sobota, 1 czerwca 2024

Wpojenie Adrenne przez Colina

 

Pov: Gabriele.

Po pełni księżyca pojawili się ludzie. Zobaczyłam, że Adrenne była smutna miała na sobie obcisłe ubranie podkreślające jej figure i podkreślające jej kobiece kształty miała biżuterie rodem Creevey i szpilki na wysokim obcasie .

- Adrenne co się działo? podeszłam do niej gracja i wdziękiem kątem oka widziałam jak sie slinili się na mój widok miała na sobie obcisłe ubranie podkreślające moją figure i podkreślające moje kobiece kształty na nogach miałam szpilki na wysokim obcasie .

- Nic się nie stało! – warknęła na mnie, a później westchnęła.

- Przecież widzę – powiedziałam spokojnym głosem i przytuliłam ją do swojej piersi i pocałowałam ją w czoło ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mnie jeszcze bardziej , bo widziałam, że źle spała. - Nie zdajesz sobie sprawę z tego jak bardzo Cie kocham córeczko jesteś moją córeczką i Lady Creevey - i tuliłam ją do swojej piersi 

- Przepraszam, mamusiu będę już grzeczna dziewczynką ! – jęknęła i zrozumiała, że przesadziła i mocno się wtuliła – Jestem zła na Colina. Nie było go w nocy, zostawił mnie samą w nocy, a ja nie lubię spać sama. Kocham cię mamusiu - tuląc się do mojej piersi i wesnela zadowolonym głosem

- Jak to zostawił? – spytał Denis, podchodząc do nas.

- Po prostu mnie zostawił, tatusiu!

- Zaraz się wszystko wyjaśni, córeczko – mruknął Denis i ją przytulił, a ta mocno się wtuliła i pocałował ją w czoło, wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił. Adrenne tylko westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca jeszcze bardziej.

- Kocham cię, tatusiu – oznajmiła pani Creevey do jego piersi.

- Twoja mamusia i twój tatuś też cię kochają, skarbie – mruknął Denis, a ja pokiwałam głową. Wszyscy usłyszeliśmy psie łapy uderzające w posadzkę i ujrzeliśmy, jak trójka wilków wpada do Wielkiej Sali z pełną prędkością. Nagle stało się coś niesamowitego: Kiedy jeden z wilków popatrzył się na Adrenne, puściła Denisa. Jakby zaczarowana podeszła do jasno brązowego wilka nie odrywając wzroku z gracja i wdziękiem . Kucnęła, a ten patrzył na nią cały czas.

- Co ona robi! – krzyknęłam przerażona. Dwa wilki zmienili się w Louisa i Teddy'ego, a trzeci osobnik dalej był wilkiem.

- Czy to jest przypadkiem wpojenie? – spytał Hugo.

- Tak, Hugo, właśnie widzicie zjawisko wpojenia – odezwał się Louis.

- Ale ona jest z Colinem! – jęknął Denis.

- Dziewczyna właśnie złamała serce mojemu wnukowi – mruknęła mama.

- Otóż, nie, babciu – oznajmił Louis – Tym wilkiem jest Colin.

- Co?! – krzyknęliśmy wszyscy na sali.

- Jak to Colin! – zawołałam – Chcesz mi powiedzieć, że mój syn jest animagiem!?

- Tak ciociu, twój syn jest animagiem – odezwał się Teddy.

Pov: Colin II.

Pojawiłem się w Wielkiej Sali pod postacią wilka, gdy zobaczyłem moją żonę, która podeszła do mnie, jakby mnie zaczarowała. Po chwili ku kucnęła przy mnie, cały czas wpatrując się w moje oczy. Poczułem się dziwnie, jakby głos mówił do mojej głowy: "To jak przyciąganie, przesuwa się twój środek ciężkości. Nagle to nie Ziemia cię tu trzyma. Jesteś gotów zrobić wszystko, być dla niej wszystkim: przyjacielem, opiekunem, mężem". 'Czy ja właśnie przeżyłem wpojenie?'. Po chwili się otrząsnąłem się, i poczułem obce ciało, które mnie mocno przytula popatrzyłem w górę. To była moja partnerka przytuliła mnie, zanurzając twarz w moim futrze pachniała pięknie.

Pov: Louis.

- "To jak przyciąganie, przesuwa się twój środek ciężkości. Nagle to nie Ziemia cię tu trzyma. Jesteś gotów zrobić wszystko, być dla niej wszystkim: przyjacielem, opiekunem, mężem" – tłumaczyłem jego myśli.

- Czytasz w jego myślach? – spytał zainteresowany tata.

- Jestem wilkiem, więc czytam myślach Teddy'ego i teraz Colina tak samo, jak Teddy czyta moje i Colina myśli – oznajmiłem.

Pov: Colin II.

- Colin! – usłyszałem głos Teddy'ego i popatrzył im w oczy – Zmień się już – opierałem się, bo w tej postaci czułem się tak dobrze – Colin w tej chwili masz się zmienić człowieka! Colin!! – warknął na mnie i poczułem jego dominację nade mną.

- Colin zmień się, proszę – mówiła Adrenne – Zrób to dla mnie – cofnąłem się i zmieniłem się w człowieka. Ludzie wpatrywali się we mnie w szoku. McGonagall opadła na krzesło i spytała słabo.

- Od kiedy?

- Dzisiaj był pierwszy raz – powiedziałem. Rodzeństwo patrzyło ma mnie w wielkim szoku – Tak naprawdę nie chciałem się zmieniać – mruknąłem – Kiedy poczułem dominację Teddy'ego, który zmusił mnie do zmiany w człowieka i twój głos Adrenne mnie prosił, to zmieniłem się w człowieka. Teddy jesteś samcem alfa.

- No pewnie, że jest. Mój wilkołak to wyczuwa i dlatego jest bardziej uległy – stwierdził starszy Remus.

- Jak to jest? – spytał wujek Colin.

- Bycie wilkiem?

- Tak.

- Moje zmysły w wilczej postaci są znacznie bardziej wyostrzone. Mogłem wyczuć na tobie ciocie Jessice i vice versa, widzę z dalszych odległości, a mój słuch jest niesamowity – uśmiechnąłem się – Jednym słowem, jest rewelacyjnie – Mama poparzyła się na swojego siostrzeńca.

- No co? – spytał Louis na swoją ciotkę.

- Ty wiesz co! – odparowała mama.

- Dobra, nudził mnie przez pół roku, żebym go nauczył zostać animagiem. Twój syn jest takim marudą, więc wreszcie uległem.

- Od kiedy... – zaczął ostrożnie tata – zaczął się proces?

- Od czterech lat – oznajmiłem, uśmiechając się szeroko, następnie popatrzyłem się na żonę, która założyła ręce na siebie i spytała.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? Myślałam... – a ja ją pocałowałem w usta, a ona westchnęła zadowolonym głosem i oddała pocałunek z taką samą mocą.

- Ohyda!! – krzyknął Antoine, następnie niechętnie oderwałem się od ust żony.

- Martwiłam się, nie lubię spać sama, a ty mnie wpoiłeś. Jesteśmy teraz związani na wieczność.

- Jesteś taka piękna – a ta przytuliła się do mnie i westchnęła zadowolonym głosem. Miała szpilki na wysokim obcasie, ale była niższa. Miała bluzkę na jedno ramię, ramoneska i spodnie skórzane dopasowane do jej nóg podkreslaly jej figure i kobiece kształty oraz swoją biżuterię, której nie mogła zdjąć – Teraz pomyśl o czymś wspaniałym, użyj swojego najlepszego wspomnienia i wyczaruj patronusa.

- Expecto Patronum! – zawołała. Nic się nie stało – Nie potrafię! – jęknęła – Potrafisz Adrenne!

- Jesteś Colin Creevey i właśnie zostałeś animagiem! – zaprotestowała.

- A ty jesteś moją partnerką – warknęłam z wściekłością – Jesteś moją miłością, towarzyszką, przyszłością. A teraz udowodnij to do cholery, że jesteś mnie warta i wyczaruj patronusa.

- JAK ŚMIESZ, CREEVEY ZARAZ CI POKAŻĘ, ŻE JESTEM CIEBIE WARTA! JESTEM LADY CREEVEY, LADY I DAMA TWOJEGO RODU ORAZ TWOJA ŻONA! MAM BIŻUTERIĘ TWOJEGO RODU, KTÓREGO NIE MOGĘ ZDJĄĆ, DO CHOLERY! EXPECTO PATRONUM! – ryknęła wściekła. Z różdżki wyleciał potężny przezroczysty wilk, który wyskoczył z różdżki Adrenne i biegał nad naszymi głowami, oczekując rozkazów. Uśmiechnąłem się szeroko a żona popatrzyła a mnie szoku.

- Udało mi się Colin! – była w takiej euforii, że rzuciła mu się na szyję że upadłem na plecy i pocałowała mnie w namiętnie w usta

- OHYDA! – zawołał Antoine, ja i Adrenne wywróciliśmy oczami i staliśmy.

- Antoine jak będziesz starszy, to zrozumiesz wszystko – mruknął tata do mojego brata, patrząc na mamę.

- Widzisz, skarbie mówiłem, że potrafisz – stwierdziłem – Expecto Patronum! – krzyknąłem. Potężny przezroczysty wilk wyskoczył z jego różdżki i biegał nad naszymi głową, oczekując rozkazów.

- Colin, witaj w klubie animagów – powiedział uroczyście Frank II, kłaniając mi się w pas.

- Adi, witamy w klubie, jako żona wilka, która została wpojona, a to jest bardzo elitarny klub i nie każda kobieta może do niego należeć – stwierdziła rozbawiona Samanta i podeszła z moją kuzynką Victoire z niewymowną gracją i wdziękiem razem z Victoire ją przytuliły i pocałowały ja po czole a moja żona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w moje kuzynki jeszcze bardziej 

- Potrzebujemy dla ciebie nowej ksywki – dodał mnie do Fred II – Chłopaki jakieś pomysły?

- Balto! – wymyślił Hugo – Był taki film i te wydarzenia z filmu oparte były na faktach z 1925 roku. Alaska. Pół-pies, pół-wilk o imieniu Balto zostaje odtrącony zarówno przez ludzi, jak i zwierzęta. Jego jedynymi przyjaciółmi są: Gąsior Borys oraz dwa niedźwiedzie polarne, Muk i Luk. Balto rywalizuje o względy pięknej Jenny ze swoim najgroźniejszym przeciwnikiem, przywódcą sfory psów. Pewnego dnia nawałnica śnieżna odcina od świata miasteczko. Potrzebne są tam lekarstwa dla dzieci. Gdy psi zaprzęg grzęźnie w śniegu, Balto staje się ostatnią deską ratunku.

- Balto... Podoba mi się – powiedziałem.

- Witamy klubie, bo teraz jesteś żoną animagia tak, jak my – oznajmiła Olivia i wszystkie dziewczyny będąca żoną animaga podeszły do niej z gracją i wdziękiem, po czym przytuliły ją mocno do siebie i wszystkie pocałowały je po czole i Adrenne wesnela zadowolonym głosem wtulając się dziewczyny jeszcze bardziej .

- Ale laski! – rozmarzyli się single.

- Kochanie, proszę! - zawołała podniecona Adrenne do mnie - pozwól mi zawsze będę zawsze byłam grzeczną dziewczynką i zawsze przestrzegałam etykietę dobrego zachowania w rodzie Creevey bo zawsze chodzę w butach tylko na wysokim obcasie i nigdy ich nie zdejmuje i chodzę eleganckich i seksownych ubraniach które podkreślają moją figure o kobiece kształty i tak chodzę po domu i jak wychodzę i mówię do twoich rodziców tylko mamusia i tatuś! 

- Oczywiście, kochanie zrób to – a ona uśmiechnęła się szeroko. Odrzuciła włosy z jednego skraju szyi i machnięciem różdżki rozproszyła maskowanie. Znak zalśnił. Miała runy i dwa wilki w kształcie yin i yang, ja również to zrobiłem. Miałem oczy brązowe i niebieskie w kształcie yin i yang. Adrenne miała szeroki uśmiech na twarzy i dotknęła tam, gdzie ja zaznaczyłem i westchnęła zadowolonym głosem.

- Jak ja tego potrzebowałam – mruknęła rozmarzonym głosem, a ja szczerzyłem się dumnie, że ją naznaczyłem. Mama podeszła do nas z wdziękiem i gracją, że ponownie osobniki płci męskiej zaczęli patrzyć rozmarzonym wzrokiem i zaczęli się nawet ślinić, ale mama nic z tego sobie nie robiła i przytuliła mnie mocno, a później Adrenne pocałowała ją mocno w czoło, wyrażając matczyne uczycie, jakie do niej żywiła. Adrenne westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w mamę jeszcze bardziej.

- Kocham cię, mamusiu – rzekła do jej piersi zadowolonym głosem 

– Teraz wiem, dlaczego moja starsza wersja tak chciała, żebyś mówiła mi per 'mamusia '. Byłaś przeznaczeniem Colina, skarbie – uśmiechnęła się szeroko.

- Tak, mamusiu, jestem panią Creevey i od kiedy Colin mnie zaznaczył mnie swoją partnerkę, stałam się Lady Creevey i należę do rodu Creevey na zawsze – wyszeptała zachwycona – Dzięki temu jesteście teraz moimi rodzicami i kocham was bardzo mocno.

- Mamo, kretyni się ślinią – mruknąłem. Mama rzuciła zaklęcie i niektórzy uczniowie mieli dziecięce ślinianki. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

- Przynajmniej teraz nie ubrudzicie sobie ubrań od śliny, dzieciaczki – oznajmiła słodkim głosem – Moim wymarzonym mężczyzną jest Denis Creevey.

- Skarbie, stanowicie z Adrenna wspaniały dodatek do naszego rodu Lady's Creevey – powiedział tata do Adrenne i do mamy całując je w rękę , mrugając łobuzersko.

- Widzisz, mamusiu/córeczko, teraz się mnie nie naprawdę nie pozbędzie – zażartowały, zerkając na siebie.

- Owszem, Adi/Gabi, też mi się tak wydaje – odparliśmy – Podoba mi się to. Śmiałe i ostre, takie kobiety lubimy, my Creevey'owie – zaśmialiśmy się tatą.

- To jest skandal! – krzyknęli Ropucha i Crouch.

- Nie ma czegoś takiego jak naznaczenie albo wpojenie! To jest na pewno jakaś czarna magia! – zawołał Barty.

- Opuść tę różdżkę i nie celuj w moją żonę ani w moim rodziców! – warknąłem.

- Zrób, co mówi! – jęknął Teddy.

- Wilki chronią swoich. Jeśli nie chcecie być rozdarci na kawałki, to lepiej przeproście i nie celujcie w ich – oznajmiła Samanta.

- Dumbledore zrób coś!?

- A co ja mogę jestem tylko dyrektorem.

- Bones! Shacklebolt!

- Dla ciebie, Crouch jestem MADAME Bones, a on jest PAN Shacklebolt! – warknęły dwie wersje Madame Bones.

- Tonks!

- LADY albo PANI Lupin, idioto! – krzyknęła ciocia Nimfadora wściekła, a ja zmieniłem się wilka i pokazując kły, po czym zbliżałem się do Croucha.

- Zostaw mnie! – zawołał Crouch przerażony i rzuciłem się na niego tak mocno,  że upadł na podłogę. Moje łapy przycisnęły kończyny Croucha do ziemi, a kły chapnęły przy jego gardle. Zawyłem tak przerażająco, że Barty stracił jednocześnie kontrolę nad pęcherzem i zwieraczami. Na jego spodniach powstała wielka plama.

- O fuj zesikałeś się Crouch! – skrzywiło się większość ludzi na Sali.

- Barty musisz zmienić spodnie. Jak to wyschnie, to będą ci swędzieć jajka – oznajmiła Adrenne, ociekając słodyczą – Colin, jaki ty jesteś śliczny!! – dodała do mnie i przytuliła się mocno do mojej sierści – Masz za swoje, Crouch. Gdybyś nie celował we mnie, mojego męża, moją mamusię i mojego tatusia, to by cię nie zaatakował. Po prostu Colin poczuł, że coś mi grozi. Sam sobie jesteś winny.

- Ale od ciebie jedzie Crouch! Kąpałeś się w ogóle? – spytała ciocia Hermiona zatykając nos – Strasznie śmierdzisz Crouch, zaraz przez ciebie puszcze pawia, a damy nie puszczają pawia.

- Hermiona!! – skarciła ją starsza Molly.

- Mamusiu on się zlał w spodnie – mówiła to z przekonaniem – Poza tym skrzywdził Mrużkę, a tego nie mogę mu wybaczyć.

- Jak śmiesz, dziewucho! – warknął Crouch. Molly Weasley podeszła do niego z gracją i wdziękiem, kucnęła seksownie. Widziałem, że niektórzy uczniowie zaczęli się do niej ślinić, nawet ci, którzy mogliby być ich matką, a oni widocznie chcą ją przelecieć. Szarpnęła i przyciągnęła jego twarz do swojej i powiedziała ociekająca słodyczą głosem:

- Jeszcze raz powiesz do którejś z moich córek per "dziewucho" lub powiesz do nich na "TY", a nie per LADY'S, albo PANI Weasley, to coś ci złego zrobią i to gorzej niż z Umbridge. Poza tym żadna z moich córek cię nie lubi panie Crouch. Poinformowały mnie LADY Weasley, że masz się do nich oraz do innych kobiet i do mnie zwracać oficjalnie też na per PANI i LADY'S. Moim obowiązkiem jako ich mamy jest uszczęśliwić moje ukochane córeczki. Jeśli coś się stanie moim córkom, siostrom, moim wnuczkom się nie spodoba, to moim zadaniem jest zamienić twoje żałosne życie w piekło i będziesz mnie błagał na kolanach, żebym zakończyła twój marny żywot. Zrozumiałeś, panie Crouch?

- Tak, PANI Weasley, zrozumiałem, PANI Weasley co PANI – powiedział – I PANIĄ przepraszam, PANI Weasley – wystękał Crouch. Molly go puściła, a ciocia Hermiona tylko się do niej wtuliła.

- Moje kochanie – mruknęła i tuliła ciocie Hermionę – mamusia bardzo mocno Cię kocha i nie pozwoli, żeby jakiś imbecyl cię obrażał.

- Mamusia – mruknęła szczęśliwa ciocia Hermiona do jej pierś.

- Mamuś byłaś niesamowita – stwierdziła ciocia Angelina – Dobrze mu mamusia powiedziała. Dobrze mu tak. Jak on mi działa na nerwy.

- Zgadzam się z tym, co powiedziała Angelina/mamusia/ciocia Angelina – oznajmiły kobiety i dziewczyn.

- Wiem, że byłam niesamowita, on też działa mi na nerwy – rzekła ciocia Molly, która dalej tuliła swoją córkę do piersi, następnie pocałowała ją w czoło, wyrażając macierzyńskie uczucia, a ona gdy tylko poczuła jej usta na czole westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w mamę jeszcze bardziej.

- Mamo to jest urzędnik ministerstwa! – zawołał w szoku Percy, że jego matka mu powiedziała, że zamieni jego życie piekło, bo obraził Hermionę – to jest pan Crouch i nie możesz go atakować! – Jego matka popatrzyła na niego, wywróciła oczami i rzekła.

- Może być nawet królową Elżbietą, lecz on obraził moją córeczkę, nazywając ją "dziewuchą", a Hermiona jest moją córeczką tak samo jak Fleur, Charlotte, Nicole, Angelina, Luna, Jessica i oczywiste Ginny. Za to Marlene, Lily, Dorcas, Mary, Narcyza, Andromeda, Apolonia i Alicja są moimi siostrami, nie zapominając oczywiście o moich ukochanych wnuczkach i wszystkie dziewczyny należące do Zakonu Sióstr Wojowniczek nie pozwolę, żeby jakiś ulizany imbecyl je obrażał!

- Molly, kocham cię bardzo mocno – powiedziały moja babcia i inne babcie moich kuzynów.

- Babciu kocham cię! – zawołały wnuczki Molly Weasley.

- Czy mogę...? – spytała Charlotte z nadzieją w głosie, patrząc na nią.

- Oczywiście, że możesz mi mówić per "mamusia", kochanie. Wszystkie córki mi tak mówią, za to kocham je jeszcze bardziej i mocniej – mruknęła i puściła Hermionę i teraz tuliła dziewczynę wujka Charliego i pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczycie, jakie do niej żywiła. Ciocia westchnęła zadowolonym głosem wtulając się w rudą kobietę jeszcze bardziej – Charlotta poznaj swojego tatusia – wskazała na Artura – Arturze to jest twoja kolejna córeczka mam nadzieję, że cieszysz się z piątej córki? – ciocia Charlotta popatrzyła się na rudego mężczyznę i uśmiechnęła się szeroko się do niego, a on odpowiedział tym samym.

- Oczywiście, że się cieszę z piątej córki, Molly – a Charlotta pobiegła do niego, mimo że miała szpilki na wysokim obcasie i mocno się wtuliła, ten pocałował ją w czoło, wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej – mów mi "tato" kochanie.

- Nie, tato – oznajmiła pewnym głosem, a Artur był zaskoczony – Będę mówiła do Ciebie "tatuś" tak powiedziała moja mamusia, prawda mamusiu? – a Molly była wzruszona deklaracja dziewczyny Charliego, kiwając głowa.

- Oczywiście, córeczko jestem twoją mamusią – a późnień zwróciła się do Charliego – Charlie, synku ożeń się z nią, proszę! – prosiła syna. Charlie uśmiechnął się tajemniczo.

- Jak sobie życzysz, kochanie – mruknął z ulgą i uśmiechnął się wujek Artur – i oczywiście, że możesz mi mówić "tatuś" – i widziałem, że był bardzo zadowolony z sytuacji.

- A ja należę teraz do rodu Weasley i to jest mój obowiązek, by mówić ci per "mamusia". Mamusiu, ale najważniejsza sprawa jest taka, że bardzo mamusię kocham – oznajmiły dumnie córki Molly, dotykając swojego znaku i westchnęły zadowolonym głosem. Kobieta uśmiechnęła i popatrzyła się na swoje córek z miłością, kiwając głową zgadzają się z nimi w 100 % to, co powiedziały.

- Mamusia – rzekła, kiedy nowa członek rodziny Weasley przytuliła się do piersi Lady Weasley. Kiedy Molly usłyszała to ponownie, jak mówi do niej "ciotka" Charlotta uśmiechnęła się szeroko, a późnej popatrzyła na syna i skończyła swoja myśl – Z resztą, po co ja ci to mówię? Przecież i tak nic nie rozumiesz, Percy jesteś oślepionym idiotą razem z Crouchem.

- I skrzywdził też Mrużkę, mamusiu – dodała ciocia Hermiona.

- I skrzywdził Mrużkę – zgodziła się Molly – Skarbie, Mrużka jest teraz z nami i jest bezpieczna z dala od tego ulizanego idioty, który nazywa siebie wielkim pracownikiem ministerstwa, kochaneczko.

- Ty! – warknął na Hermionę Percy.

- Skończ, co chciałeś powiedzieć, Percy! – powiedziała jego matka i zrobiła tą swoją słynną pozę i wściekłą minę – albo lepiej zastanów się, co chcesz powiedzieć, bo w przeciwieństwie do Croucha ja i twój ojciec kochamy wszystkie swoje dzieci, tak, Percy ciebie też kochamy, nawet jeśli jesteś teraz irytujący i masz wyprany mózg!

- Percy, tak cię proszę, wykąp "pana" Croucha – stwierdził, wujek Ron, a słowo pana dał nawiasy palcami – bo strasznie od niego jedzie.

- Wykąp go i daj mu pieluchy, Weatherby – dodali wujkowie Fred i George.

- Ja mogę pomóc – zgłosił się na ochotnika George II i zmienił się w jastrzębia. Wziął szponami za ubranie Croucha i latał z nim po Wielkiej Sali, a ten darł się wniebogłosy.

- Lordzie Weasley! – zawołała Minne – puść go! – ale Błyskawicy z Crouchem już nie było, bo wylecieli oknem z Wielkiej Sali, a Barty krzyczał wniebogłosy. Minerwa usiadła i westchnęła, a po chwili było słuchać krzyki Croucha, który ociekał wodą. Wyglądał, jak mokry idiota, a do tego garnitur był cały mokry i włosy miał jeszcze bardziej ulizane.

- PUŚĆ MNIE!!! – więc George puścił go z wysokości, a ten spadł na posadzkę i jęknął z bólu. Zrobił się czerwony, a George zmienił się w człowieka i uśmiechnął się niewinnie.

- Kazałeś, żebym cię puścił, więc cię puściłem Barty, lecz nie mówiłeś z jakiej wysokości – oznajmił, ociekając słodyczą. Teraz jesteś przynajmniej czyściutki i pulchniutki, a nie jak wcześniej śmierdzący i zlany w majtki. Powinieneś mi dziękować na kolanach, Crouch – Crouch zaczerwienił się, a sala parsknęła śmiechem. Wujek Remus i ciocia Nimfadora uśmiechnęli się szeroko do George.

- To mój syn! – zawołał wujek Fred.

- Mój też. Ja go nosiłam pod sercem przez 9 miesięcy i go rodziłam! – oburzyła się ciocia Nicole i założyła ręce na piersi – ty tylko rozpyliłeś swoje geny we mnie, kiedy mnie bzyknąłeś i zakończyłeś swoją pracę.

- Nie chce tego słuchać! – jęknął wujek Harry.

- Braciszku byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem! – zadrwił wujek George na brata, a ten popatrzył na niego morderczym wzrokiem.

- Mój syn ma najpiękniejszą, najseksowniejszą i najcudowniejszą mamę na świecie – rzekł wujek Fred do żony.

- Nie jestem aż taka pi... – a ten zamknął jej usta pocałunkiem. Ciocia westchnęła zadowolonym głosem, oddając pocałunek z taką samą mocą.

- Jesteś piękną kobietą, Nicole i jestem w tobie zakochany, jak jakiś dzieciak – mruknął, kiedy oderwał się od jej ust.

- Dobra wiemy, że jesteście bardzo zakochani, ale czy musimy o tym słuchać – mówił George. James II wypalił:

- Przychodzi Lockhart do Świętego Munga i mówi:

- Doktorze, mam zanik pamięci...

- A od kiedy?

- Co od kiedy???

Większość ludzi ryknęła śmiechem, a mężczyźni i chłopaki spadli ze śmiechu na podłogę śmiejąc się wniebogłosy.

- Jego mamusia pewnie musiała się wstydzić, że ma takiego synusia – mruknął wujek Seamus.

- A ja za to z mojego synka jestem taka dumna!! – zaćwierkotały wszystkie matki – bo naznaczył odpowiednią osobę na swoją partnerkę i dzięki temu dostałam w prezencie cudowną córeczkę która mówi do mnie tylko "mamusia" i zawsze chodzi w elegancko i seksownie w ubraniach które podkreślają jej figure i kobiece kształty nigdy nie zdejmuje biżuterie i chodzi zawsze tylko butach na wysokim obcasie gracja i wdziękiem – synowe rzuciły się na swoją teściową i mocno się wtuliły.

- Kocham Cię, mamusiu to są moje obowiązki mamusiu bo jestem grzeczna dziewczynka i przestrzegam etykietę dobrego zachowania – mruknęły dwie wersje Lily, Marlene, Dorcas i Alicji do Euphemii i Augusty. Najgorzej miała ciocia Euphemia, bo miała aż sześcioro dziewcząt, bo to były dwie wersje, które stały się jej córkami, ale jakoś sobie poradziła. Matki otworzyły ramiona je i mocno je przytuliły.

- Uwielbiam, kiedy tak do mnie mówisz, kochanie – odpowiedziały z miłością w głosie.

- Przyzwyczajaj się do tego, mamusiu – mruknęły z uśmieszkiem na twarzy.

-  Kocham Cię, mamusiu to są moje obowiązki mamusiu bo jestem grzeczna dziewczynka i przestrzegam etykietę dobrego zachowania – mruknęły moje ciotki do piersi swojej teściowej. Najgorzej miała ciocia Molly, bo miała aż pięć dziewcząt, które stały się jej córkami, ale jakoś sobie poradziła. Matki wycałowały je i mocno je przytuliły. Później synowe moich ciotek przytuliły się do moich ciotek.

- Uwielbiam kiedy tak do mnie mówisz, kochanie – odpowiedziały z miłością w głosie.

- Przyzwyczajaj się do tego, mamusiu – mruknęły z uśmieszkiem na twarzy.

- Kocham Cię, mamusiu to są moje obowiązki mamusiu bo jestem grzeczna dziewczynka i przestrzegam etykietę dobrego zachowania – mruknęły moje kuzynki, w tym moja żona. Matki wycałowały je i mocno je przytuliły.

- Uwielbiam, kiedy tak do mnie mówisz, kochanie – odpowiedziały z miłością w głosie.

- Przyzwyczajaj się do tego, mamusiu – mruknęły z uśmieszkiem na twarzy. Astoria miała smutną minę.

- Już niedługo i ty będziesz miała znak na szyi – pocieszyłam ciocię Astorię. Ciocia Cyzia przytuliła ją mocno.

- Tak, za tyle miesięcy – jęknęła – Ja chcę teraz!

- Jesteś jeszcze za młoda, kochanie – mruknęła ze współczuciem, kiedy będziesz starsza, to Draco cię naznaczy.

- Mamuś, czy ja dalej jestem twoją córką, bo nie mam znaku?

- A co to za pytanie!? – oburzyła się blondynka – Oczywiście, że jesteś moją córką nawet bez tego znaku, po prostu musisz skoczyć 15 lat. To że nie masz znaku i tak obowiązuje Cie etykieta dobrego zachowania czy zwracasz się do mnie tylko mamusia chodzić w obcisłych ubraniach które podkreślają twoja figure i kobiece kształty i chodzisz tylko szpilkach na wysokim obcasie bo jesteś grzeczna dziewczynka i przestrzegasz etykiete dobrego zachowania prawda kochanie? - i pocałowała ja w czoło 

- Tak mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Lady Malfoy jeszcze bardziej - jestem grzeczna dziewczynka i przestrzegam etykietę dobrego zachowania - dodała zadowolonym głosem a Narcyza tuliła ja do swojej piersi z taką miłością 

- Po moim trupie! – warknął Roszpunka.

- Chcesz być martwy? – spytała zaskoczona Cyzia – Jak chcesz mogę ci to załatwić. Przykro mi będzie, że będę wdową, ale i tak nie mam już z ciebie większego pożytku. Kiedy ostatni raz się kochaliśmy chyba w prehistorii, bo ja już nie pamiętam, a ta twoja jak to nazywasz męskość, nawet ci nie staje – mówiła, ociekając słodyczą Lady Malfoy do męża, a ten robił się coraz bardziej wściekły – Jeśli mam wybierać między tobą, idioto, a Astorią, wybieram Astorię. Na 100 % ona jest moim lekarstwem na wszystko, a kiedy się do mnie przytula, czuję się, jakby moje złe serce zmienia się w dobre. Dzięki niej stałam się dobrym człowiekiem i moje macierzyńskie uczucia wobec Astorii nigdy nie zmienią. Córeczko wyleczyłaś moją duszę, słoneczko – dodała do córki i przytuliła ją mocno i pocałowała ją w czoło. Astoria tylko westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w mamę jeszcze bardziej.

- Uwielbiam leczyć twoją duszę, mamuś – oznajmiła jej córka. Narcyza patrzyła na nią z miłością i ponownie ją przytuliła.

- Dedykujemy tę piosenkę naszych super bohaterom, naszym mamom – oznajmił nagle Frank. Wszystkie matki bardzo się  wzruszyły – które są dla nas nieocenionym skarbem, bo nie dość, że nosiły nas w brzuchu, to musiały jeszcze nas rodzić i jeszcze nas wychować i stawać w nocy, bo gorączka, bo głodne, bo kolka itd. Naprawdę was podziwiam – i Frank wyczarowal gitarę elektryczną i z zespołem zaczął grać Hugo na keyboardzie, Patrick perkusja, Albus druga gitara elektryczna, Scorpius bas.

- Ja jestem ich menedżerem – oznajmił Fineas rozbawiony, zespol zaczął grać a Frank zaczął śpiewać grając na gitarze 

- Znam to uczucie, kiedy czujesz, że utknęłaś na gzymsie.

I nie ma jak uciec od pocięcia się poszarpanym brzegiem.

Mówię ci, że nigdy nie jest tak źle.

Posłuchaj tego od kogoś, kto był tam, gdzie ty teraz jesteś.

Leżysz na podłodze i nie jesteś pewna.

Czy dasz temu jeszcze radę.

- Są chwilę zwątpienia – mruknęła ciocia Alison – ale gdy twoje dziecko się do ciebie uśmiechnie to całe zwątpienie znika.

- Macierzyństwo to radość i szczęście, ale i też ciężka praca – zgodziła się ciocia Lily.

- Spróbuj jeszcze raz z tą kołysanką,

Podkręć głośność w radiu.

Jeśli mnie teraz słyszysz to staram się do ciebie dotrzeć.

By powiedzieć, że nie jesteś sama.

I jeśli tego po mnie nie widzisz: "Boję się jak diabli,

Bo nie mogę złapać cię na telefonie".

Po prostu zamknij oczy (zamknij oczy).

Kochanie, oto jest kołysanka,

Twoja własna kołysanka.

- To jest piękne! – zawołała wzruszona ciocia Hanna – Mój synek ma piękny głos i pięknie gra na gitarze!

- To jest przepiękne! – wtórowała jej ciocia Susan – a mój synek gra pięknie na perkusji, a drugi pięknie gra na gitarze!

- Proszę pozwól mi zabrać cię z ciemności do światła,

Bo wierzę, że dasz radę przetrwać kolejną noc.

- To jest takie prawdziwe – wyszeptała Euphemia, ciotki Ginny, Hermiona i Astoria były tak wzruszone, że nie mogły wydusić żadnego słowa.

- Przestań myśleć o prostej drodze ucieczki.

Nie ma potrzeby zdmuchiwać świec,

Bo nic nie jest jeszcze skończone, jesteś na to za młoda.

Najlepsze dopiero przyjdzie.

- Uśmiech na twarzy i jak twoje dziecko mówi "Kocham cię, mamo" – powiedziała babcia – "Jesteś najlepszą mamą na świecie".

- Spróbuj jeszcze raz z tą kołysanką,

Podkręć głośność w radiu

Jeśli mnie teraz słyszysz to staram się do ciebie dotrzeć,

By powiedzieć, że nie jesteś sama.

I jeśli tego po mnie nie widzisz: "Boję się jak diabli,

Bo nie mogę złapać cię na telefonie".

Po prostu zamknij oczy (zamknij oczy),

Kochanie, oto jest kołysanka,

Twoja własna kołysanka.

- To mój prawnuk tak śpiewa! – zawołała Augusta dumna z Franka II.

- Przepięknie śpiewa, mamuś – zgodziła się z nią córka.

- Każdy sięgnął dna i każdy był zapomniany.

Każdy był zmęczony byciem samemu.

Każdy był opuszczony i zostawiony z całkiem pustymi rękoma,

Więc jeśli jesteś tam, ledwo się trzymając.

- Mężczyźni muszą pracować, żeby utrzymać rodzinę, a ty jesteś na macierzyńskim i czasem czujesz się samotna – mruknęła ciocia Marlene. Ich matki, kobiety i dziewczyny, po czym zamknęły oczy, słuchając pięknego głosu Franka II.

- Spróbuj jeszcze raz z tą kołysanką,

Podkręć głośność w radiu.

Jeśli mnie teraz słyszysz to staram się do ciebie dotrzeć,

By powiedzieć, że nie jesteś sama.

I jeśli tego po mnie nie widzisz: "Boję się jak diabli,

Bo nie mogę złapać cię na telefonie".

Po prostu zamknij oczy (zamknij oczy),

Kochanie, oto jest kołysanka,

Twoja własna kołysanka,

Kochanie, oto jest kołysanka,

Twoja własna kołysanka.

I zakończyli balladę, dedykowana dla naszych mam. Matki muzyków rzuciły się ze łzami w oczach na szyję swojego syna i przytuliły ich mocno.

- Kocham cię, synku, tak bardzo cię kocham – oznajmiły matki, dusząc swoich synów do swoich piersi.

- Mamo... dusisz... mnie... nie mogę... oddychać!! – jęknęli.

- Przepraszam – mruknęły i puścili ich a Ci przyciągnęli je do siebie.

- Mamo jak dla mnie to ty jesteś największą z największych bohaterek. Macierzyństwo nie jest proste, zwłaszcza jak się ma Huncwotów w rodzinie. Kocham cię, mamo.

- To był najlepszy z najlepszych prezentów, jaki matka mogła dostać od dziecka!! – wzruszyły się.

- To było takie pięknie! – krzyknęli ojcowie, wycierając niewidzialne łzy wzruszenia.

- Bo my jesteśmy tacy zajebiści – powiedział Fineas – a zwłaszcza ja – Barbara wywróciła oczami. Fineas zmienił się psa i polizał twarz Barbary.

- Przestań! - zawołała ze śmiechu, a późnej się do niego wtuliła, a za im poszła reszta. Animagowie zmienili się w zwierzęta, polizali twarze swojej żony, a te zaśmiały się mocno i wtuliły się w ich sierść. Były jelenie, lisy, psy, wilki, koty, wiewiórki i ptaki.

- TO JEST SZKOŁA, A NIE JAKIEŚ ZOO! – ryknęła Minerwa z niedowierzaniem. To co się działo w Wielkiej Sali to był istny chaos. Antoine i Patrycja krzyczeli na cały głos:

- CHCĘ SIĘ PRZEJECHAĆ NA JELENIU! MOGĘ?! – i wdrapali się na Albusa i Jamesa II, a ci chodzili z nimi na grzbiecie. Moje rodzeństwo mieli z tego radochę. W ich ślady poszli mały Remus i Dora, którzy też chcieli się przejechać, ale na wilku.

- MAMUSIU MOŻEMY SIĘ PRZEJECHAĆ NA WILKU!! MOŻEMY?? PROSZĘ, MAMUSIU!? – prosili Victorię.

- No dobrze – mruknęła wreszcie – Louis, Teddy tylko ostrożnie – ostrzegła ich Victoria. Ci pokiwali głową i Victoria posadziła ich na grzbiecie, po czym chodzili z nimi, a dzieci mieli z tego mega radochę.

- Że ściany to jeszcze wytrzymują tę dzieciarnię! – warknęli dwie wersje Severusa – Zaraz mi uszy pękną od tego wszystkiego!! – Nagle zobaczyliśmy, jak jastrząb siedzi mu na barku i patrzy mu w oczy. Zaczął się na niego wydzierać. Cała Sala parsknęła śmiechem.

- Severusie, ktoś cię bardzo pokochał – oznajmiła przesadnie szczęśliwa Pomona – Patrzcie, jeszcze cię do ciebie przytula. To jest takie słodkie! – kiedy George robił mu na złość i się do niego przytulał.

- Awwww!!! – zawołały dziewczyny i kobiety wzruszone. Severus miał taką wściekłą minę, że chyba miał ochotę strzelić George zaklęciem Avadę.

- Zrobię zdjęcie – powiedział wujek Colin i zrobił zdjęcie Snape'owi i George'owi, który był pod postacią jastrzębia. Frank ciągnął szponami za włosy Umbridge, a ta krzyczała wniebogłosy z bólu.

- USPOKÓJCIE SIĘ!! – ryknął Dumbledore. Wszyscy się uspokoili.

- Wiesz, na co mam ochotę? – spytałem Adrenne i pocałowałem ją w znak, a ta wydała z siebie głośne westchniecie zadowolenia.

- Co? – westchnęła.

- Mam ochotę się z tobą kochać, pani Creevey.

- Naprawdę?

- Musimy to uczcić, że cię wpoiłem, Adi – mruknąłem.

- Chcesz ze mną kochać?

- Marzę o tym – stwierdziłem. Trzymając się za ręce, udaliśmy się do naszej komnaty i wziąłem ją jak pannę młodą i rzuciłem na łóżko, po czym pocałowałem ją namiętnie w usta. Pomogłem się pozbyć kurtki, teraz miała na sobie bluzkę na jedno ramię, a ja rzuciłem z siebie kurtkę i widziała mój sześciopak.

- Ale jesteś seksy – mruknęła i pozbyła się mojej koszuli i przejechała rękami po mojej klatce piersiowej. Jej dotyk był cudowny, taki ciepły. Teraz ja leżałem. Adrenne pozbyła się bluzki, a późnej biustonosza na pępku miała kolczyk z rodu Creevey. Kiedy zobaczyłem jej piersi. Nie mogłem przejść na to tak obojętnie, więc przyssałem się do jej piersi zacząłem pieścić jej sutek.

- Och... Colin... Dokładnie tak... – powiedziała Adrenne, między kolejnymi jękami podniecenia – Grzeczny chłopczyk, bo liże sutek swojej Lady – mruczała zachwycona. Próbowała ściągnąć mi spodnie, a kiedy jej się to udało, pozbyła się też moich majtek i wtedy zobaczyła moją męskość.

- Za chwilkę będziesz w niebie, bo pani Creevey zrobi ci dobrze – i zaczęła robić mi loda.

- Adiii! – jęczałem. Wydałem nieco głośniejsze okrzyki podniecenia, bo Adrenne robiła mi przyjemność językiem i dłonią , następnie pani Creevey intensywnie pocierała go ręką, a po chwili wydałem z siebie jęk spełnienia, leżałem i oddychałem głęboko, a Adrenne patrzyła na mnie z miłością i całowała mnie po klatce piersiowej. Teraz siedziała na moim torsie, cała golutka ozdobiona biżuteria a na nogach miała szpilki na wysokim obcasie a ja siedziałem i podpierałem się plecami o ścianę i przybliżyła się do moich ust. Zacząłem pieścić językiem jej sutek na piersi i wesnela zadowolonym głosem . W międzyczasie włożyła mojego penisa do środka, a ja wydałem z siebie zduszone westchniecie, bo lizałem jej sutek, a żona wydawała głośne westchnięcia zadowolenia. Zaczęła się unosić w górę i opadać, najpierw powoli. Moje dłonie spoczęły na jej biodrach. Pomogłem jej złapać rytm, który podobał się nam obojgu. Ona mnie ujeżdżała, wydając coraz głośniejsze jęki przyjemności. Chwyciła mocno w dłonie moje jasne włosy i przyspieszyła tempo. Czuła, jak jej orgazm tej nocy zbliża się w fali czystej ekstazy.

- Dojdź ze mną, kochanie! – zawołała, kiedy zobaczyła, że lada chwila przejdziemy ten próg. Wyszedłem naprzeciw niej w kołysaniu i mocno naparłem. Intensywność pchnęła nas w następny poziom i jeszcze dalej I po chwili przez nasze ciało przeszedł prąd i odrzuciliśmy głowę do tyłu, poddając się orgazmowi.

- Aaaaaaaaa! – zawołała, a następnie pocałowała mnie namiętnie w usta.

- Kocham Cię – mruknąłem zmęczonym głosem, zalewając jej wnętrze – Byłaś niesamowita – zacząłem ją całować po brzuchu. Pocałowałem jej przebity pępek rodu Creevey'ów. Adrenne pisnęła, późnej przejechałem językiem po jej ciele, a ona westchnęła zadowolonym pomrukiem. Zeszła ze mnie i położyła się na plecach i rozłożyła nogi.

- Colin, proszę – więc zacząłem lizać jej nabrzmiała łechtaczkę. Adrenne wydała z siebie głośne westchniecie zadowolenia – Proszę... Proszę... – jęczała, prosząc mnie o więcej ściskając swoje piersi – Mocniej! Proszę! Mocniej! Błagam cię! COLIN, MOCNIEJ! – po chwili rzucała się na łóżko, przez co ugryzłem jej w łechtaczkę, co zaowocowało jej jeszcze mocniejszym orgazmem, bo krzyczała przez chwilę w amoku. Przez jej ciało przeszedł prąd, wygięła się w łuk, przez chwilę nie wiedziała, co się dzieje. Gdy doszła do siebie, otworzyła oczy i popatrzyłem w jej piękne oczy i mruknęła – Dziękuję, że mnie wpoiłeś.

- Jesteś moim szczęściem, Adi i moim przeznaczeniem, dlatego cie wpoiłem i dożywotnio nazywasz się Creevey – i pocałowałem ją w czoło. Ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się we mnie jeszcze bardziej i oboje zasnęliśmy po namiętnej nocy.

Na drugi dzień obudziliśmy się, ubraliśmy się i udaliśmy się do Wielkiej Sali, kiedy zobaczyła mamę przytuliła się do niej popatrzyła na nią z nadzieją i mama od razu zrozumiała co potrzebuje i pocałowała ja czoło a ona wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej mówiąc "mamusiu kocham Cie" mama jeszcze bardziej ja tuliła do swojej piersi a później wtuliła się w tate i zrobił to samo co mama mówiąc do niego "tatusiu kocham Cie" później James stwierdził z uśmieszkiem.

- Widzę upojną noc – uśmiechnąłem się głupkowato, a Adrenne zarumieniła się mocno później, gdzie czytaliśmy kolejny rozdział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...