piątek, 20 września 2024

Rozdział 12 Czara

 

- Teraz ja chcę czytać – powiedział Aidren Wilson.

- Proszę kochanie – oznajmiła Amelie. Alina i Marcus popatrzyli na dziewczynę wściekli.

Rozdział 12

Turniej Trójmagiczny

- Jaki znowu turniej! – krzyknęły dwie wersje Lily.

- Turniej Trójmagiczny, mamuś – mruknęła Ginny, a Molly popatrzyła morderczym wzrokiem na Dumbledore'a, Knota, Croucha seniora i Rita, po czym wycedziła.

- Zabiję was! Ale wcześniej strzelę was w jaja wysokim obcasem!

- Jeśli Molly tak reaguje, to aż się boję – mruknęła Euphemia.

- Mamo nie możesz... – zaczął Percy.

- Nie będziesz mi mówił, co mogę, a czego nie mogę! – warknęła starsza Molly na syna i stanęła, patrząc na syna z tą swoją miną.

Chciałbym, żeby moja mama tak się ubierała, jak pani, pani Weasley – oznajmił Antony – i chodziła w takim szpilkach.

No ja też – dodali inni, patrząc na Lady Weasley. Zachwytem Molly zarumieniła się i zachichotała odwracając się wokół własnej osi.

- Dziękuję, drogie dzieci! – powiedziała z zachwytem pani Weasley – ale to wszystko zasługa moich ukochanych wnuczek, to one mnie tak ubrały.

Nie ma za co, babciu! Najważniejsze ze babci się podoba.

- Podoba? Nie, ja uwielbiam chodzić w tym ciuszkach i szpilach na wysokim obcasie, które podkreślają moje wdzięki jako damy i Lady Weasley – oznajmiła – a was – mówiła do dyrektora, Croucha i Knota – i tak walnę w cztery litery. Pójdziecie za swoje wyczyny do Azkabanu. Będę miała Azkaban i będziecie prosić mnie o szybką śmierć, a ty Crouch lubisz być martwy, prawda?

- Tak, proszę PANI, lubię być martwy, proszę PANI! – zawołał Patrick głosem Croucha.

- Nie powiedziałeś "PANI Weasley albo LADY Weasley" Crouch! – wycedziła starszy Molly.

- Och, proszę PANI o wybaczenie, PANI Weasley! – zawołał, udając przerażony głos Croucha – Tak, PANI Weasley. Lubię być martwy, proszę PANI, bardzo, LADY Weasley. Proszę o wybaczenie, LADY Weasley! – trajkotał Patrick głosem Croucha. Prawdziwy Barty robił się czerwony i wściekły.

Powozy przejechały przez bramę, pomiędzy dwoma posągami uskrzydlonych dzików, a potem szerokim podjazdem potoczyły się ku zamkowi, chybocąc się niebezpiecznie w podmuchach wściekłej nawałnicy. Przycisnąwszy nos do okna, Harry ujrzał zbliżający się coraz bardziej Hogwart, z wieloma oświetlonymi oknami migocącymi niewyraźnie za kurtyną gęstego deszczu.

- Nie lubię deszczu – mruknęła Fleur.

Błyskawica rozdarła niebo, gdy ich powóz zatrzymał się przed wielkimi dębowymi drzwiami frontowymi na szczycie kamiennych schodków, po których już wspinali się pospiesznie pasażerowie pierwszych powozów. Harry, Ron, Hermiona i Neville wyskoczyli z powozu i pobiegli ile sił w nogach po stopniach, podnosząc głowy dopiero wówczas, gdy znaleźli się w przepastnej i mrocznej, oświetlonej pochodniami sali wejściowej, z której na górne piętro wiodły wspaniałe marmurowe schody.

- A niech to dunder świśnie! – zawołał Ron, potrząsając głową i rozpryskując wokół siebie wodę – Jak będzie tak lało, to jezioro wystąpi z brzegów. Przemokłem... AAAU!

- Irytek! – zawołali Huncwoci.

Wielki, czerwony, napełniony wodą balon spadł spod sufitu prosto na jego głowę i pękł, oblewając go od stóp do głów. Prychając i plując, Ron zatoczył się na Harry'ego, gdy druga bomba wodna, ominąwszy Hermionę, eksplodowała u stóp Harry'ego, wlewając mu do adidasów strugi zimnej wody. Inni uczniowie wrzeszczeli i rozpychali się, usiłując wydostać się z pola rażenia. Harry spojrzał w górę i zobaczył unoszącego się jakieś dwadzieścia stóp nad posadzką poltergeista Irytka, małego ludzika w przystrojonej dzwoneczkami czapce i pomarańczowej krawatce; jego szeroka, złośliwa twarz stężała w skupieniu, gdy wycelował kolejny balon.

- IRYCIE! – zagrzmiał rozeźlony głos – Na dół, ALE JUŻ! – Profesor McGonagall, zastępca dyrektora i opiekunka Gryffindoru, wypadła z Wielkiej Sali.

- Dobrze, profesor McSztywna! – zawołał Irytek, który się pojawił w Wielkiej Sali.

Pośliznęła się na mokrej posadzce i złapała Hermionę za szyję, żeby nie upaść – Oj... przepraszam, panno Granger...

- Nic nie szkodzi, pani profesor! – wysapała Hermiona, rozcierając sobie gardło.

Hermiona wtuliła się w męża, a ten pocałował ją w policzek, patrząc na nią jak na ósmy cud świata.

- Irytku, NATYCHMIAST do mnie! – warknęła profesor McGonagall, prostując sobie spiczasty kapelusz i łypiąc groźnie sponad prostokątnych okularów.

- Ja nic nie robię! – zarechotał Irytek, ciskając wodną bombę w grupkę dziewcząt z piątej klasy, które z wrzaskiem dały nurka do Wielkiej Sali.

- Ja nic nie robię! – zarechotał Irytek, ciskając wodną bombę w grupkę dziewcząt z piątej klasy, które z wrzaskiem dały nurka do pod stół. Dziewczyny pisnęły.

- Irytku mam dla Ciebie propozycje – krzyknęli dwie wersje Łapy.

- Tak? – zainteresował się.

- Dam się nie ciska wodą, bo tak nie wypada, ale masz tu frajerów to oblania – wskazał na Ropuchę, Dumbledore'a, Knota, Lucka, Diggory'ego i Filcha i Skeeter.

- A co ja będę z tego miał?

- Będziesz prawdziwym przyjacielem Huncwotów – oznajmili dwie wersje Rogacza – a bycie przyjacielem Huncwotów, to tak jak wygranie losu na loterii – Nim się zorientowali, jak to nazwał Łapa frajerzy byli cali mokrzy od bomb rzucanych przez Irytka.

- IRYTEK PRZESTAŃ!! – ryczeli banda frajerów wściekła, a Huncwoci parskali śmiechem, jak i większość ludzi na sali.

- Ojejku, ktoś tu jest mokry – odezwała się młodsza Lily słodkim głosem.

- A co tu się stało i dlaczego jesteście cały mokrzy? – spytała zdziwiona Poppy, patrząc na mokrych ludzi – Ach, ta dzisiejsza młodzież!

- Panie dyrektorze pan chyba jest za stary, żeby bawić się w takie rzeczy – oznajmiła Minerwa cukierkowym głosem. Dumbledore popatrzył na nią wściekły.

- A panowie Diggory i Knot oraz Crouch i pani Skeeter jesteście pracownikami Ministerstwa Magii – dodała Pomona – Barty, kochanie moje czy wolałeś mieć kąpiel w jeziorku, czy teraz? – Barty zrobił się czerwony.

- Lucek wyglądasz jak przemoczona Roszpunka! – zadrwiły dwie wersje Narcyzy. Lucek kipiał ze złości.

- Dolores, kochanie miałaś fajną kąpiel? – spytały dwie wersje Amelii – Czy wolałaś mieć kąpiel w jeziorku, czy teraz? Powiedz skarbie, Madame Bones.

- Amelia ona jest Ropuchą, więc to dla niej chyba na jedno wychodzi – stwierdzili dwie wersje Kingsley'a.

- Święty Mikołaju dlatego jesteś mokry? – spytała Dora Dumbledore'a.

- Bo święty Mikołaj był bardzo niegrzeczny, kochanie – odparła Victoire.

- Jest mokry, bo miał karę, córeczko – powiedział Teddy.

- Czyli jego elfy i ta brzydka blondyna oraz Ropucha też byli niegrzeczni tak? – spytał ciekawski Remi.

- Tak, synu, bo czasem Mikołaj, blondyna, Ropucha i elfy są brzydcy jak noc. Mają złe dni i wtedy są bardzo niegrzeczni – stwierdził Teddy.

- A niegrzecznych ludzi się karze, kochanie – dodała Victoire cukierkowym głosem.

- Wy mali smar... – zaczęła Umbridge i nagle Nimfadora strzeliła ją zaklęciem ta pisnęła z bólu leżąc na plecach.

- LADY LUPIN! – ryknął Dumbledore.

- Tak, PANIE dyrektorze? – spytała słodkim głosem pani Lupin i zeszła z kolan Remusa, po czym podeszła do niej z niezwykłą gracją i wdziękiem miała szpilki na wysokim obcasie. Złapała ją za kołnierz, single po raz kolejny westchnęli.

- Bogini! – westchnęli single, patrząc na Nimfadorę z otwartą szczęką i wielkimi oczami.

- Od moich dzieci i wnuków wara albo poznasz, co potrafię! – warknęła lady Lupin – a teraz ładnie przeproś lordów i lady's Lupinów.

- Przepraszam LORDZIE Lupin i LADY Lupin oraz PAŃSTWA dzieci! – wystękała Dolores, bo nie chciała dostać od auror Lupin zaklęcia. Nimfadora ją puściła, po czym podeszła do swojego syna i jego żony i przytuliła się do swojej piersi mocno Victoire. Pani Lupin tylko poczuła ciało starszej kobiety wtuliła się.

- Mamusia – mruknęła do jej piersi Victoire zadowolonym głosem.

- Tak, kochanie, jestem twoją mamusią i nie zdajesz sobie sprawy, że twoja mamusia bardzo mocno cię kocha – oznajmiła Nimfadora z wielką miłością w głosie – i zawsze będę cię kochać, córeczko – i pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczucia, jakie do niej żywiła. Victoire westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w mamę jeszcze bardziej.

- Kocham cię, mamusiu – oznajmiła do jej piersi zadowolonym głosem.

-Ja też cię kocham, moja córeczko. Dziękuję za te ubrania i szpilki oraz biżuterie. Twój tatuś uwielbia mnie widzieć tak ubraną – mruknęła pani Lupin, tuląc ją do swojej piersia w nocy widzieć mnie nagą tylko z biżuterią i szpilkach na wysokim obcasie.

- Jesteśmy kobietami rodu Lupin i obie jesteśmy damami i lady's Lupin, mamuś, więc musimy mieć ta biżuterie i szpilki na wysokim obcasie cały czas – odparła beztrosko Victoire, a później ponownie się wtuliła w ciało Nimfadory. Ta ponownie tuliła swoją córkę do swojej piersi z uśmiechem na twarzy, a później popatrzyła się na Remusa wzruszona.

- Mamo, ja Victoire wpoiłem – przypomniał jej Teddy – Ta więź jest na zawsze, więc Victoire zawsze będzie twoją córką i mówiła do Ciebie per mamusia – a Victoire pokiwała głową z uśmiechem na twarzy.

- Bardzo mnie cieszy, że będzie moją córką na zawsze, a ty Teddy wybrałeś sobie naprawdę wspaniałą kobietę – oznajmiła pani Lupin, tuląc blondynkę.

- Jesteście takie słodkie, że aż mnie mdli – rzekł Irytek i uderzył Filcha z nogą.

- IRYTEK! – ryknął wściekły Angus.

- Przecież i tak już są przemoczeni! Mały wodotrysk! Łiiiii! – I rzucił kolejną bombę w grupkę drugoklasistów, którzy właśnie weszli do środka.

- Zawołam dyrektora! – krzyknęła profesor McGonagall – Ostrzegam cię, Irytku...

- Dyrektorek jest mokry! – rechotał Irytek.

Irytek wywalił język, cisnął ostatnią wodną bombę i poszybował w górę ponad marmurowymi schodami, rechocząc jak wariat.

- Ruszać się! – powiedziała ostro profesor McGonagall do przemoczonego tłumu – Do Wielkiej Sali, szybko! – Harry, Ron i Hermiona ruszyli niepewnie po mokrej posadzce, ślizgając się co chwila, ku podwójnym drzwiom po prawej stronie.

- Ej, zróbmy lodowisko! Pojeździmy sobie na łyżwach! – krzyknął James II.

Ron mruczał coś ze złością pod nosem, odgarniając sobie mokre włosy z twarzy.

Wielka Sala jak zawsze wyglądała wspaniale, udekorowana odświętnie do uczty na rozpoczęcie roku szkolnego. W blasku setek świec, unoszących się w powietrzu nad stołami, lśniły złote talerze i puchary. Przy czterech długich stołach poszczególnych domów siedziało już mnóstwo rozgadanych uczniów; u szczytu, po drugiej stronie piątego stołu, twarzami do sali, siedziało gremium profesorskie.

Starsza Molly popatrzyła na dyrektora, a późnej na Croucha i na Skeeter, jakby miała ich rozszarpać.

Było tu o wiele cieplej. Harry, Ron i Hermiona przeszli obok stołów Ślizgonów, Krukonów i Puchonów i usiedli razem z resztą Gryfonów w dalekim końcu sali, tuż obok Prawie Bezgłowego Nicka, ducha Gryffindoru.

Duch Gryffindoru przyleciał się przywitać.

Perłowobiały i na półprzezroczysty, Nick miał na sobie swój zwykły kubrak, ozdobiony jednak wyjątkowo wielką kryzą, która zapewne miała podkreślić uroczysty charakter tego spotkania, ale i zapewnić większą stabilność częściowo odciętej głowie.

- Dobry wieczór – powiedział, spoglądając na nich z radością.

- Zależy dla kogo – odrzekł Harry, zdejmując adidasy, by wyląc z nich wodę – Mam nadzieję, że pospieszą się z Ceremonią Przydziału, umieram z głodu.

- Jedzenie – rozmarzyli się Ron i Hugo.

Ceremonia Przydziału nowych uczniów do poszczególnych domów miała miejsce na początku każdego nowego roku szkolnego, ale na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności Harry nie był obecny na żadnej z nich poza tą jedną, kiedy sam po raz pierwszy znalazł się w Hogwarcie. Bardzo chciał zobaczyć tegoroczną.

- Latający Ford i dementorzy w pociągu – mówił Harry.

Nagle z końca stołu dobiegł go podekscytowany, zdyszany głos:

- Hej, Harry! – Był to Colin Creevey, chłopiec z trzeciej klasy, dla którego Harry był idolem.

Colin jęknął i zrobił się czerwony, kiedy sobie przypomniał, co gadał.

- Cześć, Colin – odpowiedział bez zapału Harry.

- Harry, zgadnij, co będzie! Zgadnij! Mój brat zaczyna naukę! Mój brat Dennis!

Jessica parsknęła śmiechem, tak samo, jak większość ludzi na sali.

- Ee... to wspaniale – Mówię ci, ale jest przejęty! – zawołał Colin, podskakując na krześle – Mam nadzieję, że trafi do Gryffindoru!

Colin złapał się za twarz czerwieniąc się obficie.

Harry, trzymaj za niego kciuki, dobra?

- Ee... dobra.

Większość ludzi parsknęła śmiechem.

- Harry odwrócił się do Hermiony, Rona i Prawie Bezgłowego Nicka.

- Bracia i siostry zwykle trafiają do tego samego domu, prawda? – Miał na myśli Weasley'ów, których cała siódemka była w Gryffindorze.

- Och, niekoniecznie – powiedziała Hermiona – Bliźniaczka Parvati Patii jest w Ravenclawie, a przecież one są identyczne, więc niby powinny być razem, no nie?

- Ja nie mam bzika na punkcję wróżbiarstwa – stwierdziła Patil.

Harry spojrzał na stół nauczycielski i pomyślał, że więcej przy nim pustych miejsc niż zwykle. Hagrid pewnie wciąż przeprawia się przez jezioro z pierwszoroczniakami, profesor McGonagall nadzoruje osuszanie posadzki w sali wejściowej, ale jest jeszcze jedno puste krzesło... Kogo brakuje?

- A gdzie jest nowy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią? – zapytała Hermiona, która też spoglądała na stół profesorów.

- Kto będzie nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią w tym razem – spytała Euphemia.

Jeszcze nigdy nie mieli nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią, który by wytrzymał dłużej niż trzy semestry. Jak dotąd Harry najbardziej polubił profesora Lupina, który zrezygnował w ubiegłym roku.

- Najwięcej się nauczyłem – stwierdził Harry.

Przyjrzał się stołowi nauczycielskiemu. Nie, na pewno nie było żadnej nowej twarzy.

- Może nie mogą znaleźć chętnego! – powiedziała z niepokojem Hermiona.

- Ten, co mieliśmy, to bardzo straszny był – powiedziała Hanna, mając na myśli fałszywego Moody'ego.

Harry ponownie spojrzał na stół nauczycielski, tym razem przyglądając się wszystkim uważniej. Maleńki profesor Flitwick, nauczyciel Zaklęć, siedział na stosie poduszek obok profesor Sprout, nauczycielki Zielarstwa, która w kapeluszu na bakier na rozwianych szarych włosach rozmawiała z profesor Sinistra, nauczającą Astronomii. Po drugiej stronie profesor Sinistry siedział Snape, nauczyciel Eliksirów, z ziemistą twarzą, tłustymi włosami i haczykowatym nosem – najmniej przez Harry'ego lubiana osoba w całym Hogwarcie.

- Też cię nie lubię, Potter! – warknął starszy Severus.

"Najmniej lubiana" to bardzo łagodne określenie, bo tak naprawdę Harry nienawidził go z całego serca.

- Mówi to ten, co nazwał swojego syna Severus! – parsknął śmiechem James II.

- Bo na koniec ostatniego roku zmieniłem o nim zdanie, ale dowiecie się tego w ostatniej części – dodał, gdy już chcieli zapytać, jaki to był powód.

Nienawiść Harry'ego do Snape'a można było porównać tylko z nienawiścią, jaką Snape żywił do Harry'ego, która pogłębiła się jeszcze bardziej w ubiegłym roku, kiedy Harry pomógł Syriuszowi uciec z zamku tuż przed długim nosem Snape'a. Snape i Syriusz byli wrogami jeszcze z lat szkolnych.

- Prawda – zgodził się młodszy Rogacz.

Krzesło po drugiej stronie Snape'a było puste; Harry przypuszczał, że to miejsce profesor McGonagall. Dalej, przy środku stołu, siedział profesor Dumbledore, dyrektor szkoły, we wspaniałej, ciemnozielonej szacie ozdobionej wyszywanymi gwiazdami i księżycami;

- Dyrektorek, jak zwykle chcę się wyróżnić – mruknęła Ginny, wywracając oczami.

jego siwa czupryna i broda lśniły w blasku świec. Zetknął końce swoich długich, cienkich palców i wsparł na nich podbródek, patrząc w sufit przez okulary-połówki, jakby się głęboko nad czymś zamyślił.

- Muszę skontaktować się dilerem dropsów – powiedział głośno Albus II. Dumbledore zrobił się czerwony.

Harry też zerknął na sufit. Był zaczarowany i zawsze wyglądał tak samo jak niebo nad zamkiem. Tym razem przemykały po nim czarne i purpurowe chmury, a gdy z zewnątrz dobiegł grzmot, sklepienie przeciął zygzak błyskawicy.

- Ojej, pospieszcie się – jęknął Ron, siedzący obok Harry'ego – Mógłbym zjeść hipogryfa.

- Jakim cudem jesteś ciągle głodny, a jesteś taki chudy! – jęknęła Fay.

Ledwo to powiedział, drzwi Wielkiej Sali rozwarły się z hukiem i zapadła cisza. Profesor McGonagall wprowadziła długi rząd pierwszoroczniaków. Harry'emu, Ronowi i Hermionie mokre szaty kleiły się do ciała, ale to było nic w porównaniu z nowymi uczniami. Sprawiali wrażenie, jakby przepłynęli jezioro wpław.

- Było super! – zawołał Denis podniecony.

Wszyscy dygotali z zimna i strachu, podchodząc do stołu nauczycielskiego i zatrzymując się przed nim w szeregu, twarzami do sali – wszyscy prócz najmniejszego z nich, chłopca o mysich włosach, otulonego w coś, w czym Harry rozpoznał płaszcz z krecich futerek, należący do Hagrida.

- Wpadłeś do jeziora, synku? – spytała Apolonia i podeszła do Denisa z niezwykłą gracją i wdziękiem. Przytuliła go i pocałowała go w czoło.

- Tak, mamusiu – westchnął zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej. Kiedy Madame Delacour usłyszała "mamusiu" wzruszyła się i przytuliła go jeszcze bardziej.

- Dobrze, że się nie utopiłeś, kochanie – mówiła do niego przerażonym głosem i była wyższa od Denisa – Jesteś moim synem w takim samym stopniu, jak Bill – odparła pani Delacour – i skoro jesteście moimi synami to mówicie mi per "mamo". Czy wyraziłam się jasno? – spytała obu.

- Tak, mamo, to jest mój obowiązek jako twojego syna, mamo – oznajmili obaj, a ta uśmiechnęła się szeroko. Przytuliła Billa, całując go w czoło. Bill westchnął cicho, przytulając się do Apolonii. Mimo że miała na sobie szpilki na wysokim obcasie była niższa od rudego mężczyzny, bo Bill był bardzo wysokim mężczyzną, a pani Delacour była wysoka, ale niższa i drobniejsza od Billa. Córki madame Delacour uśmiechały się do siebie, a blondynka później przytuliła Denisa, nie mogąc się powstrzymać.

- Moi chłopcy – oznajmiła z miłością w głosie.

- Kocham cię, mamo – mruknęli Bill i Denis do blondynki.

- Ja też was kocham – odezwała się Apolonia wyraźne wzruszona. Puściła ich i usiadła na kolanach swojego męża.

Płaszcz był tak wielki, że chłopiec wyglądał, jakby miał na sobie futrzany namiot. Znad kołnierza wyglądała mała, wykrzywiona z przejęcia buzia. Kiedy w końcu stanął w szeregu, dostrzegł Colina Creevey'a, uniósł oba kciuki i oznajmił "Wpadłem do jeziora!"

Gabriele patrzyła na Denisa z iskierkami miłości.

Najwyraźniej był tym zachwycony.

- Myślę, że teraz jestem bardziej zachwycony sytuacją – powiedział Denis.

- A z czego pan tak się cieszy, panie Creevey? – spytała Gabriele.

- A z tego, że taka piękna kobieta siedzi mi na kolanach, pani Creevey – mruknął zachwycony Colin II i jęknął.

- Możecie przestać! – zawołał ich syn – W przyszłości zachowujecie się jeszcze gorzej. Ciągle tylko szepczecie, patrzycie na siebie z taką miłością i taką słodyczą, że aż mnie mdli. Zamykacie się w swoim pokoju i domyślam się, co tam robicie!

- Faceci – mruknęła Adrenne – Chciałabym, żebyś tak patrzył na mnie, jak tatuś patrzy na mamusię.

- Przypominam ci, że cię wpoiłem, Adrenne – Adrenne założyła ręce na szyję Colina II i powiedziała:

- Bardzo mnie to cieszy, Lordzie Creevey, że mnie wpoiłeś – i pocałowała go namiętnie w usta. Kiedy się oderwał, powiedział:

- Lady Creevey jak zwykłe doskonale całujesz – rzekł Colin II do żony. Antoine i Patrycja skrzywili się na maksa.

- Colin musisz się przyzwyczaić, że twoi rodzice nie mogą bez siebie żyć – oznajmiła Alicja II – i się kochają, więc nie jest w tym nic dziwnego z psychologicznego punktu widzenia, to jest bardzo dobre.

Profesor McGonagall ustawiła przed pierwszoroczniakami stołek o czterech nogach, a na nim złożyła bardzo starą, wyświechtaną i połataną tiarę czarodzieja.

Pierwszoroczniacy utkwili w niej oczy i to samo zrobiła reszta uczniów. Przez chwilę panowała cisza. Potem rozdarcie tuż przy rondzie rozwarło się jak usta, a kapelusz zaśpiewał:

- Kolejna nudna piosenka – mruknął Hugo.

Tysiąc lub więcej lat temu,

Tuż po tym, jak uszył mnie krawiec,

Żyło raz czworo czarodziejów,

Niezrównanych w magii i sławie.

Śmiały Gryffindor z wrzosowisk,

Piękna Ravenclaw z górskich hal,

Przebiegły Slytherin z trzęsawisk,

Słodka Hufflepuff z dolin dna.

Jedno wielkie dzielili marzenie,

Jedną nadzieję, śmiały plan:

Wychować nowe pokolenie,

- Bla! Bla! Bla! – wtrącił się Hugo.

Czarodziejów potężnych klan.

Takie są początki Hogwartu,

Tak powstał każdy dom,

Bo każdy z magów upartych

Zapragnął mieć własny tron. Każdy inną wartość ceni,

Każdy inną z cnót obrał za swą,

Każdy inną zdolność chętnie krzewi,

I chce jej zbudować trwały dom.

Gryffindor prawość wystawia,

Odwagę ceni i uczciwość,

Ravenclaw do sprytu namawia,

Za pierwszą z cnót uznaje bystrość.

Hufflepuff ma w pogardzie leni

I nagradza tylko pracowitych.

A przebiegły jak wąż Slytherin

- Ponieważ Ropuchy mamusia zginęła w Komnacie, bo Wybraniec miał miecz jednego z nich – wtrącili się Fred i George – i go zabił – Ropucha zrobiła się czerwona.

Wspiera żądnych władzy i ambitnych.

Póki żyją, mogą łatwo wybierać

Faworytów, nadzieje, talenty,

Lecz co poczną, gdy przyjdzie umierać,

Jak przełamać śmierci krąg zaklęty? 

Jak każdą z cnót nadal krzewić?

Jak dla każdej zachować tron?

Jak nowych uczniów podzielić,

By każdy odnalazł własny dom?

To Gryffindor wpada na sposób:

Zdejmuje swą tiarę – czyli mnie,

A każda z tych czterech osób

Cząstkę marzeń swych we mnie tchnie.

Więc teraz ja was wybieram,

Ja serca i mózgi przesiewam,

Każdemu dom przydzielam

I talentów rozwój zapewniam.

Więc śmiało, młodzieży, bez trwogi,

Na uszy mnie wciągaj i czekaj,

Ja domu wyznaczę wam progi,

A nigdy z wyborem nie zwlekam.

Nie mylę się też i nie waham,

Bo nikt nigdy mnie nie oszukał,

Gdzie kto ma przydział, powiem,

Niech każde z was mnie wysłucha.

Kiedy Tiara Przydziału skończyła śpiewać, Wielka Sala rozbrzmiała wiwatami i oklaskami.

- To nie jest ta piosenka, którą śpiewała, kiedy nam dawała przydział – zauważył Harry, klaszcząc razem z innymi.

- Co rok jest nowa – rzekł Ron – Taki kapelusz musi mieć chyba strasznie nudne życie, no nie? Pewnie przez cały rok wymyśla następną.

- Prawda – zgodził się Dumbledore. Wyjątkowo wszyscy się z nim zgodzili. Wyjątkowo.

Profesor McGonagall rozwijała już wielki zwój pergaminu.

- Uczeń albo uczennica, której nazwisko wyczytam, wkłada tiarę i siada na stołku - oznajmiła pierwszoroczniakom – Po usłyszeniu swojego przydziału wstaje i siada przy odpowiednim stole – Ackerley, Stewart!

Chłopiec uśmiechnął się.

Wystąpił jakiś chłopiec, dygocąc na całym ciele, włożył Tiarę Przydziału na głowę aż po uszy i usiadł na stołku.

- Ravenclaw! – wrzasnęła tiara.

Krukoni uśmiechnęli się.

Stewart Ackerley zdjął kapelusz i pospiesznie zajął miejsce przy stole Krukonów, którzy powitali go oklaskami. Harry dostrzegł Cho, Szukającą Krukonów, zawzięcie oklaskując Ackerley'a. Przez chwilę poczuł dziwną ochotę, by samemu usiąść przy stole Ravenclawu.

- Zaraz puszcze pawia! – jęknął James II.

- Baddock, Malcolm!

Baddock wypiął dumnie pierś.

- Slytherin! – Przy stole w drugim końcu sali wybuchły wiwaty. Kiedy Baddock usiadł przy tym stole, Harry zobaczył klaszczącego Malfoy'a. Zastanowił się przez chwilę, czy Baddock wie, że ze Slytherinu wyszło więcej wiedźm i czarnoksiężników niż z innych domów. Fred i George zasyczeli pogardliwie, kiedy Baddock usiadł.

- Branstone, Eleanor!

- Hufflepuff!

- Cauldwell, Owen!

- Hufflepuff!

Te osoby uśmiechnęli się, a Hufflepuff wiwatował.

- Creevey, Dennis!

- Tatuś! – krzyknęły Adrenne i Patricia. Pan Creevey uśmiechnął się szeroko do córek a one się do niego mocno wtuliły.

- Synuś! – krzyknęła Apolonia i rzuciła mu się na szyję i tuliła swojego syna. Denis zarumienił się.

- Mamo, nie przy ludziach! – jęknął Denis, kiedy niektórzy parsknęli śmiechem.

Mały Dennis wyszedł z szeregu, potykając się o zbyt długi płaszcz Hagrida, i w tym samym momencie sam Hagrid wszedł przez drzwi za stołem nauczycielskim. Prawie dwukrotnie wyższy od przeciętnego mężczyzny i przynajmniej trzy razy szerszy, z długimi, rozczochranymi czarnymi włosami i zmierzwioną brodą, Hagrid wyglądał trochę przerażająco, ale było to fałszywe wrażenie, bo Harry, Ron i Hermiona dobrze wiedzieli, że olbrzym ma bardzo życzliwe usposobienie.

- Kochający mieć przerażające zwierzątka – dodał Ron.

Mrugnął do nich, kiedy usiadł przy końcu stołu nauczycielskiego i zaczął się przyglądać, jak Dennis Creevey wkłada Tiarę Przydziału. Szpara przy rondzie rozszerzyła się i... 

- Gryffindor! – ryknęła tiara.

- Tak – oznajmił Colin dumny z brata.

- Mój synuś – powiedziała pani Delacour z miłością w głosie i go mocno przytuliła. Denis ponownie się zarumienił, bo niektórzy parsknęli śmiechem.

- Gryffindor! Slytherin! – krzyczał George II głosem Tiary Przydziału.

- Dolores Umbridge! – zawołał Fred II głosem Minerwy.

- I wchodzi Umbridge, kobieta z twarzą ropuchy. Siada i Minerwa włożyła tiarę na jej głowę i tiara mówi do Ropuchy – mówił James II, jakby był lektorem.

- Blee do Azkabanu mi z nią! – skrzywił się George II, naśladując głos Tiary. Sala ryknęła głośnym śmiechem. Umbridge zrobiła wściekłą minę.

- Azkaban to nie dom, kochanieńki, chyba coś ci się... – rzekł Fineas głosem landrynki. Ropucha zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

- Nie marudź. Słyszałem, że dementorzy dobrze całują! – przerwał mu George II. Sala parsknęła głośnym śmiechem.

- Wolałabym Korneliusza, ale niech będzie! – Knot patrzył na Fineasa morderczym wzrokiem.

- Doooobra, niech ktoś zdejmę mnie z tej Barbie. Chcę znowu usiądź na Kenia! – odezwał się rudy chłopak.

- Minerwo, ja nie chce znowu! – zawołał Louis. George II cmoknął w stronę Louisa i do niego mrugnął.

- Tiara, uspokój się, dzieci patrzą! – warknął Fred II głosem profesorki. Niektórzy parsknęli śmiechem.

- Profesorek Lockhart i tak straci pamięć pod koniec drugiego tomu, Minne, więc daj się Gilderoy'owi wyszaleć, Minerwo – rzekł George głosem tiary.

- CO?! – krzyknął przerażony Louis. Sala ryknęła głośnym śmiechem. Minerwa zarumieniła się mocno. Chłopaki zaczęli głośno się śmiać zwłaszcza Łapa, Rogacz, Lunatyk, Seamus, Ron, Harry, Jared, Dean, Neville, Fred, George, Hagrid, Bill, Charlie, Frank I i Regulus. Leżeli ze śmiechu na podłodze śmiejąc się wniebogłosy.

- Zajebiste! – śmiało się głośno większość ludzi na sali.

Hagrid klaskał razem z Gryfonami, kiedy Dennis, promieniejąc radością, zdjął tiarę, położył ją z powrotem na stołku i pospieszył do swojego brata.

- Colin, wpadłem

- To było dwuznaczne Denis – stwierdził Jared.

- Jared, Denis mówił o wpadnięciu do wody! – warknęła na niego Daphne.

do wody! – powiedział piskliwym głosem, rzucając się na puste krzesło – Mówię ci, ale było super! A w wodzie coś mnie złapało i wepchnęło z powrotem do łódki!

- Ekstra! – ucieszył się Colin, równie jak on podekscytowany – Dennis, to pewnie była wielka kałamarnica!

- Uauuu! – zawołał uradowany Dennis, jakby nigdy, nawet w najśmielszych marzeniach, nie był w stanie sobie wyobrazić, że wpadnie do wstrząsanego burzą, straszliwie głębokiego jeziora i zostanie uratowany przez olbrzymiego morskiego potwora.

- Jesteście tacy słodcy – oznajmiła dwie wersje pani Potter.

- Dennis! Dennis! Widzisz tego chłopaka, o, tam? Tego z czarnymi włosami, w okularach? Widzisz go? Wiesz, kto to jest?

- To Harry Potter bliznowaty! – pisnął Draco podniecony, a Astoria przywaliła mu tył głowy.

Harry szybko odwrócił wzrok, wpatrując się w Tiarę Przydziału, która teraz spoczywała na głowie Emmy Dobbs.

Ceremonia Przydziału trwała; chłopcy i dziewczęta – z różnym stopniem przerażenia na twarzach – po kolei podchodzili do stołka. Kolejka powoli się zmniejszała. Profesor McGonagall dotarła do litery L.

- Szybciej – jęknął Ron, masując sobie żołądek.

- Głodny byłem – powiedział Ron.

- Ty to zawsze jesteś głodny, Ron – odparła Hermiona.

- Teraz to tracę dużo energii i muszę mieć siłę, żeby cię cały czas zadowalać, pani Weasley, abyś jęczała z zadowolenia i prosić o więcej, kiedy cię bzykam. To jest cudowna muzyka i słowa dla moich uszów – wyszeptał Ron do jej ucha i pocałował ją w znak, a Hermiona wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia – Jesteś taka piękna, moja bogini z ubraniami czy też bez – wyszeptał jej do ucha. Hermiona oddychała ciężko.

- Ron, czego mi do robisz? – mruknęła podniecona Hermiona – Przez ciebie jestem podniecona i myślę, tylko żeby rzucić te szmatki i się z tobą kochać na ostro, tu i teraz! – i robiła wiatr. 'Hermiono, uspokój się, wszyscy się na ciebie patrzą'. Mówiła w myślach.

- Możecie przestań się miziać! – niewytrzymali Marcus, Amelie, Alina i Alan.

- Znajdzie sobie lepiej dziewczynę albo chłopaka! – odparowali państwo Weasley. Cała trójka zarumienili się.

- No wiesz, Ron, Ceremonia Przydziału jest chyba ważniejsza od pełnego brzucha – zauważył Prawie Bezgłowy Nick, kiedy "Madley, Laura!" została Puchonką.

- No jasne, zwłaszcza jak się jest martwym – warknął Ron.

Nicolas prychnął.

- Mam nadzieję, że tegoroczny zaciąg do Gryffindoru stanie na wysokości zadania – rzekł Nick, oklaskując Natalię McDonald, która usiadła przy ich stole – Nie chcemy przerwać zwycięskiej passy, prawda? – W ciągu ostatnich trzech lat Gryffindor za każdym razem zdobywał Puchar Domów.

- Pritchard, Graham!

- Slytherin!

- Quirke, Orla!

- Ravenclaw! - I wreszcie, po "Whitby, Kevin!" ("Hufflepuff!"), Ceremonia Przydziału dobiegła końca.

Osoby uśmiechnęli się szeroko.

Profesor McGonagall wyniosła z sali tiarę i stołek.

- Najwyższy czas – powiedział Ron, łapiąc za widelec i nóż i spoglądając wyczekująco na swój talerz.

- Najwyższy czas  – powiedział Hugo, łapiąc za widelec i nóż i spoglądając wyczekująco na swój talerz. Rose, Hermiona i Emilly popatrzyły na niego z niedowierzaniem – No co? Głodny jestem.

- Jaki ojciec taki syn! – jęknęła Hermiona.

Teraz powstał profesor Dumbledore. Z uśmiechem rozejrzał się po sali i rozwarł ramiona w geście powitania.

- Mam wam do powiedzenia tylko jedno – rzekł, a jego głęboki głos zadudnił echem po Wielkiej Sali – Wsuwajcie.

- Wreszcie coś mądrze powiedziałeś, dyrektorku! – zawołał Hugo i zaczął jeść.

- Brawo! – powiedzieli głośno Harry i Ron, kiedy puste półmiski zapełniły się nagle potrawami. Prawie Bezgłowy Nick patrzył tęsknie, jak Harry, Ron i Hermiona zgarniaj ˛a jadło na talerze.

- Aaaach, pychota... – mruknął Ron z ustami pełnymi tłuczonych ziemniaków.

- Masz rację, tato – oznajmił Hugo.

- Macie szczęście, że w ogóle coś podano – powiedział Prawie Bezgłowy Nick – Były pewne kłopoty w kuchni.

- Dlaczego? Co się stało? – zapytał Harry, zmagając się z wielkim kęsem pieczeni.

- Irytek, rzecz jasna – odrzekł Prawie Bezgłowy Nick, kręcąc głową, która zachybotała niebezpiecznie.

Irytek rechotał i zaczął śpiewać:

Irma miała stówkę Angus miał stówkę, kupili sobie miotle wyścigówkę. Angus sobie pierdnął, więc miotła wyścigówka się mocno zdenerwowała ich mocno bzykała.

- IRYTEK! – ryknęli wściekli Irma i Angus, kiedy sala, a zwłaszcza męska część głośno ryknęła śmiechem, leżąc na podłodze śmiejąc się wniebogłosy.

Podciągnął nieco wyżej kryzę.

- To, co zawsze. Chciał wziąć udział w uczcie... no, a to jest absolutnie nie do przyjęcia, sami wiecie, co to za typ, za knut ogłady, jak zobaczy talerz, to nie może się powstrzymać, żeby nim w kogoś nie cisnąć. Odbyliśmy naradę duchów... Gruby Mnich był za tym, żeby dać mu szansę... ale Krwawy Baron bardzo rozsądnie, przynajmniej w mojej opinii, przesądził sprawę.

Krwawy Baron się pojawił, więc Irytek się uspokoił.

Krwawy Baron był duchem Slytherinu, posępnym, milczącym widmem pochlapanym srebrnymi plamami krwi. On jeden w całym Hogwarcie był w stanie zapanować nad Irytkiem.

- No tak, teraz rozumiem, dlaczego Irytek był taki wkurzony – rzekł Ron – A co on zmalował w tej kuchni?

- Och, to, co zwykle – odpowiedział Prawie Bezgłowy Nick, wzruszając ramionami – Spustoszenie. Porozrzucane garnki i dzbanki. Cała kuchnia w zupie. Domowe skrzaty odchodzące od zmysłów ze strachu... – Brzdęk.

- Byłeś bardzo niegrzeczny Irytku! – warknął Krwawy Baron.

To Hermiona przewróciła złoty puchar. Po stole popłynął dyniowy sok, plamiąc na pomarańczowo biały obrus, ale nie zwracała na to uwagi.

- To tutaj też są domowe skrzaty? – zapytała, wytrzeszczając oczy na Prawie Bezgłowego Nicka.

- Zaczyna się! – jęknął Ron.

- Ron! – warknęła Hermiona.

- Mam powiedzieć mamusi, co robiłaś? – spytał Ron – Co robiłaś na uczcie?

- Oh! – zawołała przerażona pani Weasley, kiedy usłyszała, że się głodziła. Na pewno będzie miała wykład od Molly Weasley i Lily Potter.

- Ron, co zrobiła? – spytała Lady Weasley, mrużąc oczy.

- Nic takiego, mamusiu – oznajmiła Hermiona, ale głos miała niepewny.

- Hermiono Weasley, gadaj mi tu natychmiast! – zawołały dwie wersje Molly. Wstała z kolan Artura i położyła ręce na biodrach, robiąc tą swoją słyną pozę, a jej córka przełknęła ślinę. Mino że miała szpilki na wysokim obcasie była niższa nawet, gdyby Hermiona nie nosiła w ogóle szpilek, lecz je miała, więc była dużo wyższa od matki, a teraz Molly patrzyła na nią z góry.

- Molly usiądź – powiedzieli dwie wersje Artura. Kiedy pani Weasley usiadła na kolanach, wciąż patrzyła na córkę mrużąc oczy.

- Tutaj, w Hogwarcie?

- Oczywiście – odrzekł Nick, patrząc na nią ze zdumieniem – Chyba najwięcej w całej Wielkiej Brytanii, biorąc pod uwagę jedno zabudowanie. Ponad setka.

- Nigdy żadnego nie widziałam!

- Bo prawie nigdy nie opuszczają kuchni w ciągu dnia – powiedział Prawie Bezgłowy Nick – Wychodzą w nocy, żeby trochę posprzątać, dopilnować kominków... Zresztą... nie powinniście ich widzieć, prawda? Dobry domowy skrzat to taki, o którego istnieniu w ogóle się nie wie.

Ron i Harry wymienili spojrzenia.

Hermiona wpatrywała się w niego, nadal wyraźnie wstrząśnięta.

- Ale przecież chyba dostają jakąś zapłatę? Mają wakacje, prawda? I... i zwolnienia chorobowe, emerytury... wszystko?

Hermiona czuła na sobie wzrok Lady Weasley.

Prawie Bezgłowy Nick zarechotał tak, że kryza mu się zsunęła, a głowa odpadła, wisząc na skrawku widmowej skóry i mięśnia.

- Zwolnienia chorobowe i emerytury! – zawołał, wpychając sobie z powrotem głowę na ramiona i zabezpieczając ją ponownie kryzą – Domowe skrzaty nie chcą żadnych zwolnień chorobowych ani emerytur! – Hermiona spojrzała na swoją prawie nietkniętą porcję, odłożyła widelec i nóź i odsunęła talerz.

Czy moja córka... – zaczęły Lady Weasley przerażonym głosem.

- Jeśli chcesz, żebym potwierdził czy przestała jeść, kiedy się dowiedziała, że skrzaty nie mają zapłaty wakacji, zwolnień chorobowych, emerytury, to tak, przestała jeść i nic nie jadła przez cały dzień – odpowiedział Harry. Hermiona popatrzyła na niego morderczym wzrokiem.

- HERMIONO JEAN WEASLEY!!!!– ryknęły matki Hermiony wściekłe, ale bardziej miały przerażony głos. Ta popatrzyła na nie i przełknęła ślinę.

- Tak, mamusie? – spytała Pani Weasley, a głos miała niepewny.

- Głodziłaś się, Hermiono! – warknęła na nią Molly, ale głos miała przerażony.

- Nie możesz się głodzić, córeczko!– krzyknęła jej drugą matka. Jej głos również brzmiał, jakby była przerażona.

- Ale...

- NIE MA ŻADNEGO "ALE"!!! – ryknęły matki Hermiony. Hermiona miała łzy w oczach. Obie jej matki westchnęły i przytuliły ją mocno do swojej piersi.

- Jestem twoją matką Hermiono – mówiła lady Weasley, kiedy tuliła ją do swojej piersi – i po prostu się martwię, jak każda matka martwi się o swoje dziecko, bo kocham cię nad żyje, córeczko!

- Mama ma rację, kochanie – powiedział Ron – Nie patrz tak na mnie – kiedy Lady Weasley popatrzyła na syna, gdy tuliła Hermionę – robiłem wszytko, żeby coś zjadła, ale jest uparta jak osioł.

- Tak, mamo, Hermiona jest uparta – zgodził się Harry. Hermiona mocno się wtuliła w Molly.

- Chcesz się wykończyć? – spytała najstarsza Lady w rodzinie Weasley do córki.

- Nie mamusiu!!! Przepraszam mamusiu!!! – mówiła płaczliwie pani Weasley do jej piersi – Wiem, że to była głupota!! Przepraszam mamusiu! To się więcej nie powtórzy, mamusiu!

- Już dobrze, kochanie!! – przerwała Molly, próbując ją uspokoić, bo dostała atak paniki i histerii – Mamusia cię bardzo mocno kocha i zawsze będzie przy tobie! Cii, uspokój się, mamusia nie jest na ciebie zła! – i głaskała jej długie pięknie włosy. Hermiona westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w panią Weasley. Kobieta powoli się uspokajała – Zawsze będziesz LADY Weasley i PANIĄ Weasley i zawsze będziesz moją córeczką i nieważne, ile będziesz miała lat, kochanie. Cii, mamusia jest przy tobie i nie pozwoli, żeby stała się ci się krzywda – i pocałowała ją w czoło wyrażając matczyne uczucia i emocje. Hermiona westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w panią Weasley, a ona jeszcze bardziej uspokoiła się – Moja córeczka.

- Kocham cię, mamusiu – mruknęła do jej piersi. Hermiona i westchnęła zadowolonym głosem. Kiedy się uspokoiła późnej, przytuliła się do Lily Potter. Ta poparzyła na nią z miłością.

- Kocham cię, córeczko – powiedziała Lady Potter i pocałowała ją w czoło, wyrażając matczyne uczucia i emocje. Hermiona westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w panią Potter jeszcze bardziej.

- Ja Ciebie też kocham, mamusiu – odpowiedziała zadowolonym głosem, wtulając się matkę.

- Och, 'haj spo'ój 'Emiono – powiedział Ron, opryskując Harry'ego puddingiemUuups... ple'paham, 'Arry... – Przełknął wreszcie.

Większość się skrzywiła, a Ron spalił buraka.

- Nie załatwisz im zwolnień chorobowych, głodząc się na śmierć.

- Praca niewolnicza – powiedziała Hermiona, oddychając ciężko przez nos – Dzięki temu mamy tę ucztę. Dzięki pracy niewolniczej – I nie zjadła już ani kęsa.

- Mamusiu – powiedziały córki, przytulając się do matki – nie może mamusia...

- Wiem, córeczki. Ja to zrozumiałam i dostałam wykład od waszych babć, ale wiem jedno: Ja kocham was nad życie – i przytuliła swoje córki do swojej piersi.

Deszcz wciąż bębnił w wysokie, ciemne okna. Kolejny grzmot wstrząsnął szybami, a burzliwe niebo rozbłysło, oświetlając złote talerze, gdy znikły resztki pierwszego dania, a na stołach pojawiły się desery.

- Hermiono, placek owocowy z syropem! – zawołał Ron, machając ku niej ręką, by poczuła zapach – Ja cię kręcę, zobacz Czekoladowy przekładaniec! – Ale Hermiona spojrzała na niego zupełnie tak, jak profesor McGonagall, więc dał jej spokój.

- Widzicie? Robiłem wszystko! – zawołał Ron.

Kiedy uporano się z deserami, i talerze, z których znikły ostatnie okruszki, zabłysły czystym złotem, ponownie powstał Albus Dumbledore. Wesoły gwar ucichł prawie natychmiast, słychać było tylko wycie wiatru i bębnienie deszczu. 

- Moi mili! – rzekł, uśmiechając się promiennie – Skoro już wszyscy najedli się i napili – ("Yhm", mruknęła Hermiona)

Dwie wersje Rogacza i Artura popatrzyli na Hermionę z miłością, bo się o nią martwili.

- Przepraszam, tatusiowie – mruknęła pani Weasley. Artur mocno ją przytulił. Hermiona poczuła się bezpieczniej, kiedy pocałował ją w czoło – Kocham Cię tatusiu! – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca jeszcze bardziej.

- Ja też Cię kocham, księżniczko.

- Nigdy więcej tego nie rób, kochanie – powiedział pan Potter i też ją przytulił i pocałował w czoło.

- Przepraszam, tatusiu – westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w Lorda Pottera – i kocham Cię tatusiu.

- Tatuś też Cię kocha, córeczko.

- Ona tylko nie jadła! – zawołała Pansy – Żyje i róbcie z tego aferę!

- I tak tego nie zrozumiesz, Pansy – odezwała się Euphemia.

- Najczęstszą przyczyną niedożywienia to przede wszystkim utrata masy ciała, utrata tkanki tłuszczowej i masy mięśniowej, a także ciągłe uczucie zmęczenia, senność, zatrzymanie miesiączki, zaburzenia koncentracji, cienka i chłodna skóra, rozdrażnienie, apatia, zmiany osobowości – wymieniała Alicja II – Miałam przypadki anoreksji albo bumini, zwłaszcza dziewczyn w okresie dojrzewania, bo ciągle myślały, że są grube.

- A co to jest? – spytały dziewczyny czystej krwi.

- Anoreksja to unikanie jedzenia i niemal nieustanne zmniejszanie ilości spożywanych kalorii. Chory stosuje głodówkę i je zdecydowanie mniej, niż wymaga tego organizm. Postrzega swoje ciało jako grube i otyłe, dlatego rezygnuje z jedzenia. Jest też anoreksja bulimiczna, przejawia się impulsywnym objadaniem się, następnie wymiotowaniem i stosowaniem środków przeczyszczających. Chorzy wykonują restrykcyjne ćwiczenia, dążąc do obniżenia masy swojego ciała oraz bulimia polega na występowaniu okresowego przejadania się, a następnie prób oczyszczenia organizmu. Waga osoby chorej utrzymuje się na stosunkowo stałym poziomie, a chory nie panuje nad epizodami żarłoczności. Wydalanie jedzenia z organizmu prowokuje środkami na przeczyszczenie i wymiotami – wytłumaczyła Alicja II – i to są poważne sprawy, Pansy.

- Moja żonka jest taka piękna, mądra i do tego prześliczna! – zawołał Fred II, całując ją w usta. Alicja westchnęła zadowolonym głosem, oddając pocałunek z taką samą mocą.

- Mam ochotę się z tobą pobzykać, Freddie – mruknęła mu do ucha pani Weasley.

- Ja i mój sprzęt zawsze jest gotowy, Ali – odparł pan Weasley.

- To moja córeczka jest taka mądra – oznajmiły Angelina i Hanna dumne z córki.

- Ja i Alicja tworzymy mądrą parę – stwierdził Fred II i pocałował ją namiętnie usta.

- muszę jeszcze raz prosić was o uwagę. Pragnę wam przekazać parę informacji. Pan Filch, nasz woźny, prosił mnie, abym wam powiedział, że lista przedmiotów zakazanych w obrębie szkoły została w tym roku poszerzona o wrzeszczące jo-jo, zębate frysbi i niechybiające bumerangi. Pełna lista zawiera chyba czterysta trzydzieści siedem przedmiotów i jest do wglądu w biurze pana Filcha, jeśli któreś z was zechciałoby do niej zajrzeć.

- Szalejesz, ziom – powiedział James II do Filcha.

Kąciki ust zadrgały mu lekko.

- Jak zawsze – ciągnął dalej – pragnąłbym wam przypomnieć, że żaden uczeń nie ma prawa wstępu do Zakazanego Lasu, a uczniowie pierwszej i drugiej klasy nie mogą odwiedzać Hogsmeade. Z najwyższą przykrością muszę was też poinformować, że w tym roku nie będzie międzydomowych rozgrywek o Puchar Quidditcha.

- CO!? – ryknęli młodsza wersja Huncwotów oraz Regulus.

- Nie będzie meczów, bo kochanek Weatherby'ego oraz Kordek sikający w portki i dyrektorek uzależnionego od dropsów wymyślili sobie Turniej Trójmagiczny – odpowiedział Harry.

- Nie jestem uzależniony od dropsów, Potter!! – wycedził Dyrektorek – I nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na ty, Potter! Nie jesteś moim kolegą!

- I tu się z tobą wyjątkowo zgodzę, Dumbledore – oznajmił Harry, a w jego oczach zabłysły grzmoty – Dla pana jestem panem Potterem, bo mam tego dość i zrobię, co w mojej mocy, żeby tolerować pana ekscentryczne metody. I ma pan rację nie jesteśmy kolegami, bo od pierwszego dnia w Hogwarcie musieliśmy ratować sytuację z Ronem i Hermioną, kiedy pan sobie siedział na dupie w swoim biurze i wyżerał dropsy.

- I do tego nie powiedziałeś, że Harry jest moim bratem! – warknęła Hermiona.

- I do tego Nicole i Jessica są siostrami Hermiony i Harry'ego – dodał Ron. Amélie zrobiła wielkie oczy.

- Co? – wydyszał Harry. Spojrzał na Freda i George'a, którzy grali z nim w reprezentacji Gryffindoru. Poruszali ustami bezdźwięcznie, najwyraźniej pozbawieni mowy – A nie będzie ich – ciągnął Dumbledore – z powodu pewnego ważnego wydarzenia, które będzie trwało od października przez cały rok szkolny, pochłaniając większość czasu i energii nauczycieli. Jestem jednak pewny, że nie będziecie żałować.

- Na pewno nie będziemy żałować! – zawołał Harry.

- Mam wielką przyjemność oznajmić wam, że w tym roku w Hogwarcie... – Ale w tym momencie gruchnął grzmot, a drzwi Wielkiej Sali rozwarły się z hukiem. W drzwiach stał jakiś mężczyzna spowity w czarny płaszcz podróżny, wspierając się na długiej lasce. Wszystkie głowy zwróciły się w stronę przybysza, nagle oświetlonego zygzakiem błyskawicy, która rozdarła mroczne sklepienie. Odrzucił kaptur, strząsnął z oczu grzywę ciemnoszarych włosów, po czym ruszył ku stołowi nauczycielskiemu, a głuchy stukot, towarzyszący jego krokom, rozchodził się echem po całej sali. Doszedł do końca stołu, skręcił w prawo i pokuśtykał ciężko w kierunku Dumbledore'a. Jeszcze jedna błyskawica zajaśniała na sklepieniu.

- Kto to? – spytała Nicole wystraszona jego wyglądem.

- "Szalonooki" – odpowiedział Ron.

- Alastor Moody – powiedział Fred I.

Hermiona wciągnęła głośno powietrze. Blask błyskawicy oświetlił twarz przybysza, uwydatniając każdy jej rys, a była to twarz niepodobna do niczego. Wyglądała, jakby została wyrzeźbiona ze zbielałego od wiatru i deszczu drewna, i to przez kogoś, kto nie bardzo wiedział, jak powinna wyglądać twarz ludzka, a w dodatku niezbyt sprawnie posługiwał się dłutem. Posiekana była licznymi bliznami. Usta wyglądały jak poprzeczne rozcięcie, a sporej części nosa po prostu brakowało.

Dziewczyny pisnęły.

- Przynajmniej ma nos może nie cały, ale zawsze to coś – stwierdził Hugo.

Ale tym, co budziło prawdziwe przerażenie, były oczy przybysza. Jedno z nich było małe, czarne, paciorkowate. Drugie – wielkie, okrągłe jak moneta i jaskrawoniebieskie. To niebieskie oko poruszało się nieustannie bez jednego mrugnięcia, w górę, na dół, na boki, całkiem niezależnie od
drugiego oka.

- To od tego oka dostał tę ksywkę – oznajmił George I.

- Ten gość mnie przerażał – mruknęła Angelina, wtulając się w męża, jeszcze bardziej. Jak na zawołanie drzwi Wielkiej Sali rozwarły się z hukiem. W drzwiach stał jakiś mężczyzna. Twarz przybysza, uwydatniając każdy jej rys, a była to twarz niepodobna do niczego. Wyglądała, jakby została wyrzeźbiona ze zbielałego od wiatru i deszczu drewna, i to przez kogoś, kto nie bardzo wiedział, jak powinna wyglądać twarz ludzka, a w dodatku niezbyt sprawnie posługiwał się dłutem. Posiekana była licznymi bliznami. Usta wyglądały jak poprzeczne rozcięcie, a sporej części nosa po prostu brakowało. Oczy przybysza – jedno z nich było małe, czarne, paciorkowate – drugie, wielkie, okrągłe jak moneta i jaskrawoniebieskie. To niebieskie oko poruszało się nieustannie bez jednego mrugnięcia, w górę, na dół, na boki, całkiem niezależnie od drugiego oka. Dziewczyny pisnęły przerażone

- Szalonooki! – zawołała Nimfadora.

- Kim jesteście! – zawołał wyciągając różdżkę kiedy popatrzył na gości przyszłości z i przeszłości. 'No i się zaczyna'. Pomyślała Alina.

- Stóp! – krzyknął Hugo.

- Jakaś czarna magia! – warknął Alastor.

- Byliśmy grzeczni – powiedział James II.

- Nie bawimy się w czarną magię – oznajmił Fred II – Jak to mówi Louis "czarna magia jest a fe".

- Co? – spytał zdziwiony.

- Alastor chce krzesło – powiedział Frank II.

- Krzesło dla Alastora! – krzyknął Teddy. I nim przybysz się zorientował już siedział na krześle, zdziwiony. Trochę mu się kręciło w głowie, bo krzesło się kręciło – Możemy Ci mówić Alasti?

- Więc Alasti odpocznij sobie trochę, bo jesteś trochę zmęczony – oznajmił Nick.

- CO TU SIĘ DZIEJE! – ryknął Moody.

- Mamaste – odpowiedział Louis. Miał na sobie buddyjskie ubranie – Jesteś strasznie nerwowy Alastorze, więc potrzeba będzie ci medytacja, żeby oczyścić organizm z nerwowościI nim się zorientował siedział na podłodze i miał pozę jak do medytacji. Sala patrzyła na to z niedowierzaniem.

- Emmmmmmm! – zawołał Moody nie mogąc się powstrzymać.

- Bardzo dobrze, Alastorze – odpowiedział Louis.

- Emmmmmmm!! – sala ryknęła śmiechem.

- Medytuj codziennie Alastorze, a będziesz szczęśliwy.

- Mamaste – odpowiedział Alastor do Louisa.

- Jesteśmy z przyszłości, a ci są z przeszłości – oznajmił Sebastian do Alastora.

- I czytamy sobie książki – dodali Lorcas i Lysander.

- Jesteście nienormalni – oznajmiła Minerwa po całej sytuacji.

- Jesteśmy aurorami i fajnymi zajebistymi chłopakami – stwierdził Hugo.

- I dzięki temu, że jesteśmy tacy to jeszcze żyjemy – mruknął Frankie.

W pewnej chwili rozjarzona niebieska tęczówka powędrowała gdzieś w górę, aż w ogóle zniknęła, pozostawiając samo białko, jakby jej właściciel przyglądał się tyłowi swej głowy. Przybysz doszedł do Dumbledore'a. Wyciągnął rękę, również pokrytą bliznami, a Dumbledore ją uścisnął, mrucząc coś, czego Harry nie dosłyszał.

- Załatwiłeś mi dilera dropsów Alasti? – spytał Fred II.

- Tak, Mikołaju – odpowiedział George II.

Chyba zadał przybyszowi jakieś pytanie, a ten potrząsnął głową bez uśmiechu i odpowiedział półgłosem. Dumbledore kiwnął głową i wskazał przybyszowi wolne krzesło po swojej prawej ręce. Przybysz usiadł, strząsnął szarą grzywę z twarzy, przyciągnął do siebie talerz z kiełbaskami, podniósł go do resztek nosa i powąchał. Potem wyjął z kieszeni mały nóż, nadział kiełbaskę na jego koniec i zaczął jeść.

- Grzeczny chłopczyk – oznajmił Hugo – Nie marnuje jedzenia.

- Wiesz co Hugo, lecz się – odparła Rose – na głowę.

Jego normalne oko utkwione było w kiełbasce, ale niebieskie nieustannie miotało się we wszystkie strony, rozglądając się po sali.

- Pragnę wam przedstawić naszego nowego nauczyciela Obrony Przed Czarną magią – Dumbledore przemówił pogodnym tonem w głuchej ciszy – profesora Moody'ego – Nowych profesorów zazwyczaj witano gromkimi oklaskami, ale tym razem zaklaskali tylko Hagrid i sam Dumbledore.

- Może trzeba będzie iść do salonu mody? – spytał Matt.

Po kilku klaśnięciach, które potoczyły się echem w głuchej ciszy, i oni przestali. Wszyscy inni zdawali się tak wstrząśnięci dziwacznym wyglądem Moody'ego, że tylko wytrzeszczali na niego oczy.

- Moody? – mruknął Harry do Rona – Szalonooki Moody? Ten, do którego wybrał się dzisiaj twój tata,

- Poprawka Harry, nasz tata – poprawił go dwie wersje Artura.

żeby mu pomóc?

- Chyba on – odpowiedział cicho Ron.

- Co mu się stało? – szepnęła Hermiona – Co się stało z jego twarzą?

- Pewnie lubi straszyć niegrzeczne dzieci, mamo – powiedział Hugo – prawda?

- Yyyyy tak – rzekł Alastor.

- I takie dzieci sikają w portki! – zadrwił Fineas.

- Nie wiem – odszepnął jej Ron, wpatrując się w Moody'ego zafascynowany. Moody zdawał się nie zwracać najmniejszej uwagi na to raczej chłodne powianie. Ignorując stojący przed nim dzban z sokiem dyniowym, sięgnął do kieszeni płaszcza, wyciągnął piersiówkę i pociągnął z niej tęgi łyk.

Moody warknął. Większość ludzi popatrzyła na niego zdziwiona.

Kiedy podnosił rękę, aby się napić, skraj płaszcza uniósł się o kilka cali i Harry zobaczył pod stołem kawałek drewnianej nogi, zakończonej stopą z pazurami.

- Fajna noga, Alasti – powiedział Scorpius.

Dumbledore ponownie odchrząknął.

- Jak właśnie mówiłem – rzekł, uśmiechając się do setek uczniów przed sobą, z których każdy wpatrywał się wciąż w Szalonookiego Moody'ego – w ciągu nadchodzących miesięcy będziemy mieli zaszczyt być uczestnikami bardzo podniecającego wydarzenia, wydarzenia, które nie miało miejsca już od ponad wieku.

- Dla mnie podniecające jest widzieć cię nagą, Ginny – powiedział Harry do jej ucha, a Ginny westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Mam wielką przyjemność oznajmić wam, że w tym roku odbędzie się w Hogwarcie Turniej Trójmagiczny!

- Pan chyba ŻARTUJE! – krzyknął Fred Weasley. Napięcie wywołane pojawieniem się Moody'ego nagle prysło. Prawie wszyscy się roześmiali, a Dumbledore zacmokał.

- Ja wcale nie żartuję, panie Weasley – powiedział.

- Fred PAN dyrektor nie żartuję przecież – oznajmiła Hermiona z sarkazmem.

- Choć teraz, jak już pan o tym wspomniał, przypomniał mi się znakomity dowcip, który usłyszałem tego lata, o trollu, wiedźmie i krasnoludku, którzy wchodzą do baru i...

- Fajnie – skoczyły dwie wersje Lily.

Profesor McGonagall odchrząknęła głośno.

- Ee... ale może nie czas, żeby... – zmieszał się Dumbledore – Na czym to ja skończyłem? Aha, na Turnieju Trójmagicznym... no więc tak... niektórzy z was nie wiedzą, na czym taki turniej polega, więc mam nadzieję, że ci, którzy wiedzą, wybaczą mi to krótkie wyjaśnienie, pozwalając swoim myślom błąkać się swobodnie. Otóż pierwszy turniej odbył się jakieś siedemset lat temu, jako przyjacielskie współzawodnictwo trzech największych w Europie szkół magii i czarodziejstwa: Hogwartu, Beauxbatons i Durmstrangu.

Fleur pocałowała w policzek Billa.

- Każda szkoła wybierała swojego reprezentanta, a owych trzech reprezentantów rywalizowało między sobą w trzech magicznych zadaniach. Turniej odbywał się co pięć lat, po kolei w każdej szkole, i w powszechnej opinii był znakomitą okazją do zadzierzgnięcia trwałych więzi między młodymi czarownicami i czarodziejami różnych narodowości.

- Na tym turnieju się poznaliśmy, Fleur! – rozmarzył się Bill, a Fleur pocałowała go w namiętnie w usta.

Przynajmniej z tego turnieju był jeden pożytek – oznajmiła Lady Weasley – A pożytek jest taki, że poznałam wtedy moje córeczki, które teraz je kocham nad życie – I nim się zorientowała była przytulała przez dwie ćwierć wille.

- Moje słoneczka – powiedziała pani Weasley z miłością.

- Mamusia – mruknęły i zamknęły oczy, po czym westchnęły zadowolonym głosem, wtulając się w panią Weasley jeszcze bardziej, a ta miała łzy wzruszenia. Kiedy jej córki mówią do niej mamusia przytuliła je do swojej piersi.

- Fleur ja...

- Jestem mamusiu twoją córeczką, bo po pierwsze: Nazywam się Weasley. Po drugie: Mam znak na szyi. Po trzecie: Mam biżuterię rodu Weasley, którego nie dam rady zdjąć. Po czwarte: Mamusia dała małą wskazówkę na zegarze rodzinnym i nie ma mamusia innego wyjścia, musi się mamusia z tym pogodzić, że jestem twoją córeczką, mamusiu – przerwała jej Fleur, a Molly uśmiechnęła się do niej i przytuliła ją do swojej piersi i pocałowała ja w czoło a Molly westchnęła zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej.

- Pani Weasley, pani Creevey – powiedziała Lady Weasley z uśmiechem na twarzy.

- Nie mamusiu dla ciebie jesteśmy córeczkami, a ty jesteś naszą mamusią dla tych debili jesteśmy PANIAMI Weasley i PANIĄ Creevey – oznajmiły z uśmiechem na twarzy Fleur i Gabriele – Prawda, mamusiu?

- Oczywiście, moje skarby – odparła Lady Weasley.

- Niestety, ofiar śmiertelnych było tyle, że w końcu zaprzestano organizować turnieje.

- Ofiar śmiertelnych? – szepnęła Hermiona z lekko przerażoną miną. Większość uczniów nie podzielała jednak jej niepokoju. Wielu szeptało między sobą w podnieceniu, a samego Harry'ego bardziej interesowało dowiedzenie się czegoś więcej o turnieju niż zajmowanie się ofiarami śmiertelnymi sprzed kilkuset lat.

Pani Diggory miała łzy w oczach.

- W ciągu wieków podejmowano próby powrotu do tradycji turnieju – ciągnął Dumbledore – ale żadna się nie powiodła. Nasz Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów i Departament Czarodziejskich Gier i Sportów uznały jednak, że nadszedł czas na jeszcze jedną próbę. Pracowaliśmy ciężko przez całe lato, by mieć pewność, że tym razem żaden mistrz nie znajdzie się w śmiertelnym zagrożeniu.

- Jasne! – krzyknął Harry sarkastycznie.

- Dyrektorzy Beauxbatons i Durmstrangu przybłędą do nas w październiku z listami kandydatów, a wybór trzech reprezentantów odbędzie się w Noc Duchów.

Większość uczniów patrzyła na Harry'ego.

- Dlaczego patrzycie się na mojego syna! – krzyknęły dwie wersje Lily orez młodsza wersja Molly przerażonym głosem.

- Bo Harry będzie w nim uczestniczył – odezwała się Alina nie swoim głosem. Wszyscy na nią spojrzeli.

- Co masz na myśli? – zapytał Adrian, zaniepokojony. Alina nie mogąc się powstrzymać, powiedziała:

- W tej książce Czarny Pan powróci – Dalej nic nie powiedziała, jakby się powstrzymywała od wypowiedzenia przepowiedni.

- Niezależny sędzia osądzi, którzy uczniowie najbardziej zasługują na to, by współzawodniczyć o Puchar Turnieju Trójmagicznego, chwałę swojej szkoły i tysiąc galeonów.

- Wchodzę w to! – syknął Fred Weasley, a twarz mu się rozjaśniła na myśl o takiej chwale i bogactwie.

- Ani mi się waż! – warknęła Nicole.

- Nickuś, to już się wydarzyło.

- Nie mów... do mnie... Nickuś!!! – Zaczynając zdanie była wciekła, ale gdy Fred pocałował ją w znak miała rozmarzona minę i głos.

A nie był wcale jedyną osobą, która już wyobrażała sobie siebie jako reprezentanta Hogwartu. Harry widział przy każdym stole uczniów wpatrzonych z najwyższym przejęciem w Dumbledore'a lub szepczących gorączkowo do swoich sąsiadów. Ale Dumbledore znowu przemówił i w sali natychmiast zaległa cisza.

- Wiem, że każde z was pragnęłoby zdobyć Puchar Turnieju Trójmagicznego dla Hogwartu. Dyrektorzy poszczególnych szkół i przedstawiciele Ministerstwa Magii uzgodnili jednak, że w tym roku zastosujemy ograniczenie wieku kandydatów.

- Zgadzam się – powiedziały kobiety z przeszłości.

- Alison, dlaczego masz taką minę? – spytała młodsza Molly pania Finnigan.

- Normalną mam minę – mruknęła Alison.

- Mogą się zgłaszać tylko ci, którzy ukończyli siedemnaście lat. Uważamy to – tu podniósł nieco głos, bo w sali rozbrzmiało kilka okrzyków oburzenia i zawodu, a Fred i George Weasley'owie wyglądali, jakby dostali nagłego napadu szału.

Harry prychnął.

- za niezbędne, jako że zadania turniejowe będą wyjątkowo trudne i niebezpieczne, i choć zostaną przedsięwzięte wszelkie środki ostrożności, nie sądzimy, by uczniowie poniżej szóstej i siódmej klasy mogli sobie z nimi poradzić. Osobiście dopilnuję, by żaden uczeń, który nie ma jeszcze siedemnastu lat, nie próbował oszukać niezależnego sędziego co do swego wieku, by dostać się na listę kandydatów.

- Jasne, to się zawsze udaje, kiedy dyrektorek Dumbledore jest na straży! – wycedziła Ginny wtulając się w męża. Harry pocałował ją w czoło pani Potter westchnęła zadowolonym głosem.

- O czym ty mówisz?! – krzyknęła młodsza Molly. Dwie wersje Lily, Marlene i Dorcas były przerażone.

- Dowiecie się – mruknął Albus II.

Jego jasnoniebieskie oczy drgnęły, kiedy przez chwilę zatrzymał wzrok na buntowniczych twarzach Freda i George'a.

- Dlatego proszę was, byście nie marnowali czasu na zgłaszanie się, jeśli nie macie siedemnastu lat. Delegacje Beauxbatons i Durmstrangu przybędą w październiku i pozostaną w Hogwarcie prawie do końca tego roku.

Fleur przejechała po policzkach Billa, mając iskierki miłości. Następnie go mocno pocałowała.

- Awwwwww! – zawołały dziewczyny i kobiety wzruszone.

- Potrzebuje cię, Bill – wyszeptała Fleur – Potrzebuję cię tam na dole, proszę. Musisz we mnie wejść. Potrzebuję cię tam. Kiedy tam jesteś jestem wtedy bezpieczna i szczęśliwa.

- Cii... Lady Weasley, Lord Weasley zrobi dla swojej pani wszystko.

- Czyli mnie przelecisz, tak? – zapytała się go w jego ucho erotyczne i podniecona i z nadzieją w głosie.

- Oczywiście, słoneczko. Pan Weasley przeleci panią Weasley, bo to jest Lorda obowiązek, żeby jego Lady była szczęśliwa i bezpieczna – odparł Bill takim głosem, że Fleur zrobiło się mega gorąco.

- Mamo, dobrze się czujesz? – spytał Louis, widząc minę blondynki.

- Cudowne, syneczku, bo twoja mamusia będzie miała z twoim tatusiem cudowną noc! – rozmarzyła się pani Weasley – bo twój tatuś przeleci twoją mamusię. I kiedy twój tatuś będzie ze swoją męskością i będzie poruszał w środku twojej mamusi to twoja mamusia będzie wtedy bezpieczna i szczęśliwa – wzdychała zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej – bo twój tatuś to prawdziwy mężczyzna i wie jak zaopiekować się twoją mamusią.

- Mamo/Ciotka/Fleur/Weasley! Przestań! Nie chciałem znać aż takich szczegółów! – jęknęli synowie Fleur i synowie jego rodzeństwa oraz jej bracia i cała reszta. Bill zarumienił się, jak jego włosy, a sala patrzyła na nią wielkimi oczami z otwartą szczęką. Pani Weasley nic z tego sobie nie robiła, tylko uśmiechała się dumnie, a pan Weasley wygiął dumnie pierś.

Jestem pewny, że okażecie naszym zagranicznym gościom prawdziwą, godną naszej szkoły gościnność,

- Dzięki temu Fleur poznała Billa i teraz jest w związku małżeńskim Billem, stała się też moją siostrą! – zawołały Angelina, Nicole, Hermiona, Ginny i Charlotta szczęśliwym głosem, przytulając Fleur.

- Nie zapominajcie, że Fleur i Gabriele są teraz Siostrami Wojowniczkami, bo mają pierścień na palcu i dzięki temu są też moimi siostrami we wszystkim, oprócz węzłów krwi – dodały Siostry Wojowniczki i przytuliły je wszystkie.

- Siostrzyczki, kocham was – oznajmiły pani Weasley i pani Creevey. Miały rozmarzone głosy i miny, kiedy je puściły.

- A ja was drogie siostrzyczki – odparły zadowolonym głosem.

- Z tego co wiem, tego nie można złamać, bo nie możecie zdjąć pierścienia – oznajmiła Victoire. Single się ślinili, kiedy tak stały.

a naszemu reprezentantowi szczere i bezwarunkowe poparcie. No, ale już jest późno, a wiem, jak bardzo zależy każdemu z was, by jutro rano wstać wypoczętym i gotowym do rozpoczęcia nauki. Pora spać Zmykajcie! – Dumbledore usiadł i zaczął rozmawiać z Szalonookim Moodym. Wybuchł gwar, rozległo się szuranie krzeseł i stóp, gdy wszyscy uczniowie powstali i ruszyli tłumnie ku podwójnym drzwiom wiodącym do sali wejściowej.

- Nie mogą nam tego zrobić! – powiedział George Weasley, który nie przyłączył się do tłumu szturmującego drzwi, tylko stał nadal przy stole, łypiąc wściekle na Dumbledore'a.

- Skrzywdziłeś mojego brata Harry'ego! – warknęli Fred i George do Dumbledore – a Dursley'ów mam zamiar wysłać w kosmos, a później ciebie Dropsie i kochanka Weatherby'ego.

- Wysłałeś moją żonę do Ameryki – dodał Fred.

- Cii jestem tutaj. Nigdzie się nie wybieram, kochanie – odparła Nicole – Jestem twoja na zawsze. Wieczorem zrobię ci dobrze – powiedziała, całując go w policzek.

- Muszę widzieć cię nagą. Zrobisz to dla mnie? Potrzebuje cię – wystękał Fred I podniecony.

- Oczywiście kochanie. Musimy spać nago, bo spaliłam wszystkie nasze piżamy – mruknęła mu do ucha podniecona Nicole.

- Fred popraw spodnie! – zadrwił George I.

- Kończymy siedemnaście lat w kwietniu, i co, nie dadzą nam szansy?

- Ja tam mam ich w nosie i się zgłaszam – oświadczył Fred, który również patrzył spode łba na stół nauczycielski – Reprezentanci będą mogli robić mnóstwo rzeczy, na które normalnie nikomu by nie pozwolono.

- I piękne łaski będą cię wielbić – dodali Fred i George. Angelina i Nicole popatrzyły wzrokiem na swoich mężów, że ci uśmiechnęli się nerwowo – To znaczy, po co komu jakieś tam laski skoro ja mam najpiękniejszą, najseksowniejszą, najcudowniejszą i najbardziej inteligentna kobietę na całym świecie.

- Zapamiętaj sobie Weasley, że jesteś mój – powiedziały.

- No i tysiąc galeonów nagrody!

- Taak – mruknął Ron z niezbyt przytomną miną – Tak, tysiąc galeonów...

- Może wtedy kupicie sobie dom! – zadrwił Draco.

- Fretko możesz się zamknąć! – warknął Harry.

- Słuchajcie – powiedziała Hermiona – jak się stąd nie ruszycie, to tylko my pozostaniemy w sali. Ruszyli więc w kierunku sali wejściowej. Bliźniacy dyskutowali o tym, w jaki sposób Dumbledore może powstrzymać od zgłoszenia się do turnieju tych, którzy nie mają jeszcze siedemnastu lat – Kim jest ten niezależny sędzia, który ma zadecydować o tym, kto będzie reprezentował szkoły?

- Co to będzie? – spytał Fleomont. Większość ludzi popatrzyła po sobie.

- A jaki jest tytuł tej książki? – spytali jednocześnie Adrian, Alina, Marcus i Amélie – Wszyscy, którzy nie uczestniczyli w owym wydarzeniu powiedzieli zgodnie:

- Czara Ognia.

- Nie mam pojęcia – odrzekł Fred – ale to jego trzeba będzie wykołować. George, myślę, że parę kropel eliksiru postarzającego może wystarczyć...

- Ani mi się ważcie! – zawołały dwie wersje Lily i Molly przerażone.

- Mamusie, to się już wydarzyło – odparli Fred i George beztrosko. Lily nie mogła się powstrzymać i przytuliła ich do siebie i pocałowała ich obu w czoła. Ci westchnęli zadowolonym głosem wtulając się w panią Potter.

- Kocham was obu bardzo mocno i dziękuję, że traktujecie Harry'ego jak brata.

- Bo jest naszym bratem, tak samo, jak ty jesteś naszą mamą – odpowiedzieli Fred i George. Lily zalała się łzami i wtuliła się w nich.

- Proszę, mówcie mi obaj per "mamo" błagam! – wyszeptała, patrząc na George'a z nadzieją.

- Oczywiście, mamo – odpowiedział George do Lily, a ta wtuliła bliźniaków jeszcze bardziej, a ci pocałowali ją w czoło. Lily westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w synów jeszcze bardziej. Rogacz pokazał im po kciuku, kiedy tulili jego żonę. Większość ludzi patrzyła ze wzruszona na tę scenę.

- Obrzydlistwo. Oni... – zaczęła Mariette.

- Cicho siedź! – warknęła Nicole i przykleiła jej usta taśmą.

- Przecież Dumbledore wie, ile macie lat – powiedział Ron.

- No tak, ale to nie on wybierze zawodników, prawda? Mnie tam się wydaje, że jak już ten sędzia pozna tych, którzy się zgłoszą, wybierze po prostu najlepszego z każdej szkoły, nie zastanawiając się nad jego wiekiem. Dumbledore stara się tylko powstrzymać nas od zgłoszenia.

- Zgadza się – powiedział Harry.

- Mam cholerne złe przeczucia! – zawołały dwie wersje pani Potter.

- Pamiętajcie, że w tym turnieju ludzie tracili życie! – odezwała się Hermiona zaniepokojonym tonem, kiedy przeszli przez drzwi ukryte pod gobelinem i zaczęli się wspinać po kolejnych, węższych już schodach.

- Tak, ale to było parę wieków temu – stwierdził lekceważąco Fred – A zresztą, bez odrobiny ryzyka nie ma prawdziwej zabawy.

- Prawdziwa zabawa to na przykład walka ze smokiem albo pływanie w jeziorze, albo labirynt, a na deser wypad na cmentarz – odezwał się Harry.

- CO!!? – ryknęli goście z przeszłości albo, ci którzy nie wiedzieli, patrząc na bliznowatego przerażonym wzrokiem.

- Tak mi się tylko powiedziało – mruknął i uśmiechnął się nerwowo Harry.

- Hej, Ron, jak wymyślimy jakiś sposób, żeby wykołować Dumbledore'a, to się zgłosisz?

- A co ty o tym myślisz? – zapytał Ron Harry'ego – Fajnie by było znaleźć się na liście, co? Ale pewnie wybiorą kogoś starszego... pewnie uznają, że my chyba jeszcze za mało umiemy...

Harry uśmiechnął się nerwowo do Rona.

- Ja tam dobrze wiem, że za mało umiem – rozległ się za plecami Freda i George'a ponury głos Neville'a – Chociaż babcia na pewno by chciała, żebym spróbował, zawsze powtarza, że powinienem dbać o honor rodziny.

- Neville – mruknęła Augusta – Jestem z Ciebie taka dumna – i przytuliła go do siebie, po czym pocałowała go w czoło.

- Naprawdę tak myślisz babciu?

- Tak, Neville – powiedziała Lady Longbottom – i dbasz o honor rodziny, jak twój ojciec i zakochałeś się w piękniej i zdolnej dziewczynie. Tak samo zrobił twój ojciec, zakochując się w twojej mamie, która jest zdolną i piękną czarownicą i jesteś w przyszłości profesorem Zielarstwa. Jako babcia nie mogłam być bardziej dumna.

- I do tego jesteś bardzo odważny, tatusiu dlatego tiara wybrała cię do Gryffindoru – oznajmiła Alicja II – Twój czas przyjdzie i pokażesz na co cię stać.

- I do tego kochasz swoje dzieci. Wiele razy mi mówiłeś, że mnie bardzo mocno kochasz, tatusiu – dodała Lily II.

- Bo jesteś moją córeczką, Lily w takim samym co Alicja – rzekł Neville. Obie córki przytuliły się do Neville'a mocno.

- Jestem pewna, gdyby stała mi, mamusi i Alicji krzywda pierwszy byś chciał nas ratował. A dlaczego tatusiu? – spytała Lily II.

- Bo jestem waszym tatusiem i Hanny mężem – mruknął pan Longbottom. Hanna, siedząc mu na kolanach przejechała palcami po policzkach i namiętnie go pocałowała w usta.

- Kocham cię, mój Lordzie – oznajmiła mu z rozmarzoną miną, a Neville przytulił się do piersi Hanny – Musisz jeszcze wytrzymać skarbie, ulżysz sobie w nocy – wyszeptała Hanna podniecona i przytuliła go. Poczuła, że jest podniecony.

- Chciałbym widzieć cię nagą – mruknął.

- Kochanie oczywiście, że będziesz mnie widział nagą, bo nie mamy już piżam, bo je spaliłam – Hanna miała rozmarzona minę na samo wspomnienie spalonych piżam.

- Będę musiał... auuu! – Noga zapadła mu się w stopień w połowie schodów. W Hogwarcie było wiele takich fałszywych stopni, a akurat ten większość uczniów znała tak dobrze, że przeskakiwała go bez zastanowienia, ale Neville miał nieustannie kłopoty z pamięcią.

- Longbottom, jak ty zostałeś profesorem? – spytał Zachariasz z niedowierzaniem

- A ja powiem ci twoją przyszłość, bo mam dar przewidywania przyszłości, Zachariaszu – oznajmił Fred II mistycznym głosem – Sybilla pożyczę sobie twoją kulę, żebym mógł otworzyć moje wewnętrzne oko – i bez jej odpowiedzi zabrał jej kule i mówił mistycznym głosem – Tak, widzę... Mam wizję, Zachariaszu... Zachariaszu mam dla Ciebie bardzo złą wiadomość. W przyszłości zostałeś osłem i nic nie dało się z tym zrobić. Przykro mi, Zachariaszu. Kula mi pokazała, żebym dał ci marchewkę, bo osły lubią marchewkę. Masz marchewkę i się zamknij – i rzucił mu marchewkę. Smith patrzył jadowicie i czerwony na Weasley'a. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

- Dzięki, Fred! – uśmiechnął się przyszły profesor.

- Zawsze do usług, tato – rzekł Fred II – Lubię być komikiem – Hanna przytuliła Freda mocno do siebie i popatrzyła na niego z miłością – Mamo, a to za co? – spytał.

- A musi być jakiś powód, żeby przytulić swojego syna? – odpowiedziała pytanie na pytanie Lady Longbottom.

- A wiesz, co mamo, przytulaj mnie dowoli – stwierdził lord Weasley.

- Dobrze, synku – powiedziała pani Longbottom i ponownie go przytuliła i pocałowała go w czoło.

- Kocham cię, mamo – oznajmił Fred II i wtulił się Hannę.

- Ja Ciebie też kocham bardzo mocno, skarbie – mruknęła Hanna i wtuliła do swojej piersi syna.

Harry i Ron chwycili go pod pachy i wyciągnęli z pułapki, podczas gdy zbroja stojąca na podeście u szczytu schodów podzwaniała i zgrzytała, zanosząc się śmiechem.

- Przymknij się – warknął Ron, zatrzaskując jej przyłbicę, kiedy przechodzili obok. Doszli korytarzem do tajemnego wejścia do Gryffindoru, ukrytego za wielkim portretem otyłej damy w jedwabnej różowej sukni

- Hasło? – zapytała, kiedy podeszli.

- Banialuki – odrzekł George – Tak mi powiedział na dole prefekt.

- Wujek Percy byłby w żywiole – stwierdził Hugo – Przepraszam, odsunąć się jestem perfekcyjnym prefektem naczelnym! – Większość ludzi parsknęła śmiechem. Percy zrobił się czerwony.

Portret odchylił się, ukazując dziurę w ścianie, przez którą przeleźli do pokoju wspólnego. Trzaskający ogień na kominku ogrzewał dużą, okrągłą komnatę, pełną wysłużonych foteli i stolików. Hermiona rzuciła posępne spojrzenie na roztańczone wesoło płomienie, a Harry usłyszał, jak mruknęła: "Praca niewolnicza", zanim powiedziała im dobranoc i zniknęła na schodach wiodących do sypialni dziewcząt.

Harry z Ronem wymienili spojrzenia.

Harry, Ron i Neville wspięli się po ostatnich, spiralnych schodach do swojego dormitorium na samym szczycie wieży Gryffindoru. Przy ścianach stało tam pięć łózek, każde z czterema kolumienkami w rogach, między którymi wisiały ciemnoczerwone zasłony. Przy każdym stał w nogach kufer właściciela. Dean i Seamus szykowali się już do snu.

- Teraz ze mną się szykujesz do snu, ale najpierw spełniamy swój małżeński obowiązek – wyszeptała lady Finnigan mu do ucha.

- Pamiętaj, wysadziłem w powietrze wszystkie nasze piżamy i nie mamy niestety żadnej piżamy, bo nie potrzebujemy – wyszeptał jej do ucha Seamus.

- Oczywiście, że nie potrzebujemy. Wolę spać nago i żebyś podziwiał moje gołe ciało, panie Finnigan, a ja twoją męskość – wystękała Susan podnieconym głosem.

- Ale jesteś seksowna, pani Finnigan – mruknął Seamus. Susan wtuliła się w męża jeszcze bardziej i westchnęła zadowolonym głosem.

Seamus przypiął sobie nad łóżkiem irlandzką rozetkę, a Dean plakat Wiktora Kruma nad nocnym stolikiem. Obok wisiał jego stary plakat z piłkarską drużyną West Ham.

- Kretyństwo – mruknął Ron, kręcąc głową na widok całkowicie nieruchomych zawodników. Harry, Ron i Neville przebrali się w piżamy i powskakiwali do łózek.

Ginny i Hermiona popatrzyły na nich.

- Spaliłam twoje piżamy – wyszeptały.

- A ja twoje. Było z tego nieźle ognisko – odparli Ron i Harry.

Ktoś – bez wątpienia jakiś domowy skrzat – powsadzał im między prześcieradła ogrzewacze. Cudownie było leżeć sobie w ciepłym łóżku i słuchać szalejącej na zewnątrz burzy. 

- Wiesz, ja bym mógł się zgłosić – napłynął do Harry'ego z ciemności senny głos Rona – gdyby Fred i George wymyślili jak... a ty... nigdy nie wiadomo, co?

- Ani mi się waż! – warknęła młodsza wersja jego matki.

- Chyba nie... – Harry przewrócił się na bok. Oczami wyobraźni zobaczył całą serię scen... Wyprowadza w pole niezależnego sędziego... zostaje reprezentantem Hogwartu... stoi na szkolnych błoniach, unosi ręce w geście triumfu, a cała szkoła wrzeszczy i klaszcze z zachwytu... Tak, zdobył Puchar Turnieju Trójmagicznego...

Większość uczniów patrzyła na niego.

wśród tłumu uczniów dostrzega wyraźnie Cho, z podziwem na twarzy...

Ginny prychnęła.

Jestem pewna, że Cho nigdy by się mną tak nie opiekowała, nie broniła i kochała. Tuliła mnie do swojej piersi i całowała mnie w czoło, jak to robi moja mamusia, bo moja mamusia robi to najlepiej na świecie – powiedziała Olivia. Ginny patrzyła wzruszona, co powiedziała jej córka. Podeszła do niej z niezwykłą gracją i wdziękiem i przytuliła ją do swojej piersi.

- Moje słoneczko. Mamusia bardzo mocno cię kocha i mamusia zabije każdego, kto spróbuje cię skrzywdzić, a tamtych zabije powoli i boleśnie – i pocałowała ją w czoło. Olivia westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w panią Potter. Jeszcze bardziej miała uśmiech na twarzy, kiedy tuliła się do jej piersi.

- Mamusiu, kocham cię! – westchnęła zadowolonym głosem.

Harry zaśmiał się w poduszkę, wyjątkowo rad, że Ron nie może zobaczyć tego, co on.

- Koniec rozdziału - oznajmił Aidren.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...