czwartek, 14 marca 2024

Rozdział 5 Czara

 

- Dawaj, ja czytam! – warknęła Milicenta.

- Wielorybie – zaczęła Hestia – A potrafisz czytać? – Ale dała jej książkę. - Ta tylko spojrzała na nią, ale Hestii nic nie ruszyło.

Rozdział piąty

Magiczne dowcipy Weasley'ów

Harry uśmiechnął się szeroko do Billa i Charlie'go, gdyż się wtedy poznali, a Charlie i Bill odpowiedzieli tym samym.

Harry wirował coraz szybciej i szybciej, przyciskając łokcie do boków, zamazane kominki migały mu przed oczami, aż w końcu zaczęło mu być niedobrze i zamknął oczy. A potem, kiedy w końcu poczuł, że zwalnia i opada, wyrzucił przed siebie ręce i zdołał się zatrzymać w ostatniej chwili, by nie wypaść na głowę z kuchennego kominka Weasley'ów.

- Zjadł go? – zapytał podniecony Fred, wyciągając rękę, by mu pomóc stanąć na nogach.

- Tak! – krzyknęli większość uczniów na sali ze śmiechu.

- Aha – odpowiedział Harry, prostując się – Co to było?

- Gigantojęzyczne toffi – odpowiedział wesoło Fred – Wynaleźliśmy to z George'em, przez całe lato szukaliśmy kogoś, żeby wypróbować działanie...

- Jesteście genialni! – zawołali Łapa i Rogacz.

Maleńka kuchnia zadrżała od śmiechu. Harry rozejrzał się i zobaczył, że Ron i George siedzą przy wyszorowanym drewnianym stole, a z nimi jacy dwaj płomiennowłosi młodzieńcy, których nigdy dotąd nie widział. Natychmiast jednak domyślił się, kim są: to Bill i Charlie, starsi bracia bliźniaków.

- Nasz mały szwagier jest teraz mężczyzną! – zaśmiał się Charlie.

- I zaopiekuj się naszą małą siostrzyczką – rzekł Bill – bo jeśli nie to... – przejechał palcem po szyi.

- Wasza tak zwana "mała siostrzyczka" jest już dorosła i sama się sobą zaopiekuje.

- A to nie chcesz mieć rycerza na białym koniu w lśniącej zbroi? – spytał smutnym głosem Harry.

- Jesteś moim rycerzem w lśniącej zbroi – powiedziała i pocałowała go w usta.

- Jak leci, Harry? – zapytał bliższy, szczerząc do niego zęby i wyciągając wielką dłoń, którą Harry potrząsnął, wyczuwając palcami stwardnienia i pęcherze. To musiał być Charlie, który bada smoki w Rumunii.

- I ma tam narzeczoną – dodali Fred i George rozbawionym głosem.

Charlie był zbudowany jak bliźniacy, niższy i tęższy od Percy'ego i Rona, którzy byli wysocy i chudzi. Miał szeroką, dobroduszną twarz, posiekaną od wiatru, a piegów tyle, że wyglądały jak opalenizna; ramiona miał muskularne, a na jednej ręce widniał duży, błyszczący ślad po oparzeniu.

- Chciałabym go leczyć! – rozmarzyła się Charlotte, patrząc na mężczyznę. Jego bracia gwizdnęli.

- Nasz Charlie ma wielbicielkę, która chce byc jego osobistą pielęgniarką! – zaśmiał się Bill.

- To jest takie słodkie! Awwww!! – skończyli Fred i George przesadnie szczęśliwi. Dziewczyna zarumieniła się mocno. Wstała i podeszła do mężczyzny i pocałowała go namiętnie w usta. Braciom i siostrze opadły szczęki, tak samo jak większości ludzi na sali. Kiedy się oderwała powiedziała słodkim głosem.

- Ty i ja, randka

- Dobrze – mruknął i westchnął. Miał rozmarzoną minę i zaczął zdychać – Anioł mnie pocałował! Słyszeliście? Anioł mnie pocałował! Melinie, jakie ona, ten anioł ma cudowne usta!

- Charlie! – Bill potrząsnął Charliem, żeby się ogarnął. Charlotte zaczęła chichotać.

- Weź go wyłącz! – zawołał Bill do Charlotty, bo mamrotał, że "anioł mnie pocałował". Charlotte znowu pocałowała go w usta i ten się zamknął i teraz on całował ją. Kiedy się oderwała, zaczęła trzepać rzęsami i uśmiechała się. Chciała odejść, ale ten przytrzymał ją i wciągnął ją na swoje kolana, a ta uśmiechała się z rumieńcem na twarzy.

- Charlie znalazł swoją smoczycę – mruknęli w szoku Fred i George. Molly była wniebowzięta. Przytuliła dziewczynę mocno do siebie.

- Dziewczynki – przypomniała wnuczkom o ważnej rzeczy. Dziewczyny rzuciły zaklęcie na dziewczynę i teraz miała ubrania zamiast mundurka szkolnego. Charlotte uśmiechnęła się szeroko i usiadła na kolanach Charliego, wtulając się w niego i westchnęła zadowolonym głosem. Rodzeństwo patrzyło na parę w szoku.

Bill wstał, uśmiechając się, i również uścisnął dłoń Harry'emu. Trochę go zaskoczył. Harry wiedział, że Bill pracuje w banku Gringotta i że w Hogwarcie był prefektem naczelnym, więc zawsze wyobrażał go sobie jako starszą wersję Percy'ego, lubiącego rządzić innymi i dbającego o przestrzeganie szkolnego regulaminu.

- Tylko, dlatego że byłem prefektem naczelnym Hogwartu wyobraziłeś mnie sobie jako starszą wersję Percy'ego? – spytał Bill z niedowierzaniem.

- Tak jakoś wyszło – mruknął zarumieniony Harry.

- Fleur obrażam się na tego osobnika – powiedział Bill i wskazał na bliznowatego i zrobił minę obrażonej księżniczki.

- Bill, a jak pocałuje cię w policzek, wybaczysz, Harry'emu? – spytała Fleur.

- To za mało, chcę coś więcej – odparł.

- Zrobię ci masaż – stwierdziła.

- Już lepiej.

- Pocałuje Cię w usta! – i pocałowała go namiętnie w usta.

- Bosko całujesz – oznajmił Bill, kiedy on i Fleur oderwali się od siebie – ale jak zrobisz to dla mnie, to mu wybaczę – i wyszeptał jej do ucha. Fleur zarumieniła się mocno i miała iskierki w oczach i pokiwała głową – Wybaczam Ci Harry – powiedział Bill.

Bill okazał się po prostu – trudno to wyrazić inaczej – cool.

- I do tego jest boski w łóżku – rozmarzyła się Fleur.

Był wysoki, miał długie włosy, które wiązał z tyłu w kucyk, z ucha zwisał mu kolczyk z czegoś, co wyglądało jak kieł. Ubrany był jak na koncert rockowy, a na nogach miał buty ze smoczej skóry.

Bill uśmiechał się. Odrzucił teatralnie włosy do tyłu. Córki i żona zachichotały – pamiętajcie ja zawsze jestem cool.

- Zapamiętamy to, tatusiu – rzekła Samanta.

Zanim któryś z nich zdążył coś jeszcze powiedzieć, pyknęło i przy ramieniu George'a zmaterializował się pan Weasley. Harry jeszcze nigdy nie widział go tak rozgniewanego.

- To wcale nie było śmieszne, Fred! – krzyknął – Coś ty dał temu mugolskiemu chłopcu?

- Nic mu nie dawałem – odparł Fred z złośliwym uśmiechem.

- Nic mu nie dawałem – odpowiedział Fred, uśmiechając się złośliwie – Po prostu to upuściłem... to jego wina, że podniósł i zjadł, wcale go do tego nienamawiałem.

- Upuściłeś specjalnie! – zagrzmiał pan Weasley – Wiedziałeś, że to zje,wiedziałeś, że jest na diecie...

- Fred! – warknęła Nicole, a ten pocałował ją namiętnie w usta. Kiedy się oderwała zarumieniła się – Zrobiłeś to specjalnie! – warknęła na niego.

- Co zrobiłem specjalnie? – spytał, udając zdziwionego.

- Pocałowałeś mnie, żebym na ciebie nie nakrz... – zaczęła, a ten znowu ją pocałował w usta, a ta westchnęła zadowolonym głosem.

- Drogi braciszku kochany i droga szwagierko kochana, gra wstępna to wieczorem i całowanie to też wieczorem – rzekł George II do państwa Weasley.

- Bardzo mu język urósł? – zapytał podniecony George.

- Na cztery stopy, zanim jego rodzice pozwolili mi go zredukować! – Harry i bracia Weasley'owie znowu ryknęli śmiechem.

Większość wybuchła śmiechem.

- To nie jest zabawne! – krzyknął pan Weasley – Takie zachowanie bardzo psuje stosunki między czarodziejami i mugolami! Poświęciłem pół życia kampanii przeciwko złemu traktowaniu mugoli, a moi rodzeni synowie...

- Wcale nie daliśmy mu tego cukierka dlatego, że jest mugolem! – oburzył się Fred.

- Daliśmy mu go, bo jest parszywym gnojkiem znęcającym się nad słabszymi – wtrącił George – Prawda, Harry?

- Daliśmy mu nauczkę, bo krzywdził naszego braciszka, Harry'ego! – zawołali Fred i George.

- Dzięki, chłopaki – odparł Harry.

- Tak, panie Weasley, on jest okropny – przytaknął gorliwie Harry.

- To nie ma nic do rzeczy! – ryknął pan Weasley – Poczekajcie, jak powiem matce...

- Co mi powiesz? – zabrzmiał głos za jego plecami. Pani Weasley właśnie weszła do kuchni. Była niską, pulchną kobietą o bardzo miłej twarzy, choć teraz jej oczy zwęziły się podejrzliwie.

- Jej wzrok mnie przeraża – szepnął Ron do Harry'ego.

- Mnie czasami też, ale nie może się równać ze wzrokiem bazyliszka czy Voldemorta – Ron potaknął.

- Och, witaj, Harry, kochanie – powiedziała, obdarzając go ciepłym uśmiechem, po czym znowu spojrzała na męża – Co mi powiesz, Arturze?

- Nic takiego – mruknęli Fred i George.

Pan Weasley zawahał się. Harry mógłby przysiąc, że choć jest wściekły na Freda i George'a, tak naprawdę wcale nie ma zamiaru mówić pani Weasley, co się stało. Zapanowała cisza, w której pan Weasley patrzył niespokojnie na żonę. A potem za plecami pani Weasley w drzwiach kuchni pojawiły się dwie dziewczyny.

- Moja żona! – krzyknęli Harry i Ron.

Jedną, z burzą brązowych włosów na głowie i dość długimi przednimi zębami, była przyjaciółka Harry'ego i Rona, Hermiona Granger.

Hermiona mordowała wzrokiem Dumbledore'a.

Drugą, mniejszą i rudą, młodsza siostra Rona, Ginny. Obie uśmiechnęły się do Harry’ego, który odwzajemnił uśmiech, co spowodowało, że Ginny oblała się szkarłatnym rumieńcem. Harry zawsze tak na nią działał, już od jego pierwszej wizyty w Norze.

Dziewczyny i kobiety chichotały, a Ginny wtuliła się w Harry'ego. Miała uśmiech na twarzy. Zamknęła oczy i westchnęła zadowolonym głosem.

- Co mi powiesz, Arturze? – powtórzyła pani Weasley, a w jej głosie zabrzmiała groźna nuta.

- Nic, nic, Molly – wymamrotał pan Weasley – Po prostu Fred i George...Ale już im przemówiłem do rozumu...

- Co zrobili tym razem? – zapytała pani Weasley – Jeśli to ma coś wspólnego z Magicznymi Dowcipami Weasley'ów...

- Tak – powiedział Seamus.

- Ron, nie pokażesz Harry'emu, gdzie będzie spać? — odezwała się od progu Hermiona.

- On wie, gdzie będzie spać – odrzekł Ron – W moim pokoju, tak jak ostatnio...

- A więc chodźmy – powiedziała z naciskiem Hermiona.

- Och... dobrze – zgodził się szybko Ron.

- Ty do mnie, więc Harry do Ginny – odparł Ron. Jego żona pokiwała głową.

- Tak, my też pójdziemy – dodał George.

- Zostaniecie tutaj! – warknęła pani Weasley. Harry i Ron wymknęli się z kuchni i razem z Hermioną i Ginny ruszyli wąskim korytarzem, a później po rozklekotanych schodach, które wiły się zygzakami na wyższe piętra.

- Co to za Magiczne Dowcipy Weasley'ów? – zapytał Harry. Ron i Ginny parsknęli śmiechem, ale Hermiona prychnęła z niesmakiem.

- Czy ty zawsze musisz być poważna? – zapytał Seamus.

- Mama znalazła całą kupę formularzy zamówień, kiedy sprzątała pokój Freda i George'a wyjaśnił cicho Ron – Cała długa lista, z cenami. No wiesz, różne dowcipne magiczne gadżety. Lipne różdżki, cukierki-niespodzianki, było tego mnóstwo... Mówię ci, ekstra, nie miałem pojęcia, że tyle tego wynaleźli...

- Od dawna z ich pokoju dochodziły jakieś wybuchy, ale nie wiedzieliśmy, że oni naprawdę produkują tam różne rzeczy – powiedziała Ginny – Myśleliśmy, że po prostu lubią hałasować.

- My jesteśmy wynalazcami! – zawołali Fred i George.

- Słuchajcie tego: BRACIA BLIŹNIACY FRED I GEORGE WEASLEY'OWIE SĄ SZANOWANYMI BIZNESMENAMI ICH SIEĆ SKLEPÓW PT "MAGICZNE DOWCIPY WEASLEY'ÓW" ZNAJDUJĄ SIĘ NA ULICY POKATNEJ 93 ORAZ W PARYŻU NA ULICY RUE DE RIVOLI SĄ. TO SKLEPY Z PSIKUSAMI I MAGICZNYMI GADŻETAMI – rzekł Teddy pokazując gazetę ze zdjęciem bliźniaków. Ludziom opadły szczęki.

- Przecież ulica Rue de Rivoli to ulica handlowa z luksusowymi sklepami – powiedziała Apollonia zszokowana. Bliźniacy mieli jeszcze większe uśmiechy na twarzy. Rodzina i przyjaciele patrzyli na nich w szoku.

- Bo nasze sklepy są luksusowe, cioteczko! – zawołali szczęśliwym głosem Lordowie Weasley.

- Nie dość, że mój mąż jest przystojniakiem to jeszcze jest Lordem dżentelmenem i biznesmenem – oznajmiły Nicole i Angelina, a ci odrzucili włosy swojej żonie i pocałowali swoje żony w znak, a te wydały głośne westchnienie zadowolenia, gdyż poczuła jego magię po całym ciele i wtuliły się w swojego męża.

- Myślicie o zwiększeniu sieci sklepów, a ciocia Fleur pomogła nam w sprawach językowych w Paryżu, bo tam jest język francuski – dodał Matt.

- Super! – zawołali bracia – Widzisz, mamo, jesteśmy bogaci, a nasze sklepy są w luksusowych dzielnicach!

- Przepraszam, że w was zwątpiłam, moje skarby – powiedziała pani Weasley, kiedy podeszła do synów, całując ich po czołach.

- Mamo nie przy ludziach!! – jęknęli czerwieniąc się, a rodzeństwo bliźniaków parsknęli śmiechem.

- Mamusiu, ja też chcę – oznajmiły Nicole i Angelina, a Molly radośnie przytuliły swoje córki i pocałowała je po czołach, a te wtuliły się w matkę, mając uśmiech na twarzy i zamknięte oczy i westchnęły zadowolonym głosem – Moi synowie wybrali mądre kobiety, a ja pokochałam was całym swoim sercem i jesteście moimi dziećmi, córeczkami i lady’s Weasley.

- Kocham swojego męża bardzo mocno. Kocham być panią Lady oraz damą Weasley, kocham być twoją córką, mamusiu i kocham ciebie i tatusia bardzo mocno

- Bo nazywacie się Weasley – powiedziała najstarsza Weasley w swoim rodzie – Prawda, Lucjuszu, Dolores i Korneliuszu? – spytała, patrząc na nich z wyczekiwaniem, a oni nie odpowiadali – PRAWDA?! – warknęła na nich i zaczęła stukać wysokim obcasem i założyła ręce na piersi.

- Tak, PANI Weasley!

- I jak macie się zwracać do moich córek?

- Na per "PANI Weasley " albo "LADY Weasley", PANI Weasley, ponieważ akcentując słowo PANI albo LADY wyrażamy PANI córkom należyty szacunek, proszę PANI! – Molly uśmiechnęła się i oznajmiła – No i widzicie kochaniutkie musicie się z tym pogodzić, że jesteście damami oraz Lady’s rodu Weasley, bo skoro Lucek, Dolores i Korneliusz to potwierdzili – Nicole i Angelina uśmiechały się szeroko.

- Tak, mamusiu, jestem Lady Weasley ponieważ noszę biżuterie rodu Weasley w różnych miejscach na ciele i nie mogę ich zdjąć i mam znak na szyi zrobiony przez twojego syna, czyli mojego męża – oznajmiły rudowłosa i czarnoskóra Lady’s Weasley i przejechały po swoim znaku i westchnęły zadowolone, a ci wystrzeżyli i wypieli dumnie pierś, jak to robił Percy. Reszta jej synów wywrócili oczami.

- Ja też mam, bo wasz tatuś mnie bardzo kocha swoją damę, a waszą mamusie naznaczył – mruknęły dwie wersje pani Weasley i przejechały po swoim znaku i westchnęły zadowolonym głosem. Artur puścili oczko swoim córkom, a te zachichotały.

- Tak, tylko że większość tych wynalazków... no, chyba wszystkie... była trochę niebezpieczna – powiedział Ron – a oni, kapujesz, zamierzali to sprzedawać w Hogwarcie, żeby zarobić trochę forsy, no i mama się na nich wściekła. Powiedziała, że koniec z ich radosną twórczością i spaliła wszystkie formularze... a przecież i tak już była na nich zła, bo nie dostali tylu sumów, ile się spodziewała.

- Po co sumy chyba, że sumy pieniędzy – rzekli synowie.

Sumy, czyli Standardowe Umiejętności Magiczne, zdobywali uczniowie Hogwartu w trakcie egzaminów, które przechodzili w wieku piętnastu lat.

- Mama zrobiła wielką awanturę – dodała Ginny – bo bardzo chce, żeby po szkole dostali się do Ministerstwa Magii, jak tata, a oni powiedzieli, że chcą otworzyć sklep z magicznymi gadżetami.

- I zbijemy na tym majątek – powiedzieli bliźniacy.

W tym momencie na drugim podeście otworzyły się drzwi i wyjrzała z nich obrażona twarz w rogowych okularach.

- Cześć, Percy – powiedział Harry.

- Och, witaj, Harry – odpowiedział Percy – Zastanawiałem się, kto tak okropnie hałasuje. Próbuję pracować... no wiesz, mam do skończenia raport dla urzędu, a trochę trudno się skupić, kiedy ktoś bez przerwy dudni po schodach.

- Gdyby biegał tam Pan Crouch, to byłbyś w siódmym niebie – rzekł zirytowany Ron.

- My nie dudnimy, tylko wchodzimy – powiedział ze złością Ron – Bardzo mi przykro, że przeszkodziliśmy ci w supertajnej pracy dla Ministerstwa Magii.

- Nad czym pracujesz? – zapytał Harry.

- Nad raportem dla Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów – odrzekł Percy z ważną miną.

- Raport dla jednego z największych debili w Ministerstwie Magii, Percy – odparła Hermiona głośno i wyraźnie – Brawa dla Percy'ego! – i zaczęła klaskać, a za nią poszli rodzeństwo Percy'ego. Sam Percy miał ochotę Hermionę zamordować.

- Pan Crouch nie jest debilem! – warknął na nią.

- Percy Weasley + pan Crouch = debile – odparł starszy Kingsley.

- Poza tym wiem, co mówię i musisz się mnie słuchać, Weatherby, bo jak zostanę Ministrem Magii to będę twoim przełożonym, skarbeńku – oznajmiła Hermiona głosem ociekajacym wielką słodyczą. Niektórzy opluli się wodą, z powodu w jaki sposób pani Weasley to powiedziała.

- Hermiona zaczynam wierzyć, że kosmici cię podmienili – stwierdziła Hanna.

- Będziesz mówił o mnie tak według pani minister Weasley... Jak już mówiłem pani minister Weasley... Pani minister Weasley uważa... Pani minister Weasley powiedziała mi...i co Skarbeńku cieszysz się taką przyszłością? – zapytała z niewinną minką Percy'ego większość ludzi opadły szczęki, a niektórzy parsknęli śmiechem. Percy zrobił się czerwony.

- Ej nie podry... – zaczął Ron, ale Hermiona pocałowała go w namiętnie w usta i kiedy się oderwała miała rozmarzona minę.

- Ty jesteś miłością mojego życia – i wtuliła się w rudego, a później popatrzyła na niego – I będziesz mnie dalej wielbił? – zapytała z nadzieją w głosie.

- Cały czas cię wielbię, kochanie i nie mam ochoty przestawać – mruknął Ron do jej ucha.

- Próbujemy ustalić standardowe grubości kociołków. Niektóre z tych importowanych mają trochę za cienkie denka... przecieki wzrastają prawie o trzy procent rocznie...

- No, taki raport na pewno zmieni świat – powiedział Ron – Już widzę pierwszą stronę "Proroka Codziennego": Przecieki kociołków – Percy zaczerwienił się lekko.

- Możesz sobie kpić, Ron – powiedział ze złością – ale jeśli nie wprowadzi się jakichś regulacji międzynarodowych, zostaniemy zalani marnymi produktami o cienkich denkach, które w poważnym stopniu zagrażają...

- Wiecie co, odkąd poznałem pana Croucha, a później Kordka sikajacego w pordki i różową Ropuchę z ministerstwa w sercu mam trzy słońca. Jaśnieją, gdy ich... – mówił rozmarzony Louis głosem Percy'ego, a Fred II i George II zaczęli się wydurniać, robiąc głupie miny. Louis popatrzył na kuzynów wzrokiem wujka Percy'ego z niedowierzaniem – Co to za miny? Boli was coś?!

- Staramy się być tylko poważni, Weatherby – odpowiedzieli Fred II i George II. Sala ryknęła śmiechem. Większość z sali leżała ze śmiechu na podłodze. Percy zrobił się czerwony i patrzył wściekły na swoich bratanków, a ci uśmiechnęli się niewinnie.

- Za mocne! To jest za mocne! – krzyknęli rodzeństwo Percy'ego ze śmiechu. Oliver śmiał głośno, a Percy patrzył na niego morderczym wzrokiem.

- No jasne, masz rację – rzucił Ron i ruszył w górę po schodach.

- Wujku, jak ty możesz nie wierzyć, co tatuś powiedział, że w sercu ma trzy słońca, gdy widzi Croucha, Knota i Umbridge? – spytała zdziwiona Molly II.

- Molly ostrzegam cię! – warknął na córkę Percy. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

Percy zatrzasnął z hukiem drzwi swojej sypialni. Harry, Hermiona i Ginny zdążyli wspiąć się trzy kondygnacje wyżej, kiedy z kuchni na dole dobiegły wrzaski. Wyglądało na to, że pan Weasley powiedział żonie o toffi.

- Molly! – jęknęli Łapa i Rogacz.

Pokój na poddaszu, w którym Ron miał sypialnię, niewiele się zmienił od czasu, gdy Harry w nim ostatnio mieszkał: ze ścian i pochyłego sufitu zwisały te same plakaty ulubionej drużyny Rona, Armat z Chudley, a w akwarium na parapecie, w którym rok temu był żabi skrzek, siedziała teraz wyjątkowo wielka żaba.

- Twoja rodzina, Dolores – wykrzywił się Ron – Muszę ją wywalić.

- Jak śmiesz! – warknęła Umbridge.

- No chyba się zapomniałaś, więc czas sobie przypomnieć, skarbeńku – wyszeptała jadowicie Rose.

- Daj spokój, kochanie, to tylko ropucha. Jest nic nie warta świeczki – powiedział Ron.

- Ale tatusiu... – zaczęła Emilly.

- Ma się do ciebie zwracać per PANIE Weasley albo LORDZIE Weasley z należytym szacunkiem, kochanie, a nie żadne na TY – mruknęła Hermiona – bo twoja mamusia oraz nasze córeczki sobie tego życzymy, prawda mamusiu i córeczki?

- Zgadzam się z tobą, kochanie/mamuś  – odpadły Molly I, Emilly i Rose.

- Skoro tak mówisz, Madame – pogłaskał ją po policzku i pocałował ją w policzek i westchnęła zadowolonym głosem.

- Cieszę się, że się ze mną zgadzasz, mój Lordzie – wyszeptała lady Weasley i wtuliła się w męża jeszcze bardziej.

- Moja córka nie usłyszała – odpowiedzi – rzekły matki Hermiony, bawiąc się różdżką, patrząc na Dolores.

- Tak, PANI Weasley! – zawołała do Hermiony – i przepraszam, PANI Weasley!

- A co masz teraz zrobić? – spytała Hermiona do Ropuchy.

- Przeprosić PANA Weasley'a, PANI Weasley, ponieważ zwróciłam się do PANI męża na TY – mruknęła – Przepraszam, LORDZIE Weasley za brak szacunku wobec PANA, a PANA żona przypomniała mi, jak mam się do LORDA zwracać.

- No widzisz, jak chcesz to potrafisz, skarbie – wtrąciła się Minne słodkim głosem, puszczając oczko Hermionie, a ta uśmiechnęła się do profesorki – Bądź już grzeczną dziewczynką, dobrze Dolores?

- Dobrze, MADAME McGonagall!

Nie było już starego szczura Rona, Parszywka, tylko maleńka szara sóweczka, ta sama, która dostarczyła Harry'emu na Privet Drive list od Rona. Podskakiwała i ćwierkała jak szalona w małej klatce.

- Zamknij się, Świnko – powiedział Ron, przeciskając się pomiędzy dwoma z czterech łóżek poupychanych w pokoju – Śpią tu też Fred i George, bo Bill i Charlie zajęli ich pokój.

- Wiesz, że gadasz przez sen , i że nienawidzisz pająków – rzekł Harry do Rona.

- Percy'emu udało się zachować swój pokój tylko dla siebie, bo on przecież musi pracować.

- I śliniąc się do pana Croucha – dodała Ginny.

- Ginny! – warknęła starsza Molly.

- No co taka prawda – rzekła pani Potter.

- Ee... dlaczego nazwałeś swoją sowę Świnką? – zapytał Harry.

- Bo jest głupi – oznajmiła Ginny.

- Nie jestem głupi! – odparował Ron do siostry.

- Nie jesteś głupi – mruknęła Hermiona, całując go policzek.

- Jej prawdziwe imię to Świstoświnka.

- Tak, a to przecież wcale nie jest głupie imię – powiedział ironicznie Ron – Ginny tak ją nazwała – wyjaśnił Harry'emu – Uważa, że jest urocze. Próbowałem je zmienić, ale było za późno, ta sówka nie chce reagować na nic innego.

- Bo ten ptak jest taki mądry. Wie, że to jest słodkie – powiedziała Lady Potter.

- Ale udało mi się chociaż skrócić to głupie imię i została Świnką, a z tym jakoś si pogodziła. Trzymam ją tutaj, bo strasznie denerwuje Errola i Hermesa. Prawdę mówiąc, mnie też

Świstoświnka fruwała po klatce, pohukując radośnie.

- Tobie to nic nie pasuje – mruknęła jego siostra.

Harry zbyt dobrze znał Rona, by traktować poważnie jego słowa. Ron wciąż narzekał na swojego starego szczura Parszywka, ale bardzo był przygnębiony, gdy szczur zniknął i wszystko wskazywało na to, że pożarł go kot Hermiony, Krzywołap.

- Pettigrew! – warknął Ron. Hermiona go przytuliła, że ten w jednym momencie się uspokoił, kiedy poczuł perfumy swojej żony i wtulił się w Hermionę – Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo cię kocham, pani Weasley.

- Ja też cie kocham, panie Weasley – wyszeptała Hermiona erotycznie i pocałowała go w policzek, po czym szeptem mówiła mu do ucha podnieconym głosem.

- Arturze nasz syn wybrał mądrze – oznajmiły Molly do swojego Artura.

- Bo Weasley'e zawsze wybierają mądre i piękne kobiety, Molly – stwierdzili dwie wersje Artura.

- Tatuś ma rację, jesteśmy piękne i mądre kobiety – rzekły córki pana Weasley'a.

- Gdzie jest Krzywołap? – zapytał Harry Hermionę.

- Pewnie w ogrodzie. Lubi polować na gnomy, zobaczył je tu po raz pierwszy w życiu.

- A więc Percy jest zadowolony z pracy? – powiedział Harry, siadając na jednym z łóżek i przyglądając się Armatom z Chudley, szybującym po plakatach na suficie i co jakiś czas znikającym za ich brzegami.

- Cieszy się? To jest obsesja na punkcie Croucha – rzekł Ron.

- Nie leczona obsesja nie jest dobra dla człowieka, wujku Percy. To obsesja miłosna. To obsesja na punkcie drugiego człowieka, gdzie chory za wszelką cenę dąży do kontaktu z drugą osobą, nawet wbrew jej woli. Potrzeba nieustannej kontroli, nieumiejętne próby "zawłaszczenia" partnera tylko dla siebie. Kończą się atakami złości, furią, niekontrolowaniem emocji – mówiła Samanta.

- Nie mam obsesji na punkcie pana Croucha! – warknął na nią Percy.

- Polecam terapię, wujku Percy – rzekła pani Weasley spokojnie.

- Zamknij się, smarkulo! – krzyknął na nią. Percy'emu puściły nerwy, niektóre osoby popatrzyli na Percy'ego z niedowierzaniem.

- Wujek Louis cię zaraz zabije, że powiedziałeś do jego kobiety per "smarkulo" oznajmił Teddy. Louis stanął. Był wysokim potężnym, onieśmielającym mężczyzną i mało kto potrafił wytrzymać jego spojrzenie. Nie obchodziło go to, że jest jego wujkiem. Samanta była dla niego najważniejsza, bo on nią wpoił i już ruszył w stronę Percy'ego, ale Fleur i Katie były szybsze i nie wytrzymały, więc strzeliły Percy'mu z liścia, że ten aż jęknął z bólu trzymając się za dwa policzki i popatrzył na nie szoku.

- Jak śmiesz i jakim prawem obrażasz moją córeczkę, Weasley? Moja córcia chce ci pomóc, idioto! – warknęły matki Samanty. Ich córka w tym momencie była przytulana przez Fleur i Katie.

- Mamusia bardzo cię kocha, skarbie – mruknęła Fleur do córki – I nie pozwolę na to, żeby jakiś idiota cię obrażał i nazywał cię "smarkulą".

- Mamusia – mruknęła do jej piersi zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej.

- Samanta jesteś moją córką, panią Weasley, Lady Weasley i damą tego rodu i nie ma tu żadnego "ale" skarbie, rozumiemy się?

- Mamusiu, twój syn mnie wpoił i mnie naznaczył na swoją partnerkę, mam biżuterię rodu Weasley w różnych miejscach na ciele, a poza tym kocham Louisa tak, samo jak on kocha mnie i kocham cię bardzo mocno, mamuś. Kocham mamusię nazywać per "mamusią" albo "mamuś", a to imię nie przechodzi mi przez gardło, a poza tym i nie mogę, ale też nie mam ochoty wypisywać się z tego rodu, mamuś, więc masz jedno wyjście, mamuś musi się mamusia z tym pogodzić, że zostałaś moją mamą na wieki -Fleur uśmiechnęła się i pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczucia, jakiej do niej żywiła. Samanta westchnęła zadowolonym głosem. Zamknęła oczy, wtuliła się w matkę jeszcze bardziej.

- A ja kocham to słyszeć z twoich ust, córeczko, że jestem twoją mamą, mówiąc do mnie per "mamusia" albo "mamuś", bo jestem twoją mamą na wieki wieków amen, a ty jesteś moją córką na wieki wieków amen – mruknęła z miłością w głosie Fleur, tuląc panią Weasley do swojej piersi. Bill i Oliver stanęli i mieli oburzone miny. Założyli ręce i popatrzyli na niego, jak na robaka, a Louisa trzymali Teddy i James II, żeby nie zaatakował Percy'ego.

- Louis uspokój się, proszę – powiedziała Samanta, kiedy podeszła do niego z gracją i wdziękiem, wtuliła się w blondyna, mimo że miała wysokie obcasy, przy Lousie. Wyglądała na malutką kobietę, bo Louis był wysokim umięśnionym mężczyzną. Ten w momencie się uspokoił i przytulił swoją żonę, a ona westchnęła zadowolonym głosem.

- Mogę go zabić? – spytał Bill ojca – On obraził moją córeczkę.

- Tatuś! – zawołała Samanta. Puściła Louisa i przytuliła się mocno do Billa, a ten pocałował ją w czoło, wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił. Pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca jeszcze bardziej.

- Kocham cię, moja księżniczko – oznajmił Bill.

- Ja ciebie też bardzo mocno kocham, tatusiu – odparła pani Weasley.

- Sądzę, że twoja matka jest do niego bardzo przywiązana, Bill – stwierdził poważnie pan Weasley.

- Naszym jakże... – odezwał się Fred I.

- Skromnym zdaniem... – dodał George I.

- Należy mu się...

- Avada...

- No albo...

- Chociaż zamieńmy...

- Go w gnoma...

- Kałamarnicę...

- Chochlika...

- Szczura....

- Ropuchę...

- Skrzata...

- Fredzie, chyba...

- Obraziliśmy te biedne stworzenia...

- Porównując je...

- Do tego osobnika...

- Który podobno...

- Jest naszym bratem...

- Ale mamy nadzieję...

- Że go podmienili!

- Chłopcy, uspokójcie się – poprosił rozbawiony pan Weasley. Większość ludzi parsknęła śmiechem z mowy bliźniaków.

- Ropucha jest tylko jedna i siedzi tam – rzekł Harry i wskazał na Dolores.

- Zadowolony? – powtórzył Ron posępnie – Gdyby go tata nie zmuszał, w ogóle by nie wracał do domu. Ma kompletnego świra na punkcie tego całego departamentu. A zwłaszcza na punkcie swojego szefa. "Według pana Croucha... Jak powiedziałem panu Crouchowi... Pan Crouch jest zdania... Pan Crouch mówił mi... ". Lada dzień ogłoszą swoje zaręczyny.

- Tak będzie do mnie mówił – oznajmiła radosnym głosem Hermiona – Kiedy zostanę Ministrem Magii będzie do mnie mówił per "PANI minister Weasley" akceptując słowo PANI, żeby wyrazić mi należyty szacunek, gdyż pełnię funkcje Ministra Magii i to będzie: "Według PANI minister Weasley... Jak już mówiłem PANI minister Weasley... PANI minister Weasley uważa... PANI minister Weasley powiedziała mi...". I co skarbeńku, cieszysz się taką przyszłością ze mną jako panią Ministra Magii? – zapytała niewinną minka Percy'ego.

- Ale ci pocisnęła, Weatherby! – parsknęła śmiechem Ginny.

- Hermiona – powiedziały w szoku dwie wersje Molly.

- Crouch nie jest dobrym człowiekiem i go nienawidzę za to, co robił, a Percy go ubóstwia, tak samo jak różowa ropucha Knota sikającego w porty! – Cała trójka patrzyła na nią wściekli.

- Jak przeżyłeś to lato, Harry? – zapytała Hermiona – Dostałeś nasze paczki z żywnością?

- Tak, bardzo wam dziękuję – odrzekł Harry – Te ciasta uratowały mi życie.

- A miałeś jakieś wieści od... – zaczął Ron, ale urwał na widok miny Hermiony. Harry wiedział, że Ron zamierzał go zapytać o Syriusza. Ron i Hermiona tak się zaangażowali w pomoc Syriuszowi, kiedy musiał uciekać przed funkcjonariuszami Ministerstwa Magii, że interesowali się jego losem prawie tak samo jak Harry. Rozmawianie o nim przy Ginny nie było jednak najlepszym pomysłem.

- Dlaczego zły? – warknęła Ginny.

Tylko oni i profesor Dumbledore wiedzieli, w jaki sposób Syriusz uciekł, i tylko oni wierzyli w jego niewinność.

- Tatuś był niewinny! – powiedziała Daphne – i jest najlepszym tatusiem na świecie!

- Dziękuję, córeczko – odparli Łapa.

- Chyba już przestali się kłócić – powiedziała Hermiona, by odwrócić uwagę Ginny, której oczy wędrowały z ciekawością od Rona do Harry'ego – Może zejdziemy pomóc waszej mamie przy obiedzie?

- Teraz to też naszej mamie – rzekła Hermiona.

- Tak skarbie! – uśmiechnęła się szeroko pani Weasley.

- Dobry pomysł – zgodził się Ron. Wszyscy czworo zeszli na dół do kuchni, gdzie zastali tylko panią Weasley w dość podłym nastroju.

- Zjemy w ogrodzie – powiedziała na ich widok – Tutaj się wszyscy nie zmieścimy. Dziewczynki, może zaniesiecie tam talerze? Bill i Charlie ustawiają już stoły. A wy dwaj łapcie się za noże i widelce – zwróciła się do Rona i Harry'ego, machając różdżką nieco zbyt energicznie w kierunku stosu kartofli w zlewie, które wyskoczyły ze skórek tak gwałtownie, że porozlatywały się po całej kuchni, odbijając od ścian i sufitu.

Molly mordowała wzrokiem Freda i George'a

- Na miłość boską! – warknęła, tym razem kierując różdżkę ku śmietniczce, która podskoczyła i zaczęła tańczyć po podłodze, zgarniając kartofle – Co z nimi jest? wybuchnęła nagle, wyjmując garnki i rondle z kredensu, a Harry zrozumiał, że ma na myśli nie kartofle, tylko Freda i George'a – Naprawdę, nie wiem, co z nich wyrośnie. Nie mają za grosz ambicji, tylko im głupie dowcipy w głowie, a im głupsze, tym bardziej są z nich dumni...

- Ej! – zawołali oburzeni bliźniacy.

- Oni mają ambicje Molly są biznesmenami – odparła dwie wersje Lily I.

- Przepraszam chłopcy – mruknęła starsza wersja Molly, przepraszającym wyrazem twarzy.

Cisnęła na stół wielki mosiężny rondel i zaczęła mieszać w nim różdżką, z której tryskał śmietankowy sos.

- A przecież nie brak im oleju w głowie – ciągnęła ze złością, stawiając rondel na kuchni i machnięciem różdżką rozpalając w niej ogień.

- Mamo! – jęknęli bliźniaki.

ale marnują go na te głupstwa... i, naprawdę, jeśli wkrótce nie zmądrzeją, to wpadną w prawdziwe kłopoty. Dostałam więcej sów z Hogwartu ze skargami na nich niż na całą resztę razem wziętą.

Euphemia popatrzyła na Łapę i Rogacza.

- Ja też dostawałam pełno sów z Hogwartu, dlatego mnie zdziwiło, że James został prefektem naczelnym – rzekła Euphemia.

- Pewnie został za ładną buzię, mamo – stwierdził młodszy Łapa.

- Ja też byłam w szoku, kiedy się dowiedziałam. Myślałam ze Remus będzie prefektem naczelnym - mruknęły dwie wersje pani Potter.

- A tu taka cudowna niespodzianka, bo mogłaś spędzać czas z najlepszym i najprzystojniejszym przystojniakiem w Ho... – zaczęli Rogacze, a Lily pocałowały swojego męża namiętne w usta.

- Kocham cię – mruknęły zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Widzisz synu, tak to się robi – mruknęli z wyszczerzem Rogacze.

Jak tak dalej będą postępować, to skończą przed Wydziałem Niewłaściwego Używania Czarów – Wycelowała różdżką w szufladę w kredensie, która wysunęła się z łoskotem. Harry i Ron ledwo zdążyli uskoczyć na bok, gdy wystrzeliło z niej kilka noży; przeleciały przez kuchnię i zaczęły wściekle siekać kartofle, które śmietniczka dopiero co zgarnęła z powrotem do zlewu – Musieliśmy popełnić jakiś błąd, ale naprawdę nie wiem, jaki i kiedy – powiedziała pani Weasley, odkładając różdżkę, by wyjąć więcej garnków.

- Bo się z nimi cackacie – rzekł przemądrzałym głosem Percy.

- Zamknij się, Weatherby! – warknęli Fred i George wkurzeni.

 - Co roku to samo, jedna awantura za drugą, a oni w ogóle nie słuchają... OCH NIE, ZNOWU! – Wzięła różdżkę ze stołu, a ta zapiszczała głośno i zamieniła się w wielką gumową mysz – Kolejna fałszywa różdżka! – krzyknęła – A tyle razy im mówiłam, żeby ich nie kładli, gdzie popadnie! – Złapała swoją prawdziwą różdżkę, a kiedy się odwróciła, z rondla z sosem właśnie zaczęło się dymić.

- Arturze jesteś moim bohaterem – stwierdził Łapa – Rude laski mają charakterki.

- Chodź – powiedział szybko Ron do Harry'ego, chwytając garść sztućców z otwartej szuflady – pomożemy Billowi i Charliemu. I wylecieli przez tylne drzwi na podwórze. Przeszli zaledwie parę kroków, gdy spod krzaków wyskoczył rudy kot na pałąkowatych nogach, z dumnie sterczącym ogonem, przypominającym szczotkę do butelek. Gonił za czymś, co wyglądało jak zabłocony kartofel na nóżkach. Był to Krzywołap, kot Hermiony, a ścigał najprawdziwszego gnoma.

- Krzywolapek się bawi – rzekła Hermiona.

Stworzonko pomknęło na zrogowaciałych nóżkach przez podwórko i dało nurka w jeden z gumiaków, rozrzuconych wokół drzwi. Harry słyszał, jak gnom piszczy jak oszalały, gdy Krzywołap wsadził do gumiaka łapę, starając się go stamtąd wyciągnąć. Tymczasem z drugiej strony domu coś głośno trzasnęło raz, potem drugi i znowu. Wkrótce się wyjaśniło, skąd ten łoskot. Kiedy weszli do ogrodu, zobaczyli Billa i Charliego z wyciągniętymi różdżkami i dwa stare stoły fruwające nad trawnikiem.

- Chłopcy zawsze zostaną chłopcami! – zachichotała Charlotta, patrząc na Charliego rozbawiona.

- Nawet jeśli urosną na wysokich seksownych mężczyzn – dodała Fleur, patrząc na Billa zalotnie. Charlie i Bill uśmiechnęli się głupkowato.

Każdy z braci starał się tak pokierować swoim stołem, by strącić stół drugiego.  Fred i George kibicowali im głośno, Ginny pokładała się ze śmiechu, a Hermiona schowała się pod żywopłotem, najwyraźniej rozdzierana sprzecznymi uczuciami.

- W głębi serca chciałaś z nimi walczyć! – śmiała się Ginny – i pokazać im, że laska jest lepsza od chłopów.

Stół Billa wpadł z łoskotem na stół Charliego i wyłamał mu jedną nogę. Usłyszeli w górze trzask, a kiedy podnieśli głowy, zobaczyli Percy'ego wyglądającego z okna na drugim piętrze.

- Pan Crouch mówi, żebyście się uciszyli wreszcie! – wrzasnął wściekły Louis głosem Percy'ego. Sala wybuchnęła śmiechem, a sam zainteresowany popatrzył na bratanka wściekłym wyrazem twarzy – Masz jakiś problem, wujku Percy?

- Moglibyście sprowadzić je na ziemię?! – ryknął.

- Przepraszamy, Percy – odpowiedział Bill z uśmiechem.

- Zaspokoiłeś już potrzeby pana Croucha, Percy? – spytał George II głosem Billa. Niektórzy parsknęli śmiechem. Percy kipiał ze złości.

- George'u juniorze! – warknęła Nicole,

- Tak mamo? – spytał niewinnym głosem jej syn.

- Moja krew! – krzyknął Fred I.

- Jak się mają denka kociołków?

- Niedobrze — odrzekł Percy ze złością i zatrzasnął okno. Bill i Charlie, chichocąc, sprowadzili stoły bezpiecznie na ziemię, ustawili je jeden przy drugim, a Bill jednym machnięciem różdżki przymocował wyłamaną nogę i wyczarował obrusy. O siódmej wieczorem oba stoły uginały się od półmisków wybornych potraw, a dziewięcioro Weasley'ów, Harry i Hermiona zasiedli przy nich, by zjeść wspaniałą kolację pod czystym, ciemnoniebieskim niebem.

- Jest tam źle napisane: jedenaścioro Weasley'ów, a nie dziewięcioro – rzekła starsza Molly.

Dla Harry'ego, który przez całe lato żywił się coraz bardziej wyschniętymi ciastami, była to rajska uczta,

- Zamorduję cię, Dumbledore! – warknęli większość ludzi na sali.

więc z początku nie brał udziału w rozmowie, pochłaniając kurczaka i szynkę w cieście, gotowane ziemniaki i sałatkę. Na dalekim końcu stołu Percy opowiadał ojcu o swoim raporcie na temat denek kociołków.

- Powiedziałem panu Crouchowi, że przygotuję raport do wtorku – oświadczył z ważną miną.

- A wtedy pan Crouch mi odpowiedział, żebym się zamknął wreszcie – wtrącił się Ron głosem brata – więc się zamknąłem, bo pan Crouch mi tak powiedział, cytuje jego słowa "Zamknij się, Weatherby", więc ja jako jego Weatherby musiał się zamknąć, bo pan Crouch mi tak kazał – Bracia, siostrzeńcy i bratankowie śmiali się głośno, a Percy miał ochotę Rona zamordować.

- Nawet nie próbuj atakować mojego męża – powiedziała Hermiona, patrząc na niego i stanęła. Założyła ręce, kiedy tylko stanęła przed nim. Single westchnęli i patrzyli na panią Weasley rozmarzonym wzrokiem.

- WY CIĄGLE ZE MNIE KPICIE!

- Bo sobie na to zasłużyłeś, Percy – odparła Ginny i również stanęła, założyła ręce, a single westchnęli i patrzyli na panią Potter rozmarzonym wzrokiem. Drobne seksowne dziewczyny Lady Potter i Lady Weasley patrzyły na wysokiego mężczyznę z góry. Od tych drobnych dziewcząt emitowała potężna magia.

- Trochę wcześniej, niż się spodziewał, ale ja lubię, żeby mi wszystko grało jak w zegarku. Myślę, że będzie mi wdzięczny, jeśli szybko się z tym uporam. Mamy teraz mnóstwo roboty z powodu mistrzostw świata, a Departament Czarodziejskich Gier i Sportów nie bardzo nam pomaga. Ludo Bagman...

- Oszust! – prychnęli Fred i George.

- Lubię Ludona – wtrącił łagodnie pan Weasley – To od niego dostałem tak dobre miejsca na finałach. Trochę mu się przysłużyłem: jego brat, Otto, wpakował się w kłopoty... kosiarka do trawy o niezwykłej mocy... jakoś mi się udało to zatuszować.

- Archie ty mały Huncwocie! – krzyknęli Łapy.

- Artur Weasley – Umbridge zaczęła notować.

- A co tam masz? – spytał Filius i rzucił zaklęcie, że to co napisała miał teraz rękach. Mały profesor zaklęć i przeglądał dokładnie, co Ropucha napisała. Pokręcił głową –Jesteś bardzo niegrzeczną dziewczynką, Dolores, niczego się nie nauczyłaś przez ten okres, że nie można pisać takich niestworzonych rzeczy i to jeszcze w stosunku do Lorda Weasley'a. Oj, nie chce być w twojej skórze.

- A co tam napisała? – zapytały kobiety.

- Ze Artur Weasley zatuszował całą sprawę i powinien zostać wtrącony do Azkabanu przeczytał Filius.

- Czy ty chciałaś wtrącić mojego tatusia do Azkabanu! – warknęły Fleur Angelina i Nicole.

- NIE!!! – zapiszczała Umbridge przerażonym głosem – Ja tylko chciałam...

- Nie obchodzi mnie co chciałaś, Dolores! – warknęła Hermiona – Chciałaś wtrącić mojego tatusia do Azkabanu!

- Przepraszaj mojego tatusia na kolanach albo strzelę cię upiorackiem w dupę – dodała Ginny.

- Skarbeńku musisz ładnie pamiętać: Jest zbrodnia jest kara, kochaniutka – powiedziały dwie wersje Lily ociekając słodyczą do Umbridge – Więc ładnie przeproś Lorda Weasley'a i błagaj go o wybaczenie.

- Chcesz, żebym powiedziała jakie ty masz brudy, Umbridge? – spytała Emilly – Chodzi mi o czystość krwi.

- Mów dalej – zaintrygowała się młodsza Amelia I.

- Przepraszam LORDZIE Weasley, że śmiałam wtrącić PANA do Azkabanu, proszę PANA. Bardzo proszę o wybaczenie, PANIE Weasley!!

- Możecie dać już spokój!? – zawołał Dumbledore.

- Ty siedź cicho, bo już dużo zrobiłeś! – odparowały Siostry Wojowniczki. Dumbledore zrobił się czerwony.

- Och, oczywiście, Bagman to dość sympatyczna postać – powiedział Percy protekcjonalnym tonem – ale pomysł, żeby zrobić go szefem departamentu... Wystarczy go porównać z panem Crouchem! Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w naszym departamencie, żeby zniknął gdzieś pracownik, a pan Crouch nie próbował dowiedzieć się, co się z nim stało.

- Bo Pan Crouch stoi, a ja zaspokajam jego potrzeby. Pan Crouch mówi "Weatherby zrób mi loda" – wypaliła Penelopa. Większość zakrztusiła się własną ślina, gdy to usłyszeli. Inni popatrzyli na dziewczynę w szoku, a ona nic sobie z tego nie robiła i dalej drwiła z byłego chłopaka – A ja mu zawsze odpowiadam "Dobrze PANIE Crouch" i zabieram się do pracy, żeby zaspokoić potrzeby pana Croucha – i wypięła dumnie pierś.

- Penelopa, nie poznaję cię – powiedzieli Fred i George. Popatrzyli na dziewczynę z niedowierzaniem, a Percy zrobił się jeszcze bardziej czerwony.

- TY MAŁA SMARKULO! – krzyknął Percy. Chciał rzucić się na dziewczynę, ale ta była szybsza i leżał na plecach obolały.

- Weatherby, jestem mistrzem kung-fu – powiedziała słodkim głosem blondynka.

- Penelopa! – jęknęły dwie wersje pani Weasley.

- Żałuję tylko, że straciłam na niego czas, ciociu – oznajmiła blondynka.

- Dasz wiarę, że Berty Jorkins nie ma już ponad miesiąc? Wybrała się na urlop do Albanii i dotąd nie wróciła!

- Tak, pytałem o to Ludona – rzekł pan Weasley, marszcząc czoło – Mówi, że Berta już wiele razy znikała... chociaż muszę przyznać, że gdyby to był ktoś z mojego departamentu, chyba bym się zaniepokoił...

- Och, Berta jest beznadziejna, to fakt.

- A ty kretynem – oznajmiła Ginny.

- Słyszałem, że wciąż ją przenosili z jednego departamentu do drugiego, więcej z niej było kłopotu niż pożytku... ale tak czy owak Bagman powinien próbować ją odnaleźć.

- Percy to jest pan Bagman, gdzie twoje maniery – powiedziała Hermiona przemądrzałym głosem. Okularnik dyszał z wściekłości.

- Pan Crouch jest tym osobiście zainteresowany... wiesz, kiedyś pracowała w naszym departamencie i wydaje mi się, że pan Crouch nawet ją polubił...

- Percy masz konkurenta! – zadrwił Percy'ego Łapa.

- Możemy już Weatherby'ego wyłączyć? – spytał James II.

- Wiemy, że chcesz Crouchowi zrobić loda, wujku Percy, a już bez przesady! – jęknął Hugo.

- Hugo! – warknęły Hermiona  i dwie wersje Molly I i Lily I.

- A ten Bagman tylko się śmieje i mówi, że Berta prawdopodobnie źle spojrzała na mapę i dotarła do Australii zamiast do Albanii. A trzeba powiedzieć – tu Percy westchnął głęboko i wypił duży łyk wina z czarnego bzu – że nasz Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów ma teraz naprawdę mnóstwo roboty oprócz poszukiwania zaginionych pracowników innych departamentów. Jak wiesz, zaraz po mistrzostwach świata czeka nas kolejne wielkie wydarzenie.

Większość popatrzyło się na Harry'ego, a później na Fleur.

Odchrząknął znacząco i spojrzał na drugi koniec stołu, gdzie siedzieli Harry,Ron i Hermiona – Wiesz, o czym mówię, ojcze – dodał lekko podniesionym głosem – O tym ściśle tajnym.

- Wszyscy wiemy, że ta biedna dziewczyna – wskazała na Audrey – i ja byliśmy tylko przykrywką dla twojej odmiennej orientacji, Percy. Tylko szkoda twoich dzieci Percy, że mają ojca geja – rzekła Penelopa.

- Możesz się zamknąć! – warknął Percy – NIE JESTEM GEJEM!

Ron spojrzał w niebo i mruknął do Harry'ego i Hermiony:

- Od samego początku wyłazi ze skóry, żebyśmy go zapytali, co to za supertajna impreza. Założę się, że to jakaś wystawa kociołków z grubymi denkami – Pośrodku stołu pani Weasley kłóciła się z Billem o jego kolczyk; wyglądało na to, że Bill nosi go od niedawna.

- ... i jeszcze z takim okropnym kłem, naprawdę, Bill, co na to powiedzą w banku!

- Mamo/babciu nikogo nie obchodzi, jak się ubieram, dopóki przynoszę do biura wystarczająco dużo skarbów.

- Przecież nic nie mówię! – odparowały dwie wersje Molly I do syna i wnuka.

- Mi się ten kieł podoba mamusiu/babciu – powiedziały Fleur i Samanta, bo Louis też miał długie włosy oraz kieł w uchu, tylko miał białe, a jego ojciec rude włosy.

- Jaki ojciec, taki syn – mruknęła starsza Molly, a ojciec i syn przybili żółwika.

- Mamo, nikogo w banku nie obchodzi, jak się ubieram, wystarczy, że przywożę mnóstwo skarbów – tłumaczył cierpliwie Bill.

- No i te twoje włosy... wyglądają trochę głupio – powiedziała pani Weasley, dotykając pieszczotliwie swojej różdżki.

- Dla mnie są bardzo seksowne. Ich dotyk i zapach pobudzają moje zmysły – oznajmiły dwie Lady's Weasley, bawiąc się ich długimi włosami i pieszcząc je palcami. Louis i Bill mieli śmieszne miny.

- Pozwól mi je przystrzyc...

- A mnie się podobają – oświadczyła Ginny, która siedziała obok Billa.

- A moje włosy też ci się podobają, kochanie? – spytał Harry. Jego włosy sięgały niemal do ramion.

- Uwielbiam twoje włosy. Są długie i prześliczne!odparła, patrząc na niego pożądliwie.

- Uwielbiam swoje włosy. Są długie i prześliczne! – przedrzeźniał swoją matkę James II.

- James dorośnij! – jęknęła Olivia.

- Uwielbiam pani włosy, pani Potter. Są rude, długie i prześliczne! – zawołał dziecięcym głosem Lord Potter, a lady Potter pocałowała go namiętnie w usta.

- Uwielbiam być panią Potter i jesteś taki seksy –  powiedziała, kiedy się oderwała od swojego męża i westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Oh, ja też uwielbiam być panią Potter, skarbie. Mój mąż też jest seksy – oznajmiły rozmarzonym głosem Ginny, Amelia II, dwie wersje Lily i Euphemia.

- Bo Potterowie są seksy – stwierdzili Fleomont. Gdy dwie wersje Rogacza, Harry, James II i Albus II całowali swoją rudą kobietę w czoło te westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Jesteś taka staroświecka, mamo. Zresztą profesor Dumbledore ma o wiele dłuższe...

Bill odrzucił teatralnie włosy do tyłu.

- Tatusiu rockmeni noszą zazwyczaj długie włosy – oznajmiła Victoire.

- Jesteś moim najlepszym gitarzystą, kochanie – stwierdziła Fleur – z najlepszych głosem.

- Nie mogę się z tobą zgodzić, kochaniutka, bo najlepszym gitarzystą i piosenkarzem jest Harry/Jared/Syriusz/Remus – rzekły Ginny, Daphne, dwie wersje Marlene i Nimfadora.

- Nie, cioteczki/mamuś, bo najlepszym na świecie gitarzystą i piosenkarzem jest Jamie/Albusik/Frankie/Teddy – odparły Lily II, Olivia, Victoire i Amelia.

- A najlepszym basistą jest Ron/Louis /Scorpius/Frank/George! – zawołały Hermiona, Samanta, Rose, dwie wersje Alicji I i Hope.

- Najlepszym perkusistą jest Fred/George/Patrick/Seamus/James! – krzyknęły Alicja II, Angelina, Susan i dwie wersje Lily I.

- A najlepiej na keyboardzie gra Hugo/Neville/Regulus – stwierdziły Emilly, Hanna i dwie wersje Dorcas. Ich mężowie głupkowato się uśmiechali.

- Dziewczyny lubią muzyków – stwierdził Neville. Hanna wyszeptała mu do ucha podnieconym i niezwykle erotycznym głosem – Nie mogę się doczekać Lady Longbottom – oznajmił Lord Longbottom.

- Kocham być Lady Longbottom.

- Ja też, mamuś kocham być panią Longbottom.

- Bo nią jesteś skarbie, prawda Korneliuszu?

- Tak, LADY Longbottom. PANI córka LADY Lily Longbottom jest PANIĄ Longbottom LADY i DAMĄ z rodu Longbottomów proszę PANI.

- No widzisz Kordek, jaki z ciebie jest prawdziwy dżentelmen – wtrąciła słodkim głosem Augusta – PANI Longbottom jest z ciebie taka dumna. Dziewczynki wyrasta nam dżentelmenem.

- Dziękuję, PANI Longbottom, że taka LADY, jak PANI jest ze mnie taka dumna, MADAME.

- Weź, przestań, bo jeszcze PANI Longbottom się zarumieni – oznajmiła najstarsza w rodzie pani Longbottom rumieniąc się.

- No widzisz, kochanie, sam Knot to potwierdza, że jesteś moją córeczką, którą bardzo mocno kocham i jesteś panią Longbottom. Mam rację, prawda? – oznajmiła z miłością w głosie pani Longbottom. Przyciągnęła ją do swojej piersi i całując ją w czoło. Lily II westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej.

- Tak, mamusiu, jestem panią Longbottom i też cię bardzo kocham, mamusiu – mruknęła, mając uśmiech na twarzy, a Hanna tuliła ją do swojego ciała uśmiechnęła się do męża.

Fred, George i Charlie rozprawiali z przejęciem o mistrzostwach świata.

- Wygra Irlandia, mówię wam – powiedział Charlie z ustami pełnymi ziemniaków – W półfinałach rozgromili Peru.

- Ale Bułgaria ma Wiktora Kruma – zauważył Fred.

Harry parsknął śmiechem. Ron mordował go wzrokiem.

- Krum to ich jedyny dobry zawodnik, a Irlandia ma takich siedmiu – oświadczył Charlie –Ale szkoda, że Anglia odpadła. To było okropne.

- A co się stało? – zapytał żywo Harry, żałując niezmiernie, że w czasie pobytu w domu przy Privet Drive był kompletnie odcięty od świata czarodziejów.

Ginny strzelała piorunami w Dumbledore'a.

Harry pasjonował się Quidditchem. Od pierwszego roku pobytu w Hogwarcie grał jako Szukający w drużynie Gryffindoru i miał Błyskawicę, jedną z najlepszych mioteł sportowych na świecie.

- Wiecie, od najlepszego ojca chrzestnego świata! – wypięli dumnie pierś dwie wersje Łapy.

- Przegrali z Transylwanią i to trzysta dziewięćdziesiąt do dziesięciu – powiedział ponuro Charlie – Miażdżąca klęska.

- Mało powiedziane! – zawołali szoku dwie wersje Rogacza.

Walia przegrała z Ugandą, a Luksemburg rozniósł Szkocję – Pan Weasley wyczarował świeczniki z płonącymi świecami i zanim zjedli deser (domowe lody truskawkowe), ćmy zleciały się do stołu, a ciepłe powietrze przesyciła won trawy i kapryfolium. Harry czuł, jak po tak wspaniałej kolacji przepełnia go błogość i z rozrzewnieniem obserwował gnomy biegające pod krzewami róż i ze śmiechem umykające przed Krzywołapem.

- Mój mały bohater, pomógł wam uratować naszego ukochanego wujka Syriusza - oznajmiła dumnie Hermiona przytulając Krzywołapa.

- Miau, miau – powiedział Krzywołap.

- Mój ty bohaterze! – zawołała Hermiona.

Ron upewnił się, że reszta rodziny zajęta jest ożywioną rozmową i zagadnął go cicho:

- Więc... miałeś jakieś wiadomości od Syriusza? – Hermiona rozejrzała się niespokojnie, wytężając słuch.

- Tak – odpowiedział cicho Harry – Dwa razy. U niego wszystko w porządku. Napisałem do niego przedwczoraj. Może dostanę tutaj odpowiedź.

- Napisze, Rogaś, napisze – rzekł starszy Łapa.

Nagle przypomniał sobie, dlaczego napisał do Syriusza i przez chwilę bliski był wyznania Ronowi i Hermionie, że znowu rozbolała go blizna, i opowiedzenia o tamtym śnie, z którego tak gwałtownie się przebudził... ale uznał, że nie powinien ich teraz niepokoić – teraz, kiedy sam czuł się tak szczęśliwy i spokojny.

- Dlaczego nie powiedziałeś? – spytała Hermiona oburzona.

- Ojej, zrobiło się późno – oznajmiła nagle pani Weasley, zerkając na zegarek – Powinniście już być wszyscy w łóżkach, jutro wstajemy o świcie. Harry, zostaw mi swoją szkolną listę, kupię ci wszystko na ulicy Pokątnej, jak będę robiła zakupy dla Rona i bliźniaków. Po meczu może już nie być czasu. Ostatni finał trwał pięć dni.

- Ekstra! Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie! – zawołał zachwycony Harry.

- A ja mam nadzieję, że nie – oświadczył Percy ze świętoszkowatą miną – Strach pomyśle, co bym znalazł w swojej poczcie, gdyby mnie nie było w pracy
przez pięć dni.

- I nie mógłbym również zaspokajać potrzeb pana Croucha – wtrącili się Bill i Charlie przemądrzałym głosem – bo zaspokojenie potrzeb na pana Croucha to jest najlepsza rzecz na świecie.

- Charlie, Bill przestańcie już! – warknęła starsza Molly.

- Tak, ktoś mógłby ci znowu podrzucić smocze łajno, no nie, Percy? – zakpił Fred.

- To była próbka nawozu z Norwegii! – oburzył się Percy, oblewając się rumieńcem – To nie był żaden dowcip!

- Był – szepnął Fred do Harry'ego, kiedy wstawali od stołu – My mu to posłaliśmy.

- Dobre! – zawołał Teddy

- Fredzie Weasley i George Weasley! – warknęły dwie wersje Lady Weasley. Zadziwiające, jak ta niska rudowłosa, o miłej twarzy kobieta przeszła metamorfozę mogła w tej chwili tak bardzo przy­pominać tygrysa szablastego. Dla efektu zrobiła tą swoją słynną pozę. Lordowie Weasley patrzyli na swoją żonę z uśmiechem na twarzy, a bliźniacy byli od niej wyżsi, ale teraz skulili się tak, że pani Weasley patrzyła na nich z góry. Artur oznajmił:

- Moja żona to jednak jest samicą alfa. Piękna i potężna samica alfa – Dwie wersje Molly zarumieniły się, a bracia Molly I i jej synowie jęknęli.

- Tylko...! – zaczęli Fabian i Gildeon, a Molly pocałowała swojego męża w usta – A nie ważne! – machnęli ręką.

- Jak to "nie ważne"? Oni się całują! – zawołali synowie państwa Weasley, patrząc na wujków z niedowierzaniem.

- Nasz tatuś jest taki opiekuńczy wobec naszej mamusi. To takie słodkie – oznajmiły córki państwa Weasley – Prawda, kochanie? – Ich mężowie popatrzyli na swoje żony z niedowierzaniem.

- Koniec rozdziału! – wycedziła Milicenta.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...