Po siostrze Hestia czytała.
Rozdział trzeci
Zaproszenie
Kiedy Harry wszedł do kuchni, Dursley'owie już siedzieli przy stole. Nikt
z nich nawet nie podniósł głowy, gdy wszedł i zajął swoje miejsce.
- A może tak "cześć" albo "dzień dobry"! – warknęła Olivia.
Wielka, czerwona twarz wuja Vernona była ukryta za porannym wydaniem gazety,
a ciotka Petunia dzieliła grejpfrut na ćwiartki, ściągając wąskie usta nad
końskimi zębami.
- Czyżby bzykanie było słabe! – zadrwił Fineas.
- Może on nie zaspokoił jej potrzeb, a ona, że jest cała obolała pod
ciężarem Vernona – powiedział George II.
Dudley był wyraźnie nadąsany
- Też byłby wściekły, gdybym musiał słuchać jęków swoich starych –
stwierdził Fred II. Angelina i George zarumienili się.
- Fred! – warknęła Alicja II.
- Byłeś nieziemski – mruknęła do ucha Lady Weasley – Chcę żebyś mnie tak
wielbił.
- Za to ty doskonale wykonałaś swoją pracę – odparł podnieconym głosem
George I do ucha Angeliny, a później odrzucił jej czarne włosy i pocałował jej
znak, a ta wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia.
- Bo jak już coś robię, to robię to dobrze, panie Weasley – powiedziała
zadowolonym głosem, bo pocałował ją w znak i poczuła w sobie więcej magii
George'a.
- Pani Weasley, jest pani spełnieniem moich marzeń, bo jest pani nie
tylko piękną boginią, jest Pani również niezwykle mądrą boginią – odparł Lord
Weasley do Lady Weasley.
- Gra wstępna to wieczorem, nie teraz, braciszku – oznajmił Fred I.
i Harry'emu wydało się, że zajmuje jeszcze więcej miejsca niż zawsze, co
było dość dziwne, bo zwykle zajmował cały bok kwadratowego stołu. Kiedy ciotka
Petunia położyła mu na talerzu ćwiartkę nieosłodzonego grejpfruta z drżącym:
"Proszę, Dudziaczku",
- Petunia udaje, że nie bzykała się z Vernonem! – parsknął śmiechem Frank
I – i ma nadzieję, że ich synek ich nie słyszał.
spojrzał na ni spode łba.
- Oj, Petunio, on słyszał!! – śmiały się dwie Lady Potter.
Jego życie zmieniło się dramatycznie, odkąd wrócił do domu na letnie wakacje
i pokazał rodzicom swoje roczne świadectwo. Wujowi Vernonowi i ciotce Petunii
jak zwykle udało się wynaleźć usprawiedliwienie dla jego złych ocen. Ciotka
Petunia zawsze dowodziła, że Dudley jest bardzo zdolnym chłopcem, a nauczyciele
po prostu nie potrafią si˛ę na nim poznać,
- Bycie utalentowanym prosiakiem to się zgodzę – mruknęła Augusta.
- Babciu!/Mamusiu!/Prababciu!/Ciociu! – zawołali ze śmiechu Siostry
Wojowniczki i Zakon Braterstwa.
- No co? Taka prawda – powiedziała Lady Longbottom – A powiem wam,
kochani kocham być prababcią, babcią, mamusia i cioteczką.
natomiast wuj Vernon stwierdził, że "wcale nie chciałby mieć za syna
jakiegoś zniewieściałego kujona".
- Tylko małego prosiaczka – oznajmiła Alison.
Zlekceważyli też oskarżenie o znęcanie się nad słabszymi. „"To
niesforny urwis, ale nie skrzywdziłby nawet muchy!", stwierdziła ciotka
Petunia płaczliwym głosem.
- A ropuchę? – spytał Albus II. Umbridge zrobiła się czerwona.
Na świadectwie opisowym było jednak parę celnie wybranych uwag szkolnej
pielęgniarki, których nawet wuj Vernon i ciotka Petunia nie mogli zlekceważyć.
Większość ludzi patrzyła teraz na Poppy.
Ciotka Petunia pojękiwała, że Dudley ma grube kości, że w tym wieku pewna
nadwaga jest czymś zupełnie normalnym i że chłopak wciąż rośnie, więc jego
organizm potrzebuje dużo pożywienia, ale pozostawało faktem, iż dostawcy
konfekcji szkolnej nie dysponowali już spodenkami w jego rozmiarze.
Pielęgniarka szkolna dostrzegła to, czego oczy ciotki Petunii
- Krzywdzą to dziecko – powiedziała Poppy.
- Musimy coś zrobić, Claus – rzekła Carolina.
– tak bystre, kiedy chodziło o ślady tłustych paluchów na jej lśniących
ścianach bądź podglądanie sąsiadów – po prostu nie chciały dostrzec, że Dudley
nie tylko nie potrzebuje takich ilości jedzenia, jakie dotąd pochłaniał, ale że
osiągnął rozmiary i wagę młodej orki.
- Wiecie, że orki są ssakami, a ropuchy są płazami, tak, że Dudley
zmienił tylko gatunek zwierzęcia z prosiaka w orkę, a to dalej są ssaki, a
Umbridge to zmieniła wszystko, bo jej rodzice to ssaki, a ona jest płazem.
Powinni dać ją do cyrku, a nie do ministerstwa czy do szkoły – oznajmiła
Hermiona, patrząc na nią, a ona robiła się coraz bardziej czerwona.
- Kum! Kum! Ribit! Ribit! – drwiła Ginny.
- Oni nie powinni mieć dzieci – oznajmiła młodsza Andy – Mówię o Petunii
i Vernonie.
- Tak samo, jak zdrajcy krwi! – warknęli Luckowie i uderzyli się nawzajem
mocno w policzek i syknęli z bólu.
- Lucek musisz być grzecznym chłopcem, a byłeś bardzo niegrzecznym
chłopcem – powiedziały dwie wersje Molly i pogroziła im palcem – Wiesz o tym?
- Zapomniałem się, PANI Weasley – mruknął posłuszne Roszpunka – Byłem
niegrzecznym chłopcem, proszę PANI, więc musiałem zostać ukarany, LADY Weasley.
- No widzisz skarbeńku, przynajmniej wiesz, co robisz źle – odparła pani
Weasley, ociekając słodyczą. Chciała się zemścić za drwiny ze strony Malfoy'a.
- Dziękuję za takie miłe słowa, PANI Weasley. Już będę się pilnował,
proszę PANI!
- Wierzę, że ci uda, Lucjuszu – stwierdziła, a głos miała słodki. Ludzie
parsknęli śmiechem.
- Mamusiu byłaś niezła! – śmiały się córki Molly I.
- Wiem o tym, kochaniutkie – uśmiechnęła się szeroko do córek i odrzuciły
teatralnie włosy do tyłu.
- Jesteś taka seksy, kiedy to robisz – mruknęli jej do ucha obie wersje
Artura i odrzucił jej włosy i pocałował ją w znak, a ta westchnęła zadowolonym
głosem i wtuliła się w męża.
- Owszem, mój Lordzie – mruknęła do piersi Artura.
Tak więc – po wielu wybuchach złości, po kłótniach, które wstrząsały podłogę
sypialni Harry'ego, i po wielu łzach przelanych przez ciotkę Petunię –
wprowadzono surowy reżim. Kartka z opisem diety, przysłana przez pielęgniarkę
ze szkoły Smeltinga, została powieszona na drzwiach lodówki, którą opróżniono z
ulubionych przysmaków Dudley'a – gazowanych napojów, ciastek, czekoladowych
batonów i hamburgerów
- Też bym tak kazała – odezwała się Madame Pomfrey.
– a wypełniono owocami, jarzynami i innymi produktami, które wuj Vernon
nazywał ogólnie "karmą dla królików".
- Od królików to się odwal, Dursley! – warknęła Luna.
Żeby dodać Dudley'owi otuchy, ciotka Petunia uparła się, by na dietę
przeszła cała rodzina. Teraz podała kawałek grejpfruta Harry'emu, który od razu
zauważył, że jego ćwiartka jest o wiele mniejsza od tej, którą dostał Dudley. W
opinii ciotki Petunii najlepszym sposobem poprawienia samopoczucia Dudley'owi
było utrzymywanie go w przekonaniu, że dostaje przynajmniej trochę więcej
jedzenia niż Harry.
- Zamorduję ją! – krzyknęły matki Harry'ego.
Ciotka Petunia nie wiedziała jednak, co jest ukryte pod obluzowaną deską
podłogi sypialni na piętrze. Nie miała pojęcia, że Harry w ogóle nie zachowywał
diety. Kiedy tylko zrozumiał, że ma przeżyć całe lato na surowej marchewce,
wysłał Hedwigę z prośbą o pomoc do swoich przyjaciół, a ci stanęli na wysokości
zadania.
Przyjaciele
wyszczerzyli zęby do Harry'ego, a ten odwzajemnił uśmiech.
Hedwiga
wróciła z domu Hermiony, dźwigając wielkie pudło pełne smakołyków bez cukru (rodzice
Hermiony byli dentystami). Hagrid, gajowy Hogwartu, dostarczył mu worek domowej
krajanki (tego Harry nie tknął, bo miał już spore doświadczenie z przysmakami Hagrida).
Hagrid
prychnął.
Pani Weasley
wysłała do niego rodzinnego puchacza Errola z olbrzymią struclą i wyborem
domowych pasztecików.
- Dziękuję, mamuś
– powiedział Harry do Molly I, a ta zalała się łzami, że Harry powiedział do
niej nie per "mamo" tylko per "mamuś" i przytuliła go
mocno.
- Nie mogę
oddychać! – jęknął zielonooki I, a ta pocałowała go w czoło i przytuliła go
ponownie.
Biedny
Errol, który był już stary i słabowity, potrzebował aż pięciu dni, by odzyskać
siły po tej podróży. A na swoje urodziny (które Dursley'owie całkowicie
zlekceważyli)
- Ja tam
pójdę i dam im nauczkę! – postanowiły Narcyzę – Nikt nie będzie krzywdził
mojego siostrzeńca albo bratanka!
- Potter nie
jest... – zaczęła Mariette.
- Milcz,
dziewczyno! – warknęły na nią Lady Malfoy – bo nie wiesz, co mówisz, ale ci
powiem: Jestem jego ciocią, bo jego rodzice to moje rodzeństwo ze wszystkim,
oprócz krwi i to dzięki nim stałam się dobrym człowiekiem!! – jej głos był
wściekły, ale kiedy tylko Lily Potter ją przytuliła, od razu się uspokoiła i
wtuliła się w tors.
- Złożyłaś
przysięgę, kochanie. Jesteś Siostrą Wojowniczka i moją starszą siostrą i ten
pierścień z bransoletką będzie z tobą na wieki – oznajmiła i pocałowała ją w
czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w siostrę jeszcze
bardziej.
- Kocham
cię, siostrzyczko – mruknęła do jej piersi zadowolonym głosem.
- Ja też
ciebie kocham, Cyzia. Jesteś moją starszą siostrzyczką we wszystkim, oprócz
więzów krwi – oznajmiła z miłością pani Potter.
- A ty Lily
jesteś moją młodszą siostrzyczką we wszystkim, oprócz węzłów krwi.
- A można by
było im dać nauczkę, jako Siostry Wojowniczki – powiedziała Victoire.
- Tak! –
krzyknęły kobiety.
- Oj, nie
chcę być w skórze Dursley'ów! – jęknął Bill.
Harry dostał
cztery wspaniałe urodzinowe torty – po jednym od Rona, Hermiony, Hagrida i Syriusza.
Dwa jeszcze zostały, więc mając nadzieję na prawdziwe śniadanie po powrocie na górę,
bez słowa zaczął żuć grejpfrut. Wuj Vernon prychnął pogardliwie, odłożył gazetę
i spojrzał na swoją ćwiartkę grejpfruta.
- To
wszystko? — zapytał ponuro.
- Tak, to
wszystko – odpowiedziała Hermiona.
Ciotka
Petunia obdarzyła go surowym spojrzeniem, a potem wskazała głową na Dudleya,
który już pochłonął swoją ćwiartkę grejpfruta i teraz pożądliwie utkwił
prosiakowate oczy w talerzu Harry'ego.
- Strzelić
go między oczy? – zapytała Susan.
Wuj Vernon
westchnął tak głęboko, że wąsy mu zatrzepotały, i sięgnął po łyżeczkę. Rozległ się
dzwonek przy drzwiach. Wuj Vernon dźwignął się z krzesła i wyszedł do
przedpokoju. Korzystając z tego, że matka zajęła się przygotowywaniem herbaty,
Dudley błyskawicznie porwał resztę grejpfruta z talerza wuja Vernona. Harry
usłyszał krótką rozmowę przy drzwiach, czyj śmiech, a potem szorstką odpowiedź
wuja. Trzasnęły drzwi, a po chwili z przedpokoju dobiegł odgłos rozdzierania
papieru. Ciotka Petunia postawiła na stole dzbanek z herbatą i rozejrzała się
bacznie, zastanawiając się, gdzie jest wuj Vernon.
Harry zaczął
się śmiać, patrząc na rudowłosą pulchną kobietę, która się zarumieniła.
-
Kochaneczku, nie śmiej się z mamusi. Mamusia chciała dobrze – powiedziała
starsza Molly, rumieniąc się jeszcze bardziej.
- A co
mamusia zrobiła? – spytała zaciekawiona Nicole
- Zobaczysz
– mruknął Harry.
Nie musiała
długo czekać na odpowiedź. Wrócił po minucie. Był wściekły.
- Ty –
warknął do Harry'ego – Do salonu. No już.
- Jak
śmiesz...? – zaczął Artur, ale Harry gestem dał mu znać, by umilkł, więc
słuchał dalej.
Oszołomiony,
zastanawiając się gorączkowo, co tym razem przeskrobał, Harry wyszedł z kuchni
za wujem Vernonem. Kiedy obaj znaleźli się w salonie, wuj zatrzasnął drzwi.
- Łapy precz
od mojego męża albo utnę ci jaja! – warknęła Ginny.
- Więc tak –
rzekł, podchodząc do kominka i odwracając się do Harry'ego z taką miną, jakby zamierzał
mu oznajmić, że jest aresztowany – No więc tak – Harry bardzo chciał zapytać "Więc
jak?", ale czuł, że o tak wczesnej porze nie należy wuja Vernona
denerwować, zwłaszcza po tym, co dostał na śniadanie. Postanowił więc zrobić
minę wyrażającą uprzejme oczekiwanie.
- Przydałaby
się dieta, a od mojego wnuka to się odwal! – zawołała Caroline – Chcesz coś
powiedzieć, Malfoy? – warknęła na Lucka.
- Nie, PANI
Evans – mruknął Lucek, gdyż walczył z zaklęciem Rose.
- Przed
chwilą przyszedł – powiedział wuj Vernon, wymachując kawałkiem purpurowego papieru
– List. O tobie – Harry zmieszał się jeszcze bardziej. Kto mógł napisać o nim
do wuja Vernona? Kto mógł go znać i wysyłać listy przez listonosza?
- My –
odpowiedziała pani Weasley z miłością do Harry'ego i już go całowała w czoło.
Wuj Vernon
łypnął najpierw na Harry'ego, potem na list i zaczął czytać na głos:
Szanowni
Państwo,
- Szkoda, że
nie napisałaś "Szanowni Wielorybie i Żyrafo" – mruknęli Fred i
George.
- Damy tak
nie mówią! – skarciła ich starsza Molly.
Nie
zostaliśmy sobie przedstawieni, ale jestem pewna, że Harry opowiadał Państwu o
moim synu Ronie.
Ron wyszczerzył
się do Harry'ego, a Hermiona go pocałowała w namiętnie policzek.
Zapewne
wspominał Państwu także, że finał mistrzostw świata w Quidditchu odbędzie się w
przyszły poniedziałek wieczorem, a mojemu mężowi Arturowi udało się dostać
najlepsze bilety na ten mecz dzięki znajomościom w Departamencie
Czarodziejskich Gier i Sportów. Mam nadzieję, że pozwolą nam Państwo zabrać
Harry'ego na ten mecz, jakoże jest to jedyna w życiu okazja. Wielka Brytania
nie była gospodarzem mistrzostw od trzydziestu lat i bardzo trudno o bilety.
- A jeśli
nie to i tak go zabierzemy – powiedział Ron, bawiąc się włosami Hermiony.
- Uwielbiam
twój dotyk – mruczała Hermiona.
- Jesteś
taka piękna – powiedział Ron i polizał jej policzek.
- Wiem, bo
jesteś moim lordem – westchnęła zadowolonym głosem pani Weasley.
Bylibyśmy
bardzo radzi, gdybyśmy mogli gościć Harry’ego aż do końca wakacji; oczywiście
odprowadzilibyśmy go bezpiecznie na pociąg do szkoły. Bylibyśmy wdzięczni,
gdyby Harry mógł nam jak najszybciej przesłać odpowiedź w zwykły sposób,
ponieważ mugolski listonosz jeszcze nigdy u nas nie był i nie jestem pewna, czy
w ogóle by do nas trafił. Oczekując na rychły przyjazd Harry'ego,
Łączę wyrazy
szacunku.
Molly
Weasley
- Zmieniłam
zdanie – stwierdziły Molly I.
PS. Mam
nadzieję, że nakleiłam dostateczną liczbę znaczków.
Wuj Vernon
skończył czytać, wsunął rękę do kieszeni na piersi i wyciągnął z niej coś
jeszcze.
- Spójrz na
to – warknął. I pokazał mu kopertę, w której przyszedł list od pani Weasley, a
Harry z trudem opanował wybuch śmiechu. Każdy kawałeczek koperty pokryty był
znaczkami – pozostał tylko prostokącik, w którym pani Weasley wypisała
maleńkimi literami adres Dursley'ów.
Większość
ludzi parsknęła śmiechem. Lily przytuliła mocno Molly.
- Mamuś
mówię ci, ale miał winę! – śmiał się Harry – Minę miał bezcenną.
- Babciu
jesteś moja bohaterka! – krzyknęli wnuki.
- No więc
nakleiła dostateczną liczbę znaczków – powiedział Harry, starając się, by zabrzmiało
to tak, jakby pani Weasley popełniła omyłkę, która może się zdarzyć każdemu. W małych
oczkach wuja Vernona zapłonęła wściekłość.
- Listonosz
to zauważył – wycedził przez zaciśnięte zęby – Był bardzo ciekaw, skąd ten list
przyszedł. Dlatego zadzwonił do drzwi. Sprawiał wrażenie, jakby go to bardzo
ubawiło.
- Oj tam,
przesadzasz, wielorybie – powiedziała młodsza Molly I i machnęła ręką.
Harry nic
nie odpowiedział. Ktoś inny mógłby nie zrozumieć, dlaczego wuj Vernon robi tyle
hałasu o za dużą ilość znaczków na liście, ale Harry zbyt długo mieszkał u
Dursley'ów, żeby nie wiedzieć, jak bardzo są wyczuleni na wszystko, co choćby
odrobinę odbiega od normalności. A najbardziej obawiali się tego, że ktoś
odkryje ich związek (choćby i na odległość) z ludźmi pokroju pani Weasley.
- Teraz
jesteśmy blisko związani – powiedziała z radością pani Weasley.
Wuj Vernon
wciąż wpatrywał się groźnie w Harry'ego, który starał się zachować taką minę, jakby
nic się nie stało. Jeśli nie powie ani nie zrobi czegoś głupiego, może mu się
uda przeżyć najwspanialsze wydarzenie w życiu. Czekał więc, aż wuj Vernon się
odezwie, ale ten milczał, nadal świdrując go wściekłym spojrzeniem. W końcu
Harry zdecydował się przerwać milczenie.
- Więc...
będę mógł pojechać? – zapytał. Przez wielką, purpurową twarz wuja Vernona
przebiegło coś w rodzaju lekkiego spazmu. Wąsy mu się nastroszyły. Harry
wiedział, co się dzieje w głowie wuja Vernona: zażarta walka jego dwóch
najbardziej fundamentalnych skłonności. Wyrażenie zgody na wyjazd
uszczęśliwiłoby Harry'ego, a z tym wuj Vernon walczył od trzynastu lat. Z
drugiej strony, pozwolenie Harry'emu na zamieszkanie u Weasley'ów przez resztę
wakacji oznaczało pozbycie się go z domu dwa tygodnie wcześniej niż zwykle, a
dla wuja Vernona obecność Harry'ego pod jego dachem była męczarnią.
- A ja nie
cierpię ciebie – mruknął Harry.
Aby zyskać
na czasie, ponownie spojrzał na list pani Weasley.
- Kim jest
ta kobieta? – zapytał, przyglądając się z niesmakiem podpisowi.
- Jego
matką, Dursley! – warknęły dwie wersje Molly I – Prawda, panie dyrektorze? –
stanęły obie i zrobiły wściekłe miny i pozę. Mino, że jej starsza wersja miała
czterdzieści osiem lat wyglądała potężnie i dumnie. Patrzyła na Dumbledore'a
morderczym wzrokiem, że nie interesował się on przez 10 lat.
- Tak, PANI
Weasley – mruknął Drops i – Przepraszam, PANI Weasley. Czy możemy wrócić do
tego, co było wcześniej?
- NIE, PANIE
DUMBLEDORE I ZWYKŁE PRZEPRASZAM NIE WYSTARCZY, PANIE DYREKTORZE! – warknęła na
niego – I PRZEJRZAŁAM NA OCZY I NIE WRÓCIMY TEGO, CO BYŁO!
-
Oczywiście, PANI Weasley.
- Wuj już ją
widział – odrzekł Harry – To matka mojego przyjaciela Rona, czekała na niego na
dworcu, kiedy przyjechaliśmy z Hog... ze szkoły po ostatnim semestrze – Prawie powiedział:
"Hogwartu", a był to sprawdzony sposób na jeszcze większe rozwścieczenie
wuja. W tym domu nikt nigdy nie wymawiał głośno nazwy szkoły Harry'ego.
- Szkoła
Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Dursley! – krzyknął James II.
Wuj Vernon
skrzywił się okropnie, jakby przypomniał sobie coś wstrętnego.
- Taka
pękata baba? – warknął w końcu.
- Arturku
ten idiota nazwał mnie pękatą – powiedziały monarchinie rodu Weasley – a ja
jestem dla Ciebie tą najpiękniejszą damą i żadna inna kobieta dla ciebie nie
istnieje, prawda? – mówiła takim uwodzicielskim głosem i zaczęła trzepać rzęsami
Artur patrzył na żonę jak zaczarowany.
- Nie dość,
że jest piękna to jeszcze świetna w łóżku – rozmarzyli się monarcha rodu
Weasley, patrząc na Molly, która całowała policzek męża.
- Mamo
przestań podrywać tatę! – zawołał skrzywiony Charlie. Molly niechętnie oderwała
się od całowania Artura i rzekła:
- Nie
będziesz mi mówił, czy mam podrywać twojego ojca, czy nie. Jeśli mam ochotę, to
podrywać kiedy tylko chcę. Dziewczynę byś sobie jakąś znalazł, a nie tylko te
twoje smoki. Na przykład ta kochanieńka Charlotte – wskazała na dziewczynę –
Jest śliczną dziewczyną – Charlotte zarumieniła się i patrzyła na mężczyznę
rozmarzoną miną.
- Dursley
zamknij się ty wielka śliwko w occie! – warknął Artur – Twój synalek jest
wielorybem, a moja dama jest najpiękniejszą, najserdeczniejszą i
najseksowniejszą kobietą na całym świecie, a ty się zajmij się swoją żyrafą,
twoją Petunia, jest zbyt koścista!
- Z mnóstwem
rudych dzieciaków? – Harry najeżył się. Pomyślał, że wuj trochę za dużo sobie
pozwala, nazywając kogoś "pękatym", skoro jego własny syn Dudley w
końcu doczekał się tego, co mu groziło, odkąd skończył trzy lata: zrobił się
szerszy niż wyższy.
- Beczka –
mruknęła Daphne.
Wuj Vernon
jeszcze raz przebiegł wzrokiem po liście.
- Quidditch
– mruknął pod wąsem – Quidditch... co to za bzdura?
- Czy on
nazwał Quidditch bzdurą? – spytał wściekły Oliver.
- Tak,
skarbie – odezwała się Katie.
- Zabiję go
zaraz! – warknął pan Wood.
- Zostaw
tego idiotę. Wolałabym robić to z tobą bez ubrań, bo chyba nie zostawisz swojej
damy niezadowolonej, panie Wood – i zaczęła trzepać rzęsami i pocałowała go
policzek.
- Nie, pani
Wood – mruknął Oliver – kocham Cię jeszcze bardziej.
- Dobra
odpowiesz kochanie – stwierdziła słodkim głosem, wtulając się tego tors.
Harry poczuł
się urażony po raz drugi.
- To
dyscyplina sportowa – odpowiedział krótko – Gra się na miotłach.
- Dobrze
już, dobrze! – przerwał mu głośno wuj Vernon. Harry dostrzegł z pewną
satysfakcją, że wuj wpada w lekką panikę. Najwyraźniej jego nerwy nie
wytrzymywały dźwięku słowa "miotła" w jego własnym salonie.
- Miotła
jest też do sprzątania – mruknęły zdziwione dwie wersje pani Potter – Narcyza
kochana, a twój mężuś to zamiata podłogę czy wszystko jest na twojej głowie?
- A gdzie
tam! Lucek myśli, że jest arystokratą! Nie umie mnie nawet zadowolić swoim
kikutem – odpadły dwie wersje pani Malfoy.
- To polecam
tabletki na potencję i to, co masz pomiędzy nogami i będzie gotowy do pracy –
rzekła Olivia. Mężczyźni zaczęli się naśmiewać.
- Zamknij
się! – warknął Lucek czerwony i uderzył siebie samego w policzek i syknął z
bólu.
- Z ciebie
jest taki arystokrata, jak ze mnie balerina. Nawet nie potrafisz zaspokoić
moich potrzeb! Nie wiem, kiedy ostatni raz dostałam orgazmu – rzekła
niezadowolonym głosem Lady Malfoy. Draco i Scorpius opluli się napojem, który
pili, kiedy to usłyszeli, a później popatrzyli na blondynkę z otwartą szczęką i
wielkimi oczami.
-
Babciu!/Mamusiu! Jesteś zajebista! – krzyknęły Lady’s Malfoy.
- Wiem, że
jestem zajebista, moje skarby – oznajmiły pani Malfoy i odrzuciły teatralnie
włosy do tyłu.
Zajął się
więc znowu listem. Ruch jego warg wskazywał, że odczytuje po cichu słowa: przesłać
odpowiedź w zwykły sposób". Nachmurzył się.
- Co to
znaczy: "w zwykły sposób"? – burknął.
- Zwykły dla
nas – odpowiedział Harry, i zanim wuj mógłby go powstrzymać, dodał: – No wiesz,
wuju, sowią pocztą. To jest zwykły sposób dla czarodziejów.
- Zakład, że
będzie się trząść ze złości, rzuci nerwowe spojrzenie w okno? – powiedział Fred
II – A jego twarz przybrała kolor dojrzałej śliwki?
Na twarzy
wuja Vernona pojawiło się takie oburzenie, jakby Harry pozwolił sobie brzydko zakląć
w jego obecności. Trzęsąc się z gniewu, spojrzał niespokojnie przez okno, jakby
się bał, że zobaczy któregoś z sąsiadów z uchem przyciśniętym do szyby.
- Ile razy
mam ci powtarzać, żebyś pod moim dachem nie wspominał o tych dziwactwach? –
syknął, a jego twarz przybrała teraz barwę dojrzałej śliwki.
- Mówiłem! –
zawołał Fred II.
- Stoisz
sobie tutaj, w ubraniu, które Petunia i ja założyliśmy na twój niewdzięczny
grzbiet...
- Zamknij
mordę, Dursley albo zrobię z tobą tak, że będziesz jęczał z bólu i będziesz
mnie błagał zwracając się do mnie Lady Potter albo pani Potter! – wycedziły
dwie wersje Lily.
- Mamusiu
wpadł mi do głowy pomysł – oznajmiła Ginny i uśmiechnęła się słodko, po czym
zaczęła jej mówić do ucha – ...A później zrobimy im to, a później to – uśmiech
na twarzy Lady Potter był szeroki.
- Co chcecie
mu zrobić? – spytał z obawą Harry.
- Skarbie
zrobimy mu tak, że będzie cię błagał o wybaczenie na kolanach, mówiąc do ciebie
per "Lordzie Potter" albo per "panie Potter" – oznajmiła
przesłodzonym głosem pani Potter.
-
Ginny/Mamusiu/Ciociu możemy się dołączyć? – zapytały Siostry Wojowniczki.
-
Oczywiście, że tak, kochane – oznajmiły Ginny i dwie wersje Lily I.
- ...kiedy
już Dudley z niego wyrósł – wpadł mu w słowo Harry. Bo rzeczywiście miał na
sobie koszulkę tak wielką, że musiał pięć razy podwijać rękawy, żeby móc
posługiwać się dłońmi, a opadała mu aż do kolan workowatych dżinsów.
- Nie
odzywaj się do mnie w taki sposób! – krzyknął wuj Vernon, dygocąc ze złości.
Molly I nie
wytrzymała i strzeliła w Dumbledore'a zaklęciem, że ten pisnął z bólu.
Nauczyciele, głównie nauczycielki patrzyli na dyrektora morderczym wzrokiem.
- Jest pan
dyrektor sam sobie winny – oznajmiła formalnie Bathsheda Babbling.
Ale Harry
nie dał się zastraszyć. Minął już czas, kiedy pozwalał się zmuszać do
przestrzegania każdej głupiej zasady obowiązującej w domu Dursley'ów. Nie zachowywał
diety Dudley'a i nie zamierzał pozwolić, aby wuj Vernon powstrzymał go od
obejrzenia finału mistrzostw świata w Quidditchu.
- Wystarczy
go zamienić w wieloryba, Harry – stwierdził Fred I.
- A nie,
czekaj on już jest wielorybem – skończył George I.
- Czy mogę
już odejść? Muszę dokończy list do Syriusza. No, wie wuj, do mojego ojca
chrzestnego.
Łapa wystrzeżyli
się do chrześniaka.
Zrobił to.
Wypowiedział magiczne słowa. Teraz obserwował, jak ciemna purpura ustępuje plamami
z twarzy wuja Vernona, co sprawiało, że wyglądała jak wielka kula źle wymieszanych
lodów jagodowych.
- A więc...
a więc pisujesz do niego, tak? – zapytał wuj Vernon, siląc się na
spokój,
- Piszę –
odezwał się Harry.
ale Harry
dostrzegł, że źrenice jego małych oczu zwęziły się ze strachu.
- No... taak
– odpowiedział Harry zdawkowym tonem – Dawno nie miał ode mnie wiadomości, a
gdybym do niego nie napisał, no, to... wiesz, wuju, mógłby sobie pomyśleć, że coś
jest nie tak.
- To mój
tatuś cię zamorduje, Dursley – powiedziała Cassie.
- Nie
zdajesz sobie sprawy, że bardzo cię kocham, moja księżniczko – mruknął Łapa i
przytulił ją do siebie.
- Ja też cię
kocham, tatusiu – rzekła do Łapy.
- Nie
chciałbyś, żeby cię to spotkało, Dursley – dodała Daphne – Mój tatuś kocha
tych, co są mu drodzy, prawda tatusiu?
- Prawda.
Zamilkł, by
się nacieszyć efektem tych słów. Oczyma wyobraźni widział tryby obracające się z
mozołem pod grubymi, ciemnymi, schludnie zaczesanymi włosami wuja Vernona.
Jeśli spróbuje zabronić Harry'emu pisać do Syriusza. Syriusz pomyśli, że Harry
jest tu źle traktowany.
- I tak go
zabiję – mruknęli Rogacze.
Wuj Vernon
miał tylko jedno wyjście. Harry już widział kształtującą się w jego głowie konkluzję,
jakby ta wielka, ozdobiona sumiastym wąsem głowa była zupełnie przezroczysta. Harry
starał się powstrzymać od uśmiechu i zrobić najobojętniejszą minę, na jaką było
go stać. I po chwili...
- No więc
dobrze. Możesz sobie pójść na te cholerne... idiotyczne... jakieś tam
mistrzostwa. Tylko napisz tym Weasley'om, żeby cię stąd zabrali.
Harry ryknął
śmiechem, tak samo jak Fred, George i Ron.
- Uspokójcie
się – powiedział pan Weasley rozbawionym głosem, a Molly mordowała ich
wzrokiem, że Artur pocałował ją w policzek, a ona patrzyła na niego z
iskierkami miłości.
- Starym już
totalnie odbiło – mruknął Ron, a Hermiona strzeliła go po głowie.
- Mamusia i
tatuś się kochają. Chciałabym, żebyśmy tak się kochali, jak oni!
- Wy to
jesteście o wiele gorsi niż dziadkowie – odezwał się Hugo.
- Hugo! –
warknęła Emilly – Mamusia i tatuś się bardzo, ale to bardzo kochają.
- Polecam
zaklęcie ciszy – powiedział Hugo. Bracia i siostry gwizdnęli, a państwo Weasley
zarumienili się mocno, a Lavender i Cormac chcieli zamordować Rona i Hermionę.
- Nie mam
czasu na włóczenie się z tobą po całym kraju. I możesz tam spędzić resztę
wakacji. I powiadom tego twojego... twojego ojca chrzestnego... napisz mu, że
jedziesz.
- W porządku
– odpowiedział żywo Harry. Odwrócił się i ruszył ku drzwiom salonu, walcząc ze
sobą, by nie podskoczyć i nie wrzasnąć z radości. A więc jedzie... jedzie do
Weasley'ów, będzie oglądał finał mistrzostw świata w Quidditchu!
- Spotkam
się z żoną! – zawołał radośnie Harry.
- A ja
spotkam męża – odpowiedziała Ginny, również radośnie.
- A później
z tej miłości powstaną James, Albus i Lily – dodał James II, przesadnie
szczęśliwy – James ten najfajniejszy, Albus kujon i Lily ruda wariatka! – Albus
II i Lily II patrzyli na brata wzrokiem bazyliszka, a ten uśmiechnął się do nich
głupkowato. Niektórzy parsknęli śmiechem.
- Nie jesteś
kujonem, kochanie – oznajmiła Amelia i pocałowała go w policzek.
- A ty nie
jesteś rudą wariatką – powiedział Frank II, całując ją w czoło, a ona
westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.
W
przedpokoju o mało co nie wpadł na Dudley'a, który czaił się za drzwiami,
najwyraźniej chcąc podsłuchać, jak wuj go sztorcuje. Sprawiał wrażenie
wstrząśniętego widokiem szerokiego uśmiechu na twarzy Harry'ego.
- Wspaniałe
śniadanko, co? – zadrwił Harry – Ale się objadłem, a ty? – I zanosząc się ze śmiechu
na widok zdumionej twarzy Dudley'a, pobiegł po schodach, przeskakując po trzy stopnie
na raz.
- Ale mu
pocisnął! – parsknął śmiechem Teddy.
- Jestem
taki dumny! – krzyknęli jego ojciec i ojciec chrzestny.
Kiedy wpadł
do swojej sypialni, pierwszą rzeczą, jaką zauważył, był powrót Hedwigi. Siedziała
w swojej klatce, wpatrując się w Harry'ego wielkimi, bursztynowymi oczami i kłapiąc
dziobem w sposób, który oznaczał, że jest czymś urażona. A co ją tak uraziło,
stało się jasne prawie natychmiast.
Ron
uśmiechnął się.
- AUU! –
krzyknął Harry. Coś małego i szarego, przypominającego opierzoną piłkę
tenisową, ugodziło go w skroń. Zaczął sobie masować energicznie głowę,
rozglądając się za tym, co go uderzyło, i zobaczył maleńką sóweczkę, tak małą,
że zmieściłaby się w dłoni, śmigającą po całym pokoju jak fajerwerk.
- To moja
sówka – powiedział pan Weasley, a pani Weasley patrzyła na niego z iskierkami w
oczach.
- W ten
wielkiej miłości powstali Rose, ta mądrala i kujonka i Hugo ten zajebisty i
potężny czarodziej – oznajmił Hugo.
- Ja mu
zaraz przypierdolę! – warknęła Rose.
- Rose, damy
oraz Lady tak nie mówią! – skarciły rudą jej matki, lady Weasley i Lady Malfoy.
- Lucjuszu,
prawda, że Rose jest damą i Lady Malfoy? – spytała Hermiona Lucka.
- Tak, PANI
Weasley, PANI córka jest LADY i damą rodu Malfoy i jestem z tego dumny, e
należy do rodu Malfoy'ów, MADAME.
- No
widzisz? Jak chcesz, to potrafisz zachowywać się, jak dżentelmen – rzekła
Hermiona i zachichotała, a niektórzy dalej mogli uwierzyć, że Hermiona tak się
zmieniła. Siedziała sobie na kolanach Rona. Ubrania podkreślały jej seksowną i
umięśnioną sylwetkę, a na nogach miała szpilki, które były na wysokich obcasach
oraz biżuterie w kilku miejscach.
- Dziękuję,
PANI Weasley!
Po chwili
spostrzegł, że sówka upuściła list u jego stóp. Schylił się, by go podnieść,
rozpoznał pismo Rona i rozerwał kopertę. Zawierała pospiesznie nabazgrany
liścik.
Harry,
TATA DOSTAŁ
BILETY! Irlandia przeciw Bułgarii, w poniedziałek wieczorem. Mama napisała list
do twoich mugoli z prośbą, by pozwolili ci przyjechać. Może już go dostali –
nie wiem, jak szybka jest mugolska poczta. Pomyślałem sobie, że mimo to wyślę
ci to przez Świnkę.
Weasley'owie
uśmiechnęli się szeroko.
Harry
wytrzeszczył oczy, wpatrując się w słowo "Świnka", a potem spojrzał
na sóweczkę, krążącą wokół abażuru przy suficie. Mogła przypominać wszystko,
tylko nie świnkę. Może źle odczytał pismo Rona? Wrócił do lektury listu.
Bez względu
na to, co powiedzą twoi mugole, i tak po ciebie przyjedziemy, przecież musisz
być na finale mistrzostw świata, ale mama i tata uznali, że lepiej najpierw
udać, że prosimy ich o pozwolenie.
- Bo Molly
jest damą, a ja jestem dżentelmenem – oznajmił starszy Artur.
- To prawda.
Mamusia i tatuś są damą i dżentelmenem – oznajmiła Fleur, uśmiechając się do
rodziców. Rudowłosa nie mogła wytrzymać. Zeszła z kolan Artura z gracją i
wdziękiem, po czym podeszła do Lady Weasley i przytuliła Fleur mocno do siebie
do swojej piersi.
- Mamusiu, a
to za co? – spytała, ale wtuliła się w matkę jeszcze bardziej.
- Za to, że
jesteś, skarbie – oznajmiła, całując ją w czoło. Pani Weasley westchnęła
zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej – Za to, że
wybaczyłaś mi, że byłam dla Ciebie taka niemiła i jeszcze nazywasz mnie per
"mamusia". To jest dla mnie największy zaszczyt, że taka cudowna
kobieta jak ty nazywa mnie mamusią i jest moją córeczką i nazywa się Weasley.
Kocham cię bardzo mocno, Fleur jesteś moją najukochańszą córeczką. Nikt inny
oprócz ciebie nie jest godny mojego syna, Billa. Mój syn wybrał mądrze
wybierając ciebie na swoją żonę, a ja zyskałam córkę, a ród Weasley zyskał
panią, damę i Lady Weasley – Fleur zalała się łzami, kiedy Molly mówiła to niej
wytarła łzy Fleur i przytuliła. Fleur mocno do siebie.
- Kocham być
panią Weasley, kocham być członkiem rodu Weasley, mamuś – mruknęła blondynka –
i kocham być twoją i tatusia córką i też bardzo mocno kocham was wszystkich.
- Naprawdę
zapowiadam wam to, jeśli ktokolwiek obrazi panią Fleur Weasley, moją córkę źle
się dla niego skoczy – powiedziała z mocą stali Lady Weasley, patrząc na
wszystkich wokół ostrym wzrokiem dając do zrozumienia, że nie żartuje, tuląc do
siebie Fleur.
- Muszę
przyznać, że wasza mama jest laska – oznajmili single.
- Zamknij
się – warknęli synowie pani Weasley.
Jeśli
się zgodzą, wyślij zaraz Świnkę z odpowiedzią, a my przyjedziemy po ciebie w
niedzielę o piątej. Jeśli się nie zgodzą, wyślij zaraz Świnkę, a my i tak
przyjedziemy po ciebie w niedzielę o piątej. Hermiona przyjeżdża dziś po
południu.
Hermiona
wtuliła się w Rona.
Percy
rozpoczął pracę w Ministerstwie – w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów.
Jak u nas będziesz, nie wspominaj o zagranicy, jeśli nie chcesz, żeby cię zanudził
na śmierć.
Większość
ludzi parsknęła śmiechem. Percy zrobił się czerwony, jak jego włosy i
teatralnie odwrócił głowę w bok.
- Ron
ostrzegam cię! – warknął Percy.
Do szybkiego
zobaczenia,
Ron
- Uspokój
się! – krzyknął Harry, bo sóweczka latała mu tuż nad głową, ćwierkając dziko,
co miało zapewne oznaczać, że jest bardzo dumna z dostarczenia listu właściwej
osobie – Chodź tutaj, musisz zanieść moją odpowiedź! – Sóweczka usiadła na
szczycie klatki Hedwigi, która zmierzyła ją chłodnym spojrzeniem, jakby chciała
powiedzieć: "Tylko spróbuj się zbliżyć!"
- Ktoś tu
jest zazdrosny! – zaśmiał się Charlie.
Harry
chwycił swoje orle pióro, złapał kawałek czystego pergaminu i napisał:
Ron,
wszystko w porządku, mugole pozwalają mi przyjechać. Zobaczymy się jutro o
piątej. Nie mogę się doczekać.
Harry
- My też i
naszego wejścia! – krzyknęli Fred i George.
Zwinął
ciasno liścik i z wielkim trudem przywiązał go do maleńkiej nóżki sóweczki,
która przez cały czas podskakiwała z przejęcia. Gdy tylko skończył, poderwała
się, śmignęła przez okno i natychmiast znikła mu z oczu. Harry odwrócił się do
Hedwigi.
- Masz
ochotę na dłuższą podróż? – zapytał. Hedwiga zahukała z godnością – Możesz to dostarczyć
Syriuszowi? – zapytał, biorąc list do ręki.
Łapa
uśmiechnął się szeroko.
-
Chwileczkę... tylko dopiszę kilka słów – Rozwinął pergamin i pospiesznie
dopisał postscriptum:
Jakbyś
chciał się ze mną skontaktować, przez resztę wakacji będę u mojego przyjaciela
Rona. Jego tata dostał bilety na finał mistrzostw świata w Quidditchu!
Ginny
pocałowała go policzek.
Przywiązał
Hedwidze list do nogi; podczas tej czynności nawet nie drgnęła; najwidoczniej chciała
pokazać, jak powinna się zachowywać prawdziwa sowa pocztowa.
- Jak
wrócisz, będę u Rona, dobrze? – Uszczypnęła go pieszczotliwie w palec,
załopotała miękko wielkimi skrzydłami i wyleciała przez otwarte okno.
- To jest
dopiero dama! – zaśmiała się Angelina – Pełna gracji i wdzięku.
- Gracja i
elegancja – dodała Alicja.
Harry
patrzył za nią, póki nie znikła mu z oczu, a potem wczołgał się pod łóżko,
uniósł obluzowaną deskę w podłodze i wyciągnął ze skrytki wielki kawał urodzinowego
tortu. Siedząc na podłodze i zajadając się ciastem, rozkoszował się
rozpierającym go szczęściem. Miał tort, podczas gdy Dudley musiał się zadowolić
grejpfrutem,
Kobiety
mordowały wzrokiem Dumbledore'a.
był
słoneczny letni dzień, jutro miał opuścić Privet Drive, blizna przestała mu
dokuczać, no i zobaczy finał mistrzostw świata w Quidditchu. W takiej chwili
nic nie mogło wzbudzić w nim niepokoju – nawet Lord Voldemort.
- Do czasu –
mruknął cicho Harry.
- Koniec
rozdziału – rzekła Hestia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz