niedziela, 16 marca 2025

Rozdział 21 Czara

Severus Snape wziął książkę i zaczął czytać

Rozdział 21
Front Wyzwolenia Skrzatów Domowych

Wieczorem Harry, Ron i Hermiona poszli razem do sowiarni, żeby znaleźć Świstoświnkę i wysłać Syriuszowi wiadomość o pomyślnym wyniku pierwszej próby.

Hermiona uśmiechnęła się do Łapy a ten rozłożył rękę a ta bez wahania podeszła do niego i mocno się wtuliła

- Wujek Łapa jest z Ciebie taki dumny ze pomogłaś Rogasiowi zaklęciem przywolujacy księżniczko - i pocałował ją w czoło jak zwykle osoba która była całowała wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ta osobę jeszcze bardziej

- Jestem jego starszą siostrzyczką wujku Syriuszu i to jest mój obowiązek - odparła Hermiona tuląc się do Łapy

Po drodze Harry przekazał Ronowi wszystko, co mu Syriusz doniósł o Karkarowie. Ron wyglądał na wstrząśniętego, gdy się dowiedział o tym, że Karkarow był kiedyś Śmierciożercą, ale kiedy doszli do sowiarni, twierdził już, że powinni go podejrzewać od samego początku.

- To przez żółte zęby to go zdradzilo że jest smierciorzelca - stwierdził James II patrząc wymownie na Severusa

- Wszystko pasuje, no nie? Pamiętacie, co Malfoy powiedział w pociągu? Że jego ojciec przyjaźni się z Karkarowem? Teraz już wiemy, gdzie się poznali. Założę się, że razem maszerowali w tłumie zamaskowanych Śmierciożerców po mistrzostwach świata. - Ale coś ci powiem, Harry. Jeśli to rzeczywiście Karkarow wrzucił twoje nazwisko do czary, to teraz musi się czuć bardzo głupio, no nie? Nic mu to nie dało, prawda? Wyszedłeś z tego tylko z zadrapaniem!

- To nie Karkarow - powiedział Harry

Poczekaj, ja to zrobię... - Świstoświnka była tak przejęta swoją misją, że latała wokół głowy Harry'ego, pohukując nieustannie. Ron złapał ją w powietrzu i przytrzymał, żeby Harry mógł jej przywiązać list do nóżki. - Nie ma siły, żeby następne zadania były bardziej niebezpieczne od tego pierwszego. To niemożliwe, prawda? - powiedział Ron, gdy zaniósł Świstoświnkę do okna - Wiesz co, Harry? Myślę, że wygrasz ten turniej. Mówię poważnie - Harry wiedział, że Ron mówi tak tylko dlatego, by zatrzeć pamięć o swoim zachowaniu przez ostatnie parę tygodni, ale i tak to docenił. Natomiast Hermiona oparła się o ścianę, założyła ręce na piersiach i obdarzyła Rona niezbyt przychylnym spojrzeniem.

Hermiona pocałowała go w usta a później wyszeptała mu do ucha cos do ucha

- Przed Harrym jeszcze długa droga - powiedziała z powagą - Jeśli to było pierwsze zadanie, to wolę nie myśleć, jakie będzie następne.

- Kąpiel w jeziorku - mruknela Fleur

- Oto nasz promyk słońca - burknął Ron - Ty i profesor Trelawney powinnyście występować razem - Wyrzucił Świstoświnkę przez okno. Sówka opadła ze dwanaście stóp, zanim udało się jej poderwać do lotu: list przymocowany do jej nóżki był o wiele większy i cięższy niż zwykle, bo Harry nie mógł się oprzeć, by nie opisać Syriuszowi dokładnie, jak okpił rogogona. Obserwowali Świstoświnkę, póki nie znikła w ciemności, a wtedy Ron powiedział:

- No, to schodzimy na dół, Harry, czeka cię tam balanga - niespodzianka...

- Mam ochotę pana pocałować w usta panie Potter - oznajmiła Ginny patrząc na niego iskierkami miłości

- To na co pani czeka pani Potter - odparł Harry więc Lady Potter pocałowała swojego Lorda w usta

- A niespodzianka będzie czekać na ciebie w naszej sypialni - stwierdziła Lady Potter

- Już nie mogę się doczekać - mruknął Lord Potter

- Ja się nie dziwię że tata zapłodnił mamę trzy razy - rzekł James II

- James! - warkneli Harry i Ginny czerwoni na syna

Fred i George już chyba zwędzili dość żarcia z kuchni. I rzeczywiście, gdy tylko weszli do pokoju wspólnego Gryfonów, zagrzmiały wiwaty i oklaski. Na każdej wolnej powierzchni wznosiły się góry ciastek i sterczały dzbany dyniowego soku i kremowego piwa. Lee Jordan odpalił kilka zimnych ogni doktora Filibustera, więc cały pokój wypełnił się gwiazdami i iskrami, a Dean Thomas, który potrafił świetnie malować, ozdobił ściany nowymi plakatami; na większości z nich Harry śmigał na miotle wokół łba rogogona, choć kilka przedstawiało Cedrika z płonącą głową.

Dzieci Deana popatrzyli na Deana wymownie

- Co? - spytał zdziwiony

- Bardzo ładnie malujesz - stwierdził Albus II - a w przyszłości zostałeś bardzo sławnym malarzem i twoje dzieła sztuki robią furorę i jesteś uważany jednym najwybitniejszym najdzielniejszych malarzy młodego pokolenia

- Serio! - krzyknąl podniecony Dean

- Tak tatusiu jesteś bardzo sławnym i zdolnym malarzem - oznajmiły Rani i Saloni i Emilly wzięła gazetę z roku 2026

- DZIEŁA SZTUKI DEANA THOMASA ROBIĄ FURORĘ PAN THOMAS PO RAZ KOLEJNY ZROBIŁ ZACHWYT KRYTYKÓW SZTUKI PAN THOMAS JEST UWAŻANY PRZEZ KRYTYKÓW SZTUKI ZA JEDNYM NAJWYBITNIEJSZYCH NAJZDOLNIEJSZYCH MALARZY MŁODEGO POKOLENIA - i zobaczyli Deana z jakąś nagrodą Sali opadły szczęki patrząc na Deana wielkimi oczami i otwarta szczęka

- Prawda że jestem przystojny i utalentowany? - spytał uśmiechnięty patrząc na hinduske

- Taak!! - kiwając głową - jesteś bardzo seksy Dean! - palnęła Parvati a później zatkała usta i sie mocno zarumieniła

- Miłość rośnie
Wokół nas
W spokojną jasną noc
Nareszcie świat
Zaczyna w zgodzie żyć
Magiczną czując moc! - śpiewał Seamus Harry Ron Jared Neville rozbawienii

- Zamknijcie się! - warknęli Parvati i Dean czerwoni a sala parsknęła śmiechem

- Oczywiście że będę twoim świadkiem na ślubie Dean fajnie że zapytałeś - stwierdził Seamus rozbawiony - a później będę zajebistym ojcem chrzestnym

Harry rzucił się na ciastka: prawie zapomniał, co to znaczy czuć się naprawdę głodnym. Potem usiadł razem z Ronem i Hermioną. Aż trudno mu było uwierzyć w swoje szczęście. Ron siedział przy jego boku, przeszedł pomyślnie pierwsze zadanie, a następne czekało go dopiero za trzy miesiące.

- O żesz ty, ale ciężkie! - powiedział Lee Jordan, biorąc do ręki złote jajo, które Harry położył na stole - Otwórz je, Harry, nie daj się prosić! Zobaczmy, co jest w środku!

- On ma sam rozwiązać zagadkę - szybko wtrąciła Hermiona - To jest w regulaminie turnieju...

- Ty mu pomogłaś Granger! - warknal Lucek - tak samo jak Hagrid!

- Hermiona to sie nazywa Weasley! - wycedzil Artur - prawda słoneczko? - zapytał się córki głos miał już inny

- Tak tatusiu nazywam się Weasley i noszę to nazwisko z największą dumą tatusiu - oznajmiła pani Weasley głośno - tatusiu trzeba będzie mu przywalić mocniej w lep bo ma zakuty lep bo nie może zapamiętać że dziewczyna która wychodzi za mąż zmienia nazwisko na męża i wstępuje do tej rodziny i rodzice męża zyskują córkę a dziewczyna zyskuje drugich rodziców i jak jest grzeczną dziewczynką i dobrze wychowana dziewczynką powinna mówić do ich tylko "mamusia" i "tatuś" a nie po "imieniu" a rodzice męża czy chłopaka jak są dobrze wychowani powinni mówić do niej "córeczko" i mamusia swojego męża czy chłopaka powinna całować po czole i przytulac je do swojej piersi za każdym witaniem i żegnaniem się z dziewczyną prawda że dobrze to powiedziałam tatusiu?

- Oczywiście słoneczko wszystko co powiedziałaś jest szczerą prawda Molly mamy bardzo mądra córeczkę - powiedział Artur Hermiona uśmiechnęła się do rodziców i wtuliła się w męża

- Kocham Cię Hermiono - rzekł Ron i pocałował ją w czoło jak zwykle wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej

- Tak, miałem też sam wymyślić sposób na tego smoka - mruknął Harry tak cicho, by dosłyszała to tylko Hermiona, która uśmiechnęła się do niego niepewnie.

- Tak, otwórz je, Harry! Teraz! - rozległo się kilka głosów. Lee podał jajo Harry'emu, który wbił paznokcie w szparę biegnącą wokół wypukłości, i otworzył je. Jajo było w środku wydrążone i zupełnie puste - ale gdy tylko się otworzyło, rozległo się rozdzierające wycie.

Ci którzy byli wtedy pokoju krzywili się

Harry'emu przypomniała się natychmiast widmowa orkiestra podczas przyjęcia w rocznicę śmierci Prawie Bezgłowego Nicka, przygrywająca na piłach.

- Zamknij to! - krzyknął Fred, zatykając sobie rękami uszy.

- A skąd wiesz może to był George - wystrzezyl się Fred I do szwagra

- Co to było? - zapytał Seamus Finnigan, wpatrując się w złote jajo, gdy Harry je zatrzasnął - Zupełnie jak szyszymora... Może wystąpi w drugim zadaniu, co, Harry?

- Jakby kogoś torturowano! - zawołał Neville, bardzo blady, który przed chwilą rozsypał po podłodze półmisek pasztecików nadziewanych kiełbaskami.

- Będziesz musiał pokonać Zaklęcie Cruciatus!

- Nie bądź głupi, Neville, to jest nielegalne - powiedział George - Nie użyją zaklęcia Cruciatus wobec zawodników.

Harry zrobił się biały i mocno wtulił się w Ginny więc Ginny tuliła go do swojej piersi

- Jesteś taka piękna - mruknął i wtulił się w nią - kochaj się ze mną - wyszeptał jej do ucha - proszę chce całować twoje boskie ciało proszę pozwól mi lizac twoje piersi i twoja łechtaczke

- Oczywiście słoneczko tylko ty masz dostęp do mojego ciała będziesz je lizać tak długo jak będę chciała bo jesteś grzecznym chłopcem który uwielbia zaspokajać moje potrzeby za to ja będę robiła Ci loda na długo jak będziesz chciał bo jestem grzeczną dziewczynka i moim obowiązkiem jest żebyś zaspokoił swoje potrzeby również będziesz mnie bzykał bo wtedy czuje się szczęśliwa zadowolona i bezpieczna - odparła erotyczne do jego ucha - Tak bardzo Cie kocham Harry i nigdy Cie nie opuszczę jestem z tobą na dobre i złe a ten znak nam będzie przypominało że jesteśmy wiazani na wieczność - a Harry przejechał jej po znaku a ta wesnela zadowolonym głosem

- Mnie to bardziej przypominało śpiew Percy'ego... Może będziesz musiał zaatakować go pod prysznicem, Harry.

Goście przyszłości wymienili spojrzenia

- Podoba mi się jak tak wymieniacie spojrzenia - stwierdzili ich ojcowie - co wymyślicie?

- Och Barty Kochanie, pokaż mi, pokaż mi Jaka jest twoja ulubiona sztuczka, którą chcesz na mnie wypróbować A zgłoszę się na ochotnika Będę płynąć i działać Aż ubrania znikną i zostanę tylko w butach Och, Barty

Percy i Crouch zrobili się czerwoni a sala spadła ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy zwłaszcza rodzina Percego i ich przyjaciele

- ZAMORDUJĘ WAS! - rykneli wściekli Weatherby i Crouch

- Nie mam żadnego romansu z...!! warczał Percy

- Panem Crouchem chciałeś powiedzieć prawda? - skończył jego wypowiedź Artur - jak to mówiłeś to jest twój guru to musisz sie wypowiadac z należytym szacunkiem Percy proszę Cie zejdź na ziemię i ogarnij się Crouch nie jest dobrym człowiekiem

- Jak śmiesz łapałem dużo smierciorzelcow! - warknal Barty

- Może złapałeś smierciorzelcow ale dla Ciebie kariera była ważniejsza od syna i to jest wyłączne twoja wina jak skończył twój syn

- Bo nigdy nie chciałem mieć dzieci! wycedzil - bachory doprowadzają mnie do szału!

- Wiesz co jesteś kretynem - oznajmiła Olivia

- To jest największy sukinsyn jakiego poznałam! - warknęła Daphne że Jared musiał ją powstrzymać żeby blondynka nie wydrapała mu oczów - TY SUKINSYNU SKRZYWDZIŁEŚ MOJEGO TATUSIA! - i Daphne sie wyrywała z objec Jareda bo dostała jakieś furi dopiero jak Łapa ja przytulił i pocałował ją w czoło pani Black zaczęła się uspokoijac

- Tatusiu nie opuścisz mnie prawda? - i popatrzyła na niego i łzy leciały jej strumieniem Łapa wytarł jej łzy

- Nigdy Cie nie opuszcze córeczko bo ja Ciebie bardzo kocham córeczko tatuś bardzo mocno Cię kocha - i znowu ją przytulił i pocałował ją w czoło pani Black wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej

- Tatuś - mruknela zadowolonym głosem - tatusiu kocham cię - i tuliła się w niego bo jego tylko uważała za swojego ojca

- Chcesz trochę strucli z owocami, Hermiono? - zapytał Fred. Hermiona spojrzała podejrzliwie na talerz, który Fred jej podsuwa - Daj spokój, to zwykłe ciasto - powiedział Fred, szczerząc do niej zęby - Nic z tym nie robiłem. Ale tych kremówek to bym się wystrzegał... - Neville, który właśnie ugryzł kawał kremówki, zakrztusił się i wypluł wszystko na podłogę. Fred ryknął śmiechem - tylko taki żarcik, Neville...

Hermiona wzięła kawałek strucli i zapytała:

- Fred, wynieśliście to wszystko z kuchni?

- Jasne - odrzekł Fred, uśmiechając się do niej szeroko.

- Wszystko, co tylko pan sobie zażyczy, sir! - dodał, naśladując piskliwy głos domowego skrzata.

- Dałyby mi wszystko, nawet pieczonego wołu, gdybym powiedział, że jestem głodny.

- Jak się tam dostaliście? - zapytała Hermiona niewinnym, zdawkowym tonem.

- To bardzo łatwe. Za tym malunkiem z misą pełną owoców są ukryte drzwi. Trzeba tylko połaskotać gruszę, a ona zachichoce i... - Urwał i spojrzał nabnią podejrzliwie - Dlaczego pytasz?

- A... nic, tak sobie. - odpowiedziała szybko Hermiona.

- Chce żeby skrzatki chodziły szpilkach na wysokim obcasie - uśmiechnęła się delikatnie

- Chcesz podburzyć skrzaty domowe do strajku, tak? - zapytał George.

- Już ci nie wystarczają te ulotki i plakietki, chcesz wywołać prawdziwy bunt?

Rozległy się chichoty. Hermiona milczała.

- Nie waż się tam łazić i wmawiać im, że muszą mieć normalne ubrania i dostawać wynagrodzenie! - powiedział Fred ze złością - Powariują i przestaną nam gotować!

- Chciałam żeby wyglądali jak Mruzka z seksownie i z klasą żeby skrzatki nosiły nie te szmaty tylko sukienki a męskie skrzaty byli elegancko ubrane! - warknęła Hermiona - po za tym macie dwie ręce i sami mogliście sobie gotować!

- Faceci którzy sami gotują są postrzegani przez kobiety jako bardziej atrakcyjni - dodała Emilly

- mój tatuś bardzo dobrze gotuję i moja mamusia uważa go za jeszcze bardziej atrakcyjnego faceta - stwierdziła Olivia Harry wypiął dumnie pierś

- W tym momencie Neville zamienił się w wielkiego kanarka, co odwróciło uwagę bliźniaków od Hermiony.

- Och... przepraszam, Neville! - zawołał Fred, przekrzykując ogólny śmiech - Zapomniałem... rzeczywiście zaczarowaliśmy te kremówki... - Po minucie Neville jednak zrzucił pióra i odzyskał normalny wygląd.

- To u nich rodzinne! - parsknęła Alicia II

Nawet on przyłączył się do ogólnego śmiechu - Kanarkowe kremówki! - wrzeszczał Fred do rozochoconych Gryfonów - Wynaleźliśmy je z George'em! Siedem sykli sztuka, okazja!

Zbliżała się już pierwsza w nocy, kiedy Harry w końcu udał się do dormitorium, razem z Ronem, Neville'em, Seamusem i Deanem.

- Bez obrazy chłopaki fajnie się śpi z wami w pokoju ale jednak wolę spać Ginny/ Hermione/ Hanna/ Susan

Zanim zaciągnął zasłony swojego łoża z czterema kolumienkami po rogach, ustawił maleńki model węgierskiego rogogona na stoliku przy łóżku. Smok ziewnął, zwinął się w kłębek i zamknął oczy. 'Ten Hagrid ma jednak rację'. Pomyślał Harry, zaciągając zasłony. 'Te smoki są zupełnie w porządku...' Początek grudnia przyniósł do Hogwartu wiatr i deszcz ze śniegiem. Zimą po zamku zwykle hulały chłodne przeciągi, ale i tak Harry błogosławił grube mury i rozpalone kominki, gdy przechodził obok okrętu z Durmstrangu, kołyszącego się niespokojnie u brzegu jeziora i łopocącego czarnymi żaglami na tle szarego nieba. W wielkim powozie gości z Beauxbatons też musiało być zimno.

- Ja chce do Billa! - jęknęla Fleur więc Bill pocałował ją namiętnie w usta ona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

Zauważył, że Hagrid bardzo dba o konie madame Maxime, dostarczając im ich ulubioną nie mieszaną whisky; same opary, które buchały z wielkiego żłobu w rogu padoku, wystarczyłyby do wprawienia całej klasy, zgromadzonej na lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami, w stan lekkiego upojenia.

- Mi się tam wydaje ze Hagrid dbał nie tylko o jej konie tylko o nia samą! - zacwierkowala Hope

- Ty myślisz że Olimpia i Hagrid oni no ten tego - krzywił się dwie wersje Remusa

- Tak Remus oni oboje zaspokajali swoje potrzeby - rzekła Nimfadora krzywiąc się

- Nic między nami nie doszło! - warknął Hagrid

Potrzebowali jednak trzeźwych głów, bo wciąż hodowali te okropne sklątki.

- Nie wim do końca, czy one zasypiają na zimę, czy nie - oświadczył Hagrid klasie, drżącej z zimna na dyniowej grządce - Zobaczymy, może zaczną kimać... Powsadzamy je do tych skrzyń... - Pozostało już tylko dziesięć sklątek, bo nie można ich było oduczyć zabijania się nawzajem. Każda miała już blisko sześć stóp długości. Ich szare pancerze, potężne, ruchliwe odnóża, miotające ogień końce, żądła i ssawki czyniły z nich najbardziej odrażające stwory, jakie Harry dotąd widział. Klasa spoglądała bez zapału na olbrzymie, wymoszczone poduszkami i kołdrami skrzynie wyniesione przez Hagrida.

- Obrzydlistwo! - krzywiła się Fay

- Obrzydliwa jest też tamta Ropucha siostrzyczko - stwierdziła Hanna do Fay pokazując na Umbridge

- Na szczęście siedzi w azkabanie dożywocie bez warunkowego zwolnienia - oznajmił Teddy uśmiechnal sie do swoich ciotek

- Pamiętacie pewna sytuacje! - parsknął śmiechem Hugo

- Taką sytuację? - spytała ciekawa Daphne

- Innym razem wam to opowiemy - oznajmił Frank II

- Zagonimy je do tych skrzyń - powiedział Hagrid - zatrzaśniemy pokrywy i zobaczymy, co to da. Ale okazało się, że sklątki wcale nie zapadają w sen zimowy i nie życzą sobie, by je zagonić do wymoszczonych poduszkami skrzyń i zabić wieka gwoździami. Wkrótce Hagrid pokrzykiwał: „Tylko bez paniki, bez paniki!", podczas gdy sklątki miotały się po dyniowej grządce pośród szczątków skrzyń.

Sala jęknęla

- Hagrid jesteś beznadziejnym nauczycielem! - zawołała Lily I

- Ja chce zajęcia z Wilhelmina Grubbly–Plank! - krzyknęły uczennice a Hagrid spuścił głowę

Większość klasy - z Malfoy'em, Crabbe'em i Goyle'em na czele - uciekła do chatki Hagrida i zabarykadowała się w środku. Harry, Ron i Hermiona byli wśród tych, którzy pozostali, by pomóc Hagridowi.

Pani Weasley przytuliła mocno cała trójkę patrząc morderczym wzrokiem na Hagrida

- Mamusia - wyszeptała zadowolonym głosem Hermiona wtulając się w Molly jeszcze bardziej

W końcu udało im się okiełznać i związać dziewięć sklątek, choć nie obyło się przy tym bez poparzeń i zadrapań. Na wolności została tylko jedna.

- Tylko bez czarów, bo się przestraszy! - krzyknął Hagrid, gdy Ron i Harry zaczęli strzelać z różdżek iskrami w sklątkę, która zbliżała się ku nim z rozdygotanym, wygiętym w łuk żądłem - Po prostu zaciągnijcie jej linkę na żądle, to nikomu nic nie zrobi!

- Tak, a tego byśmy bardzo nie chcieli! - odkrzyknął ze złością Ron, cofając się z Harrym aż pod ścianę chatki Hagrida i wciąż odpędzając od siebie sklątkę snopami iskier.

- No, no, no... to ci dopiero zabawa!

Rita Skeeter, oparta o płot ogrodu Hagrida, przyglądała się całej scenie. Dzisiaj miała na sobie karmazynową pelerynę z purpurowym futrzanym kołnierzem, a na ramieniu swoją torebkę z krokodylej skóry.

- No, no, no... to ci dopiero prostytutka! - zardwila Victoire a Rita zrobiła się czerwona

- Victoire! - skarcila ją Fleur

- Mamusiu Rita wygląda jak prostytutka - oznajmiła pani Lupin

- Rito a dzielisz się klientami z Dolores która jest pierwszą prostytutka ministerstwa? - spytała ciekawości Domique do Skeeter

- Domique! - warknęła Lady Weasley

- A twoim alfonsem jest Kordeliusz Knot czy Barty Crouch? - zapytała Molly II Rite

- Molly! - krzyknęła Audrey

- Tak mamuś? - pytała jej córka uśmiechnęła się niewinnie

- Molly ministerstwo jest bardzo duże więc Ropucha musi mieć pomoc w postaci drugiej prostytutki więc Rita jej pomaga jako druga prostytutka żeby zaspokajać potrzeby większości napalonych urzędników i urzedniczek ministerstwa - rzekła Rose do kuzynki

- Dolores A bycie prostytutka to strasznie ciężka praca prawda? - pytała Lily II Umbridge

- NIE JESTEM ŻADNĄ PROSTYTUTKA!! ryknely wściekłe Rita i Dolores - JAK ŚMIECIE DZIEWUCHY!!!

- Spokojnie kochane - powiedziała Amelia II - musicie mieć siłę żeby zaspokajać ich potrzeby

Męska cześć nie wytrzymała i ryknela śmiechem

- Nic nie powiesz? - spytał Neville Hermionę

- Neville a co mam mówić tak Rita wygląda jak prostytutka - stwierdziła Hermiona a później dodała cukierkowym głosem - jesteś i byłaś bardzo niegrzeczną dziewczynką Panno Skeeter a na niegrzeczne dziewczynki czeka cela w Azkabanie

Hagrid rzucił się na sklątkę atakującą Harry'ego i Rona i przydusił ją do ziemi. Strumień ognia tryskającego z jej końca zwęglił pobliskie sadzonki.

- A pani to kto? - zapytał Hagrid, zaciskając pętlę na żądle sklątki.

- Jestem irytująca blondyna która gada głupoty - odpowiedział Louis głosem Rity

- Rita Skeeter, reporterka „Proroka Codziennego" - odpowiedziała z uśmiechem Rita. Błysnęły złote zęby.

- Przez Ciebie traktowałam moją córeczkę Hermionę chłodno z powodu twojego głupiego artykułu na temat jej rzekomego romansu z Harrym i Wiktorem Krumem! - warknęła starsza Molly I na Rite

- To jest twój problem to nie moja wina ze jesteś taka głupia! - odparowala Rita nagle wylądowała na ziemi

- Jak śmiesz odzywać się do mojej Pani Lady Weasley w tej sposób! - pisnął kobiecy głos i zobaczyli Mruzke patrząc na nią morderczym wzrokiem Molly podeszła do niej niezwykla gracja i wdziękiem i kucnela o kątem oka widziała na zaczęli się ślinić na niej widok Artur nie był zadowolony i patrzył na singlow morderczym wzrokiem a ona przytuliła ją do swojej piersi i pocałowała ją w czoło ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Lady jeszcze bardziej

- Pani?

- Moja bohaterka - mruknela pani Weasley

- Lady Weasley mogę jej przywalić obcasem? - spytała Mruzka z nadzieją - proszę pani mogę?

- Mruszka masz na nogach takie śliczne szpilki na wysokim obcasie bo co masz sobie je niszczyć - odpowiedziała Molly

- Mruzka chodzi w tych szpilkach na wysokim obcasie cały czas i Mruzka próbowała je zdjąć ale Mruzka nie może ich zdjąć! - pisnęła skrzatka

- Naprawdę? - zapytała zdziwiona Hermiona

- Tak lady Weasley - i uśmiechnęła się szeroko - i Mruzce teraz nie jest zimno w stopy

- Bo jesteś związana na zawsze z rodem Weasley skarbie kiedy podpisałaś kontakt magiczny i kiedy dostałaś pierścień i brazoletne rodu Weasley a że jesteś kobietą to szpilki na wysokim obcasie połączyły się z twoimi stopami tak samo jak nam kiedy podpisaliśmy ten kontrakt wiązacy i musimy w nich chodzić cały czas - stwierdziła Fleur podchodząc do niej z takim samym gracja i wdziękiem tak jej mama Molly i kucnela a Mruzka nie wiele myśląc rzuciła się na szyję Fleur i mocno się wtuliła płacąc

- Dlaczego płaczesz skarbie? - pytała Angelina podchodząc do niej z niebywałe gracja i wdziękiem i kucnela tak seksownie ze single tylko wesnela a pani Weasley ja mocno przytuliła

- Mruszka płaczę ze szczęścia pani Weasley bo Mruszka nie może opuścić rodu Weasley i Mruzka kocha chodzić w tych szpilkach na wysokim obcasie

- Bo przeciwieństwie do innych Skrzatów jest piękną skrzatka Mruzko - oznajmiła Charlotta - a piękna skrzatka musi mieć piękne ubrania i buty

- Mruzka dziękuję pani Weasley! - pisnęła skrzatka przytulajac się do pani Weasley Damska cześć rodziny Harrego oraz jej jej przyjaciółki wymienili spojrzenia między sobą

- Mruzko - powiedziała nagle Nicole i podeszła do niej gracja i do Charlotty wdziękiem i kucnela ze single zaczęli się ślinić a ona zaczęła szeptać jej coś do ucha

- Mruzka zrobi to z przyjemnością Lady Weasley! - pisnęła Mruzka podniecona

- Jesteś naszej rodzinie możesz mówić do nas po imieniu - oznajmiła Ginny ale zniknęła

- Nicole co jej powiedziałaś? - pytał Harry podezliwie patrząc na siostrę

- Nic takiego Harry - odparła niewinnie pani Weasley

- Kobiece sprawy nie interesuj się - rzekła Jessica do brata

- Harry popatrz się na mnie - oznajmiła słodko Ginny gdy tylko popatrzył się na rudowłosa to pocałowała go namiętnie w usta

- A ja bym szedł o zakład, że Dumbledore już zakazał pani wałęsać się po szkole - warknął Hagrid, ciągnąc nieco stłamszoną sklątkę do jej towarzyszek. Rita zachowywała się tak, jakby tego w ogóle nie dosłyszała.

- Jak się nazywają te fascynujące stworzenia? - zapytała, pokazując jeszcze więcej złotych zębów.

- Sklątki tylnowybuchowe - burknął Hagrid.

- Naprawdę? - Rita okazywała coraz większe zainteresowanie - Nigdy o nich nie słyszałam... A skąd pochodzą? - Harry dostrzegł rumieniec, pełznący po policzkach Hagrida znad jego czarnej brody i serce w nim zamarło. Skąd Hagrid wziął te sklątki? Hermiona, która najwidoczniej pomyślała o tym samym, powiedziała szybko:

- Są bardzo interesujące, prawda? Prawda, Harry?

- Co? Och... tak... auuu... bardzo - jęknął Harry, bo przydeptała mu stopę.

- Uf całe szczęście ze nie chodziłaś wtedy butach na wysokim obcasie - mruknął Harry

- A teraz muszę w nich chodzić cały czas i bardzo dobrze ze nie mogę ich zdjąć - oznajmiła uśmiechnięta Hermiona - bo cudownie mi się chodzi szpilkach na wysokim obcasie

- Ach, i ty tutaj jesteś, Harry! - ucieszyła się Rita Skeeter - A więc lubisz Opiekę Nad Magicznymi stworzeniami, tak? To jeden z twoich ulubionych przedmiotów?

- Tak - odrzekł Harry zdecydowanym tonem. Hagrid obdarzył go promiennym uśmiechem.

- To cudowne - powiedziała Rita - Naprawdę bardzo miłe. Długo pan tego naucza? - zwróciła się do Hagrida. Harry zauważył, że jej oczy powędrowały w stronę Deana (który miał okropną krwawą pręgę na policzku), potem w stronę Lavender (której szata była osmalona) i Seamusa (który chuchał i dmuchał na poparzone palce),

- Tatuś! - zawolaly ich córki i wtuliły się w ich Alison popatrzyła na Hagrida morderczym wzrokiem podchodząc do ich gracją i wdziękiem przytulając Deana i Seamusa do swojej piersi

- Twoja mama jest piękna kobietą - stwierdził Ernest do Seamusa Seamus już miał coś powiedzieć

- Tak bo moja mamusia jest piękną kobietą Ernie - rzekła Susan podchodząc do niej z niezwykla gracja i wdziękiem Jej całe ciało falowało bo szła niebywala lekkością jakby płynęła pani Fimigan rozłożyła tylko ręce patrząc na nią z nadzieją a ta nawet się nie zastanawiała tylko mocno się do niej wtuliła i, wesnela zadowolonym głosem

- Moje słoneczko - mruknela Lady Fimigan miłością w głosie całując ją w czoło - ja twoja mamusia bardzo mocno Cie kocha i nigdy nie przestanie Cie kochać - a pani Fimigan ponownie wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej

- Kocham Cię mamusiu - rzekła Susan do niej piersi

a potem w stronę okien chatki, w których widać było resztę klasy z nosami przyklejonymi do szyb, czekającą na oczyszczenie pola walki.

- Dopiro drugi rok - wybąkał Hagrid.

- Wspaniale... A nie zechciałby pan udzielić mi krótkiego wywiadu? Podzielić się odrobiną swojego doświadczenia w obchodzeniu się z magicznymi stworzeniami? Na pewno pan wie, że co środę w „Proroku" jest kolumna zoologiczna. Moglibyśmy opisać te... ee... tylnowybuchowe glutki.

- Tylnowybuchowe sklątki - poprawił ją ochoczo Hagrid - Ee... no dobra, czemu nie?

- Hagrid przecież to wiedźma poprzekręci wszystko, co jej powiesz! - warknęła Molly patrząc na nią jak na robaka była dalej na siebie wściekła że uwierzyła tej idiotce i krzywdząc przy tym Hermione

- Znasz to bardzo dobrze prawda Weasley! - zardwil Lucek - prawda Weasley widać że twój mózg jest ograniczony!

- Jak śmiesz odzywać się do mojej mamusi w tej sposób! - wycedzila Hermiona wściekła do Lucka a później zwróciła sie do Lady Weasley - a ty mamusiu jeśli chcesz żebym tobie wybaczyła to w tej chwili masz pocałować mnie w czoło...! - im dziewczyna skoczyła mówić pani Weasley przytulała Hermione do swojej piersi z taką miłością i ogarnęła jej długie włosy i pocałowała ją w czoło wyrażając bezwarunkową miłość do niej że dziewczyna głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w kobietę jeszcze bardziej miała uśmiech na twarzy 

- Czy mam wybaczone kochanie? - pytała całując ją ponownie w czoło

- Tak mamusiu! - oznajmiła zadowolonym głosem Hermiona kiwając głowa mając iskierki w oczach - ma mamusia wybaczone! - i następne wtuliła do jej piersi i wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w kobiete bardzo mocno - kocham cię bardzo mocno mamusiu!

- Ja też Cie bardzo mocno kocham córeczko jesteś panią Weasley i moją córeczką dożywotnio - tuliła ja do swojej piersi wzruszona że jej wybaczyła

- Harry miał jak najgorsze przeczucia, ale nie było sposobu, by ostrzec Hagrida tak, żeby Rita tego nie zauważyła, więc musiał obserwować w milczeniu, jak Rita umawia się z Hagridem na spotkanie w Trzech Miotłach jeszcze w tym tygodniu. A potem z zamku dobiegł ich dźwięk dzwonu, sygnalizującego koniec lekcji.

- No to do widzenia, Harry! - zawołała wesoło Rita, kiedy ruszył w stronę zamku razem z Ronem i Hermioną - Do wieczora w piątek, Hagridzie!

- Poprzekręca wszystko, co jej powie - mruknął Harry.

- Mam nadzieję, że nie zdobył tych sklątek w nielegalny sposób - powiedziała z niepokojem Hermiona.
Spojrzeli po sobie - właśnie tego wszyscy troje się obawiali.

- Znając pomysły Hagrida to nie zdziwię się gdyby zdobył to coś w nielegalny sposób - mruknela Dorcas i popatrzyła na resztę matek które myślały podobnie

- Hagrid miał już mnóstwo kłopotów, ale Dumbledore zawsze go wybronił - pocieszał ich Ron - Najgorsze by było, gdyby kazali mu pozbyć się tych sklątek. O, przepraszam, powiedziałem: „najgorsze"? Chciałem powiedzieć: „najlepsze".

- Mój tatuś zawsze ma świetne teksty który zawsze poprawiają mi humor - stwierdziła Emilly uśmiechnęła się szeroko do Rona

Harry i Hermiona parsknęli śmiechem. W nieco lepszym nastroju udali się na obiad. Tym razem dwie godziny wróżbiarstwa sprawiły Harry'emu dużą uciechę. Nadal pracowali nad horoskopami, ale teraz, kiedy już pogodził się z Ronem, mieli z tego niezłą zabawę. Profesor Trelawney, która uprzednio była tak zadowolona z ich przepowiedni, wieszczących im rychłą i straszliwą śmierć, szybko zdenerwowały ich chichoty, gdy wyjaśniała klasie rozmaite przykre aspekty Plutona.

Sybilla prychnela

- Wydaje mi się - oświadczyła swoim tajemniczym szeptem, w którym jednak dało się odczuć głęboką urazę - że niektórzy z nas - tu spojrzała wymownie na Harry'ego - zachowywaliby się nieco mniej frywolnie, gdyby zobaczyli to, co ja zobaczyłam wczoraj wieczorem w mojej kryształowej kuli.- Siedziałam tu sobie przy jakiejś robótce, gdy nagle poczułam przemożną potrzebę spojrzenia w kulę. Zasiadłam przed nią i zajrzałam w jej kryształowe głębie... i jak myślicie, co zobaczyłam?

- Ja tam siedziałam z Harrym w naszej sypialni gdy nagle poczułam przemożną potrzebę spojrzenia w jego piękne zielone oczy i jak myślicie, co jego w oczach zobaczyłam? - mówiła Ginny do wszystkich tajemniczym szeptem

- Obrzydliwego starego nietoperza w wielkich okularach - mruknął cicho Ron. Harry całą siłą woli powstrzymał się od parsknięcia śmiechem.

Sala parsknęła śmiechem

- Ze chciałby zobaczyć Percego jak śpiewa o Crouchu i ministerstwie? - spytał Seamus rozbawiony Percy zrobił się czerwony

- Śmierć, moi drodzy. Śmierć - Parvati i Lavender zatkały sobie usta dłońmi; wyglądały na przerażone.

- Żeby go namiętne pocałowała moi drodzy a później sie z nim kochała - odpowiedziała Pani Potter jej przyjaciółki teatralne zatkały sobie usta dłońmi; wyglądały na zszokowane.

- Tak - powiedziała profesor Trelawney, kiwając powoli głową - Śmierć nadchodzi, zbliża się coraz bardziej, krąży nad zamkiem jak sęp, coraz niżej... coraz niżej...

- Tak - powiedziała Lady Potter , kiwając powoli głową - Harry zbliżał się do mnie coraz bardziej, i zaczął mnie całowac z takim głodem zdejmując moje ubrania i całował mnie , coraz niżej... - coraz niżej... - Harry zatkał jej usta ręką i zarumienił się

- Spojrzała zjadliwie na Harry'ego, który ziewnął szeroko, wcale tego nie kryjąc.

- Może zrobiłoby to na mnie trochę większe wrażenie, gdyby nie powtarzała tego już osiemdziesiąt razy - powiedział Harry, gdy już zaczerpnęli świeżego powietrza na podeście pod klasą profesor Trelawney. - Ale gdybym padał martwy za każdym razem, kiedy mi to przepowiada, byłbym już medyczną osobliwością.

- Byłbyś czymś w rodzaju skondensowanego ducha - zachichotał Ron, kiedy minęli Krwawego Barona, zmierzającego w przeciwnym kierunku i łypiącego na nich złowieszczo - Ale przynajmniej nie zadała nam nic do domu.

- Mam nadzieję, że profesor Vector dowalił mnóstwo Hermionie, uwielbiam nic nie robić, kiedy ona haruje...

- Ala! - zawołał Ron kiedy Hermiona mu przywaliła tył głowy

Ale Hermiona nie pojawiła się na kolacji, nie było jej też w bibliotece. Siedział tam tylko Wiktor Krum. Ron obserwował go przez chwilę zza półek z książkami, radząc się szeptem Harry'ego, czy podejść do niego i poprosić go o autograf, gdy nagle za drugim rzędem półek zobaczyli z sześć lub siedem dziewczyn, które debatowały o tym samym, więc stracił ochotę.

- Ciekawe, gdzie ona polazła - zastanawiał się na głos Ron, kiedy wracali do wieży Gryffindoru.

- Zrobić Ci niespodziankę mężu - mruknela erotycznie Hermiona

- Hermiona jesteś cholernie seksowną Lady Weasley - wystekal Lord Weasley

- Nie mam pojęcia... Banialuki - Ale ledwo Gruba Dama odchyliła się, żeby ich przepuścić, usłyszeli za plecami szybkie kroki, po których poznali Hermionę.

- Harry! - wysapała, zatrzymując się obok nich (Gruba Dama spojrzała na nią, unosząc brwi)

- Zmieniłam się prawda? - spytała i stanęła z kolan Rona i pokazała się pełnej okazałości miała na sobie sukienkę które idealne była dopasowana do jej ciała miała rozcięciem na nodze dodawała jej zmysłowego charakteru doskonale podkreślają kobiece kształty i jej długie smukle nogi a na stopach miała szpilki na wysokim obcasie single zaczęli się ślinić na widok Hermiony - Podobam Ci się? - spytała pani Weasley Rona nadzieją w głosie

- Bardzo LADY WEASLEY - odpowiedział Ron z naciskiem na słowa Lady Weasley żeby single usłyszeli ze Hermiona jest zajęta a ona usiadła mu na kolanach i mocno się wtuliła

- Harry, musisz tam pójść... musisz pójść... to coś niesamowitego... błagam... - Złapała go za ramię i zaczęła ciągnąć z powrotem korytarzem.

- O co chodzi? - zapytał Harry.

- Pokażę ci, jak tam dojdziemy... och, chodź, szybko... Harry spojrzał na Rona, a ten spojrzał na Harry'ego, również zaintrygowany.

- Dobra - zgodził się Harry, ruszając korytarzem razem z Hermiona. Ron pobiegł za nimi.

- Och, nie przejmujcie się mną! - zawołała za nimi ze złością Gruba Dama - Nie musicie przepraszać! Ja sobie po prostu będę tak wisiała w powietrzu i czekała, aż raczycie wrócić, tak?

- Tak, dzięki! - krzyknął Ron przez ramię.

- Hermiono, dokąd idziemy? - zapytał Harry, kiedy sprowadziła ich sześć pięter niżej i szła dalej po marmurowych schodach do sali wejściowej.

- Zobaczysz, zaraz sam zobaczysz! - odpowiedziała Hermiona, bardzo czymś podekscytowana. U stóp schodów skręciła w lewo i pobiegła w stronę drzwi, za którymi zniknął Cedrik Diggory w ten pamiętny wieczór, kiedy Czara Ognia wyrzuciła jego i Harry'ego nazwiska.

- Wiesz.. - zaczął Ron ale uciszyła go pocałunkiem

- Wiem - odparła rozmarzona Lady Weasley - jestem piękną seksowna inteligentna i uwielbiasz w jakim sposób muszę teraz chodzić

Harry jeszcze nigdy tam nie był. Zeszli za Hermioną stromymi kamiennymi schodami, i znaleźli się nie w ponurym, wąskim lochu, podobnym do tego, który wiódł do klasy Snape'a, tylko w szerokim, kamiennym korytarzu, jasno oświetlonym pochodniami i ozdobionym wesołymi obrazami, przedstawiającymi głównie różne owoce i potrawy.

- Och, daj spokój - powiedział powoli Harry - Zatrzymał się na chwilę, Hermiono...

- Co? - odwróciła się, by na niego spojrzeć; na jej twarzy malowała się niecierpliwość.

- Wiem, o co ci chodzi - powiedział Harry. Szturchnął Rona i wskazał na obraz tuż za plecami Hermiony. Namalowana była na nim wielka, srebrna misa z owocami.

- Hermiono! - zawołał Ron, który też się pokapował - Chcesz nas znowu wciągnąć w tę twoją zawszoną aferę!

- Nie! - zawołala pani Weasley - chce Cie wciągnąć do kuchni i Cie namiętnie całować a Harry będzie stał na straży Harry będziesz stał na straży prawda zrobisz to dla siostrzyczki?

Harry popatrzył się na siostrę niedowierzaniem a później parsknął śmiechem

- Nie dość że jest piękna to jeszcze cudownie całuję Harry - stwierdził Ron

- Hermiono zmien.. - zaczęli Fred i George

- Każdy się zmienił - oznajmiła Hermiona

- Nie, nie, wcale nie! I wcale nie chodzi o żadną WESZ, Ron...

- A co, zmieniłaś nazwę? - zapytał Ron, patrząc na nią ze złością - To jak teraz brzmi? Może Front Wyzwolenia Skrzatów Domowych? Nie będę włamywał się do kuchni, żeby ich namawiać do porzucenia pracy! Nigdy w życiu!

- Wcale cię o to nie proszę! - odpowiedziała niecierpliwie Hermiona

- Hermiona i Ron zaczęli gre wstępna! - parsknął śmiechem Artur - Harry teraz masz szansę się ulotnić żeby in nie przeszkadzać

Harry wybuchnął śmiechem tak samo jak większość ludzi na sali

- TATUSIU! - ryknela czerwona pani Weasley wszyscy zauważyli każda Lady należajaca do starożytnego i królewskiego rodu mówi do swoich teściów tylko "mamusia" i "tatuś" nawet jeśli sa na nich źle

- Tak córeczko? - spytał niewinnie lord Weasley - oczywiście że ja i mamusia Molly Cię bardzo mocno kochamy córeczko

Molly pokiwała głową uśmiechnęła się z miłością do Hermiony następnie podeszła do niej i mocno ja przytuliła

- Ja też was kocham bardzo mocno - rzekła uśmiechnęła się i przytuliła się do jej piersi rudowlosej kobiety

- Zeszłam tu tylko po to, żeby z nimi porozmawiać i zobaczyłam... Och, chodź, Harry, musisz to sam zobaczyć!

Znowu złapała go za ramię, zaciągnęła przed obraz z wielką misą z owocami i połaskotała palcem olbrzymią zieloną gruszkę. Ta zachichotała i zaczęła się zwijać i marszczyć, aż nagle zamieniła się w wielką zieloną klamkę. Hermiona chwyciła ją, otworzyła drzwi i pchnęła Harry'ego mocno w plecy, zmuszając do wejścia do środka. Zaledwie zdążył rzucić okiem na wielkie, wysoko sklepione pomieszczenie o rozmiarach Wielkiej Sali, znajdującej się tuż ponad nim, obwieszone błyszczącymi mosiężnymi garnkami i rondlami, z olbrzymim ceglanym paleniskiem w jednym końcu, kiedy coś małego podbiegło do nich ze środka sali, skrzecząc:

- Harry Potter, sir! Harry Potter! - W następnej chwili aż mu oddech zaparło, gdy rozwrzeszczany skrzat uderzył go mocno w przeponę, ściskając tak mocno, że o mało mu żebra nie popękały.

- Z-Zgredek? - wydyszał Harry.

- Przez Ciebie straciłem sługę! - warkneli Lucek

- Zamknij się - odparły Narcyza

- Tak, to Zgredek, sir, to Zgredek! - zapiszczał głos gdzieś w okolicach jego pępka - Zgredek wciąż miał nadzieję, że jeszcze zobaczy Harry'ego Pottera, sir, a Harry Potter przyszedł, żeby się z nim spotkać, sir! - Zgredek puścił go i cofnął się o kilka kroków, uśmiechając się do Harry'ego szeroko. W jego wielkich, zielonych oczach o kształcie piłek tenisowych zalśniły łzy szczęścia. Wyglądał prawie tak, jak go Harry zapamiętał: nos jak ołówek, uszy jak u nietoperza, długie palce i stopy - wszystko było takie samo, z wyjątkiem stroju. Kiedy Zgredek pracował u Malfoy'ów, nosił zawsze te samą starą, brudną poszewkę na poduszkę. Teraz miał na sobie najdziwniejszy zestaw ubraniowy, jaki zdarzyło się Harry'emu widzieć; tak dziwacznie ubrani nie byli nawet niektórzy czarodzieje podczas mistrzostw świata. Na głowie miał filcowy ocieplacz na czajnik, z mnóstwem kolorowych odznak, na nagiej piersi krawat z końskimi podkowami, na nogach dziecinne spodenki piłkarskie i bardzo dziwaczne skarpetki. W jednej z nich Harry rozpoznał swoją własną, czarną, którą kiedyś zdjął z nogi i podpuścił pana Malfoy'a, by dał ją Zgredkowi, co dla skrzata oznaczało wolność. Druga była w różowo-pomarańczowe paski.

- Ale z Zgredka jest model! - parsknęła śmiechem Domique

- Stylista mody - dodała Samanta rozbawiona

- Zgredku, co ty tutaj robisz? - zapytał zdumiony Harry.

- Zgredek przybył do Hogwartu, żeby tu pracować, sir! - zapiszczał podniecony skrzat - Profesor Dumbledore dał Zgredkowi i Mrużce zatrudnienie, sir!

- Mrużce? To ona też tu jest?

- Tak, sir, jest! - odpowiedział Zgredek, po czym złapał Harry'ego za rękę i pociągnął za sobą między cztery długie stoły, które stały pośrodku kuchni. Harry zauważył, że każdy stół był ustawiony dokładnie pod odpowiednim stołem domu wyżej, w Wielkiej Sali. W tej chwili wszystkie były puste, ale podejrzewał, że jeszcze godzinę temu były zastawione potrawami, które wysyłano przez sufit na ich odpowiedniki piętro wyżej, W kuchni była również przynajmniej setka innych skrzatów, które kłaniały się z uśmiechem, kiedy przechodził. Wszystkie miały na sobie taki sam strój: serwetki obiadowe z godłem Hogwartu, udrapowane jak togi. Zgredek zatrzymał się przed ceglaną kuchnią i pokazał palcem.

- Powinni być lepiej ubrane - mruknela Lucy patrząc na dyrektora

- Mrużka, sir! - Mrużka siedziała na stołku przed kominkiem. W przeciwieństwie do Zgredka ubrana była dość gustownie: w zgrabną spódniczkę i bluzkę, a także pasujący do całości niebieski kapelusz z dziurami na uszy. Jeśli jednak każda część zadziwiającego zestawu ubraniowego Zgredka była tak czysta i w dobrym stanie, że wyglądała na nową, strój Mrużki nie świadczył o jej dbałości o czystość. Bluzkę miała poplamioną zupą, a w spódniczce widać było wypalone dziury.

Siostry wojowniczki popatrzyly na Croucha morderczym wzrokiem

- Cześć, Mrużko - powitał ją Harry. Wargi Mrużki zadrgały. Po chwili zalała się łzami, które wypływały obficie z jej wielkich brązowych oczu i spadały na bluzkę

- tak, jak na Finale Mistrzostw Świata w Quidditchu.

- Och, mój Boże... - jęknęła Hermiona, która razem z Ronem przywędrowała za Harrym w drugi koniec kuchni - Mrużko, nie płacz, błagam cię... - Ale Mrużka zaniosła się płaczem jeszcze gwałtowniej. Natomiast Zgredek patrzył z uśmiechem na Harry'ego.

- Czy Harry Potter wypiłby filiżankę herbaty? - zapiszczał głośno, żeby przekrzyczeć szlochy Mrużki.

- Biedna mruzka - wyszeptała Nimfadora

- Ee... tak, chętnie- odrzekł Harry. I już dreptało ku niemu z sześć skrzatów domowych, niosących wielką srebrną tacę z dzbankiem, trzema filiżankami, dzbanuszkiem na śmietankę i dużym talerzem pełnym biszkoptów.

- Ale obsługa! - powiedział Ron z podziwem. Hermiona spojrzała na niego z wyrzutem, ale skrzaty wyglądały na zachwycone; wszystkie skłoniły się nisko i czmychnęły.

- Jak długo tu jesteś, Zgredku? - zapytał Harry, gdy skrzat ponalewał im herbaty.

- Dopiero tydzień, Harry Potter, sir! - odpowiedział uradowany Zgredek - Zgredek przybył tu, żeby się zobaczyć z profesorem Dumbledore'em, sir. Pan rozumie, sir, to bardzo trudne dla domowego skrzata, który został zwolniony ze służby, dostać nową pracę, sir, bardzo trudne...

- Nawet sie nie odzywaj! - warknal na Lucka Scorpius

Na te słowa Mrużka zawyła jeszcze głośniej, a z jej pomidorowatego nosa pociekł obfity strumyk, którego nie starała się powstrzymać.

- Zgredek wędrował po kraju przez całe dwa lata, sir, próbując znaleźć pracę! - zaskrzeczał skrzat - Ale Zgredek nie znalazł żadnej pracy, sir, ponieważ Zgredek domaga się teraz zapłaty!

- Jestem dumny! - krzyknąl Łapa

Wszystkie inne skrzaty, przysłuchujące się z ciekawością tej rozmowie, odwróciły wstydliwie wzrok, jakby Zgredek powiedział coś ordynarnego i wprawiającego w zakłopotanie. Hermiona nie wytrzymała i wypaliła:

- Brawo, Zgredku! Bardzo dobrze!

- Dziękuję, panienko! - odpowiedział Zgredek, pokazując jej w uśmiechu wszystkie zęby - Ale większość czarodziejów nie chce mieć w domu skrzata, który żąda zapłaty, panienko „To nie przystoi domowemu skrzatowi!", tak mówią i zatrzaskują Zgredkowi drzwi przed nosem!

- Powinnam Ci przyłożyć Malfoy - wycedzila Rose - że biłeś Zgredka

- Jak śmiesz dziewucho kim ty jesteś żeby mi grozić! - warknal Lucek

- Ta dziewucha jak ją nazwałeś nazywa się Lady Malfoy i jest moją żoną - wycedzil Scorpius podchodząc do niego był równie wysoki jak jego dziadek i ojciec i jego ruchy były tak szybkie że im się zorientował Lucek miał wykręcona rękę i jeknal z bólu - i bądź grzecznym chłopcem teraz ładnie przeproś moją żonę Rose bo jeśli nie to moje dwie mamy utną Ci jajka i wtedy nie będziesz prawdziwym mezszyzna

- Przepraszam! - krzyknąl Lucek do Rose a Scorpius go puścił a Rose wtuliła się w niego i przyciągnęła jego głowę i pocałowała namiętne

Zgredek lubi pracować, ale chce się ubierać normalnie i otrzymywać zapłatę za swoją pracę, Harry Potter, sir... Zgredek cieszy się z wolności i chce być wolny!

Domowe skrzaty z Hogwartu zaczęły się odsuwać od Zgredka, jakby miał w ręku coś zaraźliwego. Tylko Mrużka nie ruszyła się z miejsca, choć zaniosła się jeszcze głośniejszym i obfitszym płaczem.

- A potem, Harry Potter, sir, Zgredek idzie odwiedzić Mrużkę i stwierdza, że ona też otrzymała wolność, sir! - dodał z zachwytem Zgredek. Na te słowa Mrużka zerwała się ze stołka i padła twarzą w dół na kamienną posadzkę, bijąc w nią maleńkimi piąstkami i wyjąc z żalu. Hermiona pospiesznie uklękła przy niej i próbowała ją pocieszyć, ale bez najmniejszego rezultatu.

- Podaj mi jeden powód żeby Ci nie jebnąć! - warknęła Hermiona na Croucha

Zgredek ciągnął dalej swą opowieść, wrzeszcząc ochryple, by przekrzyczeć szlochy Mrużki.

- A potem Zgredek wpada na pomysł, Harry Potter, sir! „Dlaczego Zgredek i Mrużka nie mieliby pracować razem?", zapytuje Zgredek. „Gdzie jest dość pracy dla dwóch skrzatów domowych?", zapytuje Zgredek. Hogwart!, przychodzi Zgredkowi do głowy. Więc Zgredek i Mrużka przybyli tu, żeby porozmawiać z profesorem Dumbledore'em, sir, a profesor Dumbledore przyjął i Zgredka, i Mrużkę!

- Bo jestem taki fajnym dyrektorem - stwierdził Dumbledore a większość wywróciło oczami

Na twarzy Zgredka rozlał się błogi uśmiech, a w oczach ponownie zabłysły łzy szczęścia.

- I profesor Dumbledore mówi, że będzie płacił Zgredkowi, sir, jeśli Zgredek chce zapłaty!

- I w ten sposób Zgredek jest wolnym skrzatem, dostaje galeona tygodniowo, a raz w miesiącu ma jeden dzień wolny!

- To niezbyt dużo! - krzyknęła z oburzeniem Hermiona, na tyle głośno, by ją usłyszeli mimo hałasu, który wciąż robiła Mrużka.

- Skrzatowi odbiło! - wycedzili Crabbe i Goyle

- Profesor Dumbledore zaproponował Zgredkowi dziesięć galeonów na tydzień i wszystkie weekendy wolne - wyjaśnił Zgredek, nagle wzdrygając się lekko, jakby go przeraziła perspektywa tak wielkiego bogactwa i takiego mnóstwa wolnego czasu.

- Ale Zgredkowi udało się to obniżyć, panienko... Zgredek lubi wolność, panienko, ale nie żąda zbyt wiele, panienko, woli pracować.

- A tobie ile płaci profesor Dumbledore, Mrużko? - zapytała uprzejmie Hermiona. Jeśli sądziła, że to pytanie choć trochę poprawi Mrużce humor, to bardzo się myliła. Skrzatka przestała szlochać, ale gdy usiadła i spojrzała na Hermionę swoimi wypukłymi, brązowymi oczami, zapłonęła w nich złość.

- Mrużka nie bierze pieniędzy za swoją pracę! - zaskrzeczała - Tak nisko jeszcze Mrużka nie upadła! Mrużka czuje to, co powinien czuć każdy skrzat, którego zwolniono: wstyd!

- Wstyd? - powtórzyła bardzo zmieszana Hermiona - Ależ Mrużko, daj spokój! To pan Crouch powinien się wstydzić, nie ty! Nie zrobiłaś niczego złego, a on traktował cię okropnie... - Na to Mrużka złapała się za uszy i przypłaszczyła je tak, by nie słyszeć więcej ani słowa, po czym zapiszczała:

- Panienka nie obraża mojego pana! Panienka nie obraża pana Croucha Pan Crouch jest dobrym czarodziejem, panienko! Pan Crouch ma rację, wyrzucając złą Mrużkę!

- Oczywiście ze jestem dobrym czarodziejem a ty złym skrzatem I bardzo dobrze ze ja wyrzuciłem Każdy mój skrzat ma spełniać moje polecenia. Oczekuje od nich całkowitej wierności i lojalności bez względu na okoliczności! - warknal Barty a Hermiona wychodziła z siebie kiedy usłyszała to co Crouch gadał Ron musiał ja przetrzymać

- Jesteś największym sukinsynem jakiego poznałam! - warczała Hermiona próbowała się uwolnić od objec Rona która miała ochotę wydrapac mu oczy - TY SUKINSYNU SKRZYWDZIŁEŚ MRUZKE!

- Traktowałem ją po prostu jako niewolnika, który istnieje tylko po to, aby spełniać moje polecenia Granger

Hermiona uwolniła przywaliła mu obcasem w jaja ze oczy mu wyszły z orbic i jeknal z bólu trzymając się za procze a, później go policzkowala

- Pójdziesz do azkabanu dziewucho! - warknal Crouch czerwony - na napaść na urzędnika!

- PANI WEASLEY! - ryknal Dumbledore Ron stanął i warknal na Croucha

- wara od mojej żony i ja przeproś ze obraziłeś Mruzke albo one Cie połamią - wskazał na swoje córki które patrzyły na niego morderczym wzrokiem - że grozisz ja azkabaniem

- Chwilkę czyli Hermiona Panu przywaliła? - zapytała Amelia cukierkowym głosem do Croucha - wielki pan Crouch oberwał od nastolatki starzeje się Pan chyba czas na emeryturkę

- Przestań ze mnie kpić! - wycedzil Barty

- Ja szanuje siebie i nie zadaje się z takimi kretynami jak ty Crouch i proszę zwracać się do mnie Madame Bones zrozumiałeś?

- Amelia ale jesteś seksowna kobietą - rzekł Kingsley - i do tego mądra

- Przeleć mnie proszę - wyszeptała mu do ucha podnieconym głosem wtulając się w niego

- Mrużka ma kłopoty z przystosowaniem się, Harry Potter, sir - zaskrzeczał Zgredek poufnym tonem - Mrużka zapomina, że nic ją już nie wiąże z panem Crouchem. Może już mówić to, co myśli, ale nie chce tego robić.

- A więc domowe skrzaty nie mogą mówić tego, co myślą o swoich panach? - zapytał Harry.

- Och, nie, sir, nie! - zawołał Zgredek, który nagle bardzo spoważniał - To jest jedna ze stron zniewolenia domowych skrzatów, sir. Nie ujawniamy ich sekretów i trzymamy buzie na kłódkę, sir, bronimy honoru rodziny, nigdy źle o niej nie mówimy... chociaż profesor Dumbledore powiedział Zgredkowi, że na to nie nalega. Profesor Dumbledore powiedział, że jak nam się podoba, to... to... - Zgredek nagle rozejrzał się ze strachem i gestem ręki przywołał Harry'ego bliżej. Harry nachylił się ku niemu - Powiedział, że jak nam się podoba - wyszeptał - to możemy go nazywać starym dziwakiem, sir!

- Jestem wyluzowany dyrektorem - wypalił Albus I

I zachichotał nerwowo.

- Ale Zgredek tego nie chce, Harry Potter, sir - oświadczył uroczyście, kręcąc głową tak gwałtownie, że uszy mu załopotały - Zgredek bardzo lubi profesora Dumbledore'a, sir, i jest dumny z tego, że nie ujawnia jego sekretów.

- Ale przecież możesz teraz mówić o Malfoy'ach, co ci się podoba, prawda? - zapytał Harry, uśmiechając się do niego. W olbrzymich oczach Zgredka pojawił się cień strachu.

- Zgredek mógłby... - powiedział niepewnie, po czym wyprostował ramiona i oświadczył: - Zgredek mógłby powiedzieć Harry'emu Potterowi, że jego dawni państwo byli... byli... bardzo złymi czarodziejami.

- Nie byłam dobrym człowiekiem - wyszeptała Narcyza łzami w oczach - jestem złym człowiekiem

Astoria przytuliła ją a ta wtuliła się

- Nie powinnaś nie jestem dobrym człowiekiem - wyszeptała cicho a ta jeszcze bardziej ja przytuliła

- Cicho siedź - powiedziała pani Malfoy a ta popatrzyła na nią szoku m a Astoria nic sobie nie robiła tylko pocałowała ja w czoło Cyzia wesnela zadowolonym głosem wtulając się w córkę jeszcze bardziej Andromeda popatrzyła na Caroline z nadzieją

- Oczywiście córeczko - uśmiechnęła się do niej i podeszła do Cyzi gracja i wdziękiem 

- uwielbiam jak chodzisz w szpilkach na wysokim obcasie z gracją i wdziękiem cały czas nie mogąc ich ściągnąć - oznajmił podniecony Craus do Caroline 

- Zawsze będę tak chodziła kochanie bo jestem Madame Evans to jest mój obowiązek - oznajmiła szczęśliwa pani Evans do męża

- Mamusiu - mruknela łzami w oczach kiedy ja tylko zobaczyła i bardzo mocno się do niej wtuliła - przepraszam mamusiu będę już grzeczną dziewczynką tylko się nie odsuwaj proszę - łzy leciały jej strumieniami tuląc się do niej piersi chcąc żeby pani Evans tuliła ja cały czas

- Już dobrze kochanie uspokój się  proszę! - bo Narcyza dostała ataku paniki - mamusia jest przy tobie - i pocałowała ją w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Malfoy wesnela zadowolonym głosem wtulając się w pani Evans jeszcze bardziej następnie wytarła jej łzy i popatrzyła jej w oczy i oznajmiła jej głosem nieznoszący sprzeciwu - mów mi "mamusia" a to Clausa mów "tatuś" kochanie bo oczywiście od teraz jesteś naszą córeczką a po za tym grzeczne dziewczynki mówią do swoich rodziców tylko "mamusia" i "tatuś" dlatego będziesz tak mówiła czy wyraziłam sie jasno i wyraźnie córeczko?

- Tak mamusiu! - kiwając głową i mocno się wtuliła do jej piersi - kocham cię mamusiu!

- Ja też Cie kocham kochanie - odparła pani Evans tuląc ją uśmiechem na twarzy - przytulaj się do mnie kiedy tylko chcesz Narcyzo

- Dobrze mamusiu - mruknela łzami w oczach ze szczęścia a ta tuliła ją do swojej piersi 

- NARCYZA CO TY KURWA WAC ROBISZ? - ryknal szoku Lucek patrzył jaki sposób jego żona mówi do mugolow i bardzo mocno się wtuliła w kobietę

- Jak to co? - spytała zdziwiona - Przytulam się do mojej mamusi Lucjuszu  - odparła szczęśliwa Narcyza i patrzyła na niego uśmiechem na twarzy - bo teraz uważam ich za swoich Rodziców a jeśli kiedykolwiek obrazicie moją mamusie i mojego tatusia to nie będę dla was miłosierna i dupie będę miała Azkaban! - i popatrzyła na ich morderczym wzrokiem a później ponownie się wtuliła w pani Evans i wesnela zadowolonym głosem bo poczuła od jej ciała ciepło i miłość która niedoświadczyla od Druelly Black i zaraz po tym Andromeda tez podeszła się mocno wtuliła w pani Evans

- Moje słoneczka - odparła Caroline tuląc do siebie Andromede i Narcyze i wesnely zadowolonym głosem kiedy ponownie poczuły pocałunek na ich czolach - jestem waszą mamusią która bardzo mocno was kocha bo jesteście moimi córeczkami - i Caroline popatrzyła na Lily która pokazała kciuki do góry

- Mamusiu kocham cię - oznajmily jej adoptowane córki zadowolonym głosem a pan Evans patrzył zachwycony na Caroline która miała obcisna sukienkę i która była idealne dopasowana do jej figury i podkreslaly jej kobiece kształty kurtkę ramoneskę i miała biżuterie i szpilki na wysokim obcasie 

Przez chwilę stał, dygocąc na całym ciele, przerażony własną śmiałością, a potem podbiegł do najbliższego stołu i zaczął walić głową w blat, piszcząc:

- Zły Zgredek! Zły Zgredek! - Harry chwycił go z tyłu za krawat i odciągnął od stołu.

- Dziękuję, Harry Potter, sir, dziękuję - wydyszał Zgredek, rozcierając sobie głowę.

- Musisz tylko trochę poćwiczyć - rzekł Harry.

- Poćwiczyć! - zaskrzeczała Mrużka ze złością - Powinieneś się wstydzić, Zgredku, jak można tak mówić o swoich panach!

- Oni już nie są moimi panami, Mrużko! - odpowiedział Zgredek - Zgredka już nic nie obchodzi, co sobie o nim pomyślą!

- Och, jesteś naprawdę złym skrzatem, Zgredku! - jęknęła Mrużka, a łzy ponownie trysnęły jej z oczu - Mój biedny pan Crouch, co on tam robi bez Mrużki? Mrużka jest mu potrzebna! Pan Crouch potrzebuje mojej pomocy!

- Nie toleruje nieposłuszeństwa - wycedzil Crouch tak cicho że nikt nie usłyszał

Przez całe życie opiekowałam się tą rodziną, a przedtem moja matka, a przed nią moja babka... Och, co by powiedziały, gdyby się dowiedziały, że Mrużkę zwolniono! Och, co za wstyd, co za wstyd! Znowu ukryła twarz w spódniczce i zaczęła wyć.

- Mrużko - powiedziała stanowczo Hermiona - jestem pewna, że pan Crouch daje sobie doskonale radę bez ciebie. Wiedzieliśmy go niedawno i...

- Widzieliście mojego pana? - wydyszała Mrużka, podnosząc umazaną łzami twarz i wytrzeszczając oczy na Hermionę - Widzieliście go tutaj, w Hogwarcie?

- Tak. On i pan Bagman są sędziami w Turnieju Trójmagicznym.

- Pan Bagman też tu jest? - zaskrzeczała Mrużka i ku wielkiemu zaskoczeniu Harry'ego (a także Rona i Hermiony, sądząc po ich minach) znowu się rozzłościła - Pan Bagman jest złym czarodziejem! - Bardzo złym czarodziejem! Mój pan go nie lubi, o nie, ani trochę!

- Jest oszustem nie oddał nam kasy! - warkneli Fred i George

- Bagman jest zły? - zapytał Harry.

- Tak, tak - powiedziała Mrużka, kiwając zawzięcie głową - Mój pan mówi coś Mrużce! Ale Mrużka nie powie... Mrużka nie zdradza sekretów swojego pana... - Znowu zalała się łzami, chowając głowę w spódniczce - Biedny pan - łkała - biedny pan, nie ma przy sobie Mrużki, kto mu pomoże!

- Weatherby mu pomoże - mruknął Ron - zrobi mu dobrze i jak, Percy zrobi mu loda Barty będzie szczęśliwym zadowolonym kretynem i idiota

Większość ludzi parsknęła głośnym śmiechem Crouch i Percy zrobili sie czerwoni

Nie zdołali już wyciągnąć z niej ani jednego rozsądnego słowa. Zostawili ją w spokoju i wypili herbatę do końca, słuchając rozradowanej paplaniny Zgredka o jego życiu na wolności i o tym, co zrobi z zarobionymi pieniędzmi.

- Zgredek kupi sobie sweter, Harry Potter, sir! - oznajmił, wskazując na swoją nagą pierś.

- Wiesz co, Zgredku - rzekł Ron, który najwyraźniej bardzo go polubił - dam ci ten, który moja mama

Molly otworzyła usta żeby go poprawić ale Hermiona była szybsza i prychnela siedząc mu na kolanach - Ronaldzie twoja mamusia jest też moją mamusią

- Dokładnie Ron słuchaj się nią bo to bardzo mądra dziewczyna - rzekła pani Weasley - i nie ma tu żadnej dyskusji

- Tak mamo - powiedział Ron kiwając głową

- Ale...-zaczęła Pansy

- Nikt Cie nie pytał o zdanie! - warknęła Hermiona w stronę Pansy

przyśle mi na Boże Narodzenie, zawsze mi przysyła. Lubisz kasztanowy kolor?

Zgredek był zachwycony.

- Możemy ci go trochę zmniejszyć - dodał Ron - ale będzie dobrze pasował do tego futerału na czajnik - Kiedy zabierali się już do odejścia, skrzaty rzuciły się ku nim, nalegając, by wzięli ze sobą trochę przekąsek. Hermiona odmówiła, patrząc z bólem na ich niskie ukłony, ale Harry i Ron wypchali sobie kieszenie ciastkami i pasztecikami.

- Wielkie dzięki! - powiedział Harry do skrzatów, które zgromadziły się wokół drzwi, żeby ich pożegnać - Do zobaczenia, Zgredku!

- Czy Zgredek może czasami przyjść zobaczyć się z Harrym Potterem, sir? - zapytał Zgredek błagalnym tonem.

- Oczywiście - odpowiedział Harry, a skrzat rozpromienił się ze szczęścia.

- Uwielbiam Zgredka - uśmiechnęła się Fay

- Wiecie co? - zagadnął Ron, kiedy już opuścili kuchnię i wspinali się po wąskich schodkach do sali wejściowej - Przez te wszystkie lata naprawdę podziwiałem Freda i George'a, że im się udawało zwędzić tyle żarcia z kuchni... no i okazało się, że to wcale nie jest trudne, co? Te skrzaty aż się palą do tego, by je dawać!

- Myślę, że to najlepsza rzecz, jaka mogła spotkać te skrzaty - powiedziała Hermiona, idąc pierwsza po marmurowych schodach - Że Zgredek zaczął tu pracować. Inne skrzaty zobaczą, jaki jest szczęśliwy, będąc wolny, i powoli zaświta im w głowach, że one też tego chcą!

- Miejmy nadzieję, że nie będą za bardzo przyglądać się Mrużce - zauważył Harry.

- Och, jej to na pewno przejdzie - powiedziała Hermiona, ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco - Jak już otrząśnie się z szoku, przyzwyczai do Hogwartu, zobaczy, że to o wiele lepsze od służenia temu Crouchowi.

- Ona go chyba uwielbia - powiedział Ron (właśnie ugryzł kawał ciastka)

- Ale tego Bagmana wyraźnie nie znosi - rzekł Harry - Ciekawe, co Crouch mówi o nim w domu.

- Może Bagman odmówił Crouchowi zrobienia mu loda - wzruszył ramionami James II Sala sie krzywiła a Crouch zrobił sie czerwony

- Pewnie powtarza, że Bagman nie jest najlepszym szefem departamentu - Hermiona - i chyba się z nim zgadzamy, co?

- Ja tam wolałbym pracować z nim niż ze starym Crouchem - rzekł Ron - Bagman ma przynajmniej poczucie humoru.

- Najbardziej na świecie chce pracować z tobą kochanie i kiedy jesteśmy nadzy i uwielbiam podziwiać moją boginie i jak cię natura stworzyła - szeptał Hermionie do ucha Ron

- Ron nie jestem taka - zaczęła Hermiona zarumieniona a ten zatkał jej usta pocałunkiem a ta wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą

- Jesteś taka piękna i dla mnie jesteś najseksowniejsza kobietą na świecie - powiedział Ron

- Kochaj sie ze mną - wyszeptała mu do ucha podniecona - Chce Cię znowu poczuć w sobie

- Tak sobie pani życzy lady Weasley - stwierdził Lord Weasley

- Tylko nie mów tego przy Percym - Hermiona uśmiechnęła się lekko. - No jasne, Percy nie chciałby pracować z kimś, kto ma poczucie humoru, no nie? - zarechotał Ron, zabierając się do czekoladowego eklerka - Nie poznałby się na żarcie, nawet gdyby tańczył przed nim nago w filcowym ocieplaczu na głowie.

- Koniec rozdziału - rzekł Severus 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...