środa, 1 stycznia 2025

Rozdział 17 Czara

- Ja chce - powiedziała Lisa i zaczęła czytać

Rozdział 17
Czworo reprezentantów

Harry siedział nieruchomo, świadom, że wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę. Był kompletnie oszołomiony. Odrętwiały. Myślał, że to sen. Albo że się przesłyszał. Nie było oklasków. Szum, podobny do brzęczenia rozwścieczonych pszczół, wypełnił Wielką Salę.

- Harry został wrobiony! - warknęła wściekła Ginny do wszystkich

Niektórzy wstawali, by lepiej widzieć Harry'ego. A on zamarł w bezruchu na swoim krześle. Profesor McGonagall zerwała się na nogi i przeszła szybko obok Ludona Bagmana i profesora Karkarowa, by szepnąć kilka słów profesorowi Dumbledore'owi, który pochylił ku niej głowę, marszcząc czoło. Harry odwrócił się do Rona i Hermiony; za nimi zobaczył cały długi stół Gryffindoru. Wszyscy gapili się na niego z otwartymi ustami.

- Nie dziwię in się - mruknął James II - też byłbym szoku

- Ja nie wrzuciłem tam swojego nazwiska - bąknął Harry. - Przecież wiecie, że tego nie zrobiłem.

- Taa jasne wielki Harry Potter chce byc zawsze w centrum uwagi! - wycedzil Zachariasz

- Zamknij się Smith! - wycedzila Luna ze niektórym włosy stanęły dęba

- Z tej niepozornej dziewczyny kryje się bardzo potężna czarownica więc lepiej uważajcie na siebie i nastanowcie co mówicie i miejcie do niej respekt i szacunek - oznajmily Rani i Salomi

- Och dziękuję kochane! - zackierkowala Luna i przytuliła je do siebie i pocałowała je po czołach które wesnely zadowolonym głosem wtulając się w do niej piersi jeszcze bardziej - a jak do mnie mówicie w przyszłości? - zapytała niewinnie i z nadzieją głosie ze mówią do niej per mamusia

-'Jak to jak "mamusia" oczywiście - powiedziały jakby było to coś oczywistego - bo tak mamusia każe się do siebie tak zwracać a my jesteśmy grzeczne dziewczynki i słuchamy się starszych i jestem Lady Scandanter to jest moj obowiązek - Luna uśmiechnęła się szeroko

- Bardzo mnie to cieszy kochaniutkie - stwierdziła pani Skandandel ponownie je przytulając j ponownie całując je po czolach

- Ja też się cieszę mamuś - oznajmily jej córki zadowolonym głosem wtulając się w kobietę

- przytutajcie sie do mnie kiedy tylko chcecie moje córeczki mamusia bardzo mocno was kocha

- Ja też Cie kocham mamusiu

Oboje patrzyli na niego w milczeniu. Profesor Dumbledore wyprostował się, kiwając głową do profesor McGonagall.

- Harry Potter! - powtórzył. - Harry Podejdź tu, proszę!

Lily I patrzyły na niego przerażonymi oczami

- Idź - szepnęła Hermiona, popychając lekko Harry'ego. Wstał, przydepnął sobie skraj szaty i zachwiał się. Ruszył między stołami Gryffindoru i Hufflepuffu. Była to bardzo długa wędrówka. Stół nauczycielski wcale się nie przybliżał, czuł też na sobie setki spojrzeń, jakby każde z nich było reflektorem.

- Po cholery jakiś turniej! - warkneli Rogacze - który mój syn musi występować!

Szum narastał. Wydawało mu się, że upłynęła godzina, zanim stanął przed Dumbledore'em, czując, że wpatrują się w niego wszyscy nauczyciele.

- No, to... do sąsiedniej komnaty, Harry - powiedział Dumbledore. Nie uśmiechał się. Harry powlókł się wzdłuż stołu nauczycielskiego. Hagrid siedział na samym końcu. Nie mrugnął do Harry'ego, nie machnął ręką, nie zrobił żadnego przyjaznego gestu czy miny. Wyglądał na kompletnie zaskoczonego i gapił się na Harry'ego tak samo jak wszyscy.

- Wujek Harry nie jest jakiś okazem w zoo tylko człowiekiem jak my wszyscy - zażartował Fred II rozładując atmosfere - no może oprócz kilku osób na czele z Umbridge która jest Ropucha - Umbridge zrobiła się czerwona

- Widząc minę Dolores to Dolores bardzo się cieszy jak ją nazwałeś Freddie - stwierdził George II sala parsknęła śmiechem

Harry przeszedł przez boczne drzwi i znalazł się w małym pomieszczeniu, obwieszonym portretami czarownic i czarodziejów. Naprzeciw niego huczał wesoło ogień na kominku. Twarze na portretach zwróciły się ku niemu, gdy wszedł. Zobaczył, jak jakaś pomarszczona czarownica wyskoczyła z ram swojego obrazu, wskoczyła w sąsiednie, w których królował czarodziej z wąsami morsa, i zaczęła mu coś szeptać do ucha.

- Wiesz lubie żreć cytrynowe dropsy na potęgę tak samo jak nasz dyrektorek Dumbledore bo za każdym razem mówił mi ze świat jest wtedy pełen zieleni świeci słoneczko i słyszy jak dzieci radoście się bawią i spróbowałem i okazało się że nie kłamie - odezwał się Albus II niektórzy opluli się woda gdy to usłyszeli co powiedział syn Harrego i popatrzyli na niego niedowierzaniem

Wokół kominka stali Wiktor Krum, Cedrik Diggory i Fleur Delacour. Wyglądali dziwnie imponująco na tle drgających płomieni. Krum, przygarbiony i zamyślony, opierał się o gzyms kominka, w pewnym oddaleniu od dwojga pozostałych. Cedrik stał z rękami założonymi do tyłu, wpatrując się w ogień. Fleur Delacour obejrzała się, kiedy wszedł Harry i odrzuciła do tyłu swoje długie, srebrzyste włosy.

Fleur popatrzyła na Harry'ego

- Co jest? - zapytała. - Czi chcą, żebi my wrócili do sali?

Najwidoczniej uznała, że przyszedł z jakąś wiadomością. Harry nie miał pojęcia, jak im wyjaśnić to, co się przed chwilą wydarzyło. Stał, patrząc na troje reprezentantów. - Uderzyło go, że wszyscy są bardzo wysocy. Usłyszał za sobą pospieszne kroki i do pokoju wszedł Ludo Bagman. Wziął Harry'ego pod ramię i poprowadził do kominka.

- Oddawaj nasza kasę idioto! - warkneli Fred i George

- Niesłychane! - mruknął, ściskając mu ramię. - Absolutnie niesamowite!

Panowie... pani - dodał, podchodząc do kominka i zwracając się do trójki pozostałych. - Pragnę wam przedstawić... choć może to wydać się wam nieprawdopodobne... czwartego uczestnika turnieju.

- Nigdy tego nie chciałem - mruknął Harry dwie wersje Lily patrzyły na syna przerażonymi oczani tak samo jak Nicole i Jessica Euphemia i Carolina

Wiktor Krum wyprostował się. Jego gburowata twarz pociemniała, gdy spojrzał na Harry'ego. Cedrik sprawiał wrażenie zakłopotanego. Patrzył to na Bagmana, to na Harry'ego, jakby nie był pewny, czy dobrze zrozumiał, co Bagman powiedział. Natomiast Fleur Delacour potrząsnęła srebrną grzywą i powiedziała:

- Och, to barzo dobri ziart, monsieur Bagman.

- Chciałbym żeby to był żart Fleur - rzekł cicho Harry

- Żart? - powtórzył zdumiony Bagman. - Nie, nie, nie, to wcale nie jest żart!Czara Ognia właśnie wyrzuciła jego nazwisko! - Gęste brwi Kruma drgnęły lekko. Cedrik nadal wyglądał na uprzejmie zdziwionego. Fleur zmarszczyła brwi.

- Ale to musi jakaś pomyłka - powiedziała z wyrzutem. - On nie mozi. Jest za muodi.

- Moja córeczka ma rację Harry jest za młody! - zawolaly dwie wersje pani Weasley do Dumbledore i Knota Croucha patrząc na ich morderczym wzrokiem - jeśli powiesz ze Fleur nie jest moja córeczką a Harry moim synkiem to strzele Ciebie jakiś zaklęciem Percy! - warknęła Molly I kiedy Percy już otwierał usta ale zamknął

- Bardzo mądra decyzja Weatherby - oznajmiła słodkim głosem Fleur - bo moja mamusia ma zawsze rację i jak mówi ze jestem jej córeczką a Harry jej synkiem bo jesteśmy jej córeczką i jej synkiem i nie możesz z nią w żaden sposób dyskutować Percy bo mamusia ma zawsze rację - Molly tak się wzruszyła że przytuliła Fleur mocno do swojej piersi

- Masz rację kochanie i to ze jesteś moją córeczką a Harry moim synkiem nie podlega negocjacji i dyskusji - powiedziała Lady Weasley twardym głosem które było nieznoszącym sprzeciwu

- No cóż... to rzeczywiście niezwykłe - rzekł Bagman, pocierając swój gładki podbródek i uśmiechając się do Harry'ego. - Ale, jak wiadomo, ograniczenie wieku zostało wprowadzone dopiero w tym roku, jako nadzwyczajny środek ostrożności. A jego nazwisko wypadło z Czary. Nie sądzę, by na tym etapie można było kogoś wycofać, to sprzeczne z przepisami... Jesteście wszyscy zobowiązani... Harry będzie po prostu musiał robić, co w jego... - Drzwi ponownie się otworzyły i weszła duża grupa ludzi: profesor Dumbledore, a tuż za nim pan Crouch, profesor Karkarow, madame Maxime, profesor McGonagall i profesor Snape.

- Madame Maxime! - zawołała natychmiast Fleur, podchodząc szybko do swojej dyrektorki. - On mówi, że ten mali chłopiec ma też być reprezentant!

- Nie jestem mały może jestem młody ale nie jestem mały! - prychnął Harry

Harry poczuł, że przez grubą, wełnistą warstwę oszołomienia przedarła się w nim fala gniewu. Mały chłopiec? Madame Maxime wyprostowała się, demonstrując w całości swoją okazałą postać. Szczyt jej wdzięcznej głowy omiótł wiszący u sufitu żyrandol ze świecami, a czarna satynowa szata wzdęła się imponująco.

- Co to znaczi, Dumblidorr? - zapytała władczym tonem.

- I Spokojne Dumblidorr uwaziam na twoi żirandol - powiedział Colin II z mocnym francuskim akcentem niektórzy parskneli śmiechem

- Gabriele Denis wasz syn będzie Huncwotem! - zaśmiali się Łapa i Rogacz

- Przepraszam ale ja już jestem Hunwotem - odparł pan Creevey przemarzalym głosem i wypiął dumnie pierś jak to zawsze robi Percy Sala parsknęła głośnym śmiechem a sam Percy spalił buraka

- Ja też chciałbym to wiedzieć, Dumbledore - powiedział profesor Karkarow. Uśmiechał się chłodno, a jego niebieskie oczy przypominały dwa lodowe dropsy.

- Ale masz porównanie! - zawołali Fred i George ze śmiechu

- Dwóch reprezentantów Hogwartu Nie przypominam sobie, by ktoś mi mówił, że szkoła, w której rozgrywa się turniej, może wystawić dwóch zawodników... chyba że nie dość dokładnie przeczytałem regulamin. - I parsknął ironicznym śmiechem.

- Umyj najpierw zęby - powiedziała Fleur i krzywiła się

- C'est impossible - oświadczyła madame Maxime,

- To znaczy to niemożliwe - przetłumaczyła Victoire

której olbrzymia dłoń, ozdobiona mnóstwem wspaniałych opali, spoczęła na ramieniu Fleur. - 'Ogwart nie mozi wystawić dwa reprezentant. To by bilo nie fair.

- Harry tego nie chciał! - warknęła Ginny - nie chciał byc tym reprezentantem!

- Ja chce tylko ciebie Gin - odparł Harry

- Jestem twoja i tylko twoja - oznajmiła i i patrzyła na niego iskierkami miłości wiec Harry pocałował ja namiętne usta a miną wyrażała więcej niż 1000 słów i bardzo mocno się wtuliła i jego pierś i wesnela zadowolonym głosem

- Byliśmy przekonani, że twoja Linia Wieku wykluczy młodszych pretendentów Dumbledore - powiedział Karkarow, wciąż uśmiechając się chłodno, a jego oczy błysnęły lodowatą stalą. - Bo w innym przypadku, oczywiście, dokonalibyśmy wyboru z większej liczby kandydatów.

- Karkarow, to wyłącznie wina Pottera — powiedział łagodnie Snape, a jego czarne oczy rozbłysły nienawiścią. - Proszę nie obwiniać profesora Dumbledore'a o to, że Potter rozmyślnie złamał przepisy.

- Zamknij mordę Snape! - warkneli Rogacze Lily patrzyła na Snape jakby miała go zamordować

- Mścić się na moim synem tylko dlatego ze zakochałam się w Jamesie i z nim mam Harrego a nie z tobą Snape! - warknęły dwie wersje pani Potter

- Nie! nie! nie! chce nazywać się Snape! - krzyknąl przerażony Harry - Potter do imienia Harrego pasuje idealnie

- Zgadzam się Ginny Potter pasuje idealnie niż Ginny Snape - zgodziła się mężem brazooka

- Na szczęście bo nie wiem co bym zrobił gdybyś wyszła za Snape Lily - mrukneli Rogacze

- Wiesz co bym chciała żebyś zrobił? - spytały figlarnie - pocałuj mnie usta Łosiu

- Nie jestem żadnym łosiem... - ale nie skończył bo pani Potter namiętnie pocałowała go w usta

- Ale jesteś cholerne seksowna pani Potter - odparli zadowolonym głosem a na jej policzkach pojawił się głęboki rumieniec

- To było takie słodkie! - zawołali przesadne szczęśliwi Ron Harry Colin I Fred I i George I

- Robi to zresztą od chwili, gdy do nas przybył...

- Dziękuję ci, Severusie - przerwał mu stanowczym tonem Dumbledore, a Snape umilkł, choć jego oczy nadal połyskiwały złośliwie spoza kurtyny tłustych czarnych włosów. Profesor Dumbledore patrzył teraz na Harry'ego, który odwzajemniał to spojrzenie, starając się dostrzec wyraz oczu profesora za półkolistymi okularami.

- Harry, czy wrzuciłeś swoje nazwisko do Czary Ognia? - zapytał spokojnie Dumbledore.

- Nie rzuciłem - odpowiedział Harry

- Nie - odpowiedział Harry. Był świadom, że wszyscy patrzą na niego uważnie. Ukryty w cieniu Snape prychnął pogardliwie.

- Jesteś zły bo Rogas nie kupił Ci szamponu Snape? - spytał Łapa

- Zamknij się Black! - wycedzil Snape

- Bo co mi zrobisz? - pytał Syriusz - idz lepiej pobaw się z swoimi eliksirami i zrób więcej dla siebie eliksiru głupoty - Astoria Daphne Tracy Flora i Hestia parsknęły głośnym śmiechem

- Syriusz Severus uspokójcie się! - krzyknęli Lunatyk

- Remusie to ten bałwan zaczął i - wskazał na Seveusia - ciągle ma jakieś waty do Harrego a ja jako jego zajebisty ojciec chrzestny mam obowiązek reagować gdy ktoś obraża mojego chrześniaka - oznajmił Łapy

- Czy prosiłeś jakiegoś starszego ucznia, żeby wrzucił twoje nazwisko do Czary Ognia? - zapytał Dumbledore, nie zwracając uwagi na Snape'a.

- Nie - odpowiedział porywczo Harry.

- On kłamie! - zawołała Pancy - prawda Dracus?

- Dracus mi powiedział do mojego uszka żebyś się zamknęła! - odparowała Astoria Pansy patrzyła na nią morderczym wzrokiem

- Ach, on kłami! C'est impossible! - krzyknęła madame Maxime. Snape kręcił głową, wykrzywiając usta

- Nie mógł przekroczyć Linii Wieku - powiedziała ostro profesor McGonagall

- Harry został wrobiony - oznajmiła twardym głosem Minevra - i byłam tego pewna od początku

- Jestem pewna, że wszyscy się co do tego zgadzamy...

- Dumbli-dorr pomylisie z tę linie - oświadczyła madame Maxime, wzruszając ramionami.

- To oczywiście możliwe - zgodził się uprzejmie Dumbledore.

Nicole i Jessica przytuliły brata mocno

- Dumbledore, przecież doskonale wiesz, że nie ma mowy o żadnej pomyłce! - powiedziała ze złością profesor McGonagall. - To czysty nonsens! Harry nie mógł przekroczyć tej linii, a skoro profesor Dumbledore wierzy, że nie namówił też żadnego starszego kolegi, żeby zrobił to za niego, to chyba zamyka sprawę! -

- Dziękuję ze bronisz mojego syna Mini - oznajmiła pani Potter

- Jestem jego wychowawczynią i to jest moj obowiązek bo za tym kocham go tego przystojniaka - rzekła profesor McGonagall

Rzuciła wściekłe spojrzenie na Snape'a.

- Panie Crouch, panie Bagman - odezwał się Karkarow obłudnym, przesłodzonym tonem

- Zróbcie mi obaj loda natychmiast - wypalił Hugo przesłodzonym tonem Sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc nieboglosy Crouch zrobił się czerwony

- Oczywiście wasza dyrektorska mość - powiedział Frank II

- Och! Och! Och Barti Och ludo! tak dobrze ! - jęczał Hugo Emilly przywaliła mu z całej siły żeby się uspokoił

- jesteście naszymi... ee... obiektywnymi sędziami. Chyba się zgodzicie, że mamy tu do czynienia z uderzającą nieprawidłowością? - Bagman otarł chusteczką swoją krągłą, chłopięcą twarz i spojrzał na pana Croucha, który stał poza kręgiem światła z kominka i sprawiał trochę dziwne wrażenie, bo w tym półmroku wyglądał o wiele starzej, a jego głowa przypominała trupią czaszkę. Kiedy jednak przemówił, głos miał jak zwykle uprzejmy.

- Musimy trzymać się zasad, a zasady wyraźnie mówią, że ci, których nazwiska wyrzuci Czara Ognia, mają obowiązek wzięcia udziału w turnieju.

- Zasady sa po to żeby je łamać Crouch - rzekł Fineas 

- To jest jeszcze dziecko! - zawolaly dwie wersje pani Potter

- Mamo nie jestem dzieckiem! - oburzył się jej syn

- No cóż, Barty zna regulamin na pamięć - powiedział Bagman, uśmiechając się i odwracając z powrotem do Karkarowa i madame Maxime, jakby rzecz została przesądzona.

- Nalegam, by nazwiska reszty moich uczniów zostały poddane nowej próbie - oświadczył Karkarow. Porzucił już swój obleśny ton i nie uśmiechał się obłudnie. Przeciwnie, jego twarz ziała teraz złością. - Ustawimy ponownie Czarę Ognia i będziemy do niej wrzucać nazwiska do czasu, aż każda szkoła będzie miała po dwóch reprezentantów.

- A było tak słodko i cukierkowo - stwierdził Marcus

To jedyne sprawiedliwe rozwiązanie, Dumbledore.

- Ależ, Karkarow, to niemożliwe - powiedział Bagman. - Czara Ognia wygasła... i nie zapłonie ponownie aż do następnego turnieju...

- ... w którym Durmstrang na pewno nie weźmie udziału! - krzyknął Karkarow. - Po tych wszystkich naradach, negocjacjach i kompromisach nie spodziewałem się, że dojdzie do czegoś takiego!Zastanawiam się, czy nie wyjechać natychmiast!

- Próżne gadanie, Karkarow - zagrzmiał głos spod drzwi. - Nie możesz teraz opuścić swojego reprezentanta. A on musi wziąć udział w turnieju.

Moody prychnął

Oni wszyscy muszą wziąć udział w turnieju. Wiążący magiczny kontrakt, jak powiedział Dumbledore. Bardzo wygodne, co?

Kobiety z rodziny Harrego popatrzyli na niego przerażonymi oczami

- Czyli mój tatuś musi wystąpił w tym turnieju mimo wszystko? - spytała Olivia patrząc na niego przerażonymi zielonymi oczami

- Tak księżniczko - mruknął Harry

- Nie ma mowy żeby Harry wystąpił w tym turnieju! - zawolaly babcie i mama Harrego

- To się już wydarzyło - przypomniał im czarnowlosy

- Do komnaty wszedł Moody. Pokuśtykał do kominka, przy każdym kroku stukając złowieszczo drewnianą nogą.

- Wygodne? - powtórzył Karkarow. - Obawiam się, że nie rozumiem. - Harry mógłby przysiąc, że Karkarow chciał, by jego głos zabrzmiał lekceważąco, tak jakby Moody powiedział coś nie zasługującego na uwagę. Zdradziły go jednak ręce, które bezwiednie zacisnęły się w pięści.

- Nie rozumiesz? - powiedział cicho Moody. - To bardzo proste, Karkarow. Ktoś wrzucił do czary nazwisko Pottera, wiedząc, że będzie musiał wziąć udział w turnieju, jeśli czara je wyrzuci.

- Il est de toute évidence

- niemożliwe jest - oznajmiła Domique

... ktoś, kto chciał dać 'Ogwart double-szansę! — zawołała madame Maxime.

- Całkowicie się z panią zgadzam, madame Maxime - rzekł Karkarow, kłaniając się jej.

- Ale dżentelmen! - wywrócił oczami Colin II

- Naprawdę musisz ją nie lubić - odezwał się Denis

- Nie ma pociucia humoru - oznajmił Colin II

- Złożę skargę w Ministerstwie Magii i w Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów...

- Jeśli już ktoś ma powody, by się skarżyć, to tylko Potter — warknął Moody - ale... dziwna rzecz... nie słyszałem, by wypowiedział choćby jedno słowo...

- Bo mnie zatkało! - zawołał Harry

- Czemu mialbi się skarzic? - wybuchła Fleur Delacour, tupiąc nogą. - Jemu nagle dali szansy w tym turnieju! My na to wyciekali i wyciekali cali tygodni! Tu chodzi o 'onor Beauxbatons! Tysiący galeoni!Za taki szansy wielu by umarli!

- Potterowie są bogaci więc po nam tysiąc galeorow - rzekł Albus II

- Być może właśnie ktoś żywi nadzieję, że Potter umrze, jak dostanie taką szansę - powiedział Moody, a w jego głosie dało się odczuć leciutkie echo śmiechu.

- To mój syn zginął a nie Potter! - warknal Amos

Po tych słowach zaległo pełne napięcia milczenie. Ludo Bagman, który teraz miał już bardzo wystraszoną minę, zakołysał się nerwowo na piętach i powiedział:

- Moody... mój stary... co ty opowiadasz!

- Wszyscy wiemy, że profesor Moody uważa poranek za stracony, jeśli przed obiadem nie wykryje sześciu spisków na swoje życie - powiedział głośno Karkarow.

- A może tak byś najpierw umył zęby Karkarow! - krzywiła się Nimfadora

- Najwidoczniej teraz uczy młodych ludzi, żeby i oni bali się morderczych zamachów.

- Dziwna to cecha u nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią, Dumbledore, ale na pewno miałeś swoje powody.

- Chce żeby wujek Remus wrócił żeby uczył obrony czarnej magii - oznajmily Siostry wojowniczki

- Ja sobie wyobrażam spiski, tak? - zagrzmiał Moody. - Widzę wszędzie morderców, tak? Ten, kto wrzucił do czary kartkę z nazwiskiem tego chłopca, musiał być bardzo zręcznym i dobrze wyszkolonym czarodziejem...

Hermiona popatrzyła na Croucha morderczym wzrokiem

- Ach, a ma na to jaki dowody? - zapytała madame Maxime, wznosząc swoje olbrzymie ręce.

- Ten ktoś oszukał bardzo potężny obiekt magiczny! - rzekł Moody. - Musiał użyć wyjątkowo silnego zaklęcia Confundus, żeby wykiwać czarę tak, by zapomniała o tym, że tylko trzy szkoły uczestniczą w turnieju... Podejrzewam, że przy nazwisku tego chłopca podano nazwę czwartej szkoły, żeby wyglądało, że jest jedynym kandydatem w swojej kategorii...

- Panie Crouch czy ma Pan cos do powiedzenia w tej sprawie? - zapytała głośno Pani Weasley

- Odmawiam komentarza dziewucho! - warknal na nią Crouch

- Słyszał tatuś? - spytała Hermiona Artura - ten idiota nie potrafi sie zachować w stosunku do lady Weasley

- Więc należy mu się sroga kara córeczko - stwierdził przesłodzonym głosem

- Tatusiu mogę go strzelić w jaja wysokim ostrym obcasem za swoją bezczelność? - pytała z nadzieją Hermiona Lorda Weasleya - tatusiu proszę mogę go strzelić? proszę tatusiu? - i zrobiła minę biednego kota

- Księżniczko jak strzelisz go ostrym obcasem to odpadną mu klejnoty - oznajmił Artur rozpromieniony że Hermiona cały czas mówi do niego per tatuś

- Hermiono i za co wtedy chwyci Percy jak Pan Crouch nie będzie miał ptaszka? - pytali rozbawieni Fred i George

- Och! Macie rację zostawię twoja tak znaną męskość Crouch tylko dlatego ze jestem cudowna młodszą siostryczka dla Percego i żeby Percy byl szczęśliwy i miał za co chwycić i żeby mógł zrobić Ci dobrze Crouch - stwierdziła przesłodzonym głosem Lady Weasley i uśmiechnala sie z drwina do Croucha bo go straszne nienawidziła za Mruszke i cały czas lubiana mu zbijać mu szpilki Sala opluła sie wodą kiedy to usłyszeli Weatherby i Crouch zrobili bardzo wściekła minę a ta mocno się wtuliła w Rona

- Chyba bardzo długo nad tym rozmyślałeś, Moody - powiedział chłodno Karkarow. - To genialna hipoteza... Ale słyszałem, że niedawno przyszło ci do głowy, że twój prezent urodzinowy to chytrze zamaskowane jajo bazyliszka i roztrzaskałeś je na drobne kawałki, zanim się zorientowałeś, że to budzik.

- To mi wygląda na grę wstępną - rzekł Teddy

- To jest takie romantyczne najpierw się nienawidzą a na końcu zazwyczaj uprawiają seks - oznajmiła Hope przesadnie szczęśliwa Moody popatrzył na rodzeństwo lupin morderczym wzrokiem

- Musisz więc nas zrozumieć, jeśli nie będziemy traktować twoich hipotez zbyt poważnie...

- Są tacy, którzy wykorzystają każdą niewinną okazję, by osiągnąć swój cel - odparł Moody jadowitym tonem. - Taki już mam zawód, Karkarow... A polega on na przewidywaniu, w jaki sposób mogą nas zaatakować mistrzowie czarnej magii... Powinieneś o tym pamiętać...

- Alastorze! - krzyknął Dumbledore ostrzegawczym tonem. Harry zastanawiał się przez chwilę, do kogo dyrektor mówi, ale później zdał sobie sprawę, że „Szalonooki" nie może być imieniem Moody'ego.

- Myślałem ze szalonooki to twoje imię - rzekł zarumieniony Harry do byłego profesora

Moody zamilkł, choć wciąż wpatrywał się w Karkarowa z widoczną satysfakcją - twarz Karkarowa płonęła niezdrowym rumieńcem.

- Czyli spalił buraka - rzekł Seamus

- Nie wiemy, jak doszło do takiej sytuacji - powiedział Dumbledore, zwracając się do wszystkich obecnych. - Wydaje mi się jednak, że nie mamy wyboru, musimy ją zaakceptować. Zarówno Cedrik, jak i Harry zostali wybrani, by wziąć udział w Turnieju Trójmagicznym. I dlatego wezmą w nim udział...

- Po moim trupie! - warknela dwie wersje Lily - nawet się nie odzywaj! - dodała do Lucka bo Malfoy otwierał usta

- Ach, Dumbli-dorr, ale...

- Moja droga madame Maxime, jeśli ma pani jakąś inną propozycję, wysłucham jej z najwyższą przyjemnością. - Czekał, ale madame Maxime milczała, patrząc na niego spode łba.

- Ktoś Cie już nie kocha dyrektorku! - zacierkowala Iola i miała taki sam bezczelny uśmiech co Łapa

I nie ona jedna. Snape też był wściekły, a Karkarow posiniał ze złości. Natomiast Bagman sprawiał wrażenie podekscytowanego tą sytuacją.

- Tylko nie dostań orgazmu! - zakpili Fred i George

- No to co, rozwijamy żagle? - zapytał, zacierając ręce i uśmiechając się ochoczo. - Udzielimy instrukcji naszym zawodnikom? Barty, może ty Pan Crouch zrobił taką minę, jakby ocknął się z głębokiej zadumy.

- Myślał tylko o jednym wiecie o czym prawda? - pytała Nimfadora uśmiechem na twarzy i poruszała ręką w górę i w dół

- Nimfadora! - skarcila ja Andromeda

- Tak... instrukcje. Tak... pierwsze zadanie... - Podszedł do kominka. Z bliska wydał się Harry'emu chory. Miał sine cienie pod oczami, a pomarszczona skóra miała jakiś niezdrowy, papierowy wygląd.

- Za dużo seksu to też nie zdrowe Panie Crouchu - powiedziała Cedrella

Od czasu Mistrzostw Świata w Quidditchu bardzo się zmienił. - Pierwsze zadanie ma sprawdzić waszą odwagę - zwrócił się do Harry'ego, Cedrika, Fleur i Kruma. - więc nie powiemy wam, na czym ono polega. Męstwo w obliczu nieznanego jest ważną cechą dobrego czarodzieja... bardzo ważną... Pierwsze zadanie czeka was dwudziestego czwartego listopada, a będziecie je wykonywać na oczach wszystkich innych uczniów i zespołu sędziów. Zawodnikom nie wolno prosić nauczycieli o pomoc w wykonaniu turniejowych zadań i nie wolno im takiej pomocy przyjąć. Będziecie uzbrojeni tylko w różdżki. Po wykonaniu pierwszego zadania otrzymacie instrukcje dotyczące zadania drugiego. Ze względu na wymagający i czasochłonny charakter zadań turniejowych, reprezentanci szkół będą w tym roku zwolnieni z egzaminów końcowych. - Pan Crouch spojrzał na Dumbledore'a. - To chyba wszystko, Albusie?

- Myślę, że tak - odpowiedział Dumbledore, wciąż patrząc na pana Croucha z lekkim niepokojem. - Na pewno nie zechcesz zostać na noc w Hogwarcie, Barty?

- Nie, Dumbledore, muszę wracać do ministerstwa. To bardzo trudny okres, mamy mnóstwo pracy...

- Taaa... twoja praca - odezwała się Pani Lupin poruszała ręką w górę i w dół Sala parsknęła śmiechem

- Jak śmiesz zostajesz wydalona bycia aurrorem smarkulo! - wycedzil czerwony Barty

- Nie zapędzaj się Crouch - oznajmiła Amelia - LADY Lupin nigdzie się nie wybiera i nie jest żadna smarkula prawda kochanie?

- ciocia Amelia ma rację Nigdzie się wybieram i nie jestem żadną smarkula - zgodziła się Nimfadora - a ty.....

- Przepraszaj moja mamusie ale już! - warknęła Victoire - albo strzele Cie w jakiś ostrym zaklęciem w jaja!

- Moja córeczka! - całując ją w czoło Victoire wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę

- Nie pozwolę żeby ten imbecyl od siedmiu boleści groził Ci mamusiu - rzekła mocą stali

- Kocham Cię córeczko nawet nie wiesz jak bardzo! - przyciągnęła ją do swojej piersi

- Ja też Cie kocham mamusiu - oznajmiła Victoire wtulając się nią - i tak zawsze będę tak mamusi mówiła per mamusia - a twarz Nimfadory byla teraz rozpromieniona

- Bo taki jest twój obowiązek jako Lady Lupin kochanie i ja jako twoja mamusia bardzo się z tego cieszy kochanie jak do mnie sie zwracasz - całując ja czoło i tuliła ja

- Tak mamusiu to jest mój obowiązek jako Lady Lupin - pokiwała głową szczęśliwa Victoire i wesnelam zadowolonym głosem - po za tym kocham tak do mamusi mówić i zawsze będę się do mamusi tak zwracala - rzekła rozpromieniona pani Lupin do Metamorfomaga która szeroko uśmiechala sie do córki - a ty dalej nie przeprosiłeś moją mamusie Crouch! - warknęła na Bartyiego nagle Victoire patrząc na niego morderczym wzrokiem a i razem Nimfadora założyły ręce i stukaly swoim wysokim obcasem po posadzkę

- Przepraszam PANI Lupin! - wystekal Crouch

Zostawiłem na stanowisku tego młodzieńca, Weatherby'ego. Ma dużo zapału... szczerze mówiąc, może trochę za dużo...

- Robi mi loda - zakpil Bill - nie mam kiedy odpocząć od orgazmu - niektórzy parskneli śmiechem Weasley z okularami chciał rzucić się na starszego brata i go pobić

- Bill! - warknęła Apolonia

- Tak mamusiu? - spytał niewinnie Bill do Madame Delacour twarz Apolonii z wściekłej była teraz rozpromieniona i przytuliła go mocno do swojej piersi i pocałowała go czoło musiała stanąć na palcach a Bill musiał schylić głowę mimo ze miała wysokie obcasy na nogach

- Kocham Cię synku nawet nie wiesz jak bardzo - oznajmiła rozpromieniona szczęśliwa pani Delacour i prawie do dusząc

- Nie mogę oddychać! - jęczał rudowłosy

- Babciu pójść tatusia bo go udusisz! - upomniała ja Samanta

- Przepraszam! - zarumieniła się Madame Delacour i go puściła Bill jeknal z ulgi pani Delacour odwróciła się gracją i wdziękiem i z gracją i wdziękiem podeszła do męża mezszyzni patrzyli na nią sliniac się i usiadła na bolanach Armarda

- Podoba się Panu w jakim sposób muszę teraz chodzić Monsieur Delacour? - pytała mu do ucha podniecona Apolonia

- Tak Madam Delacour odpowiedział Armard - bardzo mi się to podoba i bardzo się cieszę że nie możesz ich ściągnąć - pokazując na buty na wysokim obcasie które Madam Delacour miała na nogach

- Ja też sie cieszę Monsieur Delacour - oznajmiła podniecona Apolonia - bo dzięki temu będę musiała robić Ci dobrze a ty będziesz mnie bzykał mając szpilki na wysokim obcasie na stopach a później będę przygotowała śniadanie i będę Ci podawała śniadanie obiad i kolację z niewywala gracja i wdziękiem chodząc szpilkach na wysokim obcasie po domu i będę musiała wykonywać obowiązki domowe kręcąc biogrami jak na prawdziwa lady i pani domu przystało już się nie mogę doczekać 

- Ale przynajmniej napijemy się czegoś razem, co? - zapytał Dumbledore.

- Daj się skusić, Barty, ja zostaję! - odezwał się Bagman. - To, co dzieje się tu, w Hogwarcie, jest o wiele bardziej podniecające niż robota w ministerstwie!

- Nie sądzę, Ludo - odrzekł Crouch z nutą swojego dawnego zniecierpliwienia.

- Profesorze Karkarow, madame Maxime... - zaczął Dumbledore - wypijemy po szklaneczce czegoś rozgrzewającego przed pójściem do łóżek?

- Dyrektorek chce opić dyrektorów! - ucieszył się Seamus - A teraz idziemy na jednego A teraz bedziemy wódke pić do dna A teraz idziemy na jednego A teraz bedziemy wódke pić! - śpiewał Seamus

- Ale poczekajcie na Hagrida bo Olimpia to dziewczyna Hagrida przecież! - zawołał Hugo

- Cholipka wiecie co Olimpia chciała żebym ja Hagrid Gajowy i Strażnik kluczy Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie oraz Profesor opieki nad magicznymi stworzeniami był bardziej kobiecy! - wypalił nagle Louis - więc nie rozmawiałem z Olimpia do końca dnia bez powodu! - Sala ryknela śmiechem większość z nich zwłaszcza męska cześć leżała ze śmiechu na podłodze śmiejąc nieboglosy Hagrid spalił buraka

- Ha! ha! ha! ha! ha! dobre! ha! ha! ha! - śmiała się głośno zwłaszcza męska cześć sali

Ale madame Maxime już objęła Fleur za ramiona i wyprowadzała ją pospiesznie z komnaty. Harry dosłyszał, jak obie rozmawiają bardzo szybko po francusku.

- Olimpia to był tylko żart nie obrażaj się! - zawołał Louis nie mogąc się powstrzymać większość ludzi parsknęła śmiechem

Karkarow skinął na Kruma i obaj wyszli, bardzo poruszeni, ale milczący.

- Harry, Cedriku, powinniście już iść spać - rzekł Dumbledore, uśmiechając się do nich. - Jestem pewny, że w Gryffindorze i Hufflepuffie czekają, by świętować wasz wybór, a byłoby zbrodnią pozbawiać ich tak wspaniałej wymówki do urządzenia okropnego zamieszania i hałasu, jakiego się spodziewam.

- Impreza! - zawołał Łapa

Harry zerknął na Cedrika, a ten kiwnął głową i wyszli razem. Wielka Sala już opustoszała, w wyszczerzonych gębach dyn dopalały się świece, co nadawało im tajemniczy, niemal groźny wygląd.

- A więc znowu gramy przeciwko sobie! - zauważył Cedrik z lekkim uśmiechem.

- Na to wygląda - odrzekł Harry. Nic innego nie przychodziło mu do głowy, w której miał kompletny chaos, jakby mu przetrząśnięto mózg.

- Więc powiedz mi - rzekł Cedrik, gdy znaleźli się w sali wejściowej, którą teraz oświetlały tylko pochodnie - jak ci się udało wrzucić swoją kartkę?

- Harry tego nie zrobił - rzekła Ginny - owszem zrobił kilka cudownym rzeczy kiedy mi się oświadczył i mnie naznaczyl - Harry pocałował ją w znak a ta wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia - Harry nie teraz po po bzykamy się wieczorkiem - głos miała podniecony

- Nie mogę się doczekać pani Potter - mruknął jej do ucha podnieconym głosem a Ginny wachlowala ręką bo zrobiło jej się mega gorąco

- Więc Harry został wrobiony i koniec dyskusji!

- Nie zrobiłem tego - odpowiedział Harry, patrząc mu w oczy. - Nie rzucałem żadnej kartki. Mówię ci prawdę.

- Ach... w porządku. - Harry był pewny, że Cedrik mu nie uwierzył. - No to... do zobaczenia.

Zamiast wejść po marmurowych schodach, Cedrik wszedł w drzwi po prawej stronie. Harry stał przez chwilę, słuchając jego kroków po kamiennych stopniach wiodących do lochów, a potem zaczął się wspinać po marmurowych schodach. Czy uwierzy mu ktokolwiek poza Ronem i Hermioną,

Ron poruszył się niespokojnie

czy raczej wszyscy są przekonani, że to on sam zgłosił się do turnieju? Ale jak oni mogli coś takiego pomyśleć, przecież jego rywale mają za sobą trzy lata nauki magii więcej od niego... przecież stanie w obliczu zadań, które nie tylko są niebezpieczne, ale mają być wykonane na oczach setek ludzi.

- Jesteś wybrańcem chłopcem który przeżył Potter! - wycedzil Michael - dla Ciebie to jest na pewno bułka z masłem!

- Wyczarowałes patronusa w trzeciej klasie i byłeś pupilkiem Lupina - dodał Teodor

- PANA Lupina! - poprawiła go Nimfadora - albo Lorda Lupina jak tam wolisz

- Za to ty i banda Fretki od pierwszego roku jesteście pupilkami Snape! - odparował Harry

- PANA PROFESORA Snape PANIE Potter! - poprawił go Dumbledore a Harry wywrócił oczami

Owszem, myślał o tym... fantazjował... ale to był tylko żart, jałowe marzenia... przecież nigdy poważnie nie liczył na swój udział w turnieju. Tymczasem ktoś inny o tym pomyślał, ktoś inny chciał, żeby to on się zgłosił, ktoś zadbał, żeby Czara wyrzuciła jego nazwisko. Dlaczego? Żeby zrobić mu frajdę? Jakoś nie bardzo w to wierzył...

- Voldemort chce mnie zabić - oznajmił Harry - to nic nowego

- Nie wymawiaj tego imienia! - pisnęła Lavender która zbladla

- Wolisz Wezogeby czy Voldek łysy i bez nosa? - pytał James II

- Sam wiesz kto! - krzyknela Lavender

- Ja nie wiem kto - odpowiedział Teddy - szwagier ty wiesz kto? - spytał George II

- Ja też nie wiem kto - rzekł George II

Żeby zobaczyć go, jak zrobi z siebie głupca? No, jeśli tak, to ten ktoś jest już bardzo bliski celu... A może po to, żeby wystawić go na pewną śmierć? Może Moody wcale nie jest zwariowanym emerytem, który wszędzie widzi zagrożenie. Może ktoś znał jakąś sztuczkę, dzięki której wrzucił do czary świstek z jego nazwiskiem?

- Tatuś - mruknely jego córki i wtuliły się mocno Harrego mając łzy w oczach i przerażone miny

- Jestem cały nie musicie..

- A tatuś nie rozumie że ja jestem przerażona bo bardzo tatusia kocham i nie chce Cie stracić tatusiu! - zawolaly jego córki mając łzy w oczach Harry bardzo mocno przytulił swoje córki które powoli się uspokajaly Harry popatrzył na Ginny która zachitowalala

- Córeczki tatusia!

Czy ktoś naprawdę chce go zabić? Na to ostatnie pytanie natychmiast udzielił sobie odpowiedzi. Tak, ktoś pragnie jego śmierci, ktoś pragnie jego śmierci od chwili, gdy skończył zaledwie rok: Lord Voldemort. Ale jak by mu się udało wrzucić jego nazwisko do Czary Ognia? Przecież przebywa gdzieś daleko, w jakimś odległym kraju, samotny... słaby... pozbawiony mocy...

- PAN Crouch chciałbym wam coś powiedzieć - rzekła McGonagall prawda PANIE Crouch? a i może PAN przejść do sedna sprawy bo od początku wiemy ze jest PAN kretynem i idiota praca ważniejsza od rodziny i brak czasu zwłaszcza dla SYNA

- PAN Crouch to jest starsza wersja Percego - stwierdził Charlie

A jednak w tym śnie, tuż zanim przebudził się z bolącą blizną, widział, że Voldemort nie był sam. Rozmawiał z Glizdogonem...

najbardziej zacisnęli palce męska cześć rodziny i przyjaciół Harrego

- Zabije go nie będę miał dla niego litości! - warknal Ron Hermiona wtuliła się w jego jeszcze bardziej

- Jestem pacyfista ale tego szczura mam ochotę zamordować - zgodził się jego ojciec

- Zostawcie nam trochę też chcemy go zamordować - rzekli Huncwoci

- To kiedy go zamordujemy? - pytał Fineas

- Ale po co go mordować - oznajmiła Olivia - lepiej go złapać i powiedzieć innym wspolwiezniom ze lubi podglądać małe dziewczynki i je dotykać to wspolwiezniowie odpowiednią się z nim zajmą sam będzie prosił o śmierć bo będzie na końcu łańcucha pokarmowego bo to samo dno hierarchii tak jest w mugolskim więzieniu

- Więźniowie bardzo nie lubią kiedy więzień siedzi za pedofile i za skrzywdzeniu dzieci - rzekła Emilly patrząc na Ropuchę która bardzo zbladla

planował śmierć Harry'ego... Wzdrygnął się na widok Grubej Damy. Nogi same go niosły, nawet nie wiedział, gdzie. Zaskoczyło go również, że nie była sama w swych ramach. Obok niej siedziała owa pomarszczona czarownica, która na jego widok przeskoczyła do sąsiedniego obrazu, kiedy wszedł do bocznej komnaty na dole. Musiała przeskakiwać błyskawicznie z obrazu na obraz przez siedem pięter, żeby dostać się tu przed nim. A teraz i ona, i Gruba Dama wpatrywały się w niego z najwyższym zainteresowaniem.

- Tak to prawda męska czesc rodu Potterów są przekleci  - wtracila się Ginny a sala popatrzyła na niedowierzaniem i zainteresowaniem - mój dziadziu Fleomont ożenił sie z rudowłosa babcią Euphemie tatuś James ożenił się mamusią Lily która ma też rude włosy i mamusia mówiła do babci i dziadka "mamusia" i "tatuś" i obie chodziły biżuterii rodu Potterów i butach na wysokim obcasie bo miały takie obowiązki jako Ladys Potter i obie zostały naznaczone również przez tatusia i dziadka i więc ja ożenię się z rudowłosa kobietą i mam nadzieję ze to będzie Ginny Weasley i będzie się nazywała Potter pani Potter i będzie mówiła do moich rodziców "mamusia" i "tatuś" planuje również ja naznaczyc na swoją partnerkę żeby żaden frajer ja nie poderwał i będzie chodziła butach na wysokich obcasach biżuterii rodu Potterów bo takie będzie miała obowiązki jako Lady Potter a po za tym bardzo mnie to podnieca w jaki sposób Ginny chodzi szpilkach na wysokim bo wiecie jestem facetem i facetom to bardzo podnieca a Ginny jest miłością mojego życia jest taka piękna i piekielne seksowna uwielbiam jej oczka piegi rude włosy i jest mega wysportowana sylwetke i jest bardzo potężna i jak będę miał z nią synów to moi synowie też ożenia się z rudowłosymi dziewczynami i będę miał rude córeczki i będą mówić do mnie "tatuś" a do Ginny "mamusia" no i będą chodzić butach na wysokim obcasie i biżuterii rodu Potterów bo będą mieć takie obowiązki jako Ladys Potter i jestem pewny że nic nie przelamie tej klątwy i taki męska cześć rodu Potterów przypadł los super nie? ja też sie bardzo cieszę - mówiła do z takim uśmiechem na twarzy Harry popatrzył na nią otwartą szczęka i wielkimi oczami więc powiedziała do męża szczęśliwa - Harry twoje życzenia sie spełniły masz rudą żonkę i rude córeczki i nasze córeczki mówią do nas "mamusia" i "tatuś" i chodzą butach na wysokim obcasie i chodzą biżuterii rodu Potterów bo mają takie obowiązki jako Ladys Potter i nasi synkowie James i Albus naznaczyli Olivie i Amelie na swoje partnerki i mamusia Lily mówi do babci i dziadzia "mamusia" i "tatuś" i obie chodzą butach na wysokim obcasie i chodzą biżuterii rodu Potterów bo mają takie obowiązki jako Ladys Potter a ja również mówię do twoich rodziców "mamusia" i "tatuś" i chodze na butach wysokich obcasach i biżuterie rodu Potterów mówiłam już ze uwielbiam ta moja biżuterie - pokazując na biżuterię które musiała chodzić bo była Lady Potter - i te buty - pokazując na swoje szpilki które mają wysoki obcas - więc takie mam obowiązki jako Lady Potter i do tego naznaczyles mnie na swoją partnerkę - i przejechała po znaku i wesnela zadowolonym głosem - i żaden jak to, nazwałes "Frajer" mnie już nie interesuje bo ty jesteś miłością mojego życia tak bardzo Cie kocham mężu i uwielbiam się z tobą kochać mężu - mówiła to z takim uśmiechem na twarzy i cała była rozpromieniona i podniecona i wtulila się w Harrego który patrzył na nią z niedowierzaniem a ta popatrzyła ma niego iskierkami miłości pocałowała go w namiętnie w usta

- Jesteś cholerne seksowną panią Potter - mruknął Harry rozmarzonym głosem

- Moja Mamusia /córeczka/ wnusia ma rację takie mam obowiązki bo jestem Lady Potter i to się nigdy nie zmieni - uśmiechnęły się szeroko Ladys Potter do Ginny - kocham cię bardzo mocno mamusiu/ córeczko /wnusiu - gdy wszystkie Lady Potter podeszły do Ginny gracją i wdziękiem i mocno ja przytuliły

- Tez bardzo mocno was kocham mamusiu córeczki i Babciu - i Ginny wtuliła się z resztę kobiet rodu Potterów

- Już wiecie po kim Lily - wskazał na siostrę - jest taką gaduła - rzekł Albus II patrząc na wszystkich - po swojej mamusi

- No, no, no - powiedziała Gruba Dama.

- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę - odezwała się Ginny

- Violet właśnie mi o wszystkim opowiedziała. Więc kto został reprezentantem szkoły?

- Banialuki - burknął Harry.

- Żadne banialuki! - oburzyła si blada czarownica.

- Nie, nie, Violet, to tylko hasło - uspokoiła ją Gruba Dama i wyskoczyła do przodu na zawiasach, żeby wpuścić Harry'ego do pokoju wspólnego. Ryk, jaki rozdarł mu uszy, gdy tylko otworzyła się dziura pod portretem, prawie zwalił go z nóg. W następnej chwili został wciągnięty do pokoju wspólnego przez blisko tuzin rąk i stanął przed całym domem Gryffindoru, a wszyscy wrzeszczeli, klaskali i gwizdali.

- Tak to prawda zakochałem się w pannie Weasley - uśmiechnal się nieśmiało Harry - i będzie nazywać się Potter - a Ginny pocałowała go w usta

- Dlaczego nam nie powiedziałeś, że się zgłosiłeś? - ryknął Fred, trochę obrażony, a trochę zachwycony.

- Jak to zrobiłeś, że broda ci nie wyrosła? Ale numer! - krzyknął George.

- Teraz wiemy z tego nie zrobiłeś - mrukneli zawstrzydzeni Fred i George

- Ja tego nie zrobiłem - powiedział Harry. - Ja nie wiem, jak... - Ale już rzuciła się na niego Angelina.

- Och... no pewnie, żal mi, że to nie ja, ale jednak przynajmniej ktoś z Gryffindoru...

- Sa ważniejsze sprawy na głowie niż jakiś tam turniej np kochać się z mężem kochać swoim cudownych rodziców i swoje dzieci swoją rodzinę - odezwała się Angelina - prawda mamusiu?

- Oczywiście słoneczko masz rację - powiedziała Lady Weasley rozpromieniona - rodzina jest najważniejsza a ty kochanie należysz do rodziny Weasley i jesteś moją i Artura córeczką i panią Weasley - i przytuliła ja do swojej piersi i pocałowała ja w czoło Angelina wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej - niestety niektóre osoby tego nie rozumieją

- Niestety mamusiu niektórzy urzędnicy lubią robić loda i zadowalać innych urzędników tak, zwane "przez łóżko do awansów" - stwierdziła Angelina patrząc na Percego - zamiast zadowalać swojego męża albo żonę

- Niestety was rację córeczko lubię swoją pracę ale wolę kochać się z swoją żona bo to jest to magiczny czas - rzekł Lord Weasley rozmarzonym głosem

- Za chwilę będzie noc Arturze - oznajmiła Molly radoście - wiesz co będziemy robić w nocy prawda? - bo sama nie mogła się doczekać nocy a jej mąż uśmiechnal się szeroko kiwając głową

- Będziesz mógł odpłacić Diggory'emu za ostatni mecz quidditcha, Harry! - zapiszczała Katie Bell, druga ścigająca Gryfonów.

- Ktoś tu już nie kocha pana szukajacego i pana kapitana i przystojniaka z Hufflepuffu! - zacwierkowali Fred i George a głosy mieli drwiacy

- Mój syn jest lepszy niż wy kiedykolwiek będziecie! - warknal Amos do bliźniaków a ci wywrócili oczami

- Harry, zdobyliśmy żarcie, częstuj się...

- Nie jestem głodny. Najadłem się podczas uczty...

Ale nikt nie chciał słyszeć, że nie jest głodny, nikt nie chciał słyszeć, że to nie on wrzucił swoje nazwisko do czary, nikt nie chciał zauważyć, że nie jest w nastroju do zabawy i świętowania... Lee Jordan wytrzasnął skądś flagę Gryffindoru i uparł się, by owinąć nią Harry'ego jak płaszczem. Harry nie mógł uciec; za każdym razem, gdy próbował prześliznąć się do schodów wiodących do sypialni, tłum gęstniał, wmuszono w niego kolejną butelkę kremowego piwa, wciskano mu w ręce chrupki i orzeszki... Każdy chciał się dowiedzieć, w jaki sposób przechytrzył Dumbledore'a, przekraczając Linię Wieku i jak mu się udało wrzucić do Czary Ognia kartkę ze swoim nazwiskiem...

- Wiemy ze tego nie zrobiłeś - rzekła Susan

- Ja tego nie zrobiłem - powtarzał. - Nie mam pojęcia, jak to się stało. Ale nikt nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Równie dobrze mógłby w ogóle nic nie mówić - Jestem zmęczony! - wrzasnął w końcu po upływie blisko pół godziny.

- Przepraszamy byliśmy podnieceni - odezwała się Parvati

- Nie, poważnie, George... idę do łóżka... - Pragnął przede wszystkim odnaleźć swoich przyjaciół, ostoję rozsądku i normalności, ale nigdzie ich nie dostrzegł. Powtarzając, że jest śpiący, przedarł się jakoś przez tłum do stóp schodów, gdzie o mały włos nie wpadł na dwóch małych Creevey'ów, którzy zaczaili się na niego.

Colin I i Denis zarumienili się mocno

- Psychofani! - parsknął śmiechem swoim żartem Ron

W końcu udało mu się pozbyć wszystkich i popędził, ile sił w nogach do sypialni. Z wielką ulgą zobaczył Rona, leżącego na łóżku w pustym dormitorium. Był kompletnie ubrany.

Ron wesnal

Gdy Harry zatrzasnął za sobą drzwi, Ron spojrzał na niego, nie ruszając się z łóżka.

- Gdzie ty byłeś? - zapytał Harry.

- Och, cześć - mruknął Ron. Uśmiechał się, ale był to bardzo dziwny, wymuszony uśmiech.

Widząc minę swojego syna Lily i Molly zmrużyly oczy a ten zbladl jeszcze bardziej

Harry nagle zdał sobie sprawę, że wciąż ma na sobie szkarłatną flagę Gryffindoru, którą obwiązał go Lee. Chciał ją szybko zdjąć, ale węzeł nie chciał puścić. Ron leżał nieruchomo na łóżku, obserwując jego wysiłki.

- Moje gratulacje - powiedział, kiedy Harry'emu w końcu udało się pozbyć flagi, którą cisnął w kąt.

- Jakie gratulacje, zwariowałeś? - odrzekł Harry, wpatrując się w niego. Tak, z całą pewnością coś mu się nie podobało w uśmiechu Rona. To w ogóle nie był uśmiech, raczej grymas.

- Ronaldzie Weasley! - zawołała wściekła Molly I a Ron zbladl

- Nikt inny nie przekroczył Linii Wieku - powiedział Ron. - Nawet Fredowi i George'owi się nie udało. Czego użyłeś? Peleryny-niewidki?

- W pelerynie-niewidce nie przekroczyłbym tej linii - powiedział powoli Harry.

- No tak, słusznie. Pomyślałem sobie, że jakbyś jej użył, tobyś mi powiedział, bo przecież zmieścilibyśmy się pod nią we dwóch, prawda? Ale znalazłeś jakiś inny sposób, tak?

- Jesteś takim kretynem! - warknęła Ginny na brata - mamusiu to jest na pewno mój brat?

Molly popatrzyła na syna i wesnela

- Tak Ginny

- Posłuchaj - rzekł Harry - ja nie wrzuciłem swojego nazwiska do Czary Ognia. Ktoś inny musiał to zrobić. - Ron uniósł brwi.

- Ktoś inny? A niby po co?

- No nie wiem stary : „żeby mnie zabić".? - rzekł Harry do szwagra Ron spalił buraka

- Nie wiem. - Harry poczuł, że zabrzmiałoby bardzo melodramatycznie, gdyby powiedział: „żeby mnie zabić".

Ron uniósł brwi tak wysoko, że prawie znikły mu pod czupryną.

- No dobra, ale mnie mógłbyś powiedzieć - rzekł.

- Ron, jesteś jego bratem bo Harry jest moim synem a teraz zachowujesz się jak jakiś idiota! - warknęła Lady Weasley do syna

- Wiem - mruknął cicho Ron

- Nie chcesz, żeby ktoś inny o tym wiedział, rozumiem, ale dlaczego zadajesz sobie tyle trudu, żeby kłamać, przecież nie masz przez to kłopotów, prawda?

- Mój tatuś nigdy nie kłamie! - warknely na Rona córki Harrego

- Ta przyjaciółka Grubej Damy, Violet, wszystko nam opowiedziała, już wiemy, że Dumbledore pozwolił ci startować. Tysiąc galeonów nagrody, co? No i nie będziesz musiał zdawać egzaminów pod koniec roku...

- Ja nie wrzuciłem swojego nazwiska do czary! - krzyknął Harry, czując, że ogarnia go złość

- Już wolałbym zdawać te egzaminy codziennie niż brać w tym turnieju udział Ron! - krzyknąl Harry.

- Potter uspokój się bo ci żyłka pęknie! - zardwil Michael

- Zamknij swoją gębę Corner! - wycedzila Ginny

- Bo co? - pytał

- Daj spokój Ginny - oznajmił Harry i wtulił ja do swojej piersi

- No jasne, w porządku - powiedział Ron tym samym ironicznym tonem co Cedrik. - Ale rano mówiłeś, że zrobiłbyś to w nocy, tak żeby nikt cię nie zauważył. Nie jestem taki głupi, za jakiego mnie uważasz.

- A sprawiasz wrażenie, jakbyś był! - warknęła Molly I do Rona i stanęła z kolan Artura wściekła mino że była o dobre dwadzieścia centrum niższa od syna mimo ze miała buty na wysokim obcasie Ron skulił się . - Nie tak Cie wychowałam młody człowieku wiesz dobrze ze ten turniej był niebezpieczny to był chory pomysł Bagmana Croucha i Knota Dumbledora żeby Harry musiał wystąpił mając tylko 14 lat!

- Weasley wybranie danego czarodzieja do udziału w turnieju wiązało go pewnego rodzaju magicznym kontraktem, którego nie mógł złamać! - warknal Crouch - i Potter został wybrany!

- Jakoś sobie nie przypominam żebyśmy przechodzily z sobą na TY Crouch! - wycedzily wściekłe wszystkie Lady Weasley do Croucha

- Chwila moment niech sobie to poukładam w głowie - rzekł James II - czyli Nawet PAN dyrektor Albus Dumbledore Dyrektor Hogwartu Prefekt Prefekt Naczelny Profesor Naczelny Mag Wizengamotu Najwyższa Szycha Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów Kawaler Orderu Merlina pierwszej klasy uważanego przez wszystkich za największego czarodzieja wszechswiatu i tylko jego sie boi Voldek beż nosa nie mógł zdjąć kontrakt z mojego taty żeby nie musiał brać udziału w tym turnieju? - pytał zdziwiony James II i później walnął głowią o swoje czoło - a nie zapomniałem że PAN dyrektor rzucał różne zaawansowane zaklęcia, na buty i ubrania, a te nawet nie drgnely starzejesz się dyrektorku może czas pomyśleć o emeryturce?

Odziwo wszystkie Kobiety i dziewczyny uśmiechnęły sie z drwina do dyrektora

- Jesteś bezczelny! - warknal Dyrektor

- I jestem z tego dumny dyrektorku przypominam że nazywam się James Syriusz czyli mam imiona po dwóch Huncwotach który jeden jest moim dziadkiem a drugi jest ojcem chrzestnym mojego taty - oznajmił bezczelne James II i teraz miał minę godne Huncwota

- Powiedzmy to strzeże PAN dyrektor ma już ma swoje lata i ma swoje ograniczenia - oznajmiła z drwina Iola - ale za to babcia Apolonia dostała pracę mieliście z nią lekcje i z tego co widziałam dziewczyny byłyście niebowzięte zgadza się?

- No te lekcje były zajebiste - stwierdziły uczennice - bardzo tego potrzebowałam żeby nauczyć poprawnie chodzić butach na wysokim obcasach bardzo dziękuję profesor Delacour!

- Och nie ma za co kochaniutke - odezwała się Apolonia i miała głęboki rumieniec na twarzy - to była sama przyjemność

- Ja tam nie mam zamiaru ich ściągać gdybym mogła a próbowałam wiele razy i nic dalej mam je na nogach więc nie ma dyskusji - odezwała się Pansy na głos miała radosny wskazując na swoje buty które miały wysoki obcas

- Ani ja - zgodziły się reszta uczennic które tez miała radosny głos

- Dziewczynki podpisaliśmy magiczny kontrakt z Hogwartem którego jasno i wyraźnie było powiedziane ze nie możemy ich ściągnąć ani butów ani ubrań żebyśmy nawet nie próbowali bo nic to nie da i to sa teraz nasze mundurki i w nich mamy chodzić nawet biedny Pan dyrektor nie może tego złamać i przynajmniej teraz wyglądam jak kobieta z tytułem Madame czyli seksownie i z klasą - oznajmiła cukierkowym głosem Poppy wbijajac szpile Dumbledorowi - żeńska cześć uśmiechnęła się szeroko 

- A sprawiasz wrażenie, jakbyś był - warknął Harry.

- Tak? - Teraz na twarzy Rona nie było już uśmiechu, ani wymuszonego, ani naturalnego. - Wiesz co, Harry, pewno chcesz się już położyć, jutro będziesz musiał wcześnie wstać... na sesję zdjęciową albo coś w tym rodzaju.

- No wywiad z tą chorą psychiczną babą Zaraz puszcze pawia! - jeknal Harry wskazując na Rite Fleur i Cedrik tez sie krzywiła

- Moj braciszek ma rację Skeeter to jest chora psychiczna baba - zgodziła się z Harrym pani Weasley

- Jak śmiecie! - zawołała czerwona celując w nich różdżka nagle pojawiła się Mruszka miała bardzo wściekła minę była przepiękne ubrana miała suknie które idealnie przylegaja do niej ciała kurtkę i buty na wysokim obcasie bo kiedy zobaczyła ze Rita celuje różdżka z Harrego i Fleur

- Nie zrobisz krzywdy Lordowi Potterowi ani lady Weasley! - warknęła Mruszka i pozległ się głośny huk i Skeeter odrzuciło do tyłu. Potoczyła się po Wielkiej sali jak worek kartofli, lądując przy drzwiach . Rita wstała wściekła

- Teraz się uspokoisz – powiedziała, celując palec w pannę Skeeter – Nie tkniesz Lorda Pottera ani Lady Weasley . A teraz się uspokoisz! - wiec Rita czerwona usiadła na miejsce Fleur kucnela z taką miłością ja przytuliła i pocałowała ją w czoło skrzatka tylko wesnela zadowolonym głosem wtulając się w swoją panią jeszcze bardziej

- Mruszko bosko wyglądać - oznajmiła Fleur zachwycona 

- Dziękuję Pani Weasley - odparła zadowolonym głosem

- Mruszko mamy u ciebie dług wiesz - oznajmiła Fleur

- Mruszko mam propozycję - oznajmili państwo Weasley - chcesz być z rodziną Weasley związana na zawsze podpisując kontakt magiczny ze my pod żadnym pozorem nie możemy Ci dac ubranie żebyś mogła odejść tylko dac Ci ubranie jako prezent do nowej stylizacji nie możemy pod żadnym pozorem Cie krzywdzić i każąc żebyś siebie karala gdyż jesteś nasza przyjaciółka kochana

Mruzka się rozpłakała ze szczęścia i pokiwała głową

- I nie będę mogła nigdy was opuścić prawda? - zapytała z nadzieją w głosie bo w rodzinie Weasley czula się bezpieczna kochana i potrzebna a nigdy nie była karcona i bita

- Tak Mruszko - oznajmili państwo Weasley

- Chce! - zawołała szczęśliwa więc Victoire rzuciła zaklęcie i na palcu skrzatki pierścień i na nadgarstku brazotelka rodu Weasley

- Teraz jesteś związana Weasleyami na całe życie Mruszko i nie możesz je ściągnąć ponieważ połączyły się z twoim DNA - uśmiechnęła się Molly Weasley podeszła do niej i kucnela przytulając ja i całując ja w czoło skrzatka wesnela zadowolonym głosem wtulając się w panią Weasley jeszcze bardziej

- Dziękuję Lady Weasley! dziękuję pani że Mruzka nie może je ściągnąć ! dziękuję! - krzyczała Mruzka i zaczęła tańczyć z radości

- Wiecie co nieźle czuje rytm - stwierdził Łapa patrząc bananem na twarzy na tańczącą Mruszke które twarz miała teraz szczęśliwą i rozpromieniona Weasleyowie pokiwali głowami patrząc na nią uśmiechem

- Szwagier i Ronnikins uczcie się od niej jak sie tańczy! - parskneli śmiechem Fred i George do Harrego i Rona Mruszka zarumieniła i popatrzyła dumnie na swój pierścień na palcu z rodem Weasley i na swoj nadgarstek gdzie leżała brazoletna rodu Weasley i zniknęła

I zasunął kotary wokół swojego łóżka z baldachimem. Harry stał przy drzwiach i gapił się na czerwony aksamit, ukrywający teraz jedną z tych niewielu osób na świecie, co do których tak był pewny, że mu uwierzą.

Ginny popatrzyła na brata morderczym wzrokiem

- Koniec rozdziału - oznajmiła Lisa 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...