sobota, 24 lutego 2024

Rozdział 2 Czara

 

Kolejny rozdział czytała Flora

Rozdział drugi

Blizna

- Co jest bliznowaty? – spytał Draco.

- Draco! – warknęła Astoria.

- Siedź na moim kolanach, pani Malfoy – mruknął Draco innym głosem do jej ucha, który działał na wyobraźnię Astorii.

- A dlaczego mam siedzieć na twoim kolanach? – spytała zmysłowym głosem.

- Bo jesteś moja, skarbie.

- Hmm? – zastanawiała się pani Malfoy, a ten pocałował jej szyję – Przekonałeś mnie – i wtuliła się w blondyna. Westchnęła zadowolonym głosem.

- Dracuś! – zawołała Pansy – Niech ta wywłoka zejdzie ci z kolan!

- Nie wolno Lordowi Malfoy'owi przeszkadzać, kiedy opiekuje się swoją lady Malfoy, Parkinson! – skarciła jej zachowanie starsza Narcyza i pogroziła jej palcem – i z tego co wiem nie jesteś lady Malfoy, skarbeńku, więc bądź grzeczną dziewczynką i nie wychodź przed szereg! – Pansy patrzyła na marchiate rodu Malfoy jadowicie, a kiedy Astoria zachichotała głośnym słodkim głosem odrzuciła teatralne włosy do tyłu, a Pansy miała ochotę ją zamordować.

- Mamusiu ta pani krzywo na mnie patrzy! – poskarżyła się pani Malfoy do starszej pani Malfoy, wskazując na Pansy, a jej matka popatrzyła zimnym wzrokiem na Parkinson.

- Córeczko zignoruj tę kobietę – stwierdziła młodsza Cyzia.

Harry leżał na plecach, oddychając z trudem, jakby się zadyszał po biegu. Przebudził się z bardzo realistycznego snu, z dłońmi przyciśniętymi do twarzy.

- To nie był sen – oznajmił Harry.

Stara blizna na czole, o kształcie błyskawicy, paliła go tak, jakby ktoś przed chwilą przyłożył mu do czoła rozgrzany do białości pręt.

Ginny pocałowała go w tą bliznę i go mocno przytuliła.

Usiadł, wciąż dotykając jedną ręką blizny, a drugą sięgając w ciemności po okulary leżące na szafce przy łóżku. Założył je i zobaczył wyraźniej sypialnię, oświetloną mglistym, pomarańczowym blaskiem ulicznej latarni, sączącym się przez zasłony.

- Wadę wzroku odziedziczyłeś po tatusiu – powiedziały Ginny, dwie wersje Lily I, Olivia i Amelia II do swojego męża.

- A ja uwielbiam mieć piękną rudowłosą żonę, jak moja mamusia – powiedzieli dwie wersje Rogacza, Harry ,Albus II i James II.

Jeszcze raz pomacał bliznę. Wciąż czuł ból. Zapaliwszy lampkę, wygramolił się z łóżka, przeszedł przez pokój, otworzył szafę i zerknął w lustro na wewnętrznej stronie drzwi. Zobaczył chudego, czternastoletniego chłopca o zdziwionych, jasnozielonych oczach, spoglądających na niego spod rozczochranej czarnej czupryny. Przyjrzał się uważnie bliźnie w kształcie błyskawicy. Wyglądała tak jak zawsze, ale wciąż piekła.

Ginny wstała z kolan i oznajmiła.

- Skarbie wstań na chwilkę – Harry wstał. Był wyższy od Ginny o 10 cm i wyrobił sobie mięśnie od grania Quidditcha, że niektóre dziewczyny patrzyły na niego rozmarzonym wzrokiem.

- Ja widzę niezwykłego, najseksowniejszego, najprzystojniejszego i najpotężniejszego czarodzieja, w którym jestem zakochana po uszy, a twoje usta są takie gorące! – mówiła podniecona Ginny, bo jej głos był podniecony i przytuliła się do Harry'ego mocno i westchnęła zadowolonym głosem, bo poczuła się bezpiecznie w ramionach swojego męża. Złapał dwoma rękami za jej głowę i pocałował ją namiętnie w usta. Ginny wzdychała zadowolonym głosem, kiedy się oderwała od ust Harry'ego. Miała iskierki w oczach, a minę miała rozmarzoną synowie wywrócili oczami.

- Nic się nie zmieniliście! – usłyszeli głos Albusa II.

- W przyszłości jesteś tak samo zakochana w tacie, jak w tej chwili – oznajmił James II.

- Kochana, ale Ginny i Harry są w sobie zakochani – powiedziały dwie wersje Narcyzy do dwóch wersji Molly z uśmiechem na twarzy.

- Kochanieńka, mam przeczucie, że Astoria zrobi z Draco prawdziwego dżentelmena i będzie wiedział, jak ma się zwracać się do damy – odezwały się dwie wersje Molly do pani Malfoy.

- Mam taką nadzieję skarbie... Nazwałaś mnie per "kochanieńka" – powiedziały wzruszone starsza i młodsza Narcyza. Obie Molly rozłożyły ręce, a te, nie wiele pytając wtuliły się w rudowłosą kobietę i westchnęły zadowolonym głosem wtulając się w Molly jeszcze bardziej. Obie miały wysokie obcasy na nogach i ubrania od Victoire i Domique – Kocham cię bardzo mocno, siostrzyczko.

- Ja ciebie też kocham, skarbie – oznajmiły dwie wersje pani Weasley. Rudowłosa popatrzyła na blondynkę i rzekła – Jesteśmy siostrami. Rozumiemy się? – jej głos był teraz nieznoszący sprzeciwu.

- Tak, siostro – mruknęły pani Malfoy w dwóch wersjach posłuszne.

- Grzeczna dziewczynka – powiedziały pani Weasley z miłością w głosie i dalej tuliła swoją młodszą siostrę do swojej piersi. Dwie wersje Lucka patrzyli na to w szoku, jak blondynka z uśmiechem na twarzy i zamkniętymi oczami tuliła się do piersi zdrajcy krwi – Moja siostrzyczka – i pocałowała ją w czoło, wyrażając siostrzane uczucie, jakie do niej żywiła. Cyzia westchnęła zadowolonym głosem, a Molly patrzyła na męża Cyzii szyderczym wzrokiem i uśmiechem doprowadzać do Lucka do szału – Wiesz, że chciałam mieć młodszą siostrę i teraz ty nią jesteś, kochanie? Mam też inne siostry: Lily, Marlene, Dorcas, Mary, Amelię, Andromedę, Alison oraz starsze Caroline i Euphemię.

- Tak! – krzyknęły wymienione kobiety.

- Spróbuj tylko dotknąć moją rudowłosą starszą siostrzyczkę, a tak ci wykręcę twoje jaja Malfoy, że będziesz mnie błagał, żebym przestała – oznajmiły lady Malfoy w dwóch wersjach słodkim głosem, kiedy oderwała się od piersi pani Weasley.

- Twoja babcia jest ostra, Scorpius – powiedział Seamus.

- Są siostrami, więc się kochają – odpowiedział Scorpius – A dziadek to kwestionuje, więc nie chcę być w jego skórze.

- Kochaneczek mówi prawdę – powiedziała starsza Molly I do Narcyzy – Prawda, siostrzyczko?

- Bo jest taki mądry, siostrzyczko – odpowiedziała starsza Narcyza przesadnie szczęśliwa – po swojej mamusi – Astoria uśmiechnęła się szeroko do Lady Malfoy, która siedziała na kolanach Draco.

Harry spróbował sobie przypomnieć, o czym śnił, zanim się przebudził. To było takie żywe, takie realne... Dwaj znajomi ludzie i jeden, którego nie znał... Zmarszczył brwi, starając się przypomnieć... Nawiedził go niewyraźny obraz jakiegoś pokoju... przypomniał sobie węża zwiniętego na dywaniku przed kominkiem...

Frank II popatrzył na ojca wymownie.

drobnego człowieczka... tak, to Peter o przezwisku Glizdogon…

- Zabije tego idiotę! Jak on śmiał skrzywdzić mojego najukochańszego tatusia! – warknęły Astoria Cassie i Daphne.

- Zabije tego idiotę! Jak on śmiał skrzywdzić mojego najukochańszego wujka Syriusza! – warknęły przyjaciółki córek Łapy.

- Zabiję tego idiotę! Jak on śmiał skrzywdzić mojego najukochańszego dziadziusia! – warknęły wnuczki Łapy.

- Ja, jako wasz najlepszy tatuś, najlepszy wujek i najlepszy dziadziuś na świecie bardzo was kocham, moje księżniczki – odparli dwie wersje Łapy do dziewczyn.

- My ciebie też kocham bardzo mocno tatusiu/wujku/dziadziusiu – odezwały się dziewczyny – Widzisz, Lucek? Tak masz się zwracać do dam i wtedy będziesz prawdziwym dżentelmenem – odezwały się, ociekając słodyczą dziewczyny do pana Malfoy’a. Blondas zrobił wściekłą minę.

i zimny, piskliwy głos... głos Lorda Voldemorta. Na samą myśl o nim Harry poczuł się tak, jakby do żołądka opadła mu bryła lodu... Zacisnął powieki, usiłując sobie przypomnieć, jak wyglądał Voldemort, ale okazało się to niemożliwe... Pamiętał tylko, że w tej samej chwili, kiedy odwrócono fotel Voldemorta i on, Harry, zobaczył, co w nim siedzi, przeszył go spazm przerażenia i obudził się... A może obudził go ten piekący ból? I kim był ten starzec?

- Mugol – mruknął James II.

Bo na pewno był tam jakiś starzec: widział, jak upada na podłogę. Ale wszystko się zacierało... Harry zasłonił twarz dłońmi, odgradzając się od sypialni, by zatrzymać pod powiekami obraz tamtego mrocznego pokoju, ale szczegóły wyciekały z jego pamięci tak szybko jak woda ze stulonych dłoni, tym szybciej, im bardziej starał się je zatrzymać... Voldemort i Glizdogon rozmawiali o kimś, kogo zabili, ale Harry nie mógł sobie przypomnieć jego imienia...

- Frank Bryce, wujku Harry – powiedziała Rose.

i planowali nowe morderstwo... ale kto miał być ofiarą?... zaraz... tak, on sam!

- Merlinie – szepnęły obie wersje Lily I i wtuliły się w syna.

Harry odjął ręce od twarzy, otworzył oczy i rozejrzał się po sypialni, jakby się spodziewał, że ujrzy coś niezwykłego. Tak się złożyło, że w tym pokoju było mnóstwo niezwykłych rzeczy. U stóp łóżka stał wielki, drewniany, otwarty kufer, w którym mieścił się kociołek, miotła, czarne szaty i kilka ksiąg z zaklęciami. Część biurka zajmowała wielka pusta klatka, w której zazwyczaj siedziała jego sowa śnieżna, Hedwiga, a pozostała część zawalona była zwojami pergaminu.

- Jak masz piękną sowę i powinieneś mieć piękną dziewczynę – oznajmiła Cho.

- Mam piękną sowę i piękną, i do tego seksowną, mądrą i mega potężną dziewczynę – rzekł Harry zdziwiony – O co ci chodzi?

- MÓWIŁAM O SOBIE! – ryknęła Cho.

- Aha, no to nie wiedziałem, ale bardzo mi przykro, Cho, ale jestem już żonaty z seksowną mądrą i mega potężną dziewczyną – i pokazał jej obrączkę ślubną.

- Do tego jest przeklęty – dodała Ginny – Potterowie kochają TYLKO naturalne rudowłose dziewczyny, a ty masz czarne włosy. Przykro mi, Cho, ale nie jesteś godna polecenia, aby zaspokoić jego potrzeby – Kiedy Harry usłyszał: "ale nie jesteś godna polecenia, aby zaspokoić jego potrzeby" opluł się wodą i zarumienił się wściekle, a Cho patrzyła na panią Potter z mordem w oczach.

- MAMO!/GINNY!/CIOCIU GINNY! – ryknęli synowie, bracia oraz Zakon braterstwa, a także męska część gości z przyszłości – NIE CHCIAŁEM TEGO SŁYSZEĆ!

Na podłodze obok łóżka leżała otwarta książka, którą czytał przed zaśnięciem. Ilustracje w książce były ruchome: pojawiali się na nich i znikali z pola widzenia ludzie w pomarańczowych szatach, śmigając na miotłach i podają sobie małą czerwoną piłkę. Harry podniósł książkę, by popatrzeć, jak jeden z czarodziejów zdobywa wspaniałego gola, przerzucając piłkę przez obręcz na słupku wysokości pięćdziesięciu stóp. Potem zatrzasnął książkę. Nawet Quidditchwedług Harry’ego najlepsza gra sportowa na świecienie potrafił go w tym momencie oderwać od ponurych myśli. Odłożył W powietrzu z Armatami na stolik przy łóżku, podszedł do okna i rozchylił zasłony, żeby zobaczyć, co dzieje się na ulicy.

- Trafił się mam prawdziwy diament i talent w czystej postaci. Dziękuję Dracuś, że znalazłeś mi taki diament – odezwał się Oliver.

- Mamy u ciebie dług wdzięczności, Dracuś – dodała pani Wood i zachichotała, po czym wtuliła się Olivera.

- Diament, który kopie dupę Dracusia za każdym razem – powiedziała Angelina i również zachichotała słodkim głosem i przytuliła się do George'a mocno.

- Dziękujemy Dracuś za Harry'ego – powiedziała cała drużyna Gryffindoru. Draco patrzył na nich wzrokiem bazyliszka.

- Ej, nie bądźcie tacy złośliwi dla mojego kochanego Dracusia-blondaska – odpowiedziała Astoria słodkim głosem, całując go w policzek – Ja, jako twoja lady jestem przy tobie, blondasku i skoro cię bronię musisz mi ładnie podziękować, jak na Lorda przystało – i przygryzła wargi, mając iskierki w oczach, a ten pocałował ją usta, a ta westchnęła zadowolonym głosem. Kiedy oderwała się od jego ust, wtuliła się w blondyna jeszcze bardziej – Ja jako Pani Malfoy jestem taka dumna Lordzie – oznajmiła zadowolonym głosem, tuląc się do jego piersi.

- Twoje usta smakują, jak truskawki – oznajmił Draco do jej ucha – i są takie pyszne – a Astorii zrobiło się gorąco – Muszę cię naznaczyć, a wtedy nikt mi cię nie zabierze – powiedział Draco – Będziesz się nazywała Malfoy, pani Malfoy.

- Blondasku ja nazywam się Malfoy, pani Malfoy albo Lady Malfoy, bo tak powiedziała mamusia Narcyza, a ja jestem grzeczną dziewczynką i słucham to, co moja mamusia powiedziała – odezwała się pani Malfoy, całując go w policzek.

- Nie pozwolę na to! – warknęli Luckowie.

- Ty za to nie jesteś moim tatusiem, więc mam gdzieś co tam mówisz – rzekła Astoria.

- Narcyza nigdy nie będzie twoją mamusią, dziewucho! – krzyknęli Roszpunki.

- JAK ŚMIESZ MÓWIĆ TAK DO MOJEJ CÓRKI! – ryknęły wściekle lady Malfoy – ASTORIA JEST MOJĄ CÓRECZKĄ I PANIĄ MALFOY, A JA JESTEM JEJ MAMUSIĄ, ZA TO TY JESTEŚ KRETYNEM, NARCYZEM I IDIOTYCZNYM FANATYKIEM FILOZOFII CZYSTOŚCI KRWI!!! – dalej wydzierały się na męża, a później podeszły do Astorii i przyciągnęły ją do swojej piersi i przytuliły mocno – Nie słuchaj tego imbecyla i narcyza, kochanie. W ogóle, jak on śmie mówić, że nie jesteś moją córeczką. Jesteś moją najukochańszą córcią, bo lepszej córki, jak ty nie mogłam sobie wymarzyć i mamusia bardzo Cię kocha, skarbie i nie pozwoli, żeby ktoś cię skrzywdził. Jak on w ogóle śmie mówić, ze nie jesteś panią Malfoy, ty jesteś lady i dama tego rodu i nic tego nie zmieni – i dalej tuliła córkę.

- Narcyza... – zaczęli w szoku obie wersje panów Malfoy'ów.

- NIE ODZYWAJ SIĘ DO MNIE, IDIOTO!! – fuknęły na niego i dalej przytulały dziewczynę. Ta miała zamknięte oczy i zadowoloną minę, a Rose rzuciła zaklęcie na Lucka.

Uliczka Privet Drive wyglądała dokładnie tak, jak powinna wyglądać porządna uliczka podmiejskiego osiedla we wczesnych godzinach sobotniego poranka.
Zasłony we wszystkich oknach były zaciągnięte. Było co prawda ciemno, ale nigdzie nie dostrzegł żywej duszy, ba, nawet żadnego kota.
A jednak... a jednak... Harry usiadł na łózku, ponownie dotykając palcem
blizny na czole.

Ginny pocałowała bliznę Harry'ego z uczuciem.

Nadal odczuwał niepokój, ale wcale nie z powodu bólu. Do bólu i kontuzji był przyzwyczajony.

- Lockhart.

- Jak ja mogłam się w nim podkochiwać! – jęknęły, niektóre dziewczyny.

- Też się dziwię. Jestem od tego pajaca przystojniejszy... – Ale dziewczyny pocałowały swojego mężczyznę namiętnie w usta.

- Zamknij się – powiedziały dziewczyny, kiedy odkleiły się od ich ust.

Kiedyś stracił wszystkie kości w prawej ręce i przez cała noc znosił ból towarzyszący ich czarodziejskiemu odrastaniu. Wkrótce potem to samo ramię przebił jadowity, długi na stopę kieł. W ubiegłym roku spadł z latającej miotły z wysokości pięćdziesięciu stóp.

Większość uczniów i dorosłych patrzyła jadowicie na nauczycieli.

Był przyzwyczajony do dziwnych wypadków i urazów; trudno ich było uniknąć, jeśli się uczęszczało do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart i miało się dużą skłonność do wpadania w kłopoty.

- U Potterów to rodzinne – mruknęła Euphemia.

- Ale żaden Potter nie był ścigany przez psychicznego mordercę zachowującego się jak napalona nastolatka? – spytał retorycznie Harry. Sens tych słów dopiero po minucie dotarła do głów wokół siedzących osób. Nagle zaczęli się nieopętanie śmiać. Śmiali może z piętnaście minut. Gdy skończyli, czytali dalej.

Tym, co niepokoiło Harry'ego, była świadomość, że kiedy ostatnio rozbolała go blizna na czole, stało się tak z powodu bliskości Voldemorta... Ale przecież
Voldemorta nie mogło tu teraz być... Voldemort czający sie w ciemnościach na
Privet Drive? To absurdalne, to niemożliwe...

Siostry przytuliły brata mocno.

- Nie mogę oddychać! – jęknął Harry.

Harry wsłuchał się w otaczającą go ciszę. Czyżby jednak spodziewał się usłyszeć trzeszczenie schodów albo szelest płaszcza? Aż podskoczył, gdy w sąsiednim pokoju zachrapał głośno jego kuzyn Dudley.

- Prosiak! – warknęła Olivia.

Otrząsnął się i skarcił w duchu: co za głupota, przecież w tym domu nie ma
nikogo poza wujem Vernonem, ciotką Petunią i Dudley'em, którzy wciąż smacznie śpią i z całą pewnością nie dręczą ich żadne senne koszmary. Harry lubił Dursley'ów najbardziej, kiedy spali;

- Nic się nie martw, tatusiu, damy im nauczkę na przyszłość – oznajmiła Amelia II – Prawda?

- Tak – odpowiedziały dziewczyny z rodziny Harry'ego.

kiedy nie spali i tak nie było z nich żadnego pożytku.

Nicole i Jessica patrzyły na Dropsa wzrokiem bazyliszka.

- NAWET SIĘ NIE ODZYWAJ! – warknęły pani Weasley i pani Creevey do dyrektora – BO NIE WIEM, CZY MAM CIĘ ZABIĆ TERAZ, CZY PÓŹNIEJ!

byli mugolami (zwykłymi, niemagicznymi ludźmi). Nie tolerowali magii pod żadną postacią, co oznaczało, że w swoim domu traktowali Harry'ego jak trędowatego. Od trzech lat spędzał z nimi tylko wakacje, bo przez resztę roku mieszkał w jednym z domów uczniowskich w Hogwarcie. Ukrywali ten fakt, opowiadając wszystkim, że ich siostrzeniec przebywa w "Świętym Brutusie", czyli w Ośrodku Wychowawczym dla Młodocianych Recydywistów.

- Zabiję ich zaraz – powiedziały dwie wersje Lily I.

Dobrze wiedzieli, że jako niepełnoletniemu czarodziejowi nie wolno mu używać czarów poza Hogwartem, ale mimo to obwiniali go o wszystkie wypadki i awarie w domu. Harry nie miał do nich za grosz zaufania i nigdy im nie opowiadał o swoim życiu w świecie czarodziejów. Już sama myśl, by pójść do nich, kiedy się obudzą, i oznajmić, że boli go blizna i że lęka się Voldemorta, wydawała się po prostu śmieszna.

- Potterkowi blizna boli? Ojejku! – drwili Luckowie.

- Zamknij się Roszpunko! – warknęła Astoria.

- Jak śmiesz....! – i nagle uderzył się sam twarz – Ja jestem pan Malfoy, a ty jesteś nikim, dziewucho – gdy powiedział "a ty jesteś nikim, dziewucho" uderzał się w twarz tak mocno, że jęknął z bólu, bo jego policzek stał się czerwony od uderzaniem samego siebie. Ludzie byli zdziwieni, gdy uderzał się obrażając kobietę, a Rose puściła oczko Astorii.

- Co mu jest? – spytała Hermiona.

- Ja znam odpowiedź na twój bolący policzek – odpowiedziała córka Hermiony i Rona, ociekając słodyczą – Żeby nie uderzać się twarz musisz zachować etykietę dobrego zachowania – oznajmiła Rose słodkim głosem (savoir-vivre) – Czyli dla Ciebie jesteśmy per "pani i nasze nazwisko" np. do mojej mamusi Astorii mówisz per "pani Malfoy", a do mojej drugiej mamusi mówisz pani Weasley i nawet do swojej żony mówisz pani Malfoy i tak dalej.

- Nie będę...! – i znów uderzyli się bardzo mocno w policzek i jęknęli z bólu kobiety zachichotały.

- Mówiłam przecież, jak to działa, dziadziusiu Lucku. To cię nauczy szacunku do kobiet, a zwłaszcza do mojej mamusi Astorii i do mojej mamusi Hermiony i do kobiet urodzone jako mugolaki, a twój głos nie może być szyderczy, tylko szczęśliwy, że możesz wykazywać nam należyty szacunek. Będziesz akcentować słowa "Pani" i "Lady " oraz "Madame".

- Kocham cię moja córeczko! – zawołały szczęśliwie Hermiona i Astoria, a inne kobiety uśmiechnęły się szyderczo do Malfoy'a, który patrzył na to z wielkimi oczami i otwartą szczęka i był blady.

- Nie usłyszałam odpowiedzi! – warknęła Rose.

- Dobrze, PANI Malfoy! – warknął i znów uderzył się w policzek tak mocno, że jęknął z bólu większość ludzi opadły szczęki.

- Spróbuj jeszcze raz, twój głos musi być zadowolony, że wyrażasz mi należyty szacunek, dziadziusiu! – zachichotała złośliwie – No, dalej, dziadziusiu bądź szczęśliwy, że wyrażasz mi należyty szacunek.

- Dobrze, PANI Malfoy – powiedzieli szczęśliwym głosem, że mógli wyrazić żonie wnuka należyty szacunek i nic się nie stało.

- No widzisz, jak dziadziu chce, to potrafi – powiedziała Rose słodko.

- Dziękuję Ros... – i uderzył się w policzek, bo nie powiedział do niej per "pani Malfoy" tylko chciał powiedzieć "Rose", więc szybko oprzytomniał i krzyknął to – znaczy PANI Malfoy!

- Grzeczny dziadziuś, a teraz ładnie dziadziuś przeprosi moją mamusię Astorie, która jest PANIĄ MALFOY i LADY I DAMĄ rodu Malfoy'ów.

- Czekam! – jego synowa popatrzyła na nich z wyczekiwaniem i stukała wysokim obcasem o podłogę.

- Przepraszam, PANI Malfoy, że obraziłam PANIĄ i powiedziałem, że nie jest PANI córką PANI Narcyzy Malfoy. Wiem, że moja żona, PANI Malfoy kocha PANIĄ bardzo mocno i przepraszam jeszcze raz, proszę PANI – mówili to zadowolonym głosem, że mogli wyrazić swojej synowej należyty szacunek i nic się nie stało. Ludzie patrzyli na nich w szoku, a Astoria zachichotała.

- Dziękuję bardzo, Malfoy, że jednak zdecydowałeś przeprosić mnie i dziękuję też, że powiedziałeś, że jestem CÓRKĄ Narcyzy Malfoy, i że jestem PANIĄ Malfoy. Przeprosiny przyjęte – powiedziała Astoria, próbując zachować powagę. Większość dziewczyn parsknęła śmiechem, a mężczyźni śmiali się głośno.

- Bardzo dziękuję, PANI Malfoy, że taka piękna i mądrą LADY, jak PANI przyjęła moje szczere przeprosiny i jestem szczęśliwy, że PANI jest DAMĄ i LADY mojego rodu. Poza tym jestem bardzo szczęśliwy, że mogę wyrazić PANI należyty szacunek, PANI Malfoy – odparli dwie wersje Lucka, mówiąc to szczęśliwym głosem. Astoria rzuciła się na szyję Rose i pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczucia, jakie do niej żywiła. Rose westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej. Obie miały wysokie szpilki i ubrania dopasowane do ich ciał oraz miały biżuterię rodu Malfoy'ów.

- Kocham cię, mamusiu – mruknęła do jej piersi zadowolonym głosem, że Astoria pocałowała ją w czoło.

- Ja cię kocham, córeczko sto razy mocniej – odparła z miłością w głosie, tuląc swoją córkę – Codzienne dziękuję za dzień, w którym cię poznałam. Skarbie mam taką wspaniałą córkę, jak ty, żadna inna matka nie jest tak dumna z córki, jak ja jestem dumna z ciebie, Rose. Mamusia bardzo, ale to bardzo mocno cię kocha.

- Nie pozwolę, żeby ktoś mamusię obrażał, zwłaszcza ojciec tatusia. Ten blond idiota, który myśli, że jest arystokratą, a jest dupkiem, bo obraża kobiety, które nie są czystej krwi albo przyjaźnią się z mugolakami i lubią mugolaków. Dlatego dałam mu nauczkę, bo mamusia jest panią i lady Malfoy oraz damą – powiedziała z mocą stali pani Malfoy – Prawda dziadziusiu, że nie będziesz już obrażał mojej mamusi Astori, damę i lady rodu Malfoy'ów?

 - Tak, MADAME Malfoy – powiedzieli Luckowie – Nie będę obrażał MADAME Astori Malfoy. PANI mamusię, która jest DAMĄ i LADY rodu Malfoy'ów, PANI Malfoy – Astoria uśmiechnęła się szeroko do córki.

- Dziękuję, że wiesz, jak się masz zwracać do damy i lady Malfoy – rzekła, ociekając słodyczą Astoria, całując Rose w czoło, która ponownie westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę.

 - Dziękuję, LADY Malfoy!

- Mamusiu, córeczko podoba mi się to – powiedziała Lady Malfoy, uśmiechając się szeroko do matki i córki – Jak tatuś mówi mi, pani Malfoy, albo Lady Malfoy, albo Madame Malfoy z taką radością, że może wyrazić mi należyty szacunek!

- Mi też się to podoba kochanie/mamuś – odparły dwie wersje Lady Malfoy i pani Malfoy, po czym zachichotały, patrząc na Lucka szyderczym wzrokiem.

- Staniesz się prawdziwym dżentelmenem, Lucjuszu – oznajmiły Narcyze.

- Ależ bardzo dziękuję, PANI Malfoy chcę być dżentelmen, jak oni PANI Malfoy – wskazał na mężczyzn.

- Grzeczny jest z ciebie chłopczyk – powiedziały wszystkie Lady Malfoy.

- To jest dla mnie zaszczyt drogie LADYS Malfoy, że drogie PANIE są zadowolone ze mnie – powiedzieli Lucekowie szczęśliwym głosem. Wszystkim kobietom z rodu Malfoy, że mógł wyrazić im należyty szacunek. Większość ludzi parsknęła śmiechem, jak Roszpunka się kompromituje.

- To się nie dzieje naprawdę – mruknął z szoku Draco.

- Działo się naprawdę, tatusiu – stwierdziła Rose.

A jednak to właśnie z powodu Voldemorta Harry znalazł się w domu Dursley'ów. Gdyby nie Voldemort, nie miałby na czole tej blizny w kształcie błyskawicy.

Kobiety popatrzyły na Dumbledore'a morderczym wzrokiem.

Gdyby nie Voldemort, nadal miałby rodziców... Harry miał zaledwie rok tamtej nocy, kiedy Voldemort – najpotężniejszy czarnoksiężnik w tym stuleciu, przez jedenaście lat stopniowo rosnący w siłę i moc – przybył do domu jego rodziców, by ich zamordować.

Dwie wersje Lily, Carolina Nicola, Jessica, Hermiona i Euphemia zaczęły płakać, wtulając się w swojego męża.

Kiedy tego dokonał, skierował różdżkę na Harry'ego i wypowiedział zaklęcie, którym pozbył się już wielu dorosłych czarodziejów i czarownic na drodze do pełni władzy. Trudno w to uwierzyć, ale zaklęcie nie podziałało. Zamiast uśmiercić maleńkiego chłopczyka, ugodziło samego Voldemorta. Harry przeżył, i z tego strasznego spotkania pozostała mu tylko na czole blizna w kształcie błyskawicy,

Harry westchnął.

podczas gdy Voldemort uszedł z tego starcia ledwie żywy, pozbawiony mocy. Zaszył się gdzieś, a tajna społeczność czarodziejów i czarownic przestała wreszcie żyć w nieustannym strachu; poplecznicy Voldemorta rozpierzchli się po świecie, a Harry Potter zyskał powszechną sławę.

- Nigdy nie chciałem być sławny – mruknął Harry.

Harry przeżył głęboki wstrząs, kiedy w swoje jedenaste urodziny dowiedział się, że jest czarodziejem, a poczuł jeszcze większe zakłopotanie, kiedy odkrył, że w czarodziejskim świecie każdy zna jego imię i nazwisko.

- Najważniejsze jest, że taka rudowłosa dziewczynka kochała się we mnie od małego, a teraz jest moją żoną, z którą mam piękne i mądre dzieci – powiedział Harry, patrząc na Ginny z bananem na twarzy, a ona miała iskierki w oczach.

Harry przyjechał do Hogwartu i zastał głowy zwrócone w jego stronę i szepty rozlegające się po kątach, gdziekolwiek poszedł. Teraz już się do tego przyzwyczaił. Pod koniec tych wakacji zacznie swój czwarty rok w Hogwarcie; już liczył dni do powrotu do zamku.

- Tam mam prawdziwym przyjaciółoznajmił Lord Potter.

Ale od upragnionego wyjazdu do szkoły dzieliły go jeszcze dwa tygodnie. Rozejrzał się z rozpaczą po pokoju i jego wzrok spoczął na kartkach urodzinowych, które przystała mu pod koniec lipca dwójka jego najlepszych przyjaciół.

Państwo Weasley uśmiechnęli się do pana Pottera.

Co by powiedzieli, gdyby im napisał, że znowu rozbolała go blizna. Natychmiast usłyszał w głowie głos Hermiony Granger, piskliwy i pełen przerażenia:

- Boli cię blizna? Harry, to bardzo poważna sprawa... Napisz do profesora Dumbledore'a! A ja zaraz sprawdzę w Najczęstszych magicznych dolegliwościach i schorzeniach... Może tam jest coś o bliznach spowodowanych zaklęciami...

- Napisz do szanownego pana dyrektora Dumbledore'a i się zapytaj, czy dalej ćpa dropsy – powiedziała głośno Hermiona do Harry'ego. Dumbledore zrobił się czerwony.

- Her...

- Nie, panie dyrektorze Dumbledore! LADY Weasley jestem – przerwała mu Hermiona – Dla moich przyjaciół i rodziny jestem Hermiona, ale dla pana jestem PANI Weasley albo LADY Weasley oraz per "PANI " i proszę się do tego dostosować, bo co pan zrobił mnie, Harry'emu, Nicole i Jessice jest do niedoprzyjęcia i nie jesteśmy na TY!

- Oczywiście PANI Weasley i bardzo PANIĄ przepraszam MADAME, że zwróciłem się do PANI na TY – mruknął Drops, który zrobił się czerwony.

Tak, Hermiona na pewno doradziłaby mu zwrócenie się do dyrektora Hogwartu

- Uzależnionego od Dropsów – odparła Ginny bezczelnie.

i, oczywiście, przewertowanie kilku książek. Harry spojrzał przez okno na atramentowe, prawie czarne niebo. Wątpił, by mogła mu teraz pomóc jakakolwiek książka. Z tego, co wiedział, był jedyną żyjącą osobą, której udało się przeżyć tak silne, złowrogie zaklęcie; odnalezienie nękających go objawów w Najczęstszych magicznych dolegliwościach i schorzeniach było więc bardzo mało prawdopodobne.

- Nie ma po co go informować, kochaneczku – rzekła starsza Moll.

- Molly, ty też! – jęknął Drops.

 - Chciałabym poinformować pana dyrektora... A, przepraszam przypomnieć panu szanownemu dyrektorowi Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, że jestem dla pana per "PANI", a nie per "Molly". Tak, przypominam, bo pan dyrektor mógł sobie zapomnieć, bo jest pan dyrektor w takim wieku, jaki pan jest – rzekła formalnym głosem. Jej synowie patrzyli na swoją matkę w szoku, że ona tak mu powiedziała. Drops patrzył na nią w szoku.

- Bardzo przepraszam, PANI Weasley, że powiedziałem do PANI na "TY" – wystękał Drops, który był dalej w szoku wyzwania Molly.

- Dziękuję, że pan dyrektor Dumbledore przyjął to do wiadomości i na przyszłość na pewno będzie się pan dyrektor stosował się do tego. I chciałam jeszcze przypomnieć panu dyrektorowi, że cały Zakon Sióstr Wojowniczek oraz Zakon Braterstwa chce, żeby pan dyrektor zwracał się do nich na per "PAN" i per "PANI".

- Zgadzam się z moja mamusia/żona/babcią/ciocia /Molly – powiedzieli osoby z Zakonu Braterstwa i Sióstr Wojowniczek. Kobiety Sióstr Wojowniczek patrzyły na Dropsa morderczym wzrokiem, bo nie mogły mu wybaczyć, że zostawił Harry'ego u Dursley'ów i nie interesował się nim przez całe dzieciństwo.

- Jak sobie PANI życzy, LADY Weasley – wystękał dyrektor.

- Panie Dumbledore polecam Panu tabletki IQ, żeby mógł pan zapamiętać o takich ważnych sprawach – oznajmiła Emilly.

A jeśli chodzi o zwrócenie się o radę do dyrektora, to i tak nie miał pojęcia, gdzie Albus Dumbledore spędza tegoroczne letnie wakacje. Uśmiechnął się w duchu, kiedy sobie wyobraził Dumbledore'a, z jego długą srebrną brodą, w sięgającej stóp szacie czarodzieja i spiczastym kapeluszu, wyciągniętego gdzieś na plaży i wcierającego sobie krem do opalania w długi, haczykowaty nos.

- Nie chce tego widzieć! – krzywiły się kobiety.

Co prawda, gdziekolwiek by Dumbledore przebywał, Hedwiga na pewno by go odnalazła – jeszcze nigdy, nikogo nie zawiodła, nawet kiedy nie znała adresu... Ale co by miał mu napisać?

Szanowny Panie profesorze, proszę mi wybaczyć, że pana niepokoję, ale dziś rano rozbolała mnie blizna.

Z wyrazami szacunku,

Harry Potter.

- To by było głupie – powiedziała Angelina.

Zabrzmiało to bardzo głupio, nawet w jego głowie. Spróbował więc wyobrazić sobie reakcję swojego najlepszego przyjaciela, Rona Weasley'a i natychmiast ujrzał długą, piegowatą, przerażoną twarz Rona.

- Boli cię blizna? Ale... ale chyba Sam-Wiesz-Kogo nie ma gdzieś w pobliżu, co? To znaczy... wiedziałbyś o tym, prawda? Chyba nie próbuje zrobić tego
jeszcze raz?

- Bo jestem jego bratem – odezwał się z mocą stali Ron.

No, nie wiem, Harry... ale może takie blizny po zaklęciach zawsze trochę bolą... Zapytam tatę...

Pan Weasley był wykwalifikowanym czarodziejem pracującym w Ministerstwie Magii, w Departamencie Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli, ale chyba nie miał zbyt wielkiego doświadczenia w zakresie złowrogich zaklęć. W każdym razie Harry'emu niezbyt podobał się pomysł, by cała rodzina Weasley'ów dowiedziała się, że on, Harry, wpada w histerię, bo coś go rozbolało.

Weasley'e popatrzyli na niego ostro.

- To nie było kilka sekund bólu! – warknęła Ginny na męża.

Pani Weasley przeraziłaby się jeszcze bardziej od Hermiony,

- Bo jesteś moim synem i boję się o ciebie, czy to trudno zrozumieć! – krzyknęły ze łzami w oczach Lady Weasley.

a bliźniacy, Fred i George, bracia Rona, którzy mieli już po szesnaście lat, mogliby pomyśleć, że ma pietra. Weasley'owie byli rodziną, którą Harry uwielbiał;

Ginny pocałowała go w namiętnie w usta.

miał też nadzieję, że lada dzień zaproszą go do siebie na resztę wakacji (Ron wspominał o mistrzostwach świata w quidditchu) i jakoś nie miał ochoty na to, by w czasie jego wizyty wciąż wypytywano go o tę bliznę.

- Ojej blizna cię boli, ale z ciebie też mięczak, Potter! – zadrwił Crabbe.

- Goyle ty to daj lepiej loda Crabbe'owi, bo jego po minie wnioskuję, że chce – odparł Jared. Crabbe i Goyle chcieli ich zamordować, ale Zakon Braterstwa byli szybcy i im się goryle zorientowali już leżeli na plecach.

Postukał knykciami w czoło. Naprawdę pragnął kogoś (choć z trudem się do tego przyznawał nawet przed samym sobą), kto by był jak... jak ojciec: dorosły czarodziej, którego mógłby zapytać o radę, nie czując się przy tym głupio, ktoś, kto by się nim zaopiekował, ktoś mający doświadczenie w walce z czarną magią...

Dwie wersje Artura patrzyli na Dumbledore'a morderczym wzrokiem, późnej zrobili coś, co zszokowało nawet siebie: Przywalili Dumbledore'owi w nos. Ten był w takim szoku, że nie zareagował. Z nosa leciała krew i nagle jęknął z bólu. Wszystkim opadły szczęki i patrzyli na pana Weasley z otwartą szczęka i wielkimi oczami, późnej sami syknęli z bólu, gdyż dłoń ich bolała.

- Arturze! – zawołały dwie wersje Molly I w szoku, bo jej mąż był spokojny i opanowany, a tu nagle przywalił dyrektorowi w nos – Kochanie, bardzo cię boli ręka?

- A zaopiekujesz się mną? – spytali do ucha swojej Lady głupkowatym uśmiechem.

- Tak – odparły podnieconym głosem.

- To mnie bardzo boli – oznajmili to, a Molly zaczęły leczyć rękę Artura, rumieniąc się głęboko – A wiesz, co jeszcze mnie wyleczy?

- Co? – jęknęły.

- Jak będziesz mi wyznawała miłość. Wiesz, co mam na myśli? To na pewno szybciej wrócę do zdrowia – Dwie wersje Molly I były teraz czerwone i podniecone, że Artur chce, żeby uprawiała z nim seks.

- Harry zawsze możesz się pytać, a ja jak będę wiedział, to zawsze ci odpowiem. A, jeszcze jedno: Mi na to zawsze zależy – oznajmili starszy i młodszy Artur do Harry'ego, a Molly I patrzyła na męża z pożądaniem.

- Chce cię mieć w środku – mruknęły erotyczne dwie Molly I do ucha. Ci w odpowiedzi pocałowali ją w znak, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej. Synowie i wnukowie stwierdzili, że Molly I i Arturowi już totalnie odbiło.

- Zrobię ci najlepszego loda, o którym będziesz marzył o więcej, a ty będziesz mnie najlepiej, jak mógł bzykał – oznajmiła mu do ucha, podnieconym i erotyczne robiąc sobie wiatr, a Artur uśmiechnął się szeroko do żony – Podobam Ci się teraz? – stała i pokazała się w całej okazałości.

- Tak, bo jesteś moja – powiedział Artur, a ta usiadła mu na kolanach podniecona, że Artur dalej ją pożądał – Wiesz, o czym teraz marzę? Wziąć cię do sypialni i rzucić z ciebie te szmatki i podziwiać, jak ciebie natura stworzyła – Molly robiła wiatr dłonią po tym co usłyszała.

I nagle wpadło mu do głowy rozwiązanie. Proste i tak oczywiste! Aż trudno mu było uwierzyć, że wcześniej o tym nie pomyślał. Syriusz!

- I tata też – dodał szybko.

Harry zeskoczył z łóżka, przebiegł przez pokój i usiadł przy biurku. Przysunął sobie kawałek pergaminu, umaczał orle pióro w atramencie, napisał:

Drogi Syriuszu...

 i przerwał, zastanawiając się, jak tu ująć swój problem, i wciąż dziwiąc się, że od razu nie pomyślał o Syriuszu. No, ale moe jednak nie było to aż tak
dziwne, bo w końcu o tym, że Syriusz jest jego ojcem chrzestnym, dowiedział się zaledwie dwa miesiące temu.

- Najlepszy wybór świata – powiedziała starsza Lily.

Przyczyna, dla której ojciec chrzestny Harry'ego uprzednio zniknął z jego życia, była prosta – Syriusz przez wiele lat przebywał w Azkabanie, przerażającym więzieniu dla czarodziejów, strzeżonym przez istoty zwane dementorami, ślepe demony, wysysające z ludzi dusze. Kiedy w końcu udało mu się uciec, podążyły za nim do Hogwartu, by go schwytać.

Knot przełknął ślinę

- Kochankowie Ropuchy – powiedział głośno Hugo.

Syriusz był niewinny – morderstwa, za które został skazany, popełnił Glizdogon, poplecznik Voldemorta, którego prawie wszyscy uważali za zmarłego. Harry, Ron i Hermiona znali prawdę, bo w ubiegłym roku sami spotkali Glizdogona, choć prócz profesora Dumbledore'a nikt nie chciał im uwierzyć.

- To dlaczego nie wyciągnął go z Azkabanu? – spytał James II. To co powiedział James II, ludziom opadły szczęki, a niektórzy popatrzyli na dyrektora jeszcze bardziej w szoku.

- Ja... – zająknął się Drops.

- Zrobiłeś wszytko, żeby tata był u Dursley'ów, a że Łapa poszedł do Azkabanu, to było ci na rękę. Podobno jesteś Naczelnym Magiem Wizengamotu Najwyższą Szycha Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów Kawaler Orderu Merlina Pierwszej Klasy i bla bla i bla i na pewno umiesz czytać w myślach oraz masz dostęp do Azkabanu, więc wystarczyło iść do Łapy i użyć Veritaserum i dowiedzieć się prawdy, ale ty nie. Tobie to było na rękę, bo chciałeś, żeby Harry Potter trafił do Dursley'ów – mówił to spokojnym głosem James II, a sala robiła coraz większe oczy. Albus Dumbledore był w takim szoku, że go zatkało

– UWAŻAŁEM CIĘ ZA MOJEGO MENTORA! – teraz już wrzeszczał jego ojciec – BYŁEŚ DLA MNIE DUŻYM AUTORYTETEM, A TERAZ SIĘ DOWIADUJĘ, ŻE ROBISZ WSZYSTKO, ŻEBYM NIE BYŁ SZCZĘŚLIWY, TYLKO ZABIŁ VOLDEMORTA! JESTEŚ TAK SAMO ZŁY JAK ON, A UDAJESZ TYLKO WESOŁEGO STARUSZKA, A TAK NAPRAWDĘ JESTEŚ WREDNYM MANIPULATOREM! – ryczał na niego Lord Potter. Gdy się uspokoił wraz z resztą osób na sali, słuchali dalej opowieści.

Wtedy, w ubiegłym roku, przez jedną cudowną godzinę Harry był przekonany, że opuści na zawsze dom Dursley'ów, ponieważ Syriusz zaproponował mu, by zamieszkali razem, kiedy już zostanie oczyszczony z zarzutu zbrodni. Szansy tej został jednak wkrótce pozbawiony, bo Glizdogon zniknął, zanim zdołali go oddać w ręce przedstawicieli Ministerstwa Magii, a Syriusz musiał znowu uciekać, by ratować życie.

- Tatuś był niewinny! – warknęła Daphne.

Harry pomógł mu uciec na grzbiecie hipogryfa zwanego Hardodziobem i odtąd Syriusz ukrywał się gdzieś, wiodąc żałosne życie ściganego zbiega. Myśl o domu, który mógł wreszcie mieć, gdyby Glizdogon nie uciekł, nawiedzała Harry’ego przez całe lato.

Dwie wersje Lily oraz jego siostry przytuliły mocno syna do swojej piersi, mając łzy w oczach.

Było mu bardzo ciężko powrócić do Dursley'ów ze świadomością, że tak mało brakowało, a opuściłby ich dom na zawsze. A jednak, mimo że nie udało im się zamieszkać razem, Syriusz zdołał mu już trochę pomóc. To dzięki niemu Harry miał teraz w sypialni swoje podręczniki i inne przybory szkolne. W poprzednich latach Dursley'owie nigdy mu na to nie
pozwalali, bo po pierwsze, od samego początku traktowali go podle, znęcając się nad nim i odmawiając mu wszelkich przyjemności, a po drugie, po prostu bali się jego niezwykłych mocy czarodziejskich. Dlatego za każdym razem, kiedy wracał na letnie wakacje, zamykali jego szkolny kufer w komórce pod schodami.

- Zabije ich! – krzyknęli dwie wersje Łapy i Rogacza.

Zmieniło się to dopiero tego lata, kiedy się dowiedzieli, że ojcem chrzestnym Harry'ego jest niebezpieczny morderca – a Harry sprytnie zapomniał im powiedzieć, że Syriusz jest niewinny.

- Harry, ty mały Huncwocie! – parsknął śmiechem starszy Łapa.

Od czasu powrotu na Privet Drive dostał dwa listy od Syriusza. Oba zostały dostarczone nie przez sowy (jak było przyjęte w świecie czarodziejów), ale przez wielkie, barwnie upierzone ptaki tropikalne. Hedwiga nie była zachwycona pojawieniem się tych pstrych intruzów; z najwyższą niechęcią pozwoliła im napić się wody ze swojej miseczki, zanim odleciały z powrotem. Natomiast Harry'emu bardzo się podobały: przywodziły na myśl palmy i biały piasek, co pozwalało mu mieć nadzieję, że gdziekolwiek Syriusz teraz się znajduje

- Kocha ciebie i myśli o tobie cały czas – skoczył Łapa.

- A mnie kochasz wujku Syriuszu/tatusiu? – zapytały siostry wojowniczki.

- Oczywiście, że tak, kochaniutkie – powiedział młodszy i starszy Łapa, a te uśmiechnęły się szeroko.

(nigdy o tym nie wspominał, obawiając się, że listy mogą wpaść w ręce jego prześladowców), czuje się tam dobrze i bezpiecznie. Harry'emu jakoś trudno było wyobrazić sobie dementorów przebywających zbyt długo w jasnym słońcu – może właśnie dlatego Syriusz uciekł gdzie na południe?

- Umbridge też nie lubisz słoneczka? – spytała Fleur – Nie odpowiadaj, bo wiesz w miłości trzeba czasem się poświęcić.

Listy od Syriusza, ukryte w bardzo użytecznej skrytce pod obluzowaną deską podłogi pod łóżkiem Harry'ego, pełne były otuchy i w obu Syriusz przypominał, że Harry może go wezwać, gdyby tylko potrzebował jego rady czy pomocy. A przecież właśnie teraz tego potrzebuje... Lampa jakby przygasła, bo zimne szare światło poprzedzające wschód słońca powoli wpełzło do pokoju. Kiedy w końcu wzeszło słońce i całą sypialnię wypełniła złota poświata, a z pokojów wuja Vernona i ciotki Petunii dały się słyszeć zwykłe poranne odgłosy,

- Jęczenia, czy Vernon bzykał Petunie?! – zawołał przerażony Lee – Nie! Nie chce tego wiedzieć!!

- A może Petunia robiła mu dobrze – dodali Fred i George. Większość ludzi skrzywiła się z odrazą.

- O fuj! – krzyknęły dwie wersje Lily I.

- Vernon miał jeden strzał w dziesiątkę i tak powstał Dudley – powiedzieli Lord Potter – A tak to pewnie strzela ślepakami.

- Jeszcze większą fujka! – jęknęły kobiety i dziewczyny.

Harry uprzątnął z biurka pomięte kawałki pergaminu i ponownie przeczytał swój list.

Drogi Syriuszu,

Dziękuję ci za twój ostatni list. Ten ptak był ogromny, ledwo się przecisnął przez okno. Tutaj wszystko po staremu. Dudley źle znosi dietę. Wczoraj ciotka wykryła, że przemycał do swojego pokoju pączki. Zagrozili, że obetną mu kieszonkowe, jeśli będzie to robił, więc okropnie się rozzłościł i wyrzucił przez okno swoją konsolę do gier.

- Co to jest? – spytali podnieceni dwie wersje Artura.

To takie komputerowe urządzenie, którym gra się w różne gry. Zrobił głupio, bo teraz nie ma nawet swojej Super-Rozwalanki III, żeby czymś się zająć i zapomnieć o głodzie.

U mnie wszystko w porządku, głównie dlatego, że Dursley'owie bardzo się boją, że nagle się pojawisz i zamienisz ich w nietoperze, jak cię o to poproszę.

Większość ludzi parsknęła śmiechem.

Dziś rano wydarzyło się coś dziwnego. Moja blizna znowu mnie rozbolała.
Ostatnim razem bolała mnie, kiedy Voldemort wdarł się do Hogwartu. Ale przecież to niemożliwe, żeby był w pobliżu, prawda? Jak sądzisz, czy blizny po złowrogich zaklęciach mogą czasem boleć po tylu latach? Wyślę ten list przez Hedwię, kiedy wróci, bo akurat gdzieś poleciała.

Pozdrów ode mnie Hardodzioba.

Harry

- Nie podoba mi się to – oznajmiły przerażonym głosem Lady Potter.

'Tak'. Pomyślał. 'Chyba całkiem nie źle'. Nie ma sensu wspominać o tym śnie; nie chciał sprawiać wrażenia, że zbytnio się boi. Zwinął pergamin i odłożył na biurko, żeby mieć go pod ręką, kiedy Hedwiga wróci. Potem wstał, przeciągnął się i ponownie otworzył szafę. Tym razem nie spojrzał na swoje odbicie, tylko zaczął się ubierać, by zejść na dół na śniadanie.

- Koniec rozdziału – oznajmiła Flora.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...