- Następna książka jest to "Harry Potter i
czara ognia" – oznajmiła Minerwa.
- Jaka czara ognia? Mam złe przeczucia! – jęknęły
dwie wersje pani Potter. Harry, Gabriele i Fleur uśmiechnęli się do siebie, bo
doskonale wiedzieli, że wtedy się poznali. To samo zrobili dziewczyny i
chłopaki do Fleur i Gabriele. Hermiona i Ginny podeszły do pół will i je mocno
przytuliły.
- No już dobrze, kochanie – mruknęły i wtuliła
Fleur Ginny do swojej piersi.
- Przepraszam, że zachowywałam się jak smarkula w
stosunku do ciebie Fleur – mruknęła Ginny do Fleur – Nie powinnam się tak
zachowywać.
- A ja przepraszam, że traktowałam cię jak małą
dziewczynkę, Ginny – odpowiedziała Fleur – To nie było miłe.
- Fleur, ale chcesz być dalej moją siostrą? –
spytała z nadzieją Ginny, patrząc na nią również z nadzieją.
- Skarbie oczywiście, że chcę być twoją siostrą –
mruknęła Fleur – i jestem twoją starszą siostrą, Ginny.
- Tak – powiedziała z radością pani Potter i
wtuliła się w blondynkę, ta pocałowała ją w czoło, wyrażając siostrzane
uczucie, jakie to niej żywiła. Ginny westchnęła zadowolonym głosem, wtulając
się w Fleur jeszcze bardziej – kocham cię, siostrzyczko. Mój brat wybrał mądrze
wybierając ciebie na swoją żonę.
- Ja Ciebie też kocham, skarbie – oznajmiła pani
Weasley – Jesteśmy siostrami. Rozumiemy się? – jej głos był teraz nieznoszący
sprzeciwu.
- Tak – mruknęła Ginny posłuszne.
- Grzeczna dziewczynka – powiedziała Fleur z
miłością w głosie i dalej tuliła swoją młodszą siostrę do swojej piersi.
- Hermiono? – odezwała się Gabriele.
- Tak, skarbie?... oczywiście, że jestem twoją
siostrą – odpowiedziała, widząc jej spojrzenie.
- Naprawdę jesteś?
- Naprawdę, kochanie – i pocałowała ją w czoło, a
ta westchnęła zadowolonym głosem – to była moja odpowiedź, skarbie – a ta
jeszcze bardziej się przytuliła w nią – Jesteśmy siostrami, rozumiesz? – jej
głos był teraz nieznoszący sprzeciwu.
- Tak – mruknęła Gabriele posłuszne.
- Grzeczna dziewczynka – powiedziała Hermiona z
miłością w głosie i dalej tuliła swoja młodszą siostrę do swojej piersi
kiedy dziewczynka puściła Hermionę, popatrzyła na Ginny i odetchnęła głęboko.
- Ginny, ja byłam zakochana w Harrym – mruknęła
Gabriele, patrząc jej w oczy – Wiesz, musiałam ci to powiedzieć i mi ulżyło na
sercu, że Ci powiedziałam, ale teraz moje serce wybrało Denisa i teraz Harry
jest moim przyjacielem i starszym bratem. Nie jesteś na mnie zła, prawda? –
Ginny nic nie odpowiedziała, tylko ją przytuliła.
- Cieszę, że mi to powiedziałaś, Gabriele i nie
jestem na ciebie zła, i wiesz co?
- Co?
- Zawsze chciałam mieć młodszą siostrzyczkę,
kochanie. Więc my, jako siostry musimy trzymać się razem – mruknęła z uśmiechem
na twarzy – bo przecież to oczywiste, że jesteś moją młodszą siostrzyczką,
Gabriele – oświadczyła, całując ją w czoło, wyrażając siostrzane uczucie, jakie
to niej żywiła. Gabriele westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w siostrę
jeszcze bardziej – Jesteśmy siostrami i nie ma żadnego "ale".
- Kocham cię, siostrzyczko – mruknęła Gabriele do
piersi Ginny zadowolonym głosem, gdy Ginny dalej ją tuliła do swojej piersi.
- Więc ja dalej jestem twoją siostrą, Fleur? –
spytała z nadzieją Hermiona.
- Tak, Hermiono – i przytuliła Hermionę mocno go
siebie – Jestem twoją starszą siostrą.
- Zawsze chciałam mieć starszą siostrę – mruknęła
Hermiona do jej piersi, a Fleur uśmiechnęła się delikatnie i pocałowała ją w
czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, jeszcze bardziej się przytulając.
- Jesteś moją młodsza siostra kochanie i nie ma
żadnego "ale" – rzekła Fleur.
- Tak, Fleur, jestem twoją siostrą – oznajmiła
posłusznie Hermiona z uśmiechem na twarzy.
- Grzeczna dziewczynka – mruknęła z miłością w
głosie i dalej tuliła swoją młodszą siostrę do swojej piersi.
- Kochaniutkie jesteście paniami Weasley –
oznajmiła Lady Weasley.
- To oczywiste, że jestem panią Weasley, mamuś –
stwierdziły synowe monarchini rodu z Weasley – poza tym to oczywiste jest, że
jesteś moją mamusią, a tatuś Arturze jest moim tatusiem na wieki – Molly i
Artur uśmiech mieli szeroko.
- Moje kochane dziewczynki – powiedziały dwie
wersje Molly I i przytuliła swoje synowe, które teraz uważała za swoje córki, a
te odwzajemniły uściski i uśmiechy. Milicenta zaczęła czytać
Rozdział pierwszy
Dom Riddle'ów
- Rodzinny dom wężogębego – powiedział James II. Ci, którzy nie znali tego przezwiska spojrzeli na niego z
zaciekawionymi minami, a reszta parsknęła śmiechem.
Mieszkańcy wioski Little Hangleton nadal nazywali
go "Domem Riddle'ów", choć upłynęło już wiele lat, odkąd mieszkała w
nim rodzina o tym nazwisku. Stał na wzgórzu ponad wioską. Część okien zabito
deskami, w dachu ziały dziury, a na fasadzie rozplenił się bluszcz.
- Kompletna ruina – mruknął George II.
Kiedyś piękny dwór, największy i najbardziej
okazały budynek w całej okolicy – teraz był ponurą, opuszczoną ruiną. Mieszkańcy
Little Hangleton byli przekonani, że w tym starym domu straszy.
- Tam są duchy, które straszą. To te osoby, które
są niegrzeczne – oznajmił Frank II, patrząc na niektóre osoby.
Pół wieku temu wydarzyło się w nim coś
strasznego, coś, o czym starsi lubili rozpowiadać, kiedy już nie było o kim
plotkować. Opowieść tę powtarzano tyle razy i w tak wielu domach, że nikt już
nie był pewny, co naprawdę tam się wydarzyło. Każda wersja zaczynała się jednak
w tym samym czasie i miejscu:
- Dawno, dawno temu, żył sobie Tom Riddle z nosem
i włosami... – zaczął bajkę Hugo.
- Cicho bądź! – warknęła Rose.
