środa, 12 lutego 2025

Rozdział 19 Czara

Michelle wzięła książkę od siostry i zaczęła czytać

Rozdział 19
Rogogon węgierski

Charlie Harry Fleur i Hagrid wymienili spojrzenia

Przez najbliższe dwa tygodnie Harry'ego podtrzymywała na duchu tylko perspektywa spotkania z Syriuszem, jedyny jasny punkt na horyzoncie, który jeszcze nigdy nie wydawał się tak mroczny. Otrząsnął się już nieco z szoku, jakim było niespodziewane ogłoszenie go reprezentantem szkoły; teraz czuł coraz silniejszy lęk przed tym, co go czeka. Pierwsze zadanie zbliżało się nieuchronnie; czuł się tak, jakby czyhał na niego jakiś straszliwy potwór, zagradzając mu drogę.

- Smoki są fajne - stwierdził beztrosko Harry

- Słucham? - pytały młodsza Molly I dwie wersje Lily Euphemia Caroline Jessica i Nicole

- Nic - mruknął bliznowaty

Towarzyszyło temu okropne napięcie nerwowe, o wiele większe niż przed rozgrywkami quidditcha, większe nawet niż przed ostatnim meczem ze Ślizgonami, od którego zależało, kto ostatecznie zdobędzie szkolny Puchar Quidditcha. Trudno mu było w ogóle myśleć o przyszłości, jakby jego całe dotychczasowe życie prowadziło do tego pierwszego zadania i na nim miało się zakończyć...W dodatku nie bardzo wiedział, w jaki sposób Syriusz może poprawić fatalne samopoczucie, które pogarszało się jeszcze bardziej za każdym razem, gdy pomyślał że ma rzucić jakieś trudne i niebezpieczne zaklęcie na oczach setek ludzi. Nie wiedział nawet, jakie to będzie zaklęcie. Ale sam widok przyjaznej twarzy mógł mu dodać otuchy... Odpisał więc Syriuszowi, że będzie przy kominku o umówionej porze, a następnie długo zastanawiał się razem z Hermioną, jak w ów wieczór wywabić z pokoju wspólnego wszystkie niepożądane osoby.

Hermiona przytuliła się do Łapy

- Księżniczko - mruknął Syriusz zachwytem a, późnej popatrzył się na Rona - dbaj o moją księżniczke albo nie wiem co Ci zrobię

- Wujku Syriuszu! - skarcila go pani Weasley ale bardziej się wtuliła w Łapę

- Wujek Syriusz ma rację skarbie - zgodziła się Lady Weasley bo wiedziała jaki czasem jest Ron

Uznali, że w ostateczności rozrzucą torbę łajnobomb, ale mieli nadzieję, że do tego nie dojdzie - Filch obdarłby ich ˙żywcem ze skóry. Tymczasem Harry'ego czekały jeszcze gorsze katusze, kiedy Rita Skeeter opublikowała swój artykuł o przygotowaniach do Turnieju Trójmagicznego, który okazał się mocno podkolorowanym życiorysem Harry'ego. Prawie całą pierwszą stronę zajmowało jego zdjęcie, a sam artykuł, ciągnący się przez strony drugą, szóstą i siódmą, opowiadał głównie o nim; imiona i nazwiska zawodników Beauxbatons i Durmstrangu (z błędami) wciśnięto w ostatnią linijkę tekstu, a o Cedriku w ogóle nie wspomniano.

Amos był wsciekly Fleur machnęła ręką

- Najważniejsze dla mnie że dzięki temu turniejowi poznałam miłość mojego życia - oznajmiła Fleur wtulając się w męża jeszcze bardziej

- Ale mam ochotę się z tobą kochać - wyszeptał Bill do ucha Fleur

- Jesteś niewyżyty - mruknela mając iskierki w oczach

Artykuł pojawił się przed dziesięcioma dniami, a Harry'emu wciąż przewracało się w żołądku ze wstydu, kiedy tylko o nim pomyślał. Rita Skeeter wsadziła mu w usta zdania, których nie wypowiedział - nie tylko w tej nieszczęsnej komórce z miotłami, ale nigdy w życiu. „Myślę, że odziedziczyłem moc po moich rodzicach, wiem, że byliby ze mnie bardzo dumni, gdyby mnie teraz widzieli... Tak, czasami w nocy wciąż za nimi płaczę, nie wstydzę się do tego przyznać... Wiem, że nic mi się nie stanie podczas turnieju, bo rodzice mnie strzegą.."

- Taa Voldemort zmartwychwstanie - mruknął Harry

Ale Rita Skeeter posunęła się jeszcze dalej. Nie tylko zamieniła jego wszystkie „ee" w długie, okropne zdania: rozmawiała również o nim z innymi osobami „Harry w końcu odnalazł w Hogwarcie miłość.

- Tak Ginny Weasley - zgodził się Harry

- Ginny Potter z domu Weasley panie Potter - poprawiła go jego żona - teraz jestem Potterem i noszę to nazwisko z największą dumą

- Przepraszam Lady Potter - i pocałował ją w czoło rudowłosa wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej

- Wybaczam Ci mój Lordzie - wesnela i machała ręką żeby sie uspokoić

Jego bliski przyjaciel, Colin Creevey, mówi, że Harry'ego rzadko się widuje bez niejakiej Hermiony Granger, oszałamiająco pięknej dziewczyny z mugolskiej rodziny, która, podobnie jak Harry, jest jedną z najlepszych uczennic w całej szkole."

- Masz przestarzałe wiadomości kochanie - stwierdziła Hermiona wyjątkowo słodkim głosem do Rity - jestem półkrwi i jestem Lady Weasley i państwo Weasley są moją mamusią i tatusiem

Od chwili opublikowania artykułu Harry musiał wciąż znosić kpiące uwagi kolegów i koleżanek - głównie Ślizgonów - którzy w jego obecności głośno cytowali jego rzekome wypowiedzi.

- Potter, może chcesz chusteczkę, na wypadek, gdybyś się rozpłakał podczas transmutacji?

- Kretynizm nie zna granic! - warknęła na uczniom Lily I

- Od kiedy to jesteś najlepszym uczniem w szkole, co, Potter? A może to jakaś inna szkoła, którą założyliście razem z Longbottomem?

- Ale wiecie ze będę uczył wasze dzieciaki i mam nadzieję że są o wiele mądrzejsze niż ich rodzice - rzekł głośno Neville do hejterów

- Musze wam powiedzieć ze mój tatuś jest najbardziej wymagający ze wszystkich nauczycieli - oznajmiła Alicia II

- Nawet nie zdajecie sobie sprawę ile trolow z zielarstwa wystawił mój tatuś i wasze dzieciaki aż sikają ze strachu jak sobie pomyślą ze maja mieć zajęcia z moim tatusiem - dodała Lily II do hejterów

- Panie profesorze Longbottom jest pan największą kosą w Hogwarcie - oznajmiła Hanna mając iskierki w oczach

- Tak - powiedział Neville - za to pani jest najpiękniejszą i najseksowniejszą na świecie bizneswoman

- Hej... Harry!

- Tak, tak! - krzyknął Harry, odwracając się gwałtownie na korytarzu, bo miał już serdecznie dość tych głupich uwag - Właśnie wypłakiwałem sobie oczy, rozmyślając o mojej zmarłej mamie, i czuję, że muszę jeszcze trochę popłakać...

- Nie... Harry... po prostu... upuściłeś pióro - To była Cho. Harry poczuł, że się rumieni.

- Och... dziękuję... i przepraszam - wybąkał, biorąc od niej pióro.

James II wyciągnął różdżkę i rzucił zaklęcie i wyczarował sobie worek

- Mogę wiedzieć co ty robisz James? - pytała Olivia - po co ci ten worek?

- Potrzebuje worka bo zaraz puszcze pawia bo dalej nie mogę zrozumieć jak masz ojciec dalej jest nieogarnięty życiowo bo zamiast poderwać mamę to podkochuje się w Cho a mama jest ładniejsza potężniejsza kochająca jest bardzo utalentowaną czarownicą i mimo swojego niepozornego wyglądu, obdarzona jest dużą mocą. Jest mistrzynią w rzucaniu upiorogacków.

- I kocha swoje dzieci nad życie a ja kocham jak moja mamusia mnie przytula i całuję mnie w czoło - rzekła Olivia i po chwili tuliła ją Ginny i złożyła tej na czole bardzo czuły pocałunek i usłyszała jak Olivia zdycha zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej

- Jestem twoją mamusią kochanie i to jest mój obowiązek - mruknela Ginny tuląc Olivie do swojej piersi

- Powodzenia we wtorek - powiedziała - Jestem pewna, że dasz sobie radę - Co sprawiło, że Harry poczuł się strasznie głupio.

- Tatusiu dlaczego nie pogrywasz mamusie tylko Cho? - pytała Amelia II Harry'ego

- Twoja córeczką zadała Ci bardzo dobre pytanie - powiedziała Ginny założyła ręce i stukała wysokim obcasem o podłogę całując Amelie w czoło które wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej - słucham co wasz do powiedzenia w tej sprawie? - Tuląc Amelie do swojej piersi patrząc na męża

- Bo wtedy jeszcze sie nie ogarnąłem życiowo - rzekł Harry i uśmiechnal się nieśmiało do żony

Hermiona też przeżywała ciężkie chwile, ale jeszcze nie zaczęła wrzeszczeć na Bogu ducha winnych ludzi.

- Miałem ochotę wrzeszczeć na jedną osobę - mruknela Hermiona patrząc na Rona - za Harrego i na Ciebie za Harrego ze mu nie uwierzyłeś ze nie zgłosił się do turnieju a na Ciebie ze byłeś takim kretynem i nie zauważyłeś ze Cie kocham!

- Właśnie Ron gdybyś widział jak Hermiona patrzy na Ciebie i jest o Ciebie zazdrosna to byś wyznał jej miłość nie musiałaby tyle czekać a my byśmy mieli córeczkę wcześniej i wcześniej do mnie i Artura mówiła by "mamusia" i "tatuś" och skarbie jako twoi rodzice uwielbiamy jak tak do was tak mówisz - rzekła Molly popatrzyła na córkę iskierkami miłości

- Mamusiu bo niestety chłopcy później dojrzewają - stwierdziła Hermiona a później dodała jej do ucha podnieconym i szczęśliwym głosem - mamusiu podpisałam kontrakt magiczny i jako Lady muszę przestrzegać zasad napisane w tym kontrakcie a pierwszy punkt brzmi tak "zawsze zwraca się do rodziców męża i do swoich biologicznych" mamusia" i "tatuś" a nigdy nie zwraca się do nich po imieniu"

- Kocham Cię córeczko - oznajmiła Molly do Hermiony po prostu

Prawdę mówiąc, Harry szczerze podziwiał hart ducha, z jakim znosiła tę niemiłą dla siebie sytuację.

- Oszałamiająco piękna? Ona? - zawołała Pansy Parkinson, kiedy natknęła się na Hermionę po raz pierwszy od ukazania się artykułu Rity.

- A co jesteś zazdrosna Pansy? - spytał Ron - w sumie nie dziwię Ci się bo Hermiona przeciwieństwie do ciebie jest oszałamiająco piękna mądra seksowna i zachowuje się jak klasą i jestem szczęściarzem że Hermiona wybrała mnie i a ja jako zwyczajny Lord mogę podziwiać jej wdzięk i gracje

Hermiona zarumieniła się mocno

- Może w porównaniu z wiewiórką...

- Nie zwracaj na to uwagi, Harry - powiedziała z godnością Hermiona, przechodząc z wysoko podniesioną głową obok rozchichotanych Ślizgonek

- Hermiona już wtedy zachowywała się z jak prawdziwa Lady - odezwała się Daphne

- Po prostu nie zwracaj na to uwagi - Ale Harry'emu trudno było nie zwracać na to wszystko uwagi. Ron nie odezwał się do niego od czasu, gdy powiedział mu o szlabanie, jaki dostali od Snape'a. Harry miał cichą nadzieję, że jakoś się pogodzą w ciągu tych dwóch godzin, które musieli spędzić w lochu, marynując szczurze móżdżki, ale właśnie w tym dniu pojawił się artykuł Rity, utwierdzając Rona w przekonaniu, że Harry naprawdę pławi się w szczęściu, bo wszyscy mówią tylko o nim.

- Byłem idiota - mruknął Ron

Hermiona, wściekła na obu, biegała od jednego do drugiego, próbując ich zmusić, by znowu zaczęli ze sobą rozmawiać, ale Harry był nieugięty: uparł się, że odezwie się do Rona dopiero wtedy, gdy ten uzna, że to nie Harry wrzucił swoje nazwisko do Czary Ognia i przeprosi za nazwanie go kłamcą.

- Ja tego nie zacząłem - powtarzał uparcie - To jego problem.

- Przecież ci go brakuje! - rzuciła niecierpliwie Hermiona - I wiem, że jemu też brakuje ciebie...

- Jego mi brakuje? Wcale za nim nie tęsknię... - Ale było to oczywiste kłamstwo. Harry bardzo lubił Hermionę, ale Hermiona nie mogła zastąpić Rona. Było z nią o wiele mniej śmiechu, a za to o wiele więcej przesiadywania w bibliotece.

- Emilly też uwielbia przesiadywać w bibliotece - rzekł Hugo - z moją siostrą

- Jaka matka takie córki - stwierdzil Scorpius

- Jestem dumna ze Hermiona Weasley jest moja mamusią - oznajmiły dumnym głosem pani Weasley i pani Malfoy

- A ja jestem dumna że mam takie wspaniałe córeczki i że to ja jestem waszą mamusią kochane - i tuląc je do swojej piersi i pocałowała je po czole obie wesnely zadowolonym głosem wtulając się w minister Magii jeszcze bardziej

- Jesteś moją mamusią i innej mamusi nie chcę. Chcę, żebyś była za zawsze moją mamusią - wyszeptała do Hermiony piersi Emilly

- Kochanie zwracanie się się mnie  mamusia a do Rona tatuś to jest twój największy obowiązek jako Lady Weasley tak samo jak noszenie biżuterii rodu Weasley jesteś moją córeczką a ja twoją mamusią odkąd dałam Ci tą biżuterie byłaś jesteś i zawsze będziesz moją córeczką kochanie

- Tak mamusiu - mruknela wtulając się w do niej piersi jeszcze bardziej

Harry wciąż jeszcze nie opanował zaklęć przywołujących, czuł, że coś mu w tym przeszkadza, a Hermiona upierała się, że dobre poznanie teorii pomoże mu w przełamaniu tej blokady. Przerwy obiadowe spędzali więc głównie w bibliotece, ślęcząc nad książkami. Wiktor Krum też tam często przesiadywał i Harry zastanawiał się, co to oznacza. Uczy sie, czy może szuka czegoś, co by mu pomogło w wykonaniu pierwszego zadania? Hermiona narzekała na obecność Kruma w bibliotece - nie dlatego, by on sam im przeszkadzał, ale z powodu grupek rozchichotanych dziewczyn, które często śledziły go spoza regałów z książkami. W każdym razie twierdziła, że przeszkadza jej hałas.

- Gdyby chociaż był przystojny! - mruczała ze złością, patrząc na ostry profil Kruma.

- I gdyby był Ronem - dodała Astoria naśladując głos Hermiony - hmm umięśniona goła klata Ronaldzia jest taka boska - dziewczyny zachitowaly a Hermiona poczuła że się rumieni

- Astoria! - skarcila ją Hermiona rumiemcem na twarzy

- Podoba Ci się moja gola umięśniona klata? - pytał jej do ucha - chcesz przejechać swoimi boskim rączkami

- Tak - rzekła Hermiona iskierkami podniecenia

- Panie Weasley co Pan wyprawia?! - zawołała zszokowana Minevra bo widziała jak zdejmuje górna część swojego ubrania

- Moja żona chce przejechać swoimi boskim rączkami moja umięśniona klatę - odparł Ron do profesorki - więc spełniam jej zachciankę

- Rajcuje je tylko to, że jest sławny! W ogóle by na niego nie spojrzały, gdyby nie potrafił zrobić tego jakiegoś zwodu wrednego...

- Zwodu Wrońskiego - wycedził Harry przez zęby. Zupełnie niezależnie od tego, że nie znosił, jak ktoś przekręca terminy związane z Quidditchem,

- Co jest w tym fascynujące? - spytała Nicole

- No wiesz! - zawołali Fred I i dwie wersje Rogacza szoku - ranisz moje serduszko - i chwycili sie się za serce

- Nienawidzę Quidditcha - skomentował to Marcus

- Wujku Marcusie nie znasz się Quidditch jest ekstra - odezwała się Rose

poczuł niemiłe ukłucie żalu, kiedy sobie wyobraził minę Rona, gdyby ten usłyszał, jak Hermiona rozprawia o wrednych zwodach.

- Wredny to jest pan profesor Snape - rzekła przesłodzonyn głosem Hermiona

To dziwne, ale kiedy człowiek się czegoś boi i oddałby wszystko, byle tylko spowolnić upływ czasu, czas ma okropny zwyczaj przyśpieszania swego biegu. Dni dzielące Harry'ego od pierwszego zadania zdawały się upływać tak szybko, jakby ktoś zaczarował zegary, by wskazówki obracały się z podwójną prędkością.

- Ciekawie co będzie pierwszym zadaniem? - zastanawiał się młodszy Łapa

Harry czuł, że ogarnia go trudna do opanowania, wciąż narastająca panika, towarzysząca mu wszędzie jak szydercze uwagi na temat artykułu w „Proroku Codziennym". W sobotę przed pierwszym zadaniem wszystkim uczniom od trzeciej klasy wzwyż pozwolono odwiedzić Hogsmeade. Hermiona powiedziała Harry'emu, że dobrze by mu zrobiło, gdyby na trochę wyrwał się z zamku, i wcale nie musiała go do tego długo namawiać.

- Ale co z Ronem? - zapytał - Nie chcesz pójść z nim?

- Och... no... wiesz... - Hermiona nieco poróżowiała.

- Chciałam żeby mnie zaprosił na randkę! - wypaliła pani Weasley

- Tatusiu jak można być takim ślepy! - jęknęla Emilly - popatrz na mamusie i powiedz mam co widzisz?

- Twoja mamusia jest najpiękniejszą najseksowniejsza na świecie kobietą i zapiera twojemu tatusiowi w dech w piersiach - rzekł Ron patrząc na Hermione

- Och Ron! - zawołała Hermiona i pocałowała go w w usta

- Ona wcale nie jest najpiękniejsza! - warknęła Lavender

- Dla mnie jest najpiękniejsza - powiedział patrząc na Brown i pocałował swoją żonę w czoło a ta wesnela zadowolonym głosem

- Myślałam, że moglibyśmy się spotkać w Trzech Miotłach...

- Nie - powiedział szorstko Harry.

- Och, Harry, to takie głupie...

- Pójdę, ale nie zamierzam spotykać się z Ronem. I założę pelerynę-niewidkę.

- Och, już dobrze, dobrze... chociaż tego nie znoszę... Jak z tobą rozmawiam, kiedy masz na sobie tę pelerynę, to nigdy nie wiem, czy patrzę na ciebie, czy gdzie indziej - Tak więc Harry nałożył pelerynę-niewidkę w swoim dormitorium, zszedł na dół i razem z Hermioną udali się do Hogsmeade.

- Ja też chce taką pelerynę! - krzyknęli większość ludzi na sali

- Tylko ród Potterów mogą mieć taką fajna Pelerynę - rzekł Fleomont

- A tak wogule to skąd ją macie! - warknęła Dolores - ukraliscie? pójdziecie do azkabanu!

- Och Dolores znowu jesteś niegrzeczna dziewczynką - stwierdziła Euphemia - a co się robi z niegrzecznymi dziewczynkami?

- Ja powiem! - zawołała Minne - bije się paskiem po gołej dupie żeby niegrzecznej dziewczynki znowu stała się grzeczną dziewczynką

Pod peleryną poczuł się nareszcie cudownie wolny; patrzył na innych uczniów, mijających go na głównej ulicy wioski - większość miała plakietki z napisem: Kibicuj CEDRIKOWl DIGGORYEMU - ale tym razem nikt nie dręczył go głupimi uwagami i nie cytował tamtego idiotycznego artykułu.

- Wszyscy się na mnie gapią - mruknęła ponuro Hermiona, kiedy wyszli z Miodowego Królestwa, zajadając się wielkimi nadziewanymi czekoladami

- Gapią się bo jest piękną kobietą córeczko i są zazdrośni o twoją urodę i tytuł - rzekł Artur

- Dziękuję tatusiu - odparła i przytuliła się do Lorda Weasleya

- Myślą, że mówię sama do siebie.

- Staraj się mniej poruszać ustami.

- Przestań... po prostu na chwilę ściągnij tę pelerynę. Przecież nikt nie będzie ci się tutaj naprzykrzał.

- Tak? To spójrz za siebie - Z Trzech Mioteł właśnie wyszła Rita Skeeter w towarzystwie swojego fotografa. Rozmawiając cicho między sobą, minęli Hermionę, nawet na nią nie spojrzawszy. Harry przywarł do ściany cukierni, by uniknąć ciosu torbą z krokodylej skóry, która wymachiwała Rita.

- Biedny krokodyl - rzekła Victoire

- Zatrzymała się tutaj - powiedział Harry, kiedy przeszli - Założę się, że przyjdzie obejrzeć pierwsze zadanie - Kiedy to powiedział, poczuł falę przerażenia, która wypełniła mu żołądek jak roztopione żelazo. Przemilczał to; do tej pory nie rozmawiał z Hermioną o tym, co go czeka w pierwszym zadaniu, bo czuł, że i ona nie chce o tym myśleć.

- Poszła - powiedziała Hermiona, patrząc przez Harry'ego wzdłuż ulicy Głównej

- Całe szczęście - odezwała się Ginny - mamusiu bo ta pani brzydko pachnie! - poskarżyła sie do Lily I zatykajac nos i wskazując na Skeeter

- Masz rację kochanie - odpowiedziała Lady Potter - bo niestety głupota śmierdzi i nie ma na to niestety lekarstwa

Większość ludzi parsknęła śmiechem a Rita zrobiła się czerwona patrząc na pani Potter jakby miała ją zamordować

- To prawda nie pachniesz fiołkami Rito - skomentowała to Andromeda

- Wiesz co? A może byśmy wpadli do Trzech Mioteł i strzelili sobie po kuflu kremowego piwka? Jest trochę chłodno, nie uważasz? Nie musisz rozmawiać z Ronem! - dodała ze złością, bezbłędnie odczytując jego milczenie.

- Ja za to mam ochotę na szybki numerek Ronaldziem! - wesnela Hermiona rozmarzonym głosem

- Herm - zaczął szokowamy Ron ale pani Weasley zatkała jego usta namiętnym pocałunkiem i oboje wesneli zadowolonym głosem

- Wolałem jak się kłócili - stwierdził Harry

- Wujek Im są starsi tym są gorsi! - jeknal Hugo do Harrego - a wy mogliście się juz uspokoić! - warknal na rodziców

- Hugo co ja poradzę ze twoja mamusia tak świetnie całuję - rzekł Ron do syna - i jest idealna pod każdym względem

W Trzech Miotłach było pełno, głównie uczniów Hogwartu spędzających tu wolne popołudnie, ale i rozmaitych czarodziejskich stworzeń, których Harry'emu nie zdarzało się widywać nigdzie indziej. Hogsmeade cieszyło się sławą jedynej miejscowości w Wielkiej Brytanii zamieszkanej wyłącznie przez czarodziejów ściągały tu więc różne dziwne istoty, na przykład wiedźmy, które nie potrafiły się tak dobrze maskować jak czarodzieje. Harry z najwyższym trudem przeciskał się przez tłum w pelerynie-niewidce, uważając, żeby przypadkowo na kogoś nie wpaść, co nieuchronnie prowadziłoby do niewygodnych pytań. Powoli zmierzał ku wolnemu stolikowi w kącie gospody, a Hermiona poszła do baru, by zamówić kremowe piwo. W pewnej chwili dostrzegł Rona, który siedział z Fredem, George'em i Lee Jordanem. Powstrzymując gwałtowną chęć trzepnięcia go mocno w tył głowy, dotarł w końcu do stolika i usiadł przy nim.

- Dlaczego tego nie zrobiłeś? - pytała Ginny - może wbił byś mu trochę rozumu do tej pustej głowy

- Dzięki Ginny! - burknal Ron

W chwilę później nadeszła Hermiona i wsunęła mu pod pelerynę kufel kremowego piwa.

- Wyglądam jak idiotka, sama przy stoliku - mruknęła

- Mamusiu nigdy nie mów ze jesteś idiotka - powiedziała mocą stali Emilly i zrobiła pozę babci Molly i stukala wysokim obcasem o podłogę - nigdy nie mów i nie myśl że jesteś idiotka jesteś najwspanialszą na świecie kobietą przyjęłaś mnie do swojego domu mówisz do mnie "córeczko" i przytulasz mnie do swojej piersi i całujesz mnie w czoło a ja jestem dumna ze jestem panią Weasley dumna również jestem i że moim obowiązkiem jest mówić do mamusi "mamusia" więc powiem to jeszcze raz nigdy nie mów ze jesteś idiotka nigdy bo wtedy będę bardzo zła czy wyraziłam sie jasno i wyraźnie mamusiu?

- Tak mamusia to zrozumiała skarbie kocham cię bardzo mocno - odparła wzruszona Hermiona i przytuliła Emilly mocno do swojej piersi i pocałowała ją w czoło pani Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej

- Dobrze, że wzięłam coś do roboty - I wyjęła zeszyt, w którym prowadziła listę członków stowarzyszenia WESZ. Harry zobaczył swoje i Rona nazwiska na szczycie krótkiej listy. Wydało mu się, że już wiele czasu upłynęło, odkąd przyłączyli się do tej akcji, a Hermiona mianowała ich sekretarzem i skarbnikiem - Wiesz co, może spróbuję namówić jakichś mieszkańców wioski, by poparli naszą ideę - powiedziała Hermiona, rozglądając się po gospodzie.

- Taak, spróbuj - rzekł Harry. Wypił pod peleryną duży łyk kremowego piwa. - Hermiono, kiedy wreszcie dasz sobie spokój z tą WSZĄ?

- Kiedy skrzaty domowe uzyskają przyzwoite wynagrodzenie i godziwe warunki pracy! - syknęła

- Nie denerwuj się - rzekł Harry i poniósł ręce do góry

- Wiesz co, Harry, zaczynam myśleć, że czas już na akcję bezpośrednią. Słuchaj, jak się można dostać do szkolnej kuchni?

- Nie mam pojęcia, zapytaj Freda i George'a.

Hermiona zamilkła, zastanawiając się nad czymś ze zmarszczonym czołem, a Harry sączył swoje piwo, obserwując ludzi w gospodzie. Wyglądało na to, że wszyscy bawią się beztrosko. Przy najbliższym stoliku Ernie Macmillan i HannabAbbott wymieniali się kartami z czekoladowych żab; oboje mieli na płaszczach plakietki z napisem: Kibicuj CEDRIKOWI DIGORRYEMU.

- Jestem puchonka a Cedrik też jest puchonem - mruknela Pani Longbottom

- Nie jesteś zwykła puchonka kochanie jesteś najseksowniejszą i najładniejszą puchonką - poprawił ją Neville

- Tylko się nie caluj... - zaczął Fred II ale Hanna wbija w swoim ustami w usta Neville i całowali się Alicia II i Lily II wesnely widząc jak od Hanny emitowalo szczęście - wiecie co wasz tatuś zajebiscie całuję - miała rozmarzony głos mówiąc do Lily II o Alicii II

Tuż przy drzwiach siedziała Cho z dużą grupą Krukonów. Ucieszyło go trochę, że nie miała plakietki popierającej Cedrika... Ach, wiele by dał, żeby być jednym z nich, żeby tak siedzieć sobie beztrosko, śmiejąc się i gawędząc, bez żadnych zmartwień na głowie prócz pracy domowej! Wyobraził sobie, jak by się teraz czuł, gdyby Czara Ognia nie wyrzuciła jego nazwiska. Przede wszystkim nie musiałby się kryć pod peleryną-niewidką. Siedziałby sobie spokojnie z Hermioną i Ronem, rozprawiając o niebezpieczeństwach czyhających na reprezentantów szkół w najbliższy wtorek. I wyczekiwałby niecierpliwie na pierwsze zadanie w turnieju, jakiekolwiek by ono było, a później razem z innymi kibicowałby Cedrikowi, siedząc sobie bezpiecznie w głębi trybun... Ciekawe, jak się teraz czują inni zawodnicy... Kiedy ostatnio spotykał Cedrika, zawsze go otaczało grono fanów, a on sam sprawiał wrażenie trochę zdenerwowanego, ale i podnieconego. Od czasu do czasu widywał na korytarzach szkoły Fleur Delacour. Wyglądała tak jak zawsze: wyniosła i opanowana.

- Ale też bardzo nieszczęśliwa - mruknela cicho

A Krum zwykle przesiadywał w bibliotece, ślęcząc nad książkami. Pomyślał o Syriuszu i ciasny supeł w żołądku jakby się trochę rozluźnił. Już za dwanaście godzin będzie z nim rozmawiał, bo to przecież dziś w nocy spotka się z nim w pokoju wspólnym - jeśli tylko znowu nie zdarzy się coś niespodziewanego i przykrego...

- Zobacz, jest Hagrid! - powiedziała Hermiona. Ponad tłumem pojawiła się wielka, włochata głowa Hagrida - na szczęście zrezygnował ze swoich warkoczy. Harry zdziwił się, dlaczego wcześniej go nie zauważył, bo przecież Hagrid był o wiele wyższy od innych, ale kiedy podniósł się ostrożnie, zobaczył, że ich olbrzymi przyjaciel siedzi nisko pochylony, rozmawiając z profesorem Moodym.

- Hagrid pyta Szalookiego jak poderwać Olimpie! - parsknął śmiechem Patrick

Przed nim stał wielki cynowy kufel, ale Moody popijał ze swojej piersiówki. Madame Rosmerta, piękna właścicielka gospody,

- Och Rosmerta piękna kobieta! - wesneli single

- Ja jestem innego zdania - stwierdzili zajęci mezszyzni - ona nie równa się z moja panią ani wyglądem ani chodzeniu w szpilkach na wysokim obcasie - i chwycili swoja kobietę za dłoń - moja pani - i pocałowali w ich dłoń a te zachitowaly i wszystkie miały rumieniec na policzkach

- Dziękuję mój panie - oznajmily zachwycone - ale z Pana jest prawdziwy dżentelmenem

która zbierała puste szklanki z sąsiednich stolików, zdawała się tym nie przejmować, choć zerkała na Moody'ego z ukosa.

- Szalooki ma wielbicielke! - zawołał Fineas przesadnie szczęśliwy- Rosmerte oboje jesteście tacy słodcy

Ktoś mógłby sądzić, ze korzystanie z przyniesionego przez siebie napoju jest obrazą dla jej pitnego miodu, ale Harry wiedział, o co tu naprawdę chodzi. Podczas ostatniej lekcji Obrony Przed Czarną Magią Moody powiedział im, że zawsze sam sobie przygotowuje jedzenie i picie w obawie przed czarnoksiężnikami, którzy mogliby mu czegoś dosypać.

- Np taka Rosmerta mógłaby dodać do twojego napoju swoje kochane serduszko Szalooki - rzekł George II

- Och jak Romeo i Julia! - rosmarzyla się Hope

- Prędzej jako piękna i bestia Hope - rzekła Olivia

- No Alastor jako piękna a Rosmerta jako bestia - stwierdził rozbawiony James II mugolacy i półkrwi wybuchli głośnym śmiechem a później rozbawiona Hermiona zaczęła tłumaczyć czarodziejom czystej krwi o co chodzi w tej bajce później to cała sala ryknela śmiechem leżąc na podłogę śmiejąc się nieboglosy Szalooki zrobi się wściekła minę

- Od dzisiaj Rosmerta to jest moja bestie - powiedział Nicolas głosem Moodiego Sala parsknęła głośnym śmiechem - STAŁA CZUJNOŚĆ! - ryknal ze sala podskoczyła

Po chwili Hagrid i Moody zaczęli zbierać się do wyjścia. Harry pomachał ręką, ale natychmiast przypomniał sobie, ze Hagrid go nie widzi. Natomiast Moody zatrzymał się i spojrzał w jego kierunku swym magicznym okiem. Klepnął Hagrida w okolice pośladków (bo nie mógł dosięgnąć jego ramienia), mruknął coś do niego i razem ruszyli w głąb gospody, zmierzając w stronę ich stolika.

- Wszystko gra, Hermiono? - zapytał dziarsko Hagrid.

- Hagrid poszłabym na jakieś wesele - powiedziała Fleur patrząc wymownie na Hagrida - masz wszystko co Olimpia porzada Hagridzie

- Oczywiście że to ja będę świadkiem Hagrida na ślubie z Olimpia - oznajmili Fred i George Łapa Rogacz Harry i Jared Ron - prawda Hagridzie?

- Cześć! - odpowiedziała Hermiona, uśmiechają się do niego. Moody obszedł stolik i zgiął się wpół. Harry pomyślał, że profesor zerka na zeszyt z listą członków stowarzyszenia WESZ, gdy ten mruknął:

- Ładna pelerynka, Potter

- Fajne oko Moody - odparł Harry

- Harry wytrzeszczył na niego oczy. Pokiereszowany nos rzucał się wyjątkowo w oczy z tej odległości. Moody wyszczerzył zęby.

- To oko pana profesora... to znaczy... czy pan...

- Tak, widzę nim poprzez peleryny-niewidki - szepnął Moody - I wierz mi, czasami bardzo się to przydaje

- Będziesz mi wszystko mówił co się dzieje w Hogwarcie Moody - powiedziała Dolores słodkim głosem

- Musze niestety odmówić bo ja nie zadaje się z różowymi Ropuchami - rzekł Alastor

- Jak śmiesz! - warknęła Umbridge

- Śmiem twierdzić że jesteś bardzo niegrzeczna dziewczynką a niegrzecznej dziewczynce należy się sroga kara za swoją bezczelność! - warknal Alastor na Umbridge

- Co mówi Dolores ktora jest ropuchowa prostytutką z ministerstwa wychodząc od klienta? - zapytał Frank II

- Co?! - zawołali większość ludzi podniecona

- Bądź zdrów - rzekł Frank II sala ryknela śmiechem większość ludzi leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy Ropucha zrobiła się czerwona

- Haha zajebiste haha! - śmiali się większość ludzi na sali

- Ty mały gówniarzu! - zawołała wściekła ale Ginny strzeliła ją zaklęciem i Umbridge pisnęła z bólu

- Jak śmiesz mówić do Lorda w ten sposób! - wycedzila Ginny

- Pani Potter! - zawołał Drops

- Mamusiu kocham Cię - powiedział uradowany Frank II do Ginny

- Mamusia też Cie kocha syneczku - oznajmiła rozpromieniona pani Potter nie patrząc na dyrektora przytulając go do swojej piersi całując go w czoło

- Hagrid też patrzył na niego z uśmiechem. Nie mógł go widzieć, ale widocznie Moody mu powiedział, że Harry tu jest. Teraz pochylił się i on, udając, że czyta notatki Hermiony, i szepnął tak cicho, by usłyszał go tylko Harry:

- Harry, spotkajmy się dziś o północy w mojej chałupce. Przyjdź w pelerynie- niewidce, dobra?

- A co spotkaniem ze mną! - jeknal młodszy Łapa

- Będzie - powiedział Harry

Po czym wyprostował się i powiedział głośno:

- Miło było cię zobaczyć, Hermiono - Puścił do niej oko i ruszył do wyjścia, a Moody za nim.

- Dlaczego chce się ze mną spotkać o północy? - zapytał zdziwiony Harry.

- A chce? - Hermiona też wyglądała na zaskoczoną - Bardzo jestem ciekawa, o co mu chodzi. Ale nie wiem, czy powinieneś iść... - Rozejrzała się niespokojnie i syknęła: - Możesz się spóźnić na spotkanie z Syriuszem.

- Właśnie - rzekł młodszy Łapa

To prawda, pójście do Hagrida o północy oznaczało, że będzie miał naprawdę mało czasu, by spotkać się z Syriuszem. Hermiona radziła, by wysłać do Hagrida Hedwigę z wiadomością, że Harry nie może jednak przyjść - upewniwszy się, rzecz jasna, że sowa zgodzi się zanieść mu liścik - ale Harry uważał, że lepiej będzie jak najszybciej dowiedzieć się, czego Hagrid od niego chce. A bardzo był tego ciekaw, bo Hagrid jeszcze nigdy nie umawiał się z nim na spotkanie o tak późnej porze.

- Az się boję - oznajmily matki Harrego

* * *

O pół do dwunastej Harry udał, że idzie wcześniej spać, naciągnął na siebie pelerynę-niewidkę i zszedł na palcach do pokoju wspólnego. Było tam jeszcze całkiem sporo osób. Bracia Creevey'owie zdobyli skądś stosik odznak z napisem: Kibicuj CEDRIKOWI DIGGORYEMU i próbowali za pomocą czarów przerobić go na: Kibicuj HARRY'EMU POTTEROWI, ale jak dotąd wychodziło im wciąż: POTTER CUCHNIE.

Dwie wersje pani Potter podeszły do braci Creevey gracją i wdziękiem i przytuliła ich do swojej piersi

- Moi kochani Chłopcy - rzekła do ich tuląc ich mocno

- Mamo dusisz mnie nie mogę oddychać! - jęknęli obaj pani Potter popatrzyła się na Denisa mając iskierki w oczach

- Nazwałeś mnie mamą - powiedziała wzruszona Lady Potter do Denisa a ten uśmiechnal się do niej nieśmiało - więc nazywaj mnie tak dobrze kochanie? - i popatrzyła na niego matczyną miłością - bo my mugolacy musimy trzymaj się razem - a, później warknęła do ludzi - jeśli obrazicie Denisa albo Colina moich synów to nie będę dla was miłosierna rozumiemy się!? pytam się czy sie rozumiemy?! i stukała swoim wysokim obcasem o podłogę Lady Potter wyglądała teraz potężnie mimo swojej drobnej budowy ciała a jej zielone oczy dodały jej aurę

Harry przemknął w stronę dziury pod portretem i czekał przez blisko minutę, zerkając na zegarek. Wreszcie Hermiona otworzyła dziurę z zewnątrz, tak jak zaplanowali. Prześliznął się obok niej, szepnął „Dzięki!" i ruszył przez opustoszały zamek do drzwi wyjściowych.

- Gdzie można kupić ta Pelerynę? - pytali większość ludzi na sali

- Ta peleryna To jest rodzinna pamiątka naszego rodu - powiedział Fleomont

- Jest w naszym rodzie od bardzo dawna - rzekł James II

- Od jak dawna? - spytał Harry

- Od bardzo dawna od 13 wieku jest w rodzinie Potter - odezwał się Albus II ludziom opadły szczęki

- Od 13 wieku? - mruknął szokowany Neville

- Tak tatusiu - odparła Lily II

Błonia były pogrążone w ciemnościach i Harry kierował się tylko światłem padającym z okien chatki Hagrida. W olbrzymim powozie delegacji z Beauxbatons też się świeciło i kiedy Harry pukał do drzwi chatki, słyszał dobiegający z powozu głos madame Maxime.

- To ty, Harry? - szepnął Hagrid, otwierając drzwi i rozglądając się niespokojnie.

- Tak - odpowiedział Harry, po czym wślizgnął się do środka i ściągnął pelerynę-niewidkę z głowy - O co chodzi?

- Chcę ci coś pokazać.

Hagrid sprawiał wrażenie niezwykle czymś podekscytowanego. W butonierce miał kwiat przypominający przerośniętego karczocha. Chyba zrezygnował z wysmarowania sobie włosów dziegciem, ale z całą pewnością próbował je uczesać, bo tkwiło w nich kilka ułamanych zębów grzebienia.

- Z Ciebie jest taki romantyk - rzekła Gabriele

- Co mi chcesz pokazać? - zapytał Harry podejrzliwie, zastanawiając się, czy sklątki nie złożyły jajek, albo czy Hagrid znowu nie kupił olbrzymiego trójgłowego psa od jakiegoś nieznajomego spotkanego w pubie.

- Ukryj się pod peleryną-niewidką i idź za mną cicho - polecił Hagrid - Kła nie zabieramy, chyba by mu się to nie spodobało...

- Słuchaj, Hagridzie, nie mam zbyt wiele czasu... Muszę być w zamku o pierwszej... - Ale Hagrid go nie słuchał, właśnie otworzył drzwi i wyszedł w ciemność. Harry pobiegł za nim i ku wielkiemu zaskoczeniu stwierdził, że Hagrid prowadzi go do wielkiego powozu.

- Hagridzie, co...

- Ciii... - syknął Hagrid i zapukał trzy razy w drzwiczki ozdobione herbem ze skrzyżowanymi złotymi różdżkami. Otworzyła mu madame Maxime. Potężne ramiona okryła jedwabnym szalem. Na widok Hagrida uśmiechnęła się.

- Ach, 'Agrid. . . To już czas?

- Na co? - spytała Carolina

- Błąd-swar - rzekł Hagrid, uśmiechając się do niej i wyciągając rękę, by pomóc jej zejść po złotych stopniach. Madame Maxime zamknęła za sobą drzwi, Hagrid podał jej ramię i ruszyli razem skrajem padoku, w którym zamknięto olbrzymie skrzydlate konie. Harry, kompletnie oszołomiony, pobiegł za nimi. Czyżby Hagrid chciał mu pokazać madame Maxime? Przecież oglądał ją wiele razy... w końcu kogoś takiego jak ona trudno było nie zauważyć... Wyglądało jednak na to, że madame Maxime znalazła się w tej samej sytuacji co Harry, bo po chwili zagadnęła figlarnym tonem:

- Gdzie ty mnie prowadzi, 'Agrid?

- Do lasu na szybki numerek - wypalił Fineas Sala parsknęła śmiechem

- Jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem' agrid - zachichotał Colin II z mocnym francuskim akcentem Hagrid zrobił się czerwony

- Spodoba ci się - mruknął Hagrid.

- Warto zobaczyć, niech skonam. Tylko... nie gadaj nikomu, że ci pokazałem, dobra? No wiesz, ty nie powinnaś o tym wiedzieć.

- Ależ naturellement - powiedziała madame Maxime, trzepocząc czarnymi rzęsami. Szli i szli, a Harry, który przez cały czas biegł truchtem, by dotrzymać im kroku, denerwował się coraz bardziej. Raz po raz zerkał na zegarek, obawiając się, że z powodu jakiegoś nowego niedorzecznego pomysłu Hagrida spóźni się na spotkanie z Syriuszem. Postanowił, że jeśli wkrótce nie dojdą tam, gdzie mieli dojść, wróci bez słowa do zamku. Niech sobie Hagrid spaceruje z madame Maxime w świetle księżyca,

- Ale z Ciebie jest romantik 'agrid i lubi Ci 'agrid i to bardzio - wypaliła Domique używając francuski akcent do Nicka puszczając mu oczko żeby współpracował

- Chwila? - spytał Nick udając zszokowanego - Cholipka powiedziałaś ze mnie lubisz?

- Qui!! - pokiwała pani Jordan głową - lubi Ci takim jakim jestes 'agrid!

- Cholipka! Serio!? - zawołał podniecony

- Qui i kocham ci 'agrid!

- Cholipka! Ja też się Kocham Olimpio! - i prawie się pocałowali bo James II im przerwał a sala parsknęła głośnym śmiechem Hagrid spalił buraka

- Eee co robicie? - przerwał im James II szerokim uśmiechem na twarzy

- My? nic! - zawołali oboje przerażeni oboje sie zarumienili

- Taaa jasne aaa i dobrze że między wami obojga wszystko gra - rzekł Louis puszczać im oczko

- Wygląda na to że .... - zaczął Fred II przesadnie szczęśliwy

- Olimpia jest gołąbeczką Hagrida! - skoczył George II przesadnie szczęśliwy sala wybuchła śmiechem

Miłość rośnie
Wokół nas
W spokojną jasną noc
Nareszcie świat
Zaczyna w zgodzie żyć
Magiczną czując moc - śpiewali Teddy Fineas Hugo Frank II Matt Huncwotów 2.0

- Hagridzie Ty i Olimpia w was są tacy słodziaki! - odpadli chłopaki z przyszłości przesadnie szczęśliwi

- Jesteście niemożliwi - powiedziały ich matki ze śmiechu Huncwoci i Fred i George i Lee między czasie ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy a Hagrid był czerwony

- Moja krew! - zawołali ich ojcowie ze śmiechu

on nie musi im towarzyszyć. Lecz wkrótce - kiedy zaszli już tak daleko skrajem Zakazanego Lasu, że nie widać było ani zamku, ani jeziora - usłyszał jakieś krzyki... a potem ogłuszający, rozdzierający uszy ryk...

Fleur Harry i Hagrid wymienili spojrzenia

Hagrid poprowadził madame Maxime wokół kępy drzew i zatrzymał się. Harry dobiegł do nich, przez ułamek sekundy zdawało mu się, że widzi ogniska i uwijających się wokół nich ludzi... a potem szczęka mu opadła. Smoki.

Większość ludzi opadły szczęki

- O japierdole Smoki to pierwsze zadanie! - zawołali Łapa i Rogacz szokowali

- CO TAKIEGO?! - rykneli przerażeni rodzina Harrego i Fleur

- Powiedz ze to jest jakiś żart! - krzyknęła Nicole patrząc na brata przerażona

- Gadaj ze to jest żart! - pisnęła Jessica

- Przykro mi ale to nie jest żart Smoki to pierwsze zadanie - odezwała się Fleur po chwili wesnela zadowolonym głosem wtulając się młodszą wersje Molly I bo lady Weasley przytuliła ją do swojej piersi i pocałowała ją w czoło

- Mamusia - rzekła do jej piersi a młodsza Molly tuliła swoją córkę patrząc na Knota Croucha i Dumbledora morderczym wzrokiem

Dwie wersje pani Potter z całej siły przytuliły Harrego

- Mamo dusisz mnie nie mogę oddychać! - jęczał Harry

- Czy wy do reszty zdurnieliscie! - warknęły Lady Potter nie chcąc puścić swojego syna - mój synek ma walczyć ze smokiem!

- Szkoda ze go nie upiekł - mruknął Zachariasz

- Zamknij się! - warknęła Nicole i strzeliła go zaklęciem ze ten pisnął

- Tatuś! /mamusia! - zawołały córki Harrego i Fleur wtulając się w nich i patrząc na nich swoimi przerażonymi oczami

Za ogrodzeniem z grubych bali miotały się, stając dęba, cztery dorosłe, olbrzymie, przerażające smoki. Ryczały, parskały i ziały strumieniami ognia z szeroko rozwartych, groźnie uzębionych paszczy, kołyszących się na końcu długich szyj jakieś pięćdziesiąt stóp nad ziemią. Jeden - srebrno- niebieski, z długimi, ostro zakończonymi rogami - warczał i kłapał na czarodziejów biegających u jego stóp; drugi - zielony, cały pokryty lśniącymi łuskam - miotał się i tupał; trzeci - czerwony, z pyskiem otoczonym dziwaczną grzywą złotych kolców - wystrzeliwał z pyska pióropusze ognia; czwarty, najbliżej nich - gigantyczny, najbardziej przypominał olbrzymią jaszczurkę. Co najmniej trzydziestu czarodziejów - z siedmiu lub ośmiu na jednego smoka - próbowało opanować rozwścieczone bestie, ciągnąc za łańcuchy przymocowane do grubych skórzanych obroży zaciśniętych wokół szyj i nóg gadów.

Niektóre dziewczyny i kobiety zbladly

Harry spojrzał w górę i wysoko nad sobą ujrzał ślepia czarnego smoka, ze źrenicami pionowymi jak u kota, wytrzeszczone ze strachu lub z wściekłości, trudno było stwierdzić... Harry patrzył jak zahipnotyzowany, podczas gdy smok ryczał i skrzeczał, wyłupiając straszliwe ślepia...

- Trzymaj się z dala, Hagridzie! - zawołał jeden z czarodziejów, który stał tuż przy ogrodzeniu i próbował napiąć łańcuch - Potrafią strzelić ogniem na dwadzieścia stóp Widziałem Rogogona, który wystrzelił na czterdzieści!

Większość uczniów ci którzy wiedziało ze Harry walczył z Rogogonem patrzyło na Harrego z szacunkiem

- Czyż nie jest śliczny? - zapytał cicho Hagrid.

- Śliczny?! - pisnęły dziewczyny i kobiety patrząc na Hagrida z niedowierzaniem

- To na nic! - krzyknął inny czarodziej - Zaklęcia Oszałamiające, liczę do trzech! - Harry zobaczył, jak czarodzieje sięgają po swoje różdżki.

- Drętwota! - zawołali chórem, a czary oszałamiające wystrzeliły w ciemność jak rakiety, rozpryskując się pękami iskier o pokryte łuskami boki smoków... Najbliższy smok zakołysał się niebezpiecznie na tylnych nogach, jego paszcza rozwarła się nagle w bezgłośnym ryku, z nozdrzy znikły płomienie, choć wciąż się z nich dymiło... a potem, bardzo powoli... kilkunastotonowy, muskularny, pokryty łuskami czarny smok runął na ziemię z takim grzmotem, iż Harry mógłby przysiąc, że zatrząsały się drzewa za jego plecami.

- Dobranoc - mruknął Harry

Strażnicy smoków opuścili różdżki i podeszli do zmartwiałych cielsk - każde było wielkości małego pagórka. Pospiesznie napięli łańcuchy i umocowali je do żelaznych kołków, które wbili głęboko w ziemię za pomocą różdżek.

- Chcesz popatrzeć z bliska? - zapytał Hagrid podnieconym głosem swoją towarzyszkę. Ruszyli do ogrodzenia, a Harry poszedł za nimi. Czarodziej, który ostrzegł Hagrida, odwrócił się i Harry go rozpoznał - to był Charlie Weasley.

- Charlie! - krzyknęli przyjaciele i rodzina

- Wujek Charlie - dodali goście z przyszłości

- To ja - oznajmił dumnie Charlie i pocałował Charlotte w czoło ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Charliego jeszcze bardziej 

- Ja zawsze jestem grzeczną dziewczynką bo mamusia kazała mi mówić do siebie i swojego męża "mamusia" i "tatuś" i chodzić w butach na wysokim obcasie a ja bardzo bym chciała mieć biżuterie rodu Weasley i nazywać się pani Weasley i chciałabym być twoją żoną i chciałam bym żebyś mnie zaznaczył na swoją partnerkę - mruczała mu do piersi Charlotta

- Charlie - mruknela Molly i kiedy Charlotta się tuliła do jego piersi rzuciła mu sztatulke a ten uśmiechnal się szeroko - wiesz co robić - popatrzył na dziewczyny które patrzyły na niego wyczekiwaniem ale czytali dalej

- Wszystko w porządku, Hagridzie? - wydyszał, podchodząc, by porozmawiać - Już się uspokoiły... Na czas transportu oszołomiliśmy je eliksirem usypiającym, myśleliśmy, że lepiej będzie, jak się obudzą w ciemności i ciszy... ale, jak widziałeś, nie były wcale zadowolone, wręcz przeciwnie...

- Jakie rasy tu macie, Charlie? - zapytał Hagrid, przyglądając się z szacunkiem najbliższemu, czarnemu smokowi. Smok miał półotwarte oczy, spod pomarszczonej czarnej powieki błyskał skrawek żółtego ślepia.

- To jest węgierski rogogon - powiedział Charlie - Tam mamy walijskiego zielonego smoka pospolitego, ten mniejszy, szaroniebieski, to szwedzki krótkopyski, a czerwony to chiński ogni omiot - Charlie spojrzał na madame Maxime, która oddaliła się od nich, spacerując wzdłuż ogrodzenia i przyglądając się odrętwiałym smokom.

- Nie wiedziałem, że ja tu przyprowadziłeś, Hagridzie - burknął Charlie, marszcząc czoło. - Zawodnicy nie powinni wiedzieć, co ich czeka... a ona na pewno wszystko powie swojej uczennicy.

- Pomyślałem sobie, że chętnie na nie popatrzy - odpowiedział Hagrid, wzruszając ramionami i wciąż gapiąc się na smoki jak urzeczony.

- Bardzo romantyczna randka, Hagridzie, nie ma co - rzekł Charlie zgryźliwie.

- Charlotta - mruknął Charlie - możesz stać na chwilkę? - dziewczyna z zdziwiona ale stała gracją i wdziękiem bo miała szpilki na wysokim obcasie a ten klęknąl na jedno kolano a ta przyłożyła rękę do ust i zapytał nadzieją w głosie - Charlotta wyjdziesz za mnie? zostaniesz moją żoną chce żebyś nosiła ta biżuterie i nigdy jej nie zdejmowała i chce żebyś miała znak na szyi...

- TAK!!!! - ryknela przerywając mu szczęśliwa i pocałowała go w namiętnie w usta i bez najmniejszego zawahania założyła biżuterie rodu Weasley które rozblyslo białe światło wszystkie dziewczyny rodu Weasley przytuliły nową panią Weasley a Molly pocałowała ją w czoło wyrażając matczyne uczucie jakie do niej żywiła witając oficjalnie nową Lady Weasley która wesnela zadowolonym głosem wtulając się w mamę jeszcze bardziej

- Mamusia! - zawołała szczęśliwa nowa Lady Weasley

- Tak kochanie moje jesteś teraz Lady Weasley tak i moją córeczką i teraz...

- Jesteś moją mamusią i moim obowiązkiem jest mówić do mamusi "mamusia" a do tatusia "tatuś" - przerwała jej i wtuliła się do niej piersi a ta tuliła swoją córkę do swojej piersi zadowoloną miną

- Stanowisz piękny i mądry dodatek do naszego rodu Lady Weasley - oznajmił Artur całując ją w rękę

- Tak tatusiu - odezwała się szczęśliwa i uśmiechnięta się patrząc na swój pierścień rodowy weasley następnie się do niego wtuliła

- Cztery - mruknął Hagrid - A więc po jednym na każdego, tak? Co mają zrobić... pokonać je?

- Chyba muszą tylko koło nich przejść. Będziemy w pobliżu, z zaklęciami gaszącymi, na wypadek, gdyby się rozzłościły. Zażyczyli sobie samice wysiadujące, nie wiem dlaczego... ale powiem ci szczerze, nie zazdroszczę temu, kto wylosuje rogogona. Jest naprawdę groźny. Z tyłu tak samo jak z przodu, zobacz. Wskazał na ogon czarnego smoka, najeżony długimi, połyskującymi jak mosiądz kolcami. W tym momencie do rogogona podeszło pięciu innych strażników, dźwigających na rozpostartym kocu kilka granitowoszarych jaj. Umieścili je ostrożnie pod bokiem smoka. Hagrid jęknął tęsknie.

- Policzyłem je, Hagridzie - ostrzegł go surowo Charlie, po czym zapytał: - A jak się czuje Harry?

- Zajebiscie Charlie aż skacze z radości ze muszę pokonać smoka - stwierdził Harry

- Świetnie - mruknął Hagrid, wciąż wpatrując się w szare jaja

- Mam nadzieję, że nie będzie czuł się gorzej, kiedy już zmierzy się z tymi tutaj - rzekł ponuro Charlie, spoglądając za ogrodzenie - Nie śmiałem powiedzieć mamie, co go czeka w pierwszym zadaniu, i tak już się zamartwia... - I zaczął naśladować panią Weasley: - „Jak oni mogli mu pozwolić na wzięcie udziału w tym turnieju, przecież jest na to za młody Myślałam, że uczniowie są bezpieczni, że jest jakiś limit wieku!"

- Harry jest mój synek - rzekły dwie wersje pani Weasley

Zalewała się łzami, kiedy czytała ten artykuł o Harrym w „Proroku Codziennym". „On wciąż opłakuje swoich rodziców! A ja nic o tym nie wiedziałam!"

Harry miał już dosyć. Uznał, że Hagrid, podniecony widokiem czterech smoków i bliskością madame Maxime, nawet nie zauważy jego odejścia

- Wujek Harry nie chciał widzieć jak Olimpia robi Hagridowi dobrze - rzekł Fineas - no albo odwrotnie

- więc ruszył ostrożnie z powrotem w kierunku zamku. Nie był wcale pewny, czy cieszyć się z tego, że już wie, co go czeka. Ale może i lepiej, że tak się stało... Przynajmniej ma już za sobą pierwszy wstrząs. Pewnie gdyby zobaczył smoki we wtorek, zemdlałby na oczach całej szkoły... a może i tak zemdleje, przecież stanie uzbrojony tylko w różdżkę - która teraz wydawała mu się jedynie kawałkiem drewna - naprzeciw olbrzymiego, mierzącego pięćdziesiąt stóp, pokrytego łuskami, najeżonego kolcami, ziejącego ogniem smoka. I będzie musiał koło niego przejść. I wszyscy będą na to patrzyć.

Z każdym słowem kobiety i dziewczyny robiły się coraz bladsze Charlotta poczuła że męskość Charliego rośnie bo siedziała mu na kolanach

- Och Charlie - wyszeptała pani Weasley mu do ucha - muszę Ci pomóc i ja jako pani Weasley zrobię wszystko żebyś sobie ulzyl - i pocałowała go w policzek

- Jesteś taką piękną panią Weasley Lady Weasley - wesnal Charlie i pocałował ją w czoło Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w swojego Lorda jeszcze bardziej

- Jestem twoją Lady a ty jesteś moim Lordem - wyszeptała mu do piersi Lady Weasley i miała uśmiech na twarzy

Jak tego dokonać? Przyspieszył, biegnąc skrajem Zakazanego Lasu; miał niecały kwadrans na dotarcie do kominka w pokoju wspólnym, by porozmawiać z Syriuszem. Jeszcze nigdy nie pragnął z kimś porozmawiać tak bardzo jak teraz... I nagle, niespodziewanie, wpadł na coś twardego. Przewrócił się, okulary przekrzywiły mu się na nosie. Kurczowo zacisnął wokół siebie pelerynę. W pobliżu usłyszał czyjś głos.

- Auuu! Kto to? - Harry sprawdził gorączkowo, czy peleryna okrywa go całkowicie, i zamarł bez ruchu, wbijając oczy w ciemny zarys postaci, na którą wpadł. Rozpoznał kozią bródkę Karkarowa.

- Kto to? - powtórzył Karkarow podejrzliwym tonem, rozglądając się czujnie. Harry wstrzymał oddech, starając się nawet nie drgnąć. Po dłuższej chwili Karkarow najwidoczniej uznał, że wpadł na jakieś zwierzę: jego spojrzenie błądziło dość nisko, jakby spodziewał się dostrzec psa. Potem wycofał się chyłkiem pod osłonę drzew i powędrował skrajem lasu ku miejscu, gdzie leżały smoki.

Większość wesnela z ulgą

Bardzo powoli i bardzo ostrożnie Harry podniósł się na nogi i ruszył tak szybko, jak potrafił, nie robiąc hałasu, w stronę zamku. Nie miał wątpliwości, co było celem nocnego wypadu Karkarowa. Na pewno wymknął się po kryjomu ze statku, żeby się dowiedzieć, na czym będzie polegało pierwsze zadanie. Mógł nawet zauważyć Hagrida i madame Maxime idących skrajem lasu

- trudno było ich nie dostrzec, nawet z daleka - i wystarczyło tylko pójść za ich głosami... Teraz i on, podobnie jak madame Maxime, będzie już wiedział, co czeka zawodników. A więc jedynym reprezentantem, który we wtorek stanie do walki z nieznanym, jest Cedrik.

- Przystojniaczek z Hogwartu - mruknął Seamus

Harry dotarł do zamku, wśliznął się do środka i pobiegł po marmurowych schodach. Zadyszał się, ale biegł dalej... Miał już tylko pięć minut na dotarcie do kominka w wieży Gryffindoru...

- Banialuki! - wysapał do Grubej Damy, drzemiącej w ramach obrazu ukrywającego przejście.

- Skoro tak twierdzisz - mruknęła sennie, nie otwierając oczu, a portret odsunął się od ściany, aby wpuścić go do środka. W pokoju wspólnym nie było nikogo sądząc po braku przykrej woni, Hermiona nie musiała użyć łajno-bomb, żeby zapewnić spokój jemu i Syriuszowi. Harry zrzucił pelerynę-niewidkę i opadł na fotel stojący przed kominkiem. Pokój był pogrążony w półmroku; oświetlał go tylko blask ognia. W pobliżu, na stoliku, połyskiwały plakietki Kibicuj CEDRIKOWI DIGGORY'EMU, które próbowali udoskonalić Creevey'owie. Teraz widniał na nich napis: POTTER NAPRAWDĘ CUCHNIE. Harry spojrzał ponownie w płomienie... i aż podskoczył. W ogniu tkwiła głowa Syriusza.

- Tatuś! - krzyknęły córki Łapy

- Tak moje księżniczki - powiedział starszy Łapa

Gdyby Harry nie był świadkiem, jak tego samego dokonał pan Diggory w kuchni Weasley'ów, zemdlałby ze strachu. Teraz jednak uśmiechnął się po raz pierwszy od wielu dni, wygramolił się z fotela, ukucnął przed kominkiem i powiedział zduszonym szeptem:

- Syriusz! Jak się masz?

Syriusz bardzo się zmienił. Kiedy widział go ostatni raz, miał wychudłą, zapadniętą twarz otoczoną plątaniną czarnych, zmatowiałych włosów - a teraz włosy miał krótkie i lśniące, twarz pełniejszą i wyglądał o wiele młodziej, prawie tak, jak na jedynej fotografii, którą Harry posiadał, tej ze ślubu swoich rodziców.

- Mój tatuś jest najprzystojniejszym tatusiem na świecie - rzekła Daphne

- Słyszałaś? - wystrzezyl się Łapa do żony

- Przecież wiadomo że Daphne jest twoją córeczką tatusia Syriuszu! - zachichotały pani Black

- Owszem Daphne jest moją córeczką tatusia a ty jesteś moją Lady - oznajmili Łapy całując ją w czoło pani Black wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej

- Mniejsza o mnie, jak ty się masz? - zapytał z powagą Syriusz.

- Ja... - Harry już miał powiedzieć „wspaniale", ale to słowo jakoś nie przeszło mu przez gardło. Zamiast tego, zanim zdołał się powstrzymać, gadał już jak najęty, opowiadając o tym, jak to nikt nie uwierzył, że nie zakwalifikował się do turnieju z własnej woli, jak Rita Skeeter nakłamała o nim w „Proroku Codziennym", jak wszyscy z niego kpią na korytarzach, i o tym, że nawet Ron mu nie uwierzył, o jego zazdrości...

- Nie wszyscy! - krzyknęli Colin i Denis

- ...a Hagrid właśnie mi pokazał, co mnie czeka w pierwszym zadaniu, to są smoki, Syriuszu... już po mnie... - zakończył rozpaczliwym tonem. Syriusz przyglądał mu się z troską; jego oczy nie utraciły jeszcze owej pełnej udręki, widmowej dzikości, której nabyły w Azkabanie.

- Jakoś tu jesteś Potter - mruknął Draco - a szkoda miałem nadzieję że będziesz jedzeniem dla smoka

- Zamknij się Malfoy! - warknal Harry a za swój komentarz Narcyza przywaliła synowi tył głowy

- Draco! - warknęła wściekła pani Malfoy

Nie przerywał mu, a gdy Harry się wygadał, rzekł:

- Ze smokami sobie poradzimy, Harry, ale o tym za chwilę... Nie mamy wiele czasu... Włamałem się do czyjegoś domu, żeby dostać się tu przez kominek, ale lada chwila gospodarze mogą wrócić. - Harry, muszę cię ostrzec.

- Za włamania idzie się do Azkabanu - powiedziała Dolores słodkim głosem

- Wara od mojego tatusia ty różowa szmato! - wycedzila Daphne do Umbridge

- Ty mała smark...! - zaczęła Dolores ale pisnęła z bólu bo Marlene strzeliła ją zaklęciem

- Jak śmiesz nazywać moją córeczkę smarkulą! - warknęła wściekła pani Black

- Mamusia! - zawołała lady Black wtulając się w matkę ta pocałowała ja w czoło

- Tak bardzo Cie kocham córeczko - rzekła miłością w głosie i tuliła ją do swojej piersi i poczuła jak Daphne zdycha zadowolonym głosem wtulając się w do niej piersi jeszcze bardziej

- Ja mamusie też kocham bardzo mocno - wyszeptała do niej piersi - i nigdy nie przestanę bo mamusia jest moja mamusią i innej mamusi nie chce tylko ciebie mamusiu

- Tak jestem twoją mamusią i zawsze będę twoją mamusią do końca świata - powiedziała mocą stali Lady Black

- Przed czym? - zapytał Harry, czując, że samopoczucie jeszcze bardziej mu się pogarsza... Czy mogło być coś gorszego od smoków?

- Przed Karkarowem - odpowiedział Syriusz - Słuchaj, on był Śmierciożercą. - Wiesz, kim są Śmierciożercy, prawda?

- Tak... ale on... co...

- Został schwytany, siedział ze mną w Azkabanie, ale go wypuścili.

- Zamorduje cię Crouch! - wycedzily Daphne i Cassie patrząc na tego idiote morderczym wzrokiem

- Chyba się zakochałem! - rozmarzył się Kevin Entwhistle patrząc na Cassiopeja Black która odrzuciła włosy do tyłu

- W kim? - spytał Anthony

- Cassie Black sie zakochałem - odezwał się głośno Kevin rozmarzomym głosem a Cassie to usłyszała i zarumieniła się i zachitowala, - patrz nawet śmieje się pięknie i cała jest piękna

-Chwila gościu to jest moja mała córeczka! - zawołał Łapa

- Twoja mała córeczka ma 15 lat Syriuszu - powiedziała Marlene

- Jest za młoda na chłopaka - mruknął Łapa ale Cassiopeja podeszła do Kevina gracją i wdziękiem i pocałowała go w namiętnie w usta siadając mu na kolanach i kiedy się oderwala Kevin tylko wesnal i popatrzyła sie na Łapę któremu opadła szczęka

- Tatusiu - oznajmiła szczęśliwym głosem - to jest mój chłopak Kevin Kevin to jest mój tatuś - wskazując na Łapę który patrzył na córkę niedowierzaniem większość ludzi parsknęła śmiechem z miny Łapy

- Łapa twoja mała córeczka ma chłopaka - oznajmił Rogacze uśmiechając się do niego

- Och będę miała drugiego synka - rzekła wzruszona Marlene patrząc jak Kevin po chwili szoku się ogarnął i pocałował jej córkę w czoło dziewczyna wesnela zadowolonym głosem wtulając się w swojego chłopaka jeszcze bardziej

Założę się o wszystko, że właśnie dlatego Dumbledore chciał mieć w tym roku w Hogwarcie Aurora... żeby miał na niego oko. To Moody schwytał Karkarowa. To głównie dzięki niemu Karkarow znalazł się w Azkabanie.

- I wypuścili go? - zapytał powoli Harry, podczas gdy jego mózg wzbraniał się przed wchłonięciem jeszcze jednej wstrząsającej wiadomości. - Dlaczego go wypuścili?

- Zawarł układ z Ministerstwem Magii - oznajmił z goryczą Syriusz. - Przekonał ich, że zrozumiał swój błąd, a potem wymienił sporo nazwisk... wydał kupę ludzi, których natychmiast zamknięto w Azkabanie, a jego wypuszczono... Wierz mi, nie cieszy się tam popularnością. Z tego, co wiem, od czasu, gdy stamtąd wyszedł, naucza czarnej magii we własnej szkole.

- W moim świecie to sie nazywa świadek koronny - powiedziała Caroline

Musisz więc strzec się również reprezentanta Durmstrangu.

- Dobra - powiedział powoli Harry.

- Ale... chcesz powiedzieć, że to Karkarow wrzucił moje nazwisko do Czary Ognia? Bo jeśli tak, to jest naprawdę dobrym aktorem. Sprawiał wrażenie, jakby się okropnie wściekał z tego powodu. Robił wszystko, żeby mnie nie dopuścić do turnieju.

- On jest znakomitym aktorem - rzekł Syriusz

- Z nie umytymi zębami o fujka! - krzywiła się Phoebe

- W końcu udało mu się przekonać Ministerstwo Magii, żeby go wypuścili, prawda? Słuchaj, Harry, czytałem uważnie „Proroka Codziennego"...

- Jak wszyscy - mruknął gorzko Harry.

- ...i między wierszami artykułu Rity Skeeter wyczytałem, że Moody został napadnięty w noc przed przybyciem do Hogwartu. Tak, wiem, że według niej to tylko fałszywy alarm - dodał pospiesznie, widząc, że Harry chce mu przerwać. - ale ja jakoś nie mogę w to uwierzyć. Myślę, że ktoś próbował powstrzymać go od podjęcia pracy w Hogwarcie.

- Cały czas ma na to stanowisko chrapkę Snape - rzekł Ron więc może on?

- Zamknij się Weasley! - warknal Snape

- Wujek przypominam Ci ze na drugie mam Seveus - rzekł Albus II do Rona

- Ginny myślę ze oboje nie myśleliśmy wtedy trzeźwo kiedy wybieraliśmy imiona dla naszego młodszego syna - stwierdził Harry

Myślę, że temu komuś przeszkadza jego obecność tutaj. A nikt nie zamierza tego sprawdzić... Szalonooki trochę za często słyszy różnych włamywaczy, to prawda, ale to wcale nie oznacza, że nie potrafi rozpoznać prawdziwego zagrożenia. Moody to najlepszy Auror, jakiego kiedykolwiek miało Ministerstwo Magii.

- Nie bo to mój tatuś jest najlepszym aurorem jakiego kiedykolwiek miało Ministerstwo Magii. - oznajmiła Olivia Harry wypiął dumnie pierś jak to zawsze robił Percy

- Więc... co to wszystko oznacza? - zapytał powoli Harry - Karkarow chce mnie zabić? Ale... dlaczego? - Syriusz zawahał się.

- Słyszałem różne dziwne rzeczy... Ostatnio Śmierciożercy jakby się uaktywnili.

- Dali o sobie znać podczas Finału Mistrzostw Świata w Quidditchu, prawda? Ktoś wyczarował Mroczny Znak... Słyszałeś o zaginionej czarownicy z Ministerstwa Magii?

- Berta Jorkins?

- Tak... zniknęła gdzieś w Albanii, właśnie tam, gdzie podobno widziano Voldemorta.

- Ona już nie żyje - mruknela cicho Hermiona

- A przecież ona na pewno wiedziała o Turnieju Trójmagicznym, prawda?

- No tak, ale to trochę nieprawdopodobne, żeby od razu natknęła się na Voldemorta, nie uważasz?

- Posłuchaj, Harry, ja znałem tę Bertę Jorkins - rzekł ponuro Syriusz - Była ze mną w Hogwarcie, parę klas wyżej ode mnie i twojego taty. Straszna idiotka. Bardzo wścibska, ale rozumu ani za grosz.

- No gdyby ona by wiedziała no wiecie ze jesteśmy animagami a Remus jest wilkołakiem to by wszyscy wiedzieli - odezwał się Rogacz

- A to nie jest dobre połączenie. Według mnie, bardzo łatwo wciągnąć ją w pułapkę.

- Więc... więc Voldemort mógł się dowiedzieć o turnieju? - zapytał Harry - To chcesz mi powiedzieć? Myślisz, że Karkarow może być jego sługą?

- Nie wiem - odrzekł Syriusz powoli - Po prostu nie wiem... Karkarow nie wygląda mi na takiego, który by wrócił do Voldemorta, gdyby nie był pewien, że Voldemort jest już na tyle potężny, by go chronić. - Ale ktokolwiek wrzucił twoje nazwisko do Czary Ognia, zrobił to w jakimś celu a tak mi się zdaje, że ten turniej to bardzo dobra okazja, żeby zaatakować ciebie i upozorować wypadek...

Cedrik i Harry popatrzyli na siebie

- Z mojego punktu widzenia to naprawdę znakomity plan - przyznał ponuro Harry - Będą sobie stać i przyglądać się spokojnie, jak smoki odwalają za nich czarną robotę.

- No właśnie... te smoki - powiedział szybko Syriusz - Na smoki jest pewien sposób, Harry. Zapomnij o Zaklęciu Oszałamiającym, smoki są bardzo silne i mają za dużo magicznej mocy, żeby je można pokonać jednym oszałamiaczem. Trzeba z pół tuzina czarodziejów, żeby pokonać smoka.

- Tak, wiem, dopiero co to widziałem - przerwał mu Harry

- Ale możesz tego dokonać - rzekł Syriusz - Jest pewien sposób, jedno dość łatwe zaklęcie. Po prostu...

Nagle Harry podniósł rękę, żeby go uciszyć, a serce zaczęło mu łomotać w piersi, jakby miało mu za chwilę pęknąć. Za plecami usłyszał czyjeś kroki. Ktoś schodził po spiralnych schodach prowadzących z sypialni.

- Znikaj! - syknął do Syriusza - Uciekaj! Ktoś idzie!

- Kto idzie? - pytała Fay

Zerwał się z fotela i zasłonił sobą kominek - jeśli ktoś zobaczy głowę Syriusza w Hogwarcie, podniesie alarm. Ministerstwo Magii zaraz się tym zainteresuje, zaczną go wypytywać, gdzie jest Syriusz... Za plecami usłyszał ciche pyknięcie w kominku i już wiedział, że Syriusz zniknął. Wpatrywał się w podest, zastanawiając się, kto postanowił wybrać się na przechadzkę o pierwszej w nocy, by przerwać jego rozmowę z Syriuszem w tak ważnym momencie? To był Ron, w swojej kasztanowej piżamie w indiański wzorek. Zamarł bez ruchu u stóp schodów, rozglądając się po pustym pokoju.

- Z kim rozmawiałeś? - zapytał.

- A co cię to obchodzi? - warknął Harry

- Harry! - warknęła Lily I

- Co tu robisz o pierwszej w nocy?

- Zastanawiałem się, gdzie ty... - Ron urwał i wzruszył ramionami - Zresztą, nieważne. Wracam do łóżka.

- Bo według mnie przyszedłeś, żeby trochę powęszyć! Może nie? - krzyknął Harry. Wiedział, że Ron nie mógł mieć pojęcia, w czym mu przeszkodził, wiedział, że nie zrobił tego świadomie, ale nie dbał o to - w tym momencie nienawidził w Ronie wszystkiego, od czubka głowy po skrawek gołych kostek wystający spod kasztanowych spodni od piżamy.

- Naprawdę mnie nienawidziłes? - spytał cicho Ron

- Byłem na Ciebie wciekly ze mi nie wierzyłeś - mruknął Harry

- Harry przeproś brata natychmiast! - zawołała pani Potter

- Jaka szkoda! - zardwila Mariette Potterek i Weasleyek juz nie są psiapsi!

- Przykro mi Mariette ale już nie będziesz miała Cho tylko dla siebie - rzekła Ginny

- Tak bo Cho lubi chłopców zwłaszcza Cedrika przeciwieństwie do ciebie Mariette - zgodziła się z Ginny Hermiona

- Pani Chang jest niewystarczająca dobra do Cedrika - powiedziała głośno Emma

- Bardzo mi przykro - powiedział Ron, czerwieniejąc ze złości - Powinienem zdawać sobie sprawę z tego, że nie życzysz sobie, żeby ci przeszkadzano. Więc zostawiam cię, żebyś mógł w spokoju przygotować się do kolejnego wywiadu - Harry porwał ze stolika jedną z plakietek POTTER NAPRAWDĘ CUCHNIE i cisnął nią z całej siły przez pokój. Plakietka ugodziła Rona w czoło, odbiła się i upadła na podłogę.

- To bolało - rzekł Ron

- I miało boleć może dzięki temu wbiłem Ci trochę rozumu do głowy - odpowiedział Harry

- Masz - powiedział Harry - Możesz ją sobie przypiąć we wtorek. A jak dobrze pójdzie, może nawet zostanie ci blizna... Tego właśnie ci bardzo brakowało, tak?

- Przepraszam stary - mruknął Harry do Rona

- Teraz jak na to patrzę to zasłużyłem - stwierdził Ron

- I ruszył szybkim krokiem w stronę schodów. Miał cichą nadzieję, że Ron go zatrzyma, nawet by się ucieszył, gdyby Ron go rąbnął, ale Ron stał nadal nieruchomo w swojej przykrótkiej piżamie. Harry, wbiegłszy po schodach, rzucił się na łóżko, a potem jeszcze długo leżał, dysząc z wściekłości i nie mogąc zasnąć. Nie usłyszał jednak, by Ron wrócił do sypialni.

- Koniec rozdziału - oznajmiła Michelle 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...