sobota, 2 marca 2024

Rozdział 3 Czara

 

Po siostrze Hestia czytała.

Rozdział trzeci

Zaproszenie

Kiedy Harry wszedł do kuchni, Dursley'owie już siedzieli przy stole. Nikt
z nich nawet nie podniósł głowy, gdy wszedł i zajął swoje miejsce.

- A może tak "cześć" albo "dzień dobry"! – warknęła Olivia.

Wielka, czerwona twarz wuja Vernona była ukryta za porannym wydaniem gazety, a ciotka Petunia dzieliła grejpfrut na ćwiartki, ściągając wąskie usta nad końskimi zębami.

- Czyżby bzykanie było słabe! – zadrwił Fineas.

- Może on nie zaspokoił jej potrzeb, a ona, że jest cała obolała pod ciężarem Vernona – powiedział George II.

Dudley był wyraźnie nadąsany

- Też byłby wściekły, gdybym musiał słuchać jęków swoich starych – stwierdził Fred II. Angelina i George zarumienili się.

- Fred! – warknęła Alicja II.

- Byłeś nieziemski – mruknęła do ucha Lady Weasley – Chcę żebyś mnie tak wielbił.

- Za to ty doskonale wykonałaś swoją pracę – odparł podnieconym głosem George I do ucha Angeliny, a później odrzucił jej czarne włosy i pocałował jej znak, a ta wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia.

- Bo jak już coś robię, to robię to dobrze, panie Weasley – powiedziała zadowolonym głosem, bo pocałował ją w znak i poczuła w sobie więcej magii George'a.

- Pani Weasley, jest pani spełnieniem moich marzeń, bo jest pani nie tylko piękną boginią, jest Pani również niezwykle mądrą boginią – odparł Lord Weasley do Lady Weasley.

- Gra wstępna to wieczorem, nie teraz, braciszku – oznajmił Fred I.

i Harry'emu wydało się, że zajmuje jeszcze więcej miejsca niż zawsze, co było dość dziwne, bo zwykle zajmował cały bok kwadratowego stołu. Kiedy ciotka Petunia położyła mu na talerzu ćwiartkę nieosłodzonego grejpfruta z drżącym: "Proszę, Dudziaczku",

- Petunia udaje, że nie bzykała się z Vernonem! – parsknął śmiechem Frank I – i ma nadzieję, że ich synek ich nie słyszał.

spojrzał na ni spode łba.

- Oj, Petunio, on słyszał!! – śmiały się dwie Lady Potter.

Jego życie zmieniło się dramatycznie, odkąd wrócił do domu na letnie wakacje i pokazał rodzicom swoje roczne świadectwo. Wujowi Vernonowi i ciotce Petunii jak zwykle udało się wynaleźć usprawiedliwienie dla jego złych ocen. Ciotka Petunia zawsze dowodziła, że Dudley jest bardzo zdolnym chłopcem, a nauczyciele po prostu nie potrafią si˛ę na nim poznać,

- Bycie utalentowanym prosiakiem to się zgodzę – mruknęła Augusta.

- Babciu!/Mamusiu!/Prababciu!/Ciociu! – zawołali ze śmiechu Siostry Wojowniczki i Zakon Braterstwa.

- No co? Taka prawda – powiedziała Lady Longbottom – A powiem wam, kochani kocham być prababcią, babcią, mamusia i cioteczką.

natomiast wuj Vernon stwierdził, że "wcale nie chciałby mieć za syna jakiegoś zniewieściałego kujona".

- Tylko małego prosiaczka – oznajmiła Alison.

Zlekceważyli też oskarżenie o znęcanie się nad słabszymi. „"To niesforny urwis, ale nie skrzywdziłby nawet muchy!", stwierdziła ciotka Petunia płaczliwym głosem.

- A ropuchę? – spytał Albus II. Umbridge zrobiła się czerwona.

Na świadectwie opisowym było jednak parę celnie wybranych uwag szkolnej pielęgniarki, których nawet wuj Vernon i ciotka Petunia nie mogli zlekceważyć.

Większość ludzi patrzyła teraz na Poppy.

Ciotka Petunia pojękiwała, że Dudley ma grube kości, że w tym wieku pewna nadwaga jest czymś zupełnie normalnym i że chłopak wciąż rośnie, więc jego organizm potrzebuje dużo pożywienia, ale pozostawało faktem, iż dostawcy konfekcji szkolnej nie dysponowali już spodenkami w jego rozmiarze. Pielęgniarka szkolna dostrzegła to, czego oczy ciotki Petunii

- Krzywdzą to dziecko – powiedziała Poppy.

- Musimy coś zrobić, Claus – rzekła Carolina.

– tak bystre, kiedy chodziło o ślady tłustych paluchów na jej lśniących ścianach bądź podglądanie sąsiadów – po prostu nie chciały dostrzec, że Dudley nie tylko nie potrzebuje takich ilości jedzenia, jakie dotąd pochłaniał, ale że osiągnął rozmiary i wagę młodej orki.

- Wiecie, że orki są ssakami, a ropuchy są płazami, tak, że Dudley zmienił tylko gatunek zwierzęcia z prosiaka w orkę, a to dalej są ssaki, a Umbridge to zmieniła wszystko, bo jej rodzice to ssaki, a ona jest płazem. Powinni dać ją do cyrku, a nie do ministerstwa czy do szkoły – oznajmiła Hermiona, patrząc na nią, a ona robiła się coraz bardziej czerwona.

- Kum! Kum! Ribit! Ribit! – drwiła Ginny.

- Oni nie powinni mieć dzieci – oznajmiła młodsza Andy – Mówię o Petunii i Vernonie.

- Tak samo, jak zdrajcy krwi! – warknęli Luckowie i uderzyli się nawzajem mocno w policzek i syknęli z bólu.

- Lucek musisz być grzecznym chłopcem, a byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem – powiedziały dwie wersje Molly i pogroziła im palcem – Wiesz o tym?

- Zapomniałem się, PANI Weasley – mruknął posłuszne Roszpunka – Byłem niegrzecznym chłopcem, proszę PANI, więc musiałem zostać ukarany, LADY Weasley.

- No widzisz skarbeńku, przynajmniej wiesz, co robisz źle – odparła pani Weasley, ociekając słodyczą. Chciała się zemścić za drwiny ze strony Malfoy'a.

- Dziękuję za takie miłe słowa, PANI Weasley. Już będę się pilnował, proszę PANI!

- Wierzę, że ci uda, Lucjuszu – stwierdziła, a głos miała słodki. Ludzie parsknęli śmiechem.

- Mamusiu byłaś niezła! – śmiały się córki Molly I.

- Wiem o tym, kochaniutkie – uśmiechnęła się szeroko do córek i odrzuciły teatralnie włosy do tyłu.

- Jesteś taka seksy, kiedy to robisz – mruknęli jej do ucha obie wersje Artura i odrzucił jej włosy i pocałował ją w znak, a ta westchnęła zadowolonym głosem i wtuliła się w męża.

- Owszem, mój Lordzie – mruknęła do piersi Artura.

Tak więc – po wielu wybuchach złości, po kłótniach, które wstrząsały podłogę sypialni Harry'ego, i po wielu łzach przelanych przez ciotkę Petunię – wprowadzono surowy reżim. Kartka z opisem diety, przysłana przez pielęgniarkę ze szkoły Smeltinga, została powieszona na drzwiach lodówki, którą opróżniono z ulubionych przysmaków Dudley'a – gazowanych napojów, ciastek, czekoladowych batonów i hamburgerów

- Też bym tak kazała – odezwała się Madame Pomfrey.

– a wypełniono owocami, jarzynami i innymi produktami, które wuj Vernon nazywał ogólnie "karmą dla królików".

- Od królików to się odwal, Dursley! – warknęła Luna.

Żeby dodać Dudley'owi otuchy, ciotka Petunia uparła się, by na dietę przeszła cała rodzina. Teraz podała kawałek grejpfruta Harry'emu, który od razu zauważył, że jego ćwiartka jest o wiele mniejsza od tej, którą dostał Dudley. W opinii ciotki Petunii najlepszym sposobem poprawienia samopoczucia Dudley'owi było utrzymywanie go w przekonaniu, że dostaje przynajmniej trochę więcej jedzenia niż Harry.

- Zamorduję ją! – krzyknęły matki Harry'ego.

Ciotka Petunia nie wiedziała jednak, co jest ukryte pod obluzowaną deską podłogi sypialni na piętrze. Nie miała pojęcia, że Harry w ogóle nie zachowywał diety. Kiedy tylko zrozumiał, że ma przeżyć całe lato na surowej marchewce, wysłał Hedwigę z prośbą o pomoc do swoich przyjaciół, a ci stanęli na wysokości zadania.

Przyjaciele wyszczerzyli zęby do Harry'ego, a ten odwzajemnił uśmiech.

Hedwiga wróciła z domu Hermiony, dźwigając wielkie pudło pełne smakołyków bez cukru (rodzice Hermiony byli dentystami). Hagrid, gajowy Hogwartu, dostarczył mu worek domowej krajanki (tego Harry nie tknął, bo miał już spore doświadczenie z przysmakami Hagrida).

Hagrid prychnął.

Pani Weasley wysłała do niego rodzinnego puchacza Errola z olbrzymią struclą i wyborem domowych pasztecików.

- Dziękuję, mamuś – powiedział Harry do Molly I, a ta zalała się łzami, że Harry powiedział do niej nie per "mamo" tylko per "mamuś" i przytuliła go mocno.

- Nie mogę oddychać! – jęknął zielonooki I, a ta pocałowała go w czoło i przytuliła go ponownie.

Biedny Errol, który był już stary i słabowity, potrzebował aż pięciu dni, by odzyskać siły po tej podróży. A na swoje urodziny (które Dursley'owie całkowicie zlekceważyli)

- Ja tam pójdę i dam im nauczkę! – postanowiły Narcyzę – Nikt nie będzie krzywdził mojego siostrzeńca albo bratanka!

- Potter nie jest... – zaczęła Mariette.

- Milcz, dziewczyno! – warknęły na nią Lady Malfoy – bo nie wiesz, co mówisz, ale ci powiem: Jestem jego ciocią, bo jego rodzice to moje rodzeństwo ze wszystkim, oprócz krwi i to dzięki nim stałam się dobrym człowiekiem!! – jej głos był wściekły, ale kiedy tylko Lily Potter ją przytuliła, od razu się uspokoiła i wtuliła się w tors.

- Złożyłaś przysięgę, kochanie. Jesteś Siostrą Wojowniczka i moją starszą siostrą i ten pierścień z bransoletką będzie z tobą na wieki – oznajmiła i pocałowała ją w czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w siostrę jeszcze bardziej.

- Kocham cię, siostrzyczko – mruknęła do jej piersi zadowolonym głosem.

- Ja też ciebie kocham, Cyzia. Jesteś moją starszą siostrzyczką we wszystkim, oprócz więzów krwi – oznajmiła z miłością pani Potter.

- A ty Lily jesteś moją młodszą siostrzyczką we wszystkim, oprócz węzłów krwi.

- A można by było im dać nauczkę, jako Siostry Wojowniczki – powiedziała Victoire.

- Tak! – krzyknęły kobiety.

- Oj, nie chcę być w skórze Dursley'ów! – jęknął Bill.

Harry dostał cztery wspaniałe urodzinowe torty – po jednym od Rona, Hermiony, Hagrida i Syriusza. Dwa jeszcze zostały, więc mając nadzieję na prawdziwe śniadanie po powrocie na górę, bez słowa zaczął żuć grejpfrut. Wuj Vernon prychnął pogardliwie, odłożył gazetę i spojrzał na swoją ćwiartkę grejpfruta.

- To wszystko? — zapytał ponuro.

- Tak, to wszystko – odpowiedziała Hermiona.

Ciotka Petunia obdarzyła go surowym spojrzeniem, a potem wskazała głową na Dudleya, który już pochłonął swoją ćwiartkę grejpfruta i teraz pożądliwie utkwił prosiakowate oczy w talerzu Harry'ego.

- Strzelić go między oczy? – zapytała Susan.

Wuj Vernon westchnął tak głęboko, że wąsy mu zatrzepotały, i sięgnął po łyżeczkę. Rozległ się dzwonek przy drzwiach. Wuj Vernon dźwignął się z krzesła i wyszedł do przedpokoju. Korzystając z tego, że matka zajęła się przygotowywaniem herbaty, Dudley błyskawicznie porwał resztę grejpfruta z talerza wuja Vernona. Harry usłyszał krótką rozmowę przy drzwiach, czyj śmiech, a potem szorstką odpowiedź wuja. Trzasnęły drzwi, a po chwili z przedpokoju dobiegł odgłos rozdzierania papieru. Ciotka Petunia postawiła na stole dzbanek z herbatą i rozejrzała się bacznie, zastanawiając się, gdzie jest wuj Vernon.

Harry zaczął się śmiać, patrząc na rudowłosą pulchną kobietę, która się zarumieniła.

- Kochaneczku, nie śmiej się z mamusi. Mamusia chciała dobrze – powiedziała starsza Molly, rumieniąc się jeszcze bardziej.

- A co mamusia zrobiła? – spytała zaciekawiona Nicole

- Zobaczysz – mruknął Harry.

Nie musiała długo czekać na odpowiedź. Wrócił po minucie. Był wściekły.

- Ty – warknął do Harry'ego – Do salonu. No już.

- Jak śmiesz...? – zaczął Artur, ale Harry gestem dał mu znać, by umilkł, więc słuchał dalej.

Oszołomiony, zastanawiając się gorączkowo, co tym razem przeskrobał, Harry wyszedł z kuchni za wujem Vernonem. Kiedy obaj znaleźli się w salonie, wuj zatrzasnął drzwi.

- Łapy precz od mojego męża albo utnę ci jaja! – warknęła Ginny.

- Więc tak – rzekł, podchodząc do kominka i odwracając się do Harry'ego z taką miną, jakby zamierzał mu oznajmić, że jest aresztowany – No więc tak – Harry bardzo chciał zapytać "Więc jak?", ale czuł, że o tak wczesnej porze nie należy wuja Vernona denerwować, zwłaszcza po tym, co dostał na śniadanie. Postanowił więc zrobić minę wyrażającą uprzejme oczekiwanie.

- Przydałaby się dieta, a od mojego wnuka to się odwal! – zawołała Caroline – Chcesz coś powiedzieć, Malfoy? – warknęła na Lucka.

- Nie, PANI Evans – mruknął Lucek, gdyż walczył z zaklęciem Rose.

- Przed chwilą przyszedł – powiedział wuj Vernon, wymachując kawałkiem purpurowego papieru – List. O tobie – Harry zmieszał się jeszcze bardziej. Kto mógł napisać o nim do wuja Vernona? Kto mógł go znać i wysyłać listy przez listonosza?

- My – odpowiedziała pani Weasley z miłością do Harry'ego i już go całowała w czoło.

Wuj Vernon łypnął najpierw na Harry'ego, potem na list i zaczął czytać na głos:

Szanowni Państwo,

- Szkoda, że nie napisałaś "Szanowni Wielorybie i Żyrafo" – mruknęli Fred i George.

- Damy tak nie mówią! – skarciła ich starsza Molly.

Nie zostaliśmy sobie przedstawieni, ale jestem pewna, że Harry opowiadał Państwu o moim synu Ronie.

Ron wyszczerzył się do Harry'ego, a Hermiona go pocałowała w namiętnie policzek.

Zapewne wspominał Państwu także, że finał mistrzostw świata w Quidditchu odbędzie się w przyszły poniedziałek wieczorem, a mojemu mężowi Arturowi udało się dostać najlepsze bilety na ten mecz dzięki znajomościom w Departamencie Czarodziejskich Gier i Sportów. Mam nadzieję, że pozwolą nam Państwo zabrać Harry'ego na ten mecz, jakoże jest to jedyna w życiu okazja. Wielka Brytania nie była gospodarzem mistrzostw od trzydziestu lat i bardzo trudno o bilety.

- A jeśli nie to i tak go zabierzemy – powiedział Ron, bawiąc się włosami Hermiony.

- Uwielbiam twój dotyk – mruczała Hermiona.

- Jesteś taka piękna – powiedział Ron i polizał jej policzek.

- Wiem, bo jesteś moim lordem – westchnęła zadowolonym głosem pani Weasley.

Bylibyśmy bardzo radzi, gdybyśmy mogli gościć Harry’ego aż do końca wakacji; oczywiście odprowadzilibyśmy go bezpiecznie na pociąg do szkoły. Bylibyśmy wdzięczni, gdyby Harry mógł nam jak najszybciej przesłać odpowiedź w zwykły sposób, ponieważ mugolski listonosz jeszcze nigdy u nas nie był i nie jestem pewna, czy w ogóle by do nas trafił. Oczekując na rychły przyjazd Harry'ego,

Łączę wyrazy szacunku.

Molly Weasley

- Zmieniłam zdanie – stwierdziły Molly I.

PS. Mam nadzieję, że nakleiłam dostateczną liczbę znaczków.

Wuj Vernon skończył czytać, wsunął rękę do kieszeni na piersi i wyciągnął z niej coś jeszcze.

- Spójrz na to – warknął. I pokazał mu kopertę, w której przyszedł list od pani Weasley, a Harry z trudem opanował wybuch śmiechu. Każdy kawałeczek koperty pokryty był znaczkami – pozostał tylko prostokącik, w którym pani Weasley wypisała maleńkimi literami adres Dursley'ów.

Większość ludzi parsknęła śmiechem. Lily przytuliła mocno Molly.

- Mamuś mówię ci, ale miał winę! – śmiał się Harry – Minę miał bezcenną.

- Babciu jesteś moja bohaterka! – krzyknęli wnuki.

- No więc nakleiła dostateczną liczbę znaczków – powiedział Harry, starając się, by zabrzmiało to tak, jakby pani Weasley popełniła omyłkę, która może się zdarzyć każdemu. W małych oczkach wuja Vernona zapłonęła wściekłość.

- Listonosz to zauważył – wycedził przez zaciśnięte zęby – Był bardzo ciekaw, skąd ten list przyszedł. Dlatego zadzwonił do drzwi. Sprawiał wrażenie, jakby go to bardzo ubawiło.

- Oj tam, przesadzasz, wielorybie – powiedziała młodsza Molly I i machnęła ręką.

Harry nic nie odpowiedział. Ktoś inny mógłby nie zrozumieć, dlaczego wuj Vernon robi tyle hałasu o za dużą ilość znaczków na liście, ale Harry zbyt długo mieszkał u Dursley'ów, żeby nie wiedzieć, jak bardzo są wyczuleni na wszystko, co choćby odrobinę odbiega od normalności. A najbardziej obawiali się tego, że ktoś odkryje ich związek (choćby i na odległość) z ludźmi pokroju pani Weasley.

- Teraz jesteśmy blisko związani – powiedziała z radością pani Weasley.

Wuj Vernon wciąż wpatrywał się groźnie w Harry'ego, który starał się zachować taką minę, jakby nic się nie stało. Jeśli nie powie ani nie zrobi czegoś głupiego, może mu się uda przeżyć najwspanialsze wydarzenie w życiu. Czekał więc, aż wuj Vernon się odezwie, ale ten milczał, nadal świdrując go wściekłym spojrzeniem. W końcu Harry zdecydował się przerwać milczenie.

- Więc... będę mógł pojechać? – zapytał. Przez wielką, purpurową twarz wuja Vernona przebiegło coś w rodzaju lekkiego spazmu. Wąsy mu się nastroszyły. Harry wiedział, co się dzieje w głowie wuja Vernona: zażarta walka jego dwóch najbardziej fundamentalnych skłonności. Wyrażenie zgody na wyjazd uszczęśliwiłoby Harry'ego, a z tym wuj Vernon walczył od trzynastu lat. Z drugiej strony, pozwolenie Harry'emu na zamieszkanie u Weasley'ów przez resztę wakacji oznaczało pozbycie się go z domu dwa tygodnie wcześniej niż zwykle, a dla wuja Vernona obecność Harry'ego pod jego dachem była męczarnią.

- A ja nie cierpię ciebie – mruknął Harry.

Aby zyskać na czasie, ponownie spojrzał na list pani Weasley.

- Kim jest ta kobieta? – zapytał, przyglądając się z niesmakiem podpisowi.

- Jego matką, Dursley! – warknęły dwie wersje Molly I – Prawda, panie dyrektorze? – stanęły obie i zrobiły wściekłe miny i pozę. Mino, że jej starsza wersja miała czterdzieści osiem lat wyglądała potężnie i dumnie. Patrzyła na Dumbledore'a morderczym wzrokiem, że nie interesował się on przez 10 lat.

- Tak, PANI Weasley – mruknął Drops i – Przepraszam, PANI Weasley. Czy możemy wrócić do tego, co było wcześniej?

- NIE, PANIE DUMBLEDORE I ZWYKŁE PRZEPRASZAM NIE WYSTARCZY, PANIE DYREKTORZE! – warknęła na niego – I PRZEJRZAŁAM NA OCZY I NIE WRÓCIMY TEGO, CO BYŁO!

- Oczywiście, PANI Weasley.

- Wuj już ją widział – odrzekł Harry – To matka mojego przyjaciela Rona, czekała na niego na dworcu, kiedy przyjechaliśmy z Hog... ze szkoły po ostatnim semestrze – Prawie powiedział: "Hogwartu", a był to sprawdzony sposób na jeszcze większe rozwścieczenie wuja. W tym domu nikt nigdy nie wymawiał głośno nazwy szkoły Harry'ego.

- Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Dursley! – krzyknął James II.

Wuj Vernon skrzywił się okropnie, jakby przypomniał sobie coś wstrętnego.

- Taka pękata baba? – warknął w końcu.

- Arturku ten idiota nazwał mnie pękatą – powiedziały monarchinie rodu Weasley – a ja jestem dla Ciebie tą najpiękniejszą damą i żadna inna kobieta dla ciebie nie istnieje, prawda? – mówiła takim uwodzicielskim głosem i zaczęła trzepać rzęsami Artur patrzył na żonę jak zaczarowany.

- Nie dość, że jest piękna to jeszcze świetna w łóżku – rozmarzyli się monarcha rodu Weasley, patrząc na Molly, która całowała policzek męża.

- Mamo przestań podrywać tatę! – zawołał skrzywiony Charlie. Molly niechętnie oderwała się od całowania Artura i rzekła:

- Nie będziesz mi mówił, czy mam podrywać twojego ojca, czy nie. Jeśli mam ochotę, to podrywać kiedy tylko chcę. Dziewczynę byś sobie jakąś znalazł, a nie tylko te twoje smoki. Na przykład ta kochanieńka Charlotte – wskazała na dziewczynę – Jest śliczną dziewczyną – Charlotte zarumieniła się i patrzyła na mężczyznę rozmarzoną miną.

- Dursley zamknij się ty wielka śliwko w occie! – warknął Artur – Twój synalek jest wielorybem, a moja dama jest najpiękniejszą, najserdeczniejszą i najseksowniejszą kobietą na całym świecie, a ty się zajmij się swoją żyrafą, twoją Petunia, jest zbyt koścista!

- Z mnóstwem rudych dzieciaków? – Harry najeżył się. Pomyślał, że wuj trochę za dużo sobie pozwala, nazywając kogoś "pękatym", skoro jego własny syn Dudley w końcu doczekał się tego, co mu groziło, odkąd skończył trzy lata: zrobił się szerszy niż wyższy.

- Beczka – mruknęła Daphne.

Wuj Vernon jeszcze raz przebiegł wzrokiem po liście.

- Quidditch – mruknął pod wąsem – Quidditch... co to za bzdura?

- Czy on nazwał Quidditch bzdurą? – spytał wściekły Oliver.

- Tak, skarbie – odezwała się Katie.

- Zabiję go zaraz! – warknął pan Wood.

- Zostaw tego idiotę. Wolałabym robić to z tobą bez ubrań, bo chyba nie zostawisz swojej damy niezadowolonej, panie Wood – i zaczęła trzepać rzęsami i pocałowała go policzek.

- Nie, pani Wood – mruknął Oliver – kocham Cię jeszcze bardziej.

- Dobra odpowiesz kochanie – stwierdziła słodkim głosem, wtulając się tego tors.

Harry poczuł się urażony po raz drugi.

- To dyscyplina sportowa – odpowiedział krótko – Gra się na miotłach.

- Dobrze już, dobrze! – przerwał mu głośno wuj Vernon. Harry dostrzegł z pewną satysfakcją, że wuj wpada w lekką panikę. Najwyraźniej jego nerwy nie wytrzymywały dźwięku słowa "miotła" w jego własnym salonie.

- Miotła jest też do sprzątania – mruknęły zdziwione dwie wersje pani Potter – Narcyza kochana, a twój mężuś to zamiata podłogę czy wszystko jest na twojej głowie?

- A gdzie tam! Lucek myśli, że jest arystokratą! Nie umie mnie nawet zadowolić swoim kikutem – odpadły dwie wersje pani Malfoy.

- To polecam tabletki na potencję i to, co masz pomiędzy nogami i będzie gotowy do pracy – rzekła Olivia. Mężczyźni zaczęli się naśmiewać.

- Zamknij się! – warknął Lucek czerwony i uderzył siebie samego w policzek i syknął z bólu.

- Z ciebie jest taki arystokrata, jak ze mnie balerina. Nawet nie potrafisz zaspokoić moich potrzeb! Nie wiem, kiedy ostatni raz dostałam orgazmu – rzekła niezadowolonym głosem Lady Malfoy. Draco i Scorpius opluli się napojem, który pili, kiedy to usłyszeli, a później popatrzyli na blondynkę z otwartą szczęką i wielkimi oczami.

- Babciu!/Mamusiu! Jesteś zajebista! – krzyknęły Lady’s Malfoy.

- Wiem, że jestem zajebista, moje skarby – oznajmiły pani Malfoy i odrzuciły teatralnie włosy do tyłu.

Zajął się więc znowu listem. Ruch jego warg wskazywał, że odczytuje po cichu słowa: przesłać odpowiedź w zwykły sposób". Nachmurzył się.

- Co to znaczy: "w zwykły sposób"? – burknął.

- Zwykły dla nas – odpowiedział Harry, i zanim wuj mógłby go powstrzymać, dodał: – No wiesz, wuju, sowią pocztą. To jest zwykły sposób dla czarodziejów.

- Zakład, że będzie się trząść ze złości, rzuci nerwowe spojrzenie w okno? – powiedział Fred II – A jego twarz przybrała kolor dojrzałej śliwki?

Na twarzy wuja Vernona pojawiło się takie oburzenie, jakby Harry pozwolił sobie brzydko zakląć w jego obecności. Trzęsąc się z gniewu, spojrzał niespokojnie przez okno, jakby się bał, że zobaczy któregoś z sąsiadów z uchem przyciśniętym do szyby.

- Ile razy mam ci powtarzać, żebyś pod moim dachem nie wspominał o tych dziwactwach? – syknął, a jego twarz przybrała teraz barwę dojrzałej śliwki.

- Mówiłem! – zawołał Fred II.