Tego ranka służąca weszła do salonu i zastała
wszystkich troje Riddle'ów martwych.
Większość ludzi zbladła.
- Służąca krzyczała i wszystkich obudziła – rzekł
Teddy.
Dziewczyna pobiegła z krzykiem do wioski i
pobudziła tylu ludzi, ilu zdołała:
- Leżą tam z otwartymi szeroko oczami! Zimni jak
lód! Nadal w strojach do kolacji!
- Ciekawe co było na kolację? – spytał Hugo, a
Emilly wywróciła oczami.
Wezwano policję, a w całym Little Hangleton
zawrzało. Wszyscy wychodzili ze skóry, żeby się czegoś dowiedzieć. Nikt nawet
nie próbował udawać, że żałuje Riddle'ów, bo w wiosce nie darzono ich sympatią.
Państwo Riddle'owie byli bogatymi, zarozumiałymi snobami, a ich syn, Tom,
był jeszcze gorszy.
- Też nie lubię niektórych ludzi – stwierdził
Fleomont.
– było bowiem oczywiste, że troje zdrowych
ludzi nie mogło umrzeć śmiercią naturalną w ciągu jednej nocy.
- Wystarczy, żeby dostali Avadą – mruknął Harry.
Tego wieczoru w miejscowej gospodzie Pod Wisielcem utarg był wyjątkowo
wysoki: Zeszła tu cała wioska, by podyskutować o potrójnym morderstwie.
Porzucenie wygodnych foteli przed kominkiem zostało wynagrodzone, kiedy w
gospodzie pojawiła się kucharka Riddle'ów, i w ciszy, która zapadła na jej
widok, oznajmiła, że właśnie aresztowano Franka Bryce'a.
- Co to jest za koleś? – spytała Ginny.
- Mugolski ogrodnik – rzekł dyrektor.
- Zapomniał pan dyrektor Dumbledore dodać
"pani Potter" albo "Lady Potter". Jak się pan zwraca do kobiet
z rodu Potterów? – powiedziały dwie wersje Lily oraz Ginny i popatrzyli na
siebie i rzuciły się na szyję, po czym przytuliły, a później patrzyły z mordem
w oczach na starego dyrektora.
- Czekam, panie dyrektorze Dumbledore – oznajmiła
Euphemia. Dumbledore westchnął.
- Mugolski ogrodnik, PANI Potter – rzekł
Dumbledore z naciskiem na słowo "Pani" – czy LADYS Potter są teraz
zadowolone? – a jego głos był niezadowolony.
- Grzeczny jest z Pana chłopiec, panie dyrektorze
Dumbledore i tylko niech lepiej pan o tym na przyszłość pamięta – odezwały się
ze słodyczą kobiety z rodu Potterów.
- Frank! – zawołało kilka osób – To niemożliwe! –
Frank Bryce był ogrodnikiem Riddle'ów. Mieszkał samotnie w zrujnowanym domku na
terenie ich posiadłości. Wrócił z wojny ze sztywną i ogromną niechęcią do
tłumu i hałasu, i od tego czasu pracował u Riddle'ów. W gospodzie zrobił się
ruch, bo wszyscy zaczęli stawiać kucharce drinki, żeby dowiedzieć się czegoś
więcej.
- Ploteczki są najfajniejsze. Ciekawe co tym razem ludzie wymyślili? –
zaintrygował się Fred II.
- Ja tam zawsze uważałam, że on jest jakiś dziwny – oświadczyła po czwartym kieliszku sherry – Taki odludek.
Tymczasem w pobliskim miasteczku Great Hangleton, na ponurym i obskurnym posterunku policji, Frank uparcie powtarzał, że jest niewinny i że jedyną osobą, którą widział tamtego dnia w pobliżu domu, był jakiś nieznany mu wyrostek, czarnowłosy i blady.
* * *
Ostatni właściciel Domu Riddle’ów ani w nim nie mieszkał, ani go nie
wynajmował, a był na tyle bogaty, że mógł sobie na to pozwolić. W wiosce
mówiono, że trzyma dom „ze względu na podatki”, choć nikt nie wiedział, na czym
to właściwie polega. Płacił jednak Frankowi za doglądanie ogrodu. Frank zbliżał
się do swoich siedemdziesiątych siódmych urodzin, przygłuchł,
- Tak samo głuchy jest również nasz pan dyrektor Dumbledore – oznajmiła
sucho Minerwa formalnym głosem.
- Jak ninja – rzekł Hugo.
- A co to jest? – spytała Tracy.
- Ninja to tajni agenci kochana – odpowiedziała
Hermiona – najemnicy w feudalnej Japonii, którzy specjalizowali się w
działaniach specjalnych, wywiadzie, rozpoznaniu, przenikaniu i skrytobójstwach,
ale także w walce wręcz i bronią białą. Ich skryte, podstępne metody były
sprzeczne z zasadami samurajów, którzy przestrzegali surowych zasad dotyczących
honoru i walki.
- A to drugie to słowo samuraj? – spytały Flora i
Hestia.
- Samuraj to japoński wojownik, ciociu Hestia i
ciociu Floro – mówiła Emilly – pierwotnie świta służąca najwyższym dostojnikom
japońskim, także gwardia cesarska; dziedziczna szlachta wojskowa. Samuraje byli
wojownikami w okresie od XII wieku aż do początków współczesnej Japonii, tzn.
połowy wieku XIX. Podobnie jak średniowieczni rycerze europejscy, honor cenili
sobie ponad wszystko. Swój kodeks honorowy nazywali bushido, co oznacza
"droga wojownika".
- Kochanie jak ty mnie zaimponowałaś w tej chwili
– powiedział Hugo do Franka II, naśladując głos matki.
- Dziękuję, mamusiu – odpowiedział Frank II
głosem Emilly. Hermiona przytuliła Emilly do siebie.
- Mój synek wybrał sobie damę, która jest bardzo
mądra i piękna, i która stała się panią Weasley, a ja jestem z jego wyboru
bardzo szczęśliwa – powiedziała pani Weasley, a Emilly westchnęła zadowolonym
głosem, kiedy Hermiona ją przytulała – Bardzo cię kocham, skarbie, bo jesteś
damą i lady mojego rodu oraz naszą córeczką i nic tego nie zmieni.
- Ja ciebie też kocham, mamusiu – szepnęła do
piersi Hermiony, a pani Weasley uśmiechnęła się do siebie delikatnie – Kocham
być Lady Weasley albo Panią Weasley i być waszą córką, mamusiu. Mamusia też
jest Lady i zawsze będzie Lady, a tatuś jest Lordem i zawsze będzie Lordem.
- Tak, skarbie, ja jako twoja mamusia jestem Lady
Weasley twój tatuś, Ron jest Lordem Weasley’em, a ty jesteś Lady Weasley i
naszą córeczką na wieki, skarbie – mruknęła Lady Weasley, całując ją w czoło, a
Emilly westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej – A
dlaczego?
- Bo mam znamię na szyi i biżuterię rodu Weasley,
na której jest napisane "Lady szlachetnego i królewskiego rodu
Weasley". Połączyła się ona z moim ciałem i nie mogę tego zdjąć – odparła
z uśmiechem na twarzy .
- I, jako że jesteś i należysz do rodu Weasley
życzę sobie, żeby niektórzy mówili do Ciebie per "pani Weasley" albo
"Lady Weasley" – powiedziała, patrząc nie na przyjaciół, lecz
dyrektora, Ropuchę, Knota i Snape'a – Panie Knot czy wyraziłam się jasno?
- Tak, PANI Weasley. PANI córka, PANI Emilia
Weasley jest PANIĄ Weasley, proszę PANI – wystękał Knot. Hermiona uśmiechnęła
się szeroko.
- Widzisz, kochanie? Twoja mamusia już działa –
powiedziała Hermiona rozbawiona do córki, a ta uśmiechnęła się szeroko do
matki.
Na podeście zwrócił się w prawo i natychmiast
zlokalizował intruzów: drzwi na samym końcu korytarza były uchylone, a przez
szparę wylewała się na czarną posadzkę długa smuga złotego, rozmigotanego światła.
Frank zaczął się skradać powoli w tym kierunku, zaciskając palce na lasce.
Znalazłszy się kilka stóp od drzwi, zobaczył przez szparę kawałek pokoju. Na
kominku palił się ogień. To go zaskoczyło. Zamarł w bezruchu i nasłuchiwał
uważnie, bo z pokoju dobiegł go męski głos, pokorny i zalękniony.
- Kto to jest? – spytała Jessica.
- Jeśli mój pan i mistrz wciąż jest głodny, to w
butelce jeszcze trochę zostało.
Dyrektor zaczął się uważniej przysłuchiwać tej
rozmowie. Zaczynał się domyślać, kim są ci ludzie.
- Później – odpowiedział drugi głos. Też należał
do mężczyzny, ale był dziwnie wysoki i zimny, jak nagły powiew lodowatego
wiatru. Było w nim coś, co sprawiło, że rzadkie włosy na karku Franka stanęły
dęba – Przysuń mnie bliżej kominka, Glizdogonie.
- GLIZDOGON!!! – ryknęło większość ludzi na sali,
a najbardziej to osoby z rodów Potterów, Blacków i Longbottomów w szoku i byli
wściekli. Dumbledore tylko zmarszczył brwi. Teraz się dowie, jak Tom Riddle
Junior przywrócił sobie ciało i moc.
- Mieliśmy go za przyjaciela! – krzyknęli
Huncwoci w dwóch wersjach.
- A ta druga osoba to...??? – spytała Fleur z
przerażeniem.
- Voldemort! – nie wytrzymał Harry, a większość
ludzi zbladła.
- Jak to Sami-Wiecie-Kto? – zapytała Lavender.
Frank zwrócił ku drzwiom prawe ucho, żeby lepiej
słyszeć. Rozległ się stuk butelki stawianej na jakiejś twardej powierzchni, a
później szuranie, jakby po podłodze przesuwano ciężkie krzesło. Frank uchwycił
spojrzeniem drobnego mężczyznę, odwróconego plecami do drzwi i popychającego
fotel. Miał na sobie długi czarny płaszcz, a na czubku jego głowy bielała
łysina. Po chwili zniknął z pola widzenia.
- Gdzie jest Nagini? – zapytał zimny głos.
- A cóż to znowu!! – jęknęła Carolina.
- Wielki czarny wąż – odparł starszy Artur, a
jego żona wtuliła się w niego.
- Skąd to wiesz? – spytał Fleomont.
- Będzie opisane później, Fleomont – mruknął
starszy Artur. 'Kiedyś była kobietą'. Pomyślał Dumbledore. Frank II
popatrzył się na ojca.
- Ja... ja nie wiem, panie – odpowiedział
lękliwie pierwszy głos – Chyba wybrała się na zwiedzanie domu...
- Musisz ją wydoić, zanim udamy się na spoczynek,
Glizdogonie – rzekł drugi głos.
- To samica? – spytał w szoku Neville.
- Doić to można krowę – oznajmiła z ironią Rose.
- Tu chodziło o jad, Rose – powiedział
Scorpius.
- Niech Nagini ugryzie
Pettigrew, a później siebie – prosił młodszy Łapa.
- Voldek, jest źle! – syknął Fred – Jestem
jadowita, oczywiście ugryzłam tego śmierdziela, Glizdogona, ale przez przypadek
ugryzłam się w język!
- Żegnaj moja jedyna przyjaciółko! –
zawołał James II dmuchając w chusteczkę.
- Nie możesz mnie zostawić! – jęknął Fred
II.
- Mam nadzieję, że w wężowym niebie
będziesz szczęśliwa – powiedział James II.
- Mamusiu czy ja naprawdę należę do tych
rodzin? – spytała Sofia Nicole.
- Tak, kuzyneczko – oznajmił beztrosko
Louis.
- Niestety, słońce, ale tak, jesteś
Weasley'em tak samo jak ja. Kiedy wyszłam za mąż za twojego ojca, który
uwielbia robić żarty – stwierdziła Nicole – ale też Potterem, bo ja się
urodziłam w tej rodzinie. Twój dziadek, James też robi sobie żarty, więc my to
mamy charakter raczej po babci Lily, kochanie.
- I macie wybuchowy charakterek – mruknął
mąż Sofii.
- W nocy będziesz musiał mnie nakarmić. Ta
podróż bardzo mnie zmęczyła – Zmarszczywszy brwi, Frank przybliżył swoje dobre
ucho jeszcze bardziej do drzwi, wytężając słuch. Po chwili ciszy znowu
zabrzmiał głos Glizdogona.
- Panie mój, czy mogę zapytać, jak długo tu
zostaniemy?
- Tydzień – odrzekł zimny głos – Może dłużej.
To dość wygodne miejsce, a na razie musimy powstrzymać się od działania.
- Oho!! Szykuje się orgia! – wypalił Lee.
Córki i narzeczona popatrzyli na niego z niedowierzaniem, tak samo, jak
większość ludzi na sali.
Byłoby głupio zabrać się do urzeczywistnienia
naszego planu przed zakończeniem mistrzostw świata w Quidditchu – Frank wsadził
do ucha sękaty palec i mocno nim pokręcił. 'Pewno nagromadziło się sporo
woskowiny'. Pomyślał. 'Bo usłyszałem "Quidditch", a przecież
nie ma takiego słowa...'
- Mistrzostw świata w Quidditchu? – powtórzył
Glizdogon. (Frank jeszcze gorliwiej pogrzebał w uchu) – Wybacz mi, panie,
ale... nie rozumiem... dlaczego mielibyśmy czekać na zakończenie mistrzostw
świata?
- Ponieważ idioto maryśka strasznie długo
trzyma, ale o tym jest taki odlot – powiedział George II – Tak słyszałem
mamusie, kochane – dodał szybko, widząc wściekłe miny Nicole i Nimfadory.
- Dlatego, głupcze, że właśnie w tej chwili
zjeżdżają się do kraju czarodzieje z całego świata i każdy tajniak z
Ministerstwa Magii jest na służbie, wypatrując jakichkolwiek oznak niezwykłości
i sprawdzając tożsamość każdego, kto mu się nawinie. Będą wariować na punkcie
bezpieczeństwa, żeby mugole czegoś nie zauważyli.
- Barty Crouch Junior – mruknął cicho
Harry.
Dlatego musimy czekać – Frank przestał sobie
czyścić ucho. Wyraźnie usłyszał słowa: "Ministerstwo Magii",
"czarodzieje" i "mugole". Nie ulegało wątpliwości, że te
wyrażenia mają jakieś tajne znaczenie, a Frankowi przychodziły do głowy tylko
dwa rodzaje ludzi, którzy mogliby mówić szyfrem: szpiedzy i przestępcy.
- Terroryści – dodał Albus II –
zapomniałeś dodać.
Zacisnął dłoń na lasce i wytężył słuch.
- A więc wasza lordowska mość jest
zdecydowany? – zapytał cicho Glizdogon.
- Tak, Glizdogonie, jestem zdecydowany – W
zimnym głosie zabrzmiała nuta groźby. Nastąpiła chwila milczenia, a później
przemówił Glizdogon, wyrzucając z siebie szybko słowa, jakby się bał, że straci
odwagę, zanim je wypowie.
- Panie mój, to można zrobić bez Harry'ego
Pottera.
- O nie! – pisnęły kobiety i dziewczyny z
rodziny i przyjaciółki Harry'ego
- Zajebie go! – krzyknęli Łapa i Rogacz.
Znowu pauza, tym razem dłuższa, a potem...
- Bez Harry'ego Pottera, powiadasz? –
powtórzył drugi głos z jadowitą łagodnością – Ach tak, rozumiem...
- Panie, nie mówię tego ze względu na
chłopaka! – zawołał piskliwym głosem Glizdogon.
Ginny wtuliła się w męża jeszcze bardziej.
- Wszystko przez tę cholerną
przepowiednię! – warknęła Nicole i popatrzyła przerażona na brata.
- Nic dla mnie nie znaczy, nic a nic! Uważam
tylko, że gdybyśmy wykorzystali innego czarodzieja albo czarownicę...
kogokolwiek... to moglibyśmy dokonać tego o wiele szybciej! Gdybyś mi pozwolił,
panie, oddalić się na jakiś czas... a wiesz, że potrafię zmienić się tak, że
nikt mnie nie rozpozna... wróciłbym tu za dwa dni z jakąś odpowiednią osobą...
- Tak, to prawda... – powiedział cicho
pierwszy głos – Mógłbym użyć innego czarodzieja...
- Panie mój, to naprawdę rozsądne wyjście – W
głosie Glizdogona dało się wyczuć wyraźną ulgę – Trudno by było porwać Pottera,
jest tak dobrze strzeżony...
- Łapy precz od mojego męża, wy
skurwysyny! – warknęła Ginny.
— A ty chciałbyś pójść na ochotnika po kogoś
innego? Zastanawiam się, Glizdogonie... czy nie zmęczyło cię już pielęgnowanie
mojej osoby... czy ta propozycja nie jest czasem próbą porzucenia mnie na
zawsze?
- Panie mogę zrobić ci za to loda? –
powiedział młodszy Łapa.
- Syriusz tu są dzieci! – krzyknęła
młodsza Marlene.
- Śmietankowy, czekoladowy i truskawkowy –
wymieniał młodszy Łapa.
- Panie! Mistrzu! Ja... ja wcale nie chcę cię
opuścić, ależ skąd...
- Nie kłam! – zasyczał drugi głos – Przede
mną nie można kłamać, zawsze to wykryję! Żałujesz, że w ogóle do mnie wróciłeś,
Glizdogonie! Czujesz do mnie odrazę! Widzę, jak się wzdrygasz, gdy na mnie
spojrzysz, czuję, jak drżysz, kiedy mnie dotykasz...
- Oni się bzykają? – spytał w szoku Lee – O
fuj!
- Nie widziałem, że Pettigrew jest gejem –
mruknął w szoku starszy Remus.
- Widocznie Peter to lubi, jak Tomuś go
bzyka – stwierdził młodszy Łapa.
- Nie! Moje przywiązanie do waszej
lordowskiej mości...
- Twoje przywiązanie to zwykłe tchórzostwo.
Nie byłoby cię tu, gdybyś miał dokąd pójść. Jak mam tu przetrwać bez ciebie,
skoro muszę być karmiony co kilka godzin? Kto wydoi Nagini?
- Panie, Bella lubi bawić się w dojenie –
oznajmiła ze słodyczą starsza Narcyza – Z tego co słyszałem od Narcyzy i
Andromedy to Bella była zawsze najbardziej narwana i chora na umyśle, że kocha
się w tobie wężogęby.
- To jest twoja siostra – rzekł w szoku
starszy Lucek.
- Może z krwi tak, ale to one są moimi
siostrami, lecz to one są moimi przyjaciółkami – powiedziała, pokazując na Lily
I, Marlene, Dorcas, Alice I, Molly I, Andromedę, Amelie I, Alison, Apolonię,
Euphemia i Caroline. Wskazane kobiety uśmiechnęły się szeroko – Jesteście moimi
przyjaciółkami, prawda? – spytała cicho.
- Oo, skarbie! – wzruszyła się pani
Potter. Podeszła do niej z gracją i wdziękiem. Przyciągnęła ją do siebie,
całując ją w czoło. Cyzia zamknęła oczy i westchnęła zadowolonym głosem,
wtulając się w Lily jeszcze bardziej – Jesteś kimś więcej, niż tylko przyjaciółką.
Jesteś moją siostrą, a dlaczego?
- Ponieważ należę do Zakonu Sióstr
Wojowniczek.
- Dokładnie, skarbie – zgodziła się Lily
I, a po chwili przytuliły się również pozostałe siostry wojowniczki, które
podeszły do nich z gracją i wdziękiem.
- Jesteś naszą siostrą, Narcyza na
wieczność – powiedziała Molly I całując ją w czoło, wyrażając siostrzane
uczucie, jakie do niej żywiła. Cyzia westchnęła zadowolonym głosem, wtulając
się w Molly jeszcze bardziej.
- Na wieczność? – mruknęła z nadzieją
Narcyza do piersi Molly II.
- Na wieczność! – zawołały siostry
wojowniczki. Wszystkie miały na sobie ubrania, które podkreślają ich
wysportowaną sylwetkę. Miały na stopach wysokie szpilki, biżuterię swojego rodu
i pierścień Zakonu. Zachwyciła ich największa metamorfoza. Była to Molly
Weasley i była z siebie dumna, a Artur patrzył i się skulił na widok swojej
żony, a ta na niego mrugnęła. Córki i wnuczki patrzyły na nie z uśmiechem.
- Molly kochana muszę to powiedzieć na
głos, ale ty świetnie wyglądasz – powiedziała starsza Narcyza, patrząc na panią
Weasley z zachwytem – ale masz figurę, kochana, twoja metamorfoza jest
spektakularna!
- Mam zamiar jeszcze pracować nad moją
figurą, ale muszę przyznać, że lepiej się czuję. Jestem pewniejsza siebie i nie
wiedziałam, że będę umiała chodzić na wysokich szpilkach – mruknęła
zawstydzona.
- Skarbie, byłaś, jesteś i będziesz lady,
a lady mają to we krwi chodząc z gracją i wdziękiem i do tego jesteś moją
siostrą, kochanie i nic, ani nikt tego nie zmieni, kochana – powiedziała
starsza Narcyza, przytulając ją i całując w czoło, wyrażając siostrzane
uczucie, jakie do niej żywiła. Molly I westchnęła zadowolonym głosem, wtulając
się w Cyzię jeszcze bardziej, a później usłyszeli ryk wściekłości.
- Spróbuj tylko dotknąć moją siostrę, a
nie będę taka miłosierna! – krzyknęła starsza Narcyza wściekła.
- Atakując jedną z nas, atakujesz
wszystkie! – warknęła starsza Andromeda.
- Bądź grzecznym chłopcem i się uspokój –
dodała starsza Molly I.
- Merlinie, ale mam seksy żonę! – westchnął
starszy Artur, patrząc na Molly z uwielbieniem. Synowie popatrzyli na siebie, a
później na ojca z niedowierzaniem, a ta podeszła do męża jak modelka na
wybiegu, kręcąc biodrami i usiadła mu na kolanach i wyszeptała mu coś do ucha.
- Jako że jestem najstarszym waszym synem
– stwierdził Bill – Muszę powiedzieć, że jesteście nienormalni – a reszta synów
pokiwała twierdząco głową.
- Bill, mamusia świetnie wygląda i
zdrowiej. Powinieneś się cieszyć, że promieniuje szczęściem, a nie mówić, że są
nienormalni! – skarciła Fleur męża – Ma biżuterię rodu Weasley.
- Właśnie, Bill, słuchaj się żony –
odpowiedziała Molly – a ty młoda panno, dziękuję – uśmiechnęła się do
blondynki. Fleur popatrzyła na Molly, a ta rozłożyła ręce i w jednym momencie
była przy niej i przytuliła się do rudowłosej kobiety. Obie kobiety miały na
sobie wysokie szpilki i ubrania z kolekcji Victoire i Domique oraz biżuterię
rodu Weasley, na których było napisane "Lady szlachetnego i
królewskiego rodu Weasley".
- Mój syn wybrał mądrze, teraz to wiem.
Przepraszam, że w to wątpiłam. Teraz jesteś Fleur Weasley naszą córeczką,
kochanieńka.
- Mamusia – Fleur wtuliła się w Molly I
jeszcze bardziej.
- Oczywiście, że tak kochanie. Jestem
twoją mamusią, a ty nazywasz się Fleur Weasley – mruknęła i tuliła swoją
najstarszą córkę i pocałowała ją w czoło – Przytulaj się do mnie, kiedy tylko
chcesz, Fleur – puściła jej oczko – Fleur jest dla ciebie Panią Weasley,
zrozumiałaś Umbridge?
- Tak PANI Weasley – mruknęła posłusznie –
LADY Fleur Weasley jest PANIĄ Weasley i jest PANI córką, proszę PANI.
- Grzeczna dziewczynka – mruknęła
zadowolonym głosem Molly I, tym samym przytuliła do swojej piersi Fleur.
- Dobrze to mamusia ujęła. Jestem panią
Weasley na wieki – westchnęła zadowolonym głosem Fleur i puściła jej oczko, a
po chwili obie parsknęły śmiechem. Bill i Artur popatrzyli na siebie zdziwieni,
a kobiety z rodu Weasley, czyli Angelina, Nicole, Hermiona i Ginny chichotały.
- Nigdy nie zrozumiem kobiet – stwierdzili
mężczyźni.
- Mamusia naprawdę świetnie wygląda –
powiedziała Angelina, patrząc na Molly I z zachwytem.
- Dziękuję kochanieńka, to dzięki
odpowiednim ćwiczeniom – tu popatrzyła się wymownie na Artura – i diecie
schudłam 10 kg – dodała dumnym głosem.
- Dlatego mamusia promieniuje szczęściem!
– stwierdziła Nicole zachwycona.
- Kochanie, mam teraz więcej czasu dla
siebie – oznajmiła starsza Molly I radośnie – a poza tym, moje kochane córeczki
ja na początku miałam jedną córkę teraz moja rodzina się powiększyła o kolejne
córki – dodała zachwycona i przytuliła resztę córek mocno do siebie – Kocham
was bardzo mocno, kochane i nie przestanę – reszta córek się przytulały z
uśmiechem na twarzy.
- Mamuś, tatuś daje radę? – spytała
Hermiona psotnie, a Molly I zarumieniła się mocno – po mamusi minie mam
rozumieć, że tatuś daje radę?
- Hermiono, z tego co wiem twoja mamusia
nie protestowała, kiedy ja, czyli twój tatuś wyznawał jej najlepiej jak mógł
miłość. Powiem więcej: Twoja mamusia była mega zadowolona – stwierdził starszy
Artur.
- Cicho bądź! – jęknęła czerwona, jak jej
włosy, a Hermiona i inne jego córki i wnuczki tylko zachichotały. Synowie i
wnuki mieli takie miny, że większość ludzi parsknęła śmiechem widząc ich miny,
a Artur pocałował Molly I w znak, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając
się w męża jeszcze bardziej.
- Był pan nieziemski, panie Weasley i nie
mogę się doczekać powtórki – westchnęła zadowolonym głosem Molly I.
- Ja też się nie mogę tego doczekać, pani
Weasley – mruknął Artur.
- Jesteś już o wiele silniejszy, mój panie...
- Kłamiesz – wycedził zimny głos – Wcale nie
jestem silniejszy, a jak ciebie nie będzie przez parę dni, to utracę i tę
odrobinę zdrowia, którą odzyskałem pod twoją niezdarną opieką. Zamilcz!
- Nie ładnie, Peter, nie zostaniesz
pielęgniarka miesiąca – powiedział ze śmiechu Fineas.
Glizdogon, który bełkotał coś niewyraźnie,
natychmiast umilkł. Przez kilka sekund Frank słyszał tylko trzaskanie ognia w
kominku.
- Myślę, w domu było za zimno. Powinienem
zrobić cieplej, ale jak ja mam to zrobić? To zawsze robił Lestrange – mówił ze
łzami w oczach Teddy.
- To zawsze robił to on? – wtrącił
przejęciem Nick.
- To zawsze robił to Lestrange. Wie pan,
mój panie ja dzisiaj jak do niego poszedłem to się zapytałem, jak mam zwiększyć
temperaturę różdżką, żeby zrobiło się odrobinę cieplej i wytłumaczył mi –
relacjonował z przejęciem Teddy. Większość ludzi parsknęła śmiechem – a teraz
mamy, jak u mamusi.
- Moja krew! – krzyknęli dwie wersje
Lunatyka i oraz Lee ze śmiechu. Victoire
i Domique pocałowały swojego męża w policzek.
- Ale i tak najgorszy jest wiatr –
stwierdził Frank II – bo jak jest zimno, a nie ma wiatru, to jest ciepło –
Większość ludzi parsknęła śmiechem.
- A jak jest ciepło, a jest wiatr, to jest
zimno.
- To nie na moją głowę, panie! –
jęknął Hugo. Sala wybuchła śmiechem.
- Ja wole jak jest minus 10 bez
wiatru niż 10 z wiatrem. A dlaczego?
- Bo jest cieplej! – wtrącił się Hugo
podnieconym głosem.
- Bo jest cieplej – zgodził się Frank II.
- Mądrego to aż miło posłuchać –
stwierdził Hugo, a Wielka Sala ryknęła śmiechem.
- Wy myślicie, że Voldemort i Pettigrew
gadają sobie o pogodzie? – spytały Alicia II i Rose z niedowierzaniem.
Potem drugi mężczyzna znowu przemówił, tym
razem szeptem przywodzącym na myśl syk węża.
- Jak już ci wyjaśniałem, mam swoje powody,
dla których chcę użyć właśnie tego chłopca. Chcę jego i tylko jego. Czekałem na
to trzynaście lat. Parę miesięcy więcej nie stanowi różnicy. Wiem, że chłopiec
będzie wyjątkowo dobrze chroniony, ale wszystko dokładnie zaplanowałem.
Potrzebna mi jest tylko twoja odwaga, Glizdogonie, i tę odwagę musisz w sobie
znaleźć, jeśli nie chcesz odczuć pełni gniewu Lorda Voldemorta...
- Jak Voldek się odrodził? – spytała Mary przerażonym
głosem.
- Będzie wszystko opisane, ciociu Mary –
mruknęła Ginny i wtuliła się w męża, a Harry zbladł, bo na jego oczach stanął
teraz obraz śmierci Cedrika i zmartwychwstanie Voldemorta.
- Panie, pozwól coś powiedzieć swemu wiernemu
słudze! – przerwał mu Glizdogon, a w jego głosie zabrzmiało prawdziwe
przerażenie – Przez całą naszą podróż rozmyślałem nad tym planem... Panie mój,
przecież wkrótce zauważą, że Berta Jorkins zniknęła, a jeśli posuniemy się
dalej, jeśli rzucę zaklęcie...
- Berta zniknęła? – spytały przerażone
dwie wersje Lily I.
- Tak, mamuś – mruknęła Ginny i miała łzy
w oczach – i niestety nie żyje.
- NIE ŻYJE?! – ryknęła ta część sali,
którzy nie widzieli.
- Nie żyje – powiedziała płaczliwie
Hermiona.
- Berta była straszną niezdarą i plotkarą,
nie miała za grosz rozumu i zupełnie nie potrafiła trzymać języka za zębami –
powiedział młodszy Łapa.
- Tak – zgodził się młodszy Rogacz – Gdyby
ona się dowiedziała, że no wiecie jesteśmy animagami, to cały kraj by wiedział.
- Ale nikomu nie życzyłbym śmierci –
oznajmił młodszy Remus.
- Nawet Voldemortowi, tato? – spytał
Harry.
- No cóż... No, to jest problem, ale
myślę, że także jemu nie życzyłbym śmierci – odpowiedział starszy James I.
- Jeśli? – zasyczał pierwszy głos – Jeśli?
Jeśli będziesz postępował zgodnie z planem, Glizdogonie, ministerstwo nigdy się
nie dowie, że ktoś jeszcze zniknął. Zrobisz to po cichu, bez zamieszania...
Bardzo bym chciał zrobić to sam, ale w moim obecnym stanie... Pomyśl,
Glizdogonie, trzeba tylko pokonać jeszcze jedną przeszkodę i droga do Harry'go
Pottera stanie przed nami otworem.
- Jeśli tylko go dotkniesz, to nogi ci z
dupy powyrywam! – warknęła starsza Lily, a Rogacz ją przytulił.
- Nie żądam od ciebie, żebyś zrobił to sam.
Wkrótce pojawi się mój wierny sługa...
- Ja jestem twoim wiernym sługą – rzekł
Glizdogon, a w jego głosie zabrzmiała nuta ponurego rozżalenia.
- Byłeś naszym przyjacielem, Glizdogonie –
jęknął starszy Łapa.
- Glizdogonie, potrzebny mi jest ktoś z tęgą
głową, godny zaufania i do końca mi oddany, a ty nie spełniasz żadnego z tych
warunków.
- Zadaje sobie pytanie: Dlaczego my się z
nim przyjaźniliśmy? – spytał starszy Rogacz.
- Ponieważ był naszym sługą? – stwierdził
starszy Łapa.
- Czyli coś w stylu goryli, którzy są
sługami Draco – rzekła Astoria – Prawda, tatusiu?
- Dokładnie tak, słoneczko – odparł
starszy Łapa uśmiechem na twarzy.
- A skoro jestem z Dracusiem i
mamusia powiedziała, że jestem panią Malfoy – rzekła młoda pani Malfoy
podnieconym głosem – to by oznaczało...
- Tak, skarbie, jesteś ich panią – skoczył
jego wypowiedź starszy Łapa – Mają cię słuchać, mówiąc do ciebie "pani
Malfoy".
- Dobrze, tatusiu – uśmiechnęła się
Astoria i podeszła do niego z gracją i wdziękiem i przytuliła się do niego
mocno – Jestem grzeczną dziewczynką i słucham się mojego tatusia i lubię być
panią Malfoy.
- Tatuś bardzo cię kocha, skarbie –
mruknął Łapa, całując ją w czoło.
- Dobrze powiedziane, Syriuszu –
powiedziała starsza Narcyza.
- Ależ dziękuję, Cyziu –
odpowiedział starszy Łapa, przytulając do siebie Astorię. Ci patrzyli na Łapę,
Narcyzę i Astorię wściekli.
- Słyszałyście, co mój tatuś powiedział? –
odezwała się pani Malfoy do Goryli Dracona i założyła ręce, po czym zaczęła
stukać wysokim obcasem, zirytowana.
- Malfoy! – warknęli na Draco.
- Jak już to Lordzie Malfoy! – poprawiła
go starsza pani Malfoy – a ta kobieta, co siedziała na kolanach mojemu synowi,
a teraz przytula się do Lorda Blacka, to jest Lady Malfoy.
- Tak, mamusiu – zgodziła się Astoria i
podeszła z gracja i wdziękiem do Draco, wtulając się w niego jeszcze bardziej,
a Draco gdy poczuł perfumy damskie Astorii westchnął.
- Kocham być panią Malfoy. Draco myślę, że
musimy coś z tym zrobić, nie uważasz, panie Malfoy? – spytała zmysłowo Astoria.
- Myślę, że to doskonały pomysł, pani
Malfoy – mruknął Draco, a Astorii zrobiło się gorąco.
- Na to liczę, Dracuś – powiedziała i
zaczęła trzepać rzęsami.
- A wy i tak jesteście gorylami i mówię
otwarcie, że uważam was za głupich i traktuje was bardziej jako lokajów –
oznajmił Draco, całując ją w czoło. Pani Malfoy westchnęła zadowolonym głosem,
wtulając się w Malfoy'a jeszcze bardziej. Później zachichotała słodkich głosem
i pocałowała go w policzek, a ci patrzyli na nich morderczym wzrokiem.
- Tak się śmieją damy, ciociu Astorio –
stwierdził Patrick – Jak się śmiejemy grzecznie i wytwórnie – powiedział
Patrick, przykładając ręce do ust – Ho! Ho! Ho! – Mężczyźni i chłopaki
parsknęli śmiechem, a dziewczyny i kobiety popatrzyli na niego z niedowierzaniem.
- A tak się śmieją chłopy! – odezwał się
Hugo – Ha! Ha! Ha! Ha! Ha! Ha! Ha! – zaczął się śmiać.
- Odnalazłem cię, panie – powiedział
Glizdogon, teraz już wyraźnie nadąsany – To ja ciebie odnalazłem. To ja ci
sprowadziłem Bertę Jorkins.
- To prawda – rzekł drugi mężczyzna z lekkim
rozbawieniem – To wy-czyn, którego się po tobie nie spodziewałem,
Glizdogonie...
- Nawet Voldemort z niego kpi – powiedział
z odrazą Ron.
- Chociaż, prawdę mówiąc, kiedy ją złapałeś,
na pewno nie wiedziałeś, jak bardzo okaże się pożyteczna, co?
- Ja... ja myślałem, że ona może się przydać,
panie...
- Kłamiesz – powtórzył pierwszy głos jeszcze
wyraźniej szyderczym tonem – Nie przeczę jednak, że jej informacje okazały się
bardzo cenne. Bez niej nie obmyśliłbym naszego planu. Otrzymasz za to nagrodę,
Glizdogonie. Pozwolę ci wykonać dla mnie bardzo ważne zadanie, tak ważne, że
każdy z moich zwolenników dałby sobie odrąbać prawą rękę, byle je otrzymać...
- Żeby mieć odszkodowanie? – spytał Fineas.
- Taaaa... Pettigrew przydałaby się grupa na
głowę – mruknął Albus II.
- N-naprawdę,
mój panie? Co... – Teraz w głosie Glizdogona ponownie zabrzmiało przerażenie.
- Ach, Glizdogonie, chyba nie chcesz, żebym ci
zepsuł niespodziankę?
- Będzie orgia? – spytali podnieceni Fred i
George – Aua! – zawołali jednocześnie, masując obolałe miejsce – Mniej kawy
Angus!/Nickuś! – warknęli na swojej żony.
- Jak będziesz grzecznym chłopcem to... – a Ci
pocałowali je namiętnie w usta.
Swoją rolę odegrasz na samym końcu... ale
przyrzekam ci, będziesz miał zaszczyt okazania się równie użytecznym, jak Berta
Jorkins.
- A więc... a więc... – wyjąkał Glizdogon
ochrypłym głosem, jakby nagle zaschło mu w ustach – zamierzasz... mnie
również... zabić?
- Och, Glizdogonie, Glizdogonie – rzekł łagodnie
zimny głos – czemu miałbym cię zabijać? Zabiłem Bertę, bo musiałem to zrobić.
Po przesłuchaniu nie nadawała się już do niczego.
Kobiety i dziewczyny zbladły i przyłożyły dłonie
do ust.
- A zresztą mogłyby paść niewygodne pytania,
gdyby wróciła do Ministerstwa Magii i oznajmiła, że podczas urlopu spotkała
właśnie ciebie. Czarodzieje uważani za zmarłych chyba nie powinni spotykać w
przydrożnej gospodzie czarownic z Ministerstwa Magii, prawda? – Glizdogon
mruknął coś tak cicho, że Frank nie dosłyszał słów, ale drugi mężczyzna
roześmiał się – a był to śmiech zimny jak jego mowa, całkowicie pozbawiony
wesołości – Powiadasz, że mogliśmy zmodyfikować jej pamięć? Potężny czarodziej
potrafi przełamać każde zaklęcie zapomnienia, co udowodniłem, kiedy ją
przesłuchiwałem. Byłoby ujmą dla jej pamięci, gdybyśmy nie wykorzystali
informacji, które z niej wydarłem, Glizdogonie.
- Powinieneś o tym wiedzieć, idioto! – zadrwił
starszy Kingsley.
Frank, przyczajony za drzwiami, poczuł nagle, że
jego ręka ściskająca laskę zrobiła się śliska od potu. Ten człowiek o lodowatym
głosie zabił jakąś kobietę. Mówi o tym bez żadnych skrupułów – z rozbawieniem.
To groźny szaleniec! Szaleniec, który planuje nowy mord... Ten chłopiec, Harry
Potter, kimkolwiek jest... znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie...
- Bo Sybilla wygłosiła przepowiednię – mruknął
Harry.
Wiedział, co powinien zrobić. Nadszedł czas, aby
iść na policję. Wykradnie się z domu i pospieszy ile sił w nogach do budki
telefonicznej w wiosce... Ale zimny głos ponownie przemówił i Frank zamarł,
zamieniając się w słuch.
- Jeszcze jedno zaklęcie... wierny sługa w
Hogwarcie... i Harry Potter jest mój, Glizdogonie.
- Nie wężogęby! – warknęła Ginny – Harry jest mój
i tylko mój!
- To już postanowione. Nie życzę sobie żadnych
sprzeciwów. Ale cicho... chyba słyszę Nagini... – I nagle jego głos się
zmienił. Zaczął wydawać z siebie takie dźwięki, jakich Frank jeszcze nigdy nie
słyszał: syczał i prychał bez zaczerpnięcia oddechu. Frank pomyślał, że to
jakiś atak apopleksji.
- Gościu uciekaj z tamtego miejsca szybko, jeśli
ci życie miłe! – krzyknął młodszy Łapa.
A później usłyszał coś za sobą w ciemnym
korytarzu. Odwrócił się i sparaliżowało go ze strachu. Coś pełzło ku niemu po
podłodze mrocznego korytarza, a kiedy zbliżyło się do pasma światła padającego
przez szparę, przeszył go dreszcz przerażenia. Miał przed sobą olbrzymiego
węża, mierzącego co najmniej dwanaście stóp.
- Nagini!!!!! – pisnęła Daphne, że mocno wtuliła
się w Jareda.
Frank, skamieniały z przerażenia, wpatrywał się w
wijące się cielsko, które zbliżało się coraz bardziej i bardziej, pozostawiając
szeroki, kręty ślad na zakurzonej posadzce... Co robić? Dokąd uciec? Jedyne
miejsce ucieczki to pokój, w którym dwaj mężczyźni planują morderstwo... ale
jeśli nie ruszy się z miejsca, wąż z pewnością go uśmierci...
- Już po nim – mruknął Ron.
Zanim jednak zdążył podjąć decyzję, wąż już się z
nim zrównał, a potem – nie do wiary! – minął go, wabiony sykiem wydobywającym
się z ust tamtego mężczyzny, i po chwili w szparze drzwi zniknął koniec jego
ogona, nakrapiany lśniącymi jak diamenty plamkami.
- Nie lubię węży! – krzyknęli niektóre osoby.
- Dobrze, że to nie pająki, bo to by było już
przegięcie – powiedział Scorpius słabym głosem, a Ron mu wtórował.
Po czole
Franka spływały stróżki potu, a ręka dzierżąca laskę dygotała. W pokoju wciąż
rozlegało się syczenie i prychanie, a Franka nawiedziła dziwna, zupełnie
niewiarygodna myśl... 'Ten człowiek potrafi rozmawiać z wężami'.
Wszyscy nagle popatrzyli się na Harry'ego.
- Dlaczego wszyscy się na mnie tak patrzą? –
spytał Harry.
- No nie wiem stary, ale tylko ty potrafisz gadać
z wężami – powiedział Ron.
- Chętnie bym odwiedził Komnatę Tajemnic –
stwierdzili podnieceni Fred i George – Weatherby to będzie idealna pierwsza
randka z panem Crouchem. Wypijecie sobie angielską herbatkę z martwym
bazyliszkiem, a później weźmiecie ślub.
- A my zagramy dla was kawałek! – dodali Fred II
i George II.
Frank nic z tego nie rozumiał. W tej chwili
pragnął tylko jednego: znaleźć się z powrotem w łóżku z butelką gorącej wody
pod kołdrą. Kłopot w tym, że nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Za nic nie chciały
si poruszyć. I kiedy tak stał, próbując opanować dygotanie, zimny głos
przemówił, znowu po angielsku:
- Nagini przyniosła interesującą wiadomość,
Glizdogonie.
- Nagini wygadała się – mruknął Harry.
- Czy on... – zaczęła młodsza Lily.
- On za chwilę będzie martwy, mamo – powiedział
Harry. Kobiety i dziewczyny przyłożyły dłonie do ust.
- N-naprawdę, mój panie?
- Naprawdę – rzekł zimny głos – Nagini twierdzi,
że za drzwiami stoi jakiś stary mugol i podsłuchuje, co tu mówimy – Frank nie
miał żadnych szans na ucieczkę. Usłyszał zbliżające się kroki i drzwi otworzyły
się gwałtownie na całą szerokość. Stał przed nim niski, łysiejący mężczyzna z
resztką siwych włosów, długim, spiczastym nosem i wodnistymi oczkami; na jego
twarzy malowała się mieszanina czujności i strachu.
- Zabiję tego szczura! – warknęła Daphne.
— Zaproś go do środka, Glizdogonie. Gdzie się
podziały twoje dobre maniery? – Zimny głos dobiegał ze starego fotela stojącego
przed kominkiem, ale Frank nie widział tego, kto w nim siedzi. Wąż zwinął się
na przegniłym dywaniku przed kominkiem, jak jakaś straszna parodia domowego
psa.
- Przyszedł mi do głowy Puszek – stwierdził Ron.
Glizdogon gestem zaprosił Franka do pokoju. Choć
Frank wciąż był okropnie wstrząśnięty, ścisnął mocniej laskę i przykuśtykał
przez próg. Jedynym źródłem światła był ogień z kominka, który rzucał na
ściany długie, pająkowate cienie. Frank wlepił oczy w oparcie fotela. Siedzący
w nim mężczyzna musiał być jeszcze niższy od swojego sługi, bo Frank nie
widział czubka jego głowy.
- Słyszałeś wszystko, mugolu? – odezwał się zimny
głos.
- Nie, głuchy byłem – powiedział Fineas.
- Jak mnie nazwałeś? – zapytał Frank wyzywającym
tonem, bo teraz, kiedy już znalazł się w środku i nadszedł czas, by działać,
poczuł przypływ odwagi. Na wojnie było tak samo.
- Nazwałem ciebie mugolem – odrzekł chłodno głos
– To oznacza, że nie jesteś czarodziejem.
- Nie wiem, co przez to rozumiesz – powiedział
Frank nieco pewniejszym tonem – Wiem tylko, że usłyszałem dość, aby
zainteresować tym policję. Tak, mój panie. Popełniłeś jakieś morderstwo i
planujesz następne! I powiem ci coś jeszcze – dodał, bo nagle przyszło mu to do
głowy – Moja żona wie, że tu jestem, i jeśli nie wrócę...
- Nie masz żony – przerwał mu spokojnie zimny
głos – Nikt nie wie, że tu jesteś. Nie powiedziałeś nikomu, dokąd idziesz. Nie
kłam przed Lordem Voldemortem, mugolu, bo on to pozna... zawsze poznaje...
- Jego ego to top – powiedział James II.
- Wy sami nie jesteście lepsi! – warknęła
Mariette.
- Czyżby? – zapytał szorstko Frank – A więc mamy
do czynienia z lordem? Jakoś nie widzę, żebyś miał lordowskie maniery. Bo niby
dlaczego nie odwrócisz się i nie spojrzysz mi w oczy jak człowiek?
- Bo ja nie jestem człowiekiem, mugolu – zasyczał
zimny głos, a Frank ledwo go dosłyszał wśród trzasku szczap płonących w kominku
– Jestem kimś o wiele, wiele większym.
- Jestem trans, byłem człowiekiem, a teraz jestem
wężem – mruknął Hugo.
- Ale... dlaczego nie? Pokażę ci swoją twarz...
Glizdogonie, odwróć mój fotel – Sługa jęknął cicho – Słyszałeś, co
powiedziałem? – Powoli, z takim grymasem na twarzy, jakby wolał zrobić
wszystko, tylko nie zbliżać się do swojego pana i do dywanika, na którym
spoczywał wąż, drobny człowieczek podszedł do fotela i zaczął go odwracać.
Większość ludzi zbladła.
Wąż uniósł swój ohydny, trójkątny łeb i zasyczał
cicho, kiedy nogi fotela zawadziły o dywanik. Sługa odwrócił fotel i Frank
wtedy zobaczył, kto, albo raczej co w nim siedzi. Laska wypadła mu z ręki i z
łoskotem wylądowała na podłodze. Otworzył usta i krzyknął. Krzyczał tak głośno,
że nie słyszał słów, które wypowiedziało to coś w fotelu, kiedy podniosło
różdżkę.
- Wiadomo jakie – rzekł Seamus, a Susan
wtuliła się w jego pierś.
Błysnęło zielone światło, huknęło i Frank Bryce
zgiął się wpół. Kiedy upadł na podłogę, był już martwy.
- O Merlinie! – zawołały dziewczyny i kobiety,
przykładając dłoń to ust.
Dwieście mil
od tego miejsca pewien chłopiec, który nazywał się Harry Potter, przebudził się
nagle, dygocąc ze strachu.
- O Merlinie! – zawołały przerażone kobiety o
dziewczyny.
- Koniec! – warknęła Milicenta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz