- Panno
Wielorybie poproszę książkę – powiedziała pani Malfoy mega słodkim głosem.
- Nie jestem
wielorybem, Greengrass! – warknęła Milicenta.
- A ja nie
jestem Greengrass! – odwarknęła Astoria – Nazywam się Malfoy i z łaski swojej
zapamiętaj to sobie!
- Chciałbym
się wtrącić – stwierdził Draco – ale tak, nazywa się Malfoy i za niedługo,
czyli za jakieś 2 miesiące, 30 marca skończy taką fajną liczbę, czyli 15 lat.
Zrobię z niej moją żonę i będzie się oficjalnie nazywała Malfoy.
- Naznaczysz
mnie? – spytała Astoria podnieconym głosem – będę cię czuła cały czas?
- Tak, pani
Malfoy – mruknął Draco.
- Już nie
mogę się doczekać – powiedziała Astoria i pocałowała go w namiętnie w usta.
- Ja też,
skarbie – oznajmiły Narcyze – oficjalnie zostaniesz moją córeczką. Prawda
Lucek, cieszysz się, że będziesz miał córeczkę Astorię oficjalnie?
- Tak, PANI
Malfoy bardzo się cieszę.
- DRACUŚ,
NIE!? – ryknęła Pansy.
- Ale ja już
postanowiłem. Okej? Zakochałem się w Astorii, a ciebie nigdy nie kochałem.
Uspokój się, proszę! – Astoria uśmiechnęła się słodko do Pansy.
- Mądra
decyzja, kochanie – oznajmiła Astoria i zaczęła trzepać rzęsami. Draco przełknął
ślinę.
- Mamo nie
podrywaj ojca, tylko zacznij czytać – rzekł Scorpius. Astoria zaczęła czytać.
Rozdział
szósty
Świstoklik
Harry czuł
się, jakby dopiero co położył się do łóżka w pokoju Rona, gdy pani Weasley
obudziła go, potrząsając za ramię.
- Czas
wstawać, Harry, kochanie – wyszeptała, odchodząc, aby obudzić Rona.
- Mamo
jeszcze pięć minut! – jęknął Harry i wtulił się w Ginny, a Ginny pocałowała go
w czoło.
Harry
wymacał okulary, założył je i usiadł. Na zewnątrz wciąż było ciemno. Ron,
wyrwany ze snu, mruknął coś niewyraźnie. Za swoim łóżkiem Harry dostrzegł dwie
rozczochrane postacie, wyplątujące się z koców.
- Co, już
czas? – rozległ się zaspany głos Freda.
- Gołe klaty
mojego mężczyzny! – rozmarzyły się Lady’s Weasley i Lady Potter.
Ubrali się w
milczeniu, zbyt otępiali, by rozmawiać, a potem, ziewając i przeciągając się,
wszyscy czterej zeszli na dół do kuchni. Pani Weasley mieszała w wielkim garnku
stojącym na piecu, a pan Weasley siedział przy stole, przeglądając pęk
wielkich, pergaminowych biletów. Na widok wchodzących chłopców wyprężył się i
rozpostarł ramiona, by zaprezentować swój ubiór. Miał na sobie sweter z golfem
i bardzo stare dżinsy, trochę na niego za duże, z grubym skórzanym pasem.
- Teraz
lepiej wyglądasz, dziadku – oznajmiła Victoire.
- Jak się ma
dwie zdolne projektantki mody, to od razu człowiek się lepiej ubiera –
uśmiechnęli się dwie wersje Artura – tylko spójrzcie na Molly, ta piękna
rudowłosa jest moją żonką – a ta uśmiechnęła się szeroko.
- No i co wy
na to? – zapytał niespokojnie – Mamy tam być incognito... Harry, czy wyglądam
jak mugol?
- Tak –
odrzekł Harry, uśmiechając się – Wspaniale.
- Gdzie jest
Bill, Charlie i Pe-eee-ercy? – zapytał George, któremu nie udało się stłumić potężnego
ziewnięcia.
-Pe-eee-ercy
zaspokaja potrzeby pana Croucha – Wiesz braciszku z tego, co mi wiadomo, robi
mu loda – odpowiedział Fred I. Percy chciał zabić brata.
- Fred! –
warknęła Nicole.
- Przecież
oni się teleportują, prawda? – powiedziała pani Weasley, stawiając na stole
wielki garnek, z którego zaczęła nalewać owsiankę do misek – Mogą trochę dłużej
poleżeć – Harry wiedział, że teleportacja jest bardzo trudną umiejętnością
magiczną; polegała na znikaniu w jednym miejscu i pojawianiu się prawie w tej
samej chwili w innym.
- No tak,
oni się wylegują – burknął Fred, przysuwając sobie miskę owsianki – Dlaczego my
też nie możemy się teleportować?
- Nie
zdaliście testu – powiedziała starsza Lily.
- Bo
jesteście za młodzi i nie zdaliście egzaminu – warknęła pani Weasley – Co jest
z tymi dziewczynkami?
- Malują
się, żeby pięknie się prezentować, mamusiu – rzekły Hermiona i Ginny.
- A tobie,
żeby opadła szczęka, kochaniutki – stwierdziła Hermiona do Rona i pocałowała go
w policzek i poprawiła włosy.
- I żebyś
myślał tylko o mnie, a nie o innej babie – oznajmiła Ginny do Harry'ego i też
do pocałowała go policzek i również poprawiła włosy.
Wypadła z
kuchni i po chwili usłyszeli jej kroki na schodach. To trzeba zdać egzamin,
żeby się teleportować? – zapytał Harry.
- O, tak –
odrzekł pan Weasley, wsuwając bilety do tylnej kieszeni dżinsów – Departament
Transportu Magicznego musiał właśnie ukarać parę osób za teleportowanie się bez
licencji. Teleportacja wcale nie jest łatwa, a jak nie zrobi się tego we
właściwy sposób, może dojść do przykrych komplikacji. Ci, o których mówię,
rozszczepili się.
- Na
przykład noga tu, a reszta ciała tam – rzekła Rose.
Wszyscy,
prócz Harry'ego, skrzywili się z niesmakiem.
-
Rozszczepili się? – powtórzył Harry.
- Tak,
zdeportowali się tylko w połowie – powiedział pan Weasley, wlewając sobie do
owsianki sporą porcję syropu – No i oczywiście ugrzęźli. Nie mogli się ruszyć
ani wte, ani wewte. Musieli czekać na Czarodziejskie Pogotowie Ratunkowe, żeby
ich z powrotem poskładało do kupy. Było mnóstwo papierkowej roboty, nie mówiąc
już o mugolach, którzy natknęli się na części ich ciał...
- Najgorsza
rzecz na świecie – mruknął Hugo.
Harry
wyobraził sobie nagle parę nóg i jedną gałkę oczną porzucone na chodniku Privet
Drive.
- I co, nic
im się nie stało? – zapytał wstrząśnięty tą wizją.
- Och nie –
stwierdził rzeczowo pan Weasley – Ale musieli zapłacić wysoką grzywnę i nie
sądzę, by znowu próbowali się teleportować w takim pośpiechu. Z teleportacją
nie ma żartów. Wielu dorosłych czarodziejów w ogóle jej nie
stosuje. Wolą miotły... Są wolniejsze, ale bezpieczniejsze.
- Miotła to
najlepszy przyjaciel czarodzieja – uśmiechnął się Harry.
- Pod
warunkiem, że umie latać na niej – dodał McLaggen.
- Ale Bill,
Charlie i Percy potrafią?
- Charlie
musiał dwa razy zdawać egzamin – powiedział Fred, uśmiechając się złośliwie –
Za pierwszym razem oblał. Aportował się pięć mil na południe od wyznaczonego
miejsca i w dodatku na głowie jakiejś starszej pani robiącej sobie spokojnie
zakupy... Pamiętacie?
- Tak,
pamiętamy, ale za drugim razem zdał – powiedziała pani Weasley, wkraczając do
kuchni wśród ogólnych chichotów.
- Bo
najlepsi czarodzieje zdają za drugim razem – powiedział Charlie.
- Skoro tak
mówisz, kochanie – mruknęła Charlotte, całując go w policzek. Rudy wystrzeżyli
się głupkowato.
- Percy zdał
dopiero dwa tygodnie temu – wyjaśnił Harry'emu George – Od tego czasu teleportuje
się co rano z sypialni do kuchni, żeby pokazać, że potrafi.
- Żeby
zaspokoić Croucha i wrócić na śniadanie – mruknął Ron.
W korytarzu
rozległy się kroki i do kuchni weszły Hermiona i Ginny, obie
blade i zaspane.
- Nawet
wtedy wyglądała pięknie – westchnęli panowie Weasley i Potter.
- Dlaczego
musimy zrywać się tak wcześnie? – jęknęła Ginny, która trąc oczy, usiadła przy
stole.
- Żebyś się
pytała! – warknął Michael.
- Czy mogę
prosić Madame o zgodę, żeby dać temu idiocie nauczkę? – spytał Harry.
- Spokojnie,
mój Lordzie to tylko idiota bez mózgu, a później jest dużo papierkowej roboty.
Jeśli pan chce zrobić temu imbecylowi krzywdę lepiej zająć się czymś innym,
Lordzie – odparła Ginny, a później powiedziała do Michaela – Nie wrócę do
ciebie, idioto.
- Będziesz
mnie jeszcze błagała, Weasley – Ginny parsknęła śmiechem.
- Pani
Potter jak już! – warknęli dwie wersje Rogacza w stronę Cormaca – Ginny nazywa
się Potter.
- Prawdziwy
mężczyzna potrafi zaspokoić potrzeby swojej Lady, a Lord Harry Potter jest w
tym najlepszy – oznajmiła ociekająca słodyczą lady Potter. Harry popatrzył na
żonę zarumieniony, a synowie i bracia krzywili się, że jego siostra i matka
uprawia seks i to jeszcze codzienne z ich szwagrem i ojcem – a ty możesz
zaspokoić potrzeby co najwyżej Cho i myślę, że jej to wystarczy. Wiesz, miałam
na myśli to coś, co masz pomiędzy nogami – Cho patrzyła na Potter wściekła, a
ta nic sobie z tego nie robiła i poszła do Cormaca z gracją i wdziękiem i
mruknęła mu do ucha ze słodyczą – i bzykam się z Lordem Potterem codzienne i
uwielbiam, kiedy mnie dotyka swoimi boskimi rękami i pieści językiem moje gołe
ciało. Całuję moje znamię, bo mnie naznaczył, wtedy wydaje głośne westchnienia
zadowolenia, prosząc go o więcej i jestem w siódmym niebie. Kiedy skończy mnie
bzykać jestem zadowolona z jego pracy. Wniosek jest taki, Michaelku, że nie
dorastasz Harry'emu do pięt – i pogłaskała go po włosach, jak małe dziecko –
Grzeczny chłopczyk. Powiem ci skarbeńku, ja jako Lady Potter mam już swojego
lorda Pottera, Michaelku – Michael, kiedy to usłyszał zrobił się czerwony ze
wściekłości. Ta odwróciła się z gracją i wdziękiem, a jej i rude włosy smagnęły
twarzy pana Cormaca. Ten wyciągnął różdżkę, ale został trafiony przez Fleur.
- Jak śmiesz
atakować, Ginny, kiedy jest obrócona do ciebie plecami! – warknęła Fleur. Ginny
się obróciła i popatrzyła na Michaela w szoku, który leżał, trzymając się za
krocze, a później przytuliła się do Fleur, a ta objęła ją mocno i tuliła ją do
swojej piersi.
- Fleur –
mruknęła Ginny. Wtuliła się w blondynkę – Kocham cię, Fleur. Jesteś moją siostrzyczką
i idiotką.
-
Oczywiście, że jestem twoją siostrzyczką, skarbie i nie jesteś idiotką.
- Byłam
idiotką. Muszę ci coś powiedzieć, Fleur, pewnie mnie znienawidzisz... Nazywałam
cię Flegmą – powiedziała mając łzy w oczach – i to był mój największy błąd,
żeby nie oceniać ludzi po wyglądzie. Jesteś piękną i inteligentną kobieta o
dobrym sercu. Bill wybrał mądrze. Przepraszam cię bardzo mocno, mam nadzieję,
że kiedyś mi wybaczysz, że cię obrażałam i mówiłam do innych, że jesteś Flegma
– i spuściła głowę Myślała, że Fleur ją znienawidzi, bo pokochała ją jak
siostrę i chciała odejść, a ta ją przytrzymała i przytuliła Ginny mocno, a ta
rozpłakała się.
- Już
dobrze, kochanie, wybaczam ci – mruknęła i tuliła rudą do swojej piersi, a ta z
desperacją się w nią wtuliła – Wiesz jaka byłam? Zadufana w sobie i dumna jak
paw. Swoim zachowaniem denerwowałam ciebie, zwłaszcza ciebie, bo traktowałam
cię, jak małą dziewczynkę, a nie jak dorosłą kobietę, którą się stałaś. Tak
samo zachowywałam się nie tylko w stosunku do ciebie, ale do Hermiony oraz do
innych uczennic. Myślałam, że jestem od was lepsza, piękniejsza i mądrzejsza, a
wcale nie byłam. Stale narzekałam na Hogwart, potrawy, wystrój zamku i
porównując brytyjską szkołę z Beauxbatons. Uważałam, że moja szkoła jest lepsza
– a później zaczęła mówić do Ginny ucha – Byłam oburzona faktem, że Harry
dostał się do Turnieju i traktowałam go z wyższością. Prawdopodobnie nie
najlepszej opinii się dorobiłam także w Beauxbatons, gdyż kiedy zostałam
reprezentantką szkoły, moi koledzy nie byli z tego powodu zadowoleni, a dwie
koleżanki popłakały się z tego powodu. Jednak od czasu Drugiego Zadania
Turnieju (wtedy Harry "ratuje" Gabriele z jeziora) moje zachowanie
zmieniło się diametralnie. Stałam się milsza i traktowałam Harry'ego z
szacunkiem – późnej znowu mówiła do niej normalnie – Moje uprzedzenia do
Hogwartu znikają, jestem dla najbliższych w stanie zrobić wszystko, a ty jesteś
dla mnie najbliższą rodziną, Ginny. Jesteś dla mnie, jak młodsza siostrzyczka,
a Molly i Artur stali się dla mnie mamusią i tatusiem i koniec tematu. Dziwnie
się poczułam, kiedy powiedziałam do nich imieniu do mamusi i tatusia.
- Bo stałaś
się dla nas córeczką, kochaniutka i z magii i normalnie – oznajmiła Molly radośnie
– Kiedy Bill naznaczył cię na swoją żoną dając Ci ten znak na szyi.
- Tak, mamusiu – rzekła ze szczęścia Fleur, dotykając swojego znamienia
na szyi i westchnęła zadowolonym głosem – Mamusia ma rację, jestem waszą
córeczką, a wy jesteście moimi rodzicami.
- Naprawdę? – spytała Ginny.
- Naprawdę – odparła Fleur. Ginny wtuliła się znowu i westchnęła
zadowolonym głosem, kiedy Lady Weasley pocałowała ją w czoło i przytuliła Ginny
mocno.
- Nazywam się Fleur Weasley i jestem twoją starszą siostrą, skarbie.
- Nazywam się Ginny Potter i jestem twoją młodszą siostrą, kochaniutka.
- Miło cię poznać. Na pewno będziemy siostrami i psiapsiółkami –
powiedziały nawzajem i za śmiały się. Bill i Harry popatrzyli na siebie wielce
zdziwieni.
- One, są psiapsi? – spytał Harry do Billa.
- A co, macie z tym jakiś problem? – spytała Fleur.
- Nie, kochanie – odparł Bill.
- Harry? – zapytała Ginny.
- Ja też nie, Gin – powiedział Harry.
- Ja też chcę – powiedziała Hermiona. Fleur wyciągnęła ręce, a ta
przytuliła się do blondynki.
- Nazywam się Fleur Weasley i jestem twoją starszą siostrą, kochanie –
odezwała się Lady Weasley, całując ją w czoło.
- A ja nazywam się Hermiona Weasley i jestem twoją młodszą siostrą,
skarbie – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w blondynkę.
- Miło cię poznać, na pewno będziemy siostrami i psiapsiółkami –
powiedziały nawzajem i zaśmiały się. Bill i Ron popatrzyli na siebie wielce
zdziwieni.
- Psiapsi? – spytał Ron Harry'ego i Billa.
- Ronaldzie masz z tym jakiś problem? – zapytała Hermiona, stanęła i
zaczęła stukać wysokim obcasem o podłogę i położyła ręce o biodra.
- Oczywiście, że nie kochanie – wystękał Ron, a późnej trzy kobiety
przytuliły się na nawzajem. Single tylko wzdychali, patrząc na Ginny, Hermionę
i Fleur. Apolonia, Lily i Molly podeszły do dziewcząt z gracją i wdziękiem i
wszystkie przytuliły. Apolonia mruknęła do Hermiona i Ginny.
- Kochane, jesteśmy rodziną, więc wiecie, co znaczy.
- Wiemy ciociu Apolonio – oznajmiły Hermiona i Ginny. Lady Delacour miała
uśmiech na twarzy i pocałowała obie w czoło, wyrażając cioteczne uczucia, a
dziewczyny westchnęły i wtuliły się Madame Delacour jeszcze bardziej.
- Dla dzieci i moich sióstr jestem ciocią Apolonia – mruknęła, tuląc je –
Miło poznać was, kochaniutkie.
- My ciebie też, ciociu – rzekły Lady's Potter i Weasley. Lily I i Molly
I uśmiechnęły się do siebie.
- Ale laski – mruknął jeden.
- No... Idealne fryzury, idealne figury, idealna gracja, wdzięk przy
chodzeniu i idealne ubrania – wzdychał drugi, a późnej odwróciły się z taką
gracją i wdziękiem, że single ponownie westchnęli, a te, odrzucając włosy do
tyłu i usiadły na kolanach swojego męża.
- Mamy kawałek do przejścia – odrzekł pan Weasley.
- Do przejścia? – zdziwił się Harry – Idziemy pieszo na mistrzostwa świata?
- Nie, nie, to całe mile stąd – odpowiedział pan Weasley, uśmiechając się –
Ale kawałek trzeba przejść.
- Mylisz pojęcia, to był duży kawałek drogi – stwierdzili Fred i George.
- To właśnie sprawia zwykle dużą trudność wielu czarodziejom: jak się gdzieś
zgromadzić, żeby nie ściągnąć na siebie uwagi mugoli. Musimy być bardzo
ostrożni, kiedy podróżujemy, a co dopiero przy takich wielkich zgromadzeniach,
jak mistrzostwa świata w Quidditchu...
- George! – krzyknęła ostro pani Weasley i wszyscy podskoczyli.
- Co? – zapytał George niewinnym tonem, który nikogo nie zwiódł.
- Co masz w kieszeni?
- Nic! – zawołał George I – Siedzi mi na kolanach tylko Angelina!
- Nic!
- Nie kłam mi w żywe oczy! – Pani Weasley wycelowała różdżkę w kieszeń
George'a i powiedziała:
- Accio! – Z kieszeni wystrzeliło kilkanaście małych, kolorowych
kostek. George chciał je złapać, ale nie zdążył i wszystkie wylądowały na
wyciągniętej dłoni pani Weasley.
- Może powinnaś grać Quidditcha na pozycji Szukającego – stwierdził
młodszy Rogacz.
- Miałeś je zniszczyć! – fuknęła ze złością, pokazując garść
gigantojęzycznych toffi –Kazaliśmy ci pozbyć się tego świństwa! Wywrócić mi
zaraz kieszenie na lewą stronę, obaj
Fred i George prychnęli.
Nie była to przyjemna scena: bliźniacy najwyraźniej próbowali przeszmuglować
z domu tyle toffi, ile im się uda, a pani Weasley odnalazła wszystkie dopiero
dzięki zaklęciu przywołującemu.
- Accio! Accio! Accio! – wykrzykiwała, a toffi
wyskakiwały z najróżniejszych dziwnych miejsc, w tym spod podszewki kurtki
George'a i zza podwiniętych nogawek dżinsów Freda.
- Wynalezienie ich kosztowało nas sześć miesięcy pracy! – zawołał Fred do
matki, kiedy wyrzucała cukierki.
- Wspaniały sposób na zmarnotrawienie sześciu miesięcy! – wrzasnęła.
- To nie było miłe, babciu! – krzyknęły Sofia i Roxanna.
- Przepraszam! – jęknęły dwie wersje pani Weasley – Czy ja jestem złą
matką?
- Nie jesteś złą matką, tylko nadopiekuńczą matką – poprawiła ją Ginny.
- Molly nie możesz zmuszać ich do niczego, mają pomysł na siebie –
stwierdzili dwie wersje pana Weasley'a.
- I zostali milionerami, babciu – dokończyły Alicja II i Hope. Fred i
George popatrzyli na siebie i wypieli dumnie pierś, zupełnie jak ich brat,
Percy.
- Trudno się dziwić, że zaliczyliście tak mało sumów! – Trudno też było się
dziwić, że atmosfera nieco się zagęściła. Kiedy pani Weasley na pożegnanie
ucałowała męża w policzek, wciąż była nachmurzona, choć nie aż tak, jak obaj
bliźniacy, którzy zarzucili plecaki i wyszli z kuchni bez słowa.
- Podcinałaś nasze marzenia – mruknęli.
- Przepraszam. Myliłam się, nie po raz pierwszy. Czy mogę was przytulić?
- Możesz – oznajmili, a Molly z całej siły przytuliła swoich bliźniaków i
się rozpłakała – Mamo, dusisz! Nie mogę oddychać! Oddychać nie mogę! – Molly
puściła ich i mruknęła.
- Przepraszam – rzekła zarumieniona.
- No, to bawcie się dobrze – powiedziała pani Weasley – i zachowujcie się,
jak należy! – zawołała w kierunku pleców bliźniaków, ale nawet się nie
obejrzeli ani nie odpowiedzieli – Billa, Charliego i Percy'ego wyślę gdzieś
koło południa – dodała, zwracając się do pana Weasley'a, kiedy on, Harry, Ron,
Hermiona i Ginny ruszyli za Fredem i George'em przez ciemny trawnik. Było
zimno, księżyc jeszcze świecił.
Remusowie westchnęli.
Jedynie słaba, zielonkawa poświata tuż nad horyzontem wskazywała na bliskość
świtu. Harry pomyślał o tysiącach czarodziejów udających się na Finał
Mistrzostw Świata w Quidditchu i przyspieszył kroku, by zrównać się z panem
Weasley'em.
- W jaki sposób wszyscy się tam dostaną, nie zwracając na siebie uwagi mugoli?
– zapytał.
- To bardzo skomplikowana operacja – westchnął pan Weasley – W końcu chodzi
o jakieś sto tysięcy czarodziejów, którzy mają się zgromadzić w jednym miejscu,
a oczywiście nie dysponujemy tak wielkim obiektem magicznym, by wszyscy się
pomieścili. Są, rzecz jasna, miejsca, do których mugole nie mogą przeniknąć,
ale wystarczy sobie wyobrazić próbę stłoczenia stu tysięcy czarodziejów na
ulicy Pokątnej albo na peronie dziewięć i trzy czwarte. Musieliśmy więc znaleźć
jakieś odludne wrzosowisko i zastosować mnóstwo antymugolskich środków
ostrożności.
- Mugole to, mugole tamto, mugole sianto! – warczeli Luckowie.
- Cicho tam, Lucek albo dosięgnie cię moc wili – powiedziała Apolline.
- Przepraszam, MADAME Delacour.
- Obiecujesz?
- Obiecuje, PANI Delacour.
- Lucek, nie możesz tak robić, żeby baby cię tak traktowali! – wycedzili
goryle.
- Muszę, bo przyłożę sam siebie! – wycedzili dwie wersje Lucka.
- Baby?! – warknęła Barbara – Czy ja usłyszałam baby?!
- Zamknij się, szlamo! – wycedzili Crabbe i Goyle. Emilly rzuciła
zaklęcie, że ci pisnęli z bólu trzymając się za krocze, a późnej Rose rzuciła
zaklęcie na goryli.
- Ty wredna szlamo! – warknęli i uderzali się w twarz tak mocno, że
jęknęli z bólu, bo ich policzek stał się czerwony od uderzaniem samego siebie.
- Boli? Miało boleć. Żeby nie uderzać się twarz musicie zachować etykietę
dobrego zachowania – oznajmiła Rose słodkim głosem – "Savoir-vivre",
pamiętacie?
- Nie będę...! – i znów uderzyli się bardzo mocno w policzek i jęknęli z
bólu. Kobiety zachichotały.
- Mówiłam przecież, jak to działa, goryle. To was nauczy szacunku do
kobiet, kobiet urodzonych, jako mugolaki, wiecie co to znaczy? – Ci popatrzyli
na nauczycieli przerażeni.
- Kobiety się szanuje, nie ważne czy jest mugolakiem, półkrwi, czy
czystej, panowie – stwierdziła Minerwa sucho.
- My, jak to nazwaliście "baby" i inne obraźliwe nazwy
potrafimy się zemścić, a nic nie jest gorsze niż zemsta płci piękniej –
powiedziała Poppy.
- Przykro mi, panowie, ale to może was nauczy szacunku do płci piękniej –
dodała Pomona – Nic mnie nie wkurza, jak rasistowskie teksty.
- Walcie się! – krzyknęli i znów uderzyli się w policzek tak mocno, że
jęknęli z bólu.
- Spróbujcie jeszcze raz, pomogę wam zacząć. Przeprosiny zaczyna się od
"przepraszam PANI Black" – powiedziała Barbara – Chyba że chcecie
mieć czerwony policzek.
- Ani mi się ważcie! – warknęły dwie wersje Lily w stronę dyrektora i
Snape'a.
- Przepraszam, PANI Black, że obraziłam PANIĄ i powiedziałem, do LADY
najbardziej obraźliwe słowo i obraziłem też PANI przyjaciółkę LADY Weasley tym
samym słowem i przepraszam jeszcze raz.
- Jeszcze raz obrazicie, któregoś członka rodziny w moim rodzie tym
słowem albo jakiegoś mugolaka, to wtedy nie będę taka miłosierna! – warknęły
najstarsze panie w swoim rodzie
- Przepraszamy, drogie PANIE!
- I tak macie się odzywać do kobiet – powiedziała dwie wersje Marlene –
Rozumiecie? To was trochę nauczy pokory, że kobiety są też niebezpieczne i
potrafią walczyć o swoje.
- Tak, PANI Black – powiedzieli posłusznie.
- Jeszcze jakieś pytania? Nie? To czytajmy dalej – rzekła Hanna, wtulając
się w męża.
- Czy to działa na wszystkie kobiety? – spytała Pansy.
- Tak – odparła Rose, patrząc ma goryli, a ci przełknęli ślinę.
- Nie słuchaj jej – zaczęli i przywalili się sam siebie.
- Spróbujcie, PANNO Parkinson, niech PANIENKA PANI Malfoy nie słucha –
oznajmiła Cyzia.
- Tak, chciałam tylko sprawdzić. Chłopaki – mruknęła Pansy – Więc jak to
będzie Gregory i Vincencie?
- Oczywiście, PANIENKO Parkinson.
- Całe ministerstwo pracowało nad tym miesiącami. Przede wszystkim
musieliśmy rozłożyć w czasie samo przybycie na mistrzostwa. Ci z tańszymi
biletami musieli się pojawić na miejscu już dwa tygodnie temu. Pewna liczba
czarodziejów wykorzystuje mugolskie środki transportu, ale nie mogliśmy
pozwolić, by zbyt wielu zatłoczyło autobusy i pociągi, a pamiętaj, że
czarodzieje przybywają z całego świata.
- Taki na przykład Wiktor Krum – mruknął Ron.
- Jesteś zazdrosny! – zachichotała Hermiona.
- Jestem zazdrosny, jak pomyślę, że ten... – zaczął Ron.
- Och, zamknij się! – i pocałowała go namiętnie w usta.
- Mamo, przestań! – jęknęli Hugo i Scorpius.
- Nie – odparła pani Weasley, kiedy oderwała się od jego ust, a Ron
miał rozmarzona minę.
- Zostaw mojego Mon-Rona! – warknęła Lavender.
- Nie – odparła Lady Weasley – Prawdą jest, skarbie, że uwielbiasz, kiedy
ja cię całuję? – spytała Rona i zaczęła trzepać rzęsami.
- Tak! – pokiwał głową – Uwielbiam jak mnie całujesz!
- Widzisz, Lavender ten przystojniak jest mój.
- Na pewno napoiła go eliksirem miłości! – warknęła Lavender w stronę
profesorów.
- Taka wiadomość dla tej panny, gdyby mamusia poiła tatusia eliksirem
miłości to ich dzieci nie mogłyby kochać i nie wiedziały, co to jest miłość i
wtedy Hugo by nie ratował mnie, jak zaatakowali nas stado wilkołaków – rzekła
Emilly. Przez głowę Dumbledore'a przeszła myśl:
'Skąd oni to wiedzą? Hmm... Są z przyszłości, więc przyszły ja
Harry'ego, Rona i Hermiony mogliby im powiedzieć'.
- Będziesz mój!
- Mamusiu, ta pani mówi, że pan Weasley będzie jej! – poskarżyła się Lady
Weasley do najstarszej Lady Weasley w rodzie i wtuliła się w męża jeszcze
bardziej – A nie jest jej, prawda, mamusiu?
- Daruj sobie takie komentarze, panno Brown – odparły dwie wersje Molly
formalnie patrząc na nią, jak na robaka – Hermiona nie podaje eliksiru miłości
Ronowi, to Hermiona jest panią Weasley i jestem z tego szczęśliwa, że ta dama
stała się moją córką. Zrozum to wreszcie! – Brown prychnęła. Ron szeptał coś do
ucha, a Hermiona miała rumieniec na twarzy. Hugo wywrócił oczami.
- Oczywiście niektórzy się teleportują, ale musieliśmy ustanowić bezpieczne
punkty aportacji, z dala od mugoli. O ile wiem, jest tam w pobliżu las, w sam
raz na bezpieczną aportację. Ci, którzy nie chcą albo nie potrafią się
teleportować, muszą skorzystać ze świstoklików. To takie obiekty, którymi
czarodzieje przemieszczają się z jednego miejsca na drugie w określonym czasie.
W razie potrzeby można nimi przenosić dużą grupę na raz. Mamy dwieście
świstoklików, rozmieszczonych w strategicznych punktach całej Wielkiej
Brytanii, a najbliższy jest na szczycie wzgórza Stoatshead, dokąd właśnie
idziemy.
- Weasley jesteś łasica! – zadrwili obie wersje Lucjusza.
- A ty jesteś blond Roszpunka! – odparowały dwie wersje Artura – Jak to,
ty wielki arystokrata nawet nie potrafisz zaspokoić swojej żony, co z ciebie za
mężczyzna, Malfoy??
- Ale mu pocisnął! – zawołał ze śmiechu Teddy.
- Arturze nie znałem się od tej strony – stwierdzili szoku dwie wersje
Huncwoci 1.0.
- Arturze! – skarciła go jego żona, ale miała iskierki w oczach – Ty za
to potrafisz – dodała mu do ucha podniecona.
Pan Weasley wskazał przed siebie, gdzie poza wioską Ottery St Catchpole
czerniało wielkie wzniesienie.
- Jak wyglądają takie świstokliki? – zapytał zaciekawiony Harry.
- Przede wszystkim nie mogą rzucać się w oczy – odrzekł pan Weasley –
Wybieramy takie przedmioty, na które mugole nie zwrócą uwagi, a więc nie
podniosą z ziemi i nie zaczną się nimi bawić. No wiesz, coś takiego, co uznają
po
prostu za śmieci.
- Śmieciami to wy jesteście – wycedziła Mariette.
- Daruj sobie takie komentarze – oznajmiła Charlotte.
Maszerowali ciemną, mokrą drogą ku wiosce; w ciszy słychać było tylko odgłos
ich kroków. Niebo bladło powoli, kiedy szli przez uśpioną jeszcze wioskę:
atramentowa czerń zamieniła się w ciemny granat. Harry'emu zmarzły dłonie i
stopy. Pan Weasley co jakiś czas zerkał na zegarek. Kiedy zaczęli się wspinać
na wzgórze Stoatshead, stracili ochotę do rozmowy. Od czasu do czasu wpadali w
niewidoczne jamy królików i potykali się o gęste kępy trawy. Kiedy wreszcie
wyszli na płaski szczyt, Harry był zdyszany, a nogi zaczynały mu odmawiać
posłuszeństwa.
- Czyżby wielki Harry Potter miał kłopot z wejściem na małą górką! – zadrwiła
Mariette.
- Zamknij się! – warknęła Jessica.
- Huuu – wysapał pan Weasley, zdejmując okulary i wycierając je o sweter –
No, tempo było całkiem niezłe... mamy jeszcze dziesięć minut – Hermiona
pojawiła się na szczycie ostatnia, trzymając się za bok, bo dostała kolki.
Wszyscy popatrzyli na Hermionę, więc zeszła z kolan, poruszając się w
stronę swoich siostrzenic, bratanic i córek z nie bywała gracją i wdziękiem.
Następnie przytuliła wszystkie te dziewczyny, mając łzy w oczach wycałowała i
przytulała ze wzruszenia, bo uważała siebie za brzydkie kaczątko, kujonkę i nie
pewną osobę, a te dziewczyny jej pomogły w pewności siebie i teraz jest pewną
siebie, piękną, inteligentną kobietą z klasą.
- Dziękuję – szepnęła – Dziękuję, dziękuję.
- To nic takiego – mruknęły zadowolonym głosem, patrząc na ciocię i
matkę.
- Wystarczyło tylko trochę poćwiczyć, ciociu i chęci, żeby z normalnej
dziewczyny stać się gwiazdką – stwierdziła Victoire.
- Jestem wam taka wdzięczna – rzekła Pani Weasley – Zmieniliście mnie i
nauczyliście mnie, jak być seksy kobietą.
- Mamusiu my ci tylko daliśmy wskazówki, jak zmienić swoje życie, a to ty
wykonałaś całą pracę – stwierdziła Emilly, tuląc się do Lady Weasley, a ta z
radością przytuliła ją do swojej piersi.
- Ale gdyby nie wy... – wyszeptała.
- Mamuś, to nic takiego – odezwała się Rose, przytulając się do matki, a
ta z radością tuliła ją do swojej piersi.
- Jesteście moimi największymi skarbami – powiedziała, całując obie córki
w czoło. Emilly i Rose, które westchnęły zadowolone wtulając się w matkę bardzo
mocno.
- Mamusiu jesteś najlepsza – mruknęły Lady Malfoy i Lady Weasley.
- Ciociu, a jak się teraz czujesz? – spytała Domique.
- Nigdy nie czułam się lepiej – mruknęła – Nauczyliście mnie bardzo
ważnej lekcji: Że trzeba rozwijać nie tylko mózg, ale też ciało, wtedy jesteś
szczęśliwa.
- Bardzo nas to cieszy, ciociu – oznajmiła Molly II. Lady Weasley
ponownie wycałowała dziewczyny, tuląc je do swojego ciała, później z niebywałą
gracją i wdziękiem odwróciła się, kręcąc biodrami i z uśmiechem na twarzy
poszła do męża i usiadła mu na kolanach. Single patrzyli na dziewczynę
oczarowani, jakby była willą, a niektóre dziewczyny były mega zazdrosne.
- Ale są zazdrosne – oznajmił jej do ucha Ron. Hermiona uśmiechnęła się
delikatnie.
- A niech będą – mruknęła erotyczne Hermiona – Nie przejmuj się nimi,
tylko posłuchaj, co wymyśliłam – i zaczęła szeptać mu do ucha podnieconym
głosem.
- Hermiona, nie poznaje cię.
- Nie chcesz mi tego pokazać – mruknęła cicho. Ron zmusił ją, żeby na
niego spojrzała.
- Bardzo chcę ci to pokazać i zrobię wszystko, żebyś byłaś szczęśliwa i
bezpieczna.
- Przy tobie czuję się bezpieczna i szczęśliwa – powiedziała pani Weasley
i westchnęła zadowolonym głosem – Lubię taką siebie.
- Wysportowana, piękna, inteligentna i bogini – powiedział, patrząc na
Hermione uwielbieniem – i do tego świetna w łóżku – dodał jej do ucha.
- Teraz musimy tylko znaleźć świstoklik – rzekł pan Weasley, zakładając
okulary i rozglądając się po ziemi – Nie będzie duży... No, to do dzieła –
Rozproszyli się i zaczęli szukać.
Minęło jednak zaledwie kilka minut, gdy ciszę rozdarł krzyk:
- Amos – mruknął starszy Artur.
- Tutaj, Arturze! Tutaj, synu, mamy go! – Na tle rozgwieżdżonego nieba
pojawiły się dwie wysokie sylwetki.
- Amos! – zawołał pan Weasley, zmierzając z uśmiechem na twarzy w stronę
mężczyzny, który krzyknął. Reszta ruszyła za nim. Pan Weasley ściskał dłoń
czarodziejowi o rumianej twarzy, okolonej krzaczastą brązową brodą, który w
drugiej dłoni trzymał jakiś zapleśniały stary but.
- Staruszek się załamał się po śmierci Cedrika – mruknął bardzo cicho
James II.
- Moi drodzy, to jest Amos Diggory – powiedział pan Weasley – Pracuje
w Urzędzie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. I chyba znacie jego syna
Cedrika?
Cho zawyła z rozpaczy.
- Co się dzieje? – spytała młodsza Molly, patrząc na Chang.
- Mamusia dowie się na końcu książki – rzekła Hermiona.
Cedrik Diggory był kapitanem i Szukającym drużyny Puchonów. Miał około
siedemnastu lat i uchodził za jednego z najprzystojniejszych chłopców w całej
szkole.
- I na zawsze taki pozostanie – mruknął Harry. Miał łzy w oczach. Albus
II Frank II, Scorpius, Hugo, Patrick i Fineas wymienili spojrzenia. Już
wiedzieli, co zrobią. Ginny przytuliła mocno Harry'ego.
- Cześć – powiedział Cedrik, rozglądając się po twarzach obecnych. Wszyscy,
prócz Freda i George'a, odpowiedzieli mu "cześć". Bliźniacy tylko
kiwnęli głowami.
Fred i George westchnęli.
Do tej pory nie wybaczyli Cedrikowi wygranej z drużyną Gryfonów, w pierwszym
w ubiegłym roku meczu Quidditcha.
- Długo musieliście wędrować, Arturze? – zapytał ojciec Cedrika.
- Nie za bardzo – odrzekł pan Weasley – Mieszkamy zaraz za tą wioską. A wy?
- Trzeba było wstać o drugiej w nocy, prawda, Ced? Będę rad, gdy mój syn
dostanie już wreszcie prawo teleportacji.
Łzy leciały po policzków Cho.
- Nie podoba mi się to – mruknęła starsza Marlene.
Ale nie uskarżam się... w końcu to Finał Mistrzostw Świata. Warto przejść
się kawałek, no i wydać worek galeonów na bilety. I chyba jakoś się udało... –
Spojrzał dobrodusznie na trzech młodych Weasley'ów, Harry'ego, Hermionę i Ginny
– To wszystko twoje dzieciaki, Arturze?
- Och nie, tylko te rudzielce – odpowiedział pan Weasley, wskazując na swoje
dzieci – To jest Hermiona, koleżanka Rona...
- Arturze, Hermiona to nasza córka! – oburzyła się starsza Molly I – i
zawsze nią będzie – Hermiona popatrzyła na Artura.
- Źle się wyraziłem, Hermiono – mruknął starszy Artur szybko.
- A co tatuś chciał powiedzieć? – spytała cicho.
- Tatuś chciał powiedzieć, że jesteś moją córką, zwłaszcza, kiedy mój syn
cię zaznaczył –powiedział, pokazując na znak na szyi Hermiony – Czy wybaczysz
mi ten błąd, pani Weasley?
- Za ten zwrot do mnie "pani Weasley" tatuś zasłużył na
wybaczenie – i podeszła z uśmiechem do Artura i przytuliła się do niego. Ten
uśmiechnął się i pocałował ją w czoło, wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do
niej żywił. Pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca
jeszcze bardziej.
- Kocham cię, tatusiu – mruknęła – Kocham być tatusiu twoją córką.
- Ja też cię kocham, córeczko i kocham być twoim tatusiem.
- i Harry, też ich kolega ze szkoły...
- Arturze, Harry to nasz syn! – oburzyła się starsza Molly.
- Źle się wyraziłem, Harry – mruknął starszy Artur szybko.
- Spokojnie, tato – oznajmił Harry, całując Ginny policzek –
Najważniejsze, że mogłem się ożenić z Ginny.
- Jak już powiedziałem tylko ty jesteś godny mojej córki – rzekł starszy Artur
– i moim największym zaszczytem jest to, że nazywasz mnie per tato Harry i
jestem dumny, że uważasz mnie za swojego ojca.
- A ja jestem dumny, że mogę się nazywać waszym synem i obdarzyliście
mnie miłością – rzekł Harry – i najważniejsze stworzyliście Ginny, kobietę
mojego życia – i wystrzeżyli się do państwa Weasley.
- Na brodę Merlina! – jęknęli synowie i szwagrowie Harry'ego, a Harry
pocałował Ginny w usta. Rudowłosa miała rozmarzona minę i wzrok.
- Na brodę Merlina! – zawołał Amos Diggory, wytrzeszczając oczy – Harry?
Harry Potter?
- Ee... no... tak – rzekł Harry. Harry przywykł już do tego, że ludzie
przyglądają mu się ciekawie, kiedy dowiadują się, kim jest, a przede wszystkim
przypatrują się dziwnej bliźnie na jego czole, ale wciąż budziło to w nim
zażenowanie.
- Rogaś jesteś sławny! – parsknął śmiechem młodszy Łapa.
- Ced opowiadał o tobie, a jakże – powiedział Amos Diggory – Tak, tak, wiem
wszystko o waszym meczu w ubiegłym roku... Powiedziałem mu: "Ced, będziesz
miał co opowiadać swoim wnukom. Pokonałeś samego Harry’ego Pottera!"
- To moja wina, że nie mogłem go uratować.
- To nie jest twoja wina, Harry! – zawołała Ginny.
- Nic nie rozumiesz!
- O CZYM WY DO CHOLERY MÓWICIE! – ryknęły Nicole i Jessica przerażone –
GADAJ DO JASNEJ CHOLERY!
- Dowiecie się pod koniec książki – mruknęła Ginny, przytulając
Harry'ego, który wtulił się Ginny.
Harry'emu nie przychodziła do głowy żadna odpowiedź na to wyznanie, więc
milczał. Fred i George łypali niezbyt przyjaźnie na Cedrika, który lekko się
zmieszał.
- Tato, Harry spadł z miotły – mruknął – Mówiłem ci... to był wypadek...
- Tak, ale ty nie spadłeś z miotły, prawda? – zagrzmiał z duma Amos, waląc
syna po plecach – Zawsze taki skromny, ten nasz Ced, zawsze taki dobrze
wychowany... ale w końcu wygrał lepszy i jestem pewny, że Harry to przyzna,
prawda, Harry?
- Nie posraj się z tym tryumfem – mruknęli Fred i George.
- Kiedy jeden spada z miotły, a drugi z niej nie spada, nie trzeba być
geniuszem, żeby stwierdzić, który z nich lepiej lata na miotle!
- Dementorzy go zaatakowali! – warknęła Katie.
- Chyba już czas – powiedział szybko pan Weasley, patrząc na zegarek –
Amosie, czy jeszcze na kogoś czekamy?
- Nie, Lovegoodowie polecieli już tydzień temu, a Fawcettowie nie dostali
biletów. To chyba wszyscy z naszej okolicy, co?
- O ile wiem, wszyscy – odpowiedział pan Weasley – No, mamy już tylko
minutę, lepiej się przygotujmy... – Spojrzał na Harry'ego i Hermionę – Trzeba
tylko dotknąć świstoklika, to wszystko, wystarczy jednym palcem... – Z pewnym
trudem, ze względu na wypchane plecaki, cała dziewiątka zgromadziła się wokół
starego buta, który Amos Diggory trzymał w wyciągniętej ręce. Stali tak w
ciasnym kręgu, gdy na szczycie wzgórza powiał zimny wiatr. Nikt nic nie mówił.
Harry'emu nagle przyszło do głowy, że gdyby ich teraz zobaczył przypadkiem
jakiś mugol, bardzo by się zdziwił... Blady świt, pustkowie, a tu dziewięć
osób, w tym dwie dorosłe, trzyma stary, wyświechtany but i wyraźnie na coś
czeka.
- Tak, to dziwne – stwierdziła Carolina, obserwując wnuka.
- Trzy – mruknął pan Weasley, wciąż wpatrując się w zegarek – dwa...
jeden... – Zaledwie przebrzmiało "jeden", gdy Harry poczuł, jakby w
okolicach pępka coś szarpnęło go mocno do przodu. Jego stopy oderwały się od
ziemi, ramionami wyczuwał obok siebie Rona i Hermionę, a wszyscy pędzili gdzieś
pośród ryku wiatru i migających barwnych plam; jego palec wskazujący przywarł
do buta, który zdawał się ciągnąć go naprzód jak potężny magnes, a potem...
Uderzył stopami w coś twardego, Ron wpadł na niego, zwalając go z nóg,
świstoklik rąbnął w ziemię tuż obok jego głowy, aż zadudniło.
- Myślałam, że puszczę pawia! – skrzywili się Ron, Harry, Fred I i George
I.
- Mój ty biedaku – powiedziały ich żony, całując swojego męża w policzek.
Harry rozejrzał się. Pan Weasley, pan Diggory i Cedrik stali pewnie na
nogach, choć wiatr nadal targał im włosy i ubrania, reszta leżała na ziemi.
- Piąta siedem, ze wzgórza Stoatshead – rozległ się głos.
- Nawet nazwali go twoim imieniem, Weasley! – zadrwili Luckowie.
- Malfoy sprawdź, czy jesteś przypadkiem w wysokiej wieży z balkonem. Tak
mi się zdaje, czekając na wybawiciela wyprostowały ci się włosy i wróciłeś do
wersji klaszczaca i denerwującego blondyna – powiedzieli dwie wersje Artura.
Większość ludzi, gdy to usłyszała ryknęła śmiechem i spadli na podłogę śmiejąc
się wniebogłosy z blondyna. Obaj byli wściekli na rudego.
- Klaszczaca denerwujący blondyn, dziadku jesteś geniuszem! – śmiali się
z podłogi jego wnukowie.
- Arturze przeszedłeś samego siebie – dodali jego przyjaciele.
- Koniec rozdziału – oznajmiła Astoria – Harry się zamyślił, jakby się
wyłączył. Myślał o Cedriku, o jego ojcu, Amosie, który się załamał po jego
śmierci. Chłopaki wymienili spojrzenia i wyczarowali sprzęt. Harry na to nie
zwracał uwagi. Neville i Fineas wzięli gitary elektryczne, Patrick perkusje,
Scorpius bas, Hugo keyboard. Patrick zaczął grać, a Frank śpiewał:
- Zabierz mnie nad zakole rzeki
Zabierz mnie do kresu walki
Zmyj truciznę z mojej skóry
Pokaż mi, jak znowu być całością
Większość miała łzy w oczach. Najbardziej ciekły łzy po policzkach Cho.
Albus II śpiewał z Frankiem II:
Wznieś mnie na srebrnym skrzydle
Poprzez mrok, gdzie śpiewają syreny
Rozgrzej mnie w rozbłysku gwiazdy
I upuść mnie w sen pod nami
- Drugie zadanie – mruknął Harry .
(Albus)
Bo jestem tylko rysą
Na tym zamku ze szkła
Prawie niczym
Co mógłbyś zobaczyć
Co mógłbyś zobaczyć
Zabierz mnie do domu w oślepiającym śnie
Poprzez tajemnice, które widziałem
Zmyj rozpacz z mojej skóry
Pokaż mi, jak znowu być całością
Puchoni płakali, nie ważne czy to byli chłopcy, czy dziewczyny. Pomona
płakała.
Bo jestem tylko rysą
Na tym zamku ze szkła
Prawie niczym
Co mógłbyś zobaczyć
Co mógłbyś zobaczyć
- Oni są tacy seksy! – rozmarzyły się żony muzyków
Bo jestem tylko rysą
Na tym zamku ze szkła
Ledwie niczym innym
Niż muszę być
- Albus ma seksy głos – powiedziała Amelia II – On cały jest seksy –
powiedziała, patrząc na męża drapieżnym wzrokiem.
- Nie, bo Frankie ma seksy głos i on cały jest seksy – oznajmiła Lily II.
- Nie chcę tego słuchać! – jęknął James II – że mój brat i szwagier są
seksy!
Bo jestem tylko rysą
Na tym zamku ze szkła
Prawie niczym
Co mógłbyś zobaczyć
Co mógłbyś zobaczyć
Co mógłbyś zobaczyć
Większość ludzi patrzyła na Harry'ego, mając łzy w oczach. Harry'emu,
któremu łzy ciekły po policzkach tulił Ginny mocno.
- To nie jest twoja wina, kochanie – mówiła mu do Harry'ego – No już,
uspokój się, proszę. Zawsze będę przy tobie, kochanie. Jesteś moją miłością
życia i zawsze nią będziesz – chwilę to trwało, ale powoli Harry zaczął się
uspokajać.
- Twój głos jest lekarstwem, twój dotyk jest moim lekarstwem, twój zapach
jest moim lekarstwem, bez ciebie byłbym pusty, moje serce należy do ciebie.
- Twój głos jest lekarstwem, twój dotyk jest moim lekarstwem, twój zapach
jest moim lekarstwem, bez ciebie byłbym pusty, moje serce należy do ciebie –
powiedziała Ginny – Poza tym fajnie mieć rudych szwagrów i teściową i teścia?
- Ty, szwagier może zamienimy cię w rudego! – zawołali Fred i George.
- Nie, dzięki. Lubię mieć czarne włosy! – parsknął śmiechem Harry – I
tak, uwielbiam mieć rudym szwagrów i teściów.
- Ciekawe, co tym razem się stanie! – jęknęli ci, którzy nie mają
pojęcia, że Harry został wrobiony do niebezpiecznego turnieju.
- Coś bardzo złego – mruknęła Angelina.
- Co takiego? – spytał młody Artur.
- Tatusiu, wszystko się dowiesz na koniec książki – oznajmiła Angelina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz