię przeprosić za niespodziewane pojawienie się tej nocy, kiedy uciekłeś z domu wuja. Chciałem wtedy tylko rzucić na ciebie okiem przed podróżą na północ, ale mój widok chyba cię przestraszył. Załączam również coś, co może ci się przydać w przyszłym roku w Hogwarcie. Jeśli będziesz mnie potrzebował, przyślij słówko. Twoja sowa mnie znajdzie. Jeszcze do ciebie napiszę, i to niebawem.

Syriusz

Dwie wersje Lily rzuciły się na szyję dwóch wersji Łapy i ich mocno przytuliły.

Harry zajrzał niecierpliwie do koperty. Był tam jeszcze jeden kawałek pergaminu. Przeczytał go szybko i nagle poczuł się tak, jakby wypił całą butelkę grzanego piwa kremowego za jednym zamachem.

Ja, Syriusz Black, ojciec chrzestny Harry'ego Pottera, niniejszym udzielam mu pozwolenia na odwiedzanie Hogsmeade w soboty i niedziele.

- Lily dokonaliśmy najlepszego wyboru – oznajmili dwie wersje Rogacza.

- Tak, kochanie – odpowiedziały.

- To na pewno wystarczy Dumbledore'owi! – zawołał z radością. Spojrzał jeszcze raz na list od Syriusza – Słuchajcie, tu jest jeszcze postscriptum...

Ron uśmiechnął się szeroko do Łapy.

Pomyślałem sobie, że może twój przyjaciel Ron chciałby zatrzymać sobie tę sówkę, jako że przeze mnie nie ma już szczura.

- Znajdziemy tego szczura – powiedzieli Łapa i Rogacz jadowitym głosem – i zakopiemy żywcem.

Ron wytrzeszczył oczy. Sówka wciąż pohukiwała jak opętana.

- Zatrzymać ją? – powtórzył niepewnie. Przyjrzał jej się uważnie, a potem, ku wielkiemu zaskoczeniu Harry'ego i Hermiony, podsunął ją Krzywołapowi pod nos do powąchania.

- Jak uważasz? – zapytał kota – Czy to jest na pewno sowa?

- No co? Chciałem się upewnić czy to nie jakieś animag – rzekł Ron, kiedy damska część zachitotała, a męska parsknęła śmiechem.

Krzywołap zamruczał przyjaźnie – To mi wystarczy – oświadczył uradowany Ron – Jest moja.

Przez resztę podróży Harry raz po raz odczytywał list od Syriusza. Ściskał go wciąż w dłoni, kiedy on, Ron i Hermiona przeszli przez barierkę peronu numer dziewięć i trzy czwarte. Od razu dostrzegł wuja Vernona. Stał w odpowiedniej odległości od państwa Weasley'ów, łypiąc na nich podejrzliwie,

- Nie patrz tak na moją mamusię i mojego tatusia, Vernon albo strzele cię zaklęciem między oczy, że będziesz jęczał z bólu! – warknęła Hermiona i przytuliła się do państwa Weasley, a oni ją objęli z radością.

- Moja droga córeczko stanowisz piękny i mądry dodatek do naszego rodu, Hermiono – powiedział Artur.

- Tak, tatusiu, bo ja jestem piękną i mądrą kobietą i do tego jestem Weasley'em i noszę to nazwisko z dumą – odparła dumnie młoda pani Weasley, a Molly pocałowała ją w czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w nią jeszcze bardziej.

- Hermiona jesteś Lady i to tego Weasley'em i naszą córeczką i nic tego nie zmieni.

- Tak, mamuś i kocham cię, mamuś – powiedziała – Mamusia też jest Lady i zawsze będzie Lady, a tatuś jest Lordem i zawsze będzie Lordem.

a kiedy pani Weasley uścisnęła Harry'ego na powitanie, zrobił minę, jakby potwierdziły się jego najgorsze podejrzenia.

- Zadzwonię do ciebie w sprawie finału mistrzostw! – krzyknął Ron. Harry pożegnał się z nim i Hermioną, a potem złożył swój kufer i klatkę Hedwigi na wózku i ruszył w kierunku wuja Vernona, który powitał go w zwykły sposób.

- Co to jest? – warknął, patrząc na kopertę, którą Harry wciąż ściskał w ręku.

- A może tak "dzień dobry", Dursley? – powiedziała młodsza Lily.

- Wiesz co, babciu może nauczymy tego debila trochę kultury – stwierdziła Olivia słodkim głosem – żeby wiedział jak ma się zwracać do Lorda?

- Świetny pomysł, kochanie – powiedziała starsza Lily i klasnęła.

- Mamusiu, ja też mogę? – spytały z nadzieją w głosie Ginny, Nicole, Jessica, Luna i Hermiona.

- Im nas będzie więcej tym on będzie się bardziej bał – rzekła Amelia II.

- Dokładnie – powiedziały Daphne, Astoria, Cassiopepia i Phoebe.

- Co wy chcecie zrobić? – spytał z Harry lekiem.

- Zamienić jego życie w piekło, tatusiu – odparła Lily II słodkim głosem.

- Jeśli to jeszcze jeden formularz do podpisania, to...

- To nie jest formularz – powiedział Harry – To list od mojego ojca chrzestnego.

- Ojca chrzestnego? – prychnął wuj Vernon – Ty nie masz żadnego ojca chrzestnego!

- A właśnie że ma ty wielki wielorybie! – warkneli dwie wersje Łapy.

- A właśnie że mam – rzekł z satysfakcją Harry – Był najlepszym przyjacielem mojego taty i mojej mamy. Został skazany za morderstwo, ale uciekł z więzienia dla czarodziejów i ukrywa się. Ale chce być ze mną w kontakcie... wiedzieć, co się ze mną dzieje... czy jestem szczęśliwy...

- Teraz jestem bardzo szczęśliwy – powiedział Harry, patrząc na Ginny.

- Merlinie, jakie ty masz piękne oczy – wydyszała podniecona pani Potter.

- Nie to ty jesteś piękna, pani Potter.

- Uwielbiam, jak mówisz do mnie "pani Potter" – wyszeptała Ginny.

- Jesteśmy złączeni na wieczność, Lady Potter – powiedział Harry i przejechał jej po znaku, a ona zamknęła oczy i westchnęła zadowolonym głosem – więc moim obowiązkiem jest ciebie wielbić, gdyż pani jest moją boginią – dodał jej do ucha.

- No to chodź, mój Lordzie i mnie wielb – oznajmiła mu do ucha Ginny i zeszła z niego, ciągnąc go stronę drzwi.

- Chwilę, jeszcze nie skończyłem czytać! – zawołał Regulus.

I szczerząc zęby na widok przerażenia na twarzy wuja Vernona, ruszył w kierunku wyjścia, pchając przed sobą wózek, na którym Hedwiga robiła trochę hałasu. Wierzył, że to lato będzie o wiele lepsze od ostatniego.

- Koniec rozdziału i książki – oznajmił Regulus. Kobiety pociągnęły ze sobą swoich mężczyzn. (Pewnie się domyślacie, co będą robić).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...