- Stoisz sobie tutaj, w ubraniu, które Petunia i ja założyliśmy na twój niewdzięczny grzbiet...

- Zamknij mordę, Dursley albo zrobię z tobą tak, że będziesz jęczał z bólu i będziesz mnie błagał zwracając się do mnie Lady Potter albo pani Potter! – wycedziły dwie wersje Lily.

- Mamusiu wpadł mi do głowy pomysł – oznajmiła Ginny i uśmiechnęła się słodko, po czym zaczęła jej mówić do ucha – ...A później zrobimy im to, a później to – uśmiech na twarzy Lady Potter był szeroki.

- Co chcecie mu zrobić? – spytał z obawą Harry.

- Skarbie zrobimy mu tak, że będzie cię błagał o wybaczenie na kolanach, mówiąc do ciebie per "Lordzie Potter" albo per "panie Potter" – oznajmiła przesłodzonym głosem pani Potter.

- Ginny/Mamusiu/Ciociu możemy się dołączyć? – zapytały Siostry Wojowniczki.

- Oczywiście, że tak, kochane – oznajmiły Ginny i dwie wersje Lily I.

- ...kiedy już Dudley z niego wyrósł – wpadł mu w słowo Harry. Bo rzeczywiście miał na sobie koszulkę tak wielką, że musiał pięć razy podwijać rękawy, żeby móc posługiwać się dłońmi, a opadała mu aż do kolan workowatych dżinsów.

- Nie odzywaj się do mnie w taki sposób! – krzyknął wuj Vernon, dygocąc ze złości.

Molly I nie wytrzymała i strzeliła w Dumbledore'a zaklęciem, że ten pisnął z bólu. Nauczyciele, głównie nauczycielki patrzyli na dyrektora morderczym wzrokiem.

- Jest pan dyrektor sam sobie winny – oznajmiła formalnie Bathsheda Babbling.

Ale Harry nie dał się zastraszyć. Minął już czas, kiedy pozwalał się zmuszać do przestrzegania każdej głupiej zasady obowiązującej w domu Dursley'ów. Nie zachowywał diety Dudley'a i nie zamierzał pozwolić, aby wuj Vernon powstrzymał go od obejrzenia finału mistrzostw świata w Quidditchu.

- Wystarczy go zamienić w wieloryba, Harry – stwierdził Fred I.

- A nie, czekaj on już jest wielorybem – skończył George I.

- Czy mogę już odejść? Muszę dokończy list do Syriusza. No, wie wuj, do mojego ojca chrzestnego.

Łapa wystrzeżyli się do chrześniaka.

Zrobił to. Wypowiedział magiczne słowa. Teraz obserwował, jak ciemna purpura ustępuje plamami z twarzy wuja Vernona, co sprawiało, że wyglądała jak wielka kula źle wymieszanych lodów jagodowych.

- A więc... a więc pisujesz do niego, tak? – zapytał wuj Vernon, siląc się na
spokój,

- Piszę – odezwał się Harry.

ale Harry dostrzegł, że źrenice jego małych oczu zwęziły się ze strachu.

- No... taak – odpowiedział Harry zdawkowym tonem – Dawno nie miał ode mnie wiadomości, a gdybym do niego nie napisał, no, to... wiesz, wuju, mógłby sobie pomyśleć, że coś jest nie tak.

- To mój tatuś cię zamorduje, Dursley – powiedziała Cassie.

- Nie zdajesz sobie sprawy, że bardzo cię kocham, moja księżniczko – mruknął Łapa i przytulił ją do siebie.

- Ja też cię kocham, tatusiu – rzekła do Łapy.

- Nie chciałbyś, żeby cię to spotkało, Dursley – dodała Daphne – Mój tatuś kocha tych, co są mu drodzy, prawda tatusiu?

- Prawda.

Zamilkł, by się nacieszyć efektem tych słów. Oczyma wyobraźni widział tryby obracające się z mozołem pod grubymi, ciemnymi, schludnie zaczesanymi włosami wuja Vernona. Jeśli spróbuje zabronić Harry'emu pisać do Syriusza. Syriusz pomyśli, że Harry jest tu źle traktowany.

- I tak go zabiję – mruknęli Rogacze.

Wuj Vernon miał tylko jedno wyjście. Harry już widział kształtującą się w jego głowie konkluzję, jakby ta wielka, ozdobiona sumiastym wąsem głowa była zupełnie przezroczysta. Harry starał się powstrzymać od uśmiechu i zrobić najobojętniejszą minę, na jaką było go stać. I po chwili...

- No więc dobrze. Możesz sobie pójść na te cholerne... idiotyczne... jakieś tam mistrzostwa. Tylko napisz tym Weasley'om, żeby cię stąd zabrali.

Harry ryknął śmiechem, tak samo jak Fred, George i Ron.

- Uspokójcie się – powiedział pan Weasley rozbawionym głosem, a Molly mordowała ich wzrokiem, że Artur pocałował ją w policzek, a ona patrzyła na niego z iskierkami miłości.

- Starym już totalnie odbiło – mruknął Ron, a Hermiona strzeliła go po głowie.

- Mamusia i tatuś się kochają. Chciałabym, żebyśmy tak się kochali, jak oni!

- Wy to jesteście o wiele gorsi niż dziadkowie  – odezwał się Hugo.

- Hugo! – warknęła Emilly – Mamusia i tatuś się bardzo, ale to bardzo kochają.

- Polecam zaklęcie ciszy – powiedział Hugo. Bracia i siostry gwizdnęli, a państwo Weasley zarumienili się mocno, a Lavender i Cormac chcieli zamordować Rona i Hermionę.

- Nie mam czasu na włóczenie się z tobą po całym kraju. I możesz tam spędzić resztę wakacji. I powiadom tego twojego... twojego ojca chrzestnego... napisz mu, że jedziesz.

- W porządku – odpowiedział żywo Harry. Odwrócił się i ruszył ku drzwiom salonu, walcząc ze sobą, by nie podskoczyć i nie wrzasnąć z radości. A więc jedzie... jedzie do Weasley'ów, będzie oglądał finał mistrzostw świata w Quidditchu!

- Spotkam się z żoną! – zawołał radośnie Harry.

- A ja spotkam męża – odpowiedziała Ginny, również radośnie.

- A później z tej miłości powstaną James, Albus i Lily – dodał James II, przesadnie szczęśliwy – James ten najfajniejszy, Albus kujon i Lily ruda wariatka! – Albus II i Lily II patrzyli na brata wzrokiem bazyliszka, a ten uśmiechnął się do nich głupkowato. Niektórzy parsknęli śmiechem.

- Nie jesteś kujonem, kochanie – oznajmiła Amelia i pocałowała go w policzek.

- A ty nie jesteś rudą wariatką – powiedział Frank II, całując ją w czoło, a ona westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

W przedpokoju o mało co nie wpadł na Dudley'a, który czaił się za drzwiami, najwyraźniej chcąc podsłuchać, jak wuj go sztorcuje. Sprawiał wrażenie wstrząśniętego widokiem szerokiego uśmiechu na twarzy Harry'ego.

- Wspaniałe śniadanko, co? – zadrwił Harry – Ale się objadłem, a ty? – I zanosząc się ze śmiechu na widok zdumionej twarzy Dudley'a, pobiegł po schodach, przeskakując po trzy stopnie na raz.

- Ale mu pocisnął! – parsknął śmiechem Teddy.

- Jestem taki dumny! – krzyknęli jego ojciec i ojciec chrzestny.

Kiedy wpadł do swojej sypialni, pierwszą rzeczą, jaką zauważył, był powrót Hedwigi. Siedziała w swojej klatce, wpatrując się w Harry'ego wielkimi, bursztynowymi oczami i kłapiąc dziobem w sposób, który oznaczał, że jest czymś urażona. A co ją tak uraziło, stało się jasne prawie natychmiast.

Ron uśmiechnął się.

- AUU! – krzyknął Harry. Coś małego i szarego, przypominającego opierzoną piłkę tenisową, ugodziło go w skroń. Zaczął sobie masować energicznie głowę, rozglądając się za tym, co go uderzyło, i zobaczył maleńką sóweczkę, tak małą, że zmieściłaby się w dłoni, śmigającą po całym pokoju jak fajerwerk.

- To moja sówka – powiedział pan Weasley, a pani Weasley patrzyła na niego z iskierkami w oczach.

- W ten wielkiej miłości powstali Rose, ta mądrala i kujonka i Hugo ten zajebisty i potężny czarodziej – oznajmił Hugo.

- Ja mu zaraz przypierdolę! – warknęła Rose.

- Rose, damy oraz Lady tak nie mówią! – skarciły rudą jej matki, lady Weasley i Lady Malfoy.

- Lucjuszu, prawda, że Rose jest damą i Lady Malfoy? – spytała Hermiona Lucka.

- Tak, PANI Weasley, PANI córka jest LADY i damą rodu Malfoy i jestem z tego dumny, e należy do rodu Malfoy'ów, MADAME.

- No widzisz? Jak chcesz, to potrafisz zachowywać się, jak dżentelmen – rzekła Hermiona i zachichotała, a niektórzy dalej mogli uwierzyć, że Hermiona tak się zmieniła. Siedziała sobie na kolanach Rona. Ubrania podkreślały jej seksowną i umięśnioną sylwetkę, a na nogach miała szpilki, które były na wysokich obcasach oraz biżuterie w kilku miejscach.

- Dziękuję, PANI Weasley!

Po chwili spostrzegł, że sówka upuściła list u jego stóp. Schylił się, by go podnieść, rozpoznał pismo Rona i rozerwał kopertę. Zawierała pospiesznie nabazgrany liścik.

Harry,

TATA DOSTAŁ BILETY! Irlandia przeciw Bułgarii, w poniedziałek wieczorem. Mama napisała list do twoich mugoli z prośbą, by pozwolili ci przyjechać. Może już go dostali – nie wiem, jak szybka jest mugolska poczta. Pomyślałem sobie, że mimo to wyślę ci to przez Świnkę.

Weasley'owie uśmiechnęli się szeroko.

Harry wytrzeszczył oczy, wpatrując się w słowo "Świnka", a potem spojrzał na sóweczkę, krążącą wokół abażuru przy suficie. Mogła przypominać wszystko, tylko nie świnkę. Może źle odczytał pismo Rona? Wrócił do lektury listu.

Bez względu na to, co powiedzą twoi mugole, i tak po ciebie przyjedziemy, przecież musisz być na finale mistrzostw świata, ale mama i tata uznali, że lepiej najpierw udać, że prosimy ich o pozwolenie.

- Bo Molly jest damą, a ja jestem dżentelmenem – oznajmił starszy Artur.

- To prawda. Mamusia i tatuś są damą i dżentelmenem – oznajmiła Fleur, uśmiechając się do rodziców. Rudowłosa nie mogła wytrzymać. Zeszła z kolan Artura z gracją i wdziękiem, po czym podeszła do Lady Weasley i przytuliła Fleur mocno do siebie do swojej piersi.

- Mamusiu, a to za co? – spytała, ale wtuliła się w matkę jeszcze bardziej.

- Za to, że jesteś, skarbie – oznajmiła, całując ją w czoło. Pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej – Za to, że wybaczyłaś mi, że byłam dla Ciebie taka niemiła i jeszcze nazywasz mnie per "mamusia". To jest dla mnie największy zaszczyt, że taka cudowna kobieta jak ty nazywa mnie mamusią i jest moją córeczką i nazywa się Weasley. Kocham cię bardzo mocno, Fleur jesteś moją najukochańszą córeczką. Nikt inny oprócz ciebie nie jest godny mojego syna, Billa. Mój syn wybrał mądrze wybierając ciebie na swoją żonę, a ja zyskałam córkę, a ród Weasley zyskał panią, damę i Lady Weasley – Fleur zalała się łzami, kiedy Molly mówiła to niej wytarła łzy Fleur i przytuliła. Fleur mocno do siebie.

- Kocham być panią Weasley, kocham być członkiem rodu Weasley, mamuś – mruknęła blondynka – i kocham być twoją i tatusia córką i też bardzo mocno kocham was wszystkich.

- Naprawdę zapowiadam wam to, jeśli ktokolwiek obrazi panią Fleur Weasley, moją córkę źle się dla niego skoczy – powiedziała z mocą stali Lady Weasley, patrząc na  wszystkich wokół ostrym wzrokiem dając do zrozumienia, że nie żartuje, tuląc do siebie Fleur.

- Muszę przyznać, że wasza mama jest laska – oznajmili single.

- Zamknij się – warknęli synowie pani Weasley.

 Jeśli się zgodzą, wyślij zaraz Świnkę z odpowiedzią, a my przyjedziemy po ciebie w niedzielę o piątej. Jeśli się nie zgodzą, wyślij zaraz Świnkę, a my i tak przyjedziemy po ciebie w niedzielę o piątej. Hermiona przyjeżdża dziś po południu. 

Hermiona wtuliła się w Rona.

Percy rozpoczął pracę w Ministerstwie – w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Jak u nas będziesz, nie wspominaj o zagranicy, jeśli nie chcesz, żeby cię zanudził na śmierć.

Większość ludzi parsknęła śmiechem. Percy zrobił się czerwony, jak jego włosy i teatralnie odwrócił głowę w bok.

- Ron ostrzegam cię! – warknął Percy.

Do szybkiego zobaczenia,

Ron

- Uspokój się! – krzyknął Harry, bo sóweczka latała mu tuż nad głową, ćwierkając dziko, co miało zapewne oznaczać, że jest bardzo dumna z dostarczenia listu właściwej osobie – Chodź tutaj, musisz zanieść moją odpowiedź! – Sóweczka usiadła na szczycie klatki Hedwigi, która zmierzyła ją chłodnym spojrzeniem, jakby chciała powiedzieć: "Tylko spróbuj się zbliżyć!"

- Ktoś tu jest zazdrosny! – zaśmiał się Charlie.

Harry chwycił swoje orle pióro, złapał kawałek czystego pergaminu i napisał:

Ron, wszystko w porządku, mugole pozwalają mi przyjechać. Zobaczymy się jutro o piątej. Nie mogę się doczekać.

Harry

- My też i naszego wejścia! – krzyknęli Fred i George.

Zwinął ciasno liścik i z wielkim trudem przywiązał go do maleńkiej nóżki sóweczki, która przez cały czas podskakiwała z przejęcia. Gdy tylko skończył, poderwała się, śmignęła przez okno i natychmiast znikła mu z oczu. Harry odwrócił się do Hedwigi.

- Masz ochotę na dłuższą podróż? – zapytał. Hedwiga zahukała z godnością – Możesz to dostarczyć Syriuszowi? – zapytał, biorąc list do ręki.

Łapa uśmiechnął się szeroko.

- Chwileczkę... tylko dopiszę kilka słów – Rozwinął pergamin i pospiesznie dopisał postscriptum:

Jakbyś chciał się ze mną skontaktować, przez resztę wakacji będę u mojego przyjaciela Rona. Jego tata dostał bilety na finał mistrzostw świata w Quidditchu!

Ginny pocałowała go policzek.

Przywiązał Hedwidze list do nogi; podczas tej czynności nawet nie drgnęła; najwidoczniej chciała pokazać, jak powinna się zachowywać prawdziwa sowa pocztowa.

- Jak wrócisz, będę u Rona, dobrze? – Uszczypnęła go pieszczotliwie w palec, załopotała miękko wielkimi skrzydłami i wyleciała przez otwarte okno.

- To jest dopiero dama! – zaśmiała się Angelina – Pełna gracji i wdzięku.

- Gracja i elegancja – dodała Alicja.

Harry patrzył za nią, póki nie znikła mu z oczu, a potem wczołgał się pod łóżko, uniósł obluzowaną deskę w podłodze i wyciągnął ze skrytki wielki kawał urodzinowego tortu. Siedząc na podłodze i zajadając się ciastem, rozkoszował się rozpierającym go szczęściem. Miał tort, podczas gdy Dudley musiał się zadowolić grejpfrutem,

Kobiety mordowały wzrokiem Dumbledore'a.

był słoneczny letni dzień, jutro miał opuścić Privet Drive, blizna przestała mu dokuczać, no i zobaczy finał mistrzostw świata w Quidditchu. W takiej chwili nic nie mogło wzbudzić w nim niepokoju – nawet Lord Voldemort.

- Do czasu – mruknął cicho Harry.

- Koniec rozdziału – rzekła Hestia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...