piątek, 12 lipca 2024

Rozdział 9 Czara

 

Alina zaczęła czytać.

Rozdział 9

Mroczny Znak

- Tylko nie mówcie matce, że się zakładaliście – upomniał pan Weasley bliźniaków, kiedy schodzili powoli po wyłożonych purpurowym dywanem schodach.

Pan Weasley uśmiechnął się nieśmiało do żony.

- Nie martw się, tato – powiedział wesoło Fred – mamy wielkie plany, nie chcemy, by nam skonfiskowano forsę – Pan Weasley sprawiał przez chwilę wrażenie, jakby chciał zapytać o te plany, ale po krótkim namyśle uznał, że lepiej nie wiedzieć.

- Magiczne Dowcipy Weasley'ów! – krzyknęli Fred i George przybijając sobie piąteczkę.

Wkrótce znaleźli się w tłumie wypływającym ze stadionu i powracającym na pola namiotowe. Ochrypłe śpiewy niosły się ku nim w chłodnym powietrzu nocy, kiedy szli oświetloną latarniami drogą przez las, a Leprokonusy wciąż szybowały nad ich głowami, trajkocąc i wymachując lampkami. Kiedy w końcu dotarli do namiotów, nikomu nie chciało się spać i pan Weasley, wziąwszy pod uwagę poziom hałasu wokół nich, zgodził się, że przed snem warto by wypić po kubku kakao.

- Arci przyznaj się, że było coś mocniejszego! – zaśmiali się przyjaciele Artura – oczywiście ci, którzy byli pełnoletni – dodali szybko, widząc spojrzenie Molly I.

Oczywiście doszło do dyskusji o meczu; pan Weasley spierał się z Charliem o użycie łokci w grze i dopiero kiedy Ginny zasnęła przy małym stoliku, rozlewając wokół siebie gorące kakao,

- Tatusiu, wziąłeś mamusię na ręce i zaniosłeś ją, jak pannę młodą do sypialni? – spytała z nadzieją w głosie Olivia.

- Nie, ale teraz mogę tak zrobić – i wziął Ginny jak pannę młodą, a ta pisnęła, a później patrzyli sobie w oczy z taką miłością.

- Kocham cię, Harry. Tak bardzo cię kocham – i przejechała po jego policzku palcami, po czym pocałowała go namiętnie w usta.

- Harry, czy możesz postawić moją siostrę? – spytał Ron.

- Ronaldzie Weasley, może zajmiesz się swoją damą, zamiast zachowywać prawie, jak swój starszy brat Percy? – prychnęła Alina. Kilka osób parsknęło. Harry usiadł na krześle, a Ginny usiadła na kolanach i się wtuliła.

uznał, że najwyższy czas zakończyć omawianie kolejnych epizodów gry i rozejść się do łóżek. Hermiona i Ginny poszły do swojego namiotu, a Harry i reszta Weasley'ów przebrali się w piżamy i powłazili na koje.

Mężczyźni zaczęli szeptać coś do ucha swojej kobiety, a te zarumieniły się mocno.

Z drugiej strony kempingu wciąż dochodziły chóralne śpiewy i dziwne dudnienie.

- Och, cieszę się, że nie jestem na służbie – mruknął pan Weasley sennym głosem – Nie chciałbym być osobą, która teraz musi iść do Irlandczyków i powiedzieć im, żeby przestali świętować – Harry, który leżał na górnej koi, nad Ronem, wpatrywał się w płócienny dach namiotu, obserwując błyski śmigających nad kempingiem krasnoludków i przypominając sobie co ciekawsze zagrywki Kruma.

- Sam się w nim bujasz! – zadrwił Ron.

- Mówiłeś coś, Ronaldziku? – spytała romantycznym głosem Hermiona, na co wszyscy zaśmiali się.

Marzył o tym, by znowu dosiąść swojej Błyskawicy i wypróbować zwód Wrońskiego... Oliverowi Woodowi jakoś nigdy nie udało się pokazać im, nawet za pomocą jednego ze swoich zawiłych wykresów, na czym ten manewr właściwie polega...

- Oblałeś, profesorku! – zakpili z Olivera Fred i George.

Harry ujrzał samego siebie w szacie ze swoim nazwiskiem na plecach i wyobraził sobie ryk stutysięcznego tłumu, gdy głos Ludona Bagmana toczy się echem po całym stadionie: "A oto... Potter!" Nie był pewien, czy zasnął, czy śnił na jawie. Uświadomił sobie tylko raptownie, że pan Weasley krzyczy.

- Wstawać! Ron... Harry... wstawajcie, szybko, to bardzo pilne! – Harry usiadł gwałtownie, uderzając głową w płócienny dach.

- Tatusiu, co się dzieje? – spytała Nicole Artura.

- Śmierciożercy nas atakują, kochanie – mruknął Fred I i przytulił ja do siebie.

- Co się dzieje? – zapytał. Czuł niejasno, że dzieje się coś niedobrego. Odgłosy dochodzące z kempingu były teraz inne: umilkły śpiewy, słychać było wrzaski i tupot wielu nóg. Ześliznął się z górnego łóżka i sięgnął po ubranie, ale pan Weasley, który wciągnął dżinsy na spodnie od piżamy, powiedział niecierpliwie: 

- Nie ma czasu, Harry... złap tylko kurtkę i wychodź... szybko!

- Jestem pechowcem – mruknął Harry.

- Nie jesteś pechowcem, bo masz mnie – odparła Ginny – masz żonę, która jest najpiękniejszą i najseksowniejszą kobieta na świecie. Prawda? Więc nie jesteś pechowcem – i odrzuciła teatralnie włosy do tyłu, a następnie pocałowała go w usta, a ten w nagrodę pocałował ją w znak, a ta wydała głośne westchnienie zadowolenie.

- Jesteśmy jednością – mruknął Harry – Odkąd dałem Ci ten znak, który masz na szyi, pani Potter.

Harry zrobił, jak mu kazano, i wybiegł z namiotu; Ron za nim. W świetle kilku płonących jeszcze ognisk zobaczył ludzi uciekających do lasu przed czymś, co sunęło za nimi poprzez pole namiotowe, przed czymś, co błyskało strumieniami światła i terkotało jak karabin maszynowy.

Hermiona wtuliła się w Rona.

- Jestem przy tobie, Hermiono. Nie bój się.

- Zawsze będziesz przy mnie? – spytała z nadzieją.

- Zawsze – powiedział Ron, patrząc jej głęboko w oczy – Jesteśmy teraz jednością, pani Weasley, od kiedy zrobiłem Ci ten znak na szyi – a ta wtuliła się w jego jeszcze bardziej i westchnęła zadowolonym głosem.

Dobiegły ich głośne gwizdy, ryki śmiechu i pijackie wrzaski, a potem nagle wszystko oświetlił oślepiający zielony blask. Zbity tłum czarodziejów z wyciągniętymi przed siebie różdżkami maszerował powoli przez pole namiotowe. Harry wytężył wzrok... wyglądali, jakby nie mieli twarzy... a potem zdał sobie sprawę, że byli zakapturzeni i zamaskowani. Wysoko ponad nimi miotały się dziko w powietrzu cztery postacie.

- Odwalcie się od moich dzieci – warknęły Lily I i Molly I – MILCZ! – kiedy Milicenta chciała coś powiedzieć.

- Wiesz, że milczeniem jest złotem? – spytała Susan – więc dla twojego dobra zamilcz, a w tym samym czasie w ręku Marcusa pojawiła się kula czarnego ognia, którą ostrzegawczo podrzucał, jak zabawkę,  a jego spojrzenie mówiło: „Jeszcze jedno słowo, a będzie grillowana świnia”.

- Zamknij się, Bones!

- Nazywa się Finnigan! – warknęła Allison – a tak właściwie to jest Pani Finnigan i jest moją córeczką!

- Ona nie jest twoją żadną córeczką!

- Jeszcze jedno słowo, a cię strzelę zaklęciem! – warknęła pani Finnigan – Jakaś gówniara nie będzie mi tu mówić, czy Susan jest moim dzieckiem, czy nie jest moim dzieckiem. Od kiedy Seamus ją naznaczył na swoją partnerkę jestem dumna z syna, że to zrobił, bo mam teraz taką wspaniałą córeczkę, ale ty tego nie zrozumiesz, bo u ciebie nie ma kropli miłości do drugiego człowieka – Susan była tak wzruszona, że przytuliła się do matki

- Mamusia cię bardzo kocha i zawsze będę cię kochać, Susan. Ciii już dobrze, uspokój się – bo Susan zalała się łzami, wtuliła się w nią jeszcze bardziej i poczuła się lepiej i bezpieczniej, a ta tuliła ją do swojej piersi

- Alison dziękuję, że zajęłaś się Susan – rzekły dwie wersje Amelii I, patrząc na kobietę, która tuli z uczuciem i miłością jej siostrzenicę.

- Moim obowiązkiem jako jej mamy jest zapewnienie mojej córeczce miłość i bezpieczeństwo i jak mówiłam, Susan jest moją córeczką i to jest dla mnie sama przyjemność, Amelio, bo kocham twoją siostrzenicę nad życie.

- Kocham cię, mamusiu. Jesteś najukochańszą mamusią na świecie – mówiła Lady Finnigan do jej niej piersi.

- To cudowne uczucie, kiedy mówisz mi per "mamusiu" i jeszcze nazywasz mnie "najukochańszą mamusią na świecie" – odparła wzruszona Pani Finnigan – Ja ciebie też kocham, słoneczko – powiedziała, całując ją w czoło. Jej córka zamknęła oczy i westchnęła zadowolonym głosem.

- Mamuś zajęłaś się mną i obdarzyłaś mnie matczyną miłością, kiedy najbardziej tego potrzebowałam – oznajmiła Susan, przytulając się do kobiety – Dlatego dla mnie jesteś najukochańszą mamusią.

- Od tego są mamusie, kochanie – mruknęła pani Finnigan, patrząc na nią z miłością i uśmiechem – żeby kochać i przytulać swoje dzieci.

- Babciu w przyszłości, kiedy mama cię widzi, puszcza tatę i cię mocno przytula, a ty babciu na mamę patrzysz z taką miłością, że ciągle ją przytulasz, całujesz w czoło i ciągle szepczecie z taty i dziadka plecami i chichoczecie, że tata i dziadek są źli, bo nie wiedzą, czy ich obgadujecie, czy nie! – parsknął śmiechem Patrick – I jesteście, jak to siebie nazywacie "najlepsze psiapsiółki" oraz jak kogoś przedstawiacie, mama mówi "to jest moja mamusia Alison, mamuś to jest..." i babcia robi to samo. Mówi "to jest moja córeczka Susan, córeczko to jest....", a jak zapytają głupio w stylu "przecież to jest pani synowa albo teściowa", to dajecie ręce na biodrach i robicie tę minę, że bez kija nie podchodź i oczywiście każdy was ruch jest wykonywany z niezwykla gracja i wdziękiem i zawsze chodzicie z butach na wysokim obcasie nawet po domu bo jak twierdzicie uwielbiacie w ich chodzić a jak ktoś was irytuje to stukacie wysokim obcasem o podłogę i Od razu odparujecie wściekle na tę osobę i babcia mówi tak: "Susan jest moją córeczką, a nie synową. Masz z tym jakiś problem?! " i całujesz mamę w czoło a ona za każdym razem zdycha zadowolonym głosem wtulając się w Ciebie jeszcze bardziej i szepcze "mamusiu tak bardzo Cie kocham" - To samo robi mama "to nie jest moja teściowa, to jest moja mamusia. Masz z tym jakiś problem?! " i wtedy ty całujesz babcie w czoło a ona jak ty zdycha zadowolonym głosem wtulając się w Ciebie jeszcze bardziej szepte - "córeczko tak bardzo Cie kocham" - A oni są tacy przestraszeni, że od razu was przepraszają – dwie panie Finnigan uśmiechnęły się szeroko do siebie.

- Bo skoro mówię tak, a jakiś kretyn albo krertynka mówi mi inaczej, to zaczyna mnie to irytować – stwierdziły Allison i Susan słodkim głosem.

- A tatuś i dziadziu patrzą na to z boku i się śmieją z ich mim, kiedy są przestraszeni, bo przechodzi przez nich gęsia skórka! – parsknęła śmiechem Lucy. Matki popatrzyły na córki i to samo zrobiły ich córki, patrząc na swoje matki.

- Mamuś myślisz to samo co ja? – spytały synowe i ich teściowe z nadzieją w głosie.

- Jeśli myślisz to samo co ja, to myślimy o tym samym, córeczko – odparły teściowe z uśmiechem na twarzy.

- Zrozum to wreszcie, Milicenta, że mamusia Susan jest PANIĄ Finnigan i jest córką babci Alison – oznajmiła Lucy.

- Dokładnie tak, moja wnuczko – zgodziła się Alison z Lucy.

Sprawiało to takie wrażenie, jakby zamaskowani czarodzieje na dole byli lalkarzami, a te cztery postacie nad nimi marionetkami, poruszanymi niewidzialnymi sznurkami wychodzącymi z końców uniesionych w górę różdżek.

- Śmierciożercy! – warknęła Ginny.

- Merlinie! – wymsknęło się Euphemii i wtuliła się w Fleamonta.

Dwie z czterech postaci były bardzo małe. Do maszerującej grupy przyłączało się coraz więcej czarodziejów, ze śmiechem pokazujących sobie koziołkujące nad nimi postacie. Tłum rósł, przewracając napotkane po drodze namioty.

- Ludzie się pozabijają – mruknęła Jessica.

- Gdy ludzie uciekają, nie patrzą na nic – rzekł Colin I.

- Dlaczego to zawsze musi być Harry? – spytała płaczliwie Jessica.

- Bo jestem tym, co ma zabić Voldemorta, Jess – odpowiedział bez emocji Harry, a Ginny mocno go do siebie przytuliła.

Raz czy dwa Harry dostrzegł, że jeden z maszerujących wypala z różdżki w stronę jakiegoś namiotu. Niektóre zajęły się ogniem. Wrzaski narastały. Lecące w powietrzu postacie oświetlił blask płonącego namiotu i Harry rozpoznał jedną z nich – pana Robertsa, kierownika kempingu. Trzy pozostałe wyglądały na jego żonę i dzieci. Jeden z czarodziejów przekręcił różdżką panią Roberts głową w dół; koszula nocna jej opadła, ukazując obszerne, wełniane majtki; z tłumu dały się słyszeć gwizdy i szydercze okrzyki, gdy pani Roberts usiłowała zakryć się koszulą w tej dość żałosnej pozycji.

- To jest chore – mruknął Ron, obserwują najmniejszego mugola, który zaczął wirować jak bąk, sześćdziesiąt stóp nad ziemią, a główka miotała mu się bezwładnie z boku na bok – To jest naprawdę obrzydliwe...

- Tak samo, jak tak zwany związek twój i Granger! – warknął Cormac. W ręku Marcusa pojawiła się kulka czarnego ognia, większa od poprzedniej.

- Znasz taki cytat: "Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz", więc z łaski swojej stul pysk, bo zrobię z twoich jaj druty telegraficzne.

- Nazywam się Weasley! – odparowała Hermiona i przytuliła się do Rona mocno, a ten głaskał jej włosy w uspakajającym geście. Hermiona westchnęła zadowolonym głosem. Kiedy Ron jej to robił, poparzył się na chłopaka morderczym wzrokiem.

- Związek Rona i Hermiony nie jest obrzydliwy! – warknęła Ginny.

- Zamknij się, ruda kretynko! – krzyknął Cormac. Ginny walnęła go zaklęciem upiorogacka, a ten zapiszczał z bólu. Marcus dorzucił swoje zaklęcie, które spowodowało, że powypadały mu wszystkie włosy. I zrealizował swoją groźbę, po której nie wszyscy mężczyźni skrzyżowali nogi z przerażeniem, co może zrobić Lord Lestrange.

- Pani Potter! – krzyknął Dumbledore – Co pani robi! A pan co zrobił, panie Lestrange?

- Telegraficzne jaja – powiedział Marcus obojętnym tomem i sarkazmem.

- Nie jestem żadną kretynką. Jestem ruda i jestem z tego dumna, McLaggen! – wycedziła Ginny i nim się zorientowała Lily I ja mocno przytuliła. W jednym momencie Ginny się uspokoiła.

- Ja jako twoja mamusia bardzo mocno cię kocham. Nie przejmuj się tym idiotą, skarbie. To tylko kretyn bez szarych komórek i tylko chwali się swoimi mięśniami – oznajmiła Lily I.

- Mamusiu – i popatrzyła w jej zielone oczy – Czy mówiłam, że mamusię bardzo kocham?

- Wiele razy, ale cały czas możesz mi to mówić i przypominać, kochanie – odparła pani Potter.

- Mamuś masz to jak w banku – oznajmiła Lady Potter  – Kocham cię, mamusiu – wtulając się w nią. Rogacz uśmiechał się do żony, kiedy objęła mocno Ginny i tuliła do swojej piersi.

- Mamusia też cię kocha, córeczko i zawsze będzie ciebie kochać – mruknęła z miłością w głosie i głaskała jej rude włosy.

Podbiegły do nich Hermiona i Ginny, naciągając płaszcze na nocne koszule, a tuż za nimi pojawił się pan Weasley. W tym samym momencie z namiotu chłopców wyłonili się Bill, Charlie i Percy. Byli całkowicie ubrani, rękawy mieli podwinięte, a różdżki trzymali w pogotowiu.

Fleur, Charlotta i Audrey popatrzyły na braci Weasley przerażonym wzrokiem.

- Pomożemy ministerstwu! – ryknął pan Weasley, przekrzykując tumult i podwijając rękawy – A wy... do lasu... i trzymajcie się razem. Jak zrobimy tu porządek, przyjdę po was! – Bill, Charlie i Percy biegli już w stronę zbliżającego się tłumu.

- Tatuś! – zawołały ich córki, patrząc na ojców przerażonym głosem. Molly patrzyła na nich z przerażeniem.

Pan Weasley skoczył za nimi. Czarodzieje z ministerstwa zbiegali się ze wszystkich stron. Tłum maszerujący pod rodziną Robertsów był coraz bliżej.

- Chodź – powiedział Fred, łapiąc Ginny za rękę i ciągnąc ją w stronę lasu. Harry, Ron, Hermiona i George ruszyli za nimi. Dotarłszy do skraju lasu, obejrzeli się. Tłum pod rodziną Robertsów urósł jeszcze bardziej; funkcjonariusze ministerstwa próbowali przedrzeć się do środka, ku zakapturzonym czarodziejom, ale mieli z tym duże trudności.

- Jeśli skrzywdzili, któreś z moich dzieci, to z nogi z dupy im powyrywam! – zawołały dwie wersje Lily i Molly, a także Percy, Bill, Charlie i Apolonia. Wymienili spojrzenia.

Wyglądało na to, że boją się użyć zaklęć, które mogłyby sprawić, że Robertsowie pospadają na ziemię. Kolorowe latarnie, oświetlające drogę na stadion, pogasły. Między drzewami migały ciemne postacie, słychać było płacz dzieci i przerażone okrzyki. Harry czuł, jak raz po raz popychają go biegnący, których twarzy nie mógł dostrzec. A potem usłyszał krzyk bólu i poznał głos Rona.

- Co się stało?! – zawołała słabo młodsza Molly I.

- Co się stało? - zapytała ze strachem Hermiona, zatrzymując się tak gwałtownie, że Harry na nią wpadł – Ron, gdzie jesteś?

- Tutaj – odparł Ron – i przytul się do mnie – Hermiona miała inne plany. Pocałowała go w usta, a później się mocno do niego przytuliła.

- Nie jesteś już szarą myszką, Hermiono – mruknęła Padma – która boi się uczuć i całowania – i w ogóle jesteś inną Hermioną, jaką znałam.

- Lubię się taką – stwierdziła pani Weasley – Lubię się dobrze ubrać i lubię być seksy, zwłaszcza dla mojego męża – i popatrzyła na Rona z iskierkami miłości.

- Przestań całować mojego mon-Rona! – Lavender się uaktywniła.

- Znowu zaczynasz!? – jęknął Ron – Jestem związany przez piętno naznaczenia z Hermioną na całe życie. Czego ty nie rozumiesz?

- Uczniowie nie powinni się jak ubierać – powiedział Barty – Jak te dziewczyny w szpilkach na wysokim obcasie, obcisłe ubrania ze skóry, biżuteria, a matki i nauczycielki powinny dawać im dobry przykład, a same się tak ubrały.

- Ja już im mówiłem, panie Crouch – odrzekł Percy – ale to jak grochem o ścianę. Matkom i profesorkom totalnie odbiło, żeby w tym wieku ubierać się seksownie.

- A chcesz skończyć jak McLaggen? – zapytał ironicznie Marcus.

- A my za to wam mówiliśmy, że nie powinniście być takimi kretynami bez mózgu – oznajmiła Fay – ale jakoś nas nie słuchacie i dalej jesteście kretynami bez mózgu.

- Ubieramy się, jak chcemy – stwierdziła Minerwa i odrzuciła teatralne włosy do tyłu.

- I wam nic do tego – dodała Poppy i również odrzuciła teatralne włosy do tyłu.

-  Och, co za bezmyślność... Lumos! – Skierowała wąski strumień światła ze swojej różdżki na ścieżkę. Ron leżał na ziemi.

- Potknąłem się o korzeń – powiedział ze złością, wstając.

- Ciamajda! – zadrwił Zachariasz.

- Ja mogę sprawić tą o to rączką – pokazywał swoją rękę – że będziesz osłem Smith! – odparował Hugo.

- Trudno się nie potknąć, jak się ma taki rozmiar stóp – rozległ się drwiący głos za ich plecami. Harry, Ron i Hermiona odwrócili się gwałtownie. Blisko nich stał samotnie Draco Malfoy, oparty o drzewo, rozluźniony i najwidoczniej bardzo z siebie zadowolony.

Astoria popatrzyła na niego morderczym wzrokiem. Wstała i założyła ręce.

- Jeśli obrazisz Hermionę, to ci nogi z dupy powyrywam! – Draco przeklął w myślach.

- A ja poprawie – dodały Rose i Emilly przesłodzonym głosem.

Ręce miał założone na piersi i wyglądało na to, że obserwował spokojnie całą scenę zza drzew. Ron odpowiedział Malfoy'owi tak, jak nigdy nie ośmieliłby się w obecności pani Weasley.

- Co za język, Weasley – wycedził Malfoy, a jego blade oczy błysnęły w ciemności – Lepiej szybko stąd zmykaj. Chyba nie chcesz, żeby ją złapali, co? – Wskazał głową na Hermionę i w tym samym momencie z kempingu dobiegł ich potężny huk, jakby wybuchła bomba, a drzewa wokół nich oświetlił na chwilę zielony błysk.

- A niby co to ma znaczyć? – zapytała wojowniczo Hermiona.

- Granger, oni wyszukują mugoli – odrzekł Malfoy – Chcesz pokazać w powietrzu swoje galoty? Bo jak chcesz, to trochę poczekaj... idą w tę stronę... będziemy mieli niezły ubaw.

- Fretka Hermionę ostrzega? – spytała Angelina.

- Hermiona jest czarownicą – warknął Harry.

- Jak uważasz, Potter – powiedział Malfoy, uśmiechając się jadowicie – Skoro sądzisz, że nie złapią szlamy, zostańcie tutaj i poczekajcie.

Astoria z całej siły go spoliczkowała. Draco jęknął z bólu, trzymając się za policzek, a Molly Weasley patrzyła na Dracona morderczym wzrokiem, że po raz kolejny obraził jej córkę.

- Draconie Lucjuszu Malfoy w tej chwili masz przeprosić Hermionę! – warknęła Narcyza. Wszyscy naraz spojrzeli na starszą Narcyzę, a po jej wypowiedzi spojrzeli na Dracona z wyczekiwaniem.

- Mamo, Astoria mnie spoliczkowała! – krzyknął Draco wściekły, że Narcyza nic z tego sobie nie robiła. Wstała. Teraz wszyscy obserwowali, jak pochodzi do Hermiony z gracją i wdziękiem, po czym przyciągnęła ją do swojej klatki piersiowej i przytuliła, jak dziecko.

- Cioteczka bardzo mocno cię kocha i przepraszam za mojego syna. Draco się zmienia. Ja, Astoria i Rose popracujemy nad nim, prawda kochanieńki?

- Tak, mamusiu/babciu. Narcyza pocałowała ją w czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ciotkę jeszcze bardziej.

- Też cię kocham, ciociu – mruknęła do jej piersi.

- Masz wspaniałą córkę Hermiono i kocham ją nad życie, bo to jest moja ukochana wnusia – Rose patrzyła na Draco morderczym wzrokiem.

- Dodaj mi jeden powód, aby ci nie przywalić!?

- Jestem twoim tatusiem! – zawołał Draco – Sama mi tak powiedziałaś, od kiedy Scorpius cię naznaczył na swoją partnerkę i teraz jesteś panią Malfoy i jesteś moją córeczką.

- Ale nie chciałeś, żebym do ciebie tak mówiła, a teraz boisz się o życie. To teraz jestem twoją córeczką?

- Musiałem dojrzeć – mruknął Draco – Mam 16 lat i nagle się dowiaduje, że mam syna z Astorią, który jest z przyszłości i do tego ożenił się z córką...

- Jeśli obrazisz moją mamusię i mojego tatusia to rzucę cię do jeziora i przywiąże do skały – powiedziała Emilly.

- Rona i Hermiony, a do tego moja matka są psiapsi z Molly Weasley, Lily Potter, Marlene Black, Dorcas Black, Alicją Longbottom.

- I mam Ci współczuć, że jesteś narcyzem, i że po raz kolejny obrażasz moją mamę! – warknęła Rose.

- Masz z tym jakiś problem, Draco? – spytała Narcyza – Jestem, jak to nazwałeś psiapsi z Lady's i dobrze mi z tym – Molly uśmiechnęła się i wyciągnęła ręce w stronę Narcyzy, a ta mocno się wtuliła.

- Nie przypuszczałam na początku, że będę nazywała cię per "siostrzyczko", Molly i ze znienawidzonej osoby stajesz się dla mnie, jak siostra, Molly. Gdyby ktoś powiedziała, że będę się przyjaźnić z tobą, to bym przeklęła cię bardzo mocno. Kocham cię siostrzyczko i uwielbiam, kiedy mnie przytulasz.

- Świat czasem robi mam kawał, kochanie – odparła pani Weasley, całując ją w czoło, a Narcyza westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w rudą jeszcze bardziej – A ja nigdy nie przypuszczałam, że schudnę i będę chodzić w takich ubraniach i szpilkach i będę nazywała Narcyzę Malfoy swoją siostrą – przytulając ją do swojej piersi. Lucek był wściekły kiedy dwie kobiety przytulały się do siebie, a później doszły pozostałe.

- Lucjuszu, złość piękności szkodzi! – skarciła ją jego żona słodkim głosikiem – Chcesz być piękny Luciu i mieć dużego zamiast małego? Uśmiechaj się często i nie bądź takim gburem. Chyba nie chcesz wyglądać, jak pan Crouch, bo pan Crouch ma małego – na słowo "pan" dała w nawiasy – Nie uśmiechał się i tak mu niestety zostało, tak samo, jak panu profesorowi Severusowi Snape'owi – i słowo "pan" też dała w nawiasy – zaraził się od pana Croucha. I też mu niestety zostało tylko byciem gackiem Hogwartu, a ty Lucek uśmiechaj się więcej, będziesz przynajmniej przystojną Roszpunką – Większość ludzi parsknęła śmiechem.

- Nie martw się, bądź szczęśliwy, dziadku! – śpiewał sobie Scorpius.

- Lily jest moją przyjaciółką i w tej chwili masz przeprosić Draco! – warknęła na syna pani Malfoy.

- Przepraszam – mruknął Draco, a Lily przytuliła do swojej piersi Narcyzę.

- Licz się ze słowami! – krzyknął Ron. Wszyscy wiedzieli, że "szlama" jest obraźliwym określeniem czarownicy lub czarodzieja z rodziny mugoli.

- Mój ty rycerzu! – zawołała Hermiona przesadnie szczęśliwa i przytuliła się do Rona mocno, całując go w policzek.

- Pięknie razem wyglądacie – stwierdziła młodsza Molly I.

- Mamusiu, ja jestem damą Weasley, a to jest mój rycerz, przy którym czuję się bezpiecznie – rzekła Lady Weasley.

- Bo ja jestem twoim rycerzem, skarbie – wyszeptał jej do ucha i pocałował ją w znak, a ta wydała głośne westchnie zadowolenia.

- Nie przejmuj się, Ron – powiedziała szybko Hermiona, łapiąc Rona za ramię, żeby go powstrzymać, bo już robił krok w stronę Malfoy'a.

- Jestem dumny, Ron – oznajmił dwie wersje pana Weasley'a – że chronisz swoją damę.

 - Tatusiu, jest to mój rycerz na złotej miotle – rzekła pani Weasley, patrząc na Rona z miłością i iskierkami miłości, a Ron dumnie wypiął pierś, jak to robił Percy, a ta po raz kolejny pocałowała go w policzek i wtuliła się w swojego męża i westchnęła szczęśliwym głosem.

Teraz huknęło coś z drugiej strony lasu, ale tym razem jeszcze głośniej. Z otaczającej ciemności dobiegły okrzyki przerażenia. Malfoy zacmokał cicho.

- Ale mają pietra, nie? – powiedział leniwie – A wasz tatuś na pewno wam powiedział, żebyście się schowali, zgadłem?

- Zgadłeś. Dracuś, a może powinieneś uczyć Wróżbiarstwa, bo przepowiedziałeś przyszłość Arturowi Weasley, jest moim tatusiem, a ja jestem jego córeczką – oznajmiła Hermiona – Prawda, tatusiu, że jestem twoją córeczką? – spytała Artura z nadzieją w głosie.

- Oczywiście, że jesteś moją córeczką, kochanie – odpowiedział Artur i przytulił Hermionę do siebie, po czym popatrzył jej w oczy – Jestem twoim tatusiem, a ty jesteś moją córeczką i nic tego nie zmieni. Jestem z ciebie taki dumny, córeczko.

- Kocham cię, tatusiu – mruknęła pani Weasley do jego klatki piersiowej. Pani Weasley patrzyła z uśmiechem, jak jej mąż przytula Hermionę do siebie.

- Hermiono musimy wyjaśnić pewną kwestię. Dla mnie nie istnieje słowo "synowa" – powiedziała Molly – tylko "córka", jesteś moją córką, a nie synową i mam na myśli nie tylko ciebie, ale też was, kochaniutkie – dodała do reszty żon jej synów – Chciałam, żebyście wiedziały na przyszłość, kochaniutkie.

- Teściowa? Takie słowo dla mnie nie istnieje, tylko słowo "mamusia", bo mamusia jest moją mamusią na wieki – odpowiedziały żony jej synów i przytuliły się do kobiety mocno.

- Spokojnie kochaniutkie, udusicie mnie – mruknęła z trudem, ale była szczęśliwa deklaracją swoich córek, bo one mocno ją przytuliły.

 - Nauczyłam się od mojej mamusi – odrzekły – że przytulanie musi być mocne, żeby pokazać wszystkim, aby widzieli, że mamusie bardzo kocham – mimo wszystko pani Weasley uśmiechnęła się.

- Też was kocham. Jesteście moimi największymi skarbami – odparła pani Weasley i pocałowała je po kolei w czoła, a te westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w mamę jeszcze bardziej.

- Otwórzcie swoje fretkowe oko – powiedział Ron, używając mitycznego głosu – a wszystko zrozumiecie. Stań się Fretką, stań się Fretką, a dostaniesz oświecenie – Wielka Sala parsknęła śmiechem. Draco patrzył morderczym wzrokiem na Rona.

- Scorpius dostałeś oświecenie, bo jesteś Fretką! – parsknął śmiechem Hugo.

- W przeciwieństwie do ciebie, Hugo, ja nie mam pcheł! – odparował Scorpius.

- Jestem czystym psem i nie mam pcheł. Emilly może to potwierdzić! – warknął Hugo.

- Jest najsłodszym i ślicznym pieskiem – rzekła Emilly.

-  W porównaniu do Percy'ego do Hugo jest pięknym psiakiem – stwierdziła Penelopa – bo jest psem i zmienia się w psa, a Percy to piesek ministerstwa i Croucha. Wszystko, co Barty powie, to Percy wykonuje. Barty chce, żeby go zadowolić, robiąc mu dobrze, a Percy robi to bez problemu i można tak wymieniać dalej.

- Zamknij się Clearwater! – warknął Percy.

- Do damy nie mówi się tylko po nazwisku, Weasley – powiedziała Penelopa – Przed nazwiskiem musi być słowo pani albo Madame, albo panno. Pracujesz w ministerstwie, a takich rzeczy nie wiesz, jak etykieta savoir-vivre? – Penelopa doprowadzała Percy'ego do szwedzkiej pasji. Była bezczelna zarozumiała i ciągle miała przytyki do niego, aby go denerwować a jego rodzeństwo dolewało oliwy do ognia.

- Dla Weatherby'ego liczy się tylko pan Crouch i Penelopa – oznajmiła Ginny.

- Co on tam robi... próbuje uwolnić tych mugoli?

- A żebyś wiedział. Artur jest moim bohaterem i ojcem moich dzieci – powiedziała Molly I.

- Mam ochotę wyznać ci miłość, wiesz jaką – mruknął jej do ucha Artur.

- Już nie mogę się doczekać – odparła pani Weasley. Miała rozmarzony głos.

- Gdzie są twoi rodzice? – zapytał Harry, czując, że ogarnia go wściekłość – Pewnie tam, w maskach, co? – Malfoy spojrzał na niego, wciąż się uśmiechając.

- Maska zniszczyłaby mi mój piękny makijaż, no way – powiedziały dwie wersje Narcyzy, odrzucając swoje długie piękne włosy do tyłu – Nie po to siedzę i robię sobie idealny makijaż, żeby niszczyć sobie przez jakąś głupią maskę, a po tym jestem piękną kobietą, nie potrzebuje chować się pod jakąś maską w przeciwieństwie do takiej różowej Ropuchy z ministerstwa. Dolores potrzebuje maski jak tlenu, bo bez maski nikt by ją nie przeleciał, nawet Filch, a tak to zaspokaja swoje potrzeby – Umbridge patrzyła wściekła na blondynkę – Dolores bądź grzeczną Ropuszką i nie patrz wściekła na damę, bo ci nie wypada być wściekła na damę – dodała ze słodyczą i po groziła jej palcem, lecz uśmiech zmienił efekt, dlatego po niektórzy parsknęli śmiechem.

- Cyziu, chyba że Dolores kupiła sobie zabawkę i sama siebie zaspokaja – odpowiedziała Lily I i przyłożyła ręce do ust.

- Zabawkę? – spytał ciekawy Anton.

- Jak będziesz duży, to się dowiesz Anton – mruknął Colin II, a kobiety wytłumaczyli dorosłym, o czym mówiła starsza Lily.

- No cóż... nawet gdyby tak było, to chyba bym ci nie powiedział, co, Potter?

- Och, zostaw go – powiedziała Hermiona, patrząc ze wstrętem na Malfoy'a – Chodźcie, poszukamy reszty.

- Tylko trzymaj nisko tę swoją wielką, rozczochraną głowę, Granger – zakpił Malfoy.

Hermiona rzuciła na Dracona zaklęcie, tak że pisnął, jak mała dziewczynka. Alina dodała jeszcze zaklęcie swędzące, tak że teraz drapał się wszędzie (dosłownie).

- Chodźcie – powtórzyła Hermiona i pociągnęła Harry'ego i Rona.

- Założę się, że jego stary jest pomiędzy tymi zamaskowanymi! – zaperzył się Ron.

- No to pracownicy ministerstwa złapią go przy odrobinie szczęścia! – powiedziała Hermiona mściwym tonem.

- Hermiona paczka Croucha to są idealni kandydaci do nagrody frajerów roku – stwierdził Ron – Wszystko na naszej głowie jest.

 - Masz rację, skarbie – zgodziła się Hermiona.

- Złota Trójca do czegoś obowiązuje – mruknął Harry.

- Och, aż trudno w to wszystko uwierzyć... Gdzie oni są? – Freda, George'a i Ginny nigdzie nie było widać. Ścieżka była zatłoczona ludźmi; wszyscy oglądali się niespokojnie za siebie, ku tumultowi na polu namiotowym. Nieco dalej grupka nastolatków w piżamach sprzeczała się o coś zażarcie. Na widok Harry'ego, Rona i Hermiony jakaś dziewczyna o gęstych, kręconych włosach odwróciła się do nich i szybko zapytała:

- Ou est madame Maxime? Nous l'avons perdue...

- Ee... co? – wyjąkał Ron.

- Mówi "Gdzie jest Madame Maxime? Straciliśmy ją!" Zrób coś, zobaczmy! – przetłumaczył Louis – Mam podwójne obywatelstwo brytyjskie i francuskie mama jest Francuską i tata Brytyjczykiem. Victoire i Domique też mają podwójne obywatelstwo.

 - Zgadza się – powiedziały Victoire i Domique.

- Ja i Antoine, Patrycja też mamy – wtracil się Colin II – Z tego samego powodu, a z kolei Adrenne jest Francuską.

- Qui – odpowiedziała Adrenne.

- Mamuś, ty też masz podwójne obywatelstwo – uśmiechnęła się Victoire do Fleur – Kiedy zdałaś egzamin wszyscy ci pogratulowali i przytuliły, ale kiedy babcia cię dorwała nie chciała cię puścić. Kiedy przytuliła cię do swojej piersi i mówiła do Ciebie "Ja, jako twoja mamusia jestem z ciebie taka dumna, córeczko", a ty tylko mruknęłaś: "Mamusiu, kocham cię" i wtuliłaś się w nią jeszcze bardziej. Babcia w odpowiedzi pocałowała cię w czoło, a ty wydałaś z siebie westchnienie zadowolenia i wtuliłaś się w nią jeszcze bardziej i tak zawsze się witacie babcia zawsze całuję Cię w czoło a ty mamuś zawsze zdychasz zadowolonym głosem wtulasz się w babcie jeszcze bardziej i mówisz zawsze "mamusiu tak bardzo Cie kocham" a ty Babciu zawsze odpowiadasz "mamusia tez Cie bardzo mocno kocha córeczko" i chodzicie w naszych strojach i butach na wysokich obcasach bo uwielbiacie w nich chodzić po domu i wszędzie – Fleur i Molly uśmiechnęły się i nie mogły się powstrzymać i również się mocno przytuliły.

- Widzi, pan, panie Crouch? Moja matka nigdy tak się nie zachowywała i się tak nie ubierała oraz nie malowała się – skomentował to Percy patrząc na Molly.

- Czy ja ci przypadkiem nie powiedziałam, że nie mogę tego zdjąć – wycedziła, bo Percy zaczął ją irytować.

- To tylko gadanie. Nie ma czegoś takiego – odpowiedział Percy.

- A jeśli nawet, to nie mam zamiaru tego zdejmować. Percy ma zamiar w tym chodzić, co mam na sobie, a tobie nic do tego, w czym chodzę! Będę chodziła w szpilkach na wysokim obcasie, bo je kocham i nie będę robiła czegoś wbrew sobie, tak samo jak te świetnie dopasowane spodnie i koszulka na jedno ramię, żeby Artur miał dostęp do mojego znaku i do tego kurtka skórzana, żeby nie było mi zimno.

- Mamusiu daj spokój. Z tym kretynem nie ma co gadać. Po co mamusia ma się denerwować – stwierdziła Fleur.

- Ja jej kazałem w tym chodzić, Percy – oznajmił Artur spokojnym głosem i założył ręce – Czy ci się podoba, czy nie, Molly będzie tak chodziła, bo ja tak chcę, i chcę, żeby moja żona była seksowną kobietą, a ty jako jej syn powinieneś się cieszyć, że jest szczęśliwa, a nie podcinać jej skrzydła – Molly wtuliła się mocno w Artura – nie wierzę w to, co mówię, ale nie słuchaj tego idioty bez mózgu – i bez ostrzeżenia pocałował ją w znak, że Molly wydała z siebie głośne westchnie zadowolenia.

- Dobrze, bo zaczynał mnie irytować tym swoim gadaniem – oznajmiła podnieconym głosem, bo fala gorąca przeszła jej po ciele, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Wasza miłość jest taka piękna! – pisnęły córki Molly i Artura.

- Ale z ciebie jest narcyz, Percy – oznajmiła Audrey – Myślisz tylko o sobie i swoich potrzebach z jednym wyjątkiem, bo jemu robisz loda. Twoja mama w tym wygląda prześlicznie, a ty jesteś taki beznadziejny, że szkoda mi słów.

- Przypominam ci cioteczko, że w przyszłości będziesz jego żoną! – parsknął śmiechem James II, a Audrey jęknęła.

- Och... – Dziewczyna odwróciła się do niego plecami, a kiedy przechodzili, usłyszeli, jak powiedziała wyraźnie: – 'Ogwart.

- Beauxbatons – mruknęła Hermiona.

- Słucham? – zapytał Harry.

- Muszą być z Beauxbatons – odpowiedziała Hermiona – No wiesz... Akademii Magii Beauxbatons... czytałam o niej w Ocenie Stanu Edukacji Magicznej w Europie.

- Czy jest coś, czego nie czytałaś? – spytał Lee.

- Tak – w jednej chwili wszyscy spojrzeli na czytającą, a ta zachichotała i odpowiedziała: – Książek uczącej o czarnej magii – odparła Alina. Hermiona zarumieniła się, a jej mina mówiła: "Przecież nie będę uczyła się czarnej magii. Nie jestem Voldemortem".

- Aha... no tak... oczywiście – wybąkał Harry.

- Fred i George nie mogli zajść aż tak daleko – powiedział Ron, wyciągając różdżkę, zapalając ją jak Hermiona i rozglądając się po ścieżce. Harry sięgnął do kieszeni po swoją różdżkę – ale jej nie znalazł. W kieszeni miał tylko omnikulary.

- Och, nie, to okropne... zgubiłem różdżkę!

- Żartujesz! – zawołali rodzice Harry'ego oraz jego rodzina i przyjaciele.

- Ale z ciebie jest kretyn, Potter! – zadrwił Michael Ginny – Powinna być moja!!

- Ręce opadają – westchnął ciężko Marcus nie bawiąc się w zbędne uprzejmości. Wyczarował chmurę burzową zmieniając go w barana.

- Mój tatuś nie jest kretynem w przeciwieństwie do ciebie Cormac, a mamusia nie będzie z tobą, bo jej przeznaczeniem jest być z tatusiem! – warknęła Olivia, a Harry ją mocno przytulił, a ta mocno się przytuliła.

 - James, mądrze wybrałeś – stwierdził Harry do starszego syna. Ginny pokiwała głową i uśmiechnęła się szeroko do syna.

- Oczywiście, że dobrze wybrał, tatusiu – oznajmiła Olivia – Piękny jeleń, musi mieć piękną łanię, a Potterowie potrzebują rudowłose kobiety, żeby jakoś funkcjonować. Mam rację, Amelio?

 - Oczywiście, Olivio. Albus beze mnie by zginął, jak ciotka w Czechach – odpowiedziała Amelia II i nie czekając na reakcje Albusa pocałowała go namiętnie w usta. Kiedy się oderwali oboje od siebie, mieli iskierki w oczach i wypieki na policzkach.

- Wiecie, co jesteście tacy słodcy, że aż mnie mdli z tej słodyczy – rzekła Lily II.

- I kto to mówi! – odparował Albus II – Ty ciągle się miziasz z Frankiem.

- Żartujesz! – Ron i Hermiona unieśli wysoko swoje różdżki, by tryskające z nich wąskie promienie oświetliły ścieżkę nieco dalej. Harry rozejrzał się, ale różdżki nigdzie nie było.

- Może zostawiłeś ją w namiocie – powiedział Ron.

- Może wypadła ci z kieszeni, jak biegliśmy? – zapytała z lękiem Hermiona.

- A może jesteś beznadziejnym czarodziejem, Potter – stwierdził Zachariasz.

- A może chcesz być osłem, Smith? – spytała Rose.

- Dla ciebie PAN Smith! – warkną Smith.

- A może jednak będziesz osłem – powiedziała Emilly – lepiej do ciebie pasuje niż "pan Smith" – Większość ludzi parsknęła śmiechem, a Smith spalił buraka.

- Lepszy byłby muł jeżeli chodzi o moją opinię – powiedział Marcus, wyciągając różdżkę zmieniając Zachariasza w błazna śpiewającego piosenkę: "Ja tu ja tu jestem krasnoludkiem chopsasa, chopsasa pod granatem moje fiutki chopsa".

- Taak – mruknął Harry – Może... –  Przebywając w czarodziejskim świecie, miał zwykle różdżkę przy sobie, i teraz, stwierdziwszy, że jej nie ma w tak niebezpiecznej sytuacji, poczuł się całkowicie bezbronny. Nagle coś zaszeleściło i wszyscy troje podskoczyli. Okazało się, że to Mrużka przedziera się przez pobliskie krzaki. Poruszała się w bardzo dziwny sposób, najwyraźniej z dużym wysiłkiem, jakby czyjaś niewidzialna ręka przytrzymywała ją za kark.

- Tu są jacyś źli czarodzieje! – zapiszczała nieprzytomnie, gdy przedarła się przez krzaki i pobiegła dalej – Wysoko... w powietrzu... ludzie! Mrużka schodzi im z drogi! – I zniknęła między drzewami po drugiej stronie ścieżki, dysząc i popiskując, jakby wciąż walczyła z niewidzialną ręką.

- Co jej jest? – zapytał Ron, patrząc za skrzatem ze zdziwieniem – Dlaczego tak dziwnie biegnie?

- Założę się, że nie zapytała swojego pana, czy może się schować – odrzekł Harry.

Hermiona patrzyła na Croucha. Chciała się na niego rzucić, ale Ron ją powstrzymał.

- PUŚĆ MNIE! UDUSZĘ GO WŁASNYMI RĘKAMI! – ale Ron ją przytulił mocno do siebie i głaskał jej włosy. Po chwili ta wtuliła się w niego powoli uspakajając się.

- Ciotka jest ostra – stwierdził Frank II.

- Ostra i piękna, Frank – powiedział Ron – jak czerwona róża – wyczarował jej różę i dał jej, a Hermiona zarumieniła się i powąchała różę. Zachichotała, pocałowała go w policzek wyszeptała erotyczne.

- Dziękuję, Lordzie.

- Cała przyjemność po mojej stronie, moja Lady – mruknął Ron do Hermiony. Hugo i Rose popatrzyli na nich z niedowierzaniem, tak samo jak bracia i siostry.

- Rose, naszego ojca ktoś podmienił – stwierdził Hugo – Kosmici.

Pomyślał o Zgredku: za każdym razem, gdy próbował zrobić coś, co nie spodobałoby się Malfoy'om, zaczynał tłuc głową w coś twardego albo okładać się pięściami.

- Wiecie co, domowe skrzaty mają naprawdę bardzo ciężkie życie! – powiedziała z oburzeniem Hermiona – To po prostu niewolnictwo! Ten pan Crouch kazał jej wleźć na sam szczyt stadionu, a ona ma lęk wysokości, i tak ją zaczarował, że nie może swobodnie biec, a tu tłum przewraca namioty! Dlaczego ktoś czegoś z tym nie zrobi?

- Zamorduję cię, Crouch! – wycedziła Hermiona.

- Zrobiliście, pani! Mrużka jest teraz szczęśliwa! – zawołała Mruzka, kiedy się pojawiła.

- A może chcesz Mrużko buty na obcasie? – wypaliła Victoire.

- Pani, nie! - krzyknęła i zalała się płaczem – Mrużka będzie posłuszna! Tylko nie ubranie! Pani, proszę! – i płakała i klęcząc.

- Brawo, siostrzyczko – mruknął Louis.

- Nie o to mi chodziło! – krzyknęła Victoire – Nie zwalniamy cię – podeszła do niej i ją przytuliła.

- Nie? – spytała nadzieją.

- Oczywiście, że nie. Molly na to nie pozwoli – oznajmiła pani Weasley.

 - Miałam na myśli buty, żeby nie było tobie zimno w stopy, Mruzko i żebyś była damą.

- Ona jest... - zaczęli dwie wersje Lucka wściekli.

- Malfoy, zamknij się! – warknęła Domique.

- Pani jest taka dobra dla Mrużki!

- Oj tam przesadzasz – mruknęła zawstydzona Victoire.

- Skrzat nie... – zaczęła Pansy, a Olivia rzuciła zaklęcie i zatkała dziób Parkinson, a Victoire wyczarowała Mrużce buty na obcasie.

- Wow, Mrużko, jesteś gwiazdką – powiedziała Angelina zachwycona.

 - Dziękuję pani Lupin, Mrużka jest taka szczęśliwa! – i rzuciła jej się na szyję.

- Nie ma za co dziękować, pani Mrużko – odpowiedziała Victoire. Niektórzy patrzyli na to wściekli, niektórzy zszokowani, a niektórzy z uśmiechem na twarzy. Victoire wyszeptała coś do ucha Mrużki, a ta pisnęła radosnym głosem.

- Naprawdę pani!?

- Naprawdę.

- Zgadzam się pani! Kocham cię, pani!

- Co ty wymyśliłaś, Victoire? – spytał Teddy.

- Lordzie Lupin, to jest tajemnica między Mrużką a Lady Lupin – oznajmiła Mrużka – Prawda, pani.

- Właśnie, Teddy między mną a Mrużka – zgodziła się jego żona. Mrużka patrzyła na Croucha i Diggory'ego morderczym wzrokiem.

 - Mrużka będzie bronić rodzinę Weasley'ów i ich przyjaciół. Miejcie się na baczności, bo Mrużka będzie wiedzieć, czy coś nie grozi moim panom – powiedziała dumnie do nie przyjaciół Mrużka i zniknęła.

- Mrużka przeszła metamorfozę – stwierdził Seamus – Trochę się jej boję.

- Czas na transformacje! – krzyknął Patrick. Większość ludzi popatrzyli na niego pytająco.

- Bo ja wiem... przecież skrzaty wyglądają na całkiem zadowolone z takiego życia - powiedział Ron – Słyszeliście tę Mrużkę na stadionie... "Domowe skrzaty nie powinny myśleć o rozrywkach!"... To, że jest popychadłem, widocznie sprawia jej przyjemność...

- To przez takich jak ty, Ron – zaperzyła się Hermiona – którzy wspierają zgniły i niesprawiedliwy system tylko dlatego, że są zbyt leniwi, żeby...

- Żeby sobie gotować, a także prać brudne skarpetki i majtki! – skończyła jej wypowiedź Emilly.

- Mądra jest z ciebie dziewczynka, kochanie – rzekła pani Weasley, przytulając ją.

- Ten dzień, kiedy dowiedziałaś się, że ja i Hugo jesteśmy razem i zaczęłam mówić do mamusi i tatusia per "mamusia" i per "tatuś", to jest jedno z moich ulubionych wspomnień, mamuś, bo stałaś się dla mnie najukochańszą mamusią. Całujesz mnie w czoło i przytulasz mnie do swojej piersi i mówisz mi, że jestem twoją córeczką – oznajmiła i wtuliła się w Hermionę i westchnęła zadowolonym głosem. Hermiona uśmiechnęła się do córki i założyła jej włosy za ucho.

 - Matki czują, kiedy dziewczyna jest odpowiednia dla swojego syna – stwierdziła Hermiona – i Hugo wybrał mądrze, skarbie – powiedziała, ponownie ją przytulając.

- Od tego są skrzaty. Mają robić, co im się każe, skrzaty są niewolnikami! – warknął Goyle.

- Mamusiu, czy myślisz o tym samym, co ja? – spytała Emilly Hermionę.

 - Jeśli myślisz o tym samym, co ja, to myślimy o tym samym, kochanie – oznajmiła Hermiona z miłością w głosie do córki i obie strzeliły w Goyle'a zaklęciami. Ten pisnął z bólu i po chwili leżał na podłodze.

- Pani Weasley! Pani Weasley! – krzyczał Dumbledore.

- Skrzaty nie są niewolnikami, Goyle! - warknęły Lady's Weasley.

- I jak śmiesz przeszkadzać i się wtrącać, kiedy moja mamusia, Lady Weasley mnie przytula, kretynie! – dodała Emilly. Hermiona uśmiechnęła się, jeszcze bardziej tuląc ją, która westchnęła zadowolonym głosem.

- Moja kobieta – powiedzieli rozmarzonym głosem Hugo i Ron, patrząc na nie z zachwytem. Te usiadły seksownie na kolanach swojego męża, a single tylko westchnęli.

Ze skraju lasu dobiegł grzmot kolejnego wybuchu – Słuchajcie, może byśmy poszli dalej? – zaproponował Ron, a Harry dostrzegł, że rzucił niespokojne spojrzenie na Hermionę. A może było coś w tym, co powiedział Malfoy, może Hermiona naprawdę jest w niebezpieczeństwie?

- To miłe, że się o mnie troszczysz, braciszku - uśmiechnęła się Hermiona.

- Nawzajem, siostrzyczko – odparł Harry.

Ruszyli dalej, a Harry wciąż przeszukiwał kieszenie, choć już wiedział, że różdżki tam nie znajdzie. Zagłębili się ścieżką w las, wypatrując Freda, George'a i Ginny. Minęli grupkę goblinów, stłoczonych wokół worka złotych monet, które zapewne wygrały, stawiając na Irlandię. Trajkotały wesoło, najwyraźniej nie zwracając najmniejszej uwagi na to, co się działo na kempingu.

- Kasa nie jest najważniejsza, najważniejsza jest miłość – mruknęła Olivia.

Nieco dalej wkroczyli w plamę srebrnego światła, a kiedy spojrzeli przez drzewa, zobaczyli trzy wysmukłe i piękne wile stojące na polanie w otoczeniu stadka młodych czarodziejów, z których każdy mówił bardzo głośno.

- Wyciągam około stu worków galeonów rocznie! – wykrzykiwał jeden z nich – Pracuję w Komisji Likwidacji Niebezpiecznych Stworzeń i zabijam smoki.

Większość popatrzyła na Cedrika, Fleur i Harry'ego.

- Nie można zabijać smoków! – warknęli Charlotte, Charlie i Hagrid.

- No proszę trzech maniaków smoków! – parsknęła śmiechem Ginny. Charlie pocałował Charlotte w policzek, a ta odpłaciła się całusem w usta.

- Ty, ja i zaspokojenie swoich potrzeb, rozumiemy, się Lordzie Weasley? – spytała podnieconym głosem dziewczyna do jego ucha.

- Tak, rozumiemy się, moja pani – całując ją w rękę, a Molly patrzyła na to z uśmiechem, bo Charlie miał dziewczynę, a ta dziewczyna mówi do niej per "mamusiu". Czego chcieć więcej? Molly podeszła i ja przytuliła. Jedynie wnuków od nich.

- Mamusiu, a to za co? – spytała tak dla zasady, bo było jej dobrze, kiedy Lady Weasley ją przytuliła.

- Dziękuję – oznajmiła pani Weasley z pełnym aprobaty uśmiechem, który zdumiał dziewczynę.

- Za co? – spytała, kompletnie nie rozumiejąc, co mama Charliego ma na myśli.

- Za to, że przebiłaś się do zakutego łba mojego syna – odparła szczerze Molly – Mi się nie udało, a tobie owszem, pani Weasley – Tym razem to Charlotte mocno uściskała Lady, gdyż wypełniła ją ulga. Wyczuła, że jest w tym coś więcej, ale nie zamierzała w tym grzebać.

- Masz dobry wpływ na Charliego, kochana – powiedziała Ginny i ją również uciskała – Nie gada tylko o smokach, to coś znaczy.

 - Ej, nie gadam tylko o smokach! – prychnął Charlie, a Charlotte zachichotoła.

- Oczywiście, że nie, słoneczko – rzekła przyszła pani Weasley.

- Co ty opowiadasz! – wrzasnął jego towarzysz – Jesteś pomywaczem w Dziurawym Kotle... Ja poluję na wampiry, zabiłem ich już z dziewięćdziesiąt...

- Zapomniałeś o takim jednym wampirze z tłustymi włosami i wściekłą miną. Uczy w Hogwarcie i jest pupilkiem Dumbledore'a – stwierdził Ron.

- Bo, gdybyś go zabił to byś miał dziewięćdziesiąt jeden. Mogę dać Ci adres jeśli chcesz, a dyrektor by straciłby swojego pupilka.

- WEASLEY! – ryknęli dwie wersje Severusa wściekłym głosem, za to Wieka Sala ryknęła śmiechem. Większość z nich leżała na podłodze śmiejąc się wniebogłosy.

- Panie Weasley, ten komentarz był niepotrzebny. Profesor Snape nie jest moim pupilkiem – powiedział Dumbledore.

- Kłóciłbym się z tobą na ten temat – mruknął Ron – Pewnie obaj jaracie dropsy, jak nikt nie widzi – niektórzy to usłyszeli i parsknęła śmiechem.

- Co powiedziałeś!? – warknął Dumbledore.

- Nic, kompletnie nic nie mówiłem, panie dyrektorze - odparł Ron beztrosko.

- Panie dyrektorze ależ po, co te nerwy? Wie pan jest takie mugolskie powiedzenie "złość piękności szkodzi" i żadna pani czy raczej panu, w w tym przypadku pan się z panem się nie umówi panie dyrektorze – rzekła bezczelnie, lecz słodki głos Lily I zepsuł efekt, bo niektórzy wymienili zszokowana spojrzenia, gdyż nie wiedzieli, że dyrektor jest gejem.

- Jesteś bezczelna! – zawołał Dumbledore.

- A, a, a! – skarciła Dumbledore'a palcem Euphemia – Damy nie mogą być bezczelne, a moja córeczka, która jest PANIĄ Potter, jest damą i nie może być bezczelna, każdy to wie, panie dyrektorze – odrzucając teatralnie włosy do tyłu. Lily rzuciła się jej na szyję i mocno się wtuliła w Euphemię, a ta tuliła swoją córkę najlepiej jak tylko mogła.

 - Czy mówiłam już mamusi, że bardzo mamusie kocham? – spytała Lily I.

- Wiele razy, ale córeczko możesz mi to przypominać, bo to akurat nigdy mi się nie znudzi – odparła pani Potter.

- Kocham cię, mamusiu – mruknęły dwie wersje pani Potter.

- Ja ciebie też, ja ciebie też.

Teraz wtrącił się trzeci młody czarodziej, tak obsypany pryszczami, że widać je było nawet w przyćmionym, srebrnym świetle emanującym z wil.

- Nie chwalę się, ale już wkrótce będę najmłodszym w historii Ministrem Magii – Harry parsknął śmiechem.

- Ministrem Magii będzie moja mamusia,  – odparły Lady's Weasley.

Rozpoznał czarodzieja z pryszczami: nazywał się Stan Shunpike i w rzeczywistości był konduktorem piętrowego Błędnego Rycerza. Odwrócił się do Rona, by mu to powiedzieć, ale zobaczył, że ten nadął się dziwnie i już po chwili krzyczał:

- Mówiłem wam już, że wynalazłem miotłę, która można polecić na Jowisza?

Ron się zarumienił.

- No nie! – zawołała Hermiona i razem z Harrym złapali go mocno za ramiona, okręcili wkoło i odprowadzili dalej. Kiedy głosy wil i ich adoratorów zupełnie ucichły, znaleźli się w samym sercu lasu.

- Dziękuję, skarbie – i pocałował ją namiętnie w usta.

- Nie ma za co dziękować – oznajmiła rozmarzonym głosem. Kiedy się oderwał Hermiona miała rozmarzona minę i westchnęła zadowolonym głosem wtuliła się w swojego Lorda – Merlinie jaka ja jestem teraz szczęśliwa, cudownie całujesz.

- Hermiono, weź się w garść – stwierdził Seamus.

Panował tu spokój, wyglądało na to, że w pobliżu nie ma nikogo. Harry rozejrzał się.

- Myślę, że możemy tu poczekać. Jak ktoś będzie nadchodził, usłyszymy go z daleka – Zaledwie to powiedział, zza drzewa wyszedł Ludo Bagman. Nawet w nikłym świetle dwóch różdżek można było zauważyć, że Bagman bardzo się zmienił. Nie tryskał już optymizmem, jego kroki utraciły sprężystość. Był bardzo blady i spięty.

- Mój ty biedaku widziałeś pewnie, jak Barty i Kordek robili sobie dobrze, prawda? Dostałeś urazu, na to, co zobaczyłeś? – spytał Jared, który nie mógł się powstrzymać od zakpienia z Croucha i Knota.

- JARED! – warknęły dwie wersje Marlene i Daphne. Knot i Crouch wyciągnęli różdżkę i celowali w niego.

- Wara od mojego tatusia! – krzyknęły córki Jareda.

- Kto to? - zapytał, mrugając szybko i starając się dostrzec ich twarze – Co tu robicie sami w nocy? – Spojrzeli po sobie ze zdziwieniem.

- No... są jakieś zamieszki i... – zaczął Ron. Bagman wytrzeszczył na niego oczy.

- Co?

- Na kempingu... jacyś czarodzieje dorwali rodzinę mugoli i...

- A niech to szlag! – zaklął głośno Bagman, sprawiając wrażenie, jakby myślał o czymś innym, po czym zdeportował się z cichym pyknięciem.

- Chyba nie bardzo wie, co się wokół niego dzieje, co? – powiedziała Hermiona, marszcząc czoło.

- Hermiono on widział, jak Knot i Crouch robili sobie dobrze – powiedział z powagą Jared – Aua! – zawołał wściekły, kiedy Daphne mu przywaliła.

- Uspokój się! – warknęła, a ten, zamiast być wściekły pocałował ją w czoło. Pani Black westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- To zawsze działa – oznajmił głupkowato Jared.

- Och, zamknij się wreszcie – westchnęła zadowolonym głosem i tuliła się do jego umięśnionej klatki piersiowej – Twoja klatka piersiowa jest taka seksy – Barbara, Iola i Cedrella patrzyły na to z uśmiechem na twarzy.

- No, ale był kiedyś bardzo dobrym pałkarzem – rzekł Ron, schodząc ze ścieżki na małą polankę i siadając na kępie suchej trawy u stóp drzewa – Osy z Wimbourne trzy razy z rzędu zdobyły mistrzostwo ligi, kiedy on z nimi grał – Wyjął z kieszeni figurkę Kruma, postawił ją na ziemi i przez chwilę obserwował, jak maleńki Bułgar spaceruje tam i z powrotem. Podobnie jak prawdziwy Krum, figurka miała kaczkowaty chód i garbiła się, więc nie wzbudzała już takiego zachwytu jak Krum na miotle. Harry nasłuchiwał jakichś odgłosów z kempingu. Była jednak cisza. Może zamieszki już się skończyły?

- Mam nadzieję, że reszcie nic się nie stało – powiedziała po chwili Hermiona.

- Nic nam nie było – rzekł Bill.

- Na pewno? – spytała Fleur, patrząc na niego swoimi niebieskimi oczami.

- Tak, kochanie – przytulając ją i pocałował w czoło. Fleur tylko westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Na pewno – mruknął Ron.

- A jakby tak twój tata złapał Lucjusza Malfoy'a? – odezwał się Harry, który usiadł przy Ronie i przyglądał się figurce Kruma, z trudem przełażącej przez zeschłe liście – Zawsze mówił, że chciałby mieć na niego jakiegoś haka.

- Byłoby super, Draco przestałby się wreszcie głupio uśmiechać – powiedział Ron.

- Przestał się uśmiechać, kiedy się dowiedział, że jego syn ożenił się z moją córką – powiedziała Hermiona – Był w szoku – i przytuliła Scorpiusa.

- Mamo, dusisz mnie, nie mogę oddychać! – jęknął Scorpius.

 - Dzięki czemu mam drugiego syna – oznajmiła Hermiona, nie zwracała uwagi, że go dusi od przytulania – Prawda, Scorpiusie, że jestem twoją mamusią, a ty jesteś moim synkiem?

- Tak, mamo, jestem twoim synem, ale możesz trochę rozluźnić przytulenie, bo trochę mnie dusisz – wychrypiał blondyn, mimo że Hermiona miała wysokie obcasy, to była dużo niższa od Scorpiusa, który był wysokim umięśnionym mężczyzną. Pani Weasley go puściła, a ten jęknął z ulgi, że go już nie dusi. Lady odwróciła się do Dracona i uśmiechnęła się szeroko, odrzucając włosy do tyłu.

- Żal mi jednak tych biednych mugoli – oświadczyła Hermiona – A jeśli nie zdołają ściągnąć ich na ziemię?

- Nie bój się, ściągną – zapewnił ją Harry – Na pewno coś wymyślą.

- Nie uważacie, że to czyste szaleństwo, robić coś takiego, kiedy naokoło jest pełno urzędników Ministerstwa Magii? – zapytała Hermiona – Jak oni się z tego wytłumaczą? Myślicie, że byli pijani, czy po prostu...

- Voldek bez nosa i jego świta mieli imprezę w terenie – oznajmił Sebastian – i to słynne pytanie: "Jak to? Ze mną się nie napijesz"? I wszyscy się opili, dlatego zaatakowali.

Nagle urwała i spojrzała przez ramię. Harry i Ron też szybko się obejrzeli. Ktoś szedł ku nim przez las. Czekali, nasłuchując niepewnych kroków między ciemnymi drzewami. Ale kroki nagle ucichły.

- Hop, hop! – zawołał Harry. Cisza. Harry wstał i zajrzał za drzewo. Było ciemno, więc niczego nie zobaczył, ale wyczuł, że ktoś stoi tuż poza zasięgiem jego wzroku – Kto tam? – zapytał.

- Hipopotam – odparł Lee.

I nagle, bez żadnego ostrzeżenia, ciszę rozdarł jakiś dziwny głos, a to, co usłyszeli, nie było okrzykiem strachu, ale zabrzmiało jak zaklęcie.

- MORSMORDRE! – Coś dużego, zielonego i błyszczącego wystrzeliło z ciemności, którą Harry daremnie starał się przebić wzrokiem: śmignęło ku szczytom drzew i poszybowało w niebo.

- Nie podoba mi się to zaklęcie – mruknęła Jessica.

- Morsmorde, to czarnomagiczne zaklęcie, które powoduje pojawienie się Mrocznego Znaku, symbolu Lorda Voldemorta – rzekł Dumbledore. Kobiety przyłożyły ręce do ust przerażone.

- Co za... – wydyszał Ron, zrywając się na nogi i gapiąc w górę. Przez ułamek sekundy Harry pomyślał, że to jakaś nowa formacja krasnoludków. Potem zdał sobie sprawę, że to olbrzymia czaszka, złożona z elementów, które przypominały szmaragdowe gwiazdy. Spomiędzy szczęk jak język wysuwał się wąż.

- Mroczny Znak!! – pisnęła Gabriele, a Denis ją mocno przytulił.

Na ich oczach wznosiła się coraz wyżej i wyżej, spowita zieloną mgiełką, rysując się na tle czarnego nieba jak jakaś nowa konstelacja. Nagle las wokół nich rozbrzmiał krzykami. Harry nie wiedział dlaczego, ale jedyną możliwą przyczyną było nagłe pojawienie się owej czaszki, która teraz wzniosła się na tyle wysoko, że oświetliła cały las jak jakiś przerażający neon. Wbił oczy w ciemność, szukając osoby, która wyczarowała czaszkę, ale nikogo nie dostrzegł.

- Kto tu jest? – zawołał ponownie.

Harry spojrzał na Croucha.

- Twój synalek był sługą Voldemorta! – warknął Ron.

- To był twój błąd – powiedziała niespodziewanie Alina ze złością znad książki. Wszyscy na nią spojrzeli – Za mało poświęcałeś mu czasu i masz tego konsekwencje! – warknęła. Mężczyzna przez chwilę na nią patrzył, aż w końcu westchnął i powiedział:

- Macie rację.

- Harry, chodź, idziemy stąd, szybko! – Hermiona złapała go z tyłu za kurtkę i ciągnęła za sobą.

- O co chodzi? – zapytał Harry, wstrząśnięty widokiem jej twarzy, bladej i przerażonej.

- To Mroczny Znak, Harry! – jęknęła Hermiona, ciągnąc go z całej siły – Znak Sam-Wiesz-Kogo!

- Voldemorta?...

Ginny tuliła się do Harry'ego.

- Harry, chodź! – Odwrócił się. Ron porwał swoją figurkę Kruma. Wszyscy troje puścili się pędem przez polankę, ale zanim zdążyli zrobić kilka kroków, rozległa się cała seria cichych trzasków i pojawiło się ze dwudziestu czarodziejów, otaczając ich ze wszystkich stron. Harry okręcił się w miejscu i w ułamku sekundy zarejestrował jeden fakt: każdy z czarodziejów trzymał różdżkę w pogotowiu, a każda różdżka była wycelowana w niego, Rona i Hermionę. Bez zastanowienia krzyknął:

- PADNIJ! – I złapał Rona i Hermionę, pociągając ich za sobą na ziemię.

- DRĘTWOTA! – zagrzmiało dwadzieścia głosów, trysnęły oślepiające błyski i Harry poczuł, że włosy mu się mierzwią, jakby powiał silny wiatr. Uniósł głowę na cal i zobaczył strumienie czerwonego światła tryskające ku nim z różdżek czarodziejów, krzyżujące się ze sobą, rozpryskujące iskrami o pnie drzew, ginące w ciemności...

- NIE W MOJE DZIECI! – ryknęły matki Rona, Hermiony i Harry'ego wściekłe, że ktoś atakuje ich dzieci.

- Masz niewybały refleks, Harry – rzekł Seamus.

- Lata praktyki, Seamus – powiedział Harry – uciekanie przed latającymi tłuczkami dają takie właśnie efekty.

- Rozszarpie ich własnymi rękami! – warknęły dwie wersje Lily I i Molly I – oni zaatakowali moje dzieci! – matki dalej były wściekle. Dopiero Hermiona i Ginny je przytuliły i powoli zaczynały się uspokajać.

- Stop! – ryknął głos, który natychmiast rozpoznał – Przerwać! To mój syn!

- I drugi syn i córka – dodali szybko Harry i Hermiona uśmiechając się szeroko.

Włosy przestały Harry'emu falować. Podniósł głowę nieco wyżej. Stojący przed nim czarodziej opuścił różdżkę. Harry przetoczył się na bok i zobaczył śpieszącego ku nim pana Weasley'a.

- Ron... Harry – głos mu się lekko trząsł – Hermiono... nic wam się nie stało?

- Tatuś! – powiedziała Hermiona uradowana – Tatusiu, Crouch nas zaatakował – poinformowała go pani Weasley – powinien się leczyć i zażywać tabletki na uspokojenie.

- Jesteś bez... – zaczął Crouch, ale morderczy wzrok matek Hermiony go zamknął.

- Jeszcze jedno słowo, a zamienię cię glizdę – powiedziała starsza Lily I.

 - Lecz lepszy byłby karaluch – powiedział Lord Lestrange.

- Zmieniłaś się, Hermiono i to bardzo – stwierdził Cedrik.

 - Nienawidzę, kiedy ktoś krzywdzi skrzaty – powiedziała Hermiona – a twój ojczulek skrzywdził Mrużkę i jego też nie lubię.

- Wykonywałem swoje obowiązki, Granger! – krzyknął Diggory wściekły, celując w Hermionę różdżką, ale Artur stanął przed Hermioną wściekły.

- Weasley! – warknął Artur na Amosa – Hermiona nazywa się teraz Weasley. Uspokoisz się, albo inaczej to rozwiążemy, bo nie pozwolę, żebyś krzyczał i celował różdżką w moją córeczkę, rozumiesz Diggory?! – a późnej zwrócił się spokojnym głosem do Hermiony – Wszystko porządku, córeczko? – Amos patrzył na Artura w szoku, kiedy Hermiona przytuliła się do Artura.

- Kiedy tatuś jest przy mnie, to wszystko jest porządku, tatusiu – mruknęła do niego, kiedy się do niego przytuliła, a ten pocałował ją w czoło. Pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca jeszcze bardziej.

- Tatuś bardzo mocno cię kocha i nie pozwoli, żeby stała Ci się krzywda, skarbie. Wiesz o tym, prawda?

- Tak, tatusiu. Ja też cię kocham, tatusiu, bo tatuś jest moim tatusiem i czuję się taka bezpieczna i kochana, kiedy mój tatuś mnie przytula – mruknęła szczęśliwym głosem Pani-Wiem-To-Ja-Wszystko, kiedy tuliła się do jego piersi.

- Moja córeczka – mruknął Artur i głaskał jej włosy. Amos patrzył w szoku, bo nigdy tak się nie zachowywał w stosunku do niego. Zawsze był pogodny, radosny i przyjacielski, a teraz patrzył na niego, jakby miał ochotę go rozszarpać.

- Amosie musisz zrozumieć, że Hermiona, Fleur, Nicole, Jessica, Luna, Gabriele, Charlotte i Angelina stały się dla niego córeczkami i jako ich ojciec ma obowiązek reagować, kiedy staje im się krzywda, zarówno fizyczna jak i słowna oraz psychiczna – oznajmiły dwie wersje Molly  – a, i są PANIAMI Weasley, jakbyś nie wiedział.

- Tak, mamusiu – powiedziały córki, kiwając głowami – Lord Weasley jest moim tatusiem – wskazały na Artura – a Lady Weasley jest moją mamusią – wskazały na Molly I – i jestem też PANIĄ Weasley, panie Diggory. Zapamiętaj to sobie, bo ja i mój mąż jesteśmy jednością.

 - Sam widzisz, a ja nic nie mogę z tym zrobić, bo tą magią jest potężna i muszę pogodzić z tym, że mówią do mnie "mamusiu”, a do Artura "tatusiu" i nazywają się teraz Weasley. To samo się dzieje z tymi ubraniami i szpilkami – uśmiechnęła się szeroko do Amosa, który nie wierzył w to, co słyszy.

- Ona ciągle... – zaczął znowu.

- Bo krzyczałeś na Mrużkę i nie słuchałeś, co miała do powiedzenia i ona ma na imię Mrużka, a nie, że "skrzat"! – warknęła pani Weasley. Nagle ponownie pojawiła się Mrużka. Miała sukienkę i obcasy na swoich stopach (kolejny prezent od Victoire) Hermiona podbiegła do skrzatki i kucnęła seksowne i mocno skrzatkę przytuliła.

- A to za co pani Mrużkę przytula, pani Weasley?

- Za to, że jesteś Mrużko. Kocham cię, Mrużko – odpowiedziała Hermiona – ani Diggory, ani Crouch nie zrobią ci już krzywdy.

 - Pani Weasley czy Mrużka jest dla pani przyjaciółką? – spytała nieśmiało.

- A co to za pytanie? Oczywiście, że jesteś moją przyjaciółką – oznajmiła zszokowana Hermiona, wycierając łzy z oczu Mrużki – Tak jak mówiłam, jesteś moją przyjaciółką! – powiedziała, całując ją w czoło.

- Pani jest taka dobra dla Mrużki! – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w swoją panią.

- Och przestań mi mówić "pani" jestem Hermiona.

 - Mrużka jest szczęśliwa, że może służyć jako skrzat domowy rodziny Weasley, Lady Weasley – oznajmiła Mrużka podnieconym głosem – Mrużka kocha Lady Weasley. Mrużka jest dumna, że jest przyjaciółką pani Weasley i Mrużka jest szczęśliwa, że taka Lady, jak pani mówi, że Mrużka jest jej przyjaciółką! A ty! – warknęła w stronę Diggory'ego – Jeśli usłyszę, że krzyczysz, na któreś z Lady's Weasley to poczujesz, co to ból.

- Skrzat domowy nie może grozić czarodziejowi i jak śmiesz mówić mi na ty!

- Amos, uspokój się – prosiła go jego żona.

- A ja jej pozwalam – odparła Molly – i nie krzycz na Mrużkę, Diggory, bo mnie popamiętasz!

 - Dziękuję, pani Weasley!! – pisnęła Mrużka.

 - Nie ma za co, skarbie – powiedziała Lady Weasley podeszła do niej i do córki gracja i wdziękiem i kucnęła i przytuliła ją do swojej piersi, głaskając jej włosy – Molly cię kocha i Molly jest twoją przyjaciółką, a nie żadną "panią". Jestem Molly, kochanie, mów mi po prostu Molly.

 - A Mrużka kocha panią i pani rodzinę! – zawołała Mrużka szczęśliwym głosem, jakby nie słuchała, co Molly i Hermiona mówiły.

 - Mamo, co ty robisz? Ten skrzat nie słuchała pana Croucha – powiedział Percy – Tak samo, jak pyskowała panu Diggory'emu – I nim się Percy zorientował, Hermiona strzeliła go w twarz pięści, tak, że go odrzuciło na plecy. Z nosa leciała mu krew. Przyciągnęła go do swojej twarzy i wycedziła:

 - Ten skrzat ma na imię Mrużka i jest członkiem naszej rodziny!

- Potwierdzam! - zawołali Weasley'e.

 - Mrużko, przedstawiam ci moją córkę, Charlotte – powiedziała uśmiechnięta pani Weasley – Charlotte jest dziewczyną Charliego.

 - Witaj Mrużko, jestem Charlotte – odezwała się i kucneła i przytuliła Mrużkę do siebie.

- Mrużka bardzo się cieszy, że Lord Weasley znalazł sobie piękną Lady Weasley – powiedziała Mrużka Charlotte zarumieniła się.

- My nie jesteśmy jeszcze małżeństwem.

- Mrużka stwierdziła i Mrużka wie, że pani jest już panią Weasley – rzekła skrzatka.

- No wiem, ale...

 - Charlotte nie możesz się kłócić się z Mrużką – skarciła ją żartobliwie Molly i pogroziła jej żartobliwie palcem – Skoro Mrużka powiedziała, że jesteś Lady Weasley, to jesteś Lady Weasley. Ona ma tu ostatnie zdanie.

- Skoro tak Mrużka twierdzi, to nie mogę się z Mrużką kłócić, mamusiu – oznajmiła Charlotte, a Molly pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczucia, jakie do niej żywiła. Dziewczyna westchneła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej.

- Uwielbiam to słyszeć, córeczko i nigdy mi się nie znudzi, kiedy moje córeczki mówią mi "mamusiu" – mówiła szczęśliwa pani Weasley, tuląc ją.

- Ja uwielbiam się do ciebie przytulać, mamuś, bo czuję od ciebie bezwarunkową miłość. Będę mogła się do mamusi przytulać?

- Oczywiście, że możesz. Kiedy chcesz, ile chcesz i jak długo chcesz, kochaniutka.

- Oczywiście, że nie możesz się kłócić – uśmiechnął się Charlie – zwłaszcza po namiętnej nocy.

 - Charlie! – warknęła przyszła pani Weasley czerwona na twarzy, a ten pocałował ją namiętne w usta. A kiedy się oderwali, dziewczyna westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w chłopaka jeszcze bardziej.

- Czy wy... – zaczęła Ginny – no wiecie... – Charlotta zarumieniła się, a Charlie uśmiechnął się głupkowato. Fred i George popatrzyli na siebie z niedowierzaniem.

- Mrużka będzie się opiekować waszymi dziećmi! – postanowiła skrzatka i zniknęła.

- Zejdź z drogi, Arturze – rozległ się zimny, szorstki głos. Był to pan Crouch, który zbliżał się do nich razem z innymi czarodziejami. Harry powstał. Twarz pana Croucha stężała z wściekłości – Które z was to zrobiło? – warknął, obrzucając ich wściekłym spojrzeniem – Które z was wyczarowało Mroczny Znak?

- Żadne z moich dzieci nie wyczarowało Mrocznego Znaku, idioto skończony! – warknęły Lily i Molly w stronę Croucha.

- Ja nie wiedziałem – mruknął Crouch.

- Ucz się na swoich błędach, Crouch. Nie ważne ile masz lat, ale się ucz – odezwała się Alina – Wy też – te słowa skierowała do Knota i Umbridge. W jej oczach zabłysły iskry –  Dumbledore coś o tym wie.

- My tego nie zrobiliśmy! – powiedział Harry, wskazując na czaszkę.

- W ogóle nic nie zrobiliśmy! – dodał Ron, który rozcierał sobie łokieć i miał minę tak samo oburzoną, jak jego ojciec – Dlaczego na nas napadliście?

- Nie kłam, mój panie! – krzyknął pan Crouch, wciąż celując w Rona różdżką i łypiąc na niego groźnie. 

Alina zmrużyła oczy w kierunku Croucha, a ten zwiesił głowę ze wstydu.

Wyglądał, jakby ogarniał go jakiś amok – Znaleźliśmy was w miejscu zbrodni!

- Jeszcze jedno słowo, a cię zamorduję! – warknęli dwie wersje Rogacza w kierunku Croucha – Wara od moich dzieci!

- Jak śmiesz celować różdżką w mojego syna Crouch – wycedziła Molly. Ten milczał.

 - Barty – szepnęła czarownica w długim, wełnianym szlafroku – to przecież dzieciaki... Barty, oni by nie potrafili...

- Ej, wy troje, skąd wyłonił się Znak? – zapytał pan Weasley.

- ARTUR! – warknęła Mollyto jest twoja córka i dwójka twoich synów.

- Przepraszam, kochanie – mruknął Artur do żony.

- Stamtąd, tatusiu – powiedziała Hermiona, drżącym głosem, przytulając się do Rona – Ktoś chował się za drzewami... coś krzyczeli... jakieś zaklęcie...

- Już dobrze, skarbie jestem przy tobie – odezwał się Ron, a Hermiona jeszcze bardziej się wtuliła.

- Stamtąd – powiedziała Hermiona drżącym głosem, wskazując na miejsce, z którego dobiegł ich głos wypowiadający zaklęcie – Ktoś chował się za drzewami... coś krzyczeli... jakieś zaklęcie...

- Stali sobie tam, powiadasz? – powiedział pan Crouch, zwracając swoje wytrzeszczone oczy na Hermionę – I wypowiedzieli zaklęcie, tak? Coś mi się wydaje, że jesteś dobrze poinformowana, jak wywołuje się Znak, panno...

- Pani Weasley, Crouch – skończyła Hermiona – Teraz nie dziwię się, że byłeś martwy, Crouch. Byłeś i jesteś idiotą. No, cóż to ty żyjesz z tą samą głupotą, a nie ja, a za Mrużkę to i tak ci nie daruje, tak samo jak tobie Diggory – wycedziła z jadem w stronę Amosa. Po słowach Hermiony przez Amosa przeszła gęsią skórka.

- Już Ci współczuję, Amosie – odparł Ron – Hermiona jest czuła na punkcie skrzatów domowych, a jeśli ktoś je skrzywdzi, zmienia się w lwice. To dziwnie, że nie masz patronusa lwice, skarbie.

- Lubię wydry, to dlatego, kochanie – powiedziała Lady Weasley, wtulając się w męża.

- Moja córka ani moi synowie tego nie zrobili! – warknęła Molly I.

Ale poza nim chyba żaden z funkcjonariuszy ministerstwa nie uważał za prawdopodobne, by Harry, Ron czy Hermiona wyczarowali czaszkę; przeciwnie, po słowach Hermiony wznieśli ponownie różdżki i wycelowali je w kierunku, który wskazała, wbijając oczy w ciemność między drzewami.

- W każdej rodzinie i pracy jest jakiś kretyn – stwierdzili dwie wersje Łapy.

- Przybyliśmy za późno – powiedziała czarownica w wełnianym szlafroku, kręcąc głową – Zdeportowali się.

- Nie sądzę – rzekł czarodziej z krzaczastą brązową brodą, Amos Diggory, ojciec Cedrika – Nasze oszałamiacze na pewno przeniknęły przez te drzewa... prawdopodobnie ich trafiliśmy...

- Amosie, bądź ostrożny – rozległo się parę głosów, kiedy pan Diggory wyprostował ramiona, wyciągnął przed siebie różdżkę i śmiało zagłębił się w ciemny las. Hermiona patrzyła na to, zasłaniając sobie ręką usta.

Hermiona wtuliła się w Rona.

- Kiedy jesteś we mnie, czuję się najbezpieczniej – mruknęła Lady Weasley.

- Nie mogę teraz – zaczął Ron.

- Wiem, ale zrobisz wszystko, żebym czuła się bezpieczna?

- To mój obowiązek, kochanie, jako twojego męża – odparł jej do ucha i pocałował ją w czoło. Pani Weasley zamknęła oczy i westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

 W chwilę później usłyszeli krzyk pana Diggory'ego.

- Tak! Mamy ich! Ktoś tu jest! Oszołomiony! Ale... a niech to!

- Znalazłeś kogoś? – zawołał pan Crouch z jawnym niedowierzaniem – Kogo? Kto to jest? – Usłyszeli trzask gałązek, szelest zeschłych liści, zachrzęściły kroki i pan Diggory wyłonił się spomiędzy drzew. W ramionach niósł maleńką, bezwładną postać.

- Czy to przypadkiem nie jest skrzat domowy? – spytała Susan.

- Tak. Dokładnie to Mrużka – odparł starszy Artur. Hermiona cały czas wpatrywała się w Croucha i Diggory'ego, i gdyby jej wzrok mógłby zabijać to byli już martwi.

Harry natychmiast rozpoznał serwetkę stołową, w którą była ubrana. To była Mrużka. Pan Crouch nawet nie drgnął, gdy pan Diggory złożył mu u stóp jego domowego skrzata. Wszyscy inni czarodzieje z ministerstwa wpatrywali się w pana Croucha. Przez kilka sekund zamarł w bezruchu, tylko oczy mu płonęły w bladej twarzy, kiedy patrzył z góry na Mrużkę. Potem powoli oprzytomniał.

- To... nie może... być... – wyjąkał. - Nie... – Obszedł pana Diggory'ego i szybkim krokiem ruszył w kierunku miejsca, w którym ten znalazł skrzata.

- Nie ma po co, panie Crouch! – zawołał za nim pan Diggory – Tam już nie ma nikogo! – Pan Crouch nie był jednak skłonny uwierzyć mu na słowo. Słyszeli, jak miota się w ciemności, rozgarniając krzaki – Kłopotliwa sprawa – powiedział ponuro pan Diggory, patrząc na nieruchomą postać skrzata – Domowy skrzat Barty'ego... to znaczy, chciałem powiedzieć...

- Daj spokój, Amosie – mruknął pan Weasley – przecież chyba nie myślisz poważnie, że to mógł zrobić skrzat... Mroczny Znak mógł wyczarować tylko czarodziej. Do tego jest potrzebna różdżka.

- Właśnie – zgodził się młodszy Łapa.

- Taak – powiedział pan Diggory – A ona miała różdżkę.

- Co? – zdumiał się pan Weasley.

- Co? – zdumieli większość ludzi na sali.

- Sam zobacz – Pan Diggory wyciągnął ku niemu różdżkę – Miała to w ręku. A więc mamy do czynienia z pogwałceniem trzeciego paragrafu Kodeksu Użycia Różdżki. Żadnemu nie-ludzkiemu stworzeniu nie wolno nosić lub używać różdżki – Rozległo się jeszcze jedno pyknięcie i tuż przy panu Weasley'u zaportował się Ludo Bagman.

- Jeszcze jego tu brakowało! – warknęli Fred i George – oddawaj nasze pieniądze, idioto!

Zadyszany i jakby nieco rozkojarzony, okręcił się jak fryga, wpatrując się w szmaragdową czaszkę nad ich głowami.

- Mroczny Znak! – wydyszał, o mały włos nie nadeptując na Mrużkę, gdy odwrócił się do swych kolegów z pytającą miną – Kto to zrobił? Złapaliście ich? Barty! Co tu się dzieje? – Pan Crouch wrócił z pustymi rękami. Nadal miał upiornie bladą twarz, a dłonie i najeżone wąsy drgały mu okropnie – Gdzie byłeś, Barty? – zapytał Bagman – Dlaczego nie było cię na meczu? Twój skrzat zajął ci miejsce... Garbate gargulce! – Bagman dopiero teraz zauważył Mrużkę leżącą u jego stóp – A tej co się stało?

- Byłem... bardzo... zajęty... Ludo – powiedział pan Crouch, wciąż jąkając się gwałtownie i prawie nie poruszając ustami.

- Robieniu sobie dobrze – powiedział starszy Łapa.

- Jak śmiesz! – Łapa stał, a Crouch zrobił się blady, bo Łapa bardzo był wysoki.

- Mówiłeś coś Crouch? – spytał starszy Łapa.

- Ja mam znajomości w ministerstwie! – zawołał Barty – Za bycie nielegalnym animagiem pójdziesz do Azkabanu.

- Oj, już się ciebie boję, aż trzęsę się ze strachu – rzekł Łapa, patrząc na niego jak na jedzenie.

- Barty bądź grzecznym chłopcem i przeproś Lorda Blacka – odezwała się starsza Amelia.

- On jest nielegalnym animagiem, tak samo jak Potter i Lestrange.

- Z tego co wiem, to są legalni animagowie – powiedziała Madame Bones, pokazując potwierdzenie. Jest na papierze napisane, że przed czytaniem już pierwszej książki zdążyli pójść się zarejestrować.

- Nie radzę mnie aresztować, Crouch. Pamiętaj, kto cię wskrzesił – powiedział lodowatym tonem Lord Lestrange

- Co!? Dlaczego ja nic nie wiem?

- Może wtedy robiłeś sobie dobrze? – zasugerował starszy Rogacz – i przegapiłeś tę wspaniała uroczystość.

- Potter! – warknął Crouch, ale Fleomont stanął przed nim jak widmo, a Crouch stał się bielszy, gdy celował Fleamonta.

- Nie celuj różdżką w mojego tatusia! – wycedziły dwie wersje Lily.

- Będę celował, w kogo będę chciał, Evans, jak chcesz mogę w ciebie walnąć!

- Nazywa się Potter i tylko spróbuj tknąć w moją córeczkę, a nogi ci z dupy powyrywam! – wycedził Lord Potter i stanął przed córką.

 - Tatusiu, kocham cię – oznajmiła miłością w głosie wtulając się w ojca.

 - Jesteś moją córeczką, a ja jestem twoim tatusiem, to moim obowiązkiem jest chronić swoje córeczki – odpowiedział Fleomont.

- Dla was wszystkich jestem PAN Crouch! – warknął na Potterów Blacków i nie przyjaciół.

- Tylko się nie zesraj – odezwał się Colin II – Już raz się zsikałeś.

 - Uspokójcie się wszyscy!! – krzyknął dyrektor.

- Panie dyrektorze, on celował różdżką w moją córeczkę – powiedział Fleamont – Jako jej ojciec nie będę się zastanawiał i zabije każdego, kto nawet pomyśli skrzywdzić, którąś z moich córek.

- Pani teść trochę przesada, pani Potter. Proszę go trochę go uspokoić – wypalił Dumbledore do Lily I.

- Panie dyrektorze, Fleomont Potter nie jestem moim teściem, Fleomont Potter jest moim tatusiem i zawsze nim będzie, bo jego syn naznaczył mnie na swoją partnerkę i tym samym staliśmy się jednym ciałem w dwóch postaciach. Jego tatuś stał się moim tatusiem, zapamiętaj to sobie, okej! – powiedziały dwie wersje pani Potter oburzone, że Dumbledore dalej tego nie ogarniał.

- Dokładnie tak, a ja nie jestem jej teściową, tylko jej mamusią, zapamiętam to sobie – dodała Euphemia. Lily Potter przytuliła się do Euphemii i westchnęła zadowolonym głosem, bo poczuła od niej bezwarunkową miłość.

- Tak mamusiu – mruknęła do jej piersi – Jesteś moją mamusią, a nie żadną teściową i niech Drops wreszcie to zrozumie.

- A mój skrzat został oszołomiony.

- Oszołomiony? Przez was? Ale dlaczego... – Nagle na jego krągłej, błyszczącej twarzy pojawił się cień zrozumienia. Spojrzał w górę na czaszkę, w dół na Mrużkę i z powrotem na pana Croucha – To niemożliwe! – zawołał – Mrużka? Wyczarowała Mroczny Znak? Przecież nie wiedziałaby jak! No i musiałaby mieć różdżkę!

- I miała – odezwał się pan Diggory – Znalazłem ją z różdżką w ręku, Ludo. Spokojnie, panie Crouch, jeśli nie ma pan nic przeciwko, to sądzę, że powinniśmy wysłuchać, co ona sama ma do powiedzenia.

- Krzyczałeś na nią! – warknęła Hermiona.

- Uspokój się Gran... – wycedził Diggory.

- Ciocia jest Weasley'em! – przerwała mu Sofia.

- Czy ja Ci nie mówiłam, że nazywa się Weasley? – spytała Molly, robiąc swoją słynną pozę.

- Mówiła mamusia to wiele razy, ale widocznie PANU Diggory'ego ministerstwo wyprało mózg – stwierdziła Hermiona.

- Jak śmiesz!?

- Nie jesteśmy na ty, PANIE Diggory – odparła pani Weasley – Nazywam się PANI Weasley i proszę, żeby PAN zapamiętał, jak PAN ma się do mnie zwracać – odpowiedziała.

- Hermiona, nie poznaję cię – mówiła Parvati w szoku – Zmieniłaś się. Ubierasz się seksowne, masz cięty język i szpilki na wysokim obcasie.

 - Ludzie się zmieniają, Parvati. Nie jestem już tą samą naiwną i bojącą się dziewczynką, którą byłam wcześniej.

- Tylko bzykasz się z Weasley'em! – warknął Cormac.

- Ron jest moim mężem, który jest miłością mojego życia, Mclaggen, dlatego nie mam zamiaru ci pomagać, żeby ci stanął, bo jak wiesz mam już męża i tylko z nim będę się kochała – powiedziała obojętnie pani Weasley.

- Jak ci nie staje Mclaggen, to weź braveran – oznajmiła Emilly. Męska cześć parsknęła śmiechem Mclaggen zrobił się czerwony.

Crouch sprawiał wrażenie, jakby nie usłyszał tych słów, ale pan Diggory odczytał jego milczenie jako zgodę. Podniósł własną różdżkę, wycelował nią w Mrużkę i rzekł:

- Enervate! – Mrużka drgnęła. Jej wielkie brązowe oczy otworzyły się, zamrugała kilka razy i wytrzeszczyła je, rozglądając się nieprzytomnie. Potem, obserwowana przez milczących czarodziejów, podniosła się chwiejnie do pozycji siedzącej. Spostrzegła stopę pana Diggory'ego, i powoli, cała dygocąc, wzniosła oczy, by spojrzeć mu w twarz, a potem, jeszcze wolniej, spojrzała w niebo.

- Biedna Mrużka – mruknęły dziewczyny.

W jej wielkich szklistych oczach Harry dostrzegł podwójne odbicie olbrzymiej czaszki. Skrzatka wzdrygnęła się, potoczyła dzikim wzrokiem po zatłoczonej polance i zaczęła straszliwie szlochać.

- Skrzacie! – powiedział pan Diggory surowym tonem – Wiesz, kim jestem? Jestem pracownikiem Urzędu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami! – Mrużka zaczęła się kołysać w tył i w przód, z trudnością łapiąc powietrze. Harry mimo woli przypomniał sobie przerażonego Zgredka w chwilach jego nieposłuszeństwa.

- Pójdziesz siedzieć, Malfoy! – wycedził Harry do Lucka.

- Jak widzisz, skrzacie, nie tak dawno wyczarowano tu Mroczny Znak – powiedział pan Diggory – A w chwilę później znaleziono cię tuż pod nim! Możesz mi to wyjaśnić?

- Ja... ja... ja... tego nie zrobiła, sir! – wydyszała Mrużka – Ja by nie wiedziała jak, sir!

- Znaleziono cię z różdżką w ręku! – zagrzmiał pan Diggory, wymachując nią przed jej nosem. Zielone światło z czaszki padło na różdżkę i Harry ją rozpoznał.

- Zaraz... to moja różdżka! – powiedział. Wszyscy utkwili w nim spojrzenia.

- Twoja! – zawołali urzędnicy z ministerstwa.

- Że co? – zapytał z niedowierzaniem pan Diggory.

- To moja różdżka – powtórzył Harry – Zgubiłem ją!

- Zgubiłeś? – powtórzył pan Diggory – A więc przyznajesz się do winy? Porzuciłeś różdżkę po wyczarowaniu Znaku?

- Mój tatuś nie wyczarował żadnego znaku! – krzyknęły córki Harry'eg.

- Amosie, zastanów się, do kogo mówisz! – zawołał pan Weasley ze złością – To przecież Harry Potter! I to on miałby wyczarować Mroczny Znak?

- Rzeczywiście – wymamrotał pan Diggory – Przepraszam... trochę mnie poniosło...

- W każdym razie nie upuściłem jej tutaj – powiedział Harry, wskazując kciukiem ku drzewom pod zieloną czaszką – Zgubiłem ją tuż po tym, jak weszliśmy do lasu.

- A więc... – wycedził pan Diggory, a oczy mu zabłysły zimno, kiedy odwrócił się, by znowu spojrzeć na Mrużkę, płaszczącą się u jego stóp – A więc znalazłeś tę różdżkę, skrzacie? Podniosłeś ją i pomyślałeś sobie, że trochę się nią pobawisz?

- Diggory jeszcze jedno słowo, a strzelę cię w jaja – oznajmiła Ginny.

 - NIE JESTEŚMY NA TY, WEASLEY!

- Nazywa się Potter! – warknęli dwie wersje Rogacza.

- Och, przepraszam wielmożnego PANA Diggory'ego! – zawołała Ginny, udając przerażoną, a głos miała sarkastyczny – już się poprawiam, PANIE Diggory, a więc PANIE Diggory jeszcze jedno słowo, a strzelę PANA w jajka. Wie PAN co mam na myśli? Co coś, co ma PAN pomiędzy nogami do tego stopnia, że PANA małżonka PANI Diggory będzie musiała zrobić PANU dobrze, żeby PANU stanął. Rozumie PAN, PANIE Diggory, chyba że Hermiona, to znaczy dla PANA to PANI Weasley strzeli PANA zaklęciem w te biedne PANA jajka, wcześniej to już inna historia – mówiła cukierkowym głosem mężczyźni i chłopaki, gdy to usłyszeli, ryknęli śmiechem i spadli ze śmiechu na podłogę, śmiejąc się wniebogłosy. kobiety i dziewczyny zaczęły głośne chichotać. Państwo Diggory zrobiło się czerwone i wściekłe, a Cedrik również był wściekły na młodą pani Potter – A tak na marginesie proszę się zwracać do mnie PANI POTTER, wtedy PAN może zapamięta, jak się nazywam.

- Ginny nie możesz tak mówić do PANA Diggory'ego. Przeproś PANA natychmiast! – próbowały ją skarcić ją za bezczelność dwie wersje Lily i Molly, ale same zaczęły się śmiać z tego głośno.

- TO JEST SKANDAL!!!!!! – zawołała wściekła pani Diggory – JAK ONA ŚMIE!!!!!

- Jakoś sobie nie mogę przypomnieć, że jestem z panią na ty, pani Diggory – rzekła słodkim głosem Ginny.

- PANI Potter tylko powiedziała całą prawdę, PANI Diggory – odpowiedziała Hermiona słodko.

- Jestem dumna, że jesteś moją mamusią! – zawołały córki Ginny, podbiegły do niej i mocno sie wtuliły.

- Skarby ją zawsze będę waszą mamusią – odpowiedziała Ginny, całując je w czoło. Obie Lady's Potter i Lady Longbottom westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w Ginny jeszcze bardziej – bo wasz tatuś naznaczył mnie na Pottera, tak samo jak moja dwójka cudownych synów naznaczyło ciebie Olivio i ciebie Amelio na Potterów. Tym samym stałyście się Potterami i moimi córeczkami na zawsze. Nie jesteście moje synowymi, tylko jesteście moimi córkami i kocham was nad życie.

- Tak, mamusiu – zgodziły się z nią Olivia i Amelia i ponownie się przytuliły do jej piersi – Mamusia nie jest moją teściową, tylko moją mamusią i kocham mamusię nad życie.

- A mnie mamusia kocha? – spytał Frank II.

- Oczywiście, że tak mamusia bardzo mocno cię kocha – powiedziała i przytuliła Franka mocno, mimo że miała wysokie obcasy na nogach, była niska w stosunku do Franka i pocałowała go w czoło – Jestem dumna, że mogę być twoją mamusią, Frankie. A moja córcia promieniuje szczęściem, kiedy ją naznaczyłeś cały czas widzę w jej oczach iskierki miłości. Kiedy patrzy na ciebie mam to samo, kiedy patrzę na Harry'ego, a ty jesteś moim synkiem, a nie zięciem i ciebie też kocham nad życie. Pięknie śpiewasz i grasz na gitarze elektrycznej i do tego auror i animag.

- I Huncwoci 3.0 mamuś – dodał rozbawiony, całując ją w czoło i Ginny westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w syna jeszcze bardziej.

 - A kto do niej zależy? – spytała słabo Minne, bojąc się odpowiedzi.

- Obecny! – krzyknęli Hugo, Patrick i Fineas, po czym parsknęli śmiechem, kiedy widzieli minę przerażonej profesorki.

- Zięć Weatherby'ego Huncwotem?! – ryknęli śmiechem Fred, George i Lee – Patrick jestem dumny!

- No udało mi się parę kawałów tatusiowi zrobić – wystrzeżył się Patrick w stronę Percy'ego.

- Tatuś nie był zadowolony z tych kawałów, Patrick – mruknęła Lucy.

 - Tatuś powiedział, że bardzo mnie kocha, Lucy. Prawda, tatusiu, że mi tak powiedziałeś? Że mnie kochasz i jestem twoim synkiem? – spytał Patrick cukierkowym głosem. Percy zrobił się czerwony, a sala spadła ze śmiechu na podłogę, śmiejąc się wniebogłosy.

- Seamus i Susan wasz syn... jest zajebisty! – zawołał Ron ze śmiechu.

- Ja tego nie używała, sir! – zapiszczała Mrużka, a łzy pociekły jej obficie po spłaszczonym, bulwiastym nosie. - Ja... ja... tylko ją podniosła, sir! Ja nie robiła Mrocznego Znaku, sir, ja nie wie jak!

- To nie ona! – odezwała się Hermiona, bardzo stanowcza, ale i bardzo zdenerwowana, co nietrudno było zrozumieć, jako że przemawiała wobec tylu czarodziejów z ministerstwa.

- Też bym był zdenerwowany gdybym musiał tłumaczyć tym debilom z ministerstwa, kochanie – odezwał się młodszy Łapa do pani Weasley – Jesteś od nich mądrzejsza i do tego ładniejsza i... – ale nie skoczył, bo Hermiona wtuliła się w niego.

- Ja Ciebie też kocham, wujku Syriuszu – oznajmiła Hermiona, całując go w policzek. Młodszy Łapa uśmiechnął się szeroko.

- Będziesz świetnym Ministrem Magii, Hermiono. Wujek Syriusz jest z ciebie taki dumny.

- Dziękuję, wujku Syriuszu – wyszeptała, a Łapa tulił ją do swojej piersi i on popatrzył na Diggory'ego, Croucha, Knota i Umbridge morderczym wzrokiem.

- Pamiętaj kochanie: Ja zawsze będę twoim wujkiem, a ty będziesz moją bratanicą – mruknął Łapa.

- Dla mnie to oczywiste, że jesteś moim wujkiem, a ja jestem wujka bratanicą i nie podlega tego negocjacji i dyskusji, wujku Syriuszu – oznajmiła twardym głosem – dlatego moim obowiązkiem jest mówić ci per "wujek", bo od tego jest etykieta dobrego wychowania, a ja jestem damą, wujku Syriuszu.

- Moje kochanie – mruknął czule Łapa.

- Mrużka ma piskliwy głosik, a ten głos, który wypowiedział zaklęcie, był mocny i niski! – Spojrzała na Harry'ego i Rona, oczekując ich poparcia – To nie mogła być Mrużka, prawda?

- Nie – potwierdził Harry, kręcąc głową – To na pewno nie był głos skrzata.

- Tak, to był ludzki głos – dodał Ron.

Crouch zbladł.

- Zaraz się przekonamy – warknął pan Diggory, którego ich zapewnienia wyraźnie nie przekonały.

- No jasne, kto by chciał słuchał nastolatków! – jęknęla Nicole.

- Chyba wiecie, że jest bardzo prosty sposób wykrycia ostatniego zaklęcia rzuconego za pomocą tej różdżki, prawda? – Mrużka zaczęła dygotać i gwałtownie potrząsać głową, zamiatając wielkimi uszami, kiedy pan Diggory uniósł ponownie swoją różdżkę i przytknął jej koniec do końca różdżki Harry'ego – Priori Incantatem! – zagrzmiał pan Diggory.

'Na cmentarzu'. Pomyślał Harry.

Harry usłyszał zduszony okrzyk Hermiony, gdy z miejsca zetknięcia się obu różdżek wyrosła wielka czaszka z wężowym językiem. Był to jednak zaledwie szary, mglisty cień zielonej czaszki, wciąż unoszącej się nad ich głowami: widmo zaklęcia – Deletrius! – krzyknął pan Diggory, a widmowa czaszka rozpłynęła się w smudze dymu – A więc wiemy już wszystko – oświadczył triumfalnie, patrząc z góry na Mrużkę, która wciąż trzęsła się konwulsyjnie.

- Ja tego nie zrobiła! – zaskrzeczał skrzat, tocząc dziko oczami – Ja nie, ja nie, ja nie wie jak! Ja dobry skrzat, nie używa różdżek, ja nie wie jak!

- Przyłapano cię na gorącym uczynku, skrzacie! – ryknął pan Diggory. – Z tą różdżką w ręku!

- Skrzatka będzie miała kłopoty! – zaśmiała się głośno Milicenta.

- Zamknij się! – warknęła Hermiona.

- Amosie – odezwał się pan Weasley – zastanów się... niewielu czarodziejów zna to zaklęcie... niby gdzie ona mogła się tego nauczyć?

- Być może Amos chce przez to powiedzieć – wycedził lodowatym tonem pan Crouch – że mam w zwyczaju uczyć moich służących, jak wyczarować Mroczny Znak?

- Ja mam zwyczaj rozkazywać Weatherby'emu – stwierdził Bill.

Zapanowało niezbyt przyjemne milczenie.

- Ależ nie, panie Crouch – wyjąkał Amos, wyraźnie przerażony – nie... ależ skąd...

- Ale byłeś bliski oskarżenia dwóch ostatnich osób, które mogłyby wyczarować Znak! Najpierw Harry'ego Pottera, a teraz mnie! Chyba znasz historię tego chłopca, Amosie, co?

- Oczywiście... wszyscy ją znają... – mruknął pan Diggory, coraz bardziej zmieszany.

- Twój tatuś drogi Serniczku jest delikatnie mówiąc wkurwiający – stwierdziła Ginny do Cedrika.

- Ginny, słownictwo – skarciły ją dwie wersje Lily – Damy i Lady's Potter nie przeklinają.

- Przepraszam, mamusiu, ale to prawda jest wkurzający.

 - Ja to wiem, ty to wiesz i cała nasza rodzina o tym wie, że PAN Diggory jest wkurzający, ale czy PAŃSTWO Diggory i jego syn wiedzą o tym, że PAN Diggory jest mega wkurzający? – zastanawiała się młodsza Lily I.

- I jeszcze się chwalił, że pokonał Harry'ego w Quidditcha, jak on spadł z miotły, kiedy zaatakowali go dementorzy – powiedzieli dwie wersje Rogacza – bo Knot wpuścił do szkoły dementorów! – warknęli na niego, a Knot zbladł gdyby nie te dementorzy to pokonałby pana synalka z zamkniętymi oczami.

- I chyba pamiętasz, że w swoim długim życiu wystarczająco dobitnie udowodniłem, i to nie raz, że głęboko gardzę czarną magią i wszystkimi, którzy ją uprawiają?! – krzyknął pan Crouch, a oczy wyskakiwały mu z orbit.

- Panie Crouch, ja... ja nigdy nie sugerowałem, że ma pan coś z tym wspólnego! – mruknął Amos Diggory, czerwieniąc się pod krzaczastą brązową brodą.

- Właśnie! PAN go oskarża, PANIE Diggory – oznajmiła Luna swoim marzycielskim głosem, wtulając się w Rolfa.

- Wcale tak nie było, dz...! – warknął na dziewczynę.

- PANI Scamander, PANIE Diggory – poprawiła go Luna.

- Jeśli oskarżasz moją skrzatkę, to tym samym oskarżasz mnie! – wrzasnął pan Crouch – Gdzie ona mogła się tego nauczyć, jak nie w moim domu?

- Mogła... mogła... gdziekolwiek...

- No właśnie, Amosie – powiedział pan Weasley – Mogła znaleźć różdżkę gdziekolwiek... Mrużko – zwrócił się do skrzatki łagodnie, ale ta drgnęła i skuliła się, jakby ktoś znowu na nią krzyknął – powiedz nam, gdzie dokładnie znalazłaś różdżkę Harry'ego? – Mrużka tak zawzięcie tarmosiła skraj swojej serwetki, że ta zaczęła się strzępić.

- Ja... ja znalazła ją... znalazła ją tam, sir... – wyszeptała – Tam... między drzewami, sir...

- Tatusiu, jesteś najlepszy – mruknęła Hermiona.

- Trzeba mówić łagodnie, a nie krzyczeć – stwierdził starszy Artur – a poza tym krzyczysz na Mrużkę, na skrzatkę rodziny Weasley'ów.

- Wtedy nie była twoja, Arturze! – warknął na niego Amos. Wszyscy z rodziny Weasley'ów, Potterów, Longbottomów i Blacków doprowadzali go do szału.

- To nie ważne, że nie była wtedy moja, ale teraz jest, więc krzyczysz na mnie i krzyczysz również na moje dzieci i moje wnuki, a to mnie bardzo irytuje.

- Bo twoi bacho...!!! – i jęknął z bólu, kiedy Artur uderzył go w szczękę i wylądował na plecy. Wszystkim opadły szczęki kiedy widzieli, jak Artur uderza Amosa, a ten z krzykiem bólu opada na ziemię.

- Amos! – pisnęła jego żona i podbiegła do niego – Odbiło ci?! – zawołała do pana Weasley'a wściekła.

- Nie pozwolę, żeby ktoś nazywał moje dzieci i wnuki bachorami! – wycedził Lord Weasley.

- Niezły cios, Arturze – wybąkał starszy Remus – zaczynam się ciebie bać.

- Remusie, Artur jest prawdziwym mężczyzną, ojcem, mężem i dziadkiem, bo chroni swoje dzieci, wnuki i mnie. I nie pozwoli, żeby ktoś was obrażał i krzywdził – oznajmiła i wtuliła się w męża, kiedy podeszła do niego z gracją i wdziękiem, a ten w odpowiedzi musiał pochylić się, mimo że jego żona miała szpilki na wysokim obcasie, bo Artur był wysokim mężczyzną, a Molly była niska, kobietą. Pocałował ją w czoło, a pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- To mój tatuś! – pisnęły córki Artura Weasley'a.

- Widzisz, Amosie? – powiedział pan Weasley – Nie wiemy, kto wyczarował Znak, wiemy tylko, że natychmiast się zdeportował, pozostawiając różdżkę Harry'ego. To sprytne: nie chciał użyć własnej różdżki, żeby się nie zdradzić. A Mrużka, na swoje nieszczęście, znalazła ją w chwilę później i podniosła.

- Tatuś jest bardzo mądry – stwierdziła Fleur.

- Daj spokój, tak naprawdę to Bill jest mądry, bo wiedział, co robi kiedy naznaczył ciebie na swoją partnerkę, tym samym jesteś moją córeczką, Fleur – oznajmił Artur. Fleur wzruszyła się, tak że rzuciła mu się na szyję, mocno się wtuliła w ojca.

- Kocham cię, tatusiu, tak bardzo tatusia kocham! Dla mnie to jest największy zaszczyt, że jestem tatusia córeczką i jestem Weasley'em i noszę to nazwisko z dumą, tatusiu – mówiła do jego piersi. Kiedy rudy mężczyzna ją przytulił, mimo że Fleur miała wysokie obcasy, była niższa niż Artur. Molly pokiwała głową, zgadzając się z Fleur.

- Dobrze, że Bill był uparty – stwierdziła Molly i westchnęła ciężko. Fleur przytuliła ją, a ta mocno się wtuliła w ciało Fleur.

 - Jesteś moją mamusią, a ja jestem twoją córeczką, mamuś i koniec dyskusji – oznajmiła Fleur głosem nieznoszący sprzeciwu, całując ją w czoło. Lady Weasley westchnęła ponownie zadowolonym głosem wtulając się w córkę nie chcąc jej puścić.

- Dobrze córeczko, mamusia będzie słuchać co moja córeczka powiedziała – mruknęła rozmarzonym głosem.

- Cieszę się bardzo mocno, mamusiu – oznajmiła Fleur.

- Ale to oznacza, że była o krok od prawdziwego przestępcy! – zawołał niecierpliwie pan Diggory.

- Skrzacie! Widziałeś kogoś?

- Nazywa się Mrużka! – warknęła Nicole.

Mrużka zaczęła się trząść jeszcze gwałtowniej. Jej olbrzymie oczy spoczęły na panu Diggorym, potem przeniosły się na Ludona Bagmana, a w końcu na pana Croucha. Przełknęła głośno ślinę i wyjąkała:

- Ja... nie widziała nikogo, sir... nikogo...

- Amosie – powiedział sucho pan Crouch – jestem w pełni świadom, że w normalnym trybie postępowania chciałbyś zabrać Mrużkę na przesłuchanie. Proszę cię jednak, byś mi pozwolił zająć się nią osobiście – Pan Diggory sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie brał tego pod uwagę, ale było oczywiste, że trudno mu było odmówić tak ważnej osobie, jak pan Crouch.

- Skrzaty powine być posłuszne swojemu panu! – wycedziły dwie wersje pana Malfoy'a.

 - Zamknij mordę, Malfoy! – ryknęli Weasley'owie i Marcus.

- Możesz być pewny, że zostanie ukarana – dodał chłodno pan Crouch.

- P-p-panie... – wyjąkała Mrużka, patrząc na niego żałośnie oczami pełnymi łez – P-p-panie, b-b-błagam... – Pan Crouch spojrzał na nią surowo, rysy mu się wyostrzyły. W tym spojrzeniu nie było ani śladu litości.

- Mrużka zachowała się tej nocy w sposób karygodny – powiedział powoli – Nigdy bym nie pomyślał, że może tak się zachować. Powiedziałem jej, że ma zostać w namiocie, podczas gdy ja pójdę zobaczyć, co się stało. A Mrużka mnie nie posłuchała. A to oznacza ubranie.

- Nie! – wrzasnęła Mrużka, padając plackiem u stóp pana Croucha – Nie, panie! Tylko nie ubranie, nie ubranie! – Harry wiedział już, że domowego skrzata można zwolnic z obowiązków tylko w jeden sposób: dając mu normalny strój lub choćby jego fragment. Żal mu było patrzyć, jak Mrużka łka rozpaczliwie u stóp pana Croucha, ściskając kurczowo swoją serwetkę.

- Jesteś bezwzględnym draniem, Crouch! – warknęła Jessica.

- Ale miał swój powód, by ją zwolnić – wtrąciła się Alina. Wszyscy na nią spojrzeli.

- Co masz na myśli, Anderson? – spytał Dumbledore. Alina przez krótką chwilę patrzyła każdemu w oczy, ale dłużej na panu Crouchu. Jej spojrzenie mroziło, nawet Barty'ego. Wiedziała, dlaczego on ukarał swoją skrzatkę. Dziewczyna nie mogła im teraz powiedzieć, kogo Mrużka chroniła i dlaczego wyszła z namiotu. Westchnęła cicho i powiedziała:-Wybaczcie, ale teraz się tego nie dowiecie. Myślę, że pod koniec książki wyjaśni się ta zagadka – po tych słowach czytała dalej.

- Przecież ona była śmiertelnie wystraszona! – wybuchła nagle Hermiona, rzucając wściekłe spojrzenie na pana Croucha – Pana skrzatka ma lęk wysokości, a ci zamaskowani czarodzieje wylewitowali w powietrze ludzi! Nie może pan oskarżać jej o to, że po prostu przed nimi uciekała!

- Skrzat powinien okazywać posłuszeństwo! – krzyknęła Pansy.

Pan Crouch cofnął się o krok, odtrącając skrzata, którego teraz zaczął traktować jak coś plugawego i zgniłego, co brukało jego schludnie wyczyszczone obuwie.

- Nie widzę pożytku ze skrzata, który okazuje nieposłuszeństwo – oświadczył chłodno, patrząc na Hermionę.

Hermiona miała ochotę strzelić go w jaja, ale Ron ją powstrzymał.

- Niepotrzebny mi sługa, który zapomina o swoich obowiązkach wobec pana i wystawia na szwank jego reputację – Mrużka szlochała tak rozpaczliwie, że słychać ją było na całej polance. Zapadło przykre milczenie, które przerwał pan Weasley, mówiąc:

- No cóż, chyba zaprowadzę dzieciaki z powrotem do namiotu, jeśli nikt nie wyraża sprzeciwu. Amosie, ta różdżka powiedziała nam już wszystko, co mogła... może, z łaski swojej, oddasz ją Harry'emu... – Pan Diggory oddał Harry'emu różdżkę, a ten schował ją do kieszeni – No, to idziemy – powiedział spokojnie pan Weasley. Ale Hermiona nie ruszała się z miejsca; wciąż wpatrywała się w łkającego skrzata – Hermiono! – powiedział pan Weasley niecierpliwie.

- Tatusiu – mruknęła Hermiona.

- Nie przyszło mi do głowy, żeby ją przyjąć, przepraszam kochanie – mruknął Artur do córki.

- Ja też nie pomyślałam, tatusiu. Dopiero Harry wpadł na ten pomysł – odpowiedziała Hermiona.

- Zawsze do usług! – wystrzeżył się Harry.

Odwróciła się i ruszyła za Harrym i Ronem. Weszli między drzewa.

- Co się teraz stanie z Mrużką? – zapytała, gdy tylko opuścili polankę.

- Nie wiem – odrzekł pan Weasley.

- Jak oni ją traktowali! – wybuchła Hermiona – Pan Diggory zwracał się do niej per "skrzacie"... a ten pan Crouch! Przecież dobrze wiedział, że Mrużka tego nie zrobiła, a jednak ma zamiar ją wypędzić! W ogóle go nie obchodzi, że była śmiertelnie wystraszona, że tak rozpacza... Jak można tak traktować człowieka!

- Ona nie jest człowiekiem! – zawołał Blaise.

- No... przecież Mrużka nie jest człowiekiem – powiedział Ron. Hermiona łypnęła na niego groźnie.

- Ale to nie oznacza, że jest pozbawiona ludzkich uczuć... To naprawdę obrzydliwe, żeby...

- Hermiono, zgadzam się z tobą – powiedział szybko pan Weasley.

- Tatuś się tylko ze mną zgadzał! – oburzyła się pani Weasley, patrząc na Rona, a ten miał sposób. Pocałował ją w usta i kiedy się oderwała, miała rozmarzona minę.

- Nie myśl, że to coś da! – warknęła na niego, ale teraz sama go całowała w usta, kiedy się oderwała – byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem, więc musisz mnie zadowolić, panie Weasley – wyszeptała mu do ucha, podniecona.

- Będziesz krzyczała w ekstazie moje imię, lady Weasley i doświadczysz najlepszy orgazm i będziesz mnie prosiła o więcej – wyszeptał jej do ucha, a Hermiona była juz podniecona.

- Zrobisz to dla mnie, Lordzie? Przelecisz mnie, proszę? – spytała cicho, żeby tylko jej mąż to usłyszał i machała ręką robiąc sobie wiatr.

 - Zrobię dla ciebie wszystko, Lady Weasley.

- Ale to nie jest odpowiedni czas na dyskusje o prawach skrzatów. Teraz musimy, jak najszybciej wrócić do naszych namiotów. Co się stało z resztą?

- Zgubiliśmy ich w ciemności – odrzekł Ron – Tato, dlaczego wszyscy tak się wnerwiają z powodu tej czaszki?

- Wyjaśnię wam w namiocie – odpowiedział krótko pan Weasley, przyśpieszając kroku. Kiedy wyszli na skraj lasu, musieli się jednak zatrzymać. Zebrany tu tłum przerażonych czarownic i czarodziejów rzucił się ku panu Weasley'owi.

- Arturze, mam nadzieję, że nie masz wielbicielki? – spytał starszy Łapa z wyszczerzem.

- Tylko by spróbował mieć wielbicielki – powiedziała Molly – to by miał ze mną do czynienia.

- Co się dzieje?... Kto to wyczarował?... Arturze... przecież chyba nie... ON?

- Oczywiście, że nie on – odparł niecierpliwie pan Weasley – Nie wiemy kto, pewnie się zdeportował. A teraz wybaczcie mi, muszę odpocząć – Przeprowadził przez tłum Harry'ego, Rona i Hermionę. Na kempingu panował spokój, nie było ani śladu zamaskowanych czarodziejów, choć kilka przewróconych namiotów wciąż się dymiło. Z namiotu chłopców wychynęła głowa Charliego.

- Charlie! – pisnęła z ulgą w głosie Charlotte, przytulając się do niego.

 - Nic mi nie było, kochanie – odparł Charlie.

- Tato, co się dzieje? – zawołał – Fred, George i Ginny już wrócili, nic im się nie stało, ale reszta...

- Są tu, ze mną – odpowiedział pan Weasley, pochylając się, by wejść do namiotu. Harry, Ron i Hermiona weszli za nim. Bill siedział przy małym kuchennym stoliku, przyciskając prześcieradło do ramienia, które obficie krwawiło.

Fleur przyłożyła rękę do ust, przerażona, tak samo jak Apolonia.

- Tatuś! – krzyknęły przerażone córki Billa: Samanta, Victoire i Domique podbiegły do niego.

- To tylko ramię! – jęknął kiedy córki i żona wtuliły się w niego bardzo mocno.

- Kocham cię, tatusiu – mruknęły do niego Samanta, Victoire i Domique. Mimo że miały szpilki na wysokim obcasie, były niższe od Billa. Bill tulił je do swojej piersi.

- Tatuś też was bardzo kocha, moje księżniczki – odparł wzruszony pan Weasley i całą trójkę pocałował w czoło, wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do nich żywił. Pani Weasley, pani Lupin i pani Jordan westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w ojca jeszcze bardziej – Samanta – zwrócił się do najmłodszej.

- Tak, tatusiu? – spytała Lady Weasley.

- Louis wybrał mądrze – oznajmił jej Bill – Stanowisz piękny i mądry dodatek do naszego rodu, pani Weasley – powiedział, całując ją w rękę.

- Bill ma rację i ja, jako twoja mamusia bardzo mocno cię kocha i za każdym razem się wzrusza, kiedy tak do mnie mówisz.

 - Zostałem wpojona przez Louisa, mamuś – powiedziała Samanta szczęśliwa – a wilki wybierają swoje połówki na całe życie. Nie wyobrażam sobie życia bez Louisa, jest moim przyjacielem i miłością mojego życia. Nasza więź między nami jest nierozerwana. Jestem też panią Weasley i jego rodzice są też moimi rodzicami i nie potrafię do was zwracać się inaczej niż per mamusia i per tatusiu – i przytuliła się do Billa i Fleur mocno.

- Czyli tak pozostanie? – spytała Fleur z nadzieją.

- Tak, mamusiu, na zawsze. Mamusia zawsze będzie moją mamusią, a tatuś zawsze będzie moim tatusiem – odparła do jej piersi, a ona z radością tuliła ją do swojej piersi.

Charlie miał rozdartą koszulę,

- To tylko koszula! – zawołał szybko.

a Percy zakrwawiony nos.

Mimo wszystko Molly II i Lucy przytuliły się do Percy'ego. Najpierw był w szoku, ale później objął je do siebie. Był dużo wyższy niż jego córki, mimo że miały szpilki na wysokim obcasie.

- Widzisz Percy, córki cię kochają, mimo że jesteś kretynem – odparła Audrey.

- Szanuj to, Percy – powiedziała Molly I – i skończ znajomość z tym kretynem. Nie liczy się z nikim tylko ze sobą – Barty zrobił się czerwony.

Fred, George i Ginny nie odnieśli żadnych obrażeń, ale wyglądali na wstrząśniętych.

- Złapaliście ich, tato? – zapytał Bill – Tych, którzy wyczarowali Znak?

- Nie – odpowiedział pan Weasley – Znaleźliśmy domowego skrzata Barty'ego Croucha, z różdżką Harry'ego w ręku, ale nadal nie wiemy, kto wyczarował Znak.

- Kto wyczarował znak? – spytała młodsza Marlene.

- Ciocia się dowie na końcu książki – odpowiedział Harry i popatrzył się morderczym wzrokiem na Croucha.

- Co? – zapytali równocześnie Bill, Charlie i Percy.

- Z różdżką Harry'ego? – powtórzył Fred.

- Skrzat pana Croucha? – zapytał Percy takim głosem, jakby grom w niego strzelił. Z małą pomocą Harry'ego, Rona i Hermiony pan Weasley opowiedział im, co wydarzyło się w lesie. Kiedy ich opowieść dobiegła końca, Percy nadął się i wybuchnął: – Uważam, że pan Crouch słusznie robi, pozbywając się takiego skrzata! Uciekać gdzieś, kiedy mu wyraźnie kazano zostać... wprawiać go w zakłopotanie na oczach całego ministerstwa... Wyobrażam sobie, co by było, gdyby tego nicponia postawiono przed Urzędem Kontroli...

- TO NIE BYŁA ON, TYLKO ONA I NIC NIE ZROBIŁA TYLKO TEN SKURWYSYN! – ryknęła Hermiona i popatrzyła się na Croucha. Była w takiej furii, że Crouch jeszcze bardziej zbladł – JĄ WYWALIŁ TYLKO DLATEGO, ŻE UCIEKAŁA PRZED ŚMIERCIOŻECAMI! – Ron musiał szybko interweniować, bo Hermiona miała ochotę rozszarpać Barty'ego na strzępy. Przytulił ją mocno do siebie. Kiedy poczuła ciało Rona powoli się uspokajała.

- Ron, potrzebuje cię – wyszeptała.

- Ja zawsze będę przy tobie, kochanie.

- Zawsze będziesz przy mnie?

- Masz moje słowo.

- Kocham cię, Ron – wyszeptała – Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham. Jesteś miłością mojego życia i moim aniołem stróżem, potrzebuje poczuć cię w sobie.

- Ja również chce cię poczuć – odparł Ron.

- To nie jest ON, tylko ONA, i nic nie zrobiła! – krzyknęła Hermiona – Po prostu znalazła się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie! – Percy'ego zatkało. Hermiona zwykle nieźle sobie z nim radziła – w każdym razie o wiele lepiej od innych.

- Bo jest bezmózgim kretynem – oznajmiła Hermiona.

- Jak śmiesz!

- Zmień płytę – odpowiedziała pani Weasley – a nie, czekaj twoje styki w mózgu się przegrzały od tego, jak twoi bracia wrzucili cię do kotła z eliksirami Snape'a, robiący eliksir głupoty – dodała słodkim głosem. Wielka Sala ryknęła śmiechem. Większość z nich leżała na ziemi i śmiejąc się wniebogłosy. Percy chciał zaatakować Hermionę za jej bezczelność.

- Spróbuj tylko zaatakować moją mamusię, a nie będę patrzyła, że jesteś moim wujkiem – powiedziała Rose.

- Hermiono, czarodziej o takiej pozycji jak pan Crouch nie może sobie pozwolić na trzymanie domowego skrzata, który miota się jak oszalały po lesie z cudzą różdżką! – oświadczył Percy pompatycznie, kiedy już przyszedł do siebie.

- ONA wcale się nie miotała jak oszalała! – zawołała Hermiona – Ona ją po prostu podniosła z ziemi!

- Hermiono, Mrużka jest z nami – powiedziała Molly.

- Słuchajcie, czy ktoś może mi wreszcie wyjaśnić, o co chodzi z tą czaszką? – zapytał niecierpliwie Ron – Nic nikomu nie zrobiła... o co ten cały hałas?

- Ron, przecież ci mówiłam, że to symbol Sam-Wiesz-Kogo – odpowiedziała Hermiona, zanim zdążył to zrobić ktokolwiek inny – Czytałam o niej w Powstaniu i Upadku Czarnej Magii.

- Czy jest coś, co jeszcze nie przeczytałaś? – spytał Seamus Hermionę.

- Nie wiem - stwierdziła Hermiona zarumieniła się

- Nie czytała o zaklęciach czarnomagicznych i jakie wywołują skutki – odezwała się Alina. Wszyscy na nią spojrzeli. Widząc wzrok każdego ucznia, czy nauczyciela oraz urzędnika ministerstwa, wyjaśniła: – Takich zaklęć uczą się Śmierciożercy od swojego pana.

- I nie widziano jej od trzynastu lat – powiedział cicho pan Weasley – To normalne, że ludzie wpadli w panikę... to prawie tak, jakby znowu zobaczyli Sami-Wiecie-Kogo.

- Nie rozumiem – rzekł Ron, marszcząc czoło – To znaczy... przecież to tylko taki kształt na niebie...

- Ron, Sam-Wiesz-Kto i jego zwolennicy wyczarowywali Mroczny Znak, kiedy kogoś zabili – powiedział pan Weasley – Jesteś za młody, żeby mieć pojęcie, jakie przerażenie on budził. Wyobraź sobie, że wracasz do domu i widzisz, że wisi nad nim Mroczny Znak. Już wiesz, co w domu zastaniesz...

- Śmierć – mruknął Harry.

Pan Weasley zamrugał oczami.

- Tego się wszyscy najbardziej bali... najbardziej... – Przez chwilę panowało milczenie. Potem Bill zdjął prześcieradło z ramienia, sprawdził, czy rozcięcie wciąż krwawi, i powiedział:

Fleur pocałowała go w policzek i mocno się wtuliła.

- No cóż, tej nocy nam to nie pomogło, bez względu na to, kto wyczarował Znak. Wystraszył Śmierciożerców, gdy tylko się pojawił. Wszyscy się zdeponowali, zanim zdołaliśmy zedrzeć maskę choćby jednemu z nich. Ale udało nam się złapać Robertsów, nim runęli na ziemię. Właśnie im modyfikują pamięć.

- Śmierciożerców? – zapytał Harry – Kim oni są?

- Tak siebie nazywali poplecznicy Sami-Wiecie-Kogo – odrzekł Bill.

- Powinni się nazywać Tomek i przyjaciele – oznajmił James II.

- Tej nocy mogliśmy się przekonać, ilu ich jeszcze jest... w każdym razie tych, którym się udało uniknąć Azkabanu.

- Trudno dowieść, że to byli akurat oni, Bill – powiedział pan Weasley – Chociaż... wszystko na to wskazuje – dodał posępnie.

- Tak, założę się, że to oni! – oświadczył nagle Ron – Tato, w lesie spotkaliśmy Dracona Malfoy'a, i wiesz, do czego się prawie przyznał? Do tego, że wśród tych zamaskowanych był jego ojciec!

Dwie wersje Lucka zbledli.

A wszyscy dobrze wiemy, że Malfoy'owie służyli Sam-Wiesz-Komu!

- Ale co zwolennicy Voldemorta... – zaczął Harry, a wszyscy się wzdrygnęli, bo, jak większość czarodziejów, Weasley'owie unikali wypowiadania tego nazwiska.

Dziewczyny pisnęły przerażenia.

- Przepraszam – dodał szybko Harry – Co zwolennicy Sami-Wiecie-Kogo chcieli osiągnąć, zmuszając tych mugoli do lewitacji? Po co im to?

- Po co? – powtórzył pan Weasley i roześmiał się ponuro – Harry, to dla nich najlepsza rozrywka. Kiedy Sam-Wiesz-Kto był u władzy, wymordowano wielu mugoli, a połowy tych morderstw dokonano po prostu dla zabawy! Na pewno sobie wieczorem popili i nie mogli się oprzeć, by nie pokazać nam, ilu ich jeszcze jest. Takie miłe spotkanie po latach i demonstracja siły – zakończył z wyraźną odrazą.

- O Merlinie! – zawołały dziewczyny i kobiety przerażone.

- Banda dewiantów i psycholi – powiedział z odrazą Lord Lestrange.

- Ale jeśli to byli Śmierciożercy, to dlaczego się zdeponowali na widok Mrocznego Znaku? – zapytał Ron – Przecież powinni się ucieszyć na jego widok...

- Wysil mózgownicę, Ron – powiedział Bill.

Nie przyjaciele parsknęli szyderczym śmiechem.

- Ja nie wiem co ty widzisz w tym idiocie, Granger – powiedział niedowierzaniem Mclaggen.

- Zamknij się! – warknął Hugo.

- Jeśli to naprawdę byli Śmierciożercy, to zrobili wszystko, żeby nie trafić do Azkabanu, gdy Sam-Wiesz-Kto utracił moc, i naopowiadali o nim mnóstwo łgarstw, twierdzą, że to on zmuszał ich do zabijania i torturowania ludzi. Założę się, że jego powrót przeraziłby ich jeszcze bardziej niż nas wszystkich. Wyparli się go, zaprzeczyli, że kiedykolwiek mieli z nim coś wspólnego, wrócili do normalnego życia... Chybaa by ich nie potraktował łaskawie, gdyby wrócił, prawda?

Lucek i Severus przełknęli ślinę.

- Więc... ci, którzy wyczarowali Mroczny Znak... – powiedziała powoli Hermiona – zrobili to, żeby okazać poparcie Śmierciożercom, czy po to, żeby ich wystraszyć?

- Trudno tu mieć pewność, można tylko przypuszczać, Hermiono – rzekł pan Weasley – Ale powiem ci jedno... tylko Śmierciożercy wiedzą, jak go wyczarować. Byłbym bardzo zaskoczony, gdyby się okazało, że osoba, która to zrobiła, nie była kiedyś Śmierciożercą, nawet jeśli już nim przestała być...

- Jestem ciekawy, kim on był. Barty może nam kogoś podsuniesz? – spytał Harry, patrząc na niego. Ludzie wymienili spojrzenia.

- Słuchajcie, jest już bardzo późno, a jeśli wasza matka dowie się, co tu się stało, będzie się zamartwiać ze strachu. Prześpijmy się trochę, złapmy jakiś wczesny świstoklik i wynośmy się stąd jak najszybciej – Harry wlazł na swoje górne łóżko, a w głowie miał zamęt. Wiedział, że powinien odczuwać zmęczenie – była już prawie trzecia w nocy – ale czuł się rozbudzony i zaniepokojony. Trzy dni wcześniej – teraz wydawało się, że było to o wiele dawniej – obudził się z bolącą blizną. A tej nocy, po raz pierwszy od trzynastu lat, znak Lorda Voldemorta pojawił się na niebie.

- Wiem jedno: Jeśli moja blizna mnie boi Voldemort jest blisko – stwierdził Harry – i będę musiał z nim walczyć nawet za cenę mojego życia.

- PRZESTAŃ TAK MÓWIĆ – ryknęły kobiety i dziewczyny z jego rodziny przerażone.

- Tylko ja go mogę pokonać. Mam wam przypomnieć przepowiednię dotyczącą mnie? Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana... Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli. A narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca... A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie on miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna... I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje... Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...

- Nie pozwolę ci walczyć sam – powiedziała Ginny, mając łzy w oczach – Siedzimy w tym razem, bo jesteś moim mężem i nie ma żadnej dyskusji! – krzyknęła, kiedy Harry otwierał usta. Goście z przyszłości wymienili przerażone spojrzenia.

- Jestem z tobą, Harry – oznajmili Ron i Hermiona – Nie pozwolę ci walczyć sam z tym psycholem.

- Nie chce nikogo narażać – rzekł Harry.

- Harry, bracie – zaczął Fred.

- Nie masz nic – ciągnął George.

- Do gadania i bądź...

- Grzecznym chłopcem.

- I słuchaj się starszych – skończyli razem.

- Jesteś naszym bratem, od kiedy uratowałeś naszą małą siostrzyczkę z Komnaty Tajemnic – powiedzieli Bill i Charlie.

- Nie jestem mała! – warknęła Ginny.

Co to wszystko oznacza? Pomyślał o liście, który napisał do Syriusza przed opuszczeniem Privet Drive. Czy Syriusz już go dostał? Kiedy odpowie? Harry leżał, patrząc w płócienny dach namiotu, ale tym razem żadne fantazje nie pomagały mu zasnąć.

'Gdyby była tam Ginny'. Pomyślał Harry.

Charlie zaczął już chrapać, ale długo jeszcze trwało, zanim Harry'ego wreszcie zmorzył sen.

- Koniec rozdziału – oznajmiła Alina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...