- Dawno nie czytałam - odezwała się Poppy i wzięła książkę i zaczęła czytać
Rozdział 23
Bal
Pomimo mnóstwa prac domowych, zadanych czwartoklasistom na ferie świąteczne, Harry nie miał najmniejszej ochoty zabrać się do nich po zakończeniu semestru i spędził cały tydzień, jaki pozostał do Bożego Narodzenia, ciesząc się wolnym czasem razem z innymi. W Gryffindorze było prawie równie tłoczno jak podczas semestru, a sama wieża jakby się nieco skurczyła, bo jej mieszkańcy rozrabiali bardziej niż zwykle. Fred i George zrobili prawdziwą furorę swoimi kanarkowymi kremówkami i przez pierwsze parę dni ferii wszędzie widziało się ludzi obrastających nagle piórami. Wkrótce jednak wszyscy Gryfoni nauczyli się traktować oferowane im przysmaki z najwyższą ostrożnością i zawsze sprawdzali, czy w środku nie ukryto kanarkowej niespodzianki. George wyznał Harry'emu, że pracują teraz razem z Fredem nad czymś innym. Harry zanotował sobie w pamięci, by pod żadnym pozorem nie przyjmować od nich choćby okruszka. Wciąż nie mógł zapomnieć Dudley'a i gigantojęzycznych toffi.
- Moja krew! - zawołali ze śmiechu Łapa i Rogacz
Śnieg sypał gęsto na zamek i błonia. Bladoniebieski powóz z Beauxbatons wyglądał jak wielka zamrożona dynia, która wyrosła tuż obok polukrowanej chatki z piernika, iluminatory żaglowca z Durmstrangu szkliły się lodem, a takielunek pobielał od szronu. Skrzaty domowe w kuchni prześcigały się w przyrządzaniu wspaniałych gulaszy o najróżniejszych smakach i wonnych puddingów, i tylko Fleur Delacour była w stanie znaleźć coś, na co mogła się uskarżać.
- Okropni ciężki te potrawi z 'Ogwart - usłyszeli, jak mówi, wychodząc z Wielkiej
- Chce nazywać sie Weasley i być żona mojego przystojniaka Billa nazywać państwa Weasley mamusią i tatusiem a ich dzieci chce nazywać siostrzyczkami i braciszkami
- Kochanie nazywasz się Weasley i moi rodzice sa twoimi rodzicami a ja i żony moich braci i moi bracia oprócz Billa jesteśmy twoim rodzeństwem bo jak wiesz w świetle Magii jesteś Weasley Lady Weasley - i przytuliła ja do swojej piersi i pocałowała czoło ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Ginny jeszcze bardziej - lepiej siostrzyczko?
- Tak - odpowiedziała zadowolonym głosem wtulając się w pani Potter - kocham cię Ginny
- Ja też Cie kocham skarbie - matki patrzyły na nie ze wzruszenia
Sali pewnego wieczoru (Ron schował się za Harrym, nie chcąc, by go zauważyła).
- Suknia nie będzi mi pasować!
- Och, to mamy małą tragedię! - wycedziła Hermiona, gdy Fleur zniknęła w sali wejściowej - Zdaje się, że ona zajmuje się wyłącznie swoją osobą, prawda?
- Nie kochanie - oznajmiła Fleur do Hermiony - ja zajmuje się Billem i robię wszystko żeby zaspokoić potrzeby swojego męża bo obiecałam to mamusi Molly ze zajmie się nim najlepiej jak potrafiła prawda mamusiu?
- Fleur! - zawołał zarumieniony Bill
- Mamo możesz sie uspokoić! - jęknęli jej synowie
- Hermiono, z kim ty idziesz na bal? - zapytał Ron. Pytał ją o to co jakiś czas, mając nadzieję, że zaskoczy ją w którymś momencie i Hermiona w końcu puści farbę. Ale Hermiona tylko zmarszczyła czoło i odpowiedziała:
- Oczywiście że Cie pocałuje w usta skarbie
- Nie powiem ci, bo będziesz się że mnie śmiał.
- Żartujesz, Weasley? - rozległ się za ich plecami głos Malfoy'a - Chyba nie powiesz mi, że ktoś zaprosił to-to na bal? - Taką łopatozębą szlamę?
Draco przemknal ślinę kiedy większość ludzi wyciągnęła różdżki i wszystkie skierowany były na Draco . Na twarzach większości ludzi , bez wyjątku, zastygł grymas wściekłości. Molly I Lily I Euphemia wyglądały na szczególnie podbuzowane, ich ręka płonęła blaskiem i trzęsła się z powstrzymywanej złości. Tymczasem Ron i Ginny z całkowitym spokojem trzymali Draco na muszce.
- JAK ŚMIESZ ODZYWAĆ SIĘ DO HERMIONY W TEN SPOSÓB! - warknęła Narcyza do syna im się zorientowała Hermiona była tulona przez Lady Malfoy która pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w panią Malfoy jeszcze bardziej - mój synuś zapraci za to za obrażanie takiej cudownej osóbki jak ty kochanie
- Kocham Cię ciociu Cyziu - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ta kobietę jeszcze bardziej Narcyza płakała ze wzruszenia
- Ja też Cie kocham moje słoneczko - mruknela łzy leciały jej po policzkach i tuliła ja do swojej piersi
- Tatusiu byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem a co się robi z niegrzecznymi dziećmi ja wiem każe się! - warknęła Rose
- Przepraszam! - jęknął Draco
Harry i Ron odwrócili się błyskawicznie, ale Hermiona zawołała, machając ręką ponad ramieniem Malfoy'a:
- Hej, panie profesorze Moody! - Malfoy zbladł i odskoczył, rozglądając się niespokojnie za Moodym, ale ten siedział wciąż przy stole nauczycielskim, kończąc duszoną wołowinę.
- Ale z ciebie płocha tchórzofretka, Malfoy! - zadrwiła Hermiona, po czym razem z Harrym i Ronem zaczęli się wspinać po marmurowych schodach, rycząc ze śmiechu.
- Moja córeczka! - krzyknęła Molly dumnie
- Hermiono - powiedział nagle Ron, przyglądając się jej z przekrzywioną głową i marszcząc czoło - twoje zęby...
- O co ci chodzi?
- No... są jakieś inne... Właśnie zauważyłem...
- No pewnie, że są inne. A co, myślałeś, że zachowam sobie te kły, którymi mnie obdarzył Malfoy?
- Nie, chodzi mi o to, że one były inne, zanim Malfoy poraził cię tym zaklęciem... one są teraz... proste... no i... normalnej wielkości - Hermiona nagle uśmiechnęła się figlarnie i wtedy Harry też to zauważył: to był uśmiech zupełnie inny od tego, jaki pamiętał.
- No więc... jak poszłam do pani Pomfrey, żeby mi je zmniejszyła, to ona wzięła do ręki lusterko i powiedziała mi, żebym dała jej znać, jak już będą takie jak przedtem. A ja po prostu... no wiecie... troszkę się z tym spóźniłam
- Dziękuję kochana - rzekła Hermiona do Poppy
- Nie ma za co skarbie - odparła z miłością pielęgniarka - dla przyszłej pani minister wszystko - i rozłożyła ręce a ta bez wahania podeszła do niej i mocno się wtuliła a ta pocałowała ja w czoło Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w pielęgniarkę jeszcze bardziej - na pewno będziesz świetną ministrem Magii a na przeciwnym biegunie jest Knot bo to jeden z najgorszych ministrów Magii w całej w historii Magii
- Uśmiechnęła się jeszcze szerzej - Mama i tata nie będą za bardzo zachwyceni. - Od dawna ich błagałam, żeby pozwolili mi je zmniejszyć, ale oni woleli, żebym nosiła klamrę.
Pielęgniarka prychnela
- Hermiona nie będzie nosiła żadnej klamry - tuląc ją dalej do swojej piersi
- Tak Babciu Poppy - mruknela zadowolonym głosem wtulając się w kobietę ta miała łzy w oczach ze wzruszenia jak dziewczyna ja nazywa
- Wiecie, oni są dentystami, nie mają pojęcia, że zęby i magia... Patrzcie! Wróciła Świstoświnka! - Na najeżonej soplami balustradzie ćwierkała jak zwariowana sówka Rona; do nóżki miała przywiązany zwitek pergaminu. Przechodzący obok uczniowie pokazywali ją sobie i zanosili się śmiechem. Grupka dziewczyn z trzeciej klasy zatrzymała się, a jedna z nich zawołała:
- Och, patrzcie na tę maleńką sówkę! Czy ona nie jest milutka?
- Ty głupia, opierzona paździorko! - syknął Ron, wbiegając po schodach i łapiąc sóweczkę - Masz przynosić listy prosto do adresata! Nie wolno ci szwendać się po całym zamku i pokazywać wszystkim, jaka jesteś dzielna!
- Dzięki ze dałeś mi sowke które ma ADHD - rzekł Ron do Łapy
- Polecam się na przyszłość - odparł Łapa wyzszezem
- Świstoświnka zahukała ze szczęścia, wystawiając łebek spomiędzy zaciśniętych palców Rona.
Trzecioklasistki wytrzeszczyły oczy. - Zjeżdżajcie! - warknął na nie Ron, wymachując pięścią, w której trzymał Świstoświnkę. Ptaszek rozćwierkał się jeszcze radośniej. - Masz, Harry - dodał Ron półgłosem, kiedy trzecioklasistki czmychnęły, najwyraźniej obrażone.
- Ron! - warknęła Molly I - do kobiet nie tak sie nie mówi!
Harry szybko schował do kieszeni odpowiedź Syriusza i popędzili do wieży Gryffindoru, aby ją przeczytać. W pokoju wspólnym panował miły przedświąteczny rozgardiasz.
- Bardzo za tobą tęskniłam wujku Łapo - oznajmiła pani Weasley do Łapy
- Ja za toba też księżniczko - a ta bez wahania podeszła do niego i mocno się wtuliła
Harry, Ron i Hermiona usiedli z dala od innych przy ciemnym oknie, już do połowy przesłoniętym śniegiem, i Harry odczytał na głos list.
Harry, gratulacje z powodu pokonania rogogona. Temu, kto wrzucił twoje nazwisko do czary, musi teraz być łyso! Miałem ci podsunąć zaklęcie Conjunctivus, bo oczy smoka są jego najsłabszym punktem...
- To właśnie zrobił Krum! - wyszeptała Hermiona.
Ron prychnął
- Jesteś zazdrosny! - zachichotała Hermiona
- Jak diabli - odparł Ron Hermiona nie mogła wytrzymać pocałowała go w namiętnie w usta
...ale twój sposób był o wiele lepszy, naprawdę, bardzo mi zaimponowałeś. Ale nie spoczywaj na laurach, Harry. Przeszedłeś dopiero jedno zadanie. Nie wiem, kto zgłosił cię do turnieju, ale wiem, że ma nadal mnóstwo możliwości, by zrobić ci krzywdę. Miej oczy otwarte - zwłaszcza jeśli osoba, o której mówiliśmy, jest w pobliżu - i skup się na unikaniu kłopotów. Bądźmy w stałym kontakcie, donoś mi o wszystkim, co wyda ci się niezwykłe.
Syriusz
- Zupełnie jak Moody - mruknął Harry, wsuwając list do wewnętrznej kieszeni
- Harry mój tatuś jest przystojniejszy od Moodiego - stwierdziła Daphne
- Bo twój tatuś jest najlepszym mezszyzna na świecie kochane i nie tylko - i wesnela zadowolonym głosem Marlene dotykając swojego znaku na szyi i całując swoje córki po czole je mocno przytuliła do swojej piersi i poczuła jak obie zdychają zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
- Ty i dziadek przyszłości jesteście jeszcze gorsi! - jęknęli wnukowie do swojej babci które ta tuliła swoje córki
- „Stała czujność!" Można by pomyśleć, że łażę po zamku z zamkniętymi oczami, obijając się o ściany...
- Ale on ma racje, Harry - oświadczyła z powagą Hermiona - Przed tobą jeszcze dwa zadania. Musisz wreszcie wziąć się za to jajo i zacząć główkować, co znaczy ten jęk...
- Hermiono, on ma jeszcze kupę czasu! - prychnął Ron - To co, zagramy w szachy, Harry?
- Dobra - zgodził się Harry, ale spojrzawszy na Hermionę, dodał: - Daj spokój, niby jak bym się miał skupić w tym hałasie? Przecież tutaj nawet bym nie usłyszał wycia tego jaja.
- No tak, chyba nie - westchnęła i usiadła, by obserwować ich grę, zakończoną widowiskowym matem, do którego doszło po brawurowej akcji pionów Rona i jego wyjątkowo agresywnego hetmana.
- Po raz kolejny z tobą wygrałem Harry! - krzyknąl Ron do Harrego uśmiechem - nazywajcie mnie mistrzem
- Mistrzu nad mistrzami zaopiekujesz się mną żebym poczuła się bezpiecznie? - zapytała z nadzieją w głosie pani Weasley
- Oczywiście kochanie - i założył jej włosy za ucho
- Wiesz co bliznowaty zaraz puszczę pawia od tej słodyczy - krzywił się Draco do Harrego
- Fretko ja też - oznajmił Harry
W dzień Bożego Narodzenia Harry obudził się raptownie, nie wiedząc, co go tak nagle wyrwało ze snu. Otworzył oczy i tuż przed sobą zobaczył wielkie, okrągłe, zielone oczy, wpatrujące się w niego z ciemności.
- Zgredku! - krzyknął Harry, odsuwając się od skrzata tak gwałtownie, że prawie spadł z łóżka - Przestań!
- Zgredek bardzo przeprasza, sir! - zapiszczał skrzat ze strachem, cofając się i zatykając sobie usta długimi palcami - Zgredek chciał tylko życzyć Harry'emu Potterowi wesołych świąt i wręczyć mu prezent, sir! - Harry Potter sam powiedział, że Zgredek może czasami przyjść, sir!
- W porządku - wysapał Harry, oddychając nieco szybciej niż zwykle, podczas gdy jego serce powoli wracało do normalnego rytmu - Tylko... następnym razem szturchnij mnie, a nie wiś tak nade mną, dobrze?
Odciągnął zasłony, założył okulary. Jego wrzask obudził Rona, Seamusa, Deana i Neville'a. Wszyscy wystawili głowy przez szpary między zasłonami swoich łóżek, oczy mieli zaspane, a włosy rozczochrane.
- Ktoś cię napadł, Harry? - zapytał Seamus sennym głosem.
- Bo miałem wtedy taki piękny sen! - prychnął Seamus
- Jaki sen? - zapytała Susan a ten wyszeptał jej do ucha
- parodiujesz nago po naszym domu mając na sobie tylko biżuterie rodem Fimiganow chodząc tylko w szpilkach na wysokim obcasie chodząc na ich z gracją i wdziękiem nie mogąc ich zdjąć a później się kochaliśmy - Pani Finigan zarumieniła się mocno i wyszeptała podniecona
- Twoje życzenie sie spełniło skarbie - i machała ręką żeby się uspokoić bo była mega podniecona
- Nie, to tylko Zgredek - mruknął Harry - Śpij spokojnie.
- Prezenty! - zawołał Seamus na widok wielkiego stosu paczek w nogach swojego łózka.
- Najlepsze prezenty dostanę później - stwierdził Seamus patrząc na swoje dzieci
Ron, Dean i Neville uznali, że skoro już się obudzili, to mogą obejrzeć swoje prezenty. Harry zwrócił się ponownie do Zgredka, który stał, lekko dygocąc, przy jego łóżku, wciąż przerażony, że go zdenerwował. Do pętelki na szczycie filcowego ocieplacza na czajnik przywiązał sobie choinkową bombkę.
- Czy Zgredek może dać Harry'emu Potterowi prezent? - zapiszczał błagalnie.
- Oczywiście - odpowiedział Harry. - Ee... ja też mam coś dla ciebie - Było to łgarstwo: nie kupił nic Zgredkowi, ale szybko otworzył kufer i wyciągnął wyjątkowo zmechaconą i pozaciąganą parę wełnianych skarpetek - najstarszych i najbrzydszych jakie miał, musztardowo- żółtych, należących kiedyś do wuja Vernona.
- Fuj! - zawołali większość ludzi na sali
Przyczyna ich żałosnego stanu było dość prosta: Harry od roku owijał w nie swój fałszoskop. Wyjął kryształowy stożek i wręczył skarpetki Zgredkowi. - Przepraszam, zapomniałem je zapakować... - Ale Zgredek nie posiadał się z radości.
- To najbardziej ulubiona przez Zgredka część garderoby, sir! - powiedział, szybko ściągając swoje stare skarpetki i wciągając nowe, wuja Vernona - Mam ich już teraz siedem... ale, sir... - dodał, a oczy mu się rozszerzyły jeszcze bardziej, kiedy podciągnął skarpetki do samej góry, tak że sięgnęły jego krótkich spodenek - chyba się pomylili w sklepie... dali Harry'emu Potterowi dwie takie same!
- No nie, Harry, jak mogłeś tego nie zauważyć! - krzyknął Ron, szczerząc do nich zęby ze swojego łóżka, zasypanego zmiętoszonymi papierami - Wiesz co, Zgredku... masz, weź jeszcze te dwie, będziesz mógł je sobie pomieszać. A tu jest twój sweter! - I rzucił Zgredkowi parę fioletowych skarpetek, które dopiero co rozpakował, oraz ręcznie robiony sweter, który mu przysłała pani Weasley. Zgredek był zachwycony.
- To takie słodkie! - krzyknęła Hermiona
- Sir, to bardzo uprzejme z pana strony! - zaskrzeczał, a oczy wypełniły mu się łzami. Skłonił się nisko przed Ronem. - Zgredek wiedział, że wielmożny pan musi być wielkim czarodziejem, bo przecież jest największym przyjacielem Harry'ego Pottera, ale nie wiedział, że wielmożny pan jest również tak wspaniałomyślny, tak szlachetny, tak szczodrobliwy...
- Zgredek czasem przesadza - mruknął zarumieniony Ron
- To tylko skarpetki - powiedział Ron, który poczerwieniał trochę wokół uszu, ale wyglądał na mile połechtanego - Ojej, Harry... właśnie rozwinął prezent od Harry'ego: klubowy kapelusz Armat z Chudley. Ale cool! Wcisnął go sobie na głowę, a Harry'ego aż zatkało na widok tak okropnego połączenia kolorów. Zgredek wręczył Harry'emu małą paczuszkę. Okazało się, że w środku są... skarpetki.
- Zgredek sam je zrobił, sir! Kupił wełnę za swoje wynagrodzenie, sir! - Lewa skarpetka była jaskrawoczerwona, wyszywana w miotły, a prawa zielona, ze złotymi zniczami.
- Są naprawdę... naprawdę... no... bardzo ci dziękuję, Zgredku... - wyjąkał Harry i zaraz wciągnął je na stopy, co sprawiło, że w oczach Zgredka znowu zaszkliły się łzy szczęścia.
- One sa obrzydliwe! - zardwil Zachariasz
- Zgredek musi już iść, sir, my w kuchni przygotowujemy obiad świąteczny! - I wybiegł z dormitorium, machając wszystkim ręką na pożegnanie. Pozostałe prezenty ucieszyły Harry'ego o wiele bardziej niż dziwaczne skarpetki Zgredka - oczywiście z wyjątkiem „prezentu" od Dursley'ów, bo była nim papierowa chusteczka. Harry przypuszczał, że nie zapomnieli o gigantojęzycznym toffi.
- To było genialne! - krzyknęli większość na sali a Lily I przytuliła bliźniaków do swojej piersi i oznajmiła
- Mamusia jest z was taka dumna że daliście nauczkę Dursleyow jak praktowali Harrego
- Mamuś dawanie im nauczkę to było jedno z ulubionych zajęć bo za tym Harry jest moim młodszym bratem i nie pozwolę na to żeby uszło im na sucho jak traktowali Harrego - stwierdzili Fred i George i pocałowali ją po czole pani Potter wesnela zadowolonym głosem wtulając się w bliźniaków jeszcze bardziej
- Kocham was chłopaki i na zawsze będziecie moimi synami nawet nie wiecie jak bardzo was kocham - mruknela zadowolonym głosem wtulona do ich piersi
Hermiona dała mu książkę Brytyjskie i irlandzkie drużyny Quidditcha, Ron pękatą torbę łajnobomb, Syriusz poręczny scyzoryk z wytrychem otwierającym każdy zamek i specjalnym ostrzem rozwiązującym każdy supeł,
Łapa uśmiechnal się szeroko
a Hagrid wielkie pudło słodyczy - w tym ulubionych fasolek wszystkich smaków Bertiego Botta, czekoladowych żab, najlepszej balonowej gumy do żucia Drooblesa i musów-świstusów. Była też, oczywiście, paczka od pani Weasley,
- Harry jestem twoją mamą a nie panią Weasley - przypomniała mu Molly I
- Tak mamusiu - oznajmił Harry im się zorientował Molly przytuliła go do swojej piersi a ten pocałował ją w czoło Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w syna jeszcze bardziej
- Kocham Cię Harry i na zawsze będziesz moim synem nawet nie wiesz jak bardzo Cie kocham - mruknela zadowolonym głosem wtulona do jego piersi
zawierająca jak zwykle nowy sweter (zielony, ze smokiem na piersiach - Harry podejrzewał, że Charlie napisał jej o rogogonie) i mnóstwo domowych ciasteczek miętowych.
- Z tym Rogogonie byłeś genialny - stwierdził Charlie
Harry i Ron spotkali się z Hermioną w pokoju wspólnym i zeszli razem na śniadanie. Większość przedpołudnia spędzili w wieży Gryffindoru, gdzie wszyscy cieszyli się swoimi prezentami, a potem wrócili do Wielkiej Sali na wspaniały obiad, na który podano ze sto indyków, mnóstwo świątecznych puddingów i stosy strzelających cukierków- niespodzianek.
Ronowi i Hugowi aż się oczka zaświeciły
Po południu poszli na spacer po błoniach, pokrytych grubą warstwą śniegu. Uczniowie Beauxbatons i Durmstrangu przekopali w nim głębokie tunele prowadzące do zamku. Hermiona wolała przypatrywać się z boku walce na śnieżki, jaką stoczyli Weasley'owie i Harry, a o piątej oświadczyła, że idzie na górę, by przygotować się do balu.
- Co, potrzebujesz na to aż trzech godzin? - zdziwił się Ron, patrząc na nią z niedowierzaniem.
- Tak bo chciałam zrobić z siebie na bóstwo - rzekła Hermiona
- Kochanie nie potrzebujesz trzech godzin zrobieniu z siebie na bóstwo - odezwał się Ron - a wiesz dlaczego?
- Dlaczego?
- Bo ty jesteś bóstwem - powiedział Lord Weasley
- Och Ron! - zawołała Lady Weasley i pocałowała go w namiętnie w usta jej mąż wesnal zadowolonym głosem - kochaj się ze mną proszę muszę mieć Cie w środku
- Dobrze pani Weasley - Ron miał taką rozmarzona minę i głos po namiętnym pocałunku taki sprawiła mu Hermiona
Jego chwilowy brak koncentracji wykorzystał George, trafiając go wielką kulą śnieżną prosto w głowę - Z kim idziesz? - ryknął za Hermioną, ale tylko pomachała mu ręką i znikła na szczycie kamiennych schodów wiodących do zamku. Tym razem nie podano świątecznego podwieczorku, bo w programie balu była uczta, więc o siódmej, kiedy zrobiło się tak ciemno, że trudno było trafić, śnieżką do celu, przerwali zabawę i wrócili do pokoju wspólnego. Gruba Dama gościła w swoich ramach Violet z parteru; obie były mocno podchmielone, a u ich stóp leżało kilka pustych pudełek po czekoladkach z likierem.
- Widzę że była impreza! - parskneli śmiechem Regulus
- Świąteczne bawidełka! - zachichotała, kiedy podali jej hasło, i wyskoczyła do przodu, przepuszczając ich do środka. Harry, Ron, Seamus, Dean i Neville przebrali się w dormitorium w szaty wyjściowe. Wszyscy mieli bardzo nietęgie miny, a już najbardziej Ron, który z przerażeniem na twarzy przejrzał się w wysokim lustrze w kącie. Trudno było nie dostrzec, że jego szata bardziej przypomina suknię niż cokolwiek innego.
- Ron i tak nie przebijesz PROFESORA Snape i jego babcinych ciuszek! - zardwil Neville niektórzy parskneli śmiechem
- LONGBOTTOM! - warkneli Snape wściekli
- Czego?! - zawołali dwie wersje Frank II Alicia I Neville Hanna Alicia II Frank II i Lily II i Augusta
- Chcesz stare ciuszki Prababcii Augusty? - zapytała niewinnie Lily II do Snape - muszę zapytać prababci czy ci da
- Lily kochanie jestem pewna że profesor Snape będzie wyglądał bardzo niesamowicie w moich starych babcinach ciuszkach - oznajmiła Augusta ociekajacym słodyczą głosem przytulając swoją prawnuczke do piersi całując w czoło pani Longbottom wesnela zadowolonym głosem wtulając się Lady Longbottom jeszcze bardziej
- Severus zrobił w tych ciuszkach na mnie ogromne wrażenie - stwierdził starszy Remus powstrzymując się od śmiechu większość ludzi wybuchła śmiechem
W rozpaczliwej próbie nadania jej bardziej męskiego charakteru użył Zaklęcia Redukującego wobec zdobnej kryzy i mankietów, pozbywając się w ten sposób koronek, ale nie zrobił tego zbyt dokładnie, więc pod szyją i nad dłońmi wisiały mu okropne frędzle.
- Wciąż główkuję, jak wam się udało poderwać najlepsze dziewczyny z klasy - mruknął Dean.
- Niestety nie poderwalismy najlepsze dziewczyny Dean - oznajmili Harry i Ron ponuro - bez obrazy dziewczyny - dodali do bliźniaczek
- Zwierzęcy magnetyzm - odpowiedział ponuro Ron, szarpiąc nitki zwisające z rękawów. Dziwacznie teraz wyglądał pokój wspólny, pełen ludzi odzianych w różnobarwne szaty zamiast, jak zwykle, w czarne. Parvati czekała na Harry'ego u stóp schodów. Wyglądała bardzo ładnie w szokująco różowej sukni, z długimi czarnymi włosami, w które wplotła sobie złote nitki, i złotymi bransoletkami na przegubach.
- Wyglądałam bardzo ładnie tylko tyle! - warknęła Parvati na Harrego a ten wywrócił oczami
Harry był jej wdzięczny, że tym razem nie zachichotała na jego widok.
- Wyglądasz... super - wybąkał nieśmiało.
- Dzięki. Ron, Padma będzie na ciebie czekała w sali wejściowej.
- W porządku - rzekł Ron, rozglądając się wokoło - Gdzie jest Hermiona? - Parvati wzruszyła ramionami.
- Tatuś myśli tylko o mamusi! - uśmiechnęła się Emilly
- To co, Harry, schodzimy na dół?
- Dobra - zgodził się Harry, marząc o tym, by zostać w pokoju wspólnym i spędzić w spokoju resztę wieczoru. Fred mrugnął do niego, kiedy go mijali, zmierzając do dziury pod portretem. Sala wejściowa pełna już była uczniów czekających na godzinę ósmą, kiedy miały się otworzyć drzwi do Wielkiej Sali. Ci, którzy wybrali sobie partnerki lub partnerów z innych domów, krążyli w tłumie, szukając się nawzajem. Parvati odnalazła swoją siostrę i przyprowadziła ją do Harry'ego i Rona.
- Cześć - powitała ich Padma, która miała na sobie turkusową suknię i wyglądała tak samo ładnie jak Parvati.
- Wyglądałam bardzo ładnie tylko tyle! - warknęła Padma na Harrego a ten wywrócił oczami
Nie sprawiała jednak wrażenie zbyt zachwyconej z faktu, że Ron jest jej partnerem; zmierzyła go przeciągłym spojrzeniem, zatrzymując wzrok dłużej na postrzępionym dekolcie i rękawach.
- Cześć - mruknął Ron, nie patrząc na nią, tylko rozglądając się po sali - Och, nie... - Ugiął lekko kolana, by schować się za Harrym, bo właśnie przechodziła Fleur Delacour, a wyglądała absolutnie olśniewająco w sukni ze srebrnoszarego atłasu. Towarzyszył jej kapitan drużyny Krukonów, Roger Davies.
- Ja chce do Billa! - jęknęla Fleur i tupnela swoim wysokim obcasem o podłogę Bill mocno ją przytulić i pocałował ją w czoło willa wesnela zadowolonym głosem wtulając się w chłopaka jeszcze bardziej
- Czekałem na Ciebie całe życie moja piękna - mruknął jej Bill
- I sie doczekałeś i zrobiłeś że mnie na wieczność PANIĄ Weasley - wyszeptała podniecona pani Weasley
- I będę Cię wielbil do końca naszego życia - powiedział pan Weasley
Kiedy zniknęli w tłumie, Ron wyprostował się i wyciągnął szyję, rozglądając się ponad głowami tłumu.
- Gdzie jest Hermiona?
- Twoja lady Weasley siedzi Ci Lordzie Weasley na kolanach i nigdzie się nie wybiera - oznajmiła mu do ucha podniecona Hermiona - i chce żeby Lord sie mną dobrze zaopiekował jak prawdziwy Lord opiekuje się swoją Lady - dodała mu Hermiona niezwykle erotyczne do jego ucha
- Z lochów wyszła właśnie grupa Ślizgonów. Na przedzie szedł Malfoy, w szacie z czarnego aksamitu, z wysokim kołnierzem, która według Harry'ego upodabniała go do pastora. Jego ramienia uwiesiła się Pansy Parkinson w bladoróżowej sukni z mnóstwem falbanek.
Narcyza prychnely głośno
- Astoria jest PANIĄ Malfoy i tylko ONA jest godna bycia LADY Malfoy - stwierdziły Lady Malfoy przytulając do swojej piersi Astorie z taką miłością pocałowała ją w czoło dziewczyna wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - nie zdajesz sobie sprawę jak bardzo Cie kocham słoneczko i zawsze będę Cię kochać
- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła szczęśliwa pani Malfoy wtulając się w blondynkę
Crabbe i Goyle ubrani byli na zielono i przypominali omszone głazy. Harry z satysfakcją zauważył, że żaden z nich nie ma partnerki.
- Oni zajmą się sobą i zaspokoja swoje nawzajem potrzeby Harry i nie potrzebują na to żadnej dziewczyny - zardwil Jared
Wkrótce otworzyły się dębowe frontowe drzwi i wszystkie głowy zwróciły się ku wchodzącym gościom z Durmstrangu. Na czele, za profesorem Karkarowem, szedł Krum w towarzystwie nie znanej Harry'emu, ładnej dziewczyny w niebieskiej sukni.
Większość uczniów patrzyła na Hermione
Ponad ich głowami zobaczył, że błonia tuż przed zamkiem zostały przemienione w wielką bożonarodzeniową grotę pełna migocących światełek - prawdziwych żywych elfów, siedzących na gałązkach krzaków różanych, które tam wyczarowano, i polatujących nad posągiem przedstawiającym Świętego Mikołaja i jego reny. A potem rozległ się głos profesor McGonagall:
- Reprezentanci szkół, proszę tutaj!
Parvati, cała rozpromieniona, poprawiła sobie bransoletki, Harry mruknął do Rona i Padmy: „Zaraz wrócimy", i ruszyli ku drzwiom do Wielkiej Sali, a rozgadany tłum rozstępował się, by zrobić im przejście. Profesor McGonagall, która miała na sobie suknię w czerwoną szkocką kratę i wyjątkowo okropny wieniec z ostu wokół ronda kapelusza,
Minevra prychnela głośno
powiedziała im, żeby poczekali obok drzwi, aż wszyscy wejdą do środka: mieli wkroczyć uroczyście do Wielkiej Sali, kiedy wszyscy już usiądą. Fleur Delacour i Roger Davies stanęli tuż przy drzwiach; Davies był tak ogłupiały ze szczęścia, mając za partnerkę Fleur, że nie odrywał od niej oczu.
Fleur się krzywiła
- Bill on sie slinil on chyba chciał mnie przeleciec
- Zamorduje go gdy go znajdę! - warknął wściekły Bill
- Przytul mnie i mnie pocałuj - mruknela pani Weasley - żebym zapomniała o tym kretynie - Bill spełnił jej prośbę
Koło Harry'ego stali Cedrik i Cho; starał się na nich nie patrzyć, żeby uniknąć męki rozmawiania z nimi. Jego wzrok padł na dziewczynę obok Kruma i aż rozdziawił usta ze zdumienia. To była Hermiona. Ale w ogóle nie wyglądała jak Hermiona. Zrobiła coś z włosami: nie były już gęste i splątane, ale gładkie i lśniące, upięte w wytworny kok z tyłu głowy. Miała na sobie suknię z jakiejś zwiewnej, niebieskiej jak kwiaty barwinka tkaniny, a trzymała się też zupełnie inaczej niż zwykle - a może tak mu się tylko wydawało, bo nie dźwigała ze dwudziestu książek. I uśmiechała się - trochę nerwowo, co prawda, ale teraz widać już było bardzo wyraźnie, że ma ładne, kształtne zęby. Harry nie mógł pojąć, dlaczego do tej pory tego nie dostrzegł.
- Cześć, Harry! - powiedziała, uśmiechając się do nich - Cześć, Parvati! - Parvati patrzyła na nią z nieukrywanym zdumieniem. I nie tylko ona. Kiedy otworzyły się drzwi do Wielkiej Sali, minęły ich dziewczyny z bibliotecznego klubu wielbicielek Kruma, obrzucając Hermionę nienawistnymi spojrzeniami.
- Jesteście zazdrosne bo moja mamusia jest piękna kobietą! - zardwili jej córki do bibliotecznego klubu wielbicielek Kruma, - przeciwieństwie do was
Pansy Parkinson zagapiła się na nią, przechodząc obok z Malfoy'em, i nawet on nie był w stanie rzucić jakiejś obraźliwej uwagi na temat Hermiony.
- Popatrzcie sobie na to - oznajmiła pani Weasley do Pancy i do Draco i wyciągnęła zdjęcia dorosłych przepięknych kobiet ubrane w przepiękne obcisne suknie wieczorowe które idealnie podkreskaly ich kobiece kształty miały biżuterie rodem swojego męża i szpilki na wysokim obcasie większość ludzi opadły szczęki kiedy zobaczyły te kobiety bo na zdjęciach były to matki babcie gości przyszłości ich mężowie popatrzyly na swoje żony otwartą szczęka i wielkimi oczami a reszta zaczęła się ślinić na ich widok
- To ja? - spytały szoku patrzac na fotografie
- Tak mamusiu i babcie to ty - odparły ich córki i wnuczki
- Wyglądasz obłędnie kochanie! - krzyknęli ich mężowie
- Widzicie moje mamusie i babcie są przepięknymi kobietami! - wesnely ich córki i wnuczki zadowolonym głosem wtulając się w swoje matki i babcie jeszcze bardziej po dostały po buziaku w czole od swojej matek i babć - kocham cię mamusiu i Babciu
- Ja Ciebie też kocham skarbie - oznajmiły miłością w głosie
- Mamusiu te zdjęcia to tatuś robił - uśmiechnęła się Mary wtulona do piersi pani Creevey a jej ojciec wypiął dumnie pierś jak to robił Percy
Natomiast Ron przeszedł, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Kiedy reszta uczniów zasiadła w Wielkiej Sali, profesor McGonagall poleciła reprezentantom ustawić się parami i pójść za sobą. Cała sala rozbrzmiała oklaskami, kiedy wkroczyli, zmierzając powoli ku wielkiemu okrągłemu stołowi u szczytu sali, gdzie siedzieli sędziowie. Ściany Wielkiej Sali pokrywał rozmigotany srebrny szron, a pod rozgwieżdżonym sklepieniem biegły we wszystkie strony girlandy jemioły i bluszczu. Długie stoły poszczególnych domów znikły, a zamiast nich pojawiło się ze sto mniejszych, oświetlonych lampionami. Przy każdym siedziało ze dwanaście osób. Harry myślał tylko o jednym: żeby się nie potknąć o skraj swojej wyjściowej szaty. Parvati tryskała dumą i szczęściem, sterując Harrym tak zdecydowanie, że czuł się jak pies prowadzony po wybiegu. Kiedy zbliżyli się do okrągłego stołu, uchwycił kątem oka Rona i Padmę. Ron wpatrywał się zmrużonymi oczami w Hermionę.
- A tak chodzicie po domu - powiedziała Olivia i wyciągnęła zdjęcia tych samych osób i pokazała sali męska cześć opadła szczęka patrząc na te kobiety wielkimi oczami i otwarta szczęka wyglądały bardzo elegancko i seksownie Jedne miały spódnice inne spodnie, różne rodzaje bluzek i kurtkę ramoneskę, które były idealnie dopasowane do ich figur i podkreskaly ich kobiece kształty miały biżuterie rodem swojego męża makijaż i szpilki na wysokim obcasie
- Matko jedyna tak moja żona chodzi po domu? - spytali ich mężowie córek wnuczek
- Tak tatusiu i dziadziusiu bo mamusia i babcia robi to dla siebie i dla Ciebie tatusiu i Dziadku i uwielbia chodzić w eleganckich ciuszkach i sie malować i chodzić gracją i wdziękiem szpilkach na wysokim obcasie
- Tak uwielbiam się tak ubierać i chodzić w szpilkach na wysokim obcasie bo czuje się mega seksy - stwierdziły kobiety radośnie
- Jesteś cholernie seksowną kobietą - rzekli ich mężowie patrząc na nie z uwielbieniem
- Jestem kochanie - oznajmiły radośnie - a ty cholerne seksownym mezszyzna
- Wiec tak będziesz musiała chodzić cały czas czy wyraziłam sie jasno i wyraźnie kochanie? - spytali swoją żonę a głosy mieli z nadzieją i podniecone że będzie tak dla niego chodziła
- Tak kochanie - oznajmily podniecone kobiety - i tak nie mogę zdjąć szpilek - dodały radośnie
Padma była trochę nadąsana. Dumbledore uśmiechnął się radośnie na ich widok, ale Karkarow miał minę bardzo podobną do miny Rona patrzącego na Kruma z Hermioną. Ludo Bagman, w purpurowej szacie z żółtymi gwiazdami, klaskał entuzjastycznie jak wszyscy uczniowie, a madame Maxime, która zamieniła swoje zwykłe czarne atłasy na zwiewne lawendowe jedwabie, oklaskiwała ich z wytworną gracją.
- Moja kobieta ma większą gracje i wdzięk niż ona - rzekła męska cześć tych co mają żony albo dziewczyny
Nie było jednak pana Croucha. Piąte miejsce przy stole zajął Percy Weasley. Reprezentanci szkół doszli do stołu sędziowskiego. Percy odsunął puste krzesło obok siebie, patrząc wymownie na Harry'ego. Harry zrozumiał to spojrzenie i usiadł obok niego. Percy był wystrojony w nowiutką granatową szatę i miał minę wyjątkowo zadowolonego z siebie kołtuna.
- Dostałem awans - oznajmił, zanim Harry zdążył się odezwać, a ton, jakim to powiedział, mógł sugerować, że właśnie został najwyższym władcą wszechświata.
- Do tego twojego wszechświata wujku Percy trzeba kupić koniecznie drzwi - powiedział Louis i popatrzył się na Jamesa II i Freda II a ci uśmiechnęli się szyderczo do siebie a później do Percego
- Oho - powiedziały Alicia II i Olivia patrząc na swoich mężów - nie podoba mi się ten uśmiech
- Dzień dobry. Proszę pana, chciałem kupić drzwi. - oznajmił Fred II nagle
- Drzwi? Tutaj? - pytał zdziwiony James II
- Bo to jest sklep z drzwiami, tak?
- Tak. Dlaczego pan pyta?
- Bo pan tak krzyknął, tak się zdziwił, to...
- Nie, bo kurczę, jeszcze tydzień temu pracowałem w ministerstwie . Się nie mogę przestawić. Ale już, słucham, o co chodzi?
- Chciałem kupić drzwi...... Poproszę drzwi..... Są drzwi?
Sala parsknęła śmiechem
- A jak pan tu wszedł?
- Przez drzwi...
Większość ludzi parsknęła śmiechem
- Czyli...?
- Są...
- Czyli są.
- To bym wziął.
- Dobrze. Jakie?
- No takie żeby się otwierały i zamykały. Takie sobie wymarzyłem.
Sala ryknela śmiechem Percy zrobił się czerwony
- Są takie?
- Są.
- To poproszę.
- Dobrze. Wejściowe?
- Takie wejściowo-wyjściowe. Żeby to w dwie strony działało... Żeby można było wejść-wyjść...
Sala parsknęła śmiechem
- Wyposażone w specjalny system „Wte-i-wewte".
- A, tak, tak... A, co, są takie?
- Są. Nawet powiem panu, ciekawostka, że innych nie ma. Dobrze. To teraz uwaga: do czego te drzwi w zasadzie mają być: do domu; do twojego wszechświata ; do pokoju; do pomieszczenia ; do kuchni; do magazynu do gabinetu ministerstwa.....
- Do mojego wszechświata !! Do mojego wszechświata ! Poproszę takie drzwi, żeby się otwierały-zamykały, wejściowo-wyjściowe, do mojego wszechświata ...
- Oni są zajebisci! - krzyknęli że śmiechu
- wszechświat duży, mały?
- Milion kilometrów .
- Ooo, to już sporawy...
- Poproszę takie drzwi, dokładnie do mojego wszechświata milion kilometrów . Bo to rozumiem, że im większy wszechświat tym większe drzwi, tak?
- To nie ma żadnego znaczenia.
Sala zatrzęsła się śmiechem Percy patrzył mordem w oczach na swojego bratanka i siostrzeńca
- To co się pan pyta?
- Tak, byłem ciekaw, ile w tym twoim wszechświecie można jednocześnie idiotow z ministerstwa zmieścić .
Huncwoci Frank I Regulus Fred George Gildeon Fabian Lee Harry Bill Charlie Ron Seamus Jared Neville Dean Feliks Kingsley oraz chłopaki z przyszłości spadli ze śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy a dziewczyny i kobiety ledwo co się trzymały ale jeszcze nie spadły
- Milion kilometrów ... No, to już się można pobawić...! No, dobrze, czyli tak: no to co, wszystko mamy właściwie, no to chodźmy do magazynu. Aha, chwileczkę, stop. Ważna sprawa: te drzwi mają być prawe czy lewe?
- A co to znaczy, że są prawe czy lewe drzwi? - Przez chwilę patrzyli na siebie -...... yyyyy Może jakieś pomocnicze pytanie pan zada?
- Nie wiem, no... Pan woli przechodzić przez prawe drzwi czy przez lewe drzwi?
- Tak...
Penelopa spadła ze śmiechu na podłogę
- Ale co tak, co tak? Jak te drzwi mają się otwierać: na prawo czy na lewo?
- Na oścież!
- Ale na jaką oścież: na prawą oścież czy na lewą oścież?
- No aż tak dobrze nie wiem, ale o co chodzi w ogóle?
- Cholera jasna! W ministerstwie wszystko było proste. Wystarczyła Ropucha, prąd bzzyy, bum!
Większość ludzi na sali spadło że śmiechu na podłogę śmiejąc się nieboglosy a Umbridge była mega wkurwiona
- Czy się martwa Ropucha przewaliła na prawo, czy na lewo! Co za różnica! A tutaj
Większość miała łzy w oczach że śmiechu
- Jak Pan stoi przed drzwiami, tak. To po ktorej stronie ma pan klamkę ?
- To zależy po której stronie drzwi stoją. Czy w moim wszechświecie przed wyjściem czy w korytarzu przodem do mojego wszechświata , tyłem do wyjścia .
Percy był wściekły że oni z niego kpią przy wszystkich a sala ryczała że śmiechu
- To inaczej, Pan przez te drzwi będzie częściej wchodził , czy wychodził ?
- Bym chciał tak mniej więcej rozłożyć po pół .
- Ale za pierwszym razem! Jak panu te drzwi przywiozą ! To co pan przez te drzwi zrobi, pan przez te drzwi wyjdzie, czy pan wejdzie?! Co pan zrobi?!
- Wychodzę !
- Wychodzi!
- Tak, ładna pogoda, nie bede się kisił w moim wszechświecie!
- Nie mogę! - zawołali że śmiechu przyjaciele
- To Pan będzie siedział w swoim wszechświecie z martwimi różowymi ropuchami .
Albus Dumbledore wybuch śmiechem a sala zatrzęsła się śmiechem jeszcze bardziej
- Dobra to uwaga. Pan teraz zamknie oczy, niech pan sobie wyobrazi, pan stoi przed tymi drzwiami,Po której stronie ma pan klamkę ?
- Po prawej.
- Po prawej?
- Po lewej.
- To po prawej, czy po lewej.
- Nie wiem!
- Dlaczego?
- Bo klamki nie widzę .
Sala ryknela śmiechem
- Bo pan oczy zamknął !
- Bo Pan kazal zamknąć oczy!
- Dobra widze, po lewej.
- Po lewej? Na pewno?
- Na 100% po lewej. - Fred pokazywał prawa
- Dobra.. To jest prawa ręka , co pan pokazuje!
- To jest prawa?!
- No tam ta jest lewa!
- No tak ta prawa, ta lewa. Cholera, prawa lewa zawsze mi myli! Prawa, lewa mi się myli! W sumie podobne.
- Panu się prawa, lewa myli, a co ma powiedzieć ropucha jak ma jeszcze przednią i tylnią , jak ropucha kupuje drzwi, to jest dopiero cyrk.
Praktycznie cała sala leżała ze śmiechu na podłorze nawet profesorzowie i śmiali się w nieboglosy
- NIE JESTEM ŻADNA ROPUCHĄ JA JESTEM SEKRETARZEM MINISTERSTWA! - ryknela Umbridge wnerwiona - PÓJDZIECIE DO AZKABANU BACHORY!
- Petryfikus totatuś!
- Jakie chce Pan w koncu te drzwi?! Prawe czy lewe?! Prawe?!
- Prawe!
- Czy lewe?
- Czy lewe!
- No to jakie pan chce w koncu te drzwi? Prawe, czy lewe?! Prawe, czy lewe?!
- OBROTOWE!
Sala ryknela śmiechem
- Prawo skretne, czy lewo skrętne?
- A idź pan!
- To było epickie! - a Ci uśmiechnęli się niewinnie do wujka Percego który był mega wkurwiony
- JAK SMIELISCIE!
- Tak samo jak ty śmiałeś zostać przydupasem najpierw Croucha a później Knota tatusiu! - wycedziła Lucy i przytuliła się mocno do Susan popatrzyła na nią z miłością i pocałowała ją w czoło jej córka westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się rude kobietę jeszcze bardziej, wyszeptując do jej piersi. - Mamusiu kocham cię
- Jestem teraz osobistym asystentem pana Croucha i reprezentuję go tutaj.
- A ja zostałem mężem Ginny i jej rodzice sa teraz moimi rodzicami - stwierdził Harry
- Oczywiście kochaniutki - odparła pani Weasley całując Harrego w czoło i tuliła go do swojej piersi który wesnal zadowolonym głosem
- A dlaczego sam nie przyszedł? - zapytał Harry, który nie miał najmniejszej ochoty nanwysłuchiwanie przez całą kolację wykładów na temat grubości denek kociołków.
- Muszę z przykrością stwierdzić, że pan Crouch nie czuje się dobrze. Stan jego zdrowia pogorszył się już od mistrzostw świata. I trudno się dziwić, przecież ten człowiek haruje jak wół. Nie jest już taki młody... choć oczywiście nadal ma piekielnie bystry umysł.
- Percy nie zrobiłeś Panu Crouchowi erotyczny masaż a później nie zrobiłeś mu dobrze żeby poczuł się lepiej! - zardwila Hermiona - niegrzeczny chłopiec
- Ty mała sm.. - zaczął Percy
- Mamusiu! - zawołała Hermiona do Molly I podbiegła do niej i mocno się wtuliła bo uważała ja na swoją matkę i czuła się bezpiecznie i kochana - Percy bardzo brzydkie słowo do mnie powiedział mamuś!
Molly tuliła mocno Hermione a ta mocno się wtuliła i wesnela zadowolonym głosem bo pani Weasley pocałowała ja w czoło
- Hermiona nie jest żadna smarkula tylko jest LADY Weasley! - warknęła Molly do syna a jej córka uśmiechnęła się niewinnie do Weatherbego wtulając się w nią jeszcze bardziej.
- Ale ona...!!
- Hermiona powiedziała tylko prawdę Weatherby - oznajmił Ron
- Ale finał mistrzostw świata okazał się prawdziwą klęską dla całego ministerstwa, a pan Crouch przeżył głęboki wstrząs osobisty z powodu fatalnego zachowania swojego domowego skrzata... tej Mrożki, czy jak jej tam.
- Ona nie jest już jego! - warknęła Angelina patrząc na Croucha morderczym wzrokiem
- Naturalnie natychmiast ją odprawił, ale... no cóż, jak powiadam, starzeje się, wymaga opieki, a od czasu, jak ta skrzatka odeszła, brakuje mu w domu wielu wygód, do których przywykł. - No i musieliśmy przygotować ten turniej i stawić czoło burzy, jaka się rozpętała po mistrzostwach świata, i tej obrzydliwej Skeeter, która rozsiewała głupie plotki... Biedny pan Crouch naprawdę zasłużył sobie na spokojne Boże Narodzenie.
- Weatherby Zrób mu dobrze to poczuje się lepiej - stwierdzili Fred i George
Przynajmniej wie że ma kogoś, kto go zastąpi i nie sprawi mu zawodu - Harry miał wielką ochotę zapytać Percy'ego, czy pan Crouch przestał już zwracać się do niego per „Weatherby", ale oparł się tej pokusie.
- Percy czy pan Crouch przestał już zwracać się do Ciebie per „Weatherby",? - spytał Jared
- Jared to jest jego obowiązek - oznajmiła beztrosko Daphne - każdy ma swoje obowiązki np każda Lady oraz Madame zwraca się do rodziców swojego chłopaka albo męża tylko "mamusia" i "tatuś" - wtulając się w Marlene pani Black tuliła ja do swojej piersi całując ja w czoło - chodzi tylko szpilkach na wysokim obcasie wszędzie jest elegancko i seksowna ubrana a ubrania muszą być idealnie dopasowane do naszych figur i podkreślać nasze kobiece kształty i chodzi biżuterii rodu swojego męża moim przypadku rodu Blacków - wzdychając zadowolonym głosem
- To są twoje obowiązki kochanie jako Lady Black jesteś członkiem rodu Blacków i naszą córeczką na wieczność - uśmiechnęła się do córki Lady Black całując córkę w czoło
- Tak mamusiu! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się w matkę jeszcze bardziej - kocham cię mamusiu!
Na błyszczących złotych talerzach jeszcze nie pojawiły się żadne potrawy, za to przed każdym leżały niewielkie karty z menu. Harry wziął niepewnie swoją i rozejrzał się - nie było kelnerów. Zobaczył jednak, że Dumbledore przyjrzał się uważnie karcie, po czym powiedział bardzo wyraźnie do swojego talerza:
- Kotlety wieprzowe! - I natychmiast pojawiły się przed nim kotlety wieprzowe. Reszta stołu zorientowała się, o co chodzi, i również złożyła zamówienia. Harry zerknął na Hermionę, żeby zobaczyć, jak zareaguje na ten nowy i bardziej skomplikowany sposób podawania potraw - z pewnością oznaczający o wiele więcej pracy dla skrzatów domowych - ale tym razem Hermiona zdawała się nie myśleć o stowarzyszeniu WESZ. Tak była pochłonięta rozmową z Wiktorem Krumem, że nie zwracała uwagi na to, co ma na talerzu.
Ron prychnął
- Teraz prychasz a trzeba było sie ogarnąć i Hermione zaprosić - powiedziała Molly I - i jeszcze zapytać czy zostanie twoja dziewczyną a później żona
- Molly lepiej późno niż wcale i teraz Hermiona jest PANIĄ Weasley i LADY Weasley i naszą córeczką - oznajmił Artur uśmiechając się szeroko do córki Lady Weasley podeszła do rodziców swojego męża gracją i wdziękiem i mocno się wtuliła
- Moje słoneczko - odparła pani Weasley przytulając ja do swojej piersi Molly Weasley jeszcze bardziej stała się seksowną kobietą bo jak przytulała Hermione męska cześć singlow gapiła się na nią z zachwytem
Harry zdał sobie nagle sprawę, że do tej pory nie słyszał, by Krum kiedykolwiek coś powiedział - a teraz z całą pewnością rozmawiał, i to z wielkim przejęciem.
- Nu, my też mamy zamek, choć nie tak wielki jak ten i nie tak wigłodny - mówił do Hermiony - Mamy tylko cztiry piętra, a w kominkach rozpala się tilko wtedy, kiedy wimłaga tego magia. Ale mamy większy zielony tereny, tyle że w zjimie u nas dzień krótszy, więc z nich nie korzystamy. Nu, ale w lecie dzień w dzień latamy, nad jizorami i górami...
- No, no, Wiktorze! - odezwał się Karkarow ze śmiechem, który jednak nie objął jego zimnych oczu - Nie wyjawiaj niczego więcej, bo twoja czarująca koleżanka dowie się, jak nas odnaleźć!
Dumbledore uśmiechnął się, a oczy mu rozbłysły.
- Igorze, po co te wszystkie tajemnice... Ktoś może pomyśleć, że nie życzycie sobie gości.
- No cóż, Dumbledore - odpowiedział Karkarow, ukazując swoje żółtawe zęby w pełnej krasie
- Umyje sobie żeby? - zapytała z nadzieją Victoire
- Szkoda mu było kasy na pastę i szczoteczka do zębów - stwierdził Harry
- przecież wszyscy chronimy swoje terytoria, prawda?
- Czyż nie strzeżemy zazdrośnie pałaców nauki, które nam powierzono? I czyż nie jesteśmy słusznie dumni z tego, że tylko my znamy wszystkie sekrety naszych szkół?
- Och, nigdy bym nie posunął się do twierdzenia, że znam wszystkie sekrety Hogwartu, Igorze - powiedział przyjaznym tonem Dumbledore - Na przykład dziś rano pomyliłem drogę do łazienki i znalazłem się w jakimś pokoju o wyjątkowo pięknych proporcjach, którego nigdy przedtem nie widziałem. Odkryłem w nim wspaniałą kolekcję nocników.
- Kiedy później wróciłem, żeby przyjrzeć się bliżej tej rzadkiej kolekcji, stwierdziłem, że pokój zniknął. Muszę jednak to zbadać. Możliwe, że wchodzi się do niego tylko o piątej trzydzieści rano. A może pojawia się tylko w pierwszej kwadrze księżyca... Albo kiedy poszukujący go osobnik ma wyjątkowo pełny pęcherz.
Harry parsknął w swój talerz z gulaszem, a Percy zmarszczył czoło. Harry mógłby przysiąc, że Dumbledore puścił do niego oko. Tymczasem Fleur Delacour krytykowała dekoracje.
- To taki nic - mówiła do Rogera Daviesa, rozglądając się po roziskrzonych ścianach Wielkiej Sali - W Beauxbatons mamy na Bozinarozeni lodowi statui w cali Jadalni Komnat. Nie rozpliwai się, naturellement, są jak wielki statui z diament... I mami lasowi nimfi, one nam serenadui, kiedy jemy. Nie mamy taki stari zbroji, a jak poltergeist pojawi się w Beauxbatons, to robimy tak - tu trzasnęła dłonią w stół - i poltergeista nie ma!
- Byłam bardzo niegrzeczną dziewczynką a niegrzecznej dziewczynce należy się kara - powiedziała Fleur do Billa do ucha a głos był niezwykle erotyczny
- Dostaniesz karę bo grzeczna dziewczynka tak się nie zachowuje - oświadczył Bill do ucha - przełożę Cie przez kolano i dostaniesz klapsy po tyłku - a Fleur była podniecona bo czeka na nią kolejna upojna noc
Roger Davies wpatrywał się w nią z cielęcym zachwytem i wciąż nie trafiał widelcem do ust. Harry odniósł wrażenie, że Davies tak jest zajęty gapieniem się na Fleur, że nie dociera do niego ani jedno słowo z tego, co ona mówi.
- Absolutnie - oświadczył nagle stanowczo Davies, uderzając dłonią w stół, tak, jak to przed chwilą zrobiła Fleur - O, tak. Tak.
- Absolutnie Cie walne - oświadczył nagle stanowczo Bill - żebyś się wreszcie zamknął
Harry rozejrzał się po sali. Hagrid siedział przy jednym ze stołów dla nauczycieli; znowu miał na sobie ten okropny włochaty garnitur i patrzył w stronę głównego stołu. Pomachał ręką, a kiedy Harry spojrzał w bok, zobaczył, że madame Maxime odwzajemnia ten gest, migocąc opalami w blasku świec.
- Będzie wesele! - zawołała Gabriele - wasz dwa zespoły muzyczne do wyboru Hagrid
Hermiona uczyła Kruma poprawnej wymowy swojego imienia, które w jego ustach wciąż brzmiało „Hier-mija-ona".
Hier-mija-ona! - wystrzezyl sie Ron
- Her-mio-na - powiedziała wolno i bardzo wyraźnie
- Hiermi-ja-nina.
- Prawie dobrze - pochwaliła go, dostrzegając spojrzenie Harry'ego i szczerząc do niego zęby. Kiedy wszyscy się najedli, Dumbledore powstał i poprosił, by uczniowie zrobili to samo. Machnął różdżką i stoły podjechały do ścian, pozostawiając wolny środek sali, po czym na prawo od siebie wyczarował podium, a na nim orkiestrę: perkusję, gitary, lutnię, wiolonczelę i kobzy. Teraz, wśród burzy oklasków, na podium wkroczyły Fatalne Jędze, wszystkie nadzwyczaj owłosione i ubrane w czarne szaty, malowniczo porozdzierane i postrzępione. Chwyciły za instrumenty, a Harry, który tak się na nie zapatrzył, że prawie zapomniał, co go teraz czeka, nagle zdał sobie sprawę, że lampiony na stolikach pogasły, a reprezentanci szkół podnoszą się ze swoich miejsc.
- Chodź! - syknęła Parvati - Mamy przecież tańczyć!
- Ja nie chciałem tańczyć - mruknął Harry
- Harry wstał i potknął się o skraj swojej wyjściowej szaty. Fatalne Jędze zagrały jakąś powolną, smętną melodię. Wkroczył na jasno oświetlony parkiet, starając się na nikogo nie patrzeć (kątem oka dostrzegł Seamusa i Deana, machających do niego i śmiejących się szyderczo), a w następnej chwili Parvati chwyciła go za ręce i jedną umieściła wokół swojej kibici, a drugą ścisnęła swoją dłonią. 'Nie jest tak źle'. Pomyślał Harry, obracając się powoli w miejscu (Parvati prowadziła). Starał się patrzyć gdzieś ponad głowy obserwujących ich ludzi, a wkrótce na parkiet weszło wiele innych par, więc reprezentanci szkół przestali być ośrodkiem powszechnej uwagi. W pobliżu tańczył Neville z Ginny - Ginny krzywiła się co jakiś czas, kiedy Neville nadeptywał jej na stopę.
- Przepraszam Ginny! - zarumienił się Neville ta machnęła ręką
- a Dumbledore walcował z madame Maxime. Był przy niej tak mały, że szczyt jego spiczastej tiary ledwo muskał jej podbródek. Poruszała się jednak z wielką gracją, jak na taką olbrzymkę. Szalonooki Moody posuwał się jakimś wyjątkowo niezgrabnym dwukrokiem, trzymając w ramionach profesor Sinistrę, całkowicie pochłoniętą wystrzeganiem się jego drewnianej nogi.
- Ładne skarpetki, Potter- zadudnił tubalnym głosem Moody, przenikając swym magicznym okiem przez szatę Harry'ego.
- Fajne oko Moody - odparł Harry
- Och... taak, zrobił mi je Zgredek, domowy skrzat- odpowiedział Harry, zmuszając się do uśmiechu.
- Skóra mi cierpnie, jak go widzę! - szepnęła Parvati, kiedy Moody oddalił się z głuchym stukotem- Takie oko powinno być zabronione!
Harry z ulgą powitał ostatnią, rozdygotaną nutę kobzy. Fatalne Jędze przestały grać, znowu rozległy się oklaski, a Harry natychmiast uwolnił się z mocnego uścisku Parvati.
- Może usiądziemy, co?
- Och... ale... ale ten kawałek jest naprawdę dobry! - zawołała Parvati, gdy Fatalne Jędze zagrały znowu, tym razem o wiele szybciej.
- Wcale mi się nie podoba - skłamał Harry i wyprowadził ją z parkietu, mijając Freda i Angelinę, którzy tańczyli tak żywiołowo, że wszyscy naokoło uciekali w popłochu, obawiając się kontuzji.
- Była zabawa - mruknela Angelina
Podeszli do stołu, przy którym siedzieli Ron i Padma.
- Jak ci idzie? - zapytał Rona, siadając obok niego i otwierając butelkę kremowego piwa. Ron nie odpowiedział. Wpatrywał się ponuro w Hermionę i Kruma, którzy tańczyli w pobliżu. Padma siedziała z rękami założonymi na piersiach, podrygując nogą w takt muzyki. Co jakiś czas obrzucała pogardliwym spojrzeniem Rona, który całkowicie ją ignorował. Parvati usiadła z drugiej strony Harry'ego, skrzyżowała ręce podobnie jak siostra i po chwili została poproszona do tańca przez jakiegoś chłopaka z Beauxbatons.
- Nie masz nic przeciwko, Harry? - zapytała.
- Co? - bąknął Harry, który obserwował Cho i Cedrika.
- Och, nie ma sprawy - prychnęła Parvati i odeszła z chłopakiem z Beauxbatons. Kiedy Fatalne Jędze przestały grać, już nie wróciła. Po chwili na pustym krześle Parvati usiadła Hermiona, zarumieniona od tańca.
- Cześć - rzekł Harry. Ron milczał.
- Gorąco, co? - powiedziała Hermiona, wachlując się dłonią
- Tak straszne gorąco - oznajmiły wszystkie mężatki narzeczone albo dziewczyny które miały swoją drugą połówkę wachlując się dłonią i ciągnęły ramoneski siedząc tylko w bluzkach na jedno ramię w spodniach albo w spódnicy albo w sukienkach które idealne przylegają do ich ciał które podkreślające ich kobiece kształty a na nogach miały szpilki na wysokim obcasie - bo mój mąż /narzeczony /chłopak jest taki gorący i męski i mam ochotę się z nim bzykać!
- Panie uspokójcie się! - zawolali nauczyciele niedowierzaniem a te machnęły ręką i mocno się wtuliły w swojego mezszyzny i wesnely zadowolonym głosem mężowie narzeczoni i chłopaki wzruszyli ramionami i wystrzezyli się glupotowato do nauczycieli
- Wiktor poszedł przynieść mi coś do picia - Ron rzucił jej mordercze spojrzenie.
- Wiktor? To jeszcze cię nie poprosił, żebyś mówiła mu Wiki? - Hermiona spojrzała na niego ze zdumieniem.
- Co ci jest? - zapytała.
- Jak sama się nie domyślasz - odpowiedział Ron jadowitym głosem - to ja ci nie powiem.
- Jestem w tobie zakochany Hermiono jeknal Ron
Hermiona wytrzeszczyła na niego oczy, a potem spojrzała na Harry'ego, który wzruszył ramionami.
- Ron, co ci odbiło?
- Chce zacząć grę wstępna! - zawołał Hugo
- On jest z Durmstrangu! - warknął Ron - Rywalizuje z Harrym! Przeciwko Hogwartowi! Wiesz, co robisz? - Zawahał się, szukając właściwego słowa, by określić zbrodnię Hermiony - Bratasz się z wrogiem, oto co robisz!
Hermiona otworzyła szeroko usta.
- Nie bądź głupi! - powiedziała po chwili - Z wrogiem!
- On byl moim wrogiem do twojego serca Hermiona - mruknął Ron i popatrzył na nią - byłem wtedy i dalej jestem w tobie zakochany na zabój
- Dlaczego mi wtedy nie powiedziałeś?
- Nie wiem - wzruszył ramionami a ta bez wahania pocałowała go w namiętnie w usta jej mąż oddał pocałunek taka sama mocą
- Oni to sie całują rano południe popołudnie wieczórem i w nocy i tak od prawie trzydziestu lat! - jęknął Hugo - ze wam to się nie znudziło
- Hugo bo mamusia i tatuś sie bardzo kochają! - warknęła Emilly
- Teraz jesteś mój i tylko mój - oznajmiła szczęśliwa Lady Weasley patrzyła na Rona iskierkami miłości
A to dobre! A kto dostawał kręćka na jego widok? Kto marzył o zdobyciu jego autografu? Kto trzyma jego figurkę przy łóżku? - Ron uznał, że nie będzie odpowiadał na te pytania.
- Pewnie cię poprosił, żebyś poszła z nim na bal, kiedy siedzieliście oboje w bibliotece, co?
- Jakbyś zgadł - odpowiedziała Hermiona, a rumieńce na jej policzkach gwałtownie pociemniały - No i co z tego?
- Może próbowałaś go namówić, żeby wstąpił do tej twojej WSZY?
- Nie, nie próbowałam! Jeśli chcesz już wiedzieć, to... to powiedział, że przychodził codziennie do biblioteki tylko po to, żeby do mnie zagaić, ale nie miał odwagi!
Hermiona wypowiedziała to bardzo szybko i zaczerwieniła się tak, że jej policzki były teraz koloru sukni Parvati.
- No tak... Cóż, to jego wersja... - powiedział Ron jadowitym tonem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Że jestem zazdrosny - mruknął Ron
- To chyba jasne, nie? Jest uczniem Karkarowa, nie? Wie, z kim wciąż przebywasz... po prostu chce dorwać Harry'ego... wyciągnąć informacje na jego temat... albo jakoś się do niego zbliżyć, żeby rzucić zły urok... - Hermiona wyglądała, jakby Ron dał jej w twarz. Kiedy przemówiła, głos jej się trząsł.
- Więc dowiedz się, że ani razu nie zapytał mnie o Harry'ego, o nic...
Ron błyskawicznie zmienił taktykę.
- A więc ma nadzieję, że pomożesz mu zgadnąć, o czym wyje jego jajo! Już widzę, jak skłaniacie do siebie główki podczas tych uroczych wspólnych posiaduch w bibliotece...
- Nigdy bym mu nie pomogła w odgadnięciu, co oznacza wycie jego jaja! - oświadczyła Hermiona, przejęta szczerym oburzeniem - Nigdy. Jak mogłeś coś takiego powiedzieć... przecież dobrze wiesz, że życzę wygranej Harry'emu. I Harry o tym wie, prawda, Harry?
- Okazujesz to w bardzo dziwny sposób - zadrwił Ron.
- Ten cały turniej ma służyć nawiązaniu przyjaźni z czarodziejami z innych szkół! - warknęła Hermiona.
Hermiona stanęła i podeszła do Fleur z niezwykla gracja i wdziękiem i przytuliła się do niej i pocałowała ja w czoło Fleur wesnela zadowolonym głosem wtulając się w pani Weasley jeszcze bardziej to samo zrobiła z Gabriele która również wesnela zadowolonym głosem wtulając się do piersi Hermiony i Lady Weasley zwróciła się do Rona
- Ron Fleur i Gabi przyjechały z Beauxbatons i teraz one sa nie tylko moimi przyjaciółkami ale też moimi siostryczkami prawda kochaniutkie?
- Tak - mruknely zadowolonym głosem i obie się wtuliły do piersi Hermiony - jesteś moja siostryczka a nie żadna tam szwagierką kocham cię siostrzyczko
- Oczywiście ze jestem waszą siostryczka i ja też was kocham - mruknela pani Weasley tuląc swoje siostry do swojej piersi zachwycona
- Wcale nie! - zaperzył się Ron - Tu chodzi o zwycięstwo! - Ludzie zaczęli się na nich patrzyć.
- Ron - powiedział cicho Harry - mnie nie przeszkadza to, że Hermiona przyszła z Krumem - Ale Ron nie zwracał na niego uwagi.
- Może byś poszła i poszukała swojego Wikusia, na pewno zastanawia się, gdzie jesteś - powiedział.
- Nie nazywaj go Wikusiem!
- To będę go nazywać pajacem - stwierdził Ron
- Ron! - warknęła Hermiona a po chwili wesnela zadowolonym głosem bo Ron pocałował ją w usta
- Lepiej?
- Tak ale chce jeszcze - powiedziała podniecona Hermiona i sama go pocałowała
- Możecie przestać się już całować! - jęknęli większość ludzi ma sali
Hermiona zerwała się na nogi i pobiegła przez parkiet, znikając w tłumie. Ron patrzył za nią z mieszaniną złości i satysfakcji na twarzy.
- Słuchaj, czy ty w ogóle nie masz zamiaru poprosić mnie do tańca? - zapytała Padma.
- Nie - burknął Ron, nawet się do niej nie odwracając.
- Świetnie - prychnęła Padma, po czym wstała i podeszła do Parvati i jej
chłopaka z Beauxbatons, który błyskawicznie wyczarował jednego ze swoich kolegów. Harry mógłby przysiąc, że wykorzystał do tego zaklęcie przywołujące.
- Gdzie jest Hiermi-ją-nina? - Pojawił się Krum z dwoma butelkami kremowego piwa.
- Hiermi-ją-nina nie jest ciebie warta Krum! - warknal Ron - więc spadaj skąd!
- Ron! - wycedzila Hermiona tak dla zasady ale oczach miała iskierki miłości ze był o nią zazdrosny
- No co ja na to poradzę że jestem o Ciebie piekielne zazdro... ! - jeknal ale skoczył bo brazowlosa pocałowała go w namiętnie w usta
- Ty i ja jesteśmy jednością na wieki - mruknela Hermiona patrząc na niego iskierkami miłości
- Ty i ja to jedno na wieki - oznajmił Ron patrząc na nią z uwielbieniem
- Nie mam pojęcia - odpowiedział Ron niezbyt przyjaznym tonem - A co, zgubiłeś ją? - Krum znowu sposępniał.
- Nu, jakby ty ją zobaczył, to jej powiedz, że mam piwo - powiedział i odszedł, kołysząc się jak kaczka.
- Co, zaprzyjaźniłeś się z Wiktorem Krumem, Ron? - Pojawił się Percy. Zacierał ręce i był jeszcze bardziej napuszony niż zwykle. - Wspaniale! O to właśnie chodzi, o międzynarodową współpracę czarodziejów!
- Sprawdź czy Cie nie ma w ministerstwie Percy - mruknął Colin I
- Harry jęknął w duchu, bo Percy natychmiast zajął miejsce zwolnione przez Padmę. Przy stole sędziów nie było teraz nikogo: profesor Dumbledore tańczył z profesor Sprout, Ludo Bagman, profesor McGonagall, madame Maxime i Hagrid walcowali po parkiecie między pierzchającymi na ich widok uczniami,
- Powinniście wystąpić w tańcu z gwiazdami to taki
międzynarodowy format telewizyjny typu celebrycki talent show - rzekła Emilly
a Karkarow gdzieś zniknął. Kiedy skończył się kolejny kawałek, znowu rozległy się oklaski, a Harry zobaczył, jak Ludo Bagman całuje profesor McGonagall w rękę i przeciska się przez tłum do stołu. W tym momencie podeszli do niego Fred i George.
- Co oni sobie myślą? Żeby zaczepiać wysokich rangą urzędników ministerstwa! - syknął Percy, obserwując ich podejrzliwie - Żadnego szacunku...
- Zjedz snickersa wujku Percy bo zaczynasz strasznie gwiazdorzyc - powiedział George II większość ludzi parsknęła śmiechem żartem
Ludo Bagman pozbył się jednak Freda i George'a bardzo szybko, a zobaczywszy Harry'ego, pomachał ręką i podszedł do ich stołu.
- Mam nadzieję, że moi bracia nie narzucali się panu, panie Bagman? - zapytał natychmiast Percy.
- Co? Och, nie, wcale, ależ skąd Opowiadali mi tylko trochę o swoich fałszywych różdżkach. Pytali, czy nie mógłbym im doradzić w kwestii marketingu. Obiecałem, że przekażę im parę swoich kontaktów w sklepie Zonka...
Percy'ego najwyraźniej wcale to nie ucieszyło, a Harry gotów byłby się założyć, że powie o tym pani Weasley, kiedy tylko wróci do domu.
- Kabel! - warkneli Fred i George popatrzyli na Percego morderczym wzrokiem
Wszystko wskazywało na to, że plany Freda i George'a stawały się coraz bardziej ambitne, skoro już myśleli o rynku zbytu. Bagman otworzył usta, żeby zapytać o coś Harry'ego, ale Percy mu na to nie pozwolił.
- Jak pan ocenia przebieg turnieju, panie Bagman? Nasz departament jest raczej zadowolony. Oczywiście ta komplikacja z Czarą Ognia - zerknął na Harry'ego
- Wiesz dobrze ze się nie zgłosiłem - rzekł Harry
- nie była zbyt przyjemna, ale potem wszystko potoczyło się gładko, nie sądzi pan?
- Och, tak - zgodził się wesoło Bagman - mamy kupę zabawy.
- Jak się miewa stary Barty? Wielka szkoda, że nie mógł przybyć.
- Och, jestem pewny, że pan Crouch wkrótce wróci do zdrowia - rzekł Percy ważnym tonem
- Jak mu zrobisz porządnego loda od razu wróci do pracy Percy - stwierdziła Penelopa
- ale póki co, jestem gotów pociągnąć ten wózek za niego. Oczywiście nie chodzi tylko o chodzenie na bale! - zaśmiał się beztrosko - O nie, mam na głowie mnóstwo spraw, które wyskoczyły podczas jego nieobecności... Słyszał pan, że przyłapano Alego Bashira na szmuglowaniu latających dywanów Poza tym, musimy nakłonić Transylwańczyków do podpisania międzynarodowej konwencji o zakazie pojedynków. Po Nowym Roku mam umówione spotkanie z dyrektorem Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów...
- Wiesz co wujaszku Percy jesteś strasznie nudny - stwierdził Teddy
- Chodźmy się przejść - mruknął Ron do Harry'ego - Byle dalej od Percy'ego... - Odeszli od stołu pod pretekstem chęci napicia się czegoś, obeszli parkiet i wymknęli się do sali wejściowej. Drzwi frontowe były otwarte, a bajeczne światełka w różanym ogrodzie migotały i mrugały, gdy zeszli po kamiennych schodach i znaleźli się wśród kwitnących krzewów, krętych, ozdobnych ścieżek i wielkich kamiennych posągów. Tu i ówdzie na rzeźbionych ławkach siedzieli ludzie. Ruszyli krętą ścieżką między krzakami róż, ale uszli zaledwie kilkanaście kroków, gdy usłyszeli niemiły, znajomy głos.
- ... nie rozumiem, o co tyle zamieszania, Igorze.
- Severusie, nie udawaj, że nic się dzieje!
- Sevus nie chce numerka z Igorkiem czy coś innego! - zardwil Łapy niektórzy parskneli śmiechem
- BLACK ZAMORDUJĘ CIE! - ryknal wściekły Severus
- Nie krzycz i nie groź mojemu tatusiowi! - warknęly Daphne Astoria i Cassie do profesora
- W głosie Karkarowa można było wyczuć zaniepokojenie, a mówił cicho, jakby się bał, że ktoś ich podsłucha - To się staje coraz bardziej oczywiste, nie przeczę, że zaczyna mnie to poważnie martwić...
- Więc uciekaj - przerwał mu Snape - Wyjedź stąd, jakoś cię wytłumaczę. Ale ja pozostanę w Hogwarcie
Większość ludzi popatrzyła na Snape podezliwie
- Co wy kombinujecie? - pytały podeszliwie Lily I
- Nie interesuj się Potter! - warkneli Sevus - bo ciekawość to pierwszy stopień do piekła!
- I jestem dumna ze nazywam się Potter! - odparowala mu rudowłosa wtulając się Rogacza i zwróciła się do męża - Pocałuj mnie w usta w tej chwili!
- Oczywiście kochanie - mruknął i pocałował ją w namiętnie w usta ona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą
- Snape i Karkarow wyszli zza zakrętu ścieżki. Snape miał w ręku różdżkę, którą smagał krzaki róż ze złośliwą miną. Rozległy się piski i spod krzaków umknęły jakieś ciemne kształty - Fawcett, Hufflepuff traci przez ciebie dziesięć punktów! - krzyknął Snape do dziewczyny, która przebiegła koło niego - Ravenclaw też dziesięć punktów, Stebbins! - dodał, gdy z krzaków wyleciał za nią jakiś chłopiec.
- Snape Slytherin traci przez ciebie dziesięć punktów za bycie kretynem! - zawołał Łapa
- A wy co tu robicie? - ryknął na Harry'ego i Rona, kiedy zobaczył ich przed sobą na ścieżce - Harry spostrzegł, że Karkarow trochę się zmieszał na ich widok.
- Przeszkodzismy mu bo miał zamiar zrobić Snape'owi dobrze - stwierdził Ron
- Gryffindor traci 20 punktów! - ryknal Severus
Ręka powędrowała mu do koziej bródki, którą zaczął okręcać wokół palca.
- Spacerujemy - odpowiedział krótko Ron. - To chyba nie jest sprzeczne z prawem?
- No to spacerujcie! - warknął Snape i minął ich szybkim krokiem, a długi czarny płaszcz powiewał za nim jak skrzydła nietoperza.
- Harry Ron wasz ukochany profesor Hrabia Dracula szuka swojej narzeczonej - stwierdziła cukierkowym głosem Lily uśmiechając się do Snape niewinnie Niektórzy parskneli śmiechem
- Z tymi tłustymi włosami to na pewno znajdzie swoją księżniczkę ciociu Lily - oznajmiła cukierkowym głosem Daphne uśmiechając się do Snape niewinnie
Karkarow pospieszył za nim. Harry i Ron ruszyli dalej ścieżką.
- Czym ten Karkarow tak się martwi? - mruknął Ron. - I od kiedy są ze Snape'em po imieniu?
Doszli do kamiennego posągu wielkiego renifera, ponad którym tryskały wysoko perliste strumienie fontanny. Na kamiennej ławce widać było ciemne zarysy dwóch postaci, przyglądających się migocącej w blasku księżyca wodzie. A potem usłyszeli głos Hagrida:
- Jak tylko cię zobaczyłem, od razu wiedziałem - mówił dziwnie wilgotnym, ochrypłym głosem.
- Że sie w tobie zakochałem Olimpio i zapierasz mi w tech piersiach - rzekł Colin II - tak wiemy Hagrid
Harry i Ron zamarli. Zabrzmiało to jakoś tak, że nie mieli ochoty wkraczać w tę scenę. Harry obrócił się, spojrzał za siebie i zobaczył Fleur Delacour i Rogera Daviesa stojących między pobliskimi krzakami róż.
- Nic nie robiliśmy! - zawołała Fleur czerwona
Klepnął lekko Rona w ramię i wskazał głową za siebie, dając mu do zrozumienia, że trzeba się wycofać (Fleur i Davies wyglądali na bardzo sobą zajętych)
- Rozmową! - krzyknęła Fleur czerwona Molly podeszła do niej gracja i wdziękiem
- Kochasz mojego syna? - spytała przytulając ją
- Nad życie mamusiu - odpowiedziała zadowolonym głosem wtulając się w rudowłosa
- Należysz do Weasleyów kochaniutka na zawsze - odparła twardym głosem Lady Weasley a Fleur jeszcze bardziej się do niej wtuliła
, ale Ron wytrzeszczył oczy na widok Fleur, potrząsnął stanowczo głową i pociągnął Harry'ego głębiej, w cień za posągiem renifera.
- Co ty wiedział, 'Agrid? - zagruchała madame Maxime. Harry z całą pewnością nie chciał tego słuchać; wiedział, że Hagrid byłby wściekły, gdyby ktoś go podsłuchiwał w takiej sytuacji (sam czułby się tak samo). Gdyby to było możliwe, zatkałby sobie uszy palcami i zaczął coś nucić, ale tego akurat nie mógł zrobić. Próbował więc skupić uwagę na żuku pełznącym po grzbiecie renifera, ale niestety nie przeszkodziło mu tow usłyszeniu tego, co Hagrid mówił dalej.
- podsłuchiwaliscie! - warknal Hagrid
- Od razu się skapowałem... że jesteś taka jak ja... U ciebie kto, matka czy ojciec?
- Ja nie wiem, co ty mówi, 'Agrid...
- Bo u mnie matka - powiedział cicho Hagrid - Była jedną z ostatnich na tej wyspie. Jasne, że za dobrze to ja jej nie pamiętam... Rozumiesz, odeszła. Miałem ze trzy lata. No i nie była... tego... za macierzyńska. To nie leży w ich naturze, no nie? Nie wim, co się z nią stało... Z tego, co wim, to chyba umarła...
- Biedny Hagrid - rzekła Hermiona łzami w oczach
- Madame Maxime milczała. A Harry, wbrew samemu sobie, przestał się gapić na żuka, tylko zamarł i słuchał... Nigdy dotąd nie słyszał, by Hagrid opowiadał o swoim dzieciństwie. - Mojemu staremu mało serce nie nawaliło, jak odeszła. To był taki mały gościu... jak miałem sześć lat, to go mogłem złapać, podnieść do góry i posadzić na komodzie, jak mnie wkurzył. Ryczał ze śmiechu... - Basowy głos Hagrida nagle się załamał.
- Parszywy mieszaniec! - wycedzila Umbridge
- Zamknij się! - warknęła Minne do Landrynki
Madame Maxime słuchała bez ruchu, najwidoczniej wpatrując się w srebrną fontannę - Tata mnie wychował... ale mu się zmarło, zaraz po tym, jak trafiłem do szkoły. No to, cholibka, musiałem sam o siebie zadbać. Dumbledore bardzo mi pomógł. To równy gość, był dla mnie bardzo dobry... - Hagrid wyciągnął wielką, jedwabną chustkę w kropki i wydmuchał hałaśliwie nos. - No i tak... ale... dość już o mnie. A jak było z tobą? Po kim to masz? - Madame Maxime nagle wstała.
- Jest zimno - oświadczyła tonem o wiele chłodniejszym od zimowego powietrza - Chyba wrócę do zamku.
- Co? Nie, nie odchodź! Ja jeszcze nigdy nie spotkałem drugiego!
- Drugiego? - powtórzyła madame Maxime lodowatym głosem. Harry bardzo chciał podpowiedzieć Hagridowi, żeby nie odpowiadał na to pytanie; stał w cieniu, zaciskając zęby i modląc się w duchu, żeby tego nie zrobił - ale na nic się to nie zdało
- No, drugiego półolbrzyma! - powiedział Hagrid.
- Jak śmi! - wrzasnęła madame Maxime. Jej głos rozdarł ciszę nocy jak syrena przeciwmgielna, a Harry usłyszał za sobą tupot nóg, gdy Fleur i Roger wypadli spomiędzy krzaków róż
- Ktoś sie nie może się pogodzić kim jest naprawdę - oznajmiła Patricia - tak samo jak ta tu śmierdząca brzydko pachnącą ropuszka z Ministerstwa która....
- Ty mała smarkulo! - warknęła wściekła Umbridge a Gabriele wyglądała na szczególnie podbuzowaną, jej ręka płonęła blaskiem i trzęsła się z powstrzymywanej złości. Tymczasem Colin II Adrenne z całkowitym spokojem trzymali Umbridge na muszce.
- Spokojnie kochani! - krzyknął Dumbledore
- Ta paskudna ropucha obraziła moją córeczkę i mi mówisz że mam być spokojna!? - warknęła wściekła Gabriele do dyrektora
- Nikt nigdy tak mnie nie obraził w cali moi życi! Pol-nolbzim? Moi? Ja... ja mam grubi kości!
I oddaliła się zamaszystym krokiem, a z krzaków, które rozgarniała ze złością, wzbiły się w powietrze chmary różnobarwnych elfów. Hagrid nie ruszał się z ławki, patrząc za nią. Było o wiele za ciemno, by dostrzec wyraz jego twarzy. A potem, po jakiejś minucie, wstał i odszedł w ciemność. Nie wrócił już do zamku, tylko skierował się w stronę swojej chatki.
- On Ci powiedział tylko prawdę kochanie - mruknela Apolonia
- Chodź - powiedział bardzo cicho Harry do Rona - Idziemy stąd... - Ale Ron ani drgnął - Co jest z tobą? - zapytał Harry, spoglądając na niego. Ron odwrócił się i też na niego spojrzał, a twarz miał bardzo poważną.
- Wiedziałeś? - wyszeptał - Wiedziałeś, że Hagrid jest półolbrzymem?
- Nie - odrzekł Harry, wzruszając ramionami - I co z tego? - Wystarczyło mu spojrzeć na minę Rona, by zrozumieć, że po raz któryś popisał się nieznajomością świata czarodziejów. Wychował się w domu Dursley'ów, i wiele rzeczy, które dla wszystkich czarodziejów były zupełnie oczywiste, dla niego stanowiły całkowitą nowość, ale od czasu, gdy znalazł się w Hogwarcie, takich niespodzianek było coraz mniej.
- A przy okazji nauczył sie świetnie łamania szkolnych zasad - dodała Minevra
Teraz jednak poczuł od razu, że żaden czarodziej nie powiedziałby „I co z tego?", dowiedziawszy się, że jeden z jego przyjaciół miał matkę olbrzymkę.
- Wyjaśnię ci to w zamku - powiedział cicho Ron - Idziemy.
Fleur i Roger gdzieś zniknęli - prawdopodobnie ukryli się w jakiejś bardziej ustronnej kępie krzaków.
- Nie przejmuj się kochanie mamusia Cie bardzo kocha - odezwała sie Molly I przytulając Fleur do swojej piersi
- Mamusiu wyglądasz obłędnie w tej obcisnej sukience które podkreślają mamusi kobiece kształty kurtce i w szpilkach na wysokim obcasie
- Dziękuję słoneczko - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley całując ja w czoło i poczuła jak Fleur wzdycha zadowolonym głosem wtulając do niej piersi - jestem Lady Weasley to jest moj obowiązek tak chodzić bo za tym ty też wyglądasz obłędnie córeczko w tej bluzce na jedno ramię w kurtce i spódnicy wszystkie części podkreślała twoje kobiece kształty i oczywiście w szpilkach na wysokim obcasie
- To jest mój obowiązek chodzenia w tych ciuszkach i szpilkach na wysokim obcasie bo jestem Lady Weasley mamuś i zawsze muszę wyglądać obłędnie - stwierdziła Fleur zadowolonym głosem do piersi lady Weasley
Harry i Ron wrócili do Wielkiej Sali. Parvati i Padma siedziały przy stole w otoczeniu chłopców z Beauxbatons, a Hermiona znowu tańczyła z Krumem. Usiedli daleko od parkietu.
- No więc co? - zagadnął niecierpliwie Harry - Co jest z tymi olbrzymami?
- No wiesz, one są... są... - Ron szukał właściwych słów - niezbyt przyjemne - zakończył kulawo.
- One są straszne - mruknela blada Hermiona wtulając się w Rona bo przypomniała sobie o Graupie
- Jesteś już bezpieczna skarbie - oznajmił Ron
- I co z tego? Przecież Hagrid jest w porządku!
- Wiem, ale... kurczę, wcale się nie dziwię, że nigdy o tym nie wspominał - powiedział Ron, kręcąc głową - Zawsze myślałem, że jak był dzieckiem, to go trafiło zaklęcie wyolbrzymiające, czy coś w tym rodzaju, bo ja wiem... Nie wypadało go o to pytać.
- Ale co z tego, że jego matka była olbrzymką?
- No wiesz... ten, kto go dobrze zna, nie będzie się tym przejmować, bo wszyscy wiedzą, że Hagrid nie jest groźny - ciągnął Ron. - Ale... Harry, olbrzymy są okropne... bardzo niebezpieczne i złośliwe. Takie po prostu są, taką mają naturę, jak powiedział sam Hagrid...
- To jakim cudem gość zapłodnił olbrzymke? - spytał Seamus niedowierzaniem
- Seamus to jeszcze nic wyobraź sobie jakby było odwrotnie jakby męski olbrzym miał uprawiać seks z człowiekiem płci żeńskiej i ją jeszcze zapłodnił - odezwał się Dean - i miałaby jego jeszcze dziecko rodzic to by było hardcorowe
Są jak trolle... lubią zabijać, wszyscy o tym wiedzą. Chociaż w Wielkiej Brytanii już ich nie ma.
- Co się z nimi stało?
- Częściowo powymierały, ale wiele wybili aurorzy. Podobno są jeszcze olbrzymy w innych krajach... kryją się w dzikich górach...
- Nie wiem, kogo ta Maxime chce oszukać - powiedział Harry, patrząc na dyrektorkę Beauxbatons, siedzącą samotnie przy stole dla sędziów - Jeśli Hagrid jest półolbrzymem, to ona tym bardziej. Te wielkie kości... chyba tylko dinozaur ma większe.
- Olimpia nie jest półolbrzymem tylko dinozaurem... Olimpiacus Maxirex! - parsknął śmiechem Fred II
- Nie ma takiego dinozaura - rzekła Hermiona
- Właśnie że jest ciociu Hermiono - oznajmił Fred II wystrzezem - a tym dinozaurem jest Olimpia Maxime
Przez resztę balu dyskutowali w kącie o olbrzymach, nie czując najmniejszej ochoty do tańca. Harry starał się nie patrzeć na Cho i Cedrika, bo kiedy to robił, ogarniała go przemożna chęć kopnięcia czegoś. Kiedy o północy Fatalne Jędze skończyły grać, wszyscy nagrodzili je długimi oklaskami i zaczęli opuszczać Wielką Salę. Wiele osób wyrażało głośno życzenie, by bal trwał dłużej, ale Harry myślał już tylko o łóżku; jeśli chodzi o niego, za bardzo się nie ubawił. W sali wejściowej zobaczyli, jak Hermiona żegna się z Krumem przed jego powrotem na statek Durmstrangu. Zmierzyła Rona bardzo chłodnym spojrzeniem i bez słowa minęła go na marmurowych schodach. Poszli za nią,
- Chciałeś przyjść do mnie do pokoju? - zapytała Rona do jego ucha Hermiona z nadzieją - chciałeś mi pomóc ściągnąć moją obcisła sukienkę?
- Tak - odpowiedział Ron podniecony
- I chciałeś mnie widzieć jak mnie bozia stworzyła? - zapytała erotycznie
- Tak - kiwając głową
- W nocy będziesz miał okazję pomoc mi ściągnąć ciuszek bo nie mam nic pod sukienka i pomożesz mi ściągnąć biecke i zobaczysz jak mnie bozia stworzyła a później masz mi pokazać jak bardzo mnie kochasz - stwierdzila Hermiona podniecona do jego ucha i poczuła jak jego męskość staje bo cały czas siedziała mu na kolanach - moj ty biedaku chciałbyś sobie już ulżyć?
- Tak! - jęknął cicho był mega podniecony
- Możecie przestać szeptać! - warkneli Fred i George
ale w połowie schodów Harry usłyszał czyjeś wołanie.
- Hej... Harry! - Był to Cedrik Diggory. Harry dostrzegł Cho, czekającą na niego w sali wejściowej.
- O co chodzi? - zapytał chłodno Harry, kiedy Cedrik podbiegł ku niemu po schodach. Cedrik dał mu do zrozumienia, że wolałby nie rozmawiać w obecności Rona, który wzruszył ramionami i z wściekłą miną ruszył dalej po schodach.
- Słuchaj... - zaczął Cedrik ściszonym głosem, kiedy Ron zniknął - Jestem ci coś winien za to, że powiedziałeś mi o smokach. Słuchaj, czy twoje złote jajo wyje, jak się je otworzy?
- Tak.
- No to... wykąp się, dobrze?
- Co?!
- Weź gorącą kąpiel i... miej ze sobą to jajo... i... po prostu zastanów się nad tym w gorącej wodzie. To ci pomoże, zaufaj mi.
Harry wytrzeszczył na niego oczy.
- I zrób to w łazience prefektów - dodał Cedrik - Czwarte drzwi na lewo od posągu Borysa Szalonego, na piątym piętrze. Hasło brzmi: „Sosnowa świeżość".
- Mogę wziąść z tobą gorącą kąpiel w łazience prefektów? - pytała Ginny Harry'ego patrząc na niego iskierkami miłości - bo muszę się odświeżyć
- Z tobą zawsze mam ochotę na kąpiel i nie tylko
- Chcesz się ze mną kochać w łazience prefektów? - pytała podniecona pani Potter nagle stała i ciągnęła Harrego za rękę bo chciała iść do łazienki prefektów i sie z nim kochać - no chodź Harry!
- Mamo usiądź wreszcie! - zawołał Albus II Ginny założyła ręce obrażona bo miała ochotę na szybki numerek z Harrym w łazience prefektów a nie pozwolili im iść i usiadła na kolanach Harrego i się wtuliła
- No, muszę lecieć... chcę się pożegnać... - Uśmiechnął się do Harry'ego i zbiegł po schodach do Cho. Harry wrócił sam do wieży Gryffindoru. To była bardzo dziwna rada. Dlaczego kąpiel miałaby mu pomóc zrozumieć, co znaczy to jęczące jajo? A może Cedrik tylko go podpuszcza? Może chce zrobić z niego głupka, żeby lepiej wypaść w oczach Cho?
- Ja działam fair Harry - powiedział Cedrik
- Wiem Cedrik przepraszam Cie za tamto i wiesz co ty i Cho pasujecie do siebie
- Ty i Ginny również - stwierdził Cedrik
- Dziewczyny bądźcie grzecznymi dziewczynkami - wzrocili się do Cho i Ginny - i macie się pogodzcie w tej chwili - obie wesnely
- Chyba nie mamy wyjścia - odezwały się nawzajem i podeszły do siebie z niezwykla gracja i wdziękiem
- Przepraszam - oznajmily Ginny i Cho do siebie i podały sobie rękę a później wzrocili się do swojego mezszyzny - zadowolony?
- Wiemy ze nie będziecie psiapsiolkami - więc okej stwierdzili oboje - ale nigdy nie mów nigdy
- Z Fleur jest inaczej! - prychnela Ginny podchodząc do niej i mocno ją przytuliła pocałowała ja w czoło a ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w pani Potter jeszcze bardziej - tak samo jest z Gabriele - to samo zrobiła z Gabriele która również wesnela zadowolonym głosem wtulając się do piersi Ginny - one są nie tylko moimi przyjaciółkami ale też moimi siostryczkami i moi biologiczni rodzice są ich rodzicami i kazali in sie zwracać mamusia i tatuś prawda kochaniutkie?
- Tak - mruknely zadowolonym głosem i obie się wtuliły do piersi Ginny - jesteś moja siostryczka a nie żadna tam szwagierką i twoi rodzice są moimi rodzicami i będę mówiła do ich tylko mamusia i tatuś i kocham cię siostrzyczko
- Oczywiście że jestem waszą siostryczka i ja też was kocham - mruknela pani Ginny tuląc swoje siostry do swojej piersi
Gruba Dama i jej przyjaciółka Vi drzemały w ramach obrazu ukrywającego dziurę. Harry musiał wrzasnąć: „Bajeczne świecidełka!", zanim je obudził, a kiedy to zrobił, nie były wcale zachwycone. Wszedł do pokoju wspólnego, gdzie zastał Rona i Hermionę patrzących na siebie spode łba; oboje mieli twarze czerwone ze złości.
- Gra wstępna! - parsknął śmiechem Harry
- No więc jak ci się to nie podoba, to chyba wiesz, co powinieneś zrobić, nie?! - krzyknęła Hermiona, której część włosów już się wymknęła spod wytwornego koka.
- Tak?! - ryknął Ron - A niby co?
- Następnym razem, jak będzie bal, to mnie zaproś, zanim zrobi to ktoś inny, a nie traktuj mnie jak ostatnią deskę ratunku!
Ron otworzył usta i zaczął bezgłośnie poruszać wargami jak złota rybka wyjęta z wody, a Hermiona odwróciła się na pięcie i zniknęła na schodach wiodących do sypialni dziewcząt.
- Nawet jak sie złościć jesteś piękna - mruknął Ron - i porusza się z gracją i wdziękiem
Ron zobaczył Harry'ego.
- No nie - powiedział z taką miną, jakby go piorun trzasnął - to przecież dowodzi... że ona kompletnie nic nie rozumie...
Harry nic na to nie powiedział. Cieszył się, że Ron znowu z nim rozmawia, więc nie chciał wypowiadać tego, co myśli - a jakoś mu się wydawało, że Hermiona rozumie o wiele więcej niż Ron.
- Koniec rozdziału - rzekła Poppy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz