niedziela, 2 lutego 2025

Rozdział 18 Czara

- Ja będę czytała - rzekła Jane i zaczęła czytać

Rozdział 18
Sprawdzanie różdżek

Kiedy Harry obudził się w niedziele rano, przez chwilę nie wiedział, dlaczego czuje się tak podle. A potem zwaliło się na niego wspomnienie poprzedniego wieczoru. Usiadł i gwałtownie rozsunął kotary swojego łóżka, zamierzając porozmawiać z Ronem, zmusić go, by mu uwierzył - ale łóżko Rona było puste; musiał już pójść na śniadanie.

Ron zwiesił głowę

Ubrał się i zszedł spiralnymi schodami do pokoju wspólnego. Gdy tylko tam się pojawił, ci, którzy już zjedli śniadanie, powitali go okrzykami i oklaskami. Perspektywa zejścia na dół do Wielkiej Sali i spotkania się z resztą Gryfonów, traktujących go jak bohatera, nie była wcale zachęcająca, ale pozostanie tutaj oznaczało z kolei osaczenie przez braci Creevey'ów, którzy już machali do niego jak zwariowani, by do nich podszedł.

- Boże święty ale wstyd! - jęknęli czerwoni Denis i Colin I a Jessica i Gabriele parsknęły głośnym śmiechem

- Widzę Creevey lubisz bardzo zaspokajać potrzeby Pottera! - zardwil Blaise z Colina

- Lubie powiem więcej uwielbiam zaspokajać potrzeby Pottera - powiedział Colin I - bo naszej miłości wyszły nasze śliczne córeczki które kochany nad życie - wskazując na Michelle i Jane Jessica weszła z kolan Colina podeszła do ich i przytuliła swoje córki do piersi i pocałowała je po czole wyrażając matczyne uczucie jakie to ich żywiła jej córki wesnely zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej

- Creevey mówiłem....

- No przecież sam mówiłeś ze lubię zaspokajać potrzeby Pottera a ja ci to potwierdziłem nie wiem o co ci znowu chodzi Zagini - przerwał mu zdziwiony pan Creevey - jakbyś nie wiedział Jessica jest przecież Potterem mimo ze teraz nazywa się Creevey - następnie pocałował ja namiętne usta Jessica wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- Możecie przestać się całowac! - krzyknąl Harry a Jessica machnęła ręką i dalej całowała swojego męża w taką pasja

- Harry czy z laskiej swojej możesz zająć się Ginny? - zapytała Lady Creevey brata

- Ja też chce znak na szyi to nie fair ze ja nie mam a inne dziewczyny mają! - jęknęla Gabriele - chce poczuć w sobie magię Denisa natychmiast!

- Jesteś jeszcze za mała Gabriele jak będziesz miała 15 lat czyli za pięć lat - powiedziała Apolonia

- Ja nie chce czekać pięć lat ja chce teraz! - krzyknęła pani Creevey i zrobiła minę obrażonej księżniczki

- Jakbym słyszał Lily/ Ginny - mrukneli Albus II i Ron

- Mamo w przyszłości masz ten znak - przypomniał jej Colin II

- Harry potrzebujesz ochroniarzy? - zapytali Fred i George

- Ochroniarzy! - pytała Ginny

- Ginny Fretka ma goryli jako ochroniarzy i zamian za ochronę Dracula stoi na straży kiedy Goryle potrzebują zaspokoić swoje potrzeby i robią sobie nawzajem dobrze

- Mugole często mówią ze ktoś jest wtedy ciepły - oznajmił Sebastian

- określa mezszyzne który woli mezszyzn od kobiet - sprecyzowala Emilly

- Percy jesteś ciepły? - spytał Seamus

- NIE JESTEM GEJEM! - ryknal Percy wściekły

- Seamus! - warknęła Allison

Ruszył więc stanowczym krokiem do dziury pod portretem, przełazi przez nią i znalazł się twarzą w twarz z Hermioną.

- Cześć - powiedziała, wyciągając do niego stosik grzanek, które niosła na serwetce - Przyniosłam ci coś do jedzenia. Chcesz się przejść?

- Dobry pomysł - zgodził się Harry z wdzięcznością. Zeszli na dół, przecięli szybko salę wejściową, nie patrząc w stronę Wielkiej Sali, i wkrótce zmierzali już przez błonie ku jezioru, gdzie zakotwiczony przy brzegu statek z Durmstrangu odbijał się w ciemnej wodzie. Poranek był chłodny, więc chrupali grzanki idąc, a Harry opowiadał Hermionie, co się wydarzyło po tym, jak poprzedniego wieczoru wywołano go od stołu Gryffindoru. Ku jego wielkiej uldze, Hermiona uwierzyła mu, nie zadając zbędnych pytań

- Byłam pewna, że nie zgłosiłeś się sam - powiedziała, kiedy skończył opowiadać jej o tym, co zaszło w komnacie za stołem nauczycielskim.

- Bo przeciwieństwie do Rona od początku Haremu wierzyłam - odezwała się Hermiona patrząc na męża

- Wystarczyło spojrzeć na twoją twarz, kiedy Dumbledore wyczytał twoje nazwisko! Pytanie tylko, kto to zrobił. Bo Moody ma rację, Harry, tego nie mógł zrobić żaden uczeń... Przecież nikomu nie udałoby się oszukać Czary Ognia albo przekroczyć linii Dumbledore'a...

- Ciociu on nawet nie potrafi zmienić waszych ubrań i butów - rzekł James II

- Niech nawet dyrektor nie waży próbować żeby coś zmieniać! - zawołała Padma odrzucając głosy do tyłu - bo uwielbiam te ciuszki i chodzić w butach na wysokim obcasie

- Widziałaś dzisiaj Rona? - przerwał jej Harry. Hermiona zawahała się.

- Eee... tak... był na śniadaniu.

- Wciąż wierzy, że sam się zgłosiłem?

- No... nie, chyba nie do końca - odpowiedziała Hermiona niezbyt pewnym tonem.

- Co to znaczy „nie do końca"?

- Och, Harry, przecież to takie oczywiste! - wybuchła Hermiona. - On jest zazdrosny!

- Ronaldzik jest zazdrosny o kochaneczka! - zardwili Fred i George - wiesz ze ubrudziłes sobie nosek? - dodali do Molly dziecięcym głosem - mamusiu kochana niech mamusia da chusteczkę Ronaldzikowi bo ubrudził sobie nosek

- Zamknijcie się! - warknal Ron

- Zazdrosny? - zdziwił się Harry - O co? Przecież chyba by nie chciał zrobić z siebie głupka na oczach całej szkoły, prawda?

- Zrozum - powiedziała Hermiona cierpliwym tonem - to ty zawsze wzbudzasz ogólne zainteresowanie, przecież sam o tym dobrze wiesz.

- Zwłaszcza u płci pięknej! - rozmarzyly sie singielki - bo jesteś bardzo potężnym i przystojnym mega seksownym mężczyzną!

- Wara od Harrego albo nie będę słodką dziewczynką! - warknęła Ginny

- Dziewczyny lepiej posłusznie posłuchajcie mojej mamusi bo moja mamusia jest do tego zdolna - rzekła Amelia II Ginny uśmiechnęła się szeroko do córki

Wiem, że to nie twoja wina - dodała szybko, widząc, że Harry skrzywił się i otworzył usta - wiem, że sam się o to nie starasz... ale... zrozum, w domu Ron wciąż musi rywalizować ze swoimi starszymi braćmi, a ty jesteś jego najlepszym przyjacielem i jesteś naprawdę sławny. Jak ludzie was razem spotykają, to on przestaje istnieć. Jakoś to znosi, nigdy nie robi żadnych uwag, ale chyba tym razem już nie wytrzymał.

- Wspaniale - powiedział gorzko Harry - Naprawdę super. Przekaż mu, że chętnie się z nim zamienię. Powiedz mu, że... proszę bardzo... niech spróbuje... jak to jest, kiedy wszyscy bez przerwy gapią się na twoje czoło...

- Ja tam patrzę na twoja męskość Lordzie Potter i cały czas marzę żeby ta twoja męskość była cały czas we mnie - wyszeptała erotyczne Ginny do ucha Harrego

- Kiedy moja męskość jest w Lady Potter to wtedy jest bardzo szczęśliwa bo jest w wtedy domu i co noc będzie w domu - rzekł jej do ucha i pocałował ją w znak rudowłosa wesnela zadowolonym głosem

- O Merlinie jaki ty jesteś boski! - zawołała podnieconym głosem

- Nic mu nie będę mówiła - ucięła Hermiona - Sam mu powiedz. Tylko w ten sposób można to rozwiązać.

- Nie będę się za nim uganiał, żeby pomóc mu dorosnąć! - krzyknął Harry tak głośno, że kilka sów uleciało z pobliskiego drzewa - Może mi uwierzy, że nie sprawi mi to żadnej przyjemności, jak złamię kark albo...

- To nie jest śmieszne - powiedziała cicho Hermiona - To wcale nie jest śmieszne - Wyglądała na poważnie zaniepokojoną - Harry, myślałam nad tym... i wiesz, co powinniśmy zrobić, prawda? Jak tylko wrócimy do zamku...

- Tak, dać Ronowi zdrowego kopa...

- Musisz napisać do Syriusza.

- Musisz napisać do wujka Syriusza Harry - poprawiła się Hermiona patrząc na Łapę z uśmiechem

- Kocham Cię księżniczko - odparł wzruszony rozpromieniony Łapa ze Hermiona Mówi do niego per wujek a Hermiona podbiegła i mocno się do niego wtuliła ogarnął jej długie włosy i złożył za ucha i pocałował ją w czoło Hermiona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Syriusza jeszcze bardziej Hermiona nim wyglądała jak mała dziewczynka mimo że miała buty na wysokim obcasie to Black nie dość ze był bardzo przystojnym facetem to jeszcze bardzo wysokim mezszyzna

Musisz mu napisać, co się tutaj stało. Przecież prosił cię, żebyś mu donosił o wszystkim, co się dzieje w Hogwarcie. Jakby się spodziewał, że coś takiego może się wydarzyć. Wzięłam kawałek pergaminu i pióro...

- Nawet o tym nie myśl - rzekł Harry, rozglądając się niespokojnie, czy ktoś ich nie podsłuchuje, ale na błoniach nie było nikogo - Wrócił do kraju, bo rozbolała mnie blizna.

- Jak mu napiszę, że ktoś wplątał mnie w ten turniej, to natychmiast tu przybędzie i...

- Rogas jestem twoim ojcem chrzestnym - rzekł Łapa

- Na szczęście mój tatuś jest wolny - powiedziała Daphne - a ty za to zapłacisz Crouch za swoją nie niesubordynację - warknęła do Croucha

- On chciał, żebyś mu o wszystkim donosił - powtórzyła z powagą Hermiona - Zresztą i tak się o tym dowie...

- Niby jak?

- Harry, przecież wszyscy się o tym dowiedzą.

- Ten turniej budzi powszechne zainteresowanie, a ty jesteś sławny. Byłabym zaskoczona, gdyby nie napisano o tym w „Proroku Codziennym". Przecież piszą o tobie w połowie książek poświęconych Sam-Wiesz-Komu... A byłoby lepiej, gdyby Syriusz dowiedział się tego od ciebie, naprawdę.

- wujek Syriusz Hermiono - poprawiła ją pani Weasley patrząc na nią uważnie

- Tak mamusiu - zgodziła się z nią Hermiona - ale to się już wydarzyło i cały czas będzie imię Syriusz zamiast wujek Syriusz ale strzeże wolę mówić do niego wujek Syriusz bo wujek Syriusz jest moim wujkiem jak ty mamusiu jesteś moją mamusią

- Grzeczna dziewczynka wyrosłaś z malej dziewczynki na przepiękna młoda kobietę - stwierdził Łapa

- Nie jestem mała! - prychnela a po chwili wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Syriusza bo ten pocałował ja w czoło

- No dobra, dobra, napiszę do niego - powiedział Harry, wrzucając do wody ostatnią grzankę. Przez chwilę stali, patrząc na chybocącą się na powierzchni jeziora grzankę, póki nie wyłoniła się wielka macka, która porwała ją i wciągnęła pod wodę. Wtedy odwrócili się, by wrócić do zamku.

- Jaką sowę mam wysłać? - zapytał Harry, kiedy wspinali się po schodach - Napisał, żebym nie wysyłał Hedwigi.

- Poproś Rona, żeby ci pożyczył swoją.

- Nie będę Rona o nic prosił - oświadczył stanowczo Harry.

- Obaj zachowujecie się jak dzieci! - jęknęla Hermiona

- Czyli będziemy teraz drama między Potterem a Weasleyem? - jęknęla Cho

- To weź którąś ze szkolnych. Każdy może ich użyć - Poszli do sowiarni. Hermiona wręczyła Harry'emu kawałek pergaminu, pióro i kałamarz, a sama zaczęła spacerować wzdłuż długich żerdzi, przyglądając się różnym gatunkom sów. Harry usiadł przy ścianie, by napisać list.

- Jestem zakochany w Ginny Weasley jest to niezwykle piękna seksowna o bardzo potężna rudowłosa z piegami i brązowymi oczami mam zamiar się z nią ożenić i zmieni nazwisko na Potter bo wiesz jestem Potterem i moja rodzina gustuje w rudych seksownych dziewczynach a a ty i będziesz miał bratanicę cieszysz się? - wystrzezyl się Łapa Ginny podbiegła do Łapa i mocno się do niego wtuliła a ten pocałował ją w czoło pani Potter wesnela zadowolonym głosem Ginny ty i tylko ty jesteś odpowiednią dziewczyna dla mojego chrześniaka

- Słyszałeś co wujek Syriusz powiedział? - pytała rozpromieniona pani Potter Harrego

- Słyszałem - mruknął i pocałował ją w znak a Ginny wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze wyszeptał jej do ucha - już nie mogę się doczekać kiedy będę mógł Cię wielbić Lady Potter

Ginny oddychała głęboko

Drogi Syriuszu,

Prosiłeś mnie, żebym Ci donosił o wszystkim, co się dzieje w Hogwarcie, więc piszę: nie wiem, czy już słyszałeś, że w tym roku odbędzie się tu Turniej Trójmagiczny, a w sobotę wieczorem ogłoszono, że będę czwartym zawodnikiem. Nie wiem, kto wrzucił moje nazwisko do Czary Ognia, bo ja tego nie zrobiłem. Drugim reprezentantem Hogwartu jest Cedrik Diggory z Hufflepuffu. Przerwał pisanie i zamyślił się. Bardzo pragnął zwierzyć się z niepokoju, który dręczył go od minionego wieczoru, ale nie potrafił ubrać tego w słowa, więc zanurzył ponownie pióro w kałamarzu i napisał: Mam nadzieje, że z Toba i z Hardodziobem wszystko w porządku

Harry.

- Skończyłem - oznajmił Hermionie, wstając i otrzepując szatę ze słomy. Hedwiga natychmiast sfrunęła mu na ramię i wyciągnęła nóżkę - Nie możesz lecieć - powiedział jej Harry, rozglądając się za szkolnymi sowami - Muszę wysłać jedną z tych... - Hedwiga zahuczała głośno i odbiła się od jego ramienia tak gwałtownie, że pazury rozcięły mu skórę, a potem usiadła tyłem na najbliższej żerdzi, podczas gdy on przywiązywał list do nóżki wielkiej płomykówki.

- Widzisz wujku Remusie twój futerkowy problem to nie problem a gdy jakaś baba sie obrazi to wtedy jest dopiero problem - stwierdził Louis - mam dwie siostry i żonę.. Ala!! Samanta za co?! - zawołał Louis gdy Samanta przywaliła mu tył głowy

- Nie jestem żadną babą! - warknely jego siostry i żona

Potem wyciągnął rękę, by pogłaskać Hedwigę, ale ta klapnęła groźnie dziobem i odfrunęła na najwyższe żerdzie.

- Najpierw Ron, teraz ty - mruknął ze złością Harry - To naprawdę nie moja wina.

Jeśli Harry się spodziewał, że sytuacja się poprawi, gdy już wszyscy przyzwyczają się do tego, że jest drugim reprezentantem Hogwartu, to następny dzień wykazał, jak bardzo się mylił. Nie mógł już dłużej unikać reszty szkoły, bo zaczęły się lekcje - a było jasne, że reszta szkoły, podobnie jak Gryfoni, trwała w przekonaniu, że Harry sam zgłosił się do turnieju. Tyle że poza Gryfonami nikt inny nie uważał tego za powód do zachwytu. Puchoni, którzy zwykle utrzymywali bardzo dobre stosunki z Gryfonami, zaczęli się do nich odnosić bardzo chłodno.

Puchoni sie zarumienili

Wystarczyła jedna lekcja zielarstwa, by się o tym przekonać. Puchoni wyraźnie uważali, że Harry pozbawił ich reprezentanta pełni chwały, tym bardziej, że dom Hufflepuffu bardzo rzadko chwały dostępował, a Cedrik był jednym z tych niewielu, którzy na nią kiedykolwiek zapracowali, jako że miał główny udział w zwycięstwie swojej drużyny nad Gryffindorem w meczu quidditcha. Ernie Macmillan i Justyn Finch-Fletchley, z którymi Harry zawsze się przyjaźnił, nie odezwali się do niego ani słowem, chociaż pracowali z nim przy jednej tacy nad przesadzaniem skaczących bulw, a gdy jedna z bulw wyrwała się Harry'emu z uścisku i chlasnęła go mocno w twarz, roześmiali się dość paskudnie.

- Potter to są twoi tak zwani kumple! - zardwil Luckowie

Ron też milczał jak zaklęty. Hermiona siedziała między nimi, próbując nawiązać rozmowę, ale choć obaj odpowiadali jej normalnie, unikali swoich spojrzeń. Harry miał wrażenie, że nawet profesor Sprout traktuje go chłodno - no, ale w końcu była opiekunka Hufflepuffu.

Pormona sie zarumieniła

W normalnych warunkach cieszyłby się na spotkanie z Hagridem, ale lekcja Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami oznaczała, że spotka się też ze Ślizgonami - po raz pierwszy od chwili, gdy ogłoszono, że i on weźmie udział w turnieju. Jak było do przewidzenia, Malfoy pojawił się przed chatką Hagrida ze swoim zwykłym drwiącym uśmiechem.

- Popatrzcie, chłopaki, a oto i nasz reprezentant - powiedział do Crabbe'a i Goyle'a, gdy tylko znalazł się dostatecznie blisko Harry'ego

- Popatrzcie, jestem białą Tchórzofretka i Karaluchem - oznajmił Scorpius drwiącym uśmiechem. Sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy Draco patrzył na syna morderczym wzrokiem a Hermiona patrzyła na syna z miłością

- Macie albumy do autografów? Lepiej postarajcie się o jego podpis teraz, bo wkrótce może go zabraknąć między nami...

- Macie dla mnie klatkę? Goryle lepiej postarajcie się o o klatkę bo jak zmienię zdanie , może mnie już zabraknąć i nie będę juz maskotka Hogwartu - zardwil z ojca jego syn ponownie sala wybuchła śmiechem

W końcu połowę uczestników Turnieju Trójmagicznego spotkała śmierć. Jak sądzisz, Potter, długo wytrzymasz? Bo ja idę o zakład, że przez dziesięć minut pierwszego zadania - Crabbe i Goyle zarechotali usłużnie,

- Będziecie służyć w rodzie Malfoyow jako klauny bo do tego jedynie się nadajecie - oznajmiła Narcyza do goryli - i waszym zadaniem będzie robić z siebie głupków i rozmieszać mnie i moją rodzinę

- Świetny pomysł mamusiu - rzekła Astoria i klasnela dłońmi a twarz lady Malfoy była teraz rozpromieniona tym że Astoria mówi do niej cały czas per mamusia - prawda Dracus ze nasza mamusia ma świetne pomysły?

- Tak Lady Malfoy a ty jesteś bardzo grzeczną dziewczynką - wyszeptał jej do ucha erotyczne

- O Melinie proszę przeleć mnie! - jęknęla podniecona Astoria wtuliła się w blondyna jeszcze bardziej

- A będziesz chodziła po domu szpilkach na wysokim obcasie? - zapytał Draco podniecony

- Tak bo to jest mój obowiązek jako Lady Malfoy Lordzie Malfoy - rzekła pani Malfoy mu do ucha podniecona - a w naszej sypialni będę czekała na Ciebie naga mając na sobie tylko biżuterie rodu Malfoyow i szpilki na wysokim obcasie i będziesz mógł mnie wielbić panie Malfoy - i pocałowała go w namiętnie w usta jej blondyn wesnal zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- Nie ma żadnej dyskusji na to kto jest Lady Malfoy bo Astoria jest Lady Malfoy i córeczką którą kocham nad życie - powiedziała mocą stali blondynka całując ja w czoło która wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej

ale Malfoy musiał na tym poprzestać, bo zza chatki wyszedł Hagrid ze stosem skrzynek w ręku; w każdej była uwięziona jedna bardzo duża sklątka tylnowybuchowa. Ku zgrozie wszystkich zaczął im wyjaśniać, że sklątki zabijają się nawzajem z powodu nadmiaru energii, wobec czego odtąd zadaniem każdego ucznia będzie wyprowadzanie ich na spacer.

- I takie były lekcje z Hagridem mamusiu! - jęknęly córki do swoich mam matki popatrzyly po sobie z niedowierzaniem a córki same bardzo mocno się wtuliły do piersi matek

Jedyną dobrą stroną tego pomysłu było to, że Malfoy przestał się zajmować Harrym.

- Wyprowadzić coś takiego na spacer? - powtórzył z odrazą, zaglądając do jednej ze skrzynek - A niby gdzie mamy umocować smycz? Wokół żądła, tego wybuchającego końca czy ssawki?

- Tu, w środku - powiedział Hagrid, pokazując im, jak to zrobić. - Ee... możecie założyć rękawice ze smoczej skóry, tak na wszelki wypadek.

- Wyprowadzić na spacer to można psa - oznajmiły Marlene - bez obrazy - dodała do tych co zmieniają się psa

- Ja tam czekam na lekcje z profesor Wilhelmina Grubbly−Plank - rzekła Hanna Hagrid posmutnial

Harry, chodź tutaj i pomóż mi z tą wielką... Najwyraźniej chciał porozmawiać z Harrym na osobności. Odczekał, aż wszyscy zajmą się swoimi sklątkami, po czym zwrócił się do Harry'ego bardzo poważnym tonem:

- A więc... tego... bierzesz udział. W turnieju. Jako reprezentant szkoły.

- Jako jeden z reprezentantów - poprawił go Harry. Czarne jak żuki oczy Hagrida wpatrywały się w niego z głębokim niepokojem.

- Masz pojęcie, kto cię w to wpakował, Harry?

- A więc wierzysz, że to nie ja? - Harry z najwyższym trudem opanował falę wdzięczności, która go zalała po słowach Hagrida.

- No chyba - burknął Hagrid - Powiedziałeś, że to nie ty, a ja ci wierzę... Dumbledore też... i wszyscy.

- Przepraszamy Harry ze Ci nie wierzyliśmy - rzekli większość uczniom na sali

- Było minęło - stwierdził Harry a siostry wojowniczki przytuliły go

- Nie jestem zazdrosna - oznajmiła Ginny

- Bardzo bym chciał wiedzieć, kto to zrobił - powiedział z goryczą Harry. Spojrzeli na błonia. Klasa rozeszła się po trawniku, każdy z najwyższym trudem prowadził swoją sklątkę. Sklątki miały już ponad trzy stopy długości i wyjątkową siłę. Nie były już nagie i bezbarwne, lecz okrywał je gruby, szarawy chitynowy pancerz. Wyglądały jak skrzyżowanie wielkich skorpionów z wydłużonymi krabami, ale wciąż nie miały głów i oczu. Zrobiły się bardzo silne i trudno było nad nimi zapanować.

- Ale mają radochę, co? - powiedział uradowany Hagrid. Harry zrozumiał, że mówi o sklątkach, bo jego koledzy z pewnością nie sprawiali takiego wrażenia.

- To była jakaś masakra! - jęknęli 6 rok

Co jakiś czas któraś ze sklątek eksplodowała z donośnym hukiem, a siła odrzutu wyrzucała ją o kilka jardów do przodu, co powodowało, że prowadząca ją na smyczy osoba lądowała na brzuchu i sunęła po trawie, rozpaczliwie usiłując podnieść się na nogi.

- No... bo ja wim, Harry - westchnął nagle Hagrid, patrząc na niego z niepokojem - Reprezentant szkoły... wygląda na to, że wszystko trafia się tobie, no nie?

- Bo jestem chłopiec który przeżył - oznajmił Harry i sie krzywił

Harry nie odpowiedział. Tak, wszystko zawsze przytrafia się jemu... Mniej więcej to samo powiedziała Hermiona, kiedy w niedzielę wybrali się na przechadzkę nad jezioro. Według niej Ron przestał się do niego odzywać właśnie z tego powodu. Następne dni były dla Harry'ego jednymi z najgorszych, jakie dotąd przeżył w Hogwarcie. Coś podobnego przytrafiło mu się w drugiej klasie, kiedy przez parę miesięcy większość uczniów podejrzewała, że to on atakował swoich kolegów.

- Powinniście się wstydzić! - warknęła Nicole

Ale wtedy Ron był po jego stronie. Teraz pomyślał, że łatwiej byłoby to znieść mając poparcie Rona, ale nie zamierzał nakłaniać go do rozmowy, skoro Ron wyraźnie sobie tego nie życzył.

- Podobno ty jesteś jego najlepszym przyjacielem - rzekła wściekła Jessica na Rona

- Mamusiu - powiedziała Nicole cukierkowym głosem do Molly ze Ron zbladl i przemknal ślinę - czy mogę prosić mamusie o zgodę na przywaleniu Ronaldowi w jaja obcasem? proszę mamusiu?

- Córeczko masz na nogach takie śliczne szpilki na wysokim obcasie bo co masz sobie je niszczyć - odpowiedziała rozpromieniona Molly że Nicole mówi jej cały czas per mamusiu

- Ale Mamusiu Freddie kupi mi nowe szpilki bo mi obiecał jak się kochaliśmy i jak mu za to obiecałam że będę chodziła naga po domu mając tylko biżuterie i szpilki na wysokim obcasie i będę w nich zawsze chodziła po domu - wypaliła pani Weasley - prawda Freddie?

- Tak obiecałem! - pokiwał głową Fred podniecony - i się doczekać nie mogę kiedy zobacze moją bogini w całej okazałości podając mi śniadanie obiad i kolację kręcąc biogrami

- Nicole przestań! - jeknal Rogacze

- Widzisz Dziadku tak jest cały czas! - burknal Jeremiasz do Rogacza

- Tatusiu to co mogę mu przywalić w jaja? - spytała Pani Weasley do Artura

- Nie bo ja mam zamiar się z Ronaldem kochać i żeby moc mnie zadowolić musi mieć działający sprzęt - wtracila się beztrosko Hermiona Ron zarumienił się mocno braciom Rona opadły szczęki popatrzyly na swoją szwagierkę niedowierzaniem tak samo jak większość ludzi na sali a mocno się do niego wtuliła

- Patrzcie Ronald się zarumienił mocno! - parsknęly śmiechem Fiora Hestia

- Sama widzisz córeczko tatuś nic nie może z tym zrobić i twoja mamusia ma rację po co masz sobie niszczyć swoje piękne buty które wasz na stopach - stwierdził po chwili Artur do Nicole rozpromieniony że rudowłosa mówi do niego cały czas per tatusiu całując ja w czoło Nicole wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej

- Masz szczęście Ronald! - warknęła na Rona - innym razem rozszarpie Rona dobrze tatusiu? - mruknela do Artura zadowolonym głosem wtulając się w ojca

- Oczywiście słoneczko - i tulił ja do swojej piersi

Było mu więc ciężko i czuł się bardzo osamotniony, a ze wszystkich stron spotykał się z niechęcią i wzgardą. Zachowanie Puchonów mógł jakoś zrozumieć, choć sprawiało mu przykrość; w końcu kibicowali swojemu zawodnikowi. Ze strony Ślizgonów nie mógł się spodziewać niczego dobrego - nigdy go nie lubili i trudno było się temu dziwić, skoro tyle razy walnie się przyczynił do zwycięstwa Gryffindoru nad Slytherinem, zarówno w rozgrywkach quidditcha, jak i w rywalizacji domów.

- Kto by pomyślał ze będę miał przyjaciółki ze Slytherina - rzekł Harry

- My jesteśmy twoimi siostrami Harry - poprawiły go Daphne Astoria Hestia Flora Tracy - tak powiedziały nasze mamusie

Miał jednak nadzieję, że może Krukoni nie będą mieli powodu, by traktować go gorzej od Cedrika. Mylił się jednak. Większość Krukonów zdawała się sądzić, że sprytnie oszukał Czarę Ognia dla sławy. Trudno było zaprzeczyć, że Cedrik o wiele bardziej pasował do roli reprezentanta szkoły niż on. Wyjątkowo przystojny, z prostym nosem, ciemnymi włosami i szarymi oczami - nie wiadomo było, kto w tych dniach budził większy zachwyt, on czy Wiktor Krum.

- Ani Cedriczek ani Wiktorek nie budzili we mnie największy zachwyt bo nie są moimi typami - stwierdziła Ginny - największy zachwyt budził we mnie Harry Potter i uważam go za niezwykle przystojnego ogarniętego i piekielne seksownego mezszyzne

Harry widział niedawno te same dziewczyny z szóstej klasy, którym tak zależało na autografie Kruma, jak błagały Cedrika, by im się podpisał na szkolnych torbach. Tymczasem wciąż nie było odpowiedzi od Syriusza, Hedwiga nadal była obrażona, profesor Trelawney przepowiedziała mu śmierć jeszcze bardziej stanowczo niż zwykle, a na lekcji z profesorem Flitwickiem tak mu źle poszło przy zaklęciach przywołujących, że dostał dodatkową pracę domową - jako jedyny, pomijając Neville'a.

- Dobrze zrobiłem bo przydało Ci się Harry - powiedział tajemniczym głosem Filius

- Harry, to naprawdę nie jest takie trudne - zapewniała go Hermiona, gdy wyszli z klasy; sama przez całą lekcję sprawiała, że różne przedmioty przylatywały jej do rąk, jakby była magnesem dla gąbek do tablicy, koszy do śmieci i lunaskopów.

- Po prostu nie koncentrowałeś się na tym jak należy...

- A dziwisz się dlaczego? - mruknął posępnie Harry, gdy przeszedł obok nich Cedrik Diggory w otoczeniu dużej grupy wdzięczących się do niego dziewczyn; wszystkie spojrzały na Harry'ego tak, jakby był wyjątkowo wielką tylnowybuchową sklątką - Zresztą... nieważne. Po południu mamy jeszcze dwie godziny eliksirów...

Podwójna lekcja eliksirów zawsze była okropnym przeżyciem, ale w tych dniach przypominała tortury. Siedzieć przez półtorej godziny w lochu razem ze Snape'em

- Dla mnie też byłyby tortury gdyby musiał oglądać Snape z tłustymi włosami - stwierdził Rogacz i Łapa

i Ślizgonami, którzy mścili się na Harrym ile wlazło za to, że śmiał zostać reprezentantem szkoły, było dla Harry'ego jednym z najgorszych doświadczeń, jakie mógł sobie wyobrazić. Już raz przez nie przeszedł w ostatni piątek, kiedy Hermiona, która siedziała obok niego, musiała mu wciąż powtarzać szeptem: „Nie zwracaj na nich uwagi, nie zwracaj uwagi, nie zwracaj uwagi", a nic nie wskazywało, by dzisiaj miało być lepiej. Kiedy razem z Hermioną pojawił się po drugim śniadaniu przed lochem Snape'a, Ślizgoni już czekali, a każdy miał na piersiach wielką odznakę. Przez chwilę pomyślał, że to odznaki stowarzyszenia WESZ, ale potem zobaczył, że wszystkie głoszą to samo hasło, wypisane świecącymi czerwonymi literami, które płonęły jak neony w mrocznym podziemnym korytarzu: Kibicuj CEDRIKOWI DIGGORY'EMU PRAWDZIWEMU reprezentantowi Hogwartu!

- Podoba ci się, Potter? - zapytał głośno Malfoy, kiedy Harry podszedł - Ale to jeszcze nie wszystko... zobacz! - Przycisnął swoją odznakę, a hasło znikło i pojawiło się nowe, tym razem wypisane świecącymi zielonymi literami:

POTTER CUCHNIE

Ślizgoni zawyli ze śmiechu.

James II wyczarował sobie odznakę - Ale to jeszcze nie wszystko... Zobaczcie ! - Przycisnął swoją odznakę, i pojawiło sie zdjęcie Malfoya i hasło, wypisane świecącymi czerwonymi literami, które płonęły:

MOKRA FRETKA CUCHNIE

Większość ludzi zawyla ze śmiechu Fred i George wyczarowali oznaki wszystkim uczniom na sali

Każdy przycisnął swoją odznakę, aż wokół Harry'ego zapłonęło mnóstwo haseł POTTER CUCHNIE. Poczuł, że twarz i kark oblewa mu fala gorąca.

Każdy przycisnął swoją odznakę, aż wokół Dracona zapłonęło mnóstwo haseł MOKRA FRETKA CUCHNIE. Malfoy zrobił się czerwony i chciał rzucić się na Huncwotów 2.0

- Teraz wiesz jak to jest! - warknęła Olivia do Malfoya

- Och, strasznie śmieszne - powiedziała ironicznie Hermiona do Pansy Parkinson i jej bandy Ślizgonek, które śmiały się najgłośniej - Naprawdę, bardzo zabawne - Tuż przy ścianie stał Ron z Deanem i Seamusem. Nie śmiał się, ale i nie bronił Harry'ego.

- Chcesz jedną, Granger? - zapytał Malfoy, podsuwając odznakę Hermionie - Mam ich mnóstwo. Tylko mnie nie dotykaj, właśnie umyłem ręce, więc nie chcę upaprać się szlamem.

Ron chciał rzucić się na Malfoya ale Scorpius strzelił zaklęciem w ojca miał teraz długie blond włosy makijaż obcisna suknię miał piersi i na nogach miał szpilki na wysokim obcasie kiedy sala go zobaczyła ryknela śmiechem i większość ludzi na sali leżała śmiejąc się nieboglosy

- Jestem Dracolina Malfoy kochane zostaniecie moimi psiapsi? - zapytał Draco dziewczenczym głosem większość ludzi leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy

- Scorpius! - zawołała Astoria która próbowała go skarcic, ze zmienił swojego ojca w kobietę ale nie dała rady bo śmiała się głośno

- Dracolino jesteś niezła laska - stwierdzili ze śmiechu uczniowie leżąc na podłodze

- TY GÓWNIARZU ODCZARUJ MNIE!!!! - ryknal wściekły Lord Malfoy na syna próbował się rzucić ale sie przewrócił

- Wiesz co Draco jako Dracolina wyglądać o wiele lepiej - stwierdziła Narcyza cukierkowym głosem a Colin I robił mu zdjęcia

- Widać ze tatuś się cieszy z nowego wizerunku - stwierdziła Rose patrzał na Draco który stał z ziemi i próbował utrzymać równowagę bo miał na sobie szpilki na wysokim obcasie

- Jeszcze raz obrazisz jakiegoś mugolaka w tym moją mamę to będziesz wyglądał tak do końca życia! - warknal Scorpius na Fretke i nagle poczuł ze ktoś go przytula spojrzał w, dół i zobaczył ze to była pani Weasley mimo że miała buty na wysokim obcasie Hermiona była głowę mniejsza i drobniejsza od Scorpiusa blondowlosy odwzajemnił ucisk

- Synku kochany nie zdajesz sobie sprawę jak bardzo Cie kocham - mruknela Hermiona miłością w głosie i pocałowała go w czoło i tuliła go do swojej piersi

- Ja też Cie kocham mamusiu - wesnal zadowolonym głosem wtulając się matkę jeszcze bardziej a ona sama popatrzyła na córkę i rzekła rozpromieniona

- Rose wybrałaś mądrze bo Scor jest twoim mężem ale tez jest moim synkiem i moja rodzina sie rozrasta i do tego mówi mi per mamo jestem taka szczęśliwa!

- To jest mój obowiązek Jesteś moja mamą odkąd hajtnalem się z Rose - rzekł pan Malfoy do pani Weasley dumnym głosem która tuliła się do Scorpiusa - i kiedy ją znaczyłem na swoją partnerkę

- To były najlepszy dni mojego życia! - zawołała Rose McGonagall zmieniła Dracona w faceta który chciał się rzucić na syna ale Hermiona stanęła przed nim chroniac go swoim ciałem i warknęła

- Uspokój się Dracolina albo nie będę dla ciebie taka miłosierna! - Fretka wychodził z siebie

- Właśnie Dracolina uspokój się proszę! - zardwili Harry i Ron

- Siadaj na dupie na krześle bo moja córeczka Astoria która jest Lady Malfoy potrzebuje swojego Lorda Malfoya! - krzyknęła Narcyza na syna Draco popatrzył morderczym wzrokiem na złota trójce i Scorpiusa i usiadł na krześle a Astoria wtuliła się w niego

Złość i gniew, które Harry czuł od wielu dni, przerwały tamę. Sięgnął po różdżkę, zanim pomyślał, co chce zrobić. Ślizgoni rozpierzchli się, umykając korytarzem.

- Harry! - zawołała Hermiona ostrzegawczym tonem.

- No, śmiało, Potter - powiedział cicho Malfoy, wyjmując własną różdżkę - Moody'ego tu nie ma, nie pomoże ci...

- Zrób to, jeśli starczy ci odwagi... - Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, a potem jednocześnie...

- Furnunculus! - krzyknął Harry.

- Densaugeo! - ryknął Malfoy. Z obu różdżek wystrzeliły strużki światła, zderzyły się i odbiły rykoszetem pod różnymi kątami - promień Harry'ego ugodził Goyle'a w twarz, a promień Malfoy'a trafił Hermionę.

- Przestańcie! - krzyknęli Lily I i Narcyza Molly I wściekle

- To się już wydarzyło - mrukneli Harry i Draco ale one ich już nie słuchały bardzo mocno przytuliły Hermione

Goyle wrzasnął i złapał się za nos, na którym wyrosły wielkie bąble; Hermiona, piszcząc z przerażenia, trzymała się za usta.

- Mój durny syn zrobił Ci krzywdę kochanie - rzekła z matczynym głosem Narcyza i pocałowała ją w czoło i tuliła ja do swojej piersi pani Malfoy poczuła jak Hermiona zdycha zadowolonym głosem wtulając się w do niej piersi jeszcze bardziej - jesteś już bezpieczna skarbie a z tobą policzę się później! - warknęła na syna wściekła tupiac wysokim obcasem o podłogę tuląc do siebie Lady Weasley a później dodała do niej miłościa w głosie - i nie zdajesz sobie sprawę jak bardzo Cie kocham Hermiono i kocham nad życie tez twoja córeczkę Rosie która nosiłaś pod sercem przez 9 miesiący i wychowałaś na prawdziwa piękność i Rose stała się dla mnie ukochana wnuczką - Rose już otwierała usta ale Narcyza powiedziała do niej twardym głosem - jesteś pięknością i moją wnuczką i Lady Malfoy i nie ma tu żadnych dyskusji Rose

- Ja też Cie kocham ciociu Cyziu - mruknela Lady Weasley zadowolonym głosem

- Ja też dostałem! - warknal Goyle

- Szkoda że nie dostałeś w wtedy mózg Goyle może wtedy byłbyś mądrzejszy - rzekła Narcyza która dalej tuliła Hermione Sala wybuchła śmiechem

- Nieźle - stwierdził Łapa

- Chcesz coś jeszcze powiedzieć Goyle? - wycedzila pani Malfoy

- Zdrajcini krwi! - krzyknąl Wściekły

- Wara od mojej ukochanej cioci Cyzi albo nie wiem co z tobą zrobię Goyle! - warknęła Hermiona a Cyzia patrzyła na nią z nadzieją więc dodała - ciocia Narcyza malfoy jest moja ciocią i tak będę do niej mówiła "ciociu" - Cyzia az się wzruszyła deklaracja dziewczyny

- Hermiono! - Ron podbiegł do niej, żeby zobaczyć, co się stało.

- Tatuś zawsze troszczy się o mamusie - rzekła Emilly

Harry odwrócił się i zobaczył, że Ron odciąga jej rękę od ust. Nie był to przyjemny widok. Przednie zęby Hermiony - normalnie i tak już większe od przeciętnych - rosły z zatrważającą szybkością; teraz przypominała już bobra... a zęby nadal rosły, sięgały podbródka... Hermiona pomacała je i krzyknęła przeraźliwie.

- Tak się zastanawiam tatusiu czy tatusia najpierw zakopać żywcem czy zabić - zastanawiała się Rose - może tatuś mi pomóc?

- Co to za hałasy? - rozległ się cichy, ale jadowity głos. Przybył Snape. Wśród Ślizgonów zawrzało: jeden przez drugiego rzucili się do wyjaśnień. Snape wycelował żółty palec w Malfoy'a:

- Ty mi to wyjaśnij.

- Kiedy jestem mokry to cuchnie - wtracil sie Fineas

- Potter mnie zaatakował, panie profesorze, i...

- Zaatakowaliśmy się równocześnie! - krzyknął Harry.

- ... i ugodził Goyle'a... niech pan popatrzy... - Snape spojrzał na Goyle'a, którego twarz pasowałaby teraz jak ulał do atlasu trujących grzybów.

- Goyle, marsz do skrzydła szpitalnego - powiedział spokojnie Snape

- Panie profesorze czy pani Pomfrey ma tam banany? - spytał Fred II głosem Goyle - jestem strasznie głodny bo jak Pan wie jestem gorylem a Goryle kochają banany

- Zejdź mi z oczu Goyle! - warknal Teddy głosem Snape'a

- Malfoy trafił w Hermionę! - zawołał Ron - Proszę zobaczyć! - Zmusił Hermionę, by pokazała Snape'owi swoje zęby, bo robiła, co mogła, by je zasłonić obiema rękami, choć nie było to łatwe, gdyż sięgały jej już poza kołnierz. Pansy Parkinson i inne Ślizgonki pokazywały ją sobie palcami zza pleców Snape'a. Snape spojrzał chłodno na Hermionę i rzekł:

- Nie widzę żadnej różnicy.

Im się Snape zorientował poczuł ból na policzku przed nim stała wściekła Lily Potter

- Ja bym jeszcze strzeliła wysokim obcasem w jego tak zwaną męskość ciociu Lily - rzekła Tracy podchodząc do Hermiony gracją i wdziękiem bo miała szpilki na wysokim obcasie i przytulając ją go swojej piersi - no chyba że ma małego to szkoda takich pięknych szpilek które ciocia ma na stopach na małego ptaszka - zardwila Lady Black ze swojego opiekuna tuląc pani Weasley do swojej piersi Huncwoci parskneli śmiechem

- Davis jak śmiesz!! - warknął wściekły Snape

- Nazywa się Black PANI Black albo LADY Black Snape!! - wycedzila Lady Black

- Tak mamusiu nazywam sie Black a Hermiona jest moją siostrzyczką prawda mamusiu? - spytała Tracy Dorcas i pocałowała pani Weasley w czoło wyrażając siostrzane uczucie jakie to niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Tracy jeszcze bardziej

- Oczywiście że tak kochanie wszystkie dziewczyny należajace do zakonu sióstr wojowniczek są twoimi siostrami - oznajmiła Dorcas rozpromieniona ze Tracy mówi do niej "mamusia" - a ty jesteś naszą córeczką i Lady Black kochanie

- I moim obowiązkiem jako córki Lady i Lorda Blacków jest mówić do was do końca życia "mamusia" i "tatuś" prawda? - pytała z nadzieją w głosie i patrzyła na matkę nadzieją przy okazji tuliła Hermione

- Dokładnie tak córeczko jestem twoim TATUSIEM dożywotnio a Dorcas twoją MAMUSIĄ też dożywotnio bo należysz dożywotnio do starożytnego królewskiego rodu Blacków skarbie i jesteśmy twoimi rodzicami i jako twoi rodzice nie przyjmujemy żadnej innej formy niz "mamusia" i "tatuś" córeczko czy wyraziłem sie jasno? - wtracil się Regulus Dorcas pokiwała głową zgadzając się z mężem a Tracy uśmiechnęła się szeroko i była cała rozpromieniona

- Tak tatusiu! - zawołała a głos miała zachwycony a Dorcas pocałowała ja w czoło i przytuliła ja do swojej piersi i ja tuliła a Tracy wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej

- Nie wiem jak mogłam się z tobą przyjaźnić smarkeusie! - wycedzila Lily I wściekła McGonagall powiedziała chłodno

- Snape należało Ci się

- Jesteś robakiem Smarku! - warkneli Łapa i Rogacz

- USPOKÓJCIE SIĘ! - ryknal Albus II

Hermiona jęknęła, w jej oczach zaszkliły się łzy, odwróciła się na pięcie i pobiegła korytarzem, znikając im z oczu. Być może dobrze się stało, że Harry i Ron zaczęli wrzeszczeć jednocześnie i ich głosy odbijały się echem w kamiennym korytarzu, tak że nie sposób było zrozumieć, co każdy z nich wywrzaskuje. Do Snape'a dotarł jednak ogólny sens tych wrzasków i to mu wystarczyło.

- No dobrze- wycedził jadowicie słodkim tonem- Gryffindor traci pięćdziesiąt punktów, a Potter i Weasley mają szlaban. A teraz marsz do klasy, bo jak nie, to szlaban potrwa tydzień.

Harry'emu dzwoniło w uszach. Pragnął rzucić na Snape'a zaklęcie, które by go rozerwało na tysiąc obślizgłych kawałeczków. Minął go, poszedł razem z Ronem na koniec lochu i cisnął torbę na stolik. Ron też cały się trząsł ze złości - przez chwilę wydawało się, że między nimi wszystko wróciło do stanu normalnego, ale Ron odwrócił się i usiadł przy Deanie i Seamusie, pozostawiając Harry'ego samego. W drugim końcu lochu Malfoy odwrócił się plecami do Snape'a i nacisnął swoją odznakę, chichocąc złośliwie. Hasło POTTER CUCHNIE ponownie rozbłysło w półmroku lochu. Lekcja się zaczęła, a Harry siedział, wpatrując się w Snape'a i wyobrażając sobie najgorsze rzeczy, jakie mogłyby mu się przytrafić. Gdyby tylko wiedział, jak rzucić zaklęcie Cruciatus...

Dziewczyna i kobiety przyłożyly rękę do ust przerażone patrząc na Harrego który wesnal

- Potter chciał rzucić zaklęcie niewybaczalne na mnie! - warknal Severusy - powinien zostać wydalony z Hogwartu!!!

Rozłożyłby go na podłodze i patrzył, jak miota się i dygoce jak tamten pająk...

- Antidota! - oznajmił Snape, rozglądając się po klasie, a jego zimne oczy rozbłysły mściwą satysfakcją - Każdy powinien już mieć przygotowany przepis. Teraz macie mi je uwarzyć, a potem wybierzemy sobie kogoś, żeby wypróbować ich skuteczność... - Spojrzenia Snape'a i Harry'ego spotkały się i Harry już wiedział, co nadchodzi. Snape zamierza otruć właśnie jego. Wyobraził sobie, że podnosi swój kociołek, wybiega na środek klasy i wsadza go Snape'owi na głowę...

- Przepraszam panie Profesorze Snape zamiast Antidota zrobiłem eliksir głupoty specjalnie dla Pana - wypalił Albus II - patrzcie juz chyba działa

- Potter! - warknal Sevus

- Słodziaku po co te nerwy - odpowiedziała Mary

Nagle rozległo się pukanie i w myśli Harry'ego wdarł się huk gwałtownie otwieranych drzwi. Do lochu wpadł Colin Creevey. Spojrzał rozradowany na Harry'ego i podszedł prosto do biurka Snape'a.

- Słucham - warknął Snape.

- Panie profesorze, mam zaprowadzić Harry'ego na górę - Snape spojrzał zezem na Colina, z którego twarzy natychmiast zniknął uśmiech.

- Potter ma jeszcze przed sobą całą godzinę eliksirów - wycedził - Przyjdzie na górę, kiedy skończy się lekcja - Colin poczerwieniał.

- Ale... panie profesorze... pan Bagman chce go natychmiast widzieć - wyjąkał - Mają się stawić wszyscy reprezentanci. Chyba chcą im zrobić zdjęcia... - Harry oddałby wszystko, co posiadał, byle powstrzymać Colina od wypowiedzenia tych słów. Zerknął na Rona, ale ten wpatrywał się w sufit.

- Dobrze, dobrze - warknął Snape - Potter, zostaw tu swoje rzeczy. Masz tu później wrócić, sprawdzę skuteczność twojego antidotum.

- Ale... panie profesorze... on ma swoje rzeczy zabrać ze sobą - zapiszczał Colin - Wszyscy reprezentanci...

- Dosyć! Potter, zabieraj torbę i zejdź mi z oczu!

- Mój ty bohaterze! - zawołała Jessica do Colina

- Ja tam bardzo się cieszyłem panie profesorze ze moglem zejść Panu z oczu - rzekł Harry

Harry zarzucił torbę na ramię, podniósł się i ruszył ku drzwiom. Kiedy przechodził obok ławek Ślizgonów, ze wszystkich stron migotały ku niemu napisy POTTER CUCHNIE.

W całej sali migotały napisy i zdjęcie Fretki MOKRA FRETKA CUCHNIE.

- To niesamowite, co? - powiedział Colin, gdy tylko Harry zamknął za sobą drzwi lochu - Prawda, Harry? Ty reprezentantem...

- Tak, rzeczywiście niesamowite - odrzekł ponuro Harry, kiedy szli korytarzem ku schodom do sali wejściowej.

- Po co im te zdjęcia, Colin?

- Chyba dla „Proroka Codziennego"!

- Super - mruknął Harry - Tego mi właśnie brakowało. Większego rozgłosu.

- Powodzenia! - powiedział Colin, gdy doszli do właściwego pokoju.

- A zapomniałbym ja idę do twojej siostry wiesz tej czarnowlosej która jest niezwykle piękna i piekielne seksowna zakochałem się w niej - oznajmił Colin do Harrego - myślisz że umówi się ze mną? - i wystrzezyl się szeroko do szwagra Ginny i Jessica parskneli śmiechem z miny Harrego

- Oczywiście że sie z tobą omówię Colin - oznajmiła szczęśliwa Jessica powiem więcej wyszłam za Ciebie za mąż i urodzę Ci dzieci a ty mnie zaznaczyłeś i noszę z dumą twoje nazwisko i biżuterie z rodem Creeveyem

- Lady Jessica Creevey jak to pięknie brzmi - wesnal zadowolonym głosem Colin I

Harry zapukał i wszedł do środka. Znalazł się w małej klasie; większość stolików przesunięto do tyłu, tworząc pustą przestrzeń w środku, pozostawiono tylko trzy przed tablicą, zsunięte razem i pokryte aksamitem. Stało przy nich pięć krzeseł. Na jednym siedział Ludo Bagman i rozmawiał z czarownicą, której Harry nigdy przedtem nie widział. Miała na sobie szatę w kolorze karmazynowym. Wiktor Krum stał samotnie w kącie, zasępiony jak zwykle. Cedrik i Fleur pogrążeni byli w rozmowie. Fleur wyglądała na o wiele bardziej zadowoloną z życia niż dotychczas.

- Teraz dopiero jestem zadowolona z życia mam wszystko co chciałam moja ukochaną rodzinę - rzekła Fleur szczęśliwym głosem patrząc na swoją rodzinę iskierkami miłości - i za nic w świecie bym was nie oddała i jestem dumna ze jestem częścią tej wspaniałej rodziny - kobiety z niej rodziny nie mogły się powstrzymać i przytuliły ja do swojej piersi i miały łzy w oczach ze wzruszenia

Co jakiś czas odrzucała długie srebrzyste włosy, żeby zamigotało w nich światło. Jakiś brzuchaty mężczyzna z wielkim czarnym aparatem, z którego lekko się dymiło, obserwował ją kątem oka. Bagman dostrzegł Harry'ego, szybko wstał i podszedł do niego.

- Oto i on! Zawodnik numer cztery!Wejdź, Harry, wejdź... nie ma się czego bać, to tylko ceremonia sprawdzania różdżek, reszta sędziów zaraz przybędzie...

Fred i George prychneli

- Sprawdzania różdżek? - powtórzył niespokojnie Harry.

- Musimy sprawdzić, czy wasze różdżki są w pełni sprawne, czy nie będzie żadnych problemów, sam rozumiesz, przecież to będą wasze podstawowe narzędzia przy rozwiązywaniu kolejnych zadań.

- Ekspert już jest, rozmawia na górze z profesorem Dumbledore'em. A potem będzie mała sesja zdjęciowa. To jest Rita Skeeter - dodał, wskazując na czarownicę w karmazynowej szacie.

- Pisze mały artykulik dla „Proroka Codziennego".

- I mówię wam powinni mnie zamknąć w azkabanie bo mam jedną małą tajemnice która nie powinna wyjść na światło dzienne - stwierdziła Lady Weasley cukierkowym głosem patrząc na Rite która była biała jak ściana

- Jaka tajemnica LADY Weasley? - pytał Dumbledore

- PANIE dyrektorze Dumbledore jest takie przysłowie mugoli ciekawość to pierwszy stopień do piekła - rzekła Hermiona

- Może nie taki mały, Ludo - przerwała mu Rita Skeeter, przypatrując się Harry'emu. Włosy miała poskręcane w bardzo wypracowane, ciasne sploty, dziwnie kontrastujące z jej wydatną szczęką. Nosiła okulary w oprawce ozdobionej drogimi kamieniami. Grube palce, zaciśnięte na torebce z krokodylej skóry, zakończone były dwucalowymi, szkarłatnymi paznokciami.

- Czy mogłabym zamienić słówko z Harrym, zanim zaczniemy? - spytała Bagmana, wciąż wpatrując się w Harry'ego - Najmłodszy reprezentant, sam rozumiesz... żeby trochę ubarwić artykuł...

- Oczywiście! - krzyknął Bagman - To znaczy... jeśli Harry nie ma nic przeciwko temu.

- Ee... - bąknął Harry.

- Cudownie - powiedziała Rita Skeeter i po chwili z zadziwiającą siłą zacisnęła szkarłatne szpony na przedramieniu Harry'ego i pchnęła pobliskie drzwi.

- Niepotrzebne nam to całe zamieszanie, prawda? - powiedziała - Popatrzmy... ach, tak, tu jest miło i przytulnie - Było to pomieszczenie na miotły. Harry wytrzeszczył na nią oczy - Chodź tu, mój drogi... o tak... wspaniale - zagruchała Rita Skeeter,

- Czy ty właśnie uprawiasz seks z czternastolatkiem! - warknęła Minne do Rity chwytając się za serce

- Nie uprawialiśmy żadnego seksu! - jeknal czerwony z zażenowania Harry

- Podaj mi jeden powód żeby Cie nie rozszarpac Skeeter! - warknęła Ginny - Harry jest mój!

przysiadając niepewnie na przewróconym dnem do góry kubełku, popychając Harry'ego na jakieś tekturowe pudło i zamykając drzwi, co sprawiło, że pogrążyli się w ciemności.

- Uwiodlas mojego syna! - warknęła Lady Potter i była tak wściekła ze strzeliła ja zaklęciem ze ta pisnęła

- Chwileczkę... - Otworzyła torebkę z krokodylej skóry i wyjęła kilka świec, które zapaliła jednym machnięciem różdżki, a drugim sprawiła, że zawisły w powietrzu - Nie będzie ci chyba przeszkadzało, że użyję samonotującego pióra? Pozwoli mi to rozmawiać z tobą swobodnie...

- Czego pani użyje?

Rita Skeeter uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Harry doliczył się trzech złotych zębów. Znowu sięgnęła do torebki i wyjęła, z niej długie, jadowicie zielone pióro i rolkę pergaminu, którą i rozwinęła między nimi na pudle Magicznego Likwidatora Wszelkich Zanieczyszczeń Pani Skower. Wetknęła koniuszek zielonego pióra do ust, possała je przez chwilę z widoczną przyjemnością, a potem umieściła pionowo na pergaminie, gdzie stanęło samo, chwiejąc się lekko i drżąc.

- Próba... Nazywam się Rita Skeeter, jestem reporterką „Proroka Codziennego"

- Zielone pióro zaczęło natychmiast skrobać po pergaminie, wypisując następujący tekst: Rita Skeeter, atrakcyjna blondynka lat czterdzieści trzy, której drapieżne pióro przekłuło już wiele dętych reputacji...

- Znakomicie - powiedziała Rita Skeeter, po czym oddarła górny koniec zwoju, zmięła go, wrzuciła do torebki i nachyliła się do Harry'ego: - A więc, Harry, - Powiedz mi, co cię skłoniło do tego, by zgłosić się do Turnieju Trójmagicznego?

- Ee... - wybąkał znowu Harry, ale nie mógł się skupić, bo wciąż wpatrywał się w pióro. Nawet teraz, kiedy nic nie mówił, pióro miotało się po pergaminie, wypisując kolejne zdanie: Brzydka blizna, pamiątka tragicznej przeszłości, zniekształca skądinąd czarującą twarz Harry'ego, którego oczy...

- Jego blizna jest śliczna to po pierwsze po drugie masz rację Harry ma czarująca twarz którego jego zielone oczy sa takie śliczne - rzekła Ginny

- Nie zwracaj uwagi na pióro - powiedziała stanowczo Rita Skeeter. Harry niechętnie oderwał wzrok od pergaminu i spojrzał na nią - Wiec dlaczego postanowiłeś wziąć udział w turnieju, Harry?

- Niczego nie postanowiłem. Nie wiem, w jaki sposób moje nazwisko znalazło się w Czarze Ognia. Ja go tam nie wrzuciłem

Rita Skeeter uniosła grubo poczernioną brew.

- Daj spokój, Harry, nie musisz się już bać, że będziesz miał z tego powodu kłopoty. Wszyscy wiemy, że nie powinieneś się w ogóle zgłaszać. Ale nie przejmuj się tym. Nasi czytelnicy lubią zbuntowanych.

- Ale z Ciebie jest wiedźma! - warknęła Angelina ma Rite

- Rita przez całe życie nie była grzeczną dziewczynką a jak sie nie jest grzeczną dziewczynką to należy się tej dziewczynce bardzo sroga kara - mówiła Hermiona cukierkowym głosem - jak myślicie czy cela w Azkabanie jest odpowiednim miejscem dla naszej gwiazdeczki? - Rita zbladla patrzyła przerażona na panią Weasley

- Ale ja się wcale nie zgłosiłem - powtórzył Harry - Nie wiem, kto...

- Co czujesz, myśląc o czekających cię zadaniach? - zapytała Rita Skeeter

- Jesteś podniecony? Zdenerwowany?

- Zażenowany - stwierdził Harry - czy mogę iść do mojej żony?

- Tak naprawdę jeszcze się nad tym nie zastanawiałem... tak, chyba zdenerwowany - odpowiedział Harry, czując nieprzyjemny skurcz w żołądku.

- W przeszłości bywało, że zawodnicy ginęli, prawda? - zapytała żywo Rita Skeeter - Zastanawiałeś się nad tym?

- No... mówią, że w tym roku turniej będzie o wiele bezpieczniejszy.

Pióro pomykało po pergaminie, od skraju do skraju arkusza, jakby jeździło na łyżwach.

- Oczywiście patrzyłeś już śmierci w oczy, prawda? - zapytała Rita Skeeter, wpatrując się w niego uważnie - Myślisz, że miało to na ciebie jakiś wpływ?

- Ee - wymamrotał znowu Harry.

- Myślisz, że ten uraz z dzieciństwa mógł spowodować, że chciałeś się sprawdzić? Udowodnić, że zasługujesz na sławę, jaka cię otacza Może kusiło cię, żeby zgłosić się do turnieju, bo...

- Ja się nie zgłosiłem - powtórzył Harry, czując, że ogarnia go złość.

- Pamiętasz swoich rodziców?

- Nie.

- Jak myślisz, co by czuli, gdyby się dowiedzieli, że bierzesz udział w Turnieju Trójmagicznym? Dumę? Strach? Złość?

- Wściekłość ze taka brzydka baba molestuje mojego syna! - warknęła Lily I

Harry poczuł, ż teraz jest już naprawdę zły. Niby skąd ma wiedzieć, co by czuli jego rodzice, gdyby żyli l Wiedział, że Rita Skeeter obserwuje go bardzo uważnie. Nachmurzony, unikał jej spojrzenia i patrzył na słowa, które właśnie wyszły spod pióra: Łzy wypełniły te uderzająco zielone oczy, gdy nasza rozmowa zeszła na jego rodziców, których przecież nie może pamiętać.

- Żadne łzy nie wypełniły mi oczu! - oświadczył głośno.

- Odwal się od mojego tatusia! - wycedzila Lily II

Zanim Rita zdążyła coś powiedzieć, drzwi od komórki na miotły otworzyły się gwałtownie. Stanął w nich Albus Dumbledore i przyjrzał się im obojgu, wciśniętym między pudła, kubełki i mopy.

- Dumbledore! - zawołała Rita Skeeter z rozanieloną miną, ale Harry spostrzegł, że pióro i pergamin znikły z pudła Magicznego Likwidatora Wszelkich Zanieczyszczeń Pani Skower, a szpony Rity pospiesznie zatrzasnęły torebkę z krokodylej skóry.

- Jak się miewasz? - zapytała, wstając i wyciągając ku niemu swoją wielka, męską łapę. - Mam nadzieję, że czytałeś w lecie mój tekst o konferencji Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów?

- Czarująco paskudny - rzekł Dumbledore, a oczy mu zamigotały - Podobał mi się zwłaszcza ten kawałek o mnie jako skretyniałym dinozaurze.

- Coś w tym jest - rzekł Fleomont głośno

Rita Skeeter wcale nie wyglądała na zmieszaną.

- Chciałam tylko wykazać, że niektóre z twoich poglądów są nieco przestarzałe i że wielu zwykłych, normalnych czarodziejów...

- Z rozkoszą poznałbym powody takiego grubiaństwa, Rito - przerwał jej Dumbledore z uprzejmym ukłonem i uśmiechem - ale obawiam się, że będziemy to musieli przedyskutować później. - Zaraz ma się rozpocząć sprawdzanie różdżek, a nie może się rozpocząć, jeśli jeden z reprezentantów będzie ukryty w komórce na miotły - Ucieszony z tego, że uciekł Ricie Skeeter, Harry wrócił pospiesznie do klasy. Pozostali reprezentanci siedzieli już na krzesłach przy drzwiach, więc szybko usiadł przy Cedriku,

- PAN Diggory sie na mnie złościł i był na mnie obrażony, gdy artykuł Rity Skeeter o Turnieju Trójmagicznym skupiał się głównie na mnie, a nie na jak sobie PAN Diggori życzył na Cedriku - stwierdził Harry - teraz PAN widział jakie sa z nią wywiady więc powinien się PAN cieszysz ze Cedrik nie musiał z nią przebywać ani minuty - dodał do Amosa który prychnął

- Mój syn jest najlepszy na świecie - odparł Amosa

patrząc na pokryty aksamitem stół, przy którym zasiadło już czterech z pięciu sędziów: profesor Karkarow, madame Maxime, pan Crouch i Ludo Bagman. Rita Skeeter usadowiła się w kącie; zobaczył, że znowu wyjęła z torebki kawałek pergaminu, rozłożyła go na kolanach, possała koniuszek samonotującego pióra i ustawiła je na pergaminie.

- Ja to powinni zamknął w azkabanie za brak gustu - rzekła Victoire

- Czy mogę wam przedstawić pana Ollivandera? - zapytał Dumbledore, zajmując miejsce przy stole i zwracając się do zawodników - Sprawdzi wasze różdżki, abyśmy uzyskali pewność, że nie zawiodą podczas turnieju - Harry rozejrzał się i ze zdumieniem zobaczył starego czarodzieja o dużych, bladych oczach, stojącego spokojnie przy oknie. Kiedyś już go spotkał - Ollivander był znanym wytwórcą różdżek, od którego kupił swoją, a było to ponad trzy lata temu, w jego sklepie na ulicy Pokątnej.

- Mademoiselle Delacour,

- Teraz jest panią Weasley! - uśmiechnal się Bill Fleur uśmiechnęła się szeroko i wtuliła w niego

- I moją mamusią tatusiu - dodały jego trzy córki rozpromienione

- Oczywiście ze jestem waszą mamusią i zawsze nią będę - i tuliła szczęśliwa uśmiechnięta rozpromieniona Fleur do swojej piersi swoje trzy córki

czy mogłaby pani podejść pierwsza? - zapytał pan Ollivander, wychodząc na środek klasy. Fleur Delacour podbiegła do pana Ollivandera i podała i mu swoją różdżkę.

- Hmmm... - mruknął. Przetoczył różdżkę między swoimi długimi palcami jak batutę, a z jej końca trysnęło trochę różowych i złotych iskier. Potem zbliżył ją do oczu i zbadał dokładnie - Tak... - powiedział cicho - dziewięć i pół cala... niezbyt giętka... różane drzewo... i ma w sobie... aj, aj, aj...

- Włos z głowi wili - powiedziała Fleur - Jedni z moi babci. A więc Fleur ma jednak w sobie krew wili'. Pomyślał Harry, odnotowując to w pamięci, żeby powiedzieć Ronowi, ale natychmiast sobie przypomniał, że przecież Ron nie odzywa się do niego.

- Ron! - warknęly wściekłe Molly I stając z kolan swojego męża i zrobiły ts słynna pozę jej syn był jeden najwyższych ludzi w wielkiej sali a jego matka była była dobre z 30 cm niższa od syna mimo ze miała buty na wysokim obcasie i zaczęła stukać obcasem o podłogę patrzyła na niego groźne a Ron przeknal ślinę

- Tak mamo? - spytał z lekiem

- Przeproś Harrego natychmiast - rzekła Lady Weasley

- Ale.... - zaczął Ron

- Ale już! - warknęła wściekła

- Dobrze mamo - mruknął Ron - przepraszam Harry że Ci nie wierzyłem ze to nie ty rzuciłeś swoje nazwiska do czary ognia

- Przeprosiny przyjęte - rzekł Harry

- Prawda ze mam seksi żonę - stwierdził zachwyceni Arturowie patrząc na żonę

- Weasley ty dalej trzymasz się mamusi spódnicy! - zardwil Draco z Rona

- Za to ty Dracolino który uważasz siebie za dużo lepszego od innych i uważa siebie za wielkiego macha w Hogwarcie masz słabsze oceny od Lady Weasley! - odezwała się starsza Narcyza Draco zrobił się czerwony i żeby zakpic z syna dodała głośno do Hermiony - cioteczka Cyzia jest z Ciebie bardzo dumna kochanie i całe szczęście mam córeczkę Astorie która przeciwieństwe do Ciebie Draco jest bardzo mądrą piękną dziewczynką i kocham ją nad życie a twój syn jest potężniejszy od Ciebie bo jest animagiem i przeciwieństwie do ciebie nie ma ochroniarzy którzy kiedy mają wolne robią nawzajem sobie dobrze i mam tez Rose moja ukochana piękną wnuczkę która jest piękna i jestem dumna ciocią babcią i mamą

- Tak - powiedział pan Ollivander - rzecz jasna, sam nigdy nie użyłem włosa wili. Powiedziałbym... hmm... to sprawia, że różdżki stają się dość kapryśne, ale każdemu odpowiada co innego, a jeśli ta panience pasuje... - Przebiegł palcami po różdżce, najwidoczniej szukając zadrapań lub nierówności, potem mruknął: - Orchideus! - i z jej końca wystrzeliła wiązka kwiatów. - Bardzo dobrze, bardzo dobrze, działa znakomicie - oznajmił, zbierając kwiaty w bukiet i podając go je Fleur razem z różdżką.

- Teraz pan Diggory - Fleur wróciła na swoje miejsce, uśmiechając się do mijającego ją Cedrika.

- Gdzie ja miałam oczy - mruknela głośno Fleur - tak Bill jest bardziej męski przystojniejszy a jego kieł i jego długie włosy sa bardzo seksy i zrobił mi to - pokazując piętno naznaczenia gdzie widniały wilk i labedz - prawda ze ładny? - a Bill popatrzył na Cedrika wyższością i pocałował ją w znamię Fleur wesnela głośno zadowolonym głosem - Bill mam ochotę na seks! - wypaliła głośno podnieconym głosem - chce uprawiać seks! będziemy uprawiać seks? proszę bo chce szybki numerek!

- Kochanie to nasz obowiązek - stwierdził głupkowatym uśmiechem Bill

- Ach, to przecież jedna z moich, nieprawdaż? - ucieszył się pan Ollivander, kiedy Cedrik wręczył mu swoją różdżkę - Tak, dobrze ją pamiętam. Zawiera włos z ogona wyjątkowo dorodnego jednorożca...miał z siedemdziesiąt cali, mało brakowało, a przebiłby mnie rogiem, kiedy mu wyrwałem włos z ogona. Dwanaście i jedna czwarta cala... jesion... rozkosznie giętka. W wyśmienitym stanie. Czyści ją pan regularnie?

- Polerowałem ją wczoraj wieczorem - odrzekł Cedrik, szczerząc lśniące zęby.

- Lal brawo ty Cedrik - mrukneli Fred George i Lee i zaczęli klaskać państwo Diggory patrzyli na niego morderczym wzrokiem

Harry spojrzał na swoją różdżkę: pełno na niej było odcisków niezbyt czystych palców. Zebrał szatę na kolanach i próbował ukradkiem wytrzeć te ślady. Z końca różdżki wystrzeliło kilka złotych iskier. Fleur Delacour rzuciła mu protekcjonalne spojrzenie, więc dał sobie spokój. Pan Ollivander puścił z różdżki Cedrika kilkanaście srebrnych kółek dymu, oświadczył, że jest zadowolony, po czym zawołał:

- Pan Krum, jeśli łaska! - Wiktor Krum podszedł do niego swoim niezgrabnym, kaczkowatym krokiem. Podał mu różdżkę i stał, patrząc na pana Ollivandera spode łba, z rękami w kieszeniach szaty

Ron mruczał wściekły

- Jesteś moja i tylko moja - odparł Ron do żony a w jego oczach było płomień pożądania ze Hermione zrobiło się z tego powodu gorąco

- Więc Tylko ty Lordzie Weasley możesz mnie zadowolić - mruczała podniecona i erotyczne robiąc wiatr

- Zrobię to największa przyjemnością Lady Weasley - rzekł Lord Weasley

- Hmm... - mruknął pan Ollivander - Dzieło Gregorowicza, chyba się nie mylę? To znakomity wytwórca różdżek, choć w wykończeniu zawsze brakuje tego, co ja nazywam... jednakowoż... - Uniósł różdżkę i przyjrzał się jej z bliska, obracając ją tuż przed nosem - Tak. . . grab i włókienko ze smoczego serca, zgadza się? - powiedział do Kruma, który kiwnął głową - Nieco grubsza niż zwykle się spotyka... raczej sztywna... dziesięć i ćwierć cala... Avis!

Grabowa różdżka huknęła, a z jej końca wystrzeliło kilkanaście małych, rozćwierkanych ptaszków, które wyleciały przez otwarte okno.

- Dobrze - powiedział pan Ollivander, oddając Krumowi różdżkę - A więc pozostaje nam... pan Potter - Harry podszedł, mijając po drodze Kruma - Aaaaach... tak... - rzekł pan Ollivander, biorąc od niego różdżkę, a oczy mu zapłonęły - Tak, tak, tak. Jak dobrze to pamiętam

- Ja też - rzekł Harry - mam różdżkę która jest różdżka bliźniaczka różdżki Voldemorta

- Harry też pamiętał. Pamiętał to tak, jakby się wydarzyło wczoraj. Ponad trzy lata temu, w dzień swoich jedenastych urodzin, wszedł z Hagridem do sklepu pana Ollivandera, żeby sobie kupić różdżkę. Pan Ollivander wziąwszy z niego miarę, wręczył mu różne różdżki do wypróbowania. Harry wymachiwał:po kolei chyba wszystkimi różdżkami w sklepie, aż w końcu pan Ollivander znalazł jedną, która do niego pasowała - właśnie tę, wykonaną z ostrokrzewu, jedenastocalową, zawierającą pióro z ogona feniksa. Pan Ollivander był bardzo zaskoczony tym faktem. „Ciekawe... bardzo ciekawe", mruczał pod nosem, a kiedy Harry zapytał się, co w tym dziwnego, wyjaśnił mu, że pióro feniksa w tej różdżce pochodzi z ogona tego samego ptaka, z którego wyrwano pióro znajdujące się w różdżce Lorda Voldemorta.

- No ja zrobiłem z tego streszczenie - powiedział Lord Potter a Ginnu wtuliła się w niego

Harry nigdy o tym nikomu nie powiedział. Był bardzo przywiązany do swojej różdżki, a to, że coś ją łączyło z różdżką Voldemorta, uważał za dopust boży, na który nic nie może poradzić, podobnie jak na swoje pokrewieństwo z ciotką Petunią.

- Mam ochotę dac jej nauczkę! - warknęła Euphemia

- Jestem tego samego zdania mamusiu - powiedziała Lily I do Lady Potter która była rozpromieniona ze rudowłosa mówi do niej mamusia nie mogąc się powstrzymać pocałowała ja w czoło w taką miłością i mocno przytuliła Lily i Euphemia poczuła jak jej córka zdycha zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej

- Tak bardzo Cie kocham córeczko - mruknela jej z miłościa i tuliła ja do swojej piersi

Miał więc nadzieję, że pan Ollivander teraz o tym nie wspomni. Czuł, że samonotujące pióro Rity Skeeter eksplodowałoby z przejęcia, gdyby o tym usłyszało. Pan Ollivander badał różdżkę Harry'ego o wiele dłużej niż pozostałe. W końcu wyczarował z jej końca małą fontannę wina i zwrócił ją Harry'emu, oświadczywszy, że różdżka przeszła test znakomicie.

- Dziękuję wam - powiedział Dumbledore, powstając - Możecie wracać na lekcje... albo... może lepiej od razu zejdźcie na kolację, bo lekcje chyba już się kończą...

Czując, że wreszcie coś mu się jednak dzisiaj udało, Harry wstał i już chciał wyjść, kiedy mężczyzna z aparatem podskoczył nerwowo i głośno chrząknął.

- Zdjęcia, Dumbledore, zdjęcia! - zawołał podekscytowany Bagman - Wszyscy sędziowie i reprezentanci. Co o tym myślisz, Rito?

- Dobrze, zróbmy najpierw wspólne ujęcie - zgodziła się Rita Skeeter, której oczy znowu były utkwione w Harrym - A potem może parę indywidualnych...

Zdjęcia zajęły sporo czasu. Madame Maxime rzucała na każdego cień, bez względu na to, gdzie stała, a fotograf nie był w stanie oddalić się na tyle, by zmieściła się w kadrze; w końcu musiała usiąść, a wszyscy stanęli wokół niej. Karkarow wciąż podkręcał sobie kozią bródkę. Krum, który, jak sądził Harry, powinien być przyzwyczajony do błysku flesza, kulił się gdzieś z tyłu. Fotograf najwyraźniej chciał ustawić Fleur z przodu, ale Rita Skeeter wciąż wyciągała na pierwszy plan Harry'ego. Potem uparła się, by zrobić osobne zdjęcia każdemu z zawodników. W końcu jakoś udało im się wyrwać z jej szponów.

Rita prychnela

Harry zszedł na kolację. Hermiony nie było w Wielkiej Sali, uznał więc, że wciąż jest w skrzydle szpitalnym. Zjadł kolację samotnie, przy końcu stołu, a potem wrócił do Gryffindoru, rozmyślając smętnie nad swoją dodatkową pracą domową z zaklęć. W dormitorium natknął się na Rona.

- Masz sowę - rzucił szorstko Ron, gdy tylko go zobaczył. Wskazał na poduszkę Harry'ego. Czekała tam na niego ruda płomykówka.

- Och... wspaniale - wybąkał Harry.

- A jutro wieczorem mamy się stawić w lochu Snape'a. Nasz szlaban - powiedział Ron. I natychmiast wyszedł z sypialni, nawet nie spojrzawszy na Harry'ego.

- Ron nie tak Cie wychowałam - rzekła chłodno Molly I

Przez chwilę Harry namyślał się, czy za nim nie pójść - choć nie bardzo wiedział, czy ma większą ochotę z nim porozmawiać, czy mu przyłożyć - ale pragnienie zobaczenia listu od Syriusza było silniejsze. Podszedł do płomykówki, zdął list z jej nóżki i rozwinął pergamin.

Harry

- nie mogę napisać wszystkiego, co bym chciał, to zbyt ryzykowne, bo ktoś mógłby sowę przechwycić - musimy porozmawiać w cztery oczy. Czy możesz być sam przy kominku w wieży Gryffindoru pierwszej w nocy 22 listopada? Wiem najlepiej, że potrafisz sam o siebie zadbać, a póki w pobliżu jest Dumbledore i Moody, nie sądzę, by ktoś mógł zrobić ci krzywdę. Ktoś jednak najwyraźniej próbuje. Zgłoszenie cię do turnieju było bardzo ryzykowne, zwłaszcza pod samym nosem Dumbledore'a. Harry, bądź czujny. Nadal donoś mi o wszystkim, co ci się wyda niezwykłe. Odpowiedz jak najszybciej, czy możemy się spotkać 22 listopada.

Syriusz

Lily przytuliła się do brata i mówiąc do niego i rzekła wzruszona

- Jestem dumna ze ojcem chrzestnym Harrego jesteś ty braciszku mój kochany

Łapa wyzszezem pocałował ją w czoło pani Potter wesnela zadowolonym głosem wtulając się w w Łapę jeszcze bardziej

- Przecież to oczywiste jestem najprzystojniejszy najzabawniejszym tatusiem wujkiem dziadkiem ojcem chrzestnym i bratem na całym świecie - oznajmił Łapa wyzszezem Lily miała łzy w oczach ze wzruszenia a Łapa tulił ja do swojej klatki piersiowej

- Koniec rozdziału - oznajmiła Jane 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...