sobota, 9 marca 2024

Rozdział 4 Czara

 

- Ja chcę! – krzyknęła Tracy.

- Proszę, siostrzyczko – odparła Hestia .

Rozdział czwarty

Do Nory!

Przed południem następnego dnia kufer Harry'ego zapełnił się jego szkolnymi przyborami i książkami, a także najcenniejszymi skarbami – peleryną-niewidką, którą odziedziczył po ojcu,

- Ja też chce taką pelerynę! – jęknęli większość ludzi na sali.

miotłą sportową, którą mu podarował Syriusz, i zaczarowanym planem Hogwartu, który dostał od Freda i George'a Weasley'ów.

Fred i George uśmiechnęli się szeroko do Harry'ego.

Opróżnił skrytkę pod podłogą z resztek smakołyków, sprawdził dwa razy, czy w jakimś zakątku sypialni nie zostawił pióra lub księgi z zaklęciami, i zdjął ze ściany kartkę, na której skreślał dni dzielące go od pierwszego września – od wytęsknionego powrotu do Hogwartu. W domu pod numerem czwartym przy Privet Drive atmosfera bardzo się zagęściła. Od kiedy nad Dursley'ami zawisła groźba pojawienia się w ich domu rodziny czarodziejów, chodzili rozdrażnieni i spięci. Wuj Vernon sprawiał wrażenie przerażonego, kiedy Harry oznajmił, że Weasley'owie przybędą już nazajutrz, o piątej po południu.

- Mam nadzieję, że im napisałeś, żeby się ubrali przyzwoicie – warknął natychmiast.

- A ty nie strzelał ślepakami! – Już widziałem, co potrafią włożyć na siebie tacy jak oni. Powinni mieć choć na tyle przyzwoitości, by ubrać się zgodnie z normami cywilizowanego świata – odparowali dwie wersje Artura.

- Już widziałem, co potrafią włożyć na siebie tacy jak oni. Powinni mieć choć na tyle przyzwoitości, by ubrać się zgodnie z normami cywilizowanego świata.

- Ekspert mody się znalazł! – prychnęła Domique.

Harry miał co do tego pewne wątpliwości. Jakoś nie pamiętał, by państwo Weasley'owie kiedykolwiek mieli na sobie coś, co można by uznać za zgodne z "normami cywilizowanego świata". Ich dzieci podczas wakacji nosiły mugolskie ubrania, ale oni sami chodzili zwykle w długich szatach o różnym stopniu
zużycia.

- Teraz mam na sobie bluzkę na jedno ramię, kurtkę skórzaną i skórzane spodnie. Te ubrania podkreślała moją figurę i wysokie skórzane szpilki, znaczy się, mam wysoki obcas, w których chodzę z gracją i wdziękiem, a i ma dodatkową funkcję: Mogę w nich komuś przywalić w jaja – powiedziała ociekająca słodyczą głosem – Najważniejsze: Mam też moją ukochaną biżuterię, której nie mogę zdjąć i znamię na szyi, bo mój mąż mnie zaznaczył i jestem z tego powodu taka szczęśliwa. Za to Artur ma koszulę, spodnie, kurtkę skórzaną i buty biżuterię, której nie może zdjąć i znamię na szyi, bo ja go zaznaczyłam i dlatego nie wiem, o co ci chodzi, Dursley – mówiły dwie wersje Pani Weasley, odrzucając teatralnie włosy do tyłu, a Artur pocałował ją w znak, a ta wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia.

- Mamusia naprawdę świetnie wygląda – powiedziała Hermiona z uśmiechem na twarzy.

- Wiem o tym, kochanieńka – oznajmiły podniecone Molly I, bo Artur pocałował tam, gdzie poczuła swoją magię, a ona poczuła to całym ciele i puściły jej oczko – Każda z nas świetnie wygląda.

- Dziękuję, Molly/Babciu/Mamusiu/Ciociu Molly – odpadły dziewczyny i kobiety radośnie.

- Tatuś też wygląda świetnie – dodała Lady Weasley do pana Weasley'a.

- Dziękuję, Hermiono – powiedzieli Arturowie radosnym głosem.

- Jestem z babci taka dumna – oznajmiła Victoire.

- Twoja metamorfoza jest taka spektakularna – dodała Domique – Wyglądasz młodziej i wyglądasz seksy – A nie jak ciotka-klotka.

- Dziękuję! Dziękuję! – i przytuliła swoje dwie najstarsze wnuczki.

- Widzę u dziadka Artura jak na babcie patrzy widzę, że jest w tobie na maksa zakochany – rzekła Victoire.

- Ja też jestem w nim zakochana – mruknęła rumieńcem na twarzy.

- Ciekawe co by wtedy powiedział ten wieloryb! – zaśmiała się Nicole – gdyby mamusie teraz zobaczył.

- Spadłby z wrażenia, córeczko. Ja i tak mam z nimi do pogadania i wtedy zobaczą, do czego jestem zdolna, prawda panie dyrektorze Dumbledore? Bo nikt nie ma prawa skrzywdzić mojego synka, a pan właśnie to robił, a ja jak jakaś idiotka wierzyłam Panu. Nie uwierzyłam nawet swoim synom, że Harry miał kraty w oknach! – stała i nad nim patrząc złowrogo w jego niebieskie oczy. Wyglądała na potężną czarownicę, a jej ubrania podkreślały jej figurę i ciężką pracę, jaką wykonała. Wyglądała teraz młodziej niż wcześniej wtedy, gdy zaczęli czytać i strzelała piorunami w stronę Dumbledore'a. Dyrektor pomyślał w tym momencie: 'Jeszcze zobaczą, z jakim wysiłkiem, uporem i dlaczego chciałem chronić Harry'ego'.

- Mamusia nie jest żadną idiotką! Ja też uważałam pana dyrektora za wzór do naśladowania – oznajmiły Hermiona, Ginny, Angelina i Luna, patrząc morderczym wzrokiem na Dropsa.

- Ale z Ciebie jest lwica – powiedziała Cyzia.

- Byłam Gryffindorze, kochaniutka.

Nie przejmował się tym, co sobie pomyślą sąsiedzi, ale bał się, że Dursley'owie mogą okazać całkowity brak szacunku Weasley'om, jeśli ci pojawią się w strojach odpowiadających ich najgorszym wyobrażeniom o czarodziejach. Wuj Vernon włożył swój najlepszy garnitur.

- Bardzo Ci dziękuję, Vernon. Musisz wyglądać elegancko, kiedy przybędą do Ciebie Lordowie – powiedział Ron.

- Jakbyś się kłaniał jeszcze – zaczął Fred I.

- Bo byśmy byli bardzo szczęśliwi – skończył George I.

- I zwracał się do nas per "Lordzie"! – wtrącił się Harry.

- Otóż to – zgodził się monarcha rodu Weasley.

Ktoś mógłby to uznać za gest uprzejmości, ale Harry dobrze wiedział, że wuj chciał w ten sposób wydać się kimś ważnym i onieśmielić Weasley'ów. Natomiast Dudley jakby skurczył się w sobie. Nie był to wcale skutek diety, ale zwykłego strachu.

- Powinieneś się cieszyć, Dudley, że przybędą do ciebie Lordowie! – warknęła Ginny – żeby dać Ci nauczkę, że źle traktujesz Lorda Pottera – Babciu mogę dać im nauczkę na przyszłość? - pytała Caroline z nadzieją w głosie.

- A mogę ci pomóc, kochanieńki?

- Tak!

Natomiast Dudley jakby skurczył się w sobie. Nie był to wcale skutek diety, ale zwykłego strachu. Jego ostatnie spotkanie z dorosłym czarodziejem skończyło się niezbyt przyjemnie: wyrósł mu świński ogonek, a ciotka Petunia i wuj Vernon musieli słono zapłacić za jego usunięcie w prywatnej klinice w Londynie.

Sala ryknęła śmiechem na wspomnienie, to co Dudley'owi zrobił Hagrid.

Nic więc dziwnego, że Dudley co jakiś czas macał się po siedzeniu i przemykał chyłkiem z pokoju do pokoju, tyłem do ściany, żeby owa część ciała nie stała się ponownie celem ataku wroga.

Podczas obiadu panowało ponure milczenie. Nawet Dudley powstrzymał się
od wyrażenia swojego zdania na temat tego, co ujrzał na stole (wiejski twarożek i utarty seler). Ciotka Petunia w ogóle nic nie tknęła. Zacisnęła dłonie ściągnęła wargi i sprawiała wrażenie, jakby co jakiś czas gryzła się w język, żeby nie palnąć Harry'emu jadowitego kazania.

- Przyjadą samochodem, tak? – warknął wuj Vernon przez stół.

- Eee... – bąknął Harry.

Harry zaczął się śmiać.

O tym nie pomyślał. Jak Weasley'owie zamierzają go stąd zabrać? Nie mieli już samochodu: stary ford anglia, którym kiedyś jeździli, na pewno brykał teraz po Zakazanym Lesie w Hogwarcie. Ale w ubiegłym roku pan Weasley pożyczył samochód z Ministerstwa Magii, więc może zrobi to samo dzisiaj?

- Nie, zrobimy coś innego i fajniejszego – odezwał się Ron.

- Co zrobicie? – spytali podnieconym głosem Łapa i Rogacz.

- Zobaczycie! – zaśmiali się Fred i George.

- Chyba tak – powiedział w końcu. Wuj Vernon prychnął pod wąsami. Normalnie zapytałby, jaki samochód mają Weasley'owie, bo miał tendencję do oceniania ludzi po rozmiarach i cenie ich samochodów. Harry wątpił jednak, czy wuj nabrałby szacunku do pana Weasley'a nawet wtedy, gdyby ten zajechał najnowszym modelem ferrari.

- Ale kretyn! – jęknął Claus – Nasz zięć jestem kretynem!

Ale Harry wątpił, czy wuj Vernon nabrałby szacunku do pana Weasley’a, nawet gdyby ten przyjechał Ferrari.

- Dziadku to jest marka samochodu – powiedziała Emilly, kiedy jej dziadek otwierał usta, więc je zamknął.

Harry spędził większość popołudnia w swojej sypialni; nie mógł znieść widoku ciotki Petunii zerkającej co chwila przez firanki, jakby w wiadomościach podano, że z zoo uciekł nosorożec. Dopiero za kwadrans piąta zszedł na dół do salonu. Ciotka Petunia nerwowo wygładzała poduszki. Wuj Vernon udawał, ze czyta gazetę, ale jego małe oczka wcale się nie poruszały i Harry był pewny, że wuj nasłuchuje odgłosu nadjeżdżającego samochodu.

- To on potrafi czytać? – zapytała Daphne.

Dudley wtłoczył się w fotel, wcisnąwszy pulchne ręce pod zadek. Harry nie wytrzymał tego napięcia; wyszedł z salonu i przysiadł na schodach w przedpokoju, z oczami utkwionymi w zegarku i z sercem tłukącym mu się w piersi z podniecenia i zdenerwowania.Minęła piąta.

- Gdzie jesteście? – spytała Mary.

- Jak to określają mugole: Mieliśmy małe problemy techniczne – mruknął Ron bawiąc się włosami Hermiony.

Wuj Vernon, pocąc się lekko w swoim najlepszym garniturze, otworzył drzwi frontowe, wyjrzał na zewnątrz i szybko cofnął głowę.

- Spóźniają się! – warknął do Harry'ego.

- Wiem – odrzekł Harry – Może... ee... są korki, albo coś ich zatrzymało...

Dziesięć po piątej... kwadrans po piątej... Teraz Harry sam zaczął się niepokoić. O pół do szóstej usłyszał z salonu rozmowę wuja Vernona i ciotki Petunii.

- Vernon nasz Dudley'ek i ten Harry chyba słyszeli nasze jęczenie. No wiesz, kiedy robiłam ci loda, a ty mnie bzykałeś. Musisz schudnąć i iść do lekarza, bo już nawet nie potrafisz mnie nawet należycie przelecieć, nawet nie dostałam orgazmu, a ty już spałeś zmęczony.

- Jared/Tatusiu/Wujku Jaredzie, zamknij się! – zawołała jego rodzina.

- Za grosz przyzwoitości.

- Przecież mogliśmy mieć jakieś zobowiązania towarzyskie.

- Może myślą, że jak się spóźnią, to ich zaprosimy na kolację.

- Molly o wiele lepiej gotuje, niż ta twoja żyrafa – powiedział starszy Artur.

- Niech sobie to wybiją z głowy – powiedział wuj Vernon, po czym wstał i zaczął się nerwowo przechadzać po salonie – Niech zabierają chłopaka i fora ze dwora, nie będzie żadnego posiadywania. Jeśli w ogóle przyjadą. Pewno pomylili dzień. Założę się, że tacy jak oni nie dbają o punktualność.

- Śmiem twierdzić, że Percy i ty mogliście się nawet zaprzyjaźnić – powiedzieli rodzeństwo Percy'ego – on też uwielbia być punktualny.

- Ja nigdy... – zaczął Percy.

- Dla ciebie to najważniejszy jest i tak pan Crouch. Dlatego mnie rzuciłeś, bo byłeś zapatrzony w tego idiotę, jak w obrazek – powiedziała Penelopa – A może ty jesteś, no wiesz gejem?

- NIE JESTEM GEJEM! JAK ŚMIESZ!! – ryknął czerwony, jak wiśnia Percy.

- Nie krzycz na mnie, Weasley! – warknęła Penelopa.

Albo jeżdżą jakąś mydelniczką, która im nawaliła... AAAAAAACH!

- Co się dzieje! – zawołali większość ludzi na sali.

Harry podskoczył. Spoza drzwi dobiegł go tupot nóg trojga Dursley'ów uciekających przed czymś w panice. W następnej chwili do przedpokoju wpadł Dudley; na jego prosiakowatej twarzy malowało się przerażenie.

- Co się stało? – zapytał Harry – O co chodzi? – Ale Dudley nie był w stanie wykrztusić słowa. Wciąż trzymając się obiema dłońmi za siedzenie, pomknął do kuchni tak szybko, jak pozwalały mu na to serdelkowate nogi. Harry wbiegł do salonu.

- Duchy, Harry! – parsknął śmiechem Ron.

Ze ślepego kominka z elektrycznym wkładem, udającym prawdziwy żar, dochodziło głośne dudnienie i skrobanie.

- Co to jest? – wydyszała ciotka Petunia, przyciskając się plecami do ściany i wpatrując się z przerażeniem w kominek – Vernonie, co to jest?

- Petunio, może powinnaś iść do lekarza, bo masz omamy! – zadrwiły Lily I.

Nie dane im było długo trwać w niepewności. Zza tylnej ścianki kominka dobiegły ludzkie głosy.

- Auu! Fred, nie... wracaj, wracaj, to chyba jakaś pomyłka... powiedz George'owi, żeby nie... AUU! George, nie, tu nie ma miejsca, wracaj szybko i powiedz Ronowi...

- Tato, może Harry nas słyszy... może jakoś nam pomoże wydostać się z tej
ciemnej kiszki... – Ktoś załomotał pięściami w ściankę za elektrycznym żarnikiem.

Sala popatrzyła na Freda, George'a, Rona i Artura wielkimi oczami i z otwartą szczęką, niektórzy z nich ryknęli śmiechem, że spadli ze swoich krzeseł.

- Harry! Harry, słyszysz nas? – Dursley'owie spojrzeli na Harry'ego jak para rozwścieczonych rosomaków.

- Co to ma znaczyć? – warknął wuj Vernon – Co tu się dzieje?

Dwie wersje Łapy i Rogacza śmiali się wniebogłosy, tak samo, jak większość ludzi na sali.

- Oni... oni próbowali dostać się tutaj za pomocą proszku Fiuu – odpowiedział Harry, poskramiając w sobie ochotę do ryknięcia śmiechem – Mogą podróżować kominkami... tylko że zamurowaliście szyb kominowy... chwileczkę... – Podszedł do kominka i zawołał: – Panie Weasley! Słyszy mnie pan?

- Szkoda, że nie wiedzieliście ich min! – śmiał się głośno Harry.

Łomotanie w ściankę ustało.

- Ciiicho! – syknął ktoś z tamtej strony.

- Panie Weasley, to ja, Harry... Kominek został zamurowany. Tędy się nie
dostaniecie.

- A to dopiero! – rozległ się głos pana Weasley'a – Zamurowali? Kominek? A po co?

- Mają elektryczny wkład – wyjaśnił Harry.

- Naprawdę? – zdumiał się pan Weasley, wyraźnie zaintrygowany – Eklektyczny, tak powiedziałeś? Z wtyczką? A to ci dopiero! Muszę to zobaczyć... zaraz... niech no pomyślę... auu, Ron!

- Tatuś! – zawołały Rose i Emilly.

Teraz zabrzmiał głos Rona.

- Co my tu robimy? Coś nie wyszło?

- Ależ skąd, Ron – odpowiedział mu ironiczny głos Freda – Przecież
wszystko przebiega zgodnie z planem.

- Tatuś! – krzyknęły Alicja II i Roxanna.

- Tak, i mamy wspaniały ubaw – powiedział George zduszonym głosem,
jakby go coś przyciskało do ściany.

- Mój tatuś też jest! – dodały Hope i Sofia.

- Bo wasi tatusiowie są najfajniejsi – oznajmili Lordowie Weasley.

- Chłopcy, chłopcy... – rozległ się głos pana Weasley’a – Próbuję się zastanowić... Tak... to jedyny sposób... odsuń się, Harry.

- Teraz będzie najlepsze – oznajmił Harry ze śmiechu. Ron, Fred i George i on sam popatrzyli na Artura, który wyszczerzył się do wszystkich.

Harry szybko oddalił się od kominka. Wuj Vernon przeciwnie, podszedł bliżej.

- Zaraz, chwileczkę! – ryknął –  Co pan właściwie zamierza zrobi?

ŁUUUP.

Elektryczny wkład przeleciał przez pokój, kiedy ścianka zagradzająca szyb kominowy rozwaliła się z łoskotem, a z obłoku pyłu i kawałków tynku wynurzyli się: pan Weasley, Fred, George i Ron.

Sala ryknęła śmiechem.

- Arturze! – zawołały oburzone Molly I, a ten pocałował ją namiętne w usta, a ta westchnęła zadowolonym głosem. Kiedy się oderwał jego żona miała rozmarzona minę i iskierki w oczach.

- Awwwwww! – krzyknęły dziewczyny i kobiety wzruszone. Obie Molly I miały rumieniec na twarzy.

- Jestem w tobie tak samo zakochany jak wtedy, gdy pytałem się ciebie, czy zostaniesz moją dziewczyną – odparła starsza wersja pana Weasley'a.

- Ale jesteś seksy! – rozmarzyła się starsza Molly, wtulając się w męża.

- Twoje gołe ciało mnie podnieca – powiedział jej do ucha – i chciałbym je całować, wielbić i kochać.

- Zrobisz to dla mnie? – zapytała podnieconym głosem.

- Wielbienie takiej bogini, jak ty to nie obowiązek, to przyjemność – mruknął jej do ucha.

- Możecie przestać! – zawołali Fred i George na rodziców, krzywiąc się na maksa, że ich starzy w ich wieku się bzykają.

Ciotka Petunia wrzasnęła, rzuciła się do tyłu i potknęła o stolik do kawy. Wuj Vernon złapał ją w ostatniej chwili, zanim upadła na podłogę, i gapił się, oniemiały, na Weasley'ów. Wszyscy czterej byli płomiennorudzi, przy czym Fred i George nie różnili się od siebie niczym, nawet liczbą i rozmieszczeniem piegów.

- Wejście smoka – powiedziała Hermiona.

- No i po wszystkim – wysapał pan Weasley, otrzepując z pyłu długą zieloną szatę i poprawiając okulary na nosie – Ach... to państwo... wuj i ciotka Harry'ego, jeśli się nie mylę? – Wysoki, chudy i łysiejący, zmierzał ku wujowi Vernonowi z wyciągniętą ręką, a ten cofał się, wlokąc przed sobą ciotkę Petunię i nie mogąc wykrztusić ani słowa. Jego najlepszy garnitur pokryty był białym pyłem,

- I po garniturze! – zaśmiał się Albus II.

który osadził mu się również na wąsach i włosach, tak że wuj Vernon wyglądał, jakby się nagle postarzał o trzydzieści lat.

- Ee... no tak... bardzo państwa przepraszam – rzekł pan Weasley, opuszczając wyciągniętą rękę i zerkając przez ramię na zrujnowany kominek.

- Archi jesteś moim bohaterem! – śmiali się Huncwoci, Frank i Regulus.

- To wszystko moja wina, po prostu nie przyszło mi do głowy, że wylot może być zablokowany. Ten kominek został na jedno popołudnie podłączony do sieci Fiuu... rozumie pan, żebyśmy mogli zabrać Harry'ego. Kominki mugoli zwykle nie są podłączone... ale znam kogoś w centrali Fiuu i załatwił mi to po znajomości.

- Oni i tak nie wiele kapują, co mówisz, Arturze! – zaśmiały się Lady Potter.

Proszę się nie martwić, zaraz to naprawię. Zapalę ogień, żeby wysłać chłopców i natychmiast naprawię ten kominek, zanim się zdeportuję – Harry gotów był się założyć, że Dursley'owie nie zrozumieli z tego ani jednego słowa. Oboje wytrzeszczali oczy na pana Weasley'a, jakby ich poraził piorun. Ciotka Petunia zdołała już stanąć na nogach o własnych siłach i ukryła się za wujem Vernonem.

- Nie mogę! – zawołali ze śmiechu Łapa i Rogacz.

- Cześć, Harry! – zawołał wesoło pan Weasley – Twój kufer gotowy?

- Jest na górze – odpowiedział Harry, odwzajemniając uśmiech.

- My go zabierzemy – powiedział szybko Fred. Mrugnął do Harry'ego i razem z George'em opuścili pokój. Wiedzieli, gdzie jest sypialnia Harry'ego, bo już raz pomogli mu z niej uciec w środku nocy. Harry podejrzewał, że bardzo chcą rzucić okiem na Dudley'a, o którym wiele im opowiadał.

- Prosiaczku, chodź do nas! – drwili Fred i George.

- No więc... – powiedział pan Weasley, kołysząc lekko ramionami i próbując znaleźć słowa, które przerwałyby posępne milczenie – Mają państwo...no... bardzo ładny dom.

- Rozwaliliście im salon, a tatuś się pyta "bardzo ładny dom"? – spytała z niedowierzaniem Hermiona do Artura.

- Zawsze wiedziałem, że dziadziu Artur jest szalony! – zawołał Hugo ze śmiechu.

- Oj tam, od razu szalony! – prychnął starszy pan Weasley. Mężczyźni i chłopaki śmiali się głośno.

Zwykle nieskazitelnie czysty salon pokrywała teraz warstwa pyłu i gruzu, więc ta uwaga niezbyt dobrze podziałała na Dursley'ów. Wuj Vernon zrobił się ponownie purpurowy na twarzy, a ciotka Petunia znowu zaczęła żuć swój język. Byli jednak nadal tak przerażeni, że nie powiedzieli ani słowa. Pan Weasley rozejrzał się ciekawie. Uwielbiał mieć do czynienia z mugolami.

- Ludzie drugiej albo trzeciej kategorii! – warknęli goryle Dracona.

- Zjedzcie lepiej banany! – warknęła Ginny.

Harry widział, że pan Weasley ma okropną ochotę zapoznać się bliżej z telewizorem i odtwarzaczem wideo.

- Działają na eklektyczność, prawda? – zapytał tonem człowieka znającego się na rzeczy – Ach tak, widzę wtyczki. Zbieram wtyczki – dodał, zwracając się do wuja Vernona – I baterie. Mam całkiem sporą kolekcję baterii. Moja żona uważa, że mam bzika, ale tak to już bywa.

- Nie masz bzika, ale jesteś bardzo seksowny – mruknęła erotycznie do jego ucha Molly I.

- Molly uspokój się proszę już! – zawołali Gildeon i Fabian. Molly uśmiechała się do męża inaczej.

Wuj Vernon również był tego zdania, ale nadal milczał. Przesunął się lekko
w prawo, zasłaniając ciotkę Petunię, jakby się bał, że pan Weasley może ich niespodziewanie zaatakować.

- Może by się im przydało? – zastawiał się młodszy Artur.

Nagle do salonu wrócił Dudley. Harry słyszał łoskot swojego kufra, ściąganego po schodach, i wiedział, że to te odgłosy wypłoszyły Dudley'a z kuchni. Dudley przesunął się tyłem tuż przy ścianie i próbował schować się za swoimi rodzicami.

- Taa, na pewno ci się uda! – parsknął śmiechem Patrick.

Niestety, nawet tułów wuja Vernona, wystarczająco pokaźny, by całkowicie ukryć kościstą ciotkę Petunię, nie był w stanie zasłonić cielska Dudley'a.

- Ach, Harry, więc to jest twój kuzyn, tak? – zapytał uprzejmie pan Weasley, dzielnie próbując nawiązać konwersację.

- Tak, to Dudley, prosiaczek w peruce – odpadł Harry – Prosiaczku, to mój tata, Artur – niektóre osoby się wzruszyli wyznaniem Harry'ego, a Artur go mocno uciskał. Następnie Ginny namiętne pocałowała w usta.

- Jesteś moją miłością, Ginny – mruknął Harry.

- Tak bardzo cię kocham – oznajmiła pani Potter.

- Tak – powiedział Harry – To jest Dudley – On i Ron zerknęli na siebie i szybko spojrzeli w bok, z najwyższym trudem powstrzymując się od parsknięcia śmiechem. Dudley wciąż trzymał się kurczowo za tłusty zadek, jakby się bał, że mu odpadnie. Pan Weasley zdradzał szczere zainteresowanie jego zachowaniem. Sądząc z tonu głosu, którym wypowiedział następne zdanie, można było z łatwością wywnioskować, że jego opinia na temat stanu umysłu Dudley'a całkowicie pokrywa się z tym, co Dursley'owie myśleli o panu Weasley'u, z tą różnicą, że budziło to w nim raczej współczucie niż strach.

- Bo tatuś jest najbardziej przyjaznym człowiekiem na świecie – rzekła Hermiona.

- Jak ci się udały wakacje, Dudley? – zapytał uprzejmie. Dudley wydał z siebie krótki kwik i złapał się kurczowo za masywny zadek.

- Nerwowe ruchy – stwierdziła Samanta.

Weszli Fred i George, taszcząc szkolny kufer Harry’ego. Rozejrzeli się i zobaczyli Dudley'a. Na ich twarzach pojawił się identyczny złośliwy grymas.

Fred i George zrobili najbardziej niewinne miny.

- Ach, świetnie – rzekł szybko pan Weasley – No to walimy, raz dwa – Zawinął rękawy i wyjął różdżkę. Dursley'owie wcisnęli się w ścianę.

- Avada Kedavra! – powiedziała zimnym głosem Ginny i parsknęła śmiechem, kiedy zobaczyła przerażone miny ludzi – Ale macie miny! – i zaczęła się śmiać – Nie mogłam się powstrzymać.

- Ginny! – warknęły jej matki.

- Incendio! – zawołał pan Weasley, celując różdżką w dziurę w ścianie. W kominku natychmiast zapłonął ogień, trzaskając wesoło, jakby palił się od
dawna. Pan Weasley wyjął z kieszeni mały woreczek, rozwiązał go, wziął z niego
szczyptę proszku i rzucił w płomienie, które pozieleniały i buchnęły wyżej – Fred, ty pierwszy – powiedział pan Weasley.

- Już lecę – rzekł Fred – Och... nie... chwileczkę...

- Co ty kombinujesz? – spytała Nicole i zmrużyła oczy, kierując je na Freda I.

- Ja, kombinuje? – spytał udając zdziwionego – Nic nie kombinuje, kochanie moje. Ale ty dzisiaj piękne wyglądasz.

- Nie zmieniaj tematu! – warknęła ruda kobieta.

Z kieszeni wysunęła mu się torebka z cukierkami, które potoczyły się po podłodze we wszystkie strony – olbrzymie toffi w kolorowych papierkach. Fred rzucił się na podłogę i pozbierał cukierki, po czym pomachał wesoło Dursley'om na pożegnanie i wkroczył w płomienie, mówiąc: "Nora!". Ciotka Petunia wydała z siebie krótki, zduszony okrzyk.

- To tak się da? – spytał Matt – Wydając zduszony okrzyk?

- Wskakuj, George – powiedział pan Weasley – Ty i kufer – Harry pomógł George'owi wnieść kufer do kominka i ustawić go pionowo, żeby wygodniej go było trzymać. George krzyknął: "Nora!", znowu świsnęło i on również zniknął – Teraz ty, Ron – powiedział pan Weasley.

- Do zobaczenia – pożegnał Ron Dursley'ów. Wyszczerzył zęby do Harry'ego, wszedł w ogień, krzyknął: "Nora!" i zniknął. Teraz pozostali już tylko Harry i pan Weasley.

- No, to... do widzenia – rzekł Harry do Dursley'ów. Nie zdołali wykrztusić ani słowa. Harry ruszył w stronę kominka, ale kiedy doszedł do krawędzi paleniska, pan Weasley wyciągnął ręk˛ę i zatrzymał go, spoglądając ze zdumieniem na Dursley'ów.

- Zaraz będzie najlepsze! – parsknął śmiechem Lord Potter.

- Harry powiedział "do widzenia". Czyżby państwo nie dosłyszeli?

- Nie ma sprawy – mruknął Harry – Naprawdę, wcale mi nie zależy – Pan Weasley wciąż trzymał go za ramię.

- Nie zobaczą państwo swojego siostrzeńca aż do następnych wakacji – zwrócił się do wuja Vernona z lekką wymówką – Jestem pewny, że chce się pan z nim pożegnać, prawda?

- Ocho jak dziadziu się irytuje to jest już źle – oznajmił Teddy.

Na twarzy wuja Vernona widać było oznaki ciężkiej rozterki. To, że jakiś szaleniec, który właśnie rozwalił mu pół salonu, próbuje uczyć go dobrych manier, przyprawiało go o prawdziwe katusze. Pan Weasley trzymał jednak wciąż różdżkę i wuj Vernon natychmiast na nią zerknął, po czym mruknął obrażonym tonem:

- No to do widzenia.

- Do zobaczenia – odpowiedział Harry i wsunął jedną nogę w zielone płomienie, czując miły powiew, przypominający ciepły oddech. W tej samej chwili za jego plecami rozległo się okropne rzężenie, jakby ktoś gwałtownie zwymiotował – albo usiłował zwymiotować – a ciotka Petunia zaczęła wrzeszczeć.

- Zmieniłeś Dursley'a wieloryba? – zapytali z nadzieją w głosie Potterowie, oprócz Harry'ego.

- A może zmieniłeś Dudley'a w prosiaka – dodali Weasley'owie, również mieli nadzieję w oczach.

Harry obrócił się na pięcie. Dudley nie krył się już za swoimi rodzicami. Klęczał obok stolika do kawy i usiłował pozbyć się czegoś długiego, purpurowego i oślizgłego, co zwisało mu z ust. W chwilę później do Harry'ego dotarło, że tym czymś jest język Dudley'a – i że przed nim, na podłodze, leży kolorowy papierek od cukierka.

Uczniowie i większość dorosłych ryknęli śmiechem padając ze śmiechu na podłogę, śmiejąc się wniebogłosy.

- Fred! – warknęły jego matki i żona.

- To nie moja wina, że to zjadł! – bronił się rudowłosy.

- Genialne! – krzyknęli Łapa i Rogacz z podłogi.

- James!/Syriusz! – zawołały wściekle jego żony.

Ciotka Petunia rzuciła się na podłogę obok Dudley'a, złapała za koniec jego napuchniętego języka i próbowała usunąć mu go z ust; trudno się dziwić, że Dudley zareagował na to jeszcze głośniejszym rzężeniem przechodzącym w wycie oraz że zaczął się z nią szarpać. Wuj Vernon ryczał jak zarzynany wół i wymachiwał rękami, a pan Weasley usiłował to wszystko przekrzyczeć, wołając:

- Proszę się nie martwić, zaraz mu pomogę! – I zaczął się zbliżać do Dudley'a z wyciągniętą różdżką, na co ciotka Petunia zawyła jeszcze głośniej i przykryła syna własnym ciałem.

- W pokemonach był taki pokemon a zwał się Lickitung miał właśnie taki język – oznajmił Sebastian.

- Ależ nie! Proszę się nie obawiać! – krzyknął zrozpaczony pan Weasley – To bardzo prosty proces... to tylko toffi... mój syn Fred... to urodzony figlarz...

- Aż się wzruszyłem – powiedział Fred, wycierając niewidzialne łzy wzruszenia.

- ale to tylko zaklęcie żarłoczności... tak mi się wydaje... mogę to naprawić... – Te informacje nie tylko Dursley'ów nie uspokoiły, ale wzbudziły w nich jeszcze większą panikę. Ciotka Petunia szlochała histerycznie, szarpiąc język Dudley'a, jakby postanowiła wyrwać mu go z gardła, Dudley sprawiał wrażenie, jakby się dusił, co w tej sytuacji nie było czymś szczególnie zaskakującym, a wuj Vernon całkowicie stracił nad sobą panowanie: chwycił jedną z chińskich figurek stojących na kredensie i cisnął nią w pana Weasley'a. Pan Weasley zrobił szybki unik i figurka roztrzaskała się w zrujnowanym kominku – Tego już za wiele! –krzyknął ze złością pan Weasley, wywijając różdżką – Staram się pomóc!

- Tatuś próbuje mu pomóc, idioto! – krzyknęła Angelina.

Wuj Vernon, rycząc jak zraniony hipopotam, porwał następną figurkę.

- Harry, leć! Szybko, leć! – zawołał pan Weasley, celując różdżką w wuja Vernona – Ja tu wszystko naprawię! – Harry'emu żal było nie dotrwać do końca tej zabawy, ale kiedy druga figurka z kolekcji wuja Vernona świsnęła mu koło ucha, uznał, że mimo wszystko lepiej pozostawić rozwiązanie całej sytuacji w rękach pana Weasley'a. Wkroczył w płomienie, zawołał: "Nora!" i szybko obejrzał się przez ramię. Zdążył zobaczyć, jak pan Weasley wytrąca różdżką wujowi Vernonowi z ręki trzecią figurkę, jak ciotka Petunia miota się z wrzaskiem, wciąż osłaniając ciałem Dudley'a,

- Tenis ziemny czy tenis stołowy znamy jako ping-pong? – spytał Sebastian dziadka Artura.

- A co to jest? – spytali podnieconym głosem dwie wersje Artura.

- A co mnie to obchodzi! – warknął Lucek.

- Siedź cicho, Lucek! – odparowały dwie wersje pani Potter.

- Będę już grzeczny chłopcem, PANI Potter.

- Powiedz pani Potter czyli lubisz być grzecznym chłopcem?

- Oczywiście PANI Potter lubię być grzecznym chłopcem, proszę PANI.

- Wyrasta z Ciebie mały dżentelmenem – stwierdziła radosnym głosem.

- Dziękuję, PANI Potter, staram się, jak mogę, MADAME.

- Arturze powiem Ci później – rzekła lady Potter.

- Trzymam za słowo, Lily – odezwał się lord Weasley.

i jak język Dudley'a wije się wokoło nich niby wielki, oślizgły pyton. Lecz w następnej chwili zaczął wirować szybko wokół własnej osi i salon państwa Dursley'ów zniknął w wirze szmaragdowozielonych płomieni.

- Koniec rozdziału – oznajmiła Tracy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...