- Ja czytam - stwierdziła Minevra i zaczęła czytać
Rozdział 22 Czara
Nieoczekiwane zadanie
- Potter! Weasley! Może zaczniecie uważać! - Poirytowany głos profesor McGonagall strzelił jak bicz w klasie transmutacji, a Harry i Ron wzdrygnęli się i podnieśli głowy. Czwartkowa lekcja dobiegała końca. Perliczka nadmorska, którą zamieniali w świnkę morską, została zamknięta w wielkiej klatce stojącej na biurku profesor McGonagall (świnka Neville'a wciąż miała piórka). Przepisali z tablicy temat pracy domowej („Opisz, podając przykłady, stosowanie zaklęć transmutacyjnych w przypadku zamiany międzygatunkowej"). Lada chwila spodziewali się dzwonka. Harry i Ron, którzy pojedynkowali się w głębi klasy na fałszywe różdżki Freda i George'a, spojrzeli na profesor McGonagall ze strachem; Ron trzymał teraz w ręku maleńką papużkę, a Harry gumową rybkę.
- No więc, skoro Potter i Weasley zechcieli już łaskawie zachować się stosownie do swojego wieku - powiedziała profesor McGonagall, patrząc na nich gniewnie
- Mini daj się chłopakom wyszaleć - rzekł Łapa uśmiechem na twarzy
(rybce Harry'ego właśnie odpadła głowa i plasnęła o podłogę, bo papużka Rona oderwała ją dziobem chwilę temu)
- Mam wam wszystkim coś do powiedzenia. - Zbliża, się Bal Bożonarodzeniowy, tradycyjna cześć Turnieju Trójmagicznego, znakomita okazja, by poznać bliżej naszych zagranicznych gości.
Harry i Ron krzywili się
Bal jest tylko dla uczniów od czwartej klasy wzwyż.. ale każde z was może zaprosić młodszego ucznia lub uczennicę... Lavender Brown zachichotała głośno. Parvati Patii szturchnęła ją mocno w żebra, choć sama robiła, co mogła, by powstrzymać chichot. Obie obejrzały się na Harry'ego. Profesor McGonagall zlekceważyła je, co Harry uznał za wysoce niesprawiedliwe, bo przecież dopiero co nakrzyczała na, niego i Rona.
- Obowiązują szaty odświętne - ciągnęła profesor - Bal rozpocznie się w Wielkiej Sali o ósmej wieczorem w dzień Bożego Narodzenia, a zakończy o północy. I jeszcze jedno - Rozejrzała się uważnie po klasie - Bal Bożonarodzeniowy jest, oczywiście, okazją... żeby sobie pozwolić na... ee... trochę luzu - powiedziała potępiającym tonem.
- Mimi pozwoli sobie na trochę luzu więc uwolni swoje czarne włosy ciasnego koku - stwierdził Łapa wyzszezem - bo chodzenie gracją i wdziękiem miała od zawsze
- Jak mi Ciebie brakowało Syriuszu! - zachitowala profesorka
- Mini a co z nami? - oburzyli sie Lunatyk Rogacz bliźniaki Weasley oraz Lee
- No was też mi brakowało - powiedziała profesorka
Lavender zachichotała jeszcze głośniej, przyciskając rękę do ust, by to stłumić. Harry połapał się, w czym rzecz: profesor McGonagall, którą zawsze widywano z włosami spiętymi w ciasny kok, sprawiała wrażenie, jakby nigdy w życiu nie rozluźniła nie tylko owego koka, ale i swoich sztywnych manier. - Ale to wcale NIE znaczy, że pozwolimy na jakiekolwiek naruszenie zasad, jakie obowiązują uczniów Hogwartu.
- Ja też muszę przestrzegać zasad obowiązujące mnie jako Madame/ jako Lady - uśmiechnęły się szeroko większość kobiet i dziewczyn - prawdziwa lady Madame powinna wyglądać elegancko i z klasą i chodzić gracją i wdziękiem wszędzie nawet po domu a ja uwielbiam chodzić szpilkach na wysokim cienkim obcasie i nie mogę ich zdjąć oraz prawdziwa Madame/ Lady zwraca się do rodziców swojego męża chłopaka tylko "mamusia" i "tatuś" bo wtedy i tylko wtedy przestrzega etykietę dobrego zachowania dlatego nigdy nie usłyszycie jak mówię do rodziców mojego męża/ chłopaka po imieniu prawda mamusiu? - zapytały z nadzieją głosie patrząc na swoją teściową
- Oczywiście kochanie to są twoje obowiązki - oznajmily matki ich męża albo chłopaka i uśmiechnęły się szeroko - prawdziwa Lady /Madame chodzi tylko szpilkach na wysokim obcasie powinna wyglądać elegancko i z klasą i chodzić gracją i wdziękiem wszędzie nawet po domu i powinna zwracać do rodziców swojego chłopaka albo męża tylko "mamusia" i "tatuś" a nie po imieniu a ja nie wyobrażam sobie tego żeby dziewczyna albo żona mojego syna zwracała się do mnie po imieniu bo kiedy związała się z moim synem stała się moją córeczką a ja jestem jej mamusią a ukochane córeczki nie zwracają się do rodziców po imieniu tylko mówią do rodziców "mamusia" i "tatuś"
- Dlatego jestem grzeczną córeczką mamusiu bo przestrzegam etykiety dobrego zachowania i Kocham Cię mamusiu - oznajmily szczęśliwe synowe do swojej teściowej a te pocałowały je po czole a one wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swoja mamę jeszcze bardziej trochę to trwało a Cho jak tylko popatrzyła na matkę Cedrika która prychnela głośno a ona sama była mega zazdrosna jak wyglądały ich głębokie relacje, między teściowa a synową jak synowa mówi do swojej teściowej "mamusia" a teściowa mówi do synowej "córeczko" i tak starsza kobieta całuję swoją synową która traktuje jak własną córkę po czole i mocno je przytula do swojej piersi która ona nigdy nie będzie miała tego z matką Cedrika
- Możecie drogę panie przestać się miziać! - warknęła Emma miała dość tej słodyczy
- Och zamknij się! - warknęły kobiety i dziewczyny niezadowolone ze ktoś im przerywa przytulanie
- Jesteście panie bardzo bezczelnie! - krzyknęła pani Diggory wściekła
- Pani Diggory proszę niech pani się uspokoi i proszę pani proszę żeby pani nie warczała na wszystkich - powiedziała Minevra spokojnym głosem która miała dość zachowania kobiety
Byłoby godne najwyższego potępienia, gdyby któryś z uczniów Gryffindoru przyniósł ujmę dobremu imieniu szkoły - Rozległ się dzwonek, a po nim zwykły hałas towarzyszący pakowaniu toreb i wychodzeniu z klasy. Profesor McGonagall zawołała, przekrzykując hałas: - Potter, proszę do mnie na słówko!
Harry, pewny, że ma to coś wspólnego z bezgłową gumową rybką, podszedł do jej biurka z ponurą miną. Profesor McGonagall odczekała, aż wszyscy wyjdą, po czym powiedziała:
- Potter, reprezentanci szkół i ich partnerzy...
- Jacy partnerzy? - zdziwił się Harry. Profesor McGonagall spojrzała na niego podejrzliwie, jakby próbował być dowcipny.
- Wasi partnerzy podczas Balu Bożonarodzeniowego, Potter - powiedziała chłodno - Wasi partnerzy do tańca. Ściślej mówiąc, partner i partnerki - Harry poczuł, że coś mu się przewróciło w brzuchu.
- Partnerki do tańca?
Poczuł, że się czerwieni.
- Ja nie tańczę - dodał szybko.
- Oczywiście, że tańczysz - powiedziała niecierpliwie profesor McGonagall.
- Teraz umiem dzięki mamie - stwierdził Harry
- Właśnie ci to mówię. Zgodnie z tradycją bal otwierają reprezentanci szkół ze swoimi partnerkami albo partnerami - Harry wyobraził sobie nagle samego siebie w cylindrze i fraku, w towarzystwie jakiejś dziewczyny ubranej w coś podobnego do plisowanej sukienki, którą ciotka Petunia zawsze wkładała podczas przyjęć urządzanych przez wuja Vernona dla znajomych z pracy.
- Fuj! - krzywiła się Lily I - mamusiu to Vernon i Petunia mają znajomych? - spytała zaskoczona rudowłosa Caroline
- Na to wychodzi kochanie - odparła pani Evans całując ją w czoło Lily wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Ale za niedługo Vernon nie będzie miał jaj i nie będzie prawdziwym mężczyzna i wszyscy wiemy że będą błagać o wybaczenie za obrażanie mojej ukochanej córeczki mojego ukochanego synka a mojego ukochanego wnuka za wszystkie lata upokorzenia ja ich wyprostuje! - wycedzila Euphemia stając wściekła
- Idę z tobą mamuś/ Babciu/ prababciu - powiedziały resztę członkinie rodziny Potterów również stając
- Drogie panie proszę się uspokoić! - krzyknął Albus I
- Oni krzywdzili przez lata mojego tatusia a ty mi mówisz że mam się uspokoić?! - warknęły Olivia Amelia II Lily II wściekłe na dyrektora
- Mogę go strzelić w łeb albo w jaja albo strzelić go upiorogackiem? - pytała Ginny
- Ja nie tańczę - powtórzył.
- To należy do tradycji - oświadczyła stanowczo profesor McGonagall - Jesteś reprezentantem Hogwartu i zrobisz to, czego się oczekuje od reprezentanta szkoły. Dlatego zadbaj o to, żebyś miał partnerkę, Potter.
- Ale... ja nie...
- Słyszałeś, co powiedziałam, Potter - powiedziała profesor McGonagall, kończąc rozmowę. Jeszcze tydzień temu Harry uznałby, że znalezienie sobie partnerki to pryszcz w porównaniu z wykradzeniem jajka rogogonowi węgierskiemu. Teraz, kiedy już tego dokonał i stanął wobec konieczności zaproszenia dziewczyny na bal, pomyślał, że wolałby raczej jeszcze raz zmierzyć się ze smokiem.
Większość popatrzyła na niego niedowierzaniem - No co zajebiscie się latało na błyskawicy - wzruszył ramionami Harry
Po raz pierwszy aż tylu uczniów wpisało się na listę tych, którzy pozostają na święta w Hogwarcie. Harry robił to zawsze, ponieważ alternatywą był tylko powrót na Privet Drive, ale do tej pory należał do zdecydowanej mniejszości. Tym razem wyglądało na to, że zostają wszyscy od czwartej klasy wzwyż i że wszyscy dostali bzika na punkcie balu - w każdym razie na pewno wszystkie dziewczęta, a nagle się okazało, że w Hogwarcie jest naprawdę dużo dziewcząt.
- Ale byłem debilem i że nie zaprosiłem tą najpiękniejsza najseksowniejsza najcudowniejsza na świecie kobietę! - jeknal Harry - ale na szczęście rudowłosa bogini z piegami mi wybaczyła została moja lady potter i teraz siedzi mi na kolanach i sie przytula - rzekł Harry szczęśliwy a Ginny pocałowała go namiętnie w usta
Było to dla Harry'ego zdumiewające odkrycie; przedtem jakoś nigdy tego nie zauważał. Dziewczyny chichocące i szepcące na korytarzach, dziewczyny wybuchające głośnym śmiechem na widok mijających je chłopców, dziewczyny rozprawiające o strojach, które włożą w bożonarodzeniowy wieczór...
- Dlaczego one muszą zawsze chodzić stadami? - zapytał Harry Rona, kiedy przeszło obok nich z tuzin dziewcząt, podśmiewując się i gapiąc bezczelnie na Harry'ego.
- Jak mam zaprosić którąś na bal?
- Normalnie - mruknął James II który stał przed stołem prezydialnym. - Olivio, moja rudowłosa piękność, zielonooka bogini bardzo proszę, pójdziesz ze mną na Bal?
- Oczywiście że tak - odparła uśmiechem na twarzy
- Widzisz tato tak to się robi - powiedział James II wyzszezem
- Mogę ci zrobić lasso - zaproponował Ron - A wiesz już, którą chcesz zaprosić? - Harry nie odpowiedział. Wiedział bardzo dobrze, kogo chciałby zaprosić, ale nie miał podjęcia, jak się do tego zabrać... Cho była od niego o rok starsza... bardzo ładna i bardzo dobra w Quidditchu... no i bardzo popularna wśród chłopców.
Ginny prychnela głośno
- Tatusiu a co z mamusią? - pytała Lily II - mamusia jest piękniejsza i seksowniejsza i jest bardzo popularna wśród chłopców i do tego twarda niż Cho i pasujecie do siebie i do tego lepiej gra w Quidditcha
- Słuchaj sie córki bo mądrze prawi Harry - odpowiedziała Ginny a, później podeszła do córki i mocno przytuliła do swojej piersi i pocałowała ją po czole lady Longbottom wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- Mamusiu ja też chcę! - zawolaly Olivia i Amelia II im się zorientowała Lady Potter poczuła jak dwie osoby wtulaja w nią ta bez wahania pocałowała je po czole obie młodsze Lady Potter wesnely zadowolonym głosem wtulając się matkę jeszcze bardziej
- Moje córeczki mamusia bardzo was kocha - rzekła Ginny tuląc je do swojej piersi
-Kocham Cię mamusiu - oznajmily córki Ginny zadowolone że ich matka pocałowała je po czole i przytulała je do swojej piersi
- Tato tylko ona potrafi nas ujazmic mnie i Albusa wystarczy że zrobi tą swoją pozę i będzie stukać wysokim obcasem o podłogę i ten jej przerażający wzrok mimo ze jestem z jakieś 20 cm wyższy a od Albusa jest niższa z 15 cm mimo ze chodzi z szpilkach na wysokim obcasie to mam wrażenie że patrzy na was z góry
- Bo to szkoła babci Molly! - jeknal Albus II - mamy tak dwie babcie rude prababcia ruda nasza siostra jest ruda rude kuzynki a nie zapomniałem o ciotce też mamy rudą i do tego jesteśmy przekleci i musimy mieć rude żony
- Albus zamknij się wreszcie! - warknęła Amelia II i pocałowała go w namiętnie w usta
- Amelia to młodsza wersja Ginny a Albus to młodsza wersja mnie - stwierdził Harry Ginny uśmiechnęła się do Harrego szeroko i namiętnie go pocałowała
Ron jakby wiedział, co się dzieje w głowie Harry'ego.
- Słuchaj, przecież nic ci się nie stanie. Jesteś reprezentantem szkoły. Dopiero co pokonałeś węgierskiego rogogona. Założę się, że ustawią się do ciebie w kolejce.
Mając na uwadze ich świeżo naprawioną przyjaźń, Ron starał się, jak mógł, by w jego głosie nie dało się wyczuć goryczy. Co więcej, ku zdumieniu Harry'ego, okazało się, że ma rację.
- Otworzyłem swoje wewnętrzne oko! - parsknął śmiechem Ron
Już następnego dnia podeszła do niego jakaś Puchonka z trzeciej klasy i zapytała go, czy nie chciałby z nią iść na bal. Miała bardzo kędzierzawe włosy. Harry nigdy w życiu z nią nie rozmawiał. Jej pytanie tak go zaskoczyło, że odpowiedział „nie", zanim pomyślał, co robi. Dziewczyna odeszła zraniona, a Harry musiał przez całą Historię Magii znosić uszczypliwe uwagi Deana, Seamusa i Rona.
- To była dopiero piękność! - parsknął śmiechem Seamus
Dzień później o to samo zapytały go dwie kolejne dziewczyny: jedna z drugiej klasy, druga (ku przerażeniu Harry'ego) z piątej; ta druga wyglądała, jakby mogła go zwalić z nóg jednym uderzeniem, gdyby odmówił.
- Jest całkiem niezła - powiedział Ron, kiedy przestał ryczeć ze śmiechu.
- Daj spokój, o stopę wyższa ode mnie - rzekł Harry, wciąż lekko zdenerwowany
- Wyobraź sobie, jakbym z nią wyglądał w tańcu.
- Jestem wyższa od Armarda i to mi nie przeszkadza w tańcu - oznajmiła Apolonia - i bardzo go kocham i jak to mówiła Fleur jestem wyjątkowo piękna za nas oboje
- Najważniejsze jest wnętrze człowieka niż wygląd - dodał Armard i pocałował ją w czoło swoją żonę a ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej a później wyszeptała mu do ucha
- przeleć mnie chce żeby w każdej nocy swoją męskość była we mnie
- Oczywiście kochanie - uśmiechnal się szeroko do żony i wyszeptał jej do ucha - jestem dżentelmenem i zrobię wszystko żeby moja Madame byla szczęśliwa bezpieczna i zadowolona i uwielbiam jak chodzisz w szpilkach na wysokim obcasie z gracją i wdziękiem
- Zawsze będę tak chodziła kochanie bo jestem Madame Delacour to jest mój obowiązek - oznajmiła szczęśliwa pani Delacour do męża
- Grzeczna dziewczynka - mruknął jej do ucha podniecony Armard
Wciąż przypominał sobie to, co powiedziała Hermiona o Krumie „Lubią go tylko dlatego, że jest sławny!" Wątpił, by którakolwiek z tych dziewczyn zechciała pójść z nim na bal, gdyby nie był reprezentantem szkoły. A potem zaczął się zastanawiać, czy miałoby to jakieś znaczenie, gdyby chodziło o Cho.
- Byłeś w Cho zakochany? - spytał Cedrik
- Byłem ale już nie jestem już mi przeszło - stwierdził Harry
Ogólnie rzecz biorąc, musiał przyznać, że choć perspektywa publicznego występu podczas otwarcia balu napełniała go lekką zgrozą, jego życie bardzo się poprawiło od czasu, gdy przeszedł przez pierwsze zadanie. Nie spotykał się już z tyloma szyderczymi uwagami na korytarzach, co, jak podejrzewał, mogło mieć coś wspólnego z Cedrikiem. Całkiem poważnie myślał, że Cedrik - wdzięczny Harry'emu za wiadomość o smokach - mógł powiedzieć Puchonom,by zostawili go w spokoju. Plakietki z hasłem Kibicuj CEDRIKOWI DIGGORY'EMU też jakoś przestały rzucać się w oczy.
Cedrik wypiął dumnie pierś
Oczywiście Draco Malfoy nadal cytował przy lada okazji co bardziej jadowite kawałki z artykułu Rity Skeeter, ale coraz mniej osób to śmieszyło.
- Uf całe szczęście odziedziczyłem inteligencje po mamie - oznajmił z ulgą Scorpius większość ludzi parsknęła śmiechem Draco popatrzył na niego morderczym wzrokiem
Harry czuł się jeszcze lepiej także dlatego, że w „Proroku Codziennym" nie ukazał się jak dotąd żaden artykuł o Hagridzie.
- Powim wam, że jej w ogóle nie interesowały żadne zwierzątka - odpowiedział Hagrid, gdy podczas ostatniej w tym semestrze lekcji Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami Harry, Ron i Hermiona zapytali go o wywiad, który z nim przeprowadziła Rita Skeeter. Ku ich wielkiej uldze Hagrid zrezygnował z bezpośredniego kontaktu ze sklątkami. Siedzieli za jego chatką przy drewnianym stole i przygotowywali nowy zestaw pożywienia, którym mieli skusić sklątki do jedzenia.
- Ona po prostu chciała, żebym jej opowiadał o tobie, Harry - ciągnął Hagrid cichym głosem - No to ja jej powiedziałem, że jesteśmy kumplami od czasu, gdy odebrałem cię Dursley'om.
- Mam ochotę ich wykastrować! - warknęła Euphemia Caroline zalała się w łzami że jej córka Petunia ma taki podły charakter
- Moja córka stała się wścibską i wrogą kobietą - powiedziała pani Evans łzami w oczach
- Mamuś Petunia była zazdrosna o tych, którzy posiadali jakieś szczególne talenty czy też uzdolnienia - oznajmiła Lily I - a kiedy poznałam pana profesora Snape jako mała dziewczynka już wtedy była nieprzyjemna i snobistyczna lekceważyla pana Snape'a ze względu na jego niski status materialny. I niestety nie mogę jej wybaczyć jak traktowała Harrego po prostu nie potrafię jedyne rzeczy jaką do niej żywię jest niechęć, odrazę, złość i gniew
Severus patrzył na Lily zraniony że mówiła do swojej matki kiedy o nim mówiła mówiła oficjalnym tonem była na niego wściekła ze traktował Harrego źle tylko dlatego że jego ojcem był James Potter
Na to ona: „I nigdy nie musiał pan go upominać w ciągu tych czterech lat?" „Nigdy nie robił panu kawałów na lekcjach?" Ja jej mówię, że nie, a ona wcale się nie ucieszyła. Cholibka, myślałby kto, że by się ucieszyła, jakbym jej powiedział, że byłeś okropny, Harry.
- No jasne - rzekł Harry, wrzucając kawałki smoczej wątroby do wielkiej metalowej misy i biorąc nóż, by pokroić więcej - Przecież nie może wciąż pisać o mnie jako o małym tragicznym bohaterze, to by się zrobiło nudne.
- Niech napisze o sobie np że wygląda jak prostytutka - stwierdził Fred II - już wiem pt Rita Skeeter Moja prawdziwa historia jako prostytutki ministerstwa
Większość parsknęła śmiechem
- NIE JESTEM ŻADNĄ PROSTYTUTKA!! - ryknela Rita wściekła
- Ona chce mieć jakiś inny punkt widzenia, Hagridzie - zgodził się Ron, kończąc patroszenie jaj salamandry - Chciała, żebyś powiedział, że Harry jest notorycznym przestępcą!
- Przecież nie jest! - obruszył się Hagrid.
- Powinna zrobić wywiad ze Snape'em - mruknął ponuro Harry - Już on by jej dostarczył mięsa do artykułu na mój temat. - Potter łamie wszystkie przepisy od czasu, gdy pojawił się w tej szkole.
- Tak powiedział? - zapytał Hagrid, kiedy Ron i Hermiona wypchnęli śmiechem - No, może nagiąłeś parę przepisów, Harry,
- To wina Hermiony - wystrzezyl się Harry - to ona kazała mam łamać przepisy
- Ja zawsze byłam jestem i będę grzeczną dziewczynką - oznajmiła Hermiona
- Byłaś grzeczną dziewczynką? - pytał zdziwiony Ron - a kto podpalił Snape na meczu Quidditcha kto poszedł z nami a późnej za karę poszedł do zakazego lasu kto niewinnie powiedział Haremu żeby poszedł do działu ksiąg zakazanych pod peleryną niewidką kto zrobił eliksir wielosokowy kto przyłożył fretce z liścia kto... - ale nie skończył bo Hermiona namiętne pocałowała go w usta
- Zamknij się za dużo gadasz! - i nagle rudowłosy poczuł się dziwnie miał wrażenie że Hermiona patrzy na jego jedno oko później na drugie oko później miał wrażenie ze patrzy w jego usta a później znowu patrzyła na jego oczy i otworzyła lekko w swoje usta a Ron już nie wytrzymał i pocałował ją namiętne w usta ona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą
- Uspokójcie się! - krzyknęła Ginny
- Ja jestem grzeczną dziewczynką bo przestrzegam etykietę dobrego zachowania - mruknela i stanęła z kolan Rona i podeszła gracją i wdziękiem do Molly I i mocno się wtuliła do niej piersi a ona tuliła ją do swojej piersi zachwycona - prawda mamusiu?
- Oczywiście córeczko - mruknela miłością w głosie a ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
ale przecież chyba jesteś w porządku, no nie?
- Spoko, Hagridzie! - powiedział Harry, uśmiechając się do niego.
- Hagridzie, wybierasz się na bal w dzień Bożego Narodzenia? - zapytał Ron.
- Może wpadnę, żeby rzucić okiem - burknął Hagrid
- Na Olimpie a później zniknę z nią bo będziemy bardzo zajęci Cholipka - stwierdził Fred II
- A, co będziecie robić? - spytał ciekawski George II
- No Cholipka pójdziemy do lasu na szybki numerek - odpowiedział Fred II Hagrid popatrzył na ich morderczym wzrokiem a niektórzy parskneli śmiechem
- Będzie na co, nie? - A ty, Harry, zatańczysz na samym początku, tak? Kogo zaprosisz?
- Na razie nikogo - odpowiedział Harry, czując, że znowu się czerwieni. Hagrid nie poruszył już tego tematu. W ostatnim tygodniu semestru wszystkich opanowała prawdziwa gorączka. Krążyły najróżniejsze pogłoski o balu, choć Harry nie wierzył w połowę z nich - na przykład, że Dumbledore zakupił u madame Rosmerty osiemset baryłek pitnego miodu z korzeniami. Wszystko wskazywało jednak na to, że rzeczywiście wynajął Fatalne Jędze. Harry nie miał pojęcia, kim lub czym są Fatalne Jędze, bo nigdy nie miał dostępu do radia czarodziejów, ale z dzikiego podniecenia, jakie wywoływała ta pogłoska wśród słuchaczy CRR (Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa), wywnioskował, że musi to być jakaś słynna grupa muzyczna.
- Nasi synowie są lepsi - stwierdziły rodzice muzyków
Niektórzy z nauczycieli, na przykład profesor Flitwick, zrezygnowali z prób nauczenia ich czegokolwiek, uznając to za bezproduktywne w sytuacji, gdy wszyscy myśleli zupełnie o czymś innym. Flitwick pozwolił im zabawiać się w różne gry na środowej lekcji, a sam spędził większość czasu na rozmowie z Harrym o wspaniałym zaklęciu przywołującym, którym Harry posłużył się podczas pierwszego zadania Turnieju Trójmagicznego. Inni nauczyciele nie byli tak wspaniałomyślni. Nic nigdy nie mogło odwieść profesora Binnsa od odczytywania im drobiazgowych notatek na temat buntów goblinów. Skoro jednak nawet własna śmierć nie przeszkodziła mu w dalszym nauczaniu,
- profesorek się widocznie bardzo nudzi trzeba mu założyć konto na portalu randkowym - stwierdził Matt męska cześć parsknęła śmiechem
- Matt ale on jest duchem - rzekła Roxanna
- Kochanie mam nadzieję że nie tylko żywi zakładają konta randkowe i znajdziemy mu jakąś seksowną zakochaną duszke i która będzie zafascynowana słuchania jego drobiazgowych notatek na temat buntów goblinów. - odezwał się Lord Jordan większość ludzi wybuchła śmiechem
- Moja krew! - krzyknęli Fred i George oraz Lee zd śmiechu
- Fred to mój syn! - zawołali George i Lee
przypuszczali, że na takie drobnostki jak Boże Narodzenie i bal w ogóle nie zwraca uwagi. Zdumiewało ich tylko, jak mu się udawało nawet najbardziej krwawe zamieszki goblinów uczynić równie nudnymi, jak raport Percy'ego na temat grubości denek kociołków.
- Audrey czy Percy jest też taki nudny w łóżku i nie ma pikanterii jak jego nudne raporty na temat grubości denek kociołków? . - spytal Charlie z niewinnie Percy i Audrey zrobili się czerwoni a zwłaszcza męska cześć spadła z krzesła i śmiali się nieboglosy na podłodze
- Charlie! - krzyknęli dwie wersje Molly I oraz Charlotte trochę źle trochę rozbawione stukajac wysokim obcasem o podłogę
- Nie będziemy razem! - warknęła Audrey wstała z krzesła miała na sobie ubrania które były idealne dopasowanie do jej figury Miała spódnice, bluzkę i kurtkę ramoneskę, no i makijaż orwz szpilki na wysokim obcasie
- Moje wewnętrzne oko podpowiedziało mi że będziecie razem i będziecie mieć dwie córki - oznajmił Bill mistycznym głosem
- Zapomniałeś dodać że nasza mamusia Molly i nasz tatuś Artur będą tym samym rodzicami Audrey i będzie do nich mówić tylko "mamusia" i "tatuś" - dodała Fleur - prawda mamusiu? - a Molly uśmiechnęła się do blondynki kiwając głową i im się Audrey zorientowała byla tulona przez panią Weasley Molly pocałowała ją w czoło dziewczyna wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią
- Fleur ma rację kochanie mów mi tylko "mamusia" a do Artura mów tylko "tatuś" - oznajmiła Molly do Audrey miłością w głosie ale też głosem nieznoszący sprzeciwu dziewczyna chciała za protestować więc lady Weasley pocałowała ją w znowu a Audrey się poddała tylko wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej bo poczuła od niej bezwarunkowa miłość i poczucie bezpieczeństwa - Wszystkie żony naszych synów są naszymi córeczkani i wszystkie tak do was mówią czyli mówią tylko "mamusia" i "tatuś" - całując ją w czoło ponownie - prawda kochaniutkie? - i popatrzyła się na swoje synowe
- Tak mamusiu - odparły szczęśliwe synowe Molly - to jest jedno z moich obowiązków jako Lady Weasley mamusiu - pani Weasley uśmiechnęła się szeroko
- Sama widzisz skarbie
- Jak sobie życzysz mamusiu - mruknela zadowolonym głosem że ostatnie słowo wyśliznęło się spomiędzy jej warg tak naturalnie, że nią to wstrząsnęło a później uśmiechnęła się szeroko do niej a ona odpowiedziałam tym samym
- Grzeczna dziewczynka mamusia bardzo mocno Cie kocha - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley tuląc ja do swojej piersi
Profesor McGonagall i profesor Moody też im nie popuszczali aż do ostatniej sekundy lekcji, a Snape, rzecz jasna, prędzej by adoptował Harry'ego, niż pozwolił im bawić się na lekcji. Rozglądając się po klasie z mściwym uśmieszkiem na wąskich wargach, oświadczył, że podczas ostatniej lekcji w semestrze zrobi sprawdzian z antidotów.
- On zaprzedał duszę diabłu - stwierdził z goryczą Ron tego wieczoru w pokoju wspólnym Gryfonów - Sprawdzian w ostatni dzień nauki. Chce nam za wszelką cenę zepsuć sam koniec semestru.
- Hm... jakoś się tym nie przejąłeś, co? - mruknęła Hermiona znad stosu notatek na temat eliksirów. Ron budował zamek z kart, wykorzystując do tego swoją eksplodującą talię,
- Wolę trzymać twoja talię - wyszeptał jej do ucha Ron
co było o wiele bardziej interesujące, niż gdyby używał zwykłej talii mugolskiej, bo budowla mogła w każdej chwili wybuchnąć.
- Hermiono, jest Boże Narodzenie - powiedział leniwie Harry, który czytał po raz dziesiąty W powietrzu z Armatami, wyciągnięty w fotelu przy kominku. Hermiona spojrzała na niego surowo.
- Myślałam, że robisz coś konstruktywnego, Harry, nawet jeśli akurat nie chcesz uczyć się antidotów!
- Na przykład? - zapytał Harry, obserwując, jak Joey Jenkins z Armat odbija tłuczka prosto w Ścigającego Nietoperzy z Ballycastle.
- To jajo! - syknęła Hermiona.
- Zrobimy jajeczniczke? - spytał nadzieją Hugo - bo zaczęłem być trochę głodny
- Hugo to młodsza wersja Rona - stwierdził Bill - bo Ron zawsze jest głodny
- Daj spokój, Hermiono, mam czas do dwudziestego czwartego lutego - Złote jajo włożył do swojego kufra i nie otwierał go od czasu balangi na cześć jego zwycięstwa w pierwszym zadaniu. Ostatecznie miał jeszcze dwa i pół miesiąca na zinterpretowanie tych okropnych jęków.
- A moje jęki kiedy mnie bzykasz nie są okropne prawda Harry? - spytała Ginny z nadzieją w głosie kiedy to usłyszał Harry zaktusil sie swoją śliną
- Mamo /ciotka przestań! - krzyknęli synowie i bratankowie z obraża
- Ginny! - zawołali bracia przyjaciele oraz ojcowie niedowierzaniem
- No co tylko zapytałam swojego męża! - burknela pani Potter i założyła ręce
- Ale rozwiązanie tej zagadki może ci zająć całe tygodnie! - powiedziała Hermiona - Wyjdziesz na kompletnego głupka, jeśli wszyscy inni będą wiedzieli, co ich czeka w następnym zadaniu, a ty nie!
- Zostaw go w spokoju, Hermiono, zasłużył na małą przerwę - burknął Ron, po czym umieścił dwie ostatnie karty na szczycie zamku, a wówczas wszystko wybuchło, osmalając mu brwi.
- Ślicznie wyglądasz, Ron...
- Tak jest śliczny zwłaszcza kiedy jest nagi a jego tors jest taki umięśniony i dlatego mój mąż jest taki seksy i nie mogę się na niego napatrzeć - mówiła to Hermiona rozmarzonym głosem
Będzie pasowało do twojej wyjściowej szaty - Podeszli Fred i George. Usiedli przy stole, a Ron zaczął obmacywać sobie brwi i czoło.
- Ron, pożyczysz nam Świstoświnkę? - zapytał George.
- Nie, poleciała z listem - odrzekł Ron - A po co?
- Bo George chce ją zaprosić na bal - powiedział ironicznie Fred.
- Bo chcemy wysłać list, matołku - rzucił George.
- Do kogo wy właściwie wciąż piszecie, co? - zapytał Ron.
- Trzymaj swój nochal z daleka, Ron, albo ci go również osmalę - rzekł Fred, wymachując ostrzegawczo różdżką - No to jak... macie już dziewczyny na bal?
- Nie.
Ginny i Hermiona prychnely
- Przepraszam ze nie poszedłem z tobą na ten bal - powiedzieli Harry i Ron
- No to lepiej się pospieszcie, chłopaki, bo sprzątną wam wszystkie lepsze.
- A ty z kim idziesz?
- Z Angeliną - odpowiedział Fred bez najmniejszego śladu zakłopotania.
- Serio? - zapytała Marlene
- Co? - Ron był naprawdę wstrząśnięty - Już ją zaprosiłeś?
- Dobry pomysł - rzekł Fred.
- Łapa on przypomnina mi Ciebie - rzekł Remus rozbawiony
- Ja już mam swoją królową Luniek - oznajmił Łapa całując Marlene w czoło a ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej a, później pocałował ją namiętnie w usta jego żona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą miała rozmarzona minę i wtuliła się Łape - również mam swoje księżniczki które kocham je nad życie
- Tatuś! - zawolaly szczęśliwe córki i wtuliły się Łapę a ten pocałował je po czole a one wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swojego tatusia jeszcze bardziej
- Córeczki tatusia - wesnela zadowolonym głosem pani Black po namiętnym pocałunku jaki sprawił jej Łapa
- Tak mamusiu - oznajmiły jej córki tym razem wtuliły się w nią jeszcze bardziej i tuliła je do swojej piersi
- ja też jestem córeczką tatusia moje słoneczka prawda tatusiu? - zapytała Lady Black z nadzieją w głosie do Fleomonta
- Oczywiście skarbie że jesteś moją córeczką a ja twoim tatusiem - oznajmił Fleomont zadowolonym tym ze Marlene uważa go za swojego tatusia
Odwrócił się i zawołał przez cały pokój wspólny:
- Hej, Angelino! - Angelina, która plotkowała z Alicją Spinnet przy kominku, podniosła głowę.
- Co? - zawołała.
- Chcesz iść ze mną na bal? - Angelina zmierzyła go taksującym spojrzeniem.
- No dobra - powiedziała i wróciła do plotkowania, tyle że teraz miała na twarzy lekki uśmiech.
- Ja poszedłem z Alicia - rzekł George I
- Tak się to robi - oświadczył spokojnie Fred Harry'emu i Ronowi - Pestka.
Hope popatrzyła sie George II wymownie i stwierdziła - jaki ojciec taki syn
- To znaczy? - zapytała Nimfadora
- To znaczy mamuś że mnie podobnie zaprosił na imprezę - oznajmiła Hope rumieniąc się
Rekospecja Rok 2019
Pov George II
- No to jak chłopcy macie już dziewczyny na imprezę walentynkowa? - spytałem się Albusa i Scorpiusa Wielkiej Sali
- Nie.
- No to lepiej się pospieszcie, chłopaki, bo sprzątną wam wszystkie lepsze.
- A ty z kim idziesz? - zapytał Albus - bo wiadomo James idzie z Olivia a Louis z Samanta
- Z Hope - odpowiedziałem bez najmniejszego śladu zakłopotania.
- Co? Kiedy ją zaprosiłeś? - pytał Scorpius
- zaprosić ja? dobry pomysł - rzekłem i zawołałem - Hej, Hope ! - Hope, która plotkowała z Olivia Alicia i Samanta, podniosła głowę.
- Co? - zawołała.
- Chcesz iść ze mną na imprezkę? - Hope zmierzyła mnie spojrzeniem.
- Oczywiście - powiedziała i wróciła do plotkowania, tyle że teraz miała głęboki rumieniec na twarzy.
- Tak się to robi dzieciaki - oświadczyłem wyzszezem tym dzieciakom. - A i jeszcze jedno muszę jeszcze zrobić - James Fred i Louis Albus i Scorpius wymienili spojrzenia a ja podszedłem do Hope która jak zwykle wykładała pięknie
- O co chodzi George? - zapytała swoim uwodzicielskim głosem i z niezwykla gracja i wdziękiem stała z krzesła miała na sobie bluzkę na jedno ramię kurtkę ramoneski odcisna spodnie podkreślające jej kobiece kształty i szpilki na wysokim obcasie miała rumieniec na twarzy nagle poczułem się dziwnie miałem wrażenie że patrzy na moje jedno oko później na drugie oko później miałem wrażenie ze patrzy mi w usta a później znowu patrzyła na moje oczy i otworzyła lekko w swoje usta a ja już nie wytrzymałem i pocałowałem ją namiętne w usta ona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą
- Awwwwwwwww! - zawolaly dziewczyny i kobiety oderwałem sie od tych cudownych ust
- Hope! - wesnelem - WOW! - krzyknęliśmy. Wszyscy byli w szoku. Był to cudowny pocałunek. Miała motylki w brzuchu bo się do mnie wtuliła wesnela zadowolonym głosem wtulając się w we mnie jeszcze bardziej
- Hope zostaniesz moją... - a ona przyłożyła mi palec do ust
- Oczywiście że zostanę twoją dziewczyną George a później narzeczona i żona oraz matką swoich dzieci - i pocałowała mnie usta - od jakiegoś czasu chciałam żebyś mnie pocałował bo sie w tobie zakochałam
- Jesteś taka piękna - oznajmiłem i założyłem jej długie włosy a ucho a ona patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami
- Dziewczyny mam chłopaka który będzie moim mężem i ojcem moich dzieci ! - pisnęła szczęśliwa do swoich psiapsi
- Jeśli ją krzywdzisz to nogi z dupy Ci powyrywam! - warknęły na mnie jej psiapsi
- Zmienię się Jastrzębia i wam ucieknę! - parsknąłem śmiechem a one popatrzyly na mnie morderczym wzrokiem - żartowałem! - I podniosłem ręce w akcie poddania
Koniec Rekospecji
- I kiedy się powiedziałyście że zostaliśmy parę to obie nas przytuliscie - rzekł George II
- I Mamusia oznajmiła ze mam do Ciebie mówić tylko "mamusia" i pocałowałaś mnie w czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając się w Ciebie jeszcze bardziej - oznajmiła Hope do Nicole
- Bo to jest twój obowiązek kochanie - powiedziała Nicole
Rekospecja
Pov George II
Kiedy przytuliłem Hope usłyszałem kobiece piski i zobaczyłem nasze matki które uśmiechnalaly się szeroko do nas obie miały ubrane dopasowałe ubrania i kozaki na wysokim obcasie moi koledzy zaczęli się ślinić na ich widok
- Jesteście razem prawda? - zapytały podniecone
- Mamusia! - zawołała Hope do pani Lupin i wtuliła się w nią
- Tak mamo - powiedziałem - co wy tu robicie?
- Yyy przyszliśmy odwiedzić Neville'a - stwierdziła moja mama przytulając Hope do swojej piersi i całując ja w czoło moja dziewczyna wesnela zadowolonym głosem wtulając się w moja mamę jeszcze bardziej
- Mów mi "mamo" George - oznajmiła mi Nimfadora odchodząc do mnie niezwykla gracja i wdziękiem i przytulając mnie
- A ty słoneczko będziesz się zwracała do mnie "mamusia" - powiedziała do Hope moja mama głosem nieznoszący sprzeciwu - ja też mówię tak do mojej mamusi Molly i nie potrafię inaczej bo jestem grzeczną dziewczynką przestrzegam etykietę dobrego zachowania mówiąca ze do rodziców swojego męża zwraca się tylko mamusia i tatuś
- Dobrze mamusiu - oznajmiła i wesnela zadowolonym głosem kiedy ponownie dostała całus w czoło - Mamusiu dostanę biżuterie rodem Weasley? - zapytała z nadzieją Hope
- Oczywiście słoneczko - stwierdziła z miłością i dala, jej biżuterie i założyła i rozplyslo miale światło
Koniec rekospekcji
Hope wtuliła się w Nicole a ta pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
- George zaprosił Hope na tą imprezę walentynkowa co zmusilismy Freda żeby wreszcie wyznał miłość Alicii - oznajmił James II i zobaczył jak Molly I tuli do swojej piersi Nicole i ja całuję w czoło a ona wzdycha zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
- Kocham Cię córeczko nawet nie wiesz jak bardzo Cie kocham - mruknela łzami w oczach tuląc ja do swojej piersi
- Ja też Cie kocham mamusiu oznajmiła zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
Wstał, ziewnął i powiedział:
- No to będziemy musieli wysłać szkolną sowę. George, idziemy... - I wyszli. Ron przestał sobie obmacywać brwi i spojrzał ponad dymiącymi zgliszczami na Harry'ego.
- Musimy to zrobić... musimy kogoś zaprosić. On ma rację. Bo w końcu zostanie nam para jakichś trollic - Hermiona prychnęła z oburzeniem.
- Para czego?
- Sama rozumiesz - odpowiedział Ron, wzruszając ramionami - że wolałbym pójść sam niż... na przykład, z Eloise Midgeon.
- Trądzik już jej prawie zniknął... i jest naprawdę miła!
- Ma scentrowany nos.
- Och, teraz rozumiem - powiedziała Hermiona, mierząc go pogardliwym spojrzeniem - A więc zamierzasz iść z jakąś super laską, choćby nawet była najokropniejszą jędzą?
- Ożeniłem sie super laska która ma cudowny charakter i jest potężna czarownicą - stwierdził Ron - która wydała na świat dwójkę cudownych dzieci a z czego moja córeczka jest piękna urocza i mądrą jak jej mamusia - Hermiona sie zarumieniła
- Tak, to chyba brzmi rozsądnie - rzekł Ron.
- Idę spać - warknęła Hermiona, wstając i zmierzając prosto ku schodom do sypialni dziewcząt.
- Mogę iść z tobą? - spytał jej do ucha Lord Weasley
- Tak! - wesnela Lady Weasley - chce się z tobą kochać - i wtuliła się w Rona
***
Personel nauczycielski Hogwartu, pałając pragnieniem wywarcia jak najlepszego wrażenia na gościach z Beauxbatons i Durmstrangu, robił, co mógł, by w Boże Narodzenie pokazać zamek od jak najlepszej strony. Kiedy pojawiły się dekoracje, Harry od razu uznał, że jeszcze takich nie widział. Kolumienki poręczy marmurowych schodów zostały ozdobione wiecznotrwałymi soplami lodu, dwanaście choinek w Wielkiej Sali lśniło najróżniejszymi ozdobami, od rozmigotanych czerwonych jagód ostrokrzewu po prawdziwe, pohukujące złote sowy, a zbroje w korytarzach wyśpiewywały kolędy za każdym razem, kiedy się koło nich przechodziło. Trzeba przyznać, że robiło wrażenie, kiedy się usłyszało „Cichą noc" śpiewaną przez jakiś pusty hełm z opuszczoną przyłbicą, który znał tylko połowę słów. Woźny Filch musiał już kilkanaście razy wyciągać ze zbroi Irytka, który chował się tam, wypełniając przerwy w kolędzie swoimi własnymi piosenkami, a jedna była sprośniejsza od drugiej.
- Między Filchem a Irytkiem jest gra wstępna! - parsknął śmiechem Frank II
A Harry wciąż nie mógł się zdobyć na zaproszenie Cho. On i Ron denerwowali się coraz bardziej, chociaż, jak dowodził Harry, Ron nie musiał rozpoczynać tańców razem z innymi reprezentantami szkół, więc wyglądałby bez partnerki o wiele mniej głupio od niego. - Zawsze mamy w odwodzie Jęczącą Martę - mruknął posępnie, mówiąc o duchu, który mieszkał w toalecie dla dziewczyn na drugim piętrze.
- Ona woli Irytka tato - stwierdził Albus II - to jest taka sama miłość jak ciocia Hermiona z wujkiem Ronem
- Pikantna! - parsknął śmiechem Teddy
- IRYTEK NIE JEST MOIM CHŁOPAKIEM! - ryknela Jęczącą Marta
- Okej okej spokojnie - rzekł James II - a co tam słychać?
- To co zwykle nawiedzam łazienkę dla dziewcząt znajdującą się na pierwszym piętrze i je straszę
- Zwolnij obroty Marto bo zapracujesz się na śmierć! - palnąl Hugo a Marta gdy to usłyszała ryknela płaczem i odleciała
- Hugo! - warknely Hermiona i Emilly wściekle a Ron nie wytrzymal i ryknal śmiechem a za nim poszli męska cześć spadła z krzesła śmiejąc się nieboglosy
- Haha dobre haha! - śmiali się męska cześć sali
- Harry, musimy zaciąć zęby i po prostu to zrobić - oświadczył Ron w piątek rano takim tonem, jakby się zastanawiali nad sposobem wtargnięcia do jakiejś niezdobytej twierdzy. - Kiedy dziś wieczorem wrócimy do pokoju wspólnego, musimy obaj mieć partnerki, zgoda?
- Ee... no dobra - zgodził się Harry. Ale za każdym razem, gdy spotykał Cho - podczas przerwy, potem podczas obiadu, a raz po drodze na Historię Magii - otaczały ją przyjaciółki. Czy ona nigdy nie chodzi sama? A może dopaść ją, kiedy będzie szła do łazienki? Ale nawet tam szła w eskorcie czterech lub pięciu innych dziewczyn. A przecież jeśli szybko tego nie zrobi, może ją zaprosić ktoś inny.
- Ty sie we mnie zabujales Harry - oznajmiła Cho i zaczęła chichotać
- Ale już się odbujal sie w tobie - odpowiedziała Ginny - i teraz jest szczęśliwy ze mną
- Jak diabli jestem w tobie zakochany - stwierdził i wtulił się w nią
- Uwielbiam siedzieć na twoich kolanach i sie do Ciebie przytulać i całować i uwielbiam być panią Potter - oznajmiła szczęśliwa Ginny - i uwielbiam kiedy liżesz moje gołe podniecone ciało i kiedy twoja męskość jest w że mnie - mruknela do ucha
Podczas sprawdzianu z antidotów trudno mu było się skupić i zapomniał o dodaniu najważniejszego składnika, bezoaru, więc dostał najniższą ocenę. Nie bardzo się tym jednak przejął, bo zbyt był pochłonięty zbieraniem w sobie odwagi na to, co musiał zrobić. Kiedy rozległ się dzwonek, złapał torbę i pobiegł do drzwi lochu. - Spotkamy się na kolacji! - zawołał do Rona i Hermiony, po czym pomknął na górę. Ma tylko poprosić Cho o chwilę rozmowy na osobności, to wszystko...
Ginny prychnela
Przepychał się przez zatłoczone korytarze, rozglądając się dookoła, i zobaczył ją, trochę szybciej, niż się spodziewał, przed klasą Obrony Przed Czarną Magią. - Eee... Cho! Mógłbym zamienić z tobą słówko? Chichotanie powinno być zakazane.
- Dziewczyny uwielbiają chichotać ze swoimi psiapsiolkami - rzekł Patrick
Pomyślał ze złością, patrząc na otaczające Cho dziewczyny. Ale Cho odpowiedziała tylko: „Oczywiście" i odeszła za nim od grupy koleżanek. Harry spojrzał na nią i żołądek podskoczył mu dziwnie, jakby opuścił stopień, zbiegając po schodach. - Ee - bąknął. Nie był w stanie tego z siebie wydusić. Nie potrafił. Ale przecież musi.
Harry zrobił się czerwony
Cho stała z nieco zdziwioną miną i przyglądała mu się uważnie. Słowa same wyleciały Harry'emu z gardła, zanim zdołał uporządkować je językiem.
- Chcesziszemnanabal?
- Tatusiu tu powinna stać mamusia a nie Cho! - jęknęla Olivia
- Słucham?
- Czy ch-chciałabyś iść ze mną na bal? - zapytał. Dlaczego się zaczerwienił Dlaczego?
- Och! - Cho też się zaczerwieniła - Och, Harry, naprawdę mi przykro
- Było trochę niezręcznie - stwierdziła Cho
- i zrobiła taką minę, jakby naprawdę było jej przykro - Już powiedziałam komuś, że z nim pójdę.
- Och - powiedział Harry. To było bardzo dziwne: chwilę wcześniej wnętrzności skręcały mu się jak węże, a teraz wydawało mu się, że w ogóle ich nie ma - Och, rozumiem - powiedział - Nie ma sprawy.
- Naprawdę mi przykro.
- W porządku - Stali i patrzyli na siebie, a potem Cho powiedziała: - No to...
- Tak - powiedział Harry.
- No to cześć - powiedziała Cho, wciąż bardzo czerwona.
- Potter dostałeś kosza! - zardwil Lucek
- Malfoy może chcesz dostać w jaja wysokim obcasem - odpowiedziała Lily I
I odeszła. Harry zawołał za nią, zanim zdołał ugryźć się w język:
- A z kim idziesz?
- Och... z Cedrikiem. Z Cedrikiem Diggorym.
- Aha.
Emma prychnela
Wnętrzności wróciły na swoje miejsce, ale czuł się tak, jakby wróciły naładowane ołowiem. Zapomniawszy zupełnie o obiedzie, wrócił powoli do wieży Gryffindoru, a głos Cho dźwięczał mu w uszach za każdym krokiem. Z Cedrikiem. Z Cedrikiem Diggorym. A już zaczynał lubić Cedrika, już gotów był zapomnieć, że pokonał go w Quidditchu i jest taki przystojny, taki popularny, kibicują mu prawie wszyscy. Teraz nagle uświadomił sobie, że tak naprawdę Cedrik jest bezwartościowym przystojniakiem, którego mózg nie wypełniłby kieliszka do jajka.
Fred i George próbowali zachować powagę ale nie wytrzymali i parskneli śmiechem
- Przepraszam Cedrik ja - zaczął Harry
- Cedrik nie jest bezwartościowym przystojniakiem, którego mózg nie wypełniłby kieliszka do jajka! - warknęła Cho - strasznie szczeniaczki jesteś Potter
Państwo Diggory miało ochotę go zamordować
- Bajeczne świecidełka - mruknął do Grubej Damy; właśnie wczoraj zmieniło się hasło.
- O, tak, mój drogi, tak! - zagruchała, prostując nową, migocącą klejnotami wstążkę do włosów, kiedy odchyliła się, by go przepuścić. Po wejściu do pokoju wspólnego Harry rozejrzał się i ku swemu zaskoczeniu ujrzał Rona siedzącego w kącie z twarzą szarą jak popiół. Ginny mówiła coś do niego cichym, pocieszającym głosem.
Hermiona głośno prychnela a Ron zrobił się czerwony
- Ron, co się stało? - zapytał Harry, podchodząc bliżej. Ron spojrzał na niego; na jego twarzy zastygł wyraz ślepej paniki.
- Po co ja to zrobiłem? - zapytał roztrzęsionym głosem - Co mnie do tego podkusiło?
- Co zrobiłeś? - spytali większość ludzi na sali
- zapytał się Fleur czy pójdzie z nim na bal - wyjaśniła Ginny. Ginny wyglądała tak, jakby powstrzymywała się od śmiechu, ale wciąż poklepywała Rona ze współczuciem po ramieniu. Ron popatrzył się na nią morderczym wzrokiem
- Ups przepraszam Ron - rzekła Fleur - tak jakby niechcący rzuciłam czar na Rona to było nieczyste zagranie - Pani Weasley sie zarumieniła
- Co zrobiłeś?
- Właśnie zapytał Fleur Delacour, czy pójdzie z nim na bal - wyjaśniła Ginny. Ginny wyglądała tak, jakby powstrzymywała się od śmiechu, ale wciąż poklepywała Rona ze współczuciem po ramieniu.
- Że co? - zapytał Harry.
- Nie mam pojęcia, co mnie do tego podkusiło! - wyrzucił z siebie ponownie Ron - W co ja się władowałem? Tam byli ludzie, wszędzie... naokoło... a mnie coś odbiło... wszyscy na mnie patrzyli Przechodziłem koło niej w sali wejściowej... stała tam i rozmawiała z Diggorym... a mnie coś odbiło... i zapytałem ją!
- Chciałaś rzucić na mnie czar! - krzyknąl szokowany
- No podobałeś mi się a ty nie zwracałeś na mnie uwagę i byłam desperacji i wiem ze to było źle po prostu byłam zadufana w sobie - rzekła Fleur - i dumna jak paw dziewczyna . Swoim zachowaniem denerwowalam Hermionę Ginny oraz inne uczennice. Stale narzekałam na Hogwart, potrawy, wystrój zamku i porównując brytyjską szkołę z Beauxbatons. Uważałam , że moja szkoła jest lepsza. Byłam oburzona faktem, że Harry dostaje się do Turnieju, i traktowałam mojego braciszka z wyższością. Przepraszam Cie Ha - zaczęła ale ten ja przytulił i pocałował ją w czoło wyrażając siostrzane uczucie jakie to niej żywił Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Harrego jeszcze bardziej a późnej popatrzyła na niego i popatrzyła na niego - kocham cię braciszku a i zamorduje Dursleyow ze Cie skrzywdzili a przy okazji zamorduje również Dumbledore że Cie tam zostawił i w dupie mam Azkaban bo nikt nie ma prawa krzywdzić mojego braciszka - i strzeliła zaklęciem w Albusa I którego dyrektorek się nie spodziewał - TO ZOSTAWIENIE MOJEGO BRACISZKA TY DEBILU U TYCH POTWORÓW! - a później wtuliła się w Harrego
- No już uspokój się - rzekł Harry
Ron jęknął i ukrył twarz w dłoniach. Nadal mówił, choć teraz trudno było zrozumieć słowa. - Spojrzała na mnie, jakbym był ślimakiem. Nawet mi nie odpowiedziała. A potem... nie wiem... jakbym nagle odzyskał rozum... i uciekłem.
- Ona jest po części wilą - powiedział Harry - Miałeś rację, jej babka była wilą. To nie była twoja wina, założę się, że gdy przechodziłeś sobie obok niej, ona próbowała tego ich starego czaru na Diggorym i ciebie po prostu trafił... ale i tak marnowała tylko czas, bo Diggory idzie z Cho Chang.
Ron opuścił dłonie i spojrzał na niego.
- Właśnie ją zapytałem, czy pójdzie ze mną - dodał ponuro Harry - No i się dowiedziałem - Ginny nagle przestała się uśmiechać.
- To jakiś obłęd - rzekł Ron - Tylko my zostaliśmy na lodzie... no, oprócz Neville'a. Słuchaj, wiesz, kogo on zapytał? Hermionę.
- Co? - Ta nowina kompletnie wytrąciła Harry'ego z równowagi.
- Naprawdę! - powiedział Ron, a na jego twarz powróciło nieco koloru, gdy zaczął się śmiać
Neville popatrzył na Rona morderczym wzrokiem
- Tak tak wiem byłem kretynem - powiedział Ron kiedy ktoś próbował coś powiedzieć
- Byłeś - stwierdził Neville a Hanna wtuliła się w niego
- Powiedział mi o tym po eliksirach! Nawijał, że Hermiona zawsze jest taka milutka, pomaga mu w pracach domowych i w ogóle... A ona mu powiedziała, że już z kimś idzie.
- Ha, ha! Już to widzę! Po prostu nie chciała iść z Neville'em. No bo kto by chciał?
- Ja chciałam z nim iść Ron! - warknęła Hanna
- Co!!? - zawołał Neville patrząc na nią szoku
-No podobałeś mi się zwłaszcza kiedy zainteresowałeś się zielarstwem - stwierdziła Hanna rumieńcem na twarzy
- To kim poszedłeś? - zapytał Frank I syna
- Ze mną - odparła Ginny - bo taki jeden - patrząc wymownie na Harrego - biegał za laska która do niego nie pasowała
- Będziesz mi wypominać do końca życia ze biegałem za Cho! - jeknal Harry
- Tak - odpowiedziała Ginny a po chwili głośno wesnela zadowolonym głosem bo pocałował ją w znak i była podniecona więc pocałowała namiętnie go w usta i wyszeptała mu do ucha - przeleć mnie - i wtuliła się w niego a Alicia I bardzo mocno przytuliła i pocałowała żonę Neville w czoło Hanna wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej
- A to za co mamusiu? - spytała szczęśliwa pani Longbottom bo uwielbiała jak lady Longbottom całuję ja w czoło i tuli do swojej piersi
- Za to że dożywotnio będziesz moją córeczką i lady Longbottom kochanie lepszej córeczki od ciebie nie mogłam sobie wymarzyć
- Kocham Cię mamusiu tak bardzo Cie kocham - oznajmiła szczęśliwa i wtuliła się w Alicie jeszcze bardziej - mamusiu moim największym zaszczytem jest być tym rodzie musząc mówić do nas tylko "mamusia" i "tatuś" - oznajmiła pewnym szczęśliwym głosem wtulając się w nią.
- Bo jesteś lady Longbottom i to jest twój obowiązek skarbie ja też muszę mówić tak do mojej mamusi i nie wyobrażam sobie mówic do niej inaczej - i tuliła swoją córkę do swojej piersi - takie same obowiązki ma Lily która wstąpiła do naszego rodu kiedy dałaś jej biżuterie rodem Longbottomem i poslubila Franka
- Tak Babciu - oznajmiła Lily II - nie wyobrażam sobie zwracać się do rodziców swojego męża po imieniu ja zwracam się "mamusia" i "tatuś" - i przytuliła się do Hanny a ta pocałowała ją w czoło pani Longbottom wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
- Przestań! - oburzyła się Ginny - Nie wyśmiewaj się... - W tym momencie z dziury pod portretem wygramoliła się Hermiona.
- Dlaczego nie byliście na kolacji? - zapytała, podchodząc.
- Bo... och, przestańcie rechotać... bo właśnie obaj dostali kosza od dziewczyn, które zaprosili na bal! - wypaliła Ginny. Harry i Ron przestali rechotać.
- Bardzo ci dziękujemy, Ginny - rzekł kwaśno Ron.
- Co, Ron, wszystkie laski już zajęte? - zapytała wyniośle Hermiona- Już ci się zaczyna podobać Eloise Migden No cóż, jestem pewna, że znajdziesz sobie kogoś i nie pójdziesz na bal z trollicą.
- Ale Cie zgasiła tato! - śmiał się Hugo a większość ludzi parsknęła śmiechem
- Ten bal to była wielka tragedia! - jeknal Harry
- Ja się świetnie bawiłam - stwierdziła Hermiona - aż do pewnego momentu
- Przepraszam - i pocałował ją w znak pani Weasley nie kontrowala temu głośno wesnela zadowolonym głosem - będę już grzecznym chłopcem i będę Cię wielbil do końca życia tylko mi wybacz - Hermiona była tak podniecona że pocałowała go w namiętnie w usta
- Twoim obowiązkiem będzie całować ten znak - oznajmiła pani Weasley do ucha
- Dobrze pani Weasley - i pocałował ją w w znak a ta bez wahania głośno wesnela zadowolonym głosem
- Możecie przestać! - krzyknęli większość ludzi na sali
Ale Ron wpatrywał się w Hermionę, jakby zobaczył ją po raz pierwszy w życiu.
- Hermiono, Neville ma rację... przecież TY jesteś dziewczyną...
- Och, ale jesteś bystry - odpowiedziała jadowicie.
- No dobra... możesz iść z jednym z nas!
- Nie, nie mogę - warknęła Hermiona.
- Daj spokój - żachnął się Ron - Potrzebujemy partnerek, wyjdziemy na głupków, jak żadnej nie znajdziemy, wszyscy już mają...
- Nie mogę z wami iść - powiedziała Hermiona, teraz już zarumieniona - ponieważ już komuś obiecałam.
- Nie nawijaj! Powiedziałaś tak tylko dlatego, żeby się pozbyć Neville'a!
- Tak? - W oczach Hermiony zapaliły się groźne błyski - Więc przyjmij do wiadomości, że jeśli ty potrzebowałeś aż trzech lat, żeby zauważyć, że jestem dziewczyną, to wcale nie oznacza, że nikt inny tego nie zauważył!
- Uaaaa to musiało boleć twoje ego - stwierdzili męska cześć
Ron wybałuszył na nią oczy, a po chwili znowu się uśmiechnął.
- No dobra, dobra, przecież wiemy, że jesteś dziewczyną. Zadowolona? Teraz pójdziesz?
- Już ci powiedziałam! - zawołała Hermiona ze złością. - Idę z kim innym! - Wybiegła z pokoju wspólnego i zniknęła na schodach prowadzących do dormitorium dziewcząt.
- Ona kłamie - powiedział spokojnie Ron, patrząc za nią.
- Kiedy ja zobaczyliśmy to nas zatkało - stwierdziła Daphne
- Wyglądała pięknie - dodała Astoria
- Zaczynam wierzyć ze twoi bracia rzucili Cię do tego kotła z eliksirem który opóźnia rozwój mózgu - rzekła pani Weasley Ron popatrzył na matkę morderczym wzrokiem niektórzy parskneli głośnym śmiechem a ona przytuliła Hermione która wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
- Nie kłamie - powiedziała równie spokojnie Ginny.
- Tak? To z kim idzie? - zapytał ostro Ron.
- Nie powiem ci, to nie twój interes.
- Słusznie - rzekł Ron, sprawiając wrażenie kompletnie wykończonego.
- To zaczyna być głupie. Ginny, możesz iść z Harrym, a ja po prostu...
- Nie mogę - powiedziała Ginny i spłoniła się po uszy - Idę z... Neville'em.
- Poprosił mnie, kiedy Hermiona mu odmówiła, więc pomyślałam... no... że w końcu w ogóle nie będę mogła iść na bal, przecie nie jestem w czwartej klasie - Zrobiła bardzo żałosną minę.
- Dzięki Ginny! - burknal Neville
- Chciałam iść z Harrym! - zawołała Ginny a ten.. - a ten pocałował ją namiętnie w usta jego żona wesnela zadowolonym oddając pocałunek taka sama mocą
- Kocham Cię - oznajmiła rozmarzona Ginny do Harrego mając iskierki w oczach i wesnela zadowolonym głosem po namiętnym pocałunkiem jaki sprawił mu czarnowlosy
- Chyba pójdę na kolację - dodała, wstając, i po chwili znikła w dziurze pod portretem. Ron zachichotał. - Co w nie wszystkie wstąpiło?
Ale Harry właśnie zobaczył Parvati i Lavender wchodzące przez dziurę. Nadszedł czas drastycznych rozwiązań.
- Poczekaj tutaj - rzekł do Rona, a sam wstał, podszedł prosto do Parvati i wypalił: - Parvati? Pójdziesz ze mną na bal? - Parvati dostała gwałtownego ataku chichotów. Harry czekał, aż jej przejdzie, zaciskając w kieszeniach kciuki.
- Byłam szoku - mruknela zarumieniona Parvati
- Dobra, pójdę - odpowiedziała w końcu, czerwona jak burak.
- Dzięki - rzekł Harry z ulgą - Lavender, pójdziesz z Ronem?
- Ona idzie z Seamusem - odpowiedziała za nią Parvati i obie zaniosły się niepowstrzymanym chichotem. Harry westchnął.
Susan prychnela
- Ktoś tu jest zazdrosny! - zachichotał Seamus
- Zamknij się! - warknęła Susan Alison podeszła do niej i mocno przytuliła
- Lepszej córeczki jak ty nie mogłam sobie wymarzyć - rzekła do niej z miłością
- Mamusiu kocham cię - a ta pocałowała ja w czoło Susan wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - mamusiu moim największym zaszczytem jest być tym rodzie musząc mówić do rodziców Seamusa "mamusia" i "tatuś" - oznajmiła pewnym szczęśliwym głosem wtulając się w nią.
- Bo jesteś lady Fimigam i to jest twój obowiązek skarbie - oznajmiła szczęśliwa pani Fimigam tuląc ja do swojej piersi - takie same obowiązki ma Lucy która wstąpiła do naszego rodu kiedy dałaś jej biżuterie rodem Fimigana i poślubila Patricka
- Tak Babciu - oznajmiła Lucy - nie wyobrażam sobie zwracać się do rodziców swojego męża po imieniu ja zwracam się "mamusia" i "tatuś" - i przytuliła się do Susan a ta pocałowała ją w czoło pani Fimigam wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
- A nie przychodzi wam do głowy ktoś, kto by poszedł z Ronem? - zapytał, ściszając głos, żeby Ron tego nie usłyszał.
- A Hermiona Granger? - zapytała Parvati.
- Mamusiu otworzyłaś swoje wewnętrzne oko - stwierdzili Lorcas i Lysander - bo ciocia Hermiona i wujek Ron są razem i mają w przyszłości dzieci
- Już idzie z kimś innym - Parvati zrobiła zdumioną minę.
- Oooch... a z kim?
Harry wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia. Więc co z Ronem?
- Bo ja wiem... - zastanowiła się Parvati - Może moja siostra, Padma, z Ravenclawu. Jak chcesz, to ją zapytam.
- Byłoby fajnie - powiedział Harry - Dasz mi znać, tak?
Wrócił do Rona, czując, że ten bal zaczyna, go już męczyć. No i miał wielką nadzieję, że Padma Patil ma idealnie prosty nos.
- Harry one są jedne z najpiękniejszych dziewcząt w Hogwarcie - oznajmił Dean szoku
- Dean jestem przeklęty lubię tylko rude - powiedział Harry - dla mnie to Ginny jest najpiękniejsza najseksowniejsza najmądrzejsza i najpotężniejsza dziewczyną na świecie - a Ginny w nagrodę pocałowała go w namiętnie w usta
- Koniec rozdziału - odezwała się Minne
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz