niedziela, 11 grudnia 2022

Ślub Harrego i Ginny oraz Rona i Hermiony

  Obudziłam się w ramionach Harry'ego. Było rano.

- Harry – mruknęłam – Boję się. Harry otworzył oczy i spytał.

- Czego się boisz?

- Jak zareagują na to twoi rodzice na wieść, że ich własna synowa wypuściła bazyliszka.

- Ginny byłaś zahipnotyzowana. Nie wiedziałaś, co się z tobą działo.

- Gdybym nie pisała w tym dzienniku – Harry delikatnie pocałowała miejsce na barku, w którym mnie naznaczył i wyszeptał delikatnie:

- Kocham cię.

- Nie powinieneś. Nie jestem dobrym człowiekiem – wychrypiałam.

- Nie ty o tym decydujesz, pani Potter. Wybrałem cię na moją żonę i ożenię się z tobą. Będziemy mieć obrączki ślubne, że nawet Cho i Michael nam nie podskocz, więc proponuję, żebyś oswajała się z tą myślą, furio – zażartował Harry. Wtuliłam się w jego ramiona.

- Kocham Cię, Harry. Tak bardzo Cię kocham. Chce być twoją żoną. Chodź, musimy się ubrać – wstałam i zaczęłam się ubierać, a on mnie przerzucił na łóżko, a ja pisnęłam. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam go namiętnie w usta – naprawdę musimy się ubrać.

- Ale ja nie chcę, żebyś się ubierała! – oburzył się Harry – Tak najlepiej wyglądasz. Gola mając tylko szpilki i biżuterie 

- Proszę Cię nie, bo zaraz sama stracę kontrolę i sama będę Cię błagała, żebyś mnie przeleciał – ale nie mogłam sie powstrzymać chwyciłam jego penisa i zacząłem poruszać w górę i w dół.

- Gin! Gin! – jęczał, odchylając głowę do tyłu. Zbliżyłam swoje usta i językiem przejechałam po główce, brałam go coraz głębiej do ust, aż w końcu włożyłam sobie go całego, aż po samą nasadę – Tak dobrze. O taaak... Weź go maleńka – szeptał. Odchylił głowę do tyłu. Moja dłoń masowała go w jednym rytmie z ustami i poczuł, że nie wytrzyma już zbyt długo – Ginny... Ginny... zaraz... – uderzyła go fala rozkoszy i Harry eksplodował, odrzucając głowę do tyłu i wyrzucił z siebie moje imię w jęku ekstazy. Jego biodra wykonały jeszcze jedno pchnięcie, podczas gdy moje usta zasysały, a moje dłonie wędrowały powoli w górę i w dół, a on dyszał ciężko i starał się dojść do siebie. Znieruchomiał na plecach. Jego łokcie nie były w stanie go dłużej podpierać, a mięśnie straciły całą siłę. Wciąż ciężko oddychał, gdy przesunęłam się w górę. Przez całe jego ciało przebiegł dreszcz, gdy poczuł jej skórę na swoim rozpalonym ciele. Wtuliłam się w niego. Większość mojego ciała spoczywała na nim, a moje usta delikatnie muskały go po szyi. Harry czuł, jak się uśmiecham. Ujął moją lewą dłoń, spoczywającą w pobliżu jego barku, gładził przez moment, po czym uniósł do ust i pocałował.

- Jesteś niesamowita, Gin – głos Harry'ego przerwał panującą w pomieszczeniu ciszę. W odpowiedzi wtuliłam się mocniej w niego, a moje palce bawiły się jego wilgotną od potu czupryną. Westchnęłam, a on oparł policzek o moją głowę – A teraz wiesz, co robić. Błagam Cię, chce mieć Cię w środku – Harry wszedł i zaczął mnie posuwać, a mój orgazm szybko się zbliżał, biodra złapały szybszy rytm i przesunęłam nieco ręce, by znaleźć lepsze podparcie, zaciskając dłonie na prześcieradle. Gdy poczułam, jak pierwsze zwiastuny orgazmu przemieszczają się z mojego żołądka w pobliże miejsca, w którym byliśmy złączeni. Zmusiłam się do otwarcia oczu i spojrzenia na niego. Twarz Harry'ego była czerwona i spocona. Za każdym razem, gdy opadała w dół z jego ust wyrywał się ni to jęk, ni to pomruk "Gin". Widziałam, jak trzęsą mu się ręce i zdawałam sobie sprawę, że zaraz straci nad sobą panowanie. Moje uda zadrżały i zamarłam na moment.

- Teraz, Harry – wydyszałam – Mocno – Harry warknął i zacisnął dłonie na jej biodrach z ogromną siłą i wbijał się we mnie raz za razem, szaleńczo pchając ku górze. Tarcie okazało się tym, co przelało czarę i poddałam się orgazmowi, który uderzył we mnie potężną falą. Krzyczałam w ekstazie, odchylając głowę do tyłu. Harry pchnął jeszcze kilka razy, warknął i zalał moje wnętrze – Kocham Cię, Harry – powiedziałam zmęczonym głosem – Byłeś niesamowity.

- Ja też Cię kocham i chce być twoim mężem, chce Cię poślubić – odpowiedział Harry – i nawet moi rodzice tego nie zrujnują. Rozumiesz? Jesteś moja.

- Chodź, Harry musimy iść do Wielkiej Sali i muszę jakoś znieść tę całą komnatę – i poczułam, jak Harry się wysuwa, całując i jeżdżąc językiem po moim ciele.

- Będę przy tobie – oznajmił Harry i polizał mój sutek, a później drugi – wiesz, że jestem w tobie zakochany do granic obłędu – i pocałował mój przebity pępek, bo miałam kolczyk – Żadna dziewczyna nie była tak piękna, jak ty żadna inna dziewczyna nie chodzi z taką gracja i wdziękiem – i polizał moją łechtaczkę. Mój drugi orgazm zbliżał się szybko.

- Proszę... Proszę... – jęczałam, ściskając swoje piersi – Mocniej! Proszę! Mocniej! Błagam Cię – po chwili ugryzł moją w łechtaczkę, co zaowocowało moim jeszcze mocniejszym orgazmem, bo krzyczałam przez chwilę amoku. Przez moje ciało przeszedł prąd, wygięłam się w łuk, przez chwilę nie wiedziałam, co się dzieje. Gdy doszłam do siebie, otworzyłam oczy, popatrzyłam na Harry'ego i mruknęłam – Dziękuję, że jesteś.

- Ja zawsze będę, kochanie i jak mówiłem, że ożenię się z tobą. Nic mnie nie powstrzyma – Po chwili ogarnęliśmy się i ubraliśmy się. Tym razem założyłam skórzaną spódnicę, zmieniłam szpilki na wysokim obcasie na kozaki na wysokim obcasie które miały za kolano , bluzkę bez ramiączek i nieśmiertelną ramoneskę. Harry założył na siebie spodnie, buty, białą koszulkę i ramoneskę. Na jego ubiór, mruknęłam do niego.

- Wiesz, że jesteś seksowny?

- Mogę powiedzieć to samo o tobie, skarbie – i udaliśmy się do Wielkiej Sali i zobaczyłam się z Hermiona i stwierdziłyśmy 

- Ja i Harry oraz Ron i Hermiona chcemy wziąć ślub i to najszybciej – powiedzialiśmy z Hermiona do naszej rodziny Hermiona miała na sobie skórzaną spódnicę, kozaki na wysokim obcasie które miały za kolano, bluzkę bez ramiączek i nieśmiertelną ramoneskę. Ron założył na siebie spodnie, buty, białą koszulkę i ramoneskę

– Proszę, wiem, że mam tylko 15 lat, ale już nie mogę się doczekać. Chcę być żoną Harry'ego.

- Znając życie i tak to zrobisz – stwierdziły nasze mamy – Znam Cię, jesteś uparta i zrobisz wszystko, żeby to osiągnąć.

- Chcecie się pobrać!? – krzyknęły nagle Domique i Victoire.

- Kto wam przygotuje wesele albo kto  zrobi suknię ślubną? – spytała Victoire. Była wyraźnie podniecona.

- Liczyłam na waszą pomoc, dziewczyny – rzekliśmy maszyn córkom i bratanicom.

- Zrobimy to z przyjemnością! – zawołały z radością ruda i blondynka – Przygotowywałam się z dziewczynami i mamami w pomieszczeniu, bo za chwilę będzie podwójny Ślub Harry'ego i mój oraz Rona i Hermiony.

- Ale fajnie! – zawołała moja córka Lily – Będę na ślubie własnych rodziców. ciotki i wujka!

- Zgadzam się z tobą, wnuczko – odpowiedziała do Lily mama – Moje córki, a Twoja mamusia i ciocia na pewno będzie pięknie wyglądać!

- Chcę coś skromnego i niewrzucającego się w oczy – powiedziałyśmy swoje wymagania do Victoire i Domique dotyczące sukni ślubnej.

- Najpierw kochaniutka włosy i makijaż – rzekła Samanta i rzuciła zaklęcia. Po chwili miałyśmy już makijaż i spięte włosy.

- Wasze życzenie jest dla mnie rozkazem – stwierdziła piękna blondynka. Victoire rzuciła zaklęcie na nasze ciała. Miałyśmy na sobie przepiękne suknie ślubne.

- WOW! – zawołała Angelina – Też taką chcę!

- Ja też! - krzyknęły reszta dziewcząt.

- Jeszcze dodatki – dodała Domique i rzuciła zaklęcie.

- Jeszcze szpilki na wysokim obcasie – stwierdziła Olivia i rzuciła zaklęcie i na naszych nogach pojawiły się pięknie białe szpilki na wysokim obcasie .

- Welon – rzekła Amelia i też rzuciła zaklęcie.

- Czy to trochę nie za dużo? - spytałyśmy.

- Ależ skąd – odezwała się moja bratanica – Jeszcze tylko jedna rzecz: bukiet kwiatów! – i rzuciła zaklęcie i w naszych rękach pojawił się bukiet.

- Mamusiu wyglądasz pięknie! – krzyknęły moje córki – Wyglądasz jak bogini!

- Dziękuję, dziewczynki, dziękuję!

- Nie ma za co! – stwierdziły, patrząc na swoje dzieło dumnie.

- Musimy się przebrać – powiedziała Nicole i nagle wszystkie miały na sobie pięknie sukienki na wesele i szpilki na wysokim obcasie .

W tym samym momencie. Pov. Harry.

Na błoniach było już wszystko przygotowane. Ja w szacie wyjściowej, którą ostatnio nosiłem na balu bożonarodzeniowym w czwartej klasie. Dziewczyny tylko dopasowały rozmiar. Reszta gości też była odświętnie ubrana.

- Harry i Ron wcale się nie denerwują! - parksnął śmiechem Syriusz i zaczęli się śmiać z Remusem, Albusem, Jamesem bliźniakami Weasley, Lee i innymi. Powód ich komentarza był taki, że ja i Ron chodziliśmy w tę z powrotem z nerwów.

- Dobra to ja idę po Ginny i Hermionę – stwierdzili Artur i tata.

- Powodzenia chłopaki! – zawołał Łapa.

W tym samym momencie. Pov. Artur.

- Ginny, Hermiona to ja tatuś i James.

- Wasi przystojniacy już czekają i się denerwują! – Drzwi zostały otwarte przez Lily.

- To my już pójdziemy – powiedziała Luna – Wtedy zobaczyłem Ginny – Czy to jest moja mała córeczka? Wyglądasz pięknie!

- Ty tak, samo Hermiona.

- Dziękuję – odpowiedziały radośnie.

- Jesteś gotowa?

- Jestem gotowa tatusiu , chodźmy!

W tym samym momencie. Pov. Ron.

Zobaczyłem dziewczyny, kiedy stałem razem Neville'em Seamusem i Deanem – Ron, Harry wasze dziewczyny już tu idą – odezwały się Luna, Jessica i Nicole. Stanęły naprzeciwko nas, czekając na panny młode. Wtedy zobaczyłem Hermionę i opadła mi szczęka. Wygląda pięknie niczym bogini, która zeszła na Ziemię. Uśmiechała się do mnie. Szła razem z jej tatą. Szła powoli i z gracją.

Pov. Harry.

Wtedy zobaczyłem Ginny i opadła mi szczęk. Wygląda pięknie niczym bogini, która zeszła na Ziemię. Uśmiechała się do mnie. Szła razem z Arturem. Szła powoli i z gracją. Usłyszałem głosy:

- Ale one są piękna!! – Kiedy podszedł do mnie Artur uścisnął mi rękę i podał mi rękę Ginny, a ja ją chwyciłem i stanęliśmy naprzeciwko Lee Jordana. Tata prowadził Hermionę. Uścisnął rękę Ronowi i tak jak my stanęliśmy naprzeciwko Lee. Nagle zacząłem jęczeć trzymając się za bliznę.

- Harry co ci jest! – krzyknęła przerażonym głosem Ginny.

- Blizna piecze bardzo!! Aaaaaaaaa!!!

- Proszę, proszę – powiedział obcy głos – Nie dostałem zaproszenia na te wspaniałe wydarzenia – Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy białą twarz bez nosa.

- Voldemort! – krzyknąłem, trzymając się za bliznę.

- Witam Potter, chyba wpadłem w porę. Po co ślub? Pójdziemy od razu na Twój pogrzeb Harry Potterze!

- Zostaw go! – zawołał mój syn.

- A czy to nie jest twój tatuś, który prosił mnie, żeby go zabił, tylko żeby zaoszczędził jego szlamowatą żonę i jego bachora? – James II rzucił zaklęcie wkurzony – Dosyć tych żartów! – warknął Voldemort, który odbił zaklęcie – chcecie zobaczyć, jak Harry Potter umiera? Niech tak będzie, niech zacznie się przedstawienie! Pozwolisz, żeby inni umierali za ciebie? Wyjdź Harry i pokaż się, czy będziesz się chował? Wtedy wszystkich zabiję – Stanąłem i wyciągnęłam różdżkę i wyszedłem za szereg.

- Harry, co ty robisz! – pisnęła przerażonym głosem mama. Rzuciłem zaklęcie i powstała wielka kula, żeby nie mogli się dostać.

- Mamo, tato kocham was. Zaopiekujcie się Ginny, Nicole, Hermioną i Jessie. Przykro mi siostry, że nie mogę już być z wami.

- Nie, nie proszę! Harry nie rób tego, proszę! – krzyknęły ze łzami w oczach, bijąc w kule.

- Kochanie, kocham Cię najbardziej na świecie – odezwałem się do Ginny – Ron opiekuj się Hermioną i Ginny. Mamo, tato to zaszczyt, że mogłem być waszym synem – dodałem do Molly i Artura – Dzieci nigdy nie czułem większej dumy, na jakich czarodziejów wyrośliście – mówiłem do swoich dzieci.

- Harry, proszę Cię! – krzyknęła Ginny – nie mogę bez Ciebie żyć!

- Tatusiu, nie!

- Wujku, proszę, nie rób tego!

- Muszę przykro mi.

- Żałosne – drwił Voldemort – Będą widzieli, jak będziesz umierał, a ja okazałem Ci litość i zabiłem Cię. Chcę zobaczyć ostatni błysk światła w twoich oczach. Chłopiec, który niegdyś przeżył – umrze teraz.

- Niech tak będzie!

- Avada Kedavra! – krzyknął Voldemort i wypuścił zaklęcie.

- Expelliarmus! – zawołałem i też rzuciłem zaklęcie. Różdżka moja i Voldemorta połączyła się i powstało Priori Incatatem.

- HARRY, NIE!

- TATUSIU! TATUSIU! – walczyłem z Voldemortem. Kiedy już mysłałem, że to koniec pojawił się głos – Witam Harry.

- Kim jesteś?

- Jestem Merlinem. Pomogę Ci.

- Jak?

- Oni ci pomogą, Harry.

- Kto? – Popatrzyłem w stronę, w którą wskazywał Merlin. Stali tam moi rodzice, Syriusz, Marlene, Regulus i Dorcas.

- Jesteście duchami?!

- Nie tym razem kochanie/Rogaś. Twoim przeznaczeniem jest poślubić rudowłosa piękność.

- Bardzo chciałbym ją poślubić, ale widocznie moje przeznaczenie jest inne. Nie chciałem, żebyście umarli – powiedziałem. Te słowa też wyrwały mi się bez udziału woli – Żadne z was. Przepraszam.

- Harry, to nie jest twoja wina – odezwał się tata.

- A teraz możemy skopać mu tylek? – spytał Łapa.

- Tak, bo zaraz różdżka wyleci mi z rąk, a chciałbym jeszcze pożyć! – Widziałem przerażony wzrok Voldemorta. Z pomocą moich bliskich udało mi się pokonać Voldemorta. Kula znikła i popatrzyłem, kto stoi obok mnie, a byli tam moi rodzice, Syriusz, Marlene, Dorcas i Regulus w starszej wersji.

- Cześć Rogaś – odezwał się Łapa.

- Synku – krzyknęła mama i przytuliła mnie do siebie mocno.

- Mama, to naprawdę ty?

- Tak kochanie wróciłam do Ciebie!

- Wy żyjecie, ale jak? – spytałem.

- Nie przywitasz się z tatą, Harry? – spytała starsza wersja taty.

- Tata! – zawołałem i rzuciłem mu się na szyję.

- Dobra, Łosiu dość tego, odsuń się od mojego Rogasia – Łapa odsunął tatę, a ten burknął coś stylu.

- Pchlarz – teraz ojciec chrzestny przytulał mnie.

- Syriusz! – krzyknąłem. Popatrzyłem na resztę. Mieli otwarte szczęki.

- Cześć. Co tam? - wyszczerzył się Łapa – Mam coś na twarzy? – Największy uśmiech należał do Remusa Lupina, ich brata we wszystkim oprócz więzów krwi.

- Łapa, Rogacz żyjecie! – zawołał Remus i rzucił im się na szyję.

- Cześć Luniek – powiedzieli starsza wersja Łapy i Rogacza – Zrobimy jakiś żarcik Filchowi? – Trzech oryginalnych Huncwotów trwało w uścisku. Śmiali się, a może płakali, nikt nie był do końca pewny.

- Lily, Marlene, Dorcas! – zawołał Remus i przytulił ich mocno do siebie.

- Remus – odpowiedziały kobiety.

- Chwila, gdzie są moje dziewczynki! – krzyknęła nagle moja mama.

- Dziewczynki? – spytała zdziwiona Marlene.

- Hermiona, Nicole i Jessica. Gdzie one są? – Nagle została powalona, że spadła na ziemię przez moje siostry – Mamusiu ty żyjesz! – krzyknęły Jessica i Nicole, wtulając się mamę.

- Eee co? – spytał Łapa.

- Jessica wyrosłaś na piękną kobietę. Wyglądasz jak James, kochanie.

- Każdy mi to mówi – oznajmiła Jessica.

- Nicole kochanie jesteś moją młodszą kopią.

- Każdy mi to mówi – powiedziała Nicole.

- A z tatą się nie przytulicie?

- Tatuś! – zawołały obie i rzuciły im się na szyję.

- CO TU SIĘ DZIEJE!? – ryknął starszy Łapa.

- Łapa dobrze się czujesz? – zdziwił się tata.

- Ja się dobrze czuje? Tylko pytam się, bo nie ogarniam, co tu się dzieje. Nie pamiętam, żeby oni mieli czwórkę dzieci.

- Jak to nie?

- Po waszej śmierci byłem wychowywany przez Dursley'ów, a Nicole i Jessie mieszkały w Ameryce, a Hermiona była wychowywana w mugolskiej rodzinie zastępczej jako Granger.

- Co takiego?! Zamorduję Dumbledore'a!? – krzyknęła starsza mama.

- HARRY! - ryknęła Ginny i rzuciła mi się na szyję – Nic Ci nie jest kochanie? – i pocałowała mnie namiętnie w usta.

- Proszę, proszę moja ulubiona Weasley'ówna. Cześć Ginny!

- Syriusz! – zawołała Ginny i go przytuliła.

- Yhy... Harry... Rogasia może nas przedstawisz? – spytał tata.

- Jest jeszcze coś – mruknąłem.

- Córeczko, synku! - krzyknęły babcie.

- Mama, tata, co wy tu robicie? – zapytali zszokowani rodzice i Łapa.

- Tak bardzo tęskniłam! Jesteśmy w przeszłości. Wasze młodsze wersje tu są i mamy niespodziankę. Mamy trzech synów.

- Kogo niby? – spytał tata.

- Taki jeden, nie znasz go – rzekł dziadek.

- Regulus! – krzyknęła babcia – Przywitaj się z braćmi.

- Pogodziliśmy się – oznajmił młodszy Łapa – To dzięki Marlene. Cześć, kochanie!

- To znaczy, że ja i Marlene... – zaczął starszy Łapa i miał iskierki radości, patrząc na Marlene, a ta wtuliła się w Łapę.

- Jesteśmy małżeństwem i nazywa się pani Black!

- Tak! – krzyknął starszy Łapa i pocałował Marlene.

- Gdzie jest Hermiona? – zapytała mama. Hermiona rzuciła jej się na szyję.

- Mamo, tato to jest Ginny Potter, wiecie rudowłosa piękność o brązowym oczach i piegach.

- Widzisz Lily? Ruda jest, a Potterowie kochają rudowłose piękności – powiedział tata do mamy.

- Miło was poznać po raz drugi – oznajmiła Ginny a mama przytuliła Ginny do swojej piersi i pocałowała ją w czoło a rudowłosa wesnela zadowolonym głosem wtulając się w moja mamę jeszcze bardziej wyszeptała szczęśliwym głosem - mamusiu kocham Cie! 

- Mamusia też Cie kocha skarbie - rzekła miłością w głosie - Zdążyliśmy chyba na jakąś uroczystość chyba – powiedziała mama dalej tuląc dziewczyne.

- Tak na ślub syna i córki – ucieszyła się Jessica – A właśnie zapomniałabym, to jest Colin mój chłopak – wskazała na Colina.

- Dzień dobry, pani i panie Potter. Jestem Colin Creevey, jestem mugolakiem, a to jest mój młodszy brat Denis.

- Cześć wam, to coś nieprawdopodobnego. Ożyliście – mówił podniecony Denis.

- Cześć Colin i Denis – odpowiedział ze śmiechu tata.

- Jestem fanem Pana syna! – krzyknął Colin podniecony – to najmłodszy szukający tego stulecia był w drużynie od pierwszej klasy!

- Colin! – warknąłem.

- Zostałeś najmłodszym szukającym?! – spytał zszokowany starszy tata.

- Tak – odpowiedziałem.

- Słyszałaś Lily najmłodszy szukający! – zawołał tata.

- Jestem z Ciebie dumna, synku.

- Tatusiu! Tatusiu! – krzyczała moja córka i rzuciła mi się na szyje – Nic ci nie jest?

- Nie, Lily.

- Lily? – spytał tata wielkimi oczami.

- Cześć. Jestem Lily Luna, pochodzę z przyszłości, jestem córka Harry'ego Pottera i Ginny Potter – i przytuliła się do swoich dziadków.

- Młodsza wersja Ginny – stwierdził szoku starszy Łapa.

- I ten jej ognisty charakter i nasza siostra jest uparta jak osioł jak matka – usłyszałem głos Jamesa II.

- Czy to... – zaczął powoli tata.

- James Syriusz Potter najstarszy syn Harry'ego i Ginny. Cześć babciu, cześć dziadku. Fajnie, że wpadliście na imprezę. Syriuszu, dobrze wyglądasz, wy tak samo drogie Panie, o i Regulus też wpadł.

- Wiecie, on to ma charakter po wujków Ronie, Fredzie i George'u – oznajmiła Victoire – tak mówi ciocia Ginny.

- Mieszanka Harry'ego i Ginny – powiedziała Marlene.

- Jestem Albus młodszy syn i młodszy brat tego głąba – wskazał na Jamesa II – i starszy brat Lily. Witajcie, będzie impreza.

- Skóra zdarta z Rogasia – rzekł w szoku Łapa.

- Jestem Rose, córka Rona i Hermiony, a tam jest mój młodszy brat Hugo.

- Cześć, jestem Hugo. Tam są nasi kuzyni i kuzynki, wiecie Artur i Molly dorobili się gromadki. Będzie z tego drużyna quidditcha. Victoire, Domique i Louis. To dzieci Billa i Fleur. Molly i Lucy dzieci Percy'ego i Audrey. Fred i Roxanna dzieci George i Angeliny oraz jest też Teddy syn waszego najlepszego przyjaciela Remusa Lupina.

- Remus ma syna! – krzyknął szczęśliwy Łapa.

- Tak, to ja – powiedział Teddy – Jestem Teddy, syn Remusa i Nimfadory.

- Dopadłeś córeczkę Andy, nieźle. Wygląda na to, że stary wilk wył ostatnio do księżyca. Dobra robota, stary, niezła ślicznotka – pogratulował James, klepiąc Remusa po plecach.

- To ja poderwałam jego – odpowiedziała Nimfadora.

- Och, Teddy, ja Victoire Cię bardzo kocham i nie mogę bez Ciebie żyć! – zawołał Fred II, naśladując głos Victoire – Ała! – zawołał Fred II, gdy Victoire przywaliła mu tył głowy, a później podeszła do męża i uśmiechała się.

- Jak wiecie, jestem Victoire. Miło mi poznać przyjaciół mojego tatusia – Mama, Marlene i Dorcas uśmiechnęli się szeroko i cała trójka ją przytuliła.

- To Matthew i Nicolas synowie Lee Jordana i Alicji Spinet. Nicolas jest związku z Domique a Matthew z Roxanną.

- To Patrick, syn Seamusa Finnigana i Susan Bones. Jest w związku z Lucy, a to Samanta, córka Oliviera Wooda i Katie Bell. Jest z Louisem, a ten chłopak to Seba jest mugolakiem, jest z Molly.

- To Emilly, moja żona jest mugolakiem, a to Alicja, wnuczka Franka Longbottoma i Alicji Longbotton, córka Neville'a i Hanny, jest z Fredem.

- A to jej brat, Frank, jest mężem waszej wnuczki Lily.

- Wnuki Alicji i Franka – mruknęła Dorcas.

- I to prawda. Potterowie kochają rude dziewczyny – powiedział James II – przedstawiam wam moja żonę Olivię.

- Jestem Olivia Potter, jestem zona Jamesa i jestem mugolakiem – powiedziała moja synowa – I tak jestem ruda – dodała rozbawiona.

- Lily, patrz, nasz wnuk ma rudą żonę – mruknął tata do mamy – i jest mugolakiem.

- Ależ to nie wszystko – odezwał się Albus II – A to jest moja żona Amelia również ruda.

- Kolejna ruda – rzekł w szoku Łapa.

- Kolejna ruda – zgodził się też w szoku tata.

- Amelia Potter, córka Seamusa i Susan Finniganów i siostra bliźniaczka Patricka. Jestem półkrwi i żoną Albusa – przedstawiła się moja druga synowa – i jestem też ruda – dodała rozbawiona.

- Chyba czas zmienić wam stylówkę – powiedziała Domique i rzuciła zaklęcia. Mężczyźni mieli na sobie garnitury, a kobiety piękne suknie i szpilki na wysokim obcasie 

- Wesele! – krzyknęła Lily Luna. Nagle powstało białe światło i pojawił się chłopak i dziewczyna. Czarnowłosy i blondynka, którzy strasznie przypominali mi Syriusza i Marlene.

- Kim jesteście? – spytałem.

- No bez jaj Rogaś? Nie poznajesz swojego kumpla? Ty tak samo Ron? Chociaż ty Neville? Seamus? Dean? Jestem Jared. Halo Rogaś syn twojego ojca chrzestnego Syriusza i Marlene Black! – Wszystkim opadły szczęki.

- Co tak patrzycie jakbyśmy byli z innego świata Cassiopeja, ale wolę Cassie. Młodsza siostra tego głąba. Halo Ginny, Hermiona, Luna, Nicole, Jessica jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.

- Zmieniliśmy przebiegł historii – mruknęła Rose szoku.

- Ale ten Jared to nieźle ciacho jest – usłyszałem głos Daphne mówiąc do Tracy.

Jared podszedł do Daphne i Tracy – witam piękne panie! – i ucałował je w rękę, a te zarumieniły się mocno.

- To jednak twój syn, Syriuszu! – parksnął śmiechem starszy Regulus.

- Cześć. Jestem Daphne Greengrass, a to Tracy Davis.

- Wiem, kim jesteś, Daphne – odpowiedział zdziwiony Jared – Jesteś moją narzeczoną przecież.

- Czekaj, o czym ty mówisz?!

- Zaręczyliśmy się. Będziemy brać ślub i zostaniesz panią Black. Ej co tu się dzieje?!

- Ja jestem narzeczoną tego przystojniaka? – spytała Daphne swoją przyjaciółkę.

- Mam zdjęcia – rzekł Jared i pokazał zdjęcia.

- Faktyczne to jestem ja, a to jest Jared.

- Pokaż! – krzyknęła Astoria – Jesteś tutaj taka szczęśliwa!

- Ja muszę sama to udowodnić – stwierdziła Daphne i pocałowała namiętnie Jareda. Kiedy w końcu się oderwali Daphne miała dziwną minę, była cała czerwona i miała rozmarzony wzrok.

- I co? - spytała Astoria.

- Chyba się zakochałam – odpowiedziała rozmarzonym tonem Daphne – Dziwnie się czuje. Mam motylki w brzuchu i mam ochotę pocałować go jeszcze raz – i całowali się znowu.

- Halo, najpierw ślub, na amory czas przyjdzie później! – krzyknął Teddy.

- Już, już. Co ty taki nerwowy i jeszcze tylko jedna rzecz – i włożył jej pierścionek zaręczynowy, a ta pisnęła i znowu go pocałowała.

- Awwwwwwww! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone. Cassidy oddzieliła zakochanych.

- No już dobra! – burknęła Daphne – ale ja też chcę taki ślub. Rozumiesz Jared?

- Oczywiście pani Black – oznajmił Jared, a ta zarumieniła się mocno.

- Od czasów Merlina złączenie czarodziejki i czarodzieja jest świętem życia i miłości. Dziś przyłączamy się do świętowania małżeństwa Ginny i i Harrego oraz Rona i Hermiony. Te dwie pary pokonały wiele przeciwności, by dotrzeć do tego momentu w życiu, w którym mogą świętować swoją miłość tak, by wszyscy mogli to zobaczyć. My, ich rodzina i przyjaciele, jesteśmy świadkami tego związku i łączymy się z nimi w radości, świętując szczęście, które odnaleźli w sobie nawzajem Harry i Ginny wasze przysiego

- Przysięgamy na naszą magię, że od tej chwili jesteśmy włączeni na całe życie i przysięgamy, że żadne z nas nie zdradzi siebie nawzajem z nikim innym. Będziemy się kochać i szanować i żadne z nas nie podniesie ręki na siebie, a każda inna osoba traci moim zainteresowanie i staje się mało atrakcyjna fizycznie i psychicznie Jestem gotów/gotowa zrobić wszystko, żeby mój/moja mąż/żona był/była szczęśliwy/szczęśliwa i kochany/kochana – nagle powstało światło, węzłem małżeńskim.

- Przyjaciele, naprawdę los dziś się do nas uśmiechnął – powiedział – Ten związek został prawdziwie pobłogosławiony. Mogę prosić o obrączki? – Neviile podał obrączki ślubne mi i Ginny nałożyłem Ginny obrączkę na palec, mówiąc:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę – Ginny uśmiechnęła się do niego. Nałożyła mi na palec tacie i powtórzyła te same słowa:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę.

- Rodzino i przyjaciele młodej pary, przed wami państwo Potterowie kochankowie i partnerzy na całe życie, których związek został uświęcony w obecności was jako świadków!

- Harry Potter możesz pocałować panią Potter! – zawołał radośnie. Pocałowałem Ginny namiętnie w usta, a ona oddala pocałunek.

Pov Ron

Ron i Hermiona wasze przysiegi

- Przysięgamy na naszą magię, że od tej chwili jesteśmy włączeni na całe życie i przysięgamy, że żadne z nas nie zdradzi siebie nawzajem z nikim innym. Będziemy się kochać i szanować i żadne z nas nie podniesie ręki na siebie, a każda inna osoba traci moim zainteresowanie i staje się mało atrakcyjna fizycznie i psychicznie Jestem gotów/gotowa zrobić wszystko, żeby mój/moja mąż/żona był/była szczęśliwy/szczęśliwa i kochany/kochana – nagle powstało światło, węzłem małżeńskim.

- Przyjaciele, naprawdę los dziś się do nas uśmiechnął – powiedział – Ten związek został prawdziwie pobłogosławiony. Mogę prosić o obrączki? – Seamus podał obrączki ślubne mi i Hermionie nałożyłem Hermionie obrączkę na palec, mówiąc:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę – Hermiona uśmiechnęła się do niego. Nałożyła ją na palec Rona i powtórzyła te same słowa:

- Do ciebie się przywiązuję. Niech ta obrączka będzie symbolem naszego związku i naszej miłości. Wobec świadków przysięgam ci me serce i duszę.

- Rodzino i przyjaciele młodej pary, przed wami państwo weasleyowie kochankowie i partnerzy na całe życie, których związek został uświęcony w obecności was jako świadków!

Pojawił się Merlin się i przemówił:

- Błogosławie te związki i mam dla was mały prezent – i wyczarował pierścienie – Droga Alicio Droga Marlene jako że stałiscie się kobietami rodów Potterow i Weasleyow ofiaruję wam te oto i pierścienie rodowe który zacisnią się na palcu magicznie będziecie mogły swobodnie poruszać palcem, tylko nie dacie rady tego pierścienia ściągnąć, gdyż połączył się z waszym DNA i obrączkę ślubną, będziecie mogły swobodnie poruszać palcem, tylko nie dacie rady obrączki ściągnąć, gdyż również połączył się z waszym DNA. Przed wami Lady Ginny Potter oraz Hermiona Weasley. Za to Lordowie dostania sygnety rodów Potterow i Weasleyow na waszym palcu prawej rece pojawi się sygnety który polaczy się z waszym DNA to samo stanie się z obraczka slubna przez wami Lord Harry Potter oraz Lord Ron Weasleyi zwrócił się do naszych zon - A drogie panie, jeszcze wasza cała bizuteria – i puścił knasztm zonom oczko, a ta uśmiechnęły się szeroko do niego, bo poczuły, że jej biżuteria zmieniła się i miała logo rodu jej męża – To ja zmykam. Bawcie się dobrze, a ja idę powkurzać Salazara –i zniknał

- Ronaldzie Weasley możesz pocałować panią Weasley! – zawołał radośnie. Pocałowałem Hermionę namiętnie w usta, a ona oddala pocałunek.

- Gorzko, gorzko! – wołali goście.

- Awwwwwwww! – wolały kobiety. Oderwaliśmy się od siebie, a po piętnastu minutach wszyscy nas przytulali i nam gratulowali.

- Mamusiu tatusiu jestem teraz oficjalnie waszą córeczką! - zawołała pani Potter i pani Weasley szczęśliwe i przytuliła sie mocno do nich 

- Tak córeczką - mruknely płaczliwie Lily I i Molly płakały ze szczęścia pocałowały je w czoło wyrażając matczyne uczucie jakie to niej żywiła Ginny i Hermiona wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swoją moja mame jeszcze bardziej 

- Mamusiu kocham Cię! - wesnely zadowolonym głosem Ginny i Hermiona - kocham kiedy mogę się do mamusi przytulać 

- skarbie przytulaj się do mnie kiedy tylko chcesz Ginny /Hermiona możesz mi powiedzieć wszystko bo od tego są matki a ja jestem twoją mamą którą kocham swoją córeczkę nad życie 

- A do swojego tatusia sie nie przytulisz? - spytali Artur i James I udając oburzonych

- Tatuś! - powiedziały uradowane - oczywiście ze tak i kocham Cię tatusiu - i wtuliły się mocno w nich a Ci pocałowali ją w czoło wyrażając ojcowskie uczucia jakie do niej żywił pani Potter i pani Weasley wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swojego ojca jeszcze bardziej 

- Ja też Cie kocham skarbie - mrukneli pan Potter i Pan Weasley - witaj w rodzinie pani Potter /pani Weasley 

- Chłopaki, gramy! – zawołał nagle James II.

- Jasne! – I wzięli instrumenty. James i Teddy gitary elektryczne, Louis bas, a Fred usiadł na Perkusji i zaczęli grać.

Tylko jedna chwila, to wszystko, czego potrzebuję, jestem jak zraniony żołnierz, który potrzebuje opatrunku,

Ginny wtuliła się we mnie tak samo, jak Hermiona w Rona.

Najwyższy czas bym był szczery, tym razem błagam, proszę, nie rozwódź się nad tym, bo naprawdę tego nie chciałem.

- Kocham Cię, Gin – mruknąłem jej do ucha.

- Ja Ciebie też kocham, Harry – mruknęła i mnie pocałowała.

Nie mogę uwierzyć, że powiedziałem, że zostawię naszą miłość upadłą, ale to nie ma znaczenia, bo naprawię to, przebacz mi. Każdy dzień, który spędziłem daleko od ciebie rani nasze dusze na wylot.

- Piękne to jest – oznajmiła Hanna i przytuliła się do Neville'a.

Musi być jakiś sposób, bym mógł to naprawić, jakoś, ale teraz będziesz wiedziała, że przybędę dla ciebie, dla nikogo innego, tylko dla ciebie. Tak, przybędę dla ciebie, ale tylko, kiedy będziesz tego chciała i będę walczył dla ciebie, będę kłamał, to prawda. Oddam swoje życie za ciebie, wiesz, że ja zawsze przybędę dla ciebie.

Uczniowie i nauczyciele popatrzyli się na Rona i Harry'ego. Miałam łzy w oczach. 'Harry mnie uratował z komnaty, a on sam mógł zginąć'. To samo myślała Hermiona, też miała łzy w oczach. 'Ron ryzykował swoim zdrowiem i poszedł za pająkami, żeby mnie ratować, gdy byłam spetryfikowana'.

Miałem zawiązane oczy, ale już widzę, mój umysł był zamknięty, ale już wierzę. Nareszcie wiem, jak to jest otworzyć się na kogoś, zobaczyć tę stronę siebie, której nikt nie widział i nigdy nie zobaczy, więc jeśli kiedykolwiek zgubisz się i będziesz zupełnie sama, będę szukał przez wieczność, by zabrać cię z powrotem tu i teraz, przysięgam.

- Znalazłeś mnie i jesteś przy mnie – powiedziały do Rona i do mnie – Kocham Cię mój mężu – i pocałowały nas.

Ale teraz będziesz wiedziała, że przybędę dla ciebie, dla nikogo innego, tylko dla ciebie. Tak, przybędę dla ciebie, ale tylko, kiedy będziesz tego chciała i będę walczył dla ciebie, będę kłamał, to prawda. Oddam swoje życie za ciebie, wiesz, że ja zawsze przybędę dla ciebie, wiesz, że ja zawsze przybędę dla ciebie.

Molly i Artur oraz bracia Ginny mieli łzy w oczach.

Nie ważne, co mnie spotka na mojej drodze. Tak długo, jak będę żył nieważne co, pamiętaj: ja zawsze przybędę dla ciebie.

Molly przytuliła się mocno do Artura i płakała.

- Nie mam słów – powiedziała Audrey – wyrazić, jakie to jest pięknie.

- Audrey zgadzam się – oznajmił Percy, który powstrzymał płacz.

Ale teraz będziesz wiedziała, że przybędę dla ciebie, dla nikogo innego, tylko dla ciebie. Tak, przybędę dla ciebie, ale tylko, kiedy będziesz tego chciała i będę walczył dla ciebie, będę kłamał, to prawda. Oddam swoje życie za ciebie, wiesz, że ja zawsze przybędę dla ciebie.

- To mój synek/moi synkowie! – krzyknęły Ginny, Fleur, Nimfadora, Angelina Alicia oraz Katie.

Nie ważne, co mnie spotka na mojej drodze. Tak długo, jak będę żył nieważne co, pamiętaj: ja zawsze przybędę dla ciebie. Będę czołgał się po całym świecie dla ciebie, zrobię wszystko, co tylko sobie zażyczysz, abym zrobił nieważne co. Pamiętaj: ja zawsze przybędę dla ciebie, zawsze przybędę dla ciebie.

Ginny i Hermiona pobiegły do chłopaków i przytuliły ich do siebie, mając łzy w oczach.

- Mamo dusisz mnie, nie mogę oddychać! – wychrypiał James II, bo Ginny grała w quidditcha, więc jest bardzo silna.

- Kocham Cię synku, tak bardzo Cię kocham – mówiła Ginny, nie słuchała go, że próbuje się od nie uwolnić.

- Rogacz twój wnuk ma talent – stwierdził starszy Łapa.

- No pewnie, że ma – oznajmiła starsza Lily – i jestem z nich dumna – Hermiona też tuliła wszystkich, bo oprócz Jamesa wreszcie puściła Jamesa i wtedy Hermiona go przytuliła, a ona resztę.

- Myślę, że tę piosenkę dedykujemy wszystkim kobietom i dziewczynom – rzekł Teddy. A James zaczął śpiewac

Ten czas to miejsce, nadużycie, pomyłki, zbyt długo, zbyt późno. Za kogo się miałem, by kazać Ci czekać. Tylko jedna szansa, tylko jeden oddech, na wypadek, gdyby tylko jeden pozostał, bo ty wiesz, ty wiesz, ty wiesz. Kocham Cię, zawsze Cię kochałem i tęsknię za Tobą.

- Oni są kochani! – krzyknęła Gabriella.

- Masz rację, Gabi – powiedziała Apollina – Ich żony muszą być z nich dumne.

- I jesteśmy – oznajmili żony.

Gdy zbyt długo jestem daleko i marzę o tym, że będziesz ze mną i nigdy nie odejdziesz, Stracę oddech, jeśli nie zobaczę Cię już więcej.

- Będę z tobą do końca ukochany. Kocham Cię najbardziej na świecie! – krzyczały żony, a reszta kobiet wtuliły się w swojego mężczyznę, w tym Ginny we mnie.

Na kolanach błagam o szansę na ostatni taniec, Bo z tobą wytrzymam całe to piekło, by wziąć Cię za rękę.

- Pięknie to jest – wyszeptała młodsza wersja mojej mamy.

Dałbym wszystko, wszystko za nas, Dam wszystko, ale się nie poddam, bo Ty wiesz, ty wiesz, ty wiesz.

- Ja wiem, że bardzo kocham was chłopaki! – krzyknęły dziewczyny i kobiety.

Kocham Cię, zawsze cię kochałem i tęsknię za Tobą, gdy zbyt długo jestem daleko I marzę o tym, że będziesz ze mną. I nigdy nie odejdziesz. Stracę oddech, jeśli nie zobaczę Cię już więcej.

(Louis i Teddy)

Tak daleko zbyt długo byłem daleko, tak daleko. Zbyt długo byłem daleko, bo Ty wiesz, ty wiesz, ty wiesz.

(James)

Chciałem, chciałem, byś została, bo potrzebowałem, potrzebowałem usłyszeć, jak mówisz: Kocham Cię. Od zawsze cię kochałam. I wybaczam Ci, że zbyt długo byłeś daleko, więc oddychaj, bo już nigdy Cię nie zostawię. Uwierz w to! Bądź przy mnie i nigdy nie pozwól mi odejść!

- Nie pozwolę! – krzyknęły żony muzyków.

Więc oddychaj, bo już nigdy Cię nie zostawię, Uwierz w to! Bądź przy mnie i nigdy nie pozwól mi odejść. Bądź przy mnie i nigdy nie pozwól mi odejść. Bądź przy mnie i nigdy nie pozwól mi odejść.

Dziewczyny pocałowały ich namiętnie.

- Chłopaki teraz my! – zawołał Frank II i wzięli instrumenty. Frank i Albus gitary elektryczne, Scorpius kontrabas, Hugo keyboard, a Patrick perkusja. Frank zaczął śpiewać:

Czy pamiętasz noce, które my... Nie spałem, po prostu się śmiejąc. Uśmiechasz się godzinami do czegokolwiek? Pamiętaj noce my... Jeździłeś dookoła szaleńczo zakochany? Kiedy gasną światła, będziemy cali i zdrowi. Przejmiemy kontrolę nad światem, jakby to było wszystko, czego musimy się trzymać i będziemy snem.

Śpiewał Frank, patrząc na Lily, która rumieniła się. Na scenę skoczyła moja córka Lily i zaczęła pięknie śpiewać i nam opadły szczęki.

Czy pamiętasz noce, które my sprawiamy, że marzymy? Masz nadzieję, że zostaniesz kimś wielkim? Byliśmy wtedy tacy młodzi. Byliśmy zbyt szaleńczo zakochani. Kiedy gasną światła będziemy cali i zdrowi.

(Razem)

Przejmiemy kontrolę nad światem, jakby to było wszystko, czego musimy się trzymać. I będziemy snem, kiedy gasną światła (i kiedy gasną światła). Będziemy bezpieczni i zdrowi (będziemy bezpieczni i zdrowi). Przejmiemy kontrolę nad światem, jakby to było wszystko, czego musimy się trzymać. I będziemy (i będziemy), kiedy gasną światła (i kiedy gasną światła).

- Rogaś, twoja córka ma głos – stwierdzili zszokowani dwie wersje Łapy.

Będziemy cali i zdrowi. Przejmiemy kontrolę nad światem, jakby to było wszystko, czego musimy się trzymać. I będziemy snem.

- Brawo, Lily! – krzyczeliśmy – Brawo Frank!

Pov. Daphne.

Trwała impreza weselna, wszyscy świetnie się bawili. Wcześniej wszyscy się poznawali, a teraz siedziałam na kolanach Jareda, a on mnie przytulał.

- Witajcie, gołąbeczki – powiedział starszy Black, który uśmiechał się szeroko, który przyszedł ze swoją żoną.

- Syriusz! – warknęła pani Black – 

- Nic nie szkodzi, pani Black – powiedziałam.

- Daphne możemy porozmawiać w cztery oczy?

- Oczywiście pani Black – i poszliśmy.

- Jesteś narzeczoną mojego syna – odezwała się Marlene – a tam jest moja młodsza wersja – wskazała na wyżej wymienioną – i jesteśmy blondynkami oraz kobietami, które dołączyły do rodu Blacków, więc jako kobiety z rodziny Blacków musimy trzymać się razem i pilnować tych tam – wskazała na Jareda i jej męża.

- Jestem ze Slytherinu.

- Halo, Blackowie byli w Slytherinie oprócz Syriusza, to przez to rodzina go się wyrzekła. Jego rodzicami są Euphemia i Fleomont Potter. Kocham ich, są wspaniali i to są dziadkowie Jareda i Cassiopei.

- Jasne, pani Black. Ja kocham pani syna.

- Wiem. Widzę, bo cała promieniujesz – odpowiedziała mi rozbawiona – więc może zrobimy tak, bo już sobie zapomniałaś, że jestem dla ciebie Marlene, a nie żadna pani Black! – parsknęła śmiechem – ale wybaczam, bo jesteś tak zakochana, że sobie zapomniałaś – i mnie przytuliła. Zarumieniłam się.

- Skoro tak mówisz, to ja też stawiam warunek.

- A jaki? – spytała.

- Nie chce mówić do ciebie Marlene, chce mówić do Ciebie mamo – powiedziałam jej prosto z mostu, co czuję.

- To będzie Cię kosztowało kupienie mi dużo biżuterii – odpowiedziała, a za chwilę ryknęła śmiechem, widząc moją minę – Przepraszam kochanie... za długo... z Syriuszem i z Jaredem ... moje poczucie humoru... chyba się wypaczyło – zdołała wykrztusić Marlene między kolejnymi napadami śmiechu. Ja też zaczęłam się śmiać. Gdy się uspokoiłyśmy, popatrzyłam na mamę mojego przystojniaka, a ona zaczęła mówić poważnym tonem – Będę niezmiennie zaszczycona, gdy będziesz mi mówić "mamo", kochanie. Naprawdę mówię teraz prosto z serca – Na te słowa przytuliłam się do niej mocno, a ona mnie objęła ogarnęła moje włosy i pocałowała mnie czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej.

- Czy ten gest pokazał Ci jak bardzo Cie kocham skarbie? - spytała Marlene 

- Mamusia - odparłam jej do piersi szczęśliwym głosem 

- Mam lepszy pomysł zwracaj sie do mnie zawsze per "mamusia" a do Syriusza per "tatuś" kochanie tak będzie najlepiej - powiedziała i znowu mnie pocałowała w czoło 

- Jak sobie życzysz mamusiu kocham cię mamusiu - mówiłam zadowolonym głosem nie chcąc jej też puścić ale nagle sobie przypomniałam.

- Mamusiu może nie powinniśmy  zostawiać tatusia i Jareda samych?

- Nie powinniśmy – odpowiedziała – Chodź, przestawię Cię twojemu tatusiowi , że zostałaś naszą córeczką.

- O już jesteście – ucieszył się Jared, kiedy udaliśmy się do nich.

- Ta blondynka jest teraz naszą córeczką , Syriuszu więc ty zostałeś jej tatusiem a ja zostałam jej mamusią i od pięciu minut  obowiązuje ja etykietę dobrego zachowania czyli będzie się zwracała się do nas per mamusia i per tatuś – powiedziała mamusia głosem nieznoszącym sprzeciwu, a ja popatrzyłam na nią i się wzruszyłam.

- Stanowisz wspaniały dodatek do naszego rodu, Lady Black – powiedział mój tatuś , mrugając łobuzersko – Witaj w rodzinie Blacków, córeczko – i mnie przytulił.

- Tatuś ma rację jestem teraz Lady Black – odpowiedziałam i popatrzyłam na Syriusza a ten uśmiechnal się szeroko – I widzisz, przystojniaku? Teraz się mnie nie naprawdę nie pozbędziesz – zażartowałam, zerkając na Jareda.

- Owszem, królowo lodu, też mi się tak wydaje – odparł.

- Podoba mi się to. Śmiałe i ostre, takie kobiety lubimy, my Blackowie – zaśmiał się Syriusz, puszczając oko do Jareda, a ten przytulił mnie i pokiwał głową, zgadzając się ze zdaniem ojca. Mamusia musiała mnie jeszcze poprzytulać, a ja nie miałam nic przeciwko temu.

Następnie udaliśmy do jakieś komnaty i zamknęliśmy drzwi i zaczęłam się rozbierać, a on mi w tym pomagał, a później ja jemu pomogłam się rozebrać był cały nagi , a ja nim się zorientowałam byłam cała naga, bo już zdążyłam ściągnąć nawet swoją bieliznę miałam tylko biżuterię, pierścionek zaręczynowy z rodem Blacków i jako że należę do szlachetnego i starożytnego rodu Blacków przepiękny wiszący kolczyk na pępku rodu Blacków i bransoletkę i szpilki na wysokim obcasie Popchnęłam go na łóżko i miałam tyle odwagi, że zajęłam się jego penisem. Poruszałam go w górę i dół i mówiąc do niego.

- Kochasz mnie, prawda? – on jęknął – Patrz na mnie, jak do Ciebie mówię i mi odpowiedz. Powtórzę jeszcze raz: kochasz mnie, prawda!? – on siłą woli popatrzył na mnie.

- Tak, Daphne kocham Cię! Daph! Daph! – jęczał, odchylając głowę do tyłu. Zbliżyłam swoje usta i językiem przejechałam po główce, brałam go coraz głębiej do ust, aż w końcu włożyłam sobie go całego do ust, aż po samą nasadę – Tak dobrze. O taaak... Weź go maleńka – szeptał, odchylając głowę do tyłu. Moja dłoń masowała go w jednym rytmie z ustami i poczuł, że nie wytrzyma już zbyt długo – Daphne... Daphne... ja zaraz... – uderzyła go fala rozkoszy i Jared eksplodował, odrzucając głowę do tyłu i wyrzucił z siebie moje imię w jęku ekstazy. Jego biodra wykonały jeszcze jedno pchnięcie, podczas gdy moje usta zasysały, a moje dłonie wędrowały powoli w górę i w dół, a on dyszał ciężko i starał się dojść do siebie. Znieruchomiał na plecach. Jego łokcie nie były w stanie go dłużej podpierać, a mięśnie straciły całą siłę. Wciąż ciężko oddychał, gdy przesunęłam się w górę. Całe jego ciało przebiegł dreszcz, gdy poczuł moją skórę na swoim rozpalonym ciele. Wtuliłam się w niego. Większość mojego ciała spoczywała na nim, a moje usta delikatnie muskały go po szyi. Jared czuł, jak się uśmiecham. Ujął moją lewą dłoń, spoczywającą w pobliżu jego barku, gładził przez moment, po czym uniósł do ust i pocałował – Jesteś niesamowita, Daph – głos Jareda przerwał panującą w pomieszczeniu ciszę. W odpowiedzi wtuliłam się mocniej w niego, a moje palce bawiły się jego wilgotną od potu czupryną. Westchnęłam, a on oparł policzek o moją głowę – Chce Cię poczuć, chce Cię mieć w środku – Wziąłem jego penisa, przedstawiłam ją swojej gorącej, wilgotnej i gotowej kobiecości. Powiodłam jego główkę ku wejściu i opuściłam się na tyle, żeby oparł się o moją błonę. Było ciasno, ale zdumiało mnie, jak dobrze tam pasuje. Przygryzłam skraj dolnej wargi, zebrałam się na odwagę i mocno opadła w dół. Krzyknęłam z bólu, gdy błona się rozerwała. Zamarłam na chwilę, podczas której przystosowywałam się do jego rozmiaru. Zaczęłam się unosić w górę i opadać, najpierw powoli. Dłonie Jareda spoczęły na moich biodrach. Pomógł mi złapać rytm, który podobał się nam obojgu. Potem jego ręce podążyły w górę i złapał moje piersi, podczas gdy ja go ujeżdżałam.

Pov. Jared.

Uwielbiał czuć jej piersi w dłoniach, ciepłe i miękkie i jędrne. Mógłbym spędzić całe dnie, zajmując się tylko nimi i wciąż nie mieć dosyć. Wyraz jej kochanej twarzy, kiedy ująłem jej sutek w palce był, co najmniej inspirujący. Daphne odrzuciła głowę w tył i krzyknęła z rozkoszy, kiedy liczne punkty stymulacji pchały ją ku krawędzi. Usiadłem i wziąłem w usta jeden z sutków. Daphne dostosowała się do tego, oplatając nogi wokół moich bioder i przesuwając się w tył i w przód na moich kolanach.

Pov. Daphne.

Chwyciłam mocno w dłonie jego czarne włosy i przyspieszyłam tempo. Czułam, jak mój trzeci orgazm tej nocy zbliża się w fali czystej ekstazy.

- Dojdź ze mną, kochanie! – zawołałam, kiedy zobaczyłam, że lada chwila przejdzie ten próg. Jared wyszedł naprzeciw mnie kołysaniu i mocno naparł. Intensywność pchnęła nas w następny poziom i jeszcze dalej. Odrzuciliśmy głowy w tył i zawołaliśmy ze wspólnej rozkoszy. Nasze oczy spotkały się i w mgnieniu okaz zniknęła cała rezerwa i wszystkie wątpliwości. Odchyliłam głowę na bok, odsłaniając przed nim swoją szyję w akcie poddania, ale też wiecznego oddania. Jared odwzajemnił ten gest. Zrozumiałam. Jednocześnie krzyknęliśmy.

- Amor aeternus! – Jesteśmy partnerami, teraz i zawsze naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie. Po chwili przez nasze ciała przeszedł prąd i odrzuciliśmy głowę do tyłu, poddając się orgazmowi.

- Aaaaaaaaa! – wolałam, a następnie pocałowałam go namiętnie w usta.

- Kocham Cię – mruknął mi zmęczonym głosem – Byłaś niesamowita – i zaczął mnie całować po brzuchu. Pocałował mój przebity pępek, a ja pisnęłam. W następnej chwili przybliżyłam swoje piersi blisko niego. Wziął w usta jeden z sutków, a drugą ujął ręką. Poddałam się przyjemności, bo odrzuciłam głowę do tyłu – O tak, zajebiste uczucie! – późnej przejechał językiem po moim ciele. Zeszłam z niego, wtuliłam i oboje zasnęliśmy.

Następnego dnia obudziłam się ze wspaniałym uczuciem ciepłego nagiego ciała przyciśniętego do mojej równie obnażonej skóry. Moje całe ciało mrowiło od tego wrażenia, jeszcze zanim z niechęcią otworzyłam oczy. Chciałam cieszyć się tym jeszcze trochę, ale wiedziałam, że prędzej czy później będziemy musieli wstać. Moje powieki uniosły się i ujrzałam przystojną twarz Jareda, który patrzył na mnie ze słodkim wyrazem zaspokojenia. To wywołało u mnie uśmiech oraz palącą potrzebę pocałowania go.

- Dzień dobry, panie Black – wyszeptałam. Zaczęłam kreślić hipogryfa na jego piersi.

- Dzień dobry, pani Black – Zadrżałam od wywoływanej przez ten ruch przyjemności. Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłam go jako swojego partnera. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się tam celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność widniała para oczu, jedno szare, drugie niebieskie.

Pov. Jared.

Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłam ją jako swojego partnerkę. Tam, gdzie wcześniej była pusta teraz znajdował się celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdowały się dwa psy splecione w kształcie yin i yang.

- Filozofia zachodu i wschodu, spleciona z runami, udało na się kochanie – wyszeptała z radośnie Daphne, przesuwając palcami po swoich runach. Wyczuła magię kryjącą się pod skórą. Bardzo jej się spodobało, że moja magia została wszczepiona pod jej skórę, a moja moc żyła w niej, bo rozmarzyła się, kiedy potknęła szyję – Kocham Cię. Jesteś mój i powiedz mi co mam? – spytała Daphne.

- Pieski – odpowiedziałem z wyszczerzem – Wiedziałam, że będziesz moją żoną.

- Tak bardzo się cieszę, Jared musisz mnie tylko nauczyć patronusa – odparła radością.

- Zrobię to z przyjemnością. Ja też się cieszę, kochanie. Jesteś moją na wieki.

- Chyba możemy tu zostać cały dzień? – spytała Daphne z nadzieją, bo moje manewry zaczęły ją rozpalać.

- Bardzo bym chciał, ale prędzej czy później musimy pojawić się Wielkiej Sali – odpowiedziałem, niechętnie odsuwając się od niej.

- A co się stało "chciałbym dopiec Zabiniemu" bla, bla, bla? – wyszeptała mi uwodzicielsko do ucha.

Pov. Daphne.

- Słusznie – przyznał i obwiódł symbol na moim szyi czubkiem języka. Impuls gorącej, czerwonej rozkoszy wystrzelił z tego miejsca i przemknął kaskadą przez całe moje ciało. Poczułam, jak robię się wilgotna i zaczęła się zastanawiać, czy ona na niego wpływa tak samo, jak na mnie.

- Lepiej wcześniej niż później, a teraz zajmij się swoją żoną! – Jednym płynnym ruchem Jared przewrócił mnie na plecy i ustawił się nade mną. Spodziewałam się, że wbije się we mnie z wigorem, który zademonstrował zeszłej nocy. Jednak zamiast tego polizał moją łechtaczkę.

- Drogi Merlinie! Jared, usiłujesz doprowadzić mnie do szaleństwa? – zawołałam, czując, jak w moim wnętrzu narasta orgazm. Jared wzmógł nieco presję, co wywołało u mnie jeszcze głośniejszy jęk niż chwilę temu. Jego wolna dłoń przesunęła się po moim płaskim brzuchu dotykając przebitego pępka, w który miałam wiszący długi kolczyk, a następnie delikatnie połaskotał moją łechtaczkę. Włożył palec do wnętrza i poruszał kilka razy, co wywołało głośny jęk rozkoszy i błagałam go, jęcząc, żeby nie przestawał – Proszę! Proszę! MOCNIEJ! SZYBCIEJ! Błagam Cię! – a potem chwycił moją prawą pierś. Moje sztywne sutki błagały o jego uwagę, a on energicznie odpowiedział na to wezwanie. Stymulacja wielu punktów sprowadzała mnie coraz bliżej krawędzi ekstazy. Kiedy właśnie miałam skoczyć, nagle wszystko ustało. Wyrwana nagle z raju, zajęczałam żałośnie. Byłam tak blisko spełnienia, ale już poza zasięgiem.

- Czyżby królowa lodu ze Slytherinu potrafiła się drażnić, ale nie przyjąć drażnienie? – uśmiechnął się do mnie Jared, a ja spojrzałam na niego z oburzeniem.

- Ty palancie! Skończ, co zacząłeś! – na wpół warknęłam, na wpół zajęczałam. Uśmiechnął się i wykonał jedno pchnięcie w lewo. Byłam tak blisko spełnienia, ale on znów przestał. Moje pragnienie spełnienia się podwoiło.

Pov. Jared.

Wiedziałem, że igram z ogniem, ale miałem nadzieję, że ostatecznie mu podziękuje. Czy zdawała sobie z tego sprawę, czy nie, była bardzo namiętną kobietą? Odrobina eksperymentowania była korzystna dla duszy i dla libido.

Daphne doszła do granic wytrzymałości i miała dość mojego drażnienia. Złapała moje pośladki w dłonie i wbiła swoje paznokcie.

- WŁAŹ WE MNIE, BLACK ! I MNIE NATYCHMIAST MOCNO PRZELEĆ, BO JESTEM NA CIEBIE TAK NAPALONA, ŻE W TEJ CHWILI MASZ MNIE PRZELECIEĆ ! ALE JUŻ! – rozkazała. Syknąłem, ale dałem jej to, czego chciała. Wszedłem w nią znacznie łatwiej niż zeszłej nocy. Zacząłem od długich, powolnych pchnięć, póki nie dostosowała się do mojej wielkości. Po chwili zacząłem przyspieszać, nabierając tempa, które bardziej jej się spodobało. Po chwili oboje doszliśmy do granicy.

- królowo, królowo, ja zaraz...!

- Ja też, palancie!

- AHHHHHH! – krzyknęliśmy wspólnie.

Pov. Daphne.

Przeżyliśmy niesamowity mocny orgazm. Krzyczeliśmy w amoku. Uczucie niesamowitego ciepła zalewało mnie od środka, Jared pchał mnie kilka razy, zalewając moje wnętrze. Oddychaliśmy głęboko.

- Jesteś niesamowity – wyszeptałam zmęczonym, ale szczęśliwym tonem i się wtuliłam.

- A ty jesteś piękną i zabójczo seksowną kobietą – odparł, głęboko oddychając – Wszystko w porządku? – spytał Jared – Chyba cię przygniatam.

- Rewelacyjnie. Uwielbiam czuć cię tutaj. Nie odsuwaj się jeszcze – odpowiedziałam.

- Dobrze – mruknął Jared – Nie mam siły – i położył się na moich piersiach, po czym zamknął oczy, a ja dotykałam jego spoconych pleców, ciesząc, że to właśnie z nim, z tym mężczyzną, którego kochałam zawsze, a nie innym straciłam, dziewictwo i ja też zamknęłam oczy.

Po jakimś czasie. Pov. Jared.

Otworzyłem oczy. Daphne nadal była nade mną. Popatrzyłem się na nią, miała zamknięte oczy i powoli oddychała. Była piękna.

- Kochanie, musimy wrócić do Wielkiej Sali i pokazać, że żyjemy – Daphne otworzyła oczy i mruknęła.

- Nie chce mi się. Tu jest mi dobrze... Ech, niech Ci będzie – wyszedłem z nią. Wyczarowała mi nowe ubrania i mruknęła do siebie – Dzięki Victoire – kiedy mnie zobaczyła, też się ubrała w skórzane spodnie dopasowane do jej seksownych nóg, bluzkę na ramiączka i kurtkę ramoneskę i zmieniła szpilki bo w tamtych się ze mną kochała , po czym udaliśmy się do Wielkiej Sali.

Pov. Daphne.

W Wielkiej Sali.

Weszliśmy i zobaczyłam, jak tatuś szczerzy się, tak samo, jak, mamusia oraz Cassie i Astoria.

- No, witamy serdecznie naszych kochanków – powiedział tata, mając banan na twarzy.

- Mam nadzieję, że nie zostanę już babcią. Jestem jeszcze na to za młoda – dodała mama, a ja spaliłam buraka. Spostrzegłam, że patrzy na moje znamię.

- Braciszku widzę, że dobrze się w nocy bawiłeś z Daphne! – zadrwiła Cassie.

- Nie mogłem narzekać – odpowiedział Jared, a ja byłam czerwona.

- Było cimpimpim? – spytała bezczelnie Cassie.

- No jasne, że było – odezwała się Astoria – Mają znaki. I jak było, Daph? Jared dał radę?

- Angus weź, je zamknij, najlepiej w Zakazanym Lesie – powiedział Jared – albo lepiej zabije ją i Astorię i będziemy jedynakami. Mogę je zabić? – spytał z nadzieją w głosie.

- Nie, Jared – odpowiedział tata.

- A mogę je chociaż zamknąć?

- Nie, Jared – oznajmiła mama.

- Widzisz, kochanie musimy męczyć się z tymi diablicami, które nazywają się naszymi siostrami! – jęknął Jared. Zaczęłam chichotać i go przytuliłam.

- Co ty do cholery wyrabiasz, Daphne?! – Blaise zerwał się na równe nogi. Obrzuciłam go lodowatym spojrzeniem i odpowiedziała słodko:

- Wymieniam na lepszy model, a co myślałeś?

- ZABIERAJ SWOJE BRUDNE ŁAPSKA OD MOJEJ WŁASNOŚCI, BLACK! – ryknął Zabini i wyciągnął różdżkę, ale szybko się zorientował, że różdżki moje, Jareda, Astorii, Cassie, mamy i taty są wycelowane w niego.

- Po pierwsze nie jestem twoją własnością! – warknęłam wściekła – Po drugie niech wszyscy wiedzą, że masz małego ptaszka i nie zaspokoisz moich wygórowanych potrzeb ani nikogo innego, nawet Zachariasza. Po trzecie mam w dupie, że moi rodzice wybrali Cię, żebym za Ciebie wyszła. Nie kocham Cię i nigdy nie kochałam, bo jesteś imbecylem do potęgi entej. Po czwarte jestem już jego i jego kocham – i pocałowałam namiętnie Jareda.

- Po piąte przyłożę twoim rodzicom – powiedziała mama – że zmusili Cię do ślubu z tym idiotą. I po szóste zamieszkasz z nami, więc Zabini daruj sobie i nie rób scen. A po siódme możesz pisać do Greengrassów i mogą nawet wysłać wyjca, a ja ich tak znajdę ich i się z nimi policzę. Po ósme jak śmiesz nazywać Daphne swoją własnością? Po dziewiąte twoja mamusia nie nauczyła Cię szacunku do kobiet? To ja cię nauczę.

- Wiesz mi, jak moja żona się wkurzy, to nie jest już słodką blondynką, tylko drapieżną lwicą – oznajmił tata – Jeśli chcesz mieć na sumieniu rodziców Daphne, to pisz.

- Nikt nie ma prawa nazywać żadnej dziewczyny swoją własnością Zabini! A to jest, żebyś zapamiętał – i moja ukochana mamusia strzeliła go zaklęciem, że aż pisnął z bólu.

-NATYCHMIAST OPUŚĆCIE RÓŻDŻKI! – zagrzmiał Dumbledore, maszerując ku nam.

- A bo co? – spytał tata – On powiedział, że Daphne jest rzeczą i jego własnością i obraził mojego syna! – warknął tata i przyłożył w mordę Dumbledore'wi, że aż jęknął – A to jest za to, że zostawiłeś Rogasia u tych debili – wyszeptał tata z jadem w głosie. Mama podeszła do nas, a ja przytuliłam się do niej najmocniej, jak mogłam.

- Córeczko moja – wyszeptała mi mama do ucha – będę Cię chronić, skarbie i policzę się z twoimi rodzicami, a ty zamieszkasz z nami, pani Black.

- Kocham Cię, mamusiu – powiedziałam do jej piersi.

- Powiem Ci coś. Jesteś moją córką na zawsze, z czego ja osobiście jestem bardzo szczęśliwa. Dlatego jako kobiety z rodziny Blacków musimy się trzymać razem. Jesteś moją córką w takim samym stopniu jak Cassie, kochanie.

- Ty jesteś teraz moją mamusią – odezwałam się – i chce zamieszkać z wami. Mogę prawda?

- Już Ci mówiłam, że zamieszkasz z nami. Jesteś teraz panią Black i oczywiście kochanie, że jestem twoją mamusią – i głaskała moje blond włosy. Odgarnęła moje włosy i pocałowała w czoło a ja sie w nią wtuliłam .

- Nie chcę być już królowa lodu! – krzyknęłam – Chce być sobą, być kochana i mieć przyjaciół!

- I masz przyjaciół, Daphne – odpowiedziała Hermiona i uśmiechnęła się – Prawda, Ginny, Nicole, Jessica, Luna?

- Jasne! – uśmiechnęły się – Może poznamy się bliżej, Daphne?

- Naprawdę? – pytałam z nadzieją.

- Naprawdę – odpowiedziała Nicole i podeszła do niej, po czym mnie przytuliła, a późnej podeszła reszta i też przytuliły, a ja poczułam radość i szczęście.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...