czwartek, 8 sierpnia 2024

Rozdział 10 Czara


- Teraz ja. Panno Anderson, czy mógłbym dostać książkę? – poprosił Marcus, uprzejmym tonem.

- Ależ oczywiście, Lordzie Lestrange – odparła równie uprzejmym tonem.

Rozdział 10

Chaos w ministerstwie

- Jak zwykle! – jęknęła Molly I – chciałam się wtedy z tobą kochać, Arturze – dodała i w niego wtuliła się w męża.

- Ja też – mruknął do żony.

- Dokładniej wolę nazywać to burdelem na kółkach – powiedział z typową ironią Marcus. 

Pan Weasley obudził ich po paru godzinach snu. Użył magii, by zwinąć i spakować namioty, i opuścili kemping tak szybko, jak się dało, mijając po drodze stojącego w drzwiach swego domku pana Robertsa. Wyglądał na oszołomionego; pomachał im ręką i zawołał: "Wesołych świąt!"

- Chyba pomylił pory roku – stwierdził Rolf.

- Nic mu nie będzie - powiedział cicho pan Weasley, kiedy znaleźli się na wrzosowisku – Osoba, której zmodyfikowano pamięć, bywa czasami trochę rozkojarzona, ale to trwa krótko... A przecież sporo musieli mu wymazać z pamięci. 

Wnuki Artura tylko machnęli teatralne rękami.

- Skoro dziadziu tak mówi, to tak jest – oznajmili.

- Kiedy zbliżali się już do miejsca, gdzie leżał świstoklik, usłyszeli ponaglające głosy, a kiedy do niego dotarli, zobaczyli sporą grupkę czarownic i czarodziejów tłoczących się wokół Bazyla, strażnika świstoklika; wszyscy chcieli jak najszybciej opuścić tę okolicę. Pan Weasley odbył z Bazylem pośpieszną rozmowę i stanęli w ogonku. Wkrótce udało im się skorzystać ze starej opony, i zanim słońce wzeszło na dobre, znaleźli się z powrotem na wzgórzu Stoadshead. W bladym świetle brzasku przeszli przez Ottery St. Catchpole i polną drogą ruszyli ku Norze, nie rozmawiając wiele, bo wszyscy byli bardzo zmęczeni i myśleli tylko o śniadaniu.

- Dodatkowo o spaniu i kąpieli – dodały Hermiona i Ginny.

Kiedy minęli ostatni zakręt alejki i zobaczyli Norę, rozległ się głośny krzyk, który potoczył się echem po wrzosowisku.

- Och, dzięki Bogu, dzięki Bogu!

- Mamusia! – zawołały panie Weasley i pani Potter, a Molly nie mogła się powstrzymać i przytuliła je mocno do siebie – Kocham cię mamusiu.

- To mi się nigdy nie znudzi – oznajmiła wzruszona pani Weasley, tuląc wszystkie córki do swojej piersi.

- Ja tam nie mam zamiaru tego zmieniać mamusiu –mruknęły zadowolonym głosem, bo poczuły od Lady Weasley bezwarunkowo miłość, ale też miały głos nieznoszący sprzeciwu, wtulając się w mamę jeszcze bardziej – bo mamusia zawsze będzie moją mamusią, boja jestem panią Weasley.

Pani Weasley, która najwyraźniej czekała na nich przed domem, wybiegła ku nim w bamboszach. Twarz miała bladą i napiętą, a w ręku trzymała zwinięty w trąbkę egzemplarz "Proroka Codziennego".

- Arturze... tak się martwiłam... tak się martwiłam... – Zarzuciła panu Weasley'owi ręce na szyję 

Molly wtuliła się teraz w męża, a ten pocałował ją w znak, a Molly wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia.

- Twoje miejsce jest na moich kolanach, Lady Weasley – wyszeptał.

- Oczywiście, Lordzie Weasley – i patrzyli na siebie z iskierkami miłości Fabian i Gildeon kaszleli charakterystycznie.

- Wiesz co, spaliłem nasze piżamki, bo nie potrzebujemy ich zresztą i tak śpimy nago – mówił Artur do jej ucha, ignorując swoich szwagrów. Molly zachichotała.

- Kochanie, wspaniale się spisałeś – odparła do niego ucha podniecona – Pani Weasley jest z pana taka dumna.

- Kocham cię – mruknął Artur i pocałował ją w policzek – a moim marzeniem jest, żebyś dla mnie chodziła nago, bo dla mnie jesteś najpiękniejszą i najseksowniejszą kobietą, mając na sobie tylko biżuterie i szpilki na wysokim obcasie – Molly zarumieniła się mocno i patrzyła na Artura z taką miłością, że po mino wieku uważał ją za najpiękniejszą, najseksowniejsza i najcudowniejszą kobietą.

- Możecie przestać szeptać – powiedzieli synowie oraz Fabian i Gildeon.

- Zaraz rzygnę od tej słodyczy – mruknął pod nosem Lestrange.

i „Prorok Codzienny" wypadł jej z rąk. Spojrzawszy na pierwszą stronę gazety, Harry odczytał wielki nagłówek: PANIKA PODCZAS FINAŁU MISTRZOSTW SWIATA W QUIDDITCHU, a pod nim drgające, czarno-białe zdjęcie Mrocznego Znaku ponad wierzchołkami drzew.

- Nic wam się nie stało... – wymamrotała pani Weasley, puszczając męża i spoglądając po nich zaczerwienionymi oczami – Żyjecie... och, chłopcy... – I ku zaskoczeniu wszystkich, złapała Freda i George'a i przyciągnęła ich tak gwałtownie do siebie, że stuknęli się głowami.

- Och to słodkie! – zawołały żony bliźniaków.

- Słodkie, kiedy własna matka chce cię udusić z miłości? – spytali Fred i George.

- Faceci – mruknęły i wywróciły oczami – ja tam uwielbiam, kiedy mamusia mnie przytula – Molly nie trzeba było dwa razy powtarzać. Przytuliła Nicole i Angelinę, a te mocno się wtuliły do jej piersi.

- Au! Mamo, udusisz nas...

- A ja krzyczałam na was, zanim odeszliście! – powiedziała pani Weasley, zaczynając płakać. - Tylko o tym myślałam przez cały czas Myślałam... co by było, gdybyście trafili w ręce Sami-Wiecie-Kogo, a ostatnią rzeczą, jaką usłyszeliście z moich ust, była wymówka, że dostaliście tak mało sumów! Och, Fred... och, George...

- Dobrze już dobrze, mamuś. My ciebie też kochamy – oznajmili Fred i George, a ta zalała się łzami i przytuliła ich mocno do siebie. Mimo że miała szpilki na wysokim obcasie, była niższa od swoich synów – Świetnie wyglądasz, mamo!

- Dziękuję – odpowiedziała promiennie.

- Uważam, że mama wygląda świetnie i młodziej – oznajmili Fred i George – prawda? – spytała się swoich braci.

- Mamusia świetnie wygląda, takie 10 na 10 – odpowiedzieli synowie, oprócz Percy'ego.

- Percy? – spytał Bill – Dlaczego nic nie mówisz? Zatkało cię, że mamusia jest laską?

- Uważam, że powinna zmienić – zaczął oficjalnym głosem, ale Molly go już nie słuchała. Przerwała mu szczęśliwym głosem, bo krzyknęła.

- Dziękuję moi synkowie! – i przytuliła wszystkich synów, oprócz Percy'ego, a ci wyszczerzyli się do niego głupkowato – mamusia was wszystkich kocha!

- Daj już spokój, Molly, przecież sama widzisz, że jesteśmy wszyscy żywi i cali – uspokajał ją pan Weasley, odciągając od bliźniaków i prowadząc ku domowi. - Bill - dodał półgłosem – weź tę gazetę, chcę zobaczyć, co napisali... – Kiedy wszyscy stłoczyli się w maleńkiej kuchni, a Hermiona zrobiła pani Weasley kubek bardzo mocnej herbaty,

- Dziękuję skarbie - powiedziała Lady Weasley do Hermiony

do której pan Weasley dolał trochę Starej Ognistej Whisky Ogdena,

- To dlatego... – zaczęła, ale Artur zatkał jej usta. Wnuki i synowie popatrzyli na nich w szoku.

Bill wręczył ojcu gazetę. Pan Weasley przebiegł wzrokiem pierwszą stronę, a Percy zaglądał mu przez ramię.

- Wiedziałem — westchnął pan Weasley – Ministerstwo działało nieudolnie...

- Tatusiu to było wiadomo od początku kadencji pana Croucha i ministra Magii Knota, że w ministerstwie są ludzie nieogarnięci życiowo – oznajmiła Hermiona.

- I my musieliśmy ratować ludzkość najpierw jako trójka dzieci, a teraz trójka jako nastolatków – rzekł Ron.

- I najważniejsze, że ani Knotowi, ani Crouchowi nie staje, kiedy Ropucha robi im dobrze – zadrwiła Ginny, a cała trójka zrobiła się czerwona.

- Pani Potter, po co ten komentarz? – zapytał Drops.

- No taka jest prawda, panie dyrektorze – wtrąciły się dwie wersje madame Bones, a starsza wersja dodała:

- Wiele razy słyszałam jęki w ministerstwie z gabinetu pani Umbridge i głosy dodatkowo dwóch osób podobnych do panów Knota i Croucha, którzy warczeli na nią, że nie robi im dobrze tak, jak, by chcieli – Wszyscy popatrzyli na nich w szoku, a później jęknęli.

- Zaraz puszcze pawia!

- Dolores powinnaś się leczyć. Rozumiem, zaspokajasz swoje potrzeby z jednym mężczyzną czy tam z kobietą – oznajmiła Carolina szoku – ale, że z dwoma!

- Seksuolog się nazywa ten specjalista – dodały dwie wersje Lily. Dolores wychodziła z siebie, tak samo, jak Knot i Crouch.

- Zamknijcie się wy wstrętne baby! – warknęła Augusta. Wstała wściekła, mimo że była w podeszłym wieku, teraz była kobietą z pazurem i miała ochotę dać im nauczkę.

- Lady Longbottom proszę usiąść – powiedział Drops.

- Nie będzie.... – zaczęła pani Longbottom, ale jej córka przytuliła się do jej piersi, ta momentalnie objęła ją mocno i tuliła ją do swojej piersi, uspakajając się – Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo Cię kocham, córeczko.

- Ja Ciebie też kocham bardzo mocno, mamusiu.

- Od chwili kiedy Frank powiedział, że jesteście razem, to od tej chwili jesteś moją córeczką – i pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczucia, jakie do niej żywiła Alicja I westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w mamę jeszcze bardziej. Obie stały w szpilkach ma wysokim obcasie i idealnie dobrane ubrania podkreślając kobiece wdzięki, a młodsza kobieta tuliła się do starszej kobiety. Mężczyźni i chłopaki patrzyli się na Augustę cały czas, więc wreszcie spytała – Słucham?

- Mamusia wygląda doskonale, dlatego się patrzą – stwierdziła Alicja I. Augusta uśmiechnęła się czule do córki.

- Moim zdaniem prababcia wygląda cool – oznajmił Fred II.

- Dziękuję, kochanie – odparła wzruszona pani Longbottom.

- Cała przyjemność po mojej stronie, prababciu.

przestępcy nie zostali schwytani... brak należytego zabezpieczenia... czarnoksiężnicy uciekli nierozpoznani... hańba narodowa... Kto to napisał? No tak... oczywiście... Rita Skeeter.

- Mnie próbowała zarzucić oszustwo, że kantowałem podczas egzaminów na mistrza eliksirów. Na całe szczęście miałem trochę oszczędności i stypendium naukowe przyznane przez Międzynarodowe Towarzystwo Mistrzów Eliksirów to musiała odwołać to, co zamierzała napisać na mój temat – powiedział Marcus.

- Ona tylko wypunktowała nasze braki. Powinieneś to zaopatrzyć Crouch skoro byłeś Szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, a nie robić sobie dobrze w krzakach z Knotem i Ropuchą – oznajmiła Nimfadora.

- Jak śmiesz! – warknęli.

- Słownictwo do Lady – odpowiedziała pani Lupin.

- Ona się uwzięła na Ministerstwo Magii! –  zawołał oburzony Percy – W zeszłym tygodniu pisała, że marnujemy czas na jałowe spekulacje na temat grubości denek kociołków, a powinniśmy zająć się likwidacją wampirów! Jakby nie było specjalnie zaznaczone w paragrafie dwunastym Wytycznych w sprawie traktowania nieczarodziejskich, częściowo ludzkich istot...

- Wujku Percy, wyświadcz nam przysługę – powiedzieli synowie jego rodzeństwa – i zamknij się – Percy zrobił się czerwony.

- Percy, wyświadcz nam łaskę – powiedział Bill, ziewając – i zamknij się.

- Pisze o mnie – rzekł pan Weasley, a w miarę czytania oczy za okularami rozszerzały mu się coraz bardziej.

- Co piszą, tatusiu? – zapytała Charlotte pana Weasley'a. Artur uśmiechnął się czule do córki.

- Gdzie? – krzyknęła pani Weasley, krztusząc się herbatą z whisky – Gdybym to zobaczyła, wiedziałabym, że jesteś żywy!

- Bez nazwiska – powiedział pan Weasley – Posłuchajcie: Jeśli przerażeni czarodzieje i czarownice, którzy niecierpliwie wyczekiwali jakichś wiadomości na skraju lasu, spodziewali się należytej informacji ze strony Ministerstwa Magii, to srodze się zawiedli. W jakiś czas po ukazaniu się Mrocznego Znaku z lasu wyszedł pewien urzędnik z ministerstwa i oświadczył, że nikt nie został ranny,

- Na szczęście – odetchnęły z ulgą kobiety.

ale odmówił udzielania informacji. Wkrótce się dowiemy, czy to oświadczenie uspokoi pogłoski o kilku ciałach usuniętych z lasu w godzinę później...

- Straszna z niej jędza! – warknęła Hermiona – ale już wam nie będzie przeszkadzać, tatusiu – dodała cukierkowym głosem.

- Hermiono lepszym tonem byłoby nazwanie rzeczy po imieniu. Ona to jest suka – stwierdził Lord Lestrange, parodiując Dumbledore'a.

- Co zrobiłaś, skarbie? – spytali dwie wersje Artura.

- Nic takiego, tatusiu – odparła beztrosko Hermiona i przytuliła się mocno do Artura.

- Hermiono, powiedz wujkowi, co zrobiłaś tej biednej Ricie? – spytał młodszy Łapa.

- Wszystkiego się dowiesz wujku Syriuszu – oznajmiła mu pani Weasley – W ostatnim rozdziale.

- Też mi coś! – zawołał ze złością pan Weasley, oddając gazetę Percy'emu – Nikt nie został ranny, więc niby co miałem im powiedzieć? Pogłoski o kilku ciałach usuniętych z lasu... Jakie pogłoski? Pogłoski zaczną się dopiero wtedy, kiedy ludzie przeczytają, co ona tu powypisywała – Westchnął głęboko – Molly, chyba będę musiał udać się do ministerstwa, trzeba będzie to wszystko jakoś doprowadzić do porządku.

Molly popatrzyła na Croucha i Diggory'ego morderczym wzrokiem.

- Wynagrodzę ci to, kochanie – wyszeptał starszy Artur do żony.

- Kiedy się ubierałeś i nie patrzyłeś, ubrałam specjalne dla ciebie, to znaczy nie ubrałam żadnej bielizny – oznajmiła starsza Molly i uśmiechała się do niego psotnie.

- Jesteś bardzo niegrzeczną dziewczynką Lady Weasley – powiedział to takim głosem, że kobiecie zrobiło się gorąco – I co ja mam z panią zrobić, Lady Weasley?

- Musi mnie pan ukarać, Lordzie Weasley. Rozebrać mnie i mnie przelecieć – odparła Molly niezwykle erotyczne do jego ucha.

- Byłaś niegrzeczną dziewczynką, więc kara musi być – mruknął Artur. Miał iskierki w oczach, patrząc na nią.

- Tak, Lordzie Weasley – mruknęła dziecięcym głosem i wtuliła się w męża.

- Lecę z tobą, ojcze – oświadczył z powagą Percy – Pan Crouch będzie potrzebował wszystkich rąk do pracy. I będę mógł mu oddać osobiście mój raport na temat kociołków.

- A nie twojego języka i twojej dłoni na jego tak zwanej męskości, Weatherby, żebyś robił mu dobrze i żeby mu stanął? – spytała słodko Penelopa – Musisz zrobić mu tak, Percy – i jakby trzymała penisa, poruszyła ręką w górę i dół. Większość ludzi ryknęła śmiechem, a niektórzy leżeli ze śmiechu na podłodze, śmiejąc się wniebogłosy. Percy i Barty dyszeli z wściekłości.

- Penelopo! – skarciła ją dwie wersje pani Weasley nie próbując się powstrzymać śmiechu.

- Penelopa, jesteś najlepsza! – zawołała ze śmiechu Ginny.

I wybiegł z kuchni.

- Arturze, przecież masz urlop. Ta sprawa nie ma nic wspólnego z twoim departamentem. Na pewno poradzą sobie bez ciebie.

- Bo ja cię potrzebuję – wyszeptała Molly płaczliwie.

- Muszę tam być. To ja pogorszyłem całą sytuację. Tylko się przebiorę i już mnie nie ma.

- Uuu, Weasley pogorszyłeś sytuacje! – zadrwili Lucek.

- Babcia Cyzia jest smutna z twojej męskości, dziadku, bo ona chce, żeby ci stanął i był duży! – odparowała Rose. Alina udała, że kaszle, a naprawdę powstrzymywała się od śmiechu.

- Nie mów do mnie dziadku! – warknęli dwie wersje Lucka.

- Nie będziesz mi mówił jak mam do ciebie mówić! – odparowała pani Malfoy.

- Lucek masz małego! – zadrwili dwie wersje Artura.

- Niestety – stwierdziła Cyzia – nie mam nawet za co chwycić.

- Pani Weasley – odezwał się nagle Harry, nie mogąc już dłużej wytrzymać – czy Hedwiga nie przyniosła mi czasem listu?

- Hedwiga? – powtórzyła pani Weasley niezbyt przytomnie – Nie... nie... nie było żadnej poczty.

- Mamusia miała chyba nadzieję na cimcirmici z tatusiem, a tatuś musiał iść do ministerstwa, dlatego mamusia była taka zła – powiedzieli Fred i George beztrosko, a Molly i Artur zarumienili się mocno.

- Nawet nie wiecie, jak bardzo macie rację – mruknęła starsza Molly czerwona.

- CO!! – ryknęli Fred i George, patrząc wielkimi oczami i z otwartą szczęką na matkę.

- No co, też mamy swoje potrzeby – odparła.

- Ty i ojciec wy... – zaczął Bill z niedowierzaniem – Nie chcę wiedzieć.

- Tak, kochamy się tak samo jak ty i Fleur – stwierdził starszy Artur – Jak inne normalne małżeństwa.

Ron i Hermiona spojrzeli z ciekawością na Harry'ego. Rzucił im znaczące spojrzenie i powiedział:

- Ron, nie masz nic przeciwko temu, żebym poszedł do twojego pokoju i zostawił tam swoje rzeczy?

- Ależ skąd... ja chyba też pójdę – odrzekł natychmiast Ron – A ty, Hermiono?

- Tak, ja też – odpowiedziała szybko i wszyscy troje opuścili kuchnię i wpadli na schody.

- Oho tajne zebranie – oznajmiła Fay.

- Co jest grane, Harry? – zapytał Ron, gdy tylko zamknęli za sobą drzwi od jego sypialni na poddaszu.

- Jest coś, o czym wam nie powiedziałem. Kiedy obudziłem się w niedzielę rano, znowu bolała mnie blizna.

Matki popatrzyły na Harry'ego przerażone tak samo jak jego siostry.

Reakcja Rona i Hermiony dokładnie odpowiadała temu, co sobie wyobrażał, leżąc w sypialni przy Privet Drive. Hermionę na chwilę zatkało, po czym natychmiast zaczęła mu udzielać rad, wymieniając mnóstwo książek i różne autorytety, począwszy od Albusa Dumbledore'a, a skończywszy na pani Pomfrey, szkolnej pielęgniarce.

- Zmieniłam zdanie na temat Albusa Dumbledore'a – powiedziała głośno Hermiona. 'Bo nie wiedzą, jakie tajemnice kryję dla większego dobra'. Pomyślał Albus ze smutną miną. 'Harry, to dla ciebie wszystko robię, byś miał równe szanse w pojedynku z Voldemortem'. Alina spojrzała wymownie na starca, ale nic nie powiedziała.

Ron po prostu gapił się na niego w osłupieniu.

- Ale... jego tam nie było, prawda? No... Sam-Wiesz-Kogo... To znaczy... przecież ostatnim razem, jak cię bolała blizna, on był w Hogwarcie...

- I musieliśmy ratować ludzkość. Co to dla nas – dodał Ron beztrosko.

- Dlatego, kiedy coś się dzieje, to zawsze wasza trójka tam jest? – spytała Minne Harry'ego, Hermiona i Rona.

- Lubimy dreszczyk emocji – odparł Ron wesoło, a Hermiona wtuliła się w męża.

- Na Privet Drive go nie było, tego jestem pewny – odpowiedział Harry – Ale mi się przyśnił... on i Peter... no wiecie, Glizdogon.

- Ten śmieć cię już nie dotnie, kochanie – mruknął jej do ucha Ron, bo Hermiona, kiedy usłyszała przezwisko tego śmiecia, w jednym momencie się do niego wtuliła.

- Przy tobie czuje się taka bezpieczna – odparła pani Weasley – zwłaszcza kiedy jesteś we mnie – wyszeptała, a on objął ją i przytulił do swojej piersi.

- Teraz już tego dokładnie nie pamiętam, ale na pewno spiskowali, żeby... zabić... kogoś. Przez chwilę był bliski powiedzenia "mnie", ale nie mógł pozwolić na to, by Hermiona jeszcze bardziej się wystraszyła.

- Ja cały czas byłam tym przerażona, bo wiedziałam, że chodzi o Harry'ego – mruknęła pani Weasley.

- To się nie dzieje naprawdę, to jest tylko koszmar, z którego się obudzę –

 mówiły najbliższe kobiety pana Pottera.

- No nie jest sen, to rzeczywistość – mruknął Colin I.

- To tylko sen – powiedział Ron, starając się, by jego głos zabrzmiał krzepiąco – Po prostu nocny koszmar.

- Taak... Ale czy na pewno? – zapytał Harry, odwracając się, by spojrzeć przez okno na jaśniejące niebo – Trochę to dziwne, nie uważacie? Boli mnie blizna, a trzy dni później widzimy maszerujących Śmierciożerców i znak Voldemorta na niebie.

Większość pisnęła przerażona, zwłaszcza dziewczyny, kiedy usłyszała imię Voldemorta.

- Przestań... wymawiać... jego... imię! – wycedził Ron przez zaciśnięte zęby.

- A pamiętacie, co powiedziała profesor Trelawney? – ciągnął Harry, ignorując uwagę Rona – Pod koniec roku? – Profesor Trelawney była nauczycielką wróżbiarstwa w Hogwarcie.

Ron i Harry wymienili spojrzenia.

Hermiona prychnęła pogardliwie.

- Och, Harry, chyba nie przywiązujesz wagi do tego, co mówi ta stara oszustka!

- Nie jestem oszustką! – zawołała wściekła Sybilla, jestem wnuczką znanej wam Kasandry Trelawney.

- Na waszym miejscu bym jej ignorowała, ani jej przepowiedni – odezwała się Alina. Wszyscy zwrócili na nią wzrok, nawet Malfoy'owie, Knot i Umbridge.

- Dlaczego, Anderson jesteście psiapsiółkami? – zadrwił Cormac.

- Zdziwisz się, ale tak. Mam wam przypomnieć, że moja rodzina pochodzi od wieszczki żyjącej w czasach Merlina i założycieli?

- Panno Anderson, czy możemy wiedzieć, jak się nazywała ta wieszczka? – poprosił Dumbledore. Młoda kobieta przez dłuższą chwilę patrzyła na starca, analizując jego myśli, po czym spojrzała na każdego z osobna, świdrując ich wzrokiem, zupełnie jak dyrektor. Po chwili opowiedziała:

- Dowiecie się... ale w następnej książce. Marcus, proszę, czytaj dalej.

- Ciebie tam nie było. Nie słyszałaś jej. Wyglądała zupełnie inaczej niż na lekcjach.

- Właśnie Granger nie było cię! – warknęła Lavender.

- Nazywam się Weasley, Brown! – odparowała Hermiona.

Mówiłem wam, wpadła w trans... i wcale nie udawała. Powiedziała, że Czarny Pan znowu odzyska swą moc... stanie się jeszcze bardziej potężny i straszny niż przedtem... a zdoła to uczynić, bo wróci jego sługa... a tamtej nocy uciekł Glizdogon.

- Zabiję tego skurwysyna! – warknęli dwie wersje Huncwotów, a ich żony popatrzyli na nich przerażone.

Zapadło milczenie. Ron wpatrywał się nieprzytomnym wzrokiem w dziurę w swojej narzucie na łóżko, pokrytej wizerunkami Armat z Chudley.

- Harry, dlaczego pytałeś o Hedwigę? – odezwała się w końcu Hermiona – Spodziewasz się listu?

- Wujku Syriuszu bardzo za tobą tęskniłam – mruknęła Hermiona. Łapa przytulił ją do siebie, a ta wtuliła się w niego – Stałeś się dla mnie jak ojciec – a Łapa pocałował ją w czoło. Hermiona westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Łapę jeszcze bardziej.

- Zawsze będziesz moją księżniczką Hermiono – odezwał się Łapa.

- Napisałem o bliźnie Syriuszowi – odrzekł Harry, wzruszając ramionami – Czekam na jego odpowiedź.

- Dobry pomysł! – ucieszył się Ron – Założę się, że Syriusz będzie wiedział, co zrobić!

- Dzięki, że we mnie wierzysz, Ron – powiedział Łapa. Severus prychnął.

- Miałem nadzieję, że odpowie mi szybko.

- Ale przecież nie wiemy, gdzie on jest... Może być w Afryce... wszędzie – powiedziała rozsądnie Hermiona.

- W tamtym czasie byłem w Egipcie – stwierdził Łapa. Znalazłem miejsce na budowę pałacu dla mojej żonki. Znalazłem architekta do budowy pałacu i spotkałem się z nim w miejscu przyszłej budowy. Poprosiłem o ściągnięcie robotników i zrobienie fundamentów oraz wielkiej alei koło palmy z mnóstwem posągów. Będzie to aleja imienia "Mnóstwa Posągów". Opowiedziałem o dalszych planach, wskazując miejsce na ogrody, w którym będą figowce, bananowce, daktylowce, wierzby płaczące, brzozy..., a niedaleko, w centralnym miejscu, ma stać ogromny, przestronny pałac mojej żonki. Na dziedzińcu będą tancerki ruszające biodrami. Architekt był pod wielkim wrażeniem – mruknął coś pod nosem i wywrócił oczami. Sala popatrzyła na Łapę z niedowierzaniem, a Marlene pocałowała go namiętnie w usta.

- Dla Hedwigi to może być długa i wyczerpująca podróż, może trwać parę dni.

- Tak, wiem – zgodził się Harry, ale czuł jakiś zimny ciężar w żołądku, gdy patrzył przez okno na niebo, na którym nie widać było Hedwigi.

- Wszystko będzie dobrze kochanie – mruknęła, tuląc Ginny Harry'ego.

- Chodź, Harry, poćwiczymy sobie Quidditcha w ogrodzie – powiedział Ron – No chodź... trzech na trzech, Bill, Charlie, Fred i George na pewno zagrają... wypróbujesz zwód Wrońskiego...

- Ron – powiedziała Hermiona takim głosem, jakby chciała jeszcze dodać "mógłbyś być choć odrobinę bardziej wrażliwy" – Harry nie chce teraz grać w Quidditcha, niepokoi się i jest zmęczony, wszyscy powinniśmy się przespać...

- Z tobą to czysta przyjemność – mruknął Ron do Hermiony.

- Ależ tak, chętnie pogram – oświadczył nagle Harry – Poczekaj, tylko wyjmę Błyskawicę.

- Moja krew – powiedzieli dwie wersje Rogacza.

Hermiona wyszła z pokoju, mrucząc pod nosem coś, co brzmiało jak: "Ach, ci chłopcy!"

- Chłopcy zawsze będą chłopcami – mruknęła Charlotte.

W ciągu następnego tygodnia pan Weasley i Percy mało przebywali w domu. Obaj wychodzili wczesnym rankiem, kiedy reszta rodziny spała, i wracali wieczorem, już po kolacji.

Pani Weasley była smutna, bo pana Weasley'a nie było.

- Ale kocioł – powiedział im Percy z ważną miną w niedzielny wieczór poprzedzający ich wyjazd do Hogwartu – Przez cały tydzień istna kanonada – Ludzie przysyłają mnóstwo wyjców, no, a wiecie, jak się od razu nie otworzy wyjca, wybucha.

- Cały Hogwart słyszał o mamusi wyjcu dla Rona i Harry'ego – oznajmiła z uśmiechem na twarzy Angelina do Molly.

Biurko mam całe popalone, a z mojego najlepszego pióra pozostała kupka popiołu.

- Idź do pana Croucha na pewno cię pocieszy – powiedzieli Fred i George.

- ODPIERDOLCIE SIĘ O MNIE! – ryknął Percy.

- Urzędnik ministerstwa nie powinien brzydko mówić! – skarciła go Penelopa – Crouch zrób mu dobrze, a od razu zmieni zdanie – Percy i Barty patrzyli na nią wściekli, a sala parsknęła śmiechem.

- Dlaczego przysyłają wam wyjce? – zapytała Ginny, która leżała na dywanie przed kominkiem i sklejała magiczną taśmą wysłużony egzemplarz Tysiąca magicznych roślin i grzybów – Skarżą się na brak należytego zabezpieczenia podczas mistrzostw świata – odpowiedział Percy.

- Nie dziwię się – stwierdziła Nimfadora – skoro pan Crouch i pan Knot bzykali pannę Umbridge w krzakach, zamiast pilnować porządku – Cała trójka wyskoczyła z krzeseł wściekła, ale Victoire stanęła między ową trójką a swoją mamę.

- Moja mamusia jest nietykalna przez takich kretynów, jak wy, więc ja, jako jej córeczka bardzo ładnie proszę, usiądźcie na swoich czterech literach albo poznacie ból, który wam sprawię.

- Domagają się odszkodowań za zniszczoną własność prywatną. Na przykład Mundungus Fletcher żąda rekompensaty za namiot z dwunastoma sypialniami i jacuzzi.

- W tym pałacu jest jacuzzi – odparł Łapa.

- Kochanie, skoro kupiliśmy małą wyspę na Bahamach, to sprawimy sobie pałacyk? – spytała męża Euphemia – z regulaminem, że kobiety chodzą tylko w bikini i muszą mieć na stopach szpilki na wysokim obcasie. I co najważniejsze umieć w nich chodzić z gracją i wdziękiem, a mężczyźni muszą mieć z gołe i seksowne sześciopaki, bo bez sześciopaka nie wpuszczamy – mówiła Euphemia słodkim głosem.

- Świetny pomysł, kochanie – odparł Fleomont – No albo bez bikini – dodał jej do ucha – ja bym wolał bez, tylko z biżuterią i szpilki na wysokim obcasie i kochanie się ze swoją żoną na całego.

- Nie będę parodiować naga przy rodzinie i przyjaciołach, Fleomont – odezwała się zarumieniona pani Potter.

- Chwilę moment, kupiliście wyspę!? – krzyknęli Rogacze, a reszcie rodziny jak i osobom w sali opadły szczęki.

- Tak – powiedzieli jego rodzice.

- Super! – zawołały kobiety i dziewczyny – Chce pokazać trochę wdzięków i chce się opalić, a regulamin bardzo mi się podoba!

- Dziękuję. Sama to wymyśliłam – oznajmiła Lady Potter z bananem na twarzy.

- To kiedy jedziemy? – spytali podnieceni chłopcy i mężczyźni z rodziny i przyjaciół.

Ale nie ze mną te numery, wiem, że spał pod płaszczem umocowanym do czterech kijków – Pani Weasley zerknęła na stary zegar w rogu. Harry'emu bardzo się podobał. Nie pokazywał godzin i minut, ale udzielał wszystkich niezbędnych informacji. Miał dziewięć złotych wskazówek; na każdej było wygrawerowane imię jednego z członków rodziny Weasley'ów.

- Mrużko! – zawołała Lady Weasley. Przed kobietą pojawiła się Mrużka, wyprostowała z elegancką sukienką ze szpilkami na wysokim obcasie.

- Co Mrużka może dla pani zrobić, Lady Weasley? – spytała.

- Kojarzysz może zegar z kuchni, co ma dziewięć wskazówek?

- Tak, pani!

- Trzeba go przerobić – oznajmiła Molly – trzeba dodać wskazówki moich dzieci. Dodaj wskazówki Fleur, Charlotte, Nicole, Angelinę, Harry'ego, Hermiony, Jesscia, Colina, Denisa, Luny i Gabriele. Zrobisz to dla mnie, kochaniutka?

- Oczywiście, że tak pani!

- Świetnie! – ucieszyła się lady Weasley i zniknęła, a Molly nim się zorientowała była duszona przez swoje córki.

- Dziewczynki udusicie swoją matkę! – upomniał je pan Weasley.

- Przepraszamy! – i puściły ją, kiedy się opamiętały.

- Nic się nie stało – wydukała pani Weasley trochę obolała. Jej córki były wzruszone, że kazała Mrużce dodać wskazówki do rodzinnego zegara, więc pani Weasley wycałowała je po kolei po czole, a każda po kolei westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w matkę szepcząc:

- Kocham cię, mamusiu nawet nie wiesz jak bardzo – następnie męska cześć ją mocno przytuliła i pocałowała ją w czoło. Lady Weasley westchnęła zadowolonym głosem tuląjąc w swoich synów jeszcze bardziej.

Wokół tarczy nie było cyfr, tylko krótkie opisy miejsc lub sytuacji, w których każdy z członków rodziny powinien się aktualnie znajdować. Były tam więc takie słowa, jak: "dom" "szkoła" i "praca", ale i takie, jak: "zaginiony", "szpital", "więzienie", a w miejscu, gdzie zwykle jest dwunastka, widniał napis: "groźba śmierci". W tej chwili osiem wskazówek wskazywało „dom", natomiast najdłuższa, pana Weasley'a, wciąż tkwiła na pozycji! "praca". Pani Weasley westchnęła.

- Od czasów Sami-Wiecie-Kogo wasz ojciec nie musiał chodzić do pracy w weekendy – powiedziała.

- Miał za to inną pracę – mruknęła starsza Molly i zarumieniła się.

- Molly, proszę musisz mi to zrobić, bo dłużej nie wytrzymam – wyszeptał starszy Artur do ucha.

- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – rzekła pani Weasley.

 - Za ciężko tyrają. Jeśli wkrótce nie wróci, zmarnuje mu się kolacja.

- Ojciec chyba chce jakoś naprawić swój błąd – rzekł Percy – Prawdę mówiąc, palnął gafę, wydając publiczne oświadczenie bez porozumienia się z szefem departamentu...

- Z którym za bardzo się zaprzyjaźniłeś, wujku Percy – odezwał się James II – tak zwane przez urzędników "łóżko do awansów" – Percy zrobił się czerwony i chciał się rzucić na siostrzeńca.

- Nie radzę – oznajmił James II.

- Łapy wręcz od mojego męża! – warknęła Olivia.

- Nie waż się obwiniać ojca za to, co nawypisywała ta przeklęta Skeeter! – zawołała pani Weasley z oburzeniem.

- Właśnie! – oburzyła się pani Weasley – Moja mamusia ma rację, nie masz prawa obwijać mojego tatusia co napisała ta głupia Rita! – warknęła na Percy'ego.

- Hermiono nie jesteś ich córką tylko co najwyżej synową – przypomniał jej Percy.

- Jak możesz tak mówić! – zawołali państwo Weasley – Hermiona jest naszą córeczką i nikim innym!

- Jestem jej matką, a Artur jest jej ojcem! – krzyknęła Lady Weasley. Artur pokiwał głową.

- No, nie urodziłaś jej, mamo.

- I CO Z TEGO! – ryknęła Lady Weasley, patrząc na syna ze wściekłą miną – HERMIONA JEST I BĘDZIE MOJĄ CÓRKĄ, TAK SAMO JAK FLEUR, CHARLOTTE, NICOLE, JESSICA, LUNA, ANGELINA I GABRIELE SĄ TEŻ MOIMI CÓRKAMI, A HARRY, DENIS i COLIN SĄ MOIMI SYNAMI. ONI ZAWSZE BĘDĄ MOIMI DZIEĆMI CZY CI SIĘ PODOBA, CZY NIE! – córki rzuciły się na szyję pani Weasley i mocno się wtuliły.

- Naprawdę tak myślisz, mamusiu? – spytały wzruszone.

- Kocham was całym moim sercem, kochaniutkie – odezwała, a te jeszcze bardziej się wtuliły.

- Kocham cię, mamusiu – mruknęły córki zadowolonym głosem.

- Wiesz co, Percy zamknij się – powiedzieli synowie pani Weasley.

- Wiadomo, co by napisała Rita, gdyby tata nic nie powiedział – odezwał się Bill, który grał w szachy z Ronem – Już to widzę: to hańba, że nikt z ministerstwa nie zdobył się na skomentowanie sytuacji. Rita Skeeter zawsze wszystkich obsmarowuje.

- Zrobiłam z nią porządek – odezwała się Hermiona – Nie będzie już obsmarowywać mojej rodziny.

- Moja dzielna dziewczynka – powiedział Artur, a pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, kiedy Artur pocałował ją w czoło, wtulając się w męża.

Pamiętacie, raz zrobiła wywiady ze wszystkimi łamaczami zaklęć u Gringotta i nazwała mnie "długowłosym świrem".

- Tatuś jest przystojny z tymi długimi włosami i z tym kolczykiem – powiedziały córki Billa.

- Mnie nazwała "Mugolskim Prewencjuszem" – powiedział Marcus.

- Tatuś w ogóle jest cały przystojny – dodała Samanta.

- Dziękuję, moje księżniczki – odparł Bill, przytulając je do siebie.

- Proszę, tatusiu – uśmiechnęły się do niego i mocno się wtuliły. Fleur była wzruszona tą sceną.

- Bill jest przystojny, seksowny i do tego mega inteligentny, a do tego czuły i do tego jest zajebisty w łóżku – rozmarzyła się Fleur.

- Powiem Ci jedno, kochanie – wyszeptał jej do ucha – Ja, osobiście do końca naszego życia będę zaspokajał twoje potrzeby, ale pod jednym warunkiem.

- Jakim? – spytała podniecona i robiła sobie wiatr.

- Spaliłem wszystkie piżamy, więc wiesz, co to oznacza? – odparł Bill i głupkowato się uśmiechał.

- Chcesz, żebym chodziła dla Ciebie po sypialni po domu nago?

- Tak, pani Weasley, marzę o tym.

- Ale Lordzie Weasley muszę panu przypomnieć, że muszę chodzić cały czas w szpilkach na wysokim obcasie, bo połączyły się z moim stopami i moją biżuterią, Lordzie Weasley i ja Lady Weasley nie mogę ich zdjąć – dodała podnieconym głosem, a Bill pokiwał głową i dalej się uśmiechał głupkowato – a w nagrodę, kiedy będziemy razem w sypialni nadzy do końca naszego życia będę robiła ci dobrze, a ty będziesz mnie bzykał.

- Możecie przestać szeptać! – jęknął Louis – i tak się domyślam, o czym tam gadacie.

- Louis to ich prywatne sprawy! – skarciła go Samanta.

- No, bo rzeczywiście są trochę za długie – powiedziała łagodnie pani Weasley – Gdybyś mi pozwolił...

Fleur rozpuściła włosy Billowi i westchnęła, kiedy go zobaczyła.

- Zrobię ci warkoczyki – stwierdziła słodko Fleur, patrząc na Billa. Gdy to usłyszał jego rodzina i przyjaciele ryknęli śmiechem.

- Nie, mamo – W okno salonu zacinał deszcz. Hermiona zagłębiła się w Standardowej księdze zaklęć (4 stopień), której egzemplarze pani Weasley kupiła na ulicy Pokątnej dla niej, Harry'ego i Rona.

Hermiona przytuliła się teraz do Molly, a ta w nagrodę pocałowała ją w czoło. Hermiona westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w mamę jeszcze bardziej – przytulaj się do mnie, kiedy tylko chcesz, kochanie. Mamusia uwielbia, kiedy moje dzieci się do mnie przytulają – i palce Molly Weasley przesuwały się po Hermiony włosach. To było dla niej cudowne uczucie.

- Uwielbiam kiedy mamusi palce przesuwają się po moich włosach. To jest takie cudowne uczucie – mruknęła do jej piersi zadowolonym głosem i wzdychała ze szczęścia.

Charlie cerował ogniotrwałą kominiarkę. Harry polerował Błyskawicę; u jego stóp spoczywał otwarty neseser z podręcznym zestawem miotlarskim, który Hermiona podarowała mu na trzynaste urodziny.

- Moja siostrzyczka wie, co lubię najbardziej – uśmiechnął się do Hermiony.

Fred i George siedzieli w kącie, pochyleni nad kawałkiem pergaminu. Rozmawiali szeptem, a w rękach mieli pióra.

- Co wy tam robicie? – zapytała ostro pani Weasley, utkwiwszy wzrok w bliźniakach.

- Odrabiamy pracę domową – odrzekł wymijająco Fred.

- Wy i zadania domowe? Jakoś wam nie wierzę – rzekła Alicja.

- Od gapiliśmy to od naszej młodszej siostrzyczki – oznajmili beztrosko i wskazali na Hermionę – i laski lubią inteligentnych.

- Inteligentnych to tak, ale narcyzów to nie – oznajmiły Lady's Weasley – Także kochana – zwróciły się do Audrey – powinnaś dostać jakąś nagrodę, że wyszłaś za Percy'ego.

- Pewnie z czasem, kiedy robią cimcirmci Percy jęczy recytując raport na temat standardowej grubości kociołków, a Audrey jęczy, żeby zamknął swoją japę kiedy ją bzyka! – parsknął śmiechem Ron, a sala ryknęła śmiechem. Męska cześć społeczeństwa leżała ze śmiechu na podłodze, a damska chichotała. Percy i Audrey zrobili się czerwoni.

- Zamorduje cię! – warknęli przyszłe państwo Weasley na Rona.

- Nie bądź śmieszny, jeszcze są wakacje – powiedziała pani Weasley.

- No tak, trzeba to było zrobić wcześniej – powiedział Fred.

- A nie wypisujecie przypadkiem jakiejś nowej oferty? – zapytała podejrzliwie pani Weasley – Nie myślicie przypadkiem o nowych Magicznych Dowcipach Weasley'ów?

- Mamo! – zawołali oburzeni bliźniacy.

- Mamo – Fred spojrzał na nią z wyrzutem – jeśli jutro ekspres do Hogwartu wykolei się, a ja i George stracimy życie, to jak będziesz się czuła, wiedząc, że ostatnimi słowami, jakie od ciebie przed śmiercią usłyszeliśmy, były jakieś niesprawiedliwe oskarżenia? – Wszyscy się roześmiali, nie wyłączając pani Weasley.

- Och, wraca wasz ojciec! – zawołała nagle, patrząc na zegar.

- Nasz tatuś wraca! – zawołały córki pana Weasley'a, rzucając się na szyję Arturowi – Tatusiu, kocham cię.

- Mamo! – krzyknęli synowie – udusisz dziadka!

- Przepraszam, tatusiu – mruknęły zawstydzone, kiedy jęknął z ulgi, kiedy go puściły.

- Nic się nie stało, moje księżniczki – mruknął – Najwyżej wasza mamusia zrobi mi masaż – Molly zarumieniła się z podniecenia.

- Oczywiście, panie Weasley, że zrobię panu dobrze – mruknęła podniecona Molly do ucha Artura – i zrobię ci ten masaż Arturze.

Wskazówka pana Weasley'a przesunęła się z "pracy" na "podróż", a w chwilę później zatrzymała się gwałtownie na "domu" i usłyszeli jego wołanie z kuchni. 

- Idę, Arturze! – krzyknęła pani Weasley, wybiegając z pokoju.

- Tak bardzo się za tobą stęskniłam – mruknęła Molly.

Wkrótce do ciepłego salonu wkroczył pan Weasley, niosąc tacę ze swoją kolacją. Wyglądał na wykończonego.

- Awantura na sto fajerek – powiedział, kiedy usiadł w fotelu przy kominku, grzebiąc bez entuzjazmu w lekko zeschniętym kalafiorze – Rita Skeeter węszy od tygodnia, próbując wyłowić wszystkie potknięcia ministerstwa.

- Co za wstrętna baba! – warknęła Narcyza – Nie lubię jej.

Teraz dowiedziała się o zaginięciu tej biednej Berty, więc już widzę nagłówek na pierwszej stronie jutrzejszego "Proroka Codziennego". A już dawno mówiłem Bagmanowi, że trzeba kogoś wysłać, żeby ją odnalazł.

- Pan Crouch powtarza to od tygodni – wtrącił szybko Percy.

- Pan Crouch Percy za dużo papla tym swoim jęzorem, niż robi! – wtrącił się Harry. Większość ludzi parsknęła śmiechem, a Crouch zrobił się czerwony.

- Ja dużo zrobiłem! – warknął Crouch.

- Na przykład zwolniłeś Mrużkę za coś, czego nie zrobiła – odpowiedziała Hermiona – i przez Ciebie miała depresję!

- Kochanie – zwróciła się Molly do Hermiony – Mrużka jest z nami i jest członkiem naszej rodziny tak samo jak ty jesteś moją córeczką.

- Dlatego mówię ci per "mamusiu" – powiedziała pani Weasley, uśmiechając się szeroko do Lady Weasley.

- To twój obowiązek, kochanie – oznajmiła Lady Weasley.

- Nie chwaląc się, ja to rozpocząłem, że Mrużka jest członkiem naszej rodziny – odezwał się Harry wyszczerzem.

- Mrużka będzie dziękować Lordowi Potterowi do końca swojego życia – powiedział kobiecy głos. Pojawiła się Mrużka – Lady Weasley Mrużka dodała wskazówki, jak pani prosiła.

- Dziękuję, Mrużko – mówiła, podchodząc do niej z gracją i wdziękiem, następne ją przytulając.

- Pani jest taka dobra dla Mrużki – mówiła, wtulając się w swoją nową panią.

- Nikt ci nie zrobi krzywdy, nikt z mojej rodziny i na to nie pozwoli – wyszeptała ruda kobieta.

- Oj, daj spokój! – machnął ręką – Mów mi po prostu Harry.

- Jak mówiłam już do Lordów Freda i Georga Weasley, że będę mówiła do was na ty, jak Lord Artur Weasley nie będzie już zbierać mugolskie rzeczy, a jego żona Lady Molly Weasley nie będzie się na niego złościć.

- Ależ się uparła – mruknął Harry.

- Skoro nie chce na ty, to nie można jej zmuszać – powiedział Artur – Możesz mówić, jak chcesz Mrużko. Do mnie Artur albo pan Weasley, albo Lord Weasley jak chcesz.

- Dziękuję, Lordzie Weasley – oznajmiła Mrużka i zniknęła.

- Crouch ma szczęście, że Rita jeszcze nic nie wie o Mrużce – powiedział ze złością pan Weasley – Miałaby o czym pisać przez tydzień. To by dopiero była sensacja, gdyby opisała, jak schwytano jego domowego skrzata z różdżką w ręku, tą samą, którą wyczarowano Mroczny Znak.

- Na szczęście to nie jest już jego skrzatka tatusiu – powiedziała Angelina.

- Chyba wszyscy się zgadzamy co do tego, że ten skrzat, choć tak nieodpowiedzialny, nie wyczarował Znaku? – zaperzył się Percy.

- A ja uważam, że pan Crouch ma wielkie szczęście, że nikt z "Proroka Codziennego" nie dowiedział się jeszcze, jak podle traktuje swoje skrzaty! – zawołała oburzona Hermiona.

- Ritka, kiedy jesteś potrzebna, to cię nie ma! – jęknął Seamus w przestrzeń.

- Bez przesady, Hermiono! – powiedział Percy – Wysokiej rangi urzędnik Ministerstwa Magii chyba zasługuje na bezwarunkowe posłuszeństwo ze strony swoich służących...

- Swoich niewolników, to chciałeś powiedzieć! – krzyknęła piskliwie Hermiona.

- Barty nie płaciłeś Percy'emu, kiedy robił ci dobrze, prawda? – spytał Ron.

- Ron przecież Percy sam powiedział, że "Pan Crouch jest Wysokiej rangi urzędnikiem Ministerstwa Magii i zasługuje na bezwarunkową posłuszeństwo ze strony swoich niewolników". A nie, przepraszam, przejęzyczyłam się swoich służących – odpowiedziała Hermiona.

- Więc Percy jest jednym z jego służących – mówił Charlie.

- Niestety, ale tak więc jak pan Crouch kazał Percy'emu, żeby zrobił mu loda, to musiał mu zrobić bez gadania, Ron – rzekła Ginny. Percy był mega wściekły.

- Bo przecież nie płacił Mrużce ani knuta, zapomniałeś?

- Myślę, że wszyscy powinniście teraz iść do swoich sypialni i sprawdzić, czy jesteście dobrze spakowani! – przerwała tę sprzeczkę pani Weasley – No, dalej, jazda na górę!

- Śpię z Ronem/Harrym! - zawołały jednocześnie Hermiona i Ginny.

- Tak – zgodzili się Ron i Harry.

- Jesteście małżeństwem, to wasz obowiązek – oznajmiły dwie wersje pani Potter z uśmiechem na twarzy. Dwie córki i przytuliły się do rudowłosej kobiety.

- Kocham cię, mamusiu – mruknęły Ginny i Hermiona do Lily I i westchnęły zadowolonym głosem kiedy pani Potter pocałowała je po czole.

Harry ułożył swoje przybory miotlarskie w neseserze, zarzucił Błyskawicę na ramię i razem z Ronem wyszedł do jego sypialni. Na górze deszcz jeszcze głośniej bębnił o dach, wiatr jęczał i poświstywał, a ghul mieszkający na strychu wył od czasu do czasu. Kiedy weszli do sypialni, Świstoświnka zaczęła świergotać i fruwać po klatce. Widok do połowy zapakowanych kufrów wprawił ją w dzikie podniecenie.

- Moje dzikie podniecenie jest wtedy, kiedy widzę cię golutka Gin – mruknął Harry do ucha.

- Bzykaj mnie! – westchnęła mu Ginny do ucha podniecona – Proszę.

- Jesteś dla mnie wszystkim. Nie wiem, kim bym się stał, gdyby nie ty, Ginny – oznajmił Harry – Jesteś moim piorunochronem.

- Skoro jestem dla ciebie wszystkim, musisz we mnie wejść – westchnęła Ginny oddychała głęboko.

- Moja męskość będzie w domu i moja męskość nie może się poczekać, kiedy będzie w domu – odparł Harry jej do ucha, a Ginny robiło się gorąco.

- Daj jej trochę przysmaku sów – powiedział Ron, rzucając Harry'emu pudełko – może się zamknie na jakiś czas – Harry wrzucił kilka przysmaków do klatki Świstoświnki, a potem odwrócił się i spojrzał na swój kufer. Obok niego stała otwarta klatka Hedwigi, wciąż pusta.

- Twoja sowa cię opuściła, Potter! – zadrwił Zachariasz.

- Już ponad tydzień – mruknął, patrząc na pustą żerdź – Ron, chyba nie myślisz, że Syriusza złapali, co?

- Mojego tatusia nie łatwo złapać – oznajmiła Daphne.

- Marlene, nasza córcia jest taka mądra – odezwał się Łapa do żony.

- Syriuszu, Daphne jest Lady Black i nasza córka i musi być mądra, poza tym wszystkie Lady's Black są mądre, piękne i inteligentne. Wiesz dobrze, że twoja Lady ma rację – powiedziała Marlene. Łapa pocałował ją namiętnie w usta, a Marlene westchnęła zadowolonym głosem. Dorcas podeszła do Tracy z niezwykłą gracją i wdziękiem i im się zorientowała Tracy była tulona przez Dorcas.

- Jesteś Blackiem, skarbie – oznajmiła jej pani Black.

- I twoją córeczką, mamusiu – dodała Lady Black, wtulając się w matkę, a ta pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczucia. Tracy westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w panią Black jeszcze bardziej.

- Tak bardzo cię kocham – oznajmiła z miłością Dorcas, kiedy Tracy tuliła się do jej piersi.

- Synu wiesz, co zrobić - odezwał się Regulus do syna Feliks wyszczerzył się do narzeczonej, a ta zarumieniła się.

- Co ty, na pewno by o tym napisali w "Proroku Codziennym". Ministerstwo chciałoby pokazać, że udało im się kogoś złapać, nie uważasz?

- No, chyba tak... – Zobacz, tutaj jest wszystko, co mama kupiła ci na Pokątnej. Wyjęła ci też trochę forsy z twojej skrytki... i wyprała ci wszystkie skarpetki. Rzucił na składane łóżko Harry'ego stos pakunków, sakiewkę z pieniędzmi i kilkanaście par skarpetek. Harry zaczął rozpakowywać zakupy. Prócz Standardowej księgi zaklęć (4 stopień) Mirandy Goshawk, znalazł pęk nowych piór, tuzin zwojów pergaminu i zapasy do swojego zestawu składników eliksirów - pod koniec ubiegłego roku szkolnego miał już bardzo mało płetwy skorpeny i esencji belladony. Właśnie wciskał bieliznę do swojego kociołka, kiedy usłyszał za plecami pełen odrazy okrzyk Rona.

Harry parsknął głośnym śmiechem, a Ron popatrzył na niego morderczym wzrokiem.

- Co to ma być? – Trzymał w ręku coś, co Harry'emu przypominało długą, aksamitną suknię, w kolorze kasztanowym, wokół kołnierza i na końcu rękawów przyozdobioną nieco zwiędniętymi koronkowymi falbankami.

- Twoja matka chyba cię nie kocha, Weasley! – zadrwił Cormac

- Siedź cicho! – odparowała Hermiona.

Rozległo się pukanie do drzwi i weszła pani Weasley, niosąc naręcze świeżo wypranych szat szkolnych.

- Proszę – powiedziała, dzieląc naręcze na dwie części – Tylko zapakujcie je jak należy, żeby się nie pogniotły.

- Mamo, dałaś mi nową sukienkę Ginny – powiedział Ron, podając jej kasztanowy strój.

- Ależ skąd – obruszyła się pani Weasley – To dla ciebie. To jest szata wyjściowa.

- Ronuś wyglądałeś tak seksy! – drwili z brata Fred i George – mówię wam, wszystkie laski były jego.

- Zamorduje was! – zawołał wściekły Ron, a sala parsknęła śmiechem.

- Co?! – zawołał przerażony Ron.

- Szata wyjściowa! – powtórzyła pani Weasley – Figuruje na waszej tegorocznej liście. Szata na uroczyste okazje.

- Chyba żartujesz – powiedział Ron z niedowierzaniem – Ja tego nie będę nosił, nie ma mowy.

- Ronuś, twoim obowiązkiem jest słuchanie naszej mamusi! – zadrwił Bill – Jak ci każe iść w tym, to nie możesz się z nią kłócić – zaczął chichotać.

- Bill ,nie drwij z Rona! – skarciła Fleur męża – ale z drugiej strony Bill ma rację, mamusie się słucha, dlatego mówię do niej per mamusia, bo mi kazała i powiedziała, że jestem jej córeczką – Molly patrzyła na nią z taką miłością i pokiwała głową.

- Bo to jest twój obowiązek, kochanie – stwierdziła Lady Weasley, patrząc na ja uśmiechem.

- Wszyscy je noszą, Ron! – zaperzyła się pani Weasley – Właśnie takie! Twój ojciec też ma taką na niektóre przyjęcia!

- Spoko kiecka, Ron! – parsknął śmiechem Harry. Ron popatrzył na niego morderczym wzrokiem.

- Prędzej pójdę nago, niż to włożę!

- Ron! – warknęła młodsza pani Weasley – ani mi się waż pokazywać się nago, tylko mi możesz pokazywać się nago – i się zarumieniła.

- Nie bądź głupi – powiedziała pani Weasley – musisz mieć szatę wyjściową, jest na twojej liście Harry'emu też kupiłam... pokaż mu, Harry... – Harry, lekko drżącymi rękami, otworzył ostatnią paczkę leżącą na jego łóżku. Nie było jednak tak źle: jego szata wyjściowa nie była ozdobiona koronkami, w gruncie rzeczy przypominała zwykłą szatę szkolną, tyle że była butelkowo- zielona, a nie czarna – Pomyślałam sobie, że podkreśli kolor twoich oczu, kochaneczku – powiedziała pieszczotliwie pani Weasley.

- Dziękuję, mamusiu – odparł Harry pieszczotliwie i ją przytulił, a ta wtuliła się w niego.

- Mój synuś – mruknęła do jego piersi i westchnęła zadowolonym głosem.

- Jego jest w porządku! – krzyknął ze złością Ron, patrząc na szatę Harry'ego – Dlaczego ja takiej nie mam?

- Ponieważ... no... musiałam ci ją kupić w lumpeksie, a nie było dużego wyboru – odpowiedziała pani Weasley, rumieniąc się.

Państwo Weasley westchnęła.

Harry spojrzał w bok. Chętnie by się podzielił z Weasley'ami wszystkimi swoimi pieniędzmi, spoczywającymi w podziemiach banku Gringotta, ale wiedział, że nie zdołałby ich do tego namówić.

- Weasley'e to bardzo uparty ród – powiedział Harry.

- Nigdy tego na siebie nie włożę – powtórzył Ron – Nigdy.

 - Świetnie – warknęła pani Weasley – W ogóle niczego nie wkładaj. A ty, Harry, bądź tak dobry i zrób mu wtedy zdjęcie. Chętnie się trochę pośmieję.

- Mamusiu jego męskość jest wspaniała i potrafi mnie zadowolić, a seks z nim jest taki wspaniały. Jak mnie przeleci to czuję się jak w niebie – palnęła Hermiona i nagle zatkała sobie usta i spaliła buraka, kiedy uświadomiła sobie, co powiedziała. Wszyscy popatrzyli na nią wielkimi oczami i otwartymi szczękami.

- Hermiona! – warknął czerwony Ron.

- Mamo/Ciotka/Hermiona! – jęknęli.

Wyszła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Zza pleców dobiegł ich dziwny odgłos, jakby ktoś się dusił. Świstośwince ugrzązł w dziobie zbyt duży przysmaków.

- Dlaczego wszystko, co mam, musi być taką okropną tandetą? – zapytał Ron ze złością, idąc przez pokój, by pomóc sówce.

- Koniec rozdziału – mruknął Marcus.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...