sobota, 31 sierpnia 2024

Rozdział 11 Czara

 

- Lordzie Lestrange może ja będę czytać? – spytała kobiecy głos z francuskim akcentem. Do sali weszła przepiękna dziewczyna o ciemnych włosach i była wysoka. Większość mężczyzn zaczęła się ślinić na jej widok. Marcus patrzył i nie mógł przestać się uśmiechać.

- Jeju, jaka ona jest piękna – oznajmił Marcus – Kto to jest?

- To jest willa, Marcus i nasza kuzynka – odezwała się Gabriele, na którą jej urok nie działał.

- Jak ma na imię? – spytał, cały czas patrząc się na nią, kiedy podeszła z niezwykłą gracją i wdziękiem do Apolonii i Armarda i się z nimi przywitała, zerkając na niego z ciekawością, a później do Gabriele i Fleur i zrobiła to samo i dalej zerkała na Marcusa i trzepotała rzęsami. Alina podeszła do niego z gracją i wdziękiem i przywaliła mu z całej siły. Ten jęknął z bólu, a willa zachitoła.

- Marcus ogarnij się! – warknęła na niego.

- Tylko zapytałem się, jak ma imię! - odparował chłopak.

- Śliniłeś się do niej jak jakiś kretyn! – zawołała.

- A co, jesteś zazdrosna! – zakpił Marcus. Willa podeszła do niego z niebywałą gracją i wdziękiem i powiedziała:

- Jestem Amélie, kochanie, ale bosko wyglądasz Marcus. Marcus wyszczerzył się głupkowato.

- Widzisz? Powiedziała, że jestem boski – Alina wywróciła oczami.

- Kuzynko poznaj moją rodzinę. To jest moja mamusia Molly, a to tatuś Artur a, ten przystojniak to jest mój mąż Bill i teraz należę do rodu szlachetnego i królewskiego rodu Weasley i teraz jestem dama i lady Weasley, więc państwo Weasley są teraz moimi rodzicami – i wtuliła się w Molly i Artura, a Ci pocałowali ją w czole, a Fleur westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w rodziców jeszcze bardziej – Kocham cię mamusiu, kocham cię tatusiu.

- Moja córeczka, mamusia też cię kocha – mruknęła pani Weasley z miłością w głosie.

- Jesteś córeczka tatusia, Fleur – dodał Artur. Lady patrzyła na ich z taką miłością, a później kontynuowała:

- Więc oprócz siostry Gabriele mam też starszych braci Charliego uwielbiającego smoki i Percy'ego kochanka PANA Croucha – Percy zrobił się czerwony, a większość ludzi parsknęła śmiechem – oraz młodszych braci Freda i George'a najwięksi dowcipnisie, oraz Harry i Ron obaj to zawsze wpadają w kłopoty, mam też siostry Charlottę, dziewczyna Charliego, Audrey przyszła dziewczyna Percy'ego, Nicole, żona Freda, Angelina, żona George'a, Hermiona, żona Rona no i Ginny, biologiczna córka mojej mamusi i mojego tatusia i jest żoną Harry'ego. Należę to Zakonu Sióstr Wojowniczek i mam też siostry Susan, Hannę Fray'ę, Lunę, Jessicę Florę i Hestię i inni. I są też osoby z przeszłości i tworzymy wielką cudowną rodzinkę.

- Amélie to jest mój chłopak Denis, a to nasze przyszłe dzieci Colin, Antoine, Patricia i Adrenne, żona Colina nasza najnowsza latorośl, jest również dama i Lady rodu Creevey – lady Creevey przytuliła się mocno do swojej matki i wtuliła się w nią.

- Kocham cię, mamusiu – powiedziała Adrenne do Gabriele.

- Ja ciebie też kocham, skarbie – i pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczucia i emocje, jakie to niej żywiła. Jej córka westchnęła zadowolonym głosem wtulając się w panią Creevey jeszcze bardziej.

- Twoja kuzynka, Fleur Weasley. To jest nasza mamusia – odezwała się Domique – Jestem Domique, a to Victoire i Louis biologiczne dzieci Fleur i Billa, a to jest mój mąż, Nick, a to jest William, nasz synek, a to Teddy mąż Victoire oraz Remi i Dora ich dzieci, oraz Samanta żona Louisa oraz moi kuzyni i kuzynki – i wymieniała po kolei oraz ich drugich połówek, ale ona patrzyła się tylko na Marcusa. Kiedy osoby, które Domique przestawiają się zerka co chwilę na Marcusa z ciekawością.

- Może zaczniemy czytać! – warknęła Pansy – Nie lubię takiej słodyczy – Amélie zaczęła czytać a Marcus patrzył sie na nią, a zwłaszcza na jej usta.

Rozdział 11

W pociągu do Hogwartu

Kiedy Harry obudził się następnego ranka, w powietrzu wyczuwało się wyraźnie ponurą atmosferę końca wakacji. Gęsty deszcz bębnił wciąż w okno, gdy wkładał dżinsy i bluzę. W szkolne szaty przebierali się zawsze dopiero w ekspresie Londyn-Hogwart.

- Ten image mi się bardziej podoba – oznajmiły dziewczyny i wskazały na swoje ubranie.

- Ja tam dla przykrywki standard, czarna koszula, dżinsy i trampki oczywiście wszystko czarne – mruknął Marcus.

- Ja tam wolę na kolorowo – stwierdziła Alina.

Harry, Ron, Fred i George zeszli już na podest pierwszego piętra, zmierzając do kuchni na śniadanie, gdy u stóp schodów pojawiła się pani Weasley, wyraźnie czymś zaniepokojona.

- Co się stało? – spytała Euphemia.

- Arturze! – zawołała, podnosząc głowę do góry – Arturze! – Pilna wiadomość z ministerstwa!

- Bez tatusia to ministerstwo nie może sobie poradzić – mruknęła Angelina.

- A co on, Supermen, że nie dadzą zjeść na spokojnie śniadania, tylko mu głowę zawracają od samego rana? – spytał się Marcus.

- Dokładnie tak księżniczko – stwierdzili dwie wersje Pana Weasley'a i jeszcze zapytał się Marcusa – Kto to jest Supermen?

- Postać z komiksów DC – wytłumaczył Lestrange.

Harry przywarł do ściany, żeby przepuścić pana Weasley'a, który zbiegł na dół w szacie założonej tył na przód i zniknął im z oczu. Kiedy weszli do kuchni, zobaczyli panią Weasley grzebiącą zawzięcie w szufladzie kredensu.

- Miałam tu gdzieś pióro! – i pana Weasley'a pochylonego nad kominkiem i rozmawiającego z... Harry zacisnął powieki i otworzył je ponownie, aby sprawdzić, czy z jego oczami wszystko jest w porządku.! Pośród płomieni spoczywała głowa Amosa Diggory'ego, przywodząc na myśl wielkie brodate jajo.

- Szkoda, że kura mu nie nasrała na głowę – mruknęła Ginny. Harry Hermiona i Ron parsknęli śmiechem.

Mówiła bardzo szybko, nie zwracając najmniejszej uwagi na latające wokół niej iskry i płomienie liżące uszy.

- ...mieszkający w pobliżu mugole usłyszeli wybuchy i krzyki, więc wezwali tych, jak to oni mówią... pałecjantów... Arturze, musisz tam jechać...

- Masz! – wysapała pani Weasley, wciskając mężowi do rąk kawałek pergaminu, kałamarz i pogięte pióro.

- ...to naprawdę wielkie szczęście, że o tym usłyszałem – powiedziała głowa pana Diggory'ego – musiałem przyjść wcześniej do biura...

- No co pan nie powie, panie Diggory! – zadrwili Fred i George. Amos zrobił się czerwony.

- Fred, George musicie mieć szacunek dla PANA Diggoriego, bo PAN Diggory pracuje w ministerstwie! – skarciły ich dwie wersje pani Weasley, ale głos miała cukierkowy. Amos spłonął jeszcze większą czerwienią.

- Patrzę, a tu ludzie z Wydziału Niewłaściwego Używania Czarów gdzieś się wybierają... Arturze, jeśli Rita Skeeter o tym się dowie... 

- A co mówi Szalonooki? – zapytał pan Weasley, otwierając kałamarz, maczając w nim pióro i zaczynając robić notatki.

- Szalonooki? – spytały Nicole i Jessica – Kto to?

- Taki miły czarodziej z sąsiedztwa – odpowiedział Harry, a niektórzy parsknęli śmiechem.

Głowa pana Diggory'ego przewróciła oczami.

- Mówi, że usłyszał, jak ktoś wchodzi na podwórze. Mówi, że skradali się w kierunku domu, ale wpadli na jego pojemniki na śmieci.

- Co zrobiły pojemniki na śmieci? – zapytał pan Weasley, skrobiąc zawzięcie piórem po pergaminie.

- Z tego, co wiem, narobiły okropnego hałasu i porozsypywały wszędzie śmieci – odpowiedział pan Diggory.

- Bardzo to interesujące – mruknął z ironią Colin I, a Jessica wtuliła się w męża.

- Najwyraźniej jeden z nich wciąż podskakiwał, kiedy pojawili się ci pałecjanci... – Pan Wesley jęknął.

- A co z tym intruzem?

- Arturze, przecież znasz Szalonookiego – odpowiedziała głowa pana Diggory'ego, ponownie błyskając białkami – Ktoś zakrada się na jego podwórko w środku nocy... Mamy w to uwierzyć? Na pewno przebiegał tam jakiś kot, który zaplątał się w kartoflane obierki i dostał szału ze strachu.

- Minne, czy masz coś z tym wspólnego? – spytali dwie wersje Huncwotów rozbawieni.

Ale jeśli Szalonooki dostanie się w łapy tych z Wydziału Niewłaściwego Używania Czarów... pomyśl o jego kartotece... musimy go jakoś z tego wyciągnąć... może jakiś mniejszy zarzut, coś, co podlega twojemu wydziałowi... może ekslodujące pojemniki na śmieci?

- PANIE Diggory ma PAN przesrane – stwierdziła Fleur słodkim głosem.

- Być może skończy się ostrzeżeniem – powiedział pan Weasley z nastroszonymi brwiami, wciąż notując bardzo szybko – Szalonooki nie użył różdżki? Nikogo nie zaatakował?

- Założę się, że wyskoczył z łóżka i zaczął walić przez okno we wszystko, co popadnie... ale trudno będzie im to udowodnić, nie było żadnych ofiar...

- Zespół stresu pourazowego – mruknęła smutno Alicja II.

- No dobrze, już wybywam – powiedział pan Weasley, wcisnął pergamin z notatkami do kieszeni i wyleciał z kuchni. Głowa pana Diggory'ego rozejrzała się i zobaczyła panią Weasley.

- Przepraszam cię, Molly – powiedziała, nieco spokojniej – No wiesz, za budzenie o świcie i to wszystko... ale tylko Artur może wyciągnąć Szalonookiego z tej kabały, a Szalonooki miał dzisiaj rozpocząć nową pracę! – Dlaczego akurat tej nocy...

- I koniec spędzeniu miłego czasu z mężem! – prychnęły dwie wersje Molly.

 - Nie przejmuj się, Amosie. Nie zjesz grzanki, zanim odejdziesz?

 - Chętnie – powiedział pan Diggory. Pani Weasley wzięła grzankę ze stołu, wetknęła ją w płomienie i umieściła w otwartych ustach głowy pana Diggory'ego.

 - Dżeki – powiedział pan Diggory z pełnymi ustami, po czym z cichym pyknięciem zniknął.

 - Dżentelmen nie mówi z pełnymi ustami, PANIE Diggory – rzekła Molly I.

 Harry usłyszał, jak pan Weasley żegna się z Billem, Charliem, Percym i dziewczynkami.

 - Tatuś! – zawołały Ginny i Hermiona, a Artur uśmiechnął się do swoich dzieci.

 Zanim minęło pięć minut, wpadł do kuchni, już we właściwie założonej szacie, przyczesując włosy grzebieniem.

 - Muszę się pospieszyć... chłopcy, życzę wam udanego semestru – zwrócił się do Harry'ego, Rona i bliźniaków, zarzucając na ramiona płaszcz i przygotowując się do teleportacji.

 - To będzie ciekawy semestr, tato – stwierdził Harry.

 - Na zasadzie konkursu kto wyciągnie kopyta. Bez obrazy dla niego – stwierdził ironiczne Marcus.

 - Molly, odprowadzisz dzieciaki na King's Cross?

 - Oczywiście. Nie martw się o nic, zajmij się Szalonookim, my damy sobie radę – Pan Weasley zniknął, a do kuchni weszli Bill i Charlie.

 - Ktoś tu wspomniał Szalonookiego? – zapytał Bill – Co tym razem zmalował?

 - Twierdzi, że ktoś próbował włamać się do jego domu zeszłej nocy – odpowiedziała pani Weasley.

- To straszne – mruknęła starsza Dorcas. 

- Szalonooki Moody? – zapytał George, smarując grzankę dżemem – Czy to nie ten świr, który...

 - Świr? A mówiłeś, że to miły czarodziej z sąsiedztwa – powiedziała Nicole do brata.

 - Kłamałem! – parsknął śmiechem Harry.

 - Twój ojciec bardzo go ceni – przerwała mu surowo pani Weasley – Zgadza się, tata zbiera baterie, prawda? – mruknął Fred, kiedy pani Weasley wyszła z kuchni – Pokrewne dusze, co?

 - Każdy ma jakieś hobby – oznajmił Colin I.

 - Jedni zbierają znaczki – rzekła Emilly – inni zbierają baterie.

 - A inni robią zdjęcia – dodała Gabriele, całując Denisa w policzek i przytuliła się do niego mocno.

 - Ja za to mam inne hobby – oznajmili mężowie i narzeczonych kobiet, patrząc na swoją kobietę, a te już oddychały ciężko.

 - Jeszcze zaczniecie się pieprzyć w miejscu publicznym – powiedzieli Marcus i Amélie jednocześnie.

 - Moody był kiedyś wielkim czarodziejem – rzekł Fred.

 - To stary przyjaciel Dumbledore'a – zauważył Charlie – Ale Dumbledore'a nie nazwałbyś chyba normalnym, co? – powiedział Fred.

 - Jak zostawienie mojego syna u Dursley'ów! – warknęły dwie wersje Lily I do Dumbledore'a.

 - To znaczy... wiem, że jest genialny i w ogóle...

 - Kim jest ten Szalonooki? – zapytał Harry. 

 - To emeryt, kiedyś pracował w Ministerstwie Magii – odpowiedział Charlie.

 - Był w oryginalnym składzie Zakonu Feniksa – oznajmił Gildeon i Fabian. 

- Poznałem go, gdy tata wciągnął mnie do współpracy z nim. Był aurorem, jednym z najlepszych... Łowcą czarnoksiężników – dodał, widząc, że Harry nie ma pojęcia, o co chodzi.

 - Mojemu tatusiowi nikt nie dorówna – stwierdziła Olivia.

 - Sam zapełnił połowę cel w Azkabanie. Ale narobił sobie mnóstwo wrogów... głównie wśród członków rodzin tych, których złapał... i słyszałem, że w końcu naprawdę zbzikował.

 - Powinien iść na terapię – rzekła Alicja II.

Nikomu nie ufa, wszędzie widzi czarnoksiężników.

Bill i Charlie postanowili odprowadzić ich na dworzec King's Cross, ale Percy, tłumacząc się gęsto, oświadczył, że musi iść do pracy.

 Penelopa pokazała i trzymała dłonią, jakby trzymała penisa i poruszyła ręką górę i dół.

 - Penelopa! – skarciła ją dwie wersje pani Weasley.

-  Po prostu teraz nie mogę sobie pozwolić na zwolnienia. Pan Crouch naprawdę na mnie polega.

 - Jest na pewno w siódmym niebie, kiedy robisz mu dobrze – rzekli Fred i George.

 - Fred, George przestańcie! – warknęły na nich lady Weasley.

 - Taak... I wiesz co, Percy? – powiedział George bardzo poważnym tonem – Myślę, że już wkrótce będzie wiedział, jak się nazywasz.

 - Pan Crouch! – parsknął śmiechem Ron. Percy i Barty wychodzili z siebie.

 - Pani Weasley udało się zatelefonować z wiejskiego urzędu pocztowego i zamówić trzy mugolskie taksówki.

- Artur próbował wypożyczyć auta z ministerstwa – szepnęła Harry'emu, kiedy stali w deszczu przed domem, obserwując, jak kierowcy ładują do taksówek sześć ciężkich kufrów.

 - I co udało się? – spytał rozbawiony młodszy Łapa.

 - Ale nie mieli wolnych... Och, Harry, oni mi nie wyglądają na zbytnio uradowanych, prawda? – Harry nie chciał jej mówić, że mugolscy taksówkarze rzadko przewożą nadmiernie podekscytowane sowy, a Świstoświnka robiła straszny raban, nie mówiąc już o tym, że pewna liczba słynnych, odpornych na wilgoć sztucznych ogni doktora Filibustera odpaliła nieoczekiwanie, kiedy wieko kufra Freda otworzyło się raptownie, a Krzywołap wspiął się po nodze jednego z wrzeszczących ze strachu kierowców, używając przy tym pazurów.

 - I tak to była lepsza jazda, niż na trzecim roku – mruknął Harry.

 Jazda na dworzec nie była zbyt przyjemna, bo musieli się zmieścić na tylnych siedzeniach razem z kuframi. Krzywołap długo nie mógł przyjść do siebie po pokazie sztucznych ogni i zanim dojechali do Londynu, byli porządnie podrapani.

 Hermiona patrzyła morderczym wzrokiem na bliźniaków.

 Odetchnęli z ulgą, kiedy wysiedli przed dworcem King's Cross, choć deszcz lał jak z cebra i okropnie przemokli, wlokąc kufry przez zatłoczoną ulicę. Harry nie miał już żadnych kłopotów w przedostaniu się na peron numer dziewięć i trzy czwarte. Trzeba było iść prosto na żelazną barierkę dzielącą perony numer dziewięć i dziesięć, pamiętając tylko, by nie zwracać na siebie uwagi mugoli.

 Molly popatrzyła na swoje dzieci smutnym wzrokiem, bo za chwilę ją opuszcza. Hermiona wyczuła to i podeszła do lady Weasley z gracją i wdziękiem i mocno się do niej wtuliła, a ta mocno ją przytuliła i nie chciała jej wypuszczać.

 - Wiesz, że jesteś moją córeczką?

 - Tak, mamusiu, jestem i będę zawsze twoją córeczką, mamuś – odparła twardym głosem

Dzisiaj zrobili to w małych grupkach. Pierwsi wystartowali Harry, Ron i Hermiona (najbardziej rzucający się w oczy, bo towarzyszyła im Świstoświnka i Krzywołap): oparli się niby przypadkiem o barierkę, gawędząc od niechcenia,

- Gadali, jak będzie wyglądał ich ślub – mruknął Harry do wszystkich.

- Harry nasz ślub był cudowny! – zawołała szczęśliwa Hermiona – Dzięki czemu nazywam się Weasley i państwo Weasley stali się moimi rodzicami – i przytuliła się do Rona mocno – Prawda, skarbie?

- Oczywiście, że moi rodzice są teraz twoimi rodzicami, a o za tym wyglądałaś bosko w tej sukni ślubnej, ale i tak wolę cię bez ubrań, chodząc w tych twoich szpilkach – wyszeptał Ron do ucha Hermiony.

- Noc to jest moja ulubiona część, panie Weasley, bo mogę ci pokazywać swoje ciało, które możesz podziwiać i wielbić i jestem kobietą uwielbiającą szpilki na wysokim obcasie, a szpilki to moja ulubiona część garderoby, kochanie – mruknęła podniecona Hermiona do ucha Rona.

i prześliznęli się przez nią... a gdy to zrobili, peron numer dziewięć i trzy czwarte natychmiast się przed nimi zmaterializował. Ekspres Londyn-Hogwart, ze swoją lśniące, czerwoną lokomotywą, stał już przy peronie. W obłokach pary wyrzucanej z komina liczni uczniowie Hogwartu i odprowadzający ich rodzice wyglądali jak mroczne widma. Świstoświnka rozgadała się jak szalona, słysząc we mgle pohukiwanie mnóstwa sów. Harry, Ron i Hermiona zaczęli szukać sobie miejsc i wkrótce wpychali już kufry do przedziału w połowie pociągu. Potem wrócili na peron, żeby się pożegnać z panią Weasley, Billem i Charliem.

Molly nie mogła się powstrzymać i przytuliła swoje dzieci jakby wyjeżdżali do Hogwartu córki pani Weasley westchnęły zadowolonym głosem wtulając się mamę jeszcze bardziej nieważne czy skoczyły Hogwart, czy nie.

- Molly jesteś w Hogwarcie – przypomniał jej Artur – puść dziewczyny.

- A co ja poradzę, że kocham swoje dzieci i kocham je przytulać – mruknęła Molly do męża.

- Ja tam uwielbiam i kocham, kiedy mamusia mnie przytula i kiedy całuje mnie w czoło, tatusiu – powiedziały Fleur, Charlotte, Angelina, Nicole, Hermiona i Ginny do Artura, więc Lady Weasley ucałowała swoje córki w czoła, a te westchnęły głośno zadowolonym głosem, wtulając się w panią Weasley jeszcze bardziej.

- Wasze życzenie jest dla mnie rozkazem, moje skarby.

- Może zobaczymy się wcześniej, niż sądzicie – rzekł Charlie, szczerząc zęby, gdy już uściskał Ginny.

- Dlaczego? – zapytały dwie wersje pani Potter, panie Black i młodsza wersje Andromedy i Narcyzy.

- Dlaczego? – zapytał żywo Fred.

- Zobaczycie. Tylko nie wspominajcie Percy'emu, że o tym mówiłem. To "poufna informacja do czasu, kiedy ministerstwo uzna za stosowne ją ujawnić".

- Dobrze, będziemy milczeć tak samo, jak w przypadku, że wiemy, że Percy robi Barty'emi... O przepraszam! Weatherby robi PANU Crouchowi dobrze – powiedzieli Fred i George.

- Fred! – warknęła Nicole.

- George! – warknęła Angelina.

- Uspokój się!

- Uspokoję się wtedy, kiedy będziemy nadzy i zadowoleni w łóżku, kochanie – wyszeptali Fred i George do swoich żon, a te zarumieniły się.

- Jezu, a ci znowu o seksie… ile można – powiedziała Amélie z sarkazmem.

- Tak, w tym roku bardzo bym chciał wrócić do Hogwartu – powiedział Bill, który stał z rękami w kieszeniach i patrzył tęsknie na pociąg.

- Dlaczego? – zapytał niecierpliwie George.

- Bo to będzie bardzo ciekawy rok – odrzekł Bill, a oczy dziwnie mu pojaśniały.

Bill bez ostrzeżenia pocałował piętno naznaczenia na szyi Fleur, a ta bez opamiętania wydała z siebie głośne westchnie zadowolenia.

- Muszę cię mieć w środku – westchnęła Fleur podniecona.

- Dobrze, pani Weasley.

- Kocham cię, mój Lordzie – i pocałowała go namiętnie w usta.

- Jesteście piękną parą – powiedziała wzruszona Samanta.

- A ty jesteś naszą córeczką i panią Weasley, kochanie – rzekła Fleur, podchodząc do Samanty, całując ją w czoło. Samanta westchnęła zadowolonym głosem i wtuliła się do jej piersi.

- Louis opiekuj się nią – powiedział Oliver, a Katie patrzyła ze wzruszeniem jak Fleur tuli jej córkę do swojej piersi.

- Wpoiłem Sami, więc nasza więź jest nie rozerwana, tato – odpowiedział Louis.

- Wpoiłes? – spytała Rita i zapisała coś.

- Znowu jakieś bzdury do Plotkarza Codziennego – powiedział Marcus.

- Kocham cię, mamusiu – mruknęła zadowolona Samanta do Fleur, a ta uśmiechnęła się i tuliła ją.

- Może nawet znajdę trochę czasu, żeby się tam pojawić i trochę sobie popatrzyć... 

- Popatrzyć na co? – zapytał Ron. Ale w tym momencie usłyszeli gwizdek i pani Weasley zagoniła ich do przedziału.

- Pani Weasley, dziękujemy za pobyt w pani domu – powiedziała Hermiona, kiedy weszli do przedziału, zamknęli drzwi i wyjrzeli przez okno. 

- Tak, dziękujemy za wszystko, pani Weasley – dodał Harry.

- Dla niektórych to prawda, jestem panią Weasley i życzyłabym tego od tych osób, żeby się do mnie tak zwracały per "PANI Weasley" – stwierdziła, patrząc wymownie na Dumbledore'a, Croucha, Ropuchę, Ritę, Knota, Lucka i nie przyjaciół jej dzieci czy nawet na państwo Diggory – ale...

- Dla Hermiony i dla Harry'ego jestem mamusią – skończyła za nią Hermiona, patrząc na Molly z uśmiechem na twarzy.

- Dokładnie tak, kochanieńka – uśmiechnęła się szeroko do córki – Mądra jest z ciebie dziewczynka, Hermiono.

- Dziękuję, mamusiu – rzekła Hermiona.

- Dla reszty moich córek też jestem mamusią – powiedziała starsza Molly.

- Tak, mamusiu – rzekły reszta córek Molly I.

- Za słodko – stwierdziła Rita.

- Ty, robalu się zamknij! – warknęła Amelia II na Ritę.

- Och, to była dla mnie wielka przyjemność – odpowiedziała pani Weasley – Zaprosiłabym was na Boże Narodzenie, ale... cóż, myślę, że wszyscy będziecie chcieli zostać w Hogwarcie, no bo przecież... tam jest tyle różnych... 

- Mamo! - zawołał zniecierpliwiony Ron – O czym wy troje wiecie, a my nie?

- Że ty i Hermiona będziecie państwem Weasley – oznajmiła pani Weasley słodkim głosem. Ron i Hermiona zarumienili się – a tym samym moimi dziećmi.

- Myślę, że dowiecie się dziś wieczorem – Pani Weasley uśmiechnęła się – To będzie bardzo ekscytujące... bardzo się cieszę, że zmienili zasady... 

- Jakie zasady? – zapytali jednocześnie Harry, Ron, Fred i George.

- Takie, że wieku 16 lat można wziąść ślub – powiedział Artur niewinnie.

- Jestem pewna, że profesor Dumbledore wszystko wam powie. A tymczasem zachowujcie się przyzwoicie. Dobrze, Fred? Przyrzekasz, George?

- Będziemy bardzo grzeczni – oznajmił Fred i George beztrosko.

Tłoki lokomotywy zasyczały głośno i pociąg ruszył.

- Powiedzcie nam, co ma być w Hogwarcie! – krzyknął Fred, wychylając się przez okno.

- Obecnie były pełno imprez weselnych! – parsknęła śmiechem Olivia.

- Jakie zasady zmieniają? – Ale pani Weasley tylko się uśmiechnęła i pomachała im ręką. Zanim pociąg zniknął za zakrętem, ona, Bill i Charlie zdeportowali się. Harry, Ron i Hermiona wrócili do przedziału. Gesty deszcz bębnił w okna, więc nic nie było przez nie widać. Ron otworzył swój kufer, wyciągnął kasztanową szatę wyjściową.

Niektórzy parsknęli głośnym śmiechem, a Ron popatrzył na ich morderczym wzrokiem.

- W szacie wyjściowej wyglądałeś bardzo seksy – mruknęła mu do ucha rozbawiona Hermiona.

- Ha, ha, ha, ale śmieszne! – burknął Ron.

- Jak pan będzie grzecznym chłopcem, to pani Weasley zrobi panu dobrze, panie Weasley – rzekła niezwykle erotyczne Hermiona do jego ucha, a Ron przełknął ślinę, uśmiechając się głupkowato.

i zarzucił ją na klatkę Świstoświnki, żeby zagłuszyć jej podniecone pohukiwanie.

- Bagman chciał nam powiedzieć, co się dzieje w Hogwarcie – powiedział ponuro, siadając obok Harry'ego – Na mistrzostwach świata, pamiętacie? A moja własna matka nabrała wody w usta.

- Teraz to też jest moja mamusia, Ron – poprawiła go Hermiona, a Molly I pokiwała głową, zgadzając się z nią.

- Lubicie mieć zoo, co Weasley! – zadrwił Lucek, ale Gabriele strzeliła go zaklęciem w jaja, że pisnął.

- A ty piszczysz jak mała dziewczynka! – drwiła Gabriele z Lucka, który trzymał się za krocze.

- Moje słoneczko – odparła Lady Weasley do Lady Creevey i przytuliła ją do siebie, po czym pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczucia, jakie do niej żywiła. Gabriele westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w panią Weasley jeszcze bardziej.

- Mamusia – rzekła Gabriele do jej piersi zadowolonym głosem. Molly się wzruszyła, co powiedziała i tuliła ją do swojej piersi.

- Oczywiście kochanie, jestem najbardziej za, żebyś tak do mnie mówiła, skarbie. Mamusia cię bardzo mocno kocha – mruknęła z miłością w głosie i palce Molly Weasley przesuwały się po włosach Lady Creevey. To było dla niej cudowne uczucie, bo westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w lady Weasley jeszcze bardziej.

Bardzo jestem ciekawy, o co...

- Ciiicho! – wyszeptała nagle Hermiona, przyciskając palec do ust i wskazując w stronę sąsiedniego przedziału. Harry i Ron zamilkli, a wtedy usłyszeli znajomy, kpiący głos, napływający przez otwarte drzwi.

- ...ojciec poważnie rozważał, czy nie posłać mnie do Durmstrangu, a nie do Hogwartu. Zna tam dyrektora. A wiecie, co myśli o naszym... Dumbledore uwielbia szlamy, a w Durmstrangu nie przyjmują takiej hołoty.

Draco został trafiony zaklęciem, że pisnął, a rzucił w niego Scorpius. Hermiona mocno go objęła.

- Mój synuś – mruknęła Hermiona pieszczotliwie do Scorpiusa, a ten wyszczerzył się.

- Synuś? – spytała zdziwiona reporterka.

- Scorpius jest moim synem – odparła Hermiona do Skeeter – Masz z tym jakiś problem?

- Nie! – zająknęła się.

- Ale matka nie chciała się zgodzić, żebym był tak daleko od domu. Ojciec mówi, że w Durmstrangu mają o wiele zdrowszy stosunek do czarnej magii niż w Hogwarcie. Tam się jej naucza, a nie tylko pokazuje, jak się przed nią bronić... – Hermiona wstała, podeszła na palcach do drzwi i zasunęła je. Głos Malfoy'a ucichł.

- Więc on uważa, że Durmstrang bardziej by mu odpowiadał, tak? – powiedziała ze złością – Szkoda, że tam nie poszedł, nie musielibyśmy się z nim użerać.

Narcyza westchnęła ciężko.

- Ja owszem maczam palce w czarnej magii, ale w celach naukowych. Wiecie mikstury lecznicze, w końcu muszę wiedzieć, z jakim przypadkiem ma się do czynienia, żeby nie było wyciągnąć nóg do przodu z powodu niedopatrzenia – powiedział Marcus

- Durmstrang to jakaś inna szkoła magii? – zapytał Harry. 

- Tak – odpowiedziała z pogardą Hermiona – i ma okropną reputację. Według Oceny Stanu Edukacji Magicznej w Europie kładą tam duży nacisk na czarną magię.

Ron popatrzył na żonę wymownie.

- Chyba o nim słyszałem – odezwał się Ron – Gdzie to jest? W jakim kraju?

- Tego przecież nikt nie wie – odpowiedziała Hermiona, unosząc brwi.

- Weasley nie wiesz, więc nie jesteś Pani-Wiem-To-Wszytko – oznajmiła Pansy patrząc na nią z odrazą. Pani Weasley uśmiechnęła się do niej – Z czego sie tak uśmiechasz!? – wycedziła Pansy.

- Bo wreszcie ci się udało zapamiętać, jak sie nazywam, Pansy – odpowiedziała Hermiona.

- A dlaczego? - zapytał Harry. 

- Między szkołami magii od dawna trwa zacięta rywalizacja. Durmstrang i Beauxbatons ukrywają swoje położenie, żeby nikt nie wykradł ich sekretów – powiedziała rzeczowym tonem Hermiona.

- Daj spokój! – prychnął Ron, którego to rozśmieszyło – Durmstrang jest tak duży jak Hogwart, jak sobie wyobrażasz ukrycie olbrzymiego zamku?!

- Przecież Hogwart też jest ukryty – powiedziała Hermiona tonem, w którym brzmiało zaskoczenie – Wszyscy o tym wiedzą... a w każdym razie wszyscy, którzy przeczytali Historię Hogwartu.

- Mamusiu wbijasz szpilkę tatusiowi – powiedziała Emilly do Hermiony.

- Ja nie wbijam twojemu tatusiowi żadnej szpilki, kochanie. Szpilki to mam na stopach, które przylepiły się do moich stóp, kochanie i nie mogę ich zdjąć skarbie – mówiła to z uśmiechem na twarzy pani Weasley do córki.

- Mam to samo, mamuś – oznajmiła Emilly – i ten sam problem.

- A nie to, żaden problem, bo kocham te buty! – zawołały razem z uśmiechem, patrząc na swoje szpilki.

- A więc tylko ty – rzekł Ron – No i dobrze, ale może raczysz nam powiedzieć, jak się ukrywa coś takiego jak Hogwart?

- To proste: za pomocą czarów. Kiedy na zamek patrzy jakiś mugol, widzi tylko rozwalone ruiny i napis nad bramą: NIEBEZPIECZENSTWO! NIE WCHODZIC, GROZI ŚMIERCIĄ.

- Pomysłowe – stwierdziła Caroline.

- Więc dla obcego Durmstrang też wygląda jak ruiny?

- Być może – odpowiedziała Hermiona, wzruszając ramionami – A może zabezpieczyli go zaklęciami antymugolskimi, tak jak ten stadion, na którym rozgrywano finał mistrzostw świata. No, ale żeby udaremnić odnalezienie go przez czarodziejów, trzeba by go uczynić nienanoszalnym...

- Możesz powtórzyć?

- Ojej, przecież można tak zaczarować jakiś budynek, żeby nie można go było nanieść na mapę, nie wiedziałeś?

- Ja wiedziałem, że to jest gra wstępna – rzekł Harry.

- Ee... skoro tak mówisz – bąknął Harry.

- Ale ja myślę, że Durmstrang musi być gdzieś na dalekiej północy – powiedziała z namysłem Hermiona – Gdzieś, gdzie jest bardzo zimno, bo oni noszą takie grube, futrzane czapy.

- Ach, tylko pomyślcie... – powiedział Ron rozmarzonym głosem – Jak łatwo byłoby zepchnąć Malfoy'a z jakiegoś lodowca i upozorować wypadek...

- Ron nie podrywaj mi chłopaka – powiedziała rozbawiona Astoria do Rona. Ron i Draco popatrzyli na nią niedowierzaniem.

- Bardzo kusząca wizja – powiedział Marcus.

 - Szkoda, że jego matka go lubi...

W miarę jak pociąg zmierzał coraz dalej na północ, deszcz stawał się coraz gęstszy, a krople coraz większe. Niebo było tak ciemne, a okna tak zaparowane, że zapaliły się światła, choć był środek dnia. W korytarzu rozległ się grzechot wózka z przysmakami i Harry kupił dla wszystkich stertę kociołkowych piegusków.

- Pychotka – rzekli Hugo i Ron.

Po południu zajrzało do ich przedziału kilku kolegów, w tym Seamus Finnigan, Dean Thomas i Neville Longbottom, pyzaty, wyjątkowo roztrzepany chłopiec, wychowywany przez swoją bardzo groźną babcię, również czarownicę.

- Tatuś! – krzyknęły córki Deana, Neville'a i Seamusa, przytulając się do nich bardzo mocno.

- Nie jestem aż taka groźna – mruknęła Augusta.

- Dla nas nie – oznajmiły dwie wersje Alicji I – ale dla innych mamusia jest groźna.

- Bo jak są niewychowani, to trzeba ich wyprostować, córciu. Taką Skeeter np. jest bardzo niegrzeczna dziewczynką przez te wszystkie lata, od kiedy jest na świecie – oznajmiła Lady Longbottom słodkim głosem, całując córkę w czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w panią Longbottom jeszcze bardziej – Córeczko powiedz mamusi, co się robi z dziewczynkami, które są bardzo niegrzeczne?

- Dostają rózgę, mamusiu, a później przerzuca się je przez kolano i ściąga się im spodnie albo spódnice, albo podwija się sukienkę do góry i ściąga się majtki i się je każe tą rozgą po gołej dupie, żeby bolało i również chodzi w tej zabawie o to, żeby pupa była bardzo czerwona, mamusiu – oznajmiła jej córka bardzo cukierkowym głosem – a Rita jest bardzo niegrzeczną dziewczynką i powinna zostać ukarana za swoje wscipstwo, mamusiu – Rita zbladła, bo w jakim sposób lady Longbottom to powiedziała z taką słodyczą przeszły jej ciarki po całym ciele, tak samo jak większości ludzi na sali. Przełknęli ślinę a Augusta uśmiechnęła się do córki z taką miłością i ponownie ją pocałowała w czoło i przytulała szczęśliwa do swojej piersi i nie chciała jej puścić, bo bała się, że znowu będzie sama, a jej córka wzdychała zadowolonym głosem wtulając się w panią Longbottom jeszcze bardziej.

- Kocham cię, córeczko, tak bardzo cię kocham! – najstarsza z rodu Longbottom wtuliła się w panią Longbottom, więc Alicja pocałowała ją w czoło, a Augusta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w córkę jeszcze bardziej. Później Hanna podbiegła Alicji i Augusty i się do pani Longbottom mocno wtuliła.

- Mamusia – mruknęła Hanna do starszej kobiety. Lady Longbottom przytuliła ją mocno.

- Pamiętaj, bez względu na wszystko zawsze będziesz moją córeczką, kochanie – oznajmiła pani Longbottom.

- Bez względu na wszystko zawsze będziesz moją mamusią i tak będę cię nazywała zawsze – odezwała się młodsza pani Longbottom, a jej matka stwierdziła:

- Skarbie z tego co wiem, to jest twój obowiązek, jako damy i lady rodu Longbottom, bo ja jestem twoją mamusią, a Frank jest twoim tatusiem skarbie, a ja mam ten sam obowiązek mówić tak do twojej babci, Hanno, a twoje córki do ciebie.

- Moja mamusia też kazała mi mówić do siebie per "mamusia" – odezwały się reszta córek kobiet, zadowolonym głosem – Tak samo jak mój tatuś również mi tak kazał do siebie mówić, a ja jestem damą i lady rodu mojego męża i należę do niego odkąd wyszłam za mąż i słucham się starszych i moich rodziców, a rodzice mojego męża są moimi rodzicami.

- W rodzinie królewskiej dzieci mówią właśnie tak do swoich rodziców per "mamusia" i per "tatuś" i nieważne czy są dorośli, czy są dziećmi – powiedziała Emilly – Taka jest etykieta dobrego zachowania.

- Uwielbiam ten punkt etykiety savoir-vivre dobrego zachowania – oznajmiły wszystkie matki – Jestem szczęśliwa, że przynajmniej moje  córki tak mówią do mnie i do mojego męża.

- Zaraz puszcze pawia przez taką słodycz! – jęknął Zachariasz, więc Luna rzuciła mu worek.

Seamus wciąż miał przypiętą do bluzy irlandzką rozetkę. Jej czary wyraźnie osłabły; nadal popiskiwała: Troy! Mullet! Moran!, ale już o wiele słabiej i jakby miała zadyszkę. Po jakichś dwóch kwadransach Hermiona, znudzona niekończącymi się dyskusjami o Quidditchu, zagłębiła ssie w Standardowej księdze zaklęć (4 stopień) i zaczęła się uczyć zaklęcia przywołującego.

Hermiona wyszeptała do ucha Ronowi, że ma ochotę na inną naukę. Ron pokiwał głową.

Neville przysłuchiwał się z zazdrością opowieściom o meczu finałowym.

- Babcia nie chciała pójść – powiedział ze smutkiem.

Frank popatrzył na matkę rozczarowany.

- Nie kupiła biletów. Ale to musiał być wspaniały mecz... 

- Był wspaniały – rzekł Ron – Popatrz na to, Neville – Pogrzebał w swoim kufrze i wyciągnął miniaturową figurkę Wiktora Kruma.

- Och... ojej! – Neville'a aż zatkało z zazdrości, kiedy Ron wetknął mu Kruma w pulchną dłoń.

- Nie masz pulchnej dłoni, Neville. A bez koszuli jesteś taki seksowny i uwielbiam cię mieć w środku i kiedy jesteś w środku, czuję się bezpieczna – wyszeptała Hanna do ucha Neville'a podniecona – Masz ochotę mnie bzykać, żebym poczuła się szczęśliwa i bezpieczna?

- Nawet nie wiesz, jak bardzo chce cię przelecieć, moja ty Lady Longbottom – wystękał Lord Longbottom podniecony – Uwielbiam widzieć cię nagą chodzącą z gracją i wdziękiem i pokazujesz mi swoje wdzięki w twoich szpilkach na wysokim obcasie.

- Więc mnie przeleć, Lordzie Longbottom proszę – powiedziała podniecona Hanna, robiąc sobie wiatr, a Neville pocałował ją w czoło. Hanna westchnęła zadowolonym pomrukiem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Kocham cię, Lordzie Longbottom – mruknęłaa zadowolonym głosem do jego piersi.

Ja panią też, Lady Longbottom i zawsze będziesz panią Longbottom.

- Tak, Panie Longbottom – rzekła Hanna, mając iskierki miłości w oczach – Zawsze będę Lady Longbottom, bo mając ten znak na szyi, który mi dałeś jesteśmy jednością – i wtuliła się jego pierś i westchnnęła zadowolonym głosem.

- Widzieliśmy go żywego, i to z bliska – powiedział Ron – Byliśmy w loży honorowej...

- Po raz pierwszy i ostatni w życiu, Weasley.

- Jesteś irytujący, tatusiu! – warknęła Rose do Draco.

- Wiem, że jestem super Rosie – odparł Draco z wyszczerzem.

- Nie mów do mnie Rosie!

- A bo co? – spytał.

- Bo...! – a Draco przytulił Rose mocno do siebie, a kiedy Draco ją przytulił ogarnął ją dziwny spokój i bezpieczeństwo, więc Rose nie wiele myśląc wtuliła się w jego klatkę piersiową. Draco pocałował ją w czoło. Rose westchnęła zadowolonym głosem wtulając się we fretkę ulizaną jeszcze bardziej.

- Jestem teraz twoim tatusiem, Rosie – mruknął jej do ucha Draco niewinnym głosem.

- Tak, tatusiu – oznajmiła zadowolona Rose po chwili, kiedy z wielkim trudem się od niej oderwał, bo nie chciała go puścić. Sala patrzyła na to zszokowana jak im wściekli, a Scorpius posadził Rose na swoich kolanach, a ta wtuliła się w niego.

- Scor tatuś pokazał względem mnie uczucia i emocje – powiedziała Rose szczęśliwa.

- Wiem, słoneczko.

- Jesteś bardzo silną dziewczyną – mruknął obolały Draco.

- Dbam o siebie, chodzę na siłownię i medytuje. Chodzę na pilates tatusiu – oznajmiła wzruszając ramionami.

- Hermiona, fretka ulizała i przytuliła naszą córeczkę – odezwał się w szoku Ron – I było jej dobrze.

- Bo jest to mój tatuś, tatusiu – powiedziała Rose do Rona – a lady Malfoy jest moją mamusią. Wszystko przez ten znak na szyi – i przejechała palcem po znaku i westchnęła zadowolonym głosem.

- Znak na szyi? – spytała Rita.

- Tak skarbie jestem twoją mamusią i zawsze nią będę, a kto powie inaczej to tę osobę wyprostuje – powiedziała miłością w głosie Astoria a ta przytuliła się do niej Rose zamknęła oczy i nie chciała puścić lady Malfoy - kocham Cie bardzo mocno lady Malfoy – całując ją w czoło.

- Ja Ciebie też kocham, mamusiu – odparła, wtulona do jej piersi i westchnęła zadowolonym głosem. Niektórzy patrzyli na to ze wściekłymi minami, zwłaszcza Pansy i Lucek.

W drzwiach pojawił się Draco Malfoy. Za nim stali, rzecz jasna, jego dwaj goryle, Crabbe i Goyle, wielkie, zbirowate osiłki; obaj podrośli przez lato przynajmniej o stopę.

- To tylko sługi moich dzieci i wnuków – oznajmiły dwie wersje Lady Malfoy, patrząc na nich z góry – Nie warto się nimi przejmować – Goyle i Crabbe popatrzyli na nią wściekli. Astoria i Rose popatrzyły na goryli z góry, a Draco i Scorpius parsknęli śmiechem.

- Mamusia/babcia ma rację – powiedziały Lady's Malfoy do Narcyzy – a wy jako sługi nie możecie patrzeć na moją mamusię/moją babcię w taki sposób! – warknęły na goryli, a pani Malfoy uśmiechnęły się szeroko do swojej córki i wnuczki.

- One nie są godne bycia Malfoy'em! – warknęli dwie wersje Lucka.

- SĄ GODNE! – zawołały Lady Malfoy wściekłe – Astoria to moja córeczka i Lady Malfoy, a Rose to moja wnusia i też Lady Malfoy, kretynie! I spróbuj je dotnąć swoimi brudnymi łapskami, a nie będę dla Ciebie taka miłosierna, Malfoy.

- Jak śmiesz mówić tak do swojego męża! – wycedzili Lordowie Malfoy.

- Mąż to mężczyzna, który potrafi zaspokoić potrzeby swojej kobiety, a twój kikut jest strasznie mały, że nawet nie czuję, kiedy mam go w środku i  nawet nie mam orgazmu, a ty po minucie już dyszysz. Śpisz i jeszcze nie masz orgazmu – kpiły z męża dwie wersje Narcyzy. Pan Malfoy zrobili się czerwoni.

- Ktoś tu ma małego! – zadrwili obie wersje Lorda Weasley'a, a jego Lady zachichotały z drwiną.

- Strasznie ci kochana współczuję, że związałaś się z takim mazgajem i panieńkarzem i nieudacznikiem życiowym, że nawet nie potrafi cię porządnie przelecieć, to nie jest prawdziwy mężczyzna. Moim zdaniem tylko jakaś panienka i nieudacznik życiowy. Chodź tu kochana niech cię przytulę – oznajmiły kobiety i przytuliły swoją przyjaciółkę do Lady Malfoy w piersi pani Malfoy. Kobiety wychodził z siebie, a mężczyźni parsknęli śmiechem.

Najwyraźniej podsłuchali ich rozmowę przez drzwi przedziału, które Dean i Seamus zostawili otwarte.

- Nie przypominam sobie, żebyśmy cię zapraszali, Malfoy – wycedził Harry.

- Weasley... a co to takiego? – zapytał Malfoy, wskazując na klatkę Świstoświnki. Zwisał z niej rękaw wyjściowej szaty Rona, kołysząc się wraz z chybotaniem pociągu. Poszarzała koronka rzucała się w oczy. Ron poderwał się, by schować szatę, ale Malfoy był szybszy.

- Nie przejmuj się Ron. Draco na pewno nie wie, jak zadowolić kobietę, bo ma małego – zadrwiła Hermiona cukierkowym głosem. Niektórzy ludzie parsknęli śmiechem. Draco patrzył na Hermionę wściekły – za to ty wiesz jak zadowolić lady Weasley – niektórzy zaczęli gwizdać. Lavender miała ochotę rozszarpać Hermionę, że bzyka się z jej mon-Ronem.

Chwycił za rękaw i pociągnął.

- Zobaczcie! – powiedział uradowany, pokazując szatę swoim gorylom – Weasley, chyba nie zamierzasz tego nosić, co? No wiesz... to było bardzo modne gdzieś w 1890 roku...

- Wypchaj się krowim łajnem! – krzyknął Ron, z twarzą koloru swojej wyjściowej szaty. Wyrwał ją Malfoy'owi, który ryknął drwiącym śmiechem. Crabbe i Goyle parsknęli głupkowato.

- Wyglądałeś tak seksy! – zadrwił Draco – Ron Weasley czy nie wyglądam w tym seksy! – drwił blondyn z rudego.

- Zamknij się, Malfoy! - warknął Ron.

- To co, Weasley, zamierzasz wziąć udział? Chcesz spróbować? Myślisz, że może ci się uda przysporzyć odrobinę sławy rodowemu nazwisku? No i w grę wchodzą pieniądze, chyba wiesz... jakbyś zwyciężył, mógłbyś sobie wreszcie sprawić jakieś przyzwoite ciuchy...

- O czym ty mówisz? – warknął Ron.

- O czym on mówi, Ron? – spytała młodsza Molly I.

- Wszystkiego się dowiesz, mamo – oznajmił Ron.

- Zamierzasz się zgłosić? – powtórzył Malfoy – Założę się, że i ty, Potter. Ty nigdy nie przegapisz najmniejszej szansy, żeby się wszystkim pokazać, co? – Malfoy, albo nam wyjaśnisz, o czym pleciesz, albo wynoś się stąd – odezwała się Hermiona znad Standardowej księgi zaklęć (4 stopień). Na bladej twarzy Malfoy'a pojawił się triumfalny uśmiech.

- To wy naprawdę o niczym nie wiecie? – zapytał uradowany – Weasley, masz w ministerstwie ojca i brata i nic nie wiesz? Bo mój ojciec powiedział mi o tym już dawno... dowiedział się od Korneliusza Knota. No tak, ale mój ojciec zawsze przyjaźnił się z czołowymi osobistościami w ministerstwie.

- Chyba największymi kretynami – poprawiały go Flora i Hestia – Na czele z Knotem, Crochem, Skeeter i Ropuchą.

- Zgadzam się z tym – powiedziała Amélie. Knot, Ropucha, Crouch, Skeeter i nawet Diggory zrobili się czerwoni.

Może twój ma jeszcze zbyt niską pozycję, by o tym wiedzieć; pewnie w jego obecności nie rozmawiają o ważnych sprawach. Zaśmiał się ponownie, skinął na Crabbe'a i Goyle'a i cała trójka zniknęła. Ron zerwał się na nogi i zatrzasnął za nimi drzwi z taką siłą, że szyba rozleciała się w kawałki.

- Ron! – powiedziała z wyrzutem Hermiona, wyciągając różdżkę. Mruknęła: Reparo!, a kawałki szkła połączyły się w szybę, która natychmiast wróciła na swoje miejsce w drzwiach.

- Kochanie, ten typek działa mi na nerwy – rzekł Ron.

- Więc... wygląda na to, że on wie wszystko, a my nic – warknął Ron – Ojciec zawsze przyjaźnił się z czołowymi osobistościami w ministerstwie... Tata mógłby już dawno awansować, ale nie chce, po prostu lubi swoją pracę.

- Ależ to oczywiste, Ron – powiedziała spokojnie Hermiona – Nie daj się wyprowadzić z równowagi Malfoy'owi.

- Bo Malfoy ma małego, a ty masz dużego i wiesz jak mnie zadowolić, Lordzie Weasley – wyszeptała Hermiona.

- Jemu? Wyprowadzić się z równowagi? Daj spokój!prychnął Ron, porywając kociołkowego pieguska i miażdżąc go w dłoni.

Podły nastrój nie opuścił Rona aż do końca podróży. Prawie się nie odzywał, gdy przebierali się w szkolne szaty

Pani Weasley pocałowała swojego męża w policzek.

i wciąż był wściekły, kiedy pociąg w końcu zwolnił i zatrzymał się na ciemnej jak grobowiec stacji Hogsmeade. Kiedy drzwi przedziałów pootwierały się z trzaskiem, gdzieś wysoko przetoczył się grzmot. Hermiona zawinęła Krzywołapa w swój płaszcz, a Ron pozostawił swoją szatę wyjściową na klatce Świstoświnki. Opuścili wagon, pochylając nisko głowy i mrużąc oczy w ulewnym deszczu. Lało tak strasznie, jakby im nad głowami nieustannie wylewano kubełki lodowatej wody.

- Hej! Hagrid! – ryknął Harry na widok olbrzymiej postaci na końcu peronu.

- W porząsiu, Harry? – odkrzyknął Hagrid, machając ręką.

- Porząsiu, Hagridpowiedział Harry do Hagrida, a Ginny wtuliła się w męża jeszcze bardziej.

- Zobaczymy się na uczcie, jeśli się nie potopimy! – Zgodnie z tradycją, pierwszoroczniacy byli przewożeni do Hogwartu przez jezioro łódkami, a przeprawę kierował Hagrid.

- Oooch, nie wyobrażam sobie przepłynięcia jeziora w taką pogodę – powiedziała Hermiona, wzdrygając się, kiedy szli powoli peronem razem z całym tłumem uczniów.

- Zawsze będę przy tobie, kiedy znów rozpęta się burza – śpiewał Hugo.

Przed stacją czekała na nich setka powozów bez koni. Harry, Ron, Hermiona i Neville wleźli z ulgą do jednego z nich, drzwiczki zatrzasnęły się z hukiem i w chwilę później długi sznur pojazdów potoczył się chwiejnie po rozmokłej drodze, zmierzając ku zamkowi Hogwart.

- Koniec rozdziału – odezwała się Amélie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